Home Tagi Wpis otagowany "mieszkanie"

mieszkanie

Z badań przeprowadzonych przez WorldatWork wynika, że aż 87% osób wybiera swoje mieszkanie, jako lokalizację sprzyjającą pracy zdalnej. W domu czujemy się szczęśliwsi, pracujemy lepiej i efektywniej. Dowodzi tego również najnowszy raport Instytutu Gallupa, State of the American Workplace. Według niego osoby, które na co dzień pracują poza biurem, są bardziej zaangażowane w projekty i entuzjastyczniej podchodzą do swoich obowiązków, w porównaniu do osób, które pozostają w firmie. Wszystko wskazuje na to, że z tradycyjnej przestrzeni biurowej coraz chętniej wracamy na kanapę. No właśnie, na kanapę czy może do nowocześnie zaaranżowanego home office?

Wszędzie dobrze, ale w domowym biurze najlepiej  

Mieszkanie to najczęstsza lokalizacja, którą wybieramy do pracy zdalnej. Nic w tym dziwnego. Najlepiej skupiamy się w miejscach, w których czujemy się swobodnie. Chociaż taki styl pracy wielu kojarzy się z siedzeniem na kanapie w piżamie, z laptopem i filiżanką kawy, to coraz częściej pracownicy zdalni, w tym freelancerzy, decydują się na inwestycję w profesjonalnie zaaranżowane domowe biuro. Dlaczego? To, w jaki sposób przygotujemy przestrzeń domową do pracy wpływa na nasze zdrowie, komfort i proces realizacji projektów.

Faktem jest, że coraz częściej mamy możliwość pracować poza biurem. To istotny krok na przód, na który decyduje się wiele organizacji, między innymi ze względu na dążenie do zaspokojenia potrzeb Millenialsów. Według raportu Millennial Careers do 2020 roku ta generacja będzie stanowić 35% zatrudnionych na całym świecie. Pokolenie Y to ludzie zdecydowanie bardziej elastyczni, samodzielni i nastawieni na zmiany, którzy częściej niż starsze roczniki decydują się wykonywać swoją pracę w domu. W związku z tym również większą wagę przywiązują do tego, jak wygląda ich domowe biuro mówi Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office. – Z doświadczenia wiemy, jak ważne jest przemyślane miejsce do pracy, w którym będziemy spędzać wiele godzin w ciągu dnia. Bez względu na to, czy jest to firmowe biuro, czy przestrzeń mieszkalna, dobrze jest zadbać o wybór odpowiedniego miejsca, zachowanie zasad ergonomii i dopasowanie do pozostałej części domu. Warto się też zastanowić, kto będzie z niego korzystał: jedna osoba czy może cała rodzina, a także, jakie zadania będziemy przy nim wykonywać.

Odpowiednia lokalizacja i oświetlenie – połowa sukcesu

Idealnym rozwiązaniem jest wygospodarowanie miejsca na biuro w osobnym pokoju. Wtedy mamy możliwość zaaranżowania pomieszczenia w całości na potrzeby naszej pracy. Przestrzeń pozwala na umieszczenie szaf i regałów, w których będziemy trzymać wszystkie dokumenty, a możliwość doboru wykończeń pozwala nadać indywidualny charakter. Centralnym punktem pomieszczenia, a zarazem miejscem, w którym będziemy spędzać najwięcej czasu jest biurko. Warto zadbać o to, by ustawić je w najbardziej oświetlonym punkcie pomieszczenia. Niestety nagminnie zdarza nam się o tym zapominać i przez długie godziny pracować w zaciemnionym pokoju. Skutkiem tego, nieświadomie wytężamy wzrok, kierujemy szyję w stronę monitora i garbimy się. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że pojawiający się ból głowy, dekoncentracja i zmęczenie to skutek niedoświetlonego pokoju.

Naturalne światło ma bardzo dobry wpływ na nasze samopoczucie. Światowe organizacje w swoich biurach coraz częściej stawiają na dostęp do dziennego oświetlenia. Dlatego też w naszym domu powinniśmy pamiętać o tym, żeby w miarę możliwości wytypować pomieszczenie lub miejsce w pokoju, do którego będzie dochodziło naturalne światło. Według „Journal of Clinical Sleep Medicine” osoby, które mają do niego dostęp, śpią lepiej, są bardziej aktywni fizycznie i cieszą się lepszą jakością życia. Ma to również przełożenie na efektywność w pracy i dobry nastrój. Do tego warto, aby nasze biurko znajdowało się w miejscu najmniej uczęszczanym, tak, żebyśmy mogli w dowolnej chwili do niego usiąść i w skupieniu pracować – mówi Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Wstań po zdrowie

Jeżeli mamy odpowiednio dobraną lokalizację z dostępem do naturalnego światła, możemy skupić się na kolejnym, bardzo ważnym aspekcie, czyli ergonomii. Badania wskazują, że w pozycji siedzącej spędzamy nawet 434 minuty w ciągu dnia. A długotrwałe siedzenie powoduje ból pleców, stany zwyrodnieniowe, ale również zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy czy problemów z układem krążenia. Jak tego uniknąć? Musimy przede wszystkim zadbać o dobór odpowiedniego biurka, z możliwością dowolnej regulacji wysokości blatu. Rozwiązanie to doskonale sprawdza się w przestrzeni home office, gdzie z jednego miejsca do pracy korzysta cała rodzina.

Innowacyjne rozwiązania z możliwością regulacji wysokości blatu umożliwiają pracę w systemie sit and stand. Zmiana pozycji z siedzącej na stojącą jest nie tylko zdrowa dla naszego kręgosłupa, ale też pozytywnie przekłada się na jakość i efektywność wykonywanych zadań. Rozwiązanie pozwala na większą aktywność w sposobie pracy i zapobiega dolegliwościom wynikającym z długotrwałego przebywania w wymuszonej pozycji siedzącej. Jedno biurko może służyć wszystkim domownikom. Dzięki tej funkcji możemy dopasować miejsce pracy według własnych potrzeb i co istotne, bez potrzeby zdejmowania laptopa w trakcie regulowania wysokości – mówi Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Domowe biuro w czterech kątach

A co jeśli do zagospodarowania mamy część pokoju dziennego lub sypialni? Tutaj z pomocą przychodzą meble działowe. Dzięki nim oddzielimy przestrzeń mieszkalną od tej, w której pracujemy. Wystarczy regał na książki lub sofa ustawiona tak, aby stworzyć przestrzeń nieuczęszczaną przez resztę domowników. Warto również zadbać o odpowiednią tonację w tej części mieszkania.
Te z pozoru nieistotne rzeczy, jak na przykład kolor otoczenia, mogą mieć na nas znaczący wpływ. Jest to szczególnie ważne, gdy nasz salon jest jednocześnie siedzibą firmy. To częsty przypadek, biorąc pod uwagę rosnącą liczbę startup-ów. Dlatego dostępne rozwiązania coraz częściej umożliwiają aranżację nawet małej przestrzeni w taki sposób, aby spełniała swoją funkcję, a przy okazji zachowała indywidualny charakter.

Nowoczesne meble biurowe, dzięki szerokiemu wyborowi tworzywa, rodzaju tapicerki czy koloru, dają wiele możliwości do stworzenia indywidualnego projektu biura. Jeżeli lubimy styl skandynawski i ciepłe, beżowe kolory, możemy postawić na rozwiązanie z korkowym wykończeniem. Z kolei jeśli chcemy, aby miejsce pracy dawało nam poczucie przebywania blisko natury, możemy postawić na barwy zieleni i drewno. Tak naprawdę jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia, ponieważ wariacji jest bardzo wiele. Dzięki temu możemy zaaranżować przestrzeń biurową, która będzie funkcjonalna i dopasowana do potrzeb całej rodziny– mówi Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

 

Źródło: Lightscape

 

Najlepszy ochroniarz to czujny sąsiad. Niezależnie od jego wsparcia, dobrze jest przygotować dom na sezon urlopowy. Ile kosztuje ochrona domu?

Sezon urlopowy przed nami. Aż 29 proc. Polaków obawia się włamania do mieszkania lub piwnicy – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Komendy Głównej Policji. Im sezon urlopowy bliżej, tym lęk większy. W czołówce łupów złodziei są pieniądze (26,3 proc.) oraz biżuteria (25,3 proc.). Na liście znalazły się także: zegarki, radia, konsole do gier, mały sprzęt AGD. Złodzieje kradną niewielkie przedmioty, które można niepostrzeżenie wynieść z osiedla i szybko spieniężyć. Co więcej, tego typu przedmioty są właściwie niemożliwe do odnalezienia. Dlatego przed wyjazdem na dłuższy urlop warto zabezpieczyć mieszkanie – mówi Jolanta Mróz z Kredyt Inkaso.

Zostawmy klucze zaufanej osobie

Przede wszystkim warto umówić się z sąsiadami, aby „mieli oko” na nasze mieszkanie. Warto, aby podczas naszej nieobecności, raz na jakiś czas, wyjmowali ulotki ze skrzynki na listy. Pełna skrzynka to pierwszy sygnał dla złodziei, że nikogo nie ma w domu. Jeśli w pobliżu nas mieszka ktoś z rodziny, warto zostawić bliskim klucze do mieszkania, aby raz na jakiś czas zaświecili w domu światło wieczorem albo wywiesili pranie na balkonie. Z badań GUS wynika, że aż 98 proc. z nas ufa najbliższej rodzinie, a 93 proc. przyjaciołom. Poza tym siedem na dziesięć osób ufa także sąsiadom. A skoro mamy zaufanie do otaczających nas osób, warto poprosić o pomoc, gdy zbliża się sezon urlopowy.

Drzwi antywłamaniowe i rolety w oknach

Zbliżający się sezon urlop powinien zmotywować nas do wcześniejszego montażu drzwi antywłamaniowych oraz rolet w oknach. Taka inwestycja, choć oznacza wydatek co najmniej kilku tysięcy złotych, sprawia, że mieszkanie nie jest łatwym celem dla złodziei. Najtańsze drzwi antywłamaniowe, zewnętrzne, kosztują 903 zł (według porównywarki ceneo.pl). Kilka modeli drzwi jest też w kwocie między 1,2 a 1,5 tys. zł. Droższe to już wydatek 3-5 tys. zł. Drzwi warto dobrać do otoczenia, w którym mieszkamy. Przykładowo, jeśli nasi sąsiedzi mają zwykłe drzwi zamontowane jeszcze przez dewelopera, nie warto sięgać po drzwi antywłamaniowe z najwyższej półki, bo wejście do naszego mieszkania będzie nazbyt przykuwać uwagę. W takiej sytuacji lepiej zainwestować w drzwi ze średniej półki. W rolety warto bezwzględnie zainwestować, jeśli nasze mieszkanie mieści się na parterze. Koszt przeciętnej rolety to koszt ok. 600 zł na okno kuchenne i od 800 zł na okno w pokoju.

Podgląd mieszkania na smartfonie

Nowoczesnym rozwiązaniem, które pozwala na monitorowanie tego, co dzieje się w domu są kamery, z których obraz wyświetla się na telefonie. Koszt najtańszej kamery zaczyna się od 200 zł. Prosty system kamer, obejmujący kilka pomieszczeń, to już koszt około 1,5 tys. zł. Minusem takiego rozwiązania jest to, że na urlopie jedną nogą wciąż będziemy w domu, co może utrudniać pełen relaks. Z drugiej strony nie musimy „zaglądać” do domu podczas urlopu, a kamera i tak zarejestruje obraz z kilku dni. Z kwietniowego rankingu kamer do monitoringu serwisu webranking.pl największą popularnością cieszą się produkty firmy TP-Link (udział 30 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się firmy: FOSCAM (18,6 proc.) oraz Edimax (14,3 proc.). Średnia cena najpopularniejszych 20 produktów wynosi 482 zł.

Firma ochroniarska

Mieszkając na otwartym osiedlu bez kamer lub w domu jednorodzinnym można wykupić abonament na ochronę w firmie ochroniarskiej. Taki miesięczny abonament wynosi od kilkudziesięciu do kilkaset złotych w zależności od lokalizacji nieruchomości, ale też od jej rodzaju. Domy jednorodzinne mają wyższą stawkę. Z badań Deloitte wynika, że branża ochroniarska w Polsce rośnie w siłę. Ten rynek warty jest już 9 mld zł.

Sezon urlopowy. Jaką ochronę w wybrać?

Jeśli mieszkamy na chronionym osiedlu, które oprócz systemu kamer posiada jeszcze ochroniarzy, można zainwestować dodatkowo w drzwi antywłamaniowe i prosty system kamer. Jeśli jednak osiedle ma jedynie system monitoringu, to wówczas warto pomyśleć dodatkowo o roletach antywłamaniowych w oknach. Osoby mieszkające w domach wolnostojących zwykle sięgają po ochronę profesjonalnych firm. Ostatnią kwestią, którą można rozważyć jest ubezpieczenie od kradzieży. Przy wyliczaniu składki ubezpieczyciele pytają jednak o to, w jaki sposób chronimy swój dom. Im więcej zabezpieczeń, tym niższa składka. Sezon urlopowy także sprawia, że stawki nie są niskie.

Choć koszt ochrony domu jest dość wysoki, to warto mieć świadomość, że sezon urlopowy minie, a dom będzie naszą twierdzą na kolejne miesiące.

 

Źródło: Fundacja Zaradni

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Wyjeżdżając na urlop lub w podróż służbową, coraz częściej zatrzymujemy się nie w hotelach, a w prywatnych apartamentach. A gdyby tak przejść na drugą stronę transakcji i zacząć zarabiać na wynajmie krótkoterminowym? Czy taki sposób inwestowania w nieruchomości może być alternatywą dla tradycyjnego wynajmu?

