poniedziałek, Sierpień 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Komisja Europejska"

Komisja Europejska

Do 16 sierpnia można zgłaszać swoją opinię nt. zmiany czasu. Aktualnie trwają unijne konsultacje, a Komisja Europejska pyta Europejczyków, czy chcą zlikwidować marcowe i październikowe przestawianie zegarków. 

Opinię na ten temat można wyrazić na stronie internetowej komisji, a jak informują urzędnicy – ankieta cieszy się dużym zainteresowaniem. Rozpoczęte konsultacje to odpowiedź na rezolucję Parlamentu Europejskiego, który opowiedział się za likwidacją zmiany czasu i wezwał KE do znowelizowania przepisów z 2001 r. Określają one datę wprowadzenia czasu letniego we wszystkich unijnych krajach i datę przejścia na czas zimowy. Komisja już od kilku lat podkreślała wagę ujednolicenia czasu w całej Unii – to ma wpłynąć na lepsze funkcjonowanie jednolitego rynku. Przeciwnicy przestawiania zegarków oceniają jednak, że negatywnie odbija się to na zdrowiu obywateli. Jak zaznaczają, rośnie wtedy liczba wypadków drogowych, a pracownicy są mniej wydajni. Duża presja spowodowała więc, że Komisja Europejska postanowiła sama zapytać europejczyków o ich zdanie.

– W odpowiedzi na wnioski obywateli, Parlamentu Europejskiego i niektórych państw członkowskich UE Komisja postanowiła zbadać funkcjonowanie obowiązujących obecnie ustaleń dotyczących czasu letniego i ocenić, czy należy je zmienić. W tym kontekście Komisja zajmuje się gromadzeniem opinii europejskich obywateli, zainteresowanych stron i państw członkowskich na temat obecnych ustaleń dotyczących czasu letniego w UE oraz wszelkich potencjalnych zmian w tych ustaleniach.

W kwestionariuszu, spotykamy się między innymi z takimi pytaniami jak:

  • Jakie są Państwa ogólne doświadczenia związane z przechodzeniem z czasu zimowego na czas letni w ostatnią niedzielę marca i z czasu letniego na czas zimowy w ostatnią niedzielę października?
  • Dowody wskazują, że wspólne przepisy UE w tej dziedzinie mają duże znaczenie dla właściwego funkcjonowania rynku wewnętrznego. Jeśli chodzi o przyszłe wspólne przepisy, które z poniższych rozwiązań należałoby Państwa zdaniem zastosować
  • Jeśli woleliby Państwo zachować/znieść zmianę czasu, jak duże ma to dla Państwa znaczenie?

Twój głos ma znaczenie. Jak zagłosować?

Komisja Europejska udostępniła stronę internetowej, na której opisała problem i zastosowała ankietę. Kwestionariusz internetowy jest dostępny we wszystkich językach urzędowych UE (z wyjątkiem irlandzkiego), a odpowiedzi można przesyłać w dowolnym języku UE. Komisja Europejska jednak zachęca, do jak największej odpowiedzi w języku angielskim. Jak dowiadujemy się ze strony, po przesłaniu odpowiedzi możesz pobrać kopię ukończonych odpowiedzi. Otrzymane opinie zostaną niebawem opublikowane na tej samej stronie. Jeśli uczestnik wyrazi sprzeciw wobec publikacji swoich danych osobowych, informacja z odpowiedziami zostanie opublikowana w anonimowej formie.

Kwestionariusz znajduje się tutaj.

 

My także chcemy poznać Twoje preferencje – opinię możesz wyrazić na Facebookowym profilu @BiznesTuba.pl

Jeszcze kilka dni na unijnej stronie dotyczącej konsultacji społecznych można wyrażać swoje opinie nt. zmiany czasu…

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 7 sierpnia 2018

Każdego roku generowanych są miliony ton odpadów z tworzywa sztucznego. Nic więc dziwnego, że Komisja Europejska zaproponowała niedawno wprowadzenie unijnych zmian, dotyczących kilku najczęściej używanych produktów z plastiku.

Tworzywa sztuczne stanowią dziś ok. 85 proc. wszystkich odpadów morskich. Zawarte w tworzywie substancje (np. bisfenol A) przedostają się naszego organizmu i wpływają negatywnie na nasze zdrowie. Dlatego więc, pod koniec maja Komisja Europejska wzięła pod lupę ten aspekt, przedstawiając plany o zakazie stosowania tworzyw sztucznych. Wśród zakazanych produktów znalazły się talerze, słomki, mieszadełka do napojów i patyczki do balonów, ale także plastikowe patyczki kosmetyczne oraz sztućce. Ograniczenia obejmą również plastikowe kubki i opakowania do żywności na wynos.

Wśród obostrzeń znalazła się informacja, że producenci takich wyrobów jak opakowania, pojemniki na napoje czy nawilżone chusteczki czy lekkie torby plastikowe, będą zmuszeni do prowadzenia kampanii informacyjnych, a w razie potrzeby nawet do pokrycia części kosztów gospodarowania odpadami.

MS

Komisja Europejska zaakceptowała zmiany do programu pomocy państwa dla sektora górnictwa węgla kamiennego na lata 2015 – 2023 – To dobra decyzja dla Polski i polskiego górnictwa, a także ważny element prowadzonego przez ME procesu restrukturyzacji branży  – komentuje minister energii Krzysztof Tchórzewski.

– Dzięki akceptacji naszych propozycji możemy kontynuować wspieranie optymalizacji procesu zmian strukturalnych w polskim sektorze węglowym – mówi szef resortu energii.

Dodaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat w sektorze nastąpiły gruntowne przeobrażenia organizacyjne, które m.in. zostały dostosowane do zmieniającej się sytuacji rynkowej. Decyzja Komisji Europejskiej to możliwość realizacji dalszych kroków w tym zakresie i utrzymanie efektu dotychczas przeprowadzonych działań.

– Niezwykle ważnym narzędziem w walce o nowoczesne i konkurencyjne górnictwo jest możliwość racjonalnego wsparcia rozwoju tego sektora przez państwo – ocenia minister Tchórzewski.

Podkreśla, że decyzja KE to również efekt aktywnej i konsekwentnej współpracy oraz dialogu pomiędzy Komisją a przedstawicielami resortu energii.

Zastrzeżenia budzi wprowadzenie unijnej definicji pracownika i pracodawcy, rozszerzenie zakresu informacji przekazywanych pracownikom, zastosowanie dodatkowych sankcji w przypadku niedopełnienia obowiązków informacyjnych – napisała Konfederacja Lewiatan w stanowisku dotyczącym projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej.

– Projekt dyrektywy dotyczy aspektów zatrudnienia, socjalnych, ale w naszej opinii jego przyjęcie w zaproponowanym kształcie może mieć zasadnicze znaczenie dla obciążeń pracodawców, w szczególności tych średnich i małych. Szczegółowa regulacja na poziomie unijnym ograniczy możliwości partnerów społecznych, krajowego ustawodawcy do dostosowywania rozwiązań do zmieniających się wyzwań społeczno-gospodarczych – mówi dr Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Szereg zasadniczych zastrzeżeń budzi kwestia szczegółowości zaproponowanych na poziomie unijnym rozwiązań (m.in. kwestia przekazywania harmonogramów czasu pracy, informacji o szkoleniach) oraz wprowadzania elementów, które są przedmiotem odrębnych regulacji unijnych (okres próbny, podejmowanie dodatkowej pracy). Wprowadzając nowe rozwiązania Komisja w sposób zasadniczy doprowadzi do zmian w stosowaniu innych przepisów unijnych.

Wiele elementów projektu musi ulec doprecyzowaniu ze względu na fakt, iż ich wdrożenie w przyszłości będzie wiązało się z nieproporcjonalnymi obciążeniami. Autorzy projektu nie uwzględniają również specyfiki poszczególnych branż, w tym pracy mobilnej, sektora transportu drogowego.

Przyjęcie dyrektywy w kształcie zaproponowanym przez Komisję Europejską będzie zwiększało obciążenia pracodawców i wiązało się z negatywnymi konsekwencjami dla rynku pracy.

– Część rozwiązań podważa już teraz sens tworzenia w obecnym kształcie i zapoznawania pracowników z regulaminami pracy, skoro np. kwestia rozkładów czasu pracy ma być przekazywana w dodatkowym dokumencie, który ma mieć charakter wiążący dla stron– dodaje Robert Lisicki.

Rodzima branża transportowa przeżywa dobry czas – polski eksport ma się dobrze, a firmy transportowe sukcesywnie zwiększają flotę. Aby jednak zachować tempo wzrostu i nie dopuścić do stagnacji przedsiębiorcy muszą zmierzyć się z wyzwaniami, które ich czekają w rozpoczętym właśnie roku oraz przyszłych latach.

