sobota, Sierpień 24, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Styczeń

Miesięczne archiwaStyczeń 2019

4 Design Days to już nie tylko targi, podczas których główną rolę odgrywa wzornictwo produktów. Potwierdziła to tegoroczna edycja, która skupiła się także na temacie ekologii w projektowaniu. Temat ten był poruszany podczas wielu paneli, ale także co ważne – przez samych producentów na ich ekspozycjach. Aspekty troski o środowisko i odpowiedzialne projektowanie dobitnie zauważyliśmy na stoisku szwajcarskiej Grupy Geberit.

Geberit, jako specjalista w produkcji m.in. systemów instalacyjnych i stelaży podtynkowych, podczas tegorocznych targów rzucił światło na kwestie ekologii w procesie produkcji urządzeń sanitarnych na świecie. Temat ten był widoczny na ekspozycji firmy zlokalizowanej w katowickiej hali Spodka. Stoisko nie tylko przyciągało zielenią, ale także rozwiązaniami znacząco optymalizującymi zużycie wody i energii elektrycznej. Co więcej, na gości czekał miły upominek w postaci doniczki z kwiatem, który symbolizował troskę o przyrodę.

– Kwestie ekologii i ochrony środowiska są nam bardzo bliskie i od dawna są one wpisane w DNA marki. Dodatkowo podczas tegorocznych targów 4DD chcemy też promować kooperację z fundacją WWF w aspekcie wsparcia programu „Strażnicy Rzek” – mówił dla portalu BiznesTuba.pl, Krzysztof Brzeziński, dyrektor marketingu w firmie Geberit sp. z o. o.

Geberit był obecny także podczas jednego z paneli dotyczących problemu ekologii w procesie projektowym. Krzysztof Brzeziński, jako jeden z prelegentów, poruszył kwestie proekologiczne w biznesie. Jako przedstawiciel firmy produkcyjnej skupił się na kwestiach wykorzystania choćby tworzywa sztucznego i tego, jak ograniczyć negatywny ślad produkcyjny w środowisku. Według firmy Geberit rozwiązaniem może być jak najdłużej służący produkt, który będzie klientowi towarzyszył przez wiele lat. Żywotność spłuczki podtynkowej jest obliczana na m.in. 50 lat.

Acanto: pełne spektrum produktów dostępne w 2019 roku

Geberit znany jest przede wszystkim z produktów profesjonalnych, jednak tegoroczna edycja 4DD pokazała rozszerzone kompetencje producenta – klienci po raz pierwszy w tym roku mogli także przyglądać się produktom konsumenckim, czyli pełnej serii łazienkowo-ceramicznej Acanto. Na ekspozycji nie zabrakło także oferty flagowych produktów do instalacji „za ścianą”, czyli podtynkowych systemów instalacyjnych.

Połączenie kompetencji produktowych idealnie odzwierciedliła ekspozycja, przedstawiająca zaplecze procesów produkcyjnych. Zwiedzający ekspozycję marki Geberit mogli więc przyjrzeć się, jak wyglądają fazy produkcji, jakie komponenty i technologie wykorzystywane są np. do tworzenia ceramiki, a także jak wyglądają matryce do przygotowania form, z których z kolei powstają odlewy produktów ceramicznych.

„Design meets function”

Producent znając trendy sprzedażowe postawił podczas tych targów na zaprezentowanie eleganckiego designu subtelnych umywalek czy baterii. Duże wrażenie na zwiedzających zrobił także trend widoczny po zachodniej stronie granicy, mianowicie wkroczenie elektroniki do łazienki. Geberit zaprezentował toalety myjące AquaClean. Wpisują się ona m.in. w nowe hasło przewodnie, które będzie towarzyszyć marce i jej produktom w nowym roku sprzedażowym, czyli design w połączeniu z funkcjonalnością.

Przeczytaj także:

Klient też może być projektantem, czyli nowości firmy Elita Meble z katowickich targów 4 Design Days

Międzynarodowe Targi Designu 4DD przyciągnęły ponad 25 tysięcy zwiedzających. Wielu z nich to profesjonaliści na co dzień dbający o to, aby nasze wnętrza były funkcjonalne, przestronne i co najważniejsze – ładne. Dla nich, ale i klientów indywidualnych firma Elita przygotowała najnowsze propozycje mebli łazienkowych.

Firma Elita znalazła się w gronie ponad 300 wystawców targów 4 Design Days, którzy w dniach 24–27 stycznia pokazali najnowsze rozwiązania do domu. Elita, producent wysokiej jakości mebli łazienkowych, postawił w tym roku na piękne stoisko prezentujące spokojne, jasne wnętrze połączone z drewnem i elementami ceramiki. Bo właśnie takie mają być dzisiejsze łazienki, które po ciężkim dniu pracy, uspokoją nas, zrelaksują i wyciszą – takie opinie słyszymy od architektów i projektantów w nawiązaniu do trendów wyposażenia wnętrz.

Elita jednak poszła w projektowaniu o krok dalej. Oprócz funkcjonalnej, pięknej i ergonomicznej łazienki pozwoliła klientom na indywidualizm i swobodny wybór mebla, tak pod kątem wielkości, uchwytów, jak i koloru. – Chcemy, aby nasze najnowsze produkty były dla klientów w pewnym sensie interaktywne. Dzięki oferowanym przez nas meblom modułowym, klient może swobodnie dodawać wybrane części, może je łączyć ze specjalnymi blatami lub samodzielnie dobierać różne elementy – uchwyty, wykończenia czy szafki. Wszystko po to, aby stworzyć łazienkę własnych aranżacji i marzeń – mówił Tomasz Pietrzak, dyrektor ds. rozwoju biznesu Elita Sp. z o.o

Zobacz jak zaprezentowała się firma podczas targów 4DD.
Redakcja naszego portalu porozmawiała także z przedstawicielami o najnowszych produktach, które zostaną wprowadzane na rynek w 2019 oraz o tym, jak ważna jest obecność marki na targach z perspektywy biznesowej:

Jak zaznaczają przedstawiciele firmy, pomimo tego, że nadal prym wiodą blaty z naturalnego drewna o jasnych, ciepłych barwach, zarówno klienci, jak i producenci lubią bawić się kolorami. W meblach łazienkowych pojawiają się więc elementy czerni, srebra, a także złota czy nawet czerwieni. Wybór przez klienta armatury, czy też kontrastującego uchwytu pozwala na personalizację produktu, tak, aby czuł się on w swojej łazience jak najlepiej. – A jak się okazuję, własna konfiguracja mebli odgrywa dla klientów niezwykle ważną rolę – dodaje Tomasz Pietrzak z firmy Elita w rozmowie z portalem BiznesTuba.pl.

Firma Elita brała udział także w dwóch prelekcjach podczas targów 4DD. W sesji DESIGN. WNĘTRZA MIESZKANIOWE pt. „Projekt łazienka. Projektowanie z sensem. Jak kształtować ofertę, aby odzwierciedlała zmieniające się myślenie o przestrzeni do życia” udział wzięli: (od lewej) Jaume Cassanyer Tosques, architekt, Product Manager, Laufen; Dariusz Jędrzejczak, kierownik działu handlowego i marketingu w Mochnik Sp. z o.o. Sp. k, Katarzyna Maciejewska, projektantka i właścicielka Maciejewska Design, Tomasz Pietrzak, Sales & Product Director North & Central Europe w Royo Group International Bathroom (dystrybucja Elita Meble) oraz Adam Ptasiński, dyrektor sieci, BLU Salony Łazienek z ramienia BR Konsorcjum Sp. z o.o. Refleks Sp.k.

Firma Elita istnieje na rynku już od ponad 20 lat i jest zlokalizowana w północnej części Polski. Producent mebli łazienkowych, specjalizujący się głównie w meblach lakierowanych wyjątkowo odpornych na wilgoć, posiada 2 fabryki, które rocznie wytwarzają ponad 600 000 produktów. Firma zatrudnia dziś ponad 520 osób i działa na najważniejszych rynkach europejskich.

Jak zaznacza sam wiceprezes firmy i dyrektor generalny Elita Sp. z o.o. – Marcin Dymarski: największym kapitałem firmy są ludzie. – Nasi ludzi rośli razem z fabryką, nasi ludzie budowali tę fabrykę. Pracownicy Elita to pasjonaci. Mówię to, bo maszyny produkcyjne może kupić każdy, natomiast dobrych ludzi już nie.

Interesującym spotkaniem był panel pt. „Polska marka meblowa – szansa czy mit?”. Moderator panelu – Maciej Orłoś pytał gości m.in. o to, czy jest możliwe wykreowanie rozpoznawalnej marki polskich mebli, a jeśli tak, to w jaki sposób? Wśród prelegentów zobaczyliśmy Marcina Dymarskiego, dyrektora i wiceprezesa zarządu Elita Sp. z o.o (w środku), a także Ryszarda Balcerkiewicza – Noti Sp. z o.o.; Janusza Mikołajczyka -MIKOMAX Sp. z o.o. Sp.k. oraz Artura Wasążnika – Meble Marzenie sp.j.

Zobacz też:

Najbardziej funkcjonalna kuchnia targów, czyli Peka na 4DD

Przewóz wartości pieniężnych oraz cennych przedmiotów od lat wiązał się z niebezpieczeństwami czyhającymi na firmę. Mówi się, że kradzież, rabunki, rozboje to już przeszłość, jednak z tymi problemami nadal borykają się nie tylko przedsiębiorstwa, ale i profesjonalne firmy przewozowe oraz konwojowe. W tym ostatnim wypadku na szczęście pomaga wieloletnie doświadczenie, które zapobiega takim akcjom już na wstępnym etapie.

Gdy chodzi o bezpieczeństwo cennych przewozów, kompromisy nie istnieją. Potrzebne jest niezawodne i sprawne zabezpieczenie, a przy tym wiedza potrzebna do funkcjonowania na tym rynku. Wiedząc, że od lat firmy z sektora usług dostarczających rozwiązania zapewniające zabezpieczenie biznesu rozwijają rozwiązania, a także podnoszą standardy zabezpieczeń, wspomnianych sytuacji rabunków na konwojowane przewozy jest coraz mniej. Trzeba też przyznać, że polska prewencja utrzymuje bardzo wysokie pozycje porównywalne do krajów europejskich i światowych.

W rozmowie z przedstawicielami firmy Konsalnet, która jest liderem polskiego rynku usług konwojowania wartości pieniężnych i ładunków, dowiadujemy się, że dziś diagnoza zagrożeń wyklucza pewne niebezpieczeństwo już na etapie planowania rabunku konwoju. Konsalnet, jako członek Europejskiego Stowarzyszenia Firm Cash Handlingowych ESTA (red. European Security Transport Association ESTA, działa od 1975 r. z siedzibą w Brukseli), może korzystać z doświadczeń innych europejskich firm i implementować je we własnych strukturach.

Zobacz też:

Konferencja „Bezpieczeństwo danych i zasobów firmy” już 26 lutego w Warszawie!

– Przykładowo, bardzo dużo obserwacji pochodzi z Wielkiej Brytanii, gdzie swego czasu niemal codziennie dochodziło do zdarzenia kryminalnego, który był próbą zaboru wartości. W przypadku Polski, rynek jest bardziej spokojny i ustabilizowany. Gwarantuje to, z jednej strony wysoki poziom zabezpieczeń, a z drugiej chociażby fakt, że każdy z naszych pracowników posiada broń palną, a trzeba dodać, że nie każdy rynek w Europie jest na to otwarty. Jednocześnie, jesteśmy też chyba rynkiem w pewnym sensie mało konkurencyjnym, jeśli chodzi o chęci potencjalnych napastników. Dla przykładu w państwach, gdzie jest waluta Euro, przestępca ma łatwiejszą drogę do konsumpcji zrabowanych pieniędzy niż w przypadku Złotego. W Polsce z kolei mamy do czynienia przede wszystkim ze zdarzeniami, które są związane z atakami na urządzenia, takie jak chociażby bankomaty, czy miejsca depozytowe. Przestępca przy zaborze mienia unika stykania się z osobami postronnymi, a tym bardziej z ochroną. Dlatego, może nie tyle firmy cash handlingowe, ale firmy ochrony wdrażają specjalne środki do zabezpieczenia takich miejsc – mówił w rozmowie z portalem InfoSecurity.pl, Patryk Mazurkiewicz, wiceprezes zarządu Konsalnet Holding SA. 

Bezpieczna gotówka, czyli cash-handling w wykonaniu najlepszych

Firma od lat diagnozuje różnego rodzaju zagrożenia i prewencyjnie realizuje dużo więcej sposobów zabezpieczenia operacji, niż wymaga tego prawo. Dodatkowo, w trosce o bezpieczeństwo klientów pomaga z pewnością ponad 20-letnie doświadczenie w branży. Firma realizuje ponad 140 000 transportów pieniężnych miesięcznie. Każdego dnia przeprowadza konwoje m.in. dla banków (gotówka do bankomatów), największych sieci handlowych, jak i mniejszych podmiotów. Do zadań transportowych Konsalnet wykorzystuje najnowocześniejszą flotę samochodową na polskim rynku, choć posiada także specjalistyczne pojazdy opancerzone – ponad 430 samochodów specjalistycznych – głównie Mercedes i Volkswagen. Wszystkie pojazdy stosowane w trakcie konwojów spełniają wymogi ustawowe oraz dodatkowe uwarunkowania certyfikacyjne PIMOT, a do tego są wyposażone w dużo większą liczbę systemów zabezpieczeń, niż wskazują wymagania z załączników rozporządzenia MSWiA.  Pojazdy posiadają także systemy GPS, umożliwiające precyzyjny monitoring na trasie.

Jak zaznacza firma Konsalnet, oprócz transportu gotówki, zdarzają się także przewozy innych wartości niepieniężnych, tj. dzieł sztuki, drogiego sprzętu oraz innych cennych rzeczy, w tym także wielkogabarytowych.

 

Skuteczne strategie marketingowe opierają się na takiej komunikacji, która uwzględnia potrzeby i wartości konsumentów. Zatem z jakich narzędzi skorzystać, aby poznać szczegółowe preferencje potencjalnych klientów?

Badania przeprowadzone w ramach projektu badawczego Buyology pokazują, że aż 85% codziennych decyzji zakupowych jest podejmowanych na poziomie podświadomości. Tak wysoki współczynnik pozwala wysunąć tezę, że kluczem do skutecznego oddziaływania na klientów mogą być ich pragnienia, emocje i wartości, które wyznawane są często nieświadomie. – Skuteczne działania marketingowe opierają się właśnie na dotarciu do tych skrywanych czynników, których poznanie stanowi fundament efektywnej strategii i komunikacji marketingowej – mówi Izabela Kaczmarska, Strategic Planner w PA. Marketerzy coraz częściej sięgają po naukowe ekspertyzy, które badają ludzką podświadomość. Dziedziną, która umożliwia szczegółowe badanie preferencji konsumentów jest neuromarketing. Polega on na monitorowaniu aktywności wybranych obszarów mózgu, które pozwalają poznać, dlaczego i na jakiej podstawie podejmujemy takie, a nie inne decyzje zakupowe. Największym atutem neuromarketingu jest przede wszystkim to, że przedstawia on wiarygodną i praktyczną wiedzę, która pomaga opracować jeszcze lepszą strategię marketingową.

W głąb zmysłów

Jednym z podstawowych badań pozwalających ocenić reakcję mózgu na bodźce marketingowe jest EEG, czyli elektroencefalografia. Polega ona na odpowiednim rozmieszczeniu na powierzchni skóry głowy elektrod rejestrujących zmianę potencjału elektrycznego, które pochodzą od aktywności neuronów kory mózgowej. Następnie otrzymuje się zapis fal o nazwie delta, theta, alfa, beta i gamma. Ich szczegółowa analiza dostarcza marketerom wielu istotnych informacji związanych z emocjami badanych. Zebrane w ten sposób dane dotyczące preferencji konsumentów pozwalają specjalistom od marketingu przygotować ofertę i działania reklamowe skrojone na miarę potrzeb konkretnej grupy docelowej.

Wiele korporacji skorzystało z badań neuromarketingowych przy projektowaniu swoich opakowań. Przykładem może być marka Frito-Lay, która dzięki badaniu EEG odkryła, że matowe opakowania chipsów wywołują w konsumentach bardziej pozytywne odczucia niż ich błyszczące odpowiedniki. Kolejnym przykładem jest serwis eBay, który korzysta z usług PayPal. Co skłoniło użytkowników do skorzystania z płatności on-line? Szybkość – analiza fal mózgowych klientów wykazała, że była ona większym impulsem decydującym o ich wyborze niż bezpieczeństwo i ochrona.

Widzieć i wiedzieć więcej

Eye-tracking opiera się na śledzeniu ruchów gałki ocznej za pomocą specjalnie zaprojektowanych kamer, dzięki którym możemy określić, w jaki sposób ludzie reagują na konkretne obrazy. Wynik takiego badania przedstawiany jest w formie mapy cieplnej. Jest ona szczególnie pomocna dla marketerów, którzy tworzą platformy internetowe i aplikacje mobilne. Z pomocą urządzeń i programów komputerowych można stwierdzić, które elementy strony internetowej były dla badanego przyjemnością, a które go zainspirowały czy zaniepokoiły. Otrzymane w ten sposób informacje służą stworzeniu przyjemnego dla oczu interfejsu.

