piątek, Grudzień 15, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "internet"

internet

W latach 90-tych Internet zapoczątkował rewolucję, która kompletnie zmieniła sposób prowadzenia biznesu. 20 lat później, dzięki chmurze obliczeniowej pojawiły się nowe modele biznesowe, które świetnie wykorzystały takie firmy jak Airbnb czy Uber. Dziś wszystko wskazuje na to, że za sprawą sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, jesteśmy świadkami kolejnej technologicznej rewolucji. Oracle zaprezentował autonomiczne rozwiązania chmurowe, wykorzystujące uczenie maszynowe. Efekty ich zastosowania są zdumiewające.

Chmura 3.0

– Kilka lat temu mieliśmy do czynienia z chmurową rewolucją. Dziś ta technologia stopniowo się upowszechnia. Firmy coraz częściej przenoszą się do chmury, bo w ten sposób ograniczają koszty dostępu do zaawansowanych rozwiązań i zwiększają swoją produktywność. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 56% przedstawicieli działów IT dostrzega związek pomiędzy efektywnością a migracją do chmury, 46% uważa, że dzięki niej można skoncentrować się na realizacji projektów wnoszących wartość dodaną a 68% dostrzega po wdrożeniu chmury znaczące ograniczenie kosztów i przyśpieszenie wdrażania nowych aplikacji. Teraz nadszedł czas na kolejną generację chmury  – mówi Adam Wojtkowski, dyrektor generalny Oracle.  

Jego zdaniem chmura jest już dojrzałą, zrozumiałą technologią, na przestrzeni ostatnich 10 lat systematycznie wzbogacaną o nowe funkcje i możliwości. Klienci korzystają z niej na tyle chętnie, że przychody Oracle z chmury wzrosły w I kwartale roku fiskalnego 2018 o 51%, do poziomu 1,5 mld dolarów. Z usług SaaS amerykańska firma wygenerowała o 62% wyższe przychody (1,1 mld dolarów) a segment PaaS wzrósł o 28% (400 mln dolarów).

Korporacji z Redwood City to jednak nie wystarcza. Zdaniem Adama Wojtkowskiego w międzyczasie nastąpił tak duży postęp w obszarze sztucznej inteligencji, że możemy mówić o nowej erze w technologii i w rozwiązaniach chmurowych.

– Chmura – mówimy tu całym ekosystemie a więc rozwiązaniach SaaS, IaaS czy PaaS –  dzięki uczeniu maszynowemu może być nie tylko tańsza, ale też znacznie bezpieczniejsza i w znacznie większym stopniu wpływająca na biznes niż do tej pory. Dzisiaj jesteśmy w stanie dostarczać funkcje sztucznej inteligencji na wszystkich poziomach chmury, umożliwiając klientom wykrywanie i analizę najważniejszych wzorców biznesowych w ich danych korporacyjnych. To technologia, która może przekształcić przedsiębiorstwa w większym stopniu niż jakakolwiek inna technologia dostępna dzisiaj na rynku – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.   

8 razy taniej? Tak, to możliwe

Oracle zainwestował w rozwój sztucznej inteligencji pokaźne sumy. W ubiegłym roku na działalność badawczo-rozwojową firma przeznaczyła 15,6% swoich przychodów. To więcej niż Microsoft, Apple, Cisco, Samsung czy Amazon i niewiele mniej niż koncerny farmaceutyczne.

– Od kilkunastu lat systematycznie zwiększamy nakłady na badania i rozwój. Jeszcze w 2005 r. wydawaliśmy na te cele niespełna 1,5 mld dolarów, w 2012 r. zwiększyliśmy nakłady do poziomu 3,2 mld dolarów. W ubiegłym wyniosły już one 5,38 mld dolarówmówi Adam Wojtkowski.  

Efekty tych inwestycji już widać. Przykładem może być pierwsza na świecie autonomiczna baza danych. Może ona samodzielnie się naprawiać, optymalizować i aktualizować. Nie potrzebuje do tego administratora. Nie mogłaby ona powstać gdyby nie technologia uczenia maszynowego, o której podczas oficjalnej prezentacji Larry Ellison, prezes Oracle mówił tak: Technologia jest tak rewolucyjna, jak sam internet. Nie mówię o rewolucyjnych technologiach co roku, bo nie ma ich aż tak wiele. Ta jest.” 

Rzeczywiście, wyniki testów tego rozwiązania są imponujące. Przestoje udało się ograniczyć do mniej niż 30 minut rocznie. To przekłada się na znaczące ograniczenie kosztów składowania i przetwarzania informacji.

– Gwarantujemy, że zmniejszymy dwukrotnie rachunek jaki wystawia Amazon. To chyba nieźle, gdy można mieć od pięciu do ośmiu razy szybsze przetwarzanie” – twierdzi Larry Ellison. Jak wynika z testów porównawczych (wydajność autonomicznej bazy danych Oracle vs najlepszej bazy działającej w ramach Amazon Relational Database Service), Amazon okazał się od pięciu do ośmiu razy droższy, przy takim samym obciążeniu. Jednocześnie w przypadku Oracle, udało się znacznie zwiększyć poziom SLA – do 99,995%. Dla porównania, Amazon oferuje SLA na poziomie 99,95%.

Z kolei rozwiązanie Oracle AI Platform Cloud Service, narzędzie do tworzenia usługi opartych na sztucznej inteligencji, w branżowym teście porównawczym uzyskało 2 razy wyższą wydajność niż największa instancja procesora graficznego w ramach Azure i zapewniło 2,4 razy lepszy stosunek ceny do wydajności niż ich najbliższy ekwiwalent AWS.

Świat w stanie cyberwojny

Znaczenie uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji doskonale widać w obszarze cyberbezpieczeństwa. Z roku na rok zagrożeń jest coraz więcej. Crackerzy na potęgę kradną dane i nie mają litości nawet dla największych, wydawałoby się najlepiej zabezpieczonych firm. Przykładem może być Equifax, firma zajmująca się doradztwem kredytowym i analizą danych – o ironio – także w przypadku wycieków informacji. Co ciekawe, skradziono jej wrażliwe dane na temat 143 mln Amerykanów. W USA wybuchła potężna afera, śledztwo prowadzi FBI, trwają przesłuchania przed Kongresem, od spółki odwrócili się inwestorzy.

Podobnych przypadków wycieku danych nie brak też w Polsce.

– Nie oszukujcie się. Trwa cyber wojna. A my przegrywamy. Co roku jest coraz gorzej. Musimy zmienić strategię, nie może być tak, że wystawiamy naszych ludzi przeciw ich komputerom. To muszą być nasze komputery kontra ich komputery. A my mamy lepsze komputerytłumaczy potrzebę automatyzacji systemów cyber bezpieczeństwa Larry Ellison z Oracle, który wiele lat temu współpracował z CIA przy projekcie bazy danych (projekt nosił kryptonim Oracle – z ang. wyrocznia).

Firma zaprezentowała działający w chmurze system cyber bezpieczeństwa, wykorzystujący sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Analizuje on co się dzieje w sieci firmy, wyodrębnia normalne wzorce zachowań od anomalii, wykrywa słabe strony zabezpieczeń, ataki i przeciwdziała im.

– Nie mówię, że nasz system nigdy nie popełni błędu, ale z udziałem człowieka prawdopodobieństwo błędu jest znacznie wyższe – mówi Ellison. Działanie systemu Oracle można porównać do technologii autonomicznych samochodów. Samoprowadzące się pojazdy nie oznaczają, że wypadki samochodowe całkowicie zostaną wyeliminowane, ale będzie ich znacznie mniej, bo maszyny popełniają mniej błędów.

– Sztuczna inteligencja i chmura to rodzaj technologicznej symbiozy. AI cały czas się uczy, ale to dzięki chmurze ma dostęp do ogromnego repozytorium informacji. Z drugiej strony dzięki sztucznej inteligencji można oferować w chmurze znacznie doskonalsze i skuteczniejsze biznesowo rozwiązania – mówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Witaj w nowej erze sztucznej inteligencji

Wiele wskazuje na to, że sztuczna inteligencja przyniesie ze sobą rewolucję na miarę chmury obliczeniowej. Jeszcze w styczniu 2016 roku termin „sztuczna inteligencja” nie znalazł się nawet wśród stu najczęściej wyszukiwanych haseł. W maju bieżącego roku zajmował już siódme miejsce. Zapoznanie się ze statystykami popularności hasła „machine learning” w największej wyszukiwarce świata prowadzi do bardzo podobnych wniosków. Od początku 2016 roku liczba zapytań o ten termin w Google zaczęła dynamicznie rosnąć – pierwszy raz od pięciu lat.

Skalę zainteresowania sztuczną inteligencją dobrze oddają również dane firmy CB Insights, monitorującej rynek startupów. Według jej wyliczeń, finansowanie firm zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosło 10-krotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Z 559 mln $ w 2012 do 4,87 miliarda dolarów 2016 r.  Z danych Accenture wynika z kolei, że liczba startupów zajmujących się sztuczną inteligencją wzrosła 20-krotnie.

– Sztuczną inteligencję z powodzeniem stosuje się dzisiaj w sprzedaży, finansach, kadrach, obsłudze klienta czy marketingu. Wykorzystanie uczenia maszynowego pozwala zwiększyć skuteczność kampanii marketingowych i obniżyć ich koszty. Np. w pakiecie CX Cloud Suite zastosowaliśmy oparty na sztucznej inteligencji mechanizm optymalizacji ceny, który sugeruje specjalistom ds. sprzedaży udzielanie rabatów starannie wybranym klientommówi Adam Wojtkowski z Oracle.

Funkcje analizy danych umożliwiają specjalistom ds. obsługi klienta natychmiastową analizę sygnałów behawioralnych wysyłanych przez poszczególnych klientów i błyskawiczną reakcję na nie. Platforma danych behawioralnych gromadzi, zestawia, analizuje i przekazuje dane w czasie rzeczywistym. Dzięki temu specjaliści ds. obsługi klienta mogą analizować intencje klientów w czasie rzeczywistym w dowolnym kanale cyfrowym i na skalę masową.

IDC prognozuje, że rynek systemów kognitywnych i sztucznej inteligencji wzrośnie z poziomu 12 mld dolarów w 2017 r. do 46 miliardów w 2020 r.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Będzie szybciej i prościej. Łatwiej dla wierzycieli i trudniej dla dłużników. Już 13 listopada br. wchodzi w życie znowelizowana Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczej i wymianie danych gospodarczych. Ma zapewnić bezpieczeństwo i sprawność obrotu handlowego w Polsce. Ważną zmianą będzie możliwość wezwania dłużnika do zapłaty e-mailem, a nie, jak dotychczas, tylko listem poleconym lub osobiście. Biura informacji gospodarczej poszerzą też zakres udostępnianych  informacji o firmach i konsumentach oraz będą mogły tworzyć scoringi, czyli portrety wiarygodności finansowej klientów.

Nowością, która znacząco usprawni relacje biznesowe, jest elektroniczne wezwanie do zapłaty. Do tej pory do klienta, który nie spłacał długu, wierzyciel musiał wysłać monit listem poleconym lub doręczyć mu go osobiście. Podnosiło to koszty, bo za list polecony trzeba zapłacić ponad 5 zł. Przy masowych wysyłkach pism tworzą się więc duże kwoty. Teraz wezwanie do zapłaty i ostrzeżenie o zamiarze wpisania nieuczciwego klienta do biura informacji gospodarczej będzie można przekazać e-mailem. To zdecydowanie prostszy, tańszy i szybszy sposób kontaktu z dłużnikiem.

– Aby z niego skorzystać, należy w umowie z kontrahentem umieścić zapis mówiący o możliwości wysłania wezwania do zapłaty w tej formie. Istotne, że taką drogę kontaktu mogą wskazać pomiędzy sobą tylko firmy, natomiast jeśli przedsiębiorca sprzedaje coś konsumentowi, to już nie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Podpowiedzą kto jest rzetelny, a kto nie

Dotychczas biura informacji gospodarczej udostępniały tylko informacje zgromadzone przez siebie. Od 13 listopada będą mogły wykorzystywać także dane przechowywane w rejestrach publicznych, jak: REGON, Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej, Krajowy Rejestr Sądowy,  Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości czy PESEL. Pochodzące stamtąd informacje będą dołączać do danych, jakimi same dysponują. Po 1 stycznia 2018 roku lista źródeł informacji poszerzy się o informacje o niezapłaconych podatkach gromadzone w Rejestrze Należności Publicznoprawnych. Dzięki temu firmy, instytucje i osoby korzystające z ich usług otrzymają pełniejszy obraz sprawdzanych przedsiębiorstw i konsumentów. Dane z dodatkowych rejestrów pomogą także BIG-om w tworzeniu modeli scoringowych, służących ocenie wiarygodności finansowej klientów.

– Duża liczba danych w jednym raporcie to z jednej strony olbrzymia korzyść, ale z drugiej ich nadmiar może być kłopotliwy w interpretacji, zwłaszcza dla szefów małych firm, nie nawykłych do czytania tego typu dokumentów. Dlatego w naszych raportach pojawią się proste rekomendacje zalecające współpracę ze sprawdzaną firmą, odradzające ją lub nakazujące ostrożność. Trochę jak światła na skrzyżowaniu: zielone – jedź, żółte – uważaj, czerwone – stój – mówi Adam Łącki.

Według znowelizowanej ustawy zgoda, jaką wyda konsument na sprawdzenie w BIG-ach informacji na swój temat przez banki, telekomy czy dostawców mediów, będzie ważna przez 60 dni. Obecnie jest to 30 dni.

Ponadto dotychczas, jeśli kontrahent chciał zasięgnąć informacji o danej firmie, musiał kierować odrębne zapytania do wszystkich BIG-ów.

– Według nowych zapisów ustawy, aby zweryfikować firmę we wszystkich biurach informacji gospodarczej, wystarczy jeden wniosek złożony w wybranym przez siebie BIG-u. Klient otrzyma wówczas z kilku źródeł kompleksowe informacje o interesującym go podmiocie – wyjaśnia Adam Łącki.

Obecnie zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 mld zł, a konsumentów przekroczyło 42 mld zł. Nowe możliwości, jakie daje znowelizowana ustawa o biurach informacji gospodarczej ma zapewnić większe bezpieczeństwo transakcji handlowych.

Szybciej będzie można odzyskać pieniądze

Ale nowe przepisy nie tylko mają pomóc w unikaniu nierzetelnych klientów, ale także w szybszym odzyskiwaniu należności. Dotychczas obowiązujące przepisy pozwalały na wpisanie dłużnika do biura informacji gospodarczej po 60 dniach od upływu terminu zapłaty. Nowelizacja skróci ten okres do 30 dni, co w zamyśle Ministerstwa Rozwoju powinno zmniejszyć skalę zatorów płatniczych i obniżyć straty, jakie ponoszą wierzyciele, zwłaszcza z grona mikro i małych firm, kiedy nie otrzymują zapłaty od swoich klientów.

– Wpis do Krajowego Rejestru Długów mocno motywuje dłużników do spłaty, zwłaszcza tych którzy są aktywni na rynku i korzystają z szeregu innych usług. Ale prawidłowość jest taka – im szybciej informacja o dłużniku będzie dostępna dla innych, tym większe prawdopodobieństwo, że odda pieniądze, żeby zniknąć z rejestru. Tu bowiem nic się nie zmienia, po spłacie długu wierzyciel ma ustawowy obowiązek, aby w ciągu 14 dni usunąć dane dłużnika z rejestru – informuje Adam Łącki.

Dla wierzycieli sporym problemem było przesyłanie wezwań do zapłaty, wynikających z umów o świadczenia okresowe. Mowa m.in. o umowach najmu, regularnych opłatach za usługi telekomunikacyjne, Internet, wodę, prąd czy gaz. Wielu wierzycieli, aby dopisać nierzetelnych płatników do bazy biura informacji gospodarczej, musiało ponosić dodatkowe koszty wysyłki kolejnych listów poleconych z wezwaniem do zapłaty za świadczenia okresowe. Nowelizacja ustawy upraszcza ten etap. Dłużnika będzie można dopisać do rejestru w oparciu o pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile będzie ono zawierać taką informację dla klienta.

Jak pokazuje badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso, prawie 72 proc. małych i średnich przedsiębiorstw ma kłopoty z terminowym otrzymywaniem zapłaty od swoich partnerów biznesowych. Problem ten dotyczy także dużych firm, bo w przypadku płatności duży nie znaczy mocniejszy. Kumulacja wielu niezapłaconych faktur jest dla wielkich korporacji równie dotkliwa jak dla mniejszych podmiotów. Działa tu efekt skali – wiele drobnych zaległości płatniczych tworzy znaczącą lukę w budżecie firmy.

Zmiany, jakie niesie znowelizowana ustawa, mają sprawić, że przedsiębiorcy korzystający z usług BIG-ów zyskają bardziej szczegółową wiedzę o kontrahentach, co pomoże im skuteczniej zabezpieczać swoje transakcje. Szersze informacje to mniejsze ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Nowe rozwiązania wprowadzone w ustawie mają dodatkowo wspierać firmy w odzyskiwaniu należności, a tym samym w niwelowaniu zatorów płatniczych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

W Polsce z Internetu aktywnie korzysta już 25,71 mln osób. W sieci spędzamy codziennie średnio 4,4 godziny. Kolejne 1,3 godziny – poświęcamy na przeglądanie stron na urządzeniach mobilnych. Digital zdominował wiele obszarów naszego życia – także proces rekrutacji, który w dużej mierze przeniósł się do wirtualnego świata. Posiadamy interaktywne narzędzia do tworzenia CV, korzystamy z platform takich jak Linkedin, a rozmowy kwalifikacyjne przeprowadzamy na Skype. Mimo tych ułatwień, kandydaci mają coraz większe trudności ze zwróceniem uwagi rekrutera lub potencjalnego pracodawcy. Jak wyróżnić się spośród innych kandydatów? Dlaczego profesjonalny wizerunek w Social Mediach jest ważny?  

Z danych agencji rekrutacyjnej Devire wynika, że statystyczny kandydat dostaje średnio 3-4 oferty pracy, a decyzję o ewentualnym zatrudnieniu podejmuje najczęściej w przeciągu 2-3 tygodni. Proces rekrutacji zaczyna się jednak znacznie wcześniej. Ważne jest odpowiednie przygotowanie – nowoczesne CV w formie filmu lub prezentacji, list motywacyjny, oraz właściwy sposób komunikacji z potencjalnym pracodawcą. Co więcej, z danych Devire wynika, że na jedno oferowane stanowisko odpowiada aż 50 zainteresowanych. Każdy kandydat powinien zatem pamiętać, że kluczowe w rywalizacji o wymarzoną pracę jest pierwsze wrażenie.

– Dzisiejszy rynek rekrutacji przeniósł się dużej mierze do świata digital – mówi Michał Młynarczyk, Prezes Devire, agencji rekrutacyjnej działającej w Polsce i Niemczech. – Proces selekcji najlepszych kandydatów skracany jest do minimum dzięki specjalistycznym programom i technologiom. Ponadto, coraz więcej kandydatów aplikuje mobilnie za pomocą dedykowanych do tego portali. Jednocześnie, pracodawcy dostosowują się do tych trendów, dzięki czemu tradycyjne CV przestaje być wymogiem – dodaje Michał Młynarczyk.

Gdzie budować swój biznesowy wizerunek

W Polsce najpopularniejsze serwisy zrzeszające profesjonalistów to wciąż międzynarodowy portal LinkedIn, który posiada już ponad 500 mln użytkowników w 200 krajach i rodzimy Goldenline, liczący ponad 2 mln użytkowników.

– Już od dawna portale profesjonalne są źródłem pozyskiwania ciekawych kandydatów, zarówno przez pracodawców, jak i przez agencje rekrutacyjne. Ich zaletą jest możliwość przejrzenia profili zawodowych pod kątem danego projektu i dotarcie z ofertą do tzw. kandydatów pasywnych, czyli tych, którzy nie szukają aktywnie nowej pracy – komentuje Michał Młynarczyk. Należy też pamiętać, że ponad połowa ofert pracy nigdy nie trafia na rynek i nie ma możliwości bezpośrednio na nie zaaplikować. Takie rekrutacje zamyka się kandydatami z polecenia lub specjalistami znalezionymi na portalach profesjonalnych.

Daj się znaleźć pracodawcy

Samo założenie konta w serwisie profesjonalnym, to jednak nie wszystko. Warto zadbać o profesjonalny wygląd naszego profilu. Zasady są tutaj zbliżone do tych, które stosuje się przy pisaniu tradycyjnego, papierowego CV. Dużym ułatwieniem jest to, że portale profesjonalne zapewniają gotowy szablon, który należy jedynie uzupełnić własnymi danymi. Strony automatycznie mierzą ilość wpisanych przez użytkownika informacji i w czytelny sposób sugerują, które pole warto jeszcze uzupełnić. Dobrze, by te wskaźniki osiągnęły 100 proc. Dlaczego? Jeśli pracodawca lub rekruter odwiedzą konto, powinni mieć możliwość łatwego znalezienia wszystkich informacji. Jeśli zostawimy nieuzupełnione pola, pracodawca może zrezygnować ze skontaktowania się z kandydatem lub jego profil w ogóle nie pojawi się w wynikach wyszukiwania.

Jak Cię widzą…

Dodanie zdjęcia do profilu może znacznie go uatrakcyjnić. Dane statystyczne serwisu LinkedIn wskazują, że profile zawierające zdjęcie są odwiedzane 14 razy częściej niż te, które zdjęcia profilowego nie mają. Oczywiście zdjęcie powinno być aktualne i profesjonalne (najlepiej, jeśli zostało zrobione na jednolitym tle). Ujęcie powinno być wykonane z odległości około 1,5 metra. Badanie California Institute of Technology wykazało, że osoby, których twarze fotografowane były z odległości 45 centymetrów, są uznawane za niegodne zaufania, mniej atrakcyjne i kompetentne niż osoby, których twarze sfotografowano z odległości większej – około 135 centymetrów. Serwisy profesjonalne, na wzór portali społecznościowych, udostępniają także możliwość dodania zdjęcia w tle. Należy zadbać o to, by wybrane zdjęcie logicznie łączyło się z profilem zawodowym użytkownika oraz sprawdzić, czy plik jest wystarczająco duży, by obraz nie był niewyraźny lub rozmyty.

List motywacyjny w digitalu

Podsumowanie zawodowe to element, który często jest pomijany przez użytkowników serwisów profesjonalnych – a to duży błąd. To, co piszemy w podsumowaniu ma wpływ na nasze pozycjonowanie w wyszukiwarkach portali. W podsumowaniu mamy do dyspozycji 2000 znaków, za pomocą których możemy opisać nasze doświadczenie zawodowe, sukcesy oraz to, z kim współpracujemy. Jest to także drogowskaz dla pracodawcy i rekrutera, jakimi projektami zawodowymi zainteresowany jest kandydat.

Prezentacja, a może wideo?                               

Oprócz CV w formie elektronicznej warto również zastanowić się nad dodatkowym uzupełnieniem naszego życiorysu. Coraz częściej pracodawcy proszą o krótki film lub prezentację na temat kandydata. Dzięki temu mogą nie tylko wizualnie lepiej poznać osobę aplikującą na dane stanowisko, ale również sprawdzić jej kreatywność lub naturalne predyspozycje. Wybór można oprzeć nie tylko na podstawie CV (wiedzy i doświadczeniu), ale także na tzw. „miękkich umiejętnościach”. Wideo-aplikacje ze względu na aspekt wizualny, pozwala na jaśniejszą komunikacje i bardziej osobistą interakcję. Mowa ciała, wygląd i zachowanie nadal mogą być oceniane – co nie jest możliwe np. w przypadku rozmowy telefonicznej. Jednocześnie, wideo to doskonała szansa dla kandydata, by się wyróżnić i zwrócić uwagę na swoje mocne strony – a nagranie można powtarzać tak długo, aż osiągnie się zamierzony efekt końcowy.

Pozycjonowanie SEO – gra warta świeczki         

Pozycjonowanie SEO to zdobycie i utrzymanie jak najwyższej pozycji na stronach wyników w danej wyszukiwarce, przy zastosowaniu odpowiednich fraz i słów kluczowych. Dlaczego warto to robić? Im wyżej nazwisko kandydata pojawi się na liście wyników wyszukiwania, tym większe są jego szanse, że profil zostanie przejrzany przez pracodawcę lub rekrutera. Aby dobrze pozycjonować swój profil warto zacząć od określenia słów kluczowych, które należy umieścić w opisach. Jeżeli nie jest się pewnym jakich słów użyć, powinniśmy przeanalizować 10-15 interesujących nas ofert pracy. Należy wybrać frazy, które pojawiają się tam najczęściej, ale jednocześnie koncentrować się na umiejętnościach, które wyróżnią profil wśród setek kandydatów. Słowa klucze warto dodać do każdej części profilu: nagłówka, podsumowania oraz opisu doświadczenia. Ważne jest używanie słownictwa charakterystycznego dla danej branży i specjalizacji. Warto także korzystać ze słownictwa, które podpowiada nam sama strona. Wpisywanie sformułowań, których system nie rozpoznaje, nie wpłynie na lepsze pozycjonowanie profilu. Jak we wszystkim, przy wpisywaniu słów kluczowych, także należy jednak zachować umiar, tak, by treść była wciąż przystępna dla czytającego.

Buduj swoją sieć kontaktów, wypatruj lwów

Portale profesjonalne dają możliwość szybszego i łatwiejszego rozwijania sieci kontaktów niemalże w każdej branży. Warto nawiązać kontakty z odpowiednimi rekruterami. Wpisując w wyszukiwarkę daną frazę, system podpowiada użytkownikowi kontakty, które mają podobne zainteresowania, pracują w tym samym sektorze lub przy podobnych projektach, a także headhunterów, którzy rekrutują pod projekty z danej branży. Wielu rekruterów wpisuje przy swoim nazwisku słowo LION. Jest to skrót od LinkedIn Open Networker, czyli osoba, która jest otwarta na nowe kontakty w tym serwisie i chętnie nawiązuje relacje biznesowe z jak największą ilością użytkowników.

Portal profesjonalny vs. portal społecznościowy

Ważne, by umieć rozróżnić portal profesjonalny od portalu społecznościowego, jakim jest np. Facebook. Portale społecznościowe zachęcają użytkowników do dzielenia się informacjami o każdym aspekcie życia. – Należy zastanowić się, czy chcemy dać potencjalnemu pracodawcy wgląd do prywatnych informacji i zdjęć. Na czas poszukiwania pracy warto ograniczyć udostępniane na portalach społecznościowych treści tak, by były kierowane wyłącznie do znajomych – komentuje Anna Gadaj, Konsultant w agencji rekrutacyjnej Devire. Takich zmian można dokonać w ustawieniach prywatności profilu. Nie mniej, Facebooku także może być użytecznym narzędziem przy szukaniu pracy. Można tam znaleźć wiele grup, zarówno zamkniętych jak i otwartych, dedykowanych dla osób poszukujących nowych wyzwań zawodowych. Warto dołączyć do tych grup, gdyż coraz częściej korzystają z nich również pracodawcy i profesjonalni rekruterzy, umieszczając tam ogłoszenia.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

 

Jak pogodzić pracę z obowiązkami w życiu prywatnym? Jak załatwić prywatne sprawy, nie biorąc urlopu? Eksperci podpowiadają jak zaoszczędzić dni urlopowe, jeżeli chcemy załatwić sprawy prywatne a na koncie mamy tylko kilka dni urlopu.

Praca na podstawie umowy o pracę niesie za sobą regularne wynagrodzenie, ubezpieczenie zdrowotne, czasem benefity pozapłacowe. Wymarzony etat zaczyna jednak uwierać, gdy nagle okazuje się, że na koncie mamy zaledwie kilka dni urlopu a trzeba pójść do urzędu, do szkoły czy do lekarza po wyniki. Jak pracę na etacie godzić z codziennymi obowiązkami w życiu prywatnym?

Połączenie życia zawodowego na etacie z życiem prywatnym wymaga sporej gimnastyki. Zakładając, że większość urlopu wykorzystujemy na wypoczynek, pozostaje nam 1-2 dni na tzw. sytuacje podbramkowe. Prawda jest jednak taka, że to za mało. Czasem trzeba pójść do urzędu zarejestrować samochód, do szkoły na zakończenie roku, do lekarza po wyniki albo na pocztę po odbiór paczki. Co można wówczas zrobić? Opcji jest kilka.

  1. Spóźnienie i odpracowanie. Popularnym rozwiązaniem jest załatwianie spraw przed pracą. Z reguły szefostwo, o ile uprzedzimy je wystarczająco wcześnie, nie robi problemów z powodu jedno- lub dwugodzinnego spóźnienia. Stracone godziny można odrobić po południu lub kolejnego dnia – mówi Joanna Żukowska, ekspert międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. Takie rozwiązanie nie jest możliwe w przypadku osób, które nie mają zmiennika, otwierają punkt usługowy czy też w sytuacji, gdy większość zespołu jest na urlopie – dodaje.
  1. Zmiana w grafiku. W przypadku osób, które pracują według grafiku, w grę wchodzi zamiana ze współpracownikami. Jeśli nagle wypadnie nam coś ważnego w dniu, w którym mamy poranną zmianę, zawsze możemy przyjść na popołudnie. W przypadku tego rozwiązania ważne są dobre relacje z zespołem.
  1. Praca zdalna. Jeśli mamy szefa, który rozlicza nas z zadań, a do tego nam ufa, to doskonałym rozwiązaniem jest dzień pracy z domu. W trakcie takiego dnia będziemy mogli o dowolnej porze wyjść z domu i załatwić ważną dla nas sprawę w pobliskim banku czy urzędzie.
  1. Przy okazji. Dzień, w którym mamy służbowe spotkanie na mieście, jest okazją do załatwienia pilnej sprawy. Oczywiście jest jeden warunek – załatwienie prywatnej sprawy nie może zabrać nam zbyt dużo czasu.
  1. Upoważnienie. Jeśli nasz tryb pracy i obowiązki nie pozwalają na żadne z wymienionych wyżej rozwiązań, wówczas korzystnym rozwiązaniem będzie posiadanie pełnomocnika – może być (i najczęściej jest) to ktoś bliski z rodziny. Bliskich można upoważnić do załatwiania spraw w bankach, urzędach czy w spółdzielni mieszkaniowej. Ważne, aby była to osoba, której w pełni ufamy i która bywa dyspozycyjna.
  1. Sprawa on-line. Zdarza się, że pilną sprawę można załatwić on-line i warto sprawdzić, czy istnieje taka możliwość. Po zakupie auta nie musimy iść osobiście do urzędu skarbowego, aby opłacić podatek – można to zrobić przez internet. Podobnie jest z zakupem polisy ubezpieczeniowej. Z agentem, jeśli potrzebujemy konsultacji, możemy się spotkać w wirtualnej rzeczywistości. Informację o opcjach załatwienia danej sprawy można zawsze uzyskać na infoliniach urzędów czy banków.
  1. Konkretny dzień po pracy. Coraz częściej banki, urzędy, poczty działają choć jeden dzień w tygodniu kilka godzin dłużej niż standardowo, zwykle do godz. 19. To ukłon w stronę osób, które nie mają innej możliwości niż po zakończeniu dnia pracy na wysłanie ważnego listu czy złożenie wniosku w urzędzie.
  1. Urlop na dzieckoPamiętajmy, że prawo zapewnia każdemu rodzicowi dwa dodatkowe wolne dni na opiekę nad dzieckiem, do wykorzystania niezależnie od standardowego urlopu – przypomina Żukowska z MonsterPolska.pl.
  1. Pracująca sobota lub niedziela. Weekend w pracy w zamian za wolne w tygodniu. To sposób, który rozwiązuje wszelkie organizacyjne kłopoty. Jeden lub dwa dni wolnego w roboczym tygodniu pozwolą na uporządkowanie wszelkich ważnych spraw.
  1. Urlop bezpłatny. Ostateczność, ale jest to także jedna z możliwych opcji. Urlop bezpłatny wymaga złożenia pisemnego wniosku. Pracodawca może, ale nie musi zgodzić się na udzielenie urlopu.

Sposobów na załatwienie codziennych spraw i to bez korzystania z urlopu wypoczynkowego jest kilka. Korzystając z nich naprzemiennie, da się pogodzić pracę z obowiązkami w życiu prywatnym.

 

Źródło: Infor.pl

Rewolucja technologiczna w świecie finansów rozgościła się na dobre. Internet i nowe formy zdalnego dostępu do rachunku sprawiły, że klient nie odwiedza już placówki banku tak często jak kiedyś. Ten trend potwierdzają statystyki – według danych Komisji Nadzoru Bankowego liczba fizycznych placówek instytucji finansowych jest obecnie najniższa od 2012 roku. Co będzie dalej z oddziałami instytucji finansowych i dokąd zmierza bankowość? O tym opowiada Sławomir Pawlik, Dyrektor Wykonawczy Profi Credit, firmy będącej wiceliderem polskiego rynku pożyczkowego.

Z roku na rok jesteśmy coraz bardziej cyfrowi – to jednak nie znaczy, że przenieśliśmy się całkowicie do wirtualnej rzeczywistości, a oddziały instytucji finansowych przestają być potrzebne. Według danych NBP ponad jedna trzecia klientów woli bezpośredni kontakt z doradcą finansowym. Cenimy oczywiście szybkość i wygodę jaką daje korzystanie z usług finansowych online, jednak bankowość mobilna służy nam przede wszystkim do realizacji prostych spraw, jak sprawdzenie salda czy wykonanie przelewu. Bardziej skomplikowane operacje – otwarcie lub zamknięcie konta czy założenie lokaty – nadal wolimy wykonać w oddziale, który stanowi dla nas potwierdzenie wiarygodności danej instytucji.

Jak wynika z badania KPMG „Bankowanie i klikanie” odwiedzając przedstawicielstwo banku czy firmy pożyczkowej liczymy przede wszystkim na fachową poradę oraz ofertę skrojoną na miarę. I to właśnie dostajemy – instytucje finansowe „premiują” tych, którzy przychodzą do oddziałów. Takie osoby mogą na przykład liczyć na lepsze warunki pożyczki: wyższą kwotę czy dłuższy okres kredytowania. Dodatkowe finansowanie w wysokości 100 tys. dużo łatwiej uzyskać wybierając się do fizycznej placówki banku czy firmy pożyczkowej – dotyczy to zarówno osób prywatnych jak i przedsiębiorców. Dlaczego tak się dzieje? Bo bardziej ufamy tym, których znamy, a nasza wizyta w oddziale jest jednym z elementów potwierdzającym naszą wiarygodność.

Przy okazji rozważań na temat konieczności istnienia placówek instytucji finansowych nie można zapomnieć  o osobach, które z różnych powodów, nie mogą korzystać z nowych technologii. Tzw. wykluczenie cyfrowe jest według Kancelarii Senatu udziałem niemal jednej czwartej Polaków! Są to przeważnie osoby powyżej 65 roku życia. Nie sprawdzą one salda w aplikacji mobilnej i nie wykonają przelewu za pośrednictwem bankowości internetowej. Dla nich oddział to jedyna możliwość kontaktu z instytucją finansową!

Otaczający nas świat nijak przypomina ten z 1998 roku, gdy Powszechny Bank Gospodarczy udostępnił swoim klientom pierwsze w kraju konto dostępne za pośrednictwem internetu. Dziś Polska jest jednym z liderów w zaawansowanej bankowości. Pod względem korzystania z technologii, takich jak płatności zbliżeniowe, rozwiązania typu pay-by-link czy przelewy typu BLIK, jesteśmy w europejskiej czołówce. To właśnie dlatego Google zdecydował, że będziemy jednym z dwóch europejskich krajów testujących płatności mobilne Android Pay. Z tego również powodu Profi Credit kończy właśnie projekt związany z uruchomieniem nowoczesnej platformy online, dzięki której w prosty i wygodny sposób można będzie pozyskać dodatkowe finansowanie.

Wirtualna rzeczywistość odgrywa coraz większą rolę w świecie finansów, jednak miną dziesiątki lat nim online zastąpi offline. Czynnik ludzki jest nie do przeskoczenia, a zarówno klienci jak i banki czy firmy pożyczkowe większym zaufaniem darzą to, co namacalne.  Instytucje finansowe jak najlepiej starają się dostosować swoją ofertę do wymagań rynku – łączyć zalety obu kanałów sprzedaży. Jak wynika z badania The Digital Banking Expert Survey jedynie 5 procent planuje całkowitą rezygnację z tradycyjnych oddziałów. Większość w najbliższych latach postawi na placówki łączące tradycyjną obsługę z najnowszymi technologiami, które będą pełniły rolę centrów doradczych.

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do urzędu osobiście.

Z badanie Blue Media “E-administracja oczami Polaków” wynika, że 46 proc. Polaków najchętniej załatwiłoby sprawy takie jak rejestracja samochodu czy opłacenie podatku przez internet. W dobie powszechnej cyfryzacji perspektywa stania w kolejkach, by dokonać opłat lub złożyć wniosek, wydaje się coraz większej liczbie Polaków absurdalna.

Internet przyzwyczaił konsumentów do załatwiania wielu spraw bez wychodzenia z domu. 66 proc. Polaków opłaca swoje rachunki przez internet, a 68 proc. robi zakupy online. Podobnych rozwiązań – wygodnych i pomagających oszczędzać czas – domagamy się w innych sferach życia.

W Danii z e-usług publicznych korzysta 92 proc. obywateli, w Estonii 86 proc., a w Finlandii 85 proc. W najnowszym badaniu Blue Media 38 proc. Polaków zadeklarowało korzystanie z usług e-administracji. Aż co czwarty badany nawet nie wie, czy jest taka możliwość. – E-usługi publiczne powinny charakteryzować się jak najmniejszym stopniem skomplikowania. Konieczność logowania się profilem zaufanym dla wielu obywateli stanowi przeszkodę nie do pokonania. Upraszczanie procedur jest kluczem do sukcesu – mówi Krzysztof Ambroziak, rozwijający usługę Płatności Online BM dla sektora publicznego.

W Gdańsku, Sopocie, Słupsku, Tarnobrzegu czy Płocku mieszkańcy płacą przez internet np. za zarejestrowanie pojazdu, wydanie prawa jazdy, sporządzenie aktu małżeństwa, wydanie zaświadczenia o zameldowaniu czy sprawy budowlane, korzystając z systemu płatności Blue Media. Procedura przebiega w sposób dobrze znany z zakupów internetowych. Sopocka spółka udostępnia placówkom administracji samorządowej platformę, poprzez którą mieszkańcy mogą dokonywać opłat administracyjnych i skarbowych za czynności załatwiane w urzędzie.

– Płatności to element obsługi administracji publicznej, który mógłby dużo częściej odbywać się bezgotówkowo i z pominięciem okienka kasowego – mówi Krzysztof Ambroziak. – Dzięki automatycznym płatnościom zyskują mieszkańcy, a także urzędy, które mogą sprawniej ściągać należne opłaty i podatki.

Chcemy być poinformowani

Mieszkańcy chcą nie tylko szybko załatwiać sprawy urzędowe online, ale także oczekują sprawnej informacji od samorządów w ważnych dla nich kwestiach. By zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest skuteczne informowanie o zbliżających się zagrożeniach, Blue Media stworzył platformę komunikacyjną Blue Alert.

Blue Alert pomaga ułożyć – w jednostkach administracji centralnej, wojewódzkiej i powiatowej, jak i na poziomie samorządów miejskich i gminnych – jasne procedury komunikacyjne w sytuacjach alarmowych. Podmioty najpierw ustalają temat – może to być Powódź, Silny wiatr, Akcja Zima, Smog, itp. Następnie dla każdego tematu ustawiają odpowiednią procedurę komunikacji oraz definiują grupę obywateli i jednostek, do których chcą dotrzeć z komunikatem. Wszystko po to, by w sytuacjach awaryjnych, jeden dyżurny mógł w minutę powiadomić wszystkie służby, mieszkańców czy media o zaistniałych zdarzeniach.

– Załóżmy, że w ciągu kilku godzin mają nadejść silne wiatry nad określonym powiatem. Za pomocą Blue Alert, dyspozytor jest w stanie automatycznie powiadomić przedstawicieli konkretnych gmin i miejscowości o zbliżającym się zagrożeniu. W tym samym czasie może też wysłać alert do mieszkańców czy, mediów. Jeśli sytuacja jest naprawdę dramatyczna, system wymaga od adresatów potwierdzenia otrzymania wiadomości – np. poprzez wysłanie smsa zwrotnego lub odsłuchania wiadomości głosowej. Nawet jeśli alert jest wysyłany w piątkowy wieczór, to wymóg przymusowej odpowiedzi zwiększa szansę na szybkie skoordynowanie działań pomiędzy służbami i mieszkańcami – zauważa Marcin Burda, prowadzący projekt Blue Alert.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim zmiany i tendencje. Jedną z nich jest chociażby fakt, że coraz więcej produktów luksusowych kupujemy przez Internet – a to oznacza coraz większe wyzwanie dla ich producentów, a przede wszystkim… marketerów.

Jakość i bycie zauważonym

Luksus to cały czas synonim niezawodności i wysokiej jakości. Jak wskazuje Raport KPMG ‘Rynek dóbr luksusowych w Polsce w 2016’ w taki sposób myśli o nim 84% respondentów, przy czym odsetek ten jest większy (94%) wśród osób, których miesięczne dochody przekraczają 20 tys. zł brutto. Z kolei zdaniem ankietowanych o dochodach powyżej 7,1 tys. zł brutto luksus umożliwia sprawianie sobie lub innym przyjemności oraz wyróżnienie się z tłumu.

Warto zwrócić uwagę również na miejsce dokonywania zakupu. Jak wynika ze wspomnianego raportu, już ponad 69% respondentów dokonuje zakupów przez Internet. To o 26% więcej zakupów produktów premium w tym kanale niż w roku 2015. Choć cały czas najwięcej konsumentów deklaruje, że dobra luksusowe nabywa w sklepach stacjonarnych, to jednak można przypuszczać, że odsetek respondentów wskazujących kanał on-line będzie wzrastał – a to oznacza, że marketerzy marek premium i dóbr luksusowych już dziś powinni stawiać na ten kanał sprzedaży. Jak w takim razie najlepiej promować luksus on-line?

Luksus online

W sieci bardzo łatwo można dotrzeć do potencjalnego klienta. Dzięki zastosowaniu różnych technik marketingu online, istnieje możliwość precyzyjnego dotarcia do nawet bardzo wąskiej grupy docelowej. Stąd też tak duża aktywność marek premium w Internecie, które coraz częściej poza luksusowymi butikami w największych miastach w Polsce, otwierają również swoje sklepy w wydaniu on-line.

Tak samo jak istotna jest stojąca za produktem „historia”, która daje nam poczucie wyjątkowości, tak istotna jest wysokiej jakości kreacja oraz doskonale dobrane miejsce „umieszczenia” (ekspozycji). To, gdzie docieramy do użytkownika w dużej mierze wpływa na wizerunek danej firmy czy usługi. Dlatego kluczowe jest tutaj pojawienie się na serwisach, których treści skierowane są do ludzi zamożnych.

Jak skutecznie reklamować luksus?

Reklama produktów i usług premium powinna wyróżniać się na tle innych przekazów reklamowych.  Najważniejszym czynnikiem, który ma wpływ zarówno na wizerunek marki, jak i na jej ofertę jest jakość. I to właśnie jakość produktu powinna iść w parze z jakością kreacji. Podstawą jest stonowany i unikający kontrowersji przekaz. Dodatkowo sporo uwagi trzeba poświęcić „odnalezieniu” żądanej grupy docelowej, co nie jest prostym zadaniem. Ludzie majętni cenią sobie anonimowość, zwłaszcza w Internecie. Z pomocą przychodzą sieci, które kierują reklamę na wąsko targetowane witryny np. organizacje biznesowe (Business Center Club), witryny poświęcone inwestowaniu (Artinfo.pl, Analizy.pl), czy drogie hobby (motorowy.pl, galopuje.pl). Należy pamiętać, iż w przypadku produktów luksusowych kontekst (precyzyjne dotarcie do żądanej grupy docelowej) ma kluczowe znaczenie, wszak dotarcie z przekazem zbyt szeroko (poza żądaną grupę docelową) może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – obniżenie wizerunku produktu w oczach właściwej grupy docelowej.

Odbiorcy marek luksusowych zwracają szczególną uwagę na jakość usług. Dlatego też reklama, która zachęci ich do kupna powinna wyróżniać się estetyką, miejscem występowania, wyglądem i przede wszystkim prestiżem. Jest to ogromne wyzwanie dla marketerów. Wyzwanie, ponieważ obecnie otacza nas wiele kreacji niekoniecznie marek luksusowych, które cechują się szczególną dbałością o szczegóły. Dlatego też niezwykle trudne jest stworzenie reklamy szytej na miarę luksusu. Jednak obserwując rynek i prognozy warto skupić swoje działania na promocji luksusu w Internecie.

Autor: Marcin Rupiński, CEO Royal Ad

Influencer to osoba wywierająca wpływ i tworząca własne medium. Lider opinii ma duży wpływ na podejmowane decyzje zakupowe, zwłaszcza przedstawicieli Generacji Z. W erze pokolenia digital natives może nim zostać każdy – sportowiec, kucharz czy pasjonat gier i nowych technologii. O mitycznych influencerach krąży wiele pogłosek. Niektórzy uważają, że z założenia są bogaci i rozkapryszeni,  inni traktują ich, jak medium do współprac komercyjnych. Jak jest naprawdę?

Spotkasz go na ulicy

Influencerem może być celebryta, znajomy nastolatek, kolega z pracy, który dzieli się swoimi pasjami z użytkownikami Internetu, np. kucharz publikujący na Instargramie zdjęciami swoich potraw lub fashionistka, która prowadzi bloga i aktywnie prowadzi swoje profile w social media dzieląc się ciekawostkami ze świata mody i poradami jak odpowiednio dobrać elementy stylizacji. Początkowo mianem influencerów określano wyłącznie  twórców tworzących video. Dopiero w kolejnym etapie rozwoju świadomości internautów tytuł influencerów zyskali również blogerzy. Warto zwrócić uwagę, że najstarszy blog w Polsce ma już 20 lat, a pierwsze produkcje video na youtube pojawiły się o wiele później – komentuje Mateusz Krogulec, Managing Director w Szeri Szeri (grupa AdNext).

Generuje zaangażowanie

Mocną stroną influencer marketingu jest docieranie do określonej grupy odbiorców i jej angażowanie. Przedstawiciele najmłodszych pokoleń swoich ulubionych liderów opinii traktują jak znajomych. Generacja Z, która socjalizuje się w Internecie traktuje rekomendacje swoich ulubionych liderów opinii jak rady od dobrego przyjaciela. Wykorzystują to zarówno zagraniczne jak i polskie marki do promowania swoich produktów. Wzrasta świadomość reklamodawców w zakresie influencer marketingu. Do niedawna stawiali oni na współpracę ze z popularnymi celebrytami. Teraz się to zmienia. Marki poszukują influencerów, którzy produkują content wysokiej jakości oraz potrafią skutecznie zaangażować fanów – wskazuje Bartłomiej Sibiga, CEO DDOB (grupa AdNext). Warto dodać, że influencerzy angażują się nie tylko w projekty komercyjne, ale także edukacyjne. Bardzo dokładnie dobierają swoich partnerów.

Z (nie)naganną opinią

Osoby przygotowujące treści do Internetu spotykają się z mitem rozkapryszonych influcenerów, przez co tracą w oczach swoich potencjalnych klientów. Utrwalaniu takiej opinii sprzyja zachowanie części twórców, którzy wyceniając współpracę z markami nie odpowiednio – dobierają ceny usług lub też nie zachowują profesjonalizmu podczas realizacji zlecenia. Niestety można zaobserwować również psucie się rynku influencer marketingu. W sieci rozwijają się blogi i vlogi, które nie produkują wartościowego contentu, a niestety tylko niszczą rynek współpracując z konkurencyjnymi firmami. Jeśli chodzi o rozliczenia to najwięcej wątpliwości budzą rozwiązania barterowe, które są zazwyczaj atrakcyjniejszą formą dla marek niż influencerów. Warto zwrócić uwagę, że przy dobrze prowadzonym blogu lub kanale na Youtube efekty działań influencera dla marki kilkanaście lub kilkaset razy przewyższają wartość samego produktu – dodaje Mateusz Krogulec z Szeri Szeri (grupa AdNext).

 

Źródło: AdNext

Już 20 milionów Polaków ma stały dostęp do sieci – wynika z raportu McKinsey & Company. Jak pokazuje badanie, „cyfrowi Polacy” spędzają w niej średnio 6 godzin. Korzystamy z coraz większej liczby smart urządzeń – i chcemy więcej. Już 2 na 3 z nas oczekuje automatyki domowej w nowoczesnym mieszkaniu. Jak przedstawia się portret Polaka w e-świecie?

Chcemy żyć wygodnie i bezpiecznie, w funkcjonalnej przestrzeni, a to wszystko mają zapewnić nam najnowsze rozwiązania technologiczne. Jak wygląda Polaków portret własny? Smartfon w kieszeni, tablet na stole i apetyt na kolejne sprzęty. Raport McKinsey & Company „Cyfrowi Polacy – konsumenci w czasach e-rewolucji” nie pozostawia wątpliwości – chcemy żyć smart.

Zalogowani do życia

Jak wykazuje raport, aż 89% Polaków z dostępem do Internetu ma w domu laptopa,  87% korzysta z sieci W-Fi, a niemal 8 na 10 z nich to posiadacze smartfonów. Internet jest dla nich źródłem informacji, rozrywki, sposobem na komunikowanie się ze znajomymi, a coraz częściej też na robienie zakupów. Co więcej, jak wykazuje raport PwC „Connected living. Dlaczego ludzie są bardziej digital niż firmy?”, co czwarty badany jest dostępny online całą dobę. I nie widzi w tym żadnego problemu – a wręcz przeciwnie. Aż 98% korzystających na co dzień z narzędzi łączności cyfrowej pozytywnie ocenia ich wpływ na swoje życie. Dodatkowo 44% osób w tej grupie uważa, że technologia odgrywa w ich życiu ogromną rolę. A to wiąże się z obecnością wokół nas kolejnych urządzeń wykorzystujących połączenie z siecią.

Jak jeden organizm

„Królują” smartfony i tablety, które wypierają zarówno komputery przenośne oraz stacjonarne i wyraźnie wyprzedzają smart telewizję. Na liście urządzeń, z których chcielibyśmy korzystać w przyszłości można znaleźć m.in. smart samochody, konsole do gier, czy smart watche. Przestaje dziwić, że szukamy rozwiązań, które pozwolą w pełni wykorzystywać drzemiący w nich potencjał. – W wyraźny sposób rośnie zainteresowanie technologią smart home, która pozwala integrować wiele urządzeń w jeden doskonale funkcjonujący organizm – mówi Mikołaj Pertek, Country Manager w Fibaro. Wykorzystujący centralkę sterującą i łączność bezprzewodową Z-Wave system inteligentnego domu sprawia, że urządzenia współdziałają ze sobą, reagując w sposób zgodny z oczekiwaniami i nawykami użytkownika. – Co ważne system można rozszerzać w dowolnym momencie, dodając do niego kolejne urządzenia. A to atuty w sytuacji, gdy każdego roku smart urządzenia stają się coraz bardziej dostępne dla przeciętnego użytkownika – dodaje Mikołaj Pertek.

Rośnie e-pokolenie

Jak pokazują dane McKinsey & Company, co trzeci badany uznaje, że sieć stała się główną częścią jego życia. Dlaczego? Z pewnością duży wpływ na to ma popularność serwisów społecznościowych jako metody utrzymywania kontaktów z rodziną i znajomymi. Według 58% ankietowanych przez PwC, cyfrowe narzędzia odgrywają ważną rolę w zacieśnianiu więzi z przyjaciółmi, niewiele mniej osób wskazuje na relacje z bliskimi i współpracownikami. Co więcej te liczby mogą w najbliższej przyszłości wzrosnąć – biorą pod uwagę, że dorastające pokolenie Polaków poznaje najnowsze technologie od wczesnych lat życia. Według McKinsey & Company już 40% dzieci Polaków z dostępem do Internetu ma własny tablet. Smart urządzenia towarzyszą nam w czasie wolnym, w pracy, szkole i domu. Ten ostatni potrafi „myśleć” za nas praktycznie całą dobę. Dlatego coraz częściej wybieramy systemy smart home – wykorzystujące dedykowaną aplikację pozwalającą zarządzać domem i mieć stały podgląd na to, co się w nim dzieje z poziomu smartfona czy tabletu.

Technolologia „zadomowiona”

Skąd zainteresowanie systemem inteligentnego domu? Choć smart home najczęściej kojarzy się ze zdalnym sterowaniem oświetleniem, rośnie świadomość na temat Internetu Rzeczy i możliwości jakie daje domownikom nowoczesna technologia. Zintegrowane w system smart home urządzenia działają jak jeden organizm – analizują napływające dane i wspólnie na nie reagują, wprowadzając w życie wcześniej zaprogramowane sentencje zdarzeń. System audio uruchamiający się, gdy zadzwoni budzik, oświetlenie na korytarzu włączające się, gdy idziemy pod poranny prysznic, rolety podnoszące się o ściśle ustalonej godzinie – możliwości są praktycznie nieogranione. Dlatego nie dziwi, że już 2 na 3 Polaków oczekuje automatyki domowej w nowoczesnych inwestycjach mieszkaniowych. Tego trendu nie mogli zignorować deweloperzy, którzy coraz częściej oferują mieszkania z systemem inteligentnego domu w standardzie – Polacy chcą mieszkać komfortowo, wygodnie i bezpiecznie, wykorzystując przy tym najnowsze zdobycze techniki, które ułatwiają życie, ale zapewniają także realne oszczędności – wyjaśnia Jacek Zengteler, dyrektor działu projektów mieszkaniowych firmy deweloperskiej Yareal Polska. – Obecność smart home w nowych mieszkaniach wyraźnie podnosi zainteresowanie takimi rozwiązaniami wśród kupujących, którzy wcześniej nie mieli z nimi do czynienia. Warto zaznaczyć, że mieszkania wyposażone w elementy systemu smart home, wymagają edukowania klientów, aby wiedzieli jak w pełni korzystać z dobrodziejstwa technologii dla domu. Trudno się dziwić, że rozkochujemy się w technologii, która zapewnia nam wygodę i rozrywkę za jednym dotknięciem palca.

 

Źródło: Fibar Group S.A.

Kierowca, będący osobą prywatną, który aby zaoszczędzić na paliwie szuka przez internet chętnych do wspólnej jazdy, nie musi zawiadamiać o tym fiskusa, ani tym bardziej nie ma obowiązku rejestrować w tym celu własnej firmy.

O ile kierowca oferujący przejazdy za pomocą aplikacji Uber to w oczach fiskusa rasowy przedsiębiorca, o tyle kierowca, oferujący przez internet wspólny przejazd własnym samochodem w zamian za podział kosztów tego przejazdu już nie. Jeśli kierowca działa jako osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej i używa samochodu do celów prywatnych, otrzymana zapłata od pasażera nie rodzi obowiązku podatkowego ani na gruncie PIT ani VAT.

Wspólne przejazdy nie generują zarobku

Dobrym przykładem internetowej platformy pośredniczącej w takich wspólnych przejazdach jest BlaBlaCar. To internetowy portal społecznościowy, na którym mogą się odnaleźć wybierający się w dłuższą podróż kierowcy i osoby potrzebujące tzw. podwózki. Portal pozwala kierowcy zaoszczędzić na kosztach podróży, a pasażerowi znaleźć bardzo tani transport – przykładowa cena za połączenie Warszawa-Katowice to 37 zł.

Zasadą działania portalu jest współdzielenie się przez kierowców kosztami przejazdu z innymi użytkownikami portalu. Kierowca jako osoba prywatna, bez celu zarobkowego, oferuje miejsce w swoim samochodzie w zamian za to, że pasażer „dorzuca się” do benzyny i innych koniecznych opłat (np. za autostradę).

W przypadku BlaBlaCar, sam portal zobowiązuje kierowców do pobierania odpowiednio niskich stawek za przejazd – takich, które nie będą większe niż faktyczny koszt przejazdu, czyli nie pozwolą kierowcy osiągnąć jakiegokolwiek zysku. Jak czytamy w regulaminie BlaBlaCar, „Serwis Usługodawcy dostępny jest dla Usługobiorców wyłącznie dla celów niekomercyjnych. W szczególności zabronione jest oferowanie lub korzystanie z Usług w celach zarobkowych lub związanych z działalnością zawodową Usługobiorców, w tym osiąganie z tytułu Podróży dochodu”.

Nie ma zarobku, nie ma podatku

W powyższych okolicznościach, jeśli kierowca i pasażer występują na portalu jako osoby prywatne, kierowca wykorzystuje swój samochód tylko do celów prywatnych, a pasażer jedynie partycypuje w kosztach transportu, po stronie kierowcy nie pojawia się żaden przychód. Już jakiś czas temu resort finansów zajął stanowisko, że wspólne przejazdy oparte na zasadzie podziału kosztów podróży nie podlegają opodatkowaniu. Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o PIT opodatkowaniu podlega bowiem dochód stanowiący nadwyżkę przychodów nad kosztami ich uzyskania.

Opodatkowaniu podlegałby natomiast, zdaniem resortu, dochód kierowcy, jeśli ten pobierałby od pasażerów opłaty za przejazd przewyższające faktyczny koszt wspólnej podróży przypadający na każdego z pasażerów.

Przejazd „przy okazji” nie jest działalnością

Kropką nad „i” przesądzającą o tym, że wspólne przejazdy powinny znajdować się poza zainteresowaniem fiskusa jest fakt, że kierowca podwozi pasażera zawsze przy okazji własnej, zaplanowanej wcześniej podróży. Kierowca nie zabiera pasażera w miejsce, które wybiera pasażer, tylko tam, gdzie akurat jedzie sam, w osobistym celu. Świadczy to o tym, że przejazd jest okazjonalny, zatem nie może być traktowany jako stała działalność gospodarcza, która co do zasady wymaga rozliczania podatku od towarów i usług.

Przyszłość współdzielących się nie jest przesądzona

Warto jednak pamiętać, że póki co, ani ustawa o PIT ani ustawa o VAT nie przewidują szczególnych rozwiązań dotyczących opodatkowania transakcji zawieranych w ramach tzw. ekonomii współdzielenia. Z tych względów ustawodawca często zaleca traktowanie każdego przypadku współdzielenia indywidualnie i ostrożnie. Rynkowi usług prywatnych bazujących na zasadzie współdzielenie cały czas przygląda się nie tylko Ministerstwo Gospodarki, ale i sama Komisja Europejska. Komisja zaleca rozróżniać okazjonalne oferty od regularnego biznesu, innymi słowy – aktywności obywateli opartych na dzieleniu się kosztami od tych, w których celem jest zarabianie na udostępnianych innym zasobach.

 

Źródło: Tax Care

Nie wykluczałbym ataku cybernetycznego na Polskę, który będzie bardzo odczuwalny – mówi dyrektor Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa w NASK Juliusz Brzostek. Podkreśla, że w takiej sytuacji kluczowe jest przygotowanie i szybka reakcja, nad którymi pracuje centrum.

W sytuacji ataku cybernetycznego „kluczowe jest, w jaki sposób zareagujemy na to wydarzenie” – mówi Brzostek. „Czy podjęte działania będą odpowiednio szybkie, czy podjęte działania zabezpieczą interesy – bądź to finansowe, bądź społeczne – ludzi i przedsiębiorców” – wyjaśnia.

Jego zdaniem Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa takie działania jest w stanie podejmować, bo jest stworzone do koordynacji różnych działań na poziomie krajowym. Podkreśla, że we współpracy z przedsiębiorcami i operatorami usług kluczowych, które mają szczególne znaczenie społeczno-gospodarcze, budowana jest sieć wymiany informacji, wzajemnego ostrzegania, analizy ryzyka na poziomie krajowym.

„To są ważne elementy, których wcześniej nie było” – zaznacza. W jego opinii to szczególnie ważne, bo zagrożenia dotyczą różnych sektorów. Przykładem może być branża finansowa, gdzie „w pojawieniu się zagrożenia bierze udział nie tylko bank i klient, którego dotyka – powiedzmy – strata finansowa, ale wiele innych podmiotów, jak na przykład dostarczyciele internetu, jak producenci komórek, aplikacji na smartfony, biorą udział firmy hostingowe, przez których serwisy może być dystrybuowane złośliwe oprogramowanie” – zauważa i dodaje: „ta kooperacja musi być znacznie szersza niż tylko sektorowa, w związku z tym taki podmiot jak Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa jest potrzebne i to przynosi realne efekty”.

Ekspert tłumaczy, że efekty działania Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa trudno zaobserwować gołym okiem. „Z bezpieczeństwem ogólnie jest problem, bo jeżeli jesteśmy bezpieczni i nic się nie dzieje, to pytanie, czy jest to zasługa takich instytucji jak nasza, czy po prostu nie mieliśmy okazji interweniować” – mówi.

Przekonuje jednak, że te efekty są, a centrum funkcjonuje 24 godziny na dobę. „Wszystkie informacje, jakie do nas docierają są odpowiednio wcześnie propagowane do naszych partnerów, do właściwych organów i przeciwdziałamy wszelkim zagrożeniom, które się pojawiają” – zapewnia.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Zaoszczędzić wiele wysiłku, pieniędzy, ale przede wszystkim czasu w codziennej pracy. Mikro oraz małe i średnie firmy, czyli dominujący sektor przedsiębiorstw w Polsce, aby zapewnić jeszcze bardziej sprawne funkcjonowanie swojego biznesu, coraz częściej szukają alternatywy dla tradycyjnych usług i przenoszą je w online.

Usługi elektroniczne mogą być kluczem do sukcesu niezależnie od profilu działalności firmy. Warto zapoznać się z listą rzeczy, które można zrealizować przez internet, a które ułatwią i przyspieszą  pracę i poprawią efektywność działalności.

E-księgowość

Na rynku są dostępne usługi księgowości internetowej, które umożliwiają prowadzenie tego obszaru dla małej, zwykle 1-osobowej firmy za pomocą aplikacji. Obsługa programu jest zazwyczaj bardzo prosta, dostępna również z poziomu smartfona czy tabletu. – Do księgowości internetowej przekonuje się coraz więcej polskich przedsiębiorców, ponieważ zachowuje ona wszystkie funkcje tradycyjnych, papierowych rozliczeń, ale dodatkowo wprowadza wiele ułatwień – mówi  Paweł Wrzos, Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes, platformy usług dla firm. Wszystkie dane klientów, które wprowadzane są do systemu e-księgowości są gromadzone, a także archiwizowane, dlatego też ponowne wystawienie faktur na takie same dane jest proste, a samo użytkowanie tego programu – bezpieczne. Najczęstsze funkcje e-księgowości z jakich może skorzystać firma:

  • generowanie niezbędnych zestawień finansowych (np. miesięcznych),
  • wystawianie i ewidencja faktur,
  • wystawianie wezwań do zapłaty,
  • wypełnianie formularzy do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych,
  • wypełnianie rocznych deklaracji podatkowych dla Urzędu Skarbowego,
  • baza towarów i usług

Wirtualne biuro

Wirtualnym biurem jest realnie istniejąca firma, która udostępnia adres potrzebny do rejestracji działalności oraz do korespondencji. Przedsiębiorca otrzymuje prestiżowy adres, pozwalający na skuteczne kreowanie wizerunku marki, bez ponoszenia ogromnych kosztów najmu. Usługa daje możliwość przekazania całej administracji w ręce specjalistycznej firmy, w tym m.in. zarządzanie obiegiem korespondencji i prowadzenie elektronicznego  biura podawczego, co pozwala na skoncentrowanie się na kluczowych sprawach przedsiębiorstwa.

Internetowe multiplatformy

Mikro i małe firmy mogą również korzystać z rozbudowanych platform online, dających dostęp do wielu usług jednocześnie w jednym miejscu, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Oprócz elektronicznej księgowości  i wirtualnego biura przedsiębiorca może m.in.:

  • Zamówić usługę kurierską
  • Zyskać wsparcie prawne
  • Zrobić zakupy w sklepie internetowym z artykułami biurowymi
  • Skorzystać z outsourcingu sił sprzedaży lub zamówić kampanię realizowaną przez call center
  • Wziąć udział w szkoleniu e-learningowym lub wycenić bądź zamówić szkolenie stacjonarne
  • Wynająć samochód na potrzeby firmy
  • Uzyskać finansowanie w postaci kredytu bankowego

Poprzez zaawansowane technologicznie rozwiązania dana platforma daje właścicielom firm najważniejsze narzędzia do prowadzenia działalności praktycznie od ręki, po zalogowaniu się do konta, do których ma szybki dostęp z dowolnego miejsca – mówi Paweł Wrzos Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes.

Elektroniczna administracja publiczna

ePUAP

Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (epuap.gov.pl) to serwis internetowy, który umożliwia obywatelom załatwienie wielu spraw administracyjnych przez Internet. W Katalogu Spraw znajduje się udostępnionych przez urzędy kilka usług dla przedsiębiorców. Zgromadzono je w kategorii Przedsiębiorczość i dotyczą m.in. prowadzenia firmy, rejestracji przedsiębiorców czy wydawania zezwoleń i koncesji. Więcej spraw można znaleźć w kategoriach Infrastruktura, Statystyka i Dofinansowanie z funduszy UE.

Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pomocą Profilu Zaufanego (PZ) obsługiwanego w ramach platformy ePUAP. PZ wykorzystywany jest do składania podpisu na wniosku i stanowi alternatywę dla bezpiecznego podpisu elektronicznego z certyfikatem kwalifikowanym. Warto go posiadać, ponieważ stanowi podstawową metodę potwierdzania tożsamości w wielu usługach elektronicznej administracji.

PUE

Platforma Usług Elektronicznych ZUS (PUE – pue.zys.pl) daje wgląd w dane zapisane na kontach w ZUS, pozwala wysłać drogą elektroniczną dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe oraz innego rodzaju wnioski. Przedsiębiorcy – płatnicy składek mogą sprawdzić dane osób zgłoszonych do ubezpieczeń, uzyskać wniosek o niezaleganiu z opłatami czy przejrzeć zestawienia złożonych deklaracji. Płatnicy składek do 100 ubezpieczonych mogą dodatkowo za pośrednictwem PUE ZUS wygenerować i wysłać dokumenty rozliczeniowe, dokonać zgłoszenia lub wyrejestrować ubezpieczonych, a lekarze – wystawiać także niektóre zaświadczenia lekarskie.

 

Źródło: AIOBiznes

Media społecznościowe odgrywają coraz większą rolę w obszarze rekrutacji. Wykorzystywane są nie tylko przez pracodawców i rekruterów w celu pozyskania kandydatów, ale także przez samych kandydatów, którzy za ich pośrednictwem poszukują pracy lub czekają na propozycje zawodowe. Dlaczego warto mieć profil w biznesowych mediach społecznościowych? Wyjaśnia ekspert LeasingTeam Professional.

Pojawienie się Internetu w Polsce zrewolucjonizowało proces rekrutacji. Poszukiwanie pracy na portalach rekrutacyjnych, przesyłanie CV e-mailem w odpowiedzi na ogłoszenia, aplikowanie na oferty pracy za pośrednictwem zaawansowanych systemów wspierających procesy rekrutacyjne czy rozwiązywanie testów kompetencji on-line to tylko niektóre metody i narzędzia, z których na co dzień korzystają kandydaci. Internet zautomatyzował i uprościł proces rekrutacji nie tylko po stronie kandydatów, ale także firm. Obecnie, powszechne stało się wykorzystywanie przez rekruterów, w procesie pozyskiwania najlepiej dopasowanych do oczekiwań firm kandydatów, biznesowych mediów społecznościowych. W Polsce, do najbardziej popularnych portali należą międzynarodowy LinkedIn i polski Goldenline. Mają one charakter biznesowy, dlatego najczęściej swoje profile zawodowe zakładają osoby z poziomu co najmniej asystenta bądź specjalisty, a także menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządu czy prezesi. Liczba użytkowników korzystających z biznesowych portali społecznościowych wzrasta w Polsce z roku na rok. Wynika to z faktu, że coraz więcej osób  zdaje sobie sprawę z korzyści wynikających z posiadania profilu na LinkedIn czy Goldenline i dużej aktywności firm rekrutacyjnych. Ekspert LeasingTeam Professional wyjaśnia, w jaki sposób obecność w biznesowych mediach społecznościowych może pomóc w znalezieniu pracy.

Miejsce spotkań kandydatów z rekruterami

Obecnie, głównym narzędziem pracy rekruterów, którzy prowadzą projekty rekrutacyjne metodą direct search, są biznesowe portale społecznościowe takie jak LinkedIn czy Goldenline. Realizacja procesu rekrutacji z wykorzystaniem metody direct search polega na bezpośrednim dotarciu do osób, które posiadają unikalne kompetencje i doświadczenie istotne z punktu widzenia pracodawcy. Z direct search korzystją przede wszystkim firmy doradztwa personalnego w rekrutacjach na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Dzięki niej rekruterzy docierają do kandydatów pasywnych. Nie poszukują oni aktywnie pracy, w związku z czym nie można ich pozyskać za pomocą tradycyjnych metod takich jak ogłoszenia na portalach rekrutacyjnych.

Firmy specjalizujące się w rekrutacjach najczęściej posiadają na portalach społecznościowych rozszerzone profile dedykowane rekruterom, które umożliwiają dotarcie do kandydatów spoza własnej sieci kontaktów. Jeżeli profil danej osoby i opisane w nim doświadczenie i kompetencje pokrywają się z opisem stanowiska, rekruter wysyła zaproszenie do udziału w rekrutacji i prosi daną osobę o przesłanie CV. Jeśli kandydat prześle swoje dokumenty aplikacyjne, z dużym prawdopodobieństwem, zostanie zaproszony na spotkanie rekrutacyjne.

Osoby, z którymi kontaktujemy się za pośrednictwem biznesowych mediów społecznościowych bardzo często decydują się na udział w procesie rekrutacji. Nawet jeżeli w danej chwili nie myślały o zmianie pracy, są ciekawe, co może zaoferować im inna firma. Ponadto, wielu kandydatów uważa, że udział w procesie rekrutacji  jest pewnego rodzaju treningiem, który jeśli nie teraz, to w przyszłości może pomóc im w zdobyciu wymarzonej pracy – komentuje Anita Obidowska, Konsultant HR Marketing&Sales w LeasingTeam Professional.

Przepustka do udziału w procesach rekrutacyjnych

Obecność w wybranych serwisach społecznościowych daje kandydatom szanse do bycia zauważonym przez rekruterów i pracodawców, którzy poszukują talentów. W związku z tym, warto poświęcić czas na przygotowanie atrakcyjnego profilu. Zazwyczaj jego układ bardzo przypomina tradycyjne CV. Kandydaci zamieszczają w nim informacje dotyczące przebiegu kariery zawodowej oraz edukacji, zawsze zgodnie z zasadą odwróconej chronologii. Dodatkowo informują o przebytych kursach, szkoleniach, zdobytych nagrodach. Dużym atutem wirtualnych profili jest możliwość zamieszczania linków do artykułów eksperckich autorstwa kandydata, filmików z wypowiedziami np. w mediach lub prelekcji w czasie konferencji. W branży marketingowej i kreatywnej bardzo popularne jest zamieszczanie linku do portfolio prac np. graficznych. Im bardziej rozbudowany profil kandydata, tym większa szansa, że zainteresuje rekrutera, który zwróci się do niego z atrakcyjną ofertą pracy. Serwisy takie jak Linkedin czy Goldenline dają użytkownikom możliwość budowania profesjonalnej sieci kontaktów biznesowych, czyli zapraszanie i przyjmowanie innych osób do grona naszych znajomych. Nie bez znaczenia jest też aktywność w danym portalu biznesowym i udostępnianie ciekawych wyników badań, interesujących artykułów, dzielenie się wiedzą z obszaru, który interesuje danego kandydata. Może się zdarzyć, że rekruter zwróci uwagę na profil danego kandydata m.in. ze względu na treści, które udostępnia.

Istnieje wiele dodatkowych narzędzi, które mogą wzbogacić profil kandydata i sprawić, że stanie się on jeszcze bardziej atrakcyjny dla rekrutera. Użytkownicy portalu LinkedIn mogą sobie nawzajem wystawiać rekomendacje oraz potwierdzać swoje umiejętności czy wiedzę z danego obszaru. Mogą również polecać dany profil, a także komentować i udostępniać posty – informuje Anita Obidowska z LeasingTeam Professional.

Dostęp do ukrytych ofert pracy

Jeszcze do niedawna oferty pracy były prezentowane przede wszystkim na portalach rekrutacyjnych takich jak Pracuj.pl czy Infopraca.pl. lub w zakładkach kariera na stronach pracodawców.  Obecnie, oferty pracy pojawiają się również na oficjalnych profilach firm np. na FB, LinkedIn lub GoldenLine. Zdarzają się jednak sytuacje, w których firmy nie mogą sobie pozwolić na upublicznienie danej oferty pracy. Wynika to z różnych powodów. Czasami prowadzone są poszukiwania osoby na stanowisko wciąż obsadzone w  organizacji, najczęściej wyższego szczebla, stąd kluczowe dla prawidłowego funkcjonowania firmy. W związku z tym, informacja o rekrutacji na dane stanowisko, jeżeli już pojawi się na portalu rekrutacyjnym, to wyłącznie bez informacji o pracodawcy w ogłoszeniu.

Ukryte procesy rekrutacyjne bardzo często są zlecane firmom doradztwa personalnego. Przekazując proces na zewnątrz, pracodawca zyskuje anonimowość i pewność, że rekrutacja zostanie przeprowadzona z zachowaniem pełnej dyskrecji – uważa Anita Obidowska.

W przypadku ukrytych procesów rekrutacyjnych, poszukiwania bardzo często prowadzone są na LinkedIn czy Goldenline, z wykorzystaniem metody direct search. Osoby nieposiadające kont na tych portalach, które nie śledzą również regularnie ogłoszeń o pracę na portalach rekrutacyjnych, nie mają szans na udział w procesie.

Miejsce rekomendacji

Użytkownicy biznesowych portali społecznościowych coraz częściej na swoich profilach bezpośrednio komunikują, że poszukują nowych wyzwań zawodowych. Dobrym przykładem jest LinkedIn. Jego użytkownicy, bardzo często w miejscu przeznaczonym na nazwę stanowiska, wpisują informacje o poszukiwaniu nowych wyzwań zawodowych. Ponadto, osoby poszukujące pracy chętnie zamieszczają w swoich profilach dane ułatwiające rekruterom bezpośredni kontakt z nimi, czyli adres e-mail i numer telefonu.

Coraz częściej doświadczeni kandydaci publikują na swoim wallu posty, w których informują, że aktualnie szukają pracy, wymieniają swoje sukcesy i polecają się uwadze rekruterów. Zdarza się również publiczne rekomendowanie znajomych. Wielu przedstawicieli firm rekrutacyjnych chętnie korzysta z tego typu poleceń, które ułatwiają im dotarcie do interesujących kandydatów spoza ich sieci kontaktów – komentuje ekspert LeasingTeam Professional.

Kopalnia wiedzy dla poszukujących pracy

Śledzenie profili wybranych pracodawców na biznesowych portalach społecznościowych daje kandydatom dostęp do przydatnych porad i wskazówek na temat udziału w procesie rekrutacji. Zwłaszcza agencje zatrudnienia i firmy doradztwa personalnego tworzą profesjonalne poradniki dla kandydatów, obejmujące takie zagadnienia jak przygotowanie CV, przebieg rozmowy kwalifikacyjnej czy metody oceny kompetencji. Ich zgłębienie może pomóc kandydatowi w pomyślnym przejściu przez proces rekrutacji.

Obecność w biznesowych mediach społecznościowych dla osób z poziomu specjalistów i menedżerów, które są zainteresowane rozwojem swojej kariery zawodowej, wydaje się być obecnie koniecznością. Wynika to z rosnącej aktywności firm specjalizujących się w przeprowadzaniu rekrutacji profesjonalnych na portalach biznesowych. Może w niedalekiej przyszłości większość rekrutacji przeniesie się do portali takich jak LinkedIn czy Goldenline? Czas pokaże, na pewno warto już dzisiaj się na to przygotować.

 

Źródło: LeasingTeam Professional

Wydawać by się mogło, że zniszczenia poczynione przez Theresę May znalazły się pod kontrolą, tak jakby to była broń jądrowa, którą można odłożyć na przyszłość Niepewnemu sojuszowi torysów z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów udało się wprowadzić na rynek pewne załagodzenia. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda im się osiągnąć solidne porozumienie. Jak na razie May wciąż dowodzi, ale po igraniu z losem narodu wiele osób pragnie ją zastąpić jak najszybciej.

Najbardziej odbija się do na funcie brytyjskim, który spadł o ponad 300 jednostek w przeciągu nocy wyborczej. Od czasu referendum w sprawie Brexitu rok temu, mogliśmy zauważyć dwa duże wzrosty. Jednym było przemówienie Theresy May na temat Brexitu 17 stycznia, drugim wezwanie May do przedterminowych wyborów po których rynki się spodziewały umocnienia jej pozycji. Prawdopodobnie to silna pozycja May była odpowiedzialna za uratowanie funta od spadku poniżej 1.2000. Dalsza niepewność mogłaby spowodować powrót do tego samego punktu. Pozostałe rynki nie wyglądają na zaniepokojone sytuacją w Wielkiej Brytanii. Na ten moment, Brexit jest już przesądzony więc jedynym pytaniem jakie wszyscy sobie zadają to rodzaj porozumienia, które Wielka Brytania podpisze z Europą.

Wall Street kontynuowało swój pęd ku rekordowo wysokim notowaniom w piątek, ale Dow Jones i S&P zetknęły się z niewielkimi spadkami tuż przed weekendem. Złoto kontynuuje swój spadek i poważnie testuje swój krótkoterminowy poziom wsparcia. Należy uważać na duże zamówienia sprzedaży. Również ropa notowana jest na niski poziomie i przez ostatnie trzy miesiące trzyma się poziomu 46 dolarów za baryłkę. Jeżeli jednak nadmierna podaż przepchnie ją poniżej poziomu 42,5 dolarów może to oznaczać kłopoty. Poza dramatem Trumpa w Stanach Zjednoczonych, rynki czekają na spotkanie Federalnej Rezerwy w środę. Analitycy wciąż dyskutują, co Fed zamierza zrobić, a taka powszechna niepewność z perspektywą coraz szybciej zbliżającego się spotkania, nie oznacza nic dobrego.

W ten weekend nastąpił gwałtowny wzrost krypto-aktywów. Ethereum przekroczyło poziom 300 dolarów a Bictoin jest obecnie handlowany za ponad 3000 dolarów w Japonii oraz Chinach. Zachód wciąż notuje nieco niższe poziomy, ale jeżeli trend będzie kontynuowany, z pewnością szybko to nadrobi. Ethereum nie traciło czasu aby spocząć na tym kamieniu milowym i już jest notowane powyżej 360 dolarów za monetę. Nowy ICO o nazwie Bancor, który pojawi się dzisiaj online, może przyciągnąć dużo świeżych pieniędzy do sieci Etheru. Ten projekt znajduje się w samym sercu Blockchaina jako przyszłości internetu. Być może, pewnego dnia całkowicie zastąpi kontrakty różnicy kursowej będącej główną metodą, jaką ludzie sprzedają akcje, towary i inne aktywa finansowe w internecie.

Nadal znajdujemy się we wczesnym stadium rozwoju technologii Blockchain, ale w mojej opinii Bitcoin i Ethereum pewnego dnia mogą zastąpić pieniądze, a internet z pewnością ciągle zdobywa na popularności.  Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich cyfrowych aktyw według coinmarketcap.com wynosi skromne 115 miliardów dolarów i szybko wzrasta.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

Banki stopniowo likwidują stacjonarne punkty obsługi klientów i rozwijają digitalne kanały, nastawione na samoobsługę. W ten sposób, odpowiadają na obecne potrzeby konsumentów, wykreowane przez nowoczesne technologie. Optymalizują też swoje koszty. Fizyczne oddziały nadal są ważne w interakcji z zamożnymi odbiorcami.

Szef Biura Projektów Bankowości Klienta Zamożnego w Citi Handlowy, Tomasz Bąk, podaje, że obecnie 95% banków w Europie Środkowo-Wschodniej posiada własną strategię cyfrowej transformacji sieci oddziałów. Różnią się one miedzy sobą np. tempem i zakresem migracji transakcji do kanałów zdalnych, wysokością potrzebnych inwestycji i oczywiście punktem wyjściowym do wprowadzanych innowacji. Potrzeba likwidacji placówek bankowych wynika z tego, że zmienia się miejsce i sposób interakcji klientów z usługodawcami. Coraz częściej konsumenci oczekują zaawansowanych rozwiązań technicznych. Jednak przeniesienie całej obsługi do kanału internetowego, a co za tym idzie oparcie modelu operacyjnego na samoobsłudze, może nie wszystkim osobom odpowiadać.

– Są grupy klientów, które nadal potrzebują bezpośredniego kontaktu z pracownikiem placówki. Dlatego, w przypadku rozmów na temat zarządzania majątkiem kontakt osobisty z opiekunem jest wciąż preferowany. To samo dotyczy skomplikowanych produktów, np. inwestycji i ubezpieczeń. W części banków pewne kwestie wciąż można załatwić tylko w oddziałach. Jednak obecnie, tak naprawdę wszystkie transakcje możemy szybko i łatwo wykonać przez Internet. Uważam więc, że trend przenoszenia obsługi bankowej do świata cyfrowego będzie dynamicznie postępował. W perspektywie 3-5 lat zniknie aż kilkadziesiąt procent tradycyjnych placówek w Europie – mówi Tomasz Bąk.

Sposób, w jaki banki budują i utrzymują relacje z konsumentami, silnie zależy od specyfiki rynku docelowego i odbiorców usług. W segmencie klientów masowych, nawet jeżeli kontakt jest nawiązywany w placówce, to dalsza komunikacja przebiega głównie z wykorzystaniem kanałów zdalnych, telefonu i Internetu, oraz sieci bankomatów i wpłatomatów. Z kolei, instytucje finansowe, które najbardziej zabiegają o klientów zamożnych, skupiają się na budowaniu długoterminowych, bezpośrednich relacji. Dlatego, w tym przypadku, obok Internetu, oddział stanowi bardzo ważną przestrzeń do rozmów.

– Technologia wpływa na oczekiwania konsumentów w sposób, w jaki nie oddziaływała na nich przez ostatnich 10 lat. Biometryczna autentykacja klientów staje się już standardem. Za pomocą odcisku palca mogą w kilkanaście sekund zalogować się do swojego banku i zlecić przelew na swoim smartfonie. Postęp rośnie w szybkim tempie. W Polsce mamy już ponad 15 mln użytkowników bankowości internetowej. Rodacy spędzają średnio 90 minut dziennie na korzystaniu z aplikacji mobilnych. Aż 20-30 razy w miesiącu logują się do banku, poprzez system mobilny. Widzimy zatem, że ich potrzeby kreują trend zmniejszania ilości placówek bankowych i przeobrażenia ich roli – zapewnia Tomasz Bąk.

Jak wyjaśnia ekspert, oddziały zmieniają swój charakter i dotychczasową funkcję transakcyjną na doradczą lub czysto sprzedażową. Specjaliści nie siedzą za biurkami, ale towarzyszą klientom podczas ich wizyt w placówkach, tym samym skupiają się na budowaniu z nimi relacji. W wielu oddziałach nie ma już biurek ani ulotek. Są za to tablety i ekrany dotykowe, na których klienci samodzielnie realizują transakcje, które dotychczas odbywały się „przy okienku”. Nowe placówki tworzone są w miejscach, gdzie konsumenci realizują swoje potrzeby finansowe, czyli przede wszystkim w centrach handlowych. Równocześnie powstają formaty mobilne, które fizycznie podążają za potencjalnym nabywcą usług i zachęcają go do nawiązania pierwszego kontaktu.

– Takie zjawiska, jak cyfryzacja, globalizacja czy urbanizacja, najsilniej kształtują formy dystrybucji banków detalicznych. 10 lat temu niewielu z nas było w stanie wyobrazić sobie obecny kształt bankowości. Dlatego dokładne wskazanie granic jej transformacji w perspektywie następnej dekady jest raczej niemożliwe. Na pewno w dalszym ciągu będą rozwijały się nowe, bardziej digitalne i mobilne kanały komunikacji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe statystki, należy oczekiwać dalszej, regularnej likwidacji stacjonarnych oddziałów bankowych – przewiduje Tomasz Bąk.

Ekspert podaje, że według danych Komisji Nadzoru Finansowego, od końca 2012 roku liczba placówek w Polsce zmniejszyła się o 7,5%. Rocznie ubywa zatem około 2% spośród ponad 14 tys. bankowych placówek. Z kolei, Raport Citi GPS: Global Perspectives & Solutions, Citibank Research, 2016, pokazuje, że banki europejskie znajdują się właśnie w ważnym punkcie zwrotnym. Analitycy Citibanku uważają, że redukcje placówek na całym kontynencie powinny wynieść 40%. Banki w Hiszpanii, czyli tam gdzie nasycenie rynku stacjonarnymi oddziałami jest największe, musiałyby zamknąć 70% takich punktów, aby osiągnąć poziom zagęszczenia podobny do krajów skandynawskich.

– Nasi analitycy zwracają uwagę na to, że restrukturyzacja europejskich placówek jest konieczna nie tylko ze względu na preferencje klientów, ale też z uwagi na wydatki. Utrzymanie stacjonarnych oddziałów i zatrudnionych w nich osób stanowi około 60-65% kosztów banku. Niezbędne będzie też dalsze zautomatyzowanie procesów obsługi klienta, bo dziś nadal w wielu bankach aż 60-70% zadań wykonywanych jest ręcznie przez pracowników – podsumowuje Tomasz Bąk.

 

Źródło: MondayNews.pl

Czy istnieje przepis na idealną promocję konsumencką? Oczywiście! Wystarczą:

  • szczypta wiedzy,
  • łyżka dobrej organizacji,
  • garść pomysłów,
  • 1kg atrakcyjnych nagród.

Wszystkie składniki wsypać do garnka, gotować na wolnym ogniu do miękkości, cały czas mieszając. A tak na serio…

 

Po pierwsze WIEDZA

Marketingowa, z zakresu prawa, produktu klienta i jego konkurencji. Musisz być ekspertem w swojej dziedzinie, klient ma Ci ufać, powinieneś umieć rozwiać każdą jego wątpliwość. Po analizie potrzeb klienta zarekomenduj właściwe rozwiązanie dopasowane do celu, grupy docelowej, budżetu. Jeśli to, o co prosi klient, wydaje się nierealne lub wiesz, że będzie zupełnie nieskuteczne w tym przypadku, nie bój się zgłaszać VETO, argumentuj, opieraj się na swoim doświadczeniu. Czasem loteria jest czymś kompletnie nietrafionym przy danych założeniach, czasem konkurs będzie czymś, co nie przyniesie oczekiwanych przez klienta rezultatów, a czasem wystarczy zmodyfikować jego mechanikę albo czas startu i trwania akcji, aby wszystko grało. Daj klientowi poczucie bezpieczeństwa, doradzaj.

Po drugie POMYSŁ

Dobrym konceptem jesteś w stanie sprzedać wszystko, konsument ma się dać wkręcić w zabawę, utożsamić z marką. Ale jak koncept, to i nagrody. Moją złotą zasadą, od której zaczynam zbieranie propozycji nagród pod daną akcję, jest odpowiedź na pytanie, co nasza grupa docelowa chciała by mieć, ale z różnych powodów nie decyduje się na zakup we własnym zakresie. Według mnie to klucz do przyciągnięcia uwagi konsumenta, dzięki temu akcja, będąca odpowiedzią na jego potrzeby, zachęci go do udziału. Nagrody muszą być też spójne ze światem marki, najnowszy model iPhona za nic nie będzie pasował do brandu kojarzonego z tradycją, a retro AGD do marki związanej z najnowszymi technologiami i recepturami. Dobry pomysł przyciągnie nowych klientów i zlojalizuje obecnych.

Po trzecie DOBRA ORGANIZACJA

To podstawa, bez tego wiedza i pomysły na nic się zdadzą. Zarówno organizacja na poziomie przygotowania się do startu akcji, w czasie jej trwania, jak i po jej zakończeniu. Musisz dbać o dobry kontakt z klientem, jak i konsumentem. Gdy akcja wystartuje, pojawi się masa pytań. Raportuj klientowi na bieżąco przebieg promocji, informuj, jeśli dzieję się coś niepokojącego, ale jednocześnie zawsze rekomenduj rozwiązanie, panuj nad sytuacją. Bądź też w dobrym kontakcie z uczestnikami, cierpliwie odpowiadaj na ich pytania. W internecie wystarczy jeden niezadowolony uczestnik, żeby zrobić akcji, marce  klientowi zły PR. Konkursowicze zrzeszają się na przeróżnych forach, informują o nowych konkursach, wygranych, dostawie nagród, jedna zła opinia zaraz się rozniesie. Dlatego nie lekceważ uczestników.

Rynek cały czas dynamicznie się zmienia, zmieniają się też przyzwyczajenia klientów, ich reakcje i upodobania. Nie podchodźmy szablonowo do organizowania promocji tylko dlatego, że zrobiliśmy ich już setki. Pamiętajmy, że w obecnych czasach dynamika zmian jest tak ogromna, iż za każdym razem warto przed przystąpieniem do projektowania jakiejkolwiek akcji przypomnieć sobie te trzy proste słowa: WIEDZA, POMYSŁ i DOBRA ORGANIZACJA. Dzięki nim zmaksymalizujemy szansę na powodzenie akcji, minimalizując ryzyko braku zainteresowania. Pamiętajmy, nie ma sytuacji idealnej, dlatego istotne jest, aby oprócz szybkiego reagowania w trakcie trwania promocji, umiejętnie wyciągać z niej odpowiednie wnioski na przyszłość.

Autor: Marlena Orzechowska, Addicters

Porządkowanie mnożących się wirtualnych danych jest jednym z największych problemów w świecie IT. Twórcy nowoczesnych technologii dwoją się i troją w poszukiwaniu rozwiązań, które na lata zaspokoją potrzeby rynku analizy i wizualizacji cyfrowych danych. Polscy dostawcy nie odstają od swoich europejskich czy światowych konkurentów i stworzyli nowatorski system, który znajdzie zastosowanie w wielu branżach przemysłu i biznesu. Targi Hannover Messe będą okazją dla firmy APA Group do zaprezentowania innowacyjnej platformy, która może zrewolucjonizować świat automatyki.

Inteligentne technologie to w dużej mierze praca na gigantycznych zbiorach danych. Wedle szacunków firmy analitycznej Oracle, Internet powiększa się o ponad 40 proc. nowych danych w skali roku. W każdej chwili globalna sieć po raz pierwszy w historii może przekroczyć próg 10 zettabajtów danych, a już w 2020 r. będzie liczyć aż 45 zettabajtów. Tak liczne zbiory danych zmiennych nazywamy Big Data. To termin odnoszący się do przetwarzania i analizy danych, dzięki którym możliwe jest zdobycie i wykorzystanie nowej wiedzy.

W kontekście społecznym Big Data ma duży wkład w rozwój systemów zarządzania  budynkami czy całą infrastrukturą miejską, które są bezpośrednio odpowiedzialne za tworzenie rozwiązań polepszających jakość życia. Mogą być nimi systemy automatycznego sterowania, opomiarowania, bezpieczeństwa, zarządzania parkingami, ruchem miejskim i wiele innych, dzięki którym oszczędzamy czas i pieniądze.

Drogą do wykorzystania Big Data w celu poprawy jakości życia, optymalizacji kosztów utrzymania czy ochrony środowiska są m.in. systemy BMS (Building Management System). To rozwiązania, które pozwalają na integrowanie, monitorowanie oraz kontrolowanie pracy urządzeń i instalacji technicznych w budynkach. Takie systemy, korzystając z zaawansowanych technologii Big Data, integrują i przetwarzają ogromne ilości informacji dotyczących zużycia energii, bezpieczeństwa, ogrzewania, wentylacji czy monitoringu.

Jednym z tego typu systemów jest NAZCA, który w formie przedpremierowej zostanie zaprezentowany podczas hanowerskich targów. To funkcjonalne oprogramowanie do automatyzacji procesów i analizy danych cechuje łatwość obsługi, skalowalność i wieloserwerowość. NAZCA to system zaprojektowany by współpracować między innymi z  chmurą Azure firmy Microsoft. Może rozwiązywać problemy i realizować zadania w ramach mniejszych podsystemów funkcjonalnych o charakterze określanym jako  BMS, SMS i EMS – czyli kolejno systemu zarządzania budynkiem, zarządzania bezpieczeństwem oraz zarządzania jakością i zużyciem energii. Oprócz aspektów technologicznych, działająca zgodnie z założeniami normy ISO 5001 NAZCA, potrafi przynieść wymierne korzyści finansowe poprzez kontrolowanie zużycia mediów, a w konsekwencji obniżyć koszty utrzymania obiektu.

Rozwiązania IoT będą tylko wstępem do świata inteligentnych rozwiązań. Na stoisku oprócz premiery systemu będzie można podziwiać działanie robota zaprojektowanego przez firmę KUKA, z którą polska firma współpracuje już ponad 3 lata. APA Group jako firma integratorska zrealizowała szereg projektów obejmujących programowanie robotów KUKA. Obie firmy postanowiły pochwalić się swoją współpracą wykorzystując platformę NAZCA do pozyskania danych dotyczących robota, a następnie zaprezentować wnioski i wizualizację jego pracy podczas targów.

Efektem współpracy systemu z robotem będzie pełna symulacja procesu pozyskania danych zwanych popularnie analizą Big Data. Proces będzie polegał na zgromadzeniu informacji  z robota,  przetworzenia ich, oraz przeprowadzenia wnioskowania na ich podstawie. Dodatkowo, zaprezentowany zostanie predictive maintenance, czyli szereg procesów pozwalających określić stan urządzenia w trakcie eksploatacji, po to aby przewidzieć, kiedy należy przeprowadzić konserwację. Zaletą takiego podejścia jest oszczędność, ponieważ w przeciwieństwie do konserwacji rutynowej lub prewencyjnej, zadania są wykonywane tylko w uzasadnionych przypadkach i opierają się na rzeczywistej kondycji sprzętu.

Źródło: apagroup.pl

 

Jedynie co czwarty rodzic rozmawia z dzieckiem na temat właściwego korzystania z internetu – taki wniosek płynie z badania Kapitalni.org. Wraz z rozwojem sieci www zwiększa się liczba i rodzaje zagrożeń, na które narażone są w świecie wirtualnym młode osoby. Tymczasem ponad 27 proc. uczniów szkół podstawowych nie potrafi sobie wyobrazić niebezpieczeństw związanych z korzystaniem z sieci. Eksperci Kapitalni.org podpowiadają, jak dorośli mogą wspierać dzieci w odkrywaniu zasobów internetu i chronić je przed zagrożeniami.

Jak wynika z raportu Gemius/PBI, w Polsce w grudniu 2016 r. było już 27,5 mln internautów. Co ciekawe, aż 97,7 proc. gospodarstw domowych, w których mieszkają dzieci, ma dostęp do internetu. Tymczasem wskaźnik ten dla gospodarstw, które tworzą sami dorośli, jest o ponad 25 p.p. niższy. Rozwój cyfryzacji jest na tyle dynamiczny, że zgodnie z prognozami McKinsey Global Institute do 2020 r. wszyscy Polacy będą mieć bezpośredni dostęp do sieci. Wobec tak szybkiego postępu technologicznego ważnym aspektem staje się ochrona młodych użytkowników internetu. Zwłaszcza, że jak wynika z raportu „Cybernauci – diagnoza wiedzy, umiejętności i kompetencji”, co trzeci uczeń szkoły podstawowej nie potrafi wskazać potencjalnych zagrożeń czyhających w internecie.

Jak polscy rodzice dbają o ochronę dziecka w sieci?

Jak wynika z badania Kapitalni.org, tylko co czwarty rodzic uczula swoje pociechy na niebezpieczeństwa, na jakie mogą być narażone w sieci. Taki sam odsetek badanych chroni dziecko przed zagrożeniami w internecie, np. poprzez zezwolenie na korzystanie z sieci tylko w obecności dorosłego.

Niestety, trudno jest kontrolować dzieci cały czas, dlatego przekonanie, że nasze pociechy korzystają z sieci tylko w naszej obecności, jest złudne. Obecnie dostęp do internetu jest wszędzie – na dworcu, w szkole, sklepie. Dlatego należy stosować także inne formy ochrony przez zagrożeniami płynącymi z sieci, np. rozmawiać z dziećmi czy też ustawić blokadę rodzicielską na niektórych stronach – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

Jak wynika z badania Kapitalni.org, 12 proc. rodziców sprawdza historię przeglądarki na urządzeniach, z których korzystają najmłodsi. Taki sam odsetek badanych twierdzi, że ufa swojemu dziecku i nic nie robi, aby zabezpieczyć je przed zagrożeniami z sieci. Jak pokazało badanie Kapitalni.org występują też pewne różnice pomiędzy metodami ochrony najmłodszych w internecie wybieranymi przez matki i ojców. Najwięcej kobiet decyduje się na towarzyszenie dziecku podczas surfowania po sieci, tymczasem mężczyźni preferują ustawienie kontroli rodzicielskiej. – Co ciekawe, ponad 16 proc. ojców ufa swoim dzieciom i nie podejmuje żadnej aktywności w celu ochrony ich przed ewentualnymi zagrożeniami. Wśród kobiet odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi blisko 8 proc. – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Mali internauci nie zawsze zdają sobie sprawę z zagrożeń związanych z wykorzystywaniem sieci, dlatego warto, by dorośli pomogli im w zdobyciu tej wiedzy. Pierwszym krokiem zawsze jest szczera rozmowa z dzieckiem. – Warto wspólnie z nim odkrywać zasoby internetu, ale też uświadamiać, że w sieci mogą nas spotkać również różne zagrożenia. Dzieci powinny wiedzieć, na jakie rodzaje niebezpieczeństw są narażone oraz w jaki sposób mogą minimalizować ryzyko ich napotkania – dodaje Tomasz Jaroszek.

Ustal zasady korzystania z internetu

Dobrze mieć kontrolę nad tym, o jakiej porze i ile czasu dziecko poświęca na surfowanie po sieci. Ustalmy wspólnie liczbę godzin, jaką może przeznaczyć na używanie komputera i przestrzegajmy tej zasady. Unikajmy też pozostawiania dziecka samego w trakcie korzystania z internetu. Możemy ustawić komputer w salonie, gdzie najczęściej domownicy spędzają wspólnie czas. Wówczas będziemy mogli na bieżąco reagować w sytuacji zagrożenia.

– Jeżeli z tego samego komputera korzystają zarówno dzieci, jak i rodzice, dobrze założyć osobne konto dla najmłodszych bez uprawnień administratora. Warto też wykorzystać programy czy filtry blokujące strony ze szkodliwymi treściami, np. promującymi przemoc czy nietolerancję. Natomiast gdy młody użytkownik posiada własny komputer, sprawdzajmy od czasu do czasu, czy są na nim zaktualizowane programy antywirusowe i funkcjonujące zabezpieczenia – radzi Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Ochrona prywatności to podstawa

Wraz z rozwojem mediów społecznościowych, z których, jak wynika z badania instytutu NASK, codziennie korzysta aż 78 proc. nastolatków, wzrosło ryzyko związane z upublicznianiem wrażliwych danych. Ich ochrona to podstawa, dlatego warto uczulić dziecko, że takie informacje jak imię i nazwisko, adres czy numer telefonu nie powinny być udostępniane przez małych internautów. Należy też uświadomić podopiecznym, że za każdym razem, kiedy odchodzą od komputera, powinni wylogować się z własnego konta, a także jak ważne jest stosowanie haseł i nieudostępnianie ich innym osobom.

(Nie)bezpieczne media społecznościowe

Internet to w dużej mierze narzędzie służące do komunikacji. Nastolatki aktywnie wykorzystują serwisy, zamieszczając posty i komentując aktywności kolegów czy koleżanek. Social media mogą być pomocne w codziennym życiu, ale także być źródłem zagrożeń.

– Coraz częściej słyszy się o zjawisku przemocy rówieśniczej w internecie. Dlatego warto uczulić nasze dzieci, że profil społecznościowy nie może być wykorzystywany do zamieszczania niewłaściwych treści, np. złośliwych komentarzy ośmieszających innych. Warto, aby dziecko wiedziało, że w sytuacji, gdy samo doświadcza bądź jest świadkiem obrażania przez innych użytkowników sieci, powinno poinformować o tym fakcie rodziców – podkreśla Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Znajomości zawarte online

Wraz z rozwojem internetu, coraz częściej spędzamy czas online. Jak wynika z  raportu „Cyfrowi Polacy” McKinsey & Company, Polacy są podłączeni do sieci przez średnio 6 godzin dziennie. Dostęp do internetu umożliwia nam nawiązywanie nowych przyjaźni. Z tej możliwości korzystają również dzieci. Dobrze jednak, aby kierowały się zasadą ograniczonego zaufania, zarówno co do osób poznanych w sieci, jak i co do treści w niej zmieszczonych. Jeżeli dziecko będzie planowało spotkać się z nowym kolegą, z którym jak dotąd miało kontakt jedynie wirtualny, niech towarzyszy mu osoba dorosła.

Warto pamiętać, że samo stosowanie blokad rodzicielskich i programów filtrujących nie wystarczy, szczególnie że wraz z wiekiem dziecko będzie korzystać z internetu za pomocą własnego telefonu komórkowego i do tego, często poza domem. Dlatego należy mieć na uwadze, że żadne zabezpieczenia nie zwalniają rodziców od rozmowy z dzieckiem na temat niebezpieczeństw, jakie czyhają w sieci oraz metod ich przeciwdziałania. Tylko tłumacząc zagrożenia i ustalając pewne zasady korzystania z internetu, zwiększamy bezpieczeństwo naszych dzieci –  konkluduje Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

 

Źródło:Kapitalni.org

Zbierają dane o użytkownikach sieci w 187 państwach, a ich autorska platforma DMP – OnAudience.com – przetwarza już ponad 3 mld profili internautów. Pokornie przyznają, że nie monitorują jeszcze aktywności sieciowej mieszkańców San Escobar, ale i tu obiecują rychłą poprawę. Warszawska spółka Cloud Technologies swój biznes zaczynała jako start-up w garażu. Dziś, po 6 latach działalności ma pozycję polskiego lidera analityki Big Data, posiadającego największą hurtownię danych w Europie. W tym roku spółka planuje opuścić NewConnect na rzecz głównego parkietu GPW.

Talmud głosi, że biedny jest tylko ten, kto nie ma wiedzy. Jeśli wiedza jest walutą, to Cloud Technologies jest jedną z najbogatszych firm na świecie. Warszawska spółka przetwarza już ponad 3 mld anonimowych profili internautów, wie sporo o ich zainteresowaniach, decyzjach i preferencjach zakupowych, zna ich wiek, płeć, geolokalizację i historię surfowania w sieci.

Czyny, nie dane

Umiejętne gromadzenie danych to prawdziwe błogosławieństwo, jednak data harvesting nie wystarczy, jeśli dane są nieaktualne lub nie wiadomo, jak je wykorzystać. Potwierdza to stare arabskie przysłowie: „Najlepszą wiedzą jest ta, która się łączy z czynem”. Gdy chodzi o dane, taki czyn to inaczej ich monetyzacja, według ekspertów z IDC jedna z najważniejszych zdolności, jakie współczesne firmy powinny posiadać, by odnieść sukces w cyfrowej gospodarce. Nie można odmówić tej zdolności zespołowi Cloud Technologies, który przy pomocy swojej autorskiej platformy OnAudience.com (Data Managing Platform) ze gromadzonych danych robi użytek na wiele różnych sposobów. To dzięki niej notowana na NewConnect spółka przetwarza już dane z ponad 3 mld profili internautów. Na bieżąco aktualizowane zbiory nieustrukturyzowanych cyfrowych informacji w większości pochodzą z plików cookies, a ich rozmiar dał Cloud Technoologies pozycję największej hurtowni danych w Europie, która monitoruje aktywność użytkowników sieci już w 187 państwach. Na ich długiej liście znalazła się nawet teoretycznie zupełnie zamknięta Korea Północna z kilkoma internautami, a niebawem – jeśli wierzyć śmiało rzuconej obietnicy – pojawi się również San Escobar. W państwach, gdzie danych zbiera się najwięcej, ilość aktywnych plików cookies liczy się w dziesiątkach milionów.

Wielkie małe początki

Tak jak w przypadku Google, Apple czy Amazon, początki firmy założonej w 2011 roku przez zafascynowanego cyfrowym światem Piotra Prajsnara były raczej skromne. Najpierw start-up w garażu, potem biuro w niewielkim mieszkaniu w Warszawie bez recepcji i ekspresu do kawy. Na początku krzątało się tam 2, a chwilę później już 6 oddanych sprawie pracowników. Dziś firma zatrudnia już ponad 50 osób.

Internet kusił mnie od zawsze i zdawał się być idealnym miejscem na założenie biznesu. Już w trakcie studiów fascynowało mnie maszynowe uczenie, inteligentne algorytmy oraz Big Data i w tym kierunku chciałem się rozwijać, bo wiedziałem, że to rynek bardzo perspektywiczny. Naturalnym środowiskiem dla analityki Big Data wydał mi się marketing i reklama internetowa. W tamtym okresie polska sieć zdominowana była przez reklamę masową w większym stopniu niż dzisiaj, a osoby, które na poważnie myślały o tajemniczym zjawisku, jakim było Big Data, dało się policzyć na palcach jednej ręki – wspomina Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Na sukces nie trzeba było długo czekać, bo już w 2012 r. spółka zadebiutowała na NewConnect. Jeśli ktoś zainwestował w jej akcje 100 tys. zł, to dziś jest milionerem. Kurs w ciągu zaledwie kilku lat wzrósł z około 1 zł do blisko 100 zł. Polski lider analityki danych nie spoczął jednak na laurach, o czym świadczą m.in. jego wyniki za ostatni kwartał 2016 r. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, przychody zwiększyły się o 64,7% a zysk netto wzrósł aż o 78%, do poziomu 7,4 mln zł netto. To najlepsze wyniki w historii firmy, która jeszcze w tym roku planuje przejście z NewConnect na Rynek Główny GPW.

Analityka na eksport

Nim transfer dojdzie do skutku, firma założona przez Prajsnara znacznie się powiększy. Niebawem ma zostać sfinalizowana rekordowa transakcja. Jej przedmiotem jest przejęcie działającej na 36 rynkach agencji nowych technologii Imagine The Future, która 95% kampanii realizuje poza granicami Polski. Cloud Technologies ma przejąć w niej wszystkie udziały za niebagatelną kwotę 320 mln zł. Zakup ma charakter strategiczny i jak przekonują nabywcy, przyczyni się do rozwoju ich międzynarodowej działalności oraz dystrybucji produktów i usług związanych z performance marketingiem, który już teraz generuje większość przychodów Cloud Technologies. To też olbrzymia szansa dla UnBlocka, innowacyjnego narzędzia, umożliwiającego wydawcom wyświetlanie reklam pomimo zainstalowanych wtyczek blokujących reklamy i dopasowanie ich do zainteresowań internautów. UnBlock potrafi odblokować praktycznie każdy format reklamowy, włącznie z kreacjami typu Rich Media, czyli np. reklamą video. Może też przetworzyć kreację reklamową i wyeliminować dużą część operacji obliczeniowych z przeglądarki użytkownika, co zapobiega spowolnieniu w ładowaniu witryny na jego komputerze. Opracowana nad Wisłą technologia, którą interesują się już wydawcy na całym świecie, przechodzi właśnie międzynarodową procedurę patentową.

Działalność warszawskiej spółki to nie tylko Big Data marketing i reklama internetowa. Cloud Technologies w ramach usług consultingowych wspiera inne firmy w zakresie gromadzenia i analityki danych, dostarczając cyfrowe informacje o sieciowej aktywności internautów do ich systemów BI, CRM i ERP. To nic innego, jak usługa Big Data as a Service. Przedsiębiorcy w coraz większym stopniu dostrzegają potencjał analityki dużych zbiorów nieustrukturyzowanych danych. Coraz częściej również zdają sobie sprawę z ograniczeń ich aktualnych systemów IT, ale niekoniecznie chcą inwestować we wdrożenia własnych narzędzi. Stąd zapotrzebowanie na takie usługi. Z raportu MarketsAndMarkets wynika, że do 2020 rynek BDaaS ma rosnąć do 2020 r. aż o 31% rocznie. To najszybciej rozwijająca się gałąź IT, w której na naszym podwórku Cloud Technologies pozostaje niekwestionowanym liderem.

Źródło: Cloud Technologies

Dzięki prowadzeniu oficjalnego profilu firmy w mediach społecznościowych, z jednej strony marka może nawiązać długoterminową relację z klientem, zyskać jego sympatię, a nawet zmienić go w ambasadora marki. Z drugiej, musi być przygotowana na możliwe trudne sytuacje lub nawet kryzys wizerunkowy. Eksperci wyjaśniają jak uchronić się przed nimi lub zminimalizować ryzyko ich wystąpienia w social media.

Prowadzone w mediach społecznościowych profile to miejsca ukierunkowane na interakcje z użytkownikami. Jak podkreślają Praktycy, owa interaktywność oznacza także otwartość na dialog w przypadku skarg i zażaleń konsumentów oraz radzenie sobie z kryzysowymi sytuacjami. Firma musi być gotowa przyjąć ewentualną krytykę. Nie może np. się zdarzyć, że „wywołany do tablicy” po przeczytaniu negatywnej uwagi odnośnie czasu realizacji zamówienia, reaguje złością i wdaje się z klientem w przepychankę słowną. W ten sposób jeden krytyczny post, na który można było szybko odpowiedzieć rzeczowym komentarzem, zamienia się w sytuację kryzysową. Tymczasem dobrze potraktowany użytkownik może odzyskać sympatię do firmy i pomimo problematycznej sytuacji, w dalszym ciągu pozostać jej klientem. Eksperci z Praktycy.com wskazują, o czym muszą pamiętać przedsiębiorcy chcący najlepiej wykorzystać obecność w social media.

Czy to już kryzys?

Zdarza się, że firmy popadają w przesadę i każdy negatywny komentarz traktują jako zapowiedź nadchodzących problemów. Nie zawsze krytyczna uwaga stanowi powód, aby powoływać sztab antykryzysowy w firmie. Negatywny odbiór może wynikać np. z czystej złośliwości, czyli tzw. hejtu. Zwolniony pracownik restauracji może zamieścić na fanpage’u złośliwy komentarz zniechęcający do odwiedzenia lokalu z powodu np. nieświeżego jedzenia, choć taka sytuacja niekoniecznie miała miejsce. Podobny post może zamieścić również osoba pracująca w konkurencyjnej restauracji, chcąc zaszkodzić rywalowi. Czasem krytykę prowokuje sama firma, np. zamieszczając wpis z rażącym błędem językowym lub popełniając faux-pas w komunikacji. O kryzysie można mówić w przypadku zdarzenia o większym znaczeniu, będącym już poważnym zagrożeniem dla wizerunku marki.

Przykładem może być nietrafiony post na fanpage’u marki Gold’s Gym przestawiający zdjęcie gruszki z podpisem „To nie jest kształt dla kobiety”. Po fali protestów użytkowników, marka opublikowała na międzynarodowym profilu oficjalne przeprosiny i poinformowała o wszczęciu wewnętrznej procedury w celu zbadania sprawy i aby zapobiec wystąpieniu podobnych sytuacji w przyszłości. Eksperci z Praktycy.com zwracają uwagę na fakt, że sytuacje kryzysowe najczęściej zdarzają się jednak offline, a przenoszą do środowiska mediów społecznościowych, ponieważ jest ono doskonałym miejscem do wyrażania opinii i dawania upustu nagromadzonym emocjom. Bez wątpienia żadnej z takich sytuacji, bez względu na ocenę jej zagrożenia, nie wolno ignorować.

Kryzys w social media – czy można się do niego przygotować?

Nagłego kryzysu nie da się nigdy w 100 proc. przewidzieć. Trudna sytuacja zazwyczaj rozwija się niespodziewanie i jak zwykli mawiać niektórzy praktycy – kryzysy najczęściej wybuchają w weekendy. Nie oznacza to jednak, że ewentualna trudna sytuacja ma firmę zaskoczyć – warto wcześniej przedsięwziąć kroki, które szybko i sprawnie pozwolą „ugasić” pożar i wyjść z całego zdarzenia bez uszczerbku na wizerunku marki. Po pierwsze, dobrze jest wcześniej dokładnie przeanalizować wszystkie potencjalne zagrożenia, które mogą wywołać realny kryzys. Wadliwy produkt? Użytkownicy na pewno to zauważą i często prędzej wyrażą swoje niezadowolenie na firmowym Fanpage’u niż dzwoniąc na infolinię. W końcu na profilu w social media mogą jednocześnie liczyć na reakcję i wsparcie innych klientów marki. Zła obsługa klienta? Nawet jeśli firma spełnia wysokie standardy w zakresie obsługi klienta, to zawsze może pojawić się wyjątek od tej reguły, który wystarczająco zaszkodzi marce. Na tego rodzaju zarzut firma zawsze musi być przygotowana.

Po drugie, po przeprowadzeniu analizy potencjalnych zagrożeń dobrze, aby firma ustaliła odpowiednie procedury, tj. przygotowała scenariusz komunikacji w sytuacji kryzysowej. Kryzys może wybuchnąć z najbardziej błahego powodu, ale osoba lub zespół odpowiadający za prowadzenie profilu w mediach społecznościowych, musi wiedzieć jak na niego zareagować, do kogo się zwrócić z prośbą o szybkie wyjaśnienie lub komentarz dla klientów, które osoby zaangażować w rozwiązywanie sprawy itd.

Po trzecie, kluczową kwestią jest również powierzenie prowadzenia działań społecznościowych osobom z doświadczeniem, odpornym na stres i… kreatywnym. Zamiast wpadać w panikę, zespół powinien zastanowić się nie tylko jak załagodzić całą sytuację, ale wręcz czy można ją wykorzystać na korzyść firmy. W odpowiedzi na post rozżalonego na markę Bodyform użytkownika z powodu „nierealistycznego obrazu kobiet będących w czasie menstruacji”, firma opublikowała film na YouTube, w którym dyrektor generalna w sarkastycznym tonie przeprasza mężczyznę – video obejrzało ponad 5 mln ludzi.

W przypadku rozwiązywania kryzysów w social media, warto także podać przykład rzecznika Play, który zareagował na opublikowane w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym para niezadowolonych klientów stoi przed salonem operatora z napisem „Nie przenoś numeru do Play. Czekamy już 4 dni”. Rzecznik odpowiedział im na profilu również poprzez publikację zdjęcia, na którym stoi przed salonem Play z przepraszającym napisem oraz informacją o rozwiązaniu trudności z aktywacją karty.

Eksperci z Praktycy.com podkreślają, że kryzys wizerunkowy w social media, może dotknąć nawet najlepszych. Prawdziwą sztuką jest wyjść z tej próby zwycięsko, a nawet poprzez dobre zarządzanie komunikacją w trakcie kryzysowej sytuacji, pokazać jak rozwiązać skutecznie problem. Dzięki czemu fani oraz opinia publiczna uznają firmę za odpowiedzialną i właściwie traktującą swoich klientów, także w trudnych chwilach. A od tego już o krok od sytuacji, w której taka firma przekuje swoją wizerunkową porażkę w… marketingowy sukces.

 

Praktycy.com

Eksperci

Bugaj: Obniżka podatków niekoniecznie korzystna

W minionym miesiącu, a szczególnie w jego drugiej połowie, globalny kapitał zaczął ponownie preferow...

Kowalski: To Rząd a nie ZUS powinien rozwiązać kwestię ozusowania umów zleceń

Ozusowanie umów zleceń zawieranych przed 2016 rokiem pozostaje kwestią sporną pomiędzy przedsiębiorc...

Przasnyski: Zróżnicowane tempo inwestycji w przemyśle

Najnowsze dane GUS dotyczące nakładów i wyników przemysłu po trzech kwartałach 2017 r. dają mocno zr...

Sawicki: Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie ...

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

AKTUALNOŚCI

Bruksela zatwierdziła polski program dotyczący energii odnawialnej o wartości 40 mld zł

Na mocy przepisów UE w dziedzinie pomocy państwa Komisja Europejska zatwierdziła polski program doty...

Wirtualne „waluty”, takie jak bitcoin, litecoin czy ether nie są emitowane i gwarantowane p

Czym są wirtualne „waluty" Organizatorzy akcji przypominają, że kryptowaluty nie są ani emitowane, a...

Polskie instytucje finansowe pozytywnie oceniają swój stopień przygotowania do RODO

3 na 4 przedstawicieli polskiego sektora bankowego biorących udział w najnowszym badaniu Linux Polsk...

Trendy sprzedaży w sklepach małoformatowych w listopadzie 2017

Jak wynika z danych CMR, w listopadzie 2017 r. obroty sklepów małoformatowych do 300 m2 były o 9,0% ...

Przełomu w służbie zdrowia raczej nie będzie

Służba zdrowia jest pierwszym najważniejszym zadaniem – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w expo...