Home Tagi Wpis otagowany "Komisja Europejska"

Komisja Europejska

Pięć scenariuszy, które Komisja Europejska przedstawiła w związku z obchodzoną w tym roku 60-tą rocznicą podpisania Traktatów Rzymskich, było przyczynkiem do dyskusji i głębszej refleksji o przyszłości UE podczas ostatniego posiedzenia BusinessEurope, czyli federacji zrzeszającej europejskich przedsiębiorców i pracodawców, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan.

Rozmawialiśmy o przyszłości Europy w kontekście potrzeb i oczekiwań biznesu. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że zaproponowane w Białej Księdze scenariusze: 1 (czyli kontynuacja) i 2 (tylko jednolity rynek) są zbyt mało ambitne.

W pierwszym scenariuszu, 27 państw członkowskich, już bez Wielkiej Brytanii, realizuje obecny program reform,  wzmacnia jednolity rynek, zwiększa inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną oraz wprowadza stopniowe zmiany funkcjonowania strefy euro. Zgodnie z drugim scenariuszem, powinniśmy skupić się na poprawie funkcjonowania jednolitego rynku, niwelując wciąż istniejące bariery – fiskalne (m. in. poprzez wyrównanie zasad opodatkowania i stawek podatkowych) i techniczne (ujednolicenie regulacji technicznych i norm, np. w zakresie jakości, bezpieczeństwa, znakowania), upraszczamy zasady uznawania kwalifikacji zawodowych oraz dążymy do liberalizacji w sektorze usług (włączając usługi sieciowe). Dla biznesu, coraz bardziej zintegrowany, otwarty i konkurencyjny rynek unijny jest priorytetem, zwłaszcza w kontekście coraz częściej występującego protekcjonizmu (np. w zakresie delegowania pracowników). Jednak w obliczu obecnych wyzwań sprawnie funkcjonujący jednolity rynek to za mało.

Dlatego scenariusz, który proponuje BusinessEurope, to połączenie scenariuszy: 4 (robimy mniej, ale efektywniej) i 5 (robimy wspólnie znacznie więcej) oraz dodanie elementów scenariusza 3 (ci, którzy chcą więcej, robią więcej), jako instrumentu, umożliwiającego osiągnięcie celu, czyli realizację kluczowych polityk, pod warunkiem zachowania zintegrowanej i spójnej Unii, z funkcjonującym bez zakłóceń jednolitym rynkiem.

Scenariusz 4 zakłada, że UE koncentruje się na skuteczniejszym działaniu w kluczowych obszarach, jak np. jednolity rynek, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, pobudzając wzrost gospodarczy i zwiększając zatrudnienie. Według scenariusza 5, państwa członkowskie decydują się robić wspólnie znacznie więcej we wszystkich obszarach polityki, włączając obronność i bezpieczeństwo. Kwietniowe badanie Eurobarometru pokazało, że dla zdecydowanej większości Europejczyków, Unia musi odgrywać większą rolę w kwestiach polityk zagranicznej i obronnej (73 proc.), walki z terroryzmem (80 proc.) oraz ochrony środowiska (75 proc.), dlatego te obszary, jak również polityka handlowa i przemysłowa, powinny znaleźć się wśród priorytetów UE.

W obydwu scenariuszach, Komisja Europejska proponuje współdziałanie wszystkich 27 państw. Inaczej jest w przypadku scenariusza 3, który wzbudza największe kontrowersje. Scenariusz dopuszcza powstawanie „koalicji chętnych”, czyli państw członkowskich, które chcą bliższej współpracy w wybranych obszarach polityki, jak np. obronność, bezpieczeństwo wewnętrzne, opodatkowanie czy sprawy socjalne. „Młodsze” państwa członkowskie, w tym Polska, obawiają się powstania „Europy wielu prędkości”, w której rdzeń, czyli państwa strefy euro, będą się ściśle integrować wokół wspólnej waluty, a reszta pozostanie w tyle. Wybór Emmanuela Macron na prezydenta Francji podgrzał te obawy. Macron opowiada się za osobnym parlamentem i budżetem dla strefy euro.

 

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Kierowców będą pilnować tzw. inteligentne tachografy. Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych przez służby kontrolne. Od czerwca 2019 r. każdy nowy pojazd wykonujący usługi transportowe na terenie UE będzie musiał być wyposażony w tzw. inteligentny tachograf.

W związku z różnorodnością oraz rosnącą częstotliwością manipulacji stosowanych przez kierowców zawodowych, Komisja Europejska opracowała załącznik IC do Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 165/2014, który szczegółowo określa budowę i użytkowanie tzw. inteligentnych tachografów. Jak zapowiada organ unijny, proponowane zmiany mają ograniczyć możliwości ingerowania w pracę urządzeń, a jednocześnie zwiększyć wykrywalność manipulacji w czasie kontroli. Obowiązek montowania inteligentnych tachografów we wszystkich nowych pojazdach zostanie wprowadzony od 15 czerwca 2019 r. Jednak firmy transportowe, które w najbliższym czasie planują zmianę bądź zakup nowych samochodów ciężarowych, już teraz powinny szczegółowo zapoznać się z propozycjami Komisji Europejskiej. Znajomość planowanych poprawek do Rozporządzenia 165/2014 może uchronić przedsiębiorstwa przed poniesieniem dodatkowych kosztów, związanych z wymianą tachografów w dopiero co zakupionych pojazdach.

– Zminimalizowanie manipulacji jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którym stoi branża transportowa. Wprowadzenie tachografów cyfrowych w 2006 r. miało zapobiec nielegalnym praktykom. Okazało się jednak, że urządzenia cyfrowe, podobnie jak analogowe, są narażone na zewnętrzną ingerencję. Potwierdzają to dane opublikowane w 2014 r. przez Komisję Europejską, z których wynika, że w co trzecim pojeździe dochodzi do oszustw dotyczących rejestrowania czasu pracy oraz odpoczynku – zauważa Małgorzata Stocerz,  Kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO, która uczestniczy w konsultacjach KE dotyczących załącznika IC.

Lokalizowanie pojazdu

Inteligentne tachografy mają być następnym krokiem w walce z manipulacjami. Wszelkie ingerencje w pracę urządzeń nie tylko mają wpływ na branżę przewozów oraz rynkową pozycję uczciwych przewoźników, ale stwarzają także zagrożenie dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu. Dotychczasowe doświadczenie inspekcji i służb kontrolnych pokazało, że w celu zapewnienia skuteczności i sprawności tachografów, należy wprowadzić́ kolejne poprawki do pewnych elementów technicznych i samych procedur kontroli.

– Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych, poprzez wbudowany model Bluetooth. Co więcej, przesyłanie informacji będzie dostępne także poprzez systemy ITS, czyli Inteligentne Systemy Transportowe. Nowoczesne urządzenia są elementem tworzenia bardziej zrównoważonego, bezpiecznego, innowacyjnego i konkurencyjnego europejskiego sektora drogowego  – mówi Małgorzata Stocerz.

Tachografy nowej generacji mają także zwiększyć skuteczność kontroli drogowych. Do dyspozycji inspekcji i służb kontrolnych zostanie oddane narzędzie, które pozwoli na zdalne sprawdzanie kierowców, bez konieczności zatrzymywania pojazdu.

– Poprzez urządzenia stosujące mikrofale, podobne do dzisiejszych systemów poboru opłat, możliwe będzie odczytywanie niezbędnych danych z tachografów, bez konieczności zatrzymywania ciężarówki. Ponadto nowe, inteligentne urządzenia umożliwią inspekcjom sprawdzenie masy całego zespołu pojazdów. Dzięki temu łatwiejsze będzie wykrycie zbyt dużego obciążenia, które w istotny sposób wpływa na stan dróg oraz zagraża bezpieczeństwu w ruchu drogowym. W tachografach zmieni się także struktura zapisywanych danych, a także pojawią się nowe certyfikaty, które tym razem będą wydawane na określony czas – 15 lat. Zmusi to firmy transportowe do wymiany tachografów w samochodach ciężarowych właśnie w takim okresie – podsumowuje Małgorzata Stocerz.

Jak wskazuje ekspert, zdalna kontrola nie będzie jednak równoznaczna z nałożeniem mandatu lub grzywny na kierowcę czy przedsiębiorstwo transportowe w momencie wykrycia nieprawidłowości. Na podstawie tak pozyskanych danych, właściwy organ kontrolny będzie mógł efektywniej i bardziej szczegółowo sprawdzić pojazd i dopiero wtedy rozpocząć procedury związane z nałożeniem  odpowiednich kar finansowych.

Wypowiedź: Małgorzata Stocerz, kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO.

Kierowca, będący osobą prywatną, który aby zaoszczędzić na paliwie szuka przez internet chętnych do wspólnej jazdy, nie musi zawiadamiać o tym fiskusa, ani tym bardziej nie ma obowiązku rejestrować w tym celu własnej firmy.

O ile kierowca oferujący przejazdy za pomocą aplikacji Uber to w oczach fiskusa rasowy przedsiębiorca, o tyle kierowca, oferujący przez internet wspólny przejazd własnym samochodem w zamian za podział kosztów tego przejazdu już nie. Jeśli kierowca działa jako osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej i używa samochodu do celów prywatnych, otrzymana zapłata od pasażera nie rodzi obowiązku podatkowego ani na gruncie PIT ani VAT.

Wspólne przejazdy nie generują zarobku

Dobrym przykładem internetowej platformy pośredniczącej w takich wspólnych przejazdach jest BlaBlaCar. To internetowy portal społecznościowy, na którym mogą się odnaleźć wybierający się w dłuższą podróż kierowcy i osoby potrzebujące tzw. podwózki. Portal pozwala kierowcy zaoszczędzić na kosztach podróży, a pasażerowi znaleźć bardzo tani transport – przykładowa cena za połączenie Warszawa-Katowice to 37 zł.

Zasadą działania portalu jest współdzielenie się przez kierowców kosztami przejazdu z innymi użytkownikami portalu. Kierowca jako osoba prywatna, bez celu zarobkowego, oferuje miejsce w swoim samochodzie w zamian za to, że pasażer „dorzuca się” do benzyny i innych koniecznych opłat (np. za autostradę).

W przypadku BlaBlaCar, sam portal zobowiązuje kierowców do pobierania odpowiednio niskich stawek za przejazd – takich, które nie będą większe niż faktyczny koszt przejazdu, czyli nie pozwolą kierowcy osiągnąć jakiegokolwiek zysku. Jak czytamy w regulaminie BlaBlaCar, „Serwis Usługodawcy dostępny jest dla Usługobiorców wyłącznie dla celów niekomercyjnych. W szczególności zabronione jest oferowanie lub korzystanie z Usług w celach zarobkowych lub związanych z działalnością zawodową Usługobiorców, w tym osiąganie z tytułu Podróży dochodu”.

Nie ma zarobku, nie ma podatku

W powyższych okolicznościach, jeśli kierowca i pasażer występują na portalu jako osoby prywatne, kierowca wykorzystuje swój samochód tylko do celów prywatnych, a pasażer jedynie partycypuje w kosztach transportu, po stronie kierowcy nie pojawia się żaden przychód. Już jakiś czas temu resort finansów zajął stanowisko, że wspólne przejazdy oparte na zasadzie podziału kosztów podróży nie podlegają opodatkowaniu. Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o PIT opodatkowaniu podlega bowiem dochód stanowiący nadwyżkę przychodów nad kosztami ich uzyskania.

Opodatkowaniu podlegałby natomiast, zdaniem resortu, dochód kierowcy, jeśli ten pobierałby od pasażerów opłaty za przejazd przewyższające faktyczny koszt wspólnej podróży przypadający na każdego z pasażerów.

Przejazd „przy okazji” nie jest działalnością

Kropką nad „i” przesądzającą o tym, że wspólne przejazdy powinny znajdować się poza zainteresowaniem fiskusa jest fakt, że kierowca podwozi pasażera zawsze przy okazji własnej, zaplanowanej wcześniej podróży. Kierowca nie zabiera pasażera w miejsce, które wybiera pasażer, tylko tam, gdzie akurat jedzie sam, w osobistym celu. Świadczy to o tym, że przejazd jest okazjonalny, zatem nie może być traktowany jako stała działalność gospodarcza, która co do zasady wymaga rozliczania podatku od towarów i usług.

