sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "dzieci"

dzieci

Niemal połowa z nas (47 proc.) z nas deklaruje, że raz w roku coś odłożyło, 17 proc. respondentów robi to regularnie. Niestety, jak pokazują najnowsze wyniki badań „Postawy Polaków wobec finansów” przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy osób, które oszczędzają z myślą o emeryturze, jest zaledwie 8 proc. W 2015 roku było ich prawie trzy razy więcej.

– Dostrzegamy, że liczba respondentów, którzy deklarują oszczędzanie na emeryturę jest płynna i dynamicznie reaguje na doniesienia rynkowe czy reformy systemu emerytalnego. Przy dużej zmianie w OFE w 2015 roku ten wskaźnik był na historycznie najwyższym poziomie i wynosił 21 proc. Teraz kiedy mamy obniżony wiek emerytalny i mniej niepokojących doniesień wokół  tematu,  o emeryturze jako celu oszczędzania mówi zaledwie 8 proc. respondentów – mówi newsrm.tv  Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy.

Najczęściej oszczędzamy na tzw. „czarną godzinę”, remonty i urlopy. Połowa z nas odkłada gotówkę lub wpłaca pieniądze na depozyt, 19 proc. inwestuje w akcje, 9 proc. w fundusze emerytalne, 6 proc. w fundusze inwestycyjne. Inne cele wskazało 17 proc. badanych.

– Badanie pokazało, że jest jeszcze dużo do zrobienia w kwestii strategii inwestycyjnych. Połowa z nas trzyma oszczędności w gotówce lub  na depozycie, czyli środki nie pracują aktywnie. Zauważamy niewielki wzrost w przypadku zainteresowania funduszami inwestycyjnymi – mówi Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy i dodaje – Dlaczego tak ważne jest regularne oszczędzanie? W inwestycjach ważny jest horyzont czasowy. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej. Trzeba też pamiętać, że nasze dzieci powielają wzorce zaczerpnięte z domu. Jeżeli widzą, że rodzice oszczędzają to im też będzie to przychodziło naturalnie i kiedy osiągną wiek dojrzały będą miały już własne środki.

Z danych OECD wynika, że Polacy się bogacą. Nasze oszczędności urosły już dwukrotnie i obecnie średnio jeden mieszkaniec ma ich już 101 tys. zł, czyli prawie dwukrotnie więcej niż miał w 2008 roku. Wtedy do dyspozycji mieliśmy 49 tys. zł.

Temu, czy Polacy rozmawiają o finansach Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy przygląda się od 2014 roku. Niezmiennie w badaniach wychodzi, że blisko 2/3 badanych deklaruje, że dyskutuje o kwestiach finansowych z najbliższymi (w bieżącym roku ten odsetek wynosi on 63%). Zaledwie połowa osób przyznaje, że dzieli się z pozostałymi domownikami pełną wiedzą o posiadanych środkach finansowych. Ponadto wspólne decyzje w kwestiach większych wydatków w ciągu roku podejmowane są w przypadku 55% badanych. Podsumowując – pełna otwartość w polskich domach, jeśli chodzi o finanse wciąż nie jest regułą.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji mBanku, blisko 95 proc.  rodziców pomaga dzieciom w nauce, z czego najwięcej czasu (aż 40 proc.) poświęcają na  matematykę.  

Najnowsze badanie „Wsparcie rodziców w nauce matematyki”, przeprowadzonego przez Kantar MillwardBrown na zlecenie mFundacji (lipiec 2017 r.)wykazało, że polskie rodziny mają dużo obowiązków związanych z pracami domowymi dzieci. Aż 95 proc. rodziców pomaga swoim pociechom w odrabianiu lekcji lub uczeniu się nowych zagadnień. Taką postawę rodzice uważają za naturalną – 83 proc. uważa, że pomoc w nauce jest ich obowiązkiem. Tylko 28 proc. rodziców uważa, że za wykształcenie dziecka odpowiadać powinna wyłącznie placówka edukacyjna.

Przekonanie o obowiązku pomocy dzieciom zmniejsza się nieco,  gdy  dzieci są starsze ( z 87 proc. wśród rodziców dzieci najmłodszych do 77 proc. rodziców dzieci w wieku 10-12) i coraz więcej czasu przeznaczają na naukę w domu (z 1 godziny w wieku 5-6 do prawie 2 godzin w wieku 10-12).

Matematyka traktowana priorytetowo

Dzieci i rodzice spędzają średnio na odrabianiu lekcji i dalszej nauce ponad 1,5 godziny dziennie, z czego najwięcej, bo prawie 40 minut, poświęcają matematyce. Polscy rodzice mają bardzo pozytywny stosunek do królowej nauk. Prawie ¾ wszystkich przebadanych rodziców uważa matematykę za jeden z najważniejszych przedmiotów w szkole. Matematyka zajmuje też wysokie miejsce w kategorii „Przedmioty, do których rodzice przykładają szczególną wagę”. Na pierwszym miejscu wymienia ją aż 61 proc. ankietowanych.

Im starsze dziecko, tym ważniejsza jest dla rodziców matematyka. Jej naukę przedkłada się nawet ponad języki obce. Odsetek rodziców stawiających matematykę na pierwszym miejscu rośnie wraz z wiekiem dziecka i w grupie rodziców dzieci 10 – 12-letnich osiąga poziom 65 proc.

W matematyce rodzice pomagają sami

Poza szkołą dzieci uczą się matematyki przede wszystkim w domu, pod okiem rodziców. Wraz z wiekiem dziecka zmienia się model tej dodatkowej pracy. W najstarszej grupie dzieci (10-12 lat) da się zaobserwować wzrost znaczenia zajęć dodatkowych u korepetytorów (z 6 proc. u dzieci w wieku 5-6 do 18 proc. u najstarszych) i zmniejszenie częstotliwości udzielania pomocy w domu.

Wciąż jednak dominujące  pozostaje uczenie się w domu. Być może dlatego, że rodzice  bardzo dobrze oceniają swoje umiejętności matematyczne: aż 62 proc. z nich uważa, że matematyka jest dla nich łatwa. Ciekawe jest natomiast zestawienie oceny umiejętności rodzica z tym, czy ich dziecko lubi matematykę. Dla przykładu, rodzice najstarszych dzieci czują się najpewniej w tej dziedzinie (najwięcej, bo aż 65 proc. uważa, że matematyka jest łatwa), ale ich dzieci… najmniej lubią ten przedmiot.

Ale nie są na tym polu zbyt kreatywni

Podejście rodziców do nauki matematyki jest tradycyjne. Brakuje im wiedzy i wyobraźni, jak można niestandardowo podejść do nauczania matematyki. W większości nie czują też takiej potrzeby – uważają matematykę za łatwy do opanowania przedmiot i kopiują schematy znane im doskonale z okresu własnych doświadczeń szkolnych.

Stosunkowo największą kreatywnością wykazują się rodzice dzieci najmłodszych (5-6 lat). Do nauki wykorzystują gry i zabawki edukacyjne czy wspólne zabawy mające ułatwić naukę matematyki – narzędzia te stosuje prawie 2 razy liczniejsza grupa rodziców niż w pozostałych kategoriach wiekowych.

Od 7 roku życia dziecka wśród rodziców dominują tradycyjne metody nauki: tłumaczenie zasad matematyki (85 proc. w grupie 10-12), sprawdzanie odrobionych lekcji (80 proc.), wspólne rozwiązywanie zadań z książki (77 proc.) i przepytywanie dziecka (np. z tabliczki mnożenia).

Co ciekawe, choć sami nie jesteśmy zbyt postępowi, szkole stawiamy wysokie wymagania odnośnie metod nauczania. Z badania mFundacji wynika, że rodzice chcieliby, aby szkoła bardziej kreatywnie podchodziła do nauczania dzieci matematyki – uważa tak 80 proc. ankietowanych. Tylko co czwarty rodzic uważa, że współczesna szkoła dobrze radzi sobie z uczeniem dzieci.

Metody rodziców rozmijają się z oczekiwaniami dzieci

Rodzice usilnie trzymają się metod nauczania, które sami pamiętają, podczas gdy ich dzieci – pokolenie urodzone w dobie wszechobecnego Internetu – naturalnie wybierają aplikacje mobilne czy platformy internetowe.

Najczęściej wykorzystywana w pomocy dzieciom jest wiedza własna rodzica (88 proc. w grupie najstarszych dzieci, 79 proc. wśród dzieci 7-9) oraz podręczniki i ćwiczenia szkolne dziecka (ok. 75 proc. w obu starszych grupach, tylko 47 proc. wśród młodszych). Rodzice starszych dzieci przestają tłumaczyć dziecku praktyczność matematyki, skupiając się na jej abstrakcyjności – z 50 proc. do 30 proc. spada wykorzystywanie przedmiotów z otoczenia dziecka do tłumaczenia zagadnień matematycznych. Podobnie w przypadku gier planszowych – korzysta z nich dwa razy mniej rodziców dzieci starszych (30 proc.) niż najmłodszych (62 proc.).

Do Internetu rodzice sięgają dopiero na późniejszym etapie nauki oraz głównie po to, by znaleźć zestawy zadań matematycznych i ich rozwiązania (44 proc. rodziców dzieci najstarszych vs. 22 proc. rodziców dzieci najmłodszych). Gry komputerowe czy aplikacje akceptowane są przez rodziców wyłącznie jako uzupełnienie, dodatkowa zabawa. Rodzice nie sądzą, aby mogły one być podstawowym narzędziem pomocy w nauce.

A co wybierają dzieci? Mają zupełnie odmienne preferencje od rodziców. Najbardziej lubią gry planszowe (46 proc. odpowiedzi; wykorzystywane tylko przez 24 proc. rodziców), matematyczne gry na komputerze (43 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 12 proc.) czy aplikacje i programy na tablet/telefon (32 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 9 proc.).
Im starsze dziecko, tym bardziej preferuje cyfrowe formy, łącznie z YouTube.

 A dzieci im starsze, tym mniej lubią matematykę

Wbrew  preferencjom dzieci, które – im starsze, tym bardziej wolałyby cyfrowe formy wsparcia – rodzice coraz częściej wykorzystują tradycyjne metody nauczania. Choć dopuszczają włączenie do nauki Internetu, koncentrują się głównie na powtarzaniu treści z podręczników.

Towarzyszy temu wyraźny regres w postrzeganiu matematyki przez dzieci.
Z przedmiotu najbardziej lubianego (71 proc. dzieci w wieku 5-6) staje się przedmiotem lubianym coraz mniej. Z 3 do 16 proc. wzrasta grupa dzieci zdecydowanie nie lubiących matematyki (dzieci w wieku 5-6 vs. dzieci 10-12). W konsekwencji wzrasta też poczucie, że matematyka jest trudna. Tylko 9 proc. dzieci w wieku 5-6 uważa matematykę za trudną lub raczej trudną. Wśród dzieci 10-12 odsetek ten wzrasta dwukrotnie.

Podsumowanie

Polscy rodzice dostrzegli, że matematyka jest szansą na lepszą przyszłość dla ich dzieci. Zdają sobie sprawę, że wiele zawodów przyszłości opiera się na dobrej znajomości matematyki. Dlatego przykładają do jej nauczania dużą wagę i poświęcają jej czas.

Robią to jednak tradycyjnymi metodami, kopiując schematy nauczania ze swoich szkolnych czasów.  Dość wcześnie przestają uczyć dzieci matematycznego sposobu patrzenia na otaczający świat, wykorzystywania codziennych przedmiotów do nauki matematyki. Zagadnienia tłumaczone są w abstrakcyjny sposób – podobnie jak w szkole – z wykorzystaniem tradycyjnych narzędzi jak np. podręczniki czy zestawy zadań matematycznych. W zakresie nauczania, polskich rodziców ominęła również cyfrowa rewolucja. Narzędzia internetowe i mobilne uważają jedynie za dodatkowe wsparcie nauki, nie widzą ich potencjału w przyswajaniu wiedzy. To znacząco rozmija się z oczekiwaniami dzieci, które dodatkowo postrzegają matematykę jako zbyt abstrakcyjną – bo tłumaczoną na obcych wzorach – i wskutek tego nie dostrzegają jej obecności w realnym świecie.

 

Źródło: MSL

 

 

 

 

 

 

 

Czy planuje pani dzieci? Na kogo pan głosował? Pali pan papierosy? To pytania, których pracodawca nie może zadać. Dlaczego? Bo łamie prawo. Decyzja o zatrudnieniu powinna, według prawa, zapaść na podstawie informacji, dotyczących naszego wykształcenia i doświadczenia zawodowego. Pytania, które naruszają naszą prywatność, są nielegalne.

Choroby, nałogi, słabości

Pracodawca nie może wypytywać o nasz stan zdrowia. Nie musimy się spowiadać z przebytych ani aktualnych chorób. Nie ma prawa pytać czy palimy papierosy lub czy jesteśmy uzależnieni od alkoholu. Nie może prosić o wykonanie badań, które mu przyjdą do głowy. Jedyne dopuszczalne (w przypadku umowy o pracę wymagane) to ogólne badania wstępne i okresowe u lekarza medycyny pracy, które pozwalają stwierdzić, czy pracownik może wykonywać pracę na danym stanowisku.

Zakazane są więc pytania typu:

– Czy cierpi pan na jakieś przewlekłe choroby?

– Czy kiedykolwiek był pan leczony psychiatrycznie?

– Jakie leki pan zażywa?

Rodzina, dzieci, plany

To obszar, który bardzo interesuje pracodawców. I tu często przekraczają granicę, co najczęściej dotyka kobiety. To one są pytane o planowane macierzyństwo i dzieci. Pracodawca chce mieć pewność, że znajdzie kogoś w pełni dyspozycyjnego. Zadając takie pytania, dopuszcza się dyskryminacji ze względu na płeć. Nie zgodne z prawem jest też pytanie o orientację seksualną.

Nie można zapytać:

– Czy korzysta pani ze żłobka lub przedszkola?

– Czy planuje pani ciążę?

– Czy ma pani w planach zamążpójście?

Poglądy, przekonania, religia

Pracodawcę nie powinno interesować, jakiego jesteśmy wyznania i pochodzenia etnicznego. Nie ma prawa wypytywać o to, na kogo głosowaliśmy ani czy należymy do związków zawodowych i innych organizacji.

Na liście zakazanych pytań są więc:

– Czy jest pan katolikiem?

– Co pani myśli o sytuacji politycznej w kraju?

Jak sobie radzić?

– Co zrobić w sytuacji kiedy usłyszymy takie pytanie? Opcje są trzy. Pierwsza, możemy powiedzieć szczerze jak jest, wtedy zgadzamy się na to, że takie pytanie może paść. Druga opcja, której nie rekomendujemy, to powiedzieć wprost, że takie pytanie jest nielegalne. Opcja trzecia, którą szczególnie polecamy, to odpowiedzieć ale trochę pośrednio. Czyli np. „Fakt posiadania dzieci, albo planowania posiadania dzieci, nie ma żadnego związku z wykonywanymi zadaniami”. Tę opcję najbardziej rekomendujemy. – mówi Joanna Żukowska, specjalista do spraw marketingu w Monster Polska.

 

Wypowiedź: Joanna Żukowska, specjalista do spraw marketingu w Monster Polska.

W 2016 r. odnotowano znaczący spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. Nadal jednak najwięcej biedy jest w woj. warmińsko-mazurskim i woj. podkarpackim.

W 2016 r. w ubóstwie skrajnym żyło prawie 5% osób (wobec niecałych 7% w 2015 r.), a w ubóstwie relatywnym – nieco mniej niż 14% osób (wobec niecałych 16% w 2015 r.).

Obserwowane w 2016 r. ograniczenie rozmiarów ubóstwa skrajnego oraz relatywnego dotyczyło zdecydowanej większości  analizowanych grup ludności, w tym wszystkich grup społeczno-ekonomicznych.

Znaczący spadek zasięgu ubóstwa zaobserwowano zwłaszcza wśród takich grup, jak: rodziny wielodzietne (z 3 oraz 4 lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu), gospodarstwa domowe z osobami niepełnosprawnymi, mieszkańcy wsi i miast poniżej 20 tys. mieszkańców oraz gospodarstwa domowe z głową gospodarstwa o niskim poziomie wykształcenia. Pomimo poprawy sytuacji, w 2016 r. grupy te wciąż należały do najbardziej zagrożonych biedą.

W 2016 r. zaobserwowano istotną poprawę sytuacji gospodarstw domowych z dziećmi do lat 18. Skutkiem tego był widoczny spadek zasięgu ubóstwa skrajnego wśród dzieci w wieku 0-17 lat (z 9% w 2015 r. do nieco mniej niż 6% w 2016 r.).

Grupami ludności, w których w 2016 r. nie odnotowano zmniejszenia się zasięgu ubóstwa były gospodarstwa domowe bez dzieci na utrzymaniu,  gospodarstwa z głową gospodarstwa posiadającą wykształcenie wyższe oraz mieszkańcy największych miast, o liczbie ludności co najmniej 500 tys., przy czym są to grupy o relatywnie niskiej stopie ubóstwa.   Województwami o najwyższej stopie ubóstwa  były woj. warmińsko-mazurskie i woj. podkarpackie oraz woj. lubelskie, świętokrzyskie i wielkopolskie.
W 2016 r. zasięg ubóstwa skrajnego na wsi był dwuipółkrotnie wyższy niż w miastach. Różnica ta jest szczególnie wyraźna, gdy sytuację na wsi porównuje się z sytuacją w największych miastach (500 tys. lub więcej mieszkańców). W skrajnym ubóstwie żyło w 2016 r. roku prawie 3% mieszkańców miast (od ok. 1% w największych miastach, do 4% w miastach poniżej 20 tys. mieszkańców). Na wsi odsetek osób żyjących poniżej minimum egzystencji wyniósł 8%.

W kontekście terytorialnych zróżnicowań zasięgu ubóstwa ważna jest również ocena tego zjawiska według województw. W 2016 r. najwyższą stopę ubóstwa odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim i woj. podkarpackim oraz woj. lubelskim, świętokrzyskim i wielkopolskim (po ok. 8-9%).

Najniższą wartość wskaźnika ubóstwa skrajnego zaobserwowano natomiast w województwach: lubuskim, łódzkim, dolnośląskim, śląskim i mazowieckim (po ok. 2-3%).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Większa determinacja czy pracowitość to czynniki, które mogą sprawiać, że ojcowie zarabiają więcej niż bezdzietni mężczyźni. Różnica jest spora, bo ci pierwsi zarabiają aż o 13,6% więcej – wynika z szacunków Open Finance. W ciągu roku daje to przeciętnie dodatkowe 4,5 tys. zł w budżecie domowym statystycznego ojca.

3126 zł miesięcznie „na rękę” – takie jest w Polsce przeciętne wynagrodzenie ojca– wynika z szacunków Open Finance. To o 13,6% więcej niż zarabia bezdzietny mężczyzna. Jego pensja w 2016 roku opiewała bowiem przeciętnie na 2753 zł miesięcznie. W ciągu roku ojcowie inkasują więc o prawie 4,5 tys. zł więcej niż ich bezdzietni koledzy.

Taki stan może sugerować, że ojcowie są bardziej doceniani przez pracodawców. Może to wynikać z determinacji rodziców do zapewnienia dzieciom jak najlepszego bytu, co oczywiście dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn. Determinacja ta często przekłada się na większe oddanie firmie i większą pracowitość, co pracodawcy zwykli doceniać.

Im więcej dzieci, tym wyższa pensja

Gdyby tego było mało, to wynagrodzenie statystycznego mężczyzny jest tym wyższe im więcej posiada dzieci. Podczas gdy ojciec jednej pociechy zarabia przeciętnie bez mała 2,9 tys. zł netto miesięcznie, to już przy dwójce pociech jest to o 280 zł więcej, a przy trójce przeciętne miesięczne wynagrodzenie przekracza 3729 zł – wynika z szacunków Open Finance.

Danych tych nie należy jednak odczytywać wprost. Przełożony wraz z gratulacjami świeżo upieczonemu ojcu nie przynosi przecież do podpisania umowy z wyższym wynagrodzeniem. Raczej jest tak, że łatwiej podjąć decyzję o powiększeniu rodziny osobom z wyższym wynagrodzeniem. Alternatywnie pojawienie się potomstwa może motywować do podjęcia rozmów o podwyżce i dalszego rozwoju kariery czy po prostu poszukiwania dodatkowego źródła dochodu. Liczniejsze rodziny w większym stopniu korzystają też z dopłat 500+, ulg podatkowych czy innej pomocy państwa. Taki stan rzeczy także przekłada się na wyższe wynagrodzenia netto ojców niż bezdzietnych mężczyzn.

Ojcostwo po trzydziestce

Trzeba mieć przy tym także świadomość, że prezentowane dane są zaburzone faktem, że panowie decydują się na posiadanie dzieci dopiero w okolicy 30 roku życia. I tak na przykład przeciętny pan w chwili urodzenia dziecka miał prawie 32 lata (dane GUS o wszystkich urodzeniach w 2015 roku). To oznacza, że zarobki ojców nie są zaniżane pensjami osiąganymi przez mężczyzn przed trzydziestką. Jest to o tyle ważne, że przeciętne wynagrodzenie mężczyzn pracujących na pełen etat, którzy nie mieli jeszcze trzydziestych urodzin jest aż o 29% niższe niż panów w wieku od 30 do 39 lat – wynika z danych Eurostatu z 2014 roku.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Obliczając zdolność kredytową przy kredycie hipotecznym banki biorą pod uwagę nie tylko dochody przyszłego kredytobiorcy. Liczy się także między innymi to, ile osób liczy gospodarstwo domowe i czy są w nim dzieci.

Pierwszym krokiem mającym na celu oszacowanie własnych możliwości finansowych przed zakupem mieszkania powinno być sprawdzenie posiadanej zdolności kredytowej u doświadczonego i posiadającego możliwie najszerszą ofertę produktową pośrednika kredytowego. Dlaczego szeroka oferta produktów kredytowych jest tak ważna? Jak wynika z opracowania analityków kredytowych Metrofinance, spółki wchodzącej w skład Metrohouse, różnice w oferowanej maksymalnej kwocie pomiędzy czołowymi bankami mogą dochodzić do kilkudziesięciu procent.

Ile z dzieckiem, a ile bez?

Aby pokazać istniejące różnice analitycy Metrofinance przyjęli do wyliczeń następujące dane: dochody kredytobiorcy netto na poziomie średniej krajowej wynoszącej 4 488,08 zł brutto tj. 3 193,21 zł netto, 30 letni okres kredytowania. Obliczenia przeprowadzili dla kilku modelowych przykładów gospodarstw domowych. W każdym z przypadku przyjęto brak dodatkowych zobowiązań takich jak kredyty lub np. alimenty.

U singla bez zobowiązań, którego dochody wynoszą jedną średnią krajową, zdolność kredytowa jest oceniana zależnie od banku na kwotę od 260 000 do 370 000 zł. Tymczasem osoba samotnie wychowująca dziecko, zarabiająca tyle samo, otrzyma średnio w bankach od już tylko od 180 000 do 250 000 zł. Małżonkowie bez dzieci, zarabiający łącznie dwie średnie krajowe mogą uzyskać kwotę średnio od 540 000  do 760 000 zł. Jeśli to samo małżeństwo zechce ubiegać się o kredyt po urodzeniu pierwszego dziecka, otrzyma już maksymalnie kwotę od 500 000 do 650 000 zł. Rodzina czteroosobowa o tych samych parametrach dochodowych i dwójce dzieci może liczyć na kwotę od 400 000 do 520 000 zł, zaś duża 5 osobowa rodzina z trójką dzieci na utrzymaniu otrzyma już średnio od 270 000 do 420 000 zł. Z opracowania wynika więc, że grupą, która może liczyć na najwyższą zdolność kredytową są małżeństwa/pary bez dzieci. Jeżeli porównamy maksymalną zdolność kredytową tej grupy kredytobiorców i rodziny z trójką dzieci, to różnice mogą osiągnąć nawet 340 000 zł. Należy zauważyć, że każde kolejne dziecko zmniejsza maksymalną zdolność kredytową przynajmniej o 100 000 zł.

Do niniejszego zestawienia należy dodać jedną ważną uwagę. –  Często bank z mniej atrakcyjną ofertą i wyższym oprocentowaniem oferuje na zachętę większą kwotę kredytu – trzeba o tym pamiętać porównując oferty, dodaje Piotr Firlej, dyrektor w Metrofinance. Warto więc skorzystać z pomocy doświadczonego specjalisty, który oprócz rzetelnej informacji o zdolności wskaże ewentualne koszty dodatkowe, jakimi możemy być obarczeni wybierając bank oferujący najwyższą kwotę na rynku.

500+ a zdolność kredytowa

Klienci często pytają czy na ich zdolność kredytową wpłyną otrzymywane środki z programu 500+. – Niestety nie i raczej nie zapowiada się, by banki zaczęły uwzględniać je w przyszłości. Podobnie rzecz ma się z alimentami zasądzonymi na dziecko. Przy wnioskowaniu o kredyt hipoteczny banki niestety solidarnie ich nie uwzględniają, poza jednym, który jest w stanie zdyskontować częściowo koszty życia gospodarstwa, co może poprawić nieznacznie zdolność kredytową, wyjaśnia Piotr Firlej.

Źródło: Metrohouse Franchise S.A.

Polska znajduje się w czołówce państw Unii Europejskiej pod względem odsetka gospodarstw domowych zamieszkujących z dziećmi.

Z opublikowanych w 2015 r. badań Eurostatu wynika, że w 38,4 proc. gospodarstw domowych w Polsce znajduje się co najmniej jedno dziecko. To znacznie większy odsetek niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 29,8 proc. Polska plasuje się pod tym względem w ścisłej czołówce Europy ustępując miejsca tylko Cyprowi (38,9 proc.) oraz Irlandii (41,5 proc.). Wśród państw spoza Unii Europejskiej wyższe statystyki mają też Macedonia (49,4 proc.) i Turcja (54,3 proc.). Średnią europejską zaniżają natomiast Szwedzi i Niemcy (poniżej 22 proc.). – Unia Europejska na potrzeby badań definiuje „dziecko” jako członka gospodarstwa domowego w wieku poniżej 25 lat, całkowicie zależnego finansowo od innych dorosłych członków gospodarstwa domowego, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse. – Jednak mimo to, nasz kraj wyróżnia się w tych statystykach, co powinno dać wiele do myślenia całej branży nieruchomości –od architektów, projektantów aż do deweloperów.

Co jest ważne dla rodzin?

Rodziny posiadające dzieci są bardzo atrakcyjną grupą klientów dla deweloperów. Są jednak dość wymagającymi nabywcami. Poza tak istotnymi czynnikami jak cena, lokalizacja i standard inwestycji poszukują rozwiązań, które sprawią, że ich dzieci będą mieć zapewnioną co najmniej bezpieczną aktywność na pobliskim placu zabaw. – Z przeprowadzonych niegdyś w Metrohouse badań ankietowych wynikało, że rodzice pytają doradców o bliskość szkół i przedszkoli, ale także o place zabaw, windę, czy pomieszczenia takie jak wózkownia, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Z kolei 58 proc. ankietowanych deweloperów przyznało, że jeżeli klientem jest osoba posiadająca już dziecko, w wyborze inwestycji kieruje się także udogodnieniami dla dzieci. Prawie wszyscy deweloperzy twierdzą, że takie udogodnienia można spotkać na budowanych przez nie osiedlach. Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, w zależności od województwa, tylko od 30 do 50 proc. inwestycji posiada własny plac zabaw.

Nie tylko mieszkania

Wraz z powiększaniem się rodzin pojawia się pytanie o zakup większego lokum. W największych polskich miastach zakup domu wolnostojącego pozostaje poza zasięgiem portfela większości rodzin, ale w sukurs przychodzą inne rozwiązania. Coraz popularniejszym kompromisem dla rodzin stają się segmenty pod miastem, których ceny mogą śmiało konkurować z kosztami jakie należałoby ponieść kupując duże 3-4 pokojowe mieszkanie w mieście. W zeszłorocznej ankiecie Metrohouse przeprowadzonej przez klientów posiadających dzieci 63 proc. ankietowanych odpowiedziało, że najkorzystniejszą lokalizacją dla rodzin są obrzeża miast. – Przykładowo, w promieniu 40 km od centrum Warszawy można kupić nowy segment w cenie do 500 tys. zł. podczas gdy w stolicy taka kwota wystarczy na niewiele więcej niż 60 m kw. mieszkania, mówi Marcin Jańczuk. Lokalni przedsiębiorcy budujący tego rodzaju inwestycje zdają sobie sprawę z tych dysproporcji i silnie zabiegają o rodziny. Ma to odzwierciedlenie w prowadzonych działaniach marketingowych, które są ukierunkowane właśnie do tej grupy potencjalnych nabywców.

 

Źródło: Metrohouse

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...