Według aktualnych danych GUS w ciągu ostatniej dekady (2006-16) liczba nowych zarejestrowanych samochodów ciężarowych wzrosła niemal dwukrotnie. Jeszcze w roku 2006 zarejestrowano 279 tys. nowych pojazdów, po czym w 2016 odnotowano ich już 508 tys. Przybywa również nowych samochodów dostawczych – według danych PZPM* w 2016 roku wydziały komunikacji zarejestrowały 59,8 tys., a w niedawno zakończonym 2017 – już 61 tys. pojazdów. Świadczy to po pierwsze o rozwoju branży, a po drugie – co równie ważne – potwierdza, że sytuacja ekonomiczna przedsiębiorców jest na tyle dobra, by mogli inwestować w nową flotę.

Rynek pracownika

Rozwój branży wymusza nie tylko potrzebę powiększania floty, ale też zwiększenie zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników. Znalezienie osób o odpowiednich uprawnieniach, doświadczeniu, ale też gotowych do pracy w delegacjach to nie lada wyzwanie. Szacuje się, że w branży transportowej jest około 100 tys. miejsc pracy do wypełnienia od zaraz, zaś analizy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej potwierdzają, że kierowca samochodu ciężarowego to najbardziej deficytowy zawód w kraju.

Komisja Europejska szykuje rewolucję

Z pewnością wpływ na funkcjonowanie branży transportowej w następnych latach będzie miało wprowadzenie przez Komisję Europejską tzw. pakietu mobilności. Nowe przepisy mają objąć rynek wewnętrzny, przepisy socjalne oraz opłaty za korzystanie z infrastruktury drogowej. Oto podstawowe założenia „pakietu”:

  • kierowca będzie traktowany jako pracownik delegowany jeśli w danym kraju spędzi więcej niż 3 dni w skali miesiąca i wówczas powinien mieć zagwarantowane minimalne wynagrodzenie według standardów danego kraju. Również tzw. przewozy kabotażowe mają zostać objęte nowymi regulacjami;
  • obowiązek rejestrowania przez GPS faktu, że transport przekroczył granicę;
  • wprowadzenie tzw. boxu, dzięki któremu będzie można realizować płatności za korzystanie z dróg całej Unii Europejskiej;
  • walka z tzw. firmami skrzynkami pocztowymi – założonymi, aby obejść przepisy związane z podatkami, ubezpieczeniem społecznym lub wynagrodzeniem. Komisja Europejska zakłada zwiększoną współpracę oraz skuteczną wymianę informacji pomiędzy służbami poszczególnych państw.

Szykowane zmiany mają wejść w życie w ciągu dwóch lat. Dla polskich firm transportowych oznacza to zwiększenie wydatków, ale też potrzebę uporządkowania wielu kwestii formalnych.

Produkty spożywcze wymagają monitoringu

Przewóz produktów spożywczych staje się jednym z większych wyzwań branży transportowej, o czym świadczą statystyki. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wartość eksportu polskich produktów rolnych w trzech pierwszych kwartałach 2017 roku był o 12,3% wyższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Co więcej, modna staje się żywność tzw. ekologiczna. Firmy transportowe, aby sprostać wymaganiom branży spożywczej, muszą zadbać o utrzymanie produktów we właściwych warunkach. Ręczna kontrola temperatury to zbyt mało, przewoźnicy potrzebują rozwiązania systemowego. Właśnie takie opracowała polsko-francuska firma Blulog.

– Nasz system jest oparty o bezprzewodową komunikację pomiędzy urządzeniami, co umożliwia pełną automatyzację procesu pomiaru. Temperatura transportowanych produktów spożywczych znajduje się  pod stałą i ścisłą kontrolą, pomiar odbywa się bezprzewodowo za pomocą rejestratorów o wielkości karty kredytowej, w czasie rzeczywistym mówi Jérémy Laurens, CEO w firmie Blulog.

Zastosowanie systemowego monitoringu temperatury od firmy Blulog pozwoli w różnych konfiguracjach odczytywać dane zdalnie z magazynu w prostej aplikacji, kontrolować dane z ekranu smartfona kierowcy ciężarówki lub w razie potrzeby odczytywać je za pomocą urządzenia wyposażonego w NFC (np. smartfona). W razie wykroczeń poza wskazane ramy, system automatycznie poinformuje o tym SMS-em lub mailem.

Przewóz leków pod kontrolą

Jeszcze w grudniu 2017 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie monitorowania przewozu drogowego. Co ważne, wśród nowych przepisów znalazł się rozdział dotyczący monitorowania przewozu produktów leczniczych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego lub wyrobów medycznych, zagrożonych brakiem dostępności w Polsce.

Co nowe regulacje oznaczają w praktyce? Otóż każdy przedsiębiorca transportujący wymienione wyżej produkty będzie musiał zgłosić Głównemu Inspektorowi Farmaceutycznemu (GIF) zamiar wywozu tych towarów z Polski lub ich zbycia podmiotowi prowadzącemu działalność poza naszym krajem.

Wejście w życie nowych regulacji planuje się na czerwiec, zaś przedsiębiorcy w ciągu następnych 30 dni będą musieli przekazać GIF aktualne listy środków transportu wraz z ich numerami rejestracyjnymi, wykorzystywane w zakresie działalności objętej zezwoleniem.

Zaniechania mogą przedsiębiorców sporo kosztować. Jeśli nie dojdzie do przedstawienia środka transportu wraz z towarem do wskazanego miejsca w określonym czasie, spowoduje to nałożenie na przewoźnika kary 20 tys. zł (powinno to zabezpieczyć wykonanie obowiązku zawiadomienia o dostarczeniu towaru). 100 tys. zł wyniesie kara za niedostarczenie środka transportu wraz z towarem do wskazanego miejsca w określonym czasie.

– Wykorzystanie naszego systemu sprawia również, że w razie potrzeby przedstawiciel firmy transportowej może pobrać potwierdzenie lokalizacji pojazdu, historię jego położenia czy potwierdzenie dostawy – dodaje Jérémy Laurens.

15 stycznia Komisja Europejska przyjęła nowe inicjatywy mające na celu poprawę kluczowych kompetencji i umiejętności cyfrowych obywateli, promowanie wspólnych wartości i wzrost świadomości uczniów na temat funkcjonowania Unii Europejskiej.

Nowe propozycje pojawiły się zaledwie dwa miesiące po tym, jak szefowie państw i rządów dyskutowali podczas szczytu w Göteborgu (w listopadzie 2017), o  wyzwaniach związanych z edukacją i szkoleniami. Proponowane działania mają na celu zmniejszenie nierówności społeczno-ekonomicznych, przy jednoczesnym utrzymaniu konkurencyjności europejskiej gospodarki.

Bardzo pozytywna jest inicjatywa Komisji Europejskiej jako odpowiedź na palącą potrzebę przygotowania przyszłych kadr do wyzwań transformacji cyfrowej i rewolucji 4.0. Odpowiedzialne zaangażowanie się w tworzenie systemu wspierającego edukację przez całe życie oraz kształtowanie kompetencji cyfrowych ze szczególnym naciskiem na obszar STEM (Science, Technology, Engineering, Maths) jest kluczowe dla budowania konkurencyjności polskich firm.

Komisja Europejska przyjęła trzy dokumenty związane z edukacją cyfrową:

Zalecenie Rady w sprawie kluczowych kompetencji i uczenia się przez całe życie

Celem inicjatywy jest poprawa kluczowych kompetencji osób w każdym wieku oraz zaproponowanie państwom członkowskim rekomendacji. Promowana ma być przedsiębiorczość i nastawienie na innowacje jako sposób wykorzystania osobistego potencjału, kreatywności oraz inicjatywy własnej obywatelu Unii Europejskiej.  Ponadto Komisja zaleca działania na rzecz zwiększenia kompetencji STEM oraz zainspirowania większej liczby młodych ludzi do rozwoju zawodowego w tych dziedzinach. Priorytetem jest wsparcie państw członkowskich w lepszym przygotowaniu uczniów do dynamicznych zmian na rynku pracy i aktywnego uczestniczenia w mobilnych, cyfrowych i globalnych społeczeństwach.

Plan Działania w obszarze edukacji cyfrowej

Propozycja Komisji Europejskiej określa, w jaki sposób Unia może pomóc państwom członkowskim lepiej dostosować się do życia i pracy w dobie gwałtownych zmian cyfrowych, poprzez lepsze wykorzystanie technologii cyfrowej w procesie uczenia się. Ważnym elementem jest rozwijanie cyfrowych kompetencji i umiejętności potrzebnych do życia i pracy w czasach cyfrowej transformacji. Działania obejmują wspieranie szkół w dostępie do szybkiego, szerokopasmowego Internetu oraz do nowych narzędzi samooceny dla szkół w zakresie wykorzystania technologii do nauczania i uczenia się. Ważnym elementem są także działania informacyjne w obszarze bezpieczeństwa w Internecie, a także umiejętności korzystania z mediów oraz identyfikacji nieprawdziwych informacji.

Zalecenie Rady w sprawie wspólnych wartości, edukacji włączającej i europejskiego wymiaru nauczania

Inicjatywa ma na celu wzmocnienie spójności społecznej i przyczynienie się do walki z populizmem, ksenofobią, nacjonalizmem i rozpowszechnianiem fałszywych wiadomości. Wniosek wzmacnia również edukację włączającą, promując wysokiej jakości edukację dla wszystkich uczniów, a także europejski wymiar nauczania.

