czwartek, Listopad 23, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "Brexit"

Brexit

Bank Anglii przymierza się do podniesienia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, co byłoby pierwszym tego typu wydarzeniem od lipca 2007 r. Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce nieco ponad rok temu. Wtedy, w następstwie brytyjskiego referendum stopy procentowe zostały obcięte do rekordowego poziomu 0,25%.

W sierpniu 2016 r. prezes Banku Anglii, Mark Carney oświadczył, że bank centralny podejmie “wszelkie niezbędne działania”, które pozwolą na zapobiegnięcie pobrexitowej recesji w Wielkiej Brytanii. Gospodarka Zjednoczonego Królestwa w tym roku wyraźnie spowolniła, do tej pory nie widać jednak żadnych solidnych dowodów, które sugerowałyby, że recesja w Wielkiej Brytanii jest nieuchronna. W związku z tym, rynki finansowe spodziewają się, że decydenci zagłosują za natychmiastową podwyżką stóp procentowych już w ten czwartek.

Bank Anglii niejako “przygotował” rynki na podwyżkę stóp procentowych – podczas ostatniego spotkania Banku wyraźnie widać było zmianę tonu na bardziej jastrzębi. Samo wrześniowe głosowanie nie przyniosło niespodzianek: Ian McCafferty i Michael Saunders pozostali jedynymi, którzy wyłamali się, głosując za natychmiastową podwyżką stóp procentowych. “Większość” decydentów oceniła, że pozbycie się części środków stymulujących [inflację i gospodarkę] byłoby właściwe w przypadku “stopniowego wzrostu presji inflacyjnej”. Członkowie MPC zwrócili również uwagę na moc gospodarki, cytując oznaki siły w sektorze nieruchomości oraz poprawę na rynku pracy. Od czasu spotkania we wrześniu, członkowie MPC wielokrotnie komentowali kwestię potencjalnych podwyżek stóp procentowych.

Gertjan Vlieghe, który jest uznawany za jednego z najbardziej gołębich członków komitetu decyzyjnego ostrzegł we wrześniu, że “nadchodzi moment, w którym [referencyjna] stopa procentowa może wzrosnąć”. Nowy członek MPC, Silvana Tenreyro, stwierdziła w październiku, iż w “nadchodzących miesiącach” może poprzeć podwyżkę stóp procentowych, jeśli w związku z sytuacją na rynku pracy wzrośnie presja cenowa.

Sam prezes Carney również stwierdził, że gospodarka Wielkiej Brytanii znajduje się blisko “punktu zwrotnego, w którym pozbycie się części środków stymulacyjnych byłoby konieczne lub usprawiedliwione”. Ta wyraźna zmiana tonu sugeruje, że większość członków komitetu decyzyjnego może skłaniać się w stronę zacieśnienia polityki monetarnej już podczas spotkania w tym tygodniu. W naszej opinii członkowie BoE powinni przegłosować podwyżkę. Bardziej gołębi członkowie: Jon Cunliffe, Sir David Ramsden i Silvana Tenreyro prawdopodobnie  wstrzymają się i zagłosują za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Kluczową decyzją ubiegłego tygodnia było spotkanie Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Decyzja EBC była zbliżona do oczekiwań rynku – skup aktywów od stycznia przyszłego roku ma zostać ograniczony o połowę, do 30 mld euro/miesięcznie, a sam program ma zostać wydłużony o 9 miesięcy.

Prezes Draghi wyraźnie zaznaczył, że horyzont wzrostu stóp procentowych będzie znacznie dłuższy. Powtórzył również obawy dotyczące niższej od oczekiwań inflacji w strefie euro. Gołębi ton Draghiego był “punktem zapalnym”, który rozpoczął silniejszą (niż sama decyzja dot. QE) wyprzedaż euro. W konsekwencji wspólna waluta przełamała poziomy, które obserwowaliśmy wczesnym latem. Gołębi ton szwedzkiego, norweskiego i kanadyjskiego banku centralnego, wywołał presję wyprzedażową, która ważyła na cenie poszczególnych krajowych walut. Z kolei funt brytyjski radził sobie całkiem nieźle, wspierany przez rynkowe oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych, która ma nadejść już w najbliższy czwartek.

Oprócz spotkania Banku Anglii, w bieżącym tygodniu handel na głównych walutach powinien być zdominowany przez informacje dotyczące wyboru nowego prezesa Rezerwy Federalnej oraz kryzysu konstytucyjnego w Hiszpanii.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego, co związane było przede wszystkim ze słabością kursu EUR/USD w następstwie decyzji EBC, przegłosowania amerykańskiego budżetu i publikacji informacji o tym, że najbardziej gołębi kandydat w wyścigu o fotel prezesa FED (Janet Yellen) już prawdopodobnie w nim nie uczestniczy.

W bieżącym tygodniu złoty powinien reagować przede wszystkim na informacje zewnętrzne. Co tyczy się krajowych danych, we wtorek GUS opublikuje szybki szacunek inflacji, z kolei w czwartek poznamy odczyt indeksu PMI dla polskiego przemysłu w październiku. Konsensus analityków zakłada, że indeks znajdzie się nieco poniżej odczytu notowanego w ubiegłym miesiącu, cały czas będzie to jednak dowodzić wyraźnej ekspansji sektora. Potencjalnie interesujące dla inwestorów mogą być również informacje dotyczące zmian w polskim rządzie oraz trwająca dyskusja dotycząca zmian w sądownictwie.

GBP

Ubiegły tydzień był ubogi w istotne dane z Wielkiej Brytanii. W kontekście braku negatywnych informacji dotyczących negocjacji w kwestii Brexitu brytyjska waluta całkiem nieźle poradziła sobie na tle wyprzedaży innych europejskich walut. Rosnące oczekiwania wobec podwyżki stóp procentowych, do której ma dojść w tym tygodniu również wspierały sentyment na brytyjskiej walucie. Wzrost stóp procentowych będzie pierwszą taką decyzją od ponad 10 lat. Rynki stóp procentowych obecnie spodziewają się, że w Wielkiej Brytanii w 2018 r. dojdzie do jeszcze jednej podwyżki, co wydaje się nam zbyt niskim szacunkiem. Gospodarka Wielkiej Brytanii funkcjonuje w środowisku pełnego (lub niemal pełnego) zatrudnienia i inflacji znajdującej się znacznie powyżej celu inflacyjnego. Rekordowo niskie stopy procentowe w tym kontekście nie są odpowiednie, w związku z czym spodziewamy się rozpoczęcia cyklu stopniowych podwyżek stóp procentowych. W kolejnych miesiącach powinno to wspierać brytyjską walutę.

EUR

“Gołębie wygaszanie [programu QE]”, które w ubiegłym tygodniu ogłosił EBC nie wsparło wspólnej waluty. Szczegóły dotyczące zmian w programie – czyli redukcja wartości skupowanych aktywów o połowę, do 30 mld euro/miesięcznie oraz wydłużenie programu o 9 miesięcy było zbliżone do oczekiwań rynkowych i nieco głębsze niż zakładaliśmy. W najbliższym czasie stopy procentowe będą głównym czynnikiem, na który będą reagować rynki finansowe. W tym przypadku stanowisko Banku nie wspierało euro. Komentarz dotyczący tego, że  stopy procentowe pozostaną niezmienione “znacznie dłużej niż wyznacza data zakończenia programu QE” oddalił podwyżki stóp procentowych do 2019 r., kiedy zgodnie z naszymi oczekiwaniami stopy procentowe w USA powinny znajdować się powyżej poziomu 2%. Tak duża różnica stóp procentowych powinna wywierać presję na euro. Reakcja rynków na konferencję, czyli wyprzedaż euro potwierdza, że rynki zgadzają się z tą opinią. Wspólna waluta w efekcie ubiegłotygodniowych ruchów w relacji do dolara obniżyła się do poziomu z lipca – miesiąca, w którym rozpoczął się rajd EUR/USD.

USD

Poza informacjami z banków centralnych Starego Kontynentu, dolara wsparły informacje związane z przeprowadzeniem kolejnych kroków na drodze do wprowadzenia wyczekiwanej reformy podatkowej. Dodatkowo, dane dotyczące dynamiki PKB w III kwartale, które zostało opublikowane w piątek pokazały, że wzrost był wyraźnie wyższy od oczekiwań, jednak należy zaznaczyć, że główną przyczyną owej niespodzianki była wyższa akumulacja zapasów.

Wygląda na to, że prezes Yellen nie uczestniczy już w wyścigu o fotel prezesa Fed, a wybór Donalda Trumpa ograniczy się do dwóch nazwisk: Powell i Taylor. Wybór prezesa Rezerwy Federalnej nie powinien mieć znaczącego wpływu na politykę banku centralnego, biorąc pod uwagę fakt, iż jest to organ kolegialny, w którym decyzje zazwyczaj podejmuje konsensus. Co tyczy się danych gospodarczych, październikowy raport z amerykańskiego rynku pracy ponownie pokaże wpływ huraganów (tym razem pokazując odpowiednio wyższy odczyt), w związku z czym spodziewamy się, że rynki nie będą przywiązywać do niego przesadnej uwagi. W międzyczasie, podczas spotkania w środę Rezerwa Federalna niemal na pewno utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, inwestorzy będą jednak obserwowali spotkanie, aby potwierdzić swoje oczekiwania względem grudniowej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Autor: Enrique Diaz-Alvarez – Ebury

Jak zapowiada dr hab. Robert Rządca, po 2019 roku można spodziewać się znaczącego obniżenia dotacji unijnych dla Polski. Przyczyną tego będzie zarówno Brexit, zmiana priorytetów w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, jak i odmienna pozycja naszego kraju – staniemy się po prostu bogatsi jako beneficjenci. Według eksperta, nie znajdziemy alternatywnych środków np. na pokrycie dopłat do rolnictwa. Obecnie pochłaniają one ok. 38% funduszy unijnych. Inwestycje infrastrukturalne, na które przeznaczamy 60% subwencji, mógłby wyrównać chiński kapitał. Jednak ta „pomoc” miałaby raczej charakter zwrotny. Chińczycy często oferują innym krajom za darmo np. budowę fragmentu autostrady, linii kolejowej, lotniska czy stadionu narodowego. W zamian oczekują, że projekt ukończą wyłącznie ich wykonawcy.

