piątek, Czerwiec 22, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "dynamika PKB"

dynamika PKB

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a z dużym prawdopodobieństwem także nowych sygnałów w tej kwestii. Choć nadal obowiązuje deklaracja o utrzymaniu stóp na dotychczasowym poziomie do końca roku, opinie i oczekiwania ekonomistów są dość zróżnicowane.

Z opublikowanej w pierwszych dniach stycznia przez Reuters ankiety wynika, że uczestniczący w niej analitycy spodziewają się wzrostu stóp procentowych do 2 proc. na koniec pierwszego kwartału 2019 r. i oceniają, że do pierwszej podwyżki dojdzie w czwartym kwartale 2018 r. Z kolei eksperci Goldman Sachs, po zaskakującym dla nich grudniowym spadku inflacji do 2 proc., szacują, że RPP zdecyduje się na podwyżkę stóp dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku. Część ekonomistów wskazuje jednak, że do pierwszej podwyżki mogłoby dojść już w trzecim kwartale 2018 r., ale są oni w zdecydowanej mniejszości. Morgan Stanley przewiduje, że na koniec 2018 r. stopa referencyjna NBP będzie wynosiła 2 proc., a na koniec 2019 r. wzrośnie do 2,5 proc. Najbardziej radykalne stanowisko, zakładające rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp już na początku 2018 r, zaprezentowali ekonomiści OECD, podwyższając pod koniec listopada ubiegłego roku prognozy dla polskiej gospodarki.

Szczególnie interesujące, ze względu na wpływ na zachowania inwestorów, mogą być opinie agencji ratingowych. W komunikacie po grudniowej aktualizacji ratingu Fitch ujawniła, że spodziewa się rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych w 2018 r., w wyniku czego stopa referencyjna dojdzie w 2019 r. do poziomu 3 proc. Oznaczałoby to sześć podwyżek po 0,25 punktu w ciągu dwóch lat. Biorąc pod uwagę prognozowane spowolnienie dynamiki PKB do 3,6 proc. w 2018 r. i 3,2 proc. w 2019 r., podwyżki stóp powinny rozpocząć się stosunkowo szybko i koncentrować się w 2018 r., osiągając poziom 2,5 proc., co wyraźnie kontrastuje z deklaracjami RPP. Analitycy Standard & Poor’s w trakcie grudniowej prezentacji ocenili, że polska gospodarka weszła w fazę przegrzewania się, a mocny wzrost oparty jest głównie na konsumpcji. Choć nie pojawiły się prognozy dotyczące stóp procentowych, konstatacja mówiąca o przegrzaniu sugeruje możliwość ich podniesienia. Już w październiku 2017 r., przy okazji przeglądu ratingu, agencja zwracała uwagę na ryzyko nadmiernego stymulowania polskiej gospodarki w wyniku utrzymywania realnie ujemnych stóp procentowych, szczególnie w kontekście szybkiego wzrostu płac.

