poniedziałek, Maj 28, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "konsument"

konsument

  • Możliwość transakcji przez Internet w innym kraju UE nie będzie mogła być blokowana, nie będzie automatycznego przekierowania.
  • Sprzedawcy będą musieli traktować osoby dokonujące zakupów transgranicznych tak samo jak nabywców krajowych: te same warunki sprzedaży, te same ceny.
  • Aż 63% stron internetowych nie pozwala kupującym z innego państwa UE na dokonywanie zakupów, wynika z badań.

Klienci kupujący przez inernet uzyskają szerszy dostęp do produktów i usług takich jak rezerwacje hotelowe, wynajem samochodów, bilety na festiwale muzyczne lub do parków rozrywki w UE.

Nowe przepisy zapewnią konsumentom większą możliwość wyboru strony internetowej, na której chcą kupować towary lub usługi. Znacznie ograniczone zostaną bowiem praktyki handlowe polegające na blokowaniu dostępu do serwisu lub automatycznym przekierowywaniu na inną stronę klientów przebywających stale lub  czasowo w innym państwie Unii Europejskiej. Geoblokowanie jest technicznie możliwe dzięki lokalizacji klienta na podstawie używanego przez niego adresu IP.

W szeregu przypadków przedsiębiorcy będą mieli obowiązek zapewnić internetowym nabywcom zza granicy taką samą cenę i takie same warunki sprzedaży jak klientom lokalnym. Ułatwienia dla konsumentów dotyczyć będą między innym następujących sytuacji:

  • zakup towaru (np. urządzenia gospodarstwa domowego, elektroniki, odzieży) i jego dostarczanie do państwa członkowskiego, do którego przedsiębiorca gwarantuje dostawę (na ogólnych warunkach lub z możliwością odebrania zakupu w miejscu uzgodnionym przez obie strony, w państwie UE, w którym przedsiębiorca oferuje taką możliwość);
  • nabycie usług świadczonych drogą elektroniczną, które nie są chronione prawem autorskim (np. usługi w chmurze, hurtownie danych, hosting stron internetowych i dostarczanie zapór sieciowych);
  • zakup przez internet usług świadczonych w miejscu, w którym przedsiębiorca prowadzi działalność (np. pobyt w hotelu, imprezy sportowe, wypożyczanie samochodów, festiwale muzyczne lub bilety wstępu na parkingi).

Przepisy nie dotyczą treści chronionych prawem autorskim

Cyfrowe treści objęte prawami autorskimi, takie jak książki elektroniczne, muzyka do pobrania, gry online, nie będą na razie objęte nowymi przepisami. Nie dotyczą też one usług audiowizualnych i transportowych. Negocjatorzy Parlamentu Europejskiego wprowadzili jednak do ustawy „klauzulę przeglądową”, która zobowiązuje Komisję Europejską do dokonania w ciągu dwóch lat oceny, czy zakaz geoblokowania powinien zostać rozszerzony.

 

Projekt ustawy dotyczący wad z tytułu rękojmi zamiast wzmocnić pozycję konsumentów, czego chcieliby jego autorzy, może pogorszyć ich sytuację, ponieważ przedsiębiorcy będą starali się unikać wymiany towaru, dokonując w pierwszej kolejności napraw – uważa Konfederacja Lewiatan.

Projekt ustawy dotyczy zmiany uregulowań dotyczących wad z tytułu rękojmi, w szczególności odnoszących się do terminów odpowiedzialności sprzedawcy z tytułu rękojmi.

Brakuje w nim kompleksowego uregulowania zmiany niektórych przepisów dotyczących rękojmi, które pozwoliłyby przedsiębiorcy zakończyć na pewnym etapie proces wielokrotnego wymieniania towaru. Chodzi np. o umożliwienie odstąpienia od umowy i zwrotu konsumentowi wpłaconej należności – przekonuje dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Można wyobrazić sobie sytuację, w której rzecz o nietypowych właściwościach (wykazująca pewną wadliwość po krótkim czasie np. 5 miesięcy) jest wymieniana przez konsumenta cyklicznie, gdyż jest on zainteresowany krótkotrwałym jej użytkowaniem i ponowną wymianą.

Konieczne jest również doprecyzowanie, w jaki sposób na wydłużenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi ma wpływ wymiana rzeczy na wolną od wad przez gwaranta (w ramach gwarancji). Możliwe jest bowiem, że gwarant realizuje zupełnie odmienną (bardziej liberalną) politykę konsumencką aniżeli sprzedawca, a co za tym idzie sprzedawca nie powinien ponosić odpowiedzialności związanej z ewentualną wymianą towaru przez gwaranta. Już choćby z tego względu przepis wymaga doprecyzowania.

Przedsiębiorcy będą starali się unikać wymiany towaru, dokonując w pierwszej kolejności napraw. Konsument ma prawo żądania innego niż zaproponowany przez sprzedawcę sposobu usunięcia wady, ale sprzedawca będzie podnosił, że doprowadzenie rzeczy do zgodności z umową w sposób wybrany przez kupującego jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów.

Konfederacja Lewiatan widzi ryzyko, iż uprawnienie przyznane konsumentom będzie prowadziło do nadużyć. W konsekwencji  może zostać zachwiana zasada pewności obrotu gospodarczego, która w prawie odgrywa doniosłą rolę w obrocie profesjonalnym, z uwagi właśnie na wzmocnienie ochrony konsumentów kosztem pewności obrotu w sferze stosunków konsumenckich.

Projektujący wskazują, iż z punktu widzenia podmiotów gospodarczych – producentów towarów nabywanych przez konsumentów, ustawa może mieć niewielki ujemny wpływ na ich przychody lub koszty, w sytuacji gdy byliby oni zobowiązani do kilkukrotnych wymian towaru na wolny od wad na żądanie tego samego konsumenta.

– W naszej opinii takie stanowisko jest uzasadnione, jednakże wyłącznie w stosunku do dużych przedsiębiorców. W odniesieniu zaś do mikro  oraz małych i średnich  zmiana może mieć poważne ujemne skutki.  Będzie bowiem powodować zachwianie pewności obrotu po stronie takich przedsiębiorców – dodaje Aleksandra Musielak.

 

 

Black Firday, a w grudniu czeka nas przedświąteczna gorączka zakupów, a po świętach znów wyprzedaże. Polacy kochają promocje, ale czasami przynoszą im one więcej szkody niż korzyści. Expander podpowiada na co uważać, aby nie skończyć z „zakupowym kacem”.

Na zakupy idź przygotowany

Niezależnie od tego, czy wybierasz się do galerii handlowej, czy kupujesz online, dzień wcześniej przeanalizuj, jakich produktów naprawdę potrzebujesz i ile pieniędzy jesteś w stanie na nie przeznaczyć. Określ łączną kwotę na zakupy wyprzedażowe i dopilnuj, by nie przekroczyć wyznaczonego sobie limitu.

– Wystarczy kartka i długopis, ale jeśli wolimy, możemy użyć do tego np. popularnych aplikacji, dostępnych na smartphony. W taki dzień jak Black Friday łatwo można dać ponieść się emocjom, co może skończyć się wielką dziurą w budżecie – radzi Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors.

Uważaj na pseudo-promocje

Zanim zdecydujemy się na zakup przecenionego produktu, przeanalizujmy spokojnie opłacalność takiej transakcji. Sprawdźmy, czy na przykład w sklepie internetowym nie można znaleźć tego produktu jeszcze taniej.

– Promocje bywają mylące. Często cena po obniżce jest tak naprawdę taka sama, jak przed nią. Zdarza się bowiem, że tuż przed wyprzedażą sprzedawcy podwyższają ceny produktów, by później móc je drastyczniej obniżyć. Dla przykładu kurtka przed promocją kosztowała 400 zł, podczas promocji kosztuje tyle samo, ale metka sugeruje, że wcześniej kosztowała 600 zł, a teraz przeceniona jest o ponad 30% – dodaje Sadowski.

Nie daj się okraść

W Black Friday należy się spodziewać znacznie większego niż zwykle ruchu w centrach handlowych. To nie tylko oznacza, że tańsze zakupy będą bardziej męczące. Rośnie też ryzyko, że staniemy się ofiarą kieszonkowca. Kradzież jest bowiem znacznie łatwiejsza w tłumie, zwłaszcza jeśli składa się on z ludzi, którzy myślą jedynie o szukaniu zakupowych okazji.

– W tych dniach warto pamiętać o ostrożności. Zawsze należy zasłaniać klawiaturę terminala płatniczego podczas wprowadzania PINu. Nigdy nie możemy mieć bowiem pewności czy osoba, która stoi za nami w kolejce nie współpracuje z przestępcą, który za chwilę ukradnie nam portfel.  Poza tym, panowie powinni pamiętać by nie wkładać portfela do tylnej kieszeni spodni, a panie otoczyć szczególną opieką swoje torebki. Jeśli natomiast padniemy ofiarą kradzieży, to jak najszybciej zastrzeżmy w banku nie tylko karty, ale również dowód osobisty – ostrzega Sadowski.

Ewentualne pożyczki przemyśl pod kątem przyszłych wydatków

Hasła promujące Black Friday zachęcają do zakupów i przekonują, że takie okazje prędko się nie powtórzą. Kiedy bardzo chcemy z nich skorzystać, ale zawartość naszego portfela niekoniecznie jest na to w tym momencie gotowa, możemy skorzystać z „zastrzyku gotówki”, oferowanego przez szybkie kredyty gotówkowe lub karty kredytowe. Zanim jednak się zdecydujemy, postarajmy się zaplanować to tak, by móc szybko i sprawnie spłacić zadłużenie. Zastanówmy się, jaką sumę miesięcznie i przez jaki okres będziemy w stanie przeznaczać na raty i na tej podstawie dobierzmy kwotę zadłużenia. Pamiętajmy o tym by nie przesadzić z kwotą zadłużenia, gdyż w grudniu ponownie czekają nas większe wydatki. Poza tym, zawsze porównujmy propozycje kredytów, gdyż bardzo się one od siebie różnią. W niektórych przypadkach koszt jest nawet kilkukrotnie wyższy niż w przypadku najlepszych ofert.

Black Friday kusi atrakcyjnymi okazjami. Decyzjami konsumentów w tym okresie kierują emocje. Trzeba jednak pamiętać, że okazyjna cena produktu jeszcze nie oznacza, że go potrzebujemy. Zatroszczmy się więc o swój portfel i spokojny sen tuż po okazyjnym szale.

Wprowadzenie przez Apple systemu ograniczającego możliwość śledzenia działań użytkowników online (ITP) wywołało panikę w branży reklamowej. Pojawiło się wiele pytań, jaki wpływ na dotychczasowe działania branży afiliacyjnej będzie mieć taka blokada. Ocenił to Awin, analizując dane z globalnego handlu z łącznie 5.9 miliona transakcji.

Analiza Awin pokazała przede wszystkim, że system Intelligent Tracking Prevention wydaje się nie skupiać na linkach afiliacyjnych. Należy jednak zaznaczyć, iż mamy do czynienia z inteligentnym systemem i fakt, że teraz nie widać takiego wpływu nie oznacza, że nie pojawi się on w przyszłości. Dlatego też Awin będzie regularnie testował linki na urządzeniach Apple.

Warto mimo wszystko zbadać najgorszy scenariusz wpływu ITP na linki partnerskie. Zasadniczo potencjalnie jest on niewielki, gdyż tylko około trzy procent całej sprzedaży odbywa się na urządzeniach Apple, przy użyciu przeglądarek Safari, z czasem opóźnienia przekraczającym 24 godziny oraz dotyczy reklamodawców, którzy polegają wyłącznie na plikach cookie stron trzecich w celu ich śledzenia.

