Home Tagi Wpis otagowany "import"

import

Elektromobilność oznacza ogromną zmianę, która czeka branżę samochodową. Ale to tylko część procesów, które wywrócą do góry nogami sposób poruszania się po mieście – mówili uczestnicy dyskusji „Motoryzacja w miastach przyszłości”, która odbyła się podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.
Prowadzący panel red. Robert Przybylski z „Rzeczpospolitej” ocenił, że branża motoryzacyjna stoi przed kilkoma zmianami – nie tylko zmianą napędu, identyfikowaną z elektromobilnością, ale też np. współdzieleniem pojazdów oraz intensywną urbanizacją. W efekcie rodzi się zupełnie inne postrzeganie samochodów i mobilności przez dzisiejszych nastolatków. W badaniach społecznych po wielu latach samochód stracił pozycję najbardziej pożądanego dobra konsumpcyjnego – na rzecz smartfonu. – Branża tak czy owak będzie po wygranej stronie – bo dalej trzeba będzie produkować samochody. Pytanie tylko – ile ich będzie? – stwierdził.

Uczestnicy podkreślali, że restrykcje dotyczące wprowadzania ruchu do centrum miast są coraz bardziej powszechne – nie tylko w Europie, ale i na świecie. Wiceprezydent Wrocławia Maciej Bluj nie ma wątpliwości, że ścisłe centra miast będą wkrótce powszechnie zamknięte dla komunikacji indywidualnej – być może z wyłączeniem samochodów elektrycznych. Stolica Dolnego Śląska będzie je intensywnie promować – wkrótce uruchomi projekt carsharingu aut elektrycznych na około sto, a wiosną – już dwieście samochodów.– Na dwustu samochodach się nie skończy, bo kolejne firmy działające we Wrocławiu zgłaszają się z prośbą o utworzenie stacji w ich pobliżu – zapowiedział.

Elektryfikacja przewozów cargo to kwestia miesięcy. Ale nie w Polsce

O tym, jak elektromobilność zmieni dostawy kurierskie opowiedział dyrektor ds. publicznych UPS Polska Wojciech Arciszewski. Jak przypomniał, skończyły się wygodne czasy dla firm kurierskich, które rozwoziły paczki hurtem do biur. Teraz klienci kurierów żądają dostawy w konkretnej godzinie, a miejsca dostaw są bardzo różne. Zwiększa to obciążenie dostaw dla dróg i środowiska. Częściową odpowiedzią jest odbiór własny przez klienta – w coraz bardziej popularnych paczkomatach i punktach kurierskich.

Jego zdaniem już w najbliższych miesiącach w ofercie producentów pojawią się pełnoprawne elektryczne samochody dostawcze i rozpocznie się elektryfikacja przewozów cargo w miastach. Niestety, to zjawisko na razie ominie Polskę – a to dlatego, że krajowe firmy kurierskie opierają się na małych podwykonawcach. Ich na razie nie będzie stać na inwestycje w elektromobilność – w przeciwieństwie do dużych zachodnich firm kurierskich, którzy wykorzystają efekt skali do wymiany własnej floty.

Specyfika naszego kraju powoduje, że omija nas część korzystnych trendów w zakresie mobilności. Kolejny tego typu przykład podał Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Chodzi o wprowadzenie coraz bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin – aż do Euro6. Polacy niestety korzystają na tym w niewielkim stopniu– a to przez duży udział importu używanych samochodów, które w ogromnym stopniu zanieczyszczają środowisko.

Parkowanie do przebudowy

Maciej Zawadzki prezes APCOA Parking Polska przyznał, że niezależnie od podwyżek stawek za parkowanie, liczba klientów stale rośnie – co niestety świadczy tylko o coraz większym ruchu ulicznym w naszym kraju i kłopotach z miejscami do parkowania. Jego zdaniem odpowiedzią na te problemy będą aplikacje mobilne, wskazujące miejsca do pozostawienia samochodu – zintegrowane z płatnością, rozkładem komunikacji miejskiej itd.

Wiceprezes ZDG TOR Adrian Furgalski zwrócił uwagę, że problem braku miejsc parkingowych może pomóc rozwiązać przygotowywana przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa ustawa, która pozwoli wreszcie samorządom podnieść stawki za parkowanie. – Ministerstwo daje tylko narzędzie, z którego samorządy będą mogły korzystać według własnych potrzeb. Pewnie nie spotkamy się z maksymalną stawkę 9 złotych za parkowanie – przewiduje.