25 stycznia br. w Brukseli odbędzie się Pierwszy Europejski Szczyt Edukacyjny z udziałem Tibora Navracsicsa, komisarza KE ds. edukacji, kultury, młodzieży i sportu, być  może  wtedy poznamy więcej szczegółów dotyczących realizacji i finansowania ww. inicjatyw.

Komentarz:  Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Z danych wynika, że Europejczycy wytwarzają co roku 25 milionów ton odpadów z sztucznych, ale recyklingują około 1/3 z nich. Dlatego Komisja Europejska przedstawiła strategię dotyczącą tworzyw sztucznych. Chce, by za 12 lat wszystkie opakowania plastikowe na rynku unijnym podlegały recyklingowi.

Tworzywa sztuczne przedostają się nawet do naszych płuc i trafiają na nasze stoły: mikrodrobiny plastiku są obecne w powietrzu, wodzie i żywności – a nie znamy ich wpływu na zdrowie ludzi” – ostrzega Komisja.

Urzędnicy w Brukseli mają nadzieję, że dzięki nowemu podejściu będzie można ograniczyć odpady z tworzyw sztucznych na lądzie, w powietrzu i w morzu. Liczą też na otwarcie nowych możliwości w obszarze innowacji, konkurencyjności i powstawanie wysokiej jakości miejsc pracy.

 

Dziś i jutro Komisja Europejska debatuje o wieloletnim budżecie UE po 2020 roku. Konfederacja Lewiatan, w ramach BusinessEurope,  podkreśla potrzebę zapewnienia w tym budżecie odpowiedniego finansowania kluczowych obszarów, takich jak: innowacyjność, infrastruktura, szkolenia i podnoszenie kwalifikacji, rozwój przedsiębiorstw, w szczególności MŚP.

– Projekt budżetu po 2020 r. powinien pojawić się w maju br. Pozostanie więc niewiele czasu na osiągnięcie porozumienia przed kolejnymi wyborami europejskimi, w połowie 2019 r. A kontrowersji będzie wiele, jak np. wokół zapowiedzianego zmniejszenia budżetu na spójność, czy uelastycznienie jej finansowania – zauważa Kinga Grafa, dyrektorka brukselskiego biura Konfederacji Lewiatan.

Po Brexicie unijny budżet ulegnie uszczupleniu, dlatego prawdopodobnie inna będzie struktura kolejnej perspektywy. Dodatkowo, pojawiają się nowe unijne priorytety, jak np. migracja, obronność, czy dyskutowany oddzielny budżet dla strefy euro. Zwraca się uwagę na potrzebę finansowania projektów o unijnej wartości dodanej, czyli skutecznej realizacji celów, trudnych do osiągnięcia na poziomie krajowym.

– Europa musi być przygotowana na tzw. globalne mega trendy, dlatego potrzebne jest wzmacnianie gospodarki cyfrowej, polityki przemysłowej, czy inwestycji w najnowocześniejsze technologie. Równocześnie, podkreślamy potrzebę zapewnienia bardziej spójnej Unii Europejskiej, akcentując sukces prowadzonej polityki spójności, wzmacniającej konwergencję gospodarczą, społeczną i terytorialną – dodaje Kinga Grafa.

Temat kolejnej perspektywy budżetowej będzie przedmiotem dyskusji unijnych przywódców podczas nieformalnego spotkania Rady Europejskiej (w ramach Agendy Liderów), 23 lutego.

Komisja Europejska wyraziła w piątek zadowolenie z porozumienia między krajami UE i PE ws. ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Jej zdaniem jest ono ambitne i przyczyni się do spełnienia unijnych celów klimatycznych w ramach porozumienia z Paryża.

Zdaniem KE porozumienie doprowadzi do ograniczenia emisji w transporcie, gospodarce odpadami i rolnictwie, jak również emisji z budynków. Porozumienie paryskie zakłada ograniczenie emisji o przynajmniej 40 proc. do 2030 r., z poziomu z 1990 r.

„Jest to jeden z ostatnich znaczących kroków w kierunku zakończenia budowy unijnych ram polityki klimatycznej na 2030 r., które umożliwią nam nie tylko wywiązanie się z zobowiązań podjętych w ramach porozumienia paryskiego, ale także osiągnięcie celów unii energetycznej” – powiedział w piątek cytowany w komunikacie KE Marosz Szefczovicz, wiceszef KE i komisarz ds. unii energetycznej.

KE podała, że wraz z niedawno zawartym porozumieniem w sprawie emisji z lasów i wykorzystania gruntów, obie umowy odpowiadają za 50 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych w UE.

Zdaniem komisarza ds. klimatu i energii Miguela Ariasa Canete porozumienie to dowód na to, że Europa zamierza pozostać na czele globalnych działań w dziedzinie klimatu. „Dziękuję Parlamentowi i Radzie UE za ich pracę, by osiągnąć ten ambitny wynik. Porozumienie wzmocniło nasze narzędzia wywiązania się z zobowiązań poczynionych w Paryżu” – zaznaczył.

Przedstawiciele państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego osiągnęli w czwartek porozumienie w sprawie nowych wiążących celów redukcji CO2 dla takich sektorów, jak rolnictwo, transport czy sektor komunalny na lata 2021-2030.

Regulacja dotyczy podziału obciążeń redukcyjnych między kraje członkowskie w sektorach nieobjętych unijnym systemem handlu pozwoleniami na emisję (non-ETS). Głównym elementem wynegocjowanych przepisów jest 30-procentowy cel redukcji emisji w porównaniu z 2005 r. w sektorach non-ETS, czyli takich jak rolnictwo, transport czy odpady.

Przepisy te mają umożliwić UE spełnienie 40-procentowego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. w porównaniu z poziomami z 1990 r. Jednym z głównych narzędzi, które mają temu służyć, są pozwolenia na emisję CO2 (EU ETS). Mechanizm ten obejmuje jednak ok. 40 proc. wszystkich unijnych emisji. Ograniczenia w sektorach non-ETS mają dopełnić ten system.

Kluczową sprawą był podział obciążeń między państwa członkowskie. Cele dla każdego z krajów wynoszą od 0 do minus 40 proc. w porównaniu z poziomami z 2005 r. Podstawą podziału obciążeń jest zamożność kraju.

Polska do końca przyszłej dekady będzie musiała zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych w sektorach transportu, budownictwa, rolnictwa, odpadów, użytkowania gruntów i leśnictwa o 7 proc. w stosunku do 2005 r.

 

Źródło: energetyka24.pl

Nowa dyrektywa dotycząca informowania na piśmie pracowników o warunkach zatrudnienia wymaga modernizacji, ale niektóre zawarte w niej propozycje mogą niekorzystnie wpłynąć na rozwiązania krajowe i zwiększyć obciążenia przedsiębiorstw – uważa Konfederacja Lewiatan.

Komisja Europejska przedstawiła wczoraj podpozycje nowej dyrektywy w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej (COM(2017) 797). Ma ona zastąpić i rozszerzyć obecnie obowiązującą dyrektywę  91/533/EWG z 14 października 1991 r. w sprawie obowiązku pracodawcy dotyczącego informowania pracowników o warunkach stosowanych do umowy lub stosunku pracy.

Konfederacja Lewiatan rozumie potrzebę aktualizacji dyrektywy w sprawie oświadczeń pisemnych (1991/533 / EWG). BusinessEurope, którego członkiem jest Lewiatan, było gotowe do podjęcia w tym zakresie negocjacji na poziomie unijnym. Jednakże jakikolwiek przegląd musi mieć na względzie istotę tej dyrektywy, którą jest wyłącznie określenie zasad informowania pracowników o podstawowych warunkach zatrudnienia.

– Możemy dyskutować o tej części propozycji Komisji, które prowadzą do modernizacji dyrektywy. Jednak niektóre nowe propozycje idą znacznie dalej i nie są zgodne z zasadą pomocniczości. Wpłynie to niekorzystnie na funkcjonowanie rynków pracy i zwiększy obciążenia przedsiębiorstw – ostrzega Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Zastrzeżenia budzi propozycja wprowadzenia unijnej definicji pojęcia „pracownik”. Definicja powinna pozostać w kompetencji krajowej. Unijna definicja nie odzwierciedli różnorodności sytuacji, do których odnoszą się definicje krajowe i ograniczyłaby zdolność dostosowania tych definicji krajowych do zmieniających się okoliczności. Oprócz tego taka sytuacja będzie prowadziła do szeregu niejasności, sporów na poziomie krajowym i unijnym.

 – To na co liczyliśmy, to dostosowanie nowego instrumentu do nowych okoliczności, współpracy stron – dodaje Robert Lisicki.

Zastrzeżenia budzi też wprowadzanie do dyrektywy elementów nie tylko informacyjnych, ale regulacji z zakresu prawa materialnego. Przykładowo KE proponuje wprowadzenie maksymalnego okresu próbnego czy regulację dodatkowego zatrudnienia u innego pracodawcy, co stoi w sprzeczności z celami stawianymi przed taką dyrektywą.

Dyrektywa wymaga modernizacji, ale Komisja próbuje tylnymi drzwiami wprowadzić rozwiązania, które powinny być przedmiotem odrębnej dyskusji.

Konfederacja Lewiatan niedługo przedstawi szczegółową analizę wniosku Komisji Europejskiej.

Ustawa dotyczyć ma też świąt i niektórych innych dni. Ostatecznie zakaz wejdzie w życie od 1 marca 2018 roku.

Zakaz obejmie handel zarówno detaliczny, jak i hurtowy, ale w pierwszym roku obowiązywania nowej ustawy obejmie (średnio) tylko dwie niedziele miesięcznie (pierwszą i trzecią). Od 2019 będą to już trzy niedziele miesięcznie. Od 2020 roku handel w niedziele będzie co do zasady zakazany całkowicie.

Ostatecznie, w związku z koniecznością notyfikacji Komisji Europejskiej zakaz handlu w niedziele nie obejmie sklepów internetowych i platform internetowych.

Pomimo zakazu będą mogły być otwarte placówki prowadzone przez osoby fizyczne w ramach indywidualnej działalności gospodarczej, pod warunkiem, że to ich właściciel stanie tego dnia „za ladą”, kwiaciarnie i punktu sprzedaży kwiatów i zniczy przy cmentarzach, stacje benzynowe, piekarnie, lodziarnie, apteki oraz hurtownie farmaceutyczne, ale także sklepy na dworcach autobusowych i kolejowych, w portach lotniczych i morskich (rzecznych), sklepy z pamiątkami i dewocjonaliami, czy wreszcie sklepy prowadzone w hotelach, szpitalach, sanatoriach, zakładach prowadzących działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku (lista wyjątków obejmuje 23 pozycje).

Zwrócenie uwagi atrakcyjnym CV to duże wyzwanie dla kandydata podczas pierwszego etapu rekrutacji. Brak dyplomu ukończenia szkoły wyższej czy zbyt małe doświadczenie może być przeszkodą w zdobyciu pracy. Czy aby na pewno? Potencjał rekrutowanych nie jest jednolity – czasami główną rolę odgrywa język, innym razem kariera zawodowa, a niekiedy wykształcenie kierunkowe. Jakie kompetencje są wymagane, by znaleźć pierwszą pracę w danej branży.

Język na wagę złota w SSC/BPO

Centra usług wspólnych (SSC) czy sektor usług dla biznesu (BPO) to miejsca, w których często zatrudniane są młode osoby, również te bez doświadczenia. Według raportu Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych średnia wieku pracowników to 31 lat. W sektorze SSC/BPO umiejętność płynnej komunikacji po angielsku to standard, a każdy kolejny język obcy jest wartością dodaną. Do najbardziej pożądanych należą: niemiecki, francuski, nordycki, niderlandzki, portugalski i włoski. Ze względu na ekspansję polskich organizacji na kraje południowe coraz popularniejszy staje się także język węgierski, czeski, słowacki czy bułgarski.

– W sektorze SSC/BPO priorytetem jest znajomość drugiego języka, głównie europejskiego. Niemiecki plasuje się na pierwszym miejscu, obejmuje 70% rynku. Dopiero na późniejszym etapie rekrutacji brane jest pod uwagę to, czy kandydat posiada doświadczenie. Firmy wychodzą z założenia, że łatwiej jest nauczyć nowo zatrudnioną osobę konkretnych, prostych technik i przystosować ją do pewnych zadań, niż nauczyć tak szybko języka – komentuje Krzysztof Stanczykiewicz, Business Unit Manager SSC/BPO w firmie HRK.

– W procesach rekrutacyjnych dużą szansę na sukces mają studenci filologii. Zatrudniani są głównie na stanowiska typu customer service czy help desk. Z czasem mogą wyspecjalizować się w dziedzinie finansów i rozwijać się w kierunku business excellence. W tym przypadku jednak firmy oczekują od kandydatów konkretnych umiejętności i certyfikatów, takich jak ACCA, CFA, CIMA czy CIApodkreśla Krzysztof Stanczykiewicz.

Warto dodać, że sama deklaracja znajomości danego języka może nie wystarczyć.

Podczas procesu rekrutacji kandydaci są często sprawdzani przez native speakerów oraz za pomocą testów. Weryfikuje się spostrzegawczość, umiejętności analityczne i poziom koncentracji na zadaniu – mówi Krzysztof Stanczykiewicz.

Osoby, które zaczynają swoją karierę w centrach usług wspólnych, chcą wiedzieć, jak będzie wyglądać ich ścieżka kariery w ciągu najbliższego roku. Jest to dla nich gorący czas. Menedżerowie stoją przed wyzwaniem zatrzymania młodego talentu w firmie. Warto, by dostrzegli potencjał, regularnie inwestowali w szkolenia dla zespołu i rozwijali kompetencje pracowników – na przykład językowe. Część firm decyduje się także na finansowanie pracownikom kursów przygotowujących do wyspecjalizowanych certyfikatów. Powszechne jest wtedy podpisanie umowy lojalnościowej. Jeżeli zatrudniony wypowie umowę wcześniej niż ustalony czas, jest zobowiązany do zwrócenia części kosztów za szkolenie.

Ścisłe umysły ratunkiem dla deficytu w IT

Wraz z intensywnym rozwojem nowych technologii zapotrzebowanie na pracowników w branży IT jest coraz większe. Według danych Komisji Europejskiej do 2020 roku w Europie może brakować nawet 800 tysięcy specjalistów. W odpowiedzi na ten deficyt firmy organizują szkolenia wewnętrzne i od podstaw przygotowują przyszłych pracowników do pracy w IT.

Firmy pragmatycznie podchodzą do deficytu programistów. Coraz częściej dojrzałe organizacje, mające zaplecze i kadrę merytoryczną, są otwarte na współpracę także z absolwentami studiów z obszaru szeroko pojętych nauk ścisłych, nie tylko kierunkowej informatyki, przejmując ciężar edukacji na swoje barki. Kandydaci, którzy są zmotywowani i chcą zawodowo związać się z  programowaniem, są wdrażani przez pracodawcę etapami – mają zdefiniowaną ścieżkę rozwoju. Na początku nowa osoba zaczyna jako tester, uczy się podstaw kodu, współpracuje z programistami, wykrywa błędy i raportuje je – zazwyczaj trwa to 2 lata. Następnie może awansować na stanowisko młodszego programisty. Po kolejnych dwóch latach standardowo przewidziany jest kolejny szczebel, czyli poziom seniora. Oferując przewidziany na ok. 6 lat rozwój ścieżki kariery, firmy kształcą od podstaw lojalną i zmotywowana kadrę, co stanowi inwestycję rozłożoną w czasie, niemniej będącą coraz częściej sprawdzoną alternatywą dla poszukiwania pracowników za granicąwyjaśnia Monika Antczak, Business Unit Manager ICT w firmie HRK.

Wśród rekrutowanych na stanowiska IT największą szansę mają osoby z doświadczeniem lub rozbudowanym portfolio. Nie wszystkie firmy oczekują od kandydatów ukończenia studiów w dziedzinie informatyki. Wymóg wyższego wykształcenia jest obowiązkowy w przypadku, gdy pracodawca bierze udział w postępowaniach przetargowych, wówczas dyplomy i certyfikaty  pracowników są częścią dokumentacji i ich brak może być uchybieniem formalnym dyskwalifikującym dany podmiot. Jednak w przeważającej liczbie rekrutacji firmy samodzielnie weryfikują wiedzę merytoryczną – zazwyczaj odbywa się rozmowa techniczna, testy kompetencji lub case study. Historia edukacji i prawdziwość tytułów naukowych, o ile w ogóle, sprawdzane są zwykle przez pracodawców o kapitale anglosaskim. Wykwalifikowane firmy, na ogół z USA lub UK, przeprowadzają tzw. „background check”,  jednak zazwyczaj już po przyjęciu oferty przez kandydata. – komentuje Monika Antczak.

W branży IT, podobnie jak w innych obszarach, istnieje korelacja między doświadczeniem a wyższymi zarobkami. Samo wykształcenie bez doświadczenia z kolei nie przekłada się na poziom wynagrodzenia. Niemniej niezmiennie większym zaufaniem i zainteresowaniem pracodawcy darzą absolwentów renomowanych uczelni niż coraz liczniejszych kursów czy szkoleń, szczególnie gdy szukają programisty z potencjałem, a nie kodera.

Energia młodych w finansach i FMCG

Osoby bez wykształcenia można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to osoby powyżej 30. roku życia, które przegapiły pewien moment w życiu i nie podjęły studiów. Warto uzupełnić tę lukę, jeśli ktoś aspiruje do pracy w większej firmie – tam wykształcenie jest pewnym minimum, które należy spełnić. Druga to osoby młode, w trakcie studiów. Mają one szansę na szybkie zdobycie doświadczenia dzięki zatrudnieniu na stanowiska asystenckie czy uczestnictwie w programach stażowych.

Duże programy stażowe organizują na przykład firmy z branży FMCG, Fashion czy Media. Uczestnikom takich programów zwykle przydzieleni są mentorzy, którzy pomagają im w realizacji poszczególnych projektów czy zadań na konkretnych stanowiskach, w ramach których zostali zatrudnieni. Po zakończeniu stażu pracodawcy często decydują się na podpisanie stałej umowy z jego uczestnikiem. Jeżeli jednak stażysta nie otrzyma propozycji współpracy w danej organizacji, może przejść do konkurencyjnej firmy – pracodawcy doceniają umiejętności zdobyte podczas programów stażowych i są one podstawą do rozwijania kompetencji już na stanowisku juniora mówi Jacek Olejarz, Executive Manager FMCG, Retail i Media w firmie HRK.

Początek ścieżki kariery daje możliwość wyboru najbardziej interesującej branży. Wraz z biegiem czasu zmiana charakteru produktu czy usług jest coraz trudniejsza. Warto już podczas studiów podjąć się pracy związanej z kierunkiem kształcenia. Można wtedy wyrobić sobie pogląd na konkretny zawód, zdobyć większe doświadczenie praktyczne i skonfrontować wymagane obowiązki ze swoimi oczekiwaniami.

– W Polsce trudno jest zmienić branżę po kilkunastu latach doświadczenia w konkretnym obszarze. Zazwyczaj firmy poszukują osób, które miały już doświadczenie z konkretnym typem usług czy produktów. Trochę inaczej jest za granicą, gdzie na przykład specjaliści od marketingu łatwo zmieniają branżę, wnoszą coś nowego, uzupełniają swoje kompetencje i brak wiedzy o danym obszarze rynkowymkomentuje Jacek Olejarz.

W przypadku osób specjalizujących się w finansach zatrudnienie bez posiadanego wykształcenia wyższego jest mało prawdopodobne. Jednak studia kierunkowe nie są wymagane. Często zdarza się, że w bankowości pracują absolwenci np. filologii czy geografii. Aby wyróżnić się na tle konkurencyjnych kandydatów, warto już w trakcie edukacji rozwijać swoją ścieżkę zawodową.

Wykształcenie wyższe jest premiowane podczas rekrutacji, jednak nie musi być kierunkowe. Szanse na karierę w finansach są dość duże, wystarczy determinacja. Co prawda nie można zapomnieć o wyspecjalizowanych obszarach, do których trudno będzie się dostać, kiedy student już zakończy swoją karierę akademicką – jest to bankowość inwestycyjna, aktuariat ubezpieczeniowy czy zarządzanie ryzykiem. W przypadku tych stanowisk pracodawcy oczekują licencji i certyfikatów ukończonych kursów, a poprzeczka jest wysoko postawiona.  

 

 

W trzech pierwszych kwartałach br. firmy leasingowe sfinansowały w segmencie transportu ciężkiego aktywa o wartości 12,8 mld zł, porównywalne wartości do analogicznego okresu w 2016 roku. Szczególnie duży wzrost, o ponad 11 proc. dotyczył samochodów ciężarowych powyżej 3,5 t.

Z jednej strony można oczywiście mówić o stagnacji lecz pamiętajmy, że bazą odniesienia jest historyczny rok 2016, w którym tempo wzrostu leasingu transportu ciężkiego było rekordowo wysokie. Jeszcze w połowie bieżącego roku w tym segmencie mieliśmy do czynienia ze spadkiem o 2,4 proc., zaś nastroje w branży transportowej były pesymistyczne. Wiązały się one z niepokojem wywoływanym przez trwające w Komisji Europejskiej prace nad Pakietem Mobilności. Dziś sytuacja jest bardziej zrównoważona, a w leasingu środków transportu ciężkiego obserwujemy stabilizację z tendencją wzrostową,mówi Piotr Gąska, Dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego PKO Leasing.

Leasing w segmencie transportu ciężkiego „ciągną” samochody ciężarowe powyżej 3,5 t. W trzech pierwszych kwartałach wartość leasingowanych aktywów wyniosła 2,055 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku to wzrost o ponad 11 proc.

Niewielki wzrost, o blisko 1 proc., odnotowano w przypadku leasingu przyczep i naczep (wartość netto 2,6 mln zł). Zmniejszyło się natomiast w trzech pierwszych kwartałach br. finansowanie pozostałych środków transportu ciężkiego. W przypadku leasingu statków, samolotów i kolei spadek wyniósł 11 proc. (do 635,3 mln zł). Ciągniki siodłowe i autobusy zmniejszył się odpowiednio o niemal 2 proc. (do 6,09 mln zł) i 3 proc. (do 1,08 mln zł).

Ostatnia z wymienionych tendencji nie dotyczyła PKO Leasing. Lider polskiego rynku leasingu odnotował ogromny wzrost w zakresie finansowania autobusów. Wartość leasingowanych aktywów w trzech pierwszych kwartałach br. sięgnęła tu 250 mln zł. W porównaniu z podobnym okresem poprzedniego roku (152,5 mln złotych, liczone razem z Raiffeisen-Leasing Polska) oznacza wzrost o ponad 60 proc. Na ten wynik złożyły się wygrane przetargi publiczne, m.in. finansowanie nowoczesnych autobusów dla Kalisza czy Krakowa.

Po trzech kwartałach 2017 roku PKO Leasing umocnił się na pozycji lidera finansowania przedsiębiorstw. W sektorze środków transportu ciężkiego Spółka wyleasingowała aktywa o wartości 1,62 mld złotych.

Za przyrost sprzedaży pojazdów ciężarowych w ostatnim okresie odpowiadają przede wszystkim firmy prowadzące przewozy krajowe. To cieszy, rozwój polskiej gospodarki jest widoczny gołym okiem. Chcemy wspierać rozwój wszystkich przewoźników, zarówno tych, którzy zajmują się dystrybucją na obszarze Polski, jak i firmy realizujące transport międzynarodowy. Obecnie czekają je wyzwania związane z Pakietem Mobilności. Z naszej strony oferujemy przedsiębiorcom nie tylko sprawną obsługę, lecz również uproszczoną procedurę, pozwalającą finansować inwestycje zarówno nowe, jak i używane pojazdy do łącznego zaangażowania 1 mln zł, dodaje Piotr Gąska, Dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego PKO Leasing.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in. zmiany w systemach kształcenia w krajach UE28, jakie dokonały się w ostatnich latach.

Wydatki publiczne na edukację stanowiły w Polsce w 2015 r. 5,2 proc. PKB, a 12,6 proc. całości wydatków publicznych. Średnio w krajach UE było to 4,9 proc. PKB i 10,3 proc. wydatków publicznych. Wskaźniki te wskazują, że w Polsce jest pod względem publicznego finansowania edukacji nieco lepiej niż w całej UE. Pytanie tylko, czy środki te są efektywnie wykorzystywane. I tu także teoretycznie możemy mówić o lepszych wynikach niż średnia dla UE, bowiem w Polsce 14,4 proc. 15-latków miało braki w umiejętnościach w czytaniu i interpretacji, podczas gdy w UE było to średnio 19,7 proc. Problem w tym, że w 2015 r. odsetek ten był w Polsce istotnie wyższy niż w 2012 r. (o ponad 1/3). Podobnie negatywny trend obserwujemy w znajomości matematyki i rozumowaniu w naukach przyrodniczych. To, że średnio w UE jest gorzej nie powinno nas usypiać. Jeżeli bowiem rośnie odsetek młodych ludzi, którzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, z matematyką i naukami przyrodniczymi, to już należy działać, aby te niepokojące zjawiska zahamować. Nie wiem, czy reforma edukacji, którą rząd wprowadził od września 2017 r. pozwoli na to. Ale 15-latkowie mają jeszcze szanse na uzupełnienie swoich umiejętności i doskonalenie wiedzy tak, aby w bardzo szybko zmieniającej się, coraz więcej wymagającej gospodarce znaleźć dla siebie miejsce. Gorzej z osobami dorosłymi.

W Polsce tylko 3,7 proc. osób dorosłych bierze udział w kształceniu ustawicznym. W krajach UE jest to średnio 3-krotnie więcej. Ponadto w Polsce i tak niewielki odsetek osób dorosłych biorących udział w kształceniu ustawicznym zmalał w 2016 r. w stosunku do 2013 r. o prawie 15 proc. Możliwe, że jest to w części efekt sytuacji na rynku pracy, która w 2013 r. była znacznie gorsza (stopa bezrobocia 9,8 proc.) niż w 2016 r. (5,5 proc.). Ponadto w 2013 r. bezrobotnych poszukujących pracy dłużej niż 6 miesięcy było prawie 1 milion. W 2016 r. już tylko 420 tys. Może nie znajdujemy w sobie motywacji do kształcenia przez całe życie, a może nie ma oferty skierowanej do osób dorosłych, która pozwalałaby im w takim procesie świadomie uczestniczyć. Zapewne działają tu obie przyczyny. Świadomości nie da się szybko zmienić, ale można na tę zmianę oddziaływać  poprzez odpowiednie impulsy. Na pewno takim impulsem mogłoby być przemyślane, dostosowane do potrzeb cyfryzującego i robotyzującego się świata i gospodarki, dofinansowywanie kształcenia ustawicznego Polaków. Dzisiaj większość osób które chcą pracować, mogą pracę znaleźć, ale „jutro” będzie to coraz trudniejsze. Przede wszystkim ze względu na brak odpowiednich umiejętności i kompetencji. A do ich budowania potrzebny jest lifelong learing.

