piątek, Styczeń 19, 2018
Home Tagi Wpis otagowany "frank"

frank

Pierwsze dni stycznia przynoszą pogłębienie spadków franka. Szwajcarska waluta jest o 1 proc. poniżej wartości z końca grudnia i prawie 15 proc. w porównaniu do początku zeszłego roku. Co wpłynęło na znaczne zmiany i czy frankowicze mogą liczyć na kolejne spadki? 

Dobre nastroje gospodarcze w strefie euro połączone z działaniami Szwajcarskiego Banku Narodowego i względnie silną polską walutą powodują, że wycena franka w relacji do złotego spada do najniższych poziomów od początku 2015 r.

Ledwie rok temu za szwajcarską walutę płaciliśmy ok. 4,10 zł, czyli prawie 50 gr więcej niż obecnie. Dziś kurs wreszcie wrócił do wartości sprzed uwolnienia kursu przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB).

Po pierwsze: sygnały ze strefy euro

Głównym powodem silnego franka w ostatnich kilku latach była słaba kondycja niektórych krajów strefy euro. Kryzys zadłużeniowy powodował, że inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko rozpadu obszaru wspólnej waluty, a zabezpieczeniem przed jego negatywnymi skutkami miało być posiadanie franka.

Kwestie gospodarcze przekładały się także na podwyższone ryzyko polityczne, które dobrze było widoczne jeszcze na początku zeszłego roku. Dopiero zwycięstwo we francuskich wyborach Emmanuela Macrona zauważalnie zmniejszyło obawy inwestorów o stabilność strefy euro. Od tego czasu euro w relacji do franka wzmocniło się o 10 proc.

Redukcja systemowego zagrożenia dla strefy euro pozwoliła także na poprawę sentymentu wśród europejskich przedsiębiorców oraz konsumentów. To przyczyniło się do szybszego od oczekiwań wzrostu gospodarczego i rozpoczęcia wycofywania się z bardzo łagodnej polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny.

Po drugie: działanie Szwajcarów

Niebagatelnym elementem, zmniejszającym apetyt na szwajcarskie aktywa w kryzysowych momentach oraz przyczyniającym się do osłabienia franka w minionych miesiącach, jest polityka pieniężna SNB. Władze monetarne tego alpejskiego kraju utrzymują ujemne stopy procentowe oraz sugerują przeprowadzanie interwencji w celu osłabienia franka. Mimo ostatnich spadków SNB nadal wydaje opinię o „wysoko wycenionej” walucie Szwajcarii.

Interwencje walutowe dobrze widoczne są w danych publikowanych przez SNB. Aktywa banku centralnego wyrażone w zagranicznej walucie przez trzy lata (dane na trzeci kwartał 2017 r.) wzrosły o ponad 300 mld franków – do 784 mld franków (prawie 120 proc. PKB).

Nabywając zagraniczne aktywa, bank centralny sprzedaje franki i dzięki temu osłabia lokalną walutę. Według danych SNB za trzeci kwartał 80 proc. aktywów stanowią zagraniczne obligacje (głównie skarbowe z wysokim ratingiem). Reszta to przede wszystkim akcje. Szwajcarski bank centralny na koniec 2016 r. miał w swoim portfelu akcje ok 6500 spółek na świecie. Z kolei dane amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) pokazują, że tylko w USA portfel SNB obejmuje akcje 2755 spółek o wartości ponad 100 mld USD (trzy lata temu było to 25 mld USD).

Komunikaty SNB nie wskazują, by polityka z ostatnich lat miała zostać wyraźnie zmodyfikowana. Również z prognoz makroekonomicznych nie wynika, by inflacja miała przekroczyć cel przed 2020 rokiem, stąd w najbliższych kwartałach raczej nie należy oczekiwać zmiany w działaniach władz monetarnych.

A teraz czas na stabilizację?

Znaczna poprawa perspektyw gospodarczych w Europie oraz w innych krajach rozwiniętych wspiera wycenę walut krajów rozwijających. Korzysta na tym również złoty, którego wartość w relacji do euro wzrosła o 5 proc. przez ostatni rok.

Wiele wskazuje na to, że frank może nadal być dość słaby, jednak powtórzenie skali spadku o prawie 50 gr, co zdarzyło się w ostatnim roku, jest mało prawdopodobne. Światowe przewartościowanie franka zostało silnie skorygowane w ostatnich miesiącach. Również złoty w relacji do euro powrócił do wieloletnich średnich. Ogranicza to potencjał korzystnych zmian dla frankowiczów.

Dodatkowo cały czas można znaleźć pewne zagrożenia dla bardzo dobrych dziś nastrojów globalnych. W marcu zaplanowane są wybory we Włoszech. Ich wynik jest dość sporą niewiadomą, a ryzyko braku utworzenia rządu znaczne. Ponowna elekcja na jesieni mogłoby zwiększyć szansę na wygraną eurosceptycznych ugrupowań, co przy słabej kondycji gospodarczej Italii prawdopodobnie przyczyni się do powrotu obaw o stabilność obszaru wspólnej waluty i może wzmocnić franka. W rezultacie więc średnioroczny kurs franka blisko bieżących poziomów wydaje się bardziej prawdopodobnym scenariuszem niż kontynuacja wyraźnych spadków.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Szwajcarska waluta sukcesywnie traci na wartości do większości walut w innych krajach. W relacji do forinta czy czeskiej korony frank spadł już do strefy notowań sprzed „czarnego czwartku”. Niestety, złoty ostatnio także boryka się z problemami – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od 24 kwietnia, czyli od otwarcia notowań po pierwszej turze francuskich wyborów, frank sukcesywnie traci na wartości. Zmniejszenie ryzyk politycznych w strefie euro oraz wyraźna redukcja ryzyka rozpadu strefy euro to główny powód lepszej kondycji europejskiej waluty i gorszej szwajcarskiej.

Mniejsza atrakcyjność franka jako „bezpiecznej przystani” wynika także z faktu lepszych perspektyw wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej oraz w krajach rozwijających się. Te rynki stają się coraz bardziej atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych, co przekłada się także na odpływ kapitału z m.in. Szwajcarii.

Wyższy wzrost PKB zwykle wspiera nieco wyższą inflację oraz mniej łagodną politykę pieniężną. Europejski Bank Centralny prawdopodobnie niedługo zacznie się wycofywać ze skupu aktywów z rynku, a po tym rozpocznie podnoszenie stóp procentowych. W Szwajcarii natomiast, według ostatnich projekcji SNB, wzrost cen nie powinien przekroczyć 0,5 proc. r/r do końca 2018 r. Przy braku presji inflacyjnej szanse na jakiekolwiek sugestie zmiany polityki pieniężnej są bardzo ograniczone w najbliższych kwartałach.

Złoty korzysta, ale nie tyle, ile forint czy korona

Poza lepszą koniunkturą na świecie oraz malejącą atrakcyjnością szwajcarskiej waluty jako „bezpiecznej przystani” bank centralny cały czas stara się osłabiać franka. Thomas Jordan, przewodniczący SNB, powiedział w wywiadzie dla “Le Temps” 24 lipca, że „…frank nadal jest wyraźnie przewartościowany według naszych modeli oraz wskaźników. Dlatego utrzymujemy negatywne stropy procentowe oraz przeprowadzamy interwencje gdy jest to konieczne”.

Globalne osłabienie się franka przekłada się także na spadki CHF/PLN, którego notowania pod koniec lipca obniżyły się do przedziału 3,75-3,8 zł . Cały czas jednak frank jest ok. 6 proc. powyżej poziomów (3,55 zł) zanotowanych 14 stycznia 2015 r., czyli w przeddzień uwolnienia kursu EUR/CHF.

Dużo lepiej od złotego radzą sobie natomiast czeska (CZK) oraz węgierska waluta (HUF). Para CHF/CZK jest obecnie notowana blisko poziomu 23,00, co oznacza, że frank do korony jest już minimalnie tańszy niż przed „czarnym czwartkiem”.

Tylko nieco gorzej od korony w relacji do franka radzi sobie forint. Para CHF/HUF spadła pod koniec lipca do granicy 270. To tylko 1 proc. więcej niż wynosiło zamknięcie notowań 14 stycznia 2015 r. Gdyby kondycja złotego była analogiczna do zachowania się forinta na rynku globalnym, to frank – zamiast 3,75 zł – kosztowałby poniżej 3,6 zł.

Gdyby tak inwestorzy znów masowo pożyczali we frankach

Na rynku walutowym trudno zidentyfikować dokładne powody lepszej kondycji jednej czy drugiej waluty. Natomiast mimo bardzo silnych ruchów obserwowanych po „czarnym czwartku” do sierpnia 2015 r. notowania CHF/HUF oraz CHF/PLN praktycznie się pokrywały.

Druga połowa 2015 r. była już gorsza dla złotego, ale dopiero moment obniżenia wiarygodności kredytowej przez S&P Global Ratings prawdopodobnie stał się przełomowym momentem dla znacznie bardziej sceptycznego podejścia do złotego. I choć w tym roku ten element zaczął już wyraźnie wygasać, to złotemu nie udało się dogonić forinta.

Również wydarzenia polityczne w ostatnich dniach wpływają negatywnie na krajową walutę. Złoty stracił mniej więcej 1,5 proc. w relacji do forinta w związku z sytuacją w Polsce. Gdyby nie ta strata, to prawdopodobnie frank byłyby już poniżej 3,7 zł.

Pomijając jednak kwestie lokalne, cały czas najważniejszym elementem w dłuższym terminie są wydarzenia globalne. Jeżeli dobra koniunktura w strefie euro będzie się utrzymywać, a SNB nie zmieni swojego podejścia do polityki pieniężnej, to frank powinien pozostawać słaby.

Prawdziwym przełomem byłaby jednak sytuacja, w której inwestorzy globalni, korzystając z ekstremalnie niskich stóp procentowych, zaczęliby masowo pożyczać franki i inwestować poza Szwajcarią (strategia carry trade). Gdyby taki scenariusz przeważył, moglibyśmy mieć do czynienia z długotrwałym obniżeniem się wartości CHF i spadkiem jego notowań wyraźnie poniżej poziomów sprzed „czarnego czwartku”, również w relacji do złotego.

 

Źródło: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Ponad rok temu (15 stycznia 2015 roku – czarny czwartek) Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) niespodziewanie podjął decyzję, dotyczącą uwolnienia kursu franka szwajcarskiego. Wiadomość ta początkowo wywołała burzliwe zawirowania na rynku walutowym. Efektem końcowym niniejszej decyzji była mocna aprecjacja szwajcarskiej waluty, co szczególnie martwiło polskich kredytobiorców, którzy zadłużyli się w niniejszej walucie tzw. ,,frankowiczów”. Problem stał się przedmiotem debat publicznych oraz kampanii wyborczych. Dziś jednak frank szwajcarski jest znacznie tańszy. Co więcej, w dalszej części roku polska waluta może się dalej umacniać.

Kurs CHF/PLN zależy zarówno od globalnych czynników ekonomicznych, jak i w ujęciu węższym, od sytuacji gospodarczej Szwajcarii i Polski. Do grona tych pierwszych należy zaliczyć przede wszystkim kursy głównych walut – USD/CHF i EUR/CHF. Na kurs niniejszych par wpływają decyzje banków centralnych, które są pochodną sytuacji gospodarczej danego kraju na tle uwarunkowań i tendencji światowej gospodarki. Początek roku przyniósł deprecjację franka. Niemniej jednak, wraz z narastającymi obawami dotyczącymi światowej gospodarki trend zmienił kierunek. Tymczasem SNB podkreśla, że szwajcarska waluta jest nadal zdecydowanie przewartościowana.

Marzec był miesiącem podejmowania decyzji przez banki centralne. Niniejsze postanowienia, bądź ich brak,istotnie zmieniły sentyment rynkowy. Fed po raz kolejny nie dotrzymał początkowej obietnicy, dotyczącej serii podwyżek stóp procentowych. Obecnie wydaje się, że grudniowa podwyżka była ostatnią. Rezerwa Federalna podkreśla, że światowa sytuacja gospodarcza zmusza do prowadzenia łagodnej polityki pieniężnej. W efekcie frank szwajcarski zaczął się wzmacniać względem dolara. Co więcej, tendencja ta może być kontynuowana. Kolejne gołębie decyzje podjął również ECB. Mario Draghi jednak sugerował, że to ostatnie tak doraźne działania. SNB tymczasem pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (-0,75%). Co więcej, w związku ze zrewidowanymi prognozami, zakładającymi dalszą i mocniejszą deflację, SNB będzie prawdopodobnie kontynuował ekstremalnie luźną politykę pieniężną oraz w razie zaistnienia takiej potrzeby, będzie interweniował na rynku walutowym. Mocny frank osłabia szwajcarską gospodarkę, dlatego też tamtejszy bank centralny będzie usiłował osłabić swoją walutę. Wydaje się zatem, że na głównych parach walutowych panuje swego rodzaju marazm i duża niepewność. Trudno zatem uwierzyć, aby obecny rozkład sił pozwolił na istotną aprecjację europejskiej waluty względem franka. Obecnie EUR/CHF nieznacznie przełamał linię wsparcia, wyznaczającą długoterminowy trend wzrostowy. Natomiast na USD/CHF kierunek jest chyba przesądzony, a jest nim południe.

Niniejszą niepewność oraz marazm na głównych parach walutowych może wykorzystać polski złoty, który od początku roku aprecjonował względem szwajcarskiej waluty o 0,5%. Złotego wspierają solidne dane ekonomiczne z kraju oraz dalsze prognozy. Podczas gdy projekcja wzrostu gospodarczego na 2016 rok wynosi około 3,5% rdr, to w Szwajcarii jest to wielkość na poziomie 1 – 1,5%rdr. Ponadto, ekspansywna polityka fiskalna polskiego rządu jeszcze nie zdążyła zrujnować stanu finansów publicznych (w długim okresie może być jednak odwrotnie). Co więcej, NBP nie planuje dalszego cięcia stóp procentowych, natomiast SNB będzie prawdopodobnie kontynuował obecną politykę pieniężną, co wyraźnie przemawia na korzyść polskiej waluty. Na wykresie CHF/PLN można zaobserwować trend horyzontalny, trwający od zeszłorocznego czarnego czwartku. Na początku bieżącego roku kurs próbował przebić linię oporu na poziomie 4,06. Ta jednak okazała się zbyt mocna. Obecnie para systematycznie porusza się na południe. Linia wsparcia znajduje się na poziomie 3,80. Przełamanie może oznaczać ruch w kierunku 3,65, czyli rejonów sprzed 15 stycznia 2015 roku. Warto jednak podkreślić, że przebicie wsparcia 3,80 będzie trudnym zadaniem. Do tego konieczne jest utrzymanie w Polsce dotychczasowego, wysokiego wzrostu gospodarczego, bądź nawet jego przyśpieszenie. Złotego mogłaby wesprzeć także chociażby zapowiedź podwyżki stóp procentowych, ale szanse na to maleją ze względu na pogłębiającą się deflację.

Na wartość franka szwajcarskiego mogą wpłynąć również globalne napięcia gospodarcze. Szwajcarska waluta traktowana jest również jako forma bezpiecznej przystani. Świadczyć o tym może chociażby kryzys z 2007 roku, który spowodował gwałtowne umocnienie niniejszej waluty. O ile obawy dotyczące twardego lądowania gospodarki Państwa Środka, czy też kryzysu gospodarek wschodzących zdecydowanie osłabły, o tyle można wyodrębnić kilka innych, prawdopodobnych wydarzeń, które mogą spowodować gwałtowne fluktuacje gospodarcze. Do nich przede wszystkim należy zaliczyć Brexit, który zdecydowanie może osłabić europejską walutę oraz waluty pozostałych państw członkowskich UE. Nie można również wykluczyć najczarniejszego scenariusza, czyli rozłamu Wspólnoty Europejskiej. Szanse na wyjście Wielkiej Brytanii z UE są spore – obecnie, na podstawie sondaży, prawdopodobieństwo wynosi około 50%. Innym zagrożeniem są nasilające się ataki terrorystyczne. Ostatnie co prawda nie spowodowały trwałych zawirowań na rynku walutowym. Niemniej jednak, koleje akty terroru, a dalej prawdopodobne nasilenie konfliktu o charakterze międzynarodowym, mogą znacząco wpłynąć na kwotowania walut.

Podsumowując, kurs franka zależy przede wszystkim od działań kolejnych banków centralnych -Fed, ECB oraz SNB. Szwajcarski Bank Narodowy próbuje osłabić swoją walutę, odpowiadając na decyzje Mario Draghiego i Janet Yellen. Niemniej jednak, w przeciwieństwie do kursu USD/CHF, kurs EUR/CHF może powoli wzrastać. Sytuacja ta sprzyja polskiej walucie. Co więcej, złotego wspiera znacznie solidniejszy wzrost gospodarczy oraz bardziej restrykcyjna polityka pieniężna (chociaż bardzo ekspansywna) niż nie tylko w Szwajcarii czy strefie euro, ale nawet państwach regionu. Warto jednak podkreślić, że jeżeli widmo Brexitu stanie się rzeczywistością, bądź jeżeli dojdzie do zaostrzenia europejskich konfliktów geopolitycznych, czy nawet zbrojnych, to frank szwajcarski prawdopodobnie po raz kolejny może posłużyć inwestorom za bezpieczną przystań.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Dziś mija rocznica gwałtownego wzrostu ceny franka. To pamiętna data nie tylko dla kredytobiorców, ale również analityków. Jak się okazuje, był to największy jednodniowy ruch waluty kraju rozwiniętego od czasu wprowadzenia płynnych kursów w latach 70. Chwilami rósł o 40 proc. Jak bardzo dziś przewartościowany jest frank? 

Od roku ekonomiści dyskutują na temat tego, o ile frank szwajcarski (CHF) może być przewartościowany. Podpowiedzią, która pomaga rozwiązać ten problem, jest ostatnie wystąpienie wiceprzewodniczącego Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), Fritza Zurbrügga, . W ub. środę (13 stycznia) przedstawił on dokument o konkurencyjności szwajcarskiej gospodarki, publikując przy tym ważną ilustrację zmian. Pokazuje ona skalę przewartościowania franka.

Przez ostatnie 25 lat kurs franka w relacji do walut 27 największych partnerów handlowych Szwajcarii z uwzględnieniem inflacji (REER) kształtował się w granicach od 10 proc. niedowartościowania do 20 proc. przewartościowania. Niedowartościowanie zostało obliczone na podstawie odchylenia od średniego kursu REER z ostatniego ćwierćwiecza. To dobra metoda zastosowana przez wiceszefa SNB, gdyż pozwala w kursie walutowym ująć nie tylko zmiany nominalne oraz inflację w kraju i za granicą, ale także zmiany konkurencyjności danych obszarów walutowych. Ten ostatni element jest jednym z głównych czynników kształtujących wartość waluty w długim terminie.

Realny efektywny kurs franka szwajcarskiego:

Wykres_Frank

Źródło: Szwajcarski Bank Narodowy. Linia niebieska: realny efektywny kurs CHF. Linia czerwona: średni kursu REER  od 1990 roku. Obszar żółty pokazuje skalę oraz długość okresu przewartościowania lub niedowartościowania.

Odchylenie franka o 15 proc. od średniego kursu REER pokazuje, że szwajcarska waluta jest przewartościowana, biorąc pod uwagę zarówno niższą inflację w Szwajcarii niż poza jej granicami, a także fakt wyższej konkurencyjności helweckiej gospodarki. Jak szybko jednak możemy powrócić do poziomu równowagi?

To zależy przede wszystkim od dwóch czynników. Po pierwsze od tego, jak będzie wyglądać sytuacja światowej gospodarki oraz jak długo SNB będzie obniżać kurs walutowy stosując interwencje na rynku, a także utrzymując ujemne oprocentowanie depozytów w wysokości minus 0.75 proc. w stosunku rocznym. Gdyby w najbliższych kwartałach okazało się, że sytuacja na świecie się poprawia, wtedy można oczekiwać odpływu kapitału ze Szwajcarii i to zarówno jeżeli chodzi o inwestorów lokalnych, jak i zagranicznych. Będą oni po prostu szukali wyższych stóp zwrotu poza alpejskim krajem.

Odpływ kapitału wraz z działaniami SNB pozwoliłby na powrót franka do poziomu równowagi i spadek jego wartości o ok. 15 proc. w relacji do walut głównych partnerów handlowych. To także prawdopodobnie pozwoliłby na podobny procentowo spadek kursu franka. W takim scenariuszu można oczekiwać, że będzie kosztował ok. 3.4 zł.

 

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Krajowe media wielokrotnie informowały, że kredyty mieszkaniowe z waloryzacją do franka, mają lepszą spłacalność niż pozostałe „hipoteki”. Ten argument był używany w dyskusji dotyczącej pomocy dla „frankowców”. Niedawno banki musiały zweryfikować swoją ewidencję zagrożonych kredytów mieszkaniowych. Dlatego najnowsze dane NBP, nie są już tak jednoznaczne. Udział „złych” kredytów mieszkaniowych we franku i złotym, obecnie jest bardzo zbliżony. Na podstawie sprawozdawczych wyników z banków, nie można jednak wyciągać pochopnych wniosków.

 Krajowe banki podają, że zagrożonych jest około 3,50% kredytów we franku

W miarę upływu czasu, coraz więcej kredytów mieszkaniowych z każdego roku, jest spłacanych nieterminowo. Tego spadku jakości „hipotek” trudno uniknąć, ponieważ przez kolejne lata coraz więcej kredytobiorców zostaje narażonych na czynniki losowe (np. utratę pracy). W przypadku zobowiązań waloryzowanych kursem franka, wahania kursowe przyspieszają „psucie się” portfela kredytowego. Na podstawie statystyk NBP, które opublikowano w najnowszym raporcie AMRON SARFiN, można dokładnie sprawdzić, jak rósł udział zagrożonych „hipotek”.

Poniższy wykres prezentuje relację pomiędzy wartością zagrożonych kredytów mieszkaniowych i całkowitą wartością umów rozliczanych w danej walucie (złoty, frank, pozostałe waluty obce). Warto nadmienić, że kategoria zagrożonych kredytów mieszkaniowych uwzględnia przede wszystkim zobowiązania niespłacane dłużej niż 3 miesiące oraz „hipoteki”, dla których bank złożył wniosek o wszczęcie postępowania egzekucyjnego (zobacz Rozporządzenie Ministra Finansów z 16 grudnia 2008 r. w sprawie zasad tworzenia rezerw na ryzyko związane z działalnością banków).

Pod koniec III kw. 2015 roku, zagrożone kredyty „złotówkowe” stanowiły 3,42% wszystkich takich umów, które finansują cel mieszkaniowy. Analogiczny wynik dla „hipotek” waloryzowanych kursem franka to 3,54%. Warto zwrócić uwagę, że w przypadku „frankowych” kredytów mieliśmy do czynienia z dość jednostajnym wzrostem udziału zagrożonych umów. Wyższe notowania franka w 2015 r. nie pozostały jednak bez wpływu na odsetek „złych” kredytów (IV kw. 2014 r. – 3,06%, II kw. 2015 r. – 3,61%). Jakość zobowiązań rozliczanych w złotym pogarszała się dość szybko od III kw. 2009 r. do I kw. 2013 r. Później nastąpiła dość znacząca i długoterminowa poprawa (spadek udziału zagrożonych kredytów z 4,17% do 3,42%). Odsetek „złych” kredytów w innych walutach wzrósł z 0,62% (III kw. 2011 r.) do 1,44% (III kw. 2015 r.). Mimo tego, najnowszy wynik wciąż jest niższy od wartości z III kw. 2009 r. (1,88%).

28.12 Zagrożone kredyty RP wyk.1

Informacje z poniższej tabeli potwierdzają, że przez sześć lat najszybciej wzrósł udział zagrożonych „hipotek” w CHF (zmiana o 277%). Analogiczny wynik dla „złotówkowych” kredytów wyniósł 64%. Jeżeli chodzi o udział zagrożonych zobowiązań w całym portfelu kredytów mieszkaniowych, to NBP odnotował wzrost z 1,35% (III kw. 2009 r.) do 3,31% (III kw. 2015 r.).

28.12 Zagrożone kredyty RP tab.1

Dane sprawozdawcze nie mówią całej prawdy o niespłacanych „hipotekach”

 Wszystkie zaprezentowane statystyki są wiarygodne i wartościowe, ale na ich podstawie nie powinniśmy wyciągać ostatecznych wniosków. Takie ostrożne podejście wynika z dwóch uwarunkowań. Po pierwsze trzeba pamiętać, że sprawozdawcze dane z banków nie uwzględniają m.in. przymusowych przewalutowań na złote, wykonywanych po wypowiedzeniu umowy „frankowego” kredytu. Wspomniane operacje sztucznie zaniżają udział i wartość zagrożonych „hipotek” z waloryzacją do franka. Dlatego konieczna jest dodatkowa korekta wyników, którą może wykonać tylko instytucja posiadającą szczegółowe informacje (np. KNF lub BIK). Nadzór finansowy niedawno przeprowadził odpowiednią korektę. Po jej dokonaniu, wartościowy udział zagrożonych kredytów walutowych (pod koniec 2014 r.) wzrósł z 2,70% do 4,00%. W portfelu kredytów „złotówkowych” odnotowano spadek z 3,40% do 2,20% (zobacz Raport KNF o sytuacji banków w 2014 r.).

Obiektywna analiza powinna uwzględnić również okoliczność przemawiającą na korzyść kredytów mieszkaniowych we franku. Warto zdawać sobie sprawę, że „hipoteki” z waloryzacją do CHF, po 2011 r. praktycznie zniknęły z rynku. Ze względu na brak nowych umów, cały portfel kredytów rozliczanych we franku szybciej się „starzeje” i pogarsza swoją jakość. Odwrotne zjawisko można zauważyć w przypadku „złotówkowych” kredytów. Takie „hipoteki” obecnie mają prawie stuprocentowy udział w rynku. Dlatego odsetek zagrożonych kredytów w złotym jest skutecznie obniżany przez nowe umowy.

Niezależnie od powyższych uwag można uznać, że ogólna jakość kredytów mieszkaniowych na razie nie wzbudza większych obaw. Sytuacja stałaby się poważna po osiągnięciu trzy – cztery razy wyższego udziału zagrożonych „hipotek” niż 3,31%. Warto nadmienić, że na Węgrzech bezpośrednio przed przewalutowaniem, „złe” kredyty mieszkaniowe w CHF stanowiły ponad 40% wszystkich takich umów z waloryzacją do franka (zobacz Raport NBP o Stabilności Systemu Finansowego z lipca 2015 r.).

Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Preferowana od miesięcy przez portal RynekPierwotny.pl teza, wg której systemowe  rozwiązanie o definitywnym charakterze problemu hipotecznych kredytów denominowanych w obcych walutach jest mało realne, znalazła w ostatnim czasie pełne i wiarygodne potwierdzenie. Pytanie, jakiego rodzaju przyszłość wróży tego typu sytuacja  społeczności frankowców?

 Sejmowa przepychanka z zerowym efektem

 Z odsieczą znajdującym się w coraz mniej komfortowej sytuacji frankowcom ruszyli przed blisko trzema miesiącami posłowie Platformy Obywatelskiej, przesyłając do Sejmu na początku lipca autorski projekt ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej. Zakładał on możliwość przewalutowania kredytów hipotecznych denominowanych w obcych walutach po kursie z dnia podpisania umowy restrukturyzacyjnej. Następnie bank wyliczyłby różnicę pomiędzy saldami zadłużenia kredytu denominowanego po przewalutowaniu oraz analogicznego kredytu złotowego. Połowa tej kwoty miała zostać przez bank umorzona, druga połowa natomiast zamieniona na zwykły kredyt niezabezpieczony hipotecznie – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jednak na początku sierpnia nieoczekiwanie posłowie przegłosowali poprawkę SLD, która w miejsce równego podziału kosztów przewalutowania pomiędzy kredytobiorców i banki, przerzuciła na te ostatnie aż 90 procent finansowego obciążenia całej operacji.

Z tego rodzaju rozwiązaniem nie zgodził się z kolei Senat, który w pierwszych dniach września przywrócił  pierwotny zapis ustawy, dzielący koszty przewalutowania kredytów denominowanych po równo na banki i ich klientów hipotecznych zadłużonych w obcych walutach, z helwecką na czele. Kiedy wydawało się, że nareszcie sprawa ustawy „frankowej” znajdzie swój szczęśliwy finał, prezydium sejmowej komisji finansów zrezygnowało z rozpatrzenia poprawek Senatu do ustawy z uwagi na podejrzenie istotnych niezgodności konstytucyjnych. Tym samym wszystko zdaje się wskazywać na to, że ponad dwumiesięczna swoista przepychanka pomiędzy obiema izbami parlamentu oraz posłami różnych opcji politycznych, mająca na celu rozwiązanie kwestii osób zadłużonych we franku, spaliła na panewce.

Podejrzenie niezgodności ustawy z konstytucją

Szczegółowa ekspertyza prawna, mająca wykazać ewentualne niezgodności ustawy frankowej z konstytucją, powinna ujrzeć na dniach światło dzienne. Już dziś jednak można założyć, że nie obejdzie się bez istotnych zastrzeżeń konstytucjonalistów co do prawidłowości zapisów ustawy.

Wątpliwości może budzić przede wszystkim ograniczenie grona beneficjentów ustawy do kredytobiorców, w przypadku których powierzchnia spłacanego mieszkania/domu nie może przekroczyć 100/150 mkw., a LtV kredytu jest wyższe niż 80 proc. O ile powierzchnia nieruchomości jest wartością stałą, to ten ostatni wskaźnik może ulegać dość istotnym wahaniom w czasie, zwłaszcza przy kredytach walutowych, których saldo zmienia się nawet z dnia na dzień w rytm zmian kursowych. W związku z tym, o tym czy komuś należy się przewalutowanie czy nie, mógłby decydować przypadek.

Tak czy inaczej około dwóch trzecich frankowców nie skorzystałoby z dobrodziejstw ustawy, a co za tym idzie, w dalszym ciągu zdecydowana ich większość pozostawałaby pod presją ryzyka kursowego, co wydaje się kłócić nie tylko z zasadą równości wobec prawa, ale nawet zdrowym rozsądkiem – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Z kolei największe zastrzeżenia bankowców dotyczą kwestii łamania zasad ustroju gospodarczego kraju, z regułą wolności gospodarczej na czele, następnie ochrony własności czy też nienaruszalności umów gospodarczych.

W tej sytuacji także inicjatywa prezydenta, który zapowiedział powołanie specjalnego zespołu ekspertów do opracowania kolejnej wersji ustawy, raczej ma niewielkie szanse powodzenia. Prezydencki projekt miałby zakładać przewalutowanie wszystkich mieszkaniowych kredytów denominowanych po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu na koszt banków, co dla tych ostatnich oznaczałoby realną katastrofę. Wygląda jednak na to, że szczęśliwie jej widmo dość zdecydowanie zostało oddalone.

Powrót do punktu wyjścia

Prawdopodobnie jedynym namacalnym efektem wakacyjnych perturbacji z ustawą frankową pozostanie spadek kapitalizacji segmentu bankowego na warszawskiej giełdzie i wyraźny sygnał ostrzegawczy pod adresem inwestorów zagranicznych, weryfikujący in minus standardy ryzyka inwestycyjnego na polskim rynku kapitałowym. Indeks WIG-Banki w ciągu zaledwie trzech miesięcy stracił na wartości nieco ponad 10 proc., co oznacza realny spadek kapitalizacji sektora o blisko 20 mld zł, a także destrukcyjny wpływ na cały warszawski parkiet, a co za tym idzie także na portfele inwestorów.

Frankowcy znaleźli się natomiast w punkcie wyjścia bez realnych szans na definitywne systemowe rozwiązanie ich problemu. Marnym pocieszeniem jest przyjęcie ustawy o wsparciu dla kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Trudno też oczekiwać w przewidywalnym terminie konkretnych efektów licznych pozwów zbiorowych, jakie zadłużeni w helweckiej walucie wytoczyli swoim bankom. Tradycyjnie więc nie pozostaje nic innego, jak śledzenie kursów walutowych, głównie relacji złotego do franka, z nadzieją na pojawienie się pierwszych sygnałów odwrócenia spadkowej tendencji rodzimej waluty.

Frank wciąż w trendzie wzrostowym

 Na razie jednak nie widać żadnych wiarygodnych symptomów odwrócenia wzrostowego trendu franka do złotego, co oznaczałoby spadek ryzyka kursowego dla posiadaczy hipotecznych kredytów denominowanych. Pierwszym dla frankowców „światełkiem w tunelu” byłby spadek kursu franka poniżej bariery 3,80 zł, co prawdopodobnie otworzyłoby drogę do dalszego umocnienia rodzimej waluty. Dopóki to nie nastąpi zdecydowanie bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalszy wzrost kursu franka do złotego nawet wyraźnie powyżej 5 zł w dłuższym terminie. Niestety ryzyko walutowe wciąż nie odpuszcza, wciąż szybując na wysokich pułapach. Nie wróży to niestety frankowcom szybkiego „powrotu z dalekiej podróży”.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, analityk portalu RynekPierwotny.pl

 

Jeśli w tzw. ustawie frankowej Senat utrzyma obecny zapis mówiący, że banki ponoszą 90% kosztów przewalutowania, to powinien również uszczegółowić ustalenia mówiące o podziale kredytu na dwie części. Z wyliczeń Expandera wynika bowiem, że przy tak wysokim umorzeniu, w niektórych przypadkach dodatkowy (niezabezpieczony) kredyt może mieć wartość ujemną. Ustawa nie mówi jednak, co w takiej sytuacji należy zrobić. Ponadto w ustawie jest błędny zapis mówiący, że banki przeliczały raty po kursie kupna, a nie, jak było w rzeczywistości, po kursie sprzedaży.

Już niedługo Senat zajmie się uchwaloną przez Sejm tzw. ustawą frankową. To od senatorów będzie zależało, czy pozostanie w niej zapis mówiący, że aż 90% kosztów przewalutowania poniosą banki. Jeśli nie zostanie przywrócona poprzednia wersja ustawy, to w wyniku wprowadzenia korzystnych dla kredytobiorców zmian, w zapisach pojawi się luka wymagająca  uregulowania. Ustawa mówi bowiem, że kredyt frankowy po przewalutowaniu zamieni się w dwa nowe kredyty. Nie stwierdza jednak, co należy zrobić jeśli jeden z nich (kredyt niezabezpieczony) okaże się kwotą ujemną. Nie zostało to określone prawdopodobnie dlatego, że w pierwotnym wariancie (umorzenie na poziomie 50%) taka sytuacja się nie zdarzała. Stała się jednak możliwa w momencie, gdy znacznie wzrósł parametr umorzenia (z 50% do 90%), a co za tym idzie, spadła kwota kosztów, które musi ponieść kredytobiorca.

Kredyt dodatkowy (niezabezpieczony) może stać się ujemny ponieważ jednym z jego składników jest różnica w wysokości zapłaconych rat. Ta kwota w poszczególnych może być mniejsza lub większa od zera. To jednak nie stanowi jeszcze problemu. Pojawia się on dopiero, gdy jest to wartość tak bardzo ujemna, że powoduje obniżkę łącznej sumy kredytu niezabezpieczonego poniżej zera. Do takiej sytuacji może dojść np. przy kredytach we frankach zaciągniętych po kursie zbliżonym do 2 zł z okresem kredytowania poniżej 25 lat.

W przypadku kredytu frankowego na kwotę 300 000 zł na 20 lat uruchomionego na początku sierpnia 2008 r. suma rat jest aż o 41 000 zł wyższa niż kredytu w złotych. Jednocześnie po umorzeniu 90% narosłego długu, jego wysokość  spadnie do poziomu nieco ponad 18 000 zł. Po zsumowaniu tych dwóch wartości okazuje się, że kredyt niezabezpieczony wynosi -23 000 zł. Nie wiadomo jednak, czy kwota ta powinna zostać wypłacona kredytobiorcy czy pomniejszyć kredyt zabezpieczony. Możliwe jest też mniej korzystne dla kredytobiorców podejście – przyjęcie, że w takiej sytuacji kredyt niezabezpieczony jest równy zeru. Takie rozwiązanie byłoby jednak niesprawiedliwe. Cześć kredytobiorców odzyskiwałoby bowiem pieniądze w sytuacji, gdy ich raty były w sumie wyższe niż kredytu w złotych. Inni musieliby się natomiast pogodzić z utratą wpłaconych pieniędzy.

Co stanie się z kredytem walutowym po preferencyjnym przewalutowaniu

co_stanie_sie_z_kredytem_walutowym_po_preferencyjnym_przewalutowaniu

Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny parametr umorzenia, w ustawie pozostanie jeszcze jeden zapis wymagający zmiany. Mówi ona, że do przeliczania rat na walutę kredytu banki stosują kurs kupna. Tymczasem wszystkie banki wykorzystują do tego celu kurs sprzedaży. Pozostawienie obecnego sformułowania oznaczałoby, że wszystkie zapłacone dotychczas raty trzeba byłoby przeliczyć po kursie kupna NBP. To byłoby jednak niekorzystne dla osób korzystających z przewalutowania. Spowodowałoby bowiem, że w wyliczeniach uwzględniono by, że ich raty były znacznie niższe niż w rzeczywistości.

 

autor: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander

 

Uwolnienie kursu franka szwajcarskiego w połowie stycznia 2015 r. spowodowało jego gwałtowny wzrost. W ciągu kilkudziesięciu godzin cena franka szwajcarskiego podniosła się o blisko połowę. Perspektywa wprost proporcjonalnego wzrostu rat spotkała się z silnym protestem ze strony osób spłacających kredyt w tej walucie.

Większość osób spłacających kredyt denominowany we franku szwajcarskim czuje się skrzywdzona przez instytucje finansowe, które stanowczo doradzały w przeszłości wybór tego produktu finansowego. Znaczna część tej grupy jest pewna, że została wprowadzona w błąd podczas podpisywania umowy kredytowej. Uważają oni, że nie zostali poinformowani o skali ryzyka jakie wiąże się z zaciąganiem kredytu w walucie obcej – tłumaczy Filip Jurczak z portalu TargiMieszkaniowe.net.

Z tego powodu kredytobiorcy posiadający zadłużenie we frankach szwajcarskich nie zgadzają się na znaczne podniesienie poziomu rat. Wyższy kurs franka oznacza również dla wielu osób, iż wielkość ich zadłużenia przekroczy wartość nieruchomości, na której zabezpieczony jest kredyt. Mimo, że część banków obniżyła spread walutowy, a znaczna większość zdecydowała się uwzględniać ujemny poziom LIBOR znaczny odsetek „frankowiczów” planuje dochodzenia swoich racji poprzez pozew zbiorowy. Forma prawna jaką jest pozew zbiorowy posiada zastosowanie w postępowaniu cywilnym. Warunkiem zgłoszenia pozwu w tej formie jest wystosowanie go przez grupę minimum 10 osób.

Każdy z powodów powinien dochodzić roszczenia tego samego rodzaju. W Polsce kredyty we frankach szwajcarskich spłaca ponad 500 tys. rodzin. Oznacza to, że tylko niewielki odsetek osób z tej grupy wystarczy, aby móc złożyć tego typu roszczenie. Innym warunkiem, który musi zostać spełniony jest wytypowanie reprezentanta, którego zadaniem będzie wytyczenie powództwa. Reprezentować grupę może rzecznik konsumenta lub jeden z jej członków. W przypadku „frankowiczów” korzystanie z pomocy rzecznika konsumentów jest praktycznie wskazane. Sytuacja taka wynika z poziomu kosztów sądowych, jakie wiążą się z faktem złożenia pozwu zbiorowego. Opłata sądowa, którą uiszcza się z reguły podczas wnoszenia pozwu wynosi 2% całego roszczenia – mówi Filip Jurczak z portalu TargiMieszkaniowe.net.

W przypadku kredytobiorców wartość tylko kosztów sądowych mogłaby przekroczyć kilkaset tysięcy złotych. Tymczasem, występujący w postępowaniach grupowych rzecznicy konsumentów nie są zobowiązani do uiszczania opłat w tej wysokości. Ich udział w postępowaniach dotyczących wielomilionowych kwot jest więc praktycznie niezbędny. Czy „frankowicze” mogą odnieść sukces w sądzie? W obecnej chwili ciężko wydać jednoznaczny werdykt. Inicjatywę wystosowania pozwu zbiorowego wystosowało stowarzyszenie Pro Futuris, które reprezentuje kilkaset poszkodowanych osób.

Głównym zarzutem jest brak ostrzeżenia klientów przed ryzykownym produktem finansowym, wynikającym z możliwych wahań kursowych. Z taką tezą zgadza się część polityków oraz specjalistów z branży, którzy uważają zaistniałą sytuację za „nadzwyczajną zmianę stosunków spełnienia świadczenia”. W tym przypadku prawo cywilne mówi o możliwości zmiany sposobu wykonania zobowiązania lub wręcz przedstawia opcję całkowitego rozwiązania umowy o ile spełnienie jej warunków może zagrażać rażącą stratą jednej ze stron.

Z drugiej strony spora część opinii publicznej jest zdania, iż „frankowicze” powinni ponieść konsekwencje swoich wyborów, skoro wcześniej przez długi czas czerpali korzyści z niższego oprocentowania. Liczba pozwów zbiorowych w ostatnich latach znacznie wzrosła. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że ich stosunkowo duży odsetek zgłoszeń zostaje odrzucony. W ciągu ostatnich czterech lat uznano, że blisko połowa złożonych pozwów zbiorowych nie spełnia warunków wymaganych przez ustawę. Istotna liczba pozwów jest również uznawana przez sąd za niezasadną.

Tego typu statystyki nie powinny napawać „frankowiczów” optymizmem. Być może jednak problemy kredytobiorców zostaną rozwiązane poprzez działania odgórnie narzucone przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jednym z projektów KNF jest umożliwienie przewalutowania kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich na polskie złote po znacznie bardziej atrakcyjnym kursie.

autor: Filip Jurczak, TargiMieszkaniowe.net

Związek Banków Polskich przygotował propozycje rozwiązań dla osób, które wzięły kredyty we frankach szwajcarskich. Pakiet działań ma na celu złagodzenie skutków nagłego i znacznego wzrostu kursu szwajcarskiej waluty. Rekomendacje ZBP zostały zaaprobowane przez banki.

Działania proponowane przez ZBP wskazują m.in., że przy ustalaniu wysokości oprocentowania banki zostałyby zobowiązane do uwzględnienia ujemnych stawek LIBOR. Kolejny krok to zmniejszenie przez banki  różnicy pomiędzy kursem kupna waluty a kursem jej sprzedaży,  przez sześć miesięcy, a także złagodzenia zasad restrukturyzacji kredytów hipotecznych.

Dodatkowo, kredytobiorcy mieliby możliwość okresowego zawieszenia spłaty raty kapitałowej, tak by jej poziom nie był wyższy niż przed wzrostem kursu franka. Ta propozycja została jednak skierowana do osób, które mieszkają w kredytowanej nieruchomości. 

Propozycje przedstawione przez wicepremiera Janusza Piechocińskiego pokrywające się z wcześniej złożonymi deklaracjami banków: obniżenie oprocentowania wynikające z ujemnej stopy procentowej LIBOR, wydłużenie okresu spłaty kredytu, rezygnacja z dodatkowych zabezpieczeń,  są rozsądne i nie naruszają zasady równego traktowania klientów, którzy zaciągnęli kredyty walutowe i złotowe – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Bardzo pozytywnie oceniamy propozycję rezygnacji z opodatkowania umorzonej części kredytu po stronie kredytobiorcy i możliwość zaliczenia kosztów umorzenia do kosztów uzyskania przychodu banków.

Bezprowizyjne przewalutowanie kredytów po średnim kursie NBP w  dniu dokonania tej transakcji byłoby obecnie niekorzystne dla kredytobiorców w sytuacji wyjątkowo słabego złotego i mocnego franka. Prawdopodobieństwo umocnienia się złotego wobec franka w długim okresie jest większe niż prawdopodobieństwo jego osłabienia.

Pomoc w obsłudze kredytu osobom w szczególnie trudnej sytuacji, przy użyciu pieniędzy publicznych, jest rozwiązaniem bardzo kontrowersyjnym  i wymagającym pogłębionej debaty publicznej, ponieważ prowadzić będzie do bardziej ryzykownych zachowań zarówno kredytobiorców, jak i banków.

Politykom opozycji, którzy krzyczą, że rząd niedostatecznie pomaga osobom, które wpadły w pułapkę kredytową zastawioną przez banki, przypominamy, że w 2006 roku Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwiało  się wprowadzeniu ograniczenia dostępu do kredytów walutowych.  Politycy tej partii argumentowali, że skutkiem będzie zmniejszenie możliwości zakupu mieszkań szczególnie przez młode osoby. Bagatelizowali gwałtowny wzrost liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych i ryzyko osłabienia złotego. Oskarżali Komisję Nadzoru Bankowego i Radę Polityki Pieniężnej o forsowanie rozwiązania sprzyjającego największym bankom kosztem obywateli i interesu publicznego. Nie były to indywidualne głosy posłów, ale oficjalne stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Do dzisiaj politycy PiS, nie przyznali się do błędu i nie przeprosili osób, które zaciągnęły kredyty we frankach.

Konfederacja Lewiatan

 

Ministerstwo Gospodarki przedstawiło propozycje działań, które powinny pomóc rozwiązać trudną sytuację wywołaną wzrostem kursu franka szwajcarskiego. Dotyczą one zarówno administracji rządowej jak i sektora bankowego.

Ministerstwo Gospodarki zwraca uwagę, że „rozwiązanie sytuacji związanej z silną aprecjacją franka może nastąpić jeżeli wszystkie strony (banki, klienci i administracja państwowa) wykażą się chęcią porozumienia i będą starały się zrozumieć sytuację drugiej strony. Działania powinny w szczególności skupiać się na kredytobiorcach, którzy zamieszkują nieruchomość (kredyt na zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych, a nie sfinansowanie inwestycji). W przypadkach spornych, lub wymagających bardziej zindywidualizowanego podejścia, pomocne w znalezieniu rozwiązań możliwych do zaakceptowania przez banki i kredytobiorców może być przeprowadzenie mediacji”.

Ministerstwo Gospodarki podkreśla, że skala problemu wymaga przede wszystkim rozwiązań o charakterze systemowym. Pismo zawiera m.in. rekomendacje względem banków oraz  rekomendacje zmian prawnych i regulacyjnych.

Wszystkie propozycje działań dostępne są na stronie Ministerstwa Gospodarki.

źródło: Ministerstwo Gospodarki

Wtorkowe notowania CHF/PLN spadły z 4,16 zł nawet do 4,06 zł, ale tylko na moment. We wtorek frank był też najsłabszy w stosunku do euro od czwartku 15 stycznia. W pewnym momencie za euro trzeba było zapłacić nawet 1,0381 CHF wobec 1,0150 wcześniej.

We wtorkowe popołudnie frank kosztuje znów około 4,16 zł

Wiceszef Szwajcarskiego Banku Narodowego przyznał, że  aby nastąpiła stabilizacja rynków walutowych, potrzeba jeszcze trochę czasu.

 

„Czarny czwartek” na rynku walutowym wywołał drżenie serca u wielu kredytobiorców zadłużonych w CHF. W ciągu kilku minut ich zadłużenie oraz raty wzrosły o kilkadziesiąt procent. Niestety w najbliższych miesiącach nie należy oczekiwać powrotu do sytuacji sprzed 15 stycznia. Wszystkie osoby spłacające kredyty we franku szwajcarskim muszą teraz uzbroić się w cierpliwość i zaakceptować wzrost rat kredytowych. Tym bardziej, że możliwości znaczącego obniżenia rat praktycznie nie ma, a te które są dostępne, ale tylko dla nielicznych i tak obniżą ratę zaledwie o kilka procent.

Jeszcze rano 15 stycznia br. kurs CHF/PLN oscylował wokół poziomu 3,55. Kilka minut przed godziną 11 „wystrzelił” do poziomu 5,19, bo ostatecznie ustabilizować się na poziomie 4,20-4,30. Tak duży wzrost kursu CHF/PLN automatycznie zwiększył zadłużenie i raty Polaków spłacających kredyty w szwajcarskiej walucie. Poniższa tabela przedstawia pokazuje jak zmieniała się rata kredytu zaciągniętego we franku szwajcarskim.

Tabela1. Wyliczenia dla kredytu w wysokości 300 tysięcy złotych zaciągniętego z marżą 1,10 p.p. w styczniu 2008 roku.

  Kurs Rata Saldo zadłużenia
styczeń 2008 2,20 1 429 300 000
15 stycznia 2015 (rano) 3,55 1 585 387 309
15 stycznia 2015 (ok. godz. 11.00) 5,19 2 317 566 234
15 stycznia 2015 (ok. godz. 13.00) 4,30 1 920 469 134

Źródło: wyliczenia Notus Doradcy Finansowi

Przede wszystkim nie panikować

Co zatem mogą zrobić osoby, którym nagle wzrosła rata i zadłużenie. Najgorszym rozwiązaniem będzie przewalutowanie kredytu na PLN. W ten sposób zamienimy nisko oprocentowany kredyt w CHF, na wyżej oprocentowany kredyt w PLN. W ten sposób rata kredytu automatycznie wzrośnie o kilkanaście procent. Jednocześnie przewalutowując nasze zobowiązanie nie dajemy sobie szans na obniżenie salda zadłużenia w momencie, gdy złoty zacznie się umacniać. Rozwiązaniem nie będzie także sprzedaż nieruchomości. Dzisiaj saldo zadłużenia jest dużo wyższe niż w chwili zaciągania kredytu i w wielu przypadkach przewyższa aktualną wartość nieruchomości. Zatem sprzedaż mieszkania czy domu nie pozwoli na całkowitą spłatę kredytu i nie jest rozwiązaniem problemu.

Czy można obniżyć ratę?

Sposobów na poradzenie sobie z tak dużym wzrostem kursu CHF/PLN niestety nie ma zbyt wielu. Możliwe rozwiązania pozwolą na niewielkie tylko zniwelowanie niekorzystnych zmian.

Jedną z metod jest wydłużenie okresu spłaty kredytu, możliwe jest to jednak tylko pod warunkiem, że kredyt nie został zaciągnięty na maksymalny w danym banku okres. Przykładowo wydłużenie okresu spłaty kredytu o 5 lat, z pierwotnych 25 lat do 30 lat, spowoduje obniżenie miesięcznych płatności o około 13-15 procent. Koniecznie jednak należy pamiętać, że dłuższy okres spłaty to wyższe odsetki zapłacone w całym okresie kredytowania. Podobne konsekwencje niesie za sobą zmiana sposobu spłaty kredytu. Jeśli kredyt spłacany jest w systemie rat malejących, to zmiana na raty równe także spowoduje obniżenie raty kredytowej. Jednak taka zmiana to także wzrost łącznych kosztów rozpatrywanych w skali całego okresu spłaty. Niestety z obydwu rozwiązań, a w szczególności ze zmiany systemu spłaty nie będzie mogło skorzystać zbyt wielu klientów. Większość bowiem kredytobiorców już w chwili zaciągania kredytu wybrała niższe raty równe. Podobnie duża grupa osób zadłużyła się na maksymalny okres spłaty, więc także wydłużenie okresu kredytowania nie będzie możliwe. Jednak, jeśli istnieje ciągle szansa na obniżenie w ten sposób miesięcznych płatności, to warto takie rozwiązanie rozważyć i dzięki temu poprawić swoją płynność finansową, nawet kosztem wyższych odsetek zapłaconych przez cały okres spłaty.

Innym, krótkotrwałym rozwiązaniem jest także zawieszenie okresu spłaty kredytu, czyli tzw. wakacje kredytowe. Niemal w każdym banku kredytobiorcy przysługuje możliwość zawieszenie spłaty raty kredytowej. W zależności od instytucji można wstrzymać się ze spłatą od 1 do 3 rat kredytowych. Również w zależności od banku zawieszeniu podlega albo cała rata, albo tylko jej część odsetkowa. Wakacje kredytowe są jednak rozwiązaniem pozwalającym tylko na krótkotrwałe zawieszenie problemu ze spłatą raty. Jeśli zgodnie z przewidywaniami frank szwajcarski pozostanie silny przez wiele miesięcy, to krótkotrwałe zawieszenie spłaty nie rozwiąże z pewnością problemu wysokiej raty.

Ratę kredytową możemy nieco obniżyć poprzez samodzielne nabywanie waluty. W wielu bankach kurs sprzedaży jest dużo wyższy niż ten stosowany w innych instytucjach, i to zarówno w kantorach jak i bankach. Zmiana sposobu spłaty kredytu nie wiąże się z żadnymi kosztami, a dzięki samodzielnemu nabywaniu franków, np. w kantorze internetowym, możemy zyskać nawet kilkanaście groszy na jednym franku. Oczywiście nie będzie to korzyść, która całkowicie zniweluje niekorzystne zmiany kursu, ale z pewnością pozwoli na częściowe obniżenie raty, szczególnie w sytuacji, gdy mamy kredyt w banku stosującym bardzo wysokie kursy sprzedaży.

Niestety w obecnej sytuacji kredytobiorcy zadłużeni w CHF nie mają zbyt wielu możliwości manewru i obniżenia swoich płatności lub też uwolnienia się od długu bez ponoszenia dużych kosztów. Każde rozwiązanie będzie kosztowne i niestety jedynym sensownym wydaje się przeczekanie. Pozostaje nam liczyć na jak najszybsze umocnienie się złotego i obniżenie kursu CHF i obniżenie raty kredytowej. Nie należy jednak tego oczekiwać w najbliższych tygodniach. Oznacza to, że wszyscy zadłużeni w CHF będą musieli zapłacić kilka najbliższych rat w niespotykanej do tej pory wysokości.

Michał Krajkowski, Główny Analityk, Notus Doradcy Finansowi

BIZNESTUBA – dalej BT.
Krzysztof OPPENHEIM –  dalej KO.

BT.  Co z tym frankiem, Panie Krzysztofie?

KO. Ten absolutnie nie do przewidzenia skok franka, to pewnie kolejny przekręt bankierów. Niedawno było głośno o referendum w Szwajcarii – odnośnie zwiększenia rezerw w złocie dla wzmocnienia franka, które było z góry skazane na porażkę. O uwolnieniu kursu CHF do EURO nie mówiło się wcale. Ale kto o tym wiedział, siedział cicho i zarobił w jeden dzień ponad 20% na zainwestowanym kapitale. Dobra przebitka, nawet AMBER GOLD takich zysków nie obiecywał. Z daleka czuć w tym działanie  geniuszy finansowych z Wall Street.

Tej sytuacji już nie zmienimy, zupa się wylała.  Pozostaje tylko ocenić: kto ma za to zapłacić?  Banki – za grzechy swoich amerykańskich kolegów, czy bogu ducha winni klienci?

BT. No właśnie,  wielu polskich frankowiczów już wcześniej nie radziło sobie ze spłatą kredytu. Ten nagły wzrost kursu franka pewnie ich dobije?

KO.  Wbrew temu oczywistemu wnioskowi, w dłuższym dystansie – frankowicze na tym mogą bardzo dużo wygrać.

BT. Niby w jaki sposób?

KO. W tym wypadku może zadziałać prawo „Im gorzej tym lepiej”. Przez ostatnich parę lat nikt się nie przejmował losem frankowiczów:  ani banki, ani KNF, ani nasz rząd. A takich kredytów w spłacie jest pewnie ponad 550 tysięcy.  Nie widzę możliwości, aby tak ogromna grupa Polaków została pozostawiona sama sobie. Szczególnie, że nie wiemy jaki kurs franka będzie  jutro czy za miesiąc. Być może kiedyś się obudzimy i okaże się, że frank kosztuje już 10 zł. I co wtedy? Dalej będziemy udawać,  że nic się nie stało?

BT. Czyli Pana zdaniem obecna sytuacja  wymusi jakieś działania systemowe w kwestii kredytów we frankach?

KO. Zdecydowanie tak! Szczególnie, mając na względzie, że bankowcy – jak to u nich w zwyczaju – nie będą chcieli w żaden sposób przyznać się do roli głównego winowajcy zaistniałej sytuacji. Mimo oczywistego faktu, że to oni – a nie kredytobiorcy –  są producentami tego toksycznego towaru.

” -No przecież klienci mieli świadomość, że kurs franka może wzrosnąć” – takiej wersji będą się nasi bankowcy trzymać.

Nie liczyłbym na to, że będą sami szukać rozwiązań problemu. Co złego to nie my –  tak zawsze mówią  nasi rodzimi bankowcy. A co na to frankowcy: za to my –  toniemy! Nie liczmy jednak, że przedstawiciele finansjery specjalnie się tym faktem przejmą.

BT. Na czym powinny opierać się rozwiązania systemowe? Czy ma to być związane z kolejnym uszczupleniem budżetu na pomoc finansową  dla nieszczęsnych frankowiczów?

KO. W żadnym wypadku!  Powinno to być zewnętrzne działanie regulacyjne: program opracowany przez wybitnych specjalistów z dziedzin bankowości i prawa;  bez udziału polityków. Program ten powinien jasno określić która ze stron (bank i kredytobiorca), w jakim stopniu powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za ten szalony skok kursu franka.

BT. No dobrze, może kiedyś doczekamy się jakiś rozwiązań, jak tylko Pani Premier Kopacz wyjdzie z kopalni. Ale co ma dziś zrobić kredytobiorca, którego wysokość  raty już przerosła?

KO. Powinien napisać do banku, że stać go na spłatę raty w określonej kwocie. Ma to być podanie o restrukturyzację zobowiązania. Potem trzeba czekać  na rozwój sytuacji, tj. na jakieś rozwiązanie systemowe, lub na sensowną propozycję banku.

BT. A jeśli bank się nie zgodzi?

KO. Zamiast wypruwać z siebie flaki, aby  zapłacić ratę na czas – lepiej rzucić pracę i złożyć wniosek o upadłość konsumencką. W takich sytuacjach – służę pomocą.  Nie jest to  jednak rozwiązanie doskonałe, poza tym – nie w każdym przypadku może zostać zastosowane. Przykład: kredytobiorca, który prowadzi działalność gospodarczą, nie może w ten sposób uwolnić się od toksycznego kredytu.

BT. Czyli jednak będą konieczne rozwiązania systemowe.  Jak długo stosowny projekt może ujrzeć światło dzienne?

KO. To zależy kto się tym będzie zajmował i jakie będą intencje przyszłych autorów tego projektu. Mnie zajęło by to pewnie ze dwa dni.

Kurs franka szwajcarskiego w ciągu jednego dnia wzrósł z 3,54 zł do ponad 4,30 zł. W rezultacie rata kredytu w tej walucie wzrośnie o ponad 20%. Oznacza to, że jeśli ktoś przed miesiącem płacił 1500 zł to teraz rata wyniesie ok. 1800 zł. Wielu kredytobiorców zastanawia się co w tej sytuacji zrobić. Expander radzi, jakie kroki podjąć, aby zniwelować wpływ uwolnienia kursu CHF na długofalową spłatę kredytu hipotecznego.

Nie decydujmy się na pochopne przewalutowanie kredytu

W obecnej sytuacji część kredytobiorców zastanawia się nad przewalutowaniem kredytu, co uwolniłoby ich od stresujących  wahań kursów. Należy jednak zaznaczyć, że to rozwiązanie nie tylko nie poprawi ich sytuacji, ale może je dodatkowo pogorszyć. Kwota zadłużenia, przeliczona według aktualnych notowań, pozostanie bowiem bardzo wysoka. Co więcej, gdy zamienimy dług na zobowiązanie w złotych, pojawią się zdecydowanie wyższe odsetki. Będzie to spowodowane niekorzystną różnicą w stopach procentowych, które w Polsce są znacznie wyższe niż w Szwajcarii. Po przewalutowaniu rata byłaby więc o kolejne kilkaset złotych wyższa niż obecnie.

Oczywiście nikt nie może zagwarantować, że kurs CHF jeszcze nie wzrośnie. Warto jednak pamiętać, że kredyty hipoteczne to zobowiązania długoterminowe, zaciągane zazwyczaj na kilkadziesiąt lat. W wieloletniej perspektywie możemy więc spodziewać się, że kurs kiedyś spadnie. Przewalutowanie oznacza zabezpieczenie się przed ewentualnymi wzrostami franka, ale jednocześnie spowoduje, że stracimy możliwość na poprawę sytuacji w przyszłości. Warto zaznaczyć, że w Polsce mamy obecnie rekordowo niskie stopy procentowe, które za jakiś czas wzrosną – a wraz z nimi raty kredytów w złotych, również tych przewalutowanych z franków.

Regulacja spłaty kredytu

Dobrym rozwiązaniem natomiast jest obniżenie miesięcznej raty, na przykład poprzez samodzielne kupowanie franków potrzebnych do uregulowania zobowiązania. Standardowo banki przeliczają raty po swoich, często istotnie zawyżonych, kursach walutowych. Znacznie bardziej opłacalne notowania można znaleźć w kantorach – stacjonarnych lub internetowych.

W przypadku, gdy to rozwiązanie jest niewystarczające, warto porozmawiać z bankiem o wydłużeniu okresu kredytowania. Spłata rozłożona na więcej rat wpłynie bowiem na ich obniżenie. Będzie to jednak miało również negatywne konsekwencje. W dłuższym okresie zapłacimy także więcej odsetek. Z tego powodu warto decydować się na ten krok tylko i wyłącznie wtedy, gdy mamy trudności z regulowaniem rat w obecnej wysokości.

Inne rozwiązania

Jeśli raty znacząco wzrosły, warto poszukać oszczędności w domowym budżecie. Być może po dokładnej analizie bieżących wydatków znajdziemy te, z których możemy zrezygnować lub chociaż je obniżyć. Zamiast opłacać karnet na basen czy siłownię zacznijmy biegać lub uprawiać inny sport, niewymagający regularnych nakładów finansowych. Warto też rozważyć zamianę pakietu telewizji kablowej, internetu czy telefoniczny na tańszy. Kolejnym rozwiązaniem jest ograniczenie wydatków na drobne, ale często powtarzające się przyjemności. W ten sposób nierzadko można wygenerować oszczędności przekraczające nawet 1 000 zł w skali miesiąca.

W ostateczności możemy skorzystać z nowych przepisów o upadłości konsumenckiej. Dzięki niej można pozbyć się długów. Należy jednak pamiętać, że oznacza to utratę wszystkiego, co znajduje się w naszym posiadaniu – mieszkania, samochodu oraz innych, cennych składników majątku. Ogłoszenie upadłości wiąże się z określeniem przez sąd planu wpłat, którym dłużnik jest w stanie podołać. Obowiązuje on jednak w okresie nie dłuższym niż 36 miesięcy, nawet jeśli pierwotnie kredyt był zaciągnięty na okres kilkudziesięciu lat. W tym przypadku część długu, która nie zostanie spłacona w ramach ustanowionego planu, ulega anulowaniu.

Warto dodać, że choć upadłość oznacza konieczność oddania całego swojego majątku, w tym mieszkania czy domu, to dłużnik nie pozostanie bez dachu nad głową. Przepisy mówią bowiem, że w takim przypadku z sumy uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości wypłacana będzie upadłemu kwota pozwalająca na wynajem przeciętnego mieszkania w miejscowości jego dotychczasowego zamieszkania (lub sąsiedniej) przez okres od roku do dwóch lat.

 

Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

Piętnasty dzień stycznia przyniósł złe wieści dla osób spłacających kredyt we franku. Niespodziewana decyzja Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) wywindowała kurs CHF na poziom, który jeszcze niedawno wydawał się abstrakcyjny. Po chwilowym przełamaniu granicy 5,00 zł notowania helweckiej waluty spadły do 4,20 zł – 4,30 zł (16 stycznia o godzinie 10:00 kurs CHF – PLN wynosił 4,29 zł). Ewentualna stabilizacja takiej wartości zmusi wielu kredytobiorców do zaciskania pasa. Obniżka szwajcarskiej stopy procentowej tylko w części może zrekompensować wzrost kursu CHF.

Korzystne zapisy w umowie kredytowej na wagę złota

W miniony czwartek Szwajcarski Bank Narodowy przekazał dwie bardzo ważne informacje. Pierwszy komunikat SNB dotyczył parytetu kursowego pomiędzy frankiem i euro (1 EUR = 1,20 CHF). Po 40 miesiącach sztuczne ograniczenie kursu EUR – CHF przestało obowiązywać. To oznacza, że Szwajcarski Bank Narodowy zrezygnował z planowych interwencji, które chroniły krajową walutę przed umocnieniem w stosunku do euro – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Nieoczekiwane posunięcie SNB wywołało paniczną reakcję rynków finansowych i gwałtowny wzrost notowań „uwolnionego” franka.

Druga decyzja szwajcarskich władz monetarnych jest równie istotna. Mowa o obniżeniu głównej stopy procentowej w Szwajcarii (z -0,25% do -0,75%). Ta zmiana szybko wpłynęła na notowania wskaźnika LIBOR CHF 3M. Większość krajowych banków wykorzystuje trzymiesięczną stopę LIBOR CHF do aktualizacji oprocentowania „frankowych” kredytów.

Ostatni spadek notowań LIBOR-u CHF 3M najpóźniej pod koniec marca b.r. powinien skutkować obniżeniem oprocentowania „hipotek”. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie banki chcą uwzględnić ujemny LIBOR jako stopę referencyjną. Dla kredytodawców bardziej opłacalne jest zsumowanie stałej marży oraz zerowego poziomu stopy LIBOR CHF. Obecne konflikty na linii bank – klient najczęściej wynikają z mało precyzyjnych zapisów w umowach kredytowych. Kilka lat temu bankowcy nie przewidzieli ujemnych notowań stopy LIBOR CHF. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w poszczególnych latach wzory umów kredytu hipotecznego mogły się zmieniać. Dlatego każdy „frankowiec” powinien zapytać bank o to, czy ujemna stopa LIBOR CHF zostanie uwzględniona.

Zasady aktualizacji oprocentowania kredytów będą miały spore znaczenie jeśli aktualny poziom notowań franka szwajcarskiego utrzyma się przez dłuższy czas. Potwierdzają to informacje zaprezentowane na poniższym wykresie. Jak widać, obniżka stopy referencyjnej  częściowo równoważy wzrost kursu CHF. Taka zależność jest widoczna w przypadku każdej z czterech porównywanych „hipotek”. Po uwzględnieniu zmiany kantorowych notowań franka (3,65 zł → 4,30 zł) oraz spadku stopy referencyjnej z (-0,05%) do (-0,50%) oszacowany wzrost raty wynosi od 129 zł do 215 zł. Mniej optymistyczny wariant analizy zakłada, że bank nie weźmie pod uwagę ujemnych notowań LIBOR-u CHF 3M. W takim przypadku podwyżka raty będzie znacznie większa. Dla przyjętych założeń (patrz poniższy wykres) miesięczny koszt obsługi kredytu wzrasta o 247 zł – 330 zł. Można zatem obliczyć, że w analizowanym przykładzie obniżka stopy referencyjnej zmniejszyła efekt niekorzystnych zmian kursowych o 29% – 48%.

frankPrzyrost „złotówkowego” długu, czyli kolejny problem …

Podwyżka raty to nie jedyne zagrożenie, które jest związane z umocnieniem się franka szwajcarskiego. Dla „frankowców” równie ważnym problemem może być kolejny wzrost zadłużenia przeliczonego na złotówki. Trzeba pamiętać, że w latach mieszkaniowego boomu (2005 r. – 2008 r.) kredyty bez wkładu własnego cieszyły się bardzo dużą popularnością. Wybrane banki finansowały nawet 110% – 120% wartości mieszkania (początkowe LtV wynosiło 110% – 120%). Sukcesywny wzrost notowań CHF w połączeniu ze spadkiem cen metrażu sprawił, że wielu „frankowych” dłużników ma do spłaty kwotę znacznie wyższą od aktualnej wartości lokum. Opisywana sytuacja praktycznie wyklucza możliwość sprzedaży mieszkania. Dla najbardziej zadłużonych osób dodatkowym zmartwieniem są żądania banków. Kredytodawcy domagają się ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń jeśli aktualny poziom współczynnika LtV przekroczy 130% – 140%. Opór klienta może skutkować wypowiedzeniem umowy kredytowej oraz egzekucją komorniczą.

Obecnie poważne problemy ze spłatą rat lub wysokim poziomem LtV ma przynajmniej 50 000 nabywców mieszkań. „Frankowcy” na razie nie przeważają w tej grupie osób zagrożonych wizytą komornika. Aktualna sytuacja zmieni się, jeżeli kurs helweckiej waluty do końca roku znacząco będzie przekraczał 4,00 zł.

RynekPierwotny.pl

Niespodziewana decyzja szwajcarskiego banku centralnego o rezygnacji z utrzymywania kursu na poziomie 1,2 euro za franka spowodowała ogromne zamieszanie na rynkach finansowych. Potężnym wahaniom ulegały indeksy giełdowe, lecz przede wszystkim kursy walut. Na naszym rynku międzybankowym momentami frank wyceniany był nawet na 5,2 zł., a wahania mieściły się w przedziale od 4,05 do 5,2 zł.

Wobec ogromnej nerwowości i wahań na rynku, nieco bardziej miarodajna może być decyzja Narodowego Banku Polskiego, który w dzisiejszej  oficjalnej tabeli kursów średnich kurs franka ustalił na 4,16 zł, a więc o 16,5 proc. wyżej niż dzień wcześniej. Obecnie trudno oszacować, jak kurs ten będzie kształtował się w najbliższej przyszłości. Więcej wiadomo będzie, gdy rynki otrząsną się z zaskoczenia i szoku i zaczną się bardziej racjonalne kalkulacje. Najbardziej prawdopodobne jest utrzymywanie się kursu franka w okolicach 4 zł, choć opinie ekspertów, także z zagranicznych banków na temat fundamentalnie uzasadnionej wyceny polskiej waluty wobec franka są podzielone. Część z nich zakłada, że powinna ona wynosić około 3,9 zł., według innych jest to 3,3 zł. Rozbieżności są więc bardzo duże, więc z decyzjami warto zaczekać na wyjaśnienie się sytuacji. W ciągu najbliższych dni rynki powinny się uspokoić i wówczas będzie można wyciągać bardziej racjonalne wnioski. Trzeba też pamiętać, że szwajcarski bank centralny nie zrezygnował całkowicie z obrony swej waluty przed nadmiernym umocnieniem. Obniżył bowiem jednocześnie podstawową stopę procentową do minus 1,25 proc., co ma zniechęcić inwestorów do kupowania franka, a więc zbić jego cenę.

Istotne znaczenie dla sytuacji na rynku walutowym będzie też mieć przyszłotygodniowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego w sprawie rozpoczęcia skupu obligacji państw strefy euro, z którą prawdopodobnie związane jest dzisiejsze posunięcie Banku Szwajcarii. Na dobrą sprawę dopiero pod koniec przyszłego tygodnia, a być może w ciągu kilku kolejnych dni po decyzji EBC, będzie można realnie oceniać sytuację. Niemniej jednak wyraźnie komplikuje się sytuacja posiadaczy kredytów we frankach. Niewątpliwie w tych warunkach kwestia ta stanie się przedmiotem zainteresowania rządu, można więc spodziewać się w tej sprawie działań, które mogą mieć zarówno charakter doraźny, jak i bardziej długofalowy, zmierzający do uregulowania kwestii rozliczeń tych kredytów, zapewniający bezpieczeństwo zarówno osób zadłużonych we franku, jak i banków, które tych kredytów udzielały.

Łukasz LefanowiczŁukasz Lefanowicz, Prezes GERDA BROKER

 

Od 6 września 2011 do dziś Bank centralny Szwajcarii SNB utrzymywał franka na poziomie 1,20 wobec euro, nie pozwalając przekroczyć tej wartości, uzasadniając, że zbyt wysoka wartość waluty jest zagrożeniem dla gospodarki.

Dziś jednak SNB  zniósł minimalny kurs wymiany franka. To owocuje stratą złotego do franka nawet kilkadziesiąt procent. Dziś rano frank był na poziomie 3,54 zł, a po informacji o uwolnieniu kursu, drastycznie wzrósł do 5,14 zł, czyli przez chwilę, po raz pierwszy w historii, był droższy niż euro. Teraz wynosi 4,15-4,20 zł.

O 13.15 odbędzie się konferencja prasowa prezesa SNB.

W całej Europie, w tym w Polsce, przed wiele miesięcy organy nadzoru badały odporność banków na scenariusze kryzysowe. Podstawowymi kategoriami była wypłacalność banków, tzn. w uproszczeniu poziom ich kapitałów własnych w stosunku do ilości udzielonych kredytów. Wyniki stress testu ujawnione już w zeszły weekend nie powinny niepokoić Polaków bowiem dowiodły one, że polskie banki są kapitałowo dobrze zabezpieczone, a szczególnie mowa tutaj o dużych bankach. Pewne problemy miał Getin Noble Bank, który nie przeszedł testu w scenariuszu bazowym, ale od momentu na który przeprowadzane było badanie (koniec 2013 r.) kapitały zostały uzupełnione. Podobnie sprawa wygląda z BNP Paribas, który nie przeszedł stress testów w warunkach szokowych, ale w międzyczasie wyemitował akcje podnosząc poniżej progu współczynnik wypłacalności. W Europie 25 banków wykazało niedobory, ale głównie to banki lokalne z południa Europy. W tym gronie znalazł się też właściciel Millenium, które z kolei kapitałowo jest bardzo dobrze zabezpieczone. Czy to powód do niepokoju? Niezbyt, bowiem co najwyżej w sytuacji nadzwyczajnej Millenium mogłoby zostać sprzedane, aczkolwiek nie zanosi się na to.

Na horyzoncie pojawia się jednak inny „problem” – kredyty we frankach. Celowo piszę o tym w cudzysłowiu, gdyż jest to bardziej temat medialny niż realny. Niemniej jednak jeśli Premier RP zwraca się z zapytaniem do KNF-u o przeprowadzenie stress testów na wypadek silnego umocnienia się franka w stosunku do złotego to faktycznie można się tym przejąć. Frankowy kredytobiorca może znowu mieć katastrofalne wizje jak w okresie kryzysu finansowego czy kryzysu zadłużenia w Europie, a z drugiej strony mieć nadzieje, że w razie czego Państwo mu pomoże. Frank faktycznie ostatnio nieco podrożał i kosztuje już 3,50, ale wciąż mieści się w paśmie wahań z ostatniego 2,5 roku. Jednak pojawił się temat, który potencjalnie może spowodować silne umocnienie franka. To zaplanowane na koniec listopada referendum, w którym Szwajcarzy mają się wypowiedzieć, czy SNB miałby zwiększyć udział złota w rezerwach walutowych do poziomu 20% (obecnie wynosi ok. 8%). Szwajcarskie rezerwy dewizowe są jednymi z największych na świecie, a szacowany popyt na złoto w przypadku decyzji na tak wynosi 1500-1600 ton. To faktycznie sporo, ale jednocześnie dlaczego miałoby to działać umacniająco na franka? Mówi się o tym, że SNB byłby mniej elastyczny, kapitał spekulacyjny rzuciłby się na franka, a SNB miałby mniejszą możliwość obrony poziomu 1,2 na EUR/CHF. Wynik referendum jest oczywiście niewiadomą, aczkolwiek kampania do głosowania przeciwko zwiększeniu ilości złota, jaką może przeprowadzić szwajcarski rząd, będzie pewnie wystarczającą aby pomysł nie zyskał poparcia. Zakładając jednak, że stanie się najgorsze i ta populistyczna zagrywka przejdzie – to nie oznacza automatycznie umocnienia franka, ani nawet złota. Pytaniem podstawowym będzie czas na dostosowanie struktury rezerw bo może on być długi. Poza tym SNB, mający w swoich rezerwach dużo euro i dolarów, będzie zapewne za te waluty skupował złoto. Ataku spekulacyjnego na franka nie można wykluczyć, ale on może się odbyć właściwie w każdych warunkach. Jednak po drugiej stronie jest silny gracz, który może „drukować” franka niemal w dowolnych ilościach. W obecnych warunkach i przy niezbyt dobrych wynikach szwajcarskiej gospodarki trudno wyobrazić sobie, aby SNB pozwolił na aprecjację franka, zabijając jednocześnie konkurencyjność szwajcarskiego eksportu, od którego uzależniony jest ten kraj.

Póki co opinie z samego SNB są takie, że ewentualna konieczność zwiększenia zasobów złota mogłaby ograniczyć zdolność Banku do działania i utrzymywania stabilności cen. Jednak absolutnie nie ma powodów do paniki i nie uważam, aby, jeśli w ogóle coś miało franka umocnić, to byłoby to głośne referendum. Jeśli pisze się o poziomach rzędu 4,00 czy 4,50 zł za franka to jest to już wieszczenie masowego popytu na franka. Scenariusz mało prawdopodobny, ale oczywiście nie do wykluczenia, tyle tylko, że zapewne stałby za nim zupełnie inny czynniki, o którym obecnie nikt nie pisze ani go nie rozważa.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

Na dobre skończyły się korzyści z niższej raty kredytu frankowego. Osoby spłacające zadłużenie w CHF wydają zdecydowanie więcej niż zadłużeni w złotych. Na dodatek nie mają szansy na pozbycie się bez strat mieszkań kupionych za walutowy kredyt. Mimo zachęt prezesa NBP pomysłów na rozwiązanie patowej sytuacji nie ma. Tymczasem kurs franka znów zaczął rosnąć.

Podczas marcowego Forum Bankowego prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka zwrócił uwagę bankowcom, że kredyty walutowe są jak społeczna tykająca bomba. Nie dajmy się oszukać, że one nie mają żadnego znaczenia, że ludzie je spłacają, a wy jakoś sobie radzicie z finansowaniem tych kredytów. Nie możemy tak po prostu zostawić tego problemu na najbliższe 20 lat. Usiądźcie między sobą i zaproponujcie jakieś innowacyjne rozwiązanie. To nie jest problem, obok którego powinniśmy przejść obojętnie – cytował PAP prof. Marka Belkę. Na razie nie ma odzewu na prośbę szefa NBP. Tymczasem jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego kredyty w szwajcarskiej walucie po przeliczeniu na złote stanowiły na koniec czerwca niemal 40 proc. całej puli kredytów mieszkaniowych i były warte 133,2 mld zł. Spłaca je ponad pół miliona Polaków. Najwięcej osób zadłużyło się w 2007 i 2008 r., gdy średnie notowania szwajcarskiej waluty wynosiły odpowiednio 2,3 i 2,14 zł.

Sześć lat wcześniej frank był po 2 zł, dziś kosztuje ok. 3,5 zł

 Jaki kredyt Pan/Pani wybiera w PLN z ratą 2130 zł czy we franku 1409 zł? – pytali udzielający kredytów mieszkaniowych w połowie 2008 r. klienta, który chciał pożyczyć 300 tys. zł na 30 lat. Dla trzech na czterech pytanych odpowiedź była oczywista, wybierali mniejszą ratę.

Dziś to zadłużony we franku, po przeliczeniu po aktualnym kursie wydaje na ratę opisywanego kredytu 1740 zł (z marżą 1,2 pkt proc.), gdyby spłacał złotowy miałby do oddania 1420 zł (z marżą 1 pkt proc.). Wiele wskazuje na to, że za chwilę nożyce pomiędzy wysokością rat złotowej i frankowej rozszerzą się bardziej. Gdy w Polsce zapowiada się kolejna obniżka stóp procentowych, to o spadku notowań franka od dłuższego już czasu nie ma mowy, a przy znikomej stawce LIBOR-u 3M CHF – 0,022 proc. główne znaczenie dla raty ma właśnie kurs CHF. Tymczasem napięta sytuacja polityczna i gospodarcza na świecie powoduje, że na rynku walutowym robi się coraz bardziej nerwowo. Tygodniowy wykres kursu CHF wygląda jak wspinaczka na szczyt, a notowania franka biją pięciomiesięczne rekordy zbliżając się do kursu 3,5 zł. Tyle ostatnio kosztował CHF w marcu, gdy Rosja zajmowała Krym.

Gdzie się zatrzyma notowanie CHF? Trudno przewidzieć. Z doświadczenia wiadomo jednak, przy jakim kursie franka robi się bardzo nerwowo na rynku kredytowym. Sporo stresu zarówno klienci jak i banki miały na początku sierpnia 2011 r., gdy notowania szwajcarskiego pieniądza przebiły 4 zł. Wówczas banki zaangażowane w frankowe kredyty zaczęły obmyślać awaryjne scenariusze na wypadek masowych problemów ze spłatą kredytów. Na szczęście klienci nie mieli okazji ich przetestować, bo wzrost notowań przyblokowała sprawna ingerencja Szwajcarskiego Banku Narodowego. Jej zwieńczeniem było wyznaczenie we wrześniu 2011 r. parytetu 1,2 franka za 1 euro, którego SNB cały czas broni.

Jakie polscy bankowcy mieli pomysły na kryzys, nie ujawniono. Banki nie kryły jednak, że prawdziwe problemy z obsługą kredytów mogłyby się pojawić przy kursie 4,5 zł. Dla opisywanej przez nas osoby, która rozpoczęła życie z kredytem frankowych od 1409 zł raty (700 CHF), frank po 4,5 zł oznaczałby wzrost raty do 2191 zł (486 CHF).

Za chwilę znikną całe oszczędności z różnicy w ratach

Osoba, która zaciągnęła kredyt w CHF w szczycie popularności szwajcarskiej waluty na 300 tys. zł pożyczyła niecałe 147 tys. CHF. Po 6 latach i dwóch miesiącach spłaty wydała na obsługę prawie 123,1 tys. zł (przy założeniu, że marża wynosi 1,2 proc.). Klient złotowy (z marżą 1 proc.) wydał 124,2 tys. zł. Po spektakularnych oszczędnościach z początkowego okresu nie ma śladu, po dwóch latach spłaty było to grubo ponad 6 tys. zł czyli ok. 15 proc. kwoty wydanej na obsługę. Około 6 tys. zł nadwyżki pozostało też w kieszeni po trzech i czterech latach. Dziś oszczędności klienta frankowego skurczyły się do 1,1 tys. zł i najpóźniej za cztery miesiące znikną.

 A może by tak spłacić i zapomnieć?

O szybkim pozbyciu się frankowego problemu nie ma mowy. Zamknięcie kredytu oznacza ogromne straty. Osoba, która w połowie 2008 r. pożyczyła 300 tys. zł na mieszkanie w takiej cenie, kupiła od banku prawie 146,8 tys. CHF po 2 zł i 4 grosze. Dziś pozostało jej do oddania jeszcze blisko 121 tys. CHF, czyli 82 proc. kapitału. Po przeliczeniu tej kwoty po aktualnym kursie sprzedaży CHF, w jednym z aktywnych na rynku kredytów walutowych banku – 3,579 zł, okazuje się, że w złotych powinna zwrócić blisko 433 tys. zł. Jest to prawie o połowę więcej niż pożyczyła w 2008 r. Jeśli mieszkanie, w najlepszym przypadku zachowało cenę, opisywany klient powinien dołożyć do całej operacji z własnej kieszeni 133 tys. zł

Halhalina_BIGina Kochalska, Open Finance

Eksperci

Grejner: Koniec silnego złotego może być bliski

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają p...

Bugaj: Dobre złego początki

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są...

Kowalski: Interpretacja MF w sprawie VAT rozstrzyga wątpliwości prawne

Interpretacja ogólna Ministra Finansów w sprawie VAT od usług ściśle związanych z profilaktyką, zach...

Przasnyski: Rozbieżne prognozy dla stóp procentowych

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a ...

Lipka: Frank najtańszy od trzech lat. Czy jeszcze spadnie?

Pierwsze dni stycznia przynoszą pogłębienie spadków franka. Szwajcarska waluta jest o 1 proc. poniże...

AKTUALNOŚCI

W Polsce powstanie elektrownia jądrowa

Elektrownia jądrowa będzie w Polsce budowana – to jest mój pogląd i ja go podtrzymuję - powiedział  ...

Powstaną kolejne odcinki trasy S11

Poznański oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad podpisał umowy na opracowanie proje...

PIT za podatnika rozliczy urząd skarbowy

Dzięki złożeniu prostego wniosku PIT-WZ (czyli wniosku o sporządzenie zeznania przez urząd skarbowy)...

Abolicja umów zleceń korzystna dla rządu, pracowników i przedsiębiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawiła projekt abolicji w zakresie ozusowania umów zleceń z...

Nowe składki ZUS mocno w górę

w 2018 roku osoby prowadzące działalność gospodarczą będą musiały odprowadzić do ZUS dokładnie 1232,...