sobota, Październik 21, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "Wieści z firm"

Wieści z firm

Wraz z początkiem nowego roku firmy czekają zmiany. Powodem jest prawo unijne, które nakłada obowiązek na część pracodawców raportowania danych niefinansowych. Dotyczy to dużych firm działających na terenie Unii Europejskiej, także z sektora HR. Wśród nich Work Service jest jedyną agencją zatrudnienia w Polsce, która dotychczas stawiała na społeczną odpowiedzialność biznesu. Od dziś jest dostępny nowy raport CSR, w którym Grupa wskazuje na swój wpływ na otoczenie i podejmowane działania, m.in. z zakresu aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych i niepełnosprawnych.

Od początku 2017 roku duże firmy będące jednostkami zainteresowania publicznego (JZP), w tym emitenci giełdowi, obejmuje nowy, wymagany przez Unię Europejską, obowiązek informacyjny. Wdrożona przez Parlament Europejski Dyrektywa 2014/95/UE mówiąca o ujawnianiu informacji niefinansowych spowodowała zmiany w ustawie o rachunkowości. Implementacja przepisów unijnych oznacza, że polscy przedsiębiorcy powinni być w trakcie przygotowań do raportowania danych niefinansowych za 2017 rok i ujawnienia ich w pierwszym kwartale 2018 roku.

Nowy obowiązek dotyczy nie tylko największych spółek notowanych na giełdzie. Obejmuje on firmy z kategorii tzw. jednostek zainteresowania publicznego (JZP), które spełniają określone w ustawie o rachunkowości kryteria finansowe oraz wielkości zatrudnienia. Zaliczane są do nich m.in. banki, zakłady ubezpieczeń, krajowe instytucje płatnicze, instytucje pieniądza elektronicznego, fundusze inwestycyjne i emerytalne. Ujawniać informacje niefinansowe będą musiały te podmioty, które mają w raportowanym i poprzednim roku obrotowym średnioroczne zatrudnienie przekraczające 500 osób w przeliczeniu na pełne etaty oraz osiągają wyniki 85 mln zł w przypadku sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego lub 170 mln zł  w przypadku przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów za rok obrotowy – mówi Ewa Zamościńska, menedżer projektów i konsultant CSR z firmy edukacyjno-doradczej CSRinfo.

Przedsiębiorstwa objęte nowym obowiązkiem powinny raportować informacje o modelu biznesowym, związanych ze swoją działalnością ryzykach z obszarów wskazanych w ustawie, o stosowanych politykach dotyczących tych obszarów oraz wynikach ich wdrażania. Ustawa wymaga także zaraportowania kluczowych niefinansowych wskaźników efektywności związanych z działalnością jednostki. Polityki, efekty ich wdrażania i ryzyka dotyczą zagadnień pracowniczych, społecznych, środowiska naturalnego, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji.

Jeżeli raportująca firma nie wdraża polityk odnoszących do wyżej wymienionych zagadnień, powinna zastosować zasadę „zaraportuj lub wyjaśnij dlaczego tego nie raportujesz”. Wówczas należy przedstawić wyjaśnienie dlaczego pewnych wypracowanych praktyk w firmie nie ma. – Szacuje się, że w Polsce zagadnienia niefinansowe będzie musiało raportować prawie 300 dużych firm. W całej Unii Europejskiej jest ich kilka tysięcy. Jeżeli tak liczne grono znaczących graczy rynkowych – dużych klientów i pracodawców – jest pytane np. o zarządzanie ryzykiem łamania praw człowieka w miejscu pracy i szerzej, w całej strefie wpływu swojej działalności, to może to wpłynąć na tempo włączania tych kwestii w polityki doboru dostawców. Dostawcy B2B mogą się zatem spodziewać większego zainteresowania ich podejściem do kwestii pracowniczych, społecznych czy środowiskowych, nawet  jeżeli oni sami nie są objęci obowiązkiem raportowania – dodaje Ewa Zamościńska.

CSR na rynku agencji zatrudnienia

Z ubiegłorocznego raportu „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria i praktyka” wynika, że na rynku agencji zatrudnienia, obejmującym obecnie ponad 7 tysięcy firm, tylko jedna przygotowuje raport społeczny. Wobec nowych wyzwań formalnych dla wielu podmiotów może to stanowić duże wyzwanie.

Jesteśmy przygotowani na nowe regulacje. Już w 2015 roku podjęliśmy decyzję, że będziemy raportować naszą działalność niefinansową i będziemy się dzielić naszymi doświadczeniami z interesariuszami. Dziś oddajemy nowy dwuletni raport, który przygotowany jest w standardzie GRI G4 – podkreśla Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service S.A.

Aktywizacja zawodowa dla tysięcy Polaków

W swojej polityce odpowiedzialnego biznesu Grupa Work Service stawia przede wszystkim na wykorzystanie synergii pomiędzy oczekiwaniami otoczenia, a działalnością i kompetencjami. W efekcie realizowanych jest szereg aktywności nastawionych na aktywizację zawodową, edukację rynku i pracowników, a także na działalność charytatywną i społeczną.

Nasza bieżąca działalność ma wyraźny wpływ na życie wielu ludzi. W prowadzonych przez nas projektach aktywizacyjnych wzięło udział 6,5 tys. osób długotrwale bezrobotnych. W wyniku podjętych działań z tej grupy 4 tys. osób podjęło lub wkrótce podejmie pracę. Jednocześnie działamy na rzecz zwiększania zatrudnienia wśród kandydatów z niepełnosprawnością. Z jednej strony pomagamy osobom niepełnosprawnym w znalezieniu satysfakcjonującego zatrudnienia, z drugiej strony edukujemy naszych klientów w zakresie: korzyści płynących z ich zatrudnienia oraz odpowiedniego przystosowania miejsca pracy. Dzięki tym aktywnościom pomagamy znaleźć zatrudnienie dla ponad 500 osób rocznie – podsumowuje Iwona Szmitkowska.

 

Źródło:  Work Service

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych oraz niektórych innych ustaw, ma zacząć obowiązywać od dnia 1 stycznia 2018 roku.

Najważniejsze zmiany jakie wprowadzi ustawa dla przedsiębiorców to nowe zasady dotyczące wymaganej struktury zatrudnienia sprzedającego uprawnionego do wystawiania ulg we wpłatach na PFRON. Projekt przewiduje zwiększenie z 30% do 50% wymaganego wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych w strukturze zatrudnienia sprzedającego uprawnionego do wystawiania ulg we wpłatach na PFRON.

Ustawa przewiduje okres przejściowy w okresie od 2018 roku do 2019 roku, gdzie wzrost wymaganego wskaźnika będzie odbywał się stopniowo:

  • w 2018 roku – będzie obowiązywał 30% wskaźnik;
  • w 2019 roku – będzie obowiązywał 40% wskaźnik;
  • w 2020 roku – będzie obowiązywał 50% wskaźnik.

Zmiana powyższa spowoduje, że pracodawcy stracą możliwości do wystawiania ulgi, jeśli nie zatrudnią odpowiedniego procentu osób niepełnosprawnych. Obecnie już osiągnięcie wymaganego wskaźnika zatrudnienia jest dużym utrudnieniem dla firm, ze względu na brak osób chętnych do pracy.

Po wejściu w życie nowelizacji, sprzedający będzie musiał poinformować nabywcę o zasadach nabywania i korzystania z obniżenia wpłat na PFRON, co będzie się wiązało z obowiązkiem złożenia  oświadczenia w ciągu 7 dni przez nabywcę o zamiarze korzystania z ulg.

Sankcją dla sprzedającego, który nie wykona powyższego obowiązku, będzie dokonanie wpłaty na PFRON w wysokości 30% kwoty należności ogółem określonej na fakturze zakupu uprawniającego nabywcę do ulgi.

Dotychczas firmy musiały wystawiać informacje o uldze każdemu kontrahentowi (na druku INF-U), co powodowało wystawianie dużej ilości dokumentów nawet firmom, które nie chciały korzystać z ulgi. Jednakże nowe regulacje nie uproszczą procedury. Wątpliwe jest również, czy wystarczy jednorazowo przekazać informację kontrahentowi o zasadach nabywania i korzystania z ulgi, czy należy informować klienta za każdym razem przy wystawianiu faktury. W sytuacji gdy ustawodawca wprowadzi wysokie sankcję za brak informacji (bowiem mogą się zdarzyć sytuacje, że będzie to 1/3 przychodu firmy), należy bardzo precyzyjnie określić obowiązki pracodawcy. Negatywnie należy ocenić powyższe rozwiązanie, ponieważ sankcje w dużej ilości przypadków mogą być niewspółmierne.

 

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast miesięczne wynagrodzenie (brutto) było wyższe o 6% r/r i wyniosło 4473,06 zł. – podał GUS. 

Pomimo najniższego w historii bezrobocia i rynku pracownika firmy nadal sceptycznie podchodzą do mocnego podnoszenia wynagrodzeń. Bieżące działania osób rekrutujących koncentrują się na efektywności procesu pozyskania pracownika. Szczególnie duże firmy, które nadal cieszą się dużym zainteresowaniem osób poszukujących pracy, nie mają powodu do narzekań na brak kandydatów. To czym konkurują to warunki pracy, możliwości rozwoju zawodowego, wartości i kultura organizacji pracy oraz świadczenia pozapłacowe. A to są czynniki, które poza wynagrodzeniem mają największe znaczenie dla pracowników.

Najbardziej na brak pracowników narzeka handel i sektor usług, gdzie brakuje pracowników niskowykwalifikowanych. Niedobory kadrowe zaspakajane są przez pracowników z Ukrainy oraz tych, którzy jeszcze w okresie letnim pracowali sezonowo.  Jednocześnie duże dysproporcje pomiędzy regionami a dużymi miastami są impulsem do większej mobilności, szczególnie wśród młodych pracowników. Pozytywnie działa także rozpoczynający się rok akademicki, gdyż studenci już przed rozpoczęciem roku akademickiego szukają pracy tymczasowej, w niepełnym wymiarze, która pozwoli im zwiększyć miesięczny budżet.

Pracodawcy coraz częściej sięgają także po pracowników 50+, którzy są dla nich atrakcyjną alternatywą wobec młodych. To za co są doceniani to odpowiedzialność, pracowitość i skrupulatność. Wymaga to także innego podejścia do organizacji pracy, gdzie dialog międzypokoleniowy w firmie jest kluczowy dla dobrej organizacji pracy i wykorzystania potencjału starszych pracowników. Szczególnie ważni dla pracodawców są wysoko wykwalifikowani pracownicy 50+. To ich wiedza i praktyczne doświadczenie są doceniane w takich branżach jak budownictwo i usługi.

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Ponad połowa Polaków (51,3 proc.) deklaruje wysoki lub bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnych firm. To ponad dwa razy więcej niż wobec księdza (25,2 proc.), czy bankiera (23,6 proc.) – wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton.

Raport „Polacy o firmach rodzinnych IV. Firmy zbudowane na zaufaniu” przygotowała Fundacja Firmy Rodzinne, której partnerem jest Grant Thornton. W zestawieniu zawodów zaprezentowanych w badaniu respondentom przedsiębiorca zebrał najwięcej odpowiedzi pozytywnych. Łącznie wysoki i bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnego przedsiębiorcy zadeklarowało 51,3 proc. ankietowanych Polaków.

„Wyjątkowo zaskakujące jest to, że więcej Polaków ufa przedsiębiorcom niż urzędnikom państwowym, bankierom, czy nawet księżom i dziennikarzom. Widzimy więc, że prawdziwie uczciwa postawa przedsiębiorców, a także ich działalność społeczna w regionach przekłada się na otwartą postawę społeczeństwa wobec nich” – komentuje cytowana w raporcie prezes Fundacji Firmy Rodzinne Katarzyna Gierczak Grupińska.

„To, z kolei wiąże się z rekomendacjami, jakich udzielamy zarówno produktom i usługom, jak i samym firmom, w tym również sklepom prowadzonym przez rodziny. Polacy zwracają już uwagę nie tylko na to, co kupują, ale także od kogo kupują. Rodzinny charakter producenta lub sklepu jest ważnym argumentem przy rekomendacjach dla ponad połowy Polaków” – dodała.

Zgodnie z raportem, „rodzinność” firmy jest ważnym argumentem branym pod uwagę przy rekomendacjach zakupowych. Ponad 97 proc. Polaków poleca swoim znajomym produkty i usługi, z których są zadowoleni. W tym połowa twierdzi, że robi to zawsze. Dodatkowe znaczenie przy poleceniach ma „rodzinny” charakter producenta – to zdanie przeważającej części rekomendujących. Zauważono, że choć to kobiety częściej wydają rekomendacje, to dla mężczyzn rodzinny charakter producenta ma większe znaczenie.

„Fakt, że sklep jest prowadzony przez rodzinę jest istotną zachętą do częstszych zakupów w takim miejscu. Z takim stwierdzeniem zgadza się bezwarunkowo 47,9 proc. Polaków, a negatywnie odnosi się do niego zaledwie 13 proc. Jest to dodatkowa zachęta bardziej dla młodych osób niż starszych” – napisano w raporcie.

Według raportu, jesteśmy skłonni kupić droższy z dwóch produktów, jeśli będzie on pochodził z firmy rodzinnej. To opinia prawie 38 proc. Polaków. Niemal połowa z tej grupy (49,7 proc.) deklaruje możliwość dopłaty w kwocie 5-10 proc. Jednocześnie powiększa się grono osób zdecydowanych na dopłatę ponad 10 proc. do ceny porównywalnego produktu w przypadku zakupu produktu z firmy rodzinnej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Z jednej strony, pojęcie HR Business Partneringu stało się po prostu modne. Z drugiej, pojawiają się głosy, że model ten w wielu polskich firmach się nie sprawdził. Czy można jednak ocenić skuteczność systemu, który w wielu przedsiębiorstwach wprowadzony został jedynie „na papierze”?

Być HR biznes partnerem – to brzmi dumnie. I faktycznie, może być powodem do zawodowej satysfakcji, jeśli menedżer odpowiedzialny za zarządzanie zasobami ludzkimi stał się autentycznym partnerem dla zarządu, a nie jedynie zmienił nazwę stanowiska na swojej wizytówce… Ale po kolei.

Co naprawdę oznacza HR biznes partner?

Model HR Business Partneringu narodził się w USA a największą karierę zrobił w firmach międzynarodowych. Najbardziej znanym entuzjastą i promotorem tego pojęcia był David Ulrich – profesor i autor książek z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. U podstaw jego idei leży założenie, że działy HR powinny dążyć do jak najściślejszej współpracy z zarządem oraz menedżerami odpowiedzialnymi za pracę poszczególnych jednostek biznesowych, a także zapewnić efektywną obsługę wszystkich procesów związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi.

Najważniejsze wnioski z teorii Ulricha są takie, że współpraca HR biznes partnera z kadrą zarządzającą musi mieć na celu realizację wskaźników biznesowych decydujących o pozycji firmy na rynku. Administrowanie procesami HR powinno natomiast zapewnić optymalizację kosztów związanych z zarządzaniem kadrami. W ujęciu Dave’a Ulricha, HR biznes partner powinien być partnerem strategicznym i agentem zmian, rzecznikiem pracowników, ekspertem oraz animatorem rozwoju kapitału ludzkiego.

– Model ten przywędrował do Polski wraz z zagranicznymi korporacjami lokującymi swoje oddziały w Polsce, a także wraz z menedżerami z międzynarodowym doświadczeniem – mówi Anna Grzywaczyk, dyrektor w firmie doradczej WNCL. – Wysoka efektywność tego rozwiązania spowodowała, że wdrożeniem usług HR biznes partnera coraz częściej zaczęły się interesować także firmy o polskich korzeniach, choć niestety często wprowadzenie tego modelu odbywało się z pominięciem zmian w dotychczasowej strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa. W efekcie, zamiast rewolucji w systemie zarządzania, wprowadzano zmiany kosmetyczne, mające wpływ co najwyżej na wizerunek firmy – podkreśla.

Efekty wypaczenia idei

W praktyce, rozwój HR Business Partneringu w Polsce oddalił się od założeń, na których bazował. Na przykład uczelnie kształcące specjalistów w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi nie poszły za trendem łączenia HR-u z biznesem, w efekcie czego studia zazwyczaj nie przygotowują przyszłych specjalistów do wiązania efektywności HR z wynikami biznesowymi.

Upowszechniło się natomiast samo pojęcie HR biznes partnera. Wiele przedsiębiorstw, redukując etaty, podjęło współpracę z byłym pracownikiem lub nowym menedżerem jako z zewnętrznym specjalistą, pracującym na własny rachunek. A etykietka HR biznes partnera zaczęła oznaczać po prostu „haerowca” z outsourcingu. W ostatnich latach wiele firm zmieniło także nazwy etatów związanych z zarządzaniem ludźmi, korzystając z mody na HR biznes partnera.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że zmiana wizytówki jest łatwiejsza niż wprowadzenie głębokich zmian w strukturze i sposobach zarządzania firmą. Pozorne zmiany są łatwiejsze, wygodniejsze, można je przeprowadzić szybciej i nie trzeba przy tym mierzyć się z nieodzownym zjawiskiem, jakim jest opór pracowników przed poważnymi zmianami.

Jednak w firmach, które dokonały jedynie pozornych zmian, trudno mówić o jakichkolwiek korzyściach z wdrożenia HR Business Partneringu, ponieważ w praktyce model ten w ogóle nie został zastosowany. W efekcie menedżerowie i członkowie zarządów nadal nie liczą się ze zdaniem menedżerów HR-u, a ci drudzy skarżą się na niezrozumienie ze strony zarządu.

– Dzieje się tak trochę na własne życzenie, ponieważ „haerowcy” nie chcą „nauczyć się liczyć”, tzn. nie posługują się wskaźnikami biznesowymi, a tym bardziej finansowymi. A ponieważ nie potrafią operować na liczbach, nie są w stanie rozmawiać z zarządem językiem korzyści, który byłby zrozumiały na najwyższych szczeblach. „Haerowcy” wiedzą oczywiście, że działania HR mają wpływ na wynik firmy, ale uzasadnianie tego własną intuicją nie wystarczy. Jeśli nie będąc autentycznymi HR biznes partnerami, nie umiemy poprzeć naszych argumentów profesjonalnymi wskaźnikami, nie dziwmy się, gdy zarząd nie traktuje nas wystarczająco poważnie – mówi Anna Grzywaczyk.

Dlaczego warto to zmienić?

Wprowadzenie modelu HR Biznes Partneringu, podobnie jak wdrożenie innych poważnych zmian w firmie wymaga czasu, może wiązać się z kosztami i wywoływać lęk przed zmianami. Ostatecznie jednak warto brać pod uwagę korzyści, jakie może przynieść przedsiębiorstwu, tych zaś trudno nie docenić.

– Największa korzyścią z wdrożenia modelu HR Business Partneringu jest lepsze zrozumienie biznesu, które daje przewagę nad konkurencją – wyjaśnia Iwona Wencel, prezes WNCL. – Zarządy doceniają przedstawianie rezultatów miękkich działań HR za pomocą twardych wskaźników. Bliska współpraca partnera z wszystkimi działami w firmie wpływa też na wzrost zaangażowania poszczególnych menedżerów w tworzenie nowych procesów zarządzania zasobami ludzkimi i postrzeganie ich jako istotnych dla całej firmy – dodaje.

Co jednak bardzo ważne z punktu widzenia efektywności i opłacalności całego modelu, HR biznes partner jest w stanie przygotować dla firmy takie rozwiązania systemowe, które będą miały wpływ nawet na strategię firmy.

– Wysokie kompetencje HR biznes partnera pozwalają mu na wykazanie skuteczności i efektywności pracy za pomocą twardych danych liczbowych oraz wskaźników, które są wykorzystywane przy obliczaniu rentowności oraz mierzeniu efektywności biznesowej przedsiębiorstwa – podkreśla Iwona Wencel.

Dzięki wspólnemu zrozumieniu biznesu, menedżer operacyjny lub zarząd zauważy, jak duże wsparcie zapewnia mu dział HR. To z kolei pomoże nawiązać bliższą współpracę i wspólnie realizować podobnie rozumianą strategię.

Czy więc jest szansa, że model HR Business Partneringu będzie w Polsce stosowany bardziej powszechnie i obejmie zmiany na głębszym poziomie niż dzieje się to obecnie? Są na to szanse, tym bardziej, że przybywa przedsiębiorstw, które decydują się na profesjonalne wdrożenie całego modelu. W dużym stopniu jest to wynikiem potrzeb. Firmy, które chcą być naprawdę konkurencyjne, muszą dążyć do udoskonalania wszystkich swoich procesów biznesowych – a trudno przecież pominąć jeden z najważniejszych kapitałów, jakim dysponuje przedsiębiorstwo: kapitał ludzki.

Na każde 5 ataków, które zostaną zidentyfikowane jako phishing, przypada 20, które ominęły zabezpieczenia – wynika z danych Ironscale. W 95% przypadków, złodzieje wysyłają indywidualne wiadomości, które do złudzenia przypominają codzienną korespondencję.

Phishing to w głównej mierze próba przejęcia informacji wrażliwych, czyli haseł lub tajemnic handlowych, których posiadanie pozwala m.in. na kradzież pieniędzy. Już teraz niemal 95% prób phishingu jest wysoce celowanych. Złodzieje atakują pojedyncze skrzynki odbiorcze, wcześniej zbierając szczegółowe informacje o właścicielu danego adresu e-mail. I tak w przypadku odbiorców usług takich jak telewizja czy internet, złodzieje wiedzą doskonalone z jakiej firmy korzysta dana osoba i w którym dniu otrzymuje fakturę. Natomiast w przypadku pracowników, przestępcy podszywają się pod zespół komunikacji wewnętrznej czy przełożonego. Co ważne, wiadomości do złudzenia przypominają codzienne e-maile. Złodzieje powielają już nie tylko styl i szablony językowe powszechnie używane w danej branży, lecz także coraz częściej korzystają z rzeczywistych szczegółów wyróżniających daną firmę – kopiują stopki mailowe, logotypy, a także dbają o wiarygodne tematy e-maili, zgodne z profilem działalności firmy. Przestępcy załączają też pliki czy linki chronione hasłem. Tym samym podkreślają ich znaczenie i poufność. Tak podrobione wiadomości rozsyłane są nie tylko wewnątrz przedsiębiorstwa lecz także do aktualnych i potencjalnych partnerów.

– Wykorzystanie wizerunku znanych firm w atakach phishingowych to częsta praktyka. Bez podszycia się pod instytucje wzbudzające zaufanie, ataki tego typu nie byłyby skuteczne. Dlatego tak istotne jest, aby przedsiębiorcy zadbali o własne bezpieczeństwo i wdrożyli odpowiednie zabezpieczenia. Firmy mogą m.in. włączyć funkcję, która spowoduje, że przy każdym e-mailu pojawi się specjalny znaczek uwierzytelniający – mówi Michał Walachowski, dyrektor zarządzający z EmailLabs.

Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, iż najsłabszym ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa internetowego jest człowiek. W danej firmie wystarczy kilku nieświadomych zagrożenia pracowników, którzy klikną na zainfekowany link, aby zdobyć dane wrażliwe. Co istotne, wirusy są instalowane na komputerach na długi okres. Jak podaje Ironscale, czas od naruszenia do wykrycia niebezpieczeństwa wynosi średnio 146 dni.