Tymczasem rząd planując budżet państwa na 2018 r. zakłada w planie finansowym Funduszu Pracy, który ma dysponować prawie 12 mld zł, że wydatki z niego wyniosą 8,2 mld zł. Mając „rezerwę” 3,6 mld zł rząd jednocześnie obniża o 50 proc. i tak bardzo niskie wydatki na Krajowy Fundusz Szkoleniowy (z 200 mln zł do 100 mln zł). Rząd nie ma też w planach żadnego systemowego programu zapewniającego Polakom kształcenie ustawiczne. Już dzisiaj w Polsce zaczynają działać przedsiębiorstwa, w których na 1 zatrudnionego przypadają 3 roboty.  Może lepiej zamiast zwiększać wydatki społeczne do 75 mld zł zacząć znacznie więcej przeznaczać na kształcenie ustawiczne.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Europejskiej pod względem PKB na głowę mieszkańca – podał Eurostat.

Regionalny rocznik statystyczny Eurostatu, z którego pochodzą dane, zaprezentowano przy okazji organizowanego przez Komisję Europejską i Komitet Regionów UE XV Europejskiego Tygodnia Miast i Regionów w Brukseli, który zakończył się w czwartek.

Analizie poddano jednostki statystyczne na poziomie tzw. NUTS 2, które w Polsce odpowiadają województwom. Jak wynika z wyliczeń Eurostatu, w 2015 r. PKB per capita, według standardów siły nabywczej (PPS), w województwie mazowieckim osiągnął 109 proc. średniej unijnej, podczas gdy osiem lat wcześniej – 82 proc. (wzrost o 27,2 pkt proc.).

Dało to Mazowszu czwartą pozycję w tempie rozwoju gospodarczego wśród 276 regionów UE, po regionie wydzielonym z części Londynu obejmującej tamtejsze City oraz regionach stołecznych Rumunii i Słowacji.

Jak podkreślono w raporcie, chociaż różnice między wschodem i zachodem w tworzeniu dobrobytu pozostały, to wzór nie jest już tak oczywisty jak przed rozszerzeniem w 2004 r., a także w latach 2007 i 2013. „Sugeruje to, że polityka członkostwa w UE i polityka spójności były skuteczne, przynajmniej w części, przy rozwiązywaniu problemu dysproporcji krajowych i regionalnych” – napisano w analizie.

Dane Eurostatu pokazują, że wszystkie polskie województwa rozwijały się szybciej niż średnia dla 28 państw UE. Wielkopolska w odniesieniu do średniej unijnej przesunęła się o 19 pkt. proc. do góry, woj. dolnośląskie – o 18 pkt proc., a woj. łódzkie, małopolskie i śląskie – o 15 pkt. proc. Relatywnie najwolniej dystans nadrabiało w tym czasie woj. świętokrzyskie (8 pkt proc.).

Jak wynika z danych, mimo wyraźnej tendencji wzrostowej Polski, jedynie trzy województwa w 2015 roku przekroczyły próg 75 proc. średniej unijnej – mazowieckie, dolnośląskie i wielkopolskie.

Ponadto z 19 regionów, w których poziom PKB per capita był mniejszy niż połowa średniej unijnej, cztery leżą w Polsce. Są to woj.: lubelskie, podkarpackie, warmińsko-mazurskie oraz podlaskie.

Najbiedniejszy region w UE to Sewerozapaden w północno-zachodniej Bułgarii (30 proc. średniej UE), w którym PKB per capita był 20 razy niższy niż w najbogatszym w 2015 r. regionie statystycznym, czyli części Londynu obejmującej tamtejsze City (580 proc. średniej unijnej).

Wyniki ekonomiczne regionów są podstawą przydziału środków w ramach unijnej polityki spójności. Objęte są nią wszystkie regiony Unii Europejskiej, jednak większość funduszy unijnych (a dokładniej strukturalnych) kierowana jest do regionów, w których PKB na mieszkańca nie przekracza 75 proc. średniej dla 28 państw UE.

W perspektywie unijnej 2014-2020 przydział funduszy odbywa się na podstawie średniego PKB per capita w trzyletnim okresie między 2007 a 2009 r. Od przyszłego roku 17. polskim regionem NUTS 2 będzie Warszawa, wydzielona statystycznie z obszaru Mazowsza.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Pięć scenariuszy, które Komisja Europejska przedstawiła w związku z obchodzoną w tym roku 60-tą rocznicą podpisania Traktatów Rzymskich, było przyczynkiem do dyskusji i głębszej refleksji o przyszłości UE podczas ostatniego posiedzenia BusinessEurope, czyli federacji zrzeszającej europejskich przedsiębiorców i pracodawców, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan.

Rozmawialiśmy o przyszłości Europy w kontekście potrzeb i oczekiwań biznesu. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że zaproponowane w Białej Księdze scenariusze: 1 (czyli kontynuacja) i 2 (tylko jednolity rynek) są zbyt mało ambitne.

W pierwszym scenariuszu, 27 państw członkowskich, już bez Wielkiej Brytanii, realizuje obecny program reform,  wzmacnia jednolity rynek, zwiększa inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną oraz wprowadza stopniowe zmiany funkcjonowania strefy euro. Zgodnie z drugim scenariuszem, powinniśmy skupić się na poprawie funkcjonowania jednolitego rynku, niwelując wciąż istniejące bariery – fiskalne (m. in. poprzez wyrównanie zasad opodatkowania i stawek podatkowych) i techniczne (ujednolicenie regulacji technicznych i norm, np. w zakresie jakości, bezpieczeństwa, znakowania), upraszczamy zasady uznawania kwalifikacji zawodowych oraz dążymy do liberalizacji w sektorze usług (włączając usługi sieciowe). Dla biznesu, coraz bardziej zintegrowany, otwarty i konkurencyjny rynek unijny jest priorytetem, zwłaszcza w kontekście coraz częściej występującego protekcjonizmu (np. w zakresie delegowania pracowników). Jednak w obliczu obecnych wyzwań sprawnie funkcjonujący jednolity rynek to za mało.

Dlatego scenariusz, który proponuje BusinessEurope, to połączenie scenariuszy: 4 (robimy mniej, ale efektywniej) i 5 (robimy wspólnie znacznie więcej) oraz dodanie elementów scenariusza 3 (ci, którzy chcą więcej, robią więcej), jako instrumentu, umożliwiającego osiągnięcie celu, czyli realizację kluczowych polityk, pod warunkiem zachowania zintegrowanej i spójnej Unii, z funkcjonującym bez zakłóceń jednolitym rynkiem.

Scenariusz 4 zakłada, że UE koncentruje się na skuteczniejszym działaniu w kluczowych obszarach, jak np. jednolity rynek, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, pobudzając wzrost gospodarczy i zwiększając zatrudnienie. Według scenariusza 5, państwa członkowskie decydują się robić wspólnie znacznie więcej we wszystkich obszarach polityki, włączając obronność i bezpieczeństwo. Kwietniowe badanie Eurobarometru pokazało, że dla zdecydowanej większości Europejczyków, Unia musi odgrywać większą rolę w kwestiach polityk zagranicznej i obronnej (73 proc.), walki z terroryzmem (80 proc.) oraz ochrony środowiska (75 proc.), dlatego te obszary, jak również polityka handlowa i przemysłowa, powinny znaleźć się wśród priorytetów UE.

W obydwu scenariuszach, Komisja Europejska proponuje współdziałanie wszystkich 27 państw. Inaczej jest w przypadku scenariusza 3, który wzbudza największe kontrowersje. Scenariusz dopuszcza powstawanie „koalicji chętnych”, czyli państw członkowskich, które chcą bliższej współpracy w wybranych obszarach polityki, jak np. obronność, bezpieczeństwo wewnętrzne, opodatkowanie czy sprawy socjalne. „Młodsze” państwa członkowskie, w tym Polska, obawiają się powstania „Europy wielu prędkości”, w której rdzeń, czyli państwa strefy euro, będą się ściśle integrować wokół wspólnej waluty, a reszta pozostanie w tyle. Wybór Emmanuela Macron na prezydenta Francji podgrzał te obawy. Macron opowiada się za osobnym parlamentem i budżetem dla strefy euro.

 

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Kierowców będą pilnować tzw. inteligentne tachografy. Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych przez służby kontrolne. Od czerwca 2019 r. każdy nowy pojazd wykonujący usługi transportowe na terenie UE będzie musiał być wyposażony w tzw. inteligentny tachograf.

W związku z różnorodnością oraz rosnącą częstotliwością manipulacji stosowanych przez kierowców zawodowych, Komisja Europejska opracowała załącznik IC do Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 165/2014, który szczegółowo określa budowę i użytkowanie tzw. inteligentnych tachografów. Jak zapowiada organ unijny, proponowane zmiany mają ograniczyć możliwości ingerowania w pracę urządzeń, a jednocześnie zwiększyć wykrywalność manipulacji w czasie kontroli. Obowiązek montowania inteligentnych tachografów we wszystkich nowych pojazdach zostanie wprowadzony od 15 czerwca 2019 r. Jednak firmy transportowe, które w najbliższym czasie planują zmianę bądź zakup nowych samochodów ciężarowych, już teraz powinny szczegółowo zapoznać się z propozycjami Komisji Europejskiej. Znajomość planowanych poprawek do Rozporządzenia 165/2014 może uchronić przedsiębiorstwa przed poniesieniem dodatkowych kosztów, związanych z wymianą tachografów w dopiero co zakupionych pojazdach.

– Zminimalizowanie manipulacji jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którym stoi branża transportowa. Wprowadzenie tachografów cyfrowych w 2006 r. miało zapobiec nielegalnym praktykom. Okazało się jednak, że urządzenia cyfrowe, podobnie jak analogowe, są narażone na zewnętrzną ingerencję. Potwierdzają to dane opublikowane w 2014 r. przez Komisję Europejską, z których wynika, że w co trzecim pojeździe dochodzi do oszustw dotyczących rejestrowania czasu pracy oraz odpoczynku – zauważa Małgorzata Stocerz,  Kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO, która uczestniczy w konsultacjach KE dotyczących załącznika IC.

Lokalizowanie pojazdu

Inteligentne tachografy mają być następnym krokiem w walce z manipulacjami. Wszelkie ingerencje w pracę urządzeń nie tylko mają wpływ na branżę przewozów oraz rynkową pozycję uczciwych przewoźników, ale stwarzają także zagrożenie dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu. Dotychczasowe doświadczenie inspekcji i służb kontrolnych pokazało, że w celu zapewnienia skuteczności i sprawności tachografów, należy wprowadzić́ kolejne poprawki do pewnych elementów technicznych i samych procedur kontroli.

– Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych, poprzez wbudowany model Bluetooth. Co więcej, przesyłanie informacji będzie dostępne także poprzez systemy ITS, czyli Inteligentne Systemy Transportowe. Nowoczesne urządzenia są elementem tworzenia bardziej zrównoważonego, bezpiecznego, innowacyjnego i konkurencyjnego europejskiego sektora drogowego  – mówi Małgorzata Stocerz.

Tachografy nowej generacji mają także zwiększyć skuteczność kontroli drogowych. Do dyspozycji inspekcji i służb kontrolnych zostanie oddane narzędzie, które pozwoli na zdalne sprawdzanie kierowców, bez konieczności zatrzymywania pojazdu.

– Poprzez urządzenia stosujące mikrofale, podobne do dzisiejszych systemów poboru opłat, możliwe będzie odczytywanie niezbędnych danych z tachografów, bez konieczności zatrzymywania ciężarówki. Ponadto nowe, inteligentne urządzenia umożliwią inspekcjom sprawdzenie masy całego zespołu pojazdów. Dzięki temu łatwiejsze będzie wykrycie zbyt dużego obciążenia, które w istotny sposób wpływa na stan dróg oraz zagraża bezpieczeństwu w ruchu drogowym. W tachografach zmieni się także struktura zapisywanych danych, a także pojawią się nowe certyfikaty, które tym razem będą wydawane na określony czas – 15 lat. Zmusi to firmy transportowe do wymiany tachografów w samochodach ciężarowych właśnie w takim okresie – podsumowuje Małgorzata Stocerz.

Jak wskazuje ekspert, zdalna kontrola nie będzie jednak równoznaczna z nałożeniem mandatu lub grzywny na kierowcę czy przedsiębiorstwo transportowe w momencie wykrycia nieprawidłowości. Na podstawie tak pozyskanych danych, właściwy organ kontrolny będzie mógł efektywniej i bardziej szczegółowo sprawdzić pojazd i dopiero wtedy rozpocząć procedury związane z nałożeniem  odpowiednich kar finansowych.

Wypowiedź: Małgorzata Stocerz, kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO.

Kierowca, będący osobą prywatną, który aby zaoszczędzić na paliwie szuka przez internet chętnych do wspólnej jazdy, nie musi zawiadamiać o tym fiskusa, ani tym bardziej nie ma obowiązku rejestrować w tym celu własnej firmy.

O ile kierowca oferujący przejazdy za pomocą aplikacji Uber to w oczach fiskusa rasowy przedsiębiorca, o tyle kierowca, oferujący przez internet wspólny przejazd własnym samochodem w zamian za podział kosztów tego przejazdu już nie. Jeśli kierowca działa jako osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej i używa samochodu do celów prywatnych, otrzymana zapłata od pasażera nie rodzi obowiązku podatkowego ani na gruncie PIT ani VAT.

Wspólne przejazdy nie generują zarobku

Dobrym przykładem internetowej platformy pośredniczącej w takich wspólnych przejazdach jest BlaBlaCar. To internetowy portal społecznościowy, na którym mogą się odnaleźć wybierający się w dłuższą podróż kierowcy i osoby potrzebujące tzw. podwózki. Portal pozwala kierowcy zaoszczędzić na kosztach podróży, a pasażerowi znaleźć bardzo tani transport – przykładowa cena za połączenie Warszawa-Katowice to 37 zł.

Zasadą działania portalu jest współdzielenie się przez kierowców kosztami przejazdu z innymi użytkownikami portalu. Kierowca jako osoba prywatna, bez celu zarobkowego, oferuje miejsce w swoim samochodzie w zamian za to, że pasażer „dorzuca się” do benzyny i innych koniecznych opłat (np. za autostradę).

W przypadku BlaBlaCar, sam portal zobowiązuje kierowców do pobierania odpowiednio niskich stawek za przejazd – takich, które nie będą większe niż faktyczny koszt przejazdu, czyli nie pozwolą kierowcy osiągnąć jakiegokolwiek zysku. Jak czytamy w regulaminie BlaBlaCar, „Serwis Usługodawcy dostępny jest dla Usługobiorców wyłącznie dla celów niekomercyjnych. W szczególności zabronione jest oferowanie lub korzystanie z Usług w celach zarobkowych lub związanych z działalnością zawodową Usługobiorców, w tym osiąganie z tytułu Podróży dochodu”.

Nie ma zarobku, nie ma podatku

W powyższych okolicznościach, jeśli kierowca i pasażer występują na portalu jako osoby prywatne, kierowca wykorzystuje swój samochód tylko do celów prywatnych, a pasażer jedynie partycypuje w kosztach transportu, po stronie kierowcy nie pojawia się żaden przychód. Już jakiś czas temu resort finansów zajął stanowisko, że wspólne przejazdy oparte na zasadzie podziału kosztów podróży nie podlegają opodatkowaniu. Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o PIT opodatkowaniu podlega bowiem dochód stanowiący nadwyżkę przychodów nad kosztami ich uzyskania.

Opodatkowaniu podlegałby natomiast, zdaniem resortu, dochód kierowcy, jeśli ten pobierałby od pasażerów opłaty za przejazd przewyższające faktyczny koszt wspólnej podróży przypadający na każdego z pasażerów.

Przejazd „przy okazji” nie jest działalnością

Kropką nad „i” przesądzającą o tym, że wspólne przejazdy powinny znajdować się poza zainteresowaniem fiskusa jest fakt, że kierowca podwozi pasażera zawsze przy okazji własnej, zaplanowanej wcześniej podróży. Kierowca nie zabiera pasażera w miejsce, które wybiera pasażer, tylko tam, gdzie akurat jedzie sam, w osobistym celu. Świadczy to o tym, że przejazd jest okazjonalny, zatem nie może być traktowany jako stała działalność gospodarcza, która co do zasady wymaga rozliczania podatku od towarów i usług.

Przyszłość współdzielących się nie jest przesądzona

Warto jednak pamiętać, że póki co, ani ustawa o PIT ani ustawa o VAT nie przewidują szczególnych rozwiązań dotyczących opodatkowania transakcji zawieranych w ramach tzw. ekonomii współdzielenia. Z tych względów ustawodawca często zaleca traktowanie każdego przypadku współdzielenia indywidualnie i ostrożnie. Rynkowi usług prywatnych bazujących na zasadzie współdzielenie cały czas przygląda się nie tylko Ministerstwo Gospodarki, ale i sama Komisja Europejska. Komisja zaleca rozróżniać okazjonalne oferty od regularnego biznesu, innymi słowy – aktywności obywateli opartych na dzieleniu się kosztami od tych, w których celem jest zarabianie na udostępnianych innym zasobach.

 

Źródło: Tax Care

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w czerwcu br. o 6% r/r., zatrudnienie było wyższe o 4,3% r/r  – podał GUS.

Dobra koniunktura gospodarcza przy narastającym niżu demograficznym to przepis na kłopoty ze znalezieniem pracowników. Problem potęguje decyzja o obniżeniu wieku emerytalnego. O braku pracowników otwarcie mówią już przedstawiciele wielu branż m.in. odzieżowej, transportu i logistyki, czy motoryzacji. Firmy starają się częściowo kompensować braki kadrowe pracownikami z Ukrainy. Jednak zasoby te nie są wystarczające, a informacje płynące z rynku pracy nie nastrajają optymizmem. Niski współczynnik aktywności zawodowej – 56,1% jest wyzwaniem, z którym będzie musiał się zmierzyć rząd. Bez kompleksowej strategii aktywizacji zawodowej nawet rosnące pensje nie zachęcą do powrotu na rynek pracy.

Program 500+ zmniejszył zagrożenie ubóstwem i wykluczeniem do poziomu niższego niż w Unii Europejskiej. I dane te należy oceniać pozytywnie, tym bardziej, że obecnie tylko 23,4 % ludzi jest zagrożonych ubóstwem wobec 45,3% w 2005. Takie dane publikuje Komisja Europejska. Niestety „Program 500+” wypchnął też poza rynek pracy wiele osób, które teraz trzeba zaaktywizować. Wstrzymano też programy aktywizacji długotrwale bezrobotnych realizowanych w partnerstwie z agencjami zatrudnienia. Potrzebne są programy aktywizujące młode matki – rozwijające zorganizowaną opiekę przedszkolną, czy elastyczne kontrakty zatrudnienia, które pozwalają godzić życie zawodowe z rodzinnym. Jednak głównym wyzwaniem dla rządu są działania zachęcające młodych do szybszego wchodzenia na rynek pracy i łączenia edukacji ze zdobywaniem praktycznego doświadczenia zawodowego. Mamy nadzieję, że planowana reforma edukacji, poza przywróceniem 8-letniej szkoły podstawowej, odbuduje pozycje kształcenia zawodowego i zagwarantuje kompleksowe i wczesne doradztwo zawodowe, które jest kluczowe dla odpowiedzialnego planowania rozwoju zawodowego.

Bolączką polskiego rynku pracy jest również brak długofalowej polityki migracyjnej, która powoli staje się koniecznością. Pracownicy z Ukrainy, o ile ratują bieżące braki kadrowe w wielu branżach, nie są jednak w stanie rozwiązać problemów w długim terminie. Rząd powinien opracować kompleksową, a przede wszystkim odpowiedzialną strategię włączania cudzoziemców w polskie społeczeństwo. Idealnym obszarem asymilacji dla obcokrajowców jest właśnie rynek pracy. To w firmach cudzoziemcy mogą poznać kulturę, wartości i ludzi, stając się częścią społeczeństwa kraju, do którego przyjeżdżają.

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Według danych Komisji Europejskiej na drogach europejskich ginie średnio 70 osób dziennie. Opublikowane statystyki potwierdzają, że to niepokojące zjawisko nadal utrzymuje się na zbyt wysokim poziomie. Obowiązkowe ubezpieczenie OC, które działa w większości państw europejskich chroni polskich kierowców tylko przed odpowiedzialnością finansową za skutki związane ze spowodowaniem kolizji czy wypadku. Ubezpieczenie to nie chroni naszego majątku w postaci pojazdu, którym podróżujemy w sytuacji powstania szkody. Ponadto, brak dodatkowego ubezpieczenia Assistance może wiązać się z ogromnymi kosztami. Ile zapłacimy za holowanie, gdy samochód odmówi nam posłuszeństwa? Jak odpowiednio się ubezpieczyć i dlaczego AC krótkoterminowe to najlepsze rozwiązanie na wakacyjny wyjazd?

Kierowca wybierający się na wakacje samochodem powinien pamiętać, iż w niektórych krajach europejskich należy przed wjazdem na dane terytorium zaopatrzyć się w Zieloną Kartę, czyli Międzynarodowy Certyfikat Ubezpieczeniowy. Do krajów tych należą: Albania, Andora, Białoruś, Rosja, Ukraina, Turcja, Serbia czy Maroko. – Możliwość skorzystania z Zielonej Karty najczęściej otrzymujemy bez kosztowo przy zakupie ubezpieczenia OC. Taki certyfikat ma jednak swój okres ważności (minimalnie 15 dni) a jego wystawienie wymaga czasu, dlatego przed wyjazdem należy zadbać o uzyskanie takiego dokumentu – tłumaczy Marek Dmytryk, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.

Wypadek za granicą

Z rankingu OECD wynika, że Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw. W ubiegłym roku statystyczny pracownik spędził prawie 2 tys. godzin w pracy. Właśnie dlatego urlop to dla nas zasłużony i wyczekiwany czas. Nie ulega wątpliwości, że chcielibyśmy spędzić go wolni od zmartwień i problemów. Niestety, na pewne sytuacje nie mamy wpływu więc warto być przygotowanym na każdą okoliczność. Jeżeli w drodze na urlop doszło do wypadku to obowiązkowe ubezpieczenie OC, pokryje wszystkie koszty związane z wyrządzoną przez kierowcę krzywdą. Ale co robić w sytuacji, kiedy zderzymy się z cudzoziemcem, w dodatku nie posiadającym ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej? – Gdy doszło już do kolizji, pierwszą barierą może okazać się język. Przed wyjazdem powinniśmy się upewnić, że posiadamy druk wspólnego, polsko-angielskiego oświadczenia o zdarzeniu drogowym (można go pobrać ze strony internetowej Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych). Takie oświadczenie musimy spisać z drugim uczestnikiem wypadku – będzie to podstawą do wystąpienia z roszczeniem o wypłatę  odszkodowania z OC sprawcy albo przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, jeśli sprawca nie posiada ważnego ubezpieczenia – wyjaśnia Marek Dmytryk, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A. Pamiętajmy jednak, że OC za granicą nie wystarczy, dla naszego pełnego komfortu podróżowania. Co prawda Autocasco nie jest obowiązkowe, ale warto rozważyć wykupienie tej polisy, która chroni nas m.in., gdy dojdzie do uszkodzenia pojazdu podczas jazdy, parkowania lub wystąpienia kradzieży. – Nie każda osoba, która wykupuje AC korzysta z opcji dodatkowej ochrony w przypadku zaistnienia kradzieży. Przed wyjazdem sprawdźmy, jaki mamy zakres posiadanego ubezpieczenia Autocasco. Parkując samochód poza miejscami strzeżonymi, powinniśmy rozważyć tę ewentualność i zmodyfikować zakres posiadanej ochrony o dodatkowe opcje – mówi Marek Dmytryk.

Awaria na trasie

Kierowca, który posiada zarówno ubezpieczenie OC i AC może czuć się bezpieczniej. Jeśli jednak w trasie zdarzy się awaria samochodu Autocasco nie pomoże. W takiej sytuacji konieczne jest posiadanie ubezpieczenia Assistance, a jego brak w przypadku awarii może wiązać  się z ogromnymi kosztami. – Ubezpieczenie, które ma w swoim zakresie także holowanie pojazdu może okazać się ratunkiem dla naszego portfela. Koszt przywiezienia na lawecie samochodu zza granicy może wynosić kilka tysięcy złotych. Jest on oczywiście uzależniony od trasy holowania, terminu – czy jest to dzień powszedni czy święto, opłat związanych z korzystaniem z dróg, np. autostrad oraz masy pojazdu – mówi Marek Dmytryk z Gothaer. Ubezpieczenie to gwarantuje nie tylko holowanie czy ewentualną pomoc na miejscu awarii, czy naprawę  pojazdu. – Nie wszyscy kierowcy zdają sobie sprawę, że posiadając odpowiedni wariant Assistance – w ramach tzw. pomocy w podróży mogą liczyć na organizację i pokrycie kosztów wynajmu pojazdu zastępczego, odbiór naprawionego pojazdu, organizację noclegu czy pomoc tłumacza przez telefon. Assistance komunikacyjne daje kierowcom także dostęp do szerokiego zakresu usług informacyjnych. Kontaktując się z centrum Assistance możemy uzyskać informacje o warsztatach samochodowych, pomocy drogowej, pensjonatach, hotelach, czy też schroniskach dla zwierząt – dodaje Marek Dmytryk.

Tylko na czas wyjazdu

Tradycyjne ubezpieczenia samochodu wykupujemy zwykle na okres 12 miesięcy. Za granicę wyjeżdżamy jednak na znacznie krótszy czas – najczęściej jednego lub dwóch tygodni. Dla osób, które nie chcą obciążać się wydatkami na cały rok – ubezpieczyciele oferują Assistance krótkoterminowe, które przeciętnie chroni ubezpieczonego przez 14 dni.

 

Źródło: Gothaer

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...

Zobacz ile płacimy za prąd i gaz na tle innych krajów europejskich

Eurostat podał niedawno informacje o cenach energii elektrycznej i gazu, jakie plasują się w krajach...

MŚP korzystają z ubezpieczenia majątku firmy częściej niż z leasingu czy kredytu

Podstawowym źródłem finansowania małych i średnich firm pozostają środki własne (94 proc. wskazań). ...

Robotyzacja zabierze nam pracę – na początek usługi finansowe

Jak informuje "Puls Biznesu" powołujący się na badania A.T. Kearney i Arvato, sektor finansowy wydaj...

Główny Inspektor pracy apeluje o skrócenie czasu pracy pracownikom

Jak czytamy w komunikacie Głównego Inspektoratu Pracy, z uwagi na nadzwyczajną falę upałów Główny In...