środa, Kwiecień 24, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Marzec

Miesięczne archiwaMarzec 2019

W rywalizacji o globalne przywództwo w technologiach, takich jak sztuczna inteligencja, prym wiodą Stany Zjednoczone i Chiny. A co z Europą? Czy kiedykolwiek dogoni galopujących faworytów?  Kwestię wspomnianego „wyścigu” analizuje Deutsche Bank Research.

To nie będzie takie proste. Gospodarka cyfrowa w Stanach Zjednoczonych ma sporą przewagę: duży rynek krajowy, kulturę inwestycyjną gotową podjąć ryzyko finansowania nowych technologii, a do tego wiele innowacyjnych firm i światowej klasy uniwersytetów. Amerykańskie korporacje jako pierwsze wykorzystały efekty sieciowe ekonomii opartej na platformach internetowych i technologicznych, by zdominować nie tylko USA, ale i wiele innych rynków na całym świecie.

Jedynym wyjątkiem są Chiny. Chińskie regulacje, jak chociażby „Great Firewall” (tzw. Złota Tarcza), która ogranicza dostęp do zagranicznych usług internetowych, a także wsparcie rodzimych firm przez państwo zahamowały ekspansję amerykańskich gigantów technologicznych i umożliwiły Chinom dynamiczny rozwój własnej gospodarki cyfrowej. Chińskie przedsiębiorstwa są obecnie bezpośrednimi konkurentami firm amerykańskich w dziedzinie sztucznej inteligencji i robotyki, mocno walcząc o udział w rynku i przyciąganie największych talentów.

Zobacz też:

Europa wydaje miliardy Euro na IoT. W 2019 roku rynek urośnie o 20%

Tymczasem Europa pozostała w tyle. Pomimo dobrej sytuacji ekonomicznej, wykwalifikowanej siły roboczej i doskonałych ośrodków badawczych, brakuje jej własnych gigantów technologicznych. Europa jest drugim co do wielkości rynkiem na świecie, ale rynek ten jest rozdrobniony. Nowe polityki, które mogłyby pomóc jej konkurować globalnie, często tracą na znaczeniu z powodu rozbieżnych interesów narodowych. Finansowanie kapitałowe i skłonność przedsiębiorców do podejmowania ryzyka wciąż są nieporównywalnie mniejsze w Europie niż za Atlantykiem.

A jednak jest nadzieja. Europa ogłosiła wprowadzenie dużych nakładów inwestycyjnych i zainicjowała strategiczne projekty, takie jak AI Alliance, dzięki którym ma wrócić do gry. Jest też pionierem nowych standardów w zakresie regulacji, ochrony danych i konkurencji. Czy tego rodzaju regulacje pobudzają, czy spowalniają gospodarkę danych, okaże się w przyszłości. Jednak w erze skandali dotyczących wykorzystania danych i niepewności konsumentów nie można wykluczyć, że ochrona danych według europejskich standardów może stać się cennym atutem tego trzeciego konia w technologicznym wyścigu.

Tekst źródłowyhttps://www.dbresearch.com/servlet/reweb2.ReWEB?rwsite=RPS_EN-PROD&rwobj=ReDisplay.Start.class&document=PROD0000000000489430

Dzisiejsi konsumenci są coraz aktywniejsi kulinarnie w kuchni – wpływa na to coraz częstsze i dalsze podróżowanie, mnogość kulinarnych programów telewizyjnych czy chęć zdrowego żywienia. Jak więc sprostać im wymaganiom, a przy tym dopasować ich potrzeby do technicznych możliwości sprzętów AGD? Odpowiedź znalazła marka Amica, która już od kwietnia sukcesywnie będzie wdrażać poszczególne kategorie produktowe nowej linii X-type. Producent opracował serię sprzętu wyciągając wnioski z przeprowadzonego niedawno badania etnograficznego na grupie Polaków, którzy testując urządzenia kuchenne przekazali firmie informacje, m.in. o tym, co ulepszyć, jakie funkcje dodać lub zmodyfikować.

Cały czas pracujemy nad tym, żeby nasza oferta produktowa była pełna. W poprzednim roku szczególną uwagę skupiliśmy na urządzeniach do zabudowy, które adresujemy do najbardziej wymagających klientów. Zależało nam na tym, aby zapewnić klientom urządzenia z jednej linii wzorniczej. Żeby mogli urządzić nowoczesną kuchnię, która będzie wyposażona w sprzęt Amica o spójnym, nowoczesnym designie. W naszej nowej ofercie klienci znajdą także zupełnie nowe urządzenia, takie jak chłodziarki do wina i szuflady grzejne powiedział Piotr Skubel, wiceprezes Grupy Amica i prezes Amica Handel i Marketing.

fot. Amica

 

Konferencja prasowa prezentującą serię X-type odbyła się 28 marca w showroomie marki Amica w Poznaniu. Wydarzenie otworzyli przedstawiciele firmy: Andrzej Sas – wiceprezes zarządu Amica Handel i Marketing, Paweł Rydz – dyrektor marketingu oraz Tomasz Pietrzyk – PR Manager firmy Amica.

Firma aktywizuje obecność w kanale SMK

 

Nową serię producent dedykuje konsumentom, którzy stawiają nie tylko na funkcjonalność i zaawansowanie techniczne, ale także na wyjątkowy design produktów. Urządzenia o nieszablonowym wzornictwie,  przy tym wsparte efektowną ekspozycją i zabudową w meblach znaleźć można w kanale sprzedaży dostępnym w studiach mebli kuchennych. Doświadczenie SMK pokazuje, że w tym kanale obecne są najlepsze na rynku firmy.

Jego specyfikę kształtują niezwykle wymagający klienci, którzy decydują się na zamówienie zindywidualizowanego projektu kuchni, do którego od razu zostaną dopasowane konkretne urządzenia AGD do zabudowy. Żeby sprostać takim wymaganiom Amica od lat rozwija swoją ofertę tak, żeby klienci mieli maksymalnie szeroki wybór urządzeń i proponowanych w nich rozwiązań technicznych, które będą dopasowane do ich indywidualnych potrzeb i stylu życia. – Nowa linia do zabudowy Amica X-type pozwoli nam wzmocnić pozycję w sektorze studiów mebli kuchennych.

Product managerowie opowiedzieli o technicznych walorach sprzętów. Dla przykładu najnowszy piekarnik parowy Steam System™ wykorzystuje specjalnie zaprojektowany generator, który dozuje parę podczas całego procesu pieczenia, a dodatkowe gotowe programy parowe, opracowane przez profesjonalnego kucharza, podpowiadają jakie dobrać idealne warunki pieczenia lub gotowania do wybranej potrawy

To naturalna kontynuacja strategii, jaką wdrożyliśmy w ubiegłym roku – otwierając wyjątkowy w skali kraju firmowy showroom – a zarazem jeden z naszych celów biznesowych. Żeby to osiągnąć niezbędne jest posiadanie szerokiego portfolio produktów do zabudowy, które wykraczają poza najpopularniejsze piekarniki, płyty grzejne czy okapy. Wprowadzając do sprzedaży m.in. chłodziarki do wina i szuflady grzejne, chcemy dać naszym klientom pełną swobodę aranżacji kuchni i wyboru sprzętu, który usatysfakcjonuje nawet najbardziej wymagających użytkowników – powiedział Tomasz Pietrzyk, PR manager Grupy Amica.

Zobacz też:

Amica w gronie wielkopolskich „Orłów Wprost”

 

Wśród nowości z linii Amica X-type, które zapewniają przełomowe udogodnienia w branży , znalazły się m.in.

  • piekarnik z Amica BakingPro System™: jedyny taki na rynku automatycznie otwierany sprzęt
    z innowacyjną funkcją OpenUp!™, zapewniający perfekcyjną dystrybucję ciepła, stabilność temperatury, najszybszy nagrzew na rynku (150⁰C w 3 minuty), największą blachę
    oraz pojemność XXL (77l);
  • okap Touchless – sterowany gestem;
  • intuicyjna płyta grzejna;
  • szuflada grzejna;
  • kompaktowy piekarnik z funkcją mikrofali;
  • lodówka z systemem zarządzania przestrzenią
  • chłodziarka do wina – zupełnie nowe urządzenie w portfolio, które z końcem lutego 2019 roku, Amica z sukcesem wprowadziła do sklepów w całej Polsce i rozszerza ofertę w nowej linii X-type.

Cały czas pracujemy nad tym, żeby nasza oferta produktowa była pełna. W poprzednim roku szczególną uwagę skupiliśmy na urządzeniach do zabudowy, które adresujemy do najbardziej wymagających klientów. Zależało nam na tym, aby zapewnić klientom urządzenia z jednej linii wzorniczej. Żeby mogli urządzić nowoczesną kuchnię, która będzie wyposażona w sprzęt Amica
o spójnym, nowoczesnym designie. W naszej nowej ofercie klienci znajdą także zupełnie nowe urządzenia, takie jak chłodziarki do wina i szuflady grzejne
powiedział Piotr Skubel, wiceprezes Grupy Amica i prezes Amica Handel i Marketing.

Zobacz też:

NikolaTesla Switch – prawdziwa rewolucja w Twojej kuchni

Rok 2018 zapisał się rekordowo wysokim popytem na warszawskie biura, a szybkie tempo wzrostu katowickiego rynku pozwoliło mu wyprzedzić Poznań pod względem podaży.        

W 2018 roku w największych ośrodkach biurowych w kraju do najemców trafiło przeszło 1,5 mln mkw. biur. Ponad 850 tys. mkw. powierzchni zakontraktowane zostało na rynku warszawskim, który odnotował pod tym względem najlepszy wynik w swojej historii, a na rynkach regionalnych wynajęte zostało łącznie blisko 650 tys. mkw. biur – informuje Walter Herz.

Za jedną trzecią najmu w regionach odpowiada Kraków. W stolicy Małopolski popyt sięgnął 220 tys. mkw. Wysoką chłonnością nadal wyróżniał się także rynek wrocławski, na którym w ubiegłym roku podpisano umowy na wynajem 165 tys. mkw. powierzchni. W Krakowie i Wrocławiu zakontraktowana została większość powierzchni biurowej, wynajętej poza Warszawą. Trójmiasto odnotowało swój udział w ogólnym wolumenie wynajmu na poziomie 87 tys. mkw., w Poznaniu zapotrzebowanie przekroczyło 70 tys. mkw.

– Nowym zjawiskiem, jakie mogliśmy obserwować w ubiegłym roku, szczególnie widocznym na rynku warszawskim była ekspansja operatorów powierzchni coworkingowych i biur serwisowanych. Ta grupa najemców wygenerowała kilkanaście procent popytu na biura w Warszawie. Rozwój tego segmentu ma znaczący wpływ na ewolucję rynku biurowego w naszym kraju, decydujący dla jego przyszłego kształtu  – zauważa Mateusz Strzelecki, Partner i Head of Regional Markets w Walter Herz.

Zasoby polskiego rynku liczą ponad 10 mln mkw. powierzchni biurowej

W minionym roku zasoby biurowe w naszym kraju zwiększyły się o prawie 750 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. W Warszawie przybyło zaledwie 230 tys. mkw. biur, co jest najsłabszym wynikiem od kilku lat. Sukcesem mogą się jednak pochwalić rynki regionalne, które łącznie zwiększyły ofertę o około 520 tys. mkw. powierzchni.

W największych miastach w Polsce jest już ponad 10 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Najwięcej w Warszawie – ponad 5,5 mln mkw., w Krakowie 1,27 mln mkw. i we Wrocławiu 1,07 mln mkw.

– Wrocław odnotował w 2018 roku najlepszy wynik w historii, zarówno jeśli chodzi o wartość popytu, jak i nowej podaży – komentuje Mateusz Strzelecki. Na wrocławskim rynku, jak oblicza Walter Herz, przybyło w minionym roku 147 tys. mkw. biur. Wrocław, podobnie jak Kraków, który wzbogacił się w zeszłym roku o ponad 155 tys. mkw. powierzchni biurowych, dysponuje już przeszło milionem mkw. powierzchni biurowych.

– Na uwagę zasługuje również rynek katowicki, na którym podaż na koniec zeszłego roku przekroczyła 0,5 mln mkw. powierzchni. Tym samym Katowice wyprzedziły Poznań, który w ubiegłym roku zwiększył ofertę zaledwie o ponad 20 tys. mkw. i oferuje aktualnie około 480 tys. mkw. biur – dodaje ekspert Walter Herz.

Zobacz też:

Słowniczek trendów w projektowaniu biura

Biurowa Polska w budowie

Do największych obiektów biurowych ukończonych w 2018 roku należą: Olivia Star w Gdańsku (43 tys. mkw.), Olivia Prime A w Gdańsku (29 tys. mkw.), Sagittarius Business House we Wrocławiu (25 tys. mkw.), Ogrodowa 8 w Łodzi (28 tys. mkw.), Equal Business Park C w Krakowie (23 tys. mkw.), Centrum Praskie Koneser (21 tys. mkw.) w Warszawie, Proximo II w Warszawie (20 tys. mkw.), Equator IV w Warszawie (19 tys. mkw.), O3 Business Campus III w Krakowie (19 tys. mkw.), Retro Office House we Wrocławiu (18 tys. mkw.), KTW I w Katowicach (18 tys. mkw.), czy Spokojna 2 w Lublinie (18 tys. mkw.).

W największych miastach w kraju w trakcie budowy pozostaje ponad 1,7 mln mkw. powierzchni biurowych. Około 790 tys. mkw. biur powstaje w Warszawie, z czego jak szacują analitycy Walter Herz, około 260 tys. mkw. ma zostać oddane do końca bieżącego roku. Większość z realizowanej w aglomeracji powierzchni w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat oddana zostanie w dużych kompleksach biurowych, w których zaprojektowane zostały także budynki wysokościowe, jak na przykład Varso, The Warsaw Hub, Warsaw Unit, czy Generation Park.

Inwestycje prowadzone w regionach przyniosą wkrótce około 915 tys. mkw. powierzchni biurowej. Najwięcej nowych projektów powstaje w Krakowie (250 tys. mkw.) i we Wrocławiu (208 tys. mkw.), gdzie realizowany jest kompleks Business Garden z 90 tys. mkw. powierzchni. W Trójmieście w trakcie budowy jest 130 tys.  mkw. biur, a w Poznaniu inwestorzy zapowiadają w tym roku oddanie do użytku 110 tys. mkw. powierzchni.

Brakuje wolnych biur

Nadzwyczajna chłonność naszego ryku biurowego spowodowała, że w ciągu ostatniego roku współczynnik powierzchni niewynajętej spadł we wszystkich największych ośrodkach biznesowych w kraju do średniego poziomu 8,5 proc.

W Warszawie wskaźnik pustostanów, który utrzymuje się w podobnych granicach, nie był tak niski od wielu lat. Obiekty biurowe oddawane w stolicy są już na ogół skomercjalizowane w około 80 proc. Wyjątkiem nie są też w pełni wynajęte budynki w momencie ukończenia budowy. Świetnym przykładem jest tu będący na ukończeniu  kompleks biurowy Mennica Legacy Tower, położony przy skrzyżowaniu Prostej i Żelaznej. W skład obiektu wchodzi 130 metrowa wieża i sąsiadujący z nią 36 metrowy Budynek Zachodni, który w całości został wynajęty przez firmę WeWork, operatora powierzchni coworkingowych. Większość z ponad 65 tys. mkw. powierzchni, jaką oferuje kompleks została zaś zakontraktowana przez mBank. Porozumienie dotyczące wynajmu ponad 40 tys. mkw. powierzchni na nową siedzibę banku stanowi jedną z największych transakcji w historii rynku biurowego w Polsce.

Warszawskie projekty, które pozostają w trakcie realizacji zabezpieczone umowami najmu mają około 40 proc. powierzchni. Najtrudniej jest znaleźć wolne biura w budynkach zlokalizowanych w centralnej części miasta.

W 2018 roku współczynnik pustostanów obniżył się na wszystkich rynkach biurowych w kraju. Nawet w takich miastach jak Kraków, czy Wrocław, w których odnotowany został spory przyrost zasobów biurowych. Świadczy to bardzo dobitnie o dużym zapotrzebowaniu na powierzchnię biurową zgłaszanym przez najemców.

 

o Walter Herz

Walter Herz jest wiodącym na rynku, polskim podmiotem prowadzącym działalność w sektorze nieruchomości komercyjnych na terenie całego kraju. Od 7 lat firma świadczy kompleksowe, specjalistyczne usługi w zakresie doradztwa inwestycyjnego. Zapewnia pełną obsługę firmom oraz instytucjom związanym z rynkiem nieruchomości. Eksperci Walter Herz wspierają klientów w poszukiwaniu i wynajmie powierzchni, komercjalizacji inwestycji, a także procesie zarządzania i administrowania projektami.

Poza siedzibą w Warszawie, firma posiada odziały w Krakowie i Gdańsku. Powołała pierwszą w kraju Akademię Najemcy, która oferuje najemcom powierzchni komercyjnych z całej Polski bezpłatne szkolenia stacjonarne, prowadzone w największych miastach w kraju. W trosce o najwyższy poziom etyczny świadczonych usług wprowadziła Kodeks Dobrych Praktyk. Firma Walter Herz jest zrzeszona w organizacjach i stowarzyszeniach wspierających rozwój sektora BPO/SSC w Polsce.

Choć w czołówce upadłości niezmiennie od trzech lat utrzymują się handel, przemysł i budownictwo, to na ryzyko bankructwa narażone są firmy z niemal każdej branży. Według danych Krajowego Rejestru Długów, 58% zeszłorocznych bankrutów było notowanych w KRD na dzień ogłoszenia upadłości przez sąd. Gdyby wierzyciele tych firm w porę wycofali się ze współpracy z nimi, to zaoszczędziliby ponad 55 mln zł.

 W całym 2018 roku sądy ogłosiły upadłość 601 firm. Blisko jedna trzecia tych przedsiębiorstw została wpisana do KRD jako dłużnicy już na rok przed plajtą. Później było tylko gorzej: z każdym miesiącem zadłużonych firm w rejestrze przybywało, ale jeszcze szybciej rosła liczba ich wierzycieli, czyli podmiotów, którym dłużnicy są winni pieniądze.

Kosztowna niewiedza

W przypadku ubiegłorocznych bankrutów notowanych w KRD na każdego z nich przypada średnio 2,3 wierzycieli. Oznacza to, że 818 podmiotów zostało poszkodowanych w wyniku niewypłacalności 347 firm. Stracili łącznie 55 459 404,95 zł. Strata jest tym większa, że kłopotów można było uniknąć. 193 firmy z tego grona były notowane w Krajowym Rejestrze Długów jako dłużnicy już na rok przed bankructwem, a 296 na kwartał przed upadłością. Jeśli ktoś sprawdzał kondycję finansową tych firm – wiedział, że ma do czynienia z dłużnikiem.

Mówi się, że dane są ropą naftową współczesnego świata. Jeśli tak, to informacja gospodarcza musi być złotem. Firma, która dość wcześnie zyskuje wiedzę o złej sytuacji finansowej kontrahenta, może w porę wycofać się ze współpracy lub zmienić warunki umowy. Jeśli takiej wiedzy nie ma, może pójść na dno wraz z bankrutem – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Z bazy danych KRD w 2018 roku przedsiębiorcy pobrali 35 788 205 raportów o kontrahentach – to o ponad 2 mln raportów więcej niż jeszcze rok temu. Jednak za ten wzrost odpowiadają głównie duże firmy, które weryfikację klientów stosują już standardowo.

– Odmienną postawę widać wśród małych i mikroprzedsiębiorców. Albo nie sprawdzają z obawy, że klient się obrazi, albo ograniczają to sprawdzanie tylko do nowych kontraktów lub dużych transakcji. I potem niestety często sami na tym tracą. Co czwarty ubiegłoroczny bankrut to mikroprzedsiębiorca. Część z nich splajtowała na skutek własnych błędów, ale w części przypadków powodem był brak zapłaty od nierzetelnych kontrahentów – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Co czwarty bankrut to JDG

Blisko trzy czwarte firm, które przed ogłoszeniem bankructwa zostały wpisane do KRD, to spółki, z kolei 26% to jednoosobowe działalności gospodarcze.

Zobacz też:

Światowy Dzień Backupu: zrób kopię zapasową danych biznesowych

Jeśli analizować dane pod kątem województw, to dominuje Mazowsze, Śląsk i Wielkopolska – pochodzą stamtąd najbardziej zadłużeni bankruci. Top 3 zadłużonych branż to niezmiennie od kilku lat: handel, przemysł i budownictwo. Na kolejnych miejscach znajdują się: transport, firmy prowadzące działalność naukową, nieruchomości i finanse.

Branże podwyższonego ryzyka od lat są też na celowniku analityków Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Według raportu „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” za IV kwartał 2018 roku, firmy przemysłowe, budowlane i handlowe mają największe problemy z wyegzekwowaniem płatności od kontrahentów, a zaległe należności są też dla nich największą barierą w prowadzeniu działalności – między innymi uniemożliwiają inwestycje czy utrudniają wprowadzanie produktów na rynek.

 

 

Beton od zarania stosowany jest w budownictwie. Jego popularność wynika z dostępności, niskiej ceny, łatwości kształtowania, wysokiej wytrzymałości i trwałości. Te niezaprzeczalne cechy sprawiają, że beton jest podstawowym materiałem konstrukcyjnym w budownictwie. Ciekawostka: produkowany jest na skalę masową – tylko woda pitna wykorzystywana jest powszechniej.

Produkcja betonu towarowego w Polsce w roku 2018 zamknęła się ilością ok. 25 mln m3, a w skali Europy ok. 350 mln m3. W zgodnej ocenie ekspertów zapotrzebowanie na beton w najbliższych latach nie będzie słabło. Wynika to z prognoz demograficznych, które przewidują, że do 2050 roku 75 proc. ludności będzie mieszkało w aglomeracjach miejskich i ich bezpośrednim otoczeniu, a konstrukcje wykonywane z betonu pozwolą na rozbudowę niezbędnej infrastruktury miejskiej.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że beton jest materiałem ekologicznym – wytwarzanym z miejscowych surowców (cementy, kruszywa, woda, domieszki i dodatki mineralne) i charakteryzuje się najmniejszym śladem węglowym w stosunku do konkurencyjnych materiałów konstrukcyjnych – stal, drewno, tworzywa sztuczne. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że beton produkowany jest lokalnie, co wpływa na stabilizację miejscowego rynku pracy i usług świadczonych przez firmy zewnętrzne (transport betonu i surowców do jego produkcji, usługi w zakresie remontów i utrzymania sprzętu). Nadto beton jest materiałem, który w 100 proc. podlega recyklingowi – po wyeksploatowaniu konstrukcji, może ona zostać rozkruszona i przerobiona na pełnowartościowe kruszywo służące do wykonania nowych obiektów.

Stowarzyszenie Producentów Betonu Towarowego w Polsce o drugim, najpopularniejszym po wodzie materiale

SPBT – dotychczasowe osiągnięcia i nowe wyzwania w Stowarzyszeniu Producentów Betonu Towarowego w Polsce skupionych jest 56 firm, które reprezentują zarówno branżę produkcyjną, jak również jej bezpośrednie zaplecze – firmy świadczące usługi laboratoryjne i doradcze, dostawcy domieszek chemicznych, sprzętu i technologii produkcyjnych. Łącznie firmy skupione w SPBT reprezentują ponad połowę wolumenu produkcji betonu w Polsce. SPBT od dwudziestu lat reprezentuje polską branżę betonu towarowego.

Wojciech Hałat, prezes zarządu SPBT, otworzył konferencję i opowiedział czym zajmuje się Stowarzyszenie i dlaczego beton jest dziś wyjątkowo ważnym materiałem budowlanym. Prezes Hałat podał też ważne liczby: mianowicie każdego roku w Polsce używamy ok 25 mln m3 betonu, w Europie zaś – aż 350 mln m3.

Członek zarządu SPBT  – Michał Grys, opowiedział o perspektywach gospodarczo-rynkowtch sektora budownictwa w Polsce. Dobra koniunktura, rozwój budownictwa mieszkaniowego wpływają na stabilny wzrost produkcji betonu towarowego. Wiatr w branżowe żagle „wieje” już od 2013 r. (wzrosty o ok. 2-3 proc.).

Od zarania swojego istnienia podstawowym celem Stowarzyszenia jest troska o najwyższą jakość produkowanego w kraju betonu. W tym celu SPBT zaangażowało się w animację rozwoju normalizacji – reprezentanci Stowarzyszenia uczestniczą w pracach Komitetu Technicznego nr 274 ds. betonu w Polskim Komitecie Normalizacyjnym – owocem tych działań jest opracowanie polskiej wersji językowej kluczowej dla branży RMX normy PN-EN 206+A1:2016-12 i jej krajowego uzupełnienia PN-B-06265:2018-10. Oprócz działań w zakresie normalizacji, SPBT dba o właściwy wizerunek i rozwój branży poprzez:  udział w pracach i opiniowanie regulacji prawnych – przepisy dotyczące transportu betonu, regulacje podatkowe, Prawo Wodne, itp.,edukację środowiska budowlanego – organizacja szkoleń i publikacja specjalistycznych wydawnictw,  promocję producentów betonu jako stabilnych i odpowiedzialnych pracodawców, działających na rynkach lokalnych.

Szesnaście lat Znaku SPBT „Dobry Beton” to promocja wysokiej jakości produkcji betonu, który gwarantuje bezpieczeństwo i trwałość wznoszonych obiektów. Znak „Dobry Beton” to ponad 370 uhonorowanych firm, blisko 230 partnerów i ponad dwa tys. uczestników wydarzenia. W obecnych uwarunkowaniach rynkowych i prawnych zachowanie najwyższej jakości betonu nie może być jednak jedynym kryterium. Konieczne jest też oparcie produkcji betonu towarowego na zasadach zrównoważonego rozwoju z zachowaniem bezpieczeństwa jako priorytetu we wszelkich działaniach – zarówno w produkcji, jak i w transporcie. Dlatego od kolejnej edycji znaku SPBT „Dobry Beton”, podczas audytów przeprowadzanych przez niezależnych inspektorów, weryfikowane będą nie tylko obszary dotyczące jakości, ale także te z zakresu ochrony środowiska i BHP.
Rynek betonu towarowego w Polsce Jak pokazują niezależni eksperci (NBP, Bank Światowy, Moody’s), na rok 2019 przewiduje się wzrost PKB w granicach ok. 4.0 proc. Stawia to Polskę w gronie liderów państw Unii Europejskiej. Te dobre prognozy znajdują swoje odbicie w wynikach produkcji budowlanomontażowej, której wielkość w roku 2018 zamknęła się kwotą 212 mld PLN i była o 9,8 proc. większa w stosunku do roku 2017. Na kolejne lata (2019-2021) prognozowane są dalsze wzrosty wielkości produkcji budowlanomontażowej w Polsce, ale nie będą one już tak spektakularne i powinny stabilizować się wokół wartości 228÷229 mld PLN. Jak wygląda sytuacja w poszczególnych sektorach budownictwa? W segmencie mieszkaniowym trwa boom – wartość produkcji tego sektora w roku 2018 wynosiła 61 mld PLN (+5,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego). Szacuje się, że szczytową wartość produkcji sektor mieszkaniowy winien osiągnąć w roku bieżącym i powinna ona zamknąć się kwotą 64 mld PLN. Na lata 2020-2021 przewidujemy nieznaczny spadek tego sektora i stabilizację wartości produkcji na poziomie 60 mld PLN. Te niezbyt optymistyczne dla branży RMX dane z sektora budownictwa mieszkaniowego rekompensowane są korzystnymi prognozami z segmentu budownictwa nie-mieszkaniowego i infrastrukturalnego. W segmencie nie-mieszkaniowym wartość produkcji stabilnie rośnie od roku 2013 – w roku 2018 osiągnęła poziom 88 mld PLN z perspektywą dalszych wzrostów na lata 2019-2021 do poziomu 95÷97 mld PLN. Jeżeli chodzi o sektor budownictwa infrastrukturalnego, w roku 2018 jego wartość zamknęła się na poziomie 64 mld PLN (wzrost o 23 proc. w stosunku do 2017). Na lata 2019-2021 przewidujemy dalsze wzrosty tego segmentu i stabilizację wartości produkcji na poziomie 70÷73 mld PLN – są to poziomy zbliżone do rekordowego roku 2011. Przywołane prognozy pozwalają branży producentów betonu towarowego w Polsce z optymizmem patrzeć na rynek w perspektywie roku 2021.

Prof. dr hab. inż. Jan Deja z Stowarzyszenia Producentów Cementów oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie opowiedział o historycznym rysie betonu oraz o jego nowoczesnych możliwościach. Dziś beton może być nie tylko architektoniczny, ale także zbrojony włóknem szklanym czy bez makrodefektów. To wpływa na jego łatwość w obróbce – dzięki jego energooszczędności, dźwiękochłonności , odporności na ogień czy właściwościom termicznym (pochłanianie ciepła czy późne jego oddawanie) , beton jest coraz chętniej używany w budownictwie mieszkaniowym.

Produkcja betonu towarowego w Polsce w latach 2011-21.

Jak pokazują powyższe dane, rok 2018 był niezwykle korzystny dla polskiej branży RMX i zamknął się rekordową wielkością produkcji wynoszącą 25,3 mln m3. Tym samym pobity został rekord z roku 2011. Na rok 2019 i w perspektywie do roku 2021 branża przewiduje dalsze wzrosty wolumenu produkcji, ale z zastrzeżeniem, że będą one zdecydowanie mniejsze – tj. 1÷2 proc. Nie mniej jednak obserwowana trend stanowi o stabilizacji wielkości produkcji w Polsce na poziomie 27 mln m3/rok. Polska branża betonu towarowego z optymizmem patrzy w przyszłość, nie mniej jednak widzi zagrożenia w postaci:  rosnącego niedoboru wykwalifikowanych pracowników fizycznych,  konieczności realizacji niskorentownych kontraktów infrastrukturalnych (brak wprowadzenia przepisów dotyczących waloryzacji ich wartości),  kumulacji inwestycji (zwłaszcza kolejowych) znacząco utrudniająca dostawy dużej ilości surowców niezbędnych do produkcji betonu (zwłaszcza kruszyw),  niepewności alokacji środków z polityki spójności w budżecie UE na lata 2021-27. Pomimo ww. zagrożeń branża RMX widzi również szanse dla dalszego rozwoju w perspektywie do roku 2021 w postaci:  stabilnego wzrostu gospodarczego,  konieczności realizacji do końca 2023 r. inwestycji z budżetu UE na lata 2014-20, konieczności zaspokajania niedoboru mieszkań (w tym realizacji rządowych programów np. Mieszkanie +), stabilnego rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych,  dużych potrzeb inwestycyjnych w zakresie infrastruktury, energetyki i hydrotechniki (CPK, elektrownia jądrowa, rozwój portów morskich).

Zobacz też:

Ceny nie hamują, a materiały wciąż drożeją

Transport betonu towarowego w Polsce Wielkość produkcji betonu towarowego w Polsce wynosi 25,3 mln m3 z perspektywą dalszych wzrostów do poziomu 27 mln m3. Aby lepiej zobrazować skalę produkcji – można powiedzieć, że wyprodukowanym w ostatnim roku w kraju betonem można by wypełnić 12 500 pełnowymiarowych basenów olimpijskich. Tak duża skala produkcji wiąże się z licznymi problemami logistycznymi. W kraju eksploatowana jest flota ok. 3100 betonomieszarek samochodowych, która każdego dnia wykonuje średnio 11 000 operacji przewozu mieszanki betonowej. Jako że beton produkowany jest lokalnie, a średni promień działania wytwórni to 25 km, przekłada się to na codzienny przebieg betonomieszarek w Polsce wynoszący 550 000 km/dzień (165 mln km rocznie). Mając na uwadze powyższe, SPBT podjęło działania zmierzające do zmiany rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Proponowane przez SPBT zmiany polegają na zwiększeniu limitu dopuszczalnej masy całkowitej dla 4-osiowych betonomieszarek samochodowych z obecnych 32 t do 34 t, ale z zachowaniem limitu nacisku na oś – 9,5 t. Przekłada się to w praktyce na zmianę wielkości pojedynczego ładunku z obecnych 7,5 m3 do 8,5 m3 betonu. Postulowane przez Stowarzyszenie zmiany poparte są doświadczeniami innych krajów o podobnym rozwoju technologii betonu (Austria, Holandia, Włochy) i pozwolą na zmniejszenie ilości operacji transportu betonu o ponad 400 000 rocznie, co przełoży się na zmniejszenie przebiegu betonomieszarek o 20 mln km/rok (52 × odległość Ziemia – Księżyc). W ocenie SPBT proponowane zmiany przyczynią się poprzez redukcję ilości przejazdów do poprawy bezpieczeństwa na drogach a z drugiej strony pozytywnie wpłyną na ochronę środowiska (zmniejszenie w skali roku zużycia paliwa o 12 mln litrów ON, emisji CO2 o ok 12 proc. i zmniejszenie emisji hałasu) i zwiększenie efektywności wykorzystania posiadanej floty betonomieszarek, przy jednoczesnym utrzymaniu obecnego limitu nacisku na oś – 9,5 t – co stanowi gwarancję zapewnienia żywotności i kosztów utrzymania dróg na dotychczasowym poziomie.

O tym, jak beton walczy z poprawą jakości powietrza czy innowacjami opowiedziała dr inż. Wioletta Jackiewicz-Rek z Politechniki Warszawskiej. Jednym z najnowszych form betonu jest materiał fotokatalityczny, który dzięki dodatkowej warstwie fotokatalitycznej (ditlenek tytanu w różnych formach krystalicznych), jest łatwy w czyszczeniu a przy tym pozwala redukować tlenki z powietrza.

Beton a innowacje? 

Beton – niskoemisyjny materiał budowlany w gospodarce o obiegu zamkniętym W perspektywie roku 2050 liczebność ludzkości osiągnie poziom 9,3 mld. Z tego ponad 6 mld ludzi będzie mieszkać w aglomeracjach miejskich. Fakt ten w sposób bezsporny wpłynie na konieczność rozwoju infrastruktury. Z tego powodu zapotrzebowanie na beton – podstawowy materiał konstrukcyjny w budownictwie – w dalszym ciągu będzie rosło. Związane jest to z zaletami tego materiału, który produkowany jest lokalnie z miejscowych surowców (cement, kruszywa, domieszki i dodatki mineralne). Niezaprzeczalne zalety betonu – łatwość kształtowania elementów, wysoka wytrzymałość, trwałość – powodują, że jest on od wielu tysięcy lat wykorzystywany w budownictwie. Obecnie beton jest drugim po wodzie najczęściej używanym przez człowieka materiałem. Jego popularność wynika z niezaprzeczalnych zalet, a mianowicie:  jest łatwo dostępny,  ma wysoką trwałość,  są możliwości jego wszechstronnego wykorzystania, dobra wydajność i bezwładność termiczna,  ognioodporność,  możliwość 100 proc. recyklingu. Beton w konstrukcji budynku mieszkalnego gwarantuje (ze względu na wysoką izolacyjność i akumulacyjność cieplną) redukcję zużycia energii do ogrzewania o 10÷15 proc. oraz stabilność mikroklimatu (oddawanie zakumulowanego ciepła zimą i stabilizacja temperatury w okresie upałów). Te zalety powodują, że w budynkach wykonanych w technologii betonowej redukcja zużycia energii elektrycznej do klimatyzowania pomieszczeń, sięgać może 50 proc. Beton jest materiałem niepalnym o doskonałej odporności ogniowej, co z kolei stanowi rękojmię bezpiecznego użytkowania obiektu. Budynki betonowe charakteryzują się bardzo korzystną akustyką. Beton doskonale redukuje wibracje i nie transmituje dźwięków, co z kolei przekłada się na wysoki komfort użytkowania mieszkań. Wpływa to na niskie koszty utrzymania obiektów betonowych oraz ich ubezpieczenia. Beton jest również niezastąpionym materiałem w budownictwie infrastrukturalnym. Jego dostępność wysoka wytrzymałość i odporność na działanie agresywnego środowiska powodują, że jest powszechnie wykorzystywany do budowy obiektów inżynierskich (mosty, wiadukty, przepusty, tunele) i nawierzchni drogowych. Drogi z nawierzchnią betonową charakteryzują się trwałością 2,5÷3,5-krotnie większą w stosunku do nawierzchni bitumicznych oraz niskimi kosztami utrzymania w ciągu wieloletniej eksploatacji. Dzięki jasnej barwie tego rodzaju nawierzchni zwiększa się bezpieczeństwo ruchu, ponieważ poprawia się widoczność podczas jazdy, co ma znaczenie zwłaszcza w trudnych warunkach atmosferycznych. Jednocześnie znacząco spadają koszty oświetlenia dróg oraz poprzez odbijanie światła słonecznego ograniczeniu ulega efekt „wysp ciepła”, co ma szczególne znaczenie w aglomeracjach miejskich. W przypadku nawierzchni betonowych nie występuje zjawisko koleinowania – jest to szczególnie istotne w przypadku intensywnie eksploatowanych dróg, obciążonych ruchem pojazdów ciężkich o nacisku do 130 kN/oś. Jednocześnie – dzięki redukcji oporów toczenia – pojazdy poruszające się po drogach betonowych zużywają o 2÷3 proc. mniej paliwa, co przekłada się z jednej strony na ekonomikę transportu, a z drugiej strony na pozytywnie oddziaływanie na środowisko naturalne.

Polscy producenci betonu posiadają ponad dwudziestoletnie doświadczenie w budowie tego rodzaju nawierzchni drogowych. W kraju eksploatowanych jest ponad 650 km autostrad i dróg szybkiego ruchu z nawierzchnią betonową i kilkaset kilometrów dróg lokalnych.

Zobacz też:

Nowe zasady udostępniania danych sektora publicznego

 

Beton – innowacyjny materiał na straży jakości powietrza Beton jest materiałem ekologicznym, który dodatkowo jest otwarty na innowacje. Jednym z przykładów jest wykorzystanie elementów betonowych do walki z zanieczyszczeniami powietrza. Prezentowana innowacja polega na zastosowaniu do produkcji betonu dodatku w postaci nanometrycznego dwutlenku tytanu TiO2. Wykonane w tej technologii powierzchnie betonowe (nawierzchnie, chodniki, elewacje) aktywnie wpływają na poprawę jakości powietrza przez zmniejszenie stężenia szkodliwych tlenków azotu pochodzących ze spalania paliwa przez samochody oraz wykazują właściwości samoczyszczące. Podczas słonecznej pogody w wyniku fotokatalizy ulega neutralizacji ok. 90 proc. tlenków azotu, a także aldehydów, benzenu i innych związków organicznych. Również w pochmurne dni przy niewielkim nasłonecznieniu, 70 proc. zanieczyszczeń powietrza zostaje usuniętych lub zneutralizowanych. Co jest istotne – fotokatalizator (nanokrystaliczny dwutlenek tytanu) nie ulega zużyciu podczas zachodzących reakcji i dlatego proces oczyszczania powietrza jest długotrwały i stale odnawialny. Te niezaprzeczalne zalety spowodowały, że przywołana technologia została wykorzystana w krajowych realiach do budowy nawierzchni drogowej i chodnika w ciągu ul. Witosa w Nowej Soli i ścieżki rowerowej przy Rondzie Daszyńskiego w Warszawie. Wykonane przez specjalistów z Polskiej Akademii Nauk pomiary stężenia NOx wykazały ich redukcję w granicach do 30 proc. w stosunku do stanu poprzedniego. W najbliższej przyszłości na szeroką skalę przedmiotową technologię fotokatalitycznego betonu zamierzają wykorzystać Polskie Linie Kolejowe do budowy elementów infrastruktury kolejowej. W zgodnej ocenie branży producentów betonu innowacje stanowią o przyszłości branży i w sposób bezsporny wpłyną na jej postrzeganie w przyszłości

Statim Integrator, wieloletni integrator rynkowy usług IT, AV czy Digital Signage rozwija skrzydła! Niedawno firma otrzymała status Platynowego Partnera Dell EMC, a także może oficjalnie pochwalić się tytułem „Gazeli Biznesu 2018” przyznawanym przez „Puls Biznesu”. Statim Integrator zajął 3. miejsce w rankingu mazowieckim i 15. w rankingu ogólnopolskim na 4499 nagrodzonych firm.

Statim Integrator od lat realizuje założenia programu dla partnerów Dell EMC, uzyskując coraz lepsze efekty. Firma otrzymała właśnie potwierdzenie spełnienia kryteriów partnerskich na rok 2019 na poziomie Platinum – co ważne, już trzeci rok z rzędu. Otrzymany tytuł wiąże się z osiągnięciem specjalistycznych kompetencji w zakresie produktów i rozwiązań:

  • ·         Stacje klienckie
  • ·         Serwery
  • ·         Networking
  • ·         Software Defined Infrastructure (SDI)
  • ·         Stacje robocze
  • ·         Bezpieczeństwo Danych Klienta
  • ·         Cloud Client-Computing

Firma posiada również specjalistyczne kompetencyjne w ramach świadczenia usług Pro Deploy Partner – Networking. Program partnerski Dell EMC niesie za sobą szereg korzyści zarówno dla Partnera jak i jego kontrahentów. Nabycie poszczególnych specjalizacji stanowi dowód na doskonałą znajomość produktów, potwierdzoną licznymi szkoleniami oraz wynikami sprzedaży.

DellEMC-Partner-Platinum-01– Dell EMC jest dostawcą numer 1 na świecie – w zakresie wartości i wolumenów dostaw w obszarze serwerów, stacji klienckich, laptopów. Z firmą Dell EMC współpracujemy od 10 lat. Jeszcze przed połączeniem Dell z EMC udało nam się osiągnąć najwyższy status partnerski – Premier Partner. Dell EMC to synonim wiarygodności i wysokiego poziomu technologicznego, co przekłada się także na nasze działania – mówi Piotr Wypijewski, prezes Statim Integrator.

Certyfikat DELL/EMC Partner Platinum

dellemc-platinum-partner_certyfikat

IMG_2531Potwierdzeniem prężnego rozwoju firmy jest także prestiżowa nagroda przyznawana przez redakcję „Pulsu Biznesu”. Redakcja zauważyła Statim Integrator w kontekście polskich szybko rozwijających się przedsiębiorstw. W ostatnim 19. plebiscycie Gazele Biznesu 2018, firma zajęła 3. miejsce w rankingu mazowieckim i 15. miejsce w rankingu ogólnopolskich na 4499 nagrodzonych firm.

– To dla nas ogromny zaszczyt i powód do dumy. Mamy nadzieję, że to wyróżnienie docenią także nasi klienci i partnerzy. Jesteśmy prężnie działającą firmą, dokładamy wszelkich starań, aby wszystkie nasze projekty i realizacje były na jak najwyższym poziomie. Zależy nam na satysfakcji naszych klientów. To wyróżnienie dopinguje nas jeszcze mocniej do ciężkiej pracy. I taki przyświeca nam plan na najbliższe miesiące i lata – mówi Piotr Wypijewski, prezes Statim Integrator.

 

 

 

Zobacz też najnowszy produkt firmy:

 

Stawki oferowane za warszawskie nieruchomości wciąż trzymają się maksymalnych pułapów. Na rynku pierwotnym trzeba dziś zapłacić ok. 8 500 zł/mkw., a na wtórnym ponad 10 000 zł/mkw., wynika z danych portalu Bankier.pl.

Potwierdza je także analiza rynku wtórnego przeprowadzona przez serwis Morizon.pl. W lutym średnia cena oferowanych mieszkań w Warszawie wyniosła 10 306 zł/mkw. W porównaniu do tego samego okresu w ubiegłym roku, jest  ona wyższa aż o 12 proc.

– Zgodnie z przewidywaniami ceny mieszkań wciąż systematycznie rosną, a trend wzrostowy w Polsce trwa już nieprzerwalnie od 5 lat. Jeśli cofniemy się do lipca 2013 roku, czyli do momentu, kiedy ceny spadły najbardziej, to okaże się, że obecna cena za mkw. w Warszawie jest o 27 proc. wyższa. Popyt na mieszkania pomimo wysokich cen wciąż nie spada. Osoby, które obecnie zakupią lokal z przeznaczeniem na wynajem, mogą liczyć na zysk roczny rzędu ok. 5,02 proc. – zauważa Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Najdroższymi dzielnicami nadal pozostają Śródmieście i Mokotów. Ale to nie znaczy, że stawki są takie same dla całego lokalnego rynku. Istnieją mieszkania, których ceny zaczynają się już od 5 000 zł/mkw., ale osoba zainteresowana zakupem musi iść na pewne ustępstwa.

Naturalnie można liczyć na nieco niższe ceny w stolicy, przy czym takie mieszkania na ogół wymagają generalnego remontu, są zazwyczaj zlokalizowane w blokowiskach budowanych jeszcze w latach 70/80 XX wieku lub są położone na peryferiach miasta. Dla osób, których nie stać na zakup własnego mieszkania lub taka inwestycja nie stanowi dla nich priorytetu nie mniej ciekawą alternatywą jest także opcja bezpiecznego najmu instytucjonalnego  – wylicza Rafał Malik.

Drugim najdroższym miastem jest Gdańsk. Tutaj ceny mieszkań na rynku pierwotnym wynoszą 7 982 zł/mkw., a na wtórnym 9 719 zł/mkw. Na trzecim miejscu plasuje się Kraków ze stawkami wynoszącymi odpowiednio 7 972 zł/mkw. i 9 046 zł/mkw. Natomiast miastem, w którym można kupić najtaniej mieszkanie niezmiennie pozostaje Łódź. W ciągu ostatnich sześciu lat łódzki rynek nieruchomości mieszkaniowych powiększył się aż trzykrotnie. Na rynku pierwotnym średnia cena za mieszkanie wyniosła w Łodzi 5 611 zł/mkw., a na wtórnym 4 979 zł/mkw. – W tym roku planujemy dalszą rozbudowę naszego portfela o kolejne inwestycje na ok. 200-250 mieszkań. Z możliwych lokalizacji bierzemy pod uwagę miasta z dużym potencjałem m.in. świetnie rozwijającą się Łódź, a także Poznań – dodaje Rafał Malik.

Drożejące materiały budowlano-montażowe skutecznie napędzają ceny mieszkań

– Wpływ na wzrost cen mają przede wszystkim rosnące wskaźniki cen produkcji budowlano-montażowej. Z najnowszych danych przekazanych przez Główny Urząd Statystyczny za  luty br. wynika, że były one wyższe o 0,1 proc. w porównaniu do stycznia i aż o 3,6 proc. w odniesieniu do  lutego 2018 r. – informuje Rafał Malik.

Prócz wzrostu cen materiałów budowlanych, przyczyn drożejących mieszkań należy upatrywać także w rosnących kosztach robocizny i windujących cenach gruntów pozyskiwanych pod inwestycje. Pomimo tego rynek wciąż dynamicznie się rozwija, a rosnące ceny nie zniechęcają inwestorów ani indywidualnych klientów. Z obliczeń Home Broker wynika, że w całym 2018 r. ceny nieruchomości w największych miastach Polski wzrosły o prawie 15 proc.

Sieć handlowa Netto została oficjalnym partnerem regionalnym klubu piłkarskiego Borussia Dortmund. W ramach współpracy detalista wesprze budowę pierwszej szkółki piłkarskiej klubu w Polsce. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Łukasz Piszczek – piłkarz grający na co dzień w Borussi, a pochodzący z Goczałkowic-Zdroju, gdzie już niedługo będą mogli rozpocząć szkolenia najmłodsi fani footballu.

Netto od dawna angażuje się w liczne projekty sportowe, których celem jest wspieranie rozwoju młodych sportowców. Tym razem sieć handlowa nawiązała współpracę, z kultowym klubem piłkarskim Borussią Dortmund, która oficjalnie rozpocznie się 1 lipca 2019 roku. To pierwszy tego typu projekt BVB w Polsce. W ramach podpisanej umowy, Netto zostało partnerem regionalnym klubu i razem z nim oraz jednym z najlepszych polskich piłkarzy, Łukaszem Piszczkiem, wybudują Akademię Piłkarską w Goczałkowicach-Zdroju – rodzinnej miejscowości piłkarza, gdzie rozpoczęła się jego wielka kariera.

Zobacz też:

Deloitte: Co piąty Polak obawia się, że w ciągu 10 lat jego miejsce pracy zniknie z powodu rozwoju technologii

Fundacja Akademia Łukasza Piszczka razem z klubem, do którego należy piłkarz oraz siecią Netto, zadbają o szlifowanie talentów najmłodszych, którzy już niebawem będą mogli wybrać się na pierwszy trening w nowo powstałym obiekcie sportowym.

Sponsoring sportowy to bardzo ważny element naszych działań ­mówi Janusz Stroka, prezes Netto Polska. – Teraz, razem z Fundacją Akademia Łukasza Piszczka oraz klubem Borussia Dortmund mamy okazję stworzyć miejsce, które stanie się kuźnią piłkarskich talentów. Takie inicjatywy dają nam ogromną satysfakcję i jesteśmy dumni, że możemy być częścią tego ambitnego projektu, który z pewnością przyczyni się do rozwoju niejednej sportowej kariery.

Pierwszy kurs piłkarski ma wystartować już latem i potrwa od 5 do 9 sierpnia. Na murawie, pod okiem profesjonalistów, będą szlifować swoje umiejętności dzieci w wieku od 7 do 14 lat.

Moda luksusowa to rynek, który systematycznie rośnie z roku na rok. Według prognoz w Polsce będzie rozwijać się rokrocznie o 4,1%. Już teraz jest on wart niemal 3 mld złotych.Najbardziej dynamicznie rosnącą podkategorią jest obuwie – według szacunków w 2018 roku jej wartość wzrośnie o 8,7%, a rok później już o ponad 10%.

Co ciekawe Polacy coraz chętniej kupują produkty premium w sieci – już teraz szacuje się wzrost sprzedaży z 6% w 2017 roku do 11% w 2022. Zalando, platforma z najszerszym asortymentem produktów premium w Polsce, rozwija swoje portfolio marek, wprowadzając do sprzedaży aż 17 nowych marek, a wśród nich między innymi See by Chloé, Mulberry, Elisabetta Franchi, Missoni i Tous.

Lena Sophie Krups, Head of Buying Premium dodaje, że jest to niezwykle istotny krok dla rozwoju całej platformy – Kategoria Premium w znaczącym stopniu wpływa na wiarygodność Zalando. Jest to także jeden z najszybciej rozwijających się segmentów w naszym biznesie. Dostrzegamy w nim duży potencjał, dlatego zapraszamy do nas nowe, coraz większe marki Premium i projektantów. Spełnia także różne potrzeby: przyjazność środowisku, jakość zarówno klasyczne jak i sezonowe projekty na co dzień i na specjalne okazje, wyjątkowe materiały, na przykład kaszmir. W Zalando, mamy to wszystko.

Rosnącą grupą odbiorców marek luksusowych są millenialsi. Jak wskazują badania, już ponad 40% klientów tego segmentu stanowi właśnie ta grupa. Ma to potwierdzenie w strategii rozwoju premium w Zalando:

Obserwujemy trend, w którym obecne pokolenia traktują produkty Premium jak inwestycję, aspirują do nich. Nasza szeroka baza klientów ułatwia nam dotarcie do odbiorców Premium z różnych pokoleń – komentuje Lena Sophie Krups, Head of Buying Premium.

Według szacunków globalny dochód ze sprzedaży mody luksusowej w 2019 r. wyniesie 94 625 mln USD i tym samym zwiększy się o 2,1% w ciągu najbliższych 3 lat.

Tymczasowe porozumienie osiągnięte w lutym w sprawie praw autorskich w przestrzeni cyfrowej zostanie poddane pod głosowanie plenarne we wtorek 26 marca 2019 w ramach obrad Parlamentu Europejskiego.

W wyniku negocjacji prowadzonych przez negocjatorów z Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich przez trzy lata, osiągnięto tymczasowe porozumienie, które ma na celu zapewnienie, że prawa i obowiązki wynikające z prawa autorskiego będą miały zastosowanie również w sieci. Twórcy i wydawcy wiadomości otrzymali możliwość negocjowania umów licencyjnych z platformami internetowymi, takimi jak YouTube, oraz agregatorami wiadomości, takimi jak Google News czy Facebook. Liczne zabezpieczenia mają na celu zapewnienie, że internet pozostanie również przestrzenią wolności słowa.

Celem porozumienia jest również ułatwienie wykorzystania materiałów chronionych prawami autorskimi do badań prowadzonych za pomocą eksploracji tekstu i danych, co pozwoli na usunięcie istotnej niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej, z którą borykają się obecnie europejscy naukowcy. Ograniczenia wynikające z praw autorskich nie będą miały zastosowania do treści wykorzystywanych do nauczania lub ilustracji.

Debata: wtorek, 26 marca

Głosowanie: wtorek, 26 marca

Procedura: zwykła procedura ustawodawcza

Konferencja prasowa: wtorek, 26 marca, o 15.00

Dodatkowo Parlament zagłosuje nad zakończeniem zmiany czasu z letniego na zimowy

We wtorek 26/03/2019  posłowie będą głosować nad propozycją zakończenia praktyki przestawiania zegarów o godzinę wiosną i jesienią, od 2021 roku.

Kraje UE, które zdecydują się na trwałe zachowanie czasu letniego, powinny po raz ostatni dostosować zegary w ostatnią niedzielę marca 2021, zgodnie z projektem stanowiska Parlamentu. Kraje, które wolą utrzymać swój standardowy (zimowy) czas, mogą po raz ostatni zmienić czas w ostatnią niedzielę października 2021 roku.

Posłowie chcą również, aby kraje UE koordynowały swoje działania, w celu nie dopuszczenia do zakłóceń w funkcjonowaniu jednolitego rynku.

 

Była Konstytucja Biznesu, Pakiet MŚP, 100 Zmian dla firm… Teraz rząd wprowadza ok. 70 zmian dla małych przedsiębiorców w ramach Pakietu Przyjazne Państwo (PPP). Eksperci chwalą większość pomysłów, ale zwracają uwagę na pewne niedociągnięcia.

Polscy przedsiębiorcy przez pierwsze pół roku swojej działalności mają obniżoną składkę ZUS – nie muszą płacić nic prócz 342,32 zł miesięcznie za składkę zdrowotną. Obecny rząd wprowadził kolejne udogodnienia, np. mały ZUS, jeśli firma nie przekracza progu przychodów w wysokości 63 tys. zł rocznie. Ale teraz ustawodawca pójdzie jeszcze dalej.

1. Przedsiębiorca też człowiek – może się mylić

– Celem PPP jest stworzenie lepszych warunków do rozwoju mikro, małych i średnich firm, a co za tym idzie, lepsza pozycja konkurencyjna naszego kraju. A także wyeliminowanie przypadków niekonsekwencji czy nadmiernej restrykcyjności polskiego prawa – powiedziała minister Jadwiga Emilewicz. Część tych restrykcji ma zostać zupełnie anulowana. Prócz małego ZUS-u w PPP przewidziano także prawo do błędu. Firmy wpisane do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej przy pomyłce proceduralnej nie będą karane. W pierwszym roku działalności, przy popełnieniu pierwszego uchybienia, dostaną jedynie pouczenie. Oczywiście muszą usunąć w wyznaczonym terminie swój błąd. Podobne rozwiązania funkcjonują we Francji i na Litwie.
Najnowsze zmiany dla MŚP.png

2. Łatwiej zostać rzemieślnikiem

Definicja rzemieślnika zostanie rozszerzona. Ich działalność będzie możliwa przez spółkę jawną, komandytową, komandytowo-akcyjną, jednoosobową spółkę kapitałową. Możliwość zarejestrowania spółki zostaje wprowadzona ze względu na rodzinny charakter, jaki często mają tego typu firmy. – Mowa o ponad 200 tys. specjalistów, którym teraz łatwiej będzie wprowadzić do tego zawodu najbliższą rodzinę. Będą też razem mogli wypracować strategię działania i plan finansowy. A właśnie na etapie biznesplanu i dobierania odpowiednich instrumentów finansowych rzemieślnicy często nie dawali sobie rady.

3. Współpracujesz z większym? Ma zapłacić w 60 dni

Najbardziej pokrzywdzone są przedsiębiorstwa działające w relacji asymetrycznej, w której mała firma wykonuje zlecenie dla dużego podmiotu, a potem wystawia mu fakturę. Duży kontrahent często nie płaci w terminie, bo wie, że małe firmy są wręcz skazane na współpracę z tymi większymi. I będą świadczyć zlecenia – nawet w przypadku zaległości liczonych w miesiącach. – Przedsiębiorca czasem czeka 190 dni albo dłużej na należność po wystawieniu faktury. Odbiorca de facto się u niego kredytuje – mówi Jadwiga Emilewicz.
Dlatego teraz maksymalny dopuszczalny termin płatności nie będzie mógł przekroczyć 60 dni. Za opóźnienia w realizacji płatności mają być naliczane kary w wysokości do 5 proc. wartości niezapłaconej faktury. – To ważna zmiana, która pomoże ograniczyć zatory płatnicze. Ingerencja odpowiednich organów nadzorczych była tu potrzebna. Nasi klienci sami zauważają, że jeżeli wierzytelność jest zabezpieczona przez nas – większą firmę faktoringową – to kontrahenci płacą faktury na czas. Jeżeli mają do czynienia z niewielkim podmiotem, to odkładają płatność – mówi Michał Pawlik. Co, jeśli strony ustalą jednak dłuższą, np. 90-dniową spłatę faktury? Nic. Po prostu terminem wiążącym pozostanie 60 dni. Co ciekawe, na etapie międzyresortowych uzgodnień – jeszcze przed wprowadzeniem pomysłu pod obrady komisji sejmowych – padła propozycja skrócenia tego terminu nawet do 30 dni.
Co, jeśli kontrahent wynegocjuje dłuższą, np. 90-dniową spłatę faktury? Nic. Po prostu terminem wiążącym pozostanie 60 dni. Co ciekawe, na etapie międzyresortowych uzgodnień – jeszcze przed wprowadzeniem pomysłu pod obrady komisji sejmowych – padła propozycja skrócenia tego terminu nawet do 30 dni.

4. Ulga na złe długi – nie zawsze korzystna?

Przedsiębiorca, któremu nie zapłacił kontrahent, nie będzie musiał płacić podatku. Ma uregulować zaległość wobec państwa dopiero wtedy, gdy sam otrzyma pieniądze. – „Ulga na złe długi” nie obejmuje jednak cesji zwrotnej wierzytelności na pierwotnego wierzyciela, dokonywanej na mocy umowy faktoringu z regresem. Tymczasem blisko połowa klientów firm faktoringowych korzysta z tej właśnie formy – tłumaczy Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego Polskiego Związku Faktorów. To może zachwiać rynkiem, na którym polskie przedsiębiorstwa prowadzące działalność faktoringową sfinansowały według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2017 r. wierzytelności o wartości 222,5 mld zł.
Na czym polega problem? Polscy przedsiębiorcy, którzy przekazują firmom faktoringowym swoją fakturę do sfinansowania, mogą to zrobić na dwa sposoby. Albo korzystając z faktoringu bez regresu – wówczas faktor przejmuje ryzyko niewypłacalności kontrahenta. Jest to jednak dużo droższa opcja, dostępna raczej tylko dla większych firm. Z kolei tzw. umowa faktoringu z regresem – która polega na finansowaniu faktur bez przejęcia przez faktora ryzyka niewypłacalności kontrahentów – jest znacznie częściej wykorzystywana przez MŚP. Jednak, zgodnie z projektem, w tej drugiej sytuacji, gdy przedsiębiorca nie uzyskuje środków w terminie od nieuczciwego dłużnika, zostanie też pozbawiony możliwości skorzystania z „ulgi na złe długi”. – Nasza działalność pokrywa się z tym, do czego dąży Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii – wyeliminowaniem zatorów. Skoro już teraz 17 tys. przedsiębiorców korzysta z takiej formy planowania przepływów finansowych, nie powinniśmy odbierać im przywilejów mających płynąć z najnowszych zmian – twierdzi Michał Pawlik.

Czy wiecie że już dziś można ekstrapolować, że osoby urodzone w 2007 r. będą żyły 102–104 lata. Wniosek jest z tego prosty – jeśli dzisiaj pracujemy ok. 40 lat (między 24 a 64 rokiem życia), a będziemy żyli jeszcze 40 – do 104 lat, to oznacza, że czeka nas 40 lat emerytury.

Nie ma możliwości, abyśmy na tę emeryturę zapracowali! Wynika z tego, że osoby po 64 roku życia nadal będą musiały być sprawne fizycznie i intelektualnie, aby wciąż pracować i na siebie zarabiać. Już dziś możemy to zaobserwować na rynku, szczególnie w branżach, w których występuje duża luka pokoleniowa i brak osób o potrzebnych kompetencjach. Przy czym ze względu na robotyzację jedyną cenną pracą będzie kreatywna praca umysłowa. Ale żeby kreatywna praca była możliwa w zaawansowanym wieku, trzeba poświęć czas i wysiłek i zainwestować w siebie, we własne zdrowie fizyczne i psychiczne. Ludzie będą tego coraz bardziej świadomi. Firmy, które nie będą dbały o zdrowie pracowników, nie zatrzymają u siebie talentów, a w rezultacie będą skazane na zagładę. Zapytacie co robić? – odpowiedź w artykule Kirov Nikolay, zapraszamy do czytania :
LP : https://formularze.infor.pl/20190305_piz-wellbeing_s34/
FP: https://formularze.infor.pl/20190305_piz-wellbeing_s34/dziekujemy.html

O startupach mówi się często w sytuacji ich zakładania, eskalowania oraz pozyskiwania funduszy. Warto jednak przyjrzeć się temu zjawisku z przeciwnej strony, czyli z perspektywy inwestora, który mógłby w startup zainwestować. Inwestowanie w startupy staje się co raz bardziej powszechne na rynku, z racji na pojawianie się wielu na pozór przyszłościowych, nowych firm. Na co należy zwrócić uwagę? Jak ocenić możliwości startupu? O tym czy warto inwestować w startupy i jakie niesie to za sobą możliwości opowie Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay, specjalizującej się we współpracy ze startupami.

Czym jest startup i kiedy przestaje nim być?

Pojęcie startupu jest używane cały czas i jego definicja raczej jest rozumiana przez społeczeństwo intuicyjnie. Definicje na to pojęcie pozostają sporne, jednak można wyróżnić kilka kryteriów, które je definiują. Zostało ogólnie przyjęte, że startupy są w fazie poszukiwania swojego modelu biznesowego oraz są kojarzone z innowacyjnością, z czymś co dopiero wchodzi na rynek. Po odnalezieniu już odpowiedniego dla spółki modelu biznesowego, osiągnięciu realnych wyników finansowych, przekroczeniu progu rentowności i względnej stabilizacji obrotu, można powiedzieć, że firma przestała być startupem.

Zobacz też:

Jak efektywnie wykorzystać publiczne pieniądze na budowę startupu?

Na co należy zwrócić uwagę przy chęci zainwestowania w startup?

Kluczowe jest przede wszystkim przeprowadzenie dokładnej analizy spółki oraz istniejącej i potencjalnej konkurencji. Ważnym aspektem jest poznanie zespołu, sprawdzenie kto pracuje nad projektem oraz jakie ma doświadczenie z tym związane. Ważne jest to, aby zespół był zgrany, zmotywowany do rozwijania nowego przedsięwzięcia i umiejący poradzić sobie z problemami. Najtrudniejszy do zarządzenia zespół to taki, który oczekuje w startupie wygodnej i pewnej posady. Istotny  jest również rynek, jego wielkość., na który startup chce wejść. Jeżeli mówimy o funkcjonujących od dawna, niejako sprawdzonych rozwiązaniach, duże rynki czasem są tak przesycone, że ciężko młodej spółce się na nich przebić. Nowe i niszowe rynki jak i innowacyjne rozwiązania odpowiadające na potrzeby tych dojrzałych są w stanie generować większe zyski, jeżeli spółka ma na nich pozycję lidera.

Czym kierować się wybierając startup, w który chcemy zainwestować?

Pomysłem na biznes, jego unikatowością i przede wszystkim startowym składem zespołu. Nie są tu jednak kluczowe kompetencje czysto zadaniowe – księgowe, graficzne, wiedza prawnicza czy zdolności webmasterskie. Najistotniejsze są zdolności organizacyjne, umiejętność realizacji wizji i skalowania trafnie rozpoczętego biznesu. Rozeznanie w startupach warto też podeprzeć  własnym doświadczeniem biznesowym i znajomością rynku i jego uczestników. Dzięki temu można zaangażować się w przedsięwzięcie osobiście – poprzez doradztwo, ale też z racji doświadczenia łatwiej ocenić potencjał biznesu. Warto też zainteresować się  startupem który pasuje do naszego obecnego portfolio i buduje synergię z już funkcjonującymi w strukturze spółkami. Dzięki temu w przyszłości będziemy mogli usprawnić rozwój biznesu poprzez wykorzystanie zbudowanej już pozycji rynkowej, zgromadzone do tej pory kontakty oraz umożliwić rozszerzenie oferty biznesowej naszych obecnych inwestycji o nową i usprawnić spektrum ich funkcjonowania.

Duże firmy chętnie inwestują w startupy w celu polepszenia swoich dotychczasowych usług, wspierając się nawzajem swoimi kompetencjami. Wielu gigantów, takich jak Google, inwestuje w startupy na pozór odbiegające od ich kluczowej działalności, widząc w nich potencjał zysku z racji na posiadane kontakty biznesowe, doświadczenie i pozycje na rynku, ale też w celu usprawnienia swoich dotychczasowych działań, bądź ulepszenie oferty. Takie rozwiązania są korzystne dla obu stron.

Zobacz też:

5 pułapek w zarządzaniu start-upem  

 

W jaki sposób można zainwestować w startup będąc osobą fizyczną?

Istnieje wiele sposobów na inwestowanie, a jedną z nich jest crowdfunding udziałowy, z ang. equity crowdfunding (w skrócie ECF), który pozwala na zebranie potrzebnego kapitału dla startupu od inwestorów w zamian za udziały w spółce. ECF jest dobrą alternatywą zarówno dla nowo powstających spółek, które poszukują finansowania jak i dla inwestorów, dla których nawet niewielki wkład finansowy daje możliwość na łatwość zysku przy względnie niewielkim ryzyku. Informacja o możliwości finansowania często pojawia się w internecie na platformie crowdfundingowej i jest skierowana do szerokiej grupy inwestorów. Kolejną możliwością jest model polegający na przekazaniu środków wyspecjalizowanym firmom, które za niejako pasywnego inwestora ulokują środki wedle swojej najlepszej wiedzy i w oparciu o wypracowane przez lata kompetencje. Celem takiego inwestowania jest długoterminowy zysk osiągany poprzez wzrost wartości akcji czy udziałów spółki.

Jakie istnieją sposoby na spieniężenie inwestycji?

Inwestując na rynku kapitałowym,  zawsze myślimy o zysku, tak samo jest w przypadku inwestycji w startupy. Istnieje kilka sposobów na spieniężenie inwestycji. Jednym ze sposobów jest sprzedaż startupu bądź udziałów większej firmie lub inwestorowi kapitałowemu. Każdego roku, przykładowo w Izraelu, koncerny skupują setki startupów w celu zwiększenia swoich kompetencji np. technologicznych. Poprzez taką transakcję można otrzymać gotówkę lub część akcji koncernu, wszystko zależy od  posiadanych udziałów w startupie. Kolejnym sposobem jest IPO startupu, z ang. Initial Public Offering, który wiąże się z wprowadzeniem spółki na giełdę. Na to mogą pozwolić sobie tylko bardziej dojrzałe startupy. Istnieje również forma wypłaty dywidendy przez startupy w celu wygenerowania pasywnego zysku dla inwestorów z jednoczesnym zachowaniem majątku udziałowego.

Zagrożenia, szanse i możliwości związane z inwestycją w startupy

Angażując się w inwestowanie w startupy warto brać pod uwagę potencjalne zagrożenie, które jak to w przypadku inwestycji istnieje zawsze, raz jest mniejsze, raz większe. Warto przed podjęciem inwestycji zapoznać się z dotychczasowymi osiągnięciami firmy, wynikami finansowymi, planami biznesowymi – aby ocenić na ile opłacalna jest inwestycja. Aby ograniczyć ryzyko straty, warto pomyśleć o zdywersyfikowaniu portfela inwestycyjnego, ponieważ rozdzielając inwestycję na kilka projektów zwiększamy jej bezpieczeństwo. Według badań fundacji Kauffmana, dla zminimalizowania strat, w portfelu inwestycyjnym inwestora powinno znaleźć się minimum 6 startupów. Startupy to ryzykowne inwestycje, ale odpowiednie rozeznanie i dokonanie właściwej analizy pozwoli na wyjście z inwestycji z zyskiem. Warto inwestować w spółki z różnych branż, aby zabezpieczyć się przed fluktuacją którejś z nich. Zawsze trzeba być przygotowanym na ewentualne ryzyko idące za  daną inwestycją. Inwestuj w sprawdzone spółki, na których się znasz lub rozumiesz, aby móc być również ich doradcą i sprawnie zwiększać ich świadomość na rynku. Jeżeli chcesz z kolei inwestować pasywnie, nie masz czasu na „pilnowanie biznesu” – warto rozważyć powierzenie kapitału firmom, które mają doświadczenie, wiedzę, czas i kompetencje w zakresie budowania rentownego portfela inwestycji.

W niedzielę, 31 marca obchodzimy Światowy Dzień Backupu. Z tej okazji warto zrobić kopię zapasową, zwłaszcza danych firmowych. Jeżeli nie wiecie, jak się do tego zabrać – Xopero Software od piątku 29 marca do poniedziałku 1 kwietnia udostępnia Backupowy Telefon do Eksperta – wystarczy zadzwonić pod numer telefonu: 882 849 761 i porozmawiać ze specjalistą na temat backupu danych firmowych.

Rachunek sumienia

Z okazji tego, obchodzonego od 2011 roku święta, warto wykonać rachunek sumienia z zakresu ochrony danych firmowych. Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy nasze dokumenty są odpowiednio zabezpieczone przed możliwością ich utraty? Czy posiadamy kopie zapasowe? Czy pracownicy będą w stanie wykonywać swoje obowiązki, gdy naszą firmę dotknie awaria lub atak? Wiadomo nie od dzisiaj, chociaż w tym dniu szczególnie należy o tym pamiętać, że brak odpowiednich narzędzi do backupu naraża firmy na bezpowrotną utratę danych. A statystyki są tutaj brutalne. W minionym roku utracono lub skradziono 18 mln rekordów dziennie, czyli średnio 214 w ciągu sekundy.

Zobacz też:

Przepisy o cyberbezpieczeństwie w odpowiedzi na zagrożenia ze strony Chin

O konsekwencjach utraty danych chyba nie trzeba nikomu przypominać – w maju zeszłego roku informacja o wysokości kar wynikających z RODO spędzała sen z oczu każdego przedsiębiorcy. Ale to nie kara może okazać się największą bolączką. Obecnie to informacja jest kluczową wartością napędzającą każdy biznes. Czym stanie się z nim w momencie jej utraty?

Czarny humor

Data Światowego Dnia Backupu nie jest przypadkowa. 31 marca to przeddzień Prima Aprilis kojarzonego z żartami, często głupimi i złośliwymi. Dla niektórych hakerów doskonałym sposobem na jego świętowanie może być stargetowany atak. Niestety, ten czarny humor, może kosztować niezabezpieczone firmy nawet istnienie. Okazuje się bowiem, że aż 60% przedsiębiorstw, które utraciły dane upada w ciągu kolejnych sześciu miesięcy.

Nie daj się ransomware!

Do 2021 roku cyberataki będą kosztować firmy 6 bilionów dolarów rocznie – to więcej niż zarabiają handlarze narkotyków. Jednym z najbardziej zyskownych ataków wciąż pozostaje ransomware, który wywołuje niepokój u 77% przedsiębiorców. Szacuje się, że w tym roku będzie atakował co 14 sekund. To prawie trzy razy częściej niż jeszcze trzy lata temu. Backup co prawda nie ochroni nas przed atakiem, ale pozwoli na zminimalizowanie jego skutków. Chociażby poprzez sprawne odzyskanie danych i dalsze działanie firmy, nawet w momencie ataku.

DR – szybko stań na nogi

Brak dostępu do wykorzystywanych informacji i usług, a tym samym brak możliwości realizacji działań firmy jest jednym z największych kosztów, jakie ponoszą niemal wszystkie przedsiębiorstwa dotknięte awarią krytycznych serwerów. Dlatego kiedy mówimy o kopii zapasowej, mamy na myśli nie tylko zabezpieczenie plików, aplikacji, baz danych i systemów wewnętrznych, ale także zagwarantowanie bardzo szybkiego, niemal natychmiastowego dostępu do wszelkich istotnych usług, jak choćby systemów ERP, czy CRM, co umożliwia dalszą pracę w momencie awarii lub ataku. Mowa o procedurze disaster recovery, której potrzebę posiadania zauważa już coraz większa ilość przedsiębiorców. Tylko w tym roku w rozwiązania do backupu i disaster recovery zamierza zainwestować 64,7% ankietowanych przedsiębiorstw. Nic dziwnego – szacuje się, że 1$ wydany na plan odtwarzania awaryjnego (BCP) przynosi firmie 4$ oszczędności w przypadku wystąpienia awarii.

Co można backupować?

Mówiąc o danych mamy na myśli wszelkie informacje, które mogą zostać zagrożone w wyniku ataku, awarii czy lekkomyślności pracownika, i które przechowywane są w różnych miejscach. Mogą być to pojedyncze pliki, foldery, bazy danych, poczta mailowa, urządzenia końcowe, serwery czy maszyny wirtualne.

Lokalnie czy w chmurze?

Dane i kopie zapasowe mogą być przechowywane na dwa sposoby – lokalnie, a więc na infrastrukturze w siedzibie przedsiębiorstwa lub w chmurze, którą zainteresowanie nieustannie wzrasta. Według badań, w 2025 roku biznes będzie umieszczał w niej ok 60% danych. Przewagą chmury jest jej niski koszt wejścia, oszczędność na infrastrukturze, łatwość obsługi i odporność na katastrofy – np. pożary i kradzieże. Coraz większą popularnością cieszą się również rozwiązania hybrydowe, łączące stabilność rozwiązań lokalnych z elastycznością chmury i dające największą gwarancję na bezpieczeństwo danych.

Za nami już Walentynki, Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn. Na Światowy Dzień Backupu zamiast kwiatów i czekoladek warto zainwestować w sprawdzone rozwiązanie do ochrony i odzyskiwania danych. Tak, aby ochronić nie tylko dane firmowe, ale również rodzinne zdjęcia z wakacji.

Xopero Software, polski producent oprogramowania do backupu specjalnie z tej okazji zorganizował Backupowy Telefon do Eksperta – każdy z Was może od piątku 29 marca do poniedziałku 1 kwietnia zadzwonić pod numer telefonu: 882 849 761 i dowiedzieć się więcej o skutecznej ochronie danych firmowych, a nawet przetestować dostępne rozwiązania.

mat. prasowy

 

 

– Zmiany technologiczne będą wpływały na rynek pracy w coraz większym stopniu. Automatyzacja zwiększy produktywność pracowników, a przez to przyczyni się do wzrostu wynagrodzeń. Z drugiej strony nowe technologie mogą wymagać istotnych nakładów finansowych na dopasowanie umiejętności do zmieniających się potrzeb pracodawców. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Voice of the Workforce in EuropePolacy niechętnie doskonalą swoje kompetencje. Autorzy raportu, opierając się na opinii pracowników z 10 krajów Europy, pokazują najważniejsze trendy na rynku pracy w przyszłości.

W najbliższej dekadzie zmiany zachodzące na rynku pracy będą determinowane przez dwa duże trendy: zmiany demograficzne oraz zmiany technologiczne, związane z rozwojem automatyzacji i sztucznej inteligencji na czele. – Rozwój nowych technologii będzie stopniowo zmieniał strukturę rynku pracy. Według World Economic Forum do 2022 roku dzięki nowym technologiom powstanie 133 milionów miejsc pracy, często związanych z nowymi zawodami. Część stanowisk zniknie, ale ogólny bilans pozostanie dodatni i powstanie dodatkowych 58 milionów miejsc pracy – mówi Julia Patorska, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych z Deloitte.

Czy roboty zabiorą nam pracę?

Polacy widzą przyszłość swoich miejsc pracy w najbliższych latach podobnie jak przedstawiciele analizowanych krajów europejskich. Ponad jedna trzecia ankietowanych w badaniu Deloitte przewiduje powolne zmiany, a rozwój automatyzacji i sztucznej inteligencji będzie przyczyną zarówno zysków, jak i strat. – Co piąty Polak obawia się, że przez dynamiczny rozwój technologiczny jego obecne miejsce pracy stanie się zbędne w ciągu najbliższych 10 lat. To nieznacznie więcej niż w bogatszych i bardziej zaawansowanych technologicznie krajach, takich jak Szwajcaria, Szwecja, Holandia i Niemcy. W państwach tych istnieje duży odsetek miejsc pracy, których nie da się w łatwy sposób zautomatyzować. Są to najczęściej zawody związane z pracą kreatywną i wymagającą wysokich umiejętności społecznych – mówi Damian Olko, ekspert w zespole analiz ekonomicznych Deloitte. Największe obawy odnośnie skutków zmian technologicznych wyrazili pracownicy w Rumunii (38 proc.) i Hiszpanii (33 proc).

Zobacz też:

To kultura pracy decyduje o wszystkim

Polska u progu zmian

W przeciwieństwie do niektórych rozwiniętych gospodarek, pracownicy w Polsce praktycznie nie doświadczają zamykania zakładów pracy lub przenoszenia ich do innych krajów. Również proces automatyzacji postępuje wolniej. Dlatego skutki wpływu zmian technologicznych na rynek pracy nie wywołują jeszcze większych napięć społecznych. Wynika to z dwóch czynników: po pierwsze, z dobrej koniunktury, przekładającej się na rekordowo niskie bezrobocie i relatywnie wysoką dynamikę płac;
po drugie, z obecnego poziomu rozwoju Polski i jej miejsca w globalnych łańcuchach wartości. Polska jest wciąż krajem, który oferuje niskie koszty pracy w relacji do produktywności. W najbliższych latach czynniki te będą jednak stopniowo traciły na sile, a skutki technologicznej transformacji rynku pracy zaczną być odczuwalne.

Umiejętności przyszłości

Zmiany technologiczne i wzrost oczekiwanej długości życia będą wymagały od ludzi ciągłego poszerzania kwalifikacji. Już teraz pracownicy w Polsce i Europie za najbardziej istotne uznali umiejętności miękkie i związane z nowymi technologiami. 62 proc. ankietowanych Polaków uważa,
że ma wysoko rozwiniętą zdolność pracy w grupie, a 55 proc. jest zadowolona ze swoich zdolności komunikacyjnych i rozwiązywania problemów. Według World Economic Forum w 2020 roku do najważniejszych umiejętności wskazanych przez pracodawców będą należały: rozwiązywanie złożonych problemów, krytyczne myślenie, kreatywność, zarządzanie zasobami ludzkimi i koordynowanie pracowników. Duże znaczenie będą miały także: inteligencja emocjonalna, zrównoważone podejmowanie decyzji, pozytywne nastawienie
do wykonywanej usługi, a także umiejętności negocjacyjne i elastyczność poznawcza.

Pracownicy niechętni do zdobywania nowych kompetencji

Polscy pracownicy wysoko oceniają swoje umiejętności, jednak relatywnie niewielu z nich dostrzega konieczność doskonalenia swoich kompetencji. – Ten optymizm wśród pracowników może być efektem aktualnej dobrej koniunktury, jak również istnienia bariery informacyjnej, tzn. brakuje dostępnej wiedzy i prognoz, jakie umiejętności warto rozwijać. Dotyczy to zwłaszcza młodych, wchodzących na rynek pracy. Często niedoceniane są, tzw. umiejętności miękkie, a są to kompetencje, których nie da się zastąpić pracą maszyn czy algorytmów. W przypadku niektórych osób problemem w zwiększaniu kapitału ludzkiego mogą być niedostateczne dochody czy brak możliwości pozyskania innego finansowania,
np. ze strony pracodawcy
– mówi Damian Olko.

Dostosowanie kompetencji pracowników do nadchodzących zmian na rynku pracy będzie wymagało współpracy instytucji odpowiedzialnych za edukację i pracodawców. Bardzo ważne jest skupienie się nie tylko na szkolnictwie wyższym czy zawodowym, ale też na właściwej edukacji w przedszkolu i w szkole podstawowej.

*Próba obejmuje Francję, Niemcy, Włochy, Holandię, Rumunię, Polskę, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię. Źródło: Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe”.

Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” zostało przeprowadzone na próbie 15 000 pracowników z 10 krajów Europy: Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Polski, Rumunii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Struktura demograficzna próby odzwierciedlała strukturę siły roboczej w danym kraju.

Raport dostępny jest tutaj.

 

Po styczniowym osłabieniu, w lutym produkcja budowlana wyraźnie poszła w górę. Dynamika sprzedaży detalicznej wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, potwierdzając siłę konsumentów.

Najnowsze dane GUS przynoszą kolejne optymistyczne wiadomości. Produkcja budowlano-montażowa w lutym była o 15,1 proc. wyższa niż rok w wcześniej. Wszystko więc wskazuje na to, że styczniowe osłabienie aktywności w tej branży, gdy wzrost produkcji sięgnął zaledwie 3,2 proc. był tylko jednorazowym incydentem. W dalszej części roku należy spodziewać się lekkiego osłabienia tempa wzrostu, bowiem należy pamiętać, że trudno będzie poprawić bardzo dobre wyniki, osiągane w 2018 r. Tym bardziej, że wciąż są sygnały utrzymujących się kłopotów z mocami wykonawczymi i mocno rosnącymi kosztami surowców i materiałów oraz robocizny. W lutowych danych należy zwrócić uwagę na bardzo wysoką, sięgającą aż 27,9 proc. dynamikę wzrostu produkcji w firmach realizujących budowę budynków. Można się domyślać, że chodzi tu głównie o budynki mieszkalne, co potwierdzałoby tezę o bardzo dobrej wciąż koniunkturze w tym segmencie. Z kolei wynoszący 16,3 proc. wzrost produkcji w sektorze obiektów inżynieryjnych wskazuje na utrzymującą się dobrą sytuację w zakresie inwestycji infrastrukturalnych. Optymizm w kwestii inwestycji potwierdzają też inne dane GUS, mówiące że wartość robót tego typu wzrosła o 18 proc., podczas gdy wartość prac remontowych w już istniejących obiektach zwiększyła się jedynie o 10,1 proc.

Zobacz też:

Od kiedy można przystąpić do PPK?

Optymistyczne dla gospodarki sygnały płyną też z danych dotyczących konsumpcji. W lutym sprzedaż detaliczna w cenach bieżących była wyższa niż w lutym ubiegłego roku o 6,5 proc. To wzrost jedynie minimalnie niższy od zanotowanego w styczniu (wówczas wyniósł 6,6 proc.) oraz lepszy od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się wzrostu o 6,3 proc.  Podobnie było w przypadku sprzedaży liczonej w cenach stałych, eliminujących wpływ inflacji. Tu wzrost wyniósł 5,6 proc., a więc być wyraźnie wyższy niż w styczniu (5,2 proc.) i niż spodziewali się analitycy (5,3 proc.). Z danych wynika, że wzrost konsumpcji nadal koncentruje się na artykułach szybkozbywalnych, o czym świadczy sięgający 13,5 proc. wzrost sprzedaży w niewyspecjalizowanych sklepach, czyli głównie w marketach, ale jednocześnie zaczyna przesuwać się w kierunku dóbr bardziej trwałych. Aż o 13,8 proc. zwiększyła się bowiem w lutym sprzedaż w kategorii meble oraz sprzęt RTV i AGD. Coraz więcej konsumenci wydają też na kosmetyki i wyroby farmaceutyczne, w przypadku których sprzedaż w cenach stałych zwiększyła się o 8,2 proc. Dynamika wzrostu sprzedaży żywności wyniosła jedynie 1,6 proc.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

O GERDA BROKER

GERDA BROKER specjalizuje się w doradztwie w zakresie identyfikacji optymalnych źródeł pozyskania przez przedsiębiorców finansowania, jak również w przygotowaniu formalnych aspektów związanych z organizacją kapitału niezbędnego do realizacji celów biznesowych. Obejmuje opieką doradczą małe, średnie oraz duże przedsiębiorstwa i doradza im w procesie pozyskiwania dodatkowych środków na realizację celów związanych z bieżącą działalnością operacyjną, ale także celów rozwojowych oraz inwestycyjnych. Gerda Broker powstała w 2013 roku z inicjatywy twórcy i głównego udziałowca firmy GERDA, której Polacy od 28 lat powierzają bezpieczeństwo swojego życia i mienia. Jest firmą niezależną, niepowiązaną z żadną grupą finansową, co pozwala na w pełni obiektywną ocenę potrzeb i sytuacji klientów i dobór odpowiednio dopasowanych produktów. W obliczu spadku atrakcyjności tradycyjnych form lokowania kapitału, siłą oferty Gerda Broker jest również możliwość inwestowania w nieruchomości – m.in. condohotele i zmodernizowane kamienice oraz w grunty o wysokim potencjale wzrostu wartości.

Do płynnej integracji OZE z systemem energetycznym niezbędne jest zapewnienie stabilnych dostaw energii w niesprzyjających dla OZE warunkach pogodowych. – Taką właśnie bazą może być istniejąca w TAURONIE flota bloków węglowych 200 MW – mówi Jarosław Broda, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. zarządzania majątkiem i rozwoju

– Jest to także szansa dla tych jednostek na poprawę rentowności. Dzięki zwiększonej elastyczności, w którą inwestujemy już od pewnego czasu, nasze bloki będą mogły dostosowywać się dynamicznie do potrzeb rynku i zarabiać na tym – precyzuje wiceprezes TAURONA.

Takie wykorzystanie bloków węglowych oznacza stworzenie technicznych możliwości ich wyłączania w sytuacji wysokiej podaży energii z OZE i szybkiego wejścia do pracy, gdy tej energii zaczyna brakować. Unowocześnione bloki będzie można łatwiej odstawiać oraz szybciej i częściej uruchamiać, również w nieregularnych odstępach, np. na weekendy lub sezonowo.

– TAURON konsekwentnie inwestuje w poprawę elastyczności jednostek, czego przykładem jest zainstalowanie wytwornic pary na naszych blokach. To rozwiązanie umożliwia właśnie odstawienie całej elektrowni w sytuacji, gdy na rynek trafia duża ilość energii z OZE – tłumaczy Broda.

Ten kierunek transformacji energetyki jest możliwy dzięki rynkowi mocy, który zapewnia podstawowe przychody jednostkom, których produkcja systematycznie spada zastępowana OZE. Mechanizm ten opiera się na założeniu, że wytwórcy energii uzyskują przychody nie tylko ze sprzedaży energii, ale również z tytułu utrzymania swoich jednostek wytwórczych w gotowości do pracy, kiedy system tego wymaga. – Gotowość do pracy w każdej chwili stanowi klucz do rynku opartego na współpracy węgla i OZE oraz zrozumienia, dlaczego rynek mocy jest niezbędny. Dzięki stabilnemu zapleczu, możliwe będzie bowiem przyłączanie większych ilości źródeł bezemisyjnych, a to z kolei klucz do sprawnej transformacji energetyki – podkreśla wiceprezes.

TAURON konsekwentnie pracuje też nad możliwością wychwytu i utylizacji dwutlenku węgla. – Realizowany w elektrowni w Łaziskach projekt CO2-SNG polega na przekształceniu CO2 pochodzącego z naszych elektrowni węglowych w gaz ziemny, w wyniku reakcji z wodorem pochodzącym z procesu elektrolizy wody zasilanego nadwyżką taniej energii z OZE lub bloków w dolinach nocnych. Oprócz rozwiązania problemu emisji CO2 technologia ta byłaby jednocześnie ogromnym chemicznym magazynem energii, co rozwiązałoby największy mankament OZE, czyli ich zależność od pogody – wymienia Jarosław Broda.

Aktualnie priorytetem inwestycyjnym TAURONA pozostaje dokończenie budowy bloku 910 MW w Jaworznie. Zaawansowanie budowy bloku przekroczyło już 87 procent, a zakończenie inwestycji planowane jest na czwarty kwartał 2019 roku.

Nowy blok będzie przystosowany do spełnienia restrykcyjnych norm z zakresu ochrony środowiska, znacznie ograniczając emisje dwutlenku węgla oraz pozostałych gazów emisyjnych. Po zakończeniu inwestycji, ze względu na ponad 10% wzrost sprawności w stosunku do bloków oddanych do eksploatacji w latach 70 i 80 ubiegłego wieku, do atmosfery trafi o 2 mln ton CO2 mniej, a w ramach wymagań polityki klimatycznej, blok będzie przygotowany pod budowę instalacji wychwytu CO2 ze spalin (CCS ready).

Blok 910 MW  w Jaworznie rocznie wytworzy około 6,5 TWh energii elektrycznej, co odpowiada zapotrzebowaniu 2,5 mln gospodarstw domowych.

Co czwarta firma z branży produkcyjnej planuje zwiększyć zatrudnienie w nadchodzącym kwartale. Produkcja przemysłowa już piąty kwartał z rzędu odnotowuje najwyższe zapotrzebowanie na pracowników wśród 10 przeanalizowanych przez ManpowerGroup sektorów rynku. Jednocześnie zajmuje trzecie miejsce w rankingu państw EMEA, gdzie najwięcej firm chce rekrutować nowych pracowników. Potwierdza to optymistyczną sytuację dla osób poszukujących pracy w tym obszarze i jest także wyzwaniem dla polskich przedsiębiorstw, by przyciągnąć i zatrzymać pożądanych kandydatów.

Pracodawcy w sektorze produkcji przemysłowej deklarują prognozę netto zatrudnienia (czyli wyrażoną w procentach różnicę pomiędzy firmami, które przewidują wzrost a tymi, które planują redukcję liczby zatrudnionych) po korekcie sezonowej na poziomie +22%. W ujęciu kwartalnym wskaźnik wzrósł o 1 punkt procentowy, a w ujęciu rocznym obniżył się o 3 punkty procentowe – potwierdza raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” przedstawiający plany pracodawców na drugi kwartał 2019 roku.
Dane wskazują, że 24% pracodawców zgłasza chęć powiększania swoich zespołów od kwietnia do czerwca bieżącego roku. 66% przebadanych firm nie przewiduje zmian w liczbie pracowników, a tylko 1% planuje redukcję etatów. Odsetek pracodawców, którzy planują zwiększyć zatrudnienie wzrósł o 2 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym, natomiast w ujęciu rocznym obniżył się o 8 punktów procentowych. Stabilną sytuację w produkcji przemysłowej potwierdza również mniejszy odsetek firm, które planują redukcję zatrudnienia. Wskaźnik ten obniżył się o 5 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego kwartału i tego samego okresu w 2018 roku.
– Pracodawcy będą poszukiwać kandydatów nie tylko na stanowiska bezpośrednio związane z produkcją, lecz także na stanowiska techniczne związane z szeroko rozumianą automatyzacją. Coraz więcej firm podejmuje decyzje o automatyzacji procesów, w celu zwiększania wydajności produkcji i możliwości dynamicznego odpowiadania na wyzwania rynku pracy Poszukiwani będą operatorzy i mechanicy maszyn, automatycy, inżynierowie procesów. W firmach z sektora produkcji przemysłowej konieczne jest także zadbanie o obsługę magazynową i transport wewnętrzny stąd zwiększone zapotrzebowanie na operatorów wózków widłowych – mówi Kamil Sadowniczyk z Manpower.
 –  Największego zapotrzebowania na pracowników w obszarze produkcji przemysłowej można się spodziewać w regionach najbardziej uprzemysłowionych oraz charakteryzujących się znacznym napływem inwestycji, czyli na Śląsku i w Wielkopolsce. To te firmy będą musiały zmierzyć się z największymi wyzwaniami związanymi z pozyskaniem i zatrzymaniem pracowników. Jednocześnie obserwujemy tam trend polegający na coraz częstszym korzystaniu przez pracodawców z rozwiązań typu OnSite, mających na celu wsparcie w zarządzaniu pracownikami tymczasowymi poprzez zespół pracujący na rzecz klienta, co pomaga między innymi w zmniejszeniu rotacji pracowników – dodaje Kamil Sadowniczyk.
Prognozy_zatrudnienia_2019_vs_2018.png
Mimo wysokich prognoz zatrudnienia obserwujemy ostrożny optymizm ze strony pracodawców spowodowany między innymi niepewną sytuacją związaną z Brexitem. Z uwagą śledzimy również sytuację na rynku niemieckim, od którego nasza gospodarka jest w znacznym stopniu uzależniona. Obecnie nie ma powodów, by mówić o negatywnych zmianach na rynku, jednak nie możemy być pewni, że pozytywny trend utrzyma się do końca roku. Zależy to również od naszej wewnętrznej konsumpcji w Polsce. Na wyniki prognozy możemy też spojrzeć od strony pracodawców, którzy w wyniku niedoboru kandydatów nadal nie osiągnęli swojego docelowego poziomu zatrudnienia, dlatego od kilku kwartałów niezmiennie deklarują chęć pozyskiwania nowych pracowników – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.
Polska produkcja przemysłowa uzyskała również wysokie trzecie miejsce w zestawieniu 26 analizowanych rynków regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Polskę wyprzedziła Rumunia z prognozą wynoszącą +25% i Grecja, ze wskaźnikiem +23%. Tuż za podium znajduje się Słowacja (+20%), Słowenia (+19%) i Finlandia (+19%). Optymizm jest również zauważalny we Francji (+16%), a także w Niemczech (+14%) oraz Wielkiej Brytanii (+7%) i Austrii (+7%). Na przeciwległym biegunie znajdują się Czechy (-1%) i Hiszpania (0%).
Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 44 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

NikolaTesla Switch to seria najnowszych płyt grzewczych włoskiej marki, która rewolucjonizuje codzienne doznania kulinarne. Przepiękne wzornictwo oraz innowacyjność połączenia dwóch urządzeń w jednej bryle to od dawna poszukiwana harmonia w kuchni.

Elica od dawna wydobywa ze sprzętów to co najlepsze – maksymalną dbałość o szczegóły oraz funkcjonalność, wydajność i energooszczędność. Taka też jest najnowsza seria płyt grzewczych NikolaTesla Switch, która łączy funkcję grzewczą z wentylacją. Umieszczony pośrodku płyty ruchomy dysk, można jednym ruchem scalić ze szklaną powierzchnią urządzenia, dzięki czemu widać synergię pomiędzy formą a funkcją sprzętu. To właśnie dzięki wspomnianemu dyskowi, użytkownik poprzez obrót nawet o 360 stopni może swobodnie dostosować i zwiększać efektywność pracy wyciągu poprzez bliski kontakt z garnkiem.

Fabrizio Crisà

Urządzenie zostało wyposażone także w inne, równie innowacyjne rozwiązania – m.in. czujniki mierzące jakość powietrza i dostosowujące do niej moc pochłaniania urządzenia (dzięki temu optymalizowane jest zużycie energii elektrycznej). Najnowsza płyta indukcyjna ma cztery strefy gotowania, choć dodatkowo urządzenie pozwala na elastyczne połączenie dwóch stref w jedną dużą.

Fabrizio Crisà – główny projektant firmy Elica zadbał także o efektowną formę panelu sterowania. Intuicyjny, podświetlony na czerwono panel obsługi pozwala regulować obszary grzewcze, dzięki 5-ciu wygodnym w użyciu sliderom. W trybie gotowości zaś panel jest całkowicie niewidoczny, dzięki czemu idealnie wpisuje się w dzisiejszą, minimalistyczną estetykę kuchni. Uzupełnieniem wzorniczym urządzenia może być wybór wersji kolorystycznej ruchomego dysku.

Najnowszy model płyty indukcyjnej jest imponująco cichy – emituje szum o natężeniu zaledwie 60 dB(A), pracując przy tym w klasie efektywności energetycznej A+. Producent w zależności od wersji pozwala na instalację okapu zarówno w trybie wyciągu, jak i pochłaniacza.

Prezentacja modelu odbyła się po raz pierwszy w Polsce podczas trasy Elica RoadShow z mobilną ekspozycją.

Fot. Paweł Łada

  • Małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 99 proc. wszystkich firm w Unii Europejskiej, zapewniając 2/3 miejsc pracy i będąc motorem napędowym gospodarki regionu [1].
  • 25 proc. MŚP z krajów UE prowadzi handel międzynarodowy – wśród grupy korzystającej z PayPal to aż 84 proc.
  • Polskie firmy sprzedające swoje produkty online za pośrednictwem PayPal rosną siedem razy szybciej niż te działające offline, z czego ponad 1/3 ich produktów trafia do krajów poza Unią Europejską.
PayPal przeanalizował dane z 157 636 małych i średnich firm z 28 krajów Unii Europejskiej, które aktywnie korzystają z jego usług. Powstały w wyniku badania raport „Rozwój sektora MŚP w Europie” udowadnia, że wbrew obiegowej opinii tempo rozwoju MŚP nie jest zależne od tego, z jakiego miejsca prowadzą działalność. Przedsiębiorstwa zlokalizowane w dużych miastach rozwijają się w podobnym tempie (14 proc.), jak te mające siedzibę w obszarze wiejskim (12 proc.).
Największy wpływ na ekspansję międzynarodową firm ma rozwój cyfrowej gospodarki, zwiększenie eksportu oraz możliwość korzystania z płatności online. W całej Unii Europejskiej jedynie 17 proc. MŚP sprzedaje swoje produkty oraz usługi w internecie. W Polsce to jeszcze mniej – 13 procent [2]. Potencjał rynku jest jednak ogromny: szacuje się, że transgraniczny e-handel będzie rósł w tempie 27 proc. rocznie i w 2020 roku osiągnie wartość ponad 1 biliona dolarów.
Cyfrowe okno na świat
Małe i średnie przedsiębiorstwa napędzają gospodarkę – zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. W obu przypadkach stanowią ok. 99 proc. wszystkich firm i generują ponad dwie trzecie całkowitego zatrudnienia. W ciągu ostatnich pięciu lat były odpowiedzialne za stworzenie ok. 85 proc. nowych miejsc pracy. Co więcej, zgodnie z danymi PayPal, firmy z regionu sprzedające transgranicznie mają znacznie większą dynamikę wzrostu (14,3 proc.) w porównaniu do tych, które działają tylko lokalnie (2 proc.). To dowód na to, że e-commerce otwiera zupełnie nowe możliwości ekspansji – również na zagranicznych rynkach.
Cyfryzacja handlu oraz łatwy dostęp do narzędzi umożliwiających sprzedaż w internecie – od generatorów witryn internetowych po zaufane systemy płatności online ­– dają firmom taką samą szansę na rozwój międzynarodowy, niezależnie od tego, gdzie mają siedzibę. Potwierdzenie tej tezy widać również wśród polskich przedsiębiorstw. Z danych PayPal wynika, że polskie firmy osiągają 38,9 proc. całego wolumenu płatności ze sprzedaży do krajów poza Unią Europejską. To lepszy wynik niż w przypadku przedsiębiorstw z Francji (36,2 proc.) czy Niemiec (34,4 proc.). Wciąż jednak jesteśmy w tyle za takimi krajami jak Wielka Brytania (59 proc.), Norwegia (57,1 proc.) czy Czechy (53 proc.).

– Małe firmy zawsze były trzonem naszej gospodarki, zarówno w przypadku Polski, jak i Europy, ponieważ generują 57 proc. wartości dodanej w Unii. Im więcej firm z tego sektora w danym państwie, tym większy jego wzrost gospodarczy. W Polsce takie firmy wytwarzają 51 proc. wartości dodanej, zapewniając 68 proc. krajowego zatrudnienia [3]. Małe i średnie przedsiębiorstwa zawsze były w centrum zainteresowania PayPal i dlatego chcemy je wspomóc w rozwoju biznesu, m.in. poprzez dostarczanie im innowacyjnych rozwiązań, takich jak np. PayPal One Touch – Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią.

Mikroprzedsiębiorstwa motorem napędowym gospodarki

Internet umożliwia firmom z sektora MŚP łatwy dostęp do ponad czterech miliardów konsumentów z każdego zakątka świata, niezależnie od rozmiaru czy branży firmy. Przedsiębiorstwa sprzedające na rynki unijne rosną dwa razy szybciej w porównaniu do tych, które sprzedają tylko we własnym kraju.

– Małe i średnie przedsiębiorstwa mają dostęp do wielu narzędzi, które pozwalają im dotrzeć do miliardów konsumentów na całym świecie. Ciągłe wykorzystywanie tego potencjału jest niezwykle ważne dla zachowania dobrej pozycji w walce o nowych klientów. Przeciętne polskie MŚP eksportuje towary i usługi za pośrednictwem PayPal na ok. 17 zagranicznych rynków, podczas gdy przedsiębiorca z Węgier dociera do 22, a z Czech do 20 państw. Pokazuje to, że przed rodzimymi firmami stoją ogromne możliwości, jeśli chodzi o dalszą ekspansję – Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią

Świat stoi otworem przed małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Jak pokazują dane, wykorzystywanie narzędzi online i możliwości dawanych przez e-commerce bezpośrednio przekłada się na dobre wyniki sprzedaży. Europejskie firmy korzystające z PayPal są zdecydowanie bardziej aktywne na arenie międzynarodowej niż ich tradycyjni odpowiednicy – prawie połowę swoich towarów i usług (41,4 proc.) sprzedają poza UE, a 58 proc. ich eksportu trafia na rynki wewnątrz UE. Dla porównania, tylko 28 proc. eksporterów, którzy nie sprzedają w internecie, dotarło ze swoimi towarami poza Unię. Widoczne są także różnice w dynamice rozwoju – firmy sprzedające poza region, akceptujące płatności przez PayPal, osiągały znacznie większą stopę wzrostu niż te, które ograniczały się do rynków europejskich (15 proc. vs -10 proc.). W Polsce 61,1 proc. eksportu generowanego przez MŚP jest sprzedażą wewnątrz Unii, podczas gdy 38,9 proc. eksportuje także na rynki poza nią.
Cały raport można pobrać stąd: link.

Eksperci

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

Jak jest dobrze, to trzeba korzystać

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozy...

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

Program 500 plus najhojniejszym programem na świecie

Rozszerzenie programu Rodzina 500 plus na każde dziecko pochłonie dodatkowo ok. 20 mld zł rocznie. W...

AKTUALNOŚCI

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut ...

Strajk nauczycieli, czyli dlaczego porozumienia branżowe ważne dla gospodarki

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że układy zbiorowe i porozumienia branżowe – także w se...

Polacy coraz chętniej stawiają na własny biznes

Polska mikroprzedsiębiorczość intensywnie się rozwija. Na koniec 2018 r. liczba nowo zarejestrowanyc...

Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji?

FPP: Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji? Ustalenie ceny kursu z góry ...

Czy globalne spowolnienie przerodzi się w recesję?

Prognozy inwestycyjne na drugi kwartał 2019 Pierwsze trzy miesiące 2019 roku były dla rynków finanso...