Badania eye trackingowe mają swoje zastosowanie także w sklepach stacjonarnych. Strategiczne rozłożenie kategorii produktowych w obszarze całego sklepu sprawia, że konsumenci mogą swobodnie poruszać się w alejkach promocyjnych. To właśnie w tym miejscu ich uwaga skupiona jest na produktach uwzględniających ich potrzeby i pragnienia.

Badanie ruchów gałki ocznej odgrywa istotną rolę również czasie projektowania materiałów reklamowych, np. cenówek i woblerów.

Główną zaletą badań neuromarketingowych jest wynik oparty na potwierdzonych naukowo faktach, a nie deklaracjach respondentów, które nie zawsze pokrywają się z prawdą. Nie ulega żadnym wątpliwościom, że pomimo wysokich kosztów ich realizacji, będą one odgrywały znaczącą rolę w tworzeniu dopasowanej do odbiorców komunikacji marketingowej. Dynamiczny rozwój neuromarketingu będzie także przyczyną pojawiających się dyskusji na temat etyki tego rodzaju działań.

Cztery miesiące przed wyborami europejskimi Parlament Europejski przedstawił nową stronę wybory-europejskie.eu, która wyjaśnia jak głosować w każdym państwie członkowskim lub za granicą.

Strona wybory-europejskie.eu została tak zaprojektowana, aby pomóc ludziom w znalezieniu, w jednym miejscu, wszystkich istotnych informacji dotyczących wyborów do Parlamentu Europejskiego. Po raz pierwszy Parlament zaproponował narzędzie, umożliwiające wszystkim oddanie głosu w wyborach europejskich.

Krajowe zasady głosowania w każdym kraju wyjaśniono w formacie pytań i odpowiedzi. Włącznie z informacjami na temat dnia głosowania, wieku uprawniającego do głosowania, terminów rejestracji, dokumentów niezbędnych do zarejestrowania się w celu oddania głosu, a także progów wyborczych partii politycznych lub całkowitej liczby posłów do PE, którzy mają być wybrani w danym kraju, oraz linki do stron internetowych krajowych organów wyborczych.

Ponieważ informacje te dotyczą konkretnego kraju, strona internetowa zawiera odpowiedzi na temat każdego kraju UE w 24 językach urzędowych tych państw.

Na witrynie można też znaleźć informacje na temat sposobu głosowania z zagranicy (z innego kraju UE lub z kraju trzeciego) lub przez pełnomocnika. Może się to okazać szczególnie istotne, dla około 3 mln obywateli UE zamieszkujących w Wielkiej Brytanii.

Wybory europejskie w 27 państwach UE odbędą się między 23 a 26 maja br., w Polsce – w niedzielę 26 maja. Europejczycy wybiorą 705 europosłów na pięcioletnią kadencję. W tym roku do głosowania będzie uprawnionych ponad 360 mln obywateli w całej UE.

Dobra historia kredytowa i brak zaległości finansowych wcale nie gwarantują ubiegającym się o kredyt przedsiębiorcom wydania pozytywnej decyzji. Jest to zależne od tzw. scoringu bankowego, którego zasady przyznawania różnią się w zależności od danej instytucji. Co warto wziąć pod uwagę żeby utrzymać odpowiednią punktację?

Scoring, czyli metoda punktowej oceny ryzyka kredytowego podmiotu ubiegającego się o kredyt, jest składową kilku elementów wykorzystywanych do oceny prawdopodobieństwa spłaty zobowiązania –  zarówno w przypadku poszczególnych osób, jak i przedsiębiorstw. Pierwszym aspektem jest zdolność kredytowa, czyli przychody, umowy współpracy podpisane z klientami, wydatki czy liczba osób na utrzymaniu. Drugim elementem jest wiarygodność dłużnika, która jest weryfikowana przez banki centralnie w BIK.

– Właściciele małych firm ubiegający się o kredyt w banku są oceniani na podstawie zdolności finansowej osób indywidualnych. Banki zakładają, że jeśli przedsiębiorca ma problemy ze spłatą prywatnych kredytów, to jest duże prawdopodobieństwo, że podobne kłopoty wystąpią z finansowaniem biznesu. W efekcie dostają negatywną decyzję kredytową – komentuje Joanna Siedlecka z Aasa Polska, technologicznej firmy finansowej.

Jakie działania wpływają na obniżenie punktacji

Niska ocena punktowa może być spowodowana nieregularnym spłacaniem należności lub brakiem historii kredytowej, nawet pomimo wysokich przychodów. Podczas analizy uwzględniany jest wiek oraz współczynnik spłacalności zobowiązań w grupie, do której klient został zakwalifikowany. Na tej podstawie bank buduje własny model oceny – dlatego uzyskana punktacja może się różnić w poszczególnych firmach. Pod uwagę brana jest również liczba i wysokość zaległych kredytów czy przekroczenie przyznanego limitu, np. na kartach kredytowych. Jeśli aplikujący nigdy nie korzystał z zewnętrznego finansowania bank sięga po dodatkowe dane takie jak wykształcenie czy stan cywilny. Im niższy jest scoring, tym wyższy poziom ryzyka dla banku, a w efekcie decyzja odmowna. Według dostępnych danych każdego roku do BIK trafia około 25 milionów zapytań, przy liczbie kredytobiorców szacowanej na 15 milionów, a każde dodatkowe zapytanie negatywnie wpływa na ocenę w przyszłości.

Klasyczny kredyt a szybkie finansowanie online dla firm

Proces weryfikacji klientów przez banki jest długi i skomplikowany. Wiążę się z tym przedłożenie licznych dokumentów angażujących cenny czas przedsiębiorców. Wraz z wysokością kwoty, o którą ubiega się klient, wydłuża się czas rozpatrywania wniosku. Mali przedsiębiorcy często otrzymują odmowy bez podania konkretnej przyczyny pod pretekstem zbyt krótkiego okresu prowadzenia firmy lub niskich dochodów. Wpływ na taką decyzję ma wiele czynników. Zaczynając dopiero budowanie biznesu i nie mając odpowiednich środków na rozwój, przedsiębiorcy potrzebują szybkiego finansowania, które będzie pozbawione zbędnych formalności, a proces odbędzie się on-line. Jak pokazują badania, około 40 proc. bankowych klientów w ciągu dwóch lat skorzysta z usług nietradycyjnych firm finansowych, np. FinTechów.

W Aasa wykorzystywane są zaawansowane modele scoringowe opierające się na sztucznej inteligencji, które pozwalają określić poziom ryzyka kredytowego. Decyzja jest podejmowana nawet w 15 minut przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa i transparentności. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą dostać wsparcie już od pierwszego dnia prowadzenia działalności.

Jak wynika z badania Smartscope dla Aasa Polska prawie połowa mikroprzedsiębiorców jest zainteresowana dodatkowym finansowaniem zewnętrznym, a co czwarty chciałby przeznaczyć środki na rozwinięcie działalności. Jednak aż 14 proc. nie ma wiedzy na temat możliwości zdobycia zewnętrznego finansowania dla swojego biznesu. Co więcej, często otrzymują decyzję odmowną taka sytuacja dotyczy aż 1 na 3 właścicieli małych firm. Dzięki rozwoju technologii i rozwiązaniom mobilnym przedsiębiorca zawsze może skorzystać z szybkich pożyczek online minimalizując wymagane formalności, a oszczędzony czas przeznaczyć na rozwój własnego biznesu.

Po odrzuceniu przez brytyjski parlament planu Brexitu Izba Gmin przejmuje większą inicjatywę w przygotowaniu warunków opuszczenia UE. Drugi oddech łapie także premier May, która dzięki zmniejszeniu się temperatury sporu wewnątrz obozu konserwatystów liczy na akceptację zupełnie nowego rozwiązania. Jaki te wydarzenia mogą wpłynąć na funta w kolejnych godzinach i tygodniach? – pisze Marcin Lipka.

Tylko dwa miesiące zostały do przyjęcia umowy wyjściowej z UE przygotowanej przez brytyjskich oraz unijnych negocjatorów. Ostatnia próba zakończyła się olbrzymią porażką premier Theresy May, gdyż wynegocjowane rozwiązane zostało odrzucone w połowie stycznia znaczną większością głosów przez Izbę Gmin (432 do 202 głosów). Co dalej z Brexitem i czy rzeczywiście Wielkiej Brytanii grozi chaotyczne opuszczenie UE?

Walka o uniknięcie katastrofy

Wbrew pozorom ryzyko twardego Brexitu ostatnio wyraźnie zmalało. Odrzucenie planu May wcale nie sugeruje, że Wielka Brytania kieruje się w stronę przepaści. Widać to chociażby po poglądach członków Izby Gmin, którzy w większości stoją w opozycji do wyjścia z UE bez umowy.

Brytyjski parlament natomiast wyraźnie przejął inicjatywę w ostatnich dniach, by dyskusja dotyczyła różnych form przyszłych relacji z Brukselą, ale jednocześnie wykluczała twardy Brexit. W tym celu podczas dzisiejszego posiedzenia Izby Gmin zostanie przedstawione kilkanaście poprawek, które w większości dają więcej czasu do namysłu wszystkim zainteresowanym stronom i oddalają perspektywę chaotycznego Brexitu.

Najważniejsze poprawki są opracowywane przez członków złożonych z obu zwykle zwalczających się partii (rządzących torysów i opozycyjnych laburzystów). Najszersze poparcie może zyskać poprawka przygotowywana przez umiarkowanego konserwatystę Nicka Bolesa oraz przedstawicielkę lewicy Yvette Cooper.

Inicjatywa „Cooper-Boles” zakłada, że jeżeli żadne porozumienie przedstawione przez gabinet May nie zostanie zaakceptowane przez parlament do 26 lutego, wtedy moment wyjścia z Unii Europejskiej powinien zostać przesunięty prawdopodobnie do końca 2019 r. To dałoby więcej czasu na opracowanie nowego porozumienia. Warto jednak zauważyć, że na to wyjście niekoniecznie zgodzi się Unia, jeśli ono nie będzie zawierać akceptowalnych propozycji dotyczących backstopu (np. dążenie do utworzenia przynajmniej unii celnej). Dodatkowo inicjatywa umiarkowanych członków Izby Gmin prawdopodobnie zostanie poparta głównie przez laburzystów i liberalnych demokratów. Rdzeń konserwatystów może sprzyjać innemu pomysłowi, który pojawił się w rządzących kręgach dopiero ubiegłej nocy.

Torysi miękną i chcą wydłużenia okresu przejściowego

Widząc napływające na dzisiejsze posiedzenie Izby Gmin poprawki i spodziewane ich poparcie, konserwatyści w nocy zdecydowali się opracować szeroki plan również zmniejszający podziały wewnątrz sprawującego władzę ugrupowania (rozwinięcie poprawki Sir Grahama Brady dotyczącej backstopu). W dokumencie, który przeniknął do mediów (m.in. do BBC), proponowane przez konserwatystów rozwiązanie zakłada, że jeżeli nowa umowa handlowa oraz warunki backstopu nie zostaną w okresie przejściowym uzgodnione, to zostanie on przedłużony o rok, czyli do końca 2021 r. W tym okresie, jako zachęta do zaakceptowania tej formuły przez UE, będą m.in. płacone unijne składki.

Rozwiązanie to prawdopodobnie nie zadowala najbardziej eurosceptycznych torysów, ale prawdopodobnie zdobędzie ono więcej głosów poparcia niż ostatni plan. Nadal jednak, mimo odsunięcia faktycznego opuszczenia UE, nie rozwiązuje ono kwestii backstopu, chociaż wydłuża czas na jego modyfikowanie bądź włączenie go już w przyszłą umowę handlową, która dopiero będzie negocjowana.

Trudno też dokładnie określić, jak na to zareaguje Bruksela. Czasowy backstop został wykluczony przez Irlandię. Gdyby jednak przyszłe relacje handlowe z Unią pozostały bliskie, to może udałoby się przygotować alternatywny scenariusz. Ogólnie jednak plan konserwatystów bardziej sceptycznie może odebrać Bruksela niż inicjatywę stricte parlamentarną. Kwestia backstopu ma mniejsze szanse na pozytywne rozwiązanie niż w przypadku kolejnych działań wynikających z poprawki „Cooper-Boles”. Również ryzyko chaotycznego Brexitu wydaje się  większe w kontekście działań rządu niż w opcji pełnego przejęcia kontroli przez Izbę Gmin.

Wpływ na funta. Przekroczenie 5 zł prawdopodobne

Inwestorzy stosunkowo szybko ocenili, że ryzyko chaotycznego opuszczenia UE maleje. Funt w relacji do dolara zyskał od początku roku ok. 3 proc., a w porównaniu do złotego 3,5 proc., rosnąc niecałe 20 gr i osiągając poziomy zbliżone do półtorarocznych szczytów (4,95 zł).

Wydaje się, że najbardziej pozytywne dla funta byłoby silne poparcie Izby Gmin dla inicjatywy Cooper-Boles. Takie rozwiązanie pokazałoby rosnącą kontrolę parlamentu nad procesem brexitu i wyraźne malejące ryzyko chaotycznego opuszczenia UE. Wtedy już dziś bariera 5 zł za funta mogłaby zostać przekroczona. Dalsze wzrosty byłyby prawdopodobne, gdyby obecny lub przyszły parlament skłaniał się do bliskich relacji z UE (przynajmniej unia celna, a być może wspólny rynek czy nawet finalnie brak opuszczenia Wspólnoty).

Pierwsza reakcja na nowy plan gabinetu premier May (modyfikacja poprawki Sir Grahama Brady) raczej nie pomogłaby funtowi, głównie ze względu na możliwość odrzucenia jej przez Unię w związku z niejednoznacznym podejściem do backstopu. Nie jest także pewne, czy plan ma szansę przyjęcia go przez Izbę Gmin, mimo że zbliża do siebie silnie podzielony obóz konserwatystów. Ogólnie jednak również inicjatywa torysów pokazuje chęć do wypracowania kompromisu i uniknięcie chaotycznego Brexitu, co finalnie powinno być pozytywne dla funta.

 

Polski Instytut Rozwoju Biznesu serdecznie zaprasza do udziału w debacie z Ekspertami podczas wydarzenia: „Bezpieczeństwo danych i zasobów firmy”. Konferencja odbędzie się już niedługo- 26 lutego 2019 r., w Warszawie. 

Bezpieczeństwo jest procesem, który ciągle ulega zmianie. Zależy ono od pracowników oraz organizacji, której bezpośrednio dotyczy. Mają na to wpływ ciągłe zmiany w stosunkach gospodarczych, postęp technologiczny, zagrożenia wojenne, terrorystyczne oraz środowiskowe. Problematyka ta dotyczy nie tylko międzynarodowych korporacji. Zmiany w zakresie bezpieczeństwa odnoszą się również do firm, które funkcjonują na rynku lokalnym. Brak odpowiednich rozwiązań i polityki bezpieczeństwa może przynieść firmie niepowetowane straty.

Skuteczne zapewnienie bezpieczeństwa firmy ma bezpośredni wpływ na jej sukces!

Prelekcje poprowadzą m.in.:

  • Adam Danieluk – Dyrektor ds. Cyberbezpieczeństwa w Grupie LUX MED „Phishing w świetle RODO”
  • Sylwia Gwoździewicz – Prezes Zarządu, Międzynarodowy Instytut Innowacji Nauka – Edukacja – Rozwój „Bezpieczeństwo prawne tajemnicy przedsiębiorstwa”
  • Paweł Waluszko – Ekspert niezależny „Smartfony i zagrożenia z nich wynikające – jak wykryć przecieki danych oraz jak proaktywnie się zabezpieczyć?”
  • Michał Pilc – Analityk systemów komputerowych w Dziale Bezpieczeństwa ICT Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego „Audyt bezpieczeństwa teleinformatycznego w firmie – cele i korzyści”

Zobacz też:

UWAGA! Nie daj się oszukać w internecie – zapobiegaj kradzieży

Tematyka konferencji:

1. Bezpieczeństwo informacji jako ważny element bezpieczeństwa całej organizacji
– ochrona zasobów informacji
– audyt i kontrola bezpieczeństwa informacji
– zarządzanie tożsamością
– zarządzanie ryzykiem w zapewnianiu bezpieczeństwa informacji
– czynniki zagrażające bezpieczeństwu informacji w nowoczesnych przedsiębiorstwach
– polityka bezpieczeństwa
– systemy do zarządzania bezpieczeństwem informacji
– ochrona informacji, a regulacje występujące na gruncie obowiązującego prawa

2. Skuteczne panowanie nad bezpieczeństwem w przedsiębiorstwie w momencie kryzysu
– przewidywanie i reagowanie na incydenty
– scenariusze awaryjne w zarządzaniu ciągłością działania

3. Elementy bezpieczeństwa fizycznego
– mechaniczna, elektroniczna, biometryczna i proceduralna kontrola dostępu
– identyfikacja personelu i kształtowanie środowiska

4. Bezpieczeństwo organizacyjne
– struktura organizacyjna w zakresie bezpieczeństwa – w małej firmie jak i w korporacji
– koordynacja bezpieczeństwa w złożonej strukturze organizacyjnej
– funkcjonowanie departamentów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w firmie

5. Wdrożenie RODO w firmie
– procesy przetwarzania danych, inwentaryzacja danych i ocena stanu faktycznego
– dostosowanie środowisk IT
– zapewnienie ciągłej zgodności

Przeczytaj także:

IBM wspiera wojskowych wiedzą z zakresu cyber security


Grupa docelowa:

  • Prezesi i Członkowie Zarządu
  • Dyrektorzy i Kierownicy Działów Bezpieczeństwa Informacji
  • Administratorzy Bezpieczeństwa Informacji
  • Dyrektorzy i Kierownicy działów IT, bezpieczeństwa IT, bezpieczeństwa fizycznego
  • Oficerowie bezpieczeństwa
  • Szefowie ochrony
  • Dyrektorzy i Kierownicy Działów: prawnych, ds. planowania strategii, ds. Rozwoju

Udział jest bezpłatny dla wyżej wymienionych osób, jednak należy pamiętać, że wymagana jest wcześniejsza rejestracja. Organizatorzy zapewniają uczestnikom materiały konferencyjne oraz niepowtarzalną możliwość konsultacji z Ekspertami.

