wtorek, Listopad 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "MSP"

MSP

Sektorem MSP polska gospodarka stoi – nie ma w tym stwierdzeniu ani cienia przesady: mikro-, małe i średnie firmy stanowią aż 99,8 proc. wszystkich przedsiębiorstw w Polsce[1] i 75 proc. wszystkich klientów firm leasingowych. Tzw. „misie” chętnie wybierają tę formę finansowania, dla wielu jest to bowiem jedyna szansa na zrealizowanie niezbędnych inwestycji, takich jak np. zakup firmowego samochodu. Choć blisko 9 na 10 przedsiębiorców, którzy skorzystali z leasingu, jest zadowolonych ze swojego wyboru[2], temu sposobowi finansowania nadal jest daleko do ideału. Co dla najmniejszych firm jest największą bolączką?

Sektor MSP: małe firmy – duże problemy

W małych i średnich przedsiębiorstwach pracuje blisko aż 70 proc. wszystkich osób zatrudnionych w sektorze prywatnym[3]. Jak wynika z najnowszego raportu PARP[4], sektor MSP, do którego coraz częściej zalicza się również mikrofirmy, stanowi podstawę polskiej gospodarki. Udział tego sektora w strukturze wszystkich przedsiębiorstw w naszym kraju wynosi aż 99,8 proc., z czego najliczniejsze są właśnie mikrofirmy – ponad 96 proc. Niestety, najmniejsi i mali przedsiębiorcy w codziennej działalności napotykają trudności, które są odwrotnie proporcjonalne do rozmiaru firm, które prowadzą.

Zobacz też:

Na czele listy problemów uniemożliwiających rozwój małym i średnim przedsiębiorstwom znajduje się brak środków finansowych na nowe inwestycje, szczególnie tych przeznaczanych na innowacje.  Choć nakłady na inwestycje dla sektora MSP w przeliczeniu na jedną firmę w 2016 r. wyniosły nieco ponad 41 tys. zł, to były one o 13 proc. niższe niż w poprzednio analizowanym okresie[5]. – To tłumaczy, dlaczego najmniejsi przedsiębiorcy zwracają również uwagę na bariery technologiczne. Brak inwestowania, także w nowe technologie oznacza jednocześnie brak szansy na rozwój i utrzymanie konkurencyjności rynkowej. Problemem dla sektora MSP są również wysokie obciążenia podatkowe. Firmy te charakteryzuje wysoka efektywność kosztowa – przedsiębiorcy, aby zrealizować wyznaczone cele, ponoszą wysokie, często niewspółmierne do zysków nakłady finansowe – co powoduje, że małym i średnim przedsiębiorstwom trudno jest utrzymać płynność finansową – komentuje Michał Czerny, Prezes Noble Finance. Tę uwagę potwierdzają dane zebrane przez PARP: blisko 25 proc. firm z sektora MSP deklaruje, że w okresie ostatniego roku groziła im utrata płynności finansowej.  Wyniki wskazują również zależność między utratą płynności finansowej, a wielkością firmy. Najbardziej obawiają się jej mikroprzedsiębiorstwa (prawie 1/4), a najmniej duże firmy (w granicach 4-5 proc.). Głównym powodem obaw przed utratą płynności finansowej są: opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów, odpłynięcie klientów do konkurencji i co jest z tym związane– utrata ważnych rynków zbytu.

 Brak płynności finansowej oznacza, że przedsiębiorcy nie mają dodatkowych środków, które mogliby przeznaczyć na rozwój działalności, zdobycie nowych klientów i przez to poprawić swoją sytuację rynkową. Aby wyjść z tego błędnego koła, firmy korzystają z zewnętrznych źródeł finansowania. Z naszych doświadczeń wynika, że pożyczone środki pozwalają na zakup np. nowego sprzętu IT, nowoczesnych maszyn niezbędnych w produkcji, a także nowych samochodów do firmy. W tym przypadku uzupełnienie floty służbowych pojazdów, czy w ogóle zakup pierwszego samochodu, może wyciągnąć firmę z niebytu, a z pewnością przyczynić się do jej rozwoju. Gdy w grę wchodzi kupno nowego auta, przedsiębiorcy wolą skorzystać z leasingu niż zaciągnąć kredyt – zauważa Michał Czerny, Prezes Noble Finance.

Leasing lepszy niż kredyt

O popularności leasingu świadczą dane zebrane przez Związek Polskiego Leasingu – w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2018 r. branża leasingowa sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 58,2 mld zł, przy wzroście rynku na poziomie 18,7 proc. r/r[6].  To mikro i małe przedsiębiorstwa stanowią blisko aż 3/4 wszystkich klientów firm leasingowych, dlatego wspomniana branża blisko połowę swoich usług kieruje do najmniejszych firm[7]. Co ciekawe, z cyklicznych badań prowadzonych przez Komisję Europejską wynika, że w Polsce prawie 40 proc. firm z sektora MSP korzysta z leasingu, zaś w Europie ten współczynnik wynosi jedynie 23 proc. Dlaczego leasing jest tak popularny wśród polskich przedsiębiorców?

Według badania zrealizowanego przez CBM Indicator[8], 42 proc. małych przedsiębiorstw korzysta lub w przeszłości korzystało z leasingu. – Bez wątpienia, jest to również grupa firm, która ma utrudniony dostęp do zewnętrznego finansowania, np. do uzyskania kredytu. Ponadto, aż 7 na 10 przedsiębiorstw aktualnie korzystających z leasingu twierdzi, że jest on tańszym i bardziej elastycznym sposobem finansowania niż kredyt – mówi Michał Czerny, Prezes Noble Finance. Jakie zalety najmniejsze firmy dostrzegają w leasingu? Ankietowani na pierwszym miejscu wskazali brak konieczności zakupu przedmiotu leasingu (55 proc.). Niższe koszty związane z utrzymaniem nabytego pojazdu oraz skorzystanie z ulg podatkowych zyskały kolejne miejsca (odpowiednio 36 i 33 proc. badanych). Mniejsze wymagania co do zabezpieczeń, zdolności kredytowej oraz mniej formalności związanych z samym zakupem również są cenionymi przez przedsiębiorców zaletami leasingu, na co wskazała 1/3 badanych.

Już jutro Forum e-commerce:

Jedyne w Polsce forum e-commerce dla sektora usług

Leasing 2.0, czyli samochód w abonamencie

Aż 87 proc. firm korzystających z leasingu jest zadowolonych z tej formy finansowania zakupu firmowego samochodu[9], co nie oznacza, że to rozwiązanie jest pozbawione wad. – Niektóre aspekty tradycyjnego leasingu, takie jak np. konieczność osobistego spotkania się z doradcą, czyli brak możliwości dopełnienia formalności przez Internet, długi proces decyzyjny dotyczący przyznania finansowania (jest tym bardziej uciążliwy, jeżeli decyzja o posiadaniu samochodu służbowego podejmowana jest z dnia na dzień), oraz „obowiązek” posiadania odpowiedniej historii kredytowej, sprawiają, że nie mogą, bądź nie chcą z niego korzystać przedsiębiorstwa, którym takie wsparcie byłoby szczególnie potrzebne. Wśród nich wymienić można np. start-upy czy firmy od niedawna obecne na rynku – wyjaśnia Michał Czerny, Noble Finance.

Dla takich firm, również z myślą o potrzebach wszystkich tych przedsiębiorców, którzy nie chcą sfinansować zakupu firmowego auta dzięki kredytowi i szukają jeszcze prostszych – i co nie mniej ważne – tańszych rozwiązań niż leasing, powstają usługi, odpowiadające na ich wymagania, np. umożliwiające długoterminowy najem samochodu na kartę. Jak to wygląda w praktyce? Cały proces najmu odbywa się online i nie zajmuje dłużej niż 10 min. Przedsiębiorca decyduje, na jaki okres chce wynająć pojazd (do wyboru ma 12, 24 lub 36 miesięcy) i wybiera na stronie markę oraz konkretny model, który go interesuje. Na koniec musi uzupełnić wymagane dane i dokonać płatności kartą, a usługa jest uruchamiana. Wygodą jest również to, że cena za miesięczny najem w abonamencie zawiera już koszt ubezpieczenia, serwisu czy wymiany opon, więc przedsiębiorca nie musi się martwić
o te kwestie.

Długoterminowy najem samochodu na kartę to w skali Polski unikatowe rozwiązanie, dlatego ma szansę na zawsze zrewolucjonizować podejście do leasingu wśród rodzimych przedsiębiorców. Dlaczego? Eliminuje bariery napotykane przez firmy, które nie mogą skorzystać ani z leasingu tradycyjnie rozumianego, ani tym bardziej, nie mają szans na uzyskanie kredytu na zakup firmowego auta. Wygoda, którą oferuje usługa od Noble Finance, stałe, niskie koszty użytkowania samochodu w abonamencie przez cały okres najmu, powinny spełniać wymagania nie tylko przedsiębiorców z sektora MSP, szukających różnych rozwiązań, będących wsparciem w codziennej działalności, ale również młodych firm, z nowoczesnym podejściem do biznesu, które tego samego oczekują od proponowanych im usług.

 

[1] Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, czerwiec 2018.

[2] CBM INDICATOR – Prezentacja „Małe firmy o leasingu”. Konferencja prasowa ZPL 31.07.2017. Dane pochodzą
z Raportu INDICATORA „Małe firmy o usługach finansowych” 2017.

[3] Dane: PARP.

[4] Dane: PARP.

[5] Dane: PARP.

[6] Związek Leasingu Polskiego: http://www.leasing.org.pl/pl/aktualnosci/2018/branza-leasingowa-utrzymuje-wysoka-dynamike-wzrostu-wyniki-sektora-leasingowego-po-trzech-kwartalach.

[7] Dane: ZLP.

[8] Dane: CBM Indicator.

[9] Dane: CBM Indicator.

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu w Polsce” najważniejszym sposobem inwestowania przedsiębiorstw nadal jest wykorzystanie środków własnych. Należą do nich oszczędności z zysków osiągniętych w latach poprzednich i aktualnie wygospodarowane środki. Według dostępnych danych, aż 62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) opublikował drugi już raport nt. finansowania biznesu w Polsce. Tematyka jest istotna, bowiem decyduje o poziomie dokonywanych przez przedsiębiorstwa inwestycji na rozwój oraz unowocześnianie prowadzonych działalności. Inwestycje natomiast są niezbędne dla utrzymania wzrostu gospodarczego.

– Wyraźnie widać, że polscy przedsiębiorcy z sektora MSP finansują swoje działania przede wszystkim z własnych środków – twierdzi prezes ZPP Cezary Kaźmierczak– Obawy przed zaciąganiem poważnych zobowiązań są zrozumiałe, ale wydaje się że przeprowadzanie naprawdę dużych inwestycji nie może obyć się bez korzystania z zewnętrznych źródeł finansowania. Dlatego właśnie odpowiednio skrojona oferta i brak przeszkód tworzonych przez prawodawcę to tak istotne czynniki dla rozwoju polskich firm.

Stosunkowo niewielką, choć jednak rosnącą rolę odgrywają tak zwane zewnętrzne źródła finansowania, wśród których wyróżnić można środki zwrotne i bezzwrotne.

Za główny środek zwrotny uważa się kredyty bankowe. Z kolei do środków bezzwrotnych zalicza się subwencje, dotacje oraz pieniądze z funduszy celowych Unii Europejskiej. Szczególnie ten ostatni wydaje się być bardzo atrakcyjny. Tyle tylko, że jedynie niewielki odsetek przedsiębiorców uważa, że stosunkowo łatwo można je pozyskać. Aż 43% jest zdania, że procedura ubiegania się o nie jest stanowczo zbyt skomplikowana. A wśród przedsiębiorców, którzy dofinansowania nie otrzymali, chociaż się o nie ubiegali, niezadowolonych z procedur jest aż 72%.

Z treści raportu wynika jednoznaczny wniosek, że wskazane byłoby, aby proces ubiegania się o dofinansowanie z funduszy europejskich mógł zostać maksymalnie uproszczony. Z drugiej jednak strony trzeba wziąć pod uwagę, że instytucje przyznające środki chcą mieć kontrolę nad gospodarowaniem nimi, dlatego domagają się szczegółowych sprawozdań z wydatkowania. Potrzebny byłby zatem rozsądny kompromis między oczekiwaniami przedsiębiorców a koniecznością nadzoru.

– Z jednej strony mamy do czynienia z sytuacją, w której dofinansowanie przyznawane jest na bardzo wątpliwe projekty, z drugiej jednak wciąż kluczową przeszkodą w korzystaniu przez MSP ze środków unijnych są skomplikowane procedury – powiedział Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Istotną, chociaż jeszcze w niewielkim stopniu wykorzystywaną możliwością finansowania rozwoju oraz inwestycji są wspomniane już wcześniej kredyty bankowe. Przegląd ofert kredytowych poszczególnych banków wskazuje, że jest ona bogata i zróżnicowana. Wygląda jednak na to, ze przedsiębiorcy wciąż z dużą ostrożnością podchodzą do zaciągania poważnych zobowiązań.

Odnotować należy, że coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców cieszą się różne formy leasingu. W roku 2017 firmy leasingowe sfinansowały aktywa o wartości 67,8 miliarda złotych, z tego aż 71% podmiotów, które z nich skorzystały, stanowiły firmy mikro i małe. W pierwszym kwartale roku bieżącego zanotowano dynamiczny wzrost korzystania z leasingu, wynoszący aż 20,9%. Większość finansowanych aktywów stanowiły pojazdy, transport ciężki oraz maszyny i urządzenia. Zatem, jak się wydaje, branża leasingowa ma przed sobą dobrze zapowiadające się perspektywy rozwoju i to pomimo, że aż 52% przedsiębiorców deklaruje, że nie korzystało do tej pory z leasingu i w najbliższej przyszłości nie ma takiego zamiaru.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o stosunkowo rzadko wykorzystywanej usłudze factoringu. Jej popularność stopniowo rośnie, chociaż w ubiegłym roku skorzystało z niej jedynie 14% przedsiębiorców z branży MSP. Ma ona tę zaletę, że pozwala rozwiązać jeden z głównych problemów przy prowadzeniu działalności, a mianowicie likwiduje zatory płatnicze, z którymi boryka się aż 81% mikro, małych i średnich firm. W roku 2017 firmy factoringowe wykupiły wierzytelności na ogólną kwotę 185 miliardów złotych, czyli całkiem sporo.

Magda Strzykalska, informacja prasowa ZPP

 

Mikro, małe i średnie firmy, które w bieżącej działalności wspierają się zewnętrznym finansowaniem najczęściej robią to z dwóch głównych powodów – w branży, w której działają stosuje się długie terminy płatności oraz dlatego, że ich kontrahenci płacą po terminie. Niestety, wiele firm zmaga się zarówno z jednym, jak i z drugim problemem.

Najczęstsze powody korzystania z zewnętrznego finansowania bieżącej działalności to kontrahenci płacący po terminie płatności (38%), długie terminy zapłaty w branży, w której działa dana firma (37,3%), uwarunkowania branżowe, jak na przykład konieczność czekania na zwrot VAT (18%), czy losowe wydarzenia prowadzące do kłopotów z płynnością (11,3%).

– Sedno problemu pokazują dwie pierwsze odpowiedzi. Warto podkreślić, że co piąta badana firma korzystająca z zewnętrznego finansowania zaznaczyła zarówno pierwszą, jak i drugą. To oznacza, że ich kontrahenci najpierw żądają długich terminów płatności, a później często i tak płacą po ustalonym terminie. W takiej sytuacji wiele mikro, małych i średnich firm musi pożyczać pieniądze, aby przetrwać na rynku – wyjaśnia Dariusz Szkaradek, dyrektor zarządzający NFG SA.

Występowanie takiego zjawiska często deklarują firmy zajmujące się budownictwem. Warto jednak podkreślić, że dotyka ono zarówno przedsiębiorstwa produkcyjne, handlowe, jak i usługowe.

– Duża liczba powiązań i relacji między firmami w budowlance sprawia, że jest to sektor gospodarki szczególnie narażony na występowanie zatorów płatniczych. Wykonawca nie dostaje pieniędzy od inwestora, więc nie płaci podwykonawcom, ci nie regulują swoich zobowiązań w hurtowni, a w efekcie pieniędzy nie dostaje też producent – takie sytuacje to niestety codzienność na tym rynku – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

MŚP pożycza z konieczności

Dwa kolejne powody korzystania z zewnętrznego finansowania również są wymuszone. Firmy należące do sektora MŚP pożyczają bowiem także z powodu innych uwarunkowań branżowych, czy nagłych i nieprzewidzianych zdarzeń, które negatywnie wpływają na ich płynność. Podsumowując, mikro, małe i średnie firmy najczęściej pożyczają z konieczności.

Dopiero na piątym miejscu w tym zestawieniu znalazła się odpowiedź, z której wynika, że firmy z zewnętrznego finansowania korzystają nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że jest to część przyjętej przez nie strategii działania. Taką odpowiedź zaznaczyła jednak zaledwie co dziesiąta firma posiłkująca się zewnętrznymi środkami. Aż 70 procent wszystkich ankietowanych bieżącą działalność finansuje jedynie własnymi środkami, a ponad 66 procent w ten sposób finansuje również inwestycje.

– To duża różnica w stosunku do największych firm, które regularnie i z pełną świadomością korzystają z zewnętrznych środków. Mniejsze firmy, zatrudniające od kilku do kilkudziesięciu osób, mogłyby rozwijać się szybciej, a przede wszystkim również bardziej stabilnie, gdyby chętniej naśladowały zachowania rynkowych liderów – dodaje Dariusz Szkaradek.

Na ZUS mają, na kontrahentów nie

Cztery z dziesięciu firm z sektora MŚP korzystających z zewnętrznego finansowania przeznacza te środki na drobne i doraźne wydatki związane z codzienną działalnością firmy. Ponad 30 procent badanych pożycza, żeby zapłacić swoim kontrahentom. 12 procent deklaruje natomiast, że nie ma reguły, a cele są zależne od aktualnych potrzeb. Kolejne odpowiedzi to zakup towaru, czy surowca (6,7%), zapłata podatków (2,7%), zapłata wynagrodzeń (1,3%), czy ZUS-u (0,7%). Co pięćdziesiąta firma nie wydaje tych pieniędzy, a odkłada je na wszelki wypadek.

 

 

 

Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” powstał na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami.

Firmy powinny mieć dostęp do przejrzystej i czytelnej informacji o ofercie funduszy unijnych. Dziś jednak ogłoszenia i komunikaty udostępniane przez administrację mogą zniechęcać do ubiegania się o takie środki – informacje są jak zaszyfrowane, poukrywane w niezrozumiałych skrótach i odniesieniach do innych dokumentów. Czytając je przedsiębiorcy tylko utwierdzą się w przekonaniu, że fundusze są „za trudne”. Tymczasem, jak zauważa sama administracja, „zmniejszenie uciążliwości związanych z interakcją beneficjenta z „systemem” na tym etapie ma kluczowe znaczenie dla pozyskania dla programu jak największej liczby wartościowych projektodawców”.

Choć dotacje unijne dla firm są dostępne od ponad 13 lat, to wciąż wiele z nich nie ma doświadczenia w pisaniu wniosków. Przedsiębiorstwa, najczęściej mikro, małe i średnie, często już przy pierwszym kontakcie z funduszami odstrasza niezrozumiały język, a później skomplikowane wymogi, które nie mają wiele wspólnego z ich rzeczywistością. Niestety większość informacji, dokumentów i regulaminów jest napisana dla profesjonalistów. To dlatego tak wielu przedsiębiorców jest przekonanych, że bez doradcy znalezienie konkursu i przygotowanie wniosku o dofinasowanie jest niemożliwe. Jednocześnie koszt takiej usługi jest dla nich za wysoki. W ten sposób rodzi się patowa sytuacja.

Tymczasem, żeby Polska wykorzystała środki przeznaczone w budżecie 2014-2020 na B+R i innowacje, zdecydowanie więcej MŚP musi po nie sięgnąć. Oferta funduszy powinna wręcz mobilizować i inspirować do podejmowania prac rozwojowych i wdrażania innowacji. Polska gospodarka takich projektów potrzebuje, ale też w obecnej perspektywie finansowej, w programach regionalnych i krajowych, jest na nie najwięcej środków. Tylko w 2018 r. planowane jest uruchomienie ponad 100 konkursów, głównie dla MŚP, z łącznym budżetem przekraczającym 11 mld zł. I tu warto przypomnieć, że już zdarzały się nabory, w których nie udawało się rozdysponować zaplanowanego budżetu. Brakowało po prostu projektów.

 

Polscy przedsiębiorcy, kiedy wydają prywatne pieniądze, sprawdzają dewelopera, u którego chcą kupić mieszkanie lub internetowego sprzedawcę. Kiedy jednak w grę wchodzą firmowe finanse, na weryfikację przymykają oko – wynika z badania „Biznesowy savoir-vivre” przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy.

43 proc. firm z sektora MŚP nie sprawdza wiarygodności finansowej kontrahenta, z którym chcą podjąć współpracę biznesową. Powody są różne. Dwóch na trzech przedsiębiorców tłumaczy, że nie musi weryfikować partnera, ponieważ ma stałych klientów. Z kolei w 24 proc. firm za towary lub usługi płaci się zazwyczaj gotówką. Niewiele mniej, bo 23 proc. ankietowanych ufa, że kontrahent zapłaci – wynika ze wspólnego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i Rzetelnej Firmy „Biznesowy savoir-vivre”, przeprowadzonego przez Keralla Research wśród przedsiębiorców z sektora MŚP. Jednak wielokrotnie to zaufanie zostaje nadszarpnięte, a przedsiębiorca zamiast pieniędzy zostaje z niczym.

 – Skalę problemu najlepiej pokazują liczby. Zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wynosi prawie 9 mld złotych. Na tę kwotę składa się ponad 945 tys. zobowiązań niespłaconych w terminie. Ponadto, jak wynika z naszego cyklicznego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” aż 85 proc. firm wskazuje na kłopoty z otrzymaniem zapłaty od kontrahentów w umówionym terminie. Części problemów można byłoby uniknąć, ale wciąż mało firm ma w zwyczaju sprawdzać wiarygodność finansową swoich partnerów – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kiedy jednak tych samych przedsiębiorców zapytano o to, czy przy wydawaniu prywatnych pieniędzy sprawdzają wiarygodność płatniczą rozmaitych dostawców, ich odsetek znacznie wzrósł. Aż 92 proc. ankietowanych w życiu prywatnym weryfikuje dewelopera przed kupnem mieszkania. 76 proc. robiąc zakupy w Internecie ma zwyczaj sprawdzania sprzedawcy. Najczęściej szukają opinii oraz komentarzy dotychczasowych klientów o usługach czy produktach.

Dlaczego zatem weryfikując prywatnie, nie robią tego zawodowo w firmie? Przedsiębiorcy ufają, że kontrahent zapłaci – w ten sposób odpowiedziało 16 proc. badanych. Co ciekawe, co czwarty ankietowany nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Istotnym aspektem jest również fakt, że dla wielu przedsiębiorców wartość własnych pieniędzy jest zupełnie inna niż wartość finansów należących do firmy. 14 proc. badanych dba bardziej o swoje prywatne finanse niż te służbowe.

– To naprawdę zaskakujące. Tacy przedsiębiorcy żyją w nieświadomości, że to system naczyń połączonych. Kiedy firma straci pieniądze, straci na tym zarówno jej właściciel, jak i jej pracownicy. Dlatego również oni powinni wykazać zainteresowanie i zaszczepić w firmie nawyk sprawdzania. Jak wiadomo: przezorny zawsze ubezpieczony – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Przedsiębiorcy tłumaczą też, że nie mają czasu na przyjrzenie się sytuacji finansowej partnera biznesowego, z którym przyjdzie im współpracować. Niektórzy mówią wprost: lenistwo, a jeszcze inni, że po prostu nie opłaca się im sprawdzać kontrahentów, gdy transakcja dotyczy małej kwoty. Co ciekawe, wśród 92 proc. badanych, którzy prywatnie sprawdzają dewelopera, tylko 58 proc. sprawdza służbowo kontrahentów. Natomiast ci, którzy pozazawodowo szukają informacji o internetowym sprzedawcy, tylko w 62 proc. decydują się zweryfikować partnera.

– W życiu prywatnym panuje większa nieufność i ostrożność niż w życiu zawodowym. Jak pokazują wyniki badań, przedsiębiorcy mają w sobie wyrobiony nawyk sprawdzania, ale najczęściej wtedy, kiedy wydają prywatne pieniądze. W jednej sytuacji mówią „sprawdzam”, w drugiej pozostawiają sprawy swojemu biegowi. To paradoks, bo przecież w obu przypadkach w grę wchodzą ich pieniądze – dodaje prezes Rzetelnej Firmy.

 

 

 

Badanie „Biznesowy savoir-vivre” zostało przeprowadzone przez Keralla Research w grudniu 2017 roku. Badanie zrealizowano na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i Rzetelnej Firmy.

Za trzy lata globalny rynek chmurowych rozwiązań dla contact center będzie wart 15,67 mld dolarów, a tempo wzrostu do 2021 r. wyniesie 23,6% rok do roku – prognozuje Markets&Markets. Polskie firmy z branży call i contact center również będą inwestowały w chmurowe rozwiązania. Coraz częściej będą to firmy z sektora MŚP.

Do końca 2021 roku globalne inwestycje na rozwiązania IT w chmurze obliczeniowej dla biznesu wyniosą ponad 530 mld dolarów, podają analitycy IDC.

– Rynek chmury obliczeniowej rośnie. Ostanie analizy pokazują, że już ponad 90% przedsiębiorstw w 2018 roku będzie korzystać z usług w chmurze. Można powiedzieć, że przekroczyliśmy Rubikon jeśli chodzi o świadomość korzyści wynikających z cloud computingu – wyjaśnia Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która jest dostawcą rozwiązań w chmurze dla firm z branży call i contact center. A to właśnie branża telemarketingowa będzie jedną z tych, które najwięcej będą inwestować w chmurowe rozwiązania w najbliższym latach. Jak prognozuje Markets&Markets, rynek rozwiązań chmurowych dla centrów kontaktu będzie rozwijał się szybciej niż rynek systemów „cloudowych” dla opieki medycznej. Chmura i rozwiązania w niej dedykowane call i contact center będą rosły rok do roku w tempie 23,6%, podczas gdy te dla medycyny o 18,9% rdr.

Tempo, które rok do roku znacząco przekraczać będzie 20%, spowoduje, że za 3 lata rynek chmurowych rozwiązań dla contact center na całym świecie będzie wart 15,67 mld dolarów. Patrząc na rok 2016 będzie to oznaczało aż trzykrotny wzrost. Inwestycje w usługi oparte na modelu cloudowym dla centrów kontaktu w 2021 mają stanowić 3,1% wszystkich wydatków na chmurę na świecie. Dwa lata temu było to 2,5%.

– W Polsce w 2018 będziemy świadkami transformacji małego rodzimego biznesu, który coraz chętniej będzie korzystał z chmurowych aplikacji, bo cały świat idzie w tym kierunku. Potwierdzają to prognozy IDC na ten rok, według których tempo wzrostu polskiego rynku chmurowego wyniesie 20%. – mówi Paweł Pierścionek z Cludo. Firma ta szacuje, że w 2018 roku sprzedaż chmurowego systemu wspierającego zarządzanie contact center wzrośnie o blisko 15%. Będzie to wywołane zmianą w postrzeganiu usług w chmurze, szczególnie przez firmy z sektora MŚP jakie wytwarzają 20% polskiego PKB.

– Od kilku lat obserwujemy, że podejście do rozwiązań dla call center w chmurze się zmienia. Wynika to w dużej mierze z rosnącego zapotrzebowania na cloudowe rozwiązania ze strony mniejszych firm, której do tej pory do chmury podchodziły sceptycznie – kończy Paweł Pierścionek z Cludo.

Polską gospodarkę charakteryzuje bardzo duży odsetek małych i średnich firm, dla których włączenie się we współpracę edukacja-biznes jest poza zasięgiem opłacalności ekonomicznej. Procesem kosztownym, szczególnie dla MŚP jest tworzenie podstaw programowych, zakładanie klas patronackich, czy przyjmowanie uczniów na praktyczną naukę zawodu. Zdaniem pracodawców skuteczność współpracy w tym zakresie  uzależniona jest od włączania do niej nie poszczególnych firm, a organizacji reprezentujących branże.

Premier Mateusz Morawiecki i minister edukacji narodowej Anna Zalewska wystosowali specjalny list do pracodawców, w którym zwracają się do nich o podjęcie działań na rzecz kształcenia zawodowego, m.in. obejmowanie patronatem szkół zawodowych.

– Najbardziej pilnym zadaniem jest stworzenie korpusu fachowców wyspecjalizowanego w nawiązywaniu i rozwijaniu współpracy, rozumiejącego i znającego specyfikę funkcjonowania biznesu oraz instytucji edukacji. Naturalnym miejscem  pracy takich ekspertów są organizacje pracodawców reprezentujące branże oraz regiony. Tylko osoby ze środowiska biznesu będą w stanie diagnozować zapotrzebowanie na pracowników oraz kształcić praktycznie na potrzeby przyszłego rynku pracy – mówi Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy oczekują od rządzących wsparcia w tworzeniu systemu angażującego wielu partnerów – organizacje pozarządowe, edukatorów, trenerów, naukowców, instytucje badawcze oraz agencje rządowe. Dlatego Konfederacja Lewiatan zaangażowała się w proces tworzenia Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji oraz Sektorowych Rad ds. Kompetencji – członkowie Lewiatana współtworzą trzy z sześciu już istniejących Rad.

Polska potrzebuje wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy kontakt z rynkiem pracy rozpoczną jak najwcześniej. Kształcenie praktyków w technikach, których zakończenie otwiera dalszą drogę na specjalistyczne studia techniczne jest priorytetem dla  firm przemysłowych.

 

 

 

Polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa podsumowywały 2017 r. Prawie 90 proc. właścicieli oceniło minione 12 miesięcy jako udane dla firmy. Niezadowolonych z  działalności jest tylko 6 proc. firm – głównie z branży usługowej.

2017 był dobrym rokiem dla polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Zadowolonych z 12 miesięcy działalności jest niemal 90 proc. właścicieli firm z tego sektora – wynika z badania Diners Club Polska. Najwięcej entuzjazmu panuje w mikro firmach – aż 98 proc. z nich pozytywnie oceniło ostatni rok. Pod względem branży, najbardziej usatysfakcjonowane są MŚP rolnicze oraz handlowe.

Nowymi etatami, powstałymi w 2017 r., pochwaliło się co piąte MŚP – z czego największy wzrost zatrudnienia zanotowały firmy średnie (46 proc.) oraz te z branży handlowej (40 proc.). Do redukcji liczby pracowników przyznał się co 10.  przedsiębiorca – najwięcej zwolnień odbyło się w firmach usługowych oraz przemysłowych.

– Okazuje się, że 2017 nie był najlepszym rokiem dla branży usług. Najwięcej właścicieli firm właśnie z tego sektora oceniło źle swoją kondycję finansową. Tylko co 10. z nich wierzy w  poprawę  sytuacji w najbliższym roku – mówi Katarzyna Fatyga, prezes Diners Club Polska.

Priorytetem były cięcia

Jak wynika  z badania, priorytetem dla firm w 2017 r. były cięcia kosztów. Stawiało na nie największa liczba przedsiębiorców – 41 proc. Na zdobycie nowych klientów liczyło 26 proc., a  na utrzymaniu obecnych skupiło się 18 proc. badanych. Zwiększenie zatrudnienia priorytetowo traktowało 8 proc. MŚP, a niewiele mniej bo 7 proc. chciało przede wszystkim inwestować w rozszerzenie działalności.

– Biorąc pod uwagę to, że aż 90 proc. właścicieli uważa minione 12 miesięcy jako udane, możemy wnioskować, że postawione cele udało się zrealizować – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club.

2018 zapowiada się dobrze

W 2018 r. nadrzędnym zadaniem dla ponad połowy badanych firm będzie zyskanie nowych odbiorców. Stawiają na to zarówno firmy handlowe, usługowe jak i produkcyjne. Jedynie przedsiębiorstwa rolnicze określiły inny cel na najbliższy rok. Będą nim cięcia kosztów, które zamierza wdrożyć aż 94 proc. proc. firm z tego sektora.

– W nadchodzącym roku, branża MŚP zamierza także wdrożyć więcej inwestycji rozwojowych – priorytetowo z roku na rok traktuje je coraz większa liczba przedsiębiorców – obecnie jest to 13 proc – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Poprawy sytuacji finansowej firmy w najbliższym roku możemy spodziewać się u 35 proc. przedsiębiorców. Na pogorszenie koniunktury przygotowuje się tylko 6 proc. Najbardziej pesymistycznie w przyszłość patrzą MŚP przemysłowe oraz usługowe.

Pomimo rosnącego optymizmu polskiego sektora MŚP i zadowalających danych płynących z rynku kryzysy w firmach zdarzają się i będą mieć miejsce również w przyszłości. Małe przedsiębiorstwa ze względu na swój charakter są szczególnie wrażliwe na takie czynniki, jak spadek obrotów czy kłopoty finansowe kontrahenta. Z tego powodu mnóstwo firm na jakimś etapie działalności boryka się z problemami płynności finansowej, a te – nieopanowane w porę – mogą skutkować zrealizowaniem się czarnego scenariusza.

Jak pokazuje najnowszy raport Global Business Monitor, opracowany na zlecenie Bibby Financial Services, prawie połowa badanych przedsiębiorców (47%) przewiduje, że sprzedaż ich towarów i usług wzrośnie w ciągu roku. Takie prognozy cieszą, jednak potrafią też uśpić czujność, a to w biznesie nigdy nie jest pożądane. Przedsiębiorca zawsze powinien być wyczulony na pierwsze sygnały zbliżającego się zagrożenia ­– po to, aby móc w porę zareagować i zapobiec rozwojowi kryzysu. Jakie to sygnały? W jaki sposób może pomóc faktoring?

  1. Utrata przewagi konkurencyjnej. Pierwszym ostrzeżeniem powinna być dla firmy spadająca sprzedaż czy też obniżający się popyt na oferowane przez nią usługi. Powodów takiej sytuacji może być wiele. Niska jakość produktów, spadek wydajności, błędy komunikacyjne, niezadowalająca obsługa klienta, pogorszenie się wizerunku firmy – to najczęstsze przyczyny. Warto pamiętać o tym, że każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie i dobierać stosowne środki zaradcze.
  2. Znaczący spadek obrotów. Zmniejszenie przychodów i udziału w rynku szybko może doprowadzić do znacznego spadku zysku oraz pogorszenia sytuacji przedsiębiorstwa na rynku. Jeśli dodać do tego rosnące koszty działalności, straty finansowe są już tylko kwestią czasu. To z kolei prosta droga do zakłóceń w płynności finansowej, a w konsekwencji do jej utraty.
  3. Zbyt długie oczekiwanie na należności od kontrahentów. Według danych Krajowego Rejestru Długów firmy na zapłatę faktury czekają średnio 3 miesiące. Według 14. fali badania Bibby MSP Index problem z opóźnieniami za sprzedane wyroby czy wykonane usługi dotyczy prawie 70% przedstawicieli sektora MŚP. Jak wynika z prowadzonych przez nas badań w przypadku stałych i dużych kontrahentów, 3% prowadzących biznes toleruje opóźnienia w płatnościach. Warto pamiętać, że nawet jedna nieopłacona faktura może spowodować ciąg negatywnych konsekwencji dla kilku – lub nawet kilkunastu – przedsiębiorców– zwraca uwagę Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services. Płynność finansowa odgrywa kluczową rolę w prawidłowym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa, dlatego należy dbać o jej utrzymanie, a gdy tylko pojawi się zagrożenie – podjąć zdecydowane działania.
  4. Ograniczanie rozwoju. Często naturalną reakcją przedsiębiorcy na pogarszającą się kondycję finansową firmy jest przeznaczanie mniejszych środków na inwestycje lub wycofywanie się
    z inwestycji długoterminowych w celu pozyskania gotówki na bieżącą działalność. Jest to jedno
    z możliwych rozwiązań pozwalających na utrzymanie płynności finansowej, jednak jego podstawową wadą jest czasowa rezygnacja z rozwoju firmy. Przedsiębiorcy, którzy poszukują elastycznego źródła finansowania i chcą terminowo otrzymywać płatności za sprzedaż swoich towarów lub usług powinni zastanowić się nad faktoringiem. Ta usługa nie tylko zabezpiecza właścicieli firm przed ryzykiem niewypłacalności ich kontrahentów, ale również pozwala rozszerzyć działalność o nowe rynki zbytu – mówi Jerzy Dąbrowski
  5. Nadmierne zadłużenie. Firmy mające kłopoty finansowe często poszukują pomocy w bankach
    i firmach pożyczkowych. W niektórych przypadkach pozwala to przetrwać trudny okres, jednak znaczne zwiększenie zapotrzebowania na kredyty i pożyczki, zwłaszcza krótkoterminowe, powinno zapalić w głowie przedsiębiorcy czerwoną lampkę.
  6. Utrata płynności finansowej. Kolejnym sygnałem, który powinien zaniepokoić przedsiębiorcę, są trudności w finansowaniu bieżącej działalności firmy oraz wywiązywaniu się ze zobowiązań wobec dostawców, instytucji publicznych czy pracowników. Z danych KRD wynika, że ok. 25% przedsiębiorców nie reguluje swoich należności wobec innych w terminie.
  7. Przeterminowane długi. Jeśli wobec firmy prowadzone są działania windykacyjne, mamy już do czynienia z poważnym kryzysem finansowym. Warto jednak pamiętać, że nie zawsze musi się on skończyć upadłością przedsiębiorstwa. Wdrożenie odpowiednich procesów naprawczych może uratować firmę i przywrócić jej stabilność działania. W niektórych przypadkach faktoring może się okazać pomocny również na tym etapie, jednak znacznie korzystniej i bezpieczniej jest wcześniej zapobiegać utracie płynności finansowej, niż próbować ją odzyskać, gdy sytuacja staje się krytyczna.

Co piąta firma zatrudniająca mniej niż 50 osób byłaby zainteresowana leasingiem za pośrednictwem internetu, gdyby decyzja o przyznaniu finansowania trwała mniej niż 15 minut. Najbardziej przekonani są przedsiębiorcy, którzy mają bądź mieli styczność z leasingiem. Jednocześnie dość sceptycznie oceniają oni swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego – w 5-stopniowej skali średnia ocen ich wiedzy wynosi 2,35 pkt.

Centrum Badań Marketingowych Indicator na zlecenie Siemens Finance przeprowadziło badania mikro i małych przedsiębiorców dotyczące popularności leasingu jako formy finansowania zakupów. Wyniki pokazują, że potencjał leasingu online jest duży – biorąc pod uwagę liczebność sektora MŚP w Polsce, zainteresowanych tą formą finansowania może być nawet kilkaset tysięcy firm.

Leasing – rozwiązanie idealne dla MŚP

Leasing to finansowanie przez leasingodawcę zakupu sprzętu, za co przedsiębiorca (zwany leasingobiorcą), zobowiązuje się płacić comiesięczne raty. Ta forma zyskuje na popularności szczególnie wśród mikro oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Według danych Związku Polskiego Leasingu aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowane właśnie do takich przedsiębiorstw.

Dlaczego przedsiębiorcy tak chętnie decydują się na leasing? – Przede wszystkim chodzi o korzyści podatkowe oraz uproszczone formalności. Największym plusem tego instrumentu jest fakt, że w przeciwieństwie do kredytu, przedsiębiorca może wliczyć całą ratę leasingową w koszty uzyskania przychodu. Jednocześnie sama procedura zawarcia umowy jest przyjazna i bardzo prosta – mówi Cezary Zbierzchowski z firmy Siemens Finance, która w ubiegłym miesiącu wprowadziła na rynek platformę leasingu online SimplyLease.

Firmy chcą korzystać z leasingu online…

Rewolucja cyfrowa dzieje się na naszych oczach. Dotyka ona w dużej mierze sektora finansowego. Na rynku pojawia się coraz więcej sposobów finansowania zakupów. Jednak wciąż stosunkowo niewiele z nich kierowane jest do przedsiębiorców. Jak wynika z badań Siemens Finace, z leasingu aktualnie korzysta lub korzystało w przeszłości 31 proc. mikrofirm oraz 39 proc. firm z sektora MŚP. To właśnie w tych grupach jest najwięcej zwolenników leasingu przez internet.

– Niemal połowa firm zatrudniających do 9 pracowników, posiłkujących się leasingiem, jest zainteresowana leasingiem poprzez internet. To często młode osoby, które chętnie korzystają z nowych technologii. Jeśli zamiast czekania na spotkanie z doradcą i wypełniania skomplikowanych formularzy mogą  w 15 minut wziąć komputer w leasing chętnie z tego korzystają – mówi Cezary Zbierzchowski

… choć wiedza nadal kuleje

Pomimo, że leasing zyskuje na popularności, to przedsiębiorcy nisko oceniają swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego. Aż 52 proc. mikro i 47 proc. małych i średnich firm przyznaje, ocenia swój poziom wiedzy na bardzo niski lub raczej niski. Średnia ocen w 5-stopniowej skali w kategorii mikro wynosi 2,35, a w MŚP – 2,44.

Na przekór temu większość zarządzających prawidłowo definiuje korzyści związane z leasingiem. Najwięcej ankietowanych (37 proc. wśród MŚP i 35 proc. wśród mikrofirm) wymienia argument niższego podatku dla firmy, spora część  z kolei mówi mniejszych wymaganiach co do zdolności kredytowej (26 proc. wśród MŚP i 21 proc. wśród mikrofirm) oraz o koniecznych zabezpieczeniach (20 proc. wśród MŚP i 16 proc. wśród mikrofirm).

Na co firmy zwracają uwagę?

Najważniejszymi czynnikami, które decydowałby o skorzystaniu z leasingu online zarówno w kategorii mikroprzedsiębiorców, jak i MŚP są kwestie finansowe: wysokość raty (odpowiednio 80 proc. i 79 proc) oraz łączny koszt oferty (83 proc. i 82 proc.). Jak się okazuje, istotnymi argumentami są także szybkość decyzji o przyznaniu leasingu (62 proc. i 78 proc.) oraz prostata zawarcia umowę (79 proc. i 78 proc.). To więcej niż np. marka firmy leasingowej (62 proc. i 55 proc.).

– Choć wciąż to koszt jest najważniejszym czynnikiem wyboru, to przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z kanałów online. Ten trend będzie się w najbliższych latach zwiększał, szczególnie, że przedsiębiorcami stawać się będą młodzi ludzie, którzy dziś nie wyobrażają sobie życia bez internetu – podsumowuje Cezary Zbierzchowski.

Badanie Indicator i Siemens Finance objęło grupę 300 mikrofirm (do 9 pracowników) i 300 firm MŚP (do 49 pracowników). Zostało zrealizowane z wykorzystaniem metody ilościowej – wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI).

Nadchodzący rok może okazać się korzystny dla MŚP i dużych przedsiębiorstw, starających się o fundusze unijne – do wydania wciąż pozostaje ponad 54 proc. z puli przeznaczonych środków. W ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój zagospodarowano zaledwie 16 proc. dostępnych środków. Dotychczasowe konkursy charakteryzowały się niskim wskaźnikiem sukcesu. Jakie były najczęstsze przyczyny odrzucania wniosków w POIR i co planuje Ministerstwo Rozwoju, aby zwiększyć skuteczność wnioskodawców i przyspieszyć wydatkowanie?

W ramach unijnej polityki spójności i perspektywy finansowej na lata 2014-2020 Polska otrzymała do wykorzystania 82,5 mld euro. Tymczasem z danych Ministerstwa Rozwoju wynika, że po trzech latach wydatkowania, we wszystkich programach operacyjnych do rozdysponowania pozostaje ponad 54 proc. środków. Od 2014 r. uruchomiono 3,8 tys. konkursów, w których złożono ponad 68 tys. wniosków o dofinansowanie w łącznej wysokości ok. 421 mld zł. Do tej pory podpisano 25 tys. umów na ponad 225 mld zł, a średni poziom dofinansowania wszystkich projektów (realizowanych przez przedsiębiorców i instytucje publiczne) wyniósł 77 proc.

Największym zainteresowaniem wśród przedsiębiorców cieszy się Program Operacyjny Inteligentny Rozwój (POIR), którego celem jest wzrost innowacji i działań badawczych. W ramach POIR wykorzystanie alokacji wzrosło do poziomu 5 903,96 mld zł, co stanowi zaledwie ok. 16 proc. środków dostępnych w programie. Ministerstwo Rozwoju już zapowiedziało liczne uproszczenia proceduralne, zarówno na etapie oceny formalnej, jak i merytorycznej, co powinno przełożyć się na zwiększenie skuteczności wnioskodawców i przyspieszenie wydatkowania z POIR. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że dotychczas na etapie oceny merytorycznej wnioski najczęściej były odrzucane z pięciu powodów.

  1. Rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie

Najczęstszym błędem popełnianym przez wnioskodawców POIR jest rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie. Jest nim podpisanie umowy z wykonawcą lub dostawcą (np. maszyn, materiałów), czy dokonanie płatności (nawet w formie zaliczki) na poczet projektu.

Z założenia dotację powinny uzyskać firmy, które nie są w stanie samodzielnie przeprowadzić projektu w kształcie przedstawionym we wniosku. Jeśli więc przedsiębiorstwo rozpoczęło realizację projektu jeszcze przed złożeniem wniosku, jest to sygnał dla instytucji finansującej, że dysponuje ono zapleczem finansowym, a dotacja nie jest niezbędna do realizacji projektu. Przed złożeniem wniosku o dofinansowanie, przedsiębiorstwo potencjalnie może podpisać umowę warunkową zawierającą klauzulę, która zastrzega, że umowa wejdzie w życie dopiero po otrzymaniu przez firmę dofinansowania. Umowy takie nie mogą być wiążące – komentuje Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca w Ayming Polska.

  1. Brak stabilności finansowej przedsiębiorstwa

Fundusze unijne są przeznaczone dla rozwijających się podmiotów, które potrzebują wsparcia, by przyśpieszać rozwój. Przedsiębiorstwa starające się o dotacje muszą udowodnić, że są w stanie sfinansować tę część projektu, która nie jest objęta dofinansowaniem ze środków UE (minimum 20 proc. kosztów całej inwestycji). W związku z tym, na etapie oceny merytorycznej, weryfikowana jest sytuacja finansowa przedsiębiorstwa w okresie trzech ostatnich lat obrachunkowych. Przed złożeniem aplikacji o dofinansowanie należy przeanalizować, czy firma będzie w stanie ponieść koszty realizacji projektu w czasie jego trwania oraz w okresie trwałości, który wynosi od 3 do 5 lat. Warto także rozważyć złożenie wniosku w konsorcjum – w takim wypadku kluczowe jest prawidłowe sformułowanie zapisów umowy.

  1. Brak weryfikacji poziomu innowacyjności projektu

W przypadku projektów badawczo-rozwojowych zazwyczaj głównym kryterium oceny jest innowacyjność, rozumiana jako stopień zaawansowania technologicznego produktu lub technologii końcowej w projekcie, osiągany na drodze prac badawczo-rozwojowych. Prawidłowe określenie poziomu innowacyjności projektu przysparza firmom wiele trudności i często decyduje o odrzuceniu wniosku o dofinansowanie. Tymczasem poziom innowacyjności projektu najlepiej określić jeszcze przed podjęciem decyzji o złożeniu wniosku, w oparciu o bazy danych, np. patentową. Pozwoli to na uzyskanie informacji, czy rozwiązanie, które ma być wynikiem realizacji projektu, istnieje już na rynku lub ma na nim swój odpowiednik. W zależności od wyniku weryfikacji, kolejnym etapem może być uzyskanie opinii o innowacyjności projektu od wykwalifikowanej jednostki naukowej.

  1. Nieprawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu

Dla wielu przedsiębiorstw starających się o dofinansowanie wyzwaniem jest prawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu. Dotyczy to w szczególności projektów badawczo-rozwojowych i przypisywania kosztów do poszczególnych etapów prac B+R. W tym wypadku głównym problemem wnioskodawców jest rozróżnienie badań przemysłowych od prac rozwojowych. To istotna kwestia, ponieważ dla różnego rodzaju prac B+R przewidziany jest różny poziom dofinansowania.

Rozwiązaniem jest przyporządkowanie odpowiedniego poziomu TRL (Technology Readiness Level) dla poszczególnych etapów projektu. TRL to dziewięciostopniowa skala określająca poziom gotowości technologicznej danego rozwiązania. Można ją rozumieć jako etap rozwoju projektu badawczo-rozwojowego. Przykładowo, do poziomu TRL 6 występują wyłącznie badania przemysłowe. Najlepiej więc już na początku zdefiniować na jakim poziomie TRL będą kończyć się kolejne etapy projektu i dopiero na tej podstawie kategoryzować koszty – komentuje Beata Maczyszyn, Manager ds. Projektów Inwestycyjnych w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

  1. Brak odpowiednich zasobów do realizacji projektu

Przedsiębiorstwa starające się o dofinansowanie muszą udowodnić, że posiadają kadrę i zasoby techniczne niezbędne do realizacji projektu. Jeśli w momencie składania wniosku, w przedsiębiorstwie nie ma odpowiednio wykwalifikowanego personelu, firma może wykazać umowy warunkowe podpisane z kadrą, która przystąpi do pracy po otrzymaniu dofinansowania na projekt. W przypadku zasobów technicznych, najlepiej gdy przedsiębiorstwo już fizycznie dysponuje sprzętem niezbędnym do przeprowadzenia projektu. W innym wypadku może starać się o zakup lub wynajem środków trwałych i dofinansować ich amortyzację lub wynajem. Istotne jest, aby określić środki trwałe potrzebne do realizacji projektu i taką informację zawrzeć we wniosku.

Od 2018 r. ułatwienie dla wnioskodawców POIR

We wrześniu, w ramach Ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020, Ministerstwo Rozwoju zatwierdziło korzystne dla przedsiębiorstw zmiany w procesie oceny wniosków. Będą one obowiązywać od 2018 r., a w przypadku konkursu 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” już od 20 listopada b.r. Ocena formalna wniosku będzie prostsza i szybsza. Do tej pory uzyskanie pozytywnej oceny formalnej wymagało spełnienia wszystkich kryteriów. Teraz komisja będzie weryfikować, czy wniosek został złożony we właściwym formularzu i terminie, jest wypełniony przynajmniej w dwóch trzecich punktów i posiada niezbędne załączniki. Nowością będzie także możliwość wniesienia poprawek do wniosku na etapie oceny merytorycznej. Wnioskodawca otrzyma od oceniających ekspertów kompleksowy zestaw uwag do wniosku, na podstawie których w ciągu 14 dni będzie mógł zaproponować zmiany w aplikacji o dofinansowanie. Poprawek nie będzie można wprowadzać jedynie w odniesieniu do oceny zdolności finansowej wnioskodawcy i zakwalifikowania projektu jako noszącego znamiona Centrum Badawczo-Rozwojowego. Inną pozytywną zmianą jest dopuszczenie udziału firm doradczych w panelu ekspertów oceniających składane aplikacje. Nowością będzie także wprowadzenie tzw. wizji lokalnej jeszcze przed podpisaniem umowy. Po opublikowaniu listy rankingowej, wnioskodawcy ubiegający się o dotacje dla projektów obarczonych dużym ryzykiem oraz  ci o mniejszej wiarygodności finansowej czy merytorycznej, będą podlegać kontroli ze strony jednostki przyznającej dofinansowanie.

 

Już 20 listopada 2017 r. ruszył prawdopodobnie ostatni nabór do wiodącego konkursu POIR: 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” (kolejny odbędzie się tylko, jeśli pozostaną środki do wykorzystania), a 15 lutego  2018 r. po raz ostatni odbędzie się konkurs w ramach 3.2.2 „Kredyt na innowacje technologiczne”. Teraz, gdy wydatkowanie środków unijnych nabiera rozpędu, szansa na uzyskanie środków jest jeszcze większa – warto więc ją wykorzystać.

 

Źródło; Ayming

Coraz więcej firm przyznaje, że zapłatę za sprzedane towary i usługi dostaje po terminie, a mimo to połowa z nich nie ma opracowanego scenariusza, co robić, kiedy klient nie płaci – taki obraz rodzimego biznesu przedstawia najnowsze badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Optymistyczne jest jednak to, że w stosunku do badania z 2015 r. wzrósł odsetek firm, które plany awaryjne posiadają.

To już druga edycja „Audytu windykacyjnego”. Pierwsza została przeprowadzona w II połowie 2015 r. O ile dwa lata temu brak terminowej zapłaty był bolączką 71 proc. przedsiębiorstw, to teraz problem dotyka już ponad 81 proc. firm Badaniem zostały objęte małe i średnie przedsiębiorstwa. To właśnie dla tej grupy firm kłopoty z płatnościami są najbardziej dotkliwe. Przy ich skali działalności, znacznie mniejszej niż w przypadku dużych korporacji, brak płynności finansowej może skutecznie sparaliżować funkcjonowanie firmy.

– Chodzi tu zarówno o regulowanie należności wobec kontrahentów, jak i wypłatę wynagrodzeń dla pracowników oraz spłacanie kredytów czy leasingu. Puste konto sprawia, że firma dostaje zadyszki, a związane z tym straty wizerunkowe to tylko czubek góry lodowej. Brak zaufania ze strony otoczenia oznacza początek poważnych perturbacji biznesowych, które nie zawsze udaje się pokonać bez nadszarpnięcia kondycji firmy – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Opóźnione płatności osłabiają firmy

Ponad 18 proc. podmiotów z sektora MSP przyznaje, że klienci płacą im z opóźnieniem bardzo często. W poprzednim badaniu wskazało tak prawie 24 proc. ankietowanych. Z kolei 63 proc. firm potwierdza, że spotykają się z tym problemem sporadycznie lub czasami. Dwa lata temu odpowiedzi takiej udzieliło 48 proc. przedsiębiorstw. To oznacza, że choć samo zjawisko opóźnień w płatnościach się nasiliło i dotyka większej liczby firm, to jego dokuczliwość zmalała.

– To bez wątpienia wpływ dobrej koniunktury. Kiedy gospodarka się rozwija, przedsiębiorcy płacą chętniej. Ale z drugiej strony jeśli ktoś w tak komfortowych warunkach pozwala sobie na to, aby nie płacić w terminie, to gdy tylko pojawi się choćby niewielki kryzys, nie zapłaci na pewno. Dlatego niepokojące jest to, że nadal połowa firm z sektora MSP nie ma opracowanego scenariusza działania, gdy klient im nie płaci. Postępują w myśl zasady „Jak będzie problem, to się będziemy martwić”. Tyle, że to już za późno – przekonuje Jakub Kostecki.

W 4,4 proc. firm do kasy wpływa z opóźnieniem ponad połowa należnych pieniędzy, a 11,8 proc. przedsiębiorców dostaje po terminie od 25 proc. do 50 proc. zapłaty. To znacznie mniej niż w 2015 r., kiedy ten odsetek wynosił odpowiednio 12,6 proc. i 14,2 proc., ale nadal bardzo dużo. Oznacza to, że co 6 polska firma z sektora MSP tak naprawdę co miesiąc walczy o przeżycie, często kredytując się kosztem innych, którym też nie płaci w terminie. Brak pieniędzy na koncie sprawia też, że te przedsiębiorstwa nie rozwijają się, bo nie mają wystarczających środków na inwestycje.

Ręczne sterowanie księgowością

Aby zapobiegać zaległościom, przedsiębiorcy starają się kontrolować stan wpływów na konto. Wykorzystują do tego różne narzędzia. Niemal połowa samodzielnie sprawdza na koncie płatności od kontrahentów lub wspomaga się programem księgowym do monitorowania spływu należności (prawie 40 proc.). Ci, którzy preferują bezpośredni nadzór, codziennie sami logują się na konto bankowe i sprawdzają wpływy (30 proc.) lub zlecają to pracownikom działu księgowości (46 proc.).

– Zadziwiające jest to, że choć zjawisko płacenia po terminie jest powszechne i mocno zakorzenione w rynkowej mentalności, co druga firma nie ma opracowanego planu działania. Zabezpieczenie się na taką okoliczność to przejaw odpowiedzialności za firmę, pracowników i kontrahentów. W biznesie, jak w medycynie, profilaktyka jest zawsze tańsza od leczenia – tłumaczy Jakub Kostecki.

W stosunku do badania sprzed dwóch lat zwiększyła się liczba firm, które opracowały scenariusze działania na wypadek odwlekania zapłaty faktur przez kontrahentów. Aktualnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada kryzysowe plany działania w zakresie odzyskiwania należności. W 2015 r. zabezpieczało się niecałe 40 proc. firm.

Dlatego tak ważne jest zarówno sprawdzanie kontrahentów przed zawarciem transakcji, jak i monitorowanie tego, co dzieje się z należnościami. Płynność finansowa stanowi fundament sprawnej gospodarki, a wpływ na to ma każdy, nawet najmniejszy, przedsiębiorca.

 

Polscy przedsiębiorcy finansują już za pomocą leasingu aktywa o wartości 47,9 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Związek Polskiego Leasingu. To o ponad 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Dlaczego ta forma finansowania zyskuje taką popularność i kto może z niej skorzystać?

W ostatnich dniach Związek Polskiego Leasingu zaprezentował dane, z których wynika, że coraz więcej polskich firm korzysta z takiej formy finansowania. Zdaniem ekspertów Związku, popularność tego rozwiązania rośnie zwłaszcza wśród mikro i małych przedsiębiorstw. Wyniki raportu wskazują, że aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowana do firm z tego sektora.

Dlaczego leasing się opłaca?

Powodem, dla którego przedsiębiorcy decydują się na wzięcie leasingu jest mała ilość związanych z tym formalności oraz znacznie niższe – w porównaniu do kredytu bankowego – wymagania dotyczące zabezpieczenia transakcji (najczęściej sam przedmiot leasingu jest wystarczającym zabezpieczeniem). Ponadto, firmy leasingowe często nie wymagają opłaty wstępnej nawet przy dużych i skomplikowanych projektach finansowania. – Przedsiębiorstwo, które na przykład chce zakupić nowe maszyny nie musi angażować własnych środków. To leasingodawca, po akceptacji wniosku i podpisaniu umowy leasingowej, wpłaca za nie zaliczkę dostawcy – wyjaśnia Jarosław Kubiszewski, dyrektor sprzedaży bezpośredniej z firmy Siemens Finance, specjalizującej się w leasingu maszyn i urządzeń.

Co ważne, samo złożenie wniosku jest bardzo łatwe. Przedsiębiorca dostarcza leasingodawcy wymagane dokumenty – często wystarczają tylko dane firmy wyciąg z KRS lub CEIDG, podstawowe dokumenty finansowe, dowód tożsamości oraz 3-4 stronicowy wniosek leasingowy. Po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji wniosek jest weryfikowany (decyzja wstępna jest znana nawet w ciągu kilkunastu minut). Cała procedura, w zależności od wolumenu transakcji, trwa od jednego do maksymalnie kilku dni.

Niewątpliwą korzyścią wynikającą z leasingu jest możliwość wliczenia całej raty leasingowej w koszty uzyskania przychodu. W efekcie leasingobiorca pomniejsza koszty prowadzonej działalności. W przypadku oferty większości firm leasingowych dodatkowym atutem jest elastyczność tego rozwiązania. Przedsiębiorcy mogą sami wybrać wysokość opłaty wstępnej oraz wartość końcową przedmiotu leasingu. Co istotne, w przypadków kłopotów finansowych, leasing można “przekazać”. Każdy kto podpisuje umowę leasingową, może przepisać ją na inny podmiot przy zachowaniu takich samych warunków. W takim przypadku jedynym warunkiem jest pozytywna weryfikacja „nowego” leasingobiorcy, która odbywa się analogicznie do podmiotu, który „przekazuje” leasing.

Co można sfinansować za pomocą  leasingu?

Choć wciąż dominującym segmentem rynku jest finansowanie pojazdów, to według danych ZPL w trzecim kwartale 2017 roku największy – bo sięgający niemal 20 proc. wzrost – zanotował sektor maszyn i urządzeń. Jak podkreślają eksperci Związku Polskiego Leasingu, w dużej mierze wynika to z dostępności funduszy unijnych pochodzących z nowej perspektywy finansowej, która zastała uruchomiona na początku bieżącego roku.

Według Jarosława Kubiszewskiego, wpływ na zwiększone zainteresowanie leasingiem wśród przedstawicieli sektora MŚP ma też sytuacja gospodarcza Polski. Małe i średnie firmy od wielu lat stanowią siłę polskiej gospodarki. Rosnące możliwości eksportowe, ale także coraz większa konkurencja wpływa na fakt, że muszą one inwestować pieniądze w nowe technologie produkcyjne. A leasing jest do tego idealnym narzędziem –zaznacza ekspert.

 Co wybrać – kredyt czy leasing?

Przedsiębiorcy mają obecnie do dyspozycji wiele zróżnicowanych produktów finansowych. Według raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”, ze wszystkich zewnętrznych narzędzi, firmy do finansowania swoich inwestycji wybierają przede wszystkim kredyt bankowy oraz właśnie leasing. Odpowiedź na pytanie, które z nich jest bardziej korzystne zależy jednak od indywidualnych potrzeb klienta.

Przy wyborze rozwiązania należy wziąć pod uwagę specyfikę naszego biznesu. Jeśli potrzebujemy szybko sfinansować zakup nowych maszyn, jednocześnie nie angażując środków własnych, to leasing jest najlepszym wyjściem – zaznacza Jarosław Kubiszewski. Ten instrument finansowy jest też bardzo korzystny ze względu na przepisy podatkowe. W przeciwieństwie do kredytu, w którym w koszty prowadzonej działalności możemy wliczyć jedynie odsetki oraz amortyzację, w przypadku leasingu istnieje możliwość zmniejszenia podatku CIT lub PIT o całą wartość raty – co przy umowach na krótkie okresy pozwala zaliczyć maszynę w koszty np. dwa razy szybciej niż przy zakupie w kredycie.

Firmy leasingowe starają się być partnerem dla leasingobiorców. Na przykład oferują między innymi pomoc w negocjacjach warunków szczegółowych umów z dostawcami, jak również mogą uzależnić wysokość rat od sezonowości branży – podsumowuje ekspert Siemens Finance.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Już 22 listopada br. podczas największych w Europie Środkowo – Wschodniej motoryzacyjnych targów dla biznesu Fleet Market, które odbędą się w Centrum EXPO XXI w Warszawie, swoje najnowsze samochody osobowe i użytkowe zaprezentują wszyscy wiodący importerzy samochodowi. 

Fleet Market 2017 to już dziewiąta edycja targów organizowanych przede wszystkim z myślą o przedsiębiorcach i właścicielach firm, którzy są obecnymi lub potencjalnymi nabywcami samochodów firmowych i usług flotowych. W tym roku potwierdzone modele premierowe to m.in. Audi A8, BMW X3, Citroën C3 Aircross, DS7 Crossback, Ford GT, Ford Fiesta Vignale, Hyundai Kona, Hyundai i30N, KIA Stinger, KIA Stonic, Mercedes Klasy X, Nissan Leaf, Opel Insignia GSi, SEAT Arona, Škoda Karoq, Volkswagen Polo czy Opel Vivaro Tourer.

Poza tym na targach Fleet Market będzie można zobaczyć modele ekologiczne, specjalistyczne, czy limuzyny. Zaprezentowane zostaną między innymi: Toyota Prius Plug- In, Lexus NX, Renault Zoe, Lexus LS, Volkswagen T-Roc, Audi TT, Opel Combo Izoterma,  Volvo S90 czy Iveco Daily.

Uczestnicy targów będą mogli w jednym czasie i w jednym miejscu porównać ze sobą auta z tych samych segmentów, co jest niewątpliwą zaletą przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Samochody zdaniem wielu osób są dziś narzędziem, a ich użytkowanie usługą. Dlatego, mimo, że prezentacja aut stanowi znaczną część ekspozycji, to podczas targów Fleet Market będzie można znaleźć wystawców i ekspertów reprezentujących usługi związane z finansowaniem, leasingiem, wynajmem czy szacowaniem wartości, za jaką po kilku latach będziemy mogli sprzedać nasz samochód. Ponadto, specjalnie dla gości, eksperci od finansów będą mogli przeprowadzić symulację finansowania dla wybranego modelu. Dzięki niej zobaczymy, ile samochód będzie nas kosztował miesięcznie, co wejdzie w skład raty i czy w jednej opłacie będziemy mogli zawrzeć sezonową wymianę opon. Być może korzystniejszym rozwiązaniem jest ponoszenie zaledwie części tych opłat, w zamian za możliwość użytkowania.

Targi to także dostępna dla gości część konferencyjna. Tegoroczny panel konferencyjny skupi się przede wszystkim wokół takich zagadnień jak: oferta finansowania samochodów do firm z sektora MŚP. Przedstawimy oferty programów finansowych importerów, a także firm leasingowych i car fleet management. Eksperci omówią zalety fiskalne tego typu rozwiązań. Jak zawsze nie zabraknie analizy nadchodzących w 2018 roku zmian prawnych i podatkowych, ze szczególnym uwzględnieniem zmian w podatku VAT, PIT i CIT.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępy między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

 

Odsetek mikro, małych i średnich firm, które deklarują, że do finansowania bieżącej działalności wykorzystują faktoring podwoił się w ciągu zaledwie jednego roku – wynika z badań przeprowadzonych przez Keralla Research na zlecenie NFG SA. Warto też podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora MŚP faktoring wykorzystują nie tylko jako wsparcie codziennej działalności, ale również finansują w ten sposób inwestycje.

Z raportu „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowanego na zlecenie NFG SA wynika, że najpopularniejszym sposobem finansowania bieżącej działalności przez mikro, małe i średnie firmy jest kredyt bankowy i limit na koncie firmowym. Z tych rozwiązań korzysta odpowiednio 20,6 oraz 11,4 procent ankietowanych przedsiębiorców. Po faktoring sięga natomiast 5,6 procent badanych firm z sektora MSP.

Dla porównania, z badania przeprowadzonego w sierpniu 2016 roku również przez Keralla Research wynika, że firmy z sektora MŚP poszukując kapitału na wsparcie codziennej działalności najczęściej decydowały się na kredyt obrotowy (27,2%) oraz limit na koncie firmowym (18,2%). Korzystanie z faktoringu deklarowało wówczas zaledwie 2,8% ankietowanych.

– Coraz więcej firm, w tym także tych najmniejszych, zauważa, że kredyt w banku czy limit na koncie to nie są jedyne opcje, jakie mają do dyspozycji. Kierunek zmian jeśli chodzi o finansowanie działalności przez MŚP nie jest więc dużym zaskoczeniem. Zaskakiwać może natomiast skala wzrostu popularności faktoringu. Dwukrotny wzrost zainteresowania tym rozwiązaniem wśród mikro, małych i średnich firm w ciągu zaledwie roku to znakomity rezultat – ocenia Jacek Obłękowski, prezes NFG SA, a wcześniej wieloletni wiceprezes PKO BP.

Jednocześnie warto zauważyć, że w ciągu roku wyraźnie wzrosła liczba firm, które deklarują, iż prowadząc bieżącą działalność nie wspierają się żadnymi zewnętrznymi środkami. Przed rokiem taką odpowiedź zaznaczyła co druga badana firma z sektora MŚP. Obecnie taką deklarację składa siedem z dziesięciu ankietowanych firm. To z jednej strony efekt dobrej koniunktury w polskiej gospodarce, ale również skutek ogólnej niechęci części przedsiębiorców do pożyczania pieniędzy.

Co jednak byłoby w sytuacji pojawienia się konieczności sięgnięcia po zewnętrze środki na bieżące potrzeby? Spośród firm, które obecnie finansują codzienną działalność wyłącznie zyskami, aż 44 proc. zdecydowałoby się wówczas na kredyt w banku, a niemal 18 proc. skorzystałoby z limitu w koncie firmowym. Kolejne odpowiedzi to dotacja (4,8%), faktoring (4%) oraz pożyczka od znajomych bądź rodziny (4%). Co ciekawe, aż 22,5% firm zaznaczyło odpowiedź „nie wiem, trudno powiedzieć”.

– Wśród najmniejszych firm w Polsce wciąż jest wiele takich, które swoją działalność prowadzą i rozwijają wyłącznie przy wykorzystaniu wypracowanych zysków. Często wręcz chronią się przed zewnętrznym finansowaniem. Najlepiej podsumowuje to opinia jednego z przedsiębiorców, który w trakcie badania zadeklarował „jakbym musiał sięgnąć po kredyt, to wolałbym przyjąć więcej zleceń, aby go nie brać” – wyjaśnia Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Własne środki służą przedsiębiorcom nie tylko do prowadzenia codziennej działalności. Około 2/3 firm z sektora MŚP deklaruje, że wyłącznie z wypracowanych zysków finansuje nawet inwestycje firmy. Te, które wykorzystują zewnętrzne środki, najczęściej stawiają na leasing (21,4% wszystkich ankietowanych firm), kredyt bankowy (20%), faktoring (4%), dotacje (3,8%) oraz pożyczki od innych spółek (1,8%).

– Faktoring, szczególnie ten oferowany przez Internet, to nie tylko opcja na krótkoterminowe problemy z płynnością, kiedy kluczowe dla przedsiębiorcy są jego główne cechy, czyli szybkość pozyskania pieniędzy, minimum formalności i atrakcyjna cena. To również rozwiązanie, które może być wykorzystywane do rozwijania biznesu. Myślę, że liczba firm stosujących je w celach inwestycyjnych będzie w najbliższych latach rosła – uważa Jacek Obłękowski.

Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” powstał na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami. Powyższa informacja jest pierwszą z cyklu publikacji dotyczącego finansowania działalności przez mikro, małe i średnie firmy w Polsce.

 

Źródło; KRD

Przyspieszający proces cyfrowej transformacji sprawia, że firmy praktycznie w każdej branży rokrocznie generują coraz więcej danych. O uzyskaniu przewagi biznesowej decyduje dziś nie tylko zdolność organizacji do zagwarantowania wysokiej dostępności danych ale także do wykorzystania ukrytego w nich potencjału. Dlatego firmy coraz częściej decydują się sięgnąć po bardziej zaawansowane rozwiązania do analizy danych niż arkusz kalkulacyjny. Małe i średnie organizacje mogą skorzystać np. z analityki biznesowej opartej na chmurze. Jakie argumenty skłaniają je do wdrożenia takich rozwiązań?

Big Data, Bug Data – ogrom danych stanowi wyzwanie dla współczesnych firm

Tak jak dotychczas ropa naftowa, tak dziś dane zaczynają stanowić główną siłę napędową światowej gospodarki. Proces cyfryzacji obejmuje już nie tylko najbardziej rozwinięte rynki ale także te wschodzące. Organizacje powszechnie wykorzystujące komputery, aplikacje, a od niedawna także sensory Internetu rzeczy, zainicjowały wzrost ilości danych, jakiego nie obserwowaliśmy nigdy wcześniej. Analitycy IDC przewidują, że do 2025 roku cyfrowy wszechświat osiągnie wielkość 180 zetabajtów (tj. 180 i 21 zer). To oznacza, że przez 10 lat ilość danych wzrośnie ponad 18-krotnie. Skąd takie liczby? Wystarczy wspomnieć, że nowoczesny samochód może mieć kilkadziesiąt sensorów IoT i mikroprocesorów generujących nawet 100 GB danych na godzinę. Z kolei według szefa Intela, tylko jeden autonomiczny pojazd będzie wytwarzać lub zużywać około 4 tysięcy GB w ciągu doby. Danych przybywa w ogromnym tempie a organizacje mają coraz większy problem z wykorzystaniem ich potencjału. Firmy przechowują na serwerach także coraz więcej bezużytecznych, przeterminowanych informacji (tzw. Bug Data), które straciły wartość biznesową. Przewagę konkurencyjną osiągają dziś te przedsiębiorstwa, które potrafią szybko i skutecznie przeanalizować posiadane dane, odrzucić zbędne informacje, a z tych wartościowych wyciągnąć wnioski usprawniające pracę i planowanie działań.

Coraz więcej organizacji używa chmury do usprawnienia analityki biznesowej

Firma analityczna Gartner przewiduje, że do 2020 roku niewykorzystywanie chmury będzie w przedsiębiorstwach zjawiskiem tak rzadkim, jak obecnie brak dostępu do Internetu. W ramach usługowego IT firmy mogą skorzystać z najróżniejszych rozwiązań, począwszy od samej infrastruktury w chmurze aż po rozmaite aplikacje w modelu SaaS. Spośród nich firmy i instytucje coraz częściej wdrażają aplikacje typu BIaaS (Business Intelligence as a service, czyli analityka biznesowa w oparciu o chmurę). Według niedawnego badania firm Vanson Bourne i Barracuda, w regionie EMEA już 51 proc. organizacji korzysta z usług analityki danych w chmurze publicznej. Z kolei raport agencji badawczych BARC i Eckerson mówi, że w ciągu najbliższego roku 78 proc. przedsiębiorstw planuje zwiększyć wykorzystanie chmury do analityki biznesowej i zarządzania danymi. Prognozy MarketsandMarkets mówią, że wartość całego rynku Business Intelligence wzrośnie z 17 mld dol. w 2016 roku do blisko 27 mld dol. w 2021 roku. Co istotne, jednym z głównych bodźców rozwoju tego rynku będzie coraz powszechniejsze wykorzystywanie chmury obliczeniowej oraz rosnąca popularność urządzeń w ramach Internetu rzeczy.

Dzięki chmurze analityka danych wychodzi poza krąg wielkiego biznesu

Do niedawna grupa użytkowników rozwiązań Business Intelligence ograniczała się do największych organizacji, szczególnie tych z sektora bankowego, ubezpieczeniowego czy telekomunikacyjnego. Tylko te największe podmioty stać było na przeprowadzenie skomplikowanych i kosztownych wdrożeń, czasem jedynie pilotażowych. Duże przedsiębiorstwa z tych branż dostrzegały też największe korzyści z inwestycji w systemy BI, ponieważ odkrycie trendów związanych np. z zachowaniami klientów pozwala im optymalizować działania marketingowe i sprzedażowe. Obecnie także średnie i małe firmy mogą, m.in. dzięki aplikacjom BIaaS, przekonać się o atutach analityki biznesowej, a chęć uzyskania przewagi rynkowej sprawia, że tego typu rozwiązania stają się wręcz nieodzowne.

Model cloud pozwala MŚP uniknąć wysokich kosztów wdrożenia analityki biznesowej

Na korzyść sektora MŚP przemawia widoczny w ostatnich latach rozwój narzędzi BI udostępnianych w chmurze. Zazwyczaj są one uproszczone względem tych on-premise dla sektora korporacyjnego, jednak z reguły w pełni zaspokajają potrzeby MŚP. Co najważniejsze, zastępują nieadekwatne już do dzisiejszych realiów biznesowych, a wciąż najbardziej rozpowszechnione narzędzie do analityki w Polsce, czyli arkusze kalkulacyjne. Dla małych i średnich firm częstym wyzwaniem są koszty inwestycyjne nowych projektów, w tym opłaty za licencje. Analityka w chmurze ma tę zaletę, że zakup narzędzia w modelu cloud pozwala uniknąć wysokich kosztów wstępnych, ponieważ firma uiszcza opłatę za usługę w postaci comiesięcznego abonamentu. Raport BARC i Eckerson pokazuje, że mniejsze organizacje są bardziej skłonne wdrażać narzędzia BI lub hurtownie danych w chmurze niż sektor dużych przedsiębiorstw. Jedną z przyczyn takiego trendu jest fakt, że mniejsze firmy z reguły nie mają rozbudowanej infrastruktury IT starszej generacji ani działu IT, który niejednokrotnie spowalnia proces migracji do chmury. To pozwala sektorowi MŚP przeskoczyć bezpośrednio z ery arkusza kalkulacyjnego do zaawansowanego narzędzia analitycznego w chmurze, z pominięciem pośrednich etapów.

Moduły Cloud BI skutecznie wspierają inne narzędzia do zarządzania działalnością firmy

Wiele organizacji korzysta z popularnych narzędzi zarządzania danymi i procesami w firmie. Wśród najbardziej rozpowszechnionych są systemy CRM (zarządzanie relacjami z klientami), ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa), czy oprogramowanie finansowe. W przypadku specyficznych branż mogą to być też systemy zarządzania magazynem (WMS) lub produkcją (MES). Każde z tych narzędzi spełnia swoją funkcję, jednak dopiero uzupełnienie go modułem analitycznym pozwala wykorzystać pełny potencjał danych, które nieustannie gromadzi i przetwarza dany system. Stąd coraz więcej firm skłania się do zainwestowania w dodatkowy moduł analityczny bazujący na chmurze, szczególnie że zastosowanie modelu usługowego znosi wiele barier związanych z wdrożeniem i uruchomieniem usługi. Przejście od rozwiązań lokalnych do chmurowych sprzyja też rozwojowi analityki mobilnej, gdzie przedsiębiorca może monitorować dane, procesy i trendy za pośrednictwem urządzeń przenośnych.

Analityka w chmurze a kwestia bezpieczeństwa danych

Jednym z czynników spowalniających wykorzystanie chmury w analityce biznesowej, ale też innych obszarach, jest obawa o bezpieczeństwo danych. Wiele polskich firm i instytucji wciąż boi się wyprowadzać dane na zewnątrz – poza swoją organizację, a w przypadku chęci migracji do chmury lub zewnętrznego centrum danych, poza obszar kraju. W Aruba Cloud zauważamy ten problem i między innymi dlatego postanowiliśmy rozszerzyć europejską sieć chmurowych centrów danych o kolejny obiekt, który jeszcze w tym roku zostanie uruchomiony w Polsce. To szczególnie ważne dla tych podmiotów, które chciałby np. ulokować aplikacje do analityki biznesowej w naszej infrastrukturze IaaS, ale zależy im na przechowywaniu danych wyłącznie w Polsce.

Co więcej, praktyka pokazuje, że większość nowoczesnych organizacji wykonuje zdecydowany zwrot ku chmurze m.in. właśnie w celu lepszej ochrony zasobów IT. Niedawne badanie firmy NetApp, technologicznego partnera Aruba Cloud, pokazało, że główną motywacją przedsiębiorstw z regionu EMEA przy wdrażaniu chmury jest chęć zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. 60 proc. dyrektorów ds. IT z tego regionu dostrzega możliwość usprawnienia ochrony zasobów informatycznych poprzez wykorzystanie modelu cloud.

Chmura, Cloud BI i perspektywa wejścia w życie RODO

Warto też zwrócić uwagę na to, jakie korzyści oferuje chmura w kontekście RODO, czyli rozporządzenia ogólnego o ochronie danych osobowych (ang. GDPR), które zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedną z nich jest możliwość przeniesienia części obowiązków i odpowiedzialności na dostawcę usług w modelu IaaS. Sprawdzony usługodawca posiada zarówno certyfikowaną infrastrukturę jak też rygorystyczne procedury, które pozwalają zachować bezpieczeństwo danych i zgodność z wymogami prawa. Warto wspomnieć, że dostawcy usług w chmurze od samego początku śledzili unijną inicjatywę RODO, a niektórzy z nich byli zaangażowani w jej rozwój. Bezpieczeństwo danych powierzonych przez klientów, to absolutny priorytet dla naszej branży. Dlatego Aruba Cloud wspólnie z koalicją ponad 20 dostawców usług infrastruktury chmurowej w Europie (CISPE) wprowadziła kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z nim dostawcy usług IaaS nie mogą eksplorować danych ani profilować danych osobowych klientów na potrzeby marketingu, reklamy lub podobnych działań. Nie mogą tego czynić ani na potrzeby własne ani w celu odsprzedaży stronom trzecim. To tylko jedno z wielu obostrzeń, jakie nałożyli na siebie usługodawcy. Istotnym faktem jest to, że kodeks CISPE wyprzedził wprowadzenie RODO i jest on zgodny z wymaganiami określonymi w unijnym rozporządzeniu, które zacznie obowiązywać w 2018 roku.

Autor: Marcin Zmaczyński, dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej

Prawie dwie trzecie małych i średnich przedsiębiorstw (65%) odczuwa niepokój wywołany globalną sytuacją gospodarczą, a tylko 7% wskazuje handel międzynarodowy jako najlepszy kierunek rozwoju swojego biznesu – wynika z corocznego raportu Global Business Monitor opracowanego na zlecenie Bibby Financial Services. Ponad połowa badanych, w tym przedsiębiorców z Polski, ocenia stan krajowej gospodarki jako dobry.

Wyniki Global Business Monitora, pokazują że mali i średni przedsiębiorcy na całym świecie są zaniepokojeni globalną sytuacją ekonomiczną. Tak duża geopolityczna zmiana jaka zaszła w trakcie ostatnich 18 miesięcy musiała zaowocować szerzącą się niepewnością. Malejąca wiara w międzynarodową ekonomię prowadzi wielu przedstawicieli sektora MŚP do decyzji o skupieniu się na bezpieczniejszym w ich ocenie rynku lokalnym – komentuje David Postings, Global CEO, Bibby Financial Services. Tylko 36% badanych firm z Polski wierzy, że światowa gospodarka rozwija się dobrze.

Sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych (29%), Brexit (20%) i konflikty, wojny oraz zagrożenie terrorystyczne (15%) to według ankietowanych największe zagrożenia dla globalnego wzrostu gospodarczego. Również dla firm z Polski to właśnie sytuacja w Stanach Zjednoczonych (22%), a nie Brexit (18%) okazała się bardziej niepokojąca. Wymieniają oni również malejący wzrost gospodarczy w Chinach (11%). Warto jednak dodać, że te niepokoje nie odbijają się w negatywny sposób na prognozach sprzedaży. Optymizmem napawa fakt, że ponad połowa (52%) firm zanotowała wzrost sprzedaży w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Oznacza to wzrost o 11 punktów procentowych i wykracza ponad średnią – 49% – podkreśla Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa (53%) ocenia sytuację gospodarczą w swoim kraju w ciągu ostatnich 12 miesięcy jako dobrą, a jedna trzecia wierzy, że ulegnie ona poprawie w ciągu najbliższego roku. Największą wiarę w swoją gospodarkę przejawiają, podobnie jak w zeszłym roku, Niemcy. Aż 8 na 10 ocenia stan gospodarki jako dobry. Polscy przedsiębiorcy oceniają w większości (55%) stan polskiej gospodarki także jako dobry. Oznacza to wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku do 2016 roku.

Gdzie sektor MŚP upatruje swojej szansy na rozwój biznesu? Mniej niż co 7 badany dostrzega ją w handlu międzynarodowym. 12% uważa za perspektywiczne poszukiwanie nowych segmentów na rynku, tyle samo wskazuje na ekspansję na lokalnym obszarze, a 11% rozwój nowych produktów i usług. W przypadku polskich firm na pierwszym miejscu wymieniane jest pozyskiwanie innych biznesów (34%).

Wahania na rynku walut to największą przeszkodą w kontekście handlu międzynarodowego, wskazywana przez co piątego  badanego. Dla 14% są to regulacje rządowe. W przypadku polskiego rynku ponad jedna trzecia (35%) wskazuje ryzyko walutowe.

Pomimo obaw o stan globalnej gospodarki, uczestnicy badania są optymistami, jeśli chodzi o rozwój swojego biznesu. Prawie połowa (49%) zadeklarowała wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a 55% spodziewa się dalszego rozwoju w nadchodzącym roku. Najwyższy wskaźnik optymizmu notują przedsiębiorcy z Kanady (70%), a najmniejszy przedstawiciele małych i średnich firm z Hong Kongu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

W ponad połowie z niemal 2 milionów polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP samochody służbowe są użytkowane od 5 do 10 lat – wynika z najnowszego badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A.  Niemal 40 proc. mikro, małych i średnich firm wymienia auta, kiedy nie nadają się już do użytku.

Jak wynika z badania, 36,5 proc. przedsiębiorców wymienia samochody służbowe z powodu złego stanu technicznego, który uniemożliwia ich dalsze użytkowanie. Nieco ponad 20 proc. ankietowanych przedstawicieli sektora MŚP deklaruje natomiast, że przyczyną wymiany firmowych pojazdów są coraz wyższe nakłady ponoszone na ich eksploatację i naprawy. W prawie 13 proc. firm samochody wymieniane są z powodu  zakończenia umów leasingu lub wynajmu długoterminowego.

– Polski sektor MŚP coraz częściej idzie w ślady korporacji i dużych przedsiębiorstw, czerpiąc dobre wzorce w odniesieniu do sposobów zarządzania samochodami służbowymi. Obecnie właściciele mikro, małych i średnich firm bardziej niż  kilka lat temu cenią sobie możliwość użytkowania pojazdów nowych i ich częstszej wymiany – twierdzi Ilona Ochęduszko, dyrektor account management w Carefleet S.A. – Jednocześnie nadal wielu przedsiębiorców użytkuje samochody służbowe do ich śmierci technicznej lub wymienia je dopiero wtedy, kiedy koszty eksploatacyjne i napraw mechanicznych stają się zbyt wysokie. Jak wynika z naszych badań, ponad 10 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP korzysta z samochodów powyżej 11 lat. Co istotne, pojazdy nabywane przez małe i średnie  firmy pochodzą często z rynku wtórnego, stąd w ich flotach spotyka się auta nawet 15 letnie i starsze – dodaje Ilona Ochęduszko.

Według danych zebranych na zlecenie Carefleet S.A. w niemal 6 proc. badanych podmiotów samochody służbowe wymieniane są w związku z wewnętrznych zmianami w firmie, takimi jak nowe zlecenia czy nowi pracownicy w przedsiębiorstwie. Jedynie 0,6 proc. ankietowanych wskazało względy bezpieczeństwa jako powód wymiany auta na nowe.

Koszty najbardziej istotne dla branży transportowej

Analiza wyników badania uwzględniająca podział firm na branże nie uwidacznia znacznego zróżnicowania w argumentacji przyczyn wymiany samochodów służbowych. Jako główny powód zmiany samochodów na nowe na pierwszym miejscu wymieniany jest ich zły stan techniczny. Odstępstwo od tej reguły można zauważyć w przypadku firm transportowych. Ponad 40 proc. ankietowanych przedstawicieli tego typu podmiotów deklaruje, że powodem do wymiany służbowych samochodów są coraz wyższe koszty związane z ich utrzymaniem. Zły stan techniczny został wymieniony na 2. miejscu (23,9 proc. wskazań).

– Dla przedsiębiorców z sektora MŚP samochód służbowy to przede wszystkim narzędzie pracy. Widać to szczególnie w przypadku firm transportowych, które nie mogą sobie pozwolić na przestoje wynikające ze złego stanu technicznego pojazdów. Jednocześnie koszty eksploatacyjne floty stanowią jedną z najważniejszych pozycji w bilansie tego typu przedsiębiorstw. Kiedy koszt utrzymania służbowych pojazdów zaczyna przekraczać akceptowalny poziom, wymieniają je zazwyczaj na nowe – dodaje Ilona Ochęduszko.

 

Źródło:  Carefleet S.A.

 

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...