piątek, Lipiec 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "dług"

dług

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystkich jego wierzycieli. Jeśli jednak któryś z wierzycieli sam był dłużnikiem upadłego przed jej ogłoszeniem, może pod pewnymi warunkami dokonać tzw. potrącenia, które zmniejszy lub całkowicie zdejmie z niego brzemię dłużnika. W lutym 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia orzekł, że skorzystanie z tego uprawnienia przez bank nie jest możliwe w odniesieniu do środków upadłego zgromadzonych na rachunku bankowym. Rok później sąd odwoławczy uchylił to orzeczenie, stanowiąc, że zanim doszło do ogłoszenia upadłości, upadłemu przysługiwała względem banku wierzytelność o wypłatę środków zgromadzonych na koncie, dlatego też potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego nie sprzeciwia się istocie postępowania upadłościowego (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy z 6 lutego 2019 r., sygn. akt XIII Ga 709/18).

Kodeks cywilny w art. 498 §1 stwierdza, że „Gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, każda z nich może potrącić swoją wierzytelność z wierzytelności drugiej strony, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Z kolei zgodnie z art. 93 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: u.p.u.): „Potrącenie wierzytelności upadłego z wierzytelnością wierzyciela jest dopuszczalne, jeżeli obie wierzytelności istniały w dniu ogłoszenia upadłości, chociażby termin wymagalności jednej z nich jeszcze nie nastąpił” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Potrącenie należności z rachunku upadłej spółki

W 2010 r. jedna ze spółek z o.o. zawarła z bankiem umowę o prowadzenie rachunku, a dwa lata później zaciągnęła w tym banku kredyt odnawialny na kwotę ponad 8,5 mln zł. W kwietniu 2016 r. bank wypowiedział spółce umowę, wzywając do spłaty przekraczającego 6 mln zł zadłużenia. W sierpniu tego samego roku Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi XIV Wydział Gospodarczy dla spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych ogłosił upadłość spółki. Bank powiadomił syndyka, powołując się na art. 93 u.p.u., o potrąceniu kwoty blisko 58 tys. zł znajdujących się na rachunku spółki, celem zaspokojenia należnego mu roszczenia z tytułu udzielonego spółce kredytu. Bank zgłosił również swoją wierzytelność do sędziego-komisarza.

Zobacz też:

W jakim wieku otrzymamy najkorzystniejsze oferty kredytowe?

Syndyk to nie upadły

31 października 2016 r. syndyk masy upadłości spółki wezwał bank do zwrotu 58 tys. zł, jako świadczenia nienależnego, pobranego wbrew przepisom prawa upadłościowego. Sąd rejonowy przychylił się do powództwa syndyka. Jego zdaniem środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym są wierzytelnością jego posiadacza względem banku o wypłatę zgromadzonych tam środków. Z treści art. 112 u.p.u. sąd wywiódł, że umowa rachunku bankowego zawarta przez upadłego wiąże strony także po ogłoszeniu upadłości, stąd wierzytelność upadłego o wypłatę środków z tego rachunku stanowi masę upadłościową służącą zgodnie z art. 61 u.p.u. zaspokojeniu wszystkich wierzycieli upadłego. Jak wskazał sąd: „Możliwość potrącenia w upadłości dotyczy tylko sytuacji gdy nie następuje uszczuplenie masy upadłości o faktyczny majątek jaki przejął syndyk od upadłego (…) potrącenie z art. 93 prawa upadłościowego nie ma zastosowania do każdej wierzytelności po dniu ogłoszenia upadłości, ale tylko takiej która nie spowoduje zmniejszenia masy upadłości w zakresie czynnego majątku dłużnika, a który posłuży zaspokajaniu wszystkich wierzycieli upadłego według zasad prawa upadłościowego” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd rejonowy odrzucił również całkowicie możliwość powołania się przez bank na instytucję potrącenia i zastosowania przepisu art. 93 u.p.u. Zdaniem sądu bank stał się dłużnikiem masy upadłości, a więc syndyka, który przejął posiadanie nad rachunkiem, dopiero po ogłoszeniu upadłości. A zgodnie z art. 95 u.p.u.: „Potrącenie nie jest dopuszczalne, jeżeli wierzyciel stał się dłużnikiem upadłego po dniu ogłoszenia upadłości” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Trzecią z najważniejszych podstaw uznania przez sąd dokonanego przez bank potrącenia za świadczenie nienależne stanowił art. 13 ust. 1 u.p.u.: „Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.). Jak stwierdził sąd orzekający w tej sprawie, dopuszczenie do potrącenia przez bank swojej wierzytelności z masy upadłościowej po ogłoszeniu upadłości mogłoby pociągnąć za sobą konieczność umorzenia postępowania upadłościowego. To z kolei uniemożliwiłoby zaspokojenie się w tym postępowaniu pozostałych wierzycieli upadłego. To z kolei stałoby w sprzeczności z zasadą prawa upadłościowego, jaką jest zaspokojenie wszystkich wierzycieli.

Pracownicze Plany Kapitałowe mogą mieć wpływ na dynamikę wzrostu wynagrodzeń w polskich firmach

Ustawodawca dał wierzycielowi instytucję potrącenia, więc ma prawo z niej skorzystać

Bank wniósł od tego wyroku apelację, do której przychylił się Sąd Okręgowy w Łodzi. Uznał za słuszne stanowisko banku, który nie zgodził się z możliwością zastosowania regulacji art. 95 u.p.u. Zgodnie bowiem z art. 725 Kodeksu cywilnego: „Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku (…) do przechowywania jego środków pieniężnych oraz (…) do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Przechowanie to zdaniem sądu odwoławczego przejawia się stanem, w którym posiadaczowi rachunku, choć nie realizuje on w danej chwili swojej wierzytelności, to przysługuje mu ona już z chwilą zdeponowania tych środków na koncie. Wierzytelność o wypłatę wszystkich zgromadzonych na rachunku środków przysługiwała więc spółce, zanim doszło do ogłoszenia upadłości.

Sąd Okręgowy w Łodzi nie zgodził się również, by potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego sprzeciwiało się istocie postępowania upadłościowego. Nie istnieje bowiem poza masą upadłościową żaden inny majątek upadłego, wobec którego wierzyciel mógłby zrealizować przysługujące mu prawo potrącenia, przewidziane w art. 93-96 u.p.u. Z prawa tego mogą też korzystać wszyscy pozostali wierzyciele.

„Sam ustawodawca uznał, że nie jest zasadne oczekiwanie, by wierzyciel musiał zapłacić w całości swój dług i jednocześnie zaspokajać własną wierzytelność ze środków uzyskanych w wyniku podziału funduszów masy upadłości w sytuacji, gdy swoją wierzytelność przed ogłoszeniem upadłości mógł potrącić (…) Zakładałoby to bowiem całkowitą nieracjonalność ustawodawcy, który wprowadziłby do ustawy przepis nie mogący znaleźć zastosowania z uwagi na sprzeczność z założonymi jej celami” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd odwoławczy obalił także trzecie z podniesionych przez sąd rejonowy ustaleń co do uzależnienia ogłoszenia upadłości od minimalnego stanu majątku potencjalnego upadłego. Jak stwierdził, nie może to stanowić przeszkody dla realizacji przez wierzyciela przysługującego mu prawa do dokonania potrącenia. Jeśli w wyniku potrącenia okaże się, że pozostały majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, to stworzy to wówczas podstawę do jego umorzenia.

