czwartek, Listopad 23, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "działalność gospodarcza"

działalność gospodarcza

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe osób ubezpieczonych w danym roku kalendarzowym, nie może być wyższa od kwoty odpowiadającej 30-krotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (w 2017 roku – 127.890,00 zł).

Konsekwencją wprowadzenia powyższej regulacji od stycznia 1999 roku, było również ograniczenie wysokości podstawy wymiaru emerytury i renty do kwoty  przychodu, od którego były odprowadzone składki (art. 15 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych). Zgodnie z rządowym projektem ustawy o zmianie  ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1974), od dnia 1 stycznia 2018 roku ma przestać obowiązywać górny pułap składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, co spowoduje obowiązek odprowadzenia wyższych składek oraz uwzględnienia większej podstawy do świadczeń emerytalnych i rentowych.

Należy podkreślić, że świadczenia z systemu ubezpieczeń społecznych powinny być przyznawane zgodnie z zasadą solidaryzmu społecznego. Założeniem powyższych zasad jest ustanowienie świadczenia w odpowiedniej proporcji do wysokości zarobków, co nie będzie miało zastosowania w stosunku do osób odprowadzających składkę na fundusz emerytur pomostowych (której nie można nazwać składką, a podatkiem). Powyższa zmiana będzie kosztowna dla firm, które odprowadzają składki na Fundusz Emerytur Pomostowych, ponieważ limit dotyczący odprowadzania składek nie będzie miał również zastosowania do tej składki. Obowiązek opłacania składek na FEP dotyczy pracownika urodzonego po 31 grudnia 1948 roku, który wykonuje pracę w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, tj. m.in. osoby pracujące w górnictwie, hutnictwie. W grupie osób, które będą musiały odprowadzać składki bez limitu podstawy wymiaru składek zapewne będą osoby, które nie nabędą prawa do emerytury pomostowej, z uwagi na warunek jaki należy spełnić, tj. wykonywanie prac w szczególnych warunkach lub w szczególnym charakterze przed dniem 1 stycznia 1999 roku, bo rozpoczną pracę po 1998 roku. Zatem firmy zatrudniające pracowników pracujących w warunkach szczególnych lub o szczególnym charakterze, będą finansowały  rozrzutną politykę emerytalną.

Należy dodać, że obecny sposób wyliczenia świadczeń emerytalno-rentowych nie zezwala na ustanowienie świadczenia na zbyt wygórowanym poziomie, przez co w praktyce realizowana jest zasada solidaryzmu społecznego. Brak ograniczenia podstawy wymiaru emerytury i renty będzie skutkował obowiązkiem wypłaty wysokich świadczeń, co nie może być akceptowane społecznie z powodu dużej liczby ubezpieczonych otrzymujących minimalne świadczenie. Zapewne zlikwidowanie powyższego limitu spowoduje znaczne dysproporcje w otrzymywanych świadczeniach. W sytuacji braku ograniczenia podstawy wymiaru składek, powstanie znaczna dysproporcja w zakresie wkładu do funduszu ubezpieczeń społecznych (osoby głównie zatrudnione na podstawie umowy o pracę będą ponosić znaczne koszty ubezpieczenia emerytalnego i rentowego w stosunku do innych ubezpieczonych). Mimo deklarowanej zmiany w zakresie obliczania emerytur i rent, tj. zniesienia ograniczenia wskaźnika wysokości podstawy wymiaru w wysokości 250% jest wielce prawdopodobne, że w przyszłości zostanie wprowadzone ograniczenie w wysokości emerytury i renty z uwagi na fakt, że składki zgromadzone w funduszu nie będą wystarczały na pokrycie tak wysokich emerytur. Spowoduje to, że wkład osób przekraczających 30 krotność do systemu, będzie
nie współmiernie wysoki w stosunku do otrzymywanego w przyszłości świadczenia.

Taka zmiana przepisów będzie zgodna z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, gdzie  przyjmuje się, że ustawodawca musi zapewnić tylko świadczenia w minimalnej wysokości jak również, że zmiana modelu ubezpieczeń społecznych nie jest naruszeniem praw nabytych, ponieważ Konstytucja gwarantuje obywatelom tylko świadczenie w minimalnej wysokości (orzeczenia TK z dnia 19 listopada 1996 roku, sygn. K. 7/95, OTK ZU nr 6/1996, poz. 49 i z dnia 17 lipca 1996 roku., sygn. K. 8/96, OTK ZU nr 4/1996, poz. 32, oraz wyrok z dnia 4 grudnia 2000 roku, sygn. K. 9/00, OTK ZU nr 8/2000, poz. 294). Z uwagi na obecną sytuację FUS oraz na rażące dysproporcje w otrzymywanych świadczeniach, które powstaną można spodziewać się, że ustawodawca w przyszłości zmieni zasady ustalania wysokości emerytur, czy rent i takie działanie będzie zgodne z Konstytucją.

Konsekwencją wprowadzenia powyższej zmiany będzie również rezygnacja z zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę przez osoby osiągające wysokie zarobki i wykonywania tożsamej pracy w oparciu o prowadzoną działalność gospodarczą, w której to przedsiębiorca może zadeklarować znacznie niższą podstawę wymiaru składek, co skutkuje odprowadzeniem  niższych składek niż gdyby był zatrudniony na podstawie umowy o pracę.

 

Komentarz: dr Katarzyna Kalata

Jej powodem jest wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), który sprawi, że obszar VAT w przedsiębiorstwach znajdzie się pod ścisłym nadzorem urzędów skarbowych. Jednocześnie przedsiębiorstwa korzystające ze split payment będą mogły szybciej uzyskiwać zwrot podatku i uchronić się przed częścią sankcji podatkowych. Zmiany miałyby wejść w życie 1 kwietnia 2018 r. 

Projekt nowelizacji ustawy o VAT został przekazany do Senatu, który ma 30 dni na przyjęcie ustawy, wniesienie poprawek i skierowanie projektu ponownie do Sejmu lub odrzucenie w całości. Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), mającego na celu uszczelnienie podatku VAT.  Model split payment będzie dotyczył wyłącznie transakcji dokonywanych pomiędzy przedsiębiorstwami. Po nowelizacji nabywca towarów lub usług będzie decydował, czy przekaże sprzedawcy całą kwotę płatności, czy zrealizuje ją w modelu podzielonej płatności, w którym kwota netto trafia na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a kwota z tytułu podatku VAT – na  specjalne konto VAT kontrahenta. Wprowadzenie split payment budzi obawy wśród przedsiębiorstw. Dotyczą one przede wszystkim ryzyka utraty płynności finansowej i konieczności stałego kontrolowania rozliczeń z klientami i fiskusem. Z drugiej strony, split payment umożliwi podatnikom zabezpieczenie środków koniecznych do opłacania podatku należnego fiskusowi, ochronę przed częścią sankcji podatkowych, a także zdecydowanie przyspieszy uzyskiwanie zwrotu VAT.

Specjalne konto VAT pod ścisłym nadzorem

Zgodnie z założeniami nowelizacji, korzystanie z modelu split payment ma być dobrowolne. W praktyce decyzję o wyborze tego mechanizmu będzie podejmowała strona dokonująca płatności, czyli nabywca towarów lub usług. Jeśli więc sprzedawca nie będzie chciał korzystać ze split payment, będzie musiał uzgodnić to najpierw ze swoim klientem. To oznacza, że każdy podatnik VAT będzie musiał posiadać dwa odrębne konta: podstawowe – do prowadzenia własnej działalności gospodarczej i specjalne – do celów VAT.

Zgodnie z nowelizacją, rachunek VAT dla przedsiębiorstwa będzie automatycznie zakładany przez bank lub Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową (SKOK), w której firma ma już rachunek rozliczeniowy do celów gospodarczych. Założenie i prowadzenie takiego konta nie będzie wiązało się z zawieraniem dodatkowej umowy czy kolejnymi kosztami. W modelu podzielonej płatności, nabywca będzie wykonywał jeden przelew w kwocie brutto. Rozdzielenie kwoty na netto i VAT będzie zadaniem instytucji bankowej, która z tego tytułu będzie mogła pobierać opłatę. Wartość opłaty nie będzie jednak wyższa niż tej za przelew bez zastosowania mechanizmu split payment.

Konto do celów VAT będzie pod stałym nadzorem administracji podatkowej. Przedsiębiorstwo będzie mogło używać go wyłącznie do uzyskiwania płatności VAT od nabywców towarów czy usług, wpłacania należności podatkowej do urzędu skarbowego lub do zapłaty VAT swoim dostawcom.

Obecnie split payment funkcjonuje we Włoszech, Czechach, Turcji, a od niedawna również w Rumunii. W tych krajach korzystanie z tego mechanizmu jest dobrowolne, a strona dokonująca płatności samodzielnie dzieli ją na dwa oddzielne przelewy bankowe. Zastosowanie split payment powinno być indywidualną decyzją podatnika, rozpatrywaną m.in. w oparciu o aktualną sytuację finansową przedsiębiorstwa, rodzaj przepływów pieniężnych, procesy księgowania czy relacje z kontrahentami. Części przedsiębiorstw mechanizm ten pomoże zarządzać obszarem VAT, innym przysporzy dodatkowych problemów – w skrajnych przypadkach może nawet zachwiać płynnością finansową firmy. Środki na koncie VAT będą tymczasowo zamrażane. Jeśli właściciel konta będzie chciał przeznaczyć je na inwestycje czy inne zobowiązania niż te wynikające z przepisów VAT, będzie musiał uzyskać pozwolenie naczelnika urzędu skarbowego, który będzie miał na decyzję aż 60 dni. W związku z ryzykiem zachwiania płynności finansowej, Ministerstwo Finansów przewiduje wprowadzenie specjalnie skonstruowanej oferty kredytowej dla przedsiębiorstw, które zdecydują się na split payment, ale szczegółów jeszcze nie znamy – komentuje Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Uproszczony i szybszy zwrot VAT

Obecnie Urząd Skarbowy ma aż 60 dni na rozpatrzenie wniosku o zwrot VAT oraz prawo do przedłużenia tego terminu. Przedsiębiorstwa, które chcą ubiegać się o zwrot VAT w przyspieszonym, 25-dniowym terminie, muszą spełnić szereg wymogów formalnych. Firma musi wykazać m.in., że kwoty naliczonego podatku wykazane w deklaracji podatkowej wynikają z odpowiednich faktur i dokumentów celnych, a następnie złożyć w urzędzie skarbowym potwierdzenie, iż dokumenty te zostały opłacone. Ponadto, kwota nadwyżki wynikająca z poprzedniej deklaracji podatkowej nie może przekroczyć 3 tys. złotych. Jednocześnie w ramach procedury postępowania weryfikacyjnego, organy podatkowe mają możliwość przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT, co często prowadzi do długotrwałego „zamrożenia” środków w przedsiębiorstwie, w wysokości należnego zwrotu.

Zgodnie z nowelizacją, przedsiębiorstwo korzystające z mechanizmu podzielonej płatności nie będzie musiało spełniać powyższych warunków, aby szybciej uzyskać zwrot podatku VAT. Jeśli podatnik zawnioskuje o przelanie zwrotu na rachunek służący rozliczeniom podatku VAT z Urzędem Skarbowym, otrzyma go w terminie do 25 dni. W tym wypadku ustawodawca nie przewiduje możliwości przedłużenia terminu otrzymania zwrotu, co jest nowością proceduralną dla urzędów skarbowych i dobrą wiadomością dla przedsiębiorstw.

Niższy podatek i mniej sankcji

Przedsiębiorstwa korzystające z mechanizmu split payment będą miały możliwość obniżenia wartości należnego podatku VAT. Będzie to dotyczyło podatników, którzy opłacą swoje zobowiązanie podatkowe w całości z rachunku VAT, w terminie wcześniejszym niż narzucony przez ustawodawcę. Oszczędności te będą jednak niewielkie. W ramach dodatkowej zachęty, wobec podatników posługujących się tym mechanizmem, nie będzie stosowana część sankcji zdefiniowanych w Ustawie o VAT.