Nie musimy być wielkimi inwestorami, aby zarabiać. Właściwie wystarczy dysponować jednym lokalem na wynajem, by zapewnić sobie stałe źródło dodatkowego dochodu. Warto przy tym zauważyć, że w ostatnich latach pojawiło się wiele nieznanych wcześniej (lub nie tak powszechnych) form najmu. Dziś udostępniać można np. pojedyncze biurka w przestrzeni biurowej (coworking), a mieszkania „wypożyczać” nawet na jedną dobę.

Wynajem społecznościowy – modny trend

Prawdziwy boom na wynajem krótkoterminowy pojawił się wraz z portalem Airbnb, który kontaktuje ze sobą osoby dysponujące lokalem na wynajem (to może być mieszkanie, a nawet pokój w mieszkaniu) z osobami poszukującymi taniego lokum.

Popularność tzw. „wynajmu społecznościowego” początkowo wynikała wyłącznie z możliwości rezerwacji noclegu w cenie niższej niż w hotelu. Było to na rękę szczególnie ludziom młodym, którzy zyskali możliwość podróżowania po całym świecie z możliwością nocowania „za grosze”.

Obecnie jednak cena nie jest już jedynym istotnym argumentem. Coraz częściej chodzi po prostu o styl życia. Wiele osób nie chce mieszkać w anonimowej, hotelowej przestrzeni. Na wakacjach lub w delegacji chcą czuć się tak swobodnie, jak we własnym domu. Wielu turystów chętnie zapłaci cenę podobną do tej w hotelu, jeśli w zamian będą mogli nocować w zwyczajnym domu lub bloku, z udogodnieniami takimi jak w prywatnym mieszkaniu.

Nowe wyzwania dla właścicieli apartamentów

To jednak stawia przed właścicielami lokali nowe wyzwania. Jeśli bowiem ktoś chce zająć się wynajmem krótkoterminowym, nie wystarczy, że zaproponuje niższą cenę niż najbliższy hotel.

Przede wszystkim wynajmujący, wybierając lokale, kierują się opiniami wystawionymi przez wcześniejszych gości – ci zaś oceniają zarówno standard wyposażenia, czystość, jak i zachowanie osoby, która reprezentowała właściciela (np. czy była miła, punktualna, a kontakt był z nią łatwy).

Druga sprawa to wygląd lokalu. Ten, kto chce wynająć dany apartament na nocleg za pośrednictwem portalu Airbnb, Booking, Wimdu czy ShortStayPoland, wcześniej będzie chciał obejrzeć zdjęcia. Powinny one być zachęcające, ale z drugiej strony, nie mogą przekłamywać rzeczywistości. Jeśli opisy w serwisach rezerwacyjnych nie będą zgodne ze stanem faktycznym, bardzo szybko zostaną zdemaskowane a rozczarowani klienci nie omieszkają zostawić odpowiedniej opinii i oceny.

– Przede wszystkim należy być szczerym i dokładnym w opisie nieruchomości. Warto jak najbardziej szczegółowo opisać co w mieszkaniu jest, z czego goście mogą korzystać. Dobrze także opisać okolicę oraz główne punkty turystyczne w pobliżu – podkreśla Adrian Leung, założyciel i członek zarządu Hosthelper.pl. – Poza tym, mieszkanie powinno mieć wszystko to, co może się przydać przy kilkudniowym pobycie, tj. zestaw ręczników, podstawowe kosmetyki, drobny sprzęt AGD (suszarka, żelazko) a także wyposażenie kuchenne – zauważa.

Jest potencjał!

Nie da się ukryć, że takie obowiązki jak pilnowanie rezerwacji, dbanie o zadowolenie każdego klienta, czy choćby zmienianie pościeli, mogą być bardzo czasochłonne. Dlatego niektórzy właściciele mieszkań mają wątpliwości, czy podołają wynajmowi w takim właśnie trybie.

Z drugiej strony, rosnące zainteresowanie wynajmem krótkoterminowym na świecie i dość słabe nasycenie rynku w Polsce, to argumenty, które przemawiają za opłacalnością takich działań. Nadzieje rozbudzają również rozmaite rankingi i statystyki. Np. z raportu przygotowanego przez PwC oraz Urban Land Institute wynika, że Warszawa znajduje się na 20. miejscu wśród miast o największym potencjale do inwestowania w nieruchomości w Europie.

Pod względem turystyki, najbardziej atrakcyjnym miastem w Polsce jest Kraków, odwiedzany rocznie przez ok. 10 mln osób. Ale niewiele mniej, bo ok. 8 mln turystów odwiedza Warszawę. A nie można zapominać również o tym, że stolica stanowi najważniejsze miasto w Polsce z punktu widzenia biznesu.

Na atrakcyjność nieruchomości wynajmowanych w Warszawie wpływa także rosnąca atrakcyjność tego miasta w oczach zagranicznych gości. Warszawa coraz częściej wymieniana jest jako jedno z najmodniejszych europejskich miast. Jednocześnie, właśnie ze względu na fakt, że w Polsce stolica nie jest powszechnie postrzegana jako miasto turystyczne, na rynku wynajmu krótkoterminowego wciąż jeszcze jest miejsce dla nowych lokali.

– Nieruchomości na wynajem krótkoterminowy wcale nie muszą ograniczać się do kurortów czy miejscowości typowo turystycznych. Duże miasta żyją cały rok i ruch w nich trwa bez względu na porę roku czy pogodę, zmienia się tylko profil klientów – mówi Adrian Leung. – W miesiącach letnich przeważają oczywiście turyści, ale poza sezonem dominują osoby podróżujące służbowo lub w konkretnych, nieturystycznych celach – podkreśla.

Aby zarabiać, trzeba się postarać

Na wynajmie krótkoterminowym z pewnością można zarobić. Nie oznacza to jednak, że zarobi każdy i w każdej sytuacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, jak wiele czynników ma wpływ na to, czy nieruchomość będzie atrakcyjna w oczach osób poszukujących oferty dla siebie.

Z punktu widzenia właściciela nieruchomości, w wynajem krótkoterminowy trzeba włożyć znacznie więcej wysiłku niż przy wynajmie długoterminowym. Konieczny jest zakup urządzeń, takich jak telewizor, żelazko czy kuchenka mikrofalowa, trzeba też podłączyć internet wi-fi i telewizję kablową, a to oznacza konkretne koszty. Poza tym dochodzą nowe obowiązki – zmiana pościeli, uzupełnianie braków, przekazywanie kluczy, aktualizacja ogłoszenia, pilnowanie rezerwacji.

A ponieważ ceny muszą być konkurencyjne w stosunku do hoteli, o sukcesie danej nieruchomości bardzo często decydować będzie jej obłożenie. Mówiąc inaczej – inwestycja zwróci się i będzie przynosiła stabilny dochód pod warunkiem, że apartament będzie wynajmowany przez zdecydowaną większość dni w roku.

Nie dziwi więc, że na rynku pojawiają się firmy, które profesjonalnie zajmują się zarządzaniem nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy. Dzięki temu właściciel apartamentu może zlecić zewnętrznej firmie zarówno przygotowanie atrakcyjnej oferty, obsługę rezerwacji, jak i obsługę samego lokalu w zamian za np. niewielką część zysku z każdej rezerwacji.

Ważne jednak, aby decydując się na taką współpracę, dobrze prześwietlić firmę, której chcemy powierzyć nasz apartament. Na co zwrócić uwagę?

– Warto sprawdzić jakie opinie mają wśród gości mieszkania zarządzane przez daną firmę. Pozytywne oceny i komentarze są kluczowe w tego typu działalności – zauważa Adrian Leung. – Poza tym liczy się zakres usług oraz elastyczna możliwość ich doboru. Chodzi o to, aby właściciel nie był zobowiązany do płacenia za takie usługi, z których nie zamierza korzystać. Warto także dowiedzieć się, czy istnieje możliwość podpisania umowy na próbę, np. na kilka miesięcy – mówi przedstawiciel Hosthelper.pl.

Mimo wszystko, możliwość rozpoczęcia współpracy z wyspecjalizowaną firmą warto rozważyć już na samym początku przygody z wynajmem krótkoterminowym i to nawet wtedy, gdy dysponujemy tylko jednym lokalem.

Obsługa rezerwacji, odpowiedzi na zapytania gości oraz przygotowanie apartamentu to czynności bardzo czasochłonne. Samodzielnie zarządzając apartamentem, możemy tracić wiele okazji na zarobek. Z taką sytuację będziemy mieli do czynienia np. wtedy, gdy ktoś zechce wynająć lokal jeszcze tego samego dnia, a my nie będziemy mieli czasu na jego przygotowanie.

W podobnych przypadkach specjalistyczna firma zadziała szybciej. Ważne też, że będzie ona mogła pozwolić sobie na ułatwienia, takie jak synchronizacja rezerwacji w wielu portalach z ofertami jednocześnie. Dzięki temu właściciel nie będzie musiał osobiście pilnować, czy dwóch klientów, w dwóch różnych portalach, nie zarezerwowało tego samego mieszkania na ten sam termin.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zlecenie zarządzania nieruchomością to dodatkowy koszt. Warto jednak zauważyć, że celem takiej współpracy jest nie tylko odciążenie właścicieli w żmudnych obowiązkach, ale przede wszystkim maksymalizacja liczby rezerwacji. A dzięki dużemu obłożeniu, zysk z takiej inwestycji będzie oczywisty.

Podsumowując, wynajem krótkoterminowy już teraz cieszy się dużą popularnością, a jego rola będzie z pewnością jeszcze rosła. Osoby chcące zarabiać na nieruchomościach, powinny więc uwzględnić w swoich planach wystawienie ogłoszenia w portalach rezerwacyjnych. Jednak do takiego wyzwania warto podejść z głową. Najlepiej przemyśleć każdy szczegół jeszcze przed udostępnieniem lokalu gościom, a jeśli mamy wątpliwości, czy wszystkiemu podołamy sami, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów.

 

Źródło: empemedia.pl

Poszukiwanie miejsca, w którym zlokalizujesz swój biznes przypomina nieco wybór mieszkania. Musisz dopasować je do swoich preferencji i możliwości finansowych, zastanowić się nad lokalizacją, wielkością czy stylistyką. Wynajmowany lub kupiony lokal powinien odzwierciedlać cechy, które są ważne dla Ciebie – a w tym przypadku istotne dla wyróżnienia Twojego biznesu i zwrócenia uwagi jego odbiorców. Jak się do tego zabrać?

– Lokal gastronomiczny, butik czy kancelaria prawna – czyli każda działalność, którą wiąże się z goszczeniem klientów – powinna cechować się pewną unikalnością, nasuwając odpowiednie skojarzenia z podstawowymi wyróżnikami Twojego biznesu – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy realizującej projekty nieruchomościowe oparte o odnawianie kamienic. – Według teorii „4p”jednym ze składników tzw. kompozycji marketingowej, czyli zbioru elementów za pomocą których każdy biznes oddziałuje na rynek, jest „place” – „miejsce”, które teoretycy definiują szeroko – jako kanał dystrybucji. Jednak w przypadku wielu tradycyjnych biznesów o niewielkiej skali działania, warto rozumieć „place” dosłownie – jako miejsce, w którym sprzedajesz swoje produkty lub usługi. To ono decyduje często o powodzeniu przedsięwzięcia – dodaje ekspert.

Koszty

Jeśli dysponujesz takim kapitałem by kupić lokal, w którym później poprowadzisz swój biznes – świetnie. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zaplanować budżet, comiesięczne koszty będą nieco niższe i w najtrudniejszym, początkowym okresie łatwiej będzie Ci osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty finansowe (np. wyjść na plus w nowo otwartej i jeszcze nieznanej kawiarni). Sytuacja komplikuje się w przypadku wynajmu. To dodatkowy koszt, który musisz dopisać do swojego biznesplanu. Umowy na wynajem lokali użytkowych najczęściej są dłuższe i lepiej chroniące właściciela niż w przypadku mieszkań. W przypadku ewentualnego niepowodzenia biznesu, nie będziesz w stanie się szybko wycofać. To nie oznacza, że wynajem nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeciwnie – w przypadku braku odpowiedniego kapitału czy niepewności co do przyszłej lokalizacji inwestycji jest najlepszym wyjściem. Zanim jednak podejmiesz decyzję, musisz bardzo dokładnie oszacować swoje przyszłe przychody i wydatki. Koszty wynajmu mogą okazać się kluczowe dla Twojego biznesplanu.

Wymogi techniczne

W zależności od tego, jaki typ działalności zamierzasz prowadzić, możesz być zmuszony do spełnienia szeregu różnorodnych kryteriów. Przykładowo – biuro podróży nie wymaga warunków znacząco odmiennych niż zwykłe mieszkanie. Zupełnie inaczej jest z restauracją, która musi spełnić liczne wymogi Sanepidu. Nie w każdym lokalu uda Ci się wygospodarować oddzielne pomieszczenie do przygotowywania warzyw, owoców i mięsa, czy wytyczyć dwie „ścieżki” dla naczyń – czyste nie mogą być przenoszone z kuchni do klienta w taki sposób by „krzyżować się” z brudnymi – noszonymi od stolików do zmywarki. Jeszcze inne wymogi techniczne prawodawcy narzucają aptekom, zakładom fryzjerskim czy gabinetom kosmetycznym. Trzeba je brać pod uwagę wybierając nieruchomość. Im bardziej specyficzny jest Twój biznes, tym więcej nakładów będzie wymagało przystosowanie pomieszczeń. Sporą część ofert odrzucisz już na wstępie.

Lokalizacja

Lokalizację swojego biznesu musisz przemyśleć wieloaspektowo. Po pierwsze z biznesowego punktu widzenia. Zanim wybierzesz nieruchomość postaraj się oszacować wielkość rynku. Ilu lokalnych klientów masz szansę zdobyć? Czy dojazd do nieruchomości jest prosty i wygodny? Czy konkurencja jest znacząca i jak sobie radzi? To kilka podstawowych pytań, do których musisz dodać wiele bardziej szczegółowych – związanych z Twoją branżą lub specyfiką firmy. Tam gdzie doskonale będzie sprzedawała się kawa z mlekiem sojowym, zupełnym niewypałem może okazać się sklep spożywczy. Po drugie, zastanów się nad miejscem w kontekście własnej wygody. To bardzo ważne, w szczególności jeśli to ma być Twoje nowe miejsce pracy.

Dopasowanie do charakteru biznesu

To kluczowy aspekt wyboru nieruchomości. Jeśli chcesz by Twój punkt usługowy był unikalny – zdecyduj się na unikalny lokal. Oczywiście to nie jest metoda dla każdego. Dla części firm lepszym rozwiązaniem może być wynajem powierzchni w centrum handlowym, które ma swoje niewątpliwe zalety, jak stała baza klientów czy promocja takiej galerii jako całości. Trudno się tam jednak wyróżnić. Dlatego jeśli cechy, z którymi ma być kojarzony Twój biznes to np. kreatywność, odwaga, tradycja, kulturalna niszowość czy ekskluzywność – wybierz coś niestandardowego. To może być barka nad Wisłą lub lokal w odnowionej kamienicy, w sercu Pragi. Jeśli Twoją grupą docelową są ludzie ceniący detale i trudno uchwytny „klimat miejsca” – z pewnością docenią oryginalność.

Negocjacje i formalności

Kiedy już znajdziesz nieruchomości, które spełniają Twoje wymagania w każdej z wymienionych kategorii, pozostają kwestie formalne. Podobnie jak w przypadku zakupu czy wynajmu mieszkania – warto negocjować. Każda „wytargowana” kwota zwiększa budżet Twojego biznesu. Jeśli chcesz wynająć lokal – jako karty negocjacyjnej użyj argumentu o ponoszonych kosztach. Twoje inwestycje w nieruchomość mogą zwiększyć jej wartość. Dodatkowo wiążą Cię z nią, dając właścicielowi większą pewność przyszłych zysków.

Ustal z właścicielem kto jest odpowiedzialny za uzyskanie dokumentacji, niezbędnej do rozpoczęcia działalności. W zależności od typu biznesu, mogą to być koncesje, pozwolenia, czy dokumenty potwierdzające spełnienie wymogów technicznych.

Podpisując umowę, szczególną uwagę zwróć na warunki wypowiedzenia. Dla niektórych typów biznesu lokalizacja jest kluczowym czynnikiem warunkującym sukces, dlatego musisz ją zabezpieczyć. Nie dopuść do sytuacji, w której musisz przenosić dobrze prosperującą firmę z dnia na dzień. W umowie zabezpiecz również swoje prawa dotyczące ewentualnych zmian w lokalu, przystosowujących go do wymogów Twojego biznesu. Zastrzeż również kto jest odpowiedzialny za usuwanie ewentualnych usterek.

I pamiętaj, że to nieruchomość ma być dopasowana do Twojej wizji własnego biznesu. Nigdy na odwrót!

Źródło: Magmillon

Informacje napływające do GUS-u z budów realizowanych przez deweloperów wskazują, że nadal przeważa tzw. technologia tradycyjna udoskonalona. Mowa o wznoszeniu ścian nośnych budynków mieszkalnych przy pomocy ręcznie wmurowywanych bloczków, cegieł lub pustaków. Obserwacja inwestycji osób prywatnych sugeruje, że tacy inwestorzy przy budowie domów jednorodzinnych też wybierają sprawdzone rozwiązania. Dzięki danym GUS-u możemy sprawdzić, czy alternatywne technologie budowy domów są całkowitą egzotyką w Polsce.

Nowe drewniane domy wciąż stanowią zupełny margines rynkowy …

Informacje na temat technologii budowy domów znajdziemy w rocznych opracowaniach GUS-u. Do niedawna wspomniana instytucja podawała tylko dane o budynkach wzniesionych poza budownictwem indywidualnym. Statystyki z ostatnich lat dotyczą również budynków ukończonych przez indywidualnych inwestorów. Do tej kategorii zaliczają się przede wszystkim osoby prywatne budujące swój dom jednorodzinny – tłumaczy  Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. O wiele mniejsze znaczenie mają jednoosobowi przedsiębiorcy budujący domy i lokale na sprzedaż lub wynajem. Warto wiedzieć, że Główny Urząd Statystyczny zalicza takie osoby do grona inwestorów indywidualnych.

Po sprawdzeniu najnowszych informacji na temat budynków ukończonych przez inwestorów indywidualnych (2014 rok, 2015 rok i 2016 rok) można zauważyć, że technologia tradycyjna udoskonalona nadal posiada przytłaczającą przewagę. W takiej technologii wzniesiono 99,4% – 99,5% wszystkich budynków, które od 2014 r. do 2016 r. ukończyli inwestorzy indywidualni. Jeżeli chodzi o pozostałe warianty budowy domów, to tylko jeden z nich osiągnął udział zasługujący na jakiekolwiek omówienie. Mowa o technologii konstrukcji drewnianych. Od 2014 roku do 2016 roku, nowe drewniane domy stanowiły 0,5% – 0,6% wszystkich budynków ukończonych przez inwestorów indywidualnych. W minionym roku do użytku oddano około 360 takich domów z drewna. Stanowią one ciekawe rozwiązanie, ale nadal powinny być postrzegane jako rynkowy margines.

Nie tylko przez technologię budowa polskiego domu trwa 56 miesięcy

Dominacja technologii tradycyjnej udoskonalonej jest bardzo widoczna również wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę liczbę mieszkań ukończonych przez inwestorów indywidualnych. Udział wspomnianej technologii w liczbie nowych „indywidualnych” mieszkań z 2016 r. wynosił 99,26% (patrz poniższa tabela). Ten wynik nie stanowi zaskoczenia, gdyż w budownictwie indywidualnym jeden budynek zwykle zawiera tylko jedno mieszkanie (klasyfikowane zgodnie z terminologią GUS-u).

Poniższe zestawienie zawiera informacje, która może być bardziej zaskakująca dla wielu czytelników. Okazuje się bowiem, że według danych GUS-u budowa przeciętnego domu jednorodzinnego w Polsce nadal trwa ponad 4,5 roku. Ten czas potrzebny na budowę wynika nie tylko z pracochłonności tradycyjnej technologii. Równie istotne są przerwy, które prywatni inwestorzy muszą stosować w celu zgromadzenia środków lub znalezienia odpowiednich fachowców.

Unijne wymagania wymuszą na inwestorach zmiany technologiczne

W kolejnych latach nadal możemy spodziewać się zdecydowanej dominacji technologii tradycyjnej udoskonalonej na polskich budowach domów i stosunkowo długiego czasu realizowania takich inwestycji przez osoby prywatne – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ramach tradycyjnej technologii budowy domów, będą musiały zajść pewne zmiany (związane np. z zastosowaniem bardziej nowoczesnych materiałów). Takie dostosowania są już przesądzone od 2014 roku, kiedy wprowadzono w Polsce nowe unijne normy energochłonności dla domów jednorodzinnych. Zgodnie z tymi regulacjami, maksymalne roczne zapotrzebowanie na nieodnawialną energię pierwotną (potrzebną do ogrzewania, wentylacji i przygotowania ciepłej wody użytkowej), powinno wynosić:

  • 95 kWh/mkw. od 1 stycznia 2017 r. do 31 grudnia 2020 r.
  • 70 kWh/mkw. od 1 stycznia 2021 r.

Norma obowiązująca od początku 2021 roku sprawi, że nawet najbardziej energochłonne nowe domy będą dość zbliżone parametrami do budynków pasywnych. Taka zmiana prawdopodobnie wpłynie negatywnie na koszty związane z budową. O wyższych wymaganiach dotyczących energochłonności, powinny pamiętać osoby, które zamierzają rozpocząć budowę „własnych czterech kątów” po 2020 r.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Generacja millenialsów stanowi obecnie dominującą grupę nabywców mieszkań zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Choć są bardziej mobilni niż ich rodzice, nadal chęć posiadania własnego lokum jest w Polsce silniejsza niż wynajem.

Kim jest millenials?

Millenialsi to pokolenie ludzi urodzonych między 1980 a 2000 r. i nie jest to grupa jednorodna – niektórzy dodatkowo dokonują jej wewnętrznych podziałów. Z rynkowego punktu widzenia millenialsi są najbardziej pożądaną grupą klientów. Ze względu na swoją liczebność (w Polsce to prawie 10 milionów osób) oraz generowany przez nich popyt i wysoki poziom wydatków są podstawową grupą docelową dla największych korporacji, mając realny wpływ na zmiany w strategiach sprzedaży i komunikacji z klientami. W przeciwieństwie do poprzednich generacji jest to pokolenie ludzi pewnych siebie, świadomych swoich wartości i kompetencji oraz elastycznych w podejściu do pracy i prowadzonego stylu życia.

Millenialsi na rynku nieruchomości

Według statystyk sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse 46 proc. klientów, którzy w ostatnich 12-stu miesiącach nabyli mieszkania z pośrednictwem ich agentów, to właśnie przedstawiciele pokolenia millenialsów. Burzy to nieco powszechną opinię o millenialsach, którzy są bardziej aktywni na rynku  wynajmu: – Z pewnością pokolenie millenialsów nie ma żadnych oporów przed długoterminowym wynajmowaniem mieszkania. Jesteśmy coraz bardziej mobilni, często zdarzają się zmiany pracy, przeprowadzki między miastami. Własne mieszkanie może stać się w takich przypadkach niepotrzebnym balastem utrudniającym relokację. Jednak musimy pamiętać, że w Polsce mamy silnie utrwaloną potrzebę posiadania nieruchomości na własność, dlatego też millenialsi stanowią tak istotną grupę nabywców mieszkań, co wyróżnia ich na tle rówieśników z Europy zachodniej, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Z kolei Ewelina Strzałkowska z olsztyńskiego oddziału Metrohouse podkreśla, że millenialsi nie są grupą jednolitą. – Wśród nich są na przykład studenci i absolwenci studiów, którzy preferują wynajem – nie tylko ze względu na koszty, ale również ze względu na odkładanie w czasie decyzji, czy obecna lokalizacja stanie się docelową. Millenialsi po 30-stym roku życia czują jednak potrzebę stabilizacji i szukają nieruchomości do zakupu. Z naszych obserwacji wynika, że nie mają wygórowanych potrzeb. Poszukują małych mieszkań dwupokojowych lub kawalerek, tanich zarówno w zakupie jak i eksploatacji. Co ciekawe, w lokalach najczęściej nie ma miejsca np. na pokój dla dziecka. Większą uwagę zwracają na kwestie lokalizacyjne i komunikacyjne.

Jak finansują zakup? Zwykle są to klienci kredytowi, chętnie wspierający się dopłatami w ramach wygaszanego już programu Mieszkanie dla Młodych. Według opinii Tomasza Przyrowskiego, dyrektora doradców kredytowych w Metrohouse, millenialsi to grupa klientów, z którymi współpracuje się najlepiej:  – Najczęściej mają  świadomość funkcjonowania rynku kredytowego, wiedzą czego chcą, a od doradcy kredytowego oczekują przedstawienia najkorzystniejszej oferty bankowej. Samodzielne wycieczki po placówkach bankowych odeszły już do przeszłości. Millenials liczy na to, że skoro kupuje za pośrednictwem agencji mieszkanie, ta ma mu przedstawić kompetentnego doradcę kredytowego, dzięki czemu załatwią zakup i finansowanie w jednym miejscu – i takie usługi zapewniamy, komentuje Tomasz Przyrowski.

Millenials to wymagający klient

Pokolenie millenialsów stawia coraz wyżej poprzeczkę zarówno pośrednikom, jak i deweloperom działającym na lokalnych rynkach. Nowe technologie wymuszają zmianę kanałów komunikacji z klientami. E-maile i komunikacja telefoniczna odchodzi do przeszłości na rzecz wykorzystywania komunikatorów, czy potęgi mediów społecznościowych. W komunikacji liczy się czas. Jest to o tyle istotne, że millenials nie ma żadnych skrupułów, by przy pierwszej lepszej okazji w przypadku problemów z firmą lub produktem wybrać opcję konkurencyjną. Nie omieszka przy tym poinformować o swoich doświadczeniach na mediach społecznościowych. Wie co robi. Z badań wynika, że ponad połowa millenialsów poszukuje informacji o firmie przed pierwszym kontaktem z marką.

 

Źródło: Metrohouse

Prawie co druga złotówka wydawana w Polsce na mieszkanie, trafia na konta deweloperów. Żaden duży kraj na starym kontynencie nawet nie zbliża się do tego wyniku. Najmniej nowych mieszkań sprzedaje się w Danii, gdzie udział deweloperów w rynku mieszkaniowym jest aż 76 razy niższy niż „nad Wisłą” – wynika z szacunków Open Finance opartych o dane Eurostatu.

Wyniki deweloperów są rekordowe pod wieloma względami. Ostatnie 12 miesięcy to największe w historii poziomy sprzedaży, największa liczba pozwoleń na budowę i liczba prowadzonych inwestycji. Dzieje się tak pomimo faktu, że nowe mieszkania są po prostu droższe. Podczas gdy przecięta cena zapłacona za metr używanego lokum w 10 miastach wynosi 3988 zł, to za metr nowego trzeba płacić 4821 zł – wynika z danych NBP za ostatni kwartał 2016 roku. Do tego kupując nowe cztery kąty trzeba też zarezerwować niemałe środki na wykończenie lokalu sprzedawanego w tzw. stanie deweloperskim. W przypadku używanych lokali częściej stan techniczny wymaga jedynie w miarę taniego odświeżenia, a nie generalnego remontu.

Nowe lokale oferują jednak wyższy standard. Do tego wielu nabywców ma nadzieję, że w przyszłości nowe nieruchomości szybciej zyskiwać będą na wartości niż mieszkania w osławionej „wielkiej płycie”. Niemniej ważnym czynnikiem wpływającym na popularność deweloperskiej oferty ma po prostu fakt, że mieszkań w Polsce jest za mało. O ile za mało? Wszystko zależy od tego jak te niedobory szacować, ale liczbę tę można szacować nawet na kilka milionów.

Polacy wybierają nowe

Efekt? Prawie 48% pieniędzy wydanych w 2016 roku na zakup mieszkań trafiło do biur sprzedaży deweloperów – wynika z szacunków europejskiego urzędu statystycznego. Jest to wynik wyraźnie wyższy niż w 2010 roku, kiedy to wartość sprzedanych mieszkań deweloperskich stanowiła 32,9% obrotów na rynku mieszkaniowym. Są to kolejne dane, które potwierdzają, że mamy w Polsce do czynienia z boomem na rynku deweloperskim. Najnowsze dane mówią ponadto o biciu kolejnych rekordów liczby sprzedanych nowych mieszkań oraz o najwyższych w historii liczbach rozpoczynanych nowych inwestycji mieszkaniowych.

Duńczycy mają już tyle, że nie budują

Aby zrozumieć jak wysoki jest rodzimy wynik należy odnieść go do danych płynących z innych europejskich państw. Średnia dla starego kontynentu sugeruje, że wartość sprzedawanych nowych nieruchomości odpowiada przeciętnie za 23,9% obrotów wszystkimi nieruchomościami mieszkaniowymi. Średnia europejska jest więc dwukrotnie niższa niż rodzimy wynik. Większą część rynkowego tortu zajmują deweloperzy jedynie na Cyprze i Malcie – odpowiednio 71,4% i 74,4%. Rynki te są jednak bez porównania mniejsze niż w Polsce, przez co nie są w pełni porównywalne.

Z drugiej strony zaskakiwać mogą dane z takich rynków jak duński czy węgierski. W pierwszym przypadku nieruchomości sprzedane przez deweloperów odpowiadały jedynie za 0,6% rynkowych obrotów. To 76 razy mniej niż polski wynik. Powód? W Danii na tysiąc mieszkańców jest około 530 mieszkań (W Polsce jest to tylko 350 lokali na tysiąc mieszkańców). Jest to jeden z najwyższych wyników w Europie – bliski tym dla Grecji Hiszpanii czy Włoch, gdzie statystyki sztucznie zawyżają nieruchomości wakacyjne – na co dzień stojące puste lub służące turystom.

Nie dziwi też wciąż rachityczny udział sprzedaży nowych mieszkań na Węgrzech (3,6%), gdzie po poważnym kryzysie na rynku nieruchomości w 2016 roku wciąż deweloperzy budowali bardzo mało, a 27-proc. VAT nałożony na nowe mieszkania nie poprawiał ich sytuacji. Już w 2016 roku podatek ten obniżono do 5% i stawka ta obowiązywać będzie do 2019 roku włącznie. Rynek na tę zmianę dopiero zaczął reagować. W 2016 roku węgierscy deweloperzy dostali aż o 157% więcej pozwoleń na budowę niż rok wcześniej. Najwcześniej w przyszłym roku trzeba się spodziewać wzrostu udziału deweloperów w węgierskim rynku mieszkaniowym.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Aż połowa Polaków planuje na wiosnę zakup odzieży i obuwia, a 25 proc. zamierza odświeżyć lub wyremontować mieszkanie. Z kolei co piąty ankietowany zadeklarował, że planuje wydać pieniądze na wyjazd na majówkę. Tak wynika z badania SW Research „Wiosenne wydatki Polaków” przygotowanego na zlecenie Grupy KRUK.

Na wydatki wiosenne Polacy chcą przeznaczyć średnio od 300 do 500 zł. Odpowiedziało tak 25 proc. Polaków, którzy wzięli udział we wspomnianym badaniu. W tej grupie przeważają osoby do 24 roku życia (29 proc.). Niewiele mniej, bo 20 proc. polskich konsumentów wyda od 500 do 800 zł (z czego 25 proc. stanowią najmłodsi ankietowani, czyli 20-latkowie). Taka sama liczba badanych na wiosenne zakupy przeznaczy ponad 1 000 zł. W tej ostatniej grupie przeważają pięćdziesięciolatkowie (22 proc.). Do wiosennych zakupów podchodzimy zatem dość ostrożnie.

Wiosna, to czas na odświeżenie garderoby i mieszkania

Co drugi Polak deklaruje, że do sklepu wybierze się w pierwszej kolejności po nowe ubrania. Taką potrzebę zgłosiły przede wszystkim Panie (52 proc.). Nowa garderoba jest jednym z ważniejszych wydatków wiosennych dla młodych Polaków do 24 roku życia i tych w wieku od 35 do 49 lat (odpowiednio 52 i 48 proc. badanych).

Częściej niż o wydaniu pieniędzy na majowy wyjazd, myślimy również o odświeżeniu bądź remoncie mieszkania (25 proc. badanych). Takie plany mają głównie osoby zarabiające powyżej 5 tys. zł netto (1/3 badanych), a także mieszkańcy wsi oraz małych miejscowości do 20 tys. mieszkańców (odpowiednio 29  i 32 proc. respondentów). Spora grupa ankietowanych rozważa także zakup specjalistycznego sprzętu sportowego (15 proc.) oraz rowerów (11 proc.).

– Polacy dosyć rozważnie podchodzą do planowania wiosennych zakupów. Wielu z nas kieruje się przy tym wydatkami, które są konieczne. Pomimo atrakcyjnych promocji cenowych, którymi jesteśmy zasypywani przez cały czas, racjonalnie oceniamy zasobność naszych domowych budżetów. Kupujemy przeważnie rzeczy, które są nam naprawdę potrzebne. To może świadczyć o rosnącej świadomości finansowej Polaków – komentuje Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Na zakupy z własną gotówką

Aż 58 proc. Polaków zamierza wybrać się na zakupy wiosenne z bieżącymi dochodami. Deklarują to najczęściej osoby w wieku 35-49 lat (63 proc.), a najrzadziej badani do 24 roku życia (51 proc.). Równie dużo, bo prawie 1/3 konsumentów sięgnie po zaoszczędzone wcześniej pieniądze. Najliczniejszą grupą, której udało się odłożyć pieniądze na wiosenne wydatki są osoby w wieku 50 lat i więcej (34 proc.). Jak pokazało badanie Grupy KRUK, tylko 4 proc. z nas planuje zaciągnąć pożyczkę lub kredyt na wiosenne zakupy lub majówkowe wyjazdy.

*Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Grupy KRUK przez SW Research, na reprezentatywnej próbie 1000 polskich konsumentów.

 

Źródło: Firma KRUK S.A.

Gdańsk i Warszawa oferują nie tylko wysokie zyski z inwestycji w mieszkanie na wynajem, ale i wysoką płynność rynku. Po stronie minusów należy zaś wpisać wysoką jak na polskie warunki barierę wejścia – nie każdego stać na to, by kupić atrakcyjne mieszkanie w tych miastach.

Przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi dla największych miast 5,35 proc. netto – wynika z obliczeń Home Brokera i Domiporta.pl. Na tę chwilę najlepiej wróży zakup lokalu w Gdańsku, Warszawie i Tychach. Nawet najmniej pod tym względem atrakcyjne Kielce, Poznań i Kraków oferują średnio znacznie wyższe odsetki niż najlepsze lokaty czy obligacje skarbowe.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015

Z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że trzy- i dwunastomiesięczne lokaty są obecnie najniżej oprocentowane w historii, więcej niż 2 proc. netto to rzadkość. Przeciętna dostępna dziś na rynku lokata nie wystarczy nawet na to, by pokryć inflację, co de facto oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. W tym świetle nie dziwi zainteresowanie inwestorów zakupem mieszkania i wynajęciem go. Coraz więcej kupujących nieruchomości to inwestorzy, czyli osoby, które kupują lokal, by na nim zarabiać – np. wynajmując go. Dane NBP mówią wprost: jeszcze nigdy Polacy nie kupowali tylu mieszkań za gotówkę, w 2016 r. w siedmiu najważniejszych miastach na zakup nowych mieszkań za gotówkę przeznaczono 14,2 mld zł.

Rentowność inwestycji w mieszkanie zależy od kilku czynników. Równie istotna jak uzyskany od najemców czynsz jest cena zakupu. To z kalkulacji tych dwóch wartości można wyliczyć zysk. Pod warunkiem oczywiście, że lokal uda się szybko wynająć. Mieszkanie stojące puste nie przynosi żadnych dochodów, jego rentowność wynosi 0 proc. Pamiętać też należy o kosztach przygotowania do wynajmu oraz ewentualnych remontach, doposażeniu i innych inwestycjach.

Gdzie kupić mieszkanie na wynajem?

Home Broker i Domiporta.pl przeanalizowały rentowność najmu w 15 dużych miastach by sprawdzić, gdzie najbardziej opłaca się kupić mieszkanie na wynajem. Okazuje się, że najlepiej wróży taka inwestycja w Gdańsku, Tychach i Warszawie. W każdej z tych lokalizacji oczekiwana rentowność netto przekracza 6 proc. Pomiędzy 5 i 5,5 proc. rocznie zarobić można w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku. Najmniej, bo 4,42 proc. rocznie powinno przynieść mieszkanie w Kielcach. Nadal jest to jednak sporo więcej niż oferują lokaty czy obligacje skarbowe

Rynek wynajmu rośnie

– Analizując dane popytowe z serwisu Domiporta.pl zauważyć można trendy w zachowaniu użytkowników, które potwierdzają opinie o coraz większym zainteresowaniu inwestorów  lokowaniem kapitału w mieszkania na wynajem – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Od początku 2016 roku liczba użytkowników, którzy przeglądają serwis w poszukiwaniu lokali o potencjale inwestycyjnym wzrosła o 12 proc., a liczba ofert lokali do wynajęcia o 6 proc. względem całego 2015 roku – wylicza Górka.

Jakie mieszkanie kupić na wynajem?

Każde miasto ma swoją specyfikę. W Lublinie czy Toruniu dużo jest studentów, a w Warszawie istotną grupę klientów stanowią klienci „biznesowi”, choć i studentów nie brakuje. Na obszarze danego miasta, czy danej dzielnicy też są różne osiedla i każde może pasować do innego klienta. Nawet w danym bloku są przecież zróżnicowane mieszkania i każde pasuje do innego odbiorcy. Dla grupy studentów liczyć będą się oddzielne sypialnie, by możliwe było zbudowanie odrobiny prywatności oraz sprawny dojazd do uczelni, klient biznesowy wymagać będzie miejsca garażowego i bliskości centrum biurowego, a rodzina z dziećmi zwróci uwagę na bezpieczeństwo osiedla oraz bliskość przedszkola, szkoły czy placu zabaw.

– Szczególnie wyraźny trend rosnący wśród poszukujących mieszkań na wynajem zauważyć można w kategorii lokali dwupokojowych, niezależnie od tego, czy pochodzą one z rynku wtórnego czy pierwotnego. Obecnie prawie 44 proc. wszystkich zapytań o mieszkania stanowią właśnie zapytania o lokale dwupokojowe – wskazuje Maciej Górka z Domiporta.pl.

Uwaga na ryzyka

Możliwe zyski dużo wyższe niż z lokaty nie są oczywiście pozbawione ryzyka. Zakładając zwykłą lokatę dokładnie wiemy kiedy się ona zakończy i jakie odsetki otrzymamy, tymczasem kupując mieszkanie wiemy tylko, ile za nie zapłaciliśmy, a dwa ważne parametry pozostają zagadką. To od tego, jak szybko uda się znaleźć najemcę oraz jaki czynsz wynegocjujemy, zależy rzeczywista rentowność. Najlepiej wypada długoletnia umowa, nie ma wówczas okresów przejściowych, a i koszty remontów można ograniczyć do minimum.

Nie bez znaczenia jest także płynność inwestycji. Lokatę można zerwać, w razie czego utracimy część lub całość odsetek. Tymczasem spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, trochę trwa, a uzyskanie satysfakcjonującej stawki może być trudne. Ale różnice w płynności występują także na rynku nieruchomości i są zależne od specyfikacji danego miasta i nie musi to być wcale zależne od jego wielkości. Tam gdzie mieszkań brakuje, chętni zawsze się znajdą.

– Potencjalni inwestorzy powinni mieć na uwadze, że rynek najmu zbliża się do momentu swego rodzaju przesytu. Dodatkowo, za chwilę pojawią się konkurenci w postaci instytucjonalnych projektów takich jak Mieszkanie Plus, gdzie stawki czynszów będą niższe od rynkowych i mogą wpłynąć na lokalne rynki. Dlatego inwestor , który zamierza posiłkować się kredytem hipotecznym powinien przygotować symulacje różnych scenariuszy – podsumowuje Maciej Górka.

Należy też pamiętać, że takie badania jak rentowność najmu opierają się tylko na statystyce. Trzeba zwrócić uwagę np. na fakt, że nie wszystkie mieszkania są kupowane na wynajem, a nie każde wynajmowane mieszkanie jest kupowane (niektóre są np. otrzymywane w spadku). Należałoby więc każdy przypadek rozpatrywać oddzielnie.

 

Źródło: Home Broker SA

Mieszkanie pozostawione przez właściciela bez opieki, nawet na kilka dni jest idealną okazją dla włamywacza. Spokojnie i niezauważony może pozbawić nas drogocennych przedmiotów. Zgłoszenie włamania zwykle następuje dopiero w chwili powrotu pokrzywdzonego a każdy dzień zwłoki utrudnia odnalezienie przedmiotów i sprawcy. Możemy zabezpieczyć swój dom czy mieszkanie zakładając alarm domowy oferowany np. przez firmę Konsalnet.

Tego rodzaju zabezpieczenie z pewnością będzie przydatne u osób mieszkających w dzielnicach uznawanych za mniej bezpieczne. Niedawno okradziono sąsiada? Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że i Twoje mieszkanie w niedalekiej przyszłości stanie się celem włamywacza.

Instalacja systemu alarmowego proponowanego przez firmę ochroniarską Konsalnet jest niedroga a koszt utrzymania systemu to jedynie kilkadziesiąt złotych miesięcznie.  Dzięki darmowej aplikacji mPanic z podglądem na alarmy z systemu mamy możliwość wezwania załogi interwencyjnej za pomocą smartfona.

Systemy alarmowe składają się z czujników, które włączają się przy nieplanowanym otwarciu okna czy drzwi. Występują również alarmy dźwiękowe a zaawansowane alarmy do ochrony obiektu wykorzystują kamery.

Usługa monitoringu w firmie Konsalnet polega na całodobowym nadzorowaniu sygnałów płynących z systemów alarmowych zainstalowanych w mieszkaniu. W przypadku alarmu spowodowanego włamaniem, pracownik całodobowej Stacji Monitorowania Alarmów natychmiast odbiera sygnał i podejmuje stosowne, zgodne z procedurą działania (kontakt z właścicielem, wysłanie Grupy Interwencyjnej itp.). Dzięki temu monitorowany obiekt jest objęty całodobowym nadzorem, także pod nieobecność właścicieli.

Jeśli chcesz mieć pewność dobrej ochrony domu podczas swojej nieobecności, warto korzystać z usług renomowanej firmy ochroniarskiej. Specjalistyczne kamery, czujniki oraz profesjonaliści z dużym doświadczeniem zagwarantują spokojny i radosny powrót do domu.

Trzyosobowa rodzina, w której oboje dorośli pracują, może dziś zadłużyć się na mieszkanie na kwotę 476 tys. zł (mediana) – wynika z szacunków Open Finance. Nic z tego jednak jeśli potencjalny kredytobiorca nie ma gotówki na wkład własny i pokrycie kosztów transakcyjnych.

5772,06 zł miesięcznie – teoretycznie takim miesięcznym budżetem powinna dysponować rodzina, w której dwie osoby pracują i zarabiają tyle ile wynosi krajowa średnia – wynika z najświeższych danych GUS, w których urząd podsumowuje ubiegły rok. Cieszyć może fakt, że w ciągu 12 miesięcy wynagrodzenia Polaków wzrosły przeciętnie o 3,5%. Z drugiej strony martwi rzeczywistość – większość rodaków zarabia mniej niż sugeruje urzędowa średnia.

Załóżmy jednak, że w hipotetycznej trzyosobowej rodzinie dorośli faktycznie zarabiają tyle ile wynika ze statystyk. Ankieta przeprowadzona przez Open Finance sugeruje, że takie gospodarstwo domowe mogłoby zadłużyć się przeciętnie na 476 tys. zł, aby kupić mieszkanie z pomocą 30-letniego długu. Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby mniejszą kwotę. Do obliczeń przyjęto optymistyczne założenia. Kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni, a do tego rodzina skłonna jest skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Mediana zdolności kredytowej jest obecnie o prawie 21 tys. zł wyższa niż miesiąc temu. Wszystko za sprawą aktualizacji poziomu wynagrodzeń zgodnie ze średnią podaną przez GUS za 2016 rok. Dzięki tej zmianie dochód modelowej rodziny wzrósł o 192,88 zł miesięcznie.

Powrót pół miliona

Dzięki temu statystycznemu zabiegowi modelowa rodzina znowu może liczyć na zaciągnięcie kredytu w kwocie ponad 0,5 mln zł. Od wielu miesięcy sztuka ta była niemożliwa. Trzeba mieć jednak świadomość, że aby zadłużyć się na taką kwotę, trzeba dysponować sporą kwotą gotówki. Wkład własny (minimum 10%) i koszty transakcyjne to odpowiednik minimum kilkunastu procent wartości nieruchomości. Przyjmijmy, że zmieścimy się w kwocie odpowiadającej 13% wartości nabywanej nieruchomości. W takim wypadku, aby zadłużyć się na 500 tys. zł, musimy kupić nieruchomość wartą 555,6 tys. zł. Potrzebujemy więc minimum 55,6 tys. zł tytułem wkładu własnego i koleje 16,7 tys. zł na pokrycie kosztów transakcyjnych. Kalkulacja ta ma jednak sens tylko w przypadku zakupu nowego lokum. Wtedy koszty transakcyjne są niższe niż jeśli kupujemy mieszkanie z drugiej ręki. Do tego zakładamy zadłużenie się z 10-proc. wkładem własnym, a więc ograniczamy grono potencjalnych kredytodawców i godzimy się na trochę droższy dług. Aby nie godzić się na takie kompromisy, konieczny byłby dwukrotnie wyższy wkład własny.

Najwyższą zdolność kredytową dla modelowej rodziny zadeklarowały Bank BGŻ BNP Paribas, City Handlowy, Euro Bank i ING Bank Śląski. Te instytucje byłyby na 30 lat skłonne pożyczyć ponad 500 tys. zł. Na drugim biegunie uplasowały się BOŚ Bank i Bank Pocztowy, które bardziej zachowawczo podchodziły do możliwości finansowych klientów oferując im zadłużenie się na około 380 tys. zł.

 

Źródło: Open Finance

Sprzedaż mieszkania bywa czasochłonnym procesem. Jeśli nie chcemy zbyć naszej nieruchomości za zaniżoną cenę, powinniśmy przygotować się nawet na kilka miesięcy oczekiwania na odpowiedniego kupca. W przypadku mniej popularnych metraży, czas ten może się jeszcze wydłużyć. Eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego podpowiadają, jak przygotować ofertę, aby zwiększyć nasze szanse na powodzenie i przyspieszyć zawarcie transakcji.

Ile warte jest moje mieszkanie?

Podstawową kwestią w procesie sprzedaży mieszkania jest jego właściwa wycena. Większość osób kieruje się metodą porównawczą, czyli ustala ją na podstawie obserwacji podobnych ofert. Niestety każdy lokal jest inny i określona przez nas stawka może nie do końca odpowiadać rzeczywistej wartości. – W takiej sytuacji najlepiej jest skorzystać z pomocy profesjonalisty. Ustali on bowiem cenę, która będzie nie tylko satysfakcjonująca dla nas ale i dodatkowo nie odstraszy potencjalnych nabywców. Wsparcie doradcy może okazać się przydatne również w trakcie negocjacji cenowych. Jego doświadczenie w tym zakresie, jest o wiele większe od naszego, co z pewnością przyniesie wymierne korzyści. Pamiętajmy także, iż pośrednicy dysponują szerszymi możliwościami rozpowszechnienia oferty, zarówno w internecie, jak i prasie – mówi Jakub Lotz, ekspert ZFDF, Open Finance.

Dobre ogłoszenie to podstawa

Zamieszczając ofertę sprzedaży w internecie postarajmy się przedstawić wszelkie niezbędne informacje dotyczące nieruchomości. Ważny jest metraż, rozkład i liczba pomieszczeń, kondygnacja czy lokalizacja w budynku. Istotne są też wiadomości dotyczące daty i zakresu remontów oraz wykorzystanych przy tym technologii. Mogą bowiem mieć wpływ na późniejszą wysokość kosztów eksploatacyjnych. Postarajmy się dokładnie przeanalizować ofertę i określić potencjalnego odbiorcę. – Jeśli dysponujemy trzypokojowym lokalem, najpewniej zainteresowane będą nim rodziny z dziećmi. Warto zatem w ogłoszeniu dodać informacje dotyczące znajdujących się w pobliżu przedszkoli, placów zabaw  czy parków – mówi Marcin Krasoń, ekspert ZFDF, Home Broker. – Gdy natomiast sprzedajemy kawalerkę, nabywcami mogą okazać się  studenci lub single, dla których większym walorem będzie np. dobre skomunikowanie z centrum miasta czy obiektami akademickimi. Ważne, aby prezentacja oferty była zwięzła, zbyt długi tekst może bowiem zniechęcić potencjalnych kupców.

Obraz przekazuje więcej niż słowa

Bardzo ważnym elementem każdego ogłoszenia są zdjęcia. To właśnie one mogą przykuć uwagę nabywcy i skłonić go do zapoznania się z ofertą. Wykonanie fotografii dobrej jakości nie zawsze jest jednak proste, zwłaszcza, jeśli nie dysponujemy profesjonalnym sprzętem. Jeśli nie chcemy skorzystać z pomocy profesjonalisty postarajmy się samemu wykonać fotografie. Najlepiej zrobić je rano, kiedy w pokojach jest najwięcej naturalnego światła. Wcześniej jednak posprzątajmy i usuńmy zbędne rzeczy ograniczające przestrzeń. Możemy nawet wynieść część mebli, tak aby pokój wydawał się większy. Ukryjmy też przedmioty osobiste: zdjęcia, pamiątki, ubrania czy zabawki. Bez ich widoku potencjalnemu nabywcy łatwiej będzie wyobrazić sobie swoje własne rzeczy w nowej przestrzeni, co może mieć wpływ na jego decyzję.

Inwestycja w sprzedawane mieszkanie

Przygotowując ofertę i zdjęcia możemy także skorzystać z pomocy specjalistów zajmujących się tzw. home stagingiem. Ich zadaniem jest przygotowanie mieszkania do sprzedaży lub wynajmu. Podpowiedzą m.in. jakie prace, takie jak malowanie czy przemeblowanie, warto wykonać przed wystawieniem oferty. – Jest to swojego rodzaju inwestycja. Czasem zaledwie kilkaset złotych wydanych na drobny remont może sprawić, że cena uzyskana w czasie sprzedaży wzrośnie o kilka tysięcy złotych – wyjaśnia Marcin Krasoń, ekspert ZFDF, Home Broker. – Home stager podpowie też, jak przygotować lokal do odwiedzin potencjalnych kupców. Możemy choćby dokładnie przewietrzyć mieszkanie, a na stole ustawić kwiaty. Teoretycznie są to drobiazgi, jednak mogą sprawić, że przyszły właściciel wybierze właśnie naszą ofertę.  

jak_podniesc_atrakcyjnosc_sprzedawanego_mieszkania_tabela_1

Związek Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF)

Od czerwca br., kiedy to Premier Beata Szydło ogłosiła założenia programu „Mieszkanie +”, mamy możliwość porównania dwóch skrajnie różnych podejść do polityki mieszkaniowej – obecnego i poprzedniego rządu. Flagowy program PO „Mieszkanie dla Młodych” w opinii twórców przecież kręci się fantastycznie. Narzuca się więc pytanie: po co szukać innych rozwiązań? Przyjrzyjmy się jednak dokładniej obydwu programom.

  1. Adresaci programu.

 Mieszkanie dla Młodych.

Aby otrzymać rządową dopłatę w ramach MdM, trzeba uzyskać kredyt bankowy na zakup mieszkania. Ale aby dostać kredyt – trzeba posiadać zdolność kredytową. Skoro tak, to  z założeń tego programu, wynika wprost, że:

– program kierowany jest do grupy najbardziej zamożnych młodych Polaków, tj. takich, którzy mają nie tylko stałą pracę, ale także odpowiednio wysokie dochody, oraz

– adresatów dopłat w ramach MdM stać na zakup mieszkania także bez rządowej pomocy,

– na dodatek obowiązuje ustawowe ograniczenie wieku beneficjentów (do 35 lat), co oznacza jawną dyskryminację osób, które tego kryterium nie spełniają. Budzi więc oczywistą wątpliwość, czy w obecnym brzmieniu, program ten jest zgodny z Konstytucją?

Mieszkanie +

Autorzy projektu nie zakładają konkretnych ograniczeń, kto nie może zostać objęty programem „Mieszkanie +”. Raczej jest to działanie w drugą stronę: program będzie określał, kto w pierwszej kolejności może skorzystać z substancji mieszkaniowej powstałej w ramach realizacji M+, brane będą tu w pierwszej kolejności kryteria społeczne. Podstawową grupą docelową M+ są Polacy, których nie stać na zakup ani na wynajem mieszkania na wolnym rynku. Wśród młodego pokolenia naszych rodaków, jest to pewnie ok. 50 procent populacji lub więcej. Program MdM dla tych osób jest więc zupełnie bezwartościowy.

  1. Zakładana – według danego programu – forma własności mieszkań.

 Mieszkanie dla Młodych.

Dopłaty mogą dotyczyć wyłącznie mieszkań, które staną się własnością beneficjenta programu.

Problem dla tegoż powstanie, jeśli w okresie 5 lat ulegnie znaczącej zmianie sytuacja nabywcy: rodzinna, zawodowa lub finansowa. Bowiem przez 5 lat nie można ani się mieszkania tego pozbyć (istnieje wówczas konieczność zwrotu odpowiedniej części rządowej dopłaty), ani także wynająć. W przypadku kiedy beneficjent programu dostaje np. po roku od zakupu pracę w innym mieście, posiadane mieszkanie staje się dlań kulą u nogi.

Mieszkanie +

Podstawową formą korzystania z mieszkań powstałych w ramach M+ jest zawarcie umowy najmu przez zainteresowaną osobę (lub rodzinę). W przypadku nieprzewidzianych zmian w sytuacji życiowej najemcy, wymuszających z jakichś powodów zmianę lokum – po prostu rozwiązuje on umowę najmu w uzgodnionym trybie i może się przeprowadzić w dowolnie wybrane miejsce.

  1. Przyszłe koszty mieszkaniowe beneficjentów danego programu.

Mieszkanie dla Młodych.

Do kosztów należy zaliczyć: ratę kredytu, czynsz za mieszkanie plus opłaty za media. Przy założeniu, że rata kredytu rzadko będzie niższa od 1000 zł, łączny koszt po stronie beneficjenta będzie to od 1500 do 2000 zł miesięcznie. Jest to znacząca kwota w budżecie, szczególnie, że dziś w młodym pokoleniu Polaków trudno znaleźć pracę z wynagrodzeniem wyższym od 1500 zł netto. Powyższe potwierdza, że MdM jest programem dla młodych i bogatych.

Mieszkanie +

Zgodnie z założeniami M+ górna granica opłat za najem mieszkania będzie wynosić 20 zł za 1 m kw., plus za media koszt ten nie przekroczy 5 zł za 1  m kw.  Na dodatek mieszkania budowane w ramach programu M+ będą z założenia dopasowane do potrzeb mniej zamożnej części społeczeństwa, czyli jeśli dwa pokoje to bliżej 40 m kw., a nie 55 m kw., osoba mieszkająca samodzielnie zmieści się w lokalu 20-to metrowym. Czyli jej koszty mieszkaniowe będą wynosić nie więcej niż 500 zł/miesięcznie. Jeśli więc najemca uzyskuje dochód na poziomie 1500 zł na rękę – będzie mógł z tej kwoty się utrzymać,  dysponując samodzielnym mieszkaniem.

  1. Koszty programu po stronie Skarbu Państwa

Mieszkanie dla Młodych.

Zakładane koszty bezpośrednie – było to 3.2 mld zł, mowa tu jedynie o kwotach budżetowych dopłat. Nie są tu uwzględnione koszty związane z administracją MdM, w tym zaangażowanie państwowego Banku BGK SA w rozliczenia związane z obsługą programu. Jest to i tak znacząco mniej, niż poprzedni program mieszkaniowy, który rozkręcił PO w okresie 2009-2012. Chodzi o dopłaty w systemie Rodzina na Swoim, które będą kosztować budżet pomiędzy 6 a 7 mld zł.

Mieszkanie +

Inwestycje w systemie M+  mają być realizowane przy udziale bankowych kredytów (pewnie głównie przy udziale Banku BGK), natomiast raty spłaty tegoż kredytu mają być pokrywane z czynszów przyszłych najemców. Przy tych założeniach – o ile uda się je zrealizować – Skarb Państwa nie będzie musiał  M+ dofinansować z budżetowych środków. Klucz do sukcesu tkwi  tu w kosztach wytworzenia substancji mieszkaniowej. Przy założeniu, że inwestycje będą realizowane w cenie nie wyższej od 2500 zł za 1 m kw. PUM  (co jest możliwe) ambitny plan, aby M+ był programem nie wymagającym wsparcia ze środków publicznych – jest realny.

  1. Kto zarabia na realizacji programu?

Mieszkanie dla Młodych.

MdM okazał się żyłą złota dla deweloperów, głównie tych największych, czyli potentatów tej branży. Sezon w sezon firmy te biją rekordy sprzedaży, o czym z radością obwieszczają nasze media. Problem  w tym, że są to najczęściej podmioty posiadające właścicieli za granicą, lub też polskie firmy, z których niektóre rozliczają osiągane dochody nie w naszym kraju. Czyli znacząca część wypracowanego dochodu w wyniku MdM trafia za granicę.

Mieszkanie +

Program ten wymusza maksymalizację oszczędności w procesie realizacji inwestycji, co daje znaczące preferencje polskim, lokalnym firmom budowlanym. W związku z odgórnie założonymi kosztami budowy, żaden z zagranicznych tuzów nie zmieści się w restrykcyjnie ustalonym harmonogramie. Poza tym będą to inwestycje niskomarżowe, co dodatkowo zniechęci zagranicznych potentatów do udziału w takich projektach – jak ktoś przez lata używa tylko chochli, oduczył się posługiwać przy konsumpcji małą łyżeczką… W szczególności, jeśli powstanie zapotrzebowanie w danej gminie na budynek z 20-ma mieszkaniami, taki blok ma szansę powstać, właśnie z udziałem lokalnych firm budowlanych. W ramach MdM deweloperzy ograniczali się wyłącznie do inwestycji w dużych miastach i tych średniej wielkości, bowiem w małych miejscowościach nie mieli szans na skuteczną sprzedaż. A przecież mieszkania potrzebne są nie tylko w największych aglomeracjach.

  1. Zakładana ilość mieszkań, przewidziana w danym programie.

Mieszkanie dla Młodych.

W tym przypadku ograniczeniem jest kwota dopłat (3,2 mld zł), co pozwoli skorzystać z dobrodziejstwa programu od 100 do 120 tysiącom beneficjentów.  Po wyczerpaniu się środków przeznaczonych na MdM – program zostanie zamknięty.

Mieszkanie +

Jedno z głównych założeń M+ to dopasowanie planowanych inwestycji w ramach tego programu do zapotrzebowania na lokalnym rynku. Nie ma tu więc ani dolnej, ani górnej granicy ilości mieszkań, które powstaną w ramach M+. W mojej opinii, przy wypracowaniu odpowiedniego modelu powstawania kolejnych inwestycji, Polska może stać się jednym, wielkim placem budowy – na czym skorzystają wszyscy, nie tylko przyszli najemcy mieszkań powstałych w wyniku realizacji programu.

Jak widać z powyższego, porównanie obydwu programów, czyli zestawienie obok siebie MdM i M+ jest mało eleganckie, przypomina bowiem kopanie leżącego. Niemniej jednak program „Mieszkanie +” powstał obecnie jedynie na papierze, pytanie czy uda rządzącym skutecznie wprowadzić go w życie. W mojej opinii – jest to najbardziej realne, jednakowoż pod warunkiem, aby do dalszych prac zaprosić właściwe osoby. Niekoniecznie wyłącznie ze świata polityki.

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”, ekspert od rynku nieruchomości, specjalizujący się także w kredytach hipotecznych, restrukturyzacji zobowiązań, w oddłużaniu i upadłości konsumenckiej

Można by sądzić, że umowa zawarta pomiędzy klientem a sprzedawcą jest wyłączną sprawą tych dwóch stron. Jeśli jednak klientem jest konsument, a sprzedawcą firmą, pojawia się ryzyko, że przedsiębiorca będzie chciał narzucić korzystne dla siebie warunki umowy. Rejestr Klauzul Niedozwolonych oraz baza decyzji Prezesa UOKiK mają zapobiegać takim sytuacjom.

Choć teoretycznie wszystkie strony umowy są sobie równe, w praktyce pozycja konsumentów może okazać się słabsza niż pozycja przedsiębiorstw. Szczególną sytuacją jest zawieranie umowy z deweloperem. Potencjalny klient otrzymuje wówczas do podpisania projekt umowy, zazwyczaj taki sam, jak inni klienci, a zawarte w nim postanowienia bywają przedstawiane w taki sposób, jakby nie podlegały negocjacjom.

Konsumenci pod ochroną

W sytuacji, gdy kupujący nie zgadza się z niektórymi zapisami, może oczywiście zgłosić swoje uwagi, ale jeśli deweloper nie zechce ich uwzględnić, konsumentowi pozostaje pogodzić się ze stanowiskiem przedsiębiorcy lub… zrezygnować z wymarzonego mieszkania. Deweloperzy doskonale wiedzą, jak silne emocje wzbudza u klientów wybór lokum – dla wielu osób to jeden z najważniejszych zakupów w życiu. A skoro tak, to kupujący często gotów jest pójść na wiele ustępstw, byle tylko nabyć swoje wymarzone „m”. Tak jednak być nie musi.

Właśnie po to, by pomóc kupującym, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi Rejestr Klauzul Niedozwolonych oraz bazę decyzji Prezesa UOKiK, a więc takich zapisów, których nie wolno stosować w umowach z konsumentami. Jeśli takie warunki znajdą się w umowie, będziemy mieli do czynienia z naruszeniem zarówno Kodeksu cywilnego, jak i Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

– Duża część wpisów w rejestrze dotyczy branży nieruchomości. Oznacza to, że wiele firm budowlanych i deweloperów umieszcza w swoich umowach zapisy niedozwolone – mówi adwokat Marta Kawecka z portalu LegalnaBudowa.pl. – Naraża to firmy na ryzyko uznania umowy w części za nieważną, a ponadto na ryzyko dotkliwej odpowiedzialności finansowej przed UOKiK, nawet do wysokości 10% ubiegłorocznych przychodów – podkreśla.

Aby przedsiębiorcy mogli uniknąć kar, a konsumenci zawczasu zareagować na niekorzystne dla nich zapisy, obydwie strony powinny mieć świadomość, jakie klauzule nie powinny znaleźć się w umowie deweloperskiej. Choć klauzul niedozwolonych związanych z branżą nieruchomości jest w rejestrze ponad 500, większość nich dotyczy jednego z wymienionych niżej zagadnień.

Klauzule niedozwolone w umowach deweloperskich

Cena sprzedaży. Cena w umowie musi zostać określona w sposób jednoznaczny, z uwzględnieniem podatków oraz innych kosztów. Nie można np. podać ceny netto. Poza tym cena nie może być uzależniona od okoliczności (np. od pomiaru mieszkania).

Prawo do rezygnacji. Konsument ma prawo odstąpić od umowy, np. gdy w skutek zmiany podatku VAT cena lokalu ulegnie zmianie lub gdy użyte zostaną inne materiały budowlane, niż te określone w umowie. W przypadku rezygnacji klienta, deweloper nie powinien narzucać wygórowanych kar umownych.

Zwrot ceny. Deweloper nie może utrudniać klientowi zwrotu wpłaconych środków w przypadku odstąpienia od umowy. Niedozwolone jest, aby uzależniać datę wypłaty od terminu pozyskania nowego nabywcy lub aby klient musiał czekać na środki kilka miesięcy.

Spóźniona płatność. Umowa nie może pozwalać firmie na natychmiastowe odstąpienie od umowy w przypadku, gdy klient spóźni się z zapłatą. Jeśli kupujący nie dokona płatności w terminie, powinien zostać mu wyznaczony dodatkowy termin.

Dodatkowe koszty. Umowa nie może nakładać na klienta obowiązku zapłaty ewentualnych kosztów windykacji.

Zwłoka dewelopera. Umowa nie może przewidywać, że firma będzie mogła spóźnić się z budową lub oddaniem nieruchomości, nie ponosząc z tego tytułu odpowiedzialności.

Kary umowne. Jeśli umowa przewiduje nakładanie kar umownych na konsumenta, muszą być przewidziane również takie sytuacje, w których ukarany zostanie deweloper. Kary nie mogą być nakładane tylko na jedną ze stron, nie może też występować rażąca dysproporcja w ich wysokości, szczególnie na niekorzyść konsumenta.

Odbiór lokalu. Umowa nie może przewidywać sytuacji, w której odbiór mieszkania zostanie dokonany jednostronnie, bez obecności klienta.

Odwołania i odmowy. Umowa nie może zmuszać kupującego do podpisania protokołu odbioru, jeśli ten zgłasza zastrzeżenia do lokalu. Klient nie może też zostać pozbawiony możliwości składania odwołań w procesie inwestycyjnym.

Dostarczanie korespondencji. Niedozwolone jest klauzula, zgodnie z którą korespondencja wysłana do klienta zostanie automatycznie uznana za dostarczoną, nawet jeśli klient nie będzie miał możliwości jej odebrania.

Określenie sądu. Zapisy umowy nie mogą narzucać, że sprawy związane z umową będą rozpatrywane przez sąd właściwy dla siedziby przedsiębiorcy.

Co zrobić, gdy w umowie jest klauzula niedozwolona?

Jeśli klient znajdzie w proponowanej przez dewelopera umowie zapisy identyczne lub podobne do tych, które zostały opublikowane w Rejestrze Klauzul Niedozwolonych, powinien poinformować o tym firmę i zażądać takich zmian, które uczynią umowę zgodną z prawem. W razie wątpliwości można też skontaktować się z kancelarią prawną lub rzecznikiem praw konsumenta, by wyjaśnić swoje wątpliwości.

– Jeżeli deweloper nie zgodzi się zmienić zapisów, które w ocenie klienta mogą być uznane za klauzule niedozwolone, może on złożyć zawiadomienie do UOKiK – mówi adwokat Marta Kawecka z portalu LegalnaBudowa.pl. – Warto przy tym pamiętać, że jeśli kupujący podpisze umowę, która zawiera klauzule niedozwolone, nie będą go one obowiązywały z mocy prawa.

Zgodnie z Art. 385. §1. Kodeksu cywilnego, postanowienia, które nie zostały uzgodnione indywidualnie, nie wiążą konsumenta, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszający jego interesy.

Jeżeli więc deweloper będzie chciał wykorzystać klauzule niedozwolone, zadziała niezgodnie z prawem. W takiej sytuacji zapisy takie można traktować jako nieistniejące. Jeśli przedsiębiorca wykorzysta taki zapis na niekorzyść konsumenta to należy sprawę skierować do sądu (rejonowego lub okręgowego) o uznanie danego postanowienia za niewiążące.

 

Empemedia

Koniec limitu pieniędzy na dopłaty na 2017 r. to teoretycznie niewielki kłopot. Wystarczy zaczekać do stycznia przyszłego roku, kiedy będą dostępne kolejne 373 mln zł. Expander zwraca jednak uwagę, że w praktyce oznacza to, że część osób albo straci wpłacone zaliczki, albo będzie musiała zaciągnąć zwykły kredyt. Kluczowe jest to, czy wniosek został zarejestrowany przez bank w BGK.

Wyczerpanie puli środków na dopłaty na 2017 r. nie oznacza, że wszyscy, którzy już złożyli w bankach wnioski otrzymają kredyt i dofinansowanie. Istotne jest to, czy bank zarejestrował wniosek w systemie BGK. Jeśli tak, to najprawdopodobniej dopłata zostanie wypłacona po pozytywnej decyzji kredytowej banku. Jednak w sytuacji, gdy ktoś zawnioskował, ale np. jeszcze nie dostarczył wszystkich wymaganych dokumentów i w związku z tym bank nie zarejestrował jego wniosku w systemie BGK, niestety dofinansowanie nie będzie mogło zostać wypłacone.

Osoby, które już złożyły wnioski powinny więc dowiedzieć się w banku, czy taka rejestracja została dokonana i czy mają szansę na uzyskanie dofinansowania. Należy też dodać, że istnieje też pewne ryzyko, że dopłata może nie zostać przyznana nawet pomimo zarejestrowania wniosku w BGK. Stałoby się tak, gdyby system został wyłączony zbyt późno i doszłoby do rejestracji wniosków o dopłaty na kwotę wyższą niż przewidziana w ustawie pula.

Osoby, które złożyły wniosek o preferencyjny kredyt, ale nie otrzymają dopłaty, znajdą się w trudnej sytuacji. Odkładając decyzję do stycznia, kiedy dostępna stanie się kolejna pula pieniędzy, narażą się na utratę zaliczki wpłaconej na poczet zakupu mieszkania. Mogą też teraz zaciągnąć zwykły kredyt, ale będzie to możliwe jedynie, jeśli posiadają co najmniej 10% wkładu własnego. W wielu przypadkach to rozwiązanie nie będzie dostępne, bowiem to właśnie dopłata z MdM miała zastąpić kapitał własny. Dodatkowo kwota takiego zwykłego kredytu byłaby wyższa, a więc zdolność kredytowa takiej osoby może nie być wystarczająca.

 Warto namówić sprzedającego na dopłatę w 2018 r.

Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji wydaje się przekonanie sprzedającego, żeby zgodził się część ceny, odpowiadającą kwocie dopłaty, otrzymać dopiero w 2018 r. Gdyby to się udało, można od razu zawnioskować o preferencyjny kredyt z dopłatą na 2018 r. W tym przypadku pula pieniędzy wciąż jest dostępna. Kredyt zostanie wypłacony przez bank od razu, a jedynie dopłata trafi na konto sprzedającego dopiero w styczniu 2018 r. Ponieważ deweloperom zależy na utrzymaniu wysokiej sprzedaży, taka propozycja ma szansę spotkać się z akceptacją, zwłaszcza jeśli dofinansowanie nie stanowi dużej części ceny mieszkania.

 Jakie warunki trzeba spełnić, aby uzyskać dopłatę

Na koniec przypomnijmy, że dopłatę mogą uzyskać osoby w wieku do 35 lat, na zakup pierwszego w życiu własnego mieszkania lub domu. Tych ograniczeń nie muszą jednak spełniać rodzice wychowujący przynajmniej trójkę dzieci. Oni mogą skorzystać z MdM nawet jeśli są starsi i gdy mają już mieszkanie i np. chcą je zamienić na większe. Dodatkowo kupowany lokal nie może być zbyt duży i zbyt drogi. Maksymalna powierzchnia to 75 mkw., a jeżeli nabywca wychowuje przynajmniej troje dzieci, metraż wzrasta do 85 mkw. W przypadku domów jednorodzinnych dopuszczalna powierzchnia to odpowiednio 100 mkw. lub 110 mkw. Cena nie może natomiast przekraczać limitu obowiązującego w danym rejonie Polski. Wysokość limitów można sprawdzić na stronie internetowej Banku Gospodarstwa Krajowego.

W niektórych przypadkach dopłata może wynieść nawet ponad 100 000 zł. Zwykle jednak jest to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Na jej wysokość wpływa kilka czynników. Po pierwsze, istotne jest to, czy posiadamy dzieci i ile ich mamy. Najwyższą dopłatę (30%) mogą uzyskać ci, którzy wychowują ich przynajmniej troje. Najmniej, 10%, otrzymają ci, którzy nie mają dzieci. Oprócz tego o wysokości dopłaty decyduje również metraż nabywanej nieruchomości i to, w jakiej części Polski się ona znajduje. Tam, gdzie nieruchomości są tanie, wysokość dopłat jest niższa, a w lokalizacjach, gdzie ceny są wysokie, możemy otrzymać więcej pieniędzy.

 
Jarosław Sadowski
Główny analityk firmy Expander

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały pierwsze od dawna wyraźne spadki aktywności deweloperów. Na razie jest jednak za szybko na ogłaszanie końca dobrego okresu na rynku. By to ocenić potrzeba trochę więcej czasu niezbędnego do przyjrzenia się wynikom w dłuższym okresie.

W pierwszych pięciu miesiącach tego roku deweloperzy rozpoczęli budowę 33 440 nowych lokali mieszkalnych, to o 1,2 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W samym maju były to 6 072 mieszkania, co rok do roku oznacza spadek o 26,7 proc. Gdy jednak przyjrzymy się tej statystyce w dłuższym okresie, badając okresy 12-miesięczne, to okaże się, że aktualny poziom (86 100 mieszkań) jest o 11,1 proc. wyższy niż przed rokiem i o 2,5 proc. niższy niż miesiąc temu.

Aktywność deweloperów w okresie czerwiec 2015 – maj 2016 r.

  Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 72 625 +29,0%
Rozpoczęte budowy 86 100 +11,1%
Wydane pozwolenia na budowę 100 145 +20,2%

Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS

Aktualnie rynek jest w okresie zbierania plonów pracy sprzed roku-dwóch. Z miesiąca na miesiąc przybywa mieszkań oddawanych do użytkowania. W ostatnich 12 miesiącach było ich 72,6 tys., wartość ta niemal nieprzerwanie rośnie od wiosny ubiegłego roku, w kwietniu 2015 r. wynosiła 55,4 tys. Spodziewamy się dalszych wzrostów tego wskaźnika jeszcze przez kilka kwartałów. Realizacja inwestycji deweloperskiej trwa bowiem około dwóch lat, a statystyka GUS-u pokazywała wzrost liczby rozpoczętych budów przez niemal całe ostatnie trzy lata. Nowych mieszkań na rynku nie powinno więc brakować przez jeszcze co najmniej dwa lata.

Spadkowy miesiąc (w samym maju obniżyły się wszystkie wskaźniki aktywności deweloperów, zarówno w ujęciu rok do roku jak i miesiąc do miesiąca) może być jednak statystycznym wypadkiem przy pracy związanym z dwoma długimi weekendami jakie były w kalendarzu. Jest to bowiem okres, który nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności biznesowej.

Co zmieni Mieszkanie Plus?

Rynek mieszkaniowy z zaciekawieniem wyczekuje konkretów związanych z Mieszkaniem Plus. W czerwcu pojawiły się kolejne uszczegółowienia nowego programu rządowego, ale nadal pozostaje w nim sporo pytań. Na razie pewni możemy być tego, że pomysł ma opierać się na kilku filarach: wsparciu budownictwa społecznego, wprowadzenia tanich mieszkań na wynajem oraz stymulowaniu indywidualnego oszczędzania na mieszkanie.

Najbardziej interesująco zapowiada się drugi z tych punktów, czyli budowa tanich mieszkań na wynajem, które na dodatek lokatorzy będą mogli po latach wykupić. Teoretycznie lokale te mają być dostępne dla wszystkich, ale z zapowiedzi polityków wynika, że preferowane będą rodziny wielodzietne oraz osoby, których nie stać na kredyt hipoteczny i rynkowy najem. To ostatnie zastrzeżenie jest o tyle ważne, że ogranicza dostępność tanich mieszkań. Należy też pamiętać, że nieruchomości te nie będą budowane w wysokim standardzie, mogą nie mieć garaży, a ich położenie na mapie miasta pozostawiać wiele do życzenia.

Bez względu na powyższe, pojawienie się dużej liczby tanich mieszkań na wynajem powinno doprowadzić do obniżek stawek także w innych segmentach rynku, pozornie odległych od oferty programu Mieszkanie Plus. Nie ma się jednak co spodziewać rewolucji i gwałtownych spadków, bo program jest rozpisany na wiele lat i na jego efekty trzeba będzie zaczekać. Najem w Polsce rozwija się w ostatnich latach dynamicznie i takie inicjatywy mogą ten rozwój tylko przyśpieszyć, z korzyścią dla wszystkich.

Z zapowiedzi wynika, że pierwsze inwestycje w programie Mieszkanie Plus zostaną uruchomione na początku 2018 r., co oznacza, że wprowadzić się do nowych mieszkań będzie można raczej nie szybciej niż na przełomie 2019 i 2020 roku.

 

marcin_krasonMarcin Krasoń, Home Broker

W dniu 3 czerwca 2016 r. podczas konferencji prasowej z udziałem Pani Premier Beaty Szydło, PiS przedstawił założenia najważniejszego (moim zdaniem) rządowego projektu, którego celem jest poprawa sytuacji mieszkaniowej Polaków. Podczas konferencji prasowej, ze strony PiS wystąpili także Minister Infrastruktury i Budownictwa Andrzej Adamczyk oraz sekretarz stanu tego resortu – Kazimierz Smoliński. 

Jak to drzewiej bywało z polityką mieszkaniową

W Polsce o polityce mieszkaniowej, od dobrych kilkunastu lat, mówi się bardzo dużo. Ale dotychczasowe działania państwa w tej dziedzinie, szczególnie w  okresie 8 lat rządów koalicji PO-PSL, były wyjątkowo chybione.

Dwa najbardziej znane programy pomocowe przy nabyciu mieszkania, tj. Rodzina na Swoim oraz Mieszkanie dla Młodych, okazały się jedynie żyłą złota do deweloperów, zaś adresatami tychże programów była najbardziej zamożna grupa młodych Polaków.  Czyli takich, którzy posiadają nie tylko stała pracę, ale i zdolność kredytową.

Niepowodzeniem zakończył się także projekt zakupu przez BGK  mieszkań na wynajem od deweloperów. Ceny najmu, które oferowane są potencjalnym zainteresowanym, nie odbiegają od cen na wolnym rynku, ponoć czasem są nawet wyższe.

Z drugiej strony mamy znaczącą recesję w gospodarce, której efektem są niskie place oraz niestabilność zatrudnienia. W takiej sytuacji zaciąganie długoterminowych kredytowych wiąże się z bardzo poważnym ryzykiem; przy czym mówimy tu o sytuacji posiadania zdolności kredytowej przez potencjalnego nabywcę mieszkania – co dziś wcale nie jest takie proste.

Powyższa, mocno uproszczona analiza, jasno wskazuje na konieczność działań interwencyjnych państwa, których celem będzie poprawienie sytuacji mieszkaniowej. Nie jest to jednak problem, który można rozwiązać jednocześnie szybko i skutecznie, wymaga bowiem wprowadzenia niestandardowych metod działania, które także mogą okazać się porażką.

Wynajem w miejsce kupna?

W tym miejscu odnieśmy się do założeń programu „Mieszkanie +”. Składa się on z trzech filarów, tj. budowa tanich mieszkań pod wynajem z opcją ich kupna przez najemcę, uwolnienie potencjału, jaki tkwi w TBS-ach oraz spółdzielniach mieszkaniowych (oraz także prywatnych inwestorach), oraz projekt kas mieszkaniowych z premią od Skarbu Państwa, dzięki któremu Polakom będzie opłacało się oszczędzać: przy założeniu, że wydatkowanie zgromadzonych środków będzie dotyczyło wyłącznie celów mieszkaniowych (w tym także ewentualnego remontu posiadanej nieruchomości).

Tanie budowanie

Bez wątpienia najważniejszą częścią programu „Mieszkanie +” jest pierwszy filar, tj. tworzenie  substancji mieszkaniowej, pozostającej w zasobach Skarbu Państwa, przeznaczonej pod wynajem. Przy dodatkowym założeniu, że ceny najmu będą znacznie niższe od tych, które dziś obowiązują na wolnym rynku. Wedle twórców projektu przyszły najemca będzie ponosił koszty z tego tytułu na poziomie od 10 do 20 zł za 1 m kw. Aby powyższe było możliwe, należy mieszkania  te wybudować w sposób bardzo ekonomiczny, bowiem kolejnym założeniem programu jest  brak dofinansowywania tychże lokali przez Skarb Państwa: zarówno przy tworzeniu tej substancji  mieszkaniowej, jak i w trakcie eksploatacji. Czyli: wszystkie koszty tym związane, także z budową, będą pokrywane z przyszłych czynszów. Przyjęto więc następujące, dodatkowe założenia:

– osiedla mieszkań pod wynajem będą powstawały na gruntach należących do Skarbu Państwa, oraz

– koszt wytworzenia 1 m kw. będzie oscylował w przedziale 2,5-3 tys. zł. Przy czym będą to mieszkania wykończone „pod klucz”.

W związku z powyższym powstaną dwa organizmy, które będą ze strony państwa prowadzić tworzenie taniej substancji mieszkań pod wynajem. Pierwsza to Narodowy Fundusz Mieszkaniowy, który dostanie od Skarbu Państwa grunty pod tego typu inwestycje oraz Narodowy Operator Mieszkaniowy – ta instytucja ma być zarówno deweloperem (będzie prowadzić budowę tanich mieszkań), jak i potem ma zarządzać wynajmem tych lokali, wraz z ich administracją.

Realna perspektywa, czy jedynie piękna bajka?

Powyższe założenia wyglądają na pierwszy rzut oka rzeczywiście rewelacyjnie, szczególnie z perspektywy młodego pokolenia Polaków, którym pracodawcy rzadko chcą zapłacić więcej niż 1500 zł miesięcznie na rękę.  W tym założeniu, nawet przyjmując maksymalny koszt najmu mieszkania 20-metrowego dla singla – będzie to 400 zł miesięcznie. Za samodzielne mieszkanie.

Na dodatek – zgodnie z założeniami programu „Mieszkanie +” – po określonym czasie i po regularnym opłacaniu czynszu za lokal, najemca będzie mógł kupić tenże lokal za atrakcyjną cenę. Zakłada się bowiem, że w czynszu będzie także jakaś część tej opłaty, która będzie się co miesiąc kumulować, co pomniejszy cenę mieszkania przy ewentualnym zakupie. Szczególnie, jeśli te wpłaty będą ponoszone w okresie np. 20 lat.

No i w tym miejscu zaczynają się schody… Nie wszystkie założenia jednocześnie da się wprowadzić w życie. Krótko mówiąc: bardzo sensowny kierunek, ale za dużo optymizmu.

Przedstawmy zatem

nieścisłości założeń programu „Mieszkanie +”

Kwestia nr 1: sposób finansowania. Podczas konferencji prasowej, o której mowa na wstępie niniejszej publikacji, Minister Adamczyk kilkakrotnie podkreślał, że Skarb Państwa nie dołoży do budowy tanich mieszkań pod wynajem ani złotówki. Czyli inwestycje te nie będą finansowane z naszych podatków. No ale jednak, za budowę – nawet po niskich kosztach – trzeba będzie zapłacić…

Oznacza to, że Narodowy Operator Mieszkaniowy musi na realizację każdej z przyszłych inwestycji zaciągnąć kredyt. Będą w tym celu dedykowane specjalne środki m.in. z Banku Gospodarstwa Krajowego na wyjątkowo preferencyjnych warunkach. Z kredytami jednak jest tak, że nawet te najtańsze – trzeba spłacać. Spłata zaś może pochodzić jedynie z przyszłych opłat czynszowych, pobieranych od najemców – a te mają być z założenia malutkie…

Zróbmy zatem prostą kalkulację:

  • Cena wybudowania 1 m kw. lokalu w danej inwestycji – 2500 zł.
  • Mieszkanie ma powierzchnię 20 m kw.
  • Koszt wybudowania mieszkania – 50 000 zł
  • Zakładamy, że kredyt na budowę udzielony został przez BGK na bardzo korzystnych warunkach, czyli: oprocentowanie: 0%, okres kredytowania: 20 lat (240 miesięcy)
  • Mając powyższe na względzie: miesięczna rata spłaty kredytu, który zaciągnął Narodowy Operator Mieszkaniowy w BGK, to ok. 208 zł (50 000 zł: 240 miesięcy)
  • Czynsz za lokal ma wynosić od 10 zł za 1 m kw. (200 zł miesięcznie) do 20 zł za 1 m kw. (400 zł miesięcznie).

 

Z powyższego jasno wynika, że przedstawiony w programie minimalny poziom ceny najmu „od 10 zł za 1  m kw.” to czysty pi-ar, niespójny z innym założeniami programu „Mieszkanie +”.  Skoro bowiem Skarb Państwa ma nie dokładać „ani złotówki” do powstałej w ramach programu substancji mieszkaniowej, nie może pobierać od najemcy czynszu na poziomie 200 zł/mies. Bowiem rata kredytu do spłaty wytworzenia tego lokalu będzie wynosić 208 zł. A gdzie koszty związane z administracją, w tym – koszty działania Narodowego Operatora Mieszkaniowego? Pozostają także koszty bieżących remontów w ten sposób powstałych inwestycji.

Ponieważ prowadzę od ponad roku projekt znacząco zbliżony do założeń „Mieszkanie +”, z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że czynsz najmu nie może być niższy od 20 zł za 1 m kw. w skali miesiąca, pewnie będzie oscylował w przedziale 20-25 zł za 1 m kw. Inaczej inwestycja nie zamknie się finansowo; w moim projekcie także zakładałem budowę tanich mieszkań pod wynajem z udziałem kredytu bankowego.

Mieć mieszkanie i sprzedać mieszkanie?

Drugie, nader optymistyczne i zupełnie niepotrzebne założenie programu „Mieszkanie +”, to przyjęcie opcji „wynajem z opcją kupna”.  Program powinien dotyczyć wyłącznie tworzenia substancji tanich mieszkań pod wynajem, które na stałe będą w zasobach Skarbu Państwa. A nie jedynie 10 czy 20 lat. Czyli mają to być typowe mieszkania czynszowe (bardzo popularne np. w Niemczech i innych krajach zachodniej Europy), lub komunalne. Przy przedstawionym podczas konferencji założeniu, że  wynajęte mieszkanie będzie można za jakiś czas kupić i to za atrakcyjną cenę, beneficjentami programu byliby wyłącznie przyszli najemcy, a nie całe społeczeństwo. Otóż najemca, po ustalonym okresie, mógłby dany lokal nabyć od Skarbu Państwa i sprzedać je z zyskiem, lub wynająć po cenie rynkowej. A przecież program „Mieszkanie +” zakłada, że państwo ma tworzyć substancję mieszkaniową dla ogółu Polaków, a nie dla poszczególnych najemców.

Wtedy bowiem wrócimy do punktu wyjścia: wybudowane mieszkania z udziałem znaczącego dofinansowania z zasobów Skarbu Państwa (m.in. poprzez nieodpłatnie przekazany grunt pod daną inwestycję oraz super-preferencyjny kredyt z BGK, co też wiąże się z pomocą publiczną), trafiałyby w prywatne ręce. Zamiast pozostać w zasobach Skarbu Państwa, co jest jednym z najważniejszych założeń programu.

Po konferencji prasowej dotyczącej programu „Mieszkanie +” z pewnością w całej Polsce powiało optymizmem. Szczególnie wśród osób młodego pokolenia, dla których wizja mieszkania w samodzielnym lokum najczęściej była do tej pory marzeniem ściętej głowy. Oczywiście zachodzi pytanie: czy to się uda?

Słowo się rzekło, najemcy u płotu…

Moim zdaniem, stworzenie w Polsce znaczącej ilości tanich mieszkań pod wynajem jest całkiem realne. Należy jednak skoncentrować się właśnie na tym aspekcie, czyli nie rozszerzać w nieskończoność założeń programu „Mieszkanie +”, wraz z obietnicami które mogą okazać się zupełnie bez pokrycia.  Niemniej jednak w dniu 3 czerwca 2016 r. ze strony PiS padły konkretne deklaracje i wszyscy je będą pamiętać.  Jeśli próba wdrożenia tegoż programu okaże się porażką, to bez względu na jej przyczyny – PiS w przyszłych wyborach straci mnóstwo głosów. Bowiem, prawdą jest, że ten program ma szansę zakończyć się wielkim sukcesem. A to z kolei spowoduje wzrost poparcia obecnego rządu pewnie do minimum 50 proc.

Nie ukrywam, że bardzo kibicuję programowi „Mieszkanie +”.  I wierzę w sukces tego przedsięwzięcia. Ale, aby to było możliwe, twórcy projektu muszą najpierw z obłoków zejść nieco na ziemię. I urealnić niektóre założenia programu „Mieszkanie +”.

 

KrzysztofOppenheim-FOTO-dobreKrzysztof Oppenheim, Nieruchomości Boża Krówka

 

W kwietniu poznamy założenia nowego rządowego programu „Mieszkanie+”, ale można podejrzewać, że jego elementem będzie utworzenie kas oszczędnościowo-budowlanych. Expander zwraca uwagę, że z zaprezentowanego w marcu projektu ustawy wynika, że osoby oszczędzające w takich kasach otrzymają od państwa premię w wysokości nie wyższej niż 900 zł rocznie. Dodatkowo będą też mogły uzyskać tani kredyt. Aby skorzystać z tych przywilejów, trzeba będzie jednak spełnić pewne warunki.

 Kasy oszczędnościowo-budowlane będą udzielały tanich kredytów na zakup mieszkania czy domu. Z takiego preferencyjnego finansowania będą mogły jednak skorzystać tylko osoby, które przed złożeniem wniosku o kredyt, przez co najmniej 4 lata oszczędzały w danej kasie. Kwota kredytu nie będzie mogła być wyższa niż ta, jaką oszczędzającemu udało się zgromadzić. W rezultacie, jeśli na naszym koncie w kasie będzie np. 20 000 zł, to kolejne 20 000 zł będziemy mogli pożyczyć. Oprocentowanie kredytu będzie stałe i nie będzie mogło być wyższe o więcej niż 3 pkt. proc. niż odsetki, jakie są wypłacane oszczędzającym. Oznacza to, że jeśli np. oprocentowanie ulokowanych oszczędności wyniesie np. 1%, odsetki od kredytu nie będą mogły przekroczyć 4%.

Zaletą korzystania z kas nie będzie tylko możliwość uzyskania preferencyjnego kredytu, ale również specjalna premia wypłacana przez państwo. Zgodnie z założeniami ustawy wyniesie ona 15% kwoty wpłaconej w danych roku. Co ważne, nie będzie jednak mogła przekroczyć 900 zł rocznie, gdyż będzie naliczana od kwoty oszczędności nie wyższej niż 6000 zł. Jeśli więc wpłacimy w danym roku np. 7000 zł, premię dostaniemy i tak tylko od 6000 zł. Większe wpłaty spowodują jedynie, że w przyszłości będziemy mogli uzyskać wyższy kredyt. Oprócz tej premii naliczane będą również odsetki od wszystkich zgromadzanych oszczędności. Prawdopodobnie te nie będą jednak zbyt wysokie.

Kasy nie zastąpią kredytów hipotecznych

Zgromadzony kapitał oraz pieniądze z preferencyjnej pożyczki raczej nie zastąpią jednak kredytów hipotecznych. Jeśli ktoś będzie oszczędzał po 500 zł miesięcznie, rocznie odłoży 6000 zł. Do tej sumy doliczyć trzeba jeszcze 900 zł premii i wypracowane odsetki. Po 4 latach zbierzemy więc ok. 28 500 zł. Drugie tyle otrzymamy z kredytu, co daje łącznie 57 000 zł. To za mało, aby kupić choćby kawalerkę. Te pieniądze wystarczą najczęściej na zapewnienie wkładu własnego w wysokości ok. 20%, pod warunkiem odkładania 500 zł miesięcznie przez 4 lata. Żeby zebrać znaczącą kwotę trzeba oszczędzać znacznie dłużej. Dla przykładu, gdyby w kasie rodzice odkładali dla dziecka po 500 zł miesięcznie przez 18 lat, to zebraliby ok. 142 000 zł, czyli razem z kredytem mieliby 284 000 zł. Trzeba jednak zauważyć, że ceny mieszkań po tak długim czasie będą już z pewnością znacznie wyższe niż dziś. Nawet w przypadku tak długofalowego oszczędzania w kasie kupno średniej wielkości mieszkania w dużym mieście może nie udać się bez kredytu hipotecznego.

Kasy mieszkaniowe i inne pomysły na wsparcie rynku mieszkaniowego, które poznamy w najbliższym czasie, mają zastąpić kończący się w 2018 r. program „Mieszkanie dla młodych”. Zaletą kas jest to, że zachęcają do długoterminowego oszczędzania, co jest korzystne dla gospodarki. Z punktu widzenia osób, które będą z tego rozwiązania korzystały wadą jest natomiast to, że wsparcie państwa jest znacznie mniejsze niż w przypadku MdM. Dopłata, jaką można obecnie uzyskać, wynosi od kilkunastu tysięcy złotych do nieco ponad 100 000 zł. Tymczasem, aby łączna premia z kasy oszczędnościowo-budowlanej wyniosła 20 000 zł trzeba by w niej oszczędzać ok. 22 lata, a żeby wyniosła 100 000 zł aż 111 lat. Oczywiście kasy dają też dodatkową korzyść w postaci taniego kredytu, ale z drugiej strony trzymane w nich oszczędności prawdopodobnie nie będą zbyt wysoko oprocentowane. Miejmy więc nadzieję, że w programie „Mieszkanie+” będą też inne pomysły, które zrekompensują zakończenie programu „Mieszkanie dla młodych”.

 

 Jarosław Sadowski, Główny analityk firmy Expander

Eksperci

Masalski: Play wybiera giełdę w najlepszym możliwym momencie

Play, drugi największy operator komórkowy w Polsce pojawi się wkrótce na warszawskim parkiecie. O po...

Ludwiczak: Nadzieja na wysoki wzrost PKB

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki...

Glonek: Czy można ogłosić upadłość konsumencką dwa razy?

Jednym ze skutków przeprowadzenia postępowania upadłościowego może być umorzenie zobowiązań upadłego...

Rozbicki: Powrót polskiego żubra – repolonizacja stała się faktem

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jes...

Gontarek: Będzie trudniej o pracowników sezonowych

Wynagrodzenie w maju br. wzrosło o  5,4% r/r. – podał GUS. Niższy od oczekiwanego wzrost zatrudnieni...

WIADOMOŚCI

Lato sprzyja kredytom?

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty kon...

Dynamika lokalnego PKB

Wrocław, Rzeszów i Lublin to najszybciej rozwijające się miasta na przestrzeni ostatnich lat - wynik...

Najbardziej rzetelni finansowo są…

Spośród wszystkich  polskich województw, to mieszkańcy Podkarpacia są najbardziej rzetelni finansowo...

Dowód osobisty online

Ministerstwa: Cyfryzacji oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniły drugą wersję zmienioneg...

500 plus do oceny zdolności czynszowej Mieszkania plus

Planujemy włączyć 500 plus do oceny zdolności czynszowej najemców mieszkań realizowanych w ramach pi...