poniedziałek, Styczeń 22, 2018
Home Tagi Wpis otagowany "e-commerce"

e-commerce

Branża e-commerce ma za sobą bardzo udany 2017 rok. Rozwój i wzrost sprzedaży daje nadzieję, że 2018 będzie jeszcze lepszy. Czego można się spodziewać, a co można uznać za pewnik? 

Siła większego w B2B

Rok 2018 w e-commerce będzie należał do dużych graczy. Poczynione lub planowane inwestycje we własną infrastrukturę spowodują wzrost sprzedaży. Małe i średnie firmy, których budżet nie pozwoli na takie inwestycje pozostaną w cieniu gigantów. To stanowi swoistą zapowiedź większego rozwoju branży e-commerce w segmencie B2B niż w B2C.

Niemal 75% klientów w sektorze B2B jest zdania, że zakupy robione za pośrednictwem witryny e-commerce jest wygodniejsze niż kupowanie u przedstawicieli handlowych. Świadome tej opinii firmy zainwestują w dystrybucję, która siłą rzeczy nabierze pewnych cech B2C. Bardziej popularne staną się zamknięte systemy sprzedaży, w których klient po stworzeniu własnego profilu odnajdzie interesujące go produkty, usługi, ich ceny i specjalne oferty. Właściciele takich witryn skorzystają z możliwości cięcia kosztów personalnych, a klient uzyska wysoki poziom obsługi.

Marketplace, który cieszy się sporą popularnością będzie nadal rósł w siłę. Ten trend wykorzystywany będzie zarówno przez duże, jak i średnie oraz małe firmy, jednak w różny sposób. Podczas gdy mniejsze podmioty skierują swoją ofertę do klienta indywidualnego, e-handlowi giganci wykorzystają model marketplace, jak i dropshipping w relacji B2B. Pojawi się coraz więcej spersonalizowanych ofert dla e—klienta biznesowego. Niewątpliwie na popularności zyska zaplecze Amazon czy Alibaba, którzy będą udostępniać swe platformy dla małych graczy by wspomóc ich w sprzedaży. Nawet Facebook nie omieszkał nie skorzystać z opcji wdrożenia marketplace’u, by wspomóc promocję e-biznesów.

Nowy wymiar dostawy

Doręczanie towarów ze sklepów internetowych będzie przechodziło kolejną ewolucję. Jeszcze większą rolę będzie odgrywać szybkość dostawy, szczególnie w trakcie newralgicznych okresów intensywnych zakupów online. Z jednej strony dyktują to wymagania klientów, którzy twierdzą, że maksymalny czas jaki są w stanie zaakceptować to dwa dni. Wręcz w myśl zasady „tu i teraz” większość e-klientów jednak chciałaby odebrać zamówiony towar jeszcze tego samego dnia. Same day delivery będzie musiało w końcu zacząć stawać się powszechną formą dostawy. Z drugiej strony gwarantowana szybkość dostawy jest atutem, dzięki któremu sklep internetowy może wyróżnić się spośród konkurencji, stać się lepszy w ocenie klienta. Mowa tu również o sklepach stacjonarnych, które coraz bardziej chcą upodobnić się do sklepów online i za wszelką cenę chcę dostosować swoją ofertę do zakupów online, co niekoniecznie jeszcze udaje się, szczególnie jeśli doliczane są dodatkowe nieuzasadnione koszty dla e-kupującego. Branża e-commerce z kolei stara się zrobić wszystko, aby kupujący nie miał potrzeby odwiedzać sklepu stacjonarnego. Jednak nie tylko szybkość ma tu znaczenie. Wiele osób utrzymuje, że jeśli miałoby wybór pomiędzy darmową a szybką przesyłką, wybrałoby darmową. E-sklepy udostępnią więc wiele opcji wyboru. Klienci będą mogli wybierać przedział czasowy doręczenia przesyłki, np. godziny wieczorne lub weekendy, a wszystko po to, by odwieść kupujących od wizyty w centrach handlowych.

Strategia omnichannel będzie się umacniać, a sklepy internetowe rozszerzą listę miejsc odbioru paczek o stacje benzynowe, sklepy spożywcze, parcel shopy itd. Celem jest maksymalne ułatwienie odbioru przesyłki, jak najbliżej klienta i 24 h na dobę. Takie działania zostawią sklepy stacjonarne daleko w tyle, mimo tego, że dysponują już rozbudowaną siecią salonów. Dlaczego? Nie są one w stanie reagować tak szybko jak sklepy internetowe, przygotowanie nowych rozwiązań zajmuje im dużo więcej czasu. Efektem będzie większy udział e-commerce w całej sprzedaży detalicznej.

Personalizacja do potęgi n

Rok 2018 upłynie pod znakiem szeroko pojętej personalizacji. Cały proces zakupowy w e-sklepach stanie się bardziej i lepiej spersonalizowany. To kolejny obszar, na którym będzie widoczna różnica pomiędzy małymi a dużymi graczami. E-handlowi giganci już dziś dysponują obszerną bazą danych klientów i mają środki na to, by inwestować w personalizację oferty, reklamy, NL, płatności czy zwrotów i reklamacji. Nie mówimy tu już o propozycjach wysyłanych do wielu osób, które wrzuciliśmy do tego samego worka, lecz o jednostkowym podejściu wynikającym z indywidualnych preferencji każdego pojedynczego klienta.

Personalizacja okazuje się czasem efektem pośrednim wprowadzanych usprawnień. Tak się stało przy próbie lepszej prezentacji produktu, czyli zastosowaniu usługi wirtualnego lustra czy też wirtualnej przymierzalni jak Virtooal.com. To narzędzie, które będą zyskiwać na popularności. Dzięki niemu zwiększy się sprzedaż internetowa produktów z kategorii moda czy uroda, ponieważ klient będzie mógł „przymierzyć” sukienkę lub kurtkę na własnej sylwetce,
a nawet wykonać makijaż na zdjęciu własnej twarzy. Z jednej strony to możliwość naprawdę dokładnego poznania i obejrzenia produktu, dopasowania do siebie, z drugiej to kolejny ukłon w stronę personalizacji. Klienci z pewnością docenią sklepy, które koncentrują się na ich potrzebach i oczekiwaniach.

Usprawnienia technologiczne

W minionym roku na ustach wszystkich była sztuczna inteligencja w e-commerce. W 2018 można się spodziewać jej rozwoju i coraz szerszego zastosowania specjalnych algorytmów. To jeszcze nie będzie rok sztucznej inteligencji e-commerce, ale na pewno usprawniane będą innowacyjne algorytmy by już w kolejnych latach wykorzystać  to świetne narzędzie do wspomnianej już personalizacji, rekomendacji produktów, trafniejszych wyników wyszukiwania, a także natychmiastowej i użytecznej obsługi klienta.

Sklepy internetowe notują nadal dość wysoki wskaźnik rezygnacji z zakupów z urządzeń mobilnych, co wymusza zmiany w metodach płatności za e-zakupy. Kupujący będą mogli korzystać z takich rozwiązań jak odroczona płatność i płatność telefonem komórkowym, za pośrednictwem Apple Pay czy Android Pay. Za sprawą popularyzacji rozwiązań proponowanych przez szwedzki bank Klarna, czy Twisto funkcjonujący w rejonie Grupy Wyszehradzkiej zmieni się podejście do pożyczek. Klient zyska możliwość odroczenia spłaty, a także będzie mógł zadecydować czy zapłaci jednorazowo całą kwotę, czy też rozłoży ją na raty. Cały proces opierać się będzie na zebranych wcześniej danych dotyczących klienta. Takie rozwiązanie zapewnią systemy funkcjonujące samodzielnie lub za pośrednictwem operatorów płatności internetowych, jak np. PayU, Przelewy 24, Dotpay albo inne. Dzięki temu klient uniknie wizyty w banku i składania wniosku o pożyczkę. Wszystko będzie mógł załatwić on-line w kilka chwil.

W dziedzinie płatności czeka nas również wprowadzenie kryptowaluty jako opcji zapłaty w niektórych sklepach internetowych, a także technologia Blockchain, która zyskuje na popularności. Rok 2018 przybliży nas również do koncepcji IoT, czyli tzw. Internetu rzeczy. W jej myśl przedmioty podłączone do sieci będą w stanie bezpośrednio gromadzić, przetwarzać lub wymieniać dane

 

 

Źródło: Odpowiedzi na pytanie o e-commerce w 2018 r. udzielił Vit Endler z Virtooal.com, były Prezes Zarządu NetRetail Holding (Grupa Mall).

Obiekt o łącznej powierzchni użytkowej 161 500 m kw. powstał w Kołbaskowie w ciągu dziesięciu miesięcy i jest jedną z najnowocześniejszych inwestycji dedykowanych sprzedaży internetowej. To tu ponad 3 tys. robotów wspiera pracowników dzięki technologii Amazon Robotics. Realizacja inwestycji odbyła się zgodnie z wymaganiami certyfikacji środowiskowej metodą BREEAM.

Panattoni Europe właśnie wybudował jedno z najnowocześniejszych centrów realizacji zamówień dedykowanych sprzedaży internetowej dla firmy Amazon. Inwestycja o łącznej powierzchni użytkowej 161 500 m kw. powstała na 29 ha działce położonej w Kołbaskowie pod Szczecinem. Powierzchnie magazynowo–dystrybucyjne zajęły blisko 150 800 m kw., a przestrzeń socjalno-biurowa ponad 10 700 m kw. Obiekt osiągnął wysokość 17 m. Ponadto, na potrzeby inwestycji deweloper wybudował 7,800 m kw. dróg, w tym rondo typu biszkoptowego. Powstało ono na istniejącym węźle Kołbaskowo, na zjeździe z autostrady A6 z kierunku wschodniego. Inwestycja jest czwartą z kolei, wybudowaną przez Panattoni Europe dla firmy Amazon,

Roboty i optymalizacja procesów logistycznych. Inwestycja w Kołbaskowie posiada wdrożoną technologię Amazon Robotics. Na jej potrzeby, a także w celu optymalizacji procesów logistycznych, obiekt ma 3 kondygnacje. Na poziomie 0, który w głębi budynku wyposażony jest w miejsca pracy stałej, zapewniony został dostęp do światła dziennego. Stało się tak dzięki zainstalowaniu w dachu 11 świetlików o powierzchni ponad 100 m kw. każdy. Światło dostaje się do parteru wygrodzonym tunelem, który kolejno przechodzi przez dwa poziomy. To na nich roboty pomagają pracownikom podczas składowania produktów na półkach i kompletowania zamówień.

– Inwestycja ta jest najlepszym przykładem panujących trendów w branży ─ realizacji wielopoziomowych przestrzeni magazynowych, wykorzystywanych na potrzeby przedsiębiorstw działających w segmencie e-commerce i to na dużą skalę. Dzięki zwiększeniu standardowej wysokości, metraż obiektu – i to już liczony w metrach sześciennych – jest wykorzystywany w sposób optymalny. Wraz z nieuniknionym rozwojem handlu w internecie, rozwiązania takie zyskają na popularności, a w efekcie powinny stać się codzienną praktyką – komentuje Marek Dobrzycki, Managing Director, Panattoni Europe.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Nie banki, energetyka, ale technologia i biotechnologia podbijają serca inwestorów. Spółki z branż e-commerce, technologiczne i biotechnologiczne przynoszą ciekawe stopy zwrotu, niektóre nawet sięgają 25 procent rocznie. Żeby jednak zacząć zarabiać w tym segmencie rynku trzeba zainwestować na rynkach globalnych. Jak zacząć inwestycje na zagranicznych parkietach?

– Inwestorzy zawsze powinni dywersyfikować swoje inwestycje. Powinni obserwować zarówno rynki lokalne jak i globalne. Aktualnie więcej okazji widzimy na rynkach zagranicznych. Bardzo uważnie przyglądamy się rynkowi krajowemu. Tutaj też prędzej czy później będą okazję, żeby zarobić – mówi Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI.

Na warszawskim parkiecie mamy bardzo dużo spółek z tzw. „starej ekonomii” – banków, energetyki, czy spółek użyteczności publicznej. Tymczasem na rynkach globalnych możemy zainwestować w branże, które są często niedostępne w Polsce jak np. e-commerce, firmy technologiczne czy biotechnologiczne. Spółki w tych branżach mogą zwiększać przychody ze sprzedaży średnio nawet o 15, 20, czy nawet 25 procent rocznie.

–Inwestorom, którzy chcieliby rozpocząć inwestycje nie tylko na rynku polskim, ale i globalnym polecamy nasz fundusz IPOPEMA Global Profit Absolute Return PLUS FIZ. Jest to fundusz absolutnej stopy zwrotu z szerokim wachlarzem inwestycji.  Główną jego cechą jest konserwatywne, ostrożne podejście. Inwestując, przez dłuższy czas mamy w funduszu relatywnie mniejszą ekspozycję, czyli mniejsze ryzyko w poszczególnych klasach aktywów, co w naszym rozumieniu oznacza konserwatywne podejście do inwestycji w funduszu typu absolute return. Niemniej, w momentach, w których widzimy możliwość osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu w danej klasie aktywów, np. w akcjach lub surowcach, albo obligacjach zagranicznych, wtedy inwestujemy relatywnie więcej środków funduszu  – wyjaśnia Jarosław Jamka.

IPOPEMA Global Profit Absolute Return Plus FIZ to fundusz absolutnej stopy zwrotu.  Fundusz będzie inwestować środki w obligacje i akcje spółek w Polsce i zagranicą. Istotną pozycją funduszu będą inwestycje w krajowe obligacje skarbowe, zagraniczne obligacje rządowe (np. Węgier, Rumunii, Chorwacji czy Turcji, ale także obligacje niemieckie i amerykańskie) oraz obligacje korporacyjne renomowanych spółek, będących liderami w swojej branży. W celu uniknięcia ryzyka kursowego ekspozycja walutowa Funduszu będzie z reguły zabezpieczona względem złotówki.

Drugim filarem inwestycji będą akcje spółek z najciekawszych branż w Polsce i za granicą. Zespół zarządzający funduszem planuje inwestycje m.in. w sektor e-commerce, farmaceutyczny, informatyczny, gier komputerowych czy rodzimych deweloperów.

Źródło: materiały prasowe firmy

Każdego roku firmy sektora e-commerce notują 100 procentowe wzrosty, a cała branża rośnie rocznie o w tempie 20 proc. To wszystko powoduje, że zmiany czekają również banki. Już wprowadzane są procesy, które umożliwią automatyzację realizacji zamówień, rozliczania zwrotów czy rozliczania transakcji w lokalnej walucie.

– Zmiany w branży handlu detalicznego, czyli e-commerce napędzają zmiany w modelu biznesowym banków. Banki muszą dostosować produkty, które oferują klientom instytucjonalnym do potrzeb jakie mają firmy. Przykładem mogą być formy płatności, które są dostarczane przez sklepy internetowe. W każdym ze sklepów znajdziemy około sześciu, siedmiu różnych metod płatności. W każdym kraju też popularność tych metod wygląda różnie. Są kraje gdzie wciąż dominuje gotówka, są takie gdzie podstawową formą płatności jest przelew lub karta.  Rozliczenie tak wielu różnych metod płatności staje się dużym wyzwaniem finansowym i logistycznym dla firm. Zautomatyzowana rekoncyliacja należności cały ten proces upraszcza. Dzięki temu rozwiązaniu proces ten dzieje się automatycznie i do rozliczania płatności firma nie musi zatrudniać nowych osób – mówi  Piotr Tymiński, EMEA Digital Head, Citi Commercial Bank.

Kolejnym elementem istotnym w przypadku branży e-commerce są zwroty. Zazwyczaj klienci zwracają 20-30 procent zakupionych towarów. Najczęściej w firmach jest to proces wykonywany manualnie. To oznacza, że pracownik sam musi odnaleźć zamówienie, sprawdzić, który produkt został zwrócony i wykonać przelew. Tymczasem na rynku pojawiło się już bankowe rozwiązanie, które pomaga zautomatyzować system rozliczania zwrotów i uczynić go dostępnym na jeden klik.

Kolejnym wyzwaniem jakie stoi przed branżą eCommerce  to ekspansja zagraniczna. Tego typu firmy, jak inne wcześniej, często już na bardzo wczesnym etapie rozwoju działają na wielu rynkach. Kluczem do sukcesu staje się tu przyjazny serwis dla klienta i możliwość podawania cen za oferowane produkty w lokalnej walucie. To jak wskazują badania znacznie zwiększa wiarygodność sklepy.

– I tutaj podobnie jak w przypadku automatu do zwrotów czy rekoncyliacji rozliczeń opracowaliśmy rozwiązanie, które pozwala eCommerce w sposób automatyczny ustalić ceny dla swoich produktów w dowolnej lokalnej walucie – dodaje Piotr Tymiński.

Można się spodziewać, że branża e-commerce będzie nadal rosła. Bankowe rozwiązania mają ten wzrost jeszcze przyspieszać. Udział branży w całości rynku detalicznego wynosi obecnie mniej niż 10 procent.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company, nawet połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na to co kupujemy. Co więcej, jak pokazują dane zebrane przez firmę, na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym przypada 90 dolarów wydanych w inny sposób, ale pod wpływem reklam mobilnych. Choć te nie zawsze prowadzą do sfinalizowania transakcji za pośrednictwem telefonu, to jednak reklamy mobilne  odgrywają znaczącą rolę w całym procesie zakupowym, a przede wszystkim stanowią początek interakcji konsumenta z marką. Według Google, 70 proc. użytkowników smartfonów korzysta ze swoich telefonów, by znaleźć informacje o danym produkcie, zanim kupi go sklepie stacjonarnym.

Po telefon komórkowy sięgamy średnio 13 razy na godzinę, co oznacza, że korzystamy z niego ok. 200 razy w ciągu dnia.[ Według raportu Yieldbot i Kantar Retail, szukając informacji o produktach, które chcemy kupić, najczęściej konsultujemy się z rodziną, przyjaciółmi i… naszymi smartfonami. Wszechobecność tych urządzeń – ponad 2,5 mld użytkowników smartfonów na świecie i ok. 20 mln Polsce – przyczyniła się do tego, że reklama mobilna odgrywa coraz ważniejszą rolę nie tylko
w e-commerce, ale i w sprzedaży tradycyjnej. Jak pokazują bowiem dane zebrane przez Bain & Company, połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Firma szacuje, że na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym, przypada prawie drugie tyle wydawanych w innym miejscu, np. w sklepach stacjonarnych, ale w powiązaniu z treściami mobile.

– Marketingowa siła reklamy mobilnej nie polega tylko na tym, że jej odbiorca zaraz po wyświetleniu treści na swoim smartfonie dokona zakupów np. w sklepie internetowym, a również na tym, że posiada ogromny wpływ na to, co kupujemy także poza kanałem mobile. Reklama mobilna jest obecna na każdym etapie consumer journey, czyli złożonego procesu zakupowego, do którego coraz więcej konsumentów podchodzi w świadomy sposób. Moment zakupu, to ostatni elementem tej drogi. Jest on poprzedzony np. zdobyciem wiedzy o specyfikacji danego produktu czy informacji, który sprzedawca oferuje go po najatrakcyjniejszej cenie. Podczas podejmowania tych kroków reklama mobilna jest niezwykle istotna, jednak skala jej oddziaływania powinna być mierzona inaczej niż w przypadku pozostałych działań marketingowych. W przeciwnym razie możemy przegapić potencjał tkwiący w tym naprawdę wartościowym narzędziu – wyjaśnia Grzegorz Chyliński, CEO Adrino, największej sieci reklamy mobilnej w Polsce.

Inwestuj nie tylko w reklamę

 Tylko w Stanach Zjednoczonych w całym 2017 r. wydatki na reklamę mobilną wyniosą 40 mld dolarów, a jak szacuje branża, do 2020 r. będzie to już 65 mld dolarów. W zeszłym roku inwestycje w reklamę mobilną wzrosły także w Polsce aż o 65 proc. Jednak, aby treści reklamowe wyświetlane w smartfonach czy tabletach odnosiły skutek, czyli sprzedawały, marki nie mogą zapominać o ciągłym rozwoju kanału mobile. Chodzi m.in. o zadbanie o to, aby strona internetowa danej firmy była kompatybilna z urządzeniem mobilnym, a aplikacja e-sklepu była przyjazna użytkownikowi i skłaniała do tego, aby klient zachęcony reklamą mobilną dokonał w niej zakupu. O tym, jak jest to ważne przekonują szacunki firmy Zenith –  do końca 2017 r. już 3/4 konsumpcji treści online będzie odbywać się w urządzeniach mobilnych. 20 mln z 26,7 mln wszystkich polskich internautów korzysta z sieci na smartfonach i tabletach.

– Kanał mobilny może wspierać również sprzedaż stacjonarną. Połowa konsumentów biorących udział w badaniu Yieldbot i Kantar Retail przyznaje, że wyszłoby ze sklepu, gdyby na zakupy zapomniało zabrać ze sobą smartfona. Konsumenci podczas zakupów w sklepach tradycyjnych używają  telefonów, by ukończyć dany odcinek procesu zakupowego. Może chodzić np. o porównywanie cen – jest to ważne aż dla 75 proc. konsumentów zainteresowanych elektroniką, czy korzystanie z kuponów zniżkowych, które konsumenci mogą znaleźć w aplikacjach mobilnych (55 proc. wszystkich ankietowanych). Zrezygnowanie z kanału mobile, nawet wtedy, gdy dana marka chce, by jej produkty były dostępne głównie stacjonarnie, nie tylko oznacza, że skazuje się na brak napływu nowych klientów, ale także nie daje sobie szansy, by zatrzymać na dłużej dotychczas lojalnych konsumentów – zaznacza Dariusz Werelich, Head of Sales, Adrino.

Uwaga na millenialsów

O millenialsach, czyli o osobach urodzonych w latach 80 i 90. ubiegłego stulecia mówi się, że stanowią pierwszą generację digital natives, czyli należą do tego pokolenia, które w dużej mierze jest ukształtowane przez nowe technologie i środki komunikacji. Są jednymi z najważniejszych odbiorców reklam mobilnych nie tylko ze względu na to, że praktycznie nie rozstają się ze swoimi smartfonami w ciągu dnia, ale także na łatwość, z jaką poruszają się w cyberprzestrzeni. Co nie mniej ważne, millenialsi odpowiadają za decyzje zakupowe w swoich rodzinach.

– Ponad połowa millenialsów (52 proc.) traktuje reklamy widoczne w smartfonach jako przydatne  źródło informacji o interesujących ich produktach, a z kolei dla 48 proc. mobilna reklama wideo stanowi najbardziej znaczącą pomoc w czasie podejmowania decyzji, o tym, co kupić. Mimo że millenialsi nie są tą grupą społeczną, która statystycznie dysponuje największymi dochodami, wręcz przeciwnie, ci nie zawsze posiadają stałe źródło utrzymania, stanowią znaczącą siłę nabywczą, kształtującą trendy na rynku. Za kilka lat millenialsi będą głównym segmentem kupujących, m.in. dlatego, że jak podaje Deloitte, w ciągu dekady globalnie będą stanowić 75 proc. osób aktywnych zawodowo – komentuje Dariusz Werelich, Adrino.

Coraz ważniejszą grupą klientów będzie się stawać także pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 r.), które w przeciwieństwie do starszych kolegów, w ogóle nie zna rzeczywistości pozbawionej Internetu czy smart-technologii. Według szacunków EY siła nabywcza Zetek już teraz szacowana jest na 44 mld dolarów i każdym rokiem będzie się zwiększać. Firmy, które nie chcą stracić tej biznesowej szansy i uczynić z pokolenia Z lojalnych klientów, muszą zacząć komunikować się z nim w sposób dla nich znajomy i zrozumiały.

Jak sprzedawać za pomocą reklamy mobilnej

W skali globalnej, ale również i w Polsce ruch internetowy generowany przez urządzenia mobilne przewyższył już ruch z urządzeń desktopowych i szacuje się, że ta różnica będzie się zwiększać na korzyść smartfonów czy tabletów. Dlatego, jak zaznacza Grzegorz Chyliński, marki planujące kampanie mobilne powinny pamiętać o kilku zasadach.

Pierwszym krokiem podczas przygotowania każdej kampanii reklamowej, także tej na urządzenia mobilne, powinno być określenie, do jakiej grupy odbiorców kierowany będzie przekaz. Innych treści na swoich komórkach szukają bowiem millenialsi, a inne wymagania przez markami stawiają użytkownicy smartfonów w wieku 55+. Ważne jest zweryfikowaniem kiedy, jak często i w jaki sposób nasza grupa docelowa korzysta ze smartfonów. Dzięki temu marka może uchwycić dokładny moment, w którym klient-użytkownik smartfona podejmuje decyzje, że jest gotowy nabyć dany produkt.

– O tym, że takie podejście się sprawdza, przekonała się amerykańska firma oferująca zdrowe przekąski. Marka opracowała mobilną strategię dotarcia do konsumentów – młodych, aktywnych kobiet – by nie przegapić ‘mikro-momentu’, w którym będą chciały sięgnąć po coś do jedzenia. W efekcie wybrane osoby znajdujące się w pobliżu punktów sprzedaży w weekendy, otrzymywały reklamę mobilną z ofertą. Aby podobne działanie było możliwe, marki powinny wdrożyć rozwiązania pozwalające na gromadzenie i analizę danych przestrzennych. Przykładowo, dzięki informacjom zebranym dzięki geotargetowaniu, dana marka może prawie bezbłędnie dopasować swoją ofertę do potrzeb potencjalnych klientów, kierując się pozostawianymi przez nich śladami w sieci, np. internetową historią zakupów lub listą odwiedzanych miejsc. Dodatkowo, dzięki odpowiedniemu wyborowi materiałów użytych w kampanii, m.in. krótkim spotom video, które były kierowane do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, firma odnotowała wzrost sprzedaży o 25 proc.– wyjaśnia Grzegorz Chyliński, Adrino.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Black Friday to jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu e-commerce, do którego marki przygotowują się odpowiednio wcześnie. Poza samym zbudowaniem specjalnej oferty na ten wyprzedażowy weekend, warto także zadbać o jej promocję i dotarcie do klienta.

To wydarzenie sprzedażowe wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych, przypada na kolejny dzień po Święcie Dziękczynienia. W tym roku jest to 24 listopada. Dzień ten rozpoczyna sezon przedświątecznych zakupów.

– Black Friday i Cyber Monday to wydarzenia komercyjne, które od lat cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich klientów. Wzrosty sprzedaży są zdecydowanie widoczne, a wydawcy chętnie inwestują w kampanie niestandardowe, zapewniające krzykliwą komunikację promocji – komentuje Rafał Kostka, Head of Performance Marketing Born2Be.pl. Przygotowania do Black Friday powinny zacząć się na wiele tygodni przed samym eventem. Analiza historyczna konkurencji powinna poprzedzać dobór oferty, tym samym umożliwiając wykreowanie największej wartości dodanej dla klienta. W przypadku e-commerce, warto zbadać kilka schematów promocji, kierowanych do poszczególnych segmentów klientów – dodaje.

Optymalne będą działania w ramach sieci afiliacyjnej, a tym samym zbudowanie dotarcia do klientów na bazie współpracy z kilkudziesięcioma, a nawet kilkoma setkami wydawców. Pozwoli to zwiększyć zasięg akcji, a tym samym zyski sprzedażowe.

– Marketing afiliacyjny umożliwi optymalne połączenie planów reklamodawców i oczekiwań klientów. Co warto również podkreślić, poza korzyściami w postaci zasięgu oraz wygodnej formy współpracy z szeroką listą wydawców internetowych, afiliacja pozwoli także na wyjście z ofertą do klientów na innych rynkach niż lokalne, umożliwiając firmie zorganizowanie Black Friday na skalę międzynarodową – wymienia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Warto zatem odpowiednio zaplanować działania, gdyż wszystko wskazuje, że tegoroczny Black Friday przyniesie kolejne wzrosty zainteresowania klientów.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim rynku – wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma. Wynosi ono obecnie ponad 231,1 mln zł. Tymczasem nadchodzi okres wzmożonych zakupów przedświątecznych, na których będą chcieli skorzystać i ci rzetelni, i nierzetelni sprzedawcy.

Wg raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska” z zakupów w sieci korzysta już co drugi internauta. O popularności tej formy zakupów decyduje przede wszystkim szybkość i wygoda. Bez wychodzenia z domu możemy kupić dziś niemal wszystko. Aby wybrać to, czego szukamy, jesteśmy gotowi przeglądać wiele witryn, jednak z braku czasu ograniczamy się do pobieżnego sprawdzenia rzetelności sklepów. Zwłaszcza wtedy, gdy działamy w gorączce świątecznych zakupów.

– Niestety wiara w to, że w tym okresie każdy sprzedawca jest dobroduszny, jak święty Mikołaj może nas to słono kosztować. I nie chodzi tylko o szkody finansowe. W przypadku nieotrzymania towaru stracimy pieniądze i nerwy, a jeśli miał to być prezent, rozczarujemy bliskich. Dlatego tak ważne jest sprawdzenie wiarygodności biznesowej sklepów zanim zdecydujemy się na wirtualne zakupy – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Wirtualny towar za realne pieniądze

Wg danych Krajowego Rejestru Długów i programu Rzetelna Firma w październiku ub.r. zadłużenie sklepów internetowych w Polsce wynosiło 172 mln zł. W ciągu roku wzrosło ono do ponad 231,1 mln zł. W rejestrze dłużników figurują już 3 362 podmioty z tej branży. Są to zarówno samodzielne e-sklepy, jak i firmy prowadzące sprzedaż w serwisie Allegro. Rok wcześniej było ich tam wpisanych 3 069. Obecnie mają one łącznie 22 531 różnorodnych niezapłaconych zobowiązań wobec kontrahentów. Z płatnościami zalegają głównie  sprzedający towary w serwisie Allegro. Są oni winni wierzycielom już ponad 190  mln zł wobec 142 mln zł rok wcześniej. W KRD wpisanych jest 2 729  podmiotów handlujących za pośrednictwem tej platformy. Z problemem wypłacalności borykają się także sklepy prowadzące sprzedaż przez własne witryny. Są one winne wierzycielom 40,5 mln zł.

To informacje szczególnie istotne przed zbliżającym się okresem gwiazdkowych zakupów. Dla klientów – bo powinni zwracać większą uwagę na uczciwość i standardy obsługi w wirtualnych sklepach. Dla sklepów internetowych – bo warto, aby zadbały o swoją wiarygodność w oczach konsumentów i kontrahentów.

– Jeśli sklep jest zadłużony u dostawców towarów, możemy nie doczekać się zamówionego prezentu, a zawodu, jaki sprawimy w święta dzieciom, nie da się zrekompensować w żaden sposób.  Pamiętajmy, że na rynku funkcjonują „Dobre Zasady e-commerce”, określające kryteria wiarygodności sklepów internetowych. M.in. powinny one udostępniać swoje pełne dane, a nie jedynie e-mail, umożliwiać kontakt nie tylko poprzez formularz online, ale także telefoniczny oraz wskazywać procedurę zwrotów i reklamacji. Dodatkowo należy sprawdzić, czy sprzedawca nie figuruje w Krajowym Rejestrze Długów oraz czy posiada na swojej stronie Certyfikat Rzetelności. Wystarczy w niego kliknąć i otrzymamy aktualną informację w tym zakresie. Informacja o braku długów daje bowiem klientom i partnerom biznesowym sygnał, że transakcja w danym sklepie nie stwarza ryzyka jego niewypłacalności – stwierdza Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Najgorzej na Mazowszu i Górnym Śląsku

Wg najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma rekordzistami pod względem wartości długów są e-sklepy z województwa mazowieckiego, które nie zapłaciły partnerom ponad 43 mln zł, a także z województwa śląskiego, zalegające z zapłatą prawie 41 mln zł. Tuż za nimi plasują się wirtualne sklepy z Małopolski (32,5 mln zł) oraz województwa pomorskiego (prawie 23 mln zł).

Głównym wierzycielem internetowych sprzedawców jest branża finansowa. Bankom, firmom leasingowym i pożyczkowym, faktorom i ubezpieczycielom są oni winni ponad 44 mln zł. Na 21 mln zł opiewają niezapłacone rachunki za telefon, z kolei prawie 19 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych, które odkupiły je od wierzycieli pochodzących głównie z… sektora finansowego i telekomunikacji. To oznacza, że nie byli oni w stanie samodzielnie odzyskać tych należności. Mniejsze kwoty e-sklepy są winne firmom budowlanym (14,96 mln zł), kurierom (7,9 mln zł), zarządcom nieruchomości (5,6 mln zł), czy poligrafii (3,11 mln zł). Blisko połowa długu (112 mln zł) internetowych sprzedawców, to zobowiązania wobec firm dostarczającym im towary, jak odzież, obuwie, elektronika, sprzęty AGD i RTV, chemia budowlana czy kosmetyki.

Zgodnie z branżowymi szacunkami wartość rodzimego rynku e-commerce jest oceniana na 36-40 mld zł ze zdecydowaną tendencją wzrostową w perspektywie kolejnych kilku lat. Jak podaje Bisnode, obecnie na naszym rynku działa ok. 20 000 sklepów internetowych, z których ponad 80 proc. kończy działalność po 2-3 latach.  Wg cytowanego wyżej raportu Gemius, w 2017 r. Polacy najczęściej kupują w sieci odzież, dodatki, akcesoria, a także książki, płyty i filmy.

Trzecia edycja badania „Długi e-handlu w Polsce” została przeprowadzona przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA i program Rzetelna Firma 2 października 2017 r. Poprzednie odbyły się w 2016 i 2015 r.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw. „To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

 

Źródło: Antal

 

Start-upy stanowią pośrednią formę między prowadzeniem biznesu, a ciągłym wdrażaniem pomysłu na rynek. To rozwiązanie dla osób, które chcą szybko podjąć wyzwanie, ale jednocześnie liczą się z ryzykiem, np. finansowym. Kluczem do sukcesu jest odpowiedni wybór niszy, w której rozpoczynamy działalność. Start-up to stosunkowo nowa forma działalności biznesowej, gdzie kierunek wyznaczają głównie innowacje i nowoczesność. Czy zatem jest dla niej miejsce w tradycyjnych branżach, o których można powiedzieć, że zatrzymały się w czasie?

Obserwacja zmian i trendów

Tradycyjne branże z pozoru nie wydają się zbyt interesującym obszarem do tworzenia nowych form i rozwiązań, jednak z drugiej strony brakuje im nowych kierunków rozwoju.

Sprzątanie, krawiectwo czy opiekę nad dzieckiem postrzegamy jako coś o niezmiennym charakterze. Pomimo ciągłego zapotrzebowania na te usługi, w tradycyjnej formie przestają one odpowiadać zmieniającym się realiom czy modelowi życia. Większa potrzeba dostępności i komfortu sprawia, że warto pomyśleć nad modernizacją ich formy i ułatwieniem realizacji. Takie zmiany dyktują sami użytkownicy internetu. Sklepy internetowe, platformy usługowe i media społecznościowe są dowodem na to, że nie ma żadnych ograniczeń w realizacji pomysłu na biznes – wystarczy trafnie zauważyć coś, czego najbardziej brakuje użytkownikom.

Znaleźć oczywistą lukę

Aby odnieść sukces, trzeba podążać za obecnymi trendami– ludzie potrzebują tradycyjnych usług, ale w nowoczesnej formie. To właśnie jest ta upragniona i poszukiwana przez przedsiębiorców nisza, którą wykorzystać potrafią młodzi przedsiębiorcy.

„W branży usług sprzątających klient chce mieć gwarancję, że posprząta mu ktoś wiarygodny, rzetelny i wcześniej sprawdzony. Wtedy łatwiej decyduje się na skorzystanie z usługi. Sprzątacz przychodzi przecież do naszego domu, więc musimy być pewni, że podczas takiej wizyty nie wydarzy się nic przykrego” – opowiada Jakub Łączkowski, założyciel platformy Pozamiatane.pl. „Dzięki platformie takiej jak nasza, Klient ma gwarancję jakości i bezpieczeństwa, której nie dostanie korzystając np. ze stron z ogłoszeniami prywatnymi” – dodaje.

Przypadkowość w doborze osób i niewielkie możliwości ich weryfikacji w tradycyjnej formule obsługi branży sprzątającej, zdecydowały o powodzeniu platformy Pozamiatane.pl. Gwarancja wykwalifikowanych sprzątaczy i możliwość ich samodzielnego wyboru przed zrealizowaniem usługi sprawiają, że klient czuje się bezpiecznie.

Kolejną luką na rynku był sposób korzystania z takich usług. Ważne, aby klient miał do nich łatwy dostęp, niezależnie od pory dnia i nocy. Zapewniają to takie rozwiązania jak platformy internetowe i aplikacje mobilne. Pozwala to na lepsze dotarcie do klientów indywidualnych, ale także i biznesowych. Ci ostatni coraz częściej decydują się na outsourcing usług sprzątających. Takie rozwiązanie okazuje się dużo korzystniejsze niż zatrudnienie sprzątacza na etat.

Warto działać od razu

Biznesu wcale nie trzeba zbyt długo planować i zwlekać z jego realizacją. Wbrew pozorom, na początku drogi ważne jest, by wykorzystać to, co oczywiste, czyli… internet. Daje on ogromną przewagę, ponieważ pozwala łączyć elementy tradycyjne z nowoczesnymi, odświeżać, eksperymentować.

Start-up oznacza niższe koszty rozpoczęcia działalności, ale wyższe ryzyko niepowodzenia niż w przypadku „standardowych” przedsięwzięć. Należy zatem określić swoją pozycję względem konkurencji i dobrze kalkulować możliwości w określonej fazie rozwoju. Ważne by nie generować dużych nakładów finansowych w walce z gigantem, np. w kwestiach reklamy. Korzystniej będzie skupić się na konkretnych działaniach i celach, zapewniających budowanie renomy w danym środowisku.

Lean start-up

Tradycyjną branżę można udoskonalać i rozwijać za pomocą nowoczesnych narzędzi. Lean start-up to metoda prowadzenia projektów rozwoju biznesu oparta na ciągłych obserwacjach. W internetowym kanale dystrybucji łatwo śledzić zachowania i opinie obecnych lub potencjalnych klientów.

„Ciągły feedback odnośnie podejmowanych i realizowanych działań sprawia, że możemy reagować w każdej chwili, a także na bieżąco wyciągać wnioski. Nagle okazuje się, że to nie my kierujemy e-biznesem, a odbiorcy usługi. W ciągły rozwój i proces budowania marki zaangażowani są klienci, wyrażający swoje opinie i uwagi, z których się uczymy i które wcielamy w życie” – zauważa Jakub Łączkowski.

Dzięki elastyczności rynku e-commerce możliwe jest wprowadzenie biznesu w podstawowej wersji i ciągłe jego przekształcanie zgodnie z otrzymywanymi od użytkowników informacjami i ich oczekiwaniami. Decyzje biznesowe powinny być podparte analizą preferencji klientów, co pozwoli na udoskonalanie i wprowadzanie nowych funkcjonalności.

Działanie w internetowym kanale sprawia, że musimy być nastawieni na dystrybucję naszego produktu lub usługi na większe rynki. Internet trafia do wszystkich, więc usługa może zacząć być pożądana w miejscach, o których do tej pory nawet nie myśleliśmy.

Tradycyjne branże mają duży potencjał – przede wszystkim jest na nie stały popyt. Udoskonalenie ich w połączeniu z nowoczesnym kanałem realizacji przynosi nową jakość. Start-upy to najbezpieczniejsza forma wchodzenia na rynek i eksperymentowania z branżami, które tylko z pozoru wydają się zatrzymane w czasie.

 

Autor: Piotr Michałowski

Wyniki sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym 212 mld dolarów, wobec 222 mld dolarów osiągniętych rok wcześniej. Popyt w tym sektorze opiera się głównie na konsumentach z rynków wschodzących, spośród których 70 proc. deklaruje, że w ciągu ostatnich pięciu lat zwiększyło swoje wydatki na dobra luksusowe. Mimo, że ich sprzedaż odbywa się wciąż głównie w sklepach tradycyjnych, to niemal połowa klientów uważa, że kanały cyfrowe na rynku dóbr luksusowych będą zyskiwały coraz większe znaczenie – wynika z raportu Deloitte „Global Powers of Luxury Goods 2017. The new luxury consumer”.   

Spadek sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 4,5 proc., jednak po uwzględnieniu łącznego wpływu kursów walutowych, odnotowujemy wzrost sprzedaży o 6,8 proc. Rok wcześniej był to wzrost o 3,6 proc. Aż 67 spółek miało wyższe przychody ze sprzedaży niż rok wcześniej. W przypadku 45 firm wynosiły one ponad miliard dolarów. Średni zysk netto dla całego TOP 100 wyniósł 9,7 proc. Średnia wartość sprzedaży przypadająca na jedną spółkę sięgnęła 2,1 mld dolarów, a żeby znaleźć się w zestawieniu trzeba było osiągnąć przychody na poziomie co najmniej 180 mln dolarów. Tylko sześć firm z czołowej setki odnotowało dwucyfrowy spadek sprzedaży w omawianym roku obrotowym. Połowa z nich to jubilerzy, czyli segment produktów charakteryzujący się dużymi wahaniami popytu.

Konsumenci z rynków wschodzących nadal decydują o rozwoju rynku dóbr luksusowych. „W Chinach, Rosji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czyli w krajach klasyfikowanych jako wschodzące rynki sprzedaży dóbr luksusowych, procentowy udział konsumentów, deklarujących wzrost wydatków w tym sektorze w ciągu ostatnich pięciu lat wyniósł 70 proc., tymczasem na rynkach bardziej dojrzałych, czyli w krajach UE, USA i Japonii klienci tacy stanowili 53 proc.” – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Natomiast średnia dla wszystkich badanych krajów wyniosła 59 proc. Prawie połowa dóbr luksusowych jest kupowana przez konsumentów podróżujących za granicę (31 proc. w sklepach i 16 proc. na lotniskach). W przypadku klientów z rynków wschodzących wskaźnik ten wzrasta do 60 proc. Co ciekawe skłonność do kupowania towarów luksusowych poza krajem zamieszkania maleje wraz z wiekiem.

Jak się okazuje ceny tych samych towarów luksusowych w różnych krajach mogą się znacząco różnić. W Chinach, uwzględniając zmiany kursu dolara USA, są one o ponad 50 proc. wyższe niż w Europie. Największą średnią różnicę obserwuje się w odniesieniu do zegarków i biżuterii, najniższa dotyczy torebek.

Milenialsi kupują towary luksusowe w Internecie

Jeżeli marki luksusowe chcą pozyskać nowych, w tym młodych klientów, muszą dotrzymywać kroku zmianom technologicznym i stale unowocześniać swoje produkty, nie tracąc przy tym ich unikatowego charakteru. „Jak pokazało badanie Deloitte 63 proc. zakupów towarów luksusowych ma miejsce w sklepach tradycyjnych, ale rola e-commerce rośnie, szczególnie wśród młodych konsumentów. I tak w przypadku przedstawicieli pokolenia milenialsów odsetek towarów luksusowych zakupionych on-line wynosi 42 proc., podczas gdy w generacji powojennej wskaźnik ten wynosi jedynie 28 proc.” – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte, członek Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich.

Zdaniem prawie połowy badanych (48 proc.) kanały cyfrowe będą zyskiwać na znaczeniu w sprzedaży towarów luksusowych, a 37 proc. uważa, że dobra luksusowe i nowoczesne technologie będą coraz ściślej powiązane. Dla konsumentów towarów luksusowych najważniejsza jest ich wysoka jakość (88 proc.) oraz poczucie szczęścia i komfortu, które daje im ich posiadanie (82 proc.). Od producentów klienci oczekują większej personalizacji (45 proc.), nagród za lojalność (44 proc.) oraz zwiększonej liczby kanałów zakupowych (39 proc.).

Eksperci Deloitte wskazują, że choć źródłem wzrostu dla producentów dóbr luksusowych są rynki wschodzące, to jednocześnie największymi graczami w tym sektorze pozostają następujące kraje europejskie: Włochy (26 firm w zestawieniu), Szwajcaria, Francja i Wielka Brytania (po 10 firm) oraz USA (15). Największy udział w sprzedaży mają firmy francuskie (23,9 proc.) oraz amerykańskie (21,3 proc.).

Jak dotąd żadna z polskich firm nie znalazła się w zestawieniu producentów dóbr luksusowych, choć rynek ten rozwija się dynamicznie. Według danych Euromonitora w 2016 roku sprzedaż w tym segmencie wzrosła w naszym kraju o 5 proc. – Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna dla luksusowych marek z całego świata, choć wciąż znajdujemy się w początkowym stadium rozwoju. Popyt napędzany jest nie tylko przez osoby o bardzo wysokich dochodach, ale także przez konsumentów z tzw. klasy średniej, jak i również zagranicznych turystów coraz częściej odwiedzających Warszawę, Kraków, Poznań, Wrocław czy Gdańsk – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Najbardziej rentowni producenci szerokiego asortymentu dóbr luksusowych

W minionym roku obrotowym pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął francuski koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się m.in. Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na podium znalazł się także producent m.in. biżuterii i zegarków Compagnie Financiere Richemont oraz koncern kosmetyczny Estée Lauder. Pierwsza dziesiątka zanotowała wzrost 9,6 proc., a więc więcej niż wzrost przychodów TOP 100. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 48,1 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

W raporcie znalazło się także podsumowanie TOP 20, grupujące najszybciej rozwijające się firmy w tej branży. W tym roku miejsce dotychczasowego lidera (Kate Spade & Company) zajęła włoska firma Marcolin Group, której przychody w ciągu roku wzrosły o 20,1 proc., a w latach 2013-2015 o 43,1 proc.

W zestawieniu TOP 100 największych producentów dóbr luksusowych na świecie pojawiło się w tym roku dziesięć nowych firm. Najwięcej spółek w zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (41 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowali producenci torebek i akcesoriów (o 13,4 proc.). Najwyższą rentowność sprzedaży osiągnęły z kolei firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych.

Transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych

Rok 2016 cechował się wzmożoną aktywnością na rynku fuzji i przejęć w sektorze dóbr luksusowych– tak wynika z raportu Deloitte „Private Equity and Investors Survey 2017. Global report”. W tym czasie na rynku globalnym zarejestrowano 211 transakcji głównie w sektorze: „Odzież i akcesoria” oraz „Zegarki i biżuteria”, (w Europie zawarto 14 transakcji), tj. o 70 więcej niż w 2015 roku. Do najbardziej interesujących należały: przejęcie Elizabeth Arden przez Revlon, zakup przez Luxotticę marki luksusowych okularów Essilor, IT Cosmetics przez L`Oreal, oraz Donna Karan przez G-III Apparel.

Spośród wszystkich transakcji fuzji i przejęć, 68 proc. zostało przeprowadzonych przez strategicznych inwestorów, co oznacza wzrost o 73 transakcje w stosunku do 2015 roku, z kolei aktywność inwestorów finansowych nie zwiększyła się w stosunku do roku poprzedniego.

Sektor dóbr luksusowych cieszy się stałym zainteresowaniem inwestorów nie tylko branżowych, ale także funduszy private equity. W 2017 roku 90 proc. funduszy rozważa możliwość ulokowania kapitału w branży mody i dóbr luksusowych a zwiększenie zainteresowania dotyczy takich segmentów jak „Odzież i akcesoria” (inwestycje planowane przez 68 proc. respondentów), „Kosmetyki i perfumy” (49 proc.), Digital (21 proc.) oraz „Zegarki i biżuteria” (21 proc.), który cieszy się niesłabnącą popularnością pomimo spowolnienia na rynkach azjatyckich, spadku konsumpcji oraz presji ze strony nowych graczy
(m.in. marek „contemporary”).

„Sektor dóbr luksusowych jest wciąż popularny wśród inwestorów głównie ze względu na rozwój nowych technologii w tym digitalizację procesów zakupowych marek luksusowych, wysoką odporność na wahania koniunktury gospodarczej. Co więcej, branże te osiągają ponad przeciętne wyniki, co ma również odzwierciedlenie w wycenach tych spółek. W 2016 roku, 37 proc. transakcji osiągnęło mnożniki ponad 15krotność EBITDA a 34 proc. w przedziale 11-15krotności EBITDA” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Zdaniem ponad połowy inwestorów w perspektywie kolejnych trzech lat branża mody i dóbr luksusowych nadal będzie rosła o 5-10 proc. rocznie, co jest zgodne z oczekiwaniami zeszłorocznymi. Wzrost szczególnie przewidywany jest w segmencie „Digital”, „Kosmetyki i perfumy”, dla których prognozy są coraz bardziej optymistyczne.

 

Źródło: Deloitte

Niedawno niemiecki rząd wyraził obawy, że technologie, nad którymi pracowano latami, sukcesywnie przechodzą w ręce Chińczyków. Z kolei, Francuzi sądzą, iż kapitał Państwa Środka zbyt głęboko wchodzi w ich gospodarkę. O zawężeniu współpracy z tymi krajami może świadczyć zwiększona aktywność chińskich inwestorów u nas.

Jak zauważa Bartosz Michalak, prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy, niemiecki rząd wstrzymał chińskie inwestycje w obszarze energetyki i robotyki. Zdaniem eksperta, podjął tę decyzję polityczną po to, aby uchronić dodatnie saldo wymiany handlowej między Niemcami a Chinami. Warto też podkreślić, że nasz zachodni sąsiad jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który posiada w tym zakresie znaczące nadwyżki. Eksportuje on bowiem ponad 20 mld dolarów, przy imporcie 15 mld dolarów. Z drugiej strony, niemiecki biznes chce pozyskiwać zagraniczny kapitał. Przedsiębiorców właściwie nie interesuje to, z jakiego państwa on pochodzi. Oni chcą sprzedawać swoje przedsiębiorstwa, w tym rozwiązania i technologie w jak najlepszych cenach. Ekspert wskazuje więc na sporą rozbieżność pomiędzy interesami politycznymi i prywatnymi Niemców.

– Chińscy przedsiębiorcy głównie wybierają zagraniczne inwestycje, które mają znaczenie dla rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku. W ramach tego projektu, wielu z nich wykazuje ogromną aktywność we wszystkich europejskich państwach. Jeżeli ją ograniczą w Niemczech czy we Francji, to w naturalny sposób zintensyfikują swoje działania w Polsce i w innych krajach UE. Inwestorom będzie wówczas zależało na czasie. Muszą przecież zdążyć z realizacją swoich planów, które wiążą z naszym kontynentem. Ich budżety są rozliczane w typowych dla chińskiej gospodarki, rocznych raportach, w ramach 5-letnich planów rozwoju – mówi Mariusz Sperczyński, szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Natomiast, Bartosz Michalak przypomina, że chińskie inwestycje w Europie możemy podzielić na dwa obszary. Jedne należą do spółek Skarbu Państwa i obejmują strategiczne obszary zainteresowania tamtejszego rządu. Przykładem tego był w zeszłym roku największy na świecie projekt inwestycyjny, czyli zakup firmy Syngeta, produkującej nawozy. Jego wartość wyniosła 43 mld dolarów. Drugi typ zaangażowania kapitałowego dotyczy inwestycji realizowanych przez prywatnych przedsiębiorców. Są oni zainteresowani wejściem na rynki globalne, takie jak Unia Europejska. Zależy im także na pozyskaniu nowoczesnych technologii po to, by potem szybko i sprawnie transferować je do Chin.

– Nasze przedsiębiorstwa mogą bardzo skorzystać na ograniczeniu aktywności chińskich inwestorów we Francji i w Niemczech, jeśli wesprze je w tym Ministerstwo Rozwoju. Moim zdaniem, resort powinien przede wszystkim szczegółowo przedstawić, na ile współpraca polskich firm z chińskim biznesem jest zgodna z linią rozwoju strategicznego na najbliższe lata. Dotyczy to zwłaszcza infrastruktury krytycznej, ponieważ Chińczycy chętnie inwestują w energetykę i transport. Następnie wskazane by było, aby rząd wydał oficjalny komunikat na ten temat – zaznacza Mariusz Sperczyński.

Jak wyjaśnia Bartosz Michalak, chińscy inwestorzy raczej nie chcą tworzyć nowych projektów, tzw. greenfield, w Europie i czekać 5-10 lat na ich niepewne efekty. Mając ogromne nadwyżki finansowe, chcą kupować gotowe rozwiązania, technologię, wiedzę i rozpoznawalne brandy. Największe wrażenie robią na nich mocne marki francuskie oraz niemieckie. Dlatego, firmy z ChRL w dalszym ciągu będą chciały w nie inwestować. Przedsiębiorcy z Państwa Środka są głównie zainteresowani firmami o zaawansowanych technologiach, m.in. w obszarze chemii, robotyki, produkcji i nowoczesnych materiałów. Zamierzają przenieść je na swój potężny rynek. Pamiętajmy o tym, że w Chinach żyje ponad 1 mld 300 mln ludzi, czyli 2 razy więcej, niż w całej UE. Wykorzystanie rozwiązań, sprawdzonych na mniejszej skali, ma prowadzić do niesamowitego rozwoju biznesu na dużo większym obszarze.

– Polskie przedsiębiorstwa z obszarów infrastruktury mogłyby skorzystać na chińskim kapitale, podobnie jak do tej pory firmy niemieckie czy francuskie. Oczywiście rozpoczęcie międzynarodowej współpracy, w zakresie Nowego Jedwabnego Szlaku, może też zawierać element ryzyka, jak każda podejmowana działalność. Wobec czego, Polacy oczekują jasnej odpowiedzi na pytanie, czy rząd będzie wspierał ich kooperację z Chińczykami. Jeżeli Ministerstwo Rozwoju uzna na przykład, że prowadziłoby to do uzależnienia krajowej gospodarki od interesów Państwa Środka, to polscy przedsiębiorcy powinni zostać już o tym powiadomieni – uważa Mariusz Sperczyński.

Tymczasem prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy przypomina, że w Polsce mamy również ciekawe firmy, które odgrywają znaczącą rolę w kraju oraz regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak do tej pory nie były jeszcze zaangażowane w globalną ekspansję. Właśnie dlatego Chińczycy wolą najpierw sięgnąć po rozwiązania z Europy Zachodniej, które są już rozpoznawalne na całym świecie. Nasze firmy, poszukujące kapitału i inwestora strategicznego, powinny przede wszystkim pokazać, że ich sukces w rodzimym kraju może być przeniesiony do Azji i tam przeskalowany. To jest bardzo ważne dla inwestorów z Chin.

– Chcąc zachęcić Chińczyków do inwestowania w naszym kraju, podobnie jak we Francji czy w Niemczech, trzeba ich do nas stale zapraszać i pokazywać im nasz potencjał. Spotkania polskich przedsiębiorców ze stroną chińską odbywają się zdecydowanie zbyt rzadko. Natomiast, właśnie bezpośrednie rozmowy na polskim gruncie dają największe szanse na sukces, zarówno tym, którzy chcą sprzedawać swoje produkty, usługi, jak i dosłownie całe biznesy. Oczywiście taka wizyta musi być doskonale zorganizowana i dość dobrze przemyślana. Wymaga też inwestycji sporych środków finansowych – przyznaje Mariusz Sperczyński.

Z kolei, Bartosz Michalak stwierdza, że każdy z krajów Unii Europejskiej ma różne doświadczenia we współpracy z Chińczykami. Dotyczą one m.in. nieudanych przejęć firm przez tamtejszy kapitał. I właśnie to ryzyko należy mieć szczególnie na uwadze. Trzeba pamiętać o tym, że przedsiębiorcy z Państwa Środka dopiero uczą się wchodzenia na obce rynki. W latach 90. ubiegłego wieku preferowali zakup udziałów mniejszościowych, korzystanie z licencji na określone technologie oraz współpracę na zasadzie wspólnych projektów, tzw. joint-venture. Po 2000 roku chiński rząd w obawie, iż ich firmy na zawsze pozostaną tylko podwykonawcami, postanowił zmienić politykę. Odtąd Chińczycy zaczęli przejmować całe przedsiębiorstwa i sprawować nad nimi pełną kontrolę. Prowadzący z nimi interesy, Polacy powinni być świadomi zarówno ich mocnych, jak i słabych stron.

– Oficjalne stanowisko rządu pomogłoby naszym przedsiębiorcom w podejmowaniu bardziej śmiałych decyzji biznesowych. Dotychczas otrzymali oni już wiele interesujących ofert od chińskich inwestorów i przeprowadzili z nimi mnóstwo rozmów, które obecnie niestety pozostają w zawieszeniu. Wszyscy obserwujemy to, co się dzieje we Francji czy w Niemczech. I widzimy, że w tamtych krajach dyskusja polityków i biznesmenów na temat współpracy z Chińczykami weszła w kolejną fazę. A my cały czas jeszcze nie znamy strategii działania swojego rządu – ubolewa szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Jak podsumowuje Bartosz Michalak, chcąc wykorzystać to, że Francuzi i Niemcy w części rezygnują z chińskiego kapitału, Polska musi w jasny sposób określić, w jakich obszarach chce współpracować z Państwem Środka. Zarówno nasz rząd, jak i rodzimi przedsiębiorcy powinni przedstawiać konkretne oczekiwania Chińczykom. Wiadomo, że oni chcieliby u nas budować kolej szybkich prędkości. Ostatnio dużo mówi się też o chińskim zaangażowaniu w pomysł centralnego lotniska, modernizację portów morskich czy rozbudowę żeglugi śródlądowej. Natomiast, polskim firmom zależy na ekspansji na rynek chiński. W przypadku eksportu, obszarem o znacznym potencjale rozwoju jest sprzedaż towarów za pośrednictwem Internetu, czyli e-commerce. Choć nasze interesy wydają się rozbieżne, możemy znaleźć wspólną płaszczyznę do tego, by oba kraje rozszerzały wymianę handlową.

 

Źródło: MondayNews.pl

W 2017 roku wartość rynku e-commerce na świecie powinna wynieść 23,445 bilionów dolarów, czyli o 6,3 proc więcej niż rok wcześniej. Do 2020 roku będzie to już 27,726 bilionów dolarów, zdaniem firmy badawczej e-Marketer. Część z tych pieniędzy mogłaby trafić do polskich firm pod warunkiem, że zdecydują się one na szerszą skalę rozwijać sprzedaż online poza granicami kraju.

Podjęcie decyzji o wyjściu z lokalnego rynku za granicę jest trudne. Z reguły towarzyszy temu obawa przed nieznanym, co dotyczy w równym stopniu dużych, jak i małych firm. Warto jednak zdobyć się na ten krok, aby zagwarantować rozwój własnego biznesu. Mniejsze firmy mogą do tego celu wykorzystać branżowe lub horyzontalne platformy e-commerce (jak np. Amazon, eBay, Aliexpress), za których pośrednictwem można szybko i łatwo rozpocząć sprzedaż na świecie. Wiąże się z tym jednak zgoda na znaczącą prowizję. Z tego względu dla większych graczy korzystniejszym rozwiązaniem jest posiadanie własnej platformy e-commerce.

Dlaczego warto sprzedawać za pośrednictwem własnej platformy?

Własna jednolita platforma umożliwi nam łatwe zarządzanie treścią strony internetowej w wielu różnych językach i transakcjami w różnych walutach, z zachowaniem scentralizowanej bazy danych klientów oraz produktów, jak również specyfiki poszczególnych rynków (uwarunkowań kulturowych, cenowych, prawnych). Własna platforma pozwala też łatwo i elastycznie integrować się z systemami zewnętrznymi wykorzystywanymi w firmie, a także, jeśli zaistnieje taka potrzeba, z systemami IT partnerów biznesowych.

Rozwiązanie dla dużego, międzynarodowego e-commerce jest czymś więcej niż systemem dla lokalnego e-sklepu. Różnica jest nie tylko ilościowa, ale i jakościowa. Myśląc o ekspansji międzynarodowej potrzebujemy na tyle elastyczne narzędzie, aby odpowiedziało na wymagania nowych rynków i realizowało założony model biznesowy” – mówi Łukasz Łagudza, Senior Solution Architect w firmie e-point, która specjalizuje się w realizacji rozbudowanych systemów e-commerce w Polsce i na świecie.

Jednolita platforma dla wielu rynków obniża koszty tworzenia, utrzymania i rozwoju systemów e-commerce. Dzięki niej możemy łatwo i tanio wprowadzać nowe moduły i innowacje, które od razu stają się dostępne w każdej wersji językowej. Własna platforma umożliwi nam również bezproblemowe dostosowanie się do kontekstu prawnego i kulturowego w poszczególnych krajach, bo jej podsystemy mogą się od siebie różnić w funkcjonalności i logice biznesowej.

Koszty stworzenia takiej platformy są atrakcyjne, bo z reguły nie tworzy się jej od podstaw, ale w oparciu o frameworki, np. SAP Hybris. W procesie implementacji można te rozwiązania dostosowywać do własnych potrzeb i wymagań, mając przy tym możliwość zaoferowania klientom doświadczenia omnichannel, czyli spójnej komunikacji we wszystkich kanałach sprzedaży, w tym w internecie, sklepach fizycznych, aplikacji mobilnej czy przez call center” – tłumaczy Łukasz Łagudza.

Dobre praktyki Amway

Świetnym przykładem, jak odnieść sukces w międzynarodowym e-commerce, jest firma Amway. Ta amerykańska korporacja od lat działa jako dystrybutor i producent środków czystości, sprzedając je w systemie sprzedaży bezpośredniej. Pierwsze kroki w e-commerce Amway postawił już w 1999 roku, rozwijając swoją platformę do sprzedaży online dla tzw. Niezależnych Przedsiębiorców Amway (NPA) w Europie Zachodniej. Od 2001 roku Amway zaczął także tworzyć odrębne rozwiązania dla krajów Europy Wschodniej.

W 2006 roku firma podjęła decyzję o stworzeniu jednej wspólnej platformy e-commerce dla Europy Wschodniej. Zadanie to zostało powierzone firmie e-point. Platforma miała umożliwić obsłużenie znacznie większej grupy użytkowników, a także łatwe i tańsze dostosowanie do wymagań różnych rynków. Ważnym celem było także dostarczenie nowej, czytelnej i atrakcyjnej warstwy informacyjnej systemu, która miała ułatwić składanie zamówień i zachęcić do związania się z Amway.

Nowy system został początkowo wdrożony tylko w krajach Europy Wschodniej. Jednak skala sukcesu tego projektu, mierzona wielkością zamówień, udziałem procentowym zamówień internetowych w całości oraz znaczącym ograniczeniem kosztów eksploatacji, skłoniła Amway do rozszerzenia platformy także na 16 krajów Europy Zachodniej” – mówi Jarosław Walczuk, E-commerce Strategist z e-point.

W ten sposób Amway w sposób istotny ograniczył zarówno koszty operacyjne, jak i koszty utrzymania platformy e-commerce w całej Europie oraz skrócił time-to-market dla nowych funkcji i krajów. Wynika to z faktu, że platforma jest obecnie utrzymywana w jednym wspólnym centrum hostingowym, a wszystkie zmiany są wprowadzane przez tę samą aplikację. Również czas tworzenia dedykowanych wersji platformy dla nowych krajów jest bardzo krótki. Przykładowo: od grudnia 2011 do marca 2012 roku, czyli w ciągu zaledwie 4 miesięcy, Amway był w stanie udostępnić swoją platformę dla 17 różnych krajów! W sumie jest ich już 35, w 46 wersjach językowych. Korzysta z niej 1,5 miliona użytkowników.

Platforma umożliwia Amwayowi stosowanie ciekawej strategii, która polega na włączaniu nowego kraju najpierw w sprzedaż e-commerce i testowaniu w ten sposób zainteresowania rynku ofertą firmy. Dopiero kiedy testy te wypadają pozytywnie, Amway rozbudowuje fizyczną obecność na nowym rynku. Taką strategię firma zastosowała np. w krajach bałtyckich i Bułgarii, które wydzieliły się odpowiednio z Polski i Rumunii. Obecnie taki proces trwa w Kazachstanie – wyodrębniającym się z Rosji.

Warto dodać, że platforma Amwaya została dostosowana do prawnych regulacji specyficznych dla każdego kraju, gdzie została wdrożona. Od 2012 roku system rozszerzono o wersją mobilną, która jest obecnie jednym z podstawowych narzędzi codziennej pracy dla współpracujących z Amway przedstawicieli.

Dostosuj się do każdego rynku i wszystkich grup docelowych

Jak wynika z case’a Amwaya, kluczem do sukcesu na międzynarodowym rynku e-commerce jest dostosowanie się do preferencji użytkowników i rynku danego kraju w tak dużym stopniu, jak to tylko możliwe.  Dotyczy to w równym stopniu klientów indywidualnych i partnerów biznesowych, jak i uwarunkowań prawnych w danym kraju.

Zaoferowanie klientom możliwości dokonywania zakupów w ojczystym języku i z uwzględnieniem różnic kulturowych, płacenia we własnej walucie i metodą, która jest najpopularniejsza w danym kraju, a także dostosowanie się do ich preferencji w zakresie dostarczenia towaru oraz spełnienie wymogów prawnych dotyczących zwrotów czy reklamacji – to absolutne podstawy międzynarodowego e-commerce. Bez tego trudno osiągnąć realne korzyści z działań na rynku międzynarodowym” – tłumaczy Jarosław Walczuk.

W podobny sposób powinniśmy podejść do potrzeb i oczekiwań partnerów handlowych (B2B). Należy przy tym pamiętać, że zmieniają się one pod wpływem nowych rozwiązań w takich obszarach, jak metody płatności, dostawa towaru, czy coraz większy nacisk na mobile.

E-commerce to bardzo dynamiczne środowisko. Dlatego, aby myśleć o długoterminowym sukcesie warto zawczasu zapewnić sobie spokój od strony technologicznej i skupić się na innych aspektach rozwoju naszego biznesu na międzynarodowym rynku” – podsumowuje Jarosław Walczuk.

Źródło: e-Point SA.

Każda firma, która chce osiągnąć sukces w e-commerce, musi znać oczekiwania swoich klientów. Może je poznać za pomocą użycia narzędzi odpowiednio dopasowanych do potrzeb. Co zrobić, by zwiększyć swoją skuteczność i pokonać konkurencję?

„Tracking” (czyli śledzenie) to pojęcie niejednoznaczne. W przypadku e-commerce odnosi się ono do monitoringu, w którym jest kluczowym czynnikiem odniesienia sukcesu w e-handlu.

Można powiedzieć, że „śledzenie” jest najlepszym przyjacielem cyfrowego marketera. Pozwala on firmom na monitorowanie różnorodnych danych dotyczących obecnych oraz potencjalnych klientów w sieci i na kanałach mobilnych, a następnie wykorzystywanie zdobytych informacji w celu udoskonalenia świadczonych usług. O roli śledzenia w e-handlu opowiada Tomasz Gibas, założyciel Coders Center, czyli polskiej firmy specjalizującej się w dostarczaniu rozwiązań typu ECM oraz e-commerce.

Co zapewnia „tracking”?

Śledząc zachowania klientów w sieci, firmy często szczegółowo analizują ich ruchy. Sprawdzają także ile osób dokonuje ponownych zakupów oraz kwotę, którą każdorazowo wydają w sklepie internetowym. Jednak to zaledwie część możliwości, które oferuje „tracking”. Zaawansowany system pozwala przedsiębiorstwom na jeszcze dokładniejsze śledzenie działań klienta w sieci. Firmy mogą dowiedzieć się m.in. ile zysku przynosi każdy użytkownik, jakie jest źródło ruchu na stronie czy też uzyskać informacje o wartości produktów, które znajdowały się w koszyku, a z których klient zrezygnował.

Jak używać narzędzi trackingowych w biznesie?

Uzyskanie tych wszystkich danych pozwoli na dokładniejsze poznanie klienta, a w efekcie przygotowanie oferty dostosowanej do jego potrzeb. Z jednej bowiem strony klienci nie chcą czuć się w sieci osaczeni, z drugiej – w dzisiejszych czasach największą wagę przykładają do oszczędności czasu oraz cenią rozwiązania intuicyjne. Klikanie w kilka różnych miejsc, aby znaleźć poszukiwany produkt, to dla współczesnych konsumentów często zbyt dużo. Właśnie dlatego to specjalnie przygotowana oferta, czy też spersonalizowana wiadomość, którą klient zobaczy bez żadnego dodatkowego kliknięcia, są dziś gwarancją sukcesu na wymagającym rynku e-handlu.

Organizacje, które używają takich narzędzi jak „tracking”, muszą jednak robić to w odpowiedni i przemyślany sposób. Dobranie właściwych środków CMS oraz e-commerce wymaga wiedzy i dobrej znajomości branży. Korzystanie z usług firm oferujących takie rozwiązania daje gwarancje, że wprowadzone dane są poprawne, aktualne i bezpieczne. Jednak, aby tego typu narzędzia były skuteczne, dane muszą być weryfikowane systematycznie. Jednorazowa próba w tym wypadku nie wystarczy.

Wymiana informacji

„Tracking” jest pewnego rodzaju kompromisem lub wymianą informacji pomiędzy klientem a firmą. Jedna strona wyjawia swoje oczekiwania, dzięki czemu druga może je spełnić za pośrednictwem witryn e-commerce. Warto pamiętać, że aby ten proces przebiegał poprawnie, pomiędzy nimi musi być utrzymana interakcja, zarówno na stronie internetowej, jak i przez kanały mobilne.

Oczywiście „śledzenie” stanowi zaledwie niewielką część e-commerce. Dedykowane systemy są w stanie zapewnić o wiele więcej, szczególnie jeśli współpraca trwa od samego początku istnienia firmy. E-commerce jest w stanie wpłynąć na jej rozwój, a więc pomaga przedsiębiorstwu odnieść sukces na wymagającym rynku.

Źródło:  Coders Center,

Wolniejsze tempo rozwoju gospodarczego w najważniejszych gospodarkach świata oraz rozbudzone nastroje protekcjonistyczne skierowane przeciw globalizacji znajdują się wśród najważniejszych czynników utrudniających sytuację ekonomiczną sprzedawców detalicznych. Jednak mimo tych przeszkód przychody 250 największych detalistów wyniosły w ubiegłym roku obrotowym (kończącym się najpóźniej w czerwcu 2016 r.) 4,31 biliona dolarów. Rok do roku był to wzrost o 5,2 proc. Jak wynika z najnowszej edycji corocznego raportu „Global Powers of Retailing 2017. The art and science of customers”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, liderem w tym sektorze pozostaje amerykański gigant Wal-Mart, a największym sprzedawcą e-commerce jest Amazon.com. W erze ogromnej konkurencji głównym zadaniem sprzedawców jest uzyskanie większej lojalności i jeszcze głębszego zaangażowania klientów.

Suma przychodów 250 największych sieci detalicznych, wygenerowanych w poprzednim roku podatkowym, wyniosła prawie 4,31 bln dolarów, co oznacza wzrost o 5,2 proc. „Mimo trudnych warunków makroekonomicznych handel detaliczny rozwija się stabilnie. Sytuacja różni się jednak w zależności od regionu: w Afryce, Chinach i Ameryce Południowej odnotowano znaczący wzrost przychodów, sięgający odpowiednio 19,1, 12,9 oraz 11,3 proc., podczas gdy w Europie czy Ameryce Północnej było to wzrosty zaledwie kilkuprocentowe” – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. W ubiegłym roku znaczący wpływ na wyniki finansowe firm z sektora handlu detalicznego miały: wolne tempo wzrostu ekonomicznego w najważniejszych gospodarkach rozwiniętych, wysoki poziom zadłużenia krajów wschodzących, deflacja lub niska inflacja w państwach bogatych oraz rozbudzone nastroje protekcjonistyczne skierowane przeciw globalizacji.

Jak wynika z raportu Deloitte średni wzrost przychodów w latach 2010-2015 wynosił 5 proc. Aby znaleźć się na liście TOP250 spółka musiała w poprzednim roku obrotowym (ostatnim zakończonym) osiągnąć przychody w wysokości co najmniej 3,5 mld dolarów (ostatnia firma na liście osiągnęła przychody w wysokości 3,508 mld dolarów), a średni poziom przychodów przypadający na jedną firmę wyniósł 17,2 mld dolarów. Średnia marża zysku netto w branży wyniosła 3 proc. Aż 22,8 proc. przychodów detaliści czerpali z działalności poza krajem rodzimym. Średnia liczba krajów, w których sieci prowadzą działalność, wyniosła w omawianym okresie 10. Rekordzistami w tym względzie są europejskie sieci handlowe, dla których ta średnia wynosi 16 krajów. W przypadku francuskich detalistów było to aż prawie 31 państw.

Raport omawia również zagadnienia związane ze sztuką angażowania klienta, która ma pomóc detalistom w dostarczaniu im nowych doświadczeń, dzięki wykorzystaniu odpowiednich technologii oraz wzmacnianiu lojalności. „Wiodący detaliści zdają sobie sprawę, że technologia nie stanowi już elementu uzupełniającego ich działalności, ale podstawę. Jednak sama technologia nie wystarcza – klienci poszukują nowych, nieoczekiwanych produktów i doświadczeń. Żyjemy w czasach, gdy to konsument kontroluje sytuację w większym stopniu niż kiedykolwiek” – mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W raporcie wskazano pięć najważniejszych trendów, kształtujących obecnie handel detaliczny:

  • Mniej znaczy więcej – klienci w mniejszym stopniu definiują się poprzez liczbę posiadanych rzeczy, a w większym przez to, jak wysmakowane jest ich życie pod względem doświadczeń i dorobku. Coraz większy sukces odnoszą sprzedawcy, którzy nie dysponują zbyt szerokim asortymentem, ale za to bardzo dobrej jakości. Dzięki temu trafiają do klientów, którzy chcą się wystrzec nadmiernego konsumpcjonizmu. Trend ten zauważyły nawet wielkie sieci handlowe, takie jak H&M, którego kolekcja Conscious Exclusive skierowana jest do wysublimowanego, ceniącego jakość i oryginalność klienta.
  • Gospodarka „śledząca” – klienci poszukują doświadczeń i produktów odzwierciedlających ich osobistą „markę”, którą promują i dzielą się ze znajomymi w mediach społecznościowych. Wśród konsumentów rośnie świadomość, że zakupy również definiują ich styl życia.
  • „Detalizacja” świata – ruchy podejmowane przez wytwórców, ekonomia współdzielenia i inne czynniki sprawiają, że coraz trudniej jest zdefiniować pojęcie sprzedawcy detalicznego – tego, co robi i kim jest. Detaliści wykraczający poza tradycyjne ramy wypracowują nowe modele biznesowe w celu realizacji potrzeb klientów, np. usługi subskrybowane i usługi w formule flash sales.
  • Zakupy na żądanie – sukces detalisty będzie uzależniony od umiejętności dostosowania się do sposobu myślenia klienta, opartego na żądaniach i natychmiastowej dostępności. Już dziś tacy giganci jak AmazonFresh czy Carrefour realizują tę potrzebę, poprzez dostarczanie zakupów klientom w godzinę po ich zamówieniu.
  • Intensywny styl życia – rozwijające się technologie, takie jak sztuczna inteligencja, robotyka i rzeczywistość wirtualna, zmieniają styl naszego życia i sposób, w jaki będziemy robić zakupy. Nowoczesne technologie wkraczają nie tylko do sfery obsługi klienta, ale również wewnętrznego funkcjonowania i udoskonalania samych sieci detalicznych.

Amerykańska sieć Wal-Mart nadal pozostaje największym światowym detalistą i generuje roczne przychody ponad czterokrotnie wyższe niż jej najpoważniejszy konkurent. Na drugim miejscu w poprzednim roku obrotowym znalazło się Costco, a na trzecim koncern The Kroger Co., który jako jedyny gracz w TOP 10 operuje tylko na jednym rynku. Z kolei na czwartym uplasował się niemiecki Schwarz Unternehmens Treuhand KG, który polskim klientom może być znany jako właściciel sieci dyskontów Lidl i supermarketów Kaufland. Na piąte miejsce aż o pięć pozycji, dzięki aktywności na rynku M&A, awansowała sieć drogerii i aptek Walgreens Boots Alliance. Z kolei spadki zaliczyły europejskie sieci handlowe: Carrefour, Aldi i Tesco. Na dziesiątym miejscu znalazł się Amazon.com, który awansował o dwa miejsca. Amazon jest jedynym detalistą w TOP 10, którego działalność koncentruje się jedynie na e-commerce. Z pierwszej dziesiątki wypadła niemiecka grupa Metro AG, właściciel Makro. Właściciel sieci sklepów Biedronka Jeronimo Martins znalazł się w tym roku na 64 miejscu (rok wcześniej było to 59 miejsce).

W ubiegłym roku obrotowym grupa 10 największych sprzedawców detalicznych na świecie rosła wolniej niż całe TOP 250 i zanotowała wzrost przychodów o 2,9 proc.

Największy wzrost przychodów zanotowały w tym roku branże modowa oraz akcesoria, który wynosił 7,7 proc. Dla porównania w przypadku FMCG było to 5 proc. Nadal najbardziej rentownym z handlowych działów jest moda i akcesoria, której średnia marża zysku netto wyniosła 7,1 proc., czyli ponad dwa razy więcej niż w całym TOP 250. Jednak to firmy detaliczne handlujące produktami szybkozbywalnymi są największe (ich średnie przychody wynoszą niemal 21,6 mld dolarów) i najliczniejsze (wśród 250 największych spółek jest ich aż 133, stanowią też one jedną trzecią z 250 spółek o najwyższych przychodach).

Na czele zestawienia firm, które w latach 2010-2015 osiągnęły największe wzrosty przychodów, znalazły się dwie firmy z Chin. W przypadku Vipshop Holdings Limited było to aż 184,6 proc., a JD.com 81,3 proc.

Po raz czwarty w raporcie Deloitte znalazł się ranking 50 największych na świecie e-sprzedawców. Aż 80 proc. z nich znalazło się także na liście TOP 250, a 38 z nich prowadzi sprzedaż również w innych kanałach. Większość spośród 50 czołowych e-detalistów ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych (26) i Europie (19). Liderem w tym zestawieniu kolejny rok z rzędu jest amerykańska grupa Amazon.com ze sprzedażą z e-commerce na poziomie 79,3 mld dolarów. Na drugim i trzecim miejscu znajdują się JD.com oraz Apple. Co ciekawe Wal-Mart jest czwartym co do wielkości e-sprzedawcą, pomimo, że przez ten kanał przechodzi tylko 2,8 proc. obrotów amerykańskiego giganta. Z kolei Zalando, który znajduje się na piętnastym miejscu, nie mieści się w Top 250.

Aktywność w handlu elektronicznym poddano także analizie dla całej grupy 250 największych globalnych spółek z branży sprzedaży detalicznej. W ubiegłym roku obrotowym 31 firm z TOP 250 nie prowadziło działalności e-commerce. Z analizy Deloitte wynika, że były to głównie supermarkety oraz dyskonty spożywcze. Działalność w obszarze e-commerce stanowi 8,7 proc. łącznych przychodów wszystkich firm, które znalazły się w zestawieniu. Rok wcześniej było to 7,6 proc. „E-commerce jest jednym z głównych motorów napędowych wzrostu przychodów, choć nie rośnie już tak dynamicznie jak to było w poprzednich latach. Dla jednej czwartej detalistów w TOP 250 sprzedaż w Internecie stanowi jeden z wiodących obszarów wzrostu, a dla 12 proc. firm był jedynym ratunkiem przed spadkiem obrotów” – mówi Mariusz Chmurzyński

Źródło: Deloitte

Elektroniczne usługi to dziedzina obejmująca, de facto, większość odbywającej się w internecie działalności – od dostarczania informacji i rozrywki poczynając, poprzez komunikację, usługi finansowe, prawne, aż po olbrzymią liczbę niszowych serwisów zaspokajających wszelkiego rodzaju potrzeby – od zapewnienie bezpieczeństwa danych komputerowych po usługi zdrowotne. Rozwój e-usług w ostatnich latach w Polsce był bardzo szybki, a będzie jeszcze szybszy, szczególnie w sferze rozwiązań mobilnych.

E-usługi są tematem tak rozległym i wciąż się rozwijającym, że wymykają się definicjom. Co jest, a co nie jest e-usługą? Dobrym punktem wyjścia jest definicja przyjęta przy okazji przeprowadzania naboru wniosków na dofinansowanie projektów w działaniu 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka pt. „Wspieranie działalności gospodarczej w dziedzinie gospodarki elektronicznej”. Według tej definicji „e-usługi to usługi, których świadczenie odbywa się za pomocą Internetu, jest zautomatyzowane (może wymagać niewielkiego udziału człowieka) i zdalne.” Obejmuje ona więc zarówno usługi świadczone za pośrednictwem komputera, jak urządzeń mobilnych oraz telewizji cyfrowej czy satelitarnej. Wyklucza natomiast usługi, w których decydujący jest udział człowieka – co zresztą budzi spore wątpliwości, jeśli chodzi o ocenę działalności np. portali społecznościowych.

Nie ma natomiast żadnych ograniczeń jeśli chodzi o dziedzinę, której e-usługi dotyczą. Co prawda w działaniu 8.1 dofinansowywane były projekty, w których odbiorcą był klient indywidualny – ale w definicji e-usług mieszczą się również liczne firmy działające na zasadzie B2B – świadczące drogą elektroniczna usługi klientom biznesowym – z tym, że tego typu przedsięwzięcia mogły się ubiegać o dofinansowanie z działania 8.2 PO IG.

Jak do definicji e-usług pasują sklepy internetowe? Według niektórych definicji sprzedaż towarów przez internet to również e-usługa, według innych e-sklepy nią nie są nimi, lecz wraz e-usługami należą do szerszej kategorii – e-commerce. Kolejna sprawa to czy do e-usług należy zaliczać działalność firm, które istnieją od lat „w realu” i po prostu od pewnego momentu część swej działalności przesunęły do kanałów elektronicznych. Rzecz jest o tyle skomplikowana, że na światowym rynku można zauważyć już też zjawisko odwrotne – firmy, które wyrosły w internecie zaczęły np. zakładać również fizycznie istniejące placówki.

Praktycznie niemożliwe jest też stworzenie zestawu kategorii obejmującego wszystkie dostępne e-usługi – raz ze względu na trudność w stworzeniu wszechogarniającej definicji, dwa ponieważ wiele serwisów łączy usługi tradycyjne z internetowymi (fryzjer nie ostrzyże za pośrednictwem sieci, ale może się na swą usługę umówić w ten sposób z klientem i dać mu wcześniej szansę wybrania w internecie, jak jego/jej fryzura ma wyglądać), wreszcie niemal codziennie pojawiają się nowe rodzaje usług, jakie można w ten sposób świadczyć. W dużym uproszczeniu można jednak wymienić kilka, kilkanaście szerokich kategorii w jakich mieści się większość e-usług. Byłyby to np.: informacja, reklama, komunikacja, sprzedaż/ kupno i towarzyszące temu usługi ułatwiające dokonywanie korzystnych transakcji, pomoc techniczna dotycząca obecności w internecie, edukacja, turystyka, finanse, praca, zdrowie, rozrywka, kultura.

Jak rozwija się rynek

O tym w jakim kierunku rozwija się rynek e-usług w Polsce dużo mówią dane z trzech źródeł – po pierwsze to, jakie są najpopularniejsze witryny internetowe, po drugie jakie firmy najszybciej się rozwijają, wreszcie, po trzecie, jakiego rodzaju nowe firmy są zakładane i jak odnajdują się one na rynku. Najbardziej obiektywnym wskaźnikiem tego, kto w polskim internecie się liczy, są comiesięczne rankingi oglądalności witryn i aplikacji internetowych w Polsce – badanie Megapanel PBI/Gemius. Niestety pozwala ono jedynie na dosyć ogólny opis polskiego internetu.

Źródło: www.pi.gov.pl

Po niedawnym udostępnieniu lokalnego asortymentu dwóch berlińskich sklepów adidas, Zalando, wiodąca platforma modowa w Europie, umożliwia małym przedsiębiorcom i lokalnym sklepom sprzedaż produktów klientom Zalando.

Polski rynek e-commerce jest jednym z najszybciej rozwijających się w Europie, jednak mniejsze sklepy stacjonarne nie są w stanie na tym skorzystać. Nie mają wystarczającej infrastruktury, aby rozwinąć swój biznes w sieci.

Pilotażowy projekt Zalando w Niemczech, umożliwia lokalnym sprzedawcom posiadającym ograniczone zaplecze technologiczne, połączenie z platformą Zalando poprzez zewnętrzne rozwiązanie „gax-system”. Pierwsze 10 sklepów, które dołączą do projektu, będzie miało możliwość swobodnie akceptować zamówienia od klientów Zalando oraz udostępniać klientom produkty ze swoich sklepów.

Coraz więcej Polaków korzysta z usług online, podczas gdy nadal większość asortymentu odzieżowego znajduje się w sklepach stacjonarnych. Strategia platformy Zalando ma na celu połączyć nie tylko wielkie marki i sprzedawców, ale także wspomóc rozwój lokalnych sklepów mających ograniczoną infrastrukturę i rozwiązania technologiczne. Dzięki temu Zalando staje się cyfrowym rozwiązaniem dla mniejszych sklepów, które muszą zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z cyfryzacją, oferując im kolejne kanały sprzedaży – mówi Tomasz Ebbig, Senior Brand Marketing Manager.

Współpraca z Zalando pomoże gaxsys dotrzeć do szerokiego grona lokalnych sprzedawców, którzy będą mogli rozpocząć działalność w branży e-commerce. Jesteśmy przekonani, że lokalny handel może istnieć tylko dzięki połączeniu z e-handlem, nie zaś konkurując z nim – komentuje Philipp Kannenberg, członek Zarządu w spółce gaxsys.

Będąc lokalnym przedsiębiorstwem, naszym największym wyzwaniem jest dotarcie do nowych konsumentów, w szczególności tych z młodszego pokolenia. W związku z tym, aby zwiększyć sprzedaż, ważna jest obecność w świecie online, dzięki której możemy zyskać dodatkowy kanał dystrybucji. Nasze dotychczasowe doświadczenie w sprzedaży online poprzez gax-system jest bardzo dobre. Jesteśmy w stanie sprzedać więcej produktów różnych marek oraz korzystać z szerokiego zasięgu, jakie oferuje Zalando. Gdybyśmy mieli prowadzić sklep online samodzielnie, musielibyśmy znacznie zwiększyć powierzchnię sklepu oraz zatrudnić dodatkowych pracowników. Natomiast dzięki gax-system możemy elastycznie decydować, które zamówienia zaakceptować w sieci – mówi Thomas Ganguim z Tip Tap Kinderschuhe z Weilheim w Bawarii, właściciel jednego ze sklepów uczestniczących w projekcie.

 

Zdjęcie: Thomas Ganguim z Tip Tap Kinderschuhe z Weilheim w Bawarii, właściciel jednego ze sklepów uczestniczących w projekcie

źródło: Zalando

W Polsce trwa dyskusja na temat wprowadzenia ograniczeń dla handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych. Giulio Montemagno, Senior Vice President International w RetailMeNot, największego na świecie centrum zakupów online, komentuje możliwe skutki tego rodzaju regulacji z punktu widzenia rozwoju handlu w sieci. Liczby pokazują, że niedziela to już teraz dzień największych obrotów sklepów online.

„Kwestia handlu w niedzielę jest niezaprzeczalnie tematem, który polaryzuje opinię publiczną. Interesujące jest, że Polska rozważa wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę, podczas gdy w wielu innych krajach europejskich można zaobserwować tendencję odwrotną, dążenie do wprowadzenia większych możliwości dla handlu w ten dzień. 

W Europie funkcjonują przy tym różne modele. Na przykład w Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ograniczeń dla małego biznesu, natomiast sklepy wielkopowierzchniowe mogą być otwarte tylko przez sześć kolejnych godzin między godz. 10.00 a 18.00. Z kolei w Niemczech handel w niedzielę jest bardzo ograniczony i dopuszczalny tylko w określoną liczbę dni w roku.

Inne podejście mają Francja i Włochy. W tych krajach dopuszczalne jest otwarcie sklepów w regionach turystycznych, jednak tylko pod warunkiem, że personel dobrowolnie zgodzi się tego dnia przyjść do pracy. Niemniej jednak, niektóre sektory, jak na przykład sklepy z asortymentem budowlanym, pytają o możliwość złagodzenia obecnych regulacji prawnych. Argumentują to tym, że taka zmiana wywołałaby pozytywny impuls dla biznesu”. 

 „Wiele wskazuje na to, że ograniczenie handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych w Polsce zdecydowanie zwiększy obroty handlu w sieci. Sklepy online są przecież dostępne przez 7 dni w tygodniu, przez 24 godziny, także w dni wolne i świąteczne. Klienci mają dzięki temu możliwość zrobienia zakupów w dowolnym, wybranym przez siebie czasie. Z kolei handlowcy mogą sprzedawać swoje towary również w niedzielę, nie musząc być przy tym osobiście obecni w sklepie”.

 „Co więcej, niedziela to już tradycyjnie dzień największych obrotów w handlu online. Jednoznacznie pokazują to liczby. W Niemczech w serwisie RetailMeNot.de w niedzielę notujemy 20% zamówień w skali tygodnia, o 6-8 punktów procentowych więcej niż w każdy z pozostałych dni. E-commerce w Polsce również ma ogromny potencjał: w sumie online kupuje aż 54.5% Polaków. To procent wyższy niż nawet w Niemczech. Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego na nasze zlecenie.* W tej chwili Polska zajmuje czwarte miejsce w Europie pod względem liczby kupujących w sieci. Polacy bardzo lubią zakupy online. Według prognoz, w tym roku zostawią w kasach sklepów online w sumie już ponad 6 miliardów euro, czyli o 18% więcej niż przed rokiem – przeciętny polski internauta wyda w ten sposób średnio 273 euro. Zamknięcie sklepów stacjonarnych w niedzielę jeszcze wzmocni ten trend i będzie istotnym impulsem dla szybszego rozwoju handlu online na polskim rynku”. 

 

*Międzynarodowe badanie e-commerce zostało przeprowadzone w styczniu 2016 roku przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA).

 

 

RetailMeNot.pl

Gdyby zapytać e-sprzedawców o to, co jest ich największą bolączką, odpowiedź “porzucone koszyki” byłaby z pewnością jedną z najczęściej udzielanych. Każda niesfinalizowana przez klienta transakcja to konkretna suma pieniędzy, która nie wpłynęła ostatecznie na nasze konto. I setki domysłów: dlaczego klient porzucił koszyk? Odpowiedzi znajdziecie w wynikach badań przeprowadzonych na zlecenie NeoClick.io, które potwierdzają też trendy płynące do polskiego e-commerce z zagranicy.

1. Zbyt długa ścieżka zakupowa

Statystyczny proces zakupowy w 100 zbadanych przez HubSpot sklepów z branży e-commerce składa się z 5,08 kroków[1]. To zdecydowanie zbyt dużo okazji, aby e-klient rozmyślił się, zmienił zdanie i ostatecznie porzucił koszyk.

E-sprzedawca, który chce odnieść sukces w e-commerce musi kierować się zasadą, że “każdy krok w procesie zakupowym to krok za dużo”. Należy optymalizować ten proces wszędzie gdzie się da, a liczba porzuconych koszyków z pewnością zmaleje.

2. Zmuszanie do rejestracji

Obowiązkowa rejestracja to pokusa, której wielu e-sprzedawców nie potrafi się oprzeć – w końcu w grę wchodzi pozyskanie cennych kontaktów marketingowych i możliwość docierania do klientów ze specjalnymi ofertami i promocjami.

Jednakże klienci również są coraz bardziej świadomi wagi swoich danych. Do tego stopnia, że często wolą porzucić koszyk i odejść do konkurencji niż założyć obowiązkowe konto w e-sklepie. Zdarza się to 32% kupujących, a 35% wprost stwierdza, że woli zakupy bez rejestracji[2]. Warto więc zrezygnować z pozyskania kontaktu marketingowego na rzecz komfortu kupującego, mając (uzasadnioną) nadzieję, że doświadczenie wygodnego kupowania zachęci klienta do powrotu i rejestracji w przyszłości. W branży znane są bowiem przypadki, gdy usunięcie obowiązkowej rejestracji spowodowało wzrost sprzedaży o 45%[3].

Przymus nie popłaca – szczególnie na rynku, w którym rozgrywającym jest konsument, a takim rynkiem bez wątpienia jest e-commerce.

3. Brak optymalizacji pod urządzenia mobilne

Chyba wszyscy sprzedawcy mają już świadomość, że m-commerce to nie przyszłość, lecz teraźniejszość. Obroty e-commerce w tym segmencie wzrosły o 109% zaledwie w ciągu roku (2014 vs 2015). Już 13% e-klientów kupuje tylko mobilnie, a 25% przegląda strony internetowe tylko na smartfonach/tabletach, dowodząc ostatecznie, że wersja mobilna strony www to dla e-sklepu absolutny obowiązek.

Ale sama optymalizacja pod urządzenia mobilne nie będzie w pełni efektywna, jeśli nie będzie wiązać się z optymalizacją procesu zakupowego. Innymi słowy: to, że strona wyświetla się poprawnie na urządzeniu mobilnym nie oznacza, że ścieżka zakupowa jest zoptymalizowana.

Aż 60% klientów narzeka na niewygodę wypełniania formularzy płatności i dostaw na smartfonach i tabletach. 31% kupowałoby częściej, gdyby proces zakupowy w m-commerce można było zamknąć 1-2 kliknięciami[4]. Bez uwzględnienia tych oczekiwań strona mobilna e-sklepu nie będzie konwertować tak, jak życzyłby sobie tego e-sprzedawca nastawiony na wzrost zysków.

4. Zbyt wysokie koszty dostawy i zbyt mało opcji dostawy

Klient oczekuje wygody nie tylko w poruszaniu się na stronie e-sklepu, ale także w ostatnim etapie procesu zakupowego – czyli dostawie. Jedna forma dostawy to dziś zdecydowanie za mało. Zaoferowanie klientowi wyboru między tanim poleconym, droższym a szybkim kurierem czy wygodą odbioru click&collect to dobry krok w stronę utrzymania kupującego na ścieżce zakupowej.

Warto podkreślić, że kluczem jest różnorodność form a nie firm, z którymi e-sklep ma umowę – współpraca z pięcioma kurierami oferującymi podobną jakość i ceny nie zapewni klientowi takiego komfortu wyboru jak paczkomat, kurier i list polecony. Nawet jeśli pochodzą z oferty “tylko” jednej lub dwóch firm.

Dostawa, oprócz tego, że wygodna, powinna być tania. Z wszelkich badań wynika, że zarówno polski, jak i zagraniczny konsument jest wrażliwy na koszty dostawy i chce odbierać swoje produkty najlepiej za darmo. Z rozmów, jakie NeoClick przeprowadził z przedstawicielami e-sklepów płynął nawet wniosek, że akcje darmowej dostawy lepiej mobilizują klientów niż kody rabatowe czy akcje promocyjne.
Potwierdzeniem olbrzymiej roli logistyki są także deklaracje ankietowanych NeoClick – dla 91% dogodne formy dostawy są “raczej ważne” albo “ważne”, natomiast 88% takie same odczucia ma względem darmowej lub niskiej ceny dostawy.

Warto z powyższych danych wyciągnąć jasny wniosek –  branża e-commerce powinna wsłuchać się w potrzeby swoich klientów i podjąć działania ułatwiające realizację zakupów. Nawet niewielkie zmiany mogą prowadzić do zdecydowanego zwiększenia konwersji, a przecież to właśnie o zrealizowane koszyki w tym biznesie chodzi.

 

[1] Hubspot, 2015.

[2] Badania przeprowadzone przez evl.pl na zlecenie NeoClick na 7000 kupujących w polskich e-sklepach, 2016.

[3] User Interface Engineering, 2009.

[4] Badania przeprowadzone przez evl.pl na zlecenie NeoClick na 7000 kupujących w polskich e-sklepach, 2016.

 

Maciej Padjas – CMO w NeoClick.io. Współtwórca nowoczesnego systemu łączącego e-płatności z logistyką w jednym wygodnym narzędziu przeznaczonym dla branży e-commerce

 

Rozpoczynając kampanię retargetingową, marketerzy bardzo często chcą wspierać kilka obszarów biznesu jednocześnie. Wielu z nich zależy nie tylko na zwiększeniu ruchu na stronie, ale także wprost na wzroście liczby lub wartości konwersji. Wnikliwy marketer wie jednak, że dzięki odpowiedniej optymalizacji działań reklamowych możliwa jest realizacja kilku celów jednocześnie. Pytanie tylko jak znaleźć balans między aktywnościami wspierającymi zwiększenie liczby odwiedzin, a pracą nad wzrostem wartości konwersji i co można zrobić, by wykorzystać w pełni potencjał działań retargetingowych?
Założenia podstawowe są jasne – każdy cel biznesowy e-sklepu powinien korespondować z odpowiednią strategią retargetingową.
Jeżeli klientowi najbardziej zależy na zwiększeniu ruchu na stronie, kampania powinna być optymalizowana w taki sposób, by zmaksymalizować prawdopodobieństwo kliknięcia w reklamę.
W celu zwiększenia liczby konwersji, działania retargetingowe będą koncentrowały się na użytkownikach o największym potencjale zakupowym.
Jeżeli natomiast głównym celem jest wzrost wartości konwersji, najlepszą opcją będzie wyselekcjonowanie użytkowników „wydających najwięcej” i skoncentrowanie aktywności reklamowych właśnie na tej grupie.
Brzmi nieskomplikowanie, ale musimy pamiętać, że wybranie jednego modelu działania umożliwia aktywne wsparcie tylko jednego z założonych celów. Przykładowo, jeśli kampania retargetingowa będzie skupiać się na zwiększeniu jakości (wartości) konwersji, to z dużym prawdopodobieństwem liczba konwersji, czy ruch na stronie, nie będzie rósł tak samo szybko.
Jak zatem zoptymalizować kampanię, jeśli zależy nam na wsparciu wielu celów biznesowych jednocześnie? Odpowiedzią jest hybrydowy sposób prowadzenia działań retargetingowych, czyli wielopłaszczyznowa konfiguracja kampanii, tak by każda aktywność spełniała inną potrzebę reklamodawcy.
„Bardzo często spotykamy się z sytuacją, w której klient rozpoczynając działania retargetingowe koncentruje się na jednym lub dwóch wybranych celach, zaś już w trakcie trwania kampanii, na bazie spostrzeżeń oraz naszych rekomendacji, decyduje się na optymalizację strategii, w sposób umożliwiający realizację innych, często nieoczywistych, ale istotnych planów. Działania hybrydowe ułatwiają szersze spojrzenie na daną kampanię, a jej wielopłaszczyznowa konfiguracja, daje możliwość osiągnięcia dodatkowych rezultatów, poprzez koncentrację na wszystkich założeniach i prowadzenie równoczesnych działań w kilku modelach. Takie podejście to gwarancja zwiększenia ROI przy zachowaniu poziomu kosztów założonych na konwersję. Dziś działania hybrydowe w retargetingu są jednym z najlepszych sposobów wsparcia sprzedaży. – mówi Łukasz Abgarowicz Business Development Director Poland, RTB House.

Przyjrzyjmy się sytuacji z życia wziętej
KLIENT: Duży dostawca mebli na rynek Europy Środkowo-Wschodniej, z bardzo silną pozycją offline.
CEL: Początkowo głównym celem działań retargetingowych jest wzrost sprzedaży – klientowi zależy na zwiększeniu ROI i zmaksymalizowaniu wartości konwersji. W trakcie prowadzonej przez kampanii okazuje się jednak, że równie istotne jest zwiększenie ruchu na stronie internetowej – z analiz klienta wynika bowiem, że aktywności użytkowników online (wizyty na www, sprawdzanie ofert) wpływają znacząco również na efekty uzyskiwane w offline (tzw. efekt ROPO)
ROZWIĄZANIE: Na starcie działania retargetingowe wspierają zadeklarowany przez klienta cel, czyli maksymalizację wartości konwersji. Aktywności nie skupiają się na zwiększeniu ruchu na stronie czy liczby konwersji. Dzięki takim ustawieniom kampanii, reklamy docierają głównie do użytkowników o największym potencjale zakupowym.
Po starannym sprawdzeniu rzeczywistych potrzeb klienta i dogłębnej analizie rezultatów, pojawiają się interesującej wnioski: idealna optymalizacja prowadzonej kampanii musi uwzględniać nie tylko wartość konwersji, ale także jej liczbę (biorąc pod uwagę stosunkowo płaski rozkład średnich wartości koszyka) oraz ilość ruchu na stronie (dla zaspokojenia potrzeb wizerunkowych i wsparcia sprzedaży offline).
By w pełni wykorzystać potencjał działań retargetingowych i wspierać wszystkie określone wspólnie z klientem cele, tworzony jest model hybrydowy, który zakłada działania reklamowe zoptymalizowane pod kątem:
• Odpowiedniej liczby wizyt na stronie
• Uzgodnionej ceny konwersji
• Określonej jakości konwersji
• Wysokiej średniej wartości konwersji, która powinna być utrzymywana powyżej ustalonego poziomu
Kampania jest zatem prowadzona w trzech modelach równocześnie i koncentruje się na wszystkich trzech celach, zapewniając ich zrównoważoną realizację. Liczba odwiedzin strony, wartość sprzedaży i wzrost sprzedaży zostają zoptymalizowane względem siebie, zamiast się wykluczać.
REZULTAT: ROI klienta zostaje zwiększone o 50% względem początkowych założeń, a koszt konwersji utrzymany na tym samym poziomie. Równocześnie liczba kliknięć przekroczyła oczekiwania i w dalszym ciągu wzrasta. Dodatkowo, po przejściu na model hybrydowy, wskaźnik konwersji został zwiększony ponad dwukrotnie i utrzymuje się na poziomie znacznie wyższym niż przeciętny. Średni CTR wynosi 0,50%.
W każdej kampanii najważniejsze jest osiągnięcie określonego celu, co w praktyce bardzo często oznacza wsparcie wielu potrzeb jednocześnie. Warto zatem sięgać po takie narzędzia, które pozwalają na nieszablonowe podejście do retargetingu, a w efekcie pomagają maksymalnie wykorzystać potencjał dostępnych technologii do zwiększenia skuteczności działań reklamowych w sieci.

Według raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2016” 48% polskich internautów kupuje online.
Coraz więcej Polaków decyduje się na zakupy w sieci, a prognozy wskazują, że rynek e-commerce
ma wzrosnąć w tym roku o prawie 9 mld złotych. Najczęściej kupowaną kategorią produktów
przez polskich e-konsumentów jest odzież i akcesoria. Zalando sprawdziło, co dokładnie kupują
Polacy i jakie trendy zakupowe znajdziemy w wybranych polskich miastach.
Polska to najszybciej rozwijający się rynek e-commerce w Europie. Po czterech latach istnienia
platformy modowej Zalando widzimy, że dla Polaków zakupy online są czymś zupełnie naturalnym i
nie budzą już takich obaw jak kilka lat wcześniej – mówi Tomasz Ebbig, Senior Brand Manager w
Zalando. – Coraz więcej osób próbuje e-zakupów, a kanały mobilne odgrywają coraz większe
znaczenie wśród konsumentów. Liczba wizyt na naszej stronie przez urządzenia mobilne wynosi
obecnie 62%, a od końca 2014 roku do wiosny 2016 wykorzystanie kanałów mobilnych wzrosło o
prawie 50%.
Jaką odzież i obuwie kupują Polacy?
Aż 72% e-konsumentów wskazuje odzież, akcesoria i dodatki, jako te, które najczęściej kupują przez
Internet. Jak wynika z analizy Zalando, poszczególne kategorie produktów są najpopularniejsze w
wybranych miastach Polski.
 Szczecin to stolica dzieci. Tu, w porównani z innymi polskimi miastami, Zalando sprzedaje
najwięcej ubrań dla najmłodszych.
 Bydgoszcz reprezentuje klasyczną elegancję. To miejsce z największą ilością czarnych ubrań
dla mężczyzn oraz wysokich obcasów. Tutaj te kategorie produktów kupowane są
najczęściej.
 Warszawa jest liderem w kupowaniu odzieży sportowej oraz marek premium.
 Wrocław, na tle innych polskich miast, wyróżnia się kolorowym oraz odważnym stylem i
takie ubrania kupuje się tu najczęściej.
 W Katowicach dominuje odzież typu „office-wear”. Tu konsumenci najczęściej wybierają
formalne stroje.
 Lublin, w porównaniu z innymi miastami, to stolica kobiecego stylu. Sukienki to element
garderoby, który sprzedaje się tutaj najlepiej.

Eksperci

Gontarek: Trzy dobre pomysły KE jak rozwijać kompetencje cyfrowe

15 stycznia Komisja Europejska przyjęła nowe inicjatywy mające na celu poprawę kluczowych kompetencj...

Grejner: Koniec silnego złotego może być bliski

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają p...

Bugaj: Dobre złego początki

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są...

Kowalski: Interpretacja MF w sprawie VAT rozstrzyga wątpliwości prawne

Interpretacja ogólna Ministra Finansów w sprawie VAT od usług ściśle związanych z profilaktyką, zach...

Przasnyski: Rozbieżne prognozy dla stóp procentowych

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a ...

AKTUALNOŚCI

Gdańskie lotnisko obsłużyło pół miliona pasażerów

W 2017 roku Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy obsłużył 4.611.714 pasażerów, co oznacza wzrost na...

GUS przygotował informacje o polskich seniorach

Prawie jedna czwarta ludności Polski to osoby po sześćdziesiątym roku życia. Przeciętne świadczenie ...

Mieszkanie plus priorytetem. Rząd „zmieni otoczenie prawne dla inwestycji”

Program Mieszkanie plus będzie priorytetem rządu na najbliższe miesiące - mówił w piątek minister in...

Odpowiedź Apple po fali krytyki

Szef koncernu Apple, Tim Cook, zapowiedział,  że nowa aktualizacja systemu operacyjnego iOS 11 pozwo...

W Polsce powstanie elektrownia jądrowa

Elektrownia jądrowa będzie w Polsce budowana – to jest mój pogląd i ja go podtrzymuję - powiedział  ...