Miło Nam także poinformować, że portal BiznesTuba.pl objął patronat medialny nad debatą, a cała relacja z wydarzenia pojawi się na naszej stronie internetowej oraz na Facebooku.

Czy można mieć czworo lub więcej dzieci i pracować zawodowo? Czy da się pogodzić rolę matki, pracownika, szefa? Co ma kluczowe znaczenie w godzeniu tych ról? Są kobiety, które znakomicie łączą obie role, spełniają się zawodowo i rodzicielsko, a przy tym są po prostu szczęśliwe. Jak to osiągnęły?

Na wyżej wymienione pytania odpowiada Karolina Andrian - współwłaścicielka firmy Femmeritum zajmującej się wspieraniem organizacji w realizacji polityki work-life i work-family balance. Działaczka na rzecz równouprawnienia kobiet, uczestniczka amerykańskiego programu Vital Voices Grow 2018.

Tempo zmian na świecie jest coraz większe. Obok technologii, która zmienia nasze życie i otoczenie biznesowe, następują też ogromne zmiany społeczne. Ostatni czas należy do kobiet – liczba materiałów prasowych oraz badań na temat równouprawnienia kobiet, ich aktywności zawodowej oraz wpływu na gospodarkę i świat jest ogromna i stale rośnie. Firmy borykające się z brakiem pracowników coraz częściej widzą w kobietach wysoko wykwalifikowanych pracowników. Prześcigają się w liczbie programów promujących kobiety, wspierających ich rozwój, ułatwiających im godzenie roli pracownika i matki. Słowo diversity (z ang. różnorodność) robi ogromną karierę i oprócz wartości samej w sobie, związanej z równością i sprawiedliwością społeczną, jest kluczem do większej efektywności, innowacyjności i uzupełnienia braków w strukturze zatrudnienia.

Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, współczynnik dzietności na jedną kobietę wyniósł 1,45 w 2017 r. Aby można mówić o zastępowalności pokoleń, potrzebujemy przynajmniej wyniku na poziomie 2,1. Jak często można spotkać kobiety, które pracują w pełnym wymiarze godzin i mają czworo lub więcej dzieci? Okazuje się to bardzo trudne, a najtrudniejsze w korporacjach. Czyżby w tego typu organizacjach taki układ nie był możliwy do zrealizowania?

Zobacz też:

25 lat na rynku wydawniczym: sukces dojrzewa z czasem

Kobiety kluczowe dla gospodarki

Szefowa globalnych analiz politycznych Citigroup Tina Fordham twierdzi, że w ciągu najbliższej dekady wpływ kobiet na globalną gospodarkę będzie co najmniej tak znaczący, jak wpływ ponadmiliardowych populacji Chin i Indii, jeśli nie większy. Natomiast
prezes Banku Światowego Jim Yong Kim powiedział, że jeśli zapewnilibyśmy edukację podstawową każdej dziewczynce na świecie, przychód globalnej gospodarki wzrósłby diametralnie.  W Polsce i w krajach rozwiniętych dostęp do edukacji nie jest problemem. Jednak mimo że kobiety stanowią niemal połowę absolwentów wszystkich kierunków biznesowych, to w dalszym ciągu ich aktywność zawodowa jest mniejsza niż mężczyzn. W Polsce kobiety średnio zarabiają mniej od mężczyzn o 7,5 proc., choć różnice między sektorami gospodarki są znaczne (np. w bankowości ta różnica wynosi aż 36 proc.). Czym wyższe stanowiska, tym rozdźwięk między zarobkami kobiet i mężczyzn jest większy. Globalnie mimo tego, że kobiety są lepiej wykształcone, stanowią tylko 6,4 proc. prezesów firm z listy Fortune 500.

Dlaczego zatem wykształcone kobiety nie wykorzystują swojego potencjału i decydują się zostać w domu, aby poświęcić się opiece nad dziećmi?

Z urodzeniem kolejnego dziecka aktywność zawodowa kobiet w Polsce maleje. Jak podaje Eurosat, wskaźnik aktywności zawodowej kobiet z jednym dzieckiem wynosi 72,1 proc., z dwojgiem dzieci 70,2 proc., z trojgiem i więcej już tylko 57,7 proc. U mężczyzn wynosi on ponad 80 proc. i nie zmienia się wraz z liczbą dzieci. W 2016 r. pracujące kobiety lub aktywnie poszukujące pracy stanowiły 64 proc. (u mężczyzn ten wskaźnik wyniósł 80 proc.). Jedną z głównych przyczyn i barier w aktywności kobiet jest ich niepłatna praca stanowiąca zajęcia domowe czy opiekę nad osobami starszymi i dziećmi. Według OECD kobiety spędzają dwa razy więcej czasu dziennie, poświęcając tym obowiązkom niż mężczyźni. Według badań socjolożki dr Katarzyny Suwady z UMK kobiety codziennie poświęcają na opiekę nad rodziną i dziećmi średnio 5 godzin. To bardzo dużo czasu, biorąc pod uwagę fakt, że pracując na cały etat, spędzamy w pracy 8 godzin. Posiadanie dużej rodziny zwiększa liczbę obowiązków.

Przeczytaj także:

Powrót na rynek pracy również problemem młodych ludzi

Partnerstwo

Zapytaliśmy kobiety, które są aktywne zawodowo i mają minimum czworo dzieci, co pomaga im łączyć role matki, pracownika czy szefa, a co znacznie to utrudnia. Jako najistotniejszy czynnik wszystkie respondentki wymieniły postawę swojego partnera. Równy podział obowiązków domowych oraz uznanie istotności pracy zawodowej swojej partnerki podawano jako podstawowy argument. Małgorzata Bartler, HR-owiec z dużym doświadczeniem w korporacjach, uważa, że kobiety często nie podejmują ambitnych projektów lub nie decydują się na awans, ponieważ nie mają wsparcia ze strony swoich partnerów, bądź ich zgody na dalszy rozwój zawodowy. Wsparcie od męża jest istotne, ale też niezwykle ważna jest pomoc rodziny – szczególnie dziadków. Jeśli nie ma się blisko dziadków, konieczne jest wsparcie zaufanej opiekunki.

Nie do przecenienia jest też opinia, jaką o karierze swojej córki ma jej matka.

Jeśli rozumie ona i wspiera wybory córki, a nie krytykuje i wylicza negatywne konsekwencje dla dzieci, wówczas realizowanie się zawodowo jest znacznie łatwiejsze. Badania amerykańskiej profesor Kathleen McGinn z Harvard Business School wykazały, że córki pracujących matek z większym prawdopodobieństwem są również aktywne zawodowo, oraz mają większe szanse na zajmowanie wyższych stanowisk w organizacji i większe zarobki.

Sieć kontaktów

Zazwyczaj kobiety mało się wspierają, mają słabą sieć kontaktów, bo nie potrafią, nie doceniają jej oraz nie mają czasu jej budować. Ciężko im przychodzi również proszenie o pomoc. Wsparcie emocjonalne innych kobiet pracujących (lub nie) jest bardzo ważne. Możliwość rozmowy na temat trudności i wyzwań, z jakimi borykają się pracujące matki, oraz przede wszystkim poczucie, że nie są same i inne kobiety też mają podobne problemy, przynosi ulgę i energię do dalszego działania. Istnieją organizacje i grupy nieformalne dla pracujących mam, często pracodawcy organizują takie spotkania. Warto jest z nich korzystać i dzielić się doświadczeniami i wspierać wzajemnie w trudnych sytuacjach. Każda z dwóch opcji: bycie pracującą lub niepracującą kobietą ma swoje dobre i złe strony, a wybór opcji jest indywidualną decyzją kobiety.

Podcinanie sobie skrzydeł krytycznymi uwagami na temat tego, jak samotne czy nieszczęśliwe są dzieci matek pracujących, do niczego nie prowadzi.

Pojednanie i pomaganie sobie może pomóc zarówno kobietom z jednej, jak i drugiej grupy. Być może zaowocuje to nowymi rozwiązaniami i inicjatywami lokalnymi, które pomogą kobietom na zwiększenie aktywności zawodowej. Brytyjska premier, Margaret Thatcher, powiedziała kiedyś, że kobieta jest jednym wielkim wyrzutem sumienia. Każda pracująca matka musi poradzić sobie z wyrzutami sumienia, jakie jej towarzyszą, a presja społeczna czy przyjęte role społeczne kobiet wcale jej w tym nie pomagają.

Przeczytaj koniecznie:

Nawet 8 tys. zł podwyżki w ciągu pięciu lat! W tych branżach pensje rosną najszybciej

Stereotypy wciąż silne

Przełamywanie stereotypów jest trudne, ale konieczne, jeśli chcemy mieć więcej kobiet na rynku pracy. Zarówno pracodawcy, jak i każdy z nas – kobiety i mężczyźni, musimy przychylniej patrzeć na dzieci w sferze publicznej. Niestety, to się jeszcze nie dzieje. Przykład ze swojej praktyki zawodowej podaje architektka Katarzyna Rokicka-Müller. Z jej obserwacji wynika, że mężczyzna pojawiający się na budowie z małym synkiem, pokazujący przy tej okazji dziecku sposób wykonywania swojej pracy, opowiadający o budowie, jest odbierany pozytywnie – jako wspaniały ojciec, zaangażowany i kochający swoje dziecko. Kobieta w takiej samej sytuacji byłaby odbierana zupełnie nieprofesjonalnie i negatywnie.

Wsparcie instytucji

Wszystkie respondentki uważają elastyczny czas pracy jako duże wsparcie w łączeniu kariery zawodowej z życiem rodzinnym. Kobiety prowadzące własne firmy jako kluczową przesłankę w podjęciu decyzji o założeniu własnego biznesu wymieniły możliwość elastycznego czasu pracy. Tak samo kobiety zatrudnione w firmach elastyczny czas pracy uważają za najbardziej potrzebne rozwiązanie wspierające je w godzeniu roli matki i pracownika.
Innym cenionym przez kobiety rozwiązaniem jest wykorzystanie dni wolnych na opiekę w rozbiciu na godziny – rzadko jednak jest to stosowane w firmach. Przy wielodzietnej rodzinie standardowy urlop jest niewystarczający. Szkoda też wykorzystywać wszystkie dni urlopowe na awaryjne sytuacje, a branie zwolnień lekarskich wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy piastuje się odpowiedzialne stanowisko. Często matki potrzebują tylko dla których praca zawodowa jest koniecznością, gdyż utrzymują swoją rodzinę. Ważne są też inne rozwiązania, takie jak przyzakładowe żłobki i przedszkola czy coworkingi z opieką dla dzieci, atrakcyjne dla obojga rodziców.

Fragment artykułu pt. „Rodzina czy praca – nie musisz wybierać. Jak być matką kikorga dzieci i pracować zawodowo?”, który ukazał się w styczniowym numerze „Personel i Zarządzanie” wydawnictwa INFOR PL. 

 

Podczas dni dla profesjonalistów 4 Design Days, 24 i 25 stycznia, odbyło się kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych z udziałem ok. 500 prelegentów, a także szereg wydarzeń towarzyszących. Spotkania w gronie ekspertów zwieńczyły gale rozdania branżowych nagród. 26 i 27 stycznia to dni otwarte dla mieszkańców regionu, gości z reszty kraju i z zagranicy, którym bliskie są zagadnienia związane z architekturą i designem. Zapraszamy do zapoznania się z wybranymi cytatami z debat 4 Design Days na temat najnowszych trendach architektonicznych, a także problemach, jakie dotykają współczesny design. Wypowiedzi udzielili polscy eksperci na co dzień dotykający problematyki projektowania. 

Realizacja projektów typu mixed-use jest wyzwaniem, z którym muszą zmierzyć się wszyscy rynkowi gracze. Kluczem do sukcesu jest elastyczne podejście do realizowania inwestycji w przestrzeniach miejskich. Dobrze jeśli miasto ma wizję, ale musi też znaleźć się przestrzeń do ewentualnych zmian. Nie ma przecież planu zagospodarowania, który od początku jest optymalny i może założyć wszystko. Tak samo jak nie ma projektu architektonicznego, w którym nie pojawiają się zmiany.
Tomasz Bradecki, Katedra Urbanistyki i Planowania Przestrzennego, Wydziału Architektury, Politechniki Śląskiej

W tej chwili tak szybko zmienia się nasz styl życia, że architektura nie zawsze może za tymi zmianami nadążyć. Ważne, żeby powstające projekty uwzględniały możliwość zmiany funkcji, powstawały na otwartych planach. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie opłacalne, kiedy inwestycja ruszy. Doskonałym przykładem zmieniających się oczekiwań jest coworking, zjawisko, które jeszcze kilka lat temu było czymś niewyobrażalnym, a dziś jest to standard w każdym dużym mieście. Podobne zmiany przeszły galerie handlowe, które pełnią dziś zupełnie inną funkcję niż 10-15 lat temu.
Agnieszka Kaczmarska, prezes SARP Katowice

Mixed-use to jest trend, ale też wymóg czasu. Musimy myśleć o rozwiązaniach, które spowodują, że ograniczymy liczbę podróży z miejskich sypialni do dzielnic biurowych. Myśląc o nowoczesnym planowaniu przestrzennym, powinniśmy skupić się na tym, żeby w każdej dzielnicy mieszkaniec miał dostęp do wszystkich potrzebnych mu usług, dobrej przestrzeni publicznej i miejsca pracy. Jako włodarze miast i gmin powinniśmy zwracać na to uwagę i nie pozwalać, by tworzyły się monokultury.
Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii

Zobacz też:

Wielofunkcyjne projekty to powrót do wielowiekowej tradycji klasycznego miasta. W takim modelu równie ważne jak same budynki są przestrzenie między nimi: ulice, place, parki – to w nich tętni życie miasta. Przez wieki budowano w kwartałach, gdzie na parterach lokowano sklepy otwarte na ulice. Wyższe kondygnacje były przeznaczone pod inne funkcje. Niewątpliwie nie udało się tu uniknąć kilku „chorób wieku dziecięcego”, które ciągle przeżywamy. Nie udało nam się uniknąć wielkich osiedli mieszkaniowych, sypialni, które stały się monofunkcjami. Przed nami jednak dobry czas i należy go wykorzystać, aby stworzyć w Metropolii świetne miejsce do życia.
Tomasz Konior, właściciel Konior Studio

Potencjał Śląska zaczynają dostrzegać deweloperzy. Nie możemy jednak skupiać się wyłącznie na Katowicach, gdyż jesteśmy wielką aglomeracją i to na jej rozwoju trzeba się skupić. Bardzo ważną rolę pełni tu odpowiednia komunikacja, bo bez niej żadne miasto nie potrafi przetrwać. Miastotwórcze projekty mają szansą zaistnieć tylko przy odpowiednim planowaniu przestrzennym i urbanistyce.
Przemo Łukasik, Medusa Group

Zainwestowane pieniądze w design przekładają się bezpośrednio na sukces biznesowy. Dlatego chciałbym zmienić nomenklaturę i wyraźnie podkreślić: design nie jest kosztem, lecz inwestycją, która musi przynosić wymierne rezultaty. Należy więc przestać mówić o nim w kategoriach wyższych kosztów.
Robert Majkut, CEO Robert Majkut Design

Monokultury miejskie odchodzą w przeszłość. Przyszłością całej aglomeracji jest znajdowanie w jej poszczególnych miejscach takich obszarów, w które będzie można wprowadzać poszczególne funkcje tak jak udało nam się to zrobić w okolicach Spodka. Warunkiem koniecznym do zrealizowania tego celu jest odpowiednia komunikacja publiczna. Powinniśmy prezentować się jako jedna Metropolia, a nie jako Katowice. Powinniśmy brać przykład z Trójmiasta, które wykorzystuje potencjał trzech ośrodków. Same Katowice mają 300 tysięcy mieszkańców, Metropolia ponad dwa miliony. W aglomeracji jest ogromna siła, którą trzeba wykorzystać.
Bartłomiej Solik, dyrektor ds. inwestycyjnych, TDJ Estate

Wszyscy pragniemy, aby przestrzenie, w których mieszkamy, były piękne oraz dostosowane do naszych potrzeb. Kuchnia to miejsce wyjątkowe, gdzie łączymy żywioły, mieszamy składniki, wykorzystujemy funkcje i programy wyposażenia. Nowoczesne sprzęty oferują coraz więcej możliwości, które doceniają nie tylko użytkownicy – najlepiej zaprojektowane produkty zdobywają prestiżowe nagrody i wyróżnienia. Dzięki nim możemy stworzyć kuchnię na medal – dosłownie!

W kuchni kulinarnym osiągnięciom towarzyszy spokój i harmonia. Potrawy często potrzebują czasu, odpowiednich warunków, kreatywności i wytrwałości kucharza – w końcu praktyka czyni mistrza. Jak stworzyć miejsce, w którym sprzęty nie muszą konkurować ze sobą oraz jak zaprojektować przestrzeń na miarę uznanego szefa? Poznajcie sposób na sukces Comitora.

Kuchenna olimpiada

Wszystkie dziedziny i konkurencje dobrze znamy – cicha praca, oszczędność, ekologia, projekt. Nowoczesna kuchnia to innowacyjne rozwiązania oraz ciekawe i intrygujące kształty mebli oraz sprzętów. Propozycje producentów pomagają dbać o środowisko, a każdy nowy produkt jest coraz bardziej zaawansowany technologicznie – łączy design z mądrze zaprogramowaną funkcjonalnością. Projektanci, podążając za trendami, sprawiają, że łatwiej nam pokochać gotowanie i odkrywać nowe smaki.

Najbardziej kreatywni i innowacyjni producenci mogą liczyć na wróżnienia, które podnoszą ich prestiż w branży. Przyznawane nagrody to hołd dla wieloletniej tradycja, najlepszego design i zamiłowania do projektowania. Co roku rozdawane są m.in. German Design Award, IF Design Award, Red Dot Award, Focus Open. Tytuły te przyznano również produktom Blanco oraz Novy, znajdujących się w ofercie firmy Comitor.

Zobacz też:

Najbardziej funkcjonalna kuchnia targów, czyli Peka na 4DD

Kulinarne podium

W gronie zwycięzców znalazły się m.in. okapy Novy, baterie Blanco, zlewozmywaki Blanco, a także selektory kuchenne tej marki.

Panorama od Novy to dotykowo sterowana płyta indukcyjna z zintegrowanym wysuwanym okapem. Możemy wybrać jedną z trzech wysokości okapu, który wysuwa się z blatu i pochłania opary oraz nieprzyjemne zapachy. Posiada cztery pola grzewcze, a każdym można sterować osobno lub wybrać funkcję łączenia pól, dzięki czemu otrzymujemy większą powierzchnię do gotowania. Po skończonej pracy okap zupełnie znika z oczu, nie zabierając jednocześnie miejsca na przechowywanie. Panorama Novy zdobyła Red Dot Award 2018.

Elegancja i stal szlachetna – bateria Panera-S marki Blanco uwodzi swoją estetyką. Dodatkowy atut to wyciągana wylewka, a także łatwy sposób zmiany strumienia wody na prysznic. Dzięki ustawieniom „zimny start” bateria pomaga oszczędzać energię. Panera-S zdobyła German Design Award 2018 oraz IF design Award 2018.

Inną baterią Blanco, której nie można pominąć jest Solenta-S Senso. Wyróżnia ją profesjonalny wygląd i zastosowanie nowoczesnych funkcji pomagających chronić środowisko poprzez oszczędność wody. Uruchamiana jest ręcznie lub bezdotykowo, dzięki czemu łatwo „odkręcić wodę”, nawet kiedy mamy zabrudzone ręce, a dzięki funkcji start-stop woda maksymalnie po 90 sekundach zostaje „zakręcona”. Solenta-S Senso została nagrodzona Iconic Awards 2018: Interior Innovation, Kücheninnovation des Jahres 2018 oraz Focus Open 2018.

Na podium znajduje się również zlewozmywak Cronos, zdobywca German Design Award 2019, Red Dot Award – product design 2018, a także IF Design Award 2018. Cronos to elegancki minimalizm: zintegrowana pojedyncza komora, której szeroki front został wykonany z matowej stali szlachetnej. Na dodatek wysokość frontu możemy indywidualnie konfigurować.

Na zakończenie – selektory odpadów Blanco Flexon II. Produkt, który jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie. Pojemniki zostały zaprojektowane tak, by ułatwić montaż oraz utrzymanie czystości, nie mówiąc już o szybkiej i przyjemnej segregacji odpadów. Każda szuflada wyposażona jest w pokrywkę, a pojemniki dostępne są w różnych rozmiarach, dzięki czemu możemy stworzyć system szuflad odpowiedni do naszych potrzeb i wielkości szafki. Flexon II otrzymał nagrody German Design Award 2018 oraz IF Design Award 2018.

 

Cena bitcoina spadła poniżej średniego kosztu jego wydobycia, co sprawia, że część kopiących kryptowaluty może zaniechać zajęcia, które stało się nieopłacalne. Może to wywołać eskalację trendu spadkowego i sprowadzić cenę bitcoina poniżej 2 tys. dolarów – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Rynkowi kryptowalut doskwiera brak pozytywnych bodźców. Nic więc dziwnego, że ceny spadają. Wywiera to dużą presję na trudniących się „kopaniem” kryptowalut. Średni koszt potrzebny do stworzenia jednego bitcoina wynosił 4,060 tys. dol. w IV kwartale ub.r. – wg analizy JPMorgan Chase cytowanej przez agencję Bloomberg. Dzisiaj cena tej największej z kryptowalut waha się w okolicach 3,5 tys. dolarów.

Taki poziom prawdopodobnie będzie stopniowo przyczyniał się do ograniczenia liczby trudniących się tym procesem, szczególnie że nie widać światełka dla kryptowalut. Spadek cen stawia pod znakiem zapytania opłacalność wydobycia bitcoinów praktycznie we wszystkich regionach świata, z wyjątkiem Chin, gdzie średni koszt wykopania jednego bitcoina wg ww. analizy wynosił 2,4 tys. dol. Chińskie podmioty są w stanie tanio kupować energię stanowiącą główny koszt w całym procesie kopania kryptowalut.

Jeżeli z rynku wykruszą się „wydobywcy”, którzy mają wysokie koszty, zyskają na tym podmioty niskokosztowych. Będą one mogły wydobywać więcej bitcoinów, zużywając tyle samo energii. Mogłoby to doprowadzić do spadku kosztów chińskich producentów do poziomu nieco poniżej 1,260 tys. dol. – wg danych JPMorgan Chase. Większa podaż tańszych bitcoinów może z kolei wywierać dodatkową presję na cenę największej kryptowalut, a tym samym także na cały rynek, w którym udział bitcoina nadal wynosi ok. 50 proc. Czy wartość jednego bitcoina może spaść właśnie do poziomu ok. 1,260 tys. dolarów?

Ciężko uznać taki scenariusz za mało realistyczny, jeśli przeanalizujemy ruchy cenowe. Od połowy grudnia 2017 r. do dzisiaj cena spadła z ok. 20 tys. do 3,5 tys. dol., czyli o ok. 82 proc. Nawet jeśli ponadroczny okres zawęzimy do trzech miesięcy, spadek i tak wydaje się ogromny. Wartość bitcoina od połowy listopada 2018 r. do połowy grudnia obniżyła się z ok. 6,5 tys. dol. do 3,2 tys., czyli o połowę. Spadku ceny poniżej 2 tys. dol., nawet w miesiąc przy mało sprzyjających okolicznościach, nie można więc wykluczyć.

Okoliczności rzeczywiście nie są sprzyjające. Częściowe zamknięcie instytucji federalnych w USA przyczyniło się do wycofania wniosku o wprowadzenie funduszy ETF opartych na bitcoinie do obrotu na giełdzie w USA. W strukturach amerykańskiego regulatora rynku finansowego (SEC) znajdowało się zbyt mało osób, by przeanalizować, a następnie zatwierdzić wniosek. Oczywiście należało się także liczyć z jego odrzuceniem. Tak czy owak, stanęło na informacji, która nie pomoże kryptowalutom. Tymczasem ten rynek potrzebuje kroków, które przełożą się na większe zaufanie zarówno konsumentów, jak i instytucji finansowych. Bez wprowadzenia regulacji ceny kryptowalut nadal mogą stopniowo osuwać się coraz niżej.

Po raz kolejny 4 dni międzynarodowych targów 4 Design Days przyciągnęły tysiące zwiedzających, którzy zapragnęli zobaczyć, jak wyglądają dziś funkcjonalne wnętrza salonu i kuchni. Wśród ponad 300 wystawców nie mogło zabraknąć znanej marki Peka, która udowodniła, że nawet mała kuchnia zdoła pomieścić wiele produktów. Wystarczy tylko przemyślany i funkcjonalny system przechowywania. A co nowego zaprezentowała firma na katowickich targach designu?

Firma Peka, jako czołowy producent systemów ergonomicznego przechowywania w kuchni, po raz kolejny w swojej historii zawitała do Katowic, aby podzielić się swoim doświadczeniem w tej dziedzinie. Przedstawiciele firmy doradzali, które z rozwiązań pozwalają na największą swobodę w przechowywaniu produktów, które zaś są idealne dla mniejszych szafek. Nie zabrakło rad, dotyczących oferowanych rozwiązań Peka dla przestronnych kuchni czy salonów, które dziś stają się coraz częściej połączone.

W rozmowie portalu BiznesTuba.pl z Anitą Łopatką, marketing manager firmy Peka dowiadujemy się, że dzisiaj kuchnie otwierają się na salon, stąd warto stawiać na rozwiązania estetyczne, ale i praktyczne. – Ważna jest ergonomia w kuchni, ale także przestronne przechowywanie produktów. Liczy się także to, aby systemy mebli były zamontowane w sposób przemyślany, np. aby obok lodówki znalazła się pojemna spiżarnia, najlepiej w takiej formie, aby produkty były jak najbardziej widoczne. Dużo mówi się także o modnych wykończeniach – drewna czy stali, najlepiej w kolorze antracytu – dodaje Anita Łopatka, która o trendach i funkcjonalnym wyposażeniu kuchni opowiedziała podczas niedzielnego panelu dla publiczności.

W panelu „Funkcjonalne meble kuchenne” wzięły udział Małgorzata Błaszczak, projektantka z Vigo Meble Kuchenne oraz Anita Łopatka, marketing manager w Peka.

Anita Łopatka, marketing manager marki Peka

Licznie odwiedzający stoisko marki Peka partnerzy biznesowi i goście mogli poznać także rynkowe trendy w kolorystyce mebli oraz akcesoriów. Wśród nich antracyt, który obecny był z wielu rozwiązaniach producenta, np. w eleganckiej linii półek Fioro wykończonych dodatkowo drewnem. Modny antracytowy kolor dominował także w wykończeniu najnowszych szuflad marki Grass, dystrybuowanych przez Pekę. Duże zainteresowanie zrobił na zwiedzających targi system Tandem Side, który jest idealnym rozwiązaniem pozwalającym wykorzystać dodatkową przestrzeń do przechowywania produktów na drzwiach szafki. Tutaj Peka wyszła klientom naprzeciw, bowiem Tandem Side można swobodnie personalizować – stelaże i kosze można regulować pod kątem wysokości, dostosowując je także do przechowywanych produktów.

Nie zabrakło rynkowych innowacji, m.in. systemu firmy Oeko – FreezyBoy, czyli rozwiązania pozwalającego na długoterminowe przechowywanie odpadków organicznych. Dzięki wykorzystaniu ujemnej temperatury -5 °C, rozwiązanie zapobiega nieprzyjemnym zapachom oraz rozwojowi muszek „owocówek”. FreezyBoy pozwala na przechowywanie odpadków nawet przez kilka tygodni, zatrzymując tym samym proces ich rozkładu. Urządzenie może być używane samodzielnie lub zainstalowane jako kompletny system do sortowania odpadków Oekouniversal. Wyłącznym dystrybutorem tych produktów w Polsce jest właśnie firma Peka.

4 Design Days można z pewnością uznać za święto architektury, designu i wyposażenia wnętrz. Przez cztery dni najwięksi projektanci zaprezentowali swoje produkty i usługi, aby zainspirować klientów pomysłami, ale także niestandardowymi rozwiązaniami. Tegoroczne targi odbywały się w dniach: 24-27 stycznia w MCK i katowickiej hali Spodek. Pierwsze dni poświęcone były spotkaniom dla profesjonalistów i branży, podczas kolejnych dni targi były otwarte dla publiczności.

MS/BiznesTuba, foto: Kamil Drabek

Świat rynków finansowych kończył rok 2018 z dużym bagażem nierozwiązanych problemów. Wpływały one na perspektywy globalnego ożywienia, ceny walut i surowców czy kierunki rynków akcji. Jak podkreślają eksperci, ten bagaż czynników ryzyka zabieramy na kolejny rok i wcale nie jesteśmy bogatsi o rozwiązania.

Okazuje się, że na globalną gospodarkę w 2019 roku wciąż będą wpływać czynniki, które mocno namieszały na rynku już w poprzednim roku. Przedstawiamy cztery najważniejsze z nich.

Brexit

Dla osób interesujących się rynkami finansowymi nie ma dnia, w którym nie słyszeliby czegoś nowego o Brexicie. O tym, jak absurdalna stała się cała saga rozstania Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, niech świadczy fakt, że w Rosji powstało już specjalne słowo „brexić”. W wolnym tłumaczeniu oznacza, że ktoś się żegna, ale nie wychodzi. Po półtora roku negocjacji i na dwa miesiące przed planowaną datą „rozwodu” wciąż nie wiemy na jakich warunkach i czy w ogóle Wielka Brytania opuści UE. Wstępny projekt porozumienia między brytyjskim rządem i unijnym przedstawicielstwem został ostro skrytykowany, a w końcu odrzucony przez parlament, zapisując na kartach historii największą porażkę rządowego wniosku. Rząd premier szuka nowego pomysłu na jednoczesne udobruchanie UE, opozycji, a nawet członków własnej partii.

W 2019 rok wkroczyliśmy z bogatą paletą scenariuszy dotyczących Brexitu – od chaotycznego rozstania z UE bez żadnych uzgodnień, przez podtrzymanie unii celnej, zatwierdzenie gotowego projektu porozumienia, aż po powtórzenie referendum. Brexit może odbyć się 29 marca lub zostać odroczony. Czas ucieka, a Brytyjczycy wciąż nie wiedzą, jak będzie wyglądać ich przyszłe życie w Europie.

– Wydaje się, że zdrowy rozsądek wygra, a Brexit odbędzie się na łagodnych warunkach. Jednak na razie pozostaje duża niepewność, która gospodarczo szkodzi obu stronom. Sam „rozwód” nie będzie wydarzeniem na „raz i po kłopocie”, ale z jego skutkami Europa będzie się borykać przez dłuższy okres – podkreśla Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Polityka

Ryzyko polityczne na dobre zagościło wśród czynników, które zaprzątają głowy inwestorów. Wszelkie trendy rynkowe szybko tracą pęd w obawie, że jeden gest czy decyzja polityczna odwrócą sytuację o 180 stopni. Specyfika ryzyka politycznego polega na tym, że zwykle pojawia się nagle i jest bardzo trudne do zmierzenia. Idealnym przykładem minionego roku jest rynek ropy naftowej. Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu się z umowy atomowej z Iranem wywindowała jej ceny o ponad 20 proc. W kolejnym kroku Waszyngton udzielił jednak zwolnień od kar dla kluczowych odbiorców ropy, co spowodowało spadek cen o 45 proc. Jedna decyzja, olbrzymie implikacje.

W 2019 roku znów będziemy borykać się z ryzykiem nagłego zwrotu wydarzeń. Głównym „sprawcą” pozostanie wciąż prezydent USA Donald Trump. Trwający od 22 grudnia government shutdown, czyli wstrzymanie prac części administracji publicznej i niewypłacanie pensji pracownikom, jest najlepszym dowodem determinacji Trumpa do osiągnięcia swoich celów. W tym przypadku chodzi o uzyskanie środków na budowę muru na granicy z Meksykiem. Ponadto, wciąż toczy się spór budżetowy włoskiego rządu z Komisja Europejską, a we Francji możemy spodziewać się konsekwencji protestów „żółtych kamizelek” . Jest to wciąż bardzo duży bagaż powodów do nerwowości rynków w 2019 roku.

Wojny handlowe

Wojny handlowe to chwytające hasło, które krótko podsumowuje problemy globalnej gospodarki. Protekcjonizm i bariery dla wolnego handlu stają się kotwicą dla rozwoju globalnej gospodarki. Na głównym froncie wojen handlowych znajdują się obecnie USA i Chiny, ale problem jest głębszy z uwagi na skomplikowaną siatkę połączeń międzyrządowych. Mniejsze gospodarki Azji są uzależnione do handlu z Chinami, a samo Państwo Środka jest kluczowym partnerem wymiany dla UE i Japonii.

Konflikt ma więc wpływ na kłopoty całego świata. Nawet jeśli w ostatnich tygodniach słyszymy o postępach w negocjacjach, protekcjonistyczne aspiracje prezydenta Trumpa nie kończą się na Chinach. Wygrana na jednym polu bitwy może go zachęcać do kontynuacji kampanii na frontach z UE i Japonią. To poważne zagrożenie dla rozwoju inwestycji, które może hamować światowy wzrost gospodarczy.

Banki centralne

Wszystkie wymienione problemy są trudnym orzechem do zgryzienia dla banków centralnych. Po masowych obniżkach stóp procentowych, często nawet poniżej zera, kiełkuje potrzeba normalizacji polityki pieniężnej. Przede wszystkim banki chcą odbudować amunicję na przyszłe uderzenie recesji. Wyzwaniem okazuje się podwyższanie kosztu kredytu. Pierwszym odważnym była Rezerwa Federalna USA, która jednak pod presją rynków przerwała cykl podwyżek stóp procentowych. Inne banki centralne nie mają takiego komfortu i dalsze podtrzymywanie luźnej polityki grozi narastaniem poważnych nierównowag w systemie finansowym.

Decyzje decydentów w 2019 roku mogą być równie trudne, co w szczycie kryzysu finansowego. Zagadką pozostaje na ile można działać przeciwko ożywieniu teraz, żeby wciąż mieć narzędzia by je ratować podczas większych zagrożeń. Rezerwa Federalna USA, Europejski Bank Centralny, Bank Anglii i Bank Japonii – najważniejsze podmioty globalnej polityki monetarnej będą prowadzić świat finansów po nieznanych, niespokojnych wodach.

 

Aż o 1/3 wzrosła w ubiegłym roku liczba sklepów na platformie Shoper z certyfikatem SSL. Nic dziwnego – korzystanie z tego narzędzia staje się niezbędne do prowadzenia biznesu w sieci. Eksperci wyliczają, co traci e-sklep, który jeszcze go nie ma.

Najlepsza ochrona, która pozwala poczuć się bezpiecznie w miejscu publicznym, to taka, która nie utrudnia normalnego funkcjonowania i nie rzuca się w oczy. Jednak przez cały czas jest widoczna i dyskretnie obecna. Podobnie jest w sieci – symbol kłódki na pasku adresu przeglądarki nie przykuwa uwagi, ale w razie potrzeby łatwo go znaleźć by upewnić się, że otwarta strona jest bezpieczna. To ważne, jeśli za moment rozważa się przesłanie za pośrednictwem strony swojego nazwiska, adresu czy numeru karty kredytowej. Kłódka i “https” na początku adresu strony oznaczają, że sklep korzysta z certyfikatu SSL (Secure Socket Layer) – narzędzia, które szyfruje dane i chroni je przed trafieniem w niepowołane ręce. Dane Shopera wskazują, że instaluje je coraz więcej sprzedawców.
W 2018 r. liczba sklepów na tej platformie korzystających zabezpieczenia certyfikatem SSL wzrosła o 33 proc.
– W ubiegłorocznym raporcie Gemius co czwarty badany zadeklarował, że zakupy w sieci dla niego są w pełni bezpieczne. Był to ogromny wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Wygląda na to, że umiemy coraz lepiej rozpoznawać, czy strona w sieci jest bezpieczna  – zauważa Sergiusz Olszowy, Senior e-commerce Specialist Shopera. – Zapewne po części jest to “efekt RODO” i zasługa podejmowania przez media tematu naszych danych osobowych w internecie. Tłumaczyłoby to, dlaczego tak szybko rośnie liczba e-sprzedawców, którzy kupują lub przedłużają certyfikat na stronie.

Dlaczego sklep internetowy powinien mieć SSL?

Eksperci Shopera zwracają uwagę, że poza dbaniem o wizerunek i utrzymaniem zaufania kupujących, certyfikat SSL otwiera przed e-sklepem szereg możliwości, kluczowych dla jego działania. Oto 5 najważniejszych.

1. Nowoczesne metody płatności

Już tylko 41 proc. kupujących w sieci preferuje płacenie gotówką przy odbiorze przesyłki – wynika z ubiegłorocznego raportu Gemiusa. Nic dziwnego. Kosztuje to zwykle najwięcej i generuje kilka utrudnień, szczególnie w kwestii zwrotów. Dlatego dużo popularniejsze stały się obecnie szybkie przelewy za pośrednictwem specjalnych serwisów internetowych. Do uruchomienia takiej formy płatności niezbędny jest certyfikat SSL.

2. Brak ostrzeżeń w przeglądarce

Przed stronami, które nie używają certyfikatu SSL, a zawierają pola do wpisywania tekstu, ostrzega obecnie najpopularniejsza w Polsce i na świecie przeglądarka Google Chrome, jak również Mozilla Firefox, Opera. Niebawem zacznie robić to również Safari. Oznacza to, że 90 proc. potencjalnych klientów sklepu dowie się od ulubionego programu do eksploracji internetu, że dana strona jest “niebezpieczna”. Z badania przeprowadzonego w 2016 r. wynika, większość użytkowników po przeczytaniu takiego komunikatu rezygnuje z zakupów.

3. Lepsze pozycjonowanie

Jeszcze większa od Google Chrome jest popularność wyszukiwarki Google, z której w Polsce korzysta ponad 95 proc. internautów. Dla wielu e-konsumentów to pierwsza i podstawowa metoda eksploracji sieci, a swoje zakupy zaczynają nie od zaglądania na strony główne sklepów, tylko od wyszukiwania konkretnych produktów. Google potwierdzał już kilkukrotnie – m.in. na swoim blogu – że strony z certyfikatem SSL dostają dodatkowe “punkty” od algorytmu wyszukiwarki, dzięki czemu mogą być wyżej w wynikach wyszukiwania.

4.  Kampanie reklamowe z gigantami

Sprzedawcy chcący skorzystać z kampanii promocyjnych i umieścić link do swojego sklepu na szczycie wyników wyszukiwania bez względu na pozycjonowanie również trafią na ograniczenie. To bowiem kolejne pole, na którym Google wykorzystuje swoją dominującą pozycję do wymuszenia korzystania z certyfikatu SSL. Bez niego nie będą mogli skorzystać z reklamy w wyszukiwarce. Podobną politykę prowadzi także Facebook, wymagając certyfikatu SSL do prowadzenia zarówno działań reklamowych jak i sprzedaży w serwisie.

5. Zabezpieczenie finansowe

Producenci oprogramowania wystawiający e-sklepom certyfikaty SSL (czyli de facto instalujący w nich narzędzie chroniące wrażliwe dane) gwarantują jego skuteczność. Zapewnienia te nie są gołosłowne, gdyż idzie za nimi również praktyka. Przykładowo firma Certum, która odpowiada za SSL dla sklepów na platformie Shoper, zobowiązuje się do wypłacenia użytkownikom od 200 tys. do 1 mln euro w przypadku, gdyby ich technologia okazała się zawodna. Szansa na zdobycie tych pieniędzy jest w rzeczywistości znikoma – zabezpieczenie certyfikatem SSL jeszcze nigdy nie zostało złamane.
– Jak platforma e-commerce sami również zachęcamy do korzystania z SSL, Robimy to zarówno bezpośrednio przez umożliwienie sklepom ich wygodnego zakupu od dobrego dostawcy jak i pośrednio, oferując zestaw aplikacji wspierających sprzedaż, które do działania wymagają aktualnego certyfikatu SSL. W połączeniu ogólnoświatowym trendami sprawiło to, że już 75 proc. sklepów na naszej platformie korzysta z tej formy zabezpieczenia danych – zauważa Sergiusz Olszowy.

W ostatnim czasie zaobserwowaliśmy, że pojawiły się osoby, które padły ofiarą wyłudzenia pieniędzy. Złodzieje przejęli konto ich znajomych na Facebooku i przez Messengera prosili o pomoc – przekazanie pieniędzy. Między innymi za pośrednictwem płatności BLIKIEM (wypłata z bankomatu).

BLIK służy do realizowania płatności. Jest bezpieczny. Ale każdy użytkownik musi uważać komu chce w ten sposób zapłacić albo przekazać pieniądze.

Jeśli ktoś nagle w korespondencji prosi o pieniądze zawsze trzeba być czujnym. Bez względu na to czy będzie to zwykły przelew, przekaz pocztowy, gotówka czy transakcja BLIKIEM. W tego typu sytuacji najlepiej zadzwonić do takiej osoby żeby zweryfikować czy ktoś się pod nią nie podszywa.

Jeśli kupujemy coś od osoby prywatnej przez internet, szczególnie na portalach społecznościowych – warto prosić o odbiór osobisty i dopiero wówczas płacić. Nie wolno podawać żadnych swoich danych – także kodów BLIK osobom nieznajomym. Należy unikać podejrzanych lub nieznanych sklepów internetowych oraz czytać opinie w sieci o tych sklepach.

Każdy powinien zabezpieczać dobrze swoje własne konta w mediach społecznościowych, np. na Facebooku – koniecznie korzystać z uwierzytelnienia dwuskładnikowego – dzięki niemu logowanie na nowym urządzeniu trzeba potwierdzić kodem otrzymanym w SMSie.

Nie wolno podawać nikomu danych do logowania – zarówno do serwisów społecznościowych, poczty mailowej, jak i do telefonu czy tym bardziej aplikacji mobilnej banku.

Pieniądze można wypłacić lub przelać BLIKIEM tylko świadomie – każdą transakcję użytkownik musi potwierdzić znanym tylko sobie PINem w aplikacji mobilnej banku na swoim smartfonie.

Nie wolno tracić czujności nawet po otrzymaniu wiadomości od kogoś bliskiego. Zanim przekaże się mu pieniądze trzeba się upewnić się że to naprawdę on. BLIK to szybka, wygodna i bezpieczna metoda płatności i przekazywania pieniędzy. Złodzieje oszukują użytkowników serwisów społecznościowych podszywając się pod ich znajomych lub licząc na ich dobre serce. Żaden złodziej nie zrealizuje jednak transakcji BLIKIEM bez udziału i decyzji użytkownika. Dlatego ważne, aby każdy był czujny i dokładnie się upewnił, czy ktoś nie chce go oszukać.

 

 

Znamy zwycięzców konkursu The Heart Corporate Innovation Awards 2018. W tegorocznej edycji laureatami zostali Prezes Banku BGŻ BNP Paribas Przemysław Gdański, a także firmy PKO Bank Polski, Empik i Alior Bank.

The Heart, korporacyjne centrum innowacji, wspólnie z partnerami Mastercard oraz Ghelamco po raz kolejny nagrodziło największe firmy, które najskuteczniej otwierają się na innowacje, budowanie partnerstw i wdrażanie nowych technologii. W czwartek, 24 stycznia 2019 roku, podczas uroczystej Gali Finałowej konkursu poznaliśmy zwycięzców w 5 kategoriach.

– Bliska współpraca z korporacjami umożliwia nam dokładną obserwację tego, jak cały ekosystem się zmienia i które projekty zasługują na wyróżnienie. Chcemy nagłośnić sukcesy korporebeliantów, którzy współpracują ze startupami, inwestują w nie lub budują własne spółki, a co najważniejsze transformują cały swój biznes i zmieniają kulturę swojej organizacji – podkreśla Tomasz Rudolf, CEO The Heart.

Grupa przedstawicieli korporacji, w skład której weszli członkowie zarządów oraz prezesi największych polskich i międzynarodowych korporacji, wybrała zwycięzców w 5 kategoriach:

  1. CEO Roku: Przemysław Gdański, prezes Banku BGŻ BNP Paribas

Pozostali finaliści w kategorii: Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium oraz Ewa Szmidt-Belcarz, prezes Empik

  1. Zespół wprowadzający innowacje: NOW! – zespół cyfrowej transformacji PKO Banku Polskiego

Pozostali finaliści w kategorii: Unilever’s Food Inno Hub oraz PZU Innovation Lab

  1. Współpraca Roku: PKO Bank Polski & Coinfirm

Pozostali finaliści w kategorii: Bank BGŻ BNP Paribas & Autenti oraz Aviva & Emplocity

  1. Transakcja Roku: akwizycja Going. przez Empik

Pozostali finaliści w kategorii: inwestycja Agory w ROI Hunter oraz inwestycja Alior Banku w PayPo

  1. Nowy Cyfrowy Biznes: Bancovo.pl stworzone przez Alior Bank

Pozostali finaliści w kategorii: goodie stworzone przez Bank Millennium oraz EmpikGO

Jury, które uczestniczyło w wyborze finalistów zdecydowało również o przyznaniu nagrody specjalnej dla firmy Tauron. Doceniona została za odwagę do wdrażania zmian w tradycyjnej branży i kompleksowy program rozwoju innowacji m.in. poprzez współpracę ze startupami.

– Dziś fetujemy liderów korporacyjnej innowacyjności. Wyznaczają oni kierunek innym firmom, dzięki czemu konsumenci otrzymują jeszcze lepsze produkty i usługi oparte na cyfrowych rozwiązaniach, a polska gospodarka staje się bardziej konkurencyjna. W Mastercard wierzymy, że przełomowe innowacje rodzą się dzięki współpracy, znajdowaniu wspólnych celów i ich realizacji, czego najlepszym dowodem są nagrodzone projekty – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

 Organizatorem konkursu jest The Heart, znajdujące się na 38. piętrze Warsaw Spire.

– Tworząc biznesowe centrum na warszawskiej Woli przyciągamy regionalne centra R&D największych korporacji. Współtworząc The Heart chcieliśmy wspierać współpracę w tym ekosystemie, jednocześnie stymulując powstawanie nowych projektów. Cieszymy się, że w tak krótkim czasie udało się zaangażować w to przedsięwzięcie tak wiele korporacji – komentuje Jarosław Zagórski, dyrektor ds. rozwoju w Ghelamco Poland.

Chociaż zaledwie dwa tygodnie temu wenezuelski prezydent Nicolas Maduro został zaprzysiężony na drugą sześcioletnią kadencję, rośnie szansa, że kryzys gospodarczy, presja społeczności międzynarodowej oraz masowe protesty zmuszą go do rezygnacji. Niewykluczone, że ten proces mogą rozpocząć zaplanowane na najbliższe godziny ogólnokrajowe demonstracje – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Każdego dnia kryzys ekonomiczny w Wenezueli się pogłębia. Z powodu spadającego wydobycia ropy naftowej i całkowitego uzależnienia gospodarki od eksportu tego surowca w kraju brakuje dosłownie wszystkiego. Nie ma żywności ani też pieniędzy na jej sprowadzenie z zagranicy, a nacjonalizacja gospodarstw rolnych, przestępczość i korupcja powodują, że podstawowe produkty nie trafiają do konsumentów.

Opieka zdrowotna praktycznie zamarła. Lekarze nie mogą wykonywać zabiegów ze względu na braki w dostawie wody czy elektryczności. Nie są przeprowadzane dializy, a osoby przewlekle chore umierają, tracąc dostęp do leków. Opozycyjni parlamentarzyści szacują, że nawet 11 tys. niemowląt zmarło ze względu na zapaść służby zdrowia.

Tylko przez pierwsze trzy tygodnie 2019 r. lokalna waluta straciła do dolara 75 proc. wartości, a od szumnie wprowadzonej reformy w drugiej połowie sierpnia i powiązania boliwara z kryptowalutą – aż 98 proc. Inflacja w kraju, obliczana na podstawie kursu walutowego to kilkaset tys. proc., a za minimalne miesięczne wynagrodzenie można kupić zaledwie 10 bochenków chleba, gdy ktoś nie załapie się na reglamentowaną i dotowaną żywność od państwa.

Ucieknie jedna czwarta obywateli

Przy braku środków do życia nie jest zaskoczeniem, że Wenezuelczycy masowo emigrują. Według danych ONZ głównie do ościennych krajów, wyjechało ok. 3 mln obywateli, czyli 10 proc. społeczeństwa. To jednak może nie być koniec powszechnej ucieczki upadającej Boliwariańskiej Republiki.

Według analizy znaczącego think-tanku Brookings Institution („How many more migrants and refugees can we expect out of Venezuela”) przy obecnym poziomie cen ropy naftowej i jej rekordowo niskim eksporcie z Wenezueli oraz narzuconych przez władzę ograniczeniach w przekazach pieniężnych i pomocy zagranicznej nawet jedna czwarta obywateli (ok. 8,2 mln) może zostać zmuszona do ucieczki. Tragedia Wenezuelczyków, w ocenie Brookings Institution, mogłaby finalnie przekroczyć rozmiary kryzysu humanitarnego w Syrii.

Szansa dla Wenezueli w rocznicę obalenia wojskowej dyktatury

Rozbita przez aresztowania i ofiary wcześniejszych protestów, a także wewnętrzne spory opozycja w ostatnich dniach dostała szansę na odrodzenie się i obalenie reżimu. Ma ona poparcie ze strony większości latynoamerykańskich krajów (Grupa z Limy), a jej lider Juan Guaido został przewodniczącym nieuznawanego przez ekipę Maduro Kongresu.

Opozycja zaczyna także działać w szeregach wojskowych. Kilka dni temu 27 przedstawicieli Gwardii Narodowej wypowiedziało posłuszeństwo prezydentowi i poparło opozycję. Mimo ich późniejszego aresztowania pokazuje to rosnące niezadowolenie w armii.

Niezwykle ważnym sygnałem dla opozycji i prawdopodobnie realnym wsparciem przy hipotetycznym przejęciu przez nią władzy było wtorkowe wystąpienie wiceprezydenta USA. Mike Pence, który w zeszłym miesiącu rozmawiał przez telefon z Guaido, zaoferował poparcie Stanów Zjednoczonych dla demokratycznie wybranej opozycji.

Dodatkowo Pence w artykule „Venezuela, America Stands With You (Wenezuelo, Ameryka jest z Wami)” opublikowanym na łamach „The Wall Street Journal” zachęcał do „marszu po wolność i demokrację”, przypominając, że ponad 60 lat temu właśnie 23 stycznia Wenezuelczycy obalili wojskową dyktaturę.

Silne wsparcie zewnętrzne i nowy wyrazisty lider opozycji dają nadzieję, że zmiana władzy w Wenezueli nastąpi tak szybko, jak to możliwe i w sposób jak najbardziej pokojowy. Pojawia się niepowtarzalna szansa na zakończenie kryzysu humanitarnego i ekonomicznego, który pochłonął tysiące ofiar, miliony zmusił do emigracji, a praktycznie wszystkich Wenezuelczyków pozbawił środków do życia. Pierwszym krokiem do społecznej i gospodarczej odbudowy kraju jest odsunięcie od władzy prezydenta Maduro, co przy sprzyjających okolicznościach może nastąpić nawet w najbliższych godzinach.

Jesteśmy gotowi na dojrzałe relacje. Potrafimy zdradzić markom numer telefonu oraz wpuścić je do swoich mediów społecznościowych. W zamian chcemy być traktowani serio, dostawać spersonalizowane oferty, nie spam. Raport “Komunikacja Marki – Oczekiwania Konsumenta” podpowiada firmom, czego powinny jak najszybciej nauczyć się o swoich klientach.

Nowy raport za 2018 pokazuje, jak powinna wyglądać idealna komunikacja na linii marka – klient. O tym, czy nowe trendy w marketingu spełniają oczekiwania odbiorców, dowiadujemy się z badania konsumenckiego SMSAPI przeprowadzonego przez Agencję Badawczą Biostat. Tysiąc polskich respondentów opowiedziało o swoich doświadczeniach i podzieliło się preferencjami co do sposobów, jakimi chcą prowadzić dialog z firmami. Niektóre wyniki mogą zaskoczyć nawet doświadczonych marketerów.
– Z naszego badania wynika, że aż 98% respondentów otrzymuje niechciane treści marketingowe, 74% deklaruje, że dostaje je często. Praktycznie wszyscy jesteśmy spamowani – mówi Andrzej Ogonowski z SMSAPI – Ale jest też dobra wiadomość: 3/4 badanych deklaruje, że nie wypisuje się z otrzymywania regularnych wiadomości e-mail czy SMS, o ile, co ważne, wcześniej subskrybowali je świadomie. Dla marek to jasny sygnał, że zaufania nie buduje się, rozsyłając promocyjne komunikaty komu popadnie, a poprzez dostosowanie się do oczekiwań klientów – ocenia ekspert SMSAPI.

W bezpośrednim kontakcie

Główną przestrzenią dialogu marek z klientami jest internet, a pierwszym urządzeniem do jego eksploracji stał się telefon. To właśnie za jego pomocą 59% respondentów najchętniej odbiera oferty promocyjne. Oznacza to, że newslettery i strony internetowe muszą być responsywne, a kampanie powinny opierać się na technologiach mobilnych, czyli czatach i komunikatorach czy SMS-ach. Kolejne fazy zaangażowania – przeglądanie produktów, dokonanie zakupu i płatność – zwykle dokonywane jest na komputerach. Dawniej wynikało  to z braku mobilnych wersji stron i usług, dziś jest już zanikającym powoli przyzwyczajeniem.
Co nie dziwi, bezpośrednie kanały komunikacji marki (np. e-mail, SMS, social media) oceniane są przez badanych jako skuteczniejsze niż ulotki, reklama w prasie telewizji czy nawet w sieci. Z kolei w sytuacji, gdy  impuls do nawiązania kontaktu wychodzi od klientów, aż 64% badanych za najskuteczniejszy w obsłudze klienta uznaje e-mail, ale gonią go social media i czat. Ma to zapewne duży związek z tym, że dla 78% najważniejsza w niej jest po prostu szybkość rozwiązania zgłoszonego problemu.

Źródło: Raport “Komunikacja Marki - Oczekiwania Konsumenta”

Źródło: Raport “Komunikacja Marki – Oczekiwania Konsumenta”

Co marki o nas wiedzą?

Jednym z głośniejszych tematów minionego roku była kwestia prywatności w sieci i administrowania przez firmy danymi osobowymi klientów. Bardzo cennej wiedzy w tym kontekście dostarcza pytanie o dzielenie się przez użytkowników informacjami na swój temat. Okazuje się, że darzą oni marki dość dużym zaufaniem. Niemal połowa respondentów jest skłonna zdradzić im swoją datę urodzenia, a większość również ujawnić płeć i zainteresowania, choć wciąż jesteśmy sceptyczni przed ujawnianiem miejsca zamieszkania i zarobków.
– Ważne jest, by marki, które chcą być fair, bardzo przejrzyście komunikowały, jakie dane są im niezbędne by zrealizować transakcję czy wykonać inne działanie, a jaki fragment prywatności możemy oddać opcjonalnie na co możemy w zamian liczyć – komentuje wyniki badania Jan Zając z firmy Sotrender.
– Najciekawsze dla mnie są preferencje klientów dla pozostawienia firmom kontaktu do siebie. Większość nie widzi problemu by udostępnić adres e-mail, ale już tylko jedna trzecia poda numer telefonu. Zupełnie odwrotnie wyglądają deklaracje nieodebranych wiadomości, bo blisko połowa badanych ma w skrzynce nieodczytane e-maile. Dla porównania, większość SMS-ów odczytywana jest w przeciągu 5 minut – tak deklaruje blisko 70% respondentów – podsumowuje Wojciech Kaczmarek, Prezes Zarządu Link Mobility Poland, właściciela SMSAPI.

Źródło: Raport “Komunikacja Marki - Oczekiwania Konsumenta”

Źródło: Raport “Komunikacja Marki – Oczekiwania Konsumenta”

A co z nowymi technologiami?

Raport informuje również, jakie są doświadczenia i oczekiwania klientów względem zautomatyzowanej komunikacji, takiej jak chatboty. Tylko 1/4 korzystała z tej formy kontaktu, a jej efekty są zróżnicowane. Chociaż większość respondentów ocenia pozytywnie komunikację z botem, to wciąż nie rozwiązuje on problemów ponad 50% badanych.
– Wbrew pozorom i zapowiedziom,  VR i asystenci cyfrowi (Alexa, Siri) czy sztuczna inteligencja nie są  w stanie w tym momencie dotrzeć lepiej do klienta  z przekazem promocyjnym niż analogowe ulotki czy staruteńki SMS – komentuje Artur Kurasiński.

Producent sportowych aut z Zuffenhausen planuje powrót do rajdów. Właśnie z tą myślą motorsportowy oddział Porsche w Weissach pracuje nad modelem 718 Cayman GT4 Clubsport spełniającym przepisy FIA R-GT. Samochód powinien być gotowy do rywalizacji w sezonie 2020. Decydującym czynnikiem przy podjęciu tej decyzji okazały się pozytywne reakcje na prototyp Cayman GT4 Rallye Concept Car, pokazany z okazji ubiegłorocznego Rajdu Niemiec (ADAC Rallye Deutschland). Zjawiskowe studium w roli samochodu funkcyjnego poprowadził wówczas Romain Dumas (Francja). Teraz, w ramach imprezy Porsche Winter Event zorganizowanej przed wyścigiem GP Ice Race w austriackim Zell am See (19-20 stycznia), odbył się pierwszy demonstracyjny przejazd koncepcyjnego pojazdu rajdowego. Za jego kierownicą zasiadł Richard Lietz – lokalny bohater, który aktualnie zajmuje trzecie miejsce w Długodystansowych Mistrzostwach FIA WEC (klasa GTE-Pro).

W przeciwieństwie do wersji koncepcyjnej przyszły samochód rajdowy nie będzie bazował na modelu Cayman GT4 Clubsport wytwarzanym do 2018 r., lecz na nowym 718 Cayman GT4 Clubsport, zaprezentowanym na początku stycznia. Nowa rajdowa maszyna dla prywatnych nabywców została zaprojektowana pod kątem startów w seriach GT4, a także z myślą o amatorskich imprezach i wypadach na tor (tzw. track dayach). Do jej napędu służy 6-cylindrowy silnik typu bokser o pojemności 3,8 litra i mocy 313 kW (425 KM). Przy projektowaniu pojazdu skoncentrowano się na osiągach, właściwościach jezdnych oraz na zrównoważonym podejściu – wybrane elementy karoserii Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport po raz pierwszy wykonano bowiem z kompozytu z udziałem naturalnych włókien.

Występ prototypowego Porsche Cayman GT4 Rallye Concept Car podczas Rajdu Niemiec 2018 spotkał się z pozytywnymi reakcjami – i właśnie odpowiedź ze strony miłośników rajdów, zespołów, kierowców i organizatorów zmagań stanowiła decydujący czynnik przy podjęciu decyzji, by kontynuować nowy program rozwoju. Istotną zaletą nowego samochodu zgodnego z przepisami R-GT jest relatywnie niski koszt eksploatacji – to zasługa bliskich powiązań z modelem seryjnym.

Porsche w rajdach: triumfy i tradycja
Porsche ma długą historię sukcesów w rajdach. Do dziś za kamień milowy uchodzi zwycięstwo Porsche 959 w generalnej klasyfikacji Rajdu Dakar w 1986 r. Wcześniej w tym słynnym rajdzie triumfowało Porsche 953, bazujące na czteronapędowej wersji 911. W późnych latach 60. i wczesnych 70. Vic Elford oraz Björn Waldegard wraz z Porsche 911 świętowali znaczące sukcesy w legendarnym Rajdzie Monte Carlo. W niedawnej przeszłości różnym odmianom 911 zaufało wielu prywatnych użytkowników startujących w zawodach krajowych i międzynarodowych. Co więcej, w prywatnych projektach rajdowych brali udział także fabryczni kierowcy Porsche – Timo Bernhard i Romain Dumas.

Klasa FIA R-GT w skrócie
FIA – światowa organizacja sportów motorowych – wprowadziła przepisy R-GT w sezonie 2011. Ich koncepcja ma na celu zaoferowanie ambitnym zespołom klientów i prywatnym kierowcom szansy na podejmowanie sportowych wyzwań w rajdach przy zachowaniu akceptowalnego poziomu kosztów. Na sezon 2014 przepisy zostały znacząco zmodyfikowane. Pojazdami z homologacją R-GT można startować w imprezach na całym świecie, m.in. w słynnym Rajdzie Monte Carlo oraz na legendarnych, asfaltowych odcinkach rundy mistrzostw WRC na Korsyce.

Ostatnie lata przyniosły rozwój rynku nieruchomości premium w Polsce. A to dopiero początek, bo eksperci nie mają wątpliwości – lokowanie w nie kapitału, to nie tylko prestiż, ale coraz większy zarobek.

Chociaż rynek nieruchomości premium jest w Polsce jeszcze dość niszowy, to jego znaczenie, dzięki zwiększającej się liczbie transakcji, wciąż rośnie. W samej tylko Warszawie w ubiegłym roku sprzedano 200 takich nieruchomości, ale potencjał tego rynku jest o wiele większy.
– Odpowiednio wybrane nieruchomości mieszkaniowe z najwyższej półki są doskonałą, lukratywną, a przede wszystkim relatywnie bezpieczną lokatą kapitału, zwłaszcza tego liczonego w milionach złotych. W miarę szybkiego postępu gospodarczego i rozwoju ekonomicznego kraju rośnie i będzie rosło zainteresowanie wynajmem apartamentów z prawdziwego zdarzenia, wybudowanych w najbardziej unikatowych lokalizacjach – twierdzi Jarosław Jędrzyński, ekspert ds. nieruchomości z portalu RynekPierwotny.pl.

Luksus na najwyższym poziomie
Wpływ na rozwój sprzedaży nieruchomości premium ma również fakt, że coraz więcej Polaków może pochwalić się znaczną gotówką. Prognozuje się, że w 2020 roku w Polsce, liczba osób zamożnych wzrośnie do 1,4 mln osób.
– Jest to wciąż rynek, który dynamicznie się rozwija wraz z tym, jak rosną fortuny najbogatszych Polaków. Najbliższe lata powinny być dla niego bardzo dobre – przekonuje Bartosz Turek, analityk Open Finance.
O tym, że zainteresowanie tego typu nieruchomościami jest duże, pokazuje przykład jednego z najnowocześniejszych i najbardziej luksusowych apartamentowców, Złotej 44.
– Naszym rezydentom oferujemy niespotykane nigdzie indziej udogodnienia – największe w Europie piętro rekreacyjne o powierzchni 1800 mkw., 25-metrowy basen do wyłącznego użytku mieszkańców, w pełni wyposażoną siłownię, sauny, gabinety masażu, taras z całorocznym jacuzzi oraz prywatne kino z symulatorem do gry w golfa. Apartamenty w Złotej 44 kupiło wielu polskich i zagranicznych menedżerów, przedsiębiorców i sportowców, którzy cenią styl życia na najwyższym poziomie. Jednym z nabywców jest Robert Lewandowski – mówi Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development, który doradza, żeby wybierając apartament premium zwrócić uwagę na prestiż budynku, lokalizację, standard wykończenia oraz jakość użytych materiałów.
 
Bezpieczna inwestycja
Eksperci podkreślają, że w przyszłości rynek nieruchomości luksusowych może przynosić coraz większe zyski.
– Dostępność topowych lokalizacji z roku na rok dość gwałtownie topnieje, w związku z czym te najlepiej zlokalizowane luksusowe nieruchomości już w niezbyt odległej przyszłości będą dostępne tylko na rynku wtórnym, rzecz jasna po odpowiednio wyższej cenie – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński.
Ponadto, nieruchomości z najwyższej półki są bezpieczniejszą formą lokowania kapitału niż inwestowanie w akcje, fundusze akcyjne, obligacje korporacyjne czy w ziemię rolną. Wyceny luksusowych apartamentów nawet w okresie kryzysu nie są poddawane tak gwałtownym przecenom, jak większość popularnych aktywów inwestycyjnych.
Duże możliwości rozwoju rynku nieruchomości luksusowych w Polsce związane są również ze stosunkowo niskimi w porównaniu do państw Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych, cenami za metr kwadratowy.
– Gdyby porównywać nasz poziom cen, to wciąż daleko nam do kwot, jakie trzeba płacić za luksusowe nieruchomości na Zachodzie. Można powiedzieć, że rodzime wyceny rzędu 20, 30 czy 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy, to niewiele w porównaniu cenami w innych miastach na Zachodzie. Dla przykładu cena metra kwadratowego w Nowym Jorku dochodzi do 30 tysięcy dolarów, w Londynie do 20-30 tys. funtów, czy w Monaco, gdzie metra kwadratowy nieruchomości premium to 40-50 tysięcy euro – podsumowuje Bartosz Turek.

Big Data oraz chmura obliczeniowa – dostawcy IT wręcz zalewają rynek nowymi produktami. Jednak w firmach nie zawsze trzeba przeprowadzać informatyczną rewolucję, by uzyskać wymierne efekty. Czasem wystarczą proste rozwiązania. Doświadczenia pokazują, że ich wdrożenie może przynieść niekiedy znacznie więcej korzyści niż najnowsze technologie.

EDI ma długą historię

Systemy Elektronicznej Wymiany Danych (EDI) to doskonały przykład na to, że w firmach wcale nie trzeba przeprowadzać informatycznej rewolucji, by uzyskać wymierne korzyści. Według raportu „E-Invoicing/E-Billing” przygotowanego przez firmę Billentis, na całym świecie w obiegu, każdego roku jest 500 miliardów faktur, ale tylko maksymalnie 20% z nich przesyłane jest za pośrednictwem EDI.

Elektroniczna Wymiana Danych funkcjonuje na świecie od 30 lat. W Europie pionierami i absolutnymi liderami w stosowaniu tej technologii są kraje skandynawskie. W Szwecji, Danii oraz Norwegii e-faktury w 2005 roku pojawiły się w urzędach i samorządach. We Włoszech EDI w administracji publicznej jest wdrażana od 2014 roku, podobne próby miały miejsce we Francji, ale na razie Paryż nie zdecydował się na powszechny system. Hiszpania od połowy zeszłego roku stosuje EDI w zamówieniach publicznych przekraczających 5000 Euro. A Polska? Większość rodzimych firm nie stosuje automatycznego przetwarzania faktur. Wynika to z niskiej świadomości korzyści płynących z jej wykorzystania. – Myślę, że na szybszy niż do tej pory rozwój rynku wpłyną regulacje. Od 18 kwietnia br. polska administracja publiczna będzie zobowiązana do przyjmowania automatycznych e-faktur. To wymóg brukselskiej dyrektywy z 2014 roku. Ujednolicony system ma umożliwiać przedsiębiorcom i urzędnikom przekazywanie faktur oraz innych dokumentów pomiędzy wykonawcami zamówień publicznych i zamawiającymi. Komisja Europejska dąży, by elektroniczne faktury w 2020 roku stały się głównym sposobem rozliczeń w całej Unii – podsumowuje Tomasz Kuciel, prezes zarządu EDISON S.A., będącego w Polsce częścią konsorcjum PEF Expert – brokera rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania.

Sieci handlowe chętnie stawiają na EDI

Castorama kilka lat temu podjęła decyzję o odejściu w Polsce od papierowych faktur na rzecz tych elektronicznych. To, co do tego momentu zajmowało około 12-14 dni skrócono do 45 minut! Procesy dostarczenia dokumentu, kontroli, łączenia go z dostawą, wyjaśnienia wszelkich niedogodności oraz archiwizacji przyspieszyły 384 razy. Papierowy obieg dokumentów rodził także inne problemy. Często dochodziło do zaginięcia faktury, jej błędnego zaadresowania, braku możliwości powiązania ze sobą dokumentów lub wprowadzenia złych danych.

Faktura lotem błyskawicy

Sytuacja zmieniła się w momencie, w którym Castorama wprowadziła Elektroniczną Wymianę Danych. We współpracy z EDISONEM, udało się znacząco przyśpieszyć cały obieg dokumentów i wyeliminować błędy. System obsługuje średnio 100 tys. faktur miesięcznie. Castorama wdrożyła go w 6 Regionalnych Centrach Księgowych i 72 sklepach.  – W odróżnieniu od wielu innych rozwiązań IT, wprowadzenie Elektronicznej Wymiany Danych nie wymaga kosztownych inwestycji w sprzęt czy oprogramowanie. Z systemu można korzystać w ramach abonamentu, a do prawidłowego działania wystarczy komputer i dostęp do Internetu – tłumaczy Tomasz Kuciel.

Wszystko odbywa się teraz błyskawicznie. Już dwie sekundy po wysłaniu elektronicznej faktury jest ona odbierana przez system Castoramy i natychmiast sprawdzana pod względem rachunkowym. Rozliczenie przechodzi weryfikację pod kątem biznesowym. System sprawdza np. czy deklarowana data ważności produktu spełnia założone kryteria i czy poprawnie wpisano numer dowodu dostawy. Kolejnym krokiem jest automatyczne parowanie faktur z zamówieniami i potwierdzeniami. Po wychwyceniu błędu, nadawca faktury wie o nim maksymalnie po 15 minutach. Cały proces, od wysłania dokumentu do automatycznego przetworzenia faktury i jej archiwizacji trwa trzy kwadranse.

Pieniądze zostają w kieszeni

Korzyści z automatycznego, elektronicznego fakturowania są bezsporne. To przede wszystkim zmniejszenie liczby błędnych i fałszywych rozliczeń w obiegu. Firmy i ich klienci obniżają w ten sposób koszty fakturowania, przetwarzania danych oraz archiwizowania dokumentów.

Ujednolicenie modelu obsługi e-faktur jest krokiem w stronę nowoczesnej administracji państwowej. Według kalkulatora opracowanego przez EDISON S.A., firma wystawiająca rocznie 10000 faktur oszczędza 30000 kartek papieru, ocalając tym samym dwa drzewa. Średnio dziennie w Polsce w obiegu są 4 mln faktur. Gdyby wszystkie przetwarzać automatycznie to każdego dnia zostałoby ocalonych 800 drzew. Do tego dochodzi ponad 2500 kg mniej substancji trujących wyemitowanych w kierunku atmosfery.

Szacuje się, że na każdego mieszkańca miasta przypada rocznie minimum jedna faktura rozliczana z magistratem. Sumując dziesięć największych polskich aglomeracji daje to wynik co najmniej 6,5 mln dokumentów. Powszechne stosowanie automatycznych e-faktur pozwoliłoby zaoszczędzić w samorządach w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy, Lublinie i Białymstoku 19,5 mln kartek papieru i uratować 1300 drzew. Wytworzenie i transport 1,5 mld faktur, które rocznie  są w Polsce w obrocie, generuje tyle paliwa, ile pozwala przejechać 39 mln kilometrów przeciętnym samochodem. Warto mieć to na uwadze zastanawiając się nad możliwościami ograniczenia emisji CO2 i ochrony środowiska

Jeszcze nigdy zarobki Polaków nie był tak wysokie. Gdyby wierzyć w dane GUS przeciętna pensja Polaka w grudniu 2018 wynosiła 5275 złotych miesięcznie. Niestety diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, bo większość obywateli zarabia mniej, a najczęściej wypłacana pensja to około 2,5 tys. zł i to brutto, a nie netto – wynika z szacunków Open Finance.

Gdyby bezrefleksyjnie spojrzeć w dane GUS, to można uznać, że przeciętny Polak dostał w grudniu za swoją pracę dokładnie 5274,95 zł. Niestety nie jest jednak aż tak dobrze. Powody są przynajmniej cztery.

Z brutto znika 29%

Po pierwsze urząd publikuje dane na temat wynagrodzenia brutto, a nie netto. Jeśli więc przeciętna pensja w przedsiębiorstwach wyniosła w grudniu 5275 złotych brutto, to sugerowałoby, że przeciętnie „na rękę” pracownika trafiło 3742 zł. Po prostu po odliczeniu składek ZUS i potrąceniu podatku kwota wpływająca na konto jest co do zasady o około 29% niższa niż to co zarabiamy w ujęciu brutto.

Ponad połowa zarabia mniej

Tyle mówi średnia. Problem w tym, że nie jest to miara idealna. Przykład? Załóżmy, że w firmie jest 13 pracowników, z których jeden zarabia 10 tysięcy miesięcznie, dwóch inkasuje po 5 tysięcy, a 10 osób dostaje tylko po tysiąc miesięcznie. Przeciętna płaca w tej firmie to niecałe 2308 zł miesięcznie. Średnia w tym przypadku nie mówi za wiele ani o zarobkach szeregowych pracowników w tej firmie, ani tym bardziej o zarobkach szefa.

I choć powyższy przykład jest odrobinę przejaskrawiony, to chodzi o pokazanie mechanizmu. Dane GUS są bowiem zaburzone w bardzo podobny sposób. Dość powiedzieć, że z samych badań urzędu (niestety najnowsze dostępne są za październik 2016 roku) wynika, że 2/3 pracowników zarabia mniej niż wynika ze średniej.

Kolejną ważną miarą pokazującą poziom wynagrodzeń w Polsce jest mediana płac. Pokazuje ona wartość wobec której połowa osób zarabia mniej, a połowa więcej. We wcześniej wspomnianych badaniach GUS oszacował, że mediana wynagrodzeń była o prawie 20% niższa niż średnia. Jeśli ten parytet utrzymywałby się dziś na podobnym poziomie, to mediana wynagrodzeń w rekordowym pod tym względem grudniu wyniosłaby około 4260 zł brutto, czyli 3035 netto.

Na tym nie koniec ciekawych danych płynących z wcześniej wspomnianego badania urzędu statystycznego. Pokazuje ono też wartość dominanty, a więc najczęściej występującego poziomu wynagrodzeń. Ten w 2016 roku opiewał na mniej niż połowę średniej płacy. Jeśli ten parytet został utrzymany, to w grudniu najczęściej otrzymywaną pensją było około 2500 złotych brutto, czyli około 1808 „na rękę”.

GUS nie bada najmniejszych firm

Trzecim ważnym powodem, dla którego dane GUS sugerują wyższe płace niż paski wynagrodzeń większości Polaków jest fakt, że urząd bierze w comiesięcznych publikacjach dane na temat firm zatrudniających ponad 9 osób. Nie powinno ulegać wątpliwości, że w takich firmach fundusze płac są przeważnie wyższe niż w mniejszych podmiotach. Statystycznie rzecz biorąc w małych firmach wynagrodzenia są niższe. Potwierdzają to dane GUS za 2017 rok. Sugerują one, że przeciętna pensja brutto w firmach zatrudniających ponad 9 osób była na poziomie ponad 4,5 tys. zł brutto. Dla porównania średnia wyliczona z uwzględnieniem mniejszych podmiotów nie przekroczyła 4,3 tys. zł brutto.

W grudniu Polacy zainkasowali 2 mld złotych nagród

Ostatnim powodem, dla którego należy podchodzić z rezerwą do danych opublikowanych przez GUS jest sezonowość. W grudniu wiele osób otrzymuje premie, „trzynastki” i innego rodzaju dodatki. Przeważnie więc grudniowa średnia pensja jest o 8-9% wyższa niż ta raportowana w listopadzie. Mówimy o bardzo dużych kwotach, bo nawet dane GUS sugerują, że na konta pracowników trafiło w grudniu o prawie 2 mld złotych więcej niż w listopadzie przy niemal niezmienionym poziomie zatrudnienia. Jest więc niemal pewne, że dane, które GUS opublikuje za miesiąc nie będą już pokazywały wynagrodzenia na poziomie ponad 5 tys. zł, ale raczej około 4,8 – 4,9 tys. zł.

5 lat rewolucji

Nie ma jednak powodu aby popadać w nadmierny pesymizm. Płace Polaków bez wątpienia rosną. Choć pełen obraz wynagrodzeń GUS pokazuje bardzo rzadko, to bez wątpienia sytuacja finansowa gospodarstw domowych w ostatnich kilku latach poprawiła się niemal skokowo. Nie chodzi przy tym tylko o program 500+, ale przede wszystkim gwałtowny wzrost wynagrodzeń i zatrudnienia, które powodują, że dziś przeciętne gospodarstwo domowe powinno mieć do wydania o jedną trzecią więcej niż trzy lata temu. Efekt jest taki, że Polakom łatwiej jest wyjść z długów i znacznie rzadziej mają problemy finansowe.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Gdzie spotkamy najnowsze trendy w zakresie planowania i urządzania przestrzeni domowych? Które trendy potrafimy już zidentyfikować i nazwać?

Wiele mebli, prezentowanych na targach imm cologne 2019 wygląda bardzo znajomo. Kredensy i regały otoczone są wygodnymi fotelami lub sofami na cienkich lub niewidocznych podnóżkach. Półki nadal wyraźnie tracą na znaczeniu. W erze Twittera, You tuba czy Kindle książki stały się starannie wyselekcjonowanymi eksponatami, które idealnie pasują do oryginalnych form i kształtów półek.

Retro jest raczej elementem stylistycznym niż stylem. Nie chodzi tylko o to, że klasyka modernistyczna, w połowie wieku i popkultury ma status kultowy – ich formy pojawiają się ponownie na całym świecie, choć w nowych interpretacjach, z nowym finiszem lub w nowym przebraniu. Kiedy życie jest naznaczone zmianą, rozwiązania wypróbowane i zaufane stają się pożądane – i wyglądają zaskakująco świeżo w nowym wymiarze i nowym dla siebie otoczeniu. Bez względu na to, czy są jasne, zuchwałe, industrialne, czy popisane na ciemnym, eleganckim tle w stylu art deco, meblowi soliści zamieszkują nasze pokoje dzienne, podczas gdy solidna, trwała zabudowa najczęściej dominuje w kuchni lub w sypialni. Zwiększają się różnice między miastem a wsią, ciasne kontra przestronne wnętrza, duże i małe meble rywalizują nieustannie. Zadajemy sobie sprawę, że elastyczny charakter naszego życia wymaga nowych mebli: mniejszych, bardziej modułowych i bardziej wielofunkcyjnych. Po wygnaniu z sofy i dominacji na tapetach, wzory – czasem drukowane, czasem w 3D – ostrożnie powracają do mebli takich jak kredens.

Jakie kolory będą modne we wnętrzach w 2019 roku i później?

Trend w kierunku delikatnych odcieni szarości, którym towarzyszą naturalne, pastelowe rozwinięcia wydaje się dominujący, choć obecnie inspiracją jest natura, etno morficzne pochodzenie bardziej niż styl Skandynawski. Warto podkreślić także inne ważne kierunki: wielobarwność i ciemne, eleganckie wyposażenie. Awangarda łączy warianty kolorów podstawowych, tworząc efekt przypominający obraz Mondriana, podczas gdy frakcja stylistów inspirujących się współczesną modą preferuje bardziej zuchwały, odważniejszy wygląd i łączy różne odcienie pomarańczy nie tylko z ciemnozielonymi, ale z żółtymi, turkusowymi, opalizującym lub nawet miętowym. Ciepłe, ciemne kolory są bardzo modne; harmonizują z czerwonawym drewnem, a ciemne odcienie niebieskiego i zielonego można połączyć ze złotem i mosiądzem, aby stworzyć wrażenie art deco.

Jakie materiały będą modne?

Drewno jest obecnie tak popularne, jak nigdy dotąd. Nie jest to jednak zaskakujące: poza tym, że jest naturalne, jest także zdrowe i wszechstronne, a także zapewnia przytulny klimat. Aktualnie w meblarstwie często spotkać można drewno surowe, bez dodatków uszlachetniających. Jednocześnie drewno przestało być stosowane jedynie w wykończeniu mebli, jak np.: cokół kredensu, nogi sofy czy stołu. Drewno wykorzystywane jest jako element dekoracyjny, łączony ze szkłem, eksponowanych na ścianach. Szkło jest kolejnym materiałem, który spotykać będziemy w domowych przestrzeniach. A po za tym niezwykle popularny jest metal, zazwyczaj w lakierowanej wersji, z dodatkiem elementów złotych lub błyszczących. Umiejętne łączenie tych materiałów z sobą w dowolnych kombinacjach daje najczęściej spektakularne efekty.

Podobnie naturalne kamienie i minerały. Luksusowe meble tapicerowane pokrywać będzie ultra cienka skóra, miękka i delikatna w dotyku i jednocześnie niezwykle wytrzymała. Ale uwaga, znów nadchodzi era aksamitu, do którego nie trzeba przekonywać wszystkich miłośników intensywnych barw, które znajdą się podstawowej palecie.

Foto: huelsta.com

Z okazji 25-lecia istnienia branżowego magazynu „Personel i Zarządzanie” wydawanego przez INFOR PL porozmawialiśmy z redaktor naczelną czasopisma – Ewą Walendą.  W rozmowie podsumowaliśmy ostatnie lata istnienia gazety na rynku wydawniczym, zapytaliśmy o plany na 2019 rok, a także o wyzwania jakie czekają branżę HRM. Zapraszamy do lektury.

  1. Redakcja BiznesTuba.pl: Ćwierć wieku obecności na rynku to z pewnością duży sukces. Gratulujemy jubileuszu!

Dziękuję, to rzeczywiście duży sukces. Pierwszy numer (wówczas „Personelu”) ukazał się w październiku 1994 roku. Było to pionierskie na rynku czasopismo o tematyce związanej z zarządzaniem zasobami ludzkimi. Od tego czasu magazyn przechodził wiele przemian i ewoluował, podobnie jak działy kadr, które dawniej zajmowały się administracją danymi pracowników, a obecnie – jako działy personalne – urosły do rangi partnera biznesowego. Dziś „Personel i Zarządzanie” jest najbardziej cenionym magazynem o tematyce HRM w Polsce, a dzięki licznym wywiadom z ekspertami z innych krajów jest także rozpoznawalny za granicą.

  1. Co jest receptą na sukces magazynu „Personel i Zarządzanie”?

Myślę, że na sukces składa się wiele elementów, ale najważniejsza jest zawsze aktualna i na wysokim poziomie merytorycznym treść, którą doceniają i której oczekują nasi czytelnicy. Ta treść to najciekawsze trendy ze świata w zakresie zarządzania pracownikami, najnowsze raporty, potrzebne narzędzia w pracy HR-owca czy wreszcie inspirujące studia przypadku z rodzimego rynku. Sukcesu nie byłoby bez zaangażowanych ludzi, którzy tworzyli od początku i współtworzą obecnie pismo – redaktorów, dziennikarzy, a także ekspertów z różnych dziedzin chcących dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem na łamach.

„Personel i Zarządzanie” to miesięcznik branżowy, który ukazuje się od 1994 roku. Czytelnikami magazynu są właściciele firm, prezesi zarządów, dyrektorzy, menedżerowie i kierownicy personalni, wykładowcy uczelni i studenci, a także osoby zainteresowane tematyką zarządzania zasobami ludzkimi.

  1. 25 lat to idealny moment, aby podsumować ostatnie osiągnięcia magazynu. Które z nich są najbliższe Pani sercu – jako redaktor naczelnej?

Jak już wspomniałam, „Personel i Zarządzanie” wielokrotnie się zmieniał, przez jakiś czas był nawet dwutygodnikiem. Żeby przetrwać tyle lat na rynku, trzeba ciągle się doskonalić. Tego oczekuje od nas prezes INFOR PL, a także wymagający czytelnicy. Ostatnią, można powiedzieć rewolucyjną, zmianę magazyn przeszedł dwa lata temu. Zmieniliśmy wówczas logo, szatę graficzną na bardziej nowoczesną, dynamiczną i kolorową. Zaproponowaliśmy nowe treści merytoryczne, a do współpracy redakcyjnej, obok sprawdzonych autorów, zaprosiliśmy kolejnych znakomitych ekspertów. W zmiany był zaangażowany nie tylko zespół redakcyjny, lecz także osoby z innych struktur w wydawnictwie. Po tych zmianach otrzymałam wiele pozytywnych komentarzy i gratulacji od naszych czytelników i klientów, którzy docenili pracę redakcji. Było to bardzo miłe i nobilitujące do dalszej ciężkiej pracy.

Najnowsze wydanie (po lewej) versus pierwsze wydania z 1994 roku.

  1. Czy i jak zmienił się profil czytelników?

Można śmiało powiedzieć, że historia magazynu, to także historia rozwoju branży HR w Polsce. W latach 90. skrót HR (Human Resources) niewiele mówił. Niewiele też osób wiedziało, na czym polega nowoczesne zarządzanie personelem. Był to czas typowych kadrowców, których pracownicy postrzegali negatywnie. A samo stanowisko kojarzyło się z kontrolą i nadzorem. Na początku transformacji brakowało narzędzi, sprawdzonych metod czy dobrych praktyk. Czasopismo  dostarczało wówczas potrzebnych treści, edukowało osoby poszukujące wiedzy z zakresu Human Resources Management.

– Dzisiaj zawód HR-owca jest poważany i szanowany. Na rynku jest dostępnych mnóstwo różnych narzędzi, wielu doświadczonych praktyków w działach HR, w firmach doradczo-szkoleniowych. Również nasz czytelnik jest dziś bardzo wyedukowany, dlatego tym trudniejsze mamy zadanie – jak go zaskoczyć, jakie podejmować tematy, aby go zainspirować i zachęcić do lektury – kontynuuje Ewa Walenda, redaktor naczelna magazynu.

  1. Jakimi treściami lub stałymi działami planuje Pani zainteresować czytelników „Personelu i Zarządzania” w 2019 roku?

Ponieważ rynek pracy się zmienia, zmieniają się także potrzeby organizacji. Redakcja cały czas musi obserwować pojawiające się trendy, dlatego bierzemy udział w konferencjach, seminariach czy imprezach branżowych, na których spotykamy ekspertów z wielu dziedzin. Dzięki temu wiemy, co się dzieje w branży, z jakimi trudnościami borykają się nie tylko HR-owcy, lecz także firmy. Z pewnością największym wyzwaniem jest dziś rekrutacja odpowiednich kandydatów. Temu zagadnieniu chcemy poświęcić wiele uwagi na łamach.  Ale rekrutacja to nie tylko sam proces, to także działania firm, które mają zachęcić kandydatów do aplikowania na wakujące stanowiska. Pracownicy ze względu na zacieranie się granicy między pracą a życiem prywatnym oczekują od pracodawcy dodatkowych świadczeń na rzecz zdrowia psychicznego, fizycznego czy rozwoju. Aby spełnić te oczekiwania, pracodawcy inwestują w programy wellbeingowe, które jednocześnie wpisują się w strategię społecznej odpowiedzialności biznesu. Wszystkie te zagadnienia będą szeroko omawiane w „Personelu i Zarządzaniu”. Z pewnością w ciągu roku pojawią się nowe wyzwania, o których będziemy informować naszych czytelników, dlatego redakcja będzie trzymać rękę na pulsie.

Zobacz też:

Psychologiczny GPS, czyli instrukcja obsługi szczęśliwego człowieka

  1. Jak pozyskuje i selekcjonuje Pani ekspertów do publikacji w magazynie „Personel i Zarządzanie”?

Z niektórymi autorami współpracuję już od wielu lat. Są to eksperci-praktycy, którzy dzielą się wiedzą z własnej wieloletniej praktyki doradczej, szkoleniowej czy HRM. Mam także sprawdzonych dziennikarzy, którzy od lat zajmują się tematyką zarządzania personelem. Ale łamy są także otwarte dla nowych osób, które mają coś ciekawego do przekazania. Zapraszam do kontaktu z redakcją.

  1. Jakie Pani zdaniem są najważniejsze wyzwania i wymagania przed HR-owcami w nowym 2019 roku? Z jakimi wyzwaniami zmierzy się branża?

Obecnie głównym problemem zgłaszanym przez wielu pracodawców jest nie tylko pozyskanie, lecz także zatrzymanie wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza na stanowiska specjalistyczne. Przyczynił się do tego poważny spadek bezrobocia, który od wielu lat nie był spotykany. Z tego powodu nastąpiło przyspieszenie innych procesów, jak na przykład: zarządzanie różnorodnością, rozwój automatyzacji i robotyzacji pracy, zmiany w obszarze benefitów, zmiany modelu pracy, czyli budowanie partnerstwa z pracownikami poprzez tworzenie turkusowych organizacji, zwinne zarządzanie, uelastycznienie form zatrudnienia.

Innym wyzwaniem w zarządzaniu firmą jest spadające zaangażowanie pracowników, zwłaszcza młodego pokolenia. Z tego powodu potrzebny jest rozwój przywództwa już na stanowiskach menedżerów liniowych, a także zwrócenie uwagi na szeroko pojęte employee/candidate experience, czyli zadbanie o doświadczenia pracowników i kandydatów.

Czy polskie organizacje będą w stanie sprostać tym wyzwaniom? Wiele z nich już podejmuje stosowne działania, ale są i takie, które koncentrują się wyłącznie na sprawach bieżących, takich jak np. oceny okresowe. Rewolucja „Przemysłu 4.0” już została zapoczątkowana. Czy obejmie wszystkie organizacje, zobaczymy.

Przeczytaj także:

Różnorodność zawodowa zamiast określonej ścieżki kariery – dłuższy trend czy chwilowa moda?

 

  1. Proszę podzielić się branżowymi spostrzeżeniami: czy firmy, które kierują się troską o pracownika i ważnymi wartościami, odnoszą większy sukces niż te, które tego nie robią? Czy polski biznes stosuje dobre praktyki panujące na rynku HRM? A może nadal jest wiele do zrobienia w tym zakresie?

Nie ulega wątpliwości, że organizacje, które dbają o pracowników i o własny wizerunek jako atrakcyjnego pracodawcy – udowadniają, że są godne zaufania i osiągają przewagę konkurencyjną. W obszarze HRM przejawia się to większym zaangażowaniem pracowników i pozyskaniem większej liczby kandydatów do pracy. Obecnie firmy są oceniane nie tylko poprzez kryteria finansowe czy jakość usług i produktów, lecz także na podstawie relacji z pracownikami czy społecznością lokalną. Łatwo to sprawdzić np. w mediach społecznościowych, gdzie pracownicy chętnie opisują swoje doświadczenia z pracy w danej organizacji.  Dzisiaj kandydaci oczekują „ludzkiej twarzy” pracodawcy. Chcą być doceniani i zadowoleni z pracy.

Świadome organizacje uatrakcyjniają miejsca pracy, by rekrutować utalentowanych pracowników, dzięki którym będą mogły osiągnąć sukces. W wielu jednak wciąż dominuje metoda kija i marchewki, więc jeśli nie zmienią metod zarządzania, będzie im trudno pozyskać wartościowych pracowników i walczyć na konkurencyjnym rynku.

W niektórych organizacjach, szczególnie mniejszych czy polskich nadal nie rozumie się rozumienia roli HR, a dyrektor personalny w randze członka zarządu to nie jest powszechna praktyka.

  1. Na koniec, jakie plany ma „Personel i Zarządzanie” w nowym roku i czego Państwu życzyć w 2019?

Celem jest przede wszystkim dalszy rozwój merytoryczny czasopisma, tak aby spełniało ono oczekiwania naszych czytelników. Ponieważ świat podlega cyfrowej rewolucji, więc i prasa musi podążać za zmieniającymi się trendami. Dlatego „Personel i Zarządzanie” jest już dostępny jako aplikacja mobilna, mamy e-wydania oraz obszerne archiwum tekstów w wersji elektronicznej od 2003 roku. Zamierzamy dalej rozwijać się w obszarze cyfrowym, aby docierać do młodych czytelników, którzy głównie korzystają z nowoczesnych rozwiązań. Proszę zatem życzyć nam pełnych sukcesów kolejnych 25 lat na rynku prasy HRM.

 

Ewa Walenda oprócz funkcji redaktor naczelnej miesięcznika „Personel i Zarządzanie” jest także aktywna w wielu konkursach HR-owych. W latach 2015–2017 została przewodniczącą kapituły Konkurs HR Dream Team (Pracuj.pl).  Jest także jurorką w konkursach „Well Power”, „Inwestor w Kapitał Ludzki”, „Ludzie, którzy zmieniają biznes” (I edycja) oraz w programie Certyfikacja Konsultantów Polskiego Forum HR. Oprócz tego redaguje książki o tematyce HR. Wcześniej pracowała w takich redakcjach, jak: „Życie Gospodarcze”, „Manager”, „Szkolenia Pracownicze”, „Gazeta Prawna”. Absolwentka Wyższej Szkoły Promocji w Warszawie – specjalność Zarządzanie Zasobami Ludzkimi oraz studiów podyplomowych „Liderzy Zarządzania Wiedzą i Talentami w Zespołach” w Collegium Civitas, a także „Employer Branding” w Akademii Leona Koźmińskiego.

 

Z Ewą Walendą, rozmawiała Magda Strzykalska

Dla wszystkich miłośników wyszukanych trunków, zwłaszcza wina, polski producent AGD z Wronek – marka Amica ma dobrą wiadomość. Od niedawna na rynku znaleźć można chłodziarki do wina, które stały się dopełnieniem oferowanych przez producenta urządzeń. 

Wino cieszy się coraz większym uznaniem wśród Polaków. W odpowiedzi na ten trend oraz potrzeby konsumentów Amica wprowadza do sprzedaży chłodziarki do wina, które znajdą swoje miejsce w każdej kuchni. Winiarki to już nie tylko standardowe wyposażenie restauracji czy element wystroju w domach należących do koneserów.

Winiarki, czyli chłodziarki do wina – skąd popularność?

Winiarki, czyli specjalistyczne chłodziarki do przechowywania i dojrzewania wina, to urządzenia, które dużą popularnością cieszą się m.in. we Francji i wielu innych państwach Europy Zachodniej i Południowej. Mieszkańcy tych krajów znani są ze swojego zamiłowania do wina, a co za tym idzie, szczególną wagę przykładają do jego przechowywania. Smak wina zależy nie tylko od tego, z jakiego szczepu czy regionu pochodzi, ale od odpowiedniej temperatury, wilgotności czy kontaktu z korkiem. Do tej pory na polskim rynku dominowały urządzenia rekomendowane odbiorcom profesjonalnym, drogie i charakteryzujące się bardzo dużą pojemnością oraz rozmiarem uniemożliwiającym korzystanie z nich w warunkach domowych. Amica korzystając ze swojego doświadczenia i wychodząc naprzeciw zmieniającym się trendom, zaprojektowała zupełnie nowe urządzenia dedykowane dla użytkowników indywidualnych. Chłodziarki do wina WCF1K15B7.1 (1179024) oraz WCB1K54B24.1 (1179026) pozwolą przechować odpowiednio 7 lub 24 butelki wina i doskonale wkomponują się w każdą kuchnię.

– W ostatnich latach coraz więcej naszych klientów w Polsce pytało, czy Amica wprowadzi do swojej oferty nową kategorię produktów, jaką w naszym kraju są chłodziarki do wina, praktyczne i odpowiednie dla klientów indywidualnych. Jako Grupa mamy spore doświadczenie w sprzedaży tego typu urządzeń na wybranych rynkach, w tym we Francji, która od zawsze wyznacza trendy dla światowego rynku winiarskiego – mówi Jacek Rutkowski, prezes zarządu Grupy Amica.

Pierwszym winiarkom sygnowanym logotypem marki Amica klienci mogli przyglądać się podczas zeszłorocznych targów Warsaw Home. Zobacz, jak wyglądają  one w zabudowie meblowej, a także jak prezentują się w zestawieniu z innymi urządzeniami AGD.

Amica: winiarki w Polsce nowością, ale sprzedaż w innych krajach rośnie

Tylko w 2018 roku Grupa Amica sprzedała na rynkach zagranicznych blisko 65 tysięcy winiarek. Znaczna część trafiła do najbardziej wymagających klientów we Francji i Wielkiej Brytanii, co pokazuje wysokie kompetencje polskiego producenta AGD w tym segmencie. Doświadczenia zebrane w poprzednich latach Amica chce przełożyć na rozwój produktów i sprzedaży w Polsce.

– Podczas prac nad nowymi produktami do zabudowy uznaliśmy, że nadszedł czas, żeby chłodziarki do wina wprowadzić do oferty także w Polsce. Jestem przekonany, że nowe winiarki marki Amica znajdą wielu zadowolonych użytkowników i pozwolą przechowywać wysokiej klasy wina w najlepszych możliwych warunkach – dodaje Jacek Rutkowski.

Funkcjonalność – w co wyposażone są urządzenia i jak dbają o wino?

Winiarki Amica wyposażone są w VinoOptima System™, co oznacza, że gwarantują zawsze właściwe warunki przechowywania dla różnych typów win. Dzięki elektronicznej regulacji temperatury w urządzeniach mogą być przechowywane trunki różnego rodzaju. Zakres regulacji temperatury wynosi od 5 do 20°C.  Zdaniem ekspertów wina białe, w zależności od rodzaju, powinny być przed podaniem schłodzone do temperatury 8-12°C, a czerwone 10-18°C. Nowe chłodziarki marki Amica umożliwiają także długotrwałe przechowywanie wysokiej klasy win w optymalnych warunkach, które do tej pory były zarezerwowane dla urządzeń produkowanych z myślą o profesjonalistach.

Dzięki przyciemnianej szybie anty-UV i oświetleniu LED, które nie emituje niekorzystnego dla wina światła i ciepła, wino w pełni zachowa smak, a butelki umieszczone w chłodziarce będą  elegancko się prezentować. Urządzenie wyposażono także w system, który zadba o równomierną, optymalną wilgotność w jego wnętrzu.

Oprócz wielu użytecznych funkcji, urządzenia te posiadają także ogromne walory estetyczne i wpisują się w najnowsze trendy w dziedzinie wzornictwa. Na zastosowany w chłodziarkach Amica ComfortUse System™ składają się rozwiązania takie jak drewniane półki, które niwelują szkodliwe dla wina wibracje, dodając chłodziarce subtelnej wytworności poprzez połączenie elementów natury i technologii. Użyteczność sprzętu podkreślają drzwi przestawne, które gwarantują wygodę użytkowania zarówno dla osób prawo-, jak i leworęcznych, zaś specjalna konstrukcja kompresora i wentylatora zapewni cichą pracę oraz spokój domowników, szczególnie ważny, gdy winiarka znajduje się w otwartej kuchni, połączonej z salonem.

– Rynek artykułów gospodarstwa domowego w Polsce bardzo się zmienia. Tylko w ostatnich 20 latach w naszych domach zagościły na dobre takie urządzenia jak okapy czy zmywarki. Kolejną rewolucją w domowych kuchniach był ogromny wzrost sprzedaży oddzielnych płyt grzejnych i piekarników do zabudowy, których funkcje przez wiele lat skupiały się w jednym urządzeniu – kuchni wolnostojącej. W segmencie pralnictwa powoli, ale systematycznie, rośnie zainteresowanie klientów suszarkami i pralko-suszarkami, które praktycznie nie istniały w świadomości użytkowników. W ocenie zarządu Grupy Amica, kolejną kategorią, która znacząco zyska na popularności w najbliższych latach, w Polsce są chłodziarki do wina dla klientów indywidualnych. Stanie się to m.in. z tego powodu, że nasz kraj jest jednym z najlepiej rozwijających się rynków w Europie jeżeli chodzi o sprzedaż wina – mówi Tomasz Pietrzyk, PR manager Grupy Amica.

Młody wiek nie zawsze oznacza pewność posiadania pracy. Są historie, gdzie to właśnie młodzi ludzie mają największy problem z powrotem na rynek. Jak się nie poddać i znaleźć pracę radzą eksperci firmy doradztwa personalnego HRK S.A.

Młodzi ludzie marząc o karierze i dużych pieniądzach, swoją przyszłość widzą w dużych miastach i korporacjach. Jednak po ukończeniu studiów niejednokrotnie idealna wizja świata zderza się z szarą rzeczywistością. Niepowodzenia powodują, że szybko się załamują, a w skrajnych przypadkach decydują się na powrót w rodzinne strony.

Poznajcie historię Ani, która od początku starała się planować karierę zawodową i w pełni wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Ania ma 28 lat i 3 lata mieszkała samodzielnie w Warszawie. Po studiach zaczęła pracę w korporacji, wynajęła mieszkanie, miała własny samochód. Po dwóch latach pracodawca wypowiedział jej umowę o pracę. Utrata pracy, gdy człowiek ma niewielkie oszczędności, jest traumatycznym przeżyciem i błyskawicznie obniża poczucie własnej wartości. Odruchowo więc zaczęła szukać bezpiecznej, domowej przystani –  wróciła w rodzinne strony. Powiedziała, że tylko na miesiąc. Została trzy lata. Pomimo tego, że mieszkała z rodzicami, starała się wspomóc domowy budżet. Pomogły jej w tym oszczędności,  a także dorywcze prace, np. opieka nad dziećmi przyjaciółki.

– Pogodzenie się z tym, że musisz być na utrzymaniu rodziców i mieszkać z nimi pod jednym dachem, kiedy już człowiek powinien być finansowo i życiowo niezależny, jest bardzo ciężkie. Mieszkanie poza domem przyzwyczaiło do tego, że wychodzę kiedy chcę i z kim chcę, wracam, nie musząc tłumacząc, dlaczego tak późno. Nagle nastaje taki okres, kiedy znów stajesz się dzieckiem i słyszysz pytania: o której wrócisz? Dlaczego nie spałaś dziś w domu?, itp. Dodatkowo, w moich rodzinnych stronach ciężko o pracę, co dodatkowo wