środa, Sierpień 22, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek"

dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

W 2016 r. we wszystkich województwach odnotowano wzrost PKB r/r. Największy nastąpił w województwie pomorskim, najmniejszy w opolskim – podał GUS.

Polska jest ciągle bardzo zróżnicowana pod względem poziomu produktu krajowego brutto (PKB), jego wzrostu, a szczególnie pod względem PKB przypadającego na 1 mieszkańca, co jest niedoskonałą, ale jednak powszechnie stosowaną miarą dobrobytu.

W 2016 r. PKB Polski w cenach bieżących wzrósł o 3,3 proc. r/r. Szybciej od średniej dla Polski rosły gospodarki 8. województw, szczególnie gospodarka pomorska, małopolska i wielkopolska. Te regiony są jednymi z najlepiej rozwiniętych i widać, że nie spoczywają na laurach. W efekcie w ciągu 4 lat PKB na 1 mieszkańca w Małopolsce wzrósł w stosunku do  średniego PKB per capita dla Polski w największym stopniu, bo o prawie 7 proc., w Wielkopolsce – o 4 proc.

Ciągle jednak to Mazowsze wypracowuje największą część polskiego produktu krajowego brutto  – 22,2 proc. Największy jest także na Mazowszu PKB na 1 mieszkańca – 77 tys. zł (2016), co stanowi prawie 160 proc. średniej dla Polski. Mazowsze jest jednak bardzo zróżnicowane, a tym samym i poziom dobrobytu jest tu bardzo zróżnicowany. Ponadto Mazowsze ostatnio rozwija się wolniej niż wiele innych województw, a w efekcie zmniejsza się relacja mazowieckiego PKB per capita w stosunku do średniej dla Polski (w 2012 r. było to 165 proc. średniego PKB per capita dla Polski, w 2016 r. – 159,2 proc.).

Na końcu listy „dobrobytu”, czyli z najmniejszym PKB per capita, lokuje się lubelskie (68,9 proc. średniej dla Polski), Podlaskie (70,9 proc.) i Podkarpackie (70,5 proc.). Niewiele wyższy poziom PKB per capita ma województwo świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie.

Dane, które przedstawił GUS wskazują, że część województw o najwyższym poziomie PKB per capita ciągle pooprawia swoją gospodarczą sytuację, jednak część – Mazowsze, Dolny Śląsk i Śląsk – nie poprawia dobrobytu tak szybko jak średnio wszystkie regiony w Polsce.  Podobnie jest w grupie najsłabszych gospodarczo województw – część podnosi PKB per capita szybciej niż średnio wszystkie regiony w Polsce, część wolniej.

Świadczy to o tym, że można przełamać barierę niemożności – słabo rozwinięte województwa mogą rozwijać się szybciej. Pokazuje to Podkarpacie i Lubuskie. Warto przyjrzeć się tym regionom i podejmowanym w nich działaniom, kierunkom wykorzystania funduszy unijnych, realizowanym inwestycjom, warunkom prowadzenia biznesu. Może można będzie wykorzystać te doświadczenia w województwach, które ciągle słabo sobie radzą i „tracą pole”, mimo że także dysponują funduszami europejskimi.

 

 

 Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

1 stycznia 2018 r. wchodzi w życie ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Przedsiębiorstwa działające w Polsce wydają na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe niespełna 0,5 proc. PKB, a cała polska gospodarka mniej niż 1 proc. PKB. I to mimo sporych środków finansowych z funduszy unijnych przeznaczanych na B+R+I. Po 2020 r. pieniądze europejskie będą trudniej dostępne i na pewno będzie ich mniej niż mamy do dyspozycji dzisiaj. Dlatego tak ważna jest ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej i zawarte w niej instrumenty wspierające decyzje dotyczące inwestycji w badania i rozwój i innowacje. Dotychczasowe rozwiązania były niewystarczające o czym świadczy chociażby liczba podmiotów, które w 2016 r. skorzystały z ulgi podatkowej na B+R – 277 podatników CIT oraz 279 podatników PIT. Koszty kwalifikowane poniesione na działalność B+R przez te 556 podmiotów to 1,1 mld zł. Skutki dla budżetu państwa to brak wpływu z podatków CIT i PIT na poziomie 39 mln zł. Można powiedzieć, że to żaden koszt, ale też niewielkie inwestycje w stosunku  B+R do potrzeb polskiej gospodarki. A zaplanowaliśmy, że do 2020 r. będziemy inwestować w projekty badawczo-rozwojowe 1,7 proc. PKB.

Nowa, tzw. duża ustawa o wspieraniu innowacyjności, która wchodzi w życie 1 stycznia 2018 r., daje naprawdę duże szanse nie tylko na osiągnięcie takie poziomu inwestycji w B+R+I, ale przede wszystkim daje szanse biznesowi i nauce na budowanie skutecznej współpracy, której efektem będą innowacje – nowe produkty, procesy, technologie.

Najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorstw instrumenty wsparcia decyzji dotyczących inwestycji w B+R+I, to:

  • ulga podatkowa na B+R na poziomie 100 proc. kosztów kwalifikowanych,
  • rozszerzenie listy kosztów kwalifikowanych m.in. o materiały nietrwałe (nabycie niebędącego środkami trwałymi sprzętu specjalistycznego, w szczególności naczyń i przyborów laboratoryjnych oraz urządzeń pomiarowych), o koszty związane z nabyciem od jednostki naukowej wyników badań, o należności z tytułu wykonywania usług na podstawie umów cywilno-prawnych (umowa- zlecenie, umowa o dzieło), a dla dużych firm o koszty uzyskania i utrzymania patentu (MŚP już taką możliwość miały),
  • umożliwienie korzystania z ulgi na B+R przedsiębiorstwom działającym w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (koszty związane z B+R nie mogą być uwzględnione w zwolnieniu podatkowym wynikającym z działania w SSE),
  • ulga podatkowa na B+R dla Centrów Badawczo-Rozwojowych (CBR) w wysokości 150 proc. kosztów kwalifikowanych i szerszy niż dla przedsiębiorstw niemających statusu CBR katalog kosztów kwalifikowanych,
  • poprawa warunków uzyskania przez przedsiębiorcę statusu CBR.

Do tego przedsiębiorcy mają już możliwość korzystania ze współpracy z doktorantami w ramach tzw. doktoratów wdrożeniowych, a koszty osobowe współpracy z doktorantami w takim trybie będą kosztami kwalifikowanymi w ramach ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej. Warto, aby jak najwięcej firm inwestujących w badania i rozwój z tej możliwości skorzystało.

Miejmy nadzieję, że także tworzona ustawą Sieć Badawcza: Łukasiewicz, która ma połączyć aktywa rzeczowe, osobowe i finansowe 38 instytutów badawczych, będzie kolejnym elementem wspierającym inwestycje przedsiębiorstw w B+R+I. A także, że nie wprowadzony do ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej innovation box, czyli ulga podatkowa na przychody ze sprzedaży własności intelektualnej, zostanie wprowadzony jeśli nie w 2018 r., to w kolejnym roku.

Rozwiązania wprowadzone ustawą o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej są naprawdę warte wykorzystania przez przedsiębiorców. Miejmy nadzieję, że liczba firm korzystających z ulgi podatkowej na B+R wzrośnie z 556 (2016), do kilku tysięcy. Skorzysta na tym gospodarka, nauka, biznes i my wszyscy – konsumenci.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Oceny koniunktury gospodarczej przez dyrektorów przedsiębiorstw większości sekcji gospodarki są słabsze niż miesiąc wcześniej – podał GUS, prezentując wyniki badań koniunktury w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach w listopadzie 2016 r.

Po słabych danych dotyczących wzrostu PKB w 3. kwartale 2016 r. (2,5 proc. r/r), relatywnie słabo rosnącej sprzedaży detalicznej (3,7 proc. r/r) w październiku 2016 r., spadku produkcji sprzedanej przemysłu (o 1,3 proc. r/r) i dramatycznej sytuacji w sektorze budowlanym (spadek produkcji budowlano-montażowej o ponad 20 proc.) mamy kolejny sygnał o pogarszaniu się koniunktury gospodarczej.

W przetwórstwie przemysłowym już więcej firm sygnalizuje pogorszanie się koniunktury niż jej poprawę. Spada produkcja, maleje portfel zamówień, w tym z zagranicy, a przede wszystkim planowane jest ograniczanie zatrudnienia. Także prognozy dotyczące sytuacji finansowej są coraz gorsze, szczególnie w firmach małych i średnich. Wszystkie dane – i te dotyczące koniunktury, jak i produkcji sprzedanej przemysłu, a także październikowego PMI (50,2) – są zatem spójne. Przemysł słabnie! Poza branżą farmaceutyczną i meblarską, gdzie oceny koniunktury poprawiły się, we wszystkich pozostałych działach przetwórstwa przemysłowego są one słabsze niż jeszcze w październiku br. Ponieważ przetwórstwo przemysłowe to ponad 20 proc. polskiego PKB, to należy prognozować, że w 4. kwartale 2016 r. wzrost gospodarczy będzie jeszcze słabszy niż w 3. kwartale. Nie pozostanie to także bez wpływu na rynek pracy, a tym samym na spożycie indywidualne. Sygnalizowanie przez firmy przemysłowe ograniczanie zatrudnienia może bowiem wpłynąć na osłabienie i tak przecież nie najsilniejszej skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji.

