Home Tagi Wpis otagowany "Wieści z firm"

Wieści z firm

Zmiany technologiczne mają istotny wpływ na zachowanie pracowników. Aż 84 proc. z nich uważa, że jest istotne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii. Jak wynika z raportu Deloitte „The connected worker. Clocking in to the digital age”, mimo że pracownicy fizyczni i umysłowi w życiu prywatnym korzystają z technologii w bardzo podobnym stopniu, to w pracy różnice w tym obszarze są między nimi znaczące. Ponad połowa przebadanych pracowników fizycznych uważa, że ich kontakt z nowoczesnymi technologiami w miejscu pracy jest raczej sporadyczny, podczas gdy wśród pracowników umysłowych taką opinię wyraża jedynie 11 proc.

Deloitte przebadał ponad dwa tysiące pracowników umysłowych i fizycznych w Wielkiej Brytanii, którzy pracują w przemyśle budowlanym, infrastrukturalnym, usługach biznesowych i tzw. usługach profesjonalnych (prawo, usługi doradcze, usługi rekrutacyjne).

Eksperci Deloitte Digital uważają, że liczba tzw. connected workers, czyli osób, których życie zawodowe zmienia się wraz z rozwojem technologii cyfrowych, takich jak Internet Rzeczy, automatyzacja czy robotyzacja, będzie rosła. Aż 84 proc. pracowników wyraziło opinię, że jest ważne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii, które będą dla nich dostępne. Wśród pracowników umysłowych wskaźnik ten wynosił 88 proc., a wśród wykonujących pracę fizyczną 76 proc. Warto jednak zauważyć, że odsetek osób, które uważają korzystanie z nowoczesnych technologii przez biznes za czynnik mało istotny jest dwa razy większy wśród pracowników fizycznych niż umysłowych (24 do 12 proc.).

Przywiązani do technologii, również w miejscu pracy

Badanie Deloitte pokazało, że niezależnie od wykształcenia i rodzaju wykonywanej pracy ankietowani korzystają z dobrodziejstw technologii w życiu prywatnym w bardzo podobnym stopniu. Najczęściej badani korzystają z emaila (średnio 25 proc. wśród pracowników umysłowych i 24 proc. wśród pracowników fizycznych), komputera stacjonarnego lub laptopa (odpowiednio 23 i 22 proc.) oraz smartfonów (24 i 22 proc.). – Różnice pojawiają się, gdy ankietowani byli pytani o używanie tych samych narzędzi i technologii w miejscu pracy. Podczas, gdy w przypadku pracowników umysłowych właściwie nie ma różnicy w korzystaniu z maila i komputerów w pracy i poza nią, to w przypadku pracowników fizycznych widać, że w życiu zawodowym nie mają z nimi zbyt dużej styczności – mówi Jan Michalski, Partner, Lider zespołu TMT w Deloitte. W tej grupie używanie poczty elektronicznej czy komputera w pracy zadeklarowało jedynie 14 proc. badanych, a smartfonów 12 proc. Aż 47 proc. z nich używa za to swojego smartfona poza pracą częściej niż pięć razy dziennie, podczas gdy w miejscu pracy robi to jedynie 13 proc. Ponad jedna czwarta (27 proc.) sprawdza pocztę na swoim telefonie więcej niż pięć razy dziennie, a w pracy postępuje tak samo jedynie 15 proc. ankietowanych pracowników fizycznych. – Firmy zatrudniające dużą liczbę pracowników wykonujących pracę fizyczną powinny korzystać z tego faktu. Systemy informatyczne, które wykorzystują aplikacje mobilne, dają możliwość komunikacji między pracownikami oraz lokalizowania w jednym miejscu istotnych dla nich informacji – dodaje Wojciech Górniak, Dyrektor w Deloitte Digital.

Eksperci Deloitte podzielili ankietowanych według częstotliwości korzystania przez nich z nowych technologii. Tzw. „power users” używają nowoczesnych technologii częściej niż pięć razy dziennie. Wśród przebadanych pracowników umysłowych jest ich dwa razy więcej niż wśród pracowników fizycznych (36 vs. 18 proc.). Z kolei w tej grupie ponad połowa respondentów (51 proc.) zadeklarowała, że ich związek z technologiami w miejscu pracy jest luźny i sporadyczny. Wśród pracowników umysłowych takiej odpowiedzi udzieliło jedynie 11 proc. ankietowanych.

Elastyczność zamiast bezpieczeństwa

Jak nowoczesne technologie wpływają na życie pracowników? Zarówno pracownicy umysłowi, jak i fizyczni są zdania, że ułatwiają one pracę (odpowiednio 25 i 32 proc.). Ich zdaniem poprawiają także wydajność całej organizacji (odpowiednio 23 i 16 proc.) oraz pozwalają wypełnić szybciej powierzone im zadania (odpowiednio 22 i 13 proc.). Technologie oferują również elastyczność. W miejscu pracy oczekuje jej 63 proc. pracowników umysłowych i 43 proc. pracowników fizycznych. Aż 56 proc. reprezentantów tej pierwszej grupy byłoby w stanie zrezygnować z bezpieczeństwa socjalnego w pracy na rzecz elastyczności. W grupie pracowników umysłowych odsetek ten jest znacznie niższy i sięga 19 proc.

Główne siły napędzające cyfrową transformację w firmach pochodzą z trzech obszarów: wewnątrz przedsiębiorstwa, pracowników i otoczenia zewnętrznego. – Firmy na całym świecie są pod coraz większą presją, aby zwiększać produktywność. Korzystanie z technologii cyfrowych w większym stopniu niż dotychczas może ten proces wspomóc. Należy jednak pamiętać, że to ludzie są kluczowym elementem sektora usług, a zmiany technologiczne mają istotny wpływ na ich zachowanie i, jak pokazuje badanie Deloitte, pracownicy doceniają wsparcie technologiczne w pracy. Zarówno wśród pracowników umysłowych jak i fizycznych widać przywiązanie do technologii. Coraz częstsze i bardziej zaawansowane korzystanie z niej w życiu osobistym już wpływa na nasze zachowania – również w miejscu pracy. Od cyfryzacji biznesu nie ma zatem ucieczki – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital CE.

 

Źródło; Deloitte Digital

Część firm wejdzie w szarą strefę, część będzie omijać 13 zł za godzinę. To jest stosowane wśród mniejszych firm, które nie są w stanie przerzucić całego kosztu na klienta – mówi Jacek Pogonowski, Prezes Konsalnet Holding S.A.

Prezes Konsalnet Holding S.A. Jacek Pogonowski ocenił, że wpływ zakazu handlu w niedzielę będzie negatywny. –I to nie tylko na branżę ochrony osób i mienia. Przeżywali to Węgrzy i nie był to ciekawy eksperyment .  Firmy ochrony dotknie następna fala zwolnień ludzi, bo nie będzie potrzebnych aż tyle osób – dodał.

Prezes Pogonowski zaznaczył, że stawka minimalna na poziomie 13 zł to było jedno z kilku wydarzeń, które zdarzyły się przez ostatnie 2 lata. – Najpierw było ozusowanie umów zleceń, teraz mamy 13 zł za godzinę – tłumaczył.- Wpływ jest taki, że klienci muszą zdecydowanie więcej zapłacić. Trochę mniej ludzi pracuje, przynajmniej w naszej firmie, bo niektórzy klienci nie są w stanie płacić firmie za 5 ochroniarzy, to kupują tylko 4 – wyjaśnił.

Prognozował, że nastąpi okres przejściowy, gdzie firmy będą kombinować jak przetrwać. – Część wejdzie w szarą strefę, część będzie omijać 13 zł. To jest stosowane wśród mniejszych firm, które nie są w stanie przerzucić całego kosztu na klienta – zaznaczał Prezes.

Prezes Konsalnet Holding S.A. podał, że w segmencie ochrony fizycznej płace to jest 70-80 proc. kosztów firm.

Krokiem do przodu jest wejście klientów w systemy CCTV, systemy elektronicznego dozoru. Czyli więcej techniki, mniej ludzi – mówił.

Dzięki temu, w przyszłości klient będzie narażony na mniejszy wzrost kosztów i lepszą ochronę, bo jednak człowiek jest zawodny czasami – dodał. Przyznał również, że rynek ochrony jest bardzo rozdrobniony oraz warty prawie 9 mld zł. – Nienaturalnie rozdrobniony jeżeli patrzeć na Europę – ocenił.

Prezes zaznaczył, że rynek konsoliduje się od kilku lat i dalej będzie się konsolidował. – Jesteśmy liderem i kupujemy mniejsze firmy – przyznał. – Nowe zmiany, szczególnie 13 zł, wymuszą szybszą konsolidację – dodał.

Prezes Jacek Pogonowski prognozował, że za kilka lat graczy będzie nadal dużo. – Mamy obecnie 2 tys. firm i będzie ich mniej, ale wielcy gracze będą mieli jeszcze większy udział w rynku – ocenił.

Będziemy szli w kierunku, gdzie 3-4 największych zwiększy swój udział kosztem mniejszych – dodał.

9 mld zł to jest rynek usług ochrony osób i mienia. – Z tego 75 proc. to są usługi proste, ochrony fizycznej, czyli stojący lub siedzący gdzieś ochroniarze. Pozostałe 25 proc. to jest cash handling, czyli usługa liczenia i transportowania wartości pieniężnych – wyliczył.

Oprócz tego jest jeszcze rynku warty 2 mld zł związany z systemami, ze sprzętem i oprogramowaniem. One się dość szybko rozwijają i to się przenika. Firmy ochroniarskie będą coraz bardziej wchodziły w ten segment technologiczny – dodał.

Prezes Pogonowski wyjaśnił, że rynek ochrony rozwija się w Polsce w ostatnich 2 latach w tempie dwucyfrowym, dlatego że ceny usług dramatycznie rosną. – W okresie 5 ostatnich lat jest to średnio 5 proc. wzrostu rocznie – ocenił.

Nie wiadomo ile klienci są w stanie wytrzymać wzrostów kosztów. 2 lata temu branża biła na alarm, że klient nic nie jest w stanie wytrzymać. Okazało się, że jednak klienci potrzebują tej usługi. Potem było 13 zł i też to przeszliśmy. Jednak to nie może trwać w nieskończoność. Zobaczymy ile klient wytrzyma – podsumował.

 

Więcej na: www.konsalnet.pl

Z opublikowanego w lipcu badania Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, iż kredyt bankowy jest obecnie najbardziej powszechnym źródłem finansowania dla 48 proc. średnich firm (o rocznych obrotach w wysokości od 3,6 mln do 30 mln zł) oraz dla 37 proc. małych przedsiębiorstw (posiadających obroty do 3,6 mln zł). Odnotowano także 2,5- krotny wzrost liczby kredytów inwestycyjnych w stosunku do 2015 roku. Warto jednak zwrócić uwagę na brak dostępności danych dotyczący liczby przedsiębiorstw, która jest zmuszona spłacić swoje kredyty przed terminem lub na nowych, mniej korzystnych warunkach.

Fakt, iż przedsiębiorcy dużo częściej korzystają z kredytów inwestycyjnych to bardzo pozytywny sygnał ożywienia koniunktury. Pamiętajmy jednak, iż firmy korzystające z tego typu inwestowania muszą zakładać, że przez kilka lat w przód będą miały świetną sytuację. Należy mieć na uwadze fakt, iż w każdej umowie kredytowej jest zapis, który mówi, że jeśli sytuacja kredytobiorcy ulegnie pogorszeniu bank może ją wypowiedzieć, a w konsekwencji czego skrócić czas spłaty. Niestety wciąż większość polskich firm nie przykłada uwagi do wizerunku finansowego, narażając się właśnie na takie ryzyko.

Większość obecnie polskich przedsiębiorców (zarówno z sektora MSP jak i dużych firm) nie zarządza prawidłowo swoją zdolnością kredytową – co prowadzi do pogorszenia kondycji finansowej, która staje się w takiej sytuacji wypadkową zupełnie przypadkowych działań oraz uwarunkowań zewnętrznych. Ten trend potwierdzać mogą dane opublikowane w lipcu przez BIG InfoMonitor i BIK z których wnika, iż  zatory płatnicze to jeden z największych problemów polskiej gospodarki. Zaległości rodzimych firm wobec kontrahentów i banków wynoszą już 19 mld zł. Natomiast dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, pokazują, iż blisko połowa przedsiębiorców sięgnęłaby po pieniądze z banku jedynie po to, aby rozwiązać kłopoty finansowe.

Nasze obserwacje dowodzą, iż 3 z 5 rodzimych przedsiębiorców o kondycji finansowej swojej firmy dowiaduje się od analityka bankowego podczas wnioskowania o kredyt. Brak informacji o parametrach finansowych przedsiębiorstwa, nie pozwala świadomie zarządzać zdolnością kredytową firmy. Bieżący monitoring daje szansę obrania kierunku w jakim powinny być skoncentrowane działania, dla osiągnięcia pozytywnych wyników.

Z raportu Związku Banków Polskich wynika także, iż zarządzający finansami firm z sektora MSP najczęściej czerpią informacje o produktach i usługach bankowych bezpośrednio od pracowników banków, za pośrednictwem internetowych stron banków, od znajomych, bądź reklam internetowych. Właśnie dlatego dochodzi do zjawiska korzystania z produktów bankowych niedostosowanych do danego etapu rozwoju firmy.

Przykładem może być sytuacja kiedy firmy, które poczyniły duże nakłady inwestycyjne biorą kredyt obrotowy, tylko dlatego, iż jest wygodniejszy i szybciej dostępny z proceduralnego punktu widzenia. Rezultatem jest pogorszona kondycja finansowa firmy oraz problemy z płynnością. W takich przypadku wcześniej powinna zostać przygotowana analiza finansowa sytuacji danego podmiotu. Nie zawsze najprostsze i najwygodniejsze rozwiązania bywają skuteczne.

Autor: Marek Sagan, Główny Ekonomista, Sagan Consulting.

 

Największe wyzwania w pracy specjalistów kadrowo-płacowych to rekrutacja odpowiednio wykwalifikowanych kadr. Tak uważa połowa respondentów badania przeprowadzonego przez Sage w Polsce oraz 88% HR-owców w USA i Wielkiej Brytanii . Czy pozyskanie pracownika na polskim rynku będzie coraz trudniejsze?
Zjawisko ma charakter globalny. Umacniający się rynek pracownika i presja płacowa jest wyzwaniem dla 40 proc. badanych. IT wspiera już zarządzanie produkcją, sprzedażą, księgowością, logistyką czy marketingiem. HR to obszar, który wciąż czeka na cyfrową rewolucję.

Nowy pracownik szuka ludzkiej firmy
Młodsze pokolenia obeznane z technologią stają się coraz bardziej wymagające, preferując na przykład elastyczne formy zatrudnienia, czasu i miejsca pracy. Co więcej, osoby wykonujące pracę dla biznesu nie są przywiązane do biurka i etatu. Przewiduje się , że w ciągu najbliższych 25 lat maszyny zastąpią ludzi w wielu dziedzinach – automatyzacja i digitalizacja gospodarki może usunąć z rynku 47 proc. zawodów wykonywanych przez ludzi. Ponad połowa Polaków będzie utrzymywać się z pracy w kilku zawodach, pojawią się nowe profesje z najbardziej wiedzochłonnego obszaru IT oraz analityki. Wysokie, zróżnicowane kompetencje pozostaną w cenie, dlatego starsze pokolenia także będą zwiększać swoje wymagania wobec pracodawców. Wszyscy chcą czerpać z pracy satysfakcję.
Big Shift, czyli czwarta rewolucja przemysłowa, tworzy nowe środowisko dla ludzi i biznesu, w którym mają uzyskać przewagę konkurencyjną. Cyfryzacja procesów kadrowo-płacowych może wesprzeć firmy w pozyskiwaniu i utrzymaniu zasobów ludzkich niezbędnych do realizacji działań przedsiębiorstwa, a więc bytu i rozwoju.

Automatyzacja i projektowanie zadowolenia z pracy
Badania Sage People wskazują, że aż 84 proc. działów kadrowych z USA i Wielkiej Brytanii ma kłopot z rekrutacją talentów, zaś 70 proc. z zatrzymaniem najlepszych pracowników. Ankietowani podkreślają, że 40 proc. swojego czasu przeznaczają na prace administracyjne, czyli wypełnianie tabelek i formularzy.
Jednocześnie aż 87 proc. badanych czuje potrzebę skupienia się na utrzymaniu własnych pracowników. Składa się na to badanie potrzeb, budowanie ścieżek kariery, czyli szukanie i wdrażanie rozwiązań podnoszących poziom zadowolenia ludzi z pracy, tzw. positive work experience. Wprowadzanie automatyzacji procesów kadrowo-płacowych pozwala służbom HR zyskać czas na pracę z człowiekiem i budowanie jego zadowolenia z pracy – w efekcie podnosząc efektywność biznesu. Wyniki badania Sage People pokazują, że 80 proc. najszybciej rozwijających się firm korzysta ze zautomatyzowanych procesów HR.

Nauki społeczne i szkolenia w cenie
Badania polskiego oddziału Sage wskazują, że 77 proc. specjalistów czuje silną potrzebę rozwoju kompetencji i dodatkowe środki finansowe przeznaczyłaby na rozwój osobisty oraz szkolenia. Wynika to z rosnących oczekiwań wobec zawodu oraz bardzo zmiennego środowiska prawnego i rynku pracy, które zwiększają ilość pracy. Przedsiębiorcy stawiający na rozwój swoich działów HR, w tym szkolenia w obszarze nauk społecznych, jak psychologia biznesu, czy socjologia wygrywają rywalizacjęo nowego pracownika, do którego trzeba mieć wielowymiarowe podejście.

Rozwiązania on-demand
Polscy specjaliści ds. kadr i płac są zapracowani, potrzebują wsparcia. Niemal 1/3 z badanych przeznaczyłoby dodatkowe środki na nowe etaty w dziale zaś 38 proc, na dodatkowe lub nowe oprogramowanie. Rozwiązania chmurowe tzw. on-demand poprawiają efektywność pracy na linii kadrowiec – pracownik, a pozyskiwanie danych, ich weryfikacja i aktualizacja mogą przebiegać w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca globu. Daje to pracownikom swobodę realizacji zadań w dogodnym dla nich momencie. Biznes ma w czym wybierać.
– Wsparcie w systemach IT obsługujących obszar HR dla przedsiębiorców jest dostępne. Można skorzystać z rozwiązań, które już na etapie rekrutacji sprawdzą kwalifikacje kandydatów. Budują one, wraz z innymi narzędziami, markę pracodawcy i pozytywne warunki pracy i rozwoju tzw. employee experience. Platformy analizują dane pracowników, proponują szkolenia zmniejszając lukę kompetencyjną i pomagają budować dziś ścieżki kariery tak, aby pracownik wiedział, jak pracodawca widzi jego rolę w firmie i co może mu zaoferować w przyszłości. Ze względu na trend odchodzenia od biurka i etatu, w utrzymaniu pracownika sprawdzają się rozwiązania chmurowe. Umożliwiają one dostęp do danych i wymianę informacji wewnątrz firmy z każdego miejsca, o dowolnej porze, a także obsługują legislacje różnych krajów – w zglobalizowanej gospodarce coraz więcej pracowników to obcokrajowcy. Rozwiązania HR, które są rzeczywistą inwestycją w biznes, mogą także monitorować czas pracy oraz analizować adekwatność wynagrodzenia do umiejętności, dają więc policzalne wskaźniki zwrotu z inwestycji w kadry – mówi Cezary Karolczyk, ekspert obszaru kadr i płac w Sage w Polsce.

Pracownik jak klient
Nowy pracownik jest wymagający. Aż 44,2 proc. badanych w Polsce specjalistów uważa, że w obliczu zmian prawa i sytuacji na rynku pracy rozwój osobisty i zawodowy stanowi największe wyzwanie. Rekrutujący nie różnią się bardzo od rekrutowanych. Stawiają na siebie, czują się ważni w organizacji, mają świadomość istotności swojego zawodu i służby HR dla biznesu.
Trend konsumeryzacji rynku pracy zakłada przełożenie stosowanych w marketingu sprzedaży praktyk na procesy rekrutacji i utrzymania pracownika. Odpowiednia dbałość o markę pracodawcy przekłada się na łatwość pozyskiwania zasobów ludzkich. Informowanie zespołu o wydarzeniach w firmie, jej celach, zmianach w biznesie to jedynie połowa sukcesu. Dziś na rynku sprzedaży produktów i usług standardem jest dialog z klientem i indywidualizacja kontaktów, także przez media społecznościowe. Podobnie warto podejść do kontaktów z zatrudnionymi i potencjalnymi pracownikami. Sprzyja temu spłaszczenie struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa i idący w ślad za rozluźnieniem hierarchii, nieustanny dialog. Ważne jest w takich przypadkach monitorowanie zadowolenia z pracy i szukanie rozwiązań. Bez podobnych działań, wprowadzane zmiany mogą okazać się pozorne. Ponad połowa managerów wyższego szczebla w badaniu Sage People uznała, że reprezentują firmę o kulturze „People Company”, ale mniej niż ¼ pracowników tych przedsiębiorstw się z nimi zgodziła. Uważne wsłuchanie się w głos pracowników działu HR z pewnością wesprze firmę w budowaniu kultury organizacji dla nowego pracownika.

 

Źródło: Sage

Wczoraj do grona spółek windykacyjnych notowanych na warszawskim parkiecie dołączył GetBack. Oferta publiczna opiewająca na kwotę 740 mln zł cieszyła się sporym zainteresowaniem ze strony inwestorów indywidualnych, lecz dużo mniejszym wśród instytucji, które wymusiły mocne obniżenie ceny emisyjnej. Mimo to niniejszy debiut był drugim największym IPO w tym roku (choć niebawem spadnie na trzecią pozycję – po debiucie Play-a). Sam GetBack jest niezwykle dynamicznie rozwijającym się podmiotem, zwłaszcza na tle konkurencji. Niestety, inauguracja notowań rozczarowała. Pierwsza cena akcji na rynku wtórnym była o 2% wyższa od ceny emisyjnej, a pierwszy dzień zakończył się zaledwie symbolicznym plusem. Kurs praw do akcji zaś zanotował minimalną stratę.  Niewielu inwestorów było gotowych handlować po tych cenach – obrót ogółem wyniósł ok. 25 mln zł. Dla porównania – na tegorocznym debiucie Dino dokonano transakcji na ponad 300 mln zł. Jednak kluczowym pytaniem pozostaje: czego można oczekiwać w szerszym horyzoncie czasowym?

Rynek windykacyjny w Polsce znajduje się w fazie dynamicznego wzrostu. Jego wartość na koniec 2016 r. została oszacowana na 88 mld zł tj. o 68 mld zł więcej niż w 2010 r. Największym graczem jest oczywiście Kruk, który posiada nieco ponad 40% udziału w rynku. Niemniej, pomimo swojej zaledwie 5-letniej historii GetBack zdołał wywalczyć drugą pozycję z udziałem na poziomie 21%. Spółka zakłada, że w 2019 r. zasiądzie w fotelu lidera, co,  zakładając utrzymanie dotychczasowego tempa rozwoju, wydaje się celem realnym. Warto zauważyć, że GetBack co roku podwaja wielkość przychodów oraz zysków. To efekt nie tylko dynamicznych zakupów wierzytelności, ale również oryginalnej, efektywnej i znacznie bardziej agresywnej niż w przypadku konkurencji polityki egzekwowania długów.

GetBack na tle swoich rynkowych rywali odznacza się także wyższym zwrotem z kapitałów własnych oraz wynikającym z dynamiki wzrostu bardzo szybkim tempem wzrostu zadłużenia. Druga największa spółka windykacyjna w Polsce jest prężnie rozwijającym się podmiotem na ciekawym i rosnącym rynku. Co więcej, niniejsza branża zyskuje również na atrakcyjności w innych krajach np. w Rumunii, czy też we Włoszech, co stanowi dodatkową szansę rozwoju dla poszczególnych spółek, którą stara się wykorzystać m.in. Best. Dodatkowo analiza historyczna potwierdza, że przy największych debiutach strategia kupuj i trzymaj często okazuje się bardzo skuteczna. Warto zauważyć, że akcje Kruka od debiutu w 2011 r. podrożały o ponad 650%, pomimo że ta oferta była niemal dwukrotnie mniejsza od tej w przypadku GetBack-a.

Należy jednak pamiętać, że spółka o takim profilu jak GetBack nie jest odpowiednią propozycją dla inwestorów oczekujących dywidend. Drugi największy podmiot windykacyjny w Polsce nie dzieli się zyskami z akcjonariuszami i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych latach sytuacja ta miała ulec zmianie. Ponadto nie można zapomnieć o czynnikach ryzykach związanych zarówno z całym rynkiem, jak i z samą spółką. Z perspektywy branży istotne źródło ryzyka stanowią potencjalne zmiany regulacji prawnych m.in. planowane skrócenie okresu przedawnienia wierzytelności z 10 do 6 lat. Niemniej z drugiej strony, coraz bardziej restrykcyjna polityka nadzorcza KNF-u zachęca banki do sprzedaży niewygodnych aktywów spółkom windykacyjnym.

Z kolei dokonując analizy sytuacyjnej spółki należy zwrócić szczególną uwagę na jej skuteczną strategię, która znajduje się w centrum zainteresowania UOKiK. Póki co nie ma powodów do obaw, choć nie można tego faktu bagatelizować, bowiem owa strategia jest niewątpliwie przewagą konkurencyjną GetBack-u. Inwestorzy powinni także pamiętać, że głównymi akcjonariuszami nowej spółki na GPW są fundusze private equity, co w nieco szerszej perspektywie czasowej generuje zagrożenie zmiany struktury własnościowej, zwłaszcza że te dopiero rok temu kupiły GetBack, a już teraz dokonały monetyzacji części swoich udziałów. Należy również dodać, że spółka należąca niegdyś do Leszka Czarneckiego odznacza się faktycznie wysoką zdolnością do regulowania zobowiązań, jednak jej pozostałe wskaźniki zadłużenia pozostają relatywnie wysokie. Emisja akcji zapewne wpłynie na ich poprawę, lecz w szerszej perspektywie można oczekiwać dalszego wzrostu zadłużenia. Oczywiście aspekt ten nabierze dodatkowego znaczenia w świetle ewentualnych podwyżek stóp procentowych.

Podsumowując, duży debiut, zwłaszcza firmy dynamicznie rozwijającej się, to niewątpliwie szansa na dalszy wzrost ceny akcji, aczkolwiek to nie reguła. Co więcej nie należy zapominać, że nie istnieje taka inwestycja na rynku kapitałowym, która jest gwarantem zysku. Entuzjazm inwestorów indywidualnych wokół GetBack-u wydaje się być uzasadniony, choć należy zachować ostrożność i nie lekceważyć potencjalnych zagrożeń, których materializacja mogłaby negatywnie wpłynąć na dotychczasowe tempo rozwoju, co przy braku polityki dywidendowej istotnie obniżyłoby atrakcyjność drugiej największej spółki windykacyjnej w Polsce.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu kolejny rok notuje wzrost, jakiego inne gałęzie polskiej gospodarki mogą mu tylko pozazdrościć. Motorem napędowym branży są inwestycje zagraniczne, realizowane w naszym kraju głównie przez firmy z USA.

W ciągu 12 miesięcy, od kwietnia 2016 roku w naszym kraju otwarte zostały 92 centra usług. Wśród nowych placówek zdecydowanie najwięcej jest inwestycji z USA. Amerykanie otworzyli w tym czasie 21 centrów, a firmy polskie zajmujące pod tym względem drugą pozycję stworzyły 16 placówek. Jak czytamy w najnowszym raporcie ABSL, w analizowanym okresie widoczny był także napływ inwestycji z Wielkiej Brytanii (8 centrów), Niemiec i Szwecji (po 7 nowych centrów) i Szwajcarii (5). Swoją obecność w sektorze umocnili również inwestorzy z Ukrainy i państw azjatyckich, wymieniają autorzy raportu.

Wśród placówek zagranicznych dominują centra amerykańskie

Amerykanie zajmują wiodącą pozycję pod względem liczebności placówek zagranicznych w naszym kraju. Wśród 748 centrów prowadzonych przez inwestorów z zagranicy 237 należy do firm amerykańskich. Więcej jest tylko centrów polskich (330), a na trzeciej pozycji w strukturze centrów pod względem pochodzenia inwestycji plasuje się grupa podmiotów, których firmy macierzyste mają siedziby w krajach nordyckich (109).

– W sektorze nowoczesnych usług dla biznesu dane wskazują wciąż, że największy odsetek nowych centrów operacyjnych otwierają firmy zza Atlantyku, warto jednak podkreślić fakt, że to inwestorzy europejscy, w tym głównie z Niemiec i krajów skandynawskich wyraźnie zwiększyli swoją aktywność i są stałym gościem w Centrach Obsługi Inwestora w polskich miastach – wyjaśnia Wiktor Doktór, prezes fundacji Pro Progressio, zajmującej się rozwojem i promocją branży outsourcingowej w Polsce. – Należy się spodziewać, że to właśnie Europa, a nie USA w kolejnych latach będą kluczowym graczem na rynku BPO, SSC, GBC czy CoE. W obszarze ITO możemy się spodziewać rosnącej roli inwestorów z Ukrainy – przewiduje Wiktor Doktór.

Jeśli idzie o zatrudnienie, także najwyższy udział mają obecnie centra z USA, w których pracuje co trzecia osoba zatrudniona w branży w naszym kraju. Firmy polskie odpowiadają za jedną piątą zatrudnienia w sektorze, a centra z krajów nordyckich za 10 proc.

Amerykanie zatrudniają w Warszawie co drugą osobę pracującą w sektorze

Jak zauważają specjaliści Walter Herz, centra amerykańskie największy wkład w zatrudnienie mają w Warszawie. Pracuje w nich niemal połowa osób zatrudnionych w sektorze usług dla biznesu w aglomeracji. Eksperci zaznaczają, że firmy z USA są głównym pracodawcą w segmencie BPO/SSC w pięciu z siedmiu głównych ośrodków usług biznesowych w Polsce. Poza Warszawą, także w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i we Wrocławiu. Jedynie w Aglomeracji Katowickiej i w Łodzi na pierwsze miejsce przebijają się firmy rodzime.

Według ostatnich danych ABSL, firmy zagraniczne prowadzą w naszym kraju łącznie prawie 70 proc. wszystkich jednostek BPO/SSC, które skupiają ponad 80 proc. ogółu pracowników sektorowych.

Doradcy Walter Herz zwracają uwagę na średni wzrost zatrudnienia w zagranicznych centrach BPO/SSC, który sięga w Polsce aż 19 proc. rocznie. Jak informują specjaliści, w okresie od I kw. 2016 do I kw. 2017 roku firmy z zagranicy stworzyły trzy na cztery nowe miejsca pracy w sektorze. Podają, że w zagranicznych centrach w całym kraju pracuje niemal 200 tys. osób, a w placówkach prowadzonych przez polskie firmy niespełna 50 tys. Eksperci przytaczają szacunkowe dane, które wskazują na 220 tys. osób, które mają być zatrudnione w centrach zagranicznych w Polsce w 2018 roku.

24 tys. nowych miejsc pracy wygenerowanych przez inwestorów zagranicznych 

W działających u nas centrach usługi świadczone są głównie na rzecz Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA. Poza tym, także dla klientów z Francji, Polski, Szwajcarii i Holandii. Połowa z firm sektorowych ma zasięg globalny i pracuje na rzecz podmiotów z wielu części świata.

Obecnie w naszym kraju prowadzi centra 524 firmy z zagranicy, wśród nich jest 80 inwestorów z listy Fortune Global 500 (2016), którzy generują ponad jedną czwartą zatrudnienia w sektorze.

Bilans 12 miesięcy analizowanych przez ABSL to 76 nowych centrów usług dla biznesu otwartych w Polsce przez zagraniczne firmy i 24 tys. stworzonych miejsc pracy. Podczas, gdy polskie firmy zainicjowały 16 nowych centrów, w których zatrudnienie znalazło 8 tys. osób.

Największe centra zatrudniają ponad 4 tys. osób

Eksperci Walter Herz wskazują, że liczne firmy, które prowadzą działalność w Polsce decydują się na dalszą ekspansję, otwierając placówki w kolejnych miastach, dzięki czemu powstało kilkanaście nowych centrów. W tej grupie inwestorów wymieniają firmy Credit Suisse, GFT i Luxoft, które otworzyły centra w Warszawie, arvato Polska i Groupon, które postawiły na Katowice, nową jednostkę Transcom WorldWide w Białymstoku, placówkę Diebold Nixdorf w Szczecinie, czy centra Atos, JCommerce i PwC w Opolu.

Do firm, które zainwestowały w polski sektor BPO/SSC najwięcej należą IBM, Capgemini, Credit Suisse, Atos, Nokia i Citibank. Każda z nich zatrudnia ponad 4 tys. osób. Wśród polskich liderów branży specjaliści Walter Herz wyliczają m.in. Comarch, Asseco i Grupa OEX.

Przewaga konkurencyjna Polski w regionie

Z danych zawartych w analizie ABSL jasno wynika, że to głównie dzięki inwestycjom zagranicznym sektor nowoczesnych usług dla biznesu wyrasta w Polsce na jedną z najsilniejszych dyscyplin gospodarczych. Atutem naszego kraju jest bardzo korzystny alians dostępnych zasobów kadrowych, optymalnych kosztów i umiarkowanego ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w naszym regionie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Polska oferuje możliwość realizacji inwestycji w wielu aglomeracjach miejskich, które dysponują odpowiednim zapleczem.

Poza tym, inwestorzy mogą liczyć u nas na szeroki wachlarz instrumentów wsparcia sektora. Firmy mogą skorzystać z bezpośrednich dotacji budżetowych na nową inwestycję i/lub utworzenie nowych miejsc pracy, ulg podatkowych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, w tym zwolnienia z podatku CIT, dofinansowania w ramach wsparcia inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw, a także ulgi podatkowej na działalność B+R i zwolnienia z podatku od nieruchomości, wymieniają specjaliści Walter Herz.

 

Autor: Walter Herz

W Polsce na badania i rozwój przeznacza się zaledwie 1% PKB. Średnia unijna jest ponad dwa razy większa. Pozytywnym zjawiskiem jest fakt, że dynamika wzrostu tego wskaźnika jest u nas zdecydowanie większa niż w większości krajów UE- wynika z raportu przygotowanego dla ZUT NOT przez Ex Metrix na podstawie danych GUS i Eurostatu.

Fundusze Private Equity/Venture Capital w Polsce, niechętnie przeznaczają swoje środki na przedsięwzięcia typu Seed i Start-UP. Dysproporcja w tym przypadku jest jeszcze większa niż w wydatkach R&D. Zaangażowanie Venture Capital w przedsięwzięcia we wczesnej fazie ich rozwoju wyrażone jako procent PKB jest w Polsce 10 razy mniejsze niż na przykład w Danii i Luksemburgu.

To powód, dla którego wiele rodzimych, rokujących projektów, rozwijanych jest poza granicami kraju lub sprzedawanych zagranicznym podmiotom.

Dlatego tak potrzebne są wszelkie formy wspierania firm we wczesnych fazach rozwoju. Temu właśnie służy konkurs „Laur Innowacyjności”, który właśnie rozpoczyna 7 edycję. Ma on na celu wspieranie innowacyjnych polskich technologii, produktów i usług. Do udziału w nim mogą się zgłaszać wszystkie firmy zarejestrowane w Polsce, prezentując swoje innowacyjne rozwiązania.

Ocenia je niezależna kapituła, w skład której wchodzą profesorowie polskich i zagranicznych uczelni oraz eksperci, rzeczoznawcy z uprawnieniami państwowymi, zrzeszeni w Zakładzie Usług Technicznych Rady Stołecznej Naczelnej Organizacji Technicznej w Warszawie, która przeprowadza konkurs. Laureaci otrzymują statuetkę, złotego, srebrnego, brązowego Lauru Innowacyjności i prawo do umieszczenia na swojej stronie internetowej logo konkursu, który przez ostatnie 6 lat wypracował już uznanie środowiska i rozpoznawalną markę, o czym świadczy choćby fakt, że co roku zgłaszają w nim swój udział takie firmy jak KGHM, Tauron, Energa, Enea.

Konkurs odbywa się pod patronatami wielu ministerstw i instytucji publicznych (m.in. NCBiR, PAN, PARP, PAIZ).

Zapraszamy na konferencję prezentującą raport i inaugurującą tegoroczną edycję konkursu!

 

Źródło: Zespół Usług Technicznych Rady Stołecznej NOT Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

Już 21 września 2017 Targi Outsourcing Expo – Ogólnopolskie Spotkanie Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Dzień rozwoju dla Twojej firmy!

Podczas wydarzenia, przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak wprowadzić innowacje do swojej firmy i zoptymalizować koszty.

Ponad 100 stoisk wystawienniczych, panele dyskusyjne, Business Speed Dating, strefa networkingu, konferencje poświęcone korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości targów Outsourcing Expo.

Wydarzenie odbędzie się 21 września na PGE Narodowym – najbardziej pożądanym i luksusowym obiekcie biznesowym w Polsce.

Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd ogromne zainteresowanie wydarzeniem i potrzeba jego tworzenia.

Targi

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT, marketingu, TSL/usługi kurierskie, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, biuro. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów.

– Chcemy pokazać polskim przedsiębiorcom korzyści płynące z modelu outsourcingowego.

Z doświadczenia wiemy, jak niewielu z nich uświadamia sobie, że niektóre obszary np. sprawy kadrowe, prawne, IT czy księgowe można zlecić firmom zewnętrznym i dzięki temu znacznie zredukować koszty – mówi Edyta Owczarek, Prezes IC Events – Organizatot Targów Outsourcingu Expo.

Model wydarzenia

Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców i osób zarządzających. Zarówno wystawcy, jak i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż Targi gromadzą ponad 100 firm prezentujących swoją ofertę w wielu obszarach wsparcia przedsiębiorstw. To jedyne w Polsce wydarzenie biznesowe na tak dużą skalę.

Jednak Targi Outsourcing Expo będą mieć charakter nie tylko wystawienniczy, ale również networkingowy i edukacyjny. – Głównym celem Targów Outsourcing Expo, oprócz prezentacji innowacyjnej oferty usług outsourcingowych, jest pomoc polskim przedsiębiorcom
w bardziej efektywnym prowadzeniu biznesu poprzez dostarczanie im cennych kontaktów – podkreśla Organizator.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas Targów odbędzie się również konferencja dla Przedsiębiorców – podzielone na bloki: podatki, motywacja, innowacja, optymalizacja z wystąpieniem czołowych Prelegentów. Wśród nich Radca prawny Krzysztof Brola – Ekspert w zakresie negocjacji i obsługi prawnej biznesu, posiadający ponad piętnastoletnie doświadczenie w bieżącej obsłudze prawnej małych i średnich firm, Michał Leszek – twórca marki Kruger&Matz, Krystian Łatka i dr Krzysztof Radzikowski – doradcy podatkowi Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i i Wspólnicy Sp. z o.o., Emilia Dąbrowska – przedstawiciel Pracuj.pl oraz Marcin Sosnowski – Dyrekto Wykonawczy w Polskim Stowarzyszeniu Marketingu SMB.

Wystąpienie każdego z Wykładowców, zakończy się panelem dyskusyjnym, który umożliwi zgłębienie tematu lub zadanie dodatkowych pytań.

Kolejnym wydarzeniem towarzyszącym będzie Business Speed Dating, czyli szybkie, kilkuminutowe spotkania jeden do jednego, podczas których obie strony w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo.

Następny punkt Targów Outsourcing Expo, to strefa networkingu w której Odwiedzający będą nawiązywać kolejne relacje. O ile taka strefa nie jest nowością, to warto zaznaczyć, że o jej poprawny przebieg zadbają prawdziwi Specjaliści oraz prawdziwy Ekspert w tej dziedzinie – Grzegorz Turniak. Wszystko po to, aby każdy Odwiedzający czuł sie komfortowo bez względu na jego własne cechy osobowe, które ułatwiają lub utrudniają mu nawiązywanie kontaktów.

Sprzedaż biletów na Targi Outsourcing Expo – Ogólnopolskie Spotkanie Małych i Średnich Przedsiębiorstw już trwa. Warto rezerwować swoje miejsce wcześniej i kontaktować się z Organizatorami w celu określenia swoich preferencji podczas odbywających się tam spotkań biznesowych.

Szczegółowe informacje o Targach dostępne są w stronie:  www.outsourcingexpo.pl i na profilu wydarzenia na Facebooku: Outsourcing EXPO.

 

 

Wszystko wskazuje na to, że dwie konkurencyjne marki mody męskiej znajdą się w jednej grupie kapitałowej. W czerwcu spółki Vistula Group i Bytom ogłosiły zamiar połączenia się. Podmiotem przejmującym ma być pierwsza z nich.

Cały majątek spółki Bytom ma być przeniesiony na Vistula Group w zamian za akcje tej ostatniej. Firmy wybiorą wspólnego doradcę w procesie przygotowania planu połączenia wraz z niezbędną dokumentacją. 5 czerwca 2017 r. spółki podpisały porozumienie dotyczące współdziałania w czynnościach związanych z przygotowaniem procesu połączenia oraz zobowiązania do niepodejmowania czynności przekraczających zwykły zarząd w okresie do dnia połączenia lub do dnia odstąpienia przez którąkolwiek ze stron od zamiaru połączenia.

Vistula Group uzasadnia  planowane połączenie realizacją strategii rozwoju przewidującej stworzenie dynamicznie rosnącej grupy kapitałowej, konsolidującej rozpoznawalne marki detaliczne o uznanej pozycji rynkowej. Firma pisze w swym komunikacie, iż  połączenie przyniesie wymierne korzyści łączącym się spółkom w postaci efektów synergii osiąganych głównie w obszarze kosztów ogólnych, kosztów prowadzonej działalności operacyjnej, optymalizacji kosztów pozyskiwania towarów, a także lepsze wykorzystanie zasobów ludzkich i koordynację polityki marketingowej. Długoterminowym celem planowanego połączenia jest wzrost wartości łączących się spółek.

W portfolio Vistula Group znajdują się obecnie marka odzieży męskiej Vistula, koszulowa Wólczanka, biżuteryjna W.Kruk oraz damska Deni Cler Milano. W sumie grupa  ma ponad 370 sklepów. W zeszłym roku jej przychody ze sprzedaży wyniosły 598 602 tys. zł. Bytom natomiast w 2016 roku odnotował wyniki ze sprzedaży na poziomie 152 911 tys zł. Spółka prowadzi sprzedaż detaliczną w ponad stu sklepach marki  Bytom oraz sprzedaż hurtową pod marką Intermoda.

 

Źródło: fashionbusiness.pl

Przemysł 4.0 to wizja w pełni zinformatyzowanych i zautomatyzowanych fabryk, które oswoiły najnowsze technologie.  Przyświeca ona wytwórcom przemysłowym na całym świecie. W wyścigu cyfryzacji biorą udział nie tylko najwięksi producenci, ale również średnie przedsiębiorstwa, wypatrując w nim szansę na rozwój i zdobycie przewagi nad konkurencją. W ciągu 5 ostatnich lat, globalne wydatki firm na digitalizację fabryk sięgnęły 100 miliardów dolarów. Niestety, mimo bajońskich inwestycji, większość projektów wciąż pozostaje w powijakach.

100 miliardów dolarów przez ostatnie 5 lat wydano na cyfryzację fabryk na całym świecie — donosi raport Capgemini „Smart Factories: How can manufacturers realize the potential of digital industrial revolution”. Na liście wydatków znalazły się m.in. nowoczesne systemy IT, narzędzia do analityki danych oraz IIoT, czyli przemysłowy internet rzeczy. Do czego wytwórcy potrzebują nowych technologii? Zdaniem Piotra Rojka z firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji, firmy inwestują głównie po to, by poprawić funkcjonowanie fabryki i zredukować wiele cyklicznych kosztów związanych jej utrzymaniem. — Istnieje jeden wspólny kierunek inwestycji: wykorzystanie olbrzymich ilości danych, które w sferze produkcji gromadzone są od dawna, a obecnie ich zbieranie jest coraz tańsze i prostsze, do skutecznego podejmowania decyzji biznesowych, optymalizacji produkcji i lepszego zarządzania fabryką, magazynami czy łańcuchem dostaw. Jednym z dominujących trendów wśród inwestycji w IIoT jest predictive maintenance (konserwacja predykcyjna – przyp. red.). Czujniki wykrywają odstępstwa od normy w pracy maszyn, dzięki czemu można poddać je konserwacji zanim dojdzie do awarii, utrzymać płynność na linii produkcyjnej i dzięki temu zaoszczędzić znaczące kwoty — wyjaśnia Rojek.

Wielu jest powołanych, lecz niewielu dojrzałych

Cyfrowa fabryka, w której wszystkie procesy znajdują się pod baczną kontrolą nowoczesnych systemów komputerowych i dzięki temu są regularnie analizowane oraz optymalizowane, to kierunek rozwoju całej branży produkcyjnej. Mimo, że firmy przeznaczają niebagatelne kwoty na digitalizację fabryk, to póki co trudno mówić o spektakularnych efektach – zwracają uwagę autorzy raportu.

Eksperci wyróżniają 4 kategorie cyfrowej dojrzałości. Pierwsza to Digital Beginners (Cyfrowi Początkujący). Należą do niej organizacje znajdujące się w początkującym stadium digitalizacji, rozpoczęły wdrażanie odpowiednich technologii, ale nie czerpią z nich jeszcze korzyści. Brakuje im spójnej wizji przemian, odpowiednio przeszkolonej i świadomej kadry oraz znaczących zmian w sposobie funkcjonowania. Według Capgemini, na tym etapie znajduje się aż 78 proc. firm produkcyjnych. Kolejna kategoria to Digital Fashionists (Cyfrowi Feszioniści). Należą do niej przedsiębiorstwa, które wdrożyły nowe technologie, ale nie wykorzystują ich możliwości i siłą rzeczy nie czerpią z nich biznesowych korzyści. Za modą bez wymiernych efektów i zmian w sposobie zarządzania podąża tylko 1 proc. objętych badaniem producentów. Digital Conservatives (Cyfrowi Konserwatyści) to kolejna kategoria. Znajdują się w niej firmy, które ze sporym dystansem i opieszałością podchodzą do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ale gdy już podejmują się wybranego wdrożenia to robią to dobrze na każdej płaszczyźnie. Ich pracownicy posiadają odpowiednie cyfrowe umiejętności, a digitalizcja obejmuje sposób zarządzania i wewnętrzne procesy w przedsiębiorstwie. Według analityków z Capgemini, firm produkcyjnych o takiej charakterystyce jest 15 proc. W mniejszości znaleźli się Digital Masters (Cyfrowi Mistrzowie), producenci, którzy przeszli proces cyfrowej transformacji i w zaawansowany sposób korzystają z nowych technologii, czerpiąc z nich znaczące korzyści biznesowe. Liderów digitalizacji wśród światowych producentów jest zaledwie 6 proc.

Dni małych początków

Na wdrożenie technologii Przemysłu 4.0 przeznaczono astronomiczne kwoty. Nasuwa się wiec pytanie, skąd tak niski poziom cyfrowej dojrzałości wśród wytwórców przemysłowych? Aż 78 proc. z nich znajduje się dopiero na początku drogi i nie czerpie żadnych korzyści z podjętych kroków. Zdaniem Piotra Rojka z DSR obszar produkcji jest najtrudniejszy do zinformatyzowania. — Proces digitalizacji przedsiębiorstw, szczególnie tych produkcyjnych, jest żmudny i złożony. Bez odpowiedniego know-how i wsparcia wysoko wykwalifikowanych specjalistów można narobić więcej szkód niż korzyści — tłumaczy Rojek. Według eksperta, cyfrowa transformacja dopiero się zaczęła, a w pełnej chwale i okazałości zobaczymy ją może za 10 lat, kiedy obejmie nie tylko największych graczy na rynku, lecz również firmy z sektora MŚP.

 

Źródło: inPlus Media

W przyszłym roku w maju wejdzie w życie RODO (GDPR), czyli unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych czeka prawdziwa rewolucja, ponieważ nowe regulacje będą wiązały się z koniecznością aktualizacji lub tworzenia baz danych klientów firm od nowa. Przedsiębiorcy na dostosowanie się do nowego unijnego prawa mają jeszcze ponad 11 miesięcy, ale już dzisiaj warto sprawdzić, czy bazy danych spełniają nowe wymogi. Firmy korzystające z marketingu SMS nie mają się czego obawiać. W dalszym ciągu będzie można pozyskiwać numery telefoniczne od klientów, kluczowe będzie jednak uzyskanie od klientów wyraźnej zgody na kontakt.

General Data Protection Regulation (ang. skrót GDPR), czyli Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które ma dostosować regulację o ochronie danych osobowych do dynamicznie rozwijającego się świata nowych technologii oraz zminimalizować zagrożenia wynikające z nieustannie wzrastającej liczby ataków hakerskich na systemy informatyczne. W praktyce, oznaczać to będzie potrzebę utworzenia do 25 maja 2018 roku całkowicie nowych baz danych, włącznie z uzyskaniem zgód od osób fizycznych na przetwarzanie ich danych, o treści zgodnej z nowym prawem.

Według ustaleń z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Dell również w Polsce ponad 80 proc. przedstawicieli firm nic nie wie na temat nowego unijnego rozporządzenia lub ma o nim szczątkową wiedzę. Zaledwie 3 proc. osób biorących udział w badaniu zadeklarowało, że ich firma ma stosowny plan wprowadzenia RODO. Chcąc bez stresu i na czas przygotować firmę do nowego unijnego prawa, przedsiębiorcy powinni już dziś przyjrzeć się sposobom, zakresowi oraz podstawie prawnej, na której obecnie przetwarzane są dane osobowe klientów w firmie, aby w oparciu o wnioski, przygotować plan wdrożenia przepisów RODO.

„Nowe rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych wymusza na przedsiębiorcach aktualizację, a tak naprawdę, stworzenie od nowa baz danych osób fizycznych. Co prawda, do wejścia nowych regulacji jest jeszcze ponad 11 miesięcy, ale trzeba pamiętać, że proces przystosowania się do nowych porządków prawnych będzie długotrwały, dlatego już teraz warto zainteresować się tym tematem. Niezależnie od tego, czy będziemy jedynie weryfikować bazę danych naszych klientów czy też tworzyć ją od nowa, warto zminimalizować koszty tej operacji. Zwłaszcza w sytuacji, gdy dysponujemy dużymi bazami danych. W takim przypadku doskonale sprawdzi się np.; masowa wysyłka SMS-ów, za pomocą których dotrzemy z informacją do naszych klientów. SMS może zawierać indywidualny link przenoszący do formularza subskrypcji i aktualizacji danych. Tworzenie baz danych lub aktualizacja obecnych za pomocą SMS-ów, pozwoli w tej sytuacji nie tylko na zminimalizowanie kosztów, ale również nie będzie tak czasochłonne, jak w przypadku innych rozwiązań.” – mówi Aleksander Siczek, Business Development Manager w firmie Infobip.

Dyrektywy RODO wprowadzić będą musiały wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych, zarówno duże korporacje jak np.; instytucje finansowe, agencje marketingowe czy też niewielkie firmy rodzinne takie jak salon fryzjerski lub sklep internetowy. Z dniem wejścia nowego rozporządzenia w życie, firmy by uniknąć wysokich kar powinny usunąć dane osób fizycznych, od których nie udało się uzyskać nowych zgód. W myśl nowych regulacji, aktualizacji bazy danych można dokonywać tak jak do tej pory, przy różnych okazjach typu: przeprowadzenia konkursu lub ankietowania klientów. Osoba udzielająca zgody musi mieć wybór i taką zgodę wyrażać świadomie.

 

Źródło: Biuroprasowe.pl

Zmienione przepisy prawa pracy ograniczyły obowiązek tworzenia regulaminów pracy i wynagradzania do firm zatrudniających powyżej 50 pracowników. Nie oznacza to jednak, że firmy, które dotychczas posiadały regulaminy (powyżej 20 pracowników), mogą z nich w dowolny sposób zrezygnować. Jak należy to zrobić, aby nie złamać obowiązujących przepisów? I czy na pewno warto odchodzić od zawartych z załogą ustaleń?

Jeszcze w ubiegłym roku obowiązek tworzenia regulaminów wynagradzania i pracy obejmował firmy zatrudniające co najmniej 20 pracowników. Zniesienie obowiązku tworzenia regulaminów dla firm mniejszych nie ma skutku prawnego w postaci automatycznej likwidacji czy zerwania obowiązujących dokumentów. Jeśli więc firma zainteresowana jest unieważnieniem regulaminu, powinna przeprowadzić taką zmianę w zgodny z prawem sposób.

Przepisy prawa pracy nie przewidują osobnej procedury uchylania regulaminów, których tworzenie nie jest już obowiązkowe. W związku z tym pracodawcy, którzy zamierzają uchylić istniejący i nieobowiązkowy już regulamin powinni postąpić podobnie do sytuacji, w której chcieliby taki regulamin wprowadzić. W obu sytuacjach najlepiej takie zmiany wprowadzać w uzgodnieniu z pracownikami – wyjaśnia Cezary Karolczyk, ekspert z obszaru kadr i płac w Sage.

Po co nam regulaminy pracy

Regulaminy pracy są normatywnymi dokumentami prawnymi w firmie. Mają przedłożyć pracownikom w prostej formie relacje pracy w danej organizacji. Regulują więc kwestie sposobów wykonywania pracy, jej nagradzania i innych zależności. Podobne cele mogą spełniać inne dokumenty, jak choćby umowy o pracę – wymagają one jednak każdorazowo indywidualnego dostosowania. Rozwiązanie stawiające na indywidualne ustalenia pracodawca-pracownik wydaje się być korzystne w świetle sytuacji na rynku pracy. Zatrudnieni coraz bardziej cenią sobie elastyczny czas pracy, czy wirtualne stanowiska pracy nie wymagające obecności przy biurku. Dopóki nowe rozwiązania dla realizacji pracy nie stanowią standardu w danym zakładzie warto sprawdzić, na ile regulamin jest jeszcze realizowany i czy warto go utrzymać w obecnej formie lub znieść.

Unieważnienie regulaminu – procedura zależy od zakładowej organizacji związkowej

Sposób unieważnienia obowiązujących regulaminów w firmach zatrudniających co najmniej 20, ale mniej niż 50 pracowników, może się odbywać w dwóch trybach:

  • pracodawcy, u których nie funkcjonuje zakładowa organizacja związkowa, podejmują decyzję o uchyleniu regulaminów i informują o tym pracowników. Należy jednak pamiętać, że pracownicy mogą podjąć decyzję o utworzeniu zakładowej organizacji związkowej i wystąpić z wnioskiem o utworzenie regulaminów pracy i wynagradzania. Dobrze jest więc uzgodnić wprowadzane zmiany z załogą, ponieważ ponowny proces uchwalania regulaminu w konsultacji ze związkami zawodowymi będzie wymagał czasu.
  • Pracodawcy, u których funkcjonuje zakładowa organizacja związkowa, pomimo braku obowiązku posiadania regulaminów, muszą uzgodnić plany unieważnienia istniejących regulaminów (utworzonych przed 2017 r.) z zakładową organizacją związkową.

Etapy wycofywania regulaminów

Przepisy prawne nie zawierają regulacji odnośnie możliwości wycofania istniejących regulaminów. W praktyce gospodarczej już wcześniej ugruntowała się procedura postępowania w przypadkach zmniejszenia liczby zatrudnionych pracowników poniżej 20 osób i tę samą procedurę zaleca się stosować po wprowadzeniu w życie nowych przepisów.

Proces wycofywania regulaminów można przedstawić w trzech krokach.

  1. Uzgodnienie wycofania regulaminów z załogą

Pierwszym krokiem jest uzgodnienie planów zmiany lub uchylenia regulaminów z pracownikami lub związkami zawodowymi, jeśli takie istnieją w firmie. Eksperci z zakresu prawa pracy reprezentują różne opinie na temat możliwości anulowania obwiązujących dotychczas dokumentów bez zgody załogi, jeśli w firmie działają związki zawodowe.

Takie stanowisko przedstawiło również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Przyjęto w nim, że w przypadku braku prawnej procedury postępowania, przy uchylaniu regulaminów należy stosować taką samą procedurę jak przy ustalaniu tych regulaminów. Oznacza to, że jeśli działa w firmie organizacja związkowa, konieczne jest uzgodnienie z nią treści regulaminów, a zatem również decyzji o ich uchyleniu.

  1. Przekazanie decyzji pracownikom

Wszelkie zmiany w zakresie regulaminów pracy i wynagradzania powinny być zakomunikowane załodze. Zgodnie z przepisami Kodeksu Pracy, regulamin wynagradzania wchodzi w życie po upływie dwóch tygodni od dnia podania go do wiadomości pracowników, w sposób przyjęty u danego pracodawcy. W tym samym terminie zaczyna obowiązywać uchylenie regulaminu. Sposób przedstawienia tej informacji pracownikom jest dowolny, ale ważne, by taka informacja była powszechnie dostępna. Podanie do wiadomości może odbyć się za pośrednictwem poczty elektronicznej, intranetu lub publikacji na tablicy ogłoszeń. Jeśli pracodawca chciałby mieć pewność, że informacja ta dotarła do wszystkich pracowników, może również przekazać ją na piśmie z oświadczeniem potwierdzającym zapoznanie się
z wprowadzaną zmianą.

  1. Stworzenie dokumentu określającego podstawowe zasady wynagradzania i pracy

Regulaminy wynagradzania i pracy określają przyjęte w firmie ustalenia odnośnie sposobu i zasad rozliczania czasu pracy, terminu wypłaty wynagrodzenia, zasad przyznawania premii itp. Są to kluczowe informacje zarówno dla pracowników, jak i pracodawcy. Wycofanie regulaminów precyzujących tego typu ustalenia, wymaga alternatywnego zamieszczenia tych informacji w innym dokumencie – może to być umowa o pracę lub regulujący warunki zatrudnienia załącznik do umowy w formie pisemnej.

Dodatkowo należy też zamieścić wszelkie istotne z punktu widzenia danego zakładu pracy ustalenia związane z organizacją pracy, przepisami BHP itp. Wskazane jest opublikowanie nowych zasad na tablicach ogłoszeń i wewnętrznych kanałach informacyjnych firmy, w celu zabezpieczenia się przed ryzykiem zarzutu ze strony pracowników o braku wiedzy o obowiązujących w przedsiębiorstwie normach.

Czy na pewno warto?

Przed podjęciem decyzji o likwidacji obowiązujących regulaminów wynagradzania i pracy warto się zastanowić, czy jest to krok korzystny dla firmy. W przypadku braku zgody ze strony pracowników firma naraża się na spór sądowy, którego rezultat trudno jest przewidzieć. Poza tym istotne zapisy regulaminów muszą znaleźć się w innym dokumencie, który musi regulować zasady pracy i wynagradzania. Być może więc korzystniej jest pozostawić istniejące regulaminy, a w razie potrzeby jedynie wprowadzić w nich zmiany.

 

Źródło: Sage

W przyszłym roku w maju wejdzie w życie RODO (GDPR), czyli unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych czeka prawdziwa rewolucja, ponieważ nowe regulacje będą wiązały się z koniecznością aktualizacji lub tworzenia baz danych klientów firm od nowa. Przedsiębiorcy na dostosowanie się do nowego unijnego prawa mają jeszcze ponad 11 miesięcy, ale już dzisiaj warto sprawdzić, czy bazy danych spełniają nowe wymogi. Firmy korzystające z marketingu SMS nie mają się czego obawiać. W dalszym ciągu będzie można pozyskiwać numery telefoniczne od klientów, kluczowe będzie jednak uzyskanie od klientów wyraźnej zgody na kontakt.

General Data Protection Regulation (ang. skrót GDPR), czyli Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które ma dostosować regulację o ochronie danych osobowych do dynamicznie rozwijającego się świata nowych technologii oraz zminimalizować zagrożenia wynikające z nieustannie wzrastającej liczby ataków hakerskich na systemy informatyczne. W praktyce, oznaczać to będzie potrzebę utworzenia do 25 maja 2018 roku całkowicie nowych baz danych, włącznie z uzyskaniem zgód od osób fizycznych na przetwarzanie ich danych, o treści zgodnej z nowym prawem.

Według ustaleń z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Dell również w Polsce ponad 80 proc. przedstawicieli firm nic nie wie na temat nowego unijnego rozporządzenia lub ma o nim szczątkową wiedzę. Zaledwie 3 proc. osób biorących udział w badaniu zadeklarowało, że ich firma ma stosowny plan wprowadzenia RODO. Chcąc bez stresu i na czas przygotować firmę do nowego unijnego prawa, przedsiębiorcy powinni już dziś przyjrzeć się sposobom, zakresowi oraz podstawie prawnej, na której obecnie przetwarzane są dane osobowe klientów w firmie, aby w oparciu o wnioski, przygotować plan wdrożenia przepisów RODO.

Nowe rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych wymusza na przedsiębiorcach aktualizację, a tak naprawdę, stworzenie od nowa baz danych osób fizycznych. Co prawda, do wejścia nowych regulacji jest jeszcze ponad 11 miesięcy, ale trzeba pamiętać, że proces przystosowania się do nowych porządków prawnych będzie długotrwały, dlatego już teraz warto zainteresować się tym tematem. Niezależnie od tego, czy będziemy jedynie weryfikować bazę danych naszych klientów czy też tworzyć ją od nowa, warto zminimalizować koszty tej operacji. Zwłaszcza w sytuacji, gdy dysponujemy dużymi bazami danych. W takim przypadku doskonale sprawdzi się np.; masowa wysyłka SMS-ów, za pomocą których dotrzemy z informacją do naszych klientów. SMS może zawierać indywidualny link przenoszący do formularza subskrypcji i aktualizacji danych. Tworzenie baz danych lub aktualizacja obecnych za pomocą SMS-ów, pozwoli w tej sytuacji nie tylko na zminimalizowanie kosztów, ale również nie będzie tak czasochłonne, jak w przypadku innych rozwiązań. ” – mówi Aleksander Siczek, Business Development Manager w firmie Infobip.

Dyrektywy RODO wprowadzić będą musiały wszystkie firmy, które gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych, zarówno duże korporacje jak np.; instytucje finansowe, agencje marketingowe czy też niewielkie firmy rodzinne takie jak salon fryzjerski lub sklep internetowy. Z dniem wejścia nowego rozporządzenia w życie, firmy by uniknąć wysokich kar powinny usunąć dane osób fizycznych, od których nie udało się uzyskać nowych zgód. W myśl nowych regulacji, aktualizacji bazy danych można dokonywać tak jak do tej pory, przy różnych okazjach typu: przeprowadzenia konkursu lub ankietowania klientów. Osoba udzielająca zgody musi mieć wybór i taką zgodę wyrażać świadomie.

 

Źródło: Infobip

Play, drugi największy operator komórkowy w Polsce pojawi się wkrótce na warszawskim parkiecie. O potencjalnym debiucie mówiło się od dawna, kilka wcześniejszych prób sprzedaży akcji zakończyło się jednak niepowodzeniem. Ubiegłoroczna wycena potencjalnej transakcji na poziomie 3,5 mld euro nie satysfakcjonowała obecnych właścicieli. Nadchodzące IPO będzie niewątpliwie głośnym wydarzeniem na polskim rynku, bowiem aktualnie analitycy wyceniają spółkę na kwotę od 9 do 13 mld zł. Nie stanowi zaskoczenia fakt, że nad ofertą będzie trzymać pieczę konsorcjum banków krajowych oraz zagranicznych. Play nie zamierza emitować nowych akcji (za wyjątkiem niewielkiej transzy na poczet programu menadżerskiego) – dwaj dotychczasowi akcjonariusze (fundusze Tellerton i Novator) sprzedadzą część swoich akcji. Oferta skierowana jest do inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, oraz do wybranych pracowników.

Dwunastoletnia historia spółki jest pełna sukcesów. W tym czasie operator komórkowy systematycznie umacniał swoją pozycję rynkową. W efekcie jego udziały w rynku wynoszą obecnie 27,6%. W latach 2014 – 2016 skumulowane roczne wskaźniki wzrostu przychodów i EBITDA wyniosły kolejno 15,5% oraz 21%. Owe liczby nabierają szczególnego znaczenia, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat całego rynku telekomunikacyjnego, niezwykle wymagającego i nasyconego, którego dynamika wzrostu w ostatnich latach wyniosła nieco ponad 4% rdr. Trudne warunki rynkowe są niewątpliwie dostrzegane przez inwestorów, którzy już od dłuższego czasu z dystansu spoglądają na ten sektor.

Mimo wszystko Play planuje zasiąść na fotelu branżowego lidera. Oczywiście zadanie to jest wykonalne, jednak należy zauważyć, że wymagające warunki rynkowe oraz kapitałochłonność niezbędnych inwestycji spowodują, że dynamika wzrostu firmy wyraźnie wyhamuje. Ponadto, spółka prawdopodobnie będzie redukować swoje zadłużenie, którego stan jest stabilny, lecz relatywnie wysoki (wskaźnik długu netto do EBITDA wynosi 3,4). W efekcie, utrzymanie dotychczasowego tempa rozwoju wydaje się niemożliwe. To z perspektywy potencjalnej inwestycji nienajlepsza wiadomość dla inwestorów, zwłaszcza tych, którzy oczekują szybkiego i ponadprzeciętnego zarobku. Z drugiej strony należy docenić pozycję firmy, jej dojrzałość, stabilność oraz bardzo hojną politykę dywidendową. Spółka planuje wypłacać dywidendę na poziomie od 65% do 75% wolnych przepływów pieniężnych wypracowanych w każdym poprzednim roku obrotowym. Zgodnie z planami w 2018 r. spółka wypłaci 650 mln zł. Aspekt ten z całą pewnością stanowi istotną zachętę do inwestycji w walory drugiego największego operatora komórkowego w Polsce.

Pomimo wcześniej wskazanych czynników, spółka powinna zachować stabilne tempo rozwoju. Play może wykorzystać niedawne inwestycje w częstotliwość LTE, aby dotrzeć do mniej zurbanizowanych części kraju. Ponadto operator może wzmocnić swój rozwój dzięki sprzedaży dodatkowych usług (różnego rodzajów serwisów filmowych, czy też muzycznych). Ta część rynku wykazuje znacznie większą skłonność do rozwoju aniżeli segment abonentów komórkowych. Ten kanał rozwoju wspierany będzie m.in. przez rosnący poziom zamożności Polaków. Należy także dodać, że decyzja o zniesieniu roamingu na terenie UE nie powinna znacząco wpłynąć na podstawową działalność telekomu, gdyż przychody z tego tytułu stanowią niewielki odsetek całkowitej wielkości wpływów operacyjnych. Co więcej, ich potencjalny spadek zostanie częściowo zrekompensowany przez nowe regulacje prawne dotyczące cen tzw. ,,fair – use” oraz przez wzrost popytu na zagraniczne połączenia i wiadomości tekstowe – efekt spadku cen.

Play to niewątpliwe spółka o solidnych fundamentach, kusząca inwestorów hojną dywidendą oraz potencjałem do dalszego wzrostu organicznego. Jednak nie da się ukryć, że debiut drugiego największego operatora komórkowego w Polsce został niejako ,,wymuszony”. Brak konsensusu ws. sprzedaży spółki zachęcił dotychczasowych akcjonariuszy do monetyzacji chociażby części swoich udziałów właśnie poprzez IPO. Co więcej, wybrany moment wydaje się ku temu niezwykle właściwy, nie tylko ze względu na wyróżniającą się postawę spółki na tle całego rynku, ale również ze względu na zdecydowaną poprawę nastrojów na warszawskim parkiecie. Takie połączenie prawdopodobnie spowoduje, że ten debiut dojdzie do skutku i zasłuży na miano jednego z największych w historii polskiego rynku kapitałowego, natomiast dotychczasowi akcjonariusze zdołają odsprzedać swoje akcje po atrakcyjnej cenie.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

 

Crowdsourcing jest procesem, dzięki któremu można czerpać z wiedzy grupy ludzi oraz ich potencjału, który wyraża się w poglądach, opiniach, czasie, a także zasobach.

Zaglądając do słownika języka angielskiego można poznać znaczenie słów, z których składa się crowdsourcing. Crowd oznacza tłum, a outsourcing korzystanie z zasobów zewnętrznych. Proces ten może być wykorzystywany przez różne organizacje, takie jak firmy, instytucje publiczne oraz typu non-profit. Jednostka firmy wykorzystuje outsourcing, który oznacza korzystanie z zewnętrznych źródeł. Podmiot, czyli firma zewnętrzna, ma wtedy do wykonania przekazane im zadanie, które może być projektem, badaniem czy procesem. Corwdsourcing jest podręcznikowym przykładem na wykorzystanie rozwoju technologii, ponieważ doskonale wykorzystuje szybką komunikację. To dzięki niej jest możliwe pozyskanie wielu opinii, które w normalnych warunkach znalazłyby się poza zasięgiem, oszczędzając przy tym masę czasu.

Jak przeprowadzać badania crowdsourcingowe?

Chcąc w pełni korzystać z możliwości, jakie daje crowsdsourcing trzeba trzymać się kilku podstawowych zasad. Nie są one odgórnie określone, ale mogą sporo pomóc i usprawnić proces badań. Dobrym początkiem jest skonkretyzowanie celu. Poprzez ustalenie co chcemy uzyskać badaniem i skierowanie go do docelowej grupy, unikniemy niepotrzebnych, nic nie wnoszących opinii. Tworząc ankietę czy inną formę wypowiedzi dla badanych, pamiętaj o ich kreatywności. Nawet bardzo uściślona grupa może przynieść przełomowe rozwiązania, których nawet nie brałeś pod uwagę. Staraj się, żeby wnioski były możliwe do przełożenia i przekazania każdej grupie odbiorców. Ważna jest ich jasność i nazywanie po imieniu, jako konkretny plan na przyszłość. Pomyśl o szablonach, które pomogą wszystko pogrupować i uporządkować. W trakcie przeprowadzania procesu dbaj także o komfort tłumu, staraj się go motywować i zapewniać o ważności powierzonego zadania.

Główne zagadnienia

Przeprowadzenie badań pozwoli ustalić, jak na tle konkurentów wypada firma. To świetny sposób na określenie siły markiz równoczesnym rozpoznaniem na całym rynku. Badając to można określić zapotrzebowanie społeczeństwa, ich odczucia i czy dane działanie jest przez nich oceniane na plus. Umożliwi to planowanie świadomej strategii biznesowej, której struktura będzie miała mocne fundamenty.

Sam wizerunek pracodawcy i potencjał jego marki będą różnie postrzegane przez odmienne grupy. Można na tej podstawie wyciągnąć ciekawe wnioski. Idąc tym tropem, jeżeli firma jest dobrze postrzegana i rozpoznawana przez młodych ludzi, oznacza to wzorowo przeprowadzaną kampanię w sieci i nowoczesnych mediach, a lepsze wyniki wśród doświadczonych osób mogą świadczyć o profesjonalizmie w zatrudnieniu, dbaniu o pracownika i jego dobro. To tylko rozważania, ale warto zwrócić uwagę na grupę, która wystawia opinię i to z czym ona obcuje na co dzień.

Crowdsourcing może być bardzo przydatny w przypadku przeprowadzania szkoleń, gdzie opinia pracowników jest najcenniejsza. Badając ich zdanie, co jest przydatną wiedzą i umiejętnością, można organizować tylko szkoleni przynoszące pozytywne rezultaty. Sięgając po opinie szerszego tłumu łatwo zweryfikować, jakie trendy szkoleniowe są obecnie najbardziej pożądane. Zmniejszy to ryzyko marnowania czasu i pieniędzy na bezwartościowe projekty.

Badania są także wartościowe w przypadku wprowadzania nowych technologii na rynek czy do firmy. Szeroko rozumiane opinie mogą być nieocenione. Tak samo w przypadku pomysłu usług, dodatków czy sposobu reklamy. Korzystanie z crowdsourcingu może być bardzo różnorodne, wszystko zależy od inwencji badających i ich rozumieniu opinii tłumu.

Zwężenie grupy docelowej

Tłum oznacza siłę. Badania przeprowadzanie na dużej grupie osób mogą przynieść masę informacji i opinii, ale trzeba umieć znaleźć te najbardziej wartościowe. Miło mieć świadomość, że duże firmy korzystają ze zdania swoich klientów i szukają rozwiązań odpowiadającym wszystkim stronom. Pojedyncze jednostki jednak łatwo zmanipulować, wmówić im swoje zdanie i przez to zmienić wyniki badań. Łatwo jest podążyć za głosem większości. Dla Crowdsourcingu dobrym rozwiązaniem wydaje się zwężenie badanego tłumu do grupy, bardziej dopasowanej do zapytania. Selekcja nie musi być oparta na wykształceniu czy wieku. Model doboru grupy powinien opierać się na tych, którzy rzeczywiście mają coś konstruktywnego do powiedzenie w danej dziedzinie, jednocześnie posiadając konkretną wiedzę i doświadczenie. Pytając kogoś, co kompletnie nic nie wie na dany temat i biorąc pod uwagę jego opinię, można zaburzyć cały proces badań, odchodząc od głównego problemu.

Źródło: Infor.pl

Zaoszczędzić wiele wysiłku, pieniędzy, ale przede wszystkim czasu w codziennej pracy. Mikro oraz małe i średnie firmy, czyli dominujący sektor przedsiębiorstw w Polsce, aby zapewnić jeszcze bardziej sprawne funkcjonowanie swojego biznesu, coraz częściej szukają alternatywy dla tradycyjnych usług i przenoszą je w online.

Usługi elektroniczne mogą być kluczem do sukcesu niezależnie od profilu działalności firmy. Warto zapoznać się z listą rzeczy, które można zrealizować przez internet, a które ułatwią i przyspieszą  pracę i poprawią efektywność działalności.

E-księgowość

Na rynku są dostępne usługi księgowości internetowej, które umożliwiają prowadzenie tego obszaru dla małej, zwykle 1-osobowej firmy za pomocą aplikacji. Obsługa programu jest zazwyczaj bardzo prosta, dostępna również z poziomu smartfona czy tabletu. – Do księgowości internetowej przekonuje się coraz więcej polskich przedsiębiorców, ponieważ zachowuje ona wszystkie funkcje tradycyjnych, papierowych rozliczeń, ale dodatkowo wprowadza wiele ułatwień – mówi  Paweł Wrzos, Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes, platformy usług dla firm. Wszystkie dane klientów, które wprowadzane są do systemu e-księgowości są gromadzone, a także archiwizowane, dlatego też ponowne wystawienie faktur na takie same dane jest proste, a samo użytkowanie tego programu – bezpieczne. Najczęstsze funkcje e-księgowości z jakich może skorzystać firma:

  • generowanie niezbędnych zestawień finansowych (np. miesięcznych),
  • wystawianie i ewidencja faktur,
  • wystawianie wezwań do zapłaty,
  • wypełnianie formularzy do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych,
  • wypełnianie rocznych deklaracji podatkowych dla Urzędu Skarbowego,
  • baza towarów i usług

Wirtualne biuro

Wirtualnym biurem jest realnie istniejąca firma, która udostępnia adres potrzebny do rejestracji działalności oraz do korespondencji. Przedsiębiorca otrzymuje prestiżowy adres, pozwalający na skuteczne kreowanie wizerunku marki, bez ponoszenia ogromnych kosztów najmu. Usługa daje możliwość przekazania całej administracji w ręce specjalistycznej firmy, w tym m.in. zarządzanie obiegiem korespondencji i prowadzenie elektronicznego  biura podawczego, co pozwala na skoncentrowanie się na kluczowych sprawach przedsiębiorstwa.

Internetowe multiplatformy

Mikro i małe firmy mogą również korzystać z rozbudowanych platform online, dających dostęp do wielu usług jednocześnie w jednym miejscu, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Oprócz elektronicznej księgowości  i wirtualnego biura przedsiębiorca może m.in.:

  • Zamówić usługę kurierską
  • Zyskać wsparcie prawne
  • Zrobić zakupy w sklepie internetowym z artykułami biurowymi
  • Skorzystać z outsourcingu sił sprzedaży lub zamówić kampanię realizowaną przez call center
  • Wziąć udział w szkoleniu e-learningowym lub wycenić bądź zamówić szkolenie stacjonarne
  • Wynająć samochód na potrzeby firmy
  • Uzyskać finansowanie w postaci kredytu bankowego

Poprzez zaawansowane technologicznie rozwiązania dana platforma daje właścicielom firm najważniejsze narzędzia do prowadzenia działalności praktycznie od ręki, po zalogowaniu się do konta, do których ma szybki dostęp z dowolnego miejsca – mówi Paweł Wrzos Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes.

Elektroniczna administracja publiczna

ePUAP

Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (epuap.gov.pl) to serwis internetowy, który umożliwia obywatelom załatwienie wielu spraw administracyjnych przez Internet. W Katalogu Spraw znajduje się udostępnionych przez urzędy kilka usług dla przedsiębiorców. Zgromadzono je w kategorii Przedsiębiorczość i dotyczą m.in. prowadzenia firmy, rejestracji przedsiębiorców czy wydawania zezwoleń i koncesji. Więcej spraw można znaleźć w kategoriach Infrastruktura, Statystyka i Dofinansowanie z funduszy UE.

Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pomocą Profilu Zaufanego (PZ) obsługiwanego w ramach platformy ePUAP. PZ wykorzystywany jest do składania podpisu na wniosku i stanowi alternatywę dla bezpiecznego podpisu elektronicznego z certyfikatem kwalifikowanym. Warto go posiadać, ponieważ stanowi podstawową metodę potwierdzania tożsamości w wielu usługach elektronicznej administracji.

PUE

Platforma Usług Elektronicznych ZUS (PUE – pue.zys.pl) daje wgląd w dane zapisane na kontach w ZUS, pozwala wysłać drogą elektroniczną dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe oraz innego rodzaju wnioski. Przedsiębiorcy – płatnicy składek mogą sprawdzić dane osób zgłoszonych do ubezpieczeń, uzyskać wniosek o niezaleganiu z opłatami czy przejrzeć zestawienia złożonych deklaracji. Płatnicy składek do 100 ubezpieczonych mogą dodatkowo za pośrednictwem PUE ZUS wygenerować i wysłać dokumenty rozliczeniowe, dokonać zgłoszenia lub wyrejestrować ubezpieczonych, a lekarze – wystawiać także niektóre zaświadczenia lekarskie.

 

Źródło: AIOBiznes

Co czwarty respondent woli mieć szefa mężczyznę, a nie kobietę. Tylko 16% Polaków uważa, że to kobiety są lepszymi szefami niż mężczyźni. Wśród mężczyzn jeszcze mniej badanych wskazuje na kobietę jako dobrego przełożonego, bo tylko 12% – pokazały wyniki raportu pt. „Czy Polak ufa swojemu pracodawcy?”, ogłoszonego przez agencję Procontent Communication.

– W Polsce, większą otwartość na kobiety szefów wykazują  młodsi pracownicy, przed 35. rokiem życia. Z wiekiem, coraz częściej, swoje głosy oddajemy na przełożonych mężczyzn – mówi Małgorzata Twardochleb, Procontent Communication.

Najmniejszym zaufaniem darzą kobiety jako szefów osoby dojrzałe, które swoją aktywność zawodową zaczynały ponad dekadę temu. Na panie jako dobrych przełożonych zagłosowało najmniej osób z przedziału wiekowego 35-49 lat. W tej grupie tylko niecałe 12% badanych uważa, że lepszym szefem jest kobieta niż mężczyzna.  Podczas, gdy u osób młodych w wieku 25-34 lata na kobietę szefa postawiło ponad 18% Polaków.

– Badanie to pokazuje jasno, że nadal warto pracować nad wizerunkiem kobiet jako liderów i szefów. Firmy, które mają w swoich szeregach szefów kobiety powinny podkreślać ich dokonania oraz walczyć ze  zjawiskiem tzw. „szklanego sufitu”, który nadal w Polsce częściej dotyka Panie niż Panów – podkreśla Iwona Kubicz z Procontent Communication.

Większe zaufanie do szefa kobiety nie idzie w parze z wyższym  wykształceniem lub lepszą pozycją w firmie. Co ciekawe, na kobietę jako lepszego szefa częściej wskazują osoby z wykształceniem zawodowym, niż z wyższym lub średnim. „Myślę, że raport ten pokazuje jak bardzo potrzebne są wszelkie działania wspierające Polki w budowaniu kompetencji menedżerskich, ale także projekty przełamujące stereotypy dot. dobrego wizerunku kobiety jako szefa” – dodaje Iwona Kubicz. .

Jak pokazują badania, w Polsce to mężczyznom wyjątkowo trudno jest znaleźć dobrego szefa kobietę lub się do tego przyznać. Tylko 12% Panów uważa, że kobiety są lepszymi szefami. Tymczasem w całej populacji twierdzi tak 16% badanych.

– Nasze badania pokazują że w sferze zawodowej nadal paniom na kierowniczych stanowiskach trudniej zdobyć serca podwładnych. Szczególnie trudną sytuację mają Panie zarządzające męskimi zespołami, gdyż jak widać w Polsce nadal trudno o zaufanie do szefa kobiety – komentuje Iwona Kubicz.

Optymizmem mogą jednak napawać pozostałe odpowiedzi respondentów. To co pociesza to duża grupa, bo aż 60% respondentów, odpowiadająca  na pytanie o to, kto jest lepszym szefem w sposób dyplomatyczny. Ci badani wskazywali na fakt, iż szefowie każdej płci mogą poradzić sobie lepiej w zależności od danej sytuacji.

Badanie zostało przeprowadzone przez ośrodek badania opinii publicznej SW Research na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków (N= 824) w wieku 18-55.

 

Wypowiedź: Małgorzata Twardochleb, Procontent Communication.

Media społecznościowe odgrywają coraz większą rolę w obszarze rekrutacji. Wykorzystywane są nie tylko przez pracodawców i rekruterów w celu pozyskania kandydatów, ale także przez samych kandydatów, którzy za ich pośrednictwem poszukują pracy lub czekają na propozycje zawodowe. Dlaczego warto mieć profil w biznesowych mediach społecznościowych? Wyjaśnia ekspert LeasingTeam Professional.

Pojawienie się Internetu w Polsce zrewolucjonizowało proces rekrutacji. Poszukiwanie pracy na portalach rekrutacyjnych, przesyłanie CV e-mailem w odpowiedzi na ogłoszenia, aplikowanie na oferty pracy za pośrednictwem zaawansowanych systemów wspierających procesy rekrutacyjne czy rozwiązywanie testów kompetencji on-line to tylko niektóre metody i narzędzia, z których na co dzień korzystają kandydaci. Internet zautomatyzował i uprościł proces rekrutacji nie tylko po stronie kandydatów, ale także firm. Obecnie, powszechne stało się wykorzystywanie przez rekruterów, w procesie pozyskiwania najlepiej dopasowanych do oczekiwań firm kandydatów, biznesowych mediów społecznościowych. W Polsce, do najbardziej popularnych portali należą międzynarodowy LinkedIn i polski Goldenline. Mają one charakter biznesowy, dlatego najczęściej swoje profile zawodowe zakładają osoby z poziomu co najmniej asystenta bądź specjalisty, a także menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządu czy prezesi. Liczba użytkowników korzystających z biznesowych portali społecznościowych wzrasta w Polsce z roku na rok. Wynika to z faktu, że coraz więcej osób  zdaje sobie sprawę z korzyści wynikających z posiadania profilu na LinkedIn czy Goldenline i dużej aktywności firm rekrutacyjnych. Ekspert LeasingTeam Professional wyjaśnia, w jaki sposób obecność w biznesowych mediach społecznościowych może pomóc w znalezieniu pracy.

Miejsce spotkań kandydatów z rekruterami

Obecnie, głównym narzędziem pracy rekruterów, którzy prowadzą projekty rekrutacyjne metodą direct search, są biznesowe portale społecznościowe takie jak LinkedIn czy Goldenline. Realizacja procesu rekrutacji z wykorzystaniem metody direct search polega na bezpośrednim dotarciu do osób, które posiadają unikalne kompetencje i doświadczenie istotne z punktu widzenia pracodawcy. Z direct search korzystją przede wszystkim firmy doradztwa personalnego w rekrutacjach na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Dzięki niej rekruterzy docierają do kandydatów pasywnych. Nie poszukują oni aktywnie pracy, w związku z czym nie można ich pozyskać za pomocą tradycyjnych metod takich jak ogłoszenia na portalach rekrutacyjnych.

Firmy specjalizujące się w rekrutacjach najczęściej posiadają na portalach społecznościowych rozszerzone profile dedykowane rekruterom, które umożliwiają dotarcie do kandydatów spoza własnej sieci kontaktów. Jeżeli profil danej osoby i opisane w nim doświadczenie i kompetencje pokrywają się z opisem stanowiska, rekruter wysyła zaproszenie do udziału w rekrutacji i prosi daną osobę o przesłanie CV. Jeśli kandydat prześle swoje dokumenty aplikacyjne, z dużym prawdopodobieństwem, zostanie zaproszony na spotkanie rekrutacyjne.

Osoby, z którymi kontaktujemy się za pośrednictwem biznesowych mediów społecznościowych bardzo często decydują się na udział w procesie rekrutacji. Nawet jeżeli w danej chwili nie myślały o zmianie pracy, są ciekawe, co może zaoferować im inna firma. Ponadto, wielu kandydatów uważa, że udział w procesie rekrutacji  jest pewnego rodzaju treningiem, który jeśli nie teraz, to w przyszłości może pomóc im w zdobyciu wymarzonej pracy – komentuje Anita Obidowska, Konsultant HR Marketing&Sales w LeasingTeam Professional.

Przepustka do udziału w procesach rekrutacyjnych

Obecność w wybranych serwisach społecznościowych daje kandydatom szanse do bycia zauważonym przez rekruterów i pracodawców, którzy poszukują talentów. W związku z tym, warto poświęcić czas na przygotowanie atrakcyjnego profilu. Zazwyczaj jego układ bardzo przypomina tradycyjne CV. Kandydaci zamieszczają w nim informacje dotyczące przebiegu kariery zawodowej oraz edukacji, zawsze zgodnie z zasadą odwróconej chronologii. Dodatkowo informują o przebytych kursach, szkoleniach, zdobytych nagrodach. Dużym atutem wirtualnych profili jest możliwość zamieszczania linków do artykułów eksperckich autorstwa kandydata, filmików z wypowiedziami np. w mediach lub prelekcji w czasie konferencji. W branży marketingowej i kreatywnej bardzo popularne jest zamieszczanie linku do portfolio prac np. graficznych. Im bardziej rozbudowany profil kandydata, tym większa szansa, że zainteresuje rekrutera, który zwróci się do niego z atrakcyjną ofertą pracy. Serwisy takie jak Linkedin czy Goldenline dają użytkownikom możliwość budowania profesjonalnej sieci kontaktów biznesowych, czyli zapraszanie i przyjmowanie innych osób do grona naszych znajomych. Nie bez znaczenia jest też aktywność w danym portalu biznesowym i udostępnianie ciekawych wyników badań, interesujących artykułów, dzielenie się wiedzą z obszaru, który interesuje danego kandydata. Może się zdarzyć, że rekruter zwróci uwagę na profil danego kandydata m.in. ze względu na treści, które udostępnia.

Istnieje wiele dodatkowych narzędzi, które mogą wzbogacić profil kandydata i sprawić, że stanie się on jeszcze bardziej atrakcyjny dla rekrutera. Użytkownicy portalu LinkedIn mogą sobie nawzajem wystawiać rekomendacje oraz potwierdzać swoje umiejętności czy wiedzę z danego obszaru. Mogą również polecać dany profil, a także komentować i udostępniać posty – informuje Anita Obidowska z LeasingTeam Professional.

Dostęp do ukrytych ofert pracy

Jeszcze do niedawna oferty pracy były prezentowane przede wszystkim na portalach rekrutacyjnych takich jak Pracuj.pl czy Infopraca.pl. lub w zakładkach kariera na stronach pracodawców.  Obecnie, oferty pracy pojawiają się również na oficjalnych profilach firm np. na FB, LinkedIn lub GoldenLine. Zdarzają się jednak sytuacje, w których firmy nie mogą sobie pozwolić na upublicznienie danej oferty pracy. Wynika to z różnych powodów. Czasami prowadzone są poszukiwania osoby na stanowisko wciąż obsadzone w  organizacji, najczęściej wyższego szczebla, stąd kluczowe dla prawidłowego funkcjonowania firmy. W związku z tym, informacja o rekrutacji na dane stanowisko, jeżeli już pojawi się na portalu rekrutacyjnym, to wyłącznie bez informacji o pracodawcy w ogłoszeniu.

Ukryte procesy rekrutacyjne bardzo często są zlecane firmom doradztwa personalnego. Przekazując proces na zewnątrz, pracodawca zyskuje anonimowość i pewność, że rekrutacja zostanie przeprowadzona z zachowaniem pełnej dyskrecji – uważa Anita Obidowska.

W przypadku ukrytych procesów rekrutacyjnych, poszukiwania bardzo często prowadzone są na LinkedIn czy Goldenline, z wykorzystaniem metody direct search. Osoby nieposiadające kont na tych portalach, które nie śledzą również regularnie ogłoszeń o pracę na portalach rekrutacyjnych, nie mają szans na udział w procesie.

Miejsce rekomendacji

Użytkownicy biznesowych portali społecznościowych coraz częściej na swoich profilach bezpośrednio komunikują, że poszukują nowych wyzwań zawodowych. Dobrym przykładem jest LinkedIn. Jego użytkownicy, bardzo często w miejscu przeznaczonym na nazwę stanowiska, wpisują informacje o poszukiwaniu nowych wyzwań zawodowych. Ponadto, osoby poszukujące pracy chętnie zamieszczają w swoich profilach dane ułatwiające rekruterom bezpośredni kontakt z nimi, czyli adres e-mail i numer telefonu.

Coraz częściej doświadczeni kandydaci publikują na swoim wallu posty, w których informują, że aktualnie szukają pracy, wymieniają swoje sukcesy i polecają się uwadze rekruterów. Zdarza się również publiczne rekomendowanie znajomych. Wielu przedstawicieli firm rekrutacyjnych chętnie korzysta z tego typu poleceń, które ułatwiają im dotarcie do interesujących kandydatów spoza ich sieci kontaktów – komentuje ekspert LeasingTeam Professional.

Kopalnia wiedzy dla poszukujących pracy

Śledzenie profili wybranych pracodawców na biznesowych portalach społecznościowych daje kandydatom dostęp do przydatnych porad i wskazówek na temat udziału w procesie rekrutacji. Zwłaszcza agencje zatrudnienia i firmy doradztwa personalnego tworzą profesjonalne poradniki dla kandydatów, obejmujące takie zagadnienia jak przygotowanie CV, przebieg rozmowy kwalifikacyjnej czy metody oceny kompetencji. Ich zgłębienie może pomóc kandydatowi w pomyślnym przejściu przez proces rekrutacji.

Obecność w biznesowych mediach społecznościowych dla osób z poziomu specjalistów i menedżerów, które są zainteresowane rozwojem swojej kariery zawodowej, wydaje się być obecnie koniecznością. Wynika to z rosnącej aktywności firm specjalizujących się w przeprowadzaniu rekrutacji profesjonalnych na portalach biznesowych. Może w niedalekiej przyszłości większość rekrutacji przeniesie się do portali takich jak LinkedIn czy Goldenline? Czas pokaże, na pewno warto już dzisiaj się na to przygotować.

 

Źródło: LeasingTeam Professional

Linux, Git, MySQL – to dziś trzy najbardziej wpływowe technologie open source, biorąc pod uwagę czynniki takie jak m.in. liczba użytkowników czy wpływ na tworzenie nowych miejsc pracy – wynika z The Battery Open Source Software Index. To pierwsze tego typu opracowanie, którego celem jest śledzenie rozwoju tego dynamicznie rozwijającego się segmentu IT.

Coraz większa grupa przedsiębiorstw opiera dziś swoje krytyczne funkcje biznesowe na otwartych technologiach, czyli takich, które w całości bazują na dostępnym powszechnie kodzie źródłowym – w przeciwieństwie, do rozwiązań zamkniętych, gdzie kod dostępny jest tylko producentowi. Dane pokazują, że z rozwiązań open source korzysta nawet 78 proc. organizacji. Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez Forrester wśród szefów IT wynika, że dla ponad 40 proc. z nich zwiększenie zakresu wykorzystania open source jest wysokim lub krytycznym priorytetem. Jednak jak twierdzą autorzy opublikowanego rankingu, fakt, że wciąż niewiele organizacji oferujących rozwiązania otwarte jest notowanych na giełdzie i publikuje swoje wyniki finansowe, sprawia, że wycena wartości tego rynkui śledzenie rozwoju poszczególnych projektów jest utrudnione. Dlatego opracowanie Battery Ventures ocenia potencjał technologii open source na podstawie ogólnodostępnych danych. Na podium zestawienia znalazły się Linux, Git i MySQL. Razem z nimi pierwszą dziesiątkę tworzą jeszcze m.in. Node.js, Docker, Hadoop czy Spark. Najliczniejszą grupę technologii, które znalazły się w rankingu – 15 z 40 – stanowią otwarte projekty związane
z przechowywaniem i przetwarzaniem danych.

Wszystkie wymienione w rankingu rozwiązania są niezwykle popularne i dynamicznie rozwijane. Zarówno na polskim, jak i międzynarodowym rynku otwartych technologii, możemy  znaleźć wiele przykładów na to, że model biznesowy oparty w całości na open source może przynieść biznesowy sukces. Z tego typu rozwiązań korzystają w naszym kraju m.in. liderzy sektora finansowego czy teleinformatycznego, a także duże instytucje publiczne – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day, jednego z największych w Europie wydarzeń poświęconych otwartym technologiom.

Zarabiać na open source

Kryteria ewaluacji zastosowane w czasie tworzenia The Battery Open Source Software Index uwzględniają m.in. liczbę i stopień aktywności użytkowników czy liczbę ofert pracy dla osób posługujących się daną technologią. Autorzy oddzielają popularność danego rozwiązania wśród użytkowników od sukcesu związanego z jego komercjalizacją. Ze względu na to, że model open source opiera się na bezpłatnym udostępnieniu kodu źródłowego, w większości przypadków firmy zajmujące się jego dystrybucją zarabiają nie na sprzedaży samego oprogramowania, ale na usługach takich jak jego wdrożenie czy utrzymanie.

Pomimo, że część dużych projektów open source nie została jeszcze  skomercjalizowana przez konkretne firmy w takim stopniu jak np. umieszczony na czele rankingu Linux, nie da się zakwestionować ich biznesowego potencjału. Są one bowiem powszechnie stosowane i używane przez komercyjne instytucje. Zatrudnieni przez nie inżynierowie korzystają z nich, kiedy pojawia się potrzeba stworzenia nowej aplikacji czy infrastruktury. Kluczowym elementem dla autorów otwartych rozwiązań powinno być wypracowanie odpowiedniego modelu sprzedaży – dodaje Dariusz Świąder, Open Source Day.

 

Źródło: Open Source Day

Jak pokazuje polskie doświadczenie, rodzinne przedsiębiorstwa nie tylko stanowią podstawę całej gospodarki, ale coraz częściej skutecznie konkurują z zagranicznymi podmiotami – bez względu na branżę. To właśnie rodzimi przedsiębiorcy zaczynają wygrywać walkę o najlepszych kandydatów. Co możemy zyskać porzucając pracę w korporacji na rzecz rodzinnej firmy? Oto kilka przykładów:  

Rodzinne firmy są otwarte na indywidualistów. Decydując się na pracę w korporacji, godzimy się na bycie częścią zespołu, który jest podstawą jej funkcjonowania, a także na ocenę poprzez pryzmat wyników wszystkich jego członków. Sami rekruterzy, decyzję o zatrudnieniu kolejnego pracownika podejmują często w oparciu o ocenę tego, czy dany kandydat „pasuje do zespołu”. Nikt nie ocenia naszego wkładu pracy – liczy się efekt, wypracowany przez wszystkich.

W firmach rodzinnych obserwujemy mniejszą biurokrację, relacje z pracownikami oparte są na zaufaniu, przez co z kolei wzrasta ich identyfikacja zarówno z firmą, jak i jej partnerami.

Na pewno nie ma także tylu stopni hierarchii jak w korporacjach, nie ma więc problemu, by swój pomysł zaprezentować bezpośrednio właścicielowi firmy. Co ważne, takie inicjatywy bardzo często są realizowane, ponieważ dzięki nieszablonowym projektom i pomysłom małe firmy mogą konkurować z międzynarodowymi markami.

Nasze sukcesy są bardziej widoczne. W mniejszych firmach, gdzie podział obowiązków jest bardziej przejrzysty, łatwiej zostać dostrzeżonym. Przede wszystkim nie ma anonimowości – wszyscy wiedzą, jaka jest nasza rola w firmie i nad czym pracujemy. Dzięki temu łatwiej dostrzec im wymierne efekty naszej pracy. Pracownik z kolei, ponieważ ma świadomość, że sam odpowiada za swoje działania, pracuje wydajniej i łatwiej zidentyfikować mu się z organizacją.

Warto też wspomnieć, że małe firmy do rekrutacji podchodzą rozsądniej niż wielcy konkurenci. Problem przerostu zatrudnienia raczej ich nie dotyczy, a to oznacza, że znacznie łatwiej jest zaznaczyć swój udział w kluczowych dla przedsiębiorstwa projektach.

Większe możliwości zdobycia doświadczenia. Jak już wspominaliśmy, w małej firmie łatwiej przebić się z dobrym pomysłem i po prostu zacząć go realizować. A jeżeli Ci się powiedzie, możesz liczyć na dalsze wsparcie. Warto jednak wspomnieć, że dzięki prostej strukturze tych przedsiębiorstw,  możesz realizować się na różnych płaszczyznach, w różnych działach i ćwiczyć nowe  umiejętności.

W małych firmach odnajdą się więc osoby, które nie lubią monotonii i chciałyby rozwijać różne projekty. Wiąże się to z brakiem przerostu zatrudnienia – nie ma kilku osób desygnowanych do tej samej czynności, dlatego czasem trzeba być bardziej elastycznym. Choćby dlatego, że sam przekonasz się, w czym jesteś najlepszy i co chcesz robić.

Nauka efektywności. Rodzinne firmy ostrożniej postępują z budżetem. Przejawia się to w różnych aspektach. Pracownicy zatrudniani są wtedy, kiedy naprawdę są potrzebni. Nie trzeba się zastanawiać, kto za co właściwie odpowiada. Nie ma też zbędnych gadżetów, które zalegają w magazynach czy szufladach. Mimo to, to właśnie takie firmy najefektywniej gospodarują swoim budżetem.

Stawiamy na rozwiązania najbardziej efektywne. Właściwa selekcja pozwala na odrzucenie tych działań i wydatków, które być może wcale nie są nam niezbędne. W efekcie podejmowane są działania, które mają największe szanse na sukces, nie tracimy energii na rzeczy nieistotne – podkreśla Wojciech Tulwin, Dyrektor ds. Marketingu i PR w firmie Recman.

Prawdziwy CSR. Z różnorodnych badań opinii przeprowadzanych wśród tzw. Millenialsów wynika, że młodzi ludzie – zarówno jako konsumenci, jak i pracownicy – oczekują coraz większego zaangażowania biznesu w sprawy, z którymi nie radzą sobie politycy i instytucje publiczne. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu stała się więc modnym hasłem, które firmy próbują wdrożyć także w swoich strukturach. Często zapominają jednak o tym, że działania nie mogą ograniczać się do haseł i okazjonalnie przeprowadzanych akcji. Muszą generować zaangażowanie pracowników, ale aby tak się stało, muszą być autentyczne.

Działania na rzecz społeczeństwa, dla firm rodzinnych są czymś naturalnym, ponieważ małe przedsiębiorstwa są istotną częścią lokalnej społeczności. CSR w ich wydaniu ma zwykle o wiele mniejszy zasięg niż w przypadku korporacji. Tutaj nie liczą się ogólnopolskie, medialne akcje. Pracownicy działają najczęściej w obrębie najbliższego otoczenia, na rzecz osób czy instytucji, które znają, które są dla nich ważne. Działania te są najczęściej bardzo systematyczne.

Rodzina odporna na kryzysy.

Duże rodzinne biznesy, które trwają od wielu pokoleń, robią wszystko by mieć pewność, że etos ich działalności i silne poczucie celów, które sobie narzucili, będzie kontynuowany. Przetrwanie jest więc dla nich ważniejsze niż zysk.

Badania prowadzone w związku ze światowym kryzysem gospodarczym pokazały, że firmy rodzinne, w porównaniu z ich odpowiednikami z danych krajów i sektorów, cechowały się rozsądną oszczędnością w okresie recesji, miały niższy poziom zadłużenia i lepiej zdywersyfikowaną działalność. Jednocześnie skutecznie broniły się przed odejściem najbardziej wartościowej kadry.

Źródło: www.recman.pl

 

Eksperci

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

Bugaj: Coraz mniej rosnących spółek

W połowie tygodnia indeks MSCI World wyznaczył nowe historyczne rekordy i gdyby udało mu się utrzyma...

Ludwiczak: Dokąd zmierza rynek mieszkaniowy w Polsce

Temat rynku mieszkaniowego w Polsce jest ostatnio niezwykle popularny. Wynika to m.in. z najwyższej ...

WIADOMOŚCI

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...

Unikalna technologia marketingu transakcyjnego

Na terminalach płatniczych firmy eService została uruchomiona unikatowa technologia ZenCard 2.0 – na...