Przyszłość współdzielących się nie jest przesądzona

Warto jednak pamiętać, że póki co, ani ustawa o PIT ani ustawa o VAT nie przewidują szczególnych rozwiązań dotyczących opodatkowania transakcji zawieranych w ramach tzw. ekonomii współdzielenia. Z tych względów ustawodawca często zaleca traktowanie każdego przypadku współdzielenia indywidualnie i ostrożnie. Rynkowi usług prywatnych bazujących na zasadzie współdzielenie cały czas przygląda się nie tylko Ministerstwo Gospodarki, ale i sama Komisja Europejska. Komisja zaleca rozróżniać okazjonalne oferty od regularnego biznesu, innymi słowy – aktywności obywateli opartych na dzieleniu się kosztami od tych, w których celem jest zarabianie na udostępnianych innym zasobach.

 

Źródło: Tax Care

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w czerwcu br. o 6% r/r., zatrudnienie było wyższe o 4,3% r/r  – podał GUS.

Dobra koniunktura gospodarcza przy narastającym niżu demograficznym to przepis na kłopoty ze znalezieniem pracowników. Problem potęguje decyzja o obniżeniu wieku emerytalnego. O braku pracowników otwarcie mówią już przedstawiciele wielu branż m.in. odzieżowej, transportu i logistyki, czy motoryzacji. Firmy starają się częściowo kompensować braki kadrowe pracownikami z Ukrainy. Jednak zasoby te nie są wystarczające, a informacje płynące z rynku pracy nie nastrajają optymizmem. Niski współczynnik aktywności zawodowej – 56,1% jest wyzwaniem, z którym będzie musiał się zmierzyć rząd. Bez kompleksowej strategii aktywizacji zawodowej nawet rosnące pensje nie zachęcą do powrotu na rynek pracy.

Program 500+ zmniejszył zagrożenie ubóstwem i wykluczeniem do poziomu niższego niż w Unii Europejskiej. I dane te należy oceniać pozytywnie, tym bardziej, że obecnie tylko 23,4 % ludzi jest zagrożonych ubóstwem wobec 45,3% w 2005. Takie dane publikuje Komisja Europejska. Niestety „Program 500+” wypchnął też poza rynek pracy wiele osób, które teraz trzeba zaaktywizować. Wstrzymano też programy aktywizacji długotrwale bezrobotnych realizowanych w partnerstwie z agencjami zatrudnienia. Potrzebne są programy aktywizujące młode matki – rozwijające zorganizowaną opiekę przedszkolną, czy elastyczne kontrakty zatrudnienia, które pozwalają godzić życie zawodowe z rodzinnym. Jednak głównym wyzwaniem dla rządu są działania zachęcające młodych do szybszego wchodzenia na rynek pracy i łączenia edukacji ze zdobywaniem praktycznego doświadczenia zawodowego. Mamy nadzieję, że planowana reforma edukacji, poza przywróceniem 8-letniej szkoły podstawowej, odbuduje pozycje kształcenia zawodowego i zagwarantuje kompleksowe i wczesne doradztwo zawodowe, które jest kluczowe dla odpowiedzialnego planowania rozwoju zawodowego.

Bolączką polskiego rynku pracy jest również brak długofalowej polityki migracyjnej, która powoli staje się koniecznością. Pracownicy z Ukrainy, o ile ratują bieżące braki kadrowe w wielu branżach, nie są jednak w stanie rozwiązać problemów w długim terminie. Rząd powinien opracować kompleksową, a przede wszystkim odpowiedzialną strategię włączania cudzoziemców w polskie społeczeństwo. Idealnym obszarem asymilacji dla obcokrajowców jest właśnie rynek pracy. To w firmach cudzoziemcy mogą poznać kulturę, wartości i ludzi, stając się częścią społeczeństwa kraju, do którego przyjeżdżają.

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Według danych Komisji Europejskiej na drogach europejskich ginie średnio 70 osób dziennie. Opublikowane statystyki potwierdzają, że to niepokojące zjawisko nadal utrzymuje się na zbyt wysokim poziomie. Obowiązkowe ubezpieczenie OC, które działa w większości państw europejskich chroni polskich kierowców tylko przed odpowiedzialnością finansową za skutki związane ze spowodowaniem kolizji czy wypadku. Ubezpieczenie to nie chroni naszego majątku w postaci pojazdu, którym podróżujemy w sytuacji powstania szkody. Ponadto, brak dodatkowego ubezpieczenia Assistance może wiązać się z ogromnymi kosztami. Ile zapłacimy za holowanie, gdy samochód odmówi nam posłuszeństwa? Jak odpowiednio się ubezpieczyć i dlaczego AC krótkoterminowe to najlepsze rozwiązanie na wakacyjny wyjazd?

Kierowca wybierający się na wakacje samochodem powinien pamiętać, iż w niektórych krajach europejskich należy przed wjazdem na dane terytorium zaopatrzyć się w Zieloną Kartę, czyli Międzynarodowy Certyfikat Ubezpieczeniowy. Do krajów tych należą: Albania, Andora, Białoruś, Rosja, Ukraina, Turcja, Serbia czy Maroko. – Możliwość skorzystania z Zielonej Karty najczęściej otrzymujemy bez kosztowo przy zakupie ubezpieczenia OC. Taki certyfikat ma jednak swój okres ważności (minimalnie 15 dni) a jego wystawienie wymaga czasu, dlatego przed wyjazdem należy zadbać o uzyskanie takiego dokumentu – tłumaczy Marek Dmytryk, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.

Wypadek za granicą

Z rankingu OECD wynika, że Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw. W ubiegłym roku statystyczny pracownik spędził prawie 2 tys. godzin w pracy. Właśnie dlatego urlop to dla nas zasłużony i wyczekiwany czas. Nie ulega wątpliwości, że chcielibyśmy spędzić go wolni od zmartwień i problemów. Niestety, na pewne sytuacje nie mamy wpływu więc warto być przygotowanym na każdą okoliczność. Jeżeli w drodze na urlop doszło do wypadku to obowiązkowe ubezpieczenie OC, pokryje wszystkie koszty związane z wyrządzoną przez kierowcę krzywdą. Ale co robić w sytuacji, kiedy zderzymy się z cudzoziemcem, w dodatku nie posiadającym ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej? – Gdy doszło już do kolizji, pierwszą barierą może okazać się język. Przed wyjazdem powinniśmy się upewnić, że posiadamy druk wspólnego, polsko-angielskiego oświadczenia o zdarzeniu drogowym (można go pobrać ze strony internetowej Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych). Takie oświadczenie musimy spisać z drugim uczestnikiem wypadku – będzie to podstawą do wystąpienia z roszczeniem o wypłatę  odszkodowania z OC sprawcy albo przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, jeśli sprawca nie posiada ważnego ubezpieczenia – wyjaśnia Marek Dmytryk, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A. Pamiętajmy jednak, że OC za granicą nie wystarczy, dla naszego pełnego komfortu podróżowania. Co prawda Autocasco nie jest obowiązkowe, ale warto rozważyć wykupienie tej polisy, która chroni nas m.in., gdy dojdzie do uszkodzenia pojazdu podczas jazdy, parkowania lub wystąpienia kradzieży. – Nie każda osoba, która wykupuje AC korzysta z opcji dodatkowej ochrony w przypadku zaistnienia kradzieży. Przed wyjazdem sprawdźmy, jaki mamy zakres posiadanego ubezpieczenia Autocasco. Parkując samochód poza miejscami strzeżonymi, powinniśmy rozważyć tę ewentualność i zmodyfikować zakres posiadanej ochrony o dodatkowe opcje – mówi Marek Dmytryk.

Awaria na trasie

Kierowca, który posiada zarówno ubezpieczenie OC i AC może czuć się bezpieczniej. Jeśli jednak w trasie zdarzy się awaria samochodu Autocasco nie pomoże. W takiej sytuacji konieczne jest posiadanie ubezpieczenia Assistance, a jego brak w przypadku awarii może wiązać  się z ogromnymi kosztami. – Ubezpieczenie, które ma w swoim zakresie także holowanie pojazdu może okazać się ratunkiem dla naszego portfela. Koszt przywiezienia na lawecie samochodu zza granicy może wynosić kilka tysięcy złotych. Jest on oczywiście uzależniony od trasy holowania, terminu – czy jest to dzień powszedni czy święto, opłat związanych z korzystaniem z dróg, np. autostrad oraz masy pojazdu – mówi Marek Dmytryk z Gothaer. Ubezpieczenie to gwarantuje nie tylko holowanie czy ewentualną pomoc na miejscu awarii, czy naprawę  pojazdu. – Nie wszyscy kierowcy zdają sobie sprawę, że posiadając odpowiedni wariant Assistance – w ramach tzw. pomocy w podróży mogą liczyć na organizację i pokrycie kosztów wynajmu pojazdu zastępczego, odbiór naprawionego pojazdu, organizację noclegu czy pomoc tłumacza przez telefon. Assistance komunikacyjne daje kierowcom także dostęp do szerokiego zakresu usług informacyjnych. Kontaktując się z centrum Assistance możemy uzyskać informacje o warsztatach samochodowych, pomocy drogowej, pensjonatach, hotelach, czy też schroniskach dla zwierząt – dodaje Marek Dmytryk.

Tylko na czas wyjazdu

Tradycyjne ubezpieczenia samochodu wykupujemy zwykle na okres 12 miesięcy. Za granicę wyjeżdżamy jednak na znacznie krótszy czas – najczęściej jednego lub dwóch tygodni. Dla osób, które nie chcą obciążać się wydatkami na cały rok – ubezpieczyciele oferują Assistance krótkoterminowe, które przeciętnie chroni ubezpieczonego przez 14 dni.

 

Źródło: Gothaer

Trwają konsultacje Komisji Europejskiej z państwami członkowskimi na temat przyszłego kształtu Unii Europejskiej po wystąpieniu z niej Wielkiej Brytanii. Pierwsze wnioski mają być znane jeszcze w tym roku. Zdaniem dyrektora polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w interesie Polski jest dalsze działanie na rzecz równego rozwoju państw starej i nowej Unii. Dziś rozpoczynają się negocjacje dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

– Na początku marca przewodniczący KE ogłosił Białą Księgę, w której mamy dalsze scenariusze rozwoju UE – od takich propozycji, by jak najmniej ją zmieniać i zachować stan obecny, po różne warianty ograniczania kompetencji, np. KE, czy zajmowania się tylko najważniejszymi sprawami i pozostawienia większej sfery zagadnień państwom europejskim czy też pogłębienia integracji – mówi  Marek Prawda, dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Inny wariant oznacza ograniczenie się właściwie do wspólnego rynku, a inne sprawy pozostawia poza zainteresowaniem Unii.

1 marca 2017 roku Jean-Claude Juncker przedstawił Białą Księgę w sprawie przyszłości Europy. Nakreślono w niej pięć różnych możliwych scenariuszy. Pierwszy to „Kontynuacja”, w którym państwa UE miałyby się skupić nad realizacją programu reform w dotychczasowym kierunku. Drugi, pod tytułem „Nic poza jednolitym rynkiem”, polegałby na koncentracji wyłącznie na jednolitym rynku i ograniczeniu wspólnej polityki w innych dziedzinach, np. wobec uchodźców. Trzeci scenariusz „Ci, którzy chcą więcej, robią więcej” zakłada ściślejszą współpracę zainteresowanych państw w określonych dziedzinach. Czwarty wariant to „Robić mniej, ale efektywniej”, a piąty „Robić wspólnie znacznie więcej” kładzie nacisk na intensyfikację wspólnych działań we wszystkich obszarach.

– Jest tam projekt różnych prędkości, dopuszczający taki scenariusz, że różne grupy pastw w różnych sprawach będą mogły pogłębiać współpracę w UE. Wydaje się dzisiaj, że wokół tego wariantu będzie duża debata – przekonuje Prawda. – Sam prezydent Francji jest zwolennikiem dopuszczenia do takiej sytuacji, że pewna grupa państw będzie chciała pogłębiać współpracę, harmonizować różne sfery działania w UE.

Jak mówi, KE chciałaby, by w 2017 roku toczyła się debata na ten temat, tak by państwa członkowskie opowiedziały się za którymś z wariantów, po czym głos zabierze Komisja Europejska. Celem tej debaty ma być zorientowanie się, jakiej Europy chcą obywatele i który wariant ma największe poparcie. Jean-Claude Juncker zapowiedział, że wynik tej debaty, jak i własny pogląd przedstawi we wrześniu w swoim orędziu, a pierwsze wnioski mają zostać sformułowane w grudniu 2017 roku na posiedzeniu Rady Europejskiej. Plan działania nad wybranym wariantem ma zostać przedstawiony przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w czerwcu 2019 roku, a sam scenariusz realizowany będzie w perspektywie 2025 roku.

– Trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, jakiej Europy chcą Polacy, bo różni aktorzy na scenie obywatelskiej czy politycznej mają tutaj różne poglądy – mówi Marek Prawda. – W przeszłości Polska była krajem bardzo aktywnym, może nawet liderem takich działań, które nie pozwalały na pęknięcie między tą częścią państw, które są w strefie euro, a pozostającymi poza nią. Polska tutaj występowała w swoim interesie, ale też wyrażała bardzo ważny cel dla wszystkich. Jest kojarzona z taką podstawą. Wszyscy kibicowali, żeby Polsce się udało, bo ona załatwia coś ważnego dla większości UE, nie dopuszczając do tego pęknięcia.

Kwestia określenia na nowo zakresu współpracy 27 państw powstała po tym, jak na odejście ze wspólnoty zdecydowała się w czerwcu 2016 roku Wielka Brytania. Negocjacje w sprawie brexitu ruszają. Kraj ma opuścić wspólnotę do końca I kwartału 2019 roku, a wraz z nią zmniejszą się składki wpłacane przez Zjednoczone Królestwo do unijnej kasy. Co roku jest to niemal 13 mld euro.

Rządy europejskich państw różni także m.in. kwestia uchodźców, a narastające na całym świecie nastroje nacjonalistyczne utrudniają współdziałanie, choć wyniki wyborów prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Holandii, w których wygrali centroprawicowi kandydaci, pokazały, że większość wyborców w tych krajach opowiada się za pozostaniem w UE.

– Uważam, że to w polskim interesie jest, by nie dopuszczać do fragmentacji UE. Polska powinna być zainteresowana tym, żeby zachód zachował jedność, żeby w UE jak najwięcej zasad i wartości było podzielanych na całym kontynencie, bo stąd brały się wszystkie atuty, jakie Polska miała z członkostwa – tłumaczy dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Ale jak wiemy w tym okresie kryzysowym, w tych rozedrganych czasach mamy wiele różnych pomysłów, pojawia się wiele wątpliwości, czy taka instytucja jak UE jest jedyną formą rozwiązywania problemów świata. Dzisiaj, po tych kilku wyborach w UE, widzimy, że powraca poczucie obrony tego, co mamy, przy całej świadomości, że reforma musi być bardzo głęboka.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

31 maja Komisja Europejska opublikowała propozycję zmian przepisów dotyczących międzynarodowego transportu drogowego. Pakiet zmian spotkał się z ogromnym zainteresowaniem ze strony polskich przewoźników i stowarzyszeń transportu drogowego. W związku z tak ogromnym zainteresowaniem 7 czerwca w Parlamencie Europejskim zorganizowano debatę, której celem była propozycja zmian niektórych regulacji unijnych przepisów.

Poddane dyskusji zostało m.in. ujednolicenie przepisów dotyczących oddelegowania pracowników, kabotażu oraz liberalizacji przepisów dotyczących odpoczynków tygodniowych i wykonywanych w pojeździe transportowanym na promie lub koleją. Najwięcej kontrowersji wzbudzają propozycje dotyczące konieczności wypłacania płac minimalnych z poszczególnych krajów Unii. Stąd najwięcej dyskusji dotyczyło tych przepisów. Osobiście w debacie skupiłem się na zmianach dotyczących czasu jazdy, przerw i odpoczynków, ponieważ moim zdaniem te tematy, obok płac minimalnych, najbardziej nurtują polskie firmy transportowe.

Zmiany Komisji Europejskiej w kwestii czasu pracy kierowców

Generalnie chodzi o liberalizację przepisów w zakresie odpoczynków tygodniowych oraz w zakresie odpoczynków podczas transportowania pojazdu promem lub koleją. Jest również propozycja zaostrzenia przepisu dotyczącego rekompensaty skróconego odpoczynku tygodniowego, co moim zdaniem nie jest krokiem we właściwym kierunku.

Zgodnie z tą propozycją każde skrócenie odpoczynku tygodniowego będzie możliwe poprzez rekompensatę dołączoną do odpoczynku tygodniowego. Obecnie kierowcy mogli skrócenie odpoczynku tygodniowego rekompensować poprzez dołączenie rekompensaty do co najmniej 9-cio godzinnego odpoczynku dziennego. Innymi słowy jeśli w danym tygodniu kierowca będzie odpoczywał przez 35 godzin to w następnych 3 tygodniach będzie musiał go zrekompensować odpoczywając przez co najmniej 55 godzin...

W praktyce jednak okazuje się, że kierowcy najczęściej rekompensują swoje odpoczynki skrócone poprzez wydłużenie odpoczynków tygodniowych. Twórcom zmian przyświecał ogólny cel, dzięki któremu kierowca po 3 tygodniach pracy może wrócić do swojego miejsca zamieszkania, w którym ma możliwość spędzenia czasu wolnego z rodziną przez nieco dłuższy czas. Wiele firm transportowych już teraz pracuje właśnie w takim systemie.

Aby dostosować przepisy do praktyki, Komisja Europejska zaproponowała również zmianę w przepisach dotyczących odpoczynków tygodniowych, co niestety tylko na pierwszy rzut oka jest kursem w dobrą stronę…

Obecnie kierowca zobowiązany jest do wykonania 2 odpoczynków regularnych tj. 45 godzinnych w ciągu 2 tygodni lub alternatywnie może jeden z tych odpoczynków skrócić do co najmniej 24 godzin. KE proponuje zmianę polegającą na tym że w ciągu 4 tygodni kierowca wykonuje 4 odpoczynki regularne (tj. co najmniej 45-godzinne) lub ma możliwość wykonania co najmniej 2 odpoczynków skróconych (co najmniej 24 godziny) oraz 2 odpoczynków regularnych (co najmniej 45 godzin). Kierunek zmian jest odpowiedni, ponieważ liberalizuje przepisy. Byłoby to ogromne ułatwienie dla kierowców wielu krajów w świetle pojawiających się zakazów wykonywania odpoczynków regularnych w kabinie pojazdu. Jednakże zmiana zaproponowana w tej formie niestety niczego nie zmienia, co więcej, ze względu na błędy wprowadziłaby więcej zamieszania.

Brak spójności w przepisach

W mojej ocenie zmiana przepisów jest po prostu niespójna matematycznie. Nie uwzględniła sytuacji, w której kierowca wykonałby 3 regularne odpoczynki tygodniowe. Zgodnie z proponowanym przepisem kierowca musiałby zrobić jeszcze 2 skrócone odpoczynki tygodniowe. W takiej sytuacji kierowca musiałby wykonać w sumie pięć odpoczynków tygodniowych w ciągu 4 tygodni.

W obrębie 4 tygodni muszą być uwzględnione 3 kombinacje:

  1. kierowca wykonuje co najmniej 4 regularne odpoczynki tygodniowe, lub
  2. kierowca wykonuje co najmniej 3 regularne odpoczynki tygodniowe oraz  co najmniej 1 skrócony odpoczynek tygodniowy, lub
  3. kierowca wykonuje co najmniej 2 regularne odpoczynki tygodniowe oraz co najmniej 2 skrócone odpoczynki tygodniowe.

Zabrałem głos w dyskusji w celu wyjaśnienia powstałych wątpliwości. Myślę, że twórcy „Pakietu dla mobilności” zorientowali się, że te propozycje mogą jedynie wprowadzić zamieszanie. Tym bardziej, że KE nie przedstawiła żadnych propozycji w zakresie czasu prowadzenia w okresie 2 tygodni. Jeśli kierowca zdecydowałby się na wykonanie dwóch odpoczynków skróconych tj. 24 godzinnych w ciągu dwóch tygodni to nadal ograniczałby go dwutygodniowy czas prowadzenia. Jeśli pierwszego tygodnia kierowca jechałby przez 56 godzin to następnego może prowadzić przez 34 godziny i tym samym w czwartek musiałby zatrzymać pojazd i musiałby odpoczywać do północy w niedzielę. Należałoby również umożliwić kierowcy jazdę przez maksymalnie 180 godzin w okresie 4 kolejnych tygodni. Wtedy propozycja zmian byłaby spójna i realnie umożliwiłaby pracę kierowców w systemie 3 na 1.

Odpoczynek wykonywany na promie

W przypadku odpoczynków wykonywanych na promie, Propozycja Komisji Europejskiej obejmuje możliwość przerwania nie tylko dziennego ale również skróconego odpoczynku tygodniowego poprzez operacje związane z wjazdem i wyjazdem z promu lub platformy kolejowej. Obecna forma przepisów jest dla wielu przewoźników niemożliwa do spełnienia, dlatego taka propozycja została uwzględniona w planowanych zmianach. Oczywiście można by zapytać, dlaczego nie uwzględniono w tych zmianach odpoczynku co najmniej 45-godzinnego. Ale myślę, że i tak taka zmiana ucieszyłaby wielu przewoźników.

Kiedy zmiany wejdą w życie?

Obecnie trudno stwierdzić kiedy można spodziewać się wdrożenia proponowanych zmian. Była to dopiero pierwsza tego typu debata. Na pewno temat jest bardzo ważny dla wielu przewoźników, dlatego całe środowisko będzie zainteresowane ujednoliceniem sytuacji przewoźników i kierowców na terenie UE. Biorąc pod uwagę tempo prac myślę, że najwcześniej będzie to rok 2019.

Tym bardziej, że w tym samym roku ma wejść w życie rozporządzenie dotyczące nowej generacji tachografu cyfrowego tzw. „smart tachograph”. Tym niemniej środowisko przewoźników transportowych może spodziewać się pewnych ułatwień nieco wcześniej. W organizacji CORTE razem z przedstawicielami służb kontrolujących pracujemy od 2 lat nad ujednoliceniem interpretacji przepisów Rozporządzenia 561/2006. Po wakacjach ten dokument zostanie przedłożony do Komisji Europejskiej.

 

 

Autor: Dariusz Wata jest ekspertem CORTE, Tachograph Forum oraz firmy Infolab będącej producentem programu Tachospeed.

Brexit może spowodować zmniejszenie środków na wspólną politykę rolną – ostrzegają przedstawicie Komitetu Regionów UE.

W projekcie opinii na temat wspólnej polityki rolnej po 2020 r., przyjętej w czwartek przez Komisję Zasobów Naturalnych (NAT) Komitetu Regionów, zaapelowano o „sprawiedliwą, zrównoważoną i solidarną politykę rolną”.

„Rolnictwo, produkcja żywności i obszary wiejskie stoją w obliczu poważnych wyzwań, które wymagają gruntownej reformy wspólnej polityki rolnej (…) Jedynie silna polityka rolna i żywnościowa UE może zapewnić Europie bezpieczeństwo żywnościowe i nadać dynamikę obszarom rolnym” – czytamy w dokumencie.

Przyjęty przez komisję NAT projekt opinii zostanie teraz poddany pod głosowanie członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym, a następnie trafi do unijnych instytucji, m.in. Komisji Europejskiej, jako oficjalne stanowisko władz samorządowych UE.

Podkreślano w nim, że Unia Europejska, która stała się największym importerem i eksporterem żywności na świecie, zwiększyła swoją zależność od państw trzecich i prowadzi politykę handlową sprzeczną z celami ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. „Eksport nadwyżek produkcji z Unii (mleko w proszku, kurczaki itp.) po cenach niższych od europejskich kosztów produkcji ogranicza zdolności produkcyjne krajów rozwijających się i przyczynia się do emigracji ich ludności” – czytamy w dokumencie.

Unijni samorządowcy zaapelowali m.in., aby nie destabilizować gospodarek rolnych państw trzecich oraz by budżet wspólnej polityki rolnej stanowił taką samą jak dotąd część budżetu UE. Komitet Regionów ostrzegł przy tym, że „Brexit może spowodować zmniejszenie środków na WPR”.

Przedstawiciele instytucji opowiedzieli się ponadto za odejściem od płatności bezpośrednich na hektar na rzecz płatności bezpośrednich w przeliczeniu na pracownika rolnego. „Przydział płatności bezpośrednich na hektar i bez limitów doprowadził do koncentracji gruntów rolnych, a tym samym dotacji (…) Podział wsparcia jest nadal bardzo nierównomierny między gospodarstwami i między państwami członkowskimi” – zauważono w dokumencie.