Ustawa o VAT wskazuje katalog towarów, w przypadku których nabywca jest obarczony odpowiedzialnością podatkową za zaległości VAT spowodowane przez dostawcę. Podatnik, który będzie stosował split payment nie będzie musiał obawiać się tzw. odpowiedzialności solidarnej w ramach tego katalogu towarów. Dodatkowo, taki podatnik nie będzie objęty regulacjami dotyczącymi stawek sankcyjnych, które mogą zwiększyć podatek należny nawet o 100 proc. oraz odsetki za zwłokę do 150 proc. Przykładowo, jeżeli w toku kontroli podatkowej lub celno-skarbowej urząd stwierdzi, iż podatnik zaniżył kwotę zobowiązania lub zawyżył kwotę zwrotu podatku VAT o 100 tys. zł, to nie obejmie go sankcja w wysokości 20 tys. zł. Natomiast, jeśli urząd stwierdzi, że podatnik uwzględnił w swoim rozliczeniu fakturę na 100 tys. zł, choć faktycznie nie doszło do zakupu czy sprzedaży, to stosowanie mechanizmu split payment uchroni podatnika przed sankcją w wysokości 100 tys. zł oraz zwiększonymi odsetkami ustawowymi – wyjaśnia Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Choć split payment wydaje się skutecznym rozwiązaniem do walki z wyłudzeniami VAT, jego wprowadzenie będzie wyzwaniem dla przedsiębiorstw w Polsce. Kluczowa w tym kontekście wydaje się dobrowolność wyboru tego mechanizmu. Decyzja o stosowaniu podzielonej płatności powinna być podejmowana w oparciu o analizę indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Firmom, które wykluczą ryzyko utraty płynności finansowej, split payment może przynieść szybszy dostęp do zwrotu VAT i ochronę przed częścią sankcji podatkowych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Senat przyjął bez poprawek ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne.

W najbliższych dniach ustawa zostanie przekazana do podpisu Prezydentowi RP. Uchwalone przepisy zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2018 r.

Ustawa ma na celu uszczelnienie systemu podatku dochodowego. W konsultacjach społecznych oraz w trakcie procesu legislacyjnego przedstawiciele Ministerstwa Finansów wskazywali, że wprowadzane narzędzia pozwolą na odbudowę dochodów podatkowych z tytułu podatku dochodowego oraz ograniczą agresywne planowanie podatkowe. Cel projektodawcy w dużej mierze zostanie osiągnięty, jednak niektóre z przyjętych rozwiązań będą negatywnie oddziaływać także na przedsiębiorców niestosujących agresywnej optymalizacji podatkowej. Stanowić będą istotną ingerencję w warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

W trakcie posiedzenia senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych, 8 listopada br., Konfederacja Lewiatan zaproponowała wprowadzenie kilku zmian, które pozwoliłyby na ograniczenie negatywnych skutków ustawy, m.in. podniesienie limitu ograniczającego zaliczanie do kosztów uzyskania przychodów kosztów usług niematerialnych nabywanych od podmiotów powiązanych, odstąpienie od wprowadzenie tzw. podatku minimalnego oraz złagodzenie przepisów dotyczących limitowania finansowania dłużnego. Senatorowie nie zdecydowali się na ich wprowadzenie w formie poprawek.

W trakcie prac w Sejmie oraz na etapie konsultacji społecznych w projekcie uwzględniono jednak wiele istotnych uwag zgłoszonych przez Radę Podatkową Konfederacji Lewiatan, najważniejsze z nich to:

1)  Odstąpienie od stosowania ograniczenia w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodów wydatków na usługi niematerialne do transakcji pomiędzy podmiotami niepowiązanymi.

2) Podwyższenie z 1,2 mln zł do 3 mln zł progu, do którego koszty usług niematerialnych podlegać będą zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodów w całości, bez odnoszenia ich wysokości do wskaźnika (podatkowego) EBITDA.

3) Wyłączenie z limitowania kosztów usług opłat i licencji ponoszonych w ramach podatkowej grupy kapitałowej oraz wyłączenie z limitowania usług księgowych, prawnych, rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu.

4) Wprowadzenie wyłączenia, zgodnie z którym dla banków, SKOKów i firm pożyczkowych, limit w zaliczaniu usług niematerialnych do kosztów uzyskania przychodów ustala się bez pomniejszenia przychodów oraz kosztów uzyskania przychodów o przychody i koszty z tytułu odsetek.

5) Umożliwienie podatnikom przenoszenia na przyszłe okresy (do 5 lat podatkowych) kwoty kosztów usług, opłat i licencji przekraczającej limit obowiązujący w danym roku.

6) Podwyższenie z 1,2 mln zł do 3 mln zł kwoty, do której nie będzie stosowane ograniczenie w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodów nadwyżki kosztów finansowania dłużnego (niedostateczna kapitalizacja).

7) Wyłączenie ze źródła przychodów zyski kapitałowe przychodów firm ubezpieczeniowych uzyskiwanych w celu wypełnienia przez ubezpieczycieli zobowiązań wynikających z umów ubezpieczenia.

8) Wyłączenie ze źródła przychodów zyski kapitałowe pochodnych instrumentów zabezpieczających przepływy oraz przychody i koszty z działalności operacyjnej.

9) Obniżono z 0,042% do 0,035% miesięcznie stawkę tzw. podatku minimalnego od budynków handlowo-usługowych oraz wyłączono spod nowego podatku budynki biurowe wykorzystywane na własne potrzeby podatnika (siedziba).

 

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Szanse na umorzenie swoich zobowiązań w wyniku przeprowadzonego postępowania upadłościowego mają także przedsiębiorcy, a dokładnie osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą oraz inne osoby fizyczne, których upadłość prowadzona jest przy zastosowaniu przepisów o upadłości przedsiębiorców (np. wspólnicy spółek jawnych i partnerskich). Instytucja umorzenia zobowiązań nie dotyczy innych kategorii przedsiębiorców – osób prawnych (np. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, spółek akcyjnych). Oddłużenie nie następuje też automatycznie – musi zostać poprzedzone ustaleniem przez Sąd i wykonaniem przez dłużnika tzw. planu spłaty wierzycieli.

Oddłużenie osób fizycznych posiadających status przedsiębiorcy dopuszczalne jest po zakończeniu postępowania, gdy w ramach postępowania przeprowadzono likwidację całego majątku upadłego, a jednocześnie nie udało się zaspokoić wszystkich zobowiązań dłużnika. Sposób regulacji i ukształtowania przesłanek umorzenia zobowiązań upadłego przedsiębiorcy nadaje tej instytucji charakter wyjątkowy, w tym znaczeniu, iż z jej dobrodziejstwa skorzystać mogą tylko rzetelni dłużnicy. Podobnie, jak w przypadku upadłości konsumenckiej, ocena postępowania dłużnika na użytek zasadności orzekania o umorzeniu zobowiązań dotyczy okresu zarówno przed ogłoszeniem upadłości, jak i w trakcie postępowania.

Cała procedura prowadząca do umorzenia zobowiązań upadłego jest w znacznej mierze zbliżona bądź nawet analogiczna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku upadłości konsumenckiej. Wszczynana jest z inicjatywy dłużnika, na jego wniosek złożony w określonym w ustawie terminie (trzydzieści dni) po zakończeniu postępowania upadłościowego i obejmuje w pierwszym etapie ustalenie przez sąd planu spłaty wierzycieli. Plan spłaty określa w jakim zakresie i w jakim czasie (nie dłuższym niż trzy lata) dłużnik ma spłacać zobowiązania uznane na liście wierzytelności w postępowaniu upadłościowym, a jednocześnie niezaspokojone na skutek nie uzyskania wystarczających środków z likwidacji majątku upadłego.

Ustawodawca sformułował kilka przesłanek wyłączających możliwość oddłużenia przedsiębiorcy, a więc wskazał na okoliczności (zdarzenia), które powodować będą, że wniosek upadłego przedsiębiorcy nie będzie mógł być uwzględniony:

  • Po pierwsze, w sytuacji gdy stwierdzone zostanie istnienie podstaw do zastosowania wobec upadłego, przewidzianej przepisami ustawy prawo upadłościowe szczególnej sankcji w postaci czasowego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek oraz pełnienia funkcji reprezentanta lub pełnomocnika w spółce handlowej, przedsiębiorstwie państwowym, spółdzielni, fundacji lub stowarzyszeniu. Sankcja ta jest nakładana przez sąd upadłościowy, w szczególności w sytuacjach gdy upadłemu można przypisać zawinione i jednoznacznie naganne zachowania polegające np. na niszczeniu bądź ukrywaniu swojego majątku. Niemniej jednak może być także orzeczona w przypadku, gdy zostanie wykazane, iż upadły nie bez swej winy nie zgłosił w ustawowym terminie wniosku o ogłoszenie upadłości.
  • Po drugie, ustawodawca zadbał o to aby niewypłacalni przedsiębiorcy nie korzystali z instytucji umorzenia zobowiązań jako stałego elementu swojej działalności. Stąd wyłączono możliwość oddłużenia przedsiębiorcy, jeżeli w ciągu ostatnich 10 lat przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, w której mają być umarzane zobowiązania upadłego, zostało wobec danego dłużnika przeprowadzone postępowanie upadłościowe, w którym umorzono jego zobowiązania bądź też nie doszło do umorzenia zobowiązań na skutek niewykonywania przez upadłego i uchylenia ustalonego planu spłaty.
  • Po trzecie, ustawodawca odmawia prawa oddłużenia tym przedsiębiorcom, których czynności (w okresie 10 lat przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości) zostały zaskarżone przez wierzycieli i prawomocnie uznane przez sąd za dokonane z pokrzywdzeniem wierzycieli.
  • Po czwarte, na oddłużenie nie mogą liczyć przedsiębiorcy, którzy nie wykonywali rzetelnie obowiązków nałożonych na nich w postępowaniu upadłościowym.

Co istotne, ustawodawca przewidział jednak, iż w wyjątkowych sytuacjach, nawet pomimo zaistnienia wyżej wymienionych negatywnych przesłanek oddłużenie może nastąpić, gdy sąd uzna że umorzenie pozostałej części zobowiązań upadłego jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

Umorzenie nie obejmuje też wszystkich rodzajowo zobowiązań upadłego przedsiębiorcy. Z zakresu objętego umorzeniem wyłączono należności, którym generalnie na gruncie ustawy Prawo upadłościowe przyznaje się status uprzywilejowanych, np. należności alimentacyjne, zobowiązania wynikające z renty z tytułu odszkodowania za wywołanie choroby, niezdolności do pracy, kalectwa lub śmierci, itp. Umorzenie nie będzie obejmować także tych zobowiązań, których upadły umyślnie nie ujawnił, jeżeli wierzyciel nie brał udziału w postępowaniu upadłościowym. Skutkiem materialnoprawnym uprawomocnienia się wydanego przez sąd orzeczenia, jest wygaśnięcie zobowiązań upadłego objętych zakresem umorzenia.

Jednym ze skutków przeprowadzenia postępowania upadłościowego może być umorzenie niezaspokojonych w postępowaniu zobowiązań upadłego. Funkcja oddłużeniowa postępowania upadłościowego szczególnie akcentowana jest w przypadku tzw. upadłości konsumenckiej, których liczba znacznie zwiększyła się po dokonanej z początkiem 2015 roku i liberalizacji zasad ogłaszanie tego rodzaju upadłości.

 

 

Autorem artykułu jest radca prawny Piotr Glonek z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

Bieżący rok w branży budowlanej to prawdziwa huśtawka nastrojów. W styczniu rynek zmroziły fatalne dane za 2016 rok z dużym spadkami wartości produkcji budowlanej i ogólną wartością najniższą od dziewięciu lat. W lipcu, dla odmiany wzrost produkcji budowlano-montażowej, rok do roku, wyniósł niemal 20 proc. Paliwo do takich wyników dały inwestycje samorządowe i ożywienie na rynku dużych inwestycji infrastrukturalnych. Fachowcy, którzy wieszczyli, że szykuje się trwała poprawa sytuacji w budowlance i dobra koniunktura na kilka lat musieli zweryfikować prognozy, bo opublikowane aktualnie dane dotyczące zadłużenia branży podnoszą temperaturę wczesną jesienią. Zaległości branży wobec instytucji finansowych wynoszą już 4,06 mld zł, a w pierwszym półroczu tego roku zwiększyły się o 259 mln zł czyli 6,8 proc.* Chodzi tu m.in. o niespłacone w terminie kredyty oraz zobowiązania za usługi czy zakupiony towar, dla których opóźnienie wynosiło minimum 60 dni, na kwotę co najmniej 500 zł.

W opublikowanych danych zwraca uwagę też fakt, że zadłużonych jest aż ponad 25 tys. podmiotów budowlanych funkcjonujących jako działalność gospodarcza. Choć to nieco mniej niż w poprzednim okresie liczba i tak robi wrażenie. To właśnie te, średniej wielkości lub małe przedsiębiorstwa mają największy problem z płynnością i pozyskiwaniem kapitału na rozwój i inwestycje.

…i na czarnej liście w bankach.

