sobota, Październik 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "e-commerce"

e-commerce

Choć do niedawna nie było wcale łatwo ze znalezieniem pracy w marketingu, to dziś sytuacja diametralnie się zmienia. Rozwój technologii spowodował, że tylko w lutym ubiegłego roku, pracodawcy zwiększyli zapotrzebowanie na pracowników ds. marketingu o 14,6 proc. (rok do roku). Rośnie również wartość rynku technologii marketingowych, a jak wynika z prognoz do 2025 roku firmy wydadzą na oprogramowanie marketingowe prawie 130 mld USD – 60% zakupów dokonają działy marketingu, a pozostałe 40% działy IT[1].

Marketing przez wiele lat cieszył się opinią jednego z najpopularniejszych kierunków studiów, na jaki decydowali się absolwenci szkół średnich. W efekcie po czasie zaczęliśmy obserwować  nadwyżkę specjalistów. Dziś branża przeżywa swoiste ożywienie, co ma związek ze stale rosnącą świadomością konieczności promowania marki i docierania do klienta różnymi kanałami. Firmy inwestują coraz więcej w działania marketingowe, a szczególnym zainteresowaniem cieszą się przemyślane działania internetowe, realizowane m.in. w mediach społecznościowych. Gdzie specjaliści ds. marketingu znajdą dziś zatrudnienie?

Nowoczesny marketing kluczem do skutecznej sprzedaży

Organizacje, które zakładają utrzymanie świadomości marki na dynamicznie zmieniającym się rynku i planują stabilny rozwój działalności nie mogą pozwolić sobie na brak obecności w Internecie. Skuteczny e-mail marketing, grupy branżowe w serwisie Facebook oraz LinkedIn, precyzyjne reklamy targetowe, Google AdWords, chatbox w e-commerce czy w końcu video wizytówki, to tylko nieliczne narzędzia wspierające działania sprzedażowe i ciężko byłoby wyobrazić sobie bez nich współczesny marketing. Co za tym idzie, do najbardziej pożądanych należą kandydaci o doświadczeniu w e-marketingu, czyli ci z praktyczną znajomością narzędzi internetowych. Kluczową rolę ogrywają również kompetencje miękkie, a przede wszystkim kreatywność i nowatorskie podejście do kampanii w świecie digital.

Zobacz też:

5 porad dla programistów na udaną rozmowę kwalifikacyjną

Specjaliści otrzymują średnio 7 ofert pracy rocznie

Rosnąca digitalizacja i stopniowe odchodzenie od tradycyjnych form marketingu przyczynia się do polepszenia sytuacji specjalistów ds. marketingu na rynku pracy. Liczba otrzymywanych zaproszeń do procesów rekrutacyjnych stale rośnie, a specjaliści czy menedżerowie otrzymują przeciętnie około 9 ofert rocznie. Jak wynika z najnowszego raportu Antal, Aktywność Specjalistów i Menedżerów, marketingowcy otrzymali w 2017 roku średnio 7 ofert pracy –  to 15 % więcej niż w 2016 roku. Największe zapotrzebowanie obserwujemy nie tylko w dynamicznie rozwijającym się przemyśle spożywczym i farmaceutycznym, ale również w branży motoryzacyjnej, elektrotechnicznej czy budowlanej.

Dobry e-marketingowiec w cenie, czyli w jakiej?

Aktualna sytuacja na rynku pracy jasno wskazuje na dominację kandydatów, a stale rosnące zapotrzebowanie na tych najbardziej wykwalifikowanych specjalistów umacnia ich pozycję. Obecnie, gdy wielu pracodawców boryka się z brakami kadrowymi, a największym wyzwaniem jest zarówno pozyskanie, jak i utrzymanie w swoich strukturach najlepszych pracowników.

Jak pokazuje Raport płacowy Antal, specjalista ds. marketingu internetowego może liczyć dziś na wynagrodzenie pomiędzy 5000 a 8000 zł brutto, a zarobki menedżera plasują się na poziomie 12.000 – 18.000 zł brutto.

To jednak nie wszystko, gdyż wynagrodzenie podstawowe uzupełniane jest o różnego rodzaju premie, a sama oferta zatrudnienia wiąże się również z coraz bogatszym pakietem benefitów pozapłacowych, elastycznymi godzinami pracy czy możliwością pracy zdalnej. Pracodawcy kładą obecnie coraz większy nacisk na politykę zarządzania talentami w organizacji, dlatego oferują również  różnego rodzaju szkolenia, czy rozwój kompetencji w określonym kierunku.

Zobacz też:

Motywacja to dobra inwestycja

Jakich kompetencji szukają dziś pracodawcy?

Skuteczny marketing wymaga określonych kompetencji, a firmy inwestując w rozwój działu marketingu szukają kandydatów o bardzo zróżnicowanym doświadczeniu czy o określonych cechach charakteru. Współczesny dział marketingu nie może obejść się bez umiejętności atrakcyjnego, często również perswazyjnego stylu pisania – tzw. call to action. Przy czym marketing potrzebuje obecnie jakościowych treści, tym bardziej, że materiał z całą pewnością zostanie wykorzystany w formie artykułu, wpisu na blogu w mediach społecznościowych lub jako newsletter. Współczesny marketing wymaga również znajomości różnorodnych narzędzi, a marketingowcy, którzy sprawnie posługuję się choćby narzędziami Google cieszą się szczególnym zainteresowaniem pracodawców.

Warto także zwrócić uwagę na kompetencje miękkie, wśród których kluczową rolę odgrywa kreatywność, elastyczność, ale także zdolności analityczne, bez których współczesny marketing nie może istnieć. Żadna firma nie może wyobrazić sobie obecnie realizacji kampanii bez jej dokładnej analizy pod kątem efektywności i dokonania jej optymalizacji.

Stabilne zatrudnienie i kusząca perspektywa na przyszłość?

Nie ulega wątpliwości, że praca w obszarze e-marketingu może być przyszłościowym zawodem. Zakładając rozwój nowych technologii, digitalizację i automatyzację procesów, wiązanie swojej przyszłości z marketingiem pozwoli z całą pewnością na wiele możliwości zawodowych. Wszystko zależy jednak od umiejętności dostosowania się do dynamicznie zmieniającego się środowiska i trendów, biegłością w zaawansowanych technologiach  i motywacją do ciągłego kształcenia w tym zakresie.

Krzysztof Borkowski, headhunter Sales & Marketing w Antal

[1] IDC report „Worldwide Marketing software Forecast 2014 – 2018”

***

Antal jest liderem rekrutacji specjalistów i menedżerów oraz doradztwa HR. Firma działa w Polsce oraz w Czechach i na Słowacji, a także na Węgrzech pod marką Enloyd. Dzięki codziennym kontaktom zarówno z pracodawcami jak i kandydatami, Antal dysponuje najlepszymi informacjami na temat obecnych na rynku pracy trendów. W celu jeszcze większego pogłębienia tej wiedzy regularnie prowadzi również badania rynku pracy.

=

Jak wynika z raportu „E-commerce 2018”[1], już blisko 55 proc. polskich internautów, czyli ok. 14 mln osób kupuje w sieci, a wartość rodzimego rynku handlu on-line na koniec tego roku może wynieść nawet 50 mld zł. Zakupy w sklepach internetowych są szybkie i wygodne, dlatego decyduje się na nie coraz więcej konsumentów. Jednocześnie, blisko 4 na 10 kupujących ankietowanych przez Gemius[2] przyznaje, że takie transakcje wiążą się z ryzykiem.

Problemy z realizacją zamówienia, np. możliwość otrzymania przesyłki po ustalonym czasie, wadliwy towar lub trafienie na nieuczciwego sprzedawcę, który uchyla się od wysyłki mimo zapłaty, są ciemną stroną zakupów on-line i podobne „przygody” mogą spotkać każdego e-klienta. Warto wiedzieć, jakie prawa przysługują w takich sytuacjach kupującemu, by nie narażać się na straty finansowe i nie płacić za zakupy dwa razy.

Regulamin sklepu internetowego: lektura obowiązkowa

Gdy robimy zakupy w sklepie stacjonarnym, możemy dokładnie obejrzeć każdy produkt, a jeżeli mamy wątpliwości co do jakości czy specyfiki oferowanego towaru, możemy od razu skonsultować się ze sprzedawcą. Specyfika zakupów przez Internet sprawia, że nie możemy wykonać wspomnianych kroków, dlatego warto składać zamówienia wyłącznie w tych e- sklepach, które przy każdym artykule zamieszczają jego dokładny opis. Przykładowo, w przypadku sprzętu elektronicznego będą to wszelkie niezbędne parametry techniczne urządzenia, które pozwolą nam ocenić jego funkcjonalność. Z kolei, gdy kupujemy odzież, niezbędne jest podanie informacji o rozmiarze i materiale, z którego zostało wykonane ubranie. Sprzedawca ma również obowiązek poinformować kupującego o warunkach złożenia zamówienia oraz sposobie dostawy zakupionego towaru.

– Szukajmy tych istotnych informacji w regulaminie sklepu internetowego, który sprzedawca powinien zamieścić w serwisie. Każdy przedsiębiorca ma możliwość dowolnej redakcji tego dokumentu, ale jego treść powinna być zgodna z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawą o prawach konsumenta. W regulaminie e-sklepu znajdziemy szczegółowe wytyczne dotyczące sposobu składania zamówienia, metod płatności za zakupiony towar, możliwych opcji dostawy, a także informacje o procedurze zgłaszania reklamacji, czy dokonaniu ewentualnego zwrotu. Szczególnie warto zwrócić uwagę na zapisy dotyczące tych ostatnich kwestii. Jeżeli będą one opisane mało starannie i tym samym będą wprowadzać klienta w błąd, powinniśmy zrezygnować z zakupów. W innym przypadku bowiem, z powodu nierzetelności sprzedawcy, możemy nie tylko narazić się na straty finansowe, ale i konieczność dochodzenia swoich praw przed sądem – podpowiada Izabela Kędzierska-Woźniak, ekspert Intrum.

Jak dodaje ekspert, warto również pamiętać, że kupując przez Internet, zawieramy ze sprzedawcą umowę na odległość, a to daje nam prawo do odstąpienia od niej w ciągu 14 dni bez podania przyczyny. Jeżeli sklep nie poinformuje kupującego o takiej możliwości, wspomniany termin wydłuża się do 12 miesięcy. – Każdy klient, który kupuje w e-sklepie, ma prawo się rozmyślić i zwrócić towar lub wycofać się z umowy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Decydując się na taki krok, należy poinformować o tym fakcie sprzedawcę w ciągu 14 dni, licząc od daty zawarcia umowy, najlepiej w formie pisemnego oświadczenia przesłanego poczta tradycyjną, a następnie w ciągu następnych dwóch tygodni odesłać kupiony przedmiot[3]. To, czy w takim przypadku będziemy musieli zapłacić za przesyłkę zwrotną, najczęściej określa regulamin danego sklepu, dlatego szukajmy wiadomości na ten temat na stronie sprzedawcy – mówi Izabela Kędzierska-Woźniak i zaznacza, by uważać na zapisy, które nie zawsze są zgodne z prawem:

– Dla przykładu, jeżeli chcemy zrezygnować z zakupu, sprzedawca nie może odmówić zwrotu nieużywanego towaru, jeżeli nie posiadamy oryginalnego opakowania. Kwestią sporną bywa także zwrot kosztów zakupu, dlatego warto pamiętać o tym, że sklep powinien zwrócić nam środki w ciągu 2 tygodni, licząc od daty poinformowania o odstąpieniu od umowy, ale może również wstrzymać się z tym krokiem do czasu otrzymania zwracanej rzeczy albo dowodu jej wysłania. Co istotne, zwrot nie zostanie uznany, jeśli kupiliśmy przedmiot, który został wykonany specjalnie na nasze zamówienie – zauważa Izabela Kędzierska-Woźniak.

Sposoby na „grzeszki” e-sprzedawców

Z badania zrealizowanego na zlecenie Trusted Shops, analizującego „grzechy” e-sklepów wynika, że aż co piąty kupujący narzeka na niedotrzymywanie terminu dostawy przez internetowych sprzedawców, 11 proc. ankietowanych przyznaje, że otrzymało uszkodzoną przesyłkę, a 7 proc. nigdy nie dostało zakupionych przedmiotów. – Warto wiedzieć co robić w sytuacji, gdy przesyłka nie dociera na czas. Paczka powinna trafić pod nasze drzwi nie później niż w ciągu 30 dni od zakupu, chyba że regulamin sklepu mówi inaczej lub sprzedawca zastrzegł, że potrzebuje więcej czasu na dostawę, bo np. zamawiamy przedmioty z zagranicy. Jeżeli podany termin się wydłuża, klient może w porozumieniu ze sprzedawcą wyznaczyć nową datę, ale kupujący może również odstąpić od umowy – wyjaśnia Izabela Kędzierska-Woźniak, Intrum.