Samorządowcy zaapelowali również o wzmocnienie środków na rzecz ochrony środowiska poprzez obowiązkową rotację upraw. Zwrócili uwagę, że obszary wiejskie „pozostają w tyle” w porównaniu z miastami miejskimi, a luka ta się powiększa, co jest jeszcze bardziej niepokojące. W dokumencie postulują zwiększenie wsparcia finansowego UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, które – w ich ocenie – wyraźnie zmniejszyło się w porównaniu z poprzednim okresem programowania.

Polityka UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, wprowadzona jako drugi filar WPR, jest finansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. W wieloletnich ramach finansowych na lata 2014–2020 na EFRROW przeznaczonych jest 99,6 mld euro. Czterema największymi beneficjentami funduszu są Francja (11,4 mld euro), Włochy (10,4 mld euro), Niemcy (9,4 mld euro) i Polska (8,7 mld euro). Natomiast pierwszy filar wspólnej polityki rolnej obejmuje m.in. płatności bezpośrednie dla rolników.

Do końca 2017 roku Komisja Europejska opracuje komunikat w sprawie przyszłości WPR (po 2020 r.). Ostatecznie o nowym kształcie wspólnej polityki rolnej zadecydują rządy państw członkowskich oraz Parlament Europejski.

Komitetu Regionów jest unijnym organem doradczym, w którym zasiadają przedstawiciele wszystkich państw członkowskich UE.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Komisja Europejska koryguje w górę swoje prognozy w zakresie wzrostu gospodarczego oraz potwierdza, że finanse publiczne w Polsce są pod kontrolą.

„Najnowsza prognoza Komisji Europejskiej potwierdza wysoki potencjał rozwoju polskiej gospodarki i fakt, że finanse publiczne w Polsce są w bardzo dobrej kondycji. Prognoza deficytu na rok 2017 jest spójna z prognozą przedstawioną w Programie konwergencji. Komisja Europejska zaznaczyła, że deficyt może ukształtować się na niższym poziomie w efekcie wdrażania działań ukierunkowanych na poprawę ściągalności podatków. Wysoki priorytet MF dla tych działań sprawia, że również deficyt w 2018 powinien być niższy niż prognozowany przez Komisję Europejską”mówi Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów.

Wysoki wzrost PKB

Zgodnie z prognozami Komisji Europejskiej, tempo wzrostu gospodarczego w Polsce przyspieszy w br. do 3,5% z 2,7% zanotowanych rok wcześniej. Przewidywana poprawa dynamiki PKB to w głównej mierze efekt zakładanej odbudowy nakładów inwestycyjnych oraz utrzymania wysokiego tempa wzrostu konsumpcji prywatnej. W przyszłym roku, zdaniem Komisji Europejskiej, tempo wzrostu PKB będzie już niższe i wyniesie 3,2% (głównie za sprawą oczekiwanego spadku tempa wzrostu konsumpcji prywatnej).

W całym horyzoncie prognozy Polska będzie miała najwyższe tempo wzrostu wśród dziesięciu największych gospodarek UE. Jednocześnie obecne prognozy Komisji Europejskiej na lata 2017-18 są lepsze – zwłaszcza na br. – od projekcji KE z edycji zimowej.

Prognozy Komisji Europejskiej dotyczące tempa wzrostu potencjalnego PKB są również wyższe niż w poprzedniej projekcji, co oznacza, że KE pozytywnie ocenia fundamenty polskiej gospodarki. Jednym z czynników, który przyczynia się do wysokiego tempa wzrostu potencjału jest szybki wzrost produktywności pracy. Prognozy wzrostu PKB na lata 2017-18 są zbliżone do prognoz MFW i NBP, oraz – w przypadku 2018 r. – niższe od prognoz ekonomistów ankietowanych przez Reuters oraz prognoz MF zawartych w Programie konwergencji.

Według ostatnich projekcji MFW (raport World Economic Outlook, kwiecień 2017), tempo wzrostu PKB w Polsce przyspieszy w analizowanym horyzoncie do odpowiednio 3,4% i 3,2%, a według prognoz NBP (Raport o inflacji, marzec 2017) – do 3,7% i 3,3%. Z kolei z prognoz publikowanych przez Reuters (mediana, kwiecień 2017 r.) wynika, że wzrost PKB w latach 2017-18 wyniesie odpowiednio 3,5-3,6%.

Bezpieczne finanse publiczne

Kluczowe z perspektywy prognozy fiskalnej parametry makroekonomiczne zawarte w projekcji Komisji Europejskiej nie odbiegają istotnie od prognoz MF. Prognoza Komisji dotycząca najważniejszych wskaźników determinujących wpływy podatkowe, m.in. konsumpcji prywatnej, funduszu wynagrodzeń oraz inflacji, jest (zwłaszcza w 2017 r.) zbliżona do prognoz przyjętych w Programie konwergencji. Komisja Europejska oczekuje, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych osiągnie w br. 2,9% PKB i pozostanie na tym samym poziomie w 2018 r. wobec 2,4% PKB w roku ubiegłym.

W przypadku prognozy fiskalnej na 2018 r. Komisja Europejska nie uwzględniła jednak, zgodnie ze swoimi zasadami, skutków działania reguły wydatkowej ani podejmowanych przez MF działań uszczelniających system podatkowy. W świetle prognoz Komisji Europejskiej, dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w relacji do PKB w dalszym ciągu będzie poniżej unijnej wartości referencyjnej, osiągając w latach 2017-18 odpowiednio 54,6% oraz 55,4%.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku – wynika z danych Komitetu Regionów UE (KR), instytucji, która skupia samorządowców z państw UE.

Według roboczego dokumentu KR dotyczącego efektywności energetycznej, aby było możliwe osiągnięcie celów porozumienia paryskiego, potrzebne jest zwiększenie unijnych poziomów redukcji konsumpcji energii do 2030 r. z zakładanych 27 proc. do 40 proc. Zdaniem autorów dokumentu, choć Komisja Europejska przy opracowaniu wytycznych brała pod uwagę złożone realia, należy poprzeć wyższy cel, sformułowany przez Parlament Europejski.

„Podniesienie wartości docelowej w zakresie oszczędności energii (…) zaowocuje wyższym wzrostem gospodarczym, dodatkowymi miejscami pracy i zmniejszeniem importu energii” – czytamy w analizie.

Podkreślono w niej, że ogromny potencjał w zakresie oszczędności energii kryje w sobie poprawa charakterystyki energetycznej budynków. „Około 75 proc. budynków w UE charakteryzuje się niską efektywnością energetyczną i jedynie 0,4-1,2 proc. zasobów podlega renowacji każdego roku” – wyliczono.

Jak zauważył Witold Stępień, marszałek woj. łódzkiego, który zasiada w komisji środowiskowej (ENVE) Komitetu Regionów, energooszczędność jest jak najbardziej pożądana, problemem jest natomiast proponowane w dokumencie tempo redukcji zużycia energii.

„Z tego tempa wynikają nakłady choćby na termomodernizację, na bardziej sprawne źródła ciepła, które trzeba wymieniać, czy na mniejsze strat przesyłu energii (…). Tego nie da się zrobić bez dużych nakładów” – podkreślił marszałek.

Dodał, że Komisja Europejska nie przyjęła wskaźników przypadkowo, ale w efekcie szacunków opartych na możliwościach. „Jeśli komuś będzie udawało się to zrobić szybciej, tutaj barier nie będzie, ale myślę, że z jednej strony trzeba stawiać ambitne cele, a z drugiej – realistyczne” – powiedział.

Zanim postulat zwiększenia wskaźników efektywności energetycznej znajdzie się w oficjalnym dokumencie (tzw. opinii) musi zostać przegłosowany przez członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym. Następnie opinia przekazywana jest unijnym instytucjom, m.in. Komisji Europejskiej, jako stanowisko europejskiego samorządu.

„Zobaczymy, jaki będzie rezultat głosowania (…), są różne głosy, będzie to pewnie zależało jeszcze od argumentów liczbowych, które się pojawią” – zastrzegł Stępień.

Jak powiedział, jeśli okaże się, że decyzje Parlamentu Europejskiego i Rady UE pójdą w kierunku przesunięcia finansowania na osiąganie oszczędności w zużyciu energii, wtedy pojawi się szansa, by efektywność energetyczną zwiększyć do poziomu 40 proc. do 2030 r., bez tego będzie to postulat trudny do osiągnięcia.

„Może należałoby to traktować właśnie w ten sposób, jako impuls, aby strumień interwencji unijnej ustawić tak, by finansowanie w większym stopniu sprzyjało oszczędnościom energii, czyli zwiększeniu finansowania nowych technologii energooszczędności” – zaznaczył marszałek.

Głosowanie w sprawie przyjęcia opinii odbędzie się w lipcu.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Mimo informacji o Brexicie, LOT obserwuje istotny wzrost zapotrzebowania na rejsy Warszawa – Londyn – powiedział prezes PLL LOT Rafał Milczarski. Dodał, że wkrótce spółka będzie obsługiwała ten kierunek większymi i nowoczesnymi Boeingami 737-800 NG.

„Brexit jest wielką niewiadomą. Trudno przewidzieć, jaki ostatecznie kształt będą miały porozumienia pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytania. Na razie Komisja Europejska zarysowała dość jasno swoją strategię. Mianowicie taką, że nie będzie umów jednostkowych, tylko będzie wspólna umowa. Mam wątpliwości, czy ten deal uda się przez dwa lata wypracować. Myślę, że bardzo wiele osób ma takie wątpliwości” – tłumaczy Milczarski.

W jego ocenie ilość zagadnień i spraw, która jest do wynegocjowania – a nie tylko dotycząca lotnictwa – „jest kolosalna”. „Polacy nie zniknął z Wielkiej Brytanii natychmiast po Brexicie. Mam głębokie przekonanie, że bardzo długo nie zniknął. Tak, jak nie zniknęli Polacy z Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej, tylko wrośli w tamtejsze społeczeństwo, tak samo myślę, że rodacy, którzy obecnie tam żyją, będą tam dalej mieszkać. I jednocześnie sądzę, że będą oni utrzymywać kontakty z Polską. Dlatego LOT będzie się rozwijał na tym rynku”- powiedział prezes narodowego przewoźnika.

Dodał, że mimo informacji o Brexicie, spółka obserwuje „istotny wzrost, jeśli chodzi o zapotrzebowanie” na rejsy Warszawa-Londyn.

„Wkrótce będziemy zwiększać ilość miejsc, które oferujemy na tej trasie. Zamiast samolotów obecnie obsługujących ten kierunek, czyli Boeingów 737-400 mogących zabrać na pokład 160 osób, będziemy tam latać nowoczesnymi Boeingami 737-800 Next Generation (NG) z 186 miejscami na pokładzie. Wprowadzenie na siatkę tych maszyn pozwali nam (…) znacząco zwiększyć liczbę oferowanych miejsc na tym kierunku. Co jest kolejnym istotnym krokiem w realizacji naszej strategii rentownego wzrostu” – powiedział Milczarski.

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2016 r. wyniósł 2,4 proc. PKB wobec 2,6 proc. PKB w 2015 r., 3,5 proc. PKB w 2014 r. i 4,1 proc. PKB w 2013 r. – podał w poniedziałek we wstępnej informacji Główny Urząd Statystyczny.

Zgodnie z komunikatem dług sektora finansów publicznych wyniósł w 2016 r. 54,4 proc. PKB. wobec 51,1 proc. PKB na koniec 2015 r., 50,2 proc. PKB w roku 2014 i 55,7 proc. PKB w 2013 r. Urząd poinformował, że dane o relacji deficytu i długu do PKB prezes GUS przesłał do Komisji Europejskiej (Eurostatu) jako tzw. notyfikację fiskalną.

Urząd statystyczny wyjaśnił, że dane mają charakter wstępny i mogą się zmienić. Komunikat w sprawie deficytu i długu sektora instytucji rządowych i samorządowych zawierający dane zweryfikowane przez Komisję Europejską (Eurostat) zostanie opublikowany 21 kwietnia 2017 r.

Jednocześnie GUS opublikuje szacunek PKB za lata 2015-2016. Wyjaśniono, że dane zostały opracowane zgodnie z metodyką Europejskiego Systemu Rachunków Narodowych i Regionalnych w Unii Europejskiej (ESA2010). Uwzględniono przy tym najnowsze (z 27 marca 2017) wytyczne Eurostatu dotyczące rejestracji dochodów ze sprzedaży licencji czy zezwoleń na użytkowanie częstotliwości telefonii komórkowej i innych tzw. aktywów nieprodukowanych.

„Wpłynęło to na wartości deficytu we wszystkich latach objętych notyfikacją, a na relację deficytu do PKB tylko w roku 2014” – zastrzegł GUS. Pod koniec stycznia br. wiceminister finansów Leszek Skiba informował, że zgodnie z wyliczeniami resortu finansów deficyt sektora finansów publicznych w 2016 roku wyniósł 2,8-2,9 proc. PKB.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Zdaniem ekonomistów, czwartkowe dane GUS są kolejnymi pozytywnymi, świadczącymi o poprawiającej się sytuacji ogólnej w polskiej gospodarce. Aby równowaga makroekonomiczna została zachowana, muszą zostać zdynamizowane inwestycje, a rząd musi przyjść z pomocą polskim przedsiębiorcom – oceniają eksperci.

Według GUS w końcu stycznia w budownictwie było 727,8 tys. mieszkań – o 1,9 proc. więcej niż przed rokiem. Sprzedaż usług w transporcie wzrosła w lutym rok do roku o 10,1 proc. Sprzedaż hurtowa przedsiębiorstw handlowych zaś wzrosła o 11,5 proc. Podobnie rok do roku zwiększyły się o 4,1 proc. nowe zamówienia w przemyśle. Stopa bezrobocia w lutym wyniosła natomiast 8,5 proc. wobec 8,6 proc. w styczniu

„Dane są całkiem niezłe w ujęciu rok do roku. Głównie dlatego, że okres, do którego się odnosimy był relatywnie słaby. Dlatego na tym tle dzisiejsze wyniki wyglądają przyzwoicie” – ocenił ekonomista z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, Bartłomiej Biga.

Ekspert zauważył, że dla koniunktury w budownictwie mają znaczenie zamówienia publiczne. Rząd może na ten sektor stosunkowo łatwo oddziaływać. „Dlatego możemy się tutaj spodziewać dalszych wzrostów. Zwracam też uwagę, że ważnym wskaźnikiem jest – sumujący się stopniowy od 2013 roku – procent wykorzystywania mocy produkcyjnych w budownictwie. W tej chwili jest to 72,6 proc. Świadczy to o coraz lepszym dostosowaniu podaży tych usług do popytu na nie. A to z całą pewnością jest pozytywne – zauważył Biga. Dodał, że jeśli zestawimy te dość optymistyczne dane z GUS z informacją o skuteczniejszym ściąganiu podatku, to daje nam to szanse na lepsze zbilansowanie budżetu państwa. „Nie będzie on tak napięty, jak jeszcze kilka miesięcy temu twierdziliśmy” – powiedział.

Zdaniem ekonomisty, byłego wiceministra finansów Cezarego Mecha, dane GUS dotyczące pierwszych dwóch miesięcy 2017 roku z jednej strony są zadawalające, ale z drugiej – niewystarczające. „Z jednej strony ukazują pewien przyrost dotyczący produkcji przemysłowej, jak też zwiększenia zamówień, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Niemniej, ukazują jednocześnie dalsze trwanie w pewnej stagnacji, gdy chodzi o kwestię dotyczącą budownictwa, gdzie były największe oczekiwania” – zauważył w rozmowie z PAP. Dodał, że wskazuje to również na to, że aktywność jest nadal „w pewien sposób hamowana w oczekiwaniu na napływ środków unijnych, których akceptacja ze strony Komisji Europejskiej przedłuża się”.

„Niezależnie od tych pozytywnych sygnałów te wzrosty ukazują też jednocześnie, że procesy konwergencji między Polską a Niemcami nie przyspieszają, co najprawdopodobniej jest efektem trwającej ukrainizacji polskiego rynku pracy, co oddziałuje na wyhamowywanie inwestycji i działań w kierunku przenoszenia produkcji w stronę obszaru o wyższej wartości dodanej” – ocenił Mech.

Ekonomista Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula uważa, że informacje z GUS są kolejnymi pozytywnymi, świadczącymi o poprawiającej się sytuacji ogólnej w polskiej gospodarce. „Dane o produkcji przemysłowej w pierwszych miesiącach tego roku, prognozy dotyczące wzrostu PKB na cały pierwszy, trwający jeszcze kwartał, które przekraczają 3 proc., a także informacje o nastrojach wśród dyrektorów przedsiębiorstw, a więc wskaźnik wyprzedzający, który pozwala nam prognozować najbliższe miesiące, pokazują, że gospodarka polska ma się dobrze, a nawet coraz lepiej” – powiedział.

Jego zdaniem, ten pozytywny obraz uzupełnia zwłaszcza informacja o zmniejszającej się, mimo sezonu zimowego, stopie bezrobocia, która spadła z 8,6 proc. do 8,5 proc. „Można by powiedzieć niewiele, ale jeśli wziąć po uwagę, że chodzi o luty to jest informacja jednoznacznie pozytywna” – ocenił. Według GUS w końcu stycznia w budownictwie było 727,8 tys. mieszkań – o 1,9 proc. więcej niż przed rokiem. Sprzedaż usług w transporcie wzrosła w lutym rok do roku o 10,1 proc. Sprzedaż hurtowa przedsiębiorstw handlowych zaś wzrosła o 11,5 proc. Podobnie rok do roku zwiększyły się o 4,1 proc. nowe zamówienia w przemyśle. Stopa bezrobocia w lutym wyniosła natomiast 8,5 proc. wobec 8,6 proc. w styczniu

„Dane są całkiem niezłe w ujęciu rok do roku. Głównie dlatego, że okres, do którego się odnosimy był relatywnie słaby. Dlatego na tym tle dzisiejsze wyniki wyglądają przyzwoicie” – ocenił w rozmowie z PAP ekonomista z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, Bartłomiej Biga.

Ekspert zauważył, że dla koniunktury w budownictwie mają znaczenie zamówienia publiczne. Rząd może na ten sektor stosunkowo łatwo oddziaływać. „Dlatego możemy się tutaj spodziewać dalszych wzrostów. Zwracam też uwagę, że ważnym wskaźnikiem jest – sumujący się stopniowy od 2013 roku – procent wykorzystywania mocy produkcyjnych w budownictwie. W tej chwili jest to 72,6 proc. Świadczy to o coraz lepszym dostosowaniu podaży tych usług do popytu na nie. A to z całą pewnością jest pozytywne – zauważył Biga. Dodał, że jeśli zestawimy te dość optymistyczne dane z GUS z informacją o skuteczniejszym ściąganiu podatku, to daje nam to szanse na lepsze zbilansowanie budżetu państwa. „Nie będzie on tak napięty, jak jeszcze kilka miesięcy temu twierdziliśmy” – powiedział.

Zdaniem ekonomisty, byłego wiceministra finansów Cezarego Mecha, dane GUS dotyczące pierwszych dwóch miesięcy 2017 roku z jednej strony są zadawalające, ale z drugiej – niewystarczające. „Z jednej strony ukazują pewien przyrost dotyczący produkcji przemysłowej, jak też zwiększenia zamówień, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Niemniej, ukazują jednocześnie dalsze trwanie w pewnej stagnacji, gdy chodzi o kwestię dotyczącą budownictwa, gdzie były największe oczekiwania” – zauważył . Dodał, że wskazuje to również na to, że aktywność jest nadal „w pewien sposób hamowana w oczekiwaniu na napływ środków unijnych, których akceptacja ze strony Komisji Europejskiej przedłuża się”.

„Niezależnie od tych pozytywnych sygnałów te wzrosty ukazują też jednocześnie, że procesy konwergencji między Polską a Niemcami nie przyspieszają, co najprawdopodobniej jest efektem trwającej ukrainizacji polskiego rynku pracy, co oddziałuje na wyhamowywanie inwestycji i działań w kierunku przenoszenia produkcji w stronę obszaru o wyższej wartości dodanej” – ocenił Mech.

Ekonomista Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula uważa, że informacje z GUS są kolejnymi pozytywnymi, świadczącymi o poprawiającej się sytuacji ogólnej w polskiej gospodarce. „Dane o produkcji przemysłowej w pierwszych miesiącach tego roku, prognozy dotyczące wzrostu PKB na cały pierwszy, trwający jeszcze kwartał, które przekraczają 3 proc., a także informacje o nastrojach wśród dyrektorów przedsiębiorstw, a więc wskaźnik wyprzedzający, który pozwala nam prognozować najbliższe miesiące, pokazują, że gospodarka polska ma się dobrze, a nawet coraz lepiej” – powiedział.

Jego zdaniem, ten pozytywny obraz uzupełnia zwłaszcza informacja o zmniejszającej się, mimo sezonu zimowego, stopie bezrobocia, która spadła z 8,6 proc. do 8,5 proc. „Można by powiedzieć niewiele, ale jeśli wziąć po uwagę, że chodzi o luty to jest informacja jednoznacznie pozytywna” – ocenił.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Opublikowany w styczniu br. przez Komisję Europejską projekt rozporządzenia ePrivacy zaostrza przepisy dotyczące ochrony prywatności w Internecie. Nowe regulacje w największym stopniu dotkną branżę telekomunikacyjną i internetową, znacznie ograniczając możliwości inwazyjnych działań marketingowych. Wymóg ich przestrzegania ma zapewnić groźba kary sięgająca nawet do 20 milionów euro lub 4 proc. rocznego obrotu firmy.

Rozporządzenie ePrivacy ma wejść w życie 25 maja 2018 roku wspólnie z innymi przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych, które są znane pod skrótem GDPR (General Data Protection Regulation) lub RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych). ePrivacy ma zastąpić dyrektywę Komisji Europejskiej dotyczącą prywatności i łączności elektronicznej z 2002 roku. Wpływ tego rozporządzenia na branżę internetową i telekomunikacyjną przeanalizowali specjaliści z firmy Onwelo SA, która zajmuje się m.in. usługami doradczymi i wykonawczymi w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Operatorzy VoIP i komunikatory na takich samych prawach jak tradycyjne telekomy

Obecnie obowiązująca unijna dyrektywa w sprawie prywatności w Internecie dotyczy wyłącznie tradycyjnych operatorów telekomunikacyjnych. Nowe przepisy mają to zmienić, bo zostaną nimi objęci także wszyscy inni dostawcy usług łączności online, w tym operatorzy VoIP, komunikatory czy dostawcy usług e-mail. W praktyce dotyczy to takich marek, jak np. WhatsApp, Facebook Messenger, Skype czy Gmail. Rozporządzenie będzie dotyczyć zarówno przedsiębiorstw mających swoją siedzibę na terenie UE, jak i poza nią, o ile firma świadczy swoje usługi (płatne lub darmowe) obywatelom któregoś z krajów UE.

Proponowane przepisy gwarantują poufność zarówno treści wiadomości, jak również metadanych, takich jak np. informacje o czasie wysyłania czy odbierania danych oraz lokalizacji użytkownika. O ile użytkownik nie wyrazi na to zgody, po wejściu nowych przepisów w życie, dane te będą musiały zostać usunięte lub zanonimizowane, chyba że operator będzie ich potrzebował do ściśle określonych celów, np. wystawienia faktury. Dla takich firm, jak np. sieci społecznościowe czy reklamowe, oznacza to poważne konsekwencje, bo bardzo ogranicza możliwości w zakresie targetowania reklam. To może przełożyć się na mniejsze zainteresowanie reklamodawców usługami takich firm” – tłumaczy Rafał Głąb, odpowiedzialny za usługi w zakresie bezpieczeństwa danych w Onwelo.

Telemarketerzy będą mieli trudniej

Projekt rozporządzenia wprowadza też całkowity zakaz wysyłania niechcianych wiadomości elektronicznych jakimikolwiek kanałami komunikacyjnymi: e-mailem, SMS-em, a także telefonicznie. Rozporządzenie nie narzuca państwom członkowskim UE, jak należy wyegzekwować ten zakaz. Podpowiada jednak pewne rozwiązania.

Państwa unijne mogą się np. zdecydować na prowadzenie specjalnych rejestrów, gdzie każdy użytkownik będzie mógł zastrzec swój numer telefonu lub adres e-mail. Bardzo ciekawym planowanym rozwiązaniem jest także wprowadzenie specjalnego prefiksu, którym mają zostać oznaczone numery telefonów wykorzystywanych w celach marketingowych. Oznacza to, że będzie można łatwo rozpoznać, jeśli będzie do nas dzwonił ktoś w ofertą marketingową, a potem po prostu nie odebrać takiego połączenia” – mówi Marcin Baranowski, ekspert ds. bezpieczeństwa IT w firmie Onwelo.

Zmiany dla branży direct e-marketingu

Rozporządzenie ePrivacy wprowadza także pewne zmiany dla firm działających w branży e-marketingu. Przede wszystkim nowe prawo rozszerza definicję e-marketingu. Według niej w jego ramach możemy wyróżnić komunikację B2C – czyli adresowaną do indywidualnych użytkowników, i B2B – czyli taką, której odbiorcą są firmy. W przypadku komunikacji B2C, nadawca wiadomości będzie musiał mieć wyraźną zgodę od odbiorcy na otrzymywanie jego wiadomości. Kwestię komunikacji B2B Komisja Europejska pozostawia w gestii państw członkowskich, zastrzegając jednak, że te mają zapewnić określony poziom ochrony przed niechcianymi wiadomościami.

Podobnie jak we wcześniejszej dyrektywie, również w obecnym rozporządzeniu zgoda użytkowników nie będzie wymagana przy sprzedaży podobnych produktów i usług. Użytkownik jednocześnie cały czas ma prawo do wyrażenia sprzeciwu i łatwego wypisania się z listy adresatów wiadomości marketingowych przesyłanych e-mailem, czyli powinno to funkcjonować w podobny sposób, jak dotychczas” – mówi Rafał Głąb.

Cookies i inne zmiany

W myśl nowych przepisów uproszczone zostaną też zasady dotyczące plików cookies. Te, które nie stanowią zagrożenia dla prywatności i mają ułatwiać użytkownikowi korzystanie ze strony (np. zapamiętując zawartość jego koszyka w sklepie internetowym) nie będą już wymagały zgody użytkownika. Z kolei inne cookies będzie można zaakceptować wprowadzając odpowiednie ustawienia w przeglądarce internetowej. W praktyce najprawdopodobniej oznacza to koniec wyświetlania powiadomień o plikach cookies na stronach internetowych.

Ciekawą proponowaną zmianą w rozporządzeniu ePrivacy jest też umożliwienie operatorom telekomunikacyjnym świadczenia nowych usług w oparciu o zanonimizowane dane ich użytkowników, o ile ci wyrażą zgodę na ich przetwarzanie. Przykładem takich usług jest opracowywanie tzw. map termicznych przez operatorów, które mogłyby pokazywać, ile osób gromadzi się w określonej lokalizacji w danym czasie. Zastosowanie takich map obejmuje np. planowanie nowych projektów infrastrukturalnych czy komunikacyjnych przez samorządy lub przewoźników.

Silne poparcie obywateli krajów UE dla proponowanych zmian

Z opublikowanego w grudniu 2016 roku przez Komisję Europejską raportu z badań opinii publicznej wynika, że obywatele UE chcą zdecydowanie większej ochrony swoich danych osobowych w sieci. Dotyczy to takich obszarów, jak komunikacja przez e-mail i komunikatory, ochrona danych na urządzeniach, monitorowanie zachowania w sieci czy otrzymywanie niechcianych wiadomości i telefonów z ofertą marketingową.

Wedle tych badań 7 na 10 osób uważa, że powinna być zagwarantowana poufność komunikacji przez e-maile oraz za pośrednictwem komunikatorów internetowych. Dla 8 z 10 badanych ważne jest, aby dostęp do prywatnych danych przechowywanych na komputerze, smartfonie czy tablecie był możliwy jedynie za zgodą ich właściciela. Prawie dwie trzecie respondentów uważa, że niedopuszczalne jest, aby ich aktywność online była monitorowana w zamian za swobodny dostęp do niektórych stron. 6 na 10 Europejczyków skarży się też, że otrzymuje zbyt wiele niechcianych telefonów z ofertami handlowymi.

Badania zostały przeprowadzone przez Komisję Europejską w okresie od kwietnia do lipca 2016 roku w ramach prac nad nowymi regulacji w zakresie ochrony danych osobowych i bezpieczeństwa informacji w Internecie. Stanowią one podstawę do tworzenia nowych unijnych regulacji w tym obszarze.

Źródło: Onvelo

Polska nie dostrzega problemu podwójnych standardów żywności w UE, ale przyłączyła się do wniosku, by sprawą zajęła się Komisja Europejska – poinformował w poniedziałek w Brukseli minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.

O zajęcie się kwestią różnic w jakości żywności na rynkach państw zachodnich i krajów Europy Środkowo-Wschodniej wystąpiły Słowacja i Węgry. Temat został omówiony na poniedziałkowym spotkaniu unijnych ministrów rolnictwa.

„Odbyła się debata na wniosek Słowacji i Węgier. Polska stwierdza, że system jakości i bezpieczeństwa żywności w Europie, a także w Polsce, jest zachowany” – mówił dziennikarzom Jurgiel.

Jak podkreślił, z informacji od polskich instytucji zajmujących się obrotem żywności wynika, że kwestia podwójnych standardów w produkcji żywności nie jest w naszym kraju poważnym problemem.

Węgry i Słowacja podzieliły się z innymi państwami UE wnioskami z testów porównawczych, jakie przeprowadzono na takich samych produktach występujących na różnych rynkach. Na przykład na Słowacji na 22 badane produkty w dziewięciu wystąpiły znaczne różnice jakościowe.

Chodziło np. o zastąpienie tłuszczu zwierzęcego tłuszczem roślinnym, wykorzystywanie słodzików zamiast cukru, a także zastępowanie składników owocowych aromatyzerami i barwnikami. Podobne wyniki jak na Słowacji uzyskano również w przypadku analizy przeprowadzonej na Węgrzech. Bratysława i Budapeszt przekonują, że generalnie chodzi o wykorzystywanie przez producentów tańszych składników.

„Przyjmujemy do wiadomości badania, które przeprowadziły Słowacja i Węgry, i uważamy, że Komisja powinna odnieść się do rezolucji PE z 2013 r., która wskazywała na możliwość wystąpienia przypadków podwójnej jakości żywności” – zaznaczył Jurgiel.

Jak poinformował, państwa UE postulują, by KE zbadała takie przypadki, a później – jeśli wymagać będzie tego sytuacja – by przygotowała odpowiednie rozwiązania prawne. „Sprawa jest do zbadania, byśmy nie podejmowali pochopnych decyzji; jeśli chodzi o Polskę, to na tym etapie takiego problemu nie widzimy” – powiedział minister.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Komisja Europejska przedstawiła pięć opcji rozwoju Unii Europejskiej. Z punktu widzenia Polski najlepszy byłby ten zakładający, że UE robi mniej, ale efektywniej. Najgorszy wariant to Europa wielu prędkości – uważa Konfederacja Lewiatan.

W Brukseli została opublikowana Biała Księga (White Paper) na temat przyszłości UE. Ma to być przyczynek do dyskusji o przyszłym kształcie Unii, która odbędzie się pod koniec marca w Rzymie w czasie obchodów 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich. Zaprezentowano w niej pięć scenariuszy rozwoju Unii do roku 2025 w zależności od tego jaki sposób działania zostanie wybrany.  Warto zauważyć, że wszystkie one są już przewidziane dla Unii 27 krajów.

  1. UE bez zmian i dalsze reformy

– Zaletą tego rozwiązania mogą być widoczne, pozytywne efekty reform oraz utrzymanie jedności UE27. Potencjalne zagrożenie to słabość UE w przypadku bardziej kontrowersyjnych tematów i konieczność wspólnego działania, żeby uniknąć rozdźwięku między obietnicami a rezultatami podejmowanych działań.

– Nie jesteśmy zwolennikami tego scenariusza: już teraz jest jasne, że sposób w jaki funkcjonuje UE i jej instytucje często nie jest optymalny, a prawie zawsze niezrozumiały dla zwykłych obywateli. Ten scenariusz grozi  dalszym osłabianiem UE, niekończącymi się sporami co do priorytetów oraz wytykaniem sobie niedociągnięć przez instytucje UE i rządy krajów członkowskich. W najgorszym wypadku nawet dalszymi „exitami” – mówi Anna Kwiatkiewicz –Mory, dyrektorka przedstawicielstwa Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

  1. Ograniczenie współpracy, zostaje jednolity rynek

W tym scenariuszu pozytywne jest to, że proces podejmowania decyzji może być łatwiejszy do zrozumienia. Pojawiają się też poważne zagrożenia: trudniejsze będzie podejmowanie działań w obszarach dotyczących więcej niż jednego kraju członkowskiego. W konsekwencji prawdopodobne jest, że będzie się zwiększała przepaść między oczekiwaniami a działaniami w tych obszarach.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan jest to rozwiązanie praktyczne, ale odzierające UE z jej misji i nie oferujące wizji przyszłości, która ma na celu coś więcej niż tylko wolny handel.

– W naszej ocenie byłaby to rezygnacja z ambicji ojców założycieli i dowód na marną kondycję ducha w Europie oraz osłabienie wiary w projekt europejski. W wymiarze praktycznym mogłoby to oznaczać więcej kontroli na granicach, co jest zdecydowanie niekorzystne dla biznesu (czas, koszt, wzrost wymogów administracyjnych etc.) – komentuje Anna Kwiatkiewicz –Mory.

  1. Kraje członkowskie, które chcą „robią więcej”

Jako pozytywne cechy tego rozwiązania podawane jest zachowanie wspólnoty UE27 z jednoczesnym przyzwoleniem na bardziej zaawansowane działania dla tych krajów członkowskich, które będą miały taką wolę. Dzięki temu możliwe będzie różnicowanie obietnic i rezultatów działań w zależności od zaangażowania poszczególnych krajów, co wyeliminuje obietnice bez pokrycia. Słabym punktem tego scenariusza może się okazać brak przejrzystości procesów decyzyjnych oraz różniące się prawa obywateli Europy  w zależności od miejsca zamieszkania.

W ocenie Lewiatana to zawoalowana propozycja Europy „dwóch  (i więcej) prędkości”, której zdecydowanie się sprzeciwiamy. To de facto rozsadzanie UE od środka.

  1. Robimy mniej, ale efektywniej

Pozytywnym efektem realizacji tego scenariusza może być to, że obywatele zobaczą, że UE działa tylko tam, gdzie ma to wartość dodaną. Poza tym jasne zdefiniowanie priorytetów i dobre zarządzanie dostępnymi środkami spowoduje, że UE zacznie działać szybciej (i racjonalnie). Słabość tej propozycji to fakt, że UE ma trudności w określeniu swych obszarów priorytetowych.

– To rozsądny scenariusz na dzisiejsze czasy. Nie dzieli krajów członkowskich na podgrupy, lecz obliguje UE do odpowiedzialnego zdefiniowania obszarów priorytetowych i przyporządkowania im koniecznych środków oraz realizacji obiecanych działań – dodaje Anna Kwiatkiewicz – Mory.

  1. Robienie dużo więcej razem

Zaletą tego rozwiązania byłoby o wiele szybsze podejmowanie decyzji na poziomie UE w większej liczbie obszarów. Mógłby być to drugi krok rozwoju UE po realizacji scenariusza 4.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

 

Zapowiedziane na 2017r. wprowadzenie zmian legislacyjnych dotyczących delegowania pracowników może utrudnić ogromnej liczbie polskich pracowników dostęp do unijnego rynku pracy, ocenia Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ). Oprócz szeroko komentowanej dyrektywy 96/71/WE, Komisja Europejska planuje również zmianę rozporządzenia 883/2004 w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, w tym procedury wydawania zaświadczeń A1. Wprowadzenie zmian w proponowanym obecnie kształcie spowodować może znaczne zmniejszenie wpływów do ZUS oraz zwiększyć falę emigracji Polaków do krajów starej UE. Upaść może kilkaset agencji zatrudnienia specjalizujących się w delegowaniu pracowników, a polscy przedsiębiorcy będą w wielu przypadkach zmuszeni do przeniesienia działalności poza granice kraju.

Proponowane przez Komisję Europejską (KE) zmiany dotyczą m.in. rozporządzenia nr 883/2004 w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego oraz rozporządzenia (WE) nr 987/2009 dotyczącego wykonywania rozporządzenia (WE) nr 883/ 2004. Dotychczas delegowanie pracowników odbywało się najczęściej na podstawie art. 12 oraz art. 13 rozporządzenia 883/2004. KE proponuje istotną zmianę, dotykającą art. 13., który mówi o pracy naprzemiennej w dwu lub więcej krajach. Do tej pory głównym kryterium podlegania pod polski system ubezpieczeń przy art. 13 była praca nie marginalia. Aktywność zawodowa pracownika w kraju macierzystym powinna przekraczać 5 proc. – w zakresie jego wynagrodzenia lub 5 proc. jego czasu pracy. Zmiana, która ma być wprowadzona, polega na dodaniu do warunków art. 13 zapisu o konieczności „prowadzenia znacznej działalności” w kraju pochodzenia. Oznaczać to może dużą uznaniowość w określaniu ośrodka interesów a co za tym idzie ustawodawstwa właściwego dla ubezpieczeń społecznych.

Analogicznie do innych zapisów rozporządzenia można się spodziewać, że prowadzenie „znacznej działalności” będzie oznaczać wymóg osiągania, co najmniej 25 proc. obrotów w kraju pochodzenia.

„Propozycja dodania warunku „prowadzenia znacznej działalności” do art. 13 wydaje się być nietrafiona z powodu istoty tego przepisu, czyli pracy naprzemiennej. Nie uwzględnia ewentualnych skutków proponowanych zmian. Co więcej, jest powieleniem kłopotliwych pod względem interpretacji prawnej pojęć kwestionowanych w obowiązującej wersji rozporządzenia 883/2004. Komisja Europejska po raz kolejny stara się utrudnić  firmom, głównie z tzw. Nowej Unii, funkcjonowanie na wspólnym rynku” – komentuje Krzysztof Jakubowski, przewodniczący Sekcji Agencji Opieki, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji  Zatrudnienia

Zdaniem ekspertów SAZ, zaproponowane przez KE zmiany legislacyjne mogą znacznie wydłużyć oraz skomplikować proces delegowania. Specjaliści podkreślają, że proponowane zmiany mogą doprowadzić do zewnętrznego sterowania procesem delegowania pracowników poprzez np. przedłużanie procedury, badania, długotrwałe kontrole, a nawet blokowanie wydawania zaświadczeń A1.

„Zaproponowane zmiany w procedurze wydawania A1 mogą doprowadzić do uznaniowości i ingerencji w proces decyzyjności państwa wysyłającego. ZUS może również zacząć żądać dodatkowych dokumentów celem zabezpieczenia się w przypadku podważenia wydania A1, co oczywiście może wpłynąć chociażby na czas wydania zaświadczenia. Co więcej, uznaniowość podstaw wydawania zaświadczeń A1 może utrudnić pracę polskich urzędów powodując lawinę odwołań. Podważone mogą zostać także wydane już zaświadczenia A1, co może się wiązać z wysokimi kosztami finansowymi dla polskich przedsiębiorców. Szacuje się, że w tym roku ilość wydanych zaświadczeń A1 przekroczy 500 tys. egzemplarzy. A więc zmiany legislacyjne dotkną ogromnej liczby polskich pracowników ” – tłumaczy Marta Bitner, koordynator Sekcji Agencji Opieki Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Eksperci Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia przypuszczają, że celem wprowadzenia proponowanych przez Komisje Europejską zmian jest doprowadzenie  do stałej emigracji a tym samym opłacania składek w państwie przyjmującym oraz przenoszenia tam firm.

„Coraz więcej państw wprowadza dodatkowe restrykcje i celowo utrudnia prowadzenie uczciwej działalności polskim przedsiębiorcom – przoduje w tym Francja” – dodaje Bitner. W efekcie polscy przedsiębiorcy zostaną zniechęceni do prowadzenia działalności m.in. wysokimi kosztami, niejasnymi procedurami za których nawet niecelowe naruszenie grożą wysokie kary finansowe. Zdaniem ekspertów SAZ, w niedalekiej przyszłości spodziewać się więc możemy ograniczenia wpływów do ZUS, podniesienia stałej migracji np. do Niemiec oraz upadku znacznego odsetka agencji zatrudnienia specjalizujących się w delegowaniu pracowników.

Źródło: Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ)

Polski produkt krajowy brutto wzrósł w 2016 roku o 2,8 proc., a w 2017 roku wzrośnie o 3,2 proc. – oceniła Komisja Europejska w najnowszych prognozach gospodarczych. W listopadzie ub. roku KE prognozowała wzrost o 3,1 proc. w 2016 r. i o 3,4 proc. w 2017 r.

Według opublikowanych w poniedziałek prognoz w 2018 roku polski PKB wzrośnie o 3,1 proc.

Niższy wzrost niż prognozowany jesienią jest przede wszystkim konsekwencją spadku inwestycji o 5,5 proc. w 2016 r. Zdaniem KE jest to związane ze słabym tempem realizacji projektów finansowanych z unijnych środków strukturalnych w nowym okresie programowania, a także z większą niepewnością co do polityki i regulacji.

KE przewiduje, że w 2017 i w 2018 r. nastąpi odbicie inwestycji publicznych w Polsce, gdy wzrośnie wykorzystanie funduszy unijnych. Oczekuje się też stopniowego wzrostu inwestycji prywatnych.

Głównym motorem wzrostu PKB w Polsce była w 2016 r. prywatna konsumpcja, która wzrosła o 3,6 proc. dzięki wzrostowi realnych wynagrodzeń, rosnącemu zatrudnieniu oraz większym transferom socjalnym – ocenia KE. W 2017 r. prywatna konsumpcja wzrośnie jeszcze bardziej, o 3,9 proc., ale w 2018 r. dynamika ta osłabnie (do 2,9 proc.), m.in. wskutek stagnacji zatrudnienia.

Zastrzega, że ryzykiem dla wzrostu inwestycji i konsumpcji może być przedłużająca się niepewność co do polityki i regulacji.

Według prognoz deficyt polskich finansów publicznych w 2016 roku wyniósł 2,3 proc. PKB i był najniższy od 2007 roku. Z kolei w 2017 r. deficyt wyniesie 2,9 proc. PKB, zaś w 2018 r. – 3 proc. PKB.

W poprzedniej, jesiennej prognozie KE szacowała, że w 2016 r. deficyt polskich finansów wyniesie 2,4 proc. PKB, a w 2017 r. 3 proc. PKB.

Według Komisji na wzrost deficytu w 2017 roku wpłynie obniżenie wieku emerytalnego w Polsce, a także pierwszy pełny rok wypłacania wprowadzonego w ub. roku zasiłku na dzieci 500+. Prognozuje się także silny wzrost inwestycji publicznych. Skutki tych działań zostaną złagodzone przez utrzymanie wyższych stawek VAT, które według początkowych planów miały zostać obniżone w 2016 r.

Prognoza KE nie uwzględnia ewentualnych efektów starań o poprawę ściągalności podatków.

Źródło: www.kurier.pap.pl

W Polsce na nowo rozgorzała dyskusja wokół tego, czy nad Wisłą powinny powstać elektrownie jądrowe. Wśród wielu argumentów pojawia się zagadnienie wpływu takiej inwestycji na bezpieczeństwo energetyczne i sensu stricte. W gorącym tonie prowadzony jest dyskurs na temat budowy pierwszej elektrowni jądrowej na Białorusi i zakupu wyprodukowanej tam energii.

Chodzi o projekt realizowany w obwodzie grodzieńskim w odległości 50 km od litewskiej stolicy. Elektrownia budowana jest w oparciu o rosyjską technologię WWER-1200. Ma się składać z dwóch reaktorów o mocy 1200 MW każdy. Uruchomienie pierwszego bloku ma nastąpić w 2018 roku, a kolejnego dwa lata później. Projekt ten wywołuje niemałe emocje ze strony Litwinów, którzy oskarżają Mińsk o nieprzestrzeganie międzynarodowych standardów bezpieczeństwa.

Wilno oskarża Mińsk o matactwa

Od 2013 roku Litwa prosi Białoruś o realizację misji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej SEED (ang. Site and External Events Design) w pełnym zakresie. Jak przekonywało pod koniec stycznia litewskie ministerstwo spraw zagranicznych, podczas spotkań z przedstawicielami Białorusi oraz w korespondencji dyplomatycznej Litwa wielokrotnie zwracała się z prośbą o udzielenie informacji o tym kiedy i w jakim wymiarze misja MAEA SEED jest zapraszana na Białoruś.

Białoruś miała również ignorować wielokrotne prośby o włączenie do grupy ekspertów przedstawicieli Litwy. Nie tylko Litwa, ale także organizacje międzynarodowe wzywają Białoruś do zaproszenia MAEA SEED w celu zapewnienia bezpieczeństwa Elektrowni Ostrowiec. Taka rekomendacja została wydana w 2014 roku podczas spotkania państw stron Konwencji Espoo oraz w trakcie spotkania poświęconego przeglądowi Konwencji o bezpieczeństwie jądrowym.

Przypomnijmy, że podczas ostatniej wizyty misji MAEA w dniach 16-20 stycznia 2017 r. eksperci Agencji nie stwierdzili żadnych uchybień. W tej sytuacji reakcja Wilna wydawała się dość oczywista. Litwini wskazali na wypowiedzi ekspertów MAEA, którzy twierdzili, że ich misja nie odbywała się w pełnym wymiarze. Jak podkreślał litewski MSZ, konkretny zakres misji nie jest określany przez MAEA, lecz przez państwo zapraszające, dlatego też informacje o tym, że wszystkie decyzje są podejmowane przez MAEA, a nie przez Białoruś, są niezgodne z rzeczywistością.

Według szefa litewskiej dyplomacji Linasa Linkevičiusa selektywne wypełnianie standardów bezpieczeństwa oznacza, że projektanci Elektrowni Ostrowiec mają coś do ukrycia.

Incydenty w Ostrowcu

Pod koniec grudnia ubiegłego roku na stacji kolejowej Sławnoje w miejscu manipulowania ładunkami wielkogabarytowymi doszło do nieznacznego kontaktu metalowej osłony dla ładunków ponadgabarytowych (w środku znajdował się korpus reaktora dla Elektrowni Ostrowiec – przyp. red.) ze słupem sieci trakcyjnej. Wówczas nie stwierdzono jednak jakichkolwiek uszkodzeń reaktora.

Zdarzenie do jakiego doszło w Sławnoje było jednym z kilku incydentów związanych z białoruskim projektem jądrowym. Pod koniec lipca 2016 roku białoruskie media informowały opinię publiczną o tym, że w połowie miesiąca podczas instalacji reaktorów w elektrowni w Ostrowcu z wysokości ok. 2-4 metrów spadła jednostka ważąca blisko 330 ton. Mińsk zbagatelizował to zdarzenie, nazywając je „nieprzewidzianą sytuacją”. Na ten temat wypowiedziała się litewska prezydent Dalia Grybauskaitė, która zagroziła Białorusi, że w przypadku niespełnienia norm bezpieczeństwa przy budowie elektrowni w Ostrowcu, Wilno będzie dążyło do zablokowania projektu.

Rosatom przekonywał, że korpus reaktora miał zostać przesunięty w pozycji poziomej o 10 m. Podczas procesu podwykonawca odpowiedzialny za jego przeprowadzenie dopuścił do lekkiego przechylenia ładunku. Na wysokości ok. 4 m doszło do usterki dźwigu i korpus pozostawał w zawieszeniu przez ponad 30 minut. Zwiększający się przechył doprowadził do tego, że zetknął się on z podłożem. Na początku sierpnia Rosatom zapowiedział, że jest gotowy do wymiany reaktora. Dwa tygodnie później Mińsk zatwierdził tę decyzję.

Litwa chce zablokować Ostrowiec

Na początku stycznia tego roku Wilno powołało specjalnego ambasadora, który ma odpowiadać za koordynację stanowiska oraz działań Litwy związanych ze wspomnianą elektrownią w Ostrowcu. Został nim Darius Degutis.

W lutym w rozmowie z agencją BNS powiedział, że najważniejszym celem jego misji jest to, aby wspomniany obiekt był budowany w sposób bezpieczny. W przeciwnym wypadku będzie dążył do zatrzymania budowy. Chce również pokazać partnerom w Unii Europejskiej, jakie są fakty na temat Ostrowca.

W tym kontekście warto odnotować fakt, że Komisja Europejska zapewniła Litwę o tym, iż przeprowadzi w Ostrowcu stress testy zgodnie z obowiązującymi w Europie standardami. Według litewskiego ministra energetyki Žygimantasa Vaičiūnasa zagwarantowali mu to przedstawiciele Komisji, twierdząc, że względem elektrowni Bruksela nie zamierza robić żadnych wyjątków.

– Mówiliśmy o konkretnych instrumentach. Jednym z nich są stress testy. Podczas spotkań otrzymaliśmy jasne zapewnienie oraz gwarancje ze strony Komisji Europejskiej, że przy przeprowadzeniu stress testów zgodnie z europejskimi standardami nie może być mowy o żadnych wyjątkach. Komisja będzie robiła wszystko co możliwe, aby były one jak najszybciej wykonane – powiedział Žygimantas Vaičiūnas.

Według niego jeśli Białoruś nie przeprowadzi stress testów, które wskażą czy elektrownia jądrowa wytrzyma awarie i czy jest bezpieczna, to ryzykuje brakiem wznowienia rozmów z Unią Europejską. Zdaniem Vaičiūnasa ocieplenie w stosunkach między Mińskiem a Brukselą będzie również zależało od rozwoju sytuacji wokół Ostrowca.

Białoruś chce eksportować energię z Ostrowca. Litwa chce embarga

Mińsk przyznaje, że jeśli nie uda mu się słać energii z kontrowersyjnej elektrowni jądrowej w Ostrowcu do Unii Europejskiej, to będzie ją eksportować na Wschód. Mimo nieustającego weta Wilna Białorusini starają się przekonać różnych odbiorców w Europie, w tym Polskę.

Co ciekawe, jak stwierdził białoruski wiceminister energetyki Wadim Zakrewski, Mińsk rozważa możliwość dostaw energii elektrycznej z budowanej elektrowni jądrowej w Ostrowcu do państw Unii Europejskiej oraz na rynki Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Jego zdaniem ta kwestia jest upolityczniania przez państwa, które obawiają się napływu taniej energii z Rosji.

Z kolei według wspomnianego wcześniej Degutisa ważne jest, aby Litwa odrobiła lekcję, tzn. aby zostało podpisane porozumienie partii politycznych, by przyjęto ustawę o ochronie rynku przed energią z niebezpiecznych elektrowni, a także nastąpiło odłączenie kraju od systemu energetycznego, który łączy państwa bałtyckie z Rosją i Białorusią oraz by przeprowadzono synchronizację z zachodnimi systemami energetycznymi.

Wilno prowadzi kampanię wobec państw bałtyckich i Polski, aby przekonać je do rezygnacji z energii, która w przyszłości miałaby być produkowana w Ostrowcu.

Przypomnijmy, że już w 2015 roku ówczesny minister energetyki Litwy Rokas Masiulis wezwał Bałtów, Finów oraz Polaków do embarga na import energii elektrycznej z planowanych elektrowni na Białorusi oraz w obwodzie kaliningradzkim. Wilno jest niewzruszone na zapewnienia Mińska oraz prezydenta Aleksandra Łukaszenki o tym, że przy jej budowie dotrzymane są wszelkie standardy bezpieczeństwa.

Pod koniec października 2016 roku po spotkaniu z Dalią Grybauskaité prezydent Estonii Kersti Kaljulaid stwierdziła, że Unia Europejska nie powinna kupować energii z Ostrowca. Co ciekawe, białoruski przywódca proponował Litwinom, aby włączyli się w projekt budowy elektrowni. W zamian Wilno miało otrzymać energię w „rozsądnej cenie”.

Polska nie jest zainteresowana

W październiku ubiegłego roku w trakcie wizyty w Mińsku wicepremier Mateusz Morawiecki miał usłyszeć od Białorusinów propozycję zakupu przez Polskę energii wyprodukowanej w Ostrowcu. Dotychczas brak jest jednak oficjalnej reakcji Warszawy w tej sprawie.

– Polska dyplomacja podjęła działania na rzecz ocieplenia stosunków z Białorusią i mogło to skłonić Mińsk do ponowienia oferty – ocenia Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Jednak zgoda na dostawy byłaby uderzeniem w sojusznika, czyli Litwę, która zbiera przeciwników Ostrowca i liczy także na Polaków. Warto pamiętać, że jest to projekt rosyjskiego Rosatomu realizowany za pieniądze Kremla, więc nie powinien dawać złudzeń niezależnej, białoruskiej oferty.

Pomysł dostaw ostrowieckiej energii nad Wisłę kiełkował w Mińsku od dłuższego czasu. W kwietniu 2016 roku białoruski wiceminister energii Leonid Szenec powiedział, że Mińsk rozważa możliwość eksportu energii elektrycznej do Polski. Co ciekawe miesiąc później ponowił ofertę. Stwierdził, że rozmowy na ten temat już trwają.

Temat dostaw białoruskiej energii nad Wisłę zdążył nabrać również negatywnego wydźwięku. Rosyjska agencja informacyjna RIA Novosti dopuściła się nadinterpretacji słów ambasadora Polski na Białorusi Konrada Pawlika. Miał powiedzieć, że dostawy energii z Ostrowca do Polski będą przedmiotem rozmów pomiędzy obydwiema stronami. Te informacje mogły zaszkodzić relacjom Polski z krajami bałtyckimi, ale zostały zdementowane przez stronę polską.

Rywalizacja projektów w regionie

– Warto przypomnieć, że Ostrowiec jest budowany za pieniądze rosyjskie. Jest to projekt polityczny, który może zagrozić konkurencyjności nowego obiektu, który mógłby powstać na Litwie lub w Polsce – uważa Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Podkreśla, że Wilno wróciło do projektu elektrowni jądrowej Visaginas. Obiekt w rosyjskim Kaliningradzie, jak i ten w Ostrowcu mogą być konkurencyjnymi źródłami energii w regionie. W tym układzie rolę konkurenta pełniłaby także elektrownia jądrowa w Polsce.

– Jeśli chcemy kontynuować Program Polskiej Energetyki Jądrowej, to wykluczyć należy poparcie dla Visaginas, a wspierać wysiłki na rzecz zablokowania innego, konkurencyjnego w stosunku do polskiego, projektu jądrowego, czyli Ostrowca. Wtedy Polacy powinni poprzeć embargo proponowane przez Wilno – twierdzi Wojciech Jakóbik.

Litwa chce także przyłączyć swój system elektroenergetyczny do Europy kontynentalnej poprzez synchronizację z systemem funkcjonującym w tamtej części Unii Europejskiej i desynchronizację z systemem postsowieckim, obowiązującym nadal na terenie krajów bałtyckich.

Przypomnijmy, że państwa bałtyckie uzgodniły, że do 2025 roku zamierzają odłączyć się od postsowieckiego systemu IPS/UPS. Kraje zabiegają o synchronizację z sieciami kontynentalnymi.

Jedynym narzędziem do realizacji tego celu jest połączenie elektroenergetyczne z Polską – LitPol Link 2, które razem z działającym od grudnia 2015 roku LitPol Link pozwoliłoby na obustronne dostawy energii elektrycznej i synchronizację systemu elektroenergetycznego państw bałtyckich z systemem kontynentalnym właśnie przez Polskę.

W połowie stycznia Litwa i Łotwa chcą pogłębienia prac nad synchronizacją połączenia elektroenergetycznego z Europą. Zdaniem ich premierów nie ma alternatywy dla połączenia przez Polskę. Spór toczy się o projekt LitPol Link 2. Interesy Litwy, która chce zarabiać na tranzycie energii, kolidują z planami polskiego rządu, który planuje ograniczyć import.

Litwa wyraża także chęć budowy kolejnego mostu energetycznego z Polską, zwiększającego moc przesyłu do 2 tys. MW i umożliwiającego synchronizację do 2025 r. Chodzi o LitPol Link 2. Obecnie jednak operatorzy sieci rozważają kwestię dotyczącą rozbudowy już istniejącego połączenia.

– Jeżeli mówimy o interkonektorze LitPol Link, o jego rozbudowie, to dla Polski zawsze było ważne, aby połączenie nie było wykorzystywane do tego, by na tamtejszy rynek trafiała tania, niebezpieczna i brudna energia z Rosji. Nasze przesłanie na dziś brzmi: Wzywamy partnerów i przyjaciół, odpowiednie organizacje, urzędy, Komisję Europejską oraz państwa zaznajomione z sytuacją do zablokowania budowy elektrowni w Ostrowcu – powiedział wspomniany wcześniej litewski dyplomata Darius Degutis.

Źródło: biznesalert.pl

Samorządy są znaczącymi beneficjentami środków europejskich, dlatego nasz głos powinien być w debacie o UE uwzględniany – powiedział marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl.

W  Jasionce k. Rzeszowa odbyło się Ogólnopolskie Noworoczne Spotkanie Samorządów, któremu towarzyszyła debata o Unii Europejskiej wspierana przez Europejski Komitet Regionów. „Samorządy powiatowe i gminne, miasta są znaczącymi beneficjentami środków europejskich, stąd nasza rola, nasz głos powinien być w tej debacie uwzględniany – ocenił.

Jak podkreślił, samorządy spoglądają na przyszłą politykę spójności, która w wyniku Brexitu musi być skorygowana, przez co jeszcze większą staranność należy przyłożyć do przyszłego podziału środków unijnych. „Uważamy, że Unia Europejska nie powinna się centralizować w swoich decyzjach” – zaznaczył marszałek.

Dodał, że samorządowcy dostrzegają potrzebę istnienia funduszy dzielonych na poziomie Brukseli, takich jak tzw. Plan Juckera, bo niektóre inwestycje mają charakter ponadnarodowy, ale nie chcieliby, żeby środki z polityki spójności dalej tam wycofywano, a tym samym centralizowano. „W tej perspektywie tak się stało, że Komisja (Europejska) zabrała trochę środków do siebie, nie chcielibyśmy, żeby ten proces postępował” – zaznaczył.

Zdaniem Ortyla ważne jest, by kontynuować program dla Polski wschodniej. „Uważamy, że zapóźnienia w naszym województwie wynikają z dziesięcioleci i jednym czy dwoma programami nie nadrobimy tych różnic, jeżeli chodzi o sprawy rozwojowe. (Kontynuacja programu – red.) to byłby dowód, że polityka spójności jest faktem” – zauważył.

W jego ocenie należy też wzmocnić Europejską Współpracę Terytorialną, instrument kierowany na obszary po obu stronach granicy. Województwo podkarpackie korzysta z Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina.

„Relacje pomiędzy dwoma stronami granicy powinny być symetryczne. Czasami jest tak, że np. negatywne oddziaływanie środowiskowe ze strony ukraińskiej przenosi się na naszą stronę. Stąd potrzeba programów, które by tę równowagę jakoś wprowadzały” – zauważył. Według marszałka Ukraina powinna zdążać do Europy, a jeśli będzie się pokazywać, jakie szanse z tego wynikają, tym bardziej przystąpienie do UE będzie dla Ukraińców interesujące.

Powiedział, że samorządowy chcą też rozmawiać o inteligentnych specjalizacjach a także zasadności rywalizowania o środki unijne w konkursach. „Jeśli chodzi o przedsiębiorców, to konkursy muszą być, bo ich brak zakłócałby konkurencyjność, ale na przykład, jak wiemy, że chcemy wybudować autostradę, zainwestować w ochronę środowiska, to chcielibyśmy, żeby można to było opierać o konkretny projekt” – zaznaczył. Przyznał, że projekty pozakonkursowe są dla KE niewygodne. „Trwają tu takie siłowe negocjacje, my chcemy jak najwięcej projektów pozakonkursowych, a komisja jak najmniej. Komisja chce instrumentów zwrotnych, a my chcemy jeszcze dotacji” – wyjaśnił.

Zapytany o przyczyny negatywnych opinii o UE powiedział, że Unia „jest takim tworem nieosiągalnym, niezdefiniowanym do końca”, poznawanym głównie po środkach europejskich i po uciążliwościach, które wynikają z unijnych regulacji.

„Dzisiaj to już odeszło trochę do lamusa, takie argumentowanie, jakie (było) na początku (…), jak urzędnik nie wiedział, jak coś wytłumaczyć, to mówił, że to wszystko przez Unię Europejską, Unia tak chce, tworzyliśmy takiego +chłopca do bicia+, +winnego+, tak też jeszcze trochę pozostało” – zauważył. Dlatego, zdaniem Ortyla, dobrze, że odbywają się debaty, takie jak w Jasionce, na których pojawiają się przedstawiciele Komitetu Regionów, bo okazje do lepszego zrozumienia UE dają możliwość wystawienia „cenniejszych” i „trafniejszych” ocen.

Przyznał, że Unia „jest na wirażu”, a Brexit pokazał pewną słabość. „Trzeba wyraźnie powiedzieć (…) Komisja Europejska, sobie na to zapracowała. Te regulacje, to wtrącanie się do spraw krajowych (…) stosowanie sztywnych rozwiązań dla wszystkich krajów. My się różnimy od siebie, to nie jest tak, że ten szablon da się wszędzie nałożyć, to nie powinno tak być” – ocenił.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...