Gdy syndyk zabierze rękę, odda ci paznokieć

W sytuacji, gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową kontrahenta, nie wolno zwlekać. Jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, szybka reakcja – nawet mimo ogłoszenia upadłości dłużnika – może „uratować” przynajmniej część należnych od niego środków. To z kolei może decydować o być albo nie być dla będących jego wierzycielami spółek, firm i samych przedsiębiorców. Zbyt długa zwłoka, powodująca choćby uchybienie zakreślonemu w art. 96 ustawy – Prawo upadłościowe terminowi do złożenia oświadczenia o chęci skorzystania z prawa potrącenia, sprawi, że wierzyciel ewentualnego zaspokojenia swoich roszczeń dozna tylko w takiej wysokości, w jakiej przydzieli mu syndyk, i dopiero po uwzględnieniu roszczeń innych wierzycieli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 miliardów złotych, a średni dług przekracza 41,5 tysiąca złotych. To kwota, na którą mikroprzedsiębiorstwo zatrudniające do 9 pracowników musiałoby pracować przez 8 miesięcy.

Długi wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynoszą obecnie 9,99 miliarda złotych. Ta kwota to łączna wartość niemal 962 tysięcy zobowiązań niezapłaconych w terminie przez niespełna 241 tysięcy dłużników. Jedna firma ma więc średnio do spłacenia 4 zobowiązania warte razem 41,5 tysiąca złotych.

– Na największych polskich firmach, czy nawet rynkowych średniakach, te kwoty nie robią większego wrażenia. Musimy jednak pamiętać, że zdecydowana większość firm działających w Polsce to mikroprzedsiębiorstwa i to często one mają problem z odzyskaniem pieniędzy. W ich przypadku brak płatności na kwotę kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu tysięcy złotych to dramat. Zdarza się, że kończący się bankructwem firmyuważa Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Według najnowszych dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących mikrofirm, w 2016 roku działalność gospodarczą w Polsce prowadziły ponad 2 miliony przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób. Dochód przypadający na jedną taką firmę przekraczał 62 tysiące złotych.

Średni dług firmy notowanej w Krajowym Rejestrze Długów na poziomie 41,5 tysiąca złotych stanowi 2/3 tej kwoty. Mikrofirma, której dłużnik bądź dłużnicy nie oddali takiej kwoty, musiałaby pracować na nią przez 8 miesięcy. To oczywiście porównanie mające na celu pokazanie skali problemu. Pomysł, żeby firma pracowała na pieniądze, których nie zapłacili jej dłużnicy jest mocno abstrakcyjny. Niestety wiele firm w Polsce go praktykuje – podsumowuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

3 województwa i ponad 4 miliardy złotych długów

Największe łączne zadłużenie mają firmy zarejestrowane w województwie mazowieckim (1,79 miliarda złotych), śląskim (1,49 mld zł) oraz wielkopolskim (1,05 mld zł). Długi firm z tych regionów wynoszą w sumie 4,33 miliarda złotych, czyli ponad 43% wartości nieopłaconych w terminie zobowiązań wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów.

Dług przypadający na jedną zadłużoną firmę w tych województwach sięga 40,86 tysiąca złotych (Mazowsze), 45,05 tysiąca złotych (Wielkopolska) oraz 47,38 tysiąca złotych (Śląsk). Żadne z wymienionych nie jest jednak liderem zestawienia. Najwyższe miejsce na podium zajmuje województwo pomorskie, gdzie jedna firma-dłużnik ma średnio do oddania 50 tysięcy złotych. Dla porównania, przeciętne zadłużenie w skali kraju wynosi 41,52 tysiąca złotych.

Niechlubnym rekordzistą tego zestawienia jest spółka z województwa śląskiego, której łączne zaległości przekraczają 103 miliony złotych. Na tę kwotę składają się trzy zobowiązania wobec funduszu sekurytyzacyjnego. Dłużnik z rekordowym w skali kraju długiem działa w branży handlowej – opisuje  Adam Łącki.

Są złe, ale są też dobre wiadomości

W drugim kwartale 2017 roku aż 86 procent firm, czyli o 5 punktów procentowych więcej niż w pierwszym kwartale, wskazuje na kłopoty z otrzymaniem zapłaty od kontrahentów w umówionym terminie. To wynik badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Dlatego właśnie w sytuacji, w której kontrahent nie płaci w terminie kluczowe jest szybkie i zdecydowane działanie. Im szybciej podjęte zostaną działania mające na celu odzyskanie pieniędzy, tym większa szansa, że zakończą się one sukcesem, a pieniądze trafią na konto firmy. W najbliższym czasie przedsiębiorcom mogą w tym pomóc nowe przepisy dotyczące biur informacji gospodarczej.

Od 13 listopada 2017 roku obowiązywać będzie znowelizowana ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych. Kluczową zmianą jest możliwość wpisania dłużnika do KRD już po 30 dniach od upłynięcia terminu płatności, a nie jak dotychczas po 60. Skrócenie tego okresu o połowę ułatwi wielu przedsiębiorcom odzyskanie pieniędzy od nierzetelnych kontrahentów wyjaśnia Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii Via Lex.

Warto też pamiętać o windykacji na koszt dłużnika. Taką możliwość wprowadziła ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie w kwietniu 2013 roku.

Choć liczba firm korzystających z tego rozwiązania rośnie, to wielu przedsiębiorców wciąż nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiej możliwości. A szkoda, bo często wystarczy jeden telefon z firmy windykacyjnej, żeby przekonać dłużnika do oddania pieniędzy. Kluczowe jest jednak szybkie podjęcie działań. Im młodszy dług, tym większa szansa na odzyskanie pieniędzy – podsumowuje Jakub Kostecki.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Spadek może wiązać się nie tylko z majątkiem, który pozostawił nam zmarły, ale także z jego długami. Co zrobić, kiedy wraz z pieniędzmi dziedziczymy zobowiązania finansowe drugiej osoby i jak się przed tym chronić? Podpowiadają eksperci Kapitalni.org.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, obecnie ponad 2,4 mln Polaków ma niezapłacone kredyty lub rachunki.  Z długami do czynienia ma bardzo duża część społeczeństwa. Nieuregulowane zobowiązana finansowe i pozafinansowe mogą być problemem nie tylko dla dłużnika, ale także jego najbliższych. W przypadku jego śmierci, mogą sprawić wiele kłopotów osobie, która odziedziczy po nim spadek. Jak oszczędzić problemów rodzinie, a także co zrobić w sytuacji, gdy otrzymaliśmy spadek wraz z długami?

Do jakiej wysokości dziedziczymy długi?

Nie wszyscy dłużnicy zdają sobie sprawę z tego, że ich długi są dziedziczne i w przypadku ich śmierci zobowiązania spadają na najbliższych. Gdy nie ma zostawionego testamentu, przepisy decydują o kolejności dziedziczenia – pierwszeństwo ma mąż/żona i dzieci.

– Jeszcze kilka lat temu spadkobierca dziedziczył w tzw. sposób prosty, czyli jeśli nie zdążył złożyć specjalnego oświadczania, odpowiadał za długi zmarłego całym swoim majątkiem. Na szczęście od 2015 r. działają przepisy, które mówią o tym, że spadkobierca dziedziczy zobowiązania finansowe do wysokości wartości majątku pozostawionego przez zmarłego. Jest to tzw. dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Jak sprawdzić, czy spadkodawca miał długi?

Często rodzina nie ma pojęcia o długach najbliższych. Dlatego, aby uchronić ich przed problemami, warto poinformować, jaka jest nasza sytuacja finansowa. W innym wypadku możemy narazić ich na poważne problemy. Co jednak w sytuacji, gdy odziedziczyliśmy majątek, ale nie mamy pewności, co dziedziczymy? Jak to sprawdzić?

Przede wszystkim należy przeanalizować, jak wyglądała sytuacja finansowa zmarłego tuż przed śmiercią. Możemy to zrobić poprzez zwrócenie się do sądu o sporządzenie tzw. spisu inwentarza, który pokazuje górną granicę wartości dziedziczonych zobowiązań. W ten sposób otrzymamy informacje, co wchodzi w skład majątku, w tym także jakie zobowiązania. Za przygotowywanie takiego spisu odpowiada komornik. Niestety sporządzenie go jest dość kosztowne. Musimy się liczyć z wydatkiem od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

Innym sposobem jest określenie majątku i zobowiązań zmarłego poprzez samodzielne sporządzenie tzw. wykazu inwentarza. Aby to zrobić należy wypełnić formularz dostępny na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości i złożyć go u notariusza.

– Jednak w tym wypadku należy pamiętać o bardzo ważnej rzeczy. Spis należy wykonać bardzo skrupulatnie, ponieważ w przypadku zatajenia, jakiegoś składnika majątku, możemy odpowiadać za to przed sądem. Dodatkowo grozi nam utrata ochrony w postaci przejęcia z dobrodziejstwem inwentarza – przestrzega Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Przyjąć czy nie?

Gdy odziedziczyliśmy spadek, musimy rozważyć, czy na pewno opłaca nam się go przyjmować. Mamy na to pół roku od śmierci osoby, po której dziedziczymy. To czas, który warto dobrze wykorzystać na sprawdzenie, czy spadek może być obciążony roszczeniami, a jeśli tak to w jakiej wysokości. Należy przejrzeć dokumenty spadkodawcy dotyczące zaciągniętych zobowiązań i zobaczyć, czy nie przekraczają one wartości odziedziczonego majątku.

– Jeśli nie mamy pewności, czy zmarły posiadał, jakieś zobowiązania, a pozostawiony przez niego majątek jest niewielki, również warto rozważyć, czy jego przyjęcie będzie dla nas opłacalne. Może się bowiem okazać, że spadkodawca zaciągał pożyczki i kredyty, o których nie mieliśmy pojęcia – mówi Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Niezależnie od tego, jaką decyzje podejmiemy, mamy sześć miesięcy na złożenie oświadczenia u notariusza. Możemy albo odrzucić spadek w całości, przyjąć go z pełną odpowiedzialnością za długi, albo z dobrodziejstwem inwentarza. Gdy nie złożymy stosownego oświadczenie, zgodnie z prawem dziedziczymy z dobrodziejstwem inwentarza.

Czy małoletnie dzieci dziedziczą długi?

Ważną kwestią, o której wiele osób zapomina jest, przechodzenie spadku na innych członków rodziny. W sytuacji, gdy odrzucimy spadek, np. po naszych rodzicach, a nie zrobimy tego również w imieniu naszego dziecka, przechodzi on na zstępnych, czyli właśnie np. na wnuczków.

– To, że odrzucimy spadek, nie jest równoznaczne z tym, że nasze dzieci również go nie przyjęły. Aby nie dziedziczyły długów po dziadkach, muszą złożyć odpowiednie oświadczenie. W przypadku, gdy są niepełnoletnie, należy udać się do sądu, aby ten wyraził zgodę, na złożenie oświadczenia przez jednego z rodziców w imieniu dziecka – tłumaczy Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

Źródło: Kapitalni.org

Dwadzieścia cztery godziny temu szereg walut notował długoterminowe rekordy swojej siły względem dolara. W piątkowy poranek w przypadku EUR/USD bliżej od ekstremów 1,1780 jest do poziomu zagrażającego załamaniem aprecjacyjnego trendów i otwierających drogę
do głębszego odreagowania, czyli 1,1620.

Pierwsze oznaki załamywania się impetu zwyżek EUR/USD nadeszły we wtorek pod postacią długiego cienia dziennej świecy. Wczorajsze, kolejne ostre załamanie może schłodzić entuzjazm krótkoterminowych kupujących. Wyraźny wzrost zmienności sam w sobie także można interpretować jako wejście w ostatnią fazę wzrostów w ramach obecnego impulsu.

Jednocześnie warto zauważyć, że kurs EUR/USD wzrósł zbyt mocno w stosunku do wskazań modelu szacującego krótkoterminową wartość godziwą na podstawie relatywnego przebiegu krzywych rentowności długu USA i Niemiec. Wychodząc w przyszłość: widzimy zdecydowanie większe pole do zwyżek dochodowości obligacji amerykańskich niż niemieckich. Ostatnie zachowanie dziesięciolatek USA wpisuje się w tę ocenę.

Podobnie, w notowaniach większości walut emerging markets osłabienie dolara przybrało znamiona „kontrolowanego zniszczenia.” USD/TRY zbliżył się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach do kluczowego wsparcia 3,52, ale wybronił je budując i aktywując krótkoterminowy podwójny dołek. Spodziewamy się odbicia od wzrostowej linii trendu i wykrystalizowania się średnioterminowej tendencji wzrostowej. Podobnie: spadki USD/ZAR wyhamowały bez przebijania kluczowej strefy wsparcia wokół 12,90.

Wracając do eurodolara: bardzo waży będzie kształt świecy tygodniowej. A kluczem do zamknięcia dzisiejszej sesji są publikacje makroekonomiczne bardzo wysokiej rangi. Przede wszystkim inflacja z Niemiec (wyjątkowo odczyt przeniesiony na 12:00) oraz PKB Stanów Zjednoczonych w drugim kwartale (14:30). Innymi słowy: kombinacja tych odczytów zdecyduje czy ostatnie dni to „kropka nad i” w trendzie wzrostowym EUR/USD, czy tylko przecinek pomiędzy jego poszczególnymi impulsami.

W zakresie kształtowania się tendencji cenowych w Eurolandzie warto odnotować, że wstępna inflacja HICP z Hiszpanii i Francji wypadła zgodnie z oczekiwaniami (odpowiednio 1,7 i 0,8 proc. rok do roku). Dynamika cen konsumenckich w Saksonii (pierwsze regionalne dane) wskazuje na wyraźny wzrost cen miesiąc do miesiąca. Po danych o PKB USA należy spodziewać się, że gospodarka wyraźnie przyśpieszyła po pierwszym słabym kwartale za sprawą silnej konsumpcji. Jednak jedynie odczyt wyraźnie powyżej konsensusu (2,7 proc.) może przyczynić się do trwalszej aprecjacji dolara pod wpływem czegoś więcej niż tylko pokrywania krótkich pozycji. Inwestorzy po gołębim opisie zjawisk cenowych przez Fed czekają na inflację. Rynek będzie szukał odpowiedzi na wątpliwości o siłę presji płacowej we wskaźniku kosztów zatrudnienia (które są w największym stopniu determinowane przez wynagrodzenia).

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz DM TMS

Młodzi Polacy przeszacowują i bagatelizują swoją sytuację finansową. Jak wyjść na prostą w problemie zadłużenia?

Ponad 4,6 mld zaległych długów pozakredytowych mają młode osoby (18-34 lata). Co ósmy młody człowiek (18-24 lata) posiadający kredyt nie radzi sobie z jego spłatą. Co zrobić, aby nie wpaść w „spiralę zadłużenia”?

Analiza sytuacji finansowej młodych nie napawa optymizmem. Młodzi Polacy mają problem ze spłatą pożyczek i kredytów, nie płacą rachunków za telefon, gromadzą zaległości za alimenty, czynsz i jazdę na gapę. Średnia zaległość osób, które nie ukończyły 35 lat, wynosi ponad 8 tys. zł, przy czym wśród 18-24 latków jest to jeszcze 3 tys. zł, a wśród 25-34 latków już prawie 9, 5 tys. zł – wynika z badań „Życie finansowe młodych Polaków” Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych i BIG InfoMonitor.

„Zaległości młodych osób, są często wynikiem przeszacowania własnych możliwości finansowych, co prowadzi do spirali zadłużania. Zaczyna się od pomysłu, że tym razem wydam więcej na rozrywki, a opłacenie rachunku za telefon przełożę na następny miesiąc, nie mając świadomości, że za zaległe faktury na łączną kwotę co najmniej 200 zł można już trafić do rejestru dłużników. A taki wpis blokuje w bankach, ale nie tylko finansowanie na przyszłość czy też zakup niektórych usług” – zauważa Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Z raportów banku centralnego wynika, że rosną również zobowiązania gospodarstw domowych. Zobowiązania na koniec III kwartału 2015 r. osiągnęły stan ponad 657 mld zł, przekraczając o 5,1 proc. poziom zadłużenia sprzed roku. Natomiast w końcu września 2016 r. zobowiązania polskich rodzin wyniosły łącznie 685, 7 mld zł i były wyższe o 4,3 proc. wobec stanu na koniec III kwartału 2015 r. Z badań NBP wynika, że gospodarstwa domowe zaciągają kredyty w dwóch celach: na sfinansowanie konsumpcji oraz na zakup nieruchomości. Pierwsze stanowią prawie jedną czwartą zobowiązań, drugie – ponad 60 proc. Transakcje dotyczące kredytów i pożyczek konsumpcyjnych wyniosły w III kwartale 2016 r. 46,3 proc.

Podejście młodych do finansów

Obecne pokolenie młodych przejawia większą skłonność do zachowań ryzykownych w kwestii finansów. Z badania „Życie finansowe młodych Polaków” wynika, że młode osoby nie mają rzeczywistej świadomości skali problemu i ryzyka związanego z zaciąganiem zobowiązań finansowych. „Pomimo, że większość rozpoznaje w swoim otoczeniu osoby zadłużone i dostrzega liczne szkody, jakich osoby te doświadczają, jednak nie odnosi tego do siebie i traktuje zadłużenie jako domenę osób starszych” – podkreślają autorzy badania.

„To klasyczny mechanizm obrony – „zadłużeni mają to, na co sobie zasłużyli, mnie to nie dotyczy, mi się nie zdarzy” – komentuje Roman Pomianowski ze Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych.

Ewa Kruk ze Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej, które prowadzi m.in. edukację finansową młodzieży w szkołach podkreśla, że „doświadczenia pokazują, że problem zadłużenia wielu młodych Polaków ma przede wszystkim swoje źródło w braku umiejętności planowania”.

„Później dochodzi do tego brak umiejętności postawienia oporu przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia – najmodniejsze buty, najlepszy telefon. itd. Wiele osób nie zastanawia się nad swoją przyszłością, lecz żyje tu i teraz. Często taka postawa wynika z nadopiekuńczości rodziców, którzy zaspakajają większość potrzeb i zachcianek swoich dzieci, nie dopuszczając ich tym samym do samodzielnego podejmowania decyzji o charakterze finansowym. Taka postawa często prowadzi młodych ludzi do bezradności w sytuacji, gdy wreszcie przychodzi moment zarządzania finansami osobistymi – komentuje Ewa Kruk.

Rzeczywiście z badań wynika, że „osoby zaciągające poważniejsze zobowiązania najczęściej optymistycznie zakładają, że na ich spłatę potrafią pozyskać pieniądze z własnej pracy a nawet dodatkowych zajęć (55 proc.) oraz poprzez racjonalizację swoich wydatków i oszczędzanie (44 proc.)”. Na wypadek problemów z obsługą zobowiązań planują wykorzystanie rezerw i oszczędności – 23,5 proc. Jako ostateczność, wśród sposobów radzenia sobie z ewentualnymi problemami, wymieniana jest pożyczka na spłatę zadłużenia – 13 proc. i sprzedaż lub oddanie w zastaw cennych przedmiotów – 6,5 proc..

Wśród już zadłużonych strategia działania przedstawia się jednak inaczej, osoby te skłonne są zdecydowanie częściej pożyczać nadal, także w instytucjach pozabankowych oraz wyprzedawać swój dobytek. To może skończyć się popadaniem w tzw. „spiralę zadłużenia” – sytuację, w której dłużnik nie jest już w stanie spłacać swoich zobowiązań.

Jak nie wpaść w spiralę długów?

Dla spirali zadłużenia charakterystyczne jest to, że osoba zaciąga kolejne zobowiązania na pokrycie spłaty tych poprzednich.

„Właśnie wtedy zaczyna się błędne koło, ponieważ dług zaczyna rosnąć w lawinowym tempie. Pożyczka, nawet najtańsza, kosztuje. Próbując spłacić jeden kredyt i zaciągając kolejny, powiększamy dług o koszt kredytu pobranego na spłatę poprzednich. Spirala zadłużenia to pułapka, która kończy się dla kredytobiorcy nierzadko kilkunastoma zobowiązaniami w różnych bankach i firmach pożyczkowych” – podkreślają eksperci Fundacji Zaradni, która z kolei prowadzi infolinię dla zadłużonych pod numerem infolinii 22 290 27 28.

Łatwość i dostępność kredytów i pożyczek na rynku, powoduje, że klienci, którzy nie dostają już kredytu w tradycyjnym banku zgłaszają się do tzw. firm parabankowych, a ich oferta jest zazwyczaj dużo droższa, co powiększa sumę długu o kolejne wysokie koszty nowej pożyczki. Kumulowanie się długów może sprawić, że pożyczkobiorca zaczyna tracić wiarę, iż jest zdolny spłacić swoje zobowiązania. Nie widzi rozwiązania tej sytuacji. Często przestaje płacić którekolwiek ze swoich zobowiązań.

Zdaniem badających zjawisko „spirali zadłużenia” ma ona wymiar psychologiczny. Roszczenia wierzycieli, brak perspektywy na spłatę długu – to wszystko staje się poważnym obciążeniem psychicznym. Dług przekłada się również na relacje z rodziną i może mieć katastrofalne skutki dla jej funkcjonowania i przyszłości.

Często spirala zadłużenia zaczyna się bardzo niewinnie. Sięgamy po nowe urządzenia, telefony, wakacje zagraniczne – chociaż tak naprawdę nie stać nas na nie. Młodzi Polacy wśród najbardziej dziwnych „irracjonalnych” zakupów dokonanych za pożyczone pieniądze wymienili: gry komputerowe, czołg, łódź, konie, psy rasowe, pająka, jacht, quady. Spora grupa kredytowanych wydatków dotyczyła inwestycji we własny wygląd i zdrowie, np. tabletki odchudzające, operacje plastyczne, protezy zębów, okulary, implanty piersi, aparat ortodontyczny. Za kredyty kupowane były również wyjazdy wakacyjne, wycieczki zagraniczne, lot balonem czy rejs dalekomorski.

Zdaniem ekspertów, „czerwona lampka powinna zaświecić się, kiedy suma rat przekracza 50 procent miesięcznych dochodów”. „Im mniejsze osiągasz dochody, tym próg bezpieczeństwa powinien być niższy. To sytuacja, w której każdy nieplanowany wydatek może doprowadzić do niewypłacalności” – ostrzegają eksperci. Warto na bieżąco pracować nad swoim podejściem do finansów, czytać blogi finansowych, korzystać z programów edukacyjnych, plenerów budżetu domowego. To wszystko może pomóc w bardziej racjonalnym podejściu do zarządzania budżetem.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

 

  • Najczęstsze powody nieregulowania zobowiązań to wg specjalistów: świadome unikanie problemów (może dług sam zniknie) i kontaktu z firmą windykacyjną, oczekiwanie przedawnienia długu oraz brak przekonania, że z długiem można sobie poradzić.
  • Niezależnie od powodów niespłacania długów, trzeba się z nich rozliczyć, a żaden dług samoczynnie nie zniknie.
  • Rozmowa z doradcą zazwyczaj pomaga znaleźć rozwiązanie adekwatne do sytuacji i możliwości.

Jesteśmy świetni w wymyślaniu powodów niespłacania długów. Specjaliści z Best S.A., firmy zajmującej się windykacją, przygotowali listę Top 10.

  1. Pieniędzy ledwo starcza na życie, nie stać mnie. Trudna sytuacja finansowa, czasem powiązana ze stratą pracy, to jeden z najczęstszych powodów unikania spłaty zobowiązań. W wielu przypadkach sytuacja rzeczywiście jest trudna i potrzeba czasu, żeby stanąć na nogi. Bywa też jednak tak, że pomimo własnego przekonania o trudnej sytuacji finansowej, równocześnie sporo środków przeznaczamy na przyjemności, rozrywkę i inne cele, odsuwając spłatę zaciągniętych rat na dalszy plan.
  2. Wezmę się za to za miesiąc. Grudzień to święta i Sylwester oraz związane z tym niewątpliwe wydatki. Styczeń i luty to ferie. Kwiecień to ponownie święta, a w maju długi weekend, kiedy wreszcie można gdzieś wyjechać. Potem komunie, wakacje, szkolna wyprawka itd. W rezultacie niemal każdy miesiąc w roku wiąże się z jakimiś dodatkowymi wydatkami. To zła strategia – dług odsuwany w czasie rośnie.
  3. Spłacę, jak dostanę większą gotówkę. Według specjalistów z branży windykacyjnej część dłużników odkłada spłatę długu na czas, kiedy wejdzie w posiadanie większej gotówki. To błąd, bo wygrana w „totka” czy niespodziewany spadek po zapomnianym wujku zdarzają się bardzo rzadko, więc oczekiwanie na nie to bardzo zła metoda na spłatę zobowiązań.
  4. Dług jest za duży, nie dam rady go spłacić, więc nie będę się nim zajmował. Niestety długo nieregulowane zobowiązanie może zwiększyć swoje rozmiary w wyniku doliczania do niego odsetek. Nawet wtedy pozostaje jednak długiem, którym kiedyś i tak trzeba się zająć. Żaden wierzyciel nie zgodzi się na całkowite umorzenie tylko dlatego, że kwota przerasta aktualne możliwości dłużnika. Jednak kontakt z doradcą pozwala znaleźć rozwiązanie pośrednie – np. rozłożenie długu na możliwe do spłaty raty, czy wstrzymanie naliczania odsetek karnych w zamian za minimalną kwotę wpłaty co miesiąc.
  5. Z firmami windykacyjnymi nie da się dogadać. To niestety tylko kolejna tania wymówka, logika podpowiada co innego. Firmom windykacyjnym zależy na odzyskaniu swoich pieniędzy, a przynajmniej ich części, więc zazwyczaj skłonni są negocjować. To lepsze niż cisza po stronie dłużnika i dopisywanie wirtualnych odsetek.
  6. Bo inni też nie płacą, jestem jedną/ym z wielu. Rzeczywiście dłużników w Polsce jest bardzo dużo – już 2,2 mln. To jednak wcale nie znaczy, że obowiązek spłaty długu kogokolwiek ominie, albo że dług się przedawni i nie trzeba go będzie płacić. Przecież długi to pieniądze, które mają swoich właścicieli, nie ma co liczyć, że „machną na nie ręką”.
  7. Tradycja „zastaw się, a postaw się”. Mało kto lubi przyznawać się publicznie do swoich kłopotów finansowych. Dlatego przy okazji rodzinnych uroczystości wolimy zwiększyć zadłużenie niż uczciwie powiedzieć, że w tej chwili nie stać nas na drogie prezenty. Chcemy udowodnić swój wyższy status, choć często rzeczywistość jest inna.
  8. Nie będę płacił tym, którzy dług odkupili, to szara strefa (zapłacili za niego grosze, a oczekują, że spłacę go w całości). Takie usprawiedliwienie pojawia się czasem w ustach osób z wieloma zobowiązaniami, nie ma jednak podstaw w rzeczywistości. Polskie prawo zezwala nabywać dług przez firmy trzecie, które pożyczki czy kredytu nie udzielały. Takie podmioty mają pełne prawo prowadzić skuteczne działania windykacyjne. Są to często duże instytucje finansowe, kontrolowane przez KNF i obecne na giełdzie.
  9. Nie oddam, bo kredyt był dla… kolegi/brata/ojca itp. Wzięcie kredytu dla osoby trzeciej to odpowiedzialność osobista, takie zobowiązanie trzeba spłacić. Warto więc podobną prośbę dwa razy przemyśleć. Dopóki się komuś pomaga – relacje kwitną, jednak wiele osób zrywa kontakty z bliskimi właśnie z powodu niespłaconych długów. W konfliktach międzyludzkich, szczególnie rodzinnych, sprawy finansowe odgrywają czasem kluczową rolę.
  10. Bo sądziłem/am, że dam radę spłacić – to nie moja wina, że samochód się zepsuł. Przed podjęciem decyzji o kredycie warto usiąść i z ołówkiem w ręku (lub korzystając z narzędzi internetowych, np. http://kalkulator.best.com.pl/?_ga=1.136160118.674204145.1481286767) zrobić kalkulacje ile kosztuje życie, opłaty, rachunki, utrzymanie i losowe zdarzenia (takie jak choroba, awaria samochodu czy lodówki). To da odpowiedź czy starczy na ratę. Jeśli po jej doliczeniu na koniec miesiąca wychodzimy na 0, pieniędzy może nie wystarczyć. W efekcie na pierwszy rzut oka wydaje się, że stać nas na ratę spłaty, do której się zobowiążemy, ale czasem drobne zdarzenie losowe, np. choroba dziecka czy awaria samochodu, pochłania nieprzewidziane koszty i pojawia się problem. W efekcie zadłużenie jest już tak duże, że trudno się z tym uporać.

 

– Rozmawiając z dłużnikami słyszymy wiele argumentów przeciw regulowaniu zaległych długów. Zawsze staramy się wysłuchać osoby po drugiej stronie i znaleźć rozwiązanie odpowiadające obecnej sytuacji życiowej Klienta. Czasem jest to rozłożenie długu na korzystne raty, czasem częściowe umorzenie w zamian za spłatę pozostałej części. Tak czy inaczej – jeśli pożyczamy, musimy oddać, problem sam nie zniknie, a odkładanie konsekwencji w czasie i unikanie kontaktu z firmą windykacyjną zwiększa tylko odsetki. Zazwyczaj najważniejszy jest jeden mały krok, np. kontakt z doradcą, potem konieczna jest regularność i konsekwencja. Przy takich założeniach z długów można wyjść w dość łatwy sposób – komentuje Katarzyna Gulbicka z Best S.A

88% Polaków chce spłacić swoje długi przed końcem roku – wynika z badania przeprowadzonego na początku grudnia przez Millward Brown na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Na takie deklaracje duży wpływ mają przesądy, które radzą, aby jeszcze przed Sylwestrem uregulować wszystkie zaległości i nowy rok rozpocząć z czystą kartą. Jednak doświadczenia firm windykacyjnych pokazują, że nasze deklaracje nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Długi są problemem sporej grupy Polaków. Tylko bankom zalegamy ze spłatą kredytów na prawie 40 miliardów złotych. A jeśli dodać do tego niespłacane zobowiązania wobec innych branż, jawią się nam całkiem spore kwoty.

– „Co miesiąc zajmujemy się kilkudziesięcioma tysiącami spraw dotyczącymi jedynie zwrotu niespłaconych pożyczek – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji Kaczmarski Inkasso”. – „To całkiem sporo i oznacza, że duża grupa Polaków praktycznie każdego miesiąca ma problemy ze spłatą swoich zobowiązań” – dodaje.

Moc noworocznych postanowień

Tym bardziej cieszy więc, że tak duży ich odsetek chce się pozbyć długu. Najbardziej skore do pozbycia się swoich przeterminowanych zobowiązań są osoby w wieku 25-34 lat i powyżej 60. roku życia. W tych grupach wiekowych aż 91% pytanych osób odpowiedziało, że będzie starało się spełnić to postanowienie. Najbardziej ostrożne w swoich deklaracjach były osoby pomiędzy 35. a 44. rokiem życia. W tej grupie jedynie 80% zadeklarowało podjęcie próby wejścia w nowy rok z czystym kontem.

O wiele bardziej chętne do spłaty swoich zobowiązań są też osoby z wykształceniem średnim i wyższym – w obu tych grupach deklarację oddłużenia się przed Sylwestrem złożyło 90% badanych. Dla porównania taką samą opinię wyraziło 82% osób z wykształceniem podstawowym. Noworoczne postanowienia pozbycia się długów są tak samo silne w dużych miastach, gdzie aż 91% mieszkańców deklaruje chęć obudzenia się 1 stycznia bez zadłużenia, jak i na wsi, gdzie z taką nadzieją na najbliższe półtora tygodnia spogląda aż 90% mieszkańców.

Długi2

Kim jesteś, dłużniku?

Najniższe kwoty windykowane przez Kaczmarski Inkasso są wśród dłużników z grupy 18-24 lata. Średnio jest to niewiele ponad 900 złotych, a osoby w tym wieku stanowią 23% wszystkich zadłużonych osób. Z kolei najliczniejszą grupę dłużników finansowych, z jakimi kontaktują się negocjatorzy Kaczmarski Inkasso stanowią osoby w wieku 25-34 lata (36% wszystkich dłużników). Ich średnie zadłużenie wynosi 1 320 złotych. Osoby z najstarszej grupy wiekowej mają do oddania niewiele mniej pieniędzy. Średnia kwota, jaką powinni zwrócić sześćdziesięciolatkowie to 1 224 zł. Są też oni najmniej liczną grupą zalegającą z płatnościami – niecałe 6% wszystkich dłużników. Porównując kwoty zadłużenia z deklaracjami złożonymi w badaniu widać więc wyraźnie, że skłonne do oczyszczenia swoich domowych budżetów są zarówno osoby, które mają długów najwięcej, jak i te, które mają ich najmniej.

„Jednak wbrew tym deklaracjom, grudzień nie jest miesiącem, w którym najchętniej spłacamy swoje zaległe zobowiązania” przypomina mówi Radosław Koński.

Na karuzeli długów

W grudniowych rozmowach z dłużnikami dominują święta. Osoby, które są komuś winne już jakieś pieniądze, bardzo często tłumaczą negocjatorom, że zamiast pozbyć się własnych zobowiązań, wolą w tym miesiącu kupić rodzinie prezenty, czy też pozwolić sobie na bardziej wystawną wigilijną kolację. W pozbyciu się zadłużenia nie pomagają niestety świąteczne akcje promocyjne. Dając się unieść tym okolicznościowym pokusom w łatwy sposób można zdecydować się na zakup, na który nas nie stać. Potem nowy rok rozpoczyna się z finansowym kacem i rozmyślaniami o tym, jak naprawić błędy minionego roku. Rozwiązując ten problem kolejną pożyczką czy zakupem na kredyt, kręcimy się w zaklętym kręgu zadłużenia. Z kolei uciekając przed problemem, można sobie tylko zaszkodzić.

Gdy zadzwoni windykator

Osoby, które wpadły w taki zadłużeniowy wir, bardzo często obawiają się telefonów z firm windykacyjnych. O rozmowach tych krążą już takie opowieści i przesądy, że niedługo wpleść je będzie można do sylwestrowych zabobonów.

– „Windykatora można porównać do dentysty. Wizyta nie jest przyjemna, ale jej celem jest wyleczenie choroby. Spora część dłużników celowo nas unika, obawiając się rozmowy i związanego z nim stresu. Proszę jednak pamiętać, że nie kontaktujemy się po to, aby kogokolwiek piętnować. Nasze zadanie jest bardzo proste – chcemy odzyskać pieniądze wierzyciela, ale w taki sposób, aby nie skrzywdzić dłużnika” – wyjaśnia Radosław Koński.

Negocjator w pierwszej kolejności ocenia możliwości spłaty długu. Stara się też wspólnie z dłużnikiem zaplanować realny plan spłat. Mają być one wygodne dla osoby zadłużonej i nieobciążające jej budżetu. Dług może też zostać rozłożony na raty.

– „Musimy też pamiętać, że firma, która kieruje do nas windykatora jest zdecydowana na odzyskanie swoich pieniędzy. Jeżeli dłużnikowi nie uda się porozumieć z negocjatorem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sprawa zostanie skierowana do sądu. A to łączyć może się już z egzekucją komorniczą i pewnego rodzaju ostracyzmem społecznym. Dlatego warto spłacać swoje zobowiązania zawsze, a nie tylko przed końcem roku” – radzi Radosław Koński.

Długi1

źródło: Kaczmarski Inkasso

 

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy w okresie powodzi nasz rząd podejmuje decyzję, że pomaga tylko tym poszkodowanym, którzy mieszkają po prawej stronie Wisły. Absurd? Taki sam, jak wybranie przez rząd spośród 1,7 mln kredytobiorców hipotecznych tylko tych frankowych, aby nieść im pomoc, jeśli nie są w stanie regulować rat. Czy osoba, która ma problem ze spłatą kredytu złotówkowego lub w EURO nie zasługuje na wsparcie?

Pamiętajmy też, że nie wszyscy frankowicze tej pomocy potrzebują. Jeśli dana osoba brała kredyt pod koniec 2008 roku, kiedy frank był po 3 złote i udało się jeszcze uzyskać niską marżę – nie ma powodu narzekania na posiadany kredyt.

Nie wiemy także, co kryje się za pi-arowym hasłem, że rząd frankowiczom chce pomagać. Czy mają to być budżetowe dopłaty dla poszkodowanych przez kredyty walutowe? Czyli kolejna forma rozdawnictwa publicznych środków, aby przypodobać się pewnej grupie wyborców?

Powyższy wstęp wcale nie oznacza, że uważam – jak część naszych rodaków – iż frankowicze sami są sobie winni i nie należy im się żadna pomoc. Wręcz przeciwnie. Bowiem głównym winowajcą w problemach wynikłych przy umowach kredytowych w CHF są twórcy tego trefnego produktu. Czyli nasze banki. Bankowcy przed oczywistymi zarzutami bronią się dość nieporadnie, twierdząc, że przecież „widziały gały co brały”. W ten sam sposób może się bronić jednak każdy producent felernych towarów. Przykładowo autosalon sprzedający samochody z lipnymi hamulcami może się tłumaczyć, że wiadome jest, że przecież nie ma aut bezawaryjnych i każde może się czasem zepsuć: kupujący powinien więc całość ryzyka wziąć na siebie. Albo jeździć autobusem.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Zamiast stwarzać pozory troski o los wybranej grupy kredytobiorców, powinniśmy iść w kierunku zmiany prawa lub zmian w jego interpretacji. Mam na myśli m.in. tworzenie takich narzędzi prawnych, które w podobnych sytuacjach ewidentnej winy banku w relacjach z klientem (np. w sytuacji strat przedsiębiorców poniesionych na opcjach walutowych), dawało by poszkodowanym skuteczną możliwość obrony w sądzie własnych interesów.

Jest dla mnie zadziwiające, jak mocno uwierzyliśmy, że obowiązujące w naszych kraju akty prawne nie dotyczą banków.

Mamy na przykład Ustawę o ogólnym bezpieczeństwie produktów z 12 grudnia 2003 roku: dlaczego nie uwzględnia ona produktów bankowych? Mamy Ustawę z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, którą niektóre banki kompletnie ignorują; mam na uwadze stosowanie nieuczciwej reklamy. Niedowiarkom polecam lekturę strony www wybranego banku w zestawieniu z działaniem tej instytucji w realu…

W kwietniu 2013 roku Związek Banków Polskich wydał bardzo rzetelne opracowanie pod nazwą „Kodeks Etyki Bankowej”, w którym to już pierwszym akapicie znajdziemy co następuje:

„Mechanizmy rynkowe są koniecznymi, lecz niewystarczającymi wyznacznikami działalności banków. Stąd niezbędne jest uwzględnienie także wartości etycznych w procesie podejmowania decyzji ekonomicznych”. Proszę wskazać choćby jeden bank, dla którego te piękne słowa są wyznacznikiem działania w każdej sytuacji, kiedy kredytobiorca ma problem ze spłatą zobowiązania.

Wystarczy, że zaczniemy egzekwować od banków obowiązujące prawo, skutecznie domagać się stosowania zasad zapisanych w Kodeksie Etyki Bankowi oraz surowo karać za nieprzestrzeganie tychże, a natychmiast zginie problem z kredytami we frankach, czy opcjami walutowymi.

W jaki sposób? Twórca felernego produktu weźmie na siebie odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez swój wynalazek. Bo przecież odpowiedzialność to nic innego jak ponoszenie konsekwencji za swoje działania i zaniechania. Także za popełnione błędy. Skoro powyższe jest standardem w zawodzie lekarza, dlaczego bankowcy – także przedstawiciele zawodu publicznego zaufania – pozostają bezkarni za negatywne skutki swoich czynów?

KrzysztofOppenheim - FOTO

autor: Krzysztof Oppenheim, Nieruchomości Boża Krówka

 

Mazowsze kolejny raz najbardziej zadłużone

Statystyczny zadłużony Polak jest mężczyzną w wieku 45 lat, mieszkańcem miasta, zodiakalnym Bykiem i ma do spłaty średnio ok. 5 900 złotych. Tak wynika z najnowszego raportu Grupy KRUK. Największe wartościowo zadłużenie mają mieszkańcy Mazowsza, ale ilościowo najwięcej spraw obsługiwanych przez Grupę KRUK pochodzi z województwa śląskiego. Najniższym ilościowo zadłużeniem może natomiast pochwalić się województwo podlaskie.

W trzecim kwartale 2014 roku Grupa KRUK obsługiwała w sumie ponad 2,4 mln spraw dotyczących zadłużenia o łącznej wartości 18,4 mld złotych.

17 listopada przypada Dzień bez Długów. To świetna okazja, by pomyśleć o domowym budżecie każdego z nas, o zaległościach, które nam ciążą i możliwościach ich spłaty – mówi Iwona Słomska, członek zarządu KRUK S.A.

Długi w regionach

Najbardziej zadłużonym województwem w Polsce jest Mazowsze. Łączne zadłużenie mieszkańców tego regionu obsługiwane przez Grupę KRUK sięga ponad 2,8 mld zł. Niewiele mniej długów jest w województwie śląskim (ponad 2,7 mld zł). W kolejnym na liście województwie wielkopolskim suma zadłużenia jest już sporo mniejsza i przekracza 1,8 mld zł. Najlepszą kondycją finansową może poszczycić się województwo podkarpackie (380 mln zł długów mieszkańców), świętokrzyskie (340 mln zł) oraz podlaskie, którego mieszkańcy są zadłużeni na  290 mln zł.

Grupa KRUK obsługuje najwięcej spraw osób zadłużonych ze Śląska (ponad 363 tys.), drugie w kolejności jest Mazowsze (ponad 317 tys. spraw). Najmniej zadłużeni są mieszkańcy województwa świętokrzyskiego (zaledwie 52 tys. długów) oraz podlaskiego (48 tys.).

Zadłużeni rekordziści

W przypadku osób fizycznych przeciętne zadłużenie obsługiwane przez Grupę KRUK to 5 900 zł. Jeśli chodzi o firmy, to ich średni dług wynosi prawie 29 900 zł.  Jednak zobowiązania rekordzistów są znacznie większe. Najwięcej do spłaty, bo ponad 11 mln zł ma mieszkaniec województwa mazowieckiego. Natomiast na szczycie listy zadłużonych firm znajduje się przedsiębiorstwo z województwa łódzkiego z długiem sięgającym ponad 66 mln zł z branży spożywczej.

Kim jest statystyczny zadłużony?

Jak wynika z danych Grupy KRUK, częściej zadłużają się mężczyźni. Panowie stanowią 60% osób obsługiwanych przez Grupę KRUK. Są to też najczęściej mieszkańcy miast (71%). Średni wiek osoby zadłużonej to 45 lat. Okazuje się jednak, że najwięcej problemów ze spłatą zobowiązań mają osoby w wieku 36-40 lat. A jaki związek ma zadłużenie ze znakami zodiaku? Okazuje się, że najbardziej zadłużają się Byki, Bliźnięta i Ryby, a najmniej Strzelce, Skorpiony i Wagi.

żródło: KRUK S.A.

 

Pomysł Ministerstwa Finansów, aby informacje o zaległościach podatkowych i innych daninach publicznych dostępne były dla uczestników rynku, z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu jest słuszny. Udostępnianie tego rodzaju informacji powinno się jednak odbywać w ściśle określonych ramach prawnych, zapewniających obywatelom niezbędne gwarancje, tak aby chronić ich prawo do prywatności – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ministerstwo Finansów opublikowało projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o postepowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw. Głównym założeniem projektu jest utworzenie rejestru dłużników należności publicznoprawnych (rejestr), w którym ujawniani mają być dłużnicy mający zaległości publicznoprawne, czyli podatkowe, celne czy wynikające z kodeksu karnego skarbowego. Ujawnienie dłużnika następować będzie jeżeli należność pieniężna nie niższa niż 500 zł nie zostanie uiszczona w ciągi 30 dni od doręczenia dłużnikowi upomnienia, które obejmować będzie zawiadomienie o zagrożeniu wpisem do rejestru.

Już obecnie przedsiębiorcy bardzo często żądają od kontrahentów zaświadczenia o braku zaległości podatkowych oraz składek na ubezpieczenie społeczne. Wiedza o braku zaległości zwiększa prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z rzetelnym i niezadłużonym kontrahentem. Obecnie jest to również z tego powodu bardzo istotne, że zgodnie z przepisami prawa upadłościowego i naprawczego, wierzyciele którzy nie zabezpieczyli swoich wierzytelności zaspokajani są dopiero po zaspokojeniu należności Skarbu Państwa i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zatem w przypadku ogłoszenia upadłości kontrahenta, który miał duże zaległości podatkowe, szansa na odzyskanie pieniędzy bardzo maleje. Co prawda, nowe prawo restrukturyzacyjne przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości w dużym stopniu ma ograniczyć przywileje Skarbu Państwa, lecz nie zmienia to faktu, że informacja o ewentualnych zaległościach podatkowych potencjalnego kontrahenta również w przyszłości będzie miała istotne znaczenie przy ocenie ryzyka kontraktu (ocenie wiarygodności płatniczej kontrahenta).

Tym niemniej dostęp do tego rodzaju informacji powinien być zrównoważony poprzez zapewnienie realnej ochrony interesów osób, których informacje dotyczą. W tym kontekście zastrzeżenia budzi pomysł, aby rejestr prowadzony był w formie elektronicznej (on-line) i każdy miał do niego nieograniczony dostęp – a wydaje się taki jest właśnie cel projektu. Taki model udostępniania informacji rodziłby jednak ryzyka nie tylko dla obywateli, ale również dla przedsiębiorców.

Dla porównania: wymagania prawne i ograniczenia w udostępnianiu informacji gospodarczych przez biura informacji gospodarczej funkcjonujące dziś na rynku są znacznie dalej idące. Po pierwsze, w przypadku konsumenta udostępnienie informacji możliwe jest tylko i wyłącznie jeżeli osoba pytająca posiada upoważnienie tegoż konsumenta by taką informację uzyskać. Upoważnienie to jest ważne nie dłużej niż 30 dni od jego udzielenia, a osoba pytająca musi mieć zawartą umowę z biurem. Co więcej biura prowadzą tzw. rejestry zapytań, które umożliwiają każdemu (zarówno obywatelom jak i przedsiębiorcom) uzyskanie informacji, kiedy, komu i jakie informacje biuro przekazało na jego temat w okresie ostatnich 12 miesięcy. Z kolei podmiot, który otrzymał informacje od biura, obowiązany jest je usunąć w terminie 90 dni od dnia ich otrzymania. Dodatkowo, wierzyciele przekazujący informacje o zaległościach do BIG-ów jak również same BIG-i ponoszą odpowiedzialność cywilnoprawną i karną (grzywna do 30 000 zł) za ujawnienie nieprawdziwych lub nieaktualnych danych.

Dlatego też, rejestr dłużników należności publicznoprawnych, jeżeli miałby powstać w proponowanym kształcie, powinien zapewniać co najmniej taki poziom gwarancji jak obecnie biura informacji gospodarczej, tak aby informacje o dłużnikach nie były wykorzystywane dla niezgodnych z prawem celów.

Komentarz Bartosza Wyżykowskiego,  Konfederacja Lewiatan

 

Licznik jawnego długu publicznego*

• Szacunkowa wielkość jawnego długu publicznego, po uwzględnieniu wahań kursu złotego, rośnie obecnie z 976,8 mld zł na koniec marca 2014 r. do 1032,3 mld zł na koniec grudnia 2014 r., czyli o prawie 202 mln zł na dobę, 8,4 mln zł na godzinę i 2335,5 zł na sekundę. Wyliczenia te nie uwzględniają umorzenia obligacji przejętych przez ZUS z OFE, ponieważ Trybunał Konstytucyjny nie wypowiedział się jeszcze, czy działanie te było zgodne z prawem. Szacunki wykonano przy założeniu stałego kursu złotego z 18 VII 2014 (4,15 zł/euro).

• Dług publiczny (dług instytucji sektora rządowego i samorządowego) na 1 mieszkańca rośnie z 26 276 zł na koniec marca 2014 r. do 27 768 zł na koniec grudnia 2014 roku. Jako liczbę mieszkańców Polski przyjęto opublikowaną przez GUS w wynikach spisu powszechnego liczbę ludności rezydującej (37,2 mln osób w 2011 roku).

• Przyczyną obecnej aktualizacji szacunku „Licznika Długu Publicznego” jest opublikowanie przez Ministerstwo Finansów zadłużenia na koniec III 2014. Następna aktualizacja jest planowana po 10 września 2014 r., kiedy Ministerstwo Finansów opublikuje wielkość długu publicznego na koniec II kw. 2014 r. lub po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

*dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wg. metodologii ESA95

źródło: Forum Obywatelskiego Rozwoju

Eksperci

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

AKTUALNOŚCI

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...

Potrzebna pilna waloryzacja kontraktów budowlanych

Jak informuje FPP i CALPE, dynamiczny wzrost kosztów realizacji projektów infrastrukturalnych w połą...

Już za tydzień wakacje! – oto Twój przedwakacyjny niezbędnik

Z jednej strony wakacyjny wyjazd to świetna sprawa. Z drugiej – to masa spraw, z którymi musimy się ...