Home Tagi Wpis otagowany "klienci"

klienci

Klienci chcą personalizacji – z danych firmy Accenture wynika, że 81% konsumentów chce, aby marki ich poznały. Pozostawanie w stałym kontakcie z klientami może przełożyć się na większe zaangażowanie klientów i wzrost ich lojalności. Warunkiem efektywnej komunikacji jest jednak to, aby właściwa, spersonalizowana wiadomość dotarła do konkretnego odbiorcy.

W porównaniu z innymi kanałami komunikacji, wiadomości SMS i głosowe mają znacznie wyższe współczynniki otwarć. Dlaczego? Jednym z powodów jest to, że komunikacja głosowa i SMS rzadko jest wykorzystywana w kampaniach masowych. Istnieją również usługi, dzięki którym klienci otrzymują wiadomości głosowe zawierające ważne informacje takie jak na przykład, jednokrotny PIN, wiadomość z potwierdzeniem adresu, zmiany salda konta, alerty dotyczące zapobiegania oszustwom itd. Najnowsze badania nad trendami w komunikacji wskazują, że obok poczty elektronicznej, głos stanowi najczęstszy sposób komunikacji między firmami a odbiorcami.

Kierowanie ogólnych wiadomości na firmowe skrzynki mailowe i smartfony już od dawna nie przynosi żadnych efektów – mówi Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip specjalizującej się w komunikacji mobilnej. – Teraz liczy się komunikacja skrojona na potrzeby odbiorców, dlatego marki powinny starać się możliwie jak najlepiej poznać swoich klientów, a następnie dostarczać im spersonalizowane komunikaty. Widzimy, że coraz więcej polskich firm wdraża taką strategię i sięga po narzędzia takie jak wiadomości głosowe i SMS, aby pozostawać w stałym kontakcie ze swoją grupą docelową – dodaje.

Do klientów należy kierować informacje, które mają dla nich znaczenie oraz które przychodzą o czasie, który najlepiej im odpowiada. Dostosowanie jest szczególnie kluczowe w interakcjach konsumenckich w czasie rzeczywistym, które mają najlepsze współczynniki otwarć i reakcji. Klienci mogą negatywnie reagować na ogólne komunikaty przesyłane w tych kanałach, ze względu na to, że przyciągają ich bieżącą uwagę. Jeśli wiadomość nie jest dopasowana do ich potrzeb, często mogą uznać, że dana marka marnuje ich czas. Taka komunikacja może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast budować lojalność może zniechęcać klientów do korzystania z jej usług lub produktów.

„Dzisiaj, w świecie biznesu, w którym tak wiele marek konkuruje o każde, nawet najmniejsze zainteresowanie konsumenta, lojalność klienta uważana jest za premię. Aby ją zdobyć, marka musi nadążać za swoimi klientami i sprawiać, aby poczuli się wyjątkowo. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku interakcji z konsumentami. Jeśli marka zrobi to dobrze, dostosowanie wysyłanych treści do każdego indywidualnego konsumenta przyniesie wiele korzyści biznesowych. Matematyka jest tu prosta. Większa personalizacja = mniej rezygnacji + więcej interakcji. Więcej interakcji + terminowa komunikacja = większe możliwości sprzedaży.” – podsumowuje Kamila Górna.

Badania wykazały, że kampanie prowadzone z wykorzystaniem spersonalizowanych wiadomości zwiększają związane z nimi konwersje o ponad 27% w porównaniu z innym. Ponadto badania przeprowadzone przez firmę Accenture zrealizowane w Stanach Zjednoczonych pokazują, że 56% konsumentów częściej kupuje produkt od firmy, która pamięta, jak się nazywają.

Źródło; Infobip

Jako klienci jesteśmy codziennie wręcz zalewani falą materiałów reklamowych. Wiadomości sms, e-maile, banery i komunikaty wyświetlające się na portalach internetowych. Listy otrzymywane pocztą tradycyjną i rozmowy telefoniczne to dzisiaj tylko ułamek komunikacji marketingowej. W takich realiach coraz większe znaczenie ma odpowiedni dobór treści, grupy docelowej, formy i momentu kontaktu. Skuteczne działania marketingowe wymagają wykorzystania narzędzi IT do dokładnej analizy danych. Ogromnej ilości danych. Według organizacji Foundation Capital z siedzibą w Dolinie Krzemowej, wydatki na nowe technologie dostosowane do potrzeb marketingowych mają sięgnąć 120 miliardów dolarów do 2025 roku.

Już w 2013 roku firma Gartner przewidywała, że w ciągu 5 lat wydatki szefów marketingu na technologię przewyższą wydatki samych szefów technologii. Te prognozy nie wzbudzały zdziwienia, gdyż wraz z przeniesieniem komunikacji z klientem do Internetu, projekty z zakresu marketingu cyfrowego zaczęły odgrywać kluczową rolę w niemal każdej organizacji. Kontakt z klientem ma ogromne znaczenie. Granice między działaniami sprzedażowymi, marketingowymi i obsługą klienta coraz bardziej się zacierają, a specjaliści ds. marketingu cyfrowego zaczynają mieć decydujący głos w sprawie budowania strategii interakcji z klientem.

Marketing napędzany przez IT

Według danych firmy badawczej TDWI, to właśnie działy marketingu najczęściej jako pierwsze decydują się na wdrożenie zaawansowanych systemów analitycznych. Wynika to z faktu, że systemy informatyczne są niezbędne do podejmowania efektywnych działań w kluczowych obszarach, do których należy zaliczyć digital marketing, analizy tzw. „customer journey”, e‑commerce czy zarządzanie bazami klientów i relacjami z nimi (CRM).

Szefowie działów marketingu są niezwykle ważną grupą dla firm technologicznych, gdyż coraz częściej to właśnie oni podejmują decyzje o wdrożeniu nowych technologii w firmie. Dotyczy to w szczególności systemów analitycznych, które dziś na nowo definiują rolę marketingu i są kluczem do efektywnego kontaktu z klientem. Na podstawie gromadzonych danych możemy uzyskać niezwykle precyzyjny obraz kupującego. To z kolei pozwala na lepsze dostosowanie oferty do indywidualnego klienta i w efekcie zwiększenie szansy na sprzedaż – tłumaczy Krzysztof Skaskiewicz, Advisory Business Solution Manager w SAS.

Biznes uczy się, jak wykorzystywać sztuczną inteligencję w marketingu

Ponad połowa menedżerów przebadanych przez PwC w ramach 2017 Global Digital IQ® Survey zadeklarowała, że inwestuje w projekty z zakresu sztucznej inteligencji. To wciąż niewiele, biorąc pod uwagę potencjał tej technologii, wynikający chociażby z możliwości wbudowania automatycznych procesów analitycznych w każdy mechanizm odpowiadający za kontakt z klientem co przekłada się na usprawnienie działań marketingowych.

Chcąc pomóc zrozumieć, jakie korzyści niesie ze sobą zwrot ku technologiom wykorzystującym sztuczną inteligencję, SAS – lider analityki biznesowej – określił  sześć podstawowych sposobów na wykorzystanie AI w działaniach marketingowych.

  1. Wsparcie procesów decyzyjnych – Obecnie celem działów marketingowych jest przedstawienie klientowi oferty, która pomoże mu zrealizować jego własny cel (innymi słowy, odpowie najlepiej na potrzeby tego klienta). Przykładowo, osoby zapisane na zajęcia ze szkoły rodzenia mogą otrzymać kupony na zakup ubranek dla dzieci. Klienci są dzieleni na segmenty w oparciu o historię ich decyzji zakupowych. Sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence), w tym uczenie maszynowe (Machine Learning), pozwalają przewidzieć, w jaki sposób kupujący z poszczególnych grup zareagują na określoną ofertę. Wykorzystując takie mechanizmy, można w razie potrzeby dobrać ofertę do (przewidywanych) oczekiwań klienta.
  2. Wsparcie działań z zakresu cross-selling oraz up-selling – Celem projektów z zakresu cross-sell jest zwiększenie przychodu pochodzącego od poszczególnego kupującego, budując jednocześnie jego lojalność wobec marki. Uzupełniają je działania up-sell, w ramach których konsumenci są m.in. zachęcani do nabywania nowszych, droższych wersji produktów. Sztuczna inteligencja pozwala zwiększyć efektywność tych działań, wykorzystując potencjał ogromnych ilości danych, którymi dysponuje przedsiębiorstwo. Dane są generowane podczas każdej interakcji klienta z marką – przechowywane w systemach transakcyjnych, tworzone przez każde wyświetlenie strony internetowej, zapisywane jako rezultaty poprzednich kampanii.
  3. Poznanie Głosu Klienta (Customer Voice) – Analiza oczekiwań i potrzeb klientów ma kluczowe znaczenie w procesie przygotowywania ofert produktów czy usług. Wyzwaniem jest poznanie opinii kupujących. Klienci wyrażają je za pośrednictwem różnych kanałów: wiadomości e-mail, komentarze na forach czy wpisy w mediach społecznościowych stanowią obecnie podstawowe z nich. Sztuczna inteligencja umożliwia zautomatyzowane przetwarzanie takich treści poprzez analizę języka naturalnego (Natural Language Processing) oraz obrazów (Digital Image Processing). Dzięki temu firmy mogą poznać stosunek klientów do oferowanych produktów, a nawet ocenić poziom intensywności emocji, które towarzyszą ich opiniom.
  4. Usprawnienie kontaktu z klientem – Nawet najlepszy posiłek nie będzie dobrze smakował, jeżeli obsługa jest fatalna. To twierdzenie można odnieść do każdego rodzaju biznesu, gdyż kontakt z klientem ma znaczący wpływ na odbiór danej marki. Sztuczna inteligencja wspiera m.in. pracowników call center, którzy często stoją na pierwszej linii frontu obsługi klienta. Na podstawie informacji o dzwoniącym, system może pomóc konsultantowi lepiej przygotować się do rozmowy i w efekcie szybko i skutecznie rozwiązać problem.
  5. Łączona analiza danych z wielu źródeł – „Co o nas mówią w Internecie?” – takie pytanie zadaje niemal każda osoba decyzyjna w organizacji, od prezesa po szefa marketingu. Jednak, aby uzyskać pełen obraz sytuacji, informacje pochodzące z sieci nie mogą być analizowane w oderwaniu od danych z innych kanałów. Sztuczna inteligencja umożliwia szybsze przetwarzanie dużych zbiorów zróżnicowanych i detalicznych danych.
  6. Działanie w czasie rzeczywistym – Potrzeby współczesnych klientów zmieniają się bardzo szybko. W dobie Internetu czas od decyzji o zakupie do samego zakupu może wynieść kilka minut. Dlatego niezwykle ważne jest działanie w czasie rzeczywistym. Konieczne jest podejmowanie natychmiastowych decyzji jakie oferty i informacje należy prezentować w oparciu o bieżące aktywności podejmowane przez klienta, na przykład w czasie przeglądania stron internetowych. Celem jest jak najszybsze zaproponowanie oferty, która wzbudzi zainteresowanie kupującego. Sztuczna inteligencja umożliwia identyfikowanie wzorców zachowań, co z kolei pozwala na szybsze działanie i przygotowanie oferty, która w danym momencie zwróci uwagę konsumenta. Dodatkowo, systemy analityczne wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwalają na tworzenie różnorodnych scenariuszy biznesowych. Dzięki temu możemy przewidywać skutki danej kampanii marketingowej, minimalizując straty związane z błędnymi decyzjami.

