piątek, Styczeń 19, 2018
Home Tagi Wpis otagowany "Deloitte"

Deloitte

Rozwój technologiczny, który z roku na rok nabiera tempa, coraz bardziej wpływa na życie każdego z nas. Centrum cyfrowego świata staje się smartfon, który pełni rolę nie tylko telefonu, ale również coraz częściej osobistego komputera, odbiornika telewizyjnego oraz routera. Zdaniem ekspertów Deloitte trendy, które są widoczne na całym świecie, takie jak rozwój mediów cyfrowych, czy internetu mobilnego, widoczne są również w Polsce.

Kiedyś prenumerata, dziś subskrypcja serwisu online

Raport Deloitte przewiduje, że do końca 2018 roku połowa dorosłych osób w krajach rozwiniętych będzie posiadać co najmniej dwie subskrypcje mediów w kanałach online, a do końca 2020 roku liczba ta wzrośnie do czterech. Koszt tych subskrypcji, obejmujący głównie telewizję, filmy, muzykę, wiadomości i prasę, w 2018 roku będzie wynosił średnio poniżej 10 dolarów miesięcznie za subskrypcję. W tym roku liczba subskrybentów na świecie wyniesie 350 mln osób, w których posiadaniu będzie 580 mln subskrypcji. Większość z nich będą stanowiły subskrypcje VoD (375 mln).

Aż 20 proc. osób dorosłych w krajach rozwiniętych wykupi lub będzie miało dostęp do co najmniej pięciu płatnych subskrypcji mediów online, a do 2020 roku aż dziesięciu.

– Model subskrypcji znany jest od dawna w kontekście mediów tradycyjnych. Wystarczy wspomnieć prenumeratę prasy. Obecnie jednak obserwujemy popularyzację subskrypcji również w internecie. Wpływa na to szereg czynników – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Jest to przede wszystkim coraz bardziej atrakcyjna treść, którą możemy odtworzyć na wielu urządzeniach a zainteresowana nią jest rosnąca liczba klientów, gotowych również za nią zapłacić– dodaje.

Seryjne oglądanie Polaków

Trendowi temu sprzyja również rozwój technologii i większa przepustowość połączeń do internetu. W Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach obserwujemy rozwój rynku serwisów video, takich jak np. Netflix, Player.pl czy ShowMax, które inwestują również w rodzime produkcje. Obserwujemy także zjawisko „binge-watching”, czyli seryjnego oglądania seriali czy programów telewizyjnych. Niejednokrotnie platformy udostępniają swoim odbiorcom całe sezony swoich produkcji naraz, co sprawia, że widzowie mogą spędzić przed ekranem swoich telewizorów, komputerów lub telefonów nawet kilka godzin bez przerwy. Z badania Deloitte wynika, że zjawisko to dotyczy przede wszystkim przedstawicieli pokolenia milenialsów, wśród których aż 90 proc. przyznaje się do takiego sposobu oglądania, a 38 proc. robi to regularnie (dotyczy widzów w USA).

– Przy dalszej popularyzacji tego trendu, dostawcy treści i reklamodawcy będą się starać go wykorzystać, aby lepiej docierać do klientów. Jednocześnie należy się spodziewać rosnącej podaży treści, które można oglądać seryjnie – mówi Jakub Wróbel.

Domowy internet mobilny

Rozwój serwisów płatnej treści online nie byłby możliwy, gdyby nie intensywny rozwój infrastruktury sieci telekomunikacyjnych, w tym internetu stacjonarnego i mobilnego.

Raport Deloitte przewiduje, że w 2018 roku jedna piąta mieszkańców Ameryki Północnej z dostępem do internetu będzie korzystać jedynie z sieci mobilnej. W 2022 roku takich osób może być już 30-40 proc. Osoby te w ogóle zrezygnują z internetu stacjonarnego. Ludzie, którzy korzystają z sieci mobilnej w miejscach publicznych, w szkole i czasem w pracy przeniosą ten zwyczaj również do domu. Istnieje wiele powodów takiego podejścia, zarówno o charakterze demograficznym, społecznym, jak i ekonomicznym. Niejednokrotnie jednak internet mobilny jest jedyną dostępną opcją transmisji danych, zwłaszcza poza miastami.

 

 

Liczba robotów na tysiąc pracowników w naszym kraju wynosi 1,05, podczas gdy w Czechach jest to 3,75, a na Słowacji 3,52. Tymczasem zdaniem ekspertów Banku DNB, automatyzacja produkcji jest szansą dla polskich przedsiębiorstw, nie tylko na zdobycie przewagi konkurencyjnej, ale jest także antidotum na coraz większe problemy z dostępem do siły roboczej. Jej rozpowszechnienie zależy jednak, zarówno od czynników ekonomicznych, jak i społecznych.

Barierą rozwoju firm staje się nie brak kapitału, ale właśnie niedobór odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

– Jednym z rozwiązań tego narastającego problemu może być automatyzacja procesów i produkcji. Z punktu widzenia polskiej gospodarki większa automatyzacja oznacza większą efektywność gospodarczą. Na ostatecznie tempo wdrażania automatyzacji wpłynie jednak popyt, korzyści związane z wydajnością, zmiany regulacyjne, ale również społeczna akceptacja dla tego typu rozwiązań – mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu ds. Bankowości Korporacyjnej w DNB Bank Polska S.A.

Polska z tyłu peletonu

Z najnowszego raportu OECD wynika, że średnia liczba robotów na tysiąc pracowników we wszystkich krajach OECD wynosi 6,23. Na tym tle najbardziej wyróżniają się Niemcy ze wskaźnikiem 14,45, Japonia (27,99) oraz Korea Południowa (25,65). Z krajów naszego regionu, oprócz Czech i Słowacji zadowalającym wskaźnikiem automatyzacji może pochwalić się jeszcze Słowenia z wynikiem 4,86 robotów na tysiąc pracowników. OEDC wyróżnia Czechy, Słowację, Słowenię oraz Węgry jako kraje, w których intensywność robotyzacji wzrosła od 2005 do 2015 roku od trzech do sześciu razy. Jeżeli nawet w ostatnich kilkunastu miesiącach polskie firmy zrobiły duży postęp w zakresie automatyzacji produkcji, to nadal dzieli je dystans nie tylko od liderów, ale też od najbliższych sąsiadów.

Inwestycja w automatyzację

We wszystkich państwach, podobnie jak w Polsce, w automatyzację produkcji inwestują przede wszystkim największe przedsiębiorstwa, w tym duże międzynarodowe koncerny i globalni gracze. Zazwyczaj wynika to z konieczności poniesienia dużych inwestycji. Z badania Deloitte wśród największych globalnych przedsiębiorstw wynika, że ich dotychczasowe koszty z tego tytułu wyniosły średnio 3,5 mln dolarów, a 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych na ten cel w ciągu kolejnych trzech lat. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu automatyzacji planują wydać średnio 1,5 mln dolarów.

– Dla globalnych graczy takie sumy być może nie są przeszkodą, ale dla polskich firm koszty automatyzacji, nawet biorąc pod uwagę dopłaty unijne, są niewątpliwie sporą barierą w jej wdrażaniu. Jednak bez poczynienia koniecznych inwestycji, trudno mówić o zyskaniu przewagi konkurencyjnej. Automatyzacja wpływa na efektywność, ale też jakość produktów – mówi Marcin Prusak.

Roboty w roli głównej

Najwięcej robotów w skali globalnej wykorzystywanych jest w sektorze wyrobów  gumowych i plastikowych, branży elektronicznej, transportowej i wytwórczej. Z kolei najmniejsze zastosowanie mają   w rolnictwie, górnictwie oraz energetyce. Czynności najbardziej podatne na automatyzację obejmują aktywności fizyczne, a także gromadzenie i przetwarzanie danych. Dlatego w przyszłości automatyzacja najprawdopodobniej najbardziej rozpowszechni się w produkcji, handlu oraz usługach hotelarskich.

Z danych Międzynarodowej Federacji Robotów wynika, że w 2016 roku sprzedaż robotów wzrosła o 16 proc. do 294 312 sztuk, co stanowi nowy rekord. Głównym motorem wzrostu był ponownie, podobnie jak rok wcześniej, przemysł elektryczny i elektroniczny, w których zapotrzebowanie na roboty wzrosło o 41 proc. rok do roku. Z szacunków wynika, że w 2020 roku w użyciu będzie ponad trzy milionów robotów  w skali globalnej.

 

 

Czy w tym roku wygrali ci, którzy prezenty kupili już w listopadzie, czy raczej ci, którzy czekali z zakupami niemal do samych świąt? Jak wynika z kolejnej edycji „Świątecznego barometru cenowego”, przygotowanego przez ekspertów Deloitte, wszystko zależy od kategorii produktów, które chcemy kupić. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona we współpracy z firmą Dealavo pokazuje, że w gorącym okresie ostatnich tygodni (24 listopada – 12 grudnia br.) wzrastały ceny zestawów VR, drobnego AGD oraz nieznacznie kosmetyków i perfum, które znajdują się na szczycie prezentowych list. Z kolei, podobnie jak w ubiegłym roku, taniały m.in. telewizory oraz konsole.

Ruletka cenowa

W przypadku drobnego AGD porównanie tegorocznych cen 24 listopada do 12 grudnia pokazuje, że cena dziewięciu z jedenastu analizowanych produktów wzrosła, ale podwyżki wyniosły maksymalnie 5,4 proc. W przypadku kosmetyków i perfum ceny są bardzo stabilne i nie ulegają większym wahnięciom. A co z grami komputerowymi? Jeden z najbardziej przecenionych produktów w czasie Black Friday, czyli gra Titalfall 2 (PC) podrożała średnio o 45,2 proc. Z kolei ceny takich gier jak Wolfenstein II: The New Colossus (PC), Dishonored 2 (PS 4) czy Star Wars: Battlefront II (PC) mocno spadły. W przypadku konsol dziewięć na dwanaście produktów miało obniżone ceny. Podobnie było w przypadku telewizorów (osiem na dwanaście). W kategorii smartfonów ceny pięciu produktów wzrosły, a siedmiu spadły.

Gwiazdka po Sylwestrze

A które produkty najmocniej straciły na wartości, porównując rok do roku (12 grudnia 2016 i 2017 roku)? Wszystkie gry potaniały o średnio 30 proc. Podobnie stało się w przypadku telewizorów i smartfonów, których ceny spadły o średnio 16,5 proc. Wyjątkiem był iPhone 5S 16 GB, którego cena minimalna wzrosła o 6,2 proc. W kategorii perfum połowa z analizowanych zapachów podrożała w stosunku do 2016 roku.

A może warto poczekać z kupnem prezentów aż do początku nowego roku, kiedy tradycyjnie w sklepach rozpoczynają się duże wyprzedaże? Eksperci Deloitte porównali ceny z 12 grudnia 2016 z cenami z 16 stycznia 2017 roku (porównano ceny minimalne).

– Jeśli decydujemy się na drobne prezenty, to śmiało możemy kupić je już pod choinkę, bo różnice nie powinny być znaczne, ale jeśli planujemy sprezentować sobie lub rodzinie droższy produkt typu smartfon albo telewizor, to warto poczekać, bo można zaoszczędzić nawet kilkaset złotych – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant z Dziale Konsultingu Deloitte. W przypadku aż dziewięciu z dziesięciu telewizorów w styczniu ich ceny były niższe niż w grudniu. W kategorii smartfonów obniżki dotyczyły siedmiu z dziesięciu analizowanych modeli.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła skład RESPECT Index, w którym znajdują się spółki odpowiedzialne społecznie. W wyniku przeprowadzonej weryfikacji przez firmę doradczą Deloitte, w skład indeksu po XI edycji wejdzie 28 spółek, w tym trzy nowe: Agora, Inter Cars i mBank. W tegorocznej edycji RESPECT Index liczba spółek jest najwyższa w historii. W ciągu ośmiu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 85 proc.

RESPECT to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej indeks spółek odpowiedzialnych. Do tegorocznej edycji indeksu zakwalifikowało się 28 spółek, działających zgodnie z najlepszymi standardami zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego, informacyjnego i relacji z inwestorami z uwzględnieniem czynników ekologicznych, społecznych i pracowniczych. Oprócz trzech debiutantów do zestawienia po przerwie powróciły: Bank Ochrony Środowiska i Jastrzębska Spółka Węglowa.

Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. Od listopada 2009 roku do grudnia 2017 r., czyli w ciągu ośmiu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 85 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 59 proc., a WIG20 zyskał 3,5 proc.

– Nie ma wątpliwości, że polskie spółki publiczne coraz częściej dostrzegają potrzebę uwzględniania nie tylko czysto finansowych czynników, ale także ekologicznych, społecznych czy pracowniczych. Jako konserwatywny ekolog cieszę się, że coraz więcej notowanych na GPW emitentów podejmuje działania w obszarze zrównoważonego rozwoju. Giełda jest idealnym miejscem łączenia podaży z popytem a wzrost wartości indeksu RESPECT o 85 proc. w ciągu ostatnich ośmiu lat nie pozostawia wątpliwości, że spółki odpowiedzialne społecznie to cenne dobro – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W skład tegorocznej edycji indeksu weszły spółki (w kolejności alfabetycznej):

  • Agora S.A.
  • Apator S.A.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A.
  • Bank Millennium S.A.
  • Bank Ochrony Środowiska S.A.
  • Bank Pekao S.A.
  • Bank Zachodni WBK S.A.
  • Budimex S.A.
  • Elektrobudowa S.A.
  • ENERGA S.A.
  • Fabryki Mebli „FORTE” S.A.
  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Grupa Azoty S.A.
  • Grupa LOTOS S.A.
  • ING Bank Śląski S.A.
  • Inter Cars S.A.
  • Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.
  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.
  • mBank S.A.
  • Orange Polska S.A.
  • PCC Rokita S.A.
  • PGE S.A.
  • PGNiG S.A.
  • PZU S.A.
  • Tauron PE S.A.
  • Trakcja PRKiI S.A.
  • Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja S.A

Nowy skład RESPECT Index będzie obowiązywał od 18 grudnia 2017 r.

Od pierwszej edycji badania sektor przemysłowy stanowi najliczniejszą grupę spółek notowanych w RESPECT Index – w tym roku spółki reprezentujące tę branżę stanowią blisko dwie trzecie składu. Średnia liczba punktów wszystkich spółek wynosiła 62,42 na 90 możliwych. Wynik ten spadł blisko o 6 punktów w stosunku do roku poprzedniego. Wynika to głównie ze zmian składu indeksu spowodowanego udziałem nowych spółek w notowaniu – trzy nowe podmioty, nieobecności kilku stałych uczestników, a także niewielkiej modyfikacji kwestionariusza badania. W podziale na sektory średni wynik spółek reprezentujących przemysł wyniósł 62,50, finanse 63,55 oraz usługi 58,04 pkt.

– Z roku na rok RESPECT Index cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku do badania zgłosiła się rekordowa liczba podmiotów. Może to wynikać z faktu, że od 1 stycznia 2017 r. zaczęły obowiązywać przepisy dyrektywy 2014/95/UE o ujawnianiu informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże jednostki oraz grupy. Rekordowa liczba podmiotów zakwalifikowanych w tym roku do Indeksu RESPECT (28 spółek, w tym 3 debiutantów) świadczy również o coraz większym znaczeniu kryteriów środowiskowych, społecznych, etycznych oraz z obszaru ładu korporacyjnego i uwzględnianiu ich w ramach prowadzonej działalności i podejmowanych decyzji biznesowych – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

RESPECT Index obejmuje swoim portfelem polskie i zagraniczne spółki z Głównego Rynku GPW. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80. Trafiają do niego firmy, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, prowadzące w nienaganny sposób komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników, które jest analizowane na podstawie ankiety weryfikowanej przez audytora projektu firmę Deloitte.

Około dwie trzecie mieszkańców krajów rozwiniętych korzysta obecnie z co najmniej jednej mobilnej aplikacji z funkcjami uczenia maszynowego.

Wszechobecny smartfon

W 2023 roku sprzedaż smartfonów wyniesie ponad 5 mln sztuk dziennie. Eksperci Deloitte przewidują, że w tym samym roku będziemy mieć kontakt ze swoim telefonem średnio 65 razy dziennie, co będzie stanowiło 20 proc. wzrost w stosunku do 2018 roku. Odsetek właścicieli smartfonów, którzy codziennie używają swoich urządzeń, wzrośnie z 93 proc. w 2018 r. do 96 proc. w 2023 roku. Rosnąca częstotliwość korzystania ze smartfonu oznacza, że będzie on posiadał coraz to więcej funkcji.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe

Prognozy Deloitte zakładają, że do 2023 roku chipy sztucznej inteligencji w smartfonach staną się prawdopodobnie standardem. Ich zadaniem będzie wspomaganie uczenia maszynowego. Już w bieżącym roku smartfony w segmencie premium (około 300 milionów sztuk) były wyposażone w chipy AI. Według badań Deloitte około dwóch trzecich dorosłych właścicieli smartfonów w krajach rozwiniętych korzysta z co najmniej jednej aplikacji z funkcjami uczenia maszynowego, a 79 proc. zna takie aplikacje. Najczęściej korzystamy z funkcji podpowiedzi przy pisaniu.

Przeciętny nowy smartfon sprzedany w roku 2023 będzie miał 128 GB lub więcej pamięci do przechowywania danych, w porównaniu z około 32 GB w 2018 roku. Z kolei pamięć RAM może wynosić od 2 GB do 16 GB. Oba ulepszenia powinny sprawić, że smartfony będą jeszcze bardziej przydatne i funkcjonalne. W 2018 roku ponad miliard użytkowników smartfonów stworzy najprawdopodobniej treść w rozszerzonej rzeczywistości (AR) przynajmniej raz. Co najmniej 300 milionów zrobi to raz w miesiącu, a dziesiątki milionów raz w tygodniu.

– Przewidujemy również, że dziesiątki tysięcy aplikacji wykorzystujących możliwości AR staną się dostępne w ciągu roku, tak aby na koniec 2018 roku miliardy użytkowników smartfonów mogło pobierać aplikacje lub aktualizację aplikacji lub systemu operacyjnego umożliwiające tworzenie treści AR – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Transmisja na żywo, ale bez reklam

Mimo, że ostatnie lata to dynamiczny rozwój platform VoD, które sprawiają, że wybrane przez nas treści oglądamy w dowolnym czasie, nie oznacza to, że transmisje na żywo idą w niepamięć. Wręcz odwrotnie. Coraz częściej traktujemy smartfony również jako przenośne odbiorniki telewizyjne, na których oglądamy wydarzenia emitowane na żywo, w tym przede wszystkim transmisje sportowe.

Deloitte przewiduje, że transmisje na żywo wygenerują 545 miliardów dolarów bezpośrednich przychodów w 2018 roku, co stanowi wzrost o jeden procent w stosunku do roku poprzedniego. Aż 72 proc. z tej sumy będzie pochodzić z transmisji telewizyjnych i radiowych, przy czym transmisje telewizyjne wygenerują 358 miliardów dolarów z reklam i subskrypcji.

Rewolucja technologiczna obejmuje coraz więcej sfer życia. Nie omija to również podatków. Jednym z rozwiązań, który może mieć największy wpływ na relację podatników z organami podatkowymi jest Blockchain. Z Blockchain w podatkach związana jest koncepcja VATCoin, który ma być zbliżony do Bitcoina. Jest to również waluta cyfrowa, ale przeznaczona wyłącznie do rozliczeń podatku VAT. Jej kurs wymiany byłby stały, nie podlegałby zmianom wartości. Co więcej, transakcje sieciowe w tej walucie byłyby weryfikowane przez organy rządowe, a nie przez członków społeczności, jak w przypadku Bitcoina. Jeżeli chodzi o dostępność sieci, każda firma uczestnicząca w transakcjach VATCoin miałaby dostęp do rekordów transakcji wszystkich VATCoinów, w których brała udział.

Kiedy Blockchain zrewolucjonizuje świat podatków? Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w ubiegłym roku zapytano specjalistów w dziedzinie technologii, kiedy władze poszczególnych państw zastosują Blockchain do ściągania podatków. Większość z nich wskazała rok 2023 lub 2025. Obecnie, pojawiają się liczne analizy w zakresie wykorzystania Blockchain w sferze publicznej. Organizacja lub państwo, które pierwsze opracują implementację Blockchain łączącą jego zalety i wymogi obrotu publicznego będą miały szansę stać się prekursorem „blockchainowej” rewolucji w podatkach. Wdrożenia te będą najpewniej realizowane na poziomie organizacji międzypaństwowych. Sukces implementacji Blockchain w sferze publicznej może doprowadzić do ujednolicenia zasad opodatkowania w skali kontynentów, a może nawet globalnej. Dla środowiska biznesu jednolite i transparentne otoczenie prowadzenia działalności gospodarczej jest dobrą wiadomością.

– Ze względu na koszty i rewolucję systemową, która się z tym wiąże, trudno jednak podać jakąś wiążącą datę. Pierwszych wdrożeń Blockchain w relacji podatnik – rząd należy spodziewać się w ciągu pięciu lat. Niewątpliwie jednak digitalizacja podatków przyspiesza i nie tylko państwa rozwinięte wdrażają różnorodne formy elektronicznego raportowania podatkowego, ale również te rozwijające się. Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy rewolucja Blockchain wkroczy w świat podatków i diametralnie go zmieni – podsumowuje Piotr Barański, menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

 

Wypowiedź: Piotr Barański, menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Rewolucja technologiczna obejmuje coraz więcej sfer życia. Nie omija to również podatków. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „Technologia Blockchain i jej potencjał w podatkach”, jednym z rozwiązań, który może mieć największy wpływ na relację podatników z organami podatkowymi jest Blockchain. Potencjalnie zrewolucjonizuje sposób dokonywania płatności, przechowywania danych i zawierania transakcji. Mimo ogromnych kosztów, które są potrzebne do jego wdrożenia w systemie podatkowym, możliwe, że wpłynie na jego uszczelnienie, a co za tym idzie skuteczniejszą egzekucję podatków. Wokół Blockchain nadal jest wiele nieścisłości i mitów. Dlatego niezbędne jest zrozumienie tej technologii.

Podstawowym warunkiem zrozumienia działania technologii Blockchain jest poznanie koncepcji sieci P2P, czyli Peer-to-Peer. Oznacza to, że wszystkie komputery przypisane do jednej sieci mają równe prawa, nie istnieje bowiem administrator centralny. Przekazują sobie wszelkie zasoby i dane dostępne w sieci P2P, bez konieczności korzystania z centralnego serwera. Głównym celem takiego rozwiązania jest umożliwienie – w czasie rzeczywistym – bezpośredniej współpracy urządzeń sieciowych.

Blockchain podatny na kradzież danych użytkowników

Mimo, że Blockchain do tej pory najczęściej kojarzony był z kryptowalutą Bitcoin, to przechowywane w nim dane nie muszą dotyczyć walut. Mogą to być zupełnie inne informacje. Przesyłanie danych odbywa się w formie zaszyfrowanej, co pozwala na identyfikację ich nadawców i odbiorców. Dodatkowo, jeśli użytkownik chce dodać do zbioru jakąkolwiek informację musi zostać ona zaakceptowana przez pozostałych.

Transparentność w czasie zbliżonym do rzeczywistego

Każdy blok jest wyposażony w unikatowy identyfikator („hash”), który jest czymś w rodzaju cyfrowego odcisku palca i łączy bloki w ciąg. Modyfikacja przechowywanych informacji jest niemożliwa bez jego zmiany we wszystkich blokach, co zapewnia użytkownikom pełną transparentność i praktycznie uniemożliwia sfałszowanie danych w oparciu o mechanizm konsensusu.

Automatyzacja podatkowa

Poszukując możliwości zwiększenia wydajności i zapewnienia zgodności z przepisami, organy podatkowe coraz częściej wykorzystują technologie cyfrowe do gromadzenia i analizowania danych. Zdaniem ekspertów Deloitte ze względu na zdolność dostarczania w czasie zbliżonym do rzeczywistego rzetelnych informacji z wielu poziomów do dużych grup odbiorców, na przykład w sferze podatków, i to w skali międzynarodowej, Blockchain jest jedną z najbardziej obiecujących technologii, która może zrewolucjonizować sposób poboru podatków.

– Ponieważ technologia ta jest wciąż w początkowej fazie rozwoju, wprowadzenie jej do urzędów skarbowych wymagałoby całkowitej zmiany zarówno centralnych baz danych, jak i systemów sieciowych. Poza wielopoziomową integracją systemów niezbędne byłyby zmiany prawa, poprawki do ustaw dotyczących baz danychi tożsamości. Nie można jednak nie dostrzegać korzyści płynących z takiego wdrożenia. Długoterminowo Blockchain może być czynnikiem wymuszającym wdrożenie zautomatyzowanych procesów rozliczeń podatkowych, zachodzących w czasie zbliżonym do rzeczywistego, dotyczących zarówno małych, jak i dużych firm– mówi Ernest Frankowski, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Blockchain w VAT i cenach transferowych

Blockchain może dać przede wszystkim korzyści w podatkach pośrednich. Przykładów jego możliwego zastosowania jest naprawdę wiele. Jednym z nich jest podatek VAT. Jest on jest w tej chwili kluczową daniną w każdym systemie i źródłem największych wpływów budżetowych. Z tego powodu organy podatkowe poszukują sposobów podniesienia skuteczności jego ściągania, co pozwoli zwiększyć przychody budżetowe i zredukować deficyt. Najbardziej zaawansowane rozwiązania zastosowano w Brazylii, gdzie wprowadzono obowiązek wystawiania faktur elektronicznych, które organy podatkowe otrzymują w czasie realnym. Takie rozwiązania chcą również wprowadzić niektóre kraje europejskie, na przykład Węgry.

Blockchain to potencjalnie nie tylko podatki pośrednie. Równie skuteczne zastosowanie mógłby znaleźć również w przypadku cen transferowych czy odprowadzaniu składek i podatku od wynagrodzeń. Dziś już w wielu krajach jest on odprowadzany kanałami cyfrowymi. Wykorzystywane obecnie systemy mają jednakże znaczącą wadę: obejmują dużą liczbę instytucji rządowych, z których każda ma własny rejestr, co de facto oznacza dublowanie danych, gromadzonych przez inne instytucje.