Zastępca rektora Akademii Leona Koźmińskiego przypomina, że na lata 2004-2017 uzyskaliśmy z Unii Europejskiej netto około 92 mld euro. Pewne wsparcie nadal będziemy otrzymywać, choćby w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, funduszy strukturalnych czy badawczych. Zdaniem eksperta, te subwencje mogą być dużo mniejsze, ale powinny pozostać. Inne kraje też będą zainteresowane zachowaniem dopłat rolniczych. Jeśli zostaną one utrzymane dla rolników francuskich czy hiszpańskich, to nie ominą również polskich.

– Środki na rozbudowę dróg i linii kolejowych za unijne pieniądze będą bardzo ograniczone, chociaż zapewne niezlikwidowane całkowicie. Warto pamiętać o tym, że istotą funduszy strukturalnych jest dążenie do pomocy słabiej rozwiniętym regionom, restrukturyzacja oraz zwalczanie bezrobocia. Polska w ostatnim czasie radzi sobie dobrze w tych wszystkich dziedzinach, a wzrost PKB powoduje, że spada dystans pomiędzy nami a krajami Europy Zachodniej – ocenia dr hab. Robert Rządca, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

Według eksperta, dopłat rolniczych w żaden sposób nie zastąpimy pieniędzmi z innego źródła. Nie ma powodu, aby ktokolwiek finansował polskich rolników na tej zasadzie, co UE. Oczywiście, takie państwo, jak Chiny, mogłoby nam zaoferować swój potężny rynek zbytu, ułatwiając wejście na niego w sferze formalno-prawnej. Bez tego typu pomocy, jak wiadomo, polscy wytwórcy starali się o zgody na eksport przez kilka lat. Niemniej, taka ewentualność dotyczyłaby tylko najnowocześniejszego przetwórstwa, w zakresie sadownictwa, produktów mleczarskich, wieprzowiny i drobiu.

– Pierwszy transport polskich jabłek trafił do Chin w grudniu 2016 roku. Eksport mięsa drobiowego również trwa. To już są pewne sukcesy. Jednak trzeba poczekać, aż będzie ich jeszcze więcej. Sądzę, że bardzo dobrym wskaźnikiem pożądanej efektywności byłoby wejście Chin na czołową pozycję odbiorców naszej żywności. Większy eksport, zwłaszcza pod własnymi markami, pozwoliłby budować renomę producenta wśród chińskich konsumentów. To ułatwiłoby zwiększenie sprzedaży i eksport kolejnych produktów z Polski – tłumaczy dr hab. Robert Rządca.

W kwestii infrastruktury Państwo Środka mogłoby wybrać wariant, który stosuje m.in. w Afryce. Jednym z lepiej przeanalizowanych przykładów jest Benin. Jak wyjaśnia ekspert, Chińczycy oferują niektóre inwestycje za darmo, np. budują fragment autostrady albo linii kolejowej. Ale w tle porozumienia jest zgoda danego kraju na to, żeby całość ukończyli wyłącznie chińscy wykonawcy. W praktyce mają oni od razu uzyskać określony kontrakt lub wygrać przetarg. W zamian za to Chiny oferują nisko oprocentowane kredyty. I na ogół stawiają kolejne żądania. Mogą one dotyczyć wykorzystania ich materiałów budowlanych, a także pewnych warunków politycznych, np. braku poparcia dla zwolenników Wolnego Tybetu. Innym przykładem jest Kenia, gdzie Chiny budują za około 4 mld dolarów linię kolejową z Nairobi do Mombasy. W Etiopii tworzą połączenie z Dżibuti do Addis Abeby. Finansowanie zapewnia chiński Eximbank, a wykonawcą jest państwowa firma China Road and Bridge Corporation.

– Wyraźnym celem Państwa Środka jest coraz głębsze wchodzenie w infrastrukturę gospodarczą danego państwa. Nie należy patrzeć na to wyłącznie negatywnie. Chiny stosują, także w swoim kraju, schemat myślenia zgodny z przysłowiem: Chcesz być bogaty, zbuduj sobie drogę. Mając zaplecze finansowe, rozpoczynają pewną inwestycję, w ramach wysiłku swojego państwa i podmiotów prywatnych. Dają impuls rozwojowy w postaci popytu na towary i usługi. W końcu dochodzi do wykorzystania zbudowanej infrastruktury. Połączenie ze sobą różnych miast wpływa na wzrost wartości zlokalizowanych w nich nieruchomości. To z kolei przekłada się na zwiększenie możliwości instytucji sektora finansowego. Ten schemat stosowany jest również w Afryce – mówi dr hab. Rządca.

Zdaniem eksperta, pieniądze z UE na rozbudowę infrastruktury da się zastąpić środkami z Chin, jak darowiznę np. od wujka preferencyjnym kredytem z banku. Oczywiście istnieją też pewne zagrożenia, związane z warunkami wykorzystania takiego wsparcia. Można to wytłumaczyć na przykładzie. W przypadku funduszy unijnych, wspólnota pozwala wydać określoną subwencję na budowę autostrady, pod warunkiem zapewnienia wszystkim podmiotom na rynku równych szans na otrzymanie kontraktu. Tymczasem, chcąc korzystać z inwestycji bezpośrednich lub preferencyjnych kredytów z Państwa Środka, trzeba na ogół kupować chińskie towary i zatrudniać ich firmy. W dłuższej perspektywie mogłoby to oczywiście doprowadzić do nadmiernego uzależnienia naszej gospodarki od Chin.

– Polska dla Chin jest istotnym krajem, jak na Europę, z punktu widzenia ekspansji gospodarczej. Jesteśmy dość dużym państwem, któremu można wiele sprzedać, m.in. maszyny i urządzenia RTV, sprzęt AGD, narzędzia telekomunikacyjne, odzież, obuwie czy zabawki. 38 mln naszych konsumentów tworzy jednolity rynek, z punktu widzenia prawno-formalnych wymogów, geografii, języka i kultury. Bycie u nas bardzo ważnym graczem zapewniłoby Chińczykom lepszą pozycję w globalnej grze o wpływy. Polska jest dla nich elementem większej układanki. Przejęcie przez chińskich inwestorów ważnych na polskim rynku producentów, np. okien, mebli, autobusów czy rowerów, otworzyłoby im szerzej drzwi do Europy – podsumowuje dr hab. Robert Rządca z Akademii Leona Koźmińskiego.

 

Brexit nie budzi już takiego strachu. Dla polskich firm nie jest przeszkodą w podbijaniu zagranicznych rynków. Tylko 13 proc. obawia się tendencji protekcjonistycznych na rynkach europejskich, w tym w Wielkiej Brytanii. Ponad 70 proc. nie postrzega tego jako istotne zagrożenie do rozwoju na rynkach zagranicznych. Aż 73% właścicieli firm twierdzi, że działalność zagraniczna jest bardziej rentowna, niż sprzedaż w Polsce – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy. Jak polskie firmy podbijają zagraniczne rynki, czym różnią się w swoich strategiach ?

– Obserwujemy coraz większe grono mniejszych firm  , które wchodzą na rynki zagraniczne poprzez sprzedaż swoich produktów, czyli eksport. Większa skala działalności  a tym samym większe zasoby finansowe zmieniają formułę ekspansji –  tu dominuje tendencja do inwestowania np. poprzez budowanie własnej sieci dystrybucji, budowę fabryk lub przez akwizycje podmiotów na tamtych rynkach. Szczególnie to zróżnicowanie strategii powiązane z profilem przedsiębiorstwa widać  przy selekcji metod pozyskiwana klientów. Dynamiczny rozwój internetu  dał  mniejszym firmom z branży eCommerce możliwość tańszego i bardziej skutecznego dotarcia do ostatecznego klienta i otworzył przed nimi drzwi do domów zagranicznych konsumentów. Firmy produkcyjne wciąż inwestują głównie w innowacje technologiczne i park maszyn, jeśli chodzi o komunikację, to króluje klasyka, czyli bezpośredni kontakt z  klientem. W segmencie B2B jest to szczególnie istotne, stąd niegasnąca popularność targów i konferencji branżowych  – mówi Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.
 
O ile w Polsce jednym z ważniejszych i skuteczniejszych me­chanizmów zaistnienia w świadomości konsumentów jest obecność marki w tradycyjnych mediach, to poza krajem jedynie co trzeci ankietowany (31proc) dostrzega skuteczność takiej strategii. Dla osiągnięcia pożądanych wolumenów sprzedaży ważne jest oswojenie regionalnych nowych mediów, czyli obecność  w lokalnej sieci www.
W budowaniu lojalności prym wiedzie klasyka. Prawie wszystkie badane firmy deklarują, że klientów przy jej marce trzyma klasyczny duet, czyli połączenie wysokiej jakości z atrakcyjną  ceną. Zdecydowanie rzadziej firmy sięgają po nowoczesne narzędzia umożliwiające szczegółową pracę z danymi dotyczącymi klientów jak np. analizy big data – wskazuje je jedynie 35% respondentów, bądź oferowanie programów lojalnościowych poprzez urządzenia mobilne – 28%., co może potwierdzać wciąż sporą lukę edukacyjną na tym polu wśród lokalnego środowiska biznesowego.

Pozytywnym akcentem jest wykorzystanie internetu jako zasobu cennych dla przedsiębiorstwa informacji – dla ponad 83 proc. firm to analiza działań konkurencji w sieci www jest kluczowym narzędziem przy dostosowywaniu oferty sprzedażowej . Ten sposób monitoringu preferują mniejsze przedsiębiorstwa, operujące na jednym, dwóch, maksymalnie trzech rynkach. Im większa skala działania, tym większą rolę odgrywają badania konsumenckie, co ewidentnie wiąże dobór metody z zasobami budżetowymi.  Blisko połowa (46 proc.) firm, które sprzedają w 7 krajach korzysta z badań konsumenckich, względem 27 proc. w grupie działającej w 3 krajach.

– Rejon centralnej i wschodniej Europy nieustannie pozostaje głównym celem ekspansji polskich firm. Nowoczesne kanały dystrybucji i komunikacji poszerzają te horyzonty. Pozwalają przedsiębiorstwom na dotarcie do klientów na innych rynkach. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rynki azjatyckie, co w kontekście inicjatywy Belt & Road pokazuje, że nasi przedsiębiorcy sprawnie wpisują się w globalne trendy. Dostrzegamy także zainteresowanie regionem Ameryki Północnej i Ameryki Południowej. W tym przypadku częściej mówimy o bezpośrednich inwestycjach, a nie dotarciu do klienta poprzez sprzedaż – dodaje Sebastian Perczak.

To, jak firma sprzedaje ściśle wynika z charakteru jej działalności  – wśród firm produkcyjnych dominuje budowa własnych sieci sprzedażowych (64 proc), a sprzedaż przez internet funkcjonuje u co 3 respondenta. (ok 30 proc). W przypadku firm z branży handlowo-usługowej podejście jest bardziej zróżnicowane, tu proporcje sprzedaży i dystrybucji są na podobnym poziomie, mniej więcej po połowie.

 

Wypowiedź: Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.

Polscy przedsiębiorcy jako jedyni w Europie pozytywnie oceniają szansę na poprawę swojej sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie – wynika z badania Global Business Monitor opracowanego na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services. Ponad połowa (55%) z nich uważa, że ​​rodzimy rynek pozostanie w dobrej kondycji. W ubiegłym roku optymizm wykazywało 47% badanych. Aż 45% ankietowanych sądzi, iż w ciągu najbliższych 12 miesięcy kondycja kraju nie zmieni się.

Z wyników Global Business Monitora wynika, że polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP są zaniepokojeni stanem globalnej gospodarki i wykazują mniejszy optymizm w jej ocenie niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, obecnie jedynie jedna trzecia badanych uważa, że funkcjonuje ona poprawnie.

Wskaźnik aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym Polski (PMI) wzrósł w sierpniu do 52,5 (z 52,3 w lipcu). Odnotowano wzrost produkcji i nowych zamówień oraz poprawę nastrojów biznesowych, które osiągnęły najwyższy poziom w ciągu czterech miesięcy.

Bank Światowy przewiduje, że w perspektywie dwóch najbliższych lat poprawa sytuacji na polskim rynku utrzyma się na stałym poziomie 3,2% w skali roku. Głównymi czynnikami przyspieszenia gospodarczego w bieżącym roku są nowe inwestycje w kraju oraz wsparcie Unii Europejskiej. Przez zwyżkę spożycia indywidualnego, z uwagi na stabilną sytuację panującą na rynku pracy odnotowano wzrost dynamiki rynkowej odnotowano również komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services specjalizującej się w faktoringu.

Produkcja mebli wciąż ma znaczący wpływ na dynamiczny rozwój gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że w lipcu obrót z eksportu wyniósł 14,4 mld euro, czyli ponad 2 mld euro mniej niż w poprzednim miesiącu. W ostatnim czasie eksport wzrósł na wszystkich rynkach, z wyjątkiem Polski i Irlandii. Odnotowano również zmniejszenie obrotów w imporcie o ponad 1 mld euro w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

Za poprawę koniunktury gospodarczej w ciągu ostatnich 12 miesięcy odpowiadają również produkcja, budownictwo i usługi. W omawianym okresie nastąpiło zwolnienie dynamizmu rozwoju w handlu i transporcie. W Polsce zauważalna jest również zwyżka wskaźnika CPI, który określa zakres cen towarów i usług konsumpcyjnych, w sierpniu 2017 r. wyniósł 1,8%. Odnotowano wzrost cen mieszkań i transportu.

Ponad połowa badanych (52%) twierdzi, że wzrosła sprzedaż, w porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba respondentów podzielających to zdanie podniosła się o 11%. Optymizm Polaków jest odczuwalny również w ocenie sprzedaży, która przekracza średnią z badania Global Business Monitor wynoszącą 49%. Zaledwie jeden na pięciu badanych w Polsce uważa, że sprzedaż spadła.

Należy pamiętać, że wpływ na koniunkturę gospodarczą Polski, podobnie jak w innych krajach europejskich ma szereg czynników zewnętrznych w tym Brexit i zmiany w strefie euro. Przedsiębiorcy specjalizujący się w eksporcie obawiają się zmian w przepisach prawnych, w tym w prawie podatkowym, które mogłyby utrudnić ich pracę w najbliższych miesiącach a nawet latach. Te same zmiany mogą negatywnie wpłynąć na gospodarkę, zmniejszając poziom inwestycji, a tym samym rzutuje na zmniejszenie dynamiki wzrostu dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Prawie połowa badanych (47%) przewiduje, że w nadchodzącym roku ich sprzedaż wzrośnie. Jednak szacuje się, ze rozwój tego typu transakcji w Polsce nie przekroczy średniej wynoszącej 55% wyliczonej na podstawie analizy wyników Global Business Monitor z jedenastu państw biorących udział w badaniu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Prawie dwie trzecie małych i średnich przedsiębiorstw (65%) odczuwa niepokój wywołany globalną sytuacją gospodarczą, a tylko 7% wskazuje handel międzynarodowy jako najlepszy kierunek rozwoju swojego biznesu – wynika z corocznego raportu Global Business Monitor opracowanego na zlecenie Bibby Financial Services. Ponad połowa badanych, w tym przedsiębiorców z Polski, ocenia stan krajowej gospodarki jako dobry.

Wyniki Global Business Monitora, pokazują że mali i średni przedsiębiorcy na całym świecie są zaniepokojeni globalną sytuacją ekonomiczną. Tak duża geopolityczna zmiana jaka zaszła w trakcie ostatnich 18 miesięcy musiała zaowocować szerzącą się niepewnością. Malejąca wiara w międzynarodową ekonomię prowadzi wielu przedstawicieli sektora MŚP do decyzji o skupieniu się na bezpieczniejszym w ich ocenie rynku lokalnym – komentuje David Postings, Global CEO, Bibby Financial Services. Tylko 36% badanych firm z Polski wierzy, że światowa gospodarka rozwija się dobrze.

Sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych (29%), Brexit (20%) i konflikty, wojny oraz zagrożenie terrorystyczne (15%) to według ankietowanych największe zagrożenia dla globalnego wzrostu gospodarczego. Również dla firm z Polski to właśnie sytuacja w Stanach Zjednoczonych (22%), a nie Brexit (18%) okazała się bardziej niepokojąca. Wymieniają oni również malejący wzrost gospodarczy w Chinach (11%). Warto jednak dodać, że te niepokoje nie odbijają się w negatywny sposób na prognozach sprzedaży. Optymizmem napawa fakt, że ponad połowa (52%) firm zanotowała wzrost sprzedaży w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Oznacza to wzrost o 11 punktów procentowych i wykracza ponad średnią – 49% – podkreśla Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa (53%) ocenia sytuację gospodarczą w swoim kraju w ciągu ostatnich 12 miesięcy jako dobrą, a jedna trzecia wierzy, że ulegnie ona poprawie w ciągu najbliższego roku. Największą wiarę w swoją gospodarkę przejawiają, podobnie jak w zeszłym roku, Niemcy. Aż 8 na 10 ocenia stan gospodarki jako dobry. Polscy przedsiębiorcy oceniają w większości (55%) stan polskiej gospodarki także jako dobry. Oznacza to wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku do 2016 roku.

Gdzie sektor MŚP upatruje swojej szansy na rozwój biznesu? Mniej niż co 7 badany dostrzega ją w handlu międzynarodowym. 12% uważa za perspektywiczne poszukiwanie nowych segmentów na rynku, tyle samo wskazuje na ekspansję na lokalnym obszarze, a 11% rozwój nowych produktów i usług. W przypadku polskich firm na pierwszym miejscu wymieniane jest pozyskiwanie innych biznesów (34%).

Wahania na rynku walut to największą przeszkodą w kontekście handlu międzynarodowego, wskazywana przez co piątego  badanego. Dla 14% są to regulacje rządowe. W przypadku polskiego rynku ponad jedna trzecia (35%) wskazuje ryzyko walutowe.

Pomimo obaw o stan globalnej gospodarki, uczestnicy badania są optymistami, jeśli chodzi o rozwój swojego biznesu. Prawie połowa (49%) zadeklarowała wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a 55% spodziewa się dalszego rozwoju w nadchodzącym roku. Najwyższy wskaźnik optymizmu notują przedsiębiorcy z Kanady (70%), a najmniejszy przedstawiciele małych i średnich firm z Hong Kongu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude  Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

– Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji – mówi Kinga Grafa,  dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker  przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem  BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich. Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe.  – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE – podkreśla Kinga Grafa.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęcił decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

 

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw. „To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

 

Źródło: Antal

 

We wrześniu 2015 r. niemiecką motoryzacją wstrząsnął skandal związany z zaniżaniem emisji spalin przez popularne silniki diesla TDI. Kiedyś znane z niezawodności i trwałości ewoluowały, stając się skomplikowanymi konstrukcjami. Okazało się, że aby spełniały wyśrubowane normy, montowano w nich specjalne oprogramowanie oszukujące podczas testów laboratoryjnych. Na nieszczęście Volkswagena, ujawnione zostało to w USA, za co koncernowi grożą olbrzymie kary. To jednak tylko jedna strona medalu – procesy trwają i nie wiadomo, jak się zakończą. Natomiast koszty działań serwisowych rzędu 7,3 mld USD zostały przez koncern ogłoszone. Do tego trzeba jeszcze doliczyć trwałą utratę reputacji. Giełda potraktowała VW w 2015 r. bardzo ostro – kurs z poziomów ponad 200 EUR przepołowił się. Mimo dobrej koniunktury w sektorze motoryzacyjnym i wzroście sprzedaży aut w 2016 r. o 2,8% r/r, kurs akcji VW nie powrócił do cen sprzed ujawnienia afery (aktualny kurs to 130 EUR). Afera odbiła się też negatywnie na kursach innych niemieckich producentów – BMW i Daimlera, ale nie w aż tak dużej skali.

W tym roku do problemów marki Volkswagen doliczyć należy też należące do Grupy Audi i Porsche, a wg portalu Spiegel Online, chodzi o silniki montowane w SUV-ach Porsche Cayenne i Audi Q7. Przed tymi informacjami uważano, że silniki Audi, z których korzysta też Porsche, są wolne od manipulacji. Jak sprawa się rozwinie – nie wiadomo, jednak pokazuje to, że wcale nie odkryto jeszcze wszystkiego, a skala zjawiska może być naprawdę ogromna.

Problem afery spalinowej dla niemieckiej gospodarki zdaje się być na tyle znaczący, że o jej skutkach wspominają najwyżsi rangą urzędnicy. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, wskazał skutki tej afery jako największe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki (chociaż wciąż, m. in. ze względu na wskazane wyżej powody, nie można dokładnie określić potencjalnej wysokości strat), obok ryzyka związanego z Brexitem oraz prowadzenia przyszłej polityki handlowej w USA. Czy rzeczywiście? Zależy jak na to spojrzeć. Faktycznie, niemiecka branża motoryzacyjna to jeden z koni pociągowych tamtejszego eksportu. Niemcy, z udziałem 7,2% w światowej produkcji aut, są na 4 miejscu, po Chinach, USA i Japonii, a obroty tej branży to prawie 370 mld EUR rocznie. Auta zza naszej zachodniej granicy powszechnie cieszą się uznaniem i postrzegane są jako wyróżniające się jakością wykonania. Afera spalinowa może nadszarpnąć dobrą reputację niemieckich koncernów, ale nie powinna pogrążyć całej branży, która co chwila ma różnego rodzaju wpadki, a to związane z silnikami, a to z bezpieczeństwem. Są to problemy i koszty nie do uniknięcia, aczkolwiek wygląda na to, że koszty afery spalinowej mogą być naprawdę znaczące. Co więcej, kondycja tej branży ma duży związek z polską gospodarką, która sporo sprzedaje do przemysłu motoryzacyjnego, a Niemcy są naszym największym partnerem. Jako przykład negatywnego wpływu afery spalinowej można podać zmniejszenie produkcji diesli, co m. in. przełożyło się na gorszą sprzedaż giełdowego Alumetalu w II kw. bieżącego roku.

Poważniejszym problemem dla całej niemieckiej motoryzacji mogą być zmiany technologiczne zachodzące na rynku. Nie jest to przykład ekwiwalentny, ale można nawiązać do historii fińskiej Nokii, która zbyt późno weszła na rynek smartfonów, co okazało się dla niej gwoździem do trumny. Proces zmiany modeli telefonów był jednak bardzo dynamiczny, w motoryzacji zmiana odbywa się znacznie wolniej, a projektanci i inżynierowie myślą z kilku albo i kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Dostrzega się jednak wyraźne odejście od diesli na rzecz małych turbodoładowanych silników benzynowych, jednak prawdziwym wyzwaniem są auta elektryczne. Wygląda na to, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji, a powoli zaczyna się już rozgrywka o dominację w tym segmencie. Długoterminowo ewolucja napędu spalinowego w elektryczny może być głównym game changerem na rynku motoryzacyjnym.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Trwający w najlepsze sezon zarobkowy spowodował, że w piątek sprzedawcy doprowadzili Dow Jones do najwyższego dotychczas wyniku. Przetasowania w administracji Donalda Trumpa, nieudana próba reformy systemu opieki zdrowotnej, nowe sankcje rosyjskie czy udane testy rakietowe w Korei Północnej nie zdołały doprowadzić do spadku kursów akcji.

Dziś rano rynki wydają się grać stosunkowo bezpiecznie. Z kolei na rynkach walutowych możemy zobaczyć, że trzy główne waluty są na czele. Wygląda na to, że nawet dolar, który ostatnio ciągle spadał, dostał chwilowe wsparcie. Również ostatnia bezpieczna przystań, złoto, pomnaża swoje zyski z ostatnich kilku tygodni i jest na dobrej drodze do mocnego zakończenie lipca. Kolejną rzeczą, która może napawać inwestorów optymizmem jest cena ropy naftowej, która dzisiejszego ranka opornie przekroczyła cenę 50 dolarów.

Gdy czekamy na decyzję, czy nastąpi raczej hard fork czy soft fork dla Bitcoina, w brytyjskim parlamencie łagodny Brexit jest teraz zagrożony. Partia Konserwatywna premier May jest podzielona w temacie imigracji i tego jak Wielka Brytania będzie wyglądać po Brexicie. Kanclerz Philip Hammond i jego sojusznicy są za tym by granice zostały stosunkowo otwarte, a ich przeciwnicy twierdzą, że to właśnie otwartość Wielkiej Brytanii na migracje była głównym czynnikiem przemawiającym za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jak dotąd nie poznaliśmy stanowiska Premier w tej spornej kwestii. Tymczasem silne euro prześciga brytyjskiego funta, a część ekspertów przewiduje, że parytet (1.0000) może się znajdować daleko od pary walutowej EUR/GBP.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Inwestorom niejednokrotnie reklamowane są strategie czy produkty inwestycyjne, które w przeszłości wygenerowały spory zysk. Problem jednak w tym, że historyczne wyniki nie gwarantują, że w przyszłości one ponownie będą miały miejsce. Natomiast generowanie mniej spektakularnych, ale systematycznych zysków pozwala osiągnąć atrakcyjne wyniki w długim horyzoncie czasowym.

W tabeli poniżej przedstawione zostały przykładowe inwestycje i ich stopy zwrotu. Przyglądając się stopom zwrotu w poszczególnych portfelach i dla kolejnych lat można wysnuć wniosek, że jednorazowa strata może mieć kluczowy wpływ na zyskowność inwestycji w długim terminie.

stopa zwrotu
inwestycja w 1. roku w 2. roku w 3. roku skumulowana w okresie 3 lat
#1 -10,0% 6,0% 5,0% 0,2%
#2 5,0% 6,0% 5,5% 17,4%
#3 -10,0% 14,0% 14,0% 17,0%
#4 12,0% 12,0% -20,0% 0,4%

Stopa zwrotu pierwszego portfela jest charakterystyczna dla inwestorów, którzy w pierwszym roku inwestycji ponieśli znaczącą stratę na ryzykownych instrumentach (np. akcjach), po czym przerzucili swoje środki w mniej ryzykowne papiery (np. obligacje korporacyjne). Przedstawiona sytuacja może mieć np. miejsce, gdy inwestorzy nie dywersyfikują swoich portfeli, tylko wszystkie środki „wrzucają do jednego koszyka”. Co więcej, finanse behawioralne wskazują, że inwestorzy z reguły błędnie oceniają własne podejście do ryzyka i w przypadku znaczących strat najczęściej zamykają pozycje i „uciekają” do mniej ryzykownych instrumentów. Drugi przykład pokazuje, że nawet w przypadku niewielkich, ale za to systematycznych zysków, inwestor w długim terminie może godziwie zarobić. Z kolei trzecia inwestycja charakteryzuje inwestorów, którzy po poniesieniu strat trzymali środki w ryzykownych instrumentach, co w kolejnych dwóch latach się opłaciło. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym przypadku skumulowany zysk za cały okres był niższy niż w przypadku drugiej inwestycji pomimo spektakularnych stóp zwrotu w drugim i trzecim roku. Ostatni przykład jest typowy dla inwestorów, którzy w ostatnich latach solidnie zarabiali, ale w odpowiednim momencie nie zamknęli swoich pozycji, co sprawiło, że jednorazowa strata „skonsumowała” ich zyski wygenerowane w poprzednich latach.

Instrumentem, który umożliwia realizowanie powtarzalnych i godziwych zysków niewątpliwie są obligacje korporacyjne. Obligacje przy relatywnie niewielkim ryzyku dają zarobić ok. 5-6 proc. rocznie. Warto dodać, że tak długo jak emitent nie ma problemów z obsługą swojego zadłużenia, na obligacje korporacyjne w Polsce znikomy wpływ mają wydarzenia polityczno-gospodarcze ze świata. Najlepszym przykładem były wyniki głosowania ws. Brexitu, po których upublicznieniu indeksy giełdowe zaczęły znacząco tracić, podczas gdy na Catalyst (miejscu gdzie notowane są obligacje korporacyjne w Polsce) nie było widać żadnej dodatkowej nerwowości. Stabilność wyników jaką umożliwiają obligacje korporacyjne (oczywiście przy zdywersyfikowanym i rozsądnie zbudowanym portfelu) niewątpliwie jest pożądaną cechą dla części inwestorów z punktu widzenia behawioralnego. Wspomniane 5-6 proc. jest ciągle dużo wyższe od oprocentowania lokat, co ma swoje uzasadnienie przede wszystkim w ryzyku kredytowym (zdarzają się upadki emitentów, co sprawia, że inwestorzy w skrajnym przypadku mogą stracić całość zainwestowanego kapitału) oraz ryzyku płynności (inwestor nie zawsze ma możliwość spieniężenia obligacji przed zapadalnością).

Ryzyko kredytowe można ograniczać poprzez szczegółową analizę emitentów oraz dywersyfikację inwestycji. Warto również korzystać z usług domu maklerskiego, co daje inwestorowi dostęp do analiz emitentów obligacji korporacyjnych oraz do rynku międzybankowego. Szacujemy, że obrót na rynku międzybankowym jest kilkukrotnie wyższy niż na rynku giełdowym, dlatego korzystając z usług domu maklerskiego inwestor ma możliwość zmniejszenia ryzyka płynności.

Podejmowanie decyzji inwestycyjnych należy do zadań skomplikowanych i ryzykownych. Naszym zdaniem warto ułatwić sobie ten proces korzystając z materiałów przygotowywanych przez doświadczony zespół, co pozwoli także ograniczać ryzyko inwestycji. Decydując się na inwestycje w obligacje korporacyjne trzeba pamiętać, że raczej trudno będzie o spektakularne stopy zwrotu w pojedynczych latach, ale to nie one, tylko powtarzalność wyników, mogą przynieść godziwy zysk w dłuższym terminie.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Zmiany w systemie sprawiedliwości odbiły się echem w Unii Europejskiej. Frans Timmermans, wiceszef KE zagroził uruchomieniem artykułu 7 Traktatu UE, czyli nazywanego opcją atomową. Co to może dla nas oznaczać?

– Intencja artykułu 7 jest taka aby państwo członkowskie UE, które się wyłamuje z prawa, które uznają wszyscy inni naprowadzić na właściwą drogę. Mechanizmy, które do tego służą mają kilka poziomów i też kilka kalibrów, czy skali swojego oddziaływania. Najgorszym, już ostatecznym rozwiązaniem jest zawieszenie państwa członkowskiego w prawie głosu w Radzie Unii Europejskiej – mówi dr Małgorzata Bonikowska, Akademia Finansów i Biznesu Vistula, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych i dodaje. – Mamy Węgry, które wprost na razie deklarują, że tego nie poprą. Formalne zastosowanie tej sankcji jest bardzo trudne. To też jest ostateczność, więc upłynie jeszcze dużo czasu zanim do tego w ogóle dojdzie.

Żeby mogło dojść do zawieszenia prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej potrzebna jest zgoda wszystkich pozostałych państw członkowskich. Z głosowania wyłączone jest tylko to państwo, którego sprawa dotyczy. Unia nie musi też sięgać po takie rozwiązanie, gdyż ma jeszcze inne narzędzia. Pierwszy etap to rozmowy.

– Wcześniejsze etapy to jest na pewno monitorowanie sytuacji. Zastosowanie bardzo dokładnych analiz dotyczących co wymaga poprawy. Wysłanie informacji do polskiego rządu jaka jest diagnoza ze strony pozostałych partnerów, co wymaga naprawy. Dialog, próba dogadywania się i cały czas tłumaczenie co obie strony mają na myśli i dojścia do porozumienia aby nie stosować kolejnego poziomu jakim są inne sankcje – wyjaśnia dr Małgorzata Bonikowska.

Te sankcje mniejsze nie są zapisane wprost w Traktacie. One oznaczają, że usztywnia się stanowisko instytucji unijnych do kraju, który nie współpracuje. Sytuacja, w której Polsce będzie na czymś zależało może być mniej pozytywnie odbierana niż do tej pory.

– Większym jeszcze, mocniejszym sygnałem będzie rozmowa o obecnym budżecie. Nie wspominając już o przyszłym budżecie UE. W obecnym budżecie mamy sytuację problemową wynikającą z Brexitu. Brexit oznacza negocjacje z Wielką Brytanią ale również wyjście Wielkiej Brytanii z budżetu unijnego, czyli pomniejszenie pieniędzy we wspólnej kasie. Oczywiście nie wiemy czym te negocjacje się skończą. Brytyjczycy chcieliby przestać płacić od momentu wyjścia z Unii Europejskiej, czyli w 2019 roku. Strona europejska mówi, że powinni płacić do końca tej perspektywy, czyli 2020 rok plus trzy, bo to jest ten czas na rozliczanie. Nie wiemy na czym te negocjacje się skończą ale już widać, że jest ogólny kłopot z dotrzymaniem zapisów obecnego budżetu – opowiada dr Małgorzata Bonikowska.

Kolejnym problemem może być przyszły budżet. Podział środków trzeba będzie wynegocjować.

 

Wypowiedź: dr Małgorzata Bonikowska, Akademia Finansów i Biznesu Vistula, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Niespodziewanie nudny występ Janet Yellen w Waszyngtonie spowodował wzrost akcji, ale nie na długo. Dow Jones wzrósł w sumie o 25 punktów z zyskiem wynoszącym 0,1%. Azjatyckie akcje też dziś idą wzwyż na podobnym poziomie. Nie ma tu nic ciekawego do zaobserwowania. Z całego tego podekscytowania warto wyciągnąć, że zmienność notowana jest blisko najniższych poziomów, gdyż środek lata wyssał życie z tego rynku. Waluty i towary notowane są w linii płaskiej. Złoto i olej kształtują się bez określonego celu. Poza 20-punktowym ruchem na dolarze australijskim naprawdę nie ma o czym mówić.

Szukający dreszczyku emocji  traderzy handlujący na wysokich poziomach ryzyka powinni spojrzeć na kryptowaluty. Nawet w tym nudnym dniu, Bitcoin poruszył się o 1,39%, a Ethereum – 4,58%. Niestety, ogólny kierunek jest niekorzystny. Z 10 najlepszych kryptowalut, 9 jest notowanych na czerwono. Tylko Ethereum Classic idzie w górę, jeśli można tak nazwać ruch na poziomie 0,09% zysku.

Pomimo dużej korekty, jaką zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni i niewielkiej poprawy wczoraj, spadki te wydają się być nieco wyciszone. Jeżeli całkowita kapitalizacja rynkowa spadnie znacznie poniżej 80 miliardów dolarów lub jeśli przekroczy poziom 91 miliardów dolarów, możemy się spodziewać kolejnego impetu wzrostów.

Jedną z rzeczy, które kocham w polityce brytyjskiej są tamtejsi ministrowie gabinetu cienia. Dla każdego sekretarza rządu, partia opozycyjna tworzy swojego własnego delegata, który nie ma absolutnie żadnej władzy, ale którego głównym zadaniem jest atakowanie ich odpowiednika. Jeremy Corbyn spotka się dzisiaj z europejskim negocjatorem Brexitu i poinformuje go, że jest gotowy przejąć negocjacje w przypadku, gdy rząd Theresy May upadnie. Corbyn depcze po piętach May od nocy wyborów, ale jest to zupełnie nowy poziom zuchwałości, który dodaje złożoności już i tak zaciekłym negocjacjom. Biorąc pod uwagę wszystkie ruchy polityczne oraz na rynkach, od czasu referendum w sprawie Brexitu w czerwcu 2016 r., para walutowa EUR/GBP pozostała niewiarygodnie stabilna.

 

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Trwają konsultacje Komisji Europejskiej z państwami członkowskimi na temat przyszłego kształtu Unii Europejskiej po wystąpieniu z niej Wielkiej Brytanii. Pierwsze wnioski mają być znane jeszcze w tym roku. Zdaniem dyrektora polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w interesie Polski jest dalsze działanie na rzecz równego rozwoju państw starej i nowej Unii. Dziś rozpoczynają się negocjacje dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

– Na początku marca przewodniczący KE ogłosił Białą Księgę, w której mamy dalsze scenariusze rozwoju UE – od takich propozycji, by jak najmniej ją zmieniać i zachować stan obecny, po różne warianty ograniczania kompetencji, np. KE, czy zajmowania się tylko najważniejszymi sprawami i pozostawienia większej sfery zagadnień państwom europejskim czy też pogłębienia integracji – mówi  Marek Prawda, dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Inny wariant oznacza ograniczenie się właściwie do wspólnego rynku, a inne sprawy pozostawia poza zainteresowaniem Unii.

1 marca 2017 roku Jean-Claude Juncker przedstawił Białą Księgę w sprawie przyszłości Europy. Nakreślono w niej pięć różnych możliwych scenariuszy. Pierwszy to „Kontynuacja”, w którym państwa UE miałyby się skupić nad realizacją programu reform w dotychczasowym kierunku. Drugi, pod tytułem „Nic poza jednolitym rynkiem”, polegałby na koncentracji wyłącznie na jednolitym rynku i ograniczeniu wspólnej polityki w innych dziedzinach, np. wobec uchodźców. Trzeci scenariusz „Ci, którzy chcą więcej, robią więcej” zakłada ściślejszą współpracę zainteresowanych państw w określonych dziedzinach. Czwarty wariant to „Robić mniej, ale efektywniej”, a piąty „Robić wspólnie znacznie więcej” kładzie nacisk na intensyfikację wspólnych działań we wszystkich obszarach.

– Jest tam projekt różnych prędkości, dopuszczający taki scenariusz, że różne grupy pastw w różnych sprawach będą mogły pogłębiać współpracę w UE. Wydaje się dzisiaj, że wokół tego wariantu będzie duża debata – przekonuje Prawda. – Sam prezydent Francji jest zwolennikiem dopuszczenia do takiej sytuacji, że pewna grupa państw będzie chciała pogłębiać współpracę, harmonizować różne sfery działania w UE.

Jak mówi, KE chciałaby, by w 2017 roku toczyła się debata na ten temat, tak by państwa członkowskie opowiedziały się za którymś z wariantów, po czym głos zabierze Komisja Europejska. Celem tej debaty ma być zorientowanie się, jakiej Europy chcą obywatele i który wariant ma największe poparcie. Jean-Claude Juncker zapowiedział, że wynik tej debaty, jak i własny pogląd przedstawi we wrześniu w swoim orędziu, a pierwsze wnioski mają zostać sformułowane w grudniu 2017 roku na posiedzeniu Rady Europejskiej. Plan działania nad wybranym wariantem ma zostać przedstawiony przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w czerwcu 2019 roku, a sam scenariusz realizowany będzie w perspektywie 2025 roku.

– Trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, jakiej Europy chcą Polacy, bo różni aktorzy na scenie obywatelskiej czy politycznej mają tutaj różne poglądy – mówi Marek Prawda. – W przeszłości Polska była krajem bardzo aktywnym, może nawet liderem takich działań, które nie pozwalały na pęknięcie między tą częścią państw, które są w strefie euro, a pozostającymi poza nią. Polska tutaj występowała w swoim interesie, ale też wyrażała bardzo ważny cel dla wszystkich. Jest kojarzona z taką podstawą. Wszyscy kibicowali, żeby Polsce się udało, bo ona załatwia coś ważnego dla większości UE, nie dopuszczając do tego pęknięcia.

Kwestia określenia na nowo zakresu współpracy 27 państw powstała po tym, jak na odejście ze wspólnoty zdecydowała się w czerwcu 2016 roku Wielka Brytania. Negocjacje w sprawie brexitu ruszają. Kraj ma opuścić wspólnotę do końca I kwartału 2019 roku, a wraz z nią zmniejszą się składki wpłacane przez Zjednoczone Królestwo do unijnej kasy. Co roku jest to niemal 13 mld euro.

Rządy europejskich państw różni także m.in. kwestia uchodźców, a narastające na całym świecie nastroje nacjonalistyczne utrudniają współdziałanie, choć wyniki wyborów prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Holandii, w których wygrali centroprawicowi kandydaci, pokazały, że większość wyborców w tych krajach opowiada się za pozostaniem w UE.

– Uważam, że to w polskim interesie jest, by nie dopuszczać do fragmentacji UE. Polska powinna być zainteresowana tym, żeby zachód zachował jedność, żeby w UE jak najwięcej zasad i wartości było podzielanych na całym kontynencie, bo stąd brały się wszystkie atuty, jakie Polska miała z członkostwa – tłumaczy dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Ale jak wiemy w tym okresie kryzysowym, w tych rozedrganych czasach mamy wiele różnych pomysłów, pojawia się wiele wątpliwości, czy taka instytucja jak UE jest jedyną formą rozwiązywania problemów świata. Dzisiaj, po tych kilku wyborach w UE, widzimy, że powraca poczucie obrony tego, co mamy, przy całej świadomości, że reforma musi być bardzo głęboka.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

Wydawać by się mogło, że zniszczenia poczynione przez Theresę May znalazły się pod kontrolą, tak jakby to była broń jądrowa, którą można odłożyć na przyszłość Niepewnemu sojuszowi torysów z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów udało się wprowadzić na rynek pewne załagodzenia. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda im się osiągnąć solidne porozumienie. Jak na razie May wciąż dowodzi, ale po igraniu z losem narodu wiele osób pragnie ją zastąpić jak najszybciej.

Najbardziej odbija się do na funcie brytyjskim, który spadł o ponad 300 jednostek w przeciągu nocy wyborczej. Od czasu referendum w sprawie Brexitu rok temu, mogliśmy zauważyć dwa duże wzrosty. Jednym było przemówienie Theresy May na temat Brexitu 17 stycznia, drugim wezwanie May do przedterminowych wyborów po których rynki się spodziewały umocnienia jej pozycji. Prawdopodobnie to silna pozycja May była odpowiedzialna za uratowanie funta od spadku poniżej 1.2000. Dalsza niepewność mogłaby spowodować powrót do tego samego punktu. Pozostałe rynki nie wyglądają na zaniepokojone sytuacją w Wielkiej Brytanii. Na ten moment, Brexit jest już przesądzony więc jedynym pytaniem jakie wszyscy sobie zadają to rodzaj porozumienia, które Wielka Brytania podpisze z Europą.

Wall Street kontynuowało swój pęd ku rekordowo wysokim notowaniom w piątek, ale Dow Jones i S&P zetknęły się z niewielkimi spadkami tuż przed weekendem. Złoto kontynuuje swój spadek i poważnie testuje swój krótkoterminowy poziom wsparcia. Należy uważać na duże zamówienia sprzedaży. Również ropa notowana jest na niski poziomie i przez ostatnie trzy miesiące trzyma się poziomu 46 dolarów za baryłkę. Jeżeli jednak nadmierna podaż przepchnie ją poniżej poziomu 42,5 dolarów może to oznaczać kłopoty. Poza dramatem Trumpa w Stanach Zjednoczonych, rynki czekają na spotkanie Federalnej Rezerwy w środę. Analitycy wciąż dyskutują, co Fed zamierza zrobić, a taka powszechna niepewność z perspektywą coraz szybciej zbliżającego się spotkania, nie oznacza nic dobrego.

W ten weekend nastąpił gwałtowny wzrost krypto-aktywów. Ethereum przekroczyło poziom 300 dolarów a Bictoin jest obecnie handlowany za ponad 3000 dolarów w Japonii oraz Chinach. Zachód wciąż notuje nieco niższe poziomy, ale jeżeli trend będzie kontynuowany, z pewnością szybko to nadrobi. Ethereum nie traciło czasu aby spocząć na tym kamieniu milowym i już jest notowane powyżej 360 dolarów za monetę. Nowy ICO o nazwie Bancor, który pojawi się dzisiaj online, może przyciągnąć dużo świeżych pieniędzy do sieci Etheru. Ten projekt znajduje się w samym sercu Blockchaina jako przyszłości internetu. Być może, pewnego dnia całkowicie zastąpi kontrakty różnicy kursowej będącej główną metodą, jaką ludzie sprzedają akcje, towary i inne aktywa finansowe w internecie.

Nadal znajdujemy się we wczesnym stadium rozwoju technologii Blockchain, ale w mojej opinii Bitcoin i Ethereum pewnego dnia mogą zastąpić pieniądze, a internet z pewnością ciągle zdobywa na popularności.  Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich cyfrowych aktyw według coinmarketcap.com wynosi skromne 115 miliardów dolarów i szybko wzrasta.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

Gdy 18 kwietnia brytyjska premier Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory, funt wzmocnił się o ok. 2 proc. Wtedy było praktycznie przesądzone, że torysi zauważalnie powiększą kruchą przewagę w Izbie Gmin. Jednak po sześciu tygodniach kampanii praktycznie każdy scenariusz jest możliwy, łącznie z „zawieszonym parlamentem”, który spowodowałby, że funt może kosztować nawet 4,60 zł – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Z punktu widzenia partii konserwatywnej, ogłoszenie przedterminowych wyborów ponad 6 tygodni temu wydawało się bardzo dobrym pomysłem. Zdecydowana większość sondaży dawała ugrupowaniu premier Theresy May przewagę nad laburzystami w granicach 20 pkt proc. Przekładało się to na około 400-450 z 650 miejsc w brytyjskiej Izbie Gmin. To oznaczało również, że obecna większość parlamentarna na poziomie 17 posłów mogła urosnąć do ok. 100.

Obsadzenie przez torysów 2/3 miejsc w Izbie Gmin dawałoby nie tylko komfort rządzenia do 2022 r., ale również sugerowało silny mandat do negocjacji warunków Brexitu z Brukselą. Dodatkowo wyraźna większość parlamentarna zmniejszała ryzyko, że część bardziej radykalnych przedstawicieli konserwatystów może forsować „twardy Brexit”. Przy przewadze na poziomie ok. 100 parlamentarzystów ten negatywny scenariusz był mniej prawdopodobny. W rezultacie 18 kwietnia funt zyskał w stosunku do walut krajów wchodzących w skład brytyjskiej wymiany handlowej ok. 2 proc. wartości.

Topniejąca przewaga torysów

Jeszcze miesiąc po ogłoszeniu przedterminowych wyborów przewaga ugrupowania premier May była nadal wysoka. Wszystko zaczęło się zmieniać po publikacji manifestu konserwatystów. Zasugerowano w nim zmniejszenie świadczeń pomocy społecznej dla osób starszych z majątkiem powyżej 100 tys. funtów. I choć dość szybko z tego pomysłu się wycofano, to jednak dyskusja o zabraniu przywilejów dla osób w wieku poprodukcyjnym stała się początkiem spadku poparcia dla torysów.

Od połowy maja przewaga konserwatystów nad Partią Pracy zaczęła szybko topnieć. Poparcie dla opozycyjnych laburzystów na początku czerwca zaczęło sięgać 35-40 proc. (obecnie średnia z 10 sondaży to 43,6 proc. dla torysów i 35,8 proc. dla laburzystów), co oznacza wzrost o 10-15 pkt proc. w porównaniu z momentem ogłoszenia wyborów. W rezultacie wzrosło również prawdopodobieństwo, że torysi nie tylko nie będą w stanie powiększyć przewagi w porównaniu do wyborów z 2015 r., ale grozi im utrata parlamentarnej większości. To zagrożenie zostało dość szybko wycenione przez funta. Jego wartość wróciła do poziomów sprzed ogłoszenia przedterminowych wyborów.

Scenariusze dla funta

Na podstawie ostatnich reakcji i oczekiwań rynkowych można zbudować dla funta cztery scenariusze: dwa pozytywne oraz dwa negatywne. Wzrost wartości brytyjskiej waluty byłby najbardziej znaczący, gdyby torysi uzyskali przynajmniej 50-miejscowy bufor do rządzenia. Wtedy można oczekiwać, że funt wzrośnie o ok. 2-3 proc. Wycena szterlinga w relacji do złotego mogłaby wzrosnąć w takim scenariuszu mniej więcej o 10-15 gr i sięgnąć granicy nawet 5 zł.

Drugi pozytywny rozwój wydarzeń dla funta to wynik nieco wyższy od tego z 2015 r. (17 miejsc i 6,6 pkt proc. przewagi nad laburzystami). Przekroczenie większości na poziomie 30-50 miejsc być może zostałoby odebrane jako kampanijna porażka, ale prawdopodobnie nie spowodowałaby wyraźniejszych przetasowań na funcie.

Szterling natomiast negatywnie mógłby zareagować na zwycięstwo laburzystów. Skala tego ruchu jest stosunkowo trudna do oszacowania. W pierwszych dniach prawdopodobnie funt mógłby stracić ok. 2-3 proc. (10-15 gr do złotego). Później wiele zależałoby od stanowiska laburzystów dotyczącego kwestii gospodarczych. Brytyjskiej walucie pomagałby fakt, że partia Jeremego Corbyna dążyłaby do porozumienia z UE, a nie do konfrontacji.

Z drugiej jednak strony wygrana laburzystów może również generować problemy. Jak pogodzić wynik referendum dotyczący Brexitu z chęcią utrzymania dostępu do wspólnego rynku oraz ograniczeniem imigracji? Jak pisze „The Wall Street Journal”, Corbyn „sam nazywa siebie socjalistą, który obiecał nacjonalizację transportu kolejowego i firm użyteczności publicznej, a także podniesienie podatków dla przedsiębiorstw oraz 5 proc. najlepiej zarabiających”. Według „WSJ” jest on również uważany za „najbardziej lewicowego lidera od pokolenia”. Ogólnie jednak szansa na zwycięstwo laburzystów, mimo ostatnich silnych wzrostów poparcia, jest ograniczona i według notowań bukmacherów wahała się w ostatnich dniach blisko poziomu 10 proc.

Zawieszony parlament najbardziej niekorzystny dla funta

Prawdopodobnie najbardziej negatywnym scenariuszem dla funta jest wynik, który nie daje możliwości samodzielnego rządzenia żadnej partii. Na Wyspach tylko dwukrotnie w ostatnich 40 latach mieliśmy do czynienia z „zawieszonym parlamentem”. Jednomandatowa ordynacja wyborcza oraz specyfika brytyjskiego systemu sprawia, że nawet stosunkowo niewielka procentowa przewaga wygrywającego daje mu możliwość samodzielnego rządzenia.

Negatywne reperkusje braku parlamentarnej większości któregoś z ugrupowań potęguje kwestia Brexitu. Ryzyko rządu mniejszościowego, kruchej koalicji czy ponownych wyborów byłoby połączone z niepewnością dotyczącą warunków opuszczenia Unii Europejskiej. Mogłoby to zwiększyć podziały wewnątrz Zjednoczonego Królestwa, a także dość szybko przełożyć się na pogorszenie nastrojów konsumentów czy przedsiębiorców.

Według ankiet przeprowadzonych wśród banków inwestycyjnych przez agencję Bloomberg, „zawieszony parlament” może spowodować spadek funta w relacji do dolara nawet do poziomu 1,20 (około 7 proc.). Mediana oczekiwań ekonomistów pokazuje obniżenie się wartości szterlinga o 5 proc. Oznaczałoby to więc spadek wartości w brytyjskiej waluty w relacji do polskiej mniej więcej 25 gr, czyli do ok. 4,60 zł. Według notowań bukmacherów (dane Oddschecker), ryzyko takiego rozwoju sytuacji wynosi ok 17 proc.

Podsumowując, ryzyka dla funta wyraźnie się zwiększyły w ostatnich tygodniach, ale biorąc pod uwagę sondaże wyborcze czy notowania bukmacherów nadal pozostają stosunkowo ograniczone. Z drugiej jednak strony pamiętając, że ostatnie wydarzenia polityczne w krajach rozwiniętych często miały zaskakujące zakończenie, prawdopodobieństwo negatywnego rozwoju sytuacji dla szterlinga może być niedoszacowane.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wielka Brytania została najatrakcyjniejszym europejskim kierunkiem inwestycyjnym 2016 roku i najpopularniejszym krajem wśród planujących emigrację Polaków. Brexit nie spłoszył także firm działających na Wyspach, a ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem rezydencji podatkowej w Zjednoczonym Królestwie. Padł również rekord liczby wniosków rezydencyjnych złożonych przez Polaków.

W ubiegłym roku Wielka Brytania była najczęściej wybieraną lokalizacją Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych (BIZ) oraz pierwszą gospodarką Europy pod względem nowych miejsc pracy stworzonych przez te inwestycje. W 2016 roku Wyspiarze przyciągnęli do siebie aż 1 144 projektów inwestycyjnych, wyprzedzając tym samym Niemcy (1 063) i Francję (779). Tylko te trzy kraje były lokalizacją dla aż 51 proc. wszystkich nowych zagranicznych projektów inwestycyjnych w Europie. Polska zajęła 5. miejsce z wynikiem 256 projektów i znalazła się tuż za liderem pod względem nowostworzonych miejsc pracy (22 074). W tym samym czasie Wielka Brytania zdołała stworzyć niemal dwukrotnie więcej nowych etatów, bo 43 165. Londyn zachował także zeszłoroczną pozycję lidera, jako najbardziej atrakcyjnego miasta dla inwestorów w Europie. Brytyjską stolicę wybrał co trzeci inwestor (32 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się Paryż (27 proc.) i Berlin (25 proc.). Warszawę, jako najlepszą lokalizację dla BIZ doceniło jedynie 8 proc. inwestorów, co dało jej 7. miejsce w rankingu.

Brexit nie oznacza jednocześnie, że Zjednoczone Królestwo straci inwestorów już obecnych w Wielkiej Brytanii. Firmy pytane o planowane relokacje operacji lub siedziby w ciągu najbliższych trzech lat, jako konsekwencji wystąpienia ze wspólnego rynku, odpowiadały w 80 proc. przypadków, że nie mają takich planów. Wśród tych firm, które planują to zrobić tylko 8 proc. bierze pod uwagę łańcuchy dostaw, 7 proc. działy badań i rozwoju, 6 proc. marketing i sprzedaż lub produkcję. Jedynie 4 proc. myśli o przeniesieniu głównej siedziby firmy i tylko 3 proc. rozważa przeprowadzkę zaplecza organizacyjnego. W majowym raporcie Ernst & Young „Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2017”, z którego pochodzą dane, Londyn był także najwyżej notowanym europejskim miastem wśród inwestorów pytanych o to, które z trzech miast na świcie oferują największą szansę na stworzenie następnego Google? Londyn znalazł się na 3. pozycji ex aequo z Szanghajem (17 proc. wskazań). Kolejne miasta Starego Kontynentu (Berlin i Paryż) otrzymały po 7 proc. głosów. Największe szanse na powstanie nowego Google inwestorzy widzą natomiast w San Francisco (24 proc.) i Pekinie (18 proc.). Warszawa nie pojawiła się zestawianiu.

Zjednoczone  Królestwo wciąż przyciąga Polaków

Mimo zbliżającego się Brexitu Wielka Brytania, a zwłaszcza Londyn, jako najważniejsze centrum biznesowe regionu, wciąż przyciąga nie tylko zagranicznych inwestorów, ale także Polaków myślących o emigracji. Spośród ponad 2,8 mln osób w naszym kraju (13,7 proc. populacji) deklarujących obecnie chęć emigracji zarobkowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, aż 19 proc. wskazuje, że krajem przeznaczenia będzie Wielka Brytania, która tym samym wróciła na emigracyjne podium po dwóch latach nieobecności. Blisko 60 proc. spośród wszystkich potencjalnych emigrantów posiada w Polsce pracę, ale aż 53 proc. z nich zarabia miesięcznie mniej niż 2 000 netto. Wizja lepiej płatnego zajęcia to dla nich wystarczający powód żeby wyjechać z kraju, a 1 na 5 wyjeżdżających chce wylądować właśnie na Wyspach. Jak pokazuje badanie „Migracje Zarobkowe Polaków” przeprowadzone w tym roku przez Millward Brown, 58 proc. badanych myślących o Wielkiej Brytanii motywuje swoją decyzję Brexitem – chcą wyjechać przed zakończeniem negocjacji, aby zabezpieczyć sobie prawo pobytu przysługujące obecnie obywatelom Unii. To wyraźny sygnał, że zarówno wyjeżdżający teraz, jak i mieszkający w Zjednoczonym Królestwie Polacy nie zamierzają wracać do kraju i chcą zostać w Wielkiej Brytanii dłużej niż dwa lata, aż do faktycznego wyjścia kraju z Unii Europejskiej. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że brytyjska premier Theresa May zapowiedziała ograniczenie imigracji do dzieciątek tysięcy rocznie.

Brexit nie zniechęca także firm

Przykłady tych którzy wyjechali, osiedlili się i osiągnęli na Wyspach sukces działa teraz na innych. Zachęca powszechna wśród Polaków znajomość języka angielskiego, a przede wszystkim kilkukrotnie wyższe zarobki. Dla wielu nie bez znaczenia jest także możliwość rozwinięcia skrzydeł w biznesie. Polacy, którzy emigrowali w poprzednich latach założyli w Wielkiej Brytanii już dziesiątki tysięcy firm. Z raportu brytyjskiego think tanku Centre for Entrepreneurs wynika, że tylko do końca 2014 roku przedsiębiorstw założonych przez Polaków było 22 tys., plus dodatkowe 65 tys. podmiotów w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Suma 87 tys. firm należących do naszych rodaków daje 6. miejsce wśród wszystkich mniejszości narodowych zamieszkujących Wielką Brytanię. Z danych Centre for Entrepreneurs wynika także, że nawet co dziesiąty Polak w Zjednoczonym Królestwie prowadzi jakąś formę działalności biznesowej. Nie wszystkie polskie firmy należą jednak do osób na stałe zamieszkujących Wielką Brytanię. Eksperci oceniają, że ok. 30 proc. z nich została założona w celach optymalizacyjnych.

Firmy, nie tylko polskie, ale także z innych krajów Unii, stanowią spory odsetek podmiotów, które rejestrują się na Wyspach dla uzyskania brytyjskiej rezydencji podatkowej. Obecnie, nawet mimo Brexitu, ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem takiej rezydencji. Rejestracja spółki w Zjednoczonym Królestwie nie wymaga bowiem od przedsiębiorcy stałego przebywania w kraju, a kultura biznesowa, z system podatkowym włącznie, są na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. Zainteresowanie wzrasta zwłaszcza teraz, kiedy Teresa May potwierdziła, że wśród najważniejszych reform rządu po wyborach znajdzie się obniżenie podatku dla firm do 17 proc. i zwiększenie kwoty wolnej do 12,5 tys. funtów do 2020 roku. Nawet przy obecnym kursie funta za dwa lata będzie to kwota 60 tys. zł – mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Obecnie, dla każdego zatrudnionego na Wyspach lub prowadzącego tam jednoosobową działalność gospodarczą, podstawowa kwota wolna od podatku wynosi 11,5 tys. funtów, czyli ponad 55 tys. zł. Dla porównania w Polsce jest to 3091 zł lub 6600 zł dla najmniej zarabiających. Wielka Brytania podwyższa kwotę wolną systematycznie co rok i jest to element na stałe wpisany w rzeczywistość gospodarczą kraju, co rzecz jasna sprzyja zakładaniu nowych firm, także wśród imigrantów. Paradoksalnie imigranci w Zjednoczonym Królestwie są trzy razy bardziej przedsiębiorczy niż sami Brytyjczycy, wynika z danych opublikowanych w maju zeszłego roku w „Global Entrepreneurship Monitor” (Globalnego Monitora Przedsiębiorczości). Raport podaje, że aż 15,4 proc. dorosłych imigrantów otwiera własne firmy, w porównaniu do 5,3 proc. przedsiębiorców urodzonych w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie tylko 7 proc. rodowitych Brytyjczyków planuje otworzyć własny biznes w ciągu najbliższych trzech lat. Choć wnioski mogą być dla Wyspiarzy krzywdzące, to wyniki nie pozostawiają złudzeń – emigranci na Wyspach są bardziej przedsiębiorczy niż ich gospodarze Z danych dostarczanych przez GEM korzystają m.in. ONZ, OECD, Bank Światowy i Światowe Forum Ekonomiczne.

Mimo Brexitu zainteresowanie Wielką Brytanią nie słabnie nie tylko wśród inwestorów i przedsiębiorców, ale także tych, którzy z Unią Brytyjską postanowili związać się na stałe. Najnowsze dane brytyjskiego MSW (Home Office) wskazują bowiem, że w pierwszym kwartale tego roku prawie 13 tys. Polaków złożyło wniosek o przyznanie stałej rezydentury na Wyspach. To rekordowy wynik od czasów wejścia Polski do Unii Europejskiej i 21 proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. O rezydenturę ubiegają się Polacy mieszkający na emigracji przez co najmniej pięć lat i jest to pierwszy krok do uzyskania brytyjskiego obywatelstwa, które od stycznia do kwietnia 2017 przyznano 1,1 tys. osobom. Wydaje się, że rekordowa liczba wniosków rezydencyjnych to mało optymistycznie zaprzeczenie wizji spektakularnych powrotów Polaków nad Wisłę, których według Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik GUS) w Wielkiej Brytanii mieszka obecnie ok. 984 tys. Chęci do powrotów może być jeszcze miej po niedawnej zapowiedzi ministra ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Davida Davisa, który zapowiedział, że po zwycięstwie Partii Konserwatywnej w wyborach nowy rząd zagwarantuje prawa obywateli Unii mieszkających na Wyspach.

Autor: Krzysztof Oflakowski

Brexit może spowodować zmniejszenie środków na wspólną politykę rolną – ostrzegają przedstawicie Komitetu Regionów UE.

W projekcie opinii na temat wspólnej polityki rolnej po 2020 r., przyjętej w czwartek przez Komisję Zasobów Naturalnych (NAT) Komitetu Regionów, zaapelowano o „sprawiedliwą, zrównoważoną i solidarną politykę rolną”.

„Rolnictwo, produkcja żywności i obszary wiejskie stoją w obliczu poważnych wyzwań, które wymagają gruntownej reformy wspólnej polityki rolnej (…) Jedynie silna polityka rolna i żywnościowa UE może zapewnić Europie bezpieczeństwo żywnościowe i nadać dynamikę obszarom rolnym” – czytamy w dokumencie.

Przyjęty przez komisję NAT projekt opinii zostanie teraz poddany pod głosowanie członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym, a następnie trafi do unijnych instytucji, m.in. Komisji Europejskiej, jako oficjalne stanowisko władz samorządowych UE.

Podkreślano w nim, że Unia Europejska, która stała się największym importerem i eksporterem żywności na świecie, zwiększyła swoją zależność od państw trzecich i prowadzi politykę handlową sprzeczną z celami ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. „Eksport nadwyżek produkcji z Unii (mleko w proszku, kurczaki itp.) po cenach niższych od europejskich kosztów produkcji ogranicza zdolności produkcyjne krajów rozwijających się i przyczynia się do emigracji ich ludności” – czytamy w dokumencie.

Unijni samorządowcy zaapelowali m.in., aby nie destabilizować gospodarek rolnych państw trzecich oraz by budżet wspólnej polityki rolnej stanowił taką samą jak dotąd część budżetu UE. Komitet Regionów ostrzegł przy tym, że „Brexit może spowodować zmniejszenie środków na WPR”.

Przedstawiciele instytucji opowiedzieli się ponadto za odejściem od płatności bezpośrednich na hektar na rzecz płatności bezpośrednich w przeliczeniu na pracownika rolnego. „Przydział płatności bezpośrednich na hektar i bez limitów doprowadził do koncentracji gruntów rolnych, a tym samym dotacji (…) Podział wsparcia jest nadal bardzo nierównomierny między gospodarstwami i między państwami członkowskimi” – zauważono w dokumencie.

Samorządowcy zaapelowali również o wzmocnienie środków na rzecz ochrony środowiska poprzez obowiązkową rotację upraw. Zwrócili uwagę, że obszary wiejskie „pozostają w tyle” w porównaniu z miastami miejskimi, a luka ta się powiększa, co jest jeszcze bardziej niepokojące. W dokumencie postulują zwiększenie wsparcia finansowego UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, które – w ich ocenie – wyraźnie zmniejszyło się w porównaniu z poprzednim okresem programowania.

Polityka UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, wprowadzona jako drugi filar WPR, jest finansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. W wieloletnich ramach finansowych na lata 2014–2020 na EFRROW przeznaczonych jest 99,6 mld euro. Czterema największymi beneficjentami funduszu są Francja (11,4 mld euro), Włochy (10,4 mld euro), Niemcy (9,4 mld euro) i Polska (8,7 mld euro). Natomiast pierwszy filar wspólnej polityki rolnej obejmuje m.in. płatności bezpośrednie dla rolników.

Do końca 2017 roku Komisja Europejska opracuje komunikat w sprawie przyszłości WPR (po 2020 r.). Ostatecznie o nowym kształcie wspólnej polityki rolnej zadecydują rządy państw członkowskich oraz Parlament Europejski.

Komitetu Regionów jest unijnym organem doradczym, w którym zasiadają przedstawiciele wszystkich państw członkowskich UE.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Rząd Trumpa próbuje ugasić pożar ze wszystkich sił. Podczas gdy prezydent sforsuje NATO za nie płacenie swoich udziałów, jego własny zięć, Jared Kuschner, jest przedmiotem śledztwa w sprawie powiązań z Rosją. Tymczasem sekretarz stanu, Rex Tillerson, podróżując po Wielkiej Brytanii próbuje uśmierzyć strach o przeciekach w Agencji Wywiadowczej Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście Wielka Brytania ma swoje własne problemy. Dziś wznowiona zostanie kampania wyborcza. W obliczu brutalnego ataku terrorystycznego w Manchesterze, wyborcy wywierają priorytetowy nacisk na bezpieczeństwo narodowe. Dla wielu jest to kwestia ważniejsza niż Brexit. To, co wyglądało na łatwe zwycięstwo Theresy May i trudny Brexit, przerodziło się w zaciętą walkę zaledwie dwa tygodnie przed końcem. Przeprowadzane w ciągu ostatnich kilku tygodni sondaże wskazują, że nawet przed atakiem różnica coraz bardziej się zmniejszała.

Jeszcze dziś w USA zostaną ogłoszone dane na temat PKB za pierwszy kwartał 2017. Analitycy oczekują niewielkiego wzrostu ze względu na tzw. „efekt Trumpa”.

Jak powszechnie się spodziewano, OPEC ogłosił znaczne cięcia produkcji w marcu 2018. Rynki od razu zareagowały. Giełda pozostaje jednak odporna. W rzeczywistości niewielkie straty w sektorze energetycznym zostały w dużej mierze zrównoważone przez resztę rynku. Ogólnie rzecz biorąc, zmienność na rynkach pozostaje dosyć niska, a indeks VIX ponownie zbliża się do rekordowo niskich notowań poniżej 10 punktów.

Wygląda na to, że wszyscy spekulanci zdążyli już się przenieść na inne rynki. Ostatniej nocy widzieliśmy największe wycofanie w historii rynku kryptowalut. Bitcoin spadł o ponad 500 dolarów w kilka godzin. Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich cyfrowych walut zmniejszyła się o 15 miliardów dolarów!

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Eksperci

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

Starczewska-Krzysztoszek: Dorośli Polacy nie kształcą się

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in....

AKTUALNOŚCI

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...

Związkowcy, pracodawcy, Rada ZUS przeciwni zniesieniu limitu składek

Pracodawcy i związkowcy, członkowie Rady Dialogu Społecznego, krytykują sposób procedowania ustawy d...

Kolejnych 50 zmian dla biznesu

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik...

Deweloperzy budują dwa razy więcej niż cztery lata temu

Kolejne dane Głównego Urzędu Statystycznego znów przyniosły rekordowe wyniki aktywności deweloperów....