sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "aplikacje mobilne"

aplikacje mobilne

Elektromobilność oznacza ogromną zmianę, która czeka branżę samochodową. Ale to tylko część procesów, które wywrócą do góry nogami sposób poruszania się po mieście – mówili uczestnicy dyskusji „Motoryzacja w miastach przyszłości”, która odbyła się podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.
Prowadzący panel red. Robert Przybylski z „Rzeczpospolitej” ocenił, że branża motoryzacyjna stoi przed kilkoma zmianami – nie tylko zmianą napędu, identyfikowaną z elektromobilnością, ale też np. współdzieleniem pojazdów oraz intensywną urbanizacją. W efekcie rodzi się zupełnie inne postrzeganie samochodów i mobilności przez dzisiejszych nastolatków. W badaniach społecznych po wielu latach samochód stracił pozycję najbardziej pożądanego dobra konsumpcyjnego – na rzecz smartfonu. – Branża tak czy owak będzie po wygranej stronie – bo dalej trzeba będzie produkować samochody. Pytanie tylko – ile ich będzie? – stwierdził.

Uczestnicy podkreślali, że restrykcje dotyczące wprowadzania ruchu do centrum miast są coraz bardziej powszechne – nie tylko w Europie, ale i na świecie. Wiceprezydent Wrocławia Maciej Bluj nie ma wątpliwości, że ścisłe centra miast będą wkrótce powszechnie zamknięte dla komunikacji indywidualnej – być może z wyłączeniem samochodów elektrycznych. Stolica Dolnego Śląska będzie je intensywnie promować – wkrótce uruchomi projekt carsharingu aut elektrycznych na około sto, a wiosną – już dwieście samochodów.– Na dwustu samochodach się nie skończy, bo kolejne firmy działające we Wrocławiu zgłaszają się z prośbą o utworzenie stacji w ich pobliżu – zapowiedział.

Elektryfikacja przewozów cargo to kwestia miesięcy. Ale nie w Polsce

O tym, jak elektromobilność zmieni dostawy kurierskie opowiedział dyrektor ds. publicznych UPS Polska Wojciech Arciszewski. Jak przypomniał, skończyły się wygodne czasy dla firm kurierskich, które rozwoziły paczki hurtem do biur. Teraz klienci kurierów żądają dostawy w konkretnej godzinie, a miejsca dostaw są bardzo różne. Zwiększa to obciążenie dostaw dla dróg i środowiska. Częściową odpowiedzią jest odbiór własny przez klienta – w coraz bardziej popularnych paczkomatach i punktach kurierskich.

Jego zdaniem już w najbliższych miesiącach w ofercie producentów pojawią się pełnoprawne elektryczne samochody dostawcze i rozpocznie się elektryfikacja przewozów cargo w miastach. Niestety, to zjawisko na razie ominie Polskę – a to dlatego, że krajowe firmy kurierskie opierają się na małych podwykonawcach. Ich na razie nie będzie stać na inwestycje w elektromobilność – w przeciwieństwie do dużych zachodnich firm kurierskich, którzy wykorzystają efekt skali do wymiany własnej floty.

Specyfika naszego kraju powoduje, że omija nas część korzystnych trendów w zakresie mobilności. Kolejny tego typu przykład podał Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Chodzi o wprowadzenie coraz bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin – aż do Euro6. Polacy niestety korzystają na tym w niewielkim stopniu– a to przez duży udział importu używanych samochodów, które w ogromnym stopniu zanieczyszczają środowisko.

Parkowanie do przebudowy

Maciej Zawadzki prezes APCOA Parking Polska przyznał, że niezależnie od podwyżek stawek za parkowanie, liczba klientów stale rośnie – co niestety świadczy tylko o coraz większym ruchu ulicznym w naszym kraju i kłopotach z miejscami do parkowania. Jego zdaniem odpowiedzią na te problemy będą aplikacje mobilne, wskazujące miejsca do pozostawienia samochodu – zintegrowane z płatnością, rozkładem komunikacji miejskiej itd.

Wiceprezes ZDG TOR Adrian Furgalski zwrócił uwagę, że problem braku miejsc parkingowych może pomóc rozwiązać przygotowywana przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa ustawa, która pozwoli wreszcie samorządom podnieść stawki za parkowanie. – Ministerstwo daje tylko narzędzie, z którego samorządy będą mogły korzystać według własnych potrzeb. Pewnie nie spotkamy się z maksymalną stawkę 9 złotych za parkowanie – przewiduje.

Zmiany są konieczne, bo według cytowanych przez niego badań w strefach śródmiejskich za aż 25 procent ruchu odpowiadają kierowcy szukający miejsca parkingowego. – Trzeba zmienić powszechne oczekiwanie, że skoro po latach pracy stać mnie na samochód to muszę nim wjechać do centrum, a jak wjadę – to i zaparkować – stwierdził. Tymczasem skutki kongestii w ruchu ulicznym kosztują Polskę aż 2 procent PKB. – Tych pieniędzy nam nie szkoda bo nie wyjmujemy ich z portfela – podkreślił.

Źródło: www.rynekinfrastruktury.pl

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji mBanku, blisko 95 proc.  rodziców pomaga dzieciom w nauce, z czego najwięcej czasu (aż 40 proc.) poświęcają na  matematykę.  

Najnowsze badanie „Wsparcie rodziców w nauce matematyki”, przeprowadzonego przez Kantar MillwardBrown na zlecenie mFundacji (lipiec 2017 r.)wykazało, że polskie rodziny mają dużo obowiązków związanych z pracami domowymi dzieci. Aż 95 proc. rodziców pomaga swoim pociechom w odrabianiu lekcji lub uczeniu się nowych zagadnień. Taką postawę rodzice uważają za naturalną – 83 proc. uważa, że pomoc w nauce jest ich obowiązkiem. Tylko 28 proc. rodziców uważa, że za wykształcenie dziecka odpowiadać powinna wyłącznie placówka edukacyjna.

Przekonanie o obowiązku pomocy dzieciom zmniejsza się nieco,  gdy  dzieci są starsze ( z 87 proc. wśród rodziców dzieci najmłodszych do 77 proc. rodziców dzieci w wieku 10-12) i coraz więcej czasu przeznaczają na naukę w domu (z 1 godziny w wieku 5-6 do prawie 2 godzin w wieku 10-12).

Matematyka traktowana priorytetowo

Dzieci i rodzice spędzają średnio na odrabianiu lekcji i dalszej nauce ponad 1,5 godziny dziennie, z czego najwięcej, bo prawie 40 minut, poświęcają matematyce. Polscy rodzice mają bardzo pozytywny stosunek do królowej nauk. Prawie ¾ wszystkich przebadanych rodziców uważa matematykę za jeden z najważniejszych przedmiotów w szkole. Matematyka zajmuje też wysokie miejsce w kategorii „Przedmioty, do których rodzice przykładają szczególną wagę”. Na pierwszym miejscu wymienia ją aż 61 proc. ankietowanych.

Im starsze dziecko, tym ważniejsza jest dla rodziców matematyka. Jej naukę przedkłada się nawet ponad języki obce. Odsetek rodziców stawiających matematykę na pierwszym miejscu rośnie wraz z wiekiem dziecka i w grupie rodziców dzieci 10 – 12-letnich osiąga poziom 65 proc.

W matematyce rodzice pomagają sami

Poza szkołą dzieci uczą się matematyki przede wszystkim w domu, pod okiem rodziców. Wraz z wiekiem dziecka zmienia się model tej dodatkowej pracy. W najstarszej grupie dzieci (10-12 lat) da się zaobserwować wzrost znaczenia zajęć dodatkowych u korepetytorów (z 6 proc. u dzieci w wieku 5-6 do 18 proc. u najstarszych) i zmniejszenie częstotliwości udzielania pomocy w domu.

Wciąż jednak dominujące  pozostaje uczenie się w domu. Być może dlatego, że rodzice  bardzo dobrze oceniają swoje umiejętności matematyczne: aż 62 proc. z nich uważa, że matematyka jest dla nich łatwa. Ciekawe jest natomiast zestawienie oceny umiejętności rodzica z tym, czy ich dziecko lubi matematykę. Dla przykładu, rodzice najstarszych dzieci czują się najpewniej w tej dziedzinie (najwięcej, bo aż 65 proc. uważa, że matematyka jest łatwa), ale ich dzieci… najmniej lubią ten przedmiot.

Ale nie są na tym polu zbyt kreatywni

Podejście rodziców do nauki matematyki jest tradycyjne. Brakuje im wiedzy i wyobraźni, jak można niestandardowo podejść do nauczania matematyki. W większości nie czują też takiej potrzeby – uważają matematykę za łatwy do opanowania przedmiot i kopiują schematy znane im doskonale z okresu własnych doświadczeń szkolnych.

Stosunkowo największą kreatywnością wykazują się rodzice dzieci najmłodszych (5-6 lat). Do nauki wykorzystują gry i zabawki edukacyjne czy wspólne zabawy mające ułatwić naukę matematyki – narzędzia te stosuje prawie 2 razy liczniejsza grupa rodziców niż w pozostałych kategoriach wiekowych.

Od 7 roku życia dziecka wśród rodziców dominują tradycyjne metody nauki: tłumaczenie zasad matematyki (85 proc. w grupie 10-12), sprawdzanie odrobionych lekcji (80 proc.), wspólne rozwiązywanie zadań z książki (77 proc.) i przepytywanie dziecka (np. z tabliczki mnożenia).

Co ciekawe, choć sami nie jesteśmy zbyt postępowi, szkole stawiamy wysokie wymagania odnośnie metod nauczania. Z badania mFundacji wynika, że rodzice chcieliby, aby szkoła bardziej kreatywnie podchodziła do nauczania dzieci matematyki – uważa tak 80 proc. ankietowanych. Tylko co czwarty rodzic uważa, że współczesna szkoła dobrze radzi sobie z uczeniem dzieci.

Metody rodziców rozmijają się z oczekiwaniami dzieci

Rodzice usilnie trzymają się metod nauczania, które sami pamiętają, podczas gdy ich dzieci – pokolenie urodzone w dobie wszechobecnego Internetu – naturalnie wybierają aplikacje mobilne czy platformy internetowe.

Najczęściej wykorzystywana w pomocy dzieciom jest wiedza własna rodzica (88 proc. w grupie najstarszych dzieci, 79 proc. wśród dzieci 7-9) oraz podręczniki i ćwiczenia szkolne dziecka (ok. 75 proc. w obu starszych grupach, tylko 47 proc. wśród młodszych). Rodzice starszych dzieci przestają tłumaczyć dziecku praktyczność matematyki, skupiając się na jej abstrakcyjności – z 50 proc. do 30 proc. spada wykorzystywanie przedmiotów z otoczenia dziecka do tłumaczenia zagadnień matematycznych. Podobnie w przypadku gier planszowych – korzysta z nich dwa razy mniej rodziców dzieci starszych (30 proc.) niż najmłodszych (62 proc.).

Do Internetu rodzice sięgają dopiero na późniejszym etapie nauki oraz głównie po to, by znaleźć zestawy zadań matematycznych i ich rozwiązania (44 proc. rodziców dzieci najstarszych vs. 22 proc. rodziców dzieci najmłodszych). Gry komputerowe czy aplikacje akceptowane są przez rodziców wyłącznie jako uzupełnienie, dodatkowa zabawa. Rodzice nie sądzą, aby mogły one być podstawowym narzędziem pomocy w nauce.

A co wybierają dzieci? Mają zupełnie odmienne preferencje od rodziców. Najbardziej lubią gry planszowe (46 proc. odpowiedzi; wykorzystywane tylko przez 24 proc. rodziców), matematyczne gry na komputerze (43 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 12 proc.) czy aplikacje i programy na tablet/telefon (32 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 9 proc.).
Im starsze dziecko, tym bardziej preferuje cyfrowe formy, łącznie z YouTube.

 A dzieci im starsze, tym mniej lubią matematykę

Wbrew  preferencjom dzieci, które – im starsze, tym bardziej wolałyby cyfrowe formy wsparcia – rodzice coraz częściej wykorzystują tradycyjne metody nauczania. Choć dopuszczają włączenie do nauki Internetu, koncentrują się głównie na powtarzaniu treści z podręczników.

Towarzyszy temu wyraźny regres w postrzeganiu matematyki przez dzieci.
Z przedmiotu najbardziej lubianego (71 proc. dzieci w wieku 5-6) staje się przedmiotem lubianym coraz mniej. Z 3 do 16 proc. wzrasta grupa dzieci zdecydowanie nie lubiących matematyki (dzieci w wieku 5-6 vs. dzieci 10-12). W konsekwencji wzrasta też poczucie, że matematyka jest trudna. Tylko 9 proc. dzieci w wieku 5-6 uważa matematykę za trudną lub raczej trudną. Wśród dzieci 10-12 odsetek ten wzrasta dwukrotnie.

Podsumowanie

Polscy rodzice dostrzegli, że matematyka jest szansą na lepszą przyszłość dla ich dzieci. Zdają sobie sprawę, że wiele zawodów przyszłości opiera się na dobrej znajomości matematyki. Dlatego przykładają do jej nauczania dużą wagę i poświęcają jej czas.

Robią to jednak tradycyjnymi metodami, kopiując schematy nauczania ze swoich szkolnych czasów.  Dość wcześnie przestają uczyć dzieci matematycznego sposobu patrzenia na otaczający świat, wykorzystywania codziennych przedmiotów do nauki matematyki. Zagadnienia tłumaczone są w abstrakcyjny sposób – podobnie jak w szkole – z wykorzystaniem tradycyjnych narzędzi jak np. podręczniki czy zestawy zadań matematycznych. W zakresie nauczania, polskich rodziców ominęła również cyfrowa rewolucja. Narzędzia internetowe i mobilne uważają jedynie za dodatkowe wsparcie nauki, nie widzą ich potencjału w przyswajaniu wiedzy. To znacząco rozmija się z oczekiwaniami dzieci, które dodatkowo postrzegają matematykę jako zbyt abstrakcyjną – bo tłumaczoną na obcych wzorach – i wskutek tego nie dostrzegają jej obecności w realnym świecie.

 

Źródło: MSL

 

 

 

 

 

 

 

Zaledwie 27% użytkowników korzystających z nowoczesnych form komunikacji jest gotowa oddać część swojej prywatności w celu zwiększenia wygody i łatwości korzystania z sieci. Tymczasem każdy, kto korzysta z bezpłatnych aplikacji w telefonie czy z portali społecznościowych udostępnia o sobie szereg informacji. Czy rzeczywiście mamy się czego obawiać?

O tym, z czym wiąże się korzystanie z darmowych aplikacji ułatwiających nam życie opowiada Paweł Kmiecik – Dyrektor Zarządzający Powermat Polska, start-upu zajmującego się marketingiem, z wykorzystaniem technologii
bezprzewodowego ładowania urządzeń mobilnych.

Ostatni przykład z polskiego podwórka, gdzie agencja reklamy mobilnej przeanalizowała dane użytkowników biorących udział w Open’er Festival wywołał najpierw zachwyt, a następnie falę krytyki. Czy słusznie? – Biorąc pod uwagę fakt, że w naszych telefonach znajdują się dane dość wrażliwe, np. te dotyczące preferencji seksualnych lub zamiarów powiększenia rodziny, rozumiem, że użytkownikom może zapalić się czerwona lampka – mówi Paweł Kmiecik.

Należy jednak uświadomić sobie jedną kluczową rzecz – dane te, nawet jeśli trafią do statystyk jakiejś aplikacji to nie są one powiązane z konkretnym użytkownikiem. Oznacza to tyle, że agencja czy firma udostępniająca darmową aplikację nie jest w stanie powiązać konkretnej osoby czy numeru telefonu z informacją na temat preferencji
zakupowych czy innych osobistych informacji. I szczerze powiedziawszy, wcale im na tym nie zależy. Mówimy tu raczej o zbiorze danych statystycznych, które specjaliści od marketingu wykorzystują do kreowania „spersonalizowanych ofert” – tłumaczy Paweł Kmiecik.

Te spersonalizowane oferty, tworzone są na podstawie danych, które sami świadomie bądź mniej świadomie udostępniamy, instalując darmową aplikację czy korzystając z przeglądarki internetowej w telefonie. Ich personalizacja polega na zaszeregowaniu użytkownika do określonej grupy np. mieszkańców dużych miast w wieku 30-40 lat aktywnie spędzających swój czas z rodziną. Te dane są oczywiście istotne dla marketingowców. – Tu dotykamy sedna zagadnienia. Cytując klasyka: „nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady” (Milton Friedman przyp. Red.), za każdą rzecz płacimy, niekoniecznie pieniędzmi. Dziś walutą w mobilnym świecie jest także informacja o zwyczajach użytkowników – mówi Paweł Kmiecik.

Większość z nas akceptuje taki stan rzeczy, mając na względzie powiązane z nim benefity – aż 91% respondentów przebadanych w ramach EMC Privacy Index (badanie zrealizowane przy udziale 15 000 ankietowanych z całego świata) docenia korzyści płynące z łatwego dostępu do informacji i wiedzy, które zapewnia technologia cyfrowaii. – Te korzyści są niezaprzeczalne, ponieważ dzięki technologii możemy szybciej i trafniej zaspokajać własne potrzeby – na przykład zlokalizować restaurację serwującą danie, na które właśnie mamy ochotę czy odnaleźć najbliższy punkt bezprzewodowego ładowania telefonu, co umożliwia system Powermat. To po prostu ułatwia życie – wyjaśnia Paweł Kmiecik.

Tak więc dostęp do danych udzielany darmowym aplikacjom czy portalom społecznościowym ma wiele „twarzy”, ale są one zdecydowanie przyjazne użytkownikowi. – To wszystko kwestia świadomości. Musimy po prostu zdawać sobie sprawę, że dane faktycznie są przekazywane – ale nie w zindywidualizowanej formie. Tak więc jest to dla użytkownika naprawdę mała „cena” za wszystkie wartości, które niosą dziś z sobą nowoczesne aplikacje. Przykładowo, korzystając z systemu Powermat oprócz tego, że bezpłatnie doładowujemy telefon w wybranych lokalach to otrzymujemy także dostęp do szeregu promocji dedykowanych właśnie dla osób z naszej „kategorii” (biorącej pod uwagę wiek, zainteresowania itd.). Podobnie jest, gdy korzystamy z Facebooka, Instagrama, Airbnb czy TripAdvisor. Można przewrotnie powiedzieć, że to właśnie dzielenie się informacjami o danych psycho-demograficznych ułatwia życie nam samym. Dostajemy to, co jest spójne z naszymi potrzebami, zamiast przypadkowych treści – wyjaśnia Paweł Kmiecik.

Opinię dyrektora Powermat potwierdzają wyniki wspomnianego już badania EMC Privacy Index. Okazuje się, że choć raczej nie jesteśmy entuzjastami tego, by inni ludzie wiedzieli o nas zbyt dużo bez naszej zgody – to jednak sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy sami podejmujemy decyzję o dzieleniu się informacjami na swój temat. Wtedy już 84% badanych akceptuje udostępnianie danych statystycznych o sobie.

Rozumienie tej kwestii swoistej wymiany korzyści jest szczególnie widoczne wśród młodych mieszkańców dużych miast. – To osoby, które bardzo świadomie korzystają z nowoczesnych rozwiązań technologicznych, dbając o swój wizerunek w mediach społecznościowych. Jednocześnie aktywnie korzystają z darmowych rozwiązań. Widzimy to też po tym, jak entuzjastycznie reagują na nasz Powermat. Zaspokajając swoją potrzebę darmowego doładowania telefonu w przestrzeni miejskiej są świadomi tego, że aplikacja na przykład musi mieć dostęp do ich GPS, skoro ma wskazać im najbliższy punkt ładowania. Zgadzają się na taką wymianę wzajemnych informacji, bo wiedzą, że im się to po prostu opłaca – tłumaczy Paweł Kmiecik.

Smartfon jest dziś nieodłącznym elementem naszego stylu życia, od dawna już wykraczającym poza zwykłe wykonywanie połączeń i wysyłanie SMS-ów. Potrafi pokierować nas do wyznaczonego celu, wskazać miejsce zgubionych kluczy, podpowiedzieć, gdzie warto dziś zjeść i skorzystać z ciekawych promocji czy też pojechać na wakacje. Aby jednak mógł trafnie wzbogacać naszą codzienność – musi w jakimś zakresie poznać nasze przyzwyczajenia i potrzeby. – To tak jak z naszymi znajomymi – wyjaśnia Paweł Kmiecik – najlepsze prezenty dostajemy od tych osób, które nie są przypadkowe, tylko jakoś nas znają. Bo też dzięki temu wiedzą, co lubimy. A lubimy nie tracić czasu na zbędne treści tylko ułatwiać sobie życie. I dzięki temu czerpać z niego na 100%

 

Źródło: Powermat Polska

W ostatnim czasie widoczny jest wzrost konkurencji na rynku sieci detalicznej. Wielu przedsiębiorców obawia się spadku poziomu sprzedaży oraz utraty klientów. Wynika to z rosnącej popularności showroomingu, gdy klienci oglądają i testują produkty w sklepie stacjonarnym, ale kupują go w sklepie internetowym. Z pewnością, mobilne zakupy stanowią zagrożenie dla tradycyjnych sklepów i butików, gdyż dają klientom więcej możliwości. Działające całą dobę sklepy internetowe i platformy e-commerce gwarantują bogactwo asortymentu, a zdarza się, że i korzystniejsze ceny, liczne promocje oraz rabaty. Dodatkowo klientów przyciąga możliwość szybkiej dostawy, opcja realizacji płatności za pomocą jednego kliknięcia oraz wygodna polityka zwrotu towaru. Zakupy bez wychodzenia z domu są coraz szybsze i komfortowe.

Skutki rozwoju sprzedaży internetowej

Rozwój sprzedaży internetowej wymusił na właścicielach stacjonarnych sklepów potrzebę poszukiwania nowych pomysłów na przyciągnięcie klientów. Detaliści opracowują innowacyjne techniki sprzedażowe i korzystają z różnych narzędzi marketingowych, dzięki którym zatrzymają także obecnych klientów i zachęcą ich do zakupu większej ilości produktów, niż początkowo planowali.

Współczesny rynek znacząco się zmienił. Rozwój nowych technologii daje przedsiębiorcom szereg nowych możliwości, z których klienci chcą korzystać, a przedsiębiorcy muszą się do nich przekonać. I innym razie przegrają z silną konkurencją, która wykorzysta każdy ich błąd – mówi Daria Widerowska, Marketing Manager, IT.integro – Wielokanałowość, aplikacje mobilne, programy lojalnościowe, indywidualne oferty, spersonalizowany przekaz, czy w końcu analityka zakupów i klientów stają się nieodzownymi elementami procesu sprzedażowego, które pozwalają efektywnie zarządzać działalnością oraz zaspokajać rosnące wymagania klientów.

Najczęściej wykorzystywane strategie sklepów stacjonarnych, których celem jest wzrost liczby klientów

  • Personalizacja doświadczeń zakupowych konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez VoucherCodes.co.uk i Centre for Retail Research wynika, że klienci mogą wydawać więcej, jeśli otrzymają spersonalizowaną ofertę, która dopasowana jest do ich potrzeb i zainteresowań.
  • Wykorzystanie social media w budowaniu wizerunku marki.
  • Wykorzystywanie modelu zakupowego Kliknij i odbierz – po złożeniu zamówienia w sklepie internetowym konsument odwiedza sklep stacjonarny w celu odbioru.
  •  Sprzedaż części produktów z asortymentu wyłącznie w sklepie stacjonarnym.
  • Aktywacja usługi wyszukiwania produktów na podstawie lokalizacji klienta. Oznacza to, że korzystając z aplikacji mobilnej klient sprawdza, w którym najbliższym sklepie jest dostępny poszukiwany przez niego towar.
  • Cyfryzacja procesów sprzedażowych, usprawniająca obsługę zakupów i płatności w sklepach tradycyjnych.
  •  Reorganizacja metod sprzedaży i rozszerzenie działalności o uzupełniające się bądź niepowiązane ze sobą obszary biznesowe, aby przyciągnąć zróżnicowaną grupę nabywców.

Dynamiczny wzrost firm, które łączą sprzedaż detaliczną z usługami hotelarsko-gastronomicznymi

Coraz częściej zdarza się, że przedsiębiorstwa, które specjalizują się w danej dziedzinie biznesowej (branży hotelarsko-gastronomicznej, sprzedaży detalicznej, działalności usługowej) decydują się na łączenie kilku aktywności w obszarze jednej marki. Nie jest to oczywiście nowe zjawisko. Już od początków XX wieku wiele domów towarowych prowadziło w swoich obiektach restauracje czy herbaciarnie. Nowością jest wysoki poziom integracji działań i usług gdzie jedna marka zarządza centralnie wszystkimi procesami, dbając jednocześnie o zapewnienie klientom kompleksowej usługi i niezapomnianego doświadczenia marki.

Działania tego typu są opłacalne. Amerykański kanał informacyjny ABC news poinformował, że IKEA – potentat branży meblowej, obsługuje każdego roku ponad 600 milionów klientów w swoich restauracjach. Znakiem firmowym sieci, najbardziej znanej ze sprzedaży mebli oraz artykułów wyposażenia domu, stały się również klopsiki z sosem borówkowym, które serwowane są przez restauracje IKEA już w ilości ponad 1 miliarda rocznie. Według portalu „First We Feast”, nawet znane restauracje, które wyróżnione są gwiazdkami Michelin, otwierają swoje stoiska gastronomiczne w supermarketach i centach handlowych.

Środowisko pełne wyzwań

Idea połączenia sprzedaży detalicznej z usługami gastronomicznymi wydaje się być trafiony – ale nie jest łatwy w realizacji. Przed detalistami, chcącymi spróbować stoi trudne zadanie – opracowania strategii działania, która zagwarantuje firmie odnieść sukces.

JAK ZATEM STWORZYĆ MARKĘ, KTÓRA DZIAŁA Z POWODZENIEM W WIELU OBSZARACH BIZNESOWYCH I PRZYCIĄGNIE KLIENTÓW?

Według badań przeprowadzonych przez ekspertów firmy badawczej NPD Group, jednym z szybko rozwijających się segmentów branży hotelarsko-gastronomicznej jest prowadzenie działalności usługowej o charakterze restauracyjnym w obiektach handlowych. Restauracje i kawiarnie pojawiają się także w nietypowych miejscach jak na przykład luksusowe butiki projektantów mody, takich jak Ralph Lauren. W przypadku niektórych sklepów, działalność gastronomiczna zaczęła przynosić sporo dochody. Według Roba Goldberga, wiceprezesa firmy Tommy Bahama, producenta odzieży sportowej, sklepy, które posiadają wydzieloną część restauracyjną generują ponad dwukrotnie większe przychody niż te zajmujące się wyłącznie sprzedażą.

Rozwiązaniem stworzonym z myślą o firmach, które łączą różne sfery działalności jest LS Retail – system, który pozwala efektywnie zarządzać sprzedażą produktów i usług. Wszystkie dane są ze sobą powiązane i znajdują się w jednym, spójnym systemie, dzięki czemu kierownictwo ma wgląd w aktualną sytuację swojej firmy.

Źródło: IT.integro

Zmiany technologiczne mają istotny wpływ na zachowanie pracowników. Aż 84 proc. z nich uważa, że jest istotne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii. Jak wynika z raportu Deloitte „The connected worker. Clocking in to the digital age”, mimo że pracownicy fizyczni i umysłowi w życiu prywatnym korzystają z technologii w bardzo podobnym stopniu, to w pracy różnice w tym obszarze są między nimi znaczące. Ponad połowa przebadanych pracowników fizycznych uważa, że ich kontakt z nowoczesnymi technologiami w miejscu pracy jest raczej sporadyczny, podczas gdy wśród pracowników umysłowych taką opinię wyraża jedynie 11 proc.

Deloitte przebadał ponad dwa tysiące pracowników umysłowych i fizycznych w Wielkiej Brytanii, którzy pracują w przemyśle budowlanym, infrastrukturalnym, usługach biznesowych i tzw. usługach profesjonalnych (prawo, usługi doradcze, usługi rekrutacyjne).

Eksperci Deloitte Digital uważają, że liczba tzw. connected workers, czyli osób, których życie zawodowe zmienia się wraz z rozwojem technologii cyfrowych, takich jak Internet Rzeczy, automatyzacja czy robotyzacja, będzie rosła. Aż 84 proc. pracowników wyraziło opinię, że jest ważne, by ich firmy korzystały z najnowszych technologii, które będą dla nich dostępne. Wśród pracowników umysłowych wskaźnik ten wynosił 88 proc., a wśród wykonujących pracę fizyczną 76 proc. Warto jednak zauważyć, że odsetek osób, które uważają korzystanie z nowoczesnych technologii przez biznes za czynnik mało istotny jest dwa razy większy wśród pracowników fizycznych niż umysłowych (24 do 12 proc.).

Przywiązani do technologii, również w miejscu pracy

Badanie Deloitte pokazało, że niezależnie od wykształcenia i rodzaju wykonywanej pracy ankietowani korzystają z dobrodziejstw technologii w życiu prywatnym w bardzo podobnym stopniu. Najczęściej badani korzystają z emaila (średnio 25 proc. wśród pracowników umysłowych i 24 proc. wśród pracowników fizycznych), komputera stacjonarnego lub laptopa (odpowiednio 23 i 22 proc.) oraz smartfonów (24 i 22 proc.). – Różnice pojawiają się, gdy ankietowani byli pytani o używanie tych samych narzędzi i technologii w miejscu pracy. Podczas, gdy w przypadku pracowników umysłowych właściwie nie ma różnicy w korzystaniu z maila i komputerów w pracy i poza nią, to w przypadku pracowników fizycznych widać, że w życiu zawodowym nie mają z nimi zbyt dużej styczności – mówi Jan Michalski, Partner, Lider zespołu TMT w Deloitte. W tej grupie używanie poczty elektronicznej czy komputera w pracy zadeklarowało jedynie 14 proc. badanych, a smartfonów 12 proc. Aż 47 proc. z nich używa za to swojego smartfona poza pracą częściej niż pięć razy dziennie, podczas gdy w miejscu pracy robi to jedynie 13 proc. Ponad jedna czwarta (27 proc.) sprawdza pocztę na swoim telefonie więcej niż pięć razy dziennie, a w pracy postępuje tak samo jedynie 15 proc. ankietowanych pracowników fizycznych. – Firmy zatrudniające dużą liczbę pracowników wykonujących pracę fizyczną powinny korzystać z tego faktu. Systemy informatyczne, które wykorzystują aplikacje mobilne, dają możliwość komunikacji między pracownikami oraz lokalizowania w jednym miejscu istotnych dla nich informacji – dodaje Wojciech Górniak, Dyrektor w Deloitte Digital.

Eksperci Deloitte podzielili ankietowanych według częstotliwości korzystania przez nich z nowych technologii. Tzw. „power users” używają nowoczesnych technologii częściej niż pięć razy dziennie. Wśród przebadanych pracowników umysłowych jest ich dwa razy więcej niż wśród pracowników fizycznych (36 vs. 18 proc.). Z kolei w tej grupie ponad połowa respondentów (51 proc.) zadeklarowała, że ich związek z technologiami w miejscu pracy jest luźny i sporadyczny. Wśród pracowników umysłowych takiej odpowiedzi udzieliło jedynie 11 proc. ankietowanych.

Elastyczność zamiast bezpieczeństwa

Jak nowoczesne technologie wpływają na życie pracowników? Zarówno pracownicy umysłowi, jak i fizyczni są zdania, że ułatwiają one pracę (odpowiednio 25 i 32 proc.). Ich zdaniem poprawiają także wydajność całej organizacji (odpowiednio 23 i 16 proc.) oraz pozwalają wypełnić szybciej powierzone im zadania (odpowiednio 22 i 13 proc.). Technologie oferują również elastyczność. W miejscu pracy oczekuje jej 63 proc. pracowników umysłowych i 43 proc. pracowników fizycznych. Aż 56 proc. reprezentantów tej pierwszej grupy byłoby w stanie zrezygnować z bezpieczeństwa socjalnego w pracy na rzecz elastyczności. W grupie pracowników umysłowych odsetek ten jest znacznie niższy i sięga 19 proc.

Główne siły napędzające cyfrową transformację w firmach pochodzą z trzech obszarów: wewnątrz przedsiębiorstwa, pracowników i otoczenia zewnętrznego. – Firmy na całym świecie są pod coraz większą presją, aby zwiększać produktywność. Korzystanie z technologii cyfrowych w większym stopniu niż dotychczas może ten proces wspomóc. Należy jednak pamiętać, że to ludzie są kluczowym elementem sektora usług, a zmiany technologiczne mają istotny wpływ na ich zachowanie i, jak pokazuje badanie Deloitte, pracownicy doceniają wsparcie technologiczne w pracy. Zarówno wśród pracowników umysłowych jak i fizycznych widać przywiązanie do technologii. Coraz częstsze i bardziej zaawansowane korzystanie z niej w życiu osobistym już wpływa na nasze zachowania – również w miejscu pracy. Od cyfryzacji biznesu nie ma zatem ucieczki – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital CE.

 

Źródło; Deloitte Digital

Wideo rozmowy z lekarzem to codzienność w USA, Francji i Anglii. Elektroniczne recepty są już od 7 lat w Estonii. Z takiego rozwiązania korzystają także mieszkańcy Norwegii, Finlandii, Szwecji, Belgii, Włoch, Islandii i Grecji. W Polsce prace nad e-receptą trwają. Polacy w publicznych placówkach medycznych nadal nie mogą korzystać z wielu cyfrowych rozwiązań, które ułatwiają i przyspieszają konsultacje z lekarzem. Aż 65,2% z nas uważa system e-zdrowia za słabo lub bardzo słabo rozwinięty.

– W Polsce cyfryzacja służby zdrowia jest na dość niskim poziomie. Niektóre prywatne placówki udostępniają takie usługi on-linę, jak rejestracja czy też przeglądanie historii choroby pacjenta. Jeżeli natomiast spojrzymy na publiczną służbę zdrowia, to tutaj sytuacja wygląda bardzo słabo – mówi Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska.

Raport „E-Zdrowie oczami Polaków”, przygotowany na zlecenie LekSeek Polska, pokazał, że Polacy słyszeli o niektórych formach cyfryzacji służby zdrowia. Możliwość rejestracji on-line wskazało 73,6% zapytanych, dzwonienie do lekarza i umawianie się na wizyty przez telefon – 69,6% osób. Natomiast odbieranie wyników badań przez telefon czy Internet wskazała połowa respondentów (50,5%). Nieco mniej, bo 40,6% mówiło o telefonach dotyczących ofert medycznych. Tylko 39,9% zapytanych wymieniło aplikacje mobilne jako narzędzie do zarządzania wizytami, płatnościami i receptami a 7,7% nie słyszało o żadnej formie cyfryzacji służby zdrowia.

– Co prawda już od dłuższego czasu trwają rozmowy  o e-recepcie, ale dla porównania w Estonii już od 7 lat pacjenci mogą korzystać z takiego rozwiązania. Nie jest to też jedyny kraj europejski, w którym to rozwiązanie jest dostępne. Z e-recepty korzystają już mieszkańcy Norwegii, Finlandii czy Grecji. W Polsce wideo rozmowy z lekarzem są rozwiązaniem niszowym, a w USA i Francji stają się narzędziem stosowanym przy terapii – dodaje Łukasz Kamiński.

Jak w świetle raportu wygląda cyfryzacja w Polsce? Najczęściej wskazywanym rozwiązaniem, z którego skorzystali zapytani, jest dzwonienie do lekarza i umawianie się na wizytę. Takiej odpowiedzi udzieliło 60,8% osób. Możliwość rejestracji on-line wymieniło 44,9% respondentów, odbieranie wyników badań przez telefon czy Internet – 29%, telefony dotyczące ofert medycznych – 21% zapytanych. Jedynie 8,8% badanych korzystało z aplikacji do zarządzania wizytami, płatnościami i receptami, a 13,7% przyznało, że nie korzystało z żadnej z powyższych form cyfryzacji.

65,2% Polaków uważa system e-zdrowia za słabo lub bardzo słabo rozwinięty. Najbardziej negatywnie oceniają poziom cyfryzacji medycyny w Polsce osoby w grupie wiekowej 50+ (71,6%) oraz mieszkańcy największych miast (77%), ale słabe oceny przyznają także mieszkańcy wsi (63%). Najbardziej pozytywną opinię na ten temat mają ludzie młodzi – 14% uważa, że polski system e-zdrowia jest dobrze lub bardzo dobrze rozwinięty.

 Wypowiedź: Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska.

Banki stopniowo likwidują stacjonarne punkty obsługi klientów i rozwijają digitalne kanały, nastawione na samoobsługę. W ten sposób, odpowiadają na obecne potrzeby konsumentów, wykreowane przez nowoczesne technologie. Optymalizują też swoje koszty. Fizyczne oddziały nadal są ważne w interakcji z zamożnymi odbiorcami.

Szef Biura Projektów Bankowości Klienta Zamożnego w Citi Handlowy, Tomasz Bąk, podaje, że obecnie 95% banków w Europie Środkowo-Wschodniej posiada własną strategię cyfrowej transformacji sieci oddziałów. Różnią się one miedzy sobą np. tempem i zakresem migracji transakcji do kanałów zdalnych, wysokością potrzebnych inwestycji i oczywiście punktem wyjściowym do wprowadzanych innowacji. Potrzeba likwidacji placówek bankowych wynika z tego, że zmienia się miejsce i sposób interakcji klientów z usługodawcami. Coraz częściej konsumenci oczekują zaawansowanych rozwiązań technicznych. Jednak przeniesienie całej obsługi do kanału internetowego, a co za tym idzie oparcie modelu operacyjnego na samoobsłudze, może nie wszystkim osobom odpowiadać.

– Są grupy klientów, które nadal potrzebują bezpośredniego kontaktu z pracownikiem placówki. Dlatego, w przypadku rozmów na temat zarządzania majątkiem kontakt osobisty z opiekunem jest wciąż preferowany. To samo dotyczy skomplikowanych produktów, np. inwestycji i ubezpieczeń. W części banków pewne kwestie wciąż można załatwić tylko w oddziałach. Jednak obecnie, tak naprawdę wszystkie transakcje możemy szybko i łatwo wykonać przez Internet. Uważam więc, że trend przenoszenia obsługi bankowej do świata cyfrowego będzie dynamicznie postępował. W perspektywie 3-5 lat zniknie aż kilkadziesiąt procent tradycyjnych placówek w Europie – mówi Tomasz Bąk.

Sposób, w jaki banki budują i utrzymują relacje z konsumentami, silnie zależy od specyfiki rynku docelowego i odbiorców usług. W segmencie klientów masowych, nawet jeżeli kontakt jest nawiązywany w placówce, to dalsza komunikacja przebiega głównie z wykorzystaniem kanałów zdalnych, telefonu i Internetu, oraz sieci bankomatów i wpłatomatów. Z kolei, instytucje finansowe, które najbardziej zabiegają o klientów zamożnych, skupiają się na budowaniu długoterminowych, bezpośrednich relacji. Dlatego, w tym przypadku, obok Internetu, oddział stanowi bardzo ważną przestrzeń do rozmów.

– Technologia wpływa na oczekiwania konsumentów w sposób, w jaki nie oddziaływała na nich przez ostatnich 10 lat. Biometryczna autentykacja klientów staje się już standardem. Za pomocą odcisku palca mogą w kilkanaście sekund zalogować się do swojego banku i zlecić przelew na swoim smartfonie. Postęp rośnie w szybkim tempie. W Polsce mamy już ponad 15 mln użytkowników bankowości internetowej. Rodacy spędzają średnio 90 minut dziennie na korzystaniu z aplikacji mobilnych. Aż 20-30 razy w miesiącu logują się do banku, poprzez system mobilny. Widzimy zatem, że ich potrzeby kreują trend zmniejszania ilości placówek bankowych i przeobrażenia ich roli – zapewnia Tomasz Bąk.

Jak wyjaśnia ekspert, oddziały zmieniają swój charakter i dotychczasową funkcję transakcyjną na doradczą lub czysto sprzedażową. Specjaliści nie siedzą za biurkami, ale towarzyszą klientom podczas ich wizyt w placówkach, tym samym skupiają się na budowaniu z nimi relacji. W wielu oddziałach nie ma już biurek ani ulotek. Są za to tablety i ekrany dotykowe, na których klienci samodzielnie realizują transakcje, które dotychczas odbywały się „przy okienku”. Nowe placówki tworzone są w miejscach, gdzie konsumenci realizują swoje potrzeby finansowe, czyli przede wszystkim w centrach handlowych. Równocześnie powstają formaty mobilne, które fizycznie podążają za potencjalnym nabywcą usług i zachęcają go do nawiązania pierwszego kontaktu.

– Takie zjawiska, jak cyfryzacja, globalizacja czy urbanizacja, najsilniej kształtują formy dystrybucji banków detalicznych. 10 lat temu niewielu z nas było w stanie wyobrazić sobie obecny kształt bankowości. Dlatego dokładne wskazanie granic jej transformacji w perspektywie następnej dekady jest raczej niemożliwe. Na pewno w dalszym ciągu będą rozwijały się nowe, bardziej digitalne i mobilne kanały komunikacji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe statystki, należy oczekiwać dalszej, regularnej likwidacji stacjonarnych oddziałów bankowych – przewiduje Tomasz Bąk.

Ekspert podaje, że według danych Komisji Nadzoru Finansowego, od końca 2012 roku liczba placówek w Polsce zmniejszyła się o 7,5%. Rocznie ubywa zatem około 2% spośród ponad 14 tys. bankowych placówek. Z kolei, Raport Citi GPS: Global Perspectives & Solutions, Citibank Research, 2016, pokazuje, że banki europejskie znajdują się właśnie w ważnym punkcie zwrotnym. Analitycy Citibanku uważają, że redukcje placówek na całym kontynencie powinny wynieść 40%. Banki w Hiszpanii, czyli tam gdzie nasycenie rynku stacjonarnymi oddziałami jest największe, musiałyby zamknąć 70% takich punktów, aby osiągnąć poziom zagęszczenia podobny do krajów skandynawskich.

– Nasi analitycy zwracają uwagę na to, że restrukturyzacja europejskich placówek jest konieczna nie tylko ze względu na preferencje klientów, ale też z uwagi na wydatki. Utrzymanie stacjonarnych oddziałów i zatrudnionych w nich osób stanowi około 60-65% kosztów banku. Niezbędne będzie też dalsze zautomatyzowanie procesów obsługi klienta, bo dziś nadal w wielu bankach aż 60-70% zadań wykonywanych jest ręcznie przez pracowników – podsumowuje Tomasz Bąk.

 

Źródło: MondayNews.pl

User Experience, rozumiane jako ogół wrażeń związanych z interakcją ze sklepem internetowym, przechodzi pewnego rodzaju przeobrażenie. Dziś można mówić o Digital Experience, czyli cyfrowym doświadczeniu, które – jeśli dobrze zaprojektowane i egzekwowane – może przynieść mierzalne wyniki biznesowe oraz zbudować silne relacje z konsumentami.

Przy podejmowaniu decyzji o zakupie, użytkownicy zwracają uwagę na możliwie najprostszą ścieżkę zakupową, jaką oferuje dany e-sklep. Jednocześnie, chcą być zaskakiwani nowymi formami komunikacji, wychodzącymi poza schematyczne ramy. Jak odpowiedzieć na rosnące potrzeby konsumentów, przy jednoczesnej integracji wielu kanałów komunikacji?

Jasno i treściwie

Choć w ostatnich latach mówi się o epoce „mobile first”, desktopowe wersje sklepów internetowych nadal pozostają dla klientów głównym miejscem, w którym dokonują zakupów online. Chcąc zapewnić użytkownikom najlepsze doświadczenie cyfrowe, warto zacząć od podstaw, czyli od umieszczenia w widocznych miejscach strony internetowej kompletnych i wyczerpujących informacji na temat produktów i procesu transakcji. W ten sposób umożliwiamy konsumentom sprawne poruszanie się po sklepie. Jest to o tyle istotne, że – zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez firmę Episerver pt. „Nowe spojrzenie na handel” („Reimagining Commerce”) – 42% respondentów, którzy znaleźli się na stronie internetowej z zamiarem dokonania zakupu, zrezygnowało z niego z powodu utrudnionej nawigacji po sklepie. Dla 34% osób natomiast, decydującym czynnikiem, dla którego zdecydowali się opuścić sklep, była trudność w finalizacji transakcji.

Redefinicja kreowania User Experience  

Marki stoją przed wyzwaniem scalenia ze sobą nie tylko kanałów online i offline, ale także zarządzania cyfrową treścią, handlem i marketingiem internetowym. Z racji tego, że retailerzy coraz częściej rezygnują z aplikacji mobilnych na rzecz w pełni responsywnych stron internetowych, zwiększy się zapotrzebowanie użytkowników na całościowe, płynne doświadczenie cyfrowe w obrębie kilku urządzeń i platform na raz. Pomimo że 98 na 100 właścicieli witryn sklepów internetowych przeanalizowanych przez Episerver w ramach badania „Beyond Mobile: State of Digital Commerce” deklaruje, że inwestuje w mobile, 20% z nich – zamiast postawić na pełną responsywność strony – wciąż wykorzystuje przekierowania na odrębny adres URL swojej witryny mobilnej. Utrudnia to łatwą nawigację i może rodzić problemy techniczne, które w konsekwencji mogą zachęcić klienta do porzucenia koszyka.

Możliwość korzystania z platformy zakupowej na każdym urządzeniu mobilnym jest jednym z głównych priorytetów współczesnych klientów. Ważne jednak, by sam fakt wykorzystania kanału mobile w komunikacji z klientami nie przysłonił nadrzędnego celu, czyli użyteczności. Brak responsywnej strony czy niefunkcjonalne aplikacje mobilne mogą zakłócać doświadczenie użytkownika i wywoływać niepotrzebną frustrację. Zadbanie o pozytywne wrażenia związane z kontaktem z marką we wszystkich kanałach komunikacji jest zatem kluczowe z punktu widzenia budowania relacji z klientem – zaznacza Marek Włodarczyk, Country Manager w Optivo, an Episerver Company.

Mobile 3.0

Kanał mobile oraz jego integracja z innymi kanałami, są istotnym elementem budowania spójnej strategii komunikacji wielokanałowej z odbiorcami. Warto mieć jednak na względzie, że konsumenci nie są już zainteresowani korzystaniem z kilkunastu osobnych aplikacji mobilnych, które służą wyłącznie do przeglądania ofert – użytkownicy mogą to zrobić równie dobrze na stronie internetowej sklepu. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Episerver „Beyond Mobile: State of Digital Commerce”, odbiorcy chętnie korzystają z dedykowanych aplikacji sklepów internetowych, ale pod warunkiem, że oferują one dodatkowe opcje, rozszerzające kontakt z marką o ciekawe cyfrowe doświadczenie. Blisko jedna trzecia respondentów, biorących udział w badaniu Episerver, deklaruje, że chciałoby korzystać z aplikacji, która umożliwiłaby finalizację transakcji za pomocą jednego kliknięcia. Co piąty kupujący z kolei, chciałby mieć możliwość przymierzania ubrań za pomocą technologii VR.

Należy pamiętać, że zbyt złożone i nieintuicyjne strony internetowe nie tylko wpływają na brak chęci użytkownika do poruszania się po nich, ale także na odbiór produktu lub usługi, którą oferuje sklep. Finalnie, opóźniają lub wręcz uniemożliwiają finalizację transakcji. Maksymalne uproszczenie poruszania się po stronie internetowej, ale też włączenie użytkowników w wielokanałowe doświadczenie cyfrowe, jest kluczowe dla zapewnienia angażującej interakcji z klientami.

 

Źródło: Optivo

Zapanowała smartfonizacja – dzisiaj praktycznie nie rozstajemy się z naszymi urządzeniami mobilnymi takimi jak smartfon czy tablet. Są naszym oknem na świat, narzędziem pracy, a także antidotum na utrzymywanie stałego kontaktu z najbliższymi mimo dzielących nas odległości. Ale czy to jedyne plusy wynikające z używania tego sprzętu? Z biegiem czasu smartfony coraz częściej pełnią rolę naszego portfela. Eksperci SkyCash na podstawie doświadczeń związanych ze swoją aplikacją opowiadają , co użytkownicy kupują za jej pomocą najczęściej.

  1. Parking

Polacy coraz częściej płacą smartfonem za miejsce w strefie płatnego parkowania. Dzięki czemu unikają niepotrzebnych nerwów – poszukiwania parkometru, w którym można byłoby uiścić opłaty, a także poszukiwania drobnych do opłacenia postoju. Wiąże się z tym również oszczędność – ponieważ przy używaniu aplikacji płaci się tylko za realny czas postoju w strefie płatnego parkowania.

  1. Bilety miejskie

Coraz częściej kupujemy bilety przez aplikacje mobilne. Jeszcze kilka lat temu jedyną opcją na zakup biletu było udawanie się do pobliskiego kiosku, gdzie wystając swoje w kolejce mogliśmy kupić upragniony bilet. Mogliśmy również liczyć na łut szczęścia i trafić na taki środek transportu, w którym można było kupić bilet na przejazd u kierowcy, konduktora czy maszynisty. Od kilku lat transakcji zakupu możemy dokonywać w biletomatach, które zostały postawione przy wybranych przystankach w największych miastach w Polsce. Z biegiem lat takie biletomaty są również dostępne w niektórych środkach transportu. W dobie internetu i smarfonizacji bilety możemy kupować szybko i wygodnie za pomocą aplikacji.

  1. Bilety kolejowe

Długie kolejki do kasy, niespodziewane przerwy techniczne lub niepewność związana z tym, czy kupimy bilet na czas to obraz przeszłości. Dziś prosto i wygodnie możemy kupić bilet online przez aplikację, dzięki której cała transakcja zajmie kilkanaście sekund. Biletów zakupionych w ten sposób nie trzeba drukować. Podczas kontroli konduktorowi wystarczy pokazać kod na wyświetlaczu. Jeśli z jakiegoś powodu bilet jednak kupujemy na ostatnią chwilę, aplikacja umożliwia dokonanie takiej transakcji nawet 15 minut przed odjazdem pociągu. Dzięki temu podróżujący mogą zaoszczędzić czas przybywając na dworzec na godzinę odjazdu pociągu, a nie dużo, dużo wcześniej by kupić bilet w kasie.

  1. Bilety do kina

Z biegiem czasu jesteśmy coraz bardziej spontaniczni. Wiele rzeczy robimy z powodu jednorazowego impulsu, bez wcześniejszego planowania. Będąc w centrum miasta z przyjaciółmi często szukamy aktywności oraz miejsca, gdzie w przyjemny sposób moglibyśmy spędzić czas. Takim miejscem jest właśnie kino. Udanie się do multipleksu lub kina studyjnego nie musi jednak oznaczać długich kolejek do kasy czy konieczności przychodzenia odpowiednio wcześniej po odbiór rezerwacji. Dzięki aplikacji zakupu biletów można dokonać w każdym miejscu, 24 godziny na dobę. Na kilka dni przed seansem lub w drodze do kina. Ponadto użytkownicy SkyCash mogą też szybko zapoznać się z opisami i plakatami dostępnych filmów, jak również wygenerować widok sali i samodzielnie wybrać najbardziej odpowiadające im miejsca.

  1. Przelewy od użytkownika do użytkownika

Coraz częściej przesyłamy między sobą pieniądze przez aplikacje. Dlaczego? Bo przelewy przechodzą natychmiastowo – odbiorca nie musi czekać na pieniądze, kiedy ich potrzebuje.  A jeśli potrzebuje gotówki, może udać się do dowolnego bankomatu Euronet by wypłacić pieniądze bez karty za pomocą telefonu.

„Obserwujemy trendy, a w szczególności potrzeby ludzkie i staramy się wychodzić im naprzeciw. Dbamy o to, by ułatwiać użytkownikom każdy dzień pełen obowiązków, problemów i wyzwań. Bardzo cieszy nas fakt, że SkyCash, jest coraz częściej przedstawiany jako „must have”, jeśli chodzi o zestawienia aplikacji, bez których nie wyobrażamy sobie życia.” – mówi Tomasz Krajewski Prezes Zarządu SkyCash

Wszystkie powyższe udogodnienia użytkownicy mogą znaleźć w aplikacji SkyCash. To niezależny od operatorów telekomunikacyjnych uniwersalny system płatności przez telefon komórkowy. Rozwój SkyCash sprawia, że jest on jest dedykowany w szczególności użytkownikom smartfonów, którzy mogą w pełni korzystać ze wszystkich, stale rozszerzanych funkcjonalności systemu. Żeby zyskać wygodę i niezależność, jaką daje korzystanie ze SkyCash, wystarczy zarejestrować się w systemie, zainstalować na telefonie darmową aplikację i zasilić konto środkami pieniężnymi.

Źródło: SkyCash

Konsumenci, chcąc się upewnić, że wybrany przez nich artykuł był wyprodukowany w Polsce, wciąż nie mogą zeskanować jego etykiety w aż 84 proc. sieci spożywczo-przemysłowych. Takie wyniki pochodzą z najnowszego badania przeprowadzonego przez agentów TakeTask, na zlecenie Grupy AdRetail i instytutu badawczego ABR SESTA. Według ekspertów, z powodu ww. ograniczenia rynkowi gracze ryzykują swoim wizerunkiem.

Badanie zostało zrealizowane w połowie lutego tego roku w 38 sklepach na terenie Warszawy i najbliższych okolic. Łącznie wzięło w nim udział 19 sieci, w tym 3 dyskonty, 8 supermarketów, 4 hipermarkety i 4 convenience. Sprawdzono je metodą mystery shopping, czyli tzw. tajemniczy klient. Pracownicy sklepów byli pytani o to, czy w ich placówce można skanować etykiety produktów, aby upewnić się, że dany towar na pewno pochodzi z Polski. Zaskoczona obsługa prawie za każdym razem wykazywała dużą obojętność lub po prostu niechęć do klienta.

– W przeważającej większości sklepów, bez względu na ich przynależność do określonego kanału, personel zabraniał sprawdzania pochodzenia towaru. Sądzę, że pracownicy, z lęku przed odpowiedzialnością i ewentualną reakcją przełożonych, na wszelki wypadek nie udzielali zgody na skanowanie etykiet. Być może, gdyby klient o nic nie pytał, tylko zaczął kontrolować produkty, część obsługi mogłaby tego nie zauważyć albo nie zareagować na takie zachowanie – mówi Anna Ruman z instytutu badawczego ABR SESTA.

Według Michała Rosiaka z Grupy AdRetail, wyniki badania świadczą m.in. o ignorancji sklepów odnośnie praw konsumentów. Ponadto, badane sieci nie rozpoznają właściwie rynkowych trendów i nie znają funkcji oferowanych przez aplikacje mobilne, które służą do innych celów, niż prezentowanie promocji. Widoczny jest też brak przygotowania do ww. zachowań samych klientów. Sieci handlowe są ostrożne, ponieważ boją się rozprzestrzeniania niekorzystnych informacji na ich temat, np. w social mediach. Dla przykładu, produkt, który miałby uszkodzoną etykietę lub nie zawierałby wymaganych danych mógłby źle wpłynąć na ich wizerunek.

Tylko 8% badanych ww. sklepów pozwoliło klientom na sprawdzenie pochodzenia towaru poprzez skanowanie, kolejne 8% wydało zgodę tymczasową, czyli jednorazową. Jak podkreśla Michał Rosiak, sieci handlowe powinny zacząć przyzwyczajać się do rosnącej świadomości i nowych oczekiwań klientów. Trend wykorzystywania aplikacji dedykowanych podczas zakupów offline jest coraz silniejszy wśród polskich użytkowników. Zdaniem eksperta z Grupy AdRetail, w perspektywie 5 lat skanowanie produktów może być już standardowym działaniem. Placówki, które nie będą na bieżąco z nowościami technologicznymi, staną się przestarzałe i nieatrakcyjne dla odwiedzających.

Aplikacje do zamawiania przejazdów zmieniły oblicze rynku przewozu osób. Rosnąca popularność usług ridesharingowych jest wyzwaniem dla organów ustawodawczych bowiem w polskim prawodawstwie brakuje rozwiązań dla nowego modelu biznesowego. Właściciel aplikacji Taxify podjął działania zmierzające do wspólnego przygotowania regulacji.

Wraz z nadejściem ery smartfonów, narodził się nowy model biznesowy oparty na rosnącej digitalizacji usług. Aplikacje mobilne dostarczają nie tylko rozrywki, ale także pozwalają korzystać z nowych rozwiązań. Jedną z gałęzi gospodarki, której model zmieniła powszechna smartfonizacja, a co za tym idzie, rozwój  mobilnych rozwiązań biznesowych, jest transport w miastach. Do klasycznych form komunikacji w miastach jak autobusy, metro tramwaje i taksówki, dołączyła nowa usługa – ridesharing, czyli przejazdy współdzielone. Ridesharing przekształcił dobrze znane usługi transportu samochodowego w nową formę, wykorzystując je w sposób bardziej efektywny. Przejazdy współdzielone wypełniły niezagospodarowaną niszę. Nowe rozwiązanie ułatwiające transport w miastach, stało się konkurencyjne i wygodniejsze.

Dziś trudno wyobrazić sobie komunikację w miastach bez aplikacji mobilnych. Pomagają one korzystać z komunikacji publicznej czy zapłacić za parking, ale to co niewątpliwe jest rewolucyjne to ridesharing. – mówi Piotr Boulangé, dyrektor operacyjny, Taxify. Korzystanie z usługi, która jest wygodna, prosta i tania, w krótkim czasie stało się popularne na całym świecie. Szybki rozwój i digitalizacja społeczeństwa wymagają dostosowania przepisów do nowej kategorii usług, kategorii, która dotychczas nie funkcjonowała na taką skalę. – dodaje Boulangé.

Bez regulacji

W kwietniu 2016 Ministerstwo Infrastruktury zapowiadało nowelizację przepisów regulujących rynek przewozowy w Polsce. Zmiany dotychczasowego prawa w krajach europejskich pokazują, że jest to możliwe. Na Litwie operator aplikacji Taxify miał duży wkład w opracowanie jednolitych regulacji prawnych dla przejazdów współdzielonych. Dzięki współpracy Taxify, instytucji regulujących i rządu, Litwa jako pierwsze państwo w Europie, w styczniu 2017 roku wprowadziła kompleksowe rozwiązania prawne dla ridesharingu. Oprócz nowej kategorii prawnej dla kierowców świadczących usługi wyłącznie za pośrednictwem aplikacji, stworzono udogodnienia, dzięki którym mogą oni odprowadzać podatki i co się z tym wiąże, całkowicie legalnie zajmować się przewozem osób. Debata na temat regulacji prawnych trwa także w Estonii. W pracach również bierze udział Taxify.

Operator aplikacji Taxify podjął działania zmierzające do wprowadzenia przepisów normujących ten rynek w Polsce. W tym celu Piotr Boulangé wziął udział w konsultacjach parlamentarnych, których celem było wypracowanie podstaw do stworzenie regulacji dostosowanych do nowych usług. W debacie uczestniczyli przedstawiciele taksówkarzy, przewoźników, Sejmu i ekonomiści. Na grudniowym spotkaniu w Sejmie rozmawiano  o  mechanizmach regulacyjnych, funkcjonowania systemów i rozwiązaniach prawnych dla nowego segmentu usług.

Oprócz konsultacji społecznych w parlamencie, w grudniu Taxify brało udział w spotkaniach z przedstawicielami palestry w Radzie Adwokackiej w Warszawie, a także debatach i spotkaniach przedstawicieli biznesu. W nowym roku przedstawiciele Taxify kontynuują działania z grudnia 2016. 27 stycznia Piotr Boulangé uczestniczył w konsultacji z parlamentarzystami klubu Nowoczesna, na których dyskutowano na temat regulacji prawnych dla ridesharingu. Dyrektor operacyjny Taxify, tak tłumaczy swoją aktywność:

Taxify, jako jeden z dostawców aplikacji ridesharingowych uczestniczy w debacie, jaka toczy się w Polsce na temat regulacji rynku przejazdów współdzielonych. Chcemy podzielić się naszymi doświadczeniami zdobytymi na innych rynkach oraz zachęcić do działania wszystkich zainteresowanych, stąd też nasze zaangażowanie w dyskusję. Zdajemy sobie sprawę z tego, że proces tworzenia prawa wymaga czasu, ale będziemy dążyć do stworzenia takich przepisów, które będą korzystne dla każdej ze stron. – kończy Boulangé.

Źródło: Taxify

Mikrousługi w zawrotnym tempie zmieniają sposób, w jaki jest tworzone oprogramowanie na świecie
Google, Facebook, Allegro, Twitter, Ebay, Samsung, Netflix – co łączy te firmy? Wszystkie postawiły na tworzenie oprogramowania w architekturze mikrousług. Trend ten nie dotyczy jednak tylko największych firm IT. Jak pokazują badania firmy Lightbend, już ponad połowa programistów Java na całym świecie korzysta albo zamierza wkrótce korzystać z mikrousług w procesie tworzenia oprogramowania.
Lightbend przeprowadził swoje badania latem 2016 roku na grupie 2151 programistów Java z różnych firm z całego świata. Wyniki pokazały, że 30 proc. z nich korzysta z architektury mikrousług w procesie wytwarzania oprogramowania, a 20 proc. planuje ich wykorzystanie w projektach realizowanych w swojej firmie w bliskiej przyszłości.
Czym są mikrousługi?
Zwrot w kierunku oprogramowania opartego o mikrousługi i kontenery to cicha rewolucja, która w ostatnich miesiącach dokonuje się na globalnym rynku IT.
„Mikrousługi stanowią alternatywę dla monolitycznego stylu tworzenia oprogramowania. Tworząc aplikacje z wykorzystaniem architektury mikrousług i kontenerów, programiści mogą odpowiednio dobrać jej poszczególne elementy, nie zajmując się całością aplikacji, co ma miejsce w przypadku podejścia monolitycznego. Tym samym cykl produkcyjny ulega skróceniu, a związane z nim koszty obniżeniu nawet o 60 proc. Zwiększa się także elastyczność oraz szybkość wprowadzania innowacji” – tłumaczy Rafał Głąb, Business Technology Unit Director, odpowiedzialny za rozwój Onwelo Microservices Lab, największego w Polsce centrum kompetencyjnego dotyczącego mikrousług.
Jak podkreśla przedstawiciel Onwelo, oprogramowanie oparte o architekturę mikrousług pozwala też na nawet dziesięciokrotnie efektywniejsze wykorzystanie infrastruktury serwerowej, na której jest zainstalowane. Dodatkowo zastosowanie mikrousług zapewnia niezależność aplikacji od platformy, technologii i kompetencji zespołu IT.
W świecie DevOps i chmury mikrousługi już królują
Rozwój mikrosuług napędza przede wszystkim konieczność coraz szybszego tworzenia i modyfikowania oprogramowania, który wymuszają na działach IT i dostawcach oprogramowania zarządzający firmami w praktycznie każdej branży na świecie. Chcą oni w ten sposób umożliwić swoim firmom rozwój i wykorzystanie szansy, jaką stwarza cyfrowa rewolucja.
„Szefowie IT w firmach radzą sobie z tymi wymaganiami stosując nowe metodyki pracy swoich zespołów, jak np. podejście Agile – umożliwiające tworzenie funkcjonujących komponentów oprogramowania w ciągu dni lub tygodni, pomimo zmieniających się czy nie do końca sprecyzowanych wymagań, czy DevOps – polegające na współpracy programistów, administratorów systemów i wdrożeniowców w celu dostosowania oprogramowania do potrzeb użytkowników. Bardzo powszechne jest także stosowanie nowych rozwiązań technologicznych, jak mikrousługi czy kontenery, które ułatwiają i przyśpieszają pracę programistów” – mówi Rafał Głąb.
Z architektury mikrousług w procesie tworzenia oprogramowania korzysta już 78 proc. zespołów DevOps. Ujawniło to badania firmy Logz.io, która przeprowadziła je niedawno wśród 360 zespołów DevOps z całego świata. Podobne rezultaty przyniosło w ostatnim czasie badanie firmy Nginx, które zostało przeprowadzone wśród 1825 programistów związanych z środowiskiem DevOps z całego świata. Pokazało ono, że z mikrousług korzysta lub rozważa rozpoczęcie korzystania 68 proc. respondentów.
„W takim tempie rozwoju mikrousługi mogą się stać najpopularniejszą metodą tworzenia oprogramowania na świecie w rekordowo niskim czasie” – podsumowuje Rafał Głąb z Onwelo.

Samochód to już nie tylko urządzenie służące do przemieszczania się – nowoczesne aplikacje zmieniły samochody w prawdziwe centrum dowodzenia. Dzięki połączeniu z Internetem i wykorzystaniu technologii, auta stały się mobilnym biurem. Możemy umawiać wizyty u mechanika czy w serwisie, sprawdzać wiadomości ze świata lub przeglądać e-maile. A to dopiero początek…

Udogodnienia takie jak zestawy głośnomówiące czy kamery monitorujące ruch gałek ocznych i znaki drogowe stają się powoli standardem. Aby więc jeszcze bardziej uatrakcyjnić ofertę marki samochodowej ważne jest to, aby pojazd stał się swoistym centrum dowodzenia. Od tego momentu służy on nie tylko do przemieszczania się – to również miejsce rozrywki, którym zarządzać możemy przy pomocy telefonu czy tabletu, bez względu na to, czy znajdujemy się wewnątrz kabiny, czy też nie.
Co warto wiedzieć o samochodowych systemach multimedialnych i związanych z nimi możliwościami? Jak mogą wspomóc nasze codzienne życie?

Łączność przede wszystkim!
Podstawowym udogodnieniem dla użytkowników nowoczesnych samochodów jest możliwość sprzężenia samochodu z telefonem komórkowym. Obecnie aplikacje tworzone przez większość marek samochodowych dedykowane są najpopularniejszym platformom: Android, iOS. Złożone systemy łączności samochodowej to jednak nie tylko możliwość łatwiejszego korzystania z telefonu czy Internetu. To przede wszystkim zwiększenie komfortu jazdy, bezpieczeństwa, możliwość łatwiejszego parkowania – wymieniać można długo.

Wszystko pod kontrolą… Również na odległość!
Ciekawym przykładem może być marka Volvo, która udostępnia swoim klientom system Sensus – kompleksowe rozwiązanie, dzięki któremu nie tylko skorzystamy z możliwości słuchania ulubionej muzyki czy audiobooków w trasie, ale również bezproblemowo stworzymy z samochodu punkt dostępu – wszystko za sprawą wbudowanej funkcji WIFI. Sensus to również wielopłaszczyznowa nawigacja – pomoże szybko dotrzeć do celu, ominąć korki, ale i znaleźć idealne miejsce na obiad czy kolację.
Warto też wspomnieć o Volvo in Call – nowoczesnej aplikacji, która pozwala na łączność z samochodem przy użyciu telefonu. To niezwykle ważne, np. kiedy samochód zostanie skradziony. Aplikacja Volvo on Call informowana jest o podejrzanych próbach dostania się do samochodu. Możliwe jest także śledzenie skradzionego pojazdu poprzez odbiorniki GPS. W wielu modelach marki możliwe jest zdalne uruchomienie ogrzewania postojowego czy klimatyzacji.
Podobne rozwiązania oferują również inne topowe marki (np. BMW – BMW Connect Drive, także samochody typu van Mercedesa klasy V).

Mercedes me – znacznie więcej niż sam samochód!
Mercedes-Benz poszedł kilka kroków dalej, oferując swoim klientom więcej niż sam samochód wyposażony w klasyczne systemy multimedialne.
Nowa marka – Mercedes me – to kompleksowy system rozwiązań związanych z mobilnością, finansowaniem i korzystaniem z samochodu.Składa się on z pięciu filarów: connect me, assist me, finance me, inspire me oraz move me. Każdy z nich poświęcony jest innemu obszarowi życia posiadacza samochodu.
Mercedes me zapewnia mobilność i pomaga ją sfinansować. Łączy pojazd oraz jego użytkownika z całym światem, a także zapewnia wsparcie nawet w tak niezwiązanych z motoryzacją obszarach jak zamówienie biletów do kina. Inspiruje do działania w życiu zawodowym i prywatnym. Innymi słowy, Mercedes przestaje być nazwą kojarzącą się tylko z pojazdem, staje się partnerem w wielu sferach życia.

Wsparcie techniczne, pomoc w razie wypadku, łatwiejsze parkowanie…
Connect meto narzędzie łączące samochód, jego użytkownika oraz jednostki zewnętrzne (serwisy, mechaników, czy autoryzowane salony).
Głównym zadaniem usługi jest odciążenie kierowcy w wielu istotnych kwestiach – system samodzielnie wysyła informacje o usterkach w pojeździe, konieczności przeglądu, błędach systemowych – informacje te wysyłane są do interaktywnego centrum dowodzenia. Każde zgłoszenie jest szczegółowo sprawdzane, a kolejno uruchamiane są dalsze, niezbędne działania. Może być to telefon do właściciela z autoryzowanego serwisu w celu poinformowania o problemie i uzgodnieniu wizyty kontrolnej.
Warto również dodać, że wszelkie prace naprawcze czy serwisowe są zapisywane w centralnej bazie danych serwisowych. Dzięki temu – nawet po zmianie warsztatu – mechanicy będą mieć pełny wgląd w historię naszego samochodu.
Znacznie istotniejsze może jednak okazać się działanie systemu podczas wypadku drogowego. Samochód samodzielnie wysyła sygnał SOS do służb ratowniczych – w najnowszych modelach informacja ta uzupełniona jest również takimi danymi, jak ilość pasażerów czy też fakt otwarcia poduszek powietrznych.
Mercedes me to jednak nie tylko pomoc w kwestiach technicznych. Dzięki usłudze Life Traffic Information system pozwoli nam ominąć korki i dotrzeć jak najszybciej do celu. To również szansa na prostsze parkowanie – wszystko za sprawą opcji inteligentnego parkowania z wykorzystaniem aplikacji na telefon, obsługiwanej niczym pilot! Opcja inteligentnego parkowania sterowana jest z zewnątrz pojazdu – kierowca przy pomocy aplikacji na smartfonie wygodnie kieruje samochodem widząc dokładnie wszelkie przeszkody. Pomagają mu również zainstalowane w samochodzie kamery zewnętrzne oraz czujniki.

Ciesz się ulubioną muzyką, filmami, najświeższymi wiadomościami!
Oprócz wspomnianych opcji Mercedes me w połączeniu z konkretnymi systemami multimedialnymi (takimi jak np. COMAND Online) pozwoli również na słuchanie radia internetowego, korzystanie z portali społecznościowych, sprawdzanie najświeższych wiadomości, wyszukiwanie hoteli czy parkingu.
Ważną informacją dla użytkowników jest fakt, że oferta Mercedes me stale się zmienia, a sam projekt z zasady nie ma daty ważności. Na bieżąco są bowiem udostępniane nowe możliwości i rozwiązania, takie jak np. Mytaxi, Car2go, Moovel.

Wraz z dynamicznym rozwojem technologii, firmy specjalizujące się tworzeniu aplikacji mobilnych oferują stale ulepszane rozwiązania precyzyjniej trafiające w potrzeby odbiorców, którzy stają się równocześnie coraz bardziej wymagający. Zanim zdecydujemy się na stworzenie własnej aplikacji, warto jednak dokładniej się im przyjrzeć, a przy tym zyskać świadomość pułapek, jakie czyhają na inwestorów.

Era smartfona

Dzięki ogromnemu postępowi technologicznemu, jaki dokonał się w branży IT w ciągu zaledwie kilku ostatnich dekad, dziś niemal każdy mieszkaniec tak zwanego zachodniego świata (i nie tylko) nosi w swojej kieszeni minikomputer o mocy obliczeniowej nieporównywalnie większej od tej, która wystarczyła, by w latach 60. XX wieku wysłać na Księżyc pierwszych ludzi.

W istocie mamy obecnie do czynienia z „erą smartfona”. Nie tylko dlatego, że takie urządzenie posiadają miliardy ludzi na całym świecie, ale również ze względu na jego multifunkcjonalność.

Bez aplikacji ani rusz – zwłaszcza w biznesie

Przedsiębiorcy stanowią zdecydowaną większość wśród klientów, którzy takie oprogramowanie zamawiają. Należą do nich zarówno duże korporacje, jak i indywidualni klienci reprezentujący bardzo szerokie spektrum branż specjalizujących się w oferowaniu różnego rodzaju usług i handlu. Możliwości wykorzystania potencjału aplikacji są bowiem niemal nieograniczone, a ich użytkownikiem w założeniu może być każdy. Owa uniwersalność i powszechna dostępność aplikacji sprawia, że muszą one być jednocześnie wyjątkowe i mieć jak największą tzw. wartość dodaną – bez tego „apka” nie spotka się z zainteresowaniem potencjalnego użytkownika i przepadnie w gąszczu tysięcy innych.

Ze względu na przeznaczenie, rozróżnia się aplikacje o charakterze wewnętrznym i zewnętrznym. – Te pierwsze są wykorzystywane w ramach optymalizacji procesów składających się na funkcjonowanie przedsiębiorstw – przykładem takiego rozwiązania jest mobilny skaner dokumentów. Drugi rodzaj jest natomiast dedykowany nie pracownikom, a klientom firm. W tym przypadku, w zależności od tego, co inwestor chce osiągnąć, można rozróżnić podejście wizerunkowe – kiedy aplikacja ma za zadanie zapoznać i związać klienta z marką – oraz nastawione na funkcjonalność, opierające się na udostępnieniu oprogramowania służącego do zakupu usług czy produktów, na przykład w formie mobilnego sklepu – tłumaczy Bartosz Pieślak, ekspert i współwłaściciel firmy itCraft.

Pułapki dla inwestorów, czyli o czym warto wiedzieć

Żeby tego rodzaju inwestycja okazała się korzystna, kluczowe jest, by po pierwsze aplikacja miała jak największą wspomnianą już wartość dodaną, bo jeśli nie okaże się przydatna dla użytkownika, ten ją odinstaluje, a po drugie, by do jej stworzenia wybrać firmę, która posiada duże zaplecze, wiedzę i umiejętności w zakresie projektowania i wdrażania takich rozwiązań. – Tylko odpowiednio wykwalifikowany zespół składający się z programistów różnych specjalizacji, tj. Android, iOS, backend, frontend oraz architekta rozwiązań, analityka, grafika i testera, jest gwarancją powodzenia przedsięwzięcia. Warto więc sprawdzić, czy firma, którą chcemy zatrudnić, jest faktycznym producentem oprogramowania, a nie przedsiębiorstwem, które działa na zasadzie przekazywania zleceń podwykonawcom, bo taki system funkcjonowania potrafi znacząco opóźnić cały proces i cechuje się nieskuteczną komunikacją, co generuje straty – zauważa ekspert itCraft.

Niezaprzeczalna popularność systemów operacyjnych Android i iOS sprawia, że klienci, którzy chcą, by ich aplikacja mobilna była powszechnie wykorzystywana, zazwyczaj mają świadomość konieczności  wdrożenia rozwiązań dedykowanych na obie platformy równolegle. Dużo rzadziej natomiast wiedzą o tym, że nie mniej ważne są także inne komponenty wspierające oprogramowanie. – Należy do nich przede wszystkim tak zwany backend, czyli serwer, który przechowuje dane i umożliwia ich udostępnianie, a także panel administratora – serwis, który pozwala na wgląd i zarządzanie danymi o użytkownikach korzystających z aplikacji, raportami i statystykami, których analiza pozwala wprowadzać zmiany wpływające na bardziej efektywne funkcjonowanie oprogramowania. Wiele dojrzałych przedsiębiorstw, a także tzw. startupowców decyduje się również na stworzenie portalu internetowego, który stanowi dodatek, a zarazem rodzaj wizytówki dla aplikacji, pokaz tego, „co potrafi”. Jego zaletą jest powszechna dostępność, bo można go przeglądać nie tylko na urządzeniach mobilnych, ale także stacjonarnych, które mają dostęp do sieci – wyjaśnia Bartosz Pieślak.

Inną ważną kwestią, o której klienci zamawiający aplikację mobilną bardzo często nie pamiętają lub nie wiedzą, jest konieczność poniesienia dodatkowych kosztów w postaci zakupu odpowiednich licencji, kosztujących niekiedy tysiące euro rocznie. Ze względu na dużą częstotliwość publikowania nowych wersji systemów operacyjnych oraz pojawianie się nowych modeli sprzętu, warto też zawczasu zarezerwować budżet na aktualizacje aplikacji, aby mogły sprawnie działać i „nadążać” za technologicznym postępem.

Błędem równie często popełnianym przez przedsiębiorców inwestujących w dedykowane aplikacje jest brak dbałości o umowę serwisową. Tymczasem jest ona niezwykle ważna, bo stanowi jedyną gwarancję, że firma, która wykonała oprogramowanie, naprawi ewentualne usterki i przystąpi do prac nad stworzeniem potrzebnych rozszerzeń odpowiednio szybko – czas w przypadku wdrażania i funkcjonowania aplikacji mobilnych ma ogromne znaczenie.

Decydując się na stworzenie własnej aplikacji warto również pamiętać, że jej uruchomienie i oddanie do użytku klientom to nie koniec – bardzo istotne jest, by inwestor stale monitorował reakcje użytkowników na jej funkcjonowanie – na przykład w postaci ocen lub komentarzy, by w razie potrzeby móc jak najszybciej zareagować i wprowadzić z pomocą firmy, która wykonała oprogramowanie, ewentualne zmiany, które je usprawnią.

 

itCraft s. c.

Światowy Dzień Oszczędzania, który przypada 31 października, to idealny moment by zacząć oszczędzać. W lepszym gospodarowaniu domowymi finansami pomogą stworzone do tego aplikacje. Eksperci platformy edukacyjnej Kapitalni.org przedstawiają listę sześciu apek, które warto zainstalować w swoim smartfonie.

Obecny czas jest bardzo dobry lub dobry do oszczędzania – takiego zdania jest aż o 36 proc. więcej Polaków niż przed rokiem – wynika z badania „Sytuacja na rynku consumer finance” przeprowadzonego przez Konferencję Firm Pożyczkowych i SGH. Mimo to wciąż niewielu z nas oszczędza (regularnie jedynie 13 proc. społeczeństwa), a to co uzbieraliśmy, wypada skromnie w porównaniu z innymi nacjami. Mamy mniej oszczędności niż mieszkańcy zasobnego Zachodu, ale także Słowacy, Czesi i Węgrzy. Jak wynika z danych Europejskiego Banku Centralnego oraz raportu BGŻOptima „Polak oszczędny”, przeciętne aktywa finansowe polskiej rodziny to nadal zaledwie 20 proc. średniej dla strefy euro.

Jak zmienić ten stan rzeczy? Światowy Dzień Oszczędzania to idealny moment by zacząć. Eksperci Kapitalni.org przedstawiają listę 6 aplikacji na smartfona, które ułatwią oszczędzanie.

Cash Droid

Masz kłopot z utrzymaniem domowego budżetu w ryzach? Zastanawiasz się, na co każdego miesiąca idzie znaczna część Twojej wypłaty? To znak, że potrzebujesz menedżera, który zadba o Twoje finanse. Takim pomocnikiem może być Cash Droid. Jest to aplikacja mobilna do zarządzania domowym budżetem, która ułatwia analizę naszych codziennych wydatków. Działa, jak elektroniczny portfel – możemy zapisywać w niej, na co przeznaczamy nasze pieniądze. Dodatkowo, te dane możemy później  analizować  na różnych typach wykresów, co ułatwia ich interpretację. Oprócz tego aplikacja umożliwia nam planowanie budżetu, i co bardzo przydatne – ustalanie limitów wydatków. Dzięki tej funkcjonalności, zawsze, gdy będziemy zbliżać się do ustalonego progu, dostaniemy odpowiedni komunikat. Aplikację oczywiście możemy łatwo dostosować do swoich indywidualnych preferencji. Program umożliwia obsługę wielu walut i przelicza kwoty po aktualnym kursie, a dodatkowo daje możliwość tworzenia osobnych budżetów. Cash Droid pozwala nam także łatwo filtrować i wyszukiwać dane transakcje. Innymi przykładami tzw. menadżerów finansów są aplikacje: NBP Portfel lub Allianz.

Listonic

Sprawdzona zasada mówi, że jeśli chcemy mieć wydatki pod kontrolą, powinniśmy na zakupy zawsze chodzić najedzeni i mieć przy sobie wcześniej przygotowaną listę. Mobilnym odpowiednikiem takiej tradycyjnej listy zakupów jest Listonic. Aplikacja pozwala łatwo i wygodnie tworzyć zestawienia potrzebnych rzeczy. Nie musimy wpisywać danych pozycji do telefonu, wystarczy, że powiemy, co musimy kupić, a aplikacja stworzy listę. Listonic umożliwia bowiem dodawanie głosowe, co pozwala nam zaoszczędzić czas. Oprócz tego, program  segreguje produkty w różne kategorie. Dzięki temu np. wyroby mleczne, trafiają na sąsiadujące ze sobą pozycje, a my nie musimy krążyć po markecie. Przydatną funkcjonalnością aplikacji jest także synchronizacja list oraz możliwość dzielenia się nimi np. z rodziną. Dzięki temu, nasi bliscy mogą w czasie rzeczywistym dopisywać kolejne produkty, a także skreślić z zestawienia te już zakupione. Listonic jest łatwy w obsłudze, dla tego każdy domownik sobie poradzi z obsługą aplikacji.

Motolog

Wydatki związane z samochodem, to jedna z istotniejszych części domowego budżetu. Jednak możemy je łatwo monitorować za pomocą aplikacji Motolog. Umożliwia ona notowanie kosztów ponoszonych na paliwo, za pomocą komend głosowych. Działa więc szybko i wygodnie. Dodatkowo, dane poddawane są analizie, dzięki której dowiemy się  np. jakie jest średnie spalanie naszego samochodu. Co ważne, aplikacja obsługuje  kilka typów paliwa do jednego auta. Jeżeli więc nasz samochód ma założoną instalację gazową, możemy wpisać zarówno wydatki poniesione na  benzynę, jak  i LPG.  Motolog pozwala też notować inne koszty np. napraw czy akcesoriów do pojazdu. Co bardzo przydatne, program przypomina również o zbliżających się terminach, np. wymiany oleju czy przeglądu technicznego.

SkyCash

Często korzystasz ze strefy płatnego parkowania? Zdarza Ci się podróżować pociągiem lub komunikacją miejską? Jeśli tak, to powinieneś skorzystać z aplikacji SkyCash. Jest to wygodne rozwiązanie, dzięki któremu już nigdy więcej nie będziemy martwić się, czy mamy wystarczającą ilość drobnych na opłacenie parkingu, a także tracić czasu na poszukiwania parkometru, czy też, jeśli chcemy kupić bilety ZTM, kiosku. Aplikacja ma kilka funkcjonalności. Jedna z nich służy do mobilnego parkowania. Jest to MobiParking. Ta opcja pozwala płacić wyłącznie za realny czas postoju. Sami decydujemy o momencie rozpoczęcia i zakończenia parkowania. W ten sposób nie przepłacamy za bilety parkingowe, a wiadomo, że w przypadku ich papierowych odpowiedników nie jest to takie łatwe – musimy z góry oszacować czas postoju. Dodatkowo, SkyCash pozwala na zakup biletów komunikacji miejskiej, a także PKP Intercity. Dzięki czemu będąc już w autobusie czy pociągu, możemy spokojnie nabyć bilet, nie stojąc w kolejkach do kasy, czy automatu. Oszczędzamy więc czas, a także pieniądze – ponieważ nie narażamy się na niepotrzebne koszty – jak mandat za brak biletu.

Ceneo

Jeśli planujemy zakup sprzętu RTV czy AGD, lub np. perfum, warto porównać ceny interesującego nas produktu w różnych sklepach, bo te mogą różnić się nawet o kilkadziesiąt procent! Pomoże nam w tym serwis Ceneo (dostępny online i jako aplikacja na smartfona). To największa polska porównywarka internetowa, która ma w bazie ponad 8 milionów produktów dostępnych w e-sklepach. Dzięki niej możemy łatwo sprawdzić i zestawić ceny interesujących nas artykułów, a także przeczytać o nich opinie.  Dodatkowo,  zakupów możemy dokonać bezpośrednio w aplikacji – nie musimy  przechodzić na stronę sklepu. Rozwiązanie działa także, jak wirtualny portfel kart lojalnościowych. Możemy wgrać do aplikacji wszystkie swoje karty i dzięki temu mieć je w jednym miejscu.  Porównując produkty w Ceneo i wybierając ten najkorzystniejszy, już nigdy nie przepłacimy za zakupy. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze będziemy mogli spożytkować na inny cel.

Qpony

Jesteś łowcą promocji? Jeśli tak, to ta aplikacja jest idealna dla Ciebie. Qpony zbiera w jednym miejscu informacje o aktualnych zniżkach i rabatach. Z poziomu aplikacji mamy również dostęp do kuponów i gazetek promocyjnych. Twórcy rozwiązania współpracują z lokalnymi markami w każdym większym mieście w Polsce, dzięki czemu każdy kupujący może znaleźć oferty zniżek w najbliższej okolicy. Jest to przejrzysta i czytelna aplikacja, która pozwoli nam zaoszczędzić. Dlatego podczas kolejnych zakupów, warto uruchomić program i sprawdzić, czy w danym sklepie nie ma ciekawych promocji. Podobną aplikacją jest także Kizzu.

 

Kapitalni.org

Jeszcze kilka lat temu koncepcja Internetu Rzeczywydawała się mrzonką – idea sieci urządzeń, zbierających i przesyłających między sobą bez pośrednictwa człowieka dane dla wielu ekspertów była wizją rodem z fantastyki naukowej. Ta wizja jednak błyskawicznie się urzeczywistnia: z prognoz firmy Ericsson wynika, że do końca 2021 na całym świecie będzie aktywnych co najmniej 16 mld urządzeń IoT. To oznacza bardzo konkretne wyzwania – przede wszystkim dla twórców sprzętu oraz aplikacji bazujących na Internecie Rzeczy.
Internet of Things to nic innego jak w znacznej mierze autonomiczna sieć komunikujących się bezpośrednio urządzeń podłączonych do sieci – najróżniejszych sensorów, komputerów, czytników, aplikacji, pojazdów itp. Koncepcja ta przewiduje wymienianie i agregowanie danych z maksymalnej liczby źródeł i wykorzystanie ich do najróżniejszych celów, wśród których najważniejszymi są usprawnienie funkcjonowania np. domów (smart home), systemów miejskich (tzw. smart cities), sieci autonomicznych pojazdów, czy oprogramowania zarządzającego obiektami (np. centrami handlowymi).
16 mld sensorów
Z najnowszego raportu Ericsson Mobility Report (firma publikuje takie opracowania cyklicznie) dowiadujemy się, że w latach 2015 – 2021 możemy spodziewać się wzrostu liczby urządzeń IoT o 23% każdego roku! Oznacza to, że za 5 lat będzie aktywnych ok. 16 mld sensorów/czujników IoT, i że stanowić one będą większość ze wszystkich podłączonych do sieci sprzętów (których ogólną liczbę w 2021 r. Eriscsson prognozuje na 28 mld).
Co ciekawe, liczba ta najszybciej będzie rosła na Zachodzie Europy – analitycy firmy spodziewają się tam w najbliższych 5 latach wzrostu na poziomie 400%. Będzie to efekt dopasowywania się firm do wymagań narzucanych przez władze, które planują m.in. wprowadzenie obowiązku montażu inteligentnych (czyli również podłączonych do sieci) mierników energii/wody itp., a także popularyzowania się samochodowego systemu e-call (automatycznie wykrywającego kolizje i powiadamiającego o niej służby ratunkowe).
Dziurawy Internet Rzeczy
Niestety, szybkie popularyzowanie się systemów bazujących na Internecie Rzeczy wiąże się często z problemami. Eksperci alarmują, że moda na takie rozwiązanie sprawia, iż w tworzenie sprzętu, aplikacji i ekosystemów Internetu Rzeczy często angażują się firmy, które nie mają doświadczenia w segmencie IT i nie stosują najbardziej podstawowych dobrych praktyk związanych z zapewnieniem stabilności i bezpieczeństwa kodu swoich produktów. To zaś oznacza bardzo konkretne zagrożenia dla użytkowników – nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której przestępcy uzyskują dostęp do źle zabezpieczonego domowego systemu monitoringu czy systemu zarządzania obiektem użyteczności publicznej.
„Popularność i swoista moda na rozwiązania IoT staje się w pewnym sensie problemem – oczywiście wszyscy doceniają możliwości, jakie niesie ze sobą ta technologia, jednak coraz częściej obserwujemy, że za tworzenie aplikacji i sprzętu „biorą się” firmy, nie mające na tym polu żadnego doświadczenia, przygotowania i know-how. To owocuje pojawianiem się źle napisanych, źle zabezpieczonych i nie dość dokładnie przetestowanych aplikacji, co z kolei powoduje problemy ze stabilnością oraz zwiększa ryzyko ataków. Efektem może być zniechęcenie się użytkowników do idei Internet of Things… i to zanim będą oni mieli okazję zapoznać się z jej atutami” – komentuje Grzegorz Bielawski, Country Manager firmy QNAP.
Patent na bezpieczeństwo i stabilność
„Dodatkowym wyzwaniem dla twórców takich rozwiązań jest przechowywanie ogromnych ilości danych generowanych podczas funkcjonowania systemu IoT – muszą one być gromadzone tak, by były bezpieczne i łatwo dostępne. Dlatego właśnie stworzyliśmy rozwiązanie o nazwie QIoTContainers, czyli prywatną platformę chmurowąInternetu Rzeczy, którą z powodzeniem można wykorzystać do dwóch podstawowych celów. Pierwszym jest prototypowanie, tworzenie i kompleksowe testowanie aplikacji i ekosystemów IoT – dzięki temu deweloperzy mogą mieć pewność, że tworzone przez nich oprogramowanie będzie działało stabilnie i bezpiecznie. Drugie zastosowanie QIoTContainersto prywatna chmura, w której „operator” systemu IoT może bezpiecznie przechowywać wszelkie dane, uruchamiać niezbędne usługi, protokoły i zabezpieczenia” – dodaje Grzegorz Bielawski.
Więcej informacji o QIoTContainters można znaleźć na stronie QNAP: https://www.qnap.com/solution/qiot-containers/pl/
RaportEricsson Mobility Report 2016: https://www.ericsson.com/mobility-report?gclid=CIXS4_CIh80CFRATGwodsNIKUw

Wypowiedź: Marcin Zadrożny, Fundacja Wiedza to Bezpieczeństwo.

Korzystanie z Internetu nierozerwalnie wiąże się z udostępnianiem informacji na nasz temat. Niektórymi dzielimy się świadomie, podając je choćby w formularzach rejestracyjnych, a innymi mimowolnie. Już samo zainstalowanie aplikacji na smartfonie czy tablecie uruchamia przepływ danych, m.in. dotyczących naszej lokalizacji, odwiedzanych przez nas stron, naszych zainteresowań.

– Wszystkie darmowe aplikacje muszą albo nam wyświetlać jakieś reklamy albo zebrać od nas dane osobowe, które później zostaną wykorzystane w celu wyświetlenia reklam. Aplikacja nie jest za darmo i jeżeli nie płacimy bezpośrednio za aplikację, to musimy zapłacić za dostęp do niej pośrednio – mówi newsrm.tv Marcin Zadrożny, Fundacja Wiedza to Bezpieczeństwo.

Jeżeli chodzi o świadomość społeczną to w tym obszarze zdecydowanie jest jeszcze do zrobienia bardzo wiele. Większość z nas uczyła się życia w świecie realnym, a cyberrzeczywistość całkowicie nas zaskoczyła. Nie zwalnia nas to jednak z prewencyjnej ochrony naszej prywatności. – Wiele obiecujemy sobie po ogólnym rozporządzeniu o ochronie danych osobowych przyjętym przez Unię Europejską, które zacznie obowiązywać już za niecałe dwa lata. Wprowadza ono zasady „privacy by design” i „privacy by default”, które wskazują, że ustawienia prywatności w urządzeniach, produktach lub usługach mają być nakierowane na maksymalną ochronę użytkownika. Dzięki temu nie będzie on musiał przedzierać się przez gąszcz skomplikowanych ustawień, aby móc optymalnie chronić i kontrolować informacje na swój temat. To do niego będzie należała decyzja czy i jakie dane chce udostępnić. – mówi Tomasz Ochocki, ekspert ds. ochrony danych z ODO 24.

 

źródło: Newsrm.tv

W Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego odbyła się dzisiaj certyfikacja podsumowująca udział kilkudziesięciu studentów w II edycji programu Samsung LABO. Uczestnicy przygotowali łącznie 14 aplikacji mobilnych, z których jedna doczekała się już nawet komercjalizacji.

Samsung LABO to pierwsza inicjatywa w regionie zachodniopomorskim, stawiająca na współpracę biznesu ze środowiskami akademickimi. Jest to również odpowiedź na aktualny i wciąż sygnalizowany przez ekspertów niedostatek wykwalifikowanych pracowników branży ICT na polskim i międzynarodowym rynku pracy.

Aby optymalnie przygotować studentów do pracy w środowisku nowych technologii, program Samsung LABO koncentruje się na najbardziej innowacyjnych platformach programistycznych. Co ciekawe, uczestnicy kursów Samsung LABO na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie mieli szansę poznać platformę Tizen i programować w niej aplikacje jako jedni z pierwszych w Europie.

Studenci biorący udział w programie tworzyli swoje prace w grupach. Projekty stworzone przez uczestników miały często na celu pomoc innym. Na oryginalne rozwiązanie dla kierowców wpadli autorzy projektu „Liveo” (Paweł Kośmicki, Patryk Krawczyk). Inteligentny zegarek w połączeniu ze smartfonem wykrywa wypadek i jeśli w określonym czasie kierowca nie odpowie na wezwanie, zostanie zgłoszone zdarzenie. Praca została wyróżniona I miejscem w programie Samsung LABO.

Pierwsze miejsce ex aequo z „Liveo” zajął projekt „Centrum akcji” Kamila Malińskiego stworzony z myślą o Sekcji Poszukiwawczej Ochotniczej Straży Pożarnej Wołczkowo. Aplikacja, której zadaniem jest wspieranie koordynacji poszukiwań zaginionych osób spotkała się już z aprobatą środowiska ratowniczego.

II miejsce zajęła Karolina Kaleta, która nie tylko przygotowała stronę wizualną aplikacji „Cat Catcher”, ale również w pojedynkę ten projekt zrealizowała. Stworzona przez nią gra dla dzieci doczekała się już nawet komercjalizacji. Ostatnio aplikacja zajmowała 22. miejsce spośród najczęściej pobieranych gier!

Autorzy innej pracy zwrócili natomiast uwagę na osoby niepełnosprawne, a dokładnie na problem związany z korzystaniem przez nie z komunikacji miejskiej w Szczecinie. Zespół przygotował odpowiednią nawigację, prezentującą dostępność przystanków i środków komunikacji, które przystosowane są do przewozu osób niepełnosprawnych.

W czasie trwania semestru studenci przygotowywali wiele innych ciekawych projektów m.in. aplikację do zapisywania pomiarów badań cukrzyków, aplikację do słuchania audycji radiowych na żywo i archiwalnych nagrań, a także aplikację pomagającą w zarządzaniu czasem.

Podczas uroczystości, zorganizowanej 16 czerwca br. w Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, studenci Samsung LABO otrzymali certyfikaty ukończenia kursu, firmowane przez Samsung Electronics Polska. Wyróżniający się studenci otrzymali również zaproszenie do rekrutacji na płatne praktyki w Centrum Badawczo-Rozwojowym Samsung w Warszawie, a najlepsi mogą liczyć na otrzymanie grantu finansowego lub sprzętowego na rozwój własnych pomysłów biznesowych.

 

Samsung Electronics Co., Ltd.

Nie ma złudzeń, że trwająca obecnie złota era aplikacji mobilnych zmieniła nasze dotychczasowe podejście do korzystania ze smartfonów, zaś same aplikacje sprawiły, że nasze telefony stały się bardziej funkcjonalne. Z aplikacji korzystamy coraz więcej i coraz częściej.

– Badania pokazują, że 90 proc. czasu ze smartfonem spędzamy właśnie korzystając z aplikacji mobilnych. Większość z nas nie wyobraża już sobie życia bez nawigacji i aplikacji rozrywkowych lub takich które pozwalają komunikować się przez  Social Media – mówi newsrm.tv Joanna Wojdan-Liszewska, Transtion Technologies.

Według danych pochodzących z raportu „Polska.Jest.Mobi 2015”, blisko 60 proc. osób korzysta ze smartfonów, zaś penetracja tabletów wynosi 21 proc. Ciekawych informacji dostarcza również raport MEC Mobile Report 2015, według którego aż 80 proc. internautów korzysta ze smartfona. Z kolei niemal połowa łączy się z Internetem przez tablety, a blisko 7 proc. twierdzi, że ma urządzenie z kategorii ‘wearables’. Pokazuje ogromny potencjał rynku mobilnego, który jest do zagospodarowania przez samych twórców, firmy informatyczne, a także coraz częściej i chętniej – sturtupy.

Dziś nie wyobrażamy sobie życia bez aplikacji mobilnych. Korzystanie z aplikacji jest dla nas o tyle oczywiste, że nie przywiązujemy uwagi do czasu i miejsca korzystania z nich. Według analiz Banku ING, z mobilnych aplikacji częściej korzystają mężczyźni (24 proc.) niż kobiety (14 proc.). Zatem jakie aplikacje cieszą się największą popularnością wśród Polaków?

Według danych z przeglądarek internetowych korzysta aż 64 proc. Polaków. Jak się okazuje  najczęściej korzystają z nich osoby w wieku 15-21 lat (56%).  Co ciekawe, według specjalizującej się w rynku mobilnym firmy analitycznej Flurry aż 90 proc. czasu korzystania z urządzenia mobilnego przeznaczamy na obsługę aplikacji, natomiast pozostałe 10 proc. przeznaczamy na korzystanie z przeglądarki internetowej.

Aplikacje mobilne są dodatkowym kanałem komunikacji. Pozycje lidera od kilku lat utrzymuje Facebook (81 proc. Polaków), a zaraz po nim można wymienić takie aplikacje jak Twitter, Google+, Instagram, czy Skype itd. Jednak wśród komunikatorów coraz większą rzeszę fanów zyskuje Snapchat WhatsApp czy Messenger. Z tego ostatniego według Re/Cod zarówno na smartfonach z systemem iOS oraz Android korzysta 200 milionów ludzi, przy czym z komunikator WhatsApp zrzesza miliard użytkowników na całym świecie i również w Polsce staje się coraz bardziej popularna, zwłaszcza wśród młodzieży.

Aplikacje mobilne to także źródło zabawy i rozrywki. Jak wskazują eksperci, sektor gier jest był i będzie zawsze atrakcyjny, choć należy zaznaczyć, że jest to rynek dość trudny, ze względu na dużą konkurencję. Szacuje się, że na całym świecie w gry mobilne gra już ponad 1,5 miliarda użytkowników, a ich liczba stale rośnie.

Kolejną grupą aplikacji, z które cenią sobie Polacy są te wyposażone w funkcje nawigacji oraz geolokalizacji, dzięki którym z łatwością znajdziemy restaurację, kawiarnię, sklep czy firmę. Ponadto, dzięki takim aplikacjom jak Google Maps możemy z łatwością sprawdzić, gdzie aktualnie się znajdujemy, a także jak dojechać do wyznaczonego przez nas miejsca. Co więcej, aplikacje bazujące na geolokalizacji mogą przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa w górach, czego przykładem może być darmowa aplikacja „Pomoc w Górach”, która skraca czas dotarcia do poszkodowanego, wykorzystując właśnie funkcjonalności geolokalizacji.

W Polsce z bankowości mobilnej korzysta już ponad 4 mln osób., czyli około 12 proc. użytkowników smartfonów. Co pokazuje, że Polacy coraz bardziej przekonują się do mobilnego sposobu zarządzania swoimi finansami. Dla porównania, według analiz Banku ING, w Stanach Zjednoczonych z bankowości mobilnej korzysta 32 proc. użytkowników telefonów komórkowych, z kolei w Czechach 36 proc. Aplikacje banków dominują nad tradycyjną bankowością ze względu m.in. na: dostęp do rachunku o każdej porze, możliwość dokonywania przelewów w każdym miejscu, większą kontrolę nad finansami oraz w oszczędność czasu.

Tworzenie różnego rodzaju aplikacji jest odpowiedzią na bieżące potrzeby poszczególnych grup społecznych. Firmy oraz sturtupy na całym świecie prześcigają się opracowywaniu coraz to bardziej innowacyjnych, intuicyjnych oraz dopasowanych do potrzeb coraz bardziej wąskiej grupy osób. Aplikacje mobilne aktualnie przeżywają czasy swojej najlepszej prosperity, choć coraz częściej pojawiają się pytania, co zastąpi aplikacje mobilne.

 

Wypowiedź: Joanna Wojdan-Liszewska, Transtion Technologies
źródło: newsrm.tv

Coraz częstsze wycieki danych, protesty przeciwko ACTA, a w Polsce w ostatnim czasie również temat ustawy inwigilacyjnej sprawił, że cyberbezpieczeństwo to już nie tylko domena firm, ale również przeciętnego użytkownika Internetu i urządzeń mobilnych.

Ponad 2/3 mieszkańców Unii Europejskiej przyznaje, że martwi się brakiem kontroli nad informacjami, które podaje w Internecie[1]. O ile w sieci wykorzystujemy różne systemy zabezpieczeń i staramy się chronić swoje prywatne dane, to w przypadku telefonów komórkowych często o tym zapominamy. Bezmyślnie instalujemy kolejne aplikacje kontrolujące i usprawniające nasze codzienne życie, nie czytając regulaminów i nie licząc się z konsekwencjami, jakie mogą nieść zawarte w nich „kruczki”. Jak podaje serwis Statista.com, w samym Google Play i App Storze w lipcu 2015 roku znajdowały się ponad 3 miliony aplikacji[2].

Dane pod kontrolą

Aplikacje mobilne zainstalowane w naszych telefonach mają możliwość pobierania danych oraz ich przetwarzania. Informacje, do których często nieświadomie umożliwimy dostęp, mogą być później wykorzystane przez inne podmioty. Nasza czujność jest obniżona zwłaszcza w momencie pobierania aplikacji, które oferują rabaty czy bonusy. Uwagę należy zwrócić też na programy lojalnościowe, które w większości przypadków nadmiernie wykorzystują dane użytkownika.

Zachęceni promocją często dużo łatwiej dajemy się zwieść i przekazujemy więcej szczegółów o sobie. Bywa i tak, że dostęp do naszych danych to kwestia sekundy, jak chociażby w przypadku kodów QR czy beaconów, które bez wiedzy użytkownika mogą udostępnić dane przechowywane w telefonie. Przypomina to technikę drive-by downloads, która działa jak pułapka – komentuje Tomasz Bucholc, współtwórca i CEO aplikacji Kekemeke – Dlatego też przy tworzeniu naszej aplikacji duży nacisk położyliśmy na kwestie bezpieczeństwa i komfortu użytkownika. W Kekemeke nie trzeba zdradzać żadnych informacji o sobie a logowanie jest nieobowiązkowe. Klienci dostają od nas „kartonikowy” program lojalnościowy na smartfona jednocześnie mając pewność, że w żaden sposób nie naruszymy ich prywatności – dodaje Bucholc.

Jak się chronić?

To, ile informacji trafi do twórców aplikacji oraz innych podmiotów współpracujących, zależy przede wszystkim od samych użytkowników. Jak wynika z badania Eurobarometru tylko 23% respondentów twierdzi, że posiada pełną kontrolę nad swoimi danymi, które podają w Internecie, a co piąty stwierdził, że nie posiada żadnej kontroli[3]. Jak sprawić, aby nasze dane nie dostały się w niepowołane ręce? Poniżej przedstawiamy krótki poradnik:

  • Czytaj regulaminy – zazwyczaj użytkownicy ściągając aplikację są zainteresowani jedynie jej funkcjonalnością i korzyściami, szybko przechodząc przez proces rejestracji. Czytaj wszelkie komunikaty, które oczekują Twojego potwierdzenia.
  • Bądź czujny – podczas instalowania aplikacji zawsze zwracaj uwagę na powiadomienia, które informują, z jakich danych będzie korzystać – może chce uzyskać dostęp do Twojej galerii, skrzynki pocztowej lub książki telefonicznej?
  • Zachowaj zdrowy rozsądek – informacja, której upowszechnienie teraz może wydać się nieszkodliwe, w przyszłości może mieć zdecydowanie inny skutek.
  • Wprowadź dodatkową ochronę – zdaj się na właściwy program antywirusowy, który w odpowiednim momencie ostrzeże o potencjalnym zagrożeniu i zablokuje dostęp do szkodliwych aplikacji.

[1] Według wyników badania Eurobarometru z 2015 r.

[2] http://www.statista.com/statistics/276623/number-of-apps-available-in-leading-app-stores/

[3] http://www.giodo.gov.pl/1520243/id_art/8774/j/pl/

 

źródło: materiały prasowe

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...