niedziela, Czerwiec 24, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "ceny paliw"

ceny paliw

Do soboty prezydent Donald Trump ma zdecydować, czy Amerykanie nadal będą uczestniczyć w porozumieniu nuklearnym z Iranem. Jeżeli Biały Dom się z niego wycofa, to mogą nas czekać kolejne podwyżki cen na stacjach benzynowych – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od połowy marca mieliśmy do czynienia z dwoma epizodami silnych wzrostów cen paliw. Pierwszy z nich był rezultatem wyższej wyceny ropy naftowej na rynkach globalnych. Drugi wiązał się z osłabieniem złotego i wzmocnieniem się dolara.

Mimo że efekt związany z rynkiem walutowym nie jest jeszcze w pełni wkalkulowany w ceny, to według danych Komisji Europejskiej litr diesla pod koniec kwietnia kosztował w Polsce 4,80 zł/litr i był najdroższy od listopada 2014 r. Benzyna bezołowiowa z kolei osiągnęła poziom 4,88 zł/litr, czyli najwięcej od lipca 2015 r. Średnie ceny tych paliw w kolejnych dniach będą prawdopodobnie jeszcze o ok. 10 gr wyższe. To jednak niestety nie koniec złych informacji. Może nas czekać trzecia fala podwyżek cen i perspektywa tankowania paliw wyraźnie powyżej granicy 5 zł/litr.

Kierowcy kolejny raz nie mają szczęścia do kosztów tankowania paliwa w czasie wielkanocnych podróży. Na europejskim rynku zauważalnie wzrosły ceny benzyny bezołowiowej oraz diesla. Powody podwyżek są jednak inne niż przed rokiem, a ich skutki prawdopodobnie również będą inne, bardziej dotkliwe

Ceny ropy rosną przede wszystkim w następstwie napięć geopolitycznych w Zatoce Perskiej. Zmiany w administracji amerykańskiej mogą sugerować, że Stany Zjednoczone będą reprezentować bardziej konfrontacyjne podejście do Iranu. Od porozumienia nuklearnego zawartego w 2015 r. Teheran podniósł wydobycie ropy o ponad milion baryłek dziennie, czyli o niemal 40 proc. Obecnie ta zwiększona w ostatnich latach podaż może być zagrożona.

Czy można więc liczyć, że podobnie jak w zeszłym roku po świętach ceny hurtowe zaczną wyraźnie spadać? Raczej jest to mało prawdopodobne. Cena równowagi na rynku ropy naftowej jest obecnie wyraźnie wyżej niż w 2017 r. To skutek przedłużającego się porozumienia między OPEC oraz Rosją o ograniczaniu produkcji. Nie pozwala to na wywieranie presji cenowej ze strony podaży i ogranicza konkurencję.

 

Autor: Marcin Lipka

Ostatnie zmiany cen detalicznych na polskich stacjach przyniosły spadki – o około trzy grosze dla obu paliw podstawowych. Kierowcy zatem mają powody do radości, a względny spokój nie sugeruje w najbliższym czasie możliwości odbicia w górę – komentują specjaliści z e-petrol.pl.

Zmiany na rynku międzynarodowym spowodowały, że ropa lokuje się w rejonie 70 USD za baryłkę, ale sygnały o poprawie wyniku produkcyjnego w USA każą ostrożnie podchodzić do dalszych wizji zwyżek cenowych.

Rafinerie obniżały ceny

Na polskim rynku w mijającym tygodniu widzieliśmy obniżki hurtowych cen – szczególnie wyraźne były one w przypadku olejów opałowego i napędowego. Tutaj spadki przekraczały poziom 30 zł na metrze sześciennym. Aktualny poziom cen hurtowych tego paliwa to 3588 zł/m sześc. O ponad 34 złote taniał w tym tygodniu także olej opałowy, sprzedawany średnio po 2409 zł/m sześc. W przypadku benzyny 95-oktanowej spadek był 16-złotowy i średnia cena tego paliwa w ostatnim notowaniu wyniosła 3666 zł/m sześc.

Prognozy bez większych zmian

Na tydzień między 5 i 11 lutego przewidujemy niewielkie zmiany. Dla benzyny Pb98 przewidywany jest poziom cen 4,95-5,02 zł/l,  a popularniejsza odmiana Pb95 kosztować może 4,65-4,74 zł/l. W przypadku cen oleju napędowego spodziewany poziom cen to 4,52-4,60 zł/l. Spadkowo może wyglądać cena autogazu, dla której oczekujemy przedziału 2,05-2,11 zł/l.

Sroga zima w Ameryce Północnej w połączeniu z zaburzoną podażą ropy naftowej sprawiają, że rośnie cena tego podstawowego surowca energetycznego. Również paliwa drożeją na światowych rynkach. Kierowcy w Polsce mogą jednak mówić o szczęściu, podwyżki łagodzi najsłabszy od trzech lat dolar – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Pod koniec 2017 r. europejska ropa Brent przekroczyła poziom 66 dol. za baryłkę, a jej amerykańskich odpowiednik (WTI) wspiął się ponad granicę 60 dol. To najwyższe ceny od połowy 2015 r. Drożeją także paliwa na światowych rynkach, najbardziej diesla. Olej napędowy (ON) na amerykańskim rynku hurtowym wzrósł aż o 7 proc. od początku grudnia, co prawdopodobnie przełoży się także na ceny tego paliwa w Polsce.

Siarczyste mrozy i zaburzenia w produkcji

Miesiąc temu OPEC i Rosja przedłużyły porozumienie o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej. Od tego też czasu stale napływają sygnały, które wspierają notowania surowca. Niecałe trzy tygodnie temu, ze względu na awarię, został zamknięty system ropociągów Forties. Spowodowało to ograniczenie przesyłu ropy ze złóż na morzu Północnym na poziomie ok. 450 tys. baryłek dziennie (0,45 proc. światowego wydobycia).

Negatywnie na podaż „czarnego złota” wpłynęła także informacja sprzed kilku dni o wybuchu ropociągu w Libii. Transportował on ok. 70-100 tys. baryłek ropy dziennie.

Poza wydarzeniami wyjątkowymi warto zauważyć, że według czwartkowego raportu EIA (Amerykańskiej Agencji Energetycznej) produkcja z łupków spadła w ostatnim tygodniu, a zapasy ropy naftowej oraz jej produktów obniżyły się aż o 8,8 mln baryłek. To ta informacja popchnęła notowania WTI powyżej granicy 60 dol. w piątkową noc.

Nie tylko ograniczenia w podaży są ważne dla rynku. Widać również dość silny popyt u kluczowych konsumentów. W USA zapasy oleju napędowego są o 14 proc. niższe niż rok temu, a na wzrosty ceny tego paliwa wpływają siarczyste mrozy w Ameryce Północnej.

Część gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych (ok. 6 mln, głównie na Północnym Wschodzie – według EIA) do ogrzewania używa oleju opałowego. Im jest zimniej, tym popyt na to paliwo oczywiście rośnie. Akurat w ostatnich dniach w tej części kraju panuje sroga zima, a prognozy mówią o spadkach temperatury nawet do minus 30 stopni Celsjusza w kolejnym tygodniu. To także przyczynia się do silnego wzrostu cen diesla w hurcie – ok. 7 proc. od początku grudnia.

Przed większymi podwyżkami ratuje nas słaby dolar

Wysokie ceny ropy oraz paliw widoczne są również w Europie. Mieszkańców Starego Kontynentu ratuje jednak dość słaby dolar. Dodatkowo krótkoterminowe zmiany cen paliw często także mają bardziej charakter lokalny niż globalny. Diesel na rynku europejskim wzrósł mniej niż w USA – na razie srogiej zimy u nas nie ma.

W rezultacie litr oleju napędowego na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) jest jest tylko o 6 gr (3 proc.) powyżej notowań sprzed Świąt i wynosi 1,80 zł/litr. Rok temu przy bardzo podobnym poziomie cen ON na rynku ARA średnia cena diesla na krajowych stacjach, według cotygodniowych raportów Komisji Europejskiej, wynosiła 4,69 zł/litr (dolar wtedy kosztował 4,20 zł, a obecnie ok. 3,50 zł). Oznacza, to że wzrosty cen tego paliwa u krajowych detalistów nie powinny przekraczać 7-10 gr. w pierwszych dniach stycznia.

Za kilka miesięcy… nie powinno być drożej

Spokojne o ceny paliw powinny być osoby, które tankują benzynę bezołowiową. Na rynku ARA jej cena wyrażona w złotym praktycznie nie zmienia się od dwóch ostatnich tygodni. Nie ma więc powodów, by ona była wyższa również przy dystrybutorach.

Perspektywa kolejnych miesięcy na rynku ropy i paliw cały czas nie wygląda źle dla kierowców. Według czołowych organizacji zajmujących się monitorowaniem surowców energetycznych (EIA, IEA) podaż ropy naftowej (głównie dzięki oczekiwanym wzrostom wydobycia w USA, Kanadzie, Brazylii czy Kazachstanie) powinna nadążać za zwiększającym się popytem globalnym. Poza krótkoterminowymi zaburzeniami związanymi z nadzwyczajnymi incydentami średnioroczna cena diesla czy benzyny bezołowiowej nie powinna przekraczać tej obserwowanej obecnie, a może być nawet nieco niższa.

Niektórzy eksperci alarmują, że cena litra 95-oktanowej benzyny i oleju napędowego wkrótce przekroczy 5 zł. Z kolei zwiększone koszty dostaw produktów do sklepów sprawią, że zdrożeje też żywność. Analityk Krzysztof Michrowski uspokaja, że przed świętami średnia cena „bezołowiówki” może wynieść maksymalnie 4,78 zł. Podrożeje więc o ok. 5 gr. Natomiast cena litra oleju napędowego również nie powinna być wyższa, niż o 4-5 gr. To znaczy, że osiągnęłaby poziom 4,65 zł. Dodatkowo Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku detalicznego i Komisji Europejskiej, przekonuje, że sieci handlowe są przygotowane nawet na większe wzrosty cen paliw. Ponadto muszą one dbać o swoją konkurencyjność. Dlatego też nie odważyłyby się na wprowadzenie odczuwalnych podwyżek w swoich placówkach, akurat w tak ważnym dla Polaków czasie. 

Jak podaje analityk z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office, od czerwca 2017 roku ceny ropy naftowej na świecie wzrosły w sumie o ponad 30%. Najważniejsze czynniki ryzyka, które w tym roku mogły przełożyć się na cenę paliw, już się zmaterializowały. To jest m.in. rywalizacja między Arabią Saudyjską a Iranem o wpływy w Jemenie i Libanie. Duże znaczenie miały też uwarunkowania pogodowe za oceanem. Huragan Harvey nawiedził wschodnie wybrzeża Stanów Zjednoczonych i Zatokę Meksykańską. A właśnie tam znajduje się ponad 40% mocy przerobowych przetwórstwa ropy naftowej w USA. W związku z powyższym, ekspert prognozuje, że w okresie świątecznym koszt litra benzyny bezołowiowej wzrośnie niewiele ponad obecną, średnią cenę.

– Nawet, jeżeli założymy czarny scenariusz, że ceny paliw podniosą się o 20 groszy, to również będzie miało niewielki wpływ na wydatki konsumentów na artykuły z kategorii FMCG. Warto wiedzieć o tym, że są one determinowane przez trzy kryteria. Pierwszym z nich jest cena zakupu towaru od producenta. Drugi to równowaga między podażą i popytem, z zachowaniem przez sprzedawców konkurencyjności. Trzeci, czyli koszty operacyjne, faktycznie mają niewielki związek z cenami paliw. Zwykle sieci handlowe zawierają kontrakty na usługi w okresach rocznych i przewidują różnorakie podwyżki – mówi Andrzej Wojciechowicz.

Jednak zdaniem Krzysztofa Michrowskiego, teraz trzeba uważniej obserwować rynek. Dla cen paliw kluczowa będzie decyzja na szczycie państw OPEC o poziomie wydobycia ropy naftowej. Ma ona zapaść już 30 listopada w Wiedniu. Według eksperta, najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie obecnego stanu. Ponadto istotne są również deklaracje Ministerstwa Energii Arabii Saudyjskiej w kwestii ograniczenia eksportu ropy naftowej. Jednak ekspert uważa, że ten czynnik nie wpłynie w istotny sposób na cenę paliw Polsce.

– Trzeba przyznać, że produkty masowe o niskiej cenie jednostkowej w stosunku do wolumenu są bardzo czułe na koszty transportu i wytwarzania. To nie są tylko takie trwałe towary, jak np. woda, cukier czy mąka. Ceny paliw oczywiście przekładają się też na koszty logistyki i produkcji artykułów rolnych. Uprawianie ich oraz zbieranie jest przecież coraz bardziej umaszynowione. Jednak wzrost  wartości rynkowej paliw musiałby być długoterminowym trendem, żeby konsument to odpowiednio odczuł – wyjaśnia Andrzej Wojciechowicz.

Według Krzysztofa Michrowskiego, niektóre artykuły spożywcze z powodu zwiększonego popytu powinny jednak podrożeć na święta. Natomiast nie będzie to akurat wypadkowa wzrostu cen paliw. Podniesienie wartości ropy naftowej łagodzi umacniający się złoty. Warto przypomnieć, że w okresie ostatnich kilku tygodni zyskał on na wartości ok. 20 gr. w stosunku do dolara amerykańskiego. Jest to dosyć znaczna aprecjacja dla naszej waluty. A to właśnie w USD jest wyrażany koszt surowca.

– Zarówno sieci handlowe, jak i producenci stale obserwują ceny surowców i usług, m.in. transportowych, żeby właściwie zarządzać swoimi przedsiębiorstwami. Co więcej, muszą nieustannie śledzić i przewidywać trendy rynkowe. Wszyscy są więc dobrze przygotowani na ewentualne pogorszenie warunków ekonomicznych. Krótkie wzrosty czy spadki cen paliw lub też chwilowe załamanie się koniunktury na ogół jest wliczone w ryzyko biznesowe – stwierdza Andrzej Wojciechowicz.

Tymczasem Krzysztof Michrowski wskazuje na wzrost produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce. Ekspert zaznacza również, że ostatnio Ministerstwo Rozwoju podało bardzo optymistyczne prognozy produktu krajowego brutto na 2018 rok. Ma on bowiem przekroczyć 4,3%. To dodatkowo umocni złotego, jak również wyhamuje niekorzystne działanie czynników, które mogłyby podnosić wartość rynkową ropy naftowej.

– Przypomnijmy sobie wysokość cen paliw sprzed kilku lat, kiedy szybowały do 6 zł za litr. Podniósł się wtedy wielki szum, że to będzie miało bardzo duży wpływ na koszty usług transportowych i wszystko podrożeje. Natomiast rynek zachował się dość spokojnie, bo przewidział to odpowiednio wcześniej. W efekcie masowe towary rzeczywiście zdrożały, ale ich wzrost był niezauważalny dla konsumentów. Przeszliśmy przez to zawirowanie cen stosunkowo łagodnie – podsumowuje Andrzej Wojciechowicz.

 

Rosnące prawdopodobieństwo przedłużenia porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej nałożyło się na wzrost ryzyka geopolitycznego w Zatoce Perskiej. W efekcie zwiększają się ceny paliw na rynkach globalnych, co oznacza gwałtowne podwyżki kosztów tankowania dla kierowców również w Polsce. 

Już pod koniec minionego tygodnia cena ropy Brent wyraźne przekroczyła granicę 60 dolarów za baryłkę. Podwyżki wiązały się przede wszystkim z zaplanowanym na 30 listopada posiedzeniem OPEC. Jest prawdopodobne, że zapadnie tam decyzja o utrzymaniu ograniczeń w wydobyciu ropy naftowej do końca 2018 r.

Od poniedziałku natomiast na scenariusz związany z dobrowolnym zmniejszeniem podaży „czarnego złota” przez jego głównych producentów nałożyły się napięcia w Zatoce Perskiej. Financial Times pisał o „aresztowaniach podczas weekendu co najmniej 11 saudyjskich książąt oraz tuzinów wysokich rangą urzędników i prominentnych biznesmenów przez nową, krajową antykorupcyjną komisję”.

Arabia Saudyjska odpowiada za ok. 11 proc. globalnej produkcji ropy naftowej. W okresie, gdy zmniejszają się zapasy ropy, nawet ograniczone ryzyko zaburzeń w dostawach tego surowca powoduje tradycyjnie silne wzrosty cen. Nie inaczej było tym razem. Ropa Brent na początku tygodnia wzrosła powyżej granicy 64 dol., osiągając przy tym najwyższe poziomy od połowy 2015 r.

Kilkanaście groszy drożej już w najbliższych dniach

Rosnące ceny ropy naftowej przekładają się na wyższe notowania paliw. Na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) jeszcze 20 października benzyna bezołowiowa 95 kosztowała 1,58 zł/litr. Teraz jest to już 1,82 zł, czyli o 15 proc. więcej. Brakuje tylko 3 gr, by zostały osiągnięte najwyższe poziomy od wakacji 2015 r.

Warto jednak zauważyć, że ten wzrost był podzielony na dwa mniej więcej równe ruchy. Pierwszy z nich, widoczny na większości stacji, podniósł średnią cenę popularnej „95” w Polsce z poziomu 4,57 zł/litr (dane Komisji Europejskiej z 31 października) do prawdopodobnie ok. 4,70 zł.

Natomiast podwyżka cen benzyny w holenderskich oraz belgijskich rafineriach (są odnośnikiem notowań dla większości producentów paliw w Europie) widoczna od początku listopada w okolicach 10 gr (12 gr z VAT) prawdopodobnie zostanie uwzględniona w cenach detalicznych dopiero w najbliższych dniach. Oznacza to również, że w drugiej połowie miesiąca trzeba się przygotować na średnią cenę bezołowiówki w okolicach 4,80 zł/litr. Na stacjach stosujących wyższą marżę niewykluczony jest nawet powrót słynnej wartości 4,99 zł/litr.

5 zł na Święta?

Wydarzenia natury geopolitycznej, które spowodowały wzrost cen ropy od początku tygodnia, zwykle mają gwałtowny charakter, ale ich wpływ najczęściej nie jest długotrwały. Prawdopodobnie więc ten element będzie wygasać w kolejnych tygodniach.

Dostępne dziś dane nie dają podstaw, by na polskich stacjach ceny benzyny bezołowiowej wzrosły do 5 zł za litr. Wymagałoby to przekroczenia przez ropę Brent poziomu 70 USD za baryłkę i dalszego, 10 proc. wzrostu cen benzyny na rynku europejskim, co w tym momencie jest mniej prawdopodobne niż utrzymanie notowań na obecnym poziomie czy nawet lekkie spadki.

Gdyby jednak doszło do zaburzeń w wydobyciu ropy (ryzyka geopolityczne czy pogodowe) w najbliższych tygodniach, to wtedy przy stale rosnącym światowym popycie można byłoby się spodziewać kolejnej fali wzrostu cen benzyny na rynkach. Znacznie zwiększyłoby się również zagrożenie, że przy świątecznym tankowaniu kierowcy płaciliby ok. 5 zł za litr bezołowiówki.

 

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk cinkciarz.pl

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki wzrost PKB także w drugim kwartale 2017 r. Wysokie jednocyfrowe dynamiki wzrostu odnotowano w majowych danych dotyczących produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie narastająca liczba oddanych mieszkań wyszła „na plus”, a tempo rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń na budowę (lub zgłoszeń z projektem budowlanym) z optymizmem pozwala patrzeć w przyszłość, przynajmniej tę krótkoterminową. Rosnące wynagrodzenie w tempie ponad 5 proc. rocznie może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2017 r. wyniosła +9,1 proc. r/r, tj. o 0,6 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 29 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji metali (+16,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń (-7,5 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,5 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 8,4 proc. w skali roku. Wynik ten jest co prawda gorszy od tego, czego spodziewał się rynek (+14,5 proc. r/r), ale niemniej jednak i tak cieszy fakt wysokiej jednocyfrowej liczby. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej wyniosłoby +6,2 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był bardzo dobry dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 12 725 mieszkań (+16,7 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-maj 2017 r. (+3,0 proc. r/r). W maju rozpoczęto budowę 21 826 lokali mieszkalnych (+56,2 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 83 672 (+21,7 proc. r/r). Bardzo wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W maju wyniosła ona +43,6 proc. r/r (23 401 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +38,3 proc. r/r (106 841).

Majowe dane dla wyłącznie deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w maju br. 6 256 mieszkań (+20,1 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 29 658 lokali (+0,1 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła ponad 75 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 10 676 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 41 834 mieszkań, co oznacza 25 proc. poprawę r/r. Najwyższa dynamika miała natomiast miejsce w ilości wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń. W maju ich liczba wzrosła o 55,1 proc. r/r do 11 865, podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +50,4 proc. r/r (58 216 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 990,4 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 390,99 zł miesięcznie, tj. o 5,4 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 0,5 pkt. proc. niższy.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w maju 2017 r. o 1,9 proc. r/r, tj. zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi. Kolejny miesiąc z rzędu największy wzrost w skali roku zanotowały ceny paliw (+7,6 proc.), których dynamika zmian ma tendencję spadkową, co może się utrzymać w kolejnych miesiącach tego roku. Z kolei tempo wzrostu cen żywności nieoczekiwanie przyspieszyło i majowy odczyt był o 3,9 proc. wyższy niż przed rokiem. Były to dwie kategorie, które w minionym miesiącu zanotowały największe wzrosty r/r. Natomiast jedyną kategorią, której ceny uległy obniżce była „odzież i obuwie” (-5,1 proc. r/r).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wzrosła o 7,4 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+8,1 proc.) oraz jednostkach zajmujących się handlem samochodami, motocyklami i częściami (+6,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za maj 2017 r. wyniosła +8,4 proc., co było wynikiem o 0,7 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Wakacje za pasem, Polacy rozpoczynają przygotowania do urlopów. Ceny paliw stanowią bardzo istotną część wakacyjnych budżetów i tu dobra wiadomość – wiele wskazuje na to, że te nie powinny zbytnio rosnąć. Aktualne czynniki fundamentalne nie przemawiają ani za zwyżkami cen ropy naftowej, ani za osłabieniem polskiej waluty. Scenariusz na okres wakacyjny dla podróżujących samochodami wydaje się optymistyczny.

Kierowcy zapewne mają jeszcze w pamięci sytuację sprzed kilku lat, kiedy to cena benzyny testowała psychologiczną granicę 6 zł. Na szczęście, dzięki amerykańskiej rewolucji łupkowej, a w efekcie istotnym wzroście podaży ropy naftowej, jej cena od połowy 2014 r. aż do początku 2016 r. dynamicznie spadała. Po ustanowieniu dołka w okolicy 27 dolarów za baryłkę (w przypadku ropy typu Brent) cena czarnego złota wzrosła, a następnie ustabilizowała się w okolicy 50 dolarów za baryłkę. Ostatnie lata to niewątpliwie dobry okres dla kierowców, choć znacznie gorszy dla producentów ropy naftowej, zwłaszcza że niewielu z nich jest w stanie generować atrakcyjne zyski przy tak niskich cenach surowca.

Dlatego też nie jest zaskoczeniem, że OPEC ogranicza wydobycie ropy naftowej, aby podbić jej cenę. Trzeba przyznać, że taka strategia ma małą skuteczność. Ograniczenie faktycznie prowadzi do wzrostu ceny, które równocześnie znajduje swoje odzwierciedlenie w ponownej ekspansji amerykańskich producentów ropy. Warto podkreślić, że Amerykanie już teraz zwiększają swoje wydobycie, o czym świadczą dynamicznie rosnące zapasy amerykańskiej ropy naftowej oraz coraz większa liczba odwiertów w USA – ich poziom jest najwyższy od kwietnia 2015 r. OPEC wydaje się być pod ścianą, co potwierdza m.in. ostatnia decyzja tego kartelu, na mocy której ograniczenie dziennego wydobycia ropy naftowej o 1,8 mln baryłek zostało przedłużone zaledwie do końca marca 2018 r. (inwestorzy liczyli na prolongatę porozumienia do końca 2018 r. oraz na zwiększenie skali cięć). Taka decyzja przemawia za dalszą stabilizacją cen czarnego złota oraz jest dowodem na to, że OPEC nie jest już hegemonem dyktującym wyłącznie swoje warunki na tym rynku.

Oczywiście o cenie decyduje także popyt. Ten jednak w ostatnich latach pozostaje na bardzo podobnym poziomie. To efekt nie tylko stagnacji gospodarczej Zachodu, ale również zadyszki chińskiej gospodarki. Dlatego z perspektywy polskiego kierowcy znacznie bardziej istotną kwestią pozostaje kurs dolara, który w znacznym stopniu wpływa na ceny paliw przy dystrybutorach. Ten aspekt także sprzyja kierowcom. Złoty systematycznie się umacnia i póki co, nic nie wskazuje na to, aby ów trend miał się odwrócić. Oczywiście korekta jest bardzo prawdopodobna, lecz trwała zmiana tendencji wymagałyby zdecydowanie bardziej jastrzębiej retoryki Fed oraz lepszej skuteczności polityki Donalda Trumpa. Dzisiaj spełnienie tych warunków wydaje się być mało prawdopodobna. Co więcej, czynniki ryzyka dla rynków wschodzących straciły na znaczeniu, globalne nastroje rynkowe pozostają naprawdę dobre, a to przecież znakomite okoliczności do wzrostu kursów walut emerging markets, w tym złotego.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki trzeba stwierdzić, że w najbliższym czasie ceny paliw przy dystrybutorach nie powinny znajdować się pod presją. Trudno mówić o dokładnej prognozie w kontekście kilkumiesięcznego okresu, jednak z perspektywy fundamentalnej można szacować, że będą to poziomy zbliżone do obecnych. Oczywiście należy pamiętać, że pewnym mankamentem, lecz bardzo trudno przewidywalnym, mogą okazać się zawirowania geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Wzrost napięcia w tym regionie niemal zawsze przekłada się na zwyżki cen ropy naftowej. Ponadto okres wakacji to czas, w którym ceny paliw mogą zdrożeć ze względu na wzrost popytu, czyli tzw. popyt sezonowy. W efekcie to ile zapłacimy za paliwo zależeć może od regionu np. nieco drożej może być w regionach wypoczynkowych, taniej w miastach i w miejscowościach mniej atrakcyjnych turystycznie. Jednak mimo wszystko wakacje dla kierowców zapowiadają się co najmniej przyzwoicie, choć byłyby jeszcze lepsze, gdyby daniny publiczne nie stanowiły niemal połowy ceny paliw na polskich stacjach.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

W 2017 roku możemy spodziewać się wzrostu średniorocznych cen paliw o około 8-12 proc. To może oznaczać, że krótkookresowo, jeszcze przed wakacjami średnie ceny paliw na stacjach w Polsce mogą przekroczyć 5 zł za litr benzyny Pb95 i oleju napędowego – przewiduje Urszula Cieślak z BM Reflex.

Jak przyznała, od początku 2017 roku na stacjach możemy obserwować dalsze podwyżki cen benzyn i oleju napędowego, choć może w skali nieco mniejszej niż miało to miejsce w grudniu ub. roku. „Będzie to kontynuacja wzrostowej tendencji cen pali, wynikającej przede wszystkim ze wzrostu cen ropy naftowej na światowych rynkach, ale także osłabienia złotego wobec dolara amerykańskiego” – podkreśla Cieślak.

W związku z tym, należy się spodziewać wzrostu średniorocznych cen benzyn i oleju napędowego w okolicach 8-12 proc. „To może oznaczać, że krótkookresowo na stacjach średnie ceny w Polsce wzrosną do poziomu 5 zł, a być może przekroczą poziom 5 zł za litr – mowa zarówno o benzynie bezołowiowej 95 jak i oleju napędowym” – dodaje.

Według prognozy BM Reflex średnioroczny poziom cen paliw w 2017 roku może wynieść: dla Pb95 – 4.75 zł za litr, ON – 4.65 zł/l, a LPG – 2,20 zł/l.

Zdaniem Cieślak, u podstaw wzrostów cen paliw notowanych od listopada 2016 r., a których kontynuacji należy się spodziewać w I połowie 2017 roku, leży przede wszystkim decyzja producentów ropy naftowej o ograniczeniu wydobycia, która ma być realizowana od początku tego roku.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych utrzymały się w listopadzie 2016 r. na tym samym poziomie w porównaniu do listopada 2015 r., a nieznacznie (o0,1 proc.) wzrosły w stosunku do października br. – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
Po 28 miesiącach spadków wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) wychodzimy z deflacji – w listopadzie ceny nie zmieniły się r/r. Wszystko wskazuje na to, że w grudniu będziemy mieli już niewielką inflację.
Gospodarstwa domowe, szczególnie te o niższych dochodach, które relatywnie dużo wydają na żywność, widzą inflację w swoich portfelach już od października 2015 r., bo wtedy – przy deflacji ogółem – ceny żywności zaczęły rosnąć. Z danych GUS wynika, że w największym stopniu drożeją ceny nabiału (masło, ser, twaróg). Silny wzrost cen odnotowały w listopadzie także warzywa. Oby nie okazało się, że w rodzinach o niskich dochodach wsparcie z programu Rodzina 500+ będzie powoli traciło realnie na wartości. I może wywołać to presję na rządzących, aby wartość tego wsparcia rosła wraz z inflacją.
Główny czynnik deflacyjny, jakim były do tej pory ceny benzyny i oleju napędowego, przestaje już wpływać na spadek cen – ceny paliwa do prywatnych środków transportu wzrosły w listopadzie r/r o 0,7 proc. W kolejnych miesiącach można spodziewać się dalszych wzrostów cen benzyny i oleju napędowego, ceny ropy naftowej na rynkach światowych wzrosły bowiem w ciągu ostatniego miesiąca prawie o ¼. Ponadto baza jest bardzo niska.
Ponadto na pewno wzrosty cen paliwa będą wpływać na ceny innych dóbr, bo w każdej działalności gospodarczej transport jest mniejszym lub większym kosztem. Ogólny wskaźnik cen będzie zatem rósł nie tylko w grudniu br., ale także w 1. połowie przyszłego roku ze względu na wzrost cen benzyny i oleju napędowego oraz przenoszenia się tego wzrostu na koszty innych produktów. Nie należy jednak spodziewać się silnego wzrostu CPI – rosnące ceny ropy naftowej dadzą bowiem szanse na rentowność wydobywania ropy i gazu z łupków (głównie w USA), a to będzie oznaczało wzrost podaży ropy na rynkach światowych i wyhamuje wzrost jej ceny. Tym bardziej, że popyt na ropę nie będzie silnie rósł ze względu na ciągle jeszcze słabą poprawę koniunktury gospodarczej.
Wszystko wskazuje także na to, że wysoka konkurencja na rynku odzieży i obuwia będzie hamowała chęć i potrzebę wzrostu cen tych towarów.
Przyszły rok rysuje się więc już z inflacją, ale ciągle niezbyt wysoką. Wszystko będzie zależało od koniunktury gospodarczej na świecie, a także determinacji krajów wydobywających ropę naftową w utrzymywaniu wydobycia w ryzach. A w grupie czynników wewnętrznych – od tego czy pojawi się presja płacowa czy też nie. Nie sądzę jednak, abyśmy mieli do czynienia z naciskiem ze strony pracowników na wzrost wynagrodzeń wykraczający silnie poza wzrost wydajności pracy. Zatem ten czynnik nie powinien działać w 2017 r. inflacjogennie. Inflacja nie powinna zatem przekroczyć w 2017 r. 1,0-1,2 proc.

Względnie niskie ceny paliw mogą utrzymać się do kolejnych wakacji. Niewykluczone, że kierowcy w Polsce zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, będą płacić ok. 4 zł za litr. Dlaczego? Odpowiada Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.

W poniedziałek ropa naftowa spadła poniżej poziomu 40 dolarów za baryłkę. Jednak to nie niższe ceny ropy są najważniejsze. Przede wszystkim na świecie mamy do czynienia z nadpodażą paliw. Rezultatem jest bardzo rzadko obserwowany spadek kosztów tankowania benzyny czy diesla w szczycie sezonu wakacyjnego.

Prawdopodobnie wielu kierowców zwróciło uwagę, że w ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z zauważalnymi spadkami cen paliw na krajowych stacjach. Średni koszt litra benzyny bezołowiowej pod koniec lipca wg danych Komisji Europejskiej wynosił 4.38 zł. Za diesla trzeba było przeciętnie płacić 4.13 zł. To ok. 20 gr więcej w porównaniu do wartości notowanych na początku czerwca.

Jeszcze większe różnice obserwowane są w porównaniu do cen obu paliw sprzed roku. Za litr popularnej bezołowiówki trzeba było zapłacić w szczycie zeszłorocznych wakacji 5.03 zł, a diesel kosztował 4.61 zł. Dlaczego obserwujemy tak znaczne różnice w kosztach tankowania, skoro cena ropy naftowej nie zmieniła się tak dramatycznie w ciągu ostatniego roku?

Nadpodaż na rynku paliw

W długim terminie procentowe zmiany cen paliw i ropy naftowej mniej więcej się pokrywają. Różnice pomiędzy danymi regionami świata także nie są olbrzymie. W tym roku mamy jednak do czynienia z inną sytuacją. Nadpodaż ropy naftowej, obserwowana przez ostatnie kwartały, zaczyna się zmniejszać, ale wzrost popytu na paliwa nie nadąża nad zwiększonymi możliwościami przerobowymi rafinerii na świecie.

W Stanach Zjednoczonych zapasy benzyny według danych Departamentu Energii USA (EIA) są na poziomie 241.5 mln baryłek, czyli o prawie 12 proc. wyższym niż w ub. roku. Są to także najwyższe wartości o tej porze roku od przynajmniej 25 lat. Dodatkowo mają one tendencję rosnącą. To praktycznie niespotykane w sezonie wakacyjnym, który historycznie charakteryzuje się największym popytem na paliwa.

Dość słabo kształtuje się popyt na paliwa w Chinach. Zapotrzebowanie na benzynę wzrosło w czerwcu o 2.5 proc. w relacji rok do roku (r/r), a na diesla spadło o 6 proc. W rezultacie Chiny zaczynają nawet sprzedawać benzynę za granicę. Jej eksport w czerwcu wyniósł ponad 1 mln ton, czyli najwięcej w historii Państwa Środka.

Zbyt wysoka produkcja paliw w porównaniu do możliwości popytowych i ich rekordowe zapasy w wielu rejonach świata powodują, że ceny benzyny czy diesla spadają znacznie szybciej niż ropy naftowej. Benzyna ARA 95 (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), która jest wyznacznikiem cen w Europie, jest obecnie o 30 proc. tańsza niż o tej samej porze w ub. roku. Koszt baryłki ropy natomiast w analogicznym okresie obniżył się o 11 proc. Podobna sytuacja obserwowana jest w przypadku oleju napędowego, którego cena w hurcie zmniejszyła się o 25 proc. r/r.

Niskie ceny do połowy 2017?

Ograniczony popyt na paliwa w sezonie letnim, rekordowe zapasy benzyny w USA oraz Europie, a także cały czas utrzymująca się nadprodukcja ropy naftowej na świecie powinny spowodować, że niskie ceny utrzymają się przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy.

Oczywiście, jak dla każdego scenariusza, również tutaj istnieją ryzyka dla jego realizacji. W połowie roku mieliśmy niespodziewany strajk pracowników sektora wydobywczego w Kuwejcie, a także poważne pożary w roponośnych regionach Kanady. Nadal niestabilna jest również sytuacja w Nigerii. Czynniki te zwiększają ryzyko mniejszego od oczekiwań wydobycia z tego kraju i wyższych cen na świecie.

Z drugiej strony, po ostatnich spadkach produkcji ropy naftowej w USA liczba wież wiertniczych zaczyna rosnąć. Może to oznaczać, że postęp technologiczny zapewnia wystarczającą rentowność wydobycia ropy łupkowej nawet przy cenach poniżej 50 dolarów za baryłkę.

Niewykluczone również, że produkcja ropy w Libii powoli zacznie się odbudowywać, jeśli sytuacja polityczna w tym kraju się ustabilizuje. Według państwowego producenta ropy naftowej National Oil Co., cytowanego przez The Wall Street Journal, wielkość wydobycia może wzrosnąć z obecnych 300 tys. do 900 tys. baryłek pod koniec roku. To mniej więcej 2/3 tego, ile wynosiło podniesienie produkcji przez Iran po zniesieniu sankcji w ub. roku.

Biorąc więc pod uwagę szanse i zagrożenia dla ropy naftowej oraz rynku jej produktów można przypuszczać, że względnie niskie ceny powinny utrzymać się do przyszłorocznego sezonu wakacyjnego. Oznacza to, że kierowcy w Polsce prawdopodobnie zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, mogą płacić w okolicach 4 zł za litr nawet do połowy 2017 r.

Autor: Marcin Lipka – Analityk Cinkciarz.pl

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w kwietniu 2016 r. o 1,1 proc. r/r, a w stosunku do marca wzrosły o 0,3 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Kwiecień był kolejnym, 22 miesiącem spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. I to silniejszym niż w pierwszych 3. miesiącach 2016 r. Źródłem tego spadku, podobnie jak w poprzednich miesiącach były bez wątpienia ceny paliwa. I mimo, że ceny ropy naftowej na rynkach światowych w kwietniu cały czas rosły (wzrost o ok. 20 proc.), to nie przełożyło się to na wzrost cen paliwa na rynku polskim. Zapewne dlatego, że firmy paliwowe stosują metodę FIFO (First in First out) przy księgowaniu kosztów sprzedawanego paliwa, czyli przyjmują do wyliczania ceny paliwa koszt ropy naftowej z dnia, w którym została ona „przyjęta” do magazynu najwcześniej. Zakładając, że firmy paliwowe mają zapasy ropy naftowej (poza zapasami obowiązkowymi) na ok. 40-45 dni, to w kwietniu wykorzystywały ropę wg cen z lutego i początku marca. A wtedy ceny były o ok. 1/3 niższe niż w kwietniu. Jeśli tak jest, to możemy spodziewać się wzrostu wskaźnika cen paliwa w czerwcu. A tym samym możliwe, że w czerwcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych rozpocznie „wspinaczkę” do poziomu zera. Będzie to zależało oczywiście nie tylko od trendu zmian cen ropy naftowej na świecie, ale także od popytu na odzież i obuwie w Polsce, od cen nośników energii, czy cen taryf telekomunikacyjnych. Będzie to także zależało od kursu złotego do euro i dolara. Złoty ulega deprecjacji wobec tych walut, ale na razie nie przekładało się to w zauważalny sposób na ceny towarów i usług konsumpcyjnych. Jednak jeśli ceny ropy naftowej utrzymają swój poziom 40-50 USD za baryłkę, a złoty będzie słabł, to za paliwo będziemy musieli płacić więcej niż dotychczas.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce zależy zatem w najbliższych miesiącach od tego, czy producentom ropy naftowej uda się utrzymać poziom 40-50 USD za baryłkę, czy złoty będzie dalej słabł i gdzie jest poziom oporu tego osłabienia, i wreszcie w jaki sposób 2,7 mln gospodarstw domowych wykorzysta ponad 17 mld zł, które otrzymają w 2016 r. w wyniku realizacji programu Rodzina 500+ – jaka część z tych pieniędzy trafi na rynek, jaka część zostanie oszczędzona (jeśli w ogóle), jaka część zostanie przeznaczona na spłacenie zobowiązań, a jaka trafi, niestety, do szarej strefy. Od tego zależą także wpływy do budżetu państwa.

Według danych Polskiej Izby Paliw Płynnych, ceny paliw na stacjach nadal spadają.

Z informacji dotyczących ostatniego tygodnia wynika, że benzyna i olej napędowy są tańsze o 2 grosze za litr. Nawet wzrost ceny autogazu został zahamowany.

Dziś średnio za litr oleju napędowego zapłacimy 5 zł i 23 gr, za litr LPG 2 zł i 66 gr, a za litr benzyny Pb95 5 zł i 35 gr.

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Tak wygląda home-office w Unii Europejskiej

Jak informuje nas Eurostat, praca z domu nie jest jeszcze popularna w Unii Europejskiej. Z home-offi...

Uwaga na fałszywe e-maile o zwrocie podatku

Ministerstwo Finansów ostrzega przed fałszywymi e-mailami z informacją o „zwrocie podatku". Wiadomoś...

Split payment od 1 lipca – czy będą problemy z płynnością?

Split payment wchodzi w życie dla wszystkich firm w Polsce, obligatoryjnie dla dużych od 1 lipca br....

62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu ...