wtorek, Listopad 21, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "Ministerstwo Finansów"

Ministerstwo Finansów

Jej powodem jest wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), który sprawi, że obszar VAT w przedsiębiorstwach znajdzie się pod ścisłym nadzorem urzędów skarbowych. Jednocześnie przedsiębiorstwa korzystające ze split payment będą mogły szybciej uzyskiwać zwrot podatku i uchronić się przed częścią sankcji podatkowych. Zmiany miałyby wejść w życie 1 kwietnia 2018 r. 

Projekt nowelizacji ustawy o VAT został przekazany do Senatu, który ma 30 dni na przyjęcie ustawy, wniesienie poprawek i skierowanie projektu ponownie do Sejmu lub odrzucenie w całości. Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), mającego na celu uszczelnienie podatku VAT.  Model split payment będzie dotyczył wyłącznie transakcji dokonywanych pomiędzy przedsiębiorstwami. Po nowelizacji nabywca towarów lub usług będzie decydował, czy przekaże sprzedawcy całą kwotę płatności, czy zrealizuje ją w modelu podzielonej płatności, w którym kwota netto trafia na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a kwota z tytułu podatku VAT – na  specjalne konto VAT kontrahenta. Wprowadzenie split payment budzi obawy wśród przedsiębiorstw. Dotyczą one przede wszystkim ryzyka utraty płynności finansowej i konieczności stałego kontrolowania rozliczeń z klientami i fiskusem. Z drugiej strony, split payment umożliwi podatnikom zabezpieczenie środków koniecznych do opłacania podatku należnego fiskusowi, ochronę przed częścią sankcji podatkowych, a także zdecydowanie przyspieszy uzyskiwanie zwrotu VAT.

Specjalne konto VAT pod ścisłym nadzorem

Zgodnie z założeniami nowelizacji, korzystanie z modelu split payment ma być dobrowolne. W praktyce decyzję o wyborze tego mechanizmu będzie podejmowała strona dokonująca płatności, czyli nabywca towarów lub usług. Jeśli więc sprzedawca nie będzie chciał korzystać ze split payment, będzie musiał uzgodnić to najpierw ze swoim klientem. To oznacza, że każdy podatnik VAT będzie musiał posiadać dwa odrębne konta: podstawowe – do prowadzenia własnej działalności gospodarczej i specjalne – do celów VAT.

Zgodnie z nowelizacją, rachunek VAT dla przedsiębiorstwa będzie automatycznie zakładany przez bank lub Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową (SKOK), w której firma ma już rachunek rozliczeniowy do celów gospodarczych. Założenie i prowadzenie takiego konta nie będzie wiązało się z zawieraniem dodatkowej umowy czy kolejnymi kosztami. W modelu podzielonej płatności, nabywca będzie wykonywał jeden przelew w kwocie brutto. Rozdzielenie kwoty na netto i VAT będzie zadaniem instytucji bankowej, która z tego tytułu będzie mogła pobierać opłatę. Wartość opłaty nie będzie jednak wyższa niż tej za przelew bez zastosowania mechanizmu split payment.

Konto do celów VAT będzie pod stałym nadzorem administracji podatkowej. Przedsiębiorstwo będzie mogło używać go wyłącznie do uzyskiwania płatności VAT od nabywców towarów czy usług, wpłacania należności podatkowej do urzędu skarbowego lub do zapłaty VAT swoim dostawcom.

Obecnie split payment funkcjonuje we Włoszech, Czechach, Turcji, a od niedawna również w Rumunii. W tych krajach korzystanie z tego mechanizmu jest dobrowolne, a strona dokonująca płatności samodzielnie dzieli ją na dwa oddzielne przelewy bankowe. Zastosowanie split payment powinno być indywidualną decyzją podatnika, rozpatrywaną m.in. w oparciu o aktualną sytuację finansową przedsiębiorstwa, rodzaj przepływów pieniężnych, procesy księgowania czy relacje z kontrahentami. Części przedsiębiorstw mechanizm ten pomoże zarządzać obszarem VAT, innym przysporzy dodatkowych problemów – w skrajnych przypadkach może nawet zachwiać płynnością finansową firmy. Środki na koncie VAT będą tymczasowo zamrażane. Jeśli właściciel konta będzie chciał przeznaczyć je na inwestycje czy inne zobowiązania niż te wynikające z przepisów VAT, będzie musiał uzyskać pozwolenie naczelnika urzędu skarbowego, który będzie miał na decyzję aż 60 dni. W związku z ryzykiem zachwiania płynności finansowej, Ministerstwo Finansów przewiduje wprowadzenie specjalnie skonstruowanej oferty kredytowej dla przedsiębiorstw, które zdecydują się na split payment, ale szczegółów jeszcze nie znamy – komentuje Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Uproszczony i szybszy zwrot VAT

Obecnie Urząd Skarbowy ma aż 60 dni na rozpatrzenie wniosku o zwrot VAT oraz prawo do przedłużenia tego terminu. Przedsiębiorstwa, które chcą ubiegać się o zwrot VAT w przyspieszonym, 25-dniowym terminie, muszą spełnić szereg wymogów formalnych. Firma musi wykazać m.in., że kwoty naliczonego podatku wykazane w deklaracji podatkowej wynikają z odpowiednich faktur i dokumentów celnych, a następnie złożyć w urzędzie skarbowym potwierdzenie, iż dokumenty te zostały opłacone. Ponadto, kwota nadwyżki wynikająca z poprzedniej deklaracji podatkowej nie może przekroczyć 3 tys. złotych. Jednocześnie w ramach procedury postępowania weryfikacyjnego, organy podatkowe mają możliwość przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT, co często prowadzi do długotrwałego „zamrożenia” środków w przedsiębiorstwie, w wysokości należnego zwrotu.

Zgodnie z nowelizacją, przedsiębiorstwo korzystające z mechanizmu podzielonej płatności nie będzie musiało spełniać powyższych warunków, aby szybciej uzyskać zwrot podatku VAT. Jeśli podatnik zawnioskuje o przelanie zwrotu na rachunek służący rozliczeniom podatku VAT z Urzędem Skarbowym, otrzyma go w terminie do 25 dni. W tym wypadku ustawodawca nie przewiduje możliwości przedłużenia terminu otrzymania zwrotu, co jest nowością proceduralną dla urzędów skarbowych i dobrą wiadomością dla przedsiębiorstw.

Niższy podatek i mniej sankcji

Przedsiębiorstwa korzystające z mechanizmu split payment będą miały możliwość obniżenia wartości należnego podatku VAT. Będzie to dotyczyło podatników, którzy opłacą swoje zobowiązanie podatkowe w całości z rachunku VAT, w terminie wcześniejszym niż narzucony przez ustawodawcę. Oszczędności te będą jednak niewielkie. W ramach dodatkowej zachęty, wobec podatników posługujących się tym mechanizmem, nie będzie stosowana część sankcji zdefiniowanych w Ustawie o VAT.

Ustawa o VAT wskazuje katalog towarów, w przypadku których nabywca jest obarczony odpowiedzialnością podatkową za zaległości VAT spowodowane przez dostawcę. Podatnik, który będzie stosował split payment nie będzie musiał obawiać się tzw. odpowiedzialności solidarnej w ramach tego katalogu towarów. Dodatkowo, taki podatnik nie będzie objęty regulacjami dotyczącymi stawek sankcyjnych, które mogą zwiększyć podatek należny nawet o 100 proc. oraz odsetki za zwłokę do 150 proc. Przykładowo, jeżeli w toku kontroli podatkowej lub celno-skarbowej urząd stwierdzi, iż podatnik zaniżył kwotę zobowiązania lub zawyżył kwotę zwrotu podatku VAT o 100 tys. zł, to nie obejmie go sankcja w wysokości 20 tys. zł. Natomiast, jeśli urząd stwierdzi, że podatnik uwzględnił w swoim rozliczeniu fakturę na 100 tys. zł, choć faktycznie nie doszło do zakupu czy sprzedaży, to stosowanie mechanizmu split payment uchroni podatnika przed sankcją w wysokości 100 tys. zł oraz zwiększonymi odsetkami ustawowymi – wyjaśnia Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Choć split payment wydaje się skutecznym rozwiązaniem do walki z wyłudzeniami VAT, jego wprowadzenie będzie wyzwaniem dla przedsiębiorstw w Polsce. Kluczowa w tym kontekście wydaje się dobrowolność wyboru tego mechanizmu. Decyzja o stosowaniu podzielonej płatności powinna być podejmowana w oparciu o analizę indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Firmom, które wykluczą ryzyko utraty płynności finansowej, split payment może przynieść szybszy dostęp do zwrotu VAT i ochronę przed częścią sankcji podatkowych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Październik był pierwszym miesiącem sprzedaży przez Ministerstwo Finansów nowych obligacji o zaledwie trzymiesięcznym terminie wykupu. Mimo skromnego, wynoszącego 1,5 proc. oprocentowania, posiadacze oszczędności wydali na zakup tych papierów aż 313,5 mln zł.

Bardzo udany debiut nowych, nietypowych ze względu na krótki termin wykupu obligacji skarbowych, pokazuje jak bardzo posiadacze oszczędności nie lubią zamrażać pieniędzy na dłużej, godząc się nawet na niezbyt atrakcyjne oprocentowanie w przypadku krótkoterminowych okazji. Tak jest w przypadku lokat bankowych i te preferencje potwierdziły się w przypadku obligacji. Oprocentowanie obligacji trzymiesięcznych wynosi 1,5 proc. w skali rocznej, co przy inflacji przekraczającej 2 proc. powoduje, że odsetki nie kompensują utraty realnej wartości oszczędności, tym bardziej jeśli uwzględnić podatek od dochodów kapitałowych. Okazuje się jednak, że nie zraziło to aż tak bardzo klientów, którzy doszli do wniosku, że dobre i to. Spora część oferty banków nie oferuje nawet tyle, a wielu posiadaczy wolnych środków nie decyduje się na „polowanie” na promocje lub wyszukiwanie bardziej atrakcyjnego oprocentowania, proponowanego przez nieliczne instytucje finansowe, najczęściej te mniejsze i mniej znane.

W efekcie w październiku Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje o wartości 902,4 mln zł, co jest jednym z najlepszych miesięcznych wyników w historii (poprzednio więcej papierów sprzedano w listopadzie 2015 r., także wówczas zaoferowano jednorazowo dodatkową pulę obligacji o krótszym, jedenastomiesięcznym terminie wykupu). Aż 34,7 proc. z tej kwoty przypadło na obligacje trzymiesięczne, co dało im niekwestionowane pierwsze miejsce na podium. Udział najbardziej dotąd popularnych papierów dwuletnich wyniósł 29,1 proc.

Od początku roku oszczędzający kupili obligacje skarbowe o wartości ponad 5,4 mld zł i jeśli zainteresowanie papierami trzymiesięcznymi utrzyma się w kolejnych miesiącach, niemal na pewno zostanie pobity dotychczasowy rekord z 2009 r., gdy Polacy na obligacje skarbowe wydali prawie 6,2 mld zł.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Senat przyjął bez poprawek ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne.

W najbliższych dniach ustawa zostanie przekazana do podpisu Prezydentowi RP. Uchwalone przepisy zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2018 r.

Ustawa ma na celu uszczelnienie systemu podatku dochodowego. W konsultacjach społecznych oraz w trakcie procesu legislacyjnego przedstawiciele Ministerstwa Finansów wskazywali, że wprowadzane narzędzia pozwolą na odbudowę dochodów podatkowych z tytułu podatku dochodowego oraz ograniczą agresywne planowanie podatkowe. Cel projektodawcy w dużej mierze zostanie osiągnięty, jednak niektóre z przyjętych rozwiązań będą negatywnie oddziaływać także na przedsiębiorców niestosujących agresywnej optymalizacji podatkowej. Stanowić będą istotną ingerencję w warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

W trakcie posiedzenia senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych, 8 listopada br., Konfederacja Lewiatan zaproponowała wprowadzenie kilku zmian, które pozwoliłyby na ograniczenie negatywnych skutków ustawy, m.in. podniesienie limitu ograniczającego zaliczanie do kosztów uzyskania przychodów kosztów usług niematerialnych nabywanych od podmiotów powiązanych, odstąpienie od wprowadzenie tzw. podatku minimalnego oraz złagodzenie przepisów dotyczących limitowania finansowania dłużnego. Senatorowie nie zdecydowali się na ich wprowadzenie w formie poprawek.

