czwartek, Marzec 21, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Brexit"

Brexit

Po odrzuceniu przez brytyjski parlament planu Brexitu Izba Gmin przejmuje większą inicjatywę w przygotowaniu warunków opuszczenia UE. Drugi oddech łapie także premier May, która dzięki zmniejszeniu się temperatury sporu wewnątrz obozu konserwatystów liczy na akceptację zupełnie nowego rozwiązania. Jaki te wydarzenia mogą wpłynąć na funta w kolejnych godzinach i tygodniach? – pisze Marcin Lipka.

Tylko dwa miesiące zostały do przyjęcia umowy wyjściowej z UE przygotowanej przez brytyjskich oraz unijnych negocjatorów. Ostatnia próba zakończyła się olbrzymią porażką premier Theresy May, gdyż wynegocjowane rozwiązane zostało odrzucone w połowie stycznia znaczną większością głosów przez Izbę Gmin (432 do 202 głosów). Co dalej z Brexitem i czy rzeczywiście Wielkiej Brytanii grozi chaotyczne opuszczenie UE?

Walka o uniknięcie katastrofy

Wbrew pozorom ryzyko twardego Brexitu ostatnio wyraźnie zmalało. Odrzucenie planu May wcale nie sugeruje, że Wielka Brytania kieruje się w stronę przepaści. Widać to chociażby po poglądach członków Izby Gmin, którzy w większości stoją w opozycji do wyjścia z UE bez umowy.

Brytyjski parlament natomiast wyraźnie przejął inicjatywę w ostatnich dniach, by dyskusja dotyczyła różnych form przyszłych relacji z Brukselą, ale jednocześnie wykluczała twardy Brexit. W tym celu podczas dzisiejszego posiedzenia Izby Gmin zostanie przedstawione kilkanaście poprawek, które w większości dają więcej czasu do namysłu wszystkim zainteresowanym stronom i oddalają perspektywę chaotycznego Brexitu.

Najważniejsze poprawki są opracowywane przez członków złożonych z obu zwykle zwalczających się partii (rządzących torysów i opozycyjnych laburzystów). Najszersze poparcie może zyskać poprawka przygotowywana przez umiarkowanego konserwatystę Nicka Bolesa oraz przedstawicielkę lewicy Yvette Cooper.

Inicjatywa „Cooper-Boles” zakłada, że jeżeli żadne porozumienie przedstawione przez gabinet May nie zostanie zaakceptowane przez parlament do 26 lutego, wtedy moment wyjścia z Unii Europejskiej powinien zostać przesunięty prawdopodobnie do końca 2019 r. To dałoby więcej czasu na opracowanie nowego porozumienia. Warto jednak zauważyć, że na to wyjście niekoniecznie zgodzi się Unia, jeśli ono nie będzie zawierać akceptowalnych propozycji dotyczących backstopu (np. dążenie do utworzenia przynajmniej unii celnej). Dodatkowo inicjatywa umiarkowanych członków Izby Gmin prawdopodobnie zostanie poparta głównie przez laburzystów i liberalnych demokratów. Rdzeń konserwatystów może sprzyjać innemu pomysłowi, który pojawił się w rządzących kręgach dopiero ubiegłej nocy.

Torysi miękną i chcą wydłużenia okresu przejściowego

Widząc napływające na dzisiejsze posiedzenie Izby Gmin poprawki i spodziewane ich poparcie, konserwatyści w nocy zdecydowali się opracować szeroki plan również zmniejszający podziały wewnątrz sprawującego władzę ugrupowania (rozwinięcie poprawki Sir Grahama Brady dotyczącej backstopu). W dokumencie, który przeniknął do mediów (m.in. do BBC), proponowane przez konserwatystów rozwiązanie zakłada, że jeżeli nowa umowa handlowa oraz warunki backstopu nie zostaną w okresie przejściowym uzgodnione, to zostanie on przedłużony o rok, czyli do końca 2021 r. W tym okresie, jako zachęta do zaakceptowania tej formuły przez UE, będą m.in. płacone unijne składki.

Rozwiązanie to prawdopodobnie nie zadowala najbardziej eurosceptycznych torysów, ale prawdopodobnie zdobędzie ono więcej głosów poparcia niż ostatni plan. Nadal jednak, mimo odsunięcia faktycznego opuszczenia UE, nie rozwiązuje ono kwestii backstopu, chociaż wydłuża czas na jego modyfikowanie bądź włączenie go już w przyszłą umowę handlową, która dopiero będzie negocjowana.

Trudno też dokładnie określić, jak na to zareaguje Bruksela. Czasowy backstop został wykluczony przez Irlandię. Gdyby jednak przyszłe relacje handlowe z Unią pozostały bliskie, to może udałoby się przygotować alternatywny scenariusz. Ogólnie jednak plan konserwatystów bardziej sceptycznie może odebrać Bruksela niż inicjatywę stricte parlamentarną. Kwestia backstopu ma mniejsze szanse na pozytywne rozwiązanie niż w przypadku kolejnych działań wynikających z poprawki „Cooper-Boles”. Również ryzyko chaotycznego Brexitu wydaje się  większe w kontekście działań rządu niż w opcji pełnego przejęcia kontroli przez Izbę Gmin.

Wpływ na funta. Przekroczenie 5 zł prawdopodobne

Inwestorzy stosunkowo szybko ocenili, że ryzyko chaotycznego opuszczenia UE maleje. Funt w relacji do dolara zyskał od początku roku ok. 3 proc., a w porównaniu do złotego 3,5 proc., rosnąc niecałe 20 gr i osiągając poziomy zbliżone do półtorarocznych szczytów (4,95 zł).

Wydaje się, że najbardziej pozytywne dla funta byłoby silne poparcie Izby Gmin dla inicjatywy Cooper-Boles. Takie rozwiązanie pokazałoby rosnącą kontrolę parlamentu nad procesem brexitu i wyraźne malejące ryzyko chaotycznego opuszczenia UE. Wtedy już dziś bariera 5 zł za funta mogłaby zostać przekroczona. Dalsze wzrosty byłyby prawdopodobne, gdyby obecny lub przyszły parlament skłaniał się do bliskich relacji z UE (przynajmniej unia celna, a być może wspólny rynek czy nawet finalnie brak opuszczenia Wspólnoty).

Pierwsza reakcja na nowy plan gabinetu premier May (modyfikacja poprawki Sir Grahama Brady) raczej nie pomogłaby funtowi, głównie ze względu na możliwość odrzucenia jej przez Unię w związku z niejednoznacznym podejściem do backstopu. Nie jest także pewne, czy plan ma szansę przyjęcia go przez Izbę Gmin, mimo że zbliża do siebie silnie podzielony obóz konserwatystów. Ogólnie jednak również inicjatywa torysów pokazuje chęć do wypracowania kompromisu i uniknięcie chaotycznego Brexitu, co finalnie powinno być pozytywne dla funta.

 

We wtorek handel w Azji dla odmiany przynosi falę pozytywnego nastawienia, gdyż władze Chin wiedzą, jak neutralizować rozczarowujący wydźwięk danych z gospodarki. Indeksy wracają do wzrostów, a na rynku walutowym widać tradycyjne oznaki wzrostu apetytu na ryzyko: silniejszy AUD i NZD, słabszy JPY. Dalej w ciągu dnia tematem nr 1 będzie brexit, gdyż wieczorem brytyjski parlament niemal na pewno odrzuci projekt porozumienia z UE. I wcale nie musi być z tego dramat dla Wielkiej Brytanii.
Po poniedziałkowym pesymizmie nie ma już śladu, a wodze przejmuje pozytywne odreagowanie. Impulsem do ocieplenia klimatu stały się wieści z Chin, tym razem dobre. Co już niemal jest tradycją, gdy zbyt głośna staje się dyskusja o problemach gospodarczych Chin (a tak było wczoraj po słabych danych z handlu zagranicznego), władze w Pekinie szybko reagują zapowiedzią działań stymulacyjnych – Ministerstwo Finansów zasygnalizowało, że państwo dokona „cięć podatków w dużej skali” by wesprzeć spowalniającą gospodarkę. Z obniżek mają skorzystać małe przedsiębiorstwa w sektorze wytwórczym, czyli te, które cierpią na zaostrzeniu polityki celnej z USA. Dodatkowo dziś zaczęła obowiązywać zapowiedziana w ubiegłym tygodniu obniżka stopy rezerw obowiązkowych, która poprawi płynność w sektorze bankowym. Ogólnie rynkowi zostało przypomniane, że temat „twardego lądowania” Chin nie może mieć miejsca, póki Pekin może zrobić wszystko w temacie stymulacji gospodarczej. Dla rynku nie jest to wielkie zaskoczenie i patrząc na płytkość wczorajszej korekty inwestorzy nie popadali w panikę po danych z handlu, jakby licząc na rychłą odpowiedź chińskich władz. Tryb „zła wiadomość to dobra widomość” został włączony.
W podobny sposób rynek podchodzi też do niemal pewnej porażki premier May w głosowaniu (po 20:00 polskiego czasu) w brytyjskim parlamencie nad projektem porozumienia z UE ws. brexitu. Premier May nawet nie walczy o zwycięstwo, ale od skali porażki zależy, co będzie mogła zrobić dalej. Druzgocąca klęska ponad 200-oma głosami (liczba pojawiająca się w medialnych spekulacjach) równie dobrze oznacza koniec tego rządu. Partia Pracy prawdopodobnie zawnioskuje o wotum nieufności, ale rebelianci w Partii Konserwatywnej bardziej niż May nienawidzą lidera laburzystów Corbyna, więc ta opcja ma małe szanse powodzenia. Przegrana mniej niż setką głosów wciąż daje pole do manewru, a przede wszystkim umożliwi powrót do rozmów z Brukselą nad szczegółami umowy wyjścia z UE. Wachlarz potencjalnych rozwiązań wciąż będzie szeroki, ale debata parlamentarna z ostatnich dni zmieniła trochę rozkład prawdopodobieństw dla przyszłych scenariuszy. Zatwierdzone poprawki zamknęły drogę dla wyjścia z UE bez uzgodnionych warunków. Mimo to nic nie jest pewne. Dzisiejsza porażka rządu oznacza, że May będzie miała trzy dni na wypracowanie nowej strategii. Co wybierze? Ubłaganie Brukseli o złagodzenie stanowiska wobec backstopu? Odroczenie brexitu (z 28 marca na lipiec)? Oddanie negocjacji w ręce parlamentu? Powtórzenie referendum? A może anulowanie brexitu? Jakkolwiek tzw. opcja „no-deal brexit” przestała straszyć, co tłumaczy rajd GBP w ostatnich dniach, tak konflikty na brytyjskiej scenie politycznej dla inwestorów oznaczają podtrzymanie chaosu. Sprawy posuwają się w dobrą stronę, ale nie liniowo i łatwiej jest obstawić, gdzie będzie funt za pół roku niż za dwa dni.
Autor: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rok 2018 zamyka się wysokim poziomem niepewności o perspektywy globalnej gospodarki i kierunek, w którym podążają rynki. Jak jednak wynika z raportu „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” przygotowanego przez TMS Brokers, nastroje już wkrótce mogą się poprawić. Eksperci w nowym roku upatrują wzrostów, m.in. wśród instrumentów takich jak złoto czy ropa naftowa WTI.

Wiele pytań o kondycję globalnej gospodarki wciąż pozostaje bez odpowiedzi, w tym te związane z protekcjonizmem w polityce handlowej, Brexitem, czy faktycznym stanem ekonomii Chin. To od nich w dużej mierze zależą decyzje podejmowane przez inwestorów w nowym roku. Jak wynika z publikacji TMS Brokers „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”, choć obecne nastroje nie są zbyt optymistyczne, koniec roku może zaowocować ich poprawą.

Zobacz też:

Jak polscy przedsiębiorcy mogą złagodzić skutki otwierania się niemieckiego rynku pracy?

– Pomimo trudnego czwartego kwartału, nie obserwujemy niekontrolowanej paniki na rynkach. To sugeruje, że inwestorzy nie porzucają wizji uspokojenia i wyjścia globalnej gospodarki z przejściowego dołka. Uważam, że światowa gospodarka jest w lepszej kondycji niż można sądzić po nerwowości rynków finansowych. Jednak aby zacząć myśleć optymistycznie, konieczne jest wyklarowanie sytuacji wokół najważniejszych źródeł niepewności – mówi Konrad Białas, główny ekonomista w TMS Brokers.

Instrumenty, na jakie warto zwrócić uwagę w kontekście możliwych wzrostów w 2019 roku to przede wszystkim złoto, ropa naftowa WTI oraz wybrane pary walutowe, w tym m.in. EUR/USD.

Po fatalnym roku na rynku metali szlachetnych, tegoroczny trend ma szansę się odwrócić. Analitycy upatrują wzrostów cen złota w spadającej rentowności obligacji skarbowych USA oraz ewentualnych turbulencjach na giełdach. Nie bez przyczyny kruszec nosi miano „bezpiecznej przystani”.

W przypadku ropy naftowej WTI, obecny pesymizm może odwrócić się wraz ze słabnięciem obaw o gigantyczną nadpodaż surowca. Wiąże się to z niestabilnością w państwach takich jak Angola, Nigeria, Libia czy Wenezuela.

Jeśli chodzi o pary walutowe, w przypadku EUR/USD, wzrost rentowności europejskich obligacji będzie zachęcać do powrotu kapitału inwestycyjnego na rynki Europy, ciągnąc euro do góry. Analitycy przewidują, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na podniesienie kosztu pieniądza we wrześniu 2019 r., ale rynek walutowy będzie się na to szykował jeszcze w drugim kwartale, budując popyt na euro.

W raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” znalazły się również analizy związane z możliwymi spadkami. – W 2019 roku spodziewamy się kontynuacji turbulencji na rynkach giełdowych. Słabszy globalny wzrost i mniej korzystna polityka pieniężna głównych banków centralnych to główne argumenty za słabością koszyka tzw. emerging markets. W rezultacie, po silnych wzrostach w 2018 roku, pod szczególnie mocną presją może znaleźć się brazylijski rynek akcji – podkreśla Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz
w TMS Brokers.

Jak zatem będzie wyglądać ogólna kondycja globalnej gospodarki w 2019 roku? Wzrost gospodarczy w USA powinien znajdować się powyżej średniej, pomimo zaników impulsów fiskalnych. W przypadku globalnego spowolnienia, źródłem ryzyka może natomiast okazać się wysoki deficyt budżetowy USA. W Europie wciąż głównymi punktami zapalnymi pozostają Brexit oraz kryzys we Włoszech. Prawdopodobnie osłabnie wzrost gospodarczy Chin, w związku z cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa. Nie można mówić jednak o załamaniu, bowiem chińskie władze dysponują szeroką paletą narzędzi, którymi mogą stymulować gospodarkę.

Więcej informacji na temat stanu światowych gospodarek, a także kluczowych wydarzeń na rynkach w 2019 roku znajduje się w raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”.

Link do pobrania raportu: https://lp.tms.pl/lp,prognozy_2019

Mat. prasowy TMS Brokers

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozterek nie zatrzymuje się, co powstrzymuje aktywa ryzykowne od zysków. Obawy o spowolnienie, impas w negocjacjach brexitu, powrót gołębiego tonu banków centralnych, wojna na handlowe (i inne) argumenty między USA i Chinami. Ostatni regularny tydzień przed świąteczną przerwą jest napakowany ważnymi wydarzeniami makro, co jednak zderzy się z wysychaniem płynności i szarpanymi reakcjami.

Jęk zawodu słychać z różnych zakątków rynków finansowych, gdyż gdzie nie spojrzeć dochodzą negatywne sygnały. W piątek indeksy PMI z Eurolandu wypadły fatalnie – wskaźnik Composite (agregujący wyniki przemysłu i usług) na 51,3 był najsłabszy od czterech lat i dużo poniżej nawet najbardziej pesymistycznych prognoz rynkowych. I choć część rozczarowania można zrzucić na zdarzenia jednorazowe (np. protesty we Francji), to nawet po oczyszczeniu dane wskazują na przyhamowanie ożywienia. Jeśli ktoś się dziwił złagodzeniu tonu prezesa Draghiego na czwartkowej konferencji prasowej, to w piątkowych danych dostał wytłumaczenie. Strefa euro ma kłopoty, w przypadku Chin dyskutuje się, czy już nie są w recesji, ale władze w Pekinie „upiększają” dane. USA pozostają przyczółkiem solidnego wzrostu gospodarczego, ale nie brakuje spekulacji, kiedy bariera ochronna pęknie. Indeksy na Wall Street już odzwierciedlają te wątpliwości, choć dane o sprzedaży detalicznej pokazują, że konsumenci są potężną siłą. To jednak tylko jeden fakt w gąszczu pesymistycznych oczekiwań i wizji przyszłości. Szanse na rychłą odmianę sentymentu są nikłe, kiedy wszyscy są bardziej skupieni na odliczaniu do świąt niż ustalaniu strategii na dłuższy czas. Na to przyjdzie czas w styczniu.

Zobacz też:

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

Przed nami tydzień na ostatnie porządki przed okołoświąteczną flautą. Dziś powinno być spokojnie przy ubogim kalendarzu wydarzeń. Finalny odczyt inflacji ze strefy euro prawdopodobnie potwierdzi negatywne oddziaływanie spadku cen paliw, ale póki inflacja bazowa jest odporna, EBC będzie tutaj szukać furtki dla podtrzymania chociaż odrobiny optymizmu dla prognoz.

Głównym wydarzeniem tygodnia jest ostatnie posiedzenie Fed w tym roku (wt-śr) i rynek powszechnie spodziewa się kolejnej podwyżki stóp procentowych. Większe zainteresowanie będzie dotyczyć języka komunikatu, gdyż w ostatnich tygodniach członkowie komitetu sugerowali zmianę nastawienia, odejście od mechanicznego podnoszenia stóp raz na kwartał, a zaczęli przywiązywać większą wagę do danych krajowych i globalnych. Zmiana ta wystraszyła część inwestorów, w rezultacie czego rynek zaczął wyceniać szanse na mniej niż jedną podwyżkę w przyszłym roku. Te oczekiwania wydają się przesadnie pesymistyczne (zakładamy co najmniej dwie podwyżki w 2019 r.) i z tego punktu widzenia zmiana języka Fed może nie być tak szkodliwa dla USD, jak jest to obecnie dyskontowane.

Poza tym mamy posiedzenia Banku Japonii, szwedzkiego Riksbanku i Banku Anglii (wszystkie w czwartek), gdzie jednak emocje mogą być mniejsze niż w USA. Wśród danych odczyty z rynku nieruchomości USA (wt, śr) będą analizowane pod kątem oceny skutków dotychczasowego zacieśniania polityki pieniężnej.

W Polsce nie spodziewamy się, aby odczyty inflacji bazowej (pon), danych z rynku pracy (wt), produkcji przemysłowej) i sprzedaży detalicznej (pt) mogły przynieść reakcję złotego. PLN na 4,30 za EUR czuje się, jak u siebie w domu i nikt z zewnętrz też nie chce zaburzać jego spokoju. Zakładamy, że sytuacja taka utrzyma się do końca roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukmacher Unibet typuje, który kolejny kraj przeprowadzi referendum w sprawie wyjścia ze Wspólnoty przed 1 stycznia 2022 roku.

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej głosów o tym, że Unia Europejska się rozpada, a po opuszczeniu Wspólnoty przez Brytyjczyków, kolejne kraje zdecydują się na rozpisanie referendum. Pomimo tego, że wiele mówi się o eurosceptycyzmie w takich krajach jak Polska i Węgry, to obywatele tych krajów wyrażają bardzo wysokie poparcie dla członkostwa w UE. Zdaniem analityków londyńskiej firmy Unibet, znacznie bliżej do rozpisania referendum są takie kraje jak Włochy (14 proc.), gdzie władze sprawuje Giuseppe Conte  i Grecja (9 proc.) z rządami Aleksisa Tsiprasa.

Na trzecim miejscu ex aequo plasuje się Austria, która obecnie sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej oraz Polska. Prawdopodobieństwo, że oba kraje rozpiszą referendum do 2022 roku wynosi 6 proc.

Którym krajom najdalej do opuszczenia Unii? Stawkę zamykają (bez niespodzianek) Francja i Niemcy, Luksemburg i Malta. Unibet przewiduje, że istnieje 1,9 proc. szans, że dojdzie do #Frexitu czy #Gerexitu.

Zobacz też:

Pracownicze Plany Kapitałowe czy raczej Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiele czynników wskazuje na odbicie przez Demokratów Izby Reprezentantów. Poza tym posiedzenia banków centralnych w Australii, Polsce, Nowej Zelandii i USA nie powinny przynieść niespodzianek. Dyskusją o tempie globalnego ożywienia wzbogacą kolejne publikacje indeksów PMI/ISM, dane z przemysłu i handlu zagranicznego.

Wstępne wyniki głosowań, sondaże i przewidywania ekspertów jednomyślnie wskazują, że w wyborach do Kongresu (wt) Demokraci odzyskają większość w Izbie Reprezentantów, ale Republikanie utrzymają (jeśli nie wzmocnią) większości w Senacie. Spodziewany wynik nie powinien wywołać większej reakcji rynków, nawet jeśli podzielony Kongres może implikować mniej optymistyczny pogląd na perspektywy polityki gospodarczej. W większym stopniu ulgę rynkowi akcji powinno przynieść zdjęcie z rynków niepewności o wynik wyborów, a poprawa sentymentu będzie wspierać upłynnianie długich pozycji w USD. W temacie wydarzeń gospodarczych, posiedzenie FOMC (śr-czw) prawdopodobnie nie dostarczy nowych informacji. Od czasu wrześniowego posiedzenia gospodarka utrzymała solidne tempo rozwoju, dzięki czemu Fed powinien podtrzymać dotychczasowy kurs i zmierzać ku kolejnej podwyżce stóp procentowych w grudniu. Zawirowania na rynkach finansowych mogą być wymienione w komunikacie, ale opierając się o wypowiedzi niektórych członków, nie stanowią dla FOMC powodu do niepokojów.

Zobacz też:

Globalne inwestycje w chmurę podwoją się w ciągu trzech lat

W strefie euro PMI dla usług (wt) jest tylko rewizją, a dane o sprzedaży detalicznej (śr) mają drugorzędne znaczenie. Dane o produkcji przemysłowej z Niemiec (śr) mogą być obciążone zmianami zasad emisji spalin, co wytworzyło zatory w produkcji. Ryzyka dla ożywienia w strefie euro nie są pierwszoplanowym tematem dla EUR, jednak mogą być hamulcowym odbicia przy wyciszeniu tematu włoskich finansów publicznych.
Z Wielkiej Brytanii otrzymamy PMI dla usług (pon), dane z handlu zagranicznego, produkcji przemysłowej i PKB (pt). Po rozczarowującym odczycie PMI z przemysłu i równie słabych danych z sektora usługowego w strefie euro, niski odczyt PMI z brytyjskiego sektora usług nie będzie zaskoczeniem. Z danymi o produkcji wiąże się ryzyko słabszego odczytu pod wpływem doniesień o gorszej postawie sektora motoryzacyjnego we wrześniu. Nie powinno to jednak zagrozić dynamice PKB za III kw., która ma wzrosnąć do 0,6 proc. k/k z 0,4 proc. w II kw. Wszytko to jednak będzie tłem dla spekulacji o szansach porozumienia między Wielką Brytanią i UE w sprawie warunków Brexitu. W ostatnich dniach optymizm ponownie się przebudził, co może być istotną siłą ciągnącą GBP wyżej.
W Polsce tydzień przynosi decyzję Rady Polityki Pieniężnej (śr), gdzie zanosi się na kolejny neutralny rezultat. Nawet mimo słabszych danych za wrzesień, jest mało realne, aby Rada decydowała się na odważne zmiany w komunikacie na podstawie odczytów z jednego miesiąca, choć nawet i wzmocnienie retoryki gołębiego skrzydła niewiele zmienia w rynkowej ocenie szans na podwyżkę. Złoty wciąż cieszy się ograniczoną zmiennością (w porównaniu do innych walut rynków wschodzących), a przy uspokojeniu na globalnych rynkach EUR/PLN powinien zbiegać do poziomu równowagi blisko 4,30.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców na temat rosnących cen energii dla biznesu i konsumentów

Dane z Chin będą przyciągać uwagę w związku z toczącą się dyskusją o spowolnienie gospodarcze pod wpływem wojny handlowej z USA. PMI z przemysłu już wskazał, że tempo ożywienia spowalnia i kolejny negatywny impuls może przyjść z danych z usług (pon). Pod lupą będą dane z handlu (czw) i dynamika eksportu, gdzie słabość będzie szybko generować spekulacje o wpływie wojen handlowych. Ogólny obraz mogą jednak ratować kolejne przecieki o działaniach wspierających chińskiego rządu, zatem i ze słabych danych mogą iść pozytywne wnioski dla sentymentu.
W Australii mamy posiedzenie RBA (wt) i publikowany później (pt) Raport Polityki Monetarnej. Stopa procentowa pozostanie bez zmian, a w komunikacie prawdopodobnie zostanie podtrzymane stanowisko, że zmiany nie są planowane w najbliższym czasie. Słabe odczyty inflacji oraz obaw o sytuację na rynku kredytowym mogą podkreślić ryzyka w raporcie, nadając mu gołębi wydźwięk. Jeśli jednak sentyment wokół Chin będzie ulegał poprawie, powinno to mieć mocniejszy wpływ na AUD niż warunki lokalne. W Nowej Zelandii RBNZ (śr) także pozostawi stopę procentową bez zmian, ale nowy zestaw prognoz może zawierać wyższe ścieżki inflacji i PKB. Bank będzie starał się utrzymać neutralny ton komunikatu, ale między wierszami rynek może doszukiwać się bardziej konstruktywnego przekazu. Widzimy potencjał do kontynuacji spadków AUD/NZD.
Dane z Kanady w przyszłym tygodniu są drugorzędne i głównie skupione na rynku budownictwa mieszkaniowego – pozwolenia na budowę (wt) i rozpoczęte budowy (czw). Nie powinny być to figury istotnie wpływające na CAD, stąd pierwsze skrzypce będą odgrywać generalny sentyment i wahania wartości USD. Kiepski raport z rynku pracy Kanady za październik ustawia ton po negatywnej stronie dla loonie i może on w mniejszym stopniu niż inne waluty surowcowe korzystać na poprawie apetytu na ryzyko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja o przyszłości Brexitu zepchnęła w cień rozterki rynku związane z kondycją gospodarek wschodzących i wojnami handlowymi. Funt odbija, a zanim euro; lepiej mają się aktywa ryzykowne. Problemy jednak nie wyparowały, więc nie można tracić czujności.

Handel na funcie odbywa się według jednego schematu – waluta albo pozostaje na smyczy zmian sentymentu wobec EUR i USD, albo dostajemy zaskakującą informację dotyczącą Brexitu. Reszta się nie liczy, co mogliśmy doświadczyć przy wczorajszej publikacji danych z brytyjskiego przemysłu. Podziałały za to słowa unijnego negocjatora Barniera, że porozumienie z Wielką Brytanią jest „realistyczne” w ciągu 6-8 tygodni, co automatycznie podsuwa termin zaplanowanego na 18 października szczytu UE. To nie pierwszy raz w ostatnich dniach, kiedy Barnier pokazuje inwestorom światełko nadziei z przekazem, że Brexit nie będzie katastrofą.

Wcześniej mogliśmy usłyszeć, że Wielka Brytania i Niemcy są gotowe odpuścić (na pewien czas) negocjacje części z postulatów, albo że UE27 chce dać większe uprawnienia Barnierowi, by miał on większą elastyczność w uzgadnianiu warunków Brexitu. Obserwujemy istotną zmianę nastawienia Barniera, który wcześniej przedstawiał twarde i surowe stanowisko, jakby chciał ukarać Wielką Brytanię za jej decyzję. Jednak szczerze mówiąc, we wczorajszych doniesieniach nie widzę przełomowej informacji. Termin finalizacji rozmów najdalej w listopadzie pojawiał się we wcześniejszych dyskusjach. Scena polityczna w Wielkiej Brytanii pozostaje źródłem niepewności z dużą krytyką May nawet przez własną partię. Krótkoterminowo pozostajemy na łasce niezaplanowanych komentarzy. Dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii są na drugim planie, choć pozytywne niespodzianki będą podsycać rajd funta.

Informacje dotyczące Brexitu rozlały się po innych walutach. EUR/USD zostało pociągnięte w ślad za GBP/USD, gdyż jaśniejsze perspektywy Brexitu to także dobra wiadomość dla UE. Dodatkowo kolejna porażka w złamaniu 1,1530 się zemściła. Widać też zainteresowanie w kupowaniu GBP/JPY, a dzisiejsze bardziej optymistyczne otwarcie handlu na europejskich giełdach premiuje odchodzenie od jena. Dyskutowanie o przyszłości Wielkiej Brytanii zepchnęło w cień rozterki o stan gospodarek wschodzących, co także pozwala odetchnąć ryzykownym aktywom, a EUR/PLN zbliżył się do 4,30. Nie dajmy się jednak zwieść – te problemy nie zniknęły na dobre. Ani obawy o Turcję, Argentynę czy RPA, ani kwestia wojen handlowych. Może dostać jeden dzień beztroski, ale bądźmy czujni.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz też:

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

18 maja br. w Sofii przy okazji szczytu Unia – Bałkany Zachodnie odbył się szczyt BusinessEurope, w którym uczestniczyli Prezydent Konfederacji Lewiatan Henryka Bochniarz oraz Stały Przedstawiciel przy BusinessEurope Kinga Grafa. Dyskutowano przede wszystkim o priorytetach biznesu dla kolejnego Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej takich jak cyfryzacja, energetyka, wspólny rynek, reformy w strefie euro, inwestowanie w badania i innowacje, bezpieczeństwo oraz unijna polityka zagraniczna i handlowa.

Jednym z wyzwań jest niewątpliwie poprawa globalnej pozycji Europy, która w odróżnieniu od Chin nie ma długofalowej strategii. Można tego dokonać nie tylko poprzez usprawnienie unijnej polityki zagranicznej, ale także większe nakłady na badania i innowacje w ramach nowych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027. W propozycji Komisji Europejskiej ten aspekt został na szczęście uwzględniony i finansowanie następcy programu Horyzontu 2020 tj. Horyzontu Europa zostanie zwiększone do ok. 100 mld euro. Jednak środki te są ciągle niewystarczające, jeśli Europa chce mieć gospodarkę bardziej innowacyjną niż Chiny i USA W związku z tym BusinessEurope będzie nadal przekonywał europejskich decydentów do dalszego zwiększania unijnych wydatków na badania i innowacje, przy jednoczesnym podkreślaniu wagi polityki spójności dla równomiernego rozwoju całej gospodarki europejskiej.

Prezydenci poszczególnych federacji pracodawców rozmawiali także o Brexicie. CBI z Wielkiej Brytanii wyraźnie podkreślił, że wywalczenie kluczowego dla europejskiego biznesu okresu przejściowego, w którym Wielka Brytania będzie traktowana przez wszystkie państwa jako członek UE, jest efektem udanej współpracy w ramach BusinessEurope.

BusinessEurope wybrał także nowego prezydenta swojej organizacji. Będzie nim Pierre Gatta z z francuskiej organizacji pracodawców MEDEF.

 Unijni ministrowie 27 państw pozostających we Wspólnocie zadecydowali 23 marca br., że okres przejściowy dla Wielkiej Brytanii po jej oficjalnym wyjściu z Unii Europejskiej w marcu 2019 roku powinnien potrwać do końca 2020 roku.

Wielka Brytania i UE uzgodniły warunki okresu przejściowego po Brexicie (ma trwać ok. dwóch lat), co ma pozwolić obywatelom i firmom na przygotowanie się do funkcjonowania w nowych warunkach.

Zawarte porozumienie jest korzystne dla obywateli UE, którzy migrują na wyspy, w tym dla Polaków, bo zakłada, że w okresie przejściowym będą nabywać te same prawa, które mają osoby przybyłe jeszcze przed Brexitem.

Emma Marcegaglia, prezydent BusinessEurope, powiedziała:
„Po wielu miesiącach niedużych postępów w negocjacjach rzucających cień niepewności na biznes, z zadowoleniem przyjmujemy fakt, że obie strony zgadzają się na okres przejściowy po opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię w marcu 2019 r. Było to od dawna prośbą biznesu, ponieważ firmy potrzebują czasu na przygotowanie i dostosowanie się do sytuacji po Brexicie. Rozwiązanie „status quo” z Wielką Brytanią pozostającą w unii celnej i jednolitym rynku z wszystkimi odpowiednimi prawami i obowiązkami wynikającymi z dorobku prawnego UE w okresie przejściowym jest najlepszą opcją. Po pierwsze zapewnia przedsiębiorstwom i obywatelom niezbędny czas na dostosowanie; po drugie, zapewnia większą pewność i przewidywalność; i po trzecie, powinno utrzymać równe szanse dla firm. ”

Chociaż negocjacje nad porozumieniem ws. umowy o wyjściu będą kontynuowane, a trzeba pamiętać, że nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie zostanie uzgodnione, Rada Europejska przyjęła również wytyczne mające na celu otwarcie negocjacji w sprawie przyszłych stosunków między UE a Wielką Brytanią.

„Na tym etapie nie wiemy, jak będą wyglądać przyszłe relacje między UE a Wielką Brytanią i dopóki nie osiągniemy porozumienia, nie można wykluczyć scenariusza” na krawędzi urwiska” (z ang. „cliff edge”). Jednak przyjęcie wytycznych jest krokiem we właściwym kierunku – zapewnia większą przewidywalność dla firm i otwiera drogę do negocjacji. „

Dnia 13.03.2018 r. odbędzie się debata z głównym negocjatorem UE Michelem Barnierem nad rezolucją określającą stanowisko Parlamentu w sprawie przyszłych stosunków między UE a Zjednoczonym Królestwem.

Projekt rezolucji, przygotowany przez Grupę Sterującą ds. Brexitu w Parlamencie Europejskim i zatwierdzony 7 marca przez Konferencję Przewodniczących (Przewodniczącego PE i szefów grup politycznych), sugeruje, że dobrym formatem dla przyszłych stosunków między Unią Europejską a Zjednoczonym Królestwem mógłby być układ o stowarzyszeniu UE-Zjednoczone Królestwo.

Jednocześnie jednak tekst daje jednoznacznie do zrozumienia, że kraj niebędący członkiem Unii Europejskiej nie może mieć takich samych uprawnień i dostępu do wspólnego rynku jak państwa członkowskie UE, nawet, jeśli kraj ten jest do Unii bardzo zbliżony i ma identyczne do unijnego prawodawstwo.

Debata i głosowanie odbędą się w środę, krótko przed unijnym szczytem zaplanowanym na 22-23 marca w Brukseli, na którym szefowie państw i rządów UE mają zatwierdzić wytyczne Rady dotyczące przyszłych negocjacji w sprawie stosunków między UE a Zjednoczonym Królestwem.

Europejski Komitet Regionów zaapelował do państw członkowskich UE, by zwiększyły wkład do unijnego budżetu do poziomu 1,3 proc. dochodu narodowego brutto (DNB). Miałoby to m.in. pomóc w uzupełnieniu luki finansowej spowodowanej Brexitem.

Podwyżka składki, która obecnie wynosi 1,04 proc. DNB, miałaby jednocześnie wesprzeć realizację nowych zadań, takich jak migracja, kontrola granic i obrona.

Komitet Regionów UE, unijny organ doradczy, w którym zasiadają przedstawiciele samorządów, przyjął w czwartek opinię w sprawie przyszłości finansów UE, autorstwa marszałka województwa wielkopolskiego Marka Woźniaka. Poparto w niej wezwanie Parlamentu Europejskiego do zwiększenia poziomu wydatków budżetu UE i zaapelowano, aby państwa członkowskie rozważyły zwiększenie składki.

Komitet opowiedział się przy tym za zniesieniem wszystkich mechanizmów rabatowych. Samorządowcy oczekują również, że unijny budżet zasilą nowe źródła przychodów, takie jak europejski podatek dochodowy od osób prawnych, podatek od transakcji finansowych oraz zreformowany system VAT.

Komitet powtórzył też swój postulat, by po perspektywie finansowej 2014-2020 polityka spójności, w ramach której realizowane są m.in. inwestycje w miastach i gminach, miała ten sam co obecnie udział procentowy w unijnym budżecie.

Jak podkreślił marszałek Woźniak podczas czwartkowej debaty w Komitecie Regionów, „potrzebna jest zasadnicza reforma unijnego budżetu”, który powinien mieć wyższy poziom finansowania z różnych źródeł.

„W opinii wskazujemy też, że budżet powinien być prostszy, bardziej przejrzysty, sprawiedliwszy i zgodny z zasadami demokracji. Opowiadamy się za tym, żeby był to budżet 7-letni albo 10-letni z podziałem na okresy +pięć plus pięć+ ze średniookresowym przeglądem” – zaznaczył Woźniak. „Liczymy, że budżet zostanie przyjęty przed europejskimi wyborami w 2019 roku” – dodał.

Woźniak powiedział też, że Komitet Regionów preferuje scenariusz piąty z białej księgi Komisji Europejskiej – znacznie więcej wspólnych działań – jako ambitny scenariusz dla Wspólnoty. „Nie mówimy tylko o budżecie, ale o scenariuszu dla Unii Europejskiej” – podkreślił.

Przewodniczący Komitetu Regionów Belg Karl-Heinz Lambertz powiedział natomiast, że finansowanie nowych priorytetów UE, takich jak bezpieczeństwo i obrona, jest konieczne, ale musi się odbywać za pomocą nowych środków, a nie kosztem rozwoju regionów, miast i obszarów wiejskich.

„Następny budżet UE zadecyduje o przyszłym kształcie Europy, jakiej chcemy. Jeżeli zależy nam na sprzyjającej zatrudnieniu i włączeniu społecznemu, sprawiedliwszej i bardziej ekologicznej Europie, musimy nadal inwestować we wszystkie regiony i społeczności, we wszystkich obywateli” – podkreślił Lambertz.

Opinia Komitetu Regionów odnosi się bezpośrednio do dokumentu analitycznego Komisji Europejskiej na temat przyszłości unijnych finansów. Dokument jest jedną z kilku analiz poświęconych zagadnieniom, które będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości UE, opublikowanych przez KE w ślad za białą księgą z pięcioma scenariuszami dla Wspólnoty.

W maju KE przedstawi projekt przyszłych wieloletnich ram finansowych, czyli budżetu unijnego na okres po 2020 roku. Prace nad nim są szczególnie trudne w kontekście wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i pojawienia się wydatków na nowe cele związane m.in. z migracją i obronnością. KE szacuje, że w wyniku Brexitu w rocznych dochodach UE będzie brakowało 12-13 mld euro, natomiast nowe zadania miałyby kosztować budżet 10 mld euro każdego roku.

Opinia Komitetu Regionów trafi teraz do unijnych instytucji jako stanowisko władz lokalnych i regionalnych UE.

 

 

 

 Źródło: www.kurier.pap.pl

Choć Brexit może mieć wpływ na chęć podejmowania pracy w Wielkiej Brytanii – obecnie widoczny jest już trend rosnącego zainteresowania wyjazdami do Luksemburga, Irlandia czy Holandii, czyli krajów, w których poziom zarobków jest najwyższy – Polacy, którzy na Wyspach mieszkają już jakiś czas, nie tylko nie przestraszyli się Brexitu, ale wykorzystali sytuację do wzmocnienia swojej pozycji.

Zdecydowana większość z nich deklaruje, że wyjeżdżać nie zamierza. Choć ci, którzy przesyłają oszczędności do Polski, lub po prostu wspierają swoje rodziny, z pewnością odczuli skutki spadającego kursu funta. W tej chwili to chyba najbardziej dotkliwy skutek Brexitu.

Od dwóch lat na fali obaw najpierw o wyniki referendum w sprawie wyjścia z Unii, a potem o jego przebieg i konsekwencje, wartość brytyjskiej waluty wobec euro czy złotówki systematycznie spada. I, co prawda, nie ma to szybkiego przełożenia na przykład na koszty życia, ale oznacza, że wartość przywożonych z Wysp oszczędności lub przesyłanych rodzinom przelewów spada.

– W samym 2017 roku kurs wymiany funta na złotówkę spadł o ok. 10%. W tym czasie liczba drobnych przelewów wykonywanych za pośrednictwem TransferGo.pl wzrosła o ok. 50%. Można więc powiedzieć, że sytuacja w Wielkiej Brytanii skłoniła do poszukiwania nowych, bardziej wydajnych rozwiązań, które pozwalają uniknąć zbędnych wydatków. Ale w przypadku nowoczesnych rozwiązań finansowych nie tylko to jest przyczyną. W głównej mierze chodzi po prostu o pojawienie się lepszej perspektywy – mówi Magnus Olby, dyrektor marketingu w TransferGo.

Dla wielu naszych rodaków najlepszą perspektywą wciąż jest Wielka Brytania, na masowe powroty nie należy więc liczyć. Za to czas masowych wyjazdów w tym kierunku już się skończył. Polacy zaczęli szukać perspektyw dobrych zarobków w innych krajach europejskich. Czy zadomowią się tam w równym stopniu – czas pokaże.

Brexit cały czas ciąży brytyjskiej walucie – od referendum funt jest nadal o kilkanaście procent słabszy w relacji do euro czy złotego. Weekendowa wypowiedź prezydenta Francji dała nadzieję na korzystniejsze dla Wielkiej Brytanii warunki rozstania z UE, co byłoby dobre także dla funta. Tylko czy brytyjski rząd pójdzie na ustępstwa?

W niedzielnym wywiadzie dla BBC Emmanuel Macron, prezydent Francji, zasugerował możliwość osiągnięcia bardziej preferencyjnego porozumienia między Wielką Brytanią a UE w porównaniu z tym, co dotychczas oferowali negocjatorzy z Brukseli. W istocie prezydent Francji sugeruje coś pomiędzy pełnym dostępem do wspólnego rynku a porozumieniem handlowym.

– Wypowiedź Macrona jest tym ciekawsza, że jak dotąd Francja była jednym z państw w największym stopniu opierającym się żądaniom Wielkiej Brytanii. Prezydent Francji zaznaczył również, że ogromny brytyjski sektor usług finansowych mógłby zostać włączony do tego potencjalnego porozumienia – zauważa Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wymagałoby to jednak znacznych ustępstw ze strony rządu Theresy May, premier Wielkiej Brytanii, najprawdopodobniej związanych ze swobodnym przepływem obywateli UE po Brexicie. Problematyczny pozostaje jednak fakt, że po ostatnich wyborach na Wyspach, pozycja May i konserwatywnej partii Torysów wewnątrz kraju ucierpiała. Nie wiadomo, na jakie ustępstwa partia pozwoli pójść pani premier.

Według opublikowanej dzisiaj ankiety “The UK in a Changing Europe”, aż 74 proc. członków ugrupowania jest przeciw wolnemu przepływowi obywateli UE do Wielkiej Brytanii, a 63 proc. nie chce, by europejski Trybunał Sprawiedliwości miał jakikolwiek wpływ na jurysdykcję w ich kraju po marcu 2019 r.

– Eurosceptycyzm wśród Torysów i brak chęci na bliższe relacje z UE po wyjściu ze wspólnoty prawdopodobnie w negatywny sposób wpłynąłby na całą gospodarkę Wielkiej Brytanii, w tym rozbudowany sektor finansowy, co odbiłoby się również na funcie – mówi Bartosz Grejner. Brytyjska waluta od referendum w połowie czerwca 2016 r. stracił do euro ok. 14 proc., a do złotego 17 proc.

Skłon w stronę “twardego” Brexitu mógłby w kolejnych miesiącach jeszcze tę przecenę pogłębiać. Jeżeli jednak zwycięży opcja utrzymania stosunkowo bliskich relacji Wielkiej Brytanii z UE, funt może stopniowo odrabiać straty poniesione po głosowaniu w połowie 2016 r., wspierany nadziejami poprawy sytuacji ekonomicznej w kraju. – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Ci, którzy głosowali za Brexitem, mogą czuć się oszukani. Zamiast oszczędności na unijnych składkach, lepszej ochrony zdrowia czy braku konkurencji ze strony obywateli UE na rynku pracy, wyłania się groźba masowych zwolnień i pogorszenia kondycji gospodarczej.

Gorąca dyskusja o skutkach Brexitu odżyła w Wielkiej Brytanii po doniesieniach o tajnym raporcie rządu nt. skutków opuszczenia Wspólnoty. Według doniesień medialnych raport zawiera informacje, że PKB może spaść nawet o 8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania Zjednoczonego Królestwa w UE. Najciekawszy jest jednak fakt, że najdotkliwsze straty mogą ponieść regiony, w których poparcie dla Brexitu było największe.

Atmosfera tajemnicy

Pierwszy o tajnym raporcie dotyczącym Brexitu poinformował BuzzFeed. Później dziennikarskie śledztwo na temat skutków wyjścia z UE zaczął prowadzić m.in. „Financial Times” i poinformował, że parlamentarzyści, którzy mają dostęp do opracowania, są pod ścisłym nadzorem podczas zapoznawania się z jego treścią.

Informacje przygotowane przez współpracujących z rządem ekonomistów są według obecnej administracji na tyle wrażliwe, że nie powinny wpaść w ręce partnerów, z którymi prowadzone są negocjacje. Ogólne dane z raportu jednak nie zaskakują i pokrywają się z wcześniejszymi analizami.

Ubytek w PKB w najbliższych 15 latach związany z Brexitem będzie wynosił od 2-8 proc. w porównaniu do scenariusza pozostania w Unii. W zależności od bliskości przyszłych relacji z UE Wielka Brytania będzie musiała dodatkowo pożyczyć od 20 do 80 miliardów funtów więcej w badanym okresie – według relacji parlamentarzystów pytanych przez „FT”. Najważniejszy jest jednak inny fakt. Znaczne straty poniosą przede wszystkim te regiony, w których dominowały głosy za opuszczeniem Wspólnoty. I akurat te informacje są dostępne publicznie.

Głosowałeś za Brexitem – stracisz najwięcej

Częścią niejawnego raportu rządu jest dostępna w internecie publikacja naukowców University of Sussex, w której Michael Gasiorek, Ilona Serwicka oraz Alasdair Smith oceniają poszczególne scenariusze Brexitu i ich wpływ brytyjski przemysł.

W zdecydowanej większości przypadków Brexit wpłynie na podniesienie cen, zmniejszy wymianę handlową oraz zatrudnienie. W przypadku „twardego” Brexitu koszty transportu mogą wzrosnąć o 9,8 proc., a odzieży 6,1 proc. Z kolei eksport przetworzonej żywności może zmniejszyć się nawet o 38 proc., a wyrobów farmaceutycznych o ponad 20 proc., gdyby stosunki Wielkiej Brytanii z Unią opierały się o zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Mniejsza aktywność gospodarcza przemysłowych regionów związana z utrudnieniami regulacyjnymi i handlowymi wpływa także na utratę miejsc pracy. Procentowo najwięcej etatów może zniknąć w okręgu wyborczym Copeland – powyżej 10 proc. osób aktywnych zawodowo. Wyraźne zmniejszenie zatrudnienia ma być także obserwowane w środkowej Anglii, jak wynika z opracowania „Which Manufacturing Sectors are most Vulnerable to Brexit” przygotowanego przez University of Sussex.

Prawdziwym paradoksem może być jednak fakt, że akurat te regiony głosowały za Brexitem. W okręgu wyborczym Copeland za opuszczeniem UE opowiedziało się 64 proc. wyborców. Poważnie ma także ucierpieć West Midlands (należy do niego między innymi miasto Birmingham), gdzie przeciwko Wspólnocie zagłosowało 59,3 proc. Poza utratą miejsc pracy, według informacji „FT”, PKB tego hrabstwa może być niższe nawet o 16 proc. w porównaniu do opcji pozostania wewnątrz Unii.

 

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Prawie 1/5 polskich przedsiębiorców obawia się wpływu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej na ich przedsiębiorstwo.  Mimo niepewności wielu z nich decyduje się na obecność na Wyspach, co wpływa także na wzmocnienie pozycji firmy na polskim rynku. Nawiązując partnerstwa międzynarodowe warto wziąć pod uwagę uwarunkowania gospodarcze i ekonomiczne w danym regionie. Jak to wygląda w przypadku Wielkiej Brytanii?

Oczekiwanie na płatności

Nie najlepszą informacją dla partnerów biznesowych z zagranicy może okazać się fakt, że na tle Europy Wielka Brytania ma jedne z najdłuższych terminów oczekiwania na płatności od kontrahentów. Jak pokazują wyniki ostatniego raportu Global Business Monitor, brytyjskie MŚP czekają na należności aż 37,5 dnia, podczas gdy w Niemczech jest to 26 dni, a w Stanach Zjednoczonych – 23,5 dnia. Większą cierpliwością muszą wykazać się jedynie przedsiębiorcy znad Sekwany, którzy należności od kontrahentów otrzymują średnio po 45 dniach. Te dane są o tyle istotne, że opóźnienia w płatnościach ze strony jednego partnera biznesowego często rzutują na współpracę z innymi.

Rynek oczami przedsiębiorców

Raport Global Business Monitor ujawnia, że pomimo dobrych danych rynkowych aż 64% brytyjskich przedsiębiorstw deklaruje obawy dotyczące globalnej sytuacji ekonomicznej.

– 1/5 badanych firm z sektora MŚP spodziewa się pogorszenia sytuacji w gospodarce krajowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Ponadto 55% firm niepokoi się o rosnące koszty działalności, a 44% o płynność finansową. Przeterminowane należności w ciągu ostatniego roku miała aż jedna trzecia badanych przedsiębiorstw. Wielka Brytania dba o wizerunek kraju przyjaznego biznesowi, deklarując, że stwarza dobre warunki dla rozwoju przedsiębiorstw, zwłaszcza start-upów. Mimo to ponad połowa (53%) badanych przedsiębiorców uważa, że rząd powinien bardziej wspierać małe firmy – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Inwestycje i rozwój

Za pozytywny wskaźnik oceny sytuacji ekonomicznej Wielkiej Brytanii można niewątpliwie uznać nastroje dotyczące perspektyw rozwoju – prawie wszystkie brytyjskie firmy deklarują chęć inwestowania w najbliższym czasie. Najważniejsze obszary rozwoju tego kraju to: szkolenia pracowników, marketing i sprzedaż oraz IT. Do tego należy dodać dane o niskim bezrobociu oraz deklarowaną chęć zwiększania zatrudnienia pracowników. Z drugiej jednak strony wiele firm z sektora MŚP boryka się z brakiem rąk do pracy, gdyż w konsekwencji brexitu część fachowców decyduje się na powrót do krajów pochodzenia lub rezygnuje z planów emigracyjnych.

Nie taki brexit straszny

Gdy tylko wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stało się faktem, natychmiast rozpoczęły się spekulacje, w jakim stopniu przełoży się to na relacje handlowe z dotychczasowymi partnerami. Brexit przez wielu jest postrzegany jako zagrożenie dla globalnej ekonomii. Inni z kolei uważają, że na tym etapie takie opinie to nic innego jak przejaw paniki, bowiem tak Unia, jak i Zjednoczone Królestwo będą dążyły do zachowania współpracy handlowej w kształcie zbliżonym do obecnego.

Jedną z konsekwencji rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską jest widoczny spadek kursu funta. Z jednej strony może to być dobra wiadomość, gdyż ten ruch wspomaga eksport, z drugiej jednak słabszy funt oznacza droższy import. 38% brytyjskich przedsiębiorców biorących udział w badaniu Global Business Monitor 2017 wskazuje zmiany kursu rodzimej waluty jako istotną przeszkodę w handlu zagranicznym. Eksperci The National Institute of Economic and Social Research prognozują jednak rosnący popyt zagranicy na brytyjski eksport.

Ponad 17% polskich przedsiębiorców ma obawy związane z wpływem brexitu na prowadzoną przez nich działalność – wynika z 14. fali badania Bibby MSP Index, prowadzonego cyklicznie na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services. Zdaniem przedstawicieli firm z 11 krajów Europy, Azji i Ameryki Północnej badanych podczas Global Business Monitor 2017 trzy kluczowe kwestie ograniczające wzrost gospodarki w 2017 roku to obecna sytuacja polityczna w USA, brexit i związany  z nim konflikt oraz wojny i terroryzm.

Brexit oczami polskich przedsiębiorców

Prawie 1/5 z polskich respondentów uważa, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma negatywny wpływ na globalną gospodarkę –  wynika z badania Global Business Monitor 2017. Obawy te mogą niekorzystnie oddziaływać na wyniki sprzedaży w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Zdaniem prawie połowy polskich przedsiębiorców brexit wprowadza niepewność na rynku europejskim. Osoby prowadzące własny biznes obawiają się zmian w polityce handlowej wewnątrz całej UE (ponad 37%), destabilizacji kursu euro (prawie 33%), a prawie 4% przedsiębiorców jest zaniepokojona brexitem, ponieważ łączą ich relacje handlowe z Wielką Brytanią.

Ponad 20% respondentów 14. fali Bibby MSP Index pytanych o skutki decyzji o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE wskazuje problemy ze znalezieniem odbiorców swoich towarów i usług, a prawie 1/5 spadek zainteresowania importem z Polski. Tylko ponad 6% ankietowanych obawia się destabilizacją kursu euro.

Irlandia nie lekceważy brexitu

Proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma wpływ również na jej bliskich sąsiadów. Aż 1/4 irlandzkich przedsiębiorców twierdzi, że ich sytuacja na rynku pogorszy się przez brexit w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Firmy z branży hurtowej i dystrybucyjnej pesymistycznie patrzą w przyszłość.

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wymaga od przedsiębiorców dużych nakładów pracy, aby zachować rentowność działalności. Przedstawiciele MSP, którzy do tej pory byli w bliskich relacjach z brytyjskimi firmami, już na poziomie ekspozycji produktu czy usługi, są zmuszeni do tworzenia konkurencyjnych rozwiązań, które sprawdzą się w czasach Unii Europejskiej bez Wielkiej Brytanii – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Brexit z perspektywy brytyjskich przedsiębiorców

Przedsiębiorcy z Wielkiej Brytanii również obawiają się brexitu, ponieważ nie wiadomo jeszcze, jak bardzo zaostrzone zostaną przepisy prawna regulujące ich działalność. Ponad 40% Brytyjczyków uważa brexit za jedno z większych zagrożeń, które ma negatywny wpływ na rozwój globalnej gospodarki.

Do końca 2017 r. niepewność związana z negocjacjami w sprawie brexitu prawdopodobnie zdominuje umysły zarówno polityków, jak i właścicieli firm. Nadal trwają dywagacje, w jaki sposób brytyjskie firmy mogą zwiększyć wolumeny eksportu, podczas gdy warunki walutowe pozostają nieco mniej korzystne.

Warto zwrócić uwagę, że nie wszystkie kraje Zjednoczonego Królestwa są za wyjście z Unii Europejskiej.

W związku z zaistniałą sytuacją Szkocja zastanawia się nad wyjściem z Wielkiej Brytanii . W odróżnieniu od Anglików zdecydowana większość Szkotów wiąże swą przyszłość z UE. Warto pamiętać, że Brytyjczycy również odczuwają konsekwencje brexitu. Branża handlu detalicznego w Wielkiej Brytanii odnotowała największy spadek obrotów w ciągu ostatnich 7 lat. Zeszłoroczne referendum pogorszyło kondycję brytyjskiego funta, przez co automatycznie wzrosły ceny importowanych towarów – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Posiedzenie RPP nie przyniosło niespodzianek, a prezes NBP Glapiński powtórzył swoje przekonanie o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian do końca 2018 r. Dla złotego to kolejny powód, by tkwić w miejscu zapatrzonym na sytuację na zewnątrz, gdzie także niewiele się dzieje. Dolar czeka na ustawę podatkową i rynek pracy, zamrażając w miejscu EUR/USD. W centrum uwagi jest funt targany brexitową sagą. Dziś w centrum uwagi decyzja Banku Kanady.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopę referencyjną na 1,50 proc., a jedyną zmianą było obniżenie wysokości oprocentowania środków rezerwy obowiązkowej do 0,5 proc. z 1,35 proc. począwszy od 1 stycznia 2018 r. Rada tłumaczyła decyzję dalszym porządkowaniem narzędzi polityki pieniężnej. Obniżka po za tym, że jest niewielkim obciążeniem dla banków komercyjnych i poprawi zysk NBP o ok. 0,4 mld zł, nic nie zmienia w interpretacji nastawienia RPP. Jak oczekiwaliśmy, prezes Glapiński stwierdził, że ostatni zestaw danych z Polski (wysoki PKB, inflacja przy celu) w ogóle nie zmienił jego nastawienia i dalej spodziewa się on, że stopy nie będą zmieniane do końca 2018 r. Ryzyka przestrzelenia celu inflacyjnego zostały oddalone, gdyż za główny czynnik podwyższający inflację uznaje się wysokie ceny żywności i energii, za to inflacja bazowa pozostaje słaba. W rezultacie trudno oczekiwać, aby na rynku prędko obudziły się jastrzębie oczekiwania, które mogłyby wpłynąć na rynek walutowy i długu. EUR/PLN pozostaje zakotwiczony w przedziale 4,20-4,22 pozostawiony na pastwę czynników zewnętrznych. Trzymamy się zdania, że po ostatnich spadkach EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

Brexitowa saga trwa i tym razem nie daje powodów do zadowolenia dla kupujących funta. W nocy artykuł The Telegraph uderzył w GBP wskazując na niestabilność rządu brytyjskiego. Boris Johnson i Michael Gove mają przewodzić rewolcie w rządzie Theresy May w obawie, że dąży ona do tzw. „łagodnego Brexitu”. Nie jest to pierwszy raz, kiedy nazwiska Johnsona i Gove’a pojawiają się w temacie sprzeciwu polityce May, to jednak informacja zyskuje na istotności na finiszu rozmów zamykających tegoroczną fazę negocjacji z UE. Od wczoraj nierozwiązanym problemem jest kwestia granic na wyspie Irlandii. Bruksela wyznaczyła koniec tego tygodnia jako ostateczny termin wykrystalizowania porozumienia, co daje nam jeszcze trzy dni na komunikaty, wypowiedzi, zwroty akcji itd. Rynek powoli traci cierpliwość do GBP.

Dziś po południu mamy decyzje Banku Kanady. Oczekujemy, że Bank Kanady poprzestanie w tym roku na dwóch podwyżkach stopy procentowej i dziś utrzyma stopę overnight na 1 proc. Choć kluczowe dane z gospodarki pozostają solidne, to jednak brak oznak przyspieszenia inflacji sugeruje ostrożny ton w odniesieniu do zmian polityki monetarnej. Ostatnio prezes Poloz twierdził, że potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek na gospodarkę i powtórzenie tego w grudniowym komunikacie może zabrzmieć zbyt neutralnie dla jastrzębio nastawionego rynku. Rynek już wycenia pełną podwyżkę o 25 pb do marca 2018 r., co w mojej ocenie wydaje się za dużo. Podkreślenie w komunikacie czynników ryzyka (silna waluta, zadłużenie gospodarstw domowych, NAFTA) dla perspektyw gospodarczych byłoby kubłem zimnej wody na głowy posiadaczy długich pozycji w CAD, przynosząc silny odwrót po ostatnim rajdzie.

 

Opracował Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Ustawa podatkowa przeszła przez Senat USA, ale jeszcze daleko do końca walki o sukces legislacyjny Republikanów. Dolar otwiera tydzień mocniejszy, choć gdy czynniki polityczne dominują, trudno o stabilność w notowaniach. Podobnie klimat wygląda wokół funta. Nic ciekawego do powiedzenia o złotym na starcie posiedzenia RPP.

Na początku nowego tygodnia dolar oddycha z ulgą, gdyż po wielu dniach wyczekiwania i niepewności Senat USA w końcu przegłosował swój projekt reformy podatkowej. Jednak aby prezydent Trump zdążył podpisać ustawę przed Bożym Narodzeniem, jeszcze wiele jest do zrobienia. Przede wszystkim delegaci z obu izb Kongresu muszą scalić dwa projekty ustawy i spójny projekt musi zyskać większość głosów. Republikanie mają tydzień, by przedstawić ostateczny draft pod głosowanie. Nie będzie to proste, gdyż niektóre rozwiązania z projektu Izby Reprezentantów nadwątlą minimalną większość w Senacie. Ponieważ nic nie jest jeszcze pewne, nie można liczyć na imponujący rajd USD z tego tytułu. Mimo to jesteśmy krok bliżej sukcesu niż dalej i to wspiera dolara.

Czy jednak uda się w pozytywnym klimacie doczekać piątkowego raportu z rynku pracy? Niestety wieści z polityki nie ułatwiają życia dolarowi. W piątek spore zamieszanie wywołały doniesienia o przyznaniu się do winy zatajenia kontaktów z rosyjskimi oficjelami przez byłego doradcę prezydenta Trumpa Michaela Flynna. Większym szokiem było rzekome posiadanie przez Flynna informacji o kontaktach Trumpa z Rosjanami przed wyborami, co później zostało zdementowane. Dolar zanurkował, a po dementi szybko odrobił straty, jednak cała sytuacja pokazuje, że polityka pozostaje bardzo ważnym tematem dla inwestorów i USD będzie teraz bardziej wrażliwy niż wcześniej na doniesienia z trwającego dochodzenia, gdzie więcej może być powodów do spadków niż odwrotnie.

Po pozytywnej stronie można jednak odnotować techniczny aspekt rynku – piątkowe tąpniecie wyrzuciło rynku sporą liczbę inwestorów, który nie zdążyli jeszcze wrócić. W efekcie USD/JPY i USD/CHF nie są już tak wykupione i maja potencjał, by być pociągnięte wyżej. EUR/USD powinien konsolidować się na obecnych poziomach, gdyż tło makroekonomiczne w strefie euro chroni unijną walutę.

Szum polityczny oddziałuje też na funta. W zeszłym tygodniu wiele powiedziano o postępach w negocjacjach Brexitu, ale na weekendzie pojawiły się niepokojące informacje w temacie ustalania granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią. Gra polityczna rządu premier May rozbija się o uzyskanie opinii na grudniowym szczycie UE, że w rozmowach dokonał się „wystarczający postęp”, by ruszyć z negocjacjami warunków handlowych. Dziś premier May spotyka się z szefem KE Junckerem. Rynek GBP liczy na pozytywne rozstrzygnięcia, ale kurs w tym tygodniu może być targany od jednego nagłówka prasowego do drugiego.

Dziś jesteśmy prawie bez danych makro. Zamówienia na dobra trwałe z USA są rewizją z mała uwaga rynków. W nocy mamy posiedzenia banku centralnego w Australii, które powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ważniejszy dla AUD może być dopiero odczyt PKB w nocy z wtorku na środę. Wyjątkowo w tym miesiącu posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej startuje w poniedziałek i kończy się w we wtorek. Poza tym reszta informacji związanych z polską polityką pieniężną powinna być bez zmian – RPP powinna utrzymać stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu pozycji jastrzębiego skrzydła. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

 

 

autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Bank Anglii przymierza się do podniesienia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, co byłoby pierwszym tego typu wydarzeniem od lipca 2007 r. Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce nieco ponad rok temu. Wtedy, w następstwie brytyjskiego referendum stopy procentowe zostały obcięte do rekordowego poziomu 0,25%.

W sierpniu 2016 r. prezes Banku Anglii, Mark Carney oświadczył, że bank centralny podejmie “wszelkie niezbędne działania”, które pozwolą na zapobiegnięcie pobrexitowej recesji w Wielkiej Brytanii. Gospodarka Zjednoczonego Królestwa w tym roku wyraźnie spowolniła, do tej pory nie widać jednak żadnych solidnych dowodów, które sugerowałyby, że recesja w Wielkiej Brytanii jest nieuchronna. W związku z tym, rynki finansowe spodziewają się, że decydenci zagłosują za natychmiastową podwyżką stóp procentowych już w ten czwartek.

Bank Anglii niejako “przygotował” rynki na podwyżkę stóp procentowych – podczas ostatniego spotkania Banku wyraźnie widać było zmianę tonu na bardziej jastrzębi. Samo wrześniowe głosowanie nie przyniosło niespodzianek: Ian McCafferty i Michael Saunders pozostali jedynymi, którzy wyłamali się, głosując za natychmiastową podwyżką stóp procentowych. “Większość” decydentów oceniła, że pozbycie się części środków stymulujących [inflację i gospodarkę] byłoby właściwe w przypadku “stopniowego wzrostu presji inflacyjnej”. Członkowie MPC zwrócili również uwagę na moc gospodarki, cytując oznaki siły w sektorze nieruchomości oraz poprawę na rynku pracy. Od czasu spotkania we wrześniu, członkowie MPC wielokrotnie komentowali kwestię potencjalnych podwyżek stóp procentowych.

Gertjan Vlieghe, który jest uznawany za jednego z najbardziej gołębich członków komitetu decyzyjnego ostrzegł we wrześniu, że “nadchodzi moment, w którym [referencyjna] stopa procentowa może wzrosnąć”. Nowy członek MPC, Silvana Tenreyro, stwierdziła w październiku, iż w “nadchodzących miesiącach” może poprzeć podwyżkę stóp procentowych, jeśli w związku z sytuacją na rynku pracy wzrośnie presja cenowa.

Sam prezes Carney również stwierdził, że gospodarka Wielkiej Brytanii znajduje się blisko “punktu zwrotnego, w którym pozbycie się części środków stymulacyjnych byłoby konieczne lub usprawiedliwione”. Ta wyraźna zmiana tonu sugeruje, że większość członków komitetu decyzyjnego może skłaniać się w stronę zacieśnienia polityki monetarnej już podczas spotkania w tym tygodniu. W naszej opinii członkowie BoE powinni przegłosować podwyżkę. Bardziej gołębi członkowie: Jon Cunliffe, Sir David Ramsden i Silvana Tenreyro prawdopodobnie  wstrzymają się i zagłosują za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Kluczową decyzją ubiegłego tygodnia było spotkanie Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Decyzja EBC była zbliżona do oczekiwań rynku – skup aktywów od stycznia przyszłego roku ma zostać ograniczony o połowę, do 30 mld euro/miesięcznie, a sam program ma zostać wydłużony o 9 miesięcy.

Prezes Draghi wyraźnie zaznaczył, że horyzont wzrostu stóp procentowych będzie znacznie dłuższy. Powtórzył również obawy dotyczące niższej od oczekiwań inflacji w strefie euro. Gołębi ton Draghiego był “punktem zapalnym”, który rozpoczął silniejszą (niż sama decyzja dot. QE) wyprzedaż euro. W konsekwencji wspólna waluta przełamała poziomy, które obserwowaliśmy wczesnym latem. Gołębi ton szwedzkiego, norweskiego i kanadyjskiego banku centralnego, wywołał presję wyprzedażową, która ważyła na cenie poszczególnych krajowych walut. Z kolei funt brytyjski radził sobie całkiem nieźle, wspierany przez rynkowe oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych, która ma nadejść już w najbliższy czwartek.

Oprócz spotkania Banku Anglii, w bieżącym tygodniu handel na głównych walutach powinien być zdominowany przez informacje dotyczące wyboru nowego prezesa Rezerwy Federalnej oraz kryzysu konstytucyjnego w Hiszpanii.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego, co związane było przede wszystkim ze słabością kursu EUR/USD w następstwie decyzji EBC, przegłosowania amerykańskiego budżetu i publikacji informacji o tym, że najbardziej gołębi kandydat w wyścigu o fotel prezesa FED (Janet Yellen) już prawdopodobnie w nim nie uczestniczy.

W bieżącym tygodniu złoty powinien reagować przede wszystkim na informacje zewnętrzne. Co tyczy się krajowych danych, we wtorek GUS opublikuje szybki szacunek inflacji, z kolei w czwartek poznamy odczyt indeksu PMI dla polskiego przemysłu w październiku. Konsensus analityków zakłada, że indeks znajdzie się nieco poniżej odczytu notowanego w ubiegłym miesiącu, cały czas będzie to jednak dowodzić wyraźnej ekspansji sektora. Potencjalnie interesujące dla inwestorów mogą być również informacje dotyczące zmian w polskim rządzie oraz trwająca dyskusja dotycząca zmian w sądownictwie.

GBP

Ubiegły tydzień był ubogi w istotne dane z Wielkiej Brytanii. W kontekście braku negatywnych informacji dotyczących negocjacji w kwestii Brexitu brytyjska waluta całkiem nieźle poradziła sobie na tle wyprzedaży innych europejskich walut. Rosnące oczekiwania wobec podwyżki stóp procentowych, do której ma dojść w tym tygodniu również wspierały sentyment na brytyjskiej walucie. Wzrost stóp procentowych będzie pierwszą taką decyzją od ponad 10 lat. Rynki stóp procentowych obecnie spodziewają się, że w Wielkiej Brytanii w 2018 r. dojdzie do jeszcze jednej podwyżki, co wydaje się nam zbyt niskim szacunkiem. Gospodarka Wielkiej Brytanii funkcjonuje w środowisku pełnego (lub niemal pełnego) zatrudnienia i inflacji znajdującej się znacznie powyżej celu inflacyjnego. Rekordowo niskie stopy procentowe w tym kontekście nie są odpowiednie, w związku z czym spodziewamy się rozpoczęcia cyklu stopniowych podwyżek stóp procentowych. W kolejnych miesiącach powinno to wspierać brytyjską walutę.

EUR

“Gołębie wygaszanie [programu QE]”, które w ubiegłym tygodniu ogłosił EBC nie wsparło wspólnej waluty. Szczegóły dotyczące zmian w programie – czyli redukcja wartości skupowanych aktywów o połowę, do 30 mld euro/miesięcznie oraz wydłużenie programu o 9 miesięcy było zbliżone do oczekiwań rynkowych i nieco głębsze niż zakładaliśmy. W najbliższym czasie stopy procentowe będą głównym czynnikiem, na który będą reagować rynki finansowe. W tym przypadku stanowisko Banku nie wspierało euro. Komentarz dotyczący tego, że  stopy procentowe pozostaną niezmienione “znacznie dłużej niż wyznacza data zakończenia programu QE” oddalił podwyżki stóp procentowych do 2019 r., kiedy zgodnie z naszymi oczekiwaniami stopy procentowe w USA powinny znajdować się powyżej poziomu 2%. Tak duża różnica stóp procentowych powinna wywierać presję na euro. Reakcja rynków na konferencję, czyli wyprzedaż euro potwierdza, że rynki zgadzają się z tą opinią. Wspólna waluta w efekcie ubiegłotygodniowych ruchów w relacji do dolara obniżyła się do poziomu z lipca – miesiąca, w którym rozpoczął się rajd EUR/USD.

USD

Poza informacjami z banków centralnych Starego Kontynentu, dolara wsparły informacje związane z przeprowadzeniem kolejnych kroków na drodze do wprowadzenia wyczekiwanej reformy podatkowej. Dodatkowo, dane dotyczące dynamiki PKB w III kwartale, które zostało opublikowane w piątek pokazały, że wzrost był wyraźnie wyższy od oczekiwań, jednak należy zaznaczyć, że główną przyczyną owej niespodzianki była wyższa akumulacja zapasów.

Wygląda na to, że prezes Yellen nie uczestniczy już w wyścigu o fotel prezesa Fed, a wybór Donalda Trumpa ograniczy się do dwóch nazwisk: Powell i Taylor. Wybór prezesa Rezerwy Federalnej nie powinien mieć znaczącego wpływu na politykę banku centralnego, biorąc pod uwagę fakt, iż jest to organ kolegialny, w którym decyzje zazwyczaj podejmuje konsensus. Co tyczy się danych gospodarczych, październikowy raport z amerykańskiego rynku pracy ponownie pokaże wpływ huraganów (tym razem pokazując odpowiednio wyższy odczyt), w związku z czym spodziewamy się, że rynki nie będą przywiązywać do niego przesadnej uwagi. W międzyczasie, podczas spotkania w środę Rezerwa Federalna niemal na pewno utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, inwestorzy będą jednak obserwowali spotkanie, aby potwierdzić swoje oczekiwania względem grudniowej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Autor: Enrique Diaz-Alvarez – Ebury

Eksperci

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

Program 500 plus najhojniejszym programem na świecie

Rozszerzenie programu Rodzina 500 plus na każde dziecko pochłonie dodatkowo ok. 20 mld zł rocznie. W...

Dolar najdroższy od prawie dwóch lat

Ponad 3,84 zł trzeba było płacić we wtorek za dolara. To najwyższy poziom od maja 2017 r., czyli od ...

Niższe opłaty z tytułu uwłaszczenia, czyli o kolejnych zmianach w prawie

Z dniem 1 stycznia 2019 roku dotychczasowi użytkownicy wieczyści gruntów wykorzystywanych na cele mi...

Premier May zmienia strategię. Co z brexitem i funtem?

Po odrzuceniu przez brytyjski parlament planu Brexitu Izba Gmin przejmuje większą inicjatywę w przyg...

AKTUALNOŚCI

Produkcja przemysłowa nie zwalnia tempa na wiosnę

Co czwarta firma z branży produkcyjnej planuje zwiększyć zatrudnienie w nadchodzącym kwartale. Produ...

KPF: Projekt ustawy antylichwiarskiej w zakresie zmian niezgodny z prawem UE

Przekazany przez Ministerstwo Sprawiedliwości interesariuszom zewnętrznym projekt ustawy o zmianie n...

Inflacja jednak przyspiesza

Według ostatecznych wyliczeń, inflacja wyniosła w lutym 1,2 proc., a więc okazała się nieco wyższa n...

Niedobre prognozy dla polskiego przemysłu

Najnowsze badania koniunktury w przemyśle przynoszą niekorzystne wskazania. W lutym indeks PMI nieoc...

Negatywne skutki gospodarcze zakazu handlu w niedziele

Ograniczenie handlu w niedziele, wbrew twierdzeniom jego zwolenników, nie pomogło małym sklepom, któ...