Rada Polityki Pieniężnej nie kwapi się do podwyższania stóp. Jej przewodniczący, prezes NBP Adam Glapiński od dłuższego czasu deklaruje, że nie widzi potrzeby, by podejmować taką decyzję w 2018 r. Pogląd ten podziela większość przedstawicieli Rady, a niektórzy idą nawet dalej, sugerując że byliby skłonni poczekać nawet do połowy 2019 r., ale stanowisko części z nich ulega zmianom, pod wpływem danych makroekonomicznych. Łatwiej określić warunki, których wystąpienie mogłoby doprowadzić do sytuacji, że wniosek o podwyżkę stóp poparłaby wymagana większość. Przede wszystkim, inflacja musiałaby w sposób trwały zbliżyć się do celu, przyjętego przez NBP na poziomie 2,5 proc., z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy w górę lub w dół. W praktyce, musiałaby ona zbliżyć się do górnej granicy tego celu, czyli 3,5 proc. Zazwyczaj władze monetarne decydują się na podwyżkę wcześniej, starając się nie dopuścić by inflacja przekroczyła wspomniany cel. Jednak jak wynika z licznych wypowiedzi, przedstawiciele RPP nie widzą zagrożenia inflacją, a zdaniem Kamila Zubelewicza, w Radzie panuje „duża tolerancja” wobec inflacji, co sugeruje, że stopy mogą pozostać na niezmienionym poziomie nawet do końca 2019 r. Na razie nic nie wskazuje bowiem na to, by inflacja podskoczyła do 3,5 proc. w dającej się przewidzieć przyszłości. Drugim warunkiem jest utrzymanie się wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, przez co należy rozumieć dynamikę PKB powyżej 3,5 proc. Biorąc pod uwagę nastawienie większości członków RPP, mało prawdopodobna wydaje się podwyżka stóp w warunkach wzrostu inflacji i jednoczesnego słabnięcia dynamiki PKB, a więc uwzględniając prognozy wzrostu gospodarczego, trudno się spodziewać podwyżki stóp nawet w 2019 r., chyba że inflacja wyraźnie przekroczyłaby górne ograniczenie celu lub takie zagrożenie byłoby realne. Czynnikami dodatkowymi, mogącymi skłonić RPP do podwyżki stóp, mogą być wyraźne osłabienie złotego, na co się na razie nie zanosi oraz postępujące zaostrzanie polityki pieniężnej przez główne banki centralne świata, a w szczególności przez Europejski Bank Centralny. Według obecnych szacunków, EBC gotów byłby podnieść stopy procentowe prawdopodobnie około połowy 2019 r.

Perspektywa kolejnych kilkunastu miesięcy rekordowo niskich stóp procentowych cieszyłaby posiadaczy kredytów i skłaniałaby do ich zaciągania, podtrzymując jednocześnie boom na rynku mieszkaniowym. Z punktu widzenia posiadaczy oszczędności oznaczałaby kontynuację „ciężkich czasów”, charakteryzujących się niskimi odsetkami i inflacyjną erozją realnej wartości kapitału oraz konieczność poszukiwania bardziej atrakcyjnych sposobów jego inwestowania.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięciu lat. Od grudnia dynamika tej tendencji będzie mniejsza, ale będzie to tylko efekt statystyczny, nie oznaczający końca drożyzny. Presję inflacyjną sygnalizuje już nie tylko wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, ale także wskaźnik inflacji bazowej, co może stać się powodem rozpoczęcia dyskusji o podwyżce stóp procentowych.

Najnowsze dane GUS potwierdzają tendencję widoczną wyraźnie już od kilku miesięcy. Wzrost cen żywności, rozpoczęty w listopadzie ubiegłego roku przybiera na sile i staje się główną przyczyną inflacji, która we wrześniu ponownie podskoczyła do 2,2 proc. Żywność była we wrześniu o 5,3 proc. droższa niż przed rokiem, a łącznie z napojami bezalkoholowymi wzrost wyniósł 5 proc. Poprzednio z tak silną zwyżką cen tej kategorii towarów konsumpcyjnych mieliśmy do czynienia we wrześniu 2012 r., czyli równo pięć lat temu. Wówczas także drożyzna ujawniła się z największą siłą w nietypowym okresie od czerwca do września i podobnie jak obecnie, jedną z głównych jej przyczyn były warunki atmosferyczne (straty w uprawach związane z bardzo mroźną i bezśnieżną pogodą w pierwszych miesiącach 2012 r. były wyjątkowo duże). Jeszcze większy, sięgający 7-8,8 proc. skok cen żywności miał miejsce wiosną 2011 r. (wówczas po wyjątkowo ciepłej końcówce zimy, maj przyniósł śnieżyce i rekordowo niskie temperatury). Analogii, nie tylko meteorologicznych, jest zresztą więcej. Lata 2010-2011 to okres sięgającej 4,1-4,7 proc. dynamiki PKB i stosunkowo wysokiego tempa wzrostu płac, utrzymującego się jeszcze na początku 2012 r., gdy gospodarka wchodziła w fazę ostrego spowolnienia. I wówczas i obecnie mamy więc do czynienia ze splotem czynników z jednej strony ograniczających podaż produktów rolnych, a z drugiej powodujących poprawę sytuacji materialnej (rekordowo niskie bezrobocie, wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń), korzystnie oddziałujących na utrzymanie wysokiego popytu na żywność i ułatwiających „akceptację” wyższych cen przez konsumentów.

