niedziela, Sierpień 18, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Kwiecień

Miesięczne archiwaKwiecień 2019

1 maja br., dokładnie 15 lat po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, Poczta Polska wyemituje okolicznościowy znaczek. Walor filatelistyczny o wartości 3,30 zł trafi do obiegu w nakładzie 180 tys. sztuk.

Na znaczku Małgorzata Osa przedstawiła kompozycję złożoną z gwiazd nawiązujących do flagi Unii Europejskiej, biało-czerwonych pasów symbolizujących flagę Rzeczpospolitej Polskiej oraz zielonych konturów drzew.

– Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej było przełomowym wydarzeniem w historii naszego kraju. W ciągu minionych 15 lat Polska bardzo się zmieniła. Emisją okolicznościowego znaczka Poczta Polska chce odnotować tę datę. Jestem przekonany, że znaczek uzyska uznanie filatelistów – mówi Przemysław Sypniewski, prezes Zarządu Poczty Polskiej.   

Pięć lat temu, w 10. rocznicę rozszerzenia Unii Poczta Polska wyemitowała znaczek autorstwa Magdaleny Błażków przedstawiający papierowy samolot, którego jedno skrzydło było białe, zaś drugie – czerwone. Grafika została umieszczona na tle symbolu UE czyli złotych gwiazd ułożonych w okrąg.  Z kolei w 2004 roku w pocztowych placówkach pojawił się specjalny okolicznościowy walor filatelistyczny, na którym przedstawiono mapę Europy, gdzie kolorem ciemnoniebieskim zaznaczone zostały państwa Unii Europejskiej, a kolorem jasnoniebieskim państwa przystępujące. Na znaczku umieszczono flagi nowych unikjnych państw – w kolejności, w jakiej zostały wymienione w Traktacie Akcesyjnym – Republiki Czeskiej, Republiki Estońskiej, Republiki Cypryjskiej, Republiki Łotewskiej, Republiki Litewskiej, Republiki Węgierskiej, Republiki Malty, Republiki Słowenii i Republiki Słowackiej, a w prawym dolnym rogu – Rzeczpospolitej Polskiej. Tematyce unijnej poświęcono też pięć serii znaczków „Stolice Państw Unii Europejskiej”.

mat. prasowy

To i inne wydawnictwa filatelistyczne Poczty Polskiej można nabyć w placówkach Poczty Polskiej i sklepie internetowym: www.filatelistyka.poczta-polska.pl

O znaczku:
Autor projektów: Małgorzata Osa
Liczba znaczków: 1 w arkuszu
Wartość: 3,30 zł·
Nakład: 180 000 szt.
Technika druku: offset
Format znaczka: 31,25 x 39,5 mm
Format arkusza: 121 x 154 mm
Papier: fluorescencyjny
Arkusz sprzedażny: 9 znaczków
Data wprowadzenia do obiegu: 1 maja 2019 r.

Źródło: Poczta Polska

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia organ podatkowy nie może dochodzić zapłaty podatku. Zgodnie z ogólną zasadą wynikającą z Ordynacji podatkowej zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku.

Podkreślenia jednak wymaga, że bieg terminu przedawnienia może zostać zawieszony albo przerwany. Instytucja zawieszenia polega na tym, że przez określony okres termin przedawnienia nie rozpoczyna biegu, natomiast, jeśli termin ten już biegnie, to bieg ten zostaje wstrzymany. Okresu tego wstrzymania nie wlicza się do terminu przedawnienia. Z kolei przerwanie biegu terminu przedawnienia polega na tym, że termin przedawnienia liczony jest od początku, zaś okresu, który upłynął do momentu przerwania, nie uwzględnia się.

Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia.

Poinformowanie podatnika o zawieszeniu biegu terminu

Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia. W przypadku zawieszenia jedną z takich sytuacji jest wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.

Co istotne, Ordynacja podatkowa przy omawianej sytuacji nakazuje, aby organ podatkowy właściwy w sprawie zobowiązania podatkowego, z którego niewykonaniem wiąże się podejrzenie popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, zawiadomił podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego najpóźniej z upływem terminu przedawnienia.

Rozbieżności w orzecznictwie

Właśnie na gruncie ww. obowiązku, a więc zawiadomienia podatnika, doszło do rozbieżności w orzecznictwie sądowym. Rozbieżności te miały kolosalny wpływ na sytuację prawnopodatkową podatników, bowiem w zależności od zastosowanej wykładni przepisu – zobowiązanie podatkowe wygasało bądź nie.

Na kanwie jednej ze spraw (sygn. akt I FSK 1960/16), Naczelny Sąd Administracyjny (dalej: NSA) skonkretyzował istotę problemu, kierując jego rozwiązanie poszerzonemu składowi NSA. Wiązał się on z tym, czy o wszczęciu postępowania karnoskarbowego, z którym zespolony jest skutek w postaci zawieszenia biegu terminu, powinien być zawiadomiony bezpośrednio podatnik czy też jego pełnomocnik ogólny lub szczególny, jeżeli zawiadomienie to zostało doręczone po wszczęciu postępowania podatkowego, w którym strona była zastępowana przez pełnomocnika.

NSA uwypuklił przy tym rozbieżność w wyrokach sądów administracyjnych (zarówno wojewódzkich sądów administracyjnych, jak i NSA). Wskazano, że jedna z linii orzeczniczych stanowi, iż najistotniejsze jest to, aby podatnik przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego miał wiedzę, a co za tym idzie – świadomość, że bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu, a w konsekwencji zobowiązanie podatkowe nie wygasa na skutek przedawnienia. Cel ten jest osiągnięty zarówno wtedy, gdy zawiadomienie jest doręczone bezpośrednio podatnikowi, jak i wtedy, gdy w trakcie toczącego się postępowania zawiadomienie doręczono do rąk pełnomocnika.

Druga linia orzecznicza prezentowała odmienne stanowisko. Zgodnie z nim, jeśli organ wyśle zawiadomienie bezpośrednio do strony, która jest reprezentowana przez pełnomocnika, a strona ta pisma tego nie podejmie, to nie będzie możliwe uznanie skuteczności doręczenia. W takim przypadku doręczenie będzie wadliwe z powodu nieprawidłowego wskazania adresata przesyłki.

Uchwała NSA

Mając na uwadze ww. rozbieżności, poszerzony skład NSA musiał odpowiedzieć na następujące pytania:

  • czy zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony;
  • czy uchybienie w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak ziszczenia się skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

NSA w uchwale z dnia 18 marca 2019 r. stanął ostatecznie na stanowisku, że zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony. Uchybienie zaś w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak możliwości zastosowania instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia.

Podsumowanie

Prawdą jest, że organy podatkowe nagminnie wszczynały postępowania karne skarbowe tylko w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Pozwalało to na prowadzenie postępowań i określanie zobowiązań podatkowych po upływie ogólnego 5-letniego terminu przedawnienia. Co jasne, taka praktyka jest krytykowana nie tylko przez doktrynę, ale także przez sądy administracyjne.

Dobra wiadomość jest zaś taka, że jeśli w sprawach podatników doszło do naruszenia przepisów, o których mowa w uchwale NSA, to może istnieć szansa na odzyskanie zapłaconego podatku. Każda zatem sprawa, w której zawieszono bieg terminu przedawnienia w zw. z wszczęciem postępowania karnego skarbowego, powinna zostać zbadana pod kątem nieprawidłowego „przedłużenia” terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Autor: Robert Nogacki, Kancelaria Skarbiec

W miejscowościach zamieszkałych przez 50 – 100 tys. mieszkańców można zarobić na wynajmie lokali mieszkalnych, w wielu przypadkach więcej niż w średnich i największych miastach. W tryumfujących Piekarach Śląskich można było uzyskać zwrot z inwestycji przekraczający 12% brutto w skali roku. Wśród pierwszych trzech najlepszych miast zestawienia, stopy zwrotu brutto były powyżej 11%. Ile i w której miejscowości można także sporo zarobić?

Platforma Rentier.io przeanalizowała ponad 54 tysiące ofert najmu mieszkań oraz zakupu lokali mieszkalnych w małych miejscowościach i opublikowanych w internecie w całym 2018 roku. Na tej podstawie, zostało wyliczone stopy zwrotu z inwestycji (ang. Return on Investment (ROI)) brutto dla okresu 12 i 11 miesięcy najmu w ciągu roku, a następnie wybrano 25 najbardziej dochodowych małych miast.

Liderem pierwszego w Polsce rankingu najbardziej dochodowych małych miast, przygotowanego przez platformę Rentier.io, zostały Piekary Śląskie z wynikiem 12,24% brutto zwrotu z inwestycji. Na drugim miejscu zestawienia uplasował się Będzin z wynikiem 12,24%, a trzecie miejsce uzyskały Świętochłowice z 11,17%, przy założeniu 12 miesięcy najmu. Gdzie jeszcze, oprócz Górnego Śląska, można było jeszcze zyskać?

Małe, a z potencjałem

Mediana ROI brutto dla najlepszej trójki zestawienia wyniosła aż 11,25%, dla pierwszej dziesiątki 10,32%, a dla dwudziestki piątki 9,10%. Powyższe rezultaty plasują inwestycje w nieruchomości na wynajem w małych miejscowościach na tle tych większych na bardzo dobrym poziomie. Bowiem, mediana zwrotu z inwestycji brutto dla najlepszych trzech pierwszych dużych miast, tj. Gdańska, Warszawy, Wrocławia wyniosła 8,26%, dla pierwszej dziesiątki 7,83%, a dla dwudziestki piątki 7,6%.  

Lp. Miasto Przychód z najmu netto/ m2 – mediana Czynsz/m2 – mediana Cena sprzedaży ofertowa/ m2 – mediana ROI (formuła 12M) ROI formuła 11M (tj. 12M-1M pustostanu)
1 Piekary Śląskie 23,56 zł 6,00 zł 2 309,00 zł 12,24% 10,96%
2 Będzin 29,09 zł 9,00 zł 3 105,34 zł 11,24% 10,01%
3 Świętochłowice 26,18 zł 8,00 zł 2 812,50 zł 11,17% 9,95%
4 Mysłowice 30,64 zł 8,50 zł 3 351,28 zł 10,97% 9,80%
5 Słupsk 30,53 zł 5,75 zł 3 540,77 zł 10,35% 9,32%
6 Świdnica 29,71 zł 4,00 zł 3 461,54 zł 10,30% 9,33%
7 Bełchatów 26,32 zł 7,00 zł 3 094,73 zł 10,20% 9,13%
8 Jastrzębie-Zdrój 19,87 zł 8,53 zł 2 375,50 zł 10,04% 8,84%
9 Piotrków Trybunalski 26,09 zł 6,92 zł 3 258,00 zł 9,61% 8,60%
10 Tarnowskie Góry 25,00 zł 6,00 zł 3 128,57 zł 9,59% 8,60%
11 Jelenia Góra 27,50 zł 4,41 zł 3 455,40 zł 9,55% 8,63%
12 Żory 24,00 zł 8,00 zł 3 071,43 zł 9,38% 8,33%
13 Piła 33,33 zł 6,35 zł 4 392,98 zł 9,10% 8,20%
14 Jaworzno 23,53 zł 9,00 zł 3 132,00 zł 9,02% 7,98%
15 Stargard 25,48 zł 6,47 zł 3 634,62 zł 8,41% 7,53%
16 Lubin 25,00 zł 7,93 zł 3 592,49 zł 8,35% 7,43%
17 Mielec 29,17 zł 8,00 zł 4 269,87 zł 8,20% 7,33%
18 Głogów 25,00 zł 7,00 zł 3 690,00 zł 8,13% 7,26%
19 Pruszków 39,32 zł 8,95 zł 5 850,00 zł 8,07% 7,24%
20 Siemianowice Śląskie 31,42 zł 8,00 zł 4 733,33 zł 7,96% 7,13%
21 Legionowo 35,51 zł 8,16 zł 5 500,00 zł 7,75% 6,95%
22 Inowrocław 23,60 zł 6,00 zł 3 688,80 zł 7,68% 6,87%
23 Ostrów Wielkopolski 22,00 zł 6,12 zł 3 700,00 zł 7,14% 6,38%
24 Grudziądz 20,00 zł 8,00 zł 3 364,00 zł 7,13% 6,30%
25 Leszno 24,00 zł 6,85 zł 4 100,50 zł 7,02% 6,27%

Źródło: Rentier.io, 26 IV 2019 r, dane za okres I – XII 2018 r.

O ile faktycznie relacja cen najmu do cen sprzedaży, na podstawie zagregowanych danych, kształtuje się korzystnie w małych miastach, nie oznacza to jednak, że wszystkie inwestycje w mieszkania na wynajem w takich miejscowościach są opłacalne. Ogólna koniunktura, w tym również popyt zarówno na zakup, jak i wynajem mieszkań w małych miejscowościach są zazwyczaj uzależnione od dostępności miejsc pracy w okolicznych średnich lub dużych miastach – mówi Anton Bubiel, prezes zarządu Rentier.io. – Przykładem może być czołówka rankingu, miasta znajdujące się w obszarze GOP (Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego), gdzie zlokalizowana jest spora liczba zakładów przemysłowych i wydobywczych. Firmy te są szansą dla regionu i rozwoju pobliskich miast, lecz mogą być również dla nich zagrożeniem. Zamknięcie, przeniesienie działalności  lub trudności tych dużych przedsiębiorstw, mogą w krótkim czasie spowodować negatywne zmiany na rynku lokalnym, w tym okolicznych mniejszych miejscowościach. Pod tym kątem inwestycje w mieszkania na wynajem w dużych miastach są dużo bardziej bezpieczne. Czynników wpływających na popyt na wynajem mieszkań jest tu dużo więcej i często nie są one skorelowane ze sobą – podsumowuje Bubiel z Rentier.io.

Przeczytaj także:

Podsumowując, inwestycje w lokale mieszkalne na wynajem w małych miejscowościach mogą być również interesującą opcją dla inwestorów. Należy jednak mieć na uwadze, że mniejsze miasta charakteryzuje większe ryzyko inwestycyjne, wynikające m.in. z mniejszej stabilności makroekonomicznej i inwestycyjnej. Niższa podaż mieszkań oferowanych przez deweloperów czy popyt ze strony wynajmujących, także implikują mniejsze bezpieczeństwo dla tego typu projektów inwestycyjnych.

Jak zostało opracowane to zestawienie?

Rentier.io przygotował ranking rentowności najmu w małych miastach na podstawie analizy 54323 ofert mieszkań o powierzchni 44-55 metrów kwadratowych, tj. lokali najczęściej występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 01 I do 31 XII 2018 r., w tym 8700 ogłoszeń cen najmu oraz 45623 ogłoszeń cen zakupu mieszkań w 45 miastach Polski z liczbą mieszkańców w przedziale 50 – 100 tys.: Bełchatów, Będzin, Biała Podlaska, Chełm, Ełk, Głogów, Grudziądz, Inowrocław, Jastrzębie-Zdrój, Jaworzno, Jelenia Góra, Kędzierzyn-Koźle, Konin, Legionowo, Leszno, Lubin, Łomża, Mielec, Mysłowice, Ostrołęka, Ostrowiec Świętokrzyski, Ostrów Wielkopolski, Pabianice, Piekary Śląskie, Piła, Piotrków Trybunalski, Pruszków, Przemyśl, Racibórz, Siedlce, Siemianowice Śląskie, Słupsk, Stalowa, Wola, Stargard, Suwałki, Świdnica, Świętochłowice, Tarnowskie Góry, Żory. Z powyższej listy zostały wybrane tylko te miasta, dla których w trakcie 2018 roku zostało opublikowanych minimum 100 ofert najmu mieszkań o powierzchni 44-55 metrów kwadratowych, a następnie wyselekcjonowane najlepsza dwudziestka piątka. Stopy zwrotu z inwestycji, tzw. ROI, prezentowane w powyższym opracowaniu są wartościami brutto, tj. przed odliczeniem odpowiednich podatków oraz bez dodatkowych kosztów, z którymi wiąże się zakup mieszkania, m.in. kosztów umów notarialnych, opłat sądowych, prowizji i opłat dla pośredników.

Źródło: Rentier.io

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dwucyfrowym tempie. International Data Corporation szacuje, że w tym roku globalne wydatki na cyfryzację sięgną prawie 1,2 bln dolarów. W porównaniu z rokiem ubiegłym to znaczący wzrost, bo aż o 17,9%. W co biznes będzie inwestował? Według analityków przede wszystkim w unowocześnianie swoich produktów, usług oraz modeli biznesowych.

Cyfrowa transformacja (DX) wrzuca wyższy bieg – takie wnioski nasuwają się po analizie najnowszych danych IDC. Analitycy z renomowanej firmy konsultingowej prognozują, że w ciągu czterech najbliższych lat światowe inwestycje w technologię pozwalającą biznesowi na ewolucję technologiczną przekroczą 6 bln dolarów. – To, co trzeba powiedzieć otwarcie i co ma potwierdzenie w rzeczywistości to fakt, że cyfrowa transformacja przynosi korzyści, które się zwracają. Każdy z naszych klientów, który cyfrową przemianę rozpoczął od wdrożenia systemu ERP, dostrzegł pozytywne zmiany. A takie wdrożenie to tylko jeden z elementów cyfrowej transformacji. Choć kluczowy krok, to dopiero pierwszy z wielu. – mówi Prezes BPSC Rafał Orawski.

Wydaje się, że to o czym mówi prezes Orawski, zauważa coraz więcej firm. Jak zapowiada IDC, w najbliższym czasie należy spodziewać się wysokiego tempa wzrostu w niemal każdej branży. Według analityków każdy z badanych segmentów ma rosnąć w tempie 15-20%. Jednak prowadzić będzie przemysł i jego dwie gałęzie: produkcja dyskretna i produkcja procesowa. W obu przypadkach priorytetem wydatków na digitalizację jest inteligentna produkcja, wspierana przez znaczące inwestycje w operacje autonomiczne, operacje produkcyjne oraz podnoszenie jakości wyrobów. – Wdrażanie zaawansowanych rozwiązań IT, które w ostatnich dekadach pojawiają się w sektorze wytwórczym, znacząco zmieniły procesy produkcyjne. Dostrzegalna poprawa jest efektem technologicznej transformacji. To ona pozwala na dopasowanie odpowiednich produktów do oczekiwań odbiorców czy też szybkie reagowanie na zmiany rynkowe. – zauważa Rafał Orawski.

Automatyzacja nie tylko na produkcji

Kolejne w zestawieniu są transport i handel detaliczny. Każdy z tych segmentów gospodarki dąży do innej kombinacji strategicznych priorytetów, zauważają eksperci. Może to być handel wielokanałowy dla branży detalicznej, ale także optymalizacja cyfrowego łańcucha dostaw oraz automatyzacja procesów finansowych. – Coraz więcej polskich firm podąża za światowymi trendami i usprawnia kolejne procesy. Należy się spodziewać, że automatyzacja będzie jednym z tych obszarów, w których tkwią największe rezerwy i biznes to dostrzega. – zauważa Lucjan Giza Dyrektor ds. Rozwoju w BPSC.

Jego słowa znajdują potwierdzenie w danych, a te nie pozostawiają złudzeń. W 2019 roku największą inwestycją we wszystkich obszarach będą rosnące inwestycje w autonomiczne operacje. Przez najbliższe miesiące biznes przeznaczy na te procesy ponad 50 mld dolarów. Skąd taki trend? Lucjan Giza wyjaśnia — Nasze doświadczenia pokazują, że automatyzacja bardzo szybko przynosi mierzalne efekty. Dzięki digitalizacji i automatyzacji czas obiegu dokumentów w firmie znacząco się skraca, podobnie z procesami produkcji, magazynowania i sprzedaży. – podsumowuje dyrektor ze śląskiej firmy technologicznej.

Z perspektywy technologii, inwestycje w sprzęt, oprogramowanie i usługi będą stanowić 3/4 wszystkich wydatków na digitalizację biznesu. Najszybciej rozwijającymi się kategoriami technologii są rozwiązania IaaS (model chmury obliczeniowej skalowany w zależności od potrzeb użytkownika), oprogramowanie do tworzenia i wdrażania aplikacji oraz usługi biznesowe Tym samym cyfrowa transformacja cyfrowa staje się kołem zamachowym inwestycji, oraz projektów w zakresie nowych technologii u przedsiębiorców, zauważają analitycy.

Zobacz też:

Geografia zmian

Z badań IDC wynika, że firmy, które zainwestowały w DX w ciągu ostatnich 2-3 lat już teraz czerpią korzyści z szybszego wzrostu przychodów i zysków netto w porównaniu do konkurentów pozbawionych takich rozwiązań. Potentatami w tym zakresie są Stany Zjednoczone i Chiny. Oba te kraje wydadzą w tym roku na technologię DX ponad połowę światowych sum (52,2%). Na trzecim miejscu, tuż za Chinami, znalazły się kraje Europy Zachodniej z wynikiem 19,9%.

Europejskie, w tym także polskie firmy muszą inwestować w technologie, by utrzymać konkurencyjność na globalnych rynkach. Tym bardziej że gospodarka UE jest nastawiona  na eksport — mówi Rafał Orawski. W analizie IDC nie ma danych dla poszczególnych krajów, ale ekspert BPSC uważa, że rodzimy biznes podąża za globalnymi trendami. Skąd taki wniosek? – Z rozmów jakie odbywamy z naszymi klientami, jednoznacznie wynika, że w najbliższym czasie firmy – zwłaszcza produkcyjne – będą mocno stawiały na podnoszenie jakości; zarówno procesów, produktów, jak i technologii. Analitycy IDC, w swoich predykcjach, wymieniają poprawę jakości, jako jeden z priorytetów dla firm na najbliższe lata. – kończy Prezes Orawski.

Źródło: BPSC

Pierwszy w tym roku, wyjątkowo długi majowy weekend to idealny czas, by rozpocząć sezon wyjazdów poza miasto. Inspiracje jakimi trasami zwiedzać Polskę w duchu filozofii slow life, gdzie warto zatrzymać się i naprawdę zwolnić znajdziemy w autorskim internetowym przewodniku dla zmotoryzowanych turystów Slow Road, realizowanym przez Mazdę Motor Poland.

Do kilkuset zawartych w przewodniku miejsc i kilkudziesięciu tras ostatnio dołączyły kolejne. Slow Road zachęca do przejażdżki wśród podlaskich pól nad rzeką Biebrzą, gdzie już w maju można usłyszeć rechot miliona żab i śpiew tysięcy ptaków. Majowy weekend to także dobra pora, by odwiedzić Kruszyniany i tamtejszy oryginalny meczet, ale także Supraśl i Sokółkę, gdzie czekają nieoczywiste turystyczne atrakcje i przepyszna regionalna kuchnia.

Wiosenne słońce prześwietlające wysokopienny las podziwiać można też na szutrowych drogach przecinających Bory Tucholskie i trzeba przyznać, że jest w tym skrawku Kujaw i Pomorza coś niezwykłego. Trudno oderwać wzrok od niekończących się szpalerów drzew pokonując kolejne kilometry. Jest tu na swój sposób dziko i pierwotnie, a to najpiękniejsze, co może nas spotkać w majowy długi weekend, bo w te tereny nie dotarło jeszcze zbyt wielu turystów. W maleńkich wioskach wciąż można spotkać ludzi, którzy dziwią się na widok przyjezdnych. Bory Tucholskie to raj dla miłośników lasu, świeżego powietrza i wypoczynku z dala od cywilizacji.

Spragnieni bardziej krętych tras i przyjemności prowadzenia powinni wybrać się w Góry Stołowe i obowiązkowo przejechać się szosą 100 zakrętów nie zapominając o przerwie na spacer jednym z wybranych szlaków turystycznych. Tu zarówno dzieci, jak i dorośli będą mieli mnóstwo frajdy z odkrywania formacji skalnych i wspólnego delektowania się bliskością monumentalnej natury.

Przeczytaj też:

„Nawet jednodniowa trasa z przewodnika Slow Road to dawka pozytywnej energii i szansa na przełamanie rutynowej pogoni za codziennością. Filozofia slow life w najlepszym regionalnym wydaniu realizowana jest przez prawdziwych pasjonatów, właścicieli prywatnych skansenów, galerii, kameralnych dworków i domów wakacyjnych ukrytych wśród lasów i łąk. Malownicze trasy nie wymagają napędu na cztery koła, ale bez dokładnych wskazówek dotarcie do celu może nie być proste. Zachęcamy więc do samochodowych podróży, rodzinnej wyprawy, której miarą nie muszą być setki przejechanych kilometrów, ale pozytywne emocje i radość z wspólnie spędzonego czasu.” – mówi Szymon Sołtysik, PR Manager Mazda Motor Poland. „Na przekór majówkowym tendencjom, unikamy zatłoczonych tras i hałaśliwych miejsc i proponujemy odpoczynek, tam gdzie czas zwyczajnie płynie wolniej.” – dodaje Sołtysik.

Slow Road to przełamujący konwencje projekt, który czerpie z fundamentów filozofii slow life – poszukiwania wyciszenia i odpoczynku w bliskości z naturą, jednocześnie mocno związany z dewizą projektowania samochodów Mazdy, gdzie „mniej znaczy więcej” w każdym wymiarze. Przewodnik Slow Road prezentuje i opisuje malownicze trasy, miejsca warte zwiedzenia, piękne plenery, różnorodne formy spędzania wolnego czasu, pyszną domową kuchnię i kameralne propozycje noclegowe gwarantujące więcej niż udany odpoczynek. Na stronie www.slowroad.pl można znaleźć i pobrać opisy tras, punktów widokowych i rozmaitych atrakcji dla dzieci oraz dorosłych.

Źródło: Mazda Motor Poland

Wyścig kto pierwszy udostępni powszechnie infrastrukturę 5G trwa. Wizja zawrotnych prędkości stosowanych w tej technologii tym bardziej jest ciekawa, że wszystko ma być bezprzewodowe i masowe. Według standardu ogłoszonego przez ITU w sieciach 5G będzie można podłączyć nawet do 1.000.000 urządzeń na kilometr kwadratowy. Oznacza to, że w Warszawie zajmującej powierzchnię 517 km2 będzie można podłączyć 517 milionów urządzeń. Daje to średnio 300 urządzeń na jednego mieszkańca. I to wszystko bez kabli. Jednak aby zbudowana infrastruktura 5G była wydajna musi być oparta na światłowodach. Tylko takie rozwiązanie zapewni najwyższą jakość w zakresie świadczenia usług i najwyższe prędkości.

Dzięki nowej technologii, każdy użytkownik, a nawet każdy wskazany przez niego przedmiot będzie mógł przesyłać dane z prędkością 20Gbps, czyli z prędkością niedostępną nawet dla wybrańców, którzy obecnie dysponują łączem światłowodowym. Kabel zdecydowanie jest ograniczeniem i dzięki technologii 5G to ograniczenie przestanie istnieć. Kable idą w niepamięć. Przyszłość to mobilność i przesyłanie danych bezprzewodowo. Zaletą radia jest również to, że wykorzystuje medium, które już istnieje. Nie trzeba go budować. Fale elektromagnetyczne rozprzestrzeniają się nawet w próżni. Tylko od nas zależy jak zagospodarujemy dostępne częstotliwości radiowe.

W temacie 5G wiele jeszcze może się zmienić. Paradoksalnie jedyną pewną rzeczą jest zastosowanie kabla światłowodowego do połączenia nadajników stacji bazowych sieci 5G. Co więcej, zawrotne możliwości sieci 5G wymagają podłączenia jeszcze większej niż dotychczas liczby stacji bazowych, właśnie z wykorzystaniem sieci światłowodowej. Powoduje to, że operatorzy, którzy realnie planują komercyjne wdrożenie sieci 5G rozpoczynają przygotowania od budowy coraz gęstszej sieci światłowodowej. O ile trwające prace nad standaryzacją 5G są przeszkodą w rozpoczęciu inwestycji w część radiowej sieci, to prace budowlane w części światłowodowej trwają w najlepsze.” –komentuje  Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Na terenie Polski za podział częstotliwości radiowych odpowiada Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE). Póki co UKE do wykorzystania na potrzeby 5G wstępnie mówi o zarezerwowaniu pasma 700MHz oraz w późniejszym terminie prawdopodobnie również 2,3-2,4GHz, a jeszcze później być może 6GHz i 10 GHz.  Prace nad rezerwacją częstotliwości i regulacjami dotyczącymi 5G cały czas trwają. Podobnie nie została jeszcze zamknięta sprawa standaryzacji 5G. Trwają testy i pilotażowe wdrożenia różnych producentów, ale póki co nie można powiedzieć, że nadajnik dowolnego producenta sprzętu 5G będzie kompatybilny z odbiornikiem 5G dowolnego innego producenta.  

„W tym miejscu pojawia się pytanie: skoro w sieci 5G bez kabla można osiągać tak duże przepływności to po co kabel światłowodowy. Przecież w sieci 5G każdy odbiorca będzie miał zagwarantowaną większą prędkość, niż obecnie klienci podłączeni „na światłowodzie”. Odpowiedź jest prosta. Radio zastąpi kabel tylko na odcinku „ostatniej mili”. Jednak w „szkielecie” sieci nadal będzie królował światłowód.” dodaje Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Przeczytaj także:

Dzięki nowym technologiom prędkości osiągane w kablu światłowodowym będą jeszcze wyższe niż zapowiadane osiągi sieci 5G. Aby wysłać dane do użytkowników mobilnych z tak ogromna prędkością każda ze stacji bazowych będzie musiała być zasilona światłowodem, który możliwościami przesyłu danych będzie przewyższał możliwości części radiowej sieci 5G.

Ponadto warto pamiętać, że każdą częstotliwość radiową można na danym obszarze wykorzystać tylko raz, podczas gdy ułożenie pojedynczego kabla, który będzie składał się ze 100 i więcej równoległych włókien światłowodowych nie jest problemem. W sieciach telekomunikacyjnych, światłowód jest wykorzystywany od wielu lat i wszystko wskazuje na to, że sieci 6G, 7G … nadal będą potrzebowały światłowodu, aby zapewnić przesył danych miedzy stacjami bazowymi oraz do centrów przetwarzaniach danych oraz dostawców i odbiorców hurtowych.

Operatorzy telekomunikacyjni czekają na 5G. Trwa wyścig kto pierwszy wdroży 5G. Jednak póki co w oczekiwaniu o finalne decyzje trwa inny być może jeszcze ważniejszy wyścig na kilometry wybudowanej sieci światłowodowej, która będzie niezbędna aby w pełni wykorzystać potencjał 5G.

Źródło: HAWE TELEKOM

Często stosowane w branży handlowej hasła „personalizacja” i „sprzedaż wielokanałowa” nie są już tylko koncepcjami, nad którymi pracują detaliści. Coraz więcej z nich aktywnie wdraża innowacyjne rozwiązania technologiczne i stopniowo przechodzi na inteligentne środowisko, aby zyskać przewagę nad konkurencją w gospodarce na żądanie. Oceniając to, w jakim stopniu firmy spełniają kryteria definiujące dzisiejsze inteligentne przedsiębiorstwo, można zaobserwować kilka kluczowych czynników wskazujących na zaangażowanie sektora handlu detalicznego w proces transformacji.

Organizacje stały się bardziej otwarte i aktywne w aspekcie wdrażania i wykorzystywania rozwiązań Internetu Rzeczy (IoT) w całym przedsiębiorstwie, jak wynika z drugiego badania Intelligent Enterprise Index przeprowadzanego dorocznie przez firmę Zebra Technologies. Przekłada się to na nowe możliwości rozwoju biznesu. Z badania wynika, że blisko połowa ankietowanych detalistów (42 proc.) umożliwia pracownikom korzystanie z danych w czasie rzeczywistym. Dzięki dostępowi do aktualnych informacji na temat kupujących i zapasów, pracownicy punktów sprzedaży mogą swobodniej nawiązywać bezpośredni kontakt z klientami, a także obsługiwać ich szybciej i wydajniej. Tradycyjne sklepy po wdrożeniu rozwiązań Internetu Rzeczy mogą zapewnić wygodne i bezproblemowe zakupy. Ta implementacja pozwala organizacji pozyskać również dane niezbędne do opracowania nowych strategii zachęcających klientów internetowych do odwiedzenia sklepów fizycznych.

Detaliści zaczynają dostrzegać zalety działalności w środowiskach opartych na danych. W związku z tym liczba inwestycji w rozwiązania IoT będzie rosnąć. Aż 74 proc. respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w Internet Rzeczy w swojej firmie w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy, a ponad połowa ankietowanych (58 proc.) przewiduje, że ich organizacja planuje pełne wdrożenie IoT do końca następnego roku. Jeśli chodzi o rozszerzenie zakresu i skali wdrożenia rozwiązań Internetu Rzeczy w przedsiębiorstwie, prawie 60 proc. pracowników sklepów spodziewa się ich implementacji w całej firmie, a 30 proc. przeprowadza już wdrożenie na tym poziomie.

Przeczytaj też:

Wygoda klienta nadal jest głównym czynnikiem zachęcającym organizacje do wdrażania rozwiązań Internetu Rzeczy w sklepach. Trzy czwarte respondentów wykorzystuje już dane wygenerowane przez te rozwiązania, by poprawiać wrażenia i doświadczenia konsumentów. Detaliści, którzy opierają decyzje biznesowe na oczekiwaniach klientów, koncentrują się na najważniejszych dla nich kwestiach. Jedną z nich jest wykorzystywanie danych osobowych. Z badania wynika, że właściciele sklepów proaktywnie podchodzą do obaw klientów związanych z bezpieczeństwem, a 54 proc. zamiast przeprowadzać rutynowe kontrole, stale monitoruje dane, by zapewnić ich prywatność.

Prowadzenie „inteligentnego przedsiębiorstwa” oznacza dla dzisiejszych sprzedawców inwestycje w nowe technologie i wykorzystywanie danych z tych rozwiązań, aby zapewnić klientom lepszą obsługę na każdym etapie ich ścieżki do zakupu. Angażując się w realizację tych założeń, organizacje tworzą solidniejsze podstawy, które ułatwią im uzyskanie przewagi konkurencyjnej na dzisiejszym rynku e-commerce.

Źródło: Jacek Żurowski, Zebra Technologies

W zbliżających się latach prawo budowlane w Polsce bardzo się zmieni. Nowelizacja przepisów ma między innymi zmniejszyć o połowę liczbę dostarczanych przez inwestorów dokumentów. Zmiany będą dotyczyć głównie ustawy o Prawie Budowlanym, programu Czyste Powietrze oraz warunków technicznych narzuconych przez UE – podpowiadają eksperci serwisu Domiporta.pl.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przedstawiło w tym miesiącu projekt nowelizacji Prawa Budowlanego. Zawarte w niej propozycje mają wejść w życie najpóźniej na początku 2020 roku. – Projekt nowelizacji Prawa Budowlanego w najbliższych dniach trafi do konsultacji – zapowiada minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Zmiany w tej ustawie, to tak naprawdę dopiero początek reformy branży budowlanej.

Według zapowiedzi wiceministra inwestycji i rozwoju Artura Sobonia, głównym celem nowelizacji ustawy o Prawie Budowlanym będzie zmniejszenie liczby dokumentów potrzebnych na etapie składania wniosku o pozwolenia na budowę (lub zgłoszenia) oraz przyśpieszenie prac urzędów. Nowe przepisy będą wymagać od inwestora podczas rozpoczęcia budowy, jedynie wniosku oraz uproszczonego projektu. Natomiast projekt techniczny, zawierający między innymi rozwiązania konstrukcyjne i instalacyjne, będzie składany na etapie zgłoszenia zakończenia robót budowlanych lub wniosku o pozwolenie na użytkowanie w Urzędzie Miasta bądź Gminy (w wydziale Architektury i Nadzoru Budowlanego.

Na szybszą pracę urzędów ma mieć również wpływ zwolnienie z obowiązku uzyskania pozwolenia na montaż instalacji gazowych wykonywanych wewnątrz i na zewnątrz użytkowanego budynku, czy naziemnych tarasów przydomowych o powierzchni zabudowy do 35 m2. Z obowiązku zgłoszenia zwolnione będą też np. huśtawki w parku i inne obiekty tzw. małej architektury w przestrzeni publicznej. Te zmiany mogą realnie wpłynąć na mniejszą liczbę wniosków i sprawniejszą pracę urzędów. Liczba dokumentów dotyczących budowy domu i budynków wielorodzinnych, przetwarzanych przez administrację, ma zmniejszyć się o 50% – szacuje ministerstwo i podaje, że rocznie do urzędników trafia 18 mln stron dokumentów.

To nie koniec zmian. Projekt ustawy o Prawie Budowlanym zakłada również wprowadzenie granicznego, pięcioletniego terminu dla stwierdzenia nieważności decyzji o pozwoleniu na budowę i decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. Ma to ukrócić niepewność związaną z utratą pozwolenia na budowę nawet po kilku latach od zakończenia budowy i zasiedleniu. Nowe rozwiązania mają sprawić, że po 5 latach od doręczenia lub ogłoszenia decyzji nie będzie można tej decyzji podważyć i w konsekwencji utracić pozwolenia. Ministerstwo liczy dzięki temu na zwiększenie pewności inwestora, co przełoży się na większą liczbę inwestycji. 

Pewne kontrowersje wywołuje natomiast zmiana dotycząca legalizacji samowoli budowlanych, które są użytkowane przez minimum 20 lat. Warunkiem skorzystania z uproszczonej, bezpłatnej procedury legalizacji budynku będzie przedstawienie ekspertyzy technicznej i geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej. Do tej pory, by zalegalizować budynek, należało udowodnić zgodność z planem zagospodarowania lub warunkami zabudowy. W wielu przypadkach, jest to obecnie niemożliwe, ponieważ część budynków powstawało jeszcze przed uchwaleniem planów i warunków zabudowy.

Przeciwnicy tak prostej legalizacji samowoli budowlanych zgłaszają zastrzeżenia, na brak równości wobec prawa. Procedura legalizacji samowoli budowlanych ma doprowadzić do uregulowania stanu prawnego istniejących obiektów budowlanych, co wpłynie na zapewnienie bezpieczeństwa w tych budynkach. Dla właścicieli to również oszczędność, ponieważ w myśl projektowanej ustawy, znika również konieczność uiszczenia opłaty legalizacyjnej, która obecnie wynosi od 2,5 tys. zł do 5 tys. zł. 

2019/2020 – nowelizacja ustawy i program Czyste Powietrze

Reforma przepisów w ustawie o Prawie Budowlanym ma poprawić także realizację programu Czyste Powietrze. Ułatwione ma być przyłączenie budynku do miejskiej sieci ciepłowniczej. Zgodnie z nowymi przepisami, projektant będzie sprawdzał czy budynki mieszkalne jednorodzinne i wielorodzinne można podłączyć do istniejącej sieci ciepłowniczej. Jeśli przedsiębiorca zarządzający siecią będzie opóźniał wydanie warunków przyłączenia do sieci, zapłaci karę za każdy dzień zwłoki – 500 zł, według założeń projektu ustawy o Prawie Budowlanym.

W projekcie ustawy znajduje się też zakaz pobierania przez przedsiębiorstwa wodociągowo–kanalizacyjne opłaty za wydanie warunków technicznych przyłączenia do sieci. W kieszeni inwestora zostanie dzięki temu od 100 do 150 zł.

Zmiany przepisów zajdą również z wejścia w życie Rozporządzenia Ministra Rozwoju i Finansów z dn. 1 sierpnia 2017 w sprawie kotłów na paliwo stałe, które spełnia dyrektywę P. Od lipca 2018 nie można kupować kotłów o niższej klasie niż 5. Klasa określa parametry dotyczące emisji tlenku węgla, związków organicznych oraz pyłów – klasa 5 oznacza urządzenie o najlepszych parametrach. Od pierwszego stycznia 2020 będzie można zainstalować już tylko kotły grzewcze niskoemisyjne. Zakup takich kotłów będzie obowiązywał wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej, a starsze urządzenia zostaną wycofane ze sprzedaży. Rzecz jasna wraz z wyższą klasą urządzenia rośnie również cena kotła.

Zmiany budowlane w 2021

Największe zmiany dla chcących wybudować dom jednorodzinny nadejdą wraz z rokiem 2021. Zgodnie z Rozporządzeniem w sprawie Warunków Technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie od stycznia 2021 roku inwestorzy będą musieli budować jedynie budynki mieszkalne w standardzie pasywnym i energooszczędnym. Budynkiem energooszczędnym jest konstrukcja o zapotrzebowaniu na energię do ogrzewania EUco niższym niż 70 kWh/m2 na rok.

Jak podaje serwis kalkulatorybudowlane.pl, budowanie domu w standardzie pasywnym bądź energooszczędnym jest droższa o 8-16% od tradycyjnych metod konstrukcji budynku. Ceny te mogą urosnąć w obliczu większego zapotrzebowania na specjalistów i specyficzne materiały budowlane o podwyższonej izolacyjności.

Przedsmakiem podwyżek może być aktualna sytuacja na rynku. Według wyliczeń GUS ze stycznia br., prace związane z izolowaniem ścian, które są kluczowe dla standardu pasywnego, podrożały o niemal 5% porównując ze styczniem 2018 roku.  Natomiast materiały budowlane zdrożały w marcu 2019 średnio o 6% w stosunku do marca 2018 – poinformowała w raporcie firma Polskie Składy Budowlane. Oznacza to, że lepiej dłużej nie zwlekać z rozpoczęciem budowy domu jednorodzinnego, ponieważ koszt może znacząco urosnąć w ciągu najbliższych kilku lat.

Przeczytaj także:

Potrzeba zmian w prawie budowlanym

Ustawowy maraton, który właśnie się rozpoczyna jest pokłosiem braku zmian w prawie budowlanym w ostatnich latach. W ostatnim czasie, wprowadzono jedynie specustawę mieszkaniową mającą w założeniach rządu „uruchomić inwestycyjnie grunty”, które do tej pory nie mogły zostać wykorzystane pod budownictwo mieszkaniowe w programie Mieszkanie+.

Specustawa, która ma obowiązywać do 2028 roku wywołała duże kontrowersje wśród samorządowców oraz społeczników miejskich. Protest środowisk dotyczył zapisów umożliwiających budowę mieszkań niezależnie od istnienia lub ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Co umożliwiało np. budowanie bloków na terenach zielonych.

Pozostałe zmiany planowane na 2018 rok zostały przełożone, najprawdopodobniej z powodu protestów firm deweloperskich. Porzucono między innymi prace nad projektem kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Kodeks w domyślnym brzmieniu miał zastępować około 140 różnych ustaw, w tym ustawę o Prawie budowlanym, która z powodu wielokrotnych nowelizacji stała się trudna w interpretacji dla inwestorów. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju wstrzymało również pracę nad ustawami tzw. Ustawie inwestycyjnej oraz Ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Źródło: domiporta.pl

Jak wynika z danych Departamentu Sprawiedliwości USA, oszustwa związane z fałszowaniem tożsamości są jednym z najczęściej stosowanych sposobów kradzieży danych osobowych w Stanach Zjednoczonych. Proceder ten jest także często wykorzystywany w naszym kraju, a dane z ostatnich lat wskazują na wzrost liczby tego typu przestępstw. Tylko w zeszłym roku Policja odnotowała ponad 100 tys. przypadków wyłudzeń dokonanych z wykorzystaniem cudzej tożsamości.

Z kolei – jak podaje InfoDok – każdego dnia w naszym kraju dochodzi średnio do 16 prób dokonania cyberprzestępstw na łączną kwotę 1,3 mln zł. Według ekspertów z F-Secure, hakerzy z różnych zakątków Świata tylko w ciągu jednej godziny podejmują średnio 700 prób cyberataków na naszych obywateli. Cyberoszustwa to cena, jaką płacimy za rozwój technologii, wygodę robienia zakupów przez Internet oraz za możliwość łatwego i szybkiego dokonywana płatności on-line. Aby zwiększyć swoje bezpieczeństwo w sieci, należy poznać najpopularniejsze metody postępowania cyberprzestępców, którzy czyhają na nasze dane. W przeciwnym razie, możemy nie tylko stracić oszczędności życia, ale i wpaść w długi, które znacząco utrudnią nasze plany finansowe.

Nie daj się złowić na phishing i szantaż cyberprzestępców

Frima Symantec oszacowała, że globalnie co sekundę średnio 18 osób pada ofiarą cyberataków, co przekłada się z kolei na roczną stratę w łącznej wysokości 113 mld dolarów. Warto zaznaczyć, że według analiz ekspertów F-Secure Polska nie wyróżnia się na tym tle od innych państw i podąża zgodnie z globalnym trendem wzrostu liczby przestępstw dokonanych w sieci, z których najpopularniejsze dotyczą phishing’u i ataków ransomware.

Phishing polega na podszywaniu się pod inną osobę lub instytucję i wysłaniu wiadomości e-mail bądź sms w celu wyłudzenia określonych informacji, np. danych dotyczących karty kredytowej, danych autoryzacyjnych służących do logowania się do bankowości internetowej itp. A jak to „działa” w praktyce? – Możemy otrzymać wiadomość elektroniczną wyglądem i treścią do złudzenia przypominającą tę, którą mógłby nam wysłać np. bank. Przeważnie nadawca prosi o przekazanie naszych danych, aby np. odzyskać dostęp do interfejsu bankowości elektronicznej lub dokonać transakcji, która z powodu najróżniejszych „błędów” systemowych nie została ukończona. W związku z tym, że treść takich komunikatów wygląda na wiarygodną, a część informacji na nasz temat w niej zawartych się zgadza (phishing polega właśnie na wykorzystaniu prawdziwych danych, które przestępca pozyskał wcześniej z innego źródła), automatycznie wykonujemy to, o co zostaliśmy poproszeni. Przeglądając w pośpiechu pocztę, np. w drodze do pracy, nietrudno o pomyłkę i kliknięcie w link lub odpowiedź na fałszywą wiadomość, co może nas wiele kosztować – wyjaśnia Marcin Dynak, Inspektor ochrony danych w Intrum.

Jak sam dodaje, jeżeli w porę nie odkryjemy, że ktoś bezprawnie wykorzystał nasze dane, to nie tylko możemy np. stracić oszczędności swojego życia, ale również popaść w poważniejsze kłopoty finansowe. Ponadto, skradzione informacje mogą posłużyć oszustom do zaciągania kredytów na nasze nazwisko czy do dokonywania drogich zakupów przy wykorzystaniu naszych środków. Nie zapominajmy jednak, że największym zyskiem dla cyberprzestępców są po prostu nasze dane. Wzorce zachowań w Internecie, zwyczaje zakupowe czy nawet poglądy polityczne mogą zostać wykorzystane do dokonania niejednego przestępstwa, często dużo bardziej opłacalnego niż zysk z wyłudzonego kredytu konsumenckiego. W 2018 r. hakerzy uzyskali dostęp do cyfrowych kodów logowania użytkowników Facebooka i wykorzystując lukę w zabezpieczeniach portalu, wykradli dane osobowe aż 29 mln osób.

W trakcie kupowania w sklepie on-line, korzystając z bankowości internetowej lub po prostu przeglądając Internet, możemy także paść ofiarą innego szkodliwego oprogramowania typu ransomware (zbitka wyrazowa angielskich słów okup i oprogramowanie). Cyberprzestępcy poprzez kryptowirusa (najpopularniejsze z nich to tzw. trojany), blokują dostęp do systemu operacyjnego na komputerze lub do poszczególnych aplikacji, uniemożliwiając tym samym odczyt zapisanych w nich informacji, a następnie żądają od ich właściciela „okupu” za przywrócenie urządzenia czy oprogramowania do stanu sprzed ich zainfekowania. W celu uzyskania okupu oszuści wykorzystują różne metody płatności, od tych popularnych, jak tradycyjne przelewy, wiadomości SMS Premium (specjalne wiadomości tekstowe o podwyższonej opłacie) czy usługi pre-paid, po walutę Bitcoin. Ataki ransomware z 2017 r. kosztowały jego ofiary w sumie 4 mld dolarów.

Jak zatem przebiega atak z wykorzystaniem szkodliwego oprogramowania typu ransomware? Po zainfekowaniu naszego komputera na jego ekranie zostaje wyświetlone fałszywe ostrzeżenie opublikowane rzekomo np. przez Policję, informujące o tym, że musimy ponieść karę finansową, np. za naruszenie praw autorskich w związku z nielegalnym pobraniem treści z Internetu. Innym przykładem komunikatu jest informacja o posiadaniu nieoryginalnej wersji systemu Microsoft Windows.

To tylko najpopularniejsze przykłady zagrożeń czyhających na nas w sieci i należy pamiętać, że oszuści – powodowani chęcią uzyskania łatwych i wymiernych korzyści – nieprzerwanie wymyślają nowe sposoby na to, jak wykraść nasze dane i pieniądze.

Przeczytaj także:

Uwaga na dane widniejące w dowodzie osobistym

Nierzadko sami narażamy się na niebezpieczeństwo, przekazując swoje dane w niepowołane ręce. Rozważmy nasypujący przypadek: czy jeżeli podczas aktywności w Internecie, np. w trakcie robienia zakupów lub zamawiania jakiejś usługi, zostaniemy poproszeni o przekazanie newralgicznych danych osobowych widniejących w naszym dowodzie tożsamości (np. PESEL czy seria i numer dokumentu), to powinniśmy się na to zgadzać? – Zdecydowanie należy rozważyć zasadność podawania tego typu danych, ponieważ w niewłaściwych rękach, mogą one posłużyć do wyłudzenia kredytu lub do zaciągania w naszym imieniu innych zobowiązań (np. poprzez zawarcie niekorzystnej dla nas umowy), których konsekwencje mogą wpędzić nas w kłopoty finansowe na długie lata – ostrzega Marcin Dynak, ekspert Intrum.

Skutków kradzieży tożsamości jest zdecydowanie więcej i wszystkie one – w krótszej lub dłuższej perspektywie – odbijają się negatywnie na kondycji finansowej. Dostęp osób nieuprawnionych do naszych danych może posłużyć między innymi do: prowadzenia fałszywej działalności biznesowej, wyłudzania np. zwrotu podatku lub zapłaty od kontrahentów i klientów, kradzieży wypożyczonego samochodu, zawarcia umowy z operatorem telefonii komórkowej, założenia fałszywego konta internetowego lub fałszywego profilu itp. W związku z tym, każdy z nas powinien upewnić się, czy konieczność podawania danych osobowych jest uzasadniona i celowa oraz ustalić, kto prosi o ich podanie. Jeżeli są one potrzebne do zweryfikowania naszej tożsamości np. podczas zakupu biletu lotniczego lub przy zakładaniu zaufanego profilu na stronie internetowej urzędu, to upewnijmy się, że połączenie internetowe jest bezpieczne (będzie oznaczone symbolem zielonej kłódki widniejącej po lewej stronie paska adresu w przeglądarce internetowej). Tego typu rozwiązanie techniczne powinno zapewnić, że informacje, które przesyłamy na tak chronioną witrynę, są i pozostaną prywatne oraz zabezpieczone przed dostępem osób nieuprawnionych.

10 zasad bezpieczeństwa, które powinien znać każdy internauta

Jak zatem chronić swoją tożsamość w Internecie i na co należy zwrócić uwagę, by nie stać się ofiarą cyberprzestępców? Jak zaznacza Marcin Dynak, kupowanie i płacenie on-line może być bezpieczne, wystarczy tylko znać i stosować się do kilku opisanych niżej zasad bezpieczeństwa:

  1. Wybieraj tylko bezpieczne i sprawdzone sklepy internetowe, czyli takie, o których wiadomo, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa i stosują odpowiednie zabezpieczenia, dzięki którym dane osobowe ich klientów nie staną się łatwym łupem dla oszustów.
  2. Dokonuj płatności internetowych tylko przy udziale certyfikowanych pośredników.
  3. Nie otwieraj wiadomości e-mail i sms nieznanego pochodzenia oraz zawierających podejrzaną treść. Zwróć szczególną uwagę na wiadomości nakazujące zapłatę zaległych (w tym przypadku fikcyjnych) faktur lub podanie dostępu do konta bankowego albo danych z karty płatniczej.
  4. Zadbaj o bezpieczeństwo haseł dostępu. Hasła powinny składać się z różnych znaków (wielkie i małe litery, znaki specjalne i cyfry) oraz być odpowiednio długie (min. 8 znaków), wtedy będą trudniejsze do złamania. Co nie mniej ważne – nie posługuj się tym samym hasłem dostępu do wielu kont i pamiętaj, aby zmieniać je co jakiś czas.
  5. Nigdy nie podawaj haseł i loginów osobom trzecim.
  6. Sprawdzaj, czy bank lub sklep internetowy, z którego korzystasz, wykorzystuje szyfrowaną wersję protokołu http. Innymi słowy, sprawdź, czy adres strony poprzedza fraza „https” (np. https://www.abcdefghijkl.pl). Jeżeli nie, to takie połączenie nie jest szyfrowane, co znacząco obniża poziom zaufania do takiej witryny i warto rozważyć, czy istnieje potrzeba przekazywać tam swoje dane.
  7. Wykonując przelew bankowy on-line, nigdy nie kopiuj numeru rachunku bankowego z zewnętrznych źródeł, tylko za każdym razem wpisuj go ręcznie.
  8. Nie korzystaj z otwartych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, czyli tzw. hotspotów, dostępnych w miejscach publicznych, takich jak restauracje, galerie handlowe czy lotniska, nawet jeżeli musisz skorzystać z aplikacji bankowej, aby wykonać szybki przelew. W celu zwiększenia ochrony naszych urządzeń, zasadne wydaje się rozważenie nabycia usługi VPN (z ang. Virtual Private Network), dzięki której przeglądanie Internetu, w tym także korzystanie z usług bankowych czy robienie zakupów, będzie odpowiednio zabezpieczone i niedostępne dla osób trzecich.
  9. Używaj sprawdzonych programów antywirusowych. Dzięki temu dodatkowemu zabezpieczeniu możesz mieć pewność, że zarówno Twoje dane, które udostępniasz w Internecie, jak i informacje, które przechowujesz lokalnie na komputerze lub w smartfonie, będą bezpieczne. Korzystaj tylko z oprogramowania pochodzącego z autoryzowanych, legalnych źródeł.
  10. Dokonuj regularnych aktualizacji oprogramowania na Twoim komputerze.

Źródło: Intrum

Grzegorz Kubera, w najnowszym artykule magazynu „Personel & Zarządzanie” zaznacza, że istnieje przekonanie, że świetny pracownik to taki, który jest zaangażowany, wykazuje się inicjatywą i chce się rozwijać. A co z menedżerami? Jeśli ci nie chcą uczyć pracowników, nie przekazują wiedzy i nie pomagają zdobywać umiejętności, pracownicy nie będą w stanie się rozwijać. Co dokładnie powinien robić lider, aby zasłużyć na miano nauczyciela pracowników?

a
Fragment tekstu pochodzi z najnowszego magazynu „Personel & Zarządzanie” wydawnictwa Infor.pl.
Pełny dostęp do artykułu dostępny jest na stronie
https://personel.infor.pl/

„Chcę pracować w firmie, w której nauczę się wielu nowych rzeczy” – to stwierdzenie kandydatów pojawia się w trakcie wielu rozmów rekrutacyjnych, a pracodawcy wówczas zazwyczaj zapewniają, że w firmie takie możliwości rozwoju istnieją. Jaka jest jednak praktyka? Niestety, dużo zależy od samych liderów, którzy tę wiedzę i umiejętności powinni pracownikom przekazywać. Często tego nie robią lub robią w niewystarczającym stopniu, zasłaniając się brakiem czasu lub ważniejszymi zadaniami.

PROBLEMY ZE ZROZUMIENIEM

Co należy zrobić, aby lider zrozumiał, że jego rola w organizacji to także bycie nauczycielem, czyli osobą, która pomaga innym zdobywać nowe umiejętności i realizować wspólne cele? Wielu liderów ma z tym problem.
– Szczególnie problematyczne jest to w przypadku młodych menedżerów, którzy mają skłonność oceniać innych za efekty, a siebie za intencje. Mają również trudność z wyznaczaniem celów dla członków zespołu tak, aby razem osiągnąć zakładane plany. Dzieje się tak, bo często menedżerem zespołu zostaje specjalista, który wykazuje najlepsze wyniki. Myślę, że zrozumienie roli lidera, który pomaga i rozwija innych, to kwestia bardzo indywidualna. Zależy w dużej mierze od ambicji menedżera, jego predyspozycji, umiejętności miękkich oraz stylu zarządzania, jaki wybierze – zauważa Agnieszka Zawadka, szef marketingu i osoba odpowiedzialna za budowanie kultury organizacyjnej w firmie Livespace.
Zanim więc zaczniemy zastanawiać się nad tym, czy lider faktycznie przekazuje wiedzę i rozwija zespół, warto dokładnie przeanalizować, czy obsadziliśmy na tych stanowiskach właściwe osoby. Agnieszka Zawadka przekonuje, że najlepiej wybierać liderów z wewnątrz organizacji i stawiać na płaską strukturę.
– Wszyscy liderzy zespołów w Livespace to osoby związane z firmą od dłuższego czasu. Każdy z nich pracował jako członek zespołu i z czasem awansował do miana lidera. Widzimy dużą zaletę wynikającą z takiego wewnętrznego awansowania – osoby te bardzo dobrze poznały specyfikę pracy oraz miały dobre relacje z pozostałymi członkami zespołu – mówi Agnieszka Zawadka.

Zobacz też:

Takie podejście sprawia, że firma wybiera na stanowisko lidera osobę, która przez ostatnie miesiące czy lata mogła wykazać, że jest odpowiednim kandydatem. Ponadto taki lider ma już zbudowany autorytet i dobre relacje z zespołem, co przekłada się na zaufanie pracowników i chęć do wspólnego działania. Warto też zwrócić uwagę na zachowania poszczególnych liderów, a konkretnie, czy postępują we właściwy sposób.
– To naturalna kolej rzeczy. Jeżeli lider chce dalej rozwijać swoją karierę, musi wyszkolić osoby, które będą mogły znaleźć się na jego miejscu w przyszłości lub będą w stanie przejąć część jego obowiązków. Chodzi o to, że firma nie może się rozwijać, jeśli cały czas każdy będzie na tym samym poziomie. Ważne, aby lider szedł do przodu, a swoją postawą zachęcał innych do pójścia za nim. Niechęć do pomocy swoim pracownikom w rozwoju ich umiejętności to jak podcinanie sobie skrzydeł na własne życzenie i świadome spowolnienie rozwoju firmy – mówi Katarzyna Rejdych, dyrektor produktu w firmie Benhauer.

Chcę pracować w firmie, w której nauczę się wielu nowych rzeczy” – to stwierdzenie kandydatów pojawia się w trakcie wielu rozmów rekrutacyjnych, a pracodawcy wówczas zazwyczaj zapewniają, że w firmie takie możliwości rozwoju istnieją. Jaka jest jednak praktyka? Niestety, dużo zależy od samych liderów, którzy tę wiedzę i umiejętności powinni pracownikom przekazywać. Często tego nie robią lub robią w niewystarczającym stopniu, zasłaniając się brakiem czasu lub ważniejszymi zadaniami.

PROBLEMY ZE ZROZUMIENIEM

Co należy zrobić, aby lider zrozumiał, że jego rola w organizacji to także bycie nauczycielem, czyli osobą, która pomaga innym zdobywać nowe umiejętności i realizować wspólne cele? Wielu liderów ma z tym problem.
– Szczególnie problematyczne jest to w przypadku młodych menedżerów, którzy mają skłonność oceniać innych za efekty, a siebie za intencje. Mają również trudność z wyznaczaniem celów dla członków zespołu tak, aby razem osiągnąć zakładane plany. Dzieje się tak, bo często menedżerem zespołu zostaje specjalista, który wykazuje najlepsze wyniki. Myślę, że zrozumienie roli lidera, który pomaga i rozwija innych, to kwestia bardzo indywidualna. Zależy w dużej mierze od ambicji menedżera, jego predyspozycji, umiejętności miękkich oraz stylu zarządzania, jaki wybierze – zauważa Agnieszka Zawadka, szef marketingu i osoba odpowiedzialna za budowanie kultury organizacyjnej w firmie Livespace.

Zobacz też:


Zanim więc zaczniemy zastanawiać się nad tym, czy lider faktycznie przekazuje wiedzę i rozwija zespół, warto dokładnie przeanalizować, czy obsadziliśmy na tych stanowiskach właściwe osoby. Agnieszka Zawadka przekonuje, że najlepiej wybierać liderów z wewnątrz organizacji i stawiać na płaską strukturę.
– Wszyscy liderzy zespołów w Livespace to osoby związane z firmą od dłuższego czasu. Każdy z nich pracował jako członek zespołu i z czasem awansował do miana lidera. Widzimy dużą zaletę wynikającą z takiego wewnętrznego awansowania – osoby te bardzo dobrze poznały specyfikę pracy oraz miały dobre relacje z pozostałymi członkami zespołu – mówi Agnieszka Zawadka.

a


Do kupienia jest także prenumerata magazynu do zamówienia na stronie
https://personel.infor.pl/

Takie podejście sprawia, że firma wybiera na stanowisko lidera osobę, która przez ostatnie miesiące czy lata mogła wykazać, że jest odpowiednim kandydatem. Ponadto taki lider ma już zbudowany autorytet i dobre relacje z zespołem, co przekłada się na zaufanie pracowników i chęć do wspólnego działania. Warto też zwrócić uwagę na zachowania poszczególnych liderów, a konkretnie, czy postępują we właściwy sposób.

– To naturalna kolej rzeczy. Jeżeli lider chce dalej rozwijać swoją karierę, musi wyszkolić osoby, które będą mogły znaleźć się na jego miejscu w przyszłości lub będą w stanie przejąć część jego obowiązków. Chodzi o to, że firma nie może się rozwijać, jeśli cały czas każdy będzie na tym samym poziomie. Ważne, aby lider szedł do przodu, a swoją postawą zachęcał innych do pójścia za nim. Niechęć do pomocy swoim pracownikom w rozwoju ich umiejętności to jak podcinanie sobie skrzydeł na własne życzenie i świadome spowolnienie rozwoju firmy – mówi Katarzyna Rejdych, dyrektor produktu w firmie Benhauer.

Źródło: „Personel & Zarządzanie”

Całość artykułu dostępna jest na https://personel.infor.pl/

Wśród pozostałych artykułów, w numerze Czytelnicy znajdą m.in.:

„Przedsiębiorca znaczy innowator”,

RAPORT
ZARZĄDZANIE
METODY, PROCESY, NARZĘDZIA HRM
SIŁA KOBIET
OKIEM COACHA
PRAWO DLA MENEDŹERA
STUDIUM PRZYPADKU
PO GODZINACH

Całość


Niedawno INFORLEX udostępnił darmowy dostęp do platformy z kompleksową dawką wiedzy z zakresu księgowości i kadr. Po rejestracji, internauci mogą czytać treści m.in. z „Dziennika Gazety Prawnej” czy związane z poradami ekspertów przez 14 dni.

INFORLEX jest bazą wiedzy dla księgowych, kadrowych, specjalistów HR, urzędników i menadżerów. Platforma umożliwia dostęp do pełnego wydania „Dziennika Gazety Prawnej”, a także do: porad i komentarzy, orzeczeń i interpretacji, ujednoliconych aktów prawnych, fachowych branżowych czasopism, profesjonalnego doradztwa ekspertów w ramach e-poradni, materiałów wideo oraz aplikacji.


https://www.inforlex.pl/testuj

W nowej wersji INFORLEX 3.0 otrzymał nowy wygląd, funkcjonalności i narzędzia oraz nowe treści przygotowywane we współpracy m.in. z Instytutem Studiów Podatkowych Modzelewski, firmą Sedlak & Sedlak, wydawnictwem Explanator oraz Oficyną MM Wydawnictwo Prawnicze. www.inforlex.pl

Zobacz też:

Rośliny w biurze to nie tylko coraz częściej spotykany element designu, ale przede wszystkim realne korzyści dla zdrowia pracowników. Zieleń produkuje tlen i oczyszcza powietrze ze szkodliwych związków wydzielanych z podłóg, mebli i urządzeń elektrycznych, uspokaja i polepsza koncentrację oraz znacznie zwiększa estetykę wnętrza. Umiejętny dobór roślin pomaga więc w realizacji jednego z kluczowych celów wielu firm – zapewnieniu dobrego samopoczucia pracownikom.

Co więcej, pracownicy sami coraz częściej domagają się obecności zieleni w miejscu pracy. W Colliers International potrzeby te zgłaszane były za pomocą ankiet. W odpowiedzi na nie z roku na rok przybywa w firmie roślin doniczkowych i wciąż aranżowane są przestrzenie dla nowych.

Jakie rośliny wybrać?

To pytanie zadaje sobie wielu Office Managerów. Obawy mogą wzbudzać też kwestie opieki nad zielenią i kosztów z tym związanymi. Zazielenianie biura, podobnie jak i opieka nad roślinami, może być bezproblemowym i niezbyt kosztownym zadaniem, jeśli będziemy przestrzegać kilku kluczowych zasad. 

1. Odporne i mało wymagające

W biurze najlepiej sprawdzają się rośliny, które nie wymagają ciągłej atencji, są odporne na błędy pielęgnacyjne oraz na trudne warunki przestrzeni biurowej – dużą suchość powietrza, niedobór światła dziennego oraz zimne powietrze z klimatyzacji w ciągu lata.

2. Pielęgnacja

Przy pielęgnacji zieleni należy mieć na uwadze jej ilość, zróżnicowanie gatunków i miejsca, w jakich rośliny zostały umieszczone. Przy niewielkiej ilości zieleni pielęgnację można zlecić serwisowi sprzątającemu, który podczas swoich codziennych obowiązków mógłby jej doglądać. Jeżeli jednak nasze biuro jest bardzo zielone, z wieloma różnymi gatunkami roślin, wymagającymi szczególnego podejścia lub gdy rośliny są umieszczone na podwieszeniu pod sufitem lub na bardzo wysokich regałach, wówczas najlepiej zatrudnić do tego specjalistyczną firmę, która nie tylko pomoże nam w opiece nad zielenią, ale może też doradzić w kwestiach jej wprowadzenia czy aranżacji.

3. Ciemne pomieszczenia

Zupełny brak światła dziennego może stanowić problem przy aranżacji zieleni, jednakże istnieją na rynku pewne rozwiązania, które mogą pomóc go rozwiązać. Jeżeli zależy nam na żywych roślinach w biurze, pomocne mogą okazać się lampy BIO do doświetlania roślin, które wspierają ich rozwój. Takie lampy muszą jednak spełniać pewne wymogi, np. mieć temperaturę barwową o minimalnej wartości 4000K, moc 70W oraz rozsył światła o wielkości min. 40 stopni.

Jeżeli zaś chcielibyśmy wprowadzić do pomieszczenia element zielony, ale nie zależy nam, żeby rośliny były żywe, ciekawym rozwiązaniem są zielone ściany z mchu lub roślin stabilizowanych.

4. „Biurowe” gatunki

Przy wyborze gatunków roślin do biura kluczowym punktem jest miejsce ich lokalizacji i efekt, który chcemy osiągnąć. Office manager musi rozważyć, czy rośliny mają współgrać z aranżacją przez jej dopełnianie, czy mają być osobnym elementem designu, który będzie przyciągał wzrok. Od tego zależy, czy w aranżacji będą przeważać rośliny pnące/zwisające (np. epipremnum aureum, philodendron scandens, rhipsalis czy bluszcz pospolity) czy wolnostojące (np. aglaonema, monstera, ficus elastica czy ficus lyrata). Pożądaną dziś opcją są także rośliny oczyszczające powietrze, takie jak: zielista sterberga, aglaonema, szeflera drzewkowata, sansewieria gwinejska.

W przypadku dominującej roli roślin w aranżacji, doskonale sprawdzą się np. zielone ściany wertykalne. Niestety jest to też dość drogie rozwiązanie, gdyż tego typu ogród potrzebuje własnego doprowadzenia i odprowadzenia wody.

Zobacz też:

5. Zielona inwestycja

Koszt aranżacji zieleni może wydawać się dość wysoki, ale nie należy zapominać, że jest to inwestycja na lata, którą pracownicy doceniają bardziej niż inne udogodnienia w biurze.

Przy aranżacji zieleni koszty są jednym z kluczowych wyzwań, przed którym staje Office Manager. Zależą one od wielu czynników. Główny wpływ na wysokość wydatków mają: wybór gatunków roślin, na który zdecyduje się firma (im bardziej niepowtarzalne i rzadkie, tym droższe), typ ekspozycji (miejsca trudnodostępne lub zastosowanie zielonych ścian wertykalnych), pora zamówienia oraz oczywiście jego wielkość. Do tego należy doliczyć koszty pielęgnacji zieleni. W przypadku samodzielnej dbałości o rośliny lub przekazaniu tego obowiązku serwisowi sprzątającemu wydatki będą o wiele mniejsze niż wtedy, gdy zielenią zajmie się profesjonalna firma. Warto jednak zainwestować zarówno w aranżację zieleni, jak i wyspecjalizowany serwis opieki nad nią, gdyż gwarantuje to nie tylko wysoką jakość usług, ale także spokój w kwestii utrzymania biurowej roślinności w dobrym stanie.

Zbawienne działanie

Rośliny w biurze działają jako swoisty biofiltr, oczyszczając powietrze z toksycznych substancji,  w tym formaldehydu, benzenu, amoniaku czy dwutlenku węgla. Ponadto pozytywnie wpływają na poprawę wilgotności powietrza czy przyspieszenie cyrkulacji, co jest niezwykle ważne w pomieszczeniach klimatyzowanych i przepełnionych elektroniką. Co istotne, rośliny są także świetnym izolatorem dźwięków. Zaaranżowane w dużym skupisku odbijają i rozpraszają dźwięk, ale również pochłaniają fale dźwiękowe. Wszystko to przekłada się na większy komfort pracowników, którzy dzięki zieleni czują się nie tylko bardziej zrelaksowani, ale także zmotywowani do dalszego działania.

Źródło: Colliers International

Wszelkie zmiany w branży powierzchni handlowych są bardzo istotne z perspektywy firm, które chcą w nich sprzedawać swoje produkty. Polacy coraz częściej robią zakupy w punktach mniejszych niż 400 m2. Bezsprzecznie zyskują na tym dyskonty i małe, tradycyjne sklepy osiedlowe. Jakie modyfikacje zaszły w przyzwyczajeniach zakupowych Polaków? Skąd zmiany w wyborach konsumentów?         

Nawyki zakupowe klientów są doskonałym wyznacznikiem dla producentów żywności. Ze względu na wzrastające dochody, zmniejszające się bezrobocie Polacy stali się bardziej wygodni, a co za tym idzie niecierpliwi. Nużą ich długie kolejki, dlatego szukają rozwiązań, które nie będą ich absorbować czasowo.

Gdzie kupujemy?

Z badań LZ Retailytics wynika, że ok. 70% nowej powierzchni sprzedaży w 2018 r. stanowiły placówki mniejsze niż 400 m2. Trend ten wynika z faktu, że coraz rzadziej robimy zakupy na zapas, a co za tym idzie nie wybieramy się zbyt często do hipermarketów. Badania prowadzone przez Polską Izbę Handlu i Centrum Monitorowania Rynku pokazują natomiast, że łączna wartość sprzedaży w sklepach małoformatowych do 300 m² w lutym 2019 r., była o 10% wyższa niż w tym samym miesiącu w 2018 roku. Zwiększyła się również wartość koszyka zakupowego w mniejszych placówkach i obecnie wynosi ona 14,84 zł – co jest o 4,5% wyższym wynikiem, niż rok wcześniej.  Z danych PIH wynika, że sklepy małoformatowe cieszą się swoją popularnością m.in. ze względu na godziny otwarcia nawet w niedziele niehandlowe oraz na dostępny w nich asortyment. Mowa o szerokim wyborze produktów,  które konsumenci kupują podczas szybkich zakupów „przy okazji” lub po drodze do domu.  Placówki o mniejszych powierzchniach typu convenience potrafią więc bardziej efektywnie przyciągać klientów i zachęcać ich do codziennych wizyt.

Zobacz też:

Jakie to ma znaczenie dla producentów?

Przede wszystkim, należy pamiętać o jakości asortymentu. Na to właśnie postawiły mniejsze sklepy i o tym muszą pamiętać producenci. Zmienia się potrzeba klienta, który z uwagi na bogacenie się jest bardziej wymagający. Już nie tylko nie chce stać w długich kolejkach, ale zwraca także coraz więcej uwagi na produkty z tzw. wyższej półki. Kwestia odpowiedniej jakości dotyczy także gotowych artykułów spożywczych typu paczkowane kanapki czy obiady na wynos.

Asortyment wysyłany do dużych hipermarketów również uległ modyfikacji. Ponownie, jak w przypadku mniejszych sieci,  postawiono na jakość, ale i dostępność nowych produktów, których kiedyś było na rynku mniej. Zaczęto inaczej podchodzić także do klienta, któremu teraz zależy również na odpowiedzialności społecznej dużych producentów. Konsument zwraca uwagę, czy dane firmy dbają o środowisko, chce wiedzieć skąd pochodzą produkty, kto jest ich dostawca i jaka jest filozofia danej marki. – Zmiany w nawykach zakupowych Polaków są bardzo ważnym trendem wyznaczającym producentom FMCG kierunek ich działań. Musimy dostosować do potrzeb naszych klientów zarówno rodzaj produktu do danego sklepu, jak i dystrybucję – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Do uruchomienia unijnego systemu śledzenia ruchu i pochodzenia wyrobów tytoniowych zostały zaledwie 3 tygodnie. Tymczasem Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, która odpowiada za system w Polsce, nie rozpoczęła jeszcze rejestracji podmiotów biorących udział w całym łańcuchu dostaw wyrobów tytoniowych. Wyzwanie jest ogromne, ponieważ w systemie musi się zarejestrować ponad 100 000 sklepów, 900 hurtowni oraz wszyscy producenci wyrobów tytoniowych.

Jeżeli do 20 maja br. podmioty te nie zdołają się zarejestrować w systemie PWPW, zostaną wykluczone z handlu wyrobami tytoniowymi, a dla wielu małych sklepów papierosy stanowią nawet 40 proc. obrotów.

– Codziennie dzwonią do nas detaliści i pytają, gdzie mogą się zarejestrować, żeby móc sprzedawać wyroby tytoniowe – nie wiemy co mamy im odpowiedzieć. Na razie działa jedynie system testowy uruchomiony przez PWPW, ale tam rejestracja ma charakter jedynie treningowy i nie powoduje żadnych skutków prawnych  – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu.

Kraje takie jak Austria, Chorwacja, Bułgaria, Czechy, Łotwa, Holandia, Portugalia, Rumunia i Wielka Brytania – gdzie rynki są znacznie mniejsze – rozpoczęły już rejestrację podmiotów. Jeszcze w marcu bieżącego roku PWPW deklarowało, że rejestracja będzie możliwa już od 15 kwietnia, jeżeli będzie podstawa prawna. Ministerstwo Finansów dostarczyło ją na samym początku kwietnia, jednak nie wpłynęło to na gotowość PWPW. Wytwórnia nie rozpoczęła także procesu podpisywania umów z producentami, które będą określały warunki dostarczania kodów umieszczanych na wyrobach tytoniowych.

Przeczytaj również:

Jeżeli system nie będzie wkrótce gotowy i detaliści nie będą mogli się rejestrować, polski rynek wyrobów tytoniowych czekają poważne perturbacje. Straty poniosą wówczas wszyscy: budżet państwa, producenci, dystrybutorzy i punkty detaliczne – dodaje Maciej Ptaszyński.

PIH liczy, że zarówno MF, jak i PWPW znajdą sposób, który pozwoli na przyspieszenie prac nad systemem. Ewentualne zaburzenia tej gałęzi polskiej gospodarki spowodują nie tylko straty dla handlu, ale także dla budżetu państwa, do którego każdego roku wpływa ponad 25 mld zł z tytułu podatków od wyrobów tytoniowych.

Źródło: Polska Izba Handlu

Ustawa o PPK nakłada na podmioty zaangażowane w realizację zadań w zakresie PPK wiele obowiązków informacyjnych wobec osób zatrudnionych będących uczestnikami PPK. Jest to uzasadnione przede wszystkim tym, że osoby te mogą nie mieć wiedzy na temat zasad funkcjonowania PPK, która pozwalałaby im na świadome i właściwe podejmowanie decyzji


Całość tekstu i ekspercki komentarz Bartosza Marciniaka z Brillaw Kancelaria Radców Prawnych Mikulski & Partnerzy znajduje się w najnowszym, kwietniowym numerze magazynu „Personel & Zarządzanie” do kupienia tutaj:

„Personel & Zarządzanie” wraz z Bartoszem Marciniakiem, adwokatem w Brillaw Kancelaria Radców Prawnych Mikulski & Partnerzy – Bartoszem Marciniakiem, najnowszym numerze podjęli temat Pracowniczych Planów Kapitałowych. Poniżej fragment artykułu ze specjalnego wydania o PPK wydawnictwa INFOR.

UCZESTNIK PPK, CZYLI KTO NIM MOŻE BYĆ?
W artykule pt. „Obowiązki informacyjne wobec uczestnika PPK” czytamy m.in., że według ustawy uczestnikiem PPK jest osoba fizyczna, która ukończyła 18. rok życia, w imieniu i na rzecz której podmiot zatrudniający zawarł umowę o prowadzenie PPK z instytucją finansową. Uczestnikami PPK mogą być wyłącznie osoby zatrudnione (por. art. 14 ust. 1 ustawy o PPK). Z kolei określenie „osoby zatrudnione” oznacza (art. 2 pkt. 17 ustawy o PPK): a) pracowników, o których mowa w art. 2 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (Dz.U. z 2018 r. poz. 917, 1000, 1076, 1608, 1629 i 2215), z wyjątkiem pracowników przebywających na urlopach górniczych i urlopach dla pracowników zakładu przeróbki mechanicznej węgla, o których mowa w art. 11b ustawy z 7 września 2007 r. o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego (Dz.U. z 2018 r. poz. 1374), oraz młodocianych w rozumieniu art. 190 § 1 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy; b) osoby fizyczne wykonujące pracę nakładczą, które ukończyły 18. rok życia, o których mowa w przepisach wykonawczych wydanych na podstawie art. 303 § 1 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy; c) członków rolniczych spółdzielni produkcyjnych lub spółdzielni kółek rolniczych, o których mowa w art. 138 i art. 180 ustawy z 16 września 1982 r. – Prawo spółdzielcze (Dz.U. z 2018 r. poz. 1285), d) osoby fizyczne, które ukończyły 18. rok życia, wykonujące pracę na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z art. 750 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny stosuje się przepisy dotyczące zlecenia; e) członków rad nadzorczych wynagradzanych z tytułu pełnienia tych funkcji.

Zobacz też:

OBOWIĄZKI INFORMACYJNE LIKWIDATORA I SYNDYKA

W przypadku likwidacji podmiotu zatrudniającego uczestnik PPK składa oświadczenia woli w sprawach dotyczących PPK za pośrednictwem likwidatora lub bezpośrednio wybranej instytucji finansowej. Likwidator jest obowiązany do powiadomienia uczestników PPK o sposobie składania oświadczenia woli w sprawach dotyczących PPK w związku z likwidacją podmiotu zatrudniającego w terminie 30 dni od dnia otwarcia likwidacji (art. 4 ust. 5 ustawy o PPK). Natomiast w przypadku upadłości podmiotu zatrudniającego uczestnik PPK składa oświadczenia woli w sprawach dotyczących PPK za pośrednictwem syndyka lub bezpośrednio wybranej instytucji finansowej. Syndyk jest obowiązany do powiadomienia uczestników PPK o sposobie składania oświadczenia woli w sprawach dotyczących PPK w związku z upadłością podmiotu zatrudniającego w terminie 30 dni od dnia ogłoszenia upadłości (art. 4 ust. 6 ustawy o PPK).


INFORMOWANIE OSÓB ZATRUDNIONYCH O WARUNKACH UCZESTNICTWA ORAZ O OBOWIĄZKACH I UPRAWNIENIACH

Art. 12 ust. 1 ustawy o PPK przewiduje możliwość wypowiedzenia umowy o zarządzanie PPK przez podmiot zatrudniający w rozumieniu przepisów ustawy o PPK w przypadku uprzedniego zawarcia przez ten podmiot umowy o zarządzanie PPK z inną instytucją finansową zarządzaną przez inne towarzystwo funduszy inwestycyjnych, powszechne towarzystwo emerytalne, pracownicze towarzystwo emerytalne albo zakład ubezpieczeń. W takiej sytuacji podmiot zatrudniający niezwłocznie, nie później niż w terminie 7 dni od dnia zawarcia umowy o zarządzanie PPK z inną instytucją finansową (art. 12 ust. 2 ustawy o PPK):
Po ukończeniu 60 lat uczestnik PPK będzie mógł sam zdecydować, jak zamierza skorzystać ze zgromadzonych środków.
1) zawiera w imieniu i na rzecz osoby zatrudnionej w podmiocie zatrudniającym umowę o prowadzenie PPK, jeżeli osoba zatrudniona miała zawartą umowę o prowadzenie PPK w dniu poprzedzającym dzień zawarcia przez podmiot zatrudniający umowy o zarządzanie PPK z inną instytucją finansową; 2) informuje osobę zatrudnioną, o której mowa w pkt 1, o obowiązku złożenia w jej imieniu wniosku o wypłatę transferową środków zgromadzonych na jej rachunku PPK prowadzonym przez instytucję finansową, której umowa o zarządzanie PPK została wypowiedziana przez podmiot zatrudniający, na jej rachunek PPK prowadzony przez inną instytucję finansową.
Możliwość (nie obowiązek) poinformowania przez podmiot zatrudniający przed zawarciem umowy o prowadzenie PPK osób zatrudnionych o warunkach uczestnictwa w PPK oraz obowiązkach i uprawnieniach podmiotu zatrudniającego oraz osoby zatrudnionej związanych z uczestnictwem w PPK została przewidziana w art. 14 ust. 4 ustawy o PPK. Jednocześnie w art. 14 ust. 5 ustawy o PPK ustawodawca nałożył na instytucję finansową, z którą została zawarta umowa o prowadzenie PPK, obowiązek poinformowania osób zatrudnionych o warunkach uczestnictwa w PPK, w tym możliwości konwersji i zamiany oraz obowiązkach i uprawnieniach podmiotu zatrudniającego oraz osoby zatrudnionej związanych z uczestnictwem w PPK. Wydaje się, że uzasadnieniem takiego rozwiązania legislacyjnego jest to, że osobie zatrudnionej wystarczy jednokrotne przekazanie ogólnych informacji o zasadach uczestnictwa w PPK, zaś podmiot zatrudniający może nie dysponować odpowiednim potencjałem lub kompetencjami, aby przekazać te informacje w rzetelny, możliwie pełny i przystępny sposób.
Zakres obowiązku informacyjnego instytucji finansowej podlega w części doprecyzowaniu w umowie o prowadzenie PPK. Zgodnie bowiem z art. 20 ust. 1 pkt 10 ustawy o PPK umowa ta określa zakres, częstotliwość i formę informowania uczestnika PPK o środkach zgromadzonych na jego rachunku PPK.

Zobacz również:


Całość tekstu i ekspercki komentarz Bartosza Marciniaka z Brillaw Kancelaria Radców Prawnych Mikulski & Partnerzy znajduje się w najnowszym numerze magazynu „Personel & Zarządzanie” do kupienia:

http://sklep.infor.pl/personel-i-zarzadzanie-4-2019.html?utm_source=sklep.infor.pl&utm_medium=baner-rectangl3-250&utm_campaign=pz-4-id-s100063


W tym roku kalendarz układa się bardzo korzystnie dla pracowników planujących urlop w maju – na początku miesiąca, biorąc 2 dni wolnego, można wydłużyć sobie weekend aż do 9-ciu dni. Jak co roku, znajdą się także i tacy, którzy w tym terminie postanowią udać się na „lewe” zwolnienie chorobowe. Problem nadużywania „L4” w celu przedłużenia majówki i innych okresów świątecznych notorycznie powraca, dlatego przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na współpracę z zewnętrznymi firmami konsultingowymi zajmującymi się doradztwem i kompleksowym zarządzaniem problemem absencji chorobowej.

Mikołaj Zając z firmy konsultingowej Conperio przekonuje, że praktyka nadużywania zwolnień chorobowych jest niezgodna z obowiązującymi przepisami:

Zwolnienie chorobowe to czas, który powinniśmy poświęcić na jak najszybszy powrót do zdrowia. Niestety, wielu pracowników bezpodstawnie stara się o zwolnienia chorobowe tylko po to by wydłużyć sobie czas wolny od pracy. Ten problem regularnie powraca w okresie majówki. Trzeba powiedzieć otwarcie, że takie działanie jest niezgodnie z prawem i wiąże się z konkretnymi konsekwencjami.

Dane Conperio wskazują, że liczba zwolnień chorobowych w okresie majówkowym jest o około 20% wyższa niż w pozostałych miesiącach wiosennych. Wśród nich dominują zwolnienia krótkoterminowe (do 3-4 dni), zazwyczaj ze wskazaniem „2” (chory może chodzić). Ilość osób przebywających w firmach na zwolnieniu chorobowym w tym okresie wzrasta o około 30%, co w istotny sposób destabilizuje funkcjonowanie przedsiębiorstw. Kontrole przeprowadzane w okresie majówki na przestrzeni ostatnich lat wykazywały szereg naruszeń.

Przeczytaj także:

Wiele firm nie przewiduje przerwy w pracy podczas majówki. Część fabryk i miejsc, których funkcjonowanie jest konieczne przez cały rok, nie może zapewnić pracownikom w tym czasie wolnego. – Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że są przedsiębiorstwa, w których pracuje się 365 dni w roku. Zarządzający tego typu miejscami powinni zapewnić możliwie elastyczny grafik w czasie świątecznym, inaczej oszustwa chorobowe, a przynajmniej ich próby, się nie skończą – mówi Mikołaj Zając.

Prezes Conperio przekonuje, że stworzenie systemu pracy uwzględniającego potrzeby pracowników leży w interesie tak pracodawców, jak i samych zatrudnionych. – Podstawą prawidłowego funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa jest zaufanie i poczucie sprawiedliwości. Firmy zaś tracą realne pieniądze na niezgodnej z prawem absencji chorobowej. Wszystkie strony powinny być zainteresowane rozwiązaniem tego problemu – dodaje Mikołaj Zając.

Źródło: Conperio

Targi elektroniki użytkowej i nowych technologii rozpoczną się już 10 maja. Organizatorzy zapowiadają jeszcze więcej atrakcji i wystawców, niż było w zeszłym roku na debiutanckiej edycji, którą odwiedziło 16 tysięcy osób. Jak będzie w tym roku?

Tegoroczne targi to impreza obowiązkowa dla miłośników nowych technologii i branży elektroniki. To także najlepsza okazja dla małych polskich przedsiębiorstw, aby zaprezentować swoje produkty dużej liczbie odwiedzających. Partnerami targów są MediaMarkt, ZIPSEE Cyfrowa Polska, APPLiA Polska oraz Krajowa Agencja Poszanowania Energii. Tak jak w zeszłym roku, po Warszawie będzie jeździła bezpłatna linia autobusowa umożliwiająca przyjazd jak i powrót z Centrum Targowo-Kongresowego.

Odwiedzający Electronics Show będą mieli szansę doświadczyć targów zanim jeszcze wejdą do hal Ptak Warsaw Expo. Na zewnętrznym terenie na gości będzie czekał dom solarny wyposażony w wiele użytecznych i innowacyjnych funkcji oraz stanowisko GoPro, które będzie prezentowało swoje urządzenia. Na targach znajdziemy także strefę inteligentnego domu, gdzie obejrzymy najnowsze innowacyjne rozwiązania w dziale AGD. Nie zabraknie oczywiście najnowszych technologii z branży automotive – samochodów autonomicznych i elektrycznych jednośladów. Dla miłośników nowych technologii, organizatorzy przygotowali cały dział dotyczący Virtual/Augmented Reality, robotów oraz drukarek 3D.

Przeczytaj także:

Pierwszego dnia wystawy odbędzie się konferencja „DIGITAL FUTURE 2019 – Let’s talk about technology”. Eksperci branżowi będą prowadzili dyskusję na temat zmian, jakie zachodzą i będą zachodzić na rynku AGD i RTV w świetle ogólnoświatowej cyfryzacji oraz jak taki rozwój może wpłynąć na stale rosnącą cyberprzestępczość. Będzie można uczestniczyć w panelu dyskusyjnym na temat problematyki przemysłu 4.0 w obiegu zamkniętym, przyszłości tabletów i urządzeń mobilnych oraz efektywności energetycznej w dobie „smart home”.

Targi Electronics Show 2019 będą otwarte 10 maja w godzinach 10:00-17:00, a w dniach 11-12 maja w godzinach 10:00-18:00.

Źródło: InfoMarket, Electronics Show

Rekrutacja nowego pracownika do dobrze funkcjonującego zespołu to duże wyzwanie. Według raportów z badań przeprowadzonych metodą Hogan Assessment Systems, właściwie zrekrutowany pracownik jest o ok 50% bardziej wydajny w pracy i notuje 11-15% lepszą sprzedaż. Jak rozpoznać idealnego handlowca, który będzie zarabiał pieniądze dla firmy a nie tylko dla siebie i nie zmieni pracodawcy po kilku-kilkunastu miesiącach? Czy lepiej na to stanowisko wybrać kobietę, czy mężczyznę? Na wszystkie pytania można uzyskać odpowiedź dzięki zastosowaniu narzędzi psychometrycznych Hogana.

– Podczas rekrutacji do działu handlowego od każdego kandydata usłyszymy, że jest komunikatywny i zorientowany na cel, umie budować relacje z ludźmi, oraz zarządzać swoim czasem. Niestety to, że w poprzednim miejscu pracy odnosił sukcesy nie gwarantuje, że w kolejnej firmie również będzie asem sprzedaży. Należy sprawdzić nie tylko jego indywidualne predyspozycje do pracy w dziale handlowym z danym produktem lub usługą, ale także cechy osobowości, które motywują go do pracy oraz, czy pasuje do zespołu, do którego chce dołączyć –  mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska – Dzięki Metodzie Hogana potrafimy precyzyjnie określić profil pożądanego kandydata – dodaje.

Jak rekrutować idealnego handlowca?

Metodą Hogana zbadano już ponad 5,6 mln osób w 56 krajach świata. Badanie opiera się na 3 kwestionariuszach: Kwestionariusz Osobowości Hogana (HPI), Badanie Rozwojowe Hogana (HDS) oraz Kwestionariusz Motywów, Wartości i Preferencji (MVPI). Przy rekrutacji na stanowisko specjalisty ds. sprzedaży bierzemy pod uwagę przede wszystkim HPI, który określa czy dana osoba będzie odnosić sukcesy w pracy na stanowisku, na które aplikuje oraz MVPI, który ujawnia u osoby badanej jej pragnienia, prawdziwą motywację, system wartości oraz dopasowanie do nowej kultury organizacyjnej. Wyniki pozwalają na obiektywną ocenę, ponieważ nie są brane pod uwagę wiek, płeć, uprzedzenia, stereotypy, czy inne kwestie pozamerytoryczne. Dzięki nim można kandydata nie tylko opisać, ale również przewidzieć zachowania, które badany będzie wykazywał w środowisku pracy.

Przeczytaj też:

Wykorzystanie Metody Hogana przy rekrutacji (Case study)

Międzynarodowa instytucja finansowa chciała zmniejszyć rotację personelu. Klient oszacował, że zatrudniając rocznie około 1000 nowych pracowników wydaje co najmniej 15 000 USD na rekrutację. Hogan Assessment System zalecił użycie Kwestionariusza MVPI wśród obecnych pracowników, aby sprawdzić co daje im satysfakcję w pracy. Badania wykazały, że firma rozwija się dzięki interakcji społecznej (wysoki stopień przynależności), pomaganiu innym (wysoki altruizm) i osiągnięciom (wysoka siła). Wnioski z badania pozwoliły określić nowy profil idealnego sprzedawcy.

Dzięki metodzie Hogana, po wdrożeniu wytycznych z MVPI w przeciągu roku rotacja pracowników spadła z 48% do 18%. To pozwoliło firmie w skali roku zmniejszyć wymianę o 300 pracowników i zaoszczędzić koszty na poziomie 4,5 miliona USD związane z selekcją, rekrutacją i onboardingiem.

Źródło: Assessment Systems Polska

Ruszył przetarg na najem 20 elektrycznych samochodów dostawczych o ładowności do 800 kg i dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Pierwsza grupa elektryków dołączy do pocztowej floty pojazdów we wrześniu br.

Elektryczne auta trafią do Białegostoku, Bydgoszczy, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina, Łodzi, Poznania, Szczecina, Warszawy oraz Wrocławia. Wszystkie mają być wyposażone w systemy szybkiego ładowania. Poczta skorzysta z 36-miesięcznego najmu wraz z serwisem pojazdów. Pełny pakiet ubezpieczenia pojazdów w zakresie OC i AC, wraz z ochroną NNW zapewni Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych.

Poczta Polska chce być firmą dbającą o lokalne społeczności i troszczącą się o ograniczenie zanieczyszczenia powietrza. Pozyskanie elektrycznych aut to dla Poczty Polskiej nie tylko oszczędności w eksploatacji, ale przede wszystkim działania na rzecz ekologii i czystego powietrza w miastach.

Decyzja Poczty Polskiej o stopniowej wymianie floty na elektryczną wpisuje się w przygotowany przez Ministerstwo Energii „Plan rozwoju elektromobilności w Polsce”, który jest częścią „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Program ma na celu popularyzację elektromobilności i paliw alternatywnych w Polsce.

Spółka od 2018 roku przeprowadza największe w Polsce testy aut elektrycznych, dostępnych na krajowym rynku. W kwietniu ub. roku wzięło w nich udział siedem marek aut o ładowności do 800 kg: Renault Kangoo Z.E., Zeppelin Goupil G4, Goupil G5,  Melex 381, 382, 391, Peugeot Partner Electric, Citroen Berlingo Electric, Nissan e-NV200, KOMEL – konwertyk Instytutu Napędów i Maszyn Elektrycznych. Kierowcy Poczty Polskiej przez trzy miesiące sprawdzali m.in. właściwości jezdne (przyspieszenie, prędkość i hamowanie), komfort jazdy i ergonomię obsługi, sposób ładowania akumulatorów i możliwą do przejechania liczbę kilometrów. Oprócz aut przetestowano również różne rodzaje stacji ładowania.

Przeczytaj także:

Obecnie – do połowy maja – trwają kolejne testy samochodów elektrycznych do 3.5 tony, tym razem o ładowności powyżej 800 kg. Bierze w nich udział osiem aut marek dostępnych na polskim rynku od niedawna: Renault Master Z.E., (wyjechał na polskie drogi w styczniu 2019 r.), Volkswagen e-Crafter (od czwartego kwartału 2018 r.), Maxus-Hitachi (od września 2018) oraz Mercedes e-Vito (od stycznia 2019 r.).

Poczta Polska jest największym operatorem logistycznym w kraju. Pracownicy Poczty Polskiej mają do dyspozycji 6 tys. pojazdów o ładowności 0,5–24 t, 60% pojazdów jest w wieku poniżej 2,5 roku. Ponad 30 tys. listonoszy i kurierów dostarcza dziennie kilka mln przesyłek.

materiał prasowy

Aż 87% polskich pracodawców w wyniku cyfryzacji chce zwiększyć lub utrzymać obecną liczbę pracowników, tylko 7% firm przewiduje redukcje etatów. Najwięcej rąk do pracy będzie potrzebnych w IT, produkcji przemysłowej i obsłudze klienta. Zmniejszenia liczby pracowników można się spodziewać w administracji i zarządzaniu biurem – potwierdza opublikowany dziś raport ManpowerGroup „Rewolucja umiejętności 4.0. Czy roboty potrzebują ludzi?”.

Według raportu ManpowerGroup o wpływie automatyzacji procesów na zatrudnienie w firmach 13% polskich przedsiębiorstw w wyniku cyfryzacji w ciągu dwóch lat zwiększy liczbę pracowników. 74% firm chce utrzymać obecną liczbę zatrudnionych, podczas gdy 7% przewiduje redukcje etatów, a 6% nie wie, jaki wpływ będzie miała automatyzacja na zatrudnienie w ich firmach.

Automatyzacja procesów nie jest nowym zjawiskiem, a roboty już od wielu lat zastępują pracę człowieka przy prostych, powtarzalnych czynnościach. Biorąc pod uwagę rosnący niedobór pracowników, firmy przyspieszają swoją decyzję o inwestycji w nowe technologie, szczególnie w przypadku nowo otwieranych fabryk lub linii produkcyjnych – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup. – Firmy optymalizują procesy oraz podwyższają swoją efektywność, by szybciej reagować na potrzeby konsumentów i być bardziej konkurencyjnym na rynku. W cyfryzacji nie chodzi zatem o zastąpienie prac ludzi maszynami, ale o zwiększenie wydajności przedsiębiorstw i możliwość konkurowania z innymi graczami. Maszyny stanowią część siły roboczej, mogą odciążyć pracowników w wykonywaniu monotonnych prac, często związanych z wysiłkiem fizycznym, jednak brakuje im inteligencji emocjonalnej oraz umiejętności miękkich, którymi dysponuje człowiek. Dzięki cyfryzacji pracownicy mogą skupić się na rozwoju i w przyszłości zajmować specjalistyczne stanowiska – dodaje Iwona Janas.

Produkcja przemysłowa z największymi zmianami w zatrudnieniu

Spośród 6 przeanalizowanych przez ManpowerGroup branż najwięcej zmian w wyniku automatyzacji procesów przewidują polscy pracodawcy z sektora produkcji przemysłowej – 30% firm deklaruje, że będzie powiększać swoje zespoły, podczas gdy 21% planuje je redukować. Cyfryzacja doprowadzi do zmian w zatrudnieniu w IT, gdzie 11% przedsiębiorstw deklaruje wzrost, a 1% spadek zatrudnienia, w obsłudze klienta (9% vs. 4%), HR (3% vs. 0%), finansach i księgowości (4% vs. 3%). W administracji i zarządzaniu biurem w wyniku automatyzacji więcej firm będzie redukować niż powiększać zespoły – 19% vs. 4%.

Przeczytaj także:

Kompetencje miękkie kompetencjami przyszłości

W obliczu największego od 12 lat niedoboru talentów coraz więcej przedsiębiorstw zamierza inwestować w rozwój swoich pracowników. Firmy są świadome, że znalezienie odpowiedniego kandydata może stanowić wyzwanie, dlatego aż 90% organizacji w Polsce przewiduje, że do 2020 r. będzie podnosić kwalifikacje swoich pracowników. Jednocześnie, 34% przedsiębiorstw w Polsce stwierdziło, że trudno jest szkolić pracowników w zakresie umiejętności technicznych, natomiast 36% pracodawców przyznało, że jeszcze trudniej jest szkolić z kompetencji miękkich, takich jak myślenie analityczne i komunikacja. Jakie umiejętności zyskają na znaczeniu w ciągu najbliższych dwóch lat? W produkcji przemysłowej, która ulegnie największym zmianom pod wpływem cyfryzacji będą to zdolność uczenia się, zarządzania maszynami i rozwiązywania skomplikowanych problemów. W obsłudze klienta na znaczeniu zyska umiejętność komunikacji, budowania relacji i zarządzania cyfrowymi rozwiązaniami. Z kolei w administracji i zarządzaniu biurem, gdzie wiele zadań zostanie oddelegowanych maszynom kluczowe będą komunikacja, myślenie krytyczne i analiza oraz budowanie relacji i wywieranie wpływu.

Źródło: ManPowerGroup


Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), pod koniec ubiegłego roku, z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego korzystało już ponad 2,6 mln Polaków. Ten zaskakujący wynik jest aż o 23% większy niż w 2017, a zainteresowanie naszych rodaków stale rośnie. W 2018 roku, na polisy zdrowotne wydaliśmy o ponad 140 mln PLN[1] więcej niż rok wcześniej.

 – „W ubiegłym roku podjęliśmy tematykę ubezpieczeń zdrowotnych w II edycji naszego badania „Polacy o ubezpieczeniach”. Według wyników badania, aż 92% naszych respondentów uważa, że świadczenia z ramienia Narodowego Funduszu Zdrowia nie spełniają ich oczekiwań, z czego 70% z nich zdecydowało się na wykupienie prywatnej polisy” – mówi Maciej Kuczwalski, ekspert multiagencji CUK Ubezpieczenia. Polacy przede wszystkim maja dość czekania w kolejkach na wizytę u lekarza specjalisty, które niekiedy sięgają kilku a nawet kilkunastu miesięcy oczekiwania. W temacie zdrowia, naszym rodakom zależy na szybkim działaniu, więc coraz częściej decydują się, że zamiast wizyty u państwowego lekarza, wybiorą się do prywatnej kliniki. – „Przez taki obrót spraw Polacy zaczęli wydawać coraz to większe pieniądze na szybsze, prywatne leczenie, a ich niechęć do długich kolejek poskutkowała decyzją o wykupieniu polisy zdrowotnej. Dzięki niej mogli zaoszczędzić pieniądze i czekać na prywatną wizytę kilka dni, a nie prawie 4 miesiące, jak to bywa w przypadku państwowych świadczeń” – dodaje ekspert.

Jednak nie tylko niezadowolenie naszych rodaków wpływa na zwiększenie się ilości wykupionych polis. – „Coraz częściej można się spotkać z propozycją dopisania przez pracodawcę do ubezpieczenia grupowego. Taki benefit jest częściowo lub w pełni finansowany przez firmę, przez co staje się bardzo atrakcyjną oferta dla pracowników. Ponadto dzięki takiemu udogodnieniu możemy objąć polisą nie tylko siebie, ale także bliską nam osobę” – informuje Maciej Kuczwalski. Według danych PIU, 64% respondentów posiada ubezpieczenie w pełni opłacone przez swojego pracodawcę, natomiast 60% uczestników badania, którzy nie posiadają polisy zdrowotnej, byłaby skłonna ponieść częściowe koszty, jeżeli ich firma oferowałaby takie rozwiązanie.

Dla 34% ankietowanych Polskiej Izby Ubezpieczeń, polisy zdrowotne mają zdecydowanie zbyt wysokie ceny, co znacznie zniechęca ich do wykupienia ubezpieczenia. Jednak obecnie na rynku mamy wiele różnych wariantów w rozmaitych cenach. – „Rok temu, na polski rynek został wprowadzony Krajowy Program Zdrowotny. Polisa jest oparta o bardzo popularny u naszych zachodnich sąsiadów, model współpłatności. Dzięki temu płacimy mniej, bo zaledwie 49 PLN miesięcznie, a świadczeń mamy tyle co w dużo droższej polisie. Jedyną różnicą jest to, że przy każdej wizycie dopłacamy niewielką kwotę” –wspomina Maciej Kuczwalski, ekspert multiagencji CUK Ubezpieczenia.

Źródło: CUK Ubezpieczenia


[1] Polska Izba Ubezpieczeń: W 2018 wydaliśmy 821,1 mln PLN, a w 2017 678,9 mln PLN.

Wsparcie rozwoju gospodarki oraz nowoczesnych technologii opartych na danych i ich przepływie to jeden z priorytetów Unii Europejskiej. Przyjęte 18 grudnia 2018 roku rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1807 w sprawie ram swobodnego przepływu danych nieosobowych w UE jest kolejnym elementem kształtowania piątej swobody unijnej – przepływu danych osobowych i nieosobowych na Jednolitym Rynku Cyfrowym. Nowe przepisy będą miały zastosowanie od 28 maja 2019 roku.

Dane nieosobowe ­– czyli?

Dane nieosobowe to informacje elektroniczne inne niż te osobowe zdefiniowane w RODO – nie dotyczą zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Przykładami danych nieosobowych są algorytmy informatyczne, dane generowane przez maszyny oraz ich zanonimizowane zbiory wykorzystywane do analiz big data. Ponadto, są nimi także informacje dotyczące przeglądanych stron internetowych, nie związanych jednak z danymi wskazującymi na tożsamość osoby fizycznej lub pozwalającymi na ustalenie jej tożsamości.

Przetwarzaniem danych nieosobowych jest każda operacja lub zestaw operacji wykonywanych na danych nieosobowych lub ich zbiorach w formie elektronicznej, w sposób zautomatyzowany lub niezautomatyzowany. Do takich czynności zalicza się zbieranie, utrwalanie, organizowanie, porządkowanie, przechowywanie, adaptowanie lub modyfikowanie, pobieranie, przeglądanie, a także wykorzystywanie informacji – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Korzystne rozwiązanie

Celem nowej regulacji jest w głównej mierze zwiększenie swobody przy przetwarzaniu danych przez podmioty świadczące usługi cloud computing, (IaaS, PaaS, SaaS), big data, internetu rzeczy oraz sztucznej inteligencji, a ponadto wzmocnienie cyfrowej gospodarki Europy.

Rozporządzenie, podobnie jak RODO, wspiera samoregulację sektorową – stwarza podstawy do wypracowania i przyjęcia odpowiednich kodeksów postępowania. Głównym celem kodeksów będzie ułatwienie przenoszenia danych nieosobowych przez użytkowników oraz pomiędzy dostawcami lub do własnych systemów informatycznych. Co więcej, szczegółowe i przejrzyste kodeksy powinny umożliwiać użytkownikom łatwe porównanie ofert różnych podmiotów. Przewidziane powinno być wykorzystanie formatów ustrukturyzowanych, powszechnie używanych i nadających się do odczytu maszynowego, w tym formatów opartych na otwartych standardach. Jako datę skutecznego wdrożenia kodeksów wskazano 29 maja 2020 roku, zachęca się jednak, żeby nastąpiło to jeszcze przed 29 listopada br. – wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Nowe przepisy są także poniekąd ukłonem w stronę start-upów oraz małych i średnich firm. Otwierają one drogę do projektowania nowych usług opartych na transgranicznym przepływie danych.

Przeczytaj także:

Nowe przepisy a RODO

Rozporządzenie o swobodnym przepływie danych nieosobowych w UE nie wpłynie na regulacje wynikające z RODO. W sytuacji, gdy przetwarzane dane – nieosobowe oraz osobowe – znajdą się w tym samym zbiorze dla danych nieosobowych zastosowanie będzie miało nowe rozporządzenie, natomiast osobowych – dotychczas regulujące je przepisy, w szczególności RODO. Kiedy dane osobowe i nieosobowe są w zbiorze nierozerwalnie związane, omawiane Rozporządzenie nie uchyla obowiązków wynikających z RODO – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

W praktyce odpowiednie stosowanie rozporządzeń o ochronie danych osobowych oraz o swobodnym przepływie danych nieosobowych może rodzić wiele wątpliwości. Bruksela zapowiada opublikowanie wskazówek w zakresie powiązań pomiędzy oboma dokumentami jeszcze przed 29 maja br.

Źródło: Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Jak donosi Rzeczpospolita, przez politykę władz miasta, Warszawa może stracić swoje pięć minut. Zwłaszcza że teraz, w kontekście brexitu, wiele firm chce się przenieść do Polski – pisze były wiceprezydent stolicy.

Dziś w Warszawie mamy do czynienia ze swoistym paradoksem: miasto się rozwija na skalę nigdy dotąd niespotykaną, a jednocześnie blokuje własny rozwój. Ten paradoks jest o tyle ciekawy, że obecnie powstaje 12 wieżowców, co nigdy wcześniej w historii nie miało miejsca. Oprócz tego prowadzonych jest wiele mniejszych inwestycji biurowych czy mieszkaniowych.

Zobacz też:

Problem polega na tym, że od trzech lat władze miasta blokują aktywność inwestorów prywatnych. Zaczęło się to od słabnącej pozycji Hanny Gronkiewicz-Waltz (afera reprywatyzacyjna), która uległa presji różnej maści pieniaczy i ruchów antymiejskich. Ta polityka automatycznie została przejęta, a nawet „udoskonalona” przez obecną ekipę rządzącą ratuszem. Bo przecież niemal wszystkie budowy, które teraz widzimy, są realizowane na podstawie postępowań sprzed czterech–sześciu lat.

Warto pamiętać, że cykl inwestycyjny trwa kilka lat – trzeba przygotować odpowiednie dokumenty, zdobyć decyzję środowiskową, wiele uzgodnień, pozwolenie na budowę itp. To, co widzimy na ulicach Warszawy, nie jest więc efektem wczorajszych czy przedwczorajszych decyzji, lecz skutkiem decyzji poprzednich władz miasta, podjętych kilka lat temu.

Oczywiście, nawet w okresie największego prosperity nie było tak, że inwestorzy rządzili miastem. Wszystkie decyzje były podejmowane w sposób rozsądny, służący zrównoważonemu rozwojowi miasta. To wówczas wspólnie z Biurem Architektury i Planowania Przestrzennego stworzyliśmy koncepcję nowego city na terenach poprzemysłowej Woli.

Dzisiaj już wiemy, że ponaddwuletni okres spowolnienia powoduje, że część firm przenosi swoje budżety do innych miast. Inwestorzy są zniecierpliwieni brakiem jakichkolwiek działań miasta, brakiem decyzji – ani na tak, ani na nie. Jednocześnie postanowiono pozbyć się kompetentnych i doświadczonych urzędników (m.in. dyrektorów w Biurze Architektury i Planowania Przestrzennego, w Biurze Drogownictwa i Komunikacji oraz Biurze Rozwoju Miasta).

PO CO TE INWESTYCJE

Można by zapytać: co to obchodzi przeciętnego mieszkańca Warszawy? Otóż powinno obchodzić, bo rozwój miasta to nie tylko nowe obiekty, przyjazne miasto i prestiż, ale przede wszystkim pieniądze, które zasilają budżet miasta i – pośrednio lub bezpośrednio – budżety mieszkańców. Wystarczy powiedzieć, że od 2007 r. zbudowano 3,3 mln mkw. powierzchni biurowej najwyższej jakości, co daje rocznie kilkaset milionów złotych przychodu dla budżetu miasta. Dzięki temu zwykły mieszkaniec może korzystać z darmowych żłobków, doskonałej komunikacji miejskiej, ciekawych projektów. Miasto ma też pieniądze na inwestycje takie jak szkoły, szpitale, ulice itp.

Przez ostatnie 12 lat prywatni inwestorzy wpompowali w Warszawę około 50 mld zł. To nie są pieniądze, na których zarabiają tylko deweloperzy. One trafiają przede wszystkim na rynek – do robotników, architektów, inżynierów, projektantów, a pośrednio do restauratorów, właścicieli sklepów, fryzjerów, taksówkarzy itp. Jeżeli inwestycje prywatne powodują, że do miasta trafia 50 mld zł, to inwestorzy biorą z tego kilkanaście procent, reszta trafia do mieszkańców Warszawy i działających w niej firm.

Nie przypadkiem Warszawa jest najbogatszym miastem wojewódzkim w Polsce, o szybko rosnących dochodach – to głównie zasługa inwestycji prywatnych. Według najnowszych danych Eurostatu PKB per capita wyrażony w parytecie siły nabywczej wynosi w Warszawie (z dołączonymi dziewięcioma powiatami podwarszawskimi) 152 proc. średniej Unii Europejskiej, co lokuje ją wyżej niż np. Wiedeń. Cała Polska ma tu 70 proc. średniej Unii Europejskiej. Na tym przykładzie jasno widać, że inwestycje przyczyniają się w istotny sposób do zamożności mieszkańców miasta.

Blokując inwestycje, nie robi się więc na złość deweloperom. Oni sobie poradzą – zarobią gdzie indziej. Zaczną budować we Wrocławiu, Gdańsku czy Berlinie. Warszawa bez rozwoju jednak sobie nie poradzi. Dlatego rozsądna władza powinna dbać o rozwój, planując go w perspektywie kilkunastu kolejnych lat.

Dzisiejszy rozwój nie byłby możliwy, gdyby w 2006 r. do ratusza nie przyszła ekipa, która po zapaści inwestycyjnej spowodowanej przez Lecha Kaczyńskiego chciała z powrotem uruchomić inwestycje miejskie i prywatne. Udało się – miasto wydało 30 mld zł, a inwestorzy – kolejne 50 mld. Pod względem powierzchni biurowej przegoniliśmy od tego czasu Pragę, Budapeszt i Wiedeń, a za chwilę przegonimy Amsterdam. Od 1990 r. w Warszawie wybudowano 250 tys. mieszkań, czyli tyle, ile pomieściłoby np. mieszkańców całego Wrocławia.

Na całym świecie jest rzeczą normalną, że miasta budowane są przez prywatnych inwestorów. To oni zbudowali też przedwojenną Warszawę, oni zbudowali i budują Londyn, Paryż, Madryt, Nowy Jork itp.

ODWRACANIE KOTA OGONEM

Kuriozalne jest, że różnej maści krzykaczom udało się wmówić części warszawiaków, że prywatne inwestycje czy prywatny inwestor to synonimy zła. Oczywiście – jak w każdym środowisku – zdarzają się czarne owce. Jednak coś, co jest powodem do chluby w innych miastach, w Warszawie stało się powodem do wstydu. Nawet premierzy wszelkich opcji politycznych chwalą się inwestycjami krajowymi i zagranicznymi w Polsce, a prezydent Warszawy się ich wstydzi.

Pamiętamy, ile pomyj wylano np. na rewitalizację domu handlowego Smyk, hali Koszyki, budowę osiedla nad Jeziorkiem Gocławskim czy innych obiektów, które dziś są bardzo pozytywnie oceniane. Część miejskich aktywistów, którzy chcą, by miasto przestało się rozwijać, można porównać jedynie do ruchów antyszczepionkowych – ich działania są szkodliwe dla całej warszawskiej społeczności.

Na skutek lękliwej polityki, która rozpoczęła się w końcówce kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz i nasila się obecnie, wzmacnia się bardzo niebezpieczny ruch, który blokuje rozwój miasta, a co za tym idzie – dochody, które można przeznaczyć na ważne dla mieszkańców cele: oświatę, kulturę, sport, ochronę środowiska czy sprawy społeczne. Roszczeniowe organizacje, których głównym celem jest walka z inwestorami, zdają się opanowywać ratusz, co w niedalekiej przyszłości może bardzo ograniczyć możliwości rozwojowe i finansowe miasta oraz jego mieszkańców.

STRACONE SZANSE

Przez nieodpowiedzialną politykę władz miasta Warszawa może stracić swoje pięć minut. Zwłaszcza że teraz, w kontekście brexitu, wiele firm chce się przenieść z Wielkiej Brytanii do Polski. Tymczasem opinie o atrakcyjności Warszawy jako miejsca lokowania biznesu są coraz gorsze.

Nie dotyczy to zresztą wyłącznie sfery architektury, podobną sytuację mamy w innych obszarach, np. jeśli chodzi o uchwałę krajobrazową, politykę mobilności czy kwestię śmieci. Kiedyś od inwestorów można było usłyszeć zarzuty, że administracja działa zbyt wolno, teraz – że nie działa wcale. Przed obecnym prezydentem miasta stoi wielkie wyzwanie: musi zmienić tę politykę chowania głowy w piasek i odważnie wykorzystać szanse, które stoją obecnie przed Warszawą.

Autor jest byłym politykiem Platformy Obywatelskiej, posłem na Sejm (2004–2006), wchodził w skład rady krajowej partii. W latach 2006–2016 był zastępcą prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, odpowiadał za miejskie inwestycje. Był działaczem KLD i UW. W lutym wystąpił z PO

Elastyczne formy zatrudnienia są coraz bardziej popularne, zwłaszcza wśród osób w wieku 55+, jednak wciąż prawie 3/4 wszystkich pracowników w Polsce preferuje pracę na pełny etat.

Zmiany na rynku pracy spowodowane starzeniem się społeczeństwa i rozwojem technologii będą widoczne już w ciągu najbliższej dekady. Wzrośnie poziom zatrudnienia osób starszych, a pracodawcy będą musieli dostosować warunki pracy do ich potrzeb. Według autorów raportu firmy doradczej Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” czynnikami motywującymi Europejczyków do pracy są wyższe wynagrodzenie, elastyczne i alternatywne formy zatrudnienia, a także jasno określone cele rozwojowe i zaufanie współpracowników. Najbardziej cenią oni bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. Z kolei dla pracowników w Polsce ważniejsze są czynniki finansowe.

Sytuacja na polskim rynku pracy jest najlepsza od początku transformacji ustrojowej. Według Eurostatu stopa bezrobocia w lutym tego roku wyniosła jedynie 3,5 proc. Dla porównania średnia w Unii Europejskiej jest prawie dwa razy wyższa (6,5 proc.). – Skutki zmian demograficznych i technologicznych prędzej czy później ujawnią się w Polsce z całą mocą. Warto wykorzystać dobrą koniunkturę do przeprowadzenia koniecznych reform w modelach biznesowych oraz politykach publicznych. Do głównych wyzwań będą należały: wzrost aktywności zawodowej osób w wieku 50+ i innych grup dziś nieaktywnych zawodowo, efektywniejsze wykorzystywanie elastycznych form zatrudnienia oraz wspieranie kształcenia przez całe życie – mówi Damian Olko, Ekspert w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

źródło: Deloitte

Zatrudnienie osób po 50 roku życia będzie rosło

W Unii Europejskiej od 2017 roku liczba osób aktywnych zawodowo powyżej 50 roku życia jest wyższa niż osób aktywnych poniżej 35 roku życia. W Polsce osoby starsze wciąż stanowią istotny, ale niewykorzystany zasób siły roboczej.  Z badania Deloitte wynika, że 77 proc. pracowników w wieku od 50 lat planuje aktywność zawodową przynajmniej do 65 roku życia, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w dziesięciu analizowanych krajach Europy. Wiele osób, które co prawda osiągnęły już wiek emerytalny, ale cieszą się dobrym zdrowiem i samopoczuciem, odczuwa potrzebę pozostania w pracy ze względów finansowych, społecznych czy emocjonalnych.

Wydłużenie kariery zawodowej będzie wiązało się z koniecznością dostosowania warunków pracy do potrzeb osób starszych. Choć firmy coraz częściej prowadzą włączającą kulturę organizacyjną, to jednak regulacje ze strony państwa wydają się być niezbędne. Wciąż bowiem pracownicy zbliżający się do wieku emerytalnego otrzymują z otoczenia sygnały sugerujące im zakończenie aktywności zawodowej. Potencjał doświadczonych pracowników nie jest odpowiednio wykorzystywany, mimo, iż wyróżniają się oni wysokim poziomem kompetencji oraz motywacji, a ich oczekiwania dotyczące wynagrodzenia i czasu pracy są bardziej elastyczne niż młodszych osób.

W stronę większej elastyczności pracy

Aktywizacji zawodowej osób starszych mogą sprzyjać elastyczne i alternatywne modele zatrudnienia. W Polsce praca na pełen etat pozostaje najpopularniejszą formą współpracy – preferuje ją 72 proc. ankietowanych pracowników, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w analizowanych krajach europejskich. Pracę w niepełnym wymiarze godzin deklaruje średnio 16 proc. ankietowanych w Europie i jedynie 4 proc. w Polsce.

Alternatywne formy zatrudnienia, takie jak na przykład praca bez etatu, w większym stopniu dotyczą osób starszych niż młodych. W Polsce pracownicy poniżej 35 roku życia są w podobnym stopniu zainteresowani pracą na etacie, jak ich rówieśnicy w innych badanych krajach. W pozostałych grupach wiekowych preferencje odnośnie elastycznego zatrudnienia są niższe średnio o 15 p.p. w Polsce w niż we wszystkich analizowanych krajach. – Aby polscy pracodawcy i pracownicy mogli czerpać większe korzyści z elastycznych i alternatywnych form zatrudnienia, warto rozważyć zmiany związane z ograniczeniem nierówności w ich opodatkowaniu. Reforma w tym zakresie powinna być całościowa i dotyczyć zarówno kwestii niezbędnego poziomu elastyczności na rynku pracy jak i dobrze dopasowanych zabezpieczeń społecznych, zgodnie z tzw. skandynawskim modelem flexicurity – mówi Peter Szewczyk, Konsultant w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Przeczytaj także:

Well-being w miejscu pracy

Wśród czynników zachęcających pracowników do kontynuowania aktywności zawodowej są coraz częściej niefinansowe warunki pracy. Co prawda w Polsce największym motywatorem do pracy jest wciąż wynagrodzenie (89 proc. ankietowanych), jednak w Europie na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia (87 proc.). Dla pracowników zarówno w Polsce, jak i w Europie, ważne są również dobrze określone cele rozwojowe, zaufanie współpracowników oraz wyraźnie określony zakres odpowiedzialności. Firmy, które opierają kulturę organizacyjną na zaufaniu i szacunku, kompetentnym przywództwie oraz zróżnicowanym zakresie zadań, zwiększają swoje szanse na lojalność pracowników, a w przyszłości na szybsze zapełnienie wolnych miejsc pracy.

Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” zostało przeprowadzone na próbie 15 tys. pracowników z 10 krajów Europy: Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Rumunii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz Polski. Struktura demograficzna próby odzwierciedlała strukturę siły roboczej w danym kraju.

Raport z badania dostępny jest tutaj.

Prezentacja dotycząca wyników dla Polski dostępna jest tutaj.

Informacja prasowa z części raportu dotyczącej wpływu zmian technologicznych na rynek pracy dostępna jest tutaj.

Źródło: Deloitte

Każde postępowanie sądowe wiąże się z kosztami, które wynikają z przepisów ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz ustawy o opłacie skarbowej. Obowiązkowej opłacie podlega nie tylko złożenie pozwu, ale też opłata z tytułu pełnomocnictwa czy biegłego. Ich wysokość zależy jednak od kwoty naszych roszczeń. Potwierdzają to eksperci z wieloletnim doświadczeniem na rynku i pomagają podsumować, ile tak naprawdę kosztuje walka frankowiczów z bankiem na drodze np. odzyskania nadpłaconych rat kredytu indeksowanego/waloryzowanego do waluty obcej.

Reklama

Koszty postępowania cywilnego zawsze ponosi przegrany, a strona wygrana może żądać od przeciwnika ich zwrotu (kwestię tę reguluje art. 98 kodeksu postępowania cywilnego). Do owych kosztów należy wliczyć nie tylko koszty procesu prowadzonego przez stronę lub jego pełnomocnika, ale także koszty reprezentacji zawodowego pełnomocnika i jego wynagrodzenie, wysokość kosztów stawiennictwa strony, utraconego zarobku oraz inne wydatki poniesione w toku sprawy (np. koszty biegłego), w tym także koszty mediacji prowadzonej na skutek skierowania przez sąd.

Należy pamiętać, że koszty procesowania sądowego w sprawach bankowych nie są zbyt wysokie (to kwota od 30 zł do 1 000 zł). Dlatego też, wielu kredytobiorców decyduje się na walkę z bankiem, zwłaszcza, kiedy ma do tego podstawy.

Postępowanie sądowe a dochodzenie roszczeń od banku – koszty podstawowe

Dochodzenie zwrotu należności od banku może wiązać się z długim procesem. Jednak jak zaznaczają eksperci, większość procesów wygrywają właśnie konsumenci. Wszystko to za sprawą coraz częstszych doniesień o błędnie sformułowanych umowach z kredytobiorcami, frankowiczami. O kwestiach finansowych pozwów sądowych porozmawialiśmy z firmą VOTUM S.A. – specjalizującą się w odszkodowaniach, ale też w odzyskiwaniu nadpłaconych rat z tytułu umowy kredytowej.

Początkowo należy zainicjować postępowanie poprzez konieczne uiszczenie opłaty sądowej. Ową opłatę określa się względem wysokości wartości dochodzonego roszczenia. W tym zakresie należy pamiętać, że zgodnie z przepisami ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. 2018 poz. 300) ww. opłata wynosi 5% wartości przedmiotu sporu (tj. wartości dochodzonego roszczenia) jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych.

Przykładowo więc, jeżeli konsument występuje w pozwie z roszczeniem w wysokości 18.000 zł wówczas opłata od pozwu, zgodnie z powyższymi uregulowaniami będzie wynosić 900 zł, natomiast jeżeli roszczenie to będzie opiewało już na kwotę 80.000 zł wówczas konsument powinien dokonać uiszczenia 1.000 zł tytułem opłaty od pozwu, albowiem, co zostało także wskazane powyżej, opłata od pozwu pobierana od konsumenta w sprawach o roszczenia wynikające z czynności bankowych nie może przekroczyć 1.000 zł.

Reprezentuje Cię adwokat? Pamiętaj o opłacie pełnomocnictwa

Jak zaznaczają eksperci VOTUM S.A., koszty sądowe to nie wszystko – warto pamiętać także o kosztach dodatkowych. Jeżeli w sprawie jesteśmy reprezentowani przez zawodowego pełnomocnika (np. adwokata lub radcę prawnego) istnieje ponadto konieczność uiszczenia opłaty skarbowej od udzielonego pełnomocnictwa. Wysokość opłaty regulowana jest ustawowo i wynosi 17 zł od każdego powoda (kredytobiorcy). Organem właściwym do uiszczenia opłaty skarbowej jest wójt, burmistrz lub prezydent miasta właściwy ze względu na miejsce złożenia dokumentu pełnomocnictwa (nie należy mylić powyższego z miejscem udzielenia pełnomocnictwa).

– Obrazując to na przykładzie, jeżeli zarówno pełnomocnik, jak i powód pochodzą z Wrocławia, zaś pozew inicjujący postępowanie sądowe składamy do sądu w Warszawie, opłatę skarbową należy uiścić na rzecz właściwego urzędu dla danej dzielnicy Warszawy – właściwej ze względu na miejsce położenia sądu. Uiszczenia opłaty, o której mowa powyżej, możemy dokonać w formie gotówkowej w Urzędzie Miasta lub Gminy, bądź też bezgotówkowo w formie przelewu na konto ww. podmiotu – komentuje dla portalu BiznesTuba.pl, Kacper Jankowski – dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Na jaką kwotę mogą opiewać koszty procesowe?

Lwią część pochłaniają koszty związane z samym procesem. W trakcie trwania procesu najczęstszym wydatkiem są zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych. Oczywiście należy pamiętać, iż aby doszło do przeprowadzenia takiego dowodu, strona musi złożyć właściwy wniosek, a następnie sąd decyduje o zasadności jego przeprowadzenia. Tym samym przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego nigdy nie jest obligatoryjne.

– Warto jednak pamiętać, iż dochodzący swojego roszczenia (w tym przypadku konsument) powinien swoje roszczenie – jak i jego wysokość – udowodnić. Dlatego też powołanie biegłego, posiadającego w danej dziedzinie szczegółową wiedzę, jest zawsze rekomendowane, albowiem jako dowód obiektywny pozwoli potwierdzić zarówno zasadność jak i wysokość naszego żądania. Koszt wspomnianej zaliczki na poczet przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego jest uzależniony głównie od specjalności biegłego jaki powoływany jest w sprawie. Jednocześnie sąd samodzielnie ustala wysokość zaliczki i termin na jej uiszczenie, do którego zobowiązana jest strona – dodaje Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Jak dodaje ekspert, należy zaznaczyć, że zaliczka nie pokrywa całości kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego, a stanowi jedynie jej określoną część. Pozostała kwota wynagrodzenia biegłego do czasu zakończenia zaistniałego pomiędzy stronami sporu (procesu), pokrywana jest tymczasowo ze środków Skarbu Państwa, a następnie wchodzi w skład kosztów procesu, które rozliczane są po zakończeniu postępowania sądowego i obciążają stronę przegrywającą sprawę.

– Jak jednak wynika z naszego doświadczenia, najczęściej koszt związany z powołaniem biegłego waha się w graniach 1.500–2.500 zł – dodaje Kacper Jankowski, dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Kto przegra, ten płaci? Tak, ale nie zawsze…

Po zakończeniu postępowania sądowego wszystkie poniesione koszty procesu (tj. opłaty sądowe i skarbowe, koszty przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych, a także inne wydatki, które mogą pojawić się w procesie) podlegają sumowaniu i obciążają tę stronę, która proces przegra.

– Jeżeli nasz klient – czyli w tym przypadku kredytobiorca będący w sporze z bankiem – proces wygra, wówczas bank, jako strona pozwana w sprawie, będzie zobowiązana do zwrotu na rzecz konsumenta wszystkich poniesionych przez niego kosztów. Warto dodać, iż inaczej koszty zostaną rozliczone w przypadku tylko częściowego wygrania procesu przez daną stronę. Wówczas sąd, w zależności od stopnia wygrania sprawy przez każdą ze stron, może postanowić albo o wzajemnym zniesieniu poniesionych przez strony kosztów prowadzonego postępowania albo o ich stosunkowym rozdzieleniu – mówi Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A. Pan Kacper Jankowski

Fot. Pixabay

Pamiętaj o kosztach pobocznych, np. zastępstwa procesowego

Wymieniając koszty procesowe, nie sposób pominąć ważnej pozycji kosztów zastępstwa procesowego.

Jeśli przegramy w procesie – musimy te koszty zwrócić na rzecz wygranego, czyli w tym przypadku banku. Jeśli zaś wygramy proces – koszty naszego pełnomocnika (np. adwokata) bierze na siebie bank. Wysokość kosztów regulowana jest przepisami rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie i uzależniona jest od wysokości dochodzonego w postępowaniu sądowym roszczenia tj.:

1) do 500 zł – 90 zł;
2) powyżej 500 zł do 1500 zł – 270 zł;
3) powyżej 1500 zł do 5000 zł – 900 zł;
4) powyżej 5000 zł do 10 000 zł – 1800 zł;
5) powyżej 10 000 zł do 50 000 zł – 3600 zł;
6) powyżej 50 000 zł do 200 000 zł – 5400 zł;
7) powyżej 200 000 zł do 2 000 000 zł – 10 800 zł;
8) powyżej 2 000 000 zł do 5 000 000 zł – 15 000 zł;
9) powyżej 5 000 000 zł – 25 000 zł.

Uwaga: koszty sądowe prowadzenia sprawy zawsze oparte są o takie same zasady regulowane przepisami prawa, jednak na całość kosztów prowadzenia sprawy mogą wpłynąć także inne wydatki jak przede wszystkim te poniesione na działania profesjonalnego pełnomocnika, albowiem samo przygotowanie sprawy do procesu, w tym postępowanie przedprocesowe, złożenie pozwu czy już dalsza reprezentacja przez pełnomocnika, jest kwestią nader indywidualną i zależną od wybranego pełnomocnika.

Przykład:

Aby dokładniej zrozumieli Państwo meandry obliczeniowe kosztów sądowych i zastępstwa procesowego, eksperci VOTUM S.A. przedstawili następujący przykład. Załóżmy, iż konsument dochodzi w sądzie roszczenia w kwocie 50.000 zł. W pozwie kredytobiorca zawarł wniosek o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego. Zważywszy na powyższe, koszty występujące w przedmiotowej sprawie będą kształtowały się następująco:

  1. opłata od pozwu, zgodnie z powyższymi rozważaniami, będzie wynosić 1.000 zł,
  2. opłata skarbowa za pełnomocnictwo 17 zł,
  3. koszty przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego (na potrzeby symulacji przyjmijmy, że łączny koszt opinii to kwota 2.000 zł). Sąd dopuszczając dowód z opinii biegłego zobowiązał stronę powodową (tj. konsumenta) do uiszczenia zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego w kwocie 1.000 zł.

Apelacja, czyli koszty zastępstwa procesowego w II instancji

Powyższe zestawienie kosztów łączy się wyłącznie z postępowaniem pierwszej instancji. Jeśli zaś jedna ze stron nie będzie zadowolona z rozstrzygnięcia sądu, może wnieść ona apelację.

– Postępowanie drugoinstancyjne wiąże się z konieczności poniesienia dalszych kosztów tj. opłaty od apelacji, która zgodnie z przepisami ustawy wynosi 5% wartości przedmiotu zaskarżenia, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych. Po zakończeniu postępowania apelacyjnego strona przegrywająca, zgodnie z obowiązującą zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, obowiązana jest także zwrócić stronie wygrywającej poniesione przez nią koszty – dodaje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Kacper Jankowski dodaje także, że koszty zastępstwa procesowego strony przeciwnej – które nieco różnią się od postępowania w I instancji – uzależnione są od tego jaki sąd (tj. okręgowy czy apelacyjny) rozpoznaje apelację. Wspomniane koszty przestawiają się następująco:

1) jeżeli sprawa rozpoznawana jest przed sądem okręgowym – 50% stawki wskazanej powyżej, a jeżeli w pierwszej instancji nie prowadził sprawy ten sam adwokat – 75% ww. stawki, w obu przypadkach nie mniej niż 120 zł;

2) jeżeli sprawa rozpoznawana jest przed sądem apelacyjnym – 75% stawki wskazanej powyżej, a jeżeli w pierwszej instancji nie prowadził sprawy ten sam adwokat – 100% ww. stawki, w obu przypadkach nie mniej niż 240 zł.

Wygrana powództwa versus wygrana w części

Jeśli kredytobiorca wygra powództwo w całości, sąd uzna roszczenie powoda zarówno w zakresie jego zasadności jak i wysokości, a w konsekwencji zasądził na rzecz konsumenta kwotę 50.000 zł tytułem roszczenia głównego, kwotę 3.600 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego, a ponadto zwrot kwoty 2.000 zł tytułem poniesionych przez konsumenta kosztów procesu (tj. 1.000 zł tytułem uiszczonej przez konsumenta opłaty od pozwu oraz 1.000 zł tytułem zwrotu uiszczonej zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego). W takim przypadku sąd zobowiąże ponadto pozwany Bank do uiszczenia dalszej kwoty 1.000 zł na rachunek Skarbu Państwa, w związku z tym, iż dalsza brakująca część kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego została pokryta tymczasowo ze środków Skarbu Państwa.

Firma VOTUM S.A. specjalizująca się nie tylko w odszkodowaniach, ale też odzyskiwaniu nadpłaconych raz z tytułu umów kredytowych zaznacza, że inaczej sytuacja by się kształtowała, gdyby sąd uznał powództwo konsumenta tylko częściowo np. w 70% tj. zasądziłby na rzecz konsumenta nie 50.000 zł, a 35.000 zł.

– Wówczas sąd może postanowić albo o wzajemnym zniesieniu kosztów albo o ich stosunkowym rozdzieleniu. Jeżeli sąd postanowi zastosować tę drugą zasadę wówczas, w związku z tym, iż konsument wygrał sprawę częściowo powinien ponieść koszty w zakresie w jakim proces przegrał, a więc w 30%. Należy wziąć jednak pod uwagę, iż w związku z prowadzeniem procesu konsument poniósł już pewne koszty w łącznej kwocie 6.617 zł (w powyższej kwocie mieszczą się także koszty zastępstwa procesowego). Zważywszy na powyższe, skoro konsument powinien ponieść koszty proporcjonalnie do wygranej tj. jedynie w 30% (tj. 3.070,20 zł), a poniósł koszty wyższe, konsumentowi przysługuje od Banku zwrot kosztów procesu stanowiących różnice powyższych kwot tj. zwrot kwoty 3.546,80 zł – dodaje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Koszty oddalenia przywództwa – podajemy przykładowe koszty

Podążając za wskazanym u góry przykładem, w przypadku zaś oddalenia przez sąd powództwa konsumenta w całości, zgodnie z zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, to konsument, czyli kredytobiorca powinien uiścić wszelkie koszty poniesione w sprawie. W związku z tym, iż jeszcze w trakcie trwania procesu konsument uiścił opłatę od pozwu oraz zaliczkę na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego, sąd w wyroku zobowiąże powoda do uiszczenia dalszej kwoty 1.000 zł poniesionej w związku z przeprowadzeniem dowodu z opinii biegłego i tymczasowo (tj. w trakcie procesu) pokrytej ze środków Skarbu Państwa. Ponadto, jeżeli Bank będzie w toku procesu reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika sąd w orzeczeniu kończącym postępowania może także zasądzić od konsumenta na rzecz pozwanego Banku zwrot kosztów zastępstwa procesowego. W tym konkretnym przypadku byłaby to kwota 3.600 zł (albowiem roszczenie mieści się w przedziale 10.000 – 50.000 zł).

*Materiał został współtworzony z firmą VOTUM S.A. – gwarantującą kompleksową pomoc prawną na każdym etapie wykonania umowy. VOTUM S.A. oferuje także obsługę ekspercką w postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl.
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach

Światowa branża kosmiczna jest warta około 350 miliardów dolarów. Przewiduje się, że do 2026 roku jej wartość wzrośnie do 558 miliardów. W ciągu kilku ostatnich lat krajowy sektor bardzo mocno się rozwinął. Dynamiczny progres zapoczątkowało wstąpienie Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. Od tamtej pory znacząco zwiększyła się liczba podmiotów prowadzących działalność w sektorze kosmicznym. Jak na tle światowych potęg, w stale rozwijającej się dziedzinie, prezentuje się polski sektor kosmiczny?

Kosmiczna propserita

– Dzięki dołączeniu do Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz wdrożeniu Polskiej Strategii Kosmicznej, zakładającej wzrost obrotów polskich firm do 3 % europejskiego rynku w 2030 roku, przedsiębiorstwa mają stabilne fundamenty pod harmonijny rozwój. – mówi Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i urządzeń telekomunikacyjnych instalowanych w przestrzeni kosmicznej. – Jeszcze w 2016 roku działało w Polsce zaledwie 30 przedsiębiorstw prowadzących działania w sektorze space. Obecnie jest ich dziesięciokrotnie więcej, co przekłada się na zatrudnienie 3 tysięcy osób oraz wartość rynku podmiotów branżowych na poziomie 150 milionów złotych.

Cały krajowy rynek space jest szacowany na 15 miliardów złotych. A dzięki sektorowi kosmicznemu polska gospodarka na przestrzeni kilku lat zyskała ponad 200 milionów złotych.

materiał prasowy

Pogoń za czołówką

Jednak pomimo stałego progresu, zarówno w liczbie podmiotów zaangażowanych w polski sektor space, jak i ilości zatrudnionych osób, mamy wiele do nadrobienia. W europejskim sektorze kosmicznym pracuje 231 tysięcy specjalistów, a jego wartość szacuje się na 53-62 miliardy euro. Według danych dostarczonych przez Ministerstwo Rozwoju oraz Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości Polska inwestuje około 30 milionów euro rocznie, zaś budżet Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2018 roku wynosił 5,6 miliarda euro. Tym samym krajowa branża stanowi niecały 1% europejskiego rynku.

Do zmiany obecnego stanu rzeczy potrzebne jest zwiększenie procentu PKB na inwestycje związane z przemysłem kosmicznym. Wielcy globalni gracze – USA i Rosja – przeznaczają na ten cel 0,25 % swojego produktu krajowego brutto. Natomiast Polska wydaje zaledwie 0,01 % PKB.

Fundamenty rozwoju

Ważną rolę w rozwoju polskiej branży kosmicznej stanowią ośrodki naukowe i badawcze. Są to między innymi Centrum Badań Kosmicznych PAN, Wojskowa Akademia Techniczna, Instytut Lotnictwa, Instytut Łączności, Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów oraz politechniki – Warszawska i Wrocławska, których studenci oraz absolwenci uczestniczą w międzynarodowych zawodach projektów kosmicznych. Natomiast decydującą funkcję w światowym kosmosie mają między innymi ośrodki NASA (Centrum Kosmiczne im. Johna F. Kennedy’ego i Centrum Lotów Kosmicznych im. Lyndona B. Johnsona).

Bardzo istotne dla postępu krajowego rynku space są również programy rządowe, umożliwiające absolwentom zatrudnienie. Jednym z nich jest „Rozwój Kadr Sektora Kosmicznego”, dzięki któremu stażyści, będący zwycięzcami konkursów stażowych organizowanych przez Agencję Rozwoju Przemysłu SA oraz Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego, otrzymali półroczne zatrudnienie w firmach skupionych wokół sektora kosmicznego. Podczas dwóch edycji programu aż 16 spośród 20 stażystów zostało zatrudnionych na stałe.

Miejsce dla siebie

Światowa branża kosmiczna koncentruje się na kilku dziedzinach. Pierwsza z nich to downstream, polegająca na wykorzystaniu satelit w celach rynkowych (urządzenia GPS, mapy w telefonach komórkowych etc.). Druga to upstream, dzięki której powstaje sprzęt kosmiczny, przeznaczone na cele publiczne. Kolejna należy do operatów sieci komórkowych udostępniających swoje dane dla firm oraz państw.

Jednym z najważniejszych produktów branży kosmicznej są rakiety umożliwiające umieszczanie satelit na orbicie. Innymi cennymi urządzeniami są łaziki, dzięki którym możemy zbierać cenne dane na temat planet i planetoidów. Bardzo istotny dla rynku kosmicznego jest też rynek satelitów, zwłaszcza że Polska ma szansę znaleźć w nim swoją niszę.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na rynek małych satelitów oraz nanosatelitów. Ich koszty produkcji są kilkukrotnie niższe niż tych o większych wymiarach. Ponadto światowy rynek nanosatelitów, czyli urządzeń o masie do 10 kg, został w dużej mierze opanowany przez zaledwie kilkanaście przedsiębiorstw. Oznacza to, ze mamy do czynienia z niszą, w której polskie przedsiębiorstwa mają szansę się odnaleźć. – mówi Paweł Rymaszewski.

Przeczytaj także:

Stały postęp

W tym roku polska branża kosmiczna odnotowała kilka wydarzeń, ilustrujących stały postęp tego sektora w naszym kraju. Warto wspomnieć o misji Insight, która 26 listopada wylądowała na Marsie. Jej celem jest zbadanie wnętrza planety. Jeden z elementów lądownika, wyprodukowany przez polskich naukowców, przewierci powierzchnię Czerwonej Planety do głębokości 5 m. Innym przykładem jest wysłanie satelity PW-SAT 2. Studenci Politechniki Warszawskiej umieścili w nim żagiel deorbitacyjny, ułatwiający spłonięcie wyeksploatowanych satelitów w atmosferze. Ta innowacyjna technologia umożliwi zmniejszenie produkcji kosmicznych odpadów. Natomiast najważniejszym wydarzeniem na świecie był start oraz lądowanie rakiety Falcon Heavy. Wzniosła ona samochód Elona Muska na orbitę Marsa. Pokazuje to, że przemysł prywatny również może konstruować urządzenia wynoszące ładunki poza orbitę ziemską, co obniży koszty podobnych operacji.

Polski kosmos przeżywa obecnie stan rozkwitu. Przy zwiększeniu nakładów, zarówno z sektora publicznego jak i prywatnego, mamy szansę na dołączenie do światowej czołówki. Krajowy Program Kosmiczny na lata 2019-2021, którego proponowany obecnie budżet wynosi 248,5 mln złotych, może pomóc między innymi we wsparciu technologii posiadających wysoki potencjał komercyjny. Stanowi on wielką szansę na przyśpieszenie rozwoju polskiej branży kosmicznej.

Materiał prasowy

Prowadzenie własnej firmy może być obarczone ryzykiem i problemami, które często doprowadzają biznes do trudności finansowych. Zaledwie w pierwszym kwartale 2019 r. upadłość ogłosiło 285 podmiotów gospodarczych[1], co oznacza wzrost o 10 proc. r/r. Największą niewypłacalność odnotowała branża produkcyjna (69 firm), usługowa (67 firm) i dystrybucja hurtowa (57). Jedną z głównych przyczyn ich bankructwa jest wzrost obciążeń podatkowych oraz trwała utrata płynności finansowej. Poniższe trzy wskazówki pomogą w efektywnym prowadzeniu biznesu.

Właściciele firm powinni zdawać sobie sprawę jak mogą uniknąć pojawiających się problemów, dopiero wtedy w efektywny sposób wspomogą swój biznes oraz usprawnią jego działanie.

Płynność finansowa rozwija biznes

Jednym z najtrudniejszych, ale najbardziej krytycznych aspektów prowadzenia firmy jest budowanie budżetu. Często z powodu natłoku zadań właścicielom firm ciężko jest znaleźć czas na zadbanie o płynność finansową własnego przedsiębiorstwa. W celu uniknięcia takich sytuacji należy skupić się na dokładnym rozplanowaniu przepływu pieniędzy i budżetem, ponieważ może to doprowadzić do niestabilności finansowej przedsiębiorstwa. Zaledwie w pierwszym kwartale 2019 roku upadłość ogłosiło 285 podmiotów gospodarczych[2], co w ujęciu rocznym oznacza 10 proc. wzrost r/r. Jedną z głównych przyczyn ich bankructwa jest wzrost obciążeń podatkowych oraz trwała utrata płynności, spowodowana m.in. opóźnieniami w płatnościach od kontrahentów. W przypadku zaległych faktur przedsiębiorcy mogą skorzystać z darmowych narzędzi, żeby zaoszczędzić swój czas. Jednym z rozwiązań jest oferowany przez Finiatę Generator Wezwań do Zapłaty. Darmowe narzędzie dostępne na stronie finiata.pl oferuje gotową receptę na rozwiązanie problemów. Wystarczy wejść na stronę i wpisać termin zapłaty faktury – narzędzie wskaże możliwe sposoby dalszego postępowania, np. gotowy wzór pisma, w którym można zawrzeć wezwanie do zapłaty.

– Przedsiębiorcy potrzebują łatwego dostępu do otwartej linii finansowej, z której fundusze mogą przeznaczyć na dowolnie wybrany przez siebie cel, w zależności od potrzeb firmy. Wiemy, że prawie połowa właścicieli polskich biznesów ma problemy z terminowym otrzymywaniem należności. Opracowaliśmy nowy elastyczny produkt dla przedsiębiorców – FlexKapitał, który odpowiada na najważniejszy problem rynku – płynność finansową. Wiemy, że potrzeby w zależności od branży mogą się diametralnie różnić, dlatego dajemy przedsiębiorcom wolną rękę na wydatkowanie tych funduszy” komentuje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Deleguj zadania

Czas jest najcenniejszym zasobem. Wraz ze wzrostem przepracowanych godzin, spada efektywność – ciągłe przeskakiwanie pomiędzy różnymi tematami odbywa się kosztem nawet 40 proc. czasu pracy każdego dnia[3]. Jeśli przedsiębiorca zamierza rozwijać biznes, potrzebuje zaufanych ludzi do pomocy. Delegowanie obowiązków i dobra organizacja czasu pracy personelu daje pełną kontrolę nad bieżącymi sprawami, pozwala skupić się na aktualnych priorytetach i właściwym rozwoju biznesu.

Przeczytaj także:

Unikaj wypalenia zawodowego

W biznesie zwycięzcami są przedsiębiorcy, którzy uparcie dążą do celu, podczas gdy inni rezygnują w przedbiegach. Można w łatwy sposób osiągnąć sukces unikając  przepracowania i nadgodzin. Sposobem na rozwiązanie tego problemu jest efektywne planowanie czasu pracy i pilnowanie listy zadań.

Obecnie pracujemy coraz więcej. Według badań średni czas pracy wydłuża się, a tradycyjny 40-godzinny tydzień pracy wzrasta do 47[4]. “Po godzinach” w pracy zostaje bardzo duża część przedsiębiorców – 20 proc. pracuje 50-59 godzin tygodniowo, 12,5 proc. – 60-69 godzin, a 5 proc. nawet ponad 70 godzin. Im dłużej właściciel biznesu pracuje bez odpoczynku, tym bardziej zwiększa się jego poziom przepracowania. Taki wysiłek wyczerpuje psychicznie oraz fizycznie, a przez nieustanne wydzielanie hormonów stresu prowadzi do powstawania długofalowych problemów ze zdrowiem oraz syndromu wypalenia zawodowego[5], a co za tym idzie dekoncentracja, nieuwaga i rozdrażnienie.

– Wielozadaniowość, do której są przyzwyczajeni prowadzący własny biznes, najbardziej sprzyja wypaleniu zawodowemu. Regularna praca po godzinach, presja czasowa, wysoki poziom stresu organizacyjnego – wszystkie te czynniki wpływają na to, że odkładamy realny rozwój biznesu na dalszy plan. Aby tego uniknąć warto skorzystać z narzędzi, które ułatwiają prowadzenie firmy” – Alexander Beresford, Finiata.pl. 

Podróż przedsiębiorców do sukcesu przeplata się z wieloma przeszkodami. Warto jasno określić cel i podejmować rozsądne decyzje finansowe. Właśnie z powodu podejmowania złych decyzji i utraty płynności finansowej, nie przeżywa średnio 1/3 mikrofirm w ciągu pierwszego roku działalności[6].

Źródło: Finiata.pl


[1] Dane Euler Hermes

[2] Dane Euler Hermes

[3] American Psychological Association “Multitasking: Switching costs”

[4] Badanie Instytutu Galuppa

[5] Raport Human Power: Praca, moc, energia w polskich firmach

[6] Dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystkich jego wierzycieli. Jeśli jednak któryś z wierzycieli sam był dłużnikiem upadłego przed jej ogłoszeniem, może pod pewnymi warunkami dokonać tzw. potrącenia, które zmniejszy lub całkowicie zdejmie z niego brzemię dłużnika. W lutym 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia orzekł, że skorzystanie z tego uprawnienia przez bank nie jest możliwe w odniesieniu do środków upadłego zgromadzonych na rachunku bankowym. Rok później sąd odwoławczy uchylił to orzeczenie, stanowiąc, że zanim doszło do ogłoszenia upadłości, upadłemu przysługiwała względem banku wierzytelność o wypłatę środków zgromadzonych na koncie, dlatego też potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego nie sprzeciwia się istocie postępowania upadłościowego (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy z 6 lutego 2019 r., sygn. akt XIII Ga 709/18).

Kodeks cywilny w art. 498 §1 stwierdza, że „Gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, każda z nich może potrącić swoją wierzytelność z wierzytelności drugiej strony, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Z kolei zgodnie z art. 93 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: u.p.u.): „Potrącenie wierzytelności upadłego z wierzytelnością wierzyciela jest dopuszczalne, jeżeli obie wierzytelności istniały w dniu ogłoszenia upadłości, chociażby termin wymagalności jednej z nich jeszcze nie nastąpił” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Potrącenie należności z rachunku upadłej spółki

W 2010 r. jedna ze spółek z o.o. zawarła z bankiem umowę o prowadzenie rachunku, a dwa lata później zaciągnęła w tym banku kredyt odnawialny na kwotę ponad 8,5 mln zł. W kwietniu 2016 r. bank wypowiedział spółce umowę, wzywając do spłaty przekraczającego 6 mln zł zadłużenia. W sierpniu tego samego roku Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi XIV Wydział Gospodarczy dla spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych ogłosił upadłość spółki. Bank powiadomił syndyka, powołując się na art. 93 u.p.u., o potrąceniu kwoty blisko 58 tys. zł znajdujących się na rachunku spółki, celem zaspokojenia należnego mu roszczenia z tytułu udzielonego spółce kredytu. Bank zgłosił również swoją wierzytelność do sędziego-komisarza.

Zobacz też:

W jakim wieku otrzymamy najkorzystniejsze oferty kredytowe?

Syndyk to nie upadły

31 października 2016 r. syndyk masy upadłości spółki wezwał bank do zwrotu 58 tys. zł, jako świadczenia nienależnego, pobranego wbrew przepisom prawa upadłościowego. Sąd rejonowy przychylił się do powództwa syndyka. Jego zdaniem środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym są wierzytelnością jego posiadacza względem banku o wypłatę zgromadzonych tam środków. Z treści art. 112 u.p.u. sąd wywiódł, że umowa rachunku bankowego zawarta przez upadłego wiąże strony także po ogłoszeniu upadłości, stąd wierzytelność upadłego o wypłatę środków z tego rachunku stanowi masę upadłościową służącą zgodnie z art. 61 u.p.u. zaspokojeniu wszystkich wierzycieli upadłego. Jak wskazał sąd: „Możliwość potrącenia w upadłości dotyczy tylko sytuacji gdy nie następuje uszczuplenie masy upadłości o faktyczny majątek jaki przejął syndyk od upadłego (…) potrącenie z art. 93 prawa upadłościowego nie ma zastosowania do każdej wierzytelności po dniu ogłoszenia upadłości, ale tylko takiej która nie spowoduje zmniejszenia masy upadłości w zakresie czynnego majątku dłużnika, a który posłuży zaspokajaniu wszystkich wierzycieli upadłego według zasad prawa upadłościowego” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd rejonowy odrzucił również całkowicie możliwość powołania się przez bank na instytucję potrącenia i zastosowania przepisu art. 93 u.p.u. Zdaniem sądu bank stał się dłużnikiem masy upadłości, a więc syndyka, który przejął posiadanie nad rachunkiem, dopiero po ogłoszeniu upadłości. A zgodnie z art. 95 u.p.u.: „Potrącenie nie jest dopuszczalne, jeżeli wierzyciel stał się dłużnikiem upadłego po dniu ogłoszenia upadłości” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Trzecią z najważniejszych podstaw uznania przez sąd dokonanego przez bank potrącenia za świadczenie nienależne stanowił art. 13 ust. 1 u.p.u.: „Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.). Jak stwierdził sąd orzekający w tej sprawie, dopuszczenie do potrącenia przez bank swojej wierzytelności z masy upadłościowej po ogłoszeniu upadłości mogłoby pociągnąć za sobą konieczność umorzenia postępowania upadłościowego. To z kolei uniemożliwiłoby zaspokojenie się w tym postępowaniu pozostałych wierzycieli upadłego. To z kolei stałoby w sprzeczności z zasadą prawa upadłościowego, jaką jest zaspokojenie wszystkich wierzycieli.

Pracownicze Plany Kapitałowe mogą mieć wpływ na dynamikę wzrostu wynagrodzeń w polskich firmach

Ustawodawca dał wierzycielowi instytucję potrącenia, więc ma prawo z niej skorzystać

Bank wniósł od tego wyroku apelację, do której przychylił się Sąd Okręgowy w Łodzi. Uznał za słuszne stanowisko banku, który nie zgodził się z możliwością zastosowania regulacji art. 95 u.p.u. Zgodnie bowiem z art. 725 Kodeksu cywilnego: „Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku (…) do przechowywania jego środków pieniężnych oraz (…) do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Przechowanie to zdaniem sądu odwoławczego przejawia się stanem, w którym posiadaczowi rachunku, choć nie realizuje on w danej chwili swojej wierzytelności, to przysługuje mu ona już z chwilą zdeponowania tych środków na koncie. Wierzytelność o wypłatę wszystkich zgromadzonych na rachunku środków przysługiwała więc spółce, zanim doszło do ogłoszenia upadłości.

Sąd Okręgowy w Łodzi nie zgodził się również, by potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego sprzeciwiało się istocie postępowania upadłościowego. Nie istnieje bowiem poza masą upadłościową żaden inny majątek upadłego, wobec którego wierzyciel mógłby zrealizować przysługujące mu prawo potrącenia, przewidziane w art. 93-96 u.p.u. Z prawa tego mogą też korzystać wszyscy pozostali wierzyciele.

„Sam ustawodawca uznał, że nie jest zasadne oczekiwanie, by wierzyciel musiał zapłacić w całości swój dług i jednocześnie zaspokajać własną wierzytelność ze środków uzyskanych w wyniku podziału funduszów masy upadłości w sytuacji, gdy swoją wierzytelność przed ogłoszeniem upadłości mógł potrącić (…) Zakładałoby to bowiem całkowitą nieracjonalność ustawodawcy, który wprowadziłby do ustawy przepis nie mogący znaleźć zastosowania z uwagi na sprzeczność z założonymi jej celami” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd odwoławczy obalił także trzecie z podniesionych przez sąd rejonowy ustaleń co do uzależnienia ogłoszenia upadłości od minimalnego stanu majątku potencjalnego upadłego. Jak stwierdził, nie może to stanowić przeszkody dla realizacji przez wierzyciela przysługującego mu prawa do dokonania potrącenia. Jeśli w wyniku potrącenia okaże się, że pozostały majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, to stworzy to wówczas podstawę do jego umorzenia.

Gdy syndyk zabierze rękę, odda ci paznokieć

W sytuacji, gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową kontrahenta, nie wolno zwlekać. Jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, szybka reakcja – nawet mimo ogłoszenia upadłości dłużnika – może „uratować” przynajmniej część należnych od niego środków. To z kolei może decydować o być albo nie być dla będących jego wierzycielami spółek, firm i samych przedsiębiorców. Zbyt długa zwłoka, powodująca choćby uchybienie zakreślonemu w art. 96 ustawy – Prawo upadłościowe terminowi do złożenia oświadczenia o chęci skorzystania z prawa potrącenia, sprawi, że wierzyciel ewentualnego zaspokojenia swoich roszczeń dozna tylko w takiej wysokości, w jakiej przydzieli mu syndyk, i dopiero po uwzględnieniu roszczeń innych wierzycieli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

GETEC, niemiecki dostawca usług energetycznych i lider contractingu z ponad 25-letnim doświadczeniem na rynku, rozpoczyna cykl szkoleń dla kadry menadżerskiej i doradczej w Polsce.

Warsztaty pt. „Energetyczna i finansowa niezależność” mają na celu zaprezentowanie założeń modelu contractingowego, dzięki któremu GETEC stał się tak popularny w wielu krajach Europy. Ponadto eksperci z GETEC Group przedstawią własne rozwiązania i koncepcje budowania niezależności energetycznej w przedsiębiorstwie; opowiedzą oni także o tym, jak efektywnie można obniżyć całościowe koszty energii (energii elektrycznych, ciepła i chłodu technologicznego) wykorzystywane w firmie, ale także w instytucjach publicznych czy np. wspólnotach mieszkaniowych. Warsztaty realizowane będą w największych miastach Polski, kolejno:

  1. Gdańsk – 20 maja 2019;
  2. Szczecin – 22 maja 2019;
  3. Poznań – 24 maja 2019;
  4. Katowice – 27 maja 2019;
  5. Wrocław – 29 maja 2019;
  6. Warszawa – 3 czerwca 2019.

Udział w warsztatach jest bezpłatny – należy się jednak uprzednio zarejestrować na stronie producenta: http://getec-turek.pl/.

Udział w warsztatach jest bezpłatny – należy się jednak uprzednio zarejestrować na stronie producenta: http://getec-turek.pl/. Po podaniu podstawowych danych kontaktowych, zgłoszony otrzyma agendę spotkania.

Zobacz też:

Potencjał polskiego rynku oczami GETEC

Bliżej branży podczas spotkania ciepłowników

Dodatkowo, GETEC potwierdził swoją obecność na XXVI Wiosennym Spotkaniu Ciepłowników, które odbędzie się już 24-26 kwietnia w Zakopanem. Sympozjum stanie się idealnym miejscem do rozmów nt. zrównoważonego rozwoju środowiska i firmy, w kontekście efektywności energetycznej czy też ciepłownictwa w Polsce. Goście posłuchają także o ustawie o kogeneracji, zarządzaniu siecią ciepłowniczą czy też wyzwaniach rynku. Nie zabraknie rozmów nt. ochrony i optymalizacji paliwa.

Wśród zgłoszonych prelegentów zobaczymy tam najważniejszych liderów rynku energetycznego – m.in. PGE Energia Ciepła, Veolia Energia Polska SA, YARA Enviromental Technologies GmbH, Energetyka Solarna ENSOL, Rafako czy Diehl Metering. Na konferencji pojawią się także przedstawiciele rządu i nauki – z Ministerstwa Energii, Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, Urzędu Dozoru Technicznego czy też Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej.

Przeczytaj także:

Optymalizacja energii i dostaw ciepła w sektorze mleczarskim – redukcja kosztów z neutralnym wpływem na środowisko

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...