Z takiego „przywileju” możemy także skorzystać, gdy otrzymamy inny przedmiot, niż ten, który zamówiliśmy. Zdarza się bowiem, że sklepy wysyłają towar w tej samej cenie i o podobnych parametrach, gdy zamówionego przez klienta produktu np. zabrakło w magazynie lub przestał być produkowany. – W takiej sytuacji sklep może zaoferować zamiennik, ale sprzedawca powinien jednocześnie poinformować kupującego o tym, że ma prawo zrezygnować z zakupu, co skutkuje zwrotem kwoty wpłaconej za zamówienie. Od umowy możemy odstąpić również wtedy, gdy zastępczy produkt został już do nas wysłany, na co w takim przypadku mamy 10 dni – mówi Izabela Kędzierska-Woźniak.

Zobacz też:

Dokumenty w telefonie – czy to bezpieczne?

Kiedy możemy zgłosić reklamację

Kupując w sieci, warto także wiedzieć, co zrobić, gdy zamówiony towar trafia do nas uszkodzony lub niekompletny. W takim przypadku należy zapoznać się z procedurą zgłaszania reklamacji, opisaną w regulaminie sklepu internetowego i sprawdzić czy, i w jakich przypadkach będzie obowiązywać gwarancja. Nie każdy bowiem wie, że reklamacji podlega nie tylko uszkodzony towar posiadający wady, ale także taki, który jest niezgodny ze specyfikacją przedstawioną na stronie sprzedawcy lub nie spełnia funkcji, które obiecywał producent.

Zdarza się, że po złożeniu reklamacji sprzedawca kieruje klienta prosto do producenta, ale warto pamiętać o tym, że kupujący ma prawo reklamować nabyty przedmiot bezpośrednio w sklepie, w którym zrobił zakupy. Przeważnie mamy na to 2 lata, chyba że producent sam określa czas obowiązywania gwarancji. – Reklamację należy złożyć na piśmie i zawrzeć w niej takie informacje jak: datę nabycia towaru i jego otrzymania – i co ważne – szczegółowy opis usterki ze wskazaniem, w jakich okolicznościach dana wada się ujawniła. Reklamując zakup, możemy domagać się naprawienia nabytej rzeczy, otrzymania nowego egzemplarza lub zwrotu pieniędzy. Pamiętajmy jednak, że spełnienie naszych oczekiwań może zależeć od decyzji sklepu, charakteru wady czy polityki producenta – wyjaśnia Kędzierska-Woźniak.

Felerny towar należy odesłać wraz z przygotowanym pismem. Co do zasady, gdy reklamacja jest uzasadniona, za przesyłkę zapłaci sprzedawca, jeśli jednak zostanie ona odrzucona – koszt ponosi kupujący. Po zgłoszeniu sprawy, sklep powinien w ciągu 14 dni udzielić odpowiedzi, czy przyjmuje reklamację, czy też nie. Jeżeli w tym czasie nie wywiąże się ze swojego obowiązku, uznaje się, że wymagania klienta zostają spełnione.

Gdy pojawią się problemy z realizacją zamówienia i wyegzekwowaniem naszych praw, możemy skorzystać z pomocy instytucji, które pomagają konsumentom w takich sytuacjach. W pierwszej kolejności warto zwrócić się do Rzecznika Konsumentów i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z kolei w przypadku, gdy natrafiliśmy na nieuczciwego sprzedawcę, który mimo zapłaty zwleka z wysyłką towaru i unika z nami kontaktu, warto zgłosić taki fakt na Policję. Pamiętajmy, że będzie nam łatwiej dochodzić swoich praw w ewentualnym sporze z e-sprzedawcą, jeżeli będziemy zachowywać wszelkie dowody dokonywanych transakcji, np. wiadomości mailowe z potwierdzeniem zamówień, poświadczenia wpłat i wszelką korespondencję ze sklepem.

[1] Interaktywnie.com, Raport „E-commerce 2018”, 2018.

[2] Raport „E-commerce w Polsce 2017” – Gemius dla e-Commerce Polska”.

[3] 14 dni roboczych.

Według raportu PwC „Polacy na zakupach – 5 filarów nowoczesnego handlu”, 36% badanych oczekuje dostawy następnego dnia po złożeniu zamówienia, a dla 35% akceptowany jest dwudniowy czas doręczenia. Tego samego dnia zakupy chciałoby otrzymać 11% ankietowanych. Polacy gotowi są także zapłacić więcej za szybszy proces dostawy, co deklaruje 40% respondentów, którzy chcieliby mieć pewność, że przesyłka dotrze do nich w dniu zamówienia, a 25% jest gotowa ponieść dodatkowy koszt, by otrzymać przesyłkę na drugi dzień.

Coraz większa popularność zakupów online wynika m.in. ze zmieniającego się stylu życia Polaków, którzy funkcjonują coraz szybciej i intensywniej. Część zakupów realizowana jest zatem przy okazji, w wolnej chwili przy użyciu komputera lub coraz częściej smartfona. Konsumenci oczekują, że zakupy zostaną dostarczone szybko i bezpiecznie, co gwarantują im firmy kurierskie. 36% ankietowanych badania PwC oczekuje dostawy już następnego dnia od nadania. DPD Polska oferuje swoim klientom wartość dodaną – oprócz szybkiej przesyłki, odbiorca dostaje informację o planowym przedziale czasowym doręczenia z możliwością zmiany terminu (Predict). Dzięki temu, że konsument otrzymuje również numer telefonu do kuriera, dostawa staje się elastyczna i dostosowana do wymagań odbiorcy – mówi Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska.

Dla większości sklepów i sieci handlowych mobile to dziś ważny kanał sprzedaży wywołujący pozytywne doświadczenie u klienta. Wykorzystanie potencjału technologii mobilnych staje się dziś kluczowym elementem rozwoju organizacji a dobrze zaprojektowana aplikacja, może przynieść oczekiwany sukces sprzedażowy.

 By zrozumieć rewolucję mobilną, jaką zaobserwowaliśmy w ostatnich kilkunastu latach, warto cofnąć się do 1992 roku. To właśnie wtedy powstał pierwszy prototypowy smartfon o nazwie Simon, które pokazała światu firma IBM. Dwadzieścia sześć lat później nie dość, że nikt nie wyobraża sobie, aby wyjść z domu bez tego urządzenia, to jeszcze coraz chętniej robimy za jego pomocą np. zakupy. Według danych Izby Gospodarki Elektronicznej 58 proc. badanych Polaków deklaruje, że wykorzystuje smartfon w celach związanych z zakupami: poszukując inspiracji, ofert, dokonując zakupu. W grupie wiekowej 25-34 lata ten odsetek wynosi aż 67 procent.

Nowatorskie wykorzystanie możliwości, jakie dają technologie mobilne, jest podstawą do rozwoju zupełnie nowych rodzajów usług oraz modeli biznesowych i co za tym idzie – zmiany mechanizmu decyzji zakupowych w sektorze e-commerce.

Przykładem mogą być technologie wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, które pomagają klientowi zobaczyć produkt lub zwizualizować jego wygląd w konkretnym otoczeniu. Istotną rolę odgrywa również kwestia lokalizacji (GPS, beacons, Wifi), za pomocą, której w momencie, gdy użytkownik znajduje się w otoczeniu np. wybranego sklepu, można wywołać odpowiednie reklamy, powiadomienia. Warto wspomnieć również o powiadomieniach push, które pozwalają przypomnieć o aktualnej ofercie czy promocjach i wyświetlają się na telefonie po zainstalowaniu aplikacji – mówi Krzysztof Krupa, Dyrektor oddziału Mobile w polskim oddziale intive, firmy tworzącej rozwiązania softwarowe dla biznesu.

Jak stworzyć aplikację idealną dla handlu?

Wykorzystanie potencjału technologii mobilnych szczególnie istotne jest w branży e-commerce. Stworzenie nowoczesnej aplikacji, która zapewni sukces sprzedażowy, to nie lada wyzwanie, przed którym stanąć musi cały zespół programistów. Na jakie aspekty zwrócić uwagę, zaczynając pracę nad takim projektem?

Najistotniejszy w całym procesie jest pomysł, ale musi się on opierać na odpowiednim poznaniu grupy docelowej. Gruntowne sprawdzenie preferencji klientów, ich zainteresowań oraz oczekiwań wobec aplikacji sprawi, że projekt ma szanse na pozytywne przyjęcie.

Inny aspekt to połączenie intuicyjności oraz prostoty. Projektując aplikację duży nacisk należy położyć na przyzwyczajenia użytkowników i stworzenie zrozumiałego menu nawigacyjnego. Mało co tak irytuje jak duża ilość treści, czy też grafik, które przesłaniają najważniejsze informacje. Pamiętać należy również o dostosowaniu aplikacji do odpowiedniego oprogramowania, czyli Android lub iOS, jak również urządzeń o różnych rozdzielczościach. Wszystkie te warunki spełnić może doświadczony partner, któremu powierzymy przygotowanie projektu.

Komu powierzyć stworzenie aplikacji?

 Chcąc stworzyć rozbudowaną aplikację, warto skorzystać z pomocy firmy, która zapewni odpowiedni przebieg całego procesu jej tworzenia. W momencie poszukiwań należy zwrócić uwagę na doświadczenie i współpracę z dużymi korporacjami, takimi jak np. Google. Gigant z Mountain View udziela wybranym firmom specjalne certyfikaty, które oprócz prestiżu, dają klientom pewność wysokiej jakości pracy.

W ramach programu Google Developer Agency otrzymujemy wcześniejszy dostęp do najnowocześniejszych produktów Google i interfejsów API oraz możemy liczyć również na regularnie wsparcie od specjalistów Google, który służą pomocą w stworzeniu aplikacji najwyższej jakości. Zindywidualizowane szkolenia oraz konferencje dają naszym programistom możliwość zrozumienia oferty Google i sprawdzenia, co będzie istotne w najbliższej przyszłościmówi Dieter Huber, Head of Mobile Service Line w intive.

Przy wyborze partnera do stworzenia aplikacji, warto zwrócić również uwagę na inne kryteria. Istotne jest posiadanie własnego zespołu projektowego, który zapewni odpowiednie tempo przygotowania projektu i jakość. Inny aspekt to doświadczenie w rozwoju mobilnym przy różnych projektach oraz zdefiniowany proces rozbudowy usług mobilnych. Bardzo dobrze, jeżeli partner działa w trybie Agile, czyli ciągłym procesie doskonalenia i przekształcania produktu zgodnie z wymogami klienta. Pozwala to również na odpowiednią kontrolę kosztów w całym projekcie.

Aplikacja skrojona pod robienie zakupów

Żadna teoria nie powie nam jednak tyle, ile konkretny przykład aplikacji, która spełnia wszystkie powyższe kryteria. Esprit, czyli jedna z największych światowych marek mody, we współpracy z programistami z firmy intive, postanowiła stworzyć aplikację, która zapewni najlepsze doświadczenie w robieniu zakupów. W jaki sposób? Rosnąca mobilna zmiana w branży detalicznej doprowadziła do decyzji o przebudowie istniejącej aplikacji w celu usprawnienia wydajności i stworzenia bardziej intuicyjnego interfejsu użytkownika.

Przebudowie musiał ulec cały front-end, czyli to co użytkownik widzi w aplikacji, gdyż firma Esprit zdecydowała się na stworzenie tzw. aplikacji natywnej – czyli napisanej od podstaw w języku programowania odpowiednim dla danego systemu operacyjnego (iOS, Android). Choć proces budowy aplikacji natywnej jest dosyć długi i kosztowny, gwarantuje on zdecydowanie większą użyteczność i szybkość działania, niż w przypadku np. aplikacji hybrydowych, których stworzenie jest szybsze, ale daje znacznie mniejszą wydajność.

Podczas opracowania nowej wersji wzięto pod uwagę najnowsze trendy w projektowania doświadczeń użytkownika, łącząc je skutecznie z tzw. metodologią Agile, czyli programowaniem zwinnym. Wprowadzono nowe funkcjonalności, aby wzbogacić i ulepszyć ścieżkę zakupów. Uproszczono drzewo nawigacji, znacznie przyśpieszono czas ładowania i usprawniono integrację między aplikacją a siecią.

Jaki był efekt wprowadzenia zmian? Silny wzrost ruchu w aplikacji przy rosnącym współczynniku konwersji od momentu uruchomienia natywnej wersji aplikacji i zwiększenie lojalności wśród klientów.

Co przyniesie przyszłość?

Ostatnie konferencje gigantów technologicznych Google oraz Apple, skupiły się na inteligentnych asystentach. To właśnie ten aspekt i ich rozwój, może definiować technologie mobilne w najbliższych miesiącach. Oprócz tego aplikacje będą coraz bardziej interaktywne oraz godne zaufania. Istotna będzie przewidywalność i pomoc oraz nauka i adaptacja do odpowiedniej branży. Liczyć będzie się również kontekstowa świadomość. Wszystko to ma na celu ułatwienie codziennego funkcjonowania, czego przykładem mogą być np. nowoczesne mobile metody płatności w postaci Google Pay i debiutującego w Polsce w ostatnich tygodniach Apple Pay.

Technologie mobilne już od ponad 20 lat zmieniają oblicze e-commerce, a w przyszłości ich rola będzie coraz bardziej znacząca. Coraz szybsze przesyłanie dużej ilości danych, komunikacja pomiędzy ludźmi, skrócenie i ułatwienie procesu zakupowego sprawiają, że dla wielu firm handlowych korzystania z tego typu rozwiązań staje się kluczowym elementem strategii rozwojowej. I to właśnie powstały w latach 90-tych smartfon decydować może się dziś o sukcesie przedsiębiorstwa na rynku.

Co drugi polski internauta robi zakupy w sieci, postrzegając je jako nieskomplikowane, wygodne, a także tańsze i zajmujące mniej czasu, niż kupowanie w sklepach tradycyjnych – wynika z najnowszego raportu ‘E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska’[1]. Polacy robią zakupy nie tylko na rodzimych stronach internetowych – z każdym rokiem znacząco rośnie segment handlu transgranicznego.

W zagranicznych sklepach internetowych kupuje już 23% badanych, podczas gdy dwa lata temu było to zaledwie 10%. Polacy najchętniej poza granicami kraju kupują odzież, dodatki i akcesoria (52%), kosmetyki i perfumy (32%), a także książki, płyty, filmy i inne multimedia (28%). – Do tego wyniku na pewno przyczyniła się dynamicznie rosnąca popularność chińskiego giganta e-commerce – Aliexpress. Azjatycką platformę sprzedażową spontanicznie rozpoznaje 30% e-konsumentów, którzy zrobili zakupy za granicą w ciągu ostatnich 6 miesięcy – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Country Manager PayU w Polsce.

Rosnąca popularność e-handlu transgranicznego jest związana także z rosnącym bezpieczeństwem i wygodą opłacania międzynarodowych transakcji. Polscy e-konsumenci, płacąc za swoje towary zamówione w kraju i za granicą, najchętniej wybierają tzw. pay by linki, czyli szybkie e-przelewy. Aż 65% z nich wskazuje PayU, jako serwis, z którego korzystają najczęściej. Dzięki najnowszym rozwiązaniom technologicznym i finansowym, Polacy mogą nie tylko wygodnie, i w złotówkach, płacić za produkty kupowane na zagranicznych serwisach, ale także oferować swoje produkty klientom z całego świata. Aby odpowiedzieć na potrzeby sprzedawców rozwijających ofertę dla zagranicznych kupujących, PayU zbudowało  globalną platformę PayU Hub. Dzięki łatwej integracji z jednym API, można uruchomić w sklepie szereg lokalnych metod płatności pochodzących z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce na świecie oraz usługi finansowe, takie jak raty czy odroczenie płatności.

Handel transgraniczny jest motorem wzrostu gospodarki cyfrowej na świecie. Przewiduje się, że do 2020 roku branża e-commerce będzie warta ok. 3 biliony dolarów, a aż jedna trzecia tego będzie transgraniczna. W samej Europie Środkowo-Wschodniej wartość handlu transgranicznego online wzrośnie do 45 miliardów dolarów. Oznacza to również szansę dla polskiego e-handlu w konkurowaniu o międzynarodowych klientów, zwłaszcza, że polskie sklepy internetowe mają bardzo dobrą ofertę produktową i z powodzeniem mogłyby odważniej ją prezentować na zagranicznych rynkach.

[1] https://bit.ly/2Kvrjl6

Źródło: PayU

E-commerce wie, jak działać sprawniej. Według danych platformy Shoper e-sklepy chętnie pobierają aplikacje organizujące pracę księgowo-magazynową, automatyzujące marketing oraz sprzedaż. Nie obyło się także bez rozwiązań pomocnych przy wdrażaniu wymogów RODO czy kreatora nowych regulaminów sklepowych.
Na gotowym szablonie platformy e-commerce powstaje sklep. Wirtualne półki stopniowo zapełniają się towarem, a liczba klientów odwiedzających witrynę wzrasta. Sprzedawca zaczyna szybko konfrontować teorię z praktyką prowadzenia biznesu. Sprawdza co działa, a co wymaga udoskonalenia. Analizuje procesy zachodzące w sklepie i optymalizuje je. Co robić gdy przedsiębiorcy zaczyna brakować czasu? Albo chce nim mądrze gospodarować? Pomogą w tym aplikacje – dodatki do sklepu, które upraszczają procesy i automatyzują część dotąd ręcznie wykonywanych prac.

Zdarzenia w sklepie są powtarzalne, można je zautomatyzować i obsługiwać właśnie z wykorzystaniem aplikacji. Najczęściej tworzą je dla nas zewnętrzne firmy, które współpracują z nami w ramach Programu Resellerskiego oraz dostawcy usług przydatnych w prowadzeniu e-commerce’owego biznesu. Dzięki dodatkom, przedsiębiorcy mogą w prosty sposób rozbudować e-sklep o kolejne funkcjonalności czasem podyktowane specyfiką konkretnej branży lub grupy docelowej. Oprogramowanie jest tworzone tak, że pozwala w bezpieczny sposób rozwijać narzędzia z uwzględnieniem potrzeb konkretnego sprzedawcy.

Własny regulamin

Każdy sklep musi mieć… regulamin. Dlatego aplikacja ułatwiająca jego tworzenie zajmuje pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej wybieranych. Dodatek “Regulaminy Shoper” w prosty sposób pozwala dopasować dokument do prowadzonej działalności. W kilka klików powstaje sprawdzony regulamin z wszystkimi niezbędnymi informacjami o firmie.

Facebook dominuje

Przedsiębiorcy chętnie wybierają “Sklep na Facebooku” oraz “Shoper Messenger”. Największy serwis społecznościowy na świecie ma duże znaczenie w e-commerce. Nie tylko skupia odbiorców z całego świata, ale także umożliwia sprzedawcom korzystanie z “Facebook Dynamic Ads”. Ten dodatek pozwala na remarketing w serwisie społecznościowym. Aplikacja wysyła do Facebooka informacje o zachowaniach użytkownika w sklepie. Na tej podstawie dobiera reklamy, które zachęcają klienta do powrotu do sklepu.

Fakturowanie i magazyn

Od samego początku działań w e-commerce warto dbać o porządek w sklepie. W kształtowaniu odpowiednich nawyków pomagają aplikacje księgowo-magazynowe, działające niezależnie od skali działalności. Rozwiązania podobne do Favato pozwalają na gromadzenie wszystkich dokumentów księgowych w jednym miejscu. Umożliwiają także bieżącą korektę zatowarowania po każdym zamówieniu, sprawdzenie statusu płatności i ułatwiają inwentaryzację.

Logistyka w e-commerce

W e-commerce logistyka jest bardzo ważna – towar musi dotrzeć do klienta. Dlatego każdy sklep stara się znaleźć odpowiedniego przewoźnika. W wyborze może pomóc nie tylko cena – także automatyzacja działań. Zamawianie kuriera przyspieszy aplikacja integrująca e-sklep z systemem DPD. Cały proces zamawiania usługi kurierskiej odbywa się w panelu administracyjnym sklepu, dzięki czemu przedsiębiorca nie traci czasu na mailowe lub telefoniczne kontakty z dostawcą. Kolejne zamówienia w kilku krokach zamieniają się w wysłane paczki.

Sugestie w wyszukiwarce

Wyszukiwarki internetowe już od dłuższego czasu same podpowiadają kolejne wpisywane słowa i ułatwiają znalezienie tego, co chcemy. Teraz taka funkcja jest dostępna również w e-commerce. Po wdrożeniu aplikacji “Sugestie wyszukiwarki” w e-sklepie, klient musi wpisać w wyszukiwarce tylko trzy pierwsze znaki, aby zobaczyć podpowiedzi produktów. Wskazówki dotyczą nie tylko samej nazwy towaru – bazują też na elementach opisów lub kodach. Taką funkcjonalność doceni każdy wymagający klient.

Aktualne stany magazynowe w hurtowni

W sklepie potrzebny jest towar, tylko skąd go brać? Najszybciej z hurtowni. AB SA – jeden z największych dostawców sprzętu IT, fotograficznego, AGD/RTV, zabawek i oświetlenia – pozwala na bezpośredni dostęp do swoich stanów magazynowych. Połączenie pozwala automatycznie aktualizować stany magazynowe, ceny produktów, a także dodawać nazwy i opisy towaru do e-sklepu. Integracja daje dostęp do bazy ponad 70 tys. produktów oferowanych przez hurtownię.

Subiekt w e-sklepie

W e-commerce na koniec dnia najbardziej liczy się sprzedaż. Ale ilość administracyjnych działań, które się z nią wiążą, potrafi przyprawić o ból głowy. Od wielu lat technologiczną aspiryną na te problemy przedsiębiorców jest seria programów Subiekt. Ostatni, w wersji GT, daje wiele możliwości, m.in. integrację i wykonywanie wszystkich działań z poziomu panelu e-sklepu – łatwiejsze opisywanie dokumentów handlowych i magazynowych, prowadzenie kartoteki kontrahentów, produktów i rozliczeń.

Marketing automatyczny

Wprowadzanie nowych rozwiązań z zakresu marketingu może przesądzić o sukcesie firmy w handlu internetowym. Integracja SALESmanago kompleksowo wprowadza narzędzia do niedawna zarezerwowane tylko dla największych firm. Aplikacja pozwala zautomatyzować odzyskiwanie porzuconych koszyków zakupowych, tworzyć kampanie win-back, czy realizować strategie customer retention.

Masowy cross i up selling

Cross i up selling to techniki, które pomogły Amazonowi wspiąć się na szczyt handlu internetowego. Nie trzeba być jednak Jeffem Bezosem, żeby móc je stosować w e-sklepie. Moduł produktów powiązanych pozwala prezentować klientom dodatkowe propozycje przy kartach produktów. Dowolność powiązań, jakie można skonfigurować, pozwala na pokazanie droższych lub tańszych odpowiedników lub produktów komplementarnych, które przydadzą się klientowi. Jeśli produktów w e-sklepie jest dużo, można je także grupować.

E-sklep zgodny z prawem

Przedsiębiorcy stanęli niedawno przed realnym problemem przygotowywania wielu nowych dokumentów i umów z użytkownikami w związku z wprowadzeniem dyrektywy RODO. Dzięki współpracy z Legal Geek powstały dwie aplikacje Shoper RODO, które pozwalają stworzyć niezbędną dokumentację kilkoma kliknięciami. Zależnie od potrzeb właściciele e-sklepów mogą wybrać wersją Standard lub Premium.
  

Autor: Krzysztof Helak, DreamCommerce

Rynek e-commerce z roku na rok rozwija się coraz szybciej, a zakaz handlu w niedzielę dodatkowo to dynamizuje. Gemius podaje, że branża ta rozrasta się o około 20% rocznie – 7 razy prężniej niż handel tradycyjny. Konkurencja w tym sektorze będzie tylko wzrastać, warto zatem przyjrzeć się dokładniej oczekiwaniom konsumentów oraz możliwościom zwiększającym efektywność prowadzonego biznesu.

Wśród szeregu różnego rodzaju narzędzi stanowiących wsparcie sprzedaży, coraz większym standardem są wiadomości SMS. Wynika to z wielu korzyści związanych z tym rodzajem komunikacji. Jakie są jej zalety?

  • Szybkość i wysoki open rate – informacje wysyłane na wskazany numer telefonu docierają szybciej niż jakiekolwiek inne wiadomości i są dużo częściej czytane. Ponad 90% SMS-ów odbieranych jest bowiem w kilka minut po ich nadaniu, a to dzięki temu, że telefony towarzyszą nam w każdych okolicznościach i praktycznie na każdym kroku.
  • Wysoki wpływ na decyzje zakupowe – wg Nielsen Polska kampanie SMS wpływają na podjęcie decyzji zakupowej aż u 48% badanych. Również raport Platformy SerwerSMS.pl „Komunikacja SMS w Polsce 2016/2017” wskazuje, że 79,5 % osób, które otrzymały SMS-ową reklamę, wykazuje chęć odwiedzenia serwisu internetowego w celu bliższego zapoznania się z ofertą.
  • Wpływ na relacje z klientami – wysoka jakość obsługi definiowana np. przez atrakcyjny system powiadomień, życzenia okolicznościowe, badania satysfakcji czy programy lojalnościowe powodują, że klienci wracają do e-sklepu, polecają go innym, a tym samym oczywiście generują większą sprzedaż.
  • Prostota – platforma do obsługi komunikacji SMS jest bardzo intuicyjna. Daje możliwość korzystania z wielu szablonów, a także automatyzacji, sprawdzających się przy wysyłkach masowych, planowanych, czy okolicznościowych.
  • Niskie koszty obsługi – ten rodzaj działań marketingowych jest naprawdę tani, szczególnie biorąc pod uwagę jego efektywność i zasięg. W zależności od budżetu i celu można dowolnie modelować prowadzone kampanie, począwszy od wiadomości tekstowych, przez graficzne MMS-y aż po wiadomości głosowe.
  • Redukcja kosztów działalności – dzięki temu, że możemy komunikować się z klientem w czasie rzeczywistym, jesteśmy w stanie ułatwić mu np. odbiór przesyłki, na którą oczekuje. Tym samym zmniejsza się szansa, że paczka do nas wróci i trzeba ją będzie nadać ponownie.
  • Integracja z innymi narzędziami – ten rodzaj komunikacji może być zintegrowany z różnymi platformami e-commerce. Może także wykorzystywać inne technologie pozwalające przenosić odbiorcę na wybrane kanały, śledzić ścieżkę zakupową i konwersję, co bez wątpienia pozwala optymalizować procesy sprzedażowe.
  • Logistyka procesu zakupowego – krótkie wiadomości doskonale wspomagają działania transakcyjne i mogą informować o statusie zamówienia na każdym jego etapie, a ilość oraz rodzaj tego typu komunikatów można dostosować do preferencji odbiorcy.
  • Profilowanie – wysyłki SMS pozwalają personalizować oferty ze względu na płeć, wiek lub preferencje zakupowe. To doskonały sposób, aby zaoferować komuś urodzinowy rabat czy specjalną ofertę np. z okazji Dnia Kobiet.
  • Możliwość odbierania komunikatów zwrotnych – SMS w wielu przypadkach naturalnie wzbudza w nas chęć odpowiedzi i nie jest to zarezerwowane wyłącznie do komunikacji prywatnej. Odbiorca wiadomości nadanej przez sklep internetowy także może wykonać dowolnie zaplanowaną akcję – udzielić odpowiedzi na pytanie w ankiecie czy wziąć udział w konkursie.
  • Coraz większa powszechność i zainteresowanie ze strony klientów – wg ostatniego raportu wydanego przez Platformę SerwerSMS.pl 76,2% osób otrzymuje wiadomości tekstowe ze sklepów lub firm, z czego aż 7 na 10 deklaruje, że chce je otrzymywać nadal.
  • RCS, komunikacja przyszłości – trwają bardzo zaawansowane testy związane z nową technologią SMS, dzięki której będzie można wysyłać dużo większe pliki multimedialne, a same wiadomości będą mogły być tak rozbudowane i interaktywne, aby przeprowadzać odbiorcę przez ofertę niczym przez stronę internetową.

 

Powiadomienia oraz przypomnienia, czyli czego od e-sklepów oczekują klienci

Jak widać krótka wiadomość tekstowa ma istotne znaczenie dla sektora e-commerce, a konsumenci mają wobec niej konkretne oczekiwania. Wg raportu „Komunikacja SMS w Polsce 2016/2017” wiadomości w procesie zakupowym powinny potwierdzać otrzymanie wpłaty przez sklep (49,2%), informować o przewidzianej dacie dostarczenia przesyłki (44,1%), o jej numerze umożliwiającym śledzenie (42%), potwierdzać wysłanie zamówienia (41,7%), a wcześniej jego wpłynięcie (37,6%). Informacja, że paczka czeka na odbiór jest istotna dla 29,8% badanych.

SMS-y zajmują pierwszą pozycję wśród najpopularniejszych narzędzi wykorzystywanych do komunikacji z klientem. Już prawie 7 na 10 firm korzysta z rozwiązań mobilnych w e-sklepie, a 9 na 10 rozważa wykorzystanie ich w przyszłości. Wśród najpopularniejszych są: aplikacje, mobilne wersje strony internetowej czy właśnie SMS-y. Spektrum ich wykorzystania jest znacznie szersze niż tylko wysyłanie powiadomień, a ogranicza je praktycznie jedynie wyobraźnia – mówi Edyta Godziek, PR & Marketing Manager w SerwerSMS.pl.  Oczywiście aby działania były efektywne warto zachować w tym procesie umiar – Polacy deklarują, że SMS-y o charakterze handlowym najchętniej otrzymują raz w tygodniu (wskazanie 40%) – dodaje Godziek.

Najbardziej interesujące w kontekście powiadomień są informacje o promocjach (67,4%), a szczególnie z kategorii odzież/obuwie/akcesoria (61%), RTV/AGD (38,8%), produkty spożywcze (30,6%), rozrywka/kultura (27,9%) oraz turystyka (22,8%).

Jak widać ten krótki, ale treściwy komunikat wychodzi naprzeciw potrzebom zarówno osób prowadzących e-biznes, jak i konsumentów. Zwiększając satysfakcję ze sprzedaży, a także jednocześnie z zakupów, potwierdza swoje istotne znaczenie w branży e-commerce.

 

 

 

 

Z badań Barometr E-shopper 2017, przeprowadzonych na zlecenie DPDgroup, wynika, że polski rynek e-commerce coraz bardziej się stabilizuje, choć jego rozwój wciąż jest dynamiczny. Zwyczaje zakupowe nie zmieniają się gwałtownie, natomiast konsumenci coraz częściej korzystają ze smartfonów, robiąc e-zakupy. Na popularności zyskuje również e-handel zagraniczny, głównie chińskie portale e-commerce.

Systematyczny wzrost

Według raportu Barometr E-shopper 2017, odsetek zakupów elektronicznych w Polsce osiągnął w ubiegłym roku 12,4%, przy średniej europejskiej wynoszącej 11,3%. Wynik ten jest wyższy o 2,2% w stosunku do badań z 2016 r. Obuwie, odzież, książki oraz uroda/zdrowie to nadal główne kategorie produktów kupowanych online. Oprócz odzieży, zamówienia w tych kategoriach przekraczają średnią europejską. Największą szansę rozwoju zaobserwowano w kategoriach małe meble/art. dekoracyjne, DVD/CD/gry wideo oraz elektronika.

Coraz bliżej na Daleki Wschód

– Zagraniczne e-zakupy w Polsce nie są aż tak bardzo popularne. Jest to zasługa tego, że nasz rynek wewnętrzny jest bardzo dobrze rozwinięty i wszystkie produkty są dostępne. Jednocześnie wygląda na to, że odkryliśmy zalety chińskich platform internetowych, bowiem w 2017 r. aż 44% polskich internautów zdecydowało się na zakupy w Chinach, podczas gdy rok wcześniej tylko 8%   mówi Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska.

Polscy nabywcy online, którzy co najmniej raz dokonali zakupu na zagranicznej stronie internetowej, tworzą średni udział w rynku e-zakupów zagranicznych na poziomie 15,6%, czyli poniżej średniej europejskiej stanowiącej 19,2%. Odsetek ten jest podobny w innych krajach, w których tak jak w Polsce funkcjonuje dobrze rozwinięta lokalna oferta e-commerce.

Millenialsi i smartfony

Według badań aż 40% nabywców online w Europie stanowią osoby w wieku 18-34 lata. Są oni bardziej świadomymi e-konsumentami. Szczególne ważne dla tej grupy nabywców są nie tylko transparentne zasady zakupów w sklepach internetowych, ale także możliwość wyboru spośród różnych wariantów dostarczenia przedmiotów. Oprócz najpopularniejszej usługi przesyłek kurierskich nabywcy chętnie wybierają usługę click and collect (zamów online, odbierz w sklepie), czy odbiór w punkcie nadań i odbiorów. Oczekują oni także szybkiego doręczenia przesyłki z możliwością określenia godziny wizyty kuriera.

– Millenialsi coraz chętniej korzystają ze smartfonów, robiąc e-zakupy. W Polsce aż 48% przedstawicieli tej grupy kupuje za pomocą tych urządzeń. Jednak inni nabywcy również z większą częstotliwością dokonują transakcji przy użyciu smartfonów. W ubiegłym roku było ich 38%, czyli o 2 p.p. więcej niż rok wcześniej – mówi Rafał Nawłoka.

***

Badanie DPDgroup Barometr E-shopper przeprowadziła firma Kantar TNS w okresie od 1 czerwca do 3 lipca 2017 r. Próby przeprowadzono online wśród  prawie 23 tys. respondentów z 22 krajów Europy (Austria, Belgia, Chorwacja, Czechy, Estonia, Francja, Niemcy, Węgry, Irlandia, Łotwa, Włochy, Litwa, Holandia, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania, Rosja).

Badaniem objęto wyłącznie internautów powyżej 18 roku życia, którzy od stycznia 2017 roku złożyli i otrzymali co najmniej jedno zamówienie online.


Dziś już coraz rzadziej się mówi, że sklepy tradycyjne są zagrożone przez e-commerce. Coraz popularniejsza jest za to idea, tzw. connected stores, łączących zalety sklepu tradycyjnego z możliwościami jakie daje handel w kanałach cyfrowych. Raport „Retail 360 / Connected Stores. Transforming store fleet through technology”, przygotowany przez Deloitte Digital przekonuje, że detaliści muszą odpowiednio planować oraz funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w Internecie. Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi, a kilka lat temu było to 36 centów.

Co oznacza pojęcie „connected stores”, czyli „połączonych sklepów”? – Jest to synergia wyjątkowych cech kanałów on-line i handlu tradycyjnego. Dziś sprzedawcy e-commerce, dzięki możliwościom jakie daje technologia, wiedzą o swoich klientach znacznie więcej niż sprzedawcy tradycyjni. I to będzie się zmienić – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej. – Sprzedawcy stacjonarni powinni zrozumieć, że lojalności klientów nie zdobywa się dzięki promocjom czy obniżkom, a relacja z konsumentami budowana jest w oparciu o wartość marki – dodaje.

Zacieranie granic

Eksperci Deloitte wskazują, że dziś różnice pomiędzy sprzedawcami a producentami z punktu widzenia konsumentów są coraz mniej zauważalne. – Wchodząc na stronę internetową producenta obuwia czy kosmetyków klient oczekuje, że w tym samym miejscu będzie mógł nie tylko obejrzeć towar, ale również go kupić. Coraz więcej firm rozumie ten mechanizm i wykorzystuje możliwości, które on daje – mówi Olgierd Cygan.

Aż 90 proc. sprzedaży detalicznej na świecie nadal odbywa się w sklepach tradycyjnych. Jednak aby sprostać konkurencji ze strony przyjaznych w obsłudze sklepów online, które mogą zaoferować ogromny asortyment, zasadniczą rolę odgrywa doświadczenie klienta i zaangażowanie marki.

Sprzedawcy tradycyjni powinni uświadomić sobie, że kontakt klienta z marką nie zaczyna ani nie kończy się na wejściu i wyjściu ze sklepu. Raport Deloitte wylicza etapy „podróży” klienta. Jest to uświadomienie sobie potrzeby posiadania jakiegoś produktu lub usługi, poszukiwanie informacji o sprzedawcy, spełnienie celu, czyli zakup, uczucie satysfakcji oraz podzielenie się wrażeniami z innymi.

Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi. Kilka lat temu było to 36 centów. Ci którzy kupują w różnych kanałach wydają ponad dwa razy więcej, niż ci, którzy robią zakupy jedynie w sklepach tradycyjnych. – Oznacza to, że detaliści muszą odpowiednio i całościowo planować i funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w internecie – mówi Olgierd Cygan.

Różne modele działalności

Eksperci Deloitte uważają, że w przyszłości największy sukces osiągną sklepy, które będzie można określić mianem „placu zabaw dla zmysłów”. Będą one potrafiły zaspokoić wszystkie potrzeby klientów. Na przeciwległym biegunie znajdzie się sprzedawca, któremu będzie zależało jedynie na zawarciu transakcji, nie zważając na potrzeby konsumentów.

Jedną z koncepcji, która będzie miała coraz większe znaczenie w handlu jest wykorzystywanie sklepów jako centrów dystrybucyjnych. W ten sposób ogranicza się koszty, a także czas dostarczenia towaru zamówionego przez konsumenta. Takie rozwiązanie zastosowała ostatnio firma eobuwie.pl, która we Wrocławiu otworzyła innowacyjny sklep, w którym klienci wybierają buty za pomocą tabletów, a sprzedawcy dostarczają im w ciągu trzech minut od złożenia zamówienia.

Kluczowa technologia

Funkcjonowanie nowoczesnego sklepu nie jest i nie będzie możliwe bez technologii. Według raportu Deloitte szczególnie cztery z nich będą miały duże znaczenie dla handlu: biometria, sztuczna inteligencja, internet rzeczy oraz computer vision (komputerowe rozpoznawanie obrazu). Dzięki tej ostatniej technologii za pośrednictwem obrazów i filmów wideo sprzedawcy zyskają informacje w czasie rzeczywistym na temat potrzeb i zachowań klientów. – Tradycyjna sprzedaż detaliczna nie była branżą, która w jakimś znaczącym stopniu była uzależniona od technologii. To się jednak zmieniło. Sprzedawcy muszą zrozumieć, że technologia będzie odgrywała coraz większą rolę nie tylko w ich relacjach z klientami, ale zarządzaniu całą firmą – mówi Olgierd Cygan.

Czy to oznacza również, że w bliżej nieokreślonej perspektywie sprzedawców zastąpią roboty? Zdaniem ekspertów Deloitte tak się nie stanie. Ludzie nadal chcą mieć kontakt z ludźmi, a technologie mają ich tylko wspomagać i wpływać na efektywność kosztową.

Polska gospodarka weszła w fazę ekonomicznego bumu. Eksperci prognozują przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2018 roku. Wzrost inwestycji, przyspieszenie importu oraz utrzymująca się na wysokim poziomie konsumpcja będzie w dalszym stopniu stymulować rozwój rynku e-commerce.

Ubiegły rok to był rok wzrostów. Spodziewamy się, że wzrost inwestycji powyżej konsumpcji pociągnie za sobą popyt na dobra importowane. Końcówka ubiegłego roku pod tym względem była pewnym zaskoczeniem – import był niższy niż się spodziewaliśmy biorąc pod uwagę dynamikę inwestycji. Być może w tym roku będziemy mieli doczynienia ze wzrostem inwestycji i z przyspieszeniem importu – mówi Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Citi Handlowy.

Stosunkowo młoda branża e-Commerce jest jednym z beneficjentów intensywnej cyfryzacji społeczeństwa i rosnącego nasycenia rynku urządzeniami mobilnymi z dostępem do internetu. Polskie firmy z tej branży są na fali wznoszącej i umiejętnie zaadresowały potrzeby współczesnych konsumentów, którzy są coraz bardziej online w swoim codziennym życiu. Równie istotnym elementem tego zjawiska jest kryzys tożsamości jaki dotyka branżę sklepów wielkopowierzchniowych na całym świecie, która przy dużych kosztach wynajmu powierzchni coraz bardziej czuje na plecach oddech dużych graczy internetowych, jak Amazon czy Aliexpress.

– Rynek e-commerce będzie najbardziej dynamicznym segmentem naszej gospodarki.  Widać wyraźnie że konsumenci przechodzą w następną fazę po supermarketach i dużych domach towarowych do sprzedaży online. Dla firm nawet małych i średnich jest to ogromna szansa, zamiast budować sklepy w swojej lokalnej miejscowości mogą z dnia na dzień wyjść na rynek międzynarodowy. Widzimy ekspansje polskich firm internetowych na rynkach krajów europejskich jak i poza Europą – mówi Sławomir S. Sikora.

Obecny stan gospodarki będzie utrzymywał presję płacową. Popyt na pracowników dynamicznie rośnie, podczas gdy liczba osób w wieku produkcyjnym spada, a oczekiwania inflacyjne najprawdopodobniej zwiększają się. Widoczny staje się deficyt wykwalifikowanych pracowników. Po to aby zaktywizować osoby pozostające poza rynkiem pracy konieczne będą podwyżki wynagrodzeń. W niektórych branżach możliwe są nawet dwucyfrowe podwyżki płac.

Branża e-commerce ma za sobą bardzo udany 2017 rok. Rozwój i wzrost sprzedaży daje nadzieję, że 2018 będzie jeszcze lepszy. Czego można się spodziewać, a co można uznać za pewnik? 

Siła większego w B2B

Rok 2018 w e-commerce będzie należał do dużych graczy. Poczynione lub planowane inwestycje we własną infrastrukturę spowodują wzrost sprzedaży. Małe i średnie firmy, których budżet nie pozwoli na takie inwestycje pozostaną w cieniu gigantów. To stanowi swoistą zapowiedź większego rozwoju branży e-commerce w segmencie B2B niż w B2C.

Niemal 75% klientów w sektorze B2B jest zdania, że zakupy robione za pośrednictwem witryny e-commerce jest wygodniejsze niż kupowanie u przedstawicieli handlowych. Świadome tej opinii firmy zainwestują w dystrybucję, która siłą rzeczy nabierze pewnych cech B2C. Bardziej popularne staną się zamknięte systemy sprzedaży, w których klient po stworzeniu własnego profilu odnajdzie interesujące go produkty, usługi, ich ceny i specjalne oferty. Właściciele takich witryn skorzystają z możliwości cięcia kosztów personalnych, a klient uzyska wysoki poziom obsługi.

Marketplace, który cieszy się sporą popularnością będzie nadal rósł w siłę. Ten trend wykorzystywany będzie zarówno przez duże, jak i średnie oraz małe firmy, jednak w różny sposób. Podczas gdy mniejsze podmioty skierują swoją ofertę do klienta indywidualnego, e-handlowi giganci wykorzystają model marketplace, jak i dropshipping w relacji B2B. Pojawi się coraz więcej spersonalizowanych ofert dla e—klienta biznesowego. Niewątpliwie na popularności zyska zaplecze Amazon czy Alibaba, którzy będą udostępniać swe platformy dla małych graczy by wspomóc ich w sprzedaży. Nawet Facebook nie omieszkał nie skorzystać z opcji wdrożenia marketplace’u, by wspomóc promocję e-biznesów.

Nowy wymiar dostawy

Doręczanie towarów ze sklepów internetowych będzie przechodziło kolejną ewolucję. Jeszcze większą rolę będzie odgrywać szybkość dostawy, szczególnie w trakcie newralgicznych okresów intensywnych zakupów online. Z jednej strony dyktują to wymagania klientów, którzy twierdzą, że maksymalny czas jaki są w stanie zaakceptować to dwa dni. Wręcz w myśl zasady „tu i teraz” większość e-klientów jednak chciałaby odebrać zamówiony towar jeszcze tego samego dnia. Same day delivery będzie musiało w końcu zacząć stawać się powszechną formą dostawy. Z drugiej strony gwarantowana szybkość dostawy jest atutem, dzięki któremu sklep internetowy może wyróżnić się spośród konkurencji, stać się lepszy w ocenie klienta. Mowa tu również o sklepach stacjonarnych, które coraz bardziej chcą upodobnić się do sklepów online i za wszelką cenę chcę dostosować swoją ofertę do zakupów online, co niekoniecznie jeszcze udaje się, szczególnie jeśli doliczane są dodatkowe nieuzasadnione koszty dla e-kupującego. Branża e-commerce z kolei stara się zrobić wszystko, aby kupujący nie miał potrzeby odwiedzać sklepu stacjonarnego. Jednak nie tylko szybkość ma tu znaczenie. Wiele osób utrzymuje, że jeśli miałoby wybór pomiędzy darmową a szybką przesyłką, wybrałoby darmową. E-sklepy udostępnią więc wiele opcji wyboru. Klienci będą mogli wybierać przedział czasowy doręczenia przesyłki, np. godziny wieczorne lub weekendy, a wszystko po to, by odwieść kupujących od wizyty w centrach handlowych.

Strategia omnichannel będzie się umacniać, a sklepy internetowe rozszerzą listę miejsc odbioru paczek o stacje benzynowe, sklepy spożywcze, parcel shopy itd. Celem jest maksymalne ułatwienie odbioru przesyłki, jak najbliżej klienta i 24 h na dobę. Takie działania zostawią sklepy stacjonarne daleko w tyle, mimo tego, że dysponują już rozbudowaną siecią salonów. Dlaczego? Nie są one w stanie reagować tak szybko jak sklepy internetowe, przygotowanie nowych rozwiązań zajmuje im dużo więcej czasu. Efektem będzie większy udział e-commerce w całej sprzedaży detalicznej.

Personalizacja do potęgi n

Rok 2018 upłynie pod znakiem szeroko pojętej personalizacji. Cały proces zakupowy w e-sklepach stanie się bardziej i lepiej spersonalizowany. To kolejny obszar, na którym będzie widoczna różnica pomiędzy małymi a dużymi graczami. E-handlowi giganci już dziś dysponują obszerną bazą danych klientów i mają środki na to, by inwestować w personalizację oferty, reklamy, NL, płatności czy zwrotów i reklamacji. Nie mówimy tu już o propozycjach wysyłanych do wielu osób, które wrzuciliśmy do tego samego worka, lecz o jednostkowym podejściu wynikającym z indywidualnych preferencji każdego pojedynczego klienta.

Personalizacja okazuje się czasem efektem pośrednim wprowadzanych usprawnień. Tak się stało przy próbie lepszej prezentacji produktu, czyli zastosowaniu usługi wirtualnego lustra czy też wirtualnej przymierzalni jak Virtooal.com. To narzędzie, które będą zyskiwać na popularności. Dzięki niemu zwiększy się sprzedaż internetowa produktów z kategorii moda czy uroda, ponieważ klient będzie mógł „przymierzyć” sukienkę lub kurtkę na własnej sylwetce,
a nawet wykonać makijaż na zdjęciu własnej twarzy. Z jednej strony to możliwość naprawdę dokładnego poznania i obejrzenia produktu, dopasowania do siebie, z drugiej to kolejny ukłon w stronę personalizacji. Klienci z pewnością docenią sklepy, które koncentrują się na ich potrzebach i oczekiwaniach.

Usprawnienia technologiczne

W minionym roku na ustach wszystkich była sztuczna inteligencja w e-commerce. W 2018 można się spodziewać jej rozwoju i coraz szerszego zastosowania specjalnych algorytmów. To jeszcze nie będzie rok sztucznej inteligencji e-commerce, ale na pewno usprawniane będą innowacyjne algorytmy by już w kolejnych latach wykorzystać  to świetne narzędzie do wspomnianej już personalizacji, rekomendacji produktów, trafniejszych wyników wyszukiwania, a także natychmiastowej i użytecznej obsługi klienta.

Sklepy internetowe notują nadal dość wysoki wskaźnik rezygnacji z zakupów z urządzeń mobilnych, co wymusza zmiany w metodach płatności za e-zakupy. Kupujący będą mogli korzystać z takich rozwiązań jak odroczona płatność i płatność telefonem komórkowym, za pośrednictwem Apple Pay czy Android Pay. Za sprawą popularyzacji rozwiązań proponowanych przez szwedzki bank Klarna, czy Twisto funkcjonujący w rejonie Grupy Wyszehradzkiej zmieni się podejście do pożyczek. Klient zyska możliwość odroczenia spłaty, a także będzie mógł zadecydować czy zapłaci jednorazowo całą kwotę, czy też rozłoży ją na raty. Cały proces opierać się będzie na zebranych wcześniej danych dotyczących klienta. Takie rozwiązanie zapewnią systemy funkcjonujące samodzielnie lub za pośrednictwem operatorów płatności internetowych, jak np. PayU, Przelewy 24, Dotpay albo inne. Dzięki temu klient uniknie wizyty w banku i składania wniosku o pożyczkę. Wszystko będzie mógł załatwić on-line w kilka chwil.

W dziedzinie płatności czeka nas również wprowadzenie kryptowaluty jako opcji zapłaty w niektórych sklepach internetowych, a także technologia Blockchain, która zyskuje na popularności. Rok 2018 przybliży nas również do koncepcji IoT, czyli tzw. Internetu rzeczy. W jej myśl przedmioty podłączone do sieci będą w stanie bezpośrednio gromadzić, przetwarzać lub wymieniać dane

 

 

Źródło: Odpowiedzi na pytanie o e-commerce w 2018 r. udzielił Vit Endler z Virtooal.com, były Prezes Zarządu NetRetail Holding (Grupa Mall).

Obiekt o łącznej powierzchni użytkowej 161 500 m kw. powstał w Kołbaskowie w ciągu dziesięciu miesięcy i jest jedną z najnowocześniejszych inwestycji dedykowanych sprzedaży internetowej. To tu ponad 3 tys. robotów wspiera pracowników dzięki technologii Amazon Robotics. Realizacja inwestycji odbyła się zgodnie z wymaganiami certyfikacji środowiskowej metodą BREEAM.

Panattoni Europe właśnie wybudował jedno z najnowocześniejszych centrów realizacji zamówień dedykowanych sprzedaży internetowej dla firmy Amazon. Inwestycja o łącznej powierzchni użytkowej 161 500 m kw. powstała na 29 ha działce położonej w Kołbaskowie pod Szczecinem. Powierzchnie magazynowo–dystrybucyjne zajęły blisko 150 800 m kw., a przestrzeń socjalno-biurowa ponad 10 700 m kw. Obiekt osiągnął wysokość 17 m. Ponadto, na potrzeby inwestycji deweloper wybudował 7,800 m kw. dróg, w tym rondo typu biszkoptowego. Powstało ono na istniejącym węźle Kołbaskowo, na zjeździe z autostrady A6 z kierunku wschodniego. Inwestycja jest czwartą z kolei, wybudowaną przez Panattoni Europe dla firmy Amazon,

Roboty i optymalizacja procesów logistycznych. Inwestycja w Kołbaskowie posiada wdrożoną technologię Amazon Robotics. Na jej potrzeby, a także w celu optymalizacji procesów logistycznych, obiekt ma 3 kondygnacje. Na poziomie 0, który w głębi budynku wyposażony jest w miejsca pracy stałej, zapewniony został dostęp do światła dziennego. Stało się tak dzięki zainstalowaniu w dachu 11 świetlików o powierzchni ponad 100 m kw. każdy. Światło dostaje się do parteru wygrodzonym tunelem, który kolejno przechodzi przez dwa poziomy. To na nich roboty pomagają pracownikom podczas składowania produktów na półkach i kompletowania zamówień.

– Inwestycja ta jest najlepszym przykładem panujących trendów w branży ─ realizacji wielopoziomowych przestrzeni magazynowych, wykorzystywanych na potrzeby przedsiębiorstw działających w segmencie e-commerce i to na dużą skalę. Dzięki zwiększeniu standardowej wysokości, metraż obiektu – i to już liczony w metrach sześciennych – jest wykorzystywany w sposób optymalny. Wraz z nieuniknionym rozwojem handlu w internecie, rozwiązania takie zyskają na popularności, a w efekcie powinny stać się codzienną praktyką – komentuje Marek Dobrzycki, Managing Director, Panattoni Europe.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Nie banki, energetyka, ale technologia i biotechnologia podbijają serca inwestorów. Spółki z branż e-commerce, technologiczne i biotechnologiczne przynoszą ciekawe stopy zwrotu, niektóre nawet sięgają 25 procent rocznie. Żeby jednak zacząć zarabiać w tym segmencie rynku trzeba zainwestować na rynkach globalnych. Jak zacząć inwestycje na zagranicznych parkietach?

– Inwestorzy zawsze powinni dywersyfikować swoje inwestycje. Powinni obserwować zarówno rynki lokalne jak i globalne. Aktualnie więcej okazji widzimy na rynkach zagranicznych. Bardzo uważnie przyglądamy się rynkowi krajowemu. Tutaj też prędzej czy później będą okazję, żeby zarobić – mówi Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI.

Na warszawskim parkiecie mamy bardzo dużo spółek z tzw. „starej ekonomii” – banków, energetyki, czy spółek użyteczności publicznej. Tymczasem na rynkach globalnych możemy zainwestować w branże, które są często niedostępne w Polsce jak np. e-commerce, firmy technologiczne czy biotechnologiczne. Spółki w tych branżach mogą zwiększać przychody ze sprzedaży średnio nawet o 15, 20, czy nawet 25 procent rocznie.

–Inwestorom, którzy chcieliby rozpocząć inwestycje nie tylko na rynku polskim, ale i globalnym polecamy nasz fundusz IPOPEMA Global Profit Absolute Return PLUS FIZ. Jest to fundusz absolutnej stopy zwrotu z szerokim wachlarzem inwestycji.  Główną jego cechą jest konserwatywne, ostrożne podejście. Inwestując, przez dłuższy czas mamy w funduszu relatywnie mniejszą ekspozycję, czyli mniejsze ryzyko w poszczególnych klasach aktywów, co w naszym rozumieniu oznacza konserwatywne podejście do inwestycji w funduszu typu absolute return. Niemniej, w momentach, w których widzimy możliwość osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu w danej klasie aktywów, np. w akcjach lub surowcach, albo obligacjach zagranicznych, wtedy inwestujemy relatywnie więcej środków funduszu  – wyjaśnia Jarosław Jamka.

IPOPEMA Global Profit Absolute Return Plus FIZ to fundusz absolutnej stopy zwrotu.  Fundusz będzie inwestować środki w obligacje i akcje spółek w Polsce i zagranicą. Istotną pozycją funduszu będą inwestycje w krajowe obligacje skarbowe, zagraniczne obligacje rządowe (np. Węgier, Rumunii, Chorwacji czy Turcji, ale także obligacje niemieckie i amerykańskie) oraz obligacje korporacyjne renomowanych spółek, będących liderami w swojej branży. W celu uniknięcia ryzyka kursowego ekspozycja walutowa Funduszu będzie z reguły zabezpieczona względem złotówki.

Drugim filarem inwestycji będą akcje spółek z najciekawszych branż w Polsce i za granicą. Zespół zarządzający funduszem planuje inwestycje m.in. w sektor e-commerce, farmaceutyczny, informatyczny, gier komputerowych czy rodzimych deweloperów.

Źródło: materiały prasowe firmy

Każdego roku firmy sektora e-commerce notują 100 procentowe wzrosty, a cała branża rośnie rocznie o w tempie 20 proc. To wszystko powoduje, że zmiany czekają również banki. Już wprowadzane są procesy, które umożliwią automatyzację realizacji zamówień, rozliczania zwrotów czy rozliczania transakcji w lokalnej walucie.

– Zmiany w branży handlu detalicznego, czyli e-commerce napędzają zmiany w modelu biznesowym banków. Banki muszą dostosować produkty, które oferują klientom instytucjonalnym do potrzeb jakie mają firmy. Przykładem mogą być formy płatności, które są dostarczane przez sklepy internetowe. W każdym ze sklepów znajdziemy około sześciu, siedmiu różnych metod płatności. W każdym kraju też popularność tych metod wygląda różnie. Są kraje gdzie wciąż dominuje gotówka, są takie gdzie podstawową formą płatności jest przelew lub karta.  Rozliczenie tak wielu różnych metod płatności staje się dużym wyzwaniem finansowym i logistycznym dla firm. Zautomatyzowana rekoncyliacja należności cały ten proces upraszcza. Dzięki temu rozwiązaniu proces ten dzieje się automatycznie i do rozliczania płatności firma nie musi zatrudniać nowych osób – mówi  Piotr Tymiński, EMEA Digital Head, Citi Commercial Bank.

Kolejnym elementem istotnym w przypadku branży e-commerce są zwroty. Zazwyczaj klienci zwracają 20-30 procent zakupionych towarów. Najczęściej w firmach jest to proces wykonywany manualnie. To oznacza, że pracownik sam musi odnaleźć zamówienie, sprawdzić, który produkt został zwrócony i wykonać przelew. Tymczasem na rynku pojawiło się już bankowe rozwiązanie, które pomaga zautomatyzować system rozliczania zwrotów i uczynić go dostępnym na jeden klik.

Kolejnym wyzwaniem jakie stoi przed branżą eCommerce  to ekspansja zagraniczna. Tego typu firmy, jak inne wcześniej, często już na bardzo wczesnym etapie rozwoju działają na wielu rynkach. Kluczem do sukcesu staje się tu przyjazny serwis dla klienta i możliwość podawania cen za oferowane produkty w lokalnej walucie. To jak wskazują badania znacznie zwiększa wiarygodność sklepy.

– I tutaj podobnie jak w przypadku automatu do zwrotów czy rekoncyliacji rozliczeń opracowaliśmy rozwiązanie, które pozwala eCommerce w sposób automatyczny ustalić ceny dla swoich produktów w dowolnej lokalnej walucie – dodaje Piotr Tymiński.

Można się spodziewać, że branża e-commerce będzie nadal rosła. Bankowe rozwiązania mają ten wzrost jeszcze przyspieszać. Udział branży w całości rynku detalicznego wynosi obecnie mniej niż 10 procent.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company, nawet połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na to co kupujemy. Co więcej, jak pokazują dane zebrane przez firmę, na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym przypada 90 dolarów wydanych w inny sposób, ale pod wpływem reklam mobilnych. Choć te nie zawsze prowadzą do sfinalizowania transakcji za pośrednictwem telefonu, to jednak reklamy mobilne  odgrywają znaczącą rolę w całym procesie zakupowym, a przede wszystkim stanowią początek interakcji konsumenta z marką. Według Google, 70 proc. użytkowników smartfonów korzysta ze swoich telefonów, by znaleźć informacje o danym produkcie, zanim kupi go sklepie stacjonarnym.

Po telefon komórkowy sięgamy średnio 13 razy na godzinę, co oznacza, że korzystamy z niego ok. 200 razy w ciągu dnia.[ Według raportu Yieldbot i Kantar Retail, szukając informacji o produktach, które chcemy kupić, najczęściej konsultujemy się z rodziną, przyjaciółmi i… naszymi smartfonami. Wszechobecność tych urządzeń – ponad 2,5 mld użytkowników smartfonów na świecie i ok. 20 mln Polsce – przyczyniła się do tego, że reklama mobilna odgrywa coraz ważniejszą rolę nie tylko
w e-commerce, ale i w sprzedaży tradycyjnej. Jak pokazują bowiem dane zebrane przez Bain & Company, połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Firma szacuje, że na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym, przypada prawie drugie tyle wydawanych w innym miejscu, np. w sklepach stacjonarnych, ale w powiązaniu z treściami mobile.

– Marketingowa siła reklamy mobilnej nie polega tylko na tym, że jej odbiorca zaraz po wyświetleniu treści na swoim smartfonie dokona zakupów np. w sklepie internetowym, a również na tym, że posiada ogromny wpływ na to, co kupujemy także poza kanałem mobile. Reklama mobilna jest obecna na każdym etapie consumer journey, czyli złożonego procesu zakupowego, do którego coraz więcej konsumentów podchodzi w świadomy sposób. Moment zakupu, to ostatni elementem tej drogi. Jest on poprzedzony np. zdobyciem wiedzy o specyfikacji danego produktu czy informacji, który sprzedawca oferuje go po najatrakcyjniejszej cenie. Podczas podejmowania tych kroków reklama mobilna jest niezwykle istotna, jednak skala jej oddziaływania powinna być mierzona inaczej niż w przypadku pozostałych działań marketingowych. W przeciwnym razie możemy przegapić potencjał tkwiący w tym naprawdę wartościowym narzędziu – wyjaśnia Grzegorz Chyliński, CEO Adrino, największej sieci reklamy mobilnej w Polsce.

Inwestuj nie tylko w reklamę

 Tylko w Stanach Zjednoczonych w całym 2017 r. wydatki na reklamę mobilną wyniosą 40 mld dolarów, a jak szacuje branża, do 2020 r. będzie to już 65 mld dolarów. W zeszłym roku inwestycje w reklamę mobilną wzrosły także w Polsce aż o 65 proc. Jednak, aby treści reklamowe wyświetlane w smartfonach czy tabletach odnosiły skutek, czyli sprzedawały, marki nie mogą zapominać o ciągłym rozwoju kanału mobile. Chodzi m.in. o zadbanie o to, aby strona internetowa danej firmy była kompatybilna z urządzeniem mobilnym, a aplikacja e-sklepu była przyjazna użytkownikowi i skłaniała do tego, aby klient zachęcony reklamą mobilną dokonał w niej zakupu. O tym, jak jest to ważne przekonują szacunki firmy Zenith –  do końca 2017 r. już 3/4 konsumpcji treści online będzie odbywać się w urządzeniach mobilnych. 20 mln z 26,7 mln wszystkich polskich internautów korzysta z sieci na smartfonach i tabletach.

– Kanał mobilny może wspierać również sprzedaż stacjonarną. Połowa konsumentów biorących udział w badaniu Yieldbot i Kantar Retail przyznaje, że wyszłoby ze sklepu, gdyby na zakupy zapomniało zabrać ze sobą smartfona. Konsumenci podczas zakupów w sklepach tradycyjnych używają  telefonów, by ukończyć dany odcinek procesu zakupowego. Może chodzić np. o porównywanie cen – jest to ważne aż dla 75 proc. konsumentów zainteresowanych elektroniką, czy korzystanie z kuponów zniżkowych, które konsumenci mogą znaleźć w aplikacjach mobilnych (55 proc. wszystkich ankietowanych). Zrezygnowanie z kanału mobile, nawet wtedy, gdy dana marka chce, by jej produkty były dostępne głównie stacjonarnie, nie tylko oznacza, że skazuje się na brak napływu nowych klientów, ale także nie daje sobie szansy, by zatrzymać na dłużej dotychczas lojalnych konsumentów – zaznacza Dariusz Werelich, Head of Sales, Adrino.

Uwaga na millenialsów

O millenialsach, czyli o osobach urodzonych w latach 80 i 90. ubiegłego stulecia mówi się, że stanowią pierwszą generację digital natives, czyli należą do tego pokolenia, które w dużej mierze jest ukształtowane przez nowe technologie i środki komunikacji. Są jednymi z najważniejszych odbiorców reklam mobilnych nie tylko ze względu na to, że praktycznie nie rozstają się ze swoimi smartfonami w ciągu dnia, ale także na łatwość, z jaką poruszają się w cyberprzestrzeni. Co nie mniej ważne, millenialsi odpowiadają za decyzje zakupowe w swoich rodzinach.

– Ponad połowa millenialsów (52 proc.) traktuje reklamy widoczne w smartfonach jako przydatne  źródło informacji o interesujących ich produktach, a z kolei dla 48 proc. mobilna reklama wideo stanowi najbardziej znaczącą pomoc w czasie podejmowania decyzji, o tym, co kupić. Mimo że millenialsi nie są tą grupą społeczną, która statystycznie dysponuje największymi dochodami, wręcz przeciwnie, ci nie zawsze posiadają stałe źródło utrzymania, stanowią znaczącą siłę nabywczą, kształtującą trendy na rynku. Za kilka lat millenialsi będą głównym segmentem kupujących, m.in. dlatego, że jak podaje Deloitte, w ciągu dekady globalnie będą stanowić 75 proc. osób aktywnych zawodowo – komentuje Dariusz Werelich, Adrino.

Coraz ważniejszą grupą klientów będzie się stawać także pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 r.), które w przeciwieństwie do starszych kolegów, w ogóle nie zna rzeczywistości pozbawionej Internetu czy smart-technologii. Według szacunków EY siła nabywcza Zetek już teraz szacowana jest na 44 mld dolarów i każdym rokiem będzie się zwiększać. Firmy, które nie chcą stracić tej biznesowej szansy i uczynić z pokolenia Z lojalnych klientów, muszą zacząć komunikować się z nim w sposób dla nich znajomy i zrozumiały.

Jak sprzedawać za pomocą reklamy mobilnej

W skali globalnej, ale również i w Polsce ruch internetowy generowany przez urządzenia mobilne przewyższył już ruch z urządzeń desktopowych i szacuje się, że ta różnica będzie się zwiększać na korzyść smartfonów czy tabletów. Dlatego, jak zaznacza Grzegorz Chyliński, marki planujące kampanie mobilne powinny pamiętać o kilku zasadach.

Pierwszym krokiem podczas przygotowania każdej kampanii reklamowej, także tej na urządzenia mobilne, powinno być określenie, do jakiej grupy odbiorców kierowany będzie przekaz. Innych treści na swoich komórkach szukają bowiem millenialsi, a inne wymagania przez markami stawiają użytkownicy smartfonów w wieku 55+. Ważne jest zweryfikowaniem kiedy, jak często i w jaki sposób nasza grupa docelowa korzysta ze smartfonów. Dzięki temu marka może uchwycić dokładny moment, w którym klient-użytkownik smartfona podejmuje decyzje, że jest gotowy nabyć dany produkt.

– O tym, że takie podejście się sprawdza, przekonała się amerykańska firma oferująca zdrowe przekąski. Marka opracowała mobilną strategię dotarcia do konsumentów – młodych, aktywnych kobiet – by nie przegapić ‘mikro-momentu’, w którym będą chciały sięgnąć po coś do jedzenia. W efekcie wybrane osoby znajdujące się w pobliżu punktów sprzedaży w weekendy, otrzymywały reklamę mobilną z ofertą. Aby podobne działanie było możliwe, marki powinny wdrożyć rozwiązania pozwalające na gromadzenie i analizę danych przestrzennych. Przykładowo, dzięki informacjom zebranym dzięki geotargetowaniu, dana marka może prawie bezbłędnie dopasować swoją ofertę do potrzeb potencjalnych klientów, kierując się pozostawianymi przez nich śladami w sieci, np. internetową historią zakupów lub listą odwiedzanych miejsc. Dodatkowo, dzięki odpowiedniemu wyborowi materiałów użytych w kampanii, m.in. krótkim spotom video, które były kierowane do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, firma odnotowała wzrost sprzedaży o 25 proc.– wyjaśnia Grzegorz Chyliński, Adrino.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Black Friday to jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu e-commerce, do którego marki przygotowują się odpowiednio wcześnie. Poza samym zbudowaniem specjalnej oferty na ten wyprzedażowy weekend, warto także zadbać o jej promocję i dotarcie do klienta.

To wydarzenie sprzedażowe wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych, przypada na kolejny dzień po Święcie Dziękczynienia. W tym roku jest to 24 listopada. Dzień ten rozpoczyna sezon przedświątecznych zakupów.

– Black Friday i Cyber Monday to wydarzenia komercyjne, które od lat cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich klientów. Wzrosty sprzedaży są zdecydowanie widoczne, a wydawcy chętnie inwestują w kampanie niestandardowe, zapewniające krzykliwą komunikację promocji – komentuje Rafał Kostka, Head of Performance Marketing Born2Be.pl. Przygotowania do Black Friday powinny zacząć się na wiele tygodni przed samym eventem. Analiza historyczna konkurencji powinna poprzedzać dobór oferty, tym samym umożliwiając wykreowanie największej wartości dodanej dla klienta. W przypadku e-commerce, warto zbadać kilka schematów promocji, kierowanych do poszczególnych segmentów klientów – dodaje.

Optymalne będą działania w ramach sieci afiliacyjnej, a tym samym zbudowanie dotarcia do klientów na bazie współpracy z kilkudziesięcioma, a nawet kilkoma setkami wydawców. Pozwoli to zwiększyć zasięg akcji, a tym samym zyski sprzedażowe.

– Marketing afiliacyjny umożliwi optymalne połączenie planów reklamodawców i oczekiwań klientów. Co warto również podkreślić, poza korzyściami w postaci zasięgu oraz wygodnej formy współpracy z szeroką listą wydawców internetowych, afiliacja pozwoli także na wyjście z ofertą do klientów na innych rynkach niż lokalne, umożliwiając firmie zorganizowanie Black Friday na skalę międzynarodową – wymienia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Warto zatem odpowiednio zaplanować działania, gdyż wszystko wskazuje, że tegoroczny Black Friday przyniesie kolejne wzrosty zainteresowania klientów.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim rynku – wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma. Wynosi ono obecnie ponad 231,1 mln zł. Tymczasem nadchodzi okres wzmożonych zakupów przedświątecznych, na których będą chcieli skorzystać i ci rzetelni, i nierzetelni sprzedawcy.

Wg raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska” z zakupów w sieci korzysta już co drugi internauta. O popularności tej formy zakupów decyduje przede wszystkim szybkość i wygoda. Bez wychodzenia z domu możemy kupić dziś niemal wszystko. Aby wybrać to, czego szukamy, jesteśmy gotowi przeglądać wiele witryn, jednak z braku czasu ograniczamy się do pobieżnego sprawdzenia rzetelności sklepów. Zwłaszcza wtedy, gdy działamy w gorączce świątecznych zakupów.

– Niestety wiara w to, że w tym okresie każdy sprzedawca jest dobroduszny, jak święty Mikołaj może nas to słono kosztować. I nie chodzi tylko o szkody finansowe. W przypadku nieotrzymania towaru stracimy pieniądze i nerwy, a jeśli miał to być prezent, rozczarujemy bliskich. Dlatego tak ważne jest sprawdzenie wiarygodności biznesowej sklepów zanim zdecydujemy się na wirtualne zakupy – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Wirtualny towar za realne pieniądze

Wg danych Krajowego Rejestru Długów i programu Rzetelna Firma w październiku ub.r. zadłużenie sklepów internetowych w Polsce wynosiło 172 mln zł. W ciągu roku wzrosło ono do ponad 231,1 mln zł. W rejestrze dłużników figurują już 3 362 podmioty z tej branży. Są to zarówno samodzielne e-sklepy, jak i firmy prowadzące sprzedaż w serwisie Allegro. Rok wcześniej było ich tam wpisanych 3 069. Obecnie mają one łącznie 22 531 różnorodnych niezapłaconych zobowiązań wobec kontrahentów. Z płatnościami zalegają głównie  sprzedający towary w serwisie Allegro. Są oni winni wierzycielom już ponad 190  mln zł wobec 142 mln zł rok wcześniej. W KRD wpisanych jest 2 729  podmiotów handlujących za pośrednictwem tej platformy. Z problemem wypłacalności borykają się także sklepy prowadzące sprzedaż przez własne witryny. Są one winne wierzycielom 40,5 mln zł.

To informacje szczególnie istotne przed zbliżającym się okresem gwiazdkowych zakupów. Dla klientów – bo powinni zwracać większą uwagę na uczciwość i standardy obsługi w wirtualnych sklepach. Dla sklepów internetowych – bo warto, aby zadbały o swoją wiarygodność w oczach konsumentów i kontrahentów.

– Jeśli sklep jest zadłużony u dostawców towarów, możemy nie doczekać się zamówionego prezentu, a zawodu, jaki sprawimy w święta dzieciom, nie da się zrekompensować w żaden sposób.  Pamiętajmy, że na rynku funkcjonują „Dobre Zasady e-commerce”, określające kryteria wiarygodności sklepów internetowych. M.in. powinny one udostępniać swoje pełne dane, a nie jedynie e-mail, umożliwiać kontakt nie tylko poprzez formularz online, ale także telefoniczny oraz wskazywać procedurę zwrotów i reklamacji. Dodatkowo należy sprawdzić, czy sprzedawca nie figuruje w Krajowym Rejestrze Długów oraz czy posiada na swojej stronie Certyfikat Rzetelności. Wystarczy w niego kliknąć i otrzymamy aktualną informację w tym zakresie. Informacja o braku długów daje bowiem klientom i partnerom biznesowym sygnał, że transakcja w danym sklepie nie stwarza ryzyka jego niewypłacalności – stwierdza Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Najgorzej na Mazowszu i Górnym Śląsku

Wg najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma rekordzistami pod względem wartości długów są e-sklepy z województwa mazowieckiego, które nie zapłaciły partnerom ponad 43 mln zł, a także z województwa śląskiego, zalegające z zapłatą prawie 41 mln zł. Tuż za nimi plasują się wirtualne sklepy z Małopolski (32,5 mln zł) oraz województwa pomorskiego (prawie 23 mln zł).

Głównym wierzycielem internetowych sprzedawców jest branża finansowa. Bankom, firmom leasingowym i pożyczkowym, faktorom i ubezpieczycielom są oni winni ponad 44 mln zł. Na 21 mln zł opiewają niezapłacone rachunki za telefon, z kolei prawie 19 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych, które odkupiły je od wierzycieli pochodzących głównie z… sektora finansowego i telekomunikacji. To oznacza, że nie byli oni w stanie samodzielnie odzyskać tych należności. Mniejsze kwoty e-sklepy są winne firmom budowlanym (14,96 mln zł), kurierom (7,9 mln zł), zarządcom nieruchomości (5,6 mln zł), czy poligrafii (3,11 mln zł). Blisko połowa długu (112 mln zł) internetowych sprzedawców, to zobowiązania wobec firm dostarczającym im towary, jak odzież, obuwie, elektronika, sprzęty AGD i RTV, chemia budowlana czy kosmetyki.

Zgodnie z branżowymi szacunkami wartość rodzimego rynku e-commerce jest oceniana na 36-40 mld zł ze zdecydowaną tendencją wzrostową w perspektywie kolejnych kilku lat. Jak podaje Bisnode, obecnie na naszym rynku działa ok. 20 000 sklepów internetowych, z których ponad 80 proc. kończy działalność po 2-3 latach.  Wg cytowanego wyżej raportu Gemius, w 2017 r. Polacy najczęściej kupują w sieci odzież, dodatki, akcesoria, a także książki, płyty i filmy.

Trzecia edycja badania „Długi e-handlu w Polsce” została przeprowadzona przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA i program Rzetelna Firma 2 października 2017 r. Poprzednie odbyły się w 2016 i 2015 r.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw. „To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

 

Źródło: Antal

 

Start-upy stanowią pośrednią formę między prowadzeniem biznesu, a ciągłym wdrażaniem pomysłu na rynek. To rozwiązanie dla osób, które chcą szybko podjąć wyzwanie, ale jednocześnie liczą się z ryzykiem, np. finansowym. Kluczem do sukcesu jest odpowiedni wybór niszy, w której rozpoczynamy działalność. Start-up to stosunkowo nowa forma działalności biznesowej, gdzie kierunek wyznaczają głównie innowacje i nowoczesność. Czy zatem jest dla niej miejsce w tradycyjnych branżach, o których można powiedzieć, że zatrzymały się w czasie?

Obserwacja zmian i trendów

Tradycyjne branże z pozoru nie wydają się zbyt interesującym obszarem do tworzenia nowych form i rozwiązań, jednak z drugiej strony brakuje im nowych kierunków rozwoju.

Sprzątanie, krawiectwo czy opiekę nad dzieckiem postrzegamy jako coś o niezmiennym charakterze. Pomimo ciągłego zapotrzebowania na te usługi, w tradycyjnej formie przestają one odpowiadać zmieniającym się realiom czy modelowi życia. Większa potrzeba dostępności i komfortu sprawia, że warto pomyśleć nad modernizacją ich formy i ułatwieniem realizacji. Takie zmiany dyktują sami użytkownicy internetu. Sklepy internetowe, platformy usługowe i media społecznościowe są dowodem na to, że nie ma żadnych ograniczeń w realizacji pomysłu na biznes – wystarczy trafnie zauważyć coś, czego najbardziej brakuje użytkownikom.

Znaleźć oczywistą lukę

Aby odnieść sukces, trzeba podążać za obecnymi trendami– ludzie potrzebują tradycyjnych usług, ale w nowoczesnej formie. To właśnie jest ta upragniona i poszukiwana przez przedsiębiorców nisza, którą wykorzystać potrafią młodzi przedsiębiorcy.

„W branży usług sprzątających klient chce mieć gwarancję, że posprząta mu ktoś wiarygodny, rzetelny i wcześniej sprawdzony. Wtedy łatwiej decyduje się na skorzystanie z usługi. Sprzątacz przychodzi przecież do naszego domu, więc musimy być pewni, że podczas takiej wizyty nie wydarzy się nic przykrego” – opowiada Jakub Łączkowski, założyciel platformy Pozamiatane.pl. „Dzięki platformie takiej jak nasza, Klient ma gwarancję jakości i bezpieczeństwa, której nie dostanie korzystając np. ze stron z ogłoszeniami prywatnymi” – dodaje.

Przypadkowość w doborze osób i niewielkie możliwości ich weryfikacji w tradycyjnej formule obsługi branży sprzątającej, zdecydowały o powodzeniu platformy Pozamiatane.pl. Gwarancja wykwalifikowanych sprzątaczy i możliwość ich samodzielnego wyboru przed zrealizowaniem usługi sprawiają, że klient czuje się bezpiecznie.

Kolejną luką na rynku był sposób korzystania z takich usług. Ważne, aby klient miał do nich łatwy dostęp, niezależnie od pory dnia i nocy. Zapewniają to takie rozwiązania jak platformy internetowe i aplikacje mobilne. Pozwala to na lepsze dotarcie do klientów indywidualnych, ale także i biznesowych. Ci ostatni coraz częściej decydują się na outsourcing usług sprzątających. Takie rozwiązanie okazuje się dużo korzystniejsze niż zatrudnienie sprzątacza na etat.

Warto działać od razu

Biznesu wcale nie trzeba zbyt długo planować i zwlekać z jego realizacją. Wbrew pozorom, na początku drogi ważne jest, by wykorzystać to, co oczywiste, czyli… internet. Daje on ogromną przewagę, ponieważ pozwala łączyć elementy tradycyjne z nowoczesnymi, odświeżać, eksperymentować.

Start-up oznacza niższe koszty rozpoczęcia działalności, ale wyższe ryzyko niepowodzenia niż w przypadku „standardowych” przedsięwzięć. Należy zatem określić swoją pozycję względem konkurencji i dobrze kalkulować możliwości w określonej fazie rozwoju. Ważne by nie generować dużych nakładów finansowych w walce z gigantem, np. w kwestiach reklamy. Korzystniej będzie skupić się na konkretnych działaniach i celach, zapewniających budowanie renomy w danym środowisku.

Lean start-up

Tradycyjną branżę można udoskonalać i rozwijać za pomocą nowoczesnych narzędzi. Lean start-up to metoda prowadzenia projektów rozwoju biznesu oparta na ciągłych obserwacjach. W internetowym kanale dystrybucji łatwo śledzić zachowania i opinie obecnych lub potencjalnych klientów.

„Ciągły feedback odnośnie podejmowanych i realizowanych działań sprawia, że możemy reagować w każdej chwili, a także na bieżąco wyciągać wnioski. Nagle okazuje się, że to nie my kierujemy e-biznesem, a odbiorcy usługi. W ciągły rozwój i proces budowania marki zaangażowani są klienci, wyrażający swoje opinie i uwagi, z których się uczymy i które wcielamy w życie” – zauważa Jakub Łączkowski.

Dzięki elastyczności rynku e-commerce możliwe jest wprowadzenie biznesu w podstawowej wersji i ciągłe jego przekształcanie zgodnie z otrzymywanymi od użytkowników informacjami i ich oczekiwaniami. Decyzje biznesowe powinny być podparte analizą preferencji klientów, co pozwoli na udoskonalanie i wprowadzanie nowych funkcjonalności.

Działanie w internetowym kanale sprawia, że musimy być nastawieni na dystrybucję naszego produktu lub usługi na większe rynki. Internet trafia do wszystkich, więc usługa może zacząć być pożądana w miejscach, o których do tej pory nawet nie myśleliśmy.

Tradycyjne branże mają duży potencjał – przede wszystkim jest na nie stały popyt. Udoskonalenie ich w połączeniu z nowoczesnym kanałem realizacji przynosi nową jakość. Start-upy to najbezpieczniejsza forma wchodzenia na rynek i eksperymentowania z branżami, które tylko z pozoru wydają się zatrzymane w czasie.

 

Autor: Piotr Michałowski

Wyniki sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym 212 mld dolarów, wobec 222 mld dolarów osiągniętych rok wcześniej. Popyt w tym sektorze opiera się głównie na konsumentach z rynków wschodzących, spośród których 70 proc. deklaruje, że w ciągu ostatnich pięciu lat zwiększyło swoje wydatki na dobra luksusowe. Mimo, że ich sprzedaż odbywa się wciąż głównie w sklepach tradycyjnych, to niemal połowa klientów uważa, że kanały cyfrowe na rynku dóbr luksusowych będą zyskiwały coraz większe znaczenie – wynika z raportu Deloitte „Global Powers of Luxury Goods 2017. The new luxury consumer”.   

Spadek sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 4,5 proc., jednak po uwzględnieniu łącznego wpływu kursów walutowych, odnotowujemy wzrost sprzedaży o 6,8 proc. Rok wcześniej był to wzrost o 3,6 proc. Aż 67 spółek miało wyższe przychody ze sprzedaży niż rok wcześniej. W przypadku 45 firm wynosiły one ponad miliard dolarów. Średni zysk netto dla całego TOP 100 wyniósł 9,7 proc. Średnia wartość sprzedaży przypadająca na jedną spółkę sięgnęła 2,1 mld dolarów, a żeby znaleźć się w zestawieniu trzeba było osiągnąć przychody na poziomie co najmniej 180 mln dolarów. Tylko sześć firm z czołowej setki odnotowało dwucyfrowy spadek sprzedaży w omawianym roku obrotowym. Połowa z nich to jubilerzy, czyli segment produktów charakteryzujący się dużymi wahaniami popytu.

Konsumenci z rynków wschodzących nadal decydują o rozwoju rynku dóbr luksusowych. „W Chinach, Rosji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czyli w krajach klasyfikowanych jako wschodzące rynki sprzedaży dóbr luksusowych, procentowy udział konsumentów, deklarujących wzrost wydatków w tym sektorze w ciągu ostatnich pięciu lat wyniósł 70 proc., tymczasem na rynkach bardziej dojrzałych, czyli w krajach UE, USA i Japonii klienci tacy stanowili 53 proc.” – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Natomiast średnia dla wszystkich badanych krajów wyniosła 59 proc. Prawie połowa dóbr luksusowych jest kupowana przez konsumentów podróżujących za granicę (31 proc. w sklepach i 16 proc. na lotniskach). W przypadku klientów z rynków wschodzących wskaźnik ten wzrasta do 60 proc. Co ciekawe skłonność do kupowania towarów luksusowych poza krajem zamieszkania maleje wraz z wiekiem.

Jak się okazuje ceny tych samych towarów luksusowych w różnych krajach mogą się znacząco różnić. W Chinach, uwzględniając zmiany kursu dolara USA, są one o ponad 50 proc. wyższe niż w Europie. Największą średnią różnicę obserwuje się w odniesieniu do zegarków i biżuterii, najniższa dotyczy torebek.

Milenialsi kupują towary luksusowe w Internecie

Jeżeli marki luksusowe chcą pozyskać nowych, w tym młodych klientów, muszą dotrzymywać kroku zmianom technologicznym i stale unowocześniać swoje produkty, nie tracąc przy tym ich unikatowego charakteru. „Jak pokazało badanie Deloitte 63 proc. zakupów towarów luksusowych ma miejsce w sklepach tradycyjnych, ale rola e-commerce rośnie, szczególnie wśród młodych konsumentów. I tak w przypadku przedstawicieli pokolenia milenialsów odsetek towarów luksusowych zakupionych on-line wynosi 42 proc., podczas gdy w generacji powojennej wskaźnik ten wynosi jedynie 28 proc.” – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte, członek Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich.

Zdaniem prawie połowy badanych (48 proc.) kanały cyfrowe będą zyskiwać na znaczeniu w sprzedaży towarów luksusowych, a 37 proc. uważa, że dobra luksusowe i nowoczesne technologie będą coraz ściślej powiązane. Dla konsumentów towarów luksusowych najważniejsza jest ich wysoka jakość (88 proc.) oraz poczucie szczęścia i komfortu, które daje im ich posiadanie (82 proc.). Od producentów klienci oczekują większej personalizacji (45 proc.), nagród za lojalność (44 proc.) oraz zwiększonej liczby kanałów zakupowych (39 proc.).

Eksperci Deloitte wskazują, że choć źródłem wzrostu dla producentów dóbr luksusowych są rynki wschodzące, to jednocześnie największymi graczami w tym sektorze pozostają następujące kraje europejskie: Włochy (26 firm w zestawieniu), Szwajcaria, Francja i Wielka Brytania (po 10 firm) oraz USA (15). Największy udział w sprzedaży mają firmy francuskie (23,9 proc.) oraz amerykańskie (21,3 proc.).

Jak dotąd żadna z polskich firm nie znalazła się w zestawieniu producentów dóbr luksusowych, choć rynek ten rozwija się dynamicznie. Według danych Euromonitora w 2016 roku sprzedaż w tym segmencie wzrosła w naszym kraju o 5 proc. – Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna dla luksusowych marek z całego świata, choć wciąż znajdujemy się w początkowym stadium rozwoju. Popyt napędzany jest nie tylko przez osoby o bardzo wysokich dochodach, ale także przez konsumentów z tzw. klasy średniej, jak i również zagranicznych turystów coraz częściej odwiedzających Warszawę, Kraków, Poznań, Wrocław czy Gdańsk – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Najbardziej rentowni producenci szerokiego asortymentu dóbr luksusowych

W minionym roku obrotowym pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął francuski koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się m.in. Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na podium znalazł się także producent m.in. biżuterii i zegarków Compagnie Financiere Richemont oraz koncern kosmetyczny Estée Lauder. Pierwsza dziesiątka zanotowała wzrost 9,6 proc., a więc więcej niż wzrost przychodów TOP 100. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 48,1 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

W raporcie znalazło się także podsumowanie TOP 20, grupujące najszybciej rozwijające się firmy w tej branży. W tym roku miejsce dotychczasowego lidera (Kate Spade & Company) zajęła włoska firma Marcolin Group, której przychody w ciągu roku wzrosły o 20,1 proc., a w latach 2013-2015 o 43,1 proc.

W zestawieniu TOP 100 największych producentów dóbr luksusowych na świecie pojawiło się w tym roku dziesięć nowych firm. Najwięcej spółek w zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (41 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowali producenci torebek i akcesoriów (o 13,4 proc.). Najwyższą rentowność sprzedaży osiągnęły z kolei firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych.

Transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych

Rok 2016 cechował się wzmożoną aktywnością na rynku fuzji i przejęć w sektorze dóbr luksusowych– tak wynika z raportu Deloitte „Private Equity and Investors Survey 2017. Global report”. W tym czasie na rynku globalnym zarejestrowano 211 transakcji głównie w sektorze: „Odzież i akcesoria” oraz „Zegarki i biżuteria”, (w Europie zawarto 14 transakcji), tj. o 70 więcej niż w 2015 roku. Do najbardziej interesujących należały: przejęcie Elizabeth Arden przez Revlon, zakup przez Luxotticę marki luksusowych okularów Essilor, IT Cosmetics przez L`Oreal, oraz Donna Karan przez G-III Apparel.

Spośród wszystkich transakcji fuzji i przejęć, 68 proc. zostało przeprowadzonych przez strategicznych inwestorów, co oznacza wzrost o 73 transakcje w stosunku do 2015 roku, z kolei aktywność inwestorów finansowych nie zwiększyła się w stosunku do roku poprzedniego.

Sektor dóbr luksusowych cieszy się stałym zainteresowaniem inwestorów nie tylko branżowych, ale także funduszy private equity. W 2017 roku 90 proc. funduszy rozważa możliwość ulokowania kapitału w branży mody i dóbr luksusowych a zwiększenie zainteresowania dotyczy takich segmentów jak „Odzież i akcesoria” (inwestycje planowane przez 68 proc. respondentów), „Kosmetyki i perfumy” (49 proc.), Digital (21 proc.) oraz „Zegarki i biżuteria” (21 proc.), który cieszy się niesłabnącą popularnością pomimo spowolnienia na rynkach azjatyckich, spadku konsumpcji oraz presji ze strony nowych graczy
(m.in. marek „contemporary”).

„Sektor dóbr luksusowych jest wciąż popularny wśród inwestorów głównie ze względu na rozwój nowych technologii w tym digitalizację procesów zakupowych marek luksusowych, wysoką odporność na wahania koniunktury gospodarczej. Co więcej, branże te osiągają ponad przeciętne wyniki, co ma również odzwierciedlenie w wycenach tych spółek. W 2016 roku, 37 proc. transakcji osiągnęło mnożniki ponad 15krotność EBITDA a 34 proc. w przedziale 11-15krotności EBITDA” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Zdaniem ponad połowy inwestorów w perspektywie kolejnych trzech lat branża mody i dóbr luksusowych nadal będzie rosła o 5-10 proc. rocznie, co jest zgodne z oczekiwaniami zeszłorocznymi. Wzrost szczególnie przewidywany jest w segmencie „Digital”, „Kosmetyki i perfumy”, dla których prognozy są coraz bardziej optymistyczne.

 

Źródło: Deloitte

Eksperci

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

AKTUALNOŚCI

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...