Powodem, dla którego ITP stał się tak gorącym tematem (nie często zdarza się, żeby nowy system operacyjny wygenerował ponad 5000 komentarzy na swój temat na Reddit.com) jest to, że ma on na celu uniemożliwienie śledzenia po początkowym dwudziestoczterogodzinnym okresie. Stoi to w sprzeczności ze standardami marketingu afiliacyjnego, gdzie sprzedaż jest tradycyjnie przypisywana w okresie trzydziestu dni obserwacji. Zasadność sięgania do tak odległych danych to temat szerokiej dyskusji, jednak należy przyznać, że wiele decyzji zakupowych jest znacznie bardziej złożonych i sięga dużo dalej, niż ostatnie dwadzieścia cztery godziny.

Nic dziwi zatem, że odpowiednie instytucje w Stanach Zjednoczonych (jak Association of National Advertisers) i w Wielkiej Brytanii (IAB) wystosowały list otwarty, opublikowany przez AdWeek, wyrażający ich niezadowolenie z decyzji Apple, aby potencjalnie ograniczyć działalność śledzącą.

Zmiany wprowadzane przez Apple zostały przewidziane przez Awin, który już wcześniej podjął prace mające na celu złagodzenie wpływu ITP na środowisko afiliacyjne, np. wprowadzając cross device tracking – narzędzie umożliwiające śledzenie całego procesu zakupowego w obrębie różnych urządzeń.

Rozważając wpływ ITP należy zwrócić uwagę na trzy krytyczne czynniki związane ze śledzeniem:

  • Wielkość sprzedaży występująca po 24-godzinnym okresie
  • Używanie urządzeń z przeglądarką Safari w tych właśnie transakcjach
  • Zastosowane przez reklamodawców metody śledzenia

Wielkość sprzedaży po upływie 24-godzinnego okresu

Awin, korzystając z dostępnych danych, postanowił sprawdzić trzy z piętnastu regionów, które reprezentują całkowicie odmienny obraz rynku afiliacyjnego, co pozwoli ocenić wpływ zmiany na branżę. Przede wszystkim, jaki % sprzedaży w tych trzech regionach ma miejsce ponad 24 godziny po ostatnim kliknięciu w link partnerski?

Różnice w sprzedaży występujące poza 24-godzinnym okresem przechowywania ciasteczek w ramach ITP, pojawiają się w zależności od typu wydawców. Im bardziej zróżnicowana jest mieszanka wydawców w danym regionie i co alarmujące, im niższy udział wydawców contentowych, tym mniejszy będzie wpływ ITP, jeśli zaczną oni blokować śledzenie partnerów afiliacyjnych.

Ile z tych transakcji pochodzi z urządzeń Apple?

Kolejnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę jest to, jakie systemy operacyjne są używane do transakcji, które mają miejsce poza początkowym 24-godzinnym oknem cookie:

Jeśli przyjrzeć się transakcjom, które nastąpią 24 godziny po pierwszym kliknięciu, obecność systemów operacyjnych Apple ponownie wyraźnie różni się między Francją a Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Gdy połączyć te dwie kwestie, widać lepszy obraz tego, przed jakim ryzykiem stoją wydawcy na każdym terytorium:

Jakie rodzaje śledzenia są używane?

Większość tradycyjnych sieci wykorzystuje śledzenie oparte na plikach cookie (aczkolwiek z dodatkami, takimi jak śledzenie na różnych urządzeniach, fingerprinting itp.). W przypadku programów śledzących za pomocą plików cookie, sposób w jaki wysyłają piksel śledzący ma również znaczenie dla tego, jaki będzie wpływ ITP.

Mówiąc prościej, ci reklamodawcy, którzy dopuszczają tagi sieciowe na swojej stronie bezwarunkowo (tj. dla całego ruchu), będą mniej dotknięci, ponieważ sieć może obsługiwać 1st party cookies z własnej domeny reklamodawcy, jak ma to miejsce w przypadku rozwiązania Mastertag firmy Awin.

Warto zauważyć, że reklamodawcy, którzy śledzą korzystając z metody server to server, najprawdopodobniej całkowicie unikną wpływu ITP, ponieważ jest to rozwiązanie śledzące bez użycia plików cookie. Więc jak różni się wdrożenie Mastertag Awin w regionach?

A zatem, badając trzy regiony, w których działa Awin, jaki jest najgorszy scenariusz ostatecznego wpływu ITP? Tak naprawdę różni się on w zależności od rodzaju wydawcy i metody śledzenia. Najbardziej dotknięci są tzw. wydawcy SEM i wydawcy contentowi, których widzimy na każdym etapie na ścieżce zakupu:

Statystyki grupujące wszystkich wydawców nie zawsze opowiadają całą historię. Wydaje się, że niektórzy wydawcy bardziej odczują zmianę, niż inni. Poniżej widać, jaki wpływ aktualizacja może mieć na wydawców w każdym z tych krajów:

W Wielkiej Brytanii prawie jeden na dziesięciu wydawców może ponieść 25% utratę zarobków z marketingu afiliacyjnego, jeśli ITP zdecyduje, że tracking afiliacyjny  budzi obawy konsumentów.

– Na szczęście jak na razie tak się nie stało i naszym fundamentalnym przekonaniem jest to, że marketing afiliacyjny ma mocną pozycję, ponieważ zmiany przepisów i przeglądarki zaczynają wzmacniać pozycję konsumentów. Nasz model płatności i fakt, że branża używa okresów weryfikacji sprzedaży oznacza, że nasz kanał musi dostarczać konsumentom wartość, w przeciwnym razie odniesie porażkę. Chroni to przemysł przed niechęcią konsumenta i często kieruje ją w stronę innych, bardziej inwazyjnych metod reklamowychkomentuje Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Oczywistym jest, że zmiany te podkreślają znaczenie ciągłych inwestycji w śledzenie. Awin poświęca temu zagadnieniu uwagę od lat i będzie pracował nad ulepszeniem tego procesu w nadchodzących miesiącach.

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company, nawet połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na to co kupujemy. Co więcej, jak pokazują dane zebrane przez firmę, na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym przypada 90 dolarów wydanych w inny sposób, ale pod wpływem reklam mobilnych. Choć te nie zawsze prowadzą do sfinalizowania transakcji za pośrednictwem telefonu, to jednak reklamy mobilne  odgrywają znaczącą rolę w całym procesie zakupowym, a przede wszystkim stanowią początek interakcji konsumenta z marką. Według Google, 70 proc. użytkowników smartfonów korzysta ze swoich telefonów, by znaleźć informacje o danym produkcie, zanim kupi go sklepie stacjonarnym.

Po telefon komórkowy sięgamy średnio 13 razy na godzinę, co oznacza, że korzystamy z niego ok. 200 razy w ciągu dnia.[ Według raportu Yieldbot i Kantar Retail, szukając informacji o produktach, które chcemy kupić, najczęściej konsultujemy się z rodziną, przyjaciółmi i… naszymi smartfonami. Wszechobecność tych urządzeń – ponad 2,5 mld użytkowników smartfonów na świecie i ok. 20 mln Polsce – przyczyniła się do tego, że reklama mobilna odgrywa coraz ważniejszą rolę nie tylko
w e-commerce, ale i w sprzedaży tradycyjnej. Jak pokazują bowiem dane zebrane przez Bain & Company, połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Firma szacuje, że na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym, przypada prawie drugie tyle wydawanych w innym miejscu, np. w sklepach stacjonarnych, ale w powiązaniu z treściami mobile.

– Marketingowa siła reklamy mobilnej nie polega tylko na tym, że jej odbiorca zaraz po wyświetleniu treści na swoim smartfonie dokona zakupów np. w sklepie internetowym, a również na tym, że posiada ogromny wpływ na to, co kupujemy także poza kanałem mobile. Reklama mobilna jest obecna na każdym etapie consumer journey, czyli złożonego procesu zakupowego, do którego coraz więcej konsumentów podchodzi w świadomy sposób. Moment zakupu, to ostatni elementem tej drogi. Jest on poprzedzony np. zdobyciem wiedzy o specyfikacji danego produktu czy informacji, który sprzedawca oferuje go po najatrakcyjniejszej cenie. Podczas podejmowania tych kroków reklama mobilna jest niezwykle istotna, jednak skala jej oddziaływania powinna być mierzona inaczej niż w przypadku pozostałych działań marketingowych. W przeciwnym razie możemy przegapić potencjał tkwiący w tym naprawdę wartościowym narzędziu – wyjaśnia Grzegorz Chyliński, CEO Adrino, największej sieci reklamy mobilnej w Polsce.

Inwestuj nie tylko w reklamę

 Tylko w Stanach Zjednoczonych w całym 2017 r. wydatki na reklamę mobilną wyniosą 40 mld dolarów, a jak szacuje branża, do 2020 r. będzie to już 65 mld dolarów. W zeszłym roku inwestycje w reklamę mobilną wzrosły także w Polsce aż o 65 proc. Jednak, aby treści reklamowe wyświetlane w smartfonach czy tabletach odnosiły skutek, czyli sprzedawały, marki nie mogą zapominać o ciągłym rozwoju kanału mobile. Chodzi m.in. o zadbanie o to, aby strona internetowa danej firmy była kompatybilna z urządzeniem mobilnym, a aplikacja e-sklepu była przyjazna użytkownikowi i skłaniała do tego, aby klient zachęcony reklamą mobilną dokonał w niej zakupu. O tym, jak jest to ważne przekonują szacunki firmy Zenith –  do końca 2017 r. już 3/4 konsumpcji treści online będzie odbywać się w urządzeniach mobilnych. 20 mln z 26,7 mln wszystkich polskich internautów korzysta z sieci na smartfonach i tabletach.

– Kanał mobilny może wspierać również sprzedaż stacjonarną. Połowa konsumentów biorących udział w badaniu Yieldbot i Kantar Retail przyznaje, że wyszłoby ze sklepu, gdyby na zakupy zapomniało zabrać ze sobą smartfona. Konsumenci podczas zakupów w sklepach tradycyjnych używają  telefonów, by ukończyć dany odcinek procesu zakupowego. Może chodzić np. o porównywanie cen – jest to ważne aż dla 75 proc. konsumentów zainteresowanych elektroniką, czy korzystanie z kuponów zniżkowych, które konsumenci mogą znaleźć w aplikacjach mobilnych (55 proc. wszystkich ankietowanych). Zrezygnowanie z kanału mobile, nawet wtedy, gdy dana marka chce, by jej produkty były dostępne głównie stacjonarnie, nie tylko oznacza, że skazuje się na brak napływu nowych klientów, ale także nie daje sobie szansy, by zatrzymać na dłużej dotychczas lojalnych konsumentów – zaznacza Dariusz Werelich, Head of Sales, Adrino.

Uwaga na millenialsów

O millenialsach, czyli o osobach urodzonych w latach 80 i 90. ubiegłego stulecia mówi się, że stanowią pierwszą generację digital natives, czyli należą do tego pokolenia, które w dużej mierze jest ukształtowane przez nowe technologie i środki komunikacji. Są jednymi z najważniejszych odbiorców reklam mobilnych nie tylko ze względu na to, że praktycznie nie rozstają się ze swoimi smartfonami w ciągu dnia, ale także na łatwość, z jaką poruszają się w cyberprzestrzeni. Co nie mniej ważne, millenialsi odpowiadają za decyzje zakupowe w swoich rodzinach.

– Ponad połowa millenialsów (52 proc.) traktuje reklamy widoczne w smartfonach jako przydatne  źródło informacji o interesujących ich produktach, a z kolei dla 48 proc. mobilna reklama wideo stanowi najbardziej znaczącą pomoc w czasie podejmowania decyzji, o tym, co kupić. Mimo że millenialsi nie są tą grupą społeczną, która statystycznie dysponuje największymi dochodami, wręcz przeciwnie, ci nie zawsze posiadają stałe źródło utrzymania, stanowią znaczącą siłę nabywczą, kształtującą trendy na rynku. Za kilka lat millenialsi będą głównym segmentem kupujących, m.in. dlatego, że jak podaje Deloitte, w ciągu dekady globalnie będą stanowić 75 proc. osób aktywnych zawodowo – komentuje Dariusz Werelich, Adrino.