W trakcie prac w Sejmie oraz na etapie konsultacji społecznych w projekcie uwzględniono jednak wiele istotnych uwag zgłoszonych przez Radę Podatkową Konfederacji Lewiatan, najważniejsze z nich to:

1)  Odstąpienie od stosowania ograniczenia w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodów wydatków na usługi niematerialne do transakcji pomiędzy podmiotami niepowiązanymi.

2) Podwyższenie z 1,2 mln zł do 3 mln zł progu, do którego koszty usług niematerialnych podlegać będą zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodów w całości, bez odnoszenia ich wysokości do wskaźnika (podatkowego) EBITDA.

3) Wyłączenie z limitowania kosztów usług opłat i licencji ponoszonych w ramach podatkowej grupy kapitałowej oraz wyłączenie z limitowania usług księgowych, prawnych, rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu.

4) Wprowadzenie wyłączenia, zgodnie z którym dla banków, SKOKów i firm pożyczkowych, limit w zaliczaniu usług niematerialnych do kosztów uzyskania przychodów ustala się bez pomniejszenia przychodów oraz kosztów uzyskania przychodów o przychody i koszty z tytułu odsetek.

5) Umożliwienie podatnikom przenoszenia na przyszłe okresy (do 5 lat podatkowych) kwoty kosztów usług, opłat i licencji przekraczającej limit obowiązujący w danym roku.

6) Podwyższenie z 1,2 mln zł do 3 mln zł kwoty, do której nie będzie stosowane ograniczenie w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodów nadwyżki kosztów finansowania dłużnego (niedostateczna kapitalizacja).

7) Wyłączenie ze źródła przychodów zyski kapitałowe przychodów firm ubezpieczeniowych uzyskiwanych w celu wypełnienia przez ubezpieczycieli zobowiązań wynikających z umów ubezpieczenia.

8) Wyłączenie ze źródła przychodów zyski kapitałowe pochodnych instrumentów zabezpieczających przepływy oraz przychody i koszty z działalności operacyjnej.

9) Obniżono z 0,042% do 0,035% miesięcznie stawkę tzw. podatku minimalnego od budynków handlowo-usługowych oraz wyłączono spod nowego podatku budynki biurowe wykorzystywane na własne potrzeby podatnika (siedziba).

 

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Upadek polskiej branży elektronicznych papierosów, rozwój szarej strefy, drastyczny wzrost kosztów dla użytkowników, a nawet powrót do palenia tytoniu – taki efekt może przynieść znowelizowana ustawa o podatku akcyzowym, która ma wejść w życie już 1 stycznia 2018 r. Producenci apelują do posłów o weryfikację projektu ustawy i racjonalne zmiany.

Rynek e-papierosów rozwija się w Polsce dopiero od kilku lat, jednak już teraz jego wartość jest szacowana na 500 mln zł, plasując nasz kraj w czołówce nie tylko Europy, ale i świata. Polski kapitał rośnie w siłę, a rodzimi producenci płynów do elektronicznych papierosów planują lub już prowadzą działalność eksportową. Liczba użytkowników e-papierosów w Polsce to aktualnie ponad 1,5 mln osób, z czego duża część to byli palacze tradycyjnego tytoniu. Tak dobra sytuacja tego rozwojowego sektora naszej gospodarki może się jednak niebawem diametralnie zmienić.

Ministerstwo Finansów przygotowało znowelizowany projekt ustawy o podatku akcyzowym, w którym zakłada wprowadzenie od 1 stycznia 2018 r. akcyzy na płyny do e-papierosów w wysokości 0,50 zł/ml. Oznacza to wzrost ceny jednej buteleczki liquidu o pojemności 10 ml aż o 5 zł (np. z 10 do 15 zł). Producenci tych wyrobów alarmują, że tak wysoki jednorazowy skok akcyzy, jeden z najwyższych w historii tego podatku w Polsce, negatywnie odbije się na polskiej gospodarce.

Plan Ministerstwa Finansów a rzeczywistość

Branża e-papierosów wspólnie uznaje, że szanse na to, aby projekt znowelizowanej ustawy o podatku akcyzowym w aktualnym brzmieniu przyniósł oczekiwane przez Ministerstwo Finansów rezultaty, zarówno w zakresie ochrony zdrowia, jak i wpływów do budżetu państwa, są bardzo małe.

Drastyczny wzrost cen

Wysoka stawka akcyzy, 0,50 zł/ml e-liquidu, jedna z najwyższych w Europie pod kątem rozporządzalnego dochodu obywateli, przyniesie od 2018 r. drastyczny wzrost cen dla konsumentów.

– Szacunkowe roczne koszty używania płynów do elektronicznych papierosów zwiększą się z 1825 zł do 2775 zł. Oznacza to, że korzystanie z e-papierosów i e-liquidów będzie tylko o 24% tańsze w stosunku do tradycyjnego palenia. W efekcie możemy mieć do czynienia z powrotem Polaków do tytoniu. Tymczasem elektroniczne papierosy są wykorzystywane w terapiach antynikotynowych i, jak podaje Ministerstwo Zdrowia Wielkiej Brytanii, stanowią lepszą i przede wszystkim o wiele mniej szkodliwą dla zdrowia alternatywę dla tradycyjnych papierosów – mówi Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production.

Rozwój szarej strefy

Po wprowadzeniu akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów Ministerstwo Finansów liczy na wpływy do budżetu państwa rzędu 75 mln zł rocznie. Przykłady innych krajów Unii Europejskiej pokazują jednak, że wprowadzenie za wysokiej jednorazowej stawki podatku może spowodować skutki przeciwne do zamierzonych. We Włoszech (stawka akcyzy 0,37 EUR/ml) doprowadziło to już do wzrostu szarej strefy oraz upadku wielu mniejszych przedsiębiorstw. Włoski rząd spodziewał się wpływów budżetowych w kwocie 86 mln euro za 2015 rok. Rzeczywiste wpływy wyniosły jednak zaledwie 5,18 mln euro, czyli 6% założonego planu.

Widmo zapaści sektora polskiej gospodarki

Zgodnie z projektem ustawy akcyzowej, producenci e-liquidów będą zobligowani do założenia i prowadzenia tzw. składów akcyzowych. Działania przygotowawcze mogą zająć kilka miesięcy, a każdy z przedsiębiorców będzie musiał wyłożyć 50-100 tys. zł oraz dodatkowo 250-300 tys. zł na zabezpieczenie składów.

– W obecnym kształcie projektu ustawy obowiązek podatkowy na dzień 1 stycznia 2018 r. będą mogli spełnić tylko przedstawiciele rynku wyrobów tytoniowych, czyli międzynarodowe koncerny. Natomiast polska branża e-papierosów to w większości małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie posiadają założonych składów akcyzowych. Jest duże prawdopodobieństwo, że potrzebne inwestycje z tym związane będą dla nich wręcz zabójcze. Taka sytuacja z kolei może przyczynić się do powstania tzw. szarej strefy – tłumaczy Justyna Lipowicz. – Trzeba pamiętać, że to sektor MŚP napędza budżet państwa płacąc podatki VAT i PIT oraz tworząc nowe miejsca pracy – dodaje.

Przedsiębiorcy e-papierosowi wskazują, że niesie to ryzyko skupienia krajowego rynku elektronicznych papierosów w rękach kilku zagranicznych koncernów, co wiązałoby się z zahamowaniem rozwoju polskiego kapitału.

Rodzime firmy apelują do posłów

Od momentu publikacji obecnego projektu ustawy o podatku akcyzowym mali i średni producenci płynów do e-papierosów publicznie apelują do rządu o wprowadzenie zmian, które ograniczą negatywne skutki ustawy. W tym celu odbyły się również spotkania z przedstawicielami branży, m.in. w Warszawie i w Katowicach, podczas których firmy tłumaczyły zawiłości ustawy.

– Jako młoda branża jesteśmy głęboko rozczarowani podejściem Ministerstwa Finansów do prac nad ustawą akcyzową bez stosownych analiz rynku, dyskusji z sektorem oraz bez wyciągania wniosków z doświadczeń innych państw w tym zakresiemówi Tomasz Chmal, przedstawiciel firmy A-Sense.

W oficjalnym liście wysłanym do posłów producenci postulują o wprowadzenie stopniowego wzrostu stawki akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów:

  • Etap I 2018 r. – 0,10 zł/ml
  • Etap II 2019 r. – 0,20 zł/ml
  • Etap III 2020 r. – 0,30 zł/ml – akceptowalna przez rynek stawka końcowa

Przedsiębiorcy są przekonani, że tylko takie racjonalne rozłożenie w czasie stawki akcyzy przyniesie pozytywne rezultaty, tj.:

  • dalszy rozwój obiecującej polskiej branży e-papierosów oraz polskiej przedsiębiorczości,
  • osiągnięcie zakładanych wpływów z akcyzy do budżetu państwa,
  • większą akceptację stopniowego wzrostu cen przez konsumentów,
  • łatwiejszy dostęp do wyrobów obarczonych mniejszym, w stosunku do tradycyjnych papierosów, ryzykiem odziaływania na zdrowie.

Ustawa akcyzowa do zmiany

Poważne obawy co do słuszności projektu ustawy podzielają także eksperci podatkowi.

– Płyny do e-papierosów, ale też wyroby nowatorskie powinny być opodatkowane niską, kwotową stawką akcyzy, liczoną dla tych wyrobów odpowiednio od 1 ml lub 1 kg tytoniu. Wprowadzenie niższych niż zaproponowane przez Ministerstwo Finansów stawek akcyzy na te dotychczas nieopodatkowane wyroby zachęcałoby do płacenia podatku i ograniczałoby rozwój szarej strefy. Jednocześnie pozwalałoby Ministerstwu Finansów monitorować rynek i reagować propozycją podwyżki lub obniżenia podatku w zależności od sytuacji – mówi Marcin Zimny, doradca podatkowy, autor publikacji „Akcyza. Komentarz”.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Projekt resortu pracy, przewidujący zniesienie od początku 2018 r. limitu opłacania składek na ubezpieczenie społeczne, zwiększy dochody państwa o ok. 5,5 mld zł. Szukanie pieniędzy w kieszeni podatników to jasny dowód na to, że rząd PiS pilnie potrzebuje pieniędzy na sfinansowanie kosztów obietnic wyborczych. Wielokrotne zapewnienia PiS o tym, że obietnice wyborcze można sfinansować z samego uszczelnieniu systemu podatkowego były bez pokrycia.

Rząd sięga do kieszeni podatników, by znaleźć dodatkowe pieniądze na pokrycie kosztów Programu Rodzina 500+ (24 mld zł) i obniżenia wieku emerytalnego (8 mld zł w 2018 r. i więcej w kolejnych latach). Dzieje się tak pomimo rezygnacji z trzeciej kosztownej obietnicy – podniesienia kwoty wolnej dla wszystkich podatników (wprowadzona podwyżka kwoty wolnej obejmie mniej niż 1/5 podatników i obniży dochody państwa o  mniej niż 2 mld zł zamiast 16 mld zł).

Likwidacja limitu składek to kolejne działanie rządu zwiększające opodatkowanie Polaków. Jeszcze w 2015 roku tylko osoby zarabiające 210% przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw były objęte najwyższą stawką PIT. Zamrożenie progów podatkowych oznacza, że w 2018 roku wystarczy już 180% przeciętnego wynagrodzenia, aby zostać objętym najwyższymi podatkami. Według szacunków Ministerstwa Finansów dotyczy to 350 tys. pracowników.

Polityka zwiększania opodatkowania osób o wyższych dochodach stoi w sprzeczności z deklaracjami rządu o wzroście innowacyjności polskiej gospodarki. Najzdolniejsze osoby w rozwijających się sektorach zarabiają więcej i to w ich dochody zamierza uderzyć rząd. Jeżeli proponowane zmiany wejdą w życie, zarobki powyżej 180% przeciętnego wynagrodzenia (czyli powyżej drugiego progu podatkowego) będą obciążone prawie 52% klinem podatkowym. Taka strategia, zamiast wzmocnić bodźce najzdolniejszych pracowników do rozwoju kariery zawodowej w Polsce, będzie zachęcać ich do emigracji zarobkowej. Jeżeli tak się stanie to dziura w finansach publicznych jeszcze bardziej się powiększy.   

Według obecnie obowiązujących przepisów składkę emerytalną i rentową płaci się od wynagrodzenia nieprzekraczającego 30-krotności przeciętnej płacy w gospodarce (ok. 10 tys. zł miesięcznie i 120 tys. zł rocznie). Po przekroczeniu tego progu na konto emerytalne nie trafiają już składki, zarówno te odliczane od płacy brutto, jak i te, które dodatkowo płaci pracodawca. Przepis ten został wprowadzony w życie na początku reformy emerytalnej w 1999 roku po to, aby w przyszłości ZUS nie wypłacał bardzo wysokich świadczeń

Według szacunków resortu pracy, w perspektywie najbliższych 10 lat zniesienie limitu 30-krotności poprawi saldo FUS o ok. 7,3 mld zł rocznie. Ponieważ jednak wyższe składki emerytalne i rentowe zmniejszą podstawę opodatkowania, to po wprowadzeniu planowanych zmian dochody z PIT spadną o ok. 1,6 mld zł rocznie, a dodatkowo dochody NFZ z tytułu składki zdrowotnej zmniejszą się o ok. 0,27 mld zł rocznie. Efekt netto dla sektora finansów publicznych jest szacowany na ok. 5,5 mld zł rocznie. Resort pracy szacuje, że zmiana dotknie ok. 350 tys. pracowników.

 

 

Źródło: Forum Obywatelskiego Rozwoju

Fundusz Ubezpieczeń Społecznych ma zakończyć 2017 r. nadwyżką w wysokości 38,1 mld zł – podał Eurostat w październikowym „Reporting of Government Deficits and Debt Levels”.

W danych przekazanych we wrześniu br. przez Ministerstwo Finansów Eurostatowi w ramach sprawozdania dotyczącego planowanego w 2017 r. deficytu finansów publicznych znalazła się informacja o tym, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zakończy bieżący rok nadwyżką w wysokości 38,1 mld zł. Podobna wartość nadwyżki (37 mld zł) znajdowała się w danych przekazanych przez MF Eurostatowi w pierwszej połowie roku.

Pierwsze spojrzenie to zaskoczenie. Jednak należy przypomnieć, że jest to efekt umorzenia części pożyczek udzielonych Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych (39,15 mld zł) z budżetu państwa w latach 2009-2014, których spłata przypada na 2017 r. Jako że FUS nie ma z czego spłacić tych zobowiązań, już w ustawach okołobudżetowych na 2017 r. przyjętych w 2016 r. umorzenie to zostało zapisane. Na szczęście nie wpływa ono na wynik finansów sektora instytucji rządowych i samorządowych, zmienia tylko jego podmiotową strukturę – w większym stopniu na deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg ESA2010) wpływa wynik budżetu państwa, ale równoważy to dodatni stan finansów FUS.

Nie ma jak przepływ „żywej gotówki” w jedną stronę, a potem oddawanie przez umarzanie zobowiązań. Na szczęście Ministerstwo Finansów w 2015 r. podjęło decyzję, że koniec z taką „zabawą” i ZUS musi zaspakajać swoje potrzeby finansowe na rynku.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Deficyt finansów publicznych ma wynieść w 2017 r. 51,2 mld zł – podał Eurostat w październikowym „Reporting of Government Deficits and Debt Levels”.

Państwa członkowskie UE przekazują Eurostatowi 2 razy w roku – w marcu i we wrześniu – sprawozdania z danymi dotyczącymi prognozowanego w danym roku deficytu finansów publicznych, z jego składowymi – deficytem budżetu państwa, deficytem budżetów samorządowych oraz deficytem funduszu ubezpieczeń społecznych. Przekazywanie danych dotyczących prognozowanej w danym roku sytuacji finansów publicznych jest elementem monitoringu fiskalnego w UE ustanowionego na potrzeby decyzji dotyczących wyłączania lub włączania procedury nadmiernego deficytu wobec krajów członkowskich UE.

W październikowej projekcji sytuacji finansów publicznych przekazanej Eurostatowi przez Ministerstwo Finansów we wrześniu br. zapisano deficyt w 2017 r. na poziomie 51,2 mld zł. W projekcji kwietniowej (dane z marca) było to 56,8 mld zł, co oznacza, że sytuacja finansów publicznych w ocenie MF dokonanej po 8 miesiącach br. była lepsza (o 5,6 mld zł) niż po 3 miesiącach br.

W tym kontekście bardzo ciekawe jest to, co zapisano w sprawozdaniu dla Eurostatu w pozycji: nakłady brutto sektora finansów publicznych na środki trwałe, czyli inwestycje. Mają one wynieść w 2017 r., wg projekcji październikowej, 80,7 mld zł, czyli o prawie 20 mld więcej niż w 2016 r., ale niestety tylko 1,6 mld zł więcej niż w 2015 r. (nominalnie). Problem w tym, że w projekcji kwietniowej planowane nakłady brutto na środki trwałe wynosiły 86,5 mld zł, czyli o 5,8 mld zł więcej niż plany październikowe. Oznacza to, że spadek planowanego w 2017 r. deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych to efekt obniżenia wydatków tego sektora na inwestycje. A inwestycji polska gospodarka potrzebuje jak nigdy wcześniej.

Przedstawiciele rządu w komentarzu do planowanego i przedstawionego Eurostatowi deficytu finansów publicznych w 2017 r. informowali, że ostatecznie będzie on jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Może warto zapytać rząd, co jest przyczyną coraz lepszych prognoz dotyczących deficytu instytucji rządowych i samorządowych. Na ile są one efektem dalszego ograniczania nakładów na inwestycje, na ile efektem opóźniania zwrotu podatku VAT przedsiębiorcom, a na ile efektem bardzo dobrej koniunktury gospodarczej i przede wszystkim domykania luk podatkowych. Te dwa ostatnie czynniki poprawiające sytuację finansów publicznych bardzo by cieszyły, dwa pierwsze to poważne zmartwienie.

Patrząc na wykonanie budżetu państwa za 8 miesięcy 2017 r. widzimy, że jego dochody były wyższe od planowanych w harmonogramie o 21,5 mld zł. Głównym źródłem wzrostu był VAT. Wpływy z tego podatku wzrosły r/r o 23,5 proc., podczas gdy sprzedaż detaliczna wzrosła w tym samym okresie o 8,2 proc. (ceny bieżące). Zatem koniunktura gospodarcza jest na pewno źródłem wzrostu wpływów do budżetu państwa z podatku VAT, ale nie w osiągniętym stopniu (23,5 proc. r/r). Pozostaje zatem efekt domykania luk podatkowych, a także efekt opóźnień zwrotów VAT. Łącznie mogło to dać ok. 10 mld zł. Pytanie ile z tego odbywa się kosztem przedsiębiorców i ich płynności finansowej.

Dochody budżetu państwa z podatku PIT wzrosły w ciągu 8. miesięcy 2017 r. o 8,3 proc. r/r. W tym czasie fundusz płac w przedsiębiorstwach 10+ wzrósł o 10 proc. Można zatem przyjąć, uwzględniając słabsze zapewne tempo wzrostu funduszu wynagrodzeń w sektorze mikroprzedsiębiorstw i w sektorze publicznym, że wpływy budżetowe z podatku PIT rosną w tempie zgodnym z sytuacją na rynku pracy. Także dochody do budżetu państwa z podatku CIT wzrosły w okresie styczeń-sierpień 2017 r. w tempie porównywalnym do wzrostu wyniku finansowego brutto firm.

Widzimy zatem, że relatywnie dobre wyniki finansów publicznych mają dwa główne źródła – niską skłonność do inwestycji sektora instytucji rządowych i samorządowych oraz wyższe wpływy z podatku VAT. W tym drugim przypadku nie wiemy jednak w jakim stopniu poszczególne elementy (koniunktura gospodarcza, domykanie luki podatkowej, opóźnienia w zwrocie VAT przedsiębiorcom) wpływają na wzrost wpływów budżetowych z VAT. A warto to wiedzieć, bo można wtedy ocenić, czy źródła te są trwałe czy też jednorazowe.

Deficyt sektora finansów publicznych będzie w 2017 r. znacznie niższy od planowanych w ustawie budżetowej na 2017 r. 59,3 mld zł. To już wiemy z danych przekazanych Eurostatowi przez MF (51,2 mld zł). Z przekazów medialnych od członków rządu wiemy, że może on być jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Jeśli spadek deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych ma trwały, strukturalny charakter, należy chwalić rząd jak nigdy dotąd. Jeśli jednak ten niższy deficyt jest budowany przede wszystkim na koniunkturze gospodarczej, która jest przecież zmienna oraz na opóźnieniach w zwrocie VAT, a przede wszystkim na ograniczaniu wydatków na inwestycje, to niestety mamy problem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Po pierwszym stycznia 2018 roku, do grona podatników przekazujących co miesiąc pliki JPK_VAT dołączy bardzo liczna, bo szacowana na 1,5 miliona grupa najmniejszych przedsiębiorstw. To ogromna zmiana ze względu na skalę zjawiska. Ministerstwo Finansów uruchamia dla tych podmiotów platformę informacyjno-edukacyjną.

Ministerstwo Finansów zintensyfikowało działania informacyjne, mając świadomość, że bardzo wielu drobnych przedsiębiorców może być zaskoczonych nowymi obowiązkami. Z tej perspektywy uruchomienie przez ministerstwo specjalnej strony internetowej, gdzie w uporządkowanej formie i przystępny sposób zostały opisane najważniejsze zagadnienia dotyczące JPK_VAT, jest niezwykle przydatne.

Obowiązek prowadzenia elektronicznej ewidencji VAT

Warto podkreślić, że poza obowiązkiem przesyłania JPK_VAT, od stycznia dochodzi najmniejszym przedsiębiorcom również obowiązek prowadzenia ewidencji vatowskiej za pomocą programów komputerowych, bo tylko z takiej ewidencji można pobrać bez ręcznego przepisywania dane, które zamieniane są na formę JPK_VAT. Wynika to wprost z nowego artykułu 109 ust. 8a, który będzie obowiązywał od 1 stycznia 2018 roku „Ewidencja, o której mowa w ust. 3, prowadzona jest w formie elektronicznej przy użyciu programów komputerowych.”.

Promocja dla pionierów

Ciekawym pomysłem ministerstwa jest zachęta do wcześniejszego składania (tj. jeszcze w 2017 roku) plików JPK_VAT, przez tych przedsiębiorców, którzy jeszcze nie mają takiego obowiązku. Ma być to okazja do przyzwyczajenia się i przećwiczenia w praktyce rozwiązań technicznych do zestawiania i wysyłania JPK_VAT. To dobry pomysł, ponieważ dzięki niemu ograniczy się liczbę błędów w plikach przesyłanych przez nową grupę obowiązanych podatników.

Dodatkowo Ministerstwo Finansów zachęca mikroprzedsiębiorców szybszym zwrotem VAT – już po 25 dniach – przy rozliczeniach za październik, listopad i grudzień 2017 r.

Należy jednak pamiętać o tym, że od stycznia będziemy stosować nową, trzecią już wersję, struktury JPK_VAT. Mikroprzedsiębiorcy, w tym reprezentanci wolnych zawodów płacący VAT, którzy będą przechodzić na elektroniczne prowadzenie rejestru VAT powinni sprawdzić, czy oprogramowanie, na które się decydują jest dostosowane do wprowadzonej na dniach trzeciej wersji struktury JPK_VAT.

 

Autor: Bogdan Zatorski, ekspert biznesowy Sage

Do Sejmu trafił projekt wdrożenia systemu STIR, tj. systemu, który wykorzystuje informacje zgromadzone na rachunkach bankowych firm. Chodzi o dane z kont zarówno dużych korporacji, jaki i właścicieli mikrofirm, czyli o transakcje dokonywane pomiędzy 2,48 mln przedsiębiorców.

Wszystko wskazuje na to, że od 2018 r. Ministerstwo Finansów wejdzie w posiadanie gigantycznej bazy danych o transakcjach B2B. Obok otrzymywanych co miesiąc JPK_VAT, będzie miało też podgląd płatności między podatnikami VAT dzięki rozwiązaniu split payment, które zostanie omówione na najbliższym posiedzeniu Sejmu. W zeszłym tygodniu z kolei do parlamentu trafił projekt ustawy o zmianie ustaw mającej na celu przeciwdziałanie wykorzystywania sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych. Dla firm oznacza on m.in. potencjalną możliwość blokady ich podstawowego rachunku rozliczeniowego.

Jak działa STIR?

Zgodnie z projektem, Szef Krajowej Administracji Skarbowej weźmie pod lupę konta bankowe firm i będzie analizował, czy nie są wykorzystywane do popełniania przestępstw, w tym skarbowych – np. wystawiania pustych faktur i wyłudzania VAT. Analiza tego ryzyka ma być dokonywana m.in. na podstawie danych o rachunkach firm oraz o transakcjach między ich właścicielami. Ma też bazować na tzw. wskaźniku ryzyka ustalanym przez Krajową Izbę Rozliczeniową w jej systemie teleinformatycznym, zwanym STIR. System ten wprowadza nowy Dział IIIB Ordynacji podatkowej.

Informacje mają napływać codziennie

Nie rzadziej niż raz dzienne izba rozliczeniowa będzie przekazywać Szefowi KAS m.in. informacje o otwieranych i prowadzonych rachunkach przedsiębiorców oraz dzienne zestawienia transakcji dotyczących tych rachunków.

Z taką samą częstotliwością ma być tworzony automatycznie w STIR wskaźnik ryzyka, na podstawie informacji publicznie dostępnych (np. z deklaracji podatkowych) oraz udostępnionych przez banki i SKOK-i. Przynajmniej raz w ciągu dnia KIR ma przekazywać informacje o wskaźniku ryzyka Szefowi KAS oraz bankom i SKOK-om. W skrócie, STIR ma służyć do odbioru i przesyłu ogromnej ilości danych między Szefem KAS, a bankami i SKOK-ami. Na prośbę KIR resort finansów uwzględnił postulat izby, aby algorytmy potrzebne do tworzenia wskaźnika ryzyka były pisane z uwzględnieniem najlepszych standardów i praktyk sektora bankowego.

Banki mają ujawniać dane o 2,48 mln firm

Projekt ustawy wprowadzającej system STIR określa zakres danych, jakie banki i SKOK-i będą miały obowiązek przekazywać izbie rozliczeniowej. Są wśród nich dane stanowiące odpowiednio tajemnicę bankową lub tajemnicę zawodową SKOK.

Dane przekazywane do STIR będą dotyczyły rachunków firmowych niezależnie od tego, czy ich właścicielem jest czynny podatnik VAT czy podatnik zwolniony z VAT. Ile działa dziś firm w Polsce? Na podstawie danych opublikowanych przez ZUS, na koniec czerwca br. mieliśmy 2,48 mln aktywnych płatników składki zdrowotnej (osób fizycznych i osób prawnych ogółem). Tę składkę musi regulować co miesiąc każdy przedsiębiorca i na tej podstawie można przyjąć szacunkową liczbę firm działających obecnie na rynku.

72 h bez dostępu do środków na koncie

Jak wskazuje resort finansów, STIR dla samych firm oznacza, że potencjalnie przez jakiś czas mogą zostać odcięte od dysponowania i korzystania ze środków zgromadzonych na własnym koncie. Szef KAS będzie mógł bowiem zablokować rachunek firmy na maksymalnie 72 godziny, jeśli wyniki analizy ryzyka wskażą, że jej właściciel wykorzystuje bank w „złym” celu, a blokada rachunku byłaby konieczna, żeby temu zapobiec. Szef KAS ma potem możliwość przedłużenia blokady na czas nie dłuższy niż 3 miesiące.

Poza tym, w razie uzyskania informacji, że dany podmiot może prowadzić działania zmierzające do wykorzystania działalności banków lub SKOK-ów do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi, naczelnik urzędu skarbowego będzie miał możliwość odmowy jego rejestracji jako podatnika VAT.

Dziś uprawnienie do blokady rachunku bankowego ma sam bank oraz Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Następnie sprawa przekazywana jest prokuratorowi. Zdaniem autorów projektu wprowadzającego STIR, obecny system jest nieefektywny, gdyż banki nie mają wystarczającej ilości informacji potrzebnej w wykryciu przestępstwa.

STIR ma uderzyć w przestępców

W uzasadnieniu wprowadzenia STIR, resort finansów podkreśla rolę analizy przepływów finansowych w zaawansowanych technologicznie warunkach, jakie otaczają aktualnie biznes. Czytamy w nim, że „luka w VAT powstaje w dużej mierze w wyniku działalności zorganizowanych grup przestępczych”, które poprzez konta bankowe legalizują nienależnie uzyskane pieniądze.

Wymiana informacji i współpraca pomiędzy organami władzy publicznej a podmiotami sektora finansowego ma na celu przeciwdziałać wprowadzaniu do obrotu gospodarczego faktur dokumentujących czynności fikcyjne. Pytanie tylko, czy podgląd kont bankowych wszystkich firm w Polsce, nie jest rozwiązaniem idącym za daleko, skoro VAT wyłudzają zorganizowani przestępcy. Do tej kwestii podczas konsultacji i opiniowania projektu wniósł uwagi NSA. W wątpliwość poddał to, czy każda transakcja bankowa dokonywana przez przedsiębiorcę powinna być objęta działaniem ustawy, gdyż władza publiczna powinna w sposób minimalny integrować w sferę praw i wolności. Autorzy projektu odpowiedzieli, że system STIR nie tylko nie narazi, ale wzmocni bezpieczeństwo podatników, bo będzie eliminować z obrotu gospodarczego podstawione firmy oszukujące uczciwych przedsiębiorców.

 

Źródło; Tax Care

Najnowsze dane GUS pokazują, że inflacja wzrosła do 2,2%. Przy takim poziomie zdecydowana większość lokat bankowych przynosi straty w ujęciu realnym. Z wyliczeń Expandera wynika, że aby zarabiać, ich oprocentowanie musi wynieść przynajmniej 2,72%. Tymczasem banki oferują średnio 1,47%. Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacili z banków już 9% (26 mld zł) swoich oszczędności, a firmy aż 17% (16 mld zł).

Ze wstępnych danych GUS wynika, że wyraźnie przyspieszył wzrost cen w Polsce – we wrześniu były one 2,2% wyższe niż przed rokiem. To nie tylko oznacza, że musimy wydawać więcej na życie. Dodatkową konsekwencją jest również to, że pieniądze, które nie pracują, szybciej tracą na wartości. Przy wyższej inflacji rosną również wymagania w stosunku do lokat bankowych. Ich oprocentowanie musi wynieść teraz przynajmniej 2,72%, żeby zapewnić nam choćby utrzymanie realnej wartości posiadanych oszczędności.

Na przeciętnej lokacie tracimy 100 zł

Wzrost cen sprawia, że co prawda po zakończeniu lokaty otrzymujemy więcej pieniędzy niż na nią wpłaciliśmy, ale i tak możemy za te środki kupić mniej niż na początku. Dla przykładu, deponując 10 000 na lokacie rocznej z oprocentowaniem 1,5%, po roku otrzymamy 10 122 zł (odliczając podatek). Jednak ze względu na wzrost cen, za towary, które wcześniej kosztowały 10 000 zł, trzeba będzie zapłacić 10 220 zł. W rezultacie, tak naprawdę zakładając taką lokatę tracimy w ujęciu realnym prawie 100 zł.

Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacają pieniądze z lokat. W sierpniu wycofali kolejny już miliard złotych, a od lutego 2016 r. – 26,6 mld zł. Firmy wypłaciły natomiast 16,2 mld zł. W ich przypadku relatywne wypłaty były jednak nawet większe w porównaniu do gospodarstw domowych, gdyż 16,2 mld zł oznacza spadek aż o 17%. Warto jednak dodać, że nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś wypłaca pieniądze z lokaty i inwestuje je efektywniej. Niestety w wielu przypadkach zniechęcenie do lokat objawia się tym, że oszczędności trzymane są na zwykłych, nieoprocentowanych rachunkach bankowych. W takiej sytuacji tracą na wartości jeszcze bardziej.

Nowe obligacje skarbowe na 1,5%

Co ciekawe, mimo że Polacy zniechęcili się do niskiego oprocentowania, Ministerstwo Finansów zdecydowało się wprowadzić 3-miesięczne obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5% w skali roku. Taki poziom jest zbliżony do przeciętnego oprocentowania w bankowych i również nie daje szansy na zysk wyższy od inflacji. Na tą ofertę powinni jednak zwrócić uwagę klienci PKO BP. Bank ten na 3-miesiecznej lokacie oferuje im bowiem 0,5%-0,8% zysku. Tymczasem, za pośrednictwem jego systemu obsługi elektronicznej, w kilka chwil można skorzystać z obligacji dającej 1,5% zarobku. Oczywiście obligacje te bez problemu mogą kupić także klienci innych banków.

Warto też dodać, że dużo wyższe oprocentowanie uzyskamy inwestując w obligacje przedsiębiorstw. Dla przykładu PKN Orlen niedawno oferował 2,81% w skali roku. Bez problemu znajdziemy też inne firmy zachęcające do swoich obligacji z oprocentowaniem 5%-6%. W przypadku tego rodzaju inwestycji trzeba jednak pamiętać, że ryzyko jest znacznie większe niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych. W sytuacji upadłości przedsiębiorstwa oferującego swoje obligacje, możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanej kwoty.

 

Źródło : Jarosław SadowskiGłówny analityk Expander Advisors

Już za niecały miesiąc w życie wejdzie ustawa obniżająca wiek emerytalny. Od 1 października świadczenie mogą otrzymać kobiety, które ukończyły 60 lat oraz mężczyźni po 65 roku życia – łącznie około 330 tys. kolejnych uprawnionych osób. Tymczasem, tylko w lipcu blisko 160 tys. przyszłych emerytów zgłosiło się do doradców ZUS–u z prośbą o wyliczenie świadczenia przysługującego im od październik. Dodatkowo, coroczne listy z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „Informacje o stanie konta ubezpieczonego” wysłane do 19 mln Polaków przedstawiały nieaktualnie wyliczone kwoty. Jak poradzić sobie w czasie intensywnych przemian w systemie emerytalnym? Na co zwracać uwagę i jak interpretować język w korespondencji ZUS–u?

Ministerstwo Finansów, we współpracy z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planują wprowadzić rozwiązania, które zachęcą osoby w wieku emerytalnym do pozostania na rynku pracy. Jak wynika z szacunkowych danych, rok dodatkowej pracy zwiększa świadczenie o średnio 8 proc. Najbardziej skłonne ku temu są osoby z wyższymi zarobkami – w ich przypadku dodatkowy wysiłek zwiększy emeryturę nawet o kilkaset złotych. Jednak w przypadku osób pobierających niższe wynagrodzenie, świadczenie przedemerytalne lub kompensacyjne czy bezrobotnych różnica będzie na tyle niewielka, że dalsza praca po prostu nie będzie się opłacać. Według danych przedstawianych przez MPiPS, jedynie 30 proc. zgłaszających się po poradę, planuje nadal pracować, połowa deklaruje przejście na emeryturę, 20 proc. nadal nie podjęło decyzji. – System emerytalny jest w Polsce zmieniany, co kilka lub kilkanaście lat. Jednak wprowadzane modyfikacje nie są kompleksowe, brak spójnego rozwiązania, które uleczy ZUS i ustabilizuje przyszłość emerytur Polaków. Osoby, które osiągnęły już wiek emerytalny mogą gubić się w niezrozumiałym, urzędowym żargonie. Dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, w jaki sposób naliczana jest nasza emerytura oraz zastanowić się w jak możemy poprawić swój poziom życia – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Korespondencja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – pytania i odpowiedzi

Kapitał początkowy

Jest to element obowiązujący osoby, które rozpoczęły pracę przed 1999 r., czyli wszystkich, którzy obecnie osiągają wiek emerytalny. Nie istniał wówczas III filar, czyli tzw. IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) ani IKZE (Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego), na których Polacy mogli odkładać swoje składki, czy to w formie IKO, funduszy inwestycyjnych czy ubezpieczeniowych. Dlatego Zakład Ubezpieczeń Społecznych zobowiązany jest wyliczyć hipotetyczną emeryturę, za lata składkowe i nieskładkowe do 1 stycznia 1999 roku. Wysokość kapitału początkowego zależy m.in. od długości obydwu tych okresów: lata składkowe liczone są razy 1,3 proc. podstawy wymiaru każdego roku, nieskładkowe – razy 0,7 proc. Istotny jest również fakt, że z biegiem czasu kapitał początkowy powiększa się, w wyniku corocznej waloryzacji. Co zrobić w przypadku, kiedy na naszym liście nie jest podana kwota kapitału początkowego? Należy zgłosić się do oddziału ZUS w celu złożenia pisemnej prośby o jego wyliczenie.

Konto i subkonto

Konto w ZUS posiada każdy odprowadzający składki.  Na nim liczone są oszczędności emerytalne oraz cała historia przebiegu ubezpieczenia. Subkonto jest to indywidualne konto ubezpieczonego w ZUS–ie, który jest członkiem OFE. A także, w sytuacji zmian w systemie – do końca stycznia 2014 roku nie podjął decyzji o przystąpieniu do OFE. Generalizując: zarówno na koncie jak i subkoncie odkładana jest nasza emerytura, obliczana na podstawie przemnożenia naszych składek przez wskaźnik waloryzacji, który zależny jest od dwóch czynników: poziomu inflacji oraz poziomu wzrostu płac w roku poprzedzającym aktualne wyliczenia. Wchodząc jednak w szczegóły warto zaznaczyć, że osobno przeliczane są środki w I filarze (objęte waloryzacją), a inaczej środki w II filarze, gdzie pod uwagę brana jest zmiana wartości jednostek rozrachunkowych OFE.

Wysokość hipotetycznej emerytury

W tym punkcie, w Wariancie 1 możemy zapoznać się z kwotą, która stanowi naszą hipotetyczną emeryturę w dniu osiągnięcia wieku emerytalnego – w przypadku zakończenia pracy i tym samym zaprzestali płacenia składek. W Wariancie 2 przedstawiona jest hipotetyczna emerytura, jaką otrzymamy w dniu osiągnięcia wieku emerytalnego przy dalszym opłacaniu składek w dotychczasowej wysokości. Oczywiście, świadczenie możemy otrzymać dopiero po osiągnięciu minimalnego wieku i decyzji o przejściu na emeryturę. – Wysokość hipotetycznego świadczenia, które będziemy otrzymywać na emeryturze często jest dla Polaków brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Dla młodszych jest to trudne do wyobrażenia, że odłożyli dotychczas tak małą kwotę. Niestety dla osób, które zbliżają się lub już osiągnęły wiek emerytalny, jest to często smutna rzeczywistość. Oczywiście, z biegiem czasu odłożona kwota rośnie. Jednak znamy polskie realia – często nadal są to kwoty dramatycznie niskie – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Jak obliczana jest nasza emerytura?

W momencie, kiedy podejmujemy decyzję o przejściu na emeryturę, ZUS dzieli wszystkie środki (składki plus ewentualny kapitał początkowy) przez ilość miesięcy, które zwane są statystyczną długością życia. Zakładana jest oczywiście dalsza waloryzacja świadczeń, czyli środki na koncie ZUS nie powinny tracić siły nabywczej. Według GUS 60 – latek będzie żył jeszcze 19,3 lat, natomiast 60 – latka 24,5 lat. Uśredniając kobieta i mężczyzna będą żyli jeszcze 259, 5 miesiąca. Czyli około 21 lat.

Jak pomóc sobie na emeryturze?

Wobec powyższych faktów oraz powszechnej wiedzy odnośnie polskiego systemu emerytalnego warto, aby senior zastanowił się jak może zapewnić sobie przypływ dodatkowej gotówki. Oczywiście, dodatkowa praca na emeryturze jest możliwa, z tym, że nie każdy emeryt może sobie na nią pozwolić. Główną przeszkodą mogą być problemy zdrowotne, zwłaszcza, że wiele dorywczych ofert wymaga pewnej sprawności fizycznej. – W sytuacji zadłużenia lub nagłego wydatku seniorzy starają się ratować pożyczką lub kredytem, którego główną wadą jest to, że z czasem zaczyna stanowić kolejny wydatek, że kiedyś każdy kredyt trzeba spłacić wraz z odsetkami – tłumaczy Majkowski. Rozwiązaniem, do którego Polacy nadal podchodzą sceptycznie, jest renta dożywotnia. Tzw. hipoteka odwrócona stanowi źródło dodatkowej gotówki na emeryturze. W ramach podpisanej umowy senior, powyżej 60. roku życia, posiadający na własność mieszkanie lub dom może przekazać prawo do pośmiertnego gospodarowania swoją nieruchomością. W zamian otrzymuje comiesięczne świadczenie, którego wysokość obliczana jest indywidualnie. – Wysokość renty wyliczamy każdemu klientowi z osobna, w zależności od płci, wieku oraz wartości nieruchomości, na którą wpływają lokalizacji, powierzchni czy jej stan. Taka rozwiązanie pomoże zasilić portfel seniora bez dodatkowych zobowiązań finansowych – dodaje

Źródło: Fundusz Hipoteczny DOM

 

Mikroprzedsiębiorcy z branży budowlanej mogą nieco odetchnąć – zwrot z tytułu VAT otrzymają nawet półtora miesiąca wcześniej niż pozostali podatnicy, o ile prześlą fiskusowi plik JPK_VAT. Jedyny możliwy sposób wysyłki tych plików nakłada na właściciela firmy obowiązek opatrywania ich podpisem elektronicznym.

Od początku tego roku przedsiębiorca, który w roli podwykonawcy świadczy określone usługi budowalne, nie otrzymuje od ich nabywcy kwoty VAT, co za tym idzie, nie odprowadza VAT do urzędu skarbowego. Jednocześnie jednak płaci VAT przy zakupach i ten VAT może nadal odliczać lub występować o jego zwrot.

Powyższa regulacja wynika z objęcia usług budowlanych z dniem 1 stycznia 2017 r. mechanizmem odwrotnego obciążenia. Niestety już pod koniec zeszłego roku, w momencie jej zapowiedzi, zgłaszano wątpliwości, które po wejściu w życie nowelizacji ustawy o VAT przerodziły się w realne problemy przedsiębiorców z branży budowlanej. Chodzi nie tylko o wątpliwości interpretacyjne (o których świadczy m.in. liczba wydanych interpretacji indywidualnych w kwestii odwrotnego obciążenia, poruszanych niedawno przez Tax Care), ale i zaburzenia płynności finansowej podwykonawców, zwłaszcza tych najmniejszych, dla których budowlanka to jedyne źródło utrzymania. Problem tkwi bowiem w tym, że taki przedsiębiorca nie otrzymuje VAT-u od kontrahentów, a równolegle może czekać aż dwa miesiące na zwrot VAT-u zapłaconego przez samego siebie.

VAT na koncie w ciągu 15 dni

Resort finansów podał ostatnio szczegóły nowego przywileju związanego z podatkiem od towarów i usług, jaki przygotował specjalnie i wyłącznie dla mikrofirm z branży budowlanej. Jak wynika z komunikatu zamieszczonego na stronie Ministerstwa Finansów, zwroty VAT zadeklarowane przez mikroprzedsiębiorców świadczących usługi budowlane urzędnicy mogą realizować szybciej, tj. nawet do 15 dni od wpływu deklaracji VAT (co do zasady mają na to do 60 dni lub 25 dni). Warunkiem jest, że taki mikroprzedsiębiorca wraz z deklaracją VAT przekaże fiskusowi plik JPK_VAT za okres, z którego wynika zwrot podatku.

Potrzebny podpis elektroniczny

Plik JPK_VAT zawiera ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Jego wygenerowanie nie wymaga zmiany sposobu, w jaki właściciel firmy prowadzi ewidencję VAT, ale konieczne jest sporządzenie go w określonym przez Ministerstwo Finansów schemacie oraz opatrzenie podpisem elektronicznym. Pliki JPK przekazuje się do urzędu skarbowego wyłącznie w wersji elektronicznej i wyłącznie po potwierdzeniu zawartych w nich danych, a takie potwierdzenie zapewnia e-podpis.

Na wygenerowanie, wysyłkę i podpisanie JPK_VAT pozwalają profesjonalne oprogramowania księgowe, z jakich korzystają biura rachunkowe. Jeśli przedsiębiorca przekazywałby JPK na własną rękę, musiałby pobrać oprogramowanie ze strony ministerstwa oraz nabyć płatny e-podpis albo udać się do urzędu po jego bezpłatną alternatywę.

Wysyłka JPK_VAT na własną rękę

Od 25 marca br. pliki JPK można podpisywać na dwa sposoby (wynika to ze zmienionego rozporządzenia ministra finansów w sprawie sposobu przesyłania za pomocą środków komunikacji elektronicznej ksiąg podatkowych oraz wymagań technicznych dla informatycznych nośników danych, na których te księgi mogą być zapisane i przekazywane, Dz.U. z 2017 r., poz. 632). Po pierwsze można to zrobić przy pomocy płatnego elektronicznego podpisu kwalifikowanego, którego bezpieczeństwo zapewnia wykupiony certyfikat (przykładowy koszt to ok. 360 zł/rok). Drugą opcją, wprowadzoną właśnie w marcu, jest skorzystanie z bezpłatnego e-podpisu – tzw. profilu zaufanego –  dostarczanego przez platformę ePUAP.

Samodzielne przygotowanie pliku JPK może chwilę potrwać. Aby stworzyć bezpłatny e-podpis, trzeba w pierwszej kolejności zarejestrować się na stronie www.pz.gov.pl. Następnym krokiem, na którym zaczynają się schody, jest potwierdzenie danych wpisanych we wniosku. Zakończyć proces online mogą bowiem tylko właściciele wybranych banków, konta w Envelo lub posiadacze… płatnego podpisu kwalifikowanego. Pozostali muszą potwierdzić wniosek osobiście w jednym z tzw. punktów potwierdzających. Z kolei narzędzie do stworzenia JPK_VAT oraz aplikacja do jego wysłania udostępnione są do pobrania na stronie www.mf.gov.pl w zakładce „Krajowa Administracja Skarbowa”, „Jednolity Plik Kontrolny”.

Marchewka na kiju

Przyspieszony zwrot VAT będzie możliwy tylko, gdy w ciągu wspomnianych 15 dni zostanie zweryfikowana jego prawidłowość. Niemniej jednak, jak się okazuje, resort finansów nie rzucił słów na wiatr, bo pracownicy izb administracji skarbowej informują, że faktycznie stosują nowy wariant zwrotu.

Z drugiej strony warto pamiętać, że przesyłanie przez mikroprzedsiębiorcę plików JPK_VAT jest obecnie dobrowolnie. Mikrofirmy będą zobowiązane wysyłać JPK_VAT dopiero od 1 stycznia 2018 r. Jak widać zatem, fiskus, pomagając właścicielom najdrobniejszych firm budowlanych, równocześnie pomógł sam sobie. Może bowiem na kilka miesięcy wcześniej dysponować niemałą ilością danych podatników – jak podawał resort finansów, za sam kwiecień 2017 r. organy podatkowe przyjęły w sumie około 10 tys. deklaracji VAT-7 z wykazaną kwotą do zwrotu w związku z zastosowaniem odwrotnego obciążenia na usługi budowlane.

 

 

Źródło: Tax Care

Nowy projekt ustawy o podatku od towarów i usług zakładający wprowadzenie podzielonej płatności w VAT uwzględnia niektóre z uwag zgłoszonych przez pracodawców, np. skrócenie terminu i ograniczenie przesłanek odmowy zwolnienia pieniędzy z rachunku VAT, brak możliwości przedłużenia terminu zwrotu podatku na konto VAT. Jednak nadal wiele ze zgłoszonych uwag pozostaje aktualnych i powinny zostać uwzględnione na dalszym etapie prac nad ustawą – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie tzw. podzielonej płatności (split payment) ma przeciwdziałać oszustwom podatkowym. System polegać ma na ograniczeniu prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

– Jesteśmy zadowoleni, że w obecnej wersji projektu skrócono z 90 do 60 dni termin przewidziany dla rozpatrzenia przez naczelnika urzędu skarbowego wniosku podatnika o wyrażenie zgody na wykorzystanie środków zgromadzonych na rachunku VAT na cele inne niż związane z zapłatą tego podatku oraz z odstąpienia od możliwości przedłużania terminu zwrotu podatku na rachunek VAT przedsiębiorcy – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Niestety, nowe przepisy nadal budzą istotne wątpliwości, które wymagają wyjaśnienia przez autorów. Przede wszystkim kwestie dotyczące płatności na rzecz innych podmiotów niż dostawca towaru lub usługodawca.

– Naczelnik urzędu skarbowego powinien mieć prawo podjęcia decyzji o uwolnieniu pieniędzy z rachunku VAT w terminie krótszym niż 60 dni, np. jeżeli podatnik złoży odpowiednie zabezpieczenie. Szybsze uwalnianie powinno być również dopuszczone w niektórych branżach, znacznie mniej narażonych na nieprawidłowości w podatku VAT – dodaje Przemysław Pruszyński.

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan podtrzymuje  stanowisko dotyczące potrzeby jak najszybszego zwrotu VAT, w razie nadwyżki podatku naliczonego nad podatkiem należnym. Sprawny zwrot pozwoli zminimalizować problemy przedsiębiorców związane z płynnością finansową oraz ograniczy potrzebę kredytowania bieżącej działalności. Pracodawcy postulują skrócenie do 15 dni terminu zwrotu podatku na bezpieczne dla fiskusa konto VAT. Problemy z płynnością finansową ograniczy także możliwość opłacania z rachunku VAT innych zobowiązań publicznoprawnych (składek ZUS i podatków dochodowych).

Nadal aktualny pozostaje bardzo istotny postulat, aby zapisać w ustawie, że w przypadku zastosowania przez podatnika mechanizmu podzielonej płatności, przyjmuje się, iż taki podatnik dochował należytej staranności w zakresie weryfikacji kontrahenta i okoliczności transakcji.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

We wrześniu 2017 r. opublikowany zostanie projekt nowej Ordynacji podatkowej. Wśród zapowiadanych zmian są m.in. nowe zasady przedawniania zobowiązań podatkowych, wydłużenie czasu na wniesienie odwołania i zażalenia oraz wprowadzenie mediacji podatkowych. Co oznaczają one dla przedsiębiorstw? Wyjaśnia ekspert Ayming Polska.

Jesienią 2017 r., po dwóch latach od przedstawienia „Kierunkowych założeń nowej Ordynacji podatkowej”, zostanie opublikowany projekt nowej Ordynacji podatkowej wraz z uzasadnieniem i przepisami wykonawczymi, a także z projektem ustawy wprowadzającej. Jej celem jest zwiększenie ochrony praw podatnika oraz efektywności realizowania zobowiązań podatkowych. Nowa Ordynacja ma być spójnym i przejrzystym aktem prawnym, który porządkuje i kodyfikuje materię ogólnego prawa podatkowego. Znajdzie się w niej blisko 700 artykułów. Spośród wielu zapowiadanych zmian, trzy są szczególnie ważne z perspektywy przedsiębiorstw. Przyjrzyjmy się im dokładniej.

  1. Nowe zasady przedawniania zobowiązań podatkowych

Obecnie okres przedawnienia zobowiązania podatkowego wynosi 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności. W tym czasie organ podatkowy musi dokonać wymiaru i poboru podatku. Fiskus ma dużą swobodę w zawieszaniu lub przerywaniu biegu przedawnienia, dlatego w praktyce okres ten może trwać latami – właściwie bez żadnych ograniczeń czasowych. W przypadku zawieszenia, bieg przedawnienia zostaje wstrzymany do czasu wydania decyzji o jego wszczęciu. Okres oczekiwania na decyzję nie wlicza się w bieg przedawnienia, a jego termin zostaje wydłużony o ten czas. Z kolei przerwanie biegu przedawnienia powoduje, że po ustaniu przyczyny jego przerwania, jest on liczony od początku.

Zgodnie z zapowiedziami, nowa Ordynacja podatkowa wprowadzi odrębne okresy przedawnienia prawa do ustalenia wymiaru podatku (3 lata dla rozliczenia podatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą i 5 lat dla związanych z taką działalnością) oraz prawa do poboru podatku (5 lat). Po upływie terminu przedawnienia dotyczącego wysokości podatku, organ podatkowy nie będzie już mógł zakwestionować poprawności rozliczenia daniny. Z upływem terminu przedawnienia prawa do poboru, zniknie też możliwość wyegzekwowania należności. Bieg terminu przedawnienia poboru podatku będzie rozpoczynał się dopiero po zakończeniu biegu terminu przedawnienia wymiaru. To oznacza, że organy podatkowe będą mogły upomnieć się o zaległe daniny od przedsiębiorstwa maksymalnie do 10 lat wstecz.

Okres przedawnienia zobowiązania podatkowego będzie wydłużony, ale jego biegu nie będzie już można zawieszać bez ograniczeń. Fiskus będzie mógł zawiesić bieg terminu przedawnienia maksymalnie na łączny okres 5 lat. Termin ten będzie liczony osobno dla wymiaru podatku i osobno dla poboru podatku. Jeśli sprawa podatnika będzie rozpatrywana przez sąd, czas oczekiwania na prawomocny wyrok nie spowoduje zawieszenia terminu przedawnienia na dłużej niż 5 lat. Co istotne, organ podatkowy będzie mógł przerwać bieg przedawnienia tylko raz i tylko w przypadku poboru podatku.

Obecnie zdarza się, że podczas postępowania podatkowego fiskus wydaje decyzję określającą wyższy wymiar podatku dopiero pod koniec roku, tak aby skutecznie wyegzekwować daninę. Następnie nadaje jej rygor natychmiastowej wykonalności, co umożliwia bezzwłoczne ściągnięcie należności od przedsiębiorstwa. Po wprowadzeniu zapowiadanych zmian, organy podatkowe będą mogły zastosować taki środek egzekucyjny tylko raz na 5 lat, co będzie chronić przedsiębiorstwa przed ciągłym wydłużaniem okresu przedawnienia i przed natychmiastową egzekucją zaległej należności – komentuje Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

  1. Dwa razy więcej czasu na wniesienie odwołania i zażalenia

Zgodnie z zapowiedziami, po wprowadzeniu nowej Ordynacji podatnicy będą mieli więcej czasu na złożenie odwołania od decyzji i zażalenia na postanowienie w postępowaniu podatkowym. Termin na wniesienie odwołania zostanie wydłużony z 14 do 30 dni, a na złożenie zażalenia – z 7 do 14 dni. Dzięki tej zmianie przedsiębiorstwa będą miały więcej czasu na dokładną analizę zgromadzonego materiału dowodowego i rzetelne opracowanie odwołania. Przedłużenie terminu nie będzie musiało oznaczać wydłużenia postępowania, ponieważ środki zaskarżenia, czyli odwołanie lub zażalenie, w dalszym ciągu będzie można złożyć szybciej. Przedsiębiorstwa zyskają zatem możliwość dokładniejszego przygotowania się, ale nie kosztem dłuższego postępowania.

  1. Mediator pomoże rozwiązać spory między fiskusem i podatnikiem

Złożoność i niejasność przepisów prawa podatkowego to źródła licznych sporów pomiędzy podatnikami a organami podatkowymi. Właśnie dlatego w nowej Ordynacji podatkowej ma pojawić się nowy mechanizm tzw. mediacji podatkowej, czyli procedury rozwiązywania sporów z udziałem bezstronnej i neutralnej osoby trzeciej – mediatora. Mediacje będzie można zastosować na wniosek jednej ze stron i za zgodą drugiej. Wszczęcie mediacji będzie możliwe na każdym etapie postępowania, tj. w pierwszej lub w drugiej instancji. Na razie nie wiadomo jednak, w jakich konkretnie przypadkach. Podatnik i organ podatkowy wspólnie będą wybierać mediatora z listy przygotowanej przez Ministerstwo Finansów. Co istotne, koszty proceduralne, m.in. te związane z wyborem mediatora, będzie ponosić organ podatkowy.

Aktualnie działalność polskiej administracji podatkowej opiera się na władczych formach działania. Oznacza to, że brakuje prawnych możliwości rozwiązywania sporów w ramach współpracy między podatnikami a organami podatkowymi. Wprowadzenie mediacji podatkowych może przyczynić się do efektywnego załatwiania spraw podatkowych przez przedsiębiorstwa, bez konieczności angażowania się w długotrwałe postępowania podatkowe czy sądowo-administracyjne. Umożliwią one obu stronom  zachowanie kontroli nad decyzją, kosztami sporu i czasem potrzebnym na dojście do porozumienia – podkreśla Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Opublikowane dwa lata temu „Kierunkowe założenia Ordynacji podatkowej” zakładają stworzenie ram prawnych dla współpracy pomiędzy organami podatkowymi i podatnikami, a w konsekwencji poprawę relacji między nimi. Czy założenia te znajdą odzwierciedlenie w nowym akcie prawnym? W jakim stopniu zostaną zastosowane wytyczne opracowane w 2015 roku? Które z zaproponowanych wówczas rozwiązań zostaną przyjęte, a które zmodyfikowane? Czy nowa ustawa rzeczywiście pogodzi interesy podatników i państwa? Dowiemy się już za 2 miesiące.

 

Źródło: Ayming

W czerwcu posiadacze oszczędności wydali na kupno obligacji skarbowych prawie 475 mln zł. To sporo mniej niż miesiąc wcześniej, ale wciąż można mówić o dużym zainteresowaniu, podobnie jak w przypadku papierów dłużnych firm.

Nadal utrzymuje się duże zainteresowanie obligacjami, w których posiadacze oszczędności widzą alternatywę dla nisko oprocentowanych lokat bankowych. W czerwcu kupili papiery skarbowe za prawie 475 mln zł, czyli o niemal 125 mln zł mniej niż w poprzednim miesiącu. Maj jednak był pod tym względem rekordowy. Od początku roku na zakup obligacji emitowanych przez Ministerstwo Finansów Polacy wydali już niemal 3 mld zł, czyli prawie 40 proc więcej niż rok wcześniej. Jeśli popyt utrzyma się na podobnym poziomie w kolejnych miesiącach, a wszystko na to wskazuje, pobity zostanie poprzedni rekord z 2008 r., gdy w obligacje skarbowe ulokowano 6,2 mld zł. Wtedy do ich kupna skłaniał wysoki poziom ryzyka na rynkach, związany z globalnym kryzysem finansowym, obecnie dominuje poszukiwanie choć trochę wyższych odsetek, niż oferowane przez banki. Oprocentowanie obligacji skarbowych także nie jest wysokie i sięga w zależności od ich rodzaju i terminu wykupu od 2,1 do 2,7 proc., ale przynajmniej kompensuje straty realnej wartości kapitału powodowane przez inflację. Obniżenie się dynamiki wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych z 1,9 do 1,5 proc. w czerwcu wpłynęło na powrót większego zainteresowania kupnem obligacji dwuletnich o stałym oprocentowaniu, a więc tych o najkrótszym terminie wykupu. Stanowiły one 52,6 proc. wszystkich kupionych w czerwcu papierów. Wcześniejszy wzrost inflacji spowodował wyraźne przesunięcie się preferencji posiadaczy oszczędności papierami czteroletnimi, w przypadku których oprocentowanie jest obliczane z uwzględnieniem wysokości inflacji. Obecnie ich udział wrócił do dawniejszego poziomu i wyniósł 37,5 proc. Warto jednak pamiętać, że spora część prognoz, w tym także ekonomistów z Narodowego Banku Polskiego, wskazuje że inflacja utrzyma się w okolicach 2 proc. zarówno w tym, jak i przyszłym roku, a w 2019 r. może sięgnąć 2,5 proc. Biorąc pod uwagę minimum dwuletni okres zamrożenia kapitału w obligacjach, należy w podejmowaniu decyzji kierować się nie chwilowymi wahaniami inflacji, lecz jej długoterminową tendencją.

Nie słabnie aktywność emitentów i inwestorów na rynku obligacji firm. W czerwcu łączna wartość ich sprzedaży wyniosła około 600 mln zł, nie licząc niedostępnych dla przeciętnego inwestora emisji papierów PZU o wartości  2,25 mld zł. Także spośród wspomnianej kwoty 600 mln zł tylko część emisji obligacji była bezpośrednio dostępna nabywcom detalicznym, którym pozostaje poszukiwanie mniejszych ofert, również z rynku niepublicznego, charakteryzujących się znacznie wyższym oprocentowaniem niż w przypadku obligacji oferowanych w trybie oferty publicznej.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Wybór kontrahenta to niezbędny element prowadzenia działalności gospodarczej. Ta kwestia jest szczególnie ważna, gdy stawiamy pierwsze kroki w biznesie i zależy nam na zdobyciu dobrej opinii. Jeżeli okaże się, że przedsiębiorca, z którym zaczęliśmy robić interesy, jest np. niewypłacalny lub nie działa legalnie, taka współpraca może rzutować nie tylko na dochody naszej firmy, ale także na budowaną reputację. Ekspert Tax Care podpowiada, jak sprawdzić kontrahenta, by nie stracić na takiej kooperacji.

Nawet jeżeli dobrze znamy środowisko biznesowe, w którym działamy, i nie dotarły do nas jakiekolwiek negatywne komentarze na temat danego przedsiębiorcy, zawsze warto sprawdzić wiarygodność firmy, z którą chcemy podpisać umowę. W tym zadaniu mogą nam pomóc specjalnie powołane do tego celu instytucje, ale pierwszy etap analizy warto wykonać samodzielnie.

1. Internet – przydane źródło

Praktycznie nieograniczony dostęp w korzystaniu z sieci powoduje, że z rezerwą powinniśmy podchodzić do informacji i komentarzy zamieszczanych w Internecie. Nie mniej jednak od nich powinniśmy zacząć weryfikowanie wiarygodności przyszłego kontrahenta. – Sprawdźmy, czy w sieci znajdziemy opinie na temat przedsiębiorstwa, z którym chcemy nawiązać współpracę. Naszą uwagę zwróćmy przede wszystkim na portale branżowe. Pamiętajmy jednak, że w ocenie potencjalnego „partnera” nie powinniśmy kierować się wyłącznie liczbą komentarzy na jego temat, bo im bardziej niszowa branża, tym mniej działających w niej podmiotów. Bądźmy świadomi, że nie wszystkie opinie zostawiane w Internecie są rzetelne. Za znaczną część negatywnych wpisów na temat firmy, może być odpowiedzialna np. konkurencja. Bądźmy także czujni, jeżeli zauważymy, że w krótkim czasie w sieci zaczynają się pojawiać wyłącznie pozytywne komentarze odnośnie przedsiębiorstwa X, bo ich autorami mogą być jego pracownicy, a nie klienci – podpowiada Tomasz Pandel, Progress Biuro Usług Finansowych z Olkusza, Partner Tax Care.

Ważnym źródłem informacji jest również strona internetowa firmy, z którą chcemy zacząć współpracować. Przyjętym już standardem jest, że przedsiębiorstwa posiadają profesjonalne serwisy www, więc brak witryny w takim przypadku powinien budzić nasze wątpliwości. Oficjalna strona jest nie tylko wizytówką firmy, ale także pierwszym miejscem, w którym potencjalni klienci mogą zapoznać się z ofertą przedsiębiorstwa. Zwróćmy zatem uwagę, czy potencjalny kontrahent przyłożył się do właściwego przedstawienia tych informacji.

2. CEIDG I KRS, czyli sprawdź podmiotowość kontrahenta

Następnym krokiem powinno być sprawdzenie podmiotowości prawnej przyszłego kontrahenta. Dowiemy się, czy dana firma działa legalnie, czyli czy jest zarejestrowana, ile funkcjonuje na rynku, kto jest jej właścicielem, a kto podejmuje w niej kluczowe decyzje. – Odpowiedzi na te pytania można uzyskać na stronie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), gdzie umieszczona jest baza wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Po wpisaniu np. NIP, REGONU czy po prostu adresu firmy, zdobędziemy bardziej szczegółowe informacje. Z kolei jeżeli chcemy zdobyć informacje na temat osoby prawnej, prowadzącej spółkę, zajrzyjmy do Krajowego Rejestru Sądowego, który jest dostępny w serwisie internetowym Ministerstwa Finansów. Nie zapominajmy, że dane o wszystkich przedsiębiorcach można także zweryfikować w bazie statystycznej REGON, prowadzonej przez GUS – zaznacza Tomasz Pandel, Partner Tax Care.

3. Sprawdź czy nie chcesz się związać z dłużnikiem

Odwiedzając stronę Ministerstwa Finansów, możemy także sprawdzić, czy firma, z którą chcemy współpracować, jest wypłacalna albo czy nie zalega z płatnościami. Do tego celu służy Rejestr Dłużników Niewypłacalnych (RDN). Na tej liście widnieją zarówno podmioty prawne, jak i osoby prywatne, które  np.  otrzymały sądowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. – Informacje o dłużnikach udostępnia także Biuro Informacji Gospodarczej, ale nie za darmo, bo przedsiębiorca, który chce skorzystać z tej opcji, musi ponieść koszt rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Za opłatą , może jednak sam zgłaszać do BIG nierzetelnych kontrahentów, jeżeli będzie miał nieszczęście takich spotkać – wyjaśnia Tomasz Pandel, Partner Tax Care. Należy pamiętać o tym, że BIG w gruncie rzeczy to kilka instytucji, które przechowują i udostępniają informacje na temat niewypłacalnych firm. W tym kontekście najważniejszym jest KRD, czyli Krajowy Rejestr Długów, który zajmuje się także publikacją statystyk na temat zadłużenia w poszczególnych branżach oraz sektorach naszej gospodarki.

Jeżeli chcemy sprawdzić, czy przedsiębiorstwo, z którym planujemy nawiązać kontakty biznesowe terminowo reguluje swoje zobowiązania, możemy skorzystać także z innych rozwiązań. Po pierwsze, możemy zgłosić się do Urzędu Skarbowego, by sprawdzić, czy dana firma nie zalega z płaceniem podatków. – Pamiętajmy jednak, że nie będziemy mogli samodzielnie wnioskować o uzyskanie takiego potwierdzenia. Jest ono wydawane odpłatnie (koszt 21 zł) na prośbę podmiotu, którego dotyczy informacja. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku zaświadczenia z ZUS-u, które potwierdza, że przedsiębiorca opłaca terminowo składki na ubezpieczenia społeczne, z tą różnicą, że ten dokument wydawany jest bezpłatnie – mówi Tomasz Pandel, Parter Tax Care. Zanim zaczniemy współpracę kontrahentem, warto poprosić go o przekazanie nam takich zaświadczeń, które mogą stać się załącznikami dołączanymi do podpisywanej umowy.

Sprawdzenie wiarygodności kontrahenta nie zawsze jest łatwym zadaniem. Warto jednak wykonać je rzetelnie i bez pośpiechu, jeszcze przed podjęciem współpracy. Będziemy mieli wtedy pewność, że firma, która pomaga nam dostarczać na rynek najwyższej klasy produkty i usługi, nie tylko wywiąże się ze swojego zadania, ale także stanie się lojalnym partnerem na wiele lat.

 

Źródło: Lightcape

Gwałtownie rosnący popyt na pracowników IT sprawia, że rozwój informatyczny firm staje się coraz droższy i coraz trudniejszy w realizacji. Body leasing to system, który już od wielu lat wykorzystywany jest przez firmy z sektora prywatnego. Dlaczego? To oszczędność pieniędzy, czasu i zasobów. Zamiast zlecać firmom IT cały projekt budowy, czy wdrożenia oprogramowania zatrudnia się pojedynczych programistów lub specjalnie oddelegowany zespół. Na to rozwiązanie zdecydował się Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji, który podpisze umowy z firmami specjalizującymi się w wynajmie zespołów informatycznych, outsourcingu i budowie systemów IT. W czym tkwi sekret body leasingu? Jak skorzysta na tym COI?

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) poszukiwał około 500 pracowników IT, w tym programistów Java i testerów oprogramowania. Na ich wynajęcie przeznaczył ponad 100 mln zł. Największy wpływ na wynik postępowania miała cena, czyli wynagrodzenie wydzierżawionego informatyka. Godzinowa stawka wahała się od 119 zł do 180 zł. Zamawiającemu zależało również, by firma wykonawcza posiadała możliwie dużą liczbę rekruterów oraz obszerną bazę danych programistów i testerów. COI wyłonił pięciu, z którymi będzie współpracować. Wśród zwycięzców jest Devonshire (który właśnie zmienił nazwę na devire), Britenet, SII, Transition Technologies i Cube.ITG.

Jak korzystać z body leasingu najtaniej?

Przede wszystkim należy dobrze określić na wstępie rzeczywiste potrzeby firmy. Body leasing jest jednak sam w sobie rozwiązaniem, które może znacznie obniżyć koszty pracodawcy w długim terminie. Przedsiębiorstwa nie tracą czasu na poszukiwanie specjalistów na rynku, a tym samym unikają związanych z tym nakładów finansowych. To firmy dostawcze mają bazy danych, w których znajdują się eksperci IT z różnych obszarów, a także zespoły rekruterów IT, którzy dedykowani są wyłącznie do pozyskiwania specjalistów z rynku. Klient nie ponosi też kosztów utrzymania pracownika etatowego i oszczędza na obsłudze kadrowo-administracyjno-księgowej. Rozwiązanie to pozwala też zaoszczędzić na inwestycjach w sprzęt, licencje, a często też powierzchnię biurową. Pamiętajmy, że body leasing umożliwia zaangażowanie konsultantów na krótki okres. Bywa, że klient potrzebuje takiego wsparcia na kilka godzin, co kilka dni. W takich sytuacjach brak sztywnych kosztów związanych z tradycyjną formą zatrudnienia jest dużym udogodnieniem dla firmy.

Wynajem pracowników dotarł do sektora publicznego

Wśród zwycięzców postępowania dominują firmy, które specjalizują się w outsourcingu i wynajmowaniu zespołów informatycznych do konkretnych projektów. Jak przyznaje COI samodzielne poszukiwanie i zatrudnianie takich pracowników byłoby dla instytucji kłopotliwe i kosztowne. Zwłaszcza, że nadzór nad projektami i tak będą pełnić pracownicy COI. Podlegająca Ministerstwu Cyfryzacji jednostka nie jest jedyną, która wynajmie pracowników IT. W podobny sposób działają również: Ministerstwo Finansów, Agencja Rynku Rolnego czy Komenda Główna Policji.

– Body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny, projekty lub kilkuletnie kontrakty, zyskuje na popularności nie tylko w sektorze prywatnym, ale również publicznym. Taki model działania, o ile jest dobrze zarządzany, może okazać się dużo bardziej efektywny cenowo niż zakup kompletnego oprogramowania i jego budowa przez firmę zewnętrzną – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire, jedynej firmy z zapleczem rekrutacyjnym, która znalazła się w gronie zwycięzców. Zarządzana przez niego instytucja zatrudnia blisko 100 konsultantów w biurach w Polsce i Niemczech. Posiada również ponad 450 pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. – W ostatnim roku zmieniliśmy strukturę i uruchomiliśmy cztery nowe dywizje, w tym IT Contracting. Jesteśmy dumni, że zmiany, które wprowadziliśmy w firmie pozwolą nam realizować najbardziej skomplikowane i wymagające projekty dla największych firm – dodaje Piotr Święcki, Senior Account Manager z devire.

Zmiany na rynku IT

Rynek usług IT już od kilku lat przechodzi diametralne zmiany. Na rynku obok klasycznych graczy IT, takich jak IBM, Comarch czy Asseco, którzy oferują body leasing jako dodatkowy produkt, powstało też kilkaset podmiotów świadczących tylko tego rodzaju usługi. Od kilku lat usługi body leasingu najszybciej rozwijają jednak firmy rekrutacyjne takie jak Devonshire/devire, Antal czy HAYS. Posiadają one ogromne bazy danych i oddelegowują pracowników IT na kilkuletnie kontrakty. Powód? Coraz więcej instytucji dostrzega, że tradycyjny model realizacji złożonych projektów IT przestał się sprawdzać, chociażby ze względu na koszty, czy opóźnienia. Najpierw zauważył to biznes, dziś dostrzega także sektor publiczny.

 

Źródło: Devonshire/devire

Podatnicy stosujący tzw. podzieloną płatność (split payment) powinni uzyskać większą ochronę, żeby nie byli narażeni na zakwestionowanie prawa do odliczenia podatku naliczonego. Pozbawienie sprzedawców możliwości swobodnego dysponowania kwotą VAT pobieraną od nabywcy może zagrozić płynności finansowej mikroprzedsiębiorców. Konieczne jest też uchylenie przepisów dotyczących odwrotnego obciążenia – napisała Konfederacja Lewiatan w opinii dotyczącej zmiany ustawy o podatku od towarów i usług.

Wprowadzenie tzw. podzielonej płatności ma przeciwdziałać oszustwom podatkowym. Sprowadza się ona do ograniczenia prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

Niestety, split payment nie pozwoli  rzetelnym podatnikom uniknąć kwestionowania przez kontrolujących prawa do odliczenia podatku naliczonego, jeżeli na wcześniejszym etapie obrotu doszło do nieprawidłowości.

– Dlatego zarówno z punktu widzenia budżetu państwa, jak i rzetelnych podatników, wskazane jest rozszerzenie ochrony na wszystkich podatników, którzy dziś ze względu na ewentualne zaangażowanie swoich kontrahentów w wyłudzenia podatkowe, narażeni są na niezawinione stosowanie wobec nich odpowiedzialności quasi – solidarnej – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Bardzo istotną wadą systemu podzielonej płatności jest pozbawienie sprzedawców możliwości swobodnego dysponowania kwotą podatku VAT pobieraną od nabywcy. Środki, które trafią na konto VAT, podatnik będzie mógł wykorzystać wyłączenie do zapłaty VAT-u na konto VAT kontrahenta oraz do wpłaty podatku należnego na rachunek urzędu skarbowego.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan pozostawienie stosowania nowego mechanizmu wyłączenie w kompetencji nabywcy sprawia, że nie będzie on w pełni fakultatywny, a od decyzji nabywcy zależeć będzie sytuacja finansowa sprzedawcy. W praktyce oznacza to poważne zagrożenie dla płynności finansowej sprzedawców, nadmierne ograniczenie prawa do dysponowania swoją własnością oraz naruszenie zasady neutralności podatku VAT.

Może mieć to szczególnie negatywne znaczenie dla mikroprzedsiębiorców, których znacząca część zakupów nie jest realizowana za pośrednictwem przelewów bankowych, ale z wykorzystaniem kart bankowych (np. zakupy sprzętu komputerowego czy materiałów biurowych w supermarketach,  paliwa na stacjach benzynowych, itp.).

– W celu zminimalizowania negatywnych skutków podzielonej płatności, należy umożliwić płacenie z konta VAT także innych zobowiązań publicznoprawnych, m.in. składek ZUS, podatków dochodowych i od nieruchomości. Ponadto termin, w którym naczelnik urzędu skarbowego zezwala na skorzystanie ze środków zgromadzonych na koncie VAT nie powinien być dłuższy niż 30 dni, natomiast termin zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym na konto VAT należy skrócić do 15 dni – dodaje Przemysław Pruszyński.

Konfederacja Lewiatan uważa również, że wprowadzenie podzielonej płatności powinno wiązać się z uchyleniem przepisów dotyczących odwrotnego obciążenia.

 

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Płatność podzielona skutecznie ograniczy oszustwa w VAT, ale istotnie ograniczy płynność niektórych podatników, w szczególności małych –  uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Ministerstwo Finansów przedstawiło długo zapowiadaną propozycję podzielonej płatności (split payment) w podatku VAT. Jak pokazują przykłady innych krajów może ona być skutecznym narzędziem walki z oszustami, jednak nie pozostaje neutralna m.in. dla płynności finansowej niektórych podatników.

To nabywcy towarów i usług zadecydują o tym czy podzielona płatność będzie powszechnie stosowana i to od nich zależeć będzie sytuacja finansowa dostawców. Zastosowanie split payment oznaczać będzie pogorszenie płynności finansowej przedsiębiorcy poprzez utratę możliwości korzystania ze środków pochodzących z jeszcze niezapłaconego podatku VAT.
– W płatności podzielonej, takiej możliwości już nie będzie. Wskutek tego, w przypadku niektórych podatników może to doprowadzić do deficytu środków obrotowych i zwiększyć koszty finansowe działalności (koszty kredytów obrotowych) – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Projekt podzielonej płatności VAT zakłada, że to kupujący będzie decydował o stosowaniu nowego systemu. Jeżeli po otrzymaniu faktury dokona płatności używając dedykowanego do tego komunikatu przelewu, kwota netto z faktury trafi na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, natomiast VAT zostanie przekazany na oddzielny rachunek VAT, do którego sprzedawca będzie miał dostęp tylko w minimalnym zakresie.

Koncepcja podzielonej płatności sprowadza się do ograniczenia prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

W proponowanym systemie środki zgromadzone na rachunku VAT podatnik będzie mógł wykorzystać wyłączenie do zapłaty VAT-u na konto VAT kontrahenta oraz do wpłaty podatku należnego na rachunek urzędu skarbowego. Na pisemny, uzasadniony wniosek podatnika, naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł wyrazić zgodę na inne przeznaczenie środków zgromadzonych na rachunku VAT. Zgoda wydawana będzie w formie postanowienia, podatnikom którzy nie budzą żadnych wątpliwości fiskusa, w terminie 90 dni od dnia złożenia wniosku.

Aby przekonać nabywców do stosowania split payment projekt przewiduje dla nich zachęty. Nabywca stosujący podzieloną płatność nie będzie ponosił solidarnej odpowiedzialności za VAT niezapłacony przez sprzedawcę, uchroni się przed sankcjami za błędne rozliczenie oraz uniknie wyższych odsetek w przypadku nieprawidłowego rozliczenia podatku naliczonego wynikającego w 95% z faktur zapłaconych z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności.

Podatnik, który zawnioskuje o zwrot nadpłaconego podatku na konto VAT otrzyma go już po 25 dniach.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Skokowy powrót inflacji radykalnie zmienia sytuację na rynku detalicznych obligacji skarbowych. Oszczędzający coraz chętniej kupują papiery indeksowane wskaźnikiem inflacji kosztem tych o stałym oprocentowaniu.

Obserwacja tego, co dzieje się na rynku obligacji skarbowych, prowadzi do dwóch bardzo jednoznacznych wniosków. Po pierwsze, dynamicznie rośnie zainteresowanie oszczędzających zakupami tych papierów, po drugie, zdecydowanie zwiększa się popyt na obligacje chroniące przed inflacją, przy malejącym udziale papierów o stałym oprocentowaniu. W pierwszym kwartale Ministerstwo Finansów sprzedało na rynku detalicznym obligacje skarbowe o wartości prawie 1,4 mld zł. Gdyby taka dynamika utrzymała się w kolejnych miesiącach, zdecydowanie przekroczony zostałby ubiegłoroczny wynik, zamykający się kwotą 4,6 mld zł, najwyższy od zanotowanego w 2008 r., gdy w reakcji na kryzys finansowy, kapitał przenoszony był do najbardziej bezpiecznych instrumentów finansowych. Obecnie wzmożony popyt na obligacje nie wynika jednak z obaw przed kolejnym kryzysem, lecz powodowany jest poszukiwaniem bardziej atrakcyjnych niż lokaty bankowe, możliwości lokowania oszczędności. Przy wynoszącym 1,5 proc. średnim oprocentowaniu lokat, sięgające od 2,1 do 2,7 proc. odsetki oferowane przez papiery skarbowe, są w stanie zachęcić wiele osób do skorzystania z tej okazji. Oprócz tego argumentu, jest jeszcze jeden powód zwiększonego zainteresowania oszczędzający zakupem obligacji, czyli rosnąca skokowo inflacja.

Od kilku lat, aż do października ubiegłego roku, największym zainteresowaniem oszczędzających cieszyły się dwuletnie papiery o stałym oprocentowaniu. Ich udział w sprzedaży obligacji detalicznych ogółem, sięgał w ciągu ostatnich dwóch lat od 60 do 83 proc. Warto zauważyć, że spośród wszystkich rodzajów obligacji skarbowych, dwulatki charakteryzowały się jednocześnie najniższym oprocentowaniem. Magnesem przyciągającym nabywców był krótki okres zaangażowania kapitału (pozostałe wymagają zamrożenia kapitału na okres od 3 do 10 lat) oraz niezmienna w całym okresie wysokość odsetek. Te dwie cechy przesądzały o ich atrakcyjności, nawet kosztem nieco niższego oprocentowania.

Wybór tych obligacji był najbardziej racjonalną decyzją w warunkach spadających stóp procentowych, które osiągnęły poziom najniższy w historii, a wiele wskazywało na to, że mogą jeszcze bardziej pójść w dół. Dodatkowym czynnikiem, przemawiającym za tymi papierami, była obniżająca się inflacja. Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl obniżek stóp procentowych jesienią 2012 r. W tym samym czasie zaczęła się spadkowa tendencja inflacji. I od tego momentu rosła popularność obligacji dwuletnich. W 2012 r. udział dwulatek i papierów czteroletnich indeksowanych wskaźnikiem inflacji był niemal identyczny i sięgał po około 30 proc. sprzedaży ogółem. Rok później sprzedaż tych ostatnich zmniejszyła się do niespełna 17 proc., a dwulatek wzrosła do prawie 37 proc. W kolejnych latach różnica ta przechylała się jeszcze mocniej na korzyść obligacji dwuletnich. Działo się tak aż do października 2016 r., gdy można już było spodziewać się, że Rada Polityki Pieniężnej stóp nie obniży i raczej będzie się zastawiać nad ich podwyższeniem, a powrót inflacji był niemal pewny. Styczniowy skok wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych do 1,8 proc. i lutowa poprawka do 2,2 proc., przesądziły sprawę i udział w sprzedaży obligacji indeksowanych inflacją dynamicznie się zwiększył, przekraczając w marcu 45 proc., podczas gdy jeszcze w listopadzie 2016 r. sięgał zaledwie 17 proc. Perspektywa utrzymywania się inflacji w okolicach 2 proc. z prawdopodobną tendencją zwyżkową w kolejnych latach, będzie powodowała spadek atrakcyjności obligacji dwuletnich o stałym oprocentowaniu (obecnie odsetki w ich przypadku wynoszą 2,1 proc. w skali roku) i wzmacniała zainteresowanie papierami czteroletnimi, indeksowanymi wskaźnikiem inflacji (zapewniają one 1,25 punktu procentowego powyżej inflacji).

Presja inflacyjna jest jeszcze zbyt słaba, by wpłynąć na sytuację na rynku obligacji korporacyjnych. Oprocentowanie dominujących na nim papierów o oprocentowaniu zmiennym, opierającym się na stawkach WIBOR, wynosi 4-5 proc. skutecznie chroniąc przed inflacją, zaś odsetki w przypadku papierów o stałym oprocentowaniu sięgają 7-9 proc., dając jeszcze większy bufor.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

Starczewska-Krzysztoszek: Dorośli Polacy nie kształcą się

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in....

Lipka: Uwaga na kolejną falę podwyżek cen paliw. 5 zł znów straszy

Rosnące prawdopodobieństwo przedłużenia porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej nałożyło...

AKTUALNOŚCI

Bankomaty zaczynają znikać z naszych ulic

Według danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Expander zwraca uwa...

Cyberbezpieczeństwo do poprawki

Projekt ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie gwarantuje zwiększenia poziomu cyberbezpi...

Brak regulacji rozkłada rynek cyfrowalut. Branża zaczyna myśleć o ucieczce z Polski?

Jeszcze rok temu byliśmy jednym z największych na świecie tego typu rynków. Ale, według ekspertów, s...

Ochłodzenie na GPW zachęca do wyjścia za granicę

Wzrost gospodarczy w Polsce w III kwartale br. przyspieszył do 4,7% rok do roku – wynika ze wstępnyc...

O ustawie nt. jawności życia publicznego

Został opublikowany projekt ustawy o jawności życia publicznego. Miał on zwiększyć transparentność ż...