W takich warunkach należy się liczyć z utrzymywaniem się presji inflacyjnej, którą łagodzić może jedynie efekt statystyczny, polegający na niskiej bazie odniesienia, bowiem do października ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem wskaźnika cen towarów i usług oraz nieznacznym, sięgającym 0,4 proc. wzrostem cen żywności. W listopadzie 2016 r. ceny żywności podskoczyły już o 1,2 proc. a miesiąc później o 2,5 proc., więc w ostatnich miesiącach obecnego roku ich dynamika nie będzie już tak wysoka wcześniej. Dla konsumentów to jednak dość marne pocieszenie, bo ceny będą rosły nadal, tyle że nieco mniej. Z wcześniejszych szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w grudniu ceny żywności będą wyższe o 4 proc. niż rok wcześniej.

Inflacja zyskuje jednak coraz to nowych „sojuszników”. Tempo wzrostu kosztów związanych z użytkowaniem mieszkania i nośnikami energii przyspieszyło we wrześniu do 2,3 proc. z 2 proc. miesiąc wcześniej, a jest to druga po żywności, najmocniej ważąca na domowych budżetach kategoria, stanowiąca nieco ponad jedną piątą wydatków ogółem. Poprzednio tak duży wzrost notowano przed trzema laty. W tym przypadku należy się spodziewać dalszego wzrostu, choćby w związku z mocno zwyżkującymi cenami węgla i jego niedoborami, w kontekście zbliżającego się sezonu grzewczego. Swoje robią także utrzymujące się wysokie notowania ropy naftowej, które podbiły we wrześniu ceny paliw o 3,6 proc. O 2,2 proc. więcej niż rok wcześniej płaciliśmy we wrześniu w hotelach i restauracjach, o 2 proc. więcej kosztowały nas wydatki na zdrowie, o 1,9 proc. na rekreację i kulturę, a usługi związane z łącznością podrożały o 1,7 proc.

Zwiększającą się presję inflacyjną sygnalizuje także wskaźnik inflacji bazowej, czyli nie uwzględniający cen żywności i energii. Wzrósł on we wrześniu do 1 proc. wobec 0,7 proc. miesiąc wcześniej. To najwyższy jego poziom od marca 2014 r. Na jego kształtowanie się warto zwrócić baczniejszą uwagę, ponieważ to właśnie jego zachowanie się może stanowić istotną przesłankę decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Choć jego poziom nie jest jeszcze specjalnie niepokojący, to różnica między nim a poziomem stopy referencyjnej, sięgająca 0,5 punktu procentowego, jest najniższa w historii. Świadczy ona o tym, że obecną politykę pieniężną można uznać za wyjątkowo łagodną, szczególnie w kontekście wysokiego tempa wzrostu gospodarczego. Z podobnie niską różnicą między podstawową stopą procentową NBP a inflacją bazową, mieliśmy do czynienia jedynie przez kilka miesięcy 2009 r., czyli w okresie największego nasilenia skutków globalnego kryzysu finansowego (wówczas wynosiła ona 0,6 proc.). O ile utrzymującej się od początku roku ujemnej realnej stopie procentowej (różnica między podstawową stopą procentową a wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych) towarzyszyła bagatelizująca ten stan rzeczy argumentacja RPP, a szczególnie jej przewodniczącego, to dalsze zmniejszanie się różnicy między stopą referencyjną a inflacją bazową może już skłonić do dyskusji o podwyżce stóp procentowych. Tym bardziej, że niektórzy przedstawiciele Rady już od kilku miesięcy podnoszą kwestię konsekwencji ujemnej realnej stopy procentowej. Nie można więc wykluczyć, że wkrótce stanie się ona przedmiotem głosowania, choć nie wcześniej niż w listopadzie, gdy opublikowana zostanie projekcja inflacji.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Według Ebury, firmy oferującej rozliczanie transakcji walutowych, kurs EUR/PLN powinien w najbliższych miesiącach znajdować się w okolicach poziomu 4,2. Z kolei za dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego będziemy musieli zapłacić więcej niż obecnie.

Od początku roku złoty doświadczył znacznego umocnienia, zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego. A jakie są najnowsze prognozy dla krajowej waluty? Zdaniem ekspertów Ebury, firmy oferującej rozliczanie transakcji walutowych, czynniki wewnętrzne, sprzyjające sile złotego powinny zostać utrzymane. Autorzy raportu “Polski złoty” – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan oraz Roman Ziruk – ostrzegają jednak, że złoty może negatywnie reagować na zmiany globalnego otoczenia monetarnego.

To wszystko powoduje, że na koniec bieżącego roku specjaliści Ebury oczekują: EUR/PLN 4,2, USD/PLN 3,7 oraz GBP/PLN 4,9. W dłuższej perspektywie, czyli na koniec 2018 r., według przewidywań, złoty w relacji do kluczowych walut powinien prezentować się następująco: EUR/PLN 4,2, USD/PLN 3,8 oraz GBP/PLN 5,2.

Argumentacja ekspertów

Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan oraz Roman Ziruk podkreślają, że krajowa gospodarka ma się znacznie lepiej niż jeszcze w ubiegłym roku. Świadczy o tym m.in. dynamika PKB, która w I kwartale wyniosła 4 proc. w ujęciu rocznym, w II kwartale – 3,9 proc.

“Motorem napędowym PKB pozostaje konsumpcja, której obecna dynamika jest najwyższa od 2012 r. Dynamika inwestycji jest dodatnia, nadal jednak rozczarowuje. (…) W ostatnim okresie pomiarów wzrostowi gospodarczemu nie sprzyjał również bilans handlowy”.

“W kontekście bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, która zaczyna przekładać się na presję płacową, utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji nie powinno budzić zdziwienia. Potwierdzają to ostatnie dane dotyczące sprzedaży detalicznej – w sierpniu jej dynamika wyniosła 6,7 proc. w ujęciu rocznym. Zwracając uwagę na strukturę wzrostu gospodarczego ostatnich kwartałów oraz perspektywy zmian jej głównych komponentów, a w szczególności utrzymania wysokiego poziomu konsumpcji oraz wyczekiwanego wzrostu nakładów na środki trwałe, wzrost gospodarczy w 2017 r. w naszej opinii powinien zawierać się w widełkach 4-4,5 proc.”, prognozują eksperci.

I dodają, że dobra koniunktura w Europie Zachodniej sprzyja polskiemu przemysłowi. Pomimo tego, iż odczyty indeksów PMI dla tego sektora w pierwszym półroczu znajdowały się w trendzie spadkowym, nadal są lepsze niż zeszłoroczne i potwierdzają ekspansję sektora.

Na co jeszcze zwrócili uwagę eksperci Ebury? “Sytuacja fiskalna kraju budzi umiarkowany optymizm. Dane z Ministerstwa Finansów pokazują, że kasa państwa po sierpniu ma jeszcze 4,9 mld nadwyżki. Osiem miesięcy bez deficytu jest wypadkową kilku czynników, z których nie wszystkie można ocenić pozytywnie, jednak ich skumulowanym efektem w bieżącym roku powinno być utrzymanie niższego deficytu w relacji do PKB, czemu w niewielkim stopniu powinien sprzyjać wyższy od oczekiwanego wzrost gospodarczy”.

Z kolei polityka monetarna jest jednym z niewielu elementów polskiego krajobrazu ekonomicznego, który w bieżącym roku nie ulegał istotnym zmianom. W Radzie Polityki Pieniężnej (RPP) nadal przeważa stronnictwo gołębi. Rynek zwraca uwagę na retorykę RPP i odkłada w czasie oczekiwania w kwestii podwyżek stóp procentowych. Według Ebury, do podwyżki stóp może dojść pod koniec 2018 r. lub na początku 2019 r.

“Inflacja w Polsce jest dość niska i obecnie wynosi 2,2 proc. w ujęciu rocznym. Co istotne – inflacja bazowa (która nie uwzględnia zmian cen najbardziej zmiennych komponentów takich jak żywność czy energia) od kilku miesięcy jest praktycznie płaska i wskazuje na niską presję cenową. W sierpniu dodatkowo spadła o 0,1 p.p. i wyniosła 0,7 proc. w ujęciu rocznym. Jest to jeden z głównych argumentów za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie”.

Ryzyka poza granicami Polski

Specjaliści Ebury zaznaczają, że większość wewnętrznych czynników ryzyka dla złotego z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnich dwóch latach uległa dematerializacji. Zarówno sytuacja krajowa, jak i zewnętrzna, jest dobra i sprzyja lepszej kondycji polskiej gospodarki i sile złotego. Jednym z największych czynników ryzyka dla polskiej waluty wydaje się być obecnie środowisko monetarne.

“Globalna zmiana nastawienia banków centralnych do kwestii normalizacji polityki monetarnej jest już widoczna i objawia się w ostatnich decyzjach niektórych z nich (za przykład mogą posłużyć Kanada lub Czechy) oraz złagodzeniu gołębiej retoryki w tym kontekście. Zmianę widać wyraźnie jeśli przyjrzymy się ostatniej retoryce banków centralnych Skandynawii, czy nawet Europejskiego Banku Centralnego”, wskazują eksperci.

“W ciągu najbliższych kilku miesięcy powinno dojść do podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, co jest w pełni zgodne z naszymi oczekiwaniami i stanowi solidny argument za aprecjacją funta brytyjskiego i dolara amerykańskiego. Jednocześnie, naszym zdaniem rynek przeszacowuje chęci i możliwości Europejskiego Banku Centralnego do normalizacji polityki monetarnej, zwłaszcza w kontekście nadal niskiej presji cenowej. W naszej opinii droga do normalizacji w strefie euro będzie powolna i długa”, oceniają.
Biorąc pod uwagę czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, Ebury spodziewa się stopniowej aprecjacji dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego w relacji do polskiej waluty oraz utrzymywania się kursu euro w relacji do złotego na poziomie nieco niższym od obecnego.

 

Źródło: Ebury

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla Polski. Instytucja wydała jednak nowe prognozy dla naszego kraju na lata 2017 – 2018. Według analityków tego podmiotu, wzrost polskiego PKB w bieżącym roku wyniesie nie 3,2% jak początkowo zakładano, a 4,3%. Z kolei, w 2018 r. dynamika dochodu narodowego wyniesie 3,5% (wcześniej było to 3,1%). Niniejsze projekcje dają powody do zadowolenia, choć nie da się ukryć, że przyjęta prognoza na rok bieżący wydaje się być niezmiernie optymistyczna, zwłaszcza że sam minister finansów oczekuje dynamiki PKB nieco wyższej niż 3,7%, a gospodarka po dwóch świetnych kwartałach wydaje się wysyłać pierwsze sygnały przegrzania.

Mimo wszystko, należy podkreślić, że aktualnie jesteśmy świadkami bezprecedensowej sytuacji. Mamy nie tylko solidny wzrost gospodarczy, ale również rekordowo niskie bezrobocie, któremu towarzyszy systematyczny wzrost wynagrodzeń oraz dochodu rozporządzalnego. Do tego, należy doliczyć niskie stopy procentowe oraz stabilną i nieszkodliwą inflację. Oczywiście nadal można wymienić wiele mankamentów np. stagnację inwestycji, czy też wysokie zadłużenie Skarbu Państwa, jednak ogólny obraz koniunktury jest dosyć imponujący. Nie stanowi zatem zaskoczenia fakt, że blisko połowa Polaków (49%) bardzo dobrze ocenia stan polskiej gospodarki – wynika z badań przeprowadzonych przez CBOS. To najwyższy rezultat od 1989 r.

Kwartalna dynamika PKB znajduje się w trendzie wzrostowym od drugiej połowy 2016 r. Jej dekompozycja potwierdza, że motorem napędowym wzrostu gospodarczego jest konsument. To efekt pozytywnych tendencji na rynku pracy oraz hojnej polityki społecznej. Warto zauważyć, że efekty owej polityki będą w coraz mniejszym stopniu wpływały na tempo wzrostu PKB. Za nami bowiem pełen rok funkcjonowania programu ,,Rodzina 500 Plus”, zatem mamy wyższą bazę porównawczą. Ponadto, stopa bezrobocia od trzech miesięcy pozostaje na niezmienionym poziomie (7,1%). Zjawisko to równie rzadkie w okresie letnim, jak sam bardzo niski poziom tego wskaźnika po 1989 r. Czy zatem stopa bezrobocia osiągnęła już swój dołek? Niewykluczone, zwłaszcza że pracodawcy mają coraz większe trudności w znalezieniu pracowników.

Przyglądając się dekompozycji PKB, można zauważyć bardzo dynamiczny wzrost wpływu zapasów na wartość dochodu narodowego. Z teorii ekonomii oraz z analizy historycznej wynika, że takowa sytuacja poprzedza szczyty koniunkturalne. Na uwagę zasługuje także wartość eksportu netto i jego wpływ na dynamikę PKB. Ten bowiem był ujemny (-1,5%) w drugim kwartale 2017r. Polska coraz więcej importuje, bowiem gospodarka prawdopodobnie wykorzystuje większość swoich mocy produkcyjnych, zwłaszcza w dobie braku inwestycji przedsiębiorstw. To również sytuacja, która w przeszłości bardzo często sygnalizowała przegrzanie gospodarki. Dlatego też niniejsze dane należy potraktować jako swego rodzaju lampkę ostrzegawczą.

Aktualnie nie trudno odnaleźć przesłanki, które można uznać za pierwsze syndromy przegrzania gospodarczego. Czy zatem po kilku udanych kwartałach czeka nas recesja? Niewykluczone, że w drugiej połowie roku dynamika PKB osłabnie, lecz w szerszej perspektywie odpowiedź na to pytanie może być przecząca. Redystrybucja środków unijnych jest opóźniona. Jeżeli ta przyśpieszy w najbliższych kwartałach, to wysokie tempo wzrostu gospodarczego powinno zostać utrzymane. Niemniej tym razem katalizatorem będzie wzmożona konsumpcja rządowa oraz inwestycje, którym nadal de facto będzie towarzyszyć silny konsument. Zatem wydaje się, że wysoki wzrost gospodarczy może mieć nieco dłuższą przyszłość, zwłaszcza jeżeli nie wyhamują dotychczasowe pozytywne trendy makroekonomiczne w Europie, Stanach oraz Chinach.

Słowem podsumowania, polska gospodarka wysyła pierwsze oznaki przegrzania, lecz ze względu na nadchodzące wydatkowanie środków unijnych ewentualna zadyszka gospodarcza będzie prawdopodobnie tylko przejściowa (np. w drugiej połowie roku). Raczej nie należy oczekiwać typowej recesji, znanej jako jeden z etapów długoterminowego cyklu koniunkturalnego. Ważniejszym pytaniem pozostaje: jak Polska poradzi sobie w nowej perspektywie unijnej, która najprawdopodobniej nie będzie już tak hojna? Dodatkowym wyzwaniem pozostanie potencjalny problem braku rąk do pracy, spotęgowany przez niekorzystne tendencje demograficzne i decyzję o obniżeniu wieku emerytalnego. Ten w szerszej perspektywie może istotnie spowolnić wzrost gospodarczy nad Wisłą. Powyższe aspekty powinny być przedmiotem debat publicznych oraz jednym z głównych tematów wśród osób odpowiedzialnych za politykę gospodarczą, zwłaszcza jeżeli te decydują się na przygotowywanie wieloletnich planów rozwojowych kraju.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Tak wygląda home-office w Unii Europejskiej

Jak informuje nas Eurostat, praca z domu nie jest jeszcze popularna w Unii Europejskiej. Z home-offi...

Uwaga na fałszywe e-maile o zwrocie podatku

Ministerstwo Finansów ostrzega przed fałszywymi e-mailami z informacją o „zwrocie podatku". Wiadomoś...

Split payment od 1 lipca – czy będą problemy z płynnością?

Split payment wchodzi w życie dla wszystkich firm w Polsce, obligatoryjnie dla dużych od 1 lipca br....

62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu ...