sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "handel zagraniczny"

handel zagraniczny

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2018 r. są osiągalne, aczkolwiek obarczone wieloma ryzykami – tak wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Do prognoz wzrostu PKB, cen, a także dynamiki spożycia indywidualnego i wzrostu importu, trzeba podchodzić ostrożnie – napisała Konfederacja Lewiatan w uwagach do założeń projektu budżetu na 2018 rok.

Przyszły rok będzie, według prognoz Ministerstwa Finansów, kolejnym rokiem wysokiego tempa wzrostu gospodarczego (3,6% w 2017 r. oraz 3,8% w 2018 r.). Przy takim tempie rozwoju powinniśmy założyć znacznie niższy poziom deficytu finansów publicznych niż 3% PKB. W założeniach budżetu państwa na rok 2018 takiej deklaracji nie ma. Tymczasem w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2017-2020 (WPFP) takie zapisy są: planowany deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść w 2018 r. 2,5% PKB, a sam deficyt budżetowy – 2,2% PKB. Pojawia się więc pytanie, dlaczego takie parametry nie zostały zapisane w budżecie na 2018 r. Wymaga to wyjaśnienia przed przedstawieniem przez rząd we wrześniu br. projektu budżetu państwa na 2018 r. – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje

Zdaniem Konfederacji Lewiatan w założeniach do budżetu na 2018 r. powinna się znaleźć pogłębiona, rzetelna analiza ryzyk związanych z prognozowanym wzrostem inwestycji w 2017 oraz 2018 r. Bez niej wiarygodność założonego wzrostu nakładów brutto na środki trwałe (na poziomie 7,2 % w 2017 r. oraz 7,6% w 2018 r.) będzie niska. Osiągnięcie wzrostu inwestycji w 2017 r. na poziomie 7,2 proc., gdy w 1. kwartale br. inwestycje w dalszym ciągu spadały (o 0,4 proc.  r/r) wymagałoby bardzo silnego ich wzrostu w kolejnych kwartałach, a nic na to nie wskazuje.

Rynek pracy

Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę, że poprawa sytuacji na rynku pracy została przedstawiona  tylko z jednego punktu widzenia – gospodarstw domowych i spożycia indywidualnego. Autorzy nie dostrzegają w ogóle problemu braku pracowników i jego wpływu na decyzje rozwojowe, w tym inwestycyjne przedsiębiorstw. Potrzebna jest analiza sytuacji na rynku pracy, w tym po wejściu w życie ustawy obniżającej wiek emerytalny, z punktu widzenia nie tylko wpływu na spożycie indywidualne, ale także z punktu widzenia wpływu na skłonność przedsiębiorstw do inwestowania. Tym bardziej, że inwestycje to tworzenie warunków dla wzrostu gospodarczego w średnim i długim okresie. Konsumpcja to wzrost bieżący.

Konsumpcja

Wzrost konsumpcji prywatnej o 3,5% w 2018 r., który ma być efektem poprawy sytuacji na rynku pracy, wymaga pogłębionej analizy. Autorzy założeń w ogóle nie odnoszą się do możliwego negatywnego wpływu na dynamikę spożycia indywidualnego zmniejszenia się liczby osób aktywnych zawodowo w wyniku obniżenia od października 2017 r. wieku emerytalnego. ZUS szacuje, że prawa do emerytury nabędzie w ten sposób jeszcze w 2017 r. ok. 330 tys. osób. A to oznacza, że dochody tych osób ulegną istotnemu obniżeniu, co nie pozostanie w 2018 r. bez wpływu na skłonność do konsumpcji. Nie ma analizy potencjalnego wpływu obniżenia wieku emerytalnego na konsumpcję prywatną, a jest ona niezbędna. w 2018 r.

