sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "bank"

bank

Gdzie jest bankomat? – Takie pytanie może padać coraz częściej. Jak wynika z danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Jednocześnie, gwałtownie rośnie liczba sklepów akceptujących płatności kartami i dokonywanych kartami transakcji. Bankomaty będą więc cieszyły się coraz mniejszą popularnością i będzie ich zapewne coraz mniej.

Z bankomatów najchętniej korzystaliśmy w 2013 r. kiedy wykonaliśmy w nich aż 778 mln operacji. Od tego czasu zainteresowanie systematycznie spada. Mimo tego, liczba takich urządzeń dotychczas rosła o 1-2 tysiące rocznie. Najnowsze dane NBP pokazują jednak, że w II kwartale w Polsce zainstalowane były 23 528 bankomaty, czyli o 223 mniej niż w I kwartale. Spadek jest więc niewielki, ale w połączeniu z innymi informacjami sugeruje, że właśnie obserwujemy początek istotnych zmianami na naszym rynku.

W najbliższych kilku latach na korzyść bankomatów będzie działało wprowadzanie nowoczesnych maszyn, które potrafią nie tylko wypłacać pieniądze, ale także przyjmować wpłaty. Ta druga funkcja szybko zyskuje na popularności. Jeszcze w 2014 r. wartość wpłat stanowiła zaledwie 3,5% wszystkich operacji. W pierwszej połowie tego roku było to już 19%, co oznacza że Polacy zdeponowali w bankach za pośrednictwem bankomatów aż 105 mld zł.

Mimo upowszechniania się nowej funkcji bankomatów, w dłuższej perspektywie ich liczba będzie spadała. Gotówka, w coraz większym stopniu jest bowiem zastępowana przez płatności bezgotówkowe. Łączna wartość wypłat z bankomatów w pierwszym półroczu 2017 r. to 156 mld zł, a płatności kartą wykonaliśmy w tym okresie na kwotę 122 mld zł. Wciąż króluje więc fizyczna waluta, ale to już nie potrwa długo. Wartość płatności kartą przyrasta bowiem w tempie około 20% rocznie. Wartość wypłat również rośnie, ale znacznie wolniej – o ok. 7% rocznie. Jeśli taki stan się utrzyma, to w 2021 r. wartość dokonanych płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki. Później gotówka będzie systematycznie traciła na znaczeniu. W rezultacie bankomaty, nawet te z funkcją wpłat, będą coraz rzadziej wykorzystywane i duża ich część będzie musiało zniknąć z naszych ulic.

 

Wypowiedź: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.

Zwłaszcza te średnie i duże, z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie tylko zaakceptowały już zmienność otoczenia, ale chcą obrócić ją na swoją korzyść. Znacząco – w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania – zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów. Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, inwestycje i ich finansowanie”.

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72% małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

– Polskie firmy wypracowały umiejętność funkcjonowania w warunkach ciągłej zmienności, a wręcz umieją obrócić ją na swoją korzyść. Wiele z nich mierzy się teraz z nowymi wyzwaniami: sukcesji czy konieczności znalezienia nowych źródeł wzrostu. Nasz cykliczny raport jest próbą odpowiedzi na to, czy polski biznes jest na te wyzwania przyszłości gotowy – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

ŚREDNIM I DUŻYM ŁATWIEJ

Zdolność do generowania zysku, zwiększania obrotów czy kreślenia ambitnych planów inwestycji i ekspansji rośnie wraz ze skalą działalności – to jeden z kluczowych wniosków z tegorocznej edycji raportu Deutsche Bank Polska.

Zdecydowana większość firm, które wzięły udział w badaniu (61%) zadeklarowała, że w I połowie 2017 roku odnotowała zysk (rok temu – 64%); wzrost obrotów odnotowało 58% firm (wzrost z 42%). Uśredniony wynik całej badanej grupy nie oddaje jednak coraz wyraźniejszego rozdźwięku w sposobach, w jaki dobrą koniunkturę wykorzystują firmy różnej wielkości. Wzrost obrotów w I półroczu 2017 roku zadeklarowało 100% dużych firm (rok temu – 29%), 53% średnich (wzrost z 48%) i jedynie 36% małych firm (rok temu 43%). Podobne dysproporcje uwidaczniają się coraz mocniej w porównaniu firm lokalnych (tylko 22% wykazało wyższe obroty; rok temu – 42%) i działających w skali globalnej (tu odsetek firm, które poprawiły sprzedaż wzrósł z 49% w 2016 roku do 67% w 2017 roku).

– Najnowsze badanie pokazuje jeszcze wyraźniej niż rok temu, że niestety tworzy się coraz większa luka rozwojowa pomiędzy małymi i większymi firmami – komentuje Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Narastająca luka rozwojowa widoczna jest także choćby w zamierzeniach odnośnie wzrostu zatrudnienia. Nowych pracowników chce zatrudnić w najbliższej przyszłości co druga średnia firma (rok temu 11%) i 38% dużych (wzrost z 22%). Dla porównania, do rekrutacji przymierza się jedynie 22% małych firm.

EKSPANSJA? DLACZEGO NIE?

Raport potwierdza, że polskie przedsiębiorstwa nabrały odporności, zaakceptowały nieprzewidywalność i zaczynają traktować ją jak biznesową szansę. Dowodzi tego choćby znacznie większa niż rok temu gotowość do ekspansji. – W zeszłym roku zaledwie 4% firm działających jedynie w Polsce myślało o rozszerzeniu skali działania na inne kraje Europy. Dziś takie aspiracje ma niemal co trzeci ogólnopolski podmiot. Średnio pięciokrotnie większa jest także skłonność firm lokalnych do rozwoju na skalę regionalną, a regionalnych do ekspansji na skalę krajową – podkreśla Leszek Niemycki.

Swoje towary i usługi eksportuje 42% badanych firm, głównie średnie (60%) i duże (57%). 27% przedsiębiorstw planuje w nadchodzącym roku rozszerzyć działalność eksportową o nowe rynki. – Znacząco wzrosło także zainteresowanie dywersyfikacją eksportu – rok temu sprzedaż na rynki azjatyckie rozważało 10% eksporterów, dziś – niemal 30%. Dwukrotnie większa jest także chęć rozszerzenia kierunków eksportu o Afrykę i obie Ameryki – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska

CZAS NA INWESTYCJE… I INNOWACJE

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą. 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. – To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska.

Ponad jedna trzecia Polaków odwiedza bank co najmniej raz w miesiącu, najczęściej po to, aby wpłacić lub wypłacić pieniądze. To wnioski z badania zwyczajów finansowych Polaków zrealizowanego na zlecenie Profi Credit przez ARC Rynek i Opinia. Co ciekawe, częstotliwość odwiedzin placówek bankowych koreluje z wielkością miast – w im mniejszym miejscu mieszkamy, tym częściej chodzimy do oddziału banku.

Co trzeci badany Polak przyznał, że bank odwiedza co najmniej raz w miesiącu (dane na podstawie badania Profi Credit). Najczęściej w oddziale banku wpłacamy i wypłacamy gotówkę – odpowiednio 55% i 57% badanych wskazywało te operacje wśród trzech spraw, które najczęściej załatwiają w banku. W dalszej kolejności  wyrabiamy kartę (20%) i zakładamy rachunek (17%), a najrzadziej spłacamy raty kredytów (15%) i zaciągamy zobowiązanie (11%).

– Wyniki tego badania potwierdzają, że w Polsce nadal ogromną popularnością cieszy się gotówka – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA – W dobie rozwoju transakcji online to dość zaskakujące, ale może świadczyć o tym, że trudno jest nam zmienić przyzwyczajenia. Gotowość Polaków do odwiedzania stacjonarnych oddziałów instytucji finansowych stanowi także swego rodzaju podpowiedź jak rozwijać i jak utrzymać biznes na tym rynku. Przynajmniej na razie, przewagę będą miały te podmioty, które będą świadczyć swoje usługi w świecie realnym i online. Warto więc dwa razy się zastanowić przed podjęciem decyzji o likwidacji oddziałów, bo to nie tylko forma reklamy wizerunkowej, ale także fizyczny Klient, któremu można zaoferować różne usługi – zaznacza Czulak.

Jak dodaje przedstawiciel Instytutu Badawczego ARC Rynek i Opinia, oddział przestaje nam się kojarzyć wyłącznie z panią w okienku, która wypłaca gotówkę i przyjmuje zlecenia operacji finansowych.

Zaczynamy myśleć o placówce bankowej nie tylko w kategoriach ludzi, ale przede wszystkim w kategoriach usług i operacji, które możemy wykonać w miejscu oznaczonym logiem instytucji finansowej. Taka zmiana jest ściśle związana z polityką instytucji finansowych i obecnym trendem, by placówki stawały się multimedialnymi centrami doradczym – komentuje Piotr Czyżewski,  Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia.

Znacznie rzadziej niż oddziały banków, Polacy odwiedzają placówki firm pożyczkowych. Niemal 70% badanych nigdy nie była w takiej instytucji. Oznacza to jednak, że co trzeci Polak chociaż raz w życiu odwiedził oddział firmy pożyczkowej.

– Zwiększające się z roku na rok zainteresowanie pożyczkami i kredytami online, nie oznacza, że przestaliśmy odwiedzać placówki instytucji finansowych – widzimy to chociażby na przykładzie naszych oddziałów, które klienci odwiedzają regularnie – komentuje Jarosław Czulak.

Badanie Profi Credit pokazuje również, że to, w jak dużym mieście bądź miejscowości mieszkamy, wpływa na to, jak często odwiedzamy bank. Odsetek osób deklarujących, że chodzi do oddziału instytucji finansowej co najmniej raz w miesiącu zmniejszał się wraz ze wzrostem wielkości miejsca zamieszkania – w przypadku badanych mieszkających na wsi wynosił 40%, a w przypadku mieszkających w dużych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców zaledwie 27%.

– Im większe miasto, tym łatwiejszy mamy dostęp do bankomatów – w Warszawie, Poznaniu czy Łodzi niemal na każdym kroku możemy się na nie natknąć – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA. – W małych miejscowościach jedyny sposób na zrealizowanie jakiejkolwiek „gotówkowej” operacji finansowej to odwiedzenie oddziału. To właśnie tam, w kasie lub korzystając z bankomatu bądź wpłatomatu w placówce, można załatwić potrzebne sprawy – dodaje Czulak.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Działa już bezpłatna aplikacja na smartfon – mObywatel. Rozwiązanie, które przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji, zapewnia szybki dostęp do dokumentów w telefonie.

Rozwiązanie zaprezentowane na konferencji prasowej przez minister cyfryzacji Annę Streżyńską ma – zdaniem resortu – przydać się w codziennych sytuacjach. Pierwszą usługą dostępną w aplikacji jest mTożsamość.

Ministerstwo podało jako przykład wykorzystania aplikacji, sytuację stłuczki samochodowej. „Uczestnicy stłuczki, którzy w kilkanaście sekund ściągną na swoje smartfony ze sklepu Google Play aplikację – będą mogli wymienić się informacjami potrzebnymi do rozwiązania sprawy i ujawnią tylko tyle danych, ile wymaga sytuacja, nie więcej” – wyjaśniono w komunikacie ministerstwa.

Za pomocą mTożsamości można potwierdzić swoją tożsamość w kontaktach z innymi obywatelami. Dane wyświetlają się na ekranie telefonu, można je przekazać innej osobie na jej telefon. Można też automatycznie pobrać dane tej osoby i zapisać je w swoim telefonie, pod warunkiem, że obie osoby są użytkownikami aplikacji mObywatel. Wymiana danych jest chroniona certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji.

Aplikacja jest bezpłatna i może z niej skorzystać każdy, kto jest pełnoletni i ma: ważny dowód osobisty, profil zaufany (eGo), smartfon z systemem operacyjnym Android w wersji 6.0 (lub nowszej) wyposażony w Bluetooth i aparat fotograficzny, aktywną aplikację mObywatel, połączenie z internetem.

mTożsamość korzysta z aktualnych danych (znajdujących się w rejestrach państwowych) takich jak: imię, nazwisko, data urodzenia, numeru PESEL, czyli danych z rejestru PESEL, oraz zdjęcia, terminu ważności, numeru dowodu, informacji, kto wydał dokument – czyli danych z Rejestru Dowodów Osobistych. Te dane można w każdej chwili wyświetlić na ekranie smartfona. Natomiast przekazać komuś lub pobrać od kogoś (z telefonu na telefon) można tylko część danych: imię i nazwisko, zdjęcie i numer dowodu oraz informację, kto go wydał.

Dzięki mTożsamości możliwe jest sprawdzenie tożsamości i wymiana danych bez spisywania, skanowania czy fotografowania dowodu osobistego. Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla jednak, że wymiana danych jest możliwa tylko pomiędzy użytkownikami aplikacji mObywatel. mTożsamość nie zastąpi też dowodu osobistego w banku, urzędzie, podczas kontroli drogowej lub przekraczania granicy.

Jak podkreśla resort, ze względów bezpieczeństwa dane zapisane w telefonie są zaszyfrowane i podpisane certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. Certyfikat potwierdza również autentyczność danych. Dostajemy go przy aktywacji aplikacji – jest przypisany do użytkownika i jego telefonu. Dostęp do danych jest zabezpieczony hasłem dostępu, które wybieramy przy aktywacji aplikacji.

Wiarygodność danych innej osoby potwierdza status certyfikatu, który można zobaczyć podczas wymiany danych oraz w historii pobranych danych. Można też sprawdzić aktualność certyfikatu online.

Resort podkreśla, że dane, które pobieramy od innego użytkownika za pomocą mTożsamości, podlegają przepisom o ochronie danych osobowych, dóbr osobistych i prywatności. Nie można więc ich publikować ani udostępniać innym osobom.

– Pracujemy na tym, by już wkrótce w aplikacji mObywatel pojawiły się nowe mDokumenty – mDowód Osobisty czy mPrawo Jazdy – zaznaczyła podczas konferencji prasowej Anna Streżyńska.

Aplikację przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji we współpracy z NASK i COI.

aplikację można pobrać tutaj

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Pula biletów za złotówkę, z których mogą korzystać użytkownicy aplikacji mobilnej mPay powiększyła się o dodatkowe 100 tys. Uruchomiona na początku października akcja promocyjna obowiązuje we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Warunkiem udziału jest dokonywanie płatności przy użyciu karty zarejestrowanej w portfelu cyfrowym Masterpass.

 „Bilet za 1 zł z Masterpass od mPay” to akcja mająca na celu propagowanie mobilnego stylu życia oraz zachęcanie do korzystania z nowoczesnych, bezgotówkowych rozwiązań płatniczych. Inicjatywa spotkała się z ogromnym zainteresowaniem i pozytywnym odbiorem wśród pasażerów. Dlatego pierwotnie udostępniona pula 100 tys. biletów została podwojona. Największą popularnością tańsze przejazdy cieszą się w dużych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Kraków i Łódź, gdzie korzystanie ze środków komunikacji jest na stałe wpisane w codzienne życie mieszkańców. Poza możliwością oszczędzania na biletach aplikacja pozwala im całkowicie zapomnieć o szukaniu kiosków i biletomatów czy dokonywaniu zakupu u kierowcy.

– Trwająca obecnie akcja jest dowodem na to, że w życiu codziennym Polacy coraz chętniej sięgają po nowoczesne formy płatności. Wielu naszych użytkowników przekonało się, że korzystanie ze zintegrowanego z aplikacją cyfrowego portfela na karty płatnicze daje efekt w postaci znacznie większej wygody – mówi Maciej Orzechowski, prezes zarządu mPay SA. – Kupowanie biletów Masterpassem jest równie proste, jak przy użyciu elektronicznej portmonetki mPay, ale całkowicie eliminuje konieczność pamiętania o jej regularnym zasilaniu – dodaje Orzechowski.

Jak kupować bilety za złotówkę?

Wystarczy uruchomić mPay w komórce, a następnie wybrać miasto i potrzebny bilet. W kolejnym kroku należy wybrać jedną z dostępnych metod płatności kartą, np. mPay Wallet Masterpass, gdzie do sfinalizowania zakupu wystarczy wpisanie kodu PIN. Innym sposobem jest skorzystanie z opcji Masterpass portfel elektroniczny i dokonanie płatności za pomocą dowolnego portfela działającego w ramach Masterpass.

Jak podłączyć kartę płatniczą?

W promocji mogą uczestniczyć posiadacze kart z logo różnych banków i organizacji płatniczych. Aby móc płacić nimi za bilety, należy być użytkownikiem dowolnego portfela dostępnego w Masterpass. Rejestracji można dokonać m.in z poziomu aplikacji mPay w telefonie. W tym celu wystarczy wejść do zakładki „Karty płatnicze”, wybrać opcję „Dodaj kartę” i wypełnić formularz potrzebnymi danymi.

Ze względów bezpieczeństwa w aplikacji można płacić tylko kartami zweryfikowanymi. Dlatego po dodaniu karty należy zalogować się do swojego banku i sprawdzić losową kwotę z przedziału od 1 do 5 zł, jaką karta została obciążona. Po wprowadzeniu kwoty w aplikacji karta staje się w pełni aktywna, a jej właściciel może korzystać z promocji. Obciążenie karty jest tymczasowe, co oznacza, że po zakończeniu procesu weryfikacji środki zostają automatycznie zwrócone.

Z tańszych przejazdów można korzystać wielokrotnie we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Promocja będzie trwała do wyczerpania dodatkowej puli 100 tys. biletów, nie dłużej jednak niż do końca roku. Pełny regulamin promocji jest dostępny na stronie www.mpay.pl.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Konsumenci w Polsce coraz częściej podejmują decyzje zakupowe w sposób świadomy. Wybierają towary dobrej jakości i zwykle porównują ich ceny w kilku sklepach. Dotyczy to przede wszystkim drogich produktów, których cena może w sposób znaczny różnić się w zależności od sklepu. Do sprawdzania cen najczęściej wybierają Internet, który umożliwia porównanie ofert bez wychodzenia z domu. To samo dotyczy także kredytów czy ubezpieczeń. Okazuje się jednak, że samodzielne obliczanie rat, np. na sprzęt AGD lub sprawdzanie zdolności kredytowej przez Internet może zepsuć zdolność kredytową, a co za tym idzie – zmniejszyć szansę na otrzymanie kredytu w banku.

Kilka wycieczek do banków wystarczy, żeby nie dostać kredytu

Nadal podstawowym źródłem informacji o ofertach kredytów są jednak w Polsce konsultanci w bankach. Udając się do placówki banku z prośbą o przedstawienie warunków kredytu na daną sumę, często jesteśmy proszeni o podanie dokładnych informacji, na podstawie których obliczana jest nasza zdolność kredytowa. Służy to odnalezieniu w BIK-u raportu na temat naszej dotychczasowej historii kredytowej. Znajdują się w nim informacje o spłaconych (lub nie) kredytach, zaciągniętych ratach, systematyczności w ich spłacaniu i… wcześniejszych zapytaniach o kredyt. Na podstawie tych danych przyznawane nam są gwiazdki lub punkty w BIK-u, minimalnie jest ich 192, maksymalnie 631. Jeżeli klient ma ich ponad 500, to zapytania w znaczny sposób nie obniżą jego szans na kredyt – zwykle zapytania zabierają ich ok. 5%. Jeśli jednak nasz wynik jest gorszy, a dotyczy to również osób, które nie zaciągnęły do tej pory żadnego innego kredytu, to może pojawić się problem.
Są także banki, które w ogóle nie biorą pod uwagę punktacji BIK, jeśli liczba zapytań przekroczy ich wewnętrznie ustalony poziom. Wtedy klient mimo wysokiej oceny punktowej otrzyma decyzję negatywną.

W celu uniknięcia takiej sytuacji, najlepszym sposobem jest budowanie swojej historii kredytowej, poprzez np. zakup towarów na raty. Dzięki temu udowadniamy, że jesteśmy w stanie spłacać kredyt systematycznie i otrzymujemy za to punkty do scoringu w BIK-u. Choć może to dziwić, czysta historia kredytowa nie jest atrakcyjna dla banku, ponieważ nic nie mówi o naszej zdolności do spłaty rat. Druga sprawa to konieczność rozsądnego porównywania ofert z banku – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Maksymalnie 3 zapytania w miesiącu

Informacje o zapytaniach kredytowych widnieją w BIK-u do 12 miesięcy, jednak to od banku zależy, ile miesięcy wstecz będzie brał pod uwagę. Zwykle są to 1-3 miesiące, ale zdarza się, że zapytanie nawet sprzed 6 miesięcy przekreśli nasze szanse na kredyt. Dla banków ta kwestia jest ważna z kilku względów. Po pierwsze, dużo zapytań może oznaczać, że klient chce szybko zaciągnąć kredyty w kilku bankach, tak aby informacje o tym nie zdążyły zapisać się w BIK-u (banki przesyłają dane o wzięciu kredytu przez klienta z opóźnieniem). Banki mogą również zastanawiać się, jaka jest przyczyna tak wielu zapytań. Istnieje ryzyko, że z automatu uznają, że klient dostał odmowy w pozostałych bankach, dlatego szuka możliwości dalej. Najlepiej więc nie przekraczać trzech zapytań o kredyt w miesiącu. Nie oznacza to oczywiście, że możemy bez konsekwencji pytać co miesiąc 3 banki o kredyt – to także będzie źle wyglądało w raporcie z BIK-u.

Jeżeli zależy nam na dokładnym sprawdzeniu warunków kredytu w kilku bankach, to bezpiecznym sposobem będzie udanie się do pośrednika, który dysponuje wieloma ofertami z rynku i podpowie, która będzie dla nas odpowiednia. W tym celu wyciągnie raport z BIK-u tylko raz, co nie popsuje naszego scoringu poprzez odjęcie punktów za zapytania. Należy również pamiętać, że niskie oprocentowanie, to nie jedyny aspekt, który trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze kredytu. Być może w rozmowie z pośrednikiem okaże się, że bardziej zależy nam na niskich ratach lub długim okresie spłat – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Czysty BIK nie wystarczy

Sposób wyliczania zdolności kredytowej jest indywidualną kwestią banku, jednak większość bardzo dokładnie sprawdza możliwe zadłużenia klienta, nawet te, o których kredytobiorca już dawno zapomniał. Większość osób starających się o kredyt zdaje sobie sprawę z konieczności wcześniejszego uregulowania należności, np. niespłaconej raty poprzedniego kredytu lub pożyczki. Źródłem wiedzy na ten temat, zarówno dla przedsiębiorcy, jak i dla banku jest BIK. Jeżeli starający się o kredyt nie pamięta dokładnie, czy spłacił wszelkie należności, to ma możliwość pobrania z BIK-u raportu na swój temat. W tym celu może skorzystać z jednorazowej, okrojonej, ale za to bezpłatnej wersji – dzięki założeniu konta na próbę lub wykupić rozszerzony pakiet zawierający również funkcję przesyłania alertów do klienta o pogorszeniu jego zdolności kredytowej.

Posiadanie „czystego” raportu w BIK-u, to oczywiście dobra droga do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej. Jest to jednak dopiero początek tej drogi. Klienci często zapominają o drugim źródle informacji dla banku, czyli BIG-ach. Informacje gromadzone w tych bazach (BIG-ów w Polsce na dziś jest 5) pochodzą także od innych podmiotów, nie tylko od banków i klient może o nich nawet nie pamiętać. Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy jakieś małe zadłużenie wpłynie na naszą zdolność kredytową, to zawsze lepiej wcześniej zapytać o to specjalistę. Każde zapytanie o kredyt w banku może wpłynąć bowiem na obniżenie naszej zdolności kredytowej – tłumaczy Paweł Mazur ekspert z ANG Biznes.

Jedna litera, wiele różnic

Podstawowe różnice między BIK a BIG są dwie. Pierwszą jest to, kto przesyła do nich informacje. BIK opiera się na danych otrzymanych od banków, kas spółdzielczych, firm pożyczkowych, a także od firm leasingowych i faktoringowych powiązanych z bankami. BIG natomiast, oprócz danych od tych podmiotów finansowych, gromadzi także informacje otrzymane od przedsiębiorców, firm telekomunikacyjnych, dostawców energii i telewizji kablowej, gmin i sądów, wierzycieli, a nawet osób fizycznych. Druga to dane dotyczące tego, czy klient jest rzetelnym płatnikiem. Do BIK-u trafiają informacje o wszelkich zaciągniętych kredytach i systematyczności w ich spłacaniu. Dzięki temu buduje się historia kredytowa. Jeżeli raty płacone były w terminie (lub nie później niż w ciągu 60 dni), to po spłaceniu całego kredytu informacje o nim trafiają do bazy danych statystycznych. Jeśli jednak wystąpiły większe opóźnienia, to dane przetwarzane będą jeszcze przez 5 lat, zanim trafią do bazy. Do BIG-u trafiają natomiast informacje o wszelkich zgłoszonych należnościach powyżej 200 zł (dla konsumentów) i 500 zł dla przedsiębiorców, których termin płatności minął co najmniej 60 dni wcześniej lub ponad 30 dni wcześniej wysłane zostało wezwanie do zapłaty. Jeżeli dłużnik spłaci należność, to podmiot zgłaszający ma obowiązek powiadomić o tym BIG w ciągu 14 dni i wtedy taka niekorzystna informacja jest usuwana. W BIG nie zobaczymy zatem tego, czy dany klient płaci swoje zobowiązania terminowo, a tylko czy w momencie sprawdzenia posiada jakiekolwiek zaległości. Dane o niespłaconych długach są natomiast gromadzone w BIG-u przez 10 lat.

 – Na podstawie danych z obu źródeł, ale nie tylko, banki ustalają zdolność kredytową, a co za tym idzie – wysokość kwoty kredytu, jaką będziemy mogli od banku otrzymać. Jeżeli więc większość należności płacimy w terminie, a zdarzy się jeden rachunek, o którym zapomnieliśmy, to w znacznym stopniu nie wpłynie on na decyzję kredytową. Może się jednak zdarzyć i tak, że mając inne niespłacone długi, ten jeden rachunek zaważy o przyznaniu kredytu lub o jego kwocie. To od klienta zależy, czy zdecyduje się zaryzykować i nie sprawdzać raportów na swój temat, jednak bank na pewno takiego ryzyka nie podejmie. Ważne jest również, aby pamiętać, że informacje z BIG i BIK to nie jedyne brane pod uwagę w procesie kredytowym  – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

W styczniu pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkania dla młodych”. Expander zwraca jednak uwagę, że nie będzie to zupełny jego koniec. Do 2023 r. dodatkową dopłatę w wysokości nawet 17,5 tys. wciąż będą mogli otrzymać uczestnicy, którym urodzi się 3 lub kolejne dziecko. Duże szanse na to ma 23 tys. rodzin, które w momencie przystąpienia do programu miały już przynajmniej jedno dziecko.

W styczniu 2018 r. pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkanie dla młodych”. Jeśli ktoś spełnia jego wymogi, to powinien rozważyć możliwość uzyskania dopłaty, gdyż może otrzymać nawet 113 537 zł. Tak wysokie wsparcie dotyczy jednak tylko uczestników posiadających przynajmniej troje dzieci. Większość (57%) uczestników programu w momencie wnioskowania o wsparcie nie miała jednak w ogóle dzieci. Nie powinno to dziwić, gdyż Polacy zanim się zdecydują na potomstwo zwykle chcą już mieć własne mieszkanie.

W najbliższych latach uczestnicy MdM, mogą więc zacząć starać się o dzieci. Co ważne, jeśli w ciągu 5 lat od zakupu urodzi się im trzecie lub kolejne dziecko, to dostaną dodatkową dopłatę w wysokości 5%. W przypadku Warszawy wyniesie ona ok. 17,5 tys. zł. Ze względu na 5-letnie ograniczenie, największe szanse na takie wsparcie mają jednak ci, którzy w momencie wnioskowania o dofinansowanie mieli już przynajmniej jedno dziecko. Takich rodzin było 23 tysiące. Niestety, jak na razie, przez 3,5 roku skorzystało z tej możliwości zaledwie 355 rodzin. Pamiętajmy jednak, że dopiero w ubiegłym roku zaczął działać program „Rodzina 500+”, który dodatkowo mobilizuje do posiadania większej liczby dzieci. Dlatego w przyszłości takich wniosków może być zdecydowanie więcej.

Jak zawnioskować o dodatkową dopłatę

Jeśli w rodzinie biorącej udział w programie urodzi się lub zostanie adoptowane trzecie lub kolejne dziecko, może ona złożyć wniosek o dodatkową dopłatę. Należy to zrobić w ciągu 6 miesięcy od narodzin czy przysposobienia. Wniosek trzeba złożyć w tym banku, w którym spłacany jest kredyt hipoteczny. Istotne jest także to, że tych pieniędzy nie dostanie do ręki. Dopłata trafi od razu do banku i obniży zadłużenie kredytu, a więc pomniejszy ratę lub skróci jego okres spłaty. Istotne jest również to, że takie wsparcie może być udzielone tylko raz. Jeśli więc otrzymamy je na trzecie dziecko, to na czwarte już nie zostanie nam wypłacone. Warto też dodać, że bank nie może naliczyć w takiej sytuacji prowizji za wcześniejszą spłatę.

Na koniec warto dodać, że Ci, którzy chcieliby jeszcze dołączyć do programu, nie powinni zwlekać do stycznia 2018 r. Co prawda dopiero od początku przyszłego roku będzie można składać wnioski. Już teraz warto jednak poszukać mieszkania spełniającego warunki programu. W listopadzie lub pierwszej połowie grudnia najlepiej odwiedzić banki lub pośrednika kredytowego w celu przygotowania wszystkich niezbędnych dokumentów.  Wiele wskazuje bowiem na to, że pieniądze na dopłaty mogą się skończyć nawet już w drugim tygodniu stycznia. Ci, którzy będą odkładać formalności na ostatnią chwilę mogą więc nie zdążyć ich dopełnić zanim pieniądze się skończą.

 

Źródło: Expander

Zdolność kredytowa jest jednym z głównych czynników decydujących o przyznaniu kredytu. Nie ma uniwersalnego wzoru jej oceny, kredytodawcy dysponują bowiem własnymi algorytmami, pozwalającymi analizować sytuację finansową swoich klientów. Dlatego zdarza się, że starając się o przyznanie środków w kilku bankach, w jednym otrzymamy dofinansowanie, a inny może nam go odmówić. Jednak bez względu na to, w jaki sposób instytucje finansowe sprawdzają wypłacalność kredytobiorców, większość z nich bierze pod uwagę podobne elementy. Przede wszystkim istotna jest wysokość uzyskiwanych dochodów oraz ponoszonych wydatków np. kredytową rat spłacanych już kredytów. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, co ma największy wpływ na ocenę naszej zdolności kredytowej.

Szacowanie zdolności kredytowej to próba odpowiedzi na pytanie, czy dana osoba poradzi sobie ze spłatą  kredytu na określona kwotę i w danym terminie spłaty, wraz z należnymi bankowi odsetkami.  Każda instytucja finansowa czynniki nieco inaczej dokonuje takiej  oceny. Dokładny sposób wyliczenia zdolności należy do wewnętrznych ustaleń banku, które tylko w pewnym stopniu są  podawane do wiadomości wnioskodawców. Istnieją jednak parametry, które brane są pod uwagę przez większość instytucji. Warto bliżej je poznać, by odpowiednio przygotować się do złożenia wniosku o kredyt i zwiększyć swoje szanse na uzyskanie finansowania.

1. Dochody

Otrzymywane dochody w dużym stopniu wpływają na naszą zdolność kredytową. Bank sprawdzi, jak wyglądały nasze zarobki na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, a w przypadku ubiegania się o kredyt hipoteczny, nawet te uzyskiwane w ciągu ostatniego roku. Istotna jest nie tylko ich wysokość, ale też regularność wpływów na konto. Kredytodawca oczekuje bowiem, że przez cały okres kredytowania, będziemy w stanie terminowano spłacać zobowiązanie. Dlatego też przeważnie preferowani są wnioskodawcy zatrudnieni na umowach o pracę, najlepiej na czas nieokreślony. Ich dochody są bowiem bardzo stabilne, szczególnie jeśli pracują w sektorze państwowym. Nie oznacza to jednak, że osoby prowadzące własną działalność czy zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych, nie mogą liczyć na pomoc banku. – Jeśli firma funkcjonuje od kilku lat i regularnie przynosi dochody, to nie powinno być problemu z uzyskaniem kredytu. Podobnie jest w przypadku umów o dzieło czy zleceń. Jeśli na takiej podstawie co miesiąc otrzymujemy wynagrodzenie, to bank nie będzie obawiał się pożyczyć nam pieniędzy.  – zaznacza Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

2. Wydatki i spłata aktualnych zobowiązań

Kolejnym elementem decydującym o zdolności kredytowej są nasze wydatki. Bank weźmie pod uwagę nie tylko koszty, które ponosimy w związku z utrzymaniem gospodarstwa domowego, ale także te związane ze spłacaniem aktualnych zobowiązań. Zaciągnięte kredyty, a także zakupy dokonane na raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową.  –Szczególnie jeśli planujemy zaciągnąć duży kredyt, warto rozważyć rezygnację z posiadanego już limitu kredytowego w koncie czy karty kredytowej. Nawet jeżeli z nich  nie korzystamy, to i tak negatywnie spływną one na naszą zdolność kredytową, gdyż bank zakłada, że w każdej chwili możemy zacząć z nich korzystać. Trzeba jednak dodać, że nie zawsze taka rezygnacja jest konieczna. Najlepiej najpierw poprosić o wstępną ocenę zdolności przy założeniu, że pozostawimy dotychczasowe produkty kredytowe  – wyjaśnia Jarosław Sadowski, ZFPF.

3. Historia kredytowa, czyli co o nas piszą w BIK

Zaciągnięte kredyty czy spłacane raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową, ale dla banku nie będziemy wiarygodnym kredytobiorcą również wtedy, jeżeli nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, tzn. nigdy wcześniej nie spłacaliśmy kredytu czy pożyczki. Jednak tylko pozytywna historia kredytowa, czyli poświadczająca, że w przeszłości rzetelnie regulowaliśmy zaciągnięte długi, będzie przemawiać na naszą korzyść. W przeciwnym przypadku, bank może przyznać kredyt w niepełnej wysokości lub w ogóle odrzucić nasz wniosek. – Wierzyciel sprawdzi naszą historię w Biurze Informacji Kredytowej, w którym znajdują się informacje na temat naszych zobowiązań, zarówno tych spłacanych terminowo, jak i z opóźnieniem. Jeżeli zalegaliśmy z zapłatą za rachunek telefoniczny lub nie opłacaliśmy terminowo rat, bank także się o tym dowie. Przed wnioskowaniem o kredyt warto więc zrobić „rachunek sumienia” i przeanalizować, czy nasza historia kredytowa jest nienaganna. Pamiętajmy, że również obecność w Krajowym Rejestrze Długów prawdopodobnie uniemożliwi nam uzyskanie kredytu – wyjaśnia Sylwia Karoń, ekspert ZFPF, Alex T. Great

4. Rodzaj kredytu ma znaczenie

Sposób oceny naszej zdolności kredytowej w dużej mierze zależy również od tego, o jaki kredyt się ubiegamy, w jakiej wysokości, i na jak długi okres chcemy rozłożyć spłatę długu. Jeżeli chodzi o zobowiązania krótkoterminowe, które zaciągamy na niewielką kwotę, weryfikowanych jest mniej parametrów niż np. w przypadku kredytów hipotecznych – Zazwyczaj po przedstawieniu zaświadczenia o zarobkach czy też wyciągu z konta, bank udzieli nam pożyczki „od ręki”. Jeżeli jednak nasz rachunek w znacznym stopniu obciążają inne, obecnie spłacane zobowiązania, bank może odrzucić nasz wniosek, nawet jeżeli chcieliśmy pożyczyć niedużą kwotę, przypuszczając, że nie poradzimy sobie ze spłatą kolejnego zobowiązania – zaznacza Sylwia Karoń, ekspert ZFPF.

Znacznie bardziej szczegółową analizę bank przeprowadza wobec osób wnioskujących o kredyt hipoteczny. Jest to długoterminowe zobowiązanie, a kwoty takiego kredytu są znacznie wyższe niż krótkoterminowych pożyczek, dlatego kredytodawca sprawdzi nie tylko wysokość naszych dochodów, ale także ich źródło. Przyjrzy się naszym  wydatkom, wyliczając dokładnie, jakie koszty ponosimy w związku z utrzymaniem rodziny i dokładnie przeanalizuje historię kredytową, ale także np., czy posiadamy  oszczędności, które możemy przeznaczyć na wkład własny. Oceniając zdolność kredytową, bank weźmie również pod uwagę nasz wiek. – Spłacając ostatnią ratę kredytu, nie możemy mieć więcej niż 65-70 lat, choć niektóre banki przesuwają tę granicę nawet do 75 lat. Kredyt hipoteczny jest zobowiązaniem, które spłacamy przez długi okres, nawet 30 lat, w związku z tym, jeżeli przekroczyliśmy 50. rok życia, nawet gdy inne parametry naszej zdolności kredytowej zostaną ocenione pozytywnie, bank  może się nie zgodzić na udzielenie finansowania – podpowiada Sylwia Karoń, ZFPF. Pamiętajmy także, że jeżeli chcemy zaciągnąć kredyt hipoteczny ze współmałżonkiem lub z rodzicem, wierzyciel oceni zdolność kredytową każdego z wnioskodawców oddzielnie. Pozytywna ocena drugiego kredytobiorcy może pomóc nam w uzyskaniu środków, jeśli będzie zaś negatywna, może zadecydować o tym, że bank odmówi nam udzielenia kredytu.

Choć banki biorą pod uwagę podobne parametry przy ocenie zdolności kredytowej, to jednak w ostatecznej analizie wypłacalności swoich klientów, mogą przyjmować różne kryteria. Dlatego warto udać się do biura pośrednika finansowego, który udzielni nam niezbędnych informacji, na podstawie których łatwiej będzie nam porównać oferty większości banków działających na rynku, ale jednocześnie poinformuje nas o tym, na co poszczególny kredytodawca zwraca uwagę, analizując sytuację finansową osoby wnioskującej o kredyt.

Źródło: Związek Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF)

Rośnie liczba osób, które możemy określić jako klasę średnią, czyli filar gospodarki każdego wysoko rozwiniętego kraju. Dla banków, grupa zamożnych Polaków, tzw. klientów  premium, czyli takich, których zarobki plasują się powyżej średniej, staje się coraz bardziej istotna. Zaczynają doceniać tego atrakcyjnego klienta. Jeśli należysz do tej grupy, warto sprawdzić, co możesz zyskać.

Nasza gospodarka się rozwija, a grupa osób osiągających wyższe niż średnia zarobki cały czas się powiększa. Z danych Eurostatu wynika, że kiedy przystępowaliśmy do Unii Europejskiej, średnia siła nabywcza netto Polaków miała wartość 8 tys. euro, podczas gdy w Portugalii wynosiła ona 12,1 tys., w Niemczech 21 tys., a w Wielkiej Brytanii 29 tys. euro . Tymczasem już w 2015 r. siła nabywcza polskiego singla, zarabiającego przeciętną krajową wynosiła netto ponad 15,14 tys. euro. To wzrost niemal dwukrotny!

Konsumpcja rośnie

Poprawiają się też nastroje społeczne – z badania CBOS przeprowadzonego w maju br. wynika, że są one obecnie najlepsze w historii. – Pod względem materialnym żyje się nam coraz lepiej, co przekłada się wprost na nasze codziennie zachowania konsumpcyjne – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. – Znacznie częściej niż kiedyś stać nas na rzeczy zarezerwowane wcześniej dla wąskiej grupy najbogatszych, jak np. nowy, dobrej klasy samochód, egzotyczne wakacje czy nowocześnie wyposażone mieszkanie w dobrej dzielnicy – wylicza. – Nic dziwnego, że zamożni Polacy chcą czerpać korzyści ze swojej dobrej sytuacji finansowej.

Banki w krajach rozwiniętych już wiele lat temu zauważyły, że tzw. klasa średnia, określana także jako „affluent” albo „premium” ma odmienne potrzeby niż pozostali klienci. Dla instytucji finansowych za granicą jest to wręcz jedna z kluczowych grup. W Polsce – stosunkowo nowy fenomen. podobnie jak innych krajach naszego regionu. Zapewnienie oferty i standardu obsługi, które przekonają klienta zamożnego do długofalowej współpracy, to wciąż duże wyzwanie dla banków w Polsce

Kim jest klient premium

– Warto podkreślić, że klientem zamożnym niekoniecznie musi być milioner korzystający ze skrojonej na miarę oferty bankowości prywatnej, tzw. private banking. Do grupy tej zaliczają się już osoby, których średnie miesięczne zarobki oscylują w okolicach 5-7tys. zł netto – tłumaczy Monika Szlosek. – Jak wynika z naszych doświadczeń ze współpracy z klientami premium, szczególnie cenią oni sobie spójną, przekrojową, optymalnie dostosowaną do ich potrzeb, ofertę. Dotyczy to najważniejszych dla nich kwestii, czyli atrakcyjnych rozwiązań transakcyjnych, korzystnych warunków przy zaciąganiu kredytów oraz ciekawej oferty inwestycyjnej, ułatwiającej budowanie kapitału na przyszłość – dodaje.

Potwierdzeniem tych wniosków jest przeprowadzone niedawno przez Deutsche Bank badanie w tej właśnie grupie zamożnych Polaków. – Sondaż, na którego podstawie powstał raport „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, wyraźnie pokazuje, że są to osoby o większej niż przeciętna świadomości ekonomicznej, a także wiedzy o mechanizmach gospodarki rynko­wej – ocenia Monika Szlosek. – Z drugiej strony widać, że niektóre oczekiwania wobec banków są spójne z tymi wyrażanymi przez ogół Polaków.

Przyzwyczajenie do braku opłat

Przykładowo – podobnie jak przeciętny Kowalski, zamożny klient nie chce płacić za konto. Brak opłat to najważniejsze kryterium oceny rachunku bankowego (wskazało na nie dwie trzecie osób badanych przez Deutsche Bank). Podobnie z możliwością darmowego korzystania z krajowych bankoma­tów (58 proc.). Co drugi zamożny klient bierze pod uwagę oprocentowanie środków na rachunku (50 proc.), a 45 proc. sprawdza, czy w ramach rachunku bank oferuje bezpłatne wypłaty z bankomatów za granicą. Oczekiwania zamożnych klientów wobec banków w zakresie najbardziej pożądanych cech kart płatniczych mają w tej chwili podobny wydźwięk.

Brak opłaty za wydanie i korzystanie z karty płatniczej do konta jest ważną cechą dla ponad połowy badanych (52 proc.), 58 proc. oczekuje darmowych wypłat z bankomatów w Polsce, a 59 proc. z zagranicznych bankomatów.

– Przez ostatnie lata większość klientów przyzwyczaiła się do tego, że podstawowe czynności bankowe są bezpłatne. Wciąż jest to kluczowa kwestia, również dla osób osiągających wysokie zarobki – mówi Monika Szlosek, ekspertka Deutsche Bank. – Jednak brak opłat nie wystarczy, żeby zamożny Polak poczuł się rzeczywiście doceniony przez bank. Klient premium może oczekiwać dodatkowych korzyści, np. możliwie wysokiego oprocentowania rachunku, dołączonej do niego lokaty, czy opcji korzystnego limitu w koncie – wylicza.

Bank na wyciągnięcie ręki

Atrakcyjna oferta jest oczywiście kluczowym czynnikiem wyboru. Dla wielu klientów sposób kontaktu z bankiem jest kwestią niezwykle istotną. Obecnie większość instytucji finansowych skupia się na rozwijaniu kanałów online, w tym mobilnych, starając się ograniczać bezpośrednie wizyty klientów w oddziałach.

– W przypadku klientów premium, jak pokazuje nasze badanie, trzeba zachować pewną równowagę w tej kwestii, ponieważ duża ich część docenia w większym stopniu kontakt z pracownikiem banku. Możliwość takiej rozmowy traktuje jako kluczowy czynnik wyboru partnera bankowego, dający poczucie bezpieczeństwa – mówi Monika Szlosek.

Preferencje w tym zakresie są najczęściej uwarunkowane wiekiem klienta. Najstarsi doceniają przede wszystkim kon­takt z pracownikiem banku. Natomiast ci, którzy nie ukończyli jeszcze 34. roku życia, są dużo bardziej otwarci na wykorzystywanie internetu w kontakcie z bankiem.

– Trend ten będzie w najbliższych latach przybierał na sile, wraz z wchodzeniem w dorosłość kolejnych „cyfrowych” pokoleń. Wymagania tej kategorii klientów w zakresie dotarcia do banku poprzez kanał online będą rosły – mówi Monika Szlosek.- Nasze badanie pokazuje, że znaczenie nowych technologii ułatwiających korzystanie z usług bankowych jest istotne dla większości z nich. Dotyczy to zarówno strony czysto transakcyjnej, jak i w coraz większym stopniu zdalnego inwestowania z wykorzystaniem online’owych platform, takich jak np. nasz dbNavi do porównywania i zakupu jednostek funduszy inwestycyjnych.

 

Źródło:  Deutsche Bank

Policja uzyska uprawnienia do pobierania opłat za mandaty za pomocą terminali płatniczych; na początek do policjantów trafi około 2 tys. takich urządzeń. Projekt rozporządzenia zmieniającego formularz mandatowy jest już w uzgodnieniach.

Nowelizacja ustawy autorstwa resortu spraw wewnętrznych i administracji została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę pod koniec lipca. Do uzgodnień trafił właśnie przygotowany przez MSWiA projekt rozporządzenia premiera zmieniający formularz mandatowy.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Komendy Głównej Policji mł. insp. Mariusz Ciarka, wybór formy płatności będzie pozostawał po stronie osoby ukaranej. „Może ona więc w sposób dotychczasowy opłacić mandat, czy to w przypadku obcokrajowca – gotówkowo, czy to w przypadku osoby, która jest obywatelem Polski – poprzez przekaz lub na poczcie, albo może wybrać formę bezgotówkową kartą płatniczą, jeżeli dany radiowóz czy policjant będzie wyposażony w taki terminal” – powiedział.

Policja na mocy porozumienia zawartego pomiędzy Ministrem Rozwoju i Finansów a Krajową Izbą Rozliczeniową zostanie wyposażona na początek w około 2 tysiące terminali.

„Wydaje się to liczbą adekwatną, ponieważ codziennie na polskich drogach jest około 6 tysięcy policjantów ruchu drogowego, oczywiście na jednej zmianie jest to właśnie około 2 tysięcy i terminale w pierwszej kolejności trafią właśnie do policjantów, którzy pełnią funkcję na drodze, policjantów ruchu drogowego oraz policjantów prewencji” – powiedział Ciarka.

„Bardzo często policjanci wykonując czynności na drodze, spotykali się ze zdziwieniem obywateli, którzy chcieli zapłacić mandat natychmiast, przy pomocy karty, że w XXI wieku jeszcze nie jesteśmy do tego dostosowani” – przyznał rzecznik KGP.

Dodał, że rozwiązania będą sporym ułatwieniem także dla obcokrajowców. „Dzisiaj dochodziło do sytuacji, kiedy zatrzymywaliśmy w związku z popełnionym wykroczeniem kierujących z innych państw, którzy nie posiadali przy sobie odpowiedniej gotówki i policjanci, żeby im ułatwić zapłatę mandatu, ponieważ oni mogą płacić tylko mandat gotówkowy, jechali z nimi do najbliższego bankomatu czy też do banku, aby te pieniądze wypłacić” – powiedział.

Nowe regulacje wejdą w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Tylko w 2015 r. policjanci wystawili ponad 5,5 mln mandatów.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Wstrząs i podziw opanowały  Waszyngton, gdy głosy w sprawie uchylenia Obamacare zostały zdławione w Senacie. Wraz z republikanami kontrolującymi wszystkie trzy departamenty rządu Stanów Zjednoczonych, pozbycie się jednej z głównych ustaw poprzedniego prezydenta powinno być spacerem po parku. Dobrze, że giełda została zamknięta, gdy głosowanie zostało sfinalizowane. Nie wpłynęło ono na Wall Street. Być może nowy cykl rozwinie się do czasu ich dzisiejszego otwarcia.

To wydarzenie wpłynęło jednak z pewnością na inne rynki. Rynki azjatyckie jak do tej pory wydawały się iść w dół dzisiejszego ranka. Najbardziej znaczący jest jednak dolar amerykański, który przyjął ogromny cios. Dane o inflacji, które pojawiły się w piątek, wysłały jego notowania do najniższego punktu od czasu wyborów w USA. Złe wiadomości  sprawiły, że dolar amerykański zszedł do poziomu z sierpnia.

O godzinie 14:30 w Londynie, Mark Carney zaprezentuje nowy banknot o wartości 10 funtów z wizerunkiem Jane Austen. Najwyraźniej nie mogą teraz umieścić J.K. Rowling na żadnych pieniądzach, więc zdecydowali na jedną z jej ulubionych pisarek. To wydarzenie będzie mile widzianym odpoczynkiem dla zmartwionego Banku Anglii. Polityka i rządzące nią zasady spowodowały, że gubernator Banku Anglii, pochodzenia kanadyjskiego, odchodzi od zmysłów.

Ostatni zwrot w stosunku do podnoszących się ostatnio stawek przyspieszył wzrost funta. W chwili pisania tego tekstu para walutowa GBP/USD poddaje poziom 1,3100 poważnemu testowi. Czy Jane Austen mogłaby zapobiec dalszemu popytowi i spowodować, że inwestorzy zaczną mówić o odzysku na brytyjskim funcie?

Dolar australijski rozciąga dziś swoje granice, ponieważ spekulacje opierają się na Banku Rezerwy Australii. Gubernator Banku, Philip Lowe, zdecydował się na bezpieczne zagranie podczas ostatniego spotkania i nie podwyższył stóp procentowych. Tymczasem protokół z tego spotkania, opublikowany, wskazał, że Bank jest zadowoleniu ze sposobu w jakim gospodarka się rozwija. Ten optymizm bezpośrednio odzwierciedla postawę Europejskiego Banku Centralnego i Banku Kanady, które w zeszłym tygodniu podniosły stopy procentowe.

Myśl, że dolar australijski może wkrótce oferować wyższą stopę depozytów, sprowadza wielu przedsiębiorców na skraj ekstazy. Jest to już bardzo dochodowa okazja do Carry Tade. Sama myśl, że wartość waluty może wzrosnąć a refinansowania kredytów mogą wzrosnąć spowodowało wirtualną eksplozję ceny. Umieszczając to wszystko w słabszym dolarze, para walutowa AUD/USD wygląda na szczerze usatysfakcjonowaną.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

45,3 mln złotych – taką niebagatelną kwotę ma do oddania najbardziej zadłużony konsument notowany w Krajowym Rejestrze Długów. 40-latka na listę nierzetelnych płatników wpisał  jeden z sądów. Niestety nie podał jego adresu zamieszkania. Gdy do jego długu dodamy niespłacone zobowiązania dłużników-rekordzistów z każdego województwa, kwota wzrasta do 122 mln złotych. Wśród liderów zadłużenia przeważają mężczyźni – 13 na 17 konsumentów z najwyższymi długami to panowie. W większości przypadków o odzyskanie pieniędzy od nich starają się fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.

Bycie rekordzistą w konkretnej dziedzinie zazwyczaj jest kojarzone z chlubą. Są jednak takie rekordy, które nie dają powodów do dumy. Wśród nich z pewnością jest pierwsze miejsce na liście nierzetelnych płatników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. W sumie zadłużenie rekordzistów przekracza 122 mln złotych, a na ten dług złożyło się raptem… 17 osób.

Aby stworzyć to zestawienie, braliśmy pod uwagę po jednym konsumencie z każdego województwa z najwyższą kwotą długu. Do tych nierzetelnych płatników dołączyliśmy również jednego mężczyznę, którego zadłużenie okazało się być najwyższym z długów konsumentów notowanych w KRD. Niestety, wierzyciel tego pana nie podał jego adresu zamieszkania. Z analizy danych wynika, że średnia wieku najbardziej zadłużonych konsumentów wynosi 53 lata. W gronie rekordzistów przeważają mężczyźni – stanowią oni 76 proc. dłużników z największymi długami – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej ich wierzycielami są fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Na ten krok decydują się najchętniej banki, ale także firmy telekomunikacyjne czy energetyczne. Lista zainteresowanych odzyskaniem pieniędzy jest jednak dłuższa. Znajdują się na niej również przedsiębiorstwa z branży budowlanej czy finansowej, firmy windykacyjne, a także gminy.

Spośród konsumentów z najwyższym zadłużeniem z poszczególnych województw, palmę pierwszeństwa dzierży 53-latek z Warszawy. Mężczyzna spod znaku Bliźniąt ma do oddania 11,3 mln złotych, a o odzyskanie od niego pieniędzy stara się fundusz sekurytyzacyjny. Na drugim miejscu uplasował się 60-latek z Wielkopolski. Mieszkający w Poznaniu mężczyzna spod znaku Wagi zadłużył się na 8,95 mln zł. Jego wierzycielem jest również fundusz sekurytyzacyjny oraz firma z branży budowlanej. Na swoim koncie ma także nieuregulowane mandaty za jazdę komunikacją miejską bez biletu. Podium zamyka 46-latek z województwa śląskiego. Dłużnik zameldowany w powiecie pszczyńskim to zodiakalna Panna. Jego zadłużenie sięga 8,4 mln złotych, a wierzycielem jest bank oraz towarzystwo ubezpieczeniowe. Ale ten drugi dług jest niewielki, gros zadłużenia to niespłacony kredyt. Przy tym długu widnieje również 78-letni mężczyzna. Niewykluczone, że jest to jego ojciec.

Jednak o prawdziwym, ale niestety niechlubnym rekordzie może mówić 40-latek spod znaku Raka. Dług tego mężczyzny wynosi prawie 45,3 mln złotych. Jego wierzyciel, a jest nim jeden z sądów, nie podał adresu tego dłużnika.

Kiedy myślimy o tym, w jaki sposób moglibyśmy rozdysponować taką sumę, w głowie pojawiają się dziesiątki potencjalnych scenariuszy. Za 45 mln złotych można stać się właścicielem 45 stumetrowych mieszkań w Warszawie, czyli de facto dużego bloku. Można również spełniać marzenia, i to nie byle jakie, np. polecieć w kosmos czy kupić prywatną wyspę. Ale posiadacz takiej sumy mógłby też zapewnić sobie „święty spokój”, a tego właśnie brakuje 40-latkowi, który okazał się być rekordzistą, widniejącym na liście nierzetelnych płatników – mówi Adam Łącki.

Ten 40-latek jest również współwłaścicielem innego rekordu. Jest bowiem jednym z dwóch najmłodszych dłużników-rekordzistów. Jego rówieśnik z woj. podkarpackiego ma zdecydowanie mniejsze zadłużenie. Pan spod znaku Bliźniąt zwleka z zapłatą 1,9 mln złotych. Na zwrot pieniędzy od niego czeka bank, fundusz sekurytyzacyjny, sąd oraz firma ubezpieczeniowa i koncern energetyczny. Z kolei najstarszy konsument z największym długiem to 70-letnia mieszkanka woj. warmińsko-mazurskiego. Kobieta spod znaku Ryb widnieje w bazie danych KRD za niespłacenie 3,56 mln złotych. O pieniądze upomina się fundusz sekurytyzacyjny oraz instytucja finansowa.

Niełatwe zadanie mają też sami wierzyciele, którzy starają się odzyskać należności, wynoszących po kilkanaście milionów złotych. Czy istnieją jakiekolwiek szanse na odzyskanie takich pokaźnych kwot?

Przy tak wysokich długach, nie wystarczają zwykłe telefony czy pisma z prośbą o zapłatę. Te narzędzia, plus wpis do Krajowego Rejestru Długów, są skuteczne, kiedy zadłużenie wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Przy kilku czy kilkunastu milionach złotych konieczne jest opracowanie programu wyjścia z zadłużenia w oparciu o analizę dokumentów. Do takich zadań oddelegowujemy zawsze zespół negocjatorów i prawników, którzy szukają najlepszego rozwiązania i dla dłużnika i dla wierzyciela – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Instytucja pożyczania pieniądza pojawiła się w starożytności. Badania archeologiczne, przekazy historyczne wskazują, że od co najmniej 5 tysięcy lat w Mezopotamii, Babilonie i w Egipcie funkcjonowały umowy pożyczki, w świetle których pożyczkobiorca był zobowiązany do zapłaty za pożyczkę wynagrodzenia – odsetek.

Takie transakcje również były odnotowywane w antycznym Rzymie, Grecji – przypomina Tomasz Mironczuk, ekspert z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w kolejnym wykładzie w ramach realizowanego przez PAP we współpracy z NBP projektu Prasowa Akademia Pieniądza. Tym razem wykład dotyczy systemu bankowego.

Zarówno nazwa bank jak również lepsza organizacja procesu pośrednictwa finansowego miała źródła w XI-XIV w. we Włoszech. Ówcześni bankierzy pożyczali pieniądze zarówno królom jak i Kościołowi. Finansowali wojny i konsumpcję. Wzrost gospodarczy i finansowy Włoch w tym czasie był między innymi pochodną wypraw krzyżowych.

Po początkowej dominacji Włoch na mapę świata finansów w XV wieku wkroczył Amsterdam. Wzrost znaczenia sektora finansów w Holandii (podobnie jak wcześniej we Włoszech) był spowodowany wyprawami zamorskimi. Oprócz pożyczek na wyprawy bankierzy holenderscy finansowali również inne państwa, między innymi Polskę.
Zaraz po Holandii w kolejnych latach banki rozwinęły się również w Londynie. Sektor finansowy Londynu w XVII wieku rozpoczął finansowanie rewolucji przemysłowej. Od tego czasu przez wiele lat Londyn był głównym centrum finansów świata.

Pożyczanie na procent w doktrynie Kościoła uchodziło za niegodne i chrześcijanie nie mogli takiej działalności prowadzić. Jednakże, jak dowodzi historia, w Polsce na pośrednictwie finansowym zarabiali m.in. Michał Wierzynek – zarządca dworu królewskiego.

Pomimo doktryny kościelnej, potrzeby finansowania były dominujące i Kościół wychodząc naprzeciwko zapotrzebowaniu w XVI wieku zakładał ‘Banki Pobożne’, które działały w formule nieoprocentowanych pożyczek jako kasy pożyczkowe. Jednym z założycieli Banku Pobożnego był Piotr Skarga. Banki Pobożne były pierwowzorem do rozwoju kas spółdzielczych.

Na przełomie XVIII i XIX wieku Polskę dotknął krach bankowy – było to połączone z załamaniem gospodarczym i rozbiorami. W XIX wiek Polska wchodziła bez infrastruktury finansowej. Zapotrzebowanie na usługi pośrednictwa finansowego w połowie XIX i na początku XX wieku dały asumpt do rozwoju kas pożyczkowych. Najpierw tego typu instytucje o charakterze spółdzielczym pojawiły się w Niemczech i w Austrii a na polski grunt w 1886 roku przeniósł je Franciszek Stefczyk.

Bankowość mocno rozwijała się w XIX i na początku XX wieku. Jednakże kształt współczesnego systemu bankowego uformował się po I wojnie światowej i Wielkim Kryzysie Finansowym i w okresie do 1945 roku. Powołanie banków centralnych, biur statystycznych, wytworzenie kanonów funkcji banków centralnych, wdrożenie nadzoru finansowego powołanie międzynarodowych instytucji koordynujących i stabilizujących sektor finansowy sprawiło, że od połowy XX wieku bankowość weszła w nową erę.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Najdroższym miejscem do zakupu waluty na wakacje zwykle są banki. Kupując w ich oddziałach np. euro, koszt ukryty w kursie wyniesie ok. 3% wymienianej kwoty. W przypadku kantoru, będzie to prawie 0,6%. Najtańsze są natomiast kantory internetowe. Tam koszt wymiany jest 10-krotnie niższy niż w bankach i o połowę mniejszy niż w zwykłych kantorach – wynosi ok. 0,3%.  Expander podpowiada, jak znaleźć dobry kantor internetowy i jak dokonać w nim transakcji.

Bezpieczeństwo – kantor kantorowi nierówny

Korzystanie z takich serwisów internetowych jest zwykle bardzo opłacalne, ale trzeba zachować pewne zasady bezpieczeństwa. Zanim zaczniemy z niego korzystać i wpłacimy pieniądze, sprawdźmy o nim opinie. Przestępcy mogą np. stworzyć fałszywy kantor tylko po to, by wyłudzać pieniądze. W przypadku nowych podmiotów na rynku  istnieje ryzyko, że nie zdobędą one odpowiedniej skali działalności i ogłoszą upadłość.  Najbezpieczniej jest więc korzystać z tych cieszących się dużą popularnością, funkcjonujących od kilku lat i mających dobre opinie. Jeśli chodzi o ryzyko upadłości, to zdecydowanie najbezpieczniejszy jest kantor internetowy Alior Banku. Pieniądze tam wpłacone są traktowane tak, jakby trafiły do banku, a więc są objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do równowartości 100 000 euro. Podobny kantor  prowadzi również Raiffeisen Polbank, ale w tym przypadku jest to odrębna spółka, będąca jego własnością. Taka konstrukcja powoduje, że gwarancje BFG nie działają.

Jak to działa

Aby dokonać wymiany w kantorze internetowym, na początku trzeba podać swoje dane osobowe i numery rachunków bankowych, z których zamierzamy wpłacać i wypłacać złotówki i kupioną walutę. Ustalamy również swój login i hasło do logowania się na stronie www. Gdy wpłacimy jakąś kwotę, to po zalogowaniu będziemy mogli wybrać kiedy i jaką walutę chcemy kupić. Następnie możemy ją przelać na rachunek walutowy w banku i tam np. dokonać wypłaty w kasie. Wyjątkiem są kantory należące do Alior i Raiffeisena, które pozwalają na natychmiastową wypłatę w oddziale banku – matki. Niektóre kantory wydają też walutowe karty płatnicze. Wtedy nie musimy przelewać środków do banku lecz możemy np. płacić nią za granicą czy wypłacać z zagranicznych bankomatów.

Uwaga na koszty przelewów

Oprócz kwestii bezpieczeństwa i tego, jak atrakcyjne są kursy, ważna jest również szybkość i koszty przelewów. Najlepiej jeśli kantor ma konto w tym samym banku co my. Wtedy pieniądze i waluta są przekazywane bardzo sprawnie i zwykle bezpłatnie. Z tego względu kantory często posiadają konta w wielu instytucjach finansowych, ale niestety nie we wszystkich. Najlepiej więc znaleźć taki, który ma je w tym samym banku co my. Jest to szczególnie istotne jeśli zamierzamy kupić, a później przelać do banku, walutę inną niż euro. Takie przelewy mogą być bowiem bardzo drogie. Nawet jeśli kantor nie pobiera prowizji, to mogą je naliczyć tzw. banki pośredniczące, które uczestniczą w przekazaniu takiego przelewu. Nie dotyczy to przelewów w euro i oczywiście w złotych.

 

Źródło: Expander Advisors

Po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2008 r. Fed zadeklarował, że wszystkie duże banki są bezpieczne po przeprowadzeniu corocznych testów w warunkach skrajnych. Stanowi to uzupełnienie oświadczenia Janet Yellen, że prawdopodobnie nie zobaczymy kolejnego kryzysu finansowego w ciągu naszego życia. Sektor bankowy jest obecnie w dobrym nastroju i udało mu się podciągnąć również resztę rynków. Wiele firm ogłosiło, że będą nagradzać swoich akcjonariuszy dodatkowymi dywidendami oraz odkupem akcji.

Mówiąc o dniu wczorajszym, usługa kopiowania @TheBigBanks, którą założyliśmy 12 miesięcy temu, zyskała już 43% na wartości od dnia swojego założenia. Ta dobra nowina wróży prawdopodobnie jeszcze większe zyski, podczas gdy Wall Street otwiera się dziś na biznesy. Nawet akcje rynku technologicznego, które w tym miesiącu osiągnęły słabe wyniki, zdołały odrobić trochę zysków.

Podczas ostatniego posiedzenia Banku Anglii zaskakującym było, jak wielu członków faktycznie głosowało za podwyższeniem stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Bank Anglii utrzymywał stopy na bardzo niskim poziomie biorąc przykład z innych banków centralnych od czasu kryzysu. Po decyzjach w sprawie Brexitu, obniżył swoje stawki nawet jeszcze bardziej, aby zachęcić do brania pożyczek i wydawania pieniędzy w tym niepewnym czasie. Prezes Banku, Mark Carney, był jednym z największych zwolenników utrzymywania niskich stawek, ale wydaje się, że nawet teraz ugiął się pod naciskiem i również zasygnalizował, że nadszedł czas, aby zrównać się z resztą świata i zacząć myśleć o podnoszeniu stopy procentowej. Ci, którzy już od jakiegoś czasu śledzą moje komentarze, wiedzą, dlaczego jest to tak ważne. Pozostałym przypominam, iż pomimo Brexitu i okropnego występu Theresy May w wyborach 8 czerwca, inwestorzy czują, że nawet cień szansy wyższych stóp wystarczy, aby podnieść cenę funta. Teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, jeżeli rzeczywiście je podniosą.

Wygląda na to, że duży spadek Bitcoina rzeczywiście znalazł kilku kupców, ale są oni nietypowi. Patrząc na woluminy w ciągu ostatnich 24 godzin widzimy, że klientem numer jeden jest koreańska giełda Bithumb. To pierwszy raz, kiedy można zauważyć przewagę Koreańczyków nad Poloniex. Musimy jednak pamiętać, że w tej chwili Koreańczycy nie mają praktycznego zastosowania dla Bitcoinów. Nie mają wielu sklepów, które by je akceptowały, a nowy rząd ma teraz większe zmartwienia, niż tworzenie ram prawnych dla aktyw cyfrowych. Jedynym krajem, który ma szybko rosnącą liczbę sprzedawców akceptujących Bitcoiny jest Japonia. BitFlyer znajduje się obecnie na 10 pozycji. Nie dlatego, że niedawno odnotowali duże spadki, ale dlatego, iż nie zwiększali zamówień kupna od czasu szczytu. Dlatego możemy pokusić się o stwierdzenie, że powodem, dla którego Bitcoin ostatnio wzrasta, jest spekulacja. Na ten moment jest to niekoniecznie zła wiadomość, raczej coś, o czym należy pamiętać.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Obliczając zdolność kredytową przy kredycie hipotecznym banki biorą pod uwagę nie tylko dochody przyszłego kredytobiorcy. Liczy się także między innymi to, ile osób liczy gospodarstwo domowe i czy są w nim dzieci.

Pierwszym krokiem mającym na celu oszacowanie własnych możliwości finansowych przed zakupem mieszkania powinno być sprawdzenie posiadanej zdolności kredytowej u doświadczonego i posiadającego możliwie najszerszą ofertę produktową pośrednika kredytowego. Dlaczego szeroka oferta produktów kredytowych jest tak ważna? Jak wynika z opracowania analityków kredytowych Metrofinance, spółki wchodzącej w skład Metrohouse, różnice w oferowanej maksymalnej kwocie pomiędzy czołowymi bankami mogą dochodzić do kilkudziesięciu procent.

Ile z dzieckiem, a ile bez?

Aby pokazać istniejące różnice analitycy Metrofinance przyjęli do wyliczeń następujące dane: dochody kredytobiorcy netto na poziomie średniej krajowej wynoszącej 4 488,08 zł brutto tj. 3 193,21 zł netto, 30 letni okres kredytowania. Obliczenia przeprowadzili dla kilku modelowych przykładów gospodarstw domowych. W każdym z przypadku przyjęto brak dodatkowych zobowiązań takich jak kredyty lub np. alimenty.

U singla bez zobowiązań, którego dochody wynoszą jedną średnią krajową, zdolność kredytowa jest oceniana zależnie od banku na kwotę od 260 000 do 370 000 zł. Tymczasem osoba samotnie wychowująca dziecko, zarabiająca tyle samo, otrzyma średnio w bankach od już tylko od 180 000 do 250 000 zł. Małżonkowie bez dzieci, zarabiający łącznie dwie średnie krajowe mogą uzyskać kwotę średnio od 540 000  do 760 000 zł. Jeśli to samo małżeństwo zechce ubiegać się o kredyt po urodzeniu pierwszego dziecka, otrzyma już maksymalnie kwotę od 500 000 do 650 000 zł. Rodzina czteroosobowa o tych samych parametrach dochodowych i dwójce dzieci może liczyć na kwotę od 400 000 do 520 000 zł, zaś duża 5 osobowa rodzina z trójką dzieci na utrzymaniu otrzyma już średnio od 270 000 do 420 000 zł. Z opracowania wynika więc, że grupą, która może liczyć na najwyższą zdolność kredytową są małżeństwa/pary bez dzieci. Jeżeli porównamy maksymalną zdolność kredytową tej grupy kredytobiorców i rodziny z trójką dzieci, to różnice mogą osiągnąć nawet 340 000 zł. Należy zauważyć, że każde kolejne dziecko zmniejsza maksymalną zdolność kredytową przynajmniej o 100 000 zł.

Do niniejszego zestawienia należy dodać jedną ważną uwagę. –  Często bank z mniej atrakcyjną ofertą i wyższym oprocentowaniem oferuje na zachętę większą kwotę kredytu – trzeba o tym pamiętać porównując oferty, dodaje Piotr Firlej, dyrektor w Metrofinance. Warto więc skorzystać z pomocy doświadczonego specjalisty, który oprócz rzetelnej informacji o zdolności wskaże ewentualne koszty dodatkowe, jakimi możemy być obarczeni wybierając bank oferujący najwyższą kwotę na rynku.

500+ a zdolność kredytowa

Klienci często pytają czy na ich zdolność kredytową wpłyną otrzymywane środki z programu 500+. – Niestety nie i raczej nie zapowiada się, by banki zaczęły uwzględniać je w przyszłości. Podobnie rzecz ma się z alimentami zasądzonymi na dziecko. Przy wnioskowaniu o kredyt hipoteczny banki niestety solidarnie ich nie uwzględniają, poza jednym, który jest w stanie zdyskontować częściowo koszty życia gospodarstwa, co może poprawić nieznacznie zdolność kredytową, wyjaśnia Piotr Firlej.

Źródło: Metrohouse Franchise S.A.

Wsparcie banku jest dla wielu Polaków jedynym sposobem na zakup własnego mieszkania. W tym roku w życie wchodzą nowe regulacje określające zasady udzielania jednego z najpopularniejszych kredytów. Czytelne reklamy, jasne oferty banków, komplet informacji, dokładny termin oczekiwania na decyzję kredytową oraz zakaz udzielania finansowania w obcej walucie – to tylko część zmian, które wprowadza ustawa.

Zasady korzystania z popularnego produktu bankowego – kredytu hipotecznego – zostały zebrane w akt prawny: Ustawę o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Stanie się ona głównym wyznacznikiem do działań dla banków, pośredników oraz źródłem informacji o prawach i obowiązkach dla kredytobiorców. Wprowadza szereg regulacji, które mają zwiększyć ich bezpieczeństwo i rozjaśnić oferty banków.

Jasne, czytelne, konkretne informacje o kredycie

Z tego powodu ustawa o kredycie hipotecznym precyzuje zasady budowy komunikatów reklamowych. Banki i pośrednicy będą musieli zapewnić, aby wszelkie informacje o charakterze reklamowym i marketingowym dotyczące kredytów hipotecznych były jednoznaczne, rzetelne, zrozumiałe i widoczne oraz nie wprowadzały konsumenta w błąd. Wszelkie dwuznaczności i zapis drobnym druczkiem znikną z plakatów i ulotek reklamowych. Dzięki zmianom w sposobie informowania o cechach oferty finansowania nieruchomości kredytobiorca będzie mógł od razu poznać cechy produktu bankowego, a wartości procentowe będą dla niego jednoznaczne z konkretną informacją np.: o rzeczywistej stopie procentowej, stałym oprocentowaniu lub koszcie zobowiązania. Już na początku klient banku lub firmy świadczącej usługi pośrednictwa otrzyma cały pakiet informacji o kredycie w oparciu o reprezentatywny przykład, czyli taki, który odnosi się do sytuacji kredytobiorcy. Gdy klient zainteresuje się ofertą kredytowania zakupu mieszkania, kredytodawcy będą obowiązani przekazać konsumentowi, na trwałym nośniku, zindywidualizowane informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, oceny konsekwencji ich zaciągnięcia i podjęcia przez konsumenta świadomej decyzji dotyczącej zawarcia umowy o kredyt hipoteczny.

21 dni na rozpatrzenie wniosku, 14 dni na decyzję

Ustawa określa również czas, w jakim bank może wydać decyzję kredytową. Do 21 dni wnioskujący o finansowanie zakupu nieruchomości musi otrzymać odpowiedź. Natomiast odmowę udzielenia kredytu kredytodawca powinien uzasadnić, by klient wiedział, gdzie leży problem. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku kredytowego i podpisaniu umowy klient ma 14 dni na przemyślenie decyzji i może skorzystać z możliwości wycofania się z układu.

Restrukturyzacja jako ratunek dla klienta

Gdyby natomiast kredytodawcy przydarzyły się problemy z terminową spłatą zadłużenia, nowe regulacje narzucają bankom obowiązek współpracy z nim w szukaniu przyczyn problemu. Pierwszym krokiem jest wezwanie do zapłaty: bank wyznacza termin nie krótszy niż 14 dni roboczych, a następnie razem z kredytobiorcą ustalenie warunków restrukturyzacji: kredytodawca informuje konsumenta o możliwości złożenia, w terminie 14 dni roboczych od dnia otrzymania wezwania, wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Spłacający może liczyć na czasowe zawieszenie kredytu, zmianę wysokości rat i wydłużenie okresu spłaty.

Wcześniejsza spłata kredytu w dowolnym czasie

Kolejna zmiana zawarta w nowym akcie prawnym daje kredytobiorcom prawo do wcześniejszej regulacji zobowiązania. Do tej pory banki same określały warunki zamknięcia kredytu przed czasem lub w pierwszych latach regulacji długu. Teraz mają 7 dni na określenie kosztów tej zmiany. W przypadku kredytu hipotecznego oprocentowanego zmienną stopą procentową kredytodawca może pobierać rekompensatę wyłącznie, gdy spłata całości lub części kredytu hipotecznego nastąpiła w okresie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy o kredyt hipoteczny. Opłata pobierana jako rekompensata nie będzie mogła być wyższa niż 3% całej pożyczonej kwoty. Z kolei przy kredycie ze stałym oprocentowaniem opłata może być pobierana w całym okresie pod jednym warunkiem: nie może być wyższa niż koszty kredytodawcy bezpośrednio związane z przedterminową spłatą. Jednak to wyjaśnienie ustawodawcy wymaga doprecyzowania.

Nowa ustawa budzi jeszcze sporo pytań i kontrowersji. Z całą pewnością kredytodawcy otrzymują cały pakiet obowiązków, które regulują usługi świadczone na rzecz kupujących mieszkania na kredyt oraz wyjaśniają charakter działań pośredników i agentów. Ustawa o kredycie hipotecznym definitywnie też zamyka temat kredytów walutowych, które w praktyce są już rzadkością. Wskazuje również sposób prowadzenia sprzedaży wiązanej: kredytodawca nie może dokonywać sprzedaży wiązanej w związku z zawarciem umowy o kredyt hipoteczny, chyba że sprzedaż wiązana dotyczy prowadzonego bezpłatnie rachunku płatniczego lub rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Akt prawny jest już gotowy: 12 kwietnia 2017 r. została podpisana przez prezydenta. Wejdzie w życie trzy miesiące po jej opublikowaniu w Dzienniku Ustaw.

 

Autor: Marta Sewerynek-Otwinowska, Dyrektor Działu Analiz, Futuro Finance

 

 

 

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...