Home Tagi Wpis otagowany "eksport"

eksport

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

We wrześniu 2015 r. niemiecką motoryzacją wstrząsnął skandal związany z zaniżaniem emisji spalin przez popularne silniki diesla TDI. Kiedyś znane z niezawodności i trwałości ewoluowały, stając się skomplikowanymi konstrukcjami. Okazało się, że aby spełniały wyśrubowane normy, montowano w nich specjalne oprogramowanie oszukujące podczas testów laboratoryjnych. Na nieszczęście Volkswagena, ujawnione zostało to w USA, za co koncernowi grożą olbrzymie kary. To jednak tylko jedna strona medalu – procesy trwają i nie wiadomo, jak się zakończą. Natomiast koszty działań serwisowych rzędu 7,3 mld USD zostały przez koncern ogłoszone. Do tego trzeba jeszcze doliczyć trwałą utratę reputacji. Giełda potraktowała VW w 2015 r. bardzo ostro – kurs z poziomów ponad 200 EUR przepołowił się. Mimo dobrej koniunktury w sektorze motoryzacyjnym i wzroście sprzedaży aut w 2016 r. o 2,8% r/r, kurs akcji VW nie powrócił do cen sprzed ujawnienia afery (aktualny kurs to 130 EUR). Afera odbiła się też negatywnie na kursach innych niemieckich producentów – BMW i Daimlera, ale nie w aż tak dużej skali.

W tym roku do problemów marki Volkswagen doliczyć należy też należące do Grupy Audi i Porsche, a wg portalu Spiegel Online, chodzi o silniki montowane w SUV-ach Porsche Cayenne i Audi Q7. Przed tymi informacjami uważano, że silniki Audi, z których korzysta też Porsche, są wolne od manipulacji. Jak sprawa się rozwinie – nie wiadomo, jednak pokazuje to, że wcale nie odkryto jeszcze wszystkiego, a skala zjawiska może być naprawdę ogromna.

Problem afery spalinowej dla niemieckiej gospodarki zdaje się być na tyle znaczący, że o jej skutkach wspominają najwyżsi rangą urzędnicy. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, wskazał skutki tej afery jako największe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki (chociaż wciąż, m. in. ze względu na wskazane wyżej powody, nie można dokładnie określić potencjalnej wysokości strat), obok ryzyka związanego z Brexitem oraz prowadzenia przyszłej polityki handlowej w USA. Czy rzeczywiście? Zależy jak na to spojrzeć. Faktycznie, niemiecka branża motoryzacyjna to jeden z koni pociągowych tamtejszego eksportu. Niemcy, z udziałem 7,2% w światowej produkcji aut, są na 4 miejscu, po Chinach, USA i Japonii, a obroty tej branży to prawie 370 mld EUR rocznie. Auta zza naszej zachodniej granicy powszechnie cieszą się uznaniem i postrzegane są jako wyróżniające się jakością wykonania. Afera spalinowa może nadszarpnąć dobrą reputację niemieckich koncernów, ale nie powinna pogrążyć całej branży, która co chwila ma różnego rodzaju wpadki, a to związane z silnikami, a to z bezpieczeństwem. Są to problemy i koszty nie do uniknięcia, aczkolwiek wygląda na to, że koszty afery spalinowej mogą być naprawdę znaczące. Co więcej, kondycja tej branży ma duży związek z polską gospodarką, która sporo sprzedaje do przemysłu motoryzacyjnego, a Niemcy są naszym największym partnerem. Jako przykład negatywnego wpływu afery spalinowej można podać zmniejszenie produkcji diesli, co m. in. przełożyło się na gorszą sprzedaż giełdowego Alumetalu w II kw. bieżącego roku.

Poważniejszym problemem dla całej niemieckiej motoryzacji mogą być zmiany technologiczne zachodzące na rynku. Nie jest to przykład ekwiwalentny, ale można nawiązać do historii fińskiej Nokii, która zbyt późno weszła na rynek smartfonów, co okazało się dla niej gwoździem do trumny. Proces zmiany modeli telefonów był jednak bardzo dynamiczny, w motoryzacji zmiana odbywa się znacznie wolniej, a projektanci i inżynierowie myślą z kilku albo i kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Dostrzega się jednak wyraźne odejście od diesli na rzecz małych turbodoładowanych silników benzynowych, jednak prawdziwym wyzwaniem są auta elektryczne. Wygląda na to, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji, a powoli zaczyna się już rozgrywka o dominację w tym segmencie. Długoterminowo ewolucja napędu spalinowego w elektryczny może być głównym game changerem na rynku motoryzacyjnym.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Polska marka samochodu osobowego to póki co pieśń przyszłości. Tu i teraz bezsprzecznie rządzą producenci podzespołów oraz pojazdów innych niż osobowe, którzy działają w niszach, umieją sprzedawać za granicą i sprawnie włączają się w międzynarodowe łańcuchy wartości sektora automotive. Przez co najmniej 5 lat to się nie zmieni – wskazują autorzy 2. edycji zestawienia TOP30 polskich firm motoryzacyjnych: Bank Zachodni WBK, Bisnode i Polska Izba Motoryzacji. Sprawozdania pokazują, że biznes tych firm pędzi szybko: średni wzrost rocznych przychodów podmiotów z TOP30 sięgnął 14%.

Na najnowszej liście TOP30, czyli 30-stu firm motoryzacyjnych z większościowym polskim kapitałem o największych przychodach, aż 21 miejsc zajmują firmy wytwarzające części i podzespoły. 3 podmioty z tej grupy to producenci akumulatorów. Drugi silnik wzrostu polskiego automotive to producenci pojazdów innych niż samochody osobowe i dostawcze. Wśród nich są: 2 firmy produkujące autobusy, 4 firmy produkujące naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów oraz 3 firmy produkujące pojazdy specjalne.

Najwięcej firm z zestawienia TOP30 zlokalizowanych jest na terenie województwa śląskiego (8), w wielkopolskim (6), podkarpackim (5) oraz mazowieckim (4). Dwie firmy działają na Dolnym Śląsku, a po jednej w województwach łódzkim, podlaskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Zaskakuje wysoka pozycja województwa podkarpackiego. Dla porównania w przypadku firm z kapitałem zagranicznym zdecydowanie dominują 2 województwa śląskie (11 na 30) i dolnośląskie (8 na 30).

  1. edycja TOP30 – focus na szczegóły

W porównaniu do pierwszego zestawienia, opublikowanego rok temu, w nowym TOP30 zaszło sporo zmian. – Co prawda skład ścisłej czołówki pozostał niezmieniony (Grupa Boryszew, Solaris Bus&Coach, Wielton i Sanok Rubber Company), ale dalej jest ciekawie, bo pojawiło się aż 5 nowych podmiotów – mówi Wojciech Żuk, dyrektor kredytowy ds. sektora motoryzacyjnego w Banku Zachodnim WBK. BOCAR, producent samochodów pożarniczych na różnych typach podwozi renomowanych marek wszedł do zestawienia dzięki dużemu wzrostowi sprzedaży (aż o 47% r/r). Cztery pozostałe firmy pojawiły się dzięki informacjom i współpracy z Polską Grupą Motoryzacyjną. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 a tym samym trudne do zidentyfikowania, ponieważ produkują nie tylko na potrzeby automotive, ale również innych branż. Tylko dzięki wiedzy organizacji branżowych takich jak PIM czy PGM możliwe było ustalenie że większość produkcji tych firm jest kierowana do sektora motoryzacyjnego i włączenie tych firm do zestawienia. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 czyli teoretycznie poza motoryzacją. Jednak ponieważ ich produkcja jest w dużej mierze „zasysana” przez branżę automotive, autorzy raportu włączyli je do zestawienia. Te firmy to: Bury (systemy telekomunikacyjne, nawigacyjne i sterujące do samochodów, np. urządzenia głośnomówiące, ładowanie i systemy uchwytów, nawigacja, piloty radiowe, anteny, wzmacniacze, mikrofony), Kuźnia Polska (odkuwki do samochodów osobowych i ciężarowych), SPLAST (detale techniczne z tworzyw konstrukcyjnych) oraz Geyer & Hosaja (dywaniki gumowe i opony do samochodów ciężarowych, autobusów, naczep i przyczep). – Debiutanci na liście TOP30 i cała 2. edycja tego zestawienia, pokazują, że polski sektor automotive jest jeszcze bardziej zaawansowany i różnorodny a jego specjalizacja jest jeszcze mocniejsza niż wydaje się na pierwszy rzut oka  – podkreśla Wojciech Żuk.

Części i podzespoły górą jeszcze długo

Co więcej, autorzy rankingu TOP30 podkreślają, że pomimo pojawiających się w przestrzeni publicznej nowatorskich wizji rozwoju polskiej motoryzacji, w kolejnych latach nie zmienią się ani jej specjalizacja ani źródło wzrostu, czyli eksport. Dlaczego? Zbudowanie silnej marki samochodowej jest możliwe, ale wymaga czasu i ogromnych inwestycji nie tylko w opracowanie samochodu i zbudowanie od podstaw nowoczesnej fabryki ale także w stworzenie sieci dilerskiej oraz serwisowej zarówno w Polsce jak i w całej Europie. W pierwszym etapie będzie więc mieć znaczenie głównie wizerunkowe. W sferze realnego biznesu i przychodów polską branżę tworzą i co najmniej przez następne 5 lat będą tworzyć przede wszystkim części, podzespoły, akcesoria, elementy wyposażenia czy specjalistyczne pojazdy i rozwiązania wysyłane na eksport. Ta specjalizacja może się nawet ugruntować. Po pierwsze dlatego, że nasi producenci bardzo sprawnie z roku na rok rozwijają sprzedaż zagraniczną a po drugie dlatego, że nowe szanse może stworzyć rynek wewnętrzny. – W większości branż rynek wewnętrzny jest wstępem do ekspansji zagranicznej. W sektorze motoryzacyjnym możliwa jest tendencja odwrotna. Za sprawą nowych inwestycji zagranicznych koncernów w Polsce, które zostały przyciągnięte w ostatnim czasie i miejmy nadzieję, że będzie jeszcze więcej, polskie firmy już dostarczające za granicę komponenty zyskają szansę rozwoju na rynku wewnętrznym – mówi Roman Kantorski, Prezes PIM. Dodaje on, że jeśli Polska ma zbudować własne auto osobowe, to tylko i wyłącznie dzięki mistrzowskiej produkcji części i podzespołów.

Polski biznes motoryzacyjny ma się świetnie

Łączne przychody firm uwzględnionych w drugiej edycji listy TOP30 polskiego automotive wyniosły 9,6 mld zł. To suma niższa niż przychody największych firm z kapitałem zagranicznym operujących w Polsce, takich jak FCA Poland S.A. (14,3 mld zł w 2016 r.) i Volkswagen Poznań Sp. z o.o. (9,8 mld zł w 2015 r.), ale warto zwrócić uwagi na niemałe dynamiki. Średni wzrost przychodów dla producentów części i podzespołów wyniósł +9%; dla producentów akumulatorów +20%. Przychody firm produkujących naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów wzrosły średnio o 16%. Najmniej urosły przychody producentów autobusów (średnio o 4%), przy czym rosły przychody lidera Solaris Bus&Coach, podczas gdy drugi producent z listy zanotował spadek sprzedaży. – Największe wrażenie robią wyniki producentów pojazdów specjalnych. Przychody tych trzech firm z naszego zestawienia, w ujęciu łącznym, podwoiły się – mówi Wojciech Żuk.

Z kolei z analizy wywiadowni gospodarczej Bisnode, która opracowała dane do zestawienia TOP30, wynika, że blisko 70 proc. firm z branży produkcji autobusów, jak również części i akcesoriów jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej, z czego 55,4 proc. w bardzo dobrej. W równie dobrej sytuacji znajdują się producenci przyczep i naczep. Wśród tych blisko 65 proc. jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. – Na tle innych branż, to świetny wynik. To także dowód, że cała branża motoryzacyjna umacnia swoją pozycję w polskiej gospodarce – mówi Tomasz Starzyk z Bisnode.

Wyższy bieg dzięki innowacjom

Według eksperta Bisnode ogromny potencjał tkwi w innowacjach. To one napędzają polski przemysł automotive. Ultralekkie pojazdy, układy napędowe, innowacyjne komponenty i systemy do zastosowania w pojazdach, także technologie produkcji, regeneracji, odzysku i recyklingu to tylko niektóre obszary, w których prowadzone są badania nad rozwojem i udoskonaleniem produkcji. Z Tomaszem Starzykiem zgadzają się Wojciech Żuk i Roman Kantorski. – Widoczne jest również duże zainteresowanie programami badawczo-rozwojowymi, jak np. INNOMOTO (sektorowy program badań naukowych i prac rozwojowych), którego celem jest wsparcie rozwoju innowacji w branży motoryzacyjnej. Polska, jako kluczowy eksporter wyrobów przemysłu motoryzacyjnego na równi z działalnością produkcyjną powinna być inicjatorem rozwiązań z zakresu B+R i skutecznie je wdrażać. To szansa dla polskich dostawców części i komponentów. Ważne jest abyśmy wszyscy: firmy, ośrodki badawczo-rozwojowe oraz administracja państwowa obrali kierunek na innowacje, ponieważ drugiej takiej szansy możemy nie mieć – mówi Roman Kantorski.

 

Źródło:Bank Zachodni WBK

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Reakcja rynków po przemówieniu Mario Draghi była zaskoczeniem chyba nawet dla niego. Pomimo starań, aby trzymać swoje karty blisko i nie dać poznać swoich przyszłych ruchów, inwestorzy przejrzeli jego pokerową twarz. Jego wystąpienie potwierdziło teorie, że Europejski Bank Centralny jest w samym centrum zwężenia, ale się do tego nie przyznaje. Draghi dołożył wszelkich starań, aby przedstawić EBC jako instytucję, która nie ma żadnych planów likwidacyjnych ogromnego pakietu stymulacyjnego, a nawet pozostawił sobie otwarte drzwi, aby później je zwiększyć, ale nie zdołał ukryć faktu, że gospodarka rzeczywiście idzie coraz mocniej w dół.

Dzisiejsza walka pomiędzy walutami większości gospodarek, w tym euro, stara się utrzymać słabe waluty w celu promowania eksportu. Napływ euro w ciągu ostatnich 24 godzin prawie na pewno nie był tym, co pan Draghi chciał osiągnąć. Kurs pary walutowej EUR/USD jest notowany obecnie o 60 punktów niżej od swojego najwyższego poziomu w styczniu 2015. Z drugiej strony, Mario prawdopodobnie nie powinien zdobyć całego uznania za ten ruch. Do silnego euro przyczynił się także  prezydent Trumpa, który załamał dolara. W tym momencie dolar potrzebuje wzmocnienia.

Krypotwalutowi górnicy bardzo silnie zasygnalizowali wdrożenie SegWit. Dzisiejsze nagłówki pokazują, że BIP91 został zablokowany. Ta aktualizacja oznacza, że BIP148 stał się znacznie mniej prawdopodobny. Stąd możliwe są dwa wyjść: aby wdrożyć SegWit za pomocą Soft Fork lub wdrożyć SegWit2x za pomocą Hard Forka, aby zwiększyć rozmiary bloków. To, że  górnicy wskazują na  BIP91 nadal nie oznacza, że to się zadzieje. Po drodze czyha wiele przeszkód, a jest ona wciąż daleka od bycia klarowną. Jednak w tym momencie mamy o wiele większą jasność niż mieliśmy 24 godziny temu.

Wpływ na cenę jest dość jasny. Bitcoin wykorzystał te wiadomości i zbliżył się do swojego najwyższego poziomu. W rzeczywistości, w ciągu ostatniego tygodnia, Bitcoin zniwelował niemal wszystkie straty, które osiągnął od swojego szczytu 12 czerwca. I to właśnie jest magią kryptowalut.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

Działalność eksportową w Polsce prowadzi ponad jedna piąta (22%) ankietowanych przedsiębiorstw podczas 13. fali badania Bibby MSP Index, które cyklicznie przeprowadza firma faktoringowa Bibby Financial Services. W porównaniu do 12. fali badania Bibby MSP Index prawie 24% eksportujących firm odczuło wzrost eksportu (spadek o 4,8 pkt. proc.), u ponad 60% badanych poziom eksportu się nie zmienił, zaś u zaledwie 14% eksporterów zmalał. W związku ze zmianą koniunktury gospodarczej tylko 10,9% przedstawicieli sektora MŚP zastanawia się nad rozszerzeniem prowadzonej działalności o eksport, a ponad 8% deklaruje, że nie jest pewne, czy podjęłoby to ryzyko.

Niższy niż przy 12. fali badania Bibby MSP Index jest również odsetek osób, które uważają, że w najbliższym czasie prowadzone przez nich działania eksportowe pozostaną na tym samym poziomie. Zwiększył się za to odsetek niezdecydowanych, co potwierdza panujący stan niepewności związany z ogólną sytuacją gospodarczą w Unii Europejskiej, a zwłaszcza donoszący się do nowych warunków handlowych związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa przebadanych przedsiębiorców z sektora MŚP uważa, że najważniejszymi czynnikami, które wpływają na osiągniecie sukcesu w branży eksportowej jest jakość oferowanych usług lub produktów oraz dobre relacje z kontrahentami. Prawie 40% respondentów stwierdziła, że na osiągniecie sukcesu w tej branży ma wpływ konkurencyjność ceny. Zaledwie 7,9% ankietowanych wskazuje dostęp do finansowania jako czynnik, który może pomóc w osiągnięciu sukcesu na rynku eksportowym.

Przedsiębiorcy z sektora MŚP szukając odpowiednich partnerów biznesowych muszą zweryfikować historię działalności firmy oraz zmniejszyć ryzyko potencjalnej starty. Ankietowani, którzy zajmują  się eksportem w prawie 55% pozyskują informacje o potencjalnych odbiorcach swoich usług lub produktów zza granicy przez uczestnictwo w wydarzeniach branżowych zarówno w Polsce jak i w innych krajach. Prawie 26% badanych szuka informacji przez działające na danym rynku izby branżowe i stowarzyszenia, a prawie 16% korzysta z lokalnych wywiadów gospodarczych. Blisko 8% przedsiębiorców przy weryfikacji potencjalnego partnera biznesowego korzysta z pomocy partnera finansowego – faktora.

Ponad 60% przedstawicieli sektora MŚP finansuje swoją działalność eksportową za pomocą linii kredytowej oraz wchodzenia na debet. Na podstawie analizy ostatnich wyników Polskiego Związku Faktorów, możemy zauważyć, że faktoring eksportowy rośniej najszybciej wśród usług faktoringowych. W I kwartale 2017 r. odnotowano wzrost obrotów w faktoringu pełnym eksportowym o 16% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r.  Zmiany wskazują, że przedsiębiorcy coraz częściej widzą w faktoringu rozwiązanie dla swojego przedsiębiorstwa i pozwala im to nie tylko poprawić płynność finansową, ale również zoptymalizować obroty firmy. Faktoring eksportowy jest narzędziem skrojonym na miarę przedsiębiorców, którzy współpracują z kontrahentami zagranicznymi lub planują podjąć taką współpracę. Oprócz finansowania, przedsiębiorca może również liczyć na wsparcie w zakresie weryfikacji kondycji zagranicznego partnera, a także informacje dotyczące prawa i zwyczajów handlowych panujących w danym kraju, które znacznie ułatwiają początek współpracy. Głównymi korzyściami, które płyną z faktoringu eksportowego są stosunkowo szybki dostęp do elastycznego źródła finansowania, obniżenie ryzyka kursowego oraz podniesienie poziomu konkurencyjności eksportera dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services

Ponad 71% ankietowanych, którzy deklarują, że chcieliby zająć się eksportem planuje pozyskać informację o potencjalnych odbiorcach zagranicznych za pomocą Internetu, zaś prawie połowa badanych wskazuje, że preferuje bezpośrednie spotkania na targach branżowych w Polsce i zagranicą. Mniej niż 20% badanych odpowiedziało, że szukając informacji skorzystałoby z izb branżowych i stowarzyszeń przedsiębiorców lub  misji gospodarczych organizowanych przez instytucje rządowe i izby gospodarcze. Ponad 13% deklaruje, że przy weryfikacji potencjalnych kontrahentów skorzystałoby z wiedzy partnera finansowego.

Źródło: Bibby Financial Services

Eksport wzrósł w styczniu i lutym 2017 r. o 4,0 proc. r/r w euro, a import o 7,8 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 30,2 mln euro – padał GUS

Eksport w okresie styczeń-luty 2017 r. był wyższy o ponad 1,8 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o ponad 3 mld euro. Dynamika importu wyraźnie przyspiesza (7,8 proc. wobec 6,6 proc. w styczniu br.), a dynamika eksportu – słabnie (4 proc. wobec 5,3 proc. w styczniu br.). To co prawda dopiero pierwsze dwa miesiące 2017 r., ale saldo obrotów handlu zagranicznego zbliża się już do zera (30,2 mln euro). Przy takiej tendencji wzrostu eksportu i importu, już za styczeń-marzec zobaczymy deficyt po dwóch latach dodatniego salda handlowego. A możemy mieć pewność, że taka tendencja – szybszego wzrostu importu niż eksportu – utrzyma się. Rosnące spożycie indywidualne w wyniku dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń, a także dopływu do gospodarstw domowych środków z programu Rodzina 500+ zachęca bowiem do konsumpcji. Widać to po dynamice sprzedaży detalicznej, która wzrosła w ciągu 2. miesięcy br. o 9 proc. W tym jest także sprzedaż produktów z importu.

Na wysoką dynamikę importu wpływ mogą mieć, ale dopiero w 2. połowie roku, rosnące (miejmy nadzieję) inwestycje. Czeka nas zatem rok wyraźnego wzrostu popytu na towary i usługi z importu.

W tym kontekście bardzo ważne jest, aby eksporterzy nie koncentrowali się tylko na rynkach krajów UE, gdzie lokują ponad 80 proc. swojej sprzedaży. I tak się dzieje. Widać tu już pierwsze bardzo pozytywne sygnały, bowiem eksport do krajów rozwijających się jest r/r po 2 miesiącach 2017 r. wyższy o 9,4 proc. A eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej – o prawie 25 proc. To głównie zasługa odbudowującego się eksportu do Rosji. W ciągu 2. miesięcy br. wyniósł on 804 mln euro. To ciągle mniej niż w tym samym czasie  w 2014 r. (1122 mln euro), ale już więcej niż w styczniu-lutym 2015 r. i 2016 r. To bardzo ważne, aby polscy eksporterzy byli na rynku rosyjskim obecni, gdy powoli wracają na ten rynek także nasi konkurenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W przeddzień uruchomienia procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii w szkockim parlamencie przegłosowano decyzję o zorganizowaniu drugiego referendum niepodległościowego, które wedle zapowiedzi Nicoli Strugeon mogłoby się odbyć przed opuszczeniem Wspólnoty. Na przeprowadzenie plebiscytu zgodę musi wydać jeszcze Londyn, a taką możliwość w trakcie Brexitowych negocjacji zdecydowanie odrzuca Theresa May. To jednak wyraźny sygnał dla Europy, że administracja w Edynburgu chciałaby pozostać częścią Unii i wspólnego rynku, mimo że wymiana handlowa Szkocji ze Wspólnotą jest czterokrotnie niższa niż z resztą Zjednoczonego Królestwa.

Stosunkiem głosów 69 do 59 przeforsowano we wtorek decyzję o wystąpieniu do administracji w Londynie z wnioskiem o przeprowadzenie drugiego referendum niepodległościowego w Szkocji. Miałoby się ono odbyć gdzieś pomiędzy jesienią 2018 a wiosną 2019, czyli jeszcze przed formalnym wystąpieniem Wielkiej Brytanii z Unii. Według Nicoli Strugeon, przewodniczącej Szkockiej Partii Narodowej to dobry czas, aby świadomi warunków Brexitu Szkoci mogli ponownie wypowiedzieć się w kwestii niepodległości ich kraju. Decyzja w tej sprawie miała zapaść już tydzień temu, ale z uwagi na zamach terrorystyczny w Londynie przerwano posiedzenie szkockiego parlamentu. Ostatnie głosowanie niepodległościowe zorganizowano w 2014 roku. Wtedy 55 proc. głosujących opowiedziało się za pozostaniem Szkocji w Unii Brytyjskiej. Co więc się zmieniło?

Przede wszystkim zeszłoroczne referendum o odłączeniu się Wielkiej Brytanii od EU sprawiło, że Szkocja została zmuszona do opuszczenia Wspólnoty wraz z resztą Zjednoczonego Królestwa. W plebiscycie dotyczącym Brexitu Szkoci zdecydowaną większością głosów (62 do 38 proc.) opowiedzieli się za pozostaniem w Unii. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że Londyn zdecydował się na twardy Brexit wychodząc tym samym ze wspólnego europejskiego rynku, na czym z kolei bardzo zależało władzom w Edynburgu. Poza tym ważnym argumentem przed poprzednim referendum niepodległościowym, była obietnica ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona o zwiększeniu szkockich praw w ramach federacji. Aktualne badania szkockiej opinii publicznej wskazują, że wciąż ponad połowa Szkotów jest za pozostaniem w Wielkiej Brytanii, różnice są jednak niewielkie i w rzeczywistym referendum szalę zwycięstwa może przechylić grupa obecnie niezdecydowanych.

Decyzja o wystąpieniu z żądaniem do Londynu o przeprowadzenie ponownego referendum jest rzecz jasna nie na rękę brytyjskiej premier, która w obliczu czekających ją negocjacji z Brukselą będzie musiała stawić czoła także postulatom Nicoli Strugeon. Złagodzenia napiętych relacji między Londynem a Edynburgiem nie poprawiło poniedzialkowe spotkanie w Glasgow, po którym szkocka premier mówiła, że jest już sfrustrowana ciągłym ignorowaniem jej postulatów, a Szkoci mają pełne prawo, aby decydować o własnej przyszłości, w tym o relacjach z Unia Europejską i byciu częścią wspólnego rynku. W tym samym czasie Theresa May apelowała o jedność Królestwa, bo ewentualne spory doprowadzą do podziałów i osłabienia pozycji negocjacyjnej z Unią, z którą Wielka Brytania właśnie zaczyna się żegnać.

Nicoli Strugeon natomiast przy każdej okazji podkreśla, że jednym z najważniejszych argumentów, które przekonały Szkotów do pozostania w Wielkiej Brytanii był właśnie udział we wspólnym rynku Unii, choć najnowsze dane opublikowane przez Scottish National Statistics (odpowiednik polskiego GUS) wskazują, że rachunek ekonomiczny przemawia za sojuszem ze Zjednoczonym Królestwem.

Szkocja daje wyraźnie do zrozumienia, że ponad Unię Brytyjską w obecnym kształcie wolałaby dotychczasowe zasady współpracy z krajami zrzeszonymi we Wspólnocie. Wielu jednak twierdzi, że do secesji nie dojdzie, ale wiele osób zakładało także, że nie ma większych szans na Brexit, którego początek właśnie obserwujemy. Jeśli jednak dojdzie do podziału Zjednoczonego Królestwa przed Szkocją otworzą się nowe możliwości związane ze współpracą z 27 krajami Wspólnoty. Do Szkocji zamiast do kontynentalnej Europy może przenieść się na przykład ta część biznesu, dla którego priorytetem jest udział we wspólnym rynku. Szkocja spełnia ponadto wszystkie warunki polityczno-gospodarcze, aby jako niepodległe państwo mogło szybko zastąpić Wielką Brytanię Unii, przez dziesięciolecia była przecież jej częścią. To z kolei może oznaczać rywalizację z resztą UK, o to, kto zaproponuje lepsze warunki do prowadzenia biznesu. May zrobiła już w tym kierunku pierwsze kroki sugerując, że w przypadku niezadowalającego rezultatu Brexitowych negocjacji nie zawaha się uczynić z Wielkiej Brytanii raju podatkowego. Miałoby się tak stać tylko w obliczu konieczności ratowania brytyjskiej gospodarki. Z punktu widzenia konkurencyjności i niepodległościowych dążeń Nicoli Strugeon taka rywalizacja mogłaby być bardzo opłacalna na tle innych europejskich gospodarek, a oferta Szkocji wyjątkowo atrakcyjna dla firm na kontynencie, ale nie tylko – mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Póki co Szkocji po drodze nieco bardziej z Wielką Brytania niż z Unią Europejską, co potwierdzają dane Scottish National Statistics. Spośród całkowitej wartości szkockiego eksportu w 2015 roku (78,6 mld funtów) tylko 12,3 mld funtów (16 proc.) stanowił eksport do krajów Unii. To nieporównywalnie mniej niż eksport do reszty Zjednoczonego Królestwa, który w tym samym czasie oszacowano na 49,8 mld funtów (63 proc.). Pozostałe dobra o wartości 16,4 mld funtów (21 proc.) wyeksportowano do innych krajów na świecie, a największym beneficjentem międzynarodowego eksportu Szkocji były Stany Zjednoczone (4,6 mld funtów).

Cały międzynarodowy eksport Szkocji w 2015 roku (wyłączając jednak ropę i gaz) wyniósł 28,7 mld funtów i wzrósł o miliard funtów (3,6 proc.) w porównaniu do 27,7 mld funtów rok wcześniej. Do najważniejszych eksportowanych usług i gałęzi przemysłu Szkocji należną natomiast: przemysł spożywczy (żywność i napoje – 4,8 mld funtów), usługi profesjonalne, naukowe i techniczne, a wśród nich prawne, księgowe, zarządcze, architektoniczne, inżynieryjne, testy techniczne i usługi analityczne (3,5 mld funtów), przemysł chemiczny i rafineryjny (2,8 mld funtów), górnictwo i przemysł wydobywczy (2,1 mld funtów). Wśród największych odbiorców szkockiego eksportu w Unii Europejskiej zaliczają się kolejno: Holandia (2,3 mld funtów), Francja i Niemcy (po 1,8 mld funtów).

Władze w Edynburgu wiedzą, że udział w Zjednoczonym Królestwie jest z ekonomicznego punktu widzenia zdecydowanie bardziej opłacalny i to od obecnego sojuszu w dużej mierze zależy dobrobyt Szkocji. Jednocześnie jednak nie chcą tracić możliwości wolnego handlu z europejskimi partnerami, a już na pewno nie chcą wybierać pomiędzy wolnym eksportem do Unii Brytyjskiej czy Unii Europejskiej. Z drugiej jednak strony Edynburg zdaje sobie sprawę ze swojej silnej pozycji negocjacyjnej, choćby dlatego, że szkockie pokłady ropy to nawet 90 proc. pozostałych rezerw Wielkiej Brytanii. Niewykluczone także, że kolejne referendum niepodległościowe to próba politycznego szantażu Londynu mająca na celu zwiększenie autonomii wewnątrz federacji, bo jak wskazują zwolennicy Nicoli Strugeon – Wielka Brytania jest silna dzięki Szkocji. Jeśli jednak ponownie niemożliwe stanie się rzeczywistością, tak jak to było z Brexitem i Szkocja odłączy się od Zjednoczonego Królestwa to jedynym racjonalnym kierunkiem dla Szkotów będzie Unia Europejska

Autor: Krzysztof Oflakowski

Marcowe indeksy PMI z Francji, Niemiec i strefy euro wskazują na to, że gospodarka europejska się rozwija – zgodnie uznają ekonomiści. Ich zdaniem jest to także dobra wiadomość dla polskiej gospodarki.

Inwestorzy poznali w piątek wyliczenia PMI z Francji, Niemiec i strefy euro. Dane przygotowane przez Markit Economics są powyżej prognoz rynkowych, co mocno wsparło kurs euro.

Indeks PMI, określający koniunkturę w sektorze przemysłowym Francji, wyniósł w marcu 53,4 pkt. wobec 52,2 pkt. na koniec poprzedniego miesiąca – wynika z wstępnych danych. Analitycy szacowali 52,4 pkt. W usługach zaś w marcu osiągnął 58,5 pkt. wobec 56,4 pkt. na koniec lutego. Tu analitycy szacowali, że indeks wyniesie 56,1 pkt.

PMI w sektorze przemysłowym Niemiec wzrósł w marcu do 58,3 pkt. z 56,8 pkt. na koniec poprzedniego miesiąca. Analitycy szacowali 56,5 pkt. W usługach wskaźnik ten wyniósł 55,6 pkt. wobec 54,4 pkt. w lutym. U analityków – 54,5 pkt.

W sektorze przemysłowym strefy euro PMI wzrósł w marcu do 56,2 pkt. z 55,4 pkt. w lutym. Szacowano zaś 55,3 pkt. W usługach w marcu wyniósł 56,5 pkt. wobec 55,5 pkt. w lutym, a oczekiwano 55,3 pkt.

„To są bardzo dobre wyniki. Kolejny już miesiąc z rzędu mamy bardzo dobre wyniki. Jeżeli chodzi o niemiecki indeks, ma on najwyższy poziom od blisko 6 lat. W przypadku strefy euro, również te dane wyglądają bardzo dobrze” – powiedział  starszy ekonomista Pekao Adam Antoniak.

Jak dodał, dane pokazują, że w przypadku Niemiec bardzo mocno rośnie popyt na pracę. „Generalnie widać bardzo pozytywny wydźwięk, jeśli chodzi o popyt w sektorze przemysłowym. Temu towarzyszy coraz większa presja ze strony inflacji, co też widzimy od kilku miesięcy w indeksach europejskich” – powiedział.

W jego ocenie, PMI pokazuje, że „biznes żyje swoim życiem”. Na razie Brexit i zapowiedzi o Unii dwóch prędkości nie odbijają się na prowadzeniu biznesu. Przedsiębiorcy zakładają stabilność i nie obawiają się gwałtownych zmian – powiedział Antoniak.

Podkreślił, że dane PMI są dobrą wiadomością także dla polskiej gospodarki. „Jest bardzo duża korelacja z tym, co się dzieje w Europie, w szczególności w Niemczech. Około 80 proc. naszego eksportu trafia do UE. Gospodarka europejska, zwłaszcza niemiecka i polska, są silnie ze sobą powiązane. A zatem, im lepiej w Europie, tym lepiej i u nas” – podkreślił ekonomista.

Także według Rafała Sadocha z Domu Maklerskiego mBanku, dane PMI są pozytywnym sygnałem dla naszej gospodarki. „Zdążyliśmy już poznać dane z Francji i Niemiec, które w obydwu przypadkach przebiły oczekiwania rynkowe i wskazały na zdecydowane przyspieszenie tempa poprawy koniunktury zarówno w sektorze usługowym, jak i przemysłowym. Obecnie aktywność dwóch największych gospodarek Eurolandu jest najwyższa od 70-miesięcy. Dane są pozytywne dla notowań wspólnej waluty oraz europejskich parkietów. Pokazują także, że gospodarka przyspiesza, co ma także pozytywny wpływ na naszą gospodarkę” – powiedział Sadoch.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Przez 13 lat Polska dostała ponad 90 mld euro bezzwrotnej pomocy z Unii Europejskiej. W tym czasie istotnie wzrosły zarobki Polaków, powstało 2,5 mln nowych miejsc pracy, eksport zwiększył się czterokrotnie… W pełni wykorzystana szansa? Niekoniecznie. Są państwa, które razem z Polską wchodziły do UE i w pewnych dziedzinach nas przegoniły – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W tym tygodniu Unia Europejska świętuje 60-lecie podpisania Traktatów Rzymskich. W maju minie natomiast 13 lat od przystąpienia Polski do UE. Rocznice skłaniają do analizy: które elementy naszej integracji gospodarczej stawiają Polskę na podium, a w jakich kwestiach lepiej wypadły inne kraje z Europy Środkowo-Wschodniej?

Polska gospodarka często bywa przedstawiana jako przykład bardzo udanej integracji ze strukturami unijnymi. Czasami jednak wynika to z faktu, że jesteśmy największym krajem w regionie i poszczególne liczby wyglądają bardziej spektakularnie niż w przypadku innych państw, które ponad dekadę temu dołączyły do Wspólnoty.

Czasami również pozycja w gronie statystycznych liderów jest rezultatem startu z bardzo niskiego poziomu, ułatwiającego tym samym gwałtowną poprawę sytuacji. Dotyczy to zwłaszcza rynku pracy, który na początku ubiegłej dekady w Polsce charakteryzował się fatalną kondycją.

Środki unijne? Nie jesteśmy liderem

Według ostatnich danych Ministerstwa Finansów od maja 2004 r. do stycznia 2017 r. Polska dostała z unijnego budżetu niemal 135 mld euro. W tym samym okresie nasza składka członkowska wyniosła niemal 44 mld euro. To oznacza, że nad Wisłę napłynęło w ciągu 13 lat ponad 90 mld euro netto bezzwrotnej pomocy, czyli blisko 400 mld zł.

Ta olbrzymia kwota, przekraczająca całość tegorocznego budżetu Polski, pokazuje, że jesteśmy największym beneficjentem środków unijnych w regionie. Jednak w relacji do Dochodu Narodowego Brutto (DNB) nasza pozycja już zauważalnie spada. Według danych Eurostatu w latach 2004-2015 otrzymaliśmy środki równe 25,6 proc. DNB, co stawia nas dopiero na piątym miejscu wśród dziewięciu krajów, które przystąpiły do UE w 2004 r., Polskę wyprzedziły m.in.: Węgry (34,7 proc. DNB), Estonia (31,6 proc. DNB) czy Litwa (42,7 proc. DNB).

W handlu zagranicznym karty rozdaje zagranica

Otwarcie unijnych granic i wprowadzenie czterech podstawowych swobód rynku wewnętrznego (przepływ towarów, osób, usług i kapitału) dały dostęp polskim przedsiębiorcom do wspólnotowego rynku. Pozytywnie wypada także bilans napływu kapitału do Polski, chociaż prócz transferu szeroko pojętej wiedzy czy technologii oraz włączenia nas do globalnego łańcucha dostaw, niektóre negatywne trendy się utrzymały.

Według danych OECD w 2003 r. eksport Polski wynosił jedynie 54 mld dol. Natomiast w 2016 r. było to już 204 mld dol., czyli prawie cztery razy więcej. Nie mniej ważną zmianą okazała się w ostatnich latach stopniowa redukcja deficytu obrotów towarowych. 13 lat temu wynosił on ponad 14 mld dol. (25 proc. eksportu i 6 proc. PKB). Teraz nad Wisłą notujemy nadwyżkę handlową w wysokości 5 mld dol.

W porównaniu do innych krajów, które przystąpiły do UE w 2004 r., skala wzrostu polskiego eksportu i zmian w bilansie wygląda najbardziej spektakularnie. Po części jednak wynika to z dość słabej pozycji startowej. Czechy tuż przed wejściem do wspólnoty miały stosunkowo niewielki deficyt (2,5 mld dol.; 2,5 proc. PKB), a teraz nadwyżka wynosi prawie 20 mld dol., czyli 10 proc. PKB.

Większe otwarcie się na rynek zewnętrzny tylko w niewielkim stopniu zwiększyło udział polskich podmiotów w wymianie towarowej. Według danych GUS przedstawionych w raporcie „Działalność gospodarcza podmiotów z kapitałem zagranicznym w 2015 r.”, wartość eksportu zrealizowanego przez zagraniczne przedsiębiorstwa wynosiła 429 mld zł (bez usług około 360 mld). To prawie połowa wartości wysyłanych za granicę towarów w 2015 r. Dekadę wcześniej, według analogicznego raportu GUS, udział ten wynosił niespełna 60 proc.

2,5 miliona nowych etatów

Trudno znaleźć inne słowo, opisujące sytuację na polskim rynku pracy w 2003 r., niż katastrofa. Według Eurostatu bezrobocie wynosiło wtedy 19,8 proc. i było najwyższe zarówno wśród krajów kandydujących do UE, jak i jej członków. Na Węgrzech ten wskaźnik wynosił tylko 5,8 proc., a w Czechach – 7,8 proc.

Warto także zauważyć, że 13 lat temu indeks zatrudnienia dla populacji w wieku 20-64 lata był w Polsce najniższy wśród 28 krajów przedstawianych przez Eurostat. Wynosił on zaledwie 57,3 proc., podczas gdy na Węgrzech miał wartość 62,8 proc., a w Czechach – 70,4 proc. Ekstremalnie niskie było również zatrudnienie wśród osób w wieku 20-24 lata. Wynosiło ono w drugim kwartale 2004 r. tylko 35 proc. przy średniej w 15 unijnych krajach na poziomie 56,1 proc.

Poprawa sytuacji na rynku pracy od momentu wejścia do UE jest bezdyskusyjna. Dane Eurostatu pokazują, że bezrobocie w styczniu wynosiło w Polsce 5,4 proc. przy średniej unijnej na poziomie 8,1 proc. Co ciekawe jednak i tak jest ono wyższe niż w Czechach (3,4 proc.) i na Węgrzech (4,3 proc. – ostatnie dane za grudzień 2016 r.), choć oczywiście skala zmian w Polsce była najbardziej pozytywna w porównaniu do momentu wstąpienia do UE.

Znacznie mniej optymistycznie w ujęciu procentowym zachowuje się wskaźnik zatrudnienia. W III kw. 2016 r. wynosił on dla przedziału wiekowego 20-64 lata 69,7 proc., co jest 20. rezultatem w Unii. Średnia we Wspólnocie to 71,5 proc., podczas gdy na Węgrzech miała wartość 72,1 proc., a w Czechach – 77 proc.

Na pewno wyzwaniem na kolejne lata będzie poprawa aktywności zawodowej osób starszych. Ponad połowa Polaków w przedziale wiekowym 55-64 lata jest bierna zawodowo (nie ma pracy i jej nie szuka), podczas gdy średnia w Unii to 40 proc. Ogólnie jednak na rynku pracy nastąpiły pozytywne zmiany. Przez 13 lat polska gospodarka wykreowała ponad 2,5 miliona nowych etatów.

Wynagrodzenia – zaskakujący awans

Zestawienie wynagrodzeń w krajach o różnych walutach, systemach podatkowych czy poziomach inflacji może generować sporo problemów i zaburzać ogólny przekaz badania. M.in. dlatego Eurostat stosuje standard siły nabywczej (PPS euro), co pozwala porównać, jakie są możliwości zakupowe konsumenta danego państwa, biorąc pod uwagę statystyczny koszyk dóbr i usług.

W 2003 r. 12-miesięczne wynagrodzenie netto singla zarabiającego 80 proc. krajowej średniej (zwykle jest to także mediana) wynosiło 6,4 tys. euro PPS w Polsce, 6,1 tys. euro PPS na Węgrzech i nieco ponad 7 tys. euro PPS w Czechach. Dla szerszego porównania osoby z powyższej kategorii zarabiały w Niemczech 16,8 tys. euro PPS, a we Francji – 15,3 tys. euro PPS. Różnica w finansowym standardzie życia pomiędzy wiodącymi członkami UE a krajami spodziewającymi się akcesji była więc olbrzymia.

Według ostatnich dostępnych danych Eurostatu (za rok 2015) siła nabywcza singla otrzymującego netto 80 proc. przeciętnej pensji wynosi w Czechach 11,6 tys. euro PPS, na Węgrzech 9,4 tys. euro PPS, a w Polsce – 12,2 tys. euro. W największych krajach starej Unii, czyli w Niemczech i we Francji, te wartości wynoszą odpowiednio 20,7 tys. euro oraz 23,8 tys. euro.

Dane pokazują, że prawdziwym sukcesem Polski po przystąpieniu do UE jest wzrost wynagrodzeń. Nie dość, że w ujęciu PPS zwiększyły się one o 90 proc., to jeszcze udało się nam przegonić Czechy. Dodatkowo stosunek siły nabywczej Polaka do Niemca wzrósł z 38 proc. do 51 proc., co należy uznać za bardzo dobry wynik – wszak gospodarka naszego zachodniego sąsiada należy do światowej czołówki.

Ogólny sukces

Ostatnie 13 lat było gospodarczym sukcesem dla Polski. Nie jesteśmy co prawda liderem w wykorzystaniu środków unijnych w relacji do DNB i nasz eksport pozostał w znacznym stopniu zdominowany przez kapitał zagraniczny, ale fundamentalna poprawa sytuacja na rynku pracy i względnie silny wzrost wynagrodzeń sprawiają, że Polacy powinni być usatysfakcjonowani gospodarczymi wynikami unijnej integracji.
Źródło: Cinkciarz.pl

 

Eksport wzrósł w styczniu o 5,5 proc. r/r w euro, a import o 6,6 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 462 mln euro – padał GUS

Eksport w styczniu 2017 r. był wyższy o ponad 1 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o 1,3 mld euro. To co prawda dopiero pierwszy miesiąc 2017 r., ale dane za styczeń wskazują, że rosnąca konsumpcja gospodarstw domowych może mieć w tym roku silny wpływ na import. Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia, program Rodzina 500+ tworzą ku temu warunki. „Kowalscy” zwiększają zainteresowanie zakupami – sprzedaż detaliczna wzrosła w styczniu br. o ponad 11 proc. Sprzedaż produktów z import musiała mieć też w tym swój udział.

Na razie mamy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego, ale jest ono niższe o ponad 1/3 niż w styczniu 2016 r. Jeśli takie zapotrzebowanie na produkty z importu utrzyma się, to nawet przy ciągle poprawiającej się koniunkturze gospodarczej u naszych głównych partnerów biznesowych w UE28 wzrost eksportu, mimo dobrej dynamiki, nie będzie w stanie kompensować szybkiego wzrostu importu. A to oznacza, że wkład eksportu netto do PKB może być w 2017 r. ujemny, czyli obniżający tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Szansą może być eksport do krajów rozwijających się, który wzrósł w styczniu br. o 17,6 proc. (r/r; euro). A także eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o ponad 26 proc.). Powoli odbudowuje się eksport do Rosji (wzrost o prawie 15 proc.) i Ukrainy. Jednak tak silne wzrosty eksportu do obu tych grup krajów są w części wynikiem bardzo niskiej bazy w styczniu 2016 r. Czy rzeczywiście skuteczność polskich firm działających na rynkach krajów rozwijających się rośnie można będzie potwierdzić po kilku miesiącach utrzymywania się tak wysokiej dynamiki eksportu. Byłaby to wielka szansa tak dla firm, jak i dla gospodarki.

Co do poprawy wyników eksportu na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to także ciągle znak zapytania.

Po styczniowych wynikach obrotów handlu zagranicznego wiemy jednak, że eksporterzy jak zwykle będą mieli lepsze wyniki finansowe niż firmy nieobecne na rynkach zewnętrznych. Może skłoni to eksporterów do wzrostu inwestycji, co zapewne i im, i całej gospodarce jest bardzo potrzebne. I wpłynie na przedsiębiorstwa kooperujące z eksporterami zwiększając także ich skłonność do inwestycji. Może rosnącemu zewnętrznemu popytowi na polskie produkty uda się to, co nie udaje się decydentom – zwiększenie skłonności do inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. Oby.

Autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Zdecydowana większość – 81 proc. firm z branży opakowań prężnie się rozwija i jest w co najmniej  dobrej kondycji finansowej. Na 10 485 firm w Polsce zajmujących się tą działalnością problemy finansowe związane z nieterminowym regulowaniem zobowiązań kredytowych i pozkredytowych ma 1 047. Ich łączne zadłużenie  wynosi  117,7 mln zł –  wynika z danych BIK i BIG InfoMonitor.

W analizie przeprowadzonej przez BIG InfoMonitor i BIK wzięliśmy pod uwagę: produkcję opakowań drewnianych, produkcję papieru falistego i tektury falistej oraz opakowań z papieru i tektury, produkcję opakowań z tworzyw sztucznych, produkcję pojemników metalowych i opakowań z metali. Łącznie 10 485 firm. Przeterminowane płatności wobec banków i kontrahentów na sumę 117,7  mln zł  ma 1 047 z nich. Najliczniejszą grupę z zatorami finansowymi stanowią firmy produkujące opakowania drewniane (3 242) oraz z tworzyw sztucznych (2 534), ale najwyższa wartość zaległych zobowiązań przypada na firmy wytwarzające  opakowania z papieru – 46,6 mln zł.

Przeciętna zaległość przekracza 112 tys. zł

Patrząc na wyniki finansowe firm opakowaniowych można śmiało stwierdzić, że   na tle gospodarki wyróżniają się one pozytywnie. W ujęciu makro, rentowność firm z tej branży przekracza  średnią. Co istotne bardzo dobra  rentowność nie jest jedynie cechą wybranych firm, lecz zdecydowanej większości. – Jeśli chodzi o przeciętne zadłużenie firm posiadających problemy to również przekracza ono  średnią dla firm, ale  akurat wynika z  wysokiej  kapitałochłonności tego biznesu, ponieważ produkcja opiera się o kosztowne, wysoko zautomatyzowane urządzenia – wyjaśnia Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.  – Obserwowany stosunkowo wysoki przeciętny poziom zaległości podmiotu – 112,4 tys. zł – może także uzasadniać dynamicznie rosnący poziom realizowanych inwestycji. Wśród producentów opakowań panuje co do  prognozowanej koniunktury, a to mobilizuje branżę do dalszej ekspansji rynkowej  – dodaje Sławomir Grzelczak.

Dwie na trzy firmy w bardzo dobrej kondycji finansowej

Z przeprowadzonej przez wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska oceny kondycji finansowej polskich firm z branży opakowań, wynika, że jedynie niewielka część z nich –  poniżej 20 proc. – znajduje się w słabej i bardzo  złej sytuacji  finansowej.

Niemal dwie trzecie (64 proc.)  firm z branży opakowań charakteryzuje  się bardzo dobrą kondycją  finansową, a blisko 17 proc. dobrą.  Szczególnie korzystnie wyróżniają się  producenci opakowań drewnianych, najsłabiej na tle branży wypadają natomiast producenci  opakowań  szklanych. Spośród nich  ponad 31 proc.  jest w sytuacji słabej i bardzo złej.

Zyski rosną ponad 7 procent rocznie

Z kolei z analizy finansowej przygotowanej przez  Bisnode Polska dla 1000  firm produkujących opakowania, wynika, że w 2015 r. sprzedaż analizowanych podmiotów przekroczyła wartość  43,3 mld zł i była o 6,9 proc. wyższa niż w 2014 r.  Jednocześnie zysk  badanego tysiąca firm, w których zatrudnionych jest 63 tys. osób, wzrósł rok do roku o 7,4 proc. – z 2,7 mld zł w 2014 r. do ponad 2,9 mld za 2015 r.

Zakładając, że średni roczny przychód  firmy to 43 mln zł, a średni zysk – 2,9 mln zł, natomiast średni dług zgromadzony w bazach BIG InfoMonitor i BIK to 112,4 tys. zł, to zaległy dług  stanowi  0,3 proc. przychodu  i  3,9 proc. zysku.

Cechą charakterystyczną branży jest nie tylko dobra kondycja finansowa firm, ale również niewielka konsolidacja w porównaniu z innymi sektorami. W branży działa prawie 43  proc. małych firm i blisko 37 proc. mikrofirm.

Jednocześnie to jednak mniej niż 4 proc. największych  spółek odpowiada za blisko 42 proc.  całkowitego przychodu 1000 analizowanych  firm z branży.

W ostatnich latach branża w ujęciu globalnym rozwija się w tempie kilku procent rocznie. Wymiana międzynarodowa, rozwój produkcji pakowanych towarów, wzrost roli e-commerce kształtują optymistyczne prognozy długoterminowe dla opakowań. W Polsce trendy są podobne a nawet bardziej korzystne.

Eksport dodatkową szansą

Podstawowym źródłem potencjału dla branży jest popyt rynku krajowego. Wzrost zamożności społeczeństwa i konsumpcji dalej będzie  przenosił się na wzrost zużycia opakowań. Drugą ogromną szansę dla polskich opakowań stanowią zamówienia krajowych firm produkujących na eksport. Eksport rośnie szybciej od całej gospodarki, więc i dla przemysłu opakowań tempo rozwoju powinno być zauważalnie szybsze od tempa wzrostu PKB. Trzecim czynnikiem wzmacniającym dynamikę rozwoju przemysłu opakowaniowego będzie eksport samych opakowań.

Oferta polskich producentów jest już na wysokim europejskim poziomie, a krajowe firmy zdobyły wiarygodność w oczach zagranicznych kontrahentów. Średni udział eksportu bezpośredniego w sprzedaży producentów opakowań sięga około 40 proc. Dla wielu naszych klientów z tej branży eksport staje się podstawą  strategii sprzedażowych – komentuje Roman Nagler, dyrektor kredytowy ds. sektorów w BZ WBK.

Źródło: BIG InfoMonitor

Zgodnie z oczekiwaniami i wcześniejszymi szacunkami, w czwartym kwartale tempo wzrostu polskiej gospodarki przyspieszyło z 2,5 do 2,7 proc. Tę niewielką poprawę zawdzięczamy w znacznej mierze wyższemu spożyciu w gospodarstwach domowych, przewadze eksportu nad importem oraz wyhamowaniu negatywnych tendencji w inwestycjach. Dynamika spożycia w gospodarstwach domowych była najwyższa od kilku lat i wyniosła 4,2 proc. W poszczególnych kwartałach ubiegłego roku notowano w tym zakresie stałą tendencję wzrostową, która prawdopodobnie utrzyma się także w tym roku. Wyraźnie niższe było z kolei spożycie sektora publicznego. O ile przez większą część roku rosło ono o 3,9-4,9 proc., to w trzech ostatnich miesiącach jego dynamika sięgnęła zaledwie 2,7 proc. Pod tym względem można spodziewać się poprawy w kolejnych kwartałach. Utrzymała się wysoka dynamika eksportu, choć sięgający 8,5 proc. wzrost ustępuje wynikom z pierwszej połowy 2016 r. Wyraźnie słabszy był wzrost importu i wyniósł 2,4 proc., podczas gdy rok wcześniej sięgał 4,2 proc., stąd też nadwyżka eksportu nad importem korzystnie wpłynęła na dynamikę PKB. Zanotowano nieznaczne wyhamowanie negatywnych tendencji w inwestycjach. Nakłady na środki trwałe były w ostatnich trzech miesiącach roku niższe o 5,8 proc. niż w tym samym czasie w 2015 r., ale w trzecim kwartale ubiegłego roku spadek ten sięgał 7,7, proc. Wszystko wskazuje na to że inwestycyjny dołek polska gospodarka ma już za sobą i w kolejnych kwartałach będzie następować stopniowa poprawa, choć na wyraźniejszy wzrost nakładów będzie można liczyć prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie roku.

Spośród poszczególnych działów naszej gospodarki najlepiej radził sobie transport i gospodarka magazynowa, gdzie wartość dodana brutto zwiększyła się aż o 10,1 proc. Sięgający 5,8 proc. wzrost miał miejsce w handlu i naprawach samochodów, a wartość dodana w działalności w zakresie informacji i komunikacji zwiększyła się o 5,5 proc. Pod tym względem przemysł nie wypadł najlepiej ze wzrostem o 2,7 proc., a więc na poziomie identycznym, jak dynamika PKB. O 9,3 proc. niższa niż przed rokiem była wartość dodana w budownictwie, jednak oznacza to poprawę w porównaniu do trzeciego kwartału ubiegłego roku, gdy spadek sięgał 16,5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Zgodnie z założeniem „kto nie idzie do przodu, ten się cofa”, polskie firmy rosną w siłę. Coraz częściej doceniają je zagraniczni klienci, których możliwości finansowe pozwalają na zakup produktów zaawansowanych technologicznie i innowacyjnych. Międzynarodowa konkurencja oraz coraz większe oczekiwania ze strony konsumentów, motywują do rozwoju i szukania nowych rozwiązań technologicznych, a wysoka jakość usług i produktów tworzonych przez polskie firmy sprawiają, że hasło „made in Poland” nabiera nowego, pozytywnego znaczenia.

Jeszcze kilkanaście lat temu, polskie firmy, które chciały rozpocząć swoją działalność na światowych rynkach, musiały zmierzyć się ze stereotypowym postrzeganiem Polski, jako kraju pozostającego w tyle za doskonale rozwiniętymi gospodarczo i technologicznie Niemcami czy Szwajcarią. Jednak tegoroczne badania przeprowadzone przez Fundację Kronenberga wskazują, że zdaniem właścicieli przedsiębiorstw, działalność zagraniczna przynosi większe zyski, między innymi dzięki wyższym marżom oraz popytowi.  Badani uważają także, że klienci zagraniczni mają większe wymagania, jednak polskie produkty są przez nich szczególnie cenione za jakość i konkurencyjną cenę. Przed polskimi firmami jeszcze długa droga, jednak bez wątpienia systematycznie zapewniają sobie one lepszą pozycję na globalnych rynkach.

Ekspansja polskich firm za granicą

Ogólnobranżowe statystki nadal pokazują, że o wiele więcej zagranicznych firm inwestuje w Polsce, niż rodzimych firm za granicą. Przykładem są Niemcy, którzy zainwestowali w ostatnich latach 30 razy więcej niż krajowe przedsiębiorstwa u zachodniego sąsiada. Pomimo tych danych, tendencja ekspansji polskich firm systematycznie rośnie. Popularnymi kierunkami rozwojowymi dla przedsiębiorców są m.in. Francja, Włochy, Wielka Brytania, Czechy czy Rosja – wartość krajowych towarów, które trafiły do tych państw w ubiegłym roku, wyniosła ponad 180 mld zł. – Należy pamiętać, że każdy rynek ma swoją specyfikę. Zupełnie inaczej prowadzi się klienta w Polsce, w USA czy w Szwecji. Zderzenie kulturowe, klimatyczne i nowe doświadczenie, dają cenną wiedzę, którą warto zbierać i wykorzystywać przy tworzeniu nowych inicjatyw – komentuje Tomasz Gibas, prezes polskiej firmy Coders Center, która w ciągu dwóch lat istnienia otworzyła przedstawicielstwa i placówki sprzedażowe m.in. w Nowym Jorku, Szwecji, Finlandii, Luksemburgu i Szwajcarii.

Zagraniczni klienci są w stanie zapłacić więcej

Wszystkie polskie firmy, które eksportują swoje produkty na zagraniczne rynki, pracują na wizerunek krajowej marki na całym świecie. Im więcej pierwszorzędnych produktów wytworzonych w Polsce czy usług oferowanych przez rodzime firmy trafia do konsumentów, tym ten wizerunek jest lepszy. Według prezesa firmy Coders Center, w przypadku firm działających na rynku infotechnologii, polscy klienci nabierają świadomości i coraz precyzyjniej potrafią określić swoje potrzeby odnośnie oferty konkretnej firmy. Jednak to klienci z zachodu mają większą wiedzę technologiczną, a do tego łatwiej im zaakceptować koszty licencji oprogramowania, która nie należy do najtańszych. – Nie powiedziałbym, że wkraczanie na międzynarodowy rynek to problem, określiłbym to raczej jako wyzwanie, które sprawia przyjemność – dodaje Tomasz Gibas z Coders Center. Faktem jest to, że za nowatorskie rozwiązania, które wcześniej nie były dostępne na rynku, potencjalni nabywcy są w stanie zapłacić znacznie więcej. To cenna informacja dla firm, że powinny przykładać szczególną wagę do innowacyjności.

Jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone przez Fundację Kronenberga, potencjał ekspansji zagranicznej polskich firm wzrasta, dlatego warto go teraz wykorzystać. Jakość polskich usług nie odbiega od międzynarodowych standardów, dlatego rodzime firmy powinny zapomnieć o kompleksie niższości. Co więcej, sądząc po rosnącej tendencji ekspansji polskich firm za granicą, coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie z tego sprawę, odważnie wkracza na zagraniczne rynki i co najważniejsze – zajmuje na nich pionierskie pozycje.

 

Coders Center

Niestabilność kursów walut na przestrzeni ostatniego roku nie wpłynęła na zmianę postaw polskich firm z sektora MŚP wobec ryzyka kursowego – wynika z najnowszego badania* przeprowadzonego przez 4P research mix dla instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów. Wciąż niepokojąco dużo, bo aż 78 proc. MŚP zajmujących się handlem zagranicznym w ogóle nie zabezpiecza swoich kontraktów przed ryzykiem niekorzystnych zmian notowań.

Rok 2016 z pewnością nie należał do spokojnych jeśli chodzi o kursy walut. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy za euro płaciliśmy od 4,26 do 4,41 zł, a za dolara amerykańskiego – od 3,78 do 3,99 zł. Jeszcze większe wahania zanotował funt brytyjski, który w lipcu kosztował jeszcze 5,31 zł, a w październiku nawet 4,73 zł**.

Ryzyko kursowe to niepotrzebna strata

– Ryzyko kursowe w handlu zagranicznym może zmniejszyć przychód z danej transakcji, a tym samym istotnie wpłynąć na jej opłacalność. To z kolei może być szczególnie groźne dla mniejszych eksporterów czy importerów, z natury rzeczy bardziej wrażliwych na zachwianie równowagi w finansach – mówi Radosław Jarema, szef AKCENTY w Polsce.

Tymczasem w badaniu AKCENTY aż 78 proc. polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku nie stosowało żadnych zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym. Tym samym utrwalił się stan sprzed roku, gdy w badaniu AKCENTY również 78 proc. ankietowanych MŚP odpowiedziało, że nie chroni przed nim swojej firmy. W tym roku odnotowano jednak drobne różnice w odpowiedziach między eksporterami a importerami. Wśród firm zajmujących się eksportem z zabezpieczeń korzysta bowiem 20 proc. przedsiębiorców, w przypadku importerów ten odsetek wynosi obecnie 23 proc.

Wykres 1.

33

Forward wciąż najpopularniejszy

Radosław Jarema z AKCENTY twierdzi, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczna wiedza polskich przedsiębiorców o możliwościach zabezpieczenia się przed ryzykiem kursowym. – Przedsiębiorcy często nie mają nawet świadomości tego, że takie możliwości istnieją. A jeśli już o nich wiedzą, to uważają, że są to rozwiązania zbyt drogie lub zwyczajnie nie nadają się dla małych lub średnich firm. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – przekonuje Jarema.  – Eksporterzy i importerzy mają chociażby dostęp do forwardów, które są najłatwiejszym sposobem zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym. To rozwiązanie nie tylko proste, ale także łatwo dostępne i, co ważne, całkowicie bezpłatne. Dlatego tak dobrze sprawdza się w przypadku MŚP – dodaje ekspert.

Jak to działa forward? Najkrócej mówiąc, forward polega na tym, że umawiamy się na zakup lub sprzedaż waluty w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie. Nie ma zatem ryzyka niekorzystnych wahań kursu waluty, a firma jest pewna wysokości marży na danej transakcji.

Zalety forwardów dostrzegają również przedsiębiorcy i dlatego jeśli już decydują się na zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym, to najczęściej wybierają właśnie to narzędzie. W rezultacie, w badaniu AKCENTY niemal 3/4 (74 proc.) polskich eksporterów i importerów z sektora MŚP zadeklarowało, że w minionym roku skorzystało z tego rozwiązania. Dla porównania, w zeszłorocznym badaniu korzystanie z forwardów zgłosiło 68 proc. badanych firm.

MŚP walczą z ryzykiem niewłaściwie

Spośród innych sposobów zabezpieczenia przed ryzkiem kursowym, przedsiębiorcy stosunkowo najczęściej przerzucają ryzyko kursowe na klienta czy kontrahenta poprzez fakturowanie w walucie krajowej (13 proc. importerów i 35 proc. eksporterów, którzy korzystali z zabezpieczeń) lub uwzględnienie wahań kursów w cenach (9 proc. importerów i 40 proc. eksporterów).

– Warto zauważyć, że takie rozwiązania obniżają konkurencyjność oferty polskich przedsiębiorców. Mogą prowadzić do zmniejszenia lub utraty zamówień, a nawet wyparcia z rynku przez konkurentów – ostrzega Radosław Jarema z AKCENTY.

Inne najczęściej stosowane przez MŚP metody ochrony przed ryzykiem kursowym to: ujmowanie kosztów i dochodów w jednej walucie (13 proc. importerów i 30 proc. eksporterów), opcje walutowe (22 proc. importerów i 10 proc. eksporterów), ubezpieczenie ryzyka walutowego (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów) oraz faktoring międzynarodowy (13 proc. importerów i 5 proc. eksporterów).

 

Wykres 2.

34

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA na przełomie września i października oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

** Średnie kursy NBP, tabela A.

 

AKCENTA

Projekty ustaw[i] przewidują duże zmiany w systemie urzędowej kontroli żywności. Proponuje się m.in. powołanie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, która ma przejąć zadania 3 inspekcji podległych Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi (Inspekcji Weterynaryjnej, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych) oraz zadania Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Handlowej, w zakresie urzędowej kontroli żywności. Nowa Inspekcja podlegać ma Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Wg Konfederacji Lewiatan argumenty projektodawców dotyczące oszczędności i zwiększenia efektywności prac, wynikające z konsolidacji inspekcji, nie mają uzasadnienia merytorycznego. Liczba prowadzonych kontroli nie zmniejszy się zarówno ze względu na odmienną specyfikę kontroli poszczególnych inspekcji jak i zakres kontroli poszczególnych służb.

Nowe regulacje stworzą natomiast zagrożenie wprowadzania embargo na polską żywność za granicą, uzasadnionego chaosem w zasadach kontroli. Pamiętajmy – mówi dr Dobrawa Biadun z Konfederacji Lewiatan – że 80% eksportu polskiej żywności odbywa się w ramach Unii Europejskiej. – Część krajów, w ramach konkurencji, podejmuje działania mające na celu zmniejszenie naszego eksportu. Zbyt poważne reformy, obarczone dużym ryzykiem chaosu, mogą być wykorzystane przeciwko polskiej żywności i krajowym producentom – dodaje.

Zdaniem Lewiatana konsolidacja służb mogłaby być możliwa, ale wyłącznie w zakresie inspekcji podległych Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi z jednoczesnym wprowadzeniem podległości nowej instytucji pod Prezesa Rady Ministrów. W ocenie pracodawców nie jest właściwe połączenie w rękach jednego organu produkcji rolnej oraz jej kontroli.

– Należy bezwzględnie wyłączyć z zakresu zmian obszar dotyczący kompetencji Ministra Zdrowia tj. urzędowej kontroli żywności prowadzonej przez Państwową Inspekcję Sanitarną – komentuje ekspertka Lewiatana. Jej zdaniem prowadzony nadzór ma charakter kompleksowy, system jest efektywny, funkcjonuje od wielu lat i sprawdził się również w sytuacjach kryzysowych. Bezpieczna żywność bezpośrednio wpływa na zdrowie publiczne obywateli, którego ochrona jest kompetencją Ministra Zdrowia i podległego mu Głównego Inspektora Sanitarnego.

Projektodawcy nie uwzględnili też kompleksowego nadzoru nad warunkami produkcji i obrotu żywnością, z nadzorem nad wodą do picia, będącą składnikiem żywności i wykorzystywaną w procesach produkcji żywności oraz z nadzorem nad epidemiologią chorób zakaźnych, w szczególności nad zatruciami pokarmowymi i nosicielstwem chorób zakaźnych – są to kompetencje Ministra Zdrowia i Państwowej Inspekcji Sanitarnej w obszarze zdrowia publicznego.

Merytorycznego ani ekonomicznego uzasadnienia nie znajdują również rewolucyjne zmiany obejmujące reformę bazy laboratoryjnej. Państwowa Inspekcja Sanitarna posiada specjalistyczne akredytowane laboratoria badające wszystkie niezbędne parametry bezpieczeństwa żywności i wody. Dostosowania polskiego nadzoru nad bezpieczeństwem żywności do standardów europejskich Polska dokonała wstępując do Unii Europejskiej w 2004 r.

 

[i] Projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności oraz projekt ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności

 

dr Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka ds. ochrony zdrowia Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy, Konfederacja Lewiatan

Polska eksportuje nie tylko żywność i samochody. Nasze największe hity eksportowe ubiegłego roku mogą zaskakiwać. Statystyki dotyczące wymiany handlowej z innymi krajami omawia Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl.

Ub. rok był kolejnym udanym okresem dla polskich eksporterów. Według danych GUS za 2015 r., wartość sprzedaży za granicę wzrosła o 7.8 proc. Sukces został osiągnięty mimo nieprzychylnej atmosfery w światowej gospodarce, zmagającej się ze spowolnieniem krajów rozwijających się oraz załamaniem cen surowców. Również strefa euro, najważniejszy partner handlowy Polski (56.4 proc. eksportu w ub.r.), wciąż notuje niskie tempo wzrostu PKB. Niemniej, przeciwności nie zdołały zniechęcić polskich firm do ekspansji na nowe rynki.

Nie tylko żywność

Zwykle polski sukces eksportowy jest kojarzony z handlem żywnością. O ile sprzedaż produktów z tej kategorii rosła bardzo dynamicznie zaraz po przystąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej, o tyle obecnie zwiększa się wolniej niż całkowity eksport. W rezultacie udział produktów spożywczych w eksporcie zmalał do 10.7 proc. w 2015 r. wobec 11 proc. i 10.9 proc. w latach 2013-14.

Ograniczenie udziału żywności w eksporcie było co prawda stosunkowo nieduże, lecz jednocześnie mamy do czynienia ze wzrostem znaczenia sprzedaży produktów z kategorii maszyny i urządzenia transportowe. W 2015 r. było to odpowiednio 38.6 proc. w eksporcie wobec 37.6 proc. i 37.8 proc. w latach 2013-14. Warto jednak pamiętać, że ponad pięć lat temu udział tej kategorii przekraczał wyraźnie 40 proc.

Obserwujemy zatem stopniową zmianę struktury polskiego eksportu od produktów nisko przetworzonych do produktów bardziej zaawansowanych. Utrzymanie takiej tendencji w długim terminie będzie prowadziło do wzrostu efektywności pracy oraz w rezultacie wyższych wynagrodzeń.

Eksportowe niespodzianki

Wśród produktów, których sprzedaż wzrosła najmocniej w 2015 r., uwagę zwraca sprzedaż broni i amunicji. Wartość eksportu wyniosła blisko 110 mln euro wobec 54 mln euro rok wcześniej. To oznacza wzrost o 102 proc. W ostatnich pięciu latach eksport tej kategorii był wyższy aż o 313 proc. Wartość tego rynku w stosunku do całego eksportu ma niewielkie znaczenie (0.6 proc.), lecz bardzo dobrze odzwierciedla poprawę skuteczności wchodzenia na nowe rynki. Największym odbiorcą sprzętu był Irak.

Kolejnym przykładem są ciągniki. Sprzedaż tych maszyn rolniczych urosła o 100 proc. (do blisko 120 mln euro z niespełna 60 mln euro w 2014 r.). W stosunku do 2011 r. sprzedaż była wyższa o prawie 200 proc. Największym odbiorcą ciągników była Belgia, a zaraz potem Etiopia. Sprzęt był sprzedawany także do takich krajów, jak Iran, Kazachstan czy Jordania.

Następną mało znaną kategorią eksportu są wózki dziecięce, zabawki i gry. Tylko w 2015 r. sprzedaż tych towarów wzrosła o niemal 50 proc., do 1.2 mld euro. Przez ostatnie pięć lat eksport tych towarów wzrósł o ponad 200 proc. Największym odbiorcą były Czechy, gdzie w ub.r. sprzedano towary za niemal 80 mln euro. W czołówce są przede wszystkim kraje europejskie – Francja, Belgia i Holandia. Uwagę zwraca wysoka pozycja Białorusi.

Wśród produktów, które zanotowały ponad 100 proc. wzrost, były między innymi instrumenty muzyczne, zegary i zegarki oraz artykuły podróżne i torebki. O ile znaczenie tych kategorii jest stosunkowo nieduże, o tyle największa pozycja eksportowa – maszyny i urządzenia transportowe – urosła o 10.1 proc. a żywności o 6.6 proc. To dobrze obrazuje sektory, które są w miarę dojrzałe oraz te, które przeżywają dynamiczny rozwój.

Uwolnienie potencjału

Struktura eksportu odzwierciedla obraz polskiej gospodarki. Widać wyraźnie, że źródłem sukcesu ostatnich lat były małe i średnie przedsiębiorstwa, potrafiące skutecznie odpowiadać na potrzeby klienta nawet w odległej Afryce czy Azji. Produkcja żywności, chociaż ma jeszcze pewien potencjał, od dłuższego czasu nie jest już głównym motorem wzrostu eksportu i nie da nam eksportowego sukcesu na miarę Niemiec.

 

Cinkciarz.pl

Przedsiębiorstwa średnie i duże zwiększyły w 2015 r. przychody ze sprzedaży o 3,2 proc. r/r, a wynik finansowy netto o 1,5 proc. – podał GUS.

Przedsiębiorstwa kolejny rok działały w bardzo nietypowych warunkach, bowiem wzrostowi gospodarczemu (PKB) na poziomie wyraźnie ponad 3 proc. towarzyszyła deflacja (konsumencka i producencka). A to oznacza dla firm niewielkie wzrosty przychodów ze sprzedaży, ale z drugiej strony także szanse na utrzymanie kosztów w ryzach dzięki spadkom cen surowców. Oznacza także słabe wzrosty zysku netto.

Tak było w 2015 r. (w 2014 r. wynik finansowy netto spadł r/r). Przychody z działalności przedsiębiorstw 50+ zwiększyły się jedynie o 3,2 proc. r/r. W podobnym stopniu wzrosły koszty uzyskania przychodów. Udało się co prawda zwiększyć wynik finansowy netto, ale jedynie o  1,4 mld zł, do 91, 5 mld zł. Firmy nauczyły się działać w tych nietypowych warunkach – więcej przedsiębiorstw 50+ mimo słabo rosnących przychodów i zysków osiągnęło  w 2015 r. zysk netto (82,8 proc.) i był on przeciętnie większy, ale jedynie o 1,7 proc.

Należy jednak wyraźnie powiedzieć, że nie wszystkie firmy radzą sobie z tą nietypową sytuacją – prawie 3 tys. firm 50+ zakończyło 2015 r. stratą netto, i była ona wyraźnie, bo o 3,6 mld zł wyższa  niż w 2014 r.  Przeciętnie straty jednej firmy były o ponad 20 proc. r/r wyższe niż w 2014 r. i wyniosły 9,8 mln zł. Może to być efekt sytuacji w sektorze górnictwo i wydobywanie, gdzie rentowność sprzedaży netto była w 2015 r. ujemna (minus 3,1 proc.).

Mimo deflacji oraz słabości części firm, szczególnie z sektora górnictwo i wydobywanie, w 2015 r. przedsiębiorstwa 50+ inwestowały, eksportowały i podnosiły wynagrodzenia. I utrzymały wysoką płynność finansową.

To co najważniejsze, to wzrost nakładów na inwestycje (o 11,9 proc. r/r w cenach stałych), i to przede wszystkim w grupie maszyny, urządzenia techniczne, narzędzia oraz środki transportu. Przedsiębiorstwa 3. rok z rzędu zwiększały inwestycje w ponad dwucyfrowym tempie, modernizując swoje aktywa trwałe. A to kluczowy czynnik dla wzrostu produktywności, a także dla wzrostu wynagrodzeń. Skutki tego procesu już zaczynamy obserwować. Jeżeli przedsiębiorstwa będą kontynuować proces modernizacji, to z jednej strony będą miały szanse na poprawę wyników finansowych, ale będą też coraz silniej napotykać na bariery na rynku pracy, w tym przede wszystkim wynikające z coraz bardziej ograniczonego dostępu do wykwalifikowanych kadr.

Kolejną ważną informacją jest wzrost liczby firm-eksporterów. W grupie firm 50+ przybyło ich co prawda tylko 140 (eksporterzy to 51,4 proc.), ale to potwierdzenie tendencji  obserwowanej już od kilku lat. Coraz więcej przedsiębiorstw szuka swoich szans poza rynkiem polskim – nie tylko szans na wzrost sprzedaży, ale także na poprawę wyników finansowych. „Od zawsze” bowiem firmy-eksporterzy wykazują lepszą kondycję finansową niż nie-eksporterzy. Z korzyścią dla nich samych, ale i dla całej gospodarki.

W 2015 r. utrwaliły się tendencje, które można było obserwować już w 2014 r. Wszystko wskazuje na to, że w 2016 r. firmy 50+ będą dalej widziały swoje szanse w inwestycjach modernizacyjnych oraz w eksporcie. Trudno co prawda zakładać, że inwestycje będą rosły w dotychczasowym dwucyfrowym tempie, ale 6-7 proc. już zapewne tak. Liczba eksporterów także powinna wzrosnąć. I na pewno rosnąć będzie zatrudnienie w grupie pracowników o wyższych kwalifikacjach, co przełoży się na sytuację na rynku pracy – wzrost wynagrodzeń, ale także malejącą podaż osób o poszukiwanych przez firmy kompetencjach. Zyski natomiast, jeśli w ogóle wzrosną, to tak jak w 2015 r., w niewielkim stopniu.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksport wzrósł w euro w styczniu 2016 o 1,5 proc. r/r, a import był mniejszy o 0,3 proc. Saldo ukształtowało się na poziomie 717,3 mld euro – podał GUS.

W styczniu 2016 r. eksport wzrósł o 1,5 proc. (euro; r/r), co nie jest wysoką dynamiką. Ale wzrost eksportu w styczniu ubr. był jeszcze słabszy (o 0,6 proc. w euro r/r), ale w całym 2015r. wartość eksportu zamknęła się na poziomie o prawie 8 proc. wyższym niż 2014 r. I to przy ciągle silnie zmniejszającym się eksporcie do Rosji i Ukrainy.

Polscy eksporterzy dalej świetnie radzą sobie na rynkach UE (wzrost eksportu o 3 proc.) i generalnie na rynkach krajów rozwiniętych (wzrost o 3,6 proc.). Bardzo dynamicznie rośnie eksport do Szwecji i do Włoch. Świetnie układa się także współpraca eksporterów z Niemcami, co szczególnie ważne, bowiem to nasz kluczowy partner handlowy. To ciągle w dużej mierze efekt aktywności naszych dużych firm z kapitałem zagranicznym, które wykorzystują swoje powiązania kapitałowe i sprzedają poza rynek polski coraz więcej, wspierając tym samym naszą gospodarkę.

Jedyne co niepokoi to eksport do krajów rozwijających się, który w styczniu br. spadł r/r w większym stopniu niż eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (o 14,5 proc,). To zaskakujące, bowiem 2015 r. pokazał, że nasi eksporterzy świetnie sobie na tych rynkach radzą – w styczniu ubr. eksport do krajów rozwijających się był wyższy r/r o ponad 13 proc., a w całym 2015 r. – o 12,6 proc. Jeżeli spadki w styczniu 2016 r. to „tylko” opóźniony spływ dokumentów celnych do GUS, to nie mamy się czym martwić. Jeśli jednak to realne osłabienie sprzedaży na te rynki, to niezbędna jest szybka analiza sytuacji i wsparcie polskich eksporterów przez rząd. Na rynkach rozwijających się trudno bowiem skutecznie i trwale zaistnieć bez „politycznej forpoczty” i politycznego wsparcia – międzyrządowych umów handlowych, a przede wszystkim obecności przedstawicieli rządu, ministrów i wiceministrów na ważnych targach i spotkaniach branżowych. Tak robi większość rządów na świecie wspierając swój biznes w ekspansji na rynki zewnętrzne. Polskie firmy bardzo na to liczą. Szkoda byłoby bowiem utracić wypracowane w latach 2014-2015 „przyczółki” w krajach rozwijających się.

Import w styczniu 2016 r. był nieznacznie niższy niż w styczniu 2015 r. (o 0,3 proc. w euro; r/r). W efekcie saldo handlowe było dodatnie (717,3 mld euro), ale nieznacznie niższe niż w styczniu 2015 r.

Polski handel zagraniczny ma zatem ciągle dobrą passę i ma szanse wesprzeć wzrost PKB. Ale przedsiębiorcy liczą na aktywność rządu torującą ścieżki na rynki, na których nasza obecność jest jeszcze ciągle słaba – przede wszystkim do krajów rozwijających się.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W okresie styczeń-listopad 2015 r. polski eksport zwiększył się o 7,4 proc. (w EUR), a import o 3,7 proc. Osiągnęliśmy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego w wysokości prawie 3,5 mld euro – podał GUS.

Myślimy już o 2016 r. i analizujemy szanse i zagrożenia, jakie w tym roku mogą wystąpić. Warto jednak przyjrzeć się danym dotyczącym eksportu i importu za 11 miesięcy 2015 r., bo trendy które zarysowały się w handlu zagranicznym w 2015 r. będą ważne dla rozwoju eksportu, a tym samym także dla wzrostu polskiej gospodarki w 2016 r.

Eksporterzy cały rok silnie wspierali polską gospodarkę – prawie 15 proc. wzrostu PKB w ciągu 3. kwartałów ubr. wypracował eksport netto. Eksporterzy na tym też korzystali, bowiem ich wyniki finansowe są lepsze niż nie-eksporterów.

Rosyjskie embargo na wiele polskich produktów, w tym na produkty rolno-spożywcze i silne osłabienie gospodarki rosyjskiej przełożyło się na spadek eksportu do Rosji o prawie 30 proc. i zdecydowany spadek udziału eksportu do Rosji w polskim eksporcie ogółem – z 4,3 proc. po 11. miesiącach 2014 r. do 2,9 proc. po 11. miesiącach 2015 r. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na cały polski eksport. Przedsiębiorstwa sprzedające na rosyjski rynek przed embargiem znalazły nowych partnerów handlowych, co świadczy o konkurencyjności polskiej oferty handlowej i skuteczności naszych eksporterów.

Wzmocniliśmy swoją pozycję w krajach UE – już prawie 80 proc. naszego eksportu jest tam lokowane. Fantastycznie zwiększał się też nasz eksport do krajów rozwijających się – w ciągu 11. miesięcy 2015 r. wzrósł on o 12,6 proc., a jego udział w całości eksportu zwiększył się do 9 proc. Nie jest to jeszcze dużo, ale patrząc na aktywności naszych przedsiębiorstw, udział ten będzie stale rósł.

Nasi eksporterzy rosną zatem w siłę nie tylko na znanych i „oswojonych”, ale przecież ciągle trudnych rynkach krajów UE, ale także coraz lepiej radzimy sobie na rynkach krajów rozwijających się. Dzięki temu rośnie w siłę także nasza gospodarka.

Dane dotyczące obrotów handlu zagranicznego w ciągu 11 miesięcy 2015 r. wskazują, że możemy liczyć na nasze firmy-eksporterów także w 2016 r. Tym bardziej, że analizy wskazują na utrzymywanie się w bieżącym roku słabego złotego, co powinno eksporterów wspierać. Wsparcia należy oczekiwać także ze strony Ministerstwa Rozwoju, które to zapowiedziało. Wsparciem będzie także poprawiająca się powoli sytuacja gospodarcza w krajach UE, w tym u naszego głównego partnera handlowego – w Niemczech. Zagrożeniem jest natomiast słabnięcie części gospodarek krajów BRICS, co pośrednio może „uderzyć” w nasz handel zagraniczny

Należy jednak oczekiwać, że eksport wzrośnie w 2016 r. o 6 proc. Słabość złotego będzie natomiast ograniczała import, który może rosnąć w tempie 4,5-5 proc. W efekcie utrzymać się powinien w 2016 r. niewielki dodatni wpływ eksportu netto na wzrost PKB.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...