wtorek, Sierpień 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "FMCG"

FMCG

W przeciwieństwie do naszych zachodnich sąsiadów nie lubimy robić sprawunków na zapas, chociaż niedziele bez handlu powoli nas do tego zmuszają. Zamiast tego wolimy wybrać się do sklepu nawet 360 razy w roku! Śledzimy obowiązujące trendy na rynku spożywczym, ale nie tak łatwo im ulegamy.

Wszystko wskazuje na to, że era dużych rodzinnych zakupów robionych raz w tygodniu powoli odchodzi do lamusa. Chociaż po większe i cięższe zapasy jak np. napoje wybieramy się raz na jakiś czas do większego marketu, generalnie przestaliśmy lubić kupowanie na zapas, co nadal jest normą w wielu zachodnich krajach. Powodem jest znaczny wzrost w ostatnich latach liczby dyskontów oraz sieciowych sklepów spożywczych, które wyrastają niemal na każdym rogu ulicy. W każdej chwili bez problemu możemy wyskoczyć do nich po chleb, mleko czy inne brakujące nam produkty, dlatego wolimy się w nie zaopatrywać na bieżąco. W ten sposób średnia liczba paragonów wzrosła nawet do 360 w roku! To oznacza, że do okolicznych spożywczaków zaglądamy niemal codziennie!

Przekąski nagrodą za trudy

Wraz z częstszymi wyjściami do sklepów wzrasta także tzw. sprzedaż impulsowa. Chętnie sięgamy po produkty, których nie mieliśmy w planach, ale przykuły nasz wzrok, kiedy staliśmy przy kasie. I pod wpływem chwili wkładamy je do koszyka. – Kupujemy w ten sposób, m.in. słodycze. Po długiej wędrówce między regałami, zaopatrzeniu się w to, co nam potrzebne, mamy ochotę na małą przyjemność. To gwarantują nam np. lizaki, żelki, cukierki, które szybko poprawiają humor – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska. – W ten sposób nagradzamy siebie albo nasze dzieci za wykonany obowiązek. Psychologiczna granica cenowa wydatków, które jesteśmy gotowi przeznaczyć na podobne nagłe zachcianki to ok. 2 zł. A ponieważ zaglądamy do sklepów regularnie, nierzadko ulegamy pokusom, stanowiącym miłe zwieńczenie zakupów.

Dla siebie w rolce, dla bliskich w torebce

Mieszkańcy Wysp Brytyjskich kupują produkty spożywcze, w tym także słodycze w dużych opakowaniach. Wielu z nich ma w domach specjalne szafki, w których trzyma zapasy przekąsek. Polacy mają zupełnie odmienne podejście. Jeśli chodzi np. o cukierki wybieramy te w torebkach. Traktujemy je bowiem jako coś smacznego, czym chcemy podzielić się z przyjaciółmi czy rodziną, aby okazać im swoją sympatię czy wprowadzić w dobry nastrój. Zupełnie inaczej podchodzimy natomiast do słodyczy funkcjonalnych, które mają nam zapewnić konkretne korzyści. Przykładem są chociażby gumy, od których oczekujemy odświeżenia oddechu czy wspierania higieny jamy ustnej. Po te chętnie sięgamy, np. w porze poobiedniej, po zjedzeniu lunchu w biurze albo na mieście. W takich przypadkach preferujemy mniejsze i poręczne opakowania, np. rolki, które możemy schować w kieszeni i w razie potrzeby szybko oraz dyskretnie po nie sięgnąć.

Trendy raczej w teorii niż w praktyce

Gusta polskich konsumentów zmieniają się wolniej niż żywieniowe mody, o których czytamy na blogach czy w mediach. Doskonale orientujemy się w nowinkach i śledzimy dyskusje chociażby o coraz popularniejszych produktach z obniżoną zawartością cukru. Choć nierzadko je popieramy, w życiu codziennym pozostajemy bardziej konserwatywni.

– Zdajemy sobie sprawę, np. z istnienia słodyczy sugar free, ale w sytuacji kiedy chcemy się odstresować, sięgamy nadal po ich tradycyjne odpowiedniki. Również przy takich okazjach jak urodziny, komunie, Walentynki, początek czy zakończenie szkoły raczej wybieramy typowe wyroby czekoladowe. To jeszcze długo się nie zmieni. Warto podkreślić, że propozycje postrzegane jako zdrowsze, znajdują się w segmencie premium, dlatego ich cena zazwyczaj jest wyższa. Jesteśmy przyzwyczajeni do tańszych przekąsek i z tego powodu minie trochę czasu zanim konsumenci zaakceptują droższe zamienniki – wyjaśnia Stephane Tikhomiroff.

E-commerce raczkuje na rynku spożywczym

Polacy nadal nie są przekonani do kupowania żywności za pomocą internetu. Udział w rynku sprzedaży wirtualnej w tej dziedzinie wynosi mniej niż 1 proc. Powodów jest kilka. Po pierwsze nadal podświadomie mamy obawy czy dostarczone nam w ten sposób jedzenie będzie wystarczająco świeże. Wolimy to sprawdzać naocznie, szczególnie w przypadku mięsa, warzyw i owoców. Drugą ważną kwestią jest dostępność samej usługi, która najczęściej skupia się wokół dużych miast, zatem jej zasięg jest bardzo mocno ograniczony. Trzecim aspektem jest czas oczekiwania na dostawę. Sklepy internetowe zastrzegają sobie długi zakres godzinowy na dostarczenie zamówienia (np. między godziną 18:00 a 22:00), co ogranicza klienta i zmusza go do oczekiwania w domu. Po co mamy to robić skoro w każdej chwili możemy wyjść do jednego z licznych okolicznych sklepów? Po czwarte, niektóre z firm oferujących zakupy online w razie braku jakiegoś z zamówionych towarów stosują zamienniki. Klient nie ma więc pewności, co tak naprawdę dostanie spośród produktów, które zamówił. Zatem przed e-commerce w branży FMCG w Polsce jeszcze długa droga.

