poniedziałek, Wrzesień 24, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "PKB"

PKB

Według świeżo opublikowanych danych GUS polska gospodarka urosła w drugim kwartale o 5,1 proc. r/r., co pozwala zakładać 5-procentowy wzrost  PKB w całym 2018 r. (najpierw analitycy Credit Agricole i  PKO BP podnieśli prognozę do takiego poziomu, a następnie Ministerstwo Finansów uznało ten scenariusz za możliwy).

Nasza gospodarka rozwija się w tempie najwyższym od 2011 r. i to pomimo zadyszki krajów UE, w tym Niemiec. Wynika to z faktu, że nasz wzrost gospodarczy oparty jest głównie na popycie wewnętrznym i wysokiej konsumpcji, co częściowo uniezależnia nas od sytuacji w regionie. Ostatnie odczyty danych makroekonomicznych wskazują, że jesteśmy blisko szczytu cyklu koniunkturalnego – mamy rekordowo niskie bezrobocie, a do tego rośnie sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa.

Jednak polskie firmy raczej nie skorzystały na dobrej koniunkturze gospodarczej na co wskazują chociażby spadki notowań na warszawskiej giełdzie w pierwszej połowie roku (aczkolwiek w lipcu doczekaliśmy się hossy). Załamanie indeksów w dużym stopniu można wytłumaczyć nie tyle słabością firm, co sytuacją międzynarodową tj. awersją ryzyka inwestorów do rynków wschodzących spowodowaną widmem wojny handlowej, a w ostatnich dniach kłopotami Turcji oraz odpływami środków z funduszy inwestycyjnych.

Jednak rekordowej ilości upadłości spółek już nie da się wytłumaczyć nastrojami inwestorów. W swoim ostatnim raporcie Euler Hermes wskazuje, że w ciągu pierwszego półrocza 2018 r. nastąpił 22 proc. wzrost niewypłacalności firm porównując rok do roku i to pomimo wysokiego punktu odniesienia z lat ubiegłych. Sam tylko czerwiec przyniósł rekordową liczbę 105 niewypłacalnych firm (dane Euler Hermes na podstawie MSiG).

Dlaczego w takim razie firmy nie korzystają na dobrej sytuacji gospodarczej i ekonomicznej? Powodów jest kilka

Po pierwsze przy zwiększonej konsumpcji, a więc rosnącej produkcji nie koniecznie rosła marża przedsiębiorstw – koszty wytworzenia rosły szybciej niż przychody. Najbardziej jaskrawym przykładem jest budownictwo, gdzie dodatkowym obciążeniem był brak waloryzacji kontraktów. Firmy budowlane podpisywały kilkuletnie kontrakty przy założeniu poziomu cen surowców i kosztów pracy sprzed kilku lat, a teraz – gdy te znacząco wzrosły – znalazły się w trudnej sytuacji.

Aby sprostać rosnącej produkcji firmy muszą angażować większe środki kapitałowe. Opublikowane do tej pory sprawozdania banków za drugi kwartał 2018 r. wskazują na wzrost udzielonych kredytów dla firm, ale dotyczy to kredytów obrotowych, a nie inwestycyjnych, co potwierdza zapotrzebowanie firm na płynność. Firmy nie akumulują kapitału, który mogłyby przeznaczyć na rozwój i inwestycje.

Sytuacji płynnościowej spółek na pewno nie pomagają działania rządu na rzecz uszczelniania systemu VAT. Z jednej strony w wyniku licznych kontroli skarbowych firmy z opóźnieniem dostają zwroty podatku VAT, a dodatkowo wprowadzono tzw. split payment – mechanizm, gdzie kupujący wpłacają część płatności dotyczącą VAT na osobne konto, z którego nie może korzystać przedsiębiorca. Firma, która sama opłaca VAT swoim dostawcom, dotychczas do momentu jego zwrotu mogła korzystać ze środków z części VAT, które sama otrzymała z drugiej strony od odbiorców, i zanim odprowadziła je do urzędu skarbowego. Przy nowym rozwiązaniu przedsiębiorca traci możliwość dysponowania tymi środkami, czyli do momentu zwrotu VAT zapłaconego dostawcom nie ma swego rodzaju „poduszki” pieniężnej.

Zobacz też:

Kredyt dla spółki – jakie wymagania należy spełnić?

Młodzi w biznesie – wyniki finansowe nie są najważniejsze, liczą się kwestie społeczne

Oczywiście uszczelnianie VAT nie jest zjawiskiem negatywnym, ale efektem ubocznym mogą być problemy płynnościowe firm i zatory płatnicze

Kolejną kwestią są wysokie obciążenia firm różnego rodzaju podatkami, opłatami i kosztami zmian regulacyjnych. Przykładowo w ciągu ostatniego roku firmy musiały ponieść koszty implementacji RODO (koszty usług doradczych, prawniczy i informatycznych), a w przyszłym roku wchodzi w życie podatek od nieruchomości komercyjnych (podatek zapłacą właściciele nieruchomości generujących przychody z najmu lub dzierżawy). Dodatkowo na horyzoncie pojawiają się PPK i niejasna ustawa o daninie solidarnościowej, które prawdopodobnie zwiększą klin podatkowy. Ponadto od marca obowiązuje ustawa o zakazie handlu w niedzielę, chociaż tutaj okno obserwacji jest póki co za krótkie, aby jednoznacznie określić wpływ tego rozwiązania.

Innym czynnikiem ciążącym firmom i generującym koszty jest brak wykwalifikowanej siły roboczej. Według Jan Stylińskego – Prezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, w samej branży budowlanej brakuje 150 tys. rąk do pracy. Żeby przyciągnąć pracowników firmy muszą oferować wyższe wynagrodzenia – wzrost płac wyniósł w lipcu aż 7,2 proc. r/r. Dodatkowo koszty zatrudnienia zwiększą wspomniane ustawy o PPK i daninie solidarnościowej (środki na daninę solidarnościową mają być przesunięte z Funduszu Pracy, więc teoretycznie obciążenie nie powinno wzrosnąć, ale ustawa jest mało precyzyjna).

Polska gospodarka rośnie na konsumpcji kosztem inwestycji, co pokazuje, że przedsiębiorstwa w większym stopniu finansują wzrost PKB niż korzystają z jego owoców. Problemy płynnościowe spółek powodują, że nie mają one pieniędzy na inwestycje, co może powodować, że nasza gospodarka będzie mniej odporna na dalsze etapy cyklu gospodarczego, ponieważ wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji – przynajmniej w teorii –  jest mniej trwały.

Pewną nadzieją na poprawę sytuacji są środki unijne. Zakontraktowano już praktycznie cały budżet z obecnej perspektywy finansowej, a wkrótce ruszą wypłaty, co pozwala mieć nadzieję, że za inwestycjami publicznymi ruszą też prywatne. Pieniądze z Brukseli mogą złagodzić ewentualne wyhamowanie koniunktury i spadek konsumpcji. Dodatkowo przykład Węgier pokazuje, że kłopoty z dostępnością siły roboczej wpływają pozytywnie na inwestycje, gdyż firmy brak rąk do pracy zastępują zwiększaniem efektywności.

Wojciech Bartosik, Analityk, Dom Maklerski Michael/Ström

=

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na rynku mieszkaniowym. Maj nie był pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki w tym obszarze, natomiast wcześniej nie dotyczyły one wszystkich trzech badanych kategorii. Poza mieszkaniówką szczególną uwagę zwracamy na sprzedaż detaliczną, która – po słabym kwietniu – wzrosła o 6,1 proc. w skali roku.

Produkcja przemysłowa (w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2018 r. wzrosła o 5,4 proc. w skali roku. Odczyt ten okazał się wyższy aż o 1,9 pkt. proc. od oczekiwań rynkowych. Wzrost odnotowano w 27 z 34 działów przemysłu, z czego największa dynamika widoczna była w produkcji maszyn i urządzeń (21,0 proc. r/r). Z kolei największy spadek (-25,7 proc. r/r) miał ponownie miejsce w produkcji wyrobów farmaceutycznych. W przypadku danych skorygowanych o czynniki sezonowe produkcja przemysłowa wzrosła o 7,4 proc. r/r.

