poniedziałek, Lipiec 23, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "ceny żywności"

ceny żywności

Według szybkiego szacunku GUS, w czerwcu inflacja podskoczyła z 1,7 do 1,9 proc. To przede wszystkim wpływ wysokich notowań ropy naftowej, w wyniku czego paliwa na naszych stacjach podrożały aż o 15,2 proc. w porównaniu do cen z czerwca 2017 r. Swoje przysłowiowe „trzy grosze” dołożyło też do tego osłabienie złotego wobec dolara, w wyniku czego import surowca stał się bardziej kosztowny. Zmniejszyła się natomiast dynamika wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych. Jeszcze w kwietniu żywność była droższa niż przed rokiem o 4,1 proc., w maju różnica ta stopniała do 3 proc. a w czerwcu do 2,7 proc.

Od lipca powinniśmy obserwować obniżenie się wskaźnika inflacji, związane z wysoką statystyczną bazą odniesienia z ubiegłego roku, gdy zarówno inflacja, jak i szczególnie ceny żywności bardzo mocno szły w górę. O ile w najbliższych miesiącach nie przeszkodzą skutki suszy oraz wysokich notowań ropy naftowej, tegoroczna inflacja będzie prawdopodobnie nieco niższa niż w 2017 r., co utwierdzi Radę Polityki Pieniężnej w zamiarze utrzymywania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie jeszcze przez dłuższy czas.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w styczniu 2018 r. o 1,9 proc. r/r, a w stosunku do grudnia o 0,3 proc. – podał GUS we wstępnych danych, bazujących na strukturze wydatków gospodarstw domowych z 2016 r.

W styczniu 2018 r. inflacja nieco wyhamowała, bo wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 1,9 proc. wobec wzrostu w okresie styczeń-grudzień 2017 r.  o 2,1 proc. Nieco wyhamował, ale tylko w stosunku do ostatniego kwartału 2017 r., wzrost cen żywności, napojów bezalkoholowych, alkoholowych oraz wyrobów tytoniowych. Tylko w stosunku do 4. kwartału ubr., bowiem już odnosząc wzrost cen żywności, napojów bezalkoholowych, alkoholowych oraz wyrobów tytoniowych do całego 2017 r. (o 3,6 proc.), dynamika tej grupy cen poszybowała ponad średnią z 2017 r., i wynosiła 4,1 proc. r/r.

Nie rokuje to dobrze realnym dochodom polskich gospodarstw domowych. Tym bardziej, że w styczniu 2018 r. silniej niż w całym 2017 r. rosły ceny związane z opłatami za mieszkanie, a także ceny usług zdrowotnych. A to oznacza, że szczególnie gospodarstwa domowe z niższymi dochodami rozporządzalnymi będą silnie odczuwać wzrost cen.

W kontekście sytuacji na rynku pracy, gdy stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w grudniu 2017 r. 6,6 proc., a bezrobocia wg BAEL – 4,4 proc., należy spodziewać się jeszcze silniejszego niż w 2017 r. wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Będzie on bowiem „wymuszany nie tylko brakiem pracowników i zapewne wykorzystywaniem wynagrodzeń do ściągania ich do siebie z innych firm, ale właśnie także inflacją, a przede wszystkim wzrostem cen żywności. A to zwiększać będzie ogólny wzrost cen.

Na razie, na szczęście nic nie wskazuje, aby istniało ryzyko znacznego oddalenia się od celu inflacyjnego (2,5 proc.), co na pewno będzie kluczowe dla decyzji Rady Polityki Pieniężnej. A tym samym dla gospodarstw domowych i firm, które mają kredyty.

Cieszyć się powinna natomiast pani minister finansów, bo wyższa inflacja zapewnia wyższe wpływy z podatków do budżetu państwa.

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

O wpływie światowych tendencji na krajowe ceny żywności mogliśmy się boleśnie przekonać w ostatnich kilkunastu miesiącach w przypadku masła i jaj, choć przykładów może być znacznie więcej. W styczniu liczony przez FAO indeks cen żywności spadł o prawie 3 proc. Wkrótce przekonamy się, czy ta tendencja dotrze także do nas i czy odczujemy ją w naszych portfelach.

Ubiegły rok zafundował nam mocne zwyżki cen sporej części artykułów spożywczych. Przyczyniły się do tego zarówno lokalne warunki, głównie o charakterze pogodowym, jak i tendencje na rynkach światowych. Te pierwsze skutkowały skokiem cen owoców i warzyw, sięgających w niektórych przypadkach kilkudziesięciu procent. Czynniki światowe wpłynęły zaś przede wszystkim na szalejące ceny masła i niektórych przetworów mleczarskich, a pod koniec ubiegłego roku także jaj. W efekcie wzrost cen żywności w październiku 2017 r. przekroczył 5 proc., a w listopadzie sięgnął 6 proc. Wcześniej eksperci spodziewali się zwyżki o około 4 proc. Obecnie także przewidują wolniejszy wzrost cen. Wiele wskazuje na to, że o ile nie dojdzie znów do meteorologicznych anomalii, tym razem mogą mieć rację.

Świadczą o tym tendencje na rynkach światowych. Wyliczany przez działającą przy ONZ agendę FAO (Food and Agricullture Organisation) indeks cen żywności obniżył swoją wartość w grudniu ubiegłego roku o 0,6 proc., a w styczniu spadł już o 2,9 proc. Być może wpływ tej tendencji odczujemy także w kraju. Choć trudno liczyć na spadek ogólnego wskaźnika cen żywności, to przynajmniej powinna wyraźnie spowolnić dynamika jego wzrostu, a ceny niektórych produktów, szczególnie tych, które wcześniej mocno poszły w górę, mogą być niższe. Warto bowiem zauważyć, że w przeszłości z pewnym opóźnieniem, wskaźnik krajowych cen podążał za indeksem światowym. Na przełomie lat 2014-2015, a więc w czasie gdy w Polsce notowaliśmy największe nasilenie deflacji, a ceny żywności spadały o 3-4 proc., indeks FAO zniżkował nawet o ponad 20 proc. Późniejszemu wzrostowi cen produktów żywnościowych i powrotowi inflacji w latach 2016-2017 towarzyszyła zwyżka indeksu cen światowych o 10 do 17 proc. Po raz ostatni jego 10 proc. zwyżkę notowano w lipcu ubiegłego roku, po czym jej skala systematycznie się zmniejszała, w odróżnieniu od wskaźnika krajowych cen żywności.

Za co możemy w tym roku płacić mniej? Sądząc po zmianach poszczególnych składowych indeksu FAO, mocno potanieć powinien cukier. Wskaźnik jego światowych cen zniżkuje już od połowy ubiegłego roku o około 30 proc. W styczniu o ponad 12 proc. spadał też indeks cen olejów i tłuszczy, a o prawie 7 proc. w dół idzie ostatnio indeks cen produktów mleczarskich i nabiału. A więc potanieć powinny masło i jaja. Niestety nie mamy raczej co liczyć na niższe ceny mięsa i przetworów zbożowych. Indeks światowych cen mięsa był styczniu o 7,4 proc. wyższy niż przed rokiem, a podobny wskaźnik dla zbóż rósł o 6,3 proc. Te tendencje znajdują też potwierdzenie w obserwacji sytuacji na światowych giełdach towarowych, na których w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy notowania cukru spadają o ponad 30 proc., a mleka o ponad 20 proc., pszenica jest droższa o 7 proc., a wołowina o ponad 20 proc.

W podobnym kierunku idą także prognozy ekspertów z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Zakładają one że w czerwcu ceny pszenicy i żyta będą wyższe niż pod koniec ubiegłego roku od 4 do 12 proc., żywiec wieprzowy może zdrożeć od 3 do 10 proc., ceny żywca drobiowego mają zaś pozostać na podobnym poziomie jak w listopadzie 2017 r., czyli około 3,4 zł za kilogram. Z prawie 24 do 18,4-19,8 zł za kilogram, czyli o 17-23 proc. potanieć powinno masło. W porównaniu do czerwca 2017 r., w połowie obecnego roku ceny pszenicy i żyta mogą być wyższe o maksymalnie 2-4 proc., a mleka o 6 proc. Żywiec wieprzowy powinien być tańszy o 9-14 proc., a masło w blokach od 7 do 14 proc. Nadal należy się liczyć z utrzymywaniem się wysokich cen warzyw i owoców, co wiąże się z kłopotami z przechowywaniem zbiorów, które w wyniku niekorzystnych warunków pogodowych charakteryzowały się niższą jakością.

 

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Kończy się maślane szaleństwo cenowe, jednak w polskich sklepach ceny topnieją bardzo powoli. Za masło płacimy dziś mniej więcej tyle samo co Holendrzy i o blisko 45 proc. więcej niż Finowie. Dlaczego?

Od czterech miesięcy spadają hurtowe ceny masła w Europie. Skala obniżek jest jednak bardzo różna. Ostatnie publikacje polskiego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) pokazują, że ceny na giełdach masła w Niemczech czy w Holandii spadły z historycznych szczytów o prawie 40 proc. W Polsce te obniżki są znacznie skromniejsze, co powoduje, że hurtowe ceny masła są wyższe w naszym kraju niż u naszych zachodnich sąsiadów.

Hurtowe ceny wyższe u nas niż w Holandii czy w Niemczech

Biuletyny informacyjne MRiRW ze stycznia, zestawiające ceny masła w Polsce oraz na głównych rynkach hurtowych w Europie, mogą tłumaczyć dlaczego przed świętami Bożego Narodzenia polscy konsumenci wciąż słono płacili za masło, mimo że trend na rynku zmienił się już kilka miesięcy wcześniej.

Średnia grudniowa cena sprzedaży 100 kg masła wynosiła wynosiła w Polsce 481 euro. Z kolei w Niemczech czy w Holandii było to odpowiednio 425 oraz 420 euro.

Jesienią płaciliśmy w sklepach więcej niż Holendrzy

Według danych Eurostatu przeciętna cena detaliczna kilograma masła w 2015 r wynosiła w Holandii 5,12 euro, a w Polsce 4,92 euro. Wzrost cen sklepowych smarowidła w porównaniu do przeciętnych wartości z 2015 r. był np. w październiku ub.r. jednak wyższy w Polsce – 51,9 proc. niż w Holandii – 44,3 proc. Oznacza to, że Holendrzy płacili w sklepach za masło mniej niż Polacy. Było to odpowiednio 7,39 oraz 7,47 euro za kilogram.

Masło w Polsce droższe o ok. 45 proc. niż w Finlandii

Zaskakuje, już sam fakt, że za masło holenderscy konsumenci płacą mniej więcej tyle samo co polscy, biorąc pod uwagę np. różnice w kosztach pracy pomiędzy tymi krajami.

Co ciekawsze – z danych Eurostatu za grudzień br. wynika, że ceny detaliczne masła w Finlandii wzrosły jedynie o 3,03 proc. w porównaniu ze średnim poziomem w 2015 r, a w Polsce w analogicznym okresie było to 49,1 proc. Ponieważ w 2015 r. Finowie i Polacy płacili w sklepach praktycznie tyle samo za ten popularny tłuszcz – ok. 5 euro kg, teraz masło kosztuje nas ok. 45 proc. więcej niż Finów.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

 

 

 

 

 

W grudniu ceny żywności w Polsce są o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Tempo wzrostu cen tych produktów będzie zatem najszybsze od 2011 r., kiedy to w grudniu ceny żywności były o 4,7 proc. wyższe niż rok wcześniej.  

W grudniu 2017 r. poziom cen detalicznych, z wyjątkiem cukru, wszystkich grup produktów, wchodzących w skład publikowanego przez GUS koszyka żywności, będzie wyższy niż przed rokiem.

Za jaja i masło wciąż słono zapłacimy

O blisko 20 proc. droższe niż rok wcześniej będą przede wszystkim oleje i tłuszcze. W tej kategorii żywności wyróżnia się masło, które będzie kosztowało o 30-35 proc. więcej niż w grudniu 2016 r. W ostatnich tygodniach ceny masła na rynkach międzynarodowych i w Polsce uległy już obniżeniu, ale ich poziom w sklepach jest wyższy w relacji rocznej. O kilka procent droższa będzie też margaryna.

Znacznie więcej Polacy zapłacą również za drugi podstawowy produkt, używany do wypieków ciast, czyli jaja. Ich ceny w sklepach mogą być o 20-25 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. W mniejszym stopniu niż żywność ogółem podrożeje natomiast mąka.

Owoce ciągle drogie

O ponad 10-proc. droższe są też owoce, przede wszystkim z uwagi na wyższe ceny produktów krajowych, np. jabłek. O ile w przypadku masła i jaj, o wzroście cen decydowała przede wszystkim sytuacja na rynku międzynarodowym, to w przypadku jabłek, głównym czynnikiem wzrostu ich cen były o 1/3 mniejsze krajowe zbiory. Wyższe niż przed rokiem będą również przeciętne ceny warzyw (o 3,5 proc.), jednak w tym przypadku należy pamiętać, że w ubiegłym roku były one relatywnie niskie.

– Obserwowany w Polsce w ostatnich miesiącach 2017 r. poziom cen żywności jest najwyższy od początku XXI wieku. W porównaniu z grudniem 2000 r. ceny detaliczne żywności w naszym kraju wzrosły o 50 proc., czyli znacznie więcej niż ceny wszystkich towarów i usług konsumpcyjnych, których poziom w tym okresie zwiększył się o ponad 40 proc. Oznacza to, że żywność stała się relatywnie droższa wobec innych towarów i usług konsumpcyjnych – zaznacza Paweł Wyrzykowski, ekspert rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas – Tak znaczący wzrost cen żywności nie oznacza jednak, że w tym roku na święta Bożego Narodzenia kupimy mniej produktów żywnościowych niż przed rokiem. W październiku br. średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było o 7,4 proc. wyższe niż w październiku 2016 r., podczas gdy ceny żywności w tym okresie wzrosły wolnej – o 5,8 proc. Również w grudniu br. roczna dynamika wzrostu wynagrodzeń powinna być wyższa niż dynamika wzrostu cen żywności, co oznacza, że za przeciętne wynagrodzenie w gospodarce będziemy mogli kupić więcej żywności niż przed rokiem – dodaje Paweł Wyrzykowski.

Więcej zapłacimy też za sery, twarogi i mięso

Wzrost cen detalicznych produktów mleczarskich, takich jak sery, twarogi czy śmietana będzie zbliżony do dynamiki zmian żywności ogółem. Ceny pieczywa będą o ok. 3 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. Tegoroczne podwyżki będą najbardziej widoczne w przypadku mięsa drobiowego, które w grudniu br. może być nawet o 5-7 proc. droższe niż przed rokiem. Więcej trzeba będzie zapłacić również za mięso wieprzowe i wołowe.

Tańszy będzie cukier

Zniesienie limitu kwot produkcji cukru w Unii Europejskiej przyczyniło się do zwiększenia produkcji we Wspólnocie. Znalazło to odzwierciedlenie w spadku cen na pułkach sklepowych, które w październiku były o 7,3 proc. niższe niż w październiku 2016 r. Należy oczekiwać, że w grudniu br., w relacji rocznej, ceny cukru będą o ponad 10 proc. niższe.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w październiku 2017 r. o 2,1 proc. r/r, a w stosunku do września br. o 0,5 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

We wrześniu i w październiku 2017 r. wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyraźnie wyższy niż w ostatnich miesiącach – odpowiednio 2,2 proc. i 2,1 proc. r/r. Inflację na takim poziomie obserwowaliśmy ostatnio w lutym br. (2,2 proc.), a wcześniej – w końcu 2012 r/ (2,4 proc.). Nie jesteśmy zatem przyzwyczajeni do takich wzrostów cen. Szczególnie, że są one w ponad 50 proc. generowane przez wzrosty cen żywności. We wrześniu br. wkład żywności  we wzrost CPI wyniósł 1,16 punktu procentowego, sierpniu – 1 punkt procentowy (przy inflacji 1,8 proc.), w lipcu 1,04 pp (przy inflacji 1,7 proc.), w czerwcu 0,86 (przy inflacji 1,5 proc.).

To ciekawe zjawisko, bowiem zbiory zboża, ziemniaków, buraków cukrowych były nieco  wyższe niż w 2016 r., zbiory warzyw pozostały na podobnym do zeszłorocznego poziomie. Spadek dotyczył jedynie zbiorów owoców – owoców z drzew aż o 30-35 proc., a z krzewów o ok. 15 proc. (GUS). Do tego doszły silnie rosnące ceny masła, ale to już zasługa cen na rynkach światowych. W październiku swój udział mają zapewne też ceny jaj.  Nie mogło to pozostać bez wpływu na ceny żywności, ale nie w tak dużym stopniu jak obserwujemy to od początku 2017 r., a szczególnie w ostatnich miesiącach.

Wydaje się, że sprawa jest oczywista. Żywność to produkt podstawowy, a tym samym jego elastyczność cenowa jest niska, czyli wzrost cen nie zmniejsza lub w niewielkim stopniu zmniejsza popyt na produkty żywnościowe. Prędzej wzrost cen żywności wpłynie na spadek popytu na inne produkty. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych wiedzą o tym i korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej oraz dosypywania co miesiąc ok. 2 mld zł z budżetu państwa do portfeli części gospodarstw domowych (500+). Podnoszą ceny, wiedzą bowiem, że jeśli będzie trzeba, po prostu mniej będziemy oszczędzać. A przy niższych dochodach rozporządzalnych mniej będziemy kupować np. dóbr trwałego użytku.

W największym stopniu silnie rosnące ceny żywności uderzają w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Żywność w ich wydatkach ma bowiem dominujący udział.

Ale są też beneficjenci ponad 2-procentowej inflacji – budżet państwa, do którego wpływa więcej dochodów z podatków pośrednich, głównie z VAT. I w wyniku wzrostu konsumpcji, i dlatego że rosną ceny.

Ciekawe jak to utrwalanie się wyższego poziomu inflacji, w tym szczególnie silnego wzrostu cen żywności skomentują członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Skomentują, bo decyzji o niepodnoszeniu stóp procentowych na pewno nie zmienią. Przynajmniej do połowy, a może nawet końca przyszłego roku.

 

Komentarz: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięciu lat. Od grudnia dynamika tej tendencji będzie mniejsza, ale będzie to tylko efekt statystyczny, nie oznaczający końca drożyzny. Presję inflacyjną sygnalizuje już nie tylko wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, ale także wskaźnik inflacji bazowej, co może stać się powodem rozpoczęcia dyskusji o podwyżce stóp procentowych.

Najnowsze dane GUS potwierdzają tendencję widoczną wyraźnie już od kilku miesięcy. Wzrost cen żywności, rozpoczęty w listopadzie ubiegłego roku przybiera na sile i staje się główną przyczyną inflacji, która we wrześniu ponownie podskoczyła do 2,2 proc. Żywność była we wrześniu o 5,3 proc. droższa niż przed rokiem, a łącznie z napojami bezalkoholowymi wzrost wyniósł 5 proc. Poprzednio z tak silną zwyżką cen tej kategorii towarów konsumpcyjnych mieliśmy do czynienia we wrześniu 2012 r., czyli równo pięć lat temu. Wówczas także drożyzna ujawniła się z największą siłą w nietypowym okresie od czerwca do września i podobnie jak obecnie, jedną z głównych jej przyczyn były warunki atmosferyczne (straty w uprawach związane z bardzo mroźną i bezśnieżną pogodą w pierwszych miesiącach 2012 r. były wyjątkowo duże). Jeszcze większy, sięgający 7-8,8 proc. skok cen żywności miał miejsce wiosną 2011 r. (wówczas po wyjątkowo ciepłej końcówce zimy, maj przyniósł śnieżyce i rekordowo niskie temperatury). Analogii, nie tylko meteorologicznych, jest zresztą więcej. Lata 2010-2011 to okres sięgającej 4,1-4,7 proc. dynamiki PKB i stosunkowo wysokiego tempa wzrostu płac, utrzymującego się jeszcze na początku 2012 r., gdy gospodarka wchodziła w fazę ostrego spowolnienia. I wówczas i obecnie mamy więc do czynienia ze splotem czynników z jednej strony ograniczających podaż produktów rolnych, a z drugiej powodujących poprawę sytuacji materialnej (rekordowo niskie bezrobocie, wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń), korzystnie oddziałujących na utrzymanie wysokiego popytu na żywność i ułatwiających „akceptację” wyższych cen przez konsumentów.

W takich warunkach należy się liczyć z utrzymywaniem się presji inflacyjnej, którą łagodzić może jedynie efekt statystyczny, polegający na niskiej bazie odniesienia, bowiem do października ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem wskaźnika cen towarów i usług oraz nieznacznym, sięgającym 0,4 proc. wzrostem cen żywności. W listopadzie 2016 r. ceny żywności podskoczyły już o 1,2 proc. a miesiąc później o 2,5 proc., więc w ostatnich miesiącach obecnego roku ich dynamika nie będzie już tak wysoka wcześniej. Dla konsumentów to jednak dość marne pocieszenie, bo ceny będą rosły nadal, tyle że nieco mniej. Z wcześniejszych szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w grudniu ceny żywności będą wyższe o 4 proc. niż rok wcześniej.

Inflacja zyskuje jednak coraz to nowych „sojuszników”. Tempo wzrostu kosztów związanych z użytkowaniem mieszkania i nośnikami energii przyspieszyło we wrześniu do 2,3 proc. z 2 proc. miesiąc wcześniej, a jest to druga po żywności, najmocniej ważąca na domowych budżetach kategoria, stanowiąca nieco ponad jedną piątą wydatków ogółem. Poprzednio tak duży wzrost notowano przed trzema laty. W tym przypadku należy się spodziewać dalszego wzrostu, choćby w związku z mocno zwyżkującymi cenami węgla i jego niedoborami, w kontekście zbliżającego się sezonu grzewczego. Swoje robią także utrzymujące się wysokie notowania ropy naftowej, które podbiły we wrześniu ceny paliw o 3,6 proc. O 2,2 proc. więcej niż rok wcześniej płaciliśmy we wrześniu w hotelach i restauracjach, o 2 proc. więcej kosztowały nas wydatki na zdrowie, o 1,9 proc. na rekreację i kulturę, a usługi związane z łącznością podrożały o 1,7 proc.

Zwiększającą się presję inflacyjną sygnalizuje także wskaźnik inflacji bazowej, czyli nie uwzględniający cen żywności i energii. Wzrósł on we wrześniu do 1 proc. wobec 0,7 proc. miesiąc wcześniej. To najwyższy jego poziom od marca 2014 r. Na jego kształtowanie się warto zwrócić baczniejszą uwagę, ponieważ to właśnie jego zachowanie się może stanowić istotną przesłankę decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Choć jego poziom nie jest jeszcze specjalnie niepokojący, to różnica między nim a poziomem stopy referencyjnej, sięgająca 0,5 punktu procentowego, jest najniższa w historii. Świadczy ona o tym, że obecną politykę pieniężną można uznać za wyjątkowo łagodną, szczególnie w kontekście wysokiego tempa wzrostu gospodarczego. Z podobnie niską różnicą między podstawową stopą procentową NBP a inflacją bazową, mieliśmy do czynienia jedynie przez kilka miesięcy 2009 r., czyli w okresie największego nasilenia skutków globalnego kryzysu finansowego (wówczas wynosiła ona 0,6 proc.). O ile utrzymującej się od początku roku ujemnej realnej stopie procentowej (różnica między podstawową stopą procentową a wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych) towarzyszyła bagatelizująca ten stan rzeczy argumentacja RPP, a szczególnie jej przewodniczącego, to dalsze zmniejszanie się różnicy między stopą referencyjną a inflacją bazową może już skłonić do dyskusji o podwyżce stóp procentowych. Tym bardziej, że niektórzy przedstawiciele Rady już od kilku miesięcy podnoszą kwestię konsekwencji ujemnej realnej stopy procentowej. Nie można więc wykluczyć, że wkrótce stanie się ona przedmiotem głosowania, choć nie wcześniej niż w listopadzie, gdy opublikowana zostanie projekcja inflacji.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w sierpniu 2017 r. o 1,8 proc. r/r, a w stosunku do lipca br. spadły o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Sierpień był podobny w zmianach cen dóbr i usług konsumpcyjnych do lipca. Inflacja w sierpniu 2017 r. była nieco wyższa niż w czerwcu i lipcu (r/r). W stosunku do lipca br. ceny natomiast spadły o 0,2 proc., podobnie jak działo się to w dwóch poprzednich miesiącach. Mieliśmy prawdopodobnie do czynienia ponownie z nieznacznym spadkiem m/m cen żywności i cen paliwa oraz cen odzieży i obuwia (wyprzedaże). Natomiast r/r ceny żywności wzrosły w nieco większym stopniu niż w lipcu (baza wyższa). Podobnie ceny paliwa. I to z tego powodu inflacja w sierpniu była wyższa niż lipcu br. (1,8 proc. wobec 1,7 proc.).

Nie ma przesłanek do prognozowania zmian w tempie inflacji. Co prawda huragan w Teksasie ograniczył czasowo wydobycie ropy naftowej z dna Zatoki Meksykańskiej, a tym samym jej podaż, ale jednocześnie koniec wakacji obniża popyt na paliwo. Poza tym USA ma dość pokaźne zapasy tego surowca. Nie powinniśmy zatem spodziewać się istotnych, trwałych zmian cen paliwa. Od września mogą natomiast nieco szybciej rosnąć ceny żywności, bo nie ma niestety urodzaju owoców. Ciągle także na wzrost cen żywności r/r przekładać się będą wyższe ceny produktów mlecznych. Tym samy pokaźny, bo ok. 5 proc. wzrost wynagrodzeń będzie „zjadany” na poziomie 1,8-2,0 proc. przez inflację. Na razie na szczęście optymizm gospodarstw domowych dotyczący ich zdolności do konsumpcji nie mija (koniunktura konsumencka ciągle pozytywna), więc gospodarka może liczyć na utrzymanie w 2. połowie 2017 r. wzrostu spożycia indywidualnego na poziomie powyżej 4 proc.

Ta stabilizacja jest dużym ułatwieniem dla Rady Polityki Pieniężnej i jej deklaracji, że stopy procentowe nie będą jeszcze długo zmieniane.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w czerwcu 2017 r. o 1,5 proc. r/r, a w stosunku do maja br. spadły o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Inflacja zaczęła w czerwcu zwalniać, mimo że z reguły jest to miesiąc „nowalijkowy” (podobnie jak maj), w którym ceny żywności są nieco wyższe ze względu na początek sezonu owocowego i warzywnego. Tym razem wzrost cen żywności mógł być niższy, w tym także ze względu na wyższą bazę – w czerwcu 2016 r. ceny żywności wzrosły o 1,1 proc., podczas gdy w ciągu 5. miesięcy 2016 r. – jedynie o 0,6 proc.

Niższa dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu niż w pierwszych 5. miesiącach 2017 r. (średni wzrost o 2 proc.) wynika zapewne przede wszystkim z dość silnego spadku cen paliwa na rynkach światowych (z 52 USD  za baryłkę ropy, na 45 USD, z lekkim odbiciem do 48 USD w końcu czerwca), a także utrzymywania się spadku cen odzieży i obuwia. Niewykluczone, że obniżenie stawek roamingowych przez operatorów telekomunikacyjnych od 15 czerwca (do poziomu krajowego – konsekwencja wejścia zasad ustalonych przez UE) spowodowało także spadek cen na usługi łączności.

Dla pracowników do dobry sygnał, bo ich realne dochody będą wyższe niż na początku roku. Jeśli wynagrodzenia będą dalej rosły w tempie 5 proc. i więcej, na co wszystko wskazuje, a inflacja będzie się zmniejszała, to należy oczekiwać dalszej poprawy optymizmu konsumentów, a tym samym silnego wsparcia wzrostu PKB ze strony spożycia indywidulanego. Tylko, żeby inwestycje jeszcze chciały silniej ruszyć.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w marcu 2017 r. o 2,0 proc. r/r, ale w stosunku do lutego br. spady o 0,1 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Po silnym, jak na ostatnie ponad dwuletnie doświadczenia, wzroście cen towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2017 r. (o 2,2 proc. r/r), w marcu inflacja była nieco niższa (2,0 proc. r/r).

Na informacje o źródłach inflacji w marcu br. musimy poczekać na pełną publikację GUS. Można jednak zakładać, że w tym miesiącu nieznacznie wyhamował wzrost cen żywności, który był  bardzo silny miesiąc wcześniej (4,3 proc. r/r). Producenci i sprzedający produkty żywnościowe podnieśli w styczniu i lutym 2017 r. ceny żywności (średnio w ciągu 2 miesięcy o 3,9 proc.) do poziomu, który jest już odczuwalny przez konsumentów i prawdopodobnie są ostrożni. Ale przed nami sezon nowalijek (maj-czerwiec) i wtedy zapewne zobaczymy kolejne silniejsze wzrosty cen żywności.

Prawdopodobnie nieznacznie spadła także dynamika wzrostu cen paliwa. W lutym podniosły one ogólny wskaźnik cen o 0,93 pp. Należy zatem uważnie przyglądać się nie tylko zmianom cen żywności, ale także cen paliwa.

Najważniejsza informacja, która płynie ze wzrostu cen w 1. kwartale 2017 r. jest jednak taka, że nominalny wzrost wynagrodzeń na poziomie 4 proc. (po 2. miesiącach br.), realnie wyniósł nieco ponad 2 proc. Gospodarstwa domowe nie mają się zatem z czego cieszyć. Przedsiębiorcy mogą się cieszyć umiarkowanie, a w pełni cieszyć się może budżet państwa, który znacząco zasilony zostanie  wpływami z VAT i akcyzy.

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W ostatnich miesiącach w Polsce znacznie wzrosły ceny żywności, paliw i ubezpieczeń samochodowych. Jednak ogólny poziom inflacji w naszym kraju przez kilkanaście lat nie odbiegał wyraźnie od średniej unijnej, a niektóre produkty i usługi staniały o połowę.

Według danych Eurostatu za styczeń br. sprzedawana w Polsce żywność zdrożała o 3.6 proc. w ujęciu rocznym. Silnie wzrosły ceny m.in.: świeżych ryb (o 9.6 proc. r/r), masła (o 19 proc. r/r), owoców (o 8.7 proc. r/r), cukru (o 26.8 proc. r/r). Dużo więcej kosztuje także korzystanie z samochodu. W porównaniu do stycznia 2016 r. aż o 18.9 proc. więcej płacimy za litr diesla i 15.1 proc. więcej za benzynę bezołowiową. Większe podwyżki cen paliw w Unii odnotowano tylko w Estonii.

Pozostając przy temacie transportu, Europejski Urząd Statystyczny publikuje dane o zmianach cen ubezpieczenia komunikacyjnego dla konsumentów. W Polsce nastąpił spektakularny wzrost – 21.2 proc. r/r. To o ponad dwa razy więcej niż w drugiej na liście największych podwyżek Litwie. Co ciekawe, w innych krajach wspólnoty wzrosty cen polis komunikacyjnych były stosunkowo niewielkie, a w Bułgarii czy Portugalii doszło nawet do spadków – odpowiednio o 6.3 i 9.9 proc.

13 burzliwych lat, a my w normie

Ostatnie zmiany cen są szczególnie niekorzystne dla osób mających dochody poniżej średniej. Zwykle to ta grupa obywateli przeznacza znaczną część swoich zarobków na żywność czy transport. Obowiązkowego OC nie da się zastąpić żadnym innym produktem czy usługą, co wywołuje szczególnie negatywne skutki dla domowego budżetu.

Z drugiej jednak strony warto zwrócić uwagę, że ostatnie wzrosty cen paliw wynikają z faktu, że akurat rok temu mieliśmy ich wyraźny spadek. Natomiast bieżąca sytuacja na rynku ropy naftowej nie wskazuje, by w kolejnych kwartałach powtórzyły się blisko 100-procentowe podwyżki.

Pocieszający jest także fakt, że ceny niektórych produktów żywnościowych nie w pełni wynikają z globalnej sytuacji. To częściowo efekt lokalnych zaburzeń produkcji związanych z pogodą. W Chinach styczniowe ceny żywności wzrosły o 2.7 proc. r/r przy średniej z 5 lat na poziomie 3.8 proc. r/r, w Stanach Zjednoczonych spadły w ujęciu rocznym o 1.9 proc.

Patrząc na kwestię inflacji w dłuższym terminie, także nie powinniśmy być zbyt mocno zaniepokojeni. Od wejścia Polski do Unii w 2004 r. gospodarka światowa przeżyła poważny kryzys. Byliśmy również świadkami hossy i bessy na rynku surowców, wahania złotego były olbrzymie, a strefie euro groził nawet rozpad. Przez te burzliwe 13 lat średnioroczna inflacja w Polsce wynosiła jednak akceptowalne 2.1 proc., w Unii 1.8 proc,. a w strefie euro i Niemczech 1.6 proc.

Z naszego regionu negatywnie wyróżniają się głównie Węgry, gdzie w porównaniu z 2004 r. koszyk wydatków konsumentów jest droższy o 56 proc., co oznacza średnioroczny poziom inflacji w okolicach 3.5 proc. W rezultacie można powiedzieć, że polskie zmiany cen w długim terminie nie odbiegają od stabilnych unijnych wartości, co należy odebrać pozytywnie.

Odzież i latanie o połowę taniej

Zestawienie samych zmian cen niewiele nam mówi o faktycznej sile nabywczej konsumentów. Do pełniejszej analizy brakuje danych o wynagrodzeniach. Te jednak w Polsce przez 13 lat wzrosły z 2325 zł do 4277 zł, czyli średniorocznie o 4.8 proc. i o 2.7 pkt proc. szybciej niż ceny. Z kolei na Węgrzech przeciętna podwyżka pensji każdego roku wyniosła 5.4 proc., ale biorąc pod uwagę znaczny wzrost kosztów utrzymania (3.5 proc.), realnie było to jedynie 1.9 proc.

Często w analizach skupiamy się na kategoriach, gdzie wzrost cen wybija się ponad przeciętną. Obecnie żywność i napoje w Polsce są o 43 proc. droższe niż w 2004 r., co daje nam średnioroczny wzrost o 2.8 proc. Istnieją jednak produkty, które wyraźnie staniały przez ostatnie lata.

Do nich zalicza się przede wszystkim odzież i obuwie. Według danych Eurostat i GUS przez 156 miesięcznych odczytów inflacji tylko trzy razy powyższa kategoria osiągnęła wzrost w ujęciu rocznym. Od 2004 r. nominalny spadek cen odzieży i obuwia wyniósł 50 proc. (średniorocznie 5.2 proc.).

Nie należy zapominać, że przez 13 lat nastąpił nominalny wzrost wynagrodzeń o 84 proc. W wymiarze realnym, czyli po uwzględnieniu niższych cen i wyższych dochodów, zakup odzieży i obuwia jest o 73 proc. tańszy niż w 2004 r. Patrząc na tę kwestię z drugiej strony, przed wejściem do UE nabywanie produktów z tej kategorii stanowiło prawie czterokrotnie większe obciążenia domowego budżetu niż obecnie. Bardzo podobne spadki cen i realnych kosztów dotyczą również pasażerskiego transportu lotniczego (odpowiednio o 48.5 proc. i o 72 proc.).

Reasumując, ostatni skok cen żywności, paliw czy ubezpieczeń jest dotkliwy i stanowi poważne obciążenie dla budżetów Polaków. Istnieje jednak względnie niewielkie ryzyko, by przełożyły się on na uporczywy i pochłaniający całość przeciętnych podwyżek wynagrodzeń wzrost inflacji.

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Ceny towarów i usług, licząc rok do roku, wzrosły w styczniu o 1,8 proc. W porównaniu z grudniem ’16 ceny wzrosły o 0,4 proc. – podał w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny. Rosły ceny żywności, prądu czy paliw. Spadły z kolei ceny ubrań czy sprzętu informatycznego.

Rynek oczekiwał, że w ujęciu rok do roku ceny wzrosły o 1,7 proc., a miesiąc do miesiąca o 0,3 proc.

GUS podał, że w styczniu ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w porównaniu do grudnia o 1,8 proc. Więcej niż w grudniu 2016 r. musieliśmy zapłacić za owoce, warzywa oraz mąkę pszenną. Wzrosły też ceny olejów i tłuszczy, makaronów i produktów makaronowych, ryżu, a także nabiału. Więcej trzeba było też zapłacić za ryby i owoce morza, pieczywo czy cukier.

W porównaniu do grudnia w górę poszły też ceny napojów bezalkoholowych (najbardziej podrożały wody mineralne i źródlane). Więcej trzeba było też zapłacić za alkohole i wyroby tytoniowe (o 0,1 proc.).

Spadek cen, bo o 4,3 proc. odnotowano z kolei w przypadku ubrań i obuwia.

Urząd poinformował, że w styczniu wzrosły ceny związane z mieszkaniem o 0,7 proc. Podrożało użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii. W górę poszły opłaty za wywóz śmieci, zaopatrzenie w wodę oraz usługi kanalizacyjne. Podrożał też najem mieszkania.

W styczniu wzrosły też ceny nośników energii. Obowiązujące od zeszłego miesiąca nowe taryfy dla energii elektrycznej i usług dystrybucji wpłynęły na wzrost opłat za energię elektryczną. Podrożały także: opał, gaz oraz energia cieplna. Więcej niż w grudniu ub. roku płacono za towary i usługi w zakresie wyposażenia mieszkania i prowadzenia gospodarstwa domowego.

GUS poinformował ponadto, że w ubiegłym miesiącu w górę (o 0,4 proc.) poszły opłaty związane ze zdrowiem. Więcej trzeba było płacić za usługi szpitalne i sanatoryjne, lekarskie, stomatologiczne, a także za urządzenia i sprzęt terapeutyczny oraz leki.

W styczniu więcej musieliśmy zapłacić też za: gazety, czasopisma, książki oraz za usługi związane z kulturą i turystyką zorganizowaną. Do góry poszły też ceny w restauracjach i hotelach. Więcej kosztowała nas też opieka społeczna – podniesiono ceny ubezpieczeń, artykułów do higieny osobistej i kosmetyków, a także usług fryzjerskich, kosmetycznych i pielęgnacyjnych.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych utrzymały się w listopadzie 2016 r. na tym samym poziomie w porównaniu do listopada 2015 r., a nieznacznie (o0,1 proc.) wzrosły w stosunku do października br. – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
Po 28 miesiącach spadków wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) wychodzimy z deflacji – w listopadzie ceny nie zmieniły się r/r. Wszystko wskazuje na to, że w grudniu będziemy mieli już niewielką inflację.
Gospodarstwa domowe, szczególnie te o niższych dochodach, które relatywnie dużo wydają na żywność, widzą inflację w swoich portfelach już od października 2015 r., bo wtedy – przy deflacji ogółem – ceny żywności zaczęły rosnąć. Z danych GUS wynika, że w największym stopniu drożeją ceny nabiału (masło, ser, twaróg). Silny wzrost cen odnotowały w listopadzie także warzywa. Oby nie okazało się, że w rodzinach o niskich dochodach wsparcie z programu Rodzina 500+ będzie powoli traciło realnie na wartości. I może wywołać to presję na rządzących, aby wartość tego wsparcia rosła wraz z inflacją.
Główny czynnik deflacyjny, jakim były do tej pory ceny benzyny i oleju napędowego, przestaje już wpływać na spadek cen – ceny paliwa do prywatnych środków transportu wzrosły w listopadzie r/r o 0,7 proc. W kolejnych miesiącach można spodziewać się dalszych wzrostów cen benzyny i oleju napędowego, ceny ropy naftowej na rynkach światowych wzrosły bowiem w ciągu ostatniego miesiąca prawie o ¼. Ponadto baza jest bardzo niska.
Ponadto na pewno wzrosty cen paliwa będą wpływać na ceny innych dóbr, bo w każdej działalności gospodarczej transport jest mniejszym lub większym kosztem. Ogólny wskaźnik cen będzie zatem rósł nie tylko w grudniu br., ale także w 1. połowie przyszłego roku ze względu na wzrost cen benzyny i oleju napędowego oraz przenoszenia się tego wzrostu na koszty innych produktów. Nie należy jednak spodziewać się silnego wzrostu CPI – rosnące ceny ropy naftowej dadzą bowiem szanse na rentowność wydobywania ropy i gazu z łupków (głównie w USA), a to będzie oznaczało wzrost podaży ropy na rynkach światowych i wyhamuje wzrost jej ceny. Tym bardziej, że popyt na ropę nie będzie silnie rósł ze względu na ciągle jeszcze słabą poprawę koniunktury gospodarczej.
Wszystko wskazuje także na to, że wysoka konkurencja na rynku odzieży i obuwia będzie hamowała chęć i potrzebę wzrostu cen tych towarów.
Przyszły rok rysuje się więc już z inflacją, ale ciągle niezbyt wysoką. Wszystko będzie zależało od koniunktury gospodarczej na świecie, a także determinacji krajów wydobywających ropę naftową w utrzymywaniu wydobycia w ryzach. A w grupie czynników wewnętrznych – od tego czy pojawi się presja płacowa czy też nie. Nie sądzę jednak, abyśmy mieli do czynienia z naciskiem ze strony pracowników na wzrost wynagrodzeń wykraczający silnie poza wzrost wydajności pracy. Zatem ten czynnik nie powinien działać w 2017 r. inflacjogennie. Inflacja nie powinna zatem przekroczyć w 2017 r. 1,0-1,2 proc.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych obniżył się w kwietniu 2016 r. o 1,1 proc. r/r. Był natomiast wyższy o 0,3 proc. w stosunku do marca br. – podał GUS.

Wskaźnik cen towarów i usług spadł w kwietniu 2016 r. (r/r) w stopniu najsilniejszym od roku. Tymczasem coraz więcej krajów UE wychodzi z deflacji, w tym Czechy (w kwietniu wzrost wskaźnika cen o 0,6 proc. r/r) i Węgry (o 0,2 proc. r/r). A przecież czynniki zewnętrzne – przede wszystkim ceny surowców, w tym paliwa – wpływają na CPI tych krajów w takim samym stopniu, jak na wskaźnik cen w Polsce.

Z punktu widzenia finansów publicznych staje się to coraz większym problemem, bowiem prognoza inflacji na 2016 r. to 1,7 proc., a w ciągu 4 miesięcy deflacja wyniosła 0,9 proc. I są już niestety budżetowe efekty tej olbrzymiej różnicy między prognozą inflacji a realną zmianą cen – po 3 miesiącach br. dochody budżetu państwa są niższe o ponad 4 mld zł w stosunku do harmonogramu Ministerstwa Finansów, z czego ok. ¾ to mniejsze wpływy z podatku VAT. Nie ma szans, aby te różnice wypełniły wpływy ze wzrostu konsumpcji w wyniku realizacji programu Rodzina 500+. W optymistycznym scenariuszu, gdy większość z 17,2 mld zł, które trafią w tym roku do gospodarstw domowych w ramach tego programu zostanie wydana na konsumpcję, do budżetu trafi 1,5-2 mld zł. A już po 3 miesiącach 2016 r. „dziura” we wpływach do budżetu państwa z tytułu podatku VAT to ok. 3 mld zł.

Wydawałoby się natomiast, że deflacja ma pozytywny wpływ na gospodarstwa domowe, bo ich realne wynagrodzenia są wyższe niż nominalne. Tymczasem ceny żywności rosną – kwiecień jest 7. miesiącem tego wzrostu. Jest to szczególnie odczuwane przez gospodarstwa domowe o niskich dochodach, bowiem udział żywności w ich wydatkach jest relatywnie wysoki. Zatem i gospodarstwa domowe, te o niskich dochodach, a tym samym te z dziećmi, też nie są beneficjentami deflacji. Korzystają z deflacji gospodarstwa domowe o wyższych dochodach, które w koszyku swoich wydatków mają paliwo do samochodu, wydatki związane z rekreacją i kulturą, korzystające z usług telekomunikacyjnych i często wymieniające sprzęt telekomunikacyjny, a także wydające relatywnie dużo na odzież i obuwie.

Beneficjentami deflacji nie są także przedsiębiorstwa, bowiem ich przychody rosną bardzo wolno, co zmusza je do stałej kontroli kosztów, w tym kosztów wynagrodzeń. Tymczasem rynek pracy staje się rynkiem pracownika, co oznacza konieczność zwiększania w coraz większym stopniu wynagrodzeń. Odbija się to na inwestycjach, które zapewne wzrosną w 2016 r. w stopniu znacznie niższym niż w ciągu ostatnich 2 lat.

Co prawda ceny ropy naftowej zaczęły rosnąć, ale przyczyna tego wzrostu jest nietrwała. Dlatego należy prognozować, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych będzie w całym 2016 r. w niewielkim stopniu, ale jednak ujemny. I nawet gdyby w nowej RPP zaczęło przybywać „gołębi” i zdecydowałaby się ona obniżyć w tym roku stopę referencyjną o 25 czy nawet 50 pkt. bazowych, nie będzie to zachęcać gospodarstw domowych do wzrostu konsumpcji, a przedsiębiorstw do inwestycji.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Czy rośnie skala wyłudzeń i nadużyć w sektorze finansowym?

W 2017 roku ataki hakerskie dotknęły połowy polskich instytucji finansowych, przynosząc wielomiliono...

Nowy podatek solidarnościowy dla najbogatszych oraz nowe obciążenie ZUS – co to oznacza w prakt

Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy wprowadzającej nową...

Letnie ożywienie w przemyśle i budownictwie

Czerwiec przyniósł wyraźnie wyższą dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, potwierdz...

Na „Dostępność+” rząd przeznaczy 23,2 mld zł

Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia rządowego programu „Dostępność+” dla osób nie...

5 lipca Sejm przyjął ustawę o inwestycjach mieszkaniowych

Przedstawiony 15 marca bieżącego roku pierwszy projekt specustawy mieszkaniowej, wprowadzający rewol...