środa, Lipiec 17, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Kwiecień 3

Dzienne archiwaKwi 3, 2019

Pracownicze Plany Kapitałowe to program dobrowolnego oszczędzania wspierany finansowo przez przedsiębiorcę oraz państwo. Już od lipca, największe firmy (co najmniej 250 osób) muszę stworzyć program który stanie się dodatkowym źródłem finansowania. Wiele pytań nurtuje jednak  pracowników i pracodawców tychże firm – kto może prowadzić PPK?

Mogą nimi być towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI), powszechne towarzystwa emerytalne (PTE), pracownicze towarzystwa emerytalne (PPE) i zakłady ubezpieczeń na życie. Same instytucje finansowe, które będą oferować rozwiązania dla PPK, muszą jednak spełniać określone wymagania, tj.

  • posiadać 3-letnie doświadczenie w zakresie zarządzania aktywami,
  • mieć kapitał własny w wysokości co najmniej 25 000 000 zł,
  • stworzyć odpowiednią liczbę funduszy zdefiniowanej daty (minimum 8), spełniających warunki opisane w ustawie,
  • zostać wpisana do ewidencji PPK, którą prowadzi Polski Fundusz Rozwoju (PFR).

Jednoosobowa działalność a PPK? Czy można przystąpić do programu nie zatrudniając pracowników?

 

Eurostat informuje, że sprzedaż detaliczna odnotowała wzrost o  6,1% r/r w lutym 2019 r. W całej Unii Europejskiej, wzrost odnotowano na poziomie 0,4% w ujęciu miesięcznym, zaś w ujęciu rocznym wzrosła o 3,3% r/r.

Pełny raport i źródło informacji

 

Na koniec IV kwartału 2018 roku członkowie EUROFINAS – federacji zrzeszającej i reprezentującej na forum europejskim krajowe organizacje związane z udzielaniem kredytów konsumenckich, zwiększyli wartość nowo udzielonych kredytów i pożyczek konsumenckich o 3,9% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Choć dla wielu krajów ostatni kwartał minionego roku był wyraźnie słabszy, niektórym – jak np. Portugalii – udało się utrzymać dwucyfrowy wskaźnik wzrostu.

Poza wyjątkowo dobrym II kwartałem 2018 roku obserwowana jest wyraźna tendencja malejąca jeśli chodzi o dynamikę sprzedaży kredytów i pożyczek konsumenckich. Prognozy na bieżący rok nie są więc już tak optymistyczne i trudno będzie o taki efekt przekraczania przewidywań ekspertów, z jakim mieliśmy do czynienia do tej pory.

Zobacz też:

Rozwód a kredyt we frankach

Średnia wartość nowej produkcji kredytowej na finansowanie konsumpcji w Europie wzrosła w IV kwartale o 4,9%. Spadek dynamiki sprzedaży tych produktów w ostatnim kwartale 2018 r. był wolniejszy wskutek utrzymującej się wysokiej konsumpcji gospodarstw domowych.

Od 2013 roku, kiedy to zaczął się dobry okres w koniunkturze gospodarczej, konsumpcja gospodarstw domowych jest tym czynnikiem, który w największej mierze przyczynia się do wzrostu PKB. I w zasadzie nie powinno to dziwić, bowiem konsumpcja prywatna to w przybliżeniu 55% produktu krajowego brutto. W porównaniu do lat 2009–2011, kiedy tylko 10% stopy wzrostu było skutkiem wzrostu spożycia, obecnie jest to dwukrotnie więcej. W takich warunkach dwucyfrowe wzrosty, obrazowane przez statystyki w niektórych krajach, są naturalne – komentuje dr Mirosław A. Bieszki, Doradca ds. ekonomicznych KPF.

Szpitale, jak i inne instytucje finansowane z pieniędzy publicznych, od października ubiegłego roku muszą przeprowadzać przetargi powyżej progów unijnych w formie elektronicznej. Nowe zasady oznaczają mniej papierologii, większą wygodę i przejrzystość postępowań zakupowych. Budzą jednak też obawy i pytania, czy mali dostawcy poradzą sobie z elektronicznym składaniem ofert.

Szpitale korzystają z zewnętrznych dostaw i usług w bardzo szerokim zakresie. Zamawiają przede wszystkim produkty lecznicze i wyroby medyczne, ale też usługi żywienia, sprzątania, ochrony, transportu, budowlane itd. Często prowadzą złożone procesy inwestycyjne. Dostawców wyłaniają w przetargach, które w przypadku dużych zamówień, powyżej progów unijnych, muszą teraz prowadzić za pośrednictwem elektronicznych platform zakupowych. Od stycznia 2020 roku taka forma udziału w postępowaniach obejmie wszystkich dostawców, także małych.

– Z całą pewnością elektronizacja przetargów to dobry pomysł i właściwy kierunek. Jest efektywniej. Niektóre dokumenty generują się automatycznie, bez dodatkowego zaangażowania pracowników. Komunikacja elektroniczna to również oszczędność czasu i pieniędzy. Poprawiła się transparentność całego procesu, co powinno przełożyć się na większe zainteresowanie udziałem w postępowaniach. Nowy sposób organizacji przetargów chroni też pracowników odpowiedzialnych za te procedury i podnosi ich poczucie bezpieczeństwa – wylicza Marek Lipnicki ze szpitala w Bełchatowie.

Szpitale doceniają elektroniczne generowanie wielu dokumentów, np. protokołów z postępowań czy informacji z otwarcia ofert. Jak podkreśla przedstawicielka Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu: Dostępność ofert złożonych przez wszystkich wykonawców na platformie elektronicznej zlikwidowała kolejki oferentów, którzy dawniej przychodzili osobiście do naszej placówki, aby zapoznać się ze szczegółami ofert złożonych przez inne firmy.

Jest więc łatwiej, bo cały proces został uproszczony. – Nowe przepisy zniosły część obciążeń administracyjnych i jest to zapewne pozytywny aspekt zmian w naszym ustawodawstwie. W istotny sposób zostały zniwelowane obciążenia związane z koniecznością składania licznych dokumentów wraz z ofertą dzięki wprowadzeniu oświadczenia własnego wykonawcy w postępowaniach krajowych oraz Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia w postępowaniach unijnych – tłumaczy Izabela Chmiel, kierownik Działu Zamówień Publicznych, Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach.

Zobacz też:

Rozwód a kredyt we frankach

Dla wielu szpitali najważniejszy i najdłuższy jest pierwszy przetarg prowadzony w formie elektronicznej. Nowe zasady to duże wyzwanie, bo wymagają zmiany sposobu myślenia i nabytych przez lata przyzwyczajeń. Do tego dochodzi jeszcze poznawanie narzędzi technologicznych i współpraca z ich dostawcami w dostosowywaniu platform do specyfiki pracy placówek medycznych.

– Potrzeby szpitali w zakresie przetargów różnią się od potrzeb innych instytucji zobligowanych do stosowania ustawy. Jednostki medyczne prowadzą rozbudowane postępowania, składające się często z kilkuset części – jak chociażby ostatni duży przetarg w szpitalu w Radomiu podzielony na 218 części. To wyzwanie nie tylko dla prowadzącego postępowanie, ale i dla wykonawców biorących udział w tym procesie. Dostawca technologii, który jest rzeczywistym partnerem szpitala, optymalizuje proces przygotowania takiego przetargu we współpracy z zamawiającym, wsłuchując się jednocześnie w potrzeby wykonawców – mówi Magdalena Szmalec z firmy Marketplanet, dostawcy platformy zakupowej e-Zamawiający.

Elektronizacja przetargów w przypadku szpitali rodzi jednak także niepokoje. Przedstawiciele placówek medycznych zgodnie przyznają, że problem rozpocznie się, gdy nowe przepisy obejmą także małe podmioty. O ile duże przedsiębiorstwa biorące udział w postępowaniach publicznych potrafią przystosować się do nowych wymagań, o tyle mali wykonawcy mogą nie przejść tak łatwo tej próby. A z małych firm szpitale korzystają regularnie, choćby w przypadku dostaw produktów żywnościowych.

Zobacz też:

Benefity dla zwalnianych pracowników – nowy standard na rynku?

– Nasz szpital posiada własną kuchnię i przygotowuje posiłki dla pacjentów. Wiele niezbędnych do tego celu produktów, w tym między innymi warzywa, pieczywo czy nabiał, dostarczają nam mali przedsiębiorcy. Obawiam się, że nie poradzą sobie z nowymi przepisami, skoro problemem bywa dla nich wypełnienie papierowej oferty, mimo iż wymagania formalne ograniczane są do minimum. Nie stać ich na to, aby zaangażować informatyka czy prawnika, który pomoże im przebrnąć przez e-przetarg. Po prostu nie wezmą w nim udziału. Natomiast ci, którzy skorzystają z takiego wsparcia, poniosą dodatkowe koszty, za co ostatecznie i tak zapłaci szpital, prawdopodobnie otrzymując droższą ofertę – mówi Marek Lipnicki.

Udział w e-przetargu oznacza dla wykonawcy konieczność zaopatrzenia się w bezpieczny podpis elektroniczny oraz zaznajomienie się z narzędziem informatycznym, z którego korzysta zamawiający. Dla naprawdę małych firm podjęcie takich działań może okazać się zbyt trudne. Przedsiębiorcy, którzy będą chcieli spróbować swoich sił w e-przetargach, będą mogli jednak skorzystać z pomocy dostawców platform do e-przetargów.

– Wiemy, że małe firmy mogą się obawiać postępowań w formie elektronicznej. Jako dostawcy platformy jesteśmy przygotowani do tego, by pomóc wszystkim tym, którzy jednak będą chcieli w e-przetargu wziąć udział. Do ich dyspozycji przygotowaliśmy specjalną infolinię, której pracownicy podpowiedzą na każdym etapie procesu przetargowego, co należy w danej chwili zrobić. Przygotowaliśmy także szereg szkoleń i instrukcji – wyjaśnia Piotr Kaliński, Head of SaaS and NB.

Kto skorzysta z tej szansy, szpitale przekonają się już w styczniu 2020 roku.

– Elektronizacja zamówień to zmiana o charakterze rewolucyjnym, która zgodnie z zamysłem ustawodawcy ma zmniejszyć obciążenia administracyjne związane z ubieganiem się o zamówienie publiczne, a tym samym ma ułatwić potencjalnym wykonawcom złożenie oferty. Pytanie, czy intencje ustawodawcy pokrywają się z rzeczywistym ułatwieniem procesu i zwiększeniem dostępności do zamówień publicznych? W tej kwestii na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi – podsumowuje Izabela Chmiel.

50 milionów euro kary nałożono na Google we Francji za nieprzejrzystość procedur amerykańskiego giganta. Prawie milion złotych grzywny otrzymała polska firma, administrująca danymi osobowymi z ogólnodostępnych rejestrów CEIDG oraz KRS, za nierealizowanie obowiązku informacyjnego, wynikającego z rozporządzenia RODO. Jakie wnioski płyną z pierwszych kontroli w Polsce? Czego przedsiębiorcy obawiają się najbardziej?

  W maju 2018 roku rozporządzenie o ochronie danych osobowych szturmem wdarło się w świadomość zbiorową Polaków. Pomimo obowiązywania od 1997 roku takiej ustawy dopiero w ubiegłym roku do większości polskich przedsiębiorców dotarła informacja, że posiadają dobro chronione prawem, jakim są dane osobowe – mówi Mateusz Górny, prawnik, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. W firmach, których działalność oparta jest na relacjach B2B, czyli biznes dla biznesu, nie ma większego problemu z zewnętrznym stosowaniem regulacji. Ustawodawca europejski wykluczył osoby prawne z zakresu obowiązywania rozporządzenia.

Jednak polska specyfika gospodarcza starła się z unijnymi przepisami, bowiem u nas oprócz osób prawnych, w obrocie gospodarczym są również osoby fizyczne, prowadzące działalność. Wywołało to spory rozdźwięk w doktrynie, gdyż część prawników twierdzi, że są to osoby fizyczne, posiadające dane osobowe. Inni zaś stoją na stanowisku, że przyjęcie, iż podmiot gospodarczy dysponuje danymi osobowymi wykorzystywanymi w kontaktach na zewnątrz, powoduje podważenie pewności obrotu gospodarczego, bowiem tego typu dane podlegają innym regulacjom niż dane spółek – wyjaśnia ekspert OCRK. – Obecnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jakie rozwiązanie przyjąć i prawdopodobnie oznacza to dla pracodawców oczekiwanie na pojawienie się – nie tyle wytycznych – co orzecznictwa europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Kara nałożona przez Urząd wskazuje na właściwość pierwszej interpretacji. 

Oko wielkiego brata

Często niejasna jest realizacja obowiązku informacji o monitoringu stosowanym w przedsiębiorstwie. O ile ustawodawca uregulował tę kwestię w kodeksie pracy, wskazując, gdzie nie można stosować monitoringu i jaka jest podstawa do jego stosowania, to część pracodawców nadal ma problem z uporządkowaniem tych kwestii w dokumentacji wewnątrzzakładowej. – Powszechnie brakuje ikonografii, oznaczającej teren monitorowany oraz informacji o administrowaniu danymi. Jest to o tyle dziwne, że większość pracodawców posiada już klauzule informacyjne dla klientów indywidualnych. Te są przedstawiane przy zawieraniu umów lub świadczeniu usług. Natomiast brakuje takiej wiadomości przy wejściu do przedsiębiorstwa lub w recepcji – mówi Mateusz Górny.

Zobacz też:

Rozwód a kredyt we frankach

Skrupulatność czy nadgorliwość?

Niepewność pracodawcy co do przepisów i poprawności funkcjonowania firmy po wejściu ustawy o RODO powoduje szereg niepotrzebnych praktyk. Okazuje się na przykład, że nie jest konieczne zbieranie zgód na przetwarzanie podstawowych danych pracowników takich jak imię, nazwisko i adres korespondencyjny. Co więcej, często obejmują one też okresy zatrudnienia niezbędne do wyliczenia urlopu wypoczynkowego czy stażu pracy. Zastosowanie tego typu dokumentów powoduje, że pracownik, który nie wyrazi zgody na dysponowanie danymi, zostanie potraktowany niezgodnie z przepisami kodeksu, a to może skutkować pozwem przed sąd pracy.

Część firm wdrożyła również programy oparte na modelu informacji niejawnych. Zastosowanie wzorców zachowania przewidzianych dla danych dużo bardziej wrażliwych niż te, które obejmuje RODO, bywa zwyczajnie kłopotliwe dla funkcjonowania przedsiębiorstwa. Dla przykładu – potwierdzenie pobrania i zdania teczki osobowej pracownika własnoręcznym podpisem kadrowej jest, co do zasady, procedurą wdrożoną na wyrost. Nie można bagatelizować zasad właściwego postępowania z danymi, jakimi dysponuje firma, ale należy rozróżnić RODO od tajemnicy państwowej – zauważa ekspert prawa OCRK.

Kto i za co odpowiada?

Widoczny jest konflikt na linii Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO), a Ministerstwo Cyfryzacji. Dlaczego obie instytucje wchodzą sobie w kompetencje? – Trudno ocenić, kto właściwie ma rację. Inicjatywy UODO nie dostarczają odpowiedzi na wszystkie pojawiające się wciąż pytania. Ministerstwo Cyfryzacji próbuje wyjaśniać część wątpliwości. Jednak wyraźny jest brak porozumienia między tymi dwoma organami – komentuje Górny. Ochronę danych osobowych w praktyce sprawdza UODO, a w zakresie zatrudnienia Państwowa Inspekcja Pracy (PIP).

Nałożona przez Prezes UODO kara wysokości blisko miliona złotych jest pierwszą karą za nieprzestrzeganie rozporządzenia w Polsce. Szczególną uwagę należy zwrócić na fakt, za co przyznano grzywnę. Postępowanie Urzędu nie dotyczyło naruszenia zasad ochrony danych w zakresie ich integralności, poufności czy dostępności, a realizacji obowiązku informacyjnego w związku z przetwarzaniem danych osobowych.

Największe emocje wzbudził ustęp 5 artykuł 14 rozporządzenia, będący kanwą całej sprawy. Przedsiębiorca bronił się, że wykonanie obowiązku informacyjnego będzie zgodnie z ustępem 5 niewspółmierne, przedstawiając wyliczenie kosztu listów poleconych do osób, których dane dotyczą. Urząd nie wskazał właściwej formy informowania osób, natomiast uznał, że forma listu poleconego nie jest wymagana – mówi Mateusz Górny z OCRK. – Decyzja Prezes UODO wywołała niemałą burzę wśród przedstawicieli doktryny. Stanowisko Prezes podważa bowiem przyjmowaną do tej pory analogię do przepisów krajowych. Duża ilość komentarzy dotyczy też milczenia Urzędu w zakresie, w jakim informacja miała by być przedstawiona. Ukarana spółka odwołała się od decyzji i można spodziewać się pierwszych rozstrzygnięć w sądach administracyjnych, możliwe jest również skierowanie sprawy w ramach zapytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – dodaje ekspert.

Czy są dobre strony?

Zgodnie z nowymi przepisami CV przesyłane podczas procesu rekrutacji nie muszą zawierać klauzul tak, jak to było stosowane przed RODO. Aplikacja nadesłana w odpowiedzi na ogłoszenie może być przetwarzana, a odnotowanie przez kandydata w wiadomości lub na samym dokumencie zgody na wykorzystanie danych w kolejnych rekrutacjach, pozwoli stworzyć bazę kontaktów. Jednak warto zauważyć, że często i niepotrzebnie dokumenty aplikacyjne gromadzone są na zapas. UODO zaś w wytycznych i wskazówkach wyraźnie dąży do ograniczenia przechowywania danych osobowych. – Nie chodzi tutaj o całość dokumentacji związanej z pracownikiem od momentu zatrudnienia do ustania stosunku pracy i dalszej realizacji obowiązku archiwizacyjnego. Istotne jest tutaj rozdzielenie informacji w ten sposób, by systematycznie po okresie, w którym firma jest zobowiązana do ich przechowywania, poszczególne dokumenty po prostu usuwać – podsumowuje ekspert OCRK.

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozytywnych danych. Kolejny mocny PMI z Chin oraz pokrzepiające doniesienia dotyczące rozmów handlowych USA-Chiny. Przed nami spora dawka danych oraz decyzja RPP.

Wygląda na to, że w inwestorach tkwiła potrzeba świeżego startu w nowy kwartał i teraz skrzętnie wykorzystują okazję. W nocy otrzymaliśmy kolejny mocny odczyt indeksu PMI z Chin – tym razem z usług (54,4) – w oparciu o który wzrasta przeświadczenie, że chińska gospodarka wyciąga się z dołka. Poprawa we wskaźnikach faktycznie ma miejsce, choć eksperci podkreślają, że to dopiero początek i nadal są obszary, gdzie alarm ostrzegawczy nie może zostać wyłączony. Mimo to handlowi w tym tygodniu przyświeca zasada, że jeśli nie słychać złych informacji, to należy wycisnąć jak najwięcej z tych dobrych. Zatem też nie dziwi, że sentyment wzmocniły doniesienia o postępach w rozmowach handlowych USA-Chiny. Nawet jeśli raportujący Financial Times w zasadzie powtórzył to, co już od dawna wiadomo – rozmowy idą do przodu, ale nadal są pewne sporne kwestie i dopiero ich rozwiązane da szanse na podpis porozumienia.

Zobacz też:

Rozwód a kredyt we frankach

Są to dobre warunki do wzrostu indeksów, ale też ropy naftowej, gdyż lepsze perspektywy wzrostu oznaczają silniejszy popyt. Rynek odchodzi od obligacji na bezpiecznych rynkach, co dla FX sprzyja deprecjacji JPY i CHF. Lepsze wieści wokół Chin to przede wszystkim plus dla AUD, a pośrednio dla NZD. EUR/USD jest pochodną postrzegania USD. Poza dobrymi danymi z Chin ten tydzień przynosi solidne odczyty z USA, jednak ich efekt na dolara jest osobliwy. Lepsze dane nie pomogą dolarowi, jeśli nie będą miały przełożenia na politykę Fed, a ten zamknął sobie drogę do podwyżek w tym roku. Zatem poprawa wskaźników makro pomaga w załagodzeniu obaw o stan globalnej gospodarki. Przy malejącej awersji do ryzyka maleje też potrzeba parkowania kapitału w bezpiecznym dolarze, W rezultacie dziś silny raport ADP czy ISM dla usług wcale nie muszą sprzyjać dolarowi.

Niewiele z generalnej poprawy klimatu inwestycyjnego przekłada się na umocnienie złotego i EUR/PLN koczuje pod 4,30. Problemem jest bliska relacja ze strefa euro, a tutaj wskaźniki PMI nie dają tyle powodu zadowolenia, co chińskie. Złoty nie będzie opierał się wiecznie apetytowi a ryzyko i trwałość poprawy sentymentu będzie oznaczać, że w końcu EUR/PLN zejdzie do 4,28. Planom tym przeszkadza Rada Polityki Pieniężnej, która kończy dziś dwudniowe posiedzenie i utrzyma stopy procentowe bez zmian. Niezmieniony zostanie też główny przekaz RPP stanowiący, że obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną. Teraz i przynajmniej do końca 2019 r. Dla dalszego okresu zdania członków Rady są już różne, ale póki od prezesa Glapińskiego nie usłyszymy o otwartości do podwyżek, rynek będzie traktował polską politykę pieniężną jako neutralny faktor.

Konrad Białas, dom maklerski TMS Brokers S.A.

Otwarcie spółki w 24 godziny, kapitał na start 1 zł, brak rady nadzorczej, elastyczne określanie rodzajów akcji, elektroniczny rejestr akcjonariuszy. Rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej kodeks spółek handlowych, która wprowadza do niego zupełnie nowy twór – prostą spółkę akcyjną. Przepisy mają wejść w życie z dniem 1 marca 2020 r. Jakie są jej wady i zalety?

Czy potrzebny nam nowy rodzaj spółki?

Resort przedsiębiorczości i technologii twierdzi, że tak. Jego zdaniem prosta spółka akcyjna ma zdecydowanie polepszyć sytuację start-upów. Obecnie przedsiębiorcy gotowi wprowadzić innowacyjne produkty na rynek tkwią pomiędzy młotem a kowadłem. Młotem w tym przypadku jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, którą z jednej strony łatwo jest otworzyć oraz prowadzić, ale z drugiej odstrasza inwestorów. Kowadłem natomiast jest spółka akcyjna, wobec której przepisy wymagają wpłacenia wysokiego kapitału zakładowego, ale z drugiej strony jest atrakcyjniejszym partnerem dla potencjalnych inwestorów.

Zobacz też:

Sprawdź najgorzej oceniane zmiany prawne w 2019 r.

Prosta spółka akcyjna ma wzmocnić pozycję start-upów w naszym kraju, ułatwić procedurę ich otwierania, zwiększyć konkurencyjność, a w konsekwencji zniechęcić przedsiębiorców do ucieczki poza granice kraju.

Prosta spółka akcyjna – pomiędzy spółką z o.o. i spółką akcyjną

Prosta spółka akcyjna ma wypełnić lukę w polskim prawie spółek handlowych pomiędzy spółką z ograniczoną odpowiedzialnością a spółką akcyjną. W założeniach ma łączyć w sobie korzystne dla przedsiębiorców cechy obu spółek kapitałowych (np. krótki czas otwarcia oraz prostą obsługę spółki z o.o. z ułatwieniem pozyskiwania kapitału od inwestorów przy spółce akcyjnej).

Resort przedsiębiorczości i technologii przekonuje, że prosta spółka akcyjna ma być formą prowadzenia działalności, która dopasuje się do jej potrzeb oraz zdejmie nadmiar formalności i wysokie bariery wejścia.

Wśród głównych zalet prostej spółki akcyjnej autorzy projektu wymieniają:

  1. Szybką rejestrację elektroniczną za pomocą formularza, która otwiera spółkę już po upływie 24 godzin od jego wysłania. Jednocześnie przedsiębiorcy zachowują możliwość przeprowadzenia „tradycyjnej” procedury otwarcia spółki.
  2. Brak finansowej bariery wejścia – minimalny kapitał na start wynosi zaledwie 1 zł.
  3. Prowadzenie rejestru akcjonariuszy w formie elektronicznej z wykorzystaniem technologii blockchain.
  4. Dopuszczenie wykorzystania środków komunikowania się na odległość (np. poczty elektronicznej) w celu podejmowania uchwał lub przeprowadzania zgromadzeń akcjonariuszy.
  5. Brak skomplikowanych wymogów w kwestii organów spółki. Prosta spółka akcyjna może działać bez rady nadzorczej.

Wady prostej spółki akcyjnej

Jak każdy nowy pomysł, także prosta spółka akcyjna budzi pewne wątpliwości. Nowa forma prawna prowadzenia działalności gospodarczej potrzebuje czasu, aby można było ocenić, czy zachęcające na papierze zalety prostej spółki akcyjnej w rzeczywistości działają równie dobrze.

Wątpliwości będą mieć zwłaszcza potencjalni inwestorzy, którzy mogą obawiać się ulokowania kapitału w niepewnym rozwiązaniu. Ponadto rozluźnienie struktury organów albo wręcz wyeliminowanie niektórych z nich (np. rady nadzorczej) oraz zniesienie niektórych ograniczeń (np. minimalnego kapitału zakładowego 100 000 zł lub dopuszczenie podejmowania uchwał na odległość) może być odebrane jako istotne zmniejszenie bezpieczeństwa spółki i jej wiarygodności w oczach inwestorów.

W konsekwencji zalety prostej spółki akcyjnej w pierwszym okresie jej funkcjonowania mogą okazać się jej ukrytymi wadami. Przedsiębiorcy będą korzystali z nowych rozwiązań, zachęcani potencjalnymi korzyściami, jednak ich główny cel – pozyskanie inwestorów, może okazać się zbyt trudny do osiągnięcia.

Prosta spółka akcyjna czy zmieniona spółka z o.o.?

Wątpliwości budzi też sens powoływania nowego rodzaju spółki kapitałowej w sytuacji zgłaszania postulatów przystosowania istniejącej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością do rzeczywistości rynkowej. Resort przedsiębiorczości zasłania się troską o utrzymanie pewności prowadzenia działalności dla wszystkich przedsiębiorców, którzy korzystają z formy spółki z o.o. Dlatego odmawia przeprowadzenia zmian na „żywym organizmie” ponad 450 000 działających spółek.

Prosta spółka akcyjna wydaje się korzystnym rozwiązaniem dla start-upów wprowadzających na rynek innowacyjne produkty oraz usługi. Pewne jest jednak tylko jedno – potrzeba czasu, aby można było ocenić, czy tak szeroki katalog zalet nowego rozwiązania znajduje potwierdzenie w praktyce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Nie tylko w branży IT obecnie brakuje rąk do pracy. Z tym samym problemem boryka się branża budowlana, gdzie kierownik budowy może zarobić nawet 20 tys. zł brutto, a mimo to dużym wyzwaniem jest obsadzenie wszystkich wakatów, a ci którzy już pracują łatwo mogą uciec do konkurencji.

Rosnące ceny gruntów, materiałów budowlanych oraz robocizny, stanowią problem dla wielu firm działających na polskim rynku. Dodatkowo, borykają się one z problem zatrudniania wysoko wykwalifikowanych pracowników – jest to najbardziej widoczne w budownictwie kolejowym, drogowym, czy też tramwajowym, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych. Kierownicy budowy niechętnie aplikują na oferty pracy z tych sektorów. Największym zainteresowaniem cieszą się: budownictwo mieszkaniowo-biurowe (44%), budownictwo przemysłowe i energetyczne (34%) oraz drogowo-mostowe (15%) – wynika z raportu firmy doradztwa personalnego HRK S.A.

Wynagrodzenie kierowników

Sytuacji nie pomaga również fakt rosnących z roku na rok wynagrodzeń w branży. Według HRK, kierownicy pracujący przy dużych kontraktach mogą zarobić nawet ponad 20 tys. zł brutto. Oczywiście, na wysokość wynagrodzenia wpływ ma wiele czynników – od posiadanych uprawnień, doświadczenia, po rozmiar oraz kapitał firmy, czy też wielkość zrealizowanych przez kierownika inwestycji. Przy ewentualnej zmianie pracy grupa ta nie chce jednak zarabiać mniej niż 10 tys. zł brutto.

Zobacz też:

Firmy z sektora MŚP motywują przede wszystkim pieniędzmi. Świadczenia pozapłacowe daleko w tyle!

Ciężko o idealnego pracownika

Najbardziej pożądane, przez pracodawców z tego sektora, są osoby posiadające bogate portfolio ukończonych z sukcesem inwestycji. Wzrosło zapotrzebowanie na pracowników znających się nie tylko na technicznej stronie budowania, ale też na negocjacjach oraz value engineering, czyli optymalizacji kosztów, jakości materiałów i prac w stosunku do ich ceny. Liczy się również inicjatywa, przedsiębiorczość, umiejętność organizacji prac, rozwiązywania problemów oraz oceny ryzyka. Niestety, jest to obraz idealnego kandydata. Jak podkreśla Paweł Żywiec, Business Unit Manager Real Estate & Construction w HRK, pracodawcy mający już w swoim zespole dyrektorów projektu czy kierowników budowy zauważają, że nie wszyscy spełniają wszystkie powyższe kryteria do obejmowania tego stanowiska, ale i tak boją się ich straty takich, ponieważ grupa ta coraz chętniej decyduje się na zmianę pracy, nawet przed zakończeniem prowadzonego projektu. To stanowi ogromne wyzwanie dla firm oraz jeszcze bardziej zaostrza walkę o pracowników.

Aż 59% kierowników budowy nie deklaruje przywiązania do swojego pracodawcy, są otwarci na pracę projektową oraz zmianę zatrudnienia, gdyby wiązało się ono z wyższym wynagrodzeniem oraz rozwojem zawodowym. Relokacja również nie stanowi dla nich problemu – 63% badanych uznaje ją za nieodłączną część tego zawodu. Wśród preferowanych kierunków znalazły się województwa: mazowieckie (23%) oraz dolnośląskie (10%).

Co tak naprawdę ich motywuje?

Wg badania HRK na kierowników budowy nie działają benefity pozapłacowe (73%) czy też system premiowy (75%) – wynika to z posiadania wynagrodzenia na takim poziomie, który jest dla nich satysfakcjonujący i pozwalający skupić się na innych aspektach pracy. To, co ich motywuje do działania to samodzielność w działaniu (87%) oraz atmosfera w firmie/zespole (84%). Oczywiście, wynagrodzenie wciąż pozostaje w wielkiej trójce motywatorów. Co ciekawe, dla 79% kierowników istotne jest zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym i osobistym (work-life balance).

 

 

 

Eksperci

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

AKTUALNOŚCI

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...

Potrzebna pilna waloryzacja kontraktów budowlanych

Jak informuje FPP i CALPE, dynamiczny wzrost kosztów realizacji projektów infrastrukturalnych w połą...

Już za tydzień wakacje! – oto Twój przedwakacyjny niezbędnik

Z jednej strony wakacyjny wyjazd to świetna sprawa. Z drugiej – to masa spraw, z którymi musimy się ...