Zmiany są konieczne, bo według cytowanych przez niego badań w strefach śródmiejskich za aż 25 procent ruchu odpowiadają kierowcy szukający miejsca parkingowego. – Trzeba zmienić powszechne oczekiwanie, że skoro po latach pracy stać mnie na samochód to muszę nim wjechać do centrum, a jak wjadę – to i zaparkować – stwierdził. Tymczasem skutki kongestii w ruchu ulicznym kosztują Polskę aż 2 procent PKB. – Tych pieniędzy nam nie szkoda bo nie wyjmujemy ich z portfela – podkreślił.

Źródło: www.rynekinfrastruktury.pl

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Tylko przez ostatni tydzień ceny benzyny bezołowiowej na nowojorskiej giełdzie towarowej wzrosły o ponad 20 proc. i osiągnęły najwyższy poziom od blisko 3 lat. Wyraźne zmieniają się też notowania na rynku europejskim, co oznacza, że polscy kierowcy muszą się przygotować na podwyżki, i to już od przyszłego tygodnia – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Globalny rynek ropy naftowej i jej produktów cechuje się m.in. tym, że wszelkie zaburzenia popytu i podaży u wiodących konsumentów czy producentów przekładają się na zmiany cen praktycznie na całym świecie. Nie inaczej sytuacja wygląda w związku z huraganem Harvey, który nawiedził bogate w infrastrukturę petrochemiczną południowe stany USA.

Ropa w dół, a paliwa w górę

Patrząc pobieżnie na notowania ropy, wydaje się, że przez ostatni tydzień nic ciekawego się nie wydarzyło. Amerykańska ropa WTI spadła od zeszłego czwartku o ok. 3 proc., co mieści się zakresie wahań z ostatnich miesięcy. Stosunkowo niewielkie zmiany tego podstawowego surowca energetycznego nie oddają jednak olbrzymich zmian cen paliw, a zwłaszcza benzyny.

Jeszcze 24 sierpnia galon benzyny bezołowiowej kosztował na Nowojorskiej Giełdzie Towarowej (NYMEX) 1,65 dolara. Po tygodniu kurs doszedł do granicy 2 dol. Oznacza to ponad 20 proc. wzrostu i najwyższe poziomy od grudnia 2014 r.

W tej sytuacji interesująca wydaje się odpowiedź na pytanie – z czego wynikają tak duże spadki cen ropy naftowej? Otóż południowo-wschodnie wybrzeże Teksasu niedaleko Houston oraz granicy z Luizjaną usłane jest rafineriami. Według danych Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) ok. 44 proc. (z 17,3 mln) możliwości przerobowych ropy naftowej jest usytuowanych na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Z kolei raporty agencji Bloomberg pokazują, że wyłączenia amerykańskich rafinerii związane z huraganem Harvey przekraczają 4,4 miliona baryłek dziennie

To nie tylko ok. 25 proc. amerykańskich mocy przerobowych ropy naftowej, ale także znaczna część światowego popytu na produkty ropy naftowej wynoszącej niespełna 100 mln baryłek dziennie. 4,4 mln baryłek to także ośmiokrotność dziennego zapotrzebowanie na produkty przerobu ropy naftowej w Polsce.

Trudności w pozyskaniu odpowiedniej ilości paliw oraz problemy z ich transportem poprzez rurociągi powodują więc bardzo silny wzrost cen benzyn. Natomiast w większości wydobycie ropy naftowej nie jest narażone na problemy, gdyż odbywa się poza terenami opanowanymi przez żywioł. Stabilizacja podaży ropy przy mniejszym popycie ze strony rafinerii powoduje spadek cen podstawowego surowca, a wzrost cen jego produktów.

W Polsce też zapłacimy więcej

Stany Zjednoczone są nie tylko konsumentem benzyny czy diesla, ale także mają spory udział w eksporcie paliw. Dane EIA pokazują, że dzienny eksport netto produktów przerobu ropy naftowej wyniósł w ostatnich czterech tygodniach średnio niemal 2,2 mln baryłek. Teraz część tego eksportu jest zagrożona, co powoduje wzrost cen w innych regionach świata.

Wyższe oczekiwane ceny paliw na świecie to również efekt zaburzeń w dostawach paliw do wschodnich stanów USA. Prawdopodobnie będą one musiały być zaspokojone przez wyższy import z innych regionów globu, co także podbija ogólne wyceny benzyn.

Na rynku europejskim przez 6 dni cena benzyny 95 wzrosła o niespełna 9 proc. i osiągnęła najwyższy poziom od sierpnia 2015 r. Zmiany kosztów paliw także nie ominą rynku polskiego, choć dzięki względnie słabemu dolarowi do rekordów jest jeszcze daleko. W polskim hurcie jednak 31 sierpnia cena litra benzyny bezołowiowej wzrosła o 8 gr na litrze w porównaniu z poprzednim dniem. Jest duże ryzyko, że podwyżki będą kontynuowane i już w przyszłym tygodniu popularna „95” na stacjach będzie kilkanaście groszy droższa niż obecnie.

W tej serii negatywnych informacji są też pozytywy. Zaburzenia pogodowe zwykle nie powodują długotrwałych wzrostów cen surowców energetycznych. Po kilku tygodniach możliwości przerobowe ropy naftowej w USA powinny powrócić do wcześniejszych wartości, co także prawdopodobnie spowoduje powrót globalnych cen paliw do poziomów sprzed huraganu Harvey.

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2018 r. są osiągalne, aczkolwiek obarczone wieloma ryzykami – tak wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Do prognoz wzrostu PKB, cen, a także dynamiki spożycia indywidualnego i wzrostu importu, trzeba podchodzić ostrożnie – napisała Konfederacja Lewiatan w uwagach do założeń projektu budżetu na 2018 rok.

Przyszły rok będzie, według prognoz Ministerstwa Finansów, kolejnym rokiem wysokiego tempa wzrostu gospodarczego (3,6% w 2017 r. oraz 3,8% w 2018 r.). Przy takim tempie rozwoju powinniśmy założyć znacznie niższy poziom deficytu finansów publicznych niż 3% PKB. W założeniach budżetu państwa na rok 2018 takiej deklaracji nie ma. Tymczasem w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2017-2020 (WPFP) takie zapisy są: planowany deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść w 2018 r. 2,5% PKB, a sam deficyt budżetowy – 2,2% PKB. Pojawia się więc pytanie, dlaczego takie parametry nie zostały zapisane w budżecie na 2018 r. Wymaga to wyjaśnienia przed przedstawieniem przez rząd we wrześniu br. projektu budżetu państwa na 2018 r. – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje

Zdaniem Konfederacji Lewiatan w założeniach do budżetu na 2018 r. powinna się znaleźć pogłębiona, rzetelna analiza ryzyk związanych z prognozowanym wzrostem inwestycji w 2017 oraz 2018 r. Bez niej wiarygodność założonego wzrostu nakładów brutto na środki trwałe (na poziomie 7,2 % w 2017 r. oraz 7,6% w 2018 r.) będzie niska. Osiągnięcie wzrostu inwestycji w 2017 r. na poziomie 7,2 proc., gdy w 1. kwartale br. inwestycje w dalszym ciągu spadały (o 0,4 proc.  r/r) wymagałoby bardzo silnego ich wzrostu w kolejnych kwartałach, a nic na to nie wskazuje.

Rynek pracy

Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę, że poprawa sytuacji na rynku pracy została przedstawiona  tylko z jednego punktu widzenia – gospodarstw domowych i spożycia indywidualnego. Autorzy nie dostrzegają w ogóle problemu braku pracowników i jego wpływu na decyzje rozwojowe, w tym inwestycyjne przedsiębiorstw. Potrzebna jest analiza sytuacji na rynku pracy, w tym po wejściu w życie ustawy obniżającej wiek emerytalny, z punktu widzenia nie tylko wpływu na spożycie indywidualne, ale także z punktu widzenia wpływu na skłonność przedsiębiorstw do inwestowania. Tym bardziej, że inwestycje to tworzenie warunków dla wzrostu gospodarczego w średnim i długim okresie. Konsumpcja to wzrost bieżący.

Konsumpcja

Wzrost konsumpcji prywatnej o 3,5% w 2018 r., który ma być efektem poprawy sytuacji na rynku pracy, wymaga pogłębionej analizy. Autorzy założeń w ogóle nie odnoszą się do możliwego negatywnego wpływu na dynamikę spożycia indywidualnego zmniejszenia się liczby osób aktywnych zawodowo w wyniku obniżenia od października 2017 r. wieku emerytalnego. ZUS szacuje, że prawa do emerytury nabędzie w ten sposób jeszcze w 2017 r. ok. 330 tys. osób. A to oznacza, że dochody tych osób ulegną istotnemu obniżeniu, co nie pozostanie w 2018 r. bez wpływu na skłonność do konsumpcji. Nie ma analizy potencjalnego wpływu obniżenia wieku emerytalnego na konsumpcję prywatną, a jest ona niezbędna. w 2018 r.

Handel zagraniczny

– Konkurencyjność firm działających w Polsce, przede wszystkim firm z kapitałem zagranicznym, które w największym stopniu wpływają na wzrost eksportu, daje podstawy do prognoz wzrostu eksportu na poziomie 7,1% w 2017 r. i 6,4% w 2018 r. Tym bardziej, że sytuacja gospodarcza u głównych partnerów biznesowych w Europie, a także w krajach rozwijających się, poprawia się i jest szansa na utrzymanie wysokiej dynamiki sprzedaży poza granice Polski. Dyskusyjna jest natomiast prognoza wzrostu importu – 7,7% w 2017 r. oraz 6,9% w 2018 r. Rosnący popyt konsumpcyjny (nawet, jeśli wzrost w 2018 r. będzie niższy od zakładanego), przy niedostatecznych inwestycjach, będzie wpływał na silniejszy wzrost importu. A to oznacza, że wpływ eksportu netto na wzrost PKB może być w 2018 r. ujemny. W założeniach do budżetu na 2018 r. nie ma odniesienia się do możliwych konsekwencji dla wzrostu importu utrzymywania się ograniczonej skłonności przedsiębiorstw do inwestowania – dodaje dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek.

Inflacja

Wątpliwości budzi także założenie dotyczące inflacji na poziomie 2,3% w 2018 r. Obserwacja dotychczasowych trendów w gospodarce światowej nie wskazuje na istotne przyspieszenie wzrostu gospodarczego na świecie, a tym samym
nie należy zakładać istotnego wzrostu cen paliwa i surowców. Nie widać także presji płacowej w polskiej gospodarce – przedsiębiorstwa podnoszą wynagrodzenia nie w wyniku nacisku pracowników, a w wyniku niewystarczającej podaży pracy. Nie jest zatem jasne, jakie czynniki zdecydowały o prognozie inflacji na 2018 r. na poziomie 2,3%.

Konfederacja Lewiatan postuluje zatem o uzupełnienie założeń do budżetu państwa na rok 2018 o analizę ryzyk, które mogą wystąpić w 2018 r. i mieć wpływ na finanse publiczne, w tym na możliwość zrealizowania planowanych wpływów budżetowych (które zostaną przedstawione w projekcie budżetu na 2018 r. we wrześniu br.).

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Wstępne dane GUS, mówiące o wzroście polskiej gospodarki o 4 proc. w pierwszym kwartale obecnego roku stanowią spore pozytywne zaskoczenie, w porównaniu z i tak już optymistycznymi oczekiwaniami ekonomistów. Ożywienie było sygnalizowane przez większość wskaźników makroekonomicznych już wcześniej. Choć na dokładniejsze oszacowanie ich wpływu na tempo wzrostu PKB trzeba jeszcze poczekać, już teraz można powiedzieć, że dobrze działają niemal wszystkie silniki gospodarki. Tak dużą dynamikę zawdzięczamy jednak nadal głównie konsumpcji indywidualnej. W kolejnych kwartałach wpływ tego parametru będzie prawdopodobnie się zmniejszał. Utrzymanie tempa wzrostu z pierwszych miesięcy roku będzie więc zależało od pozostałych czynników, w tym przede wszystkim inwestycji. Wysoka dynamika wzrostu produkcji budowlano-montażowej stanowi optymistyczny prognostyk, ale musi być utrzymana w kolejnych miesiącach. Dobra koniunktura w otoczeniu powinna pomagać z kolei eksportowi, jest więc szansa, że dodatni bilans wymiany handlowej także będzie wspierał wzrost polskiej gospodarki, mimo iż należy się liczyć z rosnącym importem, wspieranym zarówno przez konsumentów, jak i inwestycje. Wiele wskazuje na to, że cały obecny rok będzie równie udany, jak pierwszy kwartał, jednak kluczową kwestią jest utrzymanie sprzyjających warunków dla wzrostu w dłuższym horyzoncie, a więc także w kolejnych latach, które mogą okazać się trudniejsze.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksport wzrósł w styczniu i lutym 2017 r. o 4,0 proc. r/r w euro, a import o 7,8 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 30,2 mln euro – padał GUS

Eksport w okresie styczeń-luty 2017 r. był wyższy o ponad 1,8 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o ponad 3 mld euro. Dynamika importu wyraźnie przyspiesza (7,8 proc. wobec 6,6 proc. w styczniu br.), a dynamika eksportu – słabnie (4 proc. wobec 5,3 proc. w styczniu br.). To co prawda dopiero pierwsze dwa miesiące 2017 r., ale saldo obrotów handlu zagranicznego zbliża się już do zera (30,2 mln euro). Przy takiej tendencji wzrostu eksportu i importu, już za styczeń-marzec zobaczymy deficyt po dwóch latach dodatniego salda handlowego. A możemy mieć pewność, że taka tendencja – szybszego wzrostu importu niż eksportu – utrzyma się. Rosnące spożycie indywidualne w wyniku dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń, a także dopływu do gospodarstw domowych środków z programu Rodzina 500+ zachęca bowiem do konsumpcji. Widać to po dynamice sprzedaży detalicznej, która wzrosła w ciągu 2. miesięcy br. o 9 proc. W tym jest także sprzedaż produktów z importu.

Na wysoką dynamikę importu wpływ mogą mieć, ale dopiero w 2. połowie roku, rosnące (miejmy nadzieję) inwestycje. Czeka nas zatem rok wyraźnego wzrostu popytu na towary i usługi z importu.

W tym kontekście bardzo ważne jest, aby eksporterzy nie koncentrowali się tylko na rynkach krajów UE, gdzie lokują ponad 80 proc. swojej sprzedaży. I tak się dzieje. Widać tu już pierwsze bardzo pozytywne sygnały, bowiem eksport do krajów rozwijających się jest r/r po 2 miesiącach 2017 r. wyższy o 9,4 proc. A eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej – o prawie 25 proc. To głównie zasługa odbudowującego się eksportu do Rosji. W ciągu 2. miesięcy br. wyniósł on 804 mln euro. To ciągle mniej niż w tym samym czasie  w 2014 r. (1122 mln euro), ale już więcej niż w styczniu-lutym 2015 r. i 2016 r. To bardzo ważne, aby polscy eksporterzy byli na rynku rosyjskim obecni, gdy powoli wracają na ten rynek także nasi konkurenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksport wzrósł w styczniu o 5,5 proc. r/r w euro, a import o 6,6 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 462 mln euro – padał GUS

Eksport w styczniu 2017 r. był wyższy o ponad 1 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o 1,3 mld euro. To co prawda dopiero pierwszy miesiąc 2017 r., ale dane za styczeń wskazują, że rosnąca konsumpcja gospodarstw domowych może mieć w tym roku silny wpływ na import. Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia, program Rodzina 500+ tworzą ku temu warunki. „Kowalscy” zwiększają zainteresowanie zakupami – sprzedaż detaliczna wzrosła w styczniu br. o ponad 11 proc. Sprzedaż produktów z import musiała mieć też w tym swój udział.

Na razie mamy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego, ale jest ono niższe o ponad 1/3 niż w styczniu 2016 r. Jeśli takie zapotrzebowanie na produkty z importu utrzyma się, to nawet przy ciągle poprawiającej się koniunkturze gospodarczej u naszych głównych partnerów biznesowych w UE28 wzrost eksportu, mimo dobrej dynamiki, nie będzie w stanie kompensować szybkiego wzrostu importu. A to oznacza, że wkład eksportu netto do PKB może być w 2017 r. ujemny, czyli obniżający tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Szansą może być eksport do krajów rozwijających się, który wzrósł w styczniu br. o 17,6 proc. (r/r; euro). A także eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o ponad 26 proc.). Powoli odbudowuje się eksport do Rosji (wzrost o prawie 15 proc.) i Ukrainy. Jednak tak silne wzrosty eksportu do obu tych grup krajów są w części wynikiem bardzo niskiej bazy w styczniu 2016 r. Czy rzeczywiście skuteczność polskich firm działających na rynkach krajów rozwijających się rośnie można będzie potwierdzić po kilku miesiącach utrzymywania się tak wysokiej dynamiki eksportu. Byłaby to wielka szansa tak dla firm, jak i dla gospodarki.

Co do poprawy wyników eksportu na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to także ciągle znak zapytania.

Po styczniowych wynikach obrotów handlu zagranicznego wiemy jednak, że eksporterzy jak zwykle będą mieli lepsze wyniki finansowe niż firmy nieobecne na rynkach zewnętrznych. Może skłoni to eksporterów do wzrostu inwestycji, co zapewne i im, i całej gospodarce jest bardzo potrzebne. I wpłynie na przedsiębiorstwa kooperujące z eksporterami zwiększając także ich skłonność do inwestycji. Może rosnącemu zewnętrznemu popytowi na polskie produkty uda się to, co nie udaje się decydentom – zwiększenie skłonności do inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. Oby.

Autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Niestabilność kursów walut na przestrzeni ostatniego roku nie wpłynęła na zmianę postaw polskich firm z sektora MŚP wobec ryzyka kursowego – wynika z najnowszego badania* przeprowadzonego przez 4P research mix dla instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. Wciąż niepokojąco dużo, bo aż 78 proc. MŚP zajmujących się handlem zagranicznym w ogóle nie zabezpiecza swoich kontraktów przed ryzykiem niekorzystnych zmian notowań.

Rok 2016 z pewnością nie należał do spokojnych jeśli chodzi o kursy walut. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy za euro płaciliśmy od 4,26 do 4,41 zł, a za dolara amerykańskiego – od 3,78 do 3,99 zł. Jeszcze większe wahania zanotował funt brytyjski, który w lipcu kosztował jeszcze 5,31 zł, a w październiku nawet 4,73 zł**.

Ryzyko kursowe to niepotrzebna strata

– Ryzyko kursowe w handlu zagranicznym może zmniejszyć przychód z danej transakcji, a tym samym istotnie wpłynąć na jej opłacalność. To z kolei może być szczególnie groźne dla mniejszych eksporterów czy importerów, z natury rzeczy bardziej wrażliwych na zachwianie równowagi w finansach – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Tymczasem w badaniu AKCENTY aż 78 proc. polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku nie stosowało żadnych zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym. Tym samym utrwalił się stan sprzed roku, gdy w badaniu AKCENTY również 78 proc. ankietowanych MŚP odpowiedziało, że nie chroni przed nim swojej firmy. W tym roku odnotowano jednak drobne różnice w odpowiedziach między eksporterami a importerami. Wśród firm zajmujących się eksportem z zabezpieczeń korzysta bowiem 20 proc. przedsiębiorców, w przypadku importerów ten odsetek wynosi obecnie 23 proc.

Wykres 1.

33

Forward wciąż najpopularniejszy

Radosław Jarema z AKCENTY twierdzi, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczna wiedza polskich przedsiębiorców o możliwościach zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. – Przedsiębiorcy często nie mają nawet świadomości tego, że takie możliwości istnieją. A jeśli już o nich wiedzą, to uważają, że są to rozwiązania zbyt drogie lub zwyczajnie nie nadają się dla małych lub średnich firm. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – przekonuje Jarema.  – Eksporterzy i importerzy mają chociażby dostęp do forwardów, które są najłatwiejszym sposobem zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym. To rozwiązanie nie tylko proste, ale także łatwo dostępne i, co ważne, całkowicie bezpłatne. Dlatego tak dobrze sprawdza się w przypadku MŚP – dodaje ekspert.

Jak to działa forward? Najkrócej mówiąc, forward polega na tym, że umawiamy się na zakup lub sprzedaż waluty w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie. Nie ma zatem ryzyka niekorzystnych wahań kursu waluty, a firma jest pewna wysokości marży na danej transakcji.

Zalety forwardów dostrzegają również przedsiębiorcy i dlatego jeśli już decydują się na zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym, to najczęściej wybierają właśnie to narzędzie. W rezultacie, w badaniu AKCENTY niemal 3/4 (74 proc.) polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku skorzystało z tego rozwiązania. Dla porównania, w zeszłorocznym badaniu korzystanie z forwardów zgłosiło 68 proc. badanych firm.

MŚP walczą z ryzykiem niewłaściwie

Spośród innych sposobów zabezpieczenia przed ryzkiem kursowym, przedsiębiorcy stosunkowo najczęściej przerzucają ryzyko kursowe na klienta czy kontrahenta poprzez fakturowanie w walucie krajowej (13 proc. importerów i 35 proc. eksporterów, którzy korzystali z zabezpieczeń) lub uwzględnienie wahań kursów w cenach (9 proc. importerów i 40 proc. eksporterów).

– Warto zauważyć, że takie rozwiązania obniżają konkurencyjność oferty polskich przedsiębiorców. Mogą prowadzić do zmniejszenia lub utraty zamówień, a nawet wyparcia z rynku przez konkurentów – ostrzega Radosław Jarema z AKCENTY.

Inne najczęściej stosowane przez MŚP metody ochrony przed ryzykiem kursowym to: ujmowanie kosztów i dochodów w jednej walucie (13 proc. importerów i 30 proc. eksporterów), opcje walutowe (22 proc. importerów i 10 proc. eksporterów), ubezpieczenie ryzyka walutowego (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów) oraz faktoring międzynarodowy (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów).

 

Wykres 2.

34

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA na przełomie września i października oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

** Średnie kursy NBP, tabela A.

 

AKCENTA

Skąd bierzemy przyjemny chłód latem lub potrzebne dla zdrowia witaminy? Z zagranicy! Polska importuje dużo (w zeszłym roku wartość importu przekroczyła 731,7 mld zł) i to także wiele naprawdę zaskakujących towarów – zauważają eksperci AKCENTY, instytucji płatniczej, która na co dzień realizuje płatności walutowe polskich importerów i eksporterów.

Polscy eksporterzy coraz mocniej rozpędzają się na zagranicznych rynkach, jednak importerzy dotrzymują im w tym kroku. W ubiegłym roku wartość polskiego eksportu i importu była bardzo zbliżona, obecnie wymiana handlowa w obu kierunkach wspaniale rośnie. Świadczy to o coraz większym umiędzynarodowieniu naszej gospodarki i otwarciu na świat polskiego biznesu. A za to odpowiedzialni są przedsiębiorcy z bardzo wielu branż, także tych bardzo nietypowych i zaskakujących – zauważa Radosław Jarema, szef polskiego oddziału AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów.

Śpiewać (i grać) każdy może

Eksperci Akcenty zwracają uwagę, że w grupie towarów o nazwie „sprzęt grający” ujęte są także wyjątkowe przedmioty wytwarzające dźwięk, jak szafy grające czy mechaniczne ptaki śpiewające, ale też piły grające, wabiki, gwizdki, rogi oraz dęte instrumenty sygnalizacyjne. Wymieniane w tej kategorii sprzęty grające sprowadzone do Polski w zeszłym roku były warte prawie 2,2 mln zł. Największa część tych produktów pod względem tonażu pochodziła z Chin i Indonezji, jednak dużo wydaliśmy też na urządzenia sprowadzone z Kanady, Szwecji i Niemiec.

Coraz więcej zdrowia z zagranicy

Importowym hitem ostatnich lat jest awokado. Oczywiście na sprowadzanie tego owocu z zagranicy jesteśmy skazani ze względu na brak warunków do jego uprawy. Imponujące jest jednak tempo wzrostu popularności tego bardzo zdrowego owocu. Wg danych GUS, w 2015 r. cały import awokado do Polski był wart aż 84,7 mln zł, o 57 proc. więcej niż w poprzednim roku. To kwota ponad 5-krotnie wyższa niż 5 lat temu. W 2014 r. GUS zanotował wzrost wartości wwozu awokado do naszego kraju, w 2013 r. – o 69 proc. a w 2014 r. – o 55 proc. r/r. Do niedawna egzotyczne, a teraz już powszechnie dostępne nawet w osiedlowych sklepach, awokado przywożone jest do Polski głównie z Izraela, RPA i Hiszpanii. Zielone owoce dostarczają nam też w dużych ilościach Peru, Chile czy Kenia.

Także wiele leków czy suplementów diety (lub ich składniki) sprowadzamy z innych krajów. Przykładem jest chociażby witamina A, którą możemy znaleźć w polskiej marchewce, ale też pod postacią importowaną m.in. z Niemiec, Szwajcarii, Francji czy Holandii. W zeszłym roku polskie firmy sprowadziły do kraju prawie 226 tys. kg witaminy A wartej blisko 24,9 mln zł.

Import stawia na nogi

Jakość zdrowia i życia Polaków, mających problem z układem ruchu, poprawia nietypowy towar z importu – sztuczne stawy. W zeszłym roku ich wwóz wart był aż 174,8 mln zł. Sztuczne stawy sprowadzamy oczywiście z krajów, które specjalizują się w nowoczesnych rozwiązaniach medycznych, jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Holandia, ale jeśli życzymy sobie protezy z bardziej egzotycznych kierunków, to jest to jak najbardziej możliwe. W zeszłym roku do Polski sprowadzono je np. z Malezji czy Tajwanu.

A/C też z zagranicy

Lato w Polsce bywa niemiłosiernie gorące, w upale chłodną ulgę przynosi – coraz częściej także w domach – klimatyzacja. Te urządzenia w dużej części są sprowadzone z Chin i Niemiec. Lista naszych dostawców jest jednak długa. Ulgę w upale zapewnia nam także import np. z Czech, Włoch, Holandii czy Tajlandii. W zeszłym roku import klimatyzatorów do Polski był wart prawie 1,49 mld zł i wzrósł w porównaniu do roku ubiegłego o ok. 4 proc.

Wszystkie wartości w materiale podane w PLN. Źródło: Główny Urząd Statystyczny

 

Opracowanie: AKCENTA na podstawie danych GUS

Od 1 stycznia 2015 r. weszły  w życie korzystne zmiany w VAT dla firm importujących przez polskie porty morskie. Dzięki nim podatnicy VAT posiadający status tzw. przedsiębiorców upoważnionych (Authorised Economic Operator – AEO) są uprawnieni do rozliczania kwoty podatku należnego z tytułu importu towarów w deklaracji podatkowej VAT-7.

Przedsiębiorcy posiadający status upoważnionego podmiotu gospodarczego uzyskują możliwość wydłużenia terminu na rozliczenie VAT w imporcie. Propozycja polega na odejściu od terminu płatności podatku VAT od towarów importowanych w ciągu 10 dni od dnia powiadomienia przez organ celny o wysokości należności podatkowych na rzecz rozliczenia wraz ze składaniem deklaracji podatkowej VAT.

Nowe regulacje przyczynią się również do zmniejszenia uciążliwości importowych procedur kontrolnych towarów przez polskie porty. Od 1 stycznia czynności urzędowe niezbędne do dopuszczenia towaru do obrotu nie mogą trwać dłużej niż 24 godziny od momentu przedstawienia towaru do kontroli granicznej. W szczególnie uzasadnionych przypadkach procedura może zostać przedłużona do 48 godzin. Proponowane rozwiązanie skróci czas kontroli i w konsekwencji przyspieszy obrót towarem przez przedsiębiorcę.

Pakiet portowy, zawarty w czwartej transzy ustawy deregulacyjnej uchwalonej 7 listopada 2014 r., ma służyć poprawie konkurencyjności polskiej gospodarki, w tym portów i otoczenia portowego oraz przedsiębiorców. Zmiany wpłyną również na rozwój nadmorskich regionów Polski.

Według szacunków MG wprowadzone regulacje przyniosą dodatkowe wpływy do budżetu w wysokości ok. 60 mln zł z tytułu cła i podatku dochodowego wynikającego ze wzrostu zatrudnienia w spółkach portowych i otoczenia portowego oraz 170 dodatkowych miejsc pracy. Mogą mieć również istotny wpływ na ważne decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw w gospodarce. Dotyczy to w szczególności firm z branży logistycznej oraz transportowej.

źródło: Ministerstwo Gospodarki

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...