– Wdrożenie systemu opartego o Blockchain spowoduje, że pracodawcy nie będą już musieli pełnić roli pośredników, odpowiedzialnych za naliczanie i przekazywanie odpowiednim instytucjom zaliczek na podatek i składek ZUS od wynagrodzenia swoich pracowników. Można to osiągnąć wykorzystując smart contracts, które mogą zapewnić pełną automatyzację procesu w zależności od precyzyjności umowy i klarowności przepisów prawa – mówi Piotr Barański, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła już wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Kolejne 19 proc. firm ma zamiar zrobić to w ciągu dwóch lat.

Z raportu „The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że docelowo roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, a jednocześnie pozwalają na zwiększenie przychodów firm. W opinii menedżerów inwestycje w robotykę mają szansę zwrócić się już po niespełna dwunastu miesiącach.

Inwestycje w automatyzację kosztowne, ale i opłacalne

Aż 53 proc. ankietowanych przedsiębiorstw już rozpoczęło proces wdrażania robotów i automatyzacji procesów, a kolejne 19 proc. chce go rozpocząć w ciągu dwóch lat.

– Jeśli tempo to będzie utrzymane, w ciągu kolejnych pięciu lat będziemy mogli mówić o pełnym rozpowszechnieniu automatyzacji z wykorzystaniem robotów w grupie największych globalnych firm – mówi Adam Dziemba, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Automatyzacja z wykorzystaniem robotów zazwyczaj wypróbowywana była w pojedynczych obszarach, ale coraz częściej wpisuje się ona w strategię korporacyjną. Taką opinię wyraziło aż 64 proc. menedżerów, podczas gdy rok wcześniej było to jedynie 15 proc. Autorzy raportu wyliczają, że w przypadku firm uczestniczących w badaniu z przychodami rocznymi w wysokości 20 mld dolarów i zatrudniającymi 50 tys. osób, powierzenie 20 proc. zadań robotom, zapewniłoby im rocznie 30 mln dolarów dodatkowego przychodu. W tej chwili gotowych do skalowania automatyzacji i robotyzacji jest jedynie 3 proc. przedsiębiorstw. Są to organizacje, które dysponują flotą ponad 50 robotów.

Inwestycje w procesy automatyzacji z wykorzystaniem robotów są i będą znaczące. Spośród tych, którzy znajdują się już na etapie ich wdrażania, 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych w ciągu kolejnych trzech lat. Ich dotychczasowe inwestycje pochłonęły dotychczas średnio 3,5 mln dolarów. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu planują średnio wydać na ten cel 1,5 mln dolarów.

Tak duże inwestycje czynione są z myślą o oczekiwanych zyskach. Organizacje, które znajdują się na etapie pilotażu automatyzacji uważają, że okres zwrotu z tej inwestycji nastąpi średnio po prawie 9,5 miesiącach. Ci, którzy mają ten etap za sobą oceniają ten okres na średnio 11,5 miesiąca. Różnice te mogą wynikać z tego, że na początkowym etapie firmy źle oceniają czas i koszty implementacji zautomatyzowania. Aż 63 proc. respondentów przyznało, że pomyliło się w oszacowaniu czasu potrzebnego do jego wdrożenia, a 37 proc. nieprawidłowo oszacowało koszty.

Coraz mniejszy opór pracowników

W opinii ankietowanych menedżerów automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów jest w stanie zastąpić pracę aż 20 proc. pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Organizacje, które mają już doświadczenie w tym zakresie są zdania, że może być to nawet średnio 52 proc.

– Niektórzy patrzą na roboty z obawą o miejsca pracy, ale jest ona nieuzasadniona. Każdy element rewolucji przemysłowej w sposób bezpośredni i w bardzo krótkim terminie miał wpływ na miejsca pracy, ale później powstawały one w innych obszarach. Roboty można porównać do poczty elektronicznej i rewolucji, której dokonała – mówi Adam Dziemba. – Nie sposób sobie wyobrazić porównywalnej ilości wymienianych informacji dokonywanej za pomocą maili do możliwości tradycyjnej poczty, nie wspominając o szybkości tej wymiany. Nikt jednak nie oskarża twórców wiadomości e-mail o niszczenie miejsc pracy. Tak jak niemożliwa jest praca bez e-mail, tak w przyszłości być może niemożliwa będzie praca bez robotów – dodaje.

Od kilku lat nasze badanie „Global Human Capital Trends” pokazuje, że temat automatyzacji będzie miał kluczowy wpływ na rynek pracy.

– Stopniowe wdrażanie nowoczesnych technologii oraz postępująca automatyzacja sprawią, że firmy będą szukać u pracowników innych kompetencji niż dziś. W erze cyfryzacji umiejętności, które dziś są najbardziej cenione, w ciągu kolejnych pięciu lat ustąpią miejsca innym. Jednak typowo ludzkie aspekty pracy, takie jak empatia, komunikacja i rozwiązywanie problemów będą ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor, Lider doradztwa Human Capital, Deloitte.

Co naturalne proces implementacji robotyzacji i automatyzacji największe wsparcie zyskał wśród liderów i menedżerów wyższego stopnia. Wśród nich poparcie to sięga aż 72 proc. Z kolei negatywny stosunek do wdrażania robotyzacji zmalał od zeszłego roku wśród wszystkich pozostałych zainteresowanych stron. Tylko 17 proc. respondentów napotykało na opór pracowników w tym zakresie. W grupie firm, które proces automatyzacji mają już za sobą, odsetek ten wynosi jedynie 3 proc. Zdaniem ankietowanych menedżerów ewentualne obawy pracowników można zminimalizować poprzez angażowanie ich bezpośrednio w projekt wdrażania robotyzacji i automatyzacji.

Branża ochrony w Polsce ma przed sobą dobre perspektywy, z prognozowanym wzrostem rynku rzędu 3% rocznie na przestrzeni kolejnych 4-5 lat. Poza rozwojem rynku, będzie następować jego konsolidacja wokół największych graczy, a zarazem profesjonalizacja i coraz silniejszy zwrot ku nowoczesnym technologiom, uważają uczestnicy XX Debaty Eksperckiej ISBnews i Centrum im. A. Smitha pt. „Branża ochrony w Polsce i na świecie – perspektywy, szanse, zagrożenia”.

Przedstawiciele dużych firm branży ochrony oceniają, że wprowadzone w ostatnich dwóch latach regulacje rynku pracy podwyższające płacę minimalną i wprowadzające „ozusowanie” umów cywilno-prawnych nie są zagrożeniem, ale szansą na wzrost jakości usług ochrony osób i mienia w Polsce oraz bardziej pozytywne postrzeganie branży.

– Według szacunków, rynek ochrony osób i mienia miał wartość blisko 9 mld zł w 2016 r., co oznacza, że wzrósł rok do roku o prawie 10%. Stało się tak pomimo zmian regulacyjnych, w tym przede wszystkim ‚ozusowania’ umów zleceń, których się szczególnie obawiano. Co więcej, rynek będzie dalej rósł, do ok. 11,4 mld zł w 2021 r., w tempie zbliżonym do wzrostu PKB – powiedział podczas debaty prezes Konsalnetu Jacek Pogonowski, powołując się na wyniki badania przygotowanego dla firmy przez Deloitte.

W ocenie Anity Bielańskiej z Deloitte, badanie pokazało także silne rozdrobnienie rynku ochrony w Polsce – w segmencie security do 6 największych graczy należy ok. 30%.

Odnosząc się do struktury rynku, uczestnicy debaty zgodzili się, że jednym z dominujących trendów kształtujących branżę ochrony w kolejnych latach będzie konsolidacja.

– Na Zachodzie widoczne jest wyraźne przesunięcie w kierunku dużych graczy i to jest też przyszłość dla Polski. Nie oznacza to jednak, że na rynku nie ma miejsca dla małych firm, które mogą funkcjonować w wybranych niszach, bądź na rynkach lokalnych – wskazał prezes polskiej części globalnej firmy Securitas Krzysztof Bartuszek.

Zgodził się z nim Jacek Pogonowski i Tomasz Wojak z Polskiego Związku Pracodawców Ochrona (PZPO).

– Najwięksi mogą być integratorami rynku. Raczej nie obserwujemy, by małe i średnie firmy się łączyły, przeważnie chcą się schronić pod skrzydła największych – powiedział Tomasz Wojak podczas debaty.

– Konsolidacja będzie długotrwałym procesem. Ale nastąpi ona wokół grupy kilku największych firm – dodał Pogonowski.

Z dyskusji wynika także, że duże firmy rynku ochrony nie obawiają się jego dalszej regulacji.

– Czekamy na kolejne zmiany – dotychczasowe uważamy za pierwszy krok. Jesteśmy za pełnym ‚ozusowaniem’ w ochronie; to doprowadzi do pełnej przejrzystości branży w kwestii zatrudnienia, spowoduje profesjonalizację i lepsze postrzeganie zawodu pracownika ochrony – wskazał prezes Securitas.

– Regulacje, które weszły w życie dają podstawę do walki nie tylko ceną, ale też jakością. Może to nawet zmienić całkowicie pole gry. Zmiany wpływają pozytywnie, rynek rośnie, a choć ceny wzrosły, klienci nie redukują zakresu usług, bo muszą się chronić lub po prostu ochrona leży w ich najlepszym interesie – uzupełnił Pogonowski.

Eksperci ocenili także, że klienci, w szczególności duzi korporacyjni, zaakceptowali wyższe ceny usług ochrony. Gorzej zareagował sektor publiczny, w którym w ślad za legislacją nie zostały zwiększone budżety przeznaczane na tego rodzaju usługi.

– Na przełomie 2016/2017 skala redukcji liczby roboczogodzin na rynku była mniejsza niż na przełomie 2015/2016. Klienci byli lepiej przygotowani do tej zmiany. W efekcie w 2017 r. rynek rośnie szybciej niż w 2016 r., bo stosunkowo wyższy wzrost ceny nie przełożył się na proporcjonalnie wyższy spadek kupowanych roboczogodzin. Niektórzy klienci mieli ograniczoną możliwość, aby przeprowadzić kolejną redukcję z uwagi na wymogi regulacyjne oraz biznesowe. Dalsze redukcje są jednak prawdopodobne w kolejnych latach, w miarę wdrażania rozwiązań technologicznych – wyjaśniła Bielańska.

Wśród rozmówców pojawiły się różne opinie w obszarze form zatrudnienia i licencjonowania pracowników ochrony. Prezes Securitas skłaniał się ku wykorzystaniu w ochronie – wzorem np. Szwecji – wyłącznie umów o pracę i licencjonowanie wszystkich pracowników ochrony.

Jacek Pogonowski natomiast wskazał, że choć jest zdecydowanym zwolennikiem licencjonowania pracowników, to w pewnych obszarach (przede wszystkim najprostszych czynnościach dozoru) można z niego rezygnować. Jest także zwolennikiem funkcjonowania kilku form zatrudnienia.

– Jestem za utrzymaniem możliwości stosowania 2 form zatrudnienia na cywilizowanych zasadach. Utrzymanie elastyczności branży wymaga często zatrudnienia do konkretnych zadań. Trzeba też pamiętać, że ochrona to specyficzna branża, w której wiele osób dorabia, traktując tę pracę jako zajęcie dodatkowe. Stosowanie umowy zlecenia po prostu daje ludziom pracę – uzasadniał Pogonowski.

Uczestnicy debaty byli natomiast zgodni co do zatrudniania niepełnosprawnych w ochronie – według nich są stanowiska, na których mogą oni się sprawdzić.

– Zatrudnienie niepełnosprawnego może dać korzyści pracownikowi i pracodawcy, choć oczywiście muszą być oni umiejscowieni na odpowiednich dla ich możliwości stanowiskach. Jeśli zgadza się na to klient i lekarz – podkreślił Wojak.

Dyskutowano również o przyszłości branży, ze szczególnym uwzględnieniem trendów technologicznych.

– Rozwiązania technologiczne w ochronie zwiększają swoje znaczenie, ale nigdy nie wyeliminują człowieka, choćby ze względu na potrzebę podejmowania interwencji i ‚ludzkiego’ sposobu myślenia – powiedział Bartuszek.

Dodał jednak, że mogą zmieniać się formy świadczenia usług, lepiej dobrane do potrzeb klientów, np. dostępność ochrony na określony czas, albo na wykonanie pewnych czynności (np. w czasie, gdy klient przebywa poza domem w czasie urlopu). Według prezesa Securitas, mamy obecnie możliwość monitorowania domu samodzielnie dzięki aplikacjom, ale w sytuacji zagrożenia liczymy jednak na interwencję profesjonalistów.

– My także stawiamy na biznes, w którym łączymy nowoczesny monitoring i aktywną, mobilną ochronę. Połączenie człowieka z techniką w ochranianym obiekcie – powiedział Pogonowski.

– Ponadto w branży widzimy potencjał w robotyce i analizie dużych zbiorów danych, coraz bardziej się digitalizujemy. Jak to rozumieć? Dzięki analizie danych możemy przewidzieć np. jakiego rodzaju asortyment w sklepie ‚ginie’ w poszczególne dni tygodnia, albo w których miejscach ryzyko wystąpienia przestępstwa jest największe (heatmaps). Dzięki temu bez zwiększania nakładów możemy lepiej dopasować środki ochrony, a co za tym idzie: zapewnić bezpieczeństwo klienta – wyjaśnił Bartuszek.

W podsumowaniu zwrócono uwagę na ryzyka i bariery, a także perspektywy rozwoju i szanse dla rynku ochrony.

– Niepokój budzi m.in. ustawa o ochronie danych osobowych, bo zabroni sprawdzania, czy nie zatrudniamy karanego – powiedział Tomasz Wojak z PZPO.

Drugim ze wskazanych ryzyk była bolączka trapiąca obecnie większość sektorów gospodarki – ograniczony dostęp pracowników.

– Na rynku pracy brakuje wykwalifikowanego personelu, a taki w branży ochrony potrzebny jest np. w cash-handlingu, zajmującym się m.in. przewozem i obsługą gotówki, gdzie pracuje się z bronią – powiedział Pogonowski.

– Z drugiej strony, czynnik ten może pomóc większym firmom na rynku, powodując przepływ pracowników do bardziej wiarygodnego pracodawcy, o ugruntowanej pozycji rynkowej – wskazał szef Konsalnetu.

Według uczestników debaty, przed rynkiem jest jednak zdecydowanie więcej szans niż barier. Pozytywnie ocenili oni kierunek regulacyjny, który wymusi wzrost jakości usług i poprawi postrzeganie branży. Dzięki temu będzie zbliżać się do wzorców zachodnich, czy np. japońskich, gdzie ochrona to nowoczesny sektor z większym udziałem wysoce wykwalifikowanych pracowników.

Z biznesowego punktu widzenia natomiast cieszą przede wszystkim perspektywy wzrostu rynku, który będzie sprzyjał elastycznym i innowacyjnym przedsiębiorcom.

– Szczególnie ważne dla branży jest budowanie u klientów świadomości, że obecne w Polsce firmy już dziś są w stanie zaproponować zaawansowane technicznie usługi – podsumowała Bielańska.

 

 

Źródło: Lesław Kretowicz, Tomasz Chaberko (ISBnews)

Jak pokazuje dwudziesta edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2017”  (Deloitte), w tym roku wśród Polaków zwycięży rozsądek. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy wydać średnio 882 zł, czyli tylko o 2 proc. więcej niż wydaliśmy rok temu.

Najbardziej spodziewanym prezentem są kosmetyki i perfumy, natomiast najchętniej obdarowywać bliskich będziemy książkami. Aż 42 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach internetowych. Z roku na rok rośnie również udział kupowanych prezentów w kanałach mobilnych.

Polacy deklarują, że na tegoroczne wydatki związane z Bożym Narodzeniem przeznaczą o 2 proc. więcej niż rok temu. W 2017 roku suma, którą planują wydać na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi wyniesie średnio 882 zł (209 euro). Jednocześnie jest to mniej niż deklarowali w 2016 roku, kiedy zamierzali wydać średnio 1 121 zł.

– Spośród wszystkich ankietowanych krajów Polacy przewidują, że wydadzą najmniej. Oprócz nas równie oszczędni będą Holendrzy, którzy chcą wydać średnio niespełna 240 euro. Na drugim biegunie znajdują się Hiszpanie i Brytyjczycy, którzy zadeklarowali, że wydadzą odpowiednio 526 i 550 euro. W tym porównaniu trzeba brać jednak pod uwagę poziom PKB danego kraju, średnie dochody, siłę nabywczą, ale też tradycję świąteczną – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Średnia dla wszystkich ankietowanych krajów wyniosła 368 euro. W tym roku Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą więcej niż na jedzenie. Pierwsza kategoria pochłonie ok. 51 proc. bożonarodzeniowego budżetu (451 zł), a druga około 39 proc. (342 zł). Na spotkania towarzyskie planują natomiast wydać 89 zł.

Polacy, po raz pierwszy od dwóch lat, pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą. Odsetek zadowolonych z niej ankietowanych wzrósł z 15,6 proc. w 2016 r. do 32,7 proc. w 2017 r. Również mieszkańcy Europy wyrażają mniejszy pesymizm w porównaniu z rokiem poprzednim. Spośród nich obecną sytuację gospodarczą najbardziej pozytywnie postrzegają Niemcy i Portugalczycy. Polacy równie optymistycznie myślą o sytuacji gospodarczej w przyszłości.

Europejczycy nie chcą już pod choinką gotówki

Jaki prezent chcielibyśmy i spodziewamy się zobaczyć pod choinką? W tym roku, podobnie jak rok wcześniej, są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również książki i słodycze. Wśród mieszkańców badanych krajów nastąpiła zmiana oczekiwań, jeśli chodzi o wymarzone prezenty. Jako spełnienie marzeń coraz rzadziej wskazywane są pieniądze. W tym roku gotówka na pierwszym miejscu znalazła się tylko w Belgii, podczas gdy rok temu królowała w czterech z dziewięciu badanych krajów.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Przede wszystkim książkami, które powróciły na pozycję lidera. Tuż za nimi znalazły się kosmetyki i perfumy (ubiegłoroczny zwycięzca) oraz słodycze. Książki królują w sześciu z dziesięciu badanych krajów. W pierwszej dziesiątce prezentów, którymi zamierzamy obdarować najbliższych po raz pierwszy znalazły się suplementy diety. Wśród prezentów kupowanych nastolatkom dominują słodycze, gry komputerowe oraz książki. Z kolei najmłodszym w tym roku najchętniej kupimy zabawki kreatywne i artystyczne, które z pierwszego miejsca zepchnęły dotychczasowego lidera, czyli klocki. Na drugim miejscu znalazły się książki.

– Z roku na rok Polacy coraz wcześniej zaczynają przygotowania do świąt. I tak 23 proc. badanych deklaruje, że prezenty kupi już w listopadzie, a 39 proc. wybierze się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. To o kilka punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Do ostatnich dni przed świętami z zakupem prezentów zamierza czekać 21 proc. Polaków, czyli o 6 pp. mniej niż w 2016 roku. Jest to już stała tendencja, że z roku na rok liczba takich osób systematycznie spada – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w dziale Konsultingu, członek Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich Deloitte.

 Prezentów szukamy w sieci

Prezenty Polacy w tym roku kupią przede wszystkim w tradycyjnych lokalnych sklepach. Gdy jednak rozważamy zakup multimediów, to stawiamy na sklepy internetowe. Z roku na rok udział e-commerce w handlu rośnie. Nie omija to również zakupów robionych z myślą o Bożym Narodzeniu. Analiza Deloitte pokazała, że aż 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych.

– To o 5 p.p. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie Polska znajduje się w czołówce krajów, w których konsumenci będą kupować prezenty w Internecie. Wyższy odsetek uzyskały Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. W tym ostatnim kraju klienci wydadzą ponad 50 proc. budżetu na prezenty w kanałach online – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale Konsultingu, Lider obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych Deloitte.

Do końca 2017 r. około 40 proc. wszystkich smartfonów w krajach rozwiniętych będzie wyposażonych w czytniki odcisków palców. Jednocześnie, ponad 200 sieci komórkowych będzie zawierać elementy architektury sieci 5G. Nowe technologie wbudowane w smartfony dają detalistom narzędzia niezbędne do konkurowania ze sklepami online.

Popularność urządzeń cyfrowych rośnie, dodatkowo stają się one coraz bardziej wszechstronne, a ich użytkownicy wymagają coraz szybszej łączności z Internetem. Smarfon dominuje na tle innych urządzeń. Spada dynamika wzrostu liczby posiadanych tabletów, a w ubiegłym roku – po raz pierwszy – liczba posiadanych smartfonów była wyższa niż posiadanych laptopów.

Jedną z technologii, która przekłada się na życie i zwyczaje konsumentów jest biometria. Przynajmniej 80 proc. posiadaczy telefonów z czytnikiem linii papilarnych będzie korzystać z niego regularnie: każdy z nich będzie używany średnio 30 razy dziennie. Pod koniec dekady zabezpieczenia biometryczne staną się tak wszechobecne jak przednie kamery w smartfonach.

– Ich sukces i popularność wynika z możliwości szybkiego i dyskretnego, w stosunku do haseł, odblokowania telefonów i uwierzytelniania transakcji. Ze względów bezpieczeństwa, obecnie wymagane są silne hasła (dla wielu trudne do zapamiętania) a liczba kont online będzie rosła – mówi Magdalena Jończak, Partner Deloitte, Lider ds. Sektora Dóbr Konsumenckich.

– Do końca 2020 roku przeciętny konsument będzie posiadał 200 kont on-line. Zgodnie z przewidywaniami, w tym czasie rynek biometrii w samym handlu detalicznym, ma osiągnąć wartość 1,6 mld dolarów. To wzrost o 156 procent, w porównaniu do 625 mln dolarów w 2015 roku. W szczególności rozpoznawanie twarzy – technologia używana głownie przez ochronę portów lotniczych czy w kasynach – obecnie cieszy się dużym zainteresowaniem również wśród detalistów. Umożliwia przeciwdziałanie kradzieżom, ale może być również wykorzystywana do obserwowania klientów i na tej podstawie analizowania ich zachowań.

– Wiele firm, które oferują funkcje rozpoznawania twarzy, udostępnia również zaawansowane aplikacje analityczne, które przechwytują, np. czas przebywania w sklepie kupujących – mówi Magdalena Jończak.

Jak wynika z raportu „The Deloitte Consumer Review. Digital Predictions 2017” duży wpływ na rynek dóbr konsumenckich, będzie miało uruchomienie i rozwój sieci 5G oraz modernizacje sieci związanych z technologią 4G. Szacuje się, że 4G zwiększy wzrost gospodarczy o 150 miliardów dolarów i przyniesie 771 000 miejsc pracy w samych Stanach Zjednoczonych. Sektor dóbr konsumpcyjnych będzie jednym z głównym beneficjentów sieci piątej generacji – stanie się on w dużej mierze mobilny. Dzięki superszybkiemu internetowi, firmy z tego sektora będą wykorzystywać nowe kanały dystrybucji i marketingu. Jednocześnie wymagający konsumenci będą oczekiwać od nich coraz bardziej angażujących doświadczeń z wykorzystaniem technologii Virtual Reality, Augumented Reality czy treści wideo i 3D. Przykładem może być sektor dystrybucji, gdzie klienci pragną sprawdzić dostępność oraz porównać ceny towarów w czasie rzeczywistym, jednocześnie poruszając się po sklepie internetowym.

Szybszy internet umożliwi między innymi jeszcze lepszą nawigację wewnątrz budynków, która daje klientom wygodniejszy dostęp do informacji o produktach i usługach w ich otoczeniu. Wpływa na doświadczenia konsumentów dzięki np. nawigowaniu ich w którym miejscu w centrum handlowym znajduje się sklep, którego szukają. Po stronie biznesu beneficjentem tej zmiany mogą być polskie firmy, które są aktywne na rynku rozwiązań geolokalizacyjnych opartych o technologię BLE (Bluetooth Low Energy) np. beaconach. Mowa tu o małych nadajnikach, które nieustannie sygnalizują swoją obecność i komunikują się np. ze smartfonami. Ich klientami są m.in. FC Barcelona, lotnisko w Katarze, McDonald’s czy IBM. Beacony są dziś wykorzystywane, m.in. przez sieci handlowe, które dzięki nim mogą wiedzieć, jakie półki i produkty mijali ich klienci.

– Dostępność nawigacji wewnątrz pomieszczeń może przynieść korzyści dla centrów handlowych w perspektywie średnioterminowej. Właściciele domów handlowych będą mieli atut do zachęcania sieci komórkowych, dostawców sieci Wi-Fi i innych dostawców infrastruktury do wdrażania jej w lokalach. Realizacja obietnicy nawigacji wewnętrznej wymaga, podobnie jak w przypadku nawigacji na zewnątrz, dwóch podstawowych elementów: komunikacji w czasie rzeczywistym z lokalizacją i map cyfrowych – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Sport zyskuje na współpracy z doradcami biznesowymi

Firma doradcza Deloitte współpracuje z Profesjonalną Ligą Piłki Siatkowej S.A., organizatorem siatkarskich rozgrywek ligowych o mistrzostwo Polski oraz fazy finałowej rozgrywek o Puchar Polski. Wsparcie ekspertów Grupy Sportowej Deloitte dotyczy doradztwa biznesowego, które pomaga PLPS stać się jeszcze bardziej profesjonalną, rozwijającą się organizacją, dbającą o podnoszenie jakościprowadzonych przez siebie rozgrywek.

Współpraca, która rozpoczęła się w czerwcu br. pozwala wpierać Plus Ligę oraz ORLEN Ligę w działaniach ukierunkowanych na profesjonalizację rozgrywek. Eksperci Deloitte brali również udział w ocenie formalno-prawnej zespołów aspirujących do udziału w rozgrywkach Plus Ligi oraz aktualizacji regulaminu profesjonalnego współzawodnictwa w siatkówce. Deloitte służy także bieżącym merytorycznym wsparciem Zarządowi PLPS.„Deloitte od kilku lat dzieli się wiedzą i doświadczeniem z organizacjami sportowymi, w tym z klubami sportowymi,w ich działaniach wspierających profesjonalizację polskiego sportu. Współpraca z Profesjonalną Ligą Piłki Siatkowej jest kolejnym krokiem na tej drodze. Traktujemy sport jako część biznesu i cieszymy się, że władze PLPS podzielają ten pogląd” – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w dziale Audytu, Lider Sports Business Group,Deloitte.

Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej S.A. od 2000 roku prowadzi siatkarską ekstraklasę mężczyzn w Polsce – Plus Ligę, a od 2005 roku również ligę żeńską – ORLEN Ligę Kobiet. PLPS S.A. jest organizatorem siatkarskich rozgrywek ligowych o mistrzostwo Polski oraz rozgrywek o Puchar Polski począwszy od fazy, w której do rywalizacji przystępują drużyny ligi zawodowej. „Wsparcie tak doświadczonej firmy, jaką jest Deloitte, jest dla nas nieocenioną pomocą. Już nasza nazwa wskazuje na nieustanną potrzebę dążenia do coraz większego profesjonalizmu prowadzonych przez nas rozgrywek, a z takim partnerem jak firma Deloitte mamy szansę na stały rozwój” – mówi Artur Popko, Prezes Zarządu PLPS S.A.

Deloitte poszerza swoją bazę klientów w branży sportowej. Od kilku lat jest również partnerem m.in. Polskiego Związku Piłki Siatkowej, od roku Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz współpracuje ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce.

Dyrektorzy finansowi (CFO) uważają, że polska gospodarka będzie kontynuowała stabilny wzrost, ale widać wśród nich coraz wyraźniejsze oznaki niepokoju. Większość badanych prognozuje, że wzrost PKB w przyszłym roku nie przekroczy 2,5 proc., a prawie dwie trzecie CFO uważa, że obecnie mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności ekonomicznej. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania firmy doradczej Deloitte „CFO Survey”, w Polsce przyczyny tego pogorszenia nastrojów to obawa o brak dostępności wykwalifikowanych pracowników, wyższe koszty operacyjne oraz niepewność wynikająca ze zmienności prawa gospodarczego. Podobnie jak w innych krajach, aż jedna trzecia CFO obawia się negatywnych skutków Brexitu.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc PKB), rok 2014 (około 3 proc.) i rok 2015 (około 3 proc.) sprawdziły się. Na rok 2016 CFO wskazują na około 3,0 proc. wzrostu.

Obecna edycja badania, która była przeprowadzona od września do października tego roku, pokazała, że poziom optymizmu netto (różnica osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i odsetek mówiących o jej pogorszeniu) wśród dyrektorów finansowych w Polsce spada trzecie półrocze z rzędu do najniższego poziomu od 2013 roku (z 40 proc. rok temu do 18 proc. obecnie). Pół roku temu było to 21 proc. „Liczba firm, które wierzą, że ich perspektywy ekonomiczne w roku 2017 będą lepsze niż w roku 2016 jest większa niż tych, którzy myślą odwrotnie. Historycznie spadek optymizmu był prognostykiem obniżenia dynamiki wzrostu PKB, co widać w niższych prognozach wzrostu PKB na rok 2017” – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Najwyższy poziom optymizmu netto w Europie i Polsce wykazują sektory publiczny, ochrony zdrowia i produkcyjny. Z kolei najniższy poziom notują branże telekomunikacji i mediów, usług finansowych i dóbr konsumpcyjnych.

Zdaniem dyrektorów finansowych w roku 2017 Polska będzie kontynuowała stabilny, lecz wolniejszy wzrost. Aż 58 proc. CFO przewiduje, że nie będzie on większy niż 2,5 proc. To znacznie mniej niż 3,9 proc. wzrostu, który zawarto w założeniach budżetu państwa. 42 proc. respondentów wskazuje na wzrost w przedziale 2,6 – 3,5 proc. Wyniki te pokazują, choć niejednoznacznie, że z perspektywy polskich przedsiębiorstw można oczekiwać wzrostu PKB poniżej 3 proc.

Aż 76 proc. CFO w 2017 roku oczekuje inflacji poniżej 2 proc., a tylko 16 proc. spodziewa się deflacji. Dyrektorzy nie zakładają więc powstania impulsu inflacyjnego, który mógłby być efektem programu 500+ lub wdrożenia innych obietnic nowego rządu. Dyrektorzy finansowi (prawie 73 proc.) przewidują również stabilny nieco słabszy kurs walutowy (4,1-4,4 PLN/ EUR) i spadek bezrobocia (48 proc.). W Polsce i w Europie jedynie w branży energetyki i górnictwa oraz sektorze finansowym spodziewane jest zmniejszenie zatrudnienia.

Poziom niepewności ekonomicznej w Polsce w roku 2016 zwiększył się, wracając do poziomu z lat 2012-2013. Aż 64 proc. dyrektorów finansowych uważa, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności. Zaledwie według 28 proc. jest on standardowy. Najniższy poziom niepewności notują sektory administracji publicznej i budownictwa. Za to szczególnie wysoki poziom odnotowywany jest w sektorach usług biznesowych, energetyki i dóbr konsumpcyjnych. Również CFO z Europy Zachodniej odczuwają wysoki poziom niepewności – tam zdecydowana większość (67 proc.) CFO uważa, że obecnie niepewność jest większa niż przeciętnie. Najwyższy odsetek widoczny jest w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie aż 88 proc. dyrektorów uważa obecny poziom niepewności za wysoki. Z kolei w Finlandii taką opinię wyraża jedynie 36 proc. CFO. „W Polsce przyczyny tej niepewności są inne niż w pozostałych krajach unijnych. Polscy CFO obawiają się braku wykwalifikowanych pracowników, na które wskazuje 34 proc. ankietowanych i wzrostu kosztów operacyjnych, które wymieniło 31 proc. badanych. Przedsiębiorcy podnoszą również wysokie ryzyko zmiennego prawa gospodarczego i podatkowego, które dla 30 proc. stanowi większe zagrożenie niż ryzyka rynkowe spadku popytu czy presja cenowa” – wymienia Krzysztof Pniewski. Jednocześnie mimo utrzymującego się wysokiego poziomu niepewności ekonomicznej badanie Deloitte pokazało, że w Polsce skłonność do podejmowania dodatkowego ryzyka i inwestycji nieznacznie zaczęło rosnąć. W ciągu pół roku wzrosła ona z 22 do 28 proc.

Rośnie liczba przedsiębiorstw, które planują wzrost przychodów w 2017 roku (83 proc. w porównaniu do 76 proc. w poprzedniej edycji badania). Prawie połowa firm w kraju uważa, że poprawią się również jej wyniki rentowności operacyjnej (48 proc.). Jest to poziom identyczny jak pół roku temu, co wskazuje, że istnieje spora część przedsiębiorstw, które systematycznie zwiększają swoją rentowność. Do poziomu 50 proc. z 57 proc. pół roku temu zmalał odsetek ankietowanych, którzy w roku 2017 planują wzrost inwestycji.

Podobnie jak pół roku temu najważniejszym priorytetem dla polskich CFO jest wzrost przychodów. Wskazało na niego 82 proc. ankietowanych, o 10 pp. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Ponad połowa badanych (57 proc.) poszukuje również nowych rynków zbytu. Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym tak istotnie dominują strategie ekspansywne przedsiębiorstw. W większości krajów Europy dominują strategie defensywne, skupione na redukcji kosztów, poprawie przepływów operacyjnych itp.

Kredyt bankowy jest nadal zdecydowanie najatrakcyjniejszym źródłem finansowania. Łącznie 66 proc. badanych oceniło tę formę jako atrakcyjną (w tym 17 proc. jako bardzo atrakcyjną). „Jednocześnie systematycznie spada ocena dostępności kredytów, która w ciągu ostatniego roku wróciła do poziomów z roku 2014. Rok temu jako łatwo dostępne kredyty oceniało 62 proc. CFO, obecnie jest to jedynie 33 proc. Jest to związane z szeregiem zmian dotyczących sektora bankowego takich, jak wprowadzony podatek bankowy, przewalutowanie kredytów frankowych oraz upadłości banków spółdzielczych. Te zdarzenia mogą mieć wpływ na zacieśnienie polityki kredytowej banków” – wyjaśnia Krzysztof Pniewski. W opinii CFO finansowanie kapitałem nadal nie stanowi atrakcyjnego źródła finansowania i jest stosowane dosyć rzadko. Na tle ryzyk wynikających z utrudnionego dostępu do finansowania kredytem nieznacznie rośnie atrakcyjność emisji kapitału.

Aż 53 proc. badanych dyrektorów finansowych prognozuje wzrost liczby transakcji M&A w Polsce. Charakter prognozy pozostaje stabilny od dłuższego czasu i oznacza, że rynek fuzji i przejęć będzie się rozwijał powoli.

Ponad połowa przedsiębiorców (53 proc.) nie widzi wpływu Brexitu na polskie przedsiębiorstwa i gospodarkę. Jednak aż ponad jedna trzecia (36 proc.) uważa, że będzie on miał negatywny wpływ na ich działalność. Są to prawdopodobnie eksporterzy, których działalność jest powiązana z Wielką Brytanią. Średnia dla wszystkich badanych krajów wynosi odpowiednio 50 i 37 proc. Największe obawy o negatywne skutki Brexitu mają CFO z Wielkiej Brytanii (65 proc.), Portugalii (52 proc.) oraz z Irlandii i Holandii (48 proc.).

Zdaniem wielu rodzimych CFO Brexit wprowadzi bariery taryfowe i pozataryfowe, które zwiększą koszty obrotu gospodarczego, wydłużą czasy dostaw i wpłyną na zmniejszenie konkurencyjności towarów z Polski. Z kolei 23 proc. CFO uważa, że Brexit wprowadzi również utrudnienia wynikające z innych wymogów obrotu handlowego. Zaledwie 17 proc. CFO jest zdania, że Brexit wprowadzi istotne ograniczenia w zakresie mobilności pracowników.

 

Deloitte

Pięciu mężczyzn w wieku około 50 lat, czterech z polskim, jeden z zagranicznym paszportem – to statystyczny obraz rady nadzorczej polskiej spółki publicznej. Deloitte przeprowadziło badanie na podstawie informacji udostępnianych na stronach korporacyjnych 235 spółek publicznych, wśród których znalazły się podmioty notowane w największych indeksach giełdowych oraz instytucje finansowe nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego.

 Jak wynika z badania Deloitte, rada nadzorcza spółki notowanej na warszawskiej giełdzie liczy najczęściej pięciu członków. Tak jest w 41 proc. firm notowanych w najważniejszych indeksach. Pięć osób to także minimalna liczebność rady spółki publicznej według Kodeksu Spółek Handlowych. Wyraźnie liczniejsze są jedynie rady spółek WIG20. Zasiada w nich najczęściej dziewięciu członków, choć zdarzają się i takie, w których składzie jest dziesięć lub więcej osób.

„Fakt, że rady w spółkach nie są zbyt liczne, nie musi być wadą. Nie da się powiedzieć jednoznacznie, jak liczna powinna być idealna rada nadzorcza. Jej wielkość nie musi przekładać się bezpośrednio na jakość działania, bowiem kluczowa i tak jest jej kompozycja oraz odpowiedni dobór kompetencji członków. Nie może w niej na przykład zabraknąć osób z doświadczeniem w rewizji finansowej. Nie oznacza to jednak, że w radzie powinni zasiadać wyłącznie audytorzy. Dobrze, aby rada miała możliwość spojrzenia na sprawy spółki z różnych perspektyw.” – mówi Wiesław Thor, Doradca zarządu Deloitte oraz Członek rady nadzorczej mBank S.A.

Najbardziej liczne rady nadzorcze są w bankach. Aż w jednej trzeciej z nich (32 proc.) rada liczy dziewięć lub więcej osób. „Warto pamiętać, że w wypadku największych spółek działających w mocno regulowanych branżach, pięcioosobowa rada nadzorcza nie byłaby zwyczajnie w stanie zająć się wszystkimi obszarami, które powinny być objęte bieżącym nadzorem. Stąd zwykle w bankach funkcjonują liczniejsze rady, w skład których wchodzą eksperci od oceny ryzyka czy doświadczeni ekonomiści” – dodaje Wiesław Thor.

Badanie pokazało, że spółki starają się wywiązywać z zapisanego w kodeksach dobrych praktyk wymogu niezależności przynajmniej części składu rady nadzorczej. Chodzi o zapis stwierdzający, że wśród członków rad nadzorczych powinny znaleźć się również osoby niepozostające w jakichkolwiek relacjach z akcjonariuszami, spółką lub jej pracownikami, co mogłyby być dla nich potencjalnym źródłem konfliktu interesu. Z analizy Deloitte wynika, że zazwyczaj kryterium to spełnia jedna trzecia składu rady i pod tym względem średnia jest podobna niezależnie od tego, czy głównym akcjonariuszem jest międzynarodowa grupa kapitałowa, skarb państwa czy też inwestor indywidualny. W dalszym ciągu 30 proc. przebadanych spółek giełdowych nie stosuje się jednak do zasady, aby niezależny był przewodniczący komitetu audytu rady nadzorczej.

„Stosowanie przez spółki dobrej praktyki, jeśli chodzi o powoływanie niezależnych członków w skład rady, a w szczególności komitetu audytu, to bardzo dobry sygnał. Obecność niezależnych członków, szczególnie z doświadczeniem w rewizji finansowej to nie tylko sposób na zabezpieczenie interesów mniejszościowych akcjonariuszy, ale też sposób na wypełnienie obowiązków rady związanych z odpowiedzialnością za sprawozdania finansowe i ich badanie. Powoływanie takich osób do rad nadzorczych spółek publicznych powinno być standardem” – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner w Sektorze Instytucji Finansowych, Lider Programu Rozwoju Rad Nadzorczych w Deloitte.

W polskich radach nie brakuje też obcokrajowców. Blisko co piąty (18 proc.) członek rady spółki notowanej na GPW legitymuje się obywatelstwem innym niż polskie. Co łatwo przewidzieć – średnią zawyżają spółki, których większościowym udziałowcem są fundusze private equity (50 proc. składu ich rad to obcokrajowcy) oraz zagraniczne grupy kapitałowe (40 proc. składu), natomiast nie ma ich prawie wcale w radach spółek skarbu państwa (2 proc.) oraz spółek należących do polskich grup kapitałowych (5 proc.).

Nie najlepiej jednak rady nadzorcze polskich spółek publicznych wypadają, jeśli chodzi o zapewnienie różnorodności ze względu na płeć. Jak się okazuje, w przebadanych spółkach publicznych kobiety stanowią średnio jedynie 14 proc. składu. Nieco lepiej statystyki wyglądają dla spółek WIG20, w których 19 proc. składu rad nadzorczych stanowiły kobiety. Jeszcze mniej pań przewodniczy radom – odsetek ten stanowi zaledwie 8 proc. Co warte odnotowania, największy odsetek kobiet piastuje to stanowisko w radach nadzorczych dużych spółek Skarbu Państwa – kobieta przewodzi co czwartej z nich.

„Badanie wykazało duże różnice w liczebności kobiet w składach rad. W zestawieniu znalazła się jedna spółka giełdowa z branży deweloperskiej, w której aż 80 proc. członków rady nadzorczej stanowią kobiety. W sześciu kolejnych liczba kobiet przekracza 50 proc. Jednocześnie w 64 przebadanych spółkach giełdowych w radzie nie ma ani jednej kobiety, mimo że jedna z rekomendacji zawartych w kodeksie dobrych praktyk GPW mówi o konieczności zapewnienia różnorodności w składzie rady i zarządu, pod względem wykształcenia, wieku, doświadczenia zawodowego, a także płci” – mówi Dorota Snarska-Kuman.

Średnia wieku przewodniczącego rady nadzorczej polskiej spółki to 52 lata. Zdecydowanie najwyższa jest ona dla banków (57 lat), a najniższa dla domów maklerskich (46 lat). Stosunkowo młodzi w porównaniu do średniej są też przewodniczący rad nadzorczych przebadanych spółek skarbu państwa (48 lat).

Pełny raport z wynikami badania Deloitte opublikowany zostanie 30 listopada br. podczas konferencji „Nowoczesne Rady Nadzorcze”. Tematowi właściwej kompozycji rady nadzorczej będzie również poświęcony jeden z paneli dyskusyjnych podczas tego wydarzenia.

 

Informacja o badaniu:

Badanie Deloitte „Stosowanie ładu korporacyjnego w polskich spółkach publicznych” przeprowadzone zostało metodą desk research na przełomie sierpnia i września na próbie 235 spółek publicznych (największych spółek giełdowych oraz dużych nie giełdowych instytucji finansowych objętych nadzorem KNF). Pełne opracowanie wyników badania opublikowane zostanie 30 listopada 2016 roku podczas konferencji „Nowoczesne Rady Nadzorczej”, której organizatorami są Deloitte oraz dziennik „Rzeczpospolita”.

Deloitte

Wirtualna rzeczywistość nabiera coraz większego znaczenia w biznesie, inwestują w nią najwięksi gracze na rynku. Potencjał VR wykorzystują firmy takie jak Google, Microsoft czy Sony, które konsekwentnie rozwijają tę technologię i znajdują kolejne zastosowania dla produkowanych sprzętów. Otwartymi pozostają pytania, czy po czasie eksperymentów i edukacji wśród użytkowników i marek, VR dotrze do szerszego grona odbiorców? Jakie są prognozy na następne lata? Eksperci Deloitte Digital przewidują, że nachodzący rok będzie przełomowy i wyznaczy dalsze trendy rozwoju wirtualnej rzeczywistości.

 Jak prognozuje Deloitte, w 2016 roku liczba sprzedanych na świecie okularów VR wyniesie 2,5 miliona. Natomiast wartość rynku wirtualnej rzeczywistości po raz pierwszy osiągnie miliard dolarów. Rola i zastosowanie tej technologii dynamicznie się zmienia. Dotychczas wykorzystywana była przede wszystkim w grach komputerowych. Obecnie, firmy z branży dóbr i usług coraz częściej widzą w niej narzędzie, dzięki, któremu mogą przyciągać klientów i budować z nimi relacje.

Potencjał VR wykorzystała na przykład marka Topshop, która stworzyła wirtualną przymierzalnię, dzięki której klienci mogą „przymierzyć” ubranie bez zakładania go fizycznie. IKEA w komunikacji marketingowej, skorzystała z technologii AR (rzeczywistości rozszerzonej) i stworzyła aplikację na smartfony umożliwiającą sprawdzenie, jak dany mebel lub dodatek będzie wyglądał w domach klientów sklepu. Z virtual reality, korzysta chętnie branża rozrywkowa oraz medialna. Powstają pierwsze produkcje w całości stworzone w technice 360 stopni (np. wywiad z Michelle Obamą). Trendy te docierają również do Polski stacja TVN właśnie nakręciła serial korzystając z tej technologii.

W walce o uwagę konsumenta, firmy zauważyły potencjał marketingowy w wykorzystaniu virtual reality. W przeciwieństwie do tradycyjnych kanałów komunikacji, rzeczywistość wirtualna jest medium, które pozwala odizolować odbiorcę od bodźców pochodzących ze świata zewnętrznego i gwarantuje jego pełne zaangażowanie. Dodatkowo, doświadczenia i emocje wywołane pełnym zanurzeniem w VR okazują się o wiele silniejsze niż te wywołane biernym odbiorem – w przypadku oglądania ich “tylko” na ekranie. Czynniki te stwarzają idealne środowisko do budowania pożądanej relacji z potencjalnym odbiorcą  – mówi Tomasz Sapiński, Starszy Specjalista ds. Nowych Technologii, Deloitte Digital CE.

Twórcy wirtualnej rzeczywistości wychodzą poza strefę rozrywki. Jednak tempo zmian wciąż pozostaje relatywnie niskie technologia VR dość powoli znajduje swoje zastosowanie w dziedzinach takich jak edukacja czy medycyna. Rynek wirtualnej rzeczywistości daje nowe możliwości również firmom działającym w sektorze B2B.

Oczywiście wszyscy prognozują, jak VR przyjmie się w obszarze konsumenckim i jak szybko osiągnie odpowiednie nasycenie. Warto jednak zwrócić uwagę na potencjał komunikacji business-to-business: tutaj bariery są mniejsze, a jednocześnie możliwości inwestycji w projekty wykorzystujące technologie CRT większe. Wdrożenie kampanii na kilkaset stanowisk z headsetami VR na terenie całej Polski nie jest nieosiągalną inwestycją dla firm. Uważam, że właśnie projekty B2B mogą przyczynić się do popularyzacji wirtualnej rzeczywistości i dać marketerom niezbędne podstawy do przeniesienia tego doświadczenia do świata konsumenta oraz oferty B2C – ocenia Olgierd Cygan, Partner Zarządzający częścią agencyjną w Deloitte Digital.

Jak zauważają eksperci Deloitte Digital o rosnącym znaczeniu rynku wirtualnej rzeczywistości i potencjale, jaki oferuje, świadczą działania producentów sprzętu do virtual reality, takich jak Google, Sony czy Microsoft, którzy stale inwestują w nowe technologie, innowacyjne akcesoria i proponują nieznane dotychczas urządzeniami zastosowania sprzętu do VR.

Na konferencji prasowej w październiku 2016, Google zaprezentowało swoją platformę VR Daydream. Jak zapowiada firma, nowe okulary do virtual reality współpracują nie tylko ze smartfonami Google’a Pixel (pierwsze smartfony, które wspierają Daydream), ale również wszystkimi innymi posiadającymi dostęp do platformy dedykowanej urządzeniu. Na platformie działać będzie YouTube, Google Street View czy Google Photos, a także serwisy zewnętrzne takie jak Netflix. Dalsze inwestycje i nowe rozwiązania w zakresie VR planuje również Facebook. Na konferencji Oculus Connect 3 w październiku 2016 r., Mark Zuckerberg mówił o nowych funkcjach pozwalających łączyć VR i Facebooka oraz przekonywał jakie nowe możliwości wirtualna rzeczywistość oferuje dla platform społecznościowych. Facebook zapowiada również bezprzewodowe gogle Oculus Rift.

Przyszłość wirtualnej rzeczywistości wciąż jest niejasna. Widać coraz szersze jej zastosowania, jednak nadal postrzegana jest bardziej jako ciekawostka technologiczna, niż kolejny, powszechnie liczący się kanał komunikacyjny. Baza stałych odbiorców jest jeszcze nieliczna. Jedną z największych przeszkód, która wpływa na ograniczony dostęp do VR, pozostaje cena sprzętu. – wyjaśnia Tomasz Sapiński – Konsumenckie wersje hełmów są relatywnie dużym wydatkiem, co może zniechęcać potencjalnych użytkowników. Jednak sytuacja ta może się wkrótce zmienić. Oculus zapowiedział obniżenie wymagań sprzętowych. Dzięki temu VR ma szanse trafić do o wiele szerszego grona odbiorców – mówi Tomasz Sapiński.

Mimo, coraz szerszego zastosowania virtual reality w biznesie, w 2016 roku wciąż nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie czy technologia ta znajdzie szerokie zastosowanie i trafi do konsumentów na skalę porównywalną do, np. tabletów? Jaki potencjał użytkowy oferują okulary VR? Kiedy, i czy w ogóle, możemy spodziewać się przełomu?

– Przewidujemy, że dla rynku VR kluczowy będzie rok 2017, kiedy to ogólnodostępne będą już nowe urządzenia kierowane do masowego odbiorcy, ale przede wszystkim będzie można ocenić, czy nowe formy wykorzystania tej technologii upowszechnią się na tyle, że hełm do VR stanie się sprzętem stanowiącym wyposażenia każdego domu, wykorzystywanym w codziennym życiu – podsumowuje Tomasz Sapiński.

 

Deloitte

W piątek, 21 października br., część serwisów takich jak Amazon, Spotify czy Netflix była niedostępna dla użytkowników. Z relacji internetowych wynika, że prawdopodobną przyczyną były m.in. ataki DDOS (ataki powodujące niedostępność usługi lub zasobu) na usługę DNS świadczoną dla powyższych podmiotów przez firmę Dyn. Na tę chwilę nikt nie przyznał się do piątkowego ataku.

DNS zapewnia powiązanie nazw domenowych z adresami IP. Jeśli serwery DNS nie są dostępne lub zawierają nieprawdziwe dane, dla użytkownika oznacza to, że jego przeglądarka nie przekieruje użytkownika na stronę serwisu. Żeby atak DDOS był skuteczny (generował dużą liczbę ruchu sieciowego) niezbędna jest duża liczba urządzeń, które mogą w różnym trybie wyczerpywać zasoby celu.

Coraz powszechniejsze staje się wykorzystanie urządzeń podłączonych do Internetu do realizacji ataków DDOS. Np. we wrześniu tego roku botnet liczący około 145 tysięcy urządzeń był wykorzystywany do ataku na firmę hostingową OVH.  Wynika to z rosnącej liczby urządzeń podłączanych do sieci (według raportu Deloitte Tech Trends 2016 każdego dnia podłączanych jest kolejnych 5,5 miliona urządzeń do infrastruktury sieciowej), coraz większego uzależnienia od urządzeń podłączanych do sieci (sterowniki domowe, telewizory, kamery, wielozadaniowe urządzenia sieciowe itp.) oraz faktu ich słabego zabezpieczenia (np. niezmieniane, słabe albo wprowadzone na stałe hasła fabryczne) lub podatności wynikających np. z niestosowania dobrych praktyk programowania.

Botnety  (sieci przejętych urządzeń) tego typu mogą liczyć po kilkaset tysięcy urządzeń. Do stworzenia botnetu potrzebne jest złośliwe oprogramowanie. Jak wynika z przekazów internetowych, za ostatnimi atakami stało prawdopodobnie oprogramowanie nazwane Mirai, które jest wynikiem ewolucji wcześniej znanych Trojanów występującego pod innymi nazwami. Samo oprogramowanie Mirai jest już znane od jakiegoś czasu – kod źródłowy pojawiał się ostatnio na forach internetowych oraz w serwisie GitHub, a jego próbki były analizowane przez badaczy z MalwareMustDie w sierpniu tego roku.

Firmy od wielu lat zmagają się z atakami DDOS (np. sektor bankowy w Wielkiej Brytanii i Holandii), a rynek usług ochrony w tym zakresie jest dojrzały. Natomiast niewątpliwym zagrożeniem jest rosnąca liczba ataków i ich wolumen, który dziś może spokojnie przekraczać kilkaset gigabitów na sekundę. W uzyskaniu tego typu wyników pomagają również niezabezpieczone urządzenia podłączone do internetu. Dlatego na pewno niezbędne jest uregulowanie podstawowych wymogów bezpieczeństwa dla urządzeń podłączanych do sieci (Internet of Things), tak, aby nie były one łatwym celem ataków narażając na szkodę ich użytkowników, a dodatkowo, by nie były wykorzystywane do innych, bardziej złożonych ataków. Oczywiste jest też, że z punktu widzenia państwa, same usługi DNS należą do najbardziej krytycznych i dlatego niezbędne jest ich należyte zabezpieczenie. Ataki DDOS stanowią jedno z wielu narzędzi, które mogą być wykorzystywane w ofensywnych działaniach w sieci, czy to z punktu widzenia motywacji finansowej przestępców, czy też politycznej – różnych państw.

 

Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce

 

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w Polsce rocznie upada około 700 firm i to pomimo, że wiele z nich w swoim sprawozdaniu finansowym wykazywało zysk. Najczęściej powodem jest utrata płynności finansowej. Jak wynika z  badania „Dojrzałość przedsiębiorstw w zakresie zarządzania kapitałem obrotowym” firmy doradczej Deloitte głównym priorytetem firm w Polsce, oprócz zwiększenia zysku (52 proc. badanych firm), jest utrzymanie płynności finansowej (37 proc.). Osiągnięcie tego celu jest możliwe dzięki umiejętnemu zarządzaniu kapitałem obrotowym.

Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w pierwszym półroczu tego roku na 61 firmach o różnej wielkości reprezentujących różne branże.

Dominującym wątkiem poruszanym przez respondentów były możliwości poprawy płynności finansowej, na którą wpływa poziom kapitału obrotowego. „Kapitał obrotowy jest gotówką zamrożoną w aktywach bilansu, którego poziom rośnie, gdy kontrahenci zalegają z płatnościami lub gdy przedsiębiorca ma problem ze sprzedażą swoich towarów. Z kolei im dłuższe terminy płatności do dostawców, tym zapotrzebowanie na gotówkę jest mniejsze”wyjaśnia Adam Czechanowski, Dyrektor w Dziale Audit Advisory.

Czy firmy w Polsce to potrafią? Ponad jedna czwarta ankietowanych nie podejmowała inicjatyw w zakresie poprawy zarządzania terminami płatności lub nie jest świadoma, że takie działania są inicjowane w ich firmach. Z kolei 57 proc. firm ograniczyło się jedynie do wydłużenia terminów płatności wobec dostawców. Tymczasem odpowiednia polityka kredytowa i ciągłe monitorowanie bieżącej i przyszłej luki finansowania są ważnymi narzędziami kontroli płynności.

Jak wynika z badania Deloitte utrzymanie płynności finansowej jest głównym celem finansowym dla 37 proc. przedsiębiorstw. Wyższy odsetek odpowiedzi uzyskało jedynie zwiększenie zysku netto (52 proc.). Prawie 60 proc. respondentów wskazało, że zobowiązania wobec dostawców pozostają dla nich podstawowym źródłem taniego finansowania działalności ich firm. „Zysk netto jest kategorią księgową, dlatego analitycy często opierają się na rachunku przepływów pieniężnych, który pokazuje jakie są przyczyny zmiany stanu środków pieniężnych w spółce i na ile zmiany te odzwierciedlają skutki działalności operacyjnej” – tłumaczy Mikołaj Trzeciak, Dyrektor w Dziale Audit Advisory.

Zarządzanie kapitałem obrotowym to proces ciągły. Prawie 75 proc. firm wskazało w badaniu na podejmowanie różnych inicjatyw w zakresie optymalizacji poziomu kapitału obrotowego. Respondenci deklarowali, że dostrzegają możliwości dalszej poprawy prowadzonych działań, szczególnie dotyczących zarządzania zapasami oraz należnościami (odpowiednio po 40 proc.). „Ankietowane firmy widzą potrzebę umiejętnego kształtowania poziomów należności i wykorzystują w tym celu zarówno własne rozwiązania, jak i narzędzia dostępne na rynku„ – wyjaśnia Adam Czechanowski. „Skupiają swoje działania głównie na aktywnym ściąganiu należności, na które wskazało 68 proc. respondentów, a w mniejszym stopniu na rozwiązaniach takie jak faktoring, który zyskał jedynie 14 proc. wskazań – dodaje.

Również zarządzanie zapasami jest nadal istotnym wyzwaniem wielu firm. Tylko 13 proc. respondentów stwierdziło, że nie dostrzega żadnych słabości w obecnym modelu funkcjonowania gospodarki magazynowej obecnego w ich firmach. Jedna trzecia badanych wskazała na trudności z planowaniem dostaw i prognozowaniem popytu. Podobna liczba podmiotów ma problemy z redukcją poziomu zapasów wolnorotujących. Wskazane słabości mogą wynikać z braku odpowiednich narzędzi oraz niedostosowania wewnętrznych procedur kontrolnych do modelu prowadzonej działalności.

Przedstawiciele firm byli również pytani o nieprawidłowości występujące w ich przedsiębiorstwach w zakresie zarządzania zobowiązaniami. „Ponad 35 proc. ankietowanych wskazało, że nie identyfikuje żadnych nieprawidłowości w tym obszarze, ale wynik taki wydaje się zbyt optymistyczny. Wśród pozostałych odpowiedzi na pierwszy plan wybijały się braki w zakresie procedur zarządzania terminami płatności oraz utrata przysługujących upustów z tytułu dokonanych zakupów” – mówi Mikołaj Trzeciak.

Wśród barier związanych z optymalizacją kapitału obrotowego ankietowani wymieniali braki w systemach IT wspomagających zarządzanie finansami oraz problemy z wewnętrzną komunikacją pomiędzy działami firmy, niewystarczającą świadomość dostępnych rozwiązań czy obawę przed utratą kontrahentów w wyniku podjętych działań.

„Możliwość poprawy gospodarowania kapitałem obrotowym jest często niedocenianą inicjatywą w kierunku poprawy efektywności działalności gospodarczej. Optymalizacja w tym zakresie nie tylko obniża koszty funkcjonowania firmy, chociażby poprzez mniejsze zapotrzebowanie na kredyty, ale przede wszystkim dzięki umiejętnemu kontrolowaniu płynności firma zyskuje gwarancję bezpieczeństwa działalności” – podsumowuje Adam Czechanowski.

 

Deloitte

Osłabł nieco optymizm w ocenie sytuacji ekonomicznej w Europie Środkowej wśród przedstawicieli funduszy private equity obecnych w regionie. Nadal pozostaje jednak na dość wysokim poziomie. W ciągu pół roku odsetek osób oczekujących, że sytuacja się poprawi spadł z 24 do zaledwie 7 proc. W ciągu najbliższych miesięcy 70 proc. reprezentantów PE będzie koncentrować się na nowych inwestycjach. Z 5 do 13 proc. wzrósł odsetek tych, którzy przewidują, że najbardziej zacięta konkurencja pomiędzy funduszami w obszarze inwestycji będzie dotyczyła start-upów. To główne wnioski z kolejnej edycji badania „Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

 Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tak było również i tym razem. Bieżąca edycja pokazała, że dobre nastroje co do sytuacji gospodarczej, widoczne pół roku temu, nie są już tak silnie odczuwane. Potwierdza to wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który wynosi obecnie 109 punktów. Jeszcze sześć miesięcy wcześniej wskazywał on 124. „To wciąż jednak zachęcający wynik. Fundusze private equity z Europy Środkowej charakteryzują się dużą odpornością, mimo niepewnej sytuacji gospodarczej i politycznej, spowodowanej m.in. przez Brexit. Warto zauważyć, że nastroje są lepsze niż rok temu, gdy już było wiadomo, że referendum w Wielkiej Brytanii się odbędzie” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Private Equity w Deloitte Central Europe.

W obecnej edycji badania jedynie 7 proc. przedstawicieli funduszy private equity spodziewa się, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy ulegną poprawie. To ponad trzy razy mniej respondentów niż wiosną 2016 roku, kiedy taką opinię wyrażało jedynie 24 proc. Z 27 do 30 proc. zwiększył się odsetek inwestorów oczekujących pogorszenia warunków rynkowych. Natomiast 63 proc. badanych przewiduje, że sytuacja gospodarcza się nie zmieni, co wskazuje na wysoki poziom stabilizacji.

Aż 70 proc. respondentów w okresie najbliższych sześciu miesięcy poświęci się nowym inwestycjom. Pół roku wcześniej taką odpowiedź wskazywało 73 proc. przedstawicieli funduszy. Mimo tego niewielkiego spadku, wciąż możemy mówić o najlepszym wyniku od 2011 roku. Odsetek ankietowanych, którzy będą koncentrować się na poszukiwaniu nowych funduszy spadł w ciągu roku z 11 do 7 proc. Z kolei 23 proc. ankietowanych zamierza skupić się na zarządzaniu swoim portfelem inwestycji.

47 proc. przedstawicieli funduszy PE prognozuje, że w najbliższych miesiącach więcej kupi niż sprzeda, podczas gdy rok temu taką deklarację złożyło 51 proc. Jedynie 13 proc. wyraziło przeciwną opinię. Z kolei 40 proc. inwestorów deklaruje, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć. Pół roku wcześniej było to 27 proc. Ankietowani uważają, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy dominującą formą wychodzenia z inwestycji będzie sprzedaż strategicznym inwestorom (70 proc.), a 30 proc. sądzi, że będzie to raczej sprzedaż innemu funduszowi PE. Co ciekawe żaden z ankietowanych nie wskazał na sprzedaż udziałów poprzez wejście firmy na giełdę.

Warto zaznaczyć, że z 30 do 33 proc. wzrosła liczba tych inwestorów, którzy przewidują, że aktywność transakcyjna na rynku wzrośnie. Aż 57 proc. badanych spodziewa się, że pozostanie ona na niezmienionym poziomie. Zdecydowana większość ankietowanych (67 proc.) nie prognozuje żadnych istotnych zmian w wielkości średnich transakcji. Pół roku wcześniej było to 81 proc. Z 3 do 13 proc. wzrosła liczba osób, które uważają, że rozmiar tych transakcji spadnie.

Aż 67 proc. ankietowanych przewiduje, że najbardziej zacięta konkurencja pomiędzy funduszami w obszarze inwestycji będzie dotyczyła liderów rynku, a co ciekawe 13 proc. spodziewa się jej w odniesieniu do start-upów. Pół roku wcześniej było to jedynie 5 proc. Ten wzrost dokonał się kosztem średnich przedsiębiorstw, na które obecnie wskazuje 20 proc. To najniższy wskaźnik w historii badania.

Co ciekawe, w porównaniu do wiosny 2016 r., z 14 do 7 proc. spadł odsetek ankietowanych, którzy wierzą w zwiększenie dostępności finansowania dłużnego. Aż 83 proc. respondentów, o 13 pp. więcej niż pół roku temu uważa, że pozostanie ono bez zmian.

 Prawie połowa wszystkich ankietowanych (47 proc.) spodziewa się poprawy efektywności swych inwestycji finansowych, a taka sama część uważa, że pozostanie ona na tym samym poziomie, co sześć miesięcy temu. Tylko 7 proc. przewiduje jej spadek.

W ciągu kolejnych sześciu miesięcy przedstawiciele private equity w 53 proc. chcą się skoncentrować na wzroście przychodów, a 10 proc. na redukcji kosztów. Z kolei 37 proc. respondentów oba te priorytety traktuje na równi.

 „Region Europy Środkowej i Wschodniej pozostaje obszarem oferującym inwestorom private equity szerokie możliwości inwestycyjne. Wpływają na to m.in. dobre prognozy gospodarcze, które przewidują wzrost PKB w wysokości 2,9 proc. w trzecim kwartale tego roku. Jednocześnie inwestorzy muszą być przygotowani na to, co wydarzy się po faktycznym opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, bo skutki tego wydarzenia mogą być odczuwalne przez wszystkie państwa członkowskie, w tym prawdopodobnie również te z regionu Europy Środkowej” – podsumowuje Mark Jung.

 

Deloitte

W pierwszej połowie tego roku przychody 11 największych spółek budowlanych notowanych na GPW w Warszawie były o 2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Ich średnia marża ze sprzedaży wzrosła do poziomu 9,4 proc. (w 2015 r. 7,84 proc.). W 2015 roku przychody największych 15 firm budowlanych w Polsce wzrosły rok do roku o 8,2 proc. Mimo tych dobrych wyników finansowych eksperci firmy doradczej Deloitte przestrzegają, że w tym roku jest już widoczne wyhamowanie produkcji budowlanej, które może skutkować spiętrzeniem robót w latach następnych. Obecna sytuacja w sektorze budowlanym związana jest z przesunięciem kluczowych projektów infrastrukturalnych, w tym w szczególności w kolejnictwie, realizowanych w ramach nowej unijnej perspektywy finansowej na rok 2017 i 2018.

 Branża budowlana w Polsce przeżyła w roku 2014 lekkie ożywienie po okresie spadku w latach 2012-2013. W ubiegłym roku wzrost sektora wyniósł 2,9 proc. w cenach stałych (wzrost w cenach bieżących wyniósł symboliczne 0,13 proc.).

Z analizy przygotowanej przez Deloitte wynika, że w 2015 roku łączne przychody piętnastu największych spółek wzrosły o blisko 2,3 mld zł, co stanowi ponad 8,2 proc. wzrost rok do roku. Było to skorelowane z lepszym wynikiem zarówno na poziomie działalności operacyjnej, jak i na poziomie wyniku netto. „Po raz pierwszy wszystkie podmioty tworzące poprzedni ranking, znalazły się w nim również w kolejnym roku. Podobnie jak poprzednio czołówka pozostała bez zmian. Tegoroczne zestawienie ponownie otwiera Grupa Skanska, uzyskując przychody na poziomie 5,5 mld zł, o 8,4 proc. więcej niż w 2014 roku” – mówi Maciej Krasoń, Partner, Lider Sektora Nieruchomości i Budownictwa w Deloitte Polska. Na drugim miejscu znalazła się Grupa Budimex, kontrolowana przez hiszpański Ferrovial, z przychodami sięgającymi 5,1 mld zł, co stanowi wzrost o 3,7 proc. rok do roku. Trzeci jest austriacki Strabag, który zanotował wzrost przychodów o 22 proc. w stosunku do poprzedniego roku do poziomu 3,8 mld zł. Średnia przychodów dla największych podmiotów w 2015 nie osiągnęła jeszcze poziomu obserwowanego w 2011 roku, w którym był on związany z dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi prowadzonymi w Polsce przed EURO 2012 oraz z kumulacją pierwszej perspektywy finansowej Unii Europejskiej.

W roku 2015 inwestorzy odzyskali zaufanie do indeksu WIG Budownictwo (WIG BUD). Rok do roku nastąpił jego wzrost o około 30 proc., podczas gdy główny indeks WIG zakończył rok 2015 na poziomie o ok. 10 proc. gorszym w porównaniu do końca 2014 roku.

Kapitalizacja jedenastu największych spółek budowlanych notowanych na warszawskim parkiecie na koniec ubiegłego roku wyniosła 8,3 mld zł i wzrosła w stosunku do wartości z końca grudnia 2014 roku o 2,2 mld zł (wzrost o 36 proc.). „Wyniki sektora budowlanego na GPW zależą przede wszystkim od Budimex, którego udział w kapitalizacji największych spółek z tego sektora notowanych na GPW i ujętych równocześnie w rankingu największych spółek budowlanych Deloitte wynosi prawie 60 proc.” – mówi Łukasz Michorowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W pierwszym półroczu 2016 roku spółki notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zanotowały nieznaczny, dwu procentowy, wzrost przychodów ze sprzedaży w porównaniu do tego samego okresu w 2015 roku. Dane wynikające z przychodów oraz wysokiej marży ze sprzedaży nie przełożyły się jednak na wartość akcji. Łączna kapitalizacja prezentowanych spółek na dzień 30 czerwca 2016 spadła w stosunku do końca grudnia 2015 roku o ponad 14 proc. (spadek byłby o 5 proc. wyższy po wyłączeniu z analizy Budimex) niemniej trend ten uległ odwróceniu i indeks WIG Budownictwo na dzień 30 września 2016 roku zbliżył się do poziomu notowanego na koniec 2015 roku.

Jak zauważają eksperci Deloitte, w 2016 roku widoczne jest wyhamowanie produkcji budowlanej. Jest to związane z przesunięciem kluczowych projektów infrastrukturalnych realizowanych w ramach nowej perspektywy finansowej. „Efekty opóźnień w przetargach widać na podstawie danych GUS. W sierpniu bieżącego roku odnotowano spadek produkcji budowlano-montażowej o 20,5 proc. w cenach stałych. W całym okresie styczeń-sierpień 2016 r. produkcja była również niższa niż przed rokiem o 14,9 proc. w cenach stałych. Przesunięcie kluczowych inwestycji może spowodować wyhamowanie sektora również w 2017 roku, a pierwsze przychody z aktualnie toczących się przetargów, w ramach nowej perspektywy, firmy budowlane odnotują dopiero w drugiej połowie 2018 roku” – mówi Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Nie najlepszą kondycję w branży budowlanej potwierdzają najnowsze dane o upadłości przedsiębiorstw. Po trzech kolejnych latach spadku liczby upadłości w pierwszej połowie 2016 roku nastąpił wzrost upadłości o 8 proc. Jest to jednak tylko 5 podmiotów więcej i nie musi ten fakt determinować całego 2016 roku. Opóźnienia w ogłaszaniu dużych przetargów infrastrukturalnych w roku 2016 negatywnie wpływają na bieżącą sytuację w branży budowlanej. Mimo to w pierwszych miesiącach 2016 r. nastąpił wzrost średnich płac w budownictwie. Prognozuje się również wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą, między innymi ze względu na oczekiwania co do realizacji projektów dofinansowywanych z funduszy unijnych. W I poł. 2016 r. w sektorze budowlanym nastąpiło zatrzymanie tendencji spadkowej w liczbie zatrudnionych, utrzymującej się od 2012 r. Według danych GUS średnie zatrudnienie w I półroczu 2016 r. wzrosło o 0,2 proc. w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim, podczas kiedy jeszcze w I kwartale tego roku zaobserwowano spadek o 0,3 rok do roku.

Kluczowe znaczenie dla poprawy sytuacji budownictwa infrastrukturalnego w Polsce w kolejnych latach będzie miał napływ funduszy unijnych. Alokacja europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych dla Polski na lata 2014-2020 wynosi 86,6 mld euro, z czego do maja 2016 roku Unia Europejska wypłaciła 0,8 mld euro, co odpowiada 0,9 proc. całkowitej ich sumy.

Przedstawiciele największych spółek budowlanych dostrzegają szanse związane z nową perspektywą finansową UE, ale mają również obawy wynikające z obserwowanych opóźnień w ogłaszaniu przetargów i finalizowaniu ogłoszonych już postępowań przetargowych.

Oprócz presji cenowej obserwowanym zjawiskiem w postępowaniach przetargowych jest coraz większa konkurencyjność. Obecnie w przetargach bierze udział średnio dwa razy więcej oferentów niż w poprzednich latach, a ponadto zgłaszają się także firmy z krajów Europy Zachodniej, dotychczas nieobecne na polskim rynku. Przedstawiciele spółek budowlanych pozytywnie patrzą natomiast na zapowiedziane zmiany w postępowaniach przetargowych. Kluczową zmianą ma być ograniczenie wagi kryterium ceny do maksimum 60 proc.

Przedstawiciele spółek budowlanych pozytywnie patrzą natomiast na zmiany zapowiedziane w postępowaniach przetargowych. „Istotną zmianą jest ograniczenie wagi kryterium ceny do maksimum 60 proc. Wszystko będzie jednak zależeć od tego, jakie kryteria pozacenowe zostaną wprowadzone i na ile będą mierzalne” – mówi Patryk Darowski. Jako pozytywny przykład eksperci podają model skandynawski, w którym dominującą zasadą jest wybór ofert korzystnych ekonomicznie. Na tę kategorię składają się takie czynniki, jak czas dostawy, warunki płatności, warunki dostawy, aspekty społeczne, polityka środowiskowa, czy jakość.

„Najtrudniejsza sytuacja jest w budownictwie infrastrukturalnym, uzależnionym od finansowania publicznego i decyzji na szczeblu rządowym. Spowolnienie w tym segmencie może wpłynąć na zakończenie trwającego od dwóch kolejnych lat wzrostu branży budowlanej. Kluczowym wyzwaniem dla sektora na najbliższy rok jest przetrwanie tymczasowego spowolnienia w dużych inwestycjach infrastrukturalnych, który jest związany z rozpoczęciem nowej perspektywy unijnej 2014-2020 oraz aktualizacją istniejących programów budownictwa w zakresie dróg i kolei” – podsumowuje Maciej Krasoń.

 

Deloitte

Firma doradcza Deloitte rozpoczęła współpracę z koncernem Apple. Będzie ona polegała na projektowaniu oraz pomocy we wdrażaniu rozwiązań technologicznych dla firm w oparciu o platformę iOS wykorzystywaną w iPhonach i iPadach. Apple i Deloitte będą również współpracować przy opracowywaniu nowej oferty Deloitte Consulting pod nazwą EnterpriseNext, której głównym zadaniem jest ułatwienie klientom pełnego wykorzystania biznesowego systemu iOS: sprzętu, oprogramowania oraz usług.

 „Dwaj globalni gracze, liderzy w swoich branżach, łączą siły, co jest dla nas wydarzeniem bez precedensu. Jednak najważniejsi pozostają klienci na całym świecie, którzy dzięki temu partnerstwu zyskają dostęp do innowacyjnych usług, pozwalających im rozwijać ich działalność biznesową w erze cyfrowej.” – mówi Zbigniew Szczerbetka, Partner, Lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

„Nasi pracownicy używają ponad 100 tys. urządzeń iOS, obsługujących 75 aplikacji, dlatego z własnego doświadczenia wiemy, że iOS to najlepsza platforma technologiczna dla biznesu” – mówi Punit Renjen, Szef Deloitte Global. „Specjalistyczny zespół ds. Apple zapewni odpowiednie doświadczenie i zasoby, potrzebne firmom do pełnego wykorzystania ogromnych możliwości, jakie dają system iOS, iPhone’y i iPady, co z kolei umożliwi im realizację wyznaczonych zadań, a jednocześnie podniesie sprawność i wydajność działania.” – dodaje.

Firmy Apple i Deloitte będą również współpracować przy opracowywaniu nowej oferty Deloitte Consulting pod nazwą EnterpriseNext. Została ona opracowana w celu ułatwienia klientom pełnego wykorzystania systemu iOS w ich działalności gospodarczej. Dzięki nowej ofercie zyskają możliwość odkrycia najistotniejszych możliwości systemu w odniesieniu do swoich branż, a dzięki zastosowaniu metody szybkiego prototypowania dostosowania ich do własnych potrzeb.

„Jako lider w zakresie strategii transformacji cyfrowej, Deloitte jest idealnym partnerem, dysponującym zespołem doradców strategicznych, wyspecjalizowanych w technologiach Apple, którzy mogą pomóc klientom w radykalnej zmianie sposobu prowadzenia działalności dzięki wykorzystaniu iOS, iPhone’ów i iPadów.” – wyjaśnia Tim Cook, Prezes firmy Apple. „iPhone i iPad rewolucjonizują sposób, w jaki ludzie wykonują swoją pracę. Dzięki temu partnerskiemu przedsięwzięciu jesteśmy w stanie pomóc coraz liczniejszym firmom zainteresowanym wykorzystaniem możliwości oferowanych jedynie przez system Apple.” – dodaje.

Oferta EnterpriseNext opracowana przez Deloitte Consulting obejmuje wsparcie ekspertów w ponad dwudziestu branżach, a także:

  • mapy wartości EnterpriseNext dla iOS, ułatwiające określenie kluczowych możliwości wykorzystania iPhone’a i iPada w prowadzonej działalności, odpowiedniego dopasowania technologii komórkowych i wyznaczenia priorytetowych zasobów cyfrowych;
  • warsztaty EnterpriseNext dotyczące iOS, umożliwiające szybkie przekształcenie pomysłów w prototypy, a dalej w zindywidualizowane rozwiązania iOS;
  • architektów, inżynierów i projektantów iOS, zatrudnionych w Deloitte Digital Studios na całym świecie, którzy pomogą w opracowaniu prostych w użyciu, wysokiej jakości zindywidualizowanych aplikacji, łatwo integrujących się z istniejącymi platformami, takimi jak ERP, CRM, analityka i HR.
Deloitte

Eksperci

Gontarek: Trzy dobre pomysły KE jak rozwijać kompetencje cyfrowe

15 stycznia Komisja Europejska przyjęła nowe inicjatywy mające na celu poprawę kluczowych kompetencj...

Grejner: Koniec silnego złotego może być bliski

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają p...

Bugaj: Dobre złego początki

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są...

Kowalski: Interpretacja MF w sprawie VAT rozstrzyga wątpliwości prawne

Interpretacja ogólna Ministra Finansów w sprawie VAT od usług ściśle związanych z profilaktyką, zach...

Przasnyski: Rozbieżne prognozy dla stóp procentowych

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a ...

AKTUALNOŚCI

Gdańskie lotnisko obsłużyło pół miliona pasażerów

W 2017 roku Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy obsłużył 4.611.714 pasażerów, co oznacza wzrost na...

GUS przygotował informacje o polskich seniorach

Prawie jedna czwarta ludności Polski to osoby po sześćdziesiątym roku życia. Przeciętne świadczenie ...

Mieszkanie plus priorytetem. Rząd „zmieni otoczenie prawne dla inwestycji”

Program Mieszkanie plus będzie priorytetem rządu na najbliższe miesiące - mówił w piątek minister in...

Odpowiedź Apple po fali krytyki

Szef koncernu Apple, Tim Cook, zapowiedział,  że nowa aktualizacja systemu operacyjnego iOS 11 pozwo...

W Polsce powstanie elektrownia jądrowa

Elektrownia jądrowa będzie w Polsce budowana – to jest mój pogląd i ja go podtrzymuję - powiedział  ...