sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "ceny"

ceny

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na nisko przetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego. Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego.

Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

 

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Strudzeni marketerzy dopiero co otarli pot z czół po pospolitym ruszeniu Polaków na sklepy związanym z powrotem dzieci do szkół, a już powinni zakasać rękawy i zacząć planować Święta Bożego Narodzenia. Październik jest ostatnim dzwonkiem do zaplanowania działań i budżetów przedświątecznych. W ostatnich latach można zaobserwować kilka stałych trendów, warto wziąć je pod uwagę planując kampanię na ostatnie miesiące w roku. Jakie? O tym w poniższym artykule Magdaleny Stefaniak, Senior Account Managera z agencji Result Media.

Listopad – czas wytężonych poszukiwań i zakupów

Kiedy zaczynamy poszukiwania prezentów dla najbliższych? Obserwując otoczenie, możemy dojść do wniosków, że coraz wcześniej. Pierwsze dekoracje i słodycze świąteczne pojawiają się w supermarketach i centrach handlowych już po Święcie Zmarłych. Jak wygląda zainteresowanie prezentami w wyszukiwarce? Bardzo podobnie. Od początku listopada powinniśmy być już gotowi z kampanią działającą na pełnym potencjale, co oznacza że emisję należy zacząć pod koniec października, a do tematu przymierzać się już od dziś. W kalendarze akcji świątecznych obowiązkowo powinniśmy wpisać Black Friday, Cyber Monday i Mikołajki.

Z okazji Black Friday sklepy oferują naprawdę wysokie, długo wyczekiwane przeceny. W tym roku dzień wielkich wyprzedaży przypada na 24 listopada i jest to pierwsza okazja, aby kupić coś nie tylko dla siebie, ale także znaleźć świąteczny prezent dla bliskich czy przyjaciół. Cyber Monday to kolejna przedświąteczna okazja na zakupy z wyjątkowymi rabatami. Dotyczą one tylko zakupów online, a dzień ten przypada 27 listopada. Popularność i świadomość promocji przedświątecznych – szczególnie Czarnego Piątku rośnie z roku na rok, mimo że na polskim rynku to stosunkowo młode trendy. Warto zaznaczyć je w swoich kalendarzach, przygotować specjalne oferty i zwiększyć budżety w tym okresie.

Większy ruch w wyszukiwarce

Zwiększone zainteresowanie w okresie przedświątecznym nie dotyczy tylko branż związanych z prezentami, co może być pierwszym skojarzeniem, ale także gastronomicznej, pożyczkowej czy wysyłkowej. W tym okresie wzrost liczby klientów zauważają także usługi – fryzjerskie, kosmetyczne, a także transportowe czy kurierskie. Wszyscy mają w tym czasie jeden cel: wyprzedzić konkurencję i zarobić jak najwięcej.

Konkurencja w Google przed Świętami jest zacięta, zwiększa się także ruch w wyszukiwarce – szukamy chętniej i częściej niż na co dzień. Istotne jest, aby na gorący okres zakupowy zaplanować rezerwę budżetową i móc w jego trakcie zwiększyć budżet. W ten sposób nie dopuścimy do utraty wyświetleń reklam przy zwiększonym potencjale.

Zaletą działań reklamowych w Internecie jest ich pełna mierzalność i przejrzystość. Za każdą wrzuconą w ten segment złotówkę otrzymujemy coś w zamian – czy to wzrost świadomości brandu, kolejną sesję na stronie, a w najlepszym wypadku konwersję – telefon z umówieniem na wizytę, zakup w sklepie internetowym itp. – zauważa Lech Wyrzykowski SEM Specialist Result Media Widząc przełożenie na konwersje powinniśmy wziąć pod uwagę zwrot z inwestycji – nakłady możemy znacznie powiększyć, w sytuacji gdy przekładają się na pożądaną akcję klientów. Grunt to dobra komunikacja z agencją czy osobą prowadzącą kampanie i wzajemne informowanie się o statusie. W przypadku niewykorzystania całego budżetu powinniśmy mieć na uwadze, że oprócz wzmożonego ruchu zakupowego w przypadku produktów, wzrośnie również liczba zwrotów. Wtedy utworzony bufor pozwoli na wypromowanie tych samych artykułów.

Użyj produktu do inspiracji!

Co ciekawe, w okresie przedświątecznym rośnie także zainteresowanie ogólnymi zapytaniami typu „prezenty”, „wyprzedaże”, „pomysł na prezent dla…” – można ten trend wykorzystać przygotowując przemyślaną strategię kampanii kontent marketingowej. Sieć jest miejscem, gdzie bardzo intensywnie szukamy inspiracji, co kupić najbliższym. Wykorzystajmy to tworząc artykuły i inspirujące posty, które pokażą nasze produkty w różnych kontekstach, pomagając podjąć decyzję osobom, które szukają pomysłów.

Nie możemy w tym czasie ignorować drugiej co do popularności wyszukiwarki w Polsce, jaką jest YouTube. Zarówno czas przedświąteczny, jak i same Święta Bożego Narodzenia to czas wzmożonego poszukiwania i oglądania kontentu wideo – zarówno poradnikowego, jak i czysto rozrywkowego. Również tam możemy bardzo precyzyjnie dotrzeć do konsumenta, naszego potencjalnego klienta dostarczając mu to, czego tak bardzo szuka: pomysłów!

Zakupy przez telefon

Planując świąteczną kampanie nie można zapomnieć także o rosnącym udziale urządzeń mobilnych, dlatego też istotne jest włączenie tych kanałów w mediaplany.  W niektórych kategoriach produktowych, takich jak uroda i pielęgnacja czy sporty zimowe, udział mobile wynosi nawet ponad 50% wszystkich zapytań. Urządzenia mobilne wpłynęły na to, jak robimy zakupy – sprawdzamy ceny i podejmujemy decyzje zakupowe na telefonach, zarówno przed zakupami, jak i przebywając w sklepach, gdzie porównujemy otrzymaną ofertę z tym co proponuje konkurencja – przypomina Lech Wyrzykowski. Nawet jeśli nie sprzedajemy z pomocą sklepu internetowego, to musimy pamiętać o tym, że prawie 80% wszystkich zakupów w sklepie jest inspirowanych informacjami zaczerpniętymi z Internetu. Bądźmy tam z naszymi działaniami oraz przyjrzyjmy się dokładnie naszej stronie w wersji mobilnej – jak się wyświetla, czy czas ładowania nie przeszkadza użytkownikowi w dokonaniu konwersji.

Ostatni kwartał roku przynosi duże możliwości sprzedażowe, a odpowiednio zaplanowane i skoordynowane działania reklamowe mogą nam pozwolić zamknąć rok na solidnym poziomie. Niezależnie od tego czy korzystamy z pomocy agencji, czy sami prowadzimy swój marketing – październik to ostatni dzwonek, by usiąść do mediaplanów i strategii komunikacji, by możliwie jak najlepiej przygotować się na przedświąteczną gorączkę.

 

Wypowiedź: Magdaleny Stefaniak, Senior Account Managera z agencji Result Media.

Tegoroczny wrzesień jak na razie zapisuje się w giełdowej historii bardzo spokojnie. Na rynkach utrzymuje się dobry klimat, który zaprowadził amerykańskie indeksy na nowe historyczne maksima, a w Europie Zachodniej doprowadził do przebudzenia byków, które latem pozostawały w defensywie. Tym samym u progu jesieni nie zmaterializowały się potencjalne sezonowe ryzyka, które tym razem okraszone były oczekiwaniem na rozpoczęcie przez Rezerwę Federalną procesu ograniczenia wielkości swojego bilansu. Ten spokój jest aż zadziwiający i słychać coraz śmielsze głosy, że może być to cisza przed przyszłoroczną burzą. Nieco gorzej na tym froncie zachowuje się krajowy rynek. Małe spółki we wrześniu ustanowiły nowe minima trwającego już pół roku spadku. Indeks sWIG80 znalazł się najniżej od stycznia tego roku i zbliżył się do psychologicznej bariery 15 000 pkt. W tym samym czasie zatrzymał się dotychczasowy rajd dużych spółek, gdzie opór na wysokości 2550 pkt. bardzo skutecznie spełnił swoje zadanie. Publikacja bardzo dobrych danych z krajowej gospodarki oraz coraz częściej pojawiające się rewizje w górę oczekiwań co do tegorocznego tempa wzrostu gospodarczego nie wpływają pozytywnie na parkiet. Można więc zadać sobie pytanie, co mogłoby być dla niego nowym impulsem. Odpowiedź wydaje się koncentrować na jednym brakującym ogniwie obserwowanego ożywienia: inflacji. Przez ostatnie miesiące przedsiębiorstwa musiały zmagać się z rosnącymi cenami surowców, ale niespecjalnie były w stanie przerzucić wyższych kosztów działania na konsumentów. To oznacza presję na marże i w konsekwencji na wyniki. Mowa w szczególności o segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, który w ostatnich latach de facto bardzo korzystał na deflacyjnych siłach w gospodarce. Powodowały one, że ceny surowców były niskie, podobnie jak żądania płacowe pracowników. Teraz role nieco się odwróciły, na czym korzystają spółki surowcowe oraz pracownicy, ale traci wiele przedsiębiorstw, które na wysoce konkurencyjnym rynku nie za bardzo mogą podnieść ceny swoich finalnych produktów. Gdyby udało się im odzyskać utraconą w ostatnich latach przewagę w dyktowaniu cen, to skorzystałaby na tym marżowość, a wraz z nią odwrócić się powinna negatywna passa w wynikach. Wyższa inflacja miałby swoje pozytywne przełożenie również na banki, czyli bardzo istotny sektor GPW. Prowadziłaby bowiem do wyższych stóp procentowych i wsparła sektor wyraźnie już zmęczony przeciągającą się erą zbyt taniego pieniądza.

Autor: Łukasz Bugaj, CFAAnalityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

W sierpniu br. inflacja w ujęciu rocznym wzrosła do 1,8 proc., ale w stosunku do lipca spadła o 0,1 proc.– podał GUS.

Inflacja zmniejsza dochody realne Polaków, szczególnie tych mniej zamożnych. Cały czas rosną, w ujęciu rocznym, ceny żywności. Na szczęście w okresie wakacyjnym zaobserwowaliśmy ich spadek w ujęciu miesięcznym.  Dotyczy to zwłaszcza owoców i warzyw, co pozytywnie odczuły w portfelach gospodarstwa domowe. Jednocześnie cały czas drożeją masło, mleko, sery i w ogóle wyroby mleczne. Do tej grupy dołączyło też pieczywo. A warto pamiętać, że te produkty mają duży udział w wydatkach gospodarstw domowych  o niskich dochodach.

Zdrożały paliwa, chociaż to zapewne efekt  „sytuacji pogodowej” w USA i konieczności ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Niewykluczone jednak, że we wrześniu wysokie ceny paliw się utrzymają, z tego samego powodu.

Wzrosły też ceny usług zdrowotnych – szpitalnych, stomatologicznych, jak i wyrobów farmaceutycznych. Polacy, mając wyższe dochody, zaczynają na większą skalę korzystać z prywatnych placówek medycznych, nie mogąc doczekać się takich świadczeń w publicznej służbie zdrowia.

Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące zatrudnienie i wynagrodzenia, przełożyły się w okresie wakacji na wzrost cen usług turystycznych. Więcej trzeba było zapłacić  za obiad w restauracji, pokój w hotelu czy bilet lotniczy.

W ciągu ośmiu miesięcy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł do 1,9 proc. Jeśli anomalie pogodowe (huragany) w USA nie wpłyną na zmniejszenie dostaw ropy naftowej, to na koniec roku inflacja nie powinna przekroczyć 1,8 proc. W innym przypadku może być wyższa.

Bez względu na to, czy inflacja wyniesie 1,8 proc., czy będzie wyższa, Rada Polityki Pieniężnej na pewno w tym roku nie podwyższy stóp procentowych. Kredytobiorcy mogą się nadal cieszyć z niższych rat spłacanych kredytów, ale oszczędzający nie mają co liczyć na wyższe oprocentowanie lokat.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Upatrzona w niemieckim sklepie konsola do gier, która miał być prezentem urodzinowym, nie dotarła na czas. Perfumy z Francji nie przypominają z wyglądu tych wystawionych na stronie. A w sprowadzonym z Włoch rowerze szwankują przerzutki. Jak powinien zareagować klient z Polski, gdy internetowe zakupy w jednym z państw UE skończyły się fiaskiem?

Większy wybór towarów, szybszy dostęp do nowości, modele nieosiągalne w Polsce, przekonanie o wyższej jakości produktów, czasami także niższe ceny – chociaż różnią się motywy kupujących, to układają się w zbieżny trend: coraz więcej Polaków korzysta z usług zagranicznych sklepów internetowych. Nie zniechęca nas wyższy koszt przesyłki ani dłuższy okres oczekiwania na realizację zamówienia. Z raportu pt. “E-commerce in Europe” wynika, że w ub.r. na całym Starym Kontynencie liczba amatorów e-zakupów poza granicami kraju najdynamiczniej zwiększyła się (r/r) właśnie w Polsce.

Wolne od cła

Kupując przez internet, w teorii nie trzeba zwracać uwagi na granice. Jednak w praktyce sytuacja wygląda inaczej. E-zakupy w unijnych państwach są o tyle przejrzyste, że tu w ogóle nie występuje kwestia opłat celnych. Tymczasem okazyjne oferty z azjatyckich lub amerykańskich sklepów mogą dotrzeć do Polski już w nieco mniej atrakcyjnych cenach. I nie chodzi tu o droższy transport, tylko o cło.

W ogóle nie trzeba się tym przejmować, o ile wartość towaru nie przekracza 22 euro. Wówczas przesyłki nie podlegają dodatkowym opłatom. Przy droższej zawartości paczki sprawa robi się bardziej skomplikowana. Rolę odgrywa nie tylko cena zamówionych przedmiotów, lecz także ich przeznaczenie. Np. smartfony, konsole do gier i aparaty fotograficzne obejmuje zerowa stawka cła. To nie koniec zasad. Przesyłki warte mniej niż 150 euro nie podlegają ocleniu, lecz mogą zostać objęte 23-procentowym VAT-em. Kiedy zaś wartość nie przekracza 45 euro, można także uniknąć opodatkowania.

Maksymalnie 30 dni

Sprzedawcy w każdym z unijnych krajów zobowiązują się do zachowania 30-dniowego terminu na wywiązanie się z zamówienia. W takim limicie czasowym paczka powinna dotrzeć do klienta. Wyjątek od tej reguły następuje tylko po indywidualnym ustaleniu z klientem, że doręczenie wybranego towaru potrwa dłużej.

Co jeśli handlowiec nie dotrzyma słowa? Wówczas zamawiającemu przysługuje prawo do odstąpienia od umowy. Tzn. może nie przyjmować zamówionego produktu, żądając zwrotu przelanych pieniędzy. Podobny przywilej przysługuje każdemu, kto zostałby zaskoczony finalną kwotą transakcji. Prawo zobowiązuje bowiem sprzedających, by klarownie informowali o cenach artykułów i kosztach dostawy. Kupujący, o ile wyrażą taką wolę, akceptują wszelkie ew. dodatkowe opłaty (np. za ekspresową wysyłkę lub dodatkowe opakowanie), zanim odbiorą towar. Jeśli tego nie zrobią, powinni domagać się zwrotu pieniędzy za tzw. ukryte składowe części kosztów zamówienia.

Kto zapłaci za zwrot?

Klient musi się liczyć z drobnymi konsekwencjami, jeśli nie odbierze zamówionego towaru, który dotarł w określonym terminie. Firma handlowa najprawdopodobniej obciąży kupującego stawką za przesyłkę zwrotną.

Jednak każdą zakupioną przez internet rzecz na terenie UE można odesłać do sprzedawcy bez zagłębiania się w przyczyny, tyle że wtedy kupujący także na ogół bierze na siebie koszt wysyłki zwrotnej. “Na ogół” – ponieważ czasami oferty handlowe zawierają opcje darmowego odesłania towaru. Taki zapis staje się oczywiście wiążący, a przy tym bardzo korzystny dla klienta.

Wymagana zgodność koloru, modelu, wyglądu

Nie tylko cena, lecz także opis, jakość wykonania, rodzaj użytych materiałów, kolor, wygląd, rozmiar, ew. typ, model, parametry techniczne itp. – po prostu wszelkie podane na stronie internetowej informacje zobowiązują sprzedawców, aby wysłali klientom produkty tożsame z charakterystyką zawartą w ofercie. Kiedy zaś dojdzie do pomyłki sprzedawcy, klientowi przysługuje tytuł, by żądać wymiany lub naprawy zamówionego towaru. Sprzedający nie tylko musi dostarczyć to, co zaoferował, lecz także odpowiada za ew. wadliwość produktów aż do chwili, w której doręczy zamówienie. Jeżeli wymiana lub naprawa – z różnych przyczyn – nie wchodzi w grę, wówczas nabywcy przysługuje zwrot pieniędzy.

Gdyby do uszkodzenia towaru doszło w transporcie, konsekwencje znów spadają na handlowca, jednak nie w każdym wypadku. Wyjątek może stanowić sytuacja, w której klient zdecydował się na usługi innego przewoźnika niż zalecanego w ofercie. Roszczenia za zniszczenia w trakcie dostawy kupujący musi wtedy kierować do wybranej przez siebie firmy.

Liderzy rynku

Europejczykom trudno równać się z azjatyckimi i amerykańskimi gigantami pokroju: alibaba.com, aliexpress.com czy amazon.com. Tym niemniej każdy rynek ma swoich liderów i potentatów. Na Starym Kontynencie mnóstwo klientów korzysta z usług amazon.co.uk, amazon.de, eBay.co.uk, eBay.de – czyli brytyjskich i niemieckich kuzynów wywodzących się z USA kolosów. Należy przy tym odróżnić sklepy od serwisów aukcyjnych, a na tych drugich można napotkać zarówno oferty sklepów, jak i aukcje np. używanych rzeczy od ich prywatnych właścicieli. Ludzi, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej i sprzedają swoje używane np. ubrania, telefony czy rowery też obowiązuje odpowiedzialność za jakość towaru i dostarczanie produktów zgodnych z opisem, bez ukrytych wad. Sytuacja kupującego zmienia się jednak o tyle, że traci prawo do bezpodstawnego zwrotu zakupionej rzeczy.

Daleko za Brytyjczykami, ale grubo przed Rumunią i Bułgarią

Czy Polacy robią zakupy w sieci? – Można zażartować, że w naszym kraju taka forma nabywania towarów jest w niemal w połowie powszechna – odpowiada Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Wg Eurostatu w ub.r. 42 proc. naszych rodaków zdecydowało się na jakikolwiek e-zakup – dodaje analityk Cinkciarz.pl. – To ponad dwa razy więcej niż w 2008 r., kiedy ten odsetek wynosił 18 proc.

W Unii Europejskiej nie należymy jednak do liderów internetowego kupowania, dla równowagi nie ma nas także wśród autsajderów. – Według tych samych statystyk, jesteśmy poniżej unijnej średniej, która wynosi 55 proc. Największy odsetek kupujących przez internet jest w Wielkiej Brytanii, w 2016 r. wynosił on 83 proc., czyli prawie dwa razy więcej niż w Polsce. Nieco mniejszy odsetek zanotowano w Danii – 82 proc., Luksemburgu czy Norwegii – po 78 proc. – wymienia analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Na drugim biegunie z kolei znajdowała się Rumunia z 12 proc. ludności, która dokonała zakupu przez internet w 2016 r. To dokładnie taki sam odsetek, jaki odnotowano w Polsce, ale w 2006 r. W ub.r. tylko nieco lepiej pod tym względem wyglądała w UE Bułgaria, która charakteryzowała się 15-procentowym odsetkiem kupujących przez internet – dodaje Bartosz Grejner z Cinkciarz.pl.

 

 

Źródło: Cinkciarz.pl

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w sierpniu 2017 r. o 1,8 proc. r/r, a w stosunku do lipca br. spadły o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Sierpień był podobny w zmianach cen dóbr i usług konsumpcyjnych do lipca. Inflacja w sierpniu 2017 r. była nieco wyższa niż w czerwcu i lipcu (r/r). W stosunku do lipca br. ceny natomiast spadły o 0,2 proc., podobnie jak działo się to w dwóch poprzednich miesiącach. Mieliśmy prawdopodobnie do czynienia ponownie z nieznacznym spadkiem m/m cen żywności i cen paliwa oraz cen odzieży i obuwia (wyprzedaże). Natomiast r/r ceny żywności wzrosły w nieco większym stopniu niż w lipcu (baza wyższa). Podobnie ceny paliwa. I to z tego powodu inflacja w sierpniu była wyższa niż lipcu br. (1,8 proc. wobec 1,7 proc.).

Nie ma przesłanek do prognozowania zmian w tempie inflacji. Co prawda huragan w Teksasie ograniczył czasowo wydobycie ropy naftowej z dna Zatoki Meksykańskiej, a tym samym jej podaż, ale jednocześnie koniec wakacji obniża popyt na paliwo. Poza tym USA ma dość pokaźne zapasy tego surowca. Nie powinniśmy zatem spodziewać się istotnych, trwałych zmian cen paliwa. Od września mogą natomiast nieco szybciej rosnąć ceny żywności, bo nie ma niestety urodzaju owoców. Ciągle także na wzrost cen żywności r/r przekładać się będą wyższe ceny produktów mlecznych. Tym samy pokaźny, bo ok. 5 proc. wzrost wynagrodzeń będzie „zjadany” na poziomie 1,8-2,0 proc. przez inflację. Na razie na szczęście optymizm gospodarstw domowych dotyczący ich zdolności do konsumpcji nie mija (koniunktura konsumencka ciągle pozytywna), więc gospodarka może liczyć na utrzymanie w 2. połowie 2017 r. wzrostu spożycia indywidualnego na poziomie powyżej 4 proc.

Ta stabilizacja jest dużym ułatwieniem dla Rady Polityki Pieniężnej i jej deklaracji, że stopy procentowe nie będą jeszcze długo zmieniane.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W ocenie Narodowego Banku Polskiego rynek nieruchomości mieszkaniowych znajduje się w fazie ekspansji i nie grozi mu ani powstanie spekulacyjnej bańki, ani załamanie. Większość danych wskazuje, że szybki i jednocześnie zrównoważony wzrost może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas.

Ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych widoczne jest gołym okiem, a nasilenie medialnych doniesień na ten temat powoduje, że wiedza o tym jest powszechna. W przypadku inwestycji giełdowych taki stan uznawany jest zwykle za pierwszy sygnał ostrzegawczy przed przegrzaniem koniunktury i zbliżającym się załamaniem. Warto więc przed podjęciem decyzji o kupnie mieszkania w celach inwestycyjnych uważniej przyjrzeć się sytuacji i ocenić perspektywy jej rozwoju, by ustrzec się rozczarowania bądź strat, jakie dziesięć lat wcześniej były udziałem części nabywców, nastawionych na szybki i duży zarobek.

Pod wieloma względami można dostrzec podobieństwa między stanem obecnym, a tym z lat 2007-2008. W ubiegłym roku liczba mieszkań w budowie, przekraczająca 731 tys., była najwyższa w historii, a liczby rozpoczętych budów, pozwoleń na budowę oraz lokali oddawanych do użytku były bliskie rekordowych poziomów sprzed dziewięciu-dziesięciu lat. Jedyną cechą odróżniającą obecną fazę ekspansji od ówczesnej bańki spekulacyjnej jest stabilny poziom cen mieszkań, charakteryzujący się jedynie niewielką tendencją wzrostową, nie przekraczającą kilku procent. Te dane obrazują jedynie skalę ekspansji, ale niewiele mówią o układzie sił rynkowych, na podstawie którego można ocenić poziom równowagi, a tym samym wnioskować o kierunkach rozwoju sytuacji w przyszłości i ewentualnych szansach oraz zagrożeniach. Znacznie więcej mogą nam powiedzieć informacje dotyczące liczby mieszkań faktycznie wprowadzonych do sprzedaży, sprzedanych i stanu zapasów mieszkań, znajdujących się w ofercie deweloperów oraz tendencje panujące w tym zakresie.

Pierwszy kwartał 2007 r. był ostatnim okresem, w którym nabywcy „na pniu” kupili wszystkie mieszkania wprowadzone przez deweloperów do sprzedaży w sześciu największych miastach Polski, a równocześnie zasób lokali znajdujących się w ofercie był wyjątkowo niewielki, odpowiadał bowiem liczbie mieszkań sprzedawanych w jednym kwartale. Taka sytuacja sprzyjała oczywiście windowaniu cen mieszkań, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Jednocześnie widać było,
że deweloperzy nie byli przygotowani do sprostania rosnącemu wcześniej popytowi i w przyspieszonym tempie starali się nadgonić dystans. Mimo, że w 2007 i 2008 r. w budowie była najwyższa od kilku lat liczba mieszkań, a do użytkowania oddawano ponad trzykrotnie więcej mieszkań niż w 2000 r., gwałtownie rosła liczba pozwoleń na budowę oraz rozpoczynanych budów, osiągając poziom najwyższy w historii. Tymczasem wskutek globalnego kryzysu finansowego, popyt na mieszkania raptownie wyhamował. Przez kilka kolejnych kwartałów rozpędzeni deweloperzy wprowadzali do sprzedaży znacznie więcej lokali, niż był w stanie wchłonąć rynek. W efekcie szybko zaczęły zwiększać się zapasy niesprzedanych mieszkań, a z czasem coraz mocniej zniżkowały ich ceny. W ciągu kilku kwartałów zapasy mieszkań w sześciu miastach wzrosły z około 12 tys. do 38 tys., czyli ponad trzykrotnie, a w pierwszym półroczu 2012 r. sięgały już niemal 57 tys. mieszkań. Hipotetyczny czas wyprzedaży zapasów zwiększył się z jednego kwartału z początku 2007 r. do niemal ośmiu kwartałów w trzecim kwartale 2012 r.

Przełom nastąpił pod koniec 2012 r., gdy ponownie zaczął zwiększać się popyt na mieszkania, w ślad za obniżkami stóp procentowych oraz stopniową poprawą sytuacji w gospodarce. Deweloperzy, mocno poturbowani przez kryzys, potrzebowali niemal roku by zwiększyć liczbę mieszkań wprowadzanych do sprzedaży, ale wykorzystali ten okres do zmniejszenia zapasów. Od połowy 2012 r. do początku 2014 r. spadły one z 57 tys. do niespełna 40 tys. Od czterech lat mamy do czynienia
z szybkim lecz zrównoważonym wzrostem liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży i sprzedawanych oraz stabilizacją zapasów lokali przeznaczonych do sprzedaży na poziomie około 50 tys., pozwalającą zaspokoić popyt przez ponad trzy kwartały. W ostatnich trzech miesiącach 2016 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży rekordowo wysoką, sięgającą prawie 19 tys. liczbę mieszkań, a jednocześnie znaleźli chętnych do kupna 18 tys. lokali. W pierwszym kwartale obecnego roku do sprzedaży trafiło prawie 16 tys. mieszkań, a nabywców znalazło 18,6 tys., zmniejszając zapasy lokali z 52,7 tys. do 50,2 tys. Jedynie gwałtowne i silne wahania po stronie popytu lub podaży mogłyby po pewnym czasie wytrącić rynek ze stanu równowagi, a na razie nie widać czynnika, który mógłby do tego doprowadzić, ani na samym rynku, ani w jego otoczeniu. Podwyżka stóp procentowych i idący za nią wzrost kosztu kredytu mógłby spełnić tę rolę jedynie w przypadku jednoczesnego pogorszenia się sytuacji w gospodarce i na rynku pracy, a taki splot okoliczności jest bardzo mało prawdopodobny.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

Wydarzenia napływające z Banku Anglii są zdecydowanie fascynujące. Nie tylko nie zasygnalizowali oni podwyższenia stóp procentowych, ale wydawać by się mogło, że również znacznie się wycofali wskazując pesymistyczną perspektywę dla gospodarki. Prognoza wzrostu PKB na ten rok została obniżona z 1,9 % do 1,7 %, a oczekiwany do 2022 roku poziom inwestycji w brytyjskiej gospodarce został zmniejszony o 20%. Oczywiście przy słabszej gospodarce bardzo ciężko podnosić stopy procentowe, nawet jeśli innym bankom centralnym bardzo na tym zależy, w szczególności jeśli obecne niskie stopy funta szkodzą konsumentom. Spośród ośmiu głosujących członków, tylko dwóch było za tym by podnieść stopy procentowe. To o trzy osoby mniej w porównaniu do poprzedniego spotkania. Co więcej, na konferencji prasowej po podjęciu decyzji, gubernator Mark Carney wyglądał na sceptycznego wobec podniesienia stóp.

Para walutowa GBP/USD, która ostatnio wyglądała na nieco rozerwaną, znacząco się wycofała. Ci, którzy liczyli, że tendencja mocnego funta i/lub słabszego dolara będzie trwała dalej, mają teraz lepszy punkt wejścia niż przed 24-godzinami. Szerokie zakresy ukazują się na wykresach, ale zwróćmy uwagę na jeden z nich. Para walutowa USD/JPY od wyboru Trumpa wydaje się być zmagnetyzowana w kierunku konkretnej ceny. Od marca przedział ten wydaje się stabilizować. Możemy także zobaczyć test klasycznego poziomu wsparcia, która kształtuje się w idealny sposób dla handlowców technicznych. Jest to zatem idealny środek na czysty zysk. Rosnąca linia wsparcia stanowi także perfekcyjne miejsce do odebrania swojego zysku. Jeśli przypadkiem handel obróci się wbrew Twoim przypuszczeniom, możesz z tego wyjść ze stosunkowo niewielkimi stratami.

Dziś jest dobry dzień dla tych, którzy lubią handlować na wydarzeniach o wysokiej randze. Jak wiemy, ilość nowych miejsc pracy utworzonych w całej gospodarce USA, poza sektorem rolniczym, z których raport wydawany jest w każdy pierwszy piątek miesiąca znany jest z tego, że produkuje największe giełdowe ruchy w krótkim czasie. Dziś nie będzie inaczej. Ogłoszenie zostanie upublicznione o godzinie 12.00 czasu GMT, a analitycy spodziewają się, że w lipcu zostanie utworzonych 182 000 miejsc pracy w amerykańskiej gospodarce. Zwróćmy, także uwagę na stopę bezrobocia, która pewnie spadnie razem ze średnim godzinowym zarobkiem.

Dolar amerykański znajdował się w ostatnich dniach ciągle na skraju. Miał on dosyć słaby rok, ale dzielnie wytrzymał ostatnie dni. Zdaje się, że indeks dolara znalazł pozorne wsparcie na poziomie powyżej 92 punktów. Ustawienie techniczne nie wygląda dobrze. Oczywiście jeśli spadnie jeszcze bardziej, wiele osób potraktuje to jako przełom. Ze względu na dobro dolara, miejmy nadzieję, że raport z ilości miejsc pracy co najmniej przerwie jego dotychczasowy spadek.

 

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

W ostatnim czasie widoczny jest wzrost konkurencji na rynku sieci detalicznej. Wielu przedsiębiorców obawia się spadku poziomu sprzedaży oraz utraty klientów. Wynika to z rosnącej popularności showroomingu, gdy klienci oglądają i testują produkty w sklepie stacjonarnym, ale kupują go w sklepie internetowym. Z pewnością, mobilne zakupy stanowią zagrożenie dla tradycyjnych sklepów i butików, gdyż dają klientom więcej możliwości. Działające całą dobę sklepy internetowe i platformy e-commerce gwarantują bogactwo asortymentu, a zdarza się, że i korzystniejsze ceny, liczne promocje oraz rabaty. Dodatkowo klientów przyciąga możliwość szybkiej dostawy, opcja realizacji płatności za pomocą jednego kliknięcia oraz wygodna polityka zwrotu towaru. Zakupy bez wychodzenia z domu są coraz szybsze i komfortowe.

Skutki rozwoju sprzedaży internetowej

Rozwój sprzedaży internetowej wymusił na właścicielach stacjonarnych sklepów potrzebę poszukiwania nowych pomysłów na przyciągnięcie klientów. Detaliści opracowują innowacyjne techniki sprzedażowe i korzystają z różnych narzędzi marketingowych, dzięki którym zatrzymają także obecnych klientów i zachęcą ich do zakupu większej ilości produktów, niż początkowo planowali.

Współczesny rynek znacząco się zmienił. Rozwój nowych technologii daje przedsiębiorcom szereg nowych możliwości, z których klienci chcą korzystać, a przedsiębiorcy muszą się do nich przekonać. I innym razie przegrają z silną konkurencją, która wykorzysta każdy ich błąd – mówi Daria Widerowska, Marketing Manager, IT.integro – Wielokanałowość, aplikacje mobilne, programy lojalnościowe, indywidualne oferty, spersonalizowany przekaz, czy w końcu analityka zakupów i klientów stają się nieodzownymi elementami procesu sprzedażowego, które pozwalają efektywnie zarządzać działalnością oraz zaspokajać rosnące wymagania klientów.

Najczęściej wykorzystywane strategie sklepów stacjonarnych, których celem jest wzrost liczby klientów

  • Personalizacja doświadczeń zakupowych konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez VoucherCodes.co.uk i Centre for Retail Research wynika, że klienci mogą wydawać więcej, jeśli otrzymają spersonalizowaną ofertę, która dopasowana jest do ich potrzeb i zainteresowań.
  • Wykorzystanie social media w budowaniu wizerunku marki.
  • Wykorzystywanie modelu zakupowego Kliknij i odbierz – po złożeniu zamówienia w sklepie internetowym konsument odwiedza sklep stacjonarny w celu odbioru.
  •  Sprzedaż części produktów z asortymentu wyłącznie w sklepie stacjonarnym.
  • Aktywacja usługi wyszukiwania produktów na podstawie lokalizacji klienta. Oznacza to, że korzystając z aplikacji mobilnej klient sprawdza, w którym najbliższym sklepie jest dostępny poszukiwany przez niego towar.
  • Cyfryzacja procesów sprzedażowych, usprawniająca obsługę zakupów i płatności w sklepach tradycyjnych.
  •  Reorganizacja metod sprzedaży i rozszerzenie działalności o uzupełniające się bądź niepowiązane ze sobą obszary biznesowe, aby przyciągnąć zróżnicowaną grupę nabywców.

Dynamiczny wzrost firm, które łączą sprzedaż detaliczną z usługami hotelarsko-gastronomicznymi

Coraz częściej zdarza się, że przedsiębiorstwa, które specjalizują się w danej dziedzinie biznesowej (branży hotelarsko-gastronomicznej, sprzedaży detalicznej, działalności usługowej) decydują się na łączenie kilku aktywności w obszarze jednej marki. Nie jest to oczywiście nowe zjawisko. Już od początków XX wieku wiele domów towarowych prowadziło w swoich obiektach restauracje czy herbaciarnie. Nowością jest wysoki poziom integracji działań i usług gdzie jedna marka zarządza centralnie wszystkimi procesami, dbając jednocześnie o zapewnienie klientom kompleksowej usługi i niezapomnianego doświadczenia marki.

Działania tego typu są opłacalne. Amerykański kanał informacyjny ABC news poinformował, że IKEA – potentat branży meblowej, obsługuje każdego roku ponad 600 milionów klientów w swoich restauracjach. Znakiem firmowym sieci, najbardziej znanej ze sprzedaży mebli oraz artykułów wyposażenia domu, stały się również klopsiki z sosem borówkowym, które serwowane są przez restauracje IKEA już w ilości ponad 1 miliarda rocznie. Według portalu „First We Feast”, nawet znane restauracje, które wyróżnione są gwiazdkami Michelin, otwierają swoje stoiska gastronomiczne w supermarketach i centach handlowych.

Środowisko pełne wyzwań

Idea połączenia sprzedaży detalicznej z usługami gastronomicznymi wydaje się być trafiony – ale nie jest łatwy w realizacji. Przed detalistami, chcącymi spróbować stoi trudne zadanie – opracowania strategii działania, która zagwarantuje firmie odnieść sukces.

JAK ZATEM STWORZYĆ MARKĘ, KTÓRA DZIAŁA Z POWODZENIEM W WIELU OBSZARACH BIZNESOWYCH I PRZYCIĄGNIE KLIENTÓW?

Według badań przeprowadzonych przez ekspertów firmy badawczej NPD Group, jednym z szybko rozwijających się segmentów branży hotelarsko-gastronomicznej jest prowadzenie działalności usługowej o charakterze restauracyjnym w obiektach handlowych. Restauracje i kawiarnie pojawiają się także w nietypowych miejscach jak na przykład luksusowe butiki projektantów mody, takich jak Ralph Lauren. W przypadku niektórych sklepów, działalność gastronomiczna zaczęła przynosić sporo dochody. Według Roba Goldberga, wiceprezesa firmy Tommy Bahama, producenta odzieży sportowej, sklepy, które posiadają wydzieloną część restauracyjną generują ponad dwukrotnie większe przychody niż te zajmujące się wyłącznie sprzedażą.

Rozwiązaniem stworzonym z myślą o firmach, które łączą różne sfery działalności jest LS Retail – system, który pozwala efektywnie zarządzać sprzedażą produktów i usług. Wszystkie dane są ze sobą powiązane i znajdują się w jednym, spójnym systemie, dzięki czemu kierownictwo ma wgląd w aktualną sytuację swojej firmy.

Źródło: IT.integro

Wczorajszy debiut drugiego co do liczby użytkowników operatora komórkowego Play zdecydowanie się nie udał. Jedynie nielicznym udało się sprzedać akcje w pierwszych minutach notowań z symbolicznym zyskiem – cena maksymalna akcji nabytych po 36 zł wyniosła 36,34 zł, czyli +0,9%, bez uwzględnienia kosztów transakcyjnych. Przez większą część sesji akcjami handlowano poniżej ceny emisyjnej, maksymalna strata wyniosła 5,8%, zaś sesja zakończyła się wynikiem minus 1,39%.

Wolumen obrotu akcjami był imponujący – ok. 20% akcji sprzedanych w ofercie, czyli ok. 10% kapitału zakładowego – lecz ponad połowa istniejących akcji objęta jest zobowiązaniem do niesprzedawania. Wartość handlu walorami Playa – 866 mln zł – stanowiła 56% całości rynku na czwartkowej sesji. Część akcji mogła wielokrotnie zmieniać właściciela.

Siła podaży zaskoczyła większość inwestorów. W ciągu 2-3 tygodni od zapisów sytuacja rynkowa nie pogorszyła się. Wartość obrotów świadczy jednak o tym, że także  niektórzy inwestorzy instytucjonalni sprzedawali akcje poniżej ceny nabycia, choć średnio otrzymali dwukrotnie mniej papierów wartościowych niż ich deklarowany popyt. Jednym z wytłumaczeń może być negatywna rekomendacja Sprzedaj wydana przez dom maklerski Ipopema Securities z ceną docelową 32 zł. Część akcjonariuszy mogła być nastawiona na szybką sprzedaż w pierwszym dniu, niezależnie od ceny, i woleli ciąć straty nie czekając na potencjalny zysk w dłuższym terminie. Tym bardziej że wiele jest przykładów, gdzie debiut na minusie był tylko początkiem trendu spadkowego.

Czy tak będzie w przypadku Playa? Na plus działają potężne czynniki. Po pierwsze, popyt ze strony funduszy pasywnych, które po prostu muszą mieć w portfelu akcje tak dużej spółki. Po drugie, już w przyszły roku Play wypłaci sutą dywidendę, stanowiącą 7,3% wartości akcji z wczorajszego zamknięcia. W następnych latach wypłaty zysków mają być jeszcze wyższe. Są to wartości zdecydowanie lepsze niż polskich konkurentów.

Z drugiej strony są też poważne ryzyka i słabości Są to np. możliwa podaż akcji głównych właścicieli i pracowników po okresie lock-up. Play nie posiada też usług komplementarnych (w rodzaju telefonii i internetu stacjonarnego Orange lub telewizji satelitarnej Cyfrowego Polsatu), a polski rynek jest w zasadzie nasycony i silnie konkurencyjny.

Bardzo trudno zaprognozować, które czynniki przeważą. Istotnym wydarzeniem dla kursu będzie na pewno publikacja wyników za drugi kwartał 2017 r. przewidziana na 27 sierpnia. Sprawozdanie finansowe częściowo zweryfikuje zapewnienia zarządu o chęci bycia nr 1 w Polsce pod względem przychodów z telefonii komórkowej.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Poniedziałki zazwyczaj bywają spokojne, ale dziś przed nami cała seria wstępnych odczytów indeksów PMI. Wskaźniki te powinny potwierdzić siłę koniunktury w Eurolandzie, ale jednocześnie przybrać wartości minimalnie niższe niż poprzednio. Euro jest nadal bardzo silne i rynek szybko nie utraci wiary, że Rada Prezesów ECB porzuci optymistyczne spojrzenie na perspektywy inflacji. Z tego względu scenariuszem bazowym pozostaje zbliżenie się przez EUR/USD do szczytu z 2015 roku, który leży przy 1,1720. Siły euro warto szukać jednak przede wszystkim na takich crossach jak EUR/GBP, EUR/AUD, czy EUR/CAD. Wydarzeniem dnia jest spotkanie OPEC z niezrzeszonymi w kartelu krajami wydobywającymi ropę, które w listopadzie sygnowały porozumienie o redukcji produkcji surowca.

W całym tygodniu najciekawszym wydarzeniem będzie posiedzenie FOMC, gdyż w ostatnich tygodniach narosło wiele wątpliwości wokół determinacji Fed do podwyżek stóp procentowych i redukcji sumy bilansowej. Losy dolara mogą zależeć od niezłomności optymizmu władz monetarnych, ale też od pierwszych szacunków PKB USA za II kwartał, które poznamy w piątek. Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia mniej niż 50 – proc. prawdopodobieństwo podwyżki w tym roku nie widzimy znacznego pola do pogłębienia słabości dolara. Szczególnie negatywnie postrzegamy perspektywy walut gospodarek wschodzących a w gronie G-10: funta oraz dolara kanadyjskiego i zwłaszcza dolara australijskiego. Skala aprecjacji tych walut nie koresponduje już z fundamentami a w dwóch ostatnich przypadkach istotnym czynnikiem może stać się koniunktura na rynkach towarowych.

Spodziewamy się, że dzisiejsze, petersburskie spotkanie państw OPEC i państw spoza kartelu, które sygnowały porozumienie o ograniczeniu wydobycia przyniesie rozczarowanie. Nie sądzimy by rozwiązano na nim kwestię rosnącej produkcji w Libii i Nigerii, czyli w krajach, na które (ze względu na wydobycie poniżej historycznych norm) nie nałożono limitów. Jeszcze mniejsze są szanse na to, że – zgodnie z ostatnimi plotkami – Arabia Saudyjska zaproponuje jednostronne i dobrowolne zmniejszenie dostaw surowca. Sezonowy spadek zapasów
w miesiącach letnich jest sprawą absolutnie typową. W tym świetle inwestorzy powinni znów swoją uwagę przerzucić na rosnącą aktywność wydobywczą w USA oraz ewidentnie słabsze przestrzeganie zobowiązań z końcówki ubiegłego roku. W takim scenariuszu dolara kanadyjski znajdzie w fazie korekty ostatniego umocnienia, które USD/CAD sprowadziło na długoterminowe maksima tuż powyżej 1,25.

Podobnie: nie uważamy, że ceny rudy żelaza czy miedzi będą kształtować się w tak korzystny dla dolara australijskiego sposób jak dotychczas. W przypadku metali przemysłowych na zniżki trzeba będzie dłużej poczekać, ale są one nieodzowne. Sądzimy, że chińska gospodarka, która zużywa ich więcej niż wszystkie państwa OECD łącznie, w drugiej połowie roku wytraci impet. Mając to na uwadze nie można zapominać, że miedź na wysokich poziomach w większym stopniu stabilizowana była przez zaburzenia dostaw niż siłę popytu. Bliźniaczo wygląda sytuacja rudy żelaza oraz aluminium. Gigantyczny przyrost produkcji w Chinach nie daje podstaw by wierzyć w możliwość przerodzenia się odbicia w długoterminowe trendy. Z tego względu nie liczymy, że kanał cen metali przemysłowych będzie w stanie wspierać dolara australijskiego, który będzie jedną z najwrażliwszych walut w momencie, gdy dolar amerykański zacznie odrabiać straty.

Złoty przed weekendem został mocno przeceniony ze względu na kryzys polityczny wokół reformy sądownictwa. Dziś można spodziewać się stabilizacji siły polskiej waluty, ale spodziewamy się, że maksima siły złotego już za nami i teraz przyjdzie czas na średnioterminowe osłabienie. Pozostajemy negatywnie nastawieni do wszystkich walut emerging markets. Warto odnotować, że europejskie indeksy znalazły się w końcówce tygodnia w głębokiej defensywie. W świetle przytoczonych już argumentów nie widzimy wsparcia w koniunkturze na rynkach towarowych.

 

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ceny mieszkań spadły na dziesięciu z szesnastu badanych przez Home Broker największych rynków nieruchomości. Okres delikatnych obniżek trwa już kilka miesięcy, acz w dłuższym terminie nadal należy mówić raczej o stabilizacji cen.

Najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych, który obrazuje realne zmiany cen mieszkań w największych miastach Polski, to 806,33 pkt. To wartość niższa od tej sprzed roku o 0,45 proc., przez miesiąc wskaźnik spadł o 0,79 proc. Nadal jednak indeks pozostaje w przedziale 800-820 punktów, w którym praktycznie nieprzerwanie znajduje się od czerwca 2013 r. Uśrednione stawki w Polsce są stabilne, ale w poszczególnych miastach dochodzi do wahań. Według najnowszego notowania wskaźnika w większości miast doszło do obniżek.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

2016_02_29-indeks-cen_mieszkan-wykres

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Bydgoszcz i Olsztyn w dół, Gdańsk i Poznań w górę

Analizując ceny w poszczególnych dużych miastach warto zwrócić uwagę m.in. na dysproporcję pomiędzy stawkami za metr kwadratowy w Łodzi i Warszawie. Z 700 tys. mieszkańców Łódź jest trzecim najbardziej ludnym miastem w Polsce, ale jeśli chodzi o poziom cen mieszkań to jest daleko za wieloma mniejszymi ośrodkami. Położona o godzinę drogi autostradą od stolicy Łódź boryka się z problemem szybko starzejącego się społeczeństwa i wysysania rynku pracy przez Warszawę. W efekcie chętnych na łódzkie nieruchomości nie ma wielu i średnia cena za metr kwadratowy 3612 zł to niemal dokładnie połowa tego, co w Warszawie, gdzie za metr kwadratowy mieszkania trzeba przeciętnie zapłacić 7239 zł.

Warszawa to największy rynek nieruchomości w kraju, wg danych z najnowszego raportu AMRON-SARFiN, więcej niż co trzeci kredyt mieszkaniowy w Polsce (36,33 proc.) został udzielony na zakup nieruchomości w regionie warszawskim. Średnia cena w przedziale 7-7,5 tys. zł utrzymuje się tam od wiosny 2013 r. i jest oczywiście najwyższą spośród dużych miast. Warszawski rynek jest też najbardziej zróżnicowany, jest tu najwięcej nieruchomości luksusowych, a jednocześnie na rynku wtórnym można znaleźć mieszkania w cenie kilkakrotnie niższej, które będą wymagały sporego wkładu finansowego.

Drugim najdroższym miastem w Polsce jest Kraków, gdzie wg Indeksu Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio 6126 zł. Następne w kolejności są Poznań (5544 zł), Wrocław (5469 zł) i Gdańsk (5253 zł).

Przez ostatni rok ceny mieszkań najbardziej wzrosły w Gdańsku (o 5,4 proc.) i Poznaniu (o 5 proc.). Po drugiej stronie są Bydgoszcz (-7,6 proc.) i Olsztyn (-6,4 proc.). W pozostałych ośrodkach zmiana w górę lub w dół nie przekroczyła 3 proc.

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania
w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Gdańsk 5 253 zł 5,4%
Poznań 5 544 zł 5,0%
Łódź 3 612 zł 2,8%
Wrocław 5 469 zł 2,6%
Warszawa 7 239 zł 2,0%
Toruń 3 993 zł -0,0%
Kraków 6 126 zł -2,2%
Szczecin 4 108 zł -2,4%
Lublin 4 237 zł -2,6%
Białystok 4 169 zł -3,1%
Olsztyn 4 123 zł -6,4%
Bydgoszcz 3 903 zł -7,6%

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Spośród analizowanych przez HB i OF miast przez ostatni rok największy spadek cen nieruchomości zanotowano w Olsztynie (-3,5 proc.) oraz Lublinie (-3,3 proc.). Po drugiej stronie zestawienia rocznych zmian średnich stawek są obecnie Łódź (+5,7 proc.) i Poznań (+3,7 proc.). Nie są to znaczące wahania, kilkuprocentowe zmiany to normalny objaw na zdrowym rynku.

Udane zakończenie roku na rynku kredytów

Znaczne zwiększenie dostępności programu Mieszkanie dla Młodych (miesięczna sprzedaż kredytów wzrosła kilkukrotnie) oraz obawy potencjalnych kredytobiorców przed spadkiem atrakcyjności pożyczek na początku roku sprawiły, że czwarty kwartał 2015 r. był pod względem sprzedaży kredytów bardzo dobry. Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że w tym okresie banki udzieliły 48,7 tys. kredytów hipotecznych na łączną wartość 10,6 mld zł. Dzięki temu cały rok zamknął się wynikiem 181 tys. kredytów na kwotę 39,3 mld zł, co oznacza wzrost liczby o 4,2 i wartości o 6,8 proc. rok do roku.

Na rynku obserwujemy też wzrost liczby osób kupujących mieszkania za gotówkę lub z niewielkim udziałem finansowania bankowego. Szczególnie ma to miejsce na rynku pierwotnym, gdzie niektórzy deweloperzy informują o odsetku klientów gotówkowych przekraczającym połowę. Z drugiej strony w strukturze kredytów hipotecznych widać wzrost pożyczek z wysokim wkładem własnym, o LtV poniżej 30 proc. Stoi za tym wysoka atrakcyjność inwestycji w mieszkanie na wynajem, które średnio przynosi kilkakrotnie wyższe zyski niż lokaty bankowe.

 

marcin_krasonMarcin Krasoń, Home Broker

Sprzedaż detaliczna w grudniu 2014 roku wzrosła w ujęciu rocznym o 1,8 proc. – poinformował GUS.

Wzrost sprzedaży detalicznej nie był wysoki jak na miesiąc, w którym mieliśmy święta Bożego Narodzenia. Był też wewnętrznie zróżnicowany. W cenach bieżących r/r spadła bowiem sprzedaż aut, a także paliw (spadek także w cenach stałych). Wzrosła zaś silnie odzieży i obuwia (10,7 proc.) oraz kosmetyków i farmaceutyków (prawie 14 proc.). O poprawie kondycji gospodarstw domowych, wynikającej z lepszej sytuacji na rynku pracy, świadczy również fakt, że w większym stopniu rosła sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych w sklepach wyspecjalizowanych niż w sieciach hiper czy supermarketów.

Słabsza niż w grudniu 2013 roku, tak w cenach bieżących, jak i stałych, była natomiast sprzedaż dóbr trwałego użytku – mebli, RTV i AGD. A zwykle w okresie świątecznym Polacy chętnie kupują te produkty. Może to oznaczać, że oczekujemy obniżek cen w tej grupie towarów,  a w grudniu były one niewielkie. To efekt deflacji, która powoduje, że konsumenci czekają z większymi zakupami na  wyraźnie niższe ceny.

Grudniowe dane dotyczące sprzedaży wskazują, że poprawa na rynku pracy i wzrost wynagrodzeń przekładają się na skłonność gospodarstw domowych do konsumpcji, ale nie w sposób huraoptymistyczny, co będzie służyło gospodarce w tym roku.

 

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek2Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Jak wynika z najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, w 10 z 15 analizowanych miast odnotowano obniżki cen ofertowych. Spadają również kwoty transakcyjne, choć tu wyjątek stanowi Gdańsk. Na rynku kredytów hipotecznych natomiast ponownie obserwujemy wzrost marż, zwłaszcza tych zaciąganych z niskim wkładem własnym. Obecnie różnica pomiędzy nimi a wariantem z wysokim wkładem jest najwyższa w historii i wynosi aż 0,44 p.p.

Ceny ofertowe coraz niższe

Listopad był kolejnym miesiącem spadku cen ofertowych. Wzrost popytu, związany ze zmianami w sposobie kredytowania i spadkiem stóp procentowych nie jest na tyle duży aby powstrzymać obniżki cen. – Największe spadki dotyczą Sopotu, w którym mieszkania można kupić obecnie o 2,4% taniej niż w ubiegłym miesiącu, a także  w Gdyni i Poznaniu, gdzie wynoszą  odpowiednio 1,8% i 1,7%. Tendencja dotyczy większości dużych miast – Wrocławia, Krakowa, Warszawy, Gdańska, Łodzi, Szczecina, Torunia, Olsztyna i Białegostoku – wymienia ekspert Szybko.pl. – Ceny nieznacznie wzrosły w Katowicach i Lublinie – uzupełnia. Analizując dane w kontekście analogicznego okresu ubiegłego roku, ceny w wymienionych aglomeracjach są nadal nieznacznie wyższe. Aktualna różnica wynosi +1%

Ważną informacją dla sprzedawców jest zmiana zasad dotycząca zwiększenia wkładu własnego do 10% przy wnioskach o kredyt hipoteczny. Z szacunków pośredników i banków wynika, że wnioski złożone do końca 2014 roku, będą  rozpatrywane już w 2015. Spowoduje to częściowe zniwelowanie okresowego zastoju na rynki nieruchomości w styczniu i lutym. – Jednak kolejnym skutkiem nowelizacji będzie spadek popytu cen nieruchomości – dodaje Marta Kosińska.

Łódź i Gdańsk z przeciwną relacją cen transakcyjnych i ofertowych

W listopadzie jedynym miastem, w którym nie odnotowano spadku cen jest Gdańsk. Niższe ceny, przekraczające 2% w porównaniu z wcześniejszym zestawieniem widoczne są w Gdyni i Łodzi. Pomiędzy tymi miastami jest jednak duża różnica w kształtowaniu się proporcji pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi. – Obecnie w Gdyni średnie ceny wystawiane przez sprzedających są aż o 17,6% wyższe od cen mieszkań będących przedmiotem zakupu. Świadczy to o niedostosowaniu oferty rynkowej do realnych możliwości mieszkańców – zauważa Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – W Łodzi natomiast różnica wynosi zaledwie 12 zł, a średnia cena za metr kwadratowy to 3600zł.

W mijającym roku ceny na rynku stołecznym niewykraczały poza zakres 7200-7400 zł za m kw. Obecnie średnia cena wynosi 7238 zł i jest o 1,7% niższa niż w ubiegłym miesiącu. Poznań również zanotował spadek. W stolicy Wielkopolski lokale sprzedawane są średnio za 5055 zł, czyli o 1,4% taniej niż w listopadzie, tutaj też, podobnie jak od kilku miesięcy, dość dobrze ze sprzedażą radzą sobie mieszkania nieco większe – stąd dość wysoki w porównaniu z innymi miastami średni metraż lokali w transakcjach – 57 m kw. Podobne ceny utrzymują się we Wrocławiu (5144zł za m kw.), natomiast w Krakowie ceny nadal nieznacznie przekraczają granicę 6000 za m kw.

Wzrost marży kredytów hipotecznych

Na rynku kredytów hipotecznych ponownie rosną marże. – Obniżki, które obserwowaliśmy w ostatnich dwóch miesiącach miały za zadanie pomóc bankom zdobyć dodatkowych klientów, aby zrealizować tegoroczne plany sprzedażowe. Wygląda jednak na to, że dwa banki już ten cel osiągnęły, gdyż podniosły marże w swoich ofertach. Niestety wkrótce kolejne instytucje pójdą w ich ślady – ocenia Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors. W ostatnim miesiącu, najszybciej wzrosła marża kredytów z niskim wkładem własnym. Co warte podkreślenia, różnica między nimi a kredytami z wysokim wkładem jest najwyższa w historii. – Obecnie jest to aż 0,44 p.p. Dla porównania w 2013 r. różnica między kredytem bez żadnego wkładu własnego, a takim z wkładem 25% wynosiła jedynie 0,23 p.p. – zaznacza Sadowski.

Należy również przypomnieć, że wraz z nadchodzącym rokiem zostaną zaostrzone regulacje dotyczące obowiązkowego wkładu własnego. Od stycznia 2015 roku kredyty hipoteczne będą mogły być udzielane na nie więcej niż 90% wartości nieruchomości. – W większości banków wciąż można składać wnioski o kredyty z wkładem wynoszącym 5%. Trzeba się jednak spieszyć, gdyż kompletna dokumentacja musi zostać złożona najpóźniej do 31 grudnia – podkreśla Sadowski. Wartym odnotowania jest również kolejny, choć nieznaczny, wzrost zdolności kredytowej. Znaczną poprawę widać jednak porównując obecną dostępną kwotę z poziomem sprzed roku. Obecnie 3-osobowa rodzina z dochodem na poziomie 5000 zł netto może otrzymać aż o  37 tys. zł wyższy kredyt. Banki przeciętnie są bowiem gotowe pożyczyć im 451,5 tys. zł.

Szybko.pl, Metrohouse, Expander

Choć w skali kraju obserwujemy cały czas stabilizację cen mieszkań, to na kilku rynkach zmiany są znaczące. W ciągu ostatnich 12 mies. najbardziej wzrosły ceny w Bydgoszczy, a spadły w Katowicach i Lublinie. Niezmiennie najdroższa spośród dużych miast jest Warszawa.

O 1,88 proc. wzrosły przez ostatni rok przeciętne ceny mieszkań w Polsce. Najnowszy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych wynosi 814,23 pkt. To już 17. z rzędu miesiąc, w którym odczyt indeksu mieści się w zakresie 800-820 pkt. Wyliczany na podstawie transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance indeks pokazuje zmiany realnych (transakcyjnych) cen na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach.

Z analizy danych składowych indeksu wynika, że przez ostatnich 12 miesięcy mieszkania najbardziej podrożały w Bydgoszczy (o 7,9 proc. do 4194 zł za mkw.), a na plusie są także Gdańsk (o 0,5 proc.), Łódź (2 proc.), Poznań (0,4 proc.), Szczecin (0,1 proc.) i Warszawa (1 proc.). Największe spadki odnotowaliśmy z kolei w Lublinie, gdzie przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania obniżyła się w ciągu 12 mies. o 8,2 proc. do 4316 zł za mkw. Tańsze mieszkania niż przed rokiem są także w Katowicach (spadek o 5,2 proc. do 3842 zł za mkw.) Białymstoku (o 3,8 proc.), Krakowie (o 1,5 proc.), Olsztynie (o 1,4 proc.) i Wrocławiu (o 1 proc.).

Zmiana cen mieszkań w sześciu największych miastach Polski w latach 2008-2014

wawa_drozsza_ldz

Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Nominalnie z dużych miast najdroższe mieszkania są niezmiennie w Warszawie. Wg ostatniego odczytu Indeksu Cen Transakcyjnych Open Finance i Home Broker, za metr kwadratowy mieszkania w stolicy trzeba przeciętnie zapłacić 7239 zł. To o 20 proc. więcej niż w drugim najdroższym Krakowie i niemal dokładnie dwa razy tyle co w Łodzi, gdzie mieszkania są najtańsze spośród dużych polskich miast. Średnia niższa niż 4 tys. zł za metr kwadratowy jest jeszcze w Katowicach.

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Zmiana
ceny m/m
Białystok 4 088 zł -3,8% -1,3%
Bydgoszcz 4 194 zł 7,9% 0,1%
Gdańsk 5 131 zł 0,5% 3,3%
Katowice 3 842 zł -5,2% 3,8%
Kraków 6 009 zł -1,5% -1,9%
Lublin 4 316 zł -8,2% -3,2%
Łódź 3 613 zł 2,0% -4,6%
Olsztyn 4 279 zł -1,4% 0,7%
Poznań 5 391 zł 0,4% 0,1%
Szczecin 4 273 zł 0,1% 0,9%
Warszawa 7 239 zł 1,0% -0,9%
Wrocław 5 484 zł -1,0% -0,5%
Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Komentarz i prognoza
Utrzymująca się od półtora roku ogólnokrajowa stabilizacja cen na rynku mieszkaniowym opiera się na kilku silnych nogach. Globalne czynniki wpływające na wzrost cen są tak samo mocne jak te ciągnące ceny w dół.

Pod koniec roku powinno wzrosnąć zainteresowanie zakupami, a to ze względu na perspektywę zmiany zasad udzielania kredytów hipotecznych – od początku stycznia by ubiegać się o kredyt trzeba będzie mieć 10-proc. wkład własny, obecnie jest to wartość o połowę mniejsza. W dłuższym terminie na wzrost popytu wpływają też podwyższone w październiku limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych. Zwiększenie jego dostępności w kilku miastach (szczególnie w Warszawie) powinno przyśpieszyć decyzję zakupową niektórych klientów. Nie bez znaczenia są także rekordowo niskie stopy procentowe. Z jednej strony oznaczają one niskie oprocentowanie kredytów (co zachęca do ich zaciągnięcia), a z drugiej niewielką opłacalność zakładania lokat bankowych, czego efektem jest wzrost zainteresowania nieruchomościami inwestycyjnymi.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

wawa_drozsza_ldz2
Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Ale to tylko jedna strona medalu. Na odwrocie znajdziemy rosnącą podaż (deweloperzy budują więcej niż w ostatnich latach) i niepewność sytuacji gospodarczej, która sprawia, że część osób rezygnuje na razie z zakupu. Do tego dochodzi zwiększony obowiązkowy wkład własny, który odetnie od możliwości zaciągnięcia kredytu część potencjalnych kupców. W efekcie może być tak, że na przełomie roku zanotujemy wzrost cen, ale już po kilku miesiącach wrócą one do poprzednich poziomów z prawdopodobnym lekkim spadkiem.

autor: Marcin Krasoń, Home Broker

Klienci galerii handlowych wydają w nich średnio 714 zł miesięcznie*, najwięcej na żywność oraz ubrania. Sięgamy po portfel częściej, gdy w sklepach pojawiają się wyprzedaże, a jak wskazują eksperci, zamiast gotówki, coraz chętniej wyciągamy z niego karty płatnicze. Niestety taka forma regulowania rachunków utrudnia kontrolowanie wydatków, zwłaszcza, jeśli posługujemy się kartami kredytowymi. Eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego radzą, jak ustrzec się przed nadmiernymi wydatkami, gdy na sklepowych witrynach pojawia się napis „sale” oraz jak wykorzystać produkty bankowe by stały na straży domowego budżetu.

Promocje nie zawsze atrakcyjne
Co roku UOKiK bada rzetelność i prawidłowość działań promocyjnych prowadzonych przez duże sieci handlowe. W 2013 r. stwierdzono nieprawidłowości w aż 79% przypadków. Zwykle dotyczyły one zawyżania cen tuż przed rozpoczęciem promocji oraz darmowych produktów dołączanych do oferty.

Niebawem sklepy zaczną wabić nas jesiennymi wyprzedażami i świątecznymi promocjami. Tymczasem na półkach już pojawiły się pierwsze czekoladowe mikołaje i bałwanki. To czas kiedy chętniej poddajemy się „zakupowemu szaleństwu”. Badania przeprowadzone przez Silesia City Center ujawniają, że blisko połowa z nas wyda na wyprzedażach znacznie więcej, niż w czasie zwykłych zakupów – przeciętnie o 250–350 zł. – Jesień to okres zwiększonych wydatków w prawie każdym gospodarstwie domowym – mówi Ewa Kozłowska, ekspert Gold Finance i Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF). – Najważniejsze jest to, żeby w czasie zakupów zachować rozsądek i nie wydawać pieniędzy na rzeczy, które jedynie kuszą atrakcyjną ceną, a są nam niepotrzebne. Warto odpowiednio przygotować się przed wyjściem na zakupy – sporządzić listę rzeczy, które potrzebujemy oraz ustanowić limit transakcji na karcie lub zabrać tylko wyliczoną sumę w gotówce. W ten sposób zabezpieczymy się przed wpływem sklepowych promocji.

 Karta pomoże zapanować nad budżetem

Za pomocą karty płaci się szybciej i bezpieczniej. Taka forma płatności sprawia jednocześnie, że trudniej jest nam kontrolować wydatki. Problem ten dotyczy zwłaszcza posiadaczy kart kredytowych, którzy w czasie zakupów zadłużają się ponad miarę. Eksperci wskazują jednak, że mądrze wykorzystując płatności kartowe, możemy skuteczniej zarządzać budżetem. – Po każdej transakcji bezgotówkowej zostaje ślad w postaci bilingu – przypomina Leszek Zięba, ekspert Aspiro, ZFDF. –  Ten wykaz płatności może być bardzo przydatny przy planowaniu budżetu, bowiem jasno pokazuje gdzie, ile oraz na co wydaliśmy pieniądze. Wyciągając wnioski z takiej analizy, możemy znacznie lepiej zarządzać naszym portfelem. Odpowiednio niski limit transakcji nie pozwoli nam natomiast na pochopne zakupy, które są najczęstszym powodem finansowych problemów.

 Rozwiązania na czarną godzinę

Karta kredytowa lub limit na rachunku to bardzo wygodne produkty, dzięki którym szybko możemy poprawić naszą płynność finansową. Niestety, w czasie wyprzedaży jesteśmy kuszeni niższymi cenami i często decydujemy się na wydatki przekraczające nasze możliwości. To jednak bardzo ryzykowne zachowanie. – Posługując się kartami kredytowymi powinniśmy zachować szczególną ostrożność i rozwagę. Musimy pamiętać, że pieniądze, które pożyczamy, należy oddać – przypomina Ewa Kozłowska, Gold Finance, ZFDF. – Najlepiej, jeśli zrobimy to przy okazji najbliższej wypłaty. Po okresie bezodsetkowym musimy liczyć się z wysokim oprocentowaniem, które sprawi, że rzeczywisty koszt nabytych w promocji rzeczy przestanie być okazyjny. Dlatego też karty kredytowe i limity na rachunku warto traktować jako rezerwę finansową, po którą sięgamy w ostateczności, a nie źródło łatwo dostępnych środków.  

Zachowaj czujność

W czasie jesiennych wyprzedaży naszymi pieniędzmi zainteresowani są nie tylko sprzedawcy, ale także oszuści i złodzieje, dlatego wybierając się do centrum handlowego powinniśmy pamiętać również o tym zagrożeniu. Czasem wystarczy tylko chwila nieuwagi, by portfel czy torebka pozostawione bez opieki stały się łupem przestępców. – Jeśli staniemy się ofiarą kradzieży, a w naszym portfelu oprócz gotówki znajdywały się również karty i dokumenty, powinniśmy niezwłocznie powiadomić nie tylko policję, ale również bank, który zablokuje skradzione karty – radzi Leszek Zięba, Aspiro, ZFDF. – Dzięki temu możemy liczyć na zwrot środków, które wykorzystałby złodziej korzystając z transakcji zbliżeniowych lub łamiąc zabezpieczenia. Nie dotyczy to niestety gotówki.  

Eksperci ZFDF radzą:
  • Kontroluj regularnie saldo na swoim koncie.
  • Określ kwotę stałych zobowiązań – czynsz, świadczenia, ubezpieczenia i traktuj je, jako priorytet.
  • Przeznacz choćby małą kwotę, którą będziesz regularnie odkładać na wybrany cel.
  • Przed wyprawą na zakupy oblicz gotówkę, którą dysponujesz i określ sumę, którą możesz przeznaczyć na wydatki.
  • Ustal w banku określone limity dzienne na płatności kartą i wypłacanie pieniędzy z bankomatu.
  • Jeśli płacisz kartami, podliczaj bieżące rachunki i saldo.
  • Korzystając z bankomatów i dokonując transakcji przy użyciu kart zachowaj szczególną ostrożność.
  • Nie udostępniaj nikomu swojego kodu PIN.
*badania ARC Rynek i Opinia.
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

Notowania większości surowców idą w dół od końca czerwca. W ciągu zaledwie trzech miesięcy indeks CRB stracił 11,5 proc. Powszechność tej tendencji wskazuje, że jej przyczyny mają charakter systemowy. Można do nich zaliczyć z pewnością słabość globalnej gospodarki, politykę Fed i wynikającą z niej rosnącą siłę dolara. Taki układ czynników nie rokuje rynkom surowcowym pomyślnej przyszłości.

Spadki z ostatnich trzech miesięcy niemal w całości zniwelowały trwającą przez pierwsze półrocze silną zwyżkę indeksu cen surowców, w wyniku której poszedł on w górę o 15 proc. Jednym z najbardziej rzucających się w oczy zjawisk jest wyraźna ujemna korelacja tendencji na rynku surowców ze zmianami kursu dolara. Dollar Index, odzwierciedlający siłę amerykańskiej waluty wobec koszyka składającego się z franka szwajcarskiego, euro, funta i jena, od początku lipca poszedł w górę o ponad 6 proc. W tym czasie kurs euro wobec dolara zniżkował o prawie 9 proc. Wcześniej, w pierwszym półroczu 2014 r., zwyżkom na giełdach towarowych towarzyszyło osłabienie się dolara, sygnalizowane przez spadek indeksu tej waluty o 3 proc. Warto jednak zauważyć, że dynamiczna tendencja osłabiania dolara rozpoczęła się już w lipcu 2013 r., ale indeks surowców zupełnie na nią nie reagował, dostrzegając ją niemal pół roku później. Nie zwlekał już jednak z reakcją na odwrócenie trendu notowań dolara.

Indeks cen surowców CRB i indeks wartości dolara Dollar Index

surowce_pod_presja

Źródło : Stooq.pl.

Można też dostrzec zbieżność zmian kierunku ruchu na rynku surowców z falowaniem sytuacji w globalnej gospodarce i opinii na temat przyszłej koniunktury. Druga połowa 2013 r., czyli brak reakcji CRB na dynamiczne osłabianie dolara to okres tuż po apogeum osłabienia w większości krajów o największym znaczeniu, czyli Niemiec i całej strefy euro, Chin, Japonii, w mniejszym stopniu także Stanów Zjednoczonych oraz stopniowej poprawy fatalnych nastrojów. Wyraźny optymizm zagościł wśród ekonomistów i przedsiębiorców w pierwszych miesiącach 2014 r. Dość szybko okazał się on przesadzony i przedwczesny, co natychmiast wyczuły giełdy towarowe, rozpoczynając pierwszą falę spadku CRB już w kwietniu. Skorygowana została ona w czerwcu, przed ostateczną zmianą tendencji na spadkową. Obecnie rokowania dla globalnej koniunktury znów są pesymistyczne, podobnie jak twarde dane z większości wiodących gospodarek światowych.

Do tej większości nie zalicza się gospodarka Stanów Zjednoczonych, dynamicznie odrabiająca straty po zimowym tąpnięciu z początku roku. Nie pomaga to jednak rynkowi surowców, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej go mrozi perspektywą zbliżającego się rozpoczęcia cyklu zaostrzania polityki pieniężnej przez Fed. Ten proces będzie działał z podwójną siłą, z co z jednej strony widać po notowaniach złota, które było jednym z beneficjentów luźnej polityki w Stanach Zjednoczonych, z drugiej zaś poprzez mechanizm umacniania amerykańskiej waluty.

Trudno więc w perspektywie najbliższych kilku, a być może kilkunastu miesięcy, znaleźć argumenty przemawiające za zmianą spadkowej tendencji notowań surowców. Zakładając nawet, że Fed jednak będzie zwlekał znacznie dłużej z pierwszą podwyżką stóp procentowych, niż się obecnie sądzi, może to stanowić jedynie pretekst do wzrostowej korekty na giełdach towarowych. Scenariusz ten może poważniej zakłócić jedynie drastyczne zaostrzenie sytuacji geopolitycznej w głównych ośrodkach zapalnych świata, a trwałej zwyżki cen surowców można się spodziewać wówczas, gdy wiodące gospodarki zaczną zgodnie zwiększać tempo wzrostu.

Roman Przasnyski1

Roman Przasnyski, Open Finance

Bliskość dobrej szkoły to jeden z elementów dobrej lokalizacji nieruchomości. Waga tego elementu nie jest jednak wysoka. Z doświadczeń doradców Lion’s House wynika, że bardziej niż bliskość szkoły nabywcy nieruchomości cenią sobie dostępność komunikacji publicznej, sąsiedztwo terenów zielonych i rekreacyjnych, dobry dojazd samochodem czy bliskość sklepów i punktów usługowych. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w Anglii. Tam, jak wynika z danych firmy Knight Frank, w pobliżu 50 najlepszych szkół ceny domów są aż o 16,6% wyższe niż tych położonych o ponad milę od najlepszych placówek oświatowych. Analitycy firmy podkreślają, że na Wyspach rodzice podczas wyboru lokalizacji nieruchomości zwracają sporo uwagi na poziom i jakość nauczania w okolicznych szkołach. To powoduje, że dobre placówki oświatowe mogą być czynnikiem wpływającym pozytywnie na rozwój lokalnego rynku nieruchomości. Najbardziej jaskrawym przykładem tego wpływu, ma być renomowana szkoła Sevenoaks (założona w XV w. w hrabstwie Kent). W raporcie Knight Frank prezentuje wyliczenia, zgodnie z którymi domy położone w pobliżu tej placówki wyceniane są na poziomie aż o 221%wyższym niż domy znajdujące się w odległości ponad jednej mili od szkoły. To oznacza, że premia za dobrą lokalizację wyniosła w tym wypadku aż 425 291 GBP. Przeliczając tę kwotę na złotówki można przyjąć, że za bliskość tej konkretnej szkoły rodzice są w stanie zapłacić za dom aż o 2,3 mln zł więcej.

blisko_szkoly2

Jest to oczywiście przykład skrajny. Analitycy Knight Frank przebadali jednak wpływ odległości od aż 50 najlepszych angielskich szkół. Wyraźnie pozytywnie bliskość takich placówek działa też na wyceny w Londynie, gdzie nie tylko poziom cen należy do jednych z najwyższych na świecie, ale też dobrze rozwinięty jest transport publiczny, a co za tym idzie wpływ odległości od dobrej szkoły na ceny nieruchomości powinien być niższy. I tak w stolicy za odległość od dobrej szkoły nieprzekraczającą jednej mili rodzice są skłonni zapłacić o 4,9% więcej, niż gdyby ich pociechy musiały pokonywać dłuższą drogę do szkoły.

blisko_szkoly3

Źródło: Lion’s Bank

Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,3 proc. w ujęciu rocznym i 0,4 proc. w ujęciu miesięcznym – podał GUS.

Po raz drugi od 1989 roku mamy do czynienia ze spadkiem cen w ujęciu rocznym (pierwszy był w lipcu br.). To w części efekt czynników sezonowych (lipiec, sierpień, wrzesień to zawsze okres niższej inflacji). Ale w znacznie silniejszym stopniu to efekt embarga rosyjskiego na produkty żywnościowe przy wysokim tegorocznym urodzaju. Ceny żywności spadły w sierpniu r/r o 2,3 proc., przy wysokiej bazie z sierpnia 2013 r., 102,8. W kolejnych miesiącach należy się spodziewać także spadku cen żywności, bo do już oddziałujących na ceny żywności czynników dochodzi chociażby urodzaj pszenicy w USA.

Spadek cen  żywności oddziałuje pozytywnie na portfele Polaków, szczególnie tych o niższych dochodach. „Zwalnia” to część dochodów do dyspozycji i teoretycznie pozwala na ich wydatkowanie na inne dobra czy usługi. Jednak obserwowane wzrosty sprzedaży detalicznej nie są wysokie, co oznacza, że gospodarstwa domowe nie zawsze decydują się na wydatkowanie „zaoszczędzonych” dzięki niskim cenom żywności dochodów.

Podobnie jak w lipcu, gdyby nie zmiana strategii firm telekomunikacyjnych dotycząca polityki cenowej, a także wzrost cen napojów alkoholowych (wyższa akcyza) deflacja w sierpniu byłaby znacznie głębsza.

Rada Polityki Pieniężnej chyba już nie będzie mogła mieć wątpliwości co do tego, jaką decyzję podjąć na swoim październikowym posiedzeniu. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym roku stopy procentowe spadną o 50 punktów bazowych. Wzrost PKB był co prawda w 2. kwartale br. porównywalny do osiągniętego w 1. kwartale, ale ani produkcja sprzedana przemysłu, ani sprzedaż detaliczna w ostatnich miesiącach, ani wyniki firm po 6. miesiącach br. nie pozwalają na zakładanie porównywalnego tempa wzrostu PKB w 2. połowie 2014 r. A to także powinno wpłynąć na decyzje RPP.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, Konfederacja Lewiatan

 

Przez ostatni rok średnie ceny mieszkań w Polsce niewiele się zmieniły. Ale w poszczególnych miastach dochodzi do kilkuprocentowych wahań. Największa zmiana przez ostatnie 12 mies. zaszła w Łodzi, gdzie przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania wzrosła o 7,3 proc. r/r.

Pięć kwartałów trwa już stabilizacja notowań Indeksu Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance, obrazującego sytuację na rynku nieruchomości wskaźnika, który powstaje na podstawie transakcji na rynku nieruchomości dokonywanych przez klientów obu firm. Od 15 miesięcy ICT przebywa w przedziale 800-820 punktów. Najnowszy odczyt to 816,28 pkt, czyli o 0,35 proc. mniej niż przed miesiącem i o 1,1 proc. więcej niż w sierpniu ubiegłego roku. Indeks liczony jest od początku 2008 roku, od tego czasu spadł o 18,4 proc. Na rynku swoje piętno odcisnęły wakacje, liczba transakcji uwzględnionych do wyliczania indeksu w ciągu miesiąca spadła o 3,8 proc.

 

Łódź coraz droższa

W ciągu ostatniego roku największy spadek średnich transakcyjnych cen mieszkań zaobserwowaliśmy w Gdańsku (-4,3 proc.). Ponad 3-proc. spadki nastąpiły w Olsztynie (-3,8 proc.) i Szczecinie (-3,2 proc.). Wzrost cen nastąpił z kolei w Łodzi (7,3 proc.), Katowicach (4,4 proc.), Bydgoszczy (3,9 proc.) i Warszawie (3,2 proc.). Tylko w sierpniu ceny najbardziej podskoczyły w Warszawie (2,8 proc.). W Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku ceny również wzrosły, ale w nieco mniejszym stopniu, tj. w zakresie od 0,3 do 0,6 proc.

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Zmiana
ceny m/m
Białystok 4 145 zł -0,9% 0,3%
Bydgoszcz 4 050 zł 3,9% -1,7%
Gdańsk 4 910 zł -4,3% -3,4%
Katowice 3 731 zł 4,4% -1,5%
Kraków 6 064 zł -2,2% -1,0%
Lublin 4 601 zł -1,3% -2,6%
Łódź 3 928 zł 7,3% 0,6%
Olsztyn 4 200 zł -3,8% -1,3%
Poznań 5 353 zł -2,1% -1,1%
Szczecin 4 140 zł -3,2% -7,4%
Warszawa 7 360 zł 3,2% 2,8%
Wrocław 5 524 zł -0,5% 0,4%

Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Średni metraż mieszkań kupowanych przez klientów Home Brokera i Open Finance, mieści się w zakresie od 47 do 59 metrów kwadratowych. Największe lokale nabywają mieszkańcy Torunia (59 mkw.) i Wrocławia (58 mkw.). Na ponad 55-metrowe lokale decydują się także szczecinianie zielonogórzanie (po 56 mkw.). Z tym, że w najlepszej sytuacji są mieszkańcy Torunia, bo średni koszt 59-metrowego lokum wynosi tam nieco ponad 171 tys. zł, podczas gdy wrocławianin za 58 metrów musi zapłacić blisko 40 proc. więcej, czyli prawie 235 tys. zł.

W mniejszych mieszkaniach gustują mieszkańcy Olsztyna (47 mkw.) oraz Lublina i Poznania (po 50 mkw.). W najlepszej sytuacji pod tym względem są katowiczanie, dla których 53-metrowe mieszkanie oznacza wydatek średnio w wysokości 147,5 tys. zł. W najgorszej sytuacji są oczywiście mieszkańcy największych miast. W Warszawie na 53 mkw. trzeba wydać przeciętnie prawie 316 tys. zł, czyli ponad dwa razy więcej niż w Katowicach.

Komentarz i prognoza

Polski rynek nieruchomości znajduje się w ostatnich kwartałach pod wpływem wielu czynników, które mają zróżnicowany wpływ na lokalne rynki. Stąd, mimo stabilizacji cenowej w skali kraju, w poszczególnych miastach ceny wahają się, czasami nawet o więcej niż 5 proc. w skali roku. Znaczenie ma na przykład program Mieszkanie dla Młodych, który w niektórych miastach (Bydgoszcz, Łódź) ciągnie ceny w górę za sprawą limitu cenowego wyższego od cen rynkowych, a w innych (Warszawa, Wrocław) je obniża, gdyż deweloperzy są zmuszeni do obniżek cen za sprawą niskich limitów.

Ogólnopolska stabilizacja cen powinna trwać jeszcze przez kilka miesięcy. Większe zainteresowanie zakupami na rynku mieszkaniowym (a co za tym idzie i wzrost cen) może pojawić się w listopadzie i grudniu, gdy nad kupującymi zacznie ciążyć widmo kolejnych zmian w zasadach udzielania kredytów hipotecznych. Od początku stycznia 2015 r. kupujący nieruchomość na kredyt będą musieli wykazać się co najmniej 10-proc. wkładem własnym (dziś jest to 5 proc.), a w połączeniu z opłatami transakcyjnymi oznacza to, że trzeba będzie dysponować nawet 20 proc. gotówki.

Marcin Krasoń, Home Broker; Bernard Waszczyk, Open Finance

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...