wtorek, Listopad 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "IT"

IT

Według badania Deloitte 93 proc. organizacji używa już lub planuje używanie rozwiązań przetwarzania danych w chmurze. Niebawem inwestycje w ten rodzaj usługi będą stanowiły niemal połowę wydatków firm na IT.

Firmy zmieniły swój sposób postrzegania chmury. Nie jest już ona wyłącznie elementem infrastruktury IT. Inwestycje w chmurę zaczynają być koniecznym elementem biznesu, poprawiającym jego wydajność i wspierającym innowację. Z badania firmy doradczej Deloitte „Oustourcing Survey 2018. Traditional outsourcing is dead. Long live disruptive outsourcing” wynika, że najważniejszymi powodami wdrażania tego rozwiązania są przyspieszenie innowacji technologicznej, umożliwienie szybszego wprowadzania usług i produktów na rynek oraz poprawa wydajności.

Deloitte przeprowadził badanie rynku outsourcingu wśród 521 liderów i przedstawicieli kadry kierowniczej wiodących firm, działających w 6 branżach – technologia/media/telekomunikacja, usługi finansowe, dobra konsumenckie, energetyka, surowce i przemysł, administracja i sektor publiczny oraz life sciences i ochrona zdrowia. Większość (86 proc.) respondentów pracuje w organizacjach, których roczne przychody przekraczają miliard dolarów.

Zobacz też:

Rekrutacja 2.0, czyli, czego oczekuje pracownik, a co może zaoferować pracodawca

Odpowiadając na pytanie dotyczące obszarów, na które ankietowani szczególnie zwracają uwagę przy rozważaniu i kontraktowaniu usług chmurowych, dwie trzecie z nich (68 proc.) wskazuje bezpieczeństwo danych. –  Z jednej strony obawiamy się nowych rozwiązań, a z drugiej często jest tak, że znamy i akceptujemy słabe strony swojej infrastruktury do czasu wystąpienia incydentu. Jednocześnie zdarza się, że dane, które przetwarzamy są nieustrukturyzowane, rozsiane w niezliczonej ilości folderów, poczcie elektronicznej, na laptopach i urządzeniach mobilnych. Zapanowanie nad niespójnością zabezpieczeń oraz  chaosem informacyjnym w tradycyjnym modelu jest coraz trudniejsze i kosztowniejszemówi Marcin Lisiecki, Starszy Menedżer w dziale Cyberbezpieczeństwa, Deloitte. Jak dodaje, właśnie rozwiązania pozwalające na inwentaryzację danych, ich klasyfikację, szyfrowanie i bezpieczne współdzielenie się nimi  są coraz częściej standardowymi komponentami  chmury.

Podczas wdrażania tego typu rozwiązań ankietowani za istotne kwestie uznali również odporność na zagrożenia oraz awarie i wydajność (45 proc.) oraz zgodność dostawcy i rozwiązania z wymogami regulacyjnymi (39 proc. ) jako obszary szczególnej wagi.

– Trzeba zdawać sobie sprawę, że tylko największe firmy stać na wdrożenie takich zabezpieczeń technologicznych, jakie mają czołowi dostawcy chmury. Można założyć, że własne środowisko IT przeciętnej firmy jest gorzej zabezpieczone niż jej zasoby w chmurze. Ale trzeba pamiętać, że same techniczne zabezpieczenia to nie wszystko i że bezpieczeństwem w chmurze również trzeba umieć zarządzać. To dla wielu organizacji może być jeszcze wyzwaniem. Podobnie jest ze spełnieniem wymagań regulacyjnych – w większości przypadków wdrożenie chmury nie powinno odbywać się w sprzeczności z regulacjami.  Wymagane jest jednak dostosowanie podejścia, procesów zarządczych oraz umiejętność wykazania zgodności regulatorowi, co stanowi nowe wyzwania, z którymi firmy mają jeszcze niewielkie doświadczenie – dodaje Marcin Lisiecki.

Zobacz też:

Czy można skutecznie rekrutować pracowników za pomocą gier instalowanych na urządzeniach mobilnych?

Pytani o praktyczne wyzwania podczas implementacji chmury ankietowani wskazują na migrację danych (58 proc.) i wymagania bezpieczeństwa (56 proc.). W dalszej kolejności przywołują optymalizację systemów (modyfikację, aby wykorzystać możliwości chmury – np. w kontekście autoskalowania)
(44 proc.), zapewnienie zgodności z regulacjami (40 proc.) i znalezienie zastosowania dla infrastruktury pozostałej po przeniesieniu systemów do chmury (40 proc.).

 

Katalizator innowacji

64 proc. liderów, którzy zdecydowali się na wprowadzenie w swoich firmach rozwiązań chmurowych traktowało je jak niezbędny katalizator innowacji IT, dla 63 proc. celem adopcji chmury było umożliwienie szybszego wprowadzania produktów czy usług na rynek.

– Chmura przestała być postrzegana wyłącznie w kontekście infrastruktury IT organizacji. Odpowiedzi udzielone przez naszych ankietowanych wskazują wyraźnie, że wśród celów wdrażania chmury najmocniej wybrzmiewają te o charakterze biznesowym – wspomaganie innowacji i tzw. time-to-market, czyli czas od pomysłu do wprowadzenia produktu na rynek. Redukcję kosztów, czyli kwestię o której głównie mówiło się jeszcze kilka lat temu, wskazuje jedynie co trzeci ankietowany. Interesujące jest również to, że 38 proc. ankietowanych wskazuje poprawę odporności i bezpieczeństwa jako powód wdrażania chmury – mówi Jakub Garszyński, Lider usług Cloud, Deloitte.

2/3 badanych oczekuje redukcji kosztów operacyjnych IT w wyniku wdrożenia rozwiązań w chmurze. Co ciekawe, jednak 35 proc. ankietowanych spodziewa się, że koszty te wzrosną.– To pokazuje, że zarządy firm gotowe są powiększyć budżet operacyjny IT, w zamian za wartość biznesową, elastyczność i łatwość wdrażania nowatorskich rozwiązań, którą daje chmura – dodaje Jakub Garszyński.

Zobacz też:

Informatyczna rewolucja: chmura coraz bardziej inteligentna

CIO inicjatorem zmian

Eksperci Deloitte wskazują, że najczęściej za inicjatywą wdrożenia chmury stoją dyrektorzy IT. Dzieje się tak w aż 60 proc. organizacji. Ale wartość Cloud docenia również reszta kadry kierowniczej. O wprowadzeniu tego rozwiązania decydują także – sami lub w porozumieniu z CIO – dyrektorzy generalni (37 proc.), a także dyrektorzy finansowi (20 proc.) i operacyjni (17 proc.). To dowodzi, że nie tylko eksperci branży IT widzą w rozwiązaniach chmurowych wartość i coraz częściej nie tylko oni są inicjatorami zmian. Według specjalistów Deloitte do zadań nowoczesnych dyrektorów IT należy nie tylko edukowanie zarządów firm w tematach technologicznych, ale także współtworzenie strategii biznesowej wykorzystując przewagi, które może dać technologia.

Jak wynika z badania Deloitte CIO Survey, dyrektorzy IT oczekują, że najbliższe trzy lata będą czasem podwojenia wydatków na rozwiązania oparte o chmurę, a zatem, że zwiększą się one z obecnych 22 do 44 proc. sumy wydatków na IT. Już obecnie prawie jedna trzecia CIO (32 proc.) odpowiedziała, że chmura wspiera aplikacje krytyczne dla biznesu. Należy oczekiwać, że ten odsetek będzie się zwiększał – firmy, wraz ze wzrostem zaufania do dostawców chmury oraz nabywaniem doświadczenia we wdrażaniu i zarządzaniu takimi rozwiązaniami, będą coraz chętniej wykorzystywać chmurę do krytycznych dla biznesu zastosowań – mówi Jakub Garszyński.

Raport do pobrania dostępny jest tutaj.

W nadchodzących miesiącach firmy będą mierzyć się z rosnącym niedoborem specjalistów IT. Dla najlepszych pracowników oznacza to atrakcyjne oferty pracy oraz wzrost wynagrodzeń. Płace rosną najszybciej w przypadku programistów zajmujących się popularnymi technologiami. Nie bez znaczenia jest również forma współpracy – specjaliści pracujący w ramach kontraktu mogą zarobić nawet o 20% więcej niż w oparciu o umowę o pracę. Jednocześnie na znaczeniu zyskują posiadane przez kandydatów umiejętności interpersonalne, które w coraz większym stopniu warunkują zainteresowanie firm.

Kontrakting usług IT to forma współpracy, w której specjalista z branży nowoczesnych technologii pracuje dla firmy na zasadzie B2B – świadczy usługi jako jednoosobowa firma. Specjaliści IT podejmują współpracę na określony czas i zazwyczaj są rekrutowani do pracy przy konkretnym projekcie. W dobie rosnącego braku kompetencji z obszaru IT i silnej pozycji kandydatów na rynku pracy jest to rozwiązanie korzystne dla obu stron.

Zatrudnianie specjalistów IT na podstawie kontraktu staje się trendem wyraźnym już nie tylko na rynkach zachodnioeuropejskich, ale również w Polsce. Utalentowani programiści, testerzy i developerzy coraz chętniej decydują się na podjęcie pracy kontraktowej, ponieważ w tej formie współpracy dostrzegają korzyści, których nie gwarantuje etat. Zalety dostrzegają także firmy, które cenią sobie elastyczność i szybki dostęp do kompetencji, co niesie za sobą współpraca z kontraktorami – podkreśla Arkadiusz Wargin, dyrektor dywizji IT contracting w Hays Poland.

Doświadczenie w pracy kontraktowej miało już 26% pracowników działów IT. Mowa głównie o osobach z kilkuletnim doświadczeniem w branży i wykształceniem kierunkowym w zakresie nowych technologii. Opcję współpracy z kontraktorami bierze pod uwagę natomiast 58% firm. Tego typu współpraca najczęściej realizowana jest z osobami posiadającymi albo wąskie albo najbardziej rozchwytywane na rynku specjalizacje. Z punktu widzenia pracowników motywatorem do takiej formy zatrudnienia są przede wszystkim atrakcyjne wynagrodzenie, elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej i uczestnictwa w ciekawych projektach. Większość kontraktorów dobrze ocenia warunki pracy w oparciu o umowę B2B.

KOMPETENCJE, KTÓRE DECYDUJĄ O WSPÓŁPRACY

W związku z napotykanymi wyzwaniami rekrutacyjnymi, pracodawcy coraz częściej określają umiejętności techniczne jako minimalny wymóg, kładąc większy nacisk na posiadane przez kandydatów kompetencje miękkie oraz potencjał do dalszego rozwoju. Oprócz wykształcenia, doświadczenia zawodowego i umiejętności technicznych, ważny w pracy specjalisty IT jest dziś zestaw kompetencji miękkich. Podczas rozmów kwalifikacyjnych, kandydaci ubiegający się o pracę w firmach są coraz częściej szczegółowo weryfikowani pod względem posiadanych umiejętności społecznych.

Kompetencje „miękkie” koncentrują się na sposobie, w jaki pracownik zachowuje się podczas pracy zarówno indywidualnej, jak i zespołowej. Są to umiejętności osobiste, takie jak zdolność do motywowania samego siebie, inicjowania nowych rozwiązań, sprawne zarządzanie swoją pracą, a także umiejętności interpersonalne, które obejmują komunikowanie się z ludźmi, przekonywanie ich do swoich racji, motywowanie, inspirowanie, a także zarządzanie zespołem. Od kompetencji twardych (do których należą np. umiejętność programowania w C#, konfiguracja sieci, administrowanie systemem Linux itp.) odróżnia je to, że stanowią one pochodną charakteru.

Pracownicy i kontraktorzy IT starają się poprawiać przede wszystkim swoją skuteczność w komunikacji z innymi – kluczową umiejętność zdaniem niemal wszystkich pracodawców. Ponad 30% kontraktorów stara się także zwiększać swoją pewność siebie oraz asertywność, choć są to umiejętności oceniane przez pracodawców jako mniej istotne niż np. umiejętność szybkiego rozwiązywania problemów czy proaktywna postawa i podejście do pracy – podkreśla Arkadiusz Wargin.

Warto jednak podkreślić, że pracownicy i kontraktorzy IT mają coraz większą świadomość, że posiadane przez nich umiejętności miękkie wpływają na decyzje firm o podjęciu lub przedłużeniu z nimi współpracy.

Zwrócenie uwagi atrakcyjnym CV to duże wyzwanie dla kandydata podczas pierwszego etapu rekrutacji. Brak dyplomu ukończenia szkoły wyższej czy zbyt małe doświadczenie może być przeszkodą w zdobyciu pracy. Czy aby na pewno? Potencjał rekrutowanych nie jest jednolity – czasami główną rolę odgrywa język, innym razem kariera zawodowa, a niekiedy wykształcenie kierunkowe. Jakie kompetencje są wymagane, by znaleźć pierwszą pracę w danej branży.

Język na wagę złota w SSC/BPO

Centra usług wspólnych (SSC) czy sektor usług dla biznesu (BPO) to miejsca, w których często zatrudniane są młode osoby, również te bez doświadczenia. Według raportu Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych średnia wieku pracowników to 31 lat. W sektorze SSC/BPO umiejętność płynnej komunikacji po angielsku to standard, a każdy kolejny język obcy jest wartością dodaną. Do najbardziej pożądanych należą: niemiecki, francuski, nordycki, niderlandzki, portugalski i włoski. Ze względu na ekspansję polskich organizacji na kraje południowe coraz popularniejszy staje się także język węgierski, czeski, słowacki czy bułgarski.

– W sektorze SSC/BPO priorytetem jest znajomość drugiego języka, głównie europejskiego. Niemiecki plasuje się na pierwszym miejscu, obejmuje 70% rynku. Dopiero na późniejszym etapie rekrutacji brane jest pod uwagę to, czy kandydat posiada doświadczenie. Firmy wychodzą z założenia, że łatwiej jest nauczyć nowo zatrudnioną osobę konkretnych, prostych technik i przystosować ją do pewnych zadań, niż nauczyć tak szybko języka – komentuje Krzysztof Stanczykiewicz, Business Unit Manager SSC/BPO w firmie HRK.

– W procesach rekrutacyjnych dużą szansę na sukces mają studenci filologii. Zatrudniani są głównie na stanowiska typu customer service czy help desk. Z czasem mogą wyspecjalizować się w dziedzinie finansów i rozwijać się w kierunku business excellence. W tym przypadku jednak firmy oczekują od kandydatów konkretnych umiejętności i certyfikatów, takich jak ACCA, CFA, CIMA czy CIApodkreśla Krzysztof Stanczykiewicz.

Warto dodać, że sama deklaracja znajomości danego języka może nie wystarczyć.

Podczas procesu rekrutacji kandydaci są często sprawdzani przez native speakerów oraz za pomocą testów. Weryfikuje się spostrzegawczość, umiejętności analityczne i poziom koncentracji na zadaniu – mówi Krzysztof Stanczykiewicz.

Osoby, które zaczynają swoją karierę w centrach usług wspólnych, chcą wiedzieć, jak będzie wyglądać ich ścieżka kariery w ciągu najbliższego roku. Jest to dla nich gorący czas. Menedżerowie stoją przed wyzwaniem zatrzymania młodego talentu w firmie. Warto, by dostrzegli potencjał, regularnie inwestowali w szkolenia dla zespołu i rozwijali kompetencje pracowników – na przykład językowe. Część firm decyduje się także na finansowanie pracownikom kursów przygotowujących do wyspecjalizowanych certyfikatów. Powszechne jest wtedy podpisanie umowy lojalnościowej. Jeżeli zatrudniony wypowie umowę wcześniej niż ustalony czas, jest zobowiązany do zwrócenia części kosztów za szkolenie.

Ścisłe umysły ratunkiem dla deficytu w IT

Wraz z intensywnym rozwojem nowych technologii zapotrzebowanie na pracowników w branży IT jest coraz większe. Według danych Komisji Europejskiej do 2020 roku w Europie może brakować nawet 800 tysięcy specjalistów. W odpowiedzi na ten deficyt firmy organizują szkolenia wewnętrzne i od podstaw przygotowują przyszłych pracowników do pracy w IT.

Firmy pragmatycznie podchodzą do deficytu programistów. Coraz częściej dojrzałe organizacje, mające zaplecze i kadrę merytoryczną, są otwarte na współpracę także z absolwentami studiów z obszaru szeroko pojętych nauk ścisłych, nie tylko kierunkowej informatyki, przejmując ciężar edukacji na swoje barki. Kandydaci, którzy są zmotywowani i chcą zawodowo związać się z  programowaniem, są wdrażani przez pracodawcę etapami – mają zdefiniowaną ścieżkę rozwoju. Na początku nowa osoba zaczyna jako tester, uczy się podstaw kodu, współpracuje z programistami, wykrywa błędy i raportuje je – zazwyczaj trwa to 2 lata. Następnie może awansować na stanowisko młodszego programisty. Po kolejnych dwóch latach standardowo przewidziany jest kolejny szczebel, czyli poziom seniora. Oferując przewidziany na ok. 6 lat rozwój ścieżki kariery, firmy kształcą od podstaw lojalną i zmotywowana kadrę, co stanowi inwestycję rozłożoną w czasie, niemniej będącą coraz częściej sprawdzoną alternatywą dla poszukiwania pracowników za granicąwyjaśnia Monika Antczak, Business Unit Manager ICT w firmie HRK.

Wśród rekrutowanych na stanowiska IT największą szansę mają osoby z doświadczeniem lub rozbudowanym portfolio. Nie wszystkie firmy oczekują od kandydatów ukończenia studiów w dziedzinie informatyki. Wymóg wyższego wykształcenia jest obowiązkowy w przypadku, gdy pracodawca bierze udział w postępowaniach przetargowych, wówczas dyplomy i certyfikaty  pracowników są częścią dokumentacji i ich brak może być uchybieniem formalnym dyskwalifikującym dany podmiot. Jednak w przeważającej liczbie rekrutacji firmy samodzielnie weryfikują wiedzę merytoryczną – zazwyczaj odbywa się rozmowa techniczna, testy kompetencji lub case study. Historia edukacji i prawdziwość tytułów naukowych, o ile w ogóle, sprawdzane są zwykle przez pracodawców o kapitale anglosaskim. Wykwalifikowane firmy, na ogół z USA lub UK, przeprowadzają tzw. „background check”,  jednak zazwyczaj już po przyjęciu oferty przez kandydata. – komentuje Monika Antczak.

W branży IT, podobnie jak w innych obszarach, istnieje korelacja między doświadczeniem a wyższymi zarobkami. Samo wykształcenie bez doświadczenia z kolei nie przekłada się na poziom wynagrodzenia. Niemniej niezmiennie większym zaufaniem i zainteresowaniem pracodawcy darzą absolwentów renomowanych uczelni niż coraz liczniejszych kursów czy szkoleń, szczególnie gdy szukają programisty z potencjałem, a nie kodera.

Energia młodych w finansach i FMCG

Osoby bez wykształcenia można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to osoby powyżej 30. roku życia, które przegapiły pewien moment w życiu i nie podjęły studiów. Warto uzupełnić tę lukę, jeśli ktoś aspiruje do pracy w większej firmie – tam wykształcenie jest pewnym minimum, które należy spełnić. Druga to osoby młode, w trakcie studiów. Mają one szansę na szybkie zdobycie doświadczenia dzięki zatrudnieniu na stanowiska asystenckie czy uczestnictwie w programach stażowych.

Duże programy stażowe organizują na przykład firmy z branży FMCG, Fashion czy Media. Uczestnikom takich programów zwykle przydzieleni są mentorzy, którzy pomagają im w realizacji poszczególnych projektów czy zadań na konkretnych stanowiskach, w ramach których zostali zatrudnieni. Po zakończeniu stażu pracodawcy często decydują się na podpisanie stałej umowy z jego uczestnikiem. Jeżeli jednak stażysta nie otrzyma propozycji współpracy w danej organizacji, może przejść do konkurencyjnej firmy – pracodawcy doceniają umiejętności zdobyte podczas programów stażowych i są one podstawą do rozwijania kompetencji już na stanowisku juniora mówi Jacek Olejarz, Executive Manager FMCG, Retail i Media w firmie HRK.

Początek ścieżki kariery daje możliwość wyboru najbardziej interesującej branży. Wraz z biegiem czasu zmiana charakteru produktu czy usług jest coraz trudniejsza. Warto już podczas studiów podjąć się pracy związanej z kierunkiem kształcenia. Można wtedy wyrobić sobie pogląd na konkretny zawód, zdobyć większe doświadczenie praktyczne i skonfrontować wymagane obowiązki ze swoimi oczekiwaniami.

– W Polsce trudno jest zmienić branżę po kilkunastu latach doświadczenia w konkretnym obszarze. Zazwyczaj firmy poszukują osób, które miały już doświadczenie z konkretnym typem usług czy produktów. Trochę inaczej jest za granicą, gdzie na przykład specjaliści od marketingu łatwo zmieniają branżę, wnoszą coś nowego, uzupełniają swoje kompetencje i brak wiedzy o danym obszarze rynkowymkomentuje Jacek Olejarz.

W przypadku osób specjalizujących się w finansach zatrudnienie bez posiadanego wykształcenia wyższego jest mało prawdopodobne. Jednak studia kierunkowe nie są wymagane. Często zdarza się, że w bankowości pracują absolwenci np. filologii czy geografii. Aby wyróżnić się na tle konkurencyjnych kandydatów, warto już w trakcie edukacji rozwijać swoją ścieżkę zawodową.

Wykształcenie wyższe jest premiowane podczas rekrutacji, jednak nie musi być kierunkowe. Szanse na karierę w finansach są dość duże, wystarczy determinacja. Co prawda nie można zapomnieć o wyspecjalizowanych obszarach, do których trudno będzie się dostać, kiedy student już zakończy swoją karierę akademicką – jest to bankowość inwestycyjna, aktuariat ubezpieczeniowy czy zarządzanie ryzykiem. W przypadku tych stanowisk pracodawcy oczekują licencji i certyfikatów ukończonych kursów, a poprzeczka jest wysoko postawiona.  

 

 

Prognoza zakłada, że do końca dekady wzrost utrzyma się na poziomie 11,9 proc. rdr. Dużo gorzej sytuacja wygląda nad Wisłą. Polskie przedsiębiorstwa znalazły się w ogonie rankingu Komisji Europejskiej poświęconego popularyzacji rozwiązań do przetwarzania Big Data.

Eksperci z IDC od lat wieszczą nadejście cyfrowej gospodarki. Jej znakiem charakterystycznym ma być przetwarzanie ogromnych wolumenów nieustrukturyzowanych danych przez firmy, instytucje państwowe czy organizacje pozarządowe. Globalny Rynek Big Data i analityki biznesowej rośnie dziś w tempie 11,9 proc. rdr i już w tym roku osiągnie wartość 150,8 miliardów dolarów – prognozują analitycy z międzynarodowej firmy doradczej. To o 12.4 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Do takiego wyniku przyczyniły się przede wszystkim inwestycje z sektorów bankowego i produkcji przemysłowej. Jeśli prognozy się sprawdzą, to już w 2020 r. rynek analityki Big Data osiągnie wartość 210 miliardów dolarów.

– Rozwiązania z kategorii analityka biznesowa i Big Data w końcu znalazły się w głównym nurcie – powiedział Dan Vesset z IDC, firmy której przedstawiciele wielokrotnie informowali, że to właśnie zdolność czerpania korzyści biznesowych z danych ma świadczyć o cyfrowej dojrzałości przedsiębiorstw.

Tymczasem dla wielu przedsiębiorstw koncept ten wciąż wydaje się enigmatyczny i odległy w realizacji.

– Większość polskich firm wciąż nie zdaje sobie sprawy, że ich przetrwanie w dużej mierze zależy od tego, czy wypracują zdolność monetyzowania cyfrowych informacji. Wymaga się od nich nie tylko właściwego gromadzenia i przetwarzania wewnętrznych danych, lecz również sprawnego korzystania z tych zewnętrznych. Przyszłość, w której największe sukcesy odnosić będą firmy zarządzane w oparciu o zaawansowaną analitykę danych jest bliżej, niż nam się wydaje – uważa Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Zarządzana przez niego spółka specjalizuje się w Big Data marketingu oraz monetyzacji danych i posiada jedną z największych hurtowni danych o aktywności i preferencjach internautów na świecie.

– Gdy wystartowaliśmy w 2011 r. świadomość Big Data była znikoma. Dziś sytuacja wygląda dużo lepiej, firmy wdrażają zaawansowane narzędzia analityczne i coraz częściej sięgają po dane o internautach, jednak wciąż istnieje gros przedsiębiorstw, których podejście do tematu równoznaczne jest z ignorancją. Taka postawa z pozoru wydaje się niegroźna, ale na dłuższą metę może mieć fatalne konsekwencje – dodaje Prajsnar.

Jego słowa znajdują potwierdzenie w rankingu Komisji Europejskiej poświęconym popularyzacji narzędzi do analityki Big Data w biznesie. Polska uplasowała się w nim na trzecim miejscu od końca wyprzedzając jedynie Niemcy i Cypr. Na podium znalazły się Holandia, Malta i Belgia.

Toniemy w danych

Duże, nieustrukturyzowane zbiory różnorodnych danych, których przetwarzanie nie byłoby możliwe bez zaawansowanych rozwiązań informatycznych, to wciąż ziemia niezdobyta. Eksperci szacują, że z obecną technologią badacze danych są w stanie wykorzystać zaledwie 20 proc. wolumenu Big Data. Tymczasem ilość cyfrowych informacji w sieci rośnie dynamicznie. Zdaniem IDC w 2025 r. międzynarodowa sieć ważyć będzie aż 163 zettabajtów. Ta mało znana jednostka odpowiada trylionowi gigabajtów, a korzysta się z niej wyłącznie do globalnego pomiaru ilości cyfrowych informacji. Dla porównania, internetowy gigant Google w swoich nowoczesnych centrach danych gromadzi pliki o łącznym rozmiarze około 15 eksabajtów, co w przeliczeniu na zetabajty daje 0.015. Swoją wagę Internet w dużej mierze zawdzięcza zwyczajnym użytkownikom, których aktywność podsumowuje opublikowany przez firmę Domo raport „Data Never Sleeps 5.0”. Wynika z niego, że w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie Tumber. Według Domo światowa populacja internautów wzrosła w 2017 r. o 17 proc. i liczy już ponad 3.7 miliarda ludzi.

Najwięksi gracze zadowoleni

Stabilny wzrost rynku Big Data jest pochodną udanych implementacji zaawansowanych rozwiązań analitycznych. O ich skuteczności świadczy chociażby przeprowadzone przez NewVantage Partners badanie „Big Data Executive Survey for 2017”, w którym wzięło udział m.in. 50 z 1000 największych firm w USA. Ponad 80 proc. respondentów wyraziło zadowolenie ze zrealizowanych inicjatyw Big Data twierdząc, że okazały się sukcesem. Nie wszystko jednak idzie jak po maśle. Uczestnicząca w badaniu kadra kierownicza zwróciła uwagę na trudności we wprowadzaniu zmian w organizacji i kulturze przedsiębiorstwa, koniecznych do pełnego korzystania z możliwości, jakie daje firmom zaawansowana analityka wielkich zbiorów danych. Ich zdaniem problem nie tkwi w samej technologii, lecz w nierozumiejącym jej zarządzie, spójności organizacyjnej i ogólnym, wewnętrznym oporze.

W zasadzie cała cyfrowa transformacja opiera się o dane. Jeśli firma nie potrafi przetwarzać ich na korzyści to wciąż funkcjonuje jak w poprzedniej epoce. Brak strategii digitalizacji procesów wewnętrznych i implementacji rozwiązań analitycznych to spore zaniedbanie, którego firmy powinny wystrzegać się jak ognia. Na szczęście coraz więcej producentów jest tego świadoma i sięga po stosowne oprogramowanie –  uważa Piotr Rojek z DSR, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania IT dla przemysłu.

W podobnym duchu wypowiada się prezes zarządu Cloud Technologies. Jego zdaniem okiełznanie danych wewnętrznych to zaledwie wstęp do cyfryzacji. Prawdziwy potencjał analityki objawia się dopiero, gdy w grę wchodzą wielkie, nieustrukturyzowane zbiory danych, z których człowiek nie jest w stanie wyciągnąć znaczących wniosków bez pomocy nowych technologii. Mowa tu o uzbrojonych w uczenie maszynowe, będące zaawansowaną formą sztucznej inteligencji, platformach DMP (Data Management Platform). Wykorzystuje się je m.in. do wyszukiwania powiązań i patentów w wolumenach Big Data. Największym obszarem zastosowania takich systemów jest reklama internetowa.

– Analizując dane o internautach w czasie rzeczywistym możemy kierować przekaz marketingowy do osób, które faktycznie mogą być nim zainteresowane. Spersonalizowana, szyta na miarę reklama behawioralna to kierunek, w którym nieuchronnie zmierzamy. Charakteryzuje się ona najwyższą skutecznością przy stosunkowo niewielkim nakładzie finansowymtłumaczy Prajsnar.

 

Technologia, wygląd, terminy, cena, przeniesienie majątkowych praw autorskich – wydaje się, że wszystko sprawdzone przez prawników, więc można podpisać umowę i odetchnąć… Okazuje się, że nie! Przedstawiamy trzy błędy, które mogą spowodować, że stworzenie witryny zamiast w sukces, zmieni się w porażkę roku, mimo że umowa będzie w pełni zgodna z przepisami.

Zgodnie z badaniem Oferteo.pl, przeprowadzonym na początku 2017 r., aż 87 proc. polskich firm zlecających stworzenie strony www chce, aby realizacja prac rozpoczęła się w ciągu jednego miesiąca od podpisania umowy. Co dziesiąta firma za taki termin przyjmuje okres 3 miesięcy, a zaledwie 1% – daje 3 miesiące lub dłużej.

Nie ma nic dziwnego w tym, że firmom zależy na czasie. Trzeba jednak pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach, a zbytni pośpiech może być zgubny. Umowa o wykonanie strony www należy do umów nienazwanych, co oznacza że każda ze stron może dowolnie kształtować jej zapisy, ustalenia oraz formę. Dlatego tak ważna jest dokładna analiza treści zlecenia zawieranego z agencją czy specjalistą IT, które powinno regulować terminy, koszty, a także kwestie związane z technologią wykonania witryny i prawami autorskimi do stworzonego dzieła.

Czy to wszystko? Okazuje się, że nie. Przedstawiamy trzy błędy, w najlepszym przypadku skutkujące późniejszymi kłopotami przy obsłudze własnej witryny, a najgorszym – gigantycznymi kosztami i wielomiesięcznymi bataliami sądowymi.

Po pierwsze – aktualizacje

Słowa piosenki „The NeverEnding Story” doskonale odzwierciedlają charakter strony www. To dzieło, które praktycznie nigdy nie zostaje ukończone „raz na zawsze”. Każda witryna wymaga supportowania, w tym nie tylko oczywistej aktualizacji treści, ale przede wszystkim technologicznych aktualizacji komponentów technologicznych, z których powstała.

Co wymaga uaktualniania? Głównie system CMS, jego wtyczki i inne powiązane z nim elementy. W przeciwnym razie strona szybko stanie się obiektem ataków, których konsekwencje w postaci np. manipulacji treściami czy wycieku danych, mogą być bardzo bolesne, i wizerunkowo, i finansowo.

– O ile więc stworzenie strony www jest dziełem, o tyle jej konserwacja ma charakter ciągły. Zapis o obowiązku aktualizowania witryny powinien więc znaleźć się w umowie lub kwestia ta powinna być regulowana wręcz osobną umową z agencją czy wykonawcą – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert, ekspert z Hekko.pl.

O ile stworzenie strony można uznać za jednorazowe dzieło, o tyle jej konserwacja, aktualizacja i ochrona stanowią już raczej zadania ciągłe, o charakterze odtwórczym i jedocześnie – koniecznym.

Po drugie – własność domeny

Każdy, kto zarejestruje domenę posiada formalne, choć ograniczone czasowo prawo do jej użytkowania. Pamiętając o rokrocznym przedłużaniu, można uznać, że prawo to nigdy nie wygaśnie. Dlatego tak ważne jest, aby w umowie znalazł się zapis mówiący o tym, kto ma widnieć w rejestrze WHOIS. Oczywiście powinien być to właściciel strony internetowej, a nie webmaster. To pozwoli uniknąć kosztownych konsekwencji.

W mediach społecznościowych można natknąć się na historie, w których nieuczciwy webmaster po roku od uruchomienia strony, kiedy zaczęła ona zarabiać, żąda dodatkowego wynagrodzenia liczonego w dziesiątkach tysięcy złotych. Na szczęście to rzadkość, ale spotyka się także sytuacje, w których kontakt z webmasterem, na którego domena jest zarejestrowana, po prostu urywa się, i firma zlecająca stronę nie może nic zrobić, aby odzyskać kontrolę nad adresem.

W razie tego rodzaju sytuacji w grę wchodzi:

  1. Odpuścić i zarejestrować nową domenę – to najlepsze, jeśli domena nie jest jeszcze rozpoznawalna na rynku.
  2. Iść do sądu, jeśli mamy argumenty, np. zarejestrowany znak towarowy, a domena zawierająca zastrzeżoną nazwę została przekazana przez webmastera firmie konkurencyjnej.
  3. Poczekać do końca okresu ważności – może webmaster jej nie odnowi i wróci do puli domen wolnych? Istnieje jednak ryzyko, że ktoś nas ubiegnie i kupi ją pierwszy. W takim wypadku pomocna może być opcja na domenę, zapewniająca pierwszeństwo w jej rejestracji, kiedy domena się zwolni.

Reasumując, najbezpieczniej jest więc wykupić domenę na siebie.

Po trzecie – własność hostingu

Każda strona internetowa zaparkowana jest na serwerze. Podobnie, jak w przypadku domen, i tu najlepiej jest, jak właścicielem hostingu jest właściciel strony internetowej, czyli to on powinien wykupić usługę w firmie hostingowej. W przeciwnym razie webmaster będzie miał kontrolę nad stroną i przez zwykłą nieuwagę (lub niestety złośliwość) może doprowadzić do sytuacji, w której serwer zostanie zablokowany czy skasowany. Ponieważ to on w oczach firmy hostingowej będzie widniał jako właściciel serwera, przedsiębiorca nie będzie w stanie nic zrobić, aby odzyskać kontrolę nad własną stroną.

Wystarczy, że webmaster nie opłaci faktury za przedłużenie serwera, a strona internetowa, której stworzenie na pewno kosztowało od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych, zwyczajnie przestanie istnieć.

 Zdecydowanie najlepiej jest posiadać własny hosting i domenę, a tym samym pełną kontrolę nad witryną. Taki podmiot ma wówczas pełne prawo do wszelkich dyspozycji wyrażanych wobec dostawcy hostingu. To wygodne i bezpieczne rozwiązanie, o którym warto myśleć już na etapie zlecania budowy strony www – podsumowuje Jakub Dwernicki, prezes Hekko.pl.

Deficyt specjalistów na rynku pracy spowodował, że przedsiębiorcy chętniej zatrudniają młodsze osoby. Firmy coraz częściej zwracają uwagę na swój wizerunek wśród studentów. Kandydaci bez doświadczenia często mają duży potencjał, który można wykorzystać i wspierać wewnętrznymi szkoleniami. Joanna Kotzian, Employer Branding Manager w HRK, przedstawia skuteczne sposoby budowania relacji z młodymi talentami.

Pielęgnacja wizerunku firmy

Strategia employer brandingowa polega na wzmocnieniu, zmianie bądź budowaniu od podstaw wizerunku firmy. Są to działania ściśle związane z obszarem HR, ale także techniki PR-owe i marketingowe. Służą efektywnemu pozyskiwaniu nowych pracowników. Zainteresowanie i rekrutacja atrakcyjnych kandydatów wiąże się z dużą inwestycją czasu i pieniędzy. Jednak firmy lepiej znane są bardziej pożądane.

 – Firmy, które nie inwestowały wcześniej w kampanie wizerunkowe, widzą, że muszą nadrobić „zaległości”. Znana marka kojarzy się studentom z atrakcyjną pracą. Należy także pamiętać, że kandydat, który aktywnie przeszukuje rynek ogłoszeń, wysyła swoje CV do wielu firm. Często rezygnuje on z oferty pracy nawet na ostatnim etapie rekrutacji, jeśli dostaje konkurencyjną propozycję od bardziej prestiżowej marki – mówi Joanna Kotzian, Employer Branding Manager w firmie HRK – Warto dbać o silną pozycję na rynku, aby nie ponosić strat finansowych związanych z nieefektywną rekrutacją – dodaje.

 Wiele sposobów, jeden cel

W ostatnich latach nastąpił renesans targów pracy. Wcześniej ich organizacją zajmowały się głównie stowarzyszenia studenckie i uczelnie, teraz są to głównie firmy zewnętrzne, np. portale rekrutacyjne. Organizacje coraz chętniej angażują się w tego typu wydarzenia. Na stoiskach firmę reprezentują specjaliści czy nawet managerowie. Dzięki temu kandydaci mogą porozmawiać z przedstawicielami organizacji, bezpośrednio skonsultować swoje pytania dotyczące zatrudnienia oraz zostawić do siebie kontakt.

Kolejnym strategicznym krokiem wejścia do studenckiego środowiska są wszelkiego typu wydarzenia i wizyty pracodawców podczas zajęć na uczelni. Gościnne wystąpienia specjalistów i dzielenie się praktyczną wiedzą pozytywnie wpływa na wizerunek firmy. W oczach studenta tworzy się pewien obraz marki-eksperta, od którego może czerpać informacje związane z kierunkowym wykształceniem. Dodatkowo bezpośrednio na zajęciach młodym talentom można zaoferować staż czy praktyki, a także pozyskać cenne kontakty.

Niektóre duże firmy organizują dla studentów konkursy. Ten kreatywny sposób budowania relacji jest bardzo atrakcyjny dla młodych, ambitnych osób.

– Z jednej strony mamy konkursy organizowane przez instytucje zewnętrzne, np. Grasz o staż, w których studenci ubiegają się o staże i praktyki w różnych firmach, z drugiej natomiast autorskie konkursy konkretnych firmmówi Joanna Kotzian z HRK.

Konkursy mogą mieć charakter indywidualny lub grupowy. Czasami zadania realizowane są w formie grywalizacji. Uczestnicy mają szanse wygrania atrakcyjnych nagród finansowych lub rzeczowych, a przede wszystkim  stażu w wymarzonej firmie. W przypadku konkursu organizowanego przez zewnętrzną firmę pracodawca może budować świadomość swojej marki wśród ogółu studentów (dociera do szerszego grona osób), natomiast w przypadku własnego konkursu, w których zadania odzwierciedlają specyfikę pracy w konkretnej firmie – może dotrzeć do mniejszego, ale ściśle określonego grona młodych talentów o specyficznych umiejętnościach. Mamy wtedy do czynienia ze znacznie bardziej precyzyjnym targetowaniem.  Przykładem branży, w której konkursy stają się coraz popularniejsze, jest IT. Firmy z tego obszaru organizują hackatony, w których programiści walczą ze sobą często o wysokie nagrody pieniężne.

Nie można także zapomnieć o kampaniach promocyjnych w mediach społecznościowych. To kolejny kanał do nawiązywania relacji ze studentami. Pokolenie millenialsów jest przyzwyczajone do codziennego korzystania z Facebooka, YouTube’a czy Instagrama, dlatego warto, aby pracodawcy używali tego rodzaju komunikacji.

W mediach społecznościowych możemy prowadzić efektywne kampanie reklamowe promujące rekrutacje, ale także stosować rozwiązania z obszaru content marketingu – wyjaśnia Joanna Kotzian. Atrakcyjny profil na FB czy Instragramie przyciąga uwagę kandydatów zainteresowanych ofertą konkretnej firmy. Można za jego pośrednictwem pokazać nie tylko to, czym firma się zajmuje, ale też kulturę pracy i zespół, w jakim potencjalnemu kandydatowi przyjdzie pracować.

Językiem studenta

Część pracodawców zdaje sobie sprawę, że musi mówić do studentów ich językiem. Zrozumiała treść, dopasowana terminologia i ciekawy tekst to nie wszystko. Najważniejsze jest sprecyzowanie grupy docelowej, wskazanie charakterystycznych cech osób, do których chcemy dotrzeć. Zanim zaczniemy tworzyć strategię employer brandingową do studentów, musimy zacząć od definicji tzw. persony – określić wiek odbiorcy, jego zainteresowania, tryb życia, język jakim się posługuje na co dzień, miejsca, w których można go znaleźć. Cechy odbiorcy determinują kanały komunikacji, a ich właściwe zdefiniowanie pozwala zaoszczędzić środki przeznaczone na kampanię.

– Aby kampania danej firmy przyciągnęła uwagę kandydatów, musi być nie tylko atrakcyjna, ale powinna także jasno sygnalizować, do kogo jest kierowana – przypomina Joanna Kotzian, ekspert ds. employer brandingu w firmie HRK.Dlatego firmy, które poszukują osób władających rzadko spotykanymi językami obcymi, coraz częściej stosują te języki na poziomie ogłoszenia, a pracodawcy z branży informatycznej coraz częściej formułują komunikaty do programistów z użyciem symboli programistycznych lub kodują cały komunikat rekrutacyjny w danym języku programowania. To sprawia, że sam komunikat staje się jednocześnie narzędziem selekcji. Celem kampanii nie jest przecież tylko pozyskanie dużej liczby CV, ale także to, by były to aplikacje od kandydatów, którzy posiadają poszukiwane przez pracodawcę kompetencje.

Łowcy perełek mogą więcej

Na rynku pracy jest wciąż dużo osób z wyższym wykształceniem, jednak ich kwalifikacje i motywacja do pracy są różne. Rozpoznawalna i atrakcyjna marka pracodawcy pozwala przyciągnąć tych najlepszych. W najbardziej konkurencyjnych branżach, takich jak IT czy SSC/BPO, młode talenty są rozchwytywane już na studiach. Dlatego pracodawcy coraz częściej wchodzą w kooperacje z uczelniami i uruchamiają nowe kierunki i specjalności. To pozwala przygotować studentów do pracy przy realizacji konkretnych zadań. Jednocześnie pracodawca, którego pracownicy prowadzą zwykle część zajęć na takich studiach, nawiązuje bezpośrednią relację ze studentami i może kierować swoją ofertę do konkretnych osób o potrzebnych kwalifikacjach.

– Przykładem może być łowienie talentów przez organizacje z branży SSC/BPO, gdzie ważna jest znajomość języka obcego (innego niż angielski). Takie firmy bardzo chętnie współpracują z wydziałami lingwistycznymi szkół wyższych, ponieważ nauka obsługi klienta i księgowości zajmuje kilka tygodni, a opanowanie języka trwa kilka lat. Pozyskiwanie studentów i absolwentów ze znajomością języka i uczenie ich księgowości jest zdecydowanie tańsze.mówi Joanna Kotzian z HRK.

Strategia budowania dobrych relacji ze studentami ma kluczowe znaczenie  w pozycjonowaniu się na rynku pracodawców. Marka znana i lubiana przyciąga zainteresowanie kandydatów. Istnieje wiele sposobów dotarcia do młodych osób, metody są uzależnione od grupy docelowej, do której dana organizacja chce dotrzeć z ofertami staży czy etatów. Efektywny proces rekrutacji może przełożyć się na sukces firmy.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

W latach 90-tych Internet zapoczątkował rewolucję, która kompletnie zmieniła sposób prowadzenia biznesu. 20 lat później, dzięki chmurze obliczeniowej pojawiły się nowe modele biznesowe, które świetnie wykorzystały takie firmy jak Airbnb czy Uber. Dziś wszystko wskazuje na to, że za sprawą sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, jesteśmy świadkami kolejnej technologicznej rewolucji. Oracle zaprezentował autonomiczne rozwiązania chmurowe, wykorzystujące uczenie maszynowe. Efekty ich zastosowania są zdumiewające.

Chmura 3.0

– Kilka lat temu mieliśmy do czynienia z chmurową rewolucją. Dziś ta technologia stopniowo się upowszechnia. Firmy coraz częściej przenoszą się do chmury, bo w ten sposób ograniczają koszty dostępu do zaawansowanych rozwiązań i zwiększają swoją produktywność. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 56% przedstawicieli działów IT dostrzega związek pomiędzy efektywnością a migracją do chmury, 46% uważa, że dzięki niej można skoncentrować się na realizacji projektów wnoszących wartość dodaną a 68% dostrzega po wdrożeniu chmury znaczące ograniczenie kosztów i przyśpieszenie wdrażania nowych aplikacji. Teraz nadszedł czas na kolejną generację chmury  – mówi Adam Wojtkowski, dyrektor generalny Oracle.  

Jego zdaniem chmura jest już dojrzałą, zrozumiałą technologią, na przestrzeni ostatnich 10 lat systematycznie wzbogacaną o nowe funkcje i możliwości. Klienci korzystają z niej na tyle chętnie, że przychody Oracle z chmury wzrosły w I kwartale roku fiskalnego 2018 o 51%, do poziomu 1,5 mld dolarów. Z usług SaaS amerykańska firma wygenerowała o 62% wyższe przychody (1,1 mld dolarów) a segment PaaS wzrósł o 28% (400 mln dolarów).

Korporacji z Redwood City to jednak nie wystarcza. Zdaniem Adama Wojtkowskiego w międzyczasie nastąpił tak duży postęp w obszarze sztucznej inteligencji, że możemy mówić o nowej erze w technologii i w rozwiązaniach chmurowych.

– Chmura – mówimy tu całym ekosystemie a więc rozwiązaniach SaaS, IaaS czy PaaS –  dzięki uczeniu maszynowemu może być nie tylko tańsza, ale też znacznie bezpieczniejsza i w znacznie większym stopniu wpływająca na biznes niż do tej pory. Dzisiaj jesteśmy w stanie dostarczać funkcje sztucznej inteligencji na wszystkich poziomach chmury, umożliwiając klientom wykrywanie i analizę najważniejszych wzorców biznesowych w ich danych korporacyjnych. To technologia, która może przekształcić przedsiębiorstwa w większym stopniu niż jakakolwiek inna technologia dostępna dzisiaj na rynku – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.   

8 razy taniej? Tak, to możliwe

Oracle zainwestował w rozwój sztucznej inteligencji pokaźne sumy. W ubiegłym roku na działalność badawczo-rozwojową firma przeznaczyła 15,6% swoich przychodów. To więcej niż Microsoft, Apple, Cisco, Samsung czy Amazon i niewiele mniej niż koncerny farmaceutyczne.

– Od kilkunastu lat systematycznie zwiększamy nakłady na badania i rozwój. Jeszcze w 2005 r. wydawaliśmy na te cele niespełna 1,5 mld dolarów, w 2012 r. zwiększyliśmy nakłady do poziomu 3,2 mld dolarów. W ubiegłym wyniosły już one 5,38 mld dolarówmówi Adam Wojtkowski.  

Efekty tych inwestycji już widać. Przykładem może być pierwsza na świecie autonomiczna baza danych. Może ona samodzielnie się naprawiać, optymalizować i aktualizować. Nie potrzebuje do tego administratora. Nie mogłaby ona powstać gdyby nie technologia uczenia maszynowego, o której podczas oficjalnej prezentacji Larry Ellison, prezes Oracle mówił tak: Technologia jest tak rewolucyjna, jak sam internet. Nie mówię o rewolucyjnych technologiach co roku, bo nie ma ich aż tak wiele. Ta jest.” 

Rzeczywiście, wyniki testów tego rozwiązania są imponujące. Przestoje udało się ograniczyć do mniej niż 30 minut rocznie. To przekłada się na znaczące ograniczenie kosztów składowania i przetwarzania informacji.

– Gwarantujemy, że zmniejszymy dwukrotnie rachunek jaki wystawia Amazon. To chyba nieźle, gdy można mieć od pięciu do ośmiu razy szybsze przetwarzanie” – twierdzi Larry Ellison. Jak wynika z testów porównawczych (wydajność autonomicznej bazy danych Oracle vs najlepszej bazy działającej w ramach Amazon Relational Database Service), Amazon okazał się od pięciu do ośmiu razy droższy, przy takim samym obciążeniu. Jednocześnie w przypadku Oracle, udało się znacznie zwiększyć poziom SLA – do 99,995%. Dla porównania, Amazon oferuje SLA na poziomie 99,95%.

Z kolei rozwiązanie Oracle AI Platform Cloud Service, narzędzie do tworzenia usługi opartych na sztucznej inteligencji, w branżowym teście porównawczym uzyskało 2 razy wyższą wydajność niż największa instancja procesora graficznego w ramach Azure i zapewniło 2,4 razy lepszy stosunek ceny do wydajności niż ich najbliższy ekwiwalent AWS.

Świat w stanie cyberwojny

Znaczenie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji doskonale widać w obszarze cyberbezpieczeństwa. Z roku na rok zagrożeń jest coraz więcej. Crackerzy na potęgę kradną dane i nie mają litości nawet dla największych, wydawałoby się najlepiej zabezpieczonych firm. Przykładem może być Equifax, firma zajmująca się doradztwem kredytowym i analizą danych – o ironio – także w przypadku wycieków informacji. Co ciekawe, skradziono jej wrażliwe dane na temat 143 mln Amerykanów. W USA wybuchła potężna afera, śledztwo prowadzi FBI, trwają przesłuchania przed Kongresem, od spółki odwrócili się inwestorzy.

Podobnych przypadków wycieku danych nie brak też w Polsce.

– Nie oszukujcie się. Trwa cyber wojna. A my przegrywamy. Co roku jest coraz gorzej. Musimy zmienić strategię, nie może być tak, że wystawiamy naszych ludzi przeciw ich komputerom. To muszą być nasze komputery kontra ich komputery. A my mamy lepsze komputerytłumaczy potrzebę automatyzacji systemów cyber bezpieczeństwa Larry Ellison z Oracle, który wiele lat temu współpracował z CIA przy projekcie bazy danych (projekt nosił kryptonim Oracle – z ang. wyrocznia).

Firma zaprezentowała działający w chmurze system cyber bezpieczeństwa, wykorzystujący sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Analizuje on co się dzieje w sieci firmy, wyodrębnia normalne wzorce zachowań od anomalii, wykrywa słabe strony zabezpieczeń, ataki i przeciwdziała im.

– Nie mówię, że nasz system nigdy nie popełni błędu, ale z udziałem człowieka prawdopodobieństwo błędu jest znacznie wyższe – mówi Ellison. Działanie systemu Oracle można porównać do technologii autonomicznych samochodów. Samoprowadzące się pojazdy nie oznaczają, że wypadki samochodowe całkowicie zostaną wyeliminowane, ale będzie ich znacznie mniej, bo maszyny popełniają mniej błędów.

– Sztuczna inteligencja i chmura to rodzaj technologicznej symbiozy. AI cały czas się uczy, ale to dzięki chmurze ma dostęp do ogromnego repozytorium informacji. Z drugiej strony dzięki sztucznej inteligencji można oferować w chmurze znacznie doskonalsze i skuteczniejsze biznesowo rozwiązania – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Witaj w nowej erze sztucznej inteligencji

Wiele wskazuje na to, że sztuczna inteligencja przyniesie ze sobą rewolucję na miarę chmury obliczeniowej. Jeszcze w styczniu 2016 roku termin „sztuczna inteligencja” nie znalazł się nawet wśród stu najczęściej wyszukiwanych haseł. W maju bieżącego roku zajmował już siódme miejsce. Zapoznanie się ze statystykami popularności hasła „machine learning” w największej wyszukiwarce świata prowadzi do bardzo podobnych wniosków. Od początku 2016 roku liczba zapytań o ten termin w Google zaczęła dynamicznie rosnąć – pierwszy raz od pięciu lat.

Skalę zainteresowania sztuczną inteligencją dobrze oddają również dane firmy CB Insights, monitorującej rynek startupów. Według jej wyliczeń, finansowanie firm zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosło 10-krotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Z 559 mln $ w 2012 do 4,87 miliarda dolarów 2016 r.  Z danych Accenture wynika z kolei, że liczba startupów zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosła 20-krotnie.

– Sztuczną inteligencję z powodzeniem stosuje się dzisiaj w sprzedaży, finansach, kadrach, obsłudze klienta czy marketingu. Wykorzystanie uczenia maszynowego pozwala zwiększyć skuteczność kampanii marketingowych i obniżyć ich koszty. Np. w pakiecie CX Cloud Suite zastosowaliśmy oparty na sztucznej inteligencji mechanizm optymalizacji ceny, który sugeruje specjalistom ds. sprzedaży udzielanie rabatów starannie wybranym klientommówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Funkcje analizy danych umożliwiają specjalistom ds. obsługi klienta natychmiastową analizę sygnałów behawioralnych wysyłanych przez poszczególnych klientów i błyskawiczną reakcję na nie. Platforma danych behawioralnych gromadzi, zestawia, analizuje i przekazuje dane w czasie rzeczywistym. Dzięki temu specjaliści ds. obsługi klienta mogą analizować intencje klientów w czasie rzeczywistym w dowolnym kanale cyfrowym i na skalę masową.

IDC prognozuje, że rynek systemów kognitywnych i sztucznej inteligencji wzrośnie z poziomu 12 mld dolarów w 2017 r. do 46 miliardów w 2020 r.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Prowadzenie dużej organizacji, bez korzystania z usług firm zewnętrznych, to dziś duże wyzwanie. Outsourcing stał się dziś wszechobecny i oferuje firmom znacznie więcej, niż tylko proste narzędzia do optymalizacji kosztów. Przedsiębiorstwa współpracują z firmami outsourcingowymi, aby zwiększyć swoją konkurencyjność.

Model outsourcingu dość mocno się upowszechnił, zwłaszcza wśród dużych organizacji i to w wielu obszarach ich działalności. Jak podaje ICAN Research, trzy na cztery badane przedsiębiorstwa zlecają na zewnątrz utrzymanie i obsługę biura, a prawie połowa – IT i marketing. Co trzecia firma korzysta z outsourcingu w finansach, co czwarta – w HR, a co piąta – w call center lub przy obsłudze floty.

– Oczywiście outsourcing przynosi największe efekty w większych organizacjach, w których można osiągnąć znaczącą redukcję kosztów oraz zoptymalizować procesy biznesowe i kadrowe związane z bezpośrednimi kosztami operacyjnymi prowadzenia działalności gospodarczej – powiedział Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu.

Jak firmy outsourcingowe mogą budować wartość dodaną?

Aby zadbać o to, żeby firma była jak najbardziej konkurencyjna na rynku, musi się wciąż dostosowywać do potrzeb swoich klientów. Natomiast aby nadążyć za oczekiwaniami odbiorców, czasem lepszym rozwiązaniem dla firmy jest przekazanie wyodrębnionej części działalności innemu podmiotowi. Dlatego outsourcing jest na stałe wpisany w strategię rozwoju organizacji. To narzędzie, które pozwala pozyskać zasoby, których firma nie ma lub wymagają one szybkiego rozwoju i uruchomienia.

– Dla przykładu, jeśli firma potrzebuje zbudować lub też poszerzyć struktury sprzedaży, może liczyć na to, że zewnętrzny dostawca nie tylko stworzy system prowizyjny, mechanizmy kontroli i system raportowania, ale też będzie zarządzał sprzedażą, biorąc odpowiedzialność za wynik sprzedażowy. W razie potrzeby firma outsourcingowa może też uruchomić call center i contact center, a następnie zorganizować kampanię telemarketingową. Dodatkowo pomoże wdrożyć obsługę klientów przez telefon, zrekrutuje i przeszkoli pracowników oraz będzie zarządzała flotą samochodowątłumaczy Paweł Wrzos z Sales Group.

Tak kompleksowe samodzielne wdrożenie przez firmę sił sprzedaży byłoby skomplikowane i kosztowne. Dlatego zewnętrzne usługi wsparcia sprzedaży stają się uzupełnieniem procesów biznesowych przedsiębiorstw z wielu branż, w szczególności z branży bankowej i FMCGdodaje.

Jak wyodrębnić obszary działalności do outsourcingu?

Przede wszystkim potrzebna jest merytoryczna analiza, która odpowie na pytanie, czy potrzebujemy zlecać wykonanie danych zadań na zewnątrz. Ich obszar może być bardzo różny: sprzedaż, kadry i procesy, call center, szkolenia, procesy rekrutacyjne, administracja, IT. Często współpraca odbywa się w kilku obszarach jednocześnie. Jeśli już posiadamy taką wiedzę, warto sprawdzić rynkową wiarygodność dostawcy, określić model finansowy i prawny nowej usługi oraz zaplanować jej wdrożenie.

Przedsiębiorstwo we własnym zakresie realizuje procesy, które kreują największą wartość, a pozostałe powierza wyspecjalizowanym firmom. Trzeba jednak pamiętać, że efektywna i przynosząca satysfakcjonujące rezultaty współpraca między dostawcą i odbiorcą usług outsourcingowych wymaga równocześnie zaufania i ustalenia parametrów, charakteryzujących jej skuteczność.

 

 

 

źródło: materiały prasowe firmy

Dzisiejsze środowisko pracy, praca zdalna i rozwój idei, takich jak IoT, sprawiają, że rośnie liczba gromadzonych przez nas danych oraz zagrożenie nieuprawnionym dostępem do nich.

Europejskie firmy muszą śpieszyć się z poprawą procesów zarządzania danymi – zarówno w zakresie ich wykorzystania, jak i zabezpieczania. Rozporządzenia Unii Europejskiej o ochronie danych osobowych (General Data Protection Regulation – GDPR) daje im czas do maja 2018 roku. W październiku, Europejskim Miesiącu Cyberbezpieczeństwa, zwraca się szczególną uwagę na te zagadnienia i zachęca się firmy do przeanalizowania własnych zabezpieczeń.

Dzisiejsze środowisko pracy, praca zdalna i rozwój idei, takich jak IoT, sprawiają, że rośnie liczba gromadzonych przez nas danych oraz zagrożenie nieuprawnionym dostępem do nich. Niezależnie od zaawansowania technologicznego, ludzie pozostają najsłabszym ogniwem łańcucha zabezpieczeń, zwłaszcza pracując z dala od biura. Dotychczas brak właściwej ochrony mógł doprowadzić do kosztownej utraty reputacji. GDPR przyniesie zwiększenie kar finansowych i działań prawnych. Najwyższy czas, by przedsiębiorstwa oceniły swoje strategie zabezpieczeń oraz ochrony danych.

Istotną rolę w zwiększaniu bezpieczeństwa odgrywa zastosowanie rozwiązań typu zero client. Pomagają one odsunąć zagrożenie zainstalowaniem złośliwego oprogramowania w laptopach oraz wyeliminować wyciek danych w przypadku kradzieży lub zagubienia urządzenia.

Jednak najważniejsze jest, by urządzenia wykorzystywane przez pracowników były odpowiednio zabezpieczone, zwłaszcza biorąc pod uwagę ryzyko płynące z mobilnej i zdalnej pracy. Gartner przewiduje, że w ciągu najbliższych 5 lat wydatki na zwiększenie cyberbezpieczeństwa wzrosną o bilion dolarów. Oznacza to, że firmy będą szukać rozwiązań zabezpieczających ich infrastrukturę IT na każdym poziomie. Urządzenia biznesowe wyposażone w czytniki linii papilarnych i kamery IR mogą spełniać rolę pierwszej linii obrony. Równie istotna jest odporność serca maszyny – jej BIOS –w którym zapisywane są dane dostępowe takie jak System ID i informacje autoryzacyjne sieci. Gwarancję bezpieczeństwa daje własny BIOS stworzony przez producenta urządzenia, o czym często się zapomina.

 

 

 

Źródło: Toshiba

 

Zatrudnimy informatyka nie ruszając się z domu. Będzie on dla nas pracował zdalnie, z dowolnego miejsca na świecie. Podpisanie umowy oraz wystawienie faktury za usługę jest teraz prostsze niż kiedykolwiek – wszystko dzieje się w chmurze.

Firmy  zmagają się ze znalezieniem deweloperów, których na rynku nieustannie brakuje. Szczególnie do projektów, które trwają od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy. Jest na to sposób. Wystarczy wykupić dostęp do chmury, która działa w systemie Saa S (oprogramowanie jako usługa) i wybrać odpowiadającego nam programistę.

Oprócz specjalistów wysokiej klasy, znajdziemy w niej również początkujących deweloperów. Zaletą tego rozwiązania jest koszt wykonanej pracy. Poprzez nieumiejętne zdefiniowanie poziomu wymaganych kompetencji specjalisty IT na potrzeby projektu, firmy ponoszą większe koszty. Zdarza się, że do mniej skomplikowanych zadań, firmy szukają specjalistów z wieloletnim doświadczeniem.  Okazuje się, że nie zawsze zatrudnienie  informatyka z wieloletnią praktyką jest najlepszą decyzją. Dlaczego? Ponieważ, często wykwalifikowany informatyk, który dostaje mniej wymagające zlecenie – nie rozwija się i jest mniej zadowolony z pracy jaką wykonuje. Na tak trudnym rynku pracownika kluczowe jest dobranie kompetencji specjalisty do wymagań projektu. Pozwala to na optymalizację kosztową.

– System pracy na odległość jest sporym ułatwieniem dla obu stron, ponieważ zleceniodawca nie potrzebuje organizować kolejnego miejsca pracy. W chmurze rozlicza faktury, przyjmuje wnioski urlopowe oraz może umawiać się z członkami zespołu na spotkania.  – mówi Michał Gierczak, CEO Connectis.

W przyszłości chmury będą udoskonalone o algorytmy sztucznej inteligencji, dzięki czemu będzie możliwy jeszcze trafniejszy wybór dewelopera do danego projektu. Nad takim obecnie pracuje Connectis udoskonalając C_cloud wraz z naukowcami z Politechniki Warszawskiej. Platforma zostanie ulepszona o programy takie jak: machine learning, web mining i web harvesting. Co to oznacza? Machine learning to system, dzięki któremu wyszukiwarka uczy się preferencji wyboru podczas selekcji kandydatów. System zapamięta propozycje, które odpowiadały pracodawcy i zacznie sugerować podobne osoby. Web mining na bieżąco będzie aktualizował doświadczenie oraz osiągnięcia, których informatyk nie zawarł w CV. Natomiast web harvesting zbierze informacje o kandydatach z forów internetowych i portali. Pod warunkiem tego, że specjalista wpisze w systemie pod jakim nickiem wypowiada się na stronach internetowych

– W przyszłości platforma zwiększy wykrywalność niespójnych lub nieprawdziwych danych o ok. 90%. Będzie to bardzo dużym ułatwieniem, dla każdego przyszłego pracodawcy. System automatycznie sprawdzi prawdziwość wszystkich danych zawartych w CV  – dodaje Michał Gierczak, CEO Connectis.

Pracowników możemy znaleźć w chmurze oraz przez chmurę kontrolować. Nie oznacza to jednak, że specjaliści mają głowę w chmurach – wręcz przeciwnie. Projekt zrealizowane poprzez chmurę są dobrze zorganizowane, kontrolowane a przede wszystkim zoptymalizowane kosztownie.

Źródło: Come Creations Group

Już 21 września 2017 Targi Outsourcing Expo – Ogólnopolskie Spotkanie Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Dzień rozwoju dla Twojej firmy!

Podczas wydarzenia, przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak wprowadzić innowacje do swojej firmy i zoptymalizować koszty.

Ponad 100 stoisk wystawienniczych, panele dyskusyjne, Business Speed Dating, strefa networkingu, konferencje poświęcone korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości targów Outsourcing Expo.

Wydarzenie odbędzie się 21 września na PGE Narodowym – najbardziej pożądanym i luksusowym obiekcie biznesowym w Polsce.

Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd ogromne zainteresowanie wydarzeniem i potrzeba jego tworzenia.

Targi

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT, marketingu, TSL/usługi kurierskie, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, biuro. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów.

– Chcemy pokazać polskim przedsiębiorcom korzyści płynące z modelu outsourcingowego.

Z doświadczenia wiemy, jak niewielu z nich uświadamia sobie, że niektóre obszary np. sprawy kadrowe, prawne, IT czy księgowe można zlecić firmom zewnętrznym i dzięki temu znacznie zredukować koszty – mówi Edyta Owczarek, Prezes IC Events – Organizatot Targów Outsourcingu Expo.

Model wydarzenia

Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców i osób zarządzających. Zarówno wystawcy, jak i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż Targi gromadzą ponad 100 firm prezentujących swoją ofertę w wielu obszarach wsparcia przedsiębiorstw. To jedyne w Polsce wydarzenie biznesowe na tak dużą skalę.

Jednak Targi Outsourcing Expo będą mieć charakter nie tylko wystawienniczy, ale również networkingowy i edukacyjny. – Głównym celem Targów Outsourcing Expo, oprócz prezentacji innowacyjnej oferty usług outsourcingowych, jest pomoc polskim przedsiębiorcom
w bardziej efektywnym prowadzeniu biznesu poprzez dostarczanie im cennych kontaktów – podkreśla Organizator.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas Targów odbędzie się również konferencja dla Przedsiębiorców – podzielone na bloki: podatki, motywacja, innowacja, optymalizacja z wystąpieniem czołowych Prelegentów. Wśród nich Radca prawny Krzysztof Brola – Ekspert w zakresie negocjacji i obsługi prawnej biznesu, posiadający ponad piętnastoletnie doświadczenie w bieżącej obsłudze prawnej małych i średnich firm, Michał Leszek – twórca marki Kruger&Matz, Krystian Łatka i dr Krzysztof Radzikowski – doradcy podatkowi Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i i Wspólnicy Sp. z o.o., Emilia Dąbrowska – przedstawiciel Pracuj.pl oraz Marcin Sosnowski – Dyrekto Wykonawczy w Polskim Stowarzyszeniu Marketingu SMB.

Wystąpienie każdego z Wykładowców, zakończy się panelem dyskusyjnym, który umożliwi zgłębienie tematu lub zadanie dodatkowych pytań.

Kolejnym wydarzeniem towarzyszącym będzie Business Speed Dating, czyli szybkie, kilkuminutowe spotkania jeden do jednego, podczas których obie strony w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo.

Następny punkt Targów Outsourcing Expo, to strefa networkingu w której Odwiedzający będą nawiązywać kolejne relacje. O ile taka strefa nie jest nowością, to warto zaznaczyć, że o jej poprawny przebieg zadbają prawdziwi Specjaliści oraz prawdziwy Ekspert w tej dziedzinie – Grzegorz Turniak. Wszystko po to, aby każdy Odwiedzający czuł sie komfortowo bez względu na jego własne cechy osobowe, które ułatwiają lub utrudniają mu nawiązywanie kontaktów.

Sprzedaż biletów na Targi Outsourcing Expo – Ogólnopolskie Spotkanie Małych i Średnich Przedsiębiorstw już trwa. Warto rezerwować swoje miejsce wcześniej i kontaktować się z Organizatorami w celu określenia swoich preferencji podczas odbywających się tam spotkań biznesowych.

Szczegółowe informacje o Targach dostępne są w stronie:  www.outsourcingexpo.pl i na profilu wydarzenia na Facebooku: Outsourcing EXPO.

 

 

Linux, Git, MySQL – to dziś trzy najbardziej wpływowe technologie open source, biorąc pod uwagę czynniki takie jak m.in. liczba użytkowników czy wpływ na tworzenie nowych miejsc pracy – wynika z The Battery Open Source Software Index. To pierwsze tego typu opracowanie, którego celem jest śledzenie rozwoju tego dynamicznie rozwijającego się segmentu IT.

Coraz większa grupa przedsiębiorstw opiera dziś swoje krytyczne funkcje biznesowe na otwartych technologiach, czyli takich, które w całości bazują na dostępnym powszechnie kodzie źródłowym – w przeciwieństwie, do rozwiązań zamkniętych, gdzie kod dostępny jest tylko producentowi. Dane pokazują, że z rozwiązań open source korzysta nawet 78 proc. organizacji. Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez Forrester wśród szefów IT wynika, że dla ponad 40 proc. z nich zwiększenie zakresu wykorzystania open source jest wysokim lub krytycznym priorytetem. Jednak jak twierdzą autorzy opublikowanego rankingu, fakt, że wciąż niewiele organizacji oferujących rozwiązania otwarte jest notowanych na giełdzie i publikuje swoje wyniki finansowe, sprawia, że wycena wartości tego rynkui śledzenie rozwoju poszczególnych projektów jest utrudnione. Dlatego opracowanie Battery Ventures ocenia potencjał technologii open source na podstawie ogólnodostępnych danych. Na podium zestawienia znalazły się Linux, Git i MySQL. Razem z nimi pierwszą dziesiątkę tworzą jeszcze m.in. Node.js, Docker, Hadoop czy Spark. Najliczniejszą grupę technologii, które znalazły się w rankingu – 15 z 40 – stanowią otwarte projekty związane
z przechowywaniem i przetwarzaniem danych.

Wszystkie wymienione w rankingu rozwiązania są niezwykle popularne i dynamicznie rozwijane. Zarówno na polskim, jak i międzynarodowym rynku otwartych technologii, możemy  znaleźć wiele przykładów na to, że model biznesowy oparty w całości na open source może przynieść biznesowy sukces. Z tego typu rozwiązań korzystają w naszym kraju m.in. liderzy sektora finansowego czy teleinformatycznego, a także duże instytucje publiczne – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day, jednego z największych w Europie wydarzeń poświęconych otwartym technologiom.

Zarabiać na open source

Kryteria ewaluacji zastosowane w czasie tworzenia The Battery Open Source Software Index uwzględniają m.in. liczbę i stopień aktywności użytkowników czy liczbę ofert pracy dla osób posługujących się daną technologią. Autorzy oddzielają popularność danego rozwiązania wśród użytkowników od sukcesu związanego z jego komercjalizacją. Ze względu na to, że model open source opiera się na bezpłatnym udostępnieniu kodu źródłowego, w większości przypadków firmy zajmujące się jego dystrybucją zarabiają nie na sprzedaży samego oprogramowania, ale na usługach takich jak jego wdrożenie czy utrzymanie.

Pomimo, że część dużych projektów open source nie została jeszcze  skomercjalizowana przez konkretne firmy w takim stopniu jak np. umieszczony na czele rankingu Linux, nie da się zakwestionować ich biznesowego potencjału. Są one bowiem powszechnie stosowane i używane przez komercyjne instytucje. Zatrudnieni przez nie inżynierowie korzystają z nich, kiedy pojawia się potrzeba stworzenia nowej aplikacji czy infrastruktury. Kluczowym elementem dla autorów otwartych rozwiązań powinno być wypracowanie odpowiedniego modelu sprzedaży – dodaje Dariusz Świąder, Open Source Day.

 

Źródło: Open Source Day

Działy IT powinny pełnić funkcję źródła nowych inspiracji w polskich firmach – mówił Daniel Kierdal na tegorocznej konferencji OSEC Forum. Wdrażając nowoczesne metody zarządzania, niwelując potencjalne zagrożenia i innowacyjnie podchodząc do rozłożenia budżetu, IT może stać się motorem napędowym biznesu i znacząco przyczyniać się do rozwoju firmy. Oto część managerska pierwszej edycji Forum w pigułce dla tych, którzy z IT chcą być na bieżąco.

  1. Dział IT jako doradca biznesowy

Rozwój technologii, w tym obecność mobilnych aplikacji niemal w każdej dziedzinie życia, sprawił, że informatyk przestał być postrzegany jako osoba od naprawy zepsutego komputera. Spójrz na dział IT jako na pole nowych możliwości. Według Daniela Kierdala, eksperta z kilkunastoletnim doświadczeniem w obszarze oprogramowania dla przedsiębiorstw, dział IT w firmie powinien pełnić funkcję doradcy dla biznesu i zarządzać usługami dla biznesu. Część usług to usługi wewnętrzne a część zewnętrzne. Umiejętność odpowiedniego połączenia i wykorzystania oprogramowania własnego i tego dostarczanego w modelu SaaS może dać przewagę konkurencyjną firmie.

  1. Przygotuj się na zagrożenia

Popularny skrót IoT (Internet of Things) może mieć również inne rozwinięcie – Internet of Threats. Zagrożenia związane z przenoszeniem ogromnej ilości danych do sieci, pozyskiwaniem ich przez wszelakie aplikacje i programy (zezwolenia na geolokalizację, dostęp do multimediów, kontaktów) mogą dorównywać wynikającym z tego korzyściom. Dla biznesu równie niebezpieczne są poważne ataki, polegające na wykradnięciu danych, jak i krótkotrwałe awarie, które generują jednak duże starty finansowe. W 2016 roku kilka popularnych platform, m.in. Twitter, Amazon czy Netflix, doświadczyły tzw. DDoS – ataku rozproszonego. Polega on na przepełnianiu zasobów danego serwera tak, aby użytkownicy nie mogli z nich korzystać. Dariusz Puchalak, konsultant i trener IT, przekonywał, że świadomość zagrożeń jest pierwszym i najważniejszym krokiem w zapobieganiu im i chronieniu firm przed konsekwencjami przestoju w działaniu platformy przez cały dzień.

  1. Pomyśl inaczej o kosztach

Większość kosztów w działach IT jest wydawana na utrzymanie, o wiele mniej zaś przeznaczana jest na innowacje. Według Forrester Research koszty w działach i firmach IT rozkładają się średnio na 72% wydawane na utrzymanie oraz 28% wydawanych na rozwój i poszukiwania innowacyjnych rozwiązań. Niedoścignionym w większości firm ideałem jest stosunek 50:50. Przy analizie finansowej kosztów utrzymania IT należy pamiętać o tym, że nie wszystkie koszty są złe. Takim przykładem może być miesięczny koszt oprogramowania, które generuje przychody firmy. Czas wdrożenia usługi SaaS jest znacznie krótszy niż wdrożenie wewnętrzne a może przynieść znaczące korzyści biznesowe. Niektóre rodzaje kosztów są tym, co nakręca każdy biznes. Nie chodzi o ich ograniczanie, a o takie wykorzystanie, które zagwarantuje najlepsze efekty – podkreślał Daniel Kierdal.

  1. Korzystaj z doświadczenia poprzedników

W zarządzaniu firmą, działem lub grupą ludzi ważna jest umiejętność znalezienia najlepszej – optymalnej – metody służącej osiągnięciu celów organizacji. Przy ciągle zmieniających się potrzebach biznesowych i wymaganiach technologicznych taką metodą wydaje się być agile (zarządzanie zwinne). Metody agilowe wnoszą do zarządzania wiele interesujących koncepcji, które powinny być wykorzystywane. Elastyczność i otwartość na zmiany, z jakimi się one wiążą, ułatwiają nie tylko samą pracę zarządczą, ale także pozytywnie wpływają na pobudzanie kreatywności i samodzielności pracowników. Przy okazji agile nie wyklucza starszych, sprawdzonych rozwiązań, a połączenie starszych koncepcji z nowymi bywa często optymalnym rozwiązaniem w danej sytuacji. – Koła nie trzeba wymyślać od nowa, wystarczy je nieco ulepszyć i zmodyfikować. Agile to takie ulepszanie – mówił Grzegorz Poręcki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem w Polsce i zagranicą. – Nie chodzi bowiem o odrzucenie rozwiązań, które już znamy, ale sprytne dostosowanie ich do aktualnych potrzeb rynku, managerów i samych pracowników.

  1. Sprawdź, czy wdrożenia działają

Faktyczne wdrożenie nie polega na zakupieniu nowego systemu czy ogłoszeniu obowiązywania nowej strategii działania firmy. Aby otrzymać wymierne efekty, konieczna jest zmiana świadomości pracowników, nauczenie się korzystania z możliwości nowych metodyk,  sprawdzenie ich w różnych okolicznościach biznesowych oraz dostosowanie całej infrastruktury technicznej . Na to wszystko zaś potrzeba przede wszystkim czasu. – Kadrom zarządzającym IT, nie tylko w polskich firmach, ale również zagranicznych, często brakuje cierpliwości i konsekwencji, które są  niezbędne do efektywnego wdrożenia każdego rozwiązania. Czas w projektach wdrożeniowych to zawsze problematyczna sprawa, trzeba jednak znaleźć równowagę pomiędzy stabilnością a zmiennością, zwinnością. Należy pamiętać przy tym, że stanem poszukiwanym i docelowym jest stabilność, nie stagnacja  – dodał Poręcki.

  1. Dopasuj się do klienta

Adopt czy adapt – to dylemat znany w biznesie, zwłaszcza wśród osób z IT. Dziś coraz częściej wygrywa adapt – dopasowanie się, a nie dopasowywanie do siebie. Wynika to z tempa zmian w obszarze technologii. Sukces zależy więc o umiejętności szybkiego i łatwego dopasowania się do bieżących potrzeb rynku i klienta i wychodzenia z nowymi rozwiązaniami. Tak do oczekiwań XXI-wiecznego konsumenta zaadaptowali się m.in. AirB&B – największa sieć „hotelarska” na świecie, która nie posiada ani jednego hotelu czy Uber – globalna sieć przewozowa, która nie posiada ani jednego auta.

Źródło: OSEC

Sześciokrotny wzrost sprzedaży – tak wyglądała ostatnia dekada dla rynku otwartych technologii. O jego dotychczasowym rozwoju i perspektywach na przyszłość dyskutowało ponad 800 uczestników 10. konferencji Open Source Day. 17 maja w Warszawie odbyła się jubileuszowa edycja jednego z największych europejskich wydarzeń poświęconych otwartemu oprogramowaniu. Spotkanie zostało zorganizowane pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tegoroczna konferencja Open Source Day zgromadziła 800 uczestników i ok. 3000 widzów relacji online, m.in. specjalistów IT i przedstawicieli biznesu. W czasie wydarzenia spotkali się reprezentanci wiodących globalnych marek technologicznych – zarówno tych, opierających swoje działania na technologiach otwartych, jak i tych, które kojarzone są przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, a które w coraz większym stopniu wykazują zainteresowanie open source.

Otwarte technologie są dziś wykorzystywane w 4 na 5 przedsiębiorstw, a można się pokusić o stwierdzenie, że w życiu codziennym korzysta z nich niemal każdy z nas. Czyni to open source jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin współczesnego IT, której nie może ignorować żaden z rynkowych graczy. Liczby mówią same za siebie. Sprzedaż tego typu oprogramowania w ciągu ostatniej dekady wzrosła sześciokrotnie. O sile tych technologii świadczą także przykłady biznesowego sukcesu firm opierających swoją działalność wyłącznie na rozwiązaniach open source. 10. edycja konferencji była doskonałą okazją, żeby podsumować niezwykle dynamiczny rozwój tego rynku w Polsce – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji był Dariusz Jemielniak, ekspert w zakresie otwartej współpracy, pierwszy członek Rady Powierniczej Wikimedia Foundation wybrany spoza USA i Europy Zachodniej. Tematem jego wystąpienia były mechanizmy, które napędzają i regulują działanie społeczności skupionych wokół ruchów open source czy open content.

Wystąpienia w ramach sesji głównych koncentrowały się m.in. na rosnącym znaczeniu technologii dla rozwoju przedsiębiorstw i tego, w jaki sposób stają się one integralną i kluczową częścią produktów i usług oferowanych przez różne gałęzie gospodarki. Według danych IDC, do 2020 r. połowa firm z listy Global 2000 będzie uzależniała swój sukces biznesowy od technologii. Dodatkowo, jak zauważyli prelegenci, nowoczesne rozwiązania IT, bez których dziś nie wyobrażamy sobie biznesu – np. rozwiązania chmurowe – działają w znacznym stopniu właśnie w oparciu o open souce. W czasie konferencji nie zabrakło również wątków związanych z bezpieczeństwem IT i tego w jaki sposób wdrożenie rozwiązań otwartych pozwala na zwiększenie poziomu kontroli nad firmowymi zasobami.

Ważną częścią agendy wydarzenia były warsztaty technologiczne. W sesjach nakierowanych na kształtowanie praktycznych umiejętności pracy z rozwiązaniami otwartymi wzięło udział łącznie ponad 200 osób.

Patronat honorowy nad konferencją objęło Ministerstwo Cyfryzacji, a także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platynowym Partnerem wydarzenia była firma Red Hat, a Partnerem Technologicznym Google. Do Złotych Partnerów należeli Docker, EDB, Microsoft i Suse, a do Srebrnych MySQL, Zabbix, IT EMCA, Zextras i Intalio. Wśród patronów medialnych znalazły się redakcje PC Format, Warsaw Business Journal, eGospodarka.pl, Linux.pl, OSworld.pl, ITwiz, Mamstartup.pl i Magazynu Programista.

 

Źródło: Open Source Day

Dark data, sztuczna inteligencja oraz blockchain to kluczowe trendy rozwoju technologicznego dla biznesu w najbliższych latach. Technologia rozwija się w tempie, które jeszcze kilka lat temu było nie do wyobrażenia. Jak jednak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Tech Trends 2017. The kinetic enterprise” firmy, w tym najwięksi gracze, mają problemy ze skutecznym reagowaniem na zmiany, których oczekują klienci.

Na świecie aktywnymi użytkownikami internetu jest już ponad 3,4 mld ludzi, w Polsce wskaźnik ten sięga ponad 25 mln osób. Polacy w internecie spędzają średnio prawie sześć godzin dziennie. Zarówno w Polsce, jak i na świecie, jedna trzecia populacji jest aktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych, co  niewątpliwie sprzyja gwałtownemu rozwojowi technologii.

IT musi przestać być oddzielnym działem w firmie

Technologia, konsumenci oraz biznes tworzą dziś jeden ekosystem. To, czy będzie on prawidłowo funkcjonował, w dużej mierze zależy od działów IT, które już dawno przestały spełniać w firmach jedynie funkcję wewnętrznych usługodawców.

-Istnieją jeszcze granice pomiędzy zespołami biznesowymi a technologicznymi. Z naszego raportu wynika, że najnowszym trendem jest zacieranie tych granic. Zespoły te powinny razem współpracować, by  móc wytworzyć, wdrożyć i udostępnić nowe rozwiązania dla swoich klientów– podkreśla Daniel Martyniuk, Dyrektor w zespole Technology Strategy & Architecture, Deloitte.

Modernizacja architektury rozwiązań IT poprzez wirtualizację, konteneryzację, standaryzację i autonomię staje się kluczowa. Zapewnia ona zwiększenie wydajności i tempa wdrożeń nowych rozwiązań, zmniejszenie kosztów, a także elastyczność i lepsze wyniki. W celu zwiększenia swoich możliwości biznesowych przedsiębiorstwa coraz częściej podlegają również reorganizacji i zaczynają oferować produkty bądź realizować procesy biznesowe w modelu „as a-service” (czyli jako usługę).

Sztuczna inteligencja uwalnia potencjał ogromu nieuporządkowanych danych

-Analiza dark data to wykorzystanie możliwości maszyn do przetwarzania coraz większej ilości danych, które do tej pory nie były „przetwarzalne”. Szacuje się, że tylko 10% wszystkich danych, które posiadają przedsiębiorstwa, są w formie, która umożliwia ich analizę i wyciągnięcie z nich wniosków – mówi Daniel Martyniuk.

Według szacunków Deloitte większość danych wciąż pozostaje nieustrukturyzowana. Tymczasem całkowity rozmiar cyfrowego wszechświata od 2013 do 2020 roku wzrośnie z 4,4 do 44 Zeta Bajtów.

Dzielenie tożsamości cyfrowej

Blockchain to obecnie jeden z najszerzej omawianych i najczęściej opisywanych trendów technologicznych. Jest to ogólnodostępny system rozproszonych katalogów, który umożliwia przesyłanie i magazynowanie informacji dotyczących transakcji zawieranych za pomocą internetu. Dla biznesu przekonujące są jego kluczowe cechy, takie jak nieodwracalność, chronologiczność, zabezpieczenie kryptograficzne oraz zaufanie.

Firmy stoją nie tylko przed wyzwaniem przezwyciężenia bezwładności operacyjnej, lecz przede wszystkim muszą rozwijać się w coraz bardziej wymagającym środowisku biznesowym pozostającym w ciągłym ruchu.

 

Wypowiedź : Daniel Martyniuk, Dyrektor w zespole Technology Strategy & Architecture, Deliotte

 

Porządkowanie mnożących się wirtualnych danych jest jednym z największych problemów w świecie IT. Twórcy nowoczesnych technologii dwoją się i troją w poszukiwaniu rozwiązań, które na lata zaspokoją potrzeby rynku analizy i wizualizacji cyfrowych danych. Polscy dostawcy nie odstają od swoich europejskich czy światowych konkurentów i stworzyli nowatorski system, który znajdzie zastosowanie w wielu branżach przemysłu i biznesu. Targi Hannover Messe będą okazją dla firmy APA Group do zaprezentowania innowacyjnej platformy, która może zrewolucjonizować świat automatyki.

Inteligentne technologie to w dużej mierze praca na gigantycznych zbiorach danych. Wedle szacunków firmy analitycznej Oracle, Internet powiększa się o ponad 40 proc. nowych danych w skali roku. W każdej chwili globalna sieć po raz pierwszy w historii może przekroczyć próg 10 zettabajtów danych, a już w 2020 r. będzie liczyć aż 45 zettabajtów. Tak liczne zbiory danych zmiennych nazywamy Big Data. To termin odnoszący się do przetwarzania i analizy danych, dzięki którym możliwe jest zdobycie i wykorzystanie nowej wiedzy.

W kontekście społecznym Big Data ma duży wkład w rozwój systemów zarządzania  budynkami czy całą infrastrukturą miejską, które są bezpośrednio odpowiedzialne za tworzenie rozwiązań polepszających jakość życia. Mogą być nimi systemy automatycznego sterowania, opomiarowania, bezpieczeństwa, zarządzania parkingami, ruchem miejskim i wiele innych, dzięki którym oszczędzamy czas i pieniądze.

Drogą do wykorzystania Big Data w celu poprawy jakości życia, optymalizacji kosztów utrzymania czy ochrony środowiska są m.in. systemy BMS (Building Management System). To rozwiązania, które pozwalają na integrowanie, monitorowanie oraz kontrolowanie pracy urządzeń i instalacji technicznych w budynkach. Takie systemy, korzystając z zaawansowanych technologii Big Data, integrują i przetwarzają ogromne ilości informacji dotyczących zużycia energii, bezpieczeństwa, ogrzewania, wentylacji czy monitoringu.

Jednym z tego typu systemów jest NAZCA, który w formie przedpremierowej zostanie zaprezentowany podczas hanowerskich targów. To funkcjonalne oprogramowanie do automatyzacji procesów i analizy danych cechuje łatwość obsługi, skalowalność i wieloserwerowość. NAZCA to system zaprojektowany by współpracować między innymi z  chmurą Azure firmy Microsoft. Może rozwiązywać problemy i realizować zadania w ramach mniejszych podsystemów funkcjonalnych o charakterze określanym jako  BMS, SMS i EMS – czyli kolejno systemu zarządzania budynkiem, zarządzania bezpieczeństwem oraz zarządzania jakością i zużyciem energii. Oprócz aspektów technologicznych, działająca zgodnie z założeniami normy ISO 5001 NAZCA, potrafi przynieść wymierne korzyści finansowe poprzez kontrolowanie zużycia mediów, a w konsekwencji obniżyć koszty utrzymania obiektu.

Rozwiązania IoT będą tylko wstępem do świata inteligentnych rozwiązań. Na stoisku oprócz premiery systemu będzie można podziwiać działanie robota zaprojektowanego przez firmę KUKA, z którą polska firma współpracuje już ponad 3 lata. APA Group jako firma integratorska zrealizowała szereg projektów obejmujących programowanie robotów KUKA. Obie firmy postanowiły pochwalić się swoją współpracą wykorzystując platformę NAZCA do pozyskania danych dotyczących robota, a następnie zaprezentować wnioski i wizualizację jego pracy podczas targów.

Efektem współpracy systemu z robotem będzie pełna symulacja procesu pozyskania danych zwanych popularnie analizą Big Data. Proces będzie polegał na zgromadzeniu informacji  z robota,  przetworzenia ich, oraz przeprowadzenia wnioskowania na ich podstawie. Dodatkowo, zaprezentowany zostanie predictive maintenance, czyli szereg procesów pozwalających określić stan urządzenia w trakcie eksploatacji, po to aby przewidzieć, kiedy należy przeprowadzić konserwację. Zaletą takiego podejścia jest oszczędność, ponieważ w przeciwieństwie do konserwacji rutynowej lub prewencyjnej, zadania są wykonywane tylko w uzasadnionych przypadkach i opierają się na rzeczywistej kondycji sprzętu.

Źródło: apagroup.pl

 

W 2020 r. już 67% wszystkich wydatków firm na infrastrukturę IT i oprogramowanie pochłonie chmura obliczeniowa. Według najnowszych prognoz IDC, w nadchodzących latach czeka nas również dynamiczny rozwój rozwiązań kognitywnych i sztucznej inteligencji. Technologie cyfrowe zostaną połączone z ludzkim ciałem a rozwiązania wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości coraz częściej będą wykorzystywane w działaniach marketingowych. Oto 10 najważniejszych zmian jakie dokonają się na globalnym rynku w obszarze technologii według IDC.

Od blisko 10 lat IDC śledzi i opisuje rozwój Trzeciej Platformy, która oparta jest na usługach przetwarzania danych w chmurze, technologiach mobilnych, analizie Big Data i mediach społecznościowych. W ostatnich latach technologie te są wdrażane znacznie szybciej, a przedsiębiorstwa masowo przeprowadzają cyfrową transformację i dołączają do Trzeciej Platformy. IDC przewiduje, że w ciągu najbliższych 3-4 lat, cyfrowa transformacja osiągnie skalę makroekonomiczną, zmieniając kształt globalnej gospodarki. W praktyce oznacza to początek „gospodarki cyfrowej transformacji”.

Frank Gens, wiceprezes i główny analityk w IDC twierdzi, że znaleźliśmy się w bardzo ciekawym momencie w historii. Jego zdaniem, cyfrowa transformacja przestaje być już projektem czy niezależną inicjatywą wewnątrz organizacji, a staje się biznesowym imperatywem. Dzisiaj każde przedsiębiorstwo, niezależnie od branży, w której działa, rynkowego stażu, aby się rozwijać, musi myśleć i funkcjonować jakby urodziło się w cyfrowej gospodarce. Determinuje to nie tylko sposób myślenia menedżerów oraz szeregowych pracowników, ale także sposób w jaki oni działają i tworzą rozwiązania.

Eksperci są zgodni co do tego, że konsumenci już dawno stanęli po cyfrowej stronie mocy i oczekują zarówno od firm jak i instytucji niekomercyjnych oferty, która zaspokoi ich „digitalowy” apetyt. W rezultacie, mamy do czynienia z sytuacją, w której cała gospodarka staje się ekosystemem, budowanym przy pomocy cyfrowych technologii. O tym, jak będzie ona wyglądać na świecie, mówią najważniejsze prognozy IDC:

  1. W 2020 roku sukces połowy z 2000 największych firm świata, będzie zależał od umiejętnego tworzenia produktów, usług i sposobów obsługi z wykorzystaniem technologii cyfrowych. Jednym z kluczowych obszarów będzie rozwijanie oferty w oparciu o posiadane dane. W firmach będących liderami w swoich branżach, przychody z produktów i usług „napędzanych danymi” będą rosły najszybciej. Rozwój w tym obszarze oznacza znaczące inwestycje związane z cyfrową transformacją, które w 2019 roku osiągną poziom 2,2 bln USD. Oznacza to, że będą o prawie 60% wyższe niż w 2016 r.
  2. Usługi Trzeciej Platformy, chmura publiczna, zaawansowana analityka, rozwiązania mobilne, akceleratory innowacji, systemy kognitywne, sztuczna inteligencja, rzeczywistość rozszerzona/ wirtualna (AR/VR) czy bezpieczeństwo nowej generacji to obszary, które będą wkrótce stanowić prawie 75 proc. wydatków na wszystkie technologie informatyczne. Wskaźnik ich wzrostu będzie dwukrotnie wyższy niż dla całego rynku informatycznego. Oznacza to znaczące przyspieszenie. Wcześniejsze prognozy IDC mówiły o ponad 60 proc. udziale technologii Trzeciej Platformy w wydatkach na technologie informatyczne.

Ta prognoza wydaje się szczególnie istotna dla tych dostawców rozwiązań IT, którzy nadal uważają, że tradycyjne produkty i konserwatywne podejście do dostarczania rozwiązań pozwolą im przetrwać na zmieniającym się rynku.

  1.  W 2020 roku technologie chmurowe pochłoną aż 67 proc. wszystkich wydatków przedsiębiorstw na infrastrukturę informatyczną i oprogramowanie. Filozofia „przede wszystkim chmura” staje się dominującym podejściem do infrastruktury informatycznej i oprogramowania, a w niektórych krajach ustępuję już miejsca modelowi „tylko chmura”. Analitycy przewidują również przeobrażenia samych chmur. Prognozy zakładają, że staną się one bardziej rozproszone, bezpieczniejsze, inteligentniejsze i lepiej dostosowane do wymagań konkretnych branż.
  2. Dynamicznie będzie rosła rola rozwiązań kognitywnych i sztucznej inteligencji. Narzędzia te już w 2019 roku będą wspierać 40 proc. inicjatyw dotyczących cyfrowej transformacji oraz 100 proc. działań w obszarze Internetu Rzeczy. Podobnie jak rozwiązania cyfrowe, IoT generuje ogromne ilości danych, których użyteczność i monetyzacja jest uzależniona w ogromnej mierze od wykorzystania sztucznej inteligencji. Z tego powodu, narzędzia pozwalające na efektywną analizę i wyciągnie wniosków z danych będą coraz powszechniejsze. AI staje się gorącym tematem dla programistów. W najbliższych latach rozpocznie się poważna walka między dostawcami rozwiązań AI o ekspertów wyspecjalizowanych w technologiach kognitywnych i sztucznej inteligencji. Do 2018 r. 75 proc. zespołów programistycznych włączy je w co najmniej jedną aplikację.
  3. W 2017 roku 30 proc. przedsiębiorstw z rankingu Global 2000, które obsługują bezpośrednio klientów, będzie eksperymentalnie wykorzystywać technologie rzeczywistości rozszerzonej lub wirtualnej w kampaniach marketingowych. Następuje dynamiczny rozwój technologii, który umożliwi klientom korzystanie z AR/VR. IDC przewiduje, że w 2021 roku ponad miliard osób na całym świecie będzie regularnie uzyskiwać dostęp do aplikacji, treści i danych za pośrednictwem platform AR/VR.
  4. Do 2018 roku trzykrotnie, bo aż do ponad 450 wzrośnie liczba chmur, które IDC określa mianem Industry Collaborative Cloud. Są to platformy chmurowe, na których przedsiębiorstwa z tej samej branży mogą współpracować z myślą o realizacji wspólnych celów. Przykładem może być zwiększenie efektywności czy dostępu do informacji. Budowa i korzystanie z rozwiązań tego typu wymaga otwartości i dużego zaufania do operatora chmury i innych podmiotów z niej korzystających, co stawia pod znakiem zapytania szanse na rozwój takich inicjatyw w Polsce. IDC przewiduje, że w najbliższych latach takich branżowych platform współpracy będzie coraz więcej, a do końca roku 2018 liczba chmur ICC wzrośnie trzykrotnie, z 50 w roku 2016 do ponad 150. Do 2020 r. już ponad 80% firm z listy Global 50 będzie dostarczała cyfrowe usługi za ich pośrednictwem.
  5. IDC przewiduje, że do końca 2017 roku ponad 70 proc. Przedsiębiorstw, spośród 500 największych organizacji, zatrudni zespoły wyspecjalizowane w cyfrowej transformacji i innowacjach. Do 2018 r. prognozowany jest 2-3 krotny wzrost zatrudnienia w działach programistycznych. Powód takiego stanu rzeczy jest łatwy do wytłumaczenia: sukces transformacji będzie zależał od nabywanych przez organizacje kompetencji i doświadczenia, bez nich rozwój nowych produktów i usług będzie niemożliwy. Z jednej strony firmy będą więc budować odpowiednie zespoły wewnętrzne, ale z drugiej będą musiały nauczyć się współpracy i korzystania z zewnętrznych zasobów programistycznych.
  6. Zmiany dotkną także rynek dostawców technologii. W 2020 roku 70 proc. przychodów dostawców usług przetwarzania danych w chmurze będzie generowane przez partnerów handlowych i innych pośredników. IDC spodziewa się, że do roku 2018, co najmniej jedna trzecia obrotów największych partnerów handlowych generowanych do tej pory ze sprzedaży sprzętu, będzie pochodziła ze sprzedaży lub pośrednictwa w sprzedaży usług opartych o technologię chmury. Dla partnerów oznacza to konieczność inwestycji w rozwój oferty oraz kompetencji w zakresie obsługi klienta, a często także zmiany sposobu działania firmy i jej przedstawicieli. Będą oni musieli skupić się bardziej na proponowaniu klientowi usługi, a nie tylko konkretnego produktu.
  7. W cyfrowej gospodarce niezbędne okażą się nowe narzędzia pozwalające określić efektywność działania firm. W 2020 roku wydajność będzie mierzona za pomocą narzędzi zorientowanych na cyfrową transformację. Spełnienie nowych standardów będzie wymagało zwiększenia wydajności biznesowej od 20 do 100 proc. Aby z powodzeniem funkcjonować i konkurować w gospodarce cyfrowej, przedsiębiorstwa będą musiały myśleć jak cyfrowa firma. Decydenci powinni rozumieć najważniejsze technologie informatyczne i posiadać doświadczenie w zarządzaniu nimi. Wzrost będą generowały produkty oparte na danych, konieczne więc będzie zbudowanie rozwiązań zwiększających zaangażowanie klientów oraz podnoszących wydajność operacyjną organizacji. Warunki te nie będą łatwe do spełnienia, przez co wiele firm zakończy swoją działalność. IDC szacuje, że co najmniej jedna trzecia spośród 20 największych firm, niezależnie od branży, w której działają, nie spełni oczekiwań. Zaostrzy to konkurencję i spowoduje duże zmiany na rynku.
  8. Najbardziej futurystyczne wydają się przewidywania dotyczące produktów i usług, które połączą technologie cyfrowe z ludzkim ciałem. Do 2020 r. jedna trzecia przedsiębiorstw działających w obszarze zdrowia i nauk biologicznych oraz produktów konsumpcyjnych zacznie tworzyć pierwszą falę usług i rozwiązań łączących technologie Trzeciej Platformy z ludzkim ciałem. W połowie lat 2020. technologie „rozszerzonego człowieka” staną się powszechnie dostępne. Integracja technologii cyfrowych z biosystemem człowieka oraz ich wykorzystywanie do inżynierii systemów biologicznych na poziomie komórkowym i subkomórkowym znajdują się dziś w początkowej fazie badań i rozwoju. Najbliższe cztery lata będą okresem testowania prototypów. Prawdopodobnie pojawią się pierwsze firmy nowej ery będące odpowiednikami Amazona, Google’a i Facebooka.

Źródło: International Data Corporation (IDC)

400 osób, ponad 20 spotkań i 1 budynek! Minęło 8 intensywnych dni w Gdańskim Inkubatorze Przedsiębiorczości STARTER. Podczas wydarzenia Codeweek in STARTER odbyły się warsztaty na temat Javy, wirtualnej rzeczywistości czy technologii chmurowej. A także spotkania z rekruterami i ekspertami z branży IT. A już w listopadzie kolejne okazje do inspiracji!

Warsztaty dla młodszych i starszych

Programować można od najmłodszych lat! Dlatego w ramach warsztatów kod.Starter(); dziewczyny i chłopcy w wieku 10-15 lat uczyli się robić gry i strony internetowe. Za to dorośli poznawali język Java, Arduino czy technologię chmurową Microsoft. A także testowali rozszerzoną rzeczywistość i tworzyli własne prototypy w 12-godzinnym maratonie Maker Day.

Spotkania z ekspertami

W ramach Codeweek in STARTER odbyły się także inspirujące spotkania. Podczas jednego z nich – „Creative Morning” – prelegentka Katarzyna Żórawska, zajmująca się rekrutacją doradzała zarówno programistom, jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej, jak i podpowiadała pracodawcom, w jaki sposób przeprowadzać procesy rekrutacyjne, aby przyciągnąć specjalistów.

– Głównym powodem chęci zmiany pracy w branży IT nie są pieniądze, ale brak możliwości rozwoju – zapewniała Katarzyna Żórawska w trakcie kreatywnego poranka w STARTERZE.

Kolejny gość Creative Morning – Anna Brzezińska, Talent Manager w Spartez, opowiedziała uczestnikom o  integrujących pracowników i ich rodziny działaniach firmy, a także o tym, jak dział HR może skutecznie współpracować z teamami IT.

Święto startupów

W trakcie Codeweeka odbył się także Krajowy Finał Central European Startup Awards organizowany przez STARTER. CESA to jeden z nielicznych startupowych konkursów, w których zwycięzców wskazują nie tylko eksperci, ale również internauci. Podczas piątkowego finału nagrodzono 10 przedstawicieli polskiej sceny startupowej. Laureatem został m.in startup Brainly, który otrzymał nagrody w 2 kategoriach: „Najbardziej wpływowy projekt społeczny” i „Startup roku”. Polscy laureaci zaprezentują się na Grand Finale w Lublanie, gdzie zmierzą się ze zwycięzcami z 9 europejskich państw.

Dlaczego warto kodować?

To już 4. edycja Codeweek in STARTER, które odbywa się w ramach Europejskiego Tygodnia Kodowania:

– Polscy pracodawcy narzekają na niedobór specjalistów z branży IT. To jeden z powodów organizacji przez nas Codeweeka. Naszym celem jest propagowanie kodowania i inspirowanie do przebranżowienia się. A także zachęcanie młodszych do wybrania w przyszłości kariery związanej z nowymi technologiami – tłumaczy Marcin Młyński ze STARTERA.

Jest to jeden z powodów, dla których wydarzenie w tym roku wsparła firma Solwit:

– Wspieranie inicjatyw edukacyjnych promujących naukę kodowania to z punktu widzenia Solwitu działanie niezbędne i bardzo pragmatyczne. Corocznie powiększamy potencjał firmy o kolejne kilkadziesiąt osób – w tej chwili nasz zespół liczy już prawie 200 osób, a potrzeby są coraz większe. Dodatkową satysfakcję czerpię z faktu, że uczestnictwo w Codeweek odbywa się w partnerstwie z gdańskim STARTEREM – to przecież właśnie tutaj, 5 lat temu rozpoczęliśmy naszą działalność biznesową. Jestem przekonany, że dzięki takim inicjatywom jak ta, kolejne grono młodych i ambitnych ludzi, dostanie szansę na rozwijanie swoich pasji oraz na znalezienie ciekawej i twórczej pracy – mówi Leszek Pankiewicz, Prezes Zarządu Solwit S.A., partnera strategicznego Codeweek in STARTER.

A już w listopadzie w STARTERZE odbędzie się Światowy Tydzień Przedsiębiorczości, na którym również nie zabraknie spotkań dla młodych przedsiębiorców, programistów czy fanów nowych technologii. Szczegóły już niedługo na stronie: www.stp.inkubatorstarter.pl. W ramach ŚTP odbędzie się także konferencja BeZee prezentująca trendy w edukacji: www.bezee.pl.

 

źródło: pi.gov.pl

Software Development Academy, od blisko 3 lat realizująca kursy programowania, uruchamia program franczyzowy pod nazwą SDA Partner. Oferta skierowana jest do przedsiębiorców, dostrzegających potencjał lokalnego rynku IT.

Akademia działa obecnie w 7 miastach: Gdańsku, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Łodzi i w Katowicach. Oferta kursów skierowana jest głównie do osób, które nie miały wcześniej styczności z programowaniem. 4-miesięczne, intensywne szkolenie pozwala na zdobycie kompetencji niezbędnych do startu w branży ICT.

Programiści należą do deficytowej grupy na rynku pracy i są pilnie poszukiwani w wielu firmach. To branża z dużym potencjałem, a co za tym idzie, szansa dla osób poszukujących swojej ścieżki zawodowej kariery – komentuje Michał Mysiak, Prezes Zarządu Software Development Academy. Obserwujemy stale rosnące zainteresowanie kursami programowania, stąd decyzja o uruchomieniu programu SDA Partner. Dzięki sieci franczyzowej, z kursów Akademii będzie można skorzystać w kolejnych miejscach. W pierwszej kolejności mamy na myśli miasta wojewódzkie, ale oczywiście nie wykluczamy także innych, mniejszych, ośrodków – dodaje.

Oferta franczyzy Akademii skierowana jest do lokalnych przedsiębiorców, już prowadzących działalność gospodarczą, lub gotowych do jej założenia, którzy w ramach swojego biznesu chcą zainwestować w uruchomienie placówki partnerskiej. Wiedza z zakresu samego programowania nie jest wymagana, natomiast do prowadzenia szkoły potrzebny jest menadżer.

Bardzo ważna jest znajomość lokalnego rynku w kontekście branży IT. Ideą Akademii jest dostosowanie oferty właśnie do wymagań pracodawców z regionu – finalnie to przecież oni zatrudnią kursantów. To oni stają się partnerami kursu i na jego koniec biorą udział w serii spotkań rekrutacyjnych z absolwentami, które nazywamy szybkimi randkami. To właśnie z tych firm rekrutowani są trenerzy, ponieważ na naszych kursach zajęcia prowadzą praktycy pracujący w zawodzie – wyjaśnia Michał Mysiak.

Centrala Akademii oferuje stałe wsparcie i doradztwo merytoryczne na każdym etapie budowania i funkcjonowania placówki franczyzowej. Partnerzy otrzymują know-how w zakresie prowadzenia efektywnych kursów programowania oraz program merytoryczny. Mogą liczyć na pomoc w organizacji placówki, weryfikacji kadry trenerskiej, a także w kwestiach prawnych i administracyjnych. Akademia podejmie też działania marketingowe oraz PR, które pomogą wypromować placówkę i kursy na lokalnym rynku.

 

Software Development Academy


Rozmowa z Adamem Góralem, prezesem zarządu Asseco, największej firmy informatycznej w Europie Środkowo-Wschodniej, o rozwoju przez akwizycje, poszanowaniu odrębności spółek i ich lokalnego patriotyzmu oraz wyzwaniach na przyszłość.

Asseco, jakie dziś znamy, jest w dużej mierze wynikiem konsekwentnie prowadzonej polityki akwizycyjnej – zarówno w kraju, jak i za granicą. Tak duże fuzje, jak te z Softbankiem, Prokomem czy ABG zmieniały ówczesny krajobraz rynku IT w Polsce. Jakie widzi Pan wyzwania, kierując organizacją, która jest nie tylko terytorialnie rozproszona, ale także powstała na kanwie wcześniej istniejących firm?

Każda firma ma swój niepowtarzalny kod DNA, który odróżnia ją od innych firm. Indywidualna kultura, osobowość firmy to elementy budujące tożsamość całej organizacji. Składają się na nią formalne procedury, zasady i wartości korporacyjne, lecz także to, co jest również nienamacalne – relacje między pracownikami. To wszystko sprawia, że rozwijanie spółki na podstawie akwizycji innych podmiotów rodzi wiele wyzwań. Zazwyczaj takie firmy mają ze sobą jakieś wspólne obszary, np. branżę, w której działają. Ale jednocześnie mogą się różnić w ważnych kwestiach, takich jak np. wiek pracowników, styl komunikacji, stopień sformalizowania procesów etc. Kolejnym wyzwaniem bywa także to, że przed połączeniem takie firmy były często zaciętymi konkurentami. Dokładając do tego poczucie tożsamości i przynależności pracowników do firmy, z której się wywodzą, może pojawić się myślenie, w kategoriach „my” i „oni”. A taki klimat nie służy nikomu, a już na pewno nie interesom firmy. Dlatego trzeba poświęcić dużo uwagi temu, aby zbudować lojalność i zaufanie pracowników, bez względu na to, skąd przychodzą – czy z przejmowanej firmy, czy z zewnątrz. Patrzenie na to, co nas łączy, a nie dzieli oraz tworzenie atmosfery wzajemnego poszanowania jest kluczowe w budowaniu dobrego i skutecznego zespołu. Poza tym niezbędna jest komunikacja.

image0012

Adam Góral, prezesem zarządu Asseco

Jak Pan postrzega jej rolę?

Bez niej nie ma mowy o zarządzaniu różnorodnymi zespołami ludzi, nierzadko pracującymi na co dzień w różnych lokalizacjach. To często niedoceniany aspekt, a prawda jest taka, że komunikacja jest jak nić, dzięki której zszywamy mniejsze elementy w większą całość. Komunikacja nie pełni tylko funkcji informacyjnej – jej rolą jest także budowanie pożądanego wizerunku firmy wśród pracowników. W Asseco włożyliśmy wiele wysiłku w to, aby czerpać z dorobku firm, które przejmowaliśmy. Jednocześnie wiedziałem też, że nie możemy stać się mozaiką zespołów, które niby tworzą całość, ale tak naprawdę żaden zespół nie pasuje do drugiego. Cieszę się, że mimo wszystkich wyzwań, które stanęły na naszej drodze, Asseco w swoje 25. urodziny jest silną i rozpoznawalną marką, która przyciąga najlepszych ludzi.

Dużo mówi się o tym, że informatyk to deficytowy zawód – w Polsce podobno brakuje ich nawet kilkaset tysięcy. Asseco jest największą firmą IT w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej – zatrudnia łącznie ze spółkami zależnymi 5 tys. osób w kraju. Czym ich Państwo przyciągają?

Po pierwsze, Asseco jest stabilnym pracodawcą, który ma ugruntowaną pozycję na rynku. Płacimy wszystkie podatki, dbamy o bezpieczeństwo pracowników, nie uznajemy umów śmieciowych. To bardzo ważny aspekt, którego są pozbawione często firmy mniejsze i start-upy. Udowodniliśmy również, że potrafimy realizować ciekawe i innowacyjne projekty. Jednak ciągle mamy apetyt na więcej i stale się rozwijamy w nowych obszarach. W ubiegłym roku wydaliśmy na prace rozwojowo-badawcze w Polsce 136 mln zł, a na poziomie całej Grupy Asseco – 508 mln zł. Dzięki prowadzonym pracom tworzymy nowe produkty oraz rozwijamy zaawansowane technologie. Badania pokazują, że w informatyce ludzie nie pracują tylko dla pieniędzy. Chcą się rozwijać, pracować przy ciekawych projektach, czuć, że to, czym się zajmują, ma znaczenie, a w dodatku pracować w przyjaznym środowisku. Tym właśnie przyciąga Asseco. Jesteśmy firmą, która zbudowała największe i najciekawsze systemy informatyczne w tym kraju. Zaryzykuję stwierdzenie, że chyba nie ma dorosłego Polaka w tym kraju, który nie korzystałby z systemów stworzonych przez Asseco. Tylko że przeciętny Kowalski nie zawsze ma tego świadomość.

Czy może Pan podać jakieś przykłady?

Ciekawym przykładem jest Kompleksowy System Informatyczny ZUS. Jest to rozwiązanie unikalne, jedno z największych na świecie. KSI ZUS otrzymał główną nagrodę w konkursie „eEurope Awards for eGovernment – 2005”, organizowanym przez Europejski Instytut Administracji Publicznej, pracujący pod auspicjami Komisji Europejskiej. Nasze rozwiązanie zostało uznane za jeden z najbardziej innowacyjnych systemów w obszarze zarządzania instytucjami rządowymi w skali całego kontynentu. Takich przykładów mamy znacznie więcej, bo działamy we wszystkich sektorach gospodarki. Poza tym jesteśmy firmą społecznie odpowiedzialną i widzimy, że to ten aspekt naszej działalności coraz częściej ma dla pracowników znaczenie. Podobnie jest z tym, że Asseco jest polską firmą.

Firmy „made in Poland” przyciągają dziś ludzi?

Po etapie bezkompromisowej fascynacji zagranicznymi korporacjami ludzie w końcu doceniają pracę w rodzimych firmach. Wiem, że wiele osób, które zatrudniamy, ma poczucie dumy z tego, że tworzą Asseco, które jest dziś szóstym największym producentem oprogramowania w Europie i nie jest sztywną korporacją z wieloma hamującymi kreatywność procedurami. Tu można przyjść z dobrym pomysłem, a w kolejnym dniu móc już go realizować. Pracując w oddziale zagranicznej korporacji, jest się zazwyczaj małym trybikiem na rubieżach wielkiego imperium, gdzie nasz kraj jest jednym z wielu, często mało istotnych rynków. W Asseco to my stanowimy centralę, a Polska jest, była i będzie naszym priorytetem. To wszystko rzutuje na całą atmosferę pracy, na klimat, który panuje w firmie.

Grupę Asseco tworzą spółki obecne w 54 państwach, w których zatrudnionych jest ponad 20 tys. pracowników, z czego 10 tys. w Izraelu. Czy wzrost od firmy z Rzeszowa do międzynarodowej korporacji odbył się bez bólu?

Często podkreślam, że Asseco, chociaż jest dziś globalnie działającą firmą, nie jest korporacją. Podziwiam korporacje, ale nie odnajduję się w takim modelu zarządzania. Między innymi dlatego, że one są bardzo scentralizowane, np. pod kątem zarządzania, umów prawnych, budżetów etc. Ja to postrzegam tak, że bardzo bogaty człowiek chce wszystkim zarządzać i skupia się w swoich działaniach tylko na tym, co jest dla niego istotne. Jednocześnie marginalizuje on potrzeby współpracowników, interesariuszy czy te społeczne. Dlatego właśnie korporacje, wchodząc na dany rynek, są przede wszystkim nastawione na osiągnięcie jak największych zysków. Ja wymagam od ludzi majętnych szerszego spojrzenia, również tego społecznego i w takich ramach chcę działać. Tymczasem wielkie korporacje wykorzystują swoją dominującą pozycję i przerzucają nieograniczone ryzyko na swoich biedniejszych partnerów. W moim odczuciu nastawienie tylko na wymiar ekonomiczny to nieprzyzwoitość. Dlatego ja nie chcę robić biznesu kosztem drugiego człowieka. Chcę być przekonany, że pieniądze, które mam w kieszeni, nie znalazły się tam, dlatego że komuś innemu ubyło – nie chcę być otoczony ludźmi biednymi.

Czym zatem jest Asseco, jeśli nie korporacją?

To nie jest tak, że każda większa, międzynarodowa organizacja jest z automatu korporacją. Grupa Asseco to przykład alternatywnej drogi. Jesteśmy bowiem federacją firm, opartą na kooperatywnym modelu działania i połączenia sił wszystkich podmiotów, które ją tworzą. Jesteśmy strukturą wyrosłą z małych i średnich firm z naszego regionu. Dzięki temu dziś działamy w 54 krajach świata. Odnosimy sukcesy, bo zintegrowaliśmy „słabszych”, by mogli mierzyć się z dużymi, światowymi graczami.

Realizowany przez nas model biznesu ma taką zaletę, że nie zostawia za sobą spalonej ziemi. Firmy z naszej grupy zachowują pewną odrębność. Każda z nich płaci podatki w miejscu powstawania przychodu, nie kanibalizujemy się nawzajem. Przy okazji tworzymy grunt pod patriotyzm gospodarczy: Polak stara się kupować przede wszystkim od Polaka, a Słowak od Słowaka. Wierzymy, że taki federacyjny i kooperacyjny model będzie wygrywającą strategią na kolejne dekady. W pełni szanujemy korporacje i ich pozycję na rynku. Polaków pracujących dla tych korporacji na rynku polskim zachęcamy jednak do przyciągania na nasz rynek takich inwestycji, które rzeczywiście rozwiną nasz kraj. Warto także promować postawy patriotyzmu gospodarczego w ramach międzynarodowych korporacji funkcjonujących w Polsce. Idąc wzorem Izraela, powinniśmy zrobić wszystko, żeby te korporacje lokowały w Polsce laboratoria i działy badawczo-rozwojowe. Zatrudnieni w nich Polacy wcześniej czy później będą zakładać własne firmy, zaś dzięki zdobytemu doświadczeniu i kontaktom będą w stanie zaoferować rozwiązania i produkty znajdujące odbiorców na rynku globalnym. Takie postawy to dla nas również patriotyzm gospodarczy.

Jakie główne wyzwania ma przed sobą Asseco w nadchodzących latach w obszarze HR?

Oczywiste jest, że sektor IT jest rynkiem pracownika, a takie firmy jak Asseco muszą mieć atrakcyjną ofertę, aby przyciągnąć zdolnych ludzi. Wyzwaniem w tym wszystkim jest fakt, że dziś na rynku pracy jest kilka generacji osób. Mają one zupełnie inny poziom oczekiwań względem przyszłego pracodawcy oraz inny sposób pracy i komunikacji. W uproszczeniu można powiedzieć, że na stanowiskach dyrektorskich przeważają przedstawiciele pokolenia X, dla których kariera zawodowa była jednym z życiowych priorytetów, którzy dobrze czują się w jasno określonych strukturach i procedurach. Menedżerowie średniego szczebla to pokolenie Y, które znacznie bardziej ceni work-life balance oraz 8-godzinny dzień pracy, a karierę traktują tylko jako jeden z aspektów swojego życia. Z kolei stanowiska specjalistów piastują w coraz większej mierze osoby z generacji Z. One cenią multizadaniowość, najchętniej pracowałyby z domu i niezbyt dobrze czują się w sztywnych ramach, reagując na słowo „widełki” czy „procedura” alergicznie. W każdym pokoleniu są talenty, wyjątkowe osoby, które wnoszą do firmy dużą wartość. Jako pracodawca musimy potrafić skutecznie je wyłowić i przekonać do pracy dla naszej firmy. To wymaga elastycznego podejścia i tego wciąż trzeba się uczyć. Chodzi o to, aby uczyć ludzi o tak różnym sposobie myślenia i podejściu do pracy skutecznego komunikowania się. Musimy też rozwijać style zarządzania w organizacji tak, aby tworzyć miejsce atrakcyjne, zarówno dla doświadczonego pracownika pokolenia X, jak i młodego przedstawiciela generacji Z. Jestem przekonany, że umiejętne wykorzystanie potencjału tkwiącego w pracownikach z różnych pokoleń będzie stanowiło o sile Asseco w nadchodzących latach.

Dziękuję za rozmowę.
Paweł Berłowski

 

źródło: magazyn „Personel i Zarządzanie” numer 10/2016
www.personel.infor.pl

 

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...