Huśtawka nastrojów, w nie mniejszym stopniu niż złe dane, ogranicza zaufanie instytucji finansowych do branży budowlanej. Nic dziwnego, bo budowlanka od dłuższego czasu znajduje się na czarnej liście ryzykownych działalności w bankach. Udzielanie im kredytów uważane jest za obarczone dużym ryzykiem.

– Banki solidność branży czy ryzyko związane z kredytowaniem konkretnego przedsiębiorstwa rozpatrują w dłuższej perspektywie czasowej. Niemniej wahania nastrojów w budowlance trwają od dłuższego już czasu, co bardzo utrudnia firmom budowlanym przekonanie banków do udzielenia im finansowania. Łatwiej im przekonać do siebie instytucje, które oceniają aktualnych kontrahentów budowlańców, jak to ma miejsce w faktoringu – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A., firmy zajmującej się finansowaniem przedsiębiorstw.

Obecności budowlanki na nieformalnej czarnej liście trudno się dziwić, skoro dane pokazują, że opóźnione płatności ma na koncie niemal co siódme działające na większą skalę, jako spółka prawa handlowego, przedsiębiorstwo budowlane. Wśród tych firm problemy kontrahentom i bankom sprawia 15 proc.

Według BIG stosunkowo najwięcej niesolidnych płatników znajduje się wśród firm budowlanych zajmujących się robotami inżynieryjnymi, czyli reprezentującymi najmniejszą część produkcji budowlanej (24 proc.).

Lepiej szukać finansowania zanim sytuacja stanie się krytyczna

Nie znaczy to jednak, że budowlańcy są zupełnie bez szans na wsparcie finansowaniem zewnętrznym, muszą go jednak po pierwsze zazwyczaj szukać poza bankami, a po drugie zanim ich długi wzrosną na tyle, aby negatywnie wpłynąć na ocenę zdolności finansowych.

– Większe szanse na pieniądze budowlańcy mają u faktorów, którzy mniej patrzą wstecz, a bardziej do przodu. Przed podjęciem decyzji o finansowaniu analizują to, z kim przedsiębiorca kooperuje, komu wystawia faktury i czy realizowane przez niego zlecenia mają dobre perspektywy. Niemniej także wśród faktorów są firmy mające wykluczenia branżowe, wśród których niemal zawsze jest budowlanka. My takiego ograniczenia nie wprowadziliśmy i choć wymaga to od nas większej ostrożności w ich ocenie, cały czas udzielamy finansowania firmom budowlanym – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Oczywiście sięgając po finansowanie zewnętrzne przedsiębiorca musi sprawdzić i przeanalizować koszty takiej usługi. Pożyczki pozabankowe są dość drogie, natomiast konkurencja na rynku faktoringowym czyni tę usługę coraz bardziej dostępną.

 

 

W 2016 r. o 5 proc. wzrosła liczba mikrofirm. Działalność gospodarczą prowadziło nieco ponad 2 mln przedsiębiorstw zatrudniających  do 9 osób. 

Jak podaje GUS od 2010 r. oznacza to wzrost liczby mikroprzedsiębiorstw aż o 16,8 proc.  Jednocześnie przychody tych firm zwiększyły się o 7,1 proc. r/r (w latach 2010-2016 wzrosły o 37,4 proc.), a liczba pracujących wzrosła o 5,1 proc. r/r (w latach 2010-2016 o 13,7 proc.), tj. o 193,0 tys. osób.

Z raportu wynika, że największy odsetek mikrofirm stanowiły jednostki z sekcji handel i naprawa pojazdów samochodowych (24 proc.) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (13,2 proc.).

Po obserwowanym w latach 2011-2014 zmniejszeniu udziału jednostek budowlanych wśród mikroprzedsiębiorstw, w ostatnich dwóch latach zanotowano wzrost udziału tych podmiotów – w 2015 roku odsetek ten wyniósł 12,3 proc., a w 2016 roku – 12,7 proc.

W 2016 r. przedsiębiorstwa o liczbie pracujących do 9 osób uzyskały 1045,8 mld zł przychodów (co oznacza 7,1 proc. wzrostu w skali roku). Najwyższy udział w przychodach miały przedsiębiorstwa prowadzące działalność handlową i naprawę pojazdów samochodowych (41,3 proc.), przy czym w stosunku do roku 2010 zaobserwowano spadek tego udziału o 3,8 p. proc.

W tym samym okresie zmniejszył się również udział przedsiębiorstw budowlanych w generowaniu przychodów podmiotów najmniejszych – o 1,6 p. proc., do 10,5 proc. w roku 2016.

Przychody w przeliczeniu na jeden podmiot w 2016 r. kształtowały się od 94 tys. zł (w mikroprzedsiębiorstwach prowadzących pozostałą działalność usługową) do 1835,4 tys. zł (w jednostkach z sekcji działalność finansowa i ubezpieczeniowa).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych daleko było do ideału. Nie chroniła odpowiednio praw mieszkańców i nie sprzyjała efektywnemu zarządzaniu. Teraz czekają nas zmiany. Jednak nie wszyscy spółdzielcy będą z nich zadowoleni.

Spółdzielnie to dobrowolne zrzeszenia, prowadzące działalność gospodarczą realizującą określone cele. Tej formy prawnej do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych używa się na ziemiach polskich już od przeszło 120 lat i przez większość tego czasu (aż do pojawienia się deweloperów) była to forma podstawowa. Spółdzielnie nabywały ziemie lub gotowe nieruchomości, budowały i zarządzały. Członkowie spółdzielni wspólnym wysiłkiem tworzyli dla siebie przestrzeń do życia.

– Dzisiaj budują o wiele rzadziej, a ich funkcja sprowadza się przede wszystkim do zarządzania nieruchomościami, głównie blokami mieszkalnymi. Spółdzielnie z różnych względów nie wytrzymują konkurencji na nowoczesnym rynku nieruchomości, ale idea wspólnego budowania pozostała żywa. W pewnej mierze, to właśnie na niej opiera się inwestowanie pośrednie w nieruchomości, które jest głównym obszarem działalności Magmillon – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.

Dzisiaj spółdzielnie mieszkaniowe działają na podstawie ustawy Prawo spółdzielcze liczącej już 35 lat oraz ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z 15 grudnia 2000 r. To właśnie ona, już od lat, wzbudzała wiele emocji.

O tym, że ustawa musi zostać znowelizowana zadecydował Trybunał Konstytucyjny. W ostatnich kilku latach trybunał wydał kilka wyroków jasno wskazujących, że część przepisów jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Wśród polityków i ekspertów panowała zgoda – ustawę należy zmienić. Kontrowersje wywołał jednak zakres i kierunek tych zmian.

Najwięcej wątpliwości wzbudza zapis, który pozwala zostać członkiem spółdzielni każdemu, kto „(…) ubiega się o ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego lub odrębnej własności lokalu (…)”. Co to oznacza w praktyce? Zdaniem krytyków nowelizacji, członkiem spółdzielni będzie mógł zostać każdy. Wystarczy złożyć wniosek o przyznanie lokalu.

– Zapis mówiący, że nie trzeba być posiadaczem mieszkania, by móc decydować o sprawach kluczowych dla spółdzielni, tworzy niestety przestrzeń do nadużyć. W relatywnie prosty sposób zarząd spółdzielni może nadać prawo głosu niemal każdemu. Nowelizacja, która miała ucywilizować spółdzielnie, zostawia furtkę nieuczciwym prezesom traktującym dobro wspólne jak własny folwark. Nawet, jeśli tacy ludzie stanowią margines, będą wpływać na postrzeganie spółdzielni jako archaicznego i mało efektywnego sposobu zarządzania nieruchomościami – mówi Kuba Karliński.

Drugim istotnym punktem nowelizacji jest kwestia pełnomocnictw. Obecnie wiele spółdzielni zabrania udziału pełnomocnika w walnym zgromadzeniu, bez względu na przyczynę nieobecności członka spółdzielni. Pierwsze pomysły rządzących zakładały wpisanie możliwości udzielenia pełnomocnictwa w treść ustawy. Co więcej, taka osoba mogłaby reprezentować więcej niż jednego członka spółdzielni. Finalna propozycja ogranicza tę możliwość. Jeden przedstawiciel ma mieć tylko jeden głos.

– Analizując ten pomysł trzeba mieć na uwadze tryb funkcjonowania spółdzielni i ich otoczenie prawne. Nie ma żadnych narzędzi, które zmuszałyby pełnomocnika do działania w zgodzie z interesem wspólnoty, a nawet tych członków, którzy dali mu upoważnienie. To oznacza, że jedna osoba z wieloma pełnomocnictwami mogłaby zdominować walne zgromadzenie i za ich pomocą realizować własne cele. Uważam, że ograniczenie tej możliwości do reprezentowania jednej osoby jest najlepszym wyjściem – komentuje Kuba Karliński.

Co jeszcze zakłada nowelizacja? Pozostałe zmiany w ustawie nie budzą aż takich wątpliwości. To realizacja wskazań Trybunału Konstytucyjnego i wyjście naprzeciw zapotrzebowaniu mieszkańców lokali spółdzielczych.

Najbardziej znaczącym postanowieniem jest uregulowanie kwestii finansowych, które powstają,  kiedy mieszkańcy decydują się zrezygnować ze spółdzielni jako formy zarządzania nieruchomością. Dotychczas w takich przypadkach bardzo często rodził się spór o to, czyje są pieniądze zgromadzone na kontach spółdzielni. Teraz już oficjalnie to jej władze będą musiały w ciągu 12 miesięcy od zakończenia roku obrachunkowego, w którym powstała wspólnota mieszkaniowa, rozliczyć się ze wszystkich przychodów i kosztów.

Inną ze zmian jest  ułatwienie wykupu mieszkań zakładowych. Zgodnie z nowym zapisem, każdy kto jeszcze jest najemcą takiego lokalu, będzie mógł go wykupić po spłacie spółdzielni proporcjonalnej części nakładów koniecznych, których wymagał cały budynek.

Bardzo istotne z punktu widzenia członków zadłużonych spółdzielni jest wyjęcie opłat za media spod ewentualnych egzekucji komorniczych. Dziś długi spółdzielni mogą nieść konsekwencje finansowe dla wszystkich jej członków. Komornik ma prawo zająć pieniądze wpłacone przez mieszkańców, np. jako opłaty za wodę. Po nowelizacji ustawa będzie chroniła mieszkańców przed skutkami zaniedbań, którym najczęściej nie są winni.

 

Źródło:  Magmillon

Wartość finansowego majątku polskich gospodarstw domowych wyniosła na koniec 2016 r. prawie 1,9 biliona złotych i była dwukrotnie wyższa niż w kryzysowym 2008 r. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku przekroczy on barierę 2 bilionów złotych i będzie wyższy niż wartość produktu krajowego brutto.

Dane zbierane przez Narodowy Bank Polski w ramach okresowych badań sytuacji finansowej gospodarstw domowych pokazują ile wynosi i jak zmienia się wartość majątku finansowego Polaków oraz co wchodzi w jego skład. Do tej kategorii nie zalicza się wartości posiadanych nieruchomości, a jedynie aktywa typowo finansowe, takie jak gotówka, lokaty bankowe, akcje, pieniądze ulokowane w systemie ubezpieczeniowym i emerytalno-rentowym. Mimo powszechnych narzekań na niską skłonność do oszczędzania i inwestowania, nasz majątek finansowy miał na koniec ubiegłego roku wartość 1 884,3 mld zł i po raz pierwszy w historii badań był wyższy niż roczna wartość PKB. Nie oznacza to oczywiście, że mamy powody do zadowolenia, zarówno w wymiarze statystycznym, czyli ogólnym, jak i indywidualnym, a więc konkretnym. Mimo dużego zróżnicowania pod tym względem, nie jest też tak, że średnią mocno zawyża garstka krezusów. Według Forbesa, majątek 100 najbogatszych Polaków oszacowano na 134 mld zł, a więc jedynie 7 proc. wspomnianej sumy. Dla porównania, ośmiu najbogatszych ludzi świata zgromadziło majątek większy niż będący w dyspozycji połowy mieszkańców Ziemi.

Majątku generalnie nie mamy  w nadmiarze, a stopa oszczędzania i inwestowania nadwyżek finansowych rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Stopa oszczędzania sięga zaledwie 3,4 proc., co oznacza że tyle odkładamy z dochodów do dyspozycji. Stopa oszczędności dobrowolnych (bez uwzględnienia obowiązkowej części systemu emerytalnego, czyli OFE) wyniosła w ubiegłym roku 2,7 proc., niewiele, ale i tak znacznie więcej niż w poprzednich latach (w 2015 r. wyniosła zaledwie 1,5 proc., a w 2014 r. jedynie 0,5 proc.). Stopa inwestowania od kilku lat utrzymuje się na poziomie 7,3-7,9 proc. i wykazuje lekką tendencję malejącą.