Coraz ważniejszą grupą klientów będzie się stawać także pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 r.), które w przeciwieństwie do starszych kolegów, w ogóle nie zna rzeczywistości pozbawionej Internetu czy smart-technologii. Według szacunków EY siła nabywcza Zetek już teraz szacowana jest na 44 mld dolarów i każdym rokiem będzie się zwiększać. Firmy, które nie chcą stracić tej biznesowej szansy i uczynić z pokolenia Z lojalnych klientów, muszą zacząć komunikować się z nim w sposób dla nich znajomy i zrozumiały.

Jak sprzedawać za pomocą reklamy mobilnej

W skali globalnej, ale również i w Polsce ruch internetowy generowany przez urządzenia mobilne przewyższył już ruch z urządzeń desktopowych i szacuje się, że ta różnica będzie się zwiększać na korzyść smartfonów czy tabletów. Dlatego, jak zaznacza Grzegorz Chyliński, marki planujące kampanie mobilne powinny pamiętać o kilku zasadach.

Pierwszym krokiem podczas przygotowania każdej kampanii reklamowej, także tej na urządzenia mobilne, powinno być określenie, do jakiej grupy odbiorców kierowany będzie przekaz. Innych treści na swoich komórkach szukają bowiem millenialsi, a inne wymagania przez markami stawiają użytkownicy smartfonów w wieku 55+. Ważne jest zweryfikowaniem kiedy, jak często i w jaki sposób nasza grupa docelowa korzysta ze smartfonów. Dzięki temu marka może uchwycić dokładny moment, w którym klient-użytkownik smartfona podejmuje decyzje, że jest gotowy nabyć dany produkt.

– O tym, że takie podejście się sprawdza, przekonała się amerykańska firma oferująca zdrowe przekąski. Marka opracowała mobilną strategię dotarcia do konsumentów – młodych, aktywnych kobiet – by nie przegapić ‘mikro-momentu’, w którym będą chciały sięgnąć po coś do jedzenia. W efekcie wybrane osoby znajdujące się w pobliżu punktów sprzedaży w weekendy, otrzymywały reklamę mobilną z ofertą. Aby podobne działanie było możliwe, marki powinny wdrożyć rozwiązania pozwalające na gromadzenie i analizę danych przestrzennych. Przykładowo, dzięki informacjom zebranym dzięki geotargetowaniu, dana marka może prawie bezbłędnie dopasować swoją ofertę do potrzeb potencjalnych klientów, kierując się pozostawianymi przez nich śladami w sieci, np. internetową historią zakupów lub listą odwiedzanych miejsc. Dodatkowo, dzięki odpowiedniemu wyborowi materiałów użytych w kampanii, m.in. krótkim spotom video, które były kierowane do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, firma odnotowała wzrost sprzedaży o 25 proc.– wyjaśnia Grzegorz Chyliński, Adrino.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Sztuczna inteligencja (AI) jest już dziś częścią rzeczywistości biznesowej, a w najbliższych latach należy spodziewać się, że w znaczącym stopniu będzie decydować o konkurencyjności firm. Aż 37 proc. przedsiębiorstw już w tej chwili wykorzystuje sztuczną inteligencję dzięki dostępnym na rynku rozwiązaniom jak np. CRM. Kolejnych 22 proc. planuje zrobić to w najbliższym czasie.

Przełom w technologii cloud, social media oraz mobile dały klientom dostęp do informacji oraz możliwości wyboru, a także elastyczność większą niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie ponad połowa konsumentów (58 proc.) przyznaje, że technologia znacząco zmieniła ich oczekiwania wobec tego jak przedsiębiorstwa powinny się z nimi komunikować – 55 proc. z nich liczy na personalizację oferty. Co piąty klient oczekuje, że do 2020 roku, firmy będę wyprzedać jego potrzeby i zgodnie z nimi sugerować odpowiedni produkt. Co więcej, ponad połowa klientów deklaruje, że zmieni markę, jeśli ta nie spełni ich potrzeb.

Big data odpowiedzią na personalizację

Personalizacja nie jest możliwa bez danych dotyczących zachowań i wyborów klientów. Samodzielnie nie da się przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Według badania Salesforce tylko 12 proc. działów obsługi klienta oraz 18 proc. z działów sprzedaży ocenia swoje umiejętności do gromadzenia wiedzy na temat cyklu życia klienta, jako doskonałe bądź wybitne.

Tutaj z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja. Na rynku pojawiają się systemy, które dzięki rozwiązaniom oferującym zaawansowane mechanizmy analityczne, nie tylko podpowiadają określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazują prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Przykładem jest np. system Einstein – szuka on wzorców w posiadanych danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć – mówi Jan Michalski, Lider Salesforce w Deloitte Digital

Korzyść dla konsumentów

Inteligentna sprzedaż zwiększa wydajność i skraca czas pracy zespołom ds. sprzedaży i obsługi klienta. 80 proc. oddziałów korzystających z metod opartych na AI, przyznaje, że ma ona pozytywny wpływ na produktywność ich przedstawicieli handlowych, a 74 proc. z nich odnotowuje wzrost sprzedaży. Co jednak ważniejsze, sztuczna inteligencja pozwala firmom, budować trwałą i pogłębioną relację z konsumentami. Jest to możliwe, bo systemy oparte o AI mogą czasie rzeczywistym gromadzić informacje o klientach i podejmować z nimi indywidualny dialog – na masową skalę. 83 proc. sprzedawców, którzy korzystają z inteligentnej sprzedaży, odnotowało, iż pozwoliła im ona „zatrzymać klientów”. Natomiast 80 proc. przyznało, że umożliwiło im pielęgnowanie relacji z klientami (również tymi potencjalnymi).

AI zabierze miejsca pracy?

Często się mówi, że sztuczna inteligencja zastąpi pracowników, chociaż już w tym roku Gartner powiedział, że wcale tak nie będzie. Sztuczna inteligencja tak jak maszyny parowe albo Windows spowoduje wybuch kolejnych miejsc pracy i jej nowych rodzajów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy. Na przykład osoby, które będą trenować sztuczną inteligencję albo wymyślać nowe sposoby ich użycia. AI nie zastąpi sprzedawców, a e wspomagać sprzedaż podpowiadając np. jaki następny produkt mogą zaproponować klientowi i jak go przedstawić w sposób bardziej interesujący – mówił w newsrm.tv Jan Michalski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Brytyjski urząd ds. postępowania finansowego przestrzega przed coraz większym zadłużaniem się młodych ludzi. Podobnie jest w Polsce. Młodzi Polacy wpadają w spiralę długów, a ich zaległości w firmach pożyczkowych sięgają już 4,6 mld. Kiedy powinna się nam zapalić czerwona lampka – podpowiada ekspert od upadłości konsumenckich.

Młodzi Brytyjczycy pożyczają pieniądze nawet na podstawowe koszty utrzymania – twierdzi Andrew Bailey, prezes Urzędu ds. Postępowania Finansowego w wywiadzie udzielonym BBC. Jak twierdzi Bailey, nie jest to jednak lekkomyślne pożyczanie, lecz konieczność opłacenia podstawowych kosztów życia. Wysoka cena czynszów i brak wzrostu dochodów spowodowały, że więcej ludzi musiało skorzystać z kredytów, aby związać koniec z końcem. Jednak, jak zauważa Bailey, zarówno konsumenci, jak i instytucje finansowe, które pożyczają im pieniądze, powinni być świadomi, że w przyszłości mogą wzrosnąć stopy procentowe. Dlatego kredyt powinien być dla konsumentów przystępny i realny do spłacenia.

Najnowsze dane pochodzące z Banku Anglii wskazują, że dług konsumencki (bez kredytów hipotecznych) wynosi obecnie ponad 200 mld funtów i osiąga poziom niespotykany od czasu kryzysu finansowego. Aż o 10 proc. w ciągu roku wzrosła w Wielkiej Brytanii liczba pożyczek konsumenckich, w rachunku bieżącym oraz na kartach kredytowych. Ludzie oszczędzają coraz mniej, bo bardzo niskie stopy procentowe nie gwarantują odpowiednich zysków.

Młodzi Polacy zaciągają kolejne zobowiązania

Podobna sytuacja jest w Polsce. Jak wynika z raportu „Kredyt Trendy” Biura Informacji Kredytowej, w pierwszym półroczu 2017 roku o 24 tys. wzrosła liczba osób mających zobowiązania w firmach pożyczkowych. Około 80 proc. z nich ma również kredyty bankowe. To rodzi niebezpieczeństwo wpadania części kredytobiorców w spiralę długów poprzez zaciąganie kolejnych zobowiązań w firmach pożyczkowych. Zainteresowanie takimi firmami wynika z faktu, że banki wycofują się z niskokwotowych kredytów konsumpcyjnych.

– Nie wydaje mi się, żeby wzrost zadłużenia był objawem negatywnym. Ważniejsze jest, jak zachowują się młodzi ludzie w sytuacji, gdy tracą możliwość obsługi zobowiązań. Czy próbują rozwiązać swoje kłopoty, czy też uciekają od nich, mając nadzieję, że same się one rozwiążą? Identyfikacja problemu zadłużenia w początkowej jego fazie i zmierzenie się z nim możliwe są przy niewielkim wyrzeczeniu kredytobiorcy. Czasem wystarczy ograniczyć swoje przyzwyczajenia żywieniowe lub imprezowe, bardziej zaangażować się w pracę i wykazać się odrobiną silnej woli, żeby pokonać trudności, zanim zaczną się nawarstwiać – uważa Sławomir Anisimowicz, dyrektor w kancelarii PMR Restrukturyzacje SA, która pomaga konsumentom w zakresie upadłości.

Sławomir Anisimowicz przyznaje jednak, że często takie proste rozwiązania nie są możliwe. Dzieje się tak wtedy, gdy kredytobiorca zbyt późno decyduje się na rozwiązanie problemów lub w sytuacji zdarzeń losowych (choroba, wypadek), na które nie mamy wpływu. Wtedy nadmierne zadłużenie staje się trudne do zniwelowania.

– Ważne jest wówczas podjęcie zdecydowanych działań. Najpierw próba porozumienia z wierzycielami, a gdy do niego nie dojdzie, skorzystanie z narzędzi prawnych takich jak upadłość konsumencka. Takie decyzje podejmują najczęściej świadomi konsumenci. Za mało jest, niestety, inicjatyw społecznych, które uświadamiają młodym ludziom (i nie tylko im), że pozostawanie w stanie nadmiernego zadłużenia prowadzi ich do wypchnięcia na margines społeczny, wprost do szarej strefy – dodaje przedstawiciel kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Aż 25 proc. klientów sektora pożyczkowego to osoby w wieku do 25 lat. Wielu z nich nie radzi sobie ze spłacaniem długów. Ponad 567 tys. młodych Polaków w wieku 18-34 lata ma już łącznie 4,6 mld zaległych długów pozakredytowych – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w kredytach, gdzie co ósmy 18-34-latek nie radzi sobie ze spłatą. Liczba dłużników zalegających ze spłatami wzrosła o ponad 86 tys. od marca 2016 roku do marca 2017 roku.

Źródło: PMR Restrukturyzacje S.A.

Polska waluta podążyła śladem euro i traciła w relacji do głównych walut, notując jedynie niewielką zmianę w relacji do wspólnej waluty. Na złotym istotnie nie zaważyła informacja o publikacji projektów ustaw prezydenckich dotyczących zmian w SN i KRS oraz późniejsze wycofanie się prezydenta ze zmian w Konstytucji. PLN reagował natomiast m.in. na pogorszenie sentymentu wobec walut EM i “ucieczkę od ryzyka” co najbardziej widoczne było na parze CHF/PLN, która reagując na kolejne słowne starcia USA z Koreą Północną na przestrzeni kilku godzin zyskała ponad 1%, odrabiając praktycznie wszystkie straty z ubiegłego tygodnia.

Interesującą w kontekście rynku surowców informacją jest wczorajsza zmiana cen ropy. Za ostatni wzrost cen kontraktów na ropę Brent o około 3,5% odpowiadał nierosnący popyt, a obawa o podaż surowca związana z referendum w irackim Kurdystanie. Właśnie z uwagi na nie prezydent Turcji, Recep Erdogan w poniedziałek zagroził, iż odetnie rurociąg transportujący surowiec z północnego Iraku, na którego terenie znajduje się Kurdystan. Produkcja na tym terenie stanowi około 10-20% produkcji ropy naftowej kraju, który jest drugim największym eksporterem kartelu OPEC.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,26 – 4,28. Euro traciło jednak w relacji do głównych walut, czemu nie sprzyjał m.in. wynik wyborów w Niemczech oraz dosyć gołębia retoryka ze strony reprezentantów Europejskiego Banku Centralnego. We wczorajszej wypowiedzi Mario Draghi poinformował, że EBC nie może pozwolić sobie na zbyt pochopne ruchy w kwestii polityki monetarnej. W podobnym tonie wypowiadał się również inny członek jego kolega z Rady, Benoit Coeure. Dane makroekonomiczne również nie dały powodu do umocnienia euro. Odczyt indeksu Ifo, opisujący nastroje biznesu w Niemczech był nieco niższy od oczekiwań. Indeks spadł z poziomu 115,9 do 115,2. Konsensus zakładał, że wskaźnik wzrośnie i osiągnie poziom 116. Wtorek nie będzie obfity w istotne informacje ze strefy euro, warto jednak zwrócić uwagę na popołudniowe przemówienie Petera Praeta z EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,82 – 4,87. Brak nowych informacji sprawił, że funt reagował przede wszystkim na zmiany cen głównych walut, umacniał się w parze z euro i tracił w relacji do silniejszego dolara. W ciągu najbliższych sesji nie poznamy żadnych istotnych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,58 – 3,62. Dolar zyskiwał wczoraj na słabości euro oraz walut emerging markets. Inwestorzy zdają się również optymistycznie reagować na jastrzębie głosy z FOMC, przywiązując mniejszą uwagę do innych, niekoniecznie entuzjastycznych komentarzy.

Pierwszy z reprezentantów banku centralnego William Dudley poinformował, iż spodziewa się wzrostu i stabilizacji inflacji w okolicy celu banku centralnego. Zwrócił również uwagę na polepszającą się sytuację gospodarczą w USA, która uzasadnia zacieśnianie polityki monetarnej. Charles Evans, kolejny członek FOMC podkreślił, że chciałby, aby przed podwyżkami stóp procentowych doszło do wzrostu dynamiki cen. Neel Kashkari, czyli najbardziej zagorzały “gołąb” FOMC z kolei powtórzył, iż jego zdaniem nie należy przyspieszać podwyżek stóp procentowych. Dziś przemawiać będzie kilku innych reprezentantów banku centralnego, m.in. Loretta Mester, Lael Brainard oraz prezes Janet Yellen. Oprócz tego poznamy nowe dane z rynku nieruchomości oraz wskaźnik Conference Board opisujący nastroje konsumentów.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Ponad połowa Polaków, którzy są w związkach, uważnie analizuje swoje wydatki. Jak pokazało badanie przeprowadzone na zlecenie Grupy KRUK „Budżet domowy polskich par”, prawie 60 proc. badanych uwzględnia przy wydatkach potrzeby swoich partnerów.

Analiza badania przeprowadzonego przez SW Research pokazuje, że Polacy w ponad 55 proc. przypadków analizują swoje wydatki. Oznacza to, że połowa z nas robi zakupy w sposób przemyślany. Jednak 32 proc. osób odczuwa niepokój w związku z wydatkami, szczególnie tymi większymi lub nieprzewidzianymi.

Oczywiście są wśród nas pary, dla których spontaniczne zakupy nie stanowią problemu, ale są one w zdecydowanej mniejszości. I tak na przykład w województwie zachodniopomorskim tylko 11 proc. badanych przyznało się, że robi zakupy spontanicznie. Z kolei 70 proc. mieszkańców Lubelszczyzny uważnie analizuje każdą wydaną złotówkę. Wśród bardziej ostrożnych konsumentów znajdują się mieszkańcy wsi. Może to wynikać z różnic zarobków, jakie są między mieszkańcami wsi i miast, ale też z ograniczonego dostępu do miejsc, gdzie można wydawać pieniądze.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z bieżącego roku, mieszkaniec województwa lubelskiego zarabia średnio 3878 zł brutto. Jest to jeden z niższych wyników w Polsce. To z kolei może się przekładać na ich obawy co do nieprzemyślanego wydawania pieniędzy. Ponad 62 proc. badanych z tego regionu uważa, że nagła utrata pieniędzy będzie dla nich zła w skutkach i może negatywnie wpłynąć na ich zdrowie psychiczne. W porównaniu do mieszkańców innych regionów Polski, ankietowani z Lubelszczyzny odczuwają również największy stres w związku z wydatkami.

Jeśli chodzi o uwzględnianie partnera w wydatkach danego gospodarstwa domowego, to można śmiało powiedzieć, że zależy ono od pokolenia. Najczęściej osoby w wieku 60+ dbają o komfort i zaspokojenie potrzeb finansowych swoich partnerów życiowych (odpowiedziało tak aż 70 proc. respondentów w tym wieku).

Jak się okazuje, skłonność do wydawania pieniędzy zależy również od płci. Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn uwzględnia przy wydawaniu pieniędzy swoich partnerów. W tym przypadku różnica wynosi 6 punktów procentowych. Panie również bardziej analizują swoje wydatki. Na tzw. „czarną godzinę” oszczędza ponad 60 proc. Polek i około 53 proc. Polaków.

Mniej spontanicznie podchodzą do wydatków osoby będące w związkach małżeńskich (60 proc. wobec 50 proc.). Polacy będący w związkach formalnych także częściej analizują swoje zakupy (70 proc. wobec 53 proc.).

Co ciekawe, najciężej jest rozstać się z pieniędzmi osobom do 24 roku życia. Prawie 40 proc. młodych niechętnie wydaje pieniądze. Dla przykładu wśród osób w wieku 50-59, około 25 proc. nie chce rozstawać się z gotówką.

– Jak pokazało badanie „Budżet domowy polskich par”, kobiety są bardziej odpowiedzialne w związku pod kątem wydawania pieniędzy. Odkładają pieniądze częściej niż mężczyźni. Kontrola finansowa to też domena małżeństw. To one częściej dbają o swoje wspólne fundusze niż osoby, które są w związkach nieformalnych. Ciekawe jest również to, że zachowania finansowe zależą również od pokolenia. Na przykład seniorzy dużą wagę przywiązują do ustalania wspólnych wydatków. Z kolei najmłodsi, którzy być może mają nieregularne przychody, wnikliwie analizują swoje wydatki, nim się na nie zdecydują  – mówi Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Komentarz psychoterapeuty, Mateusza Ostrowskiego

Badanie pokazuje, że osoby w związkach małżeńskich podchodzą poważniej do swoich wspólnych finansów. To zapewne efekt tego, że część związków nieformalnych ma raczej status „chłopaka i dziewczyny”, czyli są to nieco luźniejsze więzi. Niewykluczone, że część tych osób jeszcze ze sobą nie mieszka. Małżeństwo jest m.in. deklaracją, że to, co się dzieje między dwojgiem ludzi, jest „na poważnie”. W naszej kulturze jest też swego rodzaju inicjacją w dorosłość. Co oczywiście nie oznacza, że wśród par żyjących w nieformalnych związkach nie ma takich, które odpowiedzialnie i rozsądnie prowadzą wspólne gospodarstwo domowe. Jednak na całkowity efekt statystyczny będą miały wpływ te luźniejsze relacje w początkowym stadium.

Jeśli chodzi o to, że kobiety częściej uwzględniają partnera przy wydawaniu pieniędzy, jest to zapewne wynikiem ich lepszych umiejętności czy kompetencji. Można dyskutować czy to efekt czynników biologicznych, czy ról społecznych, ale widać, że paniom jakoś łatwiej pomyśleć o tym, jak ich decyzje wpływają na drugą osobę. Są one również bardziej otwarte na rozmowę o swoich potrzebach czy problemach. To, że częściej analizują swoje wydatki może być pokłosiem tradycyjnych ról społecznych.  Jeszcze jedną generację temu mężczyzna przynosił wypłatę do domu, przekazywał mniejszą lub większą jej część żonie i to na jej głowie zostawiał problem wiązania końca z końcem. Te role oczywiście mocno się zmieniają, ale stare wzorce zachowań zaskakująco długo potrafią wpływać na nasze postawy
i działania.

 

Źródło: Firma KRUK S.A.

Cena miedzi, liczona według notowań na 3-miesięczne kontrakty na Londyńskiej Giełdzie Metali, od początku roku do końca sierpnia wzrosła o ok. 24%. Ostatni raz taką galopadę cen obserwowaliśmy w 2010 r., kiedy rynek odbijał się po wielkim kryzysie 2008 roku. Czy to oznaka silnej koniunktury w światowej gospodarce, czy krótkoterminowa spekulacja? Czy warto inwestować w ten surowiec?

Przyczyn tak silnego wzrostu wartości miedzi jest kilka. Przede wszystkim są to kłopoty w kopalniach w Chile, największym producencie tego metalu. W lutym i marcu przez 44 dni strajkowali pracownicy największej na świecie kopalni Escondida należącej do globalnego koncernu BHP Billiton, żądając poprawy warunków płacy i pracy. Był to najdłuższy strajk w chilijskim górnictwie od ponad 40 lat. W czerwcu z kolei ulewne deszcze wstrzymały działalność niektórych kopalń w północnych częściach kraju. Poza tym na wielkość produkcji miały wpływ awarie i pogarszająca się jakość rudy. Także w Indonezji koncern Freeport miał kłopoty związane ze strajkami.

Zawirowania te doprowadziły do niezwykłej sytuacji – mimo uruchomienia w pierwszej połowie tego roku nowych mocy produkcyjnych w wysokości 500 tysięcy ton rocznie, rzeczywista światowa produkcja spadła o 220 tys. ton. W następnych kwartałach możemy się jednak spodziewać normalizacji sytuacji. Firmy wydobywcze informują o planach zwiększania mocy kopalni o 1 mln ton rocznie w tym i następnych roku. Aktualne rekordowo niskie wykorzystanie mocy najprawdopodobniej wzrośnie.

Tymczasem popyt na miedź wciąż jest silny. W dużym stopniu jest on związany z rosnącą gospodarką światową. Główne gospodarki Azji, Europy i Ameryki Północnej kolejny rok notują dodatnią dynamikę PKB. Zwłaszcza największy konsument miedzi – Chiny, wciąż rozwija się w szybkim tempie. Inwestorzy co prawda obawiali się negatywnego wpływu rosnących kosztów finansowych i spowalniającego rynku mieszkaniowego w tym państwie. Przeczą temu jednak dobre odczyty wskaźnika koniunktury w przemyśle PMI, które utrzymują się w każdym miesiącu tego roku powyżej poziomu 51. O pozytywnym wpływie globalnego ożywienia gospodarczego świadczy też rosnąca cena innych metali przemysłowych – rudy żelaza, aluminium, platyny czy niklu.

Skala poprawy notowań miedzi dowodzi także włączenia się do gry spekulantów. Potwierdzają to analitycy pytani przez agencję Bloomberg. Jest to bardzo aktywna kategoria inwestorów – w razie pojawienia się negatywnych informacji mogą oni szybko zmienić swoje nastawienie.

Dla polskiego inwestora najprostszym sposobem na uczestnictwo w miedziowej hossie jest kupno akcji rodzimego producenta – KGHM. Jego kurs porusza się w rytm trendów cenowych na giełdzie metali, jednak jest on dodatkowo zniekształcony przez takie czynniki jak kursy walutowe, poziom kosztów operacyjnych i atmosferę na GPW. Dzięki temu cena akcji KGHM zyskała przez pierwszych 8 miesięcy roku aż 36%. Analitycy z różnych instytucji mają bardzo odmienne opinie o zachowaniu notowań w przyszłości spółki – wyceny wahają się ok 82 zł do 161 zł, przy bieżącym kursie na poziomie 126 zł. Inne możliwości inwestowania obejmują akcje innych producentów, kontrakty CFD na platformach forex lub kontrakty na miedź dostępne za pośrednictwem niektórych domów maklerskich.

Decyzja o inwestycji w czerwony metal powinna jednak uwzględniać wszystkie ryzyka z tym związane. Są to przede wszystkim rosnąca podaż, niepewność co do potencjału chińskiej konsumpcji tego surowca oraz możliwość spekulacyjnych wahnięć kursu. Pamiętajmy też – wielu analityków twierdzi, że cena miedzi jest już zbyt wysoka.

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

 

 

Od 22 lipca wchodzą w życie przepisy ustawy o kredycie hipotecznym. Oznacza to zmiany nie tylko dla konsumentów, ale też dla całej branży pośrednictwa finansowego, która zatrudnia obecnie ok. 20 tys. osób.

Ustawa o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami ma przede wszystkim zwiększyć ochronę konsumenta i wymogi informacyjne względem klienta oraz zapewnić większą przejrzystość ofert kredytu hipotecznego. Nowe przepisy mają też uporządkować rynek pośrednictwa kredytowego i uregulować  kwestie związane z dopuszczeniem do działalności i nadzorem nad instytucjami niekredytowymi i pośrednikami kredytowymi, oferującymi kredyty dotyczące nieruchomości. W jaki sposób?

Nowe regulacje prawne wyraźnie określają, w jakiej formie będzie mógł funkcjonować rynek pośrednictwa kredytowego oraz jakie nowe kryteria będzie musiał spełnić pośrednik. Nowa ustawa zakłada możliwość współpracy na tym polu jako:

  • pośrednik powiązany,
  • pośrednik kredytu hipotecznego,
  • agent pośrednika kredytu hipotecznego.

W praktyce, pośrednik powiązany nie musi spełnić szeregu wymagań i formalności, ale ma ograniczony dostęp do oferty, ponieważ może współpracować tylko z jednym kredytodawcą. Najszersza forma działalności zarezerwowana jest dla pośrednika kredytu hipotecznego. Uzyskanie takiego statusu wymaga jednak wpisania na listę pośredników prowadzoną przez Komisję Nadzoru Finansowego, co wiąże się ze spełnieniem szeregu kryteriów m.in. wykształcenia i niekaralności oraz zdaniem odpowiedniego egzaminu, ubezpieczenia działalności i ponoszenia kosztów składki na rzecz KNF.

Zmiany wynikające z ustawy zobowiązują branżę finansową do większej opieki nad klientem, ale też poprzez wprowadzony obwiązek licencjonowania, przyczyniają się do jeszcze większej  profesjonalizacji całego biznesu pośrednictwa kredytowego. To z kolei może pozytywnie wpłynąć na wzrost zaufania do branży – mówi Ryszard  Korzonek, Prezes Zarządu Fintegra, integratora bankowego.

Integratorzy w zgodzie z ustawą

Pośrednicy mogą także kontynuować sprzedaż kredytów hipotecznych zgodnie z nowymi regulacjami znowelizowanej ustawy, współpracując z podmiotem, który spełnia wymogi stawiane przez KNF.

Podmiot, który tak jak my, spełnia wszystkie kryteria wymagania do wpisania na listę KNF ze statusem Pośrednika kredytu hipotecznego, umożliwia pośrednikom m.in. prowadzenie działalności jako Agencji pośrednika kredytowego. W takiej sytuacji zabezpieczone zostaje także wymagane w ustawie szkolenie przygotowujące do egzaminu, a pośrednik zostaje przeprowadzony przez procedury, wynikające z ustawy – tłumaczy Ryszard  Korzonek z firmy Fintegra.

Działalność pośrednika może być kontynuowana również w przypadku prowadzenia partnerskiej placówki pod szyldem firmy, która spełnia nowe wymagania KNF i działa zgodnie z nową ustawą.

Mając na uwadze dążenie do profesjonalizacji branży usług finansowych, poza spełnieniem wymogów ustawowych, partnerzy mogą liczyć również na rozwój pod kątem kompetencji sprzedażowych, bieżących regulacji prawnych oraz produktów – mówi Piotr Tabor, Dyrektor Zarządzający sieci sprzedaży FinUp Partner.

 

Źródło: FinUp

45,3 mln złotych – taką niebagatelną kwotę ma do oddania najbardziej zadłużony konsument notowany w Krajowym Rejestrze Długów. 40-latka na listę nierzetelnych płatników wpisał  jeden z sądów. Niestety nie podał jego adresu zamieszkania. Gdy do jego długu dodamy niespłacone zobowiązania dłużników-rekordzistów z każdego województwa, kwota wzrasta do 122 mln złotych. Wśród liderów zadłużenia przeważają mężczyźni – 13 na 17 konsumentów z najwyższymi długami to panowie. W większości przypadków o odzyskanie pieniędzy od nich starają się fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.

Bycie rekordzistą w konkretnej dziedzinie zazwyczaj jest kojarzone z chlubą. Są jednak takie rekordy, które nie dają powodów do dumy. Wśród nich z pewnością jest pierwsze miejsce na liście nierzetelnych płatników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. W sumie zadłużenie rekordzistów przekracza 122 mln złotych, a na ten dług złożyło się raptem… 17 osób.

Aby stworzyć to zestawienie, braliśmy pod uwagę po jednym konsumencie z każdego województwa z najwyższą kwotą długu. Do tych nierzetelnych płatników dołączyliśmy również jednego mężczyznę, którego zadłużenie okazało się być najwyższym z długów konsumentów notowanych w KRD. Niestety, wierzyciel tego pana nie podał jego adresu zamieszkania. Z analizy danych wynika, że średnia wieku najbardziej zadłużonych konsumentów wynosi 53 lata. W gronie rekordzistów przeważają mężczyźni – stanowią oni 76 proc. dłużników z największymi długami – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej ich wierzycielami są fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Na ten krok decydują się najchętniej banki, ale także firmy telekomunikacyjne czy energetyczne. Lista zainteresowanych odzyskaniem pieniędzy jest jednak dłuższa. Znajdują się na niej również przedsiębiorstwa z branży budowlanej czy finansowej, firmy windykacyjne, a także gminy.

Spośród konsumentów z najwyższym zadłużeniem z poszczególnych województw, palmę pierwszeństwa dzierży 53-latek z Warszawy. Mężczyzna spod znaku Bliźniąt ma do oddania 11,3 mln złotych, a o odzyskanie od niego pieniędzy stara się fundusz sekurytyzacyjny. Na drugim miejscu uplasował się 60-latek z Wielkopolski. Mieszkający w Poznaniu mężczyzna spod znaku Wagi zadłużył się na 8,95 mln zł. Jego wierzycielem jest również fundusz sekurytyzacyjny oraz firma z branży budowlanej. Na swoim koncie ma także nieuregulowane mandaty za jazdę komunikacją miejską bez biletu. Podium zamyka 46-latek z województwa śląskiego. Dłużnik zameldowany w powiecie pszczyńskim to zodiakalna Panna. Jego zadłużenie sięga 8,4 mln złotych, a wierzycielem jest bank oraz towarzystwo ubezpieczeniowe. Ale ten drugi dług jest niewielki, gros zadłużenia to niespłacony kredyt. Przy tym długu widnieje również 78-letni mężczyzna. Niewykluczone, że jest to jego ojciec.

Jednak o prawdziwym, ale niestety niechlubnym rekordzie może mówić 40-latek spod znaku Raka. Dług tego mężczyzny wynosi prawie 45,3 mln złotych. Jego wierzyciel, a jest nim jeden z sądów, nie podał adresu tego dłużnika.

Kiedy myślimy o tym, w jaki sposób moglibyśmy rozdysponować taką sumę, w głowie pojawiają się dziesiątki potencjalnych scenariuszy. Za 45 mln złotych można stać się właścicielem 45 stumetrowych mieszkań w Warszawie, czyli de facto dużego bloku. Można również spełniać marzenia, i to nie byle jakie, np. polecieć w kosmos czy kupić prywatną wyspę. Ale posiadacz takiej sumy mógłby też zapewnić sobie „święty spokój”, a tego właśnie brakuje 40-latkowi, który okazał się być rekordzistą, widniejącym na liście nierzetelnych płatników – mówi Adam Łącki.

Ten 40-latek jest również współwłaścicielem innego rekordu. Jest bowiem jednym z dwóch najmłodszych dłużników-rekordzistów. Jego rówieśnik z woj. podkarpackiego ma zdecydowanie mniejsze zadłużenie. Pan spod znaku Bliźniąt zwleka z zapłatą 1,9 mln złotych. Na zwrot pieniędzy od niego czeka bank, fundusz sekurytyzacyjny, sąd oraz firma ubezpieczeniowa i koncern energetyczny. Z kolei najstarszy konsument z największym długiem to 70-letnia mieszkanka woj. warmińsko-mazurskiego. Kobieta spod znaku Ryb widnieje w bazie danych KRD za niespłacenie 3,56 mln złotych. O pieniądze upomina się fundusz sekurytyzacyjny oraz instytucja finansowa.

Niełatwe zadanie mają też sami wierzyciele, którzy starają się odzyskać należności, wynoszących po kilkanaście milionów złotych. Czy istnieją jakiekolwiek szanse na odzyskanie takich pokaźnych kwot?

Przy tak wysokich długach, nie wystarczają zwykłe telefony czy pisma z prośbą o zapłatę. Te narzędzia, plus wpis do Krajowego Rejestru Długów, są skuteczne, kiedy zadłużenie wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Przy kilku czy kilkunastu milionach złotych konieczne jest opracowanie programu wyjścia z zadłużenia w oparciu o analizę dokumentów. Do takich zadań oddelegowujemy zawsze zespół negocjatorów i prawników, którzy szukają najlepszego rozwiązania i dla dłużnika i dla wierzyciela – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Zapewnienie lepszej niż dotąd ochrony konsumentów, którzy zawierają umowy o kredyt mieszkaniowy – taki jest, według Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, cel nowej ustawy o kredycie hipotecznym, która w sobotę weszła w życie.

Ustawa o kredycie hipotecznym, nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami została uchwalona przez Sejm w marcu br.

„Celem jej jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony konsumentów, którzy zawierają umowy o kredyt związane z nieruchomościami. Ma ona spowodować rozwój bardziej przejrzystego, skutecznego i konkurencyjnego rynku wewnętrznego przez zawieranie spójnych i uczciwych umów, dostarczanie klientom odpowiednich informacji i wyjaśnień na każdym etapie, a także ma przyczynić się do wyrównywania asymetrii informacyjnej między profesjonalnymi uczestnikami rynku (kredytodawcy), a ich klientami” – stwierdza UKNF.

Ustawa przede wszystkim znacząco ogranicza możliwość zawierania umów o kredyt hipoteczny w walucie obcej. Praktyczny zakaz udzielania kredytów mieszkaniowych w walucie innej niż się zarabia wynikał już jednak z „Rekomendacji S” KNF z 2013 roku.

UKNF zwrócił uwagę, że kredyt „może zostać udzielony wyłącznie w walucie lub indeksowany do waluty, w której konsument zyskuje większość swoich dochodów lub posiada większość środków finansowych lub innych aktywów”.

W myśl ustawy, kredytów hipotecznych będą mogły udzielać tylko banki i SKOK-i, czyli instytucje podlegające nadzorowi KNF. Nie będą ich mogły udzielać np. firmy pożyczkowe.

UKNF zaznaczył, że pośrednictwem w udzielaniu kredytów będą mogli, w myśl ustawy, zajmować się tylko certyfikowani pośrednicy lub ich agenci. By zostać takim pośrednikiem, trzeba będzie zdać egzamin państwowy na pośrednika hipotecznego lub mieć wyższe wykształcenie ekonomiczne lub prawnicze.

Po zdaniu egzaminu KNF będzie wydawać pośrednikom zezwolenia i wpisywać na listę. Pośrednicy będą mogli mieć swoich agentów, którzy też będą wpisywani do rejestru. Agent będzie mógł występować tylko w imieniu i na rzecz jednego pośrednika. Pośrednicy będą w pełni odpowiadać za swoich agentów.

Ustawa wprowadza wiele nowych obowiązków informacyjnych na kredytodawców i pośredników – informuje UKNF. Będą oni np. musieli przedstawić informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, a także informacje dotyczące ryzyka związanego z rekomendowanym kredytem.

Ustawa nakłada na kredytodawcę obowiązek ustanowienia i stosowania procedur oceny zdolności kredytowej. Nieprawidłowo przeprowadzona ocena tej zdolności nie będzie też dawać kredytodawcy możliwości rozwiązania, odstąpienia lub zmienienia umowy kredytowej. Wyjątkiem będzie sytuacja, w której będzie to korzystne dla konsumenta i wyrazi on na to zgodę.

Konsument będzie miał także prawo odstąpić od umowy kredytu nie podając przyczyny, w terminie 14 dni od zawarcia umowy lub dostarczenia wszystkich jej niezbędnych elementów.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w czerwcu 2017 r. o 1,5 proc. r/r, a w stosunku do maja br. spadły o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Inflacja zaczęła w czerwcu zwalniać, mimo że z reguły jest to miesiąc „nowalijkowy” (podobnie jak maj), w którym ceny żywności są nieco wyższe ze względu na początek sezonu owocowego i warzywnego. Tym razem wzrost cen żywności mógł być niższy, w tym także ze względu na wyższą bazę – w czerwcu 2016 r. ceny żywności wzrosły o 1,1 proc., podczas gdy w ciągu 5. miesięcy 2016 r. – jedynie o 0,6 proc.

Niższa dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu niż w pierwszych 5. miesiącach 2017 r. (średni wzrost o 2 proc.) wynika zapewne przede wszystkim z dość silnego spadku cen paliwa na rynkach światowych (z 52 USD  za baryłkę ropy, na 45 USD, z lekkim odbiciem do 48 USD w końcu czerwca), a także utrzymywania się spadku cen odzieży i obuwia. Niewykluczone, że obniżenie stawek roamingowych przez operatorów telekomunikacyjnych od 15 czerwca (do poziomu krajowego – konsekwencja wejścia zasad ustalonych przez UE) spowodowało także spadek cen na usługi łączności.

Dla pracowników do dobry sygnał, bo ich realne dochody będą wyższe niż na początku roku. Jeśli wynagrodzenia będą dalej rosły w tempie 5 proc. i więcej, na co wszystko wskazuje, a inflacja będzie się zmniejszała, to należy oczekiwać dalszej poprawy optymizmu konsumentów, a tym samym silnego wsparcia wzrostu PKB ze strony spożycia indywidulanego. Tylko, żeby inwestycje jeszcze chciały silniej ruszyć.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Cyfrowa transformacja to znak rozpoznawczy naszych czasów. Dziś przedsiębiorstwa muszą otworzyć się na rzeczywistość zdominowaną przez nowe technologie, gdzie w centrum uwagi zamiast produktu znajduje się konsument. Zmiany te nie ominęły polskiego rynku faktoringu.

Przedsiębiorcy faktoring doceniają przede wszystkim za możliwość zabezpieczenia stałych przepływów finansowych w firmie. Jednak dziś to nie tylko wsparcie dla biznesu, ale także alternatywne źródło inwestowania. Skąd te zmiany na rynku faktoringu?

Cyfrowa transformacja branży

Postępujący rozwój technologiczny wpływa na coraz częstszą wymianę dóbr i usług za pomocą specjalnych serwisów internetowych. W zakresie ekonomii proces ten nazywany jest uberyzacją. Określenie to pochodzi od firmy, która stworzyła aplikację kojarzącą klientów i ludzi oferujących usługi taksówkarskie. Mimo niechęci wielu osób, takie inicjatywy to nasza przyszłość, ponieważ innowacyjne rozwiązania i technologie stają się kluczem do osiągnięcia celów biznesowych. – Należy pamiętać, że jednym z najważniejszych elementów uberyzacji jest znalezienie swojej niszy i odpowiednie uzupełnienie braków w systemie gospodarczym. Idąc w ślady amerykańskiego przedsiębiorstwa postanowiliśmy wprowadzić nowe na polskim rynku, a odnoszące sukces poza granicami naszego kraju, rozwiązanie. Utworzyliśmy więc serwis, który traktuje faktury jako solidny papier wartościowy i w ten sposób rozpoczęliśmy proces uberyzacji polskiego rynku faktoringu –  komentuje Jakub Ananicz, wiceprezes zarządu Faktoramy, pierwszej na polskim rynku platformy umożliwiającej inwestowanie w faktury.

Pomagać i jednocześnie zarabiać

Według danych Polskiego Związku Faktorów w pierwszym kwartale 2017 roku obroty firm z branży faktoringu wyniosły blisko 46 mld zł. Systematycznie zwiększa się również liczba sfinansowanych faktur. Od 2012 roku liczba ta wzrasta o blisko milion w każdym roku. Ostatnie dane potwierdzają więc, że rynek faktoringu w Polsce prężnie się rozwija. To z kolei sprzyja jego uberyzacji i dziś faktoring to już nie tylko jeden z instrumentów służących do zabezpieczenia płynności finansowej przedsiębiorstwa. Obecnie to także alternatywne źródło pomnażania kapitału, które przynosi ponadprzeciętne zyski. – Decydując się na zakup faktur, możemy w bezpieczny sposób pomnożyć swój kapitał. Dodatkowo też wspomagamy tym samym firmy, które mogłyby popaść w kłopoty finansowe. Warto zaznaczyć, że inwestorzy, który zdecydowali się w ten sposób zainwestować fundusze, w ubiegłym roku uzyskali zyski w wysokości 24,5 proc. w skali roku – komentuje wiceprezes zarządu Faktoramy.

Jak to działa?

Faktorem może zostać każdy, kto chce pomnożyć swój kapitał, czyli zarówno osoba fizyczna, jak i przedsiębiorstwo. Wystarczy skorzystać z usług platform aukcyjnych, które umożliwiają sprzedaż faktur. Przed wyborem platformy inwestor powinien jednak sprawdzić, czy umożliwia ona zakup faktur bezspornych. Tylko takie aktywa niwelują ryzyko związane z reklamacjami, potrąceniami za uszkodzony towar czy zwrotem zakupionych artykułów. To z kolei sprawia, że ryzyko związane z inwestowaniem w faktury porównywalne jest do poziomu obligacji korporacyjnych i sprowadza się do ryzyka kredytowego.  –  Istotny jest również fakt, że w przypadku takich inwestycji nie musimy decydować się na zakup od razu całego pakietu faktur. Możemy na początek zakupić jedną fakturę i na podstawie odnotowanych zysków podjąć decyzję, czy dalej chcemy inwestować swoje fundusze w ten sposób – dodaje Jakub Ananicz z Faktoramy.

Inwestowanie w faktury to obecnie jeden z najbezpieczniejszych i najrentowniejszych sposobów pomnażania kapitału. Wysokie, roczne zyski oraz minimalne ryzyko sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na ulokowanie funduszy właśnie w faktury.

 

Źródło: Faktorama

Promocja sprzedaży to niezwykle istotny element działań marketingowych. Może nie tylko dostarczyć szybkich i mierzalnych wyników, ale również długofalowo wzmocnić świadomość oraz pozycję marki. Jest tylko jeden warunek – musi emocjonalnie zaangażować konsumenta. Tym sposobem wpłyniemy na lojalność wobec produktu i trwale zwiększymy udziały w rynku.

Współcześnie coraz trudniej docierać do konsumentów z informacją o produkcie, zarówno z uwagi na rosnącą konkurencję, jak i rosnące wymagania odbiorców. Właśnie dlatego należy zadbać o jego dodatkowe wyróżnienie. W tym celu organizuje się loterie, konkursy, akcje rabatowe czy samplingi, a więc różnego rodzaju promocje sprzedaży. Planując je należy jednak pamiętać, że konsumenci zobojętnieli na klasyczne promocje czające się na nich niemalże na każdym rogu. Oferty z gratisem już nie wystarczają, a nawet jeśli generują zainteresowanie, to wiążą się zazwyczaj ze spontaniczną, jednorazową decyzją o zakupie. Nie chodzi również o to, żeby generować popyt na towar po prostu rozdając nagrody, chociaż w większości przypadków na rynku tak to niestety wygląda. Funkcjonujące mechanizmy są często tak banalne i tak do siebie podobne, że bez problemu w dane ramy można wpisać jakąkolwiek markę. Tymczasem jeśli schemat jest zbyt uniwersalny to znaczy, że jest po prostu zły. Efektywna promocja sprzedaży musi oferować emocjonalną wartość dodaną, gdyż tylko wówczas zaangażuje konsumenta. Dzięki temu zyska i on, otrzymując ofertę bardziej odpowiadającą jego oczekiwaniom i marka, która wyróżni się przekazem, a co za tym idzie, zjedna sobie lojalnego nabywcę. Właśnie w tym momencie promocje sprzedaży przestają być tylko okresowymi kampaniami, a stają się narzędziami pomagającymi długofalowo zwiększać udziały w rynku.

Konsumenckie aspiracje, a brand story marki

Według Setha Godina, jednego z autorytetów w branży marketingu, konsumenci nie kupują przedmiotów, tylko realizację swoich potrzeb. Do ich serc można zatem trafić opowiadając im bardziej aspiracyjne historie o nich samych oraz pokazując, że to oni są podmiotem wszystkich działań, że ważni i wyjątkowy oraz nade wszystko stawiani na pierwszym miejscu. Jeśli do tego zadbamy o angażującą formułę, a następnie o nagrody i odpowiednią komunikację namawiającą do zakupu, możemy znacząco podnieść efektywność (czyli sprzedaż krótko i długookresową) prowadzonych działań. Przykładem może być akcja konkursowa dla marki Fit&Easy nastawiona nie tylko na jednorazowe podniesienie sprzedaży, ale związanie marki z konsumentkami poprzez odpowiedź na ich potrzeby emocjonalne.

W naszym założeniu promocja tak jak kobieta, miała być wyjątkowa i wyróżniać się z tłumu. Miała również w określony sposób pozycjonować brand, utożsamiając go ze zdrowym i modnym stylem życia, do którego furtką były produkty i unikalne nagrody – kultowe torby oBag projektowane przez same uczestniczki akcji. Kobiety dobierały kolor, wnętrze oraz rączki toreb, dzięki czemu tworzyły coś niepowtarzalnego, coś  całkowicie w swoim stylu – wyjaśnia Paweł Antkowiak, współzałożyciel Albedo Marketing, agencji odpowiedzialnej za przeprowadzenie akcji. Do zaangażowania się w zabawę zachęcała wielopłaszczyznowa komunikacja, począwszy od strony internetowej, przez działania w social mediach po kampanię banerową oraz outdoor skoncentrowany na billboardach i citilightach w największych polskich miastach. W efekcie napłynęło 1150 zgłoszeń konkursowych, a wzrost sprzedaży w okresie promocji wzrósł o 40% w stosunku do roku ubiegłego – dodaje Antkowiak.

Najlepsza promocja to angażująca promocja

Emocjonalne zaangażowanie konsumenta w świat marki to fundamentalny wyznacznik sukcesu kampanii. Według danych Rosetta Consulting, konsumenci zaangażowani w relację z marką kupują nawet o 90% częściej, jednorazowo na zakupy wydają aż o 60% więcej (w skali roku nawet 300% więcej niż pozostali konsumenci), a do tego pięciokrotnie chętniej wskazują daną markę jako tę, z której usług i produktów w przyszłości ponownie skorzystają.

Na etapie opracowywania strategii promocji sprzedaży, należy naprawdę mocno skupić się na konsumenckim insight’cie. Im trafniej określimy, czym konsument się interesuje, jakie ma potrzeby i oczekiwania, tym łatwiej będzie go zaangażować w kontakt z naszą marką. Jeśli uwzględnimy do tego miłościwie panujące trendy, jak np. personalizację czy grywalizację,  unikalny mechanizm  i atrakcyjne nagrody, możemy liczyć na sukces – mówi Maciej Szaroleta, Dyrektor Strategii w Albedo Marketing.

Przykładem takich praktyk może być promocja sprzedaży marki Nałęczowianka również przygotowana przez Albedo. Jej hasło przewodnie „Znajdź własną drogę do witalności” motywowało do zmiany stylu życia, do aktywności fizycznej, ale równocześnie podkreślało indywidualizm każdego uczestnika. Ponadto było osią komunikacyjną towarzyszących jej eventów, podczas których aktywizowano uczestników do wyzbycia się lenistwa, a czego symbolem miało być porzucenie starych kapci i pokonanie jednej z czterech tras do „witalności”. Team marki Nałęczowianka pokazywał również, jak wytrwać przy zmianie i jak pomogą w tym nawet małe, ale codzienne aktywności. W zamian za czynny udział w akcji uczestnicy otrzymywali buty New Balance. Wybrane obuwie wraz z oryginalnymi sznurówkami (symbolem kampanii) oraz możliwość spotkania z gwiazdami – Filipem Chajzerem lub Barbarą Kurdej Szatan, można było również zdobyć w drodze losowania, w nagrodę za zakup wody w okresie trwania promocji.

W Albedo staramy się tak organizować promocje, żeby te nie tylko zwiększały sprzedaż, ale też budowały brand marki i emocjonalnie angażowały konsumenta. Wyniki akcji z całą pewnością to potwierdzają. Wzięło w niej udział ponad 67 tys. osób. Wpłynęła ona na wzrost spontanicznej świadomości marki o 33% oraz przyniosła wzrost udziałów rynkowych w ujęciu wolumenowym o 16% w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Ponadto kampania pozwoliła umocnić budowany już wcześniej wizerunek Nałęczowianki, jako marki wspierającej aktywny i zdrowy styl życia – podsumowuje Szaroleta.

Wyzwanie, które warto podjąć

W dobie dostępu do niezliczonej wręcz ilości narzędzi, marketerzy są w stanie tworzyć naprawdę angażujące i efektywne promocje sprzedaży. Niestety nie wystarczy postawić na przystępny mechanizm i wartościowe nagrody. Jeśli komunikacja będzie wyłącznie odwoływać się bieżącego celu sprzedażowego, to poza jednorazowym zwiększeniem przychodów, marka nie odczuje większych korzyści. Jeśli natomiast poza skupieniem się na celach i efektach krótkoterminowych, będziemy spójnie wspierać inne działania komunikacyjne oraz promować konkretny wizerunek marki, a przy tym zadbamy o emocjonalne zaangażowanie konsumentów, możemy liczyć na poprawę kluczowych wskaźników marki, wyróżnienie się jej na rynku oraz wzrost lojalności klientów. Są to działania, które wymagają wiedzy, czasu i zasobów, ale które naprawdę się opłacają.

 

Źródło: Albedo

Obecne są na świecie już od kilkudziesięciu lat i wciąż rozwijają się w dynamicznym tempie. Odwiedzane niegdyś głównie w celach zakupowych, aktualnie oferują szeroki wachlarz rozmaitych usług. Czy galerie przyszłości będą naszpikowanymi nowymi technologiami ośrodkami kultury i rozrywki, ogromnymi showroomami sklepów internetowych, a może małymi „miastami w miastach”?

Od tego wszystko się zaczęło…

W Polsce galerie handlowe zaczęły powstawać blisko 30 lat temu. Początkowo były to budynki, w których znajdował się hipermarket oraz pasaż handlowy z kilkoma sklepami. W centrach handlowych I generacji hipermarket stanowił wówczas blisko 40% całej powierzchni. W połowie lat 90, zaczęły powstawać obiekty o odwróconych proporcjach. Wzrosła rola pasaży handlowych i zaczęły pojawiać się w nich sklepy odzieżowe. Dzisiejsze galerie handlowe to zupełnie inna bajka… – mówi Anna Sulima – Gillow, kierownik Działu Projektowego Forbis Group. Jak się zmieniły i jakie funkcje pełnią?

Jedno miejsce, wiele możliwości

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Badania Rynku i Opinii Społecznej IMAS International wynika, że o sukcesie centrum handlowego decyduje przede wszystkim wielofunkcyjna oferta. Natomiast według raportu opracowanego przez Wills Integrated na podstawie badań wrocławskiego rynku galerii handlowych tylko połowa, bo 49% konsumentów odwiedza centra handlowe żeby zrobić zakupy odzieżowe. To sprawia, że galerie gwałtownie zmieniły swój charakter. Stąd w dzisiejszych czasach pojawiają się w nich kina, teatry, galerie sztuki, kluby fitness, czy nawet biura i hotele. Współczesne galerie to przede wszystkim sposób na spędzanie wolnego czasu, zarabianie i zarazem wydawanie pieniędzy. Nie bez przyczyny mówi się, że dla nastolatków to „współczesne podwórko”.

Zostań z nami na dłużej

We współczesnych galeriach handlowych bardzo ważną rolę pełni strefa rekreacyjna i gastronomiczna. To ona sprawia, że spędzamy w kompleksie znacznie więcej czasu niż podczas standardowych zakupów, a zatrzymanie klienta na dłużej leży w interesie zarządców galerii. Wykonawcy starają się zatem skumulować i spełnić jak najwięcej oczekiwań klientów. W centrach handlowych nie brakuje miejsc, w których możemy się zrelaksować, spotkać ze znajomymi lub spokojnie popracować – zaznacza Anna Sulima – Gillow z Forbis Group. W nowoczesnych centrach znajdziemy strefy do pracy, kafejki internetowe, obszary zieleni (oczywiście w zasięgu wifi) z wodospadami, czy nawet małymi oczkami wodnymi.

Galerie nowych technologii

„Klient nasz Pan” – to podejście niejako zrewolucjonizowało sposób projektowania centrów handlowych i miało niemały wpływ na rozwój w nich nowych technologii. Nigdy wcześniej konsumenci nie byli tak dobrze poinformowani. To sprawia, że ich oczekiwania są bardziej rozbudowane i skomplikowane, a zatem oferta musi być spersonalizowana i unikatowa. Na konsumentach przeprowadza się liczne badania, a następnie podąża za ich oczekiwaniami. Nowe technologie ułatwiają spełnienie oczekiwań klientów i zapewnienie im maksimum komfortu. Oczekują oni ułatwień na każdym kroku. Stąd popularyzacja wielokanałowej sprzedaży, aplikacji mobilnych wspomagających zakupy, interaktywnych ekranów, czy wirtualnych przymierzalni. To sprawia, że także same sklepy zmieniają swoją formę, jedne stają się większe, drugie mniejsze, inne przyjmują rolę showroomów – zaznacza główna projektantka Forbis Group.

 Miasto w mieście

To wcale nie przesada! Obiekty V generacji ciężko już określić mianem „galerii handlowych”. Stają się one samowystarczalnymi miasteczkami, które zajmują potężne przestrzenie. Przykładem może być tu Mall of America, które zajmuje 390 000 metrów kwadratowych, a w środku znajdziemy park rozrywki, kina, akwarium oraz… kaplicę ślubną! W Tokyo Midtown Mall mieści się hotel i szpital, a w Mall of the Emirates, oprócz centrum rozrywkowego i teatru, możemy odwiedzić stok narciarski.

Źródło: Forbis Group

Na koniec ubiegłego roku ponad 15 mln Polaków miało zaciągnięty kredyt lub pożyczkę. Mimo że chętnie korzystamy z zewnętrznego finansowania, to jednak jak wynika z badań Kapitalni.org, nie każdy konsument zna prawa, jakie przysługują mu jako kredytobiorcy. Jedynie 41 proc. z nas wie, że może odstąpić od umowy kredytu w ciągu 14 dni od jej podpisania. Aż 1/4 nie ma świadomości, że kredytodawca musi podać nam informację o całkowitej kwocie do spłaty. Nieznajomość prawa szkodzi – dlatego eksperci Kapitalni.org podpowiadają, jakie uprawnienia przysługują nam przed i po wzięciu kredytu.

Jak wynika z raportu BIK liczba osób, które na koniec IV kw. 2016 r. zaciągnęły w banku lub firmie pożyczkowej zobowiązanie finansowe, wyniosła ponad 15 mln. Niestety – jak pokazało badanie wykonane przez Ipsos na zlecenie Kapitalni.org – niewiele Polek i Polaków ma świadomość swoich praw w roli kredytobiorców. Nie wiemy, o czym ma obowiązek poinformować nas instytucja finansowa przed podpisaniem umowy kredytowej, a także jakie prawa przysługują już po jej podpisaniu. Badanie pokazuje dodatkowo, że aż 20 proc. Polaków i 27 proc. ankietowanych Polek nie wie, że obowiązkiem kredytodawcy jest poinformowanie o całkowitej kwocie zadłużenia przed podpisaniem umowy.

– To niepokojące. Znajomość i zrozumienie warunków umowy przed jej podpisaniem jest w interesie każdego kredytobiorcy. Instytucja finansowa ma obowiązek udzielić nam wszelkich informacji mających wpływ na wysokość oraz koszty kredytu – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Czy poziom wiedzy o kredytach jest różny w zależności od płci kredytobiorcy? Badanie Kapitalni.org pokazało, że tak. Do braku wiedzy o prawach przysługujących posiadaczowi kredytu przyznaje się co piąta Polka  i co siódmy Polak. Ponadto co dziesiąta badana wskazywała, że po otrzymaniu finansowania, nie przysługują jej żadne prawa. Wśród mężczyzn odpowiedział tak co siódmy ankietowany. Jedynie niespełna co czwarty Polak wie, że ma możliwość spłaty całości kredytu lub jego części przed terminem wskazanym w umowie. W przypadku kobiet stan wiedzy w tym zakresie wygląda trochę lepiej. O takim uprawnieniu wiedziała blisko co trzecia uczestniczka badania.

Kapitalni.org podpowiadają, czego możemy żądać od kredytodawcy, aby w sposób świadomy zawrzeć umowę, a także korzystać ze swoich praw.

Sprawdź, zanim podpiszesz

Kredytodawca ma obowiązek poinformować konsumenta o warunkach umowy. Jest to określone w ustawie z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim. Zgodnie z nią instytucja udzielająca finansowania przed zawarciem umowy powinna w pierwszej kolejności przedstawić nam formularz informacyjny, którego ważność wynosi przynajmniej jeden dzień roboczy.

– Dokument ten musi zawierać wszystkie informacje wskazane w art. 13 ust. 1 ustawy. Chodzi o kwestie takie jak: dane konsumenta i kredytodawcy, rodzaj kredytu i jego koszt, czas trwania umowy, harmonogram wypłat i spłat, a także prawa konsumenta związane z zawarciem umowy kredytowej – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org. – Kredytodawca musi dokonać również oceny naszej zdolności  kredytowej na podstawie informacji z odpowiednich baz danych – dodaje.

Dodatkowo firma udzielająca finansowania ma obowiązek dokładnie wyjaśnić nam treść przekazanych informacji oraz postanowień zawartych w umowie, w sposób umożliwiający podjęcie świadomej decyzji dotyczącej kredytu konsumenckiego. Jej obowiązkiem jest  wytłumaczenie zapisów, które budzą nasze wątpliwości. Kredytodawca musi także wydać nam wzór oświadczenia o odstąpieniu od umowy kredytowej, a także doręczyć niezwłocznie samą umowę.