Bardzo zła jest sytuacja w budownictwie – w listopadzie br. prawie 22 proc. firm sygnalizuje pogorszenie koniunktury. Spada i będzie spadać produkcja, spada portfel zamówień. W efekcie sytuacja finansowa firm, niezależnie od wielkości, zdecydowanie się pogarsza. Firmy budowlane uważają, że będą musiały dokonać znacznie silniejszego ograniczenia zatrudnienia niż zakładały to jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Rosną opóźnienia płatności za zrealizowane projekty. Jeśli nie zostaną uruchomione projekty infrastrukturalne finansowane ze środków unijnych, część firm budowlanych może mieć poważne kłopoty z przetrwaniem. Efekt będzie taki, że gdy wreszcie projekty te ruszą, wykonawców będziemy szukać poza Polską.

Ogólny klimat koniunktury w handlu jest jeszcze pozytywny, ale w handlu hurtowym silnie w listopadzie osłabł i tu także firmy sygnalizują ograniczanie zatrudnienia.

Dobrze, że chociaż w sekcji informacja i komunikacja ponad 20 proc. firm pozytywnie ocenia ogólny klimat koniunktury i planuje wzrost zatrudnienia, aczkolwiek i tutaj w listopadzie te oceny są nieco słabsze niż jeszcze miesiąc wcześniej. Jednak informacja i komunikacja to niespełna 4 proc. polskiego PKB, więc utrzymywanie się w tym sektorze gospodarki pozytywnych ocen dotyczących koniunktury nie wesprze naszego wzrostu gospodarczego.

Wszystko wskazuje na to, że w 4. kwartale 2016 r. będziemy mieć wyraźnie niższy wzrost PKB niż w ciągu pierwszych 6. miesięcy br., a nawet niższy niż w 3. kwartale br. Jeśli uda się osiągnąć 2,2-2,3 proc. będzie można to uznać za sukces. A w całym 2016 r. nie będzie to jak ciągle utrzymują przedstawiciele rządu 3,4 proc., a nie więcej niż 2,6—2,7 proc.

Muszę przyznać, że największe obawy budzą zapowiedzi części firm z najważniejszych dla gospodarki sektorów, dotyczące zmniejszania zatrudnienia. Gospodarstwa domowe musiały to dostrzec, bo już w 3. kwartale br., mimo ciągle rosnącego zatrudnienia i rosnących wynagrodzeń, a także stałego dopływu ok. 2 mld zł miesięcznie do ich kieszeni w wyniku realizacji programu 500+, były dość wstrzemięźliwe w swoich konsumpcyjnych decyzjach.

Gdy dołożymy do tego malejące inwestycje, a także spadające zamówienia eksportowe, mamy się czym martwić.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W 3. kwartale 2016 r. PKB wzrósł o 2,5 proc. r/r – podał GUS prezentując szybki szacunek PKB za III kwartał 2016 r.

Stało się. Wchodzimy na ścieżkę wolniejszego wzrostu gospodarczego. Wzrost PKB w 3. kwartale 2016 r. na poziomie 2,5 proc. r/r jest najniższy od 12 kwartałów (od 3. kwartału 2013 r.). Wyraźnie widać, że nie wystarcza dosypywanie pieniędzy z budżetu (program 500+), które w większości przeznaczane są na spożycie indywidualne. Gospodarka potrzebuje trzech, a przynajmniej dwóch silnych filarów – właśnie spożycia indywidualnego, a także inwestycji i szybszej dynamiki eksportu niż importu.

Dzisiejsze dane GUS nie pokazują struktury wzrostu gospodarczego w 3. kwartale br., jednak analizując dane dotyczące sprzedaży detalicznej, produkcji sprzedanej przemysłu, produkcji budowlano-montażowej (te sektory tworzą 1/3 polskiego PKB), wymiany handlowej z zagranicą, a także sygnały płynące z przedsiębiorstw dotyczące inwestycji i towarzyszące im informacje o popycie na kredyt, a także informacje o stopniu (nie)wykorzystania funduszy unijnych, można zakładać, że wzrost PKB w 3. kwartale br. bazował na spożyciu indywidualnym. Inwestycje przedsiębiorstw musiały w dalszym ciągu być znacznie mniejsze niż rok wcześniej, a obawy dotyczące sytuacji w najbliższych kwartałach mogły wpływać na decyzje firm dotyczące zmniejszania zapasów. Fundusze unijne, które są podstawowym źródłem finansowania inwestycji publicznych, mimo informacji rządu o ich intensywnym uruchamianiu, nie ruszyły w sposób wspierający wzrost gospodarczy.

Dane dotyczące wymiany handlowej z zagranicą po 8 miesiącach wskazują, że eksport netto nie wpłynął na dynamikę PKB.

Obraz polskiej gospodarki w 3. kwartale 2016 r. nie napawa zatem optymizmem. Dobra sytuacja na rynku pracy – wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń, a także ok. 6 mld zł dodatkowych pieniędzy skierowanych do gospodarstw domowych w 3. kwartale w ramach programu Rodzina 500+ nie wzmocniły w sposób znaczący skłonności Polaków do konsumpcji. Z drugiej strony obawy przedsiębiorców o niekorzystne zmiany w regulacjach dotyczących działalności gospodarczej, z których część już się zmaterializowała, np., podatki branżowe, bardzo wysoki wzrost płacy minimalnej, narzędzia służące ograniczaniu luki podatkowej, m.in. kara do 25 lat więzienia za oszustwa i błędy podatkowe oraz sięgające 100% wysokości podatku sankcje za zaniżenie podatku VAT, wpływają na ostrożność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Skutkuje to niższymi niż w roku poprzednim nakładami na inwestycje. „Roszady” w spółkach z udziałem skarbu państwa ten spadek inwestycji pogłębiają.

Na poprawę wyników polskiej gospodarki w 4. kwartale 2016 r. nie ma co liczyć, bo nie widać przesłanek do poprawy sytuacji w obszarze inwestycji przedsiębiorstw i inwestycji publicznych. A globalna sytuacja polityczna i gospodarcza może negatywnie wpłynąć na wyniki w naszym handlu zagranicznym.

W tym kontekście może warto, aby rząd i politycy rozważyli zmianę planów i ograniczyli realizację pomysłów, które w 2017 r. będą obciążać budżet państwa i budżety samorządowe (chociażby reforma edukacji) kolejnymi wydatkami. To oznacza bowiem wzrost obaw po stronie przedsiębiorców, a może warto przypomnieć, że to przedsiębiorstwa tworzą ponad 70 proc. polskiego PKB.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Donald Trump został wybrany nowym, 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Sytuacja na rynkach walutowych i giełdowych wskazuje, że światowe obawy związane z prezydenckim wyborem Amerykanów nie są na razie bardzo silne. Co prawda dolar osłabł wobec euro i większości walut europejskich, ale spadki kursu dolara wobec europejskich walut nie są silne. Zapewne w części taki wynik wyborów prezydenckich w USA został już wcześniej „skonsumowany” przez rynki walutowe. Ale możliwe, że to także efekt zaufania do amerykańskiego „check and balances”. Czy słusznie, pokażą najbliższe miesiące.

Jednocześnie dolar umocnił się wobec walut krajów Azji południowo-wschodniej. Ale tu zmiany także nie są duże – osłabł m.in. australijski i nowozelandzki dolar, koreański won, filipińskie peso czy malezyjski ringgit. Tego także należało się spodziewać po wypowiedziach D. Trumpa zapowiadających konieczność korekty umów o wolnym handlu z Azją. Największym przegranym jak na razie jest Meksyk, którego waluta gwałtownie osłabiła się wobec dolara i innych walut ( w tym euro). To także efekt deklaracji wyborczych prezydenta-elekta.

Giełdy na świecie są bardziej zgodne niż rynki walutowe – na większości odnotowano spadki. Ale i tu ich siła nie jest duża. Na plusie jest jedynie giełda rosyjska i szwajcarska. To wyraźnie pokazuje, gdzie inwestorzy na świecie widzą „wygranych” wyborów prezydenckich w USA.

Rosną też ceny złota i srebra, co wskazuje na szukanie „spokojnej” przystani przez część inwestorów.

Gdyby mierzyć finał wyborów prezydenckich w USA zmianami na rynkach finansowych, to można byłoby powiedzieć, że nie obawiają się one zbytnio konsekwencji zmian w największej gospodarce na świecie. Należy jednak pamiętać, że rynki finansowe reagują szybko i równie szybko mogą zmienić swoje decyzje. Zatem to co na nich w tej chwili obserwujemy nie mówi nic o tym, czego świat, globalna gospodarka może się spodziewać w średnim i długim okresie.

A można się spodziewać zmian w istniejącym ładzie gospodarczym, czyli zmian w relacjach między gospodarkami na świecie. Zapowiedź D. Trumpa koncentracji na gospodarce amerykańskiej, obniżenia podatków i rozpoczęcia wielkich infrastrukturalnych inwestycji w USA, a szczególnie zapowiedź korekty umów handlowych z innymi krajami i regionami oraz wprowadzenia ceł (bardzo wysokich szczególnie wobec produktów z Chin i Meksyku) może zmienić te relacje i doprowadzić do zmian ładu gospodarczego na świecie. Co to oznacza dla Polski i naszej gospodarki?

Zapowiadane przez D. Trumpa w kampanii wyborczej zmiany oznaczają silny wzrost długu publicznego w USA, który już dzisiaj jest bardzo wysoki (bliski 100 proc. amerykańskiego PKB), bo z jednej strony zmniejszą się wpływy do budżetu (efekt obniżenia podatków), a z drugiej wzrosną wydatki budżetowe (na inwestycje infrastrukturalne). USA zwiększą tym samym popyt na kapitał, a to oznacza, że takie kraje jak Polska chcąc także pozyskać kapitał na rynkach zewnętrznych będą musiały za niego płacić więcej niż dzisiaj, czyli wzrosną wydatki z budżetu na obsługę naszego długu pozostawiając jeszcze mniej na inwestycje. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że stopy procentowe wzrosną w USA już w grudniu, co i bez wzrostu popytu USA na kapitał zwiększy dla nas koszty pozyskania pieniądza.

