wtorek, Kwiecień 23, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Fed"

Fed

Za nami kolejne posiedzenie FOMC, z którego każdy wyciąga takie wnioski, jakie mu bardziej pasują. Gołębia podwyżka była tym, czego inwestorzy oczekiwali od Fed, choć ukrycie liczyli na coś więcej. Częściowe rozczarowanie przynosi kontynuację spadków na giełdach i podtrzymanie obaw o spowolnienie globalnego ożywienia. Rynek walutowy jest w rozkroku.

Fed miał dostarczyć gołębią podwyżkę i to zrobił. Cel dla stopy rezerw federalnych został podniesiony o 25 pb do 2,25-2,50 proc., a z technicznych powodów stopa rezerw obowiązkowych w zrosła tylko o 20 pb. W projekcji członków FOMC na kolejne lata usunięto jedną podwyżkę z 2019 r. (teraz Fed zakłada tylko dwie), jeszcze jedną w 2020 r. i bez zmian w 2021 r. Komunikat i konferencja prasowa były zbliżone do oczekiwań rynkowych dotyczących złagodzenia przekazu, choć nie dały jasnego wskazania, że Fed jest bliżej przerwania cyklu podwyżek. Innymi słowy nie da się całkowicie wykluczyć następnej podwyżki w marcu, nawet jeśli prezes Powell uwarunkował kontynuację zacieśniania od realizacji optymistycznych prognoz gospodarczych. W przekazie nie brakowało gołębich wzmianek. Fed uważa, że potrzeba tylko „nieco” dalszego stopniowego podnoszenia stóp procentowych, a ryzyka dla perspektyw gospodarczych przestały być, a tylko wydają się „z grubsza zrównoważone”. Zmiany w komunikacie pokazują, że część członków FOMC poważniej obawia się skutków ostatnich wydarzeń na świecie i na rynkach i jest gotowa już teraz nieco przyhamować z cyklem zacieśniania. Nie są oni jednak w większości. Innym gołębim punktem było też obniżenie mediany prognozy długoterminowej stopy neutralnej do 2,75 proc. z 3 proc. oraz przyznanie przez Powella, że stopy procentowe są teraz mniej więcej na pułapie zbieżnym z dolnym zakresem szacunków stopy neutralnej.

Zobacz też:

Zarobki w branży IT wciąż rosną. Nawet młodzi programiści mogą liczyć na coraz wyższe pensje

Tragizm rynków polega na tym, że choć inwestorzy otrzymali od Fed to, co zakładali, to jednak ukrycie liczyli na coś więcej po stronie „gołębiości”. Fed miał być lekarstwem na poprawie nastrojów rynkowych i poprzez ogłoszenie końca cyklu podwyżek (lub silnego złagodzenia komunikatu w inny sposób) dać impuls do rajdu apetytu na ryzyko i stworzenia iluzji, że polityka monetarna nie zdławi ożywienia. Optymizm Fed dotyczący sytuacji w gospodarce został odebrany jako ignorancja, która przynosi pogłębienie spadków na rynku akcji. Rentowności obligacji skarbowych USA spadają, bo rynek dalej upiera się przy swoim – według niego Fed nie będzie w stanie przeprowadzić jeszcze trzech podwyżek, a raczej może jedną. Na rynku walutowym inwestorzy nie wiedzą, czy kochać dolara, czy nim gardzić i w końcowym rozrachunku przeważa porządkowanie pozycji przed świąteczną przerwą.

Osobiście uważam, że wczorajsza reakcja na przekaz Fed jest dowodem odklejenia się inwestorów od fundamentalnej oceny gospodarki. Niepewność wokół potencjalnych czynników ryzyka potęguje obawy o spowolnienie gospodarcze, co też prowadzi do wyolbrzymiania niektórych sygnałów. Niebezpieczne jest to, że przy podtrzymywanym pesymizmie rynkowym niepewność inwestorów może przerodzić się w niepewność konsumentów i przedsiębiorców, w efekcie czego spowolnienie gospodarcze pogłębi się. Wówczas inwestorzy stwierdzą, że od początku mieli rację, nie widząc tego, że byli sprawcami.

Festiwal banków centralnych G10 nie kończy się na Fed. W nocy bez echa przeszła decyzja Banku Japonii – bank utrzymał parametry polityki bez zmian, tak jak i treść komunikatu. Bank Anglii przed dzisiejszą decyzją ma sporo do przedyskutowania, ale potęgowana niepewność nie przełoży się na konstruktywny komunikat. GBP pozostaje słaby z perspektywą nagłych skoków pod wpływem politycznych nagłówków. Szwedzki Riksbank do ostatniej chwili podtrzymywał oczekiwania, że podwyżka stóp procentowych może wystąpić w grudniu, albo w lutym przyszłego roku. Ale po rozczarowującym odczycie inflacji CPI w ubiegłym tygodniu, Riksbank ma solidny argument, by zwlekać. Rynek jednak agresywnie podtrzymuje wycenę na 50 proc., zatem przy każdej decyzji ktoś będzie zaskoczony, a SEK nie będzie stał w miejscu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozterek nie zatrzymuje się, co powstrzymuje aktywa ryzykowne od zysków. Obawy o spowolnienie, impas w negocjacjach brexitu, powrót gołębiego tonu banków centralnych, wojna na handlowe (i inne) argumenty między USA i Chinami. Ostatni regularny tydzień przed świąteczną przerwą jest napakowany ważnymi wydarzeniami makro, co jednak zderzy się z wysychaniem płynności i szarpanymi reakcjami.

Jęk zawodu słychać z różnych zakątków rynków finansowych, gdyż gdzie nie spojrzeć dochodzą negatywne sygnały. W piątek indeksy PMI z Eurolandu wypadły fatalnie – wskaźnik Composite (agregujący wyniki przemysłu i usług) na 51,3 był najsłabszy od czterech lat i dużo poniżej nawet najbardziej pesymistycznych prognoz rynkowych. I choć część rozczarowania można zrzucić na zdarzenia jednorazowe (np. protesty we Francji), to nawet po oczyszczeniu dane wskazują na przyhamowanie ożywienia. Jeśli ktoś się dziwił złagodzeniu tonu prezesa Draghiego na czwartkowej konferencji prasowej, to w piątkowych danych dostał wytłumaczenie. Strefa euro ma kłopoty, w przypadku Chin dyskutuje się, czy już nie są w recesji, ale władze w Pekinie „upiększają” dane. USA pozostają przyczółkiem solidnego wzrostu gospodarczego, ale nie brakuje spekulacji, kiedy bariera ochronna pęknie. Indeksy na Wall Street już odzwierciedlają te wątpliwości, choć dane o sprzedaży detalicznej pokazują, że konsumenci są potężną siłą. To jednak tylko jeden fakt w gąszczu pesymistycznych oczekiwań i wizji przyszłości. Szanse na rychłą odmianę sentymentu są nikłe, kiedy wszyscy są bardziej skupieni na odliczaniu do świąt niż ustalaniu strategii na dłuższy czas. Na to przyjdzie czas w styczniu.

Zobacz też:

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

Przed nami tydzień na ostatnie porządki przed okołoświąteczną flautą. Dziś powinno być spokojnie przy ubogim kalendarzu wydarzeń. Finalny odczyt inflacji ze strefy euro prawdopodobnie potwierdzi negatywne oddziaływanie spadku cen paliw, ale póki inflacja bazowa jest odporna, EBC będzie tutaj szukać furtki dla podtrzymania chociaż odrobiny optymizmu dla prognoz.

Głównym wydarzeniem tygodnia jest ostatnie posiedzenie Fed w tym roku (wt-śr) i rynek powszechnie spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych. Większe zainteresowanie będzie dotyczyć języka komunikatu, gdyż w ostatnich tygodniach członkowie komitetu sugerowali zmianę nastawienia, odejście od mechanicznego podnoszenia stóp raz na kwartał, a zaczęli przywiązywać większą wagę do danych krajowych i globalnych. Zmiana ta wystraszyła część inwestorów, w rezultacie czego rynek zaczął wyceniać szanse na mniej niż jedną podwyżkę w przyszłym roku. Te oczekiwania wydają się przesadnie pesymistyczne (zakładamy co najmniej dwie podwyżki w 2019 r.) i z tego punktu widzenia zmiana języka Fed może nie być tak szkodliwa dla USD, jak jest to obecnie dyskontowane.

Poza tym mamy posiedzenia Banku Japonii, szwedzkiego Riksbanku i Banku Anglii (wszystkie w czwartek), gdzie jednak emocje mogą być mniejsze niż w USA. Wśród danych odczyty z rynku nieruchomości USA (wt, śr) będą analizowane pod kątem oceny skutków dotychczasowego zacieśniania polityki pieniężnej.

W Polsce nie spodziewamy się, aby odczyty inflacji bazowej (pon), danych z rynku pracy (wt), produkcji przemysłowej) i sprzedaży detalicznej (pt) mogły przynieść reakcję złotego. PLN na 4,30 za EUR czuje się, jak u siebie w domu i nikt z zewnętrz też nie chce zaburzać jego spokoju. Zakładamy, że sytuacja taka utrzyma się do końca roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono być jednak zbyt głębokie, pod warunkiem że nie dojdzie do eskalacji napięć i konfliktów geopolitycznych.

Czynnikiem ryzyka, głównie dla rynków finansowych, może być polityka banków centralnych, przede wszystkim Fed. Inwestorzy nie powinni oczekiwać wysokich zysków i bardziej koncentrować się na ochronie kapitału.

Polska gospodarka ma szanse na czwórkę

Mimo niekorzystnych warunków zewnętrznych, doskonale widocznych już pod koniec 2018 r., polska gospodarka doskonale dawała sobie radę, rosnąć w tempie lekko przekraczającym 5 proc., przy jednocześnie niskiej inflacji. Połączenie obu tych czynników świadczy o równowadze makroekonomicznej, która dodatkowo wspierana była bardzo dobrą kondycją finansów państwa. W 2019 r. sytuacja nie będzie już tak komfortowa. Zagrożeń dla budżetu co prawda nie widać, ale tempo wzrostu gospodarczego będzie słabsze. Większość prognoz zakłada jego spowolnienie do 3,5-3,8 proc. Pesymiści obawiają się zejścia do nieco ponad 3 proc., zaś optymiści mają nadzieję na dynamikę PKB zbliżoną do 4 proc. Wydaje się, że ta druga grupa może być bliższa prawdy. Lokalne i globalne otoczenie nadal nie będzie nam pomagać, ale bilans czynników wewnętrznych nie musi być tak niekorzystny, jak się tego obawia większość ekonomistów. Przede wszystkim nadal silny powinien być popyt wewnętrzny, zarówno w przypadku konsumpcji gospodarstw domowych, jak i wydatków publicznych. Pozytywnie mogą też zaskoczyć inwestycje. Mimo zagrożeń, można też liczyć na neutralny lub nawet lekko korzystny wpływ bilansu handlowego na PKB. Warto zwrócić uwagę, że według większości renomowanych światowych ośrodków analitycznych, Polska należy do nielicznych krajów, dla których prognozy wzrostu gospodarczego są podwyższane względem wcześniejszych przewidywań. Nawet spowolnienie dynamiki PKB do 3-3,5 proc. stawiałoby nas w czołówce najszybciej rozwijających się krajów.

Zobacz też:

OEES: Pracodawcy RP wspierają ekonomię… wartości

Inflacja może nam dokuczyć

Tym, co najbardziej martwi zarówno konsumentów, jak i posiadaczy oszczędności oraz inwestorów, jest perspektywa wzrostu inflacji. Pod tym względem 2018 r. był wyjątkowo łaskawy. W kolejnych miesiącach, a szczególnie w drugiej połowie 2019 r. na taryfę ulgową raczej nie ma co liczyć. Niemal wszyscy ekonomiści spodziewają się wyraźnego przyspieszenia tempa wzrostu cen. Jednak co ciekawe, największym pesymizmem wykazują się eksperci Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, prognozując możliwość wzrostu inflacji nawet do 3,2 proc. Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej nadal konsekwentnie deklaruje utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie. Takie zestawienie zdecydowanie niekorzystnie wróży posiadaczom oszczędności. Oprocentowanie lokat bankowych i tak już dramatycznie niskie, nie pójdzie w górę, co przy zwiększonej inflacji będzie powodować silniejszą niż dotąd erozję realnej wartości odkładanych pieniędzy i kapitału lokowanego w najbardziej bezpiecznych instrumentach finansowych. W tej materii widoczne wyraźnie od kilkunastu miesięcy preferencje oszczędzających i inwestorów raczej nie ulegną zmianie. Nie sprzyja temu zresztą niepewność warunków na rynkach finansowych, której sygnały pojawiły się już w 2018 r., a szczególnie w jego ostatnich miesiącach. Nawet gdyby inflacja okazała się niższa, niż szacuje NBP, większość bezpiecznych instrumentów nie będzie w stanie ochronić realnej wartości kapitału. Wyjątkiem będą obligacje skarbowe indeksowane wskaźnikiem inflacji oraz nieruchomości. W obu tych przypadkach obserwowany jest silny wzrost zainteresowania ze strony posiadaczy oszczędności.

Silny wzrost inflacji nie jest jednak przesądzony. U podstaw takiego scenariusza leży bowiem założenie wzrostu cen energii. Według najnowszych zapowiedzi przedstawicieli rządu, prąd dla gospodarstw domowych nie powinien podrożeć. Gdyby tak się stało, efekt inflacyjny miałby charakter pośredni, związany jedynie z podwyżkami cen wynikającymi z wyższych kosztów energii dla firm. Niewiadomą pozostaje wpływ ceny ropy naftowej i żywności.

Niepewnie na rynkach finansowych

Rok 2018 okazał się zdecydowanie niepomyślny dla inwestorów. Indeksy na większości giełd poszły mocno w dół, a straty sięgały w wielu przypadkach po kilkanaście procent. W ostatnich miesiącach zaczęła się także wyraźnie chwiać hossa na Wall Street. Perspektywy na 2019 r. także nie wyglądają najlepiej. Trudno spodziewać się wzrostów, gdy koniunktura w globalnej gospodarce słabnie, a groźba eskalacji, a co najmniej utrzymywania się konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, wykraczającego poza relacje handlowe, wciąż jest aktualna. Jednak biorąc pod uwagę skalę spadków, przekraczającą 20 proc. na giełdzie w Szanghaju, sięgającą 17 proc. we Frankfurcie, można zakładać, że spowolnienie gospodarcze w większości zostało już przez inwestorów zdyskontowane. Gdyby więc okazało się, że nie będzie ono zbyt głębokie i długotrwałe, można oczekiwać poprawy sytuacji na giełdach w drugiej połowie 2019 r. Nastroje na rynkach finansowych może jednak psuć obawa o kondycję gospodarki amerykańskiej, która dopiero zacznie spowalniać, a pesymiści przewidują, że w 2020 r. może nawet wejść w fazę recesji. W takiej sytuacji pogłębienie spadkowej tendencji na Wall Street byłoby bardzo prawdopodobne, a to niekorzystnie wpływałoby na pozostałe światowe parkiety.

Jednym z kluczowych czynników, od których zależeć będą tendencje na rynkach finansowych, są działania Fed. Jeśli będzie kontynuował cykl zaostrzania polityki pieniężnej, należy się spodziewać gorszej koniunktury na giełdach, umocnienia dolara oraz wzrostu rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Mocny dolar to czynnik niekorzystny dla rynków wschodzących i notowań surowców. Ewentualne pogorszenie się koniunktury w Stanach Zjednoczonych powinno jednak powstrzymać rezerwę federalną przed podwyżkami stóp procentowych. Do tej pory Fed zapowiadał trzy podwyżki w 2109 r., jednak ten scenariusz wydaje się coraz mniej prawdopodobny, co sugerował w niedawnych wypowiedziach Jerome Powell, deklarując uzależnienie ścieżki podwyżek stóp od danych makroekonomicznych.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

 

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować… skutki obaw o globalne spowolnienie. Dolar jest pod presją przy rosnących spekulacjach, że Fed rozważa zmianę nastawienia na mniej restrykcyjne w obliczu niepewnego otoczenia ekonomicznego, co paradoksalnie pomaga rynkowi akcji i aktywom ryzykownym. Dziś testem sentymentu będą dane z rynku pacy USA.

Wrażliwość inwestorów na komentarze z Fed wyraźnie wzrosła w ostatnim czasie i nie milkną spekulacje na temat tego, jak będzie wyglądać ścieżka polityki pieniężnej w przyszłym roku. A dokładniej, czy po podwyżce w tym miesiącu kolejne są jeszcze możliwe. Z resztą i wokół decyzji na posiedzeniu FOMC 19 grudnia narastają wątpliwości – wycena prawdopodobieństwa spadła do 70 proc. Rynek szczególną uwagę przywiązuje do słów członków Fed, kiedy mają charakter inny niż jastrzębi. W ciągu ostatniej doby członkowie Fed Kaplan, Bostic i Williams zwrócili uwagę na niepewność otoczenia zewnętrznego i wyzwania związane z sytuacją w globalnej gospodarce, w tym wojnę handlową. Takie frazy, jak „cierpliwość” i „USA nie będą odporne” na spowolnienie globalne zaczęły być prosto intepretowane jako przygotowywanie gruntu na pauzę w podwyżkach, albo całkowite zakończenie cyklu jeszcze w tym roku. Takie wnioski zaszkodziły USD i obniżyły rentowności obligacji skarbowych USA, co jednak pomogło rynkowi akcji i zdjęło presję z walut ryzykownych. I to pomimo tego, że komentarze z Fed opierają się na obawach o perspektywy globalnego wzrostu. Mam problem z doszukaniem się logiki w tym ciągu przyczynowo-skutkowym. To jak byśmy byli w chorobie, ale na chwilę nam się poprawiło, kiedy dowiedzieliśmy się, że sąsiad też zaczął narzekać na zdrowie.

Żeby się nie okazało, że rynek nadinterpretuje skalę zmiany nastawienia Fed i przecenia szanse zakończenia podwyżek stóp procentowych. Fed przede wszystkim związuje swoje decyzje z danymi z gospodarki i jeśli te pozostaną silne, Fed pozostanie pewny swojej strategii zacieśniania.
Inwestorzy teraz będą prześwietlać dane z USA bardziej skrupulatnie, a raport z rynku pracy jest pozycją grubego kalibru. Rynek pracy bez wątpienia jest jednym z najsilniejszych filarów gospodarki USA i dostępność pracy pośrednio stoi za wysokimi wskazaniami indeksów nastrojów i zaufania konsumentów.

Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym w listopadzie ma wzrosnąć o ok. 200 tys. (konsensus Bloomberga) po części wskutek odbudowy miejsc pracy po zaburzeniach z poprzednich miesięcy wywołanych huraganami. Choć wczoraj raport ADP wskazał na niższy przyrost (179 tys.), ostatnio oba raporty mocno się rozmijały i ADP stracił wartość predykcyjną. Większe wahania odczytu NFP co najwyżej mogą być katalizatorem dla podstawowej reakcji na kluczowy element raportu – płace. Spodziewany jest silny wzrost o 0,3 proc. m/m., a jeśli ten wynik zostanie pobity, wzrosną szanse na dalsze podwyżki Fed w 2019 r. Rynek ostatnio mocno zredukował swoje oczekiwania na przyszły rok (do jednej podwyżki), więc mocne dane zaburzą te oczekiwania.

Dziś też ciągniemy temat OPEC, który wczoraj nie był w stanie osiągnąć porozumienia w kwestii ograniczenia wydobycia i decyzję odłożył na dzisiejsze zebranie rozszerzone o udział Rosji. Przecieki sugerują, że kartel planuje zrealizować plan minimum i ściąć produkcję o ok. 1 mln baryłek/dzień – decyzja zgodna z oczekiwaniami, ale niewystarczająca, by usunąć z rynku nawis podaży. Ropa traciła wczoraj nawet 5 proc. jako skutek rozczarowania niektórych inwestorów takim obrotem spraw. Z obecnych poziomów wygląda na to, że rynek zakłada najgorsze a decyzja o redukcji o 1 mln b/d już nic na rynku nie zmieni, ale z drugiej strony większe cięcia będą niespodzianką. Wymagałoby to jednak dużej kontrybucji ze strony Rosji, na co się nie zanosi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen handlowych częściej sprawy mogą pójść gorzej niż lepiej. Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary, a Chiny odmawiają rozmów z „pistoletem przystawionym do głowy”. Rynek akcji w Azji wrócił do spadków, ale na FX inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, ale nie zanosi się na podtrzymanie apetytu na ryzykowne aktywa.

