wtorek, Październik 16, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "nowe technologie"

nowe technologie

Budimex S.A. pracuje nad unowocześnianiem branży budowlanej i biznesu. Poszukuje pomysłów na usprawnienia wewnątrz organizacji, ale chcąc działać kompleksowo na rzecz innowacji, spółka stworzyła projekt „Budimex Innowacje”. Chce współpracować ze start-upami oraz doświadczonymi firmami, zainteresowanymi inwestycjami w technologie. Projekt ma ułatwić nawiązywanie nowych relacji biznesowych, ukierunkowanych na współpracę w planowaniu i wdrażaniu nowatorskich rozwiązań.

Projekt i platforma dla innowacji

„Budimex Innowacje” to projekt, który powstał z myślą o nawiązywaniu relacji biznesowych z firmami zainteresowanymi technicznymi i technologicznymi racjonalizacjami w branży. Przede wszystkim jednak polegać ma na wspieraniu młodych przedsiębiorców, którzy pracują nad nowatorskimi rozwiązaniami, posiadają koncept lub gotowy prototyp. Budimex, otrzymując w ten sposób dostęp do nowych technologii i wiedzy, oferuje w zamian mentoring biznesowy, profesjonalne środowisko do prowadzenia testów i badań, a nawet doradztwo w komercjalizacji wynalazków.

 

Od czasu pojawienia się Internetu żadna technologia nie miała takiego wpływu na sposób, w jaki żyjemy i pracujemy.

Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje, musimy najpierw zdystansować się od sensacyjnych wiadomości o robotach, które „ukradną nam pracę”. Innowacje i nowe narzędzia ułatwiające życie były wyznacznikami postępu w całej historii ludzkości. Tak było podczas rewolucji agrarnej i przemysłowej, tak jest dziś w epoce rewolucji danych. Na skutek postępu niektóre z ról wykonywanych przez człowieka ulegają zmianie, z drugiej jednak strony postęp zawsze tworzył nowe miejsca pracy, modele biznesowe i całe branże. Nie należy więc się obawiać, że człowiek stanie się „przestarzały” jak maszyna. Wręcz przeciwnie, automatyczne uczenie zwiększy naszą efektywność i otworzy nowe możliwości przed całą ludzkością.

Automatyczne uczenie jest już obecne w naszym codziennym życiu. Korzystamy z niego w oprogramowaniu telefonów, samochodach i domach oraz systemach komputerowych używanych w pracy. Ułatwia nam ono dostęp do informacji oraz szybkie podejmowanie trafnych decyzji. Zdaniem firmy Gartner w 2020 roku technologie sztucznej inteligencji będą obecne w „prawie każdym nowym oprogramowaniu”. Dla producentów oprogramowania jest to wyjątkowy, przełomowy moment, a dla przedsiębiorstw będących ich klientami ― początek nowej drogi.

Media informują głównie o robotach i autonomicznych samochodach. W nadchodzącym roku oba te segmenty będą się nadal dynamicznie rozwijać. Dziś jednak technologią, która najbardziej zmienia nasz świat, jest – według Oracle – automatyczne uczenie. Choć „błyskawiczne podejmowanie trafnych decyzji” nie brzmi tak sensacyjnie jak „samochód bez kierowcy”, to automatyczne uczenie zasługuje na miano technologii epoki właśnie ze względu na możliwość jego wykorzystania w procesach decyzyjnych.

Przedsiębiorstwa, które używają już technologii automatycznego uczenia, szybko wyprzedzają konkurencję dzięki przyspieszeniu i zwiększeniu efektywności procesów podejmowania decyzji. Dlatego żadna firma, która nie chce zostać w tyle, nie może sobie pozwolić na bezczynne czekanie. Liczba wdrożeń systemów automatycznego uczenia rośnie wraz z wdrożeniami rozwiązań działających w chmurze, ponieważ rozwój i wzrost efektywności tej technologii wymaga bezproblemowej integracji aplikacji, platform i infrastruktur chmurowych. Dzięki takiej integracji procesy automatycznego uczenia zyskują dostęp do jeszcze większych zasobów danych, które zostają połączone, a dane są pobierane z całych systemów i sieci organizacji.

W małych, wewnętrznych środowiskach informatycznych przedsiębiorstw nie da się efektywnie korzystać z automatycznego uczenia, tak jak nie da się uprawiać roślin w ciemności.  Algorytmy będące podstawą tej technologii potrzebują jak największej ilości danych z możliwie największej liczby źródeł. Im więcej danych jest wykorzystywanych w procesach automatycznego uczenia, tym inteligentniejsze są te procesy i tym lepiej wspierają człowieka w procesie podejmowania decyzji. Większa dojrzałość i szersze zastosowanie technologii chmurowych to kolejne przyczyny, dla których 2018 będzie bardzo dobrym rokiem dla rozwoju automatycznego uczenia.  Chmura jest integralną częścią strategii informatycznej praktycznie w każdej firmie. Przyspiesza cyfrową transformację i ułatwia efektywne wykorzystanie danych.

O ile chmury dostarczyły podstawowych komponentów potrzebnych do cyfrowej transformacji, a wielkie zbiory danych (big data) umożliwiły czerpanie z tej transformacji wymiernych korzyści, to automatyczne uczenie jest pierwszym narzędziem, dzięki któremu cyfrowa transformacja może przynosić korzyści na skalę przemysłową. Do tego jednak niezbędna jest odpowiednia strategia. Trzeba przede wszystkim znaleźć takie zastosowania automatycznego uczenia, które przyniosą długoterminowe korzyści strategiczne. Krótkotrwały efekt nowości nie wystarczy ― chodzi o przekształcenie funkcji lub procesów o newralgicznym znaczeniu dla przedsiębiorstwa.

Ta nowa technologia pozwoli przedsiębiorstwom dużo szybciej tworzyć dokładne, niezawodne prognozy oraz budżety i plany, jak również efektywniej wykorzystywać zasoby, co przekłada się na znaczne korzyści finansowe. Wielką zaletą technologii automatycznego uczenia są praktycznie nieograniczone możliwości jej wykorzystania. Może ona odegrać ogromną rolę wszędzie tam, gdzie ważne jest szybkie analizowanie danych i wyciąganie z nich wartościowych wniosków oraz wykrywanie trendów lub anomalii w wielkich zbiorach danych ― od badań klinicznych poprzez sprawdzanie zgodności z przepisami po bezpieczeństwo.

Już dziś automatyczne uczenie wprowadza rewolucję w dziedzinie obsługi klienta. Niemal w każdej branży, gdzie ważne są kontakty z klientem, firmy otrzymują ogromną ilość zapytań, które można podzielić na stosunkowo niewielką liczbę kategorii. Wiele tych zapytań można łatwo przewidzieć oraz przygotować na nie odpowiedzi przekazywane za pomocą chatbotów. Dzięki automatycznemu uczeniu chatboty doskonalą swoje działanie i udzielają klientom coraz precyzyjniejszych odpowiedzi. W rezultacie klienci szybciej otrzymują potrzebne informacje i są bardziej zadowoleni, firma pracuje efektywniej, a odciążeni specjaliści ds. obsługi klienta mogą poświęcić więcej czasu na mniej typowe zgłoszenia wymagające interwencji człowieka.

 

 

Według szacunków PwC Autofacts, w 2018 r. z fabryk na świecie wyjedzie 100 mln aut. Oznacza to wzrost o ponad 7 mln sztuk w stosunku do 2016 r. Rozwój dostrzegalny ma być głównie na rynkach rozwijających się.

Jeżeli chodzi o 2018 rok, to łącznie na świecie z fabryk ma wyjechać 100 milionów samochodów (wzrost o ponad 7 milionów pojazdów w stosunku do 2016 roku), rozwój dostrzegalny przede wszystkim na rynkach rozwijających się.
Jeżeli chodzi o rynek polski, to zgodnie z prognozami PwC Autofacts w 2018 roku sprzedanych zostanie ponad 490 tysięcy nowych pojazdów, co przełoży się na wzrost o 6% w stosunku do roku 2017.

Prognozy dla rynku polskiego wskazują, że w najbliższych latach rynek będzie rósł dalej, choć wzrosty nie będą już tak dynamiczne. Wielkość rynku w 2020 roku może sięgnąć 525 tysięcy sprzedanych samochodów osobowych, co będzie stanowiło wzrost o 26% w stosunku do 2016 roku. Patrząc na prognozy rozwoju rynku, można odnieść wrażenie, że aktualna oferta jest wystarczająco bogata i w przyszłości głównym kryterium przewagi będzie poziom zaawansowania technologicznego tak w zakresie dodatkowych funkcji, ułatwień, rozwiązań chmurowych, jak i alternatywnych źródeł napędu. Coraz bardziej skomplikowane systemy elektroniczne, oraz stale rosnący poziom integracji z urządzeniami mobilnymi mające ułatwić życie kierowcom, stawiają strategiczne wyzwanie dla koncernowych działów badawczo-rozwojowych. Nowe technologie wymagają znaczących nakładów inwestycyjnych, reorganizacji tych działów, niejednokrotnie będą katalizatorem dla fuzji i przejęć.

 

Eye tracking stał się ostatnio bardzo popularnym narzędziem badawczym. A Polska jest jednym z liderów tej technologii na świecie – nasi naukowcy pracują nad rozszerzeniem jej możliwości i badają nowe obszary wykorzystania. To m.in. dlatego Tobii, jeden z największych światowych producentów eye trackerów, wzmacnia swoją obecność w Polsce i oddaje dystrybucję produktów specjalistycznej firmie Neuro Device Group.

Eye tracking, czyli technologia badająca odbiór i przetwarzanie informacji wzrokowej, coraz śmielej wychodzi ze specjalistycznych laboratoriów i staje się popularnym narzędziem do analizowania ludzkich zachowań. Wykorzystuje się go m.in. w marketingu, psychologii, socjologii, sporcie, medycynie czy architekturze. Stąd też rosnące zainteresowanie zaawansowanym sprzętem dostarczającym bardzo precyzyjnych wyników, a co za tym idzie, dynamiczny rozwój firm, które ten sprzęt produkują. W tej chwili liderem rynku jest znana, także w Polsce, szwedzka firma Tobii.

Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na profesjonalny sprzęt eye trackingowy na całym świecie.
Także w Polsce nasze urządzenia cieszą się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród ekspertów prowadzących zaawansowane badania w bardzo rożnych obszarach – tłumaczy Anne Jansen, Sales Director Tobii Pro. – To zwykle wiąże się z zapotrzebowaniem na pełną usługę; nie tylko dostarczenie urządzenia, ale też doradztwo, montaż, dopasowanie do określonych potrzeb i późniejszy serwis.

Dlatego od teraz eye trackery Tobii będą dystrybuowane w Polsce przez firmę Neuro Device Group, która specjalizuje się w projektowaniu i dostarczaniu sprzętu na potrzeby projektów neurologicznych.

– Zainteresowanie profesjonalnymi eye trackerami w naszym kraju rośnie. Zaczynaliśmy od dostarczenia pojedynczych sztuk do wysokospecjalistycznych laboratoriów, teraz urządzenia te zamawiane są również przez koła naukowe i doktorantów, którzy śmiało implementują eye tracking w coraz szersze spektrum dziedzin – mówi Paweł Soluch prezes firmy Neuro Device. – Na co dzień spotykam się z wieloma naukowcami, z którymi często dyskutujemy o nowych obszarach wykorzystania tej technologii. Ma ona ogromny potencjał i z pewnością w najbliższym czasie bardzo nas zaskoczy.

Eye tracking w Polsce

Ośrodków naukowych, które zajmują się różnego rodzaju badaniami okulograficznymi, jest w Polsce około 50. I ciągle powstają nowe, jak chociażby ShopLab na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, Laboratoria Eye Trackingowe na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, czy Centrum Analiz Medialnych Uniwersytetu Warszawskiego.

Dzięki badaniom prowadzonym w tych miejscach, urbaniści wiedzą, jak planować miasta, pracodawcy aranżują przyjazną przestrzeń biurową, projektanci tworzą atrakcyjne layouty stron internetowych, a lekarze z powodzeniem diagnozują rzadkie do wykrycia choroby.

Wśród ciekawszych projektów badawczych z wykorzystaniem eye trackerów dostarczonych przez firmę Neuro Device można wymienić badanie uwagi wzrokowej szermierzy (przeprowadzone przez dr Mateusza Witkowskiego i mgr Michała Marciniaka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu we współpracy z Institute of Sensory Analysis ISA), analizę percepcji zwiedzających Muzeum Powstania Warszawskiego (przeprowadzoną przez dr Martę Rusnak z Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej) czy interpretację nagrań badania USG płodów przez lekarzy z różnym doświadczeniem (pomysłodawcą projektu jest dr Marcin Wiecheć z przychodni DobreUSG).

 

 

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Ciepłownia Turek.
Tym samym pewne jest, że zgodnie z umową z miastem, zaopatrzenie mieszkańców w energię cieplną nastąpi na czas. Pomyślnie zakończyły się testy samej instalacji jak również przyłącza do miejskiej sieci dystrybucyjnej. Podczas konferencji, specjalnie dla mediów, uruchomiony został jeden kotłów grzewczych zasilany pyłem węgla brunatnego. Faktem nie bez znaczenia dla mieszkańców miasta jest fakt, że instalacja wyprzedza dotychczas obowiązujące normy czystości spalania i podczas spełniania swej podstawowej funkcji, czyli dostarczania ciepłej wody do ogrzewania miasta, w żaden sposób nie przyczyni się do zanieczyszczania miejskiego powietrza. Imponującym jest fakt, że raptem 10 minut wystarczy do uruchomienia instalacji ze stanu całkowitego przestoju, a w niespełna godzinę ciepła woda do ogrzewania miasta wprowadzana jest do sieci dystrybucyjnej.
Jak zademonstrowano podczas spotkania, obieg paliwa jak i odpadów odbywa się w cyklu zamkniętym, bez jakiegokolwiek kontaktu ze środowiskiem. Popioły powstające w procesie spalania zabierane są z ciepłowni tymi samymi pojazdami, które wcześniej dostarczały paliwa i, tu uwaga: wywożone są z Polski. Ciepłownia Getec posiada też instalację przygotowaną do zasilania gazem ziemnym, co czyni ją niezależną od ewentualnych niekorzystnych zmian w cenach paliw kopalnych jak również gwarantuje niezakłócone dostawy energii dla mieszkańców, nawet przy bardzo niekorzystnych wahaniach temperatur zewnętrznych. Umowa na dostawę gazu została podpisana z PGNiG w listopadzie 2017.
Getec startuje w kolejnym przetargu na dostawę energii cieplnej, tym razem dla miasta Konin. Oczywiście i w tym wypadku decydującym kryterium będzie zagwarantowanie najniższej ceny ogrzewania w długiej perspektywie czasu.

Getec-Turek-1

Facetracking, EEG, ECG, EMG, eyetracking – najnowsze technologie, które w ostatnich czasach pojawiają się na rynku, diametralnie zmieniają sposób naszego funkcjonowania i możliwości jego analizy. Także w biznesie, medycynie, architekturze, motoryzacji czy organizacji pracy. Od niedawna w Warszawie znajdują się najnowocześniejsze na świecie urządzenia, dzięki którym można sprawdzić, jak odbieramy różnego rodzaju bodźce z otoczenia (takie jak zdjęcia, teksty, plakaty czy filmy) oraz jak zachowujemy się w wirtualnej rzeczywistości – środowisku coraz częściej wykorzystywanym w biznesie.

Badanie ludzkich reakcji na określone bodźce i interakcje z konkretnymi produktami do niedawna zarezerwowane były przede wszystkim dla marketingu. Reklama i zwiększenie sprzedaży produktu wymagają dokładnej znajomości klienta i jego zachowań. Stąd wykorzystanie eyetrackingu, GSR, EEG czy technologii VR. Okazuje się jednak, że badanie emocji i zachowań ludzkich może być pomocne także w innych obszarach. Pod warunkiem, że będzie właściwie przeprowadzone.

 Badanie stanów emocjonalnych człowieka nie jest niczym nowym. Unikalność Centrum Analiz Medialnych UW polega na tym, że jesteśmy w stanie integrować wiele pomiarów, z kilku urządzeń, na jednej osi czasu i analizować je jednocześnie. Dzięki wykorzystaniu bardzo nowoczesnych technologii możemy dokładniej zbierać dane z pomiarów biometrycznych i behawioralnych i analizować je bardziej precyzyjnie, wieloaspektowo. Taka wiedza daje bardzo szerokie możliwości w wielu branżach – tłumaczy dr Karolina Brylska z Centrum Analiz Medialnych Uniwersytetu Warszawskiego. To właśnie tutaj znajduje się najnowocześniejsza na świecie aparatura, która umożliwia bardzo skrupulatny pomiar ludzkich zachowań, otwierający szereg możliwości w wielu branżach.

Znajdziemy tutaj cztery różne eyetrackery śledzące ruchy gałki ocznej, facetracker, który odczytuje emocje z mięśni twarzy, urządzenie GSR (służące do badania reakcji skórno-galwanicznej), urządzenie do badań ECG oraz EMG (analizujące skurcze mięśnia sercowego i innych mięśni), EEG śledzące pracę mózgu, a także specjalną arenę VR umożliwiającą badanie aktywności człowieka w wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Większość tych urządzeń integruje bardzo zaawansowany system iMotions (takim systemem dysponuje tylko kilka najlepszych uczelni na świecie), który umożliwia zebranie poszczególnych pomiarów, nałożenie ich na wspólną oś czasu i wyciągnięcie konkretnych wniosków. To właśnie dzięki temu badania biometryczne mogą być tak precyzyjne i dostarczać kompleksowych informacji na temat ludzkich emocji i reakcji na określone bodźce.

Obserwujemy bardzo szybki rozwój nowych technologii, także tych, które analizują zachowanie człowieka. Dzięki temu jesteśmy w stanie coraz lepiej zapobiegać wypadkom, diagnozować ciężkie choroby czy wykonywać skomplikowane operacje. W najbliższym czasie badania biometryczne pomogą nam w rozwiązywaniu wielu innych problemów, z którymi obecnie się zmagamy. Sprzęt, którym dzisiaj dysponujemy ma naprawdę duże możliwości, teraz musimy popracować nad jego szerszym zastosowaniem – tłumaczy Paweł Soluch z firmy Neuro Device, która brała udział w dostarczeniu części sprzętu dla Centrum Analiz Medialnych UW.

Dla kogo badanie emocji?

Wydaje się, że zastosowanie badań biometrycznych i technologii analizujących nasze zachowanie daje nieograniczone zastosowanie. Co chwilę pojawiają się informacje dotyczące nowych pomysłów na ich wykorzystanie w coraz to nowszych obszarach. Poniżej kilka tych, które w ostatnich latach zmieniają się wyjątkowo dynamicznie.

 Medycyna

Zapotrzebowanie na nowe rozwiązania w medycynie jest bardzo duże, a adaptacja kolejnych rozwiązań przebiega tu wyjątkowo szybko. VR ma już szerokie zastosowanie w rehabilitacji oraz terapii pacjentów z problemami zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi, a także osób starszych. Leczy się w ten sposób m.in. stresy pourazowe, depresję czy różnego rodzaju fobie. Terapia z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości poprawia kontrolę nad własnym ciałem i umysłem oraz stymuluje organizm do działania.

Nowe technologie, takie jak VR, są też często wykorzystywane podczas szkoleń dla chirurgów, gdzie nauka na żywym organizmie bywa bardzo ryzykowna, a często wręcz niemożliwa.

Badania eyetrackingowe, EEG czy GSR należą z kolei do najskuteczniejszych narzędzi diagnostycznych pozwalających wykryć i usprawnić terapię m.in. autyzmu, ADHD, choroby Parkinsona czy epilepsji.

Architektura

Nasze otoczenie ma bezpośredni wpływ na to, jak funkcjonujemy. Dlatego przed podjęciem decyzji o kolejnej inwestycji coraz częściej tworzy się cyfrowe modele budynków, konstrukcji czy określonych pomieszczeń. Podczas wirtualnego spaceru klient może zobaczyć mieszkanie zanim je kupi, urbanista sprawdzi, jak dany budynek wkomponuje się w przestrzeń miejską, a architekt przetestuje zaproponowaną przez siebie drogę ewakuacyjną. To rozwiązania, które zdobywają rzesze zwolenników wśród deweloperów, biur architektonicznych i urbanistów, pozwalając na podejmowanie właściwych decyzji
i zaoszczędzenie czasu oraz pieniędzy.

Z kolei wykorzystując eyetracking projektanci mogą sprawdzić, jak zwykli ludzie, użytkownicy architektury, odbierają ich realizacje. Kilka miesięcy temu jeden z pierwszych takich eksperymentów na świecie przeprowadzono na Politechnice Wrocławskiej. Eyetrackery dostarczone przez firmę Neuro Device Group pozwoliły spojrzeć na projekty planowanych obiektów oczami mieszkańców miasta. Wstęp do tego eksperymentu odbył się w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie zwiedzający więcej uwagi poświęcali na oglądanie zabytkowego kotła niż głównego eksponatu – repliki samolotu Liberato. Chociaż w ankietach odpowiedzieli, że było odwrotnie.

Motoryzacja

Korzystając z wirtualnej rzeczywistości, jesteśmy w stanie sprawdzić, jak projekt nowego modelu oceniają potencjalni nabywcy. Marka Audi wprowadziła specjalne zestawy VR umożliwiające klientom konfigurację wybranych samochodów przed ich zakupem. Inżynierowie Forda testują w ten sposób nowe elementy, jeszcze zanim powstaną pierwsze prototypy, a SEAT deklaruje, że dzięki wirtualnej rzeczywistości oszczędził 30% czasu przy projektowaniu jednego ze swoich SUV-ów.

Wykorzystując badania eyetrackingowe, GSR czy EEG, jesteśmy w stanie poprawić bezpieczeństwo na drogach, zmierzyć czas reakcji kierowców, ich aktywność czy senność podczas długiej monotonnej podróży, a także wpływ rozmów przez telefon komórkowy na kierującego pojazdem.

Organizacja pracy w firmach

Dzięki zastosowaniu technologii VR, EEG czy eyetrackingu, można dokładnie przeanalizować przestrzeń roboczą i podnieść wydajność pracowników, sprawić, żeby miejsce pracy sprzyjało kreatywności i pozwoliło sprawniej wykonywać zadania. Także w fabrykach, gdzie technologia VR pomoże ocenić koordynację podczas wykonywania prac manualnych, skrócić czas montażu części lub zredukować popełniane błędy.

Wirtualna rzeczywistość może też z powodzeniem zastąpić drogie i zajmujące wiele czasu podróże na spotkania biznesowe czy międzynarodowe konferencje. Jest także nieoceniona w przypadku szkoleń i oceny kompetencji pracowników. Za jej pomocą można także sprawdzać kandydatów do pracy, testując ich predyspozycje na konkretne stanowiska; realizację określonych zadań, odporność na stres. Na rynku pojawiają się także pierwsze aplikacje VR, które pomagają kandydatom przygotować się do procesu rekrutacji.

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

W dniach 28 – 29 listopada 2017 w Katowicach odbędzie się kluczowe wydarzenie branży automotive w Polsce: International Automotive Business Meeting 2017. W wydarzeniu wezmą przedstawiciele polskich i europejskich władz, a także liderzy oraz eksperci branży samochodowej, którzy wspólnie poszukiwać będą odpowiedzi na pytanie, jak najnowsze trendy elektromobilności wpłyną na kształt polskiego sektora motoryzacyjnego.

Osią dyskusji podczas wydarzenia będą zmiany w tradycyjnym łańcuchu dostaw dla pojazdów samochodowych, a także to, jak e-mobilność i systemy wspomagania kierowcy będą miały wpływ na sektor motoryzacyjny w najbliższej przyszłości. Szeroko omawiane będą najnowsze trendy i prognozy w branży automotive oraz możliwości ich implementacji w polskiej gospodarce.

Polskę, podobnie jak całą Europę, czeka epoka elektryczności w motoryzacji. W odpowiedzi na to, jak wielkie zmiany czekają sektor motoryzacyjny w Polsce, organizujemy International Automotive Business Meeting 2017. – mówi Piero Cannas, Prezes Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce – Chcemy tym samym zainicjować dialog wszystkich stron zaangażowanych w proces przeobrażania się branży. Wydarzenie to będzie wyjątkową okazją do poszerzenia wiedzy o elektromobilności i nowych technologiach oraz znajdowania nowych partnerów biznesowych. Wierzymy, że wymiana opinii i doświadczeń realnie przełoży się na kształt czekających nas zmian w polskim sektorze motoryzacyjnym.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

19 października b.r. po raz pierwszy obchodziliśmy Dzień Płatności Bezgotówkowych, mający na celu upowszechnianie obrotu bezgotówkowego w Polsce. Według ekspertów Polskich ePłatności i Ingenico, Polacy coraz chętniej korzystają z płatności kartą, choć jednocześnie całkowity udział transakcji gotówkowych w obrocie gospodarczym nadal pozostaje na relatywnie wysokim poziomie.  

Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego podaje, że w czerwcu 2017 r. na rynku znajdowało się już niemal 38 mln kart płatniczych, co stanowi wzrost o 5,6 proc. w stosunku do roku poprzedniego.
O tym, że Polacy coraz chętniej sięgają po wygodne i bezpieczne sposoby płatności, świadczą również dane udostępnione w ramach Dnia Płatności Bezgotówkowych, przez jednego z czołowych agentów rozliczeniowych – Polskie ePłatności S.A. Z tej okazji zestawiono ze sobą liczbę transakcji wykonanych w dniach 16-20 października, a więc w tygodniu w którym wypada tegoroczne święto, z analogicznymi okresami w poprzednich latach.

Według danych Polskich ePłatności S.A., w 2014 r. liczba transakcji wykonywanych na terminalach obsługiwanych przez agenta rozliczeniowego wynosiła 1 694 503, w 2015 – 2 196 388, w 2016 – 2 581 524, natomiast w 2017 aż 3 201 388. Oznacza to, że tylko na przestrzeni trzech lat klienci Polskich ePłatności S.A. zintensyfikowali częstotliwość korzystania z karty niemal dwukrotnie. Zdaniem ekspertów PeP i Ingenico, rosnąca popularność transakcji bezgotówkowych związana jest z coraz większą dostępnością nowoczesnych terminali, ułatwiających bezproblemowe płatności. Z informacji opublikowanych przez NBP w lipcu b.r. wynika, że ich ogólna liczba w pierwszym kwartale 2017 r. to 563 374.

„Rosnąca liczba terminali to dla nas sygnał, że Polacy oczekują szybkich oraz bezproblemowych płatności kartą. Ingenico od lat wspiera ich w tej dziedzinie, udostępniając najnowocześniejsze i jednocześnie bezpieczne rozwiązania technologiczne.” – mówi Piotr Waś, Dyrektor Zarządzający na Europę Wschodnią z Ingenico, lidera na rynku terminali płatniczych w dziedzinie bezproblemowych płatności.

Główną ideą Dnia Płatności Bezgotówkowych jest przede wszystkim ugruntowanie pozytywnego nastawienia społeczeństwa do obrotu bezgotówkowego. Według raportu NBP z lutego 2017, co piąty Polak nadal nie ma konta w banku, a 28 proc. respondentów wybiera płatność gotówką jako preferencyjną. Tymczasem wybór karty płatniczej lub coraz popularniejszych płatności mobilnych, pozwala nie tylko na skrócenie czasu, ale także na maksymalne uproszczenie całego procesu transakcji.

„Polskie ePłatności od lat przyczyniają się do dynamicznego rozwoju obrotu bezgotówkowego w kraju. Aby sprostać oczekiwaniom zarówno przedsiębiorców, jak i ich klientów, dbamy o innowacyjność oraz niezawodność naszych usług. Korzyści, jakie płyną z wykorzystania ich potencjału, to dowód na to, że zdecydowanie warto otworzyć się na nowe technologie w zakresie transakcji bezgotówkowych.” – dodaje Janusz Diemko, Prezes Zarządu CRE Polskie ePłatności S.A.

Dzień Płatności Bezgotówkowych zainicjowany został przez Koalicję na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności. Po raz pierwszy obchodzony był 19 października b.r.

 

Źródło: Grupa  Ingenico

Koniunktura gospodarcza w sierpniu 2017 r. oceniana jest przez przedsiębiorców pozytywnie. We wszystkich sekcjach gospodarki nie gorzej niż miesiąc wcześniej, a zdecydowanie lepiej niż w sierpniu w latach poprzednich – podał GUS.

Przedsiębiorstwa ze wszystkich badanych sektorów gospodarki optymistycznie widzą swój portfel zamówień, produkcję, sytuację finansową. Wszystkie, poza firmami z sektora finanse i ubezpieczenia oraz zakwaterowanie i gastronomia, planują przynajmniej niewielkie zwiększenie zatrudnienia. Firmy z sektora zakwaterowanie i gastronomia uwzględniają zapewne w ocenach zapotrzebowania na pracowników zbliżający się koniec  sezonu letniego. Banki i ubezpieczyciele planują dalsze ograniczanie zatrudnienia prawdopodobnie dlatego, że wprowadzają w coraz większym zakresie nowe technologie, które wymagają mniejszego, ale za to bardziej profesjonalnego zatrudnienia. Z tym nie mają, jak wynika z badania koniunktury, jednak problemu. Zapewne dlatego, że są one w stanie zaoferować konkurencyjne na rynku wynagrodzenia. Zdecydowanie większą barierą w prowadzeniu działalności jest dla firm z sektora finansowego wysokie obciążenie na rzecz budżetu, a także niedostateczny popyt. Aczkolwiek sektor ten radzi sobie dobrze, bowiem ponad 36 proc. badanych podmiotów wskazuje na poprawę koniunktury, a jedynie niespełna 4 proc. – na jej pogorszenie.

Przyglądanie się ocenie koniunktury przez firmy działające na rynku finansowym i ubezpieczeniowym daje wiedzę o sytuacji w całej gospodarce. Poprawa koniunktury z reguły bowiem wiąże się z większym popytem na kapitał, a także z rosnącą potrzebą korzystania z różnego rodzaju usług ubezpieczeniowych. Problem w tym, czy rosnący popyt na kapitał to tylko efekt dobrej koniunktury, czy także efekt wydłużających się terminów spłaty należności biznesowych przez firmy i konieczność sięgania po kredyt obrotowy przez firmy, które otrzymują swoje należności z opóźnieniem.

I to właśnie niepokoi w sierpniowych ocenach koniunktury gospodarczej –  przedsiębiorstwa z większości sektorów sygnalizują wzrost opóźnień płatności za dostarczone towary czy usługi. Wskazuje na to zjawisko przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport i gospodarka magazynowa, informacja i komunikacja, a także finanse i ubezpieczenia. To dziwny sygnał jak na ciągle poprawiające się oceny koniunktury. Rosnąca produkcja, rosnące zamówienia, plany wzrostu zatrudnienia wskazują, że nie powinno być problemów z płaceniem faktur. A jednak są i problem w opinii przedsiębiorców narasta. Wyniki finansowe przedsiębiorstw średnich i dużych za okres styczeń-czerwiec 2017 r. wskazują, że przeciętnie firmy te mają wysoką gotówkową płynność finansową – ponad 35 proc. swoich zobowiązań krótkoterminowych są w stanie pokryć od razu posiadaną gotówką i papierami wartościowymi, które w każdej chwili mogą spieniężyć. Możliwe, że opóźnienia płatności narastają, bo firmy realizują zgodnie z terminem swoje zobowiązania wobec fiskusa, a jednocześnie wydłużył się okres zwrotu podatku VAT. A to oznacza, że nie mając na czas zwrotów podatkowych przedsiębiorstwa nie są w stanie terminowo regulować swoich biznesowych zobowiązań.

Jeśli wydłużanie się okresu zwrotu podatku VAT jest przyczyną wzrostu opóźnień płatności za dostarczone towary i usługi, to zaczną się tworzyć poważne zatory płatnicze, które w pierwszej kolejności będą dotykały mniejszych firm. A stąd już tylko krok do utraty zdolności do realizacji zobowiązań, mimo konkurencyjnej oferty rynkowej, popytu i potencjalnej zdolności do jego zaspokojenia. Warto o tym pomyśleć.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Do grona prawników Kochański Zięba i Partnerzy, w połowie lipca b.r. dołączył Dr Marcin Huczkowski, który objął stanowisko starszego prawnika /senior associate/w ramach sektorowej praktyki Nowych Technologii i Telekomunikacji kierowanej przez mecenasa Pawła Gruszeckiego. Dołączenie Dr Huczkowskiego do zespołu KZP jest naturalną konsekwencją realizacji kolejnego etapu strategii ciągłego rozwoju KZP, a w szczególności jej krakowskiego oddziału.

Dr Marcin Huczkowski jest radcą prawnym, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie w 2013 r. uzyskał tytuł doktora nauk prawnych w zakresie międzynarodowego prawa autorskiego. Studiował również w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych oraz na Katholieke Universiteit Leuven w Belgii (LL.M. in Intellectual Property), gdzie zdobywał doświadczenie w zakresie europejskiego i międzynarodowego prawa własności intelektualnej.

Od ponad 9 lat mecenas Huczkowski zajmuje się problematyką prawa własności intelektualnej oraz prawa mediów. Specjalizuje się również w zagadnieniach związanych z ochroną danych osobowych, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki dotyczącej „wdrożenia” RODO. Posiada duże doświadczenie w obsłudze prawnej podmiotów funkcjonujących na rynku mediów, w tym m.in. wydawców prasowych i książkowych, producentów telewizyjnych, filmowych oraz instytucji kultury i podmiotów działających w branży IT / TMT – głównie w zakresie dotyczącym m.in. implementacji i świadczenia usług serwisowych w odniesieniu do oprogramowania/systemów informatycznych.
Współpracuje także z zespołem fuzji i przejęć w zakresie dotyczącym przeprowadzania badań prawnych oraz sporządzania raportów due diligence, w szczególności w odniesieniu do spółek działających na rynku mediów.

Przed dołączeniem do zespołu KZP Marcin Huczkowski pracował jako senior associate w kancelarii SPCG T. Studnicki, K. Płeszka, Z. Ćwiąkalski, J. Górski w Krakowie oraz w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr w Warszawie.

„Dołączenie do zespołu KZP Dr Marcina Huczkowskiego na pewno przyczyni się do wzmocnienia naszej praktyki w zakresie nowych technologii i danych osobowych. Takie wzmocnienie jest szczególnie ważne właśnie teraz, w okresie kiedy nasi klienci i partnerzy biznesowi znajdują się na progu największych zmian prawnych od wielu lat. Ogólne rozporządzenie o ochronie danych  (RODO) oraz Dyrektywa NIS to dopiero początek regulacji, które wymusza na polskich przedsiębiorcach budowę zintegrowanych systemów ochrony danych osobowych oraz usystematyzowane podejście do bezpieczeństwa nie tylko informacji, ale całych sieci i systemów informatycznych” – komentuje mec. Paweł Gruszecki, Partner, Szef Praktyki Nowych Technologii i Telekomunikacji w KZP.

 

 

Źródło: Kochański Zięba i Partnerzy

Stale postępujący rozwój nowych technologii, zmiany w sposobie konsumpcji treści, coraz większa rola nowych narzędzi marketingu-mix czy ewolucja w reklamie, nie pozostają bez znaczenia dla branży Public Relations. Jak zmienia się PR? Które kierunki są obecnie najbardziej znaczące? Praktycy PR-u wskazali kluczowe.

Media tradycyjne przegrywają z internetem – konsumpcja treści w sieci rośnie, a prasy gwałtownie spada. Na czytanie prasy Polacy przeznaczają średnio niewiele ponad 14 minut dziennie, a na przeglądanie informacji w sieci – już ok. 110 minut. Zmieniają się media i ich odbiorcy, zmieniają się również trendy w Public Relations. Eksperci z Praktycy.com wskazują 5 najważniejszych.

  1. Rozkwit Content Marketingu – zmierzch PR?

Jedni eksperci przekonują, że content marketing przejmie rolę, którą do tej pory pełnił PR. Inni z kolei są zdania, że obie dziedziny są ze sobą nierozerwalnie związane – tak naprawdę wzajemnie się uzupełniają i nie ma sensu mówić o zastąpieniu jednej przez drugą. Z badania Content Marketing Trends 2016 wynika, że do największych priorytetów stojących przed content marketerami należy tworzenie angażujących treści – 60 proc. Nie inaczej będzie w przypadku materiałów rozsyłanych przez agencję PR – angażujący, merytoryczny content to podstawa.

  1. Zintegrowana komunikacja kluczem do sukcesu

Jak pokazują badania, w dobie wielokanałowości i rosnącego znaczenia nowych technologii, dla 63 proc. marketerów najwyższym priorytetem jest zintegrowanie działań ze wszystkich kanałów dotarcia do klienta oraz kierowanej do niego komunikacji. Dział reklamy, agencja PR czy zespół ds. social media pracujący dla danej firmy, nie mogą prowadzić działań w oderwaniu od siebie. Jeżeli zatem dochodzi np. do sytuacji kryzysowej za sprawą niefortunnego wpisu na profilu firmy w serwisie społecznościowym, dzięki sprawnej komunikacji, specjaliści od public relations mogą błyskawicznie przystąpić do rozwiązywania problemu.

  1. VIP PR, czyli wizjonerzy potrzebni od zaraz

Tłumy potrzebują idoli, a organizacje i firmy przywódców, którzy swoją charyzmą i działaniami porwą miliony. Liderzy są potrzebni, a ich olbrzymi potencjał widzą również agencje PR. Z tego względu coraz więcej z nich oferuje usługi związane z kreowaniem wizerunku przedsiębiorstwa poprzez osobę lidera. To on ma firmować swoją twarzą rozmaite kampanie i przekazywać odbiorcom usług wartościowe, edukacyjne i wciągające treści w mediach. Wokół takiej osoby rodzi się strategia działań PR na rzecz firmy, a wzrost popularności lidera będzie przekładał się na większą rozpoznawalność marki. Praktycy.com oceniają, że działy public relations przedsiębiorstw oraz agencje PR będą stale zwiększać budżety na działania związane z kreowaniem wizerunku liderów w firmach, czyli VIP PR.

  1. Wizualizacja ma znaczenie, ale obrazki to nie wszystko

Człowiek od zarania dziejów uczył się przetwarzać to, co widzi. Zrozumienie przekazu wizualnego zajmuje mu 0,1 sekundy, podczas gdy średni czas potrzebny na przeczytanie 200-250 słów, wynosi ok. 60 sekund. Specjaliści podkreślają, że content wizualny będzie tylko zyskiwał na znaczeniu. Wzbogacanie treści komunikatów prasowych zdjęciami czy infografikami to już nie dodatek, ale nieodłączna część materiałów rozsyłanych do mediów. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, że tak jak same treści bez żadnych wizualizacji mogą nie przykuć uwagi czytelnika, tak samo sam przekaz obrazkowy to dla dziennikarzy jednak trochę za mało. Najlepsze efekty można osiągnąć wysyłając kompleksowy materiał z unikatowym contentem wizualnym.

  1. PR musi być mobile-friendly

W 2015 roku, według danych podanych przez Google, w 10 krajach świata internauci częściej wyszukiwali informacji na urządzeniach mobilnych niż na komputerach stacjonarnych. Z tego względu eksperci z Praktycy.com rekomendują, aby specjaliści od public relations, tworząc kolejne materiały prasowe pamiętali o tym, jak będą one odbierane przez użytkowników mobilnych. Wysyłane treści powinny być przede wszystkim: konkretne, podane w przystępny sposób i zrozumiałe dla każdego.

 

Cyfrowa transformacja to znak rozpoznawczy naszych czasów. Dziś przedsiębiorstwa muszą otworzyć się na rzeczywistość zdominowaną przez nowe technologie, gdzie w centrum uwagi zamiast produktu znajduje się konsument. Zmiany te nie ominęły polskiego rynku faktoringu.

Przedsiębiorcy faktoring doceniają przede wszystkim za możliwość zabezpieczenia stałych przepływów finansowych w firmie. Jednak dziś to nie tylko wsparcie dla biznesu, ale także alternatywne źródło inwestowania. Skąd te zmiany na rynku faktoringu?

Cyfrowa transformacja branży

Postępujący rozwój technologiczny wpływa na coraz częstszą wymianę dóbr i usług za pomocą specjalnych serwisów internetowych. W zakresie ekonomii proces ten nazywany jest uberyzacją. Określenie to pochodzi od firmy, która stworzyła aplikację kojarzącą klientów i ludzi oferujących usługi taksówkarskie. Mimo niechęci wielu osób, takie inicjatywy to nasza przyszłość, ponieważ innowacyjne rozwiązania i technologie stają się kluczem do osiągnięcia celów biznesowych. – Należy pamiętać, że jednym z najważniejszych elementów uberyzacji jest znalezienie swojej niszy i odpowiednie uzupełnienie braków w systemie gospodarczym. Idąc w ślady amerykańskiego przedsiębiorstwa postanowiliśmy wprowadzić nowe na polskim rynku, a odnoszące sukces poza granicami naszego kraju, rozwiązanie. Utworzyliśmy więc serwis, który traktuje faktury jako solidny papier wartościowy i w ten sposób rozpoczęliśmy proces uberyzacji polskiego rynku faktoringu –  komentuje Jakub Ananicz, wiceprezes zarządu Faktoramy, pierwszej na polskim rynku platformy umożliwiającej inwestowanie w faktury.

Pomagać i jednocześnie zarabiać

Według danych Polskiego Związku Faktorów w pierwszym kwartale 2017 roku obroty firm z branży faktoringu wyniosły blisko 46 mld zł. Systematycznie zwiększa się również liczba sfinansowanych faktur. Od 2012 roku liczba ta wzrasta o blisko milion w każdym roku. Ostatnie dane potwierdzają więc, że rynek faktoringu w Polsce prężnie się rozwija. To z kolei sprzyja jego uberyzacji i dziś faktoring to już nie tylko jeden z instrumentów służących do zabezpieczenia płynności finansowej przedsiębiorstwa. Obecnie to także alternatywne źródło pomnażania kapitału, które przynosi ponadprzeciętne zyski. – Decydując się na zakup faktur, możemy w bezpieczny sposób pomnożyć swój kapitał. Dodatkowo też wspomagamy tym samym firmy, które mogłyby popaść w kłopoty finansowe. Warto zaznaczyć, że inwestorzy, który zdecydowali się w ten sposób zainwestować fundusze, w ubiegłym roku uzyskali zyski w wysokości 24,5 proc. w skali roku – komentuje wiceprezes zarządu Faktoramy.

Jak to działa?

Faktorem może zostać każdy, kto chce pomnożyć swój kapitał, czyli zarówno osoba fizyczna, jak i przedsiębiorstwo. Wystarczy skorzystać z usług platform aukcyjnych, które umożliwiają sprzedaż faktur. Przed wyborem platformy inwestor powinien jednak sprawdzić, czy umożliwia ona zakup faktur bezspornych. Tylko takie aktywa niwelują ryzyko związane z reklamacjami, potrąceniami za uszkodzony towar czy zwrotem zakupionych artykułów. To z kolei sprawia, że ryzyko związane z inwestowaniem w faktury porównywalne jest do poziomu obligacji korporacyjnych i sprowadza się do ryzyka kredytowego.  –  Istotny jest również fakt, że w przypadku takich inwestycji nie musimy decydować się na zakup od razu całego pakietu faktur. Możemy na początek zakupić jedną fakturę i na podstawie odnotowanych zysków podjąć decyzję, czy dalej chcemy inwestować swoje fundusze w ten sposób – dodaje Jakub Ananicz z Faktoramy.

Inwestowanie w faktury to obecnie jeden z najbezpieczniejszych i najrentowniejszych sposobów pomnażania kapitału. Wysokie, roczne zyski oraz minimalne ryzyko sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na ulokowanie funduszy właśnie w faktury.

 

Źródło: Faktorama

Przemysł 4.0 to wizja w pełni zinformatyzowanych i zautomatyzowanych fabryk, które oswoiły najnowsze technologie.  Przyświeca ona wytwórcom przemysłowym na całym świecie. W wyścigu cyfryzacji biorą udział nie tylko najwięksi producenci, ale również średnie przedsiębiorstwa, wypatrując w nim szansę na rozwój i zdobycie przewagi nad konkurencją. W ciągu 5 ostatnich lat, globalne wydatki firm na digitalizację fabryk sięgnęły 100 miliardów dolarów. Niestety, mimo bajońskich inwestycji, większość projektów wciąż pozostaje w powijakach.

100 miliardów dolarów przez ostatnie 5 lat wydano na cyfryzację fabryk na całym świecie — donosi raport Capgemini „Smart Factories: How can manufacturers realize the potential of digital industrial revolution”. Na liście wydatków znalazły się m.in. nowoczesne systemy IT, narzędzia do analityki danych oraz IIoT, czyli przemysłowy internet rzeczy. Do czego wytwórcy potrzebują nowych technologii? Zdaniem Piotra Rojka z firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji, firmy inwestują głównie po to, by poprawić funkcjonowanie fabryki i zredukować wiele cyklicznych kosztów związanych jej utrzymaniem. — Istnieje jeden wspólny kierunek inwestycji: wykorzystanie olbrzymich ilości danych, które w sferze produkcji gromadzone są od dawna, a obecnie ich zbieranie jest coraz tańsze i prostsze, do skutecznego podejmowania decyzji biznesowych, optymalizacji produkcji i lepszego zarządzania fabryką, magazynami czy łańcuchem dostaw. Jednym z dominujących trendów wśród inwestycji w IIoT jest predictive maintenance (konserwacja predykcyjna – przyp. red.). Czujniki wykrywają odstępstwa od normy w pracy maszyn, dzięki czemu można poddać je konserwacji zanim dojdzie do awarii, utrzymać płynność na linii produkcyjnej i dzięki temu zaoszczędzić znaczące kwoty — wyjaśnia Rojek.

Wielu jest powołanych, lecz niewielu dojrzałych

Cyfrowa fabryka, w której wszystkie procesy znajdują się pod baczną kontrolą nowoczesnych systemów komputerowych i dzięki temu są regularnie analizowane oraz optymalizowane, to kierunek rozwoju całej branży produkcyjnej. Mimo, że firmy przeznaczają niebagatelne kwoty na digitalizację fabryk, to póki co trudno mówić o spektakularnych efektach – zwracają uwagę autorzy raportu.

Eksperci wyróżniają 4 kategorie cyfrowej dojrzałości. Pierwsza to Digital Beginners (Cyfrowi Początkujący). Należą do niej organizacje znajdujące się w początkującym stadium digitalizacji, rozpoczęły wdrażanie odpowiednich technologii, ale nie czerpią z nich jeszcze korzyści. Brakuje im spójnej wizji przemian, odpowiednio przeszkolonej i świadomej kadry oraz znaczących zmian w sposobie funkcjonowania. Według Capgemini, na tym etapie znajduje się aż 78 proc. firm produkcyjnych. Kolejna kategoria to Digital Fashionists (Cyfrowi Feszioniści). Należą do niej przedsiębiorstwa, które wdrożyły nowe technologie, ale nie wykorzystują ich możliwości i siłą rzeczy nie czerpią z nich biznesowych korzyści. Za modą bez wymiernych efektów i zmian w sposobie zarządzania podąża tylko 1 proc. objętych badaniem producentów. Digital Conservatives (Cyfrowi Konserwatyści) to kolejna kategoria. Znajdują się w niej firmy, które ze sporym dystansem i opieszałością podchodzą do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ale gdy już podejmują się wybranego wdrożenia to robią to dobrze na każdej płaszczyźnie. Ich pracownicy posiadają odpowiednie cyfrowe umiejętności, a digitalizcja obejmuje sposób zarządzania i wewnętrzne procesy w przedsiębiorstwie. Według analityków z Capgemini, firm produkcyjnych o takiej charakterystyce jest 15 proc. W mniejszości znaleźli się Digital Masters (Cyfrowi Mistrzowie), producenci, którzy przeszli proces cyfrowej transformacji i w zaawansowany sposób korzystają z nowych technologii, czerpiąc z nich znaczące korzyści biznesowe. Liderów digitalizacji wśród światowych producentów jest zaledwie 6 proc.

Dni małych początków

Na wdrożenie technologii Przemysłu 4.0 przeznaczono astronomiczne kwoty. Nasuwa się wiec pytanie, skąd tak niski poziom cyfrowej dojrzałości wśród wytwórców przemysłowych? Aż 78 proc. z nich znajduje się dopiero na początku drogi i nie czerpie żadnych korzyści z podjętych kroków. Zdaniem Piotra Rojka z DSR obszar produkcji jest najtrudniejszy do zinformatyzowania. — Proces digitalizacji przedsiębiorstw, szczególnie tych produkcyjnych, jest żmudny i złożony. Bez odpowiedniego know-how i wsparcia wysoko wykwalifikowanych specjalistów można narobić więcej szkód niż korzyści — tłumaczy Rojek. Według eksperta, cyfrowa transformacja dopiero się zaczęła, a w pełnej chwale i okazałości zobaczymy ją może za 10 lat, kiedy obejmie nie tylko największych graczy na rynku, lecz również firmy z sektora MŚP.

 

Źródło: inPlus Media

Obecne są na świecie już od kilkudziesięciu lat i wciąż rozwijają się w dynamicznym tempie. Odwiedzane niegdyś głównie w celach zakupowych, aktualnie oferują szeroki wachlarz rozmaitych usług. Czy galerie przyszłości będą naszpikowanymi nowymi technologiami ośrodkami kultury i rozrywki, ogromnymi showroomami sklepów internetowych, a może małymi „miastami w miastach”?

Od tego wszystko się zaczęło…

W Polsce galerie handlowe zaczęły powstawać blisko 30 lat temu. Początkowo były to budynki, w których znajdował się hipermarket oraz pasaż handlowy z kilkoma sklepami. W centrach handlowych I generacji hipermarket stanowił wówczas blisko 40% całej powierzchni. W połowie lat 90, zaczęły powstawać obiekty o odwróconych proporcjach. Wzrosła rola pasaży handlowych i zaczęły pojawiać się w nich sklepy odzieżowe. Dzisiejsze galerie handlowe to zupełnie inna bajka… – mówi Anna Sulima – Gillow, kierownik Działu Projektowego Forbis Group. Jak się zmieniły i jakie funkcje pełnią?

Jedno miejsce, wiele możliwości

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Badania Rynku i Opinii Społecznej IMAS International wynika, że o sukcesie centrum handlowego decyduje przede wszystkim wielofunkcyjna oferta. Natomiast według raportu opracowanego przez Wills Integrated na podstawie badań wrocławskiego rynku galerii handlowych tylko połowa, bo 49% konsumentów odwiedza centra handlowe żeby zrobić zakupy odzieżowe. To sprawia, że galerie gwałtownie zmieniły swój charakter. Stąd w dzisiejszych czasach pojawiają się w nich kina, teatry, galerie sztuki, kluby fitness, czy nawet biura i hotele. Współczesne galerie to przede wszystkim sposób na spędzanie wolnego czasu, zarabianie i zarazem wydawanie pieniędzy. Nie bez przyczyny mówi się, że dla nastolatków to „współczesne podwórko”.

Zostań z nami na dłużej

We współczesnych galeriach handlowych bardzo ważną rolę pełni strefa rekreacyjna i gastronomiczna. To ona sprawia, że spędzamy w kompleksie znacznie więcej czasu niż podczas standardowych zakupów, a zatrzymanie klienta na dłużej leży w interesie zarządców galerii. Wykonawcy starają się zatem skumulować i spełnić jak najwięcej oczekiwań klientów. W centrach handlowych nie brakuje miejsc, w których możemy się zrelaksować, spotkać ze znajomymi lub spokojnie popracować – zaznacza Anna Sulima – Gillow z Forbis Group. W nowoczesnych centrach znajdziemy strefy do pracy, kafejki internetowe, obszary zieleni (oczywiście w zasięgu wifi) z wodospadami, czy nawet małymi oczkami wodnymi.

Galerie nowych technologii

„Klient nasz Pan” – to podejście niejako zrewolucjonizowało sposób projektowania centrów handlowych i miało niemały wpływ na rozwój w nich nowych technologii. Nigdy wcześniej konsumenci nie byli tak dobrze poinformowani. To sprawia, że ich oczekiwania są bardziej rozbudowane i skomplikowane, a zatem oferta musi być spersonalizowana i unikatowa. Na konsumentach przeprowadza się liczne badania, a następnie podąża za ich oczekiwaniami. Nowe technologie ułatwiają spełnienie oczekiwań klientów i zapewnienie im maksimum komfortu. Oczekują oni ułatwień na każdym kroku. Stąd popularyzacja wielokanałowej sprzedaży, aplikacji mobilnych wspomagających zakupy, interaktywnych ekranów, czy wirtualnych przymierzalni. To sprawia, że także same sklepy zmieniają swoją formę, jedne stają się większe, drugie mniejsze, inne przyjmują rolę showroomów – zaznacza główna projektantka Forbis Group.

 Miasto w mieście

To wcale nie przesada! Obiekty V generacji ciężko już określić mianem „galerii handlowych”. Stają się one samowystarczalnymi miasteczkami, które zajmują potężne przestrzenie. Przykładem może być tu Mall of America, które zajmuje 390 000 metrów kwadratowych, a w środku znajdziemy park rozrywki, kina, akwarium oraz… kaplicę ślubną! W Tokyo Midtown Mall mieści się hotel i szpital, a w Mall of the Emirates, oprócz centrum rozrywkowego i teatru, możemy odwiedzić stok narciarski.

Źródło: Forbis Group

X, Y, Z – różne pokolenia, potrzeby i oczekiwania, ale też odmienna kultura pracy i style zarządzania. Podczas gdy „iksy” powoli odchodzą ze stanowisk menedżerskich, ustępując miejsca millenialsom, najmłodsi pracownicy śmiałym krokiem wkraczają na rynek pracy. Pierwsze „zetki” zawitały do świata biznesu już w 2015 roku. Według ekspertów do 2020 będą stanowić 20% dojrzałej siły roboczej. Igreki zaś aż 75%.

Okazuje się, że przedstawiciele obu generacji są otwarci na współdziałanie, dostrzegają i doceniają wzajemne zalety oraz deklarują chęć budowania zawodowych relacji.Największe wyzwanie stoi przed pracodawcami. Bo jak zapewnić najlepsze rozwiązania technologiczne dla tych najmłodszych, pogodzić styl pracy i zarządzania trzydziestolatków oraz spełnić oczekiwania jednych i drugich względem przestrzeni biurowej? Alfabet tych zmian nie kończy się na x, y, z.

Wyniki najnowszych badań i raportów wskazują, jak bardzo i w jakim zakresie różne pokolenia będą doceniać swoje kompetencje. Ze względów zarówno społecznych, jak i biznesowych, jest to niezwykle cenne. Jednak dostrzeżenie różnic, nie tylko w sposobie realizowania zadań służbowych, ale też priorytetów i preferowanego modelu działania, jest kluczowe. Dlaczego? By lepiej zrozumieć potrzebę wdrażania zmian w przyszłości w organizacji pracy, jak i funkcjonowania samego biura – mówi Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

E-mail czy face to face?

Najnowsze badanie „The Deloitte Milennial Survey 2017” potwierdza spostrzeżenia ekspertów HR, że reprezentanci pokolenia Y, którzy powoli zaczynają kierować dużymi zespołami projektowymi i podejmować samodzielne decyzje, są otwarci na współpracę. Lubią komunikować się via e-mail. Wykorzystują w codziennej pracy technologie w celu wykonywania obowiązków służbowych jak najlepiej i jak najszybciej, przy czym największym upodobaniem obdarzyli właśnie pocztę elektroniczną. – E-mail to dla millenialsów najczęstsza i najbardziej lubiana forma komunikacji ze współpracownikami. Nowe technologie, ale też nowe pokolenie pracowników, wprowadzają nieco inne zasady do kultury organizacji i zwyczajowych zachowań. Popularne maile ograniczane są na rzecz rozmów telefonicznych, video chatów oraz, co najważniejsze, rozmów face to face – mówi Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office. Okazuje się, że współpraca z igrekami opiera się przede wszystkim na wysyłaniu wiadomości. Dla nich taka korespondencja jest najbardziej efektywna, gdyż potrafią odpowiadać w ciągu dwóch minut, również e-mailem. Młode „zetki” wolą zaś rozmawiać. Cyfrowe dzieci, urodzone i dorastające w świecie online, są nastawienie na szybki feedback, ale oparty na bezpośrednich spotkaniach z przełożonym. Wolą zadać pytania, dzielić się spostrzeżeniami osobiście.

Pewien menedżer dużej francuskiej firmy IT oszacował kiedyś, że jego pracownicy otrzymują średnio 200 e-maili dziennie, które okazują się być bezużyteczne. Około 18% to spam. Dlatego całkowicie wyeliminował wewnętrzne wysyłanie wiadomości elektronicznych, wprowadzając live chat. Takie rozwiązania są coraz częściej stosowane w firmach międzynarodowych. Po dominacji maili na nowo docenione zostają rozmowy telefoniczne, telekonferencje oraz krótkie spotkania dwu-, trzyosobowe. W odpowiedzi na trendy w zakresie zarządzania i przywództwa, powstały między innymi rozwiązania
z rodziny #Hush, czyli miejsca do pracy w skupieniu, jak #Hush Closed, do szybkiego spotkania osobiście lub online, a także tradycyjnych rozmów telefonicznych, jak #Hush Phone. Te systemy znakomicie sprawdzają się w nowoczesnych aranżacjach biur zarówno korporacji, jak i mniejszych przedsiębiorstw. To numer jeden wśród rozwiązań dobrze zaprojektowanych przestrzeni typu open space –
komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Open space czy open mind?

Mimo iż „zetki” mają podobno szczególne zdolności do adaptowania się, szybkiego przystosowania do sytuacji oraz zmian, wprowadzają nowe, swoje, zasady funkcjonowania biura. Millenialsi ugruntowali pozycję open space jako optymalnego modelu do produktywnej pracy różnego typu. Co więcej przestrzeń ta coraz częściej w sposób mądry i przemyślany dzielona jest na strefy do realizacji zadań o różnej dynamice – obszary idealne do spotkań, koncentracji czy po prostu stworzone z myślą o odpoczynku. Tendencja jest taka, by łączyć ludzi, dawać poczucie wspólnoty, otwierać się na relacje.

Już Steve Jobs wprowadził filozofię ścisłej współpracy w firmie Pixar. W jednym miejscu usytuował speców IT, projektantów, grafików, animatorów oraz menedżerów, budując zespół ludzi o odmiennych obowiązkach, temperamentach, stylach pracy oraz poglądach. Dzięki temu łatwiej mogli oni rozwiązywać problemy, dzielić się pomysłami, motywować. To przykład biura open space zaprojektowanego tak, by nie było jedynie przestrzenią otwartą, która nie sprzyja koncentracji, a miejscem zderzania się różnych idei. Obecnie menedżerowie na całym świecie, obserwując potrzeby generacji Y i Z, tworzą miejsca do pracy, które będą odpowiadały jednym i drugim. Skoro igreki lubią pracę o różnej dynamice, idealnym rozwiązaniem są dla nich na przykład stanowiska
sit and stand, jak choćby biurko Stand Up. Doceniają również możliwość pracy w wygodnych strefach relaksu. „Zetki” zaś, które najlepiej widziałyby siebie w biurze raz lub dwa razy w tygodniu, stawiając na pracę zdalną, będą preferować tzw. hot deski, ale też kabiny typu #Hush do pracy w skupieniu
czy spotkań z team leaderem. Z kolei rozwiązania takie jak Packman, komfortowe fotele z wysokimi zagłówkami, które izolują nie tylko od rozpraszających bodźców dźwiękowych, ale też wzrokowych, wybierane często jako miejsce do szybkiej pracy twórczej –
komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

W momencie, gdy w jednej firmie spotykają się dwa, a nawet trzy pokolenia pracowników, każde z innym doświadczeniem, a także potrzebami i oczekiwaniami względem biura, menedżerowie z obszaru HR oraz osoby zarządzające organizacją, muszą sprostać wyzwaniu aranżacji przestrzeni tak, by każdy pracownik, niezależnie od wieku i ilości godzin spędzanych w miejscu pracy, wykonywał swoje obowiązki efektywnie, ale też podchodził kreatywnie i entuzjastycznie do podejmowania nowych zadań. Dlatego idealne biuro „iksów” z wydzielonymi, przypisanymi miejscami i hołdem oddawanym salom konferencyjnym zmieniło się pod wpływem wkraczających na rynek pracy „igreków”. Powstały open space-y z ciekawymi i inspirującymi do działania strefami. „Zetki” zaś, z umiłowaniem do pracy zdalnej oraz preferowaniem rozmów telefonicznych, szybkich video chatów lub po prostu osobistych rozmów z szefem, doceniają wszelkie rozwiązania – np. tak zwane kabiny lub budki telefoniczne.

Work-life balance czy work-life integration?

Nowe pokolenie menedżerów ceni sobie w szczególności swobodę i partnerskie relacje. Eksperci podkreślają, że obejmowanie przez nich stanowisk kierowniczych będzie skutkować zmniejszeniem znaczenia hierarchiczności w organizacji, ale też wzmocnieniem znaczenia pracy w duchu work-life balance. Dla millenialsów równowaga między życiem zawodowym i prywatnym jest niezwykle istotna, wymieniana przez przedstawicieli tego pokolenia jako jedna z podstawowych wartości.„Zetki” również chcą zachować odpowiednią relację między work i life, ale raczej na zasadach integracji.
Work life integration to idea, w myśl której wszystkie działania wykonywane w ciągu dnia można w odpowiedni, efektywny i przyjemny, sposób zintegrować ze sobą. Dlatego stawiają na nowe technologie, pracę zdalną, telekonferencje oraz elastyczną pracę. Są gotowi pracować sumiennie, ale niekoniecznie w rozkładzie dnia 9:00 – 17:00 oraz przy przypisanych stanowiskach. To model pracy w duchu smart working, który zakłada koncentrację na efektach, a nie godzinach spędzonych w biurze. Liczy się rezultat, nie zaś sposób i miejsce realizowania zadań – wyjaśnia Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Z najnowszego opracowania na temat tego modelu biznesowego „Smart Working Guidebook for Poland 2017” wynika, że centra usług w Polsce powoli wdrażają model pracy, który zakłada elastyczność, różnorodność i innowacyjność, dając pracownikom swobodę i większy wybór w dobieraniu narzędzi i miejsca wykonywania obowiązków służbowych. Menedżerowie biorący udział w projekcie badawczym, przyznają, że wpływa to pozytywnie na rozwój kompetencji, jakość, ale też satysfakcję i zaangażowanie. A to i dla „igreków” i dla „zetek” nadal niezwykle ważne. Muszą czuć, że ich praca ma sens.

 

Źródło: Mikomax Smart Office

 

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Polska, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 1 proc. PKB, plasuje się na 21 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady na B+R w UE28 wyniosły 2,03 proc. PKB. Najwięcej na B+R wydaje Szwecja (3,26 proc. PKB), Austria (3,07 proc. PKB), Dania(3,03 proc.) i Niemcy (2,87 proc.). Najmniej Rumunia (0,49 proc. PKB).

Cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze niecałe 4 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc.

Oczywiście celu można nie zrealizować. Jednak to, co w tej chwili dzieje się na świecie – cyfryzacja, robotyzacja, dynamiczny rozwój gospodarki współdzielenia dzięki nowym technologiom informatycznym, nie pozostawia pola manewru. Musimy stworzyć warunki, które zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Tym bardziej, że „za chwilę” fundusze unijne skończą się. Od 2021 r., jeśli będziemy mieli dostęp do środków europejskich, to w zdecydowanie mniejszej ilości. Niezbędne jest zatem już dzisiaj tworzenie regulacji, które będą motywowały wszystkie podmioty do aktywności w obszarze B+R+I.

MNiSW, MR i MF zdają sobie z tego sprawę, dlatego w 2016 r. MNiSW prowadziło szerokie konsultacje Białej Księgi Innowacji, a teraz na ich podstawie przygotowało projekt ustawy  o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Konfederacja Lewiatan brała udział w tych konsultacjach i cieszymy się, że wiele z naszych postulatów znalazło się w rozwiązaniach proponowanych w tym projekcie ustawy. Przede wszystkim wzrosnąć mają odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50 proc. kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm).

Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto zacząć już przy tej ustawie.

Projekt ustawy idzie w dobrym kierunku, ale ma kilka „wad”. Przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że w procesie konsultacji uda się większość z nich przedyskutować, i MNiSW, MR i MF zdecydują się na zmiany, które pozwolą na stworzenie regulacji obejmującej swoim zakresem wszystkie elementy procesu inwestowania w B+R+I.

Przede wszystkim brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,  czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.).

Obawy budzi propozycja poszerzenia uprawnień adwokatów i radców prawnych o możliwość występowania w sprawach związanych ze zgłaszaniem oraz utrzymywaniem ochrony wynalazków. Nie są oni bowiem w stanie zastąpić rzeczników patentowych w roli specjalistów potrafiących ocenić od strony technicznej rozwiązanie zgłaszane do ochrony.

Niepokoi likwidacja Funduszu Kredytu Technologicznego, tym bardziej że przyczyny tej zmiany nie zostały wyjaśnione.

Dziwi propozycja zmniejszenia opłat rocznych za zgłaszanie wynalazku i opłat okresowych za ochronę wynalazku skierowana jedynie do akademickich inkubatorów przedsiębiorczości i centrów transferu technologii. Przedsiębiorstwa, szczególnie z sektora MŚP, także mają problem z pokryciem kosztów ochrony praw własności intelektualnej. Warto zatem, aby projektodawcy zastanowili się nad innym rozwiązaniem, np. stworzeniem odrębnego funduszu, który korzystając z funduszy unijnych, współfinansowałby koszty związane ze zgłaszaniem wniosków o udzielnie praw IP oraz koszty ochrony praw wyłącznych.

Spraw wymagających dyskusji i wyjaśnienia jest znacznie więcej (chociażby potrzeba posługiwania się pojęciem kosztów poniesionych przez podatnika na działalność B+R, a nie pojęciem kosztów uzyskania przychodów), ale patrząc na dotychczasową naszą współpracę z MNiSW i MR dotyczącą rozwiązań wspierających inwestycje w B+R+I, będzie wreszcie szansa na wzrost inwestycji w B+R, i innowacje. I może uda się nie tylko zwiększyć nakłady na B+R do poziomu 1,7 proc. PKB, ale także dadzą one technologie i produkty, którymi polskie przedsiębiorstwa będą mogły skutecznie konkurować na świecie.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Generacja millenialsów stanowi obecnie dominującą grupę nabywców mieszkań zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Choć są bardziej mobilni niż ich rodzice, nadal chęć posiadania własnego lokum jest w Polsce silniejsza niż wynajem.

Kim jest millenials?

Millenialsi to pokolenie ludzi urodzonych między 1980 a 2000 r. i nie jest to grupa jednorodna – niektórzy dodatkowo dokonują jej wewnętrznych podziałów. Z rynkowego punktu widzenia millenialsi są najbardziej pożądaną grupą klientów. Ze względu na swoją liczebność (w Polsce to prawie 10 milionów osób) oraz generowany przez nich popyt i wysoki poziom wydatków są podstawową grupą docelową dla największych korporacji, mając realny wpływ na zmiany w strategiach sprzedaży i komunikacji z klientami. W przeciwieństwie do poprzednich generacji jest to pokolenie ludzi pewnych siebie, świadomych swoich wartości i kompetencji oraz elastycznych w podejściu do pracy i prowadzonego stylu życia.

Millenialsi na rynku nieruchomości

Według statystyk sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse 46 proc. klientów, którzy w ostatnich 12-stu miesiącach nabyli mieszkania z pośrednictwem ich agentów, to właśnie przedstawiciele pokolenia millenialsów. Burzy to nieco powszechną opinię o millenialsach, którzy są bardziej aktywni na rynku  wynajmu: – Z pewnością pokolenie millenialsów nie ma żadnych oporów przed długoterminowym wynajmowaniem mieszkania. Jesteśmy coraz bardziej mobilni, często zdarzają się zmiany pracy, przeprowadzki między miastami. Własne mieszkanie może stać się w takich przypadkach niepotrzebnym balastem utrudniającym relokację. Jednak musimy pamiętać, że w Polsce mamy silnie utrwaloną potrzebę posiadania nieruchomości na własność, dlatego też millenialsi stanowią tak istotną grupę nabywców mieszkań, co wyróżnia ich na tle rówieśników z Europy zachodniej, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Z kolei Ewelina Strzałkowska z olsztyńskiego oddziału Metrohouse podkreśla, że millenialsi nie są grupą jednolitą. – Wśród nich są na przykład studenci i absolwenci studiów, którzy preferują wynajem – nie tylko ze względu na koszty, ale również ze względu na odkładanie w czasie decyzji, czy obecna lokalizacja stanie się docelową. Millenialsi po 30-stym roku życia czują jednak potrzebę stabilizacji i szukają nieruchomości do zakupu. Z naszych obserwacji wynika, że nie mają wygórowanych potrzeb. Poszukują małych mieszkań dwupokojowych lub kawalerek, tanich zarówno w zakupie jak i eksploatacji. Co ciekawe, w lokalach najczęściej nie ma miejsca np. na pokój dla dziecka. Większą uwagę zwracają na kwestie lokalizacyjne i komunikacyjne.

Jak finansują zakup? Zwykle są to klienci kredytowi, chętnie wspierający się dopłatami w ramach wygaszanego już programu Mieszkanie dla Młodych. Według opinii Tomasza Przyrowskiego, dyrektora doradców kredytowych w Metrohouse, millenialsi to grupa klientów, z którymi współpracuje się najlepiej:  – Najczęściej mają  świadomość funkcjonowania rynku kredytowego, wiedzą czego chcą, a od doradcy kredytowego oczekują przedstawienia najkorzystniejszej oferty bankowej. Samodzielne wycieczki po placówkach bankowych odeszły już do przeszłości. Millenials liczy na to, że skoro kupuje za pośrednictwem agencji mieszkanie, ta ma mu przedstawić kompetentnego doradcę kredytowego, dzięki czemu załatwią zakup i finansowanie w jednym miejscu – i takie usługi zapewniamy, komentuje Tomasz Przyrowski.

Millenials to wymagający klient

Pokolenie millenialsów stawia coraz wyżej poprzeczkę zarówno pośrednikom, jak i deweloperom działającym na lokalnych rynkach. Nowe technologie wymuszają zmianę kanałów komunikacji z klientami. E-maile i komunikacja telefoniczna odchodzi do przeszłości na rzecz wykorzystywania komunikatorów, czy potęgi mediów społecznościowych. W komunikacji liczy się czas. Jest to o tyle istotne, że millenials nie ma żadnych skrupułów, by przy pierwszej lepszej okazji w przypadku problemów z firmą lub produktem wybrać opcję konkurencyjną. Nie omieszka przy tym poinformować o swoich doświadczeniach na mediach społecznościowych. Wie co robi. Z badań wynika, że ponad połowa millenialsów poszukuje informacji o firmie przed pierwszym kontaktem z marką.

 

Źródło: Metrohouse

Ponad 90 różnego rodzaju wydarzeń: konferencji, warsztatów, wykładów, paneli dyskusyjnych, szkoleń czy pokazów – będzie czekać na uczestników Małopolskiego Festiwalu Innowacji. Odbędzie się on między 15 a 21 maja w pięciu miastach regionu – Krakowie, Tarnowie, Chrzanowie, Słomnikach i Nowym Sączu.

Organizowany już po raz siódmy przez Województwo Małopolskie festiwal jest jedynym tego typu wydarzeniem w regionie, podczas którego uczestnicy mogą być tak blisko wszelkiego rodzaju innowacji. Dzięki wydarzeniu młodzi ludzie będą mogli poznać dobre praktyki promowaniu pomysłów wśród potencjalnych inwestorów, a przede wszystkim zobaczyć, że innowacyjne podejście w biznesie to najlepszy sposób na budowanie konkurencyjności swojej firmy.

MFI zainauguruje konferencja „Sztuczna inteligencja przyszłością nowoczesnego biznesu”. Jej uczestnicy będą dyskutować m.in. o nowych technologiach z zakresu sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence), które oferują rozwiązania coraz chętniej wprowadzane przez świat biznesu i z pewnością znacząco zmienią jego oblicze, jak również nasze codzienne życie. Wśród zaproszonych prelegentów są m.in. blogerzy: Natalia Hatalska oraz Artur Kurasiński.

Podobnie jak w latach ubiegłych, także podczas tej edycji festiwalu odbędzie się cykl trzech spotkań „Przy kawie o innowacjach”. Tym razem głównym tematem spotkań będzie komunikacja marketingowa i jej rola w działalności biznesowej.

W sumie w trakcie tygodnia innowacji, w Małopolsce odbędzie się ponad 90 wydarzeń organizowanych przez 40 partnerów, m.in. w Krakowie, Tarnowie, Nowym Sączu, Słomnikach i Chrzanowie. Będzie można odwiedzić nowoczesne laboratoria, zobaczyć pokazy multimedialnych technologii czy też uczestniczyć w kreatywnych warsztatach. Ponadto, przygotowana została bogata oferta wydarzeń skierowanych do start-upów oraz osób planujących założenie własnej firmy.

Szczegółowy program Małopolskiego Festiwalu Innowacji znajduje się tutaj:

http://www.festiwalinnowacji.malopolska.pl/index.php/program-mfi

Po więcej informacji zapraszamy również na fanpage:

https://www.facebook.com/malopolskifestiwalinnowacji

Od kilku lat słyszymy, że to właśnie ten rok będzie rokiem mobi. Teraz także przedstawiciele branży rolniczej mogą śmiało ogłosić, że nastał rok mobi. Wszystko to za sprawą aplikacji AgroDeal.

Portale ogłoszeniowe czy też ich odpowiedniki w formie aplikacji już dawno stały się niemalże naturalnym elementem codziennego życia. Umożliwiają one zarówno wystawianie własnych ogłoszeń, jak i docieranie do poszukiwanych przez nas przedmiotów i usług. Jednak do tej pory brakowało rozwiązania dedykowanego branży rolniczej, która to w ostatnich latach rozwija się niebywale.

Aplikacja AgroDeal to proste narzędzie, które pozwala szybko znaleźć interesujące oferty wynajmu maszyn i sprzętów rolnych w danej okolicy oraz skontaktować się z ogłoszeniodawcą. Umożliwia także publikowanie własnych ogłoszeń i stały dostęp do odpowiedzi od zainteresowanych. Jej głównym zadaniem jest maksymalne uproszczenie poszukiwań konkretnych usług, czy też prezentacji własnego sprzętu, który może posłużyć innym, generując przy tym dodatkowy zarobek z wynajmu.

Postawiliśmy na stworzenie przyjaznego rozwiązania, które w branży rolniczej ma przejąć rolę popularnego portalu ogłoszeń lokalnych. Dzięki wąskiej specjalizacji, użytkowanie aplikacji znacząco ułatwi poszukiwania konkretnych rozwiązań, wesprze nawet niewielki biznes – a co za tym idzie – ułatwi codzienną pracę. Obserwowaliśmy od wielu lat jak prężnie rozwija się ta branża, z jak wielkim entuzjazmem rolnicy podchodzą do rozwiązań ułatwiających im poszczególne czynności, jak chętnie korzystają z nowych technologii. Za pomocą aplikacji chcemy niejako tworzyć społeczność branżową, ale też budzić świadomość, iż zakupione maszyny mogą dodatkowo na siebie zarobić i to za sprawą zaledwie kilku kliknięć – komentuje Milena Wasielak, Specjalista ds. Marketingu AgroDeal.

AgroDeal jest dostępna bezpłatnie dla użytkowników urządzeń z systemem Android.

Źródło: KISS communications sp. z o.o.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowuje projekt ustawy o transporcie, który wprowadzi zbędne ograniczenia dla wszystkich świadczących usługi przewozu. To uderzenie w Ubera. Konfederacja Lewiatan uważa, że to zły pomysł, bo oznacza nadmierną regulację i eliminowanie nowoczesnych technologii w transporcie.

Nie należy przyjmować rozwiązań prawnych, które będą ograniczały, czy tym bardziej eliminowały nowe technologie lub modele biznesowe, jak działający na rynku polskim przewoźnicy korzystający z innowacyjnych rozwiązań.

To nowe, tańsze technologie dotyczące przewozu osób decydują o wzroście konkurencyjności. Obniżają ceny usług, tworzą nowe miejsca pracy i umożliwiają dostęp do usług transportowych uboższej części społeczeństwa.

Można oczywiście zastanawiać się nad ich modyfikacjami. Wszyscy świadczący usługi przewozowe – taksówkarze i osoby korzystające z nowoczesnych aplikacji – powinni mieć takie same warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Ale nie wolno poprzez nowe regulacje prawne doprowadzić do sytuacji, że rozwiązania tańsze i lepsze dla klienta będą eliminowane. Nie można wprowadzać zbędnej reglamentacji gospodarczej i obciążeń finansowych czy fiskalnych, gdyż w końcowym rozrachunku, zapłacą za to klienci uiszczając wyższy rachunek za przejazd. Zasadna jest liberalizacja rynku przewozów „taksówkowych”, tam gdzie jest to możliwe.

Pomysł ograniczenia działalności Ubera w Polsce stoi w sprzeczności ze Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju, w której czytamy, że dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego niezbędny jest przyjazny klimat dla innowacji i technologicznych start-upów.

Niepokoi, że rząd zaczyna ulegać kolejnym grupom zawodowym i chronić ich interesy. Najpierw byli aptekarze (ustawa wprowadzająca zasadę „apteka dla aptekarza” jest już w Senacie), teraz taksówkarze.

Komentarz Dominika Gajewskiego, radcy prawnego, eksperta Konfederacji Lewiatan

 

Eksperci

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

AKTUALNOŚCI

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...

Rozpocznij z nami swój dzień przed pracą! Ogłaszamy jesienny konkurs z nagrodami

Rozpoczynamy aktywnie dzień jesiennym konkursem z nagrodami! Wystarczy, że pokażesz nam, jak rozpocz...

Awans Polski do grona 25 najbardziej rozwiniętych rynków świata

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w poniedziałek agencja FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z gr...

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...