– To ważne, aby dobrze zrozumieć postanowienia zawarte w umowie. Zawsze warto dopytywać o kwestie, których nie rozumiemy. Zaciągając zobowiązanie finansowe musimy wiedzieć, za co i ile płacimy, a także czy w naszej umowie są jakieś zapisy, które mogą być dla nas niekorzystne. Możemy również wymagać, aby kredytobiorca wydał na nasz wniosek bezpłatny projekt umowy, abyśmy mogli na spokojnie przejrzeć jej zapisy – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Życie po kredycie

Warto pamiętać, że obowiązki informacyjne kredytodawcy nie kończą się z chwilą zawarcia umowy. Powinien on służyć nam pomocą przez cały czas obowiązywania umowy. Jakie prawa przysługują nam ustawowo już po zawarciu kredytu? Przede wszystkim mamy prawo do odstąpienia od umowy w terminie 14 dni kalendarzowych od jej zawarcia. Jak pokazało badanie Ipsos dla Kapitalni.org, niewielu Polaków ma świadomość, że ma taką możliwość. Wie o tym tylko 41 proc. z nas. Innym przysługującym nam prawem jest wcześniejsza spłata kredytu w całości bądź części. Takie uprawnienie znało 25 proc. badanych.

– Mamy prawo do ochrony swoich interesów ekonomicznych. Dlatego w przypadku problemów ze spłatą zobowiązania finansowego, należy pamiętać, że możemy powiadomić kredytobiorcę o sytuacji i poprosić np. o zmianę harmonogramu spłat – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Dodatkowo w razie kłopotów mamy prawo być reprezentowani. Dlatego możemy poszukać organizacji konsumenckiej, która będzie mogła występować w naszym imieniu np. w sądzie.

– W obecnych czasach, kiedy konsumenci coraz częściej i chętniej korzystają z kredytów, znajomość przysługujących im praw to konieczność.  Tylko odpowiednia wiedza w tym zakresie pozwoli ustrzec się przed poważnymi kłopotami w przyszłości, np. wpadnięciem w spiralę zadłużenia – wskazuje Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

 

Źródło: Kapitalni.org

Skrócenie formalnych etapów postępowania sądowego, dwukrotne podwyższenie limitu wartości przedmiotu sporu w trybie uproszczonym i rozstrzyganie spraw przedsiębiorców w postępowaniu grupowym. To najważniejsze zmiany, które ułatwią firmom dochodzenie własnych należności na drodze sądowej. Wszystko za sprawą nowych regulacji zawartych w pakiecie wierzycielskim, które weszły w życie 1 czerwca.

Zapisy mają pomóc wierzycielom odzyskać od dłużników swoje pieniądze. A z tym problemem boryka się znaczna część przedsiębiorców. Jak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” realizowanego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, 81 proc. firm ma kłopoty z terminowym uzyskaniem zapłaty od swoich kontrahentów. Remedium na niesolidnego klienta i uciążliwe odzyskiwanie należności ma być wspomniany pakiet wierzycielski autorstwa wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Część zapisów programu #100zmianDlaFirm weszło w życie już 1 czerwca 2017 roku. Wśród zmian legislacyjnych znajdują się przede wszystkim usprawnienia w postępowaniach sądowych.

Systematycznie rośnie liczba spraw, które wpływają do sądów. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2015 r. na wokandę trafiło ogółem około 6,5 mln spraw cywilnych. W sądach okręgowych 41 proc. spraw gospodarczych trwało dłużej niż rok. Przeszło 25 proc. takich spraw trwa dłużej niż dwa lata. W 10 proc. przypadków sprawy, które rozpoczęły się w 2015 roku trwają do dzisiaj – zauważa Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii prawnej Via Lex.

Dlatego prawnicy pozytywnie oceniają skrócenie pierwszych, formalnych etapów postępowania sądowego, w których występuje wielu poszkodowanych. – Już teraz możemy powiedzieć, że dzięki temu zapisowi sąd zajmie się meritum sprawy w ciągu kilku, a nie jak dotychczas kilkunastu miesięcy. Kluczowe zmiany zajdą również w postępowaniach grupowych. Do tej pory dostępne były one dla konsumentów. Po wejściu w życiu części zapisów w ramach pakietu wierzycielskiego, roszczeń w tym trybie będą mogli dochodzić też przedsiębiorcy. Aby jednak postępowania grupowe były sprawne, potrzebne jest również odpowiednie przygotowanie do tego sędziów. Musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że to zdecydowanie bardziej skomplikowana procedura niż indywidualne procesy – dodaje Konrad Siekierka.

Zdaniem prawników, do istotnych ułatwień wynikających z pakietu wierzycielskiego należy również podwyższenie do 20 tys. złotych progu wartości przedmiotu sporu, który sąd rozpozna w postępowaniu uproszczonym. Wcześniej granicą była kwota 10 tys. złotych. Próg ten nie był modyfikowany od 2005 roku.

Co ważne, zmiany legislacyjne nie wpływają na ustawę o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Oznacza to więc istotne obniżenie opłat. W przypadku roszczenia w wysokości 20 tys. złotych rozpoznawanego na zasadach ogólnych, opłata sądowa wynosi 1 tys. złotych, czyli 5 proc. wartości roszczenia. Jeśli sprawa o tej wartości będzie rozpoznawana w postępowaniu uproszczonym, powód uiści jedynie opłaty w wysokości 300 złotych – mówi Siekierka.

Nowelizacja ustawy przewiduje również sposób na odnalezienie majątku dłużnika. – Obecnie nie ma instrumentów prawnych, które pozwoliłyby ustalić, czy dłużnik wyzbył się majątku w celu pokrzywdzenia wierzyciela. Często na etapie pozwu poszkodowany przedsiębiorca czy konsument nie dysponuje informacjami właśnie m.in. o ukryciu jego majątku. Dzięki wprowadzanym zapisom, podczas składania komornikowi wykazu, dłużnik będzie musiał dodatkowo uwzględnić składniki majątkowe, których wyzbył się w ciągu minionych pięciu lat – komentuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Czy istnieje przepis na idealną promocję konsumencką? Oczywiście! Wystarczą:

  • szczypta wiedzy,
  • łyżka dobrej organizacji,
  • garść pomysłów,
  • 1kg atrakcyjnych nagród.

Wszystkie składniki wsypać do garnka, gotować na wolnym ogniu do miękkości, cały czas mieszając. A tak na serio…

 

Po pierwsze WIEDZA

Marketingowa, z zakresu prawa, produktu klienta i jego konkurencji. Musisz być ekspertem w swojej dziedzinie, klient ma Ci ufać, powinieneś umieć rozwiać każdą jego wątpliwość. Po analizie potrzeb klienta zarekomenduj właściwe rozwiązanie dopasowane do celu, grupy docelowej, budżetu. Jeśli to, o co prosi klient, wydaje się nierealne lub wiesz, że będzie zupełnie nieskuteczne w tym przypadku, nie bój się zgłaszać VETO, argumentuj, opieraj się na swoim doświadczeniu. Czasem loteria jest czymś kompletnie nietrafionym przy danych założeniach, czasem konkurs będzie czymś, co nie przyniesie oczekiwanych przez klienta rezultatów, a czasem wystarczy zmodyfikować jego mechanikę albo czas startu i trwania akcji, aby wszystko grało. Daj klientowi poczucie bezpieczeństwa, doradzaj.

Po drugie POMYSŁ

Dobrym konceptem jesteś w stanie sprzedać wszystko, konsument ma się dać wkręcić w zabawę, utożsamić z marką. Ale jak koncept, to i nagrody. Moją złotą zasadą, od której zaczynam zbieranie propozycji nagród pod daną akcję, jest odpowiedź na pytanie, co nasza grupa docelowa chciała by mieć, ale z różnych powodów nie decyduje się na zakup we własnym zakresie. Według mnie to klucz do przyciągnięcia uwagi konsumenta, dzięki temu akcja, będąca odpowiedzią na jego potrzeby, zachęci go do udziału. Nagrody muszą być też spójne ze światem marki, najnowszy model iPhona za nic nie będzie pasował do brandu kojarzonego z tradycją, a retro AGD do marki związanej z najnowszymi technologiami i recepturami. Dobry pomysł przyciągnie nowych klientów i zlojalizuje obecnych.

Po trzecie DOBRA ORGANIZACJA

To podstawa, bez tego wiedza i pomysły na nic się zdadzą. Zarówno organizacja na poziomie przygotowania się do startu akcji, w czasie jej trwania, jak i po jej zakończeniu. Musisz dbać o dobry kontakt z klientem, jak i konsumentem. Gdy akcja wystartuje, pojawi się masa pytań. Raportuj klientowi na bieżąco przebieg promocji, informuj, jeśli dzieję się coś niepokojącego, ale jednocześnie zawsze rekomenduj rozwiązanie, panuj nad sytuacją. Bądź też w dobrym kontakcie z uczestnikami, cierpliwie odpowiadaj na ich pytania. W internecie wystarczy jeden niezadowolony uczestnik, żeby zrobić akcji, marce  klientowi zły PR. Konkursowicze zrzeszają się na przeróżnych forach, informują o nowych konkursach, wygranych, dostawie nagród, jedna zła opinia zaraz się rozniesie. Dlatego nie lekceważ uczestników.

Rynek cały czas dynamicznie się zmienia, zmieniają się też przyzwyczajenia klientów, ich reakcje i upodobania. Nie podchodźmy szablonowo do organizowania promocji tylko dlatego, że zrobiliśmy ich już setki. Pamiętajmy, że w obecnych czasach dynamika zmian jest tak ogromna, iż za każdym razem warto przed przystąpieniem do projektowania jakiejkolwiek akcji przypomnieć sobie te trzy proste słowa: WIEDZA, POMYSŁ i DOBRA ORGANIZACJA. Dzięki nim zmaksymalizujemy szansę na powodzenie akcji, minimalizując ryzyko braku zainteresowania. Pamiętajmy, nie ma sytuacji idealnej, dlatego istotne jest, aby oprócz szybkiego reagowania w trakcie trwania promocji, umiejętnie wyciągać z niej odpowiednie wnioski na przyszłość.

Autor: Marlena Orzechowska, Addicters

Eksperci

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

Przasnyski: Płacowa zadyszka. Górnicy, handlowcy, lekarze i budowlańcy mogą się jednak cieszyć

W pierwszym kwartale 2018 roku tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spadło. To prawdopodobnie jedyn...

Dzień Wolności Hipotecznej: od dziś nie pracujesz już na kredyt

128 dni zajęło w bieżącym roku zarabianie na 12 rat kredytu hipotecznego – wynika z szacunków Open F...

Moryc: Wyższa kwota wolna od podatku w Wielkiej Brytanii i nowe progi podatkowe

Początek kwietnia to w brytyjskim systemie podatkowym czas, od którego obowiązują nowe ustalenia pod...

AKTUALNOŚCI

Czy rynek nieruchomości znów doprowadzi do kryzysu?

W ciągu ostatnich 12 miesięcy na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju cena metra kwadratow...

Przez 5 ostatnich lat zadłużenie Polaków wzrosło niemal dwukrotnie

Z roku na rok wzrasta wartość zaległości Polaków. Jak wynika z najnowszych danych Grupy KRUK łączne ...

Dzień Matki: na prezenty wydamy przynajmniej 750 milionów złotych

Na przeciętny upominek dla mamy Polacy wydają w bieżącym roku 67 złotych - wynika z danych zebranych...

Niespokojnie na rynku walutowym

Po kilku dniach spokoju i próbie wyhamowania aprecjacji dolara nadchodzi najważniejszy tym tygodniu ...

Ponad 27 miliardów złotych zostało w portfelach Polaków

Od ponad trzech lat Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na najniższych poziomach w h...