poniedziałek, Maj 27, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "finanse"

finanse

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia organ podatkowy nie może dochodzić zapłaty podatku. Zgodnie z ogólną zasadą wynikającą z Ordynacji podatkowej zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku.

Podkreślenia jednak wymaga, że bieg terminu przedawnienia może zostać zawieszony albo przerwany. Instytucja zawieszenia polega na tym, że przez określony okres termin przedawnienia nie rozpoczyna biegu, natomiast, jeśli termin ten już biegnie, to bieg ten zostaje wstrzymany. Okresu tego wstrzymania nie wlicza się do terminu przedawnienia. Z kolei przerwanie biegu terminu przedawnienia polega na tym, że termin przedawnienia liczony jest od początku, zaś okresu, który upłynął do momentu przerwania, nie uwzględnia się.

Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia.

Poinformowanie podatnika o zawieszeniu biegu terminu

Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia. W przypadku zawieszenia jedną z takich sytuacji jest wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.

Co istotne, Ordynacja podatkowa przy omawianej sytuacji nakazuje, aby organ podatkowy właściwy w sprawie zobowiązania podatkowego, z którego niewykonaniem wiąże się podejrzenie popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, zawiadomił podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego najpóźniej z upływem terminu przedawnienia.

Rozbieżności w orzecznictwie

Właśnie na gruncie ww. obowiązku, a więc zawiadomienia podatnika, doszło do rozbieżności w orzecznictwie sądowym. Rozbieżności te miały kolosalny wpływ na sytuację prawnopodatkową podatników, bowiem w zależności od zastosowanej wykładni przepisu – zobowiązanie podatkowe wygasało bądź nie.

Na kanwie jednej ze spraw (sygn. akt I FSK 1960/16), Naczelny Sąd Administracyjny (dalej: NSA) skonkretyzował istotę problemu, kierując jego rozwiązanie poszerzonemu składowi NSA. Wiązał się on z tym, czy o wszczęciu postępowania karnoskarbowego, z którym zespolony jest skutek w postaci zawieszenia biegu terminu, powinien być zawiadomiony bezpośrednio podatnik czy też jego pełnomocnik ogólny lub szczególny, jeżeli zawiadomienie to zostało doręczone po wszczęciu postępowania podatkowego, w którym strona była zastępowana przez pełnomocnika.

NSA uwypuklił przy tym rozbieżność w wyrokach sądów administracyjnych (zarówno wojewódzkich sądów administracyjnych, jak i NSA). Wskazano, że jedna z linii orzeczniczych stanowi, iż najistotniejsze jest to, aby podatnik przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego miał wiedzę, a co za tym idzie – świadomość, że bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu, a w konsekwencji zobowiązanie podatkowe nie wygasa na skutek przedawnienia. Cel ten jest osiągnięty zarówno wtedy, gdy zawiadomienie jest doręczone bezpośrednio podatnikowi, jak i wtedy, gdy w trakcie toczącego się postępowania zawiadomienie doręczono do rąk pełnomocnika.

Druga linia orzecznicza prezentowała odmienne stanowisko. Zgodnie z nim, jeśli organ wyśle zawiadomienie bezpośrednio do strony, która jest reprezentowana przez pełnomocnika, a strona ta pisma tego nie podejmie, to nie będzie możliwe uznanie skuteczności doręczenia. W takim przypadku doręczenie będzie wadliwe z powodu nieprawidłowego wskazania adresata przesyłki.

Uchwała NSA

Mając na uwadze ww. rozbieżności, poszerzony skład NSA musiał odpowiedzieć na następujące pytania:

  • czy zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony;
  • czy uchybienie w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak ziszczenia się skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

NSA w uchwale z dnia 18 marca 2019 r. stanął ostatecznie na stanowisku, że zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony. Uchybienie zaś w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak możliwości zastosowania instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Podsumowanie

Prawdą jest, że organy podatkowe nagminnie wszczynały postępowania karne skarbowe tylko w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Pozwalało to na prowadzenie postępowań i określanie zobowiązań podatkowych po upływie ogólnego 5-letniego terminu przedawnienia. Co jasne, taka praktyka jest krytykowana nie tylko przez doktrynę, ale także przez sądy administracyjne.

Dobra wiadomość jest zaś taka, że jeśli w sprawach podatników doszło do naruszenia przepisów, o których mowa w uchwale NSA, to może istnieć szansa na odzyskanie zapłaconego podatku. Każda zatem sprawa, w której zawieszono bieg terminu przedawnienia w zw. z wszczęciem postępowania karnego skarbowego, powinna zostać zbadana pod kątem nieprawidłowego „przedłużenia” terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Autor: Robert Nogacki, Kancelaria Skarbiec

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystkich jego wierzycieli. Jeśli jednak któryś z wierzycieli sam był dłużnikiem upadłego przed jej ogłoszeniem, może pod pewnymi warunkami dokonać tzw. potrącenia, które zmniejszy lub całkowicie zdejmie z niego brzemię dłużnika. W lutym 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia orzekł, że skorzystanie z tego uprawnienia przez bank nie jest możliwe w odniesieniu do środków upadłego zgromadzonych na rachunku bankowym. Rok później sąd odwoławczy uchylił to orzeczenie, stanowiąc, że zanim doszło do ogłoszenia upadłości, upadłemu przysługiwała względem banku wierzytelność o wypłatę środków zgromadzonych na koncie, dlatego też potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego nie sprzeciwia się istocie postępowania upadłościowego (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy z 6 lutego 2019 r., sygn. akt XIII Ga 709/18).

Kodeks cywilny w art. 498 §1 stwierdza, że „Gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, każda z nich może potrącić swoją wierzytelność z wierzytelności drugiej strony, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Z kolei zgodnie z art. 93 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: u.p.u.): „Potrącenie wierzytelności upadłego z wierzytelnością wierzyciela jest dopuszczalne, jeżeli obie wierzytelności istniały w dniu ogłoszenia upadłości, chociażby termin wymagalności jednej z nich jeszcze nie nastąpił” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Potrącenie należności z rachunku upadłej spółki

W 2010 r. jedna ze spółek z o.o. zawarła z bankiem umowę o prowadzenie rachunku, a dwa lata później zaciągnęła w tym banku kredyt odnawialny na kwotę ponad 8,5 mln zł. W kwietniu 2016 r. bank wypowiedział spółce umowę, wzywając do spłaty przekraczającego 6 mln zł zadłużenia. W sierpniu tego samego roku Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi XIV Wydział Gospodarczy dla spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych ogłosił upadłość spółki. Bank powiadomił syndyka, powołując się na art. 93 u.p.u., o potrąceniu kwoty blisko 58 tys. zł znajdujących się na rachunku spółki, celem zaspokojenia należnego mu roszczenia z tytułu udzielonego spółce kredytu. Bank zgłosił również swoją wierzytelność do sędziego-komisarza.

Zobacz też:

W jakim wieku otrzymamy najkorzystniejsze oferty kredytowe?

Syndyk to nie upadły

31 października 2016 r. syndyk masy upadłości spółki wezwał bank do zwrotu 58 tys. zł, jako świadczenia nienależnego, pobranego wbrew przepisom prawa upadłościowego. Sąd rejonowy przychylił się do powództwa syndyka. Jego zdaniem środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym są wierzytelnością jego posiadacza względem banku o wypłatę zgromadzonych tam środków. Z treści art. 112 u.p.u. sąd wywiódł, że umowa rachunku bankowego zawarta przez upadłego wiąże strony także po ogłoszeniu upadłości, stąd wierzytelność upadłego o wypłatę środków z tego rachunku stanowi masę upadłościową służącą zgodnie z art. 61 u.p.u. zaspokojeniu wszystkich wierzycieli upadłego. Jak wskazał sąd: „Możliwość potrącenia w upadłości dotyczy tylko sytuacji gdy nie następuje uszczuplenie masy upadłości o faktyczny majątek jaki przejął syndyk od upadłego (…) potrącenie z art. 93 prawa upadłościowego nie ma zastosowania do każdej wierzytelności po dniu ogłoszenia upadłości, ale tylko takiej która nie spowoduje zmniejszenia masy upadłości w zakresie czynnego majątku dłużnika, a który posłuży zaspokajaniu wszystkich wierzycieli upadłego według zasad prawa upadłościowego” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd rejonowy odrzucił również całkowicie możliwość powołania się przez bank na instytucję potrącenia i zastosowania przepisu art. 93 u.p.u. Zdaniem sądu bank stał się dłużnikiem masy upadłości, a więc syndyka, który przejął posiadanie nad rachunkiem, dopiero po ogłoszeniu upadłości. A zgodnie z art. 95 u.p.u.: „Potrącenie nie jest dopuszczalne, jeżeli wierzyciel stał się dłużnikiem upadłego po dniu ogłoszenia upadłości” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Trzecią z najważniejszych podstaw uznania przez sąd dokonanego przez bank potrącenia za świadczenie nienależne stanowił art. 13 ust. 1 u.p.u.: „Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.). Jak stwierdził sąd orzekający w tej sprawie, dopuszczenie do potrącenia przez bank swojej wierzytelności z masy upadłościowej po ogłoszeniu upadłości mogłoby pociągnąć za sobą konieczność umorzenia postępowania upadłościowego. To z kolei uniemożliwiłoby zaspokojenie się w tym postępowaniu pozostałych wierzycieli upadłego. To z kolei stałoby w sprzeczności z zasadą prawa upadłościowego, jaką jest zaspokojenie wszystkich wierzycieli.

Pracownicze Plany Kapitałowe mogą mieć wpływ na dynamikę wzrostu wynagrodzeń w polskich firmach

Ustawodawca dał wierzycielowi instytucję potrącenia, więc ma prawo z niej skorzystać

Bank wniósł od tego wyroku apelację, do której przychylił się Sąd Okręgowy w Łodzi. Uznał za słuszne stanowisko banku, który nie zgodził się z możliwością zastosowania regulacji art. 95 u.p.u. Zgodnie bowiem z art. 725 Kodeksu cywilnego: „Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku (…) do przechowywania jego środków pieniężnych oraz (…) do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Przechowanie to zdaniem sądu odwoławczego przejawia się stanem, w którym posiadaczowi rachunku, choć nie realizuje on w danej chwili swojej wierzytelności, to przysługuje mu ona już z chwilą zdeponowania tych środków na koncie. Wierzytelność o wypłatę wszystkich zgromadzonych na rachunku środków przysługiwała więc spółce, zanim doszło do ogłoszenia upadłości.

Sąd Okręgowy w Łodzi nie zgodził się również, by potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego sprzeciwiało się istocie postępowania upadłościowego. Nie istnieje bowiem poza masą upadłościową żaden inny majątek upadłego, wobec którego wierzyciel mógłby zrealizować przysługujące mu prawo potrącenia, przewidziane w art. 93-96 u.p.u. Z prawa tego mogą też korzystać wszyscy pozostali wierzyciele.

„Sam ustawodawca uznał, że nie jest zasadne oczekiwanie, by wierzyciel musiał zapłacić w całości swój dług i jednocześnie zaspokajać własną wierzytelność ze środków uzyskanych w wyniku podziału funduszów masy upadłości w sytuacji, gdy swoją wierzytelność przed ogłoszeniem upadłości mógł potrącić (…) Zakładałoby to bowiem całkowitą nieracjonalność ustawodawcy, który wprowadziłby do ustawy przepis nie mogący znaleźć zastosowania z uwagi na sprzeczność z założonymi jej celami” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd odwoławczy obalił także trzecie z podniesionych przez sąd rejonowy ustaleń co do uzależnienia ogłoszenia upadłości od minimalnego stanu majątku potencjalnego upadłego. Jak stwierdził, nie może to stanowić przeszkody dla realizacji przez wierzyciela przysługującego mu prawa do dokonania potrącenia. Jeśli w wyniku potrącenia okaże się, że pozostały majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, to stworzy to wówczas podstawę do jego umorzenia.

Gdy syndyk zabierze rękę, odda ci paznokieć

W sytuacji, gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową kontrahenta, nie wolno zwlekać. Jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, szybka reakcja – nawet mimo ogłoszenia upadłości dłużnika – może „uratować” przynajmniej część należnych od niego środków. To z kolei może decydować o być albo nie być dla będących jego wierzycielami spółek, firm i samych przedsiębiorców. Zbyt długa zwłoka, powodująca choćby uchybienie zakreślonemu w art. 96 ustawy – Prawo upadłościowe terminowi do złożenia oświadczenia o chęci skorzystania z prawa potrącenia, sprawi, że wierzyciel ewentualnego zaspokojenia swoich roszczeń dozna tylko w takiej wysokości, w jakiej przydzieli mu syndyk, i dopiero po uwzględnieniu roszczeń innych wierzycieli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Za nami kolejne posiedzenie FOMC, z którego każdy wyciąga takie wnioski, jakie mu bardziej pasują. Gołębia podwyżka była tym, czego inwestorzy oczekiwali od Fed, choć ukrycie liczyli na coś więcej. Częściowe rozczarowanie przynosi kontynuację spadków na giełdach i podtrzymanie obaw o spowolnienie globalnego ożywienia. Rynek walutowy jest w rozkroku.

Fed miał dostarczyć gołębią podwyżkę i to zrobił. Cel dla stopy rezerw federalnych został podniesiony o 25 pb do 2,25-2,50 proc., a z technicznych powodów stopa rezerw obowiązkowych w zrosła tylko o 20 pb. W projekcji członków FOMC na kolejne lata usunięto jedną podwyżkę z 2019 r. (teraz Fed zakłada tylko dwie), jeszcze jedną w 2020 r. i bez zmian w 2021 r. Komunikat i konferencja prasowa były zbliżone do oczekiwań rynkowych dotyczących złagodzenia przekazu, choć nie dały jasnego wskazania, że Fed jest bliżej przerwania cyklu podwyżek. Innymi słowy nie da się całkowicie wykluczyć następnej podwyżki w marcu, nawet jeśli prezes Powell uwarunkował kontynuację zacieśniania od realizacji optymistycznych prognoz gospodarczych. W przekazie nie brakowało gołębich wzmianek. Fed uważa, że potrzeba tylko „nieco” dalszego stopniowego podnoszenia stóp procentowych, a ryzyka dla perspektyw gospodarczych przestały być, a tylko wydają się „z grubsza zrównoważone”. Zmiany w komunikacie pokazują, że część członków FOMC poważniej obawia się skutków ostatnich wydarzeń na świecie i na rynkach i jest gotowa już teraz nieco przyhamować z cyklem zacieśniania. Nie są oni jednak w większości. Innym gołębim punktem było też obniżenie mediany prognozy długoterminowej stopy neutralnej do 2,75 proc. z 3 proc. oraz przyznanie przez Powella, że stopy procentowe są teraz mniej więcej na pułapie zbieżnym z dolnym zakresem szacunków stopy neutralnej.

Zobacz też:

Zarobki w branży IT wciąż rosną. Nawet młodzi programiści mogą liczyć na coraz wyższe pensje

Tragizm rynków polega na tym, że choć inwestorzy otrzymali od Fed to, co zakładali, to jednak ukrycie liczyli na coś więcej po stronie „gołębiości”. Fed miał być lekarstwem na poprawie nastrojów rynkowych i poprzez ogłoszenie końca cyklu podwyżek (lub silnego złagodzenia komunikatu w inny sposób) dać impuls do rajdu apetytu na ryzyko i stworzenia iluzji, że polityka monetarna nie zdławi ożywienia. Optymizm Fed dotyczący sytuacji w gospodarce został odebrany jako ignorancja, która przynosi pogłębienie spadków na rynku akcji. Rentowności obligacji skarbowych USA spadają, bo rynek dalej upiera się przy swoim – według niego Fed nie będzie w stanie przeprowadzić jeszcze trzech podwyżek, a raczej może jedną. Na rynku walutowym inwestorzy nie wiedzą, czy kochać dolara, czy nim gardzić i w końcowym rozrachunku przeważa porządkowanie pozycji przed świąteczną przerwą.

Osobiście uważam, że wczorajsza reakcja na przekaz Fed jest dowodem odklejenia się inwestorów od fundamentalnej oceny gospodarki. Niepewność wokół potencjalnych czynników ryzyka potęguje obawy o spowolnienie gospodarcze, co też prowadzi do wyolbrzymiania niektórych sygnałów. Niebezpieczne jest to, że przy podtrzymywanym pesymizmie rynkowym niepewność inwestorów może przerodzić się w niepewność konsumentów i przedsiębiorców, w efekcie czego spowolnienie gospodarcze pogłębi się. Wówczas inwestorzy stwierdzą, że od początku mieli rację, nie widząc tego, że byli sprawcami.

Festiwal banków centralnych G10 nie kończy się na Fed. W nocy bez echa przeszła decyzja Banku Japonii – bank utrzymał parametry polityki bez zmian, tak jak i treść komunikatu. Bank Anglii przed dzisiejszą decyzją ma sporo do przedyskutowania, ale potęgowana niepewność nie przełoży się na konstruktywny komunikat. GBP pozostaje słaby z perspektywą nagłych skoków pod wpływem politycznych nagłówków. Szwedzki Riksbank do ostatniej chwili podtrzymywał oczekiwania, że podwyżka stóp procentowych może wystąpić w grudniu, albo w lutym przyszłego roku. Ale po rozczarowującym odczycie inflacji CPI w ubiegłym tygodniu, Riksbank ma solidny argument, by zwlekać. Rynek jednak agresywnie podtrzymuje wycenę na 50 proc., zatem przy każdej decyzji ktoś będzie zaskoczony, a SEK nie będzie stał w miejscu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Amerykański rynek pracy w listopadzie rozczarował. I to rozczarował podwójnie: dynamiką wynagrodzeń i liczbą nowych etatów. Wręcz idealnie wpisuje się to w gołębi zwrot w komunikacji Rezerwy Federalnej i dyskusję o odwróceniu krzywej rentowności.

Dolar jest słaby i nie należy liczyć na szybkie odwrócenie tej tendencji. EUR/USD na razie zbliżył się do 1,1450, ale kontynuuje mozolną wspinaczkę do 1,15. O trwałe wyjście ponad ten poziom może już jednak być trudniej. Mocne są waluty defensywne, USD/JPY na fali wyprzedaży na rynku akcji i spadku rentowności i długu USA 10Y cofnął się do 112,50. Takie środowisko to woda na młyn wzrostowej korekty w notowaniach metali szlachetnych: uncja złota dziś kosztowała 1250 USD, czyli najwięcej od lipca. W odbiciu notowań kruszcu upatrujemy tendencji, która ma szansę rozwinąć się w dłuższy i trwalszy trend. EUR/PLN mozolnie dryfuje w kierunku 4,30. Nie widzimy perspektyw na wyraźne umocnienie w obecnym, niesprzyjającym otoczeniu zewnętrznym. W przestrzeni G-10 widzimy pole do umocnienia walut naftowych, czyli CAD i NOK. Zwłaszcza korona norweska, wsparta dzisiejszymi, wysokimi odczytami inflacyjnymi powinna sobie dobrze radzić.

Tydzień będzie pełen emocji: zdominuje go analiza zamierzeń Fed, posiedzenie ECB, głosowanie nad brexitem w brytyjskim parlamencie i krystalizowanie się tendencji na rynku ropy po cięciu wydobycia przez OPEC.
Rynek skupia teraz większą uwagę na danych z USA po tym, jak Fed wyłączył autopilota i przyszłe decyzje będzie opierał o napływające wskazania z gospodarki. Rozczarowanie raportem z rynku pracy było pierwszym ciosem dla USD i każdy kolejny może przybliżyć do nokautu, szczególnie że rynek jest mocno obkupiony dolarem, kiedy w ostatnich tygodniach wykorzystywał go jako kierunek ucieczki od ryzyka. CPI (śr) pokaże słabość przez spadki cen paliw, ale inflacja bazowa powinna wypaść dobrze. Jeśli nie, reakcja rynku będzie silna. Sprzedaż detaliczna (pt) będzie musiała się zmierzyć z odreagowaniem silnych danych za październik (0,8 proc.), więc diabeł będzie tkwił w szczegółach i wyniku tzw. sprzedaży bazowej, gdzie spodziewany jest solidny odczyt (0,4 proc).

W strefie euro na pierwszym planie będzie decyzja EBC (czw). W ostatnich wypowiedziach prezes Draghi podkreślał wpływ czynników przejściowych na pogorszenie w danych i komunikat raczej pozostanie w tym tonie. Od strony polityki bank powinien ogłosić koniec skupu aktywów od początku przyszłego roku, będąc do tego zmuszonym przez obwarowania dotyczące zaangażowania w obligacje danego emitenta. Złagodzenia wydźwięku EBC będzie szukał w decyzji o reinwestycji środków z zapadających obligacji, np. poprzez zasygnalizowanie kontynuacji reinwestycji długo po terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych. Forward guidance w kwestii stóp procentowych powinien pozostać bez zmian (podwyżka nie wcześniej niż „po lecie” przyszłego roku). EBC nie ma interesu w wybrzmieniu jastrzębio, zatem i dla EUR nie ma pola do umocnienia. Dodatkowym czynnikiem ryzyka są wstępne szacunki PMI (pt), gdzie spodziewane są spadki indeksów.

W Wielkiej Brytanii mamy bogaty kalendarz z PKB, bilansem handlowym, produkcją przemysłową (pon) i raportem z rynku pracy (wt). PKB za październik ma pokazać skromny wzrost o 0,1 proc. – ostatni miesiąc, zanim mocniej mogą być odczuwalne negatywne wibracje z rynków zewnętrznych. Uwagę przyciągnie też dynamika wynagrodzeń z większą wrażliwością na rozczarowanie. Kluczowe wydarzenia będą jednak działy się w brytyjskim parlamencie, gdzie na wtorek zaplanowane jest głosowanie nad projektem umowy brexitu. Ostatni kalkulacje wskazują na porażkę rządu May, w rezultacie głosowanie może zostać odroczone, a niepewność o termin i kształt brexitu będzie się przeciągać. Kierunek dla funta pozostają zagadką. Norges Bank powinien utrzymać stopę procentową bez zmian (czw). Niższe ceny ropy, sygnały osłabienia wśród głównych partnerów handlowych i oznaki spowolnienia w kraju argumentują za ostrożnym podejściem. Mimo to NB jest na drodze normalizacji polityki, więc projekcja ścieżki stopy procentowej prawdopodobnie dalej powinna wskazywać prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w I kw. Obniżenie ścieżki byłoby ciosem dla NOK. Czwartek przynosi też decyzję Szwajcarskiego Banku Narodowego, ale nie spodziewamy się niczego interesującego (stopy bez zmian).

W Australii w centrum uwagi będą indeksy nastrojów w biznesie (wt) i wśród konsumentów (śr). Po fatalnych danych o PKB za II kw., potwierdzenie kontynuacji pogorszenia sytuacji firm i gospodarstw domowych będzie podsycać oczekiwania na złagodzenie stanowiska RBA i przy ciągnięciu tematu wojen handlowych będzie dodatkowym balastem dla AUD. Dane z kanadyjskiego rynku budowlanego (pon) będą drugorzędne, podczas gdy rynek CAD będzie starał się przetrawić gołębi zwrot BoC, silne dane z rynku pracy i perspektywy rynku ropy po decyzji OPEC o redukcji wydobycia. Ostatnio silne spadki cen ropy mogły spotęgować presję wyprzedaży CAD, co przełożyło się na zbyt pesymistycznej wyceny perspektyw polityki BoC. Spodziewamy się, że loonie stać na odreagowanie ostatniej słabości.

Bartosz Sawicki, Kierownik Dep. Analiz – Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Każda firma posiada i przetwarza dokumenty zawierające informacje o różnym stopniu poufności, do których należy zaliczyć dokumentację pracowniczą. Bardzo ważną kwestią jest ich odpowiednie zabezpieczenie. Obowiązujące prawo z tego właśnie zakresu, nie przystaje do rzeczywistości, niejednokrotnie doprowadzając do potrzeby ponoszenia przez pracodawców znacznych kosztów związanych z archiwizacją tej dokumentacji. Od 1 stycznia 2019 roku zaczną obowiązywać znowelizowane przepisy prawa, wprowadzające nowe zasady prowadzenia akt pracowniczych.

Zgodnie z nowymi regulacjami, okres przechowywania dokumentacji pracowniczej zostanie określony w sposób jednoznaczny, i będzie on wynosił 10 lat liczonych od końca roku, w którym ustał stosunek pracy. Nowy termin będzie dotyczył dokumentacji pracowników zatrudnionych od 01 stycznia 2019 r. W stosunku do pracowników zatrudnionych od 01 stycznia 1999 r. do 31 grudnia 2018 r., skrócenie czasu archiwizacji dokumentacji pracowniczej do 10 lat będzie zależało od decyzji samego pracodawcy.

Krótszy okres przechowywania to jednak nie jedyna zmiana. Pracodawcy będą mogli prowadzić dokumentację pracowniczą w wersji papierowej – jak do tej pory – lub elektronicznej. Uprawnienie do dokonania tego wyboru będzie wynikać wprost z nowego brzmienia art. 94 ust. 9a kodeksu pracy. Jakie korzyści niesie za sobą ta druga forma?

Zobacz też:

Dyscyplina intelektualna w organizacji, czyli o spotkaniach i zadawaniu pytań

Roczne koszty administracyjne związane z przechowywaniem dokumentacji pracowniczej ponoszone dotychczas przez pracodawców to w skali roku około 130 mln zł – wynika z szacunków Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Dzięki zmianie przepisów w zakresie formy prowadzenia dokumentacji, koszty te mają się zdecydowanie obniżyć. Jednak nie jest to jedyny plus.

Wykorzystanie formy cyfrowej ma docelowo ułatwić pracę nad dokumentacją pracowniczą. Wszystkie informacje o pracownikach muszą być jednak w dalszym ciągu przechowywane w sposób gwarantujący im odpowiedni poziom bezpieczeństwa, rozumianego jako zabezpieczenie przed dostępem osób nieupoważnionych, uszkodzeniem lub zniszczeniem.