Niemniej jednak warto zauważyć, że nasze bogactwo rośnie. Na koniec 2008 r., czyli roku pamiętanego głównie jako apogeum globalnego kryzysu finansowego i następującej po nim recesji, wartość majątku finansowego wynosiła 934 mld zł. Od tego czasu uległa podwojeniu, sięgając w 2016 r. prawie 1,9 bln zł. Tempo wzrostu było szczególnie wysokie w pierwszych latach po kryzysie, gdy sięgało 15 proc., jednak w latach 2013-2015 systematycznie się obniżało do niecałych 6 proc., by ponownie przyspieszyć do około 8 proc. w ubiegłym roku. Wszystko więc wskazuje na to, że na koniec tego roku wartość majątku finansowego przekroczy dwa biliony złotych.

Sprzyja temu wzrost dochodów, wspomagany przez program 500+ oraz dobrą sytuację na rynku pracy. Według NBP, w czwartym kwartale 2016 r. realne dochody do dyspozycji zwiększyły się o 7,6 proc., z czego 2,1 punktu procentowego pochodziło z 500+. Korzyści ze spadku bezrobocia i niedoborów kandydatów do pracy, a także podwyższenia płacy minimalnej, nie są jednak tak wyraźne, jak można by się spodziewać. Wzrost dochodów z pracy najemniej wykazywał w ubiegłym roku tendencję malejącą, a analitycy banku centralnego wskazują na zmniejszające się znaczenie dochodów z tego tytułu w dochodzie rozporządzalnym, a w tym roku będzie jeszcze gorzej w związku z rosnącą inflacją. Dobre wieści są takie, że coraz chętniej Polacy decydują się na działalność gospodarczą, zwykle bardziej lukratywną niż praca na etacie, a także to, że rośnie znaczenie dochodów gospodarstw domowych z własności. W czwartym kwartale ubiegłego roku dochody z własności zwiększyły się aż o 26 proc. w porównaniu do końca 2015 r. Niestety, udział dochodów z własności w całości dochodów gospodarstw domowych jest wciąż bardzo niski i sięga zaledwie 5 proc. To kwestia nie tylko niewielkich zasobów tej własności, ale głównie jej struktury. Dochody z własności powinno generować owe prawie 2 bln zł majątku finansowego. Nie jest jednak łatwo wykrzesać z nich większe zyski, skoro 943,5 mld zł, czyli połowa to nieoprocentowana gotówka oraz dające niewielkie odsetki lokaty bankowe. Co więcej, to wciąż najbardziej preferowany sposób przechowywania majątku, o czym świadczy najbardziej dynamiczny od 2004 r. przyrost wartości lokat bankowych, mimo rekordowo niskiego oprocentowania i wyraźnie już odczuwalnej inflacji. W samym czwartym kwartale 2016 r. wartość gotówki i lokat krótkoterminowych zwiększyła się o 32,5 mld zł., a w ciągu roku o prawie 86 mld zł, czyli o 5,8 proc. w porównaniu z końcem 2015 r. Jedynie 160 mld zł bezpośrednio i za pomocą funduszy inwestycyjnych, ulokowali Polacy w akcjach notowanych na giełdzie. To tylko 8,5 proc. majątku finansowego ogółem. Co ciekawe, z danych NBP wynika, że wartość akcji nienotowanych będących w posiadaniu gospodarstw domowych wynosi aż 317 mld zł, a więc jest prawie dwukrotnie wyższa niż akcji notowanych. Wartość ta ulega w ostatnich latach jedynie niewielkim zmianom. Ta kategoria to domena gospodarstw domowych prywatnych przedsiębiorców, prowadzących firmy w formie spółek akcyjnych. W ramach systemu ubezpieczeniowego i emerytalno-rentowego Polacy zgromadzili 285 mld zł, a więc 15 proc. całego swego majątku finansowego. Na tę sumę składają się głównie polisy ubezpieczeniowe, w tym także te z elementem inwestycyjnym oraz 150 mld zł aktywów zarządzanych przez OFE, a pochodzących z obowiązkowych składek.

Choć nasz majątek finansowy systematycznie się zwiększa, to jednocześnie znajduje się pod presją rekordowo niskich stóp procentowych, a więc niewielkich odsetek, nasilającej się inflacji i niechęci do inwestowania, będącego najlepszą metodą prowadzącą wzrostu wartości kapitału.

 Autor: Roman Przasnyski Główny Analityk GERDA BROKER

 

Ten, kto wynajmuje własny dom, mieszkanie, a nawet domek na drzewie, korzystając przy tym z zagranicznego portalu internetowego jako pośrednika, nie powinien zapominać o rozliczeniu tzw. importu usług, a co za tym idzie, składaniu deklaracji VAT-9M.

Stanowisko organów podatkowych jest takie, że usługi krótkotrwałego najmu nieruchomości często traktowane są jako działalność gospodarcza. Klasyfikują je do grupy 55 PKWiU, tj. do usług związanych z zakwaterowaniem. To samo dotyczy najmu krótkotrwałego, w którym występuje pośrednik –  społecznościowy portal internetowy, który za prowizję pomaga znaleźć się nawzajem podróżującym i osobom użyczającym swoje mieszkania, pokoje i domy. Zgodnie z ustawą o VAT usługi związane z zakwaterowaniem są opodatkowane stawką 8-proc. (art. 41 ust. 2 w zw. z art. 146a pkt 2 i z poz. 163 załącznika nr 3).

Co do zasady zatem, udostępnianie mieszkania pod najem na kilka dni, w tym za pośrednictwem takiego portalu jak np. airbnb.com, wiąże się z koniecznością zapłaty 8-proc. VAT od świadczonych usług najmu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 2 września 2015 r. o sygn. IBPP2/4512-509/15/JJ).

Wybór statusu zwolnionego z VAT

Nadal jednak najem krótkoterminowy prowadzony w ramach działalności gospodarczej może być zwolniony z VAT. Zwalnia się bowiem z VAT sprzedaż dokonywaną przez podatnika, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym 200 tys. zł bez VAT (art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT).

Nie powinno się w tym miejscu odwoływać do zwolnienia tzw. przedmiotowego, jakie przewidziane jest dla konkretnych rodzajów prowadzonych biznesów niezależnie od osiąganych obrotów. Jedynie usługi wynajmowania na własny rachunek nieruchomości mieszkalnych wyłącznie na cele mieszkaniowe są zwolnione z VAT bez ograniczenia dotyczącego sprzedaży (art. 43 ust. 1 pkt 36 ustawy o VAT).

Rejestracja VAT UE mimo zwolnienia z VAT

Nierzadko internetowy portal pośredniczący w najmie krótkoterminowym to firma zagraniczna – dostawca strony internetowej airbnb.com ma siedzibę w Irlandii. A to oznacza, że właściciel mieszkania korzystając z portalu, korzysta z usług zagranicznych. I tu pojawia się pewien detal związany z podatkiem od towarów i usług. Pomimo skorzystania z prawa do zwolnienia z VAT z racji wysokości sprzedaży, przedsiębiorca może być zobowiązany do zarejestrowania się jako podatnik VAT UE i takiej rejestracji powinien dokonać. Po rejestracji otrzyma NIP-UE. Równocześnie, fakt rejestracji jako podatnik VAT UE nie oznacza utraty prawa do zwolnienia ze względu na sprzedaż.

Import usług związany z usługą pośrednika

Z objaśnień Ministerstwa Rozwoju wynika, że w powyższym przypadku mamy do czynienia z tzw. importem usług zgodnie z art. 2 pkt 9 ustawy o VAT. Generalnie zaistnienie przesłanek importu usług zobowiązuje nabywcę do rozliczenia VAT.

Jak czytamy na airbnb.com, „w przypadku użytkowników z Unii Europejskiej, VAT będzie uwzględniony przy obliczaniu naszej Opłaty Serwisowej. Obciążenie z tytułu VAT nie nastąpi w sytuacji, jeśli mieszkasz poza obszarem UE lub podałeś/aś ważny identyfikator VAT”.

W przypadku VAT-owców, rozliczenie importu usług jest podatkowo neutralne. Obok obowiązku obciążenia zakupionej zagranicznej usługi VAT należnym, VAT-owcy mają także prawo do odliczenia VAT naliczonego. Obie strony opodatkowania sprawozdawane są standardowo na deklaracji VAT-7.

Inaczej rozliczenie tzw. importu usług wygląda u podatników zwolnionych z VAT. Oni również mają obowiązek doliczania VAT należnego do otrzymanej faktury, ale jednocześnie nie posiadają prawa do odliczenia VAT naliczonego. Powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić do fiskusa, składając w tym celu deklarację VAT-9M. Zapłacony VAT jest natomiast kosztem działalności.

 

Źródło: Tax Crae

Przedsiębiorca, który rozlicza swoją sprzedaż na zasadzie odwrotnego obciążenia, nadal może odliczać VAT od firmowych zakupów. Obowiązują go też standardowe zasady otrzymywania zwrotów różnicy VAT.

Jeśli usługa, którą sprzedaje przedsiębiorca, jest objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia, wówczas przedsiębiorca nie nalicza i nie płaci z tytułu tej sprzedaży VAT należnego. Te obowiązki przechodzą na kupującego (art. 17 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT).

Odwrotnym obciążeniem objęte są tylko transakcje pomiędzy przedsiębiorcami, którzy są VAT-owcami i tylko dotyczące świadczenia i sprzedaży konkretnych usług i towarów. Lista usług ma 49 pozycji i zawiera ją załącznik nr 14 do ustawy o VAT. Pozycje 2 – 48 dotyczą poszczególnych usług budowlanych i zostały dodane wraz z początkiem tego roku. Z kolei towary, których sprzedaż musi być rozliczana w formie odwrotnego obciążenia, zawiera załącznik nr 11 do ww. ustawy. Należą do nich m.in. złom, złoto, metale szlachetne, biżuteria, procesory, laptopy, tablety i telefony komórkowe. Wszystkich pozycji w tym załączniku jest 57.

Jeśli zatem przedsiębiorca sprzedaje przykładowo tablety lub jako podwykonawca świadczy usługę budowlaną, na fakturze sprzedażowej dotyczącej takiej transakcji ujmuje tylko wartość netto sprzedaży bez stawek i kwot podatku od towarów i usług. Dodaje też w jej treści informację „odwrotne obciążenie”.

Nadal można odliczać VAT

Wystawianie przez VAT-owca faktur sprzedażowych z „odwrotnym obciążeniem” nie wpływa na rozliczenia na gruncie VAT faktur zakupowych.

Przedsiębiorca prawo do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z zakupów nabywa niejako automatycznie, w momencie pierwszych inwestycji, które mają związek z działalnością gospodarczą. Dokładnie, przedsiębiorca nabywa to prawo w zakresie, w jakim towary i usługi, którymi obraca, wykorzystuje do wykonywania czynności opodatkowanych, a zatem gdy mają one związek z bieżącą lub przyszłą działalnością gospodarczą. Dopełnieniem nabycia prawa do odliczenia jest rejestracja w urzędzie skarbowym jako VAT-owiec. Nabycie prawa do odliczania VAT nie jest zatem powiązane z rodzajem faktur, jakie wystawił przedsiębiorca, np. jako podwykonawca usług budowlanych – może on odliczać VAT na ogólnych zasadach.

I występować o jego zwrot

Odwrotne obciążenie nie pozbawia również przedsiębiorcy prawa do ubiegania się o zwrot różnicy między VAT wynikającym ze sprzedaży, a VAT wynikającym z zakupów. Nie obowiązuje też w jego przypadku niestandardowy czas oczekiwania na zwrot. Generalnie fiskus na zwrot przedsiębiorcy różnicy VAT ma 60 dni od momentu złożenia deklaracji VAT, a jeśli przedsiębiorca spełni pewne warunki, może wnioskować o skrócenie tego terminu do 25 dni (art. 87 ust. 6 ustawy o VAT).

Sprzedaż rozliczana przez sprzedającego w cenie netto nie oznacza, że sprzedaż nie występuje w ogóle. W przypadku odwrotnego obciążenia nie będą miały zatem zastosowania przepisy wydłużające czas oczekiwania na zwrot do 180 dni w przypadku, kiedy VAT-owiec w danym miesiącu, za który składa deklarację VAT, nie dokonał żadnej sprzedaży (art. 87 ust. 5a ustawy o VAT).

 

Źródło; Tax Care

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty konsumpcyjne.

