poniedziałek, Grudzień 10, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "gospodarka"

gospodarka

Open Eyes Economy Summit 2018 to już trzecia edycja niezwykłego, kultowego już kongresu, który gromadzi każdego zainteresowanego problemami współczesnego społeczeństwa. Podczas dwudniowego wydarzenia, o nowym modelu ekonomicznym będą rozmawiać nie tylko ludzie nauki, ale też przedstawiciele start-upów, marketingowcy, biznesmeni oraz studenci! 

Już jutro rusza OEES – kongres, który porusza takie tematy jak odpowiedzialność społeczna, przyszłość wolnego rynku, demokracja czy ekologia. Zaproszeni prelegenci dyskutują o odpowiedzialnym projektowaniu, o przyszłości społecznej, ale też ekonomicznej. Jak informują organizatorzy, Open Eyes Economy Summit to prawdziwy tygiel nowych idei, a jego niezwykła atmosfera wynika z różnorodności, otwartości i zaangażowania ludzi, którzy go tworzą o jakość, może uzasadnić wyższą niż u konkurencji cenę.

Spotkanie to nie będzie z pewnością podsumowaniem tego, co się obecnie dzieje na polskim rynku. Wydarzenie jest raczej okazją do tego, aby dyskutować nie o zmianach, ale o tym, dokąd owe zmiany nas zaprowadzą, także w kontekście świata.

Kraków, a dokładniej Centrum Kongresowe ICE przy Konopnickiej, stanie się już po raz 3. miejscem, gdzie gospodarka wyznaczy nowe kierunki rozwoju. Opowie o tym choćby dr Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który w mowie powitalnej otworzy wydarzenie. Tuż po nim wystąpią Luca Jahier – Przewodniczący Europejskiego Komitetu Społeczno-Ekonomicznego oraz prof. Jacqueline Cramer – Utrecht University, Minister Budownictwa, Gospodarki Przestrzennej i Środowiska w Holandii w latach 2007-2010. Goście opowiedzą choćby o tym, jak wygląda dziś kierunek gospodarki w obiegu zamkniętym w Europie.

Dużym zainteresowaniem zeszłorocznego choćby kongresu były sesje tematyczne. Podczas nich, znane osobistości ze świata nauki, biznesu, kultury, ale też marketingowcy czy studenci znajdą odpowiedzi na takie pytania jak: czy pieniądze to największa wartość przyszłości? Czy chcemy żyć w obecnej Europie? Czy Pracownicze Plany Kapitałowe to naprawdę to samo co Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego? Kto zapłaci za nasze emerytury? Państwo? Pracodawca, a może… nikt?

Podążając tematem finansów, w pierwszy dzień wydarzenia dowiemy się jak przywrócić zaufanie do sektora finansowego, a także czego nie zauważyliśmy w finansach w ostatnich latach. Nie zabraknie bardziej politycznych kwestii, które wpływają na życie każdego z nas. Goście opowiedzą o tym, kto wygrał kampanię wyborczą i co z tego wynika dla kolejnych wyborów, oraz jakie państwo dobrobytu można obiecać młodym, w kontekście emerytury bez pracy. To oczywiście tylko wycinek sesji, które odbędą się w krakowskimICE.

Organizatorzy skupią też swoją uwagę na temacie optymalizacji energii i wykorzystywaniu jej w dobie problemu z jej brakiem. Nie zabraknie też zagadnień dotykających tematu motoryzacji: czy komunikujące się ze sobą pojazdy podniosą bezpieczeństwo na drogach? Dowiemy się też o trendach technologicznych i tych bardziej marketingowych, np. na przykładzie czterech jeźdźców apokalipsy: Facebook, Google, Amazon oraz Netflix.

Drugiego dnia, nie zabraknie ważkich tematów żywności i rolnictwa (tak miejskiego, jak i ekologicznego). Goście opowiedzą też o pokoleniach  X, Y i Z,  czyli o tym jak określać cele i zarządzać zmiennymi oczekiwaniami pracowników. Podążając za tematem rynku pracy, podczas OEES poruszony zostanie też temat kapitału – czy ważny jest ten finansowy, czy jednak lepiej skupić się na tym społecznym. Przybyli na wydarzenie będą mogli dowiedzieć się także o tym, czy pracownik powinien być odpowiedzialny za firmę czy raczej za swoją pracę?

21 listopada w ICE Kraków dowiemy się również sporo o problemach ekologii – pod lupę organizatorzy wezmą temat smogu, a także plastiku. Na koniec goście skupią się też na kwestiach wartości w biznesie, odpowiadając na pytanie:  jak wielcy gracze wykorzystują innowacje i skalę, by umożliwić ludziom lepsze życie.

Na OEES 2018 Mateusz Zmyślony i prof. Jerzy Hausner – organizatorzy wydarzenia, zaprosili wyjątkowe osobistości. Podczas tegorocznej edycji będziemy mieli przyjemność gościć m.in. prof. dr Jacqueline Cramer – byłą minister budownictwa, gospodarki przestrzennej i środowiska Holandii, Luca Jahiera – przewodniczącego Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Roberta Bednarskiego – dyrektora Facebooka na Europę Środkowo-Wschodnią, Annę Miotk – dyrektor ds. komunikacji Polskich Badań Internetu, Dominikę Betmann – prezes Siemens Polska, Brunona Bartkiewicza – prezesa zarządu ING Banku Śląskiego, prezydentów Słupska i Wrocławia – Roberta Biedronia i Rafała Dutkiewicza, prof. dr. hab. Jerzego Bralczyka, prof. Zhu Wenyi – główną architekt ZHU Wenyi Atelier, Janinę Ochojską – prezes zarządu Polskiej Akcji Humanitarnej, Szymona Ziobrowskiego – dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, czeskiego artystę Davida Černego i wielu innych.

 

 

 

 

 

Wzrasta poziom eksportu polskich firm. Działalność związaną z wywozem towarów za granicę kraju  prowadzi ponad jedna piąta (23,3%) zapytanych polskich przedsiębiorców w 15. fali badania Bibby MSP Index. W ostatnim półroczu wzrost eksportu nastąpił w przypadku 26,7% podmiotów z danego sektora. Jednak prowadzący własny biznes nie wykazują optymizmu prognozując  warunki dalszego rozwoju. W relacji do jesiennej fali raportu zmniejszył się o 3,5 pkt. proc. odsetek firm uważających, że eksport prowadzonej działalności w najbliższym czasie wzrośnie. Aż 75% przedsiębiorców nie zamierza w najbliższym czasie rozszerzyć działalność o eksport.

Głównym źródłem wiedzy o rynkach zagranicznych i potencjalnych odbiorcach spoza kraju jest Internet.  W sieci szczegółów na temat gospodarki i partnerów biznesowych poszukuje ponad 71% respondentów.

Miarą sukcesu w branży eksportowej według  przebadanych przedsiębiorców z sektora MŚP jest jakość oferowanych produktów lub usług. Natomiast prawie 67% respondentów stwierdziła, że na osiągniecie dobrych wyników mają wpływ relacje z partnerami biznesowymi. Zapytane firmy również wskazywały w swoich odpowiedziach sprawną logistykę (ponad 43%), konkurencyjność ceny (prawie 21%) i kontakty handlowe (19%).

Wzrasta znaczenie polskich firm na światowych rynkach. Coraz więcej przedsiębiorstw przestaje być podwykonawcami globalnych koncernów. Oczywiście nadal jest dużo do wypracowania i większej  aktywności, jednak na liście priorytetów polityki gospodarczej wysoko znalazła się ekspansja inwestycyjna polskich firm, co pozwala myśleć optymistycznie – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Jak pokazują wyniki ostatniej fali badania Bibby MSP Index ponad 60% przedsiębiorców finansuje swoją działalność eksportową poprzez udostępnioną linię kredytową lub debet na rachunku bankowym. Natomiast ponad 55% respondentów deklaruję, że korzysta z własnych środków, a prawie 7% używa faktoringu eksportowego (wzrost o 1,4 pkt. proc.).

Eksport to obecnie jeden z dynamiczniejszych rozwijających się części polskiej gospodarki. Dlatego my jako firma faktoringowa staramy się wspierać i umożliwiać dalszy rozwój przedsiębiorstw, które chcą prowadzić daną działalność. Faktoring eksportowy jest narzędziem skrojonym na miarę tych, którzy współpracują z kontrahentami zagranicznymi lub planują podjąć taką współpracę. Oprócz finansowania, przedsiębiorca może również liczyć na wsparcie w zakresie weryfikacji kondycji zagranicznego partnera, a także informacje dotyczące prawa i zwyczajów handlowych panujących w danym kraju, które znacznie ułatwiają początek współpracy – podsumowuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Mikro, małe i średnie firmy, które w bieżącej działalności wspierają się zewnętrznym finansowaniem najczęściej robią to z dwóch głównych powodów – w branży, w której działają stosuje się długie terminy płatności oraz dlatego, że ich kontrahenci płacą po terminie. Niestety, wiele firm zmaga się zarówno z jednym, jak i z drugim problemem.

Najczęstsze powody korzystania z zewnętrznego finansowania bieżącej działalności to kontrahenci płacący po terminie płatności (38%), długie terminy zapłaty w branży, w której działa dana firma (37,3%), uwarunkowania branżowe, jak na przykład konieczność czekania na zwrot VAT (18%), czy losowe wydarzenia prowadzące do kłopotów z płynnością (11,3%).

