wtorek, Listopad 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Financial Times"

Financial Times

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że polski rząd rozważa wprowadzenie zakazu handlu kryptowalutami. I nie jest w tym odosobniony. Podobne głosy słychać też z innych krajów. Tymczasem np. Szwajcaria widzi w kryptowalutach potencjał, a agencja ratingowa Weiss Ratings podjęła się oceny najpopularniejszych kryptowalut.

W środę na konferencji ekonomicznej w Davos, kilka tygodni po pogłoskach o wprowadzaniu Polcoina, Mateusz Morawiecki zapytany o kryptowaluty zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje lub wprowadzi całkowity zakaz obrotu kryptowalutami. Polski premier chciałby w ten sposób uniknąć skandalu podobnego jak ten sprzed kilku lat z Amber Gold.

W wywiadzie dla RMF FM zapowiedziom premiera wtórował prezes Narodowego Banku Polskiego, który stwierdził, że “kryptowaluty wnoszą niepokój” oraz że Polska może zakazać handlu kryptowalut, jeżeli podobnie postąpią inne kraje w Europie.

Minister widzi “krypto-naród”

Czy tak się stanie? Cytowany przez Financial Times Johann Schneider-Ammann, minister gospodarki Szwajcarii, powiedział w zeszłym tygodniu na konferencji kryptowalut w St. Moritz, że chce aby Szwajcaria stała się “krypto-narodem”. Wcześniej, we wrześniu, szwajcarski regulator, Finma, ostrzegał przed niektórymi ICO (initial coin offering – oferta publiczna kryptowalut), które mogły być wykorzystywane m.in. do prania pieniędzy. Finma ma w niedługim czasie zaktualizować jak chce regulować ICO.

Z kolei szwajcarski sekretarz stanu, Jörg Gasser, widzi ogromny potencjał w rynku ICO. Szwajcaria chce, by rynek ten eliminował swoje niedostatki i rozwijał się “bez uszczerbku dla standardów lub integralności rynków finansowych”.

Według danych zebranych przez Financial Times, zdecydowanie mniejsza od Polski Szwajcaria odważniej operuje kryptowalutami i wprowadza oferty publiczne oparte o kryptowaluty (ICO). W okresie od stycznia do października 2017 r. całkowita wartość tych ofert publicznych wyniosła 550 mln dolarów, czyli 12 razy więcej niż w Polsce (45 mln dol.). ICO więcej wyniosły tylko w USA – 580 mln dol.

Agencja ratingowa ocenia

Skrajnie rozbieżne podejście krajów do kryptowalut wynika m.in. z tego, że kryptowalutowy rynek znajduje się w początkowej fazie rozwoju. Sytuacja może się zmienić wraz z rozwojem kryptowalut, a także szerszą implementacją technologii blockchain, na których opiera się część z nich.

Dziś inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. Ich oceny podjęła się ostatnio agencja ratingowa Weiss Ratings, która sklasyfikowała 74 najpopularniejszych kryptowalut na rynku w skali od A do E. Żadna z ocenianych nie otrzymała najwyższego ratingu – A (doskonały). Bitcoin, którego cena spadła w miesiąc o blisko połowę, dostał notę C+, co oznacza poziom zadowalający. Najpopularniejszej z kryptowalut służyła dość powszechna “adopcja”, ale ciążyły m.in. wysokie koszty transakcyjne czy tzw. wąskie gardła powodujące opóźnienia. Pod względem tych czynników lepiej wypadło Ethereum, sumarycznie uzyskując ocenę B (poziom “dobry”).

Co się stanie dalej, zależy m.in. od rządów państw. Jeżeli coraz więcej z nich zaadoptuje wirtualne pieniądze i technologię blockchain, rynek się rozwinie, stanie się bardziej zrozumiały, a kryptowaluty i ich technologie mogą znaleźć szerokie zastosowanie w życiu codziennym.

 

 

Autor: Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Ci, którzy głosowali za Brexitem, mogą czuć się oszukani. Zamiast oszczędności na unijnych składkach, lepszej ochrony zdrowia czy braku konkurencji ze strony obywateli UE na rynku pracy, wyłania się groźba masowych zwolnień i pogorszenia kondycji gospodarczej.

Gorąca dyskusja o skutkach Brexitu odżyła w Wielkiej Brytanii po doniesieniach o tajnym raporcie rządu nt. skutków opuszczenia Wspólnoty. Według doniesień medialnych raport zawiera informacje, że PKB może spaść nawet o 8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania Zjednoczonego Królestwa w UE. Najciekawszy jest jednak fakt, że najdotkliwsze straty mogą ponieść regiony, w których poparcie dla Brexitu było największe.

Atmosfera tajemnicy

Pierwszy o tajnym raporcie dotyczącym Brexitu poinformował BuzzFeed. Później dziennikarskie śledztwo na temat skutków wyjścia z UE zaczął prowadzić m.in. „Financial Times” i poinformował, że parlamentarzyści, którzy mają dostęp do opracowania, są pod ścisłym nadzorem podczas zapoznawania się z jego treścią.

Informacje przygotowane przez współpracujących z rządem ekonomistów są według obecnej administracji na tyle wrażliwe, że nie powinny wpaść w ręce partnerów, z którymi prowadzone są negocjacje. Ogólne dane z raportu jednak nie zaskakują i pokrywają się z wcześniejszymi analizami.

Ubytek w PKB w najbliższych 15 latach związany z Brexitem będzie wynosił od 2-8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania w Unii. W zależności od bliskości przyszłych relacji z UE Wielka Brytania będzie musiała dodatkowo pożyczyć od 20 do 80 miliardów funtów więcej w badanym okresie – według relacji parlamentarzystów pytanych przez „FT”. Najważniejszy jest jednak inny fakt. Znaczne straty poniosą przede wszystkim te regiony, w których dominowały głosy za opuszczeniem Wspólnoty. I akurat te informacje są dostępne publicznie.

Głosowałeś za Brexitem – stracisz najwięcej

Częścią niejawnego raportu rządu jest dostępna w internecie publikacja naukowców University of Sussex, w której Michael Gasiorek, Ilona Serwicka oraz Alasdair Smith oceniają poszczególne scenariusze Brexitu i ich wpływ brytyjski przemysł.

W zdecydowanej większości przypadków Brexit wpłynie na podniesienie cen, zmniejszy wymianę handlową oraz zatrudnienie. W przypadku „twardego” Brexitu koszty transportu mogą wzrosnąć o 9,8 proc., a odzieży 6,1 proc. Z kolei eksport przetworzonej żywności może zmniejszyć się nawet o 38 proc., a wyrobów farmaceutycznych o ponad 20 proc., gdyby stosunki Wielkiej Brytanii z Unią opierały się o zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Mniejsza aktywność gospodarcza przemysłowych regionów związana z utrudnieniami regulacyjnymi i handlowymi wpływa także na utratę miejsc pracy. Procentowo najwięcej etatów może zniknąć w okręgu wyborczym Copeland – powyżej 10 proc. osób aktywnych zawodowo. Wyraźne zmniejszenie zatrudnienia ma być także obserwowane w środkowej Anglii, jak wynika z opracowania „Which Manufacturing Sectors are most Vulnerable to Brexit” przygotowanego przez University of Sussex.

Prawdziwym paradoksem może być jednak fakt, że akurat te regiony głosowały za Brexitem. W okręgu wyborczym Copeland za opuszczeniem UE opowiedziało się 64 proc. wyborców. Poważnie ma także ucierpieć West Midlands (należy do niego między innymi miasto Birmingham), gdzie przeciwko Wspólnocie zagłosowało 59,3 proc. Poza utratą miejsc pracy, według informacji „FT”, PKB tego hrabstwa może być niższe nawet o 16 proc. w porównaniu do opcji pozostania wewnątrz Unii.

 

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Rosnące prawdopodobieństwo przedłużenia porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej nałożyło się na wzrost ryzyka geopolitycznego w Zatoce Perskiej. W efekcie zwiększają się ceny paliw na rynkach globalnych, co oznacza gwałtowne podwyżki kosztów tankowania dla kierowców również w Polsce. 

Już pod koniec minionego tygodnia cena ropy Brent wyraźne przekroczyła granicę 60 dolarów za baryłkę. Podwyżki wiązały się przede wszystkim z zaplanowanym na 30 listopada posiedzeniem OPEC. Jest prawdopodobne, że zapadnie tam decyzja o utrzymaniu ograniczeń w wydobyciu ropy naftowej do końca 2018 r.

Od poniedziałku natomiast na scenariusz związany z dobrowolnym zmniejszeniem podaży „czarnego złota” przez jego głównych producentów nałożyły się napięcia w Zatoce Perskiej. Financial Times pisał o „aresztowaniach podczas weekendu co najmniej 11 saudyjskich książąt oraz tuzinów wysokich rangą urzędników i prominentnych biznesmenów przez nową, krajową antykorupcyjną komisję”.

Arabia Saudyjska odpowiada za ok. 11 proc. globalnej produkcji ropy naftowej. W okresie, gdy zmniejszają się zapasy ropy, nawet ograniczone ryzyko zaburzeń w dostawach tego surowca powoduje tradycyjnie silne wzrosty cen. Nie inaczej było tym razem. Ropa Brent na początku tygodnia wzrosła powyżej granicy 64 dol., osiągając przy tym najwyższe poziomy od połowy 2015 r.

Kilkanaście groszy drożej już w najbliższych dniach

Rosnące ceny ropy naftowej przekładają się na wyższe notowania paliw. Na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) jeszcze 20 października benzyna bezołowiowa 95 kosztowała 1,58 zł/litr. Teraz jest to już 1,82 zł, czyli o 15 proc. więcej. Brakuje tylko 3 gr, by zostały osiągnięte najwyższe poziomy od wakacji 2015 r.

Warto jednak zauważyć, że ten wzrost był podzielony na dwa mniej więcej równe ruchy. Pierwszy z nich, widoczny na większości stacji, podniósł średnią cenę popularnej „95” w Polsce z poziomu 4,57 zł/litr (dane Komisji Europejskiej z 31 października) do prawdopodobnie ok. 4,70 zł.

Natomiast podwyżka cen benzyny w holenderskich oraz belgijskich rafineriach (są odnośnikiem notowań dla większości producentów paliw w Europie) widoczna od początku listopada w okolicach 10 gr (12 gr z VAT) prawdopodobnie zostanie uwzględniona w cenach detalicznych dopiero w najbliższych dniach. Oznacza to również, że w drugiej połowie miesiąca trzeba się przygotować na średnią cenę bezołowiówki w okolicach 4,80 zł/litr. Na stacjach stosujących wyższą marżę niewykluczony jest nawet powrót słynnej wartości 4,99 zł/litr.

5 zł na Święta?

Wydarzenia natury geopolitycznej, które spowodowały wzrost cen ropy od początku tygodnia, zwykle mają gwałtowny charakter, ale ich wpływ najczęściej nie jest długotrwały. Prawdopodobnie więc ten element będzie wygasać w kolejnych tygodniach.

Dostępne dziś dane nie dają podstaw, by na polskich stacjach ceny benzyny bezołowiowej wzrosły do 5 zł za litr. Wymagałoby to przekroczenia przez ropę Brent poziomu 70 USD za baryłkę i dalszego, 10 proc. wzrostu cen benzyny na rynku europejskim, co w tym momencie jest mniej prawdopodobne niż utrzymanie notowań na obecnym poziomie czy nawet lekkie spadki.

Gdyby jednak doszło do zaburzeń w wydobyciu ropy (ryzyka geopolityczne czy pogodowe) w najbliższych tygodniach, to wtedy przy stale rosnącym światowym popycie można byłoby się spodziewać kolejnej fali wzrostu cen benzyny na rynkach. Znacznie zwiększyłoby się również zagrożenie, że przy świątecznym tankowaniu kierowcy płaciliby ok. 5 zł za litr bezołowiówki.

 

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk cinkciarz.pl

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...