poniedziałek, Październik 22, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "automatyzacja"

automatyzacja

Jak informuje „Puls Biznesu” powołujący się na badania A.T. Kearney i Arvato, sektor finansowy wydaje na automatyzację procesów najwięcej na świecie, a same inwestycje zwracają się w mniej niż 12 miesięcy. W ciągu dekady robotyzacja może zmniejszyć zatrudnienie w branży o 48-53 proc.

Nie dziwi nikogo fakt, że rozwój sztucznej inteligencji i postęp robotyzacji ma wiele zalet. Korzystają z nich przedsiębiorstwa, które decydują się na wykorzystanie nowej technologii do ograniczenia kosztów i zwiększenia wydajności pracy.

Gazeta informuje, że w 2016 r. 40 proc. wydatków na automatyzację procesów (RPA – robotic process automation) na świecie poniosły sektory usług finansowych i zdrowia. Według opisanego przez „PB” badania A.T. Kearney i Arvato, w usługach finansowych procesy RPA w ciągu pięciu lat mogą spowodować spadek zatrudnienia o 28-41 proc., a w ciągu dekady o 48-53 proc. Nie ma się czemu dziwić, roboty wykonują czynności 20 razy szybciej niż ludzie, nie popełniają błędów i pozwalają zredukować liczbę pomyłek przy zadaniach wykonywanych przez człowieka o 10 proc. – Inwestycja w automatyzację procesów zwraca się w ciągu roku, a w trzy lata przynosi 100-300 proc. – informuje „Puls Biznesu”.

Branża ma jednak wątpliwości – upiera się przy tym że takiej redukcji raczej nie doświadczymy: – Automatyzacja wyeliminuje proste i powtarzalne zadania. Jednak, jak wynika z badań ABSL, tylko niespełna 8 proc. inwestorów sektora nowoczesnych usług biznesowych rozważa redukcję zatrudnienia. Zdecydowana większość deklaruje wykorzystanie uwolnionych zasobów do nowych, bardziej zaawansowanych zadań, które nie zostały jeszcze przeniesione do centrów usług – mówi Wojciech Popławski, dyrektor zarządzający Accenture Operations i wiceprezes ds. rozwoju i promocji w branżowym Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL).

Dzięki nowym technologiom świat rozwija się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Czwarta rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze, tymczasem na horyzoncie widać już mglisty zarys kolejnej. Na wzór poprzednich stanowi ona mieszankę zdumiewających obietnic, ciężkich wyzwań i niechybnych konsekwencji. Jakie będą fabryki przyszłości? Na to pytanie szukamy odpowiedzi wspólnie z ekspertami z wrocławskiej firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji.

O przemożnym wpływie wynalazków na społeczeństwo i gospodarkę przekonano się już pod koniec XVIII wieku, kiedy jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się fabryki wyposażone w maszyny parowe. Efekty pierwszej rewolucji przemysłowej, polegającej na umaszynowieniu fabryk i manufaktur, widoczne były wszędzie. Ich siła popchnęła ówczesną gospodarkę ku gwałtownemu rozwojowi, który za sprawą nowych wynalazków przyspieszył gwałtownie w XIX wieku. Druga rewolucja przemysłowa przyniosła ze sobą elektryczność, która gruntownie zmieniła globalną gospodarkę. W fabrykach pojawiły się linie produkcyjne, co pozwoliło na uruchomienie przez przełomowe wynalazki. Żarówka, telefon, aparat fotograficzny, pojazdy silnikowe i radioodbiorniki – to wszystko pojawiło się w XIX wieku. Świat zmienił się nie do poznania, by 100 lat później przywitać kolejną rewolucję. Tym razem w jej centrum znalazły się informatyzacja i automatyzacja. Wraz ze zwiększającą się wydajnością taniejącego i coraz łatwiej dostępnego sprzętu komputerowego, firmy rozpoczęły wdrażanie systemów do planowania i kontroli oraz narzędzi umożliwiających sterowanie maszynami, co przyczyniło się do zwiększenia elastyczności i precyzji produkcji. Nowe rozwiązania informatyczne sprawiły, że producenci, jak jeden mąż, zwrócili się w kierunku automatyzacji.

Zderzenie z rzeczywistością

Podczas gdy trzy pierwsze rewolucje dzielił od siebie okres około stu lat, czwarta spadła na nas szybciej, bo zaledwie po pięciu dekadach. Poprzedziła ją faza intensywnej globalizacji, której towarzyszył offshoring, czyli przenoszenie produkcji do państw mniej rozwiniętych gospodarczo, takich jak Chiny czy Bangladesz. Przemysł 4.0 w dużym skrócie można zdefiniować jako dogłębną cyfryzację, a następnie dalszą automatyzację procesów zachodzących w przedsiębiorstwach poprzez implementację zaawansowanych systemów IT, przemysłowego internetu rzeczy, analityki danych i sztucznej inteligencji. – Dążymy do tego, by zespolić świat fizyczny z wirtualnym w sposób, który znacząco usprawnia działanie tego pierwszego. Taki poziom cyfryzacji wymaga nie tylko sporego budżetu, lecz także wprowadzenia fundamentalnych zmian w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Zbieranie danych nie jest już sztuką. Wyzwanie polega na wyciąganiu z nich wartościowych wniosków, a to wymaga zmiany myślenia i utartych sposobów działania. Nagrodą są skok produktywności, wyższy poziom bezpieczeństwa, lepsza jakość i mniejsze marnotrawstwo – wyjaśnia Piotr Rojek, dyrektor zarządzający w DSR, firmie specjalizującej się w nowoczesnych rozwiązaniach IT dla przemysłu. Jego zdaniem wymiana informacji pomiędzy ludźmi, maszynami i systemami komputerowymi stanowi siłę czwartej rewolucji przemysłowej. Siłę, którą należy umiejętnie okiełznać, by przyniosła oczekiwane rezultaty.

Tymczasem Zbigniew Piątek, który skrupulatnie bada zagadnienia związane z przemysłem 4.0 zaznacza, że obejmuje on cały łańcuch wartości: od złożenia zamówienia i dostarczenia komponentów dla trwającej produkcji, aż do wysyłki towaru do klientów i usług posprzedażnych. Środowisko Przemysłu 4.0 wspiera załogę jak nigdy dotąd zapewniając dostęp do praktycznie każdej przydatnej informacji, w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca, co umożliwia ekonomiczną produkcję zindywidualizowanych wyrobów i krótkich serii – zwraca uwagę Piątek i dodaje, że producenci, którzy wdrażają rozwiązania tej klasy mogą obniżyć koszty produkcji i w bardziej elastyczny sposób reagować na zapytania klientów. Największe wrażenie robi jednak sposób, w jaki nowoczesne systemy IT wykorzystują dane, spływające z hali produkcyjnej, do optymalizacji procesów, redukcji zastojów i eliminacji wadliwych partii. – Potrafimy zmniejszyć lub nawet całkowicie wyeliminować zjawiska obniżające jakość wyrobów i podwyższające koszty produkcji. Jest to możliwe dzięki mierzeniu oraz poddaniu analizie komputerowej w czasie rzeczywistym wielu parametrów technologicznych. W podobny sposób działa analityka predykcyjna, w której wykorzystanie np. specjalnych czujników drgań harmonicznych i analiza strumienia danych daje szerokie możliwości w zakresie wykrywania i identyfikacji konkretnych usterek, zanim dojdzie do uszkodzenia całej maszyny i w konsekwencji wstrzymania procesu produkcyjnego – tłumaczy Jan Skowroński, R&D manager w DSR.

Mimo, że czwarta rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze, większość firm wciąż znajduje się w jej początkowym stadium. – Robimy wszystko, aby zyskać siłę roboczą na miarę czwartej rewolucji przemysłowej – pod tym zdaniem podpisało się 86 proc. managerów wyższego szczebla w najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Deloitte. Mimo szczerych chęci i licznych działań mających wprowadzić firmy produkcyjne na tory cyfrowej transformacji, efekty pozostawiają wiele do życzenia. Okazuje się bowiem, że zaledwie 14 proc. ankietowanych uznaje swoje przedsiębiorstwo za w pełni gotowe na wyzwania przemysłu 4.0.