Zmiany umów handlowych i wprowadzenie ceł przez USA, szczególnie wobec Chin, mogą doprowadzić do „wojny” walutowej i wojny handlowej z poważnymi konsekwencjami dla globalnej gospodarki. Chiny dzisiaj są już bardzo silne, mimo słabszego wzrostu gospodarczego i zapewne nie pozwolą na osłabienie swojej pozycji. A mają silne oręże w postaci chociażby ponad 3 bln USD rezerw walutowych. A to oznacza osłabienie polskiego złotego, co może dla eksporterów nie jest złą wiadomością. Ale dla importerów już tak. Szczególnie importerów dóbr finalnych lokujących swoją sprzedaż na rynku polskim.

Chiny będą też chciały skierować większy strumień swojego eksportu m.in. na rynki europejskie, jeśli dostęp do rynku USA zostanie ograniczony cłami. A to może spowodować efekt wypierania polskich produktów z rynków europejskich, gdzie lokujemy ok. 80 proc. naszego eksportu.

Wskazywanie zagrożeń można mnożyć, szczególnie jeśli do analizy włączy się wątki polityczne przekładające się na sprawy gospodarcze.

Czy to wszystko zmaterializuje się, szczególnie zmiany relacji między globalnymi gospodarkami, trudno dzisiaj jednoznacznie ocenić. Jednak należy zabezpieczyć się na tyle na ile jest to możliwe przed negatywnymi konsekwencjami tych zmian. Przedsiębiorstwa w Polsce zapewne zmniejszą skłonność do inwestycji, a zwiększą płynność finansową budując większą zdolność do realizacji własnych zobowiązań. Będą też intensywniej szukać partnerów handlowych poza Europą. Ale tak będą też robić nasi konkurenci.

Natomiast rząd i politycy powinni skoncentrować teraz uwagę na budowaniu trwałych relacji z UE i silnych związków z najważniejszymi państwami i gospodarkami w UE. Bez UE i silnych relacji z Niemcami i Francją zgubimy się w nowym ładzie gospodarczym.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w październiku 2016 r. o 0,2 proc. r/r, ale w stosunku do września wzrosły o 0,5 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Październik był kolejnym, 28 miesiącem spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Jednak spadły one w tym miesiącu w najmniejszym stopniu w całym 2016 r., bo o 0,2 proc. r/r. Jednocześnie odnotowaliśmy dość silny, najsilniejszy od kwietnia 2012 r. wzrost CPI miesiąc do poprzedniego miesiąca br. (o 0,5 proc.). Coś się zmienia.

Nie znamy jeszcze składowych październikowej zmiany cen, ale można zakładać, że wzrosły ceny żywności, odzieży i obuwia, a także zapewne paliw czyli (poza żywnością) tych komponentów wskaźnika cen, które od wielu miesięcy utrzymywały deflację.

Żywność drożeje r/r już od października 2015 r. W ciągu 9 miesięcy 2016 r. ceny żywności wzrosły średnio o 0,8 proc. r/r. Jest to bez wątpienia efektem stale poprawiającej się sytuacji na rynku pracy – rosnącego zatrudnienia i wynagrodzeń, które przekładają się na wyższą skłonność do konsumpcji, szczególnie w gospodarstwach domowych z niższych grup dochodowych. Także od października 2015 r. drożeją r/r napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe. Przyczyny są w części podobne. Jednak ponieważ w ciągu 9 miesięcy br. ceny żywności oraz ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych wzrosły średnio silniej niż w pierwszej połowie roku, można zakładać, że ceny tych grup produktów rosły w pewnym stopniu także w efekcie wzrostu popytu wynikającego z dopływu środków finansowych z realizacji programu 500+.

Wstępne dane dotyczące wskaźnika cen w październiku br. Wskazują zatem, że na ceny zaczął wpływać popyt gospodarstw domowych wynikający nie tylko z poprawy sytuacji na rynku pracy, ale także z dopływu ponad 13 mld zł do rodzin z dziećmi z programu Rodzina 500+.

Beneficjentami programu 500+ są oczywiście gospodarstwa domowe, ale ich rosnąca skłonność do konsumpcji dzięki dodatkowym pieniądzom powoduje, że ceny niektórych produktów i usług zaczęły rosnąć szybciej. A to oznacza, że gospodarstwa domowe (i te otrzymujące pieniądze z programu 500+, jak i te nie będące beneficjentami tego programu), muszą płacić za część nabywanych produktów i usług więcej. Ich realne dochody, szczególnie gospodarstw domowych o niższych uposażeniach, sukcesywnie zatem maleją. Korzystają natomiast na rosnącym popycie konsumpcyjnym przedsiębiorstwa dostarczające na rynek właśnie te dobra i – przede wszystkim – budżet państwa.

Wszystko wskazuje na to, że w listopadzie i grudniu ceny dóbr i usług konsumpcyjnych będą dalej rosły m/m (szczególnie w grudniu), a r/r będziemy mieć niewielką inflację.

W tym rysującym się trendzie wychodzenia z deflacji pojawia się pytanie o siłę inflacji w 2017 r., co jest istotne nie tylko dla konsumenckich portfeli, ale przede wszystkim dla budżetu państwa. Prognozy wskazują, że ceny dóbr konsumpcyjnych będą rosły, ale w wolnym tempie, słabszym od założonego w budżecie państwa na 2017 r. (1,3 proc.). Chyba, że sytuacja polityczna na świecie zdestabilizuje się w sposób trudny dzisiaj do przewidzenia. Pierwszą odpowiedź otrzymamy 9 listopada, po wyborach w USA.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Polska zajęła w rankingu Doing Business 2017 miejsce 24 – podał Bank Światowy.

Ranking Banku Światowego dotyczący warunków prowadzenia działalności gospodarczej w 190 krajach na świecie jest jednym z najczęściej czytanych i wykorzystywanych rankingów na świecie. Przyglądają się mu przede wszystkim władze wszystkich rankingowanych krajów, aby z obiektywnego źródła otrzymać informacje o tym, co jest ciągle barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej, a gdzie udało dokonać zmian ułatwiających tę działalność. A przyglądają się mu dlatego, że ranking jest ważną informacją dla obecnych i przyszłych inwestorów, którzy rozglądają się za dobrą lokalizacją dla swoich biznesowych przedsięwzięć.

Co zatem mogą zobaczyć inwestorzy i polskie władze w upublicznionych właśnie przez Bank Światowy raporcie Doing Business 2017.

Po pierwsze, poprawiliśmy swoją pozycję w rankingu o jedno miejsce dzięki poprawie warunków związanych z inwestowaniem – uproszczenie procedury uzyskiwania pozwolenia na budowę, a także szybsze uzyskiwanie podłączenia do energii elektrycznej. Dla inwestorów bardzo ważne informacje. Ważne także, że nastąpiły zmiany w procesie restrukturyzacji z korzyścią dla wierzycieli. Czy ze zmian na rynku pracy dotyczących ograniczenia kontraktów terminowych do 33 miesięcy są pozytywnym sygnałem dla inwestorów – trudno jednoznacznie to ocenić. Dla niektórych nie ma to znaczenia, dla części może być niezbyt pozytywnym sygnałem wskazującym na ograniczanie elastyczności rynku pracy.

Po drugie, bardzo dobrze (1. pozycja w tej kategorii) wypadamy w kategorii związanej z warunkami prowadzenia wymiany zagranicznej, co także jest zdecydowanie pozytywnym sygnałem dla inwestorów. Ciągle dobrze mają się w Polsce warunki dostępu do kredytu, aczkolwiek pogorszyła się ona w stosunku do lat poprzednich (20. pozycja), ale dostęp do kredytu to dzisiaj nie problem. Przy wspólnym rynku kapitałowym można sięgać po niego na terenie całej UE.

Po trzecie, niestety ciągle bardzo słabo wypadamy w kategorii rozpoczynanie działalności gospodarczej (spadliśmy w rankingu). Bank Światowy analizuje tu liczbę procedur przy rejestrowaniu działalności gospodarczej, czas potrzebny na tę rejestrację, jej koszty i niezbędny kapitał dla założenia spółki z o.o. Procedur może nie jest dużo, bo 4 (np. Niemcy mają ich aż 9). Ale czas potrzebny na rejestrację i koszt rejestracji powodują, że znajdujemy się w tej kategorii na 107 miejscu. Na rejestrację potrzeba w Polsce średnio 37 dni, podczas gdy np. w Niemczech, gdzie procedur jest więcej, tylko 10,5 dnia. Także koszty rejestracji są w Polsce wysokie, bo stanowią ponad 12 proc. przeciętnego dochodu firmy. W Niemczech jest to 1,9 proc. Jak widać mamy tu dużo do zrobienia. Trzeba bowiem pamiętać, że aby móc działać trzeba mieć najpierw szanse tę działalność gospodarczą zarejestrować w sposób nie zniechęcający do tego co będzie dalej, jeśli już na początku jest niezbyt łatwo.

Po czwarte, spadliśmy także w rankingu dotyczącym płacenia podatków. A zapewne to jedno z istotnych kryteriów przy podejmowaniu decyzji przez inwestorów. Przeciętna spółka z o.o. spędza na płaceniu podatków 271 godzin w ciągu roku, a realna stopa podatkowa to ponad 40 proc. zysków. Tu także jest ogromne pole do poprawy procedur, skrócenia czasu i … obniżenia obciążeń podatkowych.

Dużo do poprawy jest także w innych obszarach, szczególnie dotyczących egzekwowania umów. Ciągle średnio na wyrok sądu firma czeka 685 dni!!! Dla firm szybkość egzekwowania umów ma ogromne znaczenie. Ale może same także powinny „uderzyć się w piersi”, bo zbyt mało korzystają z mediacji i sądów arbitrażowych. Może warto, aby rząd zachęcił przedsiębiorców do mediacyjnej i arbitrażowej ścieżki promując te formy rozstrzygania gospodarczych sporów, chociażby także z tych form korzystając.

Generalnie nie jest źle, ale w szczegółach – w niektórych obszarach – źle lub bardzo źle. Ponieważ Pani Premier Beata Szydło na ostatnim posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego powiedziała, że teraz czas na wspieranie przedsiębiorców, to raport Doing Business 2017 wskazuje, gdzie m.in. to wsparcie jest potrzebne.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Premier Beata Szydło poinformowała o zmianie w rządzie. Odwołany został minister finansów, Paweł Szałamacha. Wicepremier Mateusz Morawiecki dołącza do swoich obowiązków funkcję ministra finansów oraz szefa Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.

Od rana, w oczekiwaniu na konferencję prasową premier Beaty Szydło, na której miała zostać przedstawiona rekonstrukcja rządu, polski złoty systematycznie, ale jednocześnie niezbyt silnie osłabiał się. Konferencja prasowa i informacja o tylko jednej zmianie kadrowej w rządzie – odwołaniu ministra finansów Pawła Szałamachy i powołaniu na to stanowisko wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który będzie łączył je z dotychczasowymi obowiązkami wicepremiera i ministra rozwoju gospodarczego, a także z szefowaniem Komitetowi Ekonomicznemu RM, nie spowodowała powrotu złotego do kursu z otwarcia rynku. Wydaje się, że rynek walutowy nie może się zdecydować, czy superwicepremier to dobre rozwiązanie, czy też rozwiązanie ryzykowne (godz. 18.00).

Wprowadzona zmiana w rządzie tworzy szanse, ale także ryzyka. Szansą jest sygnał, że rozwój ma mieć dostęp do finansowania. Premier M. Morawiecki przygotował wraz ze swoimi współpracownikami Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zaplanował do 2020 r. na jej realizację 1,5 bln zł, przede wszystkim ze środków unijnych i krajowych. Połączenie funkcji ministra rozwoju i ministra finansów pozwala teoretycznie na uzyskanie efektu synergii – zapewnienie stabilności finansom publicznym, czyli utrzymanie deficytu budżetowego i długu publicznego w ryzach, a jednocześnie zapewnienie środków finansowych na realizację zaplanowanych w Strategii projektów. Ale wymaga to także jednoznaczne odniesienie się do  projektów czekających w kolejce do realizacji, w tym do obniżenia wieku emerytalnego, czy też przyjętego przez rząd programu mieszkaniowego. Generują one bowiem koszty, które dodane do kosztów związanych z realizacją programu 500+ (prawie 23 mld zł w 2017 r.) nie pozwolą na jednoczesne zapewnienie stabilności finansów publicznych i kapitału na rozwój. Szansa jest zatem obarczona olbrzymim ryzykiem, bowiem decyzje o „wyborczych” projektach są decyzjami politycznymi, nie związanymi z tym co teraz dla polskiej gospodarki jest najważniejsze, czyli stworzeniem warunków dla rozwoju i zapewnieniem dla niego finansowania przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności finansów publicznych. A jest to niezbędne, bo gospodarka globalna wyraźnie buduje 4. rewolucję przemysłową. I polska gospodarka, aby wziąć w niej udział, musi dostać silne wsparcie w polityce gospodarczej.

Dlatego premier Mateusz Morawiecki koncertując od dzisiaj w swoich rękach resort rozwoju i finansów, a także odpowiadając za koordynację polityki gospodarczej przez szefowanie Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów powinien wystąpić z „gospodarczym expose”, pokazać cele gospodarcze rządu i sposób w jaki chce je realizować, a także w jaki sposób chce panować nad pozarozwojowymi, „wyborczymi” wydatkami. Gospodarka (i rynek finansowy) czeka na te informacje.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

PKB wzrósł w 2. kwartale 2016 r. o 3,1 proc. r/r głównie dzięki spożyciu indywidualnemu i zbiorowemu – podał w szybkim szacunku GUS.

Jesteśmy w piątce krajów UE o najwyższym wzroście gospodarczym. A jednak jest się czym niepokoić. Nie dynamiką, bo 3,1 proc. wzrostu PKB to dobry wynik, ale strukturą tego wzrostu. Gospodarka rośnie, ale prawie cały wzrost daje spożycie – indywidualne i zbiorowe. Przyczynia się do niego także wzrost zapasów, co raczej nie rokuje dobrze.

Wzrost gospodarczy budowany na konsumpcji i zapasach nie jest trwały. Bez inwestycji nie mamy szans na utrzymanie dynamiki PKB na poziomie ponad 3 proc. Bez wzrostu gospodarczego powyżej 3 proc. zaczniemy mieć problemy z rynkiem pracy i na rynku pracy. Te problemy będą przekładać się na konsumpcję gospodarstw domowych, która dzisiaj jest główną siłą wzrostu PKB.

Mamy zatem dwa problemy ze wzrostem gospodarczym – pierwszy to inwestycje, ich zbyt niski poziom, bo po 6. miesiącach były one niższe o 3,6 proc. w stosunku do 1. półrocza 2015 r., a w samym 2. kwartale br. o prawie 5 proc. Drugi to szybko rosnące spożycie publiczne, czyli wartość wyrobów i usług nierynkowych przekazywanych gospodarstwom domowym nieodpłatnie (ochrona zdrowia, opieka społeczna, edukacja, kultura, kultura, sport) oraz wartość wyrobów i usług nierynkowych, które nie posiadają konkretnych indywidualnych odbiorców (administracja państwowa, obrona zewnętrzna i bezpieczeństwo wewnętrzne, działalność naukowo-badawcza). W ciągu 6. miesięcy ich wartość realna wzrosła o 4,4 proc.

Z jednej strony zatem przedsiębiorstwa, samorządy i rząd inwestują mniej niż w zeszłym roku (sądząc po sytuacji w budownictwie mieszkaniowym – gospodarstwa domowe nie zmniejszyły swoich inwestycji), z drugiej strony – państwo wydaje zdecydowanie więcej na dobra i usługi publiczne.

Państwo wydaje zatem na dobra i usługi dostarczane bezpośrednio gospodarstwom domowych, a także pośrednio całemu społeczeństwu coraz więcej, a coraz mniej inwestuje. A przez niepewność, niestabilność polityczną, sądowniczą i regulacyjną wpływa ono także na mniejszą skłonność przedsiębiorstw do inwestowania – po 6. miesiącach 2016 r. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych były mniejsze o ponad 7 proc. w stosunku do tego samego okresu 2015 r. Aczkolwiek różna jest sytuacja w różnych sektorach gospodarki. Tu zapewne dodatkowe znaczenie mają ryzyka zewnętrzne, ciągle niejasny, niejednoznaczny trend rozwoju gospodarki globalnej, a także sytuacji w samej UE po referendalnej decyzji o Brexit’cie.

Wszystko wskazuje na to, że niestabilność polityczna i regulacyjna wpływa także na decyzje inwestycyjne samorządów, które – sądząc po ich nadwyżce budżetowej – są niższe niż w zeszłym roku i niższe niż mogłyby być. A przecież jednostki samorządu terytorialnego (JST) mają także do dyspozycji dość duże pieniądze unijne, które są jak na razie słabo uruchamiane – w niektórych regionach stopień ich wykorzystania nie przekracza 1 proc. Widocznie samorządy boją się te środki uruchamiać, nie tylko dlatego, że trwają teraz w nich kontrole wydatków w latach ubiegłych, w tym z funduszy unijnych, ale także dlatego, że rząd uruchomił program 500+, za który odpowiadają samorządy. Program ten finansowany jest z budżetu państwa, ale samorządy robią zapewne rezerwy na wypadek opóźnień w napływie środków. Rząd planuje także reformę szkolnictwa (m.in. likwidację gimnazjów), co obarczy kosztami samorządy. Trudno się zatem dziwić ich inwestycyjnej wstrzemięźliwości.

Kluczem do odbudowania drugiej, niezbędnej dla wzrostu gospodarczego „nogi” – inwestycji – jest zatem ograniczenie niepewności w polskiej gospodarce. Będziemy mieć wtedy szanse na modernizację gospodarki i wzrost PKB zdecydowanie wyższy niż 3 proc. ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami dla rynku pracy.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przychody z całokształtu działalności przedsiębiorstw średnich i dużych były w 1. półroczu 2016 r. wyższe o 3,6 proc.  r/r, a ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów – o 3,1 proc. Wynik finansowy netto wzrósł o 12,9 proc., a inwestycje spadły o 7,1 proc. (w cenach stałych) – podał GUS.

Przedsiębiorstwa osiągnęły po 6. miesiącach działalności w 2016 r. dobre wyniki finansowe, mimo słabej dynamiki przychodów. Pomagają im  w tym niskie koszty surowców i materiałów. Jednak ciągle bardzo ostrożnie inwestują, co należy wiązać z niestabilnością polityczną i restrykcyjnością regulacyjną, która dominuje w projektach nowelizacji ustaw i nowych ustaw.

W ciągu pierwszych szczęściu miesięcy 2016 r. przedsiębiorstwa zatrudniające 50 i więcej pracowników zwiększyły przychody ze sprzedaży produktów towarów i materiałów (działalność podstawowa) jedynie o 3,1  proc. r/r. Jednak dzięki sprawnemu zarządzaniu zapasami, a przede wszystkim dzięki malejącym kosztom zużycia materiałów i energii, udało się im poprawić wynik na działalności podstawowej o prawie 3,5 mld zł. I to wszystko przy rosnących wynagrodzeniach w tempie zdecydowanie wyższym niż koszty ogółem.

Dzięki dodatnim wynikom na pozostałej działalności operacyjnej, a także dodatnim wynikom na operacjach finansowych (plus 4 mld zł, w dużej mierze dodatnie różnice kursowe) wynik finansowy podlegający opodatkowaniu wyniósł prawie 71 mld zł, a wynik netto 61,5 mld zł, czyli prawie 13 proc. więcej niż w tym samym okresie 2015 r.

Kondycja firm 50+ jest więc niezła. Aczkolwiek prawie ¼ spośród nich zakończyła pierwsze pół roku działalności stratą netto w łącznej wysokości 13,3 mld zł, tj. o prawie 5 proc. więcej niż rok wcześniej.

Poprawiła się rentowność sprzedaży, bardzo wysoki jest wskaźnik płynności gotówkowej, czyli zdolności do natychmiastowej realizacji zobowiązań krótkoterminowych. Przedsiębiorstwa są zatem bardzo dobrymi klientami banków, ale z kredytowej oferty banków korzystają w relatywnie niewielkim zakresie – od czerwca 2015 r. do czerwca 2016 r. ich zobowiązania wobec banków wzrosły jedynie o 21,8 mld zł. To efekt zmniejszenia się nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw w stosunku do 2015 r. Były one niższe (w cenach stałych) o 7,1 proc. r/r. Przede wszystkim zmniejszyły się inwestycje w budynki i budowle. To w części efekt osłabienia inwestycji w sektorze energetycznym. I tu należy przypomnieć, że większość firmy z tego sektora to spółki z udziałem skarbu państwa, a sam sektor wymaga pilnych i naprawdę dużych inwestycji. Spadły także inwestycje w maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia, ale spadek ten był znacznie niższy niż po 1. kwartale br.

Gwałtownie spadły inwestycje w sektorze związanym z dostawą wody, gospodarowaniem ściekami i odpadami. Prawdopodobnie jest to efektem braku uruchomienia funduszy unijnych na poziomach regionalnych, bo zapewne cześć inwestycji w tym sektorze posiłkuje się środkami z UE, a one jeszcze na dobrą sprawę nie ruszyły. Silne spadki inwestycji odnotowała w 1. półroczu 2016 r. także branża  transport i gospodarka magazynowa. Nie wykluczone, że firmy transportowe i spedycyjne zmniejszyły inwestycje w stosunku do zeszłego roku w wyniku braku rozstrzygnięć na poziomie UE dot. obowiązku stosowania niemieckiej ustawy o minimalnym wynagrodzeniu (MiLoG). Tym bardziej, że inne kraje starej UE także myślą o podobnym rozwiązaniu.

Dobrze, że chociaż eksporterzy mają się nieźle. W stosunku do czerwca 2015 r. przybyło 164 eksporterów. Wzrósł także udział przychodów z eksportu w przychodach ogółem. Przede wszystkim jednak to głównie eksporterzy inwestują. A ich wyniki finansowe są lepsze niż przeciętnie we wszystkich firmach średnich i dużych.

Pierwsze 6 miesięcy w działalności przedsiębiorstw wskazuje, że firmy nauczyły się działać w warunkach deflacji, która daje im relatywnie niskie wzrosty przychodów. Nie boją się podwyższać swoim pracownikom wynagrodzeń. Są coraz bardziej otwarte na świat. Jednego się boją – zwiększania inwestycji. Niepewność i restrykcyjność regulacyjna (chociażby plany kar, 25 lat więzienia za nie zawsze duże i nie zawsze własne przewinienia), a także niestabilność polityczna to przyczyny tych obaw.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu spadła w lipcu 2016 r. o 3,4 proc. r/r, ale produkcja budowlano-montażowa  spadła o 18,8 proc. – podał GUS.

Przemysł spowolnił, a budownictwo jest już w głębokiej zapaści. Druga połowa 2016 r. zaczęła się bardzo niedobrze. Przemysł i budownictwo dają łącznie ponad 1/3 polskiego PKB. A tu, po słabym, jak na oczekiwania i możliwości, wzroście naszej gospodarki w 1 i 2 kwartale 2016 r. (wzrost PKB odpowiednio o 3,0 proc. i 3,1 proc.), szykuje się słaba druga połowa 2016 r. Tym bardziej, że sprzedaż detaliczna w lipcu też nie zachwyca.

Produkcja sprzedana przemysłu spadła r/r pierwszy raz od sierpnia 2014 r. W stosunku do czerwca 2016 r. spadek wyniósł aż 10,1 proc., a w stosunku do lipca 2015 r. – 3,4 proc. Na 34 działy przemysłu aż 23 odnotowały spadki produkcji sprzedanej, a tylko w 11 produkcja sprzedana wzrosła.

Lipcowy spadek produkcji sprzedanej przemysłu jest zaskakujący i niepokojący. Zaskakujący, bo nie wiać przesłanek do tak silnego osłabienia w przemyśle. Nie tłumaczą go dwa dni robocze mniej niż w lipcu 2015 r. Ani zbyt wysoka baza z lipca 2015 r. (produkcja sprzedana wzrosła wtedy o 3,8 proc. r/r). Nie było też sygnałów z przedsiębiorstw, że ograniczyły one aktywność w lipcu dając urlopy całej załodze. A nawet jeśli tak się stało, to mogły przecież sprzedawać zapasy wyrobów gotowych, co utrzymałoby produkcję sprzedaną w przetwórstwie przemysłowym na niemalejącym poziomie. Gospodarki naszych unijnych partnerów biznesowych także mają się dobrze, co oznacza, że eksporterzy nie powinni mieć kłopotów ze wzrostem sprzedaży swoich produktów. A mają, bo w branżach eksportowych, np. w branży chemicznej, maszyn i urządzeń, czy produkcji pojazdów samochodowych w lipcu były spore spadki. W przypadku produkcji pojazdów samochodowych potwierdzenie osłabienia (o ponad 12 proc.) pokazuje także sprzedaż detaliczna w tej grupie produktów. Wzrosła ona jedynie o 0,2 proc. r/r (w cenach bieżących), a o 1,9 proc. w cenach stałych. Dzieje się to po bardzo silnych wzrostach sprzedaży detalicznej pojazdów samochodowych w 1. połowie roku. Czyżby Polacy, korzystając z programu 500+, zaczęli kupować używane samochody poza Polską zasilając dochody tamtejszych przedsiębiorców prowadzących obrót takimi samochodami, i budżety innych państw.

Spadek produkcji sprzedanej odnotowała także branża produkcji napojów. I to w lipcu, szczycie sezonu produkcji i sprzedaży tej grupy produktów.

Nie widać końca załamaniu w budownictwie. Spadek produkcji odczuły wszystkie działy budownictwa – największy przedsiębiorstwa zajmujące się specjalistycznymi robotami budowlanymi (o ponad 20 proc. r/r). Ale niewiele mniejsze spadki były w jednostkach specjalizujących się we wznoszeniu budynków (spadek o 18,5 proc.) oraz podmiotach wykonujących obiekty inżynierii lądowej i wodnej (spadek o 18 proc.). Zapaść. Nie inwestują firmy energetyczne, a większość z nich to przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa, nie inwestują samorządy. Nie ruszyły inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych, w tym ze środków unii europejskiej. Trudno to wytłumaczyć inaczej niż potrzebami finansowymi budżetu państwa, który obciążony został ogromną kwotą ponad 17 mld zł w związku z realizacją programu 500+. Rząd, mając takie zobowiązania, stoi zatem przed koniecznością silnego ograniczenia wydatków elastycznych, czyli m.in. tych na inwestycje. Nawet kosztem nieuruchamiania środków unijnych, bo to wymaga wyłożenia najpierw własnych funduszy.

Jak widać wpływy podatkowe z uruchomienia programu 500+ nie są zbyt duże, na co wskazują pośrednio wyniki sprzedaży detalicznej. Nie ma zapewne także wystarczających sukcesów, a szkoda,  w uszczelnianiu systemu podatkowego.

Jeszcze czerwcowe wyniki przemysłu pozwały na optymizm, ale na optymizm  krótkookresowy mimo solidnego 6 procentowego wzrostu. Widać już bowiem było po spadkach w branżach produkujących dobra inwestycyjne, że inwestycje spadają. Teraz do tych niepokojących tendencji dochodzi spadek bezwzględny w przemyśle, w tym w przetwórstwie przemysłowym.

Mamy się czego obawiać. Na pewno polska gospodarka nie wzrośnie w 2016 r. o 3,8 proc., jak założył rząd w ustawie budżetowej. Jeśli będzie to 3,0-3,1 proc. to będziemy się cieszyć. Jak najszybciej trzeba ograniczyć niepewność w działalności przedsiębiorstw. Jeśli  będzie się ona utrzymywała, przyszły rok może być jeszcze słabszy. I uruchomić fundusze unijne.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Sprzedaż detaliczna wzrosła w czerwcu 2016 r. o 6,5 proc. r/r w cenach stałych, a o 4,6 proc. w cenach bieżących – podał GUS.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podało, że od kwietnia 2016 r., gdy ruszył program 500+, do rodzin z dziećmi trafiło już 5 mld zł. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej – te za czerwiec, a także te dotyczące 1. I 2. kwartału br. – pozwalają na wstępne wskazanie, na co te pieniądze zostały przez gospodarstwa domowe wydane.

Można mówić o dwóch grupach gospodarstw domowych korzystających z programu 500+. Pierwsza, zapewne o najniższym poziomie dochodów rozporządzalnych, zdecydowanie zwiększyła swoje wydatki w niewyspecjalizowanych sklepach, czyli głównie w super i hipermarketach. To efekt nie tylko potrzeb tych gospodarstw domowych, ale także profesjonalnego działania dużych firm handlowych, które polityką cenową (obniżaniem cen), a także nasiloną komunikacją skierowaną do klientów, zwiększyły swoją sprzedaż.

Druga grupa koncentrowała swoje wydatki na zakupie mebli, sprzętu RTV i AGD – w ciągu 1. kwartału sprzedaż detaliczna tych produktów wzrosła o 6,9 proc., a po 6 miesiącach wzrost ten wynosił już prawie 10 proc., a w samym czerwcu – ponad 14 proc. To zapewne grupa o nieco wyższych dochodach, która wykorzystała dostępne jej środki finansowe z programu 500+ na uzupełnienie lub wymianę dóbr trwałego użytku.

Wydatki realizowane przez gospodarstwa domowe w ciągu 3 miesięcy trwania programu 500+ pokazują „pierwsze” potrzeby rodzin z dziećmi. Nie mówią na razie, co oczywiste, nic o tym, czy i jak te środki będą inwestowane bezpośrednio w dzieci. A także o tym, czy będą wpływać pozytywnie na demografię. Bez wątpienia w kolejnych 3 miesiącach (lipiec-wrzesień) zwiększą się wydatki gospodarstw domowych na wakacje, a także na książki i przybory szkolne. Interesujące jest jednak to, co będzie dalej, jak będą lokowane pieniądze z programu 500+, gdy rodziny z dziećmi zaspokoją swoje „pierwsze” potrzeby. Czy uda się te pieniądze przekształcić w inwestycje, w edukację dzieci i czy będą zachętą do zwiększania dzietności. Warto, aby tak się stało.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Po złożeniu przysięgi przed Sejmem RP, które odbyło się 21 czerwca 2016 r., prof. Adam Glapiński, objął stanowisko prezesa NBP. Tym samym rozpoczęła się sześcioletnia kadencja nowego prezesa banku centralnego – podało biuro prasowe NBP.

Prof. Adam Glapiński, nowo powołany prezes NBP, jest ekonomistą, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej. W ramach RPP przez 6 lat uczestniczył w podejmowaniu istotnych dla przedsiębiorstw i gospodarki decyzji i mógł obserwować ich skutki. Przedsiębiorcy liczą, że wiedzę tę wykorzysta dla utrzymania stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Przedsiębiorcy liczą na stabilność i przewidywalność polityki pieniężnej.

Zgodnie z ustawą o NBP celem jego działalności jest bowiem „…utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP”. Prezes NBP przewodniczy zarządowi NBP, Radzie Polityki Pieniężnej, jest też członkiem Komitetu Stabilności Finansowej. Ma zatem wszystkie instrumenty do realizacji celu działania NBP. Od niego w dużej mierze zależy kształt polityki pieniężnej w Polsce, stabilność złotego, a także postrzeganie polskiej gospodarki przez inwestorów. Jego decyzje i współdecyzje wpływają na koszt, a pośrednio także  dostępność kapitału na polskim rynku, a także oddziałują na kurs złotego do innych walut, a przede wszystkim jego stabilność.

Koszt oraz dostępność kapitału, a także stabilność złotego są jednymi z najważniejszych parametrów działania przedsiębiorstw. A ponieważ przedsiębiorstwa wytwarzają ponad 70 proc. PKB, to czynniki wpływające na ich działanie i decyzje, wpływają także na potencjał rozwojowy polskiej gospodarki, m.in. na inwestycje firm, eksport oraz skłonność do importu.

Prof. Adam Glapiński, nowo powołany prezes NBP, doskonale zna te wszystkie uwarunkowania. Dlatego przedsiębiorcy liczą na stabilną i przewidywalną politykę pieniężną.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W maju ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły o 0,9 proc. w ujęciu rocznym i wzrosły 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym – podał GUS.

Deflacja trzyma się mocno. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadają już 23 miesiąc z rzędu. Jednak wyraźnie już widać, że większość gospodarstw domowych tylko w niewielkim stopniu to odczuje, ponieważ rosną ceny żywności (w maju o 0,9 pkt proc., r/r), które w koszyku produktów są najważniejsze. Gdyby nie wyższe ceny żywności deflacja w maju wyniosłaby 1,1 proc. Oprócz żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych rosną również ceny usług restauracyjnych i hotelowych. To efekt poprawiającej się sytuacji na rynku pracy, gdzie zaczynają dominować pracownicy oraz coraz wyższych wynagrodzeń.

Głównym czynnikiem wpływającym na deflację są ceny paliw, które w maju br. były o prawie 10 proc. niższe niż przed rokiem. Ze spadkiem cen mamy do czynienia cięgle w branży odzieżowej.

Przedsiębiorstwa już dawno oswoiły się z deflacją i wiedzą, że nie mogą oczekiwać wyższego niż 3-4 proc. wzrostu przychodów, co oznacza, że nadal muszą umiejętnie zarządzać kosztami i zapasami. To także  jedna z przyczyn spadku inwestycji.

Gdyby nie deflacja również wpływy do budżetu państwa mogłyby być większe.

Wszystko wskazuje na to, że w drugiej połowie roku deflacja będzie się zmniejszała, ale nie ma szans, aby ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 1,7 proc. czyli  tyle ile zaplanowano w budżecie na ten rok.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych obniżył się w kwietniu 2016 r. o 1,1 proc. r/r. Był natomiast wyższy o 0,3 proc. w stosunku do marca br. – podał GUS.

Wskaźnik cen towarów i usług spadł w kwietniu 2016 r. (r/r) w stopniu najsilniejszym od roku. Tymczasem coraz więcej krajów UE wychodzi z deflacji, w tym Czechy (w kwietniu wzrost wskaźnika cen o 0,6 proc. r/r) i Węgry (o 0,2 proc. r/r). A przecież czynniki zewnętrzne – przede wszystkim ceny surowców, w tym paliwa – wpływają na CPI tych krajów w takim samym stopniu, jak na wskaźnik cen w Polsce.

Z punktu widzenia finansów publicznych staje się to coraz większym problemem, bowiem prognoza inflacji na 2016 r. to 1,7 proc., a w ciągu 4 miesięcy deflacja wyniosła 0,9 proc. I są już niestety budżetowe efekty tej olbrzymiej różnicy między prognozą inflacji a realną zmianą cen – po 3 miesiącach br. dochody budżetu państwa są niższe o ponad 4 mld zł w stosunku do harmonogramu Ministerstwa Finansów, z czego ok. ¾ to mniejsze wpływy z podatku VAT. Nie ma szans, aby te różnice wypełniły wpływy ze wzrostu konsumpcji w wyniku realizacji programu Rodzina 500+. W optymistycznym scenariuszu, gdy większość z 17,2 mld zł, które trafią w tym roku do gospodarstw domowych w ramach tego programu zostanie wydana na konsumpcję, do budżetu trafi 1,5-2 mld zł. A już po 3 miesiącach 2016 r. „dziura” we wpływach do budżetu państwa z tytułu podatku VAT to ok. 3 mld zł.

Wydawałoby się natomiast, że deflacja ma pozytywny wpływ na gospodarstwa domowe, bo ich realne wynagrodzenia są wyższe niż nominalne. Tymczasem ceny żywności rosną – kwiecień jest 7. miesiącem tego wzrostu. Jest to szczególnie odczuwane przez gospodarstwa domowe o niskich dochodach, bowiem udział żywności w ich wydatkach jest relatywnie wysoki. Zatem i gospodarstwa domowe, te o niskich dochodach, a tym samym te z dziećmi, też nie są beneficjentami deflacji. Korzystają z deflacji gospodarstwa domowe o wyższych dochodach, które w koszyku swoich wydatków mają paliwo do samochodu, wydatki związane z rekreacją i kulturą, korzystające z usług telekomunikacyjnych i często wymieniające sprzęt telekomunikacyjny, a także wydające relatywnie dużo na odzież i obuwie.

Beneficjentami deflacji nie są także przedsiębiorstwa, bowiem ich przychody rosną bardzo wolno, co zmusza je do stałej kontroli kosztów, w tym kosztów wynagrodzeń. Tymczasem rynek pracy staje się rynkiem pracownika, co oznacza konieczność zwiększania w coraz większym stopniu wynagrodzeń. Odbija się to na inwestycjach, które zapewne wzrosną w 2016 r. w stopniu znacznie niższym niż w ciągu ostatnich 2 lat.

Co prawda ceny ropy naftowej zaczęły rosnąć, ale przyczyna tego wzrostu jest nietrwała. Dlatego należy prognozować, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych będzie w całym 2016 r. w niewielkim stopniu, ale jednak ujemny. I nawet gdyby w nowej RPP zaczęło przybywać „gołębi” i zdecydowałaby się ona obniżyć w tym roku stopę referencyjną o 25 czy nawet 50 pkt. bazowych, nie będzie to zachęcać gospodarstw domowych do wzrostu konsumpcji, a przedsiębiorstw do inwestycji.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Prezydent  Andrzej Duda przekaże do Sejmu wniosek o powołanie prof. Adama Glapińskiego na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego – podała Kancelaria Prezydenta RP.

Decyzja Prezydenta RP dotycząca wniosku o powołanie prof. Adama Glapińskiego na stanowisko Prezesa NBP nie jest niespodzianką, tym bardziej że w marcu br. powołany on został w skład zarządu NBP. Rynki finansowe od dawna już uwzględniały to w swoich decyzjach. Brały to także pod uwagę agencje ratingowe, w tym zapewne agencja Moody’s, której opinia o polskiej gospodarce ma zostać przedstawiona za tydzień. Dlatego dzisiejszy wniosek Prezydenta RP nie wpłynie na kształt tej opinii.

Zgodnie z ustawą o NBP celem działalności Banku jest „…utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP”. Prezes NBP, jako szef Banku przewodniczy Zarządowi NBP, jest przełożonym wszystkich pracowników NBP, przewodniczy także Radzie Polityki Pieniężnej, oraz reprezentuje NBP na zewnątrz (art. 11). Prezes NBP jest też członkiem Komitetu Stabilności Finansowej (art. 22a). Ma zatem wszystkie instrumenty do realizacji celu działania NBP. Od niego w dużej mierze zależy kształt polityki pieniężnej w Polsce, stabilność złotego, a także postrzeganie polskiej gospodarki przez inwestorów. Jego decyzje i współdecyzje decydują o koszcie, a pośrednio także o dostępności kapitału na polskim rynku, a także mają wpływ na kurs złotego do innych walut, a przede wszystkim jego stabilność.

Koszt oraz dostępność kapitału, a także stabilność złotego są jednymi z najważniejszych parametrów działania przedsiębiorstw. A ponieważ przedsiębiorstwa wytwarzają ponad 70 proc. PKB, to czynniki wpływające na ich działanie i decyzje, wpływają także na potencjał rozwojowy polskiej gospodarki.

Koszt pieniądza i jego dostępność wpływa na decyzje inwestycyjne firm, a te oddziałują na wzrost gospodarczy chociażby dlatego że stanowią ok. 10 proc. PKB. Kurs złotego w stosunku do innych walut – jego stabilność, przewidywalność – wpływa m.in. na efektywność eksportu i eksporterów, a także na skłonność do importu. A eksport netto to także czynnik decydujący o wzroście PKB. Brak stabilności kursu złotego zwiększa ryzyko działalności nie tylko eksporterów i importerów, ale także – przez ceny – firm nie uczestniczących w wymianie zagranicznej. A ryzyko to koszty.

Nowy Prezes NBP, którym bez wątpienia zostanie prof. Adam Glapiński, doskonale zna te wszystkie uwarunkowania. Nie tylko dlatego, że jest ekonomistą, ale także dlatego, że przez ostatnie 6 lat zasiadając w RPP uczestniczył w podejmowaniu istotnych dla przedsiębiorstw i gospodarki decyzji i mógł obserwować ich skutki. Przedsiębiorcy liczą, że wiedzę tę wykorzysta dla utrzymania stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Przedsiębiorcy liczą na stabilność i przewidywalność polityki pieniężnej.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W kwietniu 2016 r. ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym był lepszy niż w marcu br. i ukształtował się na poziomie 5,4. Firmy budowlane  oceniają koniunkturę mniej pesymistycznie niż w marcu – podał GUS.

W kwietniu 2016 r. dyrektorzy przedsiębiorstw działających w większości sektorów gospodarki oceniali koniunkturę gospodarczą pozytywnie i lepiej niż w marcu br. To sygnał, że wyniki produkcji sprzedanej przemysłu i budownictwa, a także sprzedaży detalicznej powinny być w kwietniu lepsze niż w marcu br. A te marcowe niestety niezbyt pozytywnie zaskoczyły. Dlatego informacje dotyczące oceny koniunktury w kolejnym miesiącu są ważne, bo pozwalają odpowiedzieć na pytanie, czy marzec był lekkim wyłamaniem się z pozytywnego trendu, czy też był sygnałem informującym o możliwej jego zmianie. Kwietniowe opinie przedsiębiorców pozwalają zakładać, że było to lekkie wyłamanie się z trendu.

Firmy działające w przetwórstwie przemysłowym pozytywnie oceniają portfel zamówień. I to wszystkie przedsiębiorstwa, niezależnie od wielkości. Idzie za tym planowanie wzrostu zatrudnienia – także we wszystkich firmach niezależnie od wielkości. Firmy przemysłowe od dłuższego czasu zwiększają popyt na pracę i za chwilę będziemy mieć do czynienia w tym sektorze gospodarki z rynkiem pracownika a nie pracodawcy. A ponieważ przetwórstwo przemysłowe nieźle ocenia także swoją sytuację finansową, to należy się spodziewać dalszego wzrostu wynagrodzeń w tym sektorze gospodarki.

Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury jest pozytywny w większości branż przemysłowych – najwyższy jest w przemyśle chemicznych, tworzyw sztucznych i wyrobów z gumy oraz w pozostałych surowcach niemetalicznych. Poprawa ocen dotyczących ogólnego klimatu koniunktury wyraźnie wyhamowała natomiast w branży produkującej maszyny i urządzenia, aczkolwiek ciągle są one pozytywne. To, że produkcja maszyn i urządzeń ma problemy ze wzrostem pokazują od czterech miesięcy dane dotyczące produkcji sprzedanej przemysłu. Warto się tej branży przyglądać, bowiem to co w niej i z nią się dzieje to informacje znacznie szersze – dotyczące inwestycji oraz eksportu, czyli dwóch ważnych komponentów wzrostu gospodarczego.

Budownictwo mniej negatywnie ocenia swoją sytuację, ale od 2011 r. cały czas jednak są to oceny negatywne. A to ponad 7 proc. polskiego PKB, a także składnik inwestycji.

Natomiast cały czas pozytywnie, i to coraz silniej pozytywnie ocenia klimat koniunktury handel – tak hurtowy, jak i detaliczny. Widać to nie tylko po prognozach sprzedaży, ale także planach zwiększania zatrudnienia. Mamy zatem potwierdzenie, że możemy liczyć na wzrost spożycia indywidualnego, i na przekładanie się tego wzrostu na dynamikę PKB. Pozytywne sygnały płyną także z sektora usług.

Mimo tych pozytywnych opinii i sygnałów wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej dla Polski jest ciągle niższy niż wskaźniki odczuć ekonomicznych dla UE i strefy euro. Jednak dzieje się tak od 2013 r., a w tym czasie wzrost PKB w Polsce był jednym z najwyższych wśród krajów UE. Albo polscy przedsiębiorcy są bardzo wstrzemięźliwi w ocenach koniunktury, przeszacowują ryzyka, albo to przedsiębiorcy z krajów UE są pozytywnie nastawieni do zachodzących w ich gospodarkach zmian. Prawdopodobnie jedno i drugie. Duża część gospodarek unijnych jest ciągle w procesie wychodzenia z osłabienia gospodarczego i zapewne każda poprawa cieszy. Polscy przedsiębiorcy mają natomiast  świadomość, że ciągle przekraczamy kolejne granice i osiągamy coraz więcej gospodarczo, i że rezerwy proste na których opieraliśmy swój rozwój wyczerpują się, a nowych impulsów do wzrostu na ponadprzeciętnych poziomach nie widać – tak ze względu na sytuację na rynku globalnym, jak i na razie na brak takich impulsów w gospodarce polskiej.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Depozyty przedsiębiorstw spadły w marcu 2016 r. o 2 proc. m/m, a kredyty o 0,6 proc. Od grudnia 2015 r. depozyty przedsiębiorstw zmniejszyły się o prawie 19 mld zł, a kredyty wzrosły o 6,4 mld zł – podał NBP.

Depozyty przedsiębiorstw zmniejszają się – w marcu br. spadły m/m o 4,6 mld zł, a w stosunku do grudnia ubr. o prawie 19 mld zł. Przyczyny tych zmian to albo słabsze przychody ze sprzedaży, albo problemy z należnościami handlowymi, albo skłonność firm do finansowanie działalności głównie ze środków własnych.

Dane dotyczące produkcji sprzedanej przemysłu i sprzedaży detalicznej nie wskazują na problemy popytowe. Aczkolwiek deflacja robi swoje i nie pozwala na znaczący wzrost przychodów ze sprzedaży nawet przy znacząco rosnącej sprzedaży, a tym samym nie daje szans na istotny wzrost zysków. Firmy nie sygnalizują także jakichś poważniejszych problemów z zatorami płatniczymi. Przyczyną spadku depozytów musi być zatem zachowawcza strategia finansowania działalności. Nie może ona wynikać z problemów z dostępem do kapitału na rynku finansowym. Przedsiębiorstwa wprost mówią, że dzisiaj nie ma problemu z pozyskaniem zewnętrznego finansowania, jeśli oczywiście standing finansowy przedsiębiorstwa tego problemu nie tworzy.  A koszt kredytów, ze względu na niski poziom stóp procentowych, jest naprawdę niski. I możliwości szerokie, bo po kredyt można sięgać nie tylko  na rynku polskim, ale także swobodnie na rynkach krajów UE.

Mimo korzystnych warunków firmy korzystają z zakumulowanych na kontach bankowych środków finansowych.

Nie oznacza to, że w ogóle nie sięgają po kredyty, bowiem należności przedsiębiorstw wobec sektora bankowego rosną. W stosunku do grudnia ubr. przedsiębiorstwa zwiększyły swoje zadłużenie wobec banków o 6,4 mld zł, aczkolwiek m/m wartość należności firm wobec banków spadła o 2 mld zł.

Łącznie, na koniec marca 2016 r. przedsiębiorstwa zmniejszyły swój depozytowy stan posiadania o 19 mld zł i zwiększyły kredyty o 6,4 mld zł. Oznacza to, że w stosunku do końca 2015 r.  swoją działalność w ¾ finansują ze środków własnych zgromadzonych na kontach w bankach, a w tylko ¼ z kredytów bankowych.

Ta sytuacja może niepokoić z punktu widzenia inwestycji, które polskiej gospodarce są ciągle bardzo potrzebne (i długo będą bardzo potrzebne), a przede wszystkim potrzebne są przedsiębiorstwom. Przy finansowaniu działalności przede wszystkim ze środków własnych i relatywnie niewielkim udziale finansowania zewnętrznego trudno bowiem zakładać, że uda się osiągnąć zeszłoroczny wzrost nakładów na inwestycje, który wyniósł w 1 kwartale 14,6 proc. (firmy średnie i duże; w cenach stałych), a w całym 2015 r. 11,9 proc.

Wydaje się, że przedsiębiorstwa obawiają się, że kolejne branże będą obejmowane dodatkowymi obciążeniami podatkowymi (na razie tylko banki, handel za chwilę), silniej niż wynika to ze wzrostu wydajności pracy będą rosły koszty pracy (minimalna stawka godzinowa), obrót nie tylko ziemią, ale i innymi aktywami zostanie ograniczony, a spadające ratingi polskiej gospodarki wpłyną na pogorszenie warunków pozyskiwania kapitału na rynkach finansowych.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W marcu 2016 r. nastroje konsumentów pogorszyły się w stosunku do lutego br. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej obniżył się do poziomu -9,3 (w lutym -6,2), a wskaźnik wyprzedzający obniżył się do poziomu -11,5 (z -8,2 w lutym br.) – podał GUS.

W marcu br. nastroje konsumentów pogorszyły się w stosunku do lutego i stycznia br. (wywiady przeprowadzano w dniach 7-16  marca). Jednak były lepsze niż w marcu 2015 r.

Pogorszenie nastrojów konsumentów jest zastanawiające patrząc na poprawiającą się sytuację na rynku pracy – rosnące zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, które po 2. miesiącach br. było wyższe o 2,4 proc. r/r, rosnące wynagrodzenia, które realnie były wyższe o blisko 5 proc. A fundusz płac w przedsiębiorstwach 10+ w ciągu 2. miesięcy br. był wyższy nominalnie o 6,5 proc. w stosunku do dwóch miesięcy 2015 r., a realnie o 7,4 proc. W styczniu i lutym br. gospodarstwa domowe osób pracujących w firmach 10+ miały łącznie o prawie 3 mld zł wyższe dochody z pracy niż w ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2015 r. Prognozy dotyczące sytuacji na rynku pracy są także pozytywne – przedsiębiorstwa planują dalszy wzrost zatrudnienia i wzrosty wynagrodzeń. Potwierdza to zgłaszane przez firmy zapotrzebowanie na pracowników – w lutym br. przedsiębiorstwa 10+ zgłosiły zapotrzebowanie na 130 tys. pracowników). Do tego dochodzi perspektywa wpływu w 2. połowie br. ponad 17 mld zł z budżetu państwa do 2,7 mln rodzin z dziećmi.

Konsumenci dostrzegają możliwość poprawy sytuacji na rynku pracy (spadku bezrobocia). Nie przekłada się to jednak na ich oceny własnej sytuacji finansowej – w marcu więcej gospodarstw domowych niż w styczniu i lutym br. oczekiwało w ciągu najbliższych 12 miesięcy jej pogorszenia. A także pogorszenia zdolności do oszczędzania, co jest zapewne konsekwencją oceny przyszłej sytuacji finansowej.

Z reguły oceny własnej sytuacji finansowej i zdolności do oszczędzania związane były ze zmianami na rynku pracy. W marcu tej zależności nie widać. Na pogorszenie nastrojów konsumentów musiały zatem wywierać wpływ inne czynniki. Tym bardziej, że gospodarstwa domowe zdecydowanie gorzej niż w pierwszych 2. miesiącach br. oceniły w marcu zmiany ogólnej sytuacji w kraju w najbliższych 12 miesiącach (oceny są prawie dwukrotnie gorsze niż jeszcze w lutym br.)

Jeżeli przyczyną pogorszenia nastrojów konsumentów nie jest rynek pracy, to jest prawdopodobne, że konsumenci dostrzegają zagrożenia dla budżetów domowych wynikające z wprowadzenia podatku od instytucji finansowych  (co jest już faktem), a także planów wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej, które przełożą się na wzrost cen (przede wszystkim dóbr podstawowych). Może obawiają się wzrostu podatku VAT jako konsekwencji rosnących obciążeń dla budżetu państwa (m.in. z tytułu realizacji programu Rodzona 500+, czy planowanego obniżenia wieku emerytalnego), które trzeba zrównoważyć dodatkowymi dochodami.

Niezależnie od przyczyn, jeżeli pogorszenie nastrojów konsumentów utrzyma się, to będziemy mieć problem ze wzrostem spożycia indywidualnego na poziomie potrzebnym nie tylko dla wzrostu PKB, ale przede wszystkim dla zapewnienia wpływów do budżetu państwa z podatków pośrednich (VAT i akcyzy). Tym bardziej, że po 2. miesiącach 2016 r. łączne dochody budżetu państwa były, według danych Ministerstwa Finansów,  niższe o ponad 2,3 mld zł w stosunku do harmonogramu. A deficyt budżetowy był wyższy o prawie 1 mld zł w stosunku do harmonogramu. Mamy czym się martwić, Chyba, że martwić się przestaną konsumenci.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Przedsiębiorstwa średnie i duże zwiększyły w 2015 r. przychody ze sprzedaży o 3,2 proc. r/r, a wynik finansowy netto o 1,5 proc. – podał GUS.

Przedsiębiorstwa kolejny rok działały w bardzo nietypowych warunkach, bowiem wzrostowi gospodarczemu (PKB) na poziomie wyraźnie ponad 3 proc. towarzyszyła deflacja (konsumencka i producencka). A to oznacza dla firm niewielkie wzrosty przychodów ze sprzedaży, ale z drugiej strony także szanse na utrzymanie kosztów w ryzach dzięki spadkom cen surowców. Oznacza także słabe wzrosty zysku netto.

Tak było w 2015 r. (w 2014 r. wynik finansowy netto spadł r/r). Przychody z działalności przedsiębiorstw 50+ zwiększyły się jedynie o 3,2 proc. r/r. W podobnym stopniu wzrosły koszty uzyskania przychodów. Udało się co prawda zwiększyć wynik finansowy netto, ale jedynie o  1,4 mld zł, do 91, 5 mld zł. Firmy nauczyły się działać w tych nietypowych warunkach – więcej przedsiębiorstw 50+ mimo słabo rosnących przychodów i zysków osiągnęło  w 2015 r. zysk netto (82,8 proc.) i był on przeciętnie większy, ale jedynie o 1,7 proc.

Należy jednak wyraźnie powiedzieć, że nie wszystkie firmy radzą sobie z tą nietypową sytuacją – prawie 3 tys. firm 50+ zakończyło 2015 r. stratą netto, i była ona wyraźnie, bo o 3,6 mld zł wyższa  niż w 2014 r.  Przeciętnie straty jednej firmy były o ponad 20 proc. r/r wyższe niż w 2014 r. i wyniosły 9,8 mln zł. Może to być efekt sytuacji w sektorze górnictwo i wydobywanie, gdzie rentowność sprzedaży netto była w 2015 r. ujemna (minus 3,1 proc.).

Mimo deflacji oraz słabości części firm, szczególnie z sektora górnictwo i wydobywanie, w 2015 r. przedsiębiorstwa 50+ inwestowały, eksportowały i podnosiły wynagrodzenia. I utrzymały wysoką płynność finansową.

To co najważniejsze, to wzrost nakładów na inwestycje (o 11,9 proc. r/r w cenach stałych), i to przede wszystkim w grupie maszyny, urządzenia techniczne, narzędzia oraz środki transportu. Przedsiębiorstwa 3. rok z rzędu zwiększały inwestycje w ponad dwucyfrowym tempie, modernizując swoje aktywa trwałe. A to kluczowy czynnik dla wzrostu produktywności, a także dla wzrostu wynagrodzeń. Skutki tego procesu już zaczynamy obserwować. Jeżeli przedsiębiorstwa będą kontynuować proces modernizacji, to z jednej strony będą miały szanse na poprawę wyników finansowych, ale będą też coraz silniej napotykać na bariery na rynku pracy, w tym przede wszystkim wynikające z coraz bardziej ograniczonego dostępu do wykwalifikowanych kadr.

Kolejną ważną informacją jest wzrost liczby firm-eksporterów. W grupie firm 50+ przybyło ich co prawda tylko 140 (eksporterzy to 51,4 proc.), ale to potwierdzenie tendencji  obserwowanej już od kilku lat. Coraz więcej przedsiębiorstw szuka swoich szans poza rynkiem polskim – nie tylko szans na wzrost sprzedaży, ale także na poprawę wyników finansowych. „Od zawsze” bowiem firmy-eksporterzy wykazują lepszą kondycję finansową niż nie-eksporterzy. Z korzyścią dla nich samych, ale i dla całej gospodarki.

W 2015 r. utrwaliły się tendencje, które można było obserwować już w 2014 r. Wszystko wskazuje na to, że w 2016 r. firmy 50+ będą dalej widziały swoje szanse w inwestycjach modernizacyjnych oraz w eksporcie. Trudno co prawda zakładać, że inwestycje będą rosły w dotychczasowym dwucyfrowym tempie, ale 6-7 proc. już zapewne tak. Liczba eksporterów także powinna wzrosnąć. I na pewno rosnąć będzie zatrudnienie w grupie pracowników o wyższych kwalifikacjach, co przełoży się na sytuację na rynku pracy – wzrost wynagrodzeń, ale także malejącą podaż osób o poszukiwanych przez firmy kompetencjach. Zyski natomiast, jeśli w ogóle wzrosną, to tak jak w 2015 r., w niewielkim stopniu.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Gospodarka rozpędzona na piątkę

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W p...

Obrót energią możliwy tylko przez giełdę – rząd ustabilizuje ceny?

Ministerstwo Energii chce, żeby już we wrześniu zostały uchwalone zmiany, które podniosą obligo gieł...

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura ek...

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzki

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force - pierwszego proj...

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...