Home Tagi Wpis otagowany "marketer"

marketer

Budując strategię komunikacji – za pomocą jakiegokolwiek narzędzia marketingowego – nie sposób pominąć tak istotnego elementu, jakim jest analiza osiąganych przez poszczególne kampanie wyników. E-mail marketing jest kanałem dotarcia do klientów, który nie tylko od lat pozostaje niezaprzeczalnym numerem jeden jeśli chodzi o efektywność działań. Jest też narzędziem, którego wyniki można w łatwy sposób mierzyć na wielu płaszczyznach i etapach komunikacji marki z odbiorcą.

Jedną z zalet e-mail marketingu jest fakt, że jest to jedna z najlepiej mierzalnych form marketingu internetowego. Wyniki przeprowadzonych kampanii otrzymujesz w czasie rzeczywistym, a w ciągu 24-48 godzin od wysłania newslettera możesz dokonać pierwszej, wstępnej oceny efektywności kampanii. Rezultaty te mogą być wyjątkowo cennym źródłem informacji, które pomogą w stworzeniu bądź też w zmianie koncepcji kolejnych działań skierowanych do klientów. Marek Włodarczyk, Country Manager w Optivo, an Episerver Company, podpowiada, które wskaźniki pomogą ci odpowiedzieć na nurtujące cię pytania.

Czy wiadomość dotarła do odbiorcy?

Jednym z głównych wskaźników w e-mail marketingu jest wskaźnik dostarczalności. Wskaźnik ten odpowiada na zasadnicze pytanie, na które odpowiedź poznać chce każdy marketer: do ilu osób dotarł dany mailing? Liczba wysłanych newsletterów nie zawsze oznacza liczbę wiadomości dostarczonych. E-mail, który nie został dostarczony, określany jest mianem zwrotki (bounce). Najprostszym sposobem obliczenia wskaźnika dostarczalności jest podzielenie wysłanych wiadomości e-mail – po odjęciu zwrotek – przez łączną liczbę wysłanych e-maili, a następnie pomnożenie wyniku przez 100.

Przeciwieństwem wskaźnika dostarczalnosci jest współczynnik odrzuceń, czyli wspomnianych zwrotek. Wskaźnik odrzuceń to procentowy udział niedostarczonych wiadomości e-mail w odniesieniu do łącznej liczby wszystkich wysłanych e-maili. Można go podzielić na tzw. zwroty twarde i zwroty miękkie. Twarde zwroty wynikają z trwałych błędów dostarczania wiadomości, np. z błędnego adresu. Zwroty miękkie natomiast to tymczasowe błędy związane z dostarczeniem e-maila. Wysoki wskaźnik zwrotów oznacza brak dbania o higienę bazy mailingowej i jest jednym z powodów utraty reputacji domeny u providerów pocztowych. Dlatego też adresy, które wywołują określoną ilość zwrotek, należy blokować i nie wysyłać do nich więcej newsletterów.

Czy mail został otwarty?

Po wysyłce newslettera i potwierdzeniu, że dotarł do konkretnej liczby odbiorców, warto dowiedzieć się, ilu subskrybentów zdecydowało się go otworzyć – czyli dla ilu z nich wysłany mailing okazał się ciekawy. W tym celu, pomocny okaże się wskaźnik otwarć (open rate), który stanowi procentową liczbę otwarć podzieloną przez łączną liczbę dostarczonych wiadomości e-mail. W przypadku otwarć rozróżnia się dwa wskaźniki: wszystkie otwarcia wiadomości oraz otwarcia unikalne. Wszystkie otwarcia to również otwarcia wielokrotne tego samego odbiorcy. Do unikalnych otwarć wlicza się natomiast tylko pierwsze otwarcie danego odbiorcy.

Ile osób kliknęło w wiadomość?

Kolejnym parametrem pomiaru efektywności prowadzonych działań e-mail marketingowych, którego nie można ominąć, zwłaszcza analizując wysyłkę newslettera, jest wskaźnik kliknięć (click to rate). Kliknięcie w link oznacza bowiem podjęcie przez odbiorcę dalszych czynności na stronach internetowych, w sklepie online czy na profilach mediów społecznościowych. W przypadku współczynnika kliknięć, ustala się procentowy udział wszystkich kliknięć w stosunki do ogólnej liczby odbiorców, po odjęciu zwrotek. Poza ogólnym wskaźnikiem kliknięć, wyróżnia się także wskaźnik kliknięć unikalnych. Wskaźnik ten uwzględnia stosunek odbiorców, którzy kliknęli w co najmniej jeden link, do wszystkich dostarczonych wiadomości. Wielokrotne kliknięcia jednego subskrybenta są tutaj liczone tylko jeden raz.

Ile osób zrezygnowało z subskrypcji newslettera?

Poza analizą otwarć i kliknięć, efektywność prowadzonych kampanii e-mail marketingowych oraz stopień zainteresowania naszą komunikacją ze strony odbiorców, ocenia się także po ilości rezygnacji z subskrypcji w poszczególnych newsletterach. Można powiedzieć, że wskaźnik rezygnacji przekraczający 1% wskazuje jednoznacznie na fakt, że newsletter jest wysyłany za często, zawiera zbyt reklamowe treści lub nie spełnia oczekiwań czytelników.

Wskaźnik rezygnacji z newslettera, na poziomie od 0,25 do 0,5%, jest wartością zupełnie normalną, z którą należy się – niestety – liczyć. Rezygnacje z subskrypcji newslettera może wynikać ze zmieniających się oczekiwań odbiorców lub słabnącego zainteresowania ze strony subskrybentów. Najlepszym sposobem na utrzymanie wskaźnika rezygnacji na możliwie niskim poziomie jest segmentacja bazy oraz personalizacja wiadomości tak, aby nie dawać odbiorcom powodu do wypisywania się z bazy danych.

Czy koszt kampanii się opłaci?

ROI, czyli return on investment to hasło, które każdy marketer oraz przedsiębiorca powinien zapisać w swoim słowniku. Wskaźnik ten jest jednym ze wskaźników rentowności i informuje on o tym, czy dana inwestycja jest opłacalna dla firmy i czy przyniosła oczekiwane efekty. Najprostszą metodą obliczania ROI jest podzielenie całkowitych przychodów pomniejszonych o koszt, który ponieśliśmy, przez wydatki. W przypadku kampanii reklamowych, dzięki ROI sprawdzimy, jak kształtuje się osiągnięty dzięki kampanii przychód, w stosunku do jej kosztów.

Posługując się przykładem, jeśli na realizację kampanii e-mail marketingowej wydaliśmy na 4000 zł, a osiągnięty dzięki niej przychód wyniósł 8000 zł, ROI wyniesie 100%. Oznacza to, że nasza inwestycja zwróciła się dwukrotnie. Jeśli wskaźnik ROI wyniósłby 0%, znaczyłoby to, że koszty kampanii się zwróciły i wyszliśmy na tak zwane „zero”.

E-mail marketing to dziedzina marketingu internetowego, której drugie imię to „mierzalność”. Z jednej strony, istnieje wiele wskaźników, którymi można się posłużyć, aby zbadać efektywność podejmowanych działań. Z drugiej natomiast, implementacja wyników analiz, prowadzonych nawet w czasie rzeczywistym, pozwoli osiągnąć lepsze wyniki kolejnych kampanii oraz dotrzeć do ściśle określonych odbiorców z konkretnym komunikatem, który chcą otrzymywać.

autor: Marek Włodarczyk, Country Manager Poland w Optivo an Episerver Company

Dziś wielu potencjalnych klientów nie chce już rozmawiać z telemarketerami, natomiast ci, którzy zgadzają się na rozmowę, stają się coraz bardziej wymagający. Skuteczna sprzedaż lub „dosprzedawanie” produktów przez telefon wymaga zespołu, w którym poza kompetencjami, ważne jest również wzajemne wsparcie.

Na pytanie o to, jak skutecznie sprzedawać przez telefon, nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Inne metody sprzedaży będą właściwe wówczas, gdy firma korzysta z własnej bazy klientów, którzy znają już produkty marki i darzą ją zaufaniem, inne wówczas, gdy marketer wykonuje tzw. „zimne telefony” do osób, które nigdy nie zetknęły się z ofertą danej firmy.

Telemarketer powinien wierzyć w produkt

Jako klienci, wszyscy jesteśmy zmęczeni telefonami, których sobie nie życzymy. Mamy też coraz większą świadomość tego, jak pewne zwroty używane przez marketera powinny na nas zadziałać, przez co czujemy się manipulowani. A to oznacza, że zarówno sprzedawcy, jak i ich przełożeni, stają przed problemem – w jaki sposób przyciągnąć uwagę klientów, którzy żyją w ciągłym pośpiechu, a do tego jeszcze czują się zasypywani ofertami?

Sztuką staje się już samo skłonienie klientów do podjęcia dialogu. Dlatego coraz więcej firm odchodzi od systemu, zgodnie z którym pracownik call center próbuje prowadzić rozmowy według gotowych skryptów, co w skrajnych sytuacjach przyjmowało groteskową postać odczytywania komunikatów i braku jakiejkolwiek elastyczności w kontakcie z klientem. Obecnie firmy stale szukają inspiracji i rozwiązań, które pozwolą rozmawiać z klientem w sposób bardziej naturalny i tak, aby poznanie autentycznych potrzeb klienta było stawiane na pierwszym miejscu, wyżej nawet niż sama sprzedaż.

Dziś najlepsze efekty w sprzedaży przez telefon osiągać można wówczas, gdy do zakupu przekonywane są osoby, które już miały pozytywny kontakt z daną marką. Jeśli marketer posiada dużą wiedzę na temat prezentowanej oferty i sam jest przekonany do jej mocnych stron, jego autentyczny entuzjazm może przełożyć się także na zadowolenie klienta. Osoby zarządzające działami sprzedaży świetnie zdają sobie sprawę, że celem nie jest samo przedstawienie produktu, ale zaprezentowanie go w taki sposób, aby klient poczuł się oczarowany nowymi możliwościami i perspektywami. Klient, dzięki kontaktowi ze sprzedawcą, który potrafi „zarazić” swoim autentycznym, pozytywnym stosunkiem do danego produktu, może okazać się aktywnym ambasadorem marki.

– To kompletnie inna perspektywa i podejście niż sprzedaż, z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu. Każdy z nas życzyłby sobie, aby podczas rozmowy odczuwać prawdziwą przyjemność konwersacji, odkrywać niezauważone dotąd korzyści czy otwierać się na nowe doznania. Telesprzedawca, który to wie i potrafi z tej wiedzy skorzystać, prawdopodobnie osiągać będzie doskonałe wyniki – uważa Agata Rajchel, trenerka Effect Group, m.in. autorka szkoleń dotyczących telesprzedaży.

Warto przy tym pamiętać, że w profesjonalnie zorganizowanej firmie telemarketing powinien stanowić tylko jedno z ogniw w łańcuchu rozmaitych działań marketingowych. Nie może on być jedynym narzędziem, na którym opiera się cała sprzedaż.

Telesprzedawca potrzebuje wsparcia

To, co najtrudniejsze podczas telesprzedaży z punktu widzenia pracownika, to nieustanne odmowy. Zanim telemarketer zetknie się z przychylną reakcją, musi przebić się przez dziesiątki odmów, czasem bardzo nieprzyjemnych. Obecnie uważa się nawet, że praca telemarketera jest jednym z najbardziej stresujących zawodów.

Ale skuteczna sprzedaż zależeć będzie nie tylko od indywidualnych umiejętności, predyspozycji, w tym od odporności na stres konkretnego pracownika, ale także od wsparcia, jakie będzie on otrzymywał od pozostałych członków zespołu.

Biorąc to pod uwagę, rozsądnie zarządzany zespół telesprzedaży powinien mieć coachów, którzy profesjonalnie przygotują pracowników chociażby na częste odmowy. Istnieją metody, dzięki którym telemarketerzy mogą nauczyć się aktywnie i z wysokim zaangażowaniem prowadzić kolejne rozmowy, nawet jeśli większość z nich kończy się przysłowiowym „rzuceniem słuchawką” przez klienta.

– Oczywiście zawsze znajdzie się osoba „diament”, która potrafi niewiarygodnie skutecznie sprzedawać przez telefon. Największa siła tkwi jednak w zbiorowym uczeniu się i wspieraniu. To zespół buduje takie relacje, które pozwalają odreagować we właściwy sposób, zregenerować się, mieć inne atrakcyjne zajęcia po pracy, czy wreszcie uczyć się nawzajem na własnych wpadkach i błędach. Profesjonalny menadżer zna te zasady, dlatego regularnie pracuje na konkretnych przykładach i z całym zespołem. To przynosi wymierne korzyści – przekonuje Agata Rajchel.

Na rynku nie ma już miejsca dla nieskutecznych zespołów. Ten, który odnosi słabe wyniki, najczęściej szybko zostanie zmieniony, ponieważ względy biznesowe narzucą redukcję kosztów lub wykażą nierentowność przedsięwzięcia. Skuteczny zespół to taki, który aktywnie realizuje cele biznesowe, ale równocześnie tworzą go ludzie, którzy się po prostu lubią.

Odpowiednie predyspozycje osobiste mogą ułatwiać lub utrudniać odnalezienie się w takiej pracy, jednak większość ludzi przy odpowiedniej motywacji i prowadzeniu za pomocą dobrze dobranych szkoleń, może pracować na stanowisku telesprzedawcy i osiągać poprawne wyniki.

– Jest jednak kilka warunków brzegowych – zauważa Agata Rajchel. – Osoba rozmawiająca przez telefon powinna wyzbyć się wszelkich negatywnych skojarzeń związanych z telesprzedażą. To zaś będzie tym łatwiejsze, im większa będzie wiara pracownika w jakość prezentowanej oferty. Ważna jest również umiejętność oddzielenia życia zawodowego od osobistego oraz radzenia sobie z negatywnymi emocjami, które w tego typu pracy mogą się pojawiać – podkreśla ekspertka.

Kluczem do sukcesu call center jest jednak dobrze zmotywowany i zgrany zespół. Najlepsze firmy tego typu w Polsce realnie zmieniają wizerunek osoby, która pracuje z klientami przez telefon. Niech do lamusa odejdą skojarzenia z pracą marnie płatną, lekko wstydliwą czy też wybieraną tylko w ostateczności.

– Najnowsze badania wskazują, że wielu z nas wyżej ceni towarzystwo, w którym przebywa, niż rodzaj spędzania czasu. Jeśli więc praca w call center będzie umożliwiała kontakt z fajnymi ludźmi oraz podejmowanie nowych wyzwań, ale w miłej atmosferze, wówczas motywacja do sprzedaży będzie rosła, a wraz z nią poprawiać się będą także wyniki sprzedaży – mówi trenerka Effect Group.

 

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim zmiany i tendencje. Jedną z nich jest chociażby fakt, że coraz więcej produktów luksusowych kupujemy przez Internet – a to oznacza coraz większe wyzwanie dla ich producentów, a przede wszystkim… marketerów.

Jakość i bycie zauważonym

Luksus to cały czas synonim niezawodności i wysokiej jakości. Jak wskazuje Raport KPMG ‘Rynek dóbr luksusowych w Polsce w 2016’ w taki sposób myśli o nim 84% respondentów, przy czym odsetek ten jest większy (94%) wśród osób, których miesięczne dochody przekraczają 20 tys. zł brutto. Z kolei zdaniem ankietowanych o dochodach powyżej 7,1 tys. zł brutto luksus umożliwia sprawianie sobie lub innym przyjemności oraz wyróżnienie się z tłumu.

Warto zwrócić uwagę również na miejsce dokonywania zakupu. Jak wynika ze wspomnianego raportu, już ponad 69% respondentów dokonuje zakupów przez Internet. To o 26% więcej zakupów produktów premium w tym kanale niż w roku 2015. Choć cały czas najwięcej konsumentów deklaruje, że dobra luksusowe nabywa w sklepach stacjonarnych, to jednak można przypuszczać, że odsetek respondentów wskazujących kanał on-line będzie wzrastał – a to oznacza, że marketerzy marek premium i dóbr luksusowych już dziś powinni stawiać na ten kanał sprzedaży. Jak w takim razie najlepiej promować luksus on-line?

Luksus online

W sieci bardzo łatwo można dotrzeć do potencjalnego klienta. Dzięki zastosowaniu różnych technik marketingu online, istnieje możliwość precyzyjnego dotarcia do nawet bardzo wąskiej grupy docelowej. Stąd też tak duża aktywność marek premium w Internecie, które coraz częściej poza luksusowymi butikami w największych miastach w Polsce, otwierają również swoje sklepy w wydaniu on-line.

Tak samo jak istotna jest stojąca za produktem „historia”, która daje nam poczucie wyjątkowości, tak istotna jest wysokiej jakości kreacja oraz doskonale dobrane miejsce „umieszczenia” (ekspozycji). To, gdzie docieramy do użytkownika w dużej mierze wpływa na wizerunek danej firmy czy usługi. Dlatego kluczowe jest tutaj pojawienie się na serwisach, których treści skierowane są do ludzi zamożnych.

Jak skutecznie reklamować luksus?

Reklama produktów i usług premium powinna wyróżniać się na tle innych przekazów reklamowych.  Najważniejszym czynnikiem, który ma wpływ zarówno na wizerunek marki, jak i na jej ofertę jest jakość. I to właśnie jakość produktu powinna iść w parze z jakością kreacji. Podstawą jest stonowany i unikający kontrowersji przekaz. Dodatkowo sporo uwagi trzeba poświęcić „odnalezieniu” żądanej grupy docelowej, co nie jest prostym zadaniem. Ludzie majętni cenią sobie anonimowość, zwłaszcza w Internecie. Z pomocą przychodzą sieci, które kierują reklamę na wąsko targetowane witryny np. organizacje biznesowe (Business Center Club), witryny poświęcone inwestowaniu (Artinfo.pl, Analizy.pl), czy drogie hobby (motorowy.pl, galopuje.pl). Należy pamiętać, iż w przypadku produktów luksusowych kontekst (precyzyjne dotarcie do żądanej grupy docelowej) ma kluczowe znaczenie, wszak dotarcie z przekazem zbyt szeroko (poza żądaną grupę docelową) może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – obniżenie wizerunku produktu w oczach właściwej grupy docelowej.

Odbiorcy marek luksusowych zwracają szczególną uwagę na jakość usług. Dlatego też reklama, która zachęci ich do kupna powinna wyróżniać się estetyką, miejscem występowania, wyglądem i przede wszystkim prestiżem. Jest to ogromne wyzwanie dla marketerów. Wyzwanie, ponieważ obecnie otacza nas wiele kreacji niekoniecznie marek luksusowych, które cechują się szczególną dbałością o szczegóły. Dlatego też niezwykle trudne jest stworzenie reklamy szytej na miarę luksusu. Jednak obserwując rynek i prognozy warto skupić swoje działania na promocji luksusu w Internecie.

Autor: Marcin Rupiński, CEO Royal Ad

Przedsiębiorcy w pogoni za sukcesem stale szukają skutecznych sposobów by go osiągnąć. Na te potrzeby odpowiada również marketing i narzędzia, jakimi operuje. W odpowiedzi na nowe wyzwania do łask wraca marketing szeptany w nowoczesnej odsłonie – jako micro digital influence. Czym różni się od klasycznego marketingu szeptanego?

Marketing szeptany nie cieszy się najlepszą opinią. Bardzo często jest błędnie kojarzony z nachalnym spamem, który zalewa rozmaite fora i grupy dyskusyjne. Na czym tak naprawdę on polega? Domorosły freelancer bez chociażby podstawowej wiedzy marketingowej rejestruje się na wielu forach i zaczyna prowadzić „marketing szeptany” – czyli zakładanie tematów, często niepowiązanych z tematyką forum i rozpoczynanie dyskusji z samym sobą, która zazwyczaj obfituje w takie banały, jak „najlepsza jest marka X” lub „nie uwierzycie – kupiłem laptopa na tej stronie za X”. Tego typu działania naturalnie są bardzo negatywnie odbierane przez użytkowników forów oraz ich administratorów. Działania takich niewyedukowanych marketingowo freelancerów  są całkowicie nieskuteczne, a wręcz szkodliwe, co poskutkowało zepsuciem rynku i negatywnym odbiorem marketingu szeptanego.

Jednak marketing szeptany to coś zgoła innego niż pospolity spam. Biznes powoli odzyskuje zaufanie do WoMM, podejście zmieniają również rozmaite agencje i domy mediowe. Coraz częściej marketing szeptany staje się integralnym elementem kampanii marketingowych. Jest wykorzystywany w działaniach content marketingowych, a w przypadku SEO jest jednym z podstawowych narzędzi, za pomocą których jest prowadzona kampania. Co interesujące, klienci, zlecając działania SEO, nie zdają sobie sprawy z tego, że jest w nich wykorzystywany marketing szeptany. Najczęściej nie mają też świadomości, że kampanie content marketingowe również skutecznie wykorzystują to narzędzie. WoMM stał się swego rodzaju ofiarą nieumiejętnie prowadzonych kampanii, których podstawowym założeniem było to, by była zrobiona „po kosztach”. A jak powszechnie wiadomo, jakość ma swoją cenę.

Nowoczesne działania WoMM ewoluują obecnie w micro digital influencing. Co się kryje pod tą nazwą? Obecnie użytkownicy internetu są wyedukowani i mają świadomość istnienia i działania takich narzędzi jak SEM czy SEO.  Szukając produktu i chcąc poznać opinię innych o danej marce, starają się unikać przekazu reklamowego. Pomijają więc strony dobrze pozycjonowane i płatnie rekomendowane przez Google. Jak więc dotrzeć z przekazem do świadomych użytkowników internetu? Na pewno nie korzystając ze spamu i nachalnej reklamy.

Do takich świadomych użytkowników można dotrzeć właśnie za sprawą micro digital influencingu. To działania precyzyjnie targetowane bezpośrednio do wąskiej grupy docelowej zainteresowanej produktem lub usługą. Świadomy internauta wchodzi na wybrane forum, rejestruje się i szuka porady i opinii innych użytkowników. Jest zdecydowany na zakup, posiada już środki – na podstawie rekomendacji chce podjąć jak najlepszą decyzję. Korzystając z profesjonalnych aplikacji do monitoringu, kompetentni marketerzy są w stanie praktycznie natychmiast odnaleźć osoby, które poszukują konkretnego produktu, np. najlepszej pralki. Dzięki temu marketer może nawiązać z nim dialog i spróbować go przekonać, że to jego produkt najlepiej spełni potrzeby klienta.

Dzięki tak precyzyjnemu dotarciu do użytkowników wykazujących potrzebę zakupu możemy wpłynąć na ich decyzje. Oczywiście nie banalnym „marka X jest najlepsza”, tylko rzeczywistym dialogiem. Marketer podejmuje temat, ustala, jakie rozwiązania są najlepsze dla tej osoby – przeprowadza swoisty wywiad. Dzięki temu może przedstawić argumenty, które przekonają potencjalnego klienta do zakupu. Działania micro digital influence można określić jako działania prosprzedażowe i są one skuteczniejsze niż wiele innych narzędzi marketingowych. Efekty dobrze poprowadzonych działań mogą być spektakularne, ponieważ propozycja każdorazowo jest przygotowana z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb użytkownika przez eksperta.

 

Źródło: Content Organica

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...