– Newralgicznym punktem dla cyberbezpieczeństwa jest moment podejmowania decyzji przez pracownika czy otworzyć zawartość danego e-maila. Osobę świadomą zagrożenia trudniej będzie oszukać, dlatego tak istotna jest ciągła edukacja w tym zakresie. Nie można jednak pomijać znaczenia odpowiednich rozwiązań systemowych. To właśnie one są w stanie ochronić najważniejsze dane przed wyciekiem. Trzymając kluczowe informacje w chmurze możemy spać spokojnie, bo skompresowane i zaszyfrowane kopie dokumentów, umieszczane są w różnych lokalizacjach geograficznych. Dzięki temu są bezpieczne. Warto też oczywiście regularnie aktualizować oprogramowanie – podsumowuje Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Wypowiedź: Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży Onex Group.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Przedsiębiorstwa działające w Polsce, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 0,47 proc. PKB, plasują się na 20 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady firm na B+R w UE28 wyniosły 1,3 proc. PKB, czyli prawie 3 razy więcej niż w Polsce. Najmniej w UE na B+R wydawały firmy na Cyprze (0,08 proc. PKB) i firmy łotewskie (0,15 proc. PKB). Najwięcej – firmy szwedzkie (2,27 proc. PKB), austriackie (2,18 proc. PKB), niemieckie (1,95 proc. PKB) i fińskie (1,94 proc. PKB).

W porównaniu z liderami mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Ale i tak, od wejścia Polski do UE w 2004 r. nasze firmy co roku coraz więcej inwestują w B+R. W 2004 r. ich nakłady na B+R wyniosły 0,16 proc. PKB, dzisiaj jest to 3-krotnie więcej (0,47 proc. PKB). Większość tego wzrostu to zasługa funduszy unijnych, które wspierały firmy w ich decyzjach dotyczących inwestycji w działalność badawczo-rozwojową, a także inwestycji w B+R firm z kapitałem zagranicznym. Bez tych dwóch czynników zapewne nasze związki z innowacjami byłyby dużo słabsze niż są. Jednak fundusze unijne będą wspierać inwestycje firm w innowacje i B+R do 2020 r. (2022 r. uwzględniając okres ich rozliczania). Co do przyszłości (nowa perspektywa finansowa UE), można zakładać, że pieniędzy europejskich będzie mniej i na pewno będą znacznie trudniej dostępne. Dlatego tak ważne było stworzenie rozwiązań krajowych, które tworzyłyby środowisko sprzyjające inwestycjom w innowacje i B+R. Przyjęta przez Radę Ministrów ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej jest bardzo ważnym elementem tego środowiska. Rozwiązania w niej zawarte na pewno zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Przede wszystkim wzrosnąć mają bowiem odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50% kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm). Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Tu trochę dziegciu – szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto było zacząć już przy tej ustawie. Przede wszystkim jednak bardzo brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,  czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.). Bez tego trudno będzie zachęcać firmy do lokowania w Polsce na stałe działalności badawczo-rozwojowej. Szkoda. Tym bardziej, że cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze 3 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc. Mało. Tym bardziej, że świat się cyfryzuje, robotyzuje, dzięki nowym technologiom informatycznym dynamicznie rozwija się gospodarka współdzielenia. Te zmiany nie pozostawiają pola manewru. Musimy inwestować w innowacje i B+R. Dlatego cieszy, że tak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i Ministerstwo Finansów i Rozwoju świetnie to rozumieją, na co wskazuje przygotowany projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej. I prosimy o dalszą, jeszcze większą odwagę w otwieraniu się na B+R+I.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Dr Łukasz Bernatowicz z BCC zauważa, że obecnie rośnie rywalizacja między deweloperami o to, kto kupi więcej i lepiej zlokalizowanych gruntów. Wygrają ci, którzy mają zgromadzone środki na nabycie dodatkowych terenów. Pozostali muszą się kredytować, żeby wykorzystać dobrą koniunkturę i nie wypaść z wyścigu o klienta. Warto też zaznaczyć, że umowy zawierane z bankami są dziś dużo bezpieczniejsze dla inwestorów, niż przed laty. To obniża ryzyko występowania spektakularnych upadłości na tym rynku. W ocenie eksperta Łukasza Sęktasa, branża bardzo dojrzała po fali bankructw. Nabywanie ziem powyżej cen rynkowych zdarza się już rzadko i dotyczy wyjątkowo zdesperowanych inwestorów.

Jak zauważa prezes zarządu TIARA Development, ostatnio wzrósł obrót działkami deweloperskimi. Wynika to m.in. z tego, że w czasie poprzedniego boomu mieszkaniowego wielu inwestorów zbudowało zbyt duże tzw. banki gruntów. W efekcie nie potrzebowali oni kupować kolejnych terenów przez ok. 8 lat. Zdaniem Łukasza Sęktasa, te zasoby w końcu się zmniejszyły i deweloperzy ponownie przystąpili do zwiększonych zakupów, ale tym razem robią to dużo ostrożniej, niż w poprzednich latach.

– Ci, którzy zgromadzili nadwyżki w środkach operacyjnych i teraz nabywają więcej gruntów za gotówkę, wygrają z konkurencją. Jest to szczególnie istotne w przypadku spółek notowanych na GPW, bo one muszą zadbać o interesy swoich akcjonariuszy. Firmy, nieprzygotowane do dobrej koniunktury, muszą się kredytować, co oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami. Inaczej wypadną z wyścigu na rynku nieruchomości, który nabiera coraz większego tempa – mówi dr Łukasz Bernatowicz, ekspert ds. infrastruktury prawa budowlanego i zamówień publicznych z Business Centre Club.

Według prezesa Sęktasa, planowanie jest dość skomplikowane w branży deweloperskiej, ze względu na długi proces inwestycyjny, często sięgający 3-4 lat. Gromadzenie gruntów w czasach dekoniunktury nie jest łatwe, szczególnie w dużych firmach, np. giełdowych, gdzie kadrę zarządzającą ocenia się na podstawie rocznych wyników. Ciężko też jest przekonać inwestorów do zakupu dodatkowych terenów, gdy sprzedaż mieszkań jest niska. A kiedy następuje boom na rynku, trudno jest już o sensowne i tanie zakupy. Problemem jest przede wszystkim niewystarczająca ilość ziemi w dobrych lokalizacjach. Oczywiście najwięksi gracze najczęściej koncentrują się na wielu rynkach, a mniejsi budują na obrzeżach miast albo specjalizują się w drogich lokalizacjach, usytuowanych w centrach metropolii.

– Myślę, że tzw. kumulacja boomu deweloperskiego jest jeszcze ciągle przed nami. Powinna nastąpić w przyszłym roku, ale też nie urwie się raptownie. Będzie kończyła się łagodnie, bez żadnego tąpnięcia. Wynikać to będzie z tego, że deweloperzy działają bardziej przezornie, niż w latach 2008-2009, kiedy kilku dużych graczy zbankrutowało. Wnioski zostały wyciągnięte z tamtej nauki. To znaczy, inwestorzy nie wydają już tak pochopnie środków, jak wcześniej. I dokładnie planują swoje inwestycje – ocenia dr Bernatowicz.

Jak wyjaśnia Łukasz Sęktas, po ostatnim boomie mieszkaniowym deweloperzy nauczyli się, że nic nie trwa wiecznie. Wtedy spora część inwestorów, spodziewając się dalszego wzrostu cen mieszkań i poziomów sprzedaży, gromadziła ziemie „na zapas”. Grunty były kupowane bardzo drogo i po osłabieniu koniunktury okazało się, że na wielu z nich nie uda się wybudować nieruchomości i sprzedać ich z zyskiem. Wówczas nastąpił szereg bankructw. Niektórzy, chcąc zakończyć inwestycje, musieli dopłacać do sprzedawanych mieszkań. Podobne tendencje były widoczne również w innych krajach Europy, np. w Hiszpanii, a także w Stanach Zjednoczonych.

– Banki też są lepiej przygotowane na udzielanie kredytów deweloperom, ponieważ w dużo bezpieczniejszy sposób zawierają z nimi umowy. Inwestorzy muszą się wylegitymować znacznie bardziej szczegółowym raportem, niż kilka lat temu. Potem oczywiście są rozliczani z każdego etapu prowadzonej budowy. Jeżeli nie jest ona dociągnięta do określonego poziomu, nie wpływa kolejna transza pieniędzy. W związku z tym, deweloperzy bardzo dbają o to, żeby wszystko robić w terminie – wyjaśnia dr Bernatowicz.

Deweloperzy mogą intensyfikować swoje zyski, budując coraz więcej mieszkań, ale to jest bardzo trudne. Eksperci są zgodni co do tego, że łatwo można się przeliczyć. W związku z tym, trzeba postępować zgodnie z biznesplanem i nie podejmować pochopnych decyzji, mimo że okoliczności wydają się ku temu sprzyjające. Jak pokazują doświadczenia deweloperów z kilku ostatnich lat, trzymanie się dyscypliny budżetowej jest najważniejsze w tym biznesie. Wielu przedstawicieli branży zakłada, że zyski przyjdą same, przy rozsądnym podejściu. Bardzo korzystna koniunktura mieszkaniowa będzie bowiem sprzyjać powiększaniu dochodów.

– 10 lat temu, podczas boomu mieszkaniowego, deweloperzy przelicytowywali się między sobą, podbijając ceny gruntów, czasami nawet kilkukrotnie. Obecnie już nie widać na rynku tak agresywnych zachowań, choć czasem zdarzają się też zakupy powyżej cen rynkowych. Dokonują ich zdesperowani inwestorzy, którym brakuje gruntów pod inwestycje. Niemniej, branża jest dziś dużo dojrzalsza i mądrzejsza. Sytuacja jest tylko trudniejsza dla nowych graczy, bo ceny transakcyjne gruntów w ostatnich 2-3 latach wzrosły o kilkadziesiąt procent, ale też wynagrodzenia wykonawców poszybowały w górę – komentuje Łukasz Sęktas.

Natomiast dr Bernatowicz dodaje, że zyski deweloperów, wbrew pozorom, nie są ogromne. Wynoszą 8-12% w skali roku. I to już jest naprawdę dobrym wynikiem. Boom mieszkaniowy przyniesie korzyści nie tylko tej branży, ale wielu innym dziedzinom gospodarki. W ślad za inwestorami pójdą firmy budowlane i wykończeniowe. Dobra passa czeka także architektów wnętrz i projektantów zieleni oraz tych wszystkich specjalistów, którzy w różnym zakresie zagospodarowują nowoczesne osiedla mieszkaniowe. Oczywiście zyskają również producenci mebli i sprzętu RTV i AGD. Ekspert z BCC przewiduje, że ww. sektory m.in. dlatego będą prężnie się rozwijały w najbliższych latach.

– Przede wszystkim rozwiną się ci deweloperzy, którzy będą w stanie zaoferować to, czego oczekują klienci, w rozsądnych cenach. Z kolei najwięcej mogą stracić niedoświadczeni inwestorzy. Jeżeli niezdecydowany, świeży na rynku gracz spóźni się z zakupem gruntu i czasem budowy, to w skrajnym przypadku nawet nie odzyska zainwestowanych pieniędzy. Nastąpiłoby to, gdyby ceny mieszkań lekko spadły za 3-4 lata, co nie jest mało prawdopodobne – podsumowuje Łukasz Sęktas.

 

Źródło; MondayNews

Brak płynności finansowej jest jednym z największych problemów, z którym spotykają się firmy z sektora MŚP. Każdy przedsiębiorca tworzy własny łańcuch zobowiązań, budują go należności wobec partnerów, podatki, ZUS oraz inne opłaty. W ekosystemie finansowym firmy wystarczy jedna nieopłacona faktura, aby pojawiły się zatory płatnicze, które mogą utrudnić prawidłowe funkcjonowanie przedsiębiorstwa na rynku.

Coraz więcej przedsiębiorców spotyka się z problemem niepłacących w terminie kontrahentów. Właściciele firm powinni pamiętać, że mają prawo ubiegać się o swoje należności, bez względu na przedawnienie terminu płatności – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Istnieje klika sposobów na odzyskanie należności przedsiębiorstwa oraz zmobilizowanie dłużników do uregulowania płatności, oto cztery z nich:

  • Samodzielna windykacja przedsiębiorstwa zarówno przez oddzielny dedykowany dział w firmie, jak i indywidualne działania jej właściciela. Są to najpopularniejsze metody na odzyskanie zaległych należności oraz monitorowanie bieżących wpływów na konto organizacji. Według 14. fali Bibby MSP Index ponad 65% respondentów wykorzystuje do windykacji dział księgowy, który na bieżąco stara się monitorować wszystkie płatności, ponad 10% nadanych korzysta z działu kontrolingu, a prawie 9% ankietowanych wskazuje, że w ich przypadku to prezes samodzielnie nie kontaktuje się z kontrahentami opóźniającymi płatności. Firma, który decyduje się na własny odział windykacji, godzi się na koszty związane z utrzymaniem jego pracowników. Niestety nie zawsze są to eksperci w dziedzinie windykacji, co może wpływać na zmniejszenie  efektywności prowadzonych działań – dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.
  • Windykacja przez zewnętrzną firmę. Jest praktykowana przez właścicieli firm, którzy chcą szybko odzyskać zaległe środki od dłużników. Taka współpraca przy egzekucji długu nie zapewnia jednak stałej płynności finansowej, ale jednorazowy zastrzyk gotówki/środków z zaległych faktur. Warto dodać, że tego typu działanie może prowadzić do zaburzenia dobrych relacji z klientami. To rozwiązanie jest praktykowane przez prawie 6% respondentów badania Bibby MSP Index.
  • Wpis do informatora gospodarczego. Dla wielu przedsiębiorców jest najbardziej inwazyjną formą mobilizacji dłużników do uregulowania zaległych należności. Wpis do informatora gospodarczego wiąże się z szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu. Jeżeli przedsiębiorstwo znajdzie się w rejestrze będzie miało problem nie tylko z pozyskaniem kredytu, ale również nawiązaniem nowych relacji biznesowych, ponieważ potencjalny klient nie będzie chciał zaczynać współpracy z dłużnikiem. Jeżeli firma ureguluje swoje należności, może wnieść o usunięcie adnotacji w informatorze, jednak wymaga to czasu.
  • Narzędzie nie tylko od odzyskiwania długów, również do zapewnienia firmie płynności finansowej, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania biznesu.

Rozpoczynając współpracę z firmą faktoringową przedsiębiorstwo może zapewnić sobie nie tylko systematyczny wpływ środków z wystawionych faktur, ale również odzyskanie zaległych należności. Dzięki faktoringowi przedsiębiorca ma możliwość elastycznego dopasowania swoich terminów płatności do wymagań i potrzeb kontrahentów – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Firmy coraz częściej korzystają z usług podwykonawców –  informatyków, prawników, księgowych oraz innych specjalistów. W takich sytuacjach nie da się uniknąć przekazania danych osobowych na zewnątrz, czyli powierzenia ich przetwarzania, zarówno realnie, jak i wirtualnie. Aby ten proces był zgodny z prawem konieczne jest zawarcie umowy pomiędzy administratorem danych a podmiotem je przyjmującym.

Nowe obowiązki dla procesora

Aktualnie wszelkie umowy ramowe konstruowane są w taki sposób, by przede wszystkim chronić interesy dostawcy usługi, a nie klienta. Podwykonawcy w celu ograniczenia swoich wydatków nierzadko lekceważą istotę tego procesu i nie zapewniają należytej kontroli nad tym kto, kiedy i do czego ma dostęp w trakcie wykonywania zlecenia. Do tej pory umowa z podmiotem przetwarzającym dane osobowe w imieniu administratora musiała być zawierana w formie pisemnej. Niedługo się to zmieni.

Zgodnie z motywem 81 RODO przetwarzanie danych przez procesora powinno być regulowane umową lub innym instrumentem prawnym, który będzie wiązał podmiot przetwarzający i administratora. Określony zostanie wówczas przedmiot, czas trwania, charakter i cel przetwarzania, rodzaj danych osobowych oraz kategorie osób, których dane dotyczą oraz obowiązki i prawa administratora –  mówi adw. Marcin Zadrożny Fundacja Wiedza To bezpieczeństwo.

Unijne rozporządzenie dodatkowo wskazuje, że nie będzie można powierzać dalej przetwarzanych danych osobowych bez zgody ich administratora. W przypadku ogólnej pisemnej zgody firma, której powierzono dane, będzie miała obowiązek poinformować ich właściciela o wszelkich zamierzonych zmianach dotyczących nowych podmiotów.

Podmiot przetwarzający zobowiązany będzie do zapewnienia wystarczających gwarancji wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, by przetwarzanie spełniło wymagania rozporządzenia i chroniło prawa osób, których dane dotyczą. Co istotne, administrator danych będzie mógł korzystać tylko i wyłącznie z takich podmiotów świadczących usługi, które dają takie gwarancje.  – mówi adw. Marcin Zadrożny Fundacja Wiedza To bezpieczeństwo. 

Kwestia odpowiedzialności

Podczas powierzania danych najistotniejszym aspektem jest ich zabezpieczenie. Odpowiedzialność za nadzór nad podwykonawcami spoczywa przede wszystkim na osobie, która z ich usług korzysta. Czy to w przypadku usługi kadrowo-płacowej, czy powierzania danych w środowisku wirtualnym, np. korzystając z popularnej chmury.

Administratorzy danych mogą oczekiwać od dostawców oprogramowania, żeby ich produkty spełniały wymagania RODO. Całkowitej odpowiedzialności administrator nigdy nie przeniesie na dostawcę technologii, ale wykorzystanie chmury przenosi jej część na dostawcę usługi, a samemu administratorowi w znaczący sposób ułatwia życie. Zamiast śledzenia mechanizmów zabezpieczających, wymaganych przez poszczególne standardy lub regulacje osobno, najlepsza praktyka polega na zidentyfikowaniu całego zbioru mechanizmów i funkcji zabezpieczających zapewniających, spełnienie wymagań prawnych. Dlatego zamiast dokonywania oceny poszczególnych technologii i rozwiązań pod kątem spełnienia wymagań tak kompleksowej regulacji jak RODO, lepszym podejściem może być oparcie się na platformie – na przykład obejmującej Windows, Microsoft SQL Server, SharePoint, Exchange, Office 365, Azure i Dynamics 365 – celem łatwiejszego zapewnienia zgodności nie tylko z RODO, ale również spełnienia innych ważnych wymagań – dodaje Michał Jaworski, Dyrektor ds. Strategii Technologicznej w polskim oddziale Microsoft.

Rozporządzenie wyraźnie podkreśla, że jeżeli procesor naruszy przepisy RODO przy określaniu celów i sposobu przetwarzania, zostanie potraktowany tak jak ich administrator – podmiot, który przekazał dane. Dlatego wszystkie przedsiębiorstwa powinny dokładnie zinwentaryzować przypadki powierzenia danych i porównać je z nowymi regulacjami wprowadzanymi przez unijne rozporządzenie. Jeżeli okaże się, że umowy nie spełniają wszystkich norm, powinny zostać zaaneksowane.

Udostępnianie danych dotyczy prozaicznych codziennych czynności, jaką jest m.in. korzystanie z usług firm kurierskich, którym przekazujemy dane osobowe – dane, tak naprawdę niezbędne do zawarcia i realizacji umowy przewozu. Przewoźnik , któremu udostępniono dane w celu wykonania przewozu jest ich administratorem  – odpowiada za bezpieczeństwo takich danych, sprawuje nad nimi pełną kontrolę, przetwarza je zgodnie z celem w jakim zostały udostępnione. W przypadku DHL Express zgodnie z wymogami ustawy o ochronie danych osobowych i innych aktów wykonawczych stosowane są liczne środki techniczne i organizacyjne mające na celu zapewnienie ochrony udostępnionych danych – wskazuje Piotr Kozak, Security Manager, DHL Express (Poland) Sp. z o.o., Security Department – International

Podmioty przetwarzające dane osobowe usługowo, np. biura księgowe czy call center, powinny szczególnie przyłożyć się do analizy nowego prawa, gdyż nakłada na nie sporo nowych obowiązków.

 

Źródło; Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo

Stopa bezrobocia wyniosła we wrześniu 6,9 proc. W stosunku do ubiegłego miesiąca oznacza to spadek o 0,1 pkt. proc. – wynika z szacunków resortu rodziny, pracy i polityki społecznej. We wrześniu 2016 roku stopa bezrobocia wynosiła 8,3 proc.

Rynek pracownika jest faktem, co potwierdza nie tylko malejąca liczba bezrobotnych, ale także systematycznie rosnąca liczba nieobsadzonych miejsc pracy. Obecny stan jest wyzwaniem nie tylko dla pracodawców, ale także dla wielu instytucji, szczególnie urzędów pracy, których zakres zadań powinien zostać dostosowany do nowych wyzwań.

Pracodawcy od początku roku zwracali uwagę na potrzebę zmiany polityki aktywnych form przeciwdziałania bezrobociu. Jednym z najważniejszych postulatów o jakich mówimy jest aktywizacja osób, które są poza rynkiem pracy tj. kobiet, niepełnosprawnych, czy długotrwale bezrobotnych. Pozytywnie oceniamy słowa minister Rafalskiej podkreślające potrzebę powrotu tych grup na rynek pracy. Dlatego obecnie musimy przejść do fazy realizacji tych postulatów, a głównym partnerem dla pracodawców powinny być właśnie urzędy pracy.

Do najważniejszych zadań jakich oczekują pracodawcy od urzędów należy aktywne wsparcie w dotarciu do potencjalnych pracowników. Firmy potrzebują pomocy, szczególnie formalnej, w zatrudnieniu pracowników zza granicy. Jest to obecnie najszybszy sposób obsadzenia wakatów przez osoby posiadające kwalifikacje. Drugi obszar to kształcenie ustawiczne i doszkalanie, szczególnie ze środków Krajowego Fundusz Szkoleniowego. Niestety, w planach wydatkowania na 2018 środki na KFS są mniejsze o 93 mln zł czyli aż o 47%. Jest to szczególnie ważne, gdyż partnerzy społeczni w uchwale Rady Dialogu Społecznego zgodzili się, że środki na KFS powinny systematycznie rosnąć do 6% wartości Funduszu Pracy w 2020 r. W przyszłym roku będą wynosić tylko 1,3%. Trzecim obszarem, gdzie zaangażowanie urzędów pracy jest ważne dla firm to rozwój doradztwa zawodowego. Dzięki wsparciu urzędów pracy osoby długotrwale pozostające poza rynkiem pracy mogłyby korzystać ze wszystkich dedykowanych im instrumentów.

Skuteczność realizacji powyższych działań zależy od zasobów kadrowych urzędów pracy. Niestety, plany na przyszły rok przewidują ograniczenie wydatków na wynagrodzenia. Problemem są braki kadrowe w urzędach pracy, które dostaną ponad 47 mln zł mniej w 2018 r.

 

Komentarz  Jakuba Gontarka z departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

 

Z badań Ipsos MORI przeprowadzonych na zlecenie Microsoft wynika, że 1/3 pracowników w polskim małym i średnim biznesie nadal najchętniej komunikuje się z klientami w trakcie bezpośrednich spotkań. Przedstawiciele europejskich firm wybierają częściej interakcję za pośrednictwem e-maila, do czego przyznaje się 34 proc. respondentów. Jednocześnie 14 proc. polskich pracowników przyznało, że kończy swoje codzienne zadania firmowe podczas podróży samochodem czy w domu (18 proc. wskazań). Statystyki wyraźnie pokazują, że praca w terenie z różnych miejsc staje się standardem, który wymaga odpowiednich narzędzi do komunikacji i współpracy.

Twarzą w twarz z klientami

Polscy respondenci zwrócili uwagę, że najlepszą, preferowaną przez nich formą komunikacji z klientem jest kontakt bezpośredni. Potwierdza to co trzeci badany przedstawiciel MŚP w Polsce. Reprezentanci firm z Europy chętniej kontaktują się z klientami przez e-mail (34 proc. wskazań). W przypadku polskich firm ten sposób komunikacji wybiera 28 proc. uczestników badania. Kontakt telefoniczny okazał się trzecim wyborem, wskazywanym przez 23 proc. Polaków i 21 proc. pracowników z pozostałych krajów Europy. Na szarym końcu uplasowały się media społecznościowe, wybierane odpowiednio przez 6 proc. Polaków i 4 proc. pracowników z innych krajów europejskich.

„81 proc. polskich pracowników twierdzi, że technologia zwiększa ich elastyczność i możliwość pracy z dowolnego miejsca. W tym przypadku jesteśmy większymi optymistami niż przedstawiciele innych europejskich firm. Skala zastosowania np. urządzeń mobilnych w firmach jest bardzo wysoka, ale wciąż nie wykorzystujemy pełni ich możliwości. Pracownicy MŚP w Polsce preferują spotkania bezpośrednie z klientami, warto jednak pamiętać, że rozwiązania w chmurze mogą podnieść ich efektywność. Podczas wizyty u klienta możemy zdalnie sięgnąć po dane w czasie rzeczywistym, bo mamy do nich bezpieczny dostęp, bez konieczności powrotu do biura. Możemy współtworzyć dokument zamówienia z klientem, przeprowadzić prezentację na żywo czy zaprosić na spotkanie innego pracownika przez Skype. Jednym słowem możemy sprawniej i szybciej obsłużyć klienta, niezależnie od tego, gdzie się z nim spotkamy, a to staje się dzisiaj kluczowe” – podkreśla Tomasz Dorf, odpowiedzialny za sektor MŚP w polskim oddziale Microsoft.

Wiele lokalizacji – jedno źródło danych

Ponad połowa polskich przedstawicieli MŚP pytanych o miejsce zakończenia swoich codziennych obowiązków służbowych wskazuje tradycyjne biuro (51 proc.). Jednak, druga połowa wybrała zupełnie inne miejsca, np. własny dom (18 proc.), samochód (14 proc.), domowe biuro (11 proc.) centrum co-workingowe (9 proc.) czy restaurację (4 proc.). Przedstawiciele europejskich firm są podobni w swoich opiniach, aczkolwiek procent osób kończących pracę w tradycyjnym firmowym biurze jest jeszcze mniejszy, bo sięga 43 proc. Sporą popularnością cieszy się przestrzeń co-workingowa (16 proc. wskazań) oraz praca z domu (14 proc. wskazań).

Elastyczny i mobilny styl pracy nie jest domeną jedynie sektora nowoczesnych usług czy start-upów, ale również tradycyjnych biznesów. Potwierdza to firma Instal Warszawa S.A., jedna z większych firm budowlano-instalacyjnych w Polsce. Od ponad 60 lat realizuje kontrakty w skali lokalnej i międzynarodowej. Spółka specjalizuje się w kompleksowych realizacjach, m.in. w zakresie obiektów przemysłowych, gospodarki wodno-ściekowej czy instalacji wentylacji i klimatyzacji. Firma przeprowadziła szereg inwestycji związanych z budową obiektów przemysłowych, wodno-ściekowych, gospodarki odpadowej oraz użyteczności publicznej (centra edukacyjne, sportowe, biurowce, hotele, szpitale).

Decyzja o wyborze rozwiązań chmurowych umożliwiających zdalną, ale skuteczną pracę w terenie wynikała przede wszystkim z rozproszonej struktury zespołu, który pracuje na budowach rozsianych po całej Polsce, a nawet świecie.

„Nasi pracownicy działają w wielu różnych miejscach, które zmieniają co kilka-kilkanaście miesięcy. Specyfika naszej pracy wymaga dostępu do dokumentów w czasie wyjazdów, delegacji oraz z domu podczas pracy zdalnej. Dodatkowo musimy mieć możliwość przesyłania dużych dokumentacji dla potrzeb działu wycen oraz realizacji budów” – podkreśla Justyna Leszczyńska, Dyrektor Pionu Technicznego w Instal Warszawa.

Proces transformacji od tradycyjnych rozwiązań do chmury zachodził razem z kompleksową zmianą rozwiązań informatycznych. Jak podkreśla Justyna Leszczyńska, proces został przeprowadzony sprawnie i przyzwyczajenie się do nowych rozwiązań nie stanowiło problemu.

Kierownictwo firmy zwraca również uwagę na to, że rozwiązania chmurowe zdecydowanie poprawiły efektywność pracy, wskazując przy tym na konkretne kwestie. „Nie ma konieczności przesyłania kontrahentom płyt z dokumentacją do wyceny. Możemy pracować zdalnie – z domu, hotelu, każdego puntu w Polsce. Ograniczyliśmy również czas związany z przygotowaniem materiałów. Dodatkowo wyeliminowaliśmy błędy i zagrożenia związane z przenoszeniem danych firmy np. na pendrive” – dodaje Justyna Leszczyńska.

„Oprócz wskazanych korzyści wdrożenia chmury w Instal Warszawa obniżyliśmy koszty projektu o 60 proc. – dodaje Michał Bonarski z firmy ASSIT, która była partnerem technologicznym wprowadzenia rozwiązań chmurowych w Instal Warszawa. „Często porównuję chmurę do zabawy klockami lego. Na początku bawimy się tylko kilkoma elementami, ale jak zauważymy kolejne korzyści to pragniemy więcej i więcej. Najważniejsze, że dzięki chmurze nasze klocki możemy przebudowywać i dostosowywać pod potrzeby firmy w sposób elastyczny”.

 

Źródło: Microsoft

Najnowsze dane GUS pokazują, że inflacja wzrosła do 2,2%. Przy takim poziomie zdecydowana większość lokat bankowych przynosi straty w ujęciu realnym. Z wyliczeń Expandera wynika, że aby zarabiać, ich oprocentowanie musi wynieść przynajmniej 2,72%. Tymczasem banki oferują średnio 1,47%. Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacili z banków już 9% (26 mld zł) swoich oszczędności, a firmy aż 17% (16 mld zł).

Ze wstępnych danych GUS wynika, że wyraźnie przyspieszył wzrost cen w Polsce – we wrześniu były one 2,2% wyższe niż przed rokiem. To nie tylko oznacza, że musimy wydawać więcej na życie. Dodatkową konsekwencją jest również to, że pieniądze, które nie pracują, szybciej tracą na wartości. Przy wyższej inflacji rosną również wymagania w stosunku do lokat bankowych. Ich oprocentowanie musi wynieść teraz przynajmniej 2,72%, żeby zapewnić nam choćby utrzymanie realnej wartości posiadanych oszczędności.

Na przeciętnej lokacie tracimy 100 zł

Wzrost cen sprawia, że co prawda po zakończeniu lokaty otrzymujemy więcej pieniędzy niż na nią wpłaciliśmy, ale i tak możemy za te środki kupić mniej niż na początku. Dla przykładu, deponując 10 000 na lokacie rocznej z oprocentowaniem 1,5%, po roku otrzymamy 10 122 zł (odliczając podatek). Jednak ze względu na wzrost cen, za towary, które wcześniej kosztowały 10 000 zł, trzeba będzie zapłacić 10 220 zł. W rezultacie, tak naprawdę zakładając taką lokatę tracimy w ujęciu realnym prawie 100 zł.

Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacają pieniądze z lokat. W sierpniu wycofali kolejny już miliard złotych, a od lutego 2016 r. – 26,6 mld zł. Firmy wypłaciły natomiast 16,2 mld zł. W ich przypadku relatywne wypłaty były jednak nawet większe w porównaniu do gospodarstw domowych, gdyż 16,2 mld zł oznacza spadek aż o 17%. Warto jednak dodać, że nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś wypłaca pieniądze z lokaty i inwestuje je efektywniej. Niestety w wielu przypadkach zniechęcenie do lokat objawia się tym, że oszczędności trzymane są na zwykłych, nieoprocentowanych rachunkach bankowych. W takiej sytuacji tracą na wartości jeszcze bardziej.

Nowe obligacje skarbowe na 1,5%

Co ciekawe, mimo że Polacy zniechęcili się do niskiego oprocentowania, Ministerstwo Finansów zdecydowało się wprowadzić 3-miesięczne obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5% w skali roku. Taki poziom jest zbliżony do przeciętnego oprocentowania w bankowych i również nie daje szansy na zysk wyższy od inflacji. Na tą ofertę powinni jednak zwrócić uwagę klienci PKO BP. Bank ten na 3-miesiecznej lokacie oferuje im bowiem 0,5%-0,8% zysku. Tymczasem, za pośrednictwem jego systemu obsługi elektronicznej, w kilka chwil można skorzystać z obligacji dającej 1,5% zarobku. Oczywiście obligacje te bez problemu mogą kupić także klienci innych banków.

Warto też dodać, że dużo wyższe oprocentowanie uzyskamy inwestując w obligacje przedsiębiorstw. Dla przykładu PKN Orlen niedawno oferował 2,81% w skali roku. Bez problemu znajdziemy też inne firmy zachęcające do swoich obligacji z oprocentowaniem 5%-6%. W przypadku tego rodzaju inwestycji trzeba jednak pamiętać, że ryzyko jest znacznie większe niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych. W sytuacji upadłości przedsiębiorstwa oferującego swoje obligacje, możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanej kwoty.

 

Źródło : Jarosław SadowskiGłówny analityk Expander Advisors

Systemy typu marketing automation cieszą się cały czas sporym powodzeniem zarówno wśród dużych, jak i mniejszych spółek. Jednocześnie te same firmy korzystają równolegle z wyspecjalizowanych agencji marketingu on-line. Jak dobrze ‘zgrać’ pracę systemu i człowieka, aby zapewnić maksymalną synergię i skuteczności działań marketingowych? Odpowiedzi w poniższym artykule.

Marketing automation must have

Wielka fascynacja systemami typu marketing automation rozpoczęła się jakieś 4 lata temu. Dziś te emocje nieco ostygły, a jednocześnie marketing on-line zaliczył ogromny postęp technologiczny. Wiele zmieniło się również w samym podejściu marketerów, w tym szczególnie tych pracujących po stronie specjalistycznych agencji. Obecnie korzystają oni z różnorodnych narzędzi pracy i posiadają szeroką wiedzę, dzięki czemu są w stanie dostarczać klientowi doskonałej jakości ruch i bardzo precyzyjne leady. Firmy, które wdrożyły już u siebie system marketing automation, a jednocześnie korzystają z usług agencji marketingowych, powinny dążyć do synergii i maksymalnej współpracy tych dwóch obszarów, gdyż takie połączenie może okazać się niesamowicie skuteczne.

Zanim klient trafi do systemu MA

Czynnik ludzki okazuje się być niezastąpiony w wielu obszarach marketingu. Podobnie rzecz ma się w przypadku tworzenia ‘gruntu’ pod zintegrowane kampanie on-line angażujące wiele kanałów. Stąd już na etapie konstruowania planu komunikacji, rola agencji marketingowej jest nie do przecenienia. To jej pracownicy podejmują strategiczne decyzje dotyczące samego przekazu kampanii czy doboru narzędzi mediowych. Kiedy natomiast zostanie ona uruchomiona, agencja rozpoczyna wymagające niezwykłej precyzji i wyczucia produktu, procesy targetowania oraz mikrotargetowania. Optymalizacja jest prowadzona na bieżąco i dotyczy ona również obrazu faktycznej grupy celowej. W tym z kolei niezwykle pomocne okazują się być ‘sprinty’, czyli etapy podziału kampanii dokonywane przez agencję. Obraz odbiorców, może okazać się bowiem zupełnie inny niż założony pierwotnie przez klienta czy samą agencję.

Leady w systemie MA

Odbiorcy pochodzący z kampanii optymalizowanych przez agencję to w większości leady gotowe do zakupu. W tym momencie właśnie, wprowadzając je do systemu MA, możemy uzyskać maksymalne usprawnienie pracy handlowców oraz automatyzację procesu lead nurturing. Oczywiście rola tych narzędzi nie musi ograniczać się tylko do zbierania i porządkowania kontaktów pozyskanych dzięki kampaniom agencyjnym. W końcu ‘podgrzewają’ one leady pochodzące z innych, niż kampanie reklamowe źródeł. Jeśli jednak mówimy o pozyskiwaniu nowych leadów i przygotowaniu ich do zakupu, synergia działań mediowych, marketing automation, jak również PR jest jak najbardziej wskazana i może zapewnić bardzo dobre wyniki.

Istotna rola klienta

Nie od dziś wiadomo, że współpraca, niezależnie od obszaru o którym mówimy, częściej przynosi lepsze efekty niż działanie w pojedynkę. Nie inaczej jest w przypadku działań reklamowych prowadzonych przez agencje a system marketing automation. Wiele w tym wypadku zależy jednak od samego klienta, który powinien spojrzeć na działania marketingowe dla swojej marki w sposób holistyczny i od początku dążyć do synergii pracy specjalistów agencyjnych z wdrożonym w jego firmie narzędziem.

Autor: Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku.

Przyspieszający proces cyfrowej transformacji sprawia, że firmy praktycznie w każdej branży rokrocznie generują coraz więcej danych. O uzyskaniu przewagi biznesowej decyduje dziś nie tylko zdolność organizacji do zagwarantowania wysokiej dostępności danych ale także do wykorzystania ukrytego w nich potencjału. Dlatego firmy coraz częściej decydują się sięgnąć po bardziej zaawansowane rozwiązania do analizy danych niż arkusz kalkulacyjny. Małe i średnie organizacje mogą skorzystać np. z analityki biznesowej opartej na chmurze. Jakie argumenty skłaniają je do wdrożenia takich rozwiązań?

Big Data, Bug Data – ogrom danych stanowi wyzwanie dla współczesnych firm

Tak jak dotychczas ropa naftowa, tak dziś dane zaczynają stanowić główną siłę napędową światowej gospodarki. Proces cyfryzacji obejmuje już nie tylko najbardziej rozwinięte rynki ale także te wschodzące. Organizacje powszechnie wykorzystujące komputery, aplikacje, a od niedawna także sensory Internetu rzeczy, zainicjowały wzrost ilości danych, jakiego nie obserwowaliśmy nigdy wcześniej. Analitycy IDC przewidują, że do 2025 roku cyfrowy wszechświat osiągnie wielkość 180 zetabajtów (tj. 180 i 21 zer). To oznacza, że przez 10 lat ilość danych wzrośnie ponad 18-krotnie. Skąd takie liczby? Wystarczy wspomnieć, że nowoczesny samochód może mieć kilkadziesiąt sensorów IoT i mikroprocesorów generujących nawet 100 GB danych na godzinę. Z kolei według szefa Intela, tylko jeden autonomiczny pojazd będzie wytwarzać lub zużywać około 4 tysięcy GB w ciągu doby. Danych przybywa w ogromnym tempie a organizacje mają coraz większy problem z wykorzystaniem ich potencjału. Firmy przechowują na serwerach także coraz więcej bezużytecznych, przeterminowanych informacji (tzw. Bug Data), które straciły wartość biznesową. Przewagę konkurencyjną osiągają dziś te przedsiębiorstwa, które potrafią szybko i skutecznie przeanalizować posiadane dane, odrzucić zbędne informacje, a z tych wartościowych wyciągnąć wnioski usprawniające pracę i planowanie działań.

Coraz więcej organizacji używa chmury do usprawnienia analityki biznesowej

Firma analityczna Gartner przewiduje, że do 2020 roku niewykorzystywanie chmury będzie w przedsiębiorstwach zjawiskiem tak rzadkim, jak obecnie brak dostępu do Internetu. W ramach usługowego IT firmy mogą skorzystać z najróżniejszych rozwiązań, począwszy od samej infrastruktury w chmurze aż po rozmaite aplikacje w modelu SaaS. Spośród nich firmy i instytucje coraz częściej wdrażają aplikacje typu BIaaS (Business Intelligence as a service, czyli analityka biznesowa w oparciu o chmurę). Według niedawnego badania firm Vanson Bourne i Barracuda, w regionie EMEA już 51 proc. organizacji korzysta z usług analityki danych w chmurze publicznej. Z kolei raport agencji badawczych BARC i Eckerson mówi, że w ciągu najbliższego roku 78 proc. przedsiębiorstw planuje zwiększyć wykorzystanie chmury do analityki biznesowej i zarządzania danymi. Prognozy MarketsandMarkets mówią, że wartość całego rynku Business Intelligence wzrośnie z 17 mld dol. w 2016 roku do blisko 27 mld dol. w 2021 roku. Co istotne, jednym z głównych bodźców rozwoju tego rynku będzie coraz powszechniejsze wykorzystywanie chmury obliczeniowej oraz rosnąca popularność urządzeń w ramach Internetu rzeczy.

Dzięki chmurze analityka danych wychodzi poza krąg wielkiego biznesu

Do niedawna grupa użytkowników rozwiązań Business Intelligence ograniczała się do największych organizacji, szczególnie tych z sektora bankowego, ubezpieczeniowego czy telekomunikacyjnego. Tylko te największe podmioty stać było na przeprowadzenie skomplikowanych i kosztownych wdrożeń, czasem jedynie pilotażowych. Duże przedsiębiorstwa z tych branż dostrzegały też największe korzyści z inwestycji w systemy BI, ponieważ odkrycie trendów związanych np. z zachowaniami klientów pozwala im optymalizować działania marketingowe i sprzedażowe. Obecnie także średnie i małe firmy mogą, m.in. dzięki aplikacjom BIaaS, przekonać się o atutach analityki biznesowej, a chęć uzyskania przewagi rynkowej sprawia, że tego typu rozwiązania stają się wręcz nieodzowne.

Model cloud pozwala MŚP uniknąć wysokich kosztów wdrożenia analityki biznesowej

Na korzyść sektora MŚP przemawia widoczny w ostatnich latach rozwój narzędzi BI udostępnianych w chmurze. Zazwyczaj są one uproszczone względem tych on-premise dla sektora korporacyjnego, jednak z reguły w pełni zaspokajają potrzeby MŚP. Co najważniejsze, zastępują nieadekwatne już do dzisiejszych realiów biznesowych, a wciąż najbardziej rozpowszechnione narzędzie do analityki w Polsce, czyli arkusze kalkulacyjne. Dla małych i średnich firm częstym wyzwaniem są koszty inwestycyjne nowych projektów, w tym opłaty za licencje. Analityka w chmurze ma tę zaletę, że zakup narzędzia w modelu cloud pozwala uniknąć wysokich kosztów wstępnych, ponieważ firma uiszcza opłatę za usługę w postaci comiesięcznego abonamentu. Raport BARC i Eckerson pokazuje, że mniejsze organizacje są bardziej skłonne wdrażać narzędzia BI lub hurtownie danych w chmurze niż sektor dużych przedsiębiorstw. Jedną z przyczyn takiego trendu jest fakt, że mniejsze firmy z reguły nie mają rozbudowanej infrastruktury IT starszej generacji ani działu IT, który niejednokrotnie spowalnia proces migracji do chmury. To pozwala sektorowi MŚP przeskoczyć bezpośrednio z ery arkusza kalkulacyjnego do zaawansowanego narzędzia analitycznego w chmurze, z pominięciem pośrednich etapów.

Moduły Cloud BI skutecznie wspierają inne narzędzia do zarządzania działalnością firmy

Wiele organizacji korzysta z popularnych narzędzi zarządzania danymi i procesami w firmie. Wśród najbardziej rozpowszechnionych są systemy CRM (zarządzanie relacjami z klientami), ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa), czy oprogramowanie finansowe. W przypadku specyficznych branż mogą to być też systemy zarządzania magazynem (WMS) lub produkcją (MES). Każde z tych narzędzi spełnia swoją funkcję, jednak dopiero uzupełnienie go modułem analitycznym pozwala wykorzystać pełny potencjał danych, które nieustannie gromadzi i przetwarza dany system. Stąd coraz więcej firm skłania się do zainwestowania w dodatkowy moduł analityczny bazujący na chmurze, szczególnie że zastosowanie modelu usługowego znosi wiele barier związanych z wdrożeniem i uruchomieniem usługi. Przejście od rozwiązań lokalnych do chmurowych sprzyja też rozwojowi analityki mobilnej, gdzie przedsiębiorca może monitorować dane, procesy i trendy za pośrednictwem urządzeń przenośnych.

Analityka w chmurze a kwestia bezpieczeństwa danych

Jednym z czynników spowalniających wykorzystanie chmury w analityce biznesowej, ale też innych obszarach, jest obawa o bezpieczeństwo danych. Wiele polskich firm i instytucji wciąż boi się wyprowadzać dane na zewnątrz – poza swoją organizację, a w przypadku chęci migracji do chmury lub zewnętrznego centrum danych, poza obszar kraju. W Aruba Cloud zauważamy ten problem i między innymi dlatego postanowiliśmy rozszerzyć europejską sieć chmurowych centrów danych o kolejny obiekt, który jeszcze w tym roku zostanie uruchomiony w Polsce. To szczególnie ważne dla tych podmiotów, które chciałby np. ulokować aplikacje do analityki biznesowej w naszej infrastrukturze IaaS, ale zależy im na przechowywaniu danych wyłącznie w Polsce.

Co więcej, praktyka pokazuje, że większość nowoczesnych organizacji wykonuje zdecydowany zwrot ku chmurze m.in. właśnie w celu lepszej ochrony zasobów IT. Niedawne badanie firmy NetApp, technologicznego partnera Aruba Cloud, pokazało, że główną motywacją przedsiębiorstw z regionu EMEA przy wdrażaniu chmury jest chęć zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. 60 proc. dyrektorów ds. IT z tego regionu dostrzega możliwość usprawnienia ochrony zasobów informatycznych poprzez wykorzystanie modelu cloud.

Chmura, Cloud BI i perspektywa wejścia w życie RODO

Warto też zwrócić uwagę na to, jakie korzyści oferuje chmura w kontekście RODO, czyli rozporządzenia ogólnego o ochronie danych osobowych (ang. GDPR), które zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedną z nich jest możliwość przeniesienia części obowiązków i odpowiedzialności na dostawcę usług w modelu IaaS. Sprawdzony usługodawca posiada zarówno certyfikowaną infrastrukturę jak też rygorystyczne procedury, które pozwalają zachować bezpieczeństwo danych i zgodność z wymogami prawa. Warto wspomnieć, że dostawcy usług w chmurze od samego początku śledzili unijną inicjatywę RODO, a niektórzy z nich byli zaangażowani w jej rozwój. Bezpieczeństwo danych powierzonych przez klientów, to absolutny priorytet dla naszej branży. Dlatego Aruba Cloud wspólnie z koalicją ponad 20 dostawców usług infrastruktury chmurowej w Europie (CISPE) wprowadziła kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z nim dostawcy usług IaaS nie mogą eksplorować danych ani profilować danych osobowych klientów na potrzeby marketingu, reklamy lub podobnych działań. Nie mogą tego czynić ani na potrzeby własne ani w celu odsprzedaży stronom trzecim. To tylko jedno z wielu obostrzeń, jakie nałożyli na siebie usługodawcy. Istotnym faktem jest to, że kodeks CISPE wyprzedził wprowadzenie RODO i jest on zgodny z wymaganiami określonymi w unijnym rozporządzeniu, które zacznie obowiązywać w 2018 roku.

Autor: Marcin Zmaczyński, dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej

W ostatnich latach za sprawą płatności zbliżeniowych i ekspansji gospodarki bezgotówkowej coraz bardziej uniezależniamy się od banknotów i monet. Choć już 40 proc. Polaków wyobraża sobie życie bez gotówki, to 17 proc. wciąż nie ma konta bankowego. Eksperci akcji „Warto bezgotówkowo” wskazują, że wymiana gotówki na kartę czy płatności mobilne smartfonem przynosi nie tylko wygodę i bezpieczeństwo, ale także jest mniej kosztowna.

Polacy powoli odzwyczajają się od gotówki. W ciągu ostatnich siedmiu lat odsetek Polaków, którzy preferują płatności kartą wzrósł z 36 do 61 proc. Do prawie 65 proc. wzrósł także udział transakcji zbliżeniowych w ogólnej liczbie transakcji kartą. Aż 40 proc. z nas deklaruje, że już dziś – gdyby było to możliwe – chętnie funkcjonowałoby w pełni bezgotówkowo. Te dane pokazują, że rozwój gospodarki bezgotówkowej następuje w Polsce bardzo szybko. Wciąż także istnieje ogromne pole do dalszych wzrostów, związane z rozwojem nowych technologii i rynku finansowego.

– Wkrótce proste rezerwy wzrostu gospodarki bezgotówkowej mogą się wyczerpać. Aby dalej rosnąć, trzeba będzie dotrzeć do osób dotychczas wykluczonych z tych zmian. Dziś nadal 17 proc. Polaków wciąż nie ma konta w banku. Wśród posiadaczy kont bankowych aż 31 proc. nie korzysta z bankowości elektronicznej. Do takich osób trzeba dotrzeć i pokazać im, ile mogą zyskać na bezgotówkowych rozliczeniach. Tak, aby wzrost był zrównoważony i nie powodował finansowego wykluczenia – wskazuje Włodzimierz Kiciński, przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Jak budować nową gospodarkę

Jak pokazują badania fundamentem gospodarki elektronicznej jest zaufanie, które Polacy mają do bezgotówkowych form płatności. Dziś cieszą się one zaufaniem większym niż gotówka. Najważniejszy udział w budowaniu gospodarki bezgotówkowej mają instytucje związane z płatnościami: banki, instytucje płatnicze, organizacje wydające karty, akceptanci, a także telekomy czy nawet producenci smartfonów, które coraz częściej służą do płatności. Kluczową rolę odgrywa także wsparcie administracji publicznej, która bardzo intensywnie wspiera obrót bezgotówkowy. – Aby skutecznie propagować obrót bezgotówkowy, państwa powinny budować sojusze z sektorem prywatnym, który oferuje rozwiązania umożliwiające płatności bezgotówkowe – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR, odpowiedzialny za Obszar Usług Kartowych i Internetowych. – W Polsce takim sojusznikiem są banki oraz podmioty infrastrukturalne sektora, takie jak KIR. Przykładem inicjatywy, która ma duże znaczenie dla popularyzacji płatności bezgotówkowych jest umożliwienie powszechnego płacenia kartami lub smartfonami w instytucjach publicznych. Od kwietnia tego roku wspólnie z Min. Rozwoju realizujemy ogólnopolski Program upowszechniania płatności bezgotówkowych, skierowany urzędów wojewódzkich, marszałkowskich, urzędów miast i gmin oraz starostw powiatowych. Wkrótce objęta nim zostanie także Policja drogowa – dodaje Dariusz Marcjasz.

Karta pomaga przedsiębiorcy

Firmy są ważnym uczestnikiem bezgotówkowej gospodarki. Obecnie 210 tys. firm oferuje swoim klientom płatności kartą. Jednak zestawiając to z liczbą 1,8 mln. aktywnych przedsiębiorstw w Polsce, widzimy, że wciąż zaledwie 1 na 9 udostępnia taką możliwość. Dziś akceptacja kart staje się koniecznością i w najbliższych latach będą musiały się na to zdecydować wszystkie firmy o profilu handlowo-usługowym. Także wiele działających w innych branżach postawi na rozliczenia bezgotówkowe.

Celem niedawno powołanej Fundacji Polska Bezgotówkowa jest realizacja Programu Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego, przygotowanego przez sektor finansowy przy współpracy z Ministerstwem Rozwoju. Inicjatywa ta wpisuje się w realizację założeń rządowej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), a jej głównym celem jest podniesienie poziomu akceptacji płatności bezgotówkowych w Polsce.  Pozostałe działania Fundacji  są skoncentrowane między innymi na poszerzeniu infrastruktury akceptacji płatności bezgotówkowych i  instalacji nawet 600 tys. terminali w ciągu 3 lat, dzięki czemu ich liczba w Polsce podwoi się a to z kolei będzie miało przełożenie na zwiększenie udziału płatności bezgotówkowych w Polskiej gospodarce nawet do 80 proc. (taki poziom notowany jest obecnie w Szwecji). Przedsięwzięcie jest w całości finansowane przez sektor prywatny.

– Na upowszechnienie rozwiązań bezgotówkowych będzie też wpływać sytuacja na rynku pracy. Coraz większe trudności z zatrudnieniem nowych pracowników zmuszą firmy do stosowania rozwiązań samoobsługowych. Będą one korzystać głownie z płatności bezgotówkowych, bo jest to tańsze i wygodniejsze dla przedsiębiorcy. Już dziś mamy tego przykłady w handlu, gdzie część kas samoobsługowych przyjmuje tylko płatności mobilne i kartowe – wskazuje Włodzimierz Kiciński.

Płacąc bezgotówkowo, korzystamy z rozwiązań, które w opinii większości Polaków są szybkie i wygodne. Są także postrzegane jako bezpieczniejsze niż zapłata gotówką. Nikt nie powiem mieć zatem obaw by włączyć się w budowanie bezgotówkowego społeczeństwa. Konsumentów uwolni to od dźwigania portfeli, a przedsiębiorcom pozwoli zmniejszyć koszty obsługi gotówkowej. W ten sposób ograniczymy ogromy – wynoszący aż 18,5 mld zł – koszt korzystania z gotówki w naszej gospodarce (czyli 1 proc. PKB).

Wzrost ryzyka kredytowania małego biznesu

Z najnowszej ankiety Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że w drugim kwartale tego roku zaostrzeniu uległy warunki udzielania krótkoterminowych pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw. Z jednej strony wzrosły pozaodsetkowe koszty kredytu, a z drugiej skróceniu uległ maksymalny możliwy czas kredytowania. Banki zaostrzenie wymagań tłumaczą wzrostem ryzyka związanego z kredytowaniem małego biznesu, w szczególności kilku branż. Tradycyjnie do tych szczególnie mocno prześwietlanych przez instytucje finansowe należą budowlanka, transport, ostatnio także IT. Zawieszanie działalności, księgowość prowadzona w formule ryczałtu, a przede wszystkim strata na koniec roku zazwyczaj dyskwalifikują w oczach bankowców przedsiębiorców starających się o finansowanie.

Gdzie bank nie może…

Z tej samej ankiety NBP wynika, że banki odczuły zwiększenie się popytu na kredyty dla firm. Korzystają na tym inne instytucje finansowe, do których przedsiębiorcy zwracają się po środki na bieżącą działalność lub inwestycje. Niepokoju wyrażonego przez banki w ankiecie nie odczuwa branża faktoringowa, również zajmująca się finansowaniem działalności MSP.

– Nie podzielam obaw banków, my aktualnie nie wprowadzamy żadnych zaostrzeń warunków finansowania przedsiębiorstw. Oczywiście spośród zgłaszających się do nas są firmy mniej i bardziej stabilne, ale przy rzetelnej ocenie można zminimalizować ryzyko i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy finansowanie takiego podmiotu będzie rodziło problemy. Niezależnie od reakcji banków na bieżącą sytuację, firmy faktoringowe, takie jak nasza, zawsze w większym stopniu zwracają uwagę na kontrahentów naszego klienta i zawarte kontrakty, niż na bieżące zadłużenie w ZUS lub US, czy też krótki okres działalności przedsiębiorstwa – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Pieniądze pożyczone vs własne zarobione

Inny system oceny czy przedsiębiorca zasługuje na finansowanie i czy jego wsparcie nie niesie ryzyka, przynosi korzyści branży faktoringowej, która z roku na roku ma większy udział w finansowaniu firm. Jeszcze 10 lat temu udział był śladowy i niemal niezauważalny. Obecnie z takiej formy finansowania korzysta nawet 10% przedsiębiorców, a wzrost obrotów branży faktoringowej osiąga dwucyfrowe wskaźniki. Od stycznia do czerwca 2017 branża faktoringowa sfinansowała wierzytelności przedsiębiorców o łącznej wartości 83,6 mld zł. To wzrost o 13,6% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku (dane Polski Związek Faktorów – PZF).

– Obawy banków przed finansowaniem MSP zmuszają przedsiębiorców do poszukiwania innych źródeł finansowania. Naturalnym wyborem stają się firmy faktoringowe, które są relatywnie tańsze od firm pożyczkowych, a jednocześnie bardziej elastyczne w analizie, oczekiwanych zabezpieczeniach, a także już na etapie wykonywania umowy (finansowania konkretnych faktur). Właśnie elastyczność na każdym etapie współpracy z klientem uważam za nasz największy atut. Jednocześnie ciągle pracujemy nad tym, aby nasza oferta była jeszcze lepiej dopasowana do potrzeb i możliwości MSP. Od kilku lat intensywnie rozwijamy również siły sprzedażowe i analityczne, żeby nadążyć za potrzebami przedsiębiorców z grupy MSP – Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

W przypadku finansowania za pomocą faktoringu wypłacane są środki, które przedsiębiorca już zarobił i wystawił na nie niekwestionowaną przez odbiorcę fakturę, jednak zmuszony jest długo czekać na przelew. Faktoring zmniejsza ten czas do kilkudziesięciu godzin.

Jak pokazują międzynarodowe badania oraz obserwacje rynku pracy, uniwersalne kompetencje miękkie, przydatne w każdej specjalizacji i branży, są szeroko poszukiwane wśród kandydatów do pracy. Co więcej, znaczenie umiejętności społecznych i psychofizycznych na rynku pracy stale rośnie, a w roku 2030 nawet dwie trzecie zawodów będzie wymagało wysoko rozwiniętych kompetencji miękkich. Ekspert Hays wskazuje, w rozwój których obszarów kompetencyjnych warto inwestować.

W dzisiejszych czasach pracujemy coraz szybciej i intensywniej, na co ogromny wpływ ma nieustający rozwój technologiczny. Świat pracy ulega dynamicznym zmianom, pojawia się zapotrzebowanie na nowe umiejętności, powstają dotychczas nieznane obszary specjalizacyjne. Stąd też oprócz posiadanych mierzalnych umiejętności, bezpośrednio związanych z wykonywaną pracą, idealni kandydaci powinni także dysponować kompetencjami, które przygotują ich na ewentualne zmiany. Na znaczeniu zyskują nie tyle posiadane certyfikaty i szkolenia, lecz cechy charakteru zapewniające elastyczność i łatwość adaptacji w zmieniającym się środowisku pracy.

Jak pokazuje doświadczenie Hays, pracodawcy z licznych branż od kandydatów oprócz umiejętności twardych w równym stopniu oczekują rozwiniętych kompetencji miękkich, które pozwolą na szybką reakcję w obliczu nieustannych transformacji. Zakres poszukiwanych kompetencji jest szeroki, bowiem firmy poszukują od wrodzonej ciekawości i otwartości na zmiany, przez rozbudowane umiejętności komunikacyjne, aż po zdolność do szybkiej reorganizacji. Ekspert Hays wymienia sześć kompetencji miękkich, które powinien posiadać każdy specjalista.

  1. CHĘĆ DO NAUKI

Wbrew pozorom otwartość na kontynuację nauki i stały rozwój jest przez pracodawców uważana za kompetencję miękką i plasuje się na szczycie listy cech poszukiwanych wśród kandydatów. Jak uważa Agnieszka Pietrasik, Executive Manager w Hays Poland, idealny pracownik powinien aktywnie inwestować w rozwój posiadanej wiedzy – być na bieżąco z nowościami branżowymi, znać aktualne posunięcia konkurencji, uczestniczyć w konferencjach oraz monitorować zadowolenie klientów, aby poprawić lub udoskonalić świadczone usługi.

Bez względu na obszar specjalizacyjny, gotowość do dalszej nauki i śledzenie trendów są cechami wysoko cenionymi przez większość pracodawców. W końcu to od stanu wiedzy pracowników w dużej mierze zależy sukces firmy. Dlatego ubiegając się o pracę, warto podkreślić swoją chęć do dalszej nauki i podkreślić dotychczasowe działania ukierunkowane na rozwój zawodowy – twierdzi ekspertka. Co więcej, w parze z aktualną wiedzą idzie duża świadomość zmian zachodzących na rynku pracy. Wtedy o wiele łatwiej jest w porę dostrzec u siebie niedobór kompetencji aktualnie poszukiwanych na rynku oraz podjąć kroki w celu uzupełnienia braków.

  1. ORIENTACJA NA KLIENTA

Zdecydowana większość firm jest w zupełności uzależniona od klientów – ich liczby, rodzaju oraz kupowanych przez nich produktów i usług. Ogromne znaczenie dla biznesu ma także sposób, w jaki zmieniają się zachowania zakupowe oraz dostosowanie oferty do odmiennych preferencji klientów. Jako przykład może posłużyć wzrost zainteresowania zakupami dokonywanymi za pomocą sklepów online i aplikacji mobilnych. Zmian zachowań konsumentów widać także w świecie rekrutacji – niemal zawsze pierwszym źródłem wyszukiwania ofert pracy są strony internetowe, które umożliwiają bezpośrednie przesłanie aplikacji. – Dostęp do nowoczesnych technologii zmienia potrzeby klientów, od których zależny jest sukces każdej firmy. Stąd też organizacje poszukują pracowników, którzy rozumieją zmiany zachodzące w branży, cechują się otwartością na potrzeby obecnych i potencjalnych klientów oraz są w stanie zaproponować firmie odpowiednie rozwiązania – komentuje Agnieszka Pietrasik.

  1. ZDOLNOŚĆ ADAPTACJI

Umiejętność akceptowania i szybkiego dostosowania się do zachodzących zmian jest cechą wysoce poważaną wśród pracodawców. Zmiany są nieodłącznym elementem współczesnego świata pracy – metody wykonywania pracy o charakterze biurowym, technicznym, kreatywnym ulegają ciągłym przemianom. Jednak przyszłości nikt nie jest w stanie przewidzieć, a natura nadchodzących zmian w wielu przypadkach pozostaje zagadką. Dlatego też pracodawcy oczekują od kandydatów umiejętności radzenia sobie w zmiennym środowisku, szybkich reakcji oraz postrzegania nowości na rynku jako szansy na innowację i rozwój.

  1. UMIEJĘTNOŚCI KOMUNIKACYJNE I INTERPERSONALNE

Kontynuacja nauki oraz zdolność wymyślania innowacyjnych rozwiązań są mocnymi atutami kandydatów ubiegających się o pracę. Wszystkie posiadane kompetencje miękkie tracą jednak na znaczeniu, gdy brakuje umiejętności sprawnego komunikowania posiadanej wiedzy. Zdaniem Agnieszki Pietrasik, pracodawcy poszukują kandydatów, którzy posiadają rozwinięte umiejętności komunikacyjne oraz czują się pewnie rozmawiając z osobami zajmującymi różne stanowiska w hierarchii organizacyjnej. – Pracodawcy poszukują specjalistów, którzy patrzą na biznes w szerszej perspektywie oraz rozumieją kierunek, w którym rozwija się branża. Równie istotna jest umiejętność komunikowania swojej wiedzy, doświadczenia i przekonań, która przyczynia się do rozwoju pozostałych współpracowników. Pracodawcy stawiają przede wszystkim na umiejętności interpersonalne, a każdy specjalista powinien inwestować w rozwój tych kompetencji – radzi ekspertka Hays.

  1. SZACUNEK DLA POMYSŁÓW INNYCH

Idealny pracownik powinien mieć własne pomysły oraz bez obaw dzielić się nimi na forum publicznym. Nie mniej ważny jest jednak szacunek dla inicjatyw innych współpracowników. W organizacjach, które promują współpracę oraz różnorodność myśli i poglądów, innowacyjne rozwiązania dla bieżących wyzwań często powstają w wyniku debat oraz burzy mózgów prowadzonych na szeroką skalę. Od pracowników oczekuje się szacunku dla wszystkich pomysłów, umiejętności zachowania profesjonalnej postawy w trakcie dyskusji oraz zachowania konstruktywności wszelkiej krytyki. Warto pamiętać o otwartości na inicjatywy innych osób, inwestując w rozwój kompetencji miękkich.

  1. UMIEJĘTNOŚCI ORGANIZACYJNE

Ostatnim, lecz nie mniej ważnym rodzajem kompetencji miękkich są zdolności do odpowiedniej organizacji pracy. W niepewnych czasach, kiedy zachodzi wiele nieprzewidywalnych zmian, trudno jest przewidzieć, jaka w niedalekiej przyszłości będzie sytuacja gospodarcza i kondycja rynku pracy. W związku z tym, jednym z kluczowych priorytetów firm jest utrzymywanie wysokich wskaźników produktywności. To z kolei w sposób bezpośredni przekłada się na oczekiwania względem potencjalnych pracowników. – Pracodawcy poszukują kandydatów, którzy potrafią odpowiednio zaplanować realizację powierzonych zadań oraz tym samym zwiększyć efektywność. Umiejętność dobrej organizacji pracy przekłada się na dotrzymywanie terminów, pełne wykorzystanie dostępnych zasobów oraz lepsze wyniki. Firmy są tego świadome i tę świadomość powinni mieć także specjaliści poszukujący nowego miejsca zatrudnienia – twierdzi Agnieszka Pietrasik.

Wyprzedzenie oczekiwań pracodawców poprzez pozyskanie kompetencji miękkich jeszcze zanim zostanie podjęta decyzja o zmianie zawodowej, pomogą każdemu specjaliście wybić się na tle przyszłej konkurencji. Co więcej, rozwinięte kompetencje miękkie w połączeniu ze znajomością środowiska cyfrowego oraz biegłym wykorzystywaniem nowoczesnych technologii zdecydowanie ułatwią znalezienie wymarzonej pracy zarówno teraz, jak i za kilka lat.

 

Źródło: Hays Poland

22 września przypada Światowy Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy. Można więc przypuszczać, że w najbliższych dniach wielu pracowników spróbuje porozmawiać ze swoimi przełożonymi. Jednak coraz częściej zamiast podwyżki pensji firmy decydują się wynagradzać swoich pracowników pozapłacowymi benefitami, takimi jak ubezpieczenie medyczne, karnety na zajęcia sportowe lub ubezpieczenie grupowe. Zarówno w Polsce, jak i na świecie trend ten staje się coraz bardziej widoczny. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że pozapłacowe elementy wynagrodzenia są istotne dla 35 proc. Polaków.

Pracowniku….

W Internecie nie brak rad, jak masz się przygotować na rozmowę z szefem o podwyżce swojej pensji. Aby odnieść sukces wybierz wtorek, środę lub czwartek, nigdy poniedziałek, a optymalnie byłoby, gdyby taka rozmowa odbyła się w momencie, gdy twoja firma/dział/zespół odniosła jakiś spektakularny sukces. Musisz zastanowić się nad rzetelnymi argumentami, które mają przemawiać za podwyżką. Przemyśl, co wnosisz do firmy i jak może wyglądać twój rozwój zawodowy. Przed rozmową zadbaj o swój wygląd, ale także o ton głosu, gesty, czyli jednym słowem przeprowadź próbę generalną i potrenuj z kimś bliskim albo chociaż przed lustrem. Bądź odważny, ale nie przesadzaj z brawurą.

Pracodawco…

Nieważne, który członek twojego zespołu poprosi cię o podwyżkę. Bądź otwarty na rozmowę o jego przyszłości, również tej finansowej. Potraktuj swojego pracownika z szacunkiem. Decyzja o podwyżce nie zawsze należy tylko do ciebie, więc daj sobie czas do namysłu, rozmowę ze swoim przełożonym czy też działem HR. Pośpiech w takim przypadku nie jest najlepszym doradcą, tym bardziej, że musisz pamiętać, że funkcjonujesz na rynku pracownika, czyli nie tak łatwo będzie ci znaleźć utalentowanych, wykwalifikowanych i lojalnych członków swojego zespołu. Jeżeli jednak wszelkie kalkulacje pokażą ci, że nie możesz sobie pozwolić na podwyższenie pensji swoim podwładnym, choćbyś bardzo chciał, nie martw się. Nie jesteś na straconej pozycji.

Jeżeli nie pieniądze, to co?  

Co powinien zrobić szef, który z jakichś powodów, chociażby budżetowych, korporacyjnych czy proceduralnych, podwyżki swojemu pracownikowi dać nie może, a jednak uważa, że jego praca jest na tyle wartościowa, że zasługuje na wyróżnienie? W jaki inny sposób może docenić jego wysiłek? Tu z pomocą przychodzą pozapłacowe benefity: szkolenia, służbowy samochód lub laptop, pakiet opieki medycznej, karnet na zajęcia sportowe lub ubezpieczenie grupowe, gwarantujące ochronę w różnych trudnych sytuacjach życiowych. Wachlarz możliwości jest naprawdę duży. Czasem wystarczy zadbać o przyszłość, bezpieczeństwo, zdrowie podwładnych i ich najbliższych. Jak wynika z badania Glassdoor aż 84 proc. pracowników zadowolonych ze swoich benefitów równocześnie czuje satysfakcję z pracy.

I dla kogo?

Aż 90 proc. millenialsów woli benefity od podwyżki wynagrodzenia. A przypomnijmy, że do 2025 będą oni stanowić 75 proc. wszystkich pracowników. W grupie wiekowej 45-54 lata odsetek zwolenników benefitów również jest wysoki i wynosi 70 proc., a w grupie 55-64 lata 66 proc. Badanie Nationale-Nederlanden potwierdza, że przede wszystkim młodzi pracownicy są otwarci na takie rozwiązania. Pozapłacowe elementy wynagrodzenia, m.in. ubezpieczenie na życie, największym powodzeniem cieszą się wśród studentów (90 proc.) i osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych (50 proc.). Dla prawie dwóch trzecich badanych możliwość przystąpienia do ubezpieczenia grupowego w miejscu pracy jest wartościowym benefitem. I ponownie, największe uznanie dla tej formy odnotowano w grupie osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych – praktycznie wszyscy badani z tej grupy uznali to za ważne. Wśród pracujących na etacie było to 76 proc., a wśród prowadzących działalność gospodarczą 58 proc.

Dla pracowników benefity mają nie tylko wymierną korzyść w postaci opieki medycznej, czy ochrony, którą gwarantuje ubezpieczenie. Czynniki pozapłacowe mają przede wszystkim motywować ich do pracy i sprawiać, że nie będą musieli ćwiczyć przed lustrem proszenia o podwyżkę.

Wczoraj weszła w życie unijno-kanadyjska umowa o wolnym handlu CETA. Negocjacje trwały ponad siedem lat. Zdaniem Konfederacji Lewiatan skorzystają na niej polskie przedsiębiorstwa.

CETA znosi bariery celne i zrównuje firmy europejskie w prawie do udziału w procedurach zamówień publicznych z firmami kanadyjskimi w Kanadzie. Tworzy większe szanse dla sektora małych i średnich firm, bo zostały przewidziane w umowie dodatkowe mechanizmy wspierania wymiany handlowej i uproszczone procedury celne. Największe korzyści powinny odczuć w przyszłości takie sektory polskiej gospodarki jak – produkcja maszyn czy sektor chemiczny, bo to produkty z tych sektorów tworzą większość polskiego eksportu do Kanady.

– Ważne jest to, że polscy przedsiębiorcy wiele więcej towarów eksportują do Kanady niż sprowadzają zza oceanu, więc umowa poprawia dodatkowo warunki tego eksportu. Umowa poprawia także możliwości znajdowania zatrudnienia na rynku kanadyjskim przez polskich specjalistów, obejmuje uproszczone procedury delegowania pracowników i wprowadza wzajemność w uznawaniu kwalifikacji – mówi Maciej Jeleński, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Należy pamiętać, że firmy, które chciałyby skorzystać z pełnego potencjału umowy, powinny zarejestrować się przed końcem roku w bazie zarejestrowanych eksporterów REX – dodaje.

CETA jest pierwszą umową handlową, w której zaproponowany jest nowy sposób rozstrzygania sporów inwestycyjnych, obejmujący stabilny mechanizm rozstrzygania sporów, powołanie  trybunału, czy uzupełnienie procedury o drugą instancję.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...

Sprawdź rzetelność informacji w Internecie

Ogrom informacji pojawiających się w sieci każdego dnia negatywnie wpływa na ich jakość. W takich wa...