Handel zagraniczny

– Konkurencyjność firm działających w Polsce, przede wszystkim firm z kapitałem zagranicznym, które w największym stopniu wpływają na wzrost eksportu, daje podstawy do prognoz wzrostu eksportu na poziomie 7,1% w 2017 r. i 6,4% w 2018 r. Tym bardziej, że sytuacja gospodarcza u głównych partnerów biznesowych w Europie, a także w krajach rozwijających się, poprawia się i jest szansa na utrzymanie wysokiej dynamiki sprzedaży poza granice Polski. Dyskusyjna jest natomiast prognoza wzrostu importu – 7,7% w 2017 r. oraz 6,9% w 2018 r. Rosnący popyt konsumpcyjny (nawet, jeśli wzrost w 2018 r. będzie niższy od zakładanego), przy niedostatecznych inwestycjach, będzie wpływał na silniejszy wzrost importu. A to oznacza, że wpływ eksportu netto na wzrost PKB może być w 2018 r. ujemny. W założeniach do budżetu na 2018 r. nie ma odniesienia się do możliwych konsekwencji dla wzrostu importu utrzymywania się ograniczonej skłonności przedsiębiorstw do inwestowania – dodaje dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek.

Inflacja

Wątpliwości budzi także założenie dotyczące inflacji na poziomie 2,3% w 2018 r. Obserwacja dotychczasowych trendów w gospodarce światowej nie wskazuje na istotne przyspieszenie wzrostu gospodarczego na świecie, a tym samym
nie należy zakładać istotnego wzrostu cen paliwa i surowców. Nie widać także presji płacowej w polskiej gospodarce – przedsiębiorstwa podnoszą wynagrodzenia nie w wyniku nacisku pracowników, a w wyniku niewystarczającej podaży pracy. Nie jest zatem jasne, jakie czynniki zdecydowały o prognozie inflacji na 2018 r. na poziomie 2,3%.

Konfederacja Lewiatan postuluje zatem o uzupełnienie założeń do budżetu państwa na rok 2018 o analizę ryzyk, które mogą wystąpić w 2018 r. i mieć wpływ na finanse publiczne, w tym na możliwość zrealizowania planowanych wpływów budżetowych (które zostaną przedstawione w projekcie budżetu na 2018 r. we wrześniu br.).

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku (inaczej Jednego Pasa Jednej Drogi) to niewątpliwie jedno z największych przedsięwzięć o charakterze globalnym w całej historii gospodarczej. Pomysł zainicjowany już w 2013 r. zakłada budowę połączenia lądowego między Chinami a Europą m.in. przez Łódź, w której będą znajdować się huby przeładunkowe do dalszych krajów Europy Zachodniej. Koszt przedsięwzięcia jest szacowany nawet na 100 miliardów dolarów, co stanowi de facto około 20% nominalnego PKB Polski. Wiele wskazuje na to, że projekt Nowego Jedwabnego Szlaku to nie mrzonka, toteż budzi on wiele kontrowersji wśród najważniejszych graczy na scenie geopolitycznej. Z kolei Polska to relatywnie mały, lecz bardzo istotny element całej układanki, co równocześnie stanowi ogromną szansę dla jej gospodarki.

Inicjatywa Jednego Pasa Jednej Drogi to niewątpliwie wielka gra o charakterze geopolitycznym. Chiny, które obecnie w swoim handlu zagranicznym polegają przede wszystkim na transporcie morskim chcą zdywersyfikować swoje szlaki handlowe. Kwestia ta miałaby szczególne znaczenie w dobie ewentualnego konfliktu zbrojnego, bowiem amerykańska dominacja na morzach i oceanach jest niepodważalna. Drugi aspekt stanowią czynniki gospodarcze, bowiem dziś nie liczy się już tylko i wyłącznie siła wojskowa, ale również siła gospodarcza. Nowy Jedwabny Szlak to próba zacieśnienia współpracy na linii Chiny – kraje azjatyckie – Europa. W efekcie próbę stworzenia nowego szlaku handlowego należy nazwać nie inaczej jak elementem gry o tron – gry o dominację w skali globalnej pomiędzy Stanami a Chinami.

Prawdopodobieństwo realizacji tej historycznej idei wydaje się wysokie. Ewentualne problemy związane z wykonaniem tego konceptu raczej nie będą związane z czynnikami ekonomicznymi, bowiem Chiny posiadają wystarczającą ilość kapitału. Największe ryzyko stanowi polityka. Stany to kraj, który raczej krytycznie ocenia ideę nowego szlaku handlowego. Rosja, początkowo równie sceptyczna, wydaje się do niej powoli przekonywać. Z kolei Europa niewątpliwie jest zainteresowana zacieśnieniem współpracy gospodarczej z Chinami. Warto także pamiętać, że szlak będzie prowadził przez terytoria wielu państw, co sprawia, że jest to projekt międzynarodowy. To z kolei implikuje ryzyko dotyczące relacji i interesów wielu grup interesariuszy – Państwa Środka i poszczególnych krajów. Zatem wydaje się, że budowa połączenia lądowego między Chinami a Europą zależy przede wszystkim od polityki.

Jednak z czysto ekonomicznego punktu widzenia, Nowy Jedwabny Szlak to kolejny krok w kierunku globalizacji stosunków gospodarczych między Europą a Azją oraz rozwoju handlu międzynarodowego. Otóż nie można zapominać o fakcie, że to właśnie globalizacja oraz działania na rzecz swobodnego przepływu towarów, kapitału i siły roboczej doprowadziły do ogromnego skoku cywilizacyjnego. Niemniej, Europa powinna zachować ostrożność. Państwo Środka to przecież wielki gracz, który może zalać Stary Kontynent swoim kapitałem oraz swoimi produktami. Państwa europejskie koniecznie muszą zadbać o ochronę swoich przedsiębiorstw oraz wesprzeć ich ekspansję na terenie Azji. Dopiero wtedy projekt Jednego Pasa Jednej Drogi okaże się koncepcją na zasadzie win – win.

Pewien kawałek tego tortu należy również do Polski, która ze względu na swoje cenne położenie geograficzne stanowi ,,bramę do Europy”. Polski rząd chce wykorzystać tę sytuację chociażby w celu sfinansowania przez chiński kapitał budowy Centralnego Portu Lotniczego. Co więcej, Polska liczy na nowy napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz na ekspansję polskich przedsiębiorstw na rynku Chińskim i na innych rynkach wschodzących w Azji. Nowy Jedwabny Szlak to niewątpliwie wielka szansa dla polskiej gospodarki, zwłaszcza że kolejna perspektywa unijna nie będzie już tak hojna. Strategiczne położenie Polski wpłynęłoby także na wzrost znaczenia naszego kraju na arenie międzynarodowej. Jednak Warszawa, podobnie jak Bruksela, powinna pamiętać o równoczesnej ochronie swoich rodzimych przedsiębiorstw, bowiem chiński kapitał z łatwością może zdominować polski rynek.

Podsumowując, idea Jednego Pasa Jednej Drogi to wielka szansa dla globalnej gospodarki. Niemniej, istotnym, o ile nie najważniejszym aspektem tego konceptu jest polityka, która może determinować osiągnięcie sukcesu. W efekcie z całą pewnością można stwierdzić, że Nowy Jedwabny Szlak to projekt na miarę XXI wieku, nie tylko ze względu na jego skalę, ale również ze względu na liczne akcenty geopolityczne i makroekonomiczne, które znakomicie wkomponowują się w dynamiczne i skomplikowane realia dzisiejszego świata.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Eksport wzrósł w styczniu i lutym 2017 r. o 4,0 proc. r/r w euro, a import o 7,8 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 30,2 mln euro – padał GUS

Eksport w okresie styczeń-luty 2017 r. był wyższy o ponad 1,8 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o ponad 3 mld euro. Dynamika importu wyraźnie przyspiesza (7,8 proc. wobec 6,6 proc. w styczniu br.), a dynamika eksportu – słabnie (4 proc. wobec 5,3 proc. w styczniu br.). To co prawda dopiero pierwsze dwa miesiące 2017 r., ale saldo obrotów handlu zagranicznego zbliża się już do zera (30,2 mln euro). Przy takiej tendencji wzrostu eksportu i importu, już za styczeń-marzec zobaczymy deficyt po dwóch latach dodatniego salda handlowego. A możemy mieć pewność, że taka tendencja – szybszego wzrostu importu niż eksportu – utrzyma się. Rosnące spożycie indywidualne w wyniku dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń, a także dopływu do gospodarstw domowych środków z programu Rodzina 500+ zachęca bowiem do konsumpcji. Widać to po dynamice sprzedaży detalicznej, która wzrosła w ciągu 2. miesięcy br. o 9 proc. W tym jest także sprzedaż produktów z importu.

Na wysoką dynamikę importu wpływ mogą mieć, ale dopiero w 2. połowie roku, rosnące (miejmy nadzieję) inwestycje. Czeka nas zatem rok wyraźnego wzrostu popytu na towary i usługi z importu.

W tym kontekście bardzo ważne jest, aby eksporterzy nie koncentrowali się tylko na rynkach krajów UE, gdzie lokują ponad 80 proc. swojej sprzedaży. I tak się dzieje. Widać tu już pierwsze bardzo pozytywne sygnały, bowiem eksport do krajów rozwijających się jest r/r po 2 miesiącach 2017 r. wyższy o 9,4 proc. A eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej – o prawie 25 proc. To głównie zasługa odbudowującego się eksportu do Rosji. W ciągu 2. miesięcy br. wyniósł on 804 mln euro. To ciągle mniej niż w tym samym czasie  w 2014 r. (1122 mln euro), ale już więcej niż w styczniu-lutym 2015 r. i 2016 r. To bardzo ważne, aby polscy eksporterzy byli na rynku rosyjskim obecni, gdy powoli wracają na ten rynek także nasi konkurenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksport wzrósł w styczniu o 5,5 proc. r/r w euro, a import o 6,6 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 462 mln euro – padał GUS

Eksport w styczniu 2017 r. był wyższy o ponad 1 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o 1,3 mld euro. To co prawda dopiero pierwszy miesiąc 2017 r., ale dane za styczeń wskazują, że rosnąca konsumpcja gospodarstw domowych może mieć w tym roku silny wpływ na import. Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia, program Rodzina 500+ tworzą ku temu warunki. „Kowalscy” zwiększają zainteresowanie zakupami – sprzedaż detaliczna wzrosła w styczniu br. o ponad 11 proc. Sprzedaż produktów z import musiała mieć też w tym swój udział.

Na razie mamy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego, ale jest ono niższe o ponad 1/3 niż w styczniu 2016 r. Jeśli takie zapotrzebowanie na produkty z importu utrzyma się, to nawet przy ciągle poprawiającej się koniunkturze gospodarczej u naszych głównych partnerów biznesowych w UE28 wzrost eksportu, mimo dobrej dynamiki, nie będzie w stanie kompensować szybkiego wzrostu importu. A to oznacza, że wkład eksportu netto do PKB może być w 2017 r. ujemny, czyli obniżający tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Szansą może być eksport do krajów rozwijających się, który wzrósł w styczniu br. o 17,6 proc. (r/r; euro). A także eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o ponad 26 proc.). Powoli odbudowuje się eksport do Rosji (wzrost o prawie 15 proc.) i Ukrainy. Jednak tak silne wzrosty eksportu do obu tych grup krajów są w części wynikiem bardzo niskiej bazy w styczniu 2016 r. Czy rzeczywiście skuteczność polskich firm działających na rynkach krajów rozwijających się rośnie można będzie potwierdzić po kilku miesiącach utrzymywania się tak wysokiej dynamiki eksportu. Byłaby to wielka szansa tak dla firm, jak i dla gospodarki.

Co do poprawy wyników eksportu na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to także ciągle znak zapytania.

Po styczniowych wynikach obrotów handlu zagranicznego wiemy jednak, że eksporterzy jak zwykle będą mieli lepsze wyniki finansowe niż firmy nieobecne na rynkach zewnętrznych. Może skłoni to eksporterów do wzrostu inwestycji, co zapewne i im, i całej gospodarce jest bardzo potrzebne. I wpłynie na przedsiębiorstwa kooperujące z eksporterami zwiększając także ich skłonność do inwestycji. Może rosnącemu zewnętrznemu popytowi na polskie produkty uda się to, co nie udaje się decydentom – zwiększenie skłonności do inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. Oby.

Autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W polskim handlu zagranicznym mogą w 2017 roku nastąpić istotne zmiany, prognozują eksperci instytucji płatniczej AKCENTA. Już w ubiegłym roku Czechy niemal zastąpiły Wielką Brytanię na pozycji drugiego najważniejszego odbiorcy polskiego eksportu. W tym roku ta zamiana może wreszcie stać się faktem. Wszystko przez Brexit i niepewność co do przyszłych warunków wymiany handlowej ze Zjednoczonym Królestwem.

Republika Czeska i Wielka Brytania od wielu lat są w ścisłej czołówce odbiorców polskiego eksportu i rywalizują o drugie miejsce w rankingu. Najczęściej ta pozycja przypadała Zjednoczonemu Królestwu (w 2011 r., 2012 r., 2013 r., 2015 r.). Wstępne dane GUS pokazują, że także w minionym roku kierunek brytyjski znów wyprzedził Czechy, które jeszcze w okresie styczeń-listopad utrzymywały się na drugiej pozycji. Jednak jak zwracają uwagę eksperci AKCENTY, wraz ze zbliżającą się perspektywą opuszczenia Unii Europejskiej, Zjednoczone Królestwo może zacząć tracić swój udział w polskim wywozie. Pierwsze symptomy spowolnienia tempa eksportu na tym kierunku są już zresztą widoczne. Jak wynika z wstępnych szacunków GUS, w 2016 r. wywóz do Czech rósł w tempie 1,2 proc. r/r, podczas gdy na Wyspy mocno wyhamował, wykazując wzrost o jedynie 0,1 proc. r/r.

 

Na gorszy wynik na kierunku brytyjskim wpływ ma oczywiście kurs funta, który notował historyczne spadki i nadal ulega mocnym wahaniom. – Nawet po wyjściu Zjednoczonego Królestwa z UE, wiele firm będzie chciało kontynuować współpracę z brytyjskim rynkiem. Jednak część branży może stracić zainteresowanie, jeśli nowe regulacje handlowe będą np. nakładały cła czy ograniczenia w wwozie danego typu towarów. W tym kontekście wydaje się, że polskie firmy mogą szukać bezpiecznej przystani w innych krajach. Czechy, jako drugi najbardziej znany kierunek będą z pewnością cieszyły się dużym zainteresowaniem – komentuje Radosław Jarema, szef polskiego oddziału AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej i zabezpieczającej międzynarodowe transakcje walutowe dla eksporterów i importerów. Polska, zgodnie z danymi Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Pradze, jest trzecim partnerem Czech zarówno w imporcie jak i eksporcie. Obecna dodatnie saldo polskiego eksportu na ten rynek wynosi ponad 2 mld EUR (dane za 11. miesięcy 2016 r.).

Uwaga na ryzyko kursowe

Ważnym aspektem dla polskich przedsiębiorstw, które będą chciały rozwijać biznes z naszymi czeskimi sąsiadami, będzie sytuacja na lokalnym rynku walutowym. – Dla firm rozliczających się z czeskimi kontrahentami bezpośrednio w ich rodzimej walucie istotnym wydarzeniem będzie ukończenie programu interwencyjnego przez Czeski Bank Narodowy (CBN). CBN od listopada 2013 r. utrzymuje koronę nad poziomem 27 CZK/EUR i poprzez interwencje walutowe zapobiega wzmocnieniu korony poniżej tego poziomu. Najczęściej wymienianym terminem zakończenia reżimu interwencyjnego jest połowa obecnego roku. Zakończenie programu interwencyjnego najprawdopodobniej będzie połączone z wysoką zmiennością korony nie tylko w stosunku do euro, ale także wobec innych walut. Najprawdopodobniej w drugiej połowie tego roku korona wzmocni się znacząco wobec złotówki, a kurs przekroczy poziom 0,167 PLN/CZK, ostatnio notowany w 2013 r. – podaje ekspert.

To bardzo ważna wiadomość dla przedsiębiorców, którzy będą zawierali kontrakty w czeskich koronach. Wysoka zmienność oznacza bowiem podwyższone ryzyko kursowe. – W takiej sytuacji najbardziej zalecane jest stosowanie forwardów, transakcji zabezpieczających kurs wymiany po jakim firma zrealizuje kontrakt. Wielu przedsiębiorców korzysta z nich przy każdej większej umowie. Nie chcą bowiem tracić na ewentualnych niekorzystnych wahaniach kursów. Zabezpieczenie transakcji forwardem gwarantuje marżę na kontrakcie, a tym samym pozwala łatwiej i lepiej planować finanse firmy – wskazuje Radosław Jarema z AKCENTY i dodaje, że takie zabezpieczenie jest potrzebne także w przypadku innych walut. – Obecnie, bardzo mocno skutki zmian kursu odczuwają przedsiębiorcy z kontraktami w funtach brytyjskich. Decydując się na pozostanie na rynku brytyjskim, powinni zawsze brać pod uwagę związaną z Brexitem potencjalnie dużą niestabilność kursu tamtejszej waluty i już teraz pomyśleć nad ochroną marż przed ryzykiem kursowym – podkreśla przedstawiciel AKCENTY.

Źródło: AKCENTA

Analogicznie jak w poprzednich okresach 2016 r., słaba koniunktura gospodarki światowej oraz spowolnienie globalnego handlu nie pozostały bez wpływu na wyniki polskich obrotów towarowych po 10 miesiącach 2016 r. Według wstępnych danych GUS, w okresie styczeń-październik br. polski eksport zwiększył się o 0,8 proc. (do 150,9 mld euro), a import spadł o 0,8 proc. (do 146,5 mld euro).
Korzystnie za to kształtuje się saldo obrotów, gdzie notujemy stale zwiększającą się nadwyżkę – po 10 miesiącach br. osiągnęła ona 4,4 mld euro, czyli poziom 2-krotnie wyższy niż przed rokiem.
W ujęciu geograficznym na takie wyniki złożyły się z jednej strony wyhamowanie obrotów z krajami Unii Europejskiej, z drugiej zaś zmniejszenie wymiany z rynkami wschodzącymi. Eksport do Unii Europejskiej zwiększył się o 1,3 proc. (do 120,4 mld euro), w tym do: Niemiec o 1,7 proc., Republiki Czeskiej o 0,7 proc., Francji o 0,9 proc., Włoch o 1,2 proc. W przypadku sprzedaży do Wielkiej Brytanii i Niderlandów notowano spadki na poziomie odpowiednio 0,6 proc i 0,7 proc. Z drugiej strony wśród ważniejszych rynków unijnych relatywnie szybko wzrosła sprzedaż do Szwecji (o 6,7 proc.), Hiszpanii (5,4 proc.), Rumunii (9,8 proc.) oraz Danii (5,6 proc.).
Obserwowany od początku roku trend ożywienia sprzedaży na pozaunijne rynki rozwinięte został utrzymany. Po 10 miesiącach br. sprzedaż na te rynki zwiększyła się o 5,4 proc. W decydującej mierze wynikało to z dynamicznego wzrostu eksportu do USA (o blisko 10 proc.), Kanady (o 10,7 proc.), Japonii (o 7,1 proc.) oraz Izraela (o 23 proc.). Zdołało to z nawiązką skompensować spadki wywozu m.in. do Norwegii (o ok. 11 proc.), RPA (o ok. 5,5 proc.) czy Australii (o ponad 5 proc.).
W wymianie handlowej z rynkami WNP notowano dalsze głębokie spadki importu (o ok. 20 proc.) oraz niewielki wzrost eksportu (o 1,3 proc.). Przełożyło się to na ponad 2-krotną redukcję deficytu handlowego, do ok. 2,6 mld euro, w tym z Rosją o 2,6 mld euro. Wśród ważniejszych państw tej grupy relatywnie szybko zwiększył się eksport na Ukrainę – o ponad 9 proc. Skromny wzrost sprzedaży nastąpił z kolei do Rosji (o 0,5 proc.) oraz na Białoruś (o 2,2 proc.).
Podobnie, jak w poprzednich okresach br., szczególnie niekorzystnie kształtowały się obroty z pozostałymi rynkami słabiej rozwiniętymi (poza WNP). Po 10 miesiącach br. eksport na te rynki spadł o ok. 7,5 proc., w tym do Turcji o ponad 3,5 proc., Chin o ponad 4 proc., Zjednoczonych Emiratów Arabskich o 18 proc., Singapuru o ok. 25 proc. oraz Meksyku o 24 proc. Z drugiej strony dynamicznie zwiększyła się sprzedaż m.in. do Serbii (o ok. 11 proc.), Indii (o blisko 50 proc.) oraz Republiki Korei (o ok. 22,5 proc.). Import z tej grupy państw wzrósł o 1,3 proc., co przy ww. niekorzystnych wynikach eksportu, przełożyło się na pogłębienie deficytu o 1,4 mld euro, do prawie 23,7 mld euro.
W przekroju towarowym za słaby wynik eksportu odpowiadały spadki sprzedaży wyrobów metalurgicznych (o 6,7 proc.) oraz artykułów rolno-spożywczych (o 0,4 proc.) oraz wyhamowanie sprzedaży wyrobów elektromaszynowych (do wzrostu o 0,9 proc.). Z drugiej strony cieszy utrzymujący się dynamiczny wzrost eksportu wyrobów przemysłu lekkiego (o ponad 11 proc.).
Żródło: Ministerstwo Rozwoju

Niestabilność kursów walut na przestrzeni ostatniego roku nie wpłynęła na zmianę postaw polskich firm z sektora MŚP wobec ryzyka kursowego – wynika z najnowszego badania* przeprowadzonego przez 4P research mix dla instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. Wciąż niepokojąco dużo, bo aż 78 proc. MŚP zajmujących się handlem zagranicznym w ogóle nie zabezpiecza swoich kontraktów przed ryzykiem niekorzystnych zmian notowań.

Rok 2016 z pewnością nie należał do spokojnych jeśli chodzi o kursy walut. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy za euro płaciliśmy od 4,26 do 4,41 zł, a za dolara amerykańskiego – od 3,78 do 3,99 zł. Jeszcze większe wahania zanotował funt brytyjski, który w lipcu kosztował jeszcze 5,31 zł, a w październiku nawet 4,73 zł**.

Ryzyko kursowe to niepotrzebna strata

– Ryzyko kursowe w handlu zagranicznym może zmniejszyć przychód z danej transakcji, a tym samym istotnie wpłynąć na jej opłacalność. To z kolei może być szczególnie groźne dla mniejszych eksporterów czy importerów, z natury rzeczy bardziej wrażliwych na zachwianie równowagi w finansach – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Tymczasem w badaniu AKCENTY aż 78 proc. polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku nie stosowało żadnych zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym. Tym samym utrwalił się stan sprzed roku, gdy w badaniu AKCENTY również 78 proc. ankietowanych MŚP odpowiedziało, że nie chroni przed nim swojej firmy. W tym roku odnotowano jednak drobne różnice w odpowiedziach między eksporterami a importerami. Wśród firm zajmujących się eksportem z zabezpieczeń korzysta bowiem 20 proc. przedsiębiorców, w przypadku importerów ten odsetek wynosi obecnie 23 proc.

Wykres 1.

33

Forward wciąż najpopularniejszy

Radosław Jarema z AKCENTY twierdzi, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczna wiedza polskich przedsiębiorców o możliwościach zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. – Przedsiębiorcy często nie mają nawet świadomości tego, że takie możliwości istnieją. A jeśli już o nich wiedzą, to uważają, że są to rozwiązania zbyt drogie lub zwyczajnie nie nadają się dla małych lub średnich firm. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – przekonuje Jarema.  – Eksporterzy i importerzy mają chociażby dostęp do forwardów, które są najłatwiejszym sposobem zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym. To rozwiązanie nie tylko proste, ale także łatwo dostępne i, co ważne, całkowicie bezpłatne. Dlatego tak dobrze sprawdza się w przypadku MŚP – dodaje ekspert.

Jak to działa forward? Najkrócej mówiąc, forward polega na tym, że umawiamy się na zakup lub sprzedaż waluty w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie. Nie ma zatem ryzyka niekorzystnych wahań kursu waluty, a firma jest pewna wysokości marży na danej transakcji.

Zalety forwardów dostrzegają również przedsiębiorcy i dlatego jeśli już decydują się na zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym, to najczęściej wybierają właśnie to narzędzie. W rezultacie, w badaniu AKCENTY niemal 3/4 (74 proc.) polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku skorzystało z tego rozwiązania. Dla porównania, w zeszłorocznym badaniu korzystanie z forwardów zgłosiło 68 proc. badanych firm.

MŚP walczą z ryzykiem niewłaściwie

Spośród innych sposobów zabezpieczenia przed ryzkiem kursowym, przedsiębiorcy stosunkowo najczęściej przerzucają ryzyko kursowe na klienta czy kontrahenta poprzez fakturowanie w walucie krajowej (13 proc. importerów i 35 proc. eksporterów, którzy korzystali z zabezpieczeń) lub uwzględnienie wahań kursów w cenach (9 proc. importerów i 40 proc. eksporterów).

– Warto zauważyć, że takie rozwiązania obniżają konkurencyjność oferty polskich przedsiębiorców. Mogą prowadzić do zmniejszenia lub utraty zamówień, a nawet wyparcia z rynku przez konkurentów – ostrzega Radosław Jarema z AKCENTY.

Inne najczęściej stosowane przez MŚP metody ochrony przed ryzykiem kursowym to: ujmowanie kosztów i dochodów w jednej walucie (13 proc. importerów i 30 proc. eksporterów), opcje walutowe (22 proc. importerów i 10 proc. eksporterów), ubezpieczenie ryzyka walutowego (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów) oraz faktoring międzynarodowy (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów).

 

Wykres 2.

34

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA na przełomie września i października oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

** Średnie kursy NBP, tabela A.

 

AKCENTA

Eksport wzrósł w euro w styczniu 2016 o 1,5 proc. r/r, a import był mniejszy o 0,3 proc. Saldo ukształtowało się na poziomie 717,3 mld euro – podał GUS.

W styczniu 2016 r. eksport wzrósł o 1,5 proc. (euro; r/r), co nie jest wysoką dynamiką. Ale wzrost eksportu w styczniu ubr. był jeszcze słabszy (o 0,6 proc. w euro r/r), ale w całym 2015r. wartość eksportu zamknęła się na poziomie o prawie 8 proc. wyższym niż 2014 r. I to przy ciągle silnie zmniejszającym się eksporcie do Rosji i Ukrainy.

Polscy eksporterzy dalej świetnie radzą sobie na rynkach UE (wzrost eksportu o 3 proc.) i generalnie na rynkach krajów rozwiniętych (wzrost o 3,6 proc.). Bardzo dynamicznie rośnie eksport do Szwecji i do Włoch. Świetnie układa się także współpraca eksporterów z Niemcami, co szczególnie ważne, bowiem to nasz kluczowy partner handlowy. To ciągle w dużej mierze efekt aktywności naszych dużych firm z kapitałem zagranicznym, które wykorzystują swoje powiązania kapitałowe i sprzedają poza rynek polski coraz więcej, wspierając tym samym naszą gospodarkę.

Jedyne co niepokoi to eksport do krajów rozwijających się, który w styczniu br. spadł r/r w większym stopniu niż eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (o 14,5 proc,). To zaskakujące, bowiem 2015 r. pokazał, że nasi eksporterzy świetnie sobie na tych rynkach radzą – w styczniu ubr. eksport do krajów rozwijających się był wyższy r/r o ponad 13 proc., a w całym 2015 r. – o 12,6 proc. Jeżeli spadki w styczniu 2016 r. to „tylko” opóźniony spływ dokumentów celnych do GUS, to nie mamy się czym martwić. Jeśli jednak to realne osłabienie sprzedaży na te rynki, to niezbędna jest szybka analiza sytuacji i wsparcie polskich eksporterów przez rząd. Na rynkach rozwijających się trudno bowiem skutecznie i trwale zaistnieć bez „politycznej forpoczty” i politycznego wsparcia – międzyrządowych umów handlowych, a przede wszystkim obecności przedstawicieli rządu, ministrów i wiceministrów na ważnych targach i spotkaniach branżowych. Tak robi większość rządów na świecie wspierając swój biznes w ekspansji na rynki zewnętrzne. Polskie firmy bardzo na to liczą. Szkoda byłoby bowiem utracić wypracowane w latach 2014-2015 „przyczółki” w krajach rozwijających się.

Import w styczniu 2016 r. był nieznacznie niższy niż w styczniu 2015 r. (o 0,3 proc. w euro; r/r). W efekcie saldo handlowe było dodatnie (717,3 mld euro), ale nieznacznie niższe niż w styczniu 2015 r.

Polski handel zagraniczny ma zatem ciągle dobrą passę i ma szanse wesprzeć wzrost PKB. Ale przedsiębiorcy liczą na aktywność rządu torującą ścieżki na rynki, na których nasza obecność jest jeszcze ciągle słaba – przede wszystkim do krajów rozwijających się.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...