sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "euro"

euro

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na nisko przetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego. Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego.

Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

 

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Po sennej sesji w Azji, Europa rozpoczyna wtorek od podkupywania dolara, odwracając wczorajszą słabość. W ruchach nie ma nic nadzwyczajnego, raczej zwykłe przepływy kapitału w tą i z powrotem w oczekiwaniu na świeże impulsy lub naruszenie czyhających gdzieś zleceń stop loss (jak wczoraj na USD/JPY). Euro pozostaje słabe, funt odreagowuje wyprzedaż z ubiegłego tygodnia, złoty pozostaje bez zmian. Mało emocjonujący kalendarz we wtorek skazuje rynki na kontynuację konsolidacji.

Bez większej reakcji przeszły wczoraj dwie sprawy – drobne postępy w pracach nad reformą podatkową i ogłoszenie odejścia Billa Dudleya z nowojorskiego Fed. W pierwszym przypadku, poprawki nanoszone do ustawy zdają się iść w stronę pozyskania jak największego poparcia dla projektu. Prace w komisji budżetowej mają potrwać do czwartku i dopiero wówczas można spodziewać się reakcji pod kątem liczenia głosów za i przeciw.

Bill Dudley, członek zarządu Fed oraz reprezentant oddziału z Nowego Jorku, potwierdził pogłoski dotyczące porzucenia obecnie sprawowanego stanowiska w „połowie 2018 roku”. Jego kadencja pierwotnie miała się zakończyć w styczniu 2019 r., a następca ma być wyznaczony w procesie przeprowadzonym przez oddział w Nowym Jorku. Główny wniosek płynący z tej decyzji, to że rośnie niepewność o skład FOMC w 2018 r., a zatem i kształt polityki monetarnej.

Nie oznacza to od razu, że zarysowana we wrześniu perspektywa trzech podwyżek w przyszłym roku jest zagrożona, ale wątpliwe jest, aby rynek w takich warunkach decydował się na wyprzedzające dyskonto zacieśniania monetarnego. Pozostajemy w trybie wyceniania podwyżki stóp procentowych w grudniu (teraz 92 proc.), a dopiero gdy miniemy ten próg, rozpocznie się dyskusja o kolejnym kroku w marcu 2018 r.

Zgodnie z powszechnym przekonaniem RBA utrzymał stopę kasową na 1,50 proc. AUD znalazł przejściowe wsparcie we wzmiankach w komunikacie, że nie dokonano większych zmian w prognozach inflacji i wzrostu. Szczególnie to drugie było pokrzepiające w obliczu ostatnich rozczarowujących danych o CPI. Ale podtrzymanie optymizmu wobec wzrostu przy sygnałach spowolnienia konsumpcji (spadek sprzedaży detalicznej o 0,6 proc. od sierpnia) i niskiej presji płacowej. Ta pewność siebie finalnie wzbudziła wątpliwości rynku i dziś rano AUD/USD osuwa się niżej. Obecnie jedynie dobra postawa miedzi i rudy żelaza (pod wpływem rajdu ropy naftowej) hamuje spadki AUD, ale tło makro wspiera nasz pogląd o kontynuacji zjazdu.

We wtorek inwestorzy nie otrzymają zbyt wiele danych, na których mogliby pracować. Sprzedaż detaliczna z Eurolandu i liczba otwartych procesów rekrutacyjnych w USA będą drugorzędne. Mamy kilka wystąpień przedstawicieli banków centralnych, w tym m.in. Draghiego z ECB, Quarlesa z Fed i Poloza z BoC.

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Po ogłoszeniu nominacji na stanowisko szefa Fed, spodziewanej podwyżce stóp procentowych w USA i zaplanowanych na grudzień wyborach w Katalonii, w tym roku nie powinno się już zdarzyć nic, co znacząco wpłynie na sytuację makroekonomiczną na świecie. Końcówka 2017 roku to czas dla wzrostu akcji.

Sytuacja makroekonomiczna na świecie jest stabilna i nie powinno się to zmienić do końca roku. Po wyborze Jerome’a Powell’a na szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej i spodziewanej w grudniu podwyżce stóp procentowych, nie ma powodów do poważniejszych wahań nastrojów, zwłaszcza na rynkach rozwiniętych (Stany Zjednoczone i Europa). Nowy szef Fed jest uważany za osobę przyjazną Wall Street. Jego dotychczasowe poglądy na temat polityki monetarnej były zbliżone do stanowiska obecnej szefowej Komitetu Janet Yellen. W Europie, nawet  wybory w Katalonii zaplanowane na 21 grudnia, nie powinny mieć wpływu na rynki. Frakcje niepodległościowe osłabiły się i plany odłączenia od Hiszpanii są bardzo mało prawdopodobne.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych od dłuższego czasu systematycznie rozwija się „liniowo”. Europa również wzrasta, choć zdarzają się jej drobne wahania. Kurs dolara rośnie, osłabia się natomiast euro. Jest to wynikiem m.in. polityki monetarnej prowadzonej przez Fed oraz Europejski Bank Centralny.

Optymistyczne prognozy dotyczą też Chin, które po ostatnim zjeździe rządzącej Komunistycznej Partii Chin i umocnieniu swojej władzy, mają plany zostać gospodarką stawiającą na jakość, a nie ilość. Państwo Środka chce być kojarzone nie z tanią siłą roboczą, ale z innowacjami. Mają temu pomóc inwestycje w badania i rozwój, co przełoży się na dokładanie przez Chiny większej wartości dodanej w procesie tworzenia dóbr i usług.

Wskaźniki makroekonomiczne są dobre, a globalne wskaźniki PMI bardzo wysokie. Eksperci Union Investment oceniają obecną sytuację na światowych rynkach na 4 w skali 1-5. Mamy teraz do czynienia z tzw. Goldilocks Environment, czyli optymalnym momentem w cyklu koniunkturalnym dla wzrostu akcji. Sprzyja temu niska inflacja i stopy procentowe oraz stabilny wzrost gospodarczy. To ważny sygnał dla inwestorów, którzy zastanawiają się, w jakich klasach aktywów lokować swoje środki.

 

 

Komentarz: Marek Straszak, doradca inwestycyjny w zespole asset allocation Union Investment TFI

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępy między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

 

Eksport po 8 miesiącach 2017 r. był wyższy r/r o 9,5 proc. (w euro), a import o 11,4 proc. Saldo obrotów towarowych handlu zagranicznego było dodatnie i wyniosło 866,3 mln euro – podał GUS.

Obroty towarowe handlu zagranicznego rosną w 2017 r. znacznie szybciej niż w 2016 r. Po 8 miesiącach ubr. eksport był wyższy r/r jedynie o 1,5 proc. (w euro), a import był niższy niż w tym samym okresie w 2015 r. W ciągu 8. miesięcy 2017 r. nasi eksporterzy zwiększyli  sprzedaż r/r o 9,5 proc., a import wzrósł o 11,4 proc. Dobra koniunktura u naszych głównych partnerów handlowych, czyli w krajach UE, gdzie lokujemy prawie 80 proc. swojej sprzedaży, a także systematyczna odbudowa eksportu do Rosji, daje pozytywne efekty.

Na liście 10 największych importerów produktów z Polski znalazły się w 2017 r. Stany Zjednoczone – w pierwszej połowie roku na 9. lub 10. pozycji (poza lutym), od lipca na 8. pozycji, w tym po sierpniu już z 2,8 proc. udziałem w polskim eksporcie. Można powiedzieć, że odkryliśmy Amerykę. To bardzo dobre informacje, bo rynek USA nie jest łatwy, szczególnie po deklaracji prezydenta D. Trumpa, że amerykańska gospodarka powinna w jak największym stopniu bazować na towarach wytwarzanych u siebie.

Jeśli polscy eksporterzy są tak świetni, to pytanie, dlaczego tak słabo radzą sobie na rynkach krajów rozwijających się. W okresie styczeń-sierpień 2017 r. eksport do tej grupy krajów wzrósł jedynie o 2,2 proc., a udział tego eksportu w eksporcie ogółem obniżył się z 8,2 proc. w tym samym okresie 2016 r. do 7,7 proc. Myślę, że ten słaby trend wzrostu eksportu na rynki krajów rozwijających się rozważać należy w kontekście wysokiej dynamiki konsumpcji na polskim rynku. Możliwe bowiem, że popyt krajowy ogranicza skłonność firm do eksportu na rynki rozwijające się. Pośrednio dowodem jest tu dynamicznie rosnący import. Od początku 2017 r. import nie tylko rośnie znacznie szybciej niż w 2016 r., ale przede wszystkim szybciej niż eksport. A dzieje się tak zapewne z powodu silnie rosnącego w Polsce spożycia indywidualnego (4,8 proc. w 1. połowie 2017 r.). Przedsiębiorcy mają w bardzo wysokim stopniu wykorzystane moce wytwórcze, nie zwiększają inwestycji ze względu na niestabilność regulacyjną i polityczną, a przede wszystkim z powodu braku pracowników. W efekcie nie są w stanie zaspokoić  rosnącej konsumpcji gospodarstw domowych, co kompensowane jest importem towarów. W efekcie eksport netto zmniejsza wzrost polskiej gospodarki – w 2. kwartale 2017 r. aż o 1,5 puntu procentowego.

Dane dotyczące obrotów towarowych handlu zagranicznego wydają się być bardzo dobre – wysoka dynamika eksportu, dodatnie saldo handlowe. Ale jednocześnie pokazują one narastające problemy w innych obszarach – budowanie wzrostu gospodarczego na konsumpcji, słabość inwestycji przedsiębiorstw i jej przyczyny, problemy na rynku pracy. Może warto, aby politycy i rząd przyjrzeli się tym tendencjom, bo szkoda, aby pieniądze z budżetu państwa przeznaczane na cele społeczne zasilały inne gospodarki przez import.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Amerykańska waluta odreagowała ostatnie spadki, w relacji do złotego odrabiając wczoraj wszystkie straty dnia poprzedniego. Dolar znów zyskuje w relacji do euro – w dniu dzisiejszym umocnił się do najwyższego poziomu od połowy sierpnia. W końcówce tygodnia warto będzie obserwować publikację szczegółowych danych z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu (NFP). Dzisiejsze informacje są najistotniejszą “paczką” danych z USA i mają spore znaczenie dla kształtowania się kursu EUR/USD oraz tym samym – mogą mieć wpływ na kurs złotego w relacji do głównych walut.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,29 – 4,31. Wspólna waluta była wczoraj dosyć słaba i znacząco traciła w relacji do dolara amerykańskiego. W parze ze złotym, euro odrobiło z kolei jedynie niewielką część strat z ostatniego dnia. Wczorajsza publikacja “minutek” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego nie przyniosła zbyt wielu nowych informacji, komunikat nie wspierał euro. Dokument potwierdził, że członkowie EBC przeprowadzają wstępne dyskusje na temat kalibracji programu QE, co istotne – wyrażają jednak również obawy o siłę euro.

Z uwagi na brak istotnych informacji ze strefy euro oraz wagę publikacji z USA, uwaga inwestorów w dniu dzisiejszym skupi się na danych z amerykańskiego rynku pracy.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,81 – 4,85. Funt zdaje się negatywnie reagować na spekulacje dotyczące potencjalnych roszad na najwyższych szczeblach władzy w Wielkiej Brytanii – w następstwie nieudanego wystąpienia Theresy May na kongresie Partii Konserwatywnej ponownie pojawiły się informacje o tym, iż część obozu Torysów chce ustąpienia premier.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,65 – 3,68. Dolar amerykański zyskiwał w relacji do głównych walut, pozytywnie reagując na dane gospodarcze i jastrzębie przemówienia członków komitetu decyzyjnego Rezerwy Federalnej.

Co tyczy się danych – wczorajszy odczyt pokazał spadek krajowego deficytu w handlu do najniższego poziomu od początku roku. Tygodniowe dane dotyczące liczba zadeklarowanych bezrobotnych również były lepsze od oczekiwań – liczba wniosków spadła z poziomu 272 tys. do 260 tys. Co zaś tyczy się kwestii przemówień – w ujęciu ogólnym uzasadniały wzrost optymizmu wśród inwestorów. Zarówno Patrick Harker, jak i John Williams w swoich wystąpieniach dosyć optymistycznie wyrażali się o bieżącej sytuacji i zwrócili uwagę na poprawiające się warunki gospodarcze. Konsensus FOMC zakłada jeszcze jedną podwyżkę stóp procentowych do końca roku, a rynek – zgodnie z naszymi oczekiwaniami – również się do tego powoli przekonuje. Szacowane przez rynki prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych do końca bieżącego roku wzrosło i wynosi obecnie około 80%.

W dniu dzisiejszym warto zwrócić uwagę przede wszystkim na najważniejszy, bieżący odczyt makroekonomiczny ze świata, czyli amerykańskie NFP. Inwestorzy spodziewają się, że wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych będzie o około połowę niższy niż średnia z ostatnich miesięcy i wyniesie 90 tys. Niektórzy spekulują, że odczyt może nawet być ujemny – ostatni raz z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2010 r. Tak niskie oczekiwania spowodowane są faktem, iż w okresie pomiarów Stany Zjednoczone nawiedziła seria huraganów, które miały negatywny wpływ na rynek pracy w krótkim terminie, co widać było zwłaszcza po danych dotyczących wzrostu tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych. W kontekście tego, iż odczyt najprawdopodobniej pokaże jednorazową zmianę i nie powie zbyt wiele, inwestorzy mogą zwracać większą uwagę na pozostałe dane, zwłaszcza na dynamikę płac, która – w kontekście m.in. niskiego bezrobocia – zdaniem części ekonomistów ma potencjał do wzrostu i wspierania dynamiki cen. Pozytywne informacje w tym zakresie mogłyby przyczynić się do silniejszego dolara. Sam wzrost prawdopodobieństwa tego, że ceny będą rosły powinien wspierać rynkowe oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Ostatnie wybory do Bundestagu nie wywołały tak wielu emocji jak ubiegłoroczne referendum ws. Brexitu, czy też tegoroczne wybory prezydenckie we Francji. Zwycięstwo CDU/CSU wydawało się być formalnością. Pewnym zaskoczeniem może być bardzo dobry wynik ultraprawicowej AFD, choć w gruncie rzeczy ten wpisał się w obecne trendy polityczne w Europie. Angela Merkel ponownie zostanie kanclerzem Niemiec. Tym razem jednak stoi przed nią nie lada wyzwanie, bowiem w związku z brakiem chęci SPD do utworzenia koalicji, pani kanclerz będzie musiała porozumieć się z FDP i Zielonymi (tzw. koalicja jamajska). Tymczasem różnice w poglądach niniejszych ugrupowań w pewnych kwestiach są bardzo wyraźne. Co to oznacza dla Polskiej gospodarki?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się być krótka: niewiele. W kwestiach gospodarczych raczej nie należy oczekiwać jakichkolwiek zmian. Kondycja polskiej gospodarki w bardzo istotnym stopniu zależy od koniunktury w Niemczech, co wynika z bogatych relacji handlowych oraz z licznych powiązań kapitałowych w sferze prywatnej między oboma krajami. W dobie globalizacji oraz Unii Europejskiej niniejsze zależności nie znikną, zwłaszcza że Angela Merkel znana jest jako osoba szczególnie wspierająca niemiecki biznes. Co więcej warto dodać, że polski wątek w niemieckiej kampanii wyborczej był naprawdę znikomy w przypadku niemal wszystkich ugrupowań, toteż nie należy oczekiwać jakiś diametralnych zmian w niemieckiej polityce wobec Polski.

Można wskazać obszar, w którym wyniki wyborów wydają się być korzystne z perspektywy Polski. Nowa koalicja może okazać się siłą przeciwko postulatom Emmanuela Macrona dotyczących dalszego kształtu polityki europejskiej. Prezydent Francji chce przyspieszyć integrację UE oraz jest zwolennikiem Europy wielu prędkości. To dobra wiadomość dla Polski, która póki co nie kwapi się do przyjęcia euro oraz jest największym beneficjentem wspólnego budżetu UE.

Z drugiej strony, potencjalną koalicję jamajską należy postrzegać jako zdecydowanie proimigrancką. Do tej pory polska niechęć do przyjmowania uchodźców uchodziła na sucho naszym władzom. Jednak niewykluczone, że stosunek Niemiec w tej kwestii może się zaostrzyć, a to nieco mniej dobre wiadomości dla polskiego rządu, który przyjmuje postawę antyimigrancką. Warto poruszyć także temat reparacji wojennych, o którym ostatnio dosyć głośno. W tym aspekcie, niezależnie od wyników niemieckich wyborów sprawa jest jasna – nasi zachodni sąsiedzi zrobią wszystko, aby nie wypłacić tych odszkodowań.

Inną istotną kwestią jest wątek naruszania praworządności w Polsce. Niemcy mają sporo do powiedzenie w tym temacie w organach unijnych. Póki co, aspekt ten nie ciążył w szczególny sposób złotemu, czy też polskim obligacjom. Jednak dla Angeli Merkel wartości unijne i demokratycznie są bardzo ważne. Choć w ostatnich tygodniach niniejszy temat znajdował się na drugim planie, to po wyborach może ponownie zyskać na znaczeniu, tym bardziej jeżeli spór o reformę polskiego sądownictwa nie zostanie rozwiązany.

Mimo wszystko wyniki do Bundestagu należy ocenić pozytywnie z polskiej perspektywy, zwłaszcza że dodatkowo nie należy oczekiwać zmian w niemieckiej polityce zagranicznej. Oczywiście nie można wykluczyć, że potencjalna koalicja jamajska nie zostanie zawiązana, a to w przypadku podtrzymania decyzji o przejściu SPD do opozycji będzie oznaczało kolejne wybory. Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny w dojrzałych i stabilnych politycznie Niemczech. Dlatego też wiele wskazuje na to, że nasi zachodni sąsiedzi rozpoczną nowy etap, bowiem w Bundestagu pojawi się silna opozycja. To zapewne nieco utrudni pracę Angeli Merkel, która powinna potraktować zakończone właśnie wybory jako lampkę ostrzegawczą – następnym razem, gdy Niemcy pójdą do urn wyborczych o zwycięstwo CDU/CSU może być jeszcze trudniej.

 

 

Autor: Adrian Apanel, MM Prime TFI S.A.

Polska waluta podążyła śladem euro i traciła w relacji do głównych walut, notując jedynie niewielką zmianę w relacji do wspólnej waluty. Na złotym istotnie nie zaważyła informacja o publikacji projektów ustaw prezydenckich dotyczących zmian w SN i KRS oraz późniejsze wycofanie się prezydenta ze zmian w Konstytucji. PLN reagował natomiast m.in. na pogorszenie sentymentu wobec walut EM i “ucieczkę od ryzyka” co najbardziej widoczne było na parze CHF/PLN, która reagując na kolejne słowne starcia USA z Koreą Północną na przestrzeni kilku godzin zyskała ponad 1%, odrabiając praktycznie wszystkie straty z ubiegłego tygodnia.

Interesującą w kontekście rynku surowców informacją jest wczorajsza zmiana cen ropy. Za ostatni wzrost cen kontraktów na ropę Brent o około 3,5% odpowiadał nierosnący popyt, a obawa o podaż surowca związana z referendum w irackim Kurdystanie. Właśnie z uwagi na nie prezydent Turcji, Recep Erdogan w poniedziałek zagroził, iż odetnie rurociąg transportujący surowiec z północnego Iraku, na którego terenie znajduje się Kurdystan. Produkcja na tym terenie stanowi około 10-20% produkcji ropy naftowej kraju, który jest drugim największym eksporterem kartelu OPEC.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,26 – 4,28. Euro traciło jednak w relacji do głównych walut, czemu nie sprzyjał m.in. wynik wyborów w Niemczech oraz dosyć gołębia retoryka ze strony reprezentantów Europejskiego Banku Centralnego. We wczorajszej wypowiedzi Mario Draghi poinformował, że EBC nie może pozwolić sobie na zbyt pochopne ruchy w kwestii polityki monetarnej. W podobnym tonie wypowiadał się również inny członek jego kolega z Rady, Benoit Coeure. Dane makroekonomiczne również nie dały powodu do umocnienia euro. Odczyt indeksu Ifo, opisujący nastroje biznesu w Niemczech był nieco niższy od oczekiwań. Indeks spadł z poziomu 115,9 do 115,2. Konsensus zakładał, że wskaźnik wzrośnie i osiągnie poziom 116. Wtorek nie będzie obfity w istotne informacje ze strefy euro, warto jednak zwrócić uwagę na popołudniowe przemówienie Petera Praeta z EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,82 – 4,87. Brak nowych informacji sprawił, że funt reagował przede wszystkim na zmiany cen głównych walut, umacniał się w parze z euro i tracił w relacji do silniejszego dolara. W ciągu najbliższych sesji nie poznamy żadnych istotnych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,58 – 3,62. Dolar zyskiwał wczoraj na słabości euro oraz walut emerging markets. Inwestorzy zdają się również optymistycznie reagować na jastrzębie głosy z FOMC, przywiązując mniejszą uwagę do innych, niekoniecznie entuzjastycznych komentarzy.

Pierwszy z reprezentantów banku centralnego William Dudley poinformował, iż spodziewa się wzrostu i stabilizacji inflacji w okolicy celu banku centralnego. Zwrócił również uwagę na polepszającą się sytuację gospodarczą w USA, która uzasadnia zacieśnianie polityki monetarnej. Charles Evans, kolejny członek FOMC podkreślił, że chciałby, aby przed podwyżkami stóp procentowych doszło do wzrostu dynamiki cen. Neel Kashkari, czyli najbardziej zagorzały “gołąb” FOMC z kolei powtórzył, iż jego zdaniem nie należy przyspieszać podwyżek stóp procentowych. Dziś przemawiać będzie kilku innych reprezentantów banku centralnego, m.in. Loretta Mester, Lael Brainard oraz prezes Janet Yellen. Oprócz tego poznamy nowe dane z rynku nieruchomości oraz wskaźnik Conference Board opisujący nastroje konsumentów.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

W dniu dzisiejszym szefowa rządu Wielkiej Brytanii wygłosi istotne przemówienie we Florencji. Miejsce nie jest przypadkowe – po pierwsze, jego wybranie świadczy o geście premier May w stronę europejskich partnerów, po drugie – Florencja jest historycznym miastem handlowym, które może symbolizować rozwój relacji Wielkiej Brytanii i kontynentalnej Europy.

Przemówienie prawdopodobnie będzie dotyczyć kwestii rozliczeń finansowych z Unią Europejską, “okresu przejściowego” oraz pozostania w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Słowa May będą odpowiedzią na oskarżenia strony europejskiej, że rząd w Wielkiej Brytanii porusza się bez planu, broniąc się ogólnikami.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,27 – 4,29. Opublikowany we wczorajszym dniu biuletyn ekonomiczny EBC wymienia kurs wymiany [euro] jako źródło niepewności. Wczorajsza wypowiedź prezesa Europejskiego Banku Centralnego skupiała się przede wszystkim na kwestię “złych kredytów”, które cały czas ciążą niektórym europejskim bankom.

Dzisiejsze, wstępne dane PMI dla krajów strefy euro we wrześniu, w pierwszych godzinach handlu pozwoliło wspólnej walucie na kontynuowanie trendu wzrostowego w relacji do dolara. Indeks dla przemysłu osiągnął najwyższy poziom od 2011 r. – 58,2. Wskaźnik dla usług wzrósł do poziomu 55,6, oba wskaźniki pokazały wyniki lepsze od oczekiwań konsensusu. W dzisiejszej wypowiedzi Mario Draghi powtórzył, że system finansowy jest bardziej bezpieczny niż przed ostatnim kryzysem, a decydenci nie widzą obecnie zagrożeń dla jego stabilności. Prezes EBC zwrócił jednak uwagę na coś istotnego w kontekście polityki monetarnej, informując, iż inflacja nadal nie znajduje się na poziomie oczekiwanym przez bank centralny, czym mógł chcieć ostudzić nieco optymizm inwestorów, którzy nadal w celach spekulacyjnych kupują wspólną walutę – euro odrobiło niemal wszystkie straty, których doświadczyło po ostatnim spotkaniu FOMC.

Poza wspomnianymi indeksami PMI w dniu dzisiejszym warto zwrócić uwagę na przemówienia członków EBC, które będą odbywały się na przestrzeni całego dnia.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,84 – 4,87. Dzisiejszy indeks CBI opisujący trendy przemysłowe we wrześniu pokazał spadek z poziomu 13 do 7. Po publikacji danych inwestorzy kontynuowali wyprzedaż funta w relacji do głównych walut. Dzisiejsze spadki na brytyjskiej walucie są jednak prawdopodobnie związane bardziej ze wspomnianym, wieczornym przemówieniem Theresy May dotyczącym Brexitu i siłą euro.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,58 – 3,60. Wczorajsze dane z USA potwierdzają, że negatywne skutki przechodzących nad USA huraganów – przynajmniej w kontekście rynku pracy – mogą być niższe niż zakładano. Tygodniowy odczyt liczby zadeklarowanych bezrobotnych okazał się znacznie niższy od założeń na i wyniósł 259 tys. Indeks FED z Filadelfii również pozytywnie zaskoczył. Wrześniowy odczyt pokazał wzrost z poziomu 18,9 do 23,8. Mimo pozytywnych danych dolar kontynuował trend spadkowy w relacji do euro i złotego.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Wczorajszy dzień przyniósł osłabienie polskiej waluty w relacji do euro i dolara. Złoty, podobnie jak główne waluty zyskiwał z kolei w parze z funtem, który musiał oddać część zysków po zeszłotygodniowym umocnieniu.

W kontekście informacji z naszego kraju warto zwrócić uwagę na opublikowane wczoraj dane z rynku pracy. Zgodnie z szacunkami, dynamika płac w sektorze korporacyjnym przewyższyła oczekiwania i wzrosła w sierpniu o 6,6% w ujęciu rocznym. Tempo wzrostu zarobków było najwyższe od ponad 5 lat, ostatni raz tak dobry wynik zanotowano w styczniu 2012 r. Zatrudnienie rosło o 4,6% w porównaniu z ubiegłym rokiem, tempo było zgodne z oczekiwaniami konsensusu.

W dniu dzisiejszym poznamy kolejne dane z polskiej gospodarki, z których najistotniejszymi będą odczyty krajowej produkcji przemysłowej oraz – przede wszystkim – sprzedaży detalicznej. Konsensus zakłada, że odczyty będą zbliżone do tych z ostatniego miesiąca.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,27 – 4,29. Wczorajsze, zaktualizowane dane dotyczące inflacji ze strefy euro pokazały odczyty zgodne ze wstępnymi szacunkami. Dzisiejsza publikacja indeksu ZEW opisującego nastrój ekonomiczny  w największej europejskiej gospodarce pokazuje utrzymanie się optymizmu, indeks dla Niemiec we wrześniu wzrósł z poziomu 10 do 17. Ekonomiści spodziewali się, że skala wzrostu sięgnie zaledwie 2,5 punktów. Indeks bieżących warunków gospodarczych również pozytywnie zaskoczył, z kolei wskaźnik ZEW dla krajów strefy euro był minimalnie niższy od oczekiwań, jednak urósł w porównaniu z poprzednim miesiącem.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,83 – 4,87. Brytyjska waluta traciła na przestrzeni całego dnia, osłabiając się zwłaszcza w następstwie wypowiedzi prezesa Banku Anglii. Mark Carney tak naprawdę nie poinformował o niczym nowym, zwracając uwagę na możliwą potrzebę podwyżek stóp procentowych w kontekście – związanej z Brexitem – wyższej inflacji. Oczekiwania względem działań banku centralnego są już jednak w pewnym stopniu zawarte w cenie brytyjskiej waluty, rynek szacuje prawdopodobieństwo, że do podwyżki stóp dojdzie już w listopadzie na około 65%.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,57 – 3,60.  Wczorajszy dzień był jednym ze spokojniejszych dla kursu EUR/USD. Na zmiany wyceny dolara specjalnie nie wpłynęło ani przemówienie Donalda Trumpa, ani drugorzędne dane gospodarcze. W dniu dzisiejszym poznamy serię danych z amerykańskiego rynku nieruchomości w sierpniu, m.in. zezwolenia na budowę oraz liczbę rozpoczętych projektów konstrukcji domów. Późnym popołudniem przemawiać będzie również Donald Trump.

 

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Tytuł najbardziej interesującej waluty ostatniego tygodnia bez wątpienia przypada funtowi brytyjskiemu. Od jakiegoś czasu wspominaliśmy, iż naszym zdaniem rynki finansowe niedoszacowują prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Wydarzenia ostatnich dni potwierdziły nasze obawy. Komitet decyzyjny Banku Anglii (MPC) w zdecydowany sposób zmienił swoją retorykę i wzmocnił rynkowe oczekiwania względem podwyżki stóp procentowych, do której dojść może już podczas najbliższego spotkania w listopadzie. Funt brytyjski doświadczył największej tygodniowej aprecjacji od lat, umacniając się o ponad 3% w relacji do ważonego koszyka walut.

Z informacji z ostatnich kilku dni warto zwrócić uwagę również na dane inflacyjne ze Stanów Zjednoczonych, które przyczyniły się do wzrostu prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w USA przed końcem roku i utrzymywały kurs EUR/USD  poniżej psychologicznego poziomu 1,20.

Bieżący tydzień będzie zdominowany przez spotkania banków centralnych. Kluczowym wydarzeniem będzie spotkanie amerykańskiej Rezerwy Federalnej do którego dojdzie w środę. Istotne będą również m.in. posiedzenia Banku Japonii, Norges Banku, Banku Indonezji oraz banku centralnego RPA.

PLN

Polska waluta zakończyła ubiegły tydzień spadkami, reagując zarówno na zmiany na głównych parach walutowych, jak i na informacje dotyczące Polski. Złotemu nie sprzyjała aprecjacja funta brytyjskiego oraz umocnienie dolara na początku tygodnia. W polską walutę uderzyły również informacje o tym, iż rozpoczęto kolejny etap procedury Komisji Europejskiej w kontekście ustawy o sądach powszechnych. Świat ekonomiczny dodatkowo zaskoczyła wypowiedź jednego z członków RPP – Eryka Łona – który informował o możliwej potrzebie obniżki stóp procentowych w Polsce. Z uwagi na swoją niecodzienność, bieżącą sytuację gospodarczą kraju oraz na dość jednoznaczne stanowisko całego ciała decyzyjnego RPP (pomimo ostatnio rysujących się różnic) komentarz w tej kwestii można potraktować z przymrużeniem oka. Dane z kraju jednak również nie zachwyciły – sierpniowy odczyt pokazał spadek (i tak słabej) inflacji bazowej do poziomu 0,7% r/r, tym samym dynamika cen bazowych była najniższa od czterech miesięcy.

W bieżącym tygodniu inwestorzy skupią się przede wszystkim na wydarzeniach w USA, na początku tygodnia poznamy jednak kilka interesujących odczytów z polskiej gospodarki, wśród których znajdą się m.in. informacje o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej.

GBP

Wyraźna zmiana retoryki brytyjskiego MPC podczas czwartkowego spotkania nie była jednorazowa. W piątek jeden z członków komitetu decyzyjnego – Gertjan Vlieghe – poinformował, że ewolucja danych sugeruje, że dochodzimy do momentu w którym stopy procentowe mogą wzrosnąć. Był on jednym z bardziej gołębich członków, a jego “zwrot w jastrzębią stronę” jest bardzo znaczący. Jest wysoce prawdopodobne, że podczas kolejnego spotkania Banku, które odbędzie się w listopadzie co najmniej pięciu członków MPC opowie się za podwyżką, tym samym po raz pierwszy od dziesięciu lat zostałyby podniesione stopy procentowe.

Funt na informacje zareagował bardzo pozytywnie. W obecnej chwili rynki wyceniają prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w listopadzie na około 60%. Wierzymy, że wzrost prawdopodobieństwa podwyżek do 100% oraz ewentualne zacieśnienie polityki monetarnej sprawiają, że funt ma jeszcze pole do umocnienia, zwłaszcza w relacji do euro.

EUR

Jedyną istotną informacją ze strefy euro z ubiegłego tygodnia był raport opisujący sytuację w sektorze przemysłowym, który pokazał, że sektor rośnie w oczekiwanym, stabilnym tempie 3,2% w ujęciu rocznym. Wspólna waluta reagowała jednak przede wszystkim na informacje z innych stron świata, próbując przebić poziom 1,20 oraz tracąc z uwagi na dobre dane inflacyjne z USA.

Bieżący tydzień również powinien być dosyć spokojny. Jedyne istotne informacje opisujące aktywność biznesu – indeksy PMI dla strefy euro – opublikowane zostaną w poniedziałek rano. Znacznie bardziej istotna dla trendu euro będzie komunikacja ze strony Rezerwy Federalnej, do której dojdzie w środę wieczorem. Jeśli “dots plot” (oczekiwania członków komitetu decyzyjnego co do poziomu przyszłych stóp procentowych) w dalszym ciągu będzie wskazywał na stopniowe podwyżki stóp procentowych na przestrzeni kolejnych dwóch lat, euro pod koniec tygodnia może znaleźć się pod presją.

USD

Mieszane dane ze Stanów Zjednoczonych sprawiły, że dolar w relacji do głównych walut pozostał na poziomie zbliżonym do tego z początku tygodnia. Sierpniowe dane inflacyjne opublikowane w czwartek przypomniały rynkom finansowym, że nadal istnieje szansa na grudniową podwyżkę stóp procentowych. Jednakże, piątkowe dane dotyczące sprzedaży detalicznej przyczyniły się do tego, że dolar powrócił do poziomu z początku tygodnia. Nie jest jasne, w jakim stopniu do słabości dolara przyczynił się huragan Harvey, który wyrządził spore szkody w Teksasie.
Spotkanie Rezerwy Federalnej, jak zawsze jest kluczowe. Nie spodziewamy się zmian stóp procentowych. Najważniejszą informacją będzie to, jak członkowie FOMC zareagują na ostatnią poprawę dynamiki cen i w jaki sposób przełoży się do na ich oczekiwania w kwestii stóp procentowych w przyszłości.

 

Autor; Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude  Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

– Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji – mówi Kinga Grafa,  dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker  przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem  BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich. Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe.  – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE – podkreśla Kinga Grafa.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęcił decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

 

Upatrzona w niemieckim sklepie konsola do gier, która miał być prezentem urodzinowym, nie dotarła na czas. Perfumy z Francji nie przypominają z wyglądu tych wystawionych na stronie. A w sprowadzonym z Włoch rowerze szwankują przerzutki. Jak powinien zareagować klient z Polski, gdy internetowe zakupy w jednym z państw UE skończyły się fiaskiem?

Większy wybór towarów, szybszy dostęp do nowości, modele nieosiągalne w Polsce, przekonanie o wyższej jakości produktów, czasami także niższe ceny – chociaż różnią się motywy kupujących, to układają się w zbieżny trend: coraz więcej Polaków korzysta z usług zagranicznych sklepów internetowych. Nie zniechęca nas wyższy koszt przesyłki ani dłuższy okres oczekiwania na realizację zamówienia. Z raportu pt. “E-commerce in Europe” wynika, że w ub.r. na całym Starym Kontynencie liczba amatorów e-zakupów poza granicami kraju najdynamiczniej zwiększyła się (r/r) właśnie w Polsce.

Wolne od cła

Kupując przez internet, w teorii nie trzeba zwracać uwagi na granice. Jednak w praktyce sytuacja wygląda inaczej. E-zakupy w unijnych państwach są o tyle przejrzyste, że tu w ogóle nie występuje kwestia opłat celnych. Tymczasem okazyjne oferty z azjatyckich lub amerykańskich sklepów mogą dotrzeć do Polski już w nieco mniej atrakcyjnych cenach. I nie chodzi tu o droższy transport, tylko o cło.

W ogóle nie trzeba się tym przejmować, o ile wartość towaru nie przekracza 22 euro. Wówczas przesyłki nie podlegają dodatkowym opłatom. Przy droższej zawartości paczki sprawa robi się bardziej skomplikowana. Rolę odgrywa nie tylko cena zamówionych przedmiotów, lecz także ich przeznaczenie. Np. smartfony, konsole do gier i aparaty fotograficzne obejmuje zerowa stawka cła. To nie koniec zasad. Przesyłki warte mniej niż 150 euro nie podlegają ocleniu, lecz mogą zostać objęte 23-procentowym VAT-em. Kiedy zaś wartość nie przekracza 45 euro, można także uniknąć opodatkowania.

Maksymalnie 30 dni

Sprzedawcy w każdym z unijnych krajów zobowiązują się do zachowania 30-dniowego terminu na wywiązanie się z zamówienia. W takim limicie czasowym paczka powinna dotrzeć do klienta. Wyjątek od tej reguły następuje tylko po indywidualnym ustaleniu z klientem, że doręczenie wybranego towaru potrwa dłużej.

Co jeśli handlowiec nie dotrzyma słowa? Wówczas zamawiającemu przysługuje prawo do odstąpienia od umowy. Tzn. może nie przyjmować zamówionego produktu, żądając zwrotu przelanych pieniędzy. Podobny przywilej przysługuje każdemu, kto zostałby zaskoczony finalną kwotą transakcji. Prawo zobowiązuje bowiem sprzedających, by klarownie informowali o cenach artykułów i kosztach dostawy. Kupujący, o ile wyrażą taką wolę, akceptują wszelkie ew. dodatkowe opłaty (np. za ekspresową wysyłkę lub dodatkowe opakowanie), zanim odbiorą towar. Jeśli tego nie zrobią, powinni domagać się zwrotu pieniędzy za tzw. ukryte składowe części kosztów zamówienia.

Kto zapłaci za zwrot?

Klient musi się liczyć z drobnymi konsekwencjami, jeśli nie odbierze zamówionego towaru, który dotarł w określonym terminie. Firma handlowa najprawdopodobniej obciąży kupującego stawką za przesyłkę zwrotną.

Jednak każdą zakupioną przez internet rzecz na terenie UE można odesłać do sprzedawcy bez zagłębiania się w przyczyny, tyle że wtedy kupujący także na ogół bierze na siebie koszt wysyłki zwrotnej. “Na ogół” – ponieważ czasami oferty handlowe zawierają opcje darmowego odesłania towaru. Taki zapis staje się oczywiście wiążący, a przy tym bardzo korzystny dla klienta.

Wymagana zgodność koloru, modelu, wyglądu

Nie tylko cena, lecz także opis, jakość wykonania, rodzaj użytych materiałów, kolor, wygląd, rozmiar, ew. typ, model, parametry techniczne itp. – po prostu wszelkie podane na stronie internetowej informacje zobowiązują sprzedawców, aby wysłali klientom produkty tożsame z charakterystyką zawartą w ofercie. Kiedy zaś dojdzie do pomyłki sprzedawcy, klientowi przysługuje tytuł, by żądać wymiany lub naprawy zamówionego towaru. Sprzedający nie tylko musi dostarczyć to, co zaoferował, lecz także odpowiada za ew. wadliwość produktów aż do chwili, w której doręczy zamówienie. Jeżeli wymiana lub naprawa – z różnych przyczyn – nie wchodzi w grę, wówczas nabywcy przysługuje zwrot pieniędzy.

Gdyby do uszkodzenia towaru doszło w transporcie, konsekwencje znów spadają na handlowca, jednak nie w każdym wypadku. Wyjątek może stanowić sytuacja, w której klient zdecydował się na usługi innego przewoźnika niż zalecanego w ofercie. Roszczenia za zniszczenia w trakcie dostawy kupujący musi wtedy kierować do wybranej przez siebie firmy.

Liderzy rynku

Europejczykom trudno równać się z azjatyckimi i amerykańskimi gigantami pokroju: alibaba.com, aliexpress.com czy amazon.com. Tym niemniej każdy rynek ma swoich liderów i potentatów. Na Starym Kontynencie mnóstwo klientów korzysta z usług amazon.co.uk, amazon.de, eBay.co.uk, eBay.de – czyli brytyjskich i niemieckich kuzynów wywodzących się z USA kolosów. Należy przy tym odróżnić sklepy od serwisów aukcyjnych, a na tych drugich można napotkać zarówno oferty sklepów, jak i aukcje np. używanych rzeczy od ich prywatnych właścicieli. Ludzi, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej i sprzedają swoje używane np. ubrania, telefony czy rowery też obowiązuje odpowiedzialność za jakość towaru i dostarczanie produktów zgodnych z opisem, bez ukrytych wad. Sytuacja kupującego zmienia się jednak o tyle, że traci prawo do bezpodstawnego zwrotu zakupionej rzeczy.

Daleko za Brytyjczykami, ale grubo przed Rumunią i Bułgarią

Czy Polacy robią zakupy w sieci? – Można zażartować, że w naszym kraju taka forma nabywania towarów jest w niemal w połowie powszechna – odpowiada Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Wg Eurostatu w ub.r. 42 proc. naszych rodaków zdecydowało się na jakikolwiek e-zakup – dodaje analityk Cinkciarz.pl. – To ponad dwa razy więcej niż w 2008 r., kiedy ten odsetek wynosił 18 proc.

W Unii Europejskiej nie należymy jednak do liderów internetowego kupowania, dla równowagi nie ma nas także wśród autsajderów. – Według tych samych statystyk, jesteśmy poniżej unijnej średniej, która wynosi 55 proc. Największy odsetek kupujących przez internet jest w Wielkiej Brytanii, w 2016 r. wynosił on 83 proc., czyli prawie dwa razy więcej niż w Polsce. Nieco mniejszy odsetek zanotowano w Danii – 82 proc., Luksemburgu czy Norwegii – po 78 proc. – wymienia analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Na drugim biegunie z kolei znajdowała się Rumunia z 12 proc. ludności, która dokonała zakupu przez internet w 2016 r. To dokładnie taki sam odsetek, jaki odnotowano w Polsce, ale w 2006 r. W ub.r. tylko nieco lepiej pod tym względem wyglądała w UE Bułgaria, która charakteryzowała się 15-procentowym odsetkiem kupujących przez internet – dodaje Bartosz Grejner z Cinkciarz.pl.

 

 

Źródło: Cinkciarz.pl

Końcówka 2017 roku będzie bardzo intensywnym okresem w polityce pieniężnej. W tym samym czasie gdy ECB zacznie wygaszać program ilościowego luzowania, Rezerwa Federalna rozpocznie proces stopniowego ograniczania sumy bilansowej. Pomimo tak istotnych kroków i bezprecedensowych wydarzeń na bardzo bliskim horyzoncie, na corocznym sympozjum w Jackson Hole, Yellen i Draghi nabrali wody w usta i nie odnosili się do perspektyw polityki monetarnej.

Oboje wzięli za to na celownik zamierzenia Donalda Trumpa i podkreślali znaczenie i pozytywny wpływ rozbudowanych regulacji sektora finansowego na stabilność sektora. Po stronie dolara za rozczarowanie zostało uznane podkreślanie przez Yellen, że przy właściwych regulacjach i narzędziach makroostrożnościowych, Fed nie musi brać pod uwagę wyceny aktywów przy ustalaniu głównych parametrów polityki. Jednoczesny brak nawiązania do rekordowo luźnych warunków finansowych został zinterpretowany jako niema deklaracja, że FOMC nie przyśpieszy cyklu zacieśniania ze względu na sytuację na tym polu. Zabrakło „mięsa”, więc inwestorzy skupili się na niuansach.

Eurodolar wyszedł najpierw z przedziału wahań 1,1680 – 1,1850, a następnie ponad 1,19. Już na dzisiejszej sesji azjatyckiej kurs ustanawiał maksima ponad 1,1950. Wyjście ponad szczyt z początku sierpnia otworzyło drogę w kierunku 1,20. W tych okolicach wypada modelowy zasięg ruchu po opuszczeniu dominującego przez kilka tygodni przedziału wahań.

Reakcja inwestorów doskonale oddaje sentyment panujący względem głównych walut. Brak nowych informacji to zła informacja dla dolara. Brak nowych informacji to dobra informacja dla euro. Rada Prezesów ECB nie gasi (naszym zdaniem zbyt wielkiego) entuzjazmu panującego wokół perspektyw wspólnej waluty wynikającego z silnego wzrostu i nieodzownej zmiany kursu w polityce monetarnej. Zachowanie euro to także dobitny sygnał dla decydentów, że jeśli faktycznie są zaniepokojeni siłą waluty, to sama wstrzemięźliwość w komunikacji z rynkiem to za mało by zatrzymać aprecjacyjny trend.

Wracając do dolara: informacje z sympozjum w Jackson Hole nie stanowią naszym zdaniem jakiejkolwiek przesłanki by sprzedawać amerykańską walutę. W przestrzeni G-10 znaczny potencjał do zniżek widzimy w przypadku GBP/USD. Funt pozostanie słaby pod wpływem napięć na scenie politycznej i tarć na linii Londyn – Bruksela. USD/JPY pozostaje w przedziale wahań ponad kluczowym wsparciem 108,80. W tym tygodniu uwaga uczestników rynku będzie skierowana nie tylko na dane (przede wszystkim wstępna inflacja z Eurolandu za sierpień i amerykański rynek pracy), ale również na amerykańską politykę. Kongres musi w ekspresowym tempie podwyższyć limit zadłużenia i umożliwić pozyskanie finansowania administracji rządowej. Kongres zbiera się po wakacyjnej przerwie po raz pierwszy 5 września i ma czas na wdrożenie nowej legislacji tylko do końca przyszłego miesiąca. Jakiekolwiek oznaki pogłębiania się podziałów i niezgody pomiędzy republikańskimi kongresmenami a administracją Trumpa będą negatywnym sygnałem dal ryzykownych aktywów i USD.

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Wzrost gospodarczy na świecie jest w tym roku naprawdę imponujący. A co ważniejsze, rozkłada się równomiernie pomiędzy różne regiony globu. Taka sytuacja nie miała miejsca już od dawna. W II kwartale br. gospodarka USA rozwijała się w tempie 2,6% rok do roku. Dynamiczny, 2,2 proc. wzrost PKB w tym okresie odnotowała też strefa euro. Motorem koniunktury są, poza Niemcami, także Holandia, Francja, Włochy czy Hiszpania. Świetnie spisują się też gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej – rumuńska, czeska, polska, węgierska i słowacka. W Polsce PKB w II kwartale br. wzrósł o 3,9% rok do roku.

W tak dobrym otoczeniu makroekonomicznym spadki cen akcji mniejszych spółek z GPW (które powinny korzystać na dobrej koniunkturze) mogą nieco zaskakiwać. Tym bardziej, że zagraniczni inwestorzy giełdowi grają obecnie pod scenariusz Emerging Markets (w tym Polska) versus rynki rozwinięte.

Oczywiście jest kilka czynników, które wywierają niekorzystny wpływ na giełdowe „misie”.  Jednym z nich jest wzrost kosztów pracy. Chociaż wynagrodzenia w Polsce rosną wolniej od oczekiwań i w porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej (w lipcu br. +4,9% r/r), to w pewnym stopniu odbijają się na wynikach finansowych firm. Na niekorzyść polskich spółek eksportowych działa dodatkowo silny złoty, który od początku roku umocnił się do euro o kilka procent. Ma to duże znaczenie, ponieważ sprzedaż do krajów Unii Europejskiej stanowi około 80% wartości polskiego eksportu.

Jednakże – pomimo spadku marż i nieco niższych zysków wypracowanych przez giełdowe spółki w ostatnim kwartale –  nie ma mowy o tragedii czy zapaści. Wręcz przeciwnie.

Ceny akcji pod presją wygórowanych oczekiwań

Co więc sprawia, że w notowaniach indeksów sWIG80 i mWIG40 dominuje kolor czerwony? Wydaje się, że nieco gorsze wyniki finansowe spółek, które nie są w stanie sprostać rozbuchanym oczekiwaniom analityków i samych inwestorów. Do tego dochodzą nieco „wyschnięte” źródła popytu na akcje mniejszych spółek. Najwięksi zagraniczni inwestorzy kupują praktycznie tylko spółki z WIG20. Z kolei „misie” są w spektrum zainteresowania głównie lokalnych graczy. W obliczu niewielkich napływów do funduszy akcji małych i średnich spółek oraz niższej aktywności OFE brakuje impulsu, który przełamałby tę słabość.

Mimo to nadal wierzymy, że silne ożywienie gospodarcze prędzej czy później przełoży się na wzrost przychodów i zysków spółek notowanych na GPW. Wraz z lepszymi raportami kwartalnymi powinien powrócić apetyt inwestorów na mniejsze spółki. Szczególnie, że ceny polskich akcji nie są wygórowane (w pobliżu długoterminowych średnich) i w tym cyklu koniunkturalnym istnieje jeszcze pole do ich dalszych wzrostów – bez ryzyka oderwania wycen spółek od fundamentów.

 

Autor: Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI

Jeszcze do niedawna akcje spółek notowanych na giełdach Europy Zachodniej cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów. Układ sił na inwestycyjnej mapie świata zmieniło nagłe umocnienie euro do dolara i wzrost kursu EUR/USD powyżej 1,15 (najwyższego poziomu od dwóch lat). Inwestorzy zaczęli wycofywać kapitał z europejskich akcji, ponieważ mocne euro szkodzi europejskim eksporterom, a szczególnie Niemcom – gospodarczej potędze strefy euro.

W obliczu silnej aprecjacji wspólnej waluty, argumenty przemawiające za inwestowaniem w zachodnioeuropejskie akcje zeszły na drugi plan. Inwestorów nie przekonują obecnie ani rosnące zyski wielu spółek notowanych w indeksie STOXX Europe 600, ani świetna – najlepsza od kilku lat – sytuacja gospodarcza w krajach strefy euro. Nakazuje to ostrożniejsze niż dotychczas podejście do inwestycji w akcje spółek notowanych na giełdach Europy Zachodniej. Przynajmniej na jakiś czas.

Burzę w strefie euro można przeczekać na giełdach w „Nowej Europie”

Podczas gdy zachodnioeuropejskie indeksy giełdowe zmagają się z przeceną, bardzo dobrze radzą sobie giełdy w krajach „Nowej Europy” – szczególnie giełda turecka. W tym roku fundusze akcji tureckich zyskały już średnio kilkanaście procent. A ich zyski byłyby jeszcze wyższe, gdyby nie postępująca erozja tureckiej waluty. Od stycznia lira osłabiła się do złotego o prawie 14,5% proc. W efekcie, chociaż w lokalnej walucie indeks BIST 100 zyskał około 37 proc., po przeliczeniu na złote wzrósł „tylko” o około 17,5 proc. To jednak i tak dużo, a dopóki globalny sentyment do rynków wschodzących będzie się utrzymywał, dopóty tureckie akcje powinny dalej rosnąć. Jest tylko jeden haczyk – Turcja jest rynkiem bardzo ryzykownym.

Jeśli inwestujemy w akcje i zdecydujemy się przeczekać burzę w strefie euro na rynkach naszego regionu, warto rozważyć stabilniejsze opcje. Takim rozwiązaniem będą fundusze akcji „Nowej Europy”. Mają one tę zaletę, że łączą w sobie inwestycje na kilku giełdach, takich jak Polska, Turcja czy Węgry. Dobrą alternatywą mogą być również fundusze akcji polskich. Polska giełda, podobnie jak turecka, jest w tym roku bardzo mocna. Do końca lipca indeks WIG wzrósł już o 20,9 proc., do czego przyczyniła się świetna dyspozycja największych polskich spółek. Co jednak istotniejsze – polskie akcje wciąż mają potencjał do wzrostów.

 

Autor: Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI

 

 

Dlaczego nagle inwestorzy odwrócili się od waluty, której siła zaskakiwała przez ostatnie lata? Od 24 lipca frank szwajcarski (CHF) jest najsłabszą walutą na świecie wśród 31 gospodarek krajów rozwiniętych oraz rozwijających się – pisze 

W kilkanaście dni frank bardzo wyraźnie stracił na wartości: 4 proc. w relacji do euro oraz do złotego, 5 proc. do forinta. Jakie są przyczyny tendencji spadkowej i czy to już kres obniżek?

Specyficzna pozycja

Szwajcarska waluta od lat uchodziła za „bezpieczną przystań”, a takie określenie wynikało z mocnej pozycji gospodarczej alpejskiego kraju, widzianej głównie poprzez bilans rachunku obrotów bieżących. Szwajcarską gospodarkę praktycznie co roku cechowała nadwyżka w wymianie towarów i usług oraz w bilansie zysków z inwestycji zagranicznych.

W ciągu ostatnich 20 lat owa nadwyżka wynosiła średnio ok. 10 proc. PKB rocznie, co z jednej strony oznacza najwyższe poziomy na świecie, a z drugiej stałą, fundamentalną przewagę popytu na franka nad jego podażą.

Minione dwie dekady składały się jednak nie tylko z samych wzrostów szwajcarskiej waluty. Na początku bieżącego millenium kończył się bowiem 6-letni trend słabego franka, gdy przez sześć lat CHF stracił do dolara aż 40 proc. wartości, a w połowie 2001 r. kosztował zaledwie 2,2 zł.

Drugi, już szerzej znany, trend osłabiający franka zbiegł się w czasie z wysypem kredytów denominowanych w szwajcarskiej walucie i sprowadził CHF z ponad 3 zł do 2 zł. Ponieważ jednak w tym czasie nadwyżka na rachunku obrotów bieżących Szwajcarii była nadal bardzo wysoka, nasuwa się wniosek, że dużo większy wpływ na walutę wywierają inne czynniki niż wymiana handlowa czy zyski przedsiębiorstw osiągane za granicą.

Przepływu kapitału uzależnione od koniunktury

Skoro saldo rachunku bieżącego nie tłumaczy w pełni zachowania się waluty, warto zwrócić uwagę na przepływy finansowe. Zyski wypracowane przez szwajcarskie przedsiębiorstwa albo wracają do kraju, albo są reinwestowane zagranicą. Ten drugi przypadek zachodzi wtedy, gdy koniunktura globalna jest względnie dobra. Dlatego właśnie w latach 1996-2001 oraz 2004-2008 frank się osłabiał – zgromadzony wcześniej kapitał wypływał wtedy z kraju.

Po światowym kryzysie finansowym z końca minionej dekady do wcześniejszych przepływów szwajcarskiego kapitału dołączyły również te związane z obawami o kondycję strefy euro. Przez kilka lat nie tylko zagraniczne inwestycje Szwajcarii zostały ograniczone, ale również napłynął obcy kapitał (także spekulacyjny). To ten element stał się główną przyczyną rezygnacji SNB z utrzymywania stałego kursu wymiany EUR/CHF – w połowie stycznia 2015 r.

Jednak SNB nie skapitulował całkowicie. Władze monetarne zdecydowały się obniżyć stopy procentowe do minus 0,75 proc., by zniechęcać do nabywania franka. Nadal trwały także interwencje walutowe w olbrzymiej skali, które zmniejszały presję wzrostową na CHF.

W ciągu ostatnich siedmiu lat rezerwy walutowe Szwajcarii zwiększyły się o ponad 600 mld franków (ze 100 do 720 mld). W tym samym okresie udało się wygenerować nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących na poziomie w sumie 450 mld franków. W rezultacie, aktywa nabywane przez SNB za granicą (obligacje oraz akcje) niwelowały nie tylko dodatni rachunek obrotów bieżących, ale również przynajmniej częściowo napływ kapitału z zagranicy.

Teraz już nikt nie chce franka?

Połączenie interwencji walutowych z ujemnymi stopami procentowymi w Szwajcarii oraz malejące zagrożenie poważniejszymi problemami strefy euro po wyborach we Francji przyczyniły się do osłabienia franka pod koniec pierwszej połowy roku.

Silne spadki kursu CHF w minionych dwóch tygodniach to już jednak efekt rosnącego strachu. Zgromadzony w franku kapitał wyraźnie zaczął tracić na wartości. Tworzy się sytuacja, w której inwestorzy lokujący środki w szwajcarskiej walucie nie tylko ponoszą straty na ujemnym oprocentowaniu, ale wartość ich aktywów staje się coraz niższa ze względu na słabszego franka.

W rezultacie, doprowadziło to do paniki, która przeceniła franka o ponad 4 proc. w ciągu ledwie dwóch tygodni. Do bieżących trendów również może dołączyć większa chęć sprzedaży franka i inwestycji poza granicami Szwajcarii przez lokalne przedsiębiorstwa. One także mogą się bać, że przy dalszym osłabieniu się CHF przyszłe zagraniczne inwestycje staną się droższe.

Obecny trend może być także wspomagany przez zachowanie się kapitału portfelowego. Więksi inwestorzy mogą w pewnym momencie uznać, że frank stanie się jeszcze słabszy niż obecnie. W powiązaniu z utrzymaniem ujemnych stóp procentowych będzie to wspierać strategię carry trade, gdzie pożyczone i wymienione na lokalne waluty franki będą inwestowane w obligacje skarbowe krajów rozwijających się. Konsekwencją takiego podejścia będzie dalsze obniżenie się wartości CHF.

Utrzymanie się bieżących tendencji oraz zwiększenie się popularności carry trade finansowanego we franku może doprowadzić do scenariusza, w którym szwajcarska waluta zmieni status z bezpiecznej przystani, oferującej ochronę kapitału, na gorącego kartofla, którego nikt nie będzie chciał trzymać ze względu na spodziewane straty. Mogłoby to również doprowadzić do sytuacji, że frank w relacji do złotego będzie notowany w kolejnych kwartałach bliżej granicy 3 niż 4 zł.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Trwający w najlepsze sezon zarobkowy spowodował, że w piątek sprzedawcy doprowadzili Dow Jones do najwyższego dotychczas wyniku. Przetasowania w administracji Donalda Trumpa, nieudana próba reformy systemu opieki zdrowotnej, nowe sankcje rosyjskie czy udane testy rakietowe w Korei Północnej nie zdołały doprowadzić do spadku kursów akcji.

Dziś rano rynki wydają się grać stosunkowo bezpiecznie. Z kolei na rynkach walutowych możemy zobaczyć, że trzy główne waluty są na czele. Wygląda na to, że nawet dolar, który ostatnio ciągle spadał, dostał chwilowe wsparcie. Również ostatnia bezpieczna przystań, złoto, pomnaża swoje zyski z ostatnich kilku tygodni i jest na dobrej drodze do mocnego zakończenie lipca. Kolejną rzeczą, która może napawać inwestorów optymizmem jest cena ropy naftowej, która dzisiejszego ranka opornie przekroczyła cenę 50 dolarów.

Gdy czekamy na decyzję, czy nastąpi raczej hard fork czy soft fork dla Bitcoina, w brytyjskim parlamencie łagodny Brexit jest teraz zagrożony. Partia Konserwatywna premier May jest podzielona w temacie imigracji i tego jak Wielka Brytania będzie wyglądać po Brexicie. Kanclerz Philip Hammond i jego sojusznicy są za tym by granice zostały stosunkowo otwarte, a ich przeciwnicy twierdzą, że to właśnie otwartość Wielkiej Brytanii na migracje była głównym czynnikiem przemawiającym za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jak dotąd nie poznaliśmy stanowiska Premier w tej spornej kwestii. Tymczasem silne euro prześciga brytyjskiego funta, a część ekspertów przewiduje, że parytet (1.0000) może się znajdować daleko od pary walutowej EUR/GBP.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Silne wzajemne powiązanie międzynarodowych rynków finansowych sprawia, że wszelkie zawirowania błyskawicznie przenoszą się do Polski. Ewentualny kryzys walutowy byłby u nas odczuwalny po 1 dniu, zaś turbulencje na rynkach akcji i obligacji maksymalnie po 5 dniach. Najgroźniejsze byłyby wstrząsy w strefie euro, a także na rynkach: brytyjskim, amerykańskim oraz chińskim – wynika z raportu „Kierunki 2017”przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą Deloitte. Jednak w dłuższej perspektywie skutki takiego kryzysu dla polskiej gospodarki będą łagodniejsze niż w krajach, z których nadszedł kryzys.

Polski rynek finansowy odczuwa wszelkie wstrząsy na zagranicznych rynkach, jednak ocena ich skutków jest skomplikowana. Sektor finansowy ma dużo większe obroty w porównaniu do realnej gospodarki. Ponadto, mnogość instrumentów finansowych na globalnych rynkach utrudnia śledzenie ich wzajemnych zależności. Jak wskazują autorzy raportu „Kierunki 2017. Negatywne szoki gospodarcze. Stress–testy polskiej gospodarki w 2017 roku”, zawirowania na światowych rynkach finansowych błyskawicznie przenoszą się do Polski.

Silne powiązania rynków finansowych sprawiają, że wszelkie szoki zewnętrzne są natychmiast odczuwalne w Polsce, zwłaszcza w przypadku strefy euro, USA czy Wielkiej Brytanii, ale także innych analizowanych państw (Chiny, Rosja, Turcja). W przypadku tąpnięcia kursów walut zajmuje to 1 dzień, zaś krach na rynku akcji i obligacji dociera do Polski maksymalnie po 5 dniach. Transakcje walutowe opierają się o przewidywaną reakcję rynków, więc inwestorzy błyskawicznie przenoszą swoje aktywa. Z kolei akcje i obligacje mają silniejsze powiązania z realną gospodarką, więc tempo rozprzestrzeniania się kryzysu zależy od mikro– i makroekonomicznych fundamentów gospodarki danego kraju.

Bardzo wrażliwy polski złoty

Analizując rynki walutowe, autorzy raportu śledzili wahania kursu złotówki do dolara. Następnie zaś badali, jak na wspomniany kurs wpływają notowania par walutowych, w których powiązano dolara z euro, brytyjskim funtem, chińskim juanem, rosyjskim rublem, turecką lirą i ukraińską hrywną.

Z analizy wynika silne powiązanie kursu złotego z kursem euro i brytyjskim funtem; spadkowi wartości tych walut w stosunku do dolara będzie towarzyszyć osłabienie złotego względem amerykańskiej waluty. W przypadku pozostałych walut, ich wahania wobec kursu dolara skutkują analogicznym zachowaniem złotego wobec dolara (jedynie w przypadku tureckiej liry zależność jest odwrotna), choć siła ich wpływu jest mniejsza – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska, ekonomistka Deloitte.

Rada Polityki Pieniężnej nie sygnalizuje zamiaru rychłego podniesienia stóp procentowych. Dlatego impulsy walutowe będą miały swoje źródło przede wszystkim w polityce Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiego Fed. Sytuacja gospodarcza w strefie euro poprawia się, a szacunki ECB wskazują na wzrost PKB w strefie euro sięgający 1,9 proc. w tym roku i 1,8 proc. w 2018 r. Stopy depozytowe wciąż są ujemne, co może wpływać na ożywienie akcji kredytowej wśród przedsiębiorstw, a przewidywane wzmocnienie w gospodarce światowej będzie sprzyjać eksportowi ze strefy euro. W przypadku USA, Fed podniósł w czerwcu stopy procentowe o 0,25 pkt proc. do poziomu 1 – 1,25 proc. Fed podtrzymał również zapowiedź kolejnej podwyżki. Może to zwiastować większą zmienność na rynkach walutowych w dalszej części tego roku.

Cena polskiego długu silnie związana z rynkami strefy euro

W przypadku obligacji, autorzy raportu posłużyli się rentownościami na rynku wtórnym 10-letnich obligacji skarbowych analizowanych krajów, oprócz Ukrainy (z powodu braku danych).

Rentowność polskich papierów skarbowych najsilniej powiązana jest z rynkami obligacji dużych gospodarek strefy euro; w mniejszym stopniu z brytyjskim i rosyjskim oraz w niewielkim z chińskim, amerykańskim i tureckim. Rentowność polskich papierów skarbowych podąża za notowaniami obligacji we wszystkich analizowanych krajach, za wyjątkiem Rosji. Jeśli w Niemczech rośnie rentowność rządowego długu, to rośnie także w Polsce. Jednak gdy jego rentowność rośnie w Rosji, to w Polsce koszt pożyczania przez rząd maleje. Oznacza to, że kiedy inwestorzy sprzedają niemieckie obligacje doprowadzając do wzrostu ich rentowności, to sprzedają również polskie wywołując podobny efekt. Jednak gdy wyprzedają oni obligacje rosyjskie, to za część uzyskanej w ten sposób gotówki kupują polskie papiery dłużne, co wobec wzrostu na nie popytu wpływa na obniżenie rentowności. Polska gospodarka jest postrzegana przez pryzmat innych gospodarek UE. Dlatego w przypadku zawirowań na rynku rosyjskim, nasze obligacje traktowane są jako pewniejsza inwestycja.

Równie mocne są wzajemne powiązania międzynarodowych rynków akcji, bowiem spadki na zagranicznych giełdach wpływają negatywnie na indeks WIG. Najsilniejsze wahania kursów są przede wszystkim rezultatem zmian w największych gospodarkach strefy euro (w kolejności: Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii), następnie w Wielkiej Brytanii, USA, Rosji, Chinach, Turcji i w minimalnym stopniu na Ukrainie.

Indeks warszawskiej giełdy odzwierciedla ścisłe relacje handlowe Polski z krajami UE. Z drugiej strony, niezwykle istotny jest globalny wpływ gospodarek USA i Chin oraz bliskość geograficzna Rosji, Turcji i Ukrainy. Dlatego właśnie spadek indeksu WIG następuje w ślad za przecenami akcji w tych krajach.

Polska szybko odreaguje potencjalny kryzys

Zdaniem autorów raportu, w przypadku kryzysu w gospodarkach UE, Polska będzie najdłużej – bo aż 7 lat – odczuwać szok pochodzący z Włoch, Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii. Najsłabiej odczuwalny będzie skumulowany w ciągu 7 lat impuls kryzysowy z Niemiec i Francji, bowiem osłabienie dynamiki polskiego PKB w stosunku do ścieżki bazowej będzie obserwowane tylko w pierwszym roku kryzysu. W kolejnych latach polska gospodarka zacznie już kryzys „odreagowywać” i powróci na pierwotną ścieżkę wzrostu gospodarczego, choć PKB będzie na niższym poziomie niż przed kryzysem. Efekt ten należy tłumaczyć możliwościami, jakie te duże gospodarki oferują polskim przedsiębiorcom, w tym ich silnym powiązaniem z gospodarką światową.

Jeżeli kryzys nadejdzie ze strony krajów spoza UE, Polska zdecydowanie mocniej odczuje kryzys w Chinach i USA, niż w Rosji i na Ukrainie. Wynika to przede wszystkim z faktu, że amerykańska i chińska gospodarka mają kluczowy wpływ na globalny wzrost gospodarczy. Z kolei w przypadku Rosji i Ukrainy podstawowym czynnikiem jest geograficzna bliskość, a nie kondycja gospodarcza tych krajów.

 

Źródło: DNB i Deloitte

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...