Prezydent Trump najwyraźniej stara się ugasić płomyk nadziei, jaki w ubiegłym tygodniu zaczął się tlić w związku z potencjalnym powrotem do rozmów handlowych między USA i Chinami. W trakcie weekendu dowiedzieliśmy się, że Biały Dom dziś lub jutro przedstawi listę wartych 200 mld USD chińskich towarów, których obejma nowe cła. USA mają wystartować z opłatą 10 proc., choć wcześniej dyskutowano o 25 proc. A jeśli dyskutowano, to nie jest wykluczone, że podwyższenie ceł pozostaje w odwodzie jako dodatkowe narzędzie presji na Chiny. Pekinowi ta strategia się oczywiście nie podoba i prasa donosi, że Chińczycy nie przystąpią do nowej rundy rozmów negocjacyjnych, za to gotowi są odpowiedzieć na politykę celną USA.
Wojna handlowa może wejść na nowy poziom. Biorąc pod uwagę, że import USA z Chin jest większy niż w handel w drugą stronę, lista towarowych mogących zostać objętych chińskimi cłami jest krótsza. Spekuluje się, że Pekin może przejść do ograniczania eksportu niektórych towarów i surowców, które są ważnym elementem łańcucha dostaw amerykańskich firm. USA nie pozostaną dłużne i odpowiedzą na odpowiedź na własne działania. Z jednej strony można stwierdzić, że to wszystko już słyszeliśmy wcześniej w tej lub innej formie, więc nie ma tutaj efektu zaskoczenia. Z drugiej – potwierdzona zostaje asymetria ryzyk wokół wojen handlowych i prędzej coś może się zepsuć niż poprawić. I będzie tak dopóki Chiny nie ulegną, albo prezydent Trump nie zostanie zmuszony do zmiany strategii (np. po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu).
Inwestorzy na rynku FX przyjęli postawę wyczekującą, gdyż 1) cła na towary warte 200 mld USD nie są nową informacją, 2) często groźby werbalne nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznych działaniach i 3) po gospodarce globalnej nie widać istotnego wpływu wojen handlowych, mimo że ten temat jest obecny do miesięcy. Nie mniej jednak nie jest to klimat, w którym łatwo przyjdzie budować apetyt na ryzyko. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe nadzieje na szybsze zakończenie sporu USA-Chiny, efekt rozczarowana może uderzyć mocniej w ryzykowne aktywa. Po ostatniej korekcie długie pozycje w USD nie są już tak „zatłoczone” i będzie łatwiej odnowić rajd. Podobnie sprawa tyczy się np. krótkich pozycji w AUD i NZD. EUR/USD kolejny raz zmarnował okazję, by wyrwać się z konsolidacji 1,15-1,1750 i teraz czeka go powrót do dolnej bandy. Za to JPY nie musi szczególnie zyskiwać na pogorszeniu sentymentu, jeśli będzie brał wskazówki z solidnej postawy indeksów na Wall Street (pozytywna korelacja USD/JPY z S&P500). Zamyka się też furtka dla zejścia EUR/PLN pod 4,30.
By w jakiś sposób odmienić klimat na rynkach, przydałyby się dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii, Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Kalendarz na dobre rozkręca się niestety dopiero od środy. Dziś jedynie warty uwagi będzie indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wzrost gospodarczy w Polsce w III kwartale br. przyspieszył do 4,7% rok do roku – wynika ze wstępnych obliczeń GUS. Dzięki tak imponującej koniunkturze znaleźliśmy się wśród najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Za rozpędzoną gospodarką nie podąża niestety warszawska giełda. Tu podczas ostatnich sesji nastąpiło dość wyraźne ochłodzenie inwestycyjnego klimatu. Korekcie poddał się nawet indeks WIG20, który w tym roku dzielnie broni honoru warszawskiej giełdy w obliczu słabości mniejszych polskich spółek.

Czy w tych okolicznościach warto pozostać na rynku akcji? Otoczenie makroekonomiczne wskazuje, że zdecydowanie tak. Globalna gospodarka się rozwija, wskaźniki PMI są imponujące, bezrobocie jest rekordowo niskie, a inflacja stabilna.

W USA gospodarka rozwija się systematycznie już od dłuższego czasu, uzasadniając podwyżki stóp procentowych dokonywane przez tamtejszy bank centralny. Inwestorzy liczą też na zastrzyk dla gospodarki i rynku finansowego w postaci reformy podatkowej proponowanej przez Republikanów. W Japonii ostatni odczyt PKB przyniósł pozytywne zaskoczenie, a szef Banku Japonii zapowiedział, że luźna polityka monetarna będzie tam kontynuowana niezależnie od ostatnich, nieco lepszych odczytów inflacji. W strefie euro w październiku PMI dla przemysłu osiągnął siedmioletnie maksimum (wartość 58,6 pkt.). Z kolei w największych gospodarkach Unii Europejskiej (w Niemczech i Francji) obserwujemy najszybszy od kryzysu wzrost zatrudnienia.

Potencjał w akcjach rynków rozwiniętych

Inwestując na GPW warto się skupić przede wszystkim na największych spółkach lub (w przypadku osób inwestujących w TFI) na funduszach akcji uniwersalnych. Wobec gorszego sentymentu panującego na giełdzie w Warszawie, obecnie preferujemy jednak akcje z rynków rozwiniętych. Zwłaszcza amerykańskie, japońskie i – bardziej selektywnie – europejskie.

Sytuacja na rozwiniętych rynkach akcji daje inwestorom zdecydowanie większy komfort i potencjał. W odróżnieniu od Polski, gdzie inwestorzy są bombardowani gorszymi informacjami ze spółek (głównie mniejszych), na rynkach developed spółki raportują lepsze, bijące oczekiwania analityków, wyniki finansowe.

Warto też mieć z tyłu głowy, że już w grudniu Fed najprawdopodobniej podniesie stopy procentowe. To może umocnić dolara, a w rezultacie wywołać odpływ części kapitału z rynków wschodzących. A rynki rozwinięte wydają się jednym z bardziej racjonalnych miejsc, w których kapitał będzie szukał zysków.

 

Autor: Marek Straszak z Union Investment TFI.

 

 

Po sennej sesji w Azji, Europa rozpoczyna wtorek od podkupywania dolara, odwracając wczorajszą słabość. W ruchach nie ma nic nadzwyczajnego, raczej zwykłe przepływy kapitału w tą i z powrotem w oczekiwaniu na świeże impulsy lub naruszenie czyhających gdzieś zleceń stop loss (jak wczoraj na USD/JPY). Euro pozostaje słabe, funt odreagowuje wyprzedaż z ubiegłego tygodnia, złoty pozostaje bez zmian. Mało emocjonujący kalendarz we wtorek skazuje rynki na kontynuację konsolidacji.

Bez większej reakcji przeszły wczoraj dwie sprawy – drobne postępy w pracach nad reformą podatkową i ogłoszenie odejścia Billa Dudleya z nowojorskiego Fed. W pierwszym przypadku, poprawki nanoszone do ustawy zdają się iść w stronę pozyskania jak największego poparcia dla projektu. Prace w komisji budżetowej mają potrwać do czwartku i dopiero wówczas można spodziewać się reakcji pod kątem liczenia głosów za i przeciw.

Bill Dudley, członek zarządu Fed oraz reprezentant oddziału z Nowego Jorku, potwierdził pogłoski dotyczące porzucenia obecnie sprawowanego stanowiska w „połowie 2018 roku”. Jego kadencja pierwotnie miała się zakończyć w styczniu 2019 r., a następca ma być wyznaczony w procesie przeprowadzonym przez oddział w Nowym Jorku. Główny wniosek płynący z tej decyzji, to że rośnie niepewność o skład FOMC w 2018 r., a zatem i kształt polityki monetarnej.

Nie oznacza to od razu, że zarysowana we wrześniu perspektywa trzech podwyżek w przyszłym roku jest zagrożona, ale wątpliwe jest, aby rynek w takich warunkach decydował się na wyprzedzające dyskonto zacieśniania monetarnego. Pozostajemy w trybie wyceniania podwyżki stóp procentowych w grudniu (teraz 92 proc.), a dopiero gdy miniemy ten próg, rozpocznie się dyskusja o kolejnym kroku w marcu 2018 r.

Zgodnie z powszechnym przekonaniem RBA utrzymał stopę kasową na 1,50 proc. AUD znalazł przejściowe wsparcie we wzmiankach w komunikacie, że nie dokonano większych zmian w prognozach inflacji i wzrostu. Szczególnie to drugie było pokrzepiające w obliczu ostatnich rozczarowujących danych o CPI. Ale podtrzymanie optymizmu wobec wzrostu przy sygnałach spowolnienia konsumpcji (spadek sprzedaży detalicznej o 0,6 proc. od sierpnia) i niskiej presji płacowej. Ta pewność siebie finalnie wzbudziła wątpliwości rynku i dziś rano AUD/USD osuwa się niżej. Obecnie jedynie dobra postawa miedzi i rudy żelaza (pod wpływem rajdu ropy naftowej) hamuje spadki AUD, ale tło makro wspiera nasz pogląd o kontynuacji zjazdu.

We wtorek inwestorzy nie otrzymają zbyt wiele danych, na których mogliby pracować. Sprzedaż detaliczna z Eurolandu i liczba otwartych procesów rekrutacyjnych w USA będą drugorzędne. Mamy kilka wystąpień przedstawicieli banków centralnych, w tym m.in. Draghiego z ECB, Quarlesa z Fed i Poloza z BoC.

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

O ile w ubiegłym tygodniu spekulacje o przyszłej obsadzie fotela prezesa Fed pomagały dolarowi, to w ostatnich dniach polityczne pogłoski są już zdecydowanie mniej korzystne. Pozytywny dla dolara trend wyraźnie wytracił impet. EUR/USD wyszedł w okolice 1,1850, USD/JPY cofa się w kierunku 112,00 a waluty gospodarek wschodzących w środowisku bardzo niskiej awersji do ryzyka (rekordy na globalnych giełdach akcji) ruszyły do odrabiania strat EUR/PLN cofnął się z 4,33 do 4,28. Sprawia to, że USD/PLN jest dziś około osiem groszy poniżej piątkowych maksimów z piątkowej sesji.

Prodolarowy kandydat w odwrocie

Na początku miesiąca kandydatem numer jeden do zastąpienia w przyszłym roku Janet Yellen w fotelu prezesa Fed stał się Kevin Warsh. Byłby on najkorzystniejszym wyborem dla dolara, ponieważ postrzegany jest jako zacięty krytyk polityki ilościowego luzowania i osoba zaniepokojona nadmiernie luźnymi warunkami finansowymi w gospodarce. Zdaniem bukmacherów obecnie zdecydowanie wyższe szanse ma jednak Jerome Powell (z Rady Gubernatorów Fed). Iluzoryczne prawdopodobieństwo przypisuje się kandydaturom Janet Yellen oraz Gary’ego Cohna. Swój werdykt Trump ma zakomunikować już w najbliższy piątek.

Prawda jest taka, że każdy z grona przewijających się w mediach kandydatów (poza Kashkarim) będzie mniej gołębi od Yellen. Należy przy tym zastrzec, że Powell jest postrzegany jako osoba o neutralnych poglądach na politykę monetarną. Co więcej, zainteresowania decydenta koncentrują się raczej na regulacji sektora finansowego – o optymalnej jego zdaniem polityce pieniężnej wypowiada się dość rzadko.

Przesłanką, która uprawdopodabnia jego wybór jest odwołanie uprzednio zaplanowanego na piątek wystąpienia publicznego. Interpretacja tego kroku jest dwojaka. Część uczestników rynku uważa, że jego temat, czyli „Are Rules Made to be Broken? Discretion and Monetary Policy” może prowokować do formułowania tez sprzecznych z poglądami Trumpa. Innymi słowy: Powell może nie chcieć narażać się na ostatniej prostej. Inna interpretacja jest taka, że w świetle informacji
o piątkowym ogłoszeniu nominacji, Powell po prostu „czyści sobie” kalendarz by po ogłoszeniu jego wyboru nie mieć innych zobowiązań.

Paul znów blokuje Trumpa

Drugi cios dolarowi ponownie zadaje Senator Rand Paul. Ponownie, gdyż jego sprzeciw nie pozwolił na demontaż systemu Obamacare na wiosnę, co wyrządziło administracji Trumpa wielką wizerunkową krzywdę i zachwiało rynkową wiarę w możliwość wdrożenia zapowiadanych w kampanii reform. Politico donosi, że obecnie w Senacie może zabraknąć jednego głosu do zatwierdzenia proponowanych cięć podatków. Tym brakującym Senatorem znów być ma – jakżeby inaczej – Rand Paul. Trump zapowiedział już, że w celu zapewnienia szerszego poparcia zaproponuje korekty swojego planu, co oczywiście odsunąć może termin wejścia w życie nowych regulacji.

Trump w wiecznym konfikcie

Jakby tego było mało Prezydent USA najpierw wycofał poparcie dla Boba Corkera niegdysiejszego sprzymierzeńca (a nawet kandydata do objęcia najwyższych stanowisk – sekretarza stanu i wiceprezydenta). Następnie wdał się na Twitterze w pyskówkę z tym wpływowym republikańskim senatorem. Kolejne podziały i kłótnie w obozie republikańskim na pewno nie pomagają
w umocnieniu kruchego poparcia dla pomysłów administracji Trumpa. Na razie najważniejsza źródła w Waszyngtonie mówią, że w partii dominuje pogląd, że priorytetem jest realizacja programu reform i ten spór należy jak najszybciej wygasić.

To nie koniec silniejszego dolara

Naszym zdaniem wyhamowanie pozytywnego dla dolara trendu ma charakter przejściowy – rynek pod nieobecność kluczowych danych makroekonomicznych skupił się na czynnikach istotnych, ale nie najważniejszych dla odbicia wartości amerykańskiej waluty. Tymi są i będą: wyraźnie bardziej jastrzębi do oczekiwań Fed zmierzający (abstrahując od personaliów jego prezesa) do kolejnych podwyżek i wyraźne odbicie inflacji, które powinno znaleźć potwierdzenie w piątkowych odczytach danych za wrzesień. Eurodolar powinien osuwać się w kierunku naszego szacunku krótkoterminowej wartości godziwej bazującego na relatywnej wycenie obligacji, oznacza to spadek o około 2 proc. względem bieżących pułapów i zniżkę w kierunku 1,16. W przypadku EUR/PLN pomimo pozytywnych tendencji po stronie czynników lokalnych nie widzimy potencjału do zejścia głębszego niż w okolice 4,26.

 

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Wyniki ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku doprowadziły do pewnych zaskoczeń. Najbardziej zastanawiający jest deficyt uwagi wokół rozpoczętego procesu ograniczenia sumy bilansowej banku centralnego. Przypomnę, że to właśnie polityka ilościowego luzowania była jednym z głównych koni pociągowych globalnej hossy z ostatnich lat, więc na zasadzie analogii rozpoczęcie ilościowego zacieśniania powinno przynajmniej zostać przez inwestorów dostrzeżone. Tak się jednak nie dzieje. Wciąż największa uwaga koncentruje się na stopach procentowych. Inwestorzy od wielu miesięcy oczekiwali, że Fed obniży swoje założenia co do skali zacieśnienia polityki monetarnej w kolejnych kwartałach z uwagi na rozczarowujące odczyty inflacji. Tak się jednak nie stało. Janet Yellen wyraźnie zakomunikowała, że stopy pójdą w górę zgodnie z wcześniej wyrażanymi deklaracjami, mimo niższego od oczekiwań wzrostu cen. Jastrzębi ton amerykańskiego banku centralnego został dostrzeżony głównie na rynku walutowym oraz obligacji. Dolar się umocnił, a rentowności obligacji wzrosły. Zadziwiająco spokojne pozostały przy tym rynki akcyjne, choć tyczy się to głównie parkietów z krajów rozwiniętych. Indeks MSCI World wciąż pnie się na nowe historyczne maksima przy niskiej zmienności. Jedynie w spektrum rynków wschodzących doszło do korekty notowań. Według szacunków Instytutu Finansów Międzynarodowych przepływy kapitału na rynki wschodzące wyraźnie spadły od czasu posiedzenia Fed. W całym wrześniu napływy środków były najniższe od stycznia i skoncentrowały się na rynku obligacji. Z rynku akcji w poprzednim miesiącu kapitał netto odpłynął w kwocie 2,7 mld dolarów. Nałożyła się na to prezentacja planu obniżenia podatków w USA, co wskrzesiło martwy od dłuższego czasy tzw. „Trump trade”. W połączeniu z ruszeniem giełdy nazwisk na stanowisko nowego szafa Fed kapitał może bardziej faworyzować rynki rozwinięte wobec wschodzących, choć globalne ożywienie wciąż powinno wspierać także rynki wschodzące. Zresztą sesje z tego tygodnia na to wskazują. We wtorek indeks MSCI Emerging Markets zyskał aż 1,3%. W tym kontekście słabsza pozostaje GPW, na której opory bardzo dobrze spełniają swoje zadanie. Ostatnie sesje III kwartału dawały co prawda nadzieję, że spółki średnie mogą przejąć wzrostową pałeczkę od blue chipów, ale w tym tygodniu indeks mWIG40 odbił się od psychologicznego poziomu 5000 pkt., stawiając znak zapytania nad tą hipotezą.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Fed nie do końca rozumie siły kształtujące poziom cen w USA, a przede wszystkim to, że pomimo świetnej sytuacji na rynku pracy inflacja utrzymuje się poniżej 2-proc. celu – przyznała ostatnio w przypływie szczerości szefowa amerykańskiego banku centralnego. Jednocześnie bank centralny USA zaostrzył swoją retorykę i ustami Janet Yellen ogłosił, że utrzymywanie obecnej polityki monetarnej do czasu wzrostu inflacji byłoby nierozsądne.

Dla rynków finansowych najważniejsze są dwie informacje. Po pierwsze, że Fed będzie kontynuował cykl podwyżek stóp procentowych w USA, nawet jeśli inflacja nie osiągnie progu 2 proc. W grudniu tego roku rynek spodziewa się jeszcze jednej podwyżki, a w 2018 roku kolejnych trzech. Po drugie, Fed rozpocznie już od października redukcję bilansu, czyli proces zmniejszania ilości posiadanych papierów wartościowych (które wcześniej bank skupił w ramach programu luzowania ilościowego) o 10 mld dolarów miesięcznie. Z biegiem czasu tempo redukcji może jeszcze wzrosnąć.

Podnoszenie stóp procentowych w USA zazwyczaj wiąże się z odpływem kapitału z rynków rozwijających się i surowcowych, a także umocnieniem dolara. Taki ruch obserwujemy też w ostatnich dniach. Oceniamy jednak, że nie jest to jeszcze początek trwalszego trendu, a techniczna korekta.

Hossa ma jeszcze paliwo

Hossa na światowych giełdach jest zaawansowana, ale wiele argumentów przemawia za dalszymi wzrostami. Amerykański indeks S&P 500 znajduje się w pobliżu historycznych szczytów, ale spółki notowane na Wall Street nie są zadłużone, a na rok 2018 analitycy prognozują ok. 10 proc. wzrostu ich zysków. Jest więc za wcześnie, aby ogłosić koniec rynku byka. Jeśli już, możemy mieć do czynienia z trwającym jakiś czas trendem bocznym i pojawieniem się dysproporcji pomiędzy poszczególnymi segmentami rynku.

W Polsce duże spółki notowane na GPW niezmiennie utrzymują przewagę nad „misiami”, co ma swoje uzasadnienie w fundamentach. Przede wszystkim spółki z WIG20 zdecydowanie lepiej radzą sobie w obecnym otoczeniu i bronią się osiąganymi wynikami finansowymi. Gorsza passa małych i średnich spółek wynika z presji płacowej czy wzrostu cen surowców. Niestety, część „misiów” oblała test z zarządzania operacyjnego, co poskutkowało spadkiem marż i w konsekwencji słabszymi wynikami finansowymi.

Mimo to uważamy, że warszawska giełda ma jeszcze przestrzeń do wzrostów. Przemawiają za tym czynniki makroekonomiczne, jak i wycenowe. Optymistycznie nastrajają dane z rynku pracy (wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń), a także produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Jeśli tak dobre odczyty się utrzymają, wpłynie to pozytywnie na dynamikę polskiego PKB. Z kolei akcje na polskiej giełdzie cały czas nie są drogie – może za wyjątkiem najbardziej dynamicznych spółek, takich jak CCC czy LPP. Prognozowany wskaźnik ceny do zysku dla indeksu WIG na 2018 rok oscyluje w okolicach 13. Dla porównania, w szczycie hossy w 2007 r. było to około 18.

Do końca roku spodziewamy się utrzymania przewagi blue chipów z WIG20,  ale pod koniec roku inwestorzy mogą ponownie zainteresować się akcjami „misiów” – licząc na ich odbicie w kolejnych miesiącach. To może zmniejszyć dysproporcję pomiędzy dużymi i mniejszymi spółkami notowanymi na GPW. Mimo to uważamy, że najlepszym wyborem dla osób, które inwestują na warszawskiej giełdzie za pośrednictwem TFI, pozostają fundusze akcyjne o uniwersalnej strategii.

Autor: Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Końcówka 2017 roku będzie bardzo intensywnym okresem w polityce pieniężnej. W tym samym czasie gdy ECB zacznie wygaszać program ilościowego luzowania, Rezerwa Federalna rozpocznie proces stopniowego ograniczania sumy bilansowej. Pomimo tak istotnych kroków i bezprecedensowych wydarzeń na bardzo bliskim horyzoncie, na corocznym sympozjum w Jackson Hole, Yellen i Draghi nabrali wody w usta i nie odnosili się do perspektyw polityki monetarnej.

Oboje wzięli za to na celownik zamierzenia Donalda Trumpa i podkreślali znaczenie i pozytywny wpływ rozbudowanych regulacji sektora finansowego na stabilność sektora. Po stronie dolara za rozczarowanie zostało uznane podkreślanie przez Yellen, że przy właściwych regulacjach i narzędziach makroostrożnościowych, Fed nie musi brać pod uwagę wyceny aktywów przy ustalaniu głównych parametrów polityki. Jednoczesny brak nawiązania do rekordowo luźnych warunków finansowych został zinterpretowany jako niema deklaracja, że FOMC nie przyśpieszy cyklu zacieśniania ze względu na sytuację na tym polu. Zabrakło „mięsa”, więc inwestorzy skupili się na niuansach.

Eurodolar wyszedł najpierw z przedziału wahań 1,1680 – 1,1850, a następnie ponad 1,19. Już na dzisiejszej sesji azjatyckiej kurs ustanawiał maksima ponad 1,1950. Wyjście ponad szczyt z początku sierpnia otworzyło drogę w kierunku 1,20. W tych okolicach wypada modelowy zasięg ruchu po opuszczeniu dominującego przez kilka tygodni przedziału wahań.

Reakcja inwestorów doskonale oddaje sentyment panujący względem głównych walut. Brak nowych informacji to zła informacja dla dolara. Brak nowych informacji to dobra informacja dla euro. Rada Prezesów ECB nie gasi (naszym zdaniem zbyt wielkiego) entuzjazmu panującego wokół perspektyw wspólnej waluty wynikającego z silnego wzrostu i nieodzownej zmiany kursu w polityce monetarnej. Zachowanie euro to także dobitny sygnał dla decydentów, że jeśli faktycznie są zaniepokojeni siłą waluty, to sama wstrzemięźliwość w komunikacji z rynkiem to za mało by zatrzymać aprecjacyjny trend.

Wracając do dolara: informacje z sympozjum w Jackson Hole nie stanowią naszym zdaniem jakiejkolwiek przesłanki by sprzedawać amerykańską walutę. W przestrzeni G-10 znaczny potencjał do zniżek widzimy w przypadku GBP/USD. Funt pozostanie słaby pod wpływem napięć na scenie politycznej i tarć na linii Londyn – Bruksela. USD/JPY pozostaje w przedziale wahań ponad kluczowym wsparciem 108,80. W tym tygodniu uwaga uczestników rynku będzie skierowana nie tylko na dane (przede wszystkim wstępna inflacja z Eurolandu za sierpień i amerykański rynek pracy), ale również na amerykańską politykę. Kongres musi w ekspresowym tempie podwyższyć limit zadłużenia i umożliwić pozyskanie finansowania administracji rządowej. Kongres zbiera się po wakacyjnej przerwie po raz pierwszy 5 września i ma czas na wdrożenie nowej legislacji tylko do końca przyszłego miesiąca. Jakiekolwiek oznaki pogłębiania się podziałów i niezgody pomiędzy republikańskimi kongresmenami a administracją Trumpa będą negatywnym sygnałem dal ryzykownych aktywów i USD.

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Dwadzieścia cztery godziny temu szereg walut notował długoterminowe rekordy swojej siły względem dolara. W piątkowy poranek w przypadku EUR/USD bliżej od ekstremów 1,1780 jest do poziomu zagrażającego załamaniem aprecjacyjnego trendów i otwierających drogę
do głębszego odreagowania, czyli 1,1620.

Pierwsze oznaki załamywania się impetu zwyżek EUR/USD nadeszły we wtorek pod postacią długiego cienia dziennej świecy. Wczorajsze, kolejne ostre załamanie może schłodzić entuzjazm krótkoterminowych kupujących. Wyraźny wzrost zmienności sam w sobie także można interpretować jako wejście w ostatnią fazę wzrostów w ramach obecnego impulsu.

Jednocześnie warto zauważyć, że kurs EUR/USD wzrósł zbyt mocno w stosunku do wskazań modelu szacującego krótkoterminową wartość godziwą na podstawie relatywnego przebiegu krzywych rentowności długu USA i Niemiec. Wychodząc w przyszłość: widzimy zdecydowanie większe pole do zwyżek dochodowości obligacji amerykańskich niż niemieckich. Ostatnie zachowanie dziesięciolatek USA wpisuje się w tę ocenę.

Podobnie, w notowaniach większości walut emerging markets osłabienie dolara przybrało znamiona „kontrolowanego zniszczenia.” USD/TRY zbliżył się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach do kluczowego wsparcia 3,52, ale wybronił je budując i aktywując krótkoterminowy podwójny dołek. Spodziewamy się odbicia od wzrostowej linii trendu i wykrystalizowania się średnioterminowej tendencji wzrostowej. Podobnie: spadki USD/ZAR wyhamowały bez przebijania kluczowej strefy wsparcia wokół 12,90.

Wracając do eurodolara: bardzo waży będzie kształt świecy tygodniowej. A kluczem do zamknięcia dzisiejszej sesji są publikacje makroekonomiczne bardzo wysokiej rangi. Przede wszystkim inflacja z Niemiec (wyjątkowo odczyt przeniesiony na 12:00) oraz PKB Stanów Zjednoczonych w drugim kwartale (14:30). Innymi słowy: kombinacja tych odczytów zdecyduje czy ostatnie dni to „kropka nad i” w trendzie wzrostowym EUR/USD, czy tylko przecinek pomiędzy jego poszczególnymi impulsami.

W zakresie kształtowania się tendencji cenowych w Eurolandzie warto odnotować, że wstępna inflacja HICP z Hiszpanii i Francji wypadła zgodnie z oczekiwaniami (odpowiednio 1,7 i 0,8 proc. rok do roku). Dynamika cen konsumenckich w Saksonii (pierwsze regionalne dane) wskazuje na wyraźny wzrost cen miesiąc do miesiąca. Po danych o PKB USA należy spodziewać się, że gospodarka wyraźnie przyśpieszyła po pierwszym słabym kwartale za sprawą silnej konsumpcji. Jednak jedynie odczyt wyraźnie powyżej konsensusu (2,7 proc.) może przyczynić się do trwalszej aprecjacji dolara pod wpływem czegoś więcej niż tylko pokrywania krótkich pozycji. Inwestorzy po gołębim opisie zjawisk cenowych przez Fed czekają na inflację. Rynek będzie szukał odpowiedzi na wątpliwości o siłę presji płacowej we wskaźniku kosztów zatrudnienia (które są w największym stopniu determinowane przez wynagrodzenia).

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz DM TMS

Cała Polska żyje zamieszaniem wokół próby dokonania kontrowersyjnych zmian w krajowym sądownictwie. Po tym, jak w poniedziałek prezydent ogłosił swoje weto dla dwóch z trzech proponowanych przez sejm ustaw, złoty odrobił część piątkowych strat ale było to tylko chwilowe wzmocnienie. Po kilku głębszych oddechach rynku sytuacja złotego powróciła do stanu wyjściowego. Wydaje się, że napięcie polityczne posłużyło jedynie jako argument dla spekulantów – dla szerokiego rynku najważniejsze pozostają globalne trendy.

Rynkami finansowymi rządzą dwa skrajne rodzaje emocji: chciwość i strach. W ostatnich dniach to właśnie strach zyskał na znaczeniu, taki przynajmniej był przekaz medialny. Tymczasem wiele wskazuje na to, że w tym przypadku strach miał wielkie oczy. Kryzys obecnej władzy, bo tak należy nazwać obecne wydarzenia, nadszedł po relatywnie spokojnym okresie w polskiej polityce. W tym czasie sentymentem rynkowym rządziły solidne dane makroekonomiczne z polskiej gospodarki, poprawa stanu budżetu państwa, powrót zagranicznych inwestorów na GPW oraz znacznie bardziej przychylne Polsce sygnały z agencji ratingowych. Do tego należy doliczyć bardzo dobre nastroje na globalnym rynkach finansowych, które przyczyniają się do wzrostu skłonności do ryzyka, a to niezwykle sprzyjająca sytuacja dla walut rynków emerging markets.

W obliczu restrykcyjnej polityki Fed, czy też jastrzębich sygnałów z EBC zadyszka złotego nie powinna stanowić zaskoczenia, zwłaszcza po tak długim okresie umacniania polskiej waluty. Napięcia polityczne mają z pewnością wpływ na wycenę złotego, jednak teraz nie należy przypisywać im zbyt dużego znaczenia, zwłaszcza że nie znajdują one swojego odzwierciedlenia w istotnych dla rynku fundamentach. Inwestorzy zagraniczni  bacznie obserwują całą sytuację, bowiem w gruncie rzeczy ryzyko polityczne jest bardzo ważnym czynnikiem charakteryzującym rynki emerging markets.

Prezydenckie weto oraz zapowiedź złożenia nowych projektów ustaw przez głowę państwa to tylko krok w celu uzdrowienia całej sytuacji. Ryzyko odrzucenia weta przez sejm nie powinno być bagatelizowane. Orędzie pani premier oraz wypowiedzi niektórych przedstawicieli rządu potwierdziły gotowość władzy do kontynuacji procesu sanacji polskiego sądownictwa. Zatem niewykluczone, że ryzyko polityczne dopiero zyska na znaczeniu. Weto prezydenta prawdopodobnie tylko tymczasowo złagodzi stanowisko Komisji Europejskiej wobec Polski, toteż do czasu wyjaśnienia dalszego kształtu reformy ryzyko nałożenia sankcji na Polskę należy uznać za odroczone czasie.

Dla rynków finansowych cenna jest stabilność, a nie permanentny strach i niepokój, zwłaszcza w przypadku rynków wschodzących. Póki co, zawirowania polityczne mają ograniczony wpływ na wycenę złotego i akcji na GPW. Warto jednak pamiętać, że jeżeli spór się zaostrzy (czego nie można wykluczyć), to szanse na wzmożoną przecenę polskiego orła znacząco wzrosną, zwłaszcza że wtedy relacje na linii KE-Polska mogą istotnie się pogorszyć, a to zapewne zaniepokoiłoby inwestorów zagranicznych. Co więcej warto pamiętać, że w ubiegłym roku to właśnie czynniki polityczne były istotną przesłanką dla agencji ratingowych do negatywnych rewizji polskiego ratingu. Na razie najważniejsze dla inwestorów pozostają globalne trendy oraz fundamenty, i to w najbliższych tygodniach raczej się nie zmieni, bowiem polscy parlamentarzyści rozpoczynają okres wakacyjny.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

 

 

Silne wzajemne powiązanie międzynarodowych rynków finansowych sprawia, że wszelkie zawirowania błyskawicznie przenoszą się do Polski. Ewentualny kryzys walutowy byłby u nas odczuwalny po 1 dniu, zaś turbulencje na rynkach akcji i obligacji maksymalnie po 5 dniach. Najgroźniejsze byłyby wstrząsy w strefie euro, a także na rynkach: brytyjskim, amerykańskim oraz chińskim – wynika z raportu „Kierunki 2017”przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą Deloitte. Jednak w dłuższej perspektywie skutki takiego kryzysu dla polskiej gospodarki będą łagodniejsze niż w krajach, z których nadszedł kryzys.

Polski rynek finansowy odczuwa wszelkie wstrząsy na zagranicznych rynkach, jednak ocena ich skutków jest skomplikowana. Sektor finansowy ma dużo większe obroty w porównaniu do realnej gospodarki. Ponadto, mnogość instrumentów finansowych na globalnych rynkach utrudnia śledzenie ich wzajemnych zależności. Jak wskazują autorzy raportu „Kierunki 2017. Negatywne szoki gospodarcze. Stress–testy polskiej gospodarki w 2017 roku”, zawirowania na światowych rynkach finansowych błyskawicznie przenoszą się do Polski.

Silne powiązania rynków finansowych sprawiają, że wszelkie szoki zewnętrzne są natychmiast odczuwalne w Polsce, zwłaszcza w przypadku strefy euro, USA czy Wielkiej Brytanii, ale także innych analizowanych państw (Chiny, Rosja, Turcja). W przypadku tąpnięcia kursów walut zajmuje to 1 dzień, zaś krach na rynku akcji i obligacji dociera do Polski maksymalnie po 5 dniach. Transakcje walutowe opierają się o przewidywaną reakcję rynków, więc inwestorzy błyskawicznie przenoszą swoje aktywa. Z kolei akcje i obligacje mają silniejsze powiązania z realną gospodarką, więc tempo rozprzestrzeniania się kryzysu zależy od mikro– i makroekonomicznych fundamentów gospodarki danego kraju.

Bardzo wrażliwy polski złoty

Analizując rynki walutowe, autorzy raportu śledzili wahania kursu złotówki do dolara. Następnie zaś badali, jak na wspomniany kurs wpływają notowania par walutowych, w których powiązano dolara z euro, brytyjskim funtem, chińskim juanem, rosyjskim rublem, turecką lirą i ukraińską hrywną.

Z analizy wynika silne powiązanie kursu złotego z kursem euro i brytyjskim funtem; spadkowi wartości tych walut w stosunku do dolara będzie towarzyszyć osłabienie złotego względem amerykańskiej waluty. W przypadku pozostałych walut, ich wahania wobec kursu dolara skutkują analogicznym zachowaniem złotego wobec dolara (jedynie w przypadku tureckiej liry zależność jest odwrotna), choć siła ich wpływu jest mniejsza – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska, ekonomistka Deloitte.

Rada Polityki Pieniężnej nie sygnalizuje zamiaru rychłego podniesienia stóp procentowych. Dlatego impulsy walutowe będą miały swoje źródło przede wszystkim w polityce Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiego Fed. Sytuacja gospodarcza w strefie euro poprawia się, a szacunki ECB wskazują na wzrost PKB w strefie euro sięgający 1,9 proc. w tym roku i 1,8 proc. w 2018 r. Stopy depozytowe wciąż są ujemne, co może wpływać na ożywienie akcji kredytowej wśród przedsiębiorstw, a przewidywane wzmocnienie w gospodarce światowej będzie sprzyjać eksportowi ze strefy euro. W przypadku USA, Fed podniósł w czerwcu stopy procentowe o 0,25 pkt proc. do poziomu 1 – 1,25 proc. Fed podtrzymał również zapowiedź kolejnej podwyżki. Może to zwiastować większą zmienność na rynkach walutowych w dalszej części tego roku.

Cena polskiego długu silnie związana z rynkami strefy euro

W przypadku obligacji, autorzy raportu posłużyli się rentownościami na rynku wtórnym 10-letnich obligacji skarbowych analizowanych krajów, oprócz Ukrainy (z powodu braku danych).

Rentowność polskich papierów skarbowych najsilniej powiązana jest z rynkami obligacji dużych gospodarek strefy euro; w mniejszym stopniu z brytyjskim i rosyjskim oraz w niewielkim z chińskim, amerykańskim i tureckim. Rentowność polskich papierów skarbowych podąża za notowaniami obligacji we wszystkich analizowanych krajach, za wyjątkiem Rosji. Jeśli w Niemczech rośnie rentowność rządowego długu, to rośnie także w Polsce. Jednak gdy jego rentowność rośnie w Rosji, to w Polsce koszt pożyczania przez rząd maleje. Oznacza to, że kiedy inwestorzy sprzedają niemieckie obligacje doprowadzając do wzrostu ich rentowności, to sprzedają również polskie wywołując podobny efekt. Jednak gdy wyprzedają oni obligacje rosyjskie, to za część uzyskanej w ten sposób gotówki kupują polskie papiery dłużne, co wobec wzrostu na nie popytu wpływa na obniżenie rentowności. Polska gospodarka jest postrzegana przez pryzmat innych gospodarek UE. Dlatego w przypadku zawirowań na rynku rosyjskim, nasze obligacje traktowane są jako pewniejsza inwestycja.

Równie mocne są wzajemne powiązania międzynarodowych rynków akcji, bowiem spadki na zagranicznych giełdach wpływają negatywnie na indeks WIG. Najsilniejsze wahania kursów są przede wszystkim rezultatem zmian w największych gospodarkach strefy euro (w kolejności: Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii), następnie w Wielkiej Brytanii, USA, Rosji, Chinach, Turcji i w minimalnym stopniu na Ukrainie.

Indeks warszawskiej giełdy odzwierciedla ścisłe relacje handlowe Polski z krajami UE. Z drugiej strony, niezwykle istotny jest globalny wpływ gospodarek USA i Chin oraz bliskość geograficzna Rosji, Turcji i Ukrainy. Dlatego właśnie spadek indeksu WIG następuje w ślad za przecenami akcji w tych krajach.

Polska szybko odreaguje potencjalny kryzys

Zdaniem autorów raportu, w przypadku kryzysu w gospodarkach UE, Polska będzie najdłużej – bo aż 7 lat – odczuwać szok pochodzący z Włoch, Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii. Najsłabiej odczuwalny będzie skumulowany w ciągu 7 lat impuls kryzysowy z Niemiec i Francji, bowiem osłabienie dynamiki polskiego PKB w stosunku do ścieżki bazowej będzie obserwowane tylko w pierwszym roku kryzysu. W kolejnych latach polska gospodarka zacznie już kryzys „odreagowywać” i powróci na pierwotną ścieżkę wzrostu gospodarczego, choć PKB będzie na niższym poziomie niż przed kryzysem. Efekt ten należy tłumaczyć możliwościami, jakie te duże gospodarki oferują polskim przedsiębiorcom, w tym ich silnym powiązaniem z gospodarką światową.

Jeżeli kryzys nadejdzie ze strony krajów spoza UE, Polska zdecydowanie mocniej odczuje kryzys w Chinach i USA, niż w Rosji i na Ukrainie. Wynika to przede wszystkim z faktu, że amerykańska i chińska gospodarka mają kluczowy wpływ na globalny wzrost gospodarczy. Z kolei w przypadku Rosji i Ukrainy podstawowym czynnikiem jest geograficzna bliskość, a nie kondycja gospodarcza tych krajów.

 

Źródło: DNB i Deloitte

 

Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich walut cyfrowych znajdujących się w obiegu po raz pierwszy przekroczyła 100 miliardów dolarów. Stanowi to ponad 500-procentowy wzrost od początku roku w tej nowej, ekscytującej branży. Dwa najbardziej popularne aktywa cyfrowe, Bitcoin i Ethereum, osiągają obecnie najwyższe notowania w historii. Chociaż wzrost był tak szybki, to z jakiegoś powodu, wciąż wydaje się to być za mało. Jeżeli Bitcoin to przyszłość pieniędzy, a Ethereum jest przyszłością internetu liczba ta powinna rosnąć jeszcze szybciej niż teraz.

Wysokie wolumeny handlu pochodzą z Korei, Chin i Japonii. Japońscy kupujący stali się płochliwi po ogromnym wycofaniu z 25 maja. W ciągu ostatnich trzech dni giełdy chińskie stopniowo zwiększały swoje wolumeny oraz dźwignię, aż ostatniej nocy Japonia w końcu do nich dołączyła. Według danych opracowanych przez serwis coinhills.com japońska giełda bitFlyer (która obecnie stara się umożliwić Bitcoinowi wejście do punktów sklepowych w całym kraju) jest drugim miejscem wymiany pod względem ilości. Natomiast koreański Bithumb jest obecnie odpowiedzialny za 4,5% transakcji Bitcoina, a trzy duże chińskie giełdy OKCoin, Huobi i BTCC mają łącznie 9,92% całkowitego udziału w rynku

Globalne rynki akcji wciąż utrzymują niską nieprzewidywalność, ale zauważalnie spadły w przeciągu ostatnich 24 godzin. Słabe dane na temat liczy etatów w USA, opublikowane w ostatni piątek, skłoniły niektórych ludzi do zakwestionowania, czy Amerykański System Rezerwy Federalnej będzie miał odwagę podnieść stopy procentowe 14 czerwca. Według Bloomberg Terminal, sugerowane prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na zbliżającym się spotkaniu, nadal znajduje się powyżej 90%. Jednak jest wielu analityków, którzy czują, że może być to dobra szansa aby Fed wszystkich tym razem rozczarował i popełnił błąd wynikający z ostrożności. Niestety, nie jesteśmy w stanie uzyskać żadnych dalszych sygnałów od Janet Yellen oraz członków jej ekipy, ponieważ już teraz nabrali wody w usta i odtąd nie będą brali udziału w żadnych ważniejszych przemówieniach aż do czasu spotkania w przyszłym tygodniu.

Inwestorzy powinni bacznie obserwować ropę i złoto. Ceny ropy ześlizgnęły się ostatnio z powodu nadmiaru zapasów, a waga złota jako bezpiecznej przystani wzrasta. . Jeżeli którykolwiek z tych trendów się utrzyma, może mieć duże znaczenie na już grawitującym rynku akcji.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Pomimo faktu, iż istnieje niewielu przywódców, którzy zgodziliby się z przerażającą decyzją prezydenta Trumpa z zeszłej nocy, akcje zbliżają się do swoich rekordowo wysokich notowań. Wiemy, że Elon Musk i Bob Iger opuścili radę doradczą Trumpa, ale tego można się było spodziewać. Tym razem jednak, wielcy bankierzy zwrócili się przeciwko niemu. Prezesi JP Morgan i Goldman Sachs zdecydowanie sprzeciwiają się wycofaniu Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia COP21. Lloyd nawet użył swojego pierwszego tweeta w historii, aby wyrazić swój sprzeciw.

Bardzo dziwna jest sytuacja z dzisiejszego poranka, albowiem rynki kontynuują swój wzrost. Wall Street zareagowało na deklaracje Trumpa w taki sposób, że wszystkie trzy główne indeksy osiągnęły rekordowy poziom. W cudacznym pokazie pt. „wiódł ślepy kulawego”, azjatyckie rynki również rosną, na czele z Nikkei atakującym 20 tysięcy po raz pierwszy od 2015 roku. Nietypowym jest nawet to, że jedynym przeciwstawiającym się trendowi rynkiem są Chiny. Dziwne, ponieważ gdy teraz Stany Zjednoczone nie wchodzą w rachubę, Chiny postrzegane są jako lider innowacji w zakresie zielonej energii.

Wygląda na to, że Theresa May wzięła do siebie ostatnie sondaże. Media kontynuują swoje dochodzenie, dlaczego nie uczestniczy w żadnej z otwartych debat, a premier wyraźnie pokazuje oznaki strachu.  W ciągu ostatnich 12 godzin nie wydano żadnych znaczących sondaży, dlatego z niecierpliwością oczekujemy następnych.  Jeżeli Partii Pracy uda się zdobyć dalsze poparcie lub nawet przejąć prowadzenie w sondażach, na pewno funt zacznie reagować na tę sytuację. Jak do tej pory, kurs GBP/USD był raczej odporny na wieści o wyborach od czasu ich ogłoszenia 18 kwietnia, ale nigdy nie wiadomo, kiedy się to zmieni.

Wydaje się, że tak wiele się wydarzyło w przeciągu ostatniego miesiąca. Dzisiejsze ogłoszenia ze Stanów Zjednoczonych w sprawie miejsc pracy mają ukazać się obiecujące. Rynek pracy w Stanach spisuje się dobrze, a zaufanie przedsiębiorstw rośnie pod rządami Donalda Trumpa. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi tylko 4,4% w tym momencie. Analitycy spodziewają się, że dodano w maju łącznie 180 do 185 tysięcy miejsc pracy. Ostateczna liczba zostanie opublikowana o 8:30 na Wall Street i powinna mieć należny sobie wpływ na końcowy stan rynków w tym tygodniu. Jeżeli liczba wyjdzie tak, jak się tego spodziewano, reakcja dolara amerykańskiego będzie prawdopodobnie krótkotrwała, z kilkoma zwyżkami na niektórych z głównych par walutowych.

W tym momencie to Fed kieruje dolarem. Istnieją wysokie oczekiwania, że zwiększą oni stopy procentowe 14 czerwca, a dzisiejsze ogłoszenie prawdopodobnie nie spowoduje żadnych wahań, chyba że będzie ono dużo słabsze, niż się tego spodziewano. Teraz Fed obawia się tylko inflacji, która nie zachowuje się według ich obecnego modelu. Kolejna ocena inflacji będzie miała miejsce w czwartek, na około 5 godzin przed decyzją o oprocentowaniu.

 

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Podczas marcowego posiedzenia członkowie Rezerwy Federalnej podnieśli stopy procentowe w USA o 25 punktów bazowych, do 0,75-1,00 proc. Ten ruch nie miał jednak żadnego wpływu na rynki finansowe, ponieważ inwestorzy od dawna się go spodziewali. Dużo ważniejsza okazała zapowiedź łagodnego procesu zacieśniania polityki monetarnej (podczas gdy część rynku spodziewała się bardziej „jastrzębiego” komunikatu). W 2017 roku Fed planuje jeszcze tylko dwie podwyżki stóp procentowych. To zdecydowanie dobra wiadomość.

Środowy komunikat Fed spowodował znaczne osłabienie się dolara, na co szczególnie pozytywnie zareagowały rynki wschodzące, których zachowanie jest negatywnie skorelowane z kursem amerykańskiej waluty.

Rynkom wschodzącym pomogło dodatkowo wyhamowanie spadków cen na rynku surowców. Od kilku dni ceny ropy naftowej czy metali przemysłowych rosną po wcześniejszej silnej przecenie.

Europejskie giełdy na plusie dzięki Holandii

W wyborach parlamentarnych w Holandii zwyciężyła partia premiera Marka Ruttego (VVD). Taki wynik wyborów pozwala sądzić, że ruch populistyczny w Europie nie ma jednak aż tak silnego poparcia społecznego, jakiego do niedawna obawiali się inwestorzy. Przemawia za tym bardzo silna mobilizacja Holendrów oraz to, że partia VVD zdobyła większość głosów przy bardzo wysokiej frekwencji. Jest to o tyle ważna wiadomość dla inwestorów, że wybory w Holandii stanowią preludium do zbliżających się wielkimi krokami wyborów we Francji. Oczywiście nie wiemy, która z sił politycznych zwycięży we Francji, jednak nie ulega wątpliwości, że jeden z czynników ryzyka dla europejskich rynków akcji nieco stracił na znaczeniu.

Pozytywny odbiór wyniku wyborów w Holandii przez inwestorów obrazują wzrosty na giełdach w niemal całej Europie. Na wzroście apetytu na ryzyko korzysta także GPW, a szczególnie dobrze prezentuje się indeks WIG20.

Autor: Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

W trakcie prezentacji półrocznego raportu o polityce monetarnej Fed, przekaz Janet Yellen był zdecydowanie jastrzębi. Takowe nastawienie było również odczuwalne w wypowiedziach innych członków FOMC. Co więcej, odczyty inflacji PPI (1,6% rdr) oraz CPI (2,5% rdr) okazały się wyższe od oczekiwań. Dodatkowo nie zawiodła dynamika sprzedaży detalicznej (5,6% rdr), czy też publikacja indeksu Fed z Filadelfii (43,3 pkt). Zarówno wypowiedzi przedstawicieli Fed, jak i dane gospodarcze wskazują, że kolejna podwyżka stóp procentowych w Stanach jest coraz bliżej. Tymczasem wczoraj eurodolar odbił się od poziomu 1,052 i zaczął zmierzać na północ. Ruch ten jest dość zaskakujący. Faktycznie zawiodła dynamika produkcji przemysłowej (-0,3% mdm), jednakże to mało prawdopodobne, aby ta w istotny sposób mogła decydować o losach głównej pary walutowej. Niewykluczone, że rynek nadal bardzo ostrożnie podchodzi do kwestii zacieśniania monetarnego. Przyczyna być może tkwi w polityce, a dokładniej w oczekiwaniach co do zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa, który niebawem ma zaprezentować reformę podatkową. Niepewność związana z jakością zmian, czy też z obawami co do faktycznego terminu ich prezentacji może ograniczać siłę dolara, bowiem to właśnie plany nowego prezydenta dotychczasowo potęgowały oczekiwania co do dalszego rozwoju amerykańskiej gospodarki. Jednak mimo wszystko skala korekty wydaje się przesadna. Póki co, eurodolar oscyluje w rejonach 1,067, czyli w pobliżu wczorajszych szczytów.