W maju 2018 r. kolejny raz odnotowano dwucyfrową dynamikę wzrostu w skali roku w produkcji budowlano-montażowej, która (wyrażona w cenach stałych, niewyrównana sezonowo, w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 20,8 proc. r/r. Majowy wynik przebił konsensus rynkowy o 3 pkt. proc. Natomiast dane po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym były wyższe o 23,7 proc. r/r. Ze statystyk GUS wynika, że największy wzrost w budownictwie odnotowano we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej (+36,8 proc. w skali roku).

W związku ze zmianą prezentacji danych o rynku mieszkaniowym przez GUS, dane dotyczące budownictwa indywidualnego i przeznaczonego na sprzedaż lub wynajem prezentujemy sumarycznie. W minionym miesiącu na rynku mieszkaniowym mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją, bowiem wszystkie wskaźniki zanotowały spadek w skali roku. Liczba oddanych mieszkań w maju 2018 r. była niższa o 10 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego, natomiast narastająco od początku roku liczba ukończonych mieszkań była wyższa o 9 proc. aniżeli w okresie styczeń-maj 2018 r. W maju br. rozpoczęto budowę o 7 proc. mniej mieszkań niż w maju 2017 r., aczkolwiek dynamika od początku roku jest dodatnia i wynosi 10 proc. Z kolei jeśli mowa o mieszkaniach, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszeń z projektem budowlanym, to w maju 2018 r. mieliśmy do czynienia z 6 proc. spadkiem, podczas gdy w okresie styczeń-maj 2018 r. liczba ta wzrosła o 2 proc. w skali roku. Zwracamy uwagę, że maj nie jest pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki, aczkolwiek wcześniej nie były one aż tak jednoznaczne. Dane za maj i narastające od początku br. utwierdzają nas we wcześniej formułowanej przez nas tezie, że w 2018 r. nie będziemy świadkami dynamicznych wzrostów na rynku mieszkaniowym, jak miało to miejsce rok wcześniej.

Dane z rynku pracy ponownie były dobre. W maju 2018 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6 210,2 tys. osób, co oznacza analogiczny wzrost jak w trzech poprzednich miesiącach, tj. o 3,7 proc. w skali roku (zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi). Z kolei przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 696,59 zł miesięcznie, tj. o 7,0 proc. r/r (o 0,1 pkt. proc. poniżej oczekiwań rynkowych) vs. 7,8 proc. r/r w miesiąc wcześniej.

Z opublikowanego przez GUS wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych wynika, że inflacja CPI w maju 2018 r. wyniosła 1,7 proc. r/r. Wynik ten był zgodny ze wstępnym odczytem, który z kolei był o 0,2 pkt. proc. poniżej konsensusu rynkowego. Przyspieszenie tempa wzrostu cen wynikało przede wszystkim ze wzrostu cen transportu (+4,8 proc. r/r oraz +2,6 proc. m/m). W czerwcu 2018 r. dostrzegamy spadek cen ropy w skali miesiąca, niemniej jednak obecny poziom cen jest istotnie wyższy aniżeli w analogicznym miesiącu roku ubiegłego.

Sprzedaż detaliczna w maju 2018 r., w przeciwieństwie do kwietnia, zaskoczyła pozytywnie. Dynamika w cenach stałych wyniosła 6,1 proc. r/r, a w cenach bieżących 7,6 proc. r/r, a więc o 1 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu odnotowano wzrost w skali roku we wszystkich kategoriach (ceny stałe), z czego największy miał miejsce w paliwach stałych, ciekłych i gazowych (+9,6 proc. r/r), a najmniejszy w kategorii „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (+0,3 proc. r/r).

GUS zrewidował „w górę” szybki szacunek PKB za 1. kwartał 2018 r. Pierwotne dane wskazywały na realny wzrost (niewyrównany sezonowo) rzędu 5,1 proc. w skali roku, podczas gdy najnowsze dane wskazują na dynamikę 5,2 proc. r/r.

GUS podwyższył swoje wstępne szacunki, z których wynikało, że polska gospodarka rozwijała się pierwszym kwartale w tempie 5,1 proc. Okazało się, że PKB wzrósł o 5,2 proc., a więc wyraźnie mocniej niż się wcześniej spodziewano. W kolejnych kwartałach tak wysokiej dynamiki raczej już się nie uda utrzymać, ale poważniejsze osłabienie nam nie grozi.

Realny wzrost PKB o 5,2 proc. to powtórzenie bardzo dobrego, najwyższego od prawie siedmiu lat wyniku z trzeciego kwartału ubiegłego roku. Tak duża zwyżka PKB w pierwszych trzech miesiącach obecnego roku potwierdza dobrą kondycję polskiej gospodarki i pozwala zakładać, że spowolnienie, które spodziewane jest w kolejnych kwartałach, będzie dość łagodne. Zawdzięczamy ją wciąż bardzo wysokiemu popytowi krajowemu, który wzrósł o 6,8 proc., a więc najmocniej od pierwszego kwartału 2008 r., a więc od dziesięciu lat. Nieznacznie obniżyła się dynamika spożycia gospodarstw domowych, utrzymując się jednak na wysokim poziomie 4,8 proc. (w czwartym kwartale 2017 r. wyniosła 5 proc.). Najbardziej pozytywnym zjawiskiem, jakie zanotowano w pierwszych miesiącach obecnego roku, jest wyraźne przyspieszenie inwestycji. Wzrost nakładów na środki trwałe wyniósł 8,1 proc., wobec 5,4 proc. w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku i 3,6 proc. we wspomnianym trzecim kwartale 2017 r., gdy dynamika PKB była taka sama, jak obecnie. Jak można się było spodziewać, lekko niekorzystnie na tempo wzrostu gospodarczego wpłynęły wyniki handlu zagranicznego, gdzie zanotowano przewagę importu nad eksportem.

Prawdopodobieństwo powtórzenia ubiegłorocznego wyniku, czyli wzrostu o 4,6 proc. jest niewielkie, szczególnie wobec uwarunkowań i zagrożeń zewnętrznych. Wyraźne spowolnienie jest już widoczne w Niemczech (obniżenie się tempa wzrostu w pierwszym kwartale z 2,3 do 1,6 proc.) oraz części państw naszego regionu. Czynnikami ryzyka są też możliwe konsekwencje nasilającego się protekcjonizmu, amerykańskiej polityki celnej oraz sankcji nałożonych na Rosję i zapowiadanych wobec Iranu. Rezerwy tkwią zaś w sile konsumpcji prywatnej oraz inwestycjach i w tych obszarach można oczekiwać pozytywnych niespodzianek. Dynamika płac i sprzedaży detalicznej nie osiągnęły jeszcze nawet poziomu z lat 2010-2012, a tempo wzrostu spożycia w sektorze gospodarstw domowych dalekie jest od tego z lat 2006-2008, mimo rekordowo niskiej i nadal malejącej stopy bezrobocia. Inwestycje powinny zaś wkrótce osiągnąć dwucyfrową dynamikę wzrostu, co będzie podtrzymać wysokie tempo wzrostu PKB. Widoczne od kilku tygodni wyraźne osłabienie złotego, gdyby okazało się tendencją bardziej trwałą, mogłoby z kolei wesprzeć naszych eksporterów i spełnić podobną rolę jak w czasie poprzedniego kryzysu, przynajmniej częściowo kompensując ewentualne perturbacje w światowym handlu oraz konsekwencje słabszej kondycji naszych największych partnerów handlowych.

Autor: Roman Przasnyski, GERDA BROKER

Jeśli jedynie połowa z nas weźmie w długi weekend zaledwie jeden dodatkowy dzień wolny, polska gospodarka straci około 5 mld zł. Kilka dni wolnych to już strata blisko 1% PKB co przekłada się na kilkanaście miliardów złotych. Ucierpią z tego powodu przede wszystkim małe firmy, a długie weekendy mogą pogłębić problemy MSP z płynnością i zatory finansowe w gospodarce.

Zbliżający się weekend majowy pozwoli wypocząć wyjątkowo długo. W tym roku kalendarz układa się w specyficzny sposób – przy zaledwie 3 dniach wolnego możemy wypoczywać aż 9 dni (jeśli do dni, kiedy weźmiemy urlop doliczymy weekendy i święta). To co cieszy zatrudnionych na umowę, martwi właścicieli firm. Odpoczynek i wolne dni to mniej wykonanych usług czy wyprodukowanych towarów, co może zmniejszyć dochody firm MSP.

Biorąc pod uwagę, że polska gospodarka funkcjonuje w modelu odroczonej płatności, a zatory płatnicze są prawdziwą plagą, zbyt długi odpoczynek może tylko pogłębić niekorzystny model rozliczania się firm pomiędzy sobą. Jak wynika z badania płatności przeprowadzonego przez Coface znacząca część biznesu otrzymuje przelewy z opóźnieniem, aż 90% firm w naszym kraju tego doświadcza, w dodatku problem się nasila. O 4% (do 28%) w porównaniu z poprzednim badaniem przedsiębiorców wzrosła liczba firm z zaległościami przekraczającymi datę wymagalności o 3 miesiące.

Przeciętne opóźnienia płatności wynoszą już średnio 62,5 dni (wzrosły o 11 dni). Działaniami wskazywanymi przez przedsiębiorców, jako skutecznie zapobiegającymi utracie płynności w wyniku opóźnień w przelewach jest m.in. faktoring.

– W badaniach mniej niż 1% przedsiębiorców deklaruje, że nigdy nie spotkało się z zaległościami w przelewach środków za swoje towary i usługi, więc to naprawdę rzadkość jak śnieg w maju. Ta statystyka znajduje też potwierdzenie w naszych rozmowach z przedsiębiorcami, którzy jako powód korzystania z faktoringu wskazują właśnie ryzyko długiego oczekiwania na własne środki. Po pierwsze w wyniku odroczonego o dwa, trzy lub więcej miesięcy terminu płatności na fakturze, a po drugie z powodu niedotrzymywania przez kontrahentów nawet tych odległych terminów. Faktoring skraca czas oczekiwania na pieniądze do kilkunastu godzin – mówi Beata Sosin, Dyrektor Regionu Małopolska w eFaktor.

W majowy weekend nie budują i nie wożą

Z pewnością jest grupa przedsiębiorstw, która z długiego weekendu skorzysta biznesowo. Należą do nich usługi związane z turystyką, stacje paliw czy małe sklepy spożywcze. Jednak zdecydowana większość biznesu straci. Tu wskazać można np. na budowlankę czy transport. Wolne dni to przestoje na budowach i opóźnione terminy oddania inwestycji, to także ograniczenia w możliwości poruszania się ciężkich pojazdów po drogach. Te dwie działalności w ostatnich latach radziły sobie ze zmiennym szczęściem i były szczególnie narażone na opóźnienia w płatnościach.

– Te kilka miliardów, których nie wypracujemy z powodu dodatkowego wolnego nie są tylko zapisem na ekranie monitora. Tych pieniędzy rzeczywiście komuś zabraknie. Budowlanka i transport należą do tradycyjnych klientów faktoringu. Przedsiębiorcy, którzy potrafią przewidzieć takie zagrożenia i wcześniej zapewnią sobie finansowanie zastępcze np. w postaci faktoringu mają większe szanse na uratowanie płynności finansowej. Zapewnienie sobie elastycznego finansowania, jakim jest np. faktoring może być kluczowe dla przetrwania –mówi Beata Sosin z eFaktor.

Długi weekend ma duży wpływ na dane makroekonomiczne, liczba dni pracy wpływa np. na wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Biorąc pod uwagę to, że w ubiegłym roku upadło 889 przedsiębiorstw, a przewidywania na ten rok wskazują, że ta liczba może być jeszcze większa – jest się czym niepokoić. Duża liczba długich weekendów może się do większej liczby upadłości przyczynić.

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS dotyczące polskiej gospodarki. PKB wzrósł w czwartym kwartale 2017 r. o 5,1 proc., a więc najmocniej od sześciu lat. Po raz pierwszy od dłuższego czasu przyczyniły się do tego inwestycje, których wzrost sięgnął aż 11,3 proc. i była to dynamika najwyższa od prawie czterech lat. Mocna w dalszym ciągu pozostawała konsumpcja gospodarstw domowych, która wzrosła o 4,9 proc.

Po wielu kwartałach wsparcia dla dynamiki PKB, ostatnie trzy miesiące ubiegłego roku przyniosły negatywny wpływ wyników handlu zagranicznego. Eksport wzrósł co prawda o przyzwoite 6,8 proc., ale przekraczający 9 proc. skok importu przełożył się na deficyt handlowy, który odjął od dynamiki PKB 0,8 punktu procentowego.

Dane za czwarty kwartał są bardzo optymistyczne, szczególnie z uwagi na długo oczekiwane ożywienie inwestycyjne. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ten doskonały wynik to w znacznej mierze zasługa efektów sezonowych. Po ich wyeliminowaniu PKB wzrósł jedynie o 4,3 proc., a więc był to wzrost słabszy niż osiągnięty w trzecim kwartale 2017 r. Perspektywy na obecny rok rysują się optymistycznie, jednak tempo wzrostu gospodarczego będzie niższe niż w 2017 r. Wiele zależeć będzie od inwestycji oraz koniunktury w gospodarce europejskiej i światowej. O ile wszystko wskazuje, że możemy liczyć na utrzymanie inwestycyjnego przyspieszenie, to dynamik konsumpcji już tak mocna nie będzie, a do tego należy się liczyć z dalszym negatywnym lub w najlepszym przypadku neutralnym wpływem wyników handlu zagranicznego, głównie ze względu na prawdopodobny silniejszy wzrost importu.

Autor: Roman Przasnyski,  Główny Analityk GERDA BROKER

 

Porównaliśmy PKB europejskich stolic, bezrobocie i wynagrodzenia. Z zestawienia wynika, że Warszawa już zostawia za plecami wiele europejskich metropolii, a wkrótce nawet w sferze płac może dogonić Berlin. 

W statystykach zamożności poszczególnych unijnych obszarów Warszawa wysuwa się na lidera Wspólnoty. Według danych Eurostatu w parytecie siły nabywczej PKB stolicy Polski jest wyższe nie tylko od Bratysławy, Budapesztu czy Pragi, ale również od Rzymu i Madrytu, a także Berlina. Co ciekawe, największa miasto Polski pokonuje stolicę Niemiec także w innych gospodarczych rankingach.

PKB: 1:0 dla Warszawy

PKB, podobnie jak w zestawieniach krajowych, można też porównywać na szczeblu lokalnym. Miernikiem rozwoju danego obszaru jest roczna wartość wytworzonych dóbr i usług na mieszkańca. Często przedstawia się ją również w parytecie siły nabywczej (euro PPS), by różnice w cenach na obszarze Unii nie zaburzały ogólnego wyniku.

PKB na mieszkańca Warszawy według ostatnich danych Eurostatu (za rok 2014) miało wartość 54,6 tys. euro PPS. Dla Berlina natomiast w analogicznym okresie było to 32,8 tys. euro PPS. Nawet poziom nominalnego PKB na osobę (bez wyrównania cen) był bardzo podobny w Berlinie (34,3 tys. euro) i w Warszawie (31,3 tys. euro). Biorąc pod uwagę coraz szybszego rozwoju stolicy Polski, teraz nominalne rezultaty powinny być przynajmniej równe.

Rynek pracy: Nasza stolica prowadzi już 2:0

Według danych GUS bezrobocie w grudniu 2017 r. wynosiło w Warszawie 2 proc. Z kolei według oficjalnych publikacji statystycznych dla Berlina (Statistischen Ämtern des Bundes und der Länder) bezrobocie dla stolicy Niemiec w analogicznym okresie wynosiło aż 8,4 proc.

Choć stopa bezrobocia nie jest idealnym miernikiem rynku pracy, to jednak warto zauważyć, że już na koniec 2015 r. – według szacunków Eurostatu dla obszarów metropolitalnych – stopa zatrudnienia w okręgu warszawskim dla populacji w wieku 20-64 lata wynosiła 78 proc., natomiast w przypadku Berlina – 75,1 proc.

Wynagrodzenia: Punkt dla Berlina, ale pościg się zbliża

Z ostatniej publikacji GUS dla Warszawy wynika, że w grudniu ub.r przeciętne wynagrodzenie brutto dla zatrudnionych w stołecznych przedsiębiorstwach (ponad milion osób) wynosiło 6233 zł, czyli niemal o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Dane grudniowe lekko zaburzają wypłaty corocznych premii, mimo to w ujęciu za cały 2018 r. bariera 6 tys. zł zostanie bez problemu przekroczona, biorąc pod uwagę tempo wzrostu płac z ostatnich miesięcy.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w Berlinie we wrześniu 2017 r. (ostatnie dostępne dane) wynosiło 3708 euro. Przeliczając na złote, da to oczywiście znacznie więcej niż warszawskie 6,2 tys. zł. Warto jednak pamiętać, że ceny w stolicy Niemiec, zwłaszcza usług, są znacznie wyższe niż w stolicy Polski.

Średnio, według danych Eurostatu, koszty życia w Berlinie są o ok. 80 proc. wyższe niż w Warszawie i o 5 proc. od przeciętnych w Unii. Porównując więc wynagrodzenia w euro PPS dla stolicy Niemiec oraz Polski, otrzymujemy odpowiednio 3530 oraz 2650 euro PPS. W tej konkurencji berlińczycy cały czas jeszcze wygrywają, ale biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie różnice, już niedługo pracownikom w niektórych branżach będzie się bardziej opłacało przyjeżdżać na saksy do stolicy Polski niż do stolicy Niemiec.

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

W 4. kwartale 2017 r. PKB wzrósł o 5,1 proc. r/r, a PKB wyrównany sezonowo – o 4,3 proc. – podał GUS.

Wzrost gospodarczy w 4. kwartale 2017 r. – 5,1 proc. r/r, niewyrównany sezonowo – był bardzo wysoki, jak na potencjał polskiej gospodarki. Nie mamy jeszcze informacji o strukturze tego wzrostu, ale bez wątpienia musiał on wreszcie zostać wsparty inwestycjami. Jeśli w większości inwestycjami publicznymi, to też powinno cieszyć, bo jesteśmy już w 2. połowie okresu prognozowania 2014-2020 i czas najwyższy uruchomić inwestycje finansowane ze środków unijnych.

Jednak zdecydowanie bardziej pozytywny wymiar miałaby informacja, że także przedsiębiorstwa zaczęły wyraźnie więcej inwestować. Przy zupełnym wyczerpaniu podaży pracy, bo o tym należy mówić przy stopie bezrobocia na poziomie nieco powyżej 4 proc. (BAEL) i coraz to nowych barierach przy zatrudnianiu cudzoziemców, inwestycje przedsiębiorstw są jedyną szansą na utrzymanie trendu wzrostowego polskiej gospodarki na poziomie wyraźnie powyżej 3 proc.

Warto przyjrzeć się wynikom 4. kwartału także z perspektywy wzrostu PKB wyrównanego sezonowo (4,3 proc. r/r),  także kwartał do kwartału (1 proc.). To najsłabszy wynik w 2017 r. (porównywalny do 2. kwartału).

Potencjał do wzrostu gospodarczego w 2018 r. jest bardzo duży. Ciągle silny rynek pracy i prawdopodobny wzrost wynagrodzeń w granica 10 proc., co powinno podtrzymywać skłonność do konsumpcji, uruchomione inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. Bardzo dobre prognozy wzrostu gospodarek w UE, w tym w strefie euro.

Ale … rosnący poziom wykorzystania mocy wytwórczych przez firmy poza poziom pozwalający na zwiększanie produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt wewnętrzny i zewnętrzny, oznacza absolutną konieczność silnego wzrostu inwestycji firm. Pytanie, czy firmy zdecydują się na to, gdy otrzymują kolejne informacje o planowanych zmianach w systemie podatkowym, a także gdy rosną problemy z dostępem do pracowników.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Protestujący lekarze podpisali porozumienie z ministrem zdrowia. Do 2024 r. nakłady na służbę zdrowia wzrosną do 6 proc PKB. To tylko 0,20% więcej niż zakłada ustawa uchwalona w listopadzie 2017 r.

Porozumienie dotyczy problemów lekarzy zostawiając na boku inne bolączki  ochrony zdrowia. Obawiam się, że nawet jeżeli lekarze na nowo zaczną pracować w ramach tzw. klauzuli „opt-out” stoimy przed ogromnym wyzwaniem związanym z urealnieniem zakresu i wartości świadczeń wykonywanych w ramach środków publicznych oraz niedoborem kadr medycznych.

Mam nadzieję, że to, na co zwrócili uwagę protestujący, czyli głównie braki kadrowe w ochronie zdrowia, będzie przedmiotem zmian, również we współpracy z pracodawcami.

 

Komentarz dr Dobrawy Biadun, ekspertki Konfederacji Lewiatan

W Europejskim Konsumenckim Teście Zdrowia Polska znajduje się na drugiej pozycji od końca. Za nami jest tylko Czarnogóra. Na górze indeksu znajduje się Holandia, w której służba zdrowia jest bardzo dobrze oceniana przez pacjentów.

– Podstawową zaletą Holenderskiego systemu zdrowia jest jego dostępność i fakt, że do lekarza pierwszego kontaktu pacjent może dostać się bardzo łatwo. Lekarz pierwszego kontaktu udziela bardzo szerokich porad. Dzięki temu pacjent trafia do szpitala w ostateczności – mówi newsrm.tv Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska.

Raport „E-Zdrowie oczami Polaków”, przygotowany na zlecenie LekSeek Polska, pokazał, że lekarze więcej czasu poświęcają na przygotowanie się do wizyty i uzupełnienie dokumentacji niż na diagnostykę. 72% ankietowanych uważa, że wypełnianie dokumentacji medycznej pochłania lekarzom za dużo czasu. W grupie wiekowej 50+ uważa tak aż 76,8% badanych. Według ankietowanych, lekarz podczas przeciętnej wizyty poświęca ponad 16 minut na czynności organizacyjne. Przy założeniu, że wizyta trwa 20 minut, lekarzowi zostają nieco ponad 3 minuty na zbadanie pacjenta.

65,2% badanych ocenia stan telemedycyny w Polsce jako słabo lub bardzo słabo rozwinięty. Telemedycynę w Polsce najgorzej oceniają osoby w grupie wiekowej 50+: aż 71,6% twierdzi, że jest słabo lub bardzo słabo rozwinięta.

– E-recepta została wprowadzona jako podstawowe narzędzie w Szwecji po roku 2000. To pokazuje, że Polska niestety jest dość daleko jeśli chodzi o cyfryzację. Przypuszczalnie w Polsce podstawowym problemem są pieniądze. Przeznaczamy na służbę zdrowia nieco powyżej 4 procent PKB. W Europie normalnie przeznacza się ponad 10 procent PKB na opiekę zdrowotną – dodaje Łukasz Kamiński.

Elektroniczne recepty są już od 7 lat w Estonii. Z takiego rozwiązania korzystają także mieszkańcy Norwegii, Finlandii, Szwecji, Belgii, Włoch, Islandii i Grecji.

Według wstępnego szacunku produkt krajowy brutto (PKB) w 2017 roku był realnie wyższy o 4,6 proc. w porównaniu z 2016 r., wobec 2,9 proc. w 2016.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wartość dodana brutto w gospodarce narodowej w 2017 r. wzrosła o  4,3 proc. w porównaniu z 2016 r., wobec wzrostu o 2,8 proc. w 2016 r. Również wartość dodana brutto w przemyśle w 2017 r. wzrosła o 6,2 proc. w porównaniu z 2016 r., wobec wzrostu o 3,6 proc. w 2016 r.

Wartość dodana brutto w budownictwie w 2017 r. w porównaniu z rokiem 2016 wzrosła o 11,5 proc., wobec spadku o 7,2 proc. w 2016 r.

Wartość dodana brutto w handlu i naprawach w 2017 r. w porównaniu z rokiem poprzednim wzrosła o 6,1 proc., wobec wzrostu o 4,6 proc. w 2016 r.

Wartość dodana brutto w transporcie i gospodarce magazynowej w 2017 r. w porównaniu z rokiem poprzednim wzrosła o 10,9%, wobec wzrostu o 3,7 proc. w 2016 r.

W 2017 r. popyt krajowy wzrósł realnie o 4,7 proc. przy wzroście PKB o 4,6 proc. W 2016 r. popyt krajowy wzrósł o 2,2 proc.  przy wzroście PKB o 2,9 proc.

Spożycie ogółem w 2017 r. przekroczyło poziom z 2016 r. o 4,2 proc., w tym spożycie w sektorze gospodarstw domowych o 4,8 proc. (w 2016 r. odpowiednio wzrost: o 3,4 proc. oraz o 3,9 proc.).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Sprzedaż polskich usług za granicę spektakularnie rośnie i przyczynia się do znacznej poprawy PKB. W kilku kategoriach bilansu handlu usługami opartymi o wiedzę wspięliśmy się na pierwsze miejsce w Unii Europejskiej. 

Zagraniczny handel usługami jest zdecydowanie rzadziej analizowany niż wymiana towarowa pomiędzy krajami. Jednak szybki rozwój nowoczesnych technologii, otwarte granice czy coraz głębsza specjalizacja Polski w poszczególnych branżach pokazują, że właśnie ten sektor gospodarki zasługuje na szczególną uwagę.

Prawdziwy przełom

Opublikowane na początku roku dane NBP o wymianie handlowej Polski z resztą świata pokazują bardzo optymistyczne tendencje. Za minione 12 miesięcy (grudzień 2016 – listopad 2017 r.) Polska wyeksportowała usługi o wartości blisko 220 mld zł. To o połowę więcej niż wynosił import tego sektora, co oznacza, że mieliśmy ok. 75 mld zł nadwyżki w wymianie usług z pozostałymi krajami, czyli mniej więcej 4 proc. PKB.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat dodatnie saldo w handlu usługami wzrosło dwukrotnie, a od 2010 r. zwiększyło się sześciokrotnie. Warto także zauważyć, że nadwyżka w handlu usługami jest o ok. 10 razy większa niż w przypadku wymiany towarowej, chociaż ta druga również rozwija się w bardzo przyzwoitym tempie.

Coraz lepiej w transporcie i turystyce

Od lat bardzo dobrze radzimy sobie w branży transportowej. Odpowiada ona mniej więcej za 30 proc. nadwyżki w saldzie usług. Mamy także najwyższy w całej Unii zagraniczny bilans towarowego transportu samochodowego, który według danych Eurostatu za 2016 r. wynosił 4,2 mld euro.

Ważny jest jednak fakt, że usługi transportowe w 2010 r. stanowiły praktycznie całość nadwyżki. Teraz natomiast pozostałe 70 proc. to efekt coraz wyższej konkurencyjności Polski w innych branżach. Należy do nich np. turystyka, gdzie dodatnie saldo w ciągu ostatnich sześciu lat zwiększyło się czterokrotnie.

Wygrywamy w usługach opartych o wiedzę

Największa poprawa nastąpiła jednak w kategorii „usługi telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne”. W 2010 r. Polska miała deficyt w handlu tymi usługami na poziomie przekraczającym pół miliarda złotych. Według ostatnich szczegółowych danych NBP za 2016 r. teraz mamy nadwyżkę na poziomie 8,7 mld zł, do czego przyczyniły się przede wszystkim usługi informatyczne (8 mld zł). Daje nam to także piąte miejsce w Unii, podczas gdy w 2010 r. było to czwarte, ale… od końca.

Poza usługami informatycznymi nasza konkurencyjna pozycja poprawiła się zauważalnie w szeroko pojętych usługach biznesowych, a zwłaszcza księgowych, audytowych oraz konsultacji podatkowej. Nadwyżka na poziomie 5 mld zł daje nam unijne zwycięstwo w tej kategorii.

Inną branżą, gdzie liderujemy we Wspólnocie i osiągnęliśmy olbrzymi wzrost dodatniego salda, są usługi uszlachetniania, czyli zgodnie z definicją NBP „przetwarzania, montażu, etykietowania, pakowania”. Nasza nadwyżka za 2016 r. wynosiła ponad 13 mld zł, zwiększając się przy tym trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Zapewnia nam to także pierwsze miejsce w Unii w tej kategorii.

Same dobre skutki dla gospodarki

Spektakularny wzrost konkurencyjności polskich usług na świecie niesie same pozytywne następstwa. Przede wszystkim pokazuje, że zarówno krajowi przedsiębiorcy wygrywają kontrakty na światowym rynku, jak i rodzimi pracownicy w centrach usług wspólnych są bardziej produktywni niż zatrudnieni w branżach informatycznych czy biznesowych za granicą.

Ten sukces powinien być widoczny także w najważniejszej publikacji dotyczącej gospodarki, czyli PKB. Ponieważ do wzrostu gospodarczego wlicza się zmiana salda obrotów z zagranicą, to poprawa bilansu usług w okolicach 16 mld zł w porównaniu z 2016 r. podniosła prawdopodobnie wzrost gospodarczy o ok. 0,8 pkt proc. w ub.r.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Ci, którzy głosowali za Brexitem, mogą czuć się oszukani. Zamiast oszczędności na unijnych składkach, lepszej ochrony zdrowia czy braku konkurencji ze strony obywateli UE na rynku pracy, wyłania się groźba masowych zwolnień i pogorszenia kondycji gospodarczej.

Gorąca dyskusja o skutkach Brexitu odżyła w Wielkiej Brytanii po doniesieniach o tajnym raporcie rządu nt. skutków opuszczenia Wspólnoty. Według doniesień medialnych raport zawiera informacje, że PKB może spaść nawet o 8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania Zjednoczonego Królestwa w UE. Najciekawszy jest jednak fakt, że najdotkliwsze straty mogą ponieść regiony, w których poparcie dla Brexitu było największe.

Atmosfera tajemnicy

Pierwszy o tajnym raporcie dotyczącym Brexitu poinformował BuzzFeed. Później dziennikarskie śledztwo na temat skutków wyjścia z UE zaczął prowadzić m.in. „Financial Times” i poinformował, że parlamentarzyści, którzy mają dostęp do opracowania, są pod ścisłym nadzorem podczas zapoznawania się z jego treścią.

Informacje przygotowane przez współpracujących z rządem ekonomistów są według obecnej administracji na tyle wrażliwe, że nie powinny wpaść w ręce partnerów, z którymi prowadzone są negocjacje. Ogólne dane z raportu jednak nie zaskakują i pokrywają się z wcześniejszymi analizami.

Ubytek w PKB w najbliższych 15 latach związany z Brexitem będzie wynosił od 2-8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania w Unii. W zależności od bliskości przyszłych relacji z UE Wielka Brytania będzie musiała dodatkowo pożyczyć od 20 do 80 miliardów funtów więcej w badanym okresie – według relacji parlamentarzystów pytanych przez „FT”. Najważniejszy jest jednak inny fakt. Znaczne straty poniosą przede wszystkim te regiony, w których dominowały głosy za opuszczeniem Wspólnoty. I akurat te informacje są dostępne publicznie.

Głosowałeś za Brexitem – stracisz najwięcej

Częścią niejawnego raportu rządu jest dostępna w internecie publikacja naukowców University of Sussex, w której Michael Gasiorek, Ilona Serwicka oraz Alasdair Smith oceniają poszczególne scenariusze Brexitu i ich wpływ brytyjski przemysł.

W zdecydowanej większości przypadków Brexit wpłynie na podniesienie cen, zmniejszy wymianę handlową oraz zatrudnienie. W przypadku „twardego” Brexitu koszty transportu mogą wzrosnąć o 9,8 proc., a odzieży 6,1 proc. Z kolei eksport przetworzonej żywności może zmniejszyć się nawet o 38 proc., a wyrobów farmaceutycznych o ponad 20 proc., gdyby stosunki Wielkiej Brytanii z Unią opierały się o zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Mniejsza aktywność gospodarcza przemysłowych regionów związana z utrudnieniami regulacyjnymi i handlowymi wpływa także na utratę miejsc pracy. Procentowo najwięcej etatów może zniknąć w okręgu wyborczym Copeland – powyżej 10 proc. osób aktywnych zawodowo. Wyraźne zmniejszenie zatrudnienia ma być także obserwowane w środkowej Anglii, jak wynika z opracowania „Which Manufacturing Sectors are most Vulnerable to Brexit” przygotowanego przez University of Sussex.

Prawdziwym paradoksem może być jednak fakt, że akurat te regiony głosowały za Brexitem. W okręgu wyborczym Copeland za opuszczeniem UE opowiedziało się 64 proc. wyborców. Poważnie ma także ucierpieć West Midlands (należy do niego między innymi miasto Birmingham), gdzie przeciwko Wspólnocie zagłosowało 59,3 proc. Poza utratą miejsc pracy, według informacji „FT”, PKB tego hrabstwa może być niższe nawet o 16 proc. w porównaniu do opcji pozostania wewnątrz Unii.

 

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Ubiegłoroczny wzrost PKB do 4,6 proc. to wynik najlepszy od 2011 r., gdy tempo wzrostu wyniosło 5 proc. Jednocześnie oznacza to bardzo wyraźne przyspieszenie po nieco rozczarowującym 2016 r., gdy polskiej gospodarce udało się pójść w górę jedynie o 2,9 proc., choć na tle państw Unii Europejskiej było to i tak całkiem dobre osiągnięcie.

Wstępny odczyt dynamiki PKB podany przez GUS nie stanowi zaskoczenia, choć jest nieco wyższy niż konsensus ekonomistów, szczególnie jeśli spojrzeć na przyspieszenie zanotowane w trzecim kwartale. Bardzo pozytywną niespodzianką jest sięgający 5,4 proc. wzrost nakładów na środki trwałe, wskazujący na zdecydowaną poprawę sytuacji w inwestycjach. Biorąc pod uwagę, że w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku rosły one bardzo wolno, sięgając w trzecim kwartale 3,3 proc., można wnioskować, że ostatnie miesiące 2017 r. przyniosły zdecydowane przyspieszenie. To dobrze rokuje na najbliższą przyszłość, dając szansę że wzrost gospodarczy będzie miał jeszcze bardziej solidne podstawy. W poprzednim, rekordowym 2011 r. nakłady na środki trwałe wzrosły o 8,8 proc., w 2018 r. możliwe jest przynajmniej zbliżenie się do tej skali dynamiki, choć raczej należy się spodziewać wzrostu inwestycji o około 7 proc. W ubiegłym roku z 18,1 do 18 proc. obniżyła się jednak stopa inwestycji, czyli relacja nakładów na środki trwałe do PKB, co jest tendencją niekorzystną, jednak odzwierciedla strukturę wzrostu, bazującą w 2017 r. głównie na konsumpcji gospodarstw domowych. Spożycie indywidualne przyspieszyło z 3,9 proc. w 2016 r. do 4,8 proc. Warto przypomnieć, że w 2011 r. tempo jego wzrostu sięgało jedynie 3,3 proc.

Porównując ubiegły rok z 2011r., warto także zwrócić uwagę na słabszy niż wówczas wzrost wartości dodanej w przemyśle i budownictwie. Sześć lat temu w przemyśle wzrosła ona o 7,9 proc., a w budownictwie o 13,5 proc. W ubiegłym roku jej wzrost wynosił odpowiednio 6,2 i 11,5 proc. W 2017 r. znacznie niższa byłą także wartość dodana w transporcie i gospodarce magazynowej, sięgając 10,9 proc., podczas gdy w 2011 r. wyniosła ona aż 15,5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Skok rentowności obligacji USA uratował dolara, ale dalej dominuje generalna niechęć do waluty. W ciągu dnia ISM i protokół z FOMC mogą podreperować tło fundamentalne. Złoty pozostaje mocny, choć prasowe doniesienia wskazują, że w ostatnich wzrostach pomagał BGK.

Niewiele brakowało do pogromu USD na starcie nowego roku, ale ostatecznie przecena została zatrzymana za sprawą mocnego odbicia rentowności obligacji skarbowych USA. Oprocentowanie 10-latek skoczyło we wtorek z 2,42 proc. do 2,48 proc. i dziś rano wciąż pozostajemy niedaleko kluczowej bariery 2,50 proc. Dla „zbawienia” USD istotne jest, aby rynek stopy procentowej pokazał, że ma wyższe oczekiwania odnośnie inflacji w długim terminie i perspektyw zacieśniania monetarnego. W ostatnich dniach jedną z oznak słabości dolara był rajd cen surowców (ropa naftowa, miedź, złoto, pszenica), które są wyrażone właśnie w amerykańskiej walucie. Ale z wyższymi cenami towarów idzie przeświadczenie o wyższej inflacji w całej gospodarce, a zatem w oddali tli się szansa, że USD odnajdzie argumenty za odzyskaniem siły. Tylko że wyższe ceny surowców oznaczają także potencjał do przyspieszenia inflacji w innych krajach, więc w relatywnym ujęciu coraz trudniej jest się dolarowi wyróżniać. Choć chaos pierwszych taktów nowego roku został opanowany, zagrożenie powrotu przeceny pozostaje.

W takim klimacie interesującym będzie, czy rynek będzie chciał reagować na dane z USA. Od indeksu ISM dla przemysłu oczekuje się podtrzymania listopadowego poziomu 58,2. Wczoraj odczyty z Chin i Europy pokazały, że globalna gospodarka ma się bardzo dobrze, a regionalne wskaźniki koniunktury z USA dają nadzieję na silny odczyt dziś popołudniu. Kłopot w tym, że ostatnimi czasy rynek ograniczył reakcję tylko do danych dotyczących inflacji (i płac). Stąd nawet imponujący wynik może przynieść umiarkowane zadowolenie. Wieczorem protokół z posiedzenia FOMC może zdradzić, co dalej planuje Fed w temacie tempa podwyżek. Z komunikatu i konferencji po grudniowym posiedzeniu dowiedzieliśmy się, że mimo rewizji w górę prognoz PKB po uwzględnieniu reformy podatkowej, Fed dalej widzi miejsce tylko na 3 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Jeśli zapiski wskażą, że Fed skłania się ku pauzie (lub odroczeniu kolejnego kroku np. do czerwca) w oczekiwaniu na odbicie inflacji, będzie to gołębi sygnał. Z drugiej strony pamiętając, że rynek na decyzję FOMC zareagował dość gołębio, mało realne jest, aby drugi raz dyskontował to samo.

Złoty rozpoczął rok od podtrzymania dobrej passy z końcówki grudnia, a wyższy od oczekiwań odczyt PMI dla przemysłu (55,0) w tym nie przeszkadzał. Dziennik gazeta Prawna donosi, że w ostatnich tygodniach 2017 r. Bank Gospodarstwa Krajowego był aktywny na rynku walutowym wymieniając waluty obce na złotego. Większość środków z 3-4 mld zł, jakie BGK wymienił na rynku, miało przypaść właśnie na koniec roku, co na niepłynnym okołoświątecznym rynku mogło mieć wymierny wpływ na kurs. Aktywność BGK nie tłumaczy całkowicie aprecjacji złotego, gdyż słabość USD miała swój korzystny wpływ na postrzeganie walut rynków wschodzących. Nie mniej jednak dodatkowy katalizator w postaci sprzedaży środków rządowych mógł zachwiać równowagą rynkową i wpłynąć na naruszenie istotnych poziomów technicznych. Z drugiej strony podkreślą to zagrożenie dla złotego i większą podatność na odbicie, jeśli zewnętrzne warunki rynkowe ulegną zmianie. Teraz niebezpieczeństwo leży w scenariuszu, kiedy bardzo dobry wydźwięk raportu z rynku pracy USA rozpędzi wzrost rentowności obligacji skarbowych USA ponad 2,50 proc., co negatywnie odbije się na sentymencie względem emerging markets. Na to jednak przyjdzie poczekać do piątku. Dziś rynek będzie patrzył na wstępny CPI z Polski za grudzień, gdzie efekty bazy zbiją inflację z 2,5 proc. do 2,2 proc., tym samym wzmacniając stanowisko gołębi w RPP.

 

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Branża IT należy do jednych z najlepiej rozwijających się oraz otwartych na różnorodność. Choć nadal 90 proc. programistów to mężczyźni, sytuacja zmienia się dynamicznie. Kobiety coraz śmielej wkraczają do IT, zachęcone lukratywną branżą, wynagrodzeniami i benefitami. Już teraz odsetek pań szkolących się do pracy w tym sektorze wynosi blisko 28 proc. i stale wzrasta.

Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, gdyby kobiety były reprezentowane w branży informatycznej tak samo licznie, jak mężczyźni, PKB Unii Europejskiej zwiększyłoby się o 9 mld euro rocznie. Dodajmy, że udział sektora ICT w tworzeniu polskiego PKB to obecnie ok. 8 proc., a według szacunków resortu gospodarki do 2020 r. wzrośnie nawet do 15 proc.

Tak dynamiczny rozwój IT powoduje, że na rynku będzie brakować coraz większej liczby programistów i programistek – jak podaje Komisja Europejska, deficyt specjalistów IT w ciągu najbliższych 4 lat może wzrosnąć do 825 tys. Na szczęście, zainteresowanie pań pracą w tym sektorze rośnie. Jak podaje szkoła programowania online Kodilla.com, już teraz odsetek kobiet szkolących się na programistki wynosi blisko 28 proc. i stale wzrasta.

Kobiety w IT mają lepiej?

Branża IT jest atrakcyjna tak samo dla mężczyzn, jak i kobiet, a jednym z najważniejszych atutów jest oczywiście poziom osiąganego wynagrodzenia. Doświadczeni programiści, niezależnie od płci, zarabiają powyżej średniej krajowej już po kilku latach pracy. Dla przykładu – obecnie 50 proc. programistów znających język JavaScript odbiera wynagrodzenie od ok. 3,8 do 8 tys. zł brutto miesięcznie, jak podaje raport Sedlak&Sedlak. Dla specjalistów pracujących w branży kilkanaście lat, górne granice wynagrodzenia są takie, jak w Europie Zachodniej i USA, czyli dochodzą do setek tysięcy euro rocznie.

Praca w branży IT daje poczucie bezpieczeństwa. Warto przypomnieć, że Polska, jak i cała Europa, wciąż zmaga się z deficytem programistów. Komisja Europejska szacuje, że do 2020 roku zabraknie w Europie około 825 tys. specjalistów od IT. Szczególnie poszukiwani na rynku pracy są specjaliści konkretnych technologii, np. JavaScript Developerzy czy Java Developerzy. Najczęściej negocjują oni umowy z jak najkrótszym okresem wypowiedzenia, bo wciąż dostają nowe oferty pracy. Większe doświadczenie w branży otwiera też wiele możliwości, nie tylko finansowych. Coraz częściej programiści pracują zdalnie, a taka forma pracy jest bardzo atrakcyjna dla kobiet wychowujących dzieci.

Ponadto w zawodzie programisty nie jest wymagane wykształcenie informatyczne. Wg raportu Hays nie posiada go 39 proc. kobiet pracujących w IT. Oczywiście dyplom politechniki jest dodatkowym atutem, ale mając odpowiednie umiejętności i portfolio nie jest on konieczny. Dla pracodawców najważniejsze są konkretne umiejętności i kompetencje − dyplomy czy certyfikaty mają mniejszą znaczenie. Stąd też dużo osób inwestuje w samokształcenie. Kobiety wybierają bootcampy programistyczne, dzięki którym mogą przebranżowić się i rozpocząć karierę w branży IT.

– Obecnie kobiety stanowią 10 proc. pracowników IT, jednak możliwość nauki zdalnej, motywacja, perspektywa dołączenia do najlepiej rozwijającej się branży w kraju powodują, że coraz chętniej uczą się programowania – komentuje Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla.com, i dodaje: – Dziś panie stanowią od 22 do 34 proc. absolwentów bootcampów informatycznych. Zdecydowana większość z nich znajduje pracę w zawodzie programistki w ciągu kilku miesięcy od zakończenia szkolenia.

Google, Facebook – oni też stawiają na kobiety

Okazuje się, że kobiety w IT są bardzo potrzebne i chętnie zatrudniane, a zespoły składające się ze specjalistów obu płci uzyskują najlepsze efekty. Na kobiety stawiają nie tylko małe firmy, ale również giganci branży technologicznej. “Różnorodność i integracja są fundamentalną częścią naszej kultury i wyznawanych przez nas wartości. Jesteśmy przekonani, że różnorodność i integracja mają zasadnicze znaczenie dla naszego sukcesu jako firmy” – podaje Google. Z kolei Facebook na całym świecie zatrudnia ponad 20,6 tys. pracowników i ma już 2 mld aktywnych użytkowników miesięcznie. Z najnowszych danych wynika, że kobiety stanowią 35 proc. wszystkich zatrudnionych. Szwedzka firma NetEnt weszła na polski rynek z zamiarem zrównania zatrudnienia kobiet i mężczyzn w każdym obszarze pracy – mają zamiar dokonać tego do 2020 r. Międzynarodowa firma Atos tworząca oprogramowanie m.in. dla komisji Unii Europejskiej zatrudnia około 100 tysięcy osób w 70 krajach, a we wrocławskim oddziale połowa pracowników to kobiety. Takich przykładów jest bardzo dużo.

Pracodawcy doceniają u kobiet kompetencje miękkie, ale nie tylko. W badaniu GitHub – jednego z największych serwisów hostingowych na licencji open-source, programiści lepiej ocenili kod napisany przez kobiety (płeć autorów kodu podczas badania była ukryta).

Faktem jest, że kobiety świetnie sobie radzą jako programistki, ale ich powodzenie zawsze jest poprzedzone godzinami nauki. Kobieta czy nie – każdy adept programowania musi wysiedzieć swoje przed monitorem. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że same dobre intencje nie wystarczą. Programowanie wymaga dyscypliny i wykształcenia dobrych nawyków. Uczenie się to proces, a na efekty trzeba zapracować. Wszyscy kandydaci na programistów i obecni programiści potrzebują przede wszystkim cierpliwości. Tak naprawdę to nie płeć odpowiada za sukces, lecz determinacja i sukcesywne dążenie do celu.

Ustawa podatkowa przeszła przez Senat USA, ale jeszcze daleko do końca walki o sukces legislacyjny Republikanów. Dolar otwiera tydzień mocniejszy, choć gdy czynniki polityczne dominują, trudno o stabilność w notowaniach. Podobnie klimat wygląda wokół funta. Nic ciekawego do powiedzenia o złotym na starcie posiedzenia RPP.

Na początku nowego tygodnia dolar oddycha z ulgą, gdyż po wielu dniach wyczekiwania i niepewności Senat USA w końcu przegłosował swój projekt reformy podatkowej. Jednak aby prezydent Trump zdążył podpisać ustawę przed Bożym Narodzeniem, jeszcze wiele jest do zrobienia. Przede wszystkim delegaci z obu izb Kongresu muszą scalić dwa projekty ustawy i spójny projekt musi zyskać większość głosów. Republikanie mają tydzień, by przedstawić ostateczny draft pod głosowanie. Nie będzie to proste, gdyż niektóre rozwiązania z projektu Izby Reprezentantów nadwątlą minimalną większość w Senacie. Ponieważ nic nie jest jeszcze pewne, nie można liczyć na imponujący rajd USD z tego tytułu. Mimo to jesteśmy krok bliżej sukcesu niż dalej i to wspiera dolara.

Czy jednak uda się w pozytywnym klimacie doczekać piątkowego raportu z rynku pracy? Niestety wieści z polityki nie ułatwiają życia dolarowi. W piątek spore zamieszanie wywołały doniesienia o przyznaniu się do winy zatajenia kontaktów z rosyjskimi oficjelami przez byłego doradcę prezydenta Trumpa Michaela Flynna. Większym szokiem było rzekome posiadanie przez Flynna informacji o kontaktach Trumpa z Rosjanami przed wyborami, co później zostało zdementowane. Dolar zanurkował, a po dementi szybko odrobił straty, jednak cała sytuacja pokazuje, że polityka pozostaje bardzo ważnym tematem dla inwestorów i USD będzie teraz bardziej wrażliwy niż wcześniej na doniesienia z trwającego dochodzenia, gdzie więcej może być powodów do spadków niż odwrotnie.

Po pozytywnej stronie można jednak odnotować techniczny aspekt rynku – piątkowe tąpniecie wyrzuciło rynku sporą liczbę inwestorów, który nie zdążyli jeszcze wrócić. W efekcie USD/JPY i USD/CHF nie są już tak wykupione i maja potencjał, by być pociągnięte wyżej. EUR/USD powinien konsolidować się na obecnych poziomach, gdyż tło makroekonomiczne w strefie euro chroni unijną walutę.

Szum polityczny oddziałuje też na funta. W zeszłym tygodniu wiele powiedziano o postępach w negocjacjach Brexitu, ale na weekendzie pojawiły się niepokojące informacje w temacie ustalania granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią. Gra polityczna rządu premier May rozbija się o uzyskanie opinii na grudniowym szczycie UE, że w rozmowach dokonał się „wystarczający postęp”, by ruszyć z negocjacjami warunków handlowych. Dziś premier May spotyka się z szefem KE Junckerem. Rynek GBP liczy na pozytywne rozstrzygnięcia, ale kurs w tym tygodniu może być targany od jednego nagłówka prasowego do drugiego.

Dziś jesteśmy prawie bez danych makro. Zamówienia na dobra trwałe z USA są rewizją z mała uwaga rynków. W nocy mamy posiedzenia banku centralnego w Australii, które powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ważniejszy dla AUD może być dopiero odczyt PKB w nocy z wtorku na środę. Wyjątkowo w tym miesiącu posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej startuje w poniedziałek i kończy się w we wtorek. Poza tym reszta informacji związanych z polską polityką pieniężną powinna być bez zmian – RPP powinna utrzymać stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu pozycji jastrzębiego skrzydła. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

 

 

autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.

Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc. Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.

Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowalnych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Wychodzimy z negocjacji w sprawie reformy unijnego systemu handlu emisjami CO2 osłabieni, z wynikiem dużo słabszym niż mógł być. Straciliśmy pieniądze z funduszu modernizacyjnego, bo jesteśmy zbyt bogaci.

Gorzki koniec dla Polski negocjacji w sprawie ETS (unijnego systemu handlu emisjami CO2). Z uwagi na to, że jesteśmy najbardziej narażeni na skutki wysokich cen uprawnień do emisji (energetyka w ponad 80% oparta na węglu) poprzedni rząd uzgodnił przekazywanie energetyce 40% uprawnień za darmo do 2030 r.  oraz powołanie funduszu modernizacyjnego, na który miały się złożyć bogatsze kraje UE (w sumie darmowe uprawnienia przy cenie Eur 20/t to ok. 40 mld zł w ciągu 10 lat).

Po negocjacjach, ustalenia są mało korzystne dla polskiej energetyki i dalekie od oczekiwań przemysłu, który będzie działał w warunkach nierównej konkurencji na rynkach globalnych, bez koniecznej ochrony dla sektorów najbardziej narażonych na ryzyko „ucieczki emisji” (i inwestycji)  z powodu kosztów bezpośrednich i pośrednich polityki klimatycznej.

Niestety, straciliśmy „pewne” pieniądze z funduszu modernizacyjnego,  bo jesteśmy zbyt bogaci (wyjątek zrobiono dla Rumunii i Bułgarii, bo ich PKB per capita są poniżej 30% średniej unijnej, ale Grecja bez trudu załatwiła sobie też nowe uprawnienia, a ich energetyka oparta jest głównie na węglu brunatnym). Negocjacje w sprawie reformy ETS od początku były źle prowadzone. Nie pokazano, po co chcemy użyć pieniędzy z funduszu modernizacyjnego, jak możemy rozwinąć wspieraną przez UE kogenerację, elektromobilność czy nawet geotermię.

W ostatnich sześciu miesiącach na interwencje rządu było już za późno. Ministerstwo Środowiska skupiło się na tym, by fundusz modernizacyjny nie zawierał standardu emisji CO2, choć wszyscy wiedzieli, że nie będzie wspierał projektów opartych ma węglu.  Potencjalni sojusznicy załatwili swoje problemy, a my zostaliśmy z nierozwiązanym mega problemem. Co dalej? Przydałby się komentarz rządu i pomysł, jak z tego wybrnąć. To już druga spektakularna porażka rządu w ostatnich tygodniach w Brukseli po dyrektywie o pracownikach delegowanych. Ale ta jest dużo bardziej bolesna, bo jej skutki odczują polskie grupy energetycznie, polski przemysł, my wszyscy płacący rachunki za energię i wdychający zanieczyszczone powietrze.

 

Autor: Maciej Stańczuk, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan

 

 

 

 

 

Targi World Food India są przeznaczone dla przedsiębiorstw sektora spożywczego i przetwórczego w zakresie m.in. obróbki owoców i warzyw, produkcji soków i napojów. W ich trakcie polski biznes prezentował swój potencjał na stoisku narodowym o pow. 200m2.  W ciągu trzech dni Targi w New Delhi odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Indie należą do najszybciej rozwijających się, dużych populacyjne gospodarek na świecie. Według danych z 2014 roku rolnictwo stanowi 18,1%. PKB tego kraju. Jednak na przeszkodzie w uzyskiwaniu optymalnych plonów stoją trudne warunki pogodowe, zwłaszcza konieczność zmagania się z długotrwałymi okresami suszy. Brakuje również zaawansowanych maszyn do przetwórstwa spożywczego i chłodnictwa, co powoduje, że żywienie w Indiach opiera się w 90% na prostych produktach nieprzetworzonych.

Te lukę może zapewnić polski biznes – już nie tylko dostarczając owoce, takie jak maliny, jabłka czy truskawki, ale także całe linie produkcyjne, zaawansowane technologicznie maszyny i produkty przetworzone (jak np. wyroby mleczarskie). Ciekawym osiągnięciem polskiego eksportu ostatnich lat jest sprzedaż linii technologicznej do produkcji tradycyjnego sera indyjskiego o nazwie paneer przez olsztyńską firmę OBRAM.

Od 2010 roku eksport polskiej żywności wzrósł o 19%. Obecnie udział w światowym eksporcie wynosi 2,5%. W Indiach sprzedajemy wyroby czekoladowe, pieczywo cukiernicze, mąkę i dżemy. Eksport jabłek do Indii, stanowiącej polską specjalność, w latach 2015-2016 wzrósł aż o 250%, a mięsa drobiowego o 648%.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...

Innovation Box – ulga podatkowa z tytułu sprzedaży innowacyjnych rozwiązań

W dniu 24 sierpnia 2018 r. Rząd opublikował projekt ustawy zakładającej szereg zmian w podatkach doc...