środa, Czerwiec 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "oszczędzanie"

oszczędzanie

Tylko 4 proc. Polaków skusiłoby się na inwestycję w fundusze, gdyby zysk miał wynieść 10 proc. Reszta boi się stracić oszczędności i woli trzymać je w banku. Tymczasem istnieje mnóstwo sposobów jak zadbać o bezpieczeństwo naszych zasobów i przy tym zarobić, korzystając z możliwości rynku kapitałowego.

Rosyjskie przysłowie „Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana” wśród polskich  inwestorów jest zupełnie niepopularne, bo jesteśmy bardzo konserwatywni, jeśli chodzi o profil ryzyka inwestycyjnego.

Badanie potwierdziło, że gros respondentów trzyma pieniądze w bankach, gdzie oferty sprzyjają lokowaniu w produkty o krótkim terminie zapadalności. „Trzyma” jest właściwym określeniem, ponieważ z wypowiedzi badanych wynika, że jest im dość obojętne, czy to jest lokata czy zwykły rachunek oszczędnościowy.

Zysk ma wtórne znaczenie wobec poczucia bezpieczeństwa, które jest dla Polaków priorytetem. Jest ono rozumiane bardzo wąsko, jako ochrona przed utratą posiadanego kapitału, nawet za cenę utraty potencjalnych zysków. Aż 68 proc. badanych mówi, że trzymanie pieniędzy w banku jest nieopłacalne. Mimo to pieniądze szerokim strumieniem płyną do banków, bo większość Polaków z założenia odrzuca wszelkie instrumenty związane z jakimkolwiek ryzykiem. Jak pokazało badanie BGŻOptima, ok. 7 proc. badanych nie jest w ogóle zainteresowanych produktami inwestycyjnymi i nic nie jest w stanie przekonać ich do przeznaczenia na nie części oszczędności.

Lepszy wróbel w garści

Awersja do ryzyka jest podobna w każdej grupie dochodowej. W sumie aż 81 proc. badanych przedkłada bezpieczeństwo nad zysk. Obawa przed poniesieniem straty jest tak silna, że tylko 4 proc. respondentów zadeklarowało gotowość wejścia w inwestycję bez gwarancji kapitału, gdyby potencjalny zysk wyniósł 10 proc.

Wśród najbezpieczniejszych instrumentów finansowych badani wymienili produkty depozytowe oraz obligacje skarbowe. Równocześnie bardzo nisko w hierarchii bezpieczeństwa umieścili np. zakup jednostek funduszy obligacji, zrównoważonego rozwoju lub uczestnictwo w Pracowniczych Programach Emerytalnych, które z założenia nie są obarczone najwyższym poziomem ryzyka.

Strach ma wielkie oczy

Tymczasem dane historyczne pokazują, że lęk przed rynkiem kapitałowym to strach, który ma wielkie oczy, a to niesprzyja podejmowaniu racjonalnych decyzji. Z analizy wynika, że w minionych pięciu latach na lokacie można było zarobić 14,8 proc., podczas gdy najlepsze fundusze (akcji polskich), zarobiły ponad 30 proc., a WIG poszedł w górę o 44 proc. Interesujące są również wyniki aktywów, przyjmowanych powszechnie za najlepszy sposób na inwestycje. W tym samym czasie wynajem nieruchomości w największych polskich miastach przyniósł zysk na poziomie od 2,36% do 12,35%. Natomiast złoto straciło na wartości aż 25 proc.

Ignorując instrumenty rynku kapitałowego pozbawiamy się tym samym możliwości efektywnego pomnażania oszczędności. Awersja do ryzyka jest zrozumiałą postawą, niemniej istnieje szereg rozwiązań pozwalających ograniczyć ryzyko inwestycyjne, lokując pieniądze w różne instrumenty.

Czego nie wiemy

Tymczasem oferta produktów oszczędnościowych i inwestycyjnych jest bogata i obejmuje zarówno instrumenty bardzo bezpieczne, jak i bardziej ryzykowne. Inwestorzy z dużą awersją do ryzyka, zainteresowani przede wszystkim ochroną kapitału, powinni zapoznać się z zasadami działania lokat strukturyzowanych i lokat z funduszem. Niskim poziomem ryzyka charakteryzują się też wybrane fundusze. Wrzucanie ich wszystkich do jednego worka i opatrywanie etykietą instrumentów wysokiego ryzyka, nie oddaje prawdy o złożoności tego rynku. Mamy bowiem tutaj rozwiązania odpowiednie dla inwestorów o małej tolerancji na ryzyko, a więc fundusze obligacji i fundusze rynku pieniężnego, bardzo płynne, umożliwiające łatwe wyjście z inwestycji. Dalej są fundusze średniego ryzyka, jak obligacji korporacyjnych. Potem dopiero fundusze akcji, przy których potrzebne są już nieco silniejsze nerwy i przede wszystkim dłuższa perspektywa inwestycyjna.

Szkoda tracić szansę

Żelazną zasadą każdego inwestora jest dywersyfikacja portfela w celu zwiększenia szans na zysk, ale też by skuteczniej chronić się na wypadek niepowodzenia, wybór którejś z inwestycji. Trzymanie pieniędzy na koncie bankowym daje poczucie bezpieczeństwa, jednak spokojny sen można zapewnić sobie równie skutecznie poprzez odpowiedni dobór produktów finansowych.

Nie trzeba wszystkich pieniędzy wpłacać do jednego funduszu, można je podzielić między kilka, zachowując większość środków na lokacie bankowej. Od kilku lat oprocentowanie depozytów systematycznie maleje. Szkoda przegapić szansę na dodatkowy zarobek. Niewiele ryzykując można uzyskać interesujący zwrot z kapitału.

 

 

 

Źródło: Najnowsza edycja raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”

Program Mieszkanie Dla Młodych był sposobem na obowiązkowy 20 proc. wkładu własnego. Wraz z wyczerpaniem się pieniędzy z programu to rozwiązanie przestało być sposobem na zdobycie środków na wkład własny. To jednak nie oznacza, że nie mając 20 proc. wartości nieruchomości kredytu nie dostaniemy. Jaki są inne sposoby na zdobycie wkładu własnego?

Komisja Nadzoru Finansowego dopuszcza możliwość ubezpieczenia części brakującego wkładu własnego. Oznacza to, że możemy uzyskać dzisiaj kredyt mając tylko 10 proc. wkładu własnego, a drugą wymaganą część możemy ubezpieczyć. W takim wypadku przez kilka lub kilkanaście miesięcy będziemy płacili wyższą ratę. Będzie to trwało do czasu gdy nie uzyskamy wymaganego 20 proc. wkładu własnego.

– Inną metodą jest zabezpieczenie się na dwóch nieruchomościach. Jeżeli mamy inne mieszkanie, dom działkę budowlaną, nieruchomość, która nie jest obciążona hipoteką to możemy dać ją dodatkowo pod zastaw i wówczas ta dodatkowa druga nieruchomość jest również traktowana przez niektóre banki jako wkład własny – mówi Michał Krajkowski, główny analityk Notus Finanse.

Trzeci sposób na pozyskanie wkładu własnego to może być oszczędzanie. Wystarczy odkładać co miesiąc sumę, która wynosiłaby rata. W ten sposób też sprawdzimy czy stać nas na kredyt.

 

Jak Niemcy pomnażają swoje majątki? Inwestują. Kupują coraz więcej złota. Prognozuje się, że w tym roku kupią ok. 120 ton czystego kruszcu. Polacy natomiast kupią między 7 a 10 ton złota.

– Niemieccy klienci pokochali złoto. To jest niewątpliwy fakt. W tym roku prognozuje się, że w Niemczech klienci indywidualni kupią ok. 120 ton czystego kruszcu. W Polsce dla odmiany według różnych szacunków będzie to miedzy 7 a 10 ton. W związku z tym widać jak duży dystans między nami jest – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, Grupa Goldenmark.

Bum na złoto w Niemczech rozpoczął się w 2008 roku i od tego czasu zainteresowanie kruszcem nie słabnie. Tylko w trzecim kwartale zeszłego roku fundusz ETC-AUM posiadał aż 252 tony kruszcu, co odpowiada prawie 10 miliardom euro. Niemiecki bank centralny zajmuje drugie miejsce na świecie pod względem posiadania złota.

– Jak pokazuje doświadczenie dywersyfikacja majątku pomiędzy różnego rodzaju aktywa, w tym spora część w złocie, sprawdza się doskonale. Stereotyp niemieckiego emeryta nie bierze się z niczego. Niemcy na starość mają z czego korzystać, mogą podróżować po całym świecie. Takie podejście jakie reprezentują niemieccy klienci jest bardzo dobre. Wszyscy, którzy lokują środki w złocie widzą, że to jest coś co zawsze im się przyda. Na co można popatrzeć, a w sytuacji kiedy będzie to konieczne po prostu skorzystać. To jest bardzo dobre racjonalne podejście – wyjaśnia Michał Tekliński.

Jako społeczeństwo oszczędzamy najwięcej od 5 lat, ale te pieniądze nie są pomnażane efektywnie. W swoich decyzjach finansowych kierujemy się przede wszystkim przekonaniami, a nie obiektywną wiedzą. Ryzyko nie ma dla nas odcieni szarości – nie jesteśmy zainteresowani potencjalnym wyższym zyskiem, jeśli nie mamy jednocześnie gwarancji ochrony kapitału. Wierzymy w inwestycje w aktywa materialne. W konsekwencji przechodzimy obojętnie wobec narzędzi pozwalających skutecznie pomnażać nasz kapitał.

W 2016 roku po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych, osiągając poziom 3,6 proc. To dobra wiadomość, choć na tle średniej dla Unii Europejskiej (11 proc.) nadal wypadamy blado. Wzrost ten przypadł na moment trudny dla oszczędnych. Spadek realnego oprocentowania depozytów, będący konsekwencją niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji skutkował obniżeniem wartości otwieranych lokat terminowych przez cały 2017 rok.

BGŻOptima postanowiła sprawdzić, jak tę sytuację postrzegają oszczędzający i czy wpływa ona na ich przekonania i działania związane z zarządzaniem zgromadzonym kapitałem.

Oszczędzamy bez planu

Na poziomie deklaracji osoby, które oszczędzają, robią to modelowo. Jak wynika z 5. edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”, ponad 2/3 Polaków posiadających min. 1 000 zł oszczędności twierdzi, że gromadzenie pieniędzy na przyszłość przychodzi im naturalnie. Większość zgadza się, że tak powinni robić ludzie odpowiedzialni, a blisko ¾ zapewnia, że nie ma problemów z długoterminowym oszczędzaniem. W ocenie 54 proc. badanych optymalną strategią jest odkładanie co miesiąc konkretnej kwoty, według ustalonego planu.

W praktyce jednak okazuje się, że oszczędzamy chaotycznie. Najczęściej wskazywaną praktyką jest odkładanie na koniec miesiąca pieniędzy, które nie zostały wydane (41 proc.), przeznaczanie na zaskórniaki dodatkowych środków, np. z premii (40 proc.) oraz oszczędzanie bez sprecyzowanego planu (31 proc. wskazań).

Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebujemy małej fortuny

Niezależnie od wysokości bieżących dochodów dla zapewnienia sobie poczucia finansowego bezpieczeństwa potrzebujemy dużych kwot. Średnia wartość minimalnej poduszki finansowej, wskazywana przez badanych to aż 69 tys. złotych. Trzy czwarte oszczędzających oczekuje, że ich oszczędności będą wynosić do 100 tys. złotych. W związku z wysoko zawieszoną poprzeczką zaledwie 1/3 badanych udało się odłożyć oczekiwaną sumę.

Taki poziom oczekiwanej poduszki bezpieczeństwa burzy mit o tym, że rolę tę spełnia trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Niemal połowa osób, które mają takie oszczędności wcale nie czuje się z nimi bezpiecznie. Jak obliczyli eksperci BGŻOptima, niezależnie od poziomu dochodów kwota, którą wskazujemy jako bezpieczne minimum oszczędności to równowartość około 20 miesięcznych pensji!

– Co więcej, nasz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im wyższy dochód, tym większe też nasze oczekiwania finansowe, jeśli chodzi o oszczędności. Budowanie poduszki bezpieczeństwa nie wynika zatem tylko z przezorności. Chcemy chronić też wyższy standard życia i utrzymać go w razie niespodziewanego zdarzenia – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Co trzeci oszczędzający przyznaje, że na przyszłe wydatki odkłada maksymalnie 10 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia. Jak zauważa Piotr Marciniak, przy takiej strategii do poziomu minimalnej poduszki bezpieczeństwa większość z nas będzie dochodzić nawet 20 lat.

– Te wygórowane oczekiwania tłumaczą, dlaczego nasze oszczędzanie jest takie krótkowzroczne i przypadkowe. Trudno oczekiwać od konsumenta, że będzie myślał o dywersyfikacji czy inwestycjach, jeśli ciągle nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby być spokojnym o swoją przyszłość – mówi Piotr Marciniak.

Nie inwestujemy, bo nie wiemy jak

Skoro nade wszystko oszczędności mają służyć bezpieczeństwu, nie można się dziwić, że Polacy mają bardzo wysoką awersję do inwestycji z powodu wiążącego się z nimi – w ich przekonaniu – ryzyka. Sytuacji nie poprawia świadomość, że na temat inwestowania wiemy niewiele.

Aż 83 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Mają one zdecydowanie większe znaczenie, niż dostępność wystarczającej sumy pieniędzy na taki cel (39 proc.) czy brak dostępu do osoby, która mogłaby doradzić, jak inwestować (22 proc. wskazań).

Co ciekawe, pojęcia „oszczędzanie” i „inwestowanie” kojarzone są dość swobodnie z różnymi instrumentami finansowymi. Każdą aktywność związaną z regularnym wpłacaniem pieniędzy –  niezależnie od miejsca, gdzie one trafiają – większość badanych utożsamia z oszczędzaniem. W tej kategorii umieszczamy np. odkładanie na IKE i IKZE. Oszczędzaniem jest też korzystanie z produktów, kojarzonych jako bezpieczne. Co trzeci badany w tej kategorii umieszcza zakup obligacji Skarbu Państwa, co piąty zakup walut. Ten ostatni za sposób na zabezpieczenie kapitału uważają głównie osoby starsze. Młodzi kojarzą waluty obce już silniej z inwestycjami i ryzykiem.

Ryzyka boimy się jak ognia

Aż 81 proc. badanych deklaruje, że mając do wyboru wysoki zysk lub gwarancję kapitału wybierze to drugie. Chociaż blisko połowa oszczędzających zgadza się ze stwierdzeniem, że dziś można zarobić tylko na inwestycjach, to 87 proc. przyznaje, że najbardziej zależy im na bezpiecznym pomnażaniu oszczędności.

Z badania BGŻOptima wynika jednoznacznie, że otwartość na inwestowanie oszczędności na rynku kapitałowym nie jest uzależniona od poziomu zgromadzonego kapitału. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty.

– Gdy Polacy myślą o skutecznym inwestowaniu i pomnażaniu oszczędności biorą pod uwagę zwykle te rozwiązania, które ze względu na bardzo wysoki próg wejścia dla większości z nich są nieosiągalne. Jest to na przykład zakup nieruchomości na wynajem lub inwestycja w antyki lub złoto. Jednocześnie tracimy z oczu wiele rozwiązań oferowanych przez rynek finansowy, które są bezpieczne i skutecznie pomnażają oszczędności, a przy tym są dostępne i płynne – mówi Piotr Marciniak.

Jak pokazuje badanie większość posiadaczy oszczędności nie widzi różnicy między poszczególnymi typami funduszy inwestycyjnych, jeśli chodzi o poziom potencjalnego ryzyka jaki wiąże się z inwestycją w nie. Tymczasem jak pokazują dane historyczne za ostatnie 5 lat, ich wyniki różnią się. Fundusze pieniężne przyniosły w tym okresie ponad 13 proc. zysku, tymczasem fundusze zrównoważone blisko 18 proc. W tym samym czasie inwestycja w nieruchomości w Warszawie wypracowała ok. 8 proc. zwrotu, a wartość pieniędzy zainwestowanych w złoto spadła o jedną czwartą.

W Zurychu, Luksemburgu, Kopenhadze czy Helsinkach statystyczna rodzina może co miesiąc zaoszczędzić nawet ponad 100 razy więcej niż w Warszawie. Jest to o tyle zaskakujące, że „nad Wisłą” i tak łatwiej oszczędzać niż w większości europejskich stolic.

Niecałe 140 złotych miesięcznie – tylko tyle powinna być w stanie odłożyć statystyczna trzyosobowa rodzina z Warszawy, w której oboje rodzice pracują – wynika z szacunków Open Finance opartych o dane portalu numbeo.com. Szacunki te zakładają, że rodzina żyje dość oszczędnie. Co to oznacza? Rzadko wychodzi do restauracji kin czy teatrów, co prawda utrzymuje auto, ale rzadko nim jeździ i ogranicza się do skromnych wyjazdów wakacyjnych w kraju Polsce. Do tego dochodzi bardzo ważny koszt comiesięczny – rata kredytu hipotecznego zaciągniętego na zakup dwupokojowego mieszkania. Efekt? To wszystko w sumie wiąże się z miesięcznymi wydatkami na poziomie 7,6 tys. zł. Gdyby zrezygnować z auta, możliwe byłoby powiększenie miesięcznych oszczędności o ponad 700 złotych, a jeśli ktoś ma na tyle komfortową sytuację, że mieszka we własnym lokalu, na którym nie ciąży kredyt hipoteczny, to oznacza, że w domowym budżecie pojawia się wolna kwota prawie 2,2 tys. zł. Po stronie przychodów sumujemy dwa przeciętne wynagrodzenia netto, co wg numbeo.com daje kwotę ponad 7,7 tys. zł.

W Polsce lepiej niż w Londynie?

A jak wygląda sytuacja finansowa podobnych rodzin w innych stolicach europejskich. Efekty są zaskakujące. Okazuje się bowiem, że w większości z nich trudno byłoby odłożyć co miesiąc jakiekolwiek kwoty. Z taką sytuacją modelowa rodzina spotkałaby się w aż 22 na 37 przebadanych miast. W mniejszym stopniu szokuje to w przypadku Kiszyniowa, Kijowa, Tirany czy nawet Sofii, gdzie po prostu przeciętny poziom dochodów jest dość niski. Niemałym zaskoczeniem jest jednak to, że w tym gronie można też znaleźć Vallettę czy Rzym. Pomimo dochodów przekraczających równowartość 10 tys. zł modelowa rodzina musiałaby wydać jeszcze więcej na utrzymanie. Winne są przede wszystkim wysokie koszty zakupu nieruchomości.

Zgodnie z tymi szacunkami niemal nic nie udałoby się też odłożyć w Londynie. Dzieje się tak pomimo wysokich dochodów. Problemem znów są ceny domów i mieszkań. Rodzina na ratę kredytu zaciągniętego na zakup dwupokojowego lokum musiałaby wydać równowartość 12 tys. złotych miesięcznie. Jedzenie kosztowałoby prawie 3 tysiące, transport publiczny 2 tysiące, a utrzymanie własnych, choć rzadko używanych „czterech kółek”, kolejny tysiąc. Wraz z wydatkami na wakacje, rozrywki, media, ubrania itd. otrzymujemy sumę ponad 21 tysięcy miesięcznie – wynika z wyliczeń numbeo.com.

Szwajcarskie rodziny są najbogatsze

Na drugim biegunie uplasowały się takie miasta jak Zurych, Luksemburg, Kopenhaga, Helsinki czy Oslo. Wszędzie tam oszczędna trzyosobowa rodzina mogłaby odłożyć od 8 do ponad 21 tysięcy miesięcznie i to przy założeniu posiadania auta oraz spłacania kredytu zaciągniętego na zakup dwupokojowego lokum.

Przyjrzyjmy się bliżej sytuacji w Zurychu, gdzie modelowa rodzina co miesiąc mogłaby odłożyć więcej, niż kosztuje utrzymanie trzech osób w Londynie. Oczywiście taki wynik Szwajcaria zawdzięcza bardzo wysokiemu poziomowi dochodów. Dwie osoby powinny przynosić do domu przeciętnie równowartość ponad 44 tysięcy złotych. Nawet koszty opiewające na ponad 22 tysięcy nie wydają się wtedy przerażające. Warto podkreślić, że w badanym wariancie większość pieniędzy wydana zostałaby na mieszkanie (ponad 8 tys. zł) i jedzenie (bez mała 8 tysięcy).

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

 

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Korzystna koniunktura na rynku nieruchomości, niesłabnące zainteresowanie Polaków kredytami hipotecznymi oraz znaczna aktywność w pozyskiwaniu nowych Klientów to elementy, które miały istotny wpływ na wyniki sprzedażowe Open Finance SA i Home Broker SA w III kwartałach 2017 roku.  

 Za nami dobre III kwartały br. – możemy chwalić się po raz kolejny stabilnymi danymi sprzedażowymi. Rynek nam sprzyja, a my potrafimy wykorzystać tę sytuację oraz dostosować się elastycznie do trendów, pozyskując nowych Klientów. Co ważne, wzrasta stale popyt na kredyty hipoteczne, co oznacza, że Klienci interesują się taką formą finansowania zakupu nieruchomości. Na tym nie koniec – czeka nas jeszcze uruchomienie kolejnej transzy środków z programu MdM w styczniu 2018 roku, dlatego przewidujemy, że zainteresowanie Polaków hipoteką wzrośnie. Natomiast rynek nieruchomości
to obecnie prawdziwe „eldorado” – Polacy inwestują w mieszkania jak nigdy do tej pory
– mówi Przemysław Guberow, Prezes Zarządu Open Finance SA i Home Broker SA. Nie spoczywamy jednak na laurach – wykorzystamy w pełni dobrą koniunkturę oraz liczymy, że końcówka 2017 roku także będzie dla nas satysfakcjonująca – dodaje Przemysław Guberow.

Łączna sprzedaż Open Finance SA w III kwartałach 2017 roku wzrosła aż o 19% –  w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku – oraz wyniosła 6,6 mld złotych.

Co należy podkreślić to fakt, że atutem Open Finance SA niezmiennie pozostaje liczba udzielanych kredytów hipotecznych za pośrednictwem największego pośrednika na rynku. Wartość sprzedanych kredytów hipotecznych w okresie III kwartałów 2017 roku wyniosła 5 mld złotych (wzrost o 19% w stosunku do porównywalnego okresu 2016 roku).

Pośrednik odnotował również kolejny rekord – 67% wzrost sprzedanych kredytów firmowych przy jego udziale w III kwartałach br. (570 mln złotych), w stosunku do tego samego okresu w zeszłym roku (342 mln złotych). Ten obszar biznesu – wsparcie MŚP w finansowaniu oraz bieżącej działalności – staje się zresztą jednym z kluczowych w założeniach budżetowych oraz sprzedażowych spółki na kolejne kwartały.

Z drugiej strony, trudno nie wspomnieć o niewielkim spadku czyli -9% sprzedaży kredytów gotówkowych w okresie III kwartałów tego roku vs 2016 rok.

III kwartały br. to także okres, w którym Open Finance SA odnotował wzrost sprzedanych produktów inwestycyjnych za pośrednictwem spółki. Wolumen zaoferowanych obligacji, funduszy, ubezpieczeń oraz produktów regularnego oszczędzania wyniósł 268 mln złotych, co jest wzrostem o 25% w porównaniu do III kwartałów 2016 roku. Na uwagę zasługuje zwłaszcza zainteresowanie oraz większe zaufanie Klientów do produktów regularnego oszczędzania, których sprzedaż wzrosła o 150%, porównując 2016 i 2017 roku.

Jednocześnie, druga ze spółek – Home Broker SA – nadal umacnia pozycję lidera na rynku nieruchomości oraz konsekwentnie poprawia swoje wyniki sprzedażowe. W porównaniu do okresu III kwartałów 2016 roku, wartość sprzedanych nieruchomości za pośrednictwem spółki wzrosła w 2017 roku o 26% i wyniosła 2,7 mld złotych.

III kwartały br. to kolejny okres rozliczeniowy, w którym Home Broker poprawia swoje dane sprzedażowe pod kątem pośrednictwa przy sprzedaży nieruchomości na rynku pierwotnym.  Doradcy Home Broker pośredniczyli w zakupie „4 kątów” na kwotę 1,7 mld złotych, co jest wzrostem aż o 38% w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku.

Ponadto, warto przyjrzeć się również liczbie transakcji na rynku nieruchomości za pośrednictwem Home Broker SA w III kwartałach tego roku. Na rynku pierwotnym, pośrednik wsparł Klientów w wyborze i kupnie wymarzonego „M” uczestnicząc w  6 288 transakcjach. To wzrost o 37% vs III kwartały 2016 roku.

Nie zwalniamy tempa. Przeżywamy „złote czasy” na rynku nieruchomości, co jest dobrą informacją nie tylko dla samej branży czy gospodarki, ale też dla Klientów zainteresowanych inwestowaniem w „cztery kąty”. Jako pośrednik bacznie obserwujemy rynek i nie tracimy żadnej transakcji – zależy nam na długofalowej współpracy zarówno z Klientami, jak i deweloperami. Wyniki sprzedażowe za III kwartały pokazują, że potrafimy znaleźć „złoty środek” – znajdujemy idealne mieszkanie dla Klientów, jednocześnie przynosząc zysk deweloperom. Z pewnością będziemy kontynuować taką strategię w ostatnim kwartale 2017 roku, przy maksymalnym wykorzystaniu korzystnej sytuacji rynkowej – mówi Paweł Komar, Członek Zarządu Open Finance SA i Home Broker SA.

Na tym nie koniec – rynek wtórny nieruchomości też odnotowuje wzrost w  III kwartałach 2017 roku. Home Broker pośredniczył przy 3 711 transakcjach w tym okresie, co daje 6% wzrost do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Natomiast wartość sprzedanych nieruchomości „z drugiej ręki” za pośrednictwem spółki wyniosła 961 mln złotych, co daje 9% wzrost vs 2016 rok.

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Brytyjski urząd ds. postępowania finansowego przestrzega przed coraz większym zadłużaniem się młodych ludzi. Podobnie jest w Polsce. Młodzi Polacy wpadają w spiralę długów, a ich zaległości w firmach pożyczkowych sięgają już 4,6 mld. Kiedy powinna się nam zapalić czerwona lampka – podpowiada ekspert od upadłości konsumenckich.

Młodzi Brytyjczycy pożyczają pieniądze nawet na podstawowe koszty utrzymania – twierdzi Andrew Bailey, prezes Urzędu ds. Postępowania Finansowego w wywiadzie udzielonym BBC. Jak twierdzi Bailey, nie jest to jednak lekkomyślne pożyczanie, lecz konieczność opłacenia podstawowych kosztów życia. Wysoka cena czynszów i brak wzrostu dochodów spowodowały, że więcej ludzi musiało skorzystać z kredytów, aby związać koniec z końcem. Jednak, jak zauważa Bailey, zarówno konsumenci, jak i instytucje finansowe, które pożyczają im pieniądze, powinni być świadomi, że w przyszłości mogą wzrosnąć stopy procentowe. Dlatego kredyt powinien być dla konsumentów przystępny i realny do spłacenia.

Najnowsze dane pochodzące z Banku Anglii wskazują, że dług konsumencki (bez kredytów hipotecznych) wynosi obecnie ponad 200 mld funtów i osiąga poziom niespotykany od czasu kryzysu finansowego. Aż o 10 proc. w ciągu roku wzrosła w Wielkiej Brytanii liczba pożyczek konsumenckich, w rachunku bieżącym oraz na kartach kredytowych. Ludzie oszczędzają coraz mniej, bo bardzo niskie stopy procentowe nie gwarantują odpowiednich zysków.

Młodzi Polacy zaciągają kolejne zobowiązania

Podobna sytuacja jest w Polsce. Jak wynika z raportu „Kredyt Trendy” Biura Informacji Kredytowej, w pierwszym półroczu 2017 roku o 24 tys. wzrosła liczba osób mających zobowiązania w firmach pożyczkowych. Około 80 proc. z nich ma również kredyty bankowe. To rodzi niebezpieczeństwo wpadania części kredytobiorców w spiralę długów poprzez zaciąganie kolejnych zobowiązań w firmach pożyczkowych. Zainteresowanie takimi firmami wynika z faktu, że banki wycofują się z niskokwotowych kredytów konsumpcyjnych.

– Nie wydaje mi się, żeby wzrost zadłużenia był objawem negatywnym. Ważniejsze jest, jak zachowują się młodzi ludzie w sytuacji, gdy tracą możliwość obsługi zobowiązań. Czy próbują rozwiązać swoje kłopoty, czy też uciekają od nich, mając nadzieję, że same się one rozwiążą? Identyfikacja problemu zadłużenia w początkowej jego fazie i zmierzenie się z nim możliwe są przy niewielkim wyrzeczeniu kredytobiorcy. Czasem wystarczy ograniczyć swoje przyzwyczajenia żywieniowe lub imprezowe, bardziej zaangażować się w pracę i wykazać się odrobiną silnej woli, żeby pokonać trudności, zanim zaczną się nawarstwiać – uważa Sławomir Anisimowicz, dyrektor w kancelarii PMR Restrukturyzacje SA, która pomaga konsumentom w zakresie upadłości.

Sławomir Anisimowicz przyznaje jednak, że często takie proste rozwiązania nie są możliwe. Dzieje się tak wtedy, gdy kredytobiorca zbyt późno decyduje się na rozwiązanie problemów lub w sytuacji zdarzeń losowych (choroba, wypadek), na które nie mamy wpływu. Wtedy nadmierne zadłużenie staje się trudne do zniwelowania.

– Ważne jest wówczas podjęcie zdecydowanych działań. Najpierw próba porozumienia z wierzycielami, a gdy do niego nie dojdzie, skorzystanie z narzędzi prawnych takich jak upadłość konsumencka. Takie decyzje podejmują najczęściej świadomi konsumenci. Za mało jest, niestety, inicjatyw społecznych, które uświadamiają młodym ludziom (i nie tylko im), że pozostawanie w stanie nadmiernego zadłużenia prowadzi ich do wypchnięcia na margines społeczny, wprost do szarej strefy – dodaje przedstawiciel kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Aż 25 proc. klientów sektora pożyczkowego to osoby w wieku do 25 lat. Wielu z nich nie radzi sobie ze spłacaniem długów. Ponad 567 tys. młodych Polaków w wieku 18-34 lata ma już łącznie 4,6 mld zaległych długów pozakredytowych – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w kredytach, gdzie co ósmy 18-34-latek nie radzi sobie ze spłatą. Liczba dłużników zalegających ze spłatami wzrosła o ponad 86 tys. od marca 2016 roku do marca 2017 roku.

Źródło: PMR Restrukturyzacje S.A.

Polisa OC jest obowiązkowa dla każdego właściciela pojazdu mechanicznego. Jej brak wiąże się z karą finansową, której wysokość jest zależna od płacy minimalnej brutto ustalonej przez rząd na dany rok kalendarzowy. Wszystko wskazuje na to, że od 1 stycznia 2018 r. płaca minimalna wzrośnie z 2000 zł do 2100 zł, co oznacza automatyczne podwyżki kar za brak OC. Maksymalny „mandat” za brak OC w 2018 r. będzie w związku z tym wynosił 4200 zł dla aut osobowych (o 200 zł więcej niż obecnie), 6600 zł dla pojazdów ciężarowych (podwyżka aż o 600 zł więcej) oraz 700 zł w przypadku motocykli i skuterów (wzrost o 30 zł w porównaniu z 2017 r.).

Obserwacja, jak historycznie kształtują się płace minimalne, pozwala stwierdzić, że rosną one co roku. W pewnym sensie można powiedzieć, że jednocześnie z biegiem lat coraz mniej opłaca się też rezygnacja z posiadania polisy czy po prostu nieumyślny brak ubezpieczenia. Dla przykładu: 5 lat temu brak OC oznaczał dla właściciela samochodu osobowego maksymalnie 3000 zł kary, czyli aż 1000 zł mniej niż teraz i 1200 zł w porównaniu ze stawką planowaną na 2018 r. – zauważa Damian Andruszkiewicz, Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Komunikacyjnych Klienta Indywidualnego w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Warto wiedzieć, w jaki dokładnie sposób naliczane są opłaty karne. Posiadacze samochodów osobowych bez „ważnego” OC muszą liczyć się z maksymalną karą wynoszącą 2-krotność pensji minimalnej. Grzywna dla właścicieli pojazdów ciężarowych sięga 3-krotnej wartości najmniejszego wynagrodzenia, a w przypadku właścicieli motocykli i skuterów jest to nie więcej niż jego jedna trzecia.  Najwyższą grzywną zapłacą kierowcy, którzy nie mają OC dłużej niż dwa tygodnie. Jeśli pojazd zarejestrowany w Polsce pozostaje bez ważnego ubezpieczenie krócej niż 3 dni, to mandat wyniesie 20% najwyższej dla danego typu pojazdu kary. Jeśli okres bez polisy OC będzie wynosił od 4 do 14 dni, to grzywna wzrośnie do 50% maksymalnej opłaty.

Kary coraz trudniej uniknąć!

Jeżeli kierowca liczy na to, że uda mu się uniknąć mandatu za brak ubezpieczenia, ponieważ porusza się po drogach, gdzie patrole policyjne to rzadkość, to jest w błędzie.

– Ponad połowa kierowców jeżdżących bez obowiązkowego ubezpieczenia OC jest wykrywana bez kontroli drogowej. Brak polisy OC wykrywa w swojej bazie Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) i wysyła kierowcom wezwania do zapłaty – tłumaczy Damian Andruszkiewicz.

UFG już od 4 lat korzysta z własnego systemu informatycznego potocznie nazywanego „wirtualnym policjantem”. Monitoruje on przerwy w ubezpieczeniu, a kontrole odbywają się na podstawie ogólnopolskiej bazy polis komunikacyjnych. Na przykład w zeszłym roku „wirtualny policjant” wykrył ponad 63% wszystkich ukaranych nieubezpieczonych.

Pozorne oszczędności

Część kierowców brak obowiązkowego ubezpieczenia tłumaczy niewiedzą na temat konsekwencji, jakie mogą ich spotkać. Jednak jest także spora część właścicieli pojazdów, którzy brak przedłużenia ważności polisy OC uważają za sprytny sposób na oszczędzanie.

– Wciąż niewielu kierowców zdaje sobie sprawę, że jeżeli spowodują kolizję drogową i nie będą posiadali polisy OC, to kara będzie ich najmniejszym problemem, bo będą musieli zwrócić do UFG sumę, którą ten wcześniej wypłacił poszkodowanym w danym wypadku. A średnia wartość takiego świadczenia wynosi, według danych Funduszu, ponad 10 tys. złotych – dodaje ekspert Compensy.

Z danych UFG wynika, że co roku zwrot odszkodowania wypłaconego przez UFG dotyka ponad dwa tysiące właścicieli pojazdów, którzy spowodowali wypadek bez ubezpieczenia OC.  Rekordzista miał do zwrotu niebagatelną kwotę wynoszącą blisko 1,8 mln złotych.

 

Oszczędzaj i ucz oszczędzać” – dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie mogą pamiętać to hasło ze szkoły, gdy odkładali pieniądze w Szkolnych Kasach Oszczędności. Kiedyś była to właściwie jedyna forma edukacji finansowej kierowana do dzieci. Dziś tych możliwości jest już znacznie więcej. Ale co właściwie nasze zieci wiedzą o finansach i czy rodzice są dla nich odpowiednim źródłem wiedzy? Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 63 proc. Polaków uważa swoją wiedzę finansową za wystarczającą, ale jednocześnie wielu z nas nie potrafi realnie oszacować kosztów wynikających z różnych sytuacji życiowych.

Co trzeci Polak (37 proc.) rozmawia z dziećmi o finansach, a 58 proc. zachęca je do oszczędzania. Jedna piąta nie robi jednak zupełnie nic w kwestii edukacji finansowej swoich pociech. Te wyniki nie napawają optymizmem, a piętnaście-dwadzieścia lat temu było jeszcze gorzej. Jedynie 18 proc. z nas pamięta, że rodzice rozmawiali z nami o finansach, a 41 proc. było przez nich zachęcanych do oszczędzania. Jedna czwarta w ogóle nie poruszała kwestii pieniędzy z rozmowach z rodzicami. – Te deklaracje pokazują, że zarówno w przeszłości, jak i obecnie rodzice chcieliby, by ich dzieci odkładały pieniądze, ale znacznie mniej osób zdobywa się na wysiłek, by edukować je w zakresie finansów. Wygląda więc na to, że oczekujemy od najmłodszych racjonalnych postaw, ale jednocześnie nie dajemy im chociażby teoretycznej podstawy – mówi Michał Nestorowicz, Dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden.

Co ciekawe, rodzice w wieku 40-50 lat, z uwagi na to, że posiadają starsze dzieci, bardziej angażują je w sprawy finansowe, zachęcają do oszczędzania i regularnie dają im kieszonkowe. Z kolei rodzice z pokolenia trzydziestolatków nieco częściej niż w pozostałych grupach wiekowych rozmawiają z dziećmi na tematy związane z finansami i budżetem domowym.

Nie jest tak dobrze, jak myślimy

Ciekawe jest również to, jak Polacy oceniają swoją wiedzę finansową. Za wystarczającą uważa ją prawie dwie trzecie respondentów (63 proc.). Najlepiej w tym względzie postrzegają siebie trzydziesto- i czterdziestolatkowie, częściej mężczyźni niż kobiety. A jak wygląda rzeczywistość? W obejmującym trzydzieści krajów badaniu poziomu świadomości finansowej przygotowanym przez OECD Polacy znaleźli się na ostatnim miejscu. Tylko 32 proc. ustawia sobie długoterminowe cele finansowe i dąży do ich realizacji.

Potwierdza to badanie Nationale-Nederlanden. Jedna czwarta Polaków uważa, że ogólne koszty (wydatki na prywatną opiekę medyczną, koszty leków, rehabilitacja, ewentualne utracone dochody), jakie pociąga zachorowanie na raka mieszczą się w kwocie do tysiąca złotych. Tę samą sumę wskazało 15 proc. badanych pytanych o wydatki związane z wystąpieniem zawału serca. – Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Wizyta prywatna u specjalisty to koszt od 150 do 250 zł, nie wspominając o kosztach badań, jak chociażby tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny – mówi Michał Nestorowicz. Suma łącznych wydatków ponoszonych w przypadku zachorowania na nowotwór to według Polaków średnio 5 tys. zł. Jednocześnie koszty, które trzeba ponieść w przypadku uszkodzenia samochodu w wypadku samochodowym, wyceniają średnio na 10 tys. zł. Z kolei ich zdaniem start dziecka w dorosłość, bez kosztów edukacji, to wydatek rzędu średnio 15 tys. zł, a przeciętne wydatki na emeryturze zamykają się według Polaków w sumie 2 tys. zł miesięcznie.

Przykład idzie z góry

Polacy posługują się mitami w swoich opiniach o ubezpieczeniu. Pytani o to, jaką część budżetu domowego może pochłonąć indywidualne ubezpieczenie na życie, około 25 proc. respondentów odpowiedziało, że składka musi być droga i wynosić ponad 100 zł miesięcznie. Z kolei jedna trzecia ankietowanych w ogóle nie potrafi określić jej wysokości. – Polacy są wciąż przekonani, że takie ubezpieczenie jest drogie i się nie opłaca lub po prostu nie myślą o tym. Ich wiedza na temat ubezpieczeń jest ciągle bardzo mała. Nie wiemy więc nie tylko ile ubezpieczenia kosztują, ale też co można na nich zyskać – mówi Anna Hełka, Psycholog społeczna z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Przykład ubezpieczeń pokazuje, że z edukacją finansową Polaków nie jest więc najlepiej. Tymczasem pozwala nam ona nie tylko na co dzień w lepszy sposób gospodarować domowym budżetem, ale również zabezpieczyć się przed nieprzewidzianymi sytuacjami losowymi. Podnoszenie poziomu edukacji finansowej jest nie tylko w naszym interesie, ale również najmłodszych. Zdaniem specjalistów powielają one bowiem zazwyczaj w dorosłym życiu model, który znają z domu. – Gdy rodzice nadmiernie zadłużają się, wielce prawdopodobne jest, że dzieci będą robić to samo. Jeżeli jednak zadbamy o przyszłość najbliższych, chociażby poprzez oszczędzanie czy też wykupienie ubezpieczenia, które wesprze naszą rodzinę na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, to pokażemy dzieciom, że nasza edukacja finansowa to nie tylko deklaracje – podsumowuje Michał Nestorowicz.

 Jak wynika z badań Ipsos dla Kapitalni.org, stabilna przyszłość i pomoc rodzinie to najczęściej wskazywane przez ankietowanych powody do poszerzania wiedzy o finansach. Co ciekawe, słabo mobilizują nas problemy finansowe. Jedynie, co czwarty respondent deklaruje, że jest to bodziec aktywizujący go do zwiększenia wiedzy w tym zakresie.

Biuro Informacji Kredytowej podaje, że już ponad 2,3 mln Polek i Polaków ma problem z regularną spłatą zaciągniętych zobowiązań, zarówno kredytowych, jak i poza kredytowych. Łączna wartość takich zagrożonych zobowiązań wynosi  53,69 mld zł! Te dane ilustrują, jak dużym problemem są dla wielu z nas rozważne decyzje finansowe. Kredytobiorcom trudno ocenić, jakim obciążeniom są w stanie podołać. – Tak wysoka liczba osób mających problem z regularnym dokonywaniem spłat kredytu to znak, że powinniśmy jako społeczeństwo jak najszybciej uzupełnić podstawowe braki w zakresie wiedzy finansowej – mówi Agnieszka Szczepanik, kierownik projektu Kapitalni.org.

Co zachęciłoby Polaków do poszerzania swoich finansowych horyzontów?

Motywacja Polaków do nauki

Dla ponad 40 proc. ankietowanych dobrą motywacją do poszerzenia swoich finansowych horyzontów byłaby chęć zaoszczędzenia na przyszłość, a także poprawa sytuacji materialnej własnej i rodziny. Na kolejnym miejscu respondenci wskazywali problemy finansowe oraz konieczność wzięcia kredytu lub pożyczki. Te odpowiedzi zaznaczył, co czwarty ankietowany.

– Badanie pokazuje, że często Polacy interesują się finansami dopiero, gdy znajdują się w sytuacji kryzysowej lub mają zamiar ubiegać się np. o kredyt. To zła postawa. Wiedzę o finansach powinniśmy zdobywać aktywnie, przez całe życie. Najlepiej zacząć jak najwcześniej. Dzięki temu możemy uniknąć nietrafionych decyzji w dorosłym życiu. Odpowiednia edukacja w zakresie finansów procentuje. Świadomi konsumenci wybierają lepsze oferty i są w stanie sprawniej dysponować swoim budżetem – mówi Agnieszka Szczepanik.

Jak wynika z badania Ipsos dla Kapitalni.org, niewiele ponad 15 proc. Polaków deklaruje, że dobrym czynnikiem aktywizującym ich do poszerzenia wiedzy o finansach, byłaby chęć przekazania dziecku wiedzy na ten temat. Co ciekawe, badania wskazują również, że niechętnie bierzemy przykład z innych. Jedynie 7 proc. respondentów motywuje postawa innych osób, które samodzielnie starają się opanować sferę finansów i pogłębiają wiedzę na ten temat.

Mężczyzn aktywizują kłopoty

Badanie pokazało też, że finansowe problemy bardziej motywują do nauki mężczyzn niż kobiety (27 proc. mężczyzn vs. 22 proc. kobiet). Co czwarty Polak deklaruje, że czynnikiem aktywizującym byłaby chęć zaciągnięcia kredytu bądź pożyczki. W przypadku pań odpowiedziała tak co piąta ankietowana. W całej populacji badanych problemy finansowe były bodźcem do poszerzania wiedzy wskazywanym przez co czwartą osobę.

Co ciekawe, badanie pokazuje, że to mężczyźni częściej niż kobiety za dobrą motywację do nauki uważają chęć przekazania dzieciom wiedzy o finansach – odpowiedziało tak 19 proc. ankietowanych mężczyzn w porównaniu do 16 proc. kobiet. Wynik ten może wskazywać, że to panowie częściej myślą praktycznie o tym, jak ułatwić start w dorosłe życie swoim dzieciom. Z kolei panie mobilizuje chęć poprawy sytuacji materialnej własnej i rodziny (odpowiedziało tak 43 proc. kobiet vs 40 proc. mężczyzn). Potrzeba przekazania podstawowej wiedzy finansowej swoim dzieciom najczęściej motywuje osoby w wieku 35-44. Tę odpowiedź wskazał blisko co czwarty ankietowany z tej grupy.

Młodych motywuje lepsza przyszłość

Około 43 proc. badanych deklaruje, że dobrą zachętą do pogłębienia wiedzy na tematy finansowe jest chęć oszczędzania na przyszłość lub „czarną godzinę”. Chęć oszczędzania na ten cel lub na przyszłość jako motywacja do poszerzania wiedzy o finansach, jest najwyższa wśród najmłodszych badanych – wskazało na nią 48 proc. respondentów z grupy wiekowej 20-24 lat. W przypadku badanych w wieku 45-55 odsetek ten wyniósł 37 proc. A co motywuje najstarsze pokolenie? Jak pokazało badanie – zamiar poprawienia swojej sytuacji materialnej. Tę odpowiedź wskazała prawie połowa ankietowanych dojrzałych Polaków. To może wiązać się z faktem, że obawiają się oni, że po zakończeniu kariery zawodowej nie będą mieli wystarczających funduszy, aby żyć na dotychczasowym poziomie.

– Dla młodego pokolenia oszczędzanie pieniędzy to główny czynnik motywujący do pogłębiania swojej wiedzy finansowej. Świadczy to o tym, że ta grupa Polaków, która dopiero wkracza w dorosłe życie, jest świadoma, że sama musi zadbać o swoje bezpieczeństwo finansowe.  Młodzi wiedzą, że jest to niezbędne, aby w przyszłości nie martwić się sprawami finansowymi – mówi Agnieszka Szczepanik.

 

Źródło: Kapitalni.org

Jeśli zarabiasz miesięcznie ponad 7 500 zł netto, należysz do bardzo wąskiej grupy około miliona najzamożniejszych Polaków. Przy takich dochodach powinno ci spokojnie wystarczać „od pierwszego do pierwszego”. Stać cię na przyjemności i dobre wakacje, a co więcej – masz komfort oszczędzania na przyszłość. Co piąty zamożny Polak odkłada ze swoich bieżących przychodów do 500 zł, a niemal taka sama część – powyżej 3 tys. zł. Oszczędza głównie na kontach oszczędnościowych i lokatach. Pod tym względem nie różni się od statystycznego Kowalskiego.

Jako społeczeństwo jesteśmy z roku na rok coraz bogatsi. Jeszcze na przełomie wieków, średnia pensja w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wynosiła wg GUS nieco ponad 1,9 tys. zł brutto miesięcznie. Obecnie skoczyła ona aż do ponad 4,5 tys. brutto miesięcznie. Jest już też wśród nas ponad milion osób, które zarabiają powyżej 85 tys. zł rocznie. Łączne dochody netto tych, którzy zaliczają się do najbardziej zamożnych Polaków, szacowane są na około 171 mld zł.

– Najbogatsi klienci banków w Polsce z powodzeniem korzystają od lat z tzw. private banking, w ramach którego mogą liczyć na spersonalizowaną obsługę. Jednocześnie z roku na rok rośnie grupa klientów o nieco niższym, ale zdecydowanie przekraczającym średnią statusie majątkowym. To grupa klientów, którą w Deutsche Bank definiujemy jako  „premium”. W naszej ocenie właśnie ta grupa i jej potrzeby związane z możliwościami pomnażania zgromadzonych oszczędności będą z każdym rokiem rosnąć – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Zamożni są zachowawczy, choć to się nie opłaca

Jak pokazało badanie wykonane na potrzeby raportu Deutsche Bank „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, co piąta osoba zarabiająca powyżej 7,5 tys. zł netto miesięcznie nie odkłada, ani nie inwestuje oszczędności z myślą o budowaniu kapitału na przyszłość. To i tak dobry wynik, bo w całej populacji nie oszczędza dwa razy więcej osób.

– Klient premium ma większe możliwości oszczędzania w ramach tzw. „funduszu swobodnej decyzji” – czyli nadwyżki finansowej, która zostaje w portfelach po uregulowaniu wszystkich bieżących kosztów życia. Jednak podobnie, jak „przeciętny Kowalski”,  grupa ta wybiera rozwiązania zachowawcze. Może to wynikać z niskiej tolerancji na ryzyko, albo po prostu z wygody – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jeśli jesteś klientem premium, co mówi badanie Deutsche Bank o Twoim stylu oszczędzania? Najpewniej masz rachunek oszczędnościowy, podobnie jak co trzeci zamożny Polak. Z dużym prawdopodobieństwem masz również w banku lokatę (wskazało na nią 27 proc. badanych). Możesz też należeć do grupy ok. 20 proc. zamożnych osób, które zainwestowały swoje oszczędności w nieruchomości. Mniej prawdopodobne jest, że wybrałeś bardziej aktywne formy pomnażania pieniędzy. Obok walut i kruszców, w które zainwestowało 13 proc. klientów premium, możesz mieć też IKE i IKZE (10 proc.), plan systematycznego oszczędzania (9 proc.), fundusze inwestycyjne (8 proc.) lub być bezpośrednio zaangażowany w inwestycje na giełdzie (7 proc.).

Można powiedzieć, że klienci zamożni są mocno konserwatywni, jeśli chodzi o wybór produktów oszczędnościowych. W dużej mierze są to osoby, które po wejściu w dorosłość i założeniu rodziny wchodzą w wiek regularnej akumulacji kapitału. Dobrze więc, że wraz z rozwojem tej grupy i wzrostem jej majętności rośnie gotowość banków do zapewnienia jej odpowiedniej obsługi i tworzenia sprofilowanych ofert produktowych – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank. Jej zdaniem, z czasem wybory dotyczące rozwiązań służących budowie kapitału będą w tej grupie klientów szły w kierunku produktów bardziej złożonych, stwarzających większe możliwości osiągnięcia zysków.

Ile oszczędzają zamożni?

Więcej niż co piąty badany (22 proc.) ocenia, że optymalna kwota do odłożenia co miesiąc to dla niego do 500 zł. Mniej więcej tyle samo osób (21 proc.) wskazuje, że odłożenie nawet ponad 3 000 zł co miesiąc nie stanowiłoby dla nich trudności. Tylko 8 proc. deklaruje brak wolnych środków w domowym budżecie, które mogliby przeznaczyć na oszczędzanie.

Kobiety bardziej dociekliwe i oszczędne

Jak zauważa Monika Szlosek, kobiety są bardziej zachowawcze w swoich wyborach niż mężczyźni. Aż 42 proc. zamożnych Polek, które wzięły udział w badaniu, odkłada nadwyżki finansowe na koncie oszczędnościowym. Wśród mężczyzn zwolenników tego rozwiązania jest mniej o 15 p. pkt. proc. Podobny wynik obserwujemy w przypadku lokat: wybiera je 31 proc. najlepiej zarabiających Polek i tylko co czwarty mężczyzna (25 proc.).

– Z moich obserwacji wynika, że kobiety potrzebują nieco więcej czasu, by przekonać się do nowych rozwiązań i są bardziej dociekliwe, jeśli chodzi o chęć zrozumienia mechanizmów produktów inwestycyjnych – komentuje Monika Szlosek. – Tymczasem mężczyźni częściej są skłonni akceptować ryzyko i odważniej podejmują decyzje dotyczące inwestycji.

Kiedy kobieta oszczędza, jest bardziej skłonna odkładać regularnie wyższe sumy, niż przeciętny mężczyzna. Co czwarta zamożna Polka zadeklarowała w badaniu możliwość odkładania ponad 3 000 zł, podczas gdy tę samą kwotę mogłoby odkładać jedynie 18 proc. mężczyzn. Wśród dobrze zarabiających mężczyzn najwięcej badanych (23 proc.) uznało, że oszczędzanie kwoty mieszczącej się w przedziale od 201 do 500 zł jest dla nich optymalne.

Co czeka klienta premium?

Firma KPMG prognozuje, że w 2019 roku w Polsce będzie mieszkać już blisko 1,3 mln osób zamożnych i bogatych, a ich dochód netto sięgnie około 220 mld zł.  – Jeśli Polska gospodarka  będzie  nadal się rozwijać w podobnym jak obecnie tempie, segment klienta premium z pewnością będzie się w najbliższych latach poszerzał, a co za tym idzie – zyskiwał na znaczeniu w oczach banków – przewiduje Monika Szlosek. – Dlatego ich zachowanie będzie miało coraz większy wpływ na rozwój bankowych ofert wspierających ich rosnące aspiracje.

Już dziś warto rozejrzeć się w ofertach instytucji finansowych. Jest coraz większa szansa, że nasze premium dochody zapewnią nam też premium obsługę i wsparcie banku w ich skutecznym pomnożeniu.

 

Źródło: Deutsche Bank

Oszczędzanie nie jest łatwe. Tymczasem odkładanie choćby małej sumy pieniędzy daje nie tylko wzrastające oszczędności, ale dodatkowo satysfakcję. Może poprawiać nasz nastrój i zwiększyć poziom odczuwanego bezpieczeństwa.

Jak zatem zmotywować się do odkładania pieniędzy? Podobno nie ważne jest, ile odkładamy, ale że w ogóle podejmujemy takie działanie. Na różnych blogach finansowych aż roi się od porad jak zaoszczędzić 200 zł miesięcznie, na czym zaoszczędzić i jak później inwestować.

Osoby pracujące z anonimowymi dłużnikami przekonują, że nawet w sytuacji niskich dochodów, czy długu warto zacząć oszczędzać. To wpływa na poczucie bezpieczeństwa, które sami sobie budujemy.

„Zacznij od niewielkich kwot – 1-2 proc. swoich dochodów, potem zwiększaj oszczędności aż do co najmniej 10 proc. swoich dochodów” – radzi Roman, jeden z anonimowych dłużników, Wspólnoty 12-krokowej, która pomaga osobom zadłużonym, ale także jej członkowie pracują nad zmianą schematów myślenia dotyczących pieniędzy.

Bo tak naprawdę oszczędzanie to sposób podejścia do naszych finansów i sposób myślenia. Warto podejść do oszczędności z hasłem „Najpierw płacę sobie” i potraktować ten kapitał jako swoje własne wynagrodzenie, które nie jest przeznaczane na bieżące potrzeby. Warto też określić sobie cel oszczędności: podróż, kupno nowego samochodu czy inwestycja w edukację dziecka.

Oszczędzać można na różne sposoby, np. w „skarbonce”, na specjalnym rachunku oszczędnościowym, w postaci innych aktywów. Całkiem konkretnie wygląda usługa niektórych banków, które oferują tzw. usługę zaokrąglania sumy w przypadku zakupów. Po jakimś czasie może się uzbierać całkiem pokaźna kwota.

Oszczędzając „aktywnie” czyli składając nasze pieniądze np. na rachunku w banku, ten może potem część naszych zgromadzonych środków pożyczyć inwestorom. Dzięki temu możemy się przyczynić do rozwoju gospodarczego. Oszczędzają „biernie” – do skarbonki, sejfu – nie powiększamy oszczędności w gospodarce.

„To musi stać się nawykiem” – uważają specjaliści w dziedzinie finansów. Kiedy naprawdę zauważymy, jak oszczędności wpływają na nasze samopoczucie i budują „portfel przyszłości”, możemy znaleźć w sobie dodatkową motywację do oszczędzania.

A jak wygląda zdrowe finansowo gospodarstwo domowe? Próbowali to zbadać badacze w Diagnozie Społecznej w 2015 r. Zastosowali metodę, zgodnie z którą ocenili, że dobrze zarządzane gospodarstwo domowe posiada nadwyżki dochodu przekraczające 30 proc., bez opóźnień opłaca rachunki i raty kredytów oraz deklaruje, że starcza pieniędzy na wszystko.

W perspektywie średniookresowej warto przygotować gospodarstwo domowe na niespodziewane wydatki. „Zdrowe finansowo gospodarstwo domowe powinno mieć oszczędności stanowiące `poduszkę` bezpieczeństwa oraz powinno być ubezpieczone”– czytamy w diagnozie.

Za najlepiej przygotowanie na niespodziewane wydatki gospodarstwo badacze uznali takie, którego oszczędności przekraczały wartość sześciomiesięcznych dochodów, łączne raty kredytów nie przekraczały 40 proc. dochodów, dom/mieszkanie było ubezpieczone oraz głowa rodziny posiadała ubezpieczenie na życie.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Wypowiedź: Daniel Jurzyk, Legg Mason Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

Będziemy pracować krócej – to już jest praktycznie pewne. Senat zdecydował, że nie wniesie poprawek do ustawy, która obniży wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Skrócenie wieku emerytalnego oznacza także, że krócej będziemy oszczędzać na emeryturę, a im mniej środków zgromadzimy, tym mniejsze świadczenie dostaniemy. Jak zatem możemy zabezpieczyć swoją przyszłość i jeszcze zapłacić mniejszy podatek?

– Obniżenie wieku emerytalnego bez wątpienia jest jednym z czynników, który powoduje, że większość z nas zaczyna intensywniej myśleć o tym, jak będzie wyglądała jego przyszłość emerytalna. Poprzez oszczędzanie na swoją emeryturę na Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego mamy możliwość korzystania z ulgi podatkowej – mówi newsrm.tv Daniel Jurzyk z Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

Ile wyniesie uzyskana ulga zależy od tego, w jakim progu podatkowym jesteśmy: 18%, czy 32%. W przypadku pierwszego progu ulga wyniesie maksymalnie do 875,88 zł, w drugim – do 1 557,12 zł. Warto także pamiętać, że konto IKZE określone jest limitem wpłat za dany rok, w 2016 roku wynosi on do 4 866 zł. Całą kwotę możemy wpłacić jednorazowo np. w grudniu, a i tak będziemy mogli skorzystać z pełnej ulgi podatkowej.

– Dodatkową korzyścią dla nas jest też brak podatku od zysków kapitałowych, tzw. „podatku Belki”, który obecnie wynosi 19% – dodaje Daniel Jurzyk. – Pamiętajmy, że im więcej czasu mamy na odkładnie swoich oszczędności, tym jest to dla nas korzystniejsze. Co to znaczy? To znaczy, że mniejsze kwoty wpłacane długoterminowo co miesiąc mogą wygenerować dosyć duży kapitał. Jeżeli tego czasu mam stosunkowo mało, to żeby osiągnąć podobny cel emerytalny konieczne jest zaangażowanie większych środków.

Z raportu Komisji Europejskiej „The 2015 Ageing Report” wynika, że w 2060 roku przeciętny Europejczyk będzie żył prawie o 7 lat dłużej niż teraz, a odsetek osób, które ukończą 80 lat, przekroczy 12% (obecnie wynosi ok. 5%). Szacuje się, że do 2060 roku na jednego emeryta będzie przypadać jedna osoba pracująca. Jeżeli chcemy, aby poziom naszego życia po zakończeniu kariery zawodowej nie uległ gwałtownemu obniżeniu, mamy tak naprawdę 3 możliwości: możemy pracować dalej, pomimo osiągnięciu wieku emerytalnego, możemy liczyć na pomoc dzieci, lub samodzielnie zadbać o prywatną emeryturę i żyć z oszczędności zgromadzonych w czasie aktywności zawodowej.

 

Newsrm.tv

Najzamożniejsze kraje Europy miały czas na zgromadzenie bogactwa, bo od lat żyją w pokoju. A poza tym są po prostu oszczędne. Polacy kumulują kapitał od 27 lat. A przy tym nie grzeszą oszczędnością.

Stare powiedzenie mówi, że pieniądze lubią spokój, co zazwyczaj interpretuje się jako konieczność zachowania dyskrecji, poufności spraw dotyczących finansów. Tymczasem warto spojrzeć na sprawę w szerszym kontekście spokoju rozumianego w sensie podstawowym czyli bezpieczeństwa, braku zagrożeń, poczucia stabilności. Wielkość oszczędności zależy w równym stopniu od zapobiegliwości, jak i okresu spokojnego oszczędzania.

Po pierwsze spokój

Analitycy BGŻOptima sporządzili zestawienie obrazujące w pewnym uproszczeniu wpływ pokoju oraz spokoju społecznego, gdyż nie chodzi tylko o okres bez konfliktów zbrojnych, ale również czas stabilności politycznej, na zamożność społeczeństw. Zgromadzona suma oszczędności zależy od dwóch elementów od stopy oszczędności oraz upływu czasu. Ten drugi element jest często pomijany. A ma on ogromne znaczenie. Wysoka stopa oszczędności wpływa bowiem na sumę oszczędności tylko wtedy, gdy utrzymuje się w dłuższym terminie. W zestawieniu uwzględniono tylko najważniejsze wydarzenia mające wpływ na proces oszczędzania. Założono, że proces oszczędzania przebiega najlepiej w państwach o ustroju demokratycznym, choć nie można zapominać o wyjątkach np. Chiny, czy Hiszpania w latach 1944-1975.

W Europie najdłuższym okresem pokoju cieszą się Szwajcaria i Szwecja, które nie brały udziału w konflikcie zbrojnym od czasu wojen napoleońskich, czyli już 202 lata. Pozostałe kraje miały mniej szczęścia, bo tylko kilka państw uniknęło katastrofy II wojny światowej. Wśród nich jest Irlandia, która od 95 lat, od wojny o niepodległość, żyje w pokoju. Portugalia od czasów Napoleona również nie była zaangażowana w konflikt zbrojny, jednak trudno uznać ten okres za czas prosperity. W XX w. kraj był rządzony przez dyktaturę Salazara i powrócił na ścieżkę demokracji dopiero w 1974 r. W tym samym czasie zakończyły się też rządy wojskowych w Grecji. W Hiszpanii koniec dyktatury generała Franco nastał rok później.

Kraje Europy Zachodniej – Norwegia, Dania, Niemcy, kraje Beneluxu, Francja, Włochy, Austria – w spokoju akumulują kapitał od zakończenia II wojny, czyli od 71 lat. Na tym tle kraje naszego regionu legitymują się tylko 27-letnim okresem spokoju, liczonym od upadku komunizmu. Dane statystyczne pokazują jednak, że państwa bloku wschodniego wcale nie są jednorodne jeśli chodzi o poziom bogactwa. Jak się okazuje również w czasach gospodarki socjalistycznej można było kumulować kapitał. Tyle, że jednym wychodziło to lepiej, innym gorzej. Czechy w demokrację wchodziły z 13 tys. dolarów PKB na mieszkańca. Na Słowacji wskaźnik ten był niższy i wynosił 8,2 tys. USD. Węgry wychodziły z komunizmu z 10,9 tys. USD na mieszkańca. Natomiast na przeciętnego Polaka wypadało wówczas tylko 6,8 tys. dolarów.

Jeśli spojrzeć na cały kontynent to można zauważyć związek między zasobnością krajów, a czasem trwania pokoju. Szwajcaria jest na czwartym miejscu z 59,9 tys. USD na mieszkańca, poprzedzana przez kraje, które zamożność czerpią albo z surowców, albo regulacji podatkowych: Luksemburg (94,6 tys. USD), Norwegia (68,7 tys. USD), San Marino (63,4 tys. USD). Za Szwajcarami są Irlandczycy z 53,1 tys. USD PKB per capita. Dalej jest Holandia (49,5 tys. USD), Szwecja (48,8 tys. USD), Niemcy i Austria (48,2 tys. USD). Na 16 miejscu, m.in. za Finlandią, Wielką Brytanią, jest Hiszpania 36,2 tys. USD), a jeszcze niżej, za Czechami i krajami nadbałtyckimi, Portugalia. Z 28,4 tys. USD tylko nieznacznie wyprzedza Polskę, gdzie dochód na mieszkańca wynosi 27,5 tys. dolarów.

 Po drugie oszczędność

Spokój i poczucie bezpieczeństwa to składniki niezbędne do gromadzenia kapitału, ale nie jedyne. Kluczowym elementem jest chęć i skłonność do oszczędzania. Z danych Eurostatu wynika, że najbardziej zapobiegliwym narodem Europy są Szwedzi, którzy po opłaceniu wszystkich kosztów odkładają jeszcze do skarbonki 15 proc. zarobionych pieniędzy. Na drugim miejscu w rankingu oszczędności są Francuzi ze stopą 8,55 proc. o włos wyprzedzając Niemcy, gdzie stopa oszczędności wynosi 8,52 proc. Dalej jest Norwegia (8,7) i Holandia (8,2).

Jeśli ktoś powie, że są to kraje zamożne, które stać na oszczędzanie to tylko w części będzie mieć rację. Związek między przychodami a stopą oszczędzania wcale nie jest oczywisty. W badanej grupie krajów najlepsze roczne zarobki mają Norwegowie – 30 tys. euro – a wcale nie przewodzą rankingowi. W drugiej w zestawieniu Francji przeciętny dochód to 18,7 tys. EUR, czyli najmniej spośród krajów pierwszej szóstki.

Zresztą to nie jest najbardziej wyrazisty przykład. Na siódmym miejscu w Europie pod względem zapobiegliwości jest Słowenia, kraj o przeciętnym rocznym dochodzie na obywatela w wysokości 8,6 tys. EUR. Mimo trzykrotnie niższych zarobków niż w najbogatszych krajach Zachodu stopa oszczędności wynosi tu 6,8 proc., czyli niewiele mniej niż w znacznie zamożniejszej Austrii, zajmującej miejsce wyżej.

Tuż za Słowenią znajdują się Czechy. Choć nasi sąsiedzi pobierają jedno z najniższych uposażeń w Unii – 6,2 tys. EUR rocznie – są w stanie wygenerować nadwyżkę w budżetach domowych w wysokości 5,7 proc. Warto dodać, że Czechy będą jedynym krajem w UE, który na koniec roku pokaże nadwyżkę budżetową.

W Polsce zarobki są tylko nieznacznie niższe niż w Czechach – 6,1 tys. euro – a nie tylko nic nie odkładamy, ale jeszcze pożyczamy pieniądze. Dzieje się tak mimo, że mamy najniższe ceny w odniesieniu do średniej UE. W Polsce przeciętnie płacimy za towary i usługi 63 proc. tego co wydają średnio mieszkańcy Unii. W Słowenii wskaźnik ten wynosi już 96 proc. W zamożnej, ale nie najzamożniejszej Szwecji koszty utrzymania stanowią 124 proc. średniej i jest to najwyższy wskaźnik w Europie.

 

Konrad Grzelec, BGŻOptima

Światowy Dzień Oszczędzania, który przypada 31 października, to idealny moment by zacząć oszczędzać. W lepszym gospodarowaniu domowymi finansami pomogą stworzone do tego aplikacje. Eksperci platformy edukacyjnej Kapitalni.org przedstawiają listę sześciu apek, które warto zainstalować w swoim smartfonie.

Obecny czas jest bardzo dobry lub dobry do oszczędzania – takiego zdania jest aż o 36 proc. więcej Polaków niż przed rokiem – wynika z badania „Sytuacja na rynku consumer finance” przeprowadzonego przez Konferencję Firm Pożyczkowych i SGH. Mimo to wciąż niewielu z nas oszczędza (regularnie jedynie 13 proc. społeczeństwa), a to co uzbieraliśmy, wypada skromnie w porównaniu z innymi nacjami. Mamy mniej oszczędności niż mieszkańcy zasobnego Zachodu, ale także Słowacy, Czesi i Węgrzy. Jak wynika z danych Europejskiego Banku Centralnego oraz raportu BGŻOptima „Polak oszczędny”, przeciętne aktywa finansowe polskiej rodziny to nadal zaledwie 20 proc. średniej dla strefy euro.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Światowy Dzień Oszczędzania to idealny moment by zacząć. Eksperci Kapitalni.org przedstawiają listę 6 aplikacji na smartfona, które ułatwią oszczędzanie.

Cash Droid

Masz kłopot z utrzymaniem domowego budżetu w ryzach? Zastanawiasz się, na co każdego miesiąca idzie znaczna część Twojej wypłaty? To znak, że potrzebujesz menedżera, który zadba o Twoje finanse. Takim pomocnikiem może być Cash Droid. Jest to aplikacja mobilna do zarządzania domowym budżetem, która ułatwia analizę naszych codziennych wydatków. Działa, jak elektroniczny portfel – możemy zapisywać w niej, na co przeznaczamy nasze pieniądze. Dodatkowo, te dane możemy później  analizować  na różnych typach wykresów, co ułatwia ich interpretację. Oprócz tego aplikacja umożliwia nam planowanie budżetu, i co bardzo przydatne – ustalanie limitów wydatków. Dzięki tej funkcjonalności, zawsze, gdy będziemy zbliżać się do ustalonego progu, dostaniemy odpowiedni komunikat. Aplikację oczywiście możemy łatwo dostosować do swoich indywidualnych preferencji. Program umożliwia obsługę wielu walut i przelicza kwoty po aktualnym kursie, a dodatkowo daje możliwość tworzenia osobnych budżetów. Cash Droid pozwala nam także łatwo filtrować i wyszukiwać dane transakcje. Innymi przykładami tzw. menadżerów finansów są aplikacje: NBP Portfel lub Allianz.

Listonic

Sprawdzona zasada mówi, że jeśli chcemy mieć wydatki pod kontrolą, powinniśmy na zakupy zawsze chodzić najedzeni i mieć przy sobie wcześniej przygotowaną listę. Mobilnym odpowiednikiem takiej tradycyjnej listy zakupów jest Listonic. Aplikacja pozwala łatwo i wygodnie tworzyć zestawienia potrzebnych rzeczy. Nie musimy wpisywać danych pozycji do telefonu, wystarczy, że powiemy, co musimy kupić, a aplikacja stworzy listę. Listonic umożliwia bowiem dodawanie głosowe, co pozwala nam zaoszczędzić czas. Oprócz tego, program  segreguje produkty w różne kategorie. Dzięki temu np. wyroby mleczne, trafiają na sąsiadujące ze sobą pozycje, a my nie musimy krążyć po markecie. Przydatną funkcjonalnością aplikacji jest także synchronizacja list oraz możliwość dzielenia się nimi np. z rodziną. Dzięki temu, nasi bliscy mogą w czasie rzeczywistym dopisywać kolejne produkty, a także skreślić z zestawienia te już zakupione. Listonic jest łatwy w obsłudze, dla tego każdy domownik sobie poradzi z obsługą aplikacji.

Motolog

Wydatki związane z samochodem, to jedna z istotniejszych części domowego budżetu. Jednak możemy je łatwo monitorować za pomocą aplikacji Motolog. Umożliwia ona notowanie kosztów ponoszonych na paliwo, za pomocą komend głosowych. Działa więc szybko i wygodnie. Dodatkowo, dane poddawane są analizie, dzięki której dowiemy się  np. jakie jest średnie spalanie naszego samochodu. Co ważne, aplikacja obsługuje  kilka typów paliwa do jednego auta. Jeżeli więc nasz samochód ma założoną instalację gazową, możemy wpisać zarówno wydatki poniesione na  benzynę, jak  i LPG.  Motolog pozwala też notować inne koszty np. napraw czy akcesoriów do pojazdu. Co bardzo przydatne, program przypomina również o zbliżających się terminach, np. wymiany oleju czy przeglądu technicznego.

SkyCash

Często korzystasz ze strefy płatnego parkowania? Zdarza Ci się podróżować pociągiem lub komunikacją miejską? Jeśli tak, to powinieneś skorzystać z aplikacji SkyCash. Jest to wygodne rozwiązanie, dzięki któremu już nigdy więcej nie będziemy martwić się, czy mamy wystarczającą ilość drobnych na opłacenie parkingu, a także tracić czasu na poszukiwania parkometru, czy też, jeśli chcemy kupić bilety ZTM, kiosku. Aplikacja ma kilka funkcjonalności. Jedna z nich służy do mobilnego parkowania. Jest to MobiParking. Ta opcja pozwala płacić wyłącznie za realny czas postoju. Sami decydujemy o momencie rozpoczęcia i zakończenia parkowania. W ten sposób nie przepłacamy za bilety parkingowe, a wiadomo, że w przypadku ich papierowych odpowiedników nie jest to takie łatwe – musimy z góry oszacować czas postoju. Dodatkowo, SkyCash pozwala na zakup biletów komunikacji miejskiej, a także PKP Intercity. Dzięki czemu będąc już w autobusie czy pociągu, możemy spokojnie nabyć bilet, nie stojąc w kolejkach do kasy, czy automatu. Oszczędzamy więc czas, a także pieniądze – ponieważ nie narażamy się na niepotrzebne koszty – jak mandat za brak biletu.

Ceneo

Jeśli planujemy zakup sprzętu RTV czy AGD, lub np. perfum, warto porównać ceny interesującego nas produktu w różnych sklepach, bo te mogą różnić się nawet o kilkadziesiąt procent! Pomoże nam w tym serwis Ceneo (dostępny online i jako aplikacja na smartfona). To największa polska porównywarka internetowa, która ma w bazie ponad 8 milionów produktów dostępnych w e-sklepach. Dzięki niej możemy łatwo sprawdzić i zestawić ceny interesujących nas artykułów, a także przeczytać o nich opinie.  Dodatkowo,  zakupów możemy dokonać bezpośrednio w aplikacji – nie musimy  przechodzić na stronę sklepu. Rozwiązanie działa także, jak wirtualny portfel kart lojalnościowych. Możemy wgrać do aplikacji wszystkie swoje karty i dzięki temu mieć je w jednym miejscu.  Porównując produkty w Ceneo i wybierając ten najkorzystniejszy, już nigdy nie przepłacimy za zakupy. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze będziemy mogli spożytkować na inny cel.

Qpony

Jesteś łowcą promocji? Jeśli tak, to ta aplikacja jest idealna dla Ciebie. Qpony zbiera w jednym miejscu informacje o aktualnych zniżkach i rabatach. Z poziomu aplikacji mamy również dostęp do kuponów i gazetek promocyjnych. Twórcy rozwiązania współpracują z lokalnymi markami w każdym większym mieście w Polsce, dzięki czemu każdy kupujący może znaleźć oferty zniżek w najbliższej okolicy. Jest to przejrzysta i czytelna aplikacja, która pozwoli nam zaoszczędzić. Dlatego podczas kolejnych zakupów, warto uruchomić program i sprawdzić, czy w danym sklepie nie ma ciekawych promocji. Podobną aplikacją jest także Kizzu.

 

Kapitalni.org

Lepiej oszczędzać, czy inwestować? Prawidłowa odpowiedź na tak zadane pytanie brzmi: „to zależy”. Aby na nie odpowiedzieć, musimy sobie wyjaśnić, czym jest inwestowanie, a czym oszczędzanie. O ich wadach i zaletach oraz różnicach między nimi opowiada Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Oba terminy są, a z pewnością powinny być, istotną częścią naszego życia – a przynajmniej jego finansowej strony. O oszczędzaniu mówimy, kiedy odkładamy pieniądze, by ich nie wydawać. Naszym celem jest przede wszystkim maksymalna ochrona kapitału, zarówno przed możliwością straty, jak i przed chęcią ich wydawania, przy równoczesnym zachowaniu jak największej ich płynności, czyli bardzo szybkiej dostępności do nich.

Pokusa wydawania jest duża, biorąc pod uwagę, że mamy obecnie wiele możliwości ich wydawania. Oszczędzając nie spodziewajmy się dużych zysków np. z oprocentowania konta czy lokat. Traktujmy to jako swojego rodzaju cenę za maksymalne bezpieczeństwo naszych funduszy.

Dla kontrastu, inwestowanie oznacza lokowanie części kapitału z celem większego ich pomnażania. Dlatego też do inwestycji najczęściej wybieramy np. akcje, fundusze inwestycyjne czy nieruchomości, po których spodziewamy się, że wzrosną na wartości. Wybierając przedmiot inwestycji ważne jest określenie celu inwestowania oraz jeszcze jednego istotnego czynnika – czas jej trwania. W połączeniu determinują one przedmiot inwestycji. Czas jest też bardzo istotny z innego powodu, mianowicie ryzyka pomniejszenia zakładanych zysków z inwestycji. Generalnie nasze cele inwestycyjne nie powinny być krótkoterminowe, ale o tym za chwilę.

Po co oszczędzać i czy to bezpieczne?

Krótkoterminowe cele są domeną oszczędzania. Oszczędzamy na „czarną godzinę” lub by dokonać jakiegoś zakupu, mniejszego (np. pralki) czy większego (np. pierwsza wpłata na kredyt hipoteczny na mieszkanie). Wspólną cechą tych celów jest to, że nie powinniśmy akceptować ryzyka utraty nawet części tego kapitału.

Pojęcie ryzyka jest głównym aspektem zarówno oszczędzania, jak i inwestowania. Oszczędzając wybieramy przede wszystkim krótkoterminowe cele, w przeciwności do inwestycji, gdzie krótszy okres czasu najczęściej oznacza dla nas większe ryzyko. Choć ryzyko niewypłacalności banku, w którym trzymamy nasze pieniądze, jest bardzo małe, zawsze ono jednak istnieje. W tym miejscu możemy zidentyfikować kolejny plus oszczędzania, jakim jest gwarancja Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Nawet w tym bardzo mało prawdopodobnym scenariuszu, otrzymamy z BFG 100 proc. naszych środków w wysokości do 100 tys. euro.

Co w przypadku, gdy posiadamy większą kwotę? Wystarczy, że założymy rachunki w kilku bankach, których depozyty nie będą przekraczały powyższej kwoty i dalej mamy 100 proc. pewności co do bezpieczeństwa swojego kapitału. Należy tylko pamiętać, że gwarancją objęte są jedynie imienne rachunki bankowe, lokaty czy wierzytelności. Tymczasem w bankach znajdziemy również wiele produktów nieobjętych gwarancją BFG, jak np. jednostki funduszy inwestycyjnych.

Jak oszczędzać?

Kolejną kwestią jest to, jak oszczędzać. Pomocne tu okazuje się zrozumienie przynajmniej podstawy funkcjonowania oprocentowania na rachunku. Choć często widzimy oprocentowanie podawane w skali roku i to ono nas najbardziej interesuje, to najczęściej banki nie naliczają oprocentowania rocznie, ale w krótszych okresach np. miesięcznie. Taka konstrukcja oprocentowania na rachunku oznacza dla nas, że korzystnie jest wpłacać regularnie co miesiąc nawet mniejsze kwoty, gdyż wraz z każdym miesiącem „pracują” dla nas coraz większe kwoty.

Musimy sobie zdawać sprawę, że oszczędzając nie pomnażamy w istotny sposób swojego majątku, tylko trzymamy go oprocentowany na określony cel. Każda ze wspomnianych cech oszczędności, czyli bardzo wysokie bezpieczeństwo połączone z gwarancją kapitału, szybki dostęp do pieniędzy, oprocentowanie chroniące przed inflacją, (najczęściej) „kosztują” nas utratę możliwości znacznego pomnożenia naszego kapitału. Nie należy tego traktować jako minus, ale jako element naszej strategii ochrony kapitału.

Kiedy inwestowanie ma sens

W przeciwieństwie do oszczędzania, inwestowanie ma tę zaletę, że otrzymujemy wspomnianą możliwość pomnożenia naszego kapitału. Tak jak wcześniej zostało wspomniane, musimy znać swoje cele i horyzont czasowy naszej inwestycji. Ma to tym większe znaczenie, że inwestowanie charakteryzuje się większym ryzykiem, niż oszczędzanie. To możliwość utraty części, a w skrajnych przypadkach całości kapitału. Co zrobić, żeby je zminimalizować?

Horyzont czasowy nie powinien być krótki. Dlaczego? Nasze inwestycje najczęściej związane są z rynkiem kapitałowym czy gospodarką. Poruszają się one najczęściej w paroletnich cyklach, mając swoje wzloty i upadki. Ekonomistom trudno jest przewidzieć z wyprzedzeniem, kiedy nastąpi ich początek czy koniec, więc mądrze jest założyć, że nie będziemy w tym lepsi. Bezpiecznie możemy przyjąć, że cykle te mogą trwać ok. siedmiu lat i tyle też powinien wynosić nasz minimalny horyzont inwestycyjny. Minimalizujemy w ten sposób ryzyko inwestycji w złym momencie.

W kontekście dłuższego okresu wahania koniunktury czy na rynkach finansowych powinny mieć mniejsze znaczenie. Długi okres nie da nam jednak nigdy całkowitej pewności, że nie stracimy części naszego kapitału. Zastanawiając się w co zainwestować, optymalnie jest wybrać więcej niż jeden produkt czy rzecz. Postępując w ten sposób dywersyfikujemy nasz portfel inwestycyjny, czego efektem będzie zmniejszenie ryzyka. Musimy pamiętać tylko, aby obiekty naszych inwestycji nie były mocno zależne od siebie.

Możemy to łatwo zobrazować na funduszach inwestycyjnych. Należy pamiętać, że tymi funduszami zarządzają też ludzie. Każdy zespół zarządzających w danym funduszu będzie odrobinę inaczej reagował na to co się dzieje na rynku, popełniał różne błędy. Jeżeli więc dla przykładu chcemy koniecznie inwestować w fundusze akcji, zmniejszymy trochę ryzyko wybierając np. trzy fundusze o podobnej charakterystyce, ale zarządzane przez różnych ludzi. Pamiętajmy tylko, że wybór funduszu powinniśmy opierać na głębszej analizie ich wyników, szczególnie powtarzalności tych pozytywnych.

Złoty środek

Każdy ma inne potrzeby i trzeba sobie jasno powiedzieć, że strategia oszczędzania czy inwestowania powinna być dopasowana do indywidualnych potrzeb. Nasza strategia będzie różna w wieku 20 lat i w wieku 60. Możemy jednak zidentyfikować kilka podstaw, które mogą mieć zastosowanie do większości z nas.

Przede wszystkim, gdy już stwierdzimy, że jesteśmy w stanie cokolwiek cyklicznie odkładać, pierwszym takim racjonalnym etapem wydaje się być zapewnienie sobie oszczędności na poziomie co najmniej kilku miesięcznych wynagrodzeń – taki fundusz w razie nieoczekiwanych wydatków czy chwilowej utraty pracy.

W momencie, w którym już będziemy mieli to zapewnione, możemy zastanawiać się nad naszymi celami krótko- i długoterminowymi. Większość z nas ma i jedne i drugie, dlatego też nasza strategia najczęściej powinna zawierać elementy oszczędzania oraz inwestowania. Integrując jedno z drugim do naszych celów i potrzeb zapewniamy sobie szansę na stabilną budowę naszego majątku.

Wielu rodziców cieszy się na myśl, że dzięki programowi „Rodzina 500+”nareszcie będą mogli zapewnić swoim dzieciom wyższy poziom życia. Jednak jeśli dotychczas wystarczało nam pieniędzy na utrzymanie dzieci, lepiej te dodatkowe środki odłożyć. Aviva podpowiada, z jakich sposobów możemy skorzystać, by zabezpieczyć  przyszłość dzieci wykorzystując pieniądze, które dostaniemy do państwa.

Mówi się, że małe dziecko to mały kłopot, a duże dziecko to duży kłopot. Jest w tym dużo racji. Co prawda, z badania przeprowadzonego na zlecenie BIK wynika, że najwięcej pieniędzy wcale nie wydajemy na najstarsze pociechy, lecz na te w wieku 10-12 lat. Ich miesięczne utrzymanie kosztuje 673 zł, podczas gdy średnio jest to 607 zł. Jednak badanie obejmowało dzieci do 15 lat. W rzeczywistości najwięcej kosztuje potomstwo, które studiuje, zwłaszcza w innym mieście. W takiej sytuacji na jego utrzymanie musimy wydać miesięcznie ok. 1 500 zł. Dużo pieniędzy potrzeba również, gdy chcemy dziecku wyprawić wesele czy pomóc w zakupie pierwszego samochodu czy mieszkania.

Sposób 1: Odkładaj pieniądze z Rodzina 500+

Biorąc pod uwagę, ile pieniędzy potrzeba na wsparcie dziecka wchodzącego w dorosłość, najlepiej środki uzyskane z programu „Rodzina 500+” odłożyć właśnie na ten czas. Największe sumy mogą w ten sposób zgromadzić rodzice dzieci, które dopiero się urodziły. Trzeba jednak dodać, że nawet w ich przypadku wypłata 500 zł zwykle nie będzie trwała 18 lat, lecz krócej. Jeśli bowiem rodzice mają dwoje dzieci i różnica wieku wynosi 2 lata to, gdy młodsze będzie miało 16 lat, starsze ukończy 18 rok życia i rodzina będzie traktowana tak jakby miała tylko jedno dziecko. To zwykle będzie oznaczało koniec dopłat.

Ważną kwestią jest wybór najefektywniejszej formy oszczędzania. – Wiele zależy od tego, jak długo będziemy odkładać pieniądze. Jeśli młodsze dziecko ma 15 lat, a starsze 17, to oszczędzanie potrwa zaledwie rok. Wtedy sposób oszczędzania nie ma większego znaczenia, gdyż nawet inwestując, zbierzemy niewiele więcej niż odkładając po 500 zł do skarbonki. Jednak w przypadku, gdy dzieci są jeszcze małe, warto zadbać, aby zgromadzone środki pracowały – mówi Hubert Szczepanik, ekspert z Aviva Investors TFI. – Dla przykładu, jeśli młodsze dziecko dopiero się urodziło to przez 16 lat odkładania 500 zł w gotówce zbierzemy 96 tys. zł, ale jeśli zdecydujemy się na dość bezpieczną inwestycję, możemy uzyskać 134,7 tys. zł, czyli aż o 38,7 tys. zł więcej.

Ile zbierzesz odkładając pieniądze z „Rodzina 500+”

ile_zbierzesz_odkladajac_pieniadze_z_rodzina_500_

Sposób 2: Zabezpiecz dziecko nie tylko na odległą przyszłość

Niestety życie nie zawsze układa się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Może więc zdarzyć się tak, że zanim zdążymy zebrać dużą kwotę przydarzy nam się poważny wypadek czy choroba. To może sprawić, że nie będziemy już w stanie pracować, nasze dochody znacząco spadną i zebrane wcześniej oszczędności będziemy zmuszeni wydać na leczenie. Może się też zdarzyć, że w wyniku choroby czy wypadku nasze dziecko stanie się sierotą. Dlatego rozsądnym rozwiązaniem wydaje się odkładanie tylko części uzyskiwanych pieniędzy, a za część warto wykupić ubezpieczenie, które zabezpieczy nas i nasze dzieci przed takimi zdarzeniami. Wtedy nawet jeśli po roku czy kilku latach opłacania składek wydarzy się coś złego, ubezpieczyciel i tak wypłaci nam gwarantowaną w umowie kwotę np. 500 tys. zł.

 

Aviva

Polacy chcą mieć złoto i kupują go coraz więcej. Od lat rynek tego drogocennego kruszcu w kraju zdecydowanie rośnie i zapewne nadal będzie rósł. Szacuje się, że w przyszłym roku Polacy wydadzą już miliard złotych na złoto inwestycyjne. Przemawiają za tym trzy powody – ocenia dr Wojciech Kaźmierczak, prezes Goldenmark SA.

Po pierwsze obserwujemy wzrost świadomości Polaków na temat walorów metali lokacyjnych: złota i srebra. – Tutaj edukacja cały czas się rozwija, może jeszcze nie jest to wiedza powszechna. W mediach ten temat nie pojawia się zbyt często. Eksperci różnych instytucji finansowych pomijają temat złota z oczywistych względów. Jest to konkurencja dla tradycyjnych produktów finansowych. Natomiast jest wiele publikacji książkowych, jest Internet. Polacy się edukują, dokształcają i ich świadomość rośnie – mówi newsrm.tv dr Wojciech Kaźmierczak.

Drugi powód zdaniem eksperta to sytuacja polityczna i makroekonomiczna, która zdecydowanie sprzyja lokowaniu środków w złoto. Kruszec od dawna jest postrzegany jako alternatywa dla tradycyjnych form lokowania kapitału: lokat, funduszy inwestycyjnych, czy akcji. – Złoto traktowane jest jako swoista „polisa ubezpieczeniowa” na trudne, niepewne czasy. Zawsze można kupić sobie sztabkę, czy monetę, można trzymać ją w domu i tutaj żadne kryzysy, żadne zawirowania polityczne nie sprawią, że sztabka zniknie – wyjaśnia prezes Goldenmark SA.

Trzeci powód to łatwa dostępność złota i nasza skłonność do oszczędzania. Według badań Polacy 2/3 swoich oszczędności trzymają w gotówce, na lokatach lub zwykłych rachunkach bankowych. Ekspert ocenia, że właśnie z tych powodów rynek ma potencjał do wzrostu: – Na rynku polskim złoto staje się rzeczywiście produktem bardzo dostępnym każdy już może kupić sobie złotą monetę, czy sztabkę. Właściwie tych sklepów stacjonarnych, które oferują tego typu produkty jest coraz więcej – dodaje.

Polski rynek złota inwestycyjnego szacowany jest na mniej więcej 6-7 ton, jest on blisko 20 razy mniejszy od rynku niemieckiego. Wciąż najczęściej wybieranym produktem jest złota sztabka o wadze jednej uncji, czy stu gram. Natomiast w ostatnim czasie rośnie zainteresowanie także mniejszymi gramaturami. – Już od 200 złotych można kupić sztabkę złota, która jest często przeznaczona na prezent lub jest po prostu związana z regularnym oszczędzaniem. Jako ciekawy przykład mogę podać serwis Goldsaver.pl, który oferuje klientom możliwość zakupu sztabek uncjowych niejako na raty. Klient może wpłacać kiedy chce dowolną kwotę, gdy uzbiera odpowiednią sumę odbiera fizyczną sztabkę złota – mówi dr Wojciech Kaźmierczak.

 

Wypowiedź: dr Wojciech Kaźmierczak, prezes Goldenmark SA.
źródło: newsrm.tv

Wprowadzone przez Komisję Nadzoru Finansowego wymogi posiadania przez potencjalnego kredytobiorcę coraz wyższego kapitału własnego będą wymuszały potrzebę oszczędzania. Im wyższy kapitał początkowy, tym bezpieczniejszy kredyt, niższa rata lub krótszy czas spłaty. Systematyczne oszczędzanie opłaci się również osobom, które dziś nawet nie marzą o własnym mieszkaniu.

Jako społeczeństwo zgadzamy się z tym, że odłożony kapitał pomaga realizować długoterminowe cele. 67% Polaków widzi potrzebę oszczędzania, by zabezpieczyć swoją przyszłość, 63% z nas rozmawia o budżecie domowym, oszczędzaniu i inwestowaniu w domu, 36% byłoby w stanie wygospodarować z budżetu domowego ok. 100-250 zł oszczędności w skali miesiąca, a aż 24% – kwotę między 250 a 500 zł – wskazują dane Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy z września 2015 r. opublikowane w raporcie „Postawy Polaków wobec finansów”, a także najnowsze opracowanie Deutsche Banku ze stycznia 2016 r. „Portret finansowy Polaków 2015. Plany i marzenia finansowe na rok 2016”. Wyniki obu raportów wskazują wyraźnie, że Polacy mają potencjał, by oszczędzać. Potencjalne możliwości gromadzenia kapitału zapewnia także dobra sytuacja ekonomiczna kraju. Rok 2015 był rokiem deflacji – zgodnie z komunikatem Prezesa GUS z dnia 15 stycznia br., średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w 2015 r. w stosunku do roku poprzedniego wyniósł 99,1, co oznacza spadek cen o 0,9%. Zgodnie z danymi GUS, sytuacja finansowa gospodarstw domowych jest coraz lepsza – w grudniu 2015 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 3,1% r/r i wyniosło 4 515,28 zł, spada też stopa bezrobocia (w 2015 r. wyniosła ona 10,5% wobec 12,3% w roku ubiegłym). Wskutek pozytywnych zmian gospodarczych, od 2008 r. do dziś odsetek osób regularnie odkładających co miesiąc pewną kwotę zwiększył się ponad dwukrotnie, a w okresie 2011-2015 liczba osób deklarujących brak nadwyżek finansowych spadła aż o 1/3. Odkładamy również coraz większe kwoty. Jednak struktura naszych wydatków i przyjęty horyzont czasowy gromadzenia kapitału potwierdzają, że brak nam skłonności do systematycznego oszczędzania – doraźnie odkładane na lokatach i kontach oszczędnościowych środki stanowią najczęściej zabezpieczenie na tzw. „czarną godzinę” lub są przeznaczane w niedalekiej perspektywie na bieżące wydatki.

Przyglądając się uważniej wynikom raportu „Postawy Polaków wobec finansów” można dostrzec, że nie umiemy zarządzać finansami domowymi. Aż 38% z nas wydaje wszystko, co zarabia, a 5% wydaje kwoty przewyższające jednomiesięczne dochody. Jednocześnie spośród osób, które dysponują jakąkolwiek nadwyżką finansową, co szósty Polak nie przykłada wagi do planowania wydatków.

 

WYKRES 1. KONTROLA WYDATKÓW PRZEZ POLAKÓW W 2015 R.

1

Źródło: Opracowanie Centrum AMRON na podstawie raportu „Postawy Polaków wobec finansów”, Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy

Tylko 16% Polaków w każdym miesiącu odkłada pewną sumę pieniędzy (43% od czasu do czasu udaje się coś zaoszczędzić, ale z reguły wszystko wydaje). Ważne jest także, że za gromadzeniem kapitału najczęściej nie stoi żaden cel – odpowiedź taką wskazuje aż 29% respondentów Fundacji Kronenberga. Dla zabezpieczenia przyszłości swojej lub najbliższych środki świadomie odkłada 28% Polaków. Pocieszające jest, iż procent ten od 3 lat wzrasta (w 2013 r. wynosił 18%, a w 2014 r. – 22%), jednak udział odkładających na konkretne cele regularnie i systematycznie jest mniejszy od wspomnianych 28%.

WYKRES 2. CELE OSZCZĘDZANIA POLAKÓW W 2015 R.

2

Źródło: Opracowanie Centrum AMRON na podstawie raportu „Postawy Polaków wobec finansów”, Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy

 

Zdaniem przedstawicieli środowiska bankowego, sektora finansów oraz kadry akademickiej[1], obecnie obserwowane zjawiska wynikają z wieloletnich zaniedbań edukacji ekonomicznej, a także z faktu, iż przez lata wiele dóbr w Polsce było niedostępnych. Często podkreśla się także negatywne doświadczenia Polaków oszczędzających w książeczkach mieszkaniowych w okresie PRL, za sprawą których wielu z nich straciło swoje długoletnie oszczędności. Jednocześnie, silne są pokusy konsumpcyjnego modelu życia – wzrost dochodów bardzo często przekłada się na wzrost wydatków, a tym samym na podnoszenie standardu życia. Polska jest nadal krajem na dorobku. Brakuje też świadomości, że systematyczne oszczędzanie przynosi korzyści dla gospodarki kraju. Jak podkreślił Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich, również „(…) administracja czy władze regulacyjne nie wypracowały zdolności sterowania procesami mobilizowania oszczędności”. Jego zdaniem IKE, OFE czy Szkolne Kasy Oszczędności można nazwać projektami pilotażowymi, a oszczędności, którymi dysponują gospodarstwa domowe (ponad 1 000 mld zł) to o wiele za mało w stosunku do rosnących potrzeb polskiej gospodarki.

Eksperci debaty organizowanej przez „Rzeczpospolitą” sugerowali, by edukację ekonomiczną wdrażać już u dzieci. W systemie finansowym oraz fiskalnym powinny zostać zaimplementowane rozwiązania, w których oszczędzający widzi korzyści od razu, a zachęty podatkowe winny być klarowne i ugruntowane w świadomości społecznej. Prezes Związku Banków Polskich wskazał, że aby Polacy zaczęli długoterminowo oszczędzać, konieczne są zachęty ze strony państwa. „Polacy doceniają i lubią różnego rodzaju bonusy” – powiedział. Jego zdaniem korzyści podatkowe wbudowane w IKZE czy IKE są niewystarczające, by zmotywować do regularnego oszczędzania większą grupę Polaków, a zachęty stosowane w trzecim filarze systemu emerytalnego nie spełniły swojej roli.

Uruchomienie w Polsce systemu długoterminowego oszczędzania na cele mieszkaniowe w formule kas oszczędnościowo-budowlanych z instrumentem pomocy państwa dla oszczędzających w tym systemie jest jedną z Rekomendacji Mieszkaniowych Związku Banków Polskich postulowaną od roku 2010. Dotychczasowe doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej potwierdzają, że system ten jest w stanie zmobilizować imponujące kwoty prywatnych oszczędności na inwestycje mieszkaniowe, a także na cele emerytalne, edukacyjne oraz inne.

Jak znacząca jest liczba osób, które mogłoby stanowić grupę potencjalnie oszczędzających, wskazuje fakt, iż zgodnie z danymi Deutsche Banku w 2015 r. ta część polskiego społeczeństwa, której codzienne lub wszystkie wydatki były zaspokajane z posiadanych środków pieniężnych, wyniosła aż 68%. Tymczasem nawet jeśli odkładamy pieniądze, najczęściej wybieramy najbardziej zachowawcze rozwiązania, takie jak lokaty czy konta oszczędnościowe.

 

TABELA 1. SPOSOBY LOKOWANIA KAPITAŁU PRZEZ POLAKÓW W 2015 R.

Konto oszczędnościowe 29,2%
Lokaty terminowe 17,8%
Gotówka trzymana w domu 10,2%
Inwestycje w nieruchomości 8,1%
Inwestycje w jednostki funduszy 5,9%
III filar (IKE, IKZE) 5,6%
Akcje giełdowe 2,9%
Pozostałe 20,3%

 

Źródło: „Portret finansowy Polaków 2015. Plany i marzenia finansowe na rok 2016”, Deutsche Bank

Jak podczas debaty „Rzeczpospolitej” podkreślił Paweł Sawicki, dyrektor Departamentu Licencji Ubezpieczeniowych i Emerytalnych w Komisji Nadzoru Finansowego, odkładając 100 zł miesięcznie, po 40 latach można zgromadzić 200 tys. zł. Jest to możliwe przy 6% oprocentowaniu rocznym tych oszczędności, co oferują m.in. fundusze inwestycyjne, a podobną lub wyższą stopę zwrotu mogłyby zaoferować także kasy oszczędnościowo-budowlane, których wprowadzenie w Polsce podczas konferencji z 13 stycznia br. zapowiedział Minister Infrastruktury i Budownictwa. Jak pokazują doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej (m.in. Węgier, Słowacji i Czech), które przeszły podobną do Polski drogę rozwoju gospodarczego, kasy budowlane funkcjonujące na wzór niemieckich Bausparkassen z zachętą w postaci premii państwa do zgromadzonych środków indywidualnych na kilku lub kilkunastoletnich rachunkach oszczędnościowych od 20 laty z powodzeniem budują skłonność do oszczędzania obywateli tych krajów. Obecnie w 11 europejskich krajach w kasach oszczędnościowo-budowlanych oszczędzana ponad 50 mln Europejczyków.

 

[1] http://www.rp.pl/TVRPPL/160209695-Na-Celowniku-Marcina-Piaseckiego-Jak-przekonac-Polakow-do-dlugoterminowego-oszczedzania.html

 

Joanna Komorowska, Analityk Rynku Nieruchomości, Koordynator Projektów Zewnętrznych
Centrum AMRON

Własne cztery kąty to marzenie wielu Polaków. Niestety, jak wynika z badań, niewielu z nas może pozwolić sobie na zakup lokum bez zaciągnięcia kredytu hipotecznego. Co więcej, jedynie co ósmy dysponuje oszczędnościami wystarczającymi na pokrycie wymaganego wkładu własnego.[1] Dodatkowo nowy rok przyniósł niekorzystne zmiany w ofercie bankowej, które mogą utrudnić uzyskanie kredytu hipotecznego. Eksperci Avivy i Expandera podpowiadają, jak odnaleźć się w gąszczu zmian i w jaki sposób przygotować budżet na spełnienie marzenia o własnym „M”.

Wkład własny to podstawa

Uzyskanie kredytu hipotecznego wymaga od wnioskodawców niemałych oszczędności. W tym roku znacząco spadła liczba banków udzielających kredytów z 10% wkładem własnym. Pozostałe instytucje wymagają już oszczędności na poziomie 15% lub nawet 20% wartości mieszkania. Poza tym kredyty z najniższym (10%) wkładem własnym są istotnie droższe. Oznacza to, że aby uzyskać tani kredyt o wartości np. 300 tys. zł, w części banków będziemy musieli dysponować sumą 45 tys. lub nawet 60 tys. złotych. Tymczasem, jak wynika z raportu „Polak finansowym…singlem?” przygotowanego na zlecenie Aviva Investors TFI, zaledwie 13% dysponuje taką sumą oszczędności. – Co więcej, jak pokazało badanie, co trzeci Polak miewa problemy z regularnym, terminowym opłacaniem wszystkich rachunków, co może być oznaką słabszej kondycji gospodarstwa domowego – zauważa Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI. – W takiej sytuacji odłożenie większej sumy staje się wyzwaniem przekraczającym możliwości finansowe wielu rodzin. 

MdM tylko do wiosny?

Dla części osób, zainteresowanych zakupem mieszkania, wsparciem będzie program Mieszkanie dla Młodych. ­Dzięki niemu możliwe jest uzyskanie dofinansowania do zakupu lokalu, które będzie stanowić wkład własny. Niestety, aby uzyskać dopłatę, wnioskodawca musi spełniać liczne kryteria. Najtrudniejsze jest zwykle znalezienie mieszkania, którego cena mieści się w limicie. – Warto też wspomnieć o nowym problemie, który może pojawić się w tym roku – zauważa Jarosław Sadowski, ekspert Expandera. – Po objęciu dopłatami rynku wtórnego i zwiększeniu ich wysokości dla wielodzietnych rodzin, gwałtownie wzrosło zainteresowanie programem MdM. W efekcie już teraz około połowa środków z tegorocznej puli została zarezerwowana. Jeśli utrzyma się tak szybkie tempo składania wniosków, pieniądze mogą skończyć się już w kwietniu. Będzie to oznaczało, że następne dopłaty będziemy mogli otrzymać dopiero w 2017 r.

 Dostaniemy mniej pieniędzy od banku

Kolejnym wyzwaniem, przed którym stoją kredytobiorcy jest zmiana w sposobie obliczania kosztów utrzymania, związana z zaleceniami KNF. Regulacje te są jednym z powodów, które doprowadziły w ostatnim czasie do znaczącego spadku przeciętnej zdolności kredytowej. – Rodzina z dochodem wynoszącym 5 000 zł netto jeszcze w grudniu mogła otrzymać kredyt w wysokości 438 tys. zł, a obecnie już tylko 382 tys. zł
– mówi Jarosław Sadowski, Expander. – Warto dodać, że w ostatnich sześciu miesiącach przeciętna dostępna kwota kredytu aż w siedmiu bankach spadła o ponad 100 000 zł. Najbardziej w Pekao, o 220 000 zł.

Oszczędności są niezbędne

Okazuje się zatem, że aby spełnić marzenia o własnym mieszkaniu, powinniśmy przede wszystkim zgromadzić jak największe oszczędności. W ten sposób nie tylko zwiększymy nasze szanse na uzyskanie kredytu, ale także możemy wybierać spośród większej ilości ofert i uzyskać lepsze warunki kredytowania. Jak jednak zrobić to skutecznie? – Jak pokazują badania, Polacy chętnie oszczędzają, choć niestety rzadko szukają możliwości, aby ich oszczędności lepiej „pracowały”, dając wyższe zyski. Co prawda aż 44% z nas w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyło sumę oszczędności, ale tylko 8% deklaruje, że zauważyło przyrost swoich oszczędności dzięki uzyskanym odsetkom[2]mówi Marek Przybylski z Aviva Investors TFI. – Nasze decyzje dotyczące oszczędzania rzadko konsultujemy także z najbliższymi. Robi tak jedynie co czwarty z nas. Tymczasem wspólne zarządzanie budżetem nie powinno ograniczać się do wydatków. Równie ważne jest wspólne podejmowanie decyzji o oszczędzaniu i inwestowaniu odłożonych pieniędzy. Wymiana doświadczeń w rodzinie i wspólne poszukiwanie nowych możliwości mogą sprawić, że oszczędzanie stanie się bardziej efektywne. Zakup mieszkania to bardzo ważny krok w życiu każdej rodziny. Warto więc działać wspólnie od samego początku. 

 

5 kroków do skutecznego oszczędzania
1.     Przeanalizuj wszystkie wydatki domowe. W miarę możliwości ogranicz te niezbędne i zrezygnuj z tych, które są niepotrzebne.

2.     Pamiętaj o systematyczności. Znacznie łatwiej jest odkładać mniejsze sumy przez dłuższy czas niż znaleźć jednorazowo dużą kwotę.

3.     Nie trzymaj oszczędności na rachunku bieżącym (robi tak 42% z nas*) lub w gotówce (15%*), bowiem w ten sposób masz do nich łatwy dostęp i pokusa wydatków staje się większa. Co więcej, tak przechowywane oszczędności nie przynoszą żadnych zysków.

4.     Nie odkładaj tylko sumy, która zostaje na koncie pod koniec miesiąca. Ustal, jaką kwotę możesz przeznaczyć na ten cel z każdej wypłaty i przelewaj ją jak najszybciej na konto oszczędnościowe, do funduszu inwestycyjnego lub lokuj na innym produkcie.

5.     Aktywnie poszukuj atrakcyjnego oprocentowania. Lokaty, które wykorzystujemy najczęściej, nierzadko odnawiają się automatycznie, ale ich oprocentowanie może się z czasem zmniejszać. Na rynku są dostępne inne produkty, które dają możliwość uzyskania wyższych zysków.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Expandera i Avivy

*Dane pochodzą z raportu „Polak finansowym…singlem”

[1] „Polak finansowym…singlem?”, Aviva 2016

[2] „Polak finansowym…singlem?”, Aviva 2016

źródło: Aviva; Expander

Eksperci

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

Przasnyski: Płacowa zadyszka. Górnicy, handlowcy, lekarze i budowlańcy mogą się jednak cieszyć

W pierwszym kwartale 2018 roku tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spadło. To prawdopodobnie jedyn...

AKTUALNOŚCI

62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu ...

Wiemy, które marki wydają najwięcej na reklamę w branży handlowej

Jak donosi Instytut Monitorowania Mediów, w badaniu analizującym wydatki na reklamę w maju, najwięks...

Więcej oddanych mieszkań niż przed rokiem – inwestorzy i spółdzielnie mieszkaniowe mają

GUS poinformował o statystykach oddanych do użytku mieszkań - w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2...

Parlament Europejski przeciwny trzem mandatom TRAN

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji Transportu i Turystyki (TRAN) dotyc...

Kolejny pomysł rządu: Wyposażenie+

Z rozmowy portalu money.pl z Jadwigą Emilewicz, Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii, dowiedzi...