Inflacja na dobre zadomowiła się także w Polsce. Odczyt wskaźnika CPI na poziomie 1,8% nie tylko okazał się wyższy od prognoz rynku, ale także od projekcji NBP. Tym niemniej, RPP systematycznie powtarza, że nie widzi perspektyw do podwyższenia stóp procentowych. Co więcej, dotychczasowe dane makroekonomiczne sygnalizujące ożywienie znalazły swoje odzwierciedlenie w dynamice PKB w czwartym kwartale 2016 r. (2,7% wobec prognoz na poziomie 2,5%). W rzeczywistości rok 2016 był znacznie słabszy niż pierwotnie się spodziewano, ale oczekiwania co do 2017 r. wyraźnie rosną. Nie zawiódł również wzrost poziomu wynagrodzeń, którego styczniowe tempo wyniosło 4,5% rdr. Tym niemniej, polska waluta złapała lekką zadyszkę. Para EUR/PLN w dalszym ciągu nie poradziła sobie z granicą 4,30. Obecnie eurozłoty znajduje nieco powyżej 4,31. Obecny układ techniczny przypomina konsolidację o górnym ograniczeniu na poziomie 4,325 i dolnym w rejonach 4,29 – 4,30. Z kolei para USD/PLN znajduje się w okolicy 4,04. Najbliższe wsparcia to 4,036 i 4,015. Za opór należy uznać poziom 4,088.

Niewykluczone, że dzisiejsze odczyty makroekonomiczne okażą się nowym paliwem dla złotego. Inwestorzy poznają dynamikę sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej, oraz inflację PPI. Ponadto, warto zwrócić uwagę na amerykański indeks wskaźników wyprzedzających oraz tempo wzrostu sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

Dolar miał ponad dwa dni na zaliczenie technicznej korekty, na która jednak nie było chętnych, więc po chwilowym przystanku wrócił do okazywania dominacji nad innymi walutami. Dane z USA rysują pozytywny obraz na przyszłość, co nie umknie wzrokowi Fed. Dziś Święto Dziękczynienia, więc po publikacji Ifo z Niemiec rynek prawdopodobnie przejdzie w stan uśpienia.

USD pozostaje królem, a rynek nie zamierza tego kwestionować. Na liście powodów za aprecjacją dolara odznaczone są dobre bieżące dane makro, optymistyczne perspektywy na przyszłość, wysokie rentowności obligacji skarbowych i zaostrzająca się retoryka Fed. W tym ostatnim przypadku opublikowane wczoraj minutki z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziły rynkowe oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu (rynek stopy procentowej wycenia 100 proc. prawdopodobieństwa). Członkowie FOMC generalnie zgodzili się, że „argumenty za podwyżką dalej się wzmacniały”, choć większość stwierdziła, że Komitet powinien poczekać na kolejne dowody progresu w stronę celów Fed. Tak było 2 listopada, a do tego czasu sprzedaż detaliczna pokazała kontynuowane wzmocnienia konsumpcji, inwestycje na rynku nieruchomości zanotowały zaskakujący skok, a przemysł daje sygnały rodzącego się odbicia z ostatnim dowodem w postaci silnego wzrostu zamówień na dobra trwałe. Osobiście jestem zadania, że Fed może zaburzyć ten idealny obraz i po posiedzeniu w grudniu może nie dać sygnałów, że zamierza przyspieszyć z tempem podwyżek. Ale do tego czasu ciężko przeciwstawiać się panowaniu USD.

Święto Dziękczynienia oznacza, że rynki w USA są zamknięte, a sama Europa po porannym rozruchu nie będzie skora do dalszego pobudzania aktywności. W kalendarzu godny uwagi jest jedynie niemiecki indeks Ifo, od którego oczekuje się tych samych poziomów, co przed miesiącem. Wczoraj wstępne szacunki PMI dla niemieckiego przemysłu wypadły nieco słabiej od oczekiwań, więc ryzyka dziś są po negatywnej stronie, ale wątpliwe, aby miało to rozgrzać rynek EUR. Na EUR/USD spadki zatrzymały się na minimach z grudnia 2015 r. blisko 1,0520, ale rynek może mieć apetyt na ruch w stronę 1,0457 – dołek z marca ubiegłego roku. USD/JPY gładko przechodzi przez 113 z drogą praktycznie otwartą do 114,50. Na krajowym podwórku reaktywacja wyprzedaży obligacji w USA pociągnęła za sobą ucieczkę kapitału z polskiego rynku długu i złoty odczuł to osłabieniem o 2 grosze ponad 4,43 za euro. Wstrzymany handel na papierach USA (święto) powinie przynieść moment ulgi z cementowaniem konsolidacji 4,40-4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar pozostaje mocny. Pomimo całego wysypu danych makro, dziś w centrum uwagi będzie Janet Yellen, która przed Kongresem naświetli swój pogląd na perspektywach amerykańskiej gospodarki. Rynek przyjął za pewnik prowzrostową politykę fiskalną prezydenta elekta Trumpa. Należy jednak pamiętać, że Fed wielokrotnie udowadniał, że woli reagować na twarde dowody zmian w gospodarce, niż działać wyprzedzająco na samych przypuszczeniach. Od strony sytuacji makro w USA Fed może nie wycofać się z podwyżki w grudniu, ale jest mało realne, by deklarował zaostrzenie przyszłej ścieżki.

Pomijając skutki wyborów prezydenckich, sytuacja makro w USA w dalszym ciągu przemawia za podwyżką stopy Fed w grudniu. Dane z rynku pracy wskazują na kontynuowany przyrost zatrudnienia, inflacja odbija, a wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej sugerują ożywienie konsumpcji w czwartym kwartale. Wygrana Donalda Trumpa jest realną postawą do pobudzenia niepewności, która mogłaby skłaniać Fed do odroczenia podwyżki, ale jak na razie rynki finansowe z przedwyborczych wypowiedzi wyciągają jedynie pozytywny dla perspektywy gospodarczych USA, napędzając wzrosty na giełdzie i umocnienie USD. W naszej opinii prawdopodobieństwo podwyżki w grudniu jest mniejsze niż było przed wyborami, ale póki rynki finansowy zachowują się we względnie uporządkowany sposób, szanse na ruch Fed dalej są powyżej 50 proc.

Rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki jest bliska 100 proc. i nie może być wyższa, zakładając że ruch o 50 pb jest wykluczony. Jednakże dla perspektywy USD dużo większe znaczenie ma przyszłość polityki monetarnej Fed w 2017 r. i dalej. Generalne założenie, na którym bazują rynki finansowe, to ekspansja fiskalna podnosząca w górę inflację, co zmusi Fed do szybszego zacieśniania polityki pieniężnej. W ciągu tygodnia rynek przeszedł z oczekiwania mniej niż jednej podwyżki w 2017 r. do ponad dwóch. Wystromienie ścieżki podwyżek stopy Fed prowadzi do wyprzedaży obligacji skarbowych USA i pchnęło rentowności 10-latek z 1,80 proc. do 2,25 proc. Pogłębienie różnicy między rynkowymi stopami procentowymi wspiera USD na takich parach, jak USD/JPY, EUR/USD, czy USD/CAD.

Kluczową kwestią jest, na ile Fed jest zainteresowany podsycaniem rynkowych oczekiwań? Wypowiedzi przedstawicieli Fed w tym tygodniu jak na razie prezentują wyważone stanowisko, choć wyróżniły się dwa o gołębim akcencie. Dziś rano James Bullard z Fed w St. Louis podtrzymał swoje gołębie nastawienie i stwierdził, że „jedna podwyżka, prawdopodobnie w grudniu, powinna wystarczyć, by sprowadzić politykę monetarną do poziomu równowagi”, a wynik wyborów nie wpłynął na jego prognozy gospodarcze. Członek zarządu Fed Daniel Tarullo przestrzegł, że Fed nie będzie reagował na programy Trumpa dopóki nie zostaną zatwierdzone. Optujący za podwyżką Eric Rosengren to gołąb przestraszony groźbą destabilizacji systemu finansowego, nie będzie dążył do zdecydowanej kontynuacji cyklu. Kolejne przykłady można mnożyć, ale patrząc na postawę USD w ostatnich dniach nie widać, aby rynek przejął się tymi wypowiedziami i być może czeka na komentarze głównych rozgrywających w Fed – przede wszystkim wystąpienie prezes Fed Janet Yellen o 14:00, ale także szefa oddziału Fed w Nowym Jorku Billa Dudleya i członkini zarządu Lael Brainard. Uważamy, że polityce Fed nie jest po drodze z podsycaniem wygórowanych oczekiwań rynkowych i realne jest ostudzenie jastrzębiego zapału.

Podsumowując, Fed może być skłonny, by nie podsycać oczekiwań rynkowych oczekiwań. Interpretując ceny rynkowych aktywów (USD, obligacje skarbowe), sytuacja wygląda tak, jakby Fed już dokonał podwyżki o 50 pb! Takie zaostrzenie warunków finansowych stanowi zagrożenie przyduszenia ożywienia gospodarczego i w rezultacie może prowadzić do odwlekania faktycznej normalizacji polityki monetarnej. Jest to jedno z podstawowych ryzyk, które jest obecne w rozważaniach Fed, stąd realna jest zachowawczość w komentarzach oraz odżegnywanie się od wyciągania pochopnych wniosków z ostatnich wydarzeń i chłodzenie oczekiwań na szybkie podwyżki. W rezultacie dzisiejsze wystąpienie może stać się katalizatorem korekty na rynku obligacji, która pociągnie w dół również amerykańskiego dolara.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Eksperci

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

Jak jest dobrze, to trzeba korzystać

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozy...

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

Program 500 plus najhojniejszym programem na świecie

Rozszerzenie programu Rodzina 500 plus na każde dziecko pochłonie dodatkowo ok. 20 mld zł rocznie. W...

AKTUALNOŚCI

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut ...

Strajk nauczycieli, czyli dlaczego porozumienia branżowe ważne dla gospodarki

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że układy zbiorowe i porozumienia branżowe – także w se...

Polacy coraz chętniej stawiają na własny biznes

Polska mikroprzedsiębiorczość intensywnie się rozwija. Na koniec 2018 r. liczba nowo zarejestrowanyc...

Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji?

FPP: Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji? Ustalenie ceny kursu z góry ...

Czy globalne spowolnienie przerodzi się w recesję?

Prognozy inwestycyjne na drugi kwartał 2019 Pierwsze trzy miesiące 2019 roku były dla rynków finanso...