Elektroniczna wersja dokumentacji pracowniczej będzie zasadniczo odwzorowaniem teczek osobowych w wersji papierowej. Nowa e-Teczka może oznaczać większą efektywność zarówno w przechowywaniu jak i  zabezpieczeniu danych zawartych w aktach pracowniczych co jest szczególnie istotne ze względu na wymagania RODO w zakresie bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych. Warto pamiętać, że programy przygotowane do prowadzenia e-dokumentacji powinny być wyposażone w rozwiązania zapewniające odpowiedni poziom bezpieczeństwa, m.in. odnośnie zabezpieczenia dostępu i kopi bezpieczeństwa danych. W zakresie odpowiednich zabezpieczeń dotyczących elektronicznej formy prowadzenia akt, kluczowym może okazać się nowe Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie dokumentacji pracowniczej. Projekt aktu przewiduje bowiem szczególne wymagania dotyczące jej prowadzenia i przechowywania – mówi adw. Łukasz Pociecha, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Warto również pamiętać o pozostałych zmianach przepisów prawa, które mają dostosować polskie prawo do RODO.

Przeczytaj także:

Młodzi pracownicy bardziej wymagający

Nowe brzmienie Kodeksu pracy, przewidziane w projekcie ustawy zmieniającej polskie przepisy prawa w zw. z zapewnieniem stosowania przepisów RODO., w art. 22[1]  § 1-3 określa nowy katalog kategorii danych osobowych. Są one niezbędne do pozyskania przez pracodawcę – w związku z podejmowaniem przez niego działań – przed zawarciem umowy o pracę oraz po jej podpisaniu. Według przywołanego przepisu, pracodawcy będą mogli żądać podania danych osobowych obejmujących: imię (imiona) i nazwisko, datę urodzenia, dane kontaktowe wskazane przez taką osobę, wykształcenie, kwalifikacje zawodowe, przebieg dotychczasowego zatrudnienia.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu ustawy zmieniającej dane osobowe, które nie zostały wymienione w katalogu określonym w art. 22[1] § 1-3 kodeksu pracy, pracodawca będzie mógł przetwarzać jedynie, gdy będzie to niezbędne do realizacji ciążącego na nim obowiązku wynikającego z przepisów prawa lub jeżeli uzyska stosowną zgodę pracownika. Dopuszczenie jej jako podstawy przetwarzania danych pracownika może stanowić istotną zmianę dotychczasowych poglądów w tym zakresie – wskazuje adw. Łukasz Pociecha, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce w styczniu 2018 roku wzrósł o taką samą wartość jak przed miesiącem, czyli o 1,5 punktu w stosunku do miesiąca poprzedniego – informuje Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Przełomowi roku 2017/2018 towarzyszyły najsilniejsze jednorazowe wzrosty wskaźnika w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W największym stopniu przyczyniły się do tego: poprawa wydajności pracy w sektorze przedsiębiorstw przemysłu przetwórczego oraz lepsza sytuacja finansowa w firmach.  

 Spośród ośmiu składowych wskaźnika w styczniu br. cztery uległy poprawie w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca, dwie nie zmieniły się, zaś dwie uległy pogorszeniu.

Do wzrostu wskaźnika w największym stopniu przyczyniła się znacząca poprawa wydajności pracy w przedsiębiorstwach produkcyjnych. Zjawisko to charakterystyczne jest dla miesięcy końca każdego roku i wynika z mniejszej liczby dni roboczych a nieco wyższej produkcji przeznaczanej na poczet świątecznych zakupów. Abstrahując od tej jednorazowej poprawy, w dłuższym okresie, tj. od końca ubiegłego roku, wydajność pracy pogarszała się. Liczba pracujących rośnie, wynagrodzenia również, nie poprawia się natomiast w sposób istotny wyposażenie techniczne pracowników, co wynika z ciągle ujemnej dynamiki inwestycji.

Kolejna składowa, która istotnie przyczyniła się do wzrostu wskaźnika, to oceny menedżerów nt. sytuacji finansowej w zarządzanych przez nich firmach. Najlepiej oceniają stan swych finansów menadżerowie dużych firm – zatrudniających powyżej 250 pracowników. W tej grupie odnotowano w ostatnich badaniach kilkuprocentową przewagę odpowiedzi stwierdzających poprawę finansów nad odsetkiem menadżerów wskazujących na jej pogorszenie. W grupie przedsiębiorstw najmniejszych oraz średnich w dalszym ciągu dominuje przewaga menadżerów wskazujących na pogarszający się stan finansów.

W ślad za lepszą sytuacją finansową w firmach, poprawiły się również oceny menedżerów na temat ogólnej sytuacji gospodarczej. Obecnie przewaga menadżerów uznających, że sytuacja gospodarcza zmierza w dobrym kierunku nad tymi, którzy uważają, że dominują tendencje negatywne, sięga około 5 punktów procentowych. Dla porównania, warto dodać, że w okresie bardzo dobrej koniunktury gospodarczej w 2007 roku przewaga optymistów nad pesymistami wynosiła 25 punktów procentowych.

Po raz pierwszy od jesieni ubiegłego roku nie odnotowano zmian w tempie napływu nowych zamówień do sektora przedsiębiorstw produkcyjnych, zaś w przypadku zamówień przeznaczonych na rynki zagraniczne, tempo napływu nowych zamówień nieco osłabło. Wydaje się jednak, że sytuacja ta ma charakter przejściowy. Rosnącym zamówieniom zagranicznym sprzyja bowiem bardzo dobra koniunktura na światowych rynkach, a co istotniejsze dla rodzimych producentów, dobra koniunktura dominuje również w Europie. Nieco odmiennie przedstawiają się perspektywy utrzymania wysokiego tempa napływu nowych zamówień na rynek krajowy. W tym przypadku należy liczyć się z pewnym osłabieniem. Co prawda wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną, jednak inflacja osłabia nieco ich temp wzrostu. Ponadto wzrost wynagrodzeń nie dotyczy wszystkich pracowników a pro-popytowe działanie dodatkowych pieniędzy trafiających do rodzin z tytułu świadczeń socjalnych, stopniowo słabnie.

Na koniec ub. roku zmniejszyła się nieco podaż pieniądza M3 (w ujęciu realnym oraz po usunięciu wpływu czynników sezonowych). Już od początku roku pieniądza przybywało znacznie wolniej niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Umiarkowanie przybyło gotówki w obiegu, co zwykle zdarza się na końcu roku kalendarzowego.

Zwiększyło się nieco zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów bankowych. Zmiana jak na razie jest niewielka wobec  ponad dwuletniego okresu odchodzenia konsumentów od finasowania zakupów kredytem. Być może ma to związek ze wzrostem aktywności  na rynku nieruchomości oraz wyższymi cenami mieszkań, na co wskazują niektóre badania wśród deweloperów. Zbyt wcześnie jednak aby odbierać to jako początek boomu mieszkaniowego oraz wzrost zainteresowania kredytem hipotecznym.

Końcówka roku nie była korzystna dla inwestorów giełdowych. W ciągu ostatnich trzech miesięcy ubiegłego roku realne wartości podstawowego indeksu WIG spadły o blisko 4%, jednak pierwsze tygodnie stycznia przyniosły wyraźną poprawę nastrojów i rekordowe notowania WIG.

 

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Zgodnie z nowym prawem restrukturyzacyjnym każdy przedsiębiorca, którego firma znalazła się w trudnej sytuacji, może wnioskować do sądu gospodarczego o ochronę przed egzekucjami komorniczymi, sądowymi i innymi działaniami wierzycieli, np. blokowaniem pieniędzy przez banki, aby przywrócić normalne funkcjonowanie firmy i ją uzdrowić. Warunkiem jest jednak wykazanie sensowności restrukturyzacji firmy poprzez plan, który musi być przedstawiony w ciągu… 30 dni.

Czy to możliwe, praktyczne i odpowiedzialne – pytamy doświadczonych doradców PMR Restrukturyzacje SA.

– Tak naprawdę warunków jest nieco więcej – mówi Sławomir Anisimowicz, dyrektor zarządzający PMR Restrukturyzacje SA. – Firma musi rokować, jej działalność musi mieć sens i przyszłość ekonomiczną, tak aby mogła spłacać należności wszystkich wierzycieli, a także posiadać zdolność do regulowania bieżących kosztów funkcjonowania z aktualnych przychodów po dacie otwarcia postępowania. Dopiero w takiej sytuacji przedsiębiorca powinien złożyć wniosek o sanację do wydziału gospodarczego właściwego sądu rejonowego. Jeśli jego wniosek wraz z uzasadnieniami, wstępnym przedstawieniem sytuacji, wierzytelności etc. zostanie pozytywnie rozpoznany i sąd uwzględni wniosek restrukturyzacyjny, wyznaczając nadzorcę sądowego lub zarządcę, rozpoczyna się wyścig z czasem. W ciągu 30 dni nadzorca lub zarządca musi dostarczyć gotowy, szczegółowy plan restrukturyzacyjny. Muszą w nim znaleźć się zarówno opis przedsiębiorstwa, w tym sytuacji finansowej firmy, jak i analiza przyczyn zaistnienia potrzeby jej restrukturyzacji. Kluczowe elementy planu restrukturyzacyjnego to również opis i harmonogram wdrożenia środków restrukturyzacyjnych, opis źródeł finansowania czy też informacja o zdolnościach produkcyjnych. Plan restrukturyzacyjny jest zatem swoistym kompendium na temat przedsiębiorstwa oraz planem działań, które dadzą szansę na funkcjonowanie firmy i spłatę zobowiązań na rzecz wierzycieli. Spłata może być i zwykle jest rozłożona w czasie i zależna od skutecznego wdrożenia planu restrukturyzacyjnego i dalszego sprawnego zarządzania firmą.

Okres 30 dni to faktycznie bardzo niewiele, ale gdy firma jest w kryzysie, czas jest bezcenny i trzeba działać bardzo sprawnie. Dodatkowo ustawodawcy zależało, aby ta szczególna ochrona prawna nie była nadużywana jako sposób odwlekania płatności wierzycielom w nieskończoność.

Co to oznacza dla zarządcy wyznaczonego przez sąd? Czy jedna osoba jest w stanie przygotować taki plan w tak krótkim czasie?

To moment, w którym odsiewa się ziarna od plew. Moment prawdy, czy dany zarządca dysponuje odpowiednim zespołem ludzkim o odpowiednich kompetencjach, doświadczeniu i mocach przerobowych, aby pozyskać odpowiednie dane, przeanalizować sytuację oraz zaproponować rozwiązanie. To nie zadanie ani dla jednej osoby, ani dla małej kancelarii prawnej. Liczebność zespołu to również niejedyny klucz do sukcesu. W zależności od rodzaju kryzysu potrzebne są bardzo różne kompetencje i doświadczenie. Genezą problemów nie zawsze są finanse, czasami chodzi o walkę o udziały w firmie, czasami firmę blokują niesłuszne roszczenia urzędów skarbowych, czasami związki zawodowe i problemy pracownicze. Niezależnie od tego, co leży u podstaw kryzysu, te 30 dni musi wystarczyć na wszystko.

Co jest najtrudniejsze w tym procesie?

Zebranie wiarygodnych informacji. Mamy większą kontrolę nad metodami działań, samą metodologią analizy problemów, ale dotarcie do informacji, które są wiarygodne, kompletne, pochodzą niejednokrotnie z różnych źródeł, stanowi największe wyzwanie czasowe. Zwykle przedsiębiorcy wiedzą, co jest źródłem problemu, ale czasami się mylą, a czasami nie potrafią znaleźć wyraźnych przyczyn. Zdarzają się również wrogie działania konkurencji czy też działania wątpliwe pod względem prawnym, przy których analiza problemu musi oprzeć się na dokumentach zewnętrznych, sądowych, notarialnych, bankowych, czasami międzynarodowych. To oczywiście bardzo złożone problemy, ale przy drobiazgowej organizacji pracy, doświadczeniu i odpowiednich zasobach ludzkich 30 dni wystarcza.

Przedsiębiorca, wybierając swojego zarządcę, o którego prosi we wniosku do sądu, powinien być pewien, że jego reprezentant nie będzie uczył się na żywym organizmie, ponieważ stawką jest być lub nie być firmy. Przy wyborze odpowiedniej firmy, osoby, kancelarii warto kierować się jej doświadczeniem i zadawać pytania związane z kompetencjami, portfolio uratowanych firm i liczebnością zespołu, który zajmie się tą sprawą. Przedsiębiorcom w sytuacji kryzysowej trudno jest podjąć racjonalne decyzje nieoparte wyłącznie na cenie usługi. Przestrzegałbym również przed zbyt pozytywnymi scenariuszami przedstawianymi na pierwszym spotkaniu. Przedsiębiorca chce oczywiście usłyszeć, że jego firmę można uratować, i zwykle przychodzi do nas w stanie psychicznym, który wymaga wsparcia i zachęty, ale na tym etapie trzeba jak najwięcej pytać, mniej obiecywać.

Jeżeli trudno ocenić faktyczne osiągnięcia zarządcy, warto przynajmniej odbyć kilka spotkań z różnymi firmami, zanim podejmiemy ostateczną decyzję. Ten dodatkowy dzień lub dwa mogą okazać się kluczowe na początku procesu wychodzenia z problemów.

 

Źródło; PMR Restrukturyzacje S.A.

Belgowie mają powiedzenie: „Jedno dziecko to jeden dom”. Wrzesień to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu każdego rodzica. Nie tylko muszą zadbać o logistykę przedszkolno-szkolną, ale jeszcze w tym czasie ich portfele znacznie się uszczuplają. Wyprawka szkolna, ubezpieczenie, opłaty za zajęcia dodatkowe – wydatków naprawdę nie brakuje. W takich sytuacjach rodzicom mają pomóc pieniądze z programu „Rodzina 500+”. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 62 proc. Polaków przeznacza je właśnie na bieżące wydatki. Tylko nieco ponad jedna trzecia odkłada pieniądze otrzymywane z tego świadczenia na przyszłość.

Wsparciem rządowego programu „Rodzina 500+” w czerwcu 2017 roku objęto ponad 3,98 mln dzieci do 18 lat, czyli 58 proc. Do ponad 2,6 mln rodzin trafiło już ponad 29,2 mld zł. Na co Polacy wydają te pieniądze? Aż 62 proc. osób biorących udział w badaniu Nationale-Nederlanden przyznało, że przeznacza je na codzienne potrzeby rodziny. Z kolei 36 proc. traktuje te środki jak oszczędności.

Słodka, ale i kosztowna inwestycja

Wychowanie dziecka, to czasochłonny, ale też kosztowny proces. Według wyliczeń Centrum im. Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19. roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci – od 317 tys. do 350 tys. zł. Według szacunków ekonomistów w przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te wynoszą przeciętnie od 421 do 460 tys. zł. Z wyliczeń OECD wynika, że koszty wychowania i utrzymania dziecka są stosunkowo wysokie i sięgają przeciętnie od 15 do 30 proc. budżetu rodzinnego. – Nic więc dziwnego, że większość rodzin przeznacza zarabiane i otrzymywane środki przede wszystkim na bieżące, codzienne potrzeby. Jeżeli jednak naprawdę chcemy pomóc naszym dzieciom i zapewnić im dobry start w przyszłość, najpierw musimy zadbać o siebie i pomyśleć czy nasze finanse są w dobrej kondycji. W praktyce oznacza to minimalizowanie zadłużenia i posiadanie oszczędności – mówi Martyna Kucicka-Witek, Menedżer ds. Produktów Ochronnych i Majątkowych w Nationale-Nederlanden.

Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że posiada jakiekolwiek oszczędności odłożone z myślą o przyszłości. Jednocześnie 40 proc. badanych deklaruje, że trudno im oszczędzać, ponieważ codzienne wydatki pochłaniają ich całe dochody. Blisko 20 proc.  respondentów przyznaje, że nie myśli jeszcze o oszczędzaniu, a kolejne 15 proc. woli wydać pieniądze na przyjemności.

Bezpieczne i regularne oszczędzanie

Polacy zazwyczaj rozpoczynają oszczędzać z myślą o przyszłości dzieci już od momentu ich urodzenia. Prawie 40 proc. rodziców, którzy dotąd nie oszczędzali na ten cel, deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zaczną to robić. Takich planów nie ma co piąty rodzic, a deklarowanym powodem takiej decyzji jest brak odpowiednich funduszy.

Jaką formę oszczędzania wybierają ci Polacy, którzy decydują się odkładać otrzymywane w ramach programu „Rodzina 500+”? Badanie Nationale-Nederlanden pokazuje, że są to przede wszystkim produkty bankowe: konto oszczędnościowe (62 proc.), zwykłe konto bankowe (24 proc.) i lokata (18 proc.). Jedynie 4 proc. wybiera fundusze inwestycyjne, a 3 proc. polisę ubezpieczeniową. – Możliwości inwestycji jest naprawdę wiele i można je dostosować do własnych potrzeb. Jedną z wartych zainteresowania form są na pewno polisy ubezpieczeniowe, które zapewniają jednocześnie ochronę całej rodzinie i oferują lokatę kapitału – mówi Martyna Kucicka-Witek.

Blisko połowa rodziców, którzy otrzymują świadczenie „Rodzina 500+”, ale do tej pory nie oszczędzali pieniędzy z tego źródła, deklaruje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy zacznie to robić. Co mniej optymistyczne, blisko jedna czwarta (23 proc.) ankietowanych nie ma jednak zamiaru w najbliższym czasie odkładać tych pieniędzy. – Tymczasem regularne oszczędzanie nawet części tej sumy da naszej rodzinie poduszkę bezpieczeństwa finansowego, która pozwoli nam przygotować się na nieprzewidziane sytuacje, chociażby takie jak ciężka choroba czy trwała lub czasowa niezdolność do pracy i zapewnić najmłodszym dobry start w dorosłość – mówi Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden.

 

Wypowiedź: Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden

Flegmatyk, melancholik, sangwinik, choleryk – te cztery typy osobowości wyodrębnił grecki filozof Hipokrates. Według Carla Gustava Junga dwa pierwsze typy to introwertycy, a kolejne ekstrawertycy. Oto jak temperament dotyka naszych finansów.

Każdy z nas jest mieszkanką osobowości, jednak zawsze przeważa jedna z nich. Zaciągając zobowiązania powinniśmy mieć świadomość własnych mocnych i słabych stron, które oddziaływają na ekonomiczną sferę naszego życia. Oto psychologia finansów inspirowana psychologią.

Flegmatyk
Osoba niezwykle spokojna, opanowana, która nie pokazuje po sobie emocji. Ma pozytywny stosunek do świata i jest niezwykle uważna w tym, co robi i mówi. Jest dobrym słuchaczem. Flegmatyk nie podejmie więc pochopnie żadnej decyzji w sprawie swoich finansów. Będzie potrzebował wyjątkowego bodźca, aby zaciągnąć kredyt. Z pewnością ten typ osobowości nie będzie miał kłopotów z rozrzutnością. Osoba, która zwiąże się z flegmatykiem, może spać spokojnie – opanowany partner nie wyda lekką ręką pieniędzy na zakupy. – Stabilność emocjonalna również wiąże się z umiejętnością samokontroli oraz realizacji wcześniej ułożonych planów, czy założonych budżetów. Osoby te są mniej podatne na podejmowanie spontanicznych, niezaplanowanych zakupów, co pomaga realizować założenia budżetu domowego – mówi dr Joanna Rudzińska-Wojciechowska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu SWPS Wrocław.

Melancholik
Człowiek sumienny i zdeterminowany – urodzony analityk. Stawia sobie wysoką poprzeczkę w życiu i dąży do jej realizacji. Jeśli więc melancholik będzie potrzebował kredytu, dokładnie przeanalizuje warunki umowy, przemyśli za i przeciw, a przede wszystkim zastanowi się, czy podoła spłacie zobowiązania kredytowego. Melancholik jest bowiem niezwykle ostrożny. Z osobami, które mają ten typ osobowości bywa jednak tak, że mają zmienne nastroje. To sprawia, że świadomość niestabilnych finansów, może ich wprawić w poważne przygnębienie. Generalnie jednak melancholik jest rzetelnym kredytobiorcą, który podporządkowuje się zwartym umowom. Poza tym potrafi planować życie w dłuższej perspektywie. Według psycholog z SWPS melancholicy jako introwertycy są też mniej narażeni na porównywanie się z innymi i pokusę, aby dorównać znajomym pod względem ilości czy jakości posiadanych dóbr materialnych.

Sangwinik
To typ osoby, która określana jest mianem dużego dziecka. Żyje chwilą, nie martwi się przyszłością, ale też nie rozpamiętuje przeszłości. Sangwinik ma skłonność do gadulstwa i koloryzowania, ale jednocześnie pogoda ducha i spontaniczność sprawia, że potrafi zjednać sobie ludzi. Sangwinicy nie są najlepszymi kredytobiorcami, bo zdarza im się zapomnieć o spłacie raty. Poza tym ten typ osobowości ma kłopot z planowaniem przyszłości. Jeśli więc kredyt, to maksymalnie na rok. Stan finansów sangwinika pozostawia sporo do życzenia.

Choleryk
Weźmie kredyt, spłaci go, zainwestuje na giełdzie, założy lokatę – bo to typ odważnej osoby, urodzony przywódca nastawiony na osiąganie konkretnych celów. Jeśli popełni błąd w zarządzaniu finansami i tak się do tego nie przyzna. Choleryk poszuka wyjścia z sytuacji, aby udowodnić innym, że miał rację. Wchodząc do banku będzie chciał wynegocjować kredyt na najlepszych warunkach. W domu to choleryk będzie trzymał finanse w ręku. To także on będzie podejmował wszelkie decyzje w kwestii finansów – oszczędzania, zadłużenia, inwestowania.

Jeśli stoimy przed decyzją o zaciągnięciu kredytu, zastanówmy się jak dużo mamy w sobie z melancholika, którego będzie trapił zaciągnięty kredyt, a jak dużo z choleryka, który zaciśnie zęby i mimo wszystko dopilnuje finansów. To o tyle ważne, że banki analizują jedynie naszą zdolność kredytową – mają do dyspozycji liczby i dokumenty. My sami zaś powinniśmy wiedzieć, jak później damy sobie radę z kredytem.

 

Źródło; Fundacja Zaradni

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Oznacza to, że w dalszym ciągu możemy cieszyć się z historycznie niskich stóp procentowych, co jest szczególnie ważne dla wszystkich kredytobiorców zadłużonych w naszej walucie. Jednak już za kilka miesięcy, gdy stopy procentowe wzrosną, rata może być wyższa nawet o kilkanaście procent.

Spośród stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego (NBP) najważniejsza z punktu widzenia osób spłacających kredyty jest stopa referencyjna, która od marca 2015 roku wynosi 1,50 proc. To właśnie od jej poziomu w pośredni sposób zależy poziom stopy Wibor i oprocentowanie kredytów detalicznych. Najczęściej używana przez banki stawka 3-miesięczna utrzymuje się od wielu miesięcy na poziomie 1,70-1,73  proc., co w wymierny sposób przekłada się na portfele kredytobiorców. Przykładowo osoba, która w 2008 roku zaciągnęła kredyt na 30 lat rozpoczynała spłatę zobowiązania z ratą około 710 złotych na każde 100 tys. kredytu, natomiast dzisiaj rata jest niższa o prawie 40 proc. i wynosi około 430 złotych. Również osoby, które zaciągnęły kredyty kilka lat później także zyskują dzięki niższemu oprocentowaniu. W przypadku kredytu zaciągniętego we wrześniu 2013 roku rata uległa obniżeniu o około 10 proc. Cztery lata temu pierwsza rata wynosiła 460 złotych na 100 tys. zadłużenia, a dzisiaj co miesiąc należy płacić około 410 złotych.

Wyższe stopy, wyższe raty

Tak niskie stopy procentowe będą się utrzymywać jeszcze co najmniej przez kilka miesięcy. Podwyższenia stóp przez RPP można najwcześniej spodziewać się  pod koniec 2018 roku, chociaż coraz więcej czynników wskazuje na to, że może to nastąpić nie wcześniej niż w 2019 roku. Inflacja pozostaje na stabilnym poziomie poniżej celu inflacyjnego NBP, presja płacowa nie wzrasta, a ostatnie umocnienie złotego także nie przemawia za podwyżką stóp procentowych. Również wypowiedzi członków RPP wskazują na to, że stopy procentowe nie będą w najbliższym czasie podwyższane. Warto jednak już dzisiaj mieć świadomość, że prędzej czy później stopy procentowe wzrosną i raty kredytu ulegną podwyższeniu. Czy wszyscy kredytobiorcy są świadomi jak bardzo mogą wzrosnąć miesięczne koszty kredytu?

Jak widać wzrost rat może być bardzo znaczący, szczególnie jeśli wybraliśmy długi okres kredytowania. W takim przypadku poziom oprocentowania w większym stopniu wpływa na wysokość raty, niż w sytuacji gdy kredyt spłacamy w krótszym terminie. W przypadku kredytu na 35 lat, powrót stóp procentowych do poziomu sprzed zaledwie 5 lat będzie oznaczał wzrost miesięcznej raty nawet o 50 procent. Dla 200 tysięcy zadłużenia nominalnie będzie to rata wyższa o 438 złotych, jednak dla kredytu w kwocie 500 tys. złotych rata wzrośnie o prawie 1100 złotych, co może już spowodować pewne perturbacje w budżecie domowym. Oczywiście wzrost raty do tego poziomu nie będzie skokowy, nie wzrośnie ona z dnia na dzień, ale zaciągając dzisiaj kredyt trzeba mieć koniecznie świadomość tak dużego ryzyka.

Czy przed wzrostem rat można się zabezpieczyć?

