środa, Czerwiec 19, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Styczeń 7

Dzienne archiwaSty 7, 2019

Prezes Fed Powell w piątek dał inwestorom sygnał, który pozwala na start rajdu ryzyka i próbę wymazania ponurego obrazu rynków z końcówki ubiegłego roku. Razem z pozytywnym wydźwiękiem raportu NFP oraz tlącymi się nadziejami na postępy w rozmowach handlowych USA i Chin dostajemy mieszankę, która powinna przynieść porzucenie bezpiecznych przystani na rzecz odbicia akcji, surowców i walut ryzykownych.

Prezes Fed Powell powiedział w rynkom to, co chcieli usłyszeć – Fed nie będzie uparcie normalizował polityki, jeśli nie będzie do tego idealnych warunków, nie tylko w kraju, ale ogólnie na świecie. W ostatnich tygodniach determinacja Fed do kontynuowania podwyżek stóp procentowych i zacieśniania ilościowego byłą paliwem dla rozterek inwestorów obawiających się mocnego spowolnienia gospodarczego. Jakkolwiek Powell wyraził zadowolenie z bieżącej kondycji gospodarki USA, tak przyznał, że rynek ma świadomość z obaw, jakie krążą po rynkach, oraz z ryzyk globalnych. W efekcie polityka Fed będzie elastyczna i może szybko ulec zmianie, jeśli zajdzie potrzeba. To było to, co pozwoliło odmienić rynkowy sentyment. Fed jest gotów wziąć na wstrzymanie, jeśli pomoże to uspokoić sytuację rynkową (która w ocenie Fed, ale też i moim, jest przereagowaniem).

Na jak długo Fed wyłączy jastrzębi tryb? Na razie jest to nieistotne. Liczy się tylko to, że pojawił się impuls, który pozwala inwestorom na świeży start w 2019 rok z apetytem na ryzykowne aktywa. Na boku czeka sporo kapitału, który w ostatnim czasie został wyrzucony z rynku. Flash crash na walutach w ubiegłym tygodniu, załamanie Wall Street z 24 grudnia, spadkowa spirala cen ropy naftowej. Wszędzie tam długie pozycje zostały „wypłukane” i ich posiadacze mogą teraz ponownie wracać na rynek. Tymczasem w obecnych warunkach posiadacze krótkich pozycji mogą czuć się niekomfortowo i ich wychodzenie z rynku będzie dodatkową siłą pchającą ceny w górę. Dziś rano handel w Azji dołożył jeszcze jeden argument premiujący rajd ryzyka – startujące w tym tygodniu rozmowy handlowe USA-Chiny są odbierane jako powód do nadziei na postęp w negocjacjach.

Na FX zwycięzcami są waluty ryzykowne, szczególnie te powiązane z rynkiem towarowym i Chinami, a zatem AUD, NZD, CAD, NOK. Na rynkach wschodzących mocny jest ZAR. Traci USD, nie tyle przez gołębi zwrot Fed, co przez osłabienie znaczenia dolara jako „bezpiecznej przystani”. Podobny los powinien wkrótce czekać JPY i CHF. EUR/USD dalej pozostaje zamknięty w konsolidacji 1,13-1,15, ale sufit tego kanału wkrótce może znaleźć się pod presją. Tworzące się warunki mogą być przyjazne też dla złotego, problem jednak w tym, że Polska jest dla inwestorów nudnym tematem i nie ma chętnych do kupna PLN. To zamyka EUR/PLN w dobrze znanym przedziale 4,28-4,31, choć w najbliższych dniach powinno być łatwiej o dryf w dolnej połowie zakresu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fot. Pixabay

Pierwsze finansowe kary w Europie są już nakładane. Niechlubnym przykładem została Portugalia. Organ nadzorczy w tym kraju – Comissão Nacional de Proteção de Dados (CNPD) – nałożył na szpital Barreiro Montijo karę w wysokości 400 tys. euro, czyli ok 1,7 mln zł. Warto zwrócić również uwagę na ogromną skalę zgłaszanych incydentów naruszenia prawa ochrony danych osobowych.

Francuski urząd ochrony danych, tj. CNIL, wskazuje, że od 25 maja do 1 października br. zgłoszono 742 takich przypadków. Dotyczyły one ponad 33 mln osób we Francji i innych krajach. Globalni gracze niedługo również mogą doświadczyć negatywnych konsekwencji RODO. Za naruszenie bezpieczeństwa i wyciek danych z niemal 50 mln kont użytkowników Facebooka, portalowi grozi kara finansowa w wysokości nawet 1,63 mld dol.

Czas na kary w Europie

Za naruszenie istotnych przepisów ochrony danych osobowych RODO przewiduje grzywnę do 20 mln EUR, a w przypadku przedsiębiorstwa – do 4% całkowitego światowego obrotu z poprzedniego roku. Niższe kary, do 10 mln EUR lub do 2% światowego obrotu, przewidziane są w sprawach mniejszej wagi.

 – „Pierwszy kurz RODO” opadł. Przedsiębiorstwa muszą być świadome, że przepisy RODO nie będą martwymi przepisami. A niestety wydaje się, że część organizacji lekceważy nowe regulacje i w dalszym ciągu lekkomyślnie podchodzi do ochrony danych osobowych. Szacuje się, że nawet 50% polskich przedsiębiorców nie poradziło sobie z pełnym wdrożeniem RODO.  Należy przypuszczać, że ta liczba jest i tak przeszacowana, a jednak jak dotąd polski organ nadzorczy – Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nikogo nie ukarał – wskazuje adw. Marcin Zadrożny, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Przykładów naruszeń i kar jest coraz więcej. Kolejnym państwem z nałożoną grzywną została Austria. Tamtejszy organ odpowiedzialny za ochronę danych – DCB wydał decyzję o ukaraniu kwotą w wysokości 4800 euro za źle ustawiony monitoring. Nasi zachodni sąsiedzi również pierwszą karę mają już za sobą. Łączna ich wysokość w tym kraju wyniosła 2350 euro. W październiku również brytyjskie Biuro Rzecznika ds. Informacji (ICO) nałożyło karę na spółkę Heathrow Airport Limited w wysokości 120 tys. funtów. Finansowa kara jest niska, ponieważ postępowanie toczyło się zgodnie z przepisami o ochronie danych z 1998 r. a nie na podstawie RODO, z uwagi na czas wystąpienia zdarzenia – 16 października 2017 roku.

A co z Polską?

Wydaje się, że finansowe konsekwencje łamania przez firmy unijnego rozporządzenia za nieprzestrzeganie przepisów są nieuniknione także w naszym kraju. Przed 25 maja 2018 roku panował chaos informacyjny, część organizacji starała się szybko dostosować do wymagań nowych przepisów.

– Polscy przedsiębiorcy „narzekają” najczęściej na to, że RODO ogranicza możliwość działań marketingowych oraz sprzedażowych. Należy zaznaczyć, że zazwyczaj są to konsekwencje źle wdrożonego RODO. Dlatego też zaleca się przeprowadzanie audytów po zakończonym procesie wdrożenia – dodaje adw. Marcin Zadrożny, ODO 24. Oczywiście RODO niejednokrotnie poprzez uwzględnienie ochrony danych w fazie projektowania wydłuża proces wejścia produktów i usług na rynek, ale bezpieczeństwo danych osobowych to ochrona naszej prywatności. Można przypuszczać, że dopiero pierwsza finansowa kara nałożona na polski podmiot przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych da drugi impuls do dostosowania się do nowych, ale już obowiązujących wymagań prawnych – dodaje.

Według Europejskiej Rady Ochrony Danych złożono ponad 42 tys. skarg do krajowych organów nadzorczych (w Polsce prawie 2 500 skarg do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych).

Rok 2018 zamyka się wysokim poziomem niepewności o perspektywy globalnej gospodarki i kierunek, w którym podążają rynki. Jak jednak wynika z raportu „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” przygotowanego przez TMS Brokers, nastroje już wkrótce mogą się poprawić. Eksperci w nowym roku upatrują wzrostów, m.in. wśród instrumentów takich jak złoto czy ropa naftowa WTI.

Wiele pytań o kondycję globalnej gospodarki wciąż pozostaje bez odpowiedzi, w tym te związane z protekcjonizmem w polityce handlowej, Brexitem, czy faktycznym stanem ekonomii Chin. To od nich w dużej mierze zależą decyzje podejmowane przez inwestorów w nowym roku. Jak wynika z publikacji TMS Brokers „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”, choć obecne nastroje nie są zbyt optymistyczne, koniec roku może zaowocować ich poprawą.

Zobacz też:

Jak polscy przedsiębiorcy mogą złagodzić skutki otwierania się niemieckiego rynku pracy?

– Pomimo trudnego czwartego kwartału, nie obserwujemy niekontrolowanej paniki na rynkach. To sugeruje, że inwestorzy nie porzucają wizji uspokojenia i wyjścia globalnej gospodarki z przejściowego dołka. Uważam, że światowa gospodarka jest w lepszej kondycji niż można sądzić po nerwowości rynków finansowych. Jednak aby zacząć myśleć optymistycznie, konieczne jest wyklarowanie sytuacji wokół najważniejszych źródeł niepewności – mówi Konrad Białas, główny ekonomista w TMS Brokers.

Instrumenty, na jakie warto zwrócić uwagę w kontekście możliwych wzrostów w 2019 roku to przede wszystkim złoto, ropa naftowa WTI oraz wybrane pary walutowe, w tym m.in. EUR/USD.

Po fatalnym roku na rynku metali szlachetnych, tegoroczny trend ma szansę się odwrócić. Analitycy upatrują wzrostów cen złota w spadającej rentowności obligacji skarbowych USA oraz ewentualnych turbulencjach na giełdach. Nie bez przyczyny kruszec nosi miano „bezpiecznej przystani”.

W przypadku ropy naftowej WTI, obecny pesymizm może odwrócić się wraz ze słabnięciem obaw o gigantyczną nadpodaż surowca. Wiąże się to z niestabilnością w państwach takich jak Angola, Nigeria, Libia czy Wenezuela.

Jeśli chodzi o pary walutowe, w przypadku EUR/USD, wzrost rentowności europejskich obligacji będzie zachęcać do powrotu kapitału inwestycyjnego na rynki Europy, ciągnąc euro do góry. Analitycy przewidują, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na podniesienie kosztu pieniądza we wrześniu 2019 r., ale rynek walutowy będzie się na to szykował jeszcze w drugim kwartale, budując popyt na euro.

W raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” znalazły się również analizy związane z możliwymi spadkami. – W 2019 roku spodziewamy się kontynuacji turbulencji na rynkach giełdowych. Słabszy globalny wzrost i mniej korzystna polityka pieniężna głównych banków centralnych to główne argumenty za słabością koszyka tzw. emerging markets. W rezultacie, po silnych wzrostach w 2018 roku, pod szczególnie mocną presją może znaleźć się brazylijski rynek akcji – podkreśla Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz
w TMS Brokers.

Jak zatem będzie wyglądać ogólna kondycja globalnej gospodarki w 2019 roku? Wzrost gospodarczy w USA powinien znajdować się powyżej średniej, pomimo zaników impulsów fiskalnych. W przypadku globalnego spowolnienia, źródłem ryzyka może natomiast okazać się wysoki deficyt budżetowy USA. W Europie wciąż głównymi punktami zapalnymi pozostają Brexit oraz kryzys we Włoszech. Prawdopodobnie osłabnie wzrost gospodarczy Chin, w związku z cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa. Nie można mówić jednak o załamaniu, bowiem chińskie władze dysponują szeroką paletą narzędzi, którymi mogą stymulować gospodarkę.

Więcej informacji na temat stanu światowych gospodarek, a także kluczowych wydarzeń na rynkach w 2019 roku znajduje się w raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”.

Link do pobrania raportu: https://lp.tms.pl/lp,prognozy_2019

Mat. prasowy TMS Brokers

Exodusu nie będzie, ale Polska stanie się dla Ukraińców krajem tranzytowym do Niemiec.

Wielu przedsiębiorców w Polsce z obawą czekało na decyzję rządu Angeli Merkel w sprawie otwarcia niemieckiego rynku pracy. 19 grudnia 2018 r., rząd w Berlinie zatwierdził projekt nowej ustawy, która m.in. ogranicza przeszkody formalne w zatrudnianiu pracowników z krajów spoza UE. Na szczęście dla polskiej gospodarki, projekt musi przejść jeszcze ścieżkę legislacyjną i nowe prawo wejdzie w życie 1 stycznia 2020 r. Polscy przedsiębiorcy mają więc rok na przygotowanie się na ewentualny odpływ pracowników z Ukrainy. To, że on nastąpi, jest pewne. Pytanie tylko, w jakim stopniu i jak możemy go zminimalizować. Stawką jest nawet 1,6 proc. PKB.

ZIEMIA (NIE) OBIECANA

Niemiecka gospodarka dotkliwie odczuwa brak rąk do pracy, a zwłaszcza brak specjalistów. Nowa ustawa ma ułatwić ich pozyskanie, głównie z Ukrainy. Na pierwszy rzut oka, otwarcie niemieckiego rynku pracy to obietnica świetlanej przyszłości dla Ukraińców. Na przeszkodzie stoi jednak nadal kilka barier, które mogą  spowolnić exodus.

Zobacz też:

Przyszłość dostaw energii w Polsce – zdecentralizowany system czy duzi producenci?

Pierwsza, to roczny proces wdrożenia nowej ustawy, która ma scalić około 50 różnych regulacji. W dodatku, nowe prawo ma obowiązywać tylko 2,5 roku. Jeśli Bundestag uzna, że jest więcej minusów niż plusów, to ustawy nie przedłuży. Tym samym pryśnie perspektywa dłuższego zarobku, który mógłby zrekompensować wysokie koszty utrzymania w Niemczech. Niemieckie urzędy będą także weryfikować posiadane doświadczenie zawodowe. System kształcenia zawodowego w Niemczech jest specyficzny i znacznie odbiega od systemów funkcjonujących w innych krajach. Uznanie  kwalifikacji może nie być takie proste. Do otrzymania wizy uprawniającej do półrocznego pobytu w Niemczech i poszukiwania pracy, potrzebne będzie też odpowiednie wykształcenie (wyższe lub zawodowe) i znajomość języka niemieckiego.

Ta ostatnia jest drugą, bardzo ważną barierą. Język polski jest podobny do ukraińskiego, co pozwala Ukraińcom na podjęcie w Polsce pracy „od ręki”. Lepsza znajomość polskiego i odpowiednie kwalifikacje, dają zaś możliwość podjęcia bardziej specjalistycznej pracy, a nawet na stanowiskach kierowniczych. Niemieccy pracodawcy nie są tak elastyczni.

Przeczytaj również:

6 trendów, które w 2019 roku zmienią branżę IT   

Z naszego doświadczenia w zatrudnianiu Polaków w dużych przedsiębiorstwach w Niemczech wiemy, że niemieccy pracodawcy nie stosują specjalnych taryf ulgowych wobec cudzoziemców, którzy przyjeżdżają do nich do pracy. Od pierwszego dnia traktują ich tak, jak każdego nowego niemieckiego pracownika i oczekują znajomości języka niemieckiego przynajmniej na poziomie B2. Mieliśmy nawet taki przypadek, że na stanowisko kierowcy wymagany był płynny niemiecki. – mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Taryfy ulgowej może nie być również w organizacji pracy i życia w Niemczech, bo niemieccy pracodawcy oczekują samodzielności.

– W Polsce nauczyliśmy pracowników z Ukrainy „prowadzenia za rękę” od pierwszego dnia pobytu. Oprócz zapewnienia zakwaterowania oraz formalności związanych z legalizacją pobytu, pracownik z Ukrainy często otrzymuje wsparcie dwujęzycznego koordynatora, który pomoże mu się wdrożyć. W efekcie brak znajomości języka polskiego nie jest przeszkodą. – twierdzi Daniel Sola, kierownik projektów międzynarodowych w Trenkwalder. Z tego co wiem, na ten moment, niemieccy pracodawcy nie oferują zaplecza mieszkaniowego, a formalności związane z meldunkiem są skomplikowane. Nie ma także koordynatorów wspierających, a jeżeli są to raczej w ograniczonej ilości. Czas pokaże, czy w ciągu roku niemieccy pracodawcy przygotują podobne udogodnienia, jak w Polsce.  – dodaje Daniel Sola.

TRANZYT DO NIEMIEC

Pracownik z Ukrainy potrzebuje określonego czasu, aby zebrać pieniądze i pozwolić sobie na wyjazd do Polski. Na wyjazd do Niemiec potrzebne są dużo większe środki. Dlatego, nawet od stycznia 2020 r., raczej nie musimy obawiać się natychmiastowego odpływu ukraińskich pracowników.

– Spodziewamy się, że Polska stanie się miejscem tranzytowym dla pracowników z Ukrainy. Przez kilka miesięcy będą zarabiać u nas na wyjazd do Niemiec. Prawdopodobnie, stąd będą też szukać ewentualnego zatrudnienia w Niemczech. Nie mówimy więc o masowych wyjazdach, ale o stopniowym procesie. – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny w Trenkwalder.

Sami Ukraińcy pracujący w Polsce także nie zakładają scenariusza exodusu.

Wiele osób jest zainteresowanych ułatwieniami, jakie planuje rząd niemiecki, kuszą wyższe zarobki, ale Ukraińcy sami ostrożnie podchodzą do tego tematu i nie wyobrażam sobie, aby masowo wyjeżdżali w ciemno do Niemiec, jak tylko ten kraj otworzy im granice. Wiąże się to ze znacznie wyższymi kosztami, a przecież zanim ktoś znajdzie sobie pracę, to musi się wcześniej utrzymać, zapłacić za mieszkanie, tym bardziej, że Ukraińcy przebywający przez pierwszy okres na terenie Niemiec, nie mogą liczyć na wsparcie socjalne. Stąd przewiduję, że na początku będą wyjeżdżały pojedyncze osoby, a gdy się zaaklimatyzują, to będą rekomendować znajomym. – mówi Ihor  Brekhnich, koordynator zatrudniana obcokrajowców w Trenkwalder.

Dziś czas działa jeszcze na korzyść polskiego rynku pracy, nie oznacza to jednak, że polscy pracodawcy mogą spać spokojnie. Już teraz należy podjąć kroki, które pomogą minimalizować odpływ pracowników z Ukrainy.

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA OTWARCIE NIEMIECKIEGO RYNKU?

Chociaż zdarza się, że pracownicy z Ukrainy zarabiają w Polsce więcej niż Polacy na tym samym stanowisku, to nadal nie jesteśmy w stanie konkurować wynagrodzeniem z niemieckimi pracodawcami.

Minimalne wynagrodzenie w euro, styczeń 2018 Polska Niemcy
480 1498

Źródło: Eurostat, luty 2018 (płaca minimalna w euro:  styczeń 2018) 

Co w takiej sytuacji mogą zrobić polscy przedsiębiorcy, żeby zatrzymać pracowników z Ukrainy?

Moim zdaniem nie ma sposobu na zatrzymanie pracownika, dla którego najważniejsze jest wynagrodzenie. A jest to większość niewykwalifikowanych pracowników produkcyjnych. Niemcy oferują wynagrodzenie  trzykrotnie wyższe niż w Polsce. Możemy natomiast powalczyć o pracowników wykwalifikowanych – specjalistów. Warto zaproponować im umowę na dłuższy okres lub na stałe, pomoc w osiedleniu się i sprowadzeniu rodziny. – mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny w Trenkwalder.

Polskim przedsiębiorcom może pomóc mniejsza biurokracja. Chociażby usprawnienie wydawania dokumentacji. I tu apel do rządu i urzędników, bo dzisiaj proces legalizacji zatrudnienia, w zależności od urzędu, trwa nawet kilka tygodni. To czas, w którym ani pracownik, ani jego przyszły pracodawca nie zarabiają. Dla obywateli z Ukrainy to kluczowe, aby nie tracić czasu, ani nie ponosić niepotrzebnych kosztów w oczekiwaniu na podjęcie legalnej pracy w Polsce.

Ważnym argumentem do pozostania w Polsce może być również poczucie stabilizacji i informacja o perspektywie stałego zatrudnienia.

Pracodawcy, którzy chcieliby zatrudnić pracownika z Ukrainy na dłuższy czas, powinni jak najszybciej wystąpić o pozwolenie na pracę na długie okresy. To pomoże zatrzymać pracowników. Jednak wiemy, że dla wielu polskich firm procedury legalizacji pobytu oraz zatrudnienia są skomplikowane i czasochłonne. Do Trenkwalder zgłasza się coraz więcej pracodawców, którzy zlecają nam wykonanie tych czynności w ich imieniu. – mówi  Ewelina Glińska-Kołodziej.

Pracodawcy, którzy zatrudniają na krótkie okresy, czyli od trzech do sześciu miesięcy, mogą faktycznie mieć w przyszłości problemy kadrowe. Podobnie przedsiębiorcy, którzy oferują najniższe wynagrodzenia i już dziś mają dużą rotację wśród pracowników z Ukrainy. Ci powinni już teraz zastanowić się czy nie warto pomyśleć o pracownikach z bardziej odległych lokalizacji np. Bangladeszu lub Nepalu. Decyzję należy podejmować szybko, bo sam czas oczekiwania na wizy dla pracowników z tych krajów to nawet dziesięć miesięcy.

mat. prasowy

 

Eksperci

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

AKTUALNOŚCI

Już za tydzień wakacje! – oto Twój przedwakacyjny niezbędnik

Z jednej strony wakacyjny wyjazd to świetna sprawa. Z drugiej – to masa spraw, z którymi musimy się ...

Polacy coraz bardziej odczuwają wzrost cen żywności

83 proc. uczestników badania „Sytuacja na rynku consumer finance” KPF i IRG SGH, przeprowadzonego w ...

Europosłowie od lipca przystąpią do pracy

Tegoroczny kalendarz prac Parlamentu Europejskiego przewiduje pięć sesji plenarnych w Strasburgu i t...

Rosnące cła wyhamują wzrost gospodarczy. Czy odbije się to na bijącej rekordy polskiej wymianie

Napięta sytuacja na linii USA-Chiny budzi wiele wątpliwości co do przyszłości globalnej wymiany hand...

Kolejna fala cyfrowej transformacji przed nami

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dw...