piątek, Wrzesień 20, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "bankowość internetowa"

bankowość internetowa

Według badania NBP ponad jedna trzecia Polaków twierdzi, że rachunki opłaca zwykle gotówką, co najczęściej oznacza konieczność wizyty na poczcie. W tak mroźne dni jak obecnie po pierwsze nie należy to do przyjemności, a po drugie jest zdecydowanie droższe niż przelewy internetowe.

W 2016 r. nieco ponad połowa Polaków (53%) opłacała rachunki najczęściej przez Internet.  Z roku na rok takich osób jest coraz więcej, więc obecnie może to już być nawet ok. 60%. To jednak oznacza, że wciąż ponad jedna trzecia płaci w tradycyjny sposób, czyli  gotówką na poczcie lub w innym punkcie usługowym.  Nie jest to jednak zbyt wygodne, ani też tanie. Podczas, gdy przelewy internetowe są zwykle bezpłatne, to prowizja za każdy rachunek opłacony na poczcie wynosi 3,5 zł, a w placówce bankowej nawet 10 zł. Mając do opłacenia kilka zobowiązań zapłacimy więc od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych miesięcznie.

Bankowość internetowa

Jeśli mamy kogoś bliskiego np. starszych rodziców, którym chcemy oszczędzić spaceru na mrozie w celu opłacenia rachunków, to najlepszym rozwiązaniem będzie przekonanie ich do bankowości internetowej. Niestety, z raportu NetBank wynika, że tylko 45%  klientów banków aktywnie korzysta z tej możliwości, mimo że mają podpisaną umowę, która im to umożliwia.  Barierą nierzadko jest przyzwyczajenie do tradycyjnej formy regulowania płatności oraz strach przed czymś co jest dla nich nowe i nieznane. Jeśli jednak poświęcimy trochę czasu, aby takiej osobie opowiedzieć o korzyściach i aby spokojnie pokazać jak to działa, to jest duża szansa, że uda nam się zmienić te stare nawyki.

Zlecenia stałe i polecenia zapłaty

Jeśli nie uda nam się namówić rodziców do bankowości internetowej to możemy im pomóc w inny sposób. Większość rachunków może opłacać się automatycznie dzięki usługom zlecenia stałego lub polecenia zapłaty. Pierwsze jest wykorzystywane do opłacania należności, których kwota rzadko się zmienia, a drugie do tych, gdzie jest ona co miesiąc inna. Choć są one bardzo wygodne, to nie cieszą się zbyt duża popularnością. Według badania NBP ponad 70% Polaków deklaruje, że w ogóle nie korzysta z tej formy opłacania rachunków. Warto jednak zainteresować nimi osoby nie przekonane do bankowości internetowej. Duża zaletą w porównaniu z tradycyjną formą opłacania zobowiązań jest nie tyko wygoda, ale również bardzo niskie koszty. Zdarza się, że zlecenie stałe czy polecenie zapłaty zupełnie są zupełnie darmowe, np. w ING Banku Śląskim nie ma opłaty nawet jeśli włączmy taką usługę w oddziale banku. W innych instytucjach finansowych zwykle trzeba zapłacić tylko 1-2 zł za aktywację, a później usługa działa już bezpłatnie.

Bankowość telefoniczna

Jeszcze innym sposobem opłacania rachunków może być bankowość telefoniczna. Przelew, który realizuje dla nas konsultant pracujący na infolinii bankowej kosztuje zwykle 3-4 zł, więc podobne do tego co trzeba zapłacić na poczcie. Nie wymaga to jednak wyjścia z domu. Płatności przez telefon można jednak również zlecać bez udziału konsultanta i wtedy zwykle są one bezpłatne. Aby było to możliwe, to dane do transferu środków trzeba wcześniej wpisać do książki odbiorców na swoim koncie. Można to zrobić w oddziale, w rozmowie z konsultantem infolinii bankowej lub przez Internet. Później, przy każdym następnym zleceniu przelewu wystarczy już tylko zadzwonić na infolinię banku i wpisać swoje hasła dostępu. Po zalogowaniu się automat odczyta nam różne możliwości np. połączenie z konsultantem, podanie salda czy właśnie wykonanie płatności. Jeśli wybierzemy odpowiednią opcję automat zapyta, na które z zapisanych kont chcemy wysłać pieniądze, jaka ma być kwota itp.

Jeśli ktoś nie ma konta w banku

Według NBP wciąż ok. 20% dorosłych Polaków nie ma konta w banku. W przypadku takich osób można zastosować dwa rozwiązania. Pierwsze, to opłacanie rachunku u listonosza. Koszt takiej usługi to 3,5 zł. Drugie, to zachęcenie takiej osoby do otwarcia rachunku. Od sierpnia stanie się to znacznie łatwiejsze, gdyż wszystkie banki będą miały obowiązek oferowania bezpłatnych tzw. rachunków podstawowych. Będą one dostępne dla osób, które nie mają jeszcze konta w żadnym banku. Za prowadzenie takiego rachunku instytucje finansowe nie pobiorą opłaty, a przelewy nie będą mogły być droższe niż najczęściej stosowana stawka w ostatnich 12 miesiącach. Warto też dodać, że nie trzeba koniecznie czekać do sierpnia. Również obecnie, w niektórych bankach, można znaleźć konta, które są prowadzone bezpłatnie.

Ponad połowa dorosłych Europejczyków korzysta z bankowości internetowej. Polska jest poniżej średniej, ale z większą dynamiką wzrostu – wynika z danych Eurostatu

Jak poinformował europejski urząd statystyczny, 51 proc. dorosłych Europejczyków korzysta z bankowości internetowej. Udział ten stale rośnie i podwoił się od 2007 r., kiedy był równy 25 proc.

W Polsce wskaźnik ten w ciągu 10 lat wzrósł o 27 pkt proc. do poziomu 40 proc., oznacza to większą dynamikę niż średnia UE.

Z danych Eurostatu wynika, że bankowość internetowa jest szczególnie popularna wśród osób grupie wiekowej od 25 do 34 lat, w której 68 proc. osób korzysta z tej usługi.

Jak podano, korzystanie z bankowości internetowej zazwyczaj rośnie wraz z poziomem wykształcenia użytkownika. Podczas gdy tylko 24 proc. osób z niskim wykształceniem korzysta z bankowości elektronicznej, wśród osób z wyższym wykształceniem jest to 77 proc.

Porównanie państw członkowskich UE pokazało, że bankowość internetowa najczęściej stosowana jest w Danii, gdzie 90 proc. osób w wieku od 16 do 74 lat zadeklarowało korzystanie z tej usługi, w Holandii odsetek ten wyniósł 89 proc., w Finlandii 87 proc. a w Szwecji – 86 proc.

Najniższy odsetek odnotowano w Bułgarii (5 proc.) i Rumunii (7 proc.). Ponadto mniej niż 30 proc. osób w wieku od 16 do 74 lat korzysta z bankowości internetowej w Grecji (25 proc.) i na Cyprze (28 proc.).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Według Edelman Trust Barometer 2017 polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej nieufnych na świecie. W rankingu wyprzedzają nas jedynie Rosjanie. Spadek zaufania zanotowano w 28 badanych dziedzinach. Ponad połowa rodaków nie ufa bankom, przeszło 3/4 doradcom finansowym, a aż 90 proc. firmom pożyczkowym. Podobnie jest w przypadku nowinek sektora bankowego – podchodzimy do nich z rezerwą. Polacy potrzebują czasu, by przekonać się do tego co nowe. Z czego to wynika?

Polacy wciąż żyją stereotypami. Tylko 44 proc. klientów uważa, że banki o nich dbają. Aż 77 proc. twierdzi, że dla instytucji finansowych ważniejszy od zysku klientów, jest zysk organizacji. Dodatkowo, ponad 80 proc. zarzuca im wykorzystywanie większej wiedzy o usługach. Pierwsze takie sygnały zaczęły pojawiać się już kilka lat temu. Niski poziom zaufania dotyczy nie tylko banków, ale i innych instytucji finansowych. Odzwierciedla się on w nieufności do nowych produktów, innowacji i udoskonaleń. – Zwiększanie zaufania to długofalowy proces. Najważniejsza jest transparentność i przejrzysta komunikacja. Każdy produkt lub usługa potrzebują czasu, by klienci mogli się z nimi zapoznać. Warto postawić na przejrzyste warunki umowy, unikać tzw. „gwiazdek”, odpowiadać wyczerpująco na wszelkie pytania. W naszym przypadku to szczególnie ważne, ponieważ niektórzy klienci decyzję o podpisaniu umowy renty dożywotniej, podejmują kilka miesięcy, a czasami nawet lat – mówi Robert Majkowski, Prezes Zarządu Funduszu Hipotecznego DOM. Jeszcze osiem lat temu, renta dożywotnia zwana też hipoteką odwróconą była nowością na polskim rynku. Dziś firma jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych, z renty dożywotniej skorzystało kilkaset osób, a fundusze hipoteczne wypłaciły im blisko 10 mln świadczeń (dane Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych). Rynek usług finansowych zmienia się każdego dnia. Jakie produkty i usługi wzbudzały najwięcej obaw?

Stereotyp 1:
Obawiam się kart zbliżeniowych

Aż 80 proc. wydanych kart płatniczych posiada funkcję płatności zbliżeniowych. Początkowo, w 2007 r. wydanie karty zbliżeniowej też nie było problemem, jednak niewiele punktów oferowało możliwość skorzystania z tego rodzaju płatności. Obecnie, po gwałtownym, 37 procentowym wzroście, ponad 80 proc. sklepów posiada terminale zbliżeniowe. Dodatkowo wykonujemy coraz więcej transakcji, nawet na mniejsze kwoty. Płatności zbliżeniowe powoli zastępują nam drobne, które kiedyś trzymaliśmy w portfelu.

Sam produkt również zaczyna ewoluować. Po entuzjastycznym przyjęciu „zbliżeniówek” banki proponują nam płatności telefonem. Wcześniejsze wersje zakładały konieczność kodów QR, autoryzacji SMS czy mini wersje karty przyklejane do telefonu. Obecnie do płatności zbliżeniowej HCE wystarczy telefon komórkowy i pobranie aplikacji. Takie transakcje są co najmniej tak samo bezpieczne jak korzystanie z tradycyjnych kart zbliżeniowych. Warto wiedzieć, że nie jest możliwe dokonanie płatności bez odblokowania telefonu, tak więc istotne jest jego skuteczne zabezpieczenie przed niepożądanym użyciem (np. PIN-em). Ponadto transakcje powyżej 50 zł zawsze są potwierdzane kodem PIN. 

Stereotyp 2:
Bankowość mobilna nie jest wystarczająco bezpieczna

Bankowość mobilna istnieje na polskim rynku od blisko 20 lat. Co ciekawe, dziś tylko 15 proc. Polaków nie korzysta z bankowości internetowej. Aż 73 proc. osób, które posiadają konto bankowe korzysta z bankowości internetowej w komputerze. Na telefonie lub tablecie loguje się tylko 28 proc. osób, a prawie dwa razy tyle deklaruje, że nie chce z niej korzystać. Oczywiście największą grupą klientów, która „bankuje” mobilnie są osoby młode – w wieku 18 – 24 lata. To właśnie one stanowią prawie 60 proc. wszystkich użytkowników. Banki od dawna robią wiele, by zwiększyć poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza tych niezdecydowanych. Coraz powszechniejsza staje się funkcja uwierzytelniania biometrycznego przy dokonywaniu płatności mobilnych. Najpopularniejszą z metod jest potwierdzanie przelewu przy użyciu czytnika linii papilarnych – aż 71 proc. badanych uznaje ją za najwygodniejszą i najbezpieczniejszą (83 proc.), dając jej przewagę nad skanem siatkówki oka (79 proc.) czy rys twarzy (51 proc.).

Stereotyp 3:
Nie chcę inwestować, lepiej schowam pieniądze w skarpecie

Aż 89 proc. gospodarstw domowych posiada oszczędności. Jednak tak zwana stopa oszczędzania, czyli część dochodu, jaką przeznaczamy na oszczędności, od lat spada. Według danych NBP w 2002 roku wynosiła ona ponad 12 proc., by na koniec 2016 roku spaść poniżej 4 proc. dochodów  Polacy wybierają sprawdzone i bezpieczne rozwiązania: najczęściej lokaty i konta oszczędnościowe. Nie więcej niż 8 proc. Polaków posiada jednostki funduszy inwestycyjnych, obligacje lub akcje. Pozostałe 81 proc. nie inwestuje swoich oszczędności. Konta oszczędnościowe posiada aż 77 proc. rodaków, natomiast lokaty – 42 proc. Giełda wciąż stanowi dla Polaków synonim niewiadomej, choć w debacie publicznej coraz głośniej mówi się o niewielkim zysku pochodzącym z lokat i kont oszczędnościowych.

Na szczęście rodacy coraz chętniej inwestują w metale szlachetne, najczęściej złoto (33 proc.) oraz w nieruchomości (22 proc). Inwestując w złoto można zdecydować się na złote „płatki” o grubości 1 mm, monety o masie 1 uncji lub sztabki o wadze np. 5 kg. Złoto staje się sposobem na ulokowanie swoich pieniędzy na przyszłość lub okazją do dodatkowego zarobienia na swoich oszczędnościach. Szacuje się, że w ubiegłym roku sprzedaż wzrosła o około 28 proc., co daje około 7 ton sprzedanego złota. Inwestowanie w nieruchomości od lat uchodzi w Polsce za jedno z bezpieczniejszych rozwiązań lokaty kapitału. Liczba czynnych umów kredytów hipotecznych przekroczyła w 2016 roku 2 mln. Oznacza to, że w przyszłości, po spłacie kredytów, dodatkowe 2 mln osób będzie posiadało kapitał zgromadzony w nieruchomościach.

Stereotyp 4
Seniorzy muszą żyć tylko z emerytury

Z danych GUS wynika, że średnia emerytura polskiego seniora to ok. 1727 zł netto. Seniorzy są jedną z najbardziej zadłużonych grup społecznych. Z danych KDR wynika, że tylko w ciągu ostatniego roku zadłużenie osób starszych wzrosło o 40 proc. a sama wielkość długu sięgnęła 3 mld zł.  Seniorzy wciąż mają problem ze znalezieniem dodatkowego finansowania na emeryturze. Niewiele z nich ma oszczędności, niewiele dorabia, jeszcze mniej zakłada własny biznes po 60. roku życia. Tymczasem szacowana wartość aktywów, które można uruchomić dzięki rencie dożywotniej przekracza w Polsce 1 bilion złotych. Co to oznacza? Taka jest wartość nieruchomości, które można dzięki tej usłudze „zamienić” na rentę dożywotnią.
– Z naszego badania wynika że dzięki rencie dożywotniej co trzeci senior mógł spłacić swoje zobowiązania finansowe. Produkty hipoteki odwróconej są popularne w USA, Wielkiej Brytanii i innych krajach. W niektórych z nich, np. w Wielkiej Brytanii, we Włoszech czy Szwecji, właśnie przeżywają najlepszy okres. W Polsce, choć wzbudzają duże zainteresowanie, wciąż są traktowane z dużą dozą ostrożności. Co jest przyczyną? Po pierwsze brak odpowiednich przepisów obejmujących cały rynek, a nie tylko jego część. Po drugie niewyspecjalizowane i nieprofesjonalne firmy lub prywatne osoby, które psują renomę całego rynku oszukując osoby starsze. Po trzecie brak wiedzy i profesjonalnego doradztwa ze strony państwa – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. Dziś z renty dożywotniej korzysta w Polsce około 500 seniorów. Dotychczas, fundusze hipoteczne zrzeszone w KPF, wypłaciły osobom starszym blisko 10 mln świadczeń z tego tytułu. Tymczasem w wielkiej Brytanii rynek produktów equity release, czyli hipoteki odwróconej, funkcjonuje od ponad 25. lat, a seniorzy otrzymują całą paletę rozwiązań dopasowanych do ich potrzeb. W ramach rządowego programu Pension Wise państwo zapewnia im profesjonalne doradztwo dotyczące finansów na emeryturze. Z danych Equity Release Council (ERC) wynika, że z usługi hipoteki odwróconej w Wielkiej Brytanii skorzystało już blisko 400 tysięcy seniorów. Czy za kilka lat w Polsce będzie podobnie?

 

Źródło: Fundusz Hipoteczny DOM

 

Banki stopniowo likwidują stacjonarne punkty obsługi klientów i rozwijają digitalne kanały, nastawione na samoobsługę. W ten sposób, odpowiadają na obecne potrzeby konsumentów, wykreowane przez nowoczesne technologie. Optymalizują też swoje koszty. Fizyczne oddziały nadal są ważne w interakcji z zamożnymi odbiorcami.

Szef Biura Projektów Bankowości Klienta Zamożnego w Citi Handlowy, Tomasz Bąk, podaje, że obecnie 95% banków w Europie Środkowo-Wschodniej posiada własną strategię cyfrowej transformacji sieci oddziałów. Różnią się one miedzy sobą np. tempem i zakresem migracji transakcji do kanałów zdalnych, wysokością potrzebnych inwestycji i oczywiście punktem wyjściowym do wprowadzanych innowacji. Potrzeba likwidacji placówek bankowych wynika z tego, że zmienia się miejsce i sposób interakcji klientów z usługodawcami. Coraz częściej konsumenci oczekują zaawansowanych rozwiązań technicznych. Jednak przeniesienie całej obsługi do kanału internetowego, a co za tym idzie oparcie modelu operacyjnego na samoobsłudze, może nie wszystkim osobom odpowiadać.

– Są grupy klientów, które nadal potrzebują bezpośredniego kontaktu z pracownikiem placówki. Dlatego, w przypadku rozmów na temat zarządzania majątkiem kontakt osobisty z opiekunem jest wciąż preferowany. To samo dotyczy skomplikowanych produktów, np. inwestycji i ubezpieczeń. W części banków pewne kwestie wciąż można załatwić tylko w oddziałach. Jednak obecnie, tak naprawdę wszystkie transakcje możemy szybko i łatwo wykonać przez Internet. Uważam więc, że trend przenoszenia obsługi bankowej do świata cyfrowego będzie dynamicznie postępował. W perspektywie 3-5 lat zniknie aż kilkadziesiąt procent tradycyjnych placówek w Europie – mówi Tomasz Bąk.

Sposób, w jaki banki budują i utrzymują relacje z konsumentami, silnie zależy od specyfiki rynku docelowego i odbiorców usług. W segmencie klientów masowych, nawet jeżeli kontakt jest nawiązywany w placówce, to dalsza komunikacja przebiega głównie z wykorzystaniem kanałów zdalnych, telefonu i Internetu, oraz sieci bankomatów i wpłatomatów. Z kolei, instytucje finansowe, które najbardziej zabiegają o klientów zamożnych, skupiają się na budowaniu długoterminowych, bezpośrednich relacji. Dlatego, w tym przypadku, obok Internetu, oddział stanowi bardzo ważną przestrzeń do rozmów.

– Technologia wpływa na oczekiwania konsumentów w sposób, w jaki nie oddziaływała na nich przez ostatnich 10 lat. Biometryczna autentykacja klientów staje się już standardem. Za pomocą odcisku palca mogą w kilkanaście sekund zalogować się do swojego banku i zlecić przelew na swoim smartfonie. Postęp rośnie w szybkim tempie. W Polsce mamy już ponad 15 mln użytkowników bankowości internetowej. Rodacy spędzają średnio 90 minut dziennie na korzystaniu z aplikacji mobilnych. Aż 20-30 razy w miesiącu logują się do banku, poprzez system mobilny. Widzimy zatem, że ich potrzeby kreują trend zmniejszania ilości placówek bankowych i przeobrażenia ich roli – zapewnia Tomasz Bąk.

Jak wyjaśnia ekspert, oddziały zmieniają swój charakter i dotychczasową funkcję transakcyjną na doradczą lub czysto sprzedażową. Specjaliści nie siedzą za biurkami, ale towarzyszą klientom podczas ich wizyt w placówkach, tym samym skupiają się na budowaniu z nimi relacji. W wielu oddziałach nie ma już biurek ani ulotek. Są za to tablety i ekrany dotykowe, na których klienci samodzielnie realizują transakcje, które dotychczas odbywały się „przy okienku”. Nowe placówki tworzone są w miejscach, gdzie konsumenci realizują swoje potrzeby finansowe, czyli przede wszystkim w centrach handlowych. Równocześnie powstają formaty mobilne, które fizycznie podążają za potencjalnym nabywcą usług i zachęcają go do nawiązania pierwszego kontaktu.

– Takie zjawiska, jak cyfryzacja, globalizacja czy urbanizacja, najsilniej kształtują formy dystrybucji banków detalicznych. 10 lat temu niewielu z nas było w stanie wyobrazić sobie obecny kształt bankowości. Dlatego dokładne wskazanie granic jej transformacji w perspektywie następnej dekady jest raczej niemożliwe. Na pewno w dalszym ciągu będą rozwijały się nowe, bardziej digitalne i mobilne kanały komunikacji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe statystki, należy oczekiwać dalszej, regularnej likwidacji stacjonarnych oddziałów bankowych – przewiduje Tomasz Bąk.

Ekspert podaje, że według danych Komisji Nadzoru Finansowego, od końca 2012 roku liczba placówek w Polsce zmniejszyła się o 7,5%. Rocznie ubywa zatem około 2% spośród ponad 14 tys. bankowych placówek. Z kolei, Raport Citi GPS: Global Perspectives & Solutions, Citibank Research, 2016, pokazuje, że banki europejskie znajdują się właśnie w ważnym punkcie zwrotnym. Analitycy Citibanku uważają, że redukcje placówek na całym kontynencie powinny wynieść 40%. Banki w Hiszpanii, czyli tam gdzie nasycenie rynku stacjonarnymi oddziałami jest największe, musiałyby zamknąć 70% takich punktów, aby osiągnąć poziom zagęszczenia podobny do krajów skandynawskich.

– Nasi analitycy zwracają uwagę na to, że restrukturyzacja europejskich placówek jest konieczna nie tylko ze względu na preferencje klientów, ale też z uwagi na wydatki. Utrzymanie stacjonarnych oddziałów i zatrudnionych w nich osób stanowi około 60-65% kosztów banku. Niezbędne będzie też dalsze zautomatyzowanie procesów obsługi klienta, bo dziś nadal w wielu bankach aż 60-70% zadań wykonywanych jest ręcznie przez pracowników – podsumowuje Tomasz Bąk.

 

Źródło: MondayNews.pl

Już w maju w Katowicach odbędzie się globalny hackathon 24H-CodING. To kolejna inicjatywa ING, której celem jest dotrzymanie kroku najbardziej innowacyjnym firmom na rynku. Na początku roku ING jako pierwszy bank w Polsce wdrożył na tak szeroką skalę metodę Agile – wykorzystywaną głównie w firmach technologicznych – łącząc w jednych zespołach ekspertów z biznesu i IT. Wspiera ją PACE – autorskie rozwiązanie ING wprowadzania na rynek nowych produktów.

Szybki rozwój technologii cyfrowych zmienia zachowania i oczekiwania klientów. Coraz silniejsze znaczenie nowych technologii sprawia, że ING pracując nad nowymi produktami coraz bardziej przypomina firmę softwarową. Choć metoda Agile nie jest nowością na rynku, do tej pory była ona kojarzona właśnie głównie z firmami IT. Wykorzystanie jej, w tak dużym stopniu, w instytucji finansowej, jest nowością.

Agile oznacza organizację pracy opartą na większej swobodzie i elastyczności w określaniu priorytetów oraz odchodzenie od sztywnych podziałów na IT i zespoły biznesowe. Pozwala na krótszy czas wprowadzenia produktu na rynek i szybszą reakcję na zmieniające się potrzeby klientów i rynku. Od stycznia zgodnie z tą metodą pracuje ok. 600 pracowników ING Banku Śląskiego – w jednym zespole są zarówno osoby odpowiadające za rozwój produktu, jaki i programiści. W oparciu o Agile powstawała także bankowość internetowa Moje ING. Nie jest to pierwsze zetknięcie ING z metodą Agile – Grupa ING wykorzystuje ją w obszarze nowych technologii od kilku lat. W taki sposób projekty realizuje ING Services Polska, globalna firma IT. Część firmy pracuje już w zespołach DevOps, skupiających specjalistów z różnych obszarów IT.

Ważnym elementem wspierającym ING we wprowadzaniu na rynek nowych produktów, jest autorska metodologia PACE. Opiera się ona na pracy w małych, niezależnych i międzydyscyplinarnych zespołach, które skupiają osoby z różnych dziedzin. PACE bazuje na bezpośredniej pracy z klientami, aby od początku wykluczać projekty, które nie odpowiadają na rzeczywiste potrzeby użytkowników. Metodologia pozwala eliminować błędne założenia na każdym etapie prac – od wizji do prototypów – i wprowadzać na rynek tylko właściwe rozwiązania.

12 i 13 maja po raz pierwszy w Polsce odbędzie się globalny hackathon Grupy ING. Podczas 24hCodING w Katowicach kilkuset programistów z całego świata będzie przez 24 godziny pracować nad innowacyjnymi usługami i narzędziami, które mają ułatwiać życie klientom ING. Hackathon będzie więc formą szybkiego tworzenia eksperymentów oraz prototypów. PACE i Agile promują podejście, w którym na pierwszym miejscu jest klient i właśnie takie rozwiązania mają największą szansę na zwycięstwo. Jeśli jakiś pomysł będzie miał wartość biznesową, ING będzie rozmawiać z twórcami na temat możliwości jego dalszego rozwoju na komercyjnych zasadach. Ponadto na autorów najlepszego prototypu czeka wycieczka do Doliny Krzemowej.

24H-CodING to międzynarodowa inicjatywa Grupy ING, współorganizowana w tym roku przez ING Bank Śląski oraz ING Services Polska.

Źródło: ING Bank Śląski

W Polsce jest już blisko trzydzieści milionów internautów, a dostęp do sieci ma 80 proc. gospodarstw domowych. Korzystanie z zasobów świata wirtualnego daje użytkownikom wiele możliwości, ale jednocześnie jest źródłem niebezpieczeństw. W związku z Dniem Bezpiecznego Internetu, obchodzonym 7 lutego, eksperci platformy edukacyjnej Kapitalni.org radzą, jakie środki ostrożności zachować i jak korzystać z sieci, aby nie stać się ofiarą cyberprzestępców.

Mija 26 lat od momentu, kiedy w Polsce pojawił się Internet. Jak wynika z danych GUS, dostęp do niego ma już 80 proc. polskich gospodarstw domowych. Według badania PBI i Gemius – pod koniec 2016 r. w naszym kraju było już 27,5 mln użytkowników sieci.

Dziś wielu nie wyobraża sobie codziennego funkcjonowania w trybie off-line. Internetu używamy do pracy, nauki, rozrywki i zakupów. Rosnąca liczba użytkowników, a także rozwój sieci, mają niestety przełożenie również na większą liczbę oszustw internetowych. Z danych policji wynika, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2016 r. stwierdzono 1 223 przestępstw związanych z bankowością internetową, z czego 121 przypadków opisano jako phishing. Polega on na tym, że złodziej podszywa się pod znaną firmę lub osobę, w celu kradzieży naszych danych, np. loginów i haseł do bankowości elektronicznej.

Co zrobić, aby nie paść ofiarą cyberoszustów? Obchodzony 7 lutego Dzień Bezpiecznego Internetu, to dobra okazja, aby przypomnieć sobie najważniejsze zasady bezpieczeństwa dotyczące korzystania z sieci.

Zwróć uwagę na wiadomości, które otrzymujesz

Każdego dnia otrzymujemy kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt wiadomości e-mail. Wiele z nich pochodzi od nieznanych nam adresatów, np. sklepów internetowych czy firm oferujących swoje usługi. Jak rozpoznać te, które zawierają szkodliwe treści?

– Sfałszowane e-maile na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe oferty handlowe. Jednak jest parę szczegółów, które pomogą nam odróżnić niegroźny spam od zainfekowanego e-maila. Nieprawidłowa nazwa nadawcy, błędy w treści wiadomości lub brak logo instytucji, to elementy, które powinny zwrócić naszą uwagę – zauważa Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Fałszywe wiadomości stały się prawdziwą plagą w Internecie. Jak wynika z danych Kaspersky Lab, tylko w III kwartale 2016 r. system antyphishingowy został aktywowany ponad 37,5 mln  razy na komputerach użytkowników używających produktów firmy. – Mając na uwadze te dane, powinniśmy być wyczuleni na wiadomości dotyczące opłacenia faktur, windykacji, komunikaty z serwisów aukcyjnych czy też informujące nas o wygranej na loterii. Może się bowiem okazać, że zostały wysłane przez cyberprzestępców. Jeśli nie znamy nadawcy danej wiadomości lub otrzymaliśmy fakturę od firmy, w której nie robiliśmy zakupów, to lepiej jej nie otwierać – przestrzega Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Nie podawaj swoich danych

Pamiętaj, że banki oraz inne instytucje nigdy nie proszą o przesłanie danych wrażliwych klienta drogą e-mailową. Dlatego jeśli otrzymasz wiadomość, której nadawca informuje np. o podejrzanej aktywności bądź transakcji na Twoim koncie i prosi o jak najszybszą jego weryfikację, to lepiej na nią nie odpowiadaj. Nie podawaj też swoich danych wrażliwych. W takiej sytuacji należy jak najszybciej skontaktować się z daną placówką i zapytać, czy mają coś z tym wspólnego.

Nie pobieraj załączników dołączonych do wiadomości

Każdą wiadomość z załącznikiem pochodzącą z nieznanego źródła należy traktować jako podejrzaną. Przestępcy często wykorzystują pliki spakowane w formie ZIP lub RAR, aby zainstalować złośliwe oprogramowanie na naszym komputerze. Warto zatem zwrócić uwagę na nazwę pliku oraz rozszerzenie, w jakim jest zapisany. Jeśli jest ono podwójne, np. PDF.EXE lub DOC.SCR, nie należy ich otwierać, ponieważ najprawdopodobniej zawierają szkodliwe treści.

– Samo otwarcie danego pliku nie musi być groźne – jednak niebezpieczeństwo może czaić się w środku, np. zawierać tzw. makro. Jest to dodatkowy program, który może pobrać na nasz komputer, np. konia trojańskiego. Może też wystąpić sytuacja, że po otwarciu pliku będziemy poproszeni o wpisanie hasła, załączonego w wiadomości. To powinno stanowić dla nas sygnał ostrzegawczy. Najczęściej bowiem taki plik zawiera niebezpieczne oprogramowanie. Nie dajmy się też zwieść ikonce załączonego pliku, która kojarzy nam się np.  z bezpieczną i zaufaną firmą. Przestępcy mogą bardzo łatwo ją zmodyfikować – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

Fałszywe linki

Przesyłanie fałszywych linków to jeden z najpopularniejszych sposobów wykorzystywanych przez internetowych przestępców. Z pozoru wyglądają jak prawdziwe adresy witryn, np. www.bankabc.pl/logowanie, jednakże przekierowują nas do fałszywej strony. Aby sprawdzić, dokąd prowadzi wysłany nam link, należy najechać na niego kursorem myszy, a w lewym dolnym rogu wyświetli się adres strony internetowej. Jeśli nie jest to oficjalny adres strony naszego banku albo innego dostawcy usług, lepiej na niego nie wchodzić.

Protokół HTTPS

Protokół HTTPS jest to szyfrowana wersja protokołu HTTP, który zapobiega przechwytywaniu naszych danych oraz ich zmienianiu.  – Banki oraz instytucje finansowe korzystają z szyfrowanego połączenia, zawsze, gdy konieczne jest zalogowanie się do systemu. Kiedy adres strony internetowej poprzedzony jest znakiem zielonej kłódki oraz ciągiem https:// to oznacza, że jest ona bezpieczna, a informacje, które przesyłamy na danej witrynie, pozostają prywatne  – mówi Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Jeżeli strona logowania np. do naszej bankowości nie zawiera nazwy protokołu w adresie, ani charakterystycznego znaku kłódki, powinieneś zachować szczególną ostrożność, nie podawać żadnych danych oraz zgłosić to swojemu bankowi.

 

Źródło:  Kapitalni.org

Robisz przelewy przez Internet? Możesz nawet nie wiedzieć, że twoje przelewy trafiają na konto cyberprzestępców. Jak się przed tym bronić?

Dostajesz e-mailem fakturę. Jak zwykle, kopiujesz numer konta i robisz przelew przez Internet. Zerkasz na końcówkę SMS-a potwierdzającego płatność, z którego przepisujesz kod do wprowadzenia na stronie banku. Przelew trafia na listę oczekujących operacji, a za kilka godzin pieniądze zostaną ściągnięte z twojego konta.

Trafią prosto na konto cyberprzestępcy.

Wszystko wyglądało zwyczajnie, aż do czasu…

Jak przebiegał atak? Przecież na stronie wszystko wyglądało poprawnie, a numer konta odbiorcy zmienił się dopiero, kiedy pieniądze zniknęły z banku. Jak to się mogło stać?

Typowy proces wykonywania zwykłego przelewu przez Internet wygląda następująco:

  1. dostajemy e-mail lub PDF z numerem konta, na który mamy zrobić przelew,
  2. kopiujemy numer rachunku,
  3. wklejamy numer konta w formularzu na stronie banku,
  4. przepisujemy z SMS-a kod potwierdzający transakcję,
  5. przelew trafia na listę oczekujących do wykonania.

Niestety taki proces to miejsce do ataku, a cyberprzestępcy coraz częściej wykorzystują naszą nieuwagę.

Jak działają wirusy zamieniające numer konta?

Złośliwe oprogramowanie zainstalowane w naszym komputerze wykrywa moment, w którym kopiujemy numer konta i podmienia go na inny, zdefiniowany przez cyberprzestępców. Nie zwracamy uwagi czy wklejony numer rachunku jest taki sam jak skopiowany, więc wykonujemy przelew dalej. Dopiero kiedy odbiorca upomni się o przelew, orientujemy się, że został wysłany na inne konto.

Uwaga! To niestety tylko najprostsza wersja ataku. W ostatnich miesiącach cyberprzestępcy zmodyfikowali go o dodatkowe sposoby na zamaskowanie nieuczciwego procederu:

  • wklejony numer konta wygląda tak jak skopiowany, jednak do banku wysyłany jest zmodyfikowany,
  • na stronie banku wyświetlają się sfałszowane komunikaty proszące o instalację dodatkowego oprogramowania w telefonie (np. fałszywego „certyfikatu bezpieczeństwa” lub „aplikacji ochronnej”), które podmienia numery kont również w SMS-ach,
  • w historii bieżących operacji numer konta podmieniony jest na numer rzeczywistego odbiorcy,
  • cyberprzestępcy skupiają się na bankach, w których potwierdzenie przelewu odbywa się za pomocą kodu z tokena (bez funkcji challenge–response), a nie kodu z SMS-a.

W najgorszym przypadku o ataku dowiemy się dopiero przeglądając archiwum wykonanych przelewów – cyberprzestępcy nie podmieniają historii, ponieważ zrealizowanych przelewów nie da się już anulować.

Jak bronić się przed atakiem?

 W miarę możliwości powinniśmy korzystać z systemów płatności online zamiast z przelewów przez Internet. Czym to się różni? W przypadku systemu płatności online, sprzedawca wysyła do naszego banku informację o swoich danych i kwocie transakcji, a my tylko potwierdzamy chęć transakcji na stronie banku.

Czy system płatności online można zawsze wykorzystać?

Systemy płatności online są wykorzystywane coraz częściej i można za ich pośrednictwem płacić nie tylko w sklepach internetowych, ale też opłacić rachunki za telefon i Internet czy kupić bilet na komunikację miejską, na pociąg lub do kina.

Korzystanie z systemu płatności online przez płacącego nie niesie ze sobą dodatkowych kosztów i nie wymaga zakładania konta w systemie – wyjaśnia Bernadetta Madej, dyrektor działu handlowego w Dotpay. – Płatność odbywa się na podstawie umów między bankiem, sprzedawcą i Instytucją Płatniczą pod czujnym okiem Komisji Nadzoru Finansowego – dodaje.

Sprzedawca nie oferuje płatności online – co zrobić?

Pomimo że szybkie transfery bankowe online (tzw. Pay by Link) są najpopularniejszym sposobem płatności w Polsce, częstszym od przelewów i płatności kartą kredytową, to jeszcze nie wszyscy sprzedawcy zintegrowali systemy płatności online. Czy oznacza to, że powinniśmy zrezygnować z transakcji, jeśli nie możemy zapłacić przez Dotpay lub inny system płatności?

Niekoniecznie. Jeśli musimy zrobić zwykły przelew przez Internet, naszą linią obrony jest urządzenie uwierzytelniające przelew. Najlepszym wyborem byłby token z funkcją challenge–response, jednak niewiele banków ma je w ofercie. Zdrapka lub token wyświetlający kod niestety w żaden sposób nie chronią przed atakiem – nie poinformują nas o tym, jaką transakcję potwierdzamy.

Jak z poziomu telefonu chronić konto w banku?

Ochronić nas może przede wszystkim czujność. Po otrzymaniu SMS-a z kodem potwierdzającym transakcję powinniśmy upewnić się, że numer konta w SMS-ie zgadza się z numerem konta w PDF-ie lub e-mailu z poleceniem zapłaty. To zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo transakcji.

Oczywiście cyberprzestępcy próbują różnych metod. Aby lepiej się chronić i mieć szansę na wykrycie próby oszustwa, powinniśmy też zadbać o bezpieczeństwo telefonu, na który przychodzą SMS-y z kodem potwierdzającym przelew. Trzeba być nie tylko uważnym i dokładnie weryfikować dane w SMS, ale także zadbać o to, aby na smartfonie był zainstalowany antywirusowy pakiet zabezpieczający przed atakami hakerów. Warto regularnie skanować system operacyjny. Co istotne to wcale nie musi wiązać się z dodatkowymi kosztami. Wystarczy poświęcić chwilę czasu i pobrać nawet darmowy program antywirusowy. W sieci znajdziemy różne aplikacje do skanowania systemu i usuwania wirusów, od koni trojańskich po złośliwe oprogramowania, jak maleware. Korzystanie z oprogramowania antywirusowego jest naprawdę dobrym zwyczajem i może nas ochronić przed przykrymi niespodziankami.

Dlaczego korzystanie z szybkich płatności typu Pay By Link jest bezpieczniejsze od innych?

Pamiętajmy, że dodatkowe warunki stawiane operatorom płatności online sprawiają, że poziom bezpieczeństwa transakcji przeprowadzanych przez tego typu systemy rośnie znacząco, nawet w porównaniu ze zwykłymi przelewami bankowymi. Rejestr takich instytucji płatniczych prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego, która weryfikuje, czy akredytowana firma spełnia wymagania bezpieczeństwa. Listę firm można sprawdzić w wyszukiwarce dostępnej na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego, dodatkowo warto prześledzić rejestr licencjonowanych Agentów Rozliczeniowych prowadzony przez Narodowy Bank Polski. Jeżeli podmiot podający się za instytucję płatniczą znajduje się na ww. listach, możemy być spokojni o nasze środki finansowe. Można także upewnić się, czy instytucja finansowa posiada certyfikat PCI DSS, którego posiadanie potwierdza zgodność z międzynarodowymi wymogami bezpieczeństwa w zakresie przetwarzania transakcji kartowych. Standard ten potwierdza spełnianie światowej jakości norm dotyczących bezpieczeństwa.

Kwestia bezpieczeństwa podczas transakcji internetowych jest najważniejsza. A szybkie przelewy bankowe, typu Pay By Link, to nie tylko optymalizacja czasu, ale właśnie także bezpieczeństwo – podsumowuje Bernadetta Madej.

źródło: http://www.dotpay.pl

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...