Antal opublikował ósmą edycję rankingu Najbardziej pożądanych pracodawców. W tegorocznym badaniu udział wzięła rekordowa liczba 4102 specjalistów i menedżerów z całego kraju, którzy wyłonili 67 laureatów w 15 branżach. Jak zauważają eksperci Antal – względem ubiegłego roku w ocenie kandydatów zyskała stabilność zatrudnienia oraz wysokość wynagrodzenia. Na wadze straciły możliwość szkolenia i innowacyjność marki.

W corocznym badaniu Antal nie ma propozycji odpowiedzi – w pytaniu o najbardziej pożądanego pracodawcę respondenci mogą wskazać dowolną organizację działającą na polskim rynku. To znaczy, że zwycięzcy należą do tzw. top of mind w świadomości specjalistów i menedżerów, czyli zostali wybrani spontanicznie i bez dodatkowych sugestii.

Dotychczas firmy nie funkcjonowały na rynku tak bardzo konkurencyjnym i zorientowanym na kandydata. W tym roku zaobserwowaliśmy jednak ciekawą zmianę – respondenci zapytani o źródła pozyskiwania wiedzy na temat pracodawców, coraz częściej zaznaczają odpowiedź: „pracuję w tej firmie”. To oznacza, że obecny pracodawca jest jednocześnie tym najbardziej pożądanym wśród pracowników – komentuje Artur Skiba, prezes Antal.

Jakie są cechy najbardziej pożądanych pracodawców?

Trzy najważniejsze cechy pożądanego pracodawcy, jakie wymienili respondenci to wielkość i prestiż firmy, styl zarządzania i kultura organizacyjna oraz wysokość wynagrodzenia. W przeciwieństwie do poprzedniego roku, innowacyjność firmy straciła na rzecz kwestii finansowych. Ta zmiana może wynikać z rosnącej świadomości kandydatów na temat wynagrodzeń oraz coraz większej presji płacowej. Na znaczeniu zyskały również oferowane benefity oraz równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, które plasują się na niemal tym samym poziomie co możliwość awansu.

– Zmieniają się potrzeby kandydatów, ale nie powinna zmieniać się strategia firmy. Tylko konsekwentne działania i holistyczne podejście do pracownika pozwoli na zbudowanie modelu organizacji, która przyciągnie najlepszych specjalistów. Pracodawcy, którzy próbują budować swoją przewagę np. oferując niestandardowo wysokie zarobki, kosztem złej atmosfery w pracy lub braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, nie będą w oczach pracowników atrakcyjni. I odwrotnie – doskonała opinia o firmie nie skusi pracowników, jeżeli renoma nie idzie w parze z godnymi warunkami pracy – wyjaśnia Małgorzata Pukropek, menedżer HR Consulting w Antal.

 

Najbardziej pożądani w swoich branżach

Specjaliści i menedżerowie wytypowali najbardziej pożądanych pracodawców w 15 kategoriach branżowych: bankowość, SSC/BPO, doradztwo, energetyka, paliwa, wydobycie, firmy farmaceutyczne, FMCG, handel detaliczny, Internet, nowe media e-commerce, IT i telekomunikacja, kancelarie prawne, motoryzacja, nieruchomości i branża budowlana, produkcja, transport, spedycja i logistyka, ubezpieczenia. Na 67 wyróżnionych marek, aż 41 to również ubiegłoroczni laureaci. Jednocześnie, tylko 7 firm utrzymało pozycję lidera, a 26 pracodawców debiutuje w zestawieniu lub do niego powraca.

Laureatów badania należy postrzegać jako firmy, które sprostały trudnym wymaganiom rynku w kwestii nie tylko pozyskania, ale przede wszystkim stworzenia silnej więzi i zatrzymania kandydatów zatrudnianych na strategicznych stanowiskach. Pamiętajmy jednak, że każda z wyróżnionych organizacji musiała przejść długą drogę, by stać się pracodawcą pierwszego wyboru – podkreśla Artur Skiba.

Badanie Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów zostało przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie: grudzień 2017 – styczeń 2018. W anonimowym badaniu udział wzięło 4102 specjalistów i menedżerów z całego kraju. Badanie było anonimowe.

Antal jest liderem rekrutacji specjalistów i menedżerów oraz doradztwa HR. Firma działa w Polsce oraz w Czechach i na Słowacji, a także na Węgrzech pod marką Enloyd. Dzięki codziennym kontaktom zarówno z pracodawcami jak i kandydatami, Antal dysponuje najlepszymi informacjami na temat obecnych na rynku pracy trendów. W celu jeszcze większego pogłębienia tej wiedzy regularnie prowadzi również badania rynku pracy.

Raport jest dostępny pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/18-najbardziej-pozadani-pracodawcy-w-opinii-specjalistow-i-menedzerow-3

Firma PepsiCo uruchomiła program stażowy PepsiCo GO 2018 Trendsetter Challenge, rzucając wyzwanie przedsiębiorczym absolwentom z całej Europy i Afryki Subsaharyjskiej do zidentyfikowania nadchodzącego wiodącego trendu na rynku produktów żywnościowych i napojów.

Aplikujący do programu mają za zadanie opracować własny unikalny produkt spożywczy lub napój, albo rozwinąć któryś z produktów z oferty PepsiCo, a następnie przedstawić go PepsiCo i wyjaśnić, w jaki sposób można wprowadzić go na rynek. Finaliści będą mogli wziąć udział w rekrutacji na miejsce w jednym z programów stażowych w PepsiCo, w ramach zespołów Insight lub Digital. Do programu można aplikować do 20 lutego br.

Na szerszą skalę

Program jest obecnie realizowany na dziewięciu wiodących rynkach, w tym w: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Holandii, Serbii, Rumunii, Grecji, Rosji i RPA. Oznacza to, że najlepsi absolwenci rozpoczną międzynarodową karierę, mając możliwość współpracy z kolegami z całego świata, rozwijając niektóre z największych i najlepszych globalnych marek z branży FMCG.

– PepsiCo GO 2018 Trendsetter Challenge to ekscytująca platforma dla absolwentów. Dzięki niej mogą przedstawiać własne pomysły na biznes oraz nadać rozpędu ich karierze – mówi Becky Taylor, Starsza Dyrektor ds. Digital na Europę i Afrykę Subsaharyjską w PepsiCo.

Jak to działa?

W ramach konkursu kandydaci poddawani są trzystopniowej selekcji, trwającej 12 tygodni. Spośród nich, wybrani zostaną najlepsi, którym PepsiCo zaproponuje pracę na pełen etat.

Etap pierwszy: przedstawienie pomysłu

Pierwszy etap online polega na zarejestrowaniu się na stronie www.pepsico-go.com i przesłaniu koncepcji produktu, który według kandydata wpisze się w nadchodzące, wiodące trendy na rynku produktów żywnościowych i napojów. Należy też przedstawić odpowiednią argumentację oraz pomysł na wprowadzenie produktu na rynek. Można stworzyć zupełnie nowy produkt lub dostosować istniejący z aktualnej oferty PepsiCo.

Etap drugi: Mentorzy pomagają wcielać pomysły w życie

Spośród aplikacji, eksperci branżowi PepsiCo wybiorą najbardziej obiecujące pomysły. Ich twórcy otrzymają dostęp do globalnego portalu internetowego, gdzie będą pracować wspólnie z doświadczonym mentorem PepsiCo nad dalszym biznesowym rozwojem swojej koncepcji.

Etap trzeci: Finał

Twórcy najlepszych koncepcji biznesowych z drugiego etapu zapewnią sobie miejsce w finale i będą mogli przedstawić swój pomysł panelowi ekspertów rynkowych w PepsiCo. Każdy z finalistów będzie miał możliwość wzięcia udziału w rekrutacji na miejsce w jednym z konkurencyjnych programów stażowych w PepsiCo, w zespołach Digital i Insight.

Standardowo na Facebooku aby ocenić jakość obsługi klienta liczy się procent i czas odpowiedzi na posty odwiedzających. Ten wskaźnik pokazuje, ile razy klient dostaje jakąkolwiek odpowiedź na swoje pytanie. Omija jednak ważny temat – domykanie konwersacji.

To, co obecnie mierzą systemy do analityki social media, to obsługa klienta na pierwszym poziomie („przyjęto zgłoszenie”). Model jest następujący: jeżeli internauta chce czegoś konkretnego od marki, pisze posta na jej fanpage i czeka na odpowiedź. Tyle tylko, że w CRM – jeżeli przyjmuje się zgłoszenie, to kieruje się klienta do odpowiedniego procesu. Na Facebooku znacznie częściej odpowiedź na posta oznacza – „może nie muszę już odpowiadać dalej”.

Na Facebooku zdecydowana większość wizyt pochodzi z postów promowanych przez markę, a nie związanych z problemem/zapytaniem. Treści reklamowe wywołują między innymi tematy związane z obsługą klienta – użytkownicy Facebooka w efekcie reklamy upominają się o swoje i piszą o swoich problemach. I tego standardowe wskaźniki jakości obsługi klienta na Facebooku na polskim rynku nie mierzą.

IRCenter przyjrzał się, jak w grudniu 2017 fanpage handlowe/e-commerce odpowiadały na komentarze odwiedzających pod swoimi postami. Uwzględnili Allegro, OLX, fanpage sieci sklepów FMCG i fanpage z modą/odzieżą i przyjrzeli się, jak wyglądały aktywności fanów na ich fanpage w okolicach ostatnich Mikołajek i Gwiazdki.

Takie dane pokazują zaangażowanie zakupowe w e-commerce widziane z perspektywy sklepu. Sklepy sprężały się z obsługą klienta na Facebooku przed świętami. Najszybciej odpowiadały na komentarze odwiedzających 21 grudnia, w 1. i 2. dzień świąt i 7 grudnia.

Spośród wszystkich fanpage handlowych/e-commerce najczęściej i najszybciej odpowiadają na pytania fanów Allegro i fanpage sieci sklepów FMCG. Fanpage z odzieżą – równie duże i angażujące, nie odpowiadają a aż taką częstotliwością.

Spośród sieci sklepów FMCG najlepiej radzą sobie Carrefour i Biedronka; często, ale z opóźnieniem odpowiadają Żabka i Kaufland.

Marki na Faceboku najszybciej odpowiadają na komentarze związane z obsługą klienta. Jakie słowa wyróżniają komentarze, na które marki odpowiadają jak najszybciej. Tym czybciej marki odpowiadają na komentarze, im częściej zawierają one emocjonalne słowa związane z obsługą klienta: pokarać, wyrzucić, rzetelnie, odnotować, transakcyjny, przyzwyczaić, zapomnieć, badziewny, odstąpić, dodzwonić, wygrać.

51% młodych konsumentów odwiedza galerie lub centra handlowe w dni powszednie od 13.00 do 17.00, a 32% od 9.00 do 12.00. Wieczorną porę, tj. od 18.00 do 22.00, wybiera tylko 17%. W weekendy też są preferowane popołudniowe wizyty. W soboty i w niedziele od 13.00 do 17.00 bywa tam 48% tej grupy, a od 9.00 do 12.00 – 39%. Natomiast zaledwie 13% pojawia się od 18.00 do 22.00. Celem takich odwiedzin są nie tylko zakupy, ale także spotkania towarzyskie. Badanie zostało zrealizowane kilka dni przed Mikołajkami i parę dni po nich w 260 największych tego typu obiektach w Polsce. Objęto nim grupę ponad 100 tys. osób, w wieku od 18. do 34. roku życia, z 13 województw.

Frekwencja w tygodniu

– Przedział wiekowy, w którym znajdują się badani, w sumie obejmuje dwie odmienne grupy. Jedną tworzą osoby mające 18-24 lata, a drugą – ludzie w wieku 25-34 lat. Za kulminację odwiedzin w okolicach godziny 15.00 w dni powszednie zapewne odpowiadają uczniowie i studenci, którzy przychodzą do galerii prosto po zakończeniu swoich zajęć. Mogą też pojawiać się tam przed lekcjami lub wykładami. Starsi konsumenci oraz ci z młodszej grupy, ale już aktywni zawodowo, np. studiujący zaocznie, mają inny plan dnia. W dni powszednie pracują przykładowo do 16-17.00 i dopiero potem mogą odwiedzać sklepy – komentuje Sebastian Starzyński, Prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei dr Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego, stwierdza, że wczesne godziny popołudniowe to również dobry czas na wizytę w galerii dla osób aktywnych zawodowo po 24. roku życia. Mogą na krótko „wyrwać się” z firmy, np. po to, żeby zjeść lunch z klientem, kupić swoje ulubione perfumy w promocji i nie zderzyć się tłumem innych konsumentów. Ponadto, w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi pracuje zdalnie, np. siedząc z laptopem w kawiarni. Takie osoby samodzielnie organizują swój czas. Często wolą spokojne zrobić zakupy w godzinach porannych, a potem od razu zjeść lunch w galerii handlowej.

– Wyniki analizy ewidentnie odzwierciedlają harmonogram dnia powszedniego młodego konsumenta, skorelowany z planem zajęć dydaktycznych. Moim zdaniem, prezentowany rozkład czasowy wizyt w centrach handlowych jest raczej stałym zjawiskiem i nie wydaje się być związany z przedświątecznym sezonem. Chcąc jednak autorytatywnie potwierdzić ten fakt, należy powtórzyć badanie w okresie regularnej aktywności galerii, nieobciążonej żadnym wydarzeniem komercyjnym – zaleca Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG i Komisji Europejskiej.

Weekendowa aktywność

Z badania wynika, że w weekendy młodzi konsumenci również najczęściej pojawiają się w galeriach handlowych w godzinach od 13.00 do 17.00. Tak postępuje 48% badanych, czyli tylko o 3% mniej, niż od poniedziałku do piątku. Z kolei przedpołudniowy ruch, od godziny 9.00 do 12.00, jest o 7% większy w soboty i w niedziele, niż w dni powszednie. I wynosi 39%. Wieczorem, tj. od 18.00 do 22.00, ruch okazuje się mniejszy o 4%, w zestawieniu ze zwykłymi dniami. Wówczas nie przekracza 13%.

– W weekendy millenialsi starają się jak najwcześniej odwiedzić centrum handlowe, aby skorzystać z promocji, które wówczas występują częściej, niż w powszednie dni. Wieczorów nie chcą spędzać na zakupach. Szczególnie w piątek bądź sobotę wolą wybrać się na imprezę. Generalnie wyniki potwierdzają trend przenoszenia aktywności młodych ludzi w galeriach na wczesne godziny zarówno w tygodniu, jak i w weekendy. To zjawisko pozytywnie przekłada się na równomierny rozkład ruchu w skali całego dnia, bo dla starszych osób późniejsza pora wciąż jest odpowiednia do robienia zakupów – stwierdza Krzysztof Łuczak.

Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, aktywni zawodowo millenialsi częściej pojawiają się w galeriach w weekendy w godzinach od 10.00 do 16.00, niż w dni powszednie. Mają wtedy więcej czasu dla siebie i nie ograniczają się do najpilniejszych zakupów, dokonywanych np. w supermarketach. Cechą wspólną osób w przedziałach wiekowych od 18. do 24. roku życia i od 25 do 34 lat jest rzadsze bywanie w centrach handlowych w weekend po godzinie 20.00. Szczególnie w piątkowe i sobotnie wieczory młodzi ludzie, zarówno uczący się, jak i pracujący, mogą chętniej spędzać czas w innych miejscach, choćby w klubach.

– Spadek zainteresowania galeriami w godzinach wieczornych w weekendy można wytłumaczyć w dosyć prosty sposób. Centra handlowe to doskonałe miejsce do spotkań z szeroką ofertą kawiarni i barów. Ale takie wizyty zazwyczaj nie trwają zbyt długo. Potem młodzi ludzie podejmują inne aktywności, np. w okolicznych dyskotekach i pubach. Zakupy to najprawdopodobniej drugorzędny powód wizyt młodych konsumentów w galeriach i raczej są dokonywane w godzinach porannych – uważa Andrzej Wojciechowicz.

Większość nie wraca

Raport pokazuje, że w trakcie 10-dniowej analizy młodzi konsumenci w większości odbyli tylko jedną wizytę w danym centrum handlowym. Dotyczyło to ponad połowy, czyli 58% badanych. Z kolei 23% było w galerii dwukrotnie, a już 19% aż trzykrotnie. Jak wyjaśnia dr Faliński, to nie jest typowe miejsce do robienia codziennych zakupów. Wizytę w centrum handlowym najczęściej poprzedza określony cel, np. szukanie sukienki w promocji. Dlatego w analizowanym okresie konsumenci byli tam maksymalnie 3 razy, nie więcej.

– W mojej ocenie, łącznie 42% osób odwiedzających galerię więcej niż raz w badanym okresie, to bardzo wysoki wynik. I zapewne jest on podwyższony ze względu na czas przedświątecznych zakupów. Trudno jest przecież skompletować prezenty dla wszystkich bliskich osób podczas jednej wizyty. Dlatego młodzi konsumenci wracają do centrum handlowego w poszukiwaniu atrakcyjnych cenowo ofert. Chcą znaleźć upominek dla każdego członka rodziny, a często też dla najważniejszych przyjaciół – tłumaczy ekspert z Proxi.cloud.

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, częstotliwość wizyt w galerii, co do zasady, ma związek z ich charakterem. Ludzie w wieku od 18 do 24 lat odwiedzają centra handlowe nie tylko po to, żeby zrobić zakupy. Chodzą tam też na spotkania ze znajomymi, które równie dobrze mogą odbywać się w innych miejscach, np. w pubie. Dlatego dominuje jedna wizyta w badanym okresie. Innym powodem pobytu w galerii są oczywiście zakupy. Ich celem mogą być produkty codziennego użytku albo artykuły kupowane rzadziej i nieregularnie, np. ubrania czy sprzęt AGD i RTV. Zlokalizowane w centrach handlowych hipermarkety i supermarkety generują bardziej stały ruch, niż butiki. Dlatego pojedyncza obecność młodych ludzi w galerii w ciągu analizowanych 10 dni świadczy o tym, że duża część osób odwiedza sklepy, np. spożywcze, raz na 1-2 tygodnie.

– Jeśli chodzi o osoby, które w okresie 10 dni pojawiają się w danym centrum handlowym aż 3 razy, to ich obecność może mieć związek np. z ulokowaną w tym miejscu siłownią lub gabinetem odnowy biologicznej itp. Tacy klienci przyjeżdżają tam regularnie, żeby poćwiczyć lub zregenerować siły, a zakupy robią niejako przy okazji. Z reguły są to osoby mocno zabiegane, w dużej mierze korzystające z ofert sklepów internetowych – dodaje Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w dniach od 1 do 10 grudnia br. i objęło użytkowników kilku największych w Polsce aplikacji mobilnych, agregujących promocje. Analizie podano wyłącznie osoby, które w badanym okresie pojawiły się w danym obiekcie przynajmniej jeden raz. Dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, będących wirtualnymi punktami na mapie. Po ich zainstalowaniu został dokonany rejestr wchodzących osób w dany teren i posiadających jedną z ww. aplikacji.

 

 

Do zespołu Prawa Handlu i Dystrybucji firmy prawniczej Kochański, Zięba i Partnerzy dołączył adwokat Bartosz Kosek. Wzmocni on szeregi krakowskiego oddziału kancelarii.

Bartosz Kosek specjalizuje się w prawie cywilnym oraz w szeroko rozumianym prawie hazardowym. Posiada szerokie doświadczenie w prowadzeniu wielomilionowych sporów sądowych. Reprezentował przedsiębiorstwo przesyłowe w wielomilionowych i wieloaspektowych sporach w zakresie roszczeń związanych z lokalizacją urządzeń przesyłowych.

Ma wieloletnie doświadczenie w reprezentacji i obsłudze podmiotów z branży gier i zakładów wzajemnych. Występował w kilkudziesięciu postępowaniach administracyjnych oraz sądowo-administracyjnych związanych z Ustawą o grach hazardowych (m.in. w postępowaniach koncesyjnych oraz w postępowaniach związanych z tzw. „uznaniem gry za grę losową”). Reprezentował klientów przed Komisją Europejską w procedurze zgłaszania zastrzeżeń w toku postępowania notyfikacyjnego nowelizacji Ustawy o grach hazardowych. Występował w sprawach cywilnych (odszkodowawczych) związanych z obowiązywaniem i stosowaniem Ustawy o grach hazardowych. Przygotowywał szereg opinii prawnych dotyczących prawa gier i zakładów m.in. dotyczących loterii promocyjnych, online – gamblingu, reklamy hazardu, skutków prawnych planowanych nowelizacji przepisów, warunków i zasad badania automatów do gier przez tzw. jednostki badające).

Mecenas Kosek był także stałym doradcą prawnym dużych podmiotów gospodarczych (w tym podmiotów z udziałem Skarbu Państwa). Do zakresu jego obowiązków należało m.in. reprezentowanie klientów w wielomilionowych negocjacjach handlowych oraz gospodarczych sporach sądowych jaki i  koordynowanie zespołów przeprowadzających badania due diligence (m.in. koordynator zespołów due diligence prywatyzowanej Spółki Skarbu Państwa – wartość kontraktu 320 mln zł oraz polskiego klubu żużlowego należącego do Ekstraligi).

W ostatnich miesiącach a właściwie latach mamy do czynienia z ogromnymi zmianami, które dotykają sektora handlu i dystrybucji w zakresie prawa gier i zakładów wzajemnych. Nowelizacje Ustawy o grach hazardowych które weszły w życie w Polsce w kwietniu oraz lipcu tego roku w połączeniu z dotychczasowymi przepisami tej ustawy należą do najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie. Pewną nadzieją i szansą dla branży gier i zakładów może być rozwój zakładów wzajemnych w zakresie tzw. zdarzeń wirtualnych, co umożliwione zostało kwietniową nowelizacją ustawy hazardowej.  Rola profesjonalnej i wyspecjalizowanej obsługi prawnej w tak trudnych i dynamicznych gałęziach prawa jak prawo gier i zakładów jest nie do przecenienia. Mając świadomość czekających nas wyzwań w tym obszarze chcemy się do nich jak najlepiej przygotować. Chcemy, aby nasz zespół i Kancelaria Kochański, Zięba i Partnerzy była liderem na rynku usług prawnych dla sektora handlu i dystrybucji również w zakresie prawa gier i zakładów wzajemnych – powiedział Krzysztof Zięba, Szef Praktyk FMCG Handlu Detalicznego i Motoryzacji oraz Prawa Handlu i Dystrybucji.

Bartosz Kosek jest absolwentem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przed dołączeniem do KZP przez 6 lat współpracował z Kancelarią Forystek & Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni. Jest członkiem Izby Adwokackiej w Krakowie, gdzie Pełni funkcję Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego. Jest także członkiem Rad Nadzorczych dużych podmiotów gospodarczych. Biegle włada językiem angielskim.

Zwrócenie uwagi atrakcyjnym CV to duże wyzwanie dla kandydata podczas pierwszego etapu rekrutacji. Brak dyplomu ukończenia szkoły wyższej czy zbyt małe doświadczenie może być przeszkodą w zdobyciu pracy. Czy aby na pewno? Potencjał rekrutowanych nie jest jednolity – czasami główną rolę odgrywa język, innym razem kariera zawodowa, a niekiedy wykształcenie kierunkowe. Jakie kompetencje są wymagane, by znaleźć pierwszą pracę w danej branży.

Język na wagę złota w SSC/BPO

Centra usług wspólnych (SSC) czy sektor usług dla biznesu (BPO) to miejsca, w których często zatrudniane są młode osoby, również te bez doświadczenia. Według raportu Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych średnia wieku pracowników to 31 lat. W sektorze SSC/BPO umiejętność płynnej komunikacji po angielsku to standard, a każdy kolejny język obcy jest wartością dodaną. Do najbardziej pożądanych należą: niemiecki, francuski, nordycki, niderlandzki, portugalski i włoski. Ze względu na ekspansję polskich organizacji na kraje południowe coraz popularniejszy staje się także język węgierski, czeski, słowacki czy bułgarski.

– W sektorze SSC/BPO priorytetem jest znajomość drugiego języka, głównie europejskiego. Niemiecki plasuje się na pierwszym miejscu, obejmuje 70% rynku. Dopiero na późniejszym etapie rekrutacji brane jest pod uwagę to, czy kandydat posiada doświadczenie. Firmy wychodzą z założenia, że łatwiej jest nauczyć nowo zatrudnioną osobę konkretnych, prostych technik i przystosować ją do pewnych zadań, niż nauczyć tak szybko języka – komentuje Krzysztof Stanczykiewicz, Business Unit Manager SSC/BPO w firmie HRK.

– W procesach rekrutacyjnych dużą szansę na sukces mają studenci filologii. Zatrudniani są głównie na stanowiska typu customer service czy help desk. Z czasem mogą wyspecjalizować się w dziedzinie finansów i rozwijać się w kierunku business excellence. W tym przypadku jednak firmy oczekują od kandydatów konkretnych umiejętności i certyfikatów, takich jak ACCA, CFA, CIMA czy CIApodkreśla Krzysztof Stanczykiewicz.

Warto dodać, że sama deklaracja znajomości danego języka może nie wystarczyć.

Podczas procesu rekrutacji kandydaci są często sprawdzani przez native speakerów oraz za pomocą testów. Weryfikuje się spostrzegawczość, umiejętności analityczne i poziom koncentracji na zadaniu – mówi Krzysztof Stanczykiewicz.

Osoby, które zaczynają swoją karierę w centrach usług wspólnych, chcą wiedzieć, jak będzie wyglądać ich ścieżka kariery w ciągu najbliższego roku. Jest to dla nich gorący czas. Menedżerowie stoją przed wyzwaniem zatrzymania młodego talentu w firmie. Warto, by dostrzegli potencjał, regularnie inwestowali w szkolenia dla zespołu i rozwijali kompetencje pracowników – na przykład językowe. Część firm decyduje się także na finansowanie pracownikom kursów przygotowujących do wyspecjalizowanych certyfikatów. Powszechne jest wtedy podpisanie umowy lojalnościowej. Jeżeli zatrudniony wypowie umowę wcześniej niż ustalony czas, jest zobowiązany do zwrócenia części kosztów za szkolenie.

Ścisłe umysły ratunkiem dla deficytu w IT

Wraz z intensywnym rozwojem nowych technologii zapotrzebowanie na pracowników w branży IT jest coraz większe. Według danych Komisji Europejskiej do 2020 roku w Europie może brakować nawet 800 tysięcy specjalistów. W odpowiedzi na ten deficyt firmy organizują szkolenia wewnętrzne i od podstaw przygotowują przyszłych pracowników do pracy w IT.

Firmy pragmatycznie podchodzą do deficytu programistów. Coraz częściej dojrzałe organizacje, mające zaplecze i kadrę merytoryczną, są otwarte na współpracę także z absolwentami studiów z obszaru szeroko pojętych nauk ścisłych, nie tylko kierunkowej informatyki, przejmując ciężar edukacji na swoje barki. Kandydaci, którzy są zmotywowani i chcą zawodowo związać się z  programowaniem, są wdrażani przez pracodawcę etapami – mają zdefiniowaną ścieżkę rozwoju. Na początku nowa osoba zaczyna jako tester, uczy się podstaw kodu, współpracuje z programistami, wykrywa błędy i raportuje je – zazwyczaj trwa to 2 lata. Następnie może awansować na stanowisko młodszego programisty. Po kolejnych dwóch latach standardowo przewidziany jest kolejny szczebel, czyli poziom seniora. Oferując przewidziany na ok. 6 lat rozwój ścieżki kariery, firmy kształcą od podstaw lojalną i zmotywowana kadrę, co stanowi inwestycję rozłożoną w czasie, niemniej będącą coraz częściej sprawdzoną alternatywą dla poszukiwania pracowników za granicąwyjaśnia Monika Antczak, Business Unit Manager ICT w firmie HRK.

Wśród rekrutowanych na stanowiska IT największą szansę mają osoby z doświadczeniem lub rozbudowanym portfolio. Nie wszystkie firmy oczekują od kandydatów ukończenia studiów w dziedzinie informatyki. Wymóg wyższego wykształcenia jest obowiązkowy w przypadku, gdy pracodawca bierze udział w postępowaniach przetargowych, wówczas dyplomy i certyfikaty  pracowników są częścią dokumentacji i ich brak może być uchybieniem formalnym dyskwalifikującym dany podmiot. Jednak w przeważającej liczbie rekrutacji firmy samodzielnie weryfikują wiedzę merytoryczną – zazwyczaj odbywa się rozmowa techniczna, testy kompetencji lub case study. Historia edukacji i prawdziwość tytułów naukowych, o ile w ogóle, sprawdzane są zwykle przez pracodawców o kapitale anglosaskim. Wykwalifikowane firmy, na ogół z USA lub UK, przeprowadzają tzw. „background check”,  jednak zazwyczaj już po przyjęciu oferty przez kandydata. – komentuje Monika Antczak.

W branży IT, podobnie jak w innych obszarach, istnieje korelacja między doświadczeniem a wyższymi zarobkami. Samo wykształcenie bez doświadczenia z kolei nie przekłada się na poziom wynagrodzenia. Niemniej niezmiennie większym zaufaniem i zainteresowaniem pracodawcy darzą absolwentów renomowanych uczelni niż coraz liczniejszych kursów czy szkoleń, szczególnie gdy szukają programisty z potencjałem, a nie kodera.

Energia młodych w finansach i FMCG

Osoby bez wykształcenia można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to osoby powyżej 30. roku życia, które przegapiły pewien moment w życiu i nie podjęły studiów. Warto uzupełnić tę lukę, jeśli ktoś aspiruje do pracy w większej firmie – tam wykształcenie jest pewnym minimum, które należy spełnić. Druga to osoby młode, w trakcie studiów. Mają one szansę na szybkie zdobycie doświadczenia dzięki zatrudnieniu na stanowiska asystenckie czy uczestnictwie w programach stażowych.

Duże programy stażowe organizują na przykład firmy z branży FMCG, Fashion czy Media. Uczestnikom takich programów zwykle przydzieleni są mentorzy, którzy pomagają im w realizacji poszczególnych projektów czy zadań na konkretnych stanowiskach, w ramach których zostali zatrudnieni. Po zakończeniu stażu pracodawcy często decydują się na podpisanie stałej umowy z jego uczestnikiem. Jeżeli jednak stażysta nie otrzyma propozycji współpracy w danej organizacji, może przejść do konkurencyjnej firmy – pracodawcy doceniają umiejętności zdobyte podczas programów stażowych i są one podstawą do rozwijania kompetencji już na stanowisku juniora mówi Jacek Olejarz, Executive Manager FMCG, Retail i Media w firmie HRK.

Początek ścieżki kariery daje możliwość wyboru najbardziej interesującej branży. Wraz z biegiem czasu zmiana charakteru produktu czy usług jest coraz trudniejsza. Warto już podczas studiów podjąć się pracy związanej z kierunkiem kształcenia. Można wtedy wyrobić sobie pogląd na konkretny zawód, zdobyć większe doświadczenie praktyczne i skonfrontować wymagane obowiązki ze swoimi oczekiwaniami.

– W Polsce trudno jest zmienić branżę po kilkunastu latach doświadczenia w konkretnym obszarze. Zazwyczaj firmy poszukują osób, które miały już doświadczenie z konkretnym typem usług czy produktów. Trochę inaczej jest za granicą, gdzie na przykład specjaliści od marketingu łatwo zmieniają branżę, wnoszą coś nowego, uzupełniają swoje kompetencje i brak wiedzy o danym obszarze rynkowymkomentuje Jacek Olejarz.

W przypadku osób specjalizujących się w finansach zatrudnienie bez posiadanego wykształcenia wyższego jest mało prawdopodobne. Jednak studia kierunkowe nie są wymagane. Często zdarza się, że w bankowości pracują absolwenci np. filologii czy geografii. Aby wyróżnić się na tle konkurencyjnych kandydatów, warto już w trakcie edukacji rozwijać swoją ścieżkę zawodową.

Wykształcenie wyższe jest premiowane podczas rekrutacji, jednak nie musi być kierunkowe. Szanse na karierę w finansach są dość duże, wystarczy determinacja. Co prawda nie można zapomnieć o wyspecjalizowanych obszarach, do których trudno będzie się dostać, kiedy student już zakończy swoją karierę akademicką – jest to bankowość inwestycyjna, aktuariat ubezpieczeniowy czy zarządzanie ryzykiem. W przypadku tych stanowisk pracodawcy oczekują licencji i certyfikatów ukończonych kursów, a poprzeczka jest wysoko postawiona.  

 

 

Prowadzenie dużej organizacji, bez korzystania z usług firm zewnętrznych, to dziś duże wyzwanie. Outsourcing stał się dziś wszechobecny i oferuje firmom znacznie więcej, niż tylko proste narzędzia do optymalizacji kosztów. Przedsiębiorstwa współpracują z firmami outsourcingowymi, aby zwiększyć swoją konkurencyjność.

Model outsourcingu dość mocno się upowszechnił, zwłaszcza wśród dużych organizacji i to w wielu obszarach ich działalności. Jak podaje ICAN Research, trzy na cztery badane przedsiębiorstwa zlecają na zewnątrz utrzymanie i obsługę biura, a prawie połowa – IT i marketing. Co trzecia firma korzysta z outsourcingu w finansach, co czwarta – w HR, a co piąta – w call center lub przy obsłudze floty.

– Oczywiście outsourcing przynosi największe efekty w większych organizacjach, w których można osiągnąć znaczącą redukcję kosztów oraz zoptymalizować procesy biznesowe i kadrowe związane z bezpośrednimi kosztami operacyjnymi prowadzenia działalności gospodarczej – powiedział Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu.

Jak firmy outsourcingowe mogą budować wartość dodaną?

Aby zadbać o to, żeby firma była jak najbardziej konkurencyjna na rynku, musi się wciąż dostosowywać do potrzeb swoich klientów. Natomiast aby nadążyć za oczekiwaniami odbiorców, czasem lepszym rozwiązaniem dla firmy jest przekazanie wyodrębnionej części działalności innemu podmiotowi. Dlatego outsourcing jest na stałe wpisany w strategię rozwoju organizacji. To narzędzie, które pozwala pozyskać zasoby, których firma nie ma lub wymagają one szybkiego rozwoju i uruchomienia.

– Dla przykładu, jeśli firma potrzebuje zbudować lub też poszerzyć struktury sprzedaży, może liczyć na to, że zewnętrzny dostawca nie tylko stworzy system prowizyjny, mechanizmy kontroli i system raportowania, ale też będzie zarządzał sprzedażą, biorąc odpowiedzialność za wynik sprzedażowy. W razie potrzeby firma outsourcingowa może też uruchomić call center i contact center, a następnie zorganizować kampanię telemarketingową. Dodatkowo pomoże wdrożyć obsługę klientów przez telefon, zrekrutuje i przeszkoli pracowników oraz będzie zarządzała flotą samochodowątłumaczy Paweł Wrzos z Sales Group.

Tak kompleksowe samodzielne wdrożenie przez firmę sił sprzedaży byłoby skomplikowane i kosztowne. Dlatego zewnętrzne usługi wsparcia sprzedaży stają się uzupełnieniem procesów biznesowych przedsiębiorstw z wielu branż, w szczególności z branży bankowej i FMCGdodaje.

Jak wyodrębnić obszary działalności do outsourcingu?

Przede wszystkim potrzebna jest merytoryczna analiza, która odpowie na pytanie, czy potrzebujemy zlecać wykonanie danych zadań na zewnątrz. Ich obszar może być bardzo różny: sprzedaż, kadry i procesy, call center, szkolenia, procesy rekrutacyjne, administracja, IT. Często współpraca odbywa się w kilku obszarach jednocześnie. Jeśli już posiadamy taką wiedzę, warto sprawdzić rynkową wiarygodność dostawcy, określić model finansowy i prawny nowej usługi oraz zaplanować jej wdrożenie.

Przedsiębiorstwo we własnym zakresie realizuje procesy, które kreują największą wartość, a pozostałe powierza wyspecjalizowanym firmom. Trzeba jednak pamiętać, że efektywna i przynosząca satysfakcjonujące rezultaty współpraca między dostawcą i odbiorcą usług outsourcingowych wymaga równocześnie zaufania i ustalenia parametrów, charakteryzujących jej skuteczność.

 

 

 

źródło: materiały prasowe firmy

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Gospodarka rozpędzona na piątkę

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W p...

Obrót energią możliwy tylko przez giełdę – rząd ustabilizuje ceny?

Ministerstwo Energii chce, żeby już we wrześniu zostały uchwalone zmiany, które podniosą obligo gieł...

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura ek...

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzki

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force - pierwszego proj...

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...