Home Tagi Wpis otagowany "nieruchomości"

nieruchomości

W Polsce w 2016 roku za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. W Warszawie cena ta wynosiła 1 729 euro. Dla porównania średni koszt zakupu metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Londynu wynosi ponad 16,5 tys. euro, a w Paryżu – 12,4 tys. euro. Polska znalazła się w grupie państw, w których wynajmowanie mieszkania przynosi najwyższy średni zysk.

– Poszukiwanie nowych produktów inwestycyjnych przez inwestorów instytucjonalnych, wzrastająca mobilność społeczeństwa oraz stopniowe odchodzenie od stereotypu mieszkania na własności stają się czynnikami rozwoju segmentu mieszkań na wynajem– mówi Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Największy udział mieszkań pod wynajem w stosunku do ogółu lokali mieszkalnych mają Niemcy (54,3 proc.). W Polsce wskaźnik ten wynosi 15,3 proc. Najmniej wynajmowanych mieszkań jest w Słowenii i na Węgrzech, w których ich udział do ogółu mieszkań wynosi odpowiednio 2,4 i 3,9 proc.

Opłacalne inwestycje w nieruchomości

Na najwyższy zysk w wysokości 8,9 proc. mogą liczyć właściciele mieszkań pod wynajem w duńskim mieście Odense oraz w Budapeszcie (7,9 proc.). Polskie miasta wypadły pod tym względem bardzo korzystnie. Zysk netto (stosunek rocznego przychodu z najmu pomniejszonego o koszty eksploatacji do łącznego kosztu zakupu i adaptacji mieszkania) w Warszawie  w 2016 roku wyniósł średnio 6 proc., w Krakowie 6,6 proc., Łodzi 7,2 proc. oraz Wrocławiu 7,4 proc. Co ciekawe na najniższy zysk mogą liczyć wynajmujący mieszkania w centralnych dzielnicach Londynu (2 proc.).

Warszawa droższa od Budapesztu, ale tańsza od Pragi

Wśród najdroższych metropolii w analizowanych krajach, tuż za centralnym Londynem (16,5 tys. euro za m2) i centralnych dzielnicach Paryża (12,4 tys. euro), znalazł się Tel Awiw z ceną 8,2 tys. euro za m2. Z kolei najtańsze mieszkania można znaleźć w dwóch węgierskich miastach Debreczynie (883 euro za m2) i Győr (947 euro za m2). Spośród stolic w naszym regionie najtaniej jest w Budapeszcie (ok. 1,5 tys. euro za m2), w Warszawie (nieco ponad 1,7 tys. euro za m2) oraz Wilnie (prawie 1,8 tys. euro za m2). Dla porównania w Pradze koszt ten wzrasta już do 2,4 tys. euro za m2. Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa i Wrocławia (w obu 1,4 tys. euro za m2) oraz Łodzi (1,1 tys. euro za m2).

Ceny mieszkań w Polsce rosną

Średnia cena metra kwadratowego w Polsce wynosiła w ubiegłym roku 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Taniej jest na Węgrzech i Portugalii. Najdrożej jest za to we Francji, Izraelu, Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio prawie cztery razy więcej. Oprócz Polski najwyższe wzrosty rok do roku odnotowano w Słowenii (o 26,5 proc.), Danii (o 10,8 proc.) oraz na Węgrzech (o 9,7 proc.). Z kolei największe spadki cen odnotowano w Wielkiej Brytanii (o 9 proc.), co wiąże się głównie z deprecjacją funta.

– Poprzedni rok był dobry dla sektora nieruchomości. W 2016 roku w Polsce ponownie zanotowano rekordową sprzedaż nowych mieszkań. W sześciu największych aglomeracjach w tym czasie sprzedano 61,6 tys. mieszkań, podczas gdy rok wcześniej było to 58,2 tys. Aktywność ta mogła wynikać m.in. ze zbliżania się do końca programu Mieszkanie dla Młodych. Nowy program rządowego wsparcia Mieszkanie Plus, ma na celu zmianę struktury posiadania mieszkań w Polsce, jakkolwiek podtrzyma koniunkturę w sektorze budowlanym mówi ekspert.

Polska buduje, ale wciąż za mało

W roku 2016 średnie zasoby mieszkaniowe dla krajów Unii Europejskiej wyniosły 486,6 mieszkania na tysiąc mieszkańców. Największymi zasobami mieszkaniowymi może pochwalić się Portugalia (574,6). Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań na 1000 mieszkańców jest w Izraelu (295). Na drugim miejscu po Izraelu ponownie znalazła się Polska, w której wskaźnik ten wynosi 372 mieszkań na 1000 mieszkańców. W całej Unii Europejskiej mieszkańcy mają do dyspozycji 245,6 mln mieszkań, z czego 2,5 mln przypada na Polskę. Dla porównania kilkukrotnie mniejsze Czechy dysponują 4,9 mln mieszkań.

 

Wypowiedź: Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Chcesz otrzymać prawie 114 tysięcy złotych na zakup mieszkania? Zostało Ci niewiele czasu na skompletowanie niezbędnych dokumentów. Już 8 sierpnia może ruszyć ostatni w tym roku nabór wniosków i wszystko wskazuje na to, że pieniądze rozejdą się w ekspresowym tempie.

Ustawa podpisana 20 lipca przez prezydenta pozwala jeszcze w bieżącym roku ubiegać się o dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Do wzięcia jest około 67 mln złotych. Pozwoli to kupić mieszkanie około 2,6 tys. szczęśliwcom. Czy warto? Przeciętna dopłata opiewa na 25,8 tys. zł, a rekordzista może zainkasować nawet prawie 114 tys. złotych – wynika z szacunków Open Finance.

Problem w tym, że ostatnia w tym roku transza jest dość skromna. 67 mln złotych, to pieniądze, które Polacy są w stanie wchłonąć błyskawicznie. Doskonałym przykładem była sytuacja ze stycznia br. Z uruchomionej wtedy kwoty zniknęły 122 miliony w zaledwie dwa dni. Może się więc okazać, że budżet zaplanowany na dopłaty rozejdzie się w 1-2 dni.

Tylko przygotowani mają szanse

Jeśli więc ktoś chce ubiegać się o dofinansowanie do zakupu mieszkania bezwzględnie powinien przygotować wszystkie niezbędne dokumenty, aby wniosek kredytowy mógł zostać zarejestrowany w systemie komputerowym jak najwcześniej we wtorek (8 sierpnia). Oznacza to, że na załatwienie wszystkich formalności zostało już bardzo mało czasu. Niezbędne jest wybranie odpowiedniego mieszkania i banku oraz rozpoczęcie całej procedury jak najszybciej. Część instytucji już od pewnego czasu przyjmuje od potencjalnych kredytobiorców dokumenty dotyczące sytuacji finansowej i samej nieruchomości i rozpoczynają analizy.

Mogą to być dokumenty w miarę łatwo dostępne jak wyciągi z kont, zaświadczenia o zarobkach. Gorzej jeśli bank będzie wymagał poświadczonych kopii złożonych deklaracji PIT, albo zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wtedy trzeba poprosić w urzędach, aby te dokumenty zostały wydane możliwie szybko. Nie zapominajmy też o samej umowie zakupu mieszkania – to przecież od powierzchni i ceny lokalu zależeć będzie czy nabywca zmieści się w limitach cen kwalifikujących do dopłat w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w trzecim kwartale 2017 roku limit w Warszawie wynosi dla mieszkań nowych 6,4 tys. zł za m kw., a dla używanych niecałe 5,3 tys. zł za m kw.

Ryzykowna dopłata

Wszyscy beneficjenci muszą też mieć świadomość, że dofinansowanie jest na tyle popularne, że pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie tylko nie otrzymają pieniędzy z budżetu, ale też mogą być narażeni na straty. Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należy podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. W przypadku transakcji z deweloperem niezbędna jest umowa podpisana przed notariuszem. Ta usługa jest płatna i połowę rachunku ponosi nabywca. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego deweloper przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek deweloper będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to deweloper odstąpił od umowy, nabywca musi otrzymać od dewelopera podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

Podobnie jest w przypadku zakupu mieszkania używanego. Tam też można sprzedającemu wpłacić zadatek lub zaliczkę. Umowę przedwstępną zakupu można natomiast podpisać zarówno przed notariuszem (to oznacza koszty, ale jest bezpieczniejsze) lub po prostu na piśmie korzystając z powszechnie dostępnych w internecie wzorów umów przedwstępnych.

Z faktu, że w sierpniu pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich chętnych wynikają więc całkiem konkretne i potencjalnie bardzo kosztowne konsekwencje. Warto więc możliwie najlepiej zabezpieczyć się przed nimi. Dobrym sposobem może być wynegocjowanie ze sprzedającym takiego zapisu, zgodnie z którym termin na zapłatę za nieruchomość może być wydłużony, jeśli pomimo złożenia wniosku o dopłatę w sierpniu wniosek ten pozostanie niezrealizowany. Pamiętajmy, że wciąż o sporo pieniędzy (około 390 mln zł) będzie można się ubiegać w styczniu 2018 roku. Wtedy łatwiej już będzie osobom, które będą miały skompletowane dokumenty, zakwalifikować się na dofinansowanie.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

 

 

Większość Polaków jest w swoich deklaracjach zgodna – nieruchomości to najbardziej opłacalna forma inwestycji. W ciągu ostatnich 8 lat rok w rok na takie przekonanie wskazywały sondaże Deutsche Bank. Jest ono powszechne, niezależne od płci, miejsca zamieszkania, czy poziomu zarobków. Im osoba bardziej zamożna, tym zakup nieruchomości w celach inwestycyjnych bardziej popularny. Co ciekawe osoby majętne wolą kupować mieszkania na kredyt, niż za gotówkę.

Posiadanie nieruchomości na własność jest marzeniem większości Polaków. Wynajem mieszkania często traktujemy jedynie jako przejściowy i krótkotrwały stan na drodze do własnego M. – Taka postawa nie powinna jednak dziwić. Wystarczy, że przypatrzymy się cenom wynajmu mieszkań w większości dużych miast w Polsce – komentuje Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych, Deutsche Bank Polska. – Niestety, rynek najmu w Polsce w porównaniu do innych europejskich krajów jest nadal słabo rozwinięty, a koszty relatywnie do poziomu zarobków są zazwyczaj bardzo wysokie.

Z kolei zdaniem prof. Małgorzaty Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej,  Polacy ze względów historycznych i kulturowych utożsamiają posiadanie na własność nieruchomości z poczuciem stabilizacji i bezpieczeństwa.

Wygrywa chłodna kalkulacja

Wysoki koszt wynajmu to duży problem dla tych, którzy muszą co miesiąc przelewać na rachunek właściciela pokaźną sumę. Równocześnie stan ten powoduje, że wiele osób kupuje mieszkania w celach inwestycyjnych, licząc na spory zarobek. Badanie Deutsche Bank, którego wyniki zostały ujęte w wydanym właśnie raporcie „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, pokazuje, że zakup mieszkania w celach zarobkowych to praktyka stosowana częściej przez osoby zamożniejsze, choć także w tej grupie nie jest to regułą. Taki cel zakupu nieruchomości deklarują przede wszystkim osoby w średnim i dojrzałym wieku. Młodzi, nawet jeśli ich zarobki są wysokie, zazwyczaj kupują nieruchomości po to, aby w nich zamieszkać.  Co drugi zamożny Polak do 34. roku życia uznał, że za pożyczone od banku pieniądze kupiłby mieszkanie na własne potrzeby. Natomiast wśród osób w wieku 45 – 54 lat, co piąty zaciągnąłby kredyt, aby zakupić mieszkanie na wynajem.

– Osoby zamożne w dojrzalszym wieku najczęściej posiadają już jakąś nieruchomość na własny użytek.  Najczęściej zgromadziły już też określony majątek, więc teraz ich celem jest jego pomnażanie właśnie poprzez odpowiednie inwestycje, np. na rynku nieruchomościmówi Paweł Sienkiewicz.Jeśli osiągamy regularne, wysokie zarobki,  duża rentowność inwestycji w nieruchomości, przy równoczesnym tanim kredycie i rosnących od lat nieprzerwanie cenach lokali, wydaje się być kusząca ocenia. Nie bez znaczenia jest też, jak podkreśla ekspert, opinia, że nieruchomości są najbardziej bezpieczną inwestycją w dłuższej perspektywie.

Zamożny kupuje na kredyt

Jak pokazuje badanie Deutsche Bank, wysokie zarobki zwiększają skłonność do sięgnięcia po kredyt mieszkaniowy. Tylko co dziesiąty zamożny Polak zdecydowałby się na zakup nieruchomości za gotówkę. Co czwarty uważa, że kredyt mieszkaniowy to przydatne rozwiązanie. W gronie zamożnych Polaków odsetek osób skłonnych skorzystać z kredytu hipotecznego jest ponad trzykrotnie większy od preferujących zakup lokalu za gotówkę.

– Obecne warunki rynkowe sprzyjają zaciąganiu kredytów. Nadal utrzymują się rekordowo niskie stopy procentowe, co wpływa na relatywnie niski koszt zewnętrznego finansowania. Co więcej, zgodnie z zapowiedziami prezesa NBP, można liczyć, że do końca przyszłego roku nie będzie potrzeby podwyższania stóp procentowych – mówi Paweł Sienkiewicz. – Jednak warto pamiętać, że w perspektywie kolejnych lat podwyżki stóp są bardzo prawdopodobne. Dlatego nawet jeśli mamy wystarczająco stabilne, wysokie dochody, pozwalające na komfortową spłatę kredytu zaciągniętego np. na zakup mieszkania w celach inwestycyjnych, trzeba to ryzyko zmiany stóp procentowych wziąć pod uwagę – podsumowuje.

 

Źródło: Deutsche Bank

Bloki od lat tracą na popularności, bo coraz więcej Polaków przeprowadza się do własnego domu – wynika z analizy Open Finance. Zupełnie inaczej jest m.in. w Niemczech, Austrii, Portugalii i na Malcie, gdzie coraz więcej obywateli przeprowadza się do bloków.

Już od dekady coraz więcej rodaków decyduje się na zamieszkanie w domu – wynika z danych Eurostatu. Odsetek ten jeszcze w 2005 roku był na poziomie 49,5%. Dziś 55,8% Polaków mieszka w domach. Skoro coraz więcej osób wybiera budynki jednorodzinne, to z drugiej strony spada popularność bloków. Mieszka dziś w nich około 44,1% rodaków, podczas gdy jeszcze dekadę temu większość Polaków żyła na terenie blokowisk.

Po zsumowaniu mieszkańców domów i mieszkań do pełnych 100% brakuje promila. W nim mieszczą się wszelkie inne typy siedzib (np. jaskinie, przyczepy campingowe, ziemianki). Znacznie ciekawsze jest jednak to, że w budynkach z przynajmniej 10 lokalami – nazwijmy je większymi blokami – swoje miejsce na ziemi ma „nad Wisłą” tylko 34,9% osób. Reasumując te wszystkie informacje dowiadujemy się, że ponad połowa Polaków mieszka w domach, co trzeci mieszka w większym bloku. Pozostali, czyli co jedenasty rodak, żyje w małym bloku gdzie ma nie więcej niż 8 sąsiadów – szacuje Open Finance na podstawie danych europejskiego urzędu.

Bloki pustoszeją na papierze

Powodem nie jest jednak fakt, że bloki mieszkalne w Polsce pustoszeją i popadają w ruinę. Z takim zjawiskiem nie będziemy mieli do czynienia jeszcze wiele lat, a wszystko za sprawą niedoborów mieszkaniowych. Szacunki mówią o tym, że w Polsce brakuje kilku milionów mieszkań i domów, abyśmy mogli powiedzieć, że zaspokojono podstawowe potrzeby w tym względzie. Dlaczego więc w Polsce coraz mniej osób mieszka w blokach? Wszystkiemu winna jest statystyka. „Nad Wisłą” buduje się bowiem więcej domów niż mieszkań. To osoby fizyczne, budujące domy jednorodzinne, są trzonem sektora budownictwa mieszkaniowego. Z danych GUS za ostatnie 5 lat wynika, że statystyczni Kowalscy oddali do użytkowania aż 396 tys. nieruchomości mieszkalnych. To o 24% więcej niż deweloperzy, choć trzeba podkreślić, że firmy budujące mieszkania notują coraz lepsze wyniki. Coraz częściej mieszkamy więc w domach, bo takich nieruchomości buduje się więcej niż mieszkań tworzących nowe blokowiska.

W Europie królują domy

Sytuacja, w której większość obywateli nie ma pod stopami lub nad głową sąsiada, jest w Europie normą. Dane Eurostatu sugerują, że aż 57,3% Europejczyków mieszka w domach. Niekwestionowanymi rekordzistami są Irlandia i Wielka Brytania. Mieszkańcy tych krajów to odpowiednio w aż 92,5% i 84,4% mieszkańcy domów. Warto przy tym zauważyć, że przeważnie nie są to domy jednorodzinne wolnostojące, ale budynki w zabudowie bliźniaczej lub szeregowej. Bloki to natomiast domena takich krajów jak Hiszpania, Szwajcaria, Łotwa i Estonia. W nich odsetek mieszkańców blokowisk opiewa na ponad 60% obywateli.

Blokowiska się zaludniają

W odróżnieniu jednak od tego co dzieje się w Polsce, europejskie blokowiska zyskują na znaczeniu. W większości krajów badanych przez Eurostat (22 na 32) spada odsetek mieszkańców domów i rośnie odsetek osób zamieszkujących domy wielorodzinne. Najjaskrawszym przykładem takiego trendu są: Austria, Malta, Niemcy, Portugalia i Luksemburg. W ich przypadku na przestrzeni ostatnich kilku – kilkunastu lat odsetek mieszkańców domów spadł o od 13% w Luksemburgu do prawie 25% w Austrii.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Ten, kto wynajmuje własny dom, mieszkanie, a nawet domek na drzewie, korzystając przy tym z zagranicznego portalu internetowego jako pośrednika, nie powinien zapominać o rozliczeniu tzw. importu usług, a co za tym idzie, składaniu deklaracji VAT-9M.

Stanowisko organów podatkowych jest takie, że usługi krótkotrwałego najmu nieruchomości często traktowane są jako działalność gospodarcza. Klasyfikują je do grupy 55 PKWiU, tj. do usług związanych z zakwaterowaniem. To samo dotyczy najmu krótkotrwałego, w którym występuje pośrednik –  społecznościowy portal internetowy, który za prowizję pomaga znaleźć się nawzajem podróżującym i osobom użyczającym swoje mieszkania, pokoje i domy. Zgodnie z ustawą o VAT usługi związane z zakwaterowaniem są opodatkowane stawką 8-proc. (art. 41 ust. 2 w zw. z art. 146a pkt 2 i z poz. 163 załącznika nr 3).

Co do zasady zatem, udostępnianie mieszkania pod najem na kilka dni, w tym za pośrednictwem takiego portalu jak np. airbnb.com, wiąże się z koniecznością zapłaty 8-proc. VAT od świadczonych usług najmu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 2 września 2015 r. o sygn. IBPP2/4512-509/15/JJ).

Wybór statusu zwolnionego z VAT

Nadal jednak najem krótkoterminowy prowadzony w ramach działalności gospodarczej może być zwolniony z VAT. Zwalnia się bowiem z VAT sprzedaż dokonywaną przez podatnika, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym 200 tys. zł bez VAT (art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT).

Nie powinno się w tym miejscu odwoływać do zwolnienia tzw. przedmiotowego, jakie przewidziane jest dla konkretnych rodzajów prowadzonych biznesów niezależnie od osiąganych obrotów. Jedynie usługi wynajmowania na własny rachunek nieruchomości mieszkalnych wyłącznie na cele mieszkaniowe są zwolnione z VAT bez ograniczenia dotyczącego sprzedaży (art. 43 ust. 1 pkt 36 ustawy o VAT).

Rejestracja VAT UE mimo zwolnienia z VAT

Nierzadko internetowy portal pośredniczący w najmie krótkoterminowym to firma zagraniczna – dostawca strony internetowej airbnb.com ma siedzibę w Irlandii. A to oznacza, że właściciel mieszkania korzystając z portalu, korzysta z usług zagranicznych. I tu pojawia się pewien detal związany z podatkiem od towarów i usług. Pomimo skorzystania z prawa do zwolnienia z VAT z racji wysokości sprzedaży, przedsiębiorca może być zobowiązany do zarejestrowania się jako podatnik VAT UE i takiej rejestracji powinien dokonać. Po rejestracji otrzyma NIP-UE. Równocześnie, fakt rejestracji jako podatnik VAT UE nie oznacza utraty prawa do zwolnienia ze względu na sprzedaż.

Import usług związany z usługą pośrednika

Z objaśnień Ministerstwa Rozwoju wynika, że w powyższym przypadku mamy do czynienia z tzw. importem usług zgodnie z art. 2 pkt 9 ustawy o VAT. Generalnie zaistnienie przesłanek importu usług zobowiązuje nabywcę do rozliczenia VAT.

Jak czytamy na airbnb.com, „w przypadku użytkowników z Unii Europejskiej, VAT będzie uwzględniony przy obliczaniu naszej Opłaty Serwisowej. Obciążenie z tytułu VAT nie nastąpi w sytuacji, jeśli mieszkasz poza obszarem UE lub podałeś/aś ważny identyfikator VAT”.

W przypadku VAT-owców, rozliczenie importu usług jest podatkowo neutralne. Obok obowiązku obciążenia zakupionej zagranicznej usługi VAT należnym, VAT-owcy mają także prawo do odliczenia VAT naliczonego. Obie strony opodatkowania sprawozdawane są standardowo na deklaracji VAT-7.

Inaczej rozliczenie tzw. importu usług wygląda u podatników zwolnionych z VAT. Oni również mają obowiązek doliczania VAT należnego do otrzymanej faktury, ale jednocześnie nie posiadają prawa do odliczenia VAT naliczonego. Powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić do fiskusa, składając w tym celu deklarację VAT-9M. Zapłacony VAT jest natomiast kosztem działalności.

 

Źródło: Tax Crae

Siódmy tegoroczny debiut na GPW i 4 przejście z NewConnect. Morizon, spółka technologiczno-finansowa zadebiutowała na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Oferta publiczna Morizon obejmowała wyłącznie akcje nowej emisji. Inwestorzy kupili 3,4 mln akcji serii H. Cena emisyjna została ustalona na 1,50 zł za jedną akcję.

– Debiut na Główny Rynku GPW jest symbolicznym zakończeniem całego procesu Oferty Publicznej. Dziękujemy inwestorom za zaufanie i serdecznie witamy ich w akcjonariacie. Liczymy, że obecność na głównym parkiecie będzie miała pozytywny wpływ na nasze notowania oraz wspomoże dalszy rozwój Grupy. Dołożymy wszelkich starań by konsekwentna realizacja strategii przyniosła wzrost wartości spółki – powiedział Jarosław Święcicki, prezes Morizon.

Środki pozyskane z emisji nowych akcji zostaną przeznaczone na dokończenie budowy platformy OneStopShop dla rynku nieruchomości, która będzie oferować kompleksowe usługi na przestrzeni całego procesu zakupu nieruchomości – od wyszukania, poprzez finansowanie i dokonanie transakcji.

Morizon na rynku kapitałowym obecny jest od ponad 6 lat. W kwietniu 2011 r. Spółka zadebiutowała na NewConnect, po sześciu latach dynamicznego rozwoju przeszła na Główny Rynek GPW.

 

Źródło: O Newsrm.tv

Wokół sprzedaży mieszkań urosło wiele mitów. Kilka najczęściej pojawiających się na rynku przedstawiają pośrednicy z sieci biur nieruchomości Metrohouse.

  1. Lepiej zawyżyć cenę, żeby było z czego obniżać

Negocjacje są nieodłącznym elementem każdej transakcji. Wszyscy przystępujący do rozmów o cenie liczą na to, że uda się jeszcze obniżyć cenę proponowaną przez sprzedającego. Rezultat jest taki, że pierwsza cena całkowicie odbiega od realiów rynkowych. Nie można wykorzystać efektu świeżości pojawienia się na rynku nowej oferty, a moment kiedy jest ona najlepiej wypozycjonowana na rynku jest zniweczony złą wyceną. Przy określaniu ceny ofertowej nie warto skupiać się na innych ofertach sprzedaży (skoro nadal nimi są, widocznie nie cieszą się zainteresowaniem), ale poprosić o pomoc np. doświadczonego pośrednika, który na bazie przeprowadzonych transakcji potrafi określić prawdziwe realia rynkowe.

  1. Lepiej wstrzymać się ze sprzedażą pierwszemu klientowi

Z doświadczenia Metrohouse wynika, że największe zainteresowanie ofertą następuje w pierwszych dniach po wystawieniu jej na rynek. Wtedy też można liczyć na to, że w mieszkaniu zacznie pojawiać się największa grupa potencjalnych klientów. Być może któryś z nich zdecyduje się na zakup. Sprzedający są często zaskoczeni tym, że pierwszy klient oglądający mieszkanie decyduje się na zakup. Zwykle pojawiają się wątpliwości co do wystawionej ceny ofertowej. Zamiast rozmów o warunkach transakcji zdarza się, że sprzedający wycofują się z zakupu, by powrócić na rynek z wyższą ceną ofertową. Wtedy okazuje się, że o klienta nie jest już tak łatwo, a nasz potencjalny nabywca znalazł inną ofertę z bardziej zdecydowanym właścicielem lokalu.

  1. Lepiej korzystać z usług wielu pośredników

Kolejny mit to powierzenie sprzedaży nieruchomości każdemu pośrednikowi, który zaoferuje swoje usługi. Warto sobie zadać pytanie – jak wiele dla promocji oferty jest w stanie zrobić pośrednik, który nie ma właściwie żadnej gwarancji, że jego działania znajdą odzwierciedlenie w przeprowadzonej transakcji? Najkorzystniejszą formą współpracy jest umowa z klauzulą wyłączności, kiedy za sprzedaż odpowiada tylko jeden pośrednik i jest rozliczany z prowadzonych działań. Obsługa przez jednego agenta to także porządek na portalach ogłoszeniowych, gdzie dana oferta występuje tylko raz.

  1. Lepiej nie inwestować w sprzedawane mieszkanie

Przy sprzedaży auta chcemy, by wyglądało ono idealnie – nawet jeśli stan techniczny być może pozostawia sporo do życzenia, troszczymy się o porządek w środku samochodu i wypolerowany lakier. Podobnie jest na rynku mieszkaniowym. Kupujemy wzrokiem, dlatego warto, by odpowiednio przygotować mieszkanie do sprzedaży. Warto zainwestować w pomalowanie ścian. Świeży biały kolor ścian potrafi zdziałać cuda. Deprymująco na klienta działają wszelkiego rodzaju, nawet niewielkie, usterki – odklejona klepka podłogowa, urwana klamka, czy też cieknący kran. Koszty naprawy są naprawdę niewielkie, ale pierwsze wrażenie klienta jest nie do powtórzenia.

  1. Lepiej zrobić kompleksowy remont, by uzyskać lepszą cenę

Przy przygotowywaniu mieszkania do remontu warto także mieć umiar. Część klientów wychodzi z założenia, że mieszkanie po generalnym remoncie zostanie sprzedane po znacznie wyższej cenie. Niestety, jak twierdzą doradcy z Metrohouse, nie jest to prawda. Rzadko zdarza się, że by nabywcy doceniali duże nakłady poniesione na remont. Każdy ma swoją wizję kupowanego mieszkania i sposób aranżacji po prostu może nie przypaść im do gustu. Zresztą mieszkania po większych remontach nie są wstanie konkurować cenowo z podobnymi propozycjami na rynku. Dlaczego? Każdy właściciel chce przecież zrekompensować sobie nakłady poniesione na remont dokładając jego koszty do ceny ofertowej.

 

Źródło: Metrohouse

Rynek najmu w Polsce rośnie z każdym rokiem. Warto dbać o bezpieczeństwo transakcji, by nie paść ofiarą oszusta lub nie zostać wykorzystanym przez właściciela lokalu. Home Broker przygotował krótki poradnik dla osób, które chcą wynająć mieszkanie.

Pośpiech i pochopnie podejmowane decyzje to największy błąd jaki można popełnić przy poszukiwaniu mieszkania, które chcemy wynająć. Łatwo wtedy o błąd czy przeoczenie, a nieuczciwi wynajmujący tylko czekają na takie osoby. Stosując się do podstawowych zasad bezpieczeństwa możemy zminimalizować ryzyko.

  • Uwaga na oszustów

Pomysły nieuczciwych osób są praktycznie nieskończone, ale dwa modele oszustw pojawiają się najczęściej. Pierwszy pomysł to kant na fałszywego właściciela nieruchomości. Nieuczciwa osoba wynajmuje od kogoś mieszkanie, a po miesiącu uczciwego płacenia za czynsz, sama wystawia mieszkanie na wynajem, ale za niższą cenę. Atrakcyjna stawka przyciąga tłum chętnych. Z częścią z nich oszust podpisuje umowy najmu podając się za właściciela mieszkania i pobierając opłaty (np. kaucja i czynsz za pierwszy miesiąc), po czym znika, a pod drzwiami mieszkania spotyka się dziesięciu zdezorientowanych najemców. Aby tego uniknąć należy zweryfikować, czy osoba podająca się za właściciela nieruchomości faktycznie nim jest. Pomoże w tym akt notarialny będący umową kupna-sprzedaży nieruchomości oraz odpis z księgi wieczystej.

Na niską cenę czynszu wabią też osoby podające się za agentów nieruchomości. Fałszywi pośrednicy publikują ogłoszenia z nieprawdziwymi mieszkaniami, które mają być wynajęte za niską stawkę. Potem okazuje się jednak, że chętny musi wpłacić 200-300 zł za udostępnienie numeru telefonu do właściciela mieszkania. Ten chętnie umawia się na spotkanie, które jednak w ostatniej chwili odwołuje, a potem znika. Pozostałe numery telefonów udostępnione przez fałszywego pośrednika działają wg podobnego schematu. Przed tym oszustwem ochronić może nas jedna zasada…

  • Pośrednikowi płać tylko za sfinalizowanie transakcji

Choć rynek pośrednictwa w obrocie nieruchomościami dynamicznie się w Polsce rozwija i standard jest coraz wyższy, to nadal nie brakuje firm, których uczciwość jest wątpliwa. Chodzi o zasadę, w której klient płaci za to, że pośrednik udostępni mu bazę kontaktów do właścicieli mieszkań lub za pokazanie nieruchomości. Firmy trzymające najwyższe standardy pobierają prowizję dopiero po podpisaniu umowy najmu. Zwykle jest to 100 proc. miesięcznego czynszu, czasami w promocji zapłacimy połowę lub 75 procent.

Prowizja dla uczciwego pośrednika obejmuje nie tylko udostępnienie mieszkania i skontaktowanie najemcy z wynajmującym, ale i merytoryczne dopilnowanie transakcji. Agent weryfikuje stan prawny nieruchomości i fakt, czy wynajmujący ma prawo do dysponowania nią.

  • Dwustronnie uczciwa umowa najmu

Umowa najmu to kluczowy dokument, który powinien zabezpieczeń interesy obu związanych nią stron. Ma ona zawierać prawa i obowiązki jednego i drugiego. Ważne jest także wyraźne wskazanie gdzie przebiega granica co do tego, kto ponosi koszty utrzymania nieruchomości. Kto płacić będzie czynsz do spółdzielni lub wspólnoty, kto rachunki za wodę, prąd, internet itd.

Istotne jest, by umowa sprawiedliwie zabezpieczała interesy wynajmującego i najemcy, żadna z osób nie powinna być stawiana w korzystniejszej sytuacji. Jeśli jakiś zapis umowy budzi nasze podejrzenia, warto skonsultować się z osobą kompetentną w temacie.

  • Kaucja zabezpieczająca

Zabezpieczyć się przed nieprzyjemnościami chcą obie strony transakcji. Dla wynajmującego finansowym ubezpieczeniem jest kaucja, którą najemca płaci w chwili podpisania umowy. Zwykle ma ona wysokość miesięcznego czynszu i po wygaśnięciu umowy, wraca do wpłacającego, pod warunkiem bezproblemowego przebiegu wynajmu. Właściciel mieszkania może chcieć zatrzymać kaucję jeśli na przykład w lokalu doszło do zniszczeń lub istnieją zaległości w płatnościach. Kaucja jest normalną praktyką rynkową, spotykamy ją w prawie wszystkich transakcjach.

  • Protokół zdawczo-odbiorczy

Często spotykanym problemem przy zakończeniu umowy najmu jest porównanie stanu mieszkania na początku i na końcu jej obowiązywania. Właściciel może mieć inne wyobrażenie co do tego, co było na wyposażeniu lokalu oraz w jakim było stanie. Aby uniknąć nieporozumień, warto przy rozpoczęciu obowiązywania przeprowadzić dokładną weryfikację tego, co jest w lokalu i wszystko spisać w protokole zdawczo-odbiorczym. Do protokołu można dołączyć dokumentację zdjęciową, która w razie czego rozwieje wątpliwości. Im bardziej szczegółowe opisy znajdą się w dokumencie, tym lepiej. W protokole wpiszmy także stan liczników, aby jako lokator ponosić tylko koszty właściwego zużycia.

 

Źródło: Marcin Krasoń, Home Broker,

Podobnie jak rok ubiegły, także ten rok przynosi deweloperom rekordowe wyniki

W minionym roku rynek deweloperski notował rekordy, zarówno pod względem prowadzonych inwestycji, wydanych pozwoleń na budowę, jak i ilości sprzedanych mieszkań. Tegoroczne podsumowania statystyczne dostarczają kolejnych rekordowych rezultatów.

Już trzeci rok mieszkania sprzedają się tak dobrze, jak nigdy wcześniej, więc firmy bez wahania wprowadzają do sprzedaży kolejne projekty. Na rynek płynie zaoszczędzona gotówka i pieniądze z wycofywanych lokat bankowych, które przy obecnej inflacji są deficytowe. Niemal połowa wydawanych w Polsce na mieszkania środków trafia do deweloperów. To dowód na to, że firmy zwiększyły zasięg swojego działania, bo jeszcze kilka lat temu deweloperzy mieli tylko jedną trzecią udziału w obrocie na rynku mieszkaniowym.

Dobry początek roku

Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla deweloperów jeszcze lepszy niż poprzedni. Rewelacyjne wyniki widać już w pierwszych miesiącach. Dalszy wzrost rynku nowych mieszkań potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego, które mówią, że w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2017 roku deweloperzy zaczęli budowę prawie 42 tys. mieszkań, o jedną czwartą większej ilości lokali niż w tym samym okresie przed rokiem.

Nieco więcej niż rok temu firmy oddały też w tym okresie mieszkań do użytkowania, prawie 30 tys. Ale najciekawsze dane przynoszą podsumowania dotyczące liczby uzyskanych pozwoleń na budowę. Tu nastąpił ponad 50 proc. skok w porównaniu z 2016 rokiem. Od początku roku do końca maja br. deweloperzy dostali pozwolenia na budowę ponad 58 tys. mieszkań. Oznacza to, że w najbliższym czasie polski rynek mieszkaniowy, nie tylko nie wyhamuje, ale poważnie zwiększy produkcję.

 Nienasycony rynek

 Na koniec marca tego roku w sześciu aglomeracjach, w których deweloperzy budują najwięcej (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź)  w sprzedaży było nieco ponad 50 tys. nowych mieszkań. Z tego w Warszawie w sprzedaży było ponad 19 tys. lokali, obliczają analitycy. Wybór jest spory, ale jeśli spojrzymy na wielkość popytu okaże się podaż wcale nie jest taka duża. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku na sześciu największych rynkach w kraju deweloperzy sprzedali ponad 18,6 tys. mieszkań.

W największych miastach zapotrzebowanie na nowe lokale wciąż rośnie. Szacunkowe obliczenia wskazują, że w aglomeracjach brakuje wciąż co najmniej pół miliona mieszkań. Perspektywa szybkiego spadku popytu przy tak nienasyconym rynku nie jest więc raczej prawdopodobna. Szczególnie przy utrzymywanych na niskim poziomie stopach procentowych, przy których nie opłaca się trzymać pieniędzy w banku.

Potok gotówki

 – Mieszkania na wynajem uznawane są teraz za najlepszą lokatę kapitału. Dlatego zakupy gotówkowe stanowią przeważający typ transakcji na rynku pierwotnym. Większość z kupujących ze środków własnych to osoby nabywające nieruchomości w celach inwestycyjnych. Taką strukturę zakupów możemy obserwować w naszych inwestycjach Dzielna 64 i Studio Centrum, które prowadzimy w centrum Warszawy – mówi Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development.

Zaznacza, że lokalizacja projektów i dostępna w nich oferta przyciąga inwestorów. – Specjalnie dla tej grupy przygotowana została oferta Studia Centrum, gdzie dostępne są mikro-lokale o metrażu od 18 mkw. w cenie od 180 tys. zł. Choć muszę przyznać, że w budynku przy Dzielnej 64 część apartamentów także kupowana jest inwestycyjnie. Na brak chętnych nie możemy narzekać, bo w obu inwestycjach sprzedało się już większość mieszkań, a ich budowa ruszyła dopiero jesienią zeszłego roku – informuje Tomasz Sadłocha.

W 2016 roku gotówkowe wydatki na zakup nowych mieszkań w siedmiu największych miastach kraju przekroczyły 14,2 mld zł. To najlepszy wynik w całej historii polskiego rynku deweloperskiego. Dla porównania pięć lat temu do firm deweloperskich trafiło 6,1 mld zł.

Prawie 70 proc. transakcji bez kredytu   

Najprawdopodobniej więc w drugiej połowie roku padną kolejne rekordy sprzedażowe na rynku deweloperskim, bo apetyt na mieszkania nie słabnie. Potwierdza to choćby 10 proc. wzrost wartości udzielonych kredytów w maju tego roku w porównaniu do wyniku ubiegłorocznego.

Większość nowych mieszkań kupowana jest jednak bez kredytu. W 2016 roku takie zakupy stanowiły 60 proc. wszystkich transakcji na rynku pierwotnym. Za gotówkę kupowane były dwa z trzech nowych mieszkań. Prognozy wskazują, że w tym roku udział transakcji gotówkowych będzie jeszcze większy.

Widać to po wynikach osiągniętych na początku roku. W pierwszym kwartale na zakup mieszkań od deweloperów nabywcy wydali z oszczędności 4,4 mld zł. Lepszy o zaledwie  100 mln zł był w dotychczasowej historii rynku tylko ostatni kwartał ubiegłego roku. Szacunkowe dane NBP wskazują, że tym razem zakupy gotówkowe stanowiły już 67 proc. zawartych transakcji.

Zakupy pakietowe

Ogromnemu ożywieniu na rynku nieruchomości sprzyja obniżające się bezrobocie, systematycznie rosnące zarobki Polaków oraz coraz większe zainteresowanie inwestorów dochodami z najmu mieszkań. Ponadto rekordowo niskie stopy procentowe zachęcają do zaciągania tanich kredytów hipotecznych.

Należy zaznaczyć, że na naszym rynku mieszkaniowym zakupy zaczynają robić również międzynarodowe fundusze  inwestycyjne. Kupują od deweloperów duże pakiety mieszkań, albo całe inwestycje, nawet takie, które jeszcze nie są zrealizowane. Inwestują w projekty zlokalizowane w centralnych obszarach miast, przede wszystkim w Warszawie i Krakowie.

 

Autor: Ochnik Development

Więcej możliwości zdobywania funduszy na inwestycje w segmencie nieruchomości komercyjnych

Obecna sytuacja na rynku sprawia, że ilość wolnego kapitału daje firmom bardzo łatwy dostęp do środków inwestycyjnych w postaci leasingu, kredytów, czy finansowania z private equity. A inwestorzy nieustannie poszukują możliwości uzyskania najtańszego kapitału na rozwój, jednocześnie optymalizując zyski i przychody.

Jednym ze sposobów zyskania funduszy są transakcje typu sale and leaseback. Jak podkreślają specjaliści Walter Herz, dzięki odpowiedniej strukturyzacji i podejściu potencjalny przychód może być z nich zdecydowanie większy. – W Polsce tego typu transakcje zyskują na popularności wśród takich firm jak apteki, sieci sklepów detalicznych, DIY, centra dystrybucji, czy firmy produkcyjne – wymieniają eksperci.

Możliwości sale and leaseback

Biorąc pod uwagę sale and leaseback jako źródło pozyskania środków pieniężnych na ekspansję lub inne cele wzmacniające główną działalność, firmy starają się porównać korzyści z tego typu transakcji z tradycyjnym finansowaniem. Doradcy Walter Herz zaznaczają, że zaletą rozwiązania sale and leaseback jest wysoki poziom kontroli, jaki utrzymuje firma nad nieruchomością jako najemca. W tym w szczególności elastyczna możliwość ekspansji zgodnie ze zmiennymi potrzebami, czy ewentualność podnajmu nieruchomości.

Specjaliści wyjaśniają, że transakcje sale and leaseback mogą być zorganizowane na różne sposoby i mogą przynieść korzyści, zarówno sprzedającym, jak i kupującym. Wszystkie strony muszą jednak rozważyć ich wszystkie zalety i wady biznesowe oraz podatkowe, obostrzenia i ryzyka z nimi związane i konsekwencje wynikające z późniejszego długofalowego układu dwustronnego.

Wzrost liczby transakcji

Eksperci zauważają, że w minionym roku niewiele firm decydowało się na pozyskanie kapitału w wyniku zawartych umów sale and leaseback. – Obecnie zaś doradzamy w kilku tego typu transakcjach, co jest ciekawą zmianą, biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach sporadycznie podejmowane były takie decyzje – informuje Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz. – Mamy do czynienia z dużym ożywieniem, jeśli chodzi o transakcje sale and leaseback. Poza uwolnieniem środków na działalność operacyjną, powodami dla których firmy zbywają nieruchomości, po to by zwrotnie wynajmować w nich powierzchnię od kupujących jest też chęć pozbycia się obowiązków ciążących na właścicielu lub też możliwość zmniejszenia zobowiązań podatkowych. Motywacją jest również maksymalizacja potencjału i przyśpieszenie rozwoju poprzez zbycie tzw. twardych aktywów – wyjaśnia Bartłomiej Zagrodnik.

Prezes Walter Herz tłumaczy, że dzięki sprzedaży budynków i ich późniejszemu najmowi, spółki pozbywają się pozycji w bilansie, które wiążą się z pracochłonną obsługą i stałym zarządzaniem nieruchomością, co nie stanowi ich core business. W efekcie transakcji poprawiają wynik finansowy. Najem jest zaś mniej kosztownym i bardziej elastycznym rozwiązaniem. Bartłomiej Zagrodnik zaznacza, że w tym przypadku bardzo ważne jest przygotowanie odpowiednich rozwiązań i zapisów, które spełnią określone oczekiwania przyszłego najemcy i sprawią, że potencjał płynący z transakcji zostanie rzeczywiście zmaksymalizowany.

Rozwiązania sale and lease back, a REITy

– Przy umowach sale and lease back zakres negocjacji jest dużo szerszy niż w przypadku typowego najmu, czy sprzedaży powierzchni biurowej. Konieczne jest odpowiednie przygotowaniem samych umów, zarówno kupna-sprzedaży, jak i najmu, w których zawartych jest szereg zagadnień, jakie nie występują w standardowych umowach – podkreśla Bartłomiej Zagrodnik.

Zakres doradztwa, jak i odpowiednie przygotowanie takiej transakcji wymaga szerokiego spojrzenia na proces oraz samą strukturę transakcji, ponieważ tylko wtedy można zwiększyć przychód i osiągnąć najwyższe stopy zwrotu, informują eksperci Walter Herz. Zwracają uwagę, że w przypadku transakcji sale and lease back bardzo istotne dla nabywcy jest przeprowadzenie due diligence, a także jasne określenie niektórych kwestii, dzięki czemu relacje pomiędzy kupującym, a sprzedającym w następnych latach staną się bardziej komfortowe.

Nowy instrument finansowy

Transakcje sale and lease back są alternatywą dla wchodzących obecnie na rynek REITów.

Narzędzie dla firm poszukujących tego typu produktów inwestycyjnych stworzy ustawa o REITach (Real Estate Investment Trust), która ma wejść w życie z początkiem 2018 roku. REITy to niedostępny dotąd w naszym kraju instrument, który umożliwi wspólne inwestowanie w nieruchomości, a firmom realizującym projekty otworzy drzwi do kapitału licznych inwestorów.

Dzięki wprowadzeniu nowych przepisów każdy będzie mógł zostać akcjonariuszem spółki, notowanej na giełdzie i zainwestować w rozwój prowadzonego przez nią projektu. Doradcy Walter Herz przyznają, że będzie to dodatkowy mechanizm zapewniający firmom finansowanie inwestycji komercyjnych i wsparcie dla rozwoju tego segmentu rynku nieruchomości w Polsce.

 

Źródło: Walter Herz

Wysokoefektywne fińskie technologie budowlane, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu, po raz pierwszy są prezentowane przedsiębiorcom w Polsce. Firmy budowlane, deweloperzy, projektanci i architekci zainteresowani proekologicznymi rozwiązaniami, które przynoszą zyski w ciągu całego cyklu życia inwestycji, mogą się spotkać z fińskimi producentami podczas rozpoczętej właśnie w Warszawie misji handlowej.

Fińskie technologie budowlane nareszcie w Polsce. Finlandia jest jednym z globalnych liderów technologii środowiskowych. Bodźcem dla zorganizowania misji handlowej w Polsce była dynamika rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych oraz boom na stosowanie najnowocześniejszych technologii w budownictwie.

„Z podziwem obserwujemy dynamiczny rozwój rynku nieruchomości biurowych w Polsce – nie tylko w stolicy, ale również w regionach – mówi Kirsi-Maarit Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, przedstawicielstwie handlowym Finlandii w Warszawie.

– Dodatkowo, spodziewamy się, że w najbliższym czasie będą również podejmowane działania modernizacyjne w wielu już funkcjonujących biurowcach. Uważamy, że to dobry moment, aby zaprezentować fińskie technologie, wysokoefektywne, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu” – dodaje Poljatschenko.

Perspektywa korzyści

Prezentowane technologie pozwalają optymalizować koszty eksploatacji w całym okresie życia budynku. Ale oprócz korzyści finansowych, przynoszą również korzyści społeczne i środowiskowe, pozwalają bowiem poprawiać komfort życia i pracy oraz zmniejszać emisje CO2.

„Wyzwaniem dzisiejszych czasów jest ograniczanie emisji CO2 przy równoczesnej poprawie komfortu i warunków pracy – mówi Petri Lintumäki, dyrektor programu High-performance bulding w Cleantech Finland.

– Można tego dokonać, wykorzystując światowej klasy technologie i rozwiązania. Fińskie firmy wiedzą o tym dobrze. Dlatego przedstawiają kompleksową ofertę technologii podnoszących efektywność energetyczną budynków i pozwalających obniżyć koszty eksploatacji obiektów w całym ich okresie życia, z równoczesną poprawą komfortu dla użytkowników”.

Kirsi-Maarit Poljatschenko, w swoich wypowiedziach, zwraca uwagę na perspektywę inwestora: „Jeśli popatrzymy na obiekt z perspektywy inwestora, np. międzynarodowego funduszu inwestycyjnego, to taki podmiot interesuje nie cena zakupu technologii, ale długookresowy zwrot z inwestycji. Inwestor szuka maksymalizacji korzyści w całym okresie życia obiektu. A temu właśnie służą technologie high-performance buildings”.

Fińska oferta

Podczas spotkań prezentowane są technologie siedmiu firm: Fourdeg, dostawcy inteligentnych rozwiązań sterowania ogrzewaniem; Ouman, dostawcy automatyki budynkowej; Gebwell, dostawcy rozwiązań grzewczych i chłodniczych; Scanled, dostawcy oświetlenia marki Valtavalo, Lumon, dostawcy zabudów balkonowych; Itula, dostawcy paneli grzewczych i chłodzących nowej generacji oraz Halton, dostawcy systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. „Fińska zaawansowana infrastruktura, w połączeniu z surowym klimatem i brakiem zasobów nośników energii pomogła naszym firmom stworzyć zaawansowane materiały i technologie budowlane – mówi Petri Lintumäki.

– Łączą one technologie wentylacyjne i grzewcze z inteligentnymi rozwiązaniami umożliwiającymi pomiary w czasie realnym, automatyzację oraz zarządzanie popytem na ciepło i chłód” – dodaje.

W kierunku współpracy

Współorganizatorem roadshow jest FINPRO, przedstawicielstwo handlowe Finlandii w Warszawie. Organizatorzy mają nadzieję, że czerwcowe spotkanie stanie się początkiem owocnej współpracy fińskich dostawców technologii z polskimi firmami budowlanymi. Kirsi Maarit-Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, zachęca firmy do nawiązania kontaktu z warszawskim biurem organizacji: „Zachęcamy firmy, szukające innowacyjnych rozwiązań, do kontaktu z biurem FINPRO w Warszawie. Przedstawicieli polskich firm obsługujemy w języku polskim”.

Finlandia od lat plasuje się w czołówce globalnych rankingów czystości środowiska oraz innowacyjnych technologii środowiskowych. W ubiegłorocznym rankingu najczystszych krajów świata, sporządzonym przez uniwersytety Yale i Columbia wspólnie z World Economic Forum, Finlandia zajęła pierwsze miejsce. Kilka lat wcześniej, w 2013 roku, zajęła drugie miejsce w rankingu WWF i Cleantech Group w kategoriach Global Cleantech Innovation Index and EU Eco-innovation scoreboard. Finlandia postawiła na Cleantech – jedna trzecia publicznych nakładów na prace badawczo-rozwojowe przeznaczona jest właśnie na cleantech, w tym na rozwój technologii high-performance buildings.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Jeśli zarabiasz miesięcznie ponad 7 500 zł netto, należysz do bardzo wąskiej grupy około miliona najzamożniejszych Polaków. Przy takich dochodach powinno ci spokojnie wystarczać „od pierwszego do pierwszego”. Stać cię na przyjemności i dobre wakacje, a co więcej – masz komfort oszczędzania na przyszłość. Co piąty zamożny Polak odkłada ze swoich bieżących przychodów do 500 zł, a niemal taka sama część – powyżej 3 tys. zł. Oszczędza głównie na kontach oszczędnościowych i lokatach. Pod tym względem nie różni się od statystycznego Kowalskiego.

Jako społeczeństwo jesteśmy z roku na rok coraz bogatsi. Jeszcze na przełomie wieków, średnia pensja w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wynosiła wg GUS nieco ponad 1,9 tys. zł brutto miesięcznie. Obecnie skoczyła ona aż do ponad 4,5 tys. brutto miesięcznie. Jest już też wśród nas ponad milion osób, które zarabiają powyżej 85 tys. zł rocznie. Łączne dochody netto tych, którzy zaliczają się do najbardziej zamożnych Polaków, szacowane są na około 171 mld zł.

– Najbogatsi klienci banków w Polsce z powodzeniem korzystają od lat z tzw. private banking, w ramach którego mogą liczyć na spersonalizowaną obsługę. Jednocześnie z roku na rok rośnie grupa klientów o nieco niższym, ale zdecydowanie przekraczającym średnią statusie majątkowym. To grupa klientów, którą w Deutsche Bank definiujemy jako  „premium”. W naszej ocenie właśnie ta grupa i jej potrzeby związane z możliwościami pomnażania zgromadzonych oszczędności będą z każdym rokiem rosnąć – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Zamożni są zachowawczy, choć to się nie opłaca

Jak pokazało badanie wykonane na potrzeby raportu Deutsche Bank „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, co piąta osoba zarabiająca powyżej 7,5 tys. zł netto miesięcznie nie odkłada, ani nie inwestuje oszczędności z myślą o budowaniu kapitału na przyszłość. To i tak dobry wynik, bo w całej populacji nie oszczędza dwa razy więcej osób.

– Klient premium ma większe możliwości oszczędzania w ramach tzw. „funduszu swobodnej decyzji” – czyli nadwyżki finansowej, która zostaje w portfelach po uregulowaniu wszystkich bieżących kosztów życia. Jednak podobnie, jak „przeciętny Kowalski”,  grupa ta wybiera rozwiązania zachowawcze. Może to wynikać z niskiej tolerancji na ryzyko, albo po prostu z wygody – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jeśli jesteś klientem premium, co mówi badanie Deutsche Bank o Twoim stylu oszczędzania? Najpewniej masz rachunek oszczędnościowy, podobnie jak co trzeci zamożny Polak. Z dużym prawdopodobieństwem masz również w banku lokatę (wskazało na nią 27 proc. badanych). Możesz też należeć do grupy ok. 20 proc. zamożnych osób, które zainwestowały swoje oszczędności w nieruchomości. Mniej prawdopodobne jest, że wybrałeś bardziej aktywne formy pomnażania pieniędzy. Obok walut i kruszców, w które zainwestowało 13 proc. klientów premium, możesz mieć też IKE i IKZE (10 proc.), plan systematycznego oszczędzania (9 proc.), fundusze inwestycyjne (8 proc.) lub być bezpośrednio zaangażowany w inwestycje na giełdzie (7 proc.).

Można powiedzieć, że klienci zamożni są mocno konserwatywni, jeśli chodzi o wybór produktów oszczędnościowych. W dużej mierze są to osoby, które po wejściu w dorosłość i założeniu rodziny wchodzą w wiek regularnej akumulacji kapitału. Dobrze więc, że wraz z rozwojem tej grupy i wzrostem jej majętności rośnie gotowość banków do zapewnienia jej odpowiedniej obsługi i tworzenia sprofilowanych ofert produktowych – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank. Jej zdaniem, z czasem wybory dotyczące rozwiązań służących budowie kapitału będą w tej grupie klientów szły w kierunku produktów bardziej złożonych, stwarzających większe możliwości osiągnięcia zysków.

Ile oszczędzają zamożni?

Więcej niż co piąty badany (22 proc.) ocenia, że optymalna kwota do odłożenia co miesiąc to dla niego do 500 zł. Mniej więcej tyle samo osób (21 proc.) wskazuje, że odłożenie nawet ponad 3 000 zł co miesiąc nie stanowiłoby dla nich trudności. Tylko 8 proc. deklaruje brak wolnych środków w domowym budżecie, które mogliby przeznaczyć na oszczędzanie.

Kobiety bardziej dociekliwe i oszczędne

Jak zauważa Monika Szlosek, kobiety są bardziej zachowawcze w swoich wyborach niż mężczyźni. Aż 42 proc. zamożnych Polek, które wzięły udział w badaniu, odkłada nadwyżki finansowe na koncie oszczędnościowym. Wśród mężczyzn zwolenników tego rozwiązania jest mniej o 15 p. pkt. proc. Podobny wynik obserwujemy w przypadku lokat: wybiera je 31 proc. najlepiej zarabiających Polek i tylko co czwarty mężczyzna (25 proc.).

– Z moich obserwacji wynika, że kobiety potrzebują nieco więcej czasu, by przekonać się do nowych rozwiązań i są bardziej dociekliwe, jeśli chodzi o chęć zrozumienia mechanizmów produktów inwestycyjnych – komentuje Monika Szlosek. – Tymczasem mężczyźni częściej są skłonni akceptować ryzyko i odważniej podejmują decyzje dotyczące inwestycji.

Kiedy kobieta oszczędza, jest bardziej skłonna odkładać regularnie wyższe sumy, niż przeciętny mężczyzna. Co czwarta zamożna Polka zadeklarowała w badaniu możliwość odkładania ponad 3 000 zł, podczas gdy tę samą kwotę mogłoby odkładać jedynie 18 proc. mężczyzn. Wśród dobrze zarabiających mężczyzn najwięcej badanych (23 proc.) uznało, że oszczędzanie kwoty mieszczącej się w przedziale od 201 do 500 zł jest dla nich optymalne.

Co czeka klienta premium?

Firma KPMG prognozuje, że w 2019 roku w Polsce będzie mieszkać już blisko 1,3 mln osób zamożnych i bogatych, a ich dochód netto sięgnie około 220 mld zł.  – Jeśli Polska gospodarka  będzie  nadal się rozwijać w podobnym jak obecnie tempie, segment klienta premium z pewnością będzie się w najbliższych latach poszerzał, a co za tym idzie – zyskiwał na znaczeniu w oczach banków – przewiduje Monika Szlosek. – Dlatego ich zachowanie będzie miało coraz większy wpływ na rozwój bankowych ofert wspierających ich rosnące aspiracje.

Już dziś warto rozejrzeć się w ofertach instytucji finansowych. Jest coraz większa szansa, że nasze premium dochody zapewnią nam też premium obsługę i wsparcie banku w ich skutecznym pomnożeniu.

 

Źródło: Deutsche Bank

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Wyjeżdżając na urlop lub w podróż służbową, coraz częściej zatrzymujemy się nie w hotelach, a w prywatnych apartamentach. A gdyby tak przejść na drugą stronę transakcji i zacząć zarabiać na wynajmie krótkoterminowym? Czy taki sposób inwestowania w nieruchomości może być alternatywą dla tradycyjnego wynajmu?

Nie musimy być wielkimi inwestorami, aby zarabiać. Właściwie wystarczy dysponować jednym lokalem na wynajem, by zapewnić sobie stałe źródło dodatkowego dochodu. Warto przy tym zauważyć, że w ostatnich latach pojawiło się wiele nieznanych wcześniej (lub nie tak powszechnych) form najmu. Dziś udostępniać można np. pojedyncze biurka w przestrzeni biurowej (coworking), a mieszkania „wypożyczać” nawet na jedną dobę.

Wynajem społecznościowy – modny trend

Prawdziwy boom na wynajem krótkoterminowy pojawił się wraz z portalem Airbnb, który kontaktuje ze sobą osoby dysponujące lokalem na wynajem (to może być mieszkanie, a nawet pokój w mieszkaniu) z osobami poszukującymi taniego lokum.

Popularność tzw. „wynajmu społecznościowego” początkowo wynikała wyłącznie z możliwości rezerwacji noclegu w cenie niższej niż w hotelu. Było to na rękę szczególnie ludziom młodym, którzy zyskali możliwość podróżowania po całym świecie z możliwością nocowania „za grosze”.

Obecnie jednak cena nie jest już jedynym istotnym argumentem. Coraz częściej chodzi po prostu o styl życia. Wiele osób nie chce mieszkać w anonimowej, hotelowej przestrzeni. Na wakacjach lub w delegacji chcą czuć się tak swobodnie, jak we własnym domu. Wielu turystów chętnie zapłaci cenę podobną do tej w hotelu, jeśli w zamian będą mogli nocować w zwyczajnym domu lub bloku, z udogodnieniami takimi jak w prywatnym mieszkaniu.

Nowe wyzwania dla właścicieli apartamentów

To jednak stawia przed właścicielami lokali nowe wyzwania. Jeśli bowiem ktoś chce zająć się wynajmem krótkoterminowym, nie wystarczy, że zaproponuje niższą cenę niż najbliższy hotel.

Przede wszystkim wynajmujący, wybierając lokale, kierują się opiniami wystawionymi przez wcześniejszych gości – ci zaś oceniają zarówno standard wyposażenia, czystość, jak i zachowanie osoby, która reprezentowała właściciela (np. czy była miła, punktualna, a kontakt był z nią łatwy).

Druga sprawa to wygląd lokalu. Ten, kto chce wynająć dany apartament na nocleg za pośrednictwem portalu Airbnb, Booking, Wimdu czy ShortStayPoland, wcześniej będzie chciał obejrzeć zdjęcia. Powinny one być zachęcające, ale z drugiej strony, nie mogą przekłamywać rzeczywistości. Jeśli opisy w serwisach rezerwacyjnych nie będą zgodne ze stanem faktycznym, bardzo szybko zostaną zdemaskowane a rozczarowani klienci nie omieszkają zostawić odpowiedniej opinii i oceny.

– Przede wszystkim należy być szczerym i dokładnym w opisie nieruchomości. Warto jak najbardziej szczegółowo opisać co w mieszkaniu jest, z czego goście mogą korzystać. Dobrze także opisać okolicę oraz główne punkty turystyczne w pobliżu – podkreśla Adrian Leung, założyciel i członek zarządu Hosthelper.pl. – Poza tym, mieszkanie powinno mieć wszystko to, co może się przydać przy kilkudniowym pobycie, tj. zestaw ręczników, podstawowe kosmetyki, drobny sprzęt AGD (suszarka, żelazko) a także wyposażenie kuchenne – zauważa.

Jest potencjał!

Nie da się ukryć, że takie obowiązki jak pilnowanie rezerwacji, dbanie o zadowolenie każdego klienta, czy choćby zmienianie pościeli, mogą być bardzo czasochłonne. Dlatego niektórzy właściciele mieszkań mają wątpliwości, czy podołają wynajmowi w takim właśnie trybie.

Z drugiej strony, rosnące zainteresowanie wynajmem krótkoterminowym na świecie i dość słabe nasycenie rynku w Polsce, to argumenty, które przemawiają za opłacalnością takich działań. Nadzieje rozbudzają również rozmaite rankingi i statystyki. Np. z raportu przygotowanego przez PwC oraz Urban Land Institute wynika, że Warszawa znajduje się na 20. miejscu wśród miast o największym potencjale do inwestowania w nieruchomości w Europie.

Pod względem turystyki, najbardziej atrakcyjnym miastem w Polsce jest Kraków, odwiedzany rocznie przez ok. 10 mln osób. Ale niewiele mniej, bo ok. 8 mln turystów odwiedza Warszawę. A nie można zapominać również o tym, że stolica stanowi najważniejsze miasto w Polsce z punktu widzenia biznesu.

Na atrakcyjność nieruchomości wynajmowanych w Warszawie wpływa także rosnąca atrakcyjność tego miasta w oczach zagranicznych gości. Warszawa coraz częściej wymieniana jest jako jedno z najmodniejszych europejskich miast. Jednocześnie, właśnie ze względu na fakt, że w Polsce stolica nie jest powszechnie postrzegana jako miasto turystyczne, na rynku wynajmu krótkoterminowego wciąż jeszcze jest miejsce dla nowych lokali.

– Nieruchomości na wynajem krótkoterminowy wcale nie muszą ograniczać się do kurortów czy miejscowości typowo turystycznych. Duże miasta żyją cały rok i ruch w nich trwa bez względu na porę roku czy pogodę, zmienia się tylko profil klientów – mówi Adrian Leung. – W miesiącach letnich przeważają oczywiście turyści, ale poza sezonem dominują osoby podróżujące służbowo lub w konkretnych, nieturystycznych celach – podkreśla.

Aby zarabiać, trzeba się postarać

Na wynajmie krótkoterminowym z pewnością można zarobić. Nie oznacza to jednak, że zarobi każdy i w każdej sytuacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, jak wiele czynników ma wpływ na to, czy nieruchomość będzie atrakcyjna w oczach osób poszukujących oferty dla siebie.

Z punktu widzenia właściciela nieruchomości, w wynajem krótkoterminowy trzeba włożyć znacznie więcej wysiłku niż przy wynajmie długoterminowym. Konieczny jest zakup urządzeń, takich jak telewizor, żelazko czy kuchenka mikrofalowa, trzeba też podłączyć internet wi-fi i telewizję kablową, a to oznacza konkretne koszty. Poza tym dochodzą nowe obowiązki – zmiana pościeli, uzupełnianie braków, przekazywanie kluczy, aktualizacja ogłoszenia, pilnowanie rezerwacji.

A ponieważ ceny muszą być konkurencyjne w stosunku do hoteli, o sukcesie danej nieruchomości bardzo często decydować będzie jej obłożenie. Mówiąc inaczej – inwestycja zwróci się i będzie przynosiła stabilny dochód pod warunkiem, że apartament będzie wynajmowany przez zdecydowaną większość dni w roku.

Nie dziwi więc, że na rynku pojawiają się firmy, które profesjonalnie zajmują się zarządzaniem nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy. Dzięki temu właściciel apartamentu może zlecić zewnętrznej firmie zarówno przygotowanie atrakcyjnej oferty, obsługę rezerwacji, jak i obsługę samego lokalu w zamian za np. niewielką część zysku z każdej rezerwacji.

Ważne jednak, aby decydując się na taką współpracę, dobrze prześwietlić firmę, której chcemy powierzyć nasz apartament. Na co zwrócić uwagę?

– Warto sprawdzić jakie opinie mają wśród gości mieszkania zarządzane przez daną firmę. Pozytywne oceny i komentarze są kluczowe w tego typu działalności – zauważa Adrian Leung. – Poza tym liczy się zakres usług oraz elastyczna możliwość ich doboru. Chodzi o to, aby właściciel nie był zobowiązany do płacenia za takie usługi, z których nie zamierza korzystać. Warto także dowiedzieć się, czy istnieje możliwość podpisania umowy na próbę, np. na kilka miesięcy – mówi przedstawiciel Hosthelper.pl.

Mimo wszystko, możliwość rozpoczęcia współpracy z wyspecjalizowaną firmą warto rozważyć już na samym początku przygody z wynajmem krótkoterminowym i to nawet wtedy, gdy dysponujemy tylko jednym lokalem.

Obsługa rezerwacji, odpowiedzi na zapytania gości oraz przygotowanie apartamentu to czynności bardzo czasochłonne. Samodzielnie zarządzając apartamentem, możemy tracić wiele okazji na zarobek. Z taką sytuację będziemy mieli do czynienia np. wtedy, gdy ktoś zechce wynająć lokal jeszcze tego samego dnia, a my nie będziemy mieli czasu na jego przygotowanie.

W podobnych przypadkach specjalistyczna firma zadziała szybciej. Ważne też, że będzie ona mogła pozwolić sobie na ułatwienia, takie jak synchronizacja rezerwacji w wielu portalach z ofertami jednocześnie. Dzięki temu właściciel nie będzie musiał osobiście pilnować, czy dwóch klientów, w dwóch różnych portalach, nie zarezerwowało tego samego mieszkania na ten sam termin.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zlecenie zarządzania nieruchomością to dodatkowy koszt. Warto jednak zauważyć, że celem takiej współpracy jest nie tylko odciążenie właścicieli w żmudnych obowiązkach, ale przede wszystkim maksymalizacja liczby rezerwacji. A dzięki dużemu obłożeniu, zysk z takiej inwestycji będzie oczywisty.

Podsumowując, wynajem krótkoterminowy już teraz cieszy się dużą popularnością, a jego rola będzie z pewnością jeszcze rosła. Osoby chcące zarabiać na nieruchomościach, powinny więc uwzględnić w swoich planach wystawienie ogłoszenia w portalach rezerwacyjnych. Jednak do takiego wyzwania warto podejść z głową. Najlepiej przemyśleć każdy szczegół jeszcze przed udostępnieniem lokalu gościom, a jeśli mamy wątpliwości, czy wszystkiemu podołamy sami, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów.

 

Źródło: empemedia.pl

Poszukiwanie miejsca, w którym zlokalizujesz swój biznes przypomina nieco wybór mieszkania. Musisz dopasować je do swoich preferencji i możliwości finansowych, zastanowić się nad lokalizacją, wielkością czy stylistyką. Wynajmowany lub kupiony lokal powinien odzwierciedlać cechy, które są ważne dla Ciebie – a w tym przypadku istotne dla wyróżnienia Twojego biznesu i zwrócenia uwagi jego odbiorców. Jak się do tego zabrać?

– Lokal gastronomiczny, butik czy kancelaria prawna – czyli każda działalność, którą wiąże się z goszczeniem klientów – powinna cechować się pewną unikalnością, nasuwając odpowiednie skojarzenia z podstawowymi wyróżnikami Twojego biznesu – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy realizującej projekty nieruchomościowe oparte o odnawianie kamienic. – Według teorii „4p”jednym ze składników tzw. kompozycji marketingowej, czyli zbioru elementów za pomocą których każdy biznes oddziałuje na rynek, jest „place” – „miejsce”, które teoretycy definiują szeroko – jako kanał dystrybucji. Jednak w przypadku wielu tradycyjnych biznesów o niewielkiej skali działania, warto rozumieć „place” dosłownie – jako miejsce, w którym sprzedajesz swoje produkty lub usługi. To ono decyduje często o powodzeniu przedsięwzięcia – dodaje ekspert.

Koszty

Jeśli dysponujesz takim kapitałem by kupić lokal, w którym później poprowadzisz swój biznes – świetnie. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zaplanować budżet, comiesięczne koszty będą nieco niższe i w najtrudniejszym, początkowym okresie łatwiej będzie Ci osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty finansowe (np. wyjść na plus w nowo otwartej i jeszcze nieznanej kawiarni). Sytuacja komplikuje się w przypadku wynajmu. To dodatkowy koszt, który musisz dopisać do swojego biznesplanu. Umowy na wynajem lokali użytkowych najczęściej są dłuższe i lepiej chroniące właściciela niż w przypadku mieszkań. W przypadku ewentualnego niepowodzenia biznesu, nie będziesz w stanie się szybko wycofać. To nie oznacza, że wynajem nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeciwnie – w przypadku braku odpowiedniego kapitału czy niepewności co do przyszłej lokalizacji inwestycji jest najlepszym wyjściem. Zanim jednak podejmiesz decyzję, musisz bardzo dokładnie oszacować swoje przyszłe przychody i wydatki. Koszty wynajmu mogą okazać się kluczowe dla Twojego biznesplanu.

Wymogi techniczne

W zależności od tego, jaki typ działalności zamierzasz prowadzić, możesz być zmuszony do spełnienia szeregu różnorodnych kryteriów. Przykładowo – biuro podróży nie wymaga warunków znacząco odmiennych niż zwykłe mieszkanie. Zupełnie inaczej jest z restauracją, która musi spełnić liczne wymogi Sanepidu. Nie w każdym lokalu uda Ci się wygospodarować oddzielne pomieszczenie do przygotowywania warzyw, owoców i mięsa, czy wytyczyć dwie „ścieżki” dla naczyń – czyste nie mogą być przenoszone z kuchni do klienta w taki sposób by „krzyżować się” z brudnymi – noszonymi od stolików do zmywarki. Jeszcze inne wymogi techniczne prawodawcy narzucają aptekom, zakładom fryzjerskim czy gabinetom kosmetycznym. Trzeba je brać pod uwagę wybierając nieruchomość. Im bardziej specyficzny jest Twój biznes, tym więcej nakładów będzie wymagało przystosowanie pomieszczeń. Sporą część ofert odrzucisz już na wstępie.

Lokalizacja

Lokalizację swojego biznesu musisz przemyśleć wieloaspektowo. Po pierwsze z biznesowego punktu widzenia. Zanim wybierzesz nieruchomość postaraj się oszacować wielkość rynku. Ilu lokalnych klientów masz szansę zdobyć? Czy dojazd do nieruchomości jest prosty i wygodny? Czy konkurencja jest znacząca i jak sobie radzi? To kilka podstawowych pytań, do których musisz dodać wiele bardziej szczegółowych – związanych z Twoją branżą lub specyfiką firmy. Tam gdzie doskonale będzie sprzedawała się kawa z mlekiem sojowym, zupełnym niewypałem może okazać się sklep spożywczy. Po drugie, zastanów się nad miejscem w kontekście własnej wygody. To bardzo ważne, w szczególności jeśli to ma być Twoje nowe miejsce pracy.

Dopasowanie do charakteru biznesu

To kluczowy aspekt wyboru nieruchomości. Jeśli chcesz by Twój punkt usługowy był unikalny – zdecyduj się na unikalny lokal. Oczywiście to nie jest metoda dla każdego. Dla części firm lepszym rozwiązaniem może być wynajem powierzchni w centrum handlowym, które ma swoje niewątpliwe zalety, jak stała baza klientów czy promocja takiej galerii jako całości. Trudno się tam jednak wyróżnić. Dlatego jeśli cechy, z którymi ma być kojarzony Twój biznes to np. kreatywność, odwaga, tradycja, kulturalna niszowość czy ekskluzywność – wybierz coś niestandardowego. To może być barka nad Wisłą lub lokal w odnowionej kamienicy, w sercu Pragi. Jeśli Twoją grupą docelową są ludzie ceniący detale i trudno uchwytny „klimat miejsca” – z pewnością docenią oryginalność.

Negocjacje i formalności

Kiedy już znajdziesz nieruchomości, które spełniają Twoje wymagania w każdej z wymienionych kategorii, pozostają kwestie formalne. Podobnie jak w przypadku zakupu czy wynajmu mieszkania – warto negocjować. Każda „wytargowana” kwota zwiększa budżet Twojego biznesu. Jeśli chcesz wynająć lokal – jako karty negocjacyjnej użyj argumentu o ponoszonych kosztach. Twoje inwestycje w nieruchomość mogą zwiększyć jej wartość. Dodatkowo wiążą Cię z nią, dając właścicielowi większą pewność przyszłych zysków.

Ustal z właścicielem kto jest odpowiedzialny za uzyskanie dokumentacji, niezbędnej do rozpoczęcia działalności. W zależności od typu biznesu, mogą to być koncesje, pozwolenia, czy dokumenty potwierdzające spełnienie wymogów technicznych.

Podpisując umowę, szczególną uwagę zwróć na warunki wypowiedzenia. Dla niektórych typów biznesu lokalizacja jest kluczowym czynnikiem warunkującym sukces, dlatego musisz ją zabezpieczyć. Nie dopuść do sytuacji, w której musisz przenosić dobrze prosperującą firmę z dnia na dzień. W umowie zabezpiecz również swoje prawa dotyczące ewentualnych zmian w lokalu, przystosowujących go do wymogów Twojego biznesu. Zastrzeż również kto jest odpowiedzialny za usuwanie ewentualnych usterek.

I pamiętaj, że to nieruchomość ma być dopasowana do Twojej wizji własnego biznesu. Nigdy na odwrót!

Źródło: Magmillon

Z badań przeprowadzonych przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że Polacy najchętniej inwestowaliby w nieruchomości (53 proc.), kruszce (32 proc.) i waluty (15 proc.). Rozwiązania te często wymagają jednak posiadania znacznego kapitału i nierzadko obarczone są również wysokim ryzykiem. Jak wskazują eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF), alternatywnym i stosunkowo dostępnym sposobem pomnażania pieniędzy, są jednostki udziału funduszy inwestycyjnych. Podpowiadają, co warto wiedzieć, włączając te produkty do swojej strategii oszczędzania.

Otwarte czy zamknięte?

Pierwszym dylematem, z którym spotykają się często inwestorzy chcący ulokować pieniądze w fundusze, jest wybór pomiędzy rodzajem tych produktów, czyli funduszami otwartymi i zamkniętymi. Oba pojęcia określają formy uczestnictwa w produkcie i wpływają na zasady przystępowania do takiej inwestycji. – Jeżeli chodzi o fundusze inwestycyjne zamknięte (FIZ), liczba inwestorów, którzy mogą do nich przystąpić, jest ograniczona – tłumaczy Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance.
Dzieje się tak, bowiem liczba certyfikatów uczestnictwa jest stała, a jej zwiększenie może odbyć się wyłącznie w drodze dodatkowej emisji. W przypadku funduszy inwestycyjnych otwartych (FIO), to ograniczenie nie występuje, bowiem kierowane są one właściwie do każdego inwestora. Wystarczy, że ten wpłaci pieniądze do funduszu tego rodzaju, otrzymując w zamian tytuł (jednostkę) uczestnictwa. Istotnym elementem może być to, że FIO muszą być wyceniane codziennie oraz można je nabyć już od 50 zł. Natomiast FIZ mogą być wycenianie znacznie rzadziej, nawet raz na kwartał, a minimalna kwota ich nabycia może sięgać równowartość 40 tys. euro – mówi Marzec, ZFDF.

Także proces umarzania jednostek funduszu inwestycyjnego, czyli odkupienie od uczestnika przez fundusz określonej liczby jednostek, różni się w przypadku FIO i FIZ-u. Certyfikaty funduszy zamkniętych mogą być zgłaszane do umorzenia tylko w terminach ustalonych przez fundusz, np. co miesiąc lub kwartał. Jeżeli chodzi o FIO, fundusz dokonuje wykupu jednostek uczestnictwa na żądanie inwestora, uczestnika funduszu.

Pokaż funduszu, co masz w portfelu

Fundusze inwestycyjne można także klasyfikować w zależności od instrumentów finansowych, w które inwestowane są pieniądze. Możemy wymienić fundusze pieniężne, które inwestują w instrumenty rynku pieniężnego, takie jak np. bony skarbowe, pieniężne, certyfikaty depozytowe oraz bony komercyjne. Fundusze dłużne zainteresowane są natomiast głównie obligacjami, o stałym bądź zmiennym oprocentowaniu. Z kolei większość portfela funduszu akcji stanowią właśnie akcje.
Można wymienić również fundusze inwestycyjne mieszane, inwestujące zarówno w akcje, jak i obligacje. – Znajomość instrumentu finansowego, w który inwestuje dany fundusz jest o tyle istotna, że określa poziom ryzyka danej inwestycji – wskazuje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance. – Przykładowo, fundusze rynku pieniężnego czy obligacji (dłużne) należą do tych najbezpieczniejszych, inwestują bowiem – co o zasady – np. w bony skarbowe czy obligacje skarbowe, czyli w papiery wartościowe, których emitentem jest m.in. Skarb Państwa. Choć taka inwestycja nie przyniesie spektakularnych zysków, dzięki niej będziemy mogli stosunkowo bezpiecznie pomnożyć nasz kapitał.

Ci, którzy liczą na większy zysk, mogą wybrać fundusze akcji. Warto jednak pamiętać o tym, że w przypadku tych produktów znacznie wzrasta także ryzyko inwestycyjne. – Fundusze akcyjne MiŚS (Małych i Średnik Spółek), są jednymi z najbardziej ryzykownych spośród wszystkich funduszy akcyjnych – wskazuje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance. – Lokują one środki w instrumentach o bardzo zmiennej wartości, np. akcjach nowych spółek czy przedsiębiorstw znajdujących się aktualnie w gorszej kondycji biznesowej, ale też tych rokujących poprawę, tzw. spółek wzrostowych. Ponieważ ich wycena może się zmienić znacząco w bardzo krótkim czasie, musimy być przygotowani na to, że podobnie będą wyglądać wyniki naszej inwestycji. Dlatego tego rodzaju fundusze akcyjne, powinny być wybierane jedynie przez doświadczonych, znających rynek inwestorów, a przede wszystkim przez osoby znające i rozumiejące strategię inwestycyjną takiego funduszu, które są świadome ich ryzyka.

Co zrobić, by inwestycja była bezpieczna?

Bez względu na to, na jaki fundusz inwestycyjny się zdecydujemy, powinniśmy pamiętać, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem ewentualnej utraty środków. Odpowiednie przygotowanie się może jednak pomóc ograniczyć możliwość straty. – Przed wyborem konkretnego funduszu warto przyjrzeć się jego strategii inwestycyjnej, ryzyku oraz historycznym wynikom – po nich możemy oceniać, jak „zachowywał się” w przeszłości, w szczególności, w okresie złej koniunktury, jaką miał zmienność oraz czego można spodziewać się po nim w przyszłości – radzi Piotr Nowak, ekspert ZFDF, Expander Advisors. – Analizując wyniki i zmienność, należy jednak patrzeć w dłuższej perspektywie, minimum dwóch, trzech lat. Jeżeli nie czujemy się na siłach, aby odpowiednio ocenić produkt, warto udać się do sprawdzonego doradcy, który znajdzie korzystne dla nas fundusze.

Rozwiązaniem, które pozwoli nam ograniczyć ryzyko portfela, jest przed wszystkim dywersyfikacja, czyli ulokowanie kapitału w kilku niezależnych od siebie produktach. Warto, by różniły się one wysokością możliwego do osiągnięcia zysku i ponoszonego ryzyka. – Jeśli część produktów przyniesie nam stratę, inne będą mogły ją nadrobić – wyjaśnia Piotr Nowak, ekspert ZFDF, Expander Advisors – Aby  jednak było to możliwe, portfel musi składać się instrumentów, które nie są ze sobą skorelowane. Dzięki temu ograniczymy prawdopodobieństwo, że wzrost lub spadek wartości tych instrumentów będzie następował w tym samym czasie. Dodatkowo, w celu ograniczenia ryzyka inwestycji, warto stosować proces alokacji skorygowany o ryzyko, a nie alokację równą, czyli rozkładać środki pomiędzy produkty uwzględniając stopień ryzyka, z jakim wiąże się dana inwestycja. Przykładowo, mając portfel składający się z dwóch elementów tj. funduszy akcji polskich i obligacji skarbowych, można podzielić je w proporcji 20:80 lub 40:60 zamiast równego podziału 50:50.

Decyzja o inwestowaniu zawsze powinna być podejmowania świadomie i wedle przyjętej, przemyślanej strategii. Każdy inwestor, szczególnie ten początkujący, przed wyborem funduszu powinien poznać jego budowę, czyli dowiedzieć się, w jakie instrumenty finansowe fundusz lokuje pieniądze. Znając te informacje, może jednocześnie ocenić poziom ryzyka i wysokość możliwych zwrotów z inwestycji. Po przejściu tych kroków, łatwiej mu będzie wybrać fundusz odpowiadający jego potrzebom.

 

Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF)

Niepowtarzalny klimat, unikalne możliwości aranżacji i wyjątkowa lokalizacja – to największe zalety mieszkania w kamienicy. Ale przecież „nie ma róży bez kolców”, zakup takiego lokalu wiąże się z niejednym ryzykiem, które należy uwzględnić przy podejmowaniu decyzji o zakupie.

Zakup każdej nieruchomości powinien być poprzedzony analizą wad i zalet danego rozwiązania. Nie istnieją jednoznacznie odpowiedzi na to, czy lepiej zamieszkać w bloku z wielkiej płyty, na zamkniętym osiedlu na obrzeżach miasta, czy może w kamienicy. Oczekiwania i potrzeby każdego kupującego są inne, dodatkowo zależy to też od danego lokalu i budynku, w którym się on znajduje.

Choć nie istnieje prawna definicja kamienicy, to intuicyjnie uważa się za nią budynek mieszkalny wielorodzinny stojący w zwartym szeregu innych domów. Kamienice budowano w Polsce od średniowiecza i najczęściej znajdują się one w centrach miast.

Mieszkanie w kamienicy – plusy

Przestrzeń jest jedną z najczęściej podkreślanych zalet mieszkania zlokalizowanego w kamienicy. Takie lokale mają zwykle trzy metry wysokości (lub więcej), co umożliwia zbudowanie np. antresoli. Smaku takim wnętrzom dodają duże okna wpuszczające do środa dużo naturalnego światła. Większość mieszkań w takim budownictwie to lokale duże, z przestronną kuchnią i kilkoma pokojami, częściej niż w bloku spotkamy też garderobę czy spiżarnię.

Kamienice budowano z cegieł, a ich mury są dużo grubsze niż te we współczesnym budownictwie. To z jednej strony pozwala na ciekawe zaaranżowanie parapetów, a z drugiej izoluje przed hałasem. W kamienicy nie ma ryzyka usłyszenia jak sąsiad korzysta z toalety, co jest nagminne w blokach. Grube ściany to także przyjemny chłód nawet w najbardziej upalne dni. Należy jednak pamiętać, że zimą także będzie chłodno, trzeba więc liczyć się z wyższymi kosztami ogrzewania takiego mieszkania.

Niebagatelną zaletą kamienic często jest ich położenie. Zakup takiego mieszkania pozwala zamieszkać w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta, łącznie ze starówką czy nawet rynkiem. Nowe budynki powstają tam bardzo rzadko lub w ogóle, zatem tylko kamienica pozwala korzystać z uroku mieszkania w takim miejscu.

Dodatkowo, w wielu kamienicach można liczyć na historyczne pozostałości takie jak kominek, zabytkowy parkiet, stolarka czy wyjątkowe zdobienia zewnętrzne i wewnętrzne. Nie ma szans spotkać czegoś takiego w bloku, co czyni mieszkanie w kamienicy jeszcze bardziej wyjątkowym.

Mieszkanie w kamienicy – minusy

Wartość historyczna kamienicy niewątpliwie dodaje nieruchomości prestiżu, rzecz w tym, że nie każdy budynek i mieszkanie się tym charakteryzują. Duża część kamienic jest zaniedbana, wiele jest wręcz w stanie opłakanym. To oczywiście szansa na zakup mieszkania za niższą cenę, rzecz w tym, że remont lokalu to nie jedyna inwestycja i ryzyko, jakie czekają na nabywcę. Może bowiem okazać się, że poza standardowym odświeżeniem, trzeba wymienić np. instalację elektryczną lub wodną, zdarzają się też kłopoty z nadmierną wilgocią, co sprzedający może zatuszować na czas transakcji.

Choć pojedyncze mieszkania często są sprywatyzowane, to należy brać pod uwagę fakt, jaki jest status własnościowy całego budynku. W przypadku gdy należą do miasta, może nie być łatwo otrzymać pozwolenie na pewne czynności, takie jak np. wymianę okien, szczególnie w przypadku gdy budynek został wpisany do rejestru zabytków. Wówczas inwestor musi sprostać dodatkowym wymaganiom i raczej nie ma tu miejsca na odstępstwa.

Ale nawet 100 czy 200 tys. zł zainwestowane w odnowienie mieszkania nie mieni zewnętrznego oblicza budynku. Czasami w zaniedbanych kamienicach można spotkać ludzi o niskich dochodach, trudno wówczas liczyć na chęć inwestycji w budynek ze strony współwłaścicieli, a należy pamiętać, że koszt każdego remontu budynku rozkłada się na właścicieli lokali. Jeśli ktoś kiedyś wykupił mieszkanie od miasta za grosze, może być go dziś nie stać na inwestycje.

Z kolei lokale w odrestaurowanych kamienicach osiągają niebotyczne ceny, nierzadko przekraczające 20 tys. zł za mkw. Tam nie ma ryzyka nieciekawych sąsiadów czy zdewastowanej klatki schodowej, ale koszt zakupu i miesięcznego utrzymania nieruchomości będzie kilkakrotnie wyższy.

Mieszkanie w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta ma naturalnie swój urok, ale nie jest pozbawione wad. Po pierwsze należy pamiętać o możliwym zgiełku za oknem – w zależności od konkretnej lokalizacji ruch ludzi i samochodów będzie mniejszy lub większy, niektóre okolice goszczą co jakiś czas imprezy masowe lub np. demonstracje. Pod uwagę wziąć też należy możliwe problemy z parkowaniem – kamienice nie są wyposażone w garaż podziemny, a na dziedzińcu liczba dostępnych miejsc jest zwykle bardzo ograniczona (o ile w ogóle jakiś dziedziniec istnieje). W przypadku niektórych kamienic trudno też o tereny zielone, place zabaw czy windę – szukając mieszkania dla siebie należy zwrócić uwagę na własne potrzeby i sprawdzić, czy dany budynek je spełnia.

Czy to się opłaca?

Zakup lokalu w kamienicy może być długoterminowo zyskowną inwestycją, jednak aby tak się stało, należy dokładnie temat przeanalizować i przed zakupem zbadać mieszkanie i budynek, w którym jest położone. Od tego zależy, czy kupimy zyskujące na wartości mieszkanie, w którym przy okazji będzie się dobrze mieszkać, czy może wiecznie wymagającą doinwestowywania ruderę. Największy wzrost wartości uzyskać można kupując mieszkanie w kiepskim zdanie w kamienicy, która za jakiś czas zostanie wyremontowana. To wymaga dodatkowych nakładów, a efekt przyjdzie po kilku latach. Na rynku działa coraz więcej prywatnych firm, które wykupują kamienice, by zarobić na przywróceniu im dawnego blasku, przy zakupie mieszkania w takim budynku nie trzeba martwić się o remonty.

Na rynku mieszkań w kamienicach jest duży rozstrzał cenowy. Przykładowo w Warszawie średnia cena metra kwadratowego mieszkania w kamienicy to 11-11,5 tys. zł. Stawki zaczynają się od 4-5 tys. zł za mieszkanie do odświeżenia położone na obrzeżach miasta (np. w Wawrze też są kamienice), a kończą na kwotach przekraczających 30 tys. zł za mkw. za lokal przy Placu Zamkowym. Najdroższe jest oczywiście Śródmieście, tu nawet duże (ponad 100 mkw.) mieszkanie do remontu kosztuje 7-8 tys. zł za mkw. Lokal w wysokim standardzie nie sposób kupić taniej niż za 11 tys. zł za mkw.

 

Autor: Marcin Krasoń, Home Broker,

Najtańszych ofert mieszkaniowych na rynku poszukują młodzi single i inwestorzy, którzy planują zarabiać na wynajmie. W Warszawie można je znaleźć w cenie od 150 tys. zł   

Popyt na nowe mieszkania nie słabnie. Jeśli sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie, jak w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, deweloperzy mają szansę pobić ubiegłoroczny rekord. Z raportów rynkowych wynika, że w pierwszym kwartale tego roku firmy deweloperskie sprzedały w Warszawie ponad 8 tys. mieszkań, podczas gdy w tym samym okresie rok temu nabywców znalazło 5,8 tys. mieszkań.

Podłożem boomu na rynku mieszkaniowym jest dobra koniunktura gospodarcza w kraju, która sprzyja bogaceniu się Polaków, a także utrzymujące się od dawna niskie stopy procentowe, dzięki którym notowane jest najniższe w historii oprocentowanie kredytów. Stopy procentowe decydują również o niskiej zyskowności lokat, stąd kapitał wycofywany z banków wpływa na rynek mieszkaniowy.

W Warszawie, gdzie ceny mieszkań należą do najwyższych w Polsce, jednymi z najbardziej poszukiwanych są najtańsze oferty na rynku. Mieszkania o najmniejszych metrażach cieszą się największym powodzeniem wśród młodych singli i inwestorów kupujących lokale z przeznaczeniem na wynajem. Największe wzięcie mają kawalerki o powierzchni do 30 mkw. W budynkach, które powstają w centrum miasta wyprzedają się jako pierwsze, znikają od razu, kiedy oferta trafia na rynek.

Kawalerki trzymają cenę

Z ostatnich danych NBP wynika, że za 30 metrową używaną kawalerkę w Warszawie trzeba zapłacić ok. 217 tys. zł, a na nowy lokal o podobnym metrażu kosztuje 231 tys. zł. Nieruchomości zlokalizowane w centrum są jednak droższe. Żeby kupić jednopokojowy lokal w centralnym obszarze miasta trzeba wydać co najmniej 10 tys. zł za mkw. W najnowszych budynkach ceny są jeszcze wyższe, kształtują się na poziomie kilkunastu tysięcy złotych za metr.

Chcąc kupić małą kawalerkę w atrakcyjnym, śródmiejskim rejonie Warszawy trzeba być przygotowanym na wydatek co najmniej 280 tys. zł. A za studio w budynku w wysokim standardzie trzeba zapłacić często nawet dwa razy tyle.

W najtańszej stołecznej dzielnicy – Białołęce najmniejsze jednopokojowe mieszkania na rynku deweloperskim oferowane są w cenie około 200 tys. zł i nie ma ich w ofercie zbyt wiele. W inwestycjach na obrzeżach miasta, gdzie nabywcami mieszkań są przeważnie rodziny z dziećmi kupujące lokale dla własnego użytku, udział kawalerek w ofercie jest skromny.

Znaczna część takich mieszkań w Warszawie znajduje się w budynkach z wielkiej płyty, które skądinąd zlokalizowane są niejednokrotnie w ciekawych miejscach w Śródmieściu, na bliskiej Woli, czy Bielanach. W rejonach oferujących pełną infrastrukturę miejską, doskonale skomunikowanych, a często także w bezpośrednim sąsiedztwie metra.

Najtańsze najbardziej poszukiwane

Projektowane w czasie PRL-u lokale jednopokojowe są nieraz naprawdę małe, niektóre nie mają więcej niż 15 mkw.  Właśnie w tzw. gierkowskich budynkach znajdą najtańsze mieszkania osoby poszukujące ekonomicznych ofert, choć ich ceny bywają też mocno zróżnicowane. Na Bielanach, czy Białołęce ceny takich mieszkań w zależności standardu nieruchomości i lokalizacji wahają się od 150 do 170 tys. zł. W ścisłym centrum Warszawy stawki ofertowe znacznie przekraczają 200 tys. zł.

Powierzchnia budowanych dziś kawalerek rzadko jest większa niż 30 mkw. Lokale o metrażu większym o kilka metrów to często już mieszkania dwupokojowe. Największy wybór nowych kawalerek  oferują te dzielnice, w których najwięcej się buduje, tj. Wola i Mokotów. Studia powstające w inwestycjach z wyższej półki są zwykle dużo większe, od ponad 40 mkw. do nawet 100 mkw. Podobnie jest w przypadku odrestaurowanych śródmiejskich kamienic, w których raczej nie znajdziemy jednopokojowych mieszkań o wielkości 20, czy 30 mkw.

Projektowanie pod inwestorów

Mikro lokale dostępne są natomiast w nowych, dobrze zlokalizowanych inwestycjach, które deweloperzy przygotowują przede wszystkim z myślą o inwestorach. Takie projekty powstają na warszawskich Odolanach, czy Muranowie. Jeden z budynków, w którym zaprojektowane zostały mikro-apartamenty rośnie jest przy ulicy Pawiej. W inwestycji Studio Centrum lokale o podwyższonym standardzie, których średnia powierzchnia wynosi około 25 mkw., można kupić w cenie od 180 tys. zł netto.

Przedstawiciele dewelopera przyznają, że kupowane są przede wszystkim przez inwestorów, którzy planują je wynajmować. – W przypadku zakupów inwestycyjnych kluczowa jest lokalizacja. Inwestorzy wybierają najlepiej usytuowane mieszkania w najniższej cenie. Mogą wtedy uzyskać najwyższą stopę zwrotu z inwestycji – tłumaczy Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development. Zaznacza, że lokale w projekcie Studio Centrum bardzo często nabywane są na firmy, ponieważ umożliwia to klientom odliczenie podatku VAT i wpisanie w koszty wykończenia lokalu.

Zysk z wynajmu

Chętnych do inwestowania w nowe mieszkania z roku na rok przybywa. Nie brakuje także osób zainteresowanych wynajem mieszkań w Warszawie. To w końcu największy rynek pracy i największy ośrodek edukacyjny w Polsce. Rozwija się tu także turystyczny i biznesowy najem krótkoterminowy. Poza tym, coraz więcej osób odchodzi od kupowania nieruchomości na własność na rzecz wynajmu.

Najbardziej poszukiwane przez najemców są małe lokale w centrum miasta lub przy linii metra. Czynsze najmu utrzymują się na wysokim poziomie. Średni koszt wynajęcia kawalerki w Warszawie wynosi ok. 1700 zł za miesiąc. W Śródmieściu stawki są wyższe, sięgają 2300-2400 zł. Tyle trzeba zapłacić za wynajęcie jednopokojowego lokalu w nowym budynku.

Ceny najmu w ostatnich latach rosły. Nie jest to jednak wynikiem podwyżek, ale zmiany struktury mieszkań, które trafiają na rynek najmu. Pojawia się na nim coraz więcej nowych lokali o wysokim standardzie, a średnia stawka za wynajem wzrasta wraz z jakością oferowanych mieszkań.

Warszawski rynek najmu od wielu lat systematycznie się rozbudowuje. Głównie dzięki inwestorom indywidualnym, którzy kupują mieszkania za gotówkę. Inwestowanie w nieruchomości jest dużo bardziej opłacalne niż zakup papierów wartościowych, czy lokowanie kapitału w banku. Stopa zwrotu z inwestycji w mieszkania na wynajem wynosi w Warszawie około 6 proc. rocznie. Ponadto, w przypadku takiej inwestycji dodatkowy zysk może przynieść w dłuższej perspektywie wzrost wartości nieruchomości.

 

 

Autor: Ochnik Development

Gdańsk i Warszawa oferują nie tylko wysokie zyski z inwestycji w mieszkanie na wynajem, ale i wysoką płynność rynku. Po stronie minusów należy zaś wpisać wysoką jak na polskie warunki barierę wejścia – nie każdego stać na to, by kupić atrakcyjne mieszkanie w tych miastach.

Przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi dla największych miast 5,35 proc. netto – wynika z obliczeń Home Brokera i Domiporta.pl. Na tę chwilę najlepiej wróży zakup lokalu w Gdańsku, Warszawie i Tychach. Nawet najmniej pod tym względem atrakcyjne Kielce, Poznań i Kraków oferują średnio znacznie wyższe odsetki niż najlepsze lokaty czy obligacje skarbowe.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015

Z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że trzy- i dwunastomiesięczne lokaty są obecnie najniżej oprocentowane w historii, więcej niż 2 proc. netto to rzadkość. Przeciętna dostępna dziś na rynku lokata nie wystarczy nawet na to, by pokryć inflację, co de facto oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. W tym świetle nie dziwi zainteresowanie inwestorów zakupem mieszkania i wynajęciem go. Coraz więcej kupujących nieruchomości to inwestorzy, czyli osoby, które kupują lokal, by na nim zarabiać – np. wynajmując go. Dane NBP mówią wprost: jeszcze nigdy Polacy nie kupowali tylu mieszkań za gotówkę, w 2016 r. w siedmiu najważniejszych miastach na zakup nowych mieszkań za gotówkę przeznaczono 14,2 mld zł.

Rentowność inwestycji w mieszkanie zależy od kilku czynników. Równie istotna jak uzyskany od najemców czynsz jest cena zakupu. To z kalkulacji tych dwóch wartości można wyliczyć zysk. Pod warunkiem oczywiście, że lokal uda się szybko wynająć. Mieszkanie stojące puste nie przynosi żadnych dochodów, jego rentowność wynosi 0 proc. Pamiętać też należy o kosztach przygotowania do wynajmu oraz ewentualnych remontach, doposażeniu i innych inwestycjach.

Gdzie kupić mieszkanie na wynajem?

Home Broker i Domiporta.pl przeanalizowały rentowność najmu w 15 dużych miastach by sprawdzić, gdzie najbardziej opłaca się kupić mieszkanie na wynajem. Okazuje się, że najlepiej wróży taka inwestycja w Gdańsku, Tychach i Warszawie. W każdej z tych lokalizacji oczekiwana rentowność netto przekracza 6 proc. Pomiędzy 5 i 5,5 proc. rocznie zarobić można w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku. Najmniej, bo 4,42 proc. rocznie powinno przynieść mieszkanie w Kielcach. Nadal jest to jednak sporo więcej niż oferują lokaty czy obligacje skarbowe

Rynek wynajmu rośnie

– Analizując dane popytowe z serwisu Domiporta.pl zauważyć można trendy w zachowaniu użytkowników, które potwierdzają opinie o coraz większym zainteresowaniu inwestorów  lokowaniem kapitału w mieszkania na wynajem – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Od początku 2016 roku liczba użytkowników, którzy przeglądają serwis w poszukiwaniu lokali o potencjale inwestycyjnym wzrosła o 12 proc., a liczba ofert lokali do wynajęcia o 6 proc. względem całego 2015 roku – wylicza Górka.

Jakie mieszkanie kupić na wynajem?

Każde miasto ma swoją specyfikę. W Lublinie czy Toruniu dużo jest studentów, a w Warszawie istotną grupę klientów stanowią klienci „biznesowi”, choć i studentów nie brakuje. Na obszarze danego miasta, czy danej dzielnicy też są różne osiedla i każde może pasować do innego klienta. Nawet w danym bloku są przecież zróżnicowane mieszkania i każde pasuje do innego odbiorcy. Dla grupy studentów liczyć będą się oddzielne sypialnie, by możliwe było zbudowanie odrobiny prywatności oraz sprawny dojazd do uczelni, klient biznesowy wymagać będzie miejsca garażowego i bliskości centrum biurowego, a rodzina z dziećmi zwróci uwagę na bezpieczeństwo osiedla oraz bliskość przedszkola, szkoły czy placu zabaw.

– Szczególnie wyraźny trend rosnący wśród poszukujących mieszkań na wynajem zauważyć można w kategorii lokali dwupokojowych, niezależnie od tego, czy pochodzą one z rynku wtórnego czy pierwotnego. Obecnie prawie 44 proc. wszystkich zapytań o mieszkania stanowią właśnie zapytania o lokale dwupokojowe – wskazuje Maciej Górka z Domiporta.pl.

Uwaga na ryzyka

Możliwe zyski dużo wyższe niż z lokaty nie są oczywiście pozbawione ryzyka. Zakładając zwykłą lokatę dokładnie wiemy kiedy się ona zakończy i jakie odsetki otrzymamy, tymczasem kupując mieszkanie wiemy tylko, ile za nie zapłaciliśmy, a dwa ważne parametry pozostają zagadką. To od tego, jak szybko uda się znaleźć najemcę oraz jaki czynsz wynegocjujemy, zależy rzeczywista rentowność. Najlepiej wypada długoletnia umowa, nie ma wówczas okresów przejściowych, a i koszty remontów można ograniczyć do minimum.

Nie bez znaczenia jest także płynność inwestycji. Lokatę można zerwać, w razie czego utracimy część lub całość odsetek. Tymczasem spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, trochę trwa, a uzyskanie satysfakcjonującej stawki może być trudne. Ale różnice w płynności występują także na rynku nieruchomości i są zależne od specyfikacji danego miasta i nie musi to być wcale zależne od jego wielkości. Tam gdzie mieszkań brakuje, chętni zawsze się znajdą.

– Potencjalni inwestorzy powinni mieć na uwadze, że rynek najmu zbliża się do momentu swego rodzaju przesytu. Dodatkowo, za chwilę pojawią się konkurenci w postaci instytucjonalnych projektów takich jak Mieszkanie Plus, gdzie stawki czynszów będą niższe od rynkowych i mogą wpłynąć na lokalne rynki. Dlatego inwestor , który zamierza posiłkować się kredytem hipotecznym powinien przygotować symulacje różnych scenariuszy – podsumowuje Maciej Górka.

Należy też pamiętać, że takie badania jak rentowność najmu opierają się tylko na statystyce. Trzeba zwrócić uwagę np. na fakt, że nie wszystkie mieszkania są kupowane na wynajem, a nie każde wynajmowane mieszkanie jest kupowane (niektóre są np. otrzymywane w spadku). Należałoby więc każdy przypadek rozpatrywać oddzielnie.

 

Źródło: Home Broker SA

Wynajem mieszkania to ciekawy i popularny pomysł na bezpieczną i przyszłościową inwestycję. Nieruchomości z reguły nie tracą swojej wartości z upływem czasu (a najczęściej na niej zyskują) oraz pozwalają na korzystanie z nich dla własnych celów w razie potrzeby. Tak atrakcyjny dodatkowy dochód warto jednak zarejestrować. Formalności towarzyszące rejestracji wynajmu nie są wcale tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać.

Mieszkania na wynajem to coraz popularniejszy sposób inwestowania wśród Polaków. Wynajmowanie wymaga stosunkowo niewiele wysiłku, a jednorazowy, większy wydatek poniesiony na nieruchomość skutkuje obecnie wyższą stopą zwrotu niż np. ta oferowana przez banki na lokatach. Rejestracja wynajmu mieszkania nie jest skomplikowana, pozwala czerpać korzyści z inwestycji całkowicie bezpiecznie, daje dodatkowe uprawnienia wynajmującemu a nawet… może się finansowo opłacić właścicielowi mieszkania.

Krok pierwszy: umowa

Każdy, choćby najkrótszy, wynajem warto uregulować odpowiednią umową. Przy jej konstruowaniu po raz pierwszy – zasięgaj porady prawnika. W przypadku nieuregulowania kwestii umowy, mogą wystąpić trudności z ewentualną eksmisją osoby, która np. przestała płacić czynsz. Przed podpisaniem umowy z wynajmującym warto sprawdzić także dokładnie tożsamość lokatora. Warto zapytać go także o aktualną pracę – obniży to ryzyko niepłacenia czynszu. Przed zniszczeniem mieszkania zabezpieczy nas kaucja. Jej wysokość najczęściej kształtuje się w przedziale jednej miesięcznej płatności za mieszkanie. Wynajmując mieszkanie obcej osobie możemy się spodziewać, że poprosi nas ona o udowodnienie właścicielstwa za pomocą odpowiednich dokumentów (np. wpis w księdze wieczystej).

Z wizytą w urzędzie

Po podpisaniu umowy, czas na jej zgłoszenie w odpowiedniej instytucji. Formalizując wynajem, nie możemy pominąć wizyty w urzędzie skarbowym. Wynajęcie mieszkania nie spowoduje obowiązku zakładania działalności gospodarczej, bo aby prywatnie udostępnić własne „M” lokatorowi, możemy rozliczać się jako osoba fizyczna.

Możliwości rozliczenia się z fiskusem są dwie: w formie ryczałtu albo na ogólnych zasadach.
W pierwszym przypadku musimy zapłacić podatek w wysokości 8,5% od kwoty przychodu. Jest to najniższy i najczęściej wybierany rodzaj opodatkowania przez osoby zarabiające na wynajmie.
W tym przypadku nie można odliczyć żadnych kosztów związanych z eksploatacją mieszkania (np. remont, umeblowanie). Podatek ten uiszczamy jednak dopiero wtedy, gdy lokator zapłaci nam czynsz.

Przy opodatkowaniu na zasadach ogólnych, mamy prawo do odliczenia poniesionych kosztów, np. na prace remontowe. Gdy zarobek na lokalu nie przekracza miesięcznie 528 złotych, rozliczamy się wedle stawki 18%, powyżej tej kwoty należy opłacić już stawkę 32%.  Podstawą opodatkowania na zasadach ogólnych jest dochód pomniejszony o nakłady na remonty, zakup wyposażenia itp. Powinien on zostać wykazany na wykazie przychodów i kosztów.

Decyzja o tym, którą formę wybrać, powinna zależeć od tego, czy właściciel mieszkania ponosi jakiekolwiek koszty związane z wynajmem. Jeśli sam płaci rachunki za media czy opłaty administracyjne, a dodatkowo przeprowadza w mieszkaniu remont, to podstawa opodatkowania się zmniejsza i rozliczanie na zasadach ogólnych może się dla niego okazać bardziej opłacalne niż płacenie kwoty zryczałtowanej.

Legalny wynajem = czysta korzyść

Przygotowanie odpowiedniej umowy najmu działa dwojako. Będzie odpowiednio zabezpieczało nasze interesy, ale da także poczucie bezpieczeństwa lokatorowi. Podpisanie jej na czas określony zapewnia właścicielowi mieszkania większą swobodę działania w przypadku, gdy konieczne będzie podjęcie kroków mających na celu rozwiązanie umowy lub eksmisję lokatora ze względu na niewywiązywanie się przez niego z postanowień umowy. Zgłoszenie do urzędu skarbowego daje natomiast poczucie bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że jest przejawem troski o naszą nieruchomość. Zgłaszając wynajem do fiskusa nie musimy się obawiać kontroli ze strony urzędu skarbowego i ewentualnych konsekwencji karno-skarbowych z tytułu nielegalnego wynajmu.

– Dobrze sporządzona  umowa to połowa sukcesu inwestowania w wynajem, chroni nas bowiem przed przykrymi konsekwencjami współpracy z nieuczciwym  lokatorem. Rejestracja wynajmu w urzędzie skarbowym spowoduje zaś, że środki czerpane z wynajmu są dla nas uregulowanym prawnie źródłem dochodu, co pozytywnie wpływa na naszą zdolność kredytową, np. w przypadku starania się o kredyt bankowy na kolejną nieruchomość – mówi Kuba Karliński z Magmillon.

Źródło: Magmillon

Eksperci

Greenspan: Grzeczne euro

Pasmo terroru, które przeszło przez Hiszpanię mogło przyczynić się do strat zanotowanych na giełdach...

Lipka: Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje - wz...

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

WIADOMOŚCI

Bezgotówkowe płatności w urzędach

Od rozpoczęcia ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji pub...

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...