wtorek, Październik 22, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Lipiec 4

Dzienne archiwaLip 4, 2019

Wakacje dla wielu przedsiębiorców oznaczają zwolnienie tempa, dla części to najgorętszy okres biznesowy. Niezależnie od tego, warto zainwestować w kilka rzeczy, które pozwolą właścicielowi lub pracownikom organizacji pracować w przyjemniejszych warunkach. Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą może zamienić tradycyjne biurko na „biuro na 4 kółkach”, a szefowie większych firm zapewnić swojemu zespołowi chwile ochłody dzięki klimatyzatorom lub dystrybutorom do wody.

EFL przygotował listę rzeczy, które można wziąć w leasing z myślą o prowadzeniu biznesu w wakacje.

#1: Biuro na 4 kółkach

Miejsce prowadzenia biznesu nie zawsze musi oznaczać budynek i biurko. Podczas wakacji może być nim kamper lub przyczepa kempingowa. Będzie to idealne rozwiązanie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, które same decydują o tym, kiedy i gdzie chcą pracować. Takie „biuro na 4 kółkach” można prowadzić nad morzem, nad jeziorem czy w górach i w ten sposób łączyć wypoczynek z zarządzaniem biznesem. W związku z tym, że zarówno przyczepa, jak i kamper, to koszt kilkudziesięciu czy nawet kilkuset tysięcy złotych, warto wziąć je w leasing. W perspektywie długoterminowej taka inwestycja szybko się zwróci.

#2: Jednośladem do biura

W wakacje warto jak najczęściej zostawiać samochód w garażu i do biura jechać komunikacją miejską lub… rowerem, skuterem czy hulajnogą. Korzystanie z jednośladów łączy komfort podróżowania z troską o środowisko i przynosi spore korzyści finansowe. Koszt skutera nie należy do najniższych, ale dzięki leasingowi zarządzający firmą nie odczuje go tak mocno. Co więcej, wyleasingować możemy również rowery, zarówno tradycyjne, jak i elektryczne, oraz hulajnogi elektryczne,  które pokochali Polacy.

#3: Dla ochłody pracowników

Pracownikowi w ciągu roku przysługuje do 26 dni urlopu, czyli i tak większość wakacji spędzi on w pracy. Dlatego warto zadbać o komfort pobytu w biurze, w szczególności w upalne dni, i zainwestować w klimatyzację. Odpowiedni sprzęt jednak kosztuje, ale tutaj z pomocą przychodzi leasing. Przedsiębiorca może z niego skorzystać niezależnie od tego, czy zdecyduje się na wolnostojący klimatyzator, czy zabudowane urządzenie.

Przeczytaj także:

#4: Zgasić pragnienie i być eko

Filtrujący dystrybutor do wody, to kolejne rozwiązanie, które łączy komfort użytkowania i troskę o środowisko. Z jednej strony pracownicy firmy mają stały, nieograniczony dostęp do wysokiej jakości wody, z drugiej –  prezentują proekologiczną postawę. Dodatkowo nie mają problemu z utylizacją plastikowych butelek po wodzie. Co więcej, w długoterminowej perspektywie to rozwiązanie oznacza niższe koszty eksploatacji.

#5: W biurze z dzieckiem

Dzieci w miejscu pracy są coraz częstszym widokiem. Tym bardziej w wakacje, kiedy rodzice zabierają swoje pociechy do biura, bo na przykład przedszkole ma wakacyjną przerwę. Na takie okazje warto przygotować specjalne miejsce, w którym dzieci mogłyby się bawić.Jeśli firma dysponuje przestrzenią na zewnątrz swojej siedziby, można zaaranżować mini plac zabaw ze zjeżdżalniami, huśtawkami i piaskownicą. W biurze natomiast warto przygotować kącik zabaw z licznymi atrakcjami.

Źródło: Europejski Fundusz Leasingowy S.A.

Millenialsi, Pokolenie Y czy Z? Jak twierdzą eksperci, te pojęcia nie odzwierciedlają tego, co łączy młodych pracowników i absolwentów wchodzących na rynek pracy. Zdecydowanie lepiej tę społeczność opisuje pojęcie generacji C, nazwanej tak od słowa „Connected” (ang. połączeni). Bo to właśnie doświadczenie ciągłego „połączenia”, funkcjonowania w sieci i utrzymywania relacji przez Internet definiuje tę grupę znacznie lepiej niż data urodzenia.
Wiek nie gra roli

W skład „Generacji C” mogą wchodzić millenialsi czy „zetki”, jednak jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Google, 39 proc. jej przedstawicieli ma ponad 35 lat. Antropolog Brian Solis twierdzi, że „C” nie ma charakteru demograficznego, ale „psychograficzny”. Oznacza to, że cechą wspólną należących do niej osób nie jest czas czy miejsce urodzenia, ale wspólne doświadczenie dorastania w świecie wypełnionym technologią i przyzwyczajenie do ciągłego dostępu do informacji z sieci. Ich krąg kontaktów i relacji jest znacznie bardziej zróżnicowany, przekracza zarówno granice geograficzne, ale i bariery wieku. „C” są naturalnymi twórcami, przyzwyczajonymi do ciągłego kreowania treści.

Dlaczego warto o nich zabiegać?

Dla pracodawców dostosowanie się do nowego pokolenia to nie tylko wyzwanie, ale i ogromna szansa na wyprzedzenie konkurencji. Generacja C na karierę zawodową nie patrzy jedynie przez pryzmat finansów, jedynie 11 proc. z nich za definicję sukcesu uznaje wysokie zarobki. Liczy się dla nich możliwość realizacji swoich pasji, a także balans pomiędzy życiem osobistym a zawodowym. Jeśli będą czuli się docenieni i spełnieni w swojej pracy, z pewnością okażą się cennym nabytkiem dla firmy przyczyniając się do jej zysków. Grupa ta charakteryzuje się także kreatywnością. 90 proc. z nich przynajmniej raz w miesiącu tworzy treści, które potem udostępnia w sieci. Co więcej, normą dla „C” jest możliwość komentowania i wchodzenia w interakcję z twórcami. Dlatego nie mają problemu z wyrażeniem głośno swojej opinii w zespole. Jednak tym, co najbardziej wyróżnia tę generację, jest podejście do napotkanych trudności

Generacja C nie dostosowuje się do problemów, tylko je rozwiązuje – mówi Paul Clark, EMEA Managing Director w firmie POLY, będącej dostawcą rozwiązań technologicznych do komunikacji i współpracy. – W świecie, w którym żyją, ciągle coś jest ulepszane. Innowacje są koniecznością w rzeczywistości, w której o być albo nie być produktu decyduje np. to czy jest w stanie wyświetlić treści ułamki sekund szybciej. Kiedy pracownik z pokolenia C zauważy, że coś w organizacji nie działa, poszuka innej drogi – napisze algorytm, który zautomatyzuje procesy czy szybko wyszuka dostępne rozwiązania technologiczne, które usprawnią chociażby łańcuch dostaw – twierdzi Paul Clark.

Generacja C to także pokolenie, które myśli kategoriami transformacji cyfrowej. Sprzedaż to dla nich głównie e-commerce, dane są zawsze dostępne w chmurze, a spotkania z ludźmi odbywają się za pomocą wideokonferencji i komunikatorów. Dlatego, kiedy myślą o usługach i produktach firmy, w której pracują, od razu analizują je w kategoriach trendów technologicznych, wśród których się obracają.

Poważne zmiany dla pracodawców

By przyciągnąć pracowników z generacji C należy zaoferować im to, co najbardziej cenią, czyli swobodę i możliwość samorealizacji. Ważnym elementem tego jest odpowiednie miejsce pracy. „C” nie czują się dobrze w zamkniętym biurze, pracując od 9 do 17. Jak wynika z badania Booz & Company pt. „The Rise of Generation C: Implications for the World of 2020”, do końca dekady ponad połowa zespołów będzie pracowała w ramach wirtualnych grup. Jak podkreśla Paul Clark, dzięki rozwojowi technologii komunikacyjnych konieczność codziennego przychodzenia do biura to archaizm.

Przeczytaj także:

Powszechny dostęp do szerokopasmowego Internetu sprawia, że możemy pracować z dowolnego miejsca na świecie. Nowoczesne rozwiązania wideokonferencyjne oferowane przez Poly pozwalają zespołom efektywnie pracować nad wspólnym projektem, nawet jeśli jeden jego członek siedzi w biurze w Warszawie, drugi w praskiej kawiarni, a trzeci na pokładzie TGV do Paryża – mówi.

Ważne dla nich jest także odpowiednie otoczenie. Generacja C lubi w trakcie pracy móc wymieniać się swobodnie pomysłami z innymi współpracownikami. Według raportu „Perils of the Open Office” zdecydowanie lepiej radzą sobie oni w hałaśliwym otoczeniu. Do pracy zamiast biurek wybierają jednak bardziej komfortowe pufy i poduszki. Nie są również entuzjastami sal konferencyjnych. Aż 42 proc. z nich woli spotkania za pośrednictwem nowych technologii.

Chcąc wykorzystać potencjał generacji C, pracodawcy będą musieli wprowadzić poważne zmiany w swoich organizacjach. Inaczej będą wyglądać nie tylko ich biura, ale także struktura organizacji, która stanie się luźniejsza i mniej hierarchiczna. W zamian jednak otrzymają potencjał innowacyjności, który może okazać się kluczowym atutem w drodze do rozwoju firmy.

Źródło: POLY

Dualizm w strukturze spółek kapitałowych wkrótce zostanie przełamany. Projekt ustawy wprowadzający Prostą Spółkę Akcyjną (P.S.A.), z której od marca 2020 roku korzystać będą mogli przedsiębiorcy jest już w Sejmie na ostatniej prostej.Obecnie chcąc prowadzić działalność w ramach spółki kapitałowej inwestorzy mają do dyspozycji spółkę z o.o. oraz Spółkę Akcyjną. Czy wobec tego potrzebne jest wprowadzenie nowej formy organizacyjnej? Co się zmieni? Czy nastąpi znaczny wzrost spółek startupów, a P.S.A. na dobre zadomowi się w polskim systemie prawnym?
Ministerstwo Rozwoju powiedziało „tak”

…i w ramach przygotowanego pakietu „100 zmian dla firm – Pakiet ułatwień dla przedsiębiorców”, zaproponowało wprowadzenie P.S.A. do Kodeksu Spółek Handlowych. Bodźcem do podjęcia decyzji mają być komunikaty płynące od startupów, które wskazują na potrzebę utworzenia takiej formy organizacyjnej. Ma ona wzmocnić ich rozwój, a także przyczynić się do wzrostu innowacyjności gospodarki.

Zgodnie z informacjami przekazywanymi przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Prosta Spółka Akcyjna (P.S.A.) łączyć ma cechy spółki z o.o. warunkujące jej stosunkowo proste oraz mało kosztowne założenie, funkcjonowanie oraz likwidację z zaletami, które niesie za sobą spółka akcyjna – wskazuje Maciej Wisławski, Senior Associate w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. Jako jej główne cechy wskazuje się m.in. brak barier wejścia, łatwiejsze dysponowanie środkami – brak „zamrożonego” kapitału zakładowego, nieskomplikowaną i elastyczną strukturę organów czy też brak statusu spółki publicznej i związanych z tym restrykcyjnych obowiązków – dodaje.  

Czy rzeczywiście idzie nowe?

Szereg zalet oraz korzyści, jakie dla przedsiębiorców niosła będzie nowa ustawa, nie jest w stanie przyćmić umiarkowanie optymistycznych nastrojów inwestorów, którzy wskazują, iż wiele ze wskazanych przez Ministerstwo atutów brzmi znajomo.

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że proponowane rozwiązania znajdują obecnie zastosowanie w innych formach organizacyjnych. Dla przykładu – szybka rejestracja elektroniczna w 24 godziny dostępna jest obecnie przy zakładaniu sp. z o. o. Podobna sytuacja rysuje się w przypadku braku statusu spółki publicznej, który posiadać będzie P.S.A.. Spółka Akcyjna przecież może, lecz nie musi, być notowana na giełdzie – wyjaśnia Maciej Wisławski, Senior Associate w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. W obliczu tych informacji zauważyć można, że proponowana hybryda nie zawiera tak wielu nowych rozwiązań upraszczających działanie – dodaje.

Przeczytaj także:

Startupy w roli głównej

P.S.A. daje wchodzącym na rynek firmom nieznane dotąd możliwości. P.S.A. powstała m.in. z myślą o startupach. Nie jest jednak dla nich zarezerwowana. Może być ona również ciekawą alternatywą dla innych uczestników systemu gospodarczego – wskazuje Maciej Wisławski, Senior Associate w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Przedsiębiorcy widzą w P.S.A. przyszłość – dostrzegają spółkę bez kapitału, szybką do rejestracji i teoretycznie przygotowaną do dynamicznego obrotu. Czy rzeczywiście jednak P.S.A. stanowi wehikuł, który przeniesie nad Wisłę Dolinę Krzemową?W odniesieniu do nowej ustawy warto mieć na uwadze opinię części środowiska prawniczego, które dostrzega, że P.S.A. w proponowanym kształcie nie jest ani spółką prostą, ani zapewniającą bezpieczeństwo obrotu. Wprowadza za to bardzo trudną konstrukcję prawną rozbijającą system prawa spółek w Polsce.

Firmy, zwłaszcza te młode, mogą wykorzystać w pełni możliwości, jakie daje P.S.A. konstruując odpowiednią strukturę wewnętrzną, przystosowaną do potrzeb inwestycji. Powinny również pamiętać o właściwie zbudowanej umowie spółki oraz efektywnym zarządzaniu nią.

Źródło: Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Każde urządzenie znajdujące się w firmie, niezależnie czy jest to zamek na kartę magnetyczną, inteligentny włącznik światła czy bezprzewodowa drukarka, może być wektorem wejścia dla cyberprzestępcy. Testy przeprowadzone przez TestArmy CyberForces pokazały, że aż 5 na 10 popularnych sprzętów IoT ma dziury w systemach bezpieczeństwa.

Zgodnie z szacunkami IDC, w 2019 roku światowe wydatki na Internet Rzeczy mają wynieść 745 mld dolarów, czyli o 15,4 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Jednocześnie na zabezpieczanie inteligentnych urządzeń nadal przeznaczany jest zaledwie ułamek tej kwoty (1,5 mld dolarów w 2018 roku). Trudno się więc dziwić, że blisko 20% organizacji w ciągu ostatnich trzech lat zaobserwowało przynajmniej jeden atak oparty na IoT (raport Gartner: „Forecast: IoT Security, Worldwide, 2018”), a Internet Rzeczy niezmiennie uznawany jest za jeden z najbardziej zagrożonych sektorów technologii.

Dobry firewall czy monitoring infrastruktury sieciowej to obecnie zbyt mało, aby mówić o efektywnej ochronie przed cyberzagrożeniami. Jeżeli firma chce korzystać z inteligentnych urządzeń, a przy tym eliminować ryzyko skutecznie przeprowadzanych cyberataków, konieczna jest dokładna analiza wszystkich wykorzystywanych przez nią systemów, zarówno tych fizycznych, jak i wirtualnych – mówi Szymon Chruścicki, ekspert z firmy TestArmy CyberForces, która przebadała popularne urządzenia IoT pod kątem ich podatności na cyberwłamanie.

Połowa urządzeń IoT ma luki w systemach bezpieczeństwa. W tym drukarka prezesa znanej firmy

Aby udowodnić ryzyko związane z korzystaniem z nieodpowiednio zabezpieczonych urządzeń podłączanych do sieci, eksperci z TestArmy CyberForces przeprowadzili dwa testy penetracyjne. W pierwszym zbadali poziom zabezpieczeń popularnych sprzętów IoT dostępnych w sklepach. W drugim podjęli próbę włamania się do systemu znanej korporacji obracającej setkami tysięcy danych osobowych pochodzących ze zgód marketingowych. Wyniki obu testów dały do myślenia:

  • Połowa przebadanych urządzeń IoT posiada luki w systemach bezpieczeństwa

Pod lupą ekspertów od cyberbezpieczeństwa znalazły się popularne urządzenia wykorzystywane w smart firmach i smart domach – m.in. inteligentne przełączniki i włączniki światła, inteligentne żarówki, programowalne termostaty, słuchawki czy lampki na USB. Okazało się, że aż 5 na 10 z przetestowanych urządzeń IoT posiadało dziury w oprogramowaniu. Złamanie systemu i dostanie się do sieci bezprzewodowej, do której były podłączone, zajmowało ekspertom nie więcej niż kilkadziesiąt minut (ok. 30 minut w przypadku najtańszych urządzeń).

  • Drukarka otwiera dostęp do wrażliwych danych i… gabinetu prezesa

Każda firma wyposażona w urządzenia podłączane do sieci narażona jest na atak cyberprzestępcy, szczególnie gdy korzysta z niezweryfikowanych pod kątem bezpieczeństwa sprzętów. Do takiej sytuacji doszło w jednej ze znanych na rynku korporacji, zajmującej się przetwarzaniem wrażliwych danych osobowych pochodzących ze zgód marketingowych.

Podczas zaplanowanych testów infrastruktury bezpieczeństwa eksperci z TestArmy CyberForces odkryli, że firmowy system posiada lukę pozwalającą na uzyskanie zdalnego połączenia z bezprzewodową, zintegrowaną z laptopami pracowników drukarką. Odkryli też możliwość podłączenia się do firmowych kamer bezpieczeństwa, sterowania nimi, a nawet odbierania obrazu “na żywo”. Po podejrzeniu wprowadzanych przez pracowników 6-cio cyfrowych kodów do zamków magnetycznych, przeprowadzili więc udany atak socjotechniczny. Po godzinach pracy, posługując się uzyskanymi kodami, weszli do biura, zostawiając tajemniczą kartkę i wizytówkę.

Przeczytaj także:

Zawsze wychodzę z firmy jako ostatni, więc byłem mocno zdziwiony, gdy rano zobaczyłem na biurku kartkę z informacją, że “test socjotechniczny firmy został ukończony” oraz wizytówkę do eksperta od cyberbezpieczeństwa. Po nawiązaniu kontaktu wyszło, że cała sytuacja była prowokacją, a jej celem ukazanie katastrofalnych konsekwencji, do których mogłoby dojść, gdyby luka w systemach bezpieczeństwa nie została wykryta i załatana. Przypomnę, że nasza firma operuje wrażliwymi danymi osobowymi. Nie możemy pozwolić sobie na naukę na błędach. Dlatego na bieżąco śledzimy sytuację, wychwytujemy wszystkie potencjalne czynniki zagrażające cyfrowemu bezpieczeństwu i odpowiednio szybko na nie reagujemy – mówi Konrad, prezes zaatakowanej spółki (imię zostało zmienione).

Jakie jeszcze urządzenia IoT mogą zawieść? Zobaczmy najprostsze i najtańsze czytniki kart magnetycznych, które mają chronić pomieszczenia przed dostępem osób nieupoważnionych. Choć wydają się bezpieczne, tak naprawdę są bardzo łatwe do złamania. Karty magnetyczne posiadają swoje ID, najczęściej nadrukowywane na ich wierzchniej części. Wystarczy więc aparat fotograficzny z dobrym zoomem lub bezpośredni kontakt z posiadaczem, aby poznać numer i zakodować go na własnej karcie, zyskując dostęp do chronionej przestrzeni.

Oczywiście, bardziej zaawansowane karty posiadają wewnętrzny mikroprocesor, a sklonowanie sygnału otwierającego zamek wymaga umiejętności technicznych. Niemniej koszt całego przedsięwzięcia to ok. 30 zł. Wystarczy bowiem zakupić moduł WiFi oparty na chipie ESP8266 (ok. 12 zł), odpowiednio go zaprogramować i podpiąć pod niego moduł czytnika kart RFID (ok. 15 zł). Poza tym urządzenie musi znajdować się blisko czytnika, co nie jest trudne, bo jest tylko trochę większe od pendrive i można je dodatkowo spłaszczyć. – Zasięg przesyłania sklonowanego sygnału w przestrzeni biurowej wynosi ok. 20 m, więc wystarczy przejść się po klatce schodowej, aby urządzenie bezprzewodowo odczytało numery kart należących do osób przebywających w biurze – tłumaczy Sebastian Gilon, twórca takich urządzeń, ekspert ds. cybersecurity w TestArmy CyberForces.

Nieodpowiednio zabezpieczonych urządzeń IoT na rynku jest mnóstwo. Nie ucichła jeszcze afera po tym, jak ujawniono, że australijskie smart watche TicTocTrac oraz inteligentne zegarki Enox z Islandii posiadają luki w oprogramowaniu pozwalające cyberprzestępcom na śledzenie używających ich dzieci. Nie zapominając o dużej aferze ostatnich lat, kiedy lalka My Friend Cayla od Genesis Toys została wycofana z rynku niemieckiego po tym, jak okazało się, że zabawka bez wiedzy innych nagrywała i transmitowała rozmowy. 

IoT to wielkie zagrożenie, ale jeszcze większy potencjał – o ile kwestie bezpieczeństwa tych urządzeń będą traktowane priorytetowo.

Źródło: TestArmy CyberForces

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...