Jednym z zabezpieczeń, z którego może skorzystać osoba zaciągająca dzisiaj kredyt jest wybranie oferty ze stałą stopą procentową. Praktyka rynkowa pokazuje jednak, że jest to zabezpieczenie tylko teoretyczne. Dzisiaj kredyt ze stałą stopą procentową mają w swojej ofercie tylko 4 banki i są to oferty, które gwarantują klientowi stałe oprocentowanie przez maksymalnie 5-7 lat. Po upływie tego okresu następuje ponowne ustalenie stałej stopy na kolejny okres lub następuje zmiana sposobu ustalania oprocentowania i od tego momentu jest ono zmienne, tak jak w przypadku innych kredytów. Nie ma zatem ofert, które zagwarantują stałe oprocentowanie na cały okres kredytowania. Co prawda stała rata np. na 5 lat daje pewną stabilizację finansową, jednak nie zabezpiecza w całości przed ryzykiem stopy procentowej. Ponadto, decydując się na taką ofertę musimy liczyć się z tym, że rata kredytu będzie wyższa, niż rata kredytu ze zmienną stopą procentową. Także po zakończeniu okresu stałej stopy procentowej marża do ustalenia zmiennej stopy może być wyższa, niż w sytuacji gdy od początku zdecydujemy się na zmienną stopę.

W ostatnich latach obserwowaliśmy głównie spadek stóp procentowych i obniżające się w konsekwencji raty kredytów złotowych. Dzięki zmiennemu oprocentowaniu obniżenie stóp procentowych wpływało w pozytywny sposób na portfele kredytobiorców. W perspektywie najbliższych kilku lat trzeba jednak przygotować się na odwrócenie tego zjawiska. Wzrost stóp procentowych, niezależnie od skali podwyżek, przełoży się tym razem w negatywny sposób na finanse gospodarstw domowych. Warto mieć świadomość tego zjawiska i rzetelnie przeanalizować wszelkie ryzyka i swoje możliwości w chwili, gdy podejmujemy decyzję o zaciągnięciu kredytu. Należy bowiem pamiętać, że niska rata jaką dzisiaj płacimy nie będzie obowiązywać do końca spłaty kredytu i trzeba będzie zmierzyć się z wyższymi comiesięcznymi opłatami.

Autor:  Michał Krajkowski, Główny Analityk, NOTUS Finanse S.A.

Polscy przedsiębiorcy są najmniej sumienni w Europie, jeśli chodzi o regulowanie zobowiązań, a zatory płatnicze są zmorą krajowego biznesu. Długie terminy zapłaty, a tym bardziej nie dotrzymywanie tych wcześniej ustalonych, to w naszym kraju prawdziwa plaga. W Polsce przedsiębiorstwo, które płaci w terminie to rzadkość, dla porównania w Niemczech robi tak 8 na 10. 78 proc. polskich firm otrzymuje płatności nawet 30 dni po terminie, a jedna na dziesięć faktur jest płacona nawet 4 miesiące po terminie. Takie realia zmuszają do szukania finansowania pomostowego, które pozwoli przedsiębiorcy znacznie szybciej otrzymać należne mu pieniądze z wystawionej i niekwestionowanej faktury.

Dla części przedsiębiorców to wyraz perspektywicznego myślenia i planowania rozwoju, dla innych konieczność i ratunek przed bankructwem. Faktoring, czyli mechanizm polegający na przelewie należności z faktury od razu po jej wystawieniu, ale przez podmiot trzeci, zwiększa bezpieczeństwo obrotów handlowych. W Europie zach. faktoring działa od dawna, u nas szybko się rozwija. Napędzają go naturalne mechanizmy wolnorynkowe polegające na zabezpieczaniu potrzeb małych i średnich przedsiębiorców – Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Od stycznia do czerwca 2017 branża faktoringowa sfinansowała w Polsce wierzytelności przedsiębiorców o łącznej wartości 83,6 mld zł*. To wzrost o 13,6% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku. Z faktoringu skorzystało już 8,1 tys. przedsiębiorców (wzrost o 12,5% rok do roku), którzy sfinansowali w ten sposób blisko 4 miliony faktur. Co roku blisko tysiąc firm więcej korzysta z faktoringu.

Dobra koniunktura w gospodarce przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi. Zwiększanie zakresu prowadzonej przez firmy działalności oraz wzrost sprzedaży produktów i usług, w naturalny sposób powoduje zwiększenie liczby i wartości wystawionych faktur. Jeśli ich zapłata przeciąga się, firmy zmuszone są szukać zastępczych środków do wykorzystania na bieżącą działalność. Szybszy dostęp do gotówki podnosi ich konkurencyjność.

– Nabywca usługi czy towarów co do zasady nie musi wyrażać zgody na pośrednictwo faktora, chyba że zastrzegł to sobie w umowie (zakaz cesji). Coraz rzadziej takie podmioty odmawiają zgody na faktoring, gdyż nie wiąże się to dla nich z żadnymi dodatkowymi obciążeniami czy innymi utrudnieniami. Wyjątkiem są duże firmy, wykorzystujące swoją dominację nad często niewielkim kontrahentem, który ma wówczas utrudniony dostęp do finansowania. Z drugiej strony zdarza się jednak, że sami odbiorcy towarów i usług wspierają kontrahenta w rozmowach z faktorem, bo faktoring poprawia również ich płynność. Aktualnie już co 10 przedsiębiorca korzysta z faktoringu, a najbardziej w takiej metodzie finansowania cenią sobie elastyczność i łatwość procesowania wniosków. Zwiększanie płynności firm poprzez przekazywanie im środków pieniężnych pozwala im na stabilny rozwój, inwestycje i ekspansję – wyjaśnia Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Usługami faktoringowymi najbardziej zainteresowane są dziś firmy z branży spożywczej, chemicznej i metalowej. Z badania „Barometr EFL” wynika, że z usług firm faktoringowych korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP. Po faktoring najczęściej sięgają firmy średnie. Rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i kolejne lata powinny być dalszym okresem dynamicznego rozwoju faktoringu w Polsce.

 

Wypowiedź: Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Nie spodziewam się kolejnego kryzysu finansowego za naszego życia – to słowa Janet Yellen, szefowej Fedu, czyli banku centralnego Stanów Zjednoczonych. Chociaż to dla nas dobra informacja to niestety może okazać się nieprawdziwa. Już teraz analitycy ostrzegają, że prędzej czy później kryzys nadejdzie. 

– To jest bardzo ryzykowne stwierdzenie, gdyż obecny cykl koniunkturalny jest już ponad dwukrotnie dłuższy niż średnia ze wszystkich poprzednich siedemnastu cykli. Cały czas mamy bardzo niskie stopy procentowe, bo raczej ciężko odnieść wrażenie, że polityka Fedu polegająca na zwiększeniu stóp procentowych, które dalej mieszczą się w historycznie niskich poziomach powoduje jakąś zmianę. W zasadzie odbieramy sobie główne narzędzie do reagowania w sytuacji kryzysu, czyli obcinania stóp procentowych – mówi  Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Niskie stopy procentowe też nie skłaniają nas do oszczędzania. Działają wręcz przeciwnie, bo kredyty są tańsze. Każdą podwyżkę kredytobiorcy odczują w wysokości swojej raty.

Ponownie zyskują na znaczeniu inwestycje w złoto poprzez fundusze notowane na giełdach. Fundusze notowane na giełdach (Exchange Traded Funds, „ETFs”) emitują udziały, a za pozyskane środki kupują złoto stanowiące zabezpieczenie inwestycji. Na koniec czerwca br. w zarządzaniu funduszy ETF znajdowało się 2 313,1 ton złota, o wartości 92,4 mld USD. Jest to więcej o 22,2 ton niż w miesiącu poprzedzającym i o 123,1 ton w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

– Rynek złota, czyli tych inwestycji i dóbr, które są świetnym zabezpieczeniem na okoliczność kryzysu zwiększa się o 30 proc. Fundusze ETF zwiększają zakupy. Banki centralne, które są odpowiedzialne za kreację pieniądza również cały czas kupują ogromne ilości złota. To wszystko pokazuje, że z jednej strony mamy do czynienia z pieniądzem, który musi być dewaluowany w sytuacji kryzysowej. Tak jak mawiał Wolter pieniądz wróci najprawdopodobniej do swojej pierwotnej wartości, czyli do zera. To cały czas pokazuje, że posiadanie złota to jest „must have” każdego kto realnie i racjonalnie dba o swoje finanse. Biorąc to pod uwagę ciężko się zgodzić ze słowami Janet Yellen. Kryzys prędzej czy później przyjdzie. jakie będą jego rozmiary? Tego nikt nie wie – dodaje Robert Śniegocki.

Średnio na świecie zdarzają się dwa kryzysy na dekadę.

 

Wypowiedź: Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

 Jak wynika z badań Ipsos dla Kapitalni.org, stabilna przyszłość i pomoc rodzinie to najczęściej wskazywane przez ankietowanych powody do poszerzania wiedzy o finansach. Co ciekawe, słabo mobilizują nas problemy finansowe. Jedynie, co czwarty respondent deklaruje, że jest to bodziec aktywizujący go do zwiększenia wiedzy w tym zakresie.

Biuro Informacji Kredytowej podaje, że już ponad 2,3 mln Polek i Polaków ma problem z regularną spłatą zaciągniętych zobowiązań, zarówno kredytowych, jak i poza kredytowych. Łączna wartość takich zagrożonych zobowiązań wynosi  53,69 mld zł! Te dane ilustrują, jak dużym problemem są dla wielu z nas rozważne decyzje finansowe. Kredytobiorcom trudno ocenić, jakim obciążeniom są w stanie podołać. – Tak wysoka liczba osób mających problem z regularnym dokonywaniem spłat kredytu to znak, że powinniśmy jako społeczeństwo jak najszybciej uzupełnić podstawowe braki w zakresie wiedzy finansowej – mówi Agnieszka Szczepanik, kierownik projektu Kapitalni.org.

Co zachęciłoby Polaków do poszerzania swoich finansowych horyzontów?

Motywacja Polaków do nauki

Dla ponad 40 proc. ankietowanych dobrą motywacją do poszerzenia swoich finansowych horyzontów byłaby chęć zaoszczędzenia na przyszłość, a także poprawa sytuacji materialnej własnej i rodziny. Na kolejnym miejscu respondenci wskazywali problemy finansowe oraz konieczność wzięcia kredytu lub pożyczki. Te odpowiedzi zaznaczył, co czwarty ankietowany.

– Badanie pokazuje, że często Polacy interesują się finansami dopiero, gdy znajdują się w sytuacji kryzysowej lub mają zamiar ubiegać się np. o kredyt. To zła postawa. Wiedzę o finansach powinniśmy zdobywać aktywnie, przez całe życie. Najlepiej zacząć jak najwcześniej. Dzięki temu możemy uniknąć nietrafionych decyzji w dorosłym życiu. Odpowiednia edukacja w zakresie finansów procentuje. Świadomi konsumenci wybierają lepsze oferty i są w stanie sprawniej dysponować swoim budżetem – mówi Agnieszka Szczepanik.

Jak wynika z badania Ipsos dla Kapitalni.org, niewiele ponad 15 proc. Polaków deklaruje, że dobrym czynnikiem aktywizującym ich do poszerzenia wiedzy o finansach, byłaby chęć przekazania dziecku wiedzy na ten temat. Co ciekawe, badania wskazują również, że niechętnie bierzemy przykład z innych. Jedynie 7 proc. respondentów motywuje postawa innych osób, które samodzielnie starają się opanować sferę finansów i pogłębiają wiedzę na ten temat.

Mężczyzn aktywizują kłopoty

Badanie pokazało też, że finansowe problemy bardziej motywują do nauki mężczyzn niż kobiety (27 proc. mężczyzn vs. 22 proc. kobiet). Co czwarty Polak deklaruje, że czynnikiem aktywizującym byłaby chęć zaciągnięcia kredytu bądź pożyczki. W przypadku pań odpowiedziała tak co piąta ankietowana. W całej populacji badanych problemy finansowe były bodźcem do poszerzania wiedzy wskazywanym przez co czwartą osobę.

Co ciekawe, badanie pokazuje, że to mężczyźni częściej niż kobiety za dobrą motywację do nauki uważają chęć przekazania dzieciom wiedzy o finansach – odpowiedziało tak 19 proc. ankietowanych mężczyzn w porównaniu do 16 proc. kobiet. Wynik ten może wskazywać, że to panowie częściej myślą praktycznie o tym, jak ułatwić start w dorosłe życie swoim dzieciom. Z kolei panie mobilizuje chęć poprawy sytuacji materialnej własnej i rodziny (odpowiedziało tak 43 proc. kobiet vs 40 proc. mężczyzn). Potrzeba przekazania podstawowej wiedzy finansowej swoim dzieciom najczęściej motywuje osoby w wieku 35-44. Tę odpowiedź wskazał blisko co czwarty ankietowany z tej grupy.

Młodych motywuje lepsza przyszłość

Około 43 proc. badanych deklaruje, że dobrą zachętą do pogłębienia wiedzy na tematy finansowe jest chęć oszczędzania na przyszłość lub „czarną godzinę”. Chęć oszczędzania na ten cel lub na przyszłość jako motywacja do poszerzania wiedzy o finansach, jest najwyższa wśród najmłodszych badanych – wskazało na nią 48 proc. respondentów z grupy wiekowej 20-24 lat. W przypadku badanych w wieku 45-55 odsetek ten wyniósł 37 proc. A co motywuje najstarsze pokolenie? Jak pokazało badanie – zamiar poprawienia swojej sytuacji materialnej. Tę odpowiedź wskazała prawie połowa ankietowanych dojrzałych Polaków. To może wiązać się z faktem, że obawiają się oni, że po zakończeniu kariery zawodowej nie będą mieli wystarczających funduszy, aby żyć na dotychczasowym poziomie.

– Dla młodego pokolenia oszczędzanie pieniędzy to główny czynnik motywujący do pogłębiania swojej wiedzy finansowej. Świadczy to o tym, że ta grupa Polaków, która dopiero wkracza w dorosłe życie, jest świadoma, że sama musi zadbać o swoje bezpieczeństwo finansowe.  Młodzi wiedzą, że jest to niezbędne, aby w przyszłości nie martwić się sprawami finansowymi – mówi Agnieszka Szczepanik.

 

Źródło: Kapitalni.org

Finanse w związku to często trudny i drażliwy temat. Według badania zrealizowanego na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej z 2016 r., co piąta polska para kłóci się o pieniądze, a jedna trzecia badanych z powodu takich konfliktów bierze pod uwagę rozstanie. Czy zatem istnieje przepis na udane zarządzanie wspólnym budżetem? Expander podpowiada, w jakich przypadkach warto zdecydować się na korzystanie ze wspólnego konta, a kiedy dysponowanie środkami ulokowanymi na oddzielnych rachunkach jest lepszym rozwiązaniem.

Decydując się na wspólne życie z drugą osobą, musimy podjąć wiele decyzji. Jedną z nich jest odpowiedź na pytanie, czy nasze finanse pozostaną nadal „osobiste”, czy też oszczędności i pieniądze, które zarabiamy, zasilą wspólną kasę, do której będzie miał dostęp nasz partner czy też partnerka. O wspólnym budżecie nie można mówić tylko w przypadku małżeństwa, które zdecydowało się na wspólnotę majątkową. Wystarczy, że para będąca w nieformalnym związku mieszka ze sobą przez krótki czas, aby pieniądze stały się jednym z ważniejszych tematów codziennych rozmów.

Wspólne konto przydatne nawet dla par o krótkim stażu

Zacznijmy od par, które mają dość krótki staż, ale zdecydowały się na zamieszkanie z partnerem czy partnerką. – W ich przypadku najlepszym rozwiązaniem wydaje się pozostawienie sobie oddzielnych kont, na które będzie wpływało wynagrodzenie, czy na których będą gromadzone oszczędności. Jednocześnie powinni jednak rozważyć otwarcie dodatkowego, wspólnego konta. Oboje będą wpłacali na nie pieniądze na wydatki, którymi chcieliby się podzielić np. comiesięczne rachunki za czynsz, wspólne wyjścia do kina czy restauracji. Z jednej strony pozwoli to uniknąć poważnych konfliktów o to kto w większym stopniu finansuje wspólne życie, czy pretensji o zbyt wysokie wydatki. Zapewnia jednak swobodę w wydawaniu swoich pieniędzy i bezpieczeństwo w przypadku rozpadu związku – nie ma ryzyka, że któraś strona przywłaszczy sobie oszczędności byłego partnera, czy partnerki. Podobne rozwiązanie (konto wspólne i indywidualne) mogą zastosować też pary, które są już w wieloletnim związku, ale chcą zachować pewną autonomię w kwestii finansów – podpowiada Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Problematyczne początki wspólnych finansów

Na pełne połączenie finansów zwykle decydują się małżeństwa. Co ciekawe, ten proces łączenia wcale nie jest taki prosty jak może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Przed ślubem każde z małżonków zwykle korzystało z indywidualnego konta, nierzadko w zupełnie innym banku. Powstaje więc pytanie kto ma porzucić rachunek, do którego się przyzwyczaił i którego zmiana może być dość kłopotliwa. – Taka sytuacja może być zarzewiem konfliktu. Aby go uniknąć można zastosować dwa rozwiązania. Po pierwsze, można zachować stare konta przekształcając je we wspólne. Drugie rozwiązanie to zamknięcie obu i otwarcie nowego, wspólnego. Zaletą pierwszego rozwiązania jest to, że zachowujemy historie rachunków i nie musimy informować znajomych czy instytucji o zmianie numeru konta. Wadą mogą być natomiast wyższe koszty utrzymania dwóch kont i wydanych do nich kart. Decydując się na drugie rozwiązanie możemy uzyskać duże korzyści finansowe. Wiele banków oferuje bowiem atrakcyjne promocje dla nowych klientów. Poza tym stare pakiety kont nierzadko są znacznie droższe niż te oferowane obecnie. Wadą jest natomiast utrata historii starych rachunków oraz konieczność informowania o zmianie konta przez oboje małżonków tłumaczy Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Trudniej jest finanse połączyć niż oddzielić

Otwarcie wspólnego konta jest bardzo proste. Trudniej jednak połączyć oszczędności, zwłaszcza jeśli chcemy aby pracowały, a nie leżały bezczynnie na nieoprocentowanym rachunku. – Lokaty, rachunki maklerskie czy w funduszach inwestycyjnych często mogą być tylko indywidualne. Nawet, jeśli istnieje możliwość by były wspólne, to otwarcie ich wymaga od kupujących więcej czasu i zaangażowania – m.in. wizyty w oddziale instytucji finansowej obojga przyszłych współwłaścicieli. Z tego względu nierzadko nawet małżonkowie mający wspólnotę majątkową mają indywidualne produkty finansowe. To powoduje, że choć ulokowane w ten sposób pieniądze są wspólne to jeden z małżonków nie ma do nich dostępu. Nie ma w tym nic złego jeśli część oszczędności jest na produktach męża, a część żony. Nierzadko zdarza się jednak, że tylko jedno z małżonków zarządza oszczędnościami i ma do nich bezpośredni dostęp. To może spowodować kłopoty np. gdy mąż ulegnie poważnemu wypadkowi, co sprawi, że konieczne stanie się skorzystanie z oszczędności, a żona nie będzie miała do ich dostępu – podpowiada Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Aby tego uniknąć warto zostawić współmałżonkowi hasła, aby w razie potrzeby mógł przez Internet zlecić wypłatę pieniędzy. Innym rozwiązaniem może być ustanowienie małżonka pełnomocnikiem. Na wszelki wypadek warto również złożyć tzw. dyspozycję na wypadek śmierci. Dzięki niemu bank będzie mógł wypłacić pieniądze małżonkowi zmarłego bez czekania na postanowienie sądu w sprawie przyznania spadku.

Źródło: Lightscape

Wiedzy o finansach nie wynosimy z domu ani ze szkoły. Bieżące informacje o produktach pozyskujemy ze stron internetowych instytucji finansowych, u doradców i z reklam – wynika z badania przeprowadzonego przez Ipsos dla platformy edukacyjnej Kapitalni.org, która właśnie wystartowała w nowej odsłonie.

Swoją wiedzę o finansach nisko ocenia 19 proc. Polaków. Największy odsetek ankietowanych – 47 proc. – twierdzi, że ich poziom wiedzy w tej dziedzinie jest średni. Co trzeci respondent wystawia sobie ocenę dobrą lub bardzo dobrą – wynika z badania platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

– Brak wiedzy przekłada się zwykle na złe decyzje finansowe, które pogarszają naszą sytuację materialną. Dlatego warto się uczyć. Pomóc w tym może np. nasza platforma edukacyjna Kapitalni.org, która właśnie wystartowała w nowej odsłonie. Portal został wzbogacony o elementy rywalizacji, test osobowości finansowej, indywidualne ścieżki edukacyjne i nowe treści – mówi Marcin Borowiecki, prezes Wonga w Polsce. Dość niska samoocena Polaków w temacie finansów ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Tylko część z nas jest w stanie odpowiedzieć poprawnie na pytania związane z podstawowymi pojęciami z tego zakresu. Zdecydowana większość Polaków nie wie, jak prawidłowo zachować się np. w razie problemów ze spłatą raty kredytu lub pożyczki.  Aż 43 proc. ankietowanych deklaruje, że w tej sytuacji pożycza pieniądze od bliskich, a 17 proc., że nie robi nic. Blisko co dziesiąty (9 proc.) zadłuża się w innym banku lub firmie pożyczkowej, aby uregulować wcześniejsze zobowiązanie.

Jak wynika z badania Kapitalni.org samoocena pod kątem znajomości finansów jest najniższa wśród najmłodszych klientów instytucji finansowych. Jako dobrą lub bardzo dobrą swoją wiedzę w tej dziedzinie oceniło jedynie 23 proc. ankietowanych w wieku 20-24 (wobec ponad 30 proc. wśród osób między 35 a 55 rokiem życia). Osoby młodsze najczęściej przyznają, że ich wiedza jest mała, znikoma lub że nie mają jej wcale (37 proc. wobec 17-20 proc. w pozostałych grupach wiekowych).

– Mały wpływ rodziny na wiedzę o finansach może wynikać z naszej przeszłości – w PRL nie było instrumentów finansowych, wiedza o finansach wydawała się niepraktyczna. W polskich domach nie ma zatem wielopokoleniowej tradycji rozmawiania na ten temat – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Badani przyznają także, że niewiele o finansach nauczyła ich szkoła. Jako główne źródło wiedzy na ten temat wskazuje ją jedynie 5 proc. ankietowanych.

Źródło: Kapitalni.org

 

  • Najczęstsze powody nieregulowania zobowiązań to wg specjalistów: świadome unikanie problemów (może dług sam zniknie) i kontaktu z firmą windykacyjną, oczekiwanie przedawnienia długu oraz brak przekonania, że z długiem można sobie poradzić.
  • Niezależnie od powodów niespłacania długów, trzeba się z nich rozliczyć, a żaden dług samoczynnie nie zniknie.
  • Rozmowa z doradcą zazwyczaj pomaga znaleźć rozwiązanie adekwatne do sytuacji i możliwości.

Jesteśmy świetni w wymyślaniu powodów niespłacania długów. Specjaliści z Best S.A., firmy zajmującej się windykacją, przygotowali listę Top 10.

  1. Pieniędzy ledwo starcza na życie, nie stać mnie. Trudna sytuacja finansowa, czasem powiązana ze stratą pracy, to jeden z najczęstszych powodów unikania spłaty zobowiązań. W wielu przypadkach sytuacja rzeczywiście jest trudna i potrzeba czasu, żeby stanąć na nogi. Bywa też jednak tak, że pomimo własnego przekonania o trudnej sytuacji finansowej, równocześnie sporo środków przeznaczamy na przyjemności, rozrywkę i inne cele, odsuwając spłatę zaciągniętych rat na dalszy plan.
  2. Wezmę się za to za miesiąc. Grudzień to święta i Sylwester oraz związane z tym niewątpliwe wydatki. Styczeń i luty to ferie. Kwiecień to ponownie święta, a w maju długi weekend, kiedy wreszcie można gdzieś wyjechać. Potem komunie, wakacje, szkolna wyprawka itd. W rezultacie niemal każdy miesiąc w roku wiąże się z jakimiś dodatkowymi wydatkami. To zła strategia – dług odsuwany w czasie rośnie.
  3. Spłacę, jak dostanę większą gotówkę. Według specjalistów z branży windykacyjnej część dłużników odkłada spłatę długu na czas, kiedy wejdzie w posiadanie większej gotówki. To błąd, bo wygrana w „totka” czy niespodziewany spadek po zapomnianym wujku zdarzają się bardzo rzadko, więc oczekiwanie na nie to bardzo zła metoda na spłatę zobowiązań.
  4. Dług jest za duży, nie dam rady go spłacić, więc nie będę się nim zajmował. Niestety długo nieregulowane zobowiązanie może zwiększyć swoje rozmiary w wyniku doliczania do niego odsetek. Nawet wtedy pozostaje jednak długiem, którym kiedyś i tak trzeba się zająć. Żaden wierzyciel nie zgodzi się na całkowite umorzenie tylko dlatego, że kwota przerasta aktualne możliwości dłużnika. Jednak kontakt z doradcą pozwala znaleźć rozwiązanie pośrednie – np. rozłożenie długu na możliwe do spłaty raty, czy wstrzymanie naliczania odsetek karnych w zamian za minimalną kwotę wpłaty co miesiąc.
  5. Z firmami windykacyjnymi nie da się dogadać. To niestety tylko kolejna tania wymówka, logika podpowiada co innego. Firmom windykacyjnym zależy na odzyskaniu swoich pieniędzy, a przynajmniej ich części, więc zazwyczaj skłonni są negocjować. To lepsze niż cisza po stronie dłużnika i dopisywanie wirtualnych odsetek.
  6. Bo inni też nie płacą, jestem jedną/ym z wielu. Rzeczywiście dłużników w Polsce jest bardzo dużo – już 2,2 mln. To jednak wcale nie znaczy, że obowiązek spłaty długu kogokolwiek ominie, albo że dług się przedawni i nie trzeba go będzie płacić. Przecież długi to pieniądze, które mają swoich właścicieli, nie ma co liczyć, że „machną na nie ręką”.
  7. Tradycja „zastaw się, a postaw się”. Mało kto lubi przyznawać się publicznie do swoich kłopotów finansowych. Dlatego przy okazji rodzinnych uroczystości wolimy zwiększyć zadłużenie niż uczciwie powiedzieć, że w tej chwili nie stać nas na drogie prezenty. Chcemy udowodnić swój wyższy status, choć często rzeczywistość jest inna.
  8. Nie będę płacił tym, którzy dług odkupili, to szara strefa (zapłacili za niego grosze, a oczekują, że spłacę go w całości). Takie usprawiedliwienie pojawia się czasem w ustach osób z wieloma zobowiązaniami, nie ma jednak podstaw w rzeczywistości. Polskie prawo zezwala nabywać dług przez firmy trzecie, które pożyczki czy kredytu nie udzielały. Takie podmioty mają pełne prawo prowadzić skuteczne działania windykacyjne. Są to często duże instytucje finansowe, kontrolowane przez KNF i obecne na giełdzie.
  9. Nie oddam, bo kredyt był dla… kolegi/brata/ojca itp. Wzięcie kredytu dla osoby trzeciej to odpowiedzialność osobista, takie zobowiązanie trzeba spłacić. Warto więc podobną prośbę dwa razy przemyśleć. Dopóki się komuś pomaga – relacje kwitną, jednak wiele osób zrywa kontakty z bliskimi właśnie z powodu niespłaconych długów. W konfliktach międzyludzkich, szczególnie rodzinnych, sprawy finansowe odgrywają czasem kluczową rolę.
  10. Bo sądziłem/am, że dam radę spłacić – to nie moja wina, że samochód się zepsuł. Przed podjęciem decyzji o kredycie warto usiąść i z ołówkiem w ręku (lub korzystając z narzędzi internetowych, np. http://kalkulator.best.com.pl/?_ga=1.136160118.674204145.1481286767) zrobić kalkulacje ile kosztuje życie, opłaty, rachunki, utrzymanie i losowe zdarzenia (takie jak choroba, awaria samochodu czy lodówki). To da odpowiedź czy starczy na ratę. Jeśli po jej doliczeniu na koniec miesiąca wychodzimy na 0, pieniędzy może nie wystarczyć. W efekcie na pierwszy rzut oka wydaje się, że stać nas na ratę spłaty, do której się zobowiążemy, ale czasem drobne zdarzenie losowe, np. choroba dziecka czy awaria samochodu, pochłania nieprzewidziane koszty i pojawia się problem. W efekcie zadłużenie jest już tak duże, że trudno się z tym uporać.

 

– Rozmawiając z dłużnikami słyszymy wiele argumentów przeciw regulowaniu zaległych długów. Zawsze staramy się wysłuchać osoby po drugiej stronie i znaleźć rozwiązanie odpowiadające obecnej sytuacji życiowej Klienta. Czasem jest to rozłożenie długu na korzystne raty, czasem częściowe umorzenie w zamian za spłatę pozostałej części. Tak czy inaczej – jeśli pożyczamy, musimy oddać, problem sam nie zniknie, a odkładanie konsekwencji w czasie i unikanie kontaktu z firmą windykacyjną zwiększa tylko odsetki. Zazwyczaj najważniejszy jest jeden mały krok, np. kontakt z doradcą, potem konieczna jest regularność i konsekwencja. Przy takich założeniach z długów można wyjść w dość łatwy sposób – komentuje Katarzyna Gulbicka z Best S.A

Wypowiedź: Daniel Jurzyk, Legg Mason Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

Będziemy pracować krócej – to już jest praktycznie pewne. Senat zdecydował, że nie wniesie poprawek do ustawy, która obniży wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Skrócenie wieku emerytalnego oznacza także, że krócej będziemy oszczędzać na emeryturę, a im mniej środków zgromadzimy, tym mniejsze świadczenie dostaniemy. Jak zatem możemy zabezpieczyć swoją przyszłość i jeszcze zapłacić mniejszy podatek?

– Obniżenie wieku emerytalnego bez wątpienia jest jednym z czynników, który powoduje, że większość z nas zaczyna intensywniej myśleć o tym, jak będzie wyglądała jego przyszłość emerytalna. Poprzez oszczędzanie na swoją emeryturę na Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego mamy możliwość korzystania z ulgi podatkowej – mówi newsrm.tv Daniel Jurzyk z Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

Ile wyniesie uzyskana ulga zależy od tego, w jakim progu podatkowym jesteśmy: 18%, czy 32%. W przypadku pierwszego progu ulga wyniesie maksymalnie do 875,88 zł, w drugim – do 1 557,12 zł. Warto także pamiętać, że konto IKZE określone jest limitem wpłat za dany rok, w 2016 roku wynosi on do 4 866 zł. Całą kwotę możemy wpłacić jednorazowo np. w grudniu, a i tak będziemy mogli skorzystać z pełnej ulgi podatkowej.

– Dodatkową korzyścią dla nas jest też brak podatku od zysków kapitałowych, tzw. „podatku Belki”, który obecnie wynosi 19% – dodaje Daniel Jurzyk. – Pamiętajmy, że im więcej czasu mamy na odkładnie swoich oszczędności, tym jest to dla nas korzystniejsze. Co to znaczy? To znaczy, że mniejsze kwoty wpłacane długoterminowo co miesiąc mogą wygenerować dosyć duży kapitał. Jeżeli tego czasu mam stosunkowo mało, to żeby osiągnąć podobny cel emerytalny konieczne jest zaangażowanie większych środków.

Z raportu Komisji Europejskiej „The 2015 Ageing Report” wynika, że w 2060 roku przeciętny Europejczyk będzie żył prawie o 7 lat dłużej niż teraz, a odsetek osób, które ukończą 80 lat, przekroczy 12% (obecnie wynosi ok. 5%). Szacuje się, że do 2060 roku na jednego emeryta będzie przypadać jedna osoba pracująca. Jeżeli chcemy, aby poziom naszego życia po zakończeniu kariery zawodowej nie uległ gwałtownemu obniżeniu, mamy tak naprawdę 3 możliwości: możemy pracować dalej, pomimo osiągnięciu wieku emerytalnego, możemy liczyć na pomoc dzieci, lub samodzielnie zadbać o prywatną emeryturę i żyć z oszczędności zgromadzonych w czasie aktywności zawodowej.

 

Newsrm.tv

Inwestor, który zamierza rozpocząć przygodę z obligacjami korporacyjnymi na rynku Catalyst może nie mieć łatwego początku. Catalyst powstał 30 września 2009 r., a dokładnie 7 lat później na rynku było już notowanych 138 emitentów obligacji korporacyjnych oraz 372 serie o łącznej wartości nominalnej 68 mld zł. Jest w czym wybierać! Ten artykuł pomoże nowym inwestorom odnaleźć się w gąszczu emisji, poznać najaktywniejsze branże i dowiedzieć się jakiego oprocentowania można się spodziewać.

Na koniec września br. najliczniejszą grupą emitentów na Catalyst byli deweloperzy mieszkaniowi, których udział wyniósł 14 proc. Drugą najliczniejszą grupą były spółki windykacyjne z udziałem na poziomie 12 proc. Są to jedyne branże, których udział był wyższy niż 10 proc. Dodatkowo, liczba emitentów w tych branżach najbardziej wzrosła od końca 2012 r. Istotną grupą były także banki (9 proc., dane nie uwzględniają Banku Gospodarstwa Krajowego), a udział nie mniejszy niż 5 proc. mieli jeszcze deweloperzy komercyjni (6 proc.) oraz spółki pożyczkowe (5 proc.).

Uwzględniając liczbę serii reprezentanci aż 4 branż uzyskali udział przekraczający 10 proc., a z pozostałych sektorów poszczególne udziały były niższe niż 5 proc. Branżą, która miała wyemitowanych najwięcej serii były spółki windykacyjne (18 proc.), z czego 5 pkt. proc. stanowiły obligacje wyemitowane przez spółkę Kruk. Drugie miejsce przypadło bankom (17 proc.), co w głównej mierze było zasługą Getin Noble Bank, który miał wyemitowanych ponad połowę serii sektora bankowego. Getin Noble Bank został tym samym liderem pod kątem liczby notowanych serii przez pojedynczego emitenta (36 serii). 15 proc. udział przypadł seriom wyemitowanym przez deweloperów mieszkaniowych (3 pkt. proc. stanowiły obligacje Ronsona). Sporo serii wyemitowanych mieli również deweloperzy komercyjni, których udział wyniósł 12 proc. Najwięcej serii z tej branży miało wyemitowane Ghelamco Invest (5 pkt. proc.).

Biorąc pod uwagę średnią liczbę serii wyemitowanych przez jednego emitenta w danej branży, to za wyjątkiem Banku Gospodarstwa Krajowego (który w tym artykule nie został przypisany do branży „banki”), najwyższa średnia przypadła bankom – 3,4. Wynik ten z pewnością był zawyżony przez ww. sporą liczbę serii wyemitowanych przez Getin Noble Bank. Drugie miejsce przypadło spółkom windykacyjnym ze średnią 3,3, a trzecie miejsce deweloperom mieszkaniowym – 2,9.

Przechodząc do outstandingu (tj. wartości wyemitowanych obligacji na koniec okresu) na koniec 3. kwartału br., to ponownie pomijając BGK, zestawienie otwierają banki, których wartość wyemitowanych obligacji korporacyjnych stanowiła 22 proc. wartości wyemitowanych obligacji przez wszystkich emitentów na Catalyst. Kolejną branżą był sektor paliwowy (11 proc.), energetyczny (7 proc.) oraz ubezpieczeniowy (5 proc.).

W poprzednim paragrafie, być może ku zdziwieniu nowych inwestorów, nie zostały wymienione takie branże jak deweloperzy mieszkaniowi czy też spółki windykacyjne, które w poprzednich paragrafach zawsze zajmowały czołowe miejsca. Z kolei wymienione zostały takie sektory jak paliwowy, energetyczny czy też ubezpieczeniowy, o których nie było wcześniej mowy. Wynika to z faktu, że średni outstanding na pojedynczego emitenta w takich branżach jak ubezpieczeniowa, paliwowa, bankowa oraz energetyczna wynosi ponad 1 mld zł. Z kolei średni outstanding dla pojedynczej spółki windykacyjnej wynosi ponad 100 mln zł, a dla dewelopera mieszkaniowego poniżej 100 mln zł.

W minionym czasie wraz ze zwiększoną podażą obligacji korporacyjnych ze strony emitentów, pojawił się jeszcze większy popyt po stronie inwestorów. Widać to po częstych redukcjach zapisów podczas emisji czy też po zmniejszających się rentownościach na rynku Catalyst lub też niższym oprocentowaniu na rynku pierwotnym. Warto w tym miejscu przedstawić kilka przykładów pokazujących jak niektórzy emitenci z najliczniejszych branż na Catalyst obniżyli swoje koszty finansowania. Najnowszym przykładem jest deweloper mieszkaniowy Robyg, który zapowiedział przedterminowy wykup obligacji wyemitowanych 2 lata temu. Seria miała planowo zostać wykupiona po 4 latach od dnia emisji, a marża wynosiła 4 proc. ponad stopę bazową. Z kolei ta sama spółka w lipcu br. wyemitowała obligacje o rok dłuższym terminie wykupu i z marżą na poziomie 2,9 pkt. proc. Kolejnym deweloperem mieszkaniowym, który znacząco polepszył sobie warunki emisji był Murapol. Jeszcze 2 lata temu spółka emitowała obligacje o terminie wykupu przekraczającym o kilka miesięcy okres dwóch lat z marżą 5,7 proc., podczas gdy w tym roku przeprowadziła emisję trzyletnich obligacji z marżą 4,2 proc. Przechodząc natomiast do branży windykacyjnej, to dobrymi przykładami są takie spółki jak Kruk czy też Vindexus. Pierwsza z nich 4 lata temu emitowała czteroletnie obligacje z marżą 4,6 proc., podczas gdy w tym roku przeprowadziła emisje pięcioletnich papierów z marżą 3,2 proc. Natomiast Vindexus 3 lata temu wyemitował trzyletnie papiery z marżą 6,3 proc., a w tym roku wydłużył tenor w emisji do pięciu lat i obniżył marżę do 3,8 proc.

Podsumowując, inwestor na Catalyst najczęściej będzie napotykał na serie emitowane przez spółki windykacyjne, banki oraz deweloperów mieszkaniowych. Niemniej jednak, pod kątem wartości outstandingu, emisje spółek windykacyjnych czy też deweloperów mieszkaniowych stanowią niewielki udział w rynku (łącznie 6 pkt. proc.), podczas gdy prym wiodą sektory takie jak bankowy, paliwowy, energetyczny czy też ubezpieczeniowy, które (za wyjątkiem banków) mają niewielu reprezentantów na Catalyst. Warto także zwrócić uwagę na oprocentowanie emisji, które jak wskazano w poprzednim akapicie, dla niektórych spółek uległo znaczącemu obniżeniu, co generalnie wpisuje się w rynkową tendencję.

 

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Nie wierzcie bankowcom, gdy przynoszą dary! Czyli: uważaj na bankowe sztuczki przy restrukturyzacji.

 W każdym banku od zawsze istniał i po wszech czasy będzie funkcjonował  departament restrukturyzacji. Jakie funkcje z założenia ma spełniać ten dział banku? Mówiąc po polsku jest to taki serwis naprawy kredytów: jeśli klient banku ma problem ze spłatą zobowiązania, wówczas temat trafia właśnie do restrukturyzacji. W jakim celu? Chodzi o to, aby uratować kapitał z udzielonego kredytu (wszak nadrzędnym obowiązkiem banku jest dbałość  o bezpieczeństwo depozytów!), ale także nie pogrzebać dłużnika.  Jak więc powinna wyglądać fachowo przeprowadzona restrukturyzacja?

Jeśli nie chcesz mojej zguby, kalkulatora użyj luby!

Oto najprostsza definicja restrukturyzacji, która jednocześnie wskazuje metodę jej przeprowadzenia:

Restrukturyzacja jest to zmiana warunków spłaty kredytu, polegająca na dostosowaniu wysokości rat do bieżących możliwości kredytobiorcy.

Do przeprowadzenia restrukturyzacji absolutnie niezbędna jest umiejętność dodawania i odejmowania (chyba, że ktoś ma pod ręką kalkulator). No i tu dotknęliśmy piekielnie poważnego problemu, gdyż bankowcy nie radzą sobie zupełnie z matematyką. I chyba też stoją kiepsko z sprzętem do dokonywania tych nieskomplikowanych wyliczeń…

Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Kredyt hipoteczny spłacany jest przez małżonków, którzy łącznie zarabiają 5000 zł netto, przy racie na poziomie 2000 zł. Da się wyżyć z 3000 zł miesięcznie, ale małżonkowie nie dorobili się oszczędności. Jedno z nich traci pracę przez co do dyspozycji kredytobiorców zostaje np. kwota 2700 zł netto miesięcznie. Za 700 zł nie da się przeżyć całego miesiąca, szczególnie, że właśnie tyle trzeba zapłacić na mieszkanie (czynsz plus media). Idziemy więc do banku i prosimy o czasowe obniżenie rat. Jak to zrobić? Piszemy podanie wraz z informacją o kosztach bieżących, oczywiście tych minimalnych, które trzeba ponieść, aby wystarczyło do pierwszego. Będą to właśnie koszty mieszkania, jakaś kwota przeznaczona na jedzenie, dojazdy do pracy, itp. Niech będzie to łącznie około 2000 zł.

Jak widać z tej prostej kalkulacji, którą może skutecznie przeprowadzić nawet średnio rozgarnięty ośmiolatek – na spłatę kredytu nasi bohaterowie mogą przeznaczyć nie więcej niż 700 zł miesięcznie.

Pewni tego, że sprawa jest banalnie prosta, składamy stosowne podanie do banku z prośbą o czasowe obniżenie raty (na 6 do 12 miesięcy) do 700 zł,  a tu klops! Bank odmawia dokonania tej czynności, tłumacząc się w znany wszystkim sposób:

Bo takie mamy procedury!

To tyle wstępu. Dlaczego więc tak często nie możemy dogadać się z bankiem odnośnie przeprowadzenia restrukturyzacji, nawet w tak oczywistych przypadkach jak wyżej opisany? Otóż bankowcy – oprawcy ani myślą, aby wykonywać swoją robotę zgodnie z wiedzą i sztuką bankową. W miejsce ratowania kapitału kredytu oraz nie doprowadzania klienta do bankructwa (tak często kończy się „siłowa” windykacja należności, czyli egzekucja przy udziale komornika), restrukturyzacja służy bankowcom do dwóch zupełnie odmiennych celów. Poniżej więcej na ten temat – jest to jednocześnie przestroga dla Ciebie, dłużniku, jeśli przymierzasz się do zmiany warunków umowy kredytowej, ze względu na problemy w płynności finansowej.

Restrukturyzacja jako sposób na dodatkowy dochód banku

Jeśli wpadniemy w dołek finansowy, co zmusza nas do renegocjacji z bankiem umowy kredytowej: jesteśmy w sytuacji przymusowej. Tę wiedzę oczywiście posiada także kredytodawca. Skoro tak, to czemu na tej sytuacji chciwi bankowcy mają nie zarobić? W jaki sposób? Na przykład przez znaczące podniesienie marży kredytu. Powyższe bardzo często ma miejsce w przypadku kredytów dla przedsiębiorców. Jest to więc podanie tonącemu brzytwy zamiast koła ratunkowego.

Aneks restrukturyzacyjny z pistoletem przy skroni

Pozycja dominująca w tego typu sytuacjach była nader często nadużywana przez banki w okresie, kiedy posiadały one w swoim arsenale bankowy tytuł egzekucyjny (BTE), zwany czasem przez bankowców pieszczotliwie mianem „batonik”. Na temat BTE, które stanowiło śmiertelne narzędzie do szybkiej pacyfikacji niesubordynowanych kredytobiorców, będę pisał w następnym odcinku Poradnika.

Widząc widmo śmierci, kredytobiorca podpisywał aneks restrukturyzacyjny niemal na każdych warunkach: a jest to przeogromny błąd!  Jeśli bowiem klient ten nie wywiązywał się ze spłaty zobowiązania – często przekraczającej jego możliwości – bank i tak wypowiadał umowę kredytową, na dodatek dysponując argumentem w sądzie (gdyby tam klient próbował szukać ratunku), że przecież bank dał kredytobiorcy szansę, a ten po raz kolejny zawiódł zaufanie kredytodawcy.

 Odmowa restrukturyzacji – kiedy bank ma bardzo dobre zabezpieczenie

Kolejna ciężka patologia, dość często przez banki stosowana – na szczęście nie przez wszystkie – to wykorzystanie sytuacji, kiedy bardzo dobrze zabezpieczony kredyt można wypowiedzieć, lub nie przedłużyć umowy przy kredycie obrotowym.  Przypomnę tu kryminalną (to moja subiektywna ocena) „sztuczkę” bankowych oprawców, którą opisywałem w Odcinku 15:

 ”Za czasów, kiedy bankowi temu prezesował Pan (….), bank ten wykonał kilka kontrowersyjnych posunięć, polegających na wypowiadaniu kredytów firmom mającym kłopoty finansowe, ale i atrakcyjne nieruchomości. Firmy odcięte od finansowania składały się jak domki z kart, a bank kładł łapę na atrakcyjnych zabezpieczeniach”

Jest to fragment felietonu Pana Macieja Samcika, redaktora Gazety Wyborczej. Po co bank wykonuje taki numer? Kasa Misiu, Kasa! Po pierwsze od wypowiedzianego kredytu może naliczać znacząco wyższe odsetki (niż te, które wynikają z umowy), po drugie może  za niską cenę przejąć od klienta nieruchomość i sprzedać ją potem z zyskiem.

Na szczęście mniej więcej rok temu weszły do prawa bankowego bardzo korzystne dla kredytobiorców zmiany. Obecnie, tj. dzięki ustawie z dnia 25 września 2015 roku (ustawa ta m.in. zdelegalizowała BTE), przed  wypowiedzeniem umowy: „bank informuje kredytobiorcę o możliwości złożenia (…) wniosku o restrukturyzację zadłużenia” (cytat z ustawy).

Nie dość na tym, czytamy dalej w treści ustawy:

„Bank w przypadku odrzucenia wniosku kredytobiorcy o restrukturyzację zadłużenia, przekazuje kredytobiorcy, bez zbędnej zwłoki, szczegółowe wyjaśnienia w formie pisemnej, dotyczące przyczyny odrzucenia wniosku o restrukturyzację.”

Uwaga na bankowe cyrografy!

Krótko mówiąc: obecnie kredytobiorca nie jest narażony na użycie przez bank paralizatora (w postaci BTE), na dodatek może w sądzie się bronić, stwierdzając, że kredytodawca nie wyjaśnił w sposób dostateczny powodów odmowy restrukturyzacji, która została przedstawiona we wniosku dłużnika.

Dzięki temu kredytobiorca może – a dokładniej musi! –  odrzucić propozycję zawarcia aneksu restrukturyzacyjnego złożoną przez bank, o ile warunki spłaty zobowiązania będą dla zainteresowanego zdecydowanie niekorzystne.

Aneks restrukturyzacyjny niczym … koń trojański

W ostatnim okresie zauważam jeszcze jedną patologię w „propozycjach” bankowców przy ewentualnej restrukturyzacji. Otóż umowy kredytów niby-frankowych, które powstały w okresie boomu, czyli przed wrześniem 2008,  to w dużym stopniu efekt radosnej twórczości bankowych prawników.

Jak było dobrze i toksyczne kredyty schodziły jak ciepłe bułeczki, to nikomu poszczególne zapisy w treści umowy nie przeszkadzały. Jednakowoż, kiedy kurs franka skoczył ponad dwukrotnie w stosunku do kursu z czerwca 2008 roku, kredytobiorcy zaczęli szukać pomocy prawnej u specjalistów z najwyższej półki. Co się okazało – wiemy doskonale. W umowach tych aż roi się od klauzul abuzywnych, także nie jest możliwe udowodnienie zasadności indeksacji kredytu; o ile oczywiście sąd weźmie pod uwagę nie tylko pisma pełnomocników frankowicza, ale także znane powszechnie opinie Rzecznika Finansowego i UOKiK-u.

„Dziewicza” umowa frankowicza sprzed ośmiu czy dziesięciu lat, z dużą dozą prawdopodobieństwa nie wybroni się w sądzie, jeśli tam trafi spór pomiędzy stronami umowy. Wiedzą o tym doskonale także i bankowcy. Jak więc próbują wzmocnić swoją pozycję w przypadku postępowania sądowego? Otóż, kiedy zgłaszasz się do banku z prośbą o obniżenie rat, kredytodawca może Ci podsunąć bardzo „korzystny” aneksik, który pozwala na 6-cio, czy 12-to miesięczny oddech. Czyli zgodzi się na niskie raty w tym okresie. Ty się koncentrujesz na wysokości kwoty do spłaty, a zapominasz, aby przeczytać i przeanalizować ze specjalistą pełną treść tego dokumentu.

Jestem przekonany, że najczęściej znajdzie się tam zapis, że uznajesz dług w CHF jako bezsporny, czyli: akceptujesz indeksację. Dodatkowo będziesz musiał podpisać stosowny weksel in blanco lub poddanie się egzekucji w trybie  art. 777 K.p.c., co znacząco przyspieszy egzekucję należności, jeśli kiedyś  w przyszłości będziesz zalegał w spłacie zobowiązania. Na przykład kilka lat po zakończeniu okresu spłaty z niskim ratami.

To raczej na pewno nie jest szpital w Leśnej Górze….

W tradycyjnej bankowości, na której ideałach się wychowałem, często się mawiało, że departament restrukturyzacji, to taki szpital dla kredytobiorców.

Tu ciekawa historia z moich osobistych doświadczeń i sądowej walki z jednym z banków, na ten temat pisałem w jednej z publikacji (spór ten dotyczy odmowy banku X na mój wniosek o restrukturyzację w okresie 60 miesięcy). Otóż podczas rozprawy, pracownica pozwanego banku stwierdziła w swoich zeznaniach  z rozbrajającą szczerością:

 „Nasze procedury przy restrukturyzacji zakładają możliwość rozłożenia spłaty na maksimum 24 miesiące i nie jest w tym wypadku badana sytuacja finansowa kredytobiorcy.”

Moja odpowiedź na powyższe, która znalazła się w aktach sprawy:

„Skoro uznaje się, że departament restrukturyzacji, pełni rolę „szpitala dla kredytobiorców”, to w „szpitalu” banku X podaje się wszystkim pacjentom identyczne lekarstwo, nie badając chorego.”

Co mi takie „leczenie kredytu” przypomina? Osoby z mojego pokolenia być może pamiętają jedną historyjek z filmu o Pippi Langstrumpf. Otóż Pippi, która miała nieograniczone środki finansowe (po tacie – piracie) kupiła kiedyś aptekę i wszystkie medykamenty ze sobą zmieszała. Po co? Bo w ten sposób chciała uzyskać „likarstwo”, czyli lek na wszystkie choroby…

Zachodzi pytanie: dlaczego nasze prawo w żaden sposób nie przewiduje odpowiedzialności za błędy zawodowe? Czy nie uważasz – podobnie jak ja –  że bankowcom powinna grozić, tak jak lekarzom, odpowiedzialność karna za działanie sprzeczne z wiedzą i sztuką bankową?

 

Zachęcamy do zadawania pytań dotyczących: upadłości konsumenckiej, problemów z kredytami niby-frankowymi, nadmiernego zadłużenia oraz restrukturyzacji zobowiązań. Pytania prosimy kierować na adres:

pytanie@krzysztofoppenheim.pl

 

Krzysztof OPPENHEIM

Eksperci

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

Jak jest dobrze, to trzeba korzystać

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozy...

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

AKTUALNOŚCI

Kolejna fala cyfrowej transformacji przed nami

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dw...

Bez rozbudowanej sieci światłowodowej nie wykorzystamy pełnego potencjału technologii 5G

Wyścig kto pierwszy udostępni powszechnie infrastrukturę 5G trwa. Wizja zawrotnych prędkości stosowa...

Hipermarket czy osiedlowy sklep – gdzie kupują Polacy?

Wszelkie zmiany w branży powierzchni handlowych są bardzo istotne z perspektywy firm, które chcą w n...

Przepływ danych nieosobowych – co zmieni „nowe” RODO?

Wsparcie rozwoju gospodarki oraz nowoczesnych technologii opartych na danych i ich przepływie to jed...

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut ...