sobota, Sierpień 17, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "ekonomia"

ekonomia

Wygrywa PiS z wynikiem ok. 45 proc. daje blisko 7 pkt. proc. przewagi nad Koalicją Europejską. To oznacza fenomenalny wynik partii rządzącej, która może powstrzymać się przed dalszą licytacją na coraz hojniejsze programy socjalne – uważają ekonomiści. Takie działanie powinno zmniejszyć napięcia w budżecie na przyszły rok.

Wynik eurowyborów jest obojętny dla złotego i rentowności obligacji, ale na pewno nie jest obojętny dla naszego budżetu. Ekonomiści przyznawali, że wyraźna porażka w wyborach mogła oznaczać jeszcze hojniejszy program socjalny przed jesiennymi wyborami. Tak się jednak nie stało. 7-punktowa przewaga nad KE dała Zjednoczonej Prawicy prowadzenie i komfort przed krajowym sprawdzianem w październiku.

Wygrana PiS w eurowyborach. Co z budżetem? Ekonomiści komentują

– Z punktu widzenia gospodarki, polityki fiskalnej i rynków finansowych taki wynik wyborów oznacza utrzymanie status quo – uważają ekonomiści mBanku.

Ich zdaniem, po pierwsze, jeśli będzie po traktowany jako prognostyk przed jesiennym wyborami do krajowego parlamentu, to sugeruje to znacznie mniejszą niż wcześniej niepewność co do kształtu rządu na jesieni. – Po drugie, w takich warunkach presja na licytację za pomocą obietnic socjalnych będzie mniejsza. Po trzecie, mniejszy bagaż obietnic wydatkowych oznaczać będzie, w powiązaniu z wolną ręką rządu w kwestiach podatkowych, mniejsze rozluźnienie polityki fiskalnej niż w innych scenariuszach. W szczególności, oznacza to większe prawdopodobieństwo realizacji ścieżki deficytu zapisanej w ostatniej Aktualizacji Programu Konwergencji – sugerują.

Ekonomiści mBanku piszą również, że mniejsza niepewność i bardziej restrykcyjna polityka fiskalna to, wreszcie, dobra wiadomości z punktu widzenia rynku obligacji. – Inwestorzy mogą w tej sytuacji zarówno oczekiwać niższych podaży SPW, jak i żądać mniejszej premii za ryzyko w polskich aktywach – twierdzą.

Przeczytaj także:

Podobnego zdania jest Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Rządzące PiS powinno trzymać się swoich wcześniejszych deklaracji wydatkowych z lutego 2019 (około 1,6 proc. PKB) i raczej powstrzymywać się od nowych deklaracji wydatkowych – pisze. Według niego przegrana władzy na poziomie ok. 5 pkt. proc. poniżej Koalicji Europejskiej mogłaby uruchomić nową pulę wydatków. W obecnej sytuacji nie ma takiej potrzeby, zważywszy, że choć pierwsze wypłaty niektórych świadczeń (13 emerytura) już się odbyły, to większość przelewów puli środków przewidziana jest właśnie przed wyborami w październiku.

Także i Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, zgadza się z opiniami poprzedników. – Silny wynik rządzącej partii PiS (…) oznacza niższe ryzyko dla finansów publicznych(spirala kosztownych zobowiązań przed wyborami parlamentarnymi jesienią mniej prawdopodobna) – przekonuje.

Odmienną opinię od reszty przedstawiają za to specjaliści Banku Millennium.

„Z punktu widzenia perspektyw polityki fiskalnej i rynków finansowych wyniki wyborów wydają się być neutralne. W przypadku lepszych od założeń dochodów budżetowych rząd może dodatkowo zwiększyć wydatki przed wyborami parlamentarnymi na jesieni ponad stopniowo wdrażane rozwiązania w ramach „Piątki PiS”, np. w formie podwyżek w części sektora publicznego lub nowych świadczeń społecznych” – napisali w porannym raporcie.

Rynek zachowuje się spokojnie

Na koniec zerknijmy jeszcze na rynek finansowy. Po wyborach sytuacja jest bardzo spokojna.

– Początek tygodnia na rynkach wypada relatywnie spokojnie. Częściowo jest to najpewniej wynikiem faktu, iż poniedziałek jest dniem wolnym od obrotu zarówno w Londynie jak i Nowym Jorku, co teoretycznie ogranicza potencjalną aktywność inwestorów. Niemniej handel w trakcie sesji w Azji nie przynosi istotniejszych ruchów na euro. Wstępne oceny głosowania wskazują, iż partie proeuropejskie będą mogły liczyć na 2/3 miejsc w PE. Spadek poparcia dla centroprawicy i centrolewicy przyniósł podbicie głosów dla zielonych oraz liberałów, co teoretycznie może utrudniać proces budowania większości gdyż dotychczasowa koalicja EPP i S&D ma zbyt mało miejsc. Warto na pewno odnotować zwycięstwo Marie Le Pen we Francji, niemniej szeroki ruch anty-unijny nie zdołał uzyskać wystarczającego poparcia w PE. Ponadto otrzymaliśmy potwierdzenie problemów CDU/CSU w Niemczech – pisze Konrad Ryczko z DM BOŚ.

W kontekście eurowyborów na naszym kontynencie warto spojrzeć w stronę Wielkiej Brytanii. Zwycięstwo tam może odtrąbić Nigel Farage, znany eurosceptyk i jego partia Brexit (zdobyła 32 proc.).

– Wyniku rządzących Konserwatystów, którzy zebrali około 9 proc., nie da się oceniać inaczej niż jako całkowitej kompromitacji, która prawdopodobnie przypieczętowałaby los T. May nawet gdyby nie złożyła w piątek rezygnacji. Ważnym aspektem są jednak bardzo dobre wyniki Liberalnych Demokratów oraz Zielonych – obie partie postulujące zdecydowanie drugie referendum uzyskały łącznie 32,5-34 proc. głosów, czyli nawet więcej niż Brexit. 14,1 proc. w ostatnim sondażu jest poważnym sygnałem ostrzegawczym dla Partii Pracy, która choć zbliża się do tego stanowiska, wciąż go nie ogłosiła. Będzie to wtórne wobec faktu, że Konserwatyści zapewne przesuną się w drugą stronę, co może zwiększyć ryzyko „twardego” wyjścia Królestwa z UE. Wiele będzie na pewno zależało od tego, czy fotel premiera obejmie zgodnie z przewidywaniami Boris Johnson – komentuje wyniki wyborów na Wyspach Kamil Cisowski z DI Xelion.

Źródło: Business Insider

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępy między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

 

Prezydent  Andrzej Duda przekaże do Sejmu wniosek o powołanie prof. Adama Glapińskiego na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego – podała Kancelaria Prezydenta RP.

Decyzja Prezydenta RP dotycząca wniosku o powołanie prof. Adama Glapińskiego na stanowisko Prezesa NBP nie jest niespodzianką, tym bardziej że w marcu br. powołany on został w skład zarządu NBP. Rynki finansowe od dawna już uwzględniały to w swoich decyzjach. Brały to także pod uwagę agencje ratingowe, w tym zapewne agencja Moody’s, której opinia o polskiej gospodarce ma zostać przedstawiona za tydzień. Dlatego dzisiejszy wniosek Prezydenta RP nie wpłynie na kształt tej opinii.

Zgodnie z ustawą o NBP celem działalności Banku jest „…utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP”. Prezes NBP, jako szef Banku przewodniczy Zarządowi NBP, jest przełożonym wszystkich pracowników NBP, przewodniczy także Radzie Polityki Pieniężnej, oraz reprezentuje NBP na zewnątrz (art. 11). Prezes NBP jest też członkiem Komitetu Stabilności Finansowej (art. 22a). Ma zatem wszystkie instrumenty do realizacji celu działania NBP. Od niego w dużej mierze zależy kształt polityki pieniężnej w Polsce, stabilność złotego, a także postrzeganie polskiej gospodarki przez inwestorów. Jego decyzje i współdecyzje decydują o koszcie, a pośrednio także o dostępności kapitału na polskim rynku, a także mają wpływ na kurs złotego do innych walut, a przede wszystkim jego stabilność.

Koszt oraz dostępność kapitału, a także stabilność złotego są jednymi z najważniejszych parametrów działania przedsiębiorstw. A ponieważ przedsiębiorstwa wytwarzają ponad 70 proc. PKB, to czynniki wpływające na ich działanie i decyzje, wpływają także na potencjał rozwojowy polskiej gospodarki.

Koszt pieniądza i jego dostępność wpływa na decyzje inwestycyjne firm, a te oddziałują na wzrost gospodarczy chociażby dlatego że stanowią ok. 10 proc. PKB. Kurs złotego w stosunku do innych walut – jego stabilność, przewidywalność – wpływa m.in. na efektywność eksportu i eksporterów, a także na skłonność do importu. A eksport netto to także czynnik decydujący o wzroście PKB. Brak stabilności kursu złotego zwiększa ryzyko działalności nie tylko eksporterów i importerów, ale także – przez ceny – firm nie uczestniczących w wymianie zagranicznej. A ryzyko to koszty.

Nowy Prezes NBP, którym bez wątpienia zostanie prof. Adam Glapiński, doskonale zna te wszystkie uwarunkowania. Nie tylko dlatego, że jest ekonomistą, ale także dlatego, że przez ostatnie 6 lat zasiadając w RPP uczestniczył w podejmowaniu istotnych dla przedsiębiorstw i gospodarki decyzji i mógł obserwować ich skutki. Przedsiębiorcy liczą, że wiedzę tę wykorzysta dla utrzymania stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Przedsiębiorcy liczą na stabilność i przewidywalność polityki pieniężnej.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W tym tygodniu na uwagę zasługuje publikacja tzw. planu Morawieckiego. Tytułowy twórca w nowej uchwale zaprezentował cele i wyzwania, jakie powinny zostać zrealizowane w ciągu 25 lat. Eksperci podkreślają, że plan ten jest najbardziej ambitnym projektem gospodarczym od czasów Balcerowicza. Niemniej jednak, może okazać on się tylko i wyłącznie listą życzeń obecnego rządu.

Nowy koncept gospodarczy opiera się na pięciu głównych filarach: reindustrializacja, rozwój innowacyjności firm, kapitał dla rozwoju, ekspansja zagraniczna oraz rozwój społeczny i regionalny. W każdym z tych filarów zostały określone konkretne cele. Projekt zawiera również pakiet rozwiązań, które zapewnią realizację wszystkich wymienionych zamysłów np. utworzenie Polskiego Funduszu Rozwoju. W uchwale można znaleźć również źródła finansowania. Według szacunków projekt będzie kosztować około biliona złotych, z czego połowa zostanie sfinansowana ze środków unijnych. Pozostała część kosztów zostanie pokryta przez spółki Skarbu Państwa (75 – 150 mld zł), Polski Fundusz Rozwoju (75 – 120 mld zł), programy rozwojowe (65 – 100 mld zł) instytucje międzynarodowe (50 – 80 mld zł) oraz nadpłynne banki (90 mld zł). Ponadto, projekt zakłada bezpośredni udział polskich przedsiębiorstw, które powinny przekazać na inwestycje około 230 mld zł.

Plan Morawieckiego wydaje się być przedsięwzięciem, którego efektem końcowym będzie zniwelowanie do minimum dystansu, jaki dzieli Polskę i Zachód. Proponowane cele dotyczą tych sfer gospodarki, które od początku wolnej Polski wymagają pilnych zmian oraz wielu nakładów inwestycyjnych. Tym bardziej, że dla naszego kraju obecna perspektywa finansowa UE jest prawdopodobnie ostatnim tak hojnym unijnym zastrzykiem pieniędzy. Po jej zakończeniu oczekuje się, że polska gospodarka będzie miała solidne fundamenty, dzięki którym stanie się silną i znacząca na arenie międzynarodowej konkurencją. W związku z tym, wyznaczone cele są jak najbardziej słuszne. Niemniej jednak, istnieje wiele wątpliwości oraz niespójności związanych z przejściem od słów do czynów. Co więcej, można przedstawić kilka obiekcji o charakterze merytorycznym oraz ekonomicznym.

Po pierwsze, plan wydaje się obecnie utopijną rzeczywistością. Jest pewnego rodzaju ogólnikiem, niezawierającym konkretnych postanowień, których skutkiem będą namacalne efekty. Niewiadomą jest również, kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za jego realizację. Może okazać się, że jest to tylko i wyłącznie wizja obecnego rządu, który najprawdopodobniej nie będzie rządził krajem przez kolejne 25 lat. Tutaj zatem pojawia się pytanie, czy jeżeli obecna partia rządząca podejmie konkretne działania (o ile podejmie), to czy ich następcy będą kontynuować rozpoczęty projekt. Historia uczy jednak, że każda frakcja ma inną wizję i rzadko popiera oraz kontynuuje poczynania swoich poprzedników (zazwyczaj oponentów). Co więcej, warto zwrócić uwagę na perspektywę czasową – 25 lat jest bardzo długim okresem, w którym wiele może się wydarzyć i zmienić. Fakt ten potwierdza, że plan Morawieckiego jest tylko wizją, czy też swego rodzaju listą życzeń.

Nowy projekt rozwoju gospodarczego warto przeanalizować również pod względem ekonomicznym. Nie ma wątpliwości, że koncept wicepremiera opiera się na doktrynie wzmożonego interwencjonizmu państwowego. W kwestii tej każdy może mieć swoją opinię, co potwierdzają także trwające od wielu lat spory między przedstawicielami nurtu ekonomii klasycznej i neoklasycznej, a zwolennikami ekonomii keynesowskiej. Prawdą jest, że jedni i drudzy przedstawiają sporo słusznych argumentów, na podstawie których warto znaleźć przysłowiowy złoty środek. Niemniej jednak, nadmierna ingerencja państwa w gospodarkę najczęściej jest nieefektywnym zabiegiem i negatywnie wpływa na rozwój gospodarczy. Można odnieść wrażenie, że po transformacji ustrojowej, która przyniosła społeczną gospodarkę rynkową, rząd próbuje dokonać kilku kroków w tył. Oczywiście, przeciwnicy tej teorii posłużą się przykładem Chin. Należy jednak podkreślić, że gospodarka Państwa Środka, od wielu lat centralnie kierowana, obecnie zmienia swoją strukturę i kierunek. Staje się ona coraz bardziej wolnorynkowa, gdyż w perspektywie długoterminowej, to właśnie ona zapewnia stabilny rozwój, którego katalizatorem jest  przede wszystkim społeczeństwo.

Interesującym aspektem nowego projektu gospodarczego jest jego kosztorys. Szacunki mówią o kwocie biliona złotych, która faktycznie może robić wrażenie. Warto również zwrócić uwagę na źródła finansowania. Niemal połowę z nich stanowią fundusze unijne, wywalczone na unijnej arenie przez poprzedni rząd. W związku z tym, bez względu na nowy plan, te zostałyby wydane. Znaczną cześć pozostałej kwoty stanowią pożyczki i kredyty. Z drugiej strony rząd deklaruje działania, które mają na celu spadek stanu długu publicznego. Są to dwa wykluczające się cele. Ponadto, niespełna 25% kosztów zostanie sfinansowanych poprzez kapitał prywatny. Aby ten jednak napłynął, potrzebna jest stabilna sytuacja polityczna i gospodarcza w kraju oraz na świecie. O ile w pierwszej kwestii polski rząd może dużo zmienić, o tyle w drugiej jest bezsilny.

Podsumowując, plan Morawieckiego, który zakłada ambitne i słuszne cele, wydaje się tylko pewną wizją. Projekt jest niekompletny i nie zawiera konkretnych działań, a co więcej, opiera się na nadmiernej ingerencji państwa w gospodarkę. Wątpliwości wzbudzają również źródła jego finansowania. Projekt zakłada rozwiązanie problemów gospodarczych, które od dłuższego już czasu wskazywane są przez wielu ekspertów. Na pewno jednak warto by było, aby program ten nie pozostał jedynie propagandowym narzędziem, ale faktycznie, fragmentarycznie i już bez medialnej otoczki, był realizowany tak, aby zmniejszyć ryzyko wpadnięcia polskiej gospodarki w pułapkę średniego rozwoju.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Pierwszy tydzień lutego i pierwsze negatywne dane ekonomiczne w miesiącu. Po raz kolejny gospodarka chińska wysyła niepokojące sygnały. W poniedziałek, biuro statystyczne Chin opublikowało indeks PMI w sektorze przemysłowym za miesiąc styczeń. Wskaźnik wyniósł 49,4 pkt. wobec 49,7 pkt. w grudniu 2015 roku. Analitycy spodziewali się odczytu na poziomie 49,6 pkt. Indeks PMI został opublikowany również przez agencje Caixin Media i Markit Economics. Według nich, wskaźnik aktywności przemysłowej wzrósł do 48,4 pkt. w styczniu wobec 48,2 pkt. w grudniu 2015 roku. Analitycy natomiast oczekiwali spadku do poziomu 48,1 pkt. Pomimo braku nerwowych sygnałów na rynku, inwestorzy z całą pewnością byli zaskoczeni.

Wskaźniki PMI opierają się na badaniach ankietowych, które sprawdzają realne możliwości rozwoju danego sektora gospodarczego. Wartość indeksu powyżej 50 pkt. oznacza pozytywne nastroje, a więc wysokie prawdopodobieństwo rozwoju gospodarczego. W związku  z tym nie można dziwić się, że w Chinach mamy do czynienia ze spowolnieniem wzrostu. Obawy te potwierdzane są również przez inne dane ekonomiczne oraz chińską giełdę, która znajduje się w trendzie spadkowym. Dynamika PKB Państwa Środka również wyhamowuje (7,3% w 2014 r. oraz 6,9% w 2015 r.). Warto także zwrócić uwagę na chińską walutę, juana, który wcześniej był osłabiany przez Ludowy Bank Chin, celem wzmocnienia konkurencyjności eksportowej chińskich towarów. Obecnie jednak zmienia się ta polityka i Chiny na obronę juana wydały już 300 mld USD rezerw walutowych w ciągu minionych kilku miesięcy. Wszystkie te czynniki powodują, że oczy wszystkich inwestorów zwrócone są na fabrykę świata, która według niektórych jest tykającą bombą gospodarczą. Niemniej jednak, poniedziałkowe odczyty wskaźników PMI przyniosły trochę optymizmu.

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że inwestorzy darzą większym zaufaniem niezależne instytucje, przygotowujące dane ekonomiczne, aniżeli ludowym organom. W związku z tym to PMI obliczony przez Caixin Media i MarkitEconomics był w centrum uwagi. Ten natomiast nieoczekiwanie wzrósł. Wydaje się natomiast, że na inwestorach nie zrobił większego wrażenia indeks PMI, obliczony przez chińskie biuro statystyczne. Jego wartość spadła najmocniej od 3 lat. Niemniej jednak, pomimo lekkiego optymizmu, należy pamiętać, że oba wskaźniki znajdują się poniżej granicy 50 pkt. Dzisiaj poznamy wskaźnik PMI dla sektora usług. Jest on nie mniej ważny, gdyż z najnowszych danych wynika, że usługi stanowią już ponad 50% PKB Chin. W ostatnich trzech miesiącach indeks ten sukcesywnie zmniejszał swoją wartość. Jeżeli w styczniu dynamika nie zmieni się, można oczekiwać, że wartość wskaźnika znajdzie się poniżej granicy 50 pkt. Ta informacja może negatywnie wpłynąć na rynki finansowe. Ponadto, wielu ekspertów wskazuje, że obecnie Państwo Środka nie znajduje się w kryzysie, lecz zmienia strukturę gospodarczą, która oparta będzie na sektorze usług oraz konsumpcji. Na szczęście najnowszy odczyt indeksu PMI dla sektora usług okazał się zadziwiająco dobry – wzrósł z 50,2 do 52,4 pkt i to może krótkoterminowo poprawić nastroje.

Tykająca bomba wciąż jednak nie wybucha. Co może spowodować jej zapłon? Wydaje się, że ze względu na wciąż bardzo zły sentyment rynkowy, mogą to być każde dane ekonomiczne, które negatywnie zaskoczą. Można jednak wymienić kilka innych wydarzeń. Po pierwsze, siłą, która do  tej pory nie pozwalała spowolnić gospodarce jest władza ludowa. To właśnie chiński rząd nie pozwolił, aby pękła bańka spekulacyjna na giełdzie w Szanghaju. Ponadto, Ludowy Bank Chin ciągle broni swojej waluty, doprowadzając do dynamicznego spadku rezerw walutowych. W obliczu spowalniającej gospodarki, pojawia się pytanie, jak długo władza będzie w stanie stymulować wzrost, czy też bronić gospodarkę przed kryzysem. Z całą pewnością istnieje pewna granica, gdyż gospodarka Państwa Środka nie może być w nieskończoność fenomenem ekonomicznym, jakim jest ,,centralnie zarządzana gospodarka wolnorynkowa”. Dlatego też każda informacja dotycząca ograniczania stymulacji gospodarki przez rząd może spowodować ucieczkę kapitału. Ponadto, nie można wykluczyć ataku walutowego na juana, przed którym ostrzega sam George Soros. Interwencje walutowe są bardzo kosztowne, ze względu na konieczne działania sterylizujące. W związku z tym Ludowy Bank Chin nie będzie w stanie długotrwale bronić wartości juana. Inną kwestią, często pomijaną, jest wzrost całkowitego zadłużenia. Szacuje się, że od 2007 roku wartość długu w Chinach wzrosła z 7 do 28 bilionów dolarów. Wartość ta stanowi niespełna 300% wartości całej gospodarki. Co więcej, około 50% zadłużenia dotyczy rynku nieruchomości. Może się zatem wydawać, że spośród wszystkich wymienionych zagrożeń, to właśnie kryzys hipoteczny może okazać się gwoździem do trumny.

Podsumowując, gospodarka chińska boryka się z wieloma problemami. Niemniej jednak, dzięki interwencjom rządu, ich skala nie jest tak wielka, jak można byłoby oczekiwać. Należy jednak pamiętać, że każde negatywne i niespodziewane dane ekonomiczne mogą pogorszyć sentyment rynkowy. Szczególną uwagę należy zwrócić na chińskie władze oraz Ludowy Bank Chin, które w końcu mogą przestać wspomagać gospodarkę i walutę, przyspieszając w ten sposób wiszące nad rynkiem widmo kryzysu. W gruncie rzeczy jednak, to zawsze niespodziewane czynniki powodują najbardziej bolesne kryzysy. Niewykluczone, że do nich być może należy zaliczyć problem zadłużenia gospodarki chińskiej. Z drugiej strony, jeżeli widmo kryzysu ma się ziścić, to niewątpliwie fakt ten w większości nas zaskoczy. Dlatego też wszystkie obecne lampki alarmowe mogą odznaczać tylko, lub aż spowolnienie, a nie recesję gospodarczą Chin, niekoniecznie wieszcząc globalny kryzys. Tym bardziej, że wzrost PKB Państwa Środka wciąż pozostaje na wysokim poziomie, nieosiągalnym dla większości krajów rozwiniętych.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

 

W ostatnim tygodniu stycznia zdecydowana większość rynków giełdowych polubiła kolor zielony. Można odnieść wrażenie, że globalny sentyment rynkowy w końcu się poprawił, a na rynki powróciły byki. W centrum uwagi był Fed, który pozostawił stopy na niezmienionym poziomie. Ponadto, z komentarza FOMC  wynika, że rada obawia się słabszej od prognoz dynamiki wzrostu gospodarczego. Inwestorzy potraktowali tę wiadomość bardzo gołębio. Co więcej, wątpliwości Rezerwy Federalnej zostały potwierdzone przez odczyt PKB za IV kwartał, który wzrósł o 0,7% wobec konsensusu na poziomie 0,8% w ujęciu annualizowanym. Zawiodły także dane dotyczące zamówień na dobra trwałego użytku. Niemniej jednak, cieszyć inwestorów mogły wysokie wartości indeksów Conference Board oraz Chicago PMI. Ponadto, w ubiegłym tygodniu wzrosła cena ropy – oczywiście nie można mówić o odwróceniu trendu, ale korekta ta z całą pewnością została pozytywnie odebrana przez spółki wydobywcze. Warto również zwrócić uwagę na odczyt niemieckiego indeksu Ifo, który w styczniu wyniósł 107,3 pkt. wobec oczekiwanego poziomu 108,55 pkt. W skali tygodnia DJI wzrósł o 2,3%, S&P500 o 1,8%, a NASDAQ o 0,5%. Także europejskie giełdy zakończyły tydzień na zielono – brytyjski FTSE250 wzrósł o 2,2%, francuski CAC40 o 1,9%, a niemiecki DAX o 0,3%. Wzrosty te jednak nie złagodziły miesięcznych spadków – w skali miesiąca wszystkie wyżej wymienione parkiety znalazły się pod kreską.

W Polsce pierwsza część tygodnia była bardzo spokojna, a główne indeksy nie były zdecydowane, który kierunek powinny obrać. Dopiero w czwartek sytuacja uległa zmianie, kiedy to rynek zaczął poruszać się na północ. W skali tygodnia WIG20 wzrósł o 3,1%, mWIG40 o 3,4%, a sWIG80 o 1,5%. Niemniej jednak, indeks największych spółek po raz dziewiąty z rzędu zakończył miesiąc pod kreską. W ostatnim tygodniu inwestorzy poznali stopę bezrobocia za miesiąc grudzień, która wyniosła 9,8%. Ponadto, kolejne agencje ratingowe, Moody’si Fitch, zwróciły uwagę na pogarszający się stan finansów publicznych Polski, który to może doprowadzić do obniżki wiarygodności kredytowej kraju. Wydaje się jednak, że informacje te nie wpłynęły istotnie na nastroje rynkowe.

W obecnym tygodniu inwestorzy poznają szereg istotnych danych ekonomicznych. Na uwagę zasługują odczyty wskaźników PMI  w strefie euro, w Polsce oraz w Chinach. Najbardziej istotne wydają się te ostatnie, gdyż mogą znacząco wpłynąć na globalny sentyment rynkowy. Ponadto w strefie euro zostanie opublikowana stopa bezrobocia oraz dynamika sprzedaży detalicznej za miesiąc grudzień. Warto także zwrócić uwagę na dane z amerykańskiego rynku pracy. W Polsce natomiast, RPP podejmie decyzję dotyczącą stóp procentowych – najprawdopodobniej pozostaną one bez zmian.

Analiza techniczna

1.02Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

Z całą pewnością WIG20 może zaliczyć ubiegły tydzień do jednych z najlepszych w ostatnim czasie. Blue chipy obroniły wsparcie na poziomie 1700 pkt. i zmierzają w kierunku psychologicznej granicy 1800 pkt. oraz w kierunku linii oporu wyznaczającej przyśpieszony trend spadkowy. Oscylator RSI dynamicznie rośnie, a zarazem nie wskazuje żadnych sygnałów. Natomiast oscylator MACD wskazał sygnał kupna. Być może w końcu będziemy świadkami bardziej znaczącej korekty. Warunkiem wydaje się być przebicie najbliższego oporu, który najprawdopodobniej będzie testowany w obecnym tygodniu. Indeksowi sprzyja również poprawiający się sentyment rynkowy.

1.02.16Wykres 2. Arctic Paperw interwale dziennym. Źródło: Stooq

Tym razem przyjrzyjmy się spółce Arctic Paper, która znajduje się w trendzie wzrostowym. Niemniej jednak, ostatni tydzień został zdominowany przez niedźwiedzie. Oscylator RSI nie wskazał żadnego sygnału, ale warto zwrócić uwagę na ostatnią świecę – marubozu, która może prognozować dalsze spadki. Obecnie można spodziewać się testowania wsparcia na poziomie 4,22 zł. Jego przebicie, może dać sygnał do dalszej wyprzedaży w kierunku poziomu 3,97 zł. Natomiast pokonanie tego wsparcia może zakończyć trend wzrostowy.

 

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Prawie co szósty mikroprzedsiębiorca nie potrafi ocenić, co będzie działo się z gospodarką w 2016 roku wynika z badania nastrojów wśród osób prowadzących mikrofirmy, przeprowadzonym przez Grupę Idea Banku. Za to w kwestii rozwoju własnych biznesów prowadzący jednoosobowe firmy nie mają wątpliwości wzrostu obrotów spodziewa się aż 71% ankietowanych.

Zaskakujące, że skala niepewności co do rozwoju sytuacji w gospodarce rosła, im dłużej trwało najnowsze badanie nastrojów wśród przedsiębiorców. Jeszcze pod koniec listopada odsetek osób, które nie chciały prognozować rozwoju sytuacji gospodarczej, wynosił ledwie 5%. Ale doniesienia, związane z gorącym politycznym grudniem i brak pewności co do zamierzeń i planów rządu sprawiły, że osoby prowadzące działalność gospodarczą przestały się czuć pewnie i miały coraz większy problem z prognozowaniem przyszłości. W rezultacie dla całego badania ten odsetek urósł aż do 15%. Jest to nowy jakościowo proces w badaniu. Jego potwierdzenie w kolejnych edycjach naszego badania, oznaczać może pojawienie się nowego czynnika ryzyka dla działalności mikrofirm. Jest to tym bardziej niepokojące, że mikrofirmy, zatrudniające maksymalnie 9 osób, wytwarzają niemal co trzecią złotówkę polskiego PKB.

wykres-01Przyspieszenia raczej nie będzie

 Jednym z czynników, które mogły zwiększyć tę niepewność, była wypowiedź Michała Zielenieckiego, wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zapowiedział, że rząd chce ozusować przychody przedsiębiorców. To dla większości osób prowadzących działalność gospodarczą oznaczałoby w najlepszym razie dramatyczny wzrost składek, a w najgorszym – bankructwo. Wprawdzie potem pojawiło się dementi, że nie są to rządowe propozycje, ale zaniepokojenie pozostało i będzie miało wpływ na spojrzenie przedsiębiorców na politykę gospodarczą w kolejnych kwartałach roku.

Obecnie największą grupę wśród ankietowanych stanowią ci, którzy uważają, że gospodarka będzie się rozwijać w tempie zbliżonym do ubiegłorocznego. Takiej odpowiedzi udzieliło 38% mikroprzedsiębiorców, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym przez Grupę Idea Banku. Z kolei 24 i 23% ankietowanych oczekuje – odpowiednio – utrzymania tempa wzrostu z roku 2015 albo obawia się spowolnienia.

W efekcie prognozy wzrostu wyglądają gorzej niż przed rokiem. Wówczas przyspieszenia w gospodarce oczekiwało 44% ankietowanych mikroprzedsiębiorców. Z kolei spadku tempa wzrostu PKB spodziewało się tylko 13% prowadzących jednoosobową działalność. Także przed rokiem 2014 panował większy optymizm – wtedy nieco ponad połowa ankietowanych oczekiwała przyspieszenia wzrostu, zaś spowolnienia obawiało się niespełna 12%.

Mikroprzedsiębiorcy wyjątkowo jak ekonomiści

 Warto zwrócić uwagę, że największa grupa mikroprzedsiębiorców mówi, że wzrost gospodarczy w roku 2016 pozostanie na poziomie zbliżonym do tego z roku 2015. Pod tym względem ich prognozy są podobne do szacunków czynionych przez ekonomistów. Z zestawienia prognoz, przygotowanego przez agencję Bloomberg, wynika, że w przyszłym roku PKB wzrośnie o ok. 3,5% PKB. Taka sama liczba widnieje także przy szacunkach tegorocznego wzrostu. Co ciekawe, również prognozy na rok 2017 mówią o wzroście PKB tego samego rzędu.

Jest to o tyle wyjątkowa sytuacja, że przedsiębiorcy nie postrzegają gospodarki przez pryzmat modeli statystycznych i danych makro, ale zwracają uwagę na zachowania znajomych oraz konsumentów i kontrahentów. Ocena kondycji gospodarki, dokonywana przez osoby prowadzące działalność gospodarczą, zależy od sytuacji na lokalnym rynku – a więc zapotrzebowania na konkretne produkty czy usługi, innowacyjności biznesu, wygody dla klientów – oraz od wiadomości dotyczących życia politycznego i gospodarczego. Wśród tych ostatnich najważniejsze są jednak kwestie, które mogą utrudnić, albo pomóc w prowadzeniu firmy, np. informacje o podatkach, ulgach, dotacjach.

Jeszcze innym obszarem zbieżności obszarów mikrobiznesu i makrogospodarki w 2016 roku jest programu „Rodzina 500+”. W tym przypadku będziemy mieli do czynienia z pozytywnym oddziaływaniem ekonomicznym. Makroekonomiści oczekują skokowego wzrostu konsumpcji prywatnej napędzanej dochodami z tytułu wypłaty świadczeń w ramach tego programu, co może przełożyć się na przychody osób prowadzących działalność gospodarczą, a w konsekwencji na ich skłonność np. do inwestowania. Zwłaszcza, że część z przedsiębiorców sama może uzyskać dofinansowanie w ramach programu. Oczekiwania przedsiębiorców odnośnie programu „Rodzina 500+” będziemy sprawdzać w kolejnych edycjach badania nastrojów ekonomicznych mikrofirm.

O ile w sprawie sytuacji gospodarczej widać niepewność, to w kwestii rozwoju własnych firm mikroprzedsiębiorcy mają jasność – rok 2016 będzie dobry. Aż 71% ankietowanych spodziewa się wzrostu przychodów własnej firmy. Po drugiej stronie – wśród pesymistów – znalazło się tylko 5% prowadzących działalność. Reszta liczy, że będzie tak, jak w ubiegłym roku.

wykres-02W tej kwestii widać znacznie większy optymizm niż przed rokiem. Wtedy bowiem wzrostu obrotów oczekiwało niespełna 63% prowadzących własne biznesy. Inna rzecz, że odsetek pesymistów się nie zmienił – pogorszenia wyników w 2015 r. spodziewało się również 5%. Także w stosunku do prognoz formułowanych przed 2014 r. jest lepiej – wtedy wzrostu przychodów spodziewało się 59% ankietowanych, zaś spadku wpływów obawiało się 6%.

Optymizm widać również w planach inwestycyjnych – aż 72% przedsiębiorców zamierza dokonać w tym roku zakupów inwestycyjnych (dla porównania – przed rokiem 67%). Najbardziej pożądanym obiektem jest nowy samochód – został wskazany przez 29% ankietowanych. Na kolejnych miejscach są nieruchomości (21%) i maszyny do produkcji (18%).

wykres-03Po raz kolejny widać, że sytuacja mikroprzedsiębiorstw jest słabo skorelowana z tzw. ogólną koniunkturą gospodarczą – mówi Jarosław Augustyniak, prezes zarządu Idea Banku. – Wynika to przede wszystkim ze specyfiki drobnego biznesu, dla którego często dużo większe znaczenie niż kondycja gospodarki mają takie czynniki, jak pozycja przedsiębiorcy w lokalnym środowisku czy jego osobiste kontakty. Ale co najmniej równie ważne a moim zdaniem nawet ważniejsze jest przekonanie mikroprzedsiębiorców, że są w stanie poradzić sobie nawet na trudnym rynku, że ich umiejętności i praca wystarczą, aby zapewnić utrzymanie sobie i swoim rodzinom. Oni po prostu wiedzą, że muszą osiągnąć sukces – dodaje Jarosław Augustyniak. Jego zdaniem, ten duch przedsiębiorczości napędza gospodarkę w okresach, kiedy duże firmy hamują. Wynika to właśnie z faktu skupienia na własnym biznesie, niewsłuchiwania się w prognozy, ale reagowania na bieżąco na potrzeby rynku. Odwrotnie jest, gdy duże firmy antycypują odbicie koniunktury. – Dlatego mikrofirmy pełnią rolę stabilizatora gospodarki – ocenia prezes Augustyniak.

Mikrofirmy chcą zatrudniać

Większość z ankietowanych liczy, że zakupy inwestycyjne uda im się sfinansować ze środków własnych. 58% biorących udział w badaniu bowiem nie zamierza w tym roku korzystać z bankowego finansowania. Ten poziom powtarza się w kolejnych edycjach badania i jest zawsze spowodowany niepewnością odnośnie następnego roku, a tym razem dodatkowo obawami o wzrost kosztów kredytu w następstwie wprowadzenia podatku bankowego. Zazwyczaj, po słabym końcu roku, już w I kwartale odsetek firm nieplanujących zaciągnięcia kredytu zwykle spada diametralnie – w okolice 20-30%.

Jednak duża, bo licząca 31% badanych grupa przymierza się do zaciągnięcia kredytu inwestycyjnego. Z pewnością ma to związek z nową perspektywą finansową UE i już wchodzącymi na rynek ofertami bardzo atrakcyjnych cenowo kredytów na finansowanie inwestycji.

Nadzieję na wzrost biznesów widać również w planach dotyczących wzrostu zatrudnienia. Aż 55% ankietowanych chciałoby przyjąć nowych pracowników (przed rokiem – niespełna 50%). To sporo – trzeba pamiętać, że mamy w kraju około 2 mln aktywnych mikrofirm. Jak łatwo wyliczyć, gdyby 55% z nich przyjęło po jednym nowym pracowniku, liczba osób bez pracy spadłaby aż o ponad 1 mln.

wykres-04Przedsiębiorcy chcą zwiększyć ceny swoich produktów i usług

Innym sposobem na wzrost obrotów jest podwyżka cen własnych produktów czy usług. Chce tego dokonać ¼ badanych. Widać, że przedsiębiorcy mają coraz większą chrapkę na podwyżki, bo w stosunku do prognoz formułowanych na rok 2015 ta grupa powiększyła się o 3 proc. Dodatkowe 10% zamierza aktywnie prowadzić politykę cenową, a więc najpierw podnieść, a potem obniżyć ceny. Tego typu ruchy są najczęściej stosowane przy biznesach sezonowych, czyli np. przez hotelarzy, restauratorów czy nawet sklepikarzy, którzy mają swoje placówki z miejscowościach turystycznych. Za to osób, które przewidują konieczność zmniejszenia cen, jest zaledwie 3%.

wykres-05Wydawałoby się, że przy deflacji, z jaką mamy do czynienia, sytuacja powinna być odwrotna – czyli że skłonność mikroprzedsiębiorców do obniżania cen powinna być większa niż do ich podwyższania. Ale osoby prowadzące mikrofirmy doskonale sobie zdają sprawę, że walka na ceny jest dla nich ślepym zaułkiem. Po prostu małym przedsiębiorcom trudno jest wygrać z dużymi sieciami czy koncernami. O wiele lepszym pomysłem na rozwój biznesu jest inwestowanie w jakość produktów i usług, innowacyjne produkty czy usługi oraz w dobre kontakty z klientami czy kontrahentami. Lepiej przyciągnąć do siebie klientów, którzy zapłacą nieco więcej ale za produkty dobrej jakości. Stąd też widoczna w badaniu tendencja do podnoszenia cen wśród małych przedsiębiorców. To jednocześnie kolejny czynnik pokazujący, że mikrofirmy funkcjonują niejako w poprzek ogólnym trendom w gospodarce.

Dodatkowo dla części mikrofirmy duże znaczenie mają także wahania kursu walutowego. Tymczasem ostatnio mieliśmy do czynienia z osłabieniem złotego. Ci, którzy za towary czy usługi płacą w walutach, po prostu muszą podnieść ceny, aby utrzymać własne marże.

Badanie nastrojów wśród mikroprzedsiębiorców zostało przeprowadzone przez Grupę Idea Banku po raz XVII. Ta edycja badania objęła 500 osób prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze, w dniach 2 listopada – 15 grudnia 2015 r. Badanie miało formę sondażu telefonicznego.

 

    Dariusz Kulpaka

dyrektor zarządzający firmy Bakara

(sprzedaje luksusowe herbaty)

 

Z niepokojem obserwuję zmiany, jakie dokonują się w sektorze bankowym w zawiązku z nałożeniem na banki nowego podatku. Już raz przeżyłem sytuację, kiedy banki znacznie ograniczyły finansowanie – w 2008 r. Wiele firm miało wtedy poważne problemy, bo z dania na dzień zostały odcięte od kapitału. Boję się, że w tym roku banki będą mniej skłonne do udzielania kredytów, spodziewam się, że wzrosną wymagania wobec kredytobiorców, zaostrzą się scoringi. To się przełoży na całą gospodarkę. Już dziś widać dużą niepewność na rynku, zwłaszcza hurtowym. Hurtownicy, którzy jeszcze niedawno dawali 7-14 dni na zapłatę za towar, wydłużyli terminy nawet do 1,5 miesiąca, żeby pozbyć się towaru. Ale doczuwam też pewnego rodzaju korzyści z zapowiadanych zmian – na przykład galerie handlowe proponują wynajem lokali po szokująco niskich cenach.

 

Duże nadzieje pokładam w nowej perspektywie finansowej UE, która powinna pobudzić inwestycje firm. Ja w tym roku stawiam bardzo mocno na wyjście za granicę. Przy obecnym kursie złotego nasze towary luksusowe są bardzo atrakcyjne cenowo. Chcę też w ten sposób równoważyć ewentualne trudności na rynku polskim.

 

    Michał Wichowski

przedsiębiorca, współtwórca High Level Center

(firma przygotowuje sportowców-amatorów do startu w zawodach)

 

W tym roku planuję inwestować w rozwój swojego biznesu. Dla mojej firmy bardziej niż koniunktura w gospodarce liczy się świadomość korzyści, jakie płyną ze zdrowego trybu życia, uprawiania sportu. Jeżeli będziemy mieć edukację w tym zakresie, popyt na usługi treningowe będzie rósł. Jeśli chodzi o sytuację w gospodarce, to głównym czynnikiem niepokoju jest dla mnie obecnie kurs euro. Importuje suplementy oraz sprzęt, dlatego kurs euro w dużym stopniu decyduje o tym, jakie przychody będę mógł osiągnąć. Do tej pory starałem się nie przerzucać wahań kursowych na klientów i utrzymywać ceny. Zastanawiam się czy w tym roku będzie ro możliwe.

 

    Patrick Deba

współzałożyciel Mustache.pl

(sklep-platforma dla projektantów i twórców odzieży)

 

Spodziewam się, że w gospodarce będzie lepiej. Już obecnie obserwujemy poprawę z miesiąca na miesiąc i sądzę, że będzie tak nadal. Tę poprawę widać zarówno w większej ilości kapitału na rynku, jak i w zwiększonej chęci do inwestowania.

 

U nas także będzie lepiej, jako że mamy bardzo ambitne plany i zamierzamy je zrealizować.

 

Marek Siudaj, Tax Care; Katarzyna Siwek, Idea Bank

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2015 r.  o 3,4 proc. – podał GUS. Skorygował też wzrost PKB w 1. kwartale br. z 3,6 proc. do 3,7 proc.

Wzrost gospodarczy w trzecim kwartale br. wydawał się być nieco słabszy niż w dwóch pierwszych kwartałach 2015 r. Nieco słabiej rosła bowiem produkcja sprzedana przemysłu, budownictwo było ciągle w długo już trwającej zadyszce, sprzedaż detaliczna rosła wolniej niż w pierwszych 6. miesiącach br. W podobnym tempie jak w 1. połowie roku rosło zatrudnienie, ale wzrost wynagrodzeń nieco spowolnił.

Tymczasem szybki szacunek PKB przedstawiony przez GUS pokazuje, że polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale w stopniu szybszym niż w 2. kwartale br. Nie mamy jeszcze informacji o strukturze tego wzrostu, ale wszystko wskazuje na to, że głównym czynnikiem wzrostu było spożycie indywidualne. Ale musiały także rosnąć inwestycje, i to w tempie nie mniejszym niż 6 proc. Przedsiębiorstwa zatem ciągle inwestowały, ale zapewne w większym stopniu modernizując swój majątek niż rozszerzając go. To akurat byłaby bardzo dobra informacja, bo potrzeba nam poprawy wydajności pracy, a jednym ze źródeł tej poprawy jest lepszy technicznie i technologicznie aparat wytwórczy.

Eksport netto zapewne nie wpłynął negatywnie na dynamikę PKB, co wskazywałoby na trwałą zdolność naszych przedsiębiorstw do konkurowania na europejskim rynku. Nie bez znaczenia jest tu sytuacja w niemieckiej gospodarce, która wzrosła w 3. kwartale br. o 1,8 proc. (najsilniej od początku 2014 r.). Jednocześnie silnie rósł w Niemczech import, którego częścią są produkty i usługi z Polski.

Ważne, czy ruszyły wreszcie zapasy, bo od 4. kwartału 2014 r. cały czas malały, co przekładało się na obniżanie dynamiki PKB. Pokazywało to, że przedsiębiorstwa są ostrożne w decyzjach wpływających na ich płynność finansową, a zatem ciągle nie są pewne przyszłości.

Pamiętajmy też, że wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. polska gospodarka uzyskała w ciągle bardzo niestabilnym otoczeniu zewnętrznym –  słabszej gospodarce chińskiej, słabnących Indiach i Brazylii, o Rosji i jej embargach na polskie produkty nie wspominając. Te ryzyka ciągle pozostają. Przed nami expose premier Beaty Szydło i wskazanie kierunków aktywności rządu w obszarach społecznych i gospodarczych. Pytanie, czy z expose będą wynikać wewnętrzne ryzyka, w tym przede wszystkim zagrożenia dla stabilności finansów publicznych, czy też gospodarka i przedsiębiorstwa mogą liczyć na dobre warunki do rozwoju.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

 

 

Choć indeks naszych największych spółek zdołał w poniedziałek utrzymać pokaźną piątkową zwyżkę, to jednak nie błyszczał nie tylko w porównaniu z głównymi giełdami kontynentu, ale znalazł silną konkurencję na rodzimym parkiecie.

Fakt, że WIG20 nie tylko nie stracił piątkowego dorobku, ale nawet nieznacznie go powiększył, oddalając się od poziomu 2200 punktów, nie oznacza że byki mogą już spać spokojnie, nie martwiąc się o ponowne testowanie niedawnego dołka. Po pierwsze, w poniedziałek obroty były zbyt niskie, by sygnał można uznać za w pełni wiarygodny. Po drugie, indeks miewał trudności z utrzymaniem się na plusie, a sukces został osiągnięty „rzutem na taśmę”, czyli na końcowym fixingu. Po trzecie, skala zwyżki, w porównaniu do tej z Frankfurtu, była więcej niż skromna. Po czwarte, o ile w piątek we wzrostach uczestniczyli niemal wszyscy przedstawiciele indeksu, to w poniedziałek została ich tylko szóstka. Są też i pozytywne sygnały. Pierwszy to fakt, że liderami wzrostów były akcje dwóch największych banków i akurat w ich przypadku była to druga zwyżka z rzędu, o większej dynamice niż poprzednia. Drugi to równie konsekwentny ruch w górę Tauronu i Energi, dwóch przedstawicieli branży niemal równie mocno przecenionej, jak banki.

W przypadku PKO zagadką będzie reakcja na doniesienia prasowe o planowanej przez Skarb Państwa zmianie na stanowisku prezesa, a w przypadku Pekao reakcja na wyniki finansowe, które okazały się gorsze niż rok wcześniej o ponad 7 proc., ale wyższe o 7 proc. niż się spodziewano.

O ile w przypadku WIG20, tendencja wzrostowa jest na razie ledwie dostrzegalna, to znacznie bardziej wyraźnie widoczna jest na wykresach pozostałych indeksów, a szczególnie mWIG40 i sWIG80. Wskaźnik średniaków co prawda w poniedziałek nieco rozczarował, ale utrzymał się powyżej przebitego w trakcie poprzedniej sesji poziomu 3800 punktów. Lekki spadek można uznać za niegroźną korektę i ruch powrotny. Warto zauważyć, że od dołka z początku lipca, mWIG40 zyskał już 7 proc. W jego ślady idzie coraz śmielej sWIG80, który poszedł w tym czasie w górę o 5 proc., a wczoraj zbliżył się do ważnego poziomu 13 400 punktów. W jego przypadku problemem są jednak symboliczne obroty oraz „wydarzenia jednorazowe”, w postaci kilkunastoprocentowych wzrostów walorów Kofoli i Biotonu.

Dziś problemem może być poniedziałkowe słabe zachowanie amerykańskich indeksów oraz ewentualna korekta silnych zwyżek we Frankfurcie i Paryżu. Zagrożenie może też stanowić przecena na rynkach surowcowych. Nawet jeśli bezpośrednio nie uderzy w nasze spółki, to przełożyć się może poprzez pogorszenie się nastawienia do emerging markets.

Poranny przegląd sytuacji wskazuje na możliwość niewielkiego odreagowania poniedziałkowej silnej przeceny ropy naftowej. Mocne odbicie widoczne jest na giełdzie w Chinach. Kontrakty na główne indeksy amerykańskie i europejskie wskazują na brak zdecydowania inwestorów.

Roman Przasnyski1autor: Roman Przasnyski, analityk niezależny

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w lipcu 54,5 wobec 54,3 pkt. w czerwcu br. – podał Markit.

 Lipcowy, podobnie jak czerwcowy, wskaźnik PMI potwierdził siłę głównego sektora naszej gospodarki – przemysłu. Ciągle rośnie liczba nowych zamówień na rynku krajowym, ale także zamówień eksportowych (eksport wzrósł w najszybszym tempie od lutego 2014 r.). I co niezmiernie ważne, bo potwierdza trend i siłę tych pozytywnych zmian – przedsiębiorstwa z sektora przemysłowego zwiększają poziom zatrudnienia. Przy czym wzrost liczby miejsc pracy był jednym z najszybszych w historii badań PMI. Firmy przemysłowe widząc dobre perspektywy najwyraźniej zaktywizowały się na rynku pracy zdając sobie sprawę, że w niektórych zawodach jest on „płytki” i za chwilę trudno będzie pozyskać nowych pracowników o poszukiwanych kwalifikacjach i kompetencjach. Możemy zatem także spodziewać się nieco silniejszego wzrostu wynagrodzeń w części branż przemysłowych (szczególnie eksportowych). A przemysł pociągnie za sobą większą aktywność w usługach.

Wszystko wskazuje zatem, że wzrost polskiej gospodarki w 2015 r. będzie wyższy niż prognozują to MFW (3,5 proc.), KE (3,2 proc.), EBOR (3,4 proc.), czy NBP (3,6 proc.). Tym bardziej, że gospodarki krajów UE, w tym strefy euro, czyli naszych głównych partnerów biznesowych, mają się dobrze. Potwierdził to lipcowy wskaźnik PMI – 52,4 pkt., przy „tąpnięciu” Grecji do 30,2 i ciągle lekkiego osłabienia przemysłu francuskiego.

W efekcie rosną zamówienia kierowane do polskiego przemysłu. A ten zwiększa zapasy środków produkcji, a także wytworzonych produktów, aby móc szybko reagować na rosnący popyt zewnętrzny. I zatrudnienie! Rosną także ceny wyrobów gotowych, co wyraźnie potwierdza siłę popytu.  Dane te wskazują, że wzrost PKB w 3. kwartale br. zostanie wzmocniony wzrostem zatrudnienia i wzrostem wynagrodzeń (spożycie indywidualne), wzrostem zapasów i ciągle – eksportem netto. A do budżetu państwa wpływać będzie nieco więcej pieniędzy z podatków.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W poniedziałek apetyty inwestorów zostały pobudzone zestawem przystawek. Dolar amerykański został wsparty lepszym od oczekiwań ISM dla przemysłu za maj. Euro czeka na Grecję, w sprawie której prace nad porozumieniem przyspieszyły. Dolar australijski odżył w nocy, gdyż RBA zaskoczył utrzymaniem neutralnego nastawienia.

Indeks ISM dla przemysłu USA w maju skoczył do 52,8 z 51,5 w kwietniu przy prognozie 52. Wczoraj zwracaliśmy uwagę, że wskazania indeksów regionalnych sugerują silniejszy odczyt. W szczegółach danych najmocniej wyróżnia się poprawa w komponentach dotyczących zatrudnienia i nowych zamówień, co sugeruje, że sektor w końcu nabiera tempa po hamowaniu z pierwszego kwartału. Tezę te potwierdza silny wzrost wydatków na inwestycje budowlane, które wzrosły o 2,2 proc. m/m (prog. 0,2 proc.). Silna postawa przedsiębiorstw musi jeszcze przekonać konsumentów, którzy na razie wstrzymują się z zakupami – wydatki Amerykanów były płaskie w kwietniu przy spodziewanym wzroście o 0,2 proc. m/m. Ogólnie dla USD dobre dane przeważyły, choć nie w wybitnie silny sposób – jedynie USD/JPY zanotował znaczący skok z dotknięciem 125. Rynek wypatruje kolejnych potwierdzeń otrząśnięcia się amerykańskiej gospodarki z zimowego zastoju, by móc bardziej stanowczo dyskontować start podwyżek Fed tuż po okresie wakacyjnym. Majowe dane z rynku pracy z pewnością będą pomocne w przekonaniu dolarowych byków, ale na to przyjdzie poczekać do piątku. Potencjał w kontynuacji aprecjacji USD z pewności jest, biorąc pod uwagę, że amerykański dług jeszcze nie reaguje na poprawę danych makro – rentowności 10-latek utrzymują się pod 2,20 proc. Przebicie się tutaj wyżej zainicjuje kolejną falę umocnienia USD.

W poniedziałek po południu znów zostały rozbudzone nadzieje, że porozumienie w sprawie Grecji nastąpi szybko. Wczoraj wieczorem w Berlinie odbyło się spotkanie kanclerz Merkel, prezydenta Hollande’a, prezesa ECB Draghiego, szefowej MFW Lagarde i przewodniczącego KE Junckera. Oświadczenie po spotkaniu mówi tylko o konieczności przyspieszenia negocjacji, ale narastają oczekiwania, że powstaje szkic porozumienia, który na dniach powinien zatwierdzić premier Tsipras. Ne można wykluczyć, że tak się stanie, jednak im dłużej rynki są przygotowywane na pozytywny finał, tym na mniejszy „rajd ulgi” może liczyć EUR.

Bank Rezerwy Australii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową na poziomie 2 proc., jednak komunikat po posiedzeniu był już niespodzianką. W tekście nie ma wyraźnego zaznaczenia gołębiego nastawienia, co w obliczu ostatnich fatalnych danych m.in. o inwestycjach może zastanawiać. RBA oceni na postawie napływających informacji, czy obecne stanowisko jest skuteczne dla osiągnięcia celów polityki pieniężnej, jednak nie ma wskazań o gotowości do dalszych obniżek. AUD podskoczył po publikacji, jednakże utrzymanie siły wydaje się mało prawdopodobne. Po pierwsze RBA uważa za konieczną dalszą deprecjację waluty, zatem ruch w przeciwnym kierunku może spotkać się z werbalną interwencją banku; i rynek to wie. Po drugie perspektywy dla australijskiej gospodarki i jej otoczenia (słabość rynku surowców, hamowanie chińskiego gospodarki) sugerują, że RBA może jeszcze powrócić do gołębiego nastawienia. Najbliższym testem będą dane o PKB Australii za I kw. jutro o 3:30.

Wtorkowe kalendarium na tle całego tygodnia prezentuje się skromnie. Indeks PMI dla sektora budowlanego oraz wnioski o kredyt hipoteczny z Wielkiej Brytanii (10:30) mogą mieć umiarkowany wpływ na GBP. Oczekiwania jest poprawa zarówno w indeksie (55, poprz. 54,2), jak i wnioskach (63,5 tys., poprz. 61,3 tys.), co może pomóc funtowi odrabianiu strat po wczorajszym rozczarowaniu PMI dla przemysłu. Wyższy od oczekiwań odczyt majowej HICP z Niemiec wczoraj przemawia za wzrostem wskaźnika dla całej strefy euro (11:00, prog. 0,2 proc. r/r), pierwszy raz od listopada. Jednakże rynek euro będzie bardziej zajęte śledzeniem informacji związanych z Grecją. Po południu z USA otrzymamy dane o zamówieniach w przemyśle w kwietniu (16:00), gdzie oczekiwania są niskie (-0,1 proc. m/m) w oparciu o słabość zamówień na dobra trwałego użytku.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Od początku maja złoty jest w defensywie, ale trudno dostrzec jakąś paniczną ewakuację inwestorów od złotego. Oczywiście, kurs USD/PLN silnie wzrósł, bo z okolic 3,50 aż do 3,80, ale to przede wszystkim wynikało z siły dolara, wspieranego jastrzębimi wypowiedziami członków Fed czy nieco lepszymi danymi makro z USA. I te czynniki także częściowo stoją za ogólnym pogorszeniem się nastrojów inwestycyjnych, z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. Złoty względem euro stracił dużo mniej, bo niewiele ponad 10 gr.

Sporo jednak mówi się o wpływie zwiększonego ryzyka politycznego, z którym mamy do czynienia po wygranych wyborach prezydenckich przez kandydata PiS-u Andrzeja Dudę. Jakby prześledzić historię to złoty faktycznie taniał już po jego zwycięstwie w pierwszej turze wyborów prezydenckich, które zapowiadały trudną walkę Bronisława Komorowskiego o utrzymanie prezydentury. Ale nie dało się wtedy zaobserwować 2-groszowej luki na otwarcie poweekendowego handlu, jaka miała miejsce już po końcowym zwycięstwie A. Dudy. Wytłumaczenie wzrostem ryzyka politycznego jest tylko wytłumaczeniem częściowym strat złotego. Generalnie mocno skorelowany ze złotym węgierski forint także taniał. Wyprzedaż polskich obligacji skarbowych zbiegała się z ewakuacją kapitału także z innych, jeszcze bezpieczniejszych skarbowych papierów. W grę wchodził strach o wspomniane wyżej podwyżki stóp procentowych w USA oraz ponowne obawy o osiągnięcie porozumienia z greckim rządem, umożliwiającym wypłatę kolejnej transzy pomocowej i pokrycie czerwcowych zobowiązań wobec MFW. W międzyczasie napłynęły też mocno rozczarowujące dane z rodzimej gospodarki, gdzie produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w kwietniu okazały się znacznie słabsze od oczekiwań.

Jeśli miałbym oceniać wpływ powyższych informacji na straty złotego to uznałbym go za większy niż sam wynik wyborów prezydenckich, aczkolwiek na pewno inwestorzy z pewną rezerwą mogą teraz podchodzić do polskiej waluty. Póki co jednak propozycje populistyczne i rujnujące budżet państwa można albo zaliczyć do typowej wyborczej kiełbasy (czyli w ogóle nie należy spodziewać się ich realizacji) albo będą blokowane przez parlament, gdzie wciąż większość ma rządząca koalicja. Jeśli ten układ sił miałby się zmienić na jesieni na korzyść PiS to wówczas impakt na złotego może być większy. W dłuższej perspektywie jednak odseparowałbym polską gospodarkę od polityki, bowiem PiS znowu może zacząć koncentrować się na kwestiach światopoglądowych, a niewiele zmieniając w kwestiach ekonomicznych. Poza tym w Polsce nie ma na ten moment prawdziwie sprzyjającej, prorynkowej partii. Niektóre decyzje PO, jak np. reforma OFE, należy uznać za posunięcia o bardzo wątpliwej jakości dla odbioru naszego rynku przez zagraniczny kapitał.

Lukasz Rozbicki_1autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

 

Kraje skandynawskie znalazły się w czołówce globalnego rankingu poświęconego sile ekonomicznej kobiet, opracowanego przez brytyjski Uniwersytet  Cambridge (University of Cambridge Judge Business School).

Wysoko oceniony poziom siły ekonomicznej pań sprawił, że Norwegia zajęła w tym rankingu miejsce drugie, Dania trzecie a Finlandia czwarte. Według wyników badania, najlepiej spośród wszystkich państw świata została oceniona Australia.

W badaniu przeprowadzonym w latach 2004 – 2013, ocenie poddano ponad 1000 firm z listy Forbes Global 2000, reprezentujących 51 branż w 41 krajach na sześciu kontynentach.

Pod uwagę wzięto szereg czynników wpływających na awans kobiet w miejscu pracy, a także trwałość ich pozycji w zarządach. Ważnym wskaźnikiem była również długość okresu edukacji kobiet i poziom ich uczestnictwa w rynku pracy.

Analiza uzyskanych danych wykazała, iż poziom władzy ekonomicznej posiadanej przez kobiety w każdym kraju  odzwierciedlony jest  bezpośrednio przez ich liczbę w zarządach oraz przez czas trwania ich kadencji na tych stanowiskach. Warto tu dodać, że ponad 30 procent członków zarządów w Szwecji i Finlandii to kobiety, natomiast w Norwegii panie stanowią blisko 40% członków zarządów firm.

źródło: na podstawie womenomics.co.uk i www.businessandleadership.com oraz SPCC

 

EFL przygotował indeks „Barometr EFL” informujący o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu. Jego wyniki publikowane będą cyklicznie co kwartał, wraz z badaniami ”Skanera MŚP”[1]. „Barometr EFL” jest przygotowany dla  EFL na wyłączność. Jego pierwszy odczyt wskazuje, że ponad połowa MŚP planuje intensyfikację rozwoju.

BAROMETR EFL to syntetyczny wskaźnik informujący o skłonności firm z sektora MŚP do rozwoju rozumianego jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest  nierozerwalnie związane z inwestycjami w środki trwałe.

Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm.

Pogoda dla MŚP

Sektor MŚP w Polsce wytwarza 67 proc. PKB i tworzy miejsca pracy dla ok. 70 proc. zatrudnionych. Dla nas przedsiębiorcy tego sektora to nasi kluczowi klienci  – mówi prezes EFL, Radosław Kuczyński. – Dla EFL orientacja na potrzeby biznesowe sektora MŚP jest podstawą wzajemnej partnerskiej współpracy. Aby wychodzić naprzeciw potrzebom przedsiębiorców i realnie wspierać rozwój prowadzonego przez nich biznesu,  na czym nam właśnie zależy, zdecydowaliśmy się na przeprowadzanie cyklicznego badania, które nazwaliśmy Barometrem EFL”. Jego odczyt stanowi dla nas kolejne źródło cennych informacji na temat tego, co dzieje się w mikro-, małych i średnich przedsiębiorstwach – dodał prezes EFL.

Odczyt barometru

Wartość „Barometru EFL” wyniosła 54,3 pkt., co oznacza, że kondycja finansowa większości MŚP jest o 4 pkt. wyższa od progu OR, który wskazuje na ograniczony rozwój firm i dużą niepewność przedsiębiorców. Ponad połowa przedsiębiorców planuje intensyfikację rozwoju, co w efekcie ma przełożyć się na wzrost sprzedaży i prognozowane większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne, szczególnie w odniesieniu do firm małych i średnich. Firmy mikro stawiają sobie cele krótkoterminowe i ostrożnościowe, jeśli chodzi o planowany rozwój, ze względu na obawy dotyczące stabilności przychodów oraz zakładanej, słabszej płynności finansowej.

We wszystkich badanych obszarach, z których dane składają się na ogólny wynik „Barometru EFL” (sprzedaż, płynność finansowa, zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne, inwestycje w środki trwałe), odsetek przedsiębiorstw wskazujących na wzrost przewyższa odsetek firm, które prognozują spadki.

Spośród badanych branż najwyższy wskaźnik (59,3 pkt.) osiągnął subindeks firm zajmujących się produkcją. Wynik subindeksu zbliżony do głównej wypadkowej „Barometru EFL” mają firmy usługowe (56,5 pkt.) oraz gastronomiczno-hotelarskie (55,1 pkt.). Badane przedsiębiorstwa z branży HORECA[2] oczekują w I kwartale 2015 r. wyższego poziomu sprzedaży w stosunku do poprzedniego kwartału oraz informują o zwiększeniu zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne.

Najczęściej wykorzystywane instrumenty finansowe

Badanie wykazało, że bieżącą działalność MŚP i realizację ich planów inwestycyjnych wspierają najskuteczniej kredyty bankowe, usługi leasingowe, ubezpieczenie majątku a także, choć w mniejszym stopniu, faktoring. Z leasingu najchętniej korzystają firmy budowlane, handlowe, produkcyjne i transportowe. Po kredyty bankowe najchętniej sięgają producenci, firmy budowlane oraz handlowe. Do wykorzystywania własnych środków pieniężnych przyznają się głównie usługodawcy.

Podsumowanie poprzedniego kwartału – Skaner MŚP[3]

Ostatni kwartał 2014 roku nie był najlepiej oceniany przez przedsiębiorców z sektora MŚP. Tylko 11,8 proc. badanych było skłonnych dobrze ocenić rozwój wydarzeń w polskiej gospodarce w tym czasie. Ze spadkiem odsetka optymistów mamy do czynienia nieprzerwanie od początku 2014 roku. Jednocześnie wzrosła liczba respondentów nastawionych pesymistycznie, którzy wskazują, że sytuacja gospodarki pod koniec ubiegłego roku uległa pogorszeniu. W III kwartale 2014 roku było ich 27,2 proc., w IV już 38,2 proc.

Te ogólne wnioski musiały przełożyć się także na ocenę sytuacji własnej firmy. Odsetek badanych, którzy zauważyli poprawę kondycji własnego biznesu, spadł o 11,7 proc. w stosunku do odczytu z III kwartału ubiegłego roku, i wynosi 15,5 proc. Pozytywnie nastraja zaś fakt, że jedynie nieznacznie wzrósł odsetek badanych, którzy zauważają pogorszenie sytuacji swojej firmy. W III kwartale 2014 r. wynosił on 23,5 proc., kwartał później zaś 24,7 proc.

Oceny te pokrywają się z prognozami, jakie przedsiębiorcy przedstawiali w poprzednich edycjach badania. Już jesienią sygnalizowali oni, że z uwagi na spadki liczby nowych zamówień i wzrost zapasów, czwarty kwartał nie będzie należał do najlepszych. Wynik ten potwierdzają dane GUS, który w styczniowym biuletynie informował o spadku konsumpcji w ostatnim kwartale 2014 roku.

Prognozy na bieżący kwartał

Powiększyła się, i to prawie o 6 proc., grupa optymistów, którzy widzą szansę na poprawę sytuacji gospodarczej Polski w I kw. bieżącego roku. Aktualnie odsetek badanych, wyrażających taką opinię, wynosi 19,4 proc. Przedsiębiorcy mają dobre przewidywania dotyczące własnych firm. Prawie 1/3 badanych wskazuje, że sytuacja prowadzonego przez nich biznesu polepszy się. Spoglądając na historyczne dane z badania należy zauważyć, że aktualne prognozy nie odbiegają od tych sprzed trzech miesięcy.

Indeks ZAIR w górę

Przedsiębiorcy nie tracą ducha, o czym świadczy ich skłonność do dokonywania inwestycji, którą obrazuje indeks ZAIR. W stosunku do poprzedniego odczytu jego wartość wzrosła
o 9,5 pkt. i wynosi 67,1 pkt. na minusie. Wobec analogicznego okresu w 2014 roku jego wartość pozostała na identycznym poziomie (wzrosła jedynie o 0,2 pkt.).

Prawdopodobnie na skutek nadwyżek kapitału (o których świadczy niska wartość indeksu ZAIR w ubiegłym kwartale) firmy nie zamierzają rezygnować z inwestycji. Dodatkowo w bieżącym kwartale większa liczba przedsiębiorstw zamierza zatrudniać pracowników niż zwalniać, a pracodawcy chętniej niż w minionym kwartale będą inwestować w rozwój kompetencji swoich pracowników. Dodatkowo badanie ujawniło, że więcej przedsiębiorców zamierza też dokonywać wydatków na marketing, wsparcie sprzedaży, remonty, technologie, maszyny i oprogramowanie.

Co prognozują ekonomiści

Zdaniem Marcina Nieplowicza, głównego ekonomisty EFL, rozwój sytuacji ekonomicznej w Polsce będzie bazował na korzystnej strukturze wzrostu gospodarczego, uzyskanej w ubiegłym roku. Czyni to Polskę o wiele lepiej przygotowaną na zmianę koniunktury gospodarczej w Europie i na świecie.

Należy spodziewać się dalszej stopniowej poprawy na rynku pracy, czego wyrazem będzie zwiększenie zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Towarzyszący mu wzrost wynagrodzeń przełoży się na wyższą konsumpcję prywatną. To właśnie wydatki gospodarstw domowych będą gwarancją dla kontynuacji inwestycji firm i zwiększania przez nie poziomu produkcji.

Dlatego w całym 2015 roku można oczekiwać dynamiki PKB Polski na poziomie 3,7 proc., wzrostu konsumpcji prywatnej do poziomu 3,5 proc., zwiększenia inwestycji o 8,4 proc., wzrostu eksportu mierzonego w euro o 6 – 7 proc. oraz spadku bezrobocia do poziomu 10,6 proc. Druga połowa roku będzie z pewnością lepsza niż pierwsza, a to ze względu na uruchomienie środków z nowego budżetu unijnego na lata 2014 – 2020.

[1] Skaner mikro, małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), opinie i prognozy przedsiębiorców pierwszy kwartał 2015 r. zrealizowany przez instytut Keralla Research na ogólnopolskiej i reprezentatywnej próbie 600 przedsiębiorców z sektora mikro, małych i średnich firm, metodą wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI).Badanie wykonano w dniach 28.01-04.02.2015.

[2] Branża HORECA obejmuje działalność hotelarską i restauracyjno-gastronomiczną.

[3]  „Skaner MŚP” jest diagnozą kondycji i nastrojów mikro-, małych i średnich firm prywatnych. Przeprowadzane jest cyklicznie co kwartał przez instytut badawczy Keralla Research. Najnowsza edycja z lutego br. ukazuje nastroje przedsiębiorców sektora MŚP w pierwszym kwartale 2015 r.

 źródło: Grupa Crédit Agricole SA/ EFL

Sejm przyjął przygotowany w Ministerstwie Gospodarki projekt ustawy o  zmianie ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych. Nowe rozwiązania ułatwią działalność przedsiębiorstw w SSE. Ustawa wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2015 r.

Dzięki nowym przepisom możliwe będzie wcześniejsze złożenie wniosku o przyznanie pomocy publicznej do ministra gospodarki, gdy duży przedsiębiorca planuje inwestycję na gruncie nieobjętym strefą w dniu złożenia wniosku. Przedsiębiorca będzie mógł rozpocząć inwestycję po potwierdzeniu przez MG spełnienia efektu zachęty. Możliwość wcześniejszego przystąpienia do realizacji inwestycji jest oczekiwanym rozwiązaniem przez przedsiębiorców, zwłaszcza w sytuacji długotrwałego procesu legislacyjnego zmiany granic stref.

Wprowadzone zostaną, również jednolite zasady zmiany zezwolenia na prowadzenie działalności w strefie, bez względu na datę jego wydania. Od 4 sierpnia 2008 r. zasady zmiany zezwolenia są korzystniejsze od obowiązujących wcześniej, ponieważ dopuszczają obniżenie warunku zatrudnienia o nie więcej niż 20 proc. wielkości bazowej. W warunkach recesji gospodarczej, regulacja ta stała się niezbędna również dla przedsiębiorców posiadających wcześniej wydane zezwolenia. Dlatego zastosowanie jej wobec wszystkich przedsiębiorców strefowych, powinno uchronić wiele firm przed skutkami cofnięcia zezwolenia, tym samym zapewniając im możliwość przetrwania trudnego okresu.

W projekcie nowelizacji ustawy zaproponowano także zastąpienie przedstawiciela wojewody przedstawicielem ministra finansów w radach nadzorczych spółek zarządzających strefami. Przemawia za tym forma pomocy publicznej udzielanej w strefach (zwolnienia podatkowe), położenie stref na terenie kilku województw i fakt, że wojewoda nie odpowiada za rozwój regionalny. Rozszerzony został, również katalog głównych zadań zarządzających SSE. Strefy będą prowadziły współpracę ze szkołami ponadgminazjalnymi i wyższymi w celu dostosowania ich oferty edukacyjnej i programów do potrzeb pracodawców. SSE będą również zobowiązane do prowadzenia działań zwiększających potencjał stref do powstawania struktur klastrowych.

źródło: Ministerstwo Gospodarki

Obliczanie odsetek, inflacja i Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO) kredytu, to najsłabsze punkty ekonomicznej wiedzy Polaków. A im większe luki w edukacji, tym większe straty w domowym budżecie i problemy w życiu.

Badanie za badaniem, a wynik wciąż ten sam – wiedza ekonomiczna Polaków kuleje. Co gorsza, bardzo słabo jest też z umiejętnością zwykłego liczenia. W badaniu Millward Brown „Stan wiedzy ekonomicznej Polaków”, przeprowadzonym na zlecenie Instytutu Wolności i Raiffeisen Polbank, ankietowanych rozłożyło na łopatki pytanie o zmianę oprocentowania kredytu. Zawiodła wiedza ze szkoły podstawowej, umiejętność rozróżniania procentu od punktu procentowego. Problem z odpowiedzią miały osoby po studiach i po podstawówce.

 Oto „podstępne” pytanie/zadanie: Oprocentowanie kredytu gotówkowego wynosiło 10 proc. Bank w ramach promocji obniżył oprocentowani i oferuje teraz kredyt na 8 proc. Która odpowiedź jest poprawna?

 a)     oprocentowanie wzrosło o 20 proc. i 2 punkty procentowe,

b)    oprocentowanie spadło o 2 proc. i 2 punkty procentowe,

c)     oprocentowanie spadło o 20 proc. i 2 punkty procentowe,

d)    nie wiem.

Oprocentowanie kredytu wynosiło 10%. Bank obniżył oprocentowanie i oferuje teraz kredyt na 8%. Która odpowiedź jest poprawna?

pyt1_oproc_lipiec2014

Źródło: Millward Brown.

Dwie trzecie odpowiedziało, że spadło o 2 proc. i 2 punkty procentowe, a tylko co trzynasty prawidłowo, że spadło o 20 proc. i 2 punkty procentowe.

 Na liczeniu procentów w produktach finansowych, ankietowani potknęli się także, wybierając korzystniejszą lokatę. Na pytanie: lepiej założyć lokatę z oprocentowaniem 4 proc. w skali roku, z miesięczną kapitalizacją odsetek czy z roczną kapitalizacją odsetek? Prawidłowo, na miesięczną kapitalizację odsetek, wskazało 41 proc. pytanych.

Połączenie w zadaniu oprocentowania i inflacji też nie przyniosło dobrych efektów. Przypuśćmy, że chce Pan/Pani zainwestować w roczna lokatę z oprocentowaniem 1,5 proc. w skali roku, w sytuacji, gdy inflacja w skali roku wynosi 2 proc. Ile będzie Pan/Pani mógł kupić za odłożone pieniądze po roku? 26 proc. stwierdziło, że nie wie ile będą mogli kupić za te pieniądze po roku: więcej, mniej czy tyle samo. Jeszcze większa grupa odpowiedziała źle. 42 proc. słusznie stwierdziło, że kupi mniej niż dziś (Prawidłowo wysokość inflacji w 2012 r. potrafiło wybrać wśród podpowiedzi jedynie 25 proc. pytanych).

Chce Pan/Pani zainwestować w roczną lokatę z oprocentowaniem 1,5% w skali roku, podczas gdy inflacja wynosi 2% w skali roku. Ile będzie można kupić za pieniądze odłożone na takiej lokacie po roku?

Mniej niż dziś 42%
Więcej niż dziś 19%
Dokładnie tyle samo 12%
Nie wiem 26%
Źródło: Millward Brown

Liczenie na procentach sprawdziło się jedynie w kalkulacjach dotyczących wynagrodzenia. Na pytanie: o ile powiększy się 3 tys. zł, jeśli wzrośnie o 5 proc. bezbłędnie odpowiedziało 83 proc. ankietowanych.

 Badanie Millward Brown potwierdziło także, że Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania wciąż pozostaje dla Polaków tajemniczym pojęciem. Na pytanie, który wskaźnik najlepiej pokazuje koszt kredytu, na RRSO wskazało tylko 35 proc. ogółu badanych. Co gorsza, nawet wśród klientów, którzy spłacają kredyty i tym samym mieli okazję dopytać w banku o koszty i co to w ogóle jest to RRSO, świadomość sensu tego wskaźnika ma zaledwie nieco ponad połowa ankietowanych.

 Który wskaźnik najlepiej pokazuje koszt kredytu?

pyt2_wskaznik_lipiec2014Źródło: Millward Brown.

Padło też pytanie dotyczące limitu kredytowego na koncie i pokazało, dlaczego tak wiele osób, gdy potrzebuje pieniędzy, biegnie po chwilówkę do firm pożyczkowych, zamiast pożyczyć pieniądze w banku. Jedynie dwóch na pięciu respondentów prawidłowo zakończyło zdanie: „Na kontach można otworzyć limit, pozwalający wypłacać pieniądze nawet wtedy, gdy na koncie nic nie ma i może być oprocentowany w zależności od tego, jak się z niego korzysta (41 proc.). Prawie co trzeci odpowiedział, że nie wie o co chodzi. Tymczasem liczni klienci internetowych firm pożyczkowych, aby skorzystać z ich usług, muszą mieć ROR w banku, bo inaczej nie otrzymaliby pieniędzy.

 Jakie produkty, usługi Pan/i posiada?

Konto w banku 73%
Kartę płatniczą 50%
Kartę kredytową 8%
Lokatę lub konto oszczędnościowe 10%
Limit w koncie, kredyt odnawialny 9%
Kredyt gotówkowy, szybką pożyczkę 7%
Kredyt hipoteczny w złotych 3%
Rachunek maklerski 0%
Żadne z powyższych

23%

Źródło: Millward Brown.

Badanie Instytutu Wolności i Raiffeisen Polbanku jako kolejne pokazuje, że Polacy są pełni sprzeczności. Z jednej strony starają się o wyższe wynagrodzenie, potrafią skrupulatnie wyliczyć każdy procent jego wzrostu, dorabiają po godzinach, patrzą w sklepach na ceny nawet najdrobniejszych kupowanych towarów, a do spraw finansowych nie przywiązują wagi i koniec końców i tak tracą pieniądze z domowego budżetu. Bo jak zmaksymalizować zyski i wybrać najlepsze lokaty, jeśli jest kłopot z liczeniem odsetek i nie ma wiedzy o inflacji? Jak wybierać najtańsze kredyty, jeśli nie wiadomo jak je porównać? Jak pożyczać szybciej i taniej w banku zamiast w firmach pożyczkowych, jeśli nie ma wiedzy, że takie możliwości są w zasięgu ręki?

 Gdyby Pani/Pan chciał wybrać najbardziej ryzykowną inwestycję, na której można najwięcej stracić, ale też najwięcej zyskać, to co by to było?

pyt3_ryzyko_lipiec2014

Źródło: Millward Brown.

 Autorzy badania wskazują, że konsekwencje braku wiedzy ekonomicznej mogą być jeszcze gorsze. Poszukiwanie „okazyjnego” oprocentowania dla oszczędności w łatwy sposób może spowodować zainteresowanie instytucją typu Amber Gold, czy też ryzykownymi instrumentami finansowymi i utratą dorobku życia. Innym przejawem niskiej świadomości ekonomicznej jest walka o kredyt za wszelką cenę. Brak zrozumienia, że analiza zdolności kredytowej nie jest wyłącznie operacją przeprowadzaną dla banku, ale również dla klienta i może uchronić go przed  realizacją marzeń z zaciskającą się pętlą zadłużenia na szyi.

W badaniu wykonanym w styczniu tego roku wzięło udział 1000 osobowa losowa próba reprezentatywnej dla ogółu ludności, w wieku od 15 do 75 lat.

Halina Kochalska, Open Finance

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...