Więcej na temat systemów marketingowych działających w czasie rzeczywistym i wykorzystania sztucznej inteligencji w marketingu będzie można dowiedzieć się podczas spotkania SAS CI Roadshow 2017, które odbędzie się 3.10.2017 w Warszawie. Informacje na temat spotkania znaleźć można pod adresem http://go.sas.com/zzf16k.

Źródło: SAS Institute

Wraz z nadejściem nowego sezonu Vistula wprowadza do swoich salonów oraz sklepu online kolekcję stworzoną wspólnie z jednym z najlepszych piłkarzy na świecie – Robertem Lewandowskim. Połączenie indywidualnego stylu sportowca z doświadczeniem projektanta marki Wojtka Bednarza i krawców Vistuli zaowocowało powstaniem nowej, limitowanej kolekcji.

Jest to pierwsza współpraca marki Vistula z Robertem, w której piłkarz mógł się wcielić w rolę projektanta i zadecydować o tym jakie desenie, barwy, tkaniny i fasony znajdą się w kolekcji sygnowanej jego nazwiskiem. W efekcie powstała linia Robert Lewandowski Collection – równie swobodna, co elegancka, łącząca klasykę męskiej garderoby z najnowszymi trendami. Kolekcja, której kontynuację zobaczymy również w kolejnych sezonach.

Próbowaliśmy zdefiniować z Robertem, jaki jest dzisiejszy mężczyzna, jaki prowadzi tryb życia, jak spędza wolny czas, jakie są jego potrzeby odnośnie do codziennego i biznesowego ubioru. W efekcie naszych rozważań powstała kolekcja, która jest wierna klasyce, przyjazna w użytkowaniu, wyrazista i pełna niuansów – mówi o tworzeniu kolekcji Wojtek Bednarz, projektant marki Vistula.

Robert Lewandowski Collection klienci znajdą miękkie flanelowe koszule w kratę, dżinsowe spodnie z obniżonym stanem i wysokiej jakości kurtkę skórzaną z odpinaną podpinką i kapturem. Mocnym akcentem tej kolekcji są również kurtki nawiązujące do trendu militarnego. Z kolei podstawą formalnej odsłony kolekcji są eleganckie garnitury w ponadczasowych barwach – granacie i czerni. Do ich produkcji wykorzystano, uważnie wyselekcjonowane przez Roberta, szlachetne tkaniny pochodzące z włoskich manufaktur: Zignone, Vitale Barberis Canonico oraz Marzotto.

Nową kolekcję promuje sesja zdjęciowa zrealizowana na ulicach Monachium. Celem twórców sesji i filmu promującego linię była możliwie jak największa spontaniczność zdjęć. Taki efekt osiągnięto dzięki inspiracjom blogami poświęconymi modzie ulicy i doświadczeniu fotografa Mateusza Stankiewicza.

Kolekcja będzie dostępna w drugiej połowie września we wszystkich salonach Vistuli.

 

Źródło; fashionbiznes.pl

Dlaczego kupujemy mieszkanie? Sieć biur nieruchomości Metrohouse na podstawie przeprowadzonych w tym roku transakcji przygotowała opracowanie dotyczące najpopularniejszych przesłanek, które przyświecają zakupowi lokalu.

Powód nr 1: Idę „na swoje”

Najsilniejszą grupę nabywców mieszkań na rynku wtórnym stanowią kupujący, którzy podjęli decyzję o „pójściu na swoje”. Są to osoby, które dotychczas wynajmowały mieszkanie, ew. mieszkały z rodzicami w domach wielopokoleniowych. Tacy klienci stanowią obecnie aż 34 proc. wszystkich kupujących mieszkania za pośrednictwem Metrohouse. Zapewne spora w tym zasługa programu Mieszkanie dla Młodych, który wspierał dotychczas nabywców pierwszego M. W Polsce nadal istnieje silne przywiązanie do własności, a korzystanie z najmu traktowane jest jako faza przejściowa w dążeniu do własnego mieszkania.

Powód nr 2: Kupuję inwestycyjnie

To, że inwestowanie w nieruchomości jest w ostatnich latach bardzo popularną formą lokowania oszczędności, wiedzą już pewnie wszyscy. Popierają to liczby, z których wynika, że co czwarta transakcja na rynku wtórnym dotyczy mieszkań, które trafiają potem na rynek wynajmu. W rzeczywistości udział inwestorów w dokonywanych transakcjach może być jeszcze wyższy z racji tego, że nie zawsze klienci ujawniają prawdziwy cel przyświecający zakupowi.

Powód nr 3: Zamieniam na większe

11 proc. transakcji dotyczyło klientów, którzy deklarują, że powodem zakupu jest potrzeba znalezienia większego mieszkania, aby poprawić dotychczasowy standard zamieszkania. Na rynku wtórnym już od pewnego czasu zauważalny jest trend nabywania coraz większych mieszkań. Przeprowadzka do większego, docelowego lokum następuje zwykle po powiększeniu rodziny, kiedy okazuje się, że dotychczasowe mieszkanie nie spełnia już swoich funkcji.

Powód nr 4: Przeprowadzam się do innego miasta

Dla 10 proc. kupujących zakup mieszkania wiąże się z przeprowadzką do innego miasta. Najczęściej przeprowadzka jest wynikiem znalezienia nowej stałej pracy.

Powód nr 5: Zamieniam na mniejsze mieszkanie

Jednocześnie 7 proc. transakcji związanych było z potrzebą zakupu mniejszego mieszkania. Geneza takich decyzji jest bardzo różna – począwszy o kłopotów finansowych, zmiany sytuacji życiowej (wyprowadzka dzieci), aż po np. potrzebę zainwestowania części uzyskanych ze sprzedaży środków.

Inne powody

W pozostałej części transakcji powody nabycia mieszkania były bardzo różne. W niektórych przypadkach chodziło o rozwód, ale wiele odpowiedzi dotyczyło zakupu mieszkań dla rozpoczynających studia dzieci. Jak widać, nawet przy bogatej ofercie mieszkań na wynajem, część klientów decyduje się na zakup studenckiego mieszkania, często z myślą o wynajęciu jednego z pomieszczeń innemu studentowi, co pokryje choćby miesięczne koszty utrzymania lokum. Z drugiej strony pojawiały się odpowiedzi o zakupie mieszkania wnukom, ale też rodzicom, którzy na emeryturze chcieliby być bliżej swoich dzieci. W kilku przypadkach zakupiona za pośrednictwem Metrohouse nieruchomość miała być prezentem dla dziecka, które wychodzi za mąż/żeni się. Jako coraz częściej podawany powód zakupu klienci skazują na potrzebę posiadania mieszkania z przeznaczeniem na wyjazdy weekendowe – w tym celu kupują niewielkie mieszkania w popularnych miejscowościach turystycznych, głównie nad Bałtykiem.

Źródło: Metrohouse

W ostatnim czasie widoczny jest wzrost konkurencji na rynku sieci detalicznej. Wielu przedsiębiorców obawia się spadku poziomu sprzedaży oraz utraty klientów. Wynika to z rosnącej popularności showroomingu, gdy klienci oglądają i testują produkty w sklepie stacjonarnym, ale kupują go w sklepie internetowym. Z pewnością, mobilne zakupy stanowią zagrożenie dla tradycyjnych sklepów i butików, gdyż dają klientom więcej możliwości. Działające całą dobę sklepy internetowe i platformy e-commerce gwarantują bogactwo asortymentu, a zdarza się, że i korzystniejsze ceny, liczne promocje oraz rabaty. Dodatkowo klientów przyciąga możliwość szybkiej dostawy, opcja realizacji płatności za pomocą jednego kliknięcia oraz wygodna polityka zwrotu towaru. Zakupy bez wychodzenia z domu są coraz szybsze i komfortowe.

Skutki rozwoju sprzedaży internetowej

Rozwój sprzedaży internetowej wymusił na właścicielach stacjonarnych sklepów potrzebę poszukiwania nowych pomysłów na przyciągnięcie klientów. Detaliści opracowują innowacyjne techniki sprzedażowe i korzystają z różnych narzędzi marketingowych, dzięki którym zatrzymają także obecnych klientów i zachęcą ich do zakupu większej ilości produktów, niż początkowo planowali.

Współczesny rynek znacząco się zmienił. Rozwój nowych technologii daje przedsiębiorcom szereg nowych możliwości, z których klienci chcą korzystać, a przedsiębiorcy muszą się do nich przekonać. I innym razie przegrają z silną konkurencją, która wykorzysta każdy ich błąd – mówi Daria Widerowska, Marketing Manager, IT.integro – Wielokanałowość, aplikacje mobilne, programy lojalnościowe, indywidualne oferty, spersonalizowany przekaz, czy w końcu analityka zakupów i klientów stają się nieodzownymi elementami procesu sprzedażowego, które pozwalają efektywnie zarządzać działalnością oraz zaspokajać rosnące wymagania klientów.

Najczęściej wykorzystywane strategie sklepów stacjonarnych, których celem jest wzrost liczby klientów

  • Personalizacja doświadczeń zakupowych konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez VoucherCodes.co.uk i Centre for Retail Research wynika, że klienci mogą wydawać więcej, jeśli otrzymają spersonalizowaną ofertę, która dopasowana jest do ich potrzeb i zainteresowań.
  • Wykorzystanie social media w budowaniu wizerunku marki.
  • Wykorzystywanie modelu zakupowego Kliknij i odbierz – po złożeniu zamówienia w sklepie internetowym konsument odwiedza sklep stacjonarny w celu odbioru.
  •  Sprzedaż części produktów z asortymentu wyłącznie w sklepie stacjonarnym.
  • Aktywacja usługi wyszukiwania produktów na podstawie lokalizacji klienta. Oznacza to, że korzystając z aplikacji mobilnej klient sprawdza, w którym najbliższym sklepie jest dostępny poszukiwany przez niego towar.
  • Cyfryzacja procesów sprzedażowych, usprawniająca obsługę zakupów i płatności w sklepach tradycyjnych.
  •  Reorganizacja metod sprzedaży i rozszerzenie działalności o uzupełniające się bądź niepowiązane ze sobą obszary biznesowe, aby przyciągnąć zróżnicowaną grupę nabywców.

Dynamiczny wzrost firm, które łączą sprzedaż detaliczną z usługami hotelarsko-gastronomicznymi

Coraz częściej zdarza się, że przedsiębiorstwa, które specjalizują się w danej dziedzinie biznesowej (branży hotelarsko-gastronomicznej, sprzedaży detalicznej, działalności usługowej) decydują się na łączenie kilku aktywności w obszarze jednej marki. Nie jest to oczywiście nowe zjawisko. Już od początków XX wieku wiele domów towarowych prowadziło w swoich obiektach restauracje czy herbaciarnie. Nowością jest wysoki poziom integracji działań i usług gdzie jedna marka zarządza centralnie wszystkimi procesami, dbając jednocześnie o zapewnienie klientom kompleksowej usługi i niezapomnianego doświadczenia marki.

Działania tego typu są opłacalne. Amerykański kanał informacyjny ABC news poinformował, że IKEA – potentat branży meblowej, obsługuje każdego roku ponad 600 milionów klientów w swoich restauracjach. Znakiem firmowym sieci, najbardziej znanej ze sprzedaży mebli oraz artykułów wyposażenia domu, stały się również klopsiki z sosem borówkowym, które serwowane są przez restauracje IKEA już w ilości ponad 1 miliarda rocznie. Według portalu „First We Feast”, nawet znane restauracje, które wyróżnione są gwiazdkami Michelin, otwierają swoje stoiska gastronomiczne w supermarketach i centach handlowych.

Środowisko pełne wyzwań

Idea połączenia sprzedaży detalicznej z usługami gastronomicznymi wydaje się być trafiony – ale nie jest łatwy w realizacji. Przed detalistami, chcącymi spróbować stoi trudne zadanie – opracowania strategii działania, która zagwarantuje firmie odnieść sukces.

JAK ZATEM STWORZYĆ MARKĘ, KTÓRA DZIAŁA Z POWODZENIEM W WIELU OBSZARACH BIZNESOWYCH I PRZYCIĄGNIE KLIENTÓW?

Według badań przeprowadzonych przez ekspertów firmy badawczej NPD Group, jednym z szybko rozwijających się segmentów branży hotelarsko-gastronomicznej jest prowadzenie działalności usługowej o charakterze restauracyjnym w obiektach handlowych. Restauracje i kawiarnie pojawiają się także w nietypowych miejscach jak na przykład luksusowe butiki projektantów mody, takich jak Ralph Lauren. W przypadku niektórych sklepów, działalność gastronomiczna zaczęła przynosić sporo dochody. Według Roba Goldberga, wiceprezesa firmy Tommy Bahama, producenta odzieży sportowej, sklepy, które posiadają wydzieloną część restauracyjną generują ponad dwukrotnie większe przychody niż te zajmujące się wyłącznie sprzedażą.

Rozwiązaniem stworzonym z myślą o firmach, które łączą różne sfery działalności jest LS Retail – system, który pozwala efektywnie zarządzać sprzedażą produktów i usług. Wszystkie dane są ze sobą powiązane i znajdują się w jednym, spójnym systemie, dzięki czemu kierownictwo ma wgląd w aktualną sytuację swojej firmy.

Źródło: IT.integro

Część firm wejdzie w szarą strefę, część będzie omijać 13 zł za godzinę. To jest stosowane wśród mniejszych firm, które nie są w stanie przerzucić całego kosztu na klienta – mówi Jacek Pogonowski, Prezes Konsalnet Holding S.A.

Prezes Konsalnet Holding S.A. Jacek Pogonowski ocenił, że wpływ zakazu handlu w niedzielę będzie negatywny. –I to nie tylko na branżę ochrony osób i mienia. Przeżywali to Węgrzy i nie był to ciekawy eksperyment .  Firmy ochrony dotknie następna fala zwolnień ludzi, bo nie będzie potrzebnych aż tyle osób – dodał.

Prezes Pogonowski zaznaczył, że stawka minimalna na poziomie 13 zł to było jedno z kilku wydarzeń, które zdarzyły się przez ostatnie 2 lata. – Najpierw było ozusowanie umów zleceń, teraz mamy 13 zł za godzinę – tłumaczył.- Wpływ jest taki, że klienci muszą zdecydowanie więcej zapłacić. Trochę mniej ludzi pracuje, przynajmniej w naszej firmie, bo niektórzy klienci nie są w stanie płacić firmie za 5 ochroniarzy, to kupują tylko 4 – wyjaśnił.

Prognozował, że nastąpi okres przejściowy, gdzie firmy będą kombinować jak przetrwać. – Część wejdzie w szarą strefę, część będzie omijać 13 zł. To jest stosowane wśród mniejszych firm, które nie są w stanie przerzucić całego kosztu na klienta – zaznaczał Prezes.

Prezes Konsalnet Holding S.A. podał, że w segmencie ochrony fizycznej płace to jest 70-80 proc. kosztów firm.

Krokiem do przodu jest wejście klientów w systemy CCTV, systemy elektronicznego dozoru. Czyli więcej techniki, mniej ludzi – mówił.

Dzięki temu, w przyszłości klient będzie narażony na mniejszy wzrost kosztów i lepszą ochronę, bo jednak człowiek jest zawodny czasami – dodał. Przyznał również, że rynek ochrony jest bardzo rozdrobniony oraz warty prawie 9 mld zł. – Nienaturalnie rozdrobniony jeżeli patrzeć na Europę – ocenił.

Prezes zaznaczył, że rynek konsoliduje się od kilku lat i dalej będzie się konsolidował. – Jesteśmy liderem i kupujemy mniejsze firmy – przyznał. – Nowe zmiany, szczególnie 13 zł, wymuszą szybszą konsolidację – dodał.

Prezes Jacek Pogonowski prognozował, że za kilka lat graczy będzie nadal dużo. – Mamy obecnie 2 tys. firm i będzie ich mniej, ale wielcy gracze będą mieli jeszcze większy udział w rynku – ocenił.

Będziemy szli w kierunku, gdzie 3-4 największych zwiększy swój udział kosztem mniejszych – dodał.

9 mld zł to jest rynek usług ochrony osób i mienia. – Z tego 75 proc. to są usługi proste, ochrony fizycznej, czyli stojący lub siedzący gdzieś ochroniarze. Pozostałe 25 proc. to jest cash handling, czyli usługa liczenia i transportowania wartości pieniężnych – wyliczył.

Oprócz tego jest jeszcze rynku warty 2 mld zł związany z systemami, ze sprzętem i oprogramowaniem. One się dość szybko rozwijają i to się przenika. Firmy ochroniarskie będą coraz bardziej wchodziły w ten segment technologiczny – dodał.

Prezes Pogonowski wyjaśnił, że rynek ochrony rozwija się w Polsce w ostatnich 2 latach w tempie dwucyfrowym, dlatego że ceny usług dramatycznie rosną. – W okresie 5 ostatnich lat jest to średnio 5 proc. wzrostu rocznie – ocenił.

Nie wiadomo ile klienci są w stanie wytrzymać wzrostów kosztów. 2 lata temu branża biła na alarm, że klient nic nie jest w stanie wytrzymać. Okazało się, że jednak klienci potrzebują tej usługi. Potem było 13 zł i też to przeszliśmy. Jednak to nie może trwać w nieskończoność. Zobaczymy ile klient wytrzyma – podsumował.

 

Więcej na: www.konsalnet.pl

Wakacyjny przedsiębiorca nie może narzekać na brak klientów –  prawie ¾ Polaków spędza urlop na bałtyckiej plaży. Wypożyczalnie leżaków, parawanów i sprzętu wodnego, przechowalnie ubrań, transport rikszą na plażę, ale przede wszystkim punkty gastronomiczne, czyli sprzedaż napojów, słodyczy, przekąsek i fast foodów – to najczęściej wybierane i najbardziej rentowne pomysły biznesowe na wakacje. Jak założyć firmę na jeden sezon lub zdobyć zezwolenie na handel na plaży? Dlaczego warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży oraz na co powinien uważać właściciel sezonowej restauracji?

Rozkręcanie sezonowego interesu nie musi być trudne i nieopłacalne. Przedsiębiorca powinien jednak przestrzegać kilku ważnych zasad. Bez zezwolenia na np. sprzedaż alkoholu, czy handel na plaży mogą nam grozić wysokie sankcje. Za handel na ulicy bez zezwolenia zapłacimy 10-krotność stawki wynajmu do czasu zalegalizowania działalności. Jeżeli zdecydujemy się na branżę gastronomiczną warto również pamiętać, że wszelki obrót produktami spożywczymi podlega restrykcyjnym przepisom sanitarnym. Dobrze przygotowany plan z pewnością zapewni przedsiębiorcy sprawny start i szybszy zysk. Biznes sezonowy jest bardzo opłacalny. Z wyliczeń Gazety Prawnej wynika, że posiadając własną budkę z lodami, czy hot-dogami można osiągnąć miesięczny utarg wynoszący od 16-18 tys. zł, przy niewielkiej inwestycji środków.

Zakładamy działalność

Sprzedając lody lub napoje nad morzem musimy być legalnie działającym przedsiębiorcą. Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej nie jest trudne ani czasochłonne – można to zrobić przez Internet, wchodząc na stronę www.ceidg.gov.pl i wypełniając wniosek CEIDG-1 lub osobiście w urzędzie gminy. Sezonowy przedsiębiorca ma takie same obowiązki jak każdy inny. Wymagane jest odprowadzanie podatku dochodowego oraz złożenie deklaracji PIT. Do wyboru są cztery formy opodatkowania: na zasadach ogólnych (18 proc. i 32 proc.), podatek liniowy (19 proc.), karta podatkowa i ryczałt ewidencjonowany. Należy również zadbać o zgodę sanitarną, ponieważ w przypadku inspekcji możemy zapłacić naprawdę wysoką grzywnę, lub pożegnać się z naszym biznesem. W ciągu 14 dni od zarejestrowania i rozpoczęcia działalności mamy obowiązek zawiadomienia powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. A co z kasą fiskalną? Obowiązek jej posiadania mają ci przedsiębiorcy, których obrót przekracza 20 tysięcy złotych w ciągu roku. Warto również zastanowić się co zrobić z działalnością gospodarczą, gdy sezon letni się skończy, a biznes przestanie się opłacać. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest zawieszenie działalności, dzięki czemu nie będziemy musieli opłacać składek ZUS, ani składać deklaracji VAT. Dodatkowo, zawieszoną działalność można wznowić w dowolnym momencie. Pamiętajmy jednak, że przywilej ten należy się jedynie przedsiębiorcom, którzy nie zatrudniali pracowników lub zatrudniali ich na umowę o pracę na czas określony lub umowę zlecenie.

Nie każdy pohandluje na bałtyckiej plaży

Podstawą sukcesu biznesu sezonowego jest przede wszystkim dobra lokalizacja, przy czym należy pamiętać, że nie we wszystkich miejscach można handlować. Czasem wymagane jest odpowiednie zezwolenie (np. urzędu miasta czy instytucji, która zarządza plażą czy np. galerią handlową) oraz uiszczenie stosownych opłat. Ich wysokość różni się w poszczególnych miastach i może wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy zł miesięcznie. Chcąc sprzedawać przekąski na bałtyckiej plaży zainteresowani muszą wygrać specjalny konkurs lub przetarg, który odbywa się jeszcze przed sezonem. Zasady wykorzystania plaży reguluje ustawa o obszarach morskich RP i administracji morskiej. To właśnie Urząd Morski podejmuje decyzję w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej na tym obszarze. Następnie Urzędy Morskie porozumiewają się z gminami, które przedstawiają projekty, jak również rozpisują przetargi na dzierżawę punktów handlowych na plaży i przy promenadach. Jeśli chcemy otworzyć działalność na jeden lub dwa sezony musimy przystąpić do konkursu, natomiast jeśli chcemy prowadzić działalność dłużej niż 3 lata, musimy wygrać przetarg na dzierżawę. Informację na temat terminów przetargów w konkretnych gminach nadmorskich można uzyskać w Urzędzie Gminy lub Miasta. W Trójmieście, o tym gdzie i czym można handlować decydują przetargi i konkursy organizowane przez Miejskie Ośrodki Sportu i Rekreacji administrujące plażami. Urząd Morski wyznacza punkty gastronomiczne z możliwością sprzedaży alkoholu oraz punkty handlowe, gdzie sprzedaż alkoholu jest zakazana.

Bez ubezpieczenia ani rusz

Oprócz biznesu plażowego, wiele osób decyduje się na założenie baru, czy restauracji. Nie potrzeba lokalu o dużej powierzchni, dzięki czemu możemy oszczędzić na wynajmie. Jednakże taki biznes wiąże się ze sporym ryzykiem, dlatego każdy przedsiębiorca, niezależnie od formy prowadzonego biznesu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu. Oszczędzanie na ubezpieczeniu w prowadzeniu firmy jest myśleniem krótkowzrocznym. W przypadku np. nieubezpieczonej restauracji, pożar może być przyczyną jej bankructwa. Jednak faktem jest, że każda branża ma swoją specyfikę. Dlatego polisa powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. – Ubezpieczenie mienia od szkód będących wynikiem kradzieży z włamaniem jest niezbędne, jeśli prowadzimy działalność, gdzie w sprzedawanych towarach mamy ulokowaną dużą część kapitału. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku specjalistycznych, drogich maszyn i urządzeń, sprzętu sportowego, czy gastronomicznego, których kradzież lub zniszczenie mogą spowodować przerwę w prowadzeniu działalności – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Polisa chroni całe mienie przedsiębiorcy, czyli majątek trwały i obrotowy firmy: budynki, budowle, lokale, wszystkie maszyny, urządzenia i wyposażenie oraz środki obrotowe. – Przedsiębiorca, który potrzebuje dodatkowej ochrony może rozszerzyć swoją polisę na wypadek stłuczenia szyb, uszkodzenia mienia własnego w transporcie krajowym (o ile będzie mu to potrzebne), czy ubezpieczenia NNW pracowników, których zatrudnia – dodaje Marta Mazaraki.

Pamiętajmy o OC

Coraz częściej do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest odpowiedzialność cywilna związana z prowadzoną działalnością. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw i domagają się odszkodowań, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić – szczególnie tych inwestujących sezonowo. Należy pamiętać, że w świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Jeśli więc nie posiada on polisy OC, wszelkie sytuacje, które zaistniały, począwszy od zniszczenia odzieży gościa, a skończywszy na zatruciu pokarmowym, stanowią dla poszkodowanego podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Sprawa jest o wiele prostsza, gdy lokal posiada OC z tytułu prowadzenia działalności gastronomicznej. Wtedy to ubezpieczyciel odpowiada za wypłatę odszkodowania za wyrządzoną z winy lokalu szkodę. Często możemy też liczyć na wsparcie prawne ze strony ubezpieczyciela. Tak wygląda to np. w Gothaer. Ubezpieczeni w ramach oferty GoBiznes przedsiębiorcy mają do dyspozycji telefoniczną asystę prawną. Na co jeszcze zwrócić uwagę podpisując umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Przede wszystkim na sumę gwarancyjną, czyli kwotę do wysokości której towarzystwo ubezpieczeniowe jest odpowiedzialne za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe i 100 000 zł, która była wystarczająca kilka lat temu, teraz może być zdecydowanie za niska. Na pewno kalkulacja będzie inna w przypadku restauracji, która dziennie przyjmuje średnio 300 gości, a małej kawiarni, która posiada trzy stoliki. Druga kwestia to wykupienie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak by być najlepiej i najpełniej zabezpieczonym A przed zawarciem umowy ubezpieczenia należy zawsze zapoznać się szczegółowo z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, które określają m.in. prawa i obowiązki stron, zakres ubezpieczenia oraz wyłączenia odpowiedzialności. – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Dodatek

5 kroków do zezwolenia na handel na plaży w Trójmieście:

  1. Najpierw należy przystąpić do konkursu lub przetargu organizowanego przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR).
  2. Następnie powinniśmy podpisać umowę określająca charakter działalności z MOSiR.
  3. Wystąpić o zgodę na rozpoczęcie działalności handlowej na terenie plaży do Urzędu Morskiego.
  4. Wystąpić o zgodę do Urzędu Wojewódzkiego na ustawienie obiektu tymczasowego.
  5. Na koniec potrzebna jest akceptacja wizualizacji obiektu od MOSiR Może warto sprawdzić możliwości w odpowiednim Urzędzie Gminy lub Miasta? Jeśli w tym sezonie jest już za późno (na zdobycie odpowiedniej zgody) zawsze zostaje nam następny sezon lub… inna forma handlu niż ten plażowy! Warto pamiętać, że mandat za nielegalny handel na plaży może wynieść nawet 500 zł a grzywna nawet kilka tysięcy.

Źródło: Grupa Gothaer

Tylko 2,7 proc. oszczędności w bankach stanowią depozyty dłuższe niż dwa lata. I stale ich ubywa. Generalnie lokaty są w odwrocie. Z analizy ekspertów BGŻOptima wynika, że na rachunkach bieżących klienci trzymają już ponad 58 proc. swoich pieniędzy. 10 lat temu odsetek ten wynosił 49,2 proc.

W maju średnie oprocentowanie depozytów w Irlandii spadło do najniższego poziomu w całej strefie euro. Od 10 000 EUR banki gotowe były zapłacić po roku 10 EUR odsetek. Średnia w strefie euro wynosi natomiast 42 euro. Na największy zysk mogą liczyć oszczędzający na Słowacji – 176 euro. W Holandii oprocentowanie jest tylko nieznacznie niższe i wynosi 1,45 proc. rocznie co przekłada się na 145 EUR oszczędności w ciągu 12 miesięcy.

Pomimo rekordowo niskich stawek – 0,01 proc. – Irlandczycy gremialnie zanoszą do banków pieniądze. Oszczędności rosną szybciej niż w latach tuż po kryzysie, kiedy przeciętne oprocentowanie na wyspie wynosiło 3 proc. W maju wartość depozytów bankowych przekroczyła 98 mld EUR i jest to najwyższy poziom od 2010 r.

W Polsce w tym czasie saldo depozytów zmniejszyło się z 723 mld zł w marcu do 719 mld zł w maju. To pierwszy ubytek oszczędności bankowych od marca 2015 r.

Długie depozyty w odwrocie

Takie zachowanie klientów banków to skutek obniżenia wartości lokat z długim terminem zapadalności. Na rachunkach bieżących pieniędzy od wielu miesięcy stale przybywa. Spadek zainteresowania lokatami długoterminowymi jest coraz mocniej zauważalny. Z raportu „Sytuacja gospodarstw domowych w IV kwartale 2016 r.”, opublikowanym przez NBP w czerwcu br. wynika, że proces odwracania się klientów od depozytów terminowych zaczął się w połowie 2015 r. Wtedy osłabła dynamika napływu nowych środków do banków. W ostatnich trzech kwartałach 2016 r. po raz pierwszy saldo wypłat przekraczało saldo wpłat na depozyty.

Równocześnie banki zaczęły raportować rekordowe napływy środków na rachunki bieżące. Według NBP, w IV kwartale ubiegłego roku wartość gotówki i lokat a vista osiągnęła najwyższą dynamikę od kiedy prowadzone są badania, czyli od 2004 r. – 17,2 proc.

Analiza danych miesięcznych wskazuje, że w maju na depozytach bieżących Polacy trzymali już 58,2 proc. dostępnych pieniędzy. Rok wcześniej odsetek ten wynosił 51,7 proc., a dziesięć lat temu 49,2 proc.

Za mały procent

Zdaniem autorów raportu „Sytuacja gospodarstw domowych”, odwrót od długoterminowych lokat może wynikać z niewielkich różnic w oprocentowaniu w porównaniu do tych o kilkumiesięcznym terminie zapadalności. W IV kwartale ubiegłego roku na lokacie o ponad rocznym terminie zapadalności można było zarobić 1,7 proc. w skali roku, a na wszystkich innych rodzajach lokat – 1,5 proc.

To jednak nie tłumaczy dlaczego coraz więcej posiadaczy wolnych pieniędzy trzyma je na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. Być może jest to skutek utrzymującej się od lat niechęci do lokowania pieniędzy na dłuższe okresy. W Polsce za długoterminowe depozyty uznaje się lokaty o terminie zapadalności do 2 lat, podczas gdy na rozwiniętych rynkach pod tym pojęciem rozumiane są lokaty pięcio- i dziesięcioletnie.

U nas depozyty dłuższe niż 24 miesiące stanowią margines całego portfela oszczędności. Z danych NBP wynika, że w maju Polacy zachomikowali na nich 20 053 mld zł, to zaledwie 2,75 proc. wszystkich bankowych depozytów bieżących i terminowych. Sytuacja nie zmienia się od lat. Dziesięć lat temu odsetek długich lokat stanowił 1,86 proc. portfela, 20 lat temu – 2,75 proc. Tylko na początku 2000 r. w bankach było nieco więcej depozytów o terminie zapadalności powyżej 2 lat, bo 5,86 proc. (w maju 2004 r.).

Przyczyny niewielkiego udziału lokat o długim terminie zapadalności są złożone. Wynikają m.in. ze struktury oferty bankowej, jak też przyzwyczajeń samych klientów, którzy chcą mieć dostęp do swoich oszczędności i nie są zainteresowani „zamrożeniem” kapitału na dłuższe okresy. Tym bardziej, że na rynku stale pojawiają się oferty depozytów na 3-6 miesięcy relatywnie atrakcyjnie oprocentowanych. Spadek zainteresowania lokatami wynika też częściowo z rosnącego popytu na inne produkty finansowe, oferujące potencjalnie wyższe stopy zwrotu, jak fundusze inwestycyjne, które notują dobre wyniki.

 

Autor: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Wokół sprzedaży mieszkań urosło wiele mitów. Kilka najczęściej pojawiających się na rynku przedstawiają pośrednicy z sieci biur nieruchomości Metrohouse.

  1. Lepiej zawyżyć cenę, żeby było z czego obniżać

Negocjacje są nieodłącznym elementem każdej transakcji. Wszyscy przystępujący do rozmów o cenie liczą na to, że uda się jeszcze obniżyć cenę proponowaną przez sprzedającego. Rezultat jest taki, że pierwsza cena całkowicie odbiega od realiów rynkowych. Nie można wykorzystać efektu świeżości pojawienia się na rynku nowej oferty, a moment kiedy jest ona najlepiej wypozycjonowana na rynku jest zniweczony złą wyceną. Przy określaniu ceny ofertowej nie warto skupiać się na innych ofertach sprzedaży (skoro nadal nimi są, widocznie nie cieszą się zainteresowaniem), ale poprosić o pomoc np. doświadczonego pośrednika, który na bazie przeprowadzonych transakcji potrafi określić prawdziwe realia rynkowe.

  1. Lepiej wstrzymać się ze sprzedażą pierwszemu klientowi

Z doświadczenia Metrohouse wynika, że największe zainteresowanie ofertą następuje w pierwszych dniach po wystawieniu jej na rynek. Wtedy też można liczyć na to, że w mieszkaniu zacznie pojawiać się największa grupa potencjalnych klientów. Być może któryś z nich zdecyduje się na zakup. Sprzedający są często zaskoczeni tym, że pierwszy klient oglądający mieszkanie decyduje się na zakup. Zwykle pojawiają się wątpliwości co do wystawionej ceny ofertowej. Zamiast rozmów o warunkach transakcji zdarza się, że sprzedający wycofują się z zakupu, by powrócić na rynek z wyższą ceną ofertową. Wtedy okazuje się, że o klienta nie jest już tak łatwo, a nasz potencjalny nabywca znalazł inną ofertę z bardziej zdecydowanym właścicielem lokalu.

  1. Lepiej korzystać z usług wielu pośredników

Kolejny mit to powierzenie sprzedaży nieruchomości każdemu pośrednikowi, który zaoferuje swoje usługi. Warto sobie zadać pytanie – jak wiele dla promocji oferty jest w stanie zrobić pośrednik, który nie ma właściwie żadnej gwarancji, że jego działania znajdą odzwierciedlenie w przeprowadzonej transakcji? Najkorzystniejszą formą współpracy jest umowa z klauzulą wyłączności, kiedy za sprzedaż odpowiada tylko jeden pośrednik i jest rozliczany z prowadzonych działań. Obsługa przez jednego agenta to także porządek na portalach ogłoszeniowych, gdzie dana oferta występuje tylko raz.

  1. Lepiej nie inwestować w sprzedawane mieszkanie

Przy sprzedaży auta chcemy, by wyglądało ono idealnie – nawet jeśli stan techniczny być może pozostawia sporo do życzenia, troszczymy się o porządek w środku samochodu i wypolerowany lakier. Podobnie jest na rynku mieszkaniowym. Kupujemy wzrokiem, dlatego warto, by odpowiednio przygotować mieszkanie do sprzedaży. Warto zainwestować w pomalowanie ścian. Świeży biały kolor ścian potrafi zdziałać cuda. Deprymująco na klienta działają wszelkiego rodzaju, nawet niewielkie, usterki – odklejona klepka podłogowa, urwana klamka, czy też cieknący kran. Koszty naprawy są naprawdę niewielkie, ale pierwsze wrażenie klienta jest nie do powtórzenia.

  1. Lepiej zrobić kompleksowy remont, by uzyskać lepszą cenę

Przy przygotowywaniu mieszkania do remontu warto także mieć umiar. Część klientów wychodzi z założenia, że mieszkanie po generalnym remoncie zostanie sprzedane po znacznie wyższej cenie. Niestety, jak twierdzą doradcy z Metrohouse, nie jest to prawda. Rzadko zdarza się, że by nabywcy doceniali duże nakłady poniesione na remont. Każdy ma swoją wizję kupowanego mieszkania i sposób aranżacji po prostu może nie przypaść im do gustu. Zresztą mieszkania po większych remontach nie są wstanie konkurować cenowo z podobnymi propozycjami na rynku. Dlaczego? Każdy właściciel chce przecież zrekompensować sobie nakłady poniesione na remont dokładając jego koszty do ceny ofertowej.

 

Źródło: Metrohouse

W przyszłym roku w maju wejdzie w życie RODO (GDPR), czyli unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych czeka prawdziwa rewolucja, ponieważ nowe regulacje będą wiązały się z koniecznością aktualizacji lub tworzenia baz danych klientów firm od nowa. Przedsiębiorcy na dostosowanie się do nowego unijnego prawa mają jeszcze ponad 11 miesięcy, ale już dzisiaj warto sprawdzić, czy bazy danych spełniają nowe wymogi. Firmy korzystające z marketingu SMS nie mają się czego obawiać. W dalszym ciągu będzie można pozyskiwać numery telefoniczne od klientów, kluczowe będzie jednak uzyskanie od klientów wyraźnej zgody na kontakt.

General Data Protection Regulation (ang. skrót GDPR), czyli Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które ma dostosować regulację o ochronie danych osobowych do dynamicznie rozwijającego się świata nowych technologii oraz zminimalizować zagrożenia wynikające z nieustannie wzrastającej liczby ataków hakerskich na systemy informatyczne. W praktyce, oznaczać to będzie potrzebę utworzenia do 25 maja 2018 roku całkowicie nowych baz danych, włącznie z uzyskaniem zgód od osób fizycznych na przetwarzanie ich danych, o treści zgodnej z nowym prawem.

Według ustaleń z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Dell również w Polsce ponad 80 proc. przedstawicieli firm nic nie wie na temat nowego unijnego rozporządzenia lub ma o nim szczątkową wiedzę. Zaledwie 3 proc. osób biorących udział w badaniu zadeklarowało, że ich firma ma stosowny plan wprowadzenia RODO. Chcąc bez stresu i na czas przygotować firmę do nowego unijnego prawa, przedsiębiorcy powinni już dziś przyjrzeć się sposobom, zakresowi oraz podstawie prawnej, na której obecnie przetwarzane są dane osobowe klientów w firmie, aby w oparciu o wnioski, przygotować plan wdrożenia przepisów RODO.

„Nowe rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych wymusza na przedsiębiorcach aktualizację, a tak naprawdę, stworzenie od nowa baz danych osób fizycznych. Co prawda, do wejścia nowych regulacji jest jeszcze ponad 11 miesięcy, ale trzeba pamiętać, że proces przystosowania się do nowych porządków prawnych będzie długotrwały, dlatego już teraz warto zainteresować się tym tematem. Niezależnie od tego, czy będziemy jedynie weryfikować bazę danych naszych klientów czy też tworzyć ją od nowa, warto zminimalizować koszty tej operacji. Zwłaszcza w sytuacji, gdy dysponujemy dużymi bazami danych. W takim przypadku doskonale sprawdzi się np.; masowa wysyłka SMS-ów, za pomocą których dotrzemy z informacją do naszych klientów. SMS może zawierać indywidualny link przenoszący do formularza subskrypcji i aktualizacji danych. Tworzenie baz danych lub aktualizacja obecnych za pomocą SMS-ów, pozwoli w tej sytuacji nie tylko na zminimalizowanie kosztów, ale również nie będzie tak czasochłonne, jak w przypadku innych rozwiązań.” – mówi Aleksander Siczek, Business Development Manager w firmie Infobip.

Dyrektywy RODO wprowadzić będą musiały wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych, zarówno duże korporacje jak np.; instytucje finansowe, agencje marketingowe czy też niewielkie firmy rodzinne takie jak salon fryzjerski lub sklep internetowy. Z dniem wejścia nowego rozporządzenia w życie, firmy by uniknąć wysokich kar powinny usunąć dane osób fizycznych, od których nie udało się uzyskać nowych zgód. W myśl nowych regulacji, aktualizacji bazy danych można dokonywać tak jak do tej pory, przy różnych okazjach typu: przeprowadzenia konkursu lub ankietowania klientów. Osoba udzielająca zgody musi mieć wybór i taką zgodę wyrażać świadomie.

 

Źródło: Biuroprasowe.pl

Szukają testów, wymieniają się opiniami, produkty porównują jak eksperci. Od producentów oczekują otwartej komunikacji i elastyczności. Jak nowe zachowania klientów przekładają się na modele biznesowe polskich firm?

 Polacy codziennie spędzają średnio 4 godziny i 25 minut w sieci korzystając z komputerów oraz 1 godzinę i 17 minut korzystając z urządzeń mobilnych. Już 59% Polaków szuka on-line informacji na temat produktów lub usług, a co drugi kupuje w sieci (20% przy użyciu urządzeń mobilnych).

On-line kupuje:

  • 77% Brytyjczyków
  • 74% Niemców
  • 66% Amerykanów
  • 57% Hiszpanów
  • 53% Polaków
  • 48% Włochów
  • 44% Chińczyków
  • 31% Meksykanów
  • 23% mieszkańców Indii

*Wszystkie dane z raportu „Digital in 2016”, obejmującego 30 krajów świata

Jeszcze do niedawna eksperci mówili przede wszystkim o tym, jak cyfrowe zakupy zmieniają klientów. Teraz coraz częściej zwracają uwagę na to, jak zachowania klientów zmieniają handel on-line, wpływając także na modele biznesowe firm.

Do niedawna klient pytał: „Jaki procesor ma ten tablet?”. Teraz: „Co mogę z nim zrobić?”. Dziś każdy w dowolnej chwili ma łatwy i szybki dostęp do wiedzy zarezerwowanej kiedyś dla ekspertów. To znaczy, że klient zna fakty i informacje techniczne. Od firmy oczekuje interakcji i traktuje ją jako wartość dodaną do jakości i ceny produktu – mówi Tomasz Paprocki, dyrektor sprzedaży korporacyjnej Focus Telecom Polska.

Styl interaktywny

Na czym polega budowanie interakcji z klientami? Przypomina to tworzenie relacji społecznych (media społecznościowe odgrywają tu zresztą pierwszoplanową rolę).

Jeśli myślimy o budowaniu modelu biznesowego, to z obecnego trendu wyłania się jasna strategia. Nie wystarczy koncentrować się już na samym produkcie. Trzeba na serio angażować się w pasje i zainteresowania klientów, być elastycznym i gotowym na indywidualny, partnerski kontakt – mówi Maciej Mocek, wiceprezes firmy Mactronic.

Budowanie tego rodzaju relacji otwiera ogromne możliwości docierania do nowych klientów. Konsumenci wymieniają między sobą więcej informacji niż było to możliwe kiedykolwiek wcześniej. Co przy tym istotne: do opinii innych użytkowników przywiązują dużą wagę przy decyzjach zakupowych. Dlatego dobry wizerunek marki w sieci jest dziś więcej wart niż tradycyjne formy reklamy.

Ciekawe informacje, w istotnym kontekście i we właściwym czasie – tego oczekują klienci – mówi Jakub Tomasiczek z firmy JBTS, oficjalnego dystrybutora kamerek Yi Action i Yi Home w Polsce. – Budujemy interakcje z klientami zachęcając ich do dzielenia się swoim stylem życia. Sami jesteśmy często zaskoczeni, jak inspirujące pomysły mają użytkownicy.

 Cena też odgrywa rolę

Jednak za lepszą jakość i produkt „skrojony na miarę” Polacy są już gotowi zapłacić więcej. Znaczenie odgrywa również standard serwisu. Okazuje się, że w tym względzie media społecznościowe również są świetnym kanałem kontaktu.

To jednocześnie wyzwanie. Ten kanał spełnia swoją rolę tylko pod warunkiem, że żadne pytania i żadna prośba nie pozostają bez odpowiedzi. Jeśli klient ma jakikolwiek problem z latarką, rozwiązujemy go szybko i sprawnie. To przekonuje do nas wiele osób. Sztuką jest nie tylko zdobycie klienta, lecz przede wszystkim utrzymanie go. Nie ma tu drogi na skróty. Trzeba zadbać o serwis na wysokim poziomie – podkreśla Maciej Mocek.

Użytkownicy i projektanci

Cyfrowy klient jest bezkompromisowy. Drugiej szansy zwykle nie daje. Jeśli „shopping experience” nie odpowiada jego indywidualnym oczekiwaniom, jednym kliknięciem odchodzi do konkurencji. Taki obraz wyłania się z wielu analiz na temat zachowań konsumenckich w Internecie (i nie tylko, ponieważ granica między online a offline szybko się zaciera). Czy jest prawdziwy?

Jest jednostronny. O lojalność klientów rzeczywiście trzeba się dzisiaj bardziej starać. Zmiana marki nie wiąże się dla nich z żadnym wysiłkiem. Z drugiej strony, są jednak bardziej skłonni zaangażować się w interakcję z firmą. Oczekują tylko otwartej komunikacji – opowiada wiceprezes firmy Mactronic.

Producent oświetlenia przenośnego z Wrocławia jest pod tym względem ciekawym przykładem. Na stałe współpracuje z niezależnymi ekspertami i testerami, którzy doskonale orientują się w specyfice różnego rodzaju aktywności. Poza tym chętnie udostępnia sprzęt pasjonatom, którzy testują go w czasie różnego rodzaju wypraw, m.in. psimi zaprzęgami po Laponii, rowerem dookoła Polski czy podczas 180-kilometrowego biegu na Korsyce najtrudniejszym górskim szlakiem w Europie.

W skład grupy opiniodawczej wchodzą też klienci. Ich wskazówki i pomysły mają ogromną wartość, ponieważ wynikają z rzeczywistych doświadczeń. To zupełnie zmienia pracę nad projektowaniem nowych produktów – podsumowuje Maciej Mocek.

 

Mactronic

Autonomia polskich banków znika w oczach, tak jak tajemnica bankowa, która wkrótce stanie się mitem w 61 państwach sygnatariuszy porozumienia OECD o automatycznej wymianie informacji o właścicielach kont bankowych. W opinii rządu i według ostatniego wyroku Sądu Najwyższego polski bank powinien się bezwzględnie dostosować, posłusznie wykonywać polecenia urzędników, a nie dyskutować. Sektor bankowy jest publicznie zaszczuwany i wbrew własnej woli dołącza do grona znienawidzonych w Polsce instytucji: ZUS-u i skarbówki.

Niespełna dwa miesiące temu Andrzej Jakubiak, szef KNF, mówił, „że potrzebny jest łatwiejszy dostęp do tajemnicy bankowej przez prokuratury, bo w niektórych przypadkach skraca to prowadzone śledztwo”. Jakubiak przekonywał, że oczywiście chodzi o to, „by banki były jak najmniej wykorzystywane do działalności przestępczej, a człowiek, który nie ma nic na sumieniu, nie ma się czego bać.”

Prokuratura, tak jak ponad 20 innych instytucji w Polsce, ma obecnie dostęp do tajemnicy bankowej, a kompetencje i zakres dostępu każdej z nich są określone w poszczególnych ustawach. Obok tak oczywistych podmiotów, jak Agencja Wywiadu czy CBA, bank ma na żądnie dostarczyć informacji o swoich klientach także do ZUS-u i Urzędu Skarbowego, Policji, na wniosek komorników sądowych i wielu innych organów państwa. Z bardziej egzotycznych formacji dostęp do tajemnicy bankowej ma także Żandarmeria Wojskowa, Służba Więzienna i Straż Graniczna. W opinii wielu ekspertów doprowadzono do sytuacji, w której tajemnica bankowa w Polsce jest dziurawa jak sito, a uprawnienia są wielokrotnie nadużywane, bo instytucje żądają informacji wykraczających poza ich kompetencje. Choć beneficjentem tajemnicy bankowej w Polsce jest klient banku i podstawowym zadaniem banku jest jego ochrona, to wobec poszczególnych ustaw, czyli polskiego prawa, bank może niewiele. Po niedawnym wyroku Sądu Najwyższego może jeszcze mniej, jest wręcz bezradny. Wyrok ten zaprzecza też zapewnieniom szefa KNF i człowiek, który nie ma nic na sumieniu, jednak ma się czego bać. Wie o tym każdy właściciel rachunku, któremu niesłusznie zajęto konto.

Dla przypomnienia, wyrok SN z 9 lipca 2015 roku (Syg. akt. I CSK 445/14), który postawił kompetencje banków w zupełnie nowym świetle sięga 2008 roku. Ówcześnie komornik wysłał do jednego z  banków zawiadomienie o zajęciu konta dłużnika, ale bank posiadał dwóch klientów o dostarczonych danych. W związku z nieprecyzyjnym określeniem dłużnika i nie chcąc zajmować konta niewinnej osoby, bank wystosował do komornika list z prośbą o doprecyzowanie informacji. Dłużnik wybrał jednak pieniądze z konta, a w związku z tym powstała szkoda na rzecz wierzyciela długu, który wniósł sprawę do sądu. Po dwóch procesach Sąd Najwyższy uznał, że „zawiadomienie o zajęciu długu z rachunku bankowego dłużnika oznacza, że bank ma bezzwłoczne zablokować rachunek, a nie dyskutować.” Ponadto „zawiadomienie czy zajęcie to jest akt władzy, bank ma je wykonać, nie dyskutować.” Sędzia prowadzący sprawę dodał także, że „bank wybrał gorsze zło, nie zajmując żadnego z dwóch rachunków właścicieli o tym samym nazwisku, a obecnie taki problem także może się zdarzyć, mimo że tytuły wykonawcze od 2013 roku muszą mieć PESEL dłużnika.”

Czy taki wyrok oznacza, że jeśli bank ponownie otrzyma z uprawnionej do tego  instytucji niepełne informacje niezbędne do identyfikacji dłużnika i będzie posiadał np. 20 klientów o takich danych, ma zablokować konta wszystkim lub sam wytypować, o którego klienta chodzi? Wygląda na to, że tak. Zawiadomienie ma zostać wykonane bez dyskusji, dopiero później można zacząć wyjaśniać sprawę. W świetle takiej decyzji podstawowa powinność banku, czyli ochrona beneficjenta konta nie ma tu zastosowania, rację ma urzędnik?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta bezwzględna racja urzędnika to praktyka stosowana od lat przez najbardziej nielubiany duet w Polsce; ZUS i Urząd Skarbowy, a dzięki podobnym wyrokom banki dołączają do tego grona. Klienci za to, zawłaszcza biznesowi, odwracają się od rodzimych banków.

Nagonka polityczna związana z bankami, a w ostatnim czasie zwłaszcza z walutowymi kredytami hipotecznymi, doprowadziły do radykalnej zmiany wizerunku polskich banków. W opinii klientów, zwłaszcza biznesowych, system bankowy nie tylko przestaje być godny zaufania, jeśli chodzi o ochronę kapitału przed niekompetencją urzędników, ale także za sprawą rządowych ustaw, jak ta dotycząca frankowiczów. Ponadto takie postępowanie władz naraża polskie banki na utratę wiarygodności na arenie międzynarodowej. Firmy, nasi klienci, coraz częściej boją się trzymać pieniądze w polskich bankach, nie dlatego, że te oferują niekorzystne produkty, ale dlatego, że chcą być jak najdalej administracji, która chciałaby sprawować nad bankami władzę absolutną. Klienci są zainteresowani lokowaniem kapitału w krajach znanych z wysokiej kultury bankowej, w Szwajcarii czy Liechtensteinie i takie możliwości im oferujemy. Nie chodzi tu tylko o tajemnicę bankową, bo ta zmienia aktualnie swój kształt, ale o to żeby być dalej od systemu prawno-podatkowego, do którego nie ma się zaufania – mówi Bolko Fuchs z firmy doradczej Admiral Tax, specjalizującej się w optymalizacji podatkowej firm z sektora MSP.

Tajemnica bankowa w obecnym kształcie przechodzi właśnie do historii

Polska, tak jak 60 innych państw, podpisała porozumienie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) o automatycznej wyminie informacji o kontach bankowych zagranicznych klientów. Zobowiązała się także do wdrożenia do końca września 2017 roku ustandaryzowanych procedur (Common Reporting Standard – CRS) pozwalających na skuteczne raportowanie do innych krajów o polskich kontach bankowych należących do obcokrajowców. Dzięki temu rząd, a dokładniej fiskus, udostępni i uzyska, już nie na prośbę lecz automatycznie w rocznych cyklach, pełne informacje o polskich klientach posiadających konta w zagranicznych bankach, w tym także z państw uchodzących do tej pory za raje podatkowe. Uzyskane informacje będą dotyczyć nie tylko danych osoby, instytucji, firmy czy fundacji, która takie konto posiada, ale będą obejmować także aktualny stan kont, informacje o dywidendach, uzyskanych odsetkach, posiadanych lokatach, inwestycjach oraz zyskach ze sprzedaży aktywów finansowych. Na początku sierpnia polski rząd, tak jak pozostałe strony porozumienia, otrzymał od OECD pierwszą edycję podręcznika wdrożeniowego CRS (CRS Implementation Handbook), w którym szczegółowo opisano niezbędne procesy, które powinny zostać zaimplementowane, aby skutecznie wróżyć system w życie.

Wśród krajów, z których polski fiskus w 2017 roku uzyska informacje o kontach bankowych Polaków znalazły się m.in.: Bermudy, Cypr, Luksemburg, Lichtenstein, Wyspa Man i 45 innych państw. We wrześniu 2018 do Polski zaczną płynąć natomiast informacje m.in. z Austrii, Szwajcarii, Chile, Kostaryki, Indonezji czy Nowej Zelandii. Spośród 61 państw tylko 11 zdecydowało się dostarczyć dane w późniejszym terminie, tj. w 2018 roku, pozostałe zrobią to już za rok. Wszystkie informacje będą rzecz jasna pochodzić z banków i to one będą zobligowane przez rządy poszczególnych krajów do przygotowania danych o swoich klientach. Zarówno podręcznik wdrożeniowy CRS, jak i pełna lista sygnatariuszy porozumienia dostępne są na stronach OECD.

Na oczach świata umiera więc tajemnica bankowa, a wraz z nią poufność danych o klientach banków. Nie będzie już świętości dla zachłannego fiskusa, aby inwigilować podatników, nie tylko tych podejrzewanych o przestępstwa podatkowe, ale wszystkich. W założeniu porozumienie ma służyć ograniczeniu nadużyć podatkowych, ale do czego fiskus wykorzysta dane, okaże się już za rok. Pocieszeniem jest natomiast to, że procedura zajęcia zagranicznego konta nie będzie tak prosta, jak w Polsce, gdzie ogranicza się w znacznej mierze do decyzji urzędnika, zasadnej lub nie.

autor: Krzysztof Oflakowski, przedsiębiorca, ekspert ds. komunikacji dla firm

 

Rynek polskiej reklamy internetowej w 2015 roku będzie wart 2,77 mld zł. Jednak nawet największy budżet reklamowy nie sprawi, że kampania okaże się skuteczna, jeśli firmy popełnią poważne błędy. Ich skutkiem może być utrata klientów. Jakich błędów unikać?

 Pozyskanie nowego klienta kosztuje 6 razy więcej niż utrzymanie stałego1. Wiele firm popełnia błąd i nie dba dostatecznie o swoich stałych klientów, kierując do nich m.in. nieodpowiednie przekazy reklamowe. Eksperci z Sociomantic Labs dokonali analizy najpoważniejszych błędów popełnianych przez osoby zarządzające budżetami marketingowymi i na ich podstawie wybrali 5 grzechów głównych, przez które można stracić klientów.

Grzech pierwszy – spam

Użytkownicy internetu codziennie zalewani są niezliczoną ilością reklam, które irytują i na dłuższą metę czynią więcej szkód niż pożytku. Po pierwsze, konsumenci gubią się w gąszczu przekazów reklamowych. Po drugie, dostają mnóstwo reklam produktów, które ich kompletnie nie interesują. Po trzecie, gdy liczba niechcianych reklam od danej firmy zaczyna drażnić użytkownika, to nawet stały klient rezygnuje z usług nachalnego spamera. W ten sposób marketerzy osiągają efekt odwrotny do zamierzonego. Jak tego uniknąć? Kierować do klientów dostosowane komunikaty, w odpowiednim czasie i w odpowiedniej ilości. Taka strategia przynosi wymierne rezultaty – w Polsce średni współczynnik CTR wynosi 0,46 proc.2, natomiast średni CTR kampanii reklamy osobistej – nawet 1 proc., w zależności od branży3. Oznacza to, że reklama osobista ma ponad dwukrotnie większą klikalność od „zwykłej” reklamy!

Grzech drugi – masowa komunikacja

Szybko i do jak największej grupy konsumentów – to wciąż popularny błąd marketerów. O tym jak duże znaczenie ma personalizacja przekazów reklamowych wiedzą już największe marki – wystarczy podać przykład Coca Coli czy od niedawna Nutelli, które tworzą spersonalizowane etykiety z imionami. Podobnie powinno postępować się w internecie – klient lubi czuć, że dana reklama jest skierowana właśnie do niego, np. gdy otrzymuje zniżkę z okazji urodzin lub widzi reklamę produktów, którymi się interesował i aktualnie planuje ich zakup.

Grzech trzeci – „Krótka pamięć” marketerów

Brak dogłębnej analizy danych o klientach i ich potrzebach to doskonały przykład krótkiej pamięci. Konsument otrzymuje reklamę produktów ogrodowych, choć dopiero co kupił mieszkanie w bloku i urządzał wnętrze nowego lokum. Otrzymując taką ofertę reklamową klient ma wrażenie, że sklep go nie zna i przesyła mu masową reklamę, która go w ogóle nie interesuje. Według badania Kantar Retail, aż 58 proc. klientów twierdzi, że oferty i promocje jakie otrzymuje od sprzedawców, mijają się z ich potrzebami i są często zbyt ogólne. Efekty? Marketerzy wydają pieniądze z budżetu reklamowego, a klienci i tak nie kupują produktów. I nie będą tego robić nawet wtedy, gdy nakłady te jeszcze podwyższą.

Grzech czwarty – fałszywe obietnice

Dobrym przykładem ilustrującym zagadnienie fałszywych obietnic może być branża modowa. Problem dotyczy sytuacji, gdy dane wykorzystywane do kampanii reklamowej, nie są aktualizowane na bieżąco. Konsument widzi w internecie reklamę butów, które mu się podobają. Zachęcony przekazem reklamowym przechodzi na stronę e-sklepu, a tam danego produktu już nie ma albo jest tylko w jednym rozmiarze lub w innej cenie, ponieważ dana promocja właśnie dobiegła końca. Zniechęcony konsument odchodzi do innego sklepu, a marketerzy tracą część budżetu przez niedostosowanie przekazu reklamowego do aktualnego stanu asortymentu sklepu.

Grzech piąty – niewłaściwy czas

Za mało, zbyt późno, za dużo i za szybko – problem z dobraniem właściwego momentu dotarcia do klienta widać szczególnie w branży turystycznej. Klientów kupujących wycieczki można podzielić na tych, którzy kupują w ramach last minute, tych którzy decydują się na przedsprzedaż oraz tych kupujących „gdzieś pomiędzy”. Marketerzy, którzy nie segmentują klientów na grupy i wysyłają wszystkim jednolite komunikaty, często zupełnie nie trafiają ze swoją ofertą. Konsument kupił wycieczkę albo właśnie z niej wrócił, gdy po raz kolejny otrzymuje tę samą propozycję wyjazdu w reklamie. Aby nie popełniać tego błędu i nie tracić czasu na niewłaściwie dostosowaną reklamę, warto segmentować klientów na grupy pod kątem ich preferencji oraz zachowań zakupowych. O tym, że kampania retargetingowa oparta na segmentacji klientów oraz spersonalizowanych przekazach reklamowych przynosi konkretne efekty przekonał się m.in. największy pośrednik usług turystycznych Travelplanet.pl. W wyniku takiej kampanii spółka odnotowała 190 proc. więcej transakcji w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, 40 proc. niższy koszt pozyskania klienta oraz wzrost współczynnika konwersji o 54 proc. Wskaźniki pokazują nie tylko zwiększoną skuteczność w identyfikacji i dotarciu do potencjalnego klienta, ale również zwiększenie lojalności dotychczasowych.

Według estymacji Sociomantic Labs, rynek polskiej reklamy internetowej w 2015 roku będzie wart 2,77 mld zł. Tak duże budżety powinny przełożyć się na konkretne zyski, jednak tylko wtedy gdy będą efektywnie gospodarowane. Ważne, aby nie popełniać opisanych wyżej błędów i skupiać się na kliencie, dostarczając mu to, czego oczekuje. Rozwój technologiczny umożliwia to w coraz większym stopniu.

 

Źródła:

  1. Bain & Company
  2. Gemius AdMonitor
  3. Analizy Sociomantic Labs
źródło: Sociomantic Labs

Jak wynika z danych firmy Polasik Research poddanych analizie przez First Data Polska, kluczowe znaczenie dla wprowadzania płatności bezgotówkowych przez sprzedawców mają preferencje klientów. To oni i ich oczekiwania decydują o tym, czy sklep zdecyduje się na wprowadzenie terminala płatniczego. Im większe nasycenie i konkurencyjność branży, tym większe prawdopodobieństwo dostępności terminala. Przodują super i  hipermarkety, którym ustępują sklepy specjalistyczne i dostawcy usług.

Popularność terminali nie wynika wyłącznie z czynników ekonomicznych. Polscy przedsiębiorcy deklarują, że kluczowy wpływ na ich decyzję o wprowadzeniu płatności kartowych mają oczekiwania klientów. Co drugi postrzega akceptowanie płatności bezgotówkowych nie tylko jako wymagany na rynku standard obsługi, ale też ważny element wizerunku firmy.  Umożliwiając płatności kartą, liczą głównie na pozyskanie nowych klientów (34%), szybszą obsługę i krótsze kolejki (22%).

Po znacznej redukcji kosztów związanych z akceptacją kart to oczekiwania konsumentów w istocie stają się kluczowym impulsem dla przedsiębiorców” – przyznaje Robert Łaniewski, Prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego – „Ponadto, większość handlowców słusznie postrzega dziś akceptację kart płatniczych jako pułap, który należy przekroczyć chcąc pozostać konkurencyjnym na rynku. Wysoki poziom bezpieczeństwa przetwarzania transakcji bezgotówkowych i wynikający stąd bardzo niski wskaźnik fraudów spowodował, że Polacy przekonują się do niezawodności płatności kartowych” – dodaje.

Do najważniejszych czynników przemawiających za akceptacją płatności bezgotówkowych należą m.in. szybkość realizacji transakcji i szansa na zwiększenie obrotów. Co ciekawe, decydując się na instalację terminala płatniczego, firmy znacznie mniejszą wagę przywiązują do takich aspektów jak atrakcyjność oferty dostawcy usługi płatniczej czy możliwość wprowadzenia programów lojalnościowych.

25 milionów Polaków korzysta z kart płatniczych. Co na to sprzedawcy?

Rośnie liczba konsumentów, którzy nie wyobrażają sobie zakupów bez kart płatniczych.Karty debetowe i kredytowe posiada już 66% z nas (ponad 25 milionów), a 95% posiadaczy deklaruje, że korzysta z nich regularnie[1].

„Chcąc zapłacić za zakupy coraz chętniej sięgamy po kartę. Transakcje z wykorzystaniem kart płatniczych stanowią dziś około 1/3 wartości całkowitej sprzedaży podmiotów, które akceptują tę formę płatności. Za zmieniającymi się nawykami konsumentów nie podąża jednak odpowiednia liczba punktów akceptujących płatności bezgotówkowe – sklepy nie nadążają za oczekiwaniami” – mówi Arkadiusz Kazanecki, Dyrektor Handlowy First Data Polska.

Zgodnie z ogólnymi danymi, pochodzącymi z raportu badawczego należącego do First Data Polska, tylko 15% podmiotów działających w handlu i usługach detalicznych honoruje karty płatnicze.

O akceptacji kart płatniczych w Polsce wciąż w największym stopniu decyduje wielkość podmiotu przyjmującego płatność. W przypadku małych firm akceptacja kart jest rzadkością (między 4–6%). W przypadku większych sklepów, jest już zdecydowanie bardziej powszechna (79%). „Dzieje się tak, ponieważ duże przedsiębiorstwa (np. sieci handlowe) szybko odczuwają korzyści płynące z honorowania kart płatniczych, takie jak znaczne skrócenie czasu obsługi czy zmniejszenie kolejek – zwłaszcza za sprawą transakcji zbliżeniowych” – podsumowuje Arkadiusz Kazanecki, Dyrektor Handlowy First Data Polska.

Płatność kartami w poszczególnych branżach

O akceptacji kart płatniczych w Polsce wciąż w największym stopniu decyduje wielkość podmiotu przyjmującego płatność. W przypadku małych firm akceptacja kart jest rzadkością (między 4–6%). W przypadku większych sklepów, jest już zdecydowanie bardziej powszechna (79%). „Dzieje się tak, ponieważ duże przedsiębiorstwa (np. sieci handlowe) szybko odczuwają korzyści płynące z honorowania kart płatniczych, takie jak znaczne skrócenie czasu obsługi czy zmniejszenie kolejek – zwłaszcza za sprawą transakcji zbliżeniowych” – podsumowuje Arkadiusz Kazanecki, Dyrektor Handlowy First Data Polska.

O badaniu

Celem badania przeprowadzonego przez ośrodek Polasik Research była analiza stanu rozwoju rynku płatności detalicznych w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem kart płatniczych. Zasadnicze badanie ankietowe zostało przeprowadzone na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1200 podmiotów handlowo-usługowych w maju 2013 roku, przy użyciu metody CATI. Próba miała charakter kwotowy w podziale na 20 branż, a respondentami były osoby kompetentne w sprawach gospodarki finansowej, w tym właściciele i menadżerowie.

Infografika - Terminal potrzebny od zaraz (1)2

[1] Tomasz Koźliński, Zwyczaje płatnicze Polaków, Narodowy Bank Polski, Warszawa, 2013.

First Data Polska

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...