Raport o inflacji NBP odnotowuje stabilny wzrost kredytów dla gospodarstw domowych. Jak piszą autorzy Raportu, dynamika akcji kredytowej dla gospodarstw domowych od kilku lat utrzymuje się na poziomie zbliżonym do 4,5 proc w relacji rok do roku. Sprzyja tej dynamice dobra sytuacja na rynku pracy oraz rosnące dochody do dyspozycji. Dzięki zwiększeniu zdolności kredytowej gospodarstw domowych wzrost łącznego kredytu konsumpcyjnego ustabilizował się w ostatnim okresie na najwyższym od 2010 r. poziomie, tzn. 8,5% proc. w relacji rok do roku w IV kwartale ub. roku.

W lutym 2017 r wartość udzielonych przez banki kredytów konsumpcyjnych ogółem wzrosła w porównaniu ze styczniem o 301,7 mln zł i wyniosła 165 047,2 mln zł. Jak wynika z danych NBP, coraz chętniej zaciągamy kredyty w złotych niż w walutach. W lutym wartość kredytów konsumpcyjnych w walutach obcych spadła od stycznia o 69,1 mln zł i wyniosła 6 013,3 mln zł., w tym samym czasie wartość kredytów konsumpcyjnych w złotych wzrosła 370,9 mln zł i wyniosła 159 034,0 mln zł.

Przypomnijmy przy okazji, że kredyt konsumpcyjny jest udzielany na cele prywatne, tj. nie związane z działalnością gospodarczą i zawodową. Spłata jest indywidualnie ustalana z bankiem. Zabezpieczenia kredytu stanowią najczęściej dochody kredytobiorcy lub poręczenia innych osób, a wysokość kredytu zależy od możliwości spłaty przez zaciągającego kredyt.

Głównym motywem zaciągania tego typu zobowiązań potrzeba (lub po prostu chęć) szybkiego dostępu do środków finansowych na opłacenie zakupów na potrzeby gospodarstwa domowego lub bieżących wydatków wynikających z nagłej decyzji o zakupie czegoś wcześniej nieplanowanego.

Można wyróżnić – między innymi – następujące rodzaje kredytu udzielanego na cele konsumpcyjne:
Kredyt gotówkowy jak sama nazwa wskazuje jest wypłacany w gotówce. Może być udzielony na dowolny cel Jest to najczęściej udzielany kredyt możliwy do zaciągnięcia w bankach również on-line.

Kredyt konsolidacyjny jest zwykle wyjściem z sytuacji, kiedy klient banku ma kilka kredytów i nie radzi sobie z ich spłatą. Konsolidacja oznacza spłatę jednej zsumowanej raty. Jest ona niższa, ale na ogół łączy się to z wydłużeniem okresu spłaty i tym samym poniesieniem większych całkowitych kosztów niż gdyby spłacać każdy kredyt z osobna.

Kredyt w rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym (ROR) zwany często debetem. Na mocy umowy bank umożliwia konsumentowi dysponowanie środkami pieniężnymi w wysokości przekraczającej stan środków na koncie w każdym dowolnym czasie do wysokości przyznanego limitu.

Kredyt odnawialny podobny do kredytu w rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym. Polega na tym, że odnawia się on za każdym razem gdy nastąpi spłata. Z kredytu można korzystać do wysokości kwoty ustalonej przez bank. Znanym kredytem odnawialnym jest kredyt na karcie kredytowej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jest już częścią włoskiej Grupy UniCredit. Teraz pieczę nad bankiem sprawuje Skarb Państwa, za pośrednictwem PZU oraz Polskiego Funduszu Rozwoju, które zostały głównymi akcjonariuszami drugiego największego banku nad Wisłą. Dzięki transakcji sektor bankowy w 52% tworzy kapitał krajowy. Polityka repolonizacji jest konsekwentnie realizowana, jednak mimo wszystko taki sposób „udomowienia” budzi wiele kontrowersji, natomiast PR – owe hasła polityków wydają się zniekształcać prawdziwy obraz i sens tego procesu.

Repolonizacja to powrót polskiego kapitału do sektora bankowego, choć nie tylko do niego, bo rząd planuje też objąć tym procesem chociażby media. Cały szkopuł tkwi w tym, że w tym przypadku polski kapitał tożsamy jest z kapitałem Skarbu Państwa. Klienci Pekao najprawdopodobniej nie odczują żadnych zmian związanych z roszadami w akcjonariacie, co najwyżej będą musieli przyzwyczaić się do rebrandingu swojego banku tzn. do powrotu polskiego żubra. Takie przejęcie rodzi jednak wiele istotnych czynników ryzyka i zachęca do zadania pytania: czy to udomowienie, czy też nacjonalizacja?

Pekao to kolejna spółka giełdowa, a zarazem kolejny bank z indeksu WIG20 zależny od decyzji politycznych. To oznacza, że inwestorzy będą musieli na przykład przyzwyczaić się do częstych karuzel stanowisk. Nie to jednak budzi największe obawy. Banki pełnią niezmiernie ważną rolę w gospodarce i państwo może chcieć wykorzystać swoje w nich udziały do realizacji polityki gospodarczej. To nie wzrost wartości przedsiębiorstwa może być celem numer jeden, a realizacja politycznych celów gospodarczych np. tak jak jest w przypadku spółek energetycznych, które w efekcie dużo straciły na swojej atrakcyjności inwestycyjnej.

Warto pamiętać również o tym, że główną motywacją do repolonizacji banków było przeniesienie ich ośrodków decyzyjnych do Polski i zwiększenie udziału polskiego kapitału w całym sektorze. Taki zabieg ma zwiększyć stabilność i bezpieczeństwo polskiego systemu finansowego. Często podkreśla się, że w dobie kryzysu z lat 2007 – 2009 spółki – matki wymuszały zatrzymanie akcji kredytowej w Polsce, pomimo że nad Wisłą skutki kryzysu nie były tak dotkliwe jak na Zachodzie. Łatwo oceniać decyzje z perspektywy ex post. Tymczasem nie da się ukryć, że takie działanie nie powinno stanowić zaskoczenia z perspektywy prowadzenia biznesu. Inną kwestię, często pomijaną, stanowi fakt, że KNF czuwa nad sektorem i systematycznie aktualizuje wymagania kapitałowe dla danych podmiotów. W efekcie zagraniczne spółki – matki w razie takiej potrzeby są zmuszone dokapitalizować swoje córki. Pytanie brzmi, czy w razie sytuacji kryzysowej państwo byłoby w stanie wyłożyć tak ogromne pieniądze? Co więcej, skupienie tak istotnego udziału rynkowego w jednym podmiocie zwiększa ryzyko systematyczne.

Mimo wszystko nie da się ukryć, że PZU (czyt. Skarb Państwa) dobił świetnego targu. Cena kupna udziałów w Pekao wydaje się atrakcyjna, tym bardziej że bank jest naprawdę solidny pod względem jakościowym. Nie najlepsza sytuacja UniCredit, która doprowadziła do wzrostu popytu Grupy na kapitał oraz wcześniejsza dekoniunktura na warszawskim parkiecie sprawiły, że wycena Pekao nie była wymagająca, choć transakcja opiewająca na kwotę kilkunastu miliardów złotych niewątpliwie robi wrażenie. W efekcie Grupa PZU zasługuje nie tylko na miano giganta ubezpieczeniowego, ale również i bankowego. Ponadto, Pekao to spółka zyskowna i wypłacająca sowitą dywidendę. Zatem z czysto biznesowego punktu widzenia niniejsze przejęcie wydaje się trafną decyzją.

Podsumowując, należy podkreślić, że obecna repolonizacja przypomina nacjonalizację i niekoniecznie prowadzi do wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego, tym bardziej że kryzysy bankowe bardzo często mają charakter egzogeniczny i globalny. To bezpieczeństwo zależy od dywersyfikacji właścicielskiej branży, od jakości zarządzania oraz od odpowiedniej polityki ostrożnościowej i działań nadzorcy. Zwiększenie roli państwa w sektorze bankowym generuje ryzyko realizacji polityki gospodarczej poprzez realną działalność gospodarczą banków zależnych od Skarbu Państwa i może negatywnie wpłynąć na całą branżę. Znacznie bardziej efektywnym rozwiązaniem i bliższym definicji „udomowienia” byłoby wykorzystanie polskiego kapitału prywatnego, choć istnieje ryzyko, że takiego kapitału nie udałoby się znaleźć. Dlatego też obecny kształt repolonizacji wydaje się jedynym realnym sposobem na jej przeprowadzenie, choć nie należy bezkrytycznie wierzyć PR – owym hasłom wielu polityków, którzy aktualną repolonizację banków utożsamiają z gwarantem wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego i z pozytywnym bodźcem dla gospodarki.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Wielka Brytania została najatrakcyjniejszym europejskim kierunkiem inwestycyjnym 2016 roku i najpopularniejszym krajem wśród planujących emigrację Polaków. Brexit nie spłoszył także firm działających na Wyspach, a ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem rezydencji podatkowej w Zjednoczonym Królestwie. Padł również rekord liczby wniosków rezydencyjnych złożonych przez Polaków.

W ubiegłym roku Wielka Brytania była najczęściej wybieraną lokalizacją Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych (BIZ) oraz pierwszą gospodarką Europy pod względem nowych miejsc pracy stworzonych przez te inwestycje. W 2016 roku Wyspiarze przyciągnęli do siebie aż 1 144 projektów inwestycyjnych, wyprzedzając tym samym Niemcy (1 063) i Francję (779). Tylko te trzy kraje były lokalizacją dla aż 51 proc. wszystkich nowych zagranicznych projektów inwestycyjnych w Europie. Polska zajęła 5. miejsce z wynikiem 256 projektów i znalazła się tuż za liderem pod względem nowostworzonych miejsc pracy (22 074). W tym samym czasie Wielka Brytania zdołała stworzyć niemal dwukrotnie więcej nowych etatów, bo 43 165. Londyn zachował także zeszłoroczną pozycję lidera, jako najbardziej atrakcyjnego miasta dla inwestorów w Europie. Brytyjską stolicę wybrał co trzeci inwestor (32 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się Paryż (27 proc.) i Berlin (25 proc.). Warszawę, jako najlepszą lokalizację dla BIZ doceniło jedynie 8 proc. inwestorów, co dało jej 7. miejsce w rankingu.

Brexit nie oznacza jednocześnie, że Zjednoczone Królestwo straci inwestorów już obecnych w Wielkiej Brytanii. Firmy pytane o planowane relokacje operacji lub siedziby w ciągu najbliższych trzech lat, jako konsekwencji wystąpienia ze wspólnego rynku, odpowiadały w 80 proc. przypadków, że nie mają takich planów. Wśród tych firm, które planują to zrobić tylko 8 proc. bierze pod uwagę łańcuchy dostaw, 7 proc. działy badań i rozwoju, 6 proc. marketing i sprzedaż lub produkcję. Jedynie 4 proc. myśli o przeniesieniu głównej siedziby firmy i tylko 3 proc. rozważa przeprowadzkę zaplecza organizacyjnego. W majowym raporcie Ernst & Young „Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2017”, z którego pochodzą dane, Londyn był także najwyżej notowanym europejskim miastem wśród inwestorów pytanych o to, które z trzech miast na świcie oferują największą szansę na stworzenie następnego Google? Londyn znalazł się na 3. pozycji ex aequo z Szanghajem (17 proc. wskazań). Kolejne miasta Starego Kontynentu (Berlin i Paryż) otrzymały po 7 proc. głosów. Największe szanse na powstanie nowego Google inwestorzy widzą natomiast w San Francisco (24 proc.) i Pekinie (18 proc.). Warszawa nie pojawiła się zestawianiu.

Zjednoczone  Królestwo wciąż przyciąga Polaków

Mimo zbliżającego się Brexitu Wielka Brytania, a zwłaszcza Londyn, jako najważniejsze centrum biznesowe regionu, wciąż przyciąga nie tylko zagranicznych inwestorów, ale także Polaków myślących o emigracji. Spośród ponad 2,8 mln osób w naszym kraju (13,7 proc. populacji) deklarujących obecnie chęć emigracji zarobkowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, aż 19 proc. wskazuje, że krajem przeznaczenia będzie Wielka Brytania, która tym samym wróciła na emigracyjne podium po dwóch latach nieobecności. Blisko 60 proc. spośród wszystkich potencjalnych emigrantów posiada w Polsce pracę, ale aż 53 proc. z nich zarabia miesięcznie mniej niż 2 000 netto. Wizja lepiej płatnego zajęcia to dla nich wystarczający powód żeby wyjechać z kraju, a 1 na 5 wyjeżdżających chce wylądować właśnie na Wyspach. Jak pokazuje badanie „Migracje Zarobkowe Polaków” przeprowadzone w tym roku przez Millward Brown, 58 proc. badanych myślących o Wielkiej Brytanii motywuje swoją decyzję Brexitem – chcą wyjechać przed zakończeniem negocjacji, aby zabezpieczyć sobie prawo pobytu przysługujące obecnie obywatelom Unii. To wyraźny sygnał, że zarówno wyjeżdżający teraz, jak i mieszkający w Zjednoczonym Królestwie Polacy nie zamierzają wracać do kraju i chcą zostać w Wielkiej Brytanii dłużej niż dwa lata, aż do faktycznego wyjścia kraju z Unii Europejskiej. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że brytyjska premier Theresa May zapowiedziała ograniczenie imigracji do dzieciątek tysięcy rocznie.

Brexit nie zniechęca także firm

Przykłady tych którzy wyjechali, osiedlili się i osiągnęli na Wyspach sukces działa teraz na innych. Zachęca powszechna wśród Polaków znajomość języka angielskiego, a przede wszystkim kilkukrotnie wyższe zarobki. Dla wielu nie bez znaczenia jest także możliwość rozwinięcia skrzydeł w biznesie. Polacy, którzy emigrowali w poprzednich latach założyli w Wielkiej Brytanii już dziesiątki tysięcy firm. Z raportu brytyjskiego think tanku Centre for Entrepreneurs wynika, że tylko do końca 2014 roku przedsiębiorstw założonych przez Polaków było 22 tys., plus dodatkowe 65 tys. podmiotów w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Suma 87 tys. firm należących do naszych rodaków daje 6. miejsce wśród wszystkich mniejszości narodowych zamieszkujących Wielką Brytanię. Z danych Centre for Entrepreneurs wynika także, że nawet co dziesiąty Polak w Zjednoczonym Królestwie prowadzi jakąś formę działalności biznesowej. Nie wszystkie polskie firmy należą jednak do osób na stałe zamieszkujących Wielką Brytanię. Eksperci oceniają, że ok. 30 proc. z nich została założona w celach optymalizacyjnych.

Firmy, nie tylko polskie, ale także z innych krajów Unii, stanowią spory odsetek podmiotów, które rejestrują się na Wyspach dla uzyskania brytyjskiej rezydencji podatkowej. Obecnie, nawet mimo Brexitu, ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem takiej rezydencji. Rejestracja spółki w Zjednoczonym Królestwie nie wymaga bowiem od przedsiębiorcy stałego przebywania w kraju, a kultura biznesowa, z system podatkowym włącznie, są na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. Zainteresowanie wzrasta zwłaszcza teraz, kiedy Teresa May potwierdziła, że wśród najważniejszych reform rządu po wyborach znajdzie się obniżenie podatku dla firm do 17 proc. i zwiększenie kwoty wolnej do 12,5 tys. funtów do 2020 roku. Nawet przy obecnym kursie funta za dwa lata będzie to kwota 60 tys. zł – mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Obecnie, dla każdego zatrudnionego na Wyspach lub prowadzącego tam jednoosobową działalność gospodarczą, podstawowa kwota wolna od podatku wynosi 11,5 tys. funtów, czyli ponad 55 tys. zł. Dla porównania w Polsce jest to 3091 zł lub 6600 zł dla najmniej zarabiających. Wielka Brytania podwyższa kwotę wolną systematycznie co rok i jest to element na stałe wpisany w rzeczywistość gospodarczą kraju, co rzecz jasna sprzyja zakładaniu nowych firm, także wśród imigrantów. Paradoksalnie imigranci w Zjednoczonym Królestwie są trzy razy bardziej przedsiębiorczy niż sami Brytyjczycy, wynika z danych opublikowanych w maju zeszłego roku w „Global Entrepreneurship Monitor” (Globalnego Monitora Przedsiębiorczości). Raport podaje, że aż 15,4 proc. dorosłych imigrantów otwiera własne firmy, w porównaniu do 5,3 proc. przedsiębiorców urodzonych w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie tylko 7 proc. rodowitych Brytyjczyków planuje otworzyć własny biznes w ciągu najbliższych trzech lat. Choć wnioski mogą być dla Wyspiarzy krzywdzące, to wyniki nie pozostawiają złudzeń – emigranci na Wyspach są bardziej przedsiębiorczy niż ich gospodarze Z danych dostarczanych przez GEM korzystają m.in. ONZ, OECD, Bank Światowy i Światowe Forum Ekonomiczne.

Mimo Brexitu zainteresowanie Wielką Brytanią nie słabnie nie tylko wśród inwestorów i przedsiębiorców, ale także tych, którzy z Unią Brytyjską postanowili związać się na stałe. Najnowsze dane brytyjskiego MSW (Home Office) wskazują bowiem, że w pierwszym kwartale tego roku prawie 13 tys. Polaków złożyło wniosek o przyznanie stałej rezydentury na Wyspach. To rekordowy wynik od czasów wejścia Polski do Unii Europejskiej i 21 proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. O rezydenturę ubiegają się Polacy mieszkający na emigracji przez co najmniej pięć lat i jest to pierwszy krok do uzyskania brytyjskiego obywatelstwa, które od stycznia do kwietnia 2017 przyznano 1,1 tys. osobom. Wydaje się, że rekordowa liczba wniosków rezydencyjnych to mało optymistycznie zaprzeczenie wizji spektakularnych powrotów Polaków nad Wisłę, których według Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik GUS) w Wielkiej Brytanii mieszka obecnie ok. 984 tys. Chęci do powrotów może być jeszcze miej po niedawnej zapowiedzi ministra ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Davida Davisa, który zapowiedział, że po zwycięstwie Partii Konserwatywnej w wyborach nowy rząd zagwarantuje prawa obywateli Unii mieszkających na Wyspach.

Autor: Krzysztof Oflakowski

Spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego jest prawem niezbywalnym, w związku z czym nie można mówić o jego nabyciu ani też zbyciu w rozumieniu ustawy o PIT. 5-letni termin eliminujący zapłatę podatku od sprzedaży mieszkania może być liczony jedynie od daty nabycia prawa zbywalnego, tj. przekształcenia spółdzielczego prawa do lokalu mieszkalnego w prawo własności.

Generalną zasadą opodatkowania sprzedaży mieszkań jest, że jeżeli odpłatne zbycie nieruchomości lub praw w nim wymienionych miało miejsce przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie i nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej, stanowi źródło przychodu i w efekcie skutkuje powstaniem obowiązku podatkowego i zapłaty PIT (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT). W praktyce sprzedaż mieszkania zakupionego w 2017 r. będzie wolna od PIT dopiero w 2023 r.

Czy moment przekształcenia spółdzielczego prawa do lokalu w prawo własności wpływa na bieg powyższego terminu?

Z wątpliwością w tej kwestii zwrócił się do fiskusa podatnik, który od 1980 r. posiadał spółdzielcze prawo lokatorskie do lokalu mieszkalnego. Rok temu rozwiódł się i sąd przyznał to prawo jemu, jednocześnie zasądzając spłatę na rzecz byłego małżonka w wysokości prawie połowy wartości mieszkania. Z uwagi na fakt, że podatnik nie dysponował wolnymi środkami finansowymi, postanowił jeszcze w tym roku podpisać umowę ze spółdzielnią o przekształcenie lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego w prawo odrębnej własności, a następnie sprzedać prawo własności.

Sprzedaż na pokrycie spłaty małżonka

Podatnik stanął na stanowisku, że przekształcenie spółdzielczego prawa do tego lokalu w prawo własności nie będzie stanowić nabycia w rozumieniu ustawy o PIT, stąd nie będzie musiał zapłacić podatku od jego sprzedaży. Jego zdaniem, w przypadku takiego przekształcenia nie można mówić o nabyciu prawa, bo prawo przysługujące podatnikowi istnieje od 1980 r., skoro od tego roku nieprzerwalnie zamieszkiwał w mieszkaniu i opłacał wszystkie należności z nim związane.

Ponadto uznał, że zbycie prawa własności nie spowoduje u niej jakiegokolwiek wzbogacenia się, bo sporą część z uzyskanej sumy podatnik przeznaczy na rzecz byłego małżonka. Z kolei z pozostałej kwoty będzie musiał zaspokoić własne potrzeby mieszkaniowe. Przekształcenie nie będzie polegało na zawarciu umowy sprzedaży i nie spowoduje też zmian związanych z formą użytkowania lokalu. Zbycie nie nastąpi w wykonaniu działalności gospodarczej.

Kluczowa data nabycia prawa własności, nie prawa do lokalu

Fiskus nie przychylił się do stanowiska podatnika, uznając, że nieprawidłowo ustalił on datę nabycia mieszkania, które zamierza sprzedać.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 16 maja 2017 o sygn. 0111-KDIB2-2.4011.46.2017.1. stwierdził, że słowo „nabycie” jest synonimem otrzymania czegoś na własność, a spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego w żadnym wypadku nie ma charakteru własnościowego. Osoba posiadająca takie prawo jest jedynie osobą uprawnioną do używania lokalu jako najemca, a właścicielem i zarządzającym jest spółdzielnia. Poza tym prawa tego nie można nabyć, można je jedynie ustanowić. W konsekwencji, ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego nie jest nabyciem w rozumieniu przepisów ustawy o PIT.

Zdaniem fiskusa w rozpatrywanej sprawie nabycie odrębnej własności mieszkania nastąpiło w dniu, w którym podatnik zawarł ze spółdzielnią umowę ustanowienia odrębnej własności, tj. w 2017 r., stąd aby uniknąć PIT od sprzedaży prawa własności, sprzedaż musiałaby nastąpić dopiero w 2023 r.

Spłata na rzecz małżonka nie będzie kosztem przekształcenia

Jednocześnie fiskus podkreślił, że podstawę opodatkowania podatnik może obniżyć o koszty nabycia i sprzedaży prawa własności. Mogą być nimi m.in. wkład mieszkaniowy wniesiony w celu uzyskania spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego czy poniesione przez podatnika koszty opłat notarialnych związanych z przekształceniem mieszkania z lokatorskiego na własnościowe.

Natomiast spłata dokonana na rzecz byłego małżonka jest wydatkiem związanym z podziałem majątku wspólnego małżonków w wyniku ustania małżeńskiej wspólności majątkowej. Nie stanowi zatem kosztu nabycia ich mieszkania.

Źródło: Tax Care SA

Start każdego biznesu wymaga przede wszystkim innowacyjnego pomysłu, który będzie w stanie przebić się przez konkurencję i zacząć funkcjonować na rynku na stabilnej pozycji. Nie każda firma ma aspiracje bycia liderem, jednak kwestia zaistnienia, pokazania swoich możliwości i osiągnięcia zysków jest bardzo istotna. Pierwsze kroki bywają trudne, ponieważ wiążą się z dużą ilością formalności, a przede wszystkim z wkładem pieniężnym, który będzie w stanie pokryć wszystkie wydatki w pierwszych miesiącach działalności. I na takie sytuacje warto się przygotować, wcześniej sprawdzając np. opcje pożyczek dla nowych firm.

Opracuj biznesplan

Każdy, nawet najlepszy pomysł powinno się podeprzeć rozsądnym biznesplanem, w którym zostaną zawarte cele, które chcemy osiągnąć oraz wydatki z tym związane. Musimy wiedzieć, kim będą nasi klienci i jakie będą ich oczekiwania. W tym planie powinna się znaleźć również próba oszacowania wielkości rynku i analiza konkurencji. Wszystko to pomoże m.in. skutecznie ukierunkować działania marketingowe, które będą podążały za wymaganiami grupy docelowej. W strategii warto także zawrzeć długoterminowe plany, które chcemy realizować w kolejnych miesiącach. To pomoże w ustaleniu strategii marketingowej.

Rejestracja firmy i formalności

Każda firma musi być wpisana do bazy Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Efektem złożenia wniosku jest otrzymanie numeru NIP, który służy jako identyfikator w systemie i jest wymagany przy wielu innych czynnościach prawnych. Złożenie takiego wniosku automatycznie stanowi: nadanie numeru REGON, zgłoszenie firmy jako płatnika składek do ZUS-u i identyfikację właściciela firmy w Urzędzie Skarbowym. Numer REGON jest niezbędny przy zawieraniu umów i rozliczeniach z kontrahentami. Nim posługujemy się do identyfikacji naszej działalności gospodarczej w Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie. Oprócz wnioskowania do CEIDE, należy zgłosić do ZUS-u ubezpieczenie pracowników i osób współpracujących na 7 dni przed rozpoczęciem przez nich pracy oraz do Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu 14 dni. Ostatnią rzeczą, która nie jest wymagana, ale stała się standardem prowadzenia firmy, jest otwarcie firmowego konta w banku.

Pierwsze wydatki

Decydując się na otwarcie firmy, musimy być świadomi kosztów, jakie to ze sobą niesie. Pierwszym największym wydatkiem, będzie przygotowanie miejsca pracy, czyli zakup niezbędnego wyposażenia i np. opłacenie powierzchni, na której będzie funkcjonowała firma. Oczywiście jeżeli zamierzamy prowadzić działalność gospodarczą w domu, to część opłat będzie znaczenie mniejsza. Następnie musimy mieć przeznaczoną kwotę na szkolenie pracowników i zapewnianie im niezbędnych do pracy narzędzi, takich jak telefony czy komputery. Warto też z góry pomyśleć o pierwszych wypłatach – może się bowiem okazać, że początkowe wpływy nie będą w stanie ich pokryć. W tym momencie powinniśmy też mieć już zaplanowane inwestycje, które sprawią, że firma będzie się rozwijać i zarabiać.

Finansowanie na start

Wydatki się mnożą, firma jeszcze nie zarabia, a zebrany fundusz nie wystarcza na pokrycie wszystkiego. W tym momencie mamy do dyspozycji kilka rozwiązań. Możemy starać się o różnego rodzaju dofinansowania krajowe lub np. od Unii Europejskiej. Jednak w tym wypadku należy spełniać szereg dodatkowych wymogów, przedstawić ciekawy biznesplan, który będzie mieć szansę przebić się przez wszystkie nadesłane wnioski. Poza tym o takich rozwiązaniach trzeba pomyśleć raczej przed startem. Tymczasem problemy z niedopinającym się budżetem pojawiają się, kiedy już działamy.

Kolejną możliwością są inwestorzy, tzw. „aniołowie biznesu”, jednak aby ich zainteresować, nasz pomysł na biznes musi być innowacyjny i wypełniać niszę, która będzie warta ich uwagi. Najłatwiej dostępnym sposobem jest pożyczka, która stała się powszechną formą pozyskiwania środków na pierwsze miesiące działalności. Nie wszystkie banki są chętne do udzielania pożyczek dla nowych firm, których przyszłość jest niepewna i które nie mogą pochwalić się jeszcze żadnymi wynikami. Na rynku istnieje jednak rozwiązanie w postaci firm pożyczkowych, które specjalizują się w ofercie kredytów dla firm i co istotne, mają ograniczone wymogi względem klienta. Nowym podmiotem, wspierającym rozwój małych firm, jest BOSS pożyczka, gdzie online mogą wnioskować o kredyt właściciele firm i start-upowcy, nawet tuż po zarejestrowaniu działalności gospodarczej.

Zakładając firmę należy pamiętać, że mimo świetnego przygotowania, zawsze mogą wystąpić nieprzewidziane wydarzenia i wydatki. Należy być na to gotowym i wcześniej pomyśleć o możliwych rozwiązaniach kryzysowych sytuacji. W przypadku nagłego braku gotówki i problemów z utrzymaniem płynności, idealnym rozwiązaniem będą np. pożyczki online dla firm. Na pewno każdy kryzys warto obrócić w naukę na przyszłość, dzięki której wyciągniemy konstruktywne wnioski.

Autorem komentarza jest Ewelina Nadworna, Prezes Zarządu BOSS pożyczka

W kwietniu br. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 54,1 z 53,5 w marcu 2017 r. – podał Markit.

Kwietniowy PMI potwierdza dobrą koniunkturę w polskim przemyśle. W 1. kwartale 2017 r. wskaźnik ten wyniósł 54,2. Oceny menedżerów logistyki dotyczące sytuacji na początku kolejnego kwartału są podobne (PMI w kwietniu 2017 r. wyniósł 54,1) jak w ciągu pierwszych 3 miesięcy br. – rośnie produkcja, rosną zamówienia z rynku polskiego i z zagranicy, rośnie zatrudnienie. Wszyscy się cieszą. Pytanie, czy da się tę dobrą tendencję utrzymać.

Firmy zwiększają bowiem swoją zdolność zaspakajania rosnących zamówień ciągle tą samą metodą – „aby sprostać wzmożonemu napływowi nowych zleceń, firmy zwiększyły moce produkcyjne rekrutując nowych pracowników.” A pracowników na polskim rynku jest coraz mniej. W marcu 2017 r. stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w Polsce 8,1 proc. A w regionach najsilniej uprzemysłowionych – na Śląsku, Mazowszu, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku, czy w Małopolsce stopa bezrobocia jest jeszcze niższa, np. w Wielkopolsce wyniosła w marcu br. 4,9 proc. Jeszcze większe wrażenie robi liczba bezrobotnych. W Polsce jest ich ciągle dużo, bo ponad 1,3 mln. Ale jeśli przedsiębiorstwa chciałyby szukać pracowników w miastach z silną obecnością przemysłu, np. w Katowicach, to zarejestrowanych bezrobotnych jest tam tylko 6 tys., w Poznaniu 6,6 tys., we Wrocławiu 10,2 tys., w Warszawie – 33,2 tys. (co daje stopę bezrobocia na poziomie 2,7 proc.). Jeśli przedsiębiorstwa przemysłowe będą odpowiadać na rosnący popyt krajowy i zagraniczny zwiększając moce produkcyjne poprzez rekrutację nowych pracowników, to za chwilę natrafią na barierę nie do pokonania – brak pracowników.

Trzeba jak najszybciej zacząć działać, i w kilku obszarach. Najważniejsze są trzy sprawy. W wszystkich kluczowe jest działanie rządu i polityków.

Po pierwsze, przedsiębiorcy muszą uruchomić inwestycje na zdecydowanie większą niż dotychczas skalę (w 2016 r. ich inwestycje były o 13,2 proc. mniejsze niż rok wcześniej). Ale aby tak się stało otoczenie regulacyjno-polityczne musi być stabilne. Przedsiębiorcy pytani o niższą skłonność do inwestycji w 2016 r. wskazywali bowiem właśnie na niestabilność regulacyjną i polityczną. Wydawało się, że politycy to zrozumieli. Tymczasem niedawno Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego wystąpił z propozycją zmian w systemie podatkowym, w tym zniesienie podatku dochodowego od działalności gospodarczej i zastąpienie go podatkiem od przychodów. A dzisiaj przedstawiciel rządu powiedział, że możliwy jest powrót do koncepcji jednolitego podatku. Jeśli w dalszym ciągu w przestrzeni publicznej będą pojawiać się ogólne informacje od decydentów na tematy związane z podatkami, to skłonność firm do inwestycji nie będzie rosła. A musi. Inaczej polski przemysł się zatka. Tym bardziej, że możliwość zwiększania mocy produkcyjnych poprzez rekrutację nowych pracowników kończy się.

Dlatego, po drugie potrzebna, jest dobrze zdefiniowana polityka imigracyjna państwa związana z rynkiem pracy. Do tego niezbędna jest m.in. wiedza o kompetencjach, kwalifikacjach pracowników potrzebnych przedsiębiorstwom. Z tym nie ma problemu, ale rząd musi chcieć z niej skorzystać. Niezbędna jest także eliminacja ograniczeń w zatrudnianiu cudzoziemców, dzisiaj nie jest to bowiem łatwe ze względu ma duże sformalizowanie i często bardzo wydłużone terminy rozpatrywania wniosków.

I po trzecie, niezbędne są jak najszybsze zmiany w edukacji zawodowej, a także zdecydowanie większe środki na szkolenia pracowników w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego.

Jeśli przynajmniej te warunki nie zaczną być spełniane, to co z tego, że zamówienia dla polskiego przemysłu będą rosły, jeśli nie będzie ich jak zrealizować. A przemysł to ¼ polskiego PKB. Chyba, że przedsiębiorcy uznają, że ryzyko utraty zamówień, utraty rynków zbytu jest większe niż ryzyko regulacyjne i polityczne. Wydaje się to bardziej prawdopodobne niż stabilność regulacyjna i polityczna.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Jak wynika z badania Deutsche Banku, aż 41,1 proc. osób wykonujących wolne zawody uznaje odpowiedzialność prawną za poważne wyzwanie. To trzecia najczęściej wskazywana bariera, zaraz po konkurencji i rosnących kosztach prowadzenia działalności. Walka o klienta jest nieodłączną częścią wolnego rynku, ale już problem korzystnej cenowo ochrony prawnej dla wolnego zawodu jest łatwy do rozwiązania dzięki odpowiedniej polisie ubezpieczeniowej.

Niemal 3/4 przedstawicieli wolnych zawodów ankietowanych przez Deutsche Bank (72,4 proc.) zadeklarowało, że wykonuje swoją profesję w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej. Co dziesiąty specjalista prowadzi własną spółkę, samodzielnie lub ze wspólnikami. 15,2 proc. zadeklarowało umowę o pracę, a zaledwie 2 proc. wykonuje wolny zawód na podstawie umowy o dzieło lub umowy zlecenia.

Wyniki te mówią wiele o specyfice pracy profesjonalisty wykonującego wolny zawód. Jako przedsiębiorca odpowiada bowiem nie tylko za swoje specjalistyczne usługi, ale także za firmę czy działalność gospodarczą we wszystkich kwestiach prawnych i formalnych. To ogromne obciążenie wiąże się ze specyfiką tego rodzaju pracy. Jednak, jak wskazują eksperci D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A., przynajmniej część kwestii związanych ze sferą prawną specjaliści mogą zdjąć ze swoich barków dzięki ubezpieczeniu ochrony prawnej.

Wolny zawód – duża odpowiedzialność

Wykonywanie wolnego zawodu to z jednej strony spora elastyczność i swoboda, ale z drugiej – duża odpowiedzialność prawna związana nie tylko z możliwymi konsekwencjami decyzji czy działań profesjonalisty, ale także z przepisami wynikającymi z udziału w obrocie gospodarczym. – Część wolnych zawodów jest na mocy prawa zobowiązana do zawarcia umowy ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Jednak kwestie związane z błędami w sztuce to przecież nie jedyne spory prawne, w których mogą uczestniczyć profesjonaliści. Przedstawiciel wolnego zawodu odpowiada również za przestrzeganie przepisów o warunkach wykonywania działalności gospodarczej lub wolnego zawodu – przypomina Janusz Zemła, Koordynator Działu Likwidacji Szkód D.A.S. TUOP. Ekspert podkreśla, że w gąszczu zawiłych polskich przepisów o pomyłkę nietrudno, a nawet nieumyślne naruszenie przepisów może skutkować nałożeniem kary pieniężnej lub sankcji innego rodzaju. Profesjonalne wsparcie prawne dla wykonującego wolny zawód pozwala takim sytuacjom skuteczniej zapobiegać lub sobie z nimi radzić. – Poważną barierą jest jednak postrzeganie usług prawnych jako zbyt drogich. W rezultacie, wielu profesjonalistów na usługi prawnika decyduje się zbyt późno, bo dopiero na sali sądowej. Rozwiązaniem może być ubezpieczenie ochrony prawnej, zapewniające stałą ochronę prawną przy relatywnie niskim koszcie – przekonuje ekspert D.A.S. TUOP.

Właśnie dlatego, poza obowiązkowym ubezpieczeniem OC, wykonujący wolne zawody powinni rozważyć wykupienie ubezpieczenia ochrony prawnej (UOP). Polisa tego typu pokrywa koszty sądowe i honorarium wynajętego prawnika lub radcy prawnego w sprawach cywilnych, karnych i wykroczeniowych. Co ważne, ubezpieczenie ochrony prawnej przydaje się nie tylko wtedy, kiedy spór czy problem prawny trafia na wokandę. Specjaliści wykonujący wolne zawody mogą liczyć na profesjonalne wsparcie w postaci telefonicznych porad prawnych dotyczących na przykład analizy stanu prawnego, interpretacji przepisów oraz analizy dokumentacji prawnej, w tym umów zawieranych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. – Łatwa do uzyskania profesjonalna porada lub inna usługa prawna może okazać się bezcenna dla specjalisty wykonującego wolny zawód – mówi Janusz Zemła z D.A.S. TUOP. – Pozwoli dokonać właściwej oceny sytuacji lub konsekwencji związanych z podjęciem określonych działań. Odpowiednie postępowanie, oparte o rzetelną poradę, może sprawić, że do sporu prawnego w przyszłości w ogóle nie dojdzie lub przynajmniej znacząco wzrośnie szansa na jego korzystne zakończenie – dodaje.