– Sedno problemu pokazują dwie pierwsze odpowiedzi. Warto podkreślić, że co piąta badana firma korzystająca z zewnętrznego finansowania zaznaczyła zarówno pierwszą, jak i drugą. To oznacza, że ich kontrahenci najpierw żądają długich terminów płatności, a później często i tak płacą po ustalonym terminie. W takiej sytuacji wiele mikro, małych i średnich firm musi pożyczać pieniądze, aby przetrwać na rynku – wyjaśnia Dariusz Szkaradek, dyrektor zarządzający NFG SA.

Występowanie takiego zjawiska często deklarują firmy zajmujące się budownictwem. Warto jednak podkreślić, że dotyka ono zarówno przedsiębiorstwa produkcyjne, handlowe, jak i usługowe.

– Duża liczba powiązań i relacji między firmami w budowlance sprawia, że jest to sektor gospodarki szczególnie narażony na występowanie zatorów płatniczych. Wykonawca nie dostaje pieniędzy od inwestora, więc nie płaci podwykonawcom, ci nie regulują swoich zobowiązań w hurtowni, a w efekcie pieniędzy nie dostaje też producent – takie sytuacje to niestety codzienność na tym rynku – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

MŚP pożycza z konieczności

Dwa kolejne powody korzystania z zewnętrznego finansowania również są wymuszone. Firmy należące do sektora MŚP pożyczają bowiem także z powodu innych uwarunkowań branżowych, czy nagłych i nieprzewidzianych zdarzeń, które negatywnie wpływają na ich płynność. Podsumowując, mikro, małe i średnie firmy najczęściej pożyczają z konieczności.

Dopiero na piątym miejscu w tym zestawieniu znalazła się odpowiedź, z której wynika, że firmy z zewnętrznego finansowania korzystają nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że jest to część przyjętej przez nie strategii działania. Taką odpowiedź zaznaczyła jednak zaledwie co dziesiąta firma posiłkująca się zewnętrznymi środkami. Aż 70 procent wszystkich ankietowanych bieżącą działalność finansuje jedynie własnymi środkami, a ponad 66 procent w ten sposób finansuje również inwestycje.

– To duża różnica w stosunku do największych firm, które regularnie i z pełną świadomością korzystają z zewnętrznych środków. Mniejsze firmy, zatrudniające od kilku do kilkudziesięciu osób, mogłyby rozwijać się szybciej, a przede wszystkim również bardziej stabilnie, gdyby chętniej naśladowały zachowania rynkowych liderów – dodaje Dariusz Szkaradek.

Na ZUS mają, na kontrahentów nie

Cztery z dziesięciu firm z sektora MŚP korzystających z zewnętrznego finansowania przeznacza te środki na drobne i doraźne wydatki związane z codzienną działalnością firmy. Ponad 30 procent badanych pożycza, żeby zapłacić swoim kontrahentom. 12 procent deklaruje natomiast, że nie ma reguły, a cele są zależne od aktualnych potrzeb. Kolejne odpowiedzi to zakup towaru, czy surowca (6,7%), zapłata podatków (2,7%), zapłata wynagrodzeń (1,3%), czy ZUS-u (0,7%). Co pięćdziesiąta firma nie wydaje tych pieniędzy, a odkłada je na wszelki wypadek.

 

 

 

Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” powstał na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce w lutym 2018 roku spadł o 0,8 punktu w stosunku do notowań z poprzedniego miesiąca. Nie jest to spadek znaczący, jeśli wziąć pod uwagę wzrosty z ostatnich kilku miesięcy. Większość danych wskazuje na utrzymanie się w najbliższych miesiącach przyzwoitego tempa wzrostu gospodarki, najprawdopodobniej jednak nie tak wysokiego jak w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Wzrost ten wspomagany będzie głównie produkcją kierowaną na eksport oraz stopniowo słabnącym spożyciem indywidulanym. Niewiele przemawia za ożywieniem inwestycji sektora prywatnego, choć napływ środków unijnych zapewne ożywi nieco inwestycje finansowane ze środków publicznych. 

Spośród ośmiu składowych wskaźnika w lutym br. trzy uległy poprawie w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca, jedna nie zmieniła się, a cztery uległy pogorszeniu.

Największą poprawę odnotowano wśród składowych reprezentujących nastroje przedsiębiorców na temat ogólnej sytuacji w ich firmach oraz opinie na temat tempa napływu nowych zamówień.

Zamówienia do przedsiębiorstw napływają szerszym strumieniem od jesieni 2016, jednak szczególnie korzystne dla firm było pod tym względem ostatnie półrocze. Zdecydowanie lepiej kształtuje się portfel zamówień w przypadku firm dużych, zaś skala poprawy jest znacznie mniejsza w przypadku firm małych, zatrudniających mniej niż 50 pracowników. W układzie branżowym najkorzystniej sytuacja przedstawia się w przemyśle przetwórstwa ropy naftowej oraz w branży metalowej. Nadzieją napawa szerszy napływ  zamówień trafiających do przedsiębiorstw produkujących dobra inwestycyjne. Natomiast o słabnącej roli popytu konsumpcyjnego świadczyć może wyraźnie wolniejszy w stosunku do jesieni ubiegłego roku napływ nowych zamówień do firm produkujących trwałe dobra konsumpcyjne.

W konsekwencji poprawiającej się sytuacji w zamówieniach, przedsiębiorcy coraz korzystniej oceniają swą sytuację finansową. O ile jeszcze w grudniu ubiegłego roku nieznacznie przeważał odsetek firm odczuwających pogarszanie się stanu finansów nad tymi, którzy uważali, że następuje poprawa, o tyle obecnie zdecydowanie przeważają firmy oceniające, że ich sytuacja finansowa poprawiła się w ostatnim czasie.

Nieznacznie wzrósł w stosunku do miesiąca ubiegłego stan zapasów wyrobów gotowych w magazynach przedsiębiorstw. Wydaje się, iż może to wynikać z zapobiegliwości przedsiębiorców, którzy uzupełniają zapasy w odpowiedzi na rosnący popyt i zamówienia, aby zagwarantować ciągłość i terminowość dostaw.

Do negatywnych zjawisk w gospodarce zaliczyć należy spadek wydajności pracy w sektorze przedsiębiorstw. Jej poprawa w ubiegłym miesiącu okazała się jednorazowa i wynikała z mniejszej liczby dni roboczych a nieco wyższej produkcji przeznaczanej na poczet świątecznych zakupów. Obecnie wydajność pracy powróciła do swej długookresowej tendencji spadkowej, która trwa od końca 2016 roku. Spadek wydajności pracy wyraźnie związany jest z niskim poziomem inwestycji w maszyny i urządzenia, czyli słabym technicznym uzbrojeniem siły roboczej.

3,3 – taką średnią ocenę mają ustawy, które w 2017 roku zostały podpisane przez Prezydenta. Z 207 ustaw Warsaw Enterpise Institute wybrał 30, które sprawdził. Były to ustawy, najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorczości i funkcjonowania państwa, bądź te które budziły największe emocje społeczne.

Średnia ocena 3,3 sama w sobie nie wzbudza szczególnego zachwytu – plasuje polską legislację gdzieś na granicy przeciętności w stosunku do oczekiwanego stanu a umiarkowanie zadawalającego poziomu. Ocena ogólną w górę windują prorozwojowe ustawy w ramach „100 zmian dla firm” przygotowanymi pod kierownictwem Mateusza Morawieckiego. W podatkach nie był to szczególnie przełomowy rok, ale tegoroczne zmiany takie jak łatwiejsze rozliczenie podatkowe czy ulgę inwestycyjną WEI uznał za pozytywne.

Oceny w poszczególnych obszarach:

Gospodarka: 3,36

Edukacja i Nauka:  4

Wymiar Sprawiedliwości: 3

Podatki:  5

Zdrowie: 3

Bezpieczeństwo i Administracja: 2,6

Prawie wszystkie najgorsze rozwiązania były inicjatywami poselskimi. Jak zauważa WEI uproszczony tryb procedowania tego typu projektów sprzyja uchwalaniu prawa na szybko. Widoczna jest również tendencja do przegłosowywania w taki sposób ustaw budzących społeczne kontrowersje. Ciężko także wskazać jednego odpowiedzialnego za dane rozwiązanie prawne, co rozmywa polityczną odpowiedzialność.

Innym niepokojącym trendem, na który zwraca uwagę WEI jest ustawowe ograniczanie kompetencji samorządu terytorialnego widoczne m.in. w ustawie o prawie wodnym czy też w ustawie o zgromadzeniach.

Liderem rankingu wśród polityków została minister Elżbieta Rafalska m.in. dzięki ustawie ułatwiającej w Polsce prowadzenie żłobków. Pierwsze miejsce zawdzięcza jednak prezydentowi, który odesłał ustawę o zniesienie limitu 30-krotności składki do Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby ta weszła w życie bez wątpienia mocno obniżyłaby średnią Pani minister. Do prymusów WEI zaliczył też Jarosława Gowina, z rozwiązaniami w dziedzinie Nauki i Annę Streżyńską, odpowiedzialną za cyfryzację kraju.

 

„Gra o tron” to bajkowa fikcja. Niestety, w realnym świecie też trzeba głośno mówić „Winter is coming”. Zbliża się niebezpieczeństwo. I to nie żadne filmowe straszydła. To bestie gospodarczego świata – recesja, bezrobocie, bieda. Nadchodzą mimo pnących się w górę wskaźników. Wbrew „życzeniowemu” myśleniu, że piękne chwile będą trwać wiecznie. Otóż przykro mi, nie będą – ostrzega w „Rzeczpospolitej” Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski.

– Kilkanaście dni temu przez światowe giełdy przeszło tąpnięcie, nazywane „korektą”. Rynki się zachwiały, waluty zaczęły drożeć. Zdziwieni eksperci zaczęli tłumaczyć, że zaszła rzecz nieprzewidywalna. Że zaraz wszystko wróci do normy i tak dalej. Nie byłbym tego taki pewny. Normą jest właśnie cykliczność gospodarki. Ruch w górę i w dół. Ludzie łatwo o tym zapominają. Tymczasem widać już kres „dobrego” cyklu – zauważa.

– Nie chodzi o to, by straszyć albo biadolić. Trzeba się do niej przygotować. Polscy przedsiębiorcy, przez lata zahartowani, tanio skóry nie sprzedadzą. Tyle że polska gospodarka to nie tylko oni – podkreśla.

– Czy wydatki budżetowe są zaplanowane według zasad bezpieczeństwa? Czy raczej zgodnie z kalendarzem wyborczym? Przez ostatnie dwa lata realizowano przecież głównie programy społeczne. Sprowadzając rzecz do konkretów – wydawano pieniądze. A co z ich zarabianiem? Uszczelnienia podatkowe są ważne, ale dotyczą głównie tępienia oszustów. Podstawą dochodów budżetowych są rzesze uczciwych podatników! Gdzie ułatwienia dla przedsiębiorców? Zmiana np. systemu podatkowego z szarady przepisów na zbiór klarownych reguł? Jesteśmy wciąż w lesie, jeśli chodzi o obniżenie klina podatkowego, zwłaszcza wobec najmniej zarabiających pracowników. Kiedy zostaną uporządkowane stawki VAT? I chyba najważniejsze – kiedy inwestycje w badania i rozwój dostaną rzeczywiste wsparcie? – pyta Prezydent Pracodawców RP.

– Gdy nadciągną gospodarcze bestie to właśnie innowacyjne gospodarki najszybciej poradzą sobie z nimi poradzą. Ale jak przedsiębiorcy mają inwestować, skoro prawo zmienia się jak w kalejdoskopie? Nikt nie wie, czy za pół roku akurat ich branża nie dostanie po głowie jakąś nową ustawą o zakazie handlu lub produkcji. Lub o wodzie, ratownictwie medycznym, energetyce czy czym tam jeszcze. Dlatego wolą czekać – pisze.

– Ekonomiczny sztorm za to nie poczeka. Przyjdzie za pół roku, za rok. Nie zadowoli się stwierdzeniami, że jakaś ustawa zaraz trafi pod obrady rządu. Albo że „prace nad zmianami trwają”. Po prostu rąbnie znienacka. I albo gospodarka będzie gotowa, albo nie. Zależy to tylko od nas – od tego, czy urzędnicy, przedsiębiorcy, ludzie zajmujący się gospodarką dadzą z siebie wszystko. O to apeluję – podsumowuje Andrzej Malinowski.

 

Źródło: pracodawcyrp.pl

Według wstępnych szacunków GUS produkt krajowy brutto (PKB) Polski w IV kwartale zeszłego roku był wyższy o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 r.

W całym 2017 r. polska gospodarka notowała dużo wyższy wzrost niż w poprzednich latach. W zeszłym roku wzrost naszego PKB przekroczył 4 proc. i sięgał tego poziomu przez wszystkie cztery kwartały 2017 r. (w porównaniu do analogicznych kwartałów 2016 r.).

Zaś w IV kwartale wystrzelił – według wstępnych szacunków GUS – do 5,1 proc. Urząd statystyczny zastrzega przy tym, że są to dane „niewyrównane sezonowo” (oparte na podstawie cen z zeszłego roku , a nie lat wcześniejszych).

Równie optymistycznie zapowiada się 2018 r., bo według prognoz ekonomistów i ośrodków analitycznych tempo wzrostu gospodarczego może być w tym roku równie wysokie, jak w zeszłym. Sprzyjać będzie temu m.in. spodziewane zwiększenie inwestycji z funduszy unijnych na lata 2014-2020 i utrzymująca się dobra koniunktura gospodarcza w zachodniej Europie, która jest naszym głównym kierunkiem eksportowym.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2018 r. wzrósł w stosunku do miesiąca poprzedniego o 0,2 punktu. Był to szósty z kolei wzrost wskaźnika, sygnalizujący narastanie presji inflacyjnej w gospodarce.

W ostatnim miesiącu znacząco wzrósł odsetek przedsiębiorców zamierzających w najbliższym czasie podnieść ceny oferowanych przez ich firmy wyrobów.  O ile jeszcze w końcu ubiegłego roku przewaga firm planujących podwyżki nad tymi, którzy zamierzają ceny obniżać nie przekraczała kilku punktów procentowych (średnio w II półroczu 2017 – wynosiła około 5 p. proc.), o tyle na początku tego roku wzrosła do ponad 14 punktów.

Charakterystyczne również jest, że w II półroczu ubiegłego roku zdecydowanie wyższą skłonność do podwyżek wykazywały przedsiębiorstwa duże, zatrudniające powyżej 250 pracowników. Wśród przedsiębiorstw małych i średnich dominowały opinie o konieczności utrzymania cen na dotychczasowym poziomie lub nawet zamiary ich obniżania. Obecnie tendencja do podnoszenia cen rozprzestrzeniła się na wszystkie firmy, bez względu na ich wielkość; i nawet firmy małe, zatrudniające do 50 pracowników – dotychczas powściągliwe w deklarowaniu podwyżek,  wykazują nieco wyższą skłonność do podnoszenia cen niż przedsiębiorstwa duże.

Istotny wpływ na kształtowanie się inflacji w najbliższej przyszłości ma rosnący odsetek wykorzystania mocy produkcyjnych w sektorze przetwórstwa przemysłowego. W ostatnim kwartale wzrosło ono do poziomu przekraczającego 83% (średnia dla całego przemysłu). Jest to najbardziej intensywne wykorzystanie mocy wytwórczych od początku transformacji. Dla porównania, pod koniec 2007 roku odsetek ten wynosił ok 81% przy ówczesnym ponad 7 procentowym tempie wzrostu gospodarki oraz ponad 17 procentowej dynamice inwestycji. Obecnie inwestycje są najsłabszą częścią polskiej gospodarki. Bez względu jednak na to czy przedsiębiorcy będą nadal tak intensywnie wykorzystywać swój park maszynowy, ponosząc wysokie koszty napraw i konserwacji, czy przesuną swe środki finansowe na poczet inwestycji w odnowienie i unowocześnienie parku maszynowego, nie pozostanie to obojętne dla przyszłej dynamiki cen.

Pozostałe koszty, a zwłaszcza te, związane z zatrudnieniem również wzrastają. Jednostkowe koszty pracy w ciągu ostatniego roku wzrosły realnie o ponad 3 procent. Pogarszająca się dostępność siły roboczej będzie skłaniała przedsiębiorców do podnoszenia wynagrodzeń dla pracowników w tych zawodach i branżach, gdzie braki kadrowe są największe. Ponadto wzrost wynagrodzenia minimalnego obowiązujący od 1 stycznia br. może uruchomić falę żądań u pozostałych grup pracowników, którzy poczują się niedopłaceni. To zaś zwykle sprzyja uruchomieniu mechanizmu spirali podwyżek we wszystkich działach gospodarki narodowej, zaś jeśli inflacja będzie nadal rosła, żądania te tym łatwiej będą zaspakajane.

Od drugiej połowy ubiegłego roku systematycznie drożeje ropa naftowa na światowych rynkach osiągając w ostatnich dniach cenę ponad 60 $ za baryłkę. To kolejny czynnik, który może w przyszłości przyczynić się do przyspieszonego wzrostu cen szczególnie w warunkach słabnięcia polskiej waluty. Dla przedsiębiorców oznaczać to będzie wyższe koszty importu tego surowca a w kolejności wyższe ceny benzyny na rynku wewnętrznym, wyższe ceny transportu, co zazwyczaj w ciągu kilku kolejnych miesięcy przenosi się na ceny detaliczne pozostałych towarów i usług.

 

Źródło: BIEC

Poland, Holland – brzmi podobnie i na pierwszy rzut oka bardzo podobnie wyglądają rynki pracy obu państw w ostatnich danych Eurostatu. Stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii jest dokładnie taka sama – 4,4 proc. Niestety, pozostałe parametry pokazują, jak wiele brakuje nam jeszcze do Holendrów.

Stopa bezrobocia, choć to bardzo wygodny miernik kondycji rynku pracy, informuje nas jedynie, jaki jest odsetek osób, które szukają płatnego zajęcia, do aktywnych zawodowo. Nie dowiemy się jednak na tej podstawie, np. jaki procent osób w wieku produkcyjnym ma zatrudnienie, a przecież to kluczowa informacja dla gospodarki. Różnice, zresztą nie tylko w poziomie zatrudnienia, dobrze pokazuje zestawienie innych danych z Polski oraz z Holandii.

Łączy nas tylko stopa bezrobocia

Publikacje Eurostatu za grudzień pokazują, że stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii wynosi 4,4 proc. Dane są porównywalne, gdyż uzyskiwane dzięki tej samej metodologii – ankiet wśród gospodarstw domowych (ok. 30 tys.). W obu przypadkach uwzględnia się także efekt sezonowy na rynku pracy (zimą np. zmniejsza się aktywność rolnictwa czy budowlanki), co także umożliwia lepsze porównanie odczytów.

Ciekawi fakt, że bezrobocie wśród Polek jest nawet niższe niż wśród Holenderek i wynosi odpowiednio 4,5 oraz 4,7 proc. Inny interesujący element: w podziale na wiek bezrobocie osób starszych w wieku 50-64 lata jest wyższe w Holandii – 4,2 proc. niż w naszym kraju – 3,4 proc. (dane za III kw. 2017 r.). To jednak, co należy podkreślić, wcale nie oznacza, że zatrudnienie w obu krajach wygląda podobnie.

Zatrudnienie – olbrzymie różnice

Dane Eurostatu wskazują, że odsetek zatrudnionych w Holandii w wieku 15-64 lata na koniec III kw. 2017 r. wynosił 76,3 proc. W Polsce było to 66,5 proc., czyli prawie 10 pkt proc. mniej.

10 pkt proc. na korzyści Holandii to diametralna różnica. Aby wyrównać wynik, Polska musiałaby zwiększyć zatrudnienie o 2,4 mln osób. Z kolei gdyby te 2,4 mln, obecnie bierne zawodowo, nagle zaczęło szukać pracy, to stopa bezrobocia skoczyłaby w Polsce z obecnych 4,5 proc. do ponad 16 proc., a liczba bezrobotnych podniosłaby się z ok. 800 tys. osób do 3,2 mln. To bardzo dobrze pokazuje skalę ukrytego w bierności zawodowej bezrobocia.

To młodzi najbardziej zaniżają wynik

Nie jest zaskakujące, że poważne różnice w poziomie zatrudnienia Polaków i Holendrów dotyczą osób w przedziale wiekowym 55-64 lata. U nas ten odsetek wynosi 49,4 proc. (niższy niż np. w Hiszpanii), a w Holandii – 66 proc. Od lat jednak kuleje nad Wisłą polityka senioralna w kontekście zatrudnienia osób starszych i utrzymywania ich aktywności zawodowej.

Pewną niespodzianką może być natomiast inna informacja. Według Eurostatu stopa zatrudnienia osób młodych (15-24 lata) w Polsce wynosi tylko 30 proc., a w Holandii – 64 proc. Oczywiście młodzi Holendrzy nie pracują na pełen etat i znaczna część z nich kontynuuje naukę (45 proc. osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie, czyli bardzo podobnie jak w Polsce). Może to oznaczać, że poza brakiem zachęt do systemowego wspierania w zatrudnianiu młodych (np. podatki), łączenie pracy z nauką w Polsce nie jest po prostu w modzie.

Lepiej dłużej, a mniej intensywnie

Inne poważne systemowe zaniedbanie polega na tym, że w Polsce brakuje promocji zatrudnienie na niepełny etat. W Holandii ponad 70 proc. kobiet pracuje w niepełnym wymiarze godzin, dzięki czemu łatwiej godzą obowiązki domowe z zawodowymi. W Polsce natomiast ten odsetek wynosi zaledwie 10 proc.

Mniejsza intensywność pracy prawdopodobnie pozwala także Holendrom dłużej utrzymywać się na rynku pracy, dłużej odkładać na emeryturę i cieszyć się jej względnie wysokim poziomem w relacji do ostatnich zarobków. Holendrzy są aktywni zawodowo przez równo 40 lat, Polacy przez 32,9. To olbrzymia różnica, która stanowi poważne wyzwanie, zwłaszcza dla możliwości zgromadzenia wystarczającego kapitału na jesień życia.

 

 

 

 

 

Tekst: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W 2017 r. Polska rozwijała się najszybciej od 6 lat – informuje GUS. W ostatnim kwartale wreszcie ruszyły inwestycje, co pozwala z optymizmem spojrzeć na bieżący rok. GUS udostępnił także publikację o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, która jednak już nie jest tak jednoznacznie optymistyczna. 

 Zaczynamy od wiadomości dobrych i bardzo dobrych.

Pozytyw nr 1: Inwestycje

Najszybszy od 2011 r. wzrost gospodarczy cieszy. Jednak poza rozwojem na poziomie 4,6 proc. w ub.r. zdecydowanie ważniejsza jest informacja, że wreszcie przyspieszyły inwestycje. Przez trzy kwartały ich wkład do PKB był marginalny i wyniósł ok. 0,3 pkt proc. W całym roku (brak na razie szczegółowych danych za czwarty kwartał) wkład inwestycji zwiększył się do 1 pkt proc.

To oznacza, że w samym czwartym kwartale inwestycje mogły wzrosnąć o ok. 13 mld zł, podczas gdy w poprzednich trzech było w sumie ok. 5 mld zł. Rosnące nakłady brutto na środki trwałe to sygnał, że aktywność gospodarcza może być dobra również w kolejnych kwartałach.

Pozytyw nr 2: Eksport

Specyfika gospodarki kraju rozwijającego się, jakim jest Polska, powoduje, że zwykle przy rosnącej aktywności ekonomicznej (silna konsumpcja, rosnące inwestycje) pogarsza się wyraźnie saldo obrotów handlowych z zagranicą. Szacunki GUS pokazują jednak, że wkład eksportu netto w 2017 r. był pozytywny, a to oznacza, że to pogorszenie nie nastąpiło. Niewykluczone, że jest to efekt coraz lepszej kondycji oraz pozycji konkurencyjnej polskiego eksportu usług, który stanowi już jedną czwartą eksportu towarowego i kreuje nadwyżkę na poziomie 75 mld zł (wzrost o 16 mld zł za okres od grudnia 2016 r. do listopada 2017 r. – dane NBP).

Pozytyw nr 3: Zatrudnienie ostro w górę

Według wstępnych danych zamieszczonych w opracowaniu GUS „Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2017 r.” [dalej „Opracowanie”] w ub.r. zatrudnienie w gospodarce narodowej wzrosło do 15,72 miliona osób, czyli ok. 430 tys. W sumie przez dwa lata liczba miejsc pracy w Polsce powiększyła się o ponad 900 tys., co należy uznać za bardzo optymistyczną informację.

Pozytyw nr 4: Kobiety żyją dłużej

Według danych zamieszczonych w “Opracowaniu” mediana wieku osób zmarłych w 2016 r. wyniosła 77 lat, podczas gdy 16 lat wcześniej było to 73 lata. Długość życia bardzo wyraźnie wydłużyła się wśród kobiet – aż o 4 lata, do 82 lat.

Negatyw nr 1: Długość życia mężczyzn praktycznie bez zmian

Niestety, długość życia mężczyzn przez ostatnie 16 lat praktycznie się nie zmieniła. Według “Opracowania” mediana wieku zmarłych mężczyzn w 2016 r. wyniosła 70 lat i jest to tylko o rok więcej niż na początku nowego millenium.

Negatyw nr 2: Wzrost cen żywności

Ceny żywności w całym 2017 r. wzrosły w porównaniu z ub.r. o 4,2 proc. To ponad pięć razy szybciej niż rok wcześniej. Średnioroczna cena masła wzrosła o 31 proc., owoców o 8 proc., jogurtów o 7,3 proc., a mięsa wieprzowego o 8,6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń, w większości przypadków siła nabywcza pracujących konsumentów nie pogorszyła się w kontekście zakupów żywności.

Negatyw nr 3: Niski wzrost rent i emerytur

Dane zamieszczone w “Opracowaniu” pokazują, że w ub.r. przeciętny wzrost rent i emerytur z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniósł 2,5 proc. To minimalnie powyżej ogólnego poziomu inflacji (2,0 proc), co jednak nie odpowiada dokładnie tzw. koszykowi zakupowemu emeryta czy rencisty. W przypadku zakupów żywnościowych siła nabywcza emerytów i rencistów obniżyła się ok 1,7 proc.

Jeszcze gorzej sytuacja przedstawiała się w przypadku rolników indywidualnych. Ich emerytury oraz renty średnio wzrosły tylko o 1,5 proc., co oznacza, że nawet biorąc ogólnie przyjęty poziom inflacji siła nabywcza tych świadczeniobiorców uległa obniżeniu w ciągu ubiegłego roku.

Negatyw nr 4: Emerytów i rencistów więcej o 237 tys.

Procesy demograficzne są nieubłagane i liczba emerytów w Polsce będzie rosnąć. Jednak IV kw. ub.r. był wyjątkowy. Obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że w ciągu jednego kwartału przybyło 237 tys. świadczeniobiorców. Emerytów i rencistów jest już 9126 tys. Dla porównania pomiędzy I kw. 2016 r. oraz III kw. 2017 r. liczba świadczeniobiorców wzrosła tylko o 4 tys – wg “Opracowania” GUS.

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce w styczniu 2018 roku wzrósł o taką samą wartość jak przed miesiącem, czyli o 1,5 punktu w stosunku do miesiąca poprzedniego – informuje Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Przełomowi roku 2017/2018 towarzyszyły najsilniejsze jednorazowe wzrosty wskaźnika w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W największym stopniu przyczyniły się do tego: poprawa wydajności pracy w sektorze przedsiębiorstw przemysłu przetwórczego oraz lepsza sytuacja finansowa w firmach.  

 Spośród ośmiu składowych wskaźnika w styczniu br. cztery uległy poprawie w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca, dwie nie zmieniły się, zaś dwie uległy pogorszeniu.

Do wzrostu wskaźnika w największym stopniu przyczyniła się znacząca poprawa wydajności pracy w przedsiębiorstwach produkcyjnych. Zjawisko to charakterystyczne jest dla miesięcy końca każdego roku i wynika z mniejszej liczby dni roboczych a nieco wyższej produkcji przeznaczanej na poczet świątecznych zakupów. Abstrahując od tej jednorazowej poprawy, w dłuższym okresie, tj. od końca ubiegłego roku, wydajność pracy pogarszała się. Liczba pracujących rośnie, wynagrodzenia również, nie poprawia się natomiast w sposób istotny wyposażenie techniczne pracowników, co wynika z ciągle ujemnej dynamiki inwestycji.

Kolejna składowa, która istotnie przyczyniła się do wzrostu wskaźnika, to oceny menedżerów nt. sytuacji finansowej w zarządzanych przez nich firmach. Najlepiej oceniają stan swych finansów menadżerowie dużych firm – zatrudniających powyżej 250 pracowników. W tej grupie odnotowano w ostatnich badaniach kilkuprocentową przewagę odpowiedzi stwierdzających poprawę finansów nad odsetkiem menadżerów wskazujących na jej pogorszenie. W grupie przedsiębiorstw najmniejszych oraz średnich w dalszym ciągu dominuje przewaga menadżerów wskazujących na pogarszający się stan finansów.

W ślad za lepszą sytuacją finansową w firmach, poprawiły się również oceny menedżerów na temat ogólnej sytuacji gospodarczej. Obecnie przewaga menadżerów uznających, że sytuacja gospodarcza zmierza w dobrym kierunku nad tymi, którzy uważają, że dominują tendencje negatywne, sięga około 5 punktów procentowych. Dla porównania, warto dodać, że w okresie bardzo dobrej koniunktury gospodarczej w 2007 roku przewaga optymistów nad pesymistami wynosiła 25 punktów procentowych.

Po raz pierwszy od jesieni ubiegłego roku nie odnotowano zmian w tempie napływu nowych zamówień do sektora przedsiębiorstw produkcyjnych, zaś w przypadku zamówień przeznaczonych na rynki zagraniczne, tempo napływu nowych zamówień nieco osłabło. Wydaje się jednak, że sytuacja ta ma charakter przejściowy. Rosnącym zamówieniom zagranicznym sprzyja bowiem bardzo dobra koniunktura na światowych rynkach, a co istotniejsze dla rodzimych producentów, dobra koniunktura dominuje również w Europie. Nieco odmiennie przedstawiają się perspektywy utrzymania wysokiego tempa napływu nowych zamówień na rynek krajowy. W tym przypadku należy liczyć się z pewnym osłabieniem. Co prawda wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną, jednak inflacja osłabia nieco ich temp wzrostu. Ponadto wzrost wynagrodzeń nie dotyczy wszystkich pracowników a pro-popytowe działanie dodatkowych pieniędzy trafiających do rodzin z tytułu świadczeń socjalnych, stopniowo słabnie.

Na koniec ub. roku zmniejszyła się nieco podaż pieniądza M3 (w ujęciu realnym oraz po usunięciu wpływu czynników sezonowych). Już od początku roku pieniądza przybywało znacznie wolniej niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Umiarkowanie przybyło gotówki w obiegu, co zwykle zdarza się na końcu roku kalendarzowego.

Zwiększyło się nieco zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów bankowych. Zmiana jak na razie jest niewielka wobec  ponad dwuletniego okresu odchodzenia konsumentów od finasowania zakupów kredytem. Być może ma to związek ze wzrostem aktywności  na rynku nieruchomości oraz wyższymi cenami mieszkań, na co wskazują niektóre badania wśród deweloperów. Zbyt wcześnie jednak aby odbierać to jako początek boomu mieszkaniowego oraz wzrost zainteresowania kredytem hipotecznym.

Końcówka roku nie była korzystna dla inwestorów giełdowych. W ciągu ostatnich trzech miesięcy ubiegłego roku realne wartości podstawowego indeksu WIG spadły o blisko 4%, jednak pierwsze tygodnie stycznia przyniosły wyraźną poprawę nastrojów i rekordowe notowania WIG.

 

Rok temu analitycy rynku kapitałowego przestrzegali, że z uwagi na Brexit oraz wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, 2017 upłynie pod znakiem braku stabilizacji. Dla Polski prognozy te się nie sprawdziły. Co więcej – pod względem aktywności transakcyjnej i inwestycyjnej w sektorze nieruchomości zeszły rok okazał się jednym najbardziej intensywnych od czasu globalnego kryzysu ekonomicznego! Czy hossa się utrzyma? Jakich inwestorów przyciągać będzie Polska?

Zeszły rok obfitował w ciekawe przetasowania, jeżeli chodzi o rynek kapitałowy na świecie. Utrzymująca się od kilku lat globalna hossa uległa załamaniu, podczas gdy na rynkach wschodzących, w tym w Polsce, zaobserwowaliśmy prawdziwą „wiosnę ludów”. Podczas gdy londyńska giełda BATS Chi-X notowała spadki w wysokości 25 procent, obroty akcjami w Warszawie, Budapeszcie czy Bukareszcie wzrosły od kilkunastu do kilkudziesięciu punktów.

Co więcej, Polska, jako pierwsza gospodarka z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, dołączyła do grupy państw dysponujących najlepszej jakości klasą aktywów według agencji indeksowej FTSE Russell. Zdaniem Michała Stysia, Dyrektora Zarządzającego OPG Property Professionals, w tych okolicznościach można zauważyć optymistyczne znaki dla sektora inwestycyjnego i deweloperskiego.

W kontekście nieruchomości, Polska jest największym i najpłynniejszym rynkiem spośród wszystkich krajów strefy CEE. W ujęciu średnioterminowym, notujemy bardzo dobry wzrost od czasów globalnego kryzysu ekonomicznego. Choć nie mamy jeszcze kompletnych danych za zeszły rok, to łączny wolumen transakcji mógł wynieść rekordowe 5 miliardów euro.

Jak podkreśla Michał Styś, rodzima gospodarka utrzymuje stabilny kurs, co nie umyka uwadze inwestorów – także tych operujących w dziedzinie nieruchomości.

Aktualnie przyglądamy się w imieniu naszych klientów możliwościom inwestycyjnym, także tym pozarynkowym, zapewniającym dochód i początkową stopę zwrotu brutto powyżej średniej rynkowej. Atrakcyjne stopy zwrotu dla najlepszej jakości aktywów na rynkach regionalnych na poziomie 5,5-6% w sektorze powierzchni handlowych i biurowych oraz 6-7% w sektorze przemysłowym i magazynowym to silna zachęta dla funduszy, inwestorów instytucjonalnych czy prywatnych inwestorów kapitałowych z Europy.

 

Ubiegłoroczny wzrost PKB do 4,6 proc. to wynik najlepszy od 2011 r., gdy tempo wzrostu wyniosło 5 proc. Jednocześnie oznacza to bardzo wyraźne przyspieszenie po nieco rozczarowującym 2016 r., gdy polskiej gospodarce udało się pójść w górę jedynie o 2,9 proc., choć na tle państw Unii Europejskiej było to i tak całkiem dobre osiągnięcie.

Wstępny odczyt dynamiki PKB podany przez GUS nie stanowi zaskoczenia, choć jest nieco wyższy niż konsensus ekonomistów, szczególnie jeśli spojrzeć na przyspieszenie zanotowane w trzecim kwartale. Bardzo pozytywną niespodzianką jest sięgający 5,4 proc. wzrost nakładów na środki trwałe, wskazujący na zdecydowaną poprawę sytuacji w inwestycjach. Biorąc pod uwagę, że w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku rosły one bardzo wolno, sięgając w trzecim kwartale 3,3 proc., można wnioskować, że ostatnie miesiące 2017 r. przyniosły zdecydowane przyspieszenie. To dobrze rokuje na najbliższą przyszłość, dając szansę że wzrost gospodarczy będzie miał jeszcze bardziej solidne podstawy. W poprzednim, rekordowym 2011 r. nakłady na środki trwałe wzrosły o 8,8 proc., w 2018 r. możliwe jest przynajmniej zbliżenie się do tej skali dynamiki, choć raczej należy się spodziewać wzrostu inwestycji o około 7 proc. W ubiegłym roku z 18,1 do 18 proc. obniżyła się jednak stopa inwestycji, czyli relacja nakładów na środki trwałe do PKB, co jest tendencją niekorzystną, jednak odzwierciedla strukturę wzrostu, bazującą w 2017 r. głównie na konsumpcji gospodarstw domowych. Spożycie indywidualne przyspieszyło z 3,9 proc. w 2016 r. do 4,8 proc. Warto przypomnieć, że w 2011 r. tempo jego wzrostu sięgało jedynie 3,3 proc.

Porównując ubiegły rok z 2011r., warto także zwrócić uwagę na słabszy niż wówczas wzrost wartości dodanej w przemyśle i budownictwie. Sześć lat temu w przemyśle wzrosła ona o 7,9 proc., a w budownictwie o 13,5 proc. W ubiegłym roku jej wzrost wynosił odpowiednio 6,2 i 11,5 proc. W 2017 r. znacznie niższa byłą także wartość dodana w transporcie i gospodarce magazynowej, sięgając 10,9 proc., podczas gdy w 2011 r. wyniosła ona aż 15,5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Produkt Krajowy Brutto był w 2017 r. wyższy o 4,6 proc. r/r.  Najszybciej rosła wartość dodana brutto tworzona w budownictwie i transporcie  – podał GUS we wstępnym szacunku PKB.

Tak dobrych wyników polska gospodarka nie odnotowała od 2011 r., gdy PKB wzrósł o 5 proc. r/r. I co ważne, wreszcie do silnego wzrostu spożycia gospodarstw domowych dołączył wzrost inwestycji. Wszystko wskazuje, że był to głównie wzrost inwestycji publicznych i gospodarstw domowych. Inwestycje przedsiębiorstw po 3. kwartałach 2017 r. były niższe o 1 proc/ r/r (w cenach stałych). Trudno zakładać, że istotnie się to zmieniło w ostatnim kwartale. Ruszyły wreszcie inwestycje finansowane ze środków publicznych, zapewne głównie z funduszy unijnych. Dobrze, bo półmetek okresu finansowania 2014-2020 mamy za sobą i brak postępów w korzystaniu z pieniędzy unijnych byłby najgorszym z możliwych sygnałów.

Porównanie siły gospodarki w 2017 r. do 2011 r. daje jednak kilka ważnych sygnałów. Wzrost gospodarki o 4,6 proc. w 2017 r. został osiągnięty przy prawie 1,5 mln więcej osób pracujących w gospodarce narodowej, w tym o prawie 0,5 mln większym zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw 10+. Wyraźnie wskazuje to na słabość wzrostu wydajności pracy, potwierdza ekstensywny charakter wzrostu gospodarczego w Polsce, bazującego na coraz większym zatrudnieniu, a nie na rosnących inwestycjach, i to inwestycjach o charakterze modernizacyjnym. W efekcie mamy bardzo niskie bezrobocie – w stosunku do 2011 r. liczba osób bezrobotnych spadła o ponad 900 tys. Rynek pracy rzeczywiście jest – z punktu widzenia pracowników – w świetnej kondycji. Rosnące zatrudnienie i wynagrodzenia to siła wzrostu PKB w 2017 r. To świetna sytuacja na rynku pracy spowodowała wzrost spożycia gospodarstw domowych o 4,8 proc. r/r w 2017 r. i dała 60 proc. wzrostu PKB. Takiej siły konsumpcji gospodarstw domowych nie było nawet w 2011 r. (wzrost „jedynie” o 3,3 proc.).

Świetnie spisali się też w 2017 r. eksporterzy. Pytanie, czy przy bardzo dobrej koniunkturze gospodarczej u naszych głównych biznesowych partnerów (UE) będziemy w stanie, bez bardzo, bardzo silnego wsparcia inwestycji w przedsiębiorstwach, wykorzystać szanse i sprostać rosnącemu popytowi zewnętrznemu.

Bardzo dobrze radziły sobie w 2017 r. firmy z sektora budownictwo, transport i gospodarka magazynowa – wartość dodana brutto wypracowana przez te sektory gospodarki wzrosła o ok. 11 proc. Świetnie także rozwijał się przemysł i handel.

Co przyniesie 2018 r.? Trudno będzie osiągnąć wzrost PKB na poziomie z 2017 r. Ale jeśli przedsiębiorcy przestaną być straszeni zapowiedziami nowych obciążeń podatkowych i parapodatkowych, różnego rodzaju zakazami, obciążeniami administracyjnymi, na pewno ruszą z inwestycjami. Jeśli instytucje publiczne inwestujące środki unijne i krajowe będą bardziej otwarte i elastyczne przy zamówieniach publicznych, to i inwestycje publiczne znacznie przyspieszą. Gospodarstwa domowe będą dalej konsumować, ale wzrost tej konsumpcji już nie będzie tak silny jak w 2017 r. (bardzo wysoka baza). Dobra koniunktura w gospodarce światowej, a przede wszystkich w krajach UE da szanse polskim eksporterom. Nie zmarnujmy tych wszystkich szans.

Autor:  dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

 

Na rynku pracy mamy do czynienia z sytuacją, która nie miała miejsca od 25 lat. Dane płynące z gospodarki – rosnący PKB, spadające bezrobocie, rosnące wynagrodzenia i zapotrzebowanie na pracowników – sprawiają, że można nasz rynek pracy nazwać „rynkiem pracownika”. W 2018 roku priorytetem powinno być wprowadzenie zmian, które wpłyną na usprawnienie procesu zatrudniania cudzoziemców. Problemy kadrowe powodują, iż firmy coraz częściej muszą ograniczać swoje plany inwestycyjne, co wpływa negatywnie na perspektywę rozwoju gospodarki.

– Świadczy o tym najniższa od 25 lat stopa bezrobocia, która w listopadzie wyniosła 6,5%, rosnąca liczba wolnych miejsc pracy oraz wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 7,4% z perspektywą jeszcze większych podwyżek w kolejnym roku. Należy jednak pamiętać, że nie we wszystkich regionach i branżach mamy do czynienia z ”rynkiem pracownika”. Takim obszarem jest ściana wschodnia i mniejsze miejscowości, gdzie nadal jest wysokie bezrobocie. Firmom brakuje przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników w takich branżach jak ICT, budownictwo, transport oraz w pracach prostych, gdzie podaż tanich pracowników zza wschodniej granicy została praktycznie wyczerpana – mówi Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Będzie brakowało pracowników

Dlatego wielu pracodawców informuje, że coraz silniej odczuwają presję płacową, o czym świadczy duża konkurencja o pracowników pomiędzy firmami, które często są w stanie zaoferować kandydatom o 40-50% wyższe wynagrodzenie. Problemy z pozyskaniem pracowników przejawiają się także coraz większym zainteresowaniem firm inwestycjami we współpracę ze szkołami zawodowymi i uczelniami, jako sposobem na pozyskiwanie przyszłych pracowników. Zarządzający zwiększają też budżety na wynagrodzenia w 2018 r. licząc się z koniecznością zaproponowania pracownikom podwyżek, aby utrzymać ich w  firmach.

– W perspektywie nadchodzących lat polski rynek pracy czeka strategiczna zmiana, do której już w 2018 roku powinny rozpocząć przygotowania zarówno administracja, jak i firmy. Głównym zadaniem jakie stoi przed polską gospodarką jest przygotowanie się do zmian wynikających z nadchodzącej rewolucji technologicznej i wyzwań Gospodarki 4.0. Jest to szczególnie istotne w kontekście wyrwania się z pułapki średniego dochodu, co w praktyce oznacza, że polskie firmy muszą przestać konkurować niskimi kosztami pracy, a wchodzić na ścieżkę wysokoprzetworzonych, najwyższej jakości produktów i usług – mówi Jakub Gontarek.

Gospodarka oparta na wiedzy

Aby było to możliwe tak rządzący, jak i firmy muszą rozpocząć proces tworzenia gospodarki opartej na wiedzy. A do tego potrzebni są wysoko wykwalifikowani pracownicy korzystający z najnowszych rozwiązań technologicznych. Dlatego głównym zadaniem dla administracji są zmiany w otoczeniu formalno-prawnym oraz funkcjonowaniu instytucji rynku pracy, wspierające inwestycje w kwalifikacje pracowników i nowe technologie. Dla firm kluczowe znaczenie ma zaangażowanie się w proces kształcenia przyszłych pracowników oraz szkolenia i aktualizowania kwalifikacji, tych którzy na rynku pracy już są, a potrzebują dostosowania kompetencji do dynamicznych zmian. Firmy muszą też zmierzyć się z nowoczesną organizacją pracy pozwalającą pracownikom godzić życie zawodowe z osobistym w ramach koncepcji work-life blance oraz bardziej płaskich, elastycznych, struktur organizacyjnych, angażujących i wykorzystujących potencjał pracowników.

– Dlatego negatywnie oceniam niezgodne z ustawą o promocji zatrudnienia i rekomendacjami partnerów społecznych, zarówno organizacji pracodawców, jak i związków zawodowych, zmniejszenie środków na Krajowy Fundusz Szkoleniowy o ponad 50 %. KFS jest narzędziem bardzo popularnym wśród przedsiębiorców, umożliwiającym uzupełnianie i dostosowywanie kwalifikacji pracowników do dynamicznie zmieniającego się zapotrzebowania – dodaje Jakub Gontarek.

Zgodnie z ustawą, na KFS powinno być przeznaczone 2% Funduszu Pracy. Partnerzy społeczni w uchwale RDS z czerwca 2017 r. rekomendowali podniesienie udziału KFS w Funduszu pracy do 4% w 2018, 5% w 2019 i docelowo 6% w 2020. Niestety Ministerstwo Pracy ustaliło udział KFS na poziomie 1,29%, przeznaczając ponad 3 mld złotych, niezgodnie z celem Funduszu Pracy, na wynagrodzenia dla pielęgniarek i lekarzy. O ile wzrost wynagrodzeń tej grupy pracowników jest pożądany, o tyle nie powinno się go finansować ze składek pracodawców przeznaczonych na działania poprawiające funkcjonowanie rynku pracy i jego instytucji. Dlatego wzrost kwot przeznaczanych na szkolenia w ramach KFS jest niezwykle ważną strategiczną decyzją, którą musi podjąć ministerstwo w 2018 roku, szczególnie w kontekście braku wykwalifikowanych pracowników.

Niekorzystne zmiany na rynku pracy

Obawy rodzi również brak systemowych działań, które byłyby nastawione na promocje  zatrudnienia w ramach umów o pracę oraz uatrakcyjnienie tej formy zatrudnienia. Wprowadzone zmiany w pracy tymczasowej w praktyce mogą doprowadzić do ograniczenia tej uregulowanej i znanej nam formuły zatrudnienia. Zmiany nie posłużą ani przedsiębiorcom ani lepszej aktywizacji osób na rynku pracy. Ponadto koniec roku to zapowiedź wzrostu kosztów zatrudniania pracowników w postaci przyjętego przez Sejm RP zniesienia od stycznia 2019r. limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (tzw. trzydziestokrotność). Sposób procedowania ustawy (pojawienie się na 2 miesiące przed końcem roku) powoduje, że wzrasta pośród pracodawców niepewność, a to znowu negatywnie przekłada się na plany inwestycyjne oraz strategię zarządzania personelem. Kontrowersje budzi także obniżenie wieku emerytalnego, szczególnie w przypadku rosnącej długości życia. Działanie to po pierwsze wypchnęło z rynku pracy osoby, które były w stanie jeszcze pracować, a które zdecydowały się pobierać świadczenia emerytalne i pracować w mniejszym wymiarze albo w szarej strefie. Ta decyzja budzi też obawy co do stabilności systemu i zdaniem ekspertów spowoduje, że w przyszłości nie będziemy w stanie sfinansować wypłat emerytur dla ludzi z pokolenia wyżu demograficznego.

Potrzebna nowa polityka migracyjna

W 2018 roku priorytetem dla pracodawców, w zakresie obszaru regulacji zatrudnienia, jest podjęcie działań faktycznych, ewentualnie wprowadzenie zmian regulacji, które wpłynęłyby na usprawnienie procesu zatrudniania cudzoziemców. Problemy kadrowe powodują, iż firmy coraz częściej muszą ograniczać swoje plany inwestycyjne, co wpływa negatywnie na perspektywę rozwoju polskiej gospodarki. Niezwykle ważne jest przyjęcie spójnej polityki migracyjnej, która zachęcałaby do przyjazdu osoby z pożądanymi przez pracodawców kwalifikacjami oraz tych, którzy uzupełnialiby zapotrzebowanie w zawodach deficytowych. Powinniśmy poważnie zastanowić się nad otwarciem się polskiego rynku na duże rynki pracy jak Indie, Pakistan, czy byłe republiki Związku Radzieckiego, na przykład zachęcając do powrotu rodziny repatriantów.

Zaangażowanie w proces stanowienia prawa

Warto także obserwować proces legislacyjny związany z wprowadzaniem Pracowniczych Planów Kapitałowych oraz zmiany ustawy o związkach zawodowych powodującej rozszerzenie prawa do koalicji na osoby zatrudnione na innej podstawie niż stosunek pracy.  Ważne będą także zmiany przepisów, które powinny zostać przyjęte do maja 2018, nowelizujące Kodeks pracy w zakresie ochrony danych osobowych (obecnie art. 22(1) k.p.). Dlatego niezwykle ważny będzie głos pracodawców, którzy powinni aktywnie włączyć się w proces konsultacji i zgłaszania uwag do planowanych zmian.

 

 

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Coraz więcej firm przyznaje, że zapłatę za sprzedane towary i usługi dostaje po terminie, a mimo to połowa z nich nie ma opracowanego scenariusza, co robić, kiedy klient nie płaci – taki obraz rodzimego biznesu przedstawia najnowsze badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Optymistyczne jest jednak to, że w stosunku do badania z 2015 r. wzrósł odsetek firm, które plany awaryjne posiadają.

To już druga edycja „Audytu windykacyjnego”. Pierwsza została przeprowadzona w II połowie 2015 r. O ile dwa lata temu brak terminowej zapłaty był bolączką 71 proc. przedsiębiorstw, to teraz problem dotyka już ponad 81 proc. firm Badaniem zostały objęte małe i średnie przedsiębiorstwa. To właśnie dla tej grupy firm kłopoty z płatnościami są najbardziej dotkliwe. Przy ich skali działalności, znacznie mniejszej niż w przypadku dużych korporacji, brak płynności finansowej może skutecznie sparaliżować funkcjonowanie firmy.

– Chodzi tu zarówno o regulowanie należności wobec kontrahentów, jak i wypłatę wynagrodzeń dla pracowników oraz spłacanie kredytów czy leasingu. Puste konto sprawia, że firma dostaje zadyszki, a związane z tym straty wizerunkowe to tylko czubek góry lodowej. Brak zaufania ze strony otoczenia oznacza początek poważnych perturbacji biznesowych, które nie zawsze udaje się pokonać bez nadszarpnięcia kondycji firmy – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Opóźnione płatności osłabiają firmy

Ponad 18 proc. podmiotów z sektora MSP przyznaje, że klienci płacą im z opóźnieniem bardzo często. W poprzednim badaniu wskazało tak prawie 24 proc. ankietowanych. Z kolei 63 proc. firm potwierdza, że spotykają się z tym problemem sporadycznie lub czasami. Dwa lata temu odpowiedzi takiej udzieliło 48 proc. przedsiębiorstw. To oznacza, że choć samo zjawisko opóźnień w płatnościach się nasiliło i dotyka większej liczby firm, to jego dokuczliwość zmalała.

– To bez wątpienia wpływ dobrej koniunktury. Kiedy gospodarka się rozwija, przedsiębiorcy płacą chętniej. Ale z drugiej strony jeśli ktoś w tak komfortowych warunkach pozwala sobie na to, aby nie płacić w terminie, to gdy tylko pojawi się choćby niewielki kryzys, nie zapłaci na pewno. Dlatego niepokojące jest to, że nadal połowa firm z sektora MSP nie ma opracowanego scenariusza działania, gdy klient im nie płaci. Postępują w myśl zasady „Jak będzie problem, to się będziemy martwić”. Tyle, że to już za późno – przekonuje Jakub Kostecki.

W 4,4 proc. firm do kasy wpływa z opóźnieniem ponad połowa należnych pieniędzy, a 11,8 proc. przedsiębiorców dostaje po terminie od 25 proc. do 50 proc. zapłaty. To znacznie mniej niż w 2015 r., kiedy ten odsetek wynosił odpowiednio 12,6 proc. i 14,2 proc., ale nadal bardzo dużo. Oznacza to, że co 6 polska firma z sektora MSP tak naprawdę co miesiąc walczy o przeżycie, często kredytując się kosztem innych, którym też nie płaci w terminie. Brak pieniędzy na koncie sprawia też, że te przedsiębiorstwa nie rozwijają się, bo nie mają wystarczających środków na inwestycje.

Ręczne sterowanie księgowością

Aby zapobiegać zaległościom, przedsiębiorcy starają się kontrolować stan wpływów na konto. Wykorzystują do tego różne narzędzia. Niemal połowa samodzielnie sprawdza na koncie płatności od kontrahentów lub wspomaga się programem księgowym do monitorowania spływu należności (prawie 40 proc.). Ci, którzy preferują bezpośredni nadzór, codziennie sami logują się na konto bankowe i sprawdzają wpływy (30 proc.) lub zlecają to pracownikom działu księgowości (46 proc.).

– Zadziwiające jest to, że choć zjawisko płacenia po terminie jest powszechne i mocno zakorzenione w rynkowej mentalności, co druga firma nie ma opracowanego planu działania. Zabezpieczenie się na taką okoliczność to przejaw odpowiedzialności za firmę, pracowników i kontrahentów. W biznesie, jak w medycynie, profilaktyka jest zawsze tańsza od leczenia – tłumaczy Jakub Kostecki.

W stosunku do badania sprzed dwóch lat zwiększyła się liczba firm, które opracowały scenariusze działania na wypadek odwlekania zapłaty faktur przez kontrahentów. Aktualnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada kryzysowe plany działania w zakresie odzyskiwania należności. W 2015 r. zabezpieczało się niecałe 40 proc. firm.

Dlatego tak ważne jest zarówno sprawdzanie kontrahentów przed zawarciem transakcji, jak i monitorowanie tego, co dzieje się z należnościami. Płynność finansowa stanowi fundament sprawnej gospodarki, a wpływ na to ma każdy, nawet najmniejszy, przedsiębiorca.

 

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., a wynik finansowy netto wyniósł 95,9 mld zł. Inwestycje natomiast spadły o 1 proc. r/r (ceny stałe) – podał GUS.

Wyniki finansowe przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były po trzech kwartałach 2017 r. porównywalne z 1. połową roku, czyli dobre. Przychody wzrosły o 9,4 proc. r/r (nominalnie). Koszty wzrosły dokładnie w takim samym stopniu. Rentowność obrotu netto była jednak niższa niż po 6. miesiącach, bo 4,6 proc. (a nie 4,9 proc.). Płynność finansowa była ciągle wysoka (ponad 36 proc.). Wynik finansowy netto osiągnął poziom 95,9 mld zł, czyli 7 mld zł więcej niż w tym samym okresie 2016 r. Przybyło eksporterów (o ponad 250 firm), a przychody ze sprzedaży na eksport wzrosły o 10,7 proc. Co prawda nieco spadł odsetek firm, które osiągnęły zysk, ale nieznacznie.

Należałoby powiedzieć – oby tak dalej. Niestety, 7. kwartał z rzędu inwestycje przedsiębiorstw spadają. Po 9. miesiącach 2017 r. były one niższe o 1 proc. r/r. Wydaje się, że to niedużo. Jeśli jednak w 2016 r. spadły one o 13,2 proc. w stosunku do 2015 r., a teraz przez wszystkie trzy kwartały wolniej, ale ciągle spadają, to jest się czym martwić.

Wzrostu PKB na poziomie 4,7 proc. w 3. kwartale 2017 r. cieszy. Ale aby utrzymać wzrost gospodarczy na poziomie ok. 4 proc. w okresie dłuższym niż najbliższe 2-3 kwartały potrzebne są inwestycje. Część firm zdaje sobie z tego sprawę, bo np. w sektorze transport i gospodarka magazynowa inwestycje wzrosły o 18,6 proc. r/r (w cenach bieżących; ale po silnych spadkach w 2016 r.), w handlu – o ponad 15 proc., w informacji i komunikacji – o prawie 11 proc. Inwestycje wzrosły także w przetwórstwie przemysłowym, ale dość „skromnie”, bo o 3,3 proc. (w tym samym okresie 2016 r. wzrost ten wyniósł 6,1 proc.).

Natomiast nakłady na inwestycje spadły silnie w górnictwie i wydobywaniu (o prawie 20 proc. r/r) oraz firmach z sektora wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę (o ponad 18 proc. r/r). W obu tych sektorach gospodarki absolutna większość firm, to przedsiębiorstwa w których (współ)właścicielem jest Skarb Państwa. I oba te sektory w sposób coraz bardziej potrzebują wzrostu inwestycji. I to wielomiliardowego wzrostu nakładów na inwestycje.

Według premiera Morawieckiego  inwestycje w gospodarce (w sektorze prywatnym i publicznym łącznie) wyniosą w 2017 r. 355-360 mld zł. To i tak niestety mniej niż wyniosły one w 2015 r., gdy wyniosły one 361,5 mld zł (nominalnie). Czyli w 2017 r. nie uda się osiągnąć poziomu nakładów na inwestycje z 2015 r.

Nie chodzi oczywiście o to, aby „ścigać” się z wynikami osiąganymi w latach poprzednich, ale o to, że polska gospodarka i przedsiębiorstwa w niej działające potrzebują inwestycji. Stopień wykorzystania mocy wytwórczych jest bardzo wysoki (ponad 80 proc.), podaż pracy wyczerpuje się.  A świat cyfryzuje się, robotyzuje i inwestuje w ekologię.

 

autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

 

Jeszcze rok temu byliśmy jednym z największych na świecie tego typu rynków. Ale, według ekspertów, straciliśmy mocną pozycję, bo ustawodawca dotąd nie widział potrzeby wprowadzenia uregulowań prawnych. Tymczasem Japonia, która w 2016 roku była za nami pod względem obrotów, zdążyła uporządkować kwestie legislacyjne. Dzięki temu, już w sierpniu br. miała co najmniej kilkadziesiąt razy większy rynek, niż Polska. W obecnej sytuacji wiele z naszych firm zaczyna głośno mówić o przeniesieniu się zagranicę, np. na Litwę, gdyż tamtejszy rząd aktywnie zaprasza je do współpracy. W związku z tym, możemy znaleźć się na marginesie światowego postępu. Nawet Rosjanie czy Ukraińcy widzą w cyfrowalucie potencjał do wzrostu gospodarczego, a my utknęliśmy w miejscu. Zaczyna doganiać nas już Białoruś, a Litwa – po zaangażowaniu swoich władz – prześcignęła Polskę w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

Zdaniem wielu specjalistów z rynku, poprzednia i obecna władza zbyt mało zrobiły w kwestii prawnego uregulowania cyfrowalut w Polsce. Panuje duża nieufność między rynkiem a administracją tak, jak w wielu dziedzinach gospodarki. Strumień Blockchain/DLT i Waluty Cyfrowe przez kilka pierwszych miesięcy działalności zmniejszał napięcia i zwiększał wzajemne zaufanie. Prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego w Warszawie dodatkowo obwinia o brak legislacji samą branżę, która nie sformułowała jasnych oczekiwań wobec rządzących. Zdaniem eksperta, część firm nie chciała regulacji, bojąc się nadmiernej restrykcyjności, więc ich nie omawiano. Prace nad tym podjęto dopiero, gdy najwięksi gracze na rynku postanowili przenieść się zagranicę.

– Istnieją opinie, że branża jest za mało zaangażowana w sprawę regulacji cyfrowalut. Mam o tym inne zdanie. Obserwowałem ilość pracy wykonanej oddolnie w celu zainteresowania instytucji państwowych realną oceną potencjału walut cyfrowych w gospodarce. Inicjowane przez branżę próby rozmów z Komisją Nadzoru Finansowego, Narodowym Bankiem Polskim i Ministerstwem Rozwoju zwykle nie były podejmowane. Po bardzo intensywnym okresie pracy w strukturach Strumienia Blockchain/DLT i Walut Cyfrowych, w grudniu 2016 i styczniu 2017 roku, sprawa legislacji znacząco ucichła. Dlatego też w dużej większości branża uważa tamtą aktywność za stracony czas – mówi Mariusz Sperczyński, ekspert międzynarodowego rynku cyfrowalut.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in. zmiany w systemach kształcenia w krajach UE28, jakie dokonały się w ostatnich latach.

Wydatki publiczne na edukację stanowiły w Polsce w 2015 r. 5,2 proc. PKB, a 12,6 proc. całości wydatków publicznych. Średnio w krajach UE było to 4,9 proc. PKB i 10,3 proc. wydatków publicznych. Wskaźniki te wskazują, że w Polsce jest pod względem publicznego finansowania edukacji nieco lepiej niż w całej UE. Pytanie tylko, czy środki te są efektywnie wykorzystywane. I tu także teoretycznie możemy mówić o lepszych wynikach niż średnia dla UE, bowiem w Polsce 14,4 proc. 15-latków miało braki w umiejętnościach w czytaniu i interpretacji, podczas gdy w UE było to średnio 19,7 proc. Problem w tym, że w 2015 r. odsetek ten był w Polsce istotnie wyższy niż w 2012 r. (o ponad 1/3). Podobnie negatywny trend obserwujemy w znajomości matematyki i rozumowaniu w naukach przyrodniczych. To, że średnio w UE jest gorzej nie powinno nas usypiać. Jeżeli bowiem rośnie odsetek młodych ludzi, którzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, z matematyką i naukami przyrodniczymi, to już należy działać, aby te niepokojące zjawiska zahamować. Nie wiem, czy reforma edukacji, którą rząd wprowadził od września 2017 r. pozwoli na to. Ale 15-latkowie mają jeszcze szanse na uzupełnienie swoich umiejętności i doskonalenie wiedzy tak, aby w bardzo szybko zmieniającej się, coraz więcej wymagającej gospodarce znaleźć dla siebie miejsce. Gorzej z osobami dorosłymi.

W Polsce tylko 3,7 proc. osób dorosłych bierze udział w kształceniu ustawicznym. W krajach UE jest to średnio 3-krotnie więcej. Ponadto w Polsce i tak niewielki odsetek osób dorosłych biorących udział w kształceniu ustawicznym zmalał w 2016 r. w stosunku do 2013 r. o prawie 15 proc. Możliwe, że jest to w części efekt sytuacji na rynku pracy, która w 2013 r. była znacznie gorsza (stopa bezrobocia 9,8 proc.) niż w 2016 r. (5,5 proc.). Ponadto w 2013 r. bezrobotnych poszukujących pracy dłużej niż 6 miesięcy było prawie 1 milion. W 2016 r. już tylko 420 tys. Może nie znajdujemy w sobie motywacji do kształcenia przez całe życie, a może nie ma oferty skierowanej do osób dorosłych, która pozwalałaby im w takim procesie świadomie uczestniczyć. Zapewne działają tu obie przyczyny. Świadomości nie da się szybko zmienić, ale można na tę zmianę oddziaływać  poprzez odpowiednie impulsy. Na pewno takim impulsem mogłoby być przemyślane, dostosowane do potrzeb cyfryzującego i robotyzującego się świata i gospodarki, dofinansowywanie kształcenia ustawicznego Polaków. Dzisiaj większość osób które chcą pracować, mogą pracę znaleźć, ale „jutro” będzie to coraz trudniejsze. Przede wszystkim ze względu na brak odpowiednich umiejętności i kompetencji. A do ich budowania potrzebny jest lifelong learing.

Tymczasem rząd planując budżet państwa na 2018 r. zakłada w planie finansowym Funduszu Pracy, który ma dysponować prawie 12 mld zł, że wydatki z niego wyniosą 8,2 mld zł. Mając „rezerwę” 3,6 mld zł rząd jednocześnie obniża o 50 proc. i tak bardzo niskie wydatki na Krajowy Fundusz Szkoleniowy (z 200 mln zł do 100 mln zł). Rząd nie ma też w planach żadnego systemowego programu zapewniającego Polakom kształcenie ustawiczne. Już dzisiaj w Polsce zaczynają działać przedsiębiorstwa, w których na 1 zatrudnionego przypadają 3 roboty.  Może lepiej zamiast zwiększać wydatki społeczne do 75 mld zł zacząć znacznie więcej przeznaczać na kształcenie ustawiczne.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...

24-25 listopada – największy stacjonarny maraton programowania w Global Expo

Ponad 2,5 tys. programistów i hakerów z Polski oraz zagranicy przyjedzie do stolicy na największy st...