Powrót do przyszłości

Tempo w jakim producenci implementują idee czwartej rewolucji przemysłowej, mimo że nie spełnia ona oczekiwań dostawców technologii, wcale nie jest ślimacze. To świat pędzi z niespotykaną dotychczas prędkością. Trudno za nim nadążyć realizując projekty wymagające gigantycznych nakładów finansowych i gruntownych zmian organizacyjnych w spowalnianych przez korporacyjne wymagania i procedury przedsiębiorstwach. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że coraz częściej mówi się o przemyśle 5.0, który – jeśli wierzyć futurystycznym wizjom ekspertów – zmieni fabryki nie do poznania.

Siłą napędową piątej rewolucji przemysłowej mają być technologie kognitywne, umożliwiające maszynom wykonywanie zadań, które dotychczas zarezerwowane były wyłącznie dla ludzi. Doskonale widać to na przykładzie rozpoznawania obrazów i interpretowania mowy. Za sprawą technologii kognitywnych inteligentne roboty mają pracować u boku człowieka w całkowitej harmonii – nawet w małych i średnich zakładach produkcyjnych. Efektem kolaboracji ludzi z tzw. co-botami ma być szeroko zakrojona automatyzacja, w której rola tych pierwszych ulegnie sporej zmianie. Mimo, że nad automatyzacją od zawsze unosi się widmo bezrobocia, to przemysł 5.0 skutecznie je przegania, wydobywając to co najlepsze z ludzi i robotów. Żmudne, powtarzalne czynności spadną na maszyny, podczas gdy pracownicy z krwi i kości zajmą się tym co kreatywne, wymagające krytycznego myślenia, przewidywania i dozy wrażliwości. – Dziesięć lat temu rodzice mówili swoim dzieciom, by nie szły do pracy w fabrykach. To wielka szkoda, ponieważ właśnie w nich dokonuje się postęp i rodzą innowacje. Przemysł 5.0 sprawi, że fabryka stanie się miejscem, gdzie kreatywni ludzie znajdą dla siebie miejsce – Esben Østergaard, chief technology officer w Universal Robots. Istotny dla rynku pracy jest również fakt, że roboty nie obejdą się bez konserwacji i jak na razie są w tej potrzebie całkowicie zdane na naszą łaskę. Im więcej maszyn, tym więcej napraw, a co za tym idzie – większe zapotrzebowania kadrowe.

Przygotowanie co-botów do wykonywania nowych zadań i działania w różnorodnych środowiskach pracy ma być niezwykle proste. Przyczynią się do tego zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego, łatwe w obsłudze interfejsy oraz systemy ręcznej kontroli, które można wykorzystać, by nauczyć robota wykonywania określonych czynności. Taka forma programowania odbywa się przez zapamiętywanie sekwencji ruchów wykonanych przez człowieka i nie wymaga konwencjonalnego kodowania. – Takie maszyny są już dostępne na rynku, potrafią poruszać się tak, by nie stanowić zagrożenia dla ludzi, a dla bezpieczeństwa producenci wyposażyli je w specjalne ochraniacze. Z tego samego powodu siła, z jaką wykonują zadania została mocno ograniczona. W przyszłości będziemy oglądać je coraz częściej, na razie jednak wciąż stanowią niszę. To technologia, która dopiero raczkuje i potrzeba czasu, by rozwinęła się na tyle, by mogła w pełni sprostać naszym oczekiwaniom – ocenia Piotr Rojek.

DNA robi różnicę

Gdy to nastąpi, harmonijna współpraca ludzi z inteligentnymi robotami wyniesie przedsiębiorstwa produkcyjne na nowy poziom personalizacji. Takiego zdania jest Esben Østergaard, który w przemyśle 5.0 dostrzega szansę na aprecjację kapitału ludzkiego, jako elementu nadającego wartość wytwarzanym produktom. – To właśnie spersonalizowanych produktów konsumenci pożądają najbardziej i są gotowi zapłacić więcej za takie, które noszą charakterystyczne znamię ludzkiej troski i kunsztu, np. piękne zegarki czy piwo rzemieślnicze – zauważa Østergaard. Według niego takie produkty mogą powstać wyłącznie przy zaangażowaniu człowieka. Ten ludzki dotyk ma być tym, czego poszukują konsumenci, gdy chcą wyrazić swoją tożsamość poprzez kupowane produkty. Zdaniem Østergaarda nie przeszkadza im to, że automatyzacja jest częścią procesu produkcyjnego, pod warunkiem, że produkt końcowy posiada osobisty odcisk projektantów i rzemieślników, tworzących coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. – To jest personalizacja. To jest poczucie luksusu. To jest przyszłość! – ekscytuje się współzałożyciel Universal Robots. Kiedy ona nadejdzie? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Z badania przeprowadzonego przez Accenture wiadomo, że dominująca większość z 512 przepytanych kierowników produkcji z Ameryki Północnej, Europy i Azji widzi miejsce dla współpracy z inteligentnymi robotami w najbliższej przyszłości. 85 proc. respondentów przewiduje, że integrujące ludzi i maszyny środowiska pracy staną się powszechne już w 2020 roku. Tego hurraoptymistycznego nastroju nie podziela Piotr Rojek, który współpracując z polskimi i europejskimi producentami przemysłowymi dokładnie analizuje poziom ich cyfryzacji. – Z przemysłu 4.0 mamy do odrobienia ogromną pracę domową. Mimo, że penetracja IIOT postępuje dość szybko, to wciąż większość wdrożeń jest w powijakach. W firmach, które inwestują w nowe technologie zazwyczaj funkcjonują różne, rozproszone systemy IT. Brakuje holistycznego podejścia, wizji i dojrzałości. Jest wprawdzie duży potencjał, jednak mało kto go wykorzystuje. Nim wejdziemy w przemysł 5.0 musimy zrobić użytek z jego poprzedniej odsłony, a na to potrzebujemy jeszcze sporo czasu – kwituje dyrektor zarządzający w DSR.

9 na 10 przedstawicieli polskiego sektora technologii korzysta z rozwiązań open source. Przeważa system operacyjny, ale firmy stawiają również np. na otwarte bazy danych – wynika z badania Polski Rynek Open Source 2018, przeprowadzonego przez Linux Polska w ramach konferencji Open Source Day 2018. Do największych zalet technologii otwarto źródłowych wymienionych przez respondentów należą: elastyczność, efektywność kosztowa, a także brak uzależnienia się od pojedynczego dostawcy rozwiązań IT.

Badanie Polski Rynek Open Source to pierwsza inicjatywa tego rodzaju w naszym kraju, mająca na celu ocenę wykorzystania narzędzi i oprogramowania open source na polskim rynku. Tegoroczna ankieta została przeprowadzona 23 maja, m.in. wśród specjalistów, inżynierów, menedżerów i osób zarządzających projektami IT, reprezentujących branżę teleinformatyczną, finansową, FMCG czy sektor publiczny.

– Cieszymy się, że po raz kolejny możemy przedstawić unikatowe w skali kraju dane, pokazujące skalę korzystania z technologii open source przez polskie firmy, oraz wskazać na motywacje, jakie stoją za wdrożeniem tych rozwiązań. Z naszych obserwacji wynika, a badanie to potwierdza, że otwarte oprogramowanie jest nie tylko powszechnie stosowanie w wielu przedsiębiorstwach, ale też ma realny wpływ na polski biznes – zaznacza Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day i inicjator badania.

Systemy operacyjne nadal w czołówce

Jak wynika z opracowania, otwarte oprogramowanie jest najczęściej wykorzystywane przez polskie przedsiębiorstwa w obszarze systemów operacyjnych – odpowiedziało w ten sposób ponad 25 proc. badanych. Na drugim miejscu respondenci wskazali na stosowanie otwartych baz danych (19,4 proc).

– Wyniki tegorocznego badania pokazują, że ponad 1/4 organizacji korzysta z otwartych systemów operacyjnych, ale to niejedyne zastosowanie technologii open source w biznesie. Analizując odpowiedzi respondentów, należy stwierdzić, że rozwiązania otwarto źródłowe są coraz częściej wykorzystywane jako komponenty służące do rozwoju istniejącego już oprogramowania i tworzenia autorskich rozwiązań IT. Nad otwartym oprogramowaniem pracuje wielomilionowa społeczność inżynierów i programistów na całym świecie, która dba o ulepszanie danego kodu, pracując nad wyłapywaniem ewentualnych błędów czy rozbudową funkcjonalności. Dlatego proces wdrażania nowego programu czy aplikacji z wykorzystaniem opensourcowych narzędzi, zazwyczaj odbywa się szybciej i sprawniej – komentuje Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer, Linux Polska.

Zastosowanie Open Source w biznesie.jpg

 

Przeszło co szósty ankietowany biorący udział w badaniu, korzysta z otwartych technologii w obszarze automatyzacji (14,9 proc. badanych), czyli rozwiązań, które np. pomagają w utrzymaniu kontroli nad wdrożeniami w środowiskach centrów danych oraz tzw. kontenerów (14,6 proc. respondentów), które upraszczają proces budowania i wdrażania nowego kodu. Innym przykładem mogą być rozwiązania chmurowe (ponad 12 proc.), które cały czas zyskują na znaczeniu, co jest spowodowane, chociażby zmianami zachodzącymi w sposobie organizacji pracy i coraz większej potrzebie dostępu do danych w dowolnym miejscu i czasie.

Elastyczność przede wszystkim

Uczestnicy badania Polski Rynek Open Source 2018 wskazali, że największą zaletą otwartego oprogramowania jest jego elastyczność, czyli możliwość dostosowania tego rozwiązania do indywidualnych potrzeb organizacji, ale prawie tyle samo głosów zyskała inna, mocna strona technologii open source – brak uzależnienia się od pojedynczego dostawcy. Te dwie cechy zostały wymienione przez blisko 52 proc. respondentów. Na kolejnych miejscach uplasowały się: efektywność kosztowa (blisko 21 proc.) lub inaczej – optymalizacja kosztów, na którą mogą liczyć firmy wdrażające open source, a także wysoka jakość i bezpieczeństwo tych rozwiązań (w obu przypadkach – przeszło 13 proc.).

Największe zalety Open Source.jpg

– Respondenci zapytani o największe zalety w korzystaniu z rozwiązań otwartych, na pierwszym miejscu wskazali na ich elastyczność, co nie jest zaskakujące. Szeroka dostępność, kompatybilność z innymi systemami, także tymi zamkniętymi, stanowią największe wyróżniki narzędzi bazujących na open source. Sprawiają również, że firmy, które z nich korzystają, unikają uzależnienia się od jednego dostawcy oprogramowania, a to z kolei tłumaczy, dlaczego ta zaleta technologii otwarto źródłowych przez osoby biorące udział w badaniu została wymieniona na drugim miejscu. Ankietowani zwrócili również uwagę na optymalizację kosztów, którą zapewniają rozwiązania open source. Wiele z nich udostępnianych jest bezpłatnie, ale efektywność kosztowa, o której możemy mówić w przypadku stosowania otwartego oprogramowania, nie bierze się wyłącznie z jego niższej ceny, ale z faktu wspomnianej elastyczności – zauważa Dariusz Świąder, Linux Polska.

Budowanie świadomości na temat open source nadal potrzebne

Chociaż 99 proc. badanych przyznało, że reprezentowana przez nich firma korzysta na co dzień z open source, co wskazuje na powszechność tych rozwiązań, to jednak ankietowani zwrócili uwagę na potrzebę większej edukacji w zakresie stosowania tej technologii. W rezultacie przyczyniłoby się to, do dalszego upowszechniania się rozwiązań otwartych w polskich firmach. Aż 6 na 10 badanych uważa, że można byłoby to osiągnąć poprzez zwiększenie świadomości na temat open source wśród osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach lub poprzez budowanie świadomości na temat uwarunkowań prawnych związanych z korzystaniem z narzędzi tego rodzaju (prawie 36 proc. ankietowanych).

 

Rozpowszechnienie Open Source w firmach.jpg

– Z każdym rokiem obserwujemy, jak technologia open source, która obecnie jest kluczowym kierunkiem rozwoju informatyki i motorem napędowym innowacji w wielu gałęziach gospodarki, staje coraz popularniejsza w naszym kraju. Po rozwiązania otwarte sięga nie tylko biznes, ale również instytucje z sektora publicznego. Przykładem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która za skuteczną implementację rozwiązań bazujących na otwartym kodzie otrzymała wyróżnienie podczas tegorocznej konferencji Open Source Day – wyjaśnia Dariusz Świąder, Linux Polska.

Jak dodaje Dariusz Świąder, wiedza o korzyściach, na które mogą liczyć firmy wdrażające open source, powinna trafić nie tylko do specjalistów z branży, a co ważne, także do osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach, odpowiedzialnych za infrastrukturę IT, co przyznają uczestnicy badania. – Zwiększanie świadomości na temat rozwiązań otwarto źródłowych było także głównym celem przyświecającym nam przy organizowaniu pierwszej edycji konferencji Open Source Day i nie zmienił się on przez 11 lat. Dziś to wydarzenie jest największą platformą wymiany wiedzy na temat open source nie tylko w Polsce, ale i Europie Środkowo-Wschodniej.

Uczestnicy badania Polski Rynek Open Source 2018 wyrazili również chęć zdobywania praktycznej wiedzy oraz umiejętności z obszaru technologii open source. Jeżeli chodzi o ofertę szkoleń przygotowaną przez Linux Polska, ponad 60 proc. respondentów łącznie chce uczestniczyć w warsztatach z zakresu takich rozwiązań jak: EDB/PostgreSQL, Red Hat RHEL, Red Hat OpenSfhift, Splunk czy Puppet.

Inauguracja działalności Fundacji Human 4.0., dyskusja o autonomicznych pojazdach i transformacji technologicznej przemysłu motoryzacyjnego oraz o największych wyzwaniach przemysłu 4.0. – to tematyka pierwszego dnia konferencji Future Motive. W trakcie Future Motive przedstawiciele najważniejszych firm sektora Automotive, IT, automatyki przemysłowej dyskutują o praktycznym zastosowaniu innowacji w przemyśle motoryzacyjnym. W dniach 7 i 8 czerwca wnętrza Walcowni Cynku w Katowicach łączą tradycję i nowoczesność motoryzacji.

Pierwszy dzień konferencji Future Motive rozpoczęło wystąpienie Jarosława Czai. Założyciel i prezes Future Processing przekonywał, że choć nie ziści się wizja, którą Ridley Scott przedstawił w nakręconym w 1982 roku kultowym filmie Blade Runner, zgodnie z którą w 2019 ludzkość miała poruszać się latającymi samochodami, to niezmiennie rozwój motoryzacji sprawia, że jesteśmy już blisko momentu, w którym po ulicach będą poruszać się autonomiczne pojazdy.

W trakcie konferencji zainaugurowano działalność Fundacji Human 4.0. Działalność fundacji będzie skupiać się między innymi na wsparciu i przygotowaniu pracowników do funkcjonowania w realiach Przemysłu 4.0. Celem inicjatywy jest budowanie świadomości w zakresie wykorzystania nowych technologii w gospodarce. Partnerami Fundacji Human 4.0 są firmy Crusar, jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm sektora TSL, gliwicka firma AIUT – specjalizująca się w specjalistycznych rozwiązaniach z dziedziny automatyki przemysłowej, a także Future Processing oraz platforma e-commerce Market Planet.

– Science fiction staje się faktem, a roboty wkraczając pomiędzy ludzi, zmieniając na niemal każdej płaszczyźnie nasze dotychczasowe życie. To implikuje zmiany, które będą już wkrótce dotyczyć niemal każdego z nas. Mimo postępującej robotyzacji to człowiek pozostanie fundamentem rewolucji 4.0., choć będzie ona od nas wymagać wiele np. zmian w systemie nauczania, który powinien skupiać się na kreatywności, empatii, czy komunikatywności – mówił w swoim wystąpieniu Karol Kundzicz, prezes zarządu Crusar, inicjator powołania Fundacji Human 4.0. – Celem fundacji jest tworzenie świadomości światłego menadżera. Fundacja będzie edukowała, a także umożliwiała łączenie się ludzi, którzy zarządzając firmą biorą pod uwagę „człowieka” – dodawał Karol Kundzicz.

W dzisiejszym świecie postępującej digitalizacji i automatyzacji procesów biznes nadal tworzą ludzie. Skutecznie współdziałając mamy szanse osiągać większe rezultaty i przyczyniać się do postępu w interesujących nas obszarach. Duża dynamika zmian, w tym oczekiwań klientów utrudnia lub wręcz uniemożliwia realizację wszystkich zadań samodzielnie. Poleganie na innych staje się coraz częstszą koniecznością – to z kolei tezy wystąpienia Michała Sztangi, zarządzającego jednostką biznesową Future Processing Gliwice. W swoim wystąpieniu poruszył także problem skutecznej współpracy w biznesie w kontekście rezultatów. Michał Sztanga przedstawił w swoim wystąpieniu również doświadczenia własne, swoich partnerów biznesowych z różnych etapów zawiązywania, rozwijania oraz zakańczania relacji biznesowych. Podsumowaniem było pięć rad, które mogą stanowić bazę dla udanego przepisu na działający model współpracy z zewnętrznym partnerem.

Wystąpienia pierwszego dnia Future Motive były poświęcone również wyzwaniom i przykładom konkretnych rozwiązań dedykowanym fabrykom 4.0., automatyzacji i robotyzacji produkcji, a także bezpieczeństwu w dobie rewolucji technologicznej. Wśród tematów wystąpień znalazły się także zagadnienia związane z rzeczywistością poszerzoną (ang. Augmented Reality – AR) oraz rolą człowieka w kontekście współpracy człowieka z maszyną, w zmieniającej się rzeczywistości branży samochodowej. Zaprezentowane zostały również założenia programu INNOMOTO dla sektora Automotive oraz korzyści dla przedsiębiorców płynące z przystąpienia do konkursu. Zespół Innowacji, Ulg i Dotacji KPMG zaprezentował, jak przygotować wniosek mający szanse na uzyskanie dofinansowania unijnego.

W spotkaniu uczestniczą przedstawiciele kilkudziesięciu firm z branży motoryzacyjnej i technologicznej m.in. Valeo, Toyota Motor Manufacturing Poland, Magneti Marelli, Siemens, Tenneco, Solaris Bus & Coach SA czy Nexteer Automotive. Drugi dzień wydarzenia poświęcony będzie zagadnieniom gotowości cyfrowej, systemom IT dla przemysłu. Odbędą się również warsztaty tematyczne.

***
Konferencja Future Motive odbywa się w dniach 7-8 czerwca 2018 w Walcowni Cynku w Katowicach – Szopienicach. Organizatorami wydarzenia są: Future Processing, Staubli, Crusar i Think Tank Human 4.0, KPMG oraz Klaster Silesia Automotive & Advanced Manufacturing wraz z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Spotkanie dedykowane jest kadrze zarządzającej. Program konferencji można odnaleźć na stronie: https://futuremotive.pl/

Liczba robotów na tysiąc pracowników w naszym kraju wynosi 1,05, podczas gdy w Czechach jest to 3,75, a na Słowacji 3,52. Tymczasem zdaniem ekspertów Banku DNB, automatyzacja produkcji jest szansą dla polskich przedsiębiorstw, nie tylko na zdobycie przewagi konkurencyjnej, ale jest także antidotum na coraz większe problemy z dostępem do siły roboczej. Jej rozpowszechnienie zależy jednak, zarówno od czynników ekonomicznych, jak i społecznych.

Barierą rozwoju firm staje się nie brak kapitału, ale właśnie niedobór odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

– Jednym z rozwiązań tego narastającego problemu może być automatyzacja procesów i produkcji. Z punktu widzenia polskiej gospodarki większa automatyzacja oznacza większą efektywność gospodarczą. Na ostatecznie tempo wdrażania automatyzacji wpłynie jednak popyt, korzyści związane z wydajnością, zmiany regulacyjne, ale również społeczna akceptacja dla tego typu rozwiązań – mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu ds. Bankowości Korporacyjnej w DNB Bank Polska S.A.

Polska z tyłu peletonu

Z najnowszego raportu OECD wynika, że średnia liczba robotów na tysiąc pracowników we wszystkich krajach OECD wynosi 6,23. Na tym tle najbardziej wyróżniają się Niemcy ze wskaźnikiem 14,45, Japonia (27,99) oraz Korea Południowa (25,65). Z krajów naszego regionu, oprócz Czech i Słowacji zadowalającym wskaźnikiem automatyzacji może pochwalić się jeszcze Słowenia z wynikiem 4,86 robotów na tysiąc pracowników. OEDC wyróżnia Czechy, Słowację, Słowenię oraz Węgry jako kraje, w których intensywność robotyzacji wzrosła od 2005 do 2015 roku od trzech do sześciu razy. Jeżeli nawet w ostatnich kilkunastu miesiącach polskie firmy zrobiły duży postęp w zakresie automatyzacji produkcji, to nadal dzieli je dystans nie tylko od liderów, ale też od najbliższych sąsiadów.

Inwestycja w automatyzację

We wszystkich państwach, podobnie jak w Polsce, w automatyzację produkcji inwestują przede wszystkim największe przedsiębiorstwa, w tym duże międzynarodowe koncerny i globalni gracze. Zazwyczaj wynika to z konieczności poniesienia dużych inwestycji. Z badania Deloitte wśród największych globalnych przedsiębiorstw wynika, że ich dotychczasowe koszty z tego tytułu wyniosły średnio 3,5 mln dolarów, a 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych na ten cel w ciągu kolejnych trzech lat. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu automatyzacji planują wydać średnio 1,5 mln dolarów.

– Dla globalnych graczy takie sumy być może nie są przeszkodą, ale dla polskich firm koszty automatyzacji, nawet biorąc pod uwagę dopłaty unijne, są niewątpliwie sporą barierą w jej wdrażaniu. Jednak bez poczynienia koniecznych inwestycji, trudno mówić o zyskaniu przewagi konkurencyjnej. Automatyzacja wpływa na efektywność, ale też jakość produktów – mówi Marcin Prusak.

Roboty w roli głównej

Najwięcej robotów w skali globalnej wykorzystywanych jest w sektorze wyrobów  gumowych i plastikowych, branży elektronicznej, transportowej i wytwórczej. Z kolei najmniejsze zastosowanie mają   w rolnictwie, górnictwie oraz energetyce. Czynności najbardziej podatne na automatyzację obejmują aktywności fizyczne, a także gromadzenie i przetwarzanie danych. Dlatego w przyszłości automatyzacja najprawdopodobniej najbardziej rozpowszechni się w produkcji, handlu oraz usługach hotelarskich.

Z danych Międzynarodowej Federacji Robotów wynika, że w 2016 roku sprzedaż robotów wzrosła o 16 proc. do 294 312 sztuk, co stanowi nowy rekord. Głównym motorem wzrostu był ponownie, podobnie jak rok wcześniej, przemysł elektryczny i elektroniczny, w których zapotrzebowanie na roboty wzrosło o 41 proc. rok do roku. Z szacunków wynika, że w 2020 roku w użyciu będzie ponad trzy milionów robotów  w skali globalnej.

 

 

Sprzedaż to gwarancja powodzenia działalności w firmie zarówno oferującej towary, ale też usługi.

Okazuje się, że można ją zautomatyzować, nawet nie dysponując maszynami, które za nas niczym roboty wykonają całą pracę. Tak to nie działa, no przynajmniej nie w branży usługowe, ale już sama możliwość ustawienia sobie automatycznej obsługi klienta, to już coś co może znacznie odciążyć prowadzących firmę jedno, albo kilkuosobową.

Na czym to polega?

Na wprowadzaniu danych do bazy klientów, odbiorców towarów lub usług, część pracy z tym związanej można, a nawet trzeba wykonać ręcznie, ale tylko jeden raz 🙂 W dodatku można także ustawić formularz do zapisu, a dodatkowo dodać całą grupę informacji na tematy związane z wykonywaną działalnością.

Raz ustawione działa zawsze

Taki automat do sprzedaży, to jakby mechanizm, sprawia że pozostajemy w kontakcie z naszym odbiorcom. Czyli utrzymujemy z nim relację, ma od numer i adres do firmy, który może łatwo znaleźć.

Wsparcie i szkolenie

Wsparcie polega na instrukcjach, które wskazują, jak co ustawić, ale na uwagę zasługuje także panel szkoleń między innymi sprzedażowych. Większość osób prowadzących biznesy wie, że sprzedaż, to jest coś czego trzeba się stale uczyć i udoskonalać swoje, być może nieco przestarzałe już techniki.

Automatyzacja, to przyszłość

Osobom, którym wydaje się, że automatyzacja ich nie dotyczy, albo jest nie możliwa do wprowadzenia w ich firmie, czas uświadomić, że to już się dzieje. Prawdopodobnie sami już są w bazach klientów niektórych firm, które działają już w taki sam sposób, tylko nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Poza tym, każdy z nas lubi automaty, zwłaszcza takie które nauczył się samodzielnie obsługiwać.

 

Autor: Anita Zielke

Zmiany technologiczne mają istotny wpływ na zachowanie pracowników. Aż 84 proc. z nich uważa, że jest istotne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii. Jak wynika z raportu Deloitte „The connected worker. Clocking in to the digital age”, mimo że pracownicy fizyczni i umysłowi w życiu prywatnym korzystają z technologii w bardzo podobnym stopniu, to w pracy różnice w tym obszarze są między nimi znaczące. Ponad połowa przebadanych pracowników fizycznych uważa, że ich kontakt z nowoczesnymi technologiami w miejscu pracy jest raczej sporadyczny, podczas gdy wśród pracowników umysłowych taką opinię wyraża jedynie 11 proc.

Deloitte przebadał ponad dwa tysiące pracowników umysłowych i fizycznych w Wielkiej Brytanii, którzy pracują w przemyśle budowlanym, infrastrukturalnym, usługach biznesowych i tzw. usługach profesjonalnych (prawo, usługi doradcze, usługi rekrutacyjne).

Eksperci Deloitte Digital uważają, że liczba tzw. connected workers, czyli osób, których życie zawodowe zmienia się wraz z rozwojem technologii cyfrowych, takich jak Internet Rzeczy, automatyzacja czy robotyzacja, będzie rosła. Aż 84 proc. pracowników wyraziło opinię, że jest ważne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii, które będą dla nich dostępne. Wśród pracowników umysłowych wskaźnik ten wynosił 88 proc., a wśród wykonujących pracę fizyczną 76 proc. Warto jednak zauważyć, że odsetek osób, które uważają korzystanie z nowoczesnych technologii przez biznes za czynnik mało istotny jest dwa razy większy wśród pracowników fizycznych niż umysłowych (24 do 12 proc.).

Przywiązani do technologii, również w miejscu pracy

Badanie Deloitte pokazało, że niezależnie od wykształcenia i rodzaju wykonywanej pracy ankietowani korzystają z dobrodziejstw technologii w życiu prywatnym w bardzo podobnym stopniu. Najczęściej badani korzystają z emaila (średnio 25 proc. wśród pracowników umysłowych i 24 proc. wśród pracowników fizycznych), komputera stacjonarnego lub laptopa (odpowiednio 23 i 22 proc.) oraz smartfonów (24 i 22 proc.). – Różnice pojawiają się, gdy ankietowani byli pytani o używanie tych samych narzędzi i technologii w miejscu pracy. Podczas, gdy w przypadku pracowników umysłowych właściwie nie ma różnicy w korzystaniu z maila i komputerów w pracy i poza nią, to w przypadku pracowników fizycznych widać, że w życiu zawodowym nie mają z nimi zbyt dużej styczności – mówi Jan Michalski, Partner, Lider zespołu TMT w Deloitte. W tej grupie używanie poczty elektronicznej czy komputera w pracy zadeklarowało jedynie 14 proc. badanych, a smartfonów 12 proc. Aż 47 proc. z nich używa za to swojego smartfona poza pracą częściej niż pięć razy dziennie, podczas gdy w miejscu pracy robi to jedynie 13 proc. Ponad jedna czwarta (27 proc.) sprawdza pocztę na swoim telefonie więcej niż pięć razy dziennie, a w pracy postępuje tak samo jedynie 15 proc. ankietowanych pracowników fizycznych. – Firmy zatrudniające dużą liczbę pracowników wykonujących pracę fizyczną powinny korzystać z tego faktu. Systemy informatyczne, które wykorzystują aplikacje mobilne, dają możliwość komunikacji między pracownikami oraz lokalizowania w jednym miejscu istotnych dla nich informacji – dodaje Wojciech Górniak, Dyrektor w Deloitte Digital.

Eksperci Deloitte podzielili ankietowanych według częstotliwości korzystania przez nich z nowych technologii. Tzw. „power users” używają nowoczesnych technologii częściej niż pięć razy dziennie. Wśród przebadanych pracowników umysłowych jest ich dwa razy więcej niż wśród pracowników fizycznych (36 vs. 18 proc.). Z kolei w tej grupie ponad połowa respondentów (51 proc.) zadeklarowała, że ich związek z technologiami w miejscu pracy jest luźny i sporadyczny. Wśród pracowników umysłowych takiej odpowiedzi udzieliło jedynie 11 proc. ankietowanych.

Elastyczność zamiast bezpieczeństwa

Jak nowoczesne technologie wpływają na życie pracowników? Zarówno pracownicy umysłowi, jak i fizyczni są zdania, że ułatwiają one pracę (odpowiednio 25 i 32 proc.). Ich zdaniem poprawiają także wydajność całej organizacji (odpowiednio 23 i 16 proc.) oraz pozwalają wypełnić szybciej powierzone im zadania (odpowiednio 22 i 13 proc.). Technologie oferują również elastyczność. W miejscu pracy oczekuje jej 63 proc. pracowników umysłowych i 43 proc. pracowników fizycznych. Aż 56 proc. reprezentantów tej pierwszej grupy byłoby w stanie zrezygnować z bezpieczeństwa socjalnego w pracy na rzecz elastyczności. W grupie pracowników umysłowych odsetek ten jest znacznie niższy i sięga 19 proc.

Główne siły napędzające cyfrową transformację w firmach pochodzą z trzech obszarów: wewnątrz przedsiębiorstwa, pracowników i otoczenia zewnętrznego. – Firmy na całym świecie są pod coraz większą presją, aby zwiększać produktywność. Korzystanie z technologii cyfrowych w większym stopniu niż dotychczas może ten proces wspomóc. Należy jednak pamiętać, że to ludzie są kluczowym elementem sektora usług, a zmiany technologiczne mają istotny wpływ na ich zachowanie i, jak pokazuje badanie Deloitte, pracownicy doceniają wsparcie technologiczne w pracy. Zarówno wśród pracowników umysłowych jak i fizycznych widać przywiązanie do technologii. Coraz częstsze i bardziej zaawansowane korzystanie z niej w życiu osobistym już wpływa na nasze zachowania – również w miejscu pracy. Od cyfryzacji biznesu nie ma zatem ucieczki – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital CE.

 

Źródło; Deloitte Digital

Dotarcie do konkretnego klienta z właściwym komunikatem, we właściwym czasie, za pośrednictwem najbardziej odpowiedniego kanału, jest jednym z największych wyzwań marketerów. Sposobem na wpasowanie się w aktualne potrzeby konsumentów, dzięki któremu wysyłane treści mają największą szansę spotkać się z ich zainteresowaniem, jest wdrożenie strategii komunikacji zgodnej z cyklem życia klienta. Na czym polega i jak ją wprowadzić w życie?

Zbudowanie i utrzymanie jak największego zaangażowania klienta w poszczególne działania marki powinno być przez marketera postrzegane nie tyle jako wynik pojedynczej kampanii, ale jako ścieżka, którą klient podąża, jego podróż. Takie podejście nie tylko odpowiada na oczekiwania użytkowników, lecz także pozwala ocenić wartość klienta w czasie.

Ścieżka kręta i wyboista? Niekoniecznie

Lifecycle marketing, czyli komunikacja zgodna z cyklem życia klienta, opiera się na dopasowaniu wysyłanych komunikatów do indywidualnych preferencji konkretnego użytkownika. Ma to związek z jego zainteresowaniami oraz segmentem, w którym się znajdują (więcej informacji na ten temat przeczytasz w dalszej części artykułu). Wdrożenie lifecycle e-mail marketingu nie musi spędzać snu z powiek marketerowi. Wypracowana raz strategia, w kolejnych etapach jej wdrożenia, realizowana jest w sposób automatyczny. Automatyzacja kampanii umożliwia analizę podejmowanych kroków, dzięki czemu kolejne próby kontaktu mogą zostać odpowiednio zmodyfikowane tak, by zwiększyć ich skuteczność. Analiza kampanii pozwala także ocenić, które z działań należy pominąć w kontakcie z danym klientem, ponieważ nie przynoszą oczekiwanych wyników, a które z nich są dla niego najbardziej optymalne.

Poznanie klienta

Komunikacja oparta na cyklu życia klienta polega w zdecydowanej mierze na personalizacji. Skrupulatnie wypracowany profil klienta, poszerzony o informacje na temat jego zachowania, jest największą wartością w pracy e-mail marketera. Pomocne w dopasowaniu sposobu komunikacji do poszczególnych użytkowników będzie dowiedzenie się, jakimi informacjami i ofertami są oni zainteresowani – dotyczy to informacji zawartych zarówno w newsletterze, jak i na stronie internetowej. Warto także określić, które kanały komunikacji wybierają poszczególne grupy odbiorców, aby móc maksymalnie dopasować treści do ich preferencji.

W projektowaniu strategii komunikacji, wykorzystuje się w pierwszej kolejności dane podstawowe, czyli płeć czy miejsce zamieszkania. W konstruowaniu konkretnych etapów kampanii konieczne jest także wykorzystanie informacji związanych z zachowaniem użytkowników na stronie czy w newsletterze (budowanie profili kliknięć poszczególnych użytkowników). Dane, które także warto wziąć pod uwagę, to te dotyczące sprzedaży, czyli wartość koszyka zakupowego, częstotliwości zakupów oraz rodzaju wybieranych produktów (np. produkty premium).

Scenariusz doskonały

Skategoryzowanie profilu i zachowań klientów pomoże zakwalifikować ich do określonego segmentu, w ramach którego należy zdefiniować kilka scenariuszy kontaktu. W ramach cyklu życia klienta najczęściej wyróżnia się cztery segmenty:

  1. Klienci potencjalni
  2. Nowi klienci
  3. Obecni klienci
  4. Klienci nieaktywni

Dla każdej z tych grup powinny zostać przygotowanie inne komunikaty.

  • W przypadku klientów potencjalnych, warto skupić się na fakcie, że jest osoba, w której należy rozbudzić zainteresowanie naszą marką czy produktami bądź też przełamać barierę związaną z wątpliwościami, które pojawiają się przed dokonaniem pierwszego zakupu. W tym celu należy rozpocząć komunikację z takim klientem od automatycznej kampanii powitalnej. W ramach kampanii powitalnej zaprezentuj swoje atuty i przewagę nad konkurencją, daj się poznać z jak najlepszej strony i pokaż, że jesteś marką, która dba o swoich klientów.
  • Nowi klienci pierwszy zakup mają prawdopodobnie za sobą. Należy więc postarać się o to, by zrobili to ponownie. Poza regularną komunikacją e-mail marketingową, warto wysyłać klientom rekomendacje produktowe, stworzone w oparciu o jego osobiste preferencje. Skutecznym sposobem na budowanie pozytywnego doświadczenia zakupowego jest także wysyłanie wiadomości transakcyjnych. Im bardziej pokażemy klientowi, że towarzyszymy mu w jego ścieżce zakupowej, tym chętniej zdecyduje się na złożenie kolejnego zamówienia.
  • W przypadku klientów stałych, największy nacisk należy położyć na utrzymaniu silnej więzi i udowodnienie, że każdy klient z osobna jest dla nas ważny. Pomóc w tym mogą mailingi okazjonalne, np. w urodziny czy Dzień Matki. Oczywiście istotne jest, aby cała regularna komunikacja nawiązywała do zainteresowań i preferencji odbiorcy. Można w ten sposób targetować całe wysyłki bądź też poszczególne elementy newslettera, np. poprzez dynamiczną treść.
  • Ostatni segment, czyli klienci nieaktywni, może przysporzyć nieco więcej problemów. Jakkolwiek byśmy się nie starali, zawsze znajdą się użytkownicy, którzy stają się coraz mniej aktywni i zainteresowani wysyłanymi przez nas wiadomościami. W zwróceniu uwagi nieaktywnych użytkowników może pomóc przemyślana, składająca się z kilku etapów kampania reaktywacyjna.

Wyniki kampanii zgodnych z cyklem życia klienta, czyli dopasowanych do ich preferencji, potwierdzają, że tego typu podejście do komunikacji jest obecnie najbardziej efektywne. Klienci doceniają indywidualne podejście i komunikację zaplanowaną w oparciu o ich wcześniejsze zachowania. Świadomość istnienia różnych segmentów klientów pozwala dotrzeć do precyzyjnie zdefiniowanych odbiorców, co może w znacznym stopniu wpłynąć na ich zaangażowanie i pogłębić relację z marką.

 

Autor: Anita Wata, Consulting Manager w Optivo, an Episerver Company

Największe wyzwania w pracy specjalistów kadrowo-płacowych to rekrutacja odpowiednio wykwalifikowanych kadr. Tak uważa połowa respondentów badania przeprowadzonego przez Sage w Polsce oraz 88% HR-owców w USA i Wielkiej Brytanii . Czy pozyskanie pracownika na polskim rynku będzie coraz trudniejsze?
Zjawisko ma charakter globalny. Umacniający się rynek pracownika i presja płacowa jest wyzwaniem dla 40 proc. badanych. IT wspiera już zarządzanie produkcją, sprzedażą, księgowością, logistyką czy marketingiem. HR to obszar, który wciąż czeka na cyfrową rewolucję.

Nowy pracownik szuka ludzkiej firmy
Młodsze pokolenia obeznane z technologią stają się coraz bardziej wymagające, preferując na przykład elastyczne formy zatrudnienia, czasu i miejsca pracy. Co więcej, osoby wykonujące pracę dla biznesu nie są przywiązane do biurka i etatu. Przewiduje się , że w ciągu najbliższych 25 lat maszyny zastąpią ludzi w wielu dziedzinach – automatyzacja i digitalizacja gospodarki może usunąć z rynku 47 proc. zawodów wykonywanych przez ludzi. Ponad połowa Polaków będzie utrzymywać się z pracy w kilku zawodach, pojawią się nowe profesje z najbardziej wiedzochłonnego obszaru IT oraz analityki. Wysokie, zróżnicowane kompetencje pozostaną w cenie, dlatego starsze pokolenia także będą zwiększać swoje wymagania wobec pracodawców. Wszyscy chcą czerpać z pracy satysfakcję.
Big Shift, czyli czwarta rewolucja przemysłowa, tworzy nowe środowisko dla ludzi i biznesu, w którym mają uzyskać przewagę konkurencyjną. Cyfryzacja procesów kadrowo-płacowych może wesprzeć firmy w pozyskiwaniu i utrzymaniu zasobów ludzkich niezbędnych do realizacji działań przedsiębiorstwa, a więc bytu i rozwoju.

Automatyzacja i projektowanie zadowolenia z pracy
Badania Sage People wskazują, że aż 84 proc. działów kadrowych z USA i Wielkiej Brytanii ma kłopot z rekrutacją talentów, zaś 70 proc. z zatrzymaniem najlepszych pracowników. Ankietowani podkreślają, że 40 proc. swojego czasu przeznaczają na prace administracyjne, czyli wypełnianie tabelek i formularzy.
Jednocześnie aż 87 proc. badanych czuje potrzebę skupienia się na utrzymaniu własnych pracowników. Składa się na to badanie potrzeb, budowanie ścieżek kariery, czyli szukanie i wdrażanie rozwiązań podnoszących poziom zadowolenia ludzi z pracy, tzw. positive work experience. Wprowadzanie automatyzacji procesów kadrowo-płacowych pozwala służbom HR zyskać czas na pracę z człowiekiem i budowanie jego zadowolenia z pracy – w efekcie podnosząc efektywność biznesu. Wyniki badania Sage People pokazują, że 80 proc. najszybciej rozwijających się firm korzysta ze zautomatyzowanych procesów HR.

Nauki społeczne i szkolenia w cenie
Badania polskiego oddziału Sage wskazują, że 77 proc. specjalistów czuje silną potrzebę rozwoju kompetencji i dodatkowe środki finansowe przeznaczyłaby na rozwój osobisty oraz szkolenia. Wynika to z rosnących oczekiwań wobec zawodu oraz bardzo zmiennego środowiska prawnego i rynku pracy, które zwiększają ilość pracy. Przedsiębiorcy stawiający na rozwój swoich działów HR, w tym szkolenia w obszarze nauk społecznych, jak psychologia biznesu, czy socjologia wygrywają rywalizacjęo nowego pracownika, do którego trzeba mieć wielowymiarowe podejście.

Rozwiązania on-demand
Polscy specjaliści ds. kadr i płac są zapracowani, potrzebują wsparcia. Niemal 1/3 z badanych przeznaczyłoby dodatkowe środki na nowe etaty w dziale zaś 38 proc, na dodatkowe lub nowe oprogramowanie. Rozwiązania chmurowe tzw. on-demand poprawiają efektywność pracy na linii kadrowiec – pracownik, a pozyskiwanie danych, ich weryfikacja i aktualizacja mogą przebiegać w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca globu. Daje to pracownikom swobodę realizacji zadań w dogodnym dla nich momencie. Biznes ma w czym wybierać.
– Wsparcie w systemach IT obsługujących obszar HR dla przedsiębiorców jest dostępne. Można skorzystać z rozwiązań, które już na etapie rekrutacji sprawdzą kwalifikacje kandydatów. Budują one, wraz z innymi narzędziami, markę pracodawcy i pozytywne warunki pracy i rozwoju tzw. employee experience. Platformy analizują dane pracowników, proponują szkolenia zmniejszając lukę kompetencyjną i pomagają budować dziś ścieżki kariery tak, aby pracownik wiedział, jak pracodawca widzi jego rolę w firmie i co może mu zaoferować w przyszłości. Ze względu na trend odchodzenia od biurka i etatu, w utrzymaniu pracownika sprawdzają się rozwiązania chmurowe. Umożliwiają one dostęp do danych i wymianę informacji wewnątrz firmy z każdego miejsca, o dowolnej porze, a także obsługują legislacje różnych krajów – w zglobalizowanej gospodarce coraz więcej pracowników to obcokrajowcy. Rozwiązania HR, które są rzeczywistą inwestycją w biznes, mogą także monitorować czas pracy oraz analizować adekwatność wynagrodzenia do umiejętności, dają więc policzalne wskaźniki zwrotu z inwestycji w kadry – mówi Cezary Karolczyk, ekspert obszaru kadr i płac w Sage w Polsce.

Pracownik jak klient
Nowy pracownik jest wymagający. Aż 44,2 proc. badanych w Polsce specjalistów uważa, że w obliczu zmian prawa i sytuacji na rynku pracy rozwój osobisty i zawodowy stanowi największe wyzwanie. Rekrutujący nie różnią się bardzo od rekrutowanych. Stawiają na siebie, czują się ważni w organizacji, mają świadomość istotności swojego zawodu i służby HR dla biznesu.
Trend konsumeryzacji rynku pracy zakłada przełożenie stosowanych w marketingu sprzedaży praktyk na procesy rekrutacji i utrzymania pracownika. Odpowiednia dbałość o markę pracodawcy przekłada się na łatwość pozyskiwania zasobów ludzkich. Informowanie zespołu o wydarzeniach w firmie, jej celach, zmianach w biznesie to jedynie połowa sukcesu. Dziś na rynku sprzedaży produktów i usług standardem jest dialog z klientem i indywidualizacja kontaktów, także przez media społecznościowe. Podobnie warto podejść do kontaktów z zatrudnionymi i potencjalnymi pracownikami. Sprzyja temu spłaszczenie struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa i idący w ślad za rozluźnieniem hierarchii, nieustanny dialog. Ważne jest w takich przypadkach monitorowanie zadowolenia z pracy i szukanie rozwiązań. Bez podobnych działań, wprowadzane zmiany mogą okazać się pozorne. Ponad połowa managerów wyższego szczebla w badaniu Sage People uznała, że reprezentują firmę o kulturze „People Company”, ale mniej niż ¼ pracowników tych przedsiębiorstw się z nimi zgodziła. Uważne wsłuchanie się w głos pracowników działu HR z pewnością wesprze firmę w budowaniu kultury organizacji dla nowego pracownika.

 

Źródło: Sage

Postęp cyfrowy osiągnie niebawem punkt krytyczny. Z jednej strony możliwości, które stwarza cyfryzacja, są niemalże nieskończone. Wśród nich wymienić należy choćby wyższą jakość świadczonych nam usług, automatyzację oraz sztuczną inteligencję, mniejsze oddziaływanie na środowisko, większą wydajność procesów w sektorze przemysłowym i usługowym oraz wiele ułatwień w naszym życiu codziennym. Z drugiej strony wraz z postępem cyfrowym pojawia się coraz więcej wyzwań. Dobrze zorganizowana cyfryzacja wymaga skutecznego zarządzania zagadnieniami związanymi z prywatnością, bezpieczeństwem, zużyciem energii a także społecznymi wyzwaniami, będącymi konsekwencją likwidacji miejsc pracy. Warto jednak podkreślić, że umiejętne wykorzystanie postępu cyfrowego pozwoli na dołączenie do grona tych krajów, które stanowią największe centra innowacji w Europie.

Powyższe zagadnienia zostaną poruszone podczas trzeciej edycji Polish-Swiss Innovation Day. Tegorocznym tematem przewodnim będzie: Jak stworzyć skuteczny ekosystem cyfrowy? Polish-Swiss Innovation Day stanowi forum dialogu w obszarze innowacji dla polskich, szwajcarskich, i nie tylko, ekspertów, przedstawicieli rządu, naukowców, przedsiębiorców oraz startupów.

Celem wydarzenia jest kontynuacja dialogu pomiędzy Szwajcarią a Polską o współpracy w zakresie innowacji, wymiana najlepszych praktyk oraz podkreślenie roli cyfryzacji w zdobywaniu przewagi konkurencyjnej zarówno w biznesie, jak i świecie nauki.

Trzecia edycja Polish-Swiss Innovation Day 2017 odbędzie się 23 maja 2017 r. w godz. 9.00-14:30 w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii (CZIiTT) na terenie kampusu Politechniki Warszawskiej (Rektorska 4, Warszawa).

Wystąpienie wprowadzające do wydarzenia wygłosi Jovan Kurbalija, prezes i założyciel DiploFoundation z Genewy. Jednym z głównych panelistów będzie minister cyfryzacji Anna Streżyńska.

W panelu wystąpią również, m.in.: Christian Wenger, Prezes, Digital Switzerland, Robert Firmhofer, Dyrektor, Centrum Nauki Kopernik, Aleksander Kutela, Dyrektor Zarządzający, GrupaOnet, Digital Poland

ABB oraz Nestlé Polska zaprezentują praktyczne spojrzenie na cyfrową transformację. Ponadto zostanie omówiona rola szkolnictwa wyższego i edukacji w procesie cyfryzacji. Warsztaty te będą doskonałą okazją do wymiany poglądów i doświadczeń.

Szczegółowy program konferencji, nazwiska prelegentów oraz formularz rejestracyjny znajdą Państwo na stronie http://polishswissinnovationday.pl

W ciągu niespełna dekady miliony miejsc pracy zastąpi automat. To nieodwracalnie zmieni rynek pracy. Programowanie będzie jedną z tych umiejętności, która nie zaniknie. Co nie oznacza, że praca programistów nie ulegnie zmianom. 

W związku z popularyzacją automatyki i systemów działających w oparciu o sztuczną inteligencję niektóre zawody, zwłaszcza nie wymagające specjalistycznej wiedzy i kwalifikacji, będą zanikać. Do 2025 r. co czwarte zadanie wykonywane przez pracowników sektora produkcyjnego, budowlanego, konserwacyjnego czy rolniczego ma zostać zautomatyzowane – przewiduje opublikowany w 2013 roku raport McKinsey Global Institute.

Wśród zawodów, którym nie grozi całkowita automatyzacja znajdują się programiści. Z ubiegłorocznego raportu firmy analitycznej Burning Glass wynika, że w samym 2015 r. ponad 7 milionów ogłoszeń o pracę w Stanach Zjednoczonych wymagało od kandydatów przynajmniej podstawowych umiejętności kodowania. Oszacowali oni również, że liczba stanowisk pracy powiązanych z programowaniem rośnie o 50 proc. szybciej niż cały rynek pracy. W ciągu najbliższych 10 lat żaden inny zawód nie będzie rozwijał się szybciej.

Niemniej postępująca automatyzacja i robotyzacja pracy bez wątpienia wpłyną także na pracę programistów. – Należy się spodziewać powstania nowych zawodów, związanych z obsługą systemów opartych np. na uczeniu maszynowym. Jednym z nich jest data scientist. W jego kompetencjach będzie m.in. przygotowywanie danych wejściowych do przetworzenia przez system, jak i tworzenie stosownych algorytmów, na których system będzie pracował. Profesja ta będzie wymagać łączenia umiejętności programistycznych i analityczno-statystycznych – wyjaśnia Leszek Wolany ze szkoły programowania Coders Lab, którą ukończyło już ponad 600 początkujących programistów.

To właśnie zawód data scientist kilka tygodni temu wygrał coroczny ranking „Best Jobs in America”, przygotowywany przez Glassdoor. Większość zawodów, jakie znalazły się w pierwszej dziesiątce, wymagała umiejętności kodowania. Raport powstał w oparciu o trzy czynniki: liczbę ogłoszeń o pracę, średnie zarobki oraz poziom zadowolenia deklarowany przez wykonujących dany zawód.

W dłuższej perspektywie na znaczeniu zyskiwać będę także zupełnie nowe profesje, łączące ludzi z maszynami. Skoro roboty i zautomatyzowane maszyny coraz mocniej wpływają na naszą pracę oraz codzienne życie, coraz więcej ludzi będzie potrzebnych do ich zaprogramowania czy konserwowania (tech robot programmer).

– Data scientist czy tech robot programmer to profesje wymagające zaawansowanych umiejętności programistycznych oraz dodatkowych kwalifikacji, których nabycie zajmuje dużo czasu. Rynek pracy będzie jednak potrzebował milionów programistów, także w branżach, dotąd nie powiązanych bezpośrednio z nowymi technologiami, takich jak finanse, medycyna czy produkcja – wylicza Leszek Wolany.

Prestiżowy magazyn „Wired” opublikował na początku tego roku bardzo głośny artykuł o tym, że programiści to nowe „niebieskie kołnierzyki”, w którym pada m.in. zdanie „code could raplace coal” (kod może zastąpić węgiel), gdy mowa o górnikach, którzy przekwalifikowują się w koderów. – Oczywiście zawód programisty wymaga kilku umiejętności charakterystycznych dla pracowników na wysokich, dobrze płatnych stanowiskach: umiejętności logicznego myślenia, jednoczesnej syntezy i analizy danych, sporej dawki kreatywności w rozwiązywaniu problemów. To dlatego w tym zawodzie płace są jednymi z najwyższych, tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Choć osoby o takim profilu nigdy nie będą stanowiły większości, to faktem jest, że ze względu na postępującą deindustrializację i automatyzacje wielu procesów, w perspektywie kilkunastu lat to właśnie w kodowaniu coraz więcej osób będzie szukało ucieczki przed rosnącym bezrobociem. W efekcie umiejętności programowania będą się stawać coraz bardziej masowe. Powiedziałbym, że staną się jak znajomość języka angielskiego – oczekiwane w pracy na różnorodnych stanowiskach i w wielu branżach – dodaje Leszek Wolany, ekspert Coders Lab.

Wypowiedź: Leszek Wolany, Coders Lab.

W firmach, których działalność opiera się na  sprzedaży usług w formie abonamentów, sposób organizacji oraz koszty zatrudnienia są uzależnione w dużej mierze od tego, w jakim zakresie udało się zautomatyzować rozliczenia z klientami. W praktyce niemal wszystko może wykonywać komputer.

Firmy zajmujące się dostawą wody, prądu, ciepła lub internetu regularnie muszą wysyłać do swoich klientów tysiące, a często nawet setki tysięcy faktur. Ale nie trzeba być energetycznym gigantem, ani operatorem telekomunikacyjnym, by bezproblemowa obsługa płatności stała się wyzwaniem.

Sposób na mniejsze zatrudnienie

Wystarczy, że nieduża firma sprzedająca usługi w formie abonamentów nagle doświadczy gwałtownego przyrostu klientów. Wówczas jej zarząd będzie musiał podjąć szybką decyzję – czy zatrudniać dodatkowych pracowników, czy może jednak pozostać przy niewielkim zatrudnieniu i postawić na automatyzację obsługi.

– Comiesięczne zliczenie należnych kwot, przeanalizowanie wykorzystania wykupionych pakietów, przygotowanie faktur i przesłanie ich do klientów to mozolna praca, obarczona możliwością błędu. Dlatego w takich sytuacjach najlepiej zdać się na pomoc programu komputerowego – mówi Maciej Blajer z informatycznej firmy Enadis. – Oprogramowanie takie bywa stosowane nie tylko do rozliczeń usług telekomunikacyjnych i mediów, ale również pakietów medycznych, czy nawet usług prawnych – dodaje.

Jeśli cały proces można w pełni zautomatyzować, a tak się dzieje choćby w przypadku rozliczeń za internet czy telewizję, to zainwestowanie w taki program ma sens już na samym początku działalności. Ponieważ funkcjonowanie takiego systemu będzie miało wpływ na organizację zatrudnienia, najlepiej od razu startować z oprogramowaniem, które będzie przygotowane na obsługę zakładanej docelowo liczby klientów.

Lepszy system dedykowany

Nie dla wszystkich firm jest to oczywiste. Niektóre decydują się początkowo na gotowe systemy o ograniczonej funkcjonalności, nie biorąc pod uwagę, że w przyszłości zmiana oprogramowania, na którym opierają się podstawowe operacje w firmie, nie będzie sprawą łatwą.

Każda firma różni się od innych indywidualnym sposobem obliczania abonamentów, czy choćby udzielania rabatów, dlatego trudno o znalezienie gotowego, uniwersalnego oprogramowania, które wszędzie sprawdzi się równie dobrze. W najgorszym przypadku może się okazać, że to polityka cenowa przedsiębiorstwa będzie musiała zostać dostosowana do ograniczeń narzuconych przez twórców oprogramowania.

Aby tego uniknąć, najlepiej od razu zdecydować się na indywidualne rozwiązania, a jeśli już firma musi kupować gotową aplikację, powinna ona dawać możliwość całkowitego dostosowania do potrzeb klienta.

Program odczyta licznik i wyśle sms

Możliwości, jakie dają aplikacje tworzone na indywidualne zamówienie, zależą właściwie wyłącznie od życzeń klienta. Proces obsługi abonentów może zostać zautomatyzowany częściowo lub całkowicie. Na czym polega taka pełna automatyzacja?

– Program może wykonać prawie wszystko – wyjaśnia Maciej Blajer. – W przypadku firmy energetycznej będzie to obejmowało automatyczne pobrania danych z liczników prądu, naliczenie opłat, wystawienie faktur i wysłanie ich do klientów. Nawet wysłanie faktur zwykłą pocztą może obecnie odbywać się automatycznie, bez konieczności noszenia listów na pocztę – wyjaśnia przedstawiciel Enadis.

Dobry program powinien być zintegrowany z systemem CRM. Pozwoli to na gromadzenie informacji o zawartych umowach, promocjach, rabatach i czasie ich trwania. Dzięki wprowadzeniu tych informacji, program będzie wiedział, kiedy wystawić klientowi fakturę i na jaką kwotę.

Kolejnym ważnym elementem jest moduł, który pozwoli automatycznie wystawiać klientom faktury. Moduł płatności umożliwia z kolei automatyczne pobieranie informacji o przelewach przychodzących z banku i wiązanie ich z wystawionymi fakturami. Dzięki temu zaksięgowanie wpłaty automatycznie aktualizują stan rozrachunków z klientem. System powinien mieć również możliwość wystawiania not odsetkowych i wezwań do zapłaty dla klientów, którzy nie zapłacili za usługi.

Możliwości jest jednak znacznie więcej, włącznie z wysłaniem klientowi przez sms lub e-mail podziękowania za dokonanie płatności lub umożliwieniem mu złożenia reklamacji poprzez panel klienta.

– Dzięki nowoczesnym systemom  możemy zaoszczędzić pracę, którą do tej pory wykonywało co najmniej kilku ludzi. A systemy komputerowe wykazują znacznie mniejszą podatność na błędy – podkreśla Maciej Blajer.

Rola człowieka sprowadza się w opisanych rozwiązaniach jedynie do wprowadzania danych dotyczących umów oraz do ewentualnego wprowadzania korekt w nietypowych sytuacjach. Pozostałe działania są całkowicie zautomatyzowane przez program.

 źródło: Enadis

 

Eksperci

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

AKTUALNOŚCI

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...