UOP pomoże też w sprawach firmowych

Jak wynika z przytaczanego badania Deutsche Banku, oprócz odpowiedzialności prawnej związanej z wykonywanym zawodem, specjaliści często muszą zajmować się też własną firmą. W przytłaczającej większości prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, a więc na nich spoczywa cały ciężar formalności. Prowadzenie firmy również wiąże się z licznymi sytuacjami, w których potrzebna bywa pomoc prawna lub reprezentacja w sporze sądowym. UOP może okazać się pomocne w dochodzeniu roszczeń z umów, których przedmiotem jest nabycie rzeczy ruchomej lub usługi na potrzeby prowadzonej działalności. Przykładem mogą być spory dotyczące umów sprzedaży, leasingu lub kwestii reklamacji specjalistycznych i nierzadko bardzo kosztownych urządzeń, aparatury używanych do prowadzonej działalności. Podobnie jest z problemami prawnymi związanymi z własnym lub wynajętym lokalem, sporami sądowymi z ZUS lub zatrudnianymi pracownikami.

– Krótko mówiąc, wolny zawód wiąże się z wieloma wyzwaniami i sporą odpowiedzialnością, nie tylko z tytułu wykonywanej pracy, ale także po prostu w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej. Nie w każdej sytuacji obowiązkowe OC znajdzie zastosowanie. Jeżeli profesjonalista wykonujący wolny zawód nie chce ryzykować, a honoraria prawników wydają mu się zbyt wysokie, naprawdę warto rozważyć ubezpieczenie ochrony prawnej – podsumowuje Janusz Zemła z D.A.S. TUOP.

 

Źródło: D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A.

 

Początek grudnia 2016 r. przyniósł branży pożyczkowej w Polsce zupełnie niespodziewany projekt ustawy, układający na nowo reguły jej funkcjonowania. Efekt zaskoczenia dodatkowo wzmocnił fakt, że inicjatorem wspomnianych zmian jest Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przez Zbigniewa Ziobrę. Wyraźna nadaktywność i niezwykła dynamika legislacyjna w tej materii jest zauważalna już od 2015 r. Partia rządząca od wygranych jesienią 2015 r. wyborów zapowiadała zdecydowane i głębokie zmiany prawne, mające na celu ochronę konsumenta tego segmentu usług finansowych kosztem skrępowania swobody gospodarczej podmiotów działających na tym rynku. Na owe zmiany nie trzeba było długo czekać, już w marcu 2016 r. gruntownie przemodelowano reżim prawny regulujący działalność branży pożyczkowej. Z najistotniejszych zmian należy odnotować ustanowienie limitów maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego oraz ograniczenie swobody manewru w przedłużeniu spłaty zadłużenia. Były to zmiany rewolucyjne i wymusiły szybkie dostosowanie się przedsiębiorstw pożyczkowych do nowych okoliczności. Zanim przeprowadzono głębszą analizę prawną skutków wprowadzonych zmian, w Rządowym Centrum Legislacyjnym przygotowano kolejny już projekt nowelizacji. Zaskoczenie było tym większe, że prace nad nowym projektem tzw. ustawy antylichwiarskiej nie były poprzedzone żadnymi konsultacjami społecznymi czy „sondującymi” sytuację zapowiedziami ze strony rządu.

Obecna, wciąż niewyjaśniona sytuacja legislacyjna jest powodem do niepokoju nie tylko dla biznesmenów z branży pożyczkowej, ale także dla zatrudnionych przez nich pracowników (firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie ponad 20 tys. osób, oprócz tego około 10 tys. osób kooperuje z tym podmiotami na zasadzie sieci agencyjno-brokerskiej). Dodatkowy front osób zaangażowanych w sprawę stanowią inwestorzy indywidualni, w tym właściciele obligacji firm pożyczkowych. Finalnie zmiana przepisów nie wróży również nic dobrego dla tego segmentu konsumentów, do którego skierowane są wspomniane usługi finansowe, może im więc grozić zupełne odcięcie od legalnego źródła finansowania swoich potrzeb. Rynek klientów branży pożyczkowej liczy w przybliżeniu około 1,5 miliona osób. Ostatecznie wykluczenie tej branży oznaczałoby dla budżetu państwa realną utratę około 1 mld zł z tytułu płaconych podatków.

Opublikowany 8. grudnia projekt tej tzw. ustawy antylichwiarskiej ma na celu wielopłaszczyznowe uregulowanie otoczenia prawnego dla działalności pożyczkowej w Polce, zarówno na gruncie prawa karanego, jak i cywilnoprawnego. Zmiany mają być widoczne w Kodeksie Cywilnym, Kodeksie Karnym, w prawie bankowym oraz ustawie o kredycie konsumenckim. Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzi, że w Polsce istnieje zjawisko lichwy polegającego na tym, że pożyczkodawcy wykorzystają trudną sytuację poszczególnej jednostki, np. żądając nieproporcjonalnych zabezpieczeń w formie nieruchomości dla stosunkowo niskiej pożyczki. Według ministerstwa przepisy dotyczące lichwy są w kodeksie karnym niewystarczająco precyzyjne, co w praktyce skutkuje trudnościami procesowymi dla prokuratury. Ministerstwo Sprawiedliwości motywuje swoje działania legislacyjne przykładami płynącymi z Europy. Przywołując przykłady karnej penalizacji „zjawiska lichwy” na jakie zdecydowały się np. Niemcy, Austria, Finlandia, Dania, czy nasi południowi sąsiedzi-  Rumunia i Słowacja.

Przykładem płynącym z zagranicy, obrazującym gruntowne przemodelowanie i uregulowanie działań firm pożyczkowych, jest właśnie Słowacja. Tam działalność pożyczkową może prowadzić tylko podmiot, który jest zewidencjonowany przez Narodowy Bank Słowacji i posiada nadaną przez niego licencję. Każda umowa pożyczki zawarta z podmiotem nielicencjonowanym posiada skuteczną sankcję nieważności, co wiąże się z brakiem prawnej możliwości dochodzenia swojego roszczenia. Oferty pożyczek konsumenckich oferowane przez poszczególne firmy muszą być ewidencjonowane i udostępnione do wglądu potencjalnego klienta. Dodatkowo, aby wzmocnić element kontrolny i dowodowy, pożyczki nie mogą być klientowi udzielane w gotówce. Część tych restrykcyjnych zmian słowackiego rynku pożyczkowego ma już odzwierciedlenie w polskim stanie prawnym, jak chociażby enumeratywnie wymienione formy prawne w ramach których może działać firma pożyczkowa, ograniczające ją do dwóch wariantów: spółki akcyjnej lub spółki z o.o. oraz wymóg posiadania na terenie Polski kapitału zakładowego, nie mniejszego niż 200 tys. złotych. Praktycznym efektem tych zmian na Słowacji jest ograniczenie liczby firm pożyczkowych w tym kraju z pierwotnych ok. 250 podmiotów do mniej więcej 30, spełniających wymogi licencyjne Narodowego Banku Słowacji. Przepisy są jednak tak restrykcyjne, że nawet podmioty zweryfikowane przez NBS naruszały nowe prawo. Wymownym symbolem drastycznego ograniczenia swobody działalności gospodarczej jest decyzja firmy Provident o całkowitym wyjściu z rynku naszego sąsiada. Czy podobne zdarzenia mogą mieć miejsce w Polsce? Jeżeli tak, to byłoby to znaczące przemodelowanie sektora pożyczek pozabankowych w Polsce gdyż Provident jest największym graczem na tym rynku –  portfel ich klientów należy liczyć w kilkuset tysiącach. Dla grupy finansowej International Personal Finance, Polska jest największym i kluczowym rynkiem. I to jest paradoksalnie element argumentacji polskiego rządu, który chce uchronić nasze relatywnie słabe ekonomicznie społeczeństwo „przed nadmierną eksploatacją ekonomiczną ze strony zagranicznego kapitału”.

W otoczeniu firm pożyczkowych nie ma wyraźnego sprzeciwu wobec bardziej surowej penalizacji nieuczciwych praktyk stosowanych przez odosobnione na rynku podmioty (sankcja karna dla przedsiębiorcy nieprzestrzegającego założonych limitów zakłada karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet pięciu lat). Branża pożyczkowa obawia się jednak „śmiertelnego” niebezpieczeństwa ze strony narzuconych odgórnie limitów kosztów pozaodsetkowych, co w znacznym stopniu paraliżuje rentowność tej gałęzi działalności gospodarczej i stawia pod wielkim znakiem zapytania jej ekonomiczny sens. Najważniejsze proponowane przez Rząd parametry maksymalnych kosztów pożyczek zakładają, że nie mogą one przekroczyć 75 proc. jej całkowitej wartości. Jednocześnie koszty pozaodsetkowe według projektu nie mogą być wyższe niż 10 proc. jej wartości w pierwszym roku i 10 proc. w każdym kolejnym. Powyższe założenia nie uwzględniają kwoty na jaką jest udzielana pożyczka, okresu jej trwania, kosztu jednostkowego ani nieodzownej statystycznej szkodowości w portfelu pożyczek. Ręczne ustalenie limitów, w oderwaniu od realiów rynku, najprawdopodobniej będzie skutkowało problemem w osiągnięciu progu rentowności, czyli ekonomicznego sensu dla legalnej działalności pożyczkowej w Polsce. Efekt szoku i zamieszania zwiększył przewidywany stosunkowo krótki, bo ledwie dwutygodniowy okres vacatio legis. Dla porównania, wcześniejsza regulacja przewidywała 6-miesięczny okres przeznaczony na oswojenie się z nowym stanem prawnym. Ministerstwo Sprawiedliwości przywoływało jednak w swoich wypowiedziach przykłady z Francji, gdzie występuje kilkanaście różnych stóp odsetek maksymalnych w zależności od rodzaju pożyczki, a limity wahają się według wypowiedzi ministra od 20 do 30 proc.

Podsumowując, wyraźne wyhamowanie tempa prac Ministerstwa Sprawiedliwości nad tą kwestią jest, miejmy nadzieję, symptomem pewnej refleksji nad zbyt pochopnymi zmianami. Oby dalsze prace miały na względzie interesy wszystkich stron zaangażowanych w rynek pożyczkowy, w tym jego inwestorów i pracowników.

 

Autor: Paweł Koczorowski ekspert Dom Maklerski Michael Ström,

Najmniejsi przedsiębiorcy, o niskich przychodach, zapłacą dużo mniej na ubezpieczenia społeczne – proponuje Ministerstwo Rozwoju.

Dwuletnia ulga w składkach na ubezpieczenia społeczne, z której mogą  obecnie korzystać osoby podejmujące własną działalność gospodarczą, jest uzasadniona, ponieważ przynosi więcej korzyści niż strat. Natomiast dodatkowe, stałe  obniżenie składek ubezpieczeniowych, które proponuje rząd, ma więcej wad niż zalet.

Osobom rozpoczynającym własną działalność gospodarczą warto pomóc wystartować, ale później powinny one konkurować na równych zasadach z pozostałymi przedsiębiorcami. Przywileje podatkowe przyznane dla wybranych, dla pozostałych stanowią dodatkowe obciążenie. Płacenie ulgowych składek przez dwa lata, w trakcie mniej więcej 40 lat pracy zawodowej, nie będzie miało znaczącego wpływu na wysokość ich emerytur i rent. Ale stała ulga (jaką proponuje ministerstwo rozwoju) spowoduje, że mali przedsiębiorcy nie zgromadzą środków nawet na minimalną emeryturę. Obciąży więc pozostałych podatników, którzy będą musieli sfinansować gwarantowane przez państwo minimalne emerytury i renty dla osób uprzywilejowanych i ich rodzin.

Po drugie, prowadzi do nieuczciwej konkurencji na rynku pracy, między małymi przedsiębiorcami a pracownikami obciążonymi pełnymi składkami na ubezpieczenia społeczne. O ile ulga w fazie rozpoczynania działalności gospodarczej, w której firma już ponosi koszty, a jeszcze uzyskuje niskie przychody, jest uzasadniona, o tyle jej kontynuowanie przez kilkadziesiąt lat byłoby niesprawiedliwe i ekonomicznie nieuzasadnione.

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

Starczewska-Krzysztoszek: Dorośli Polacy nie kształcą się

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in....

AKTUALNOŚCI

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...

Związkowcy, pracodawcy, Rada ZUS przeciwni zniesieniu limitu składek

Pracodawcy i związkowcy, członkowie Rady Dialogu Społecznego, krytykują sposób procedowania ustawy d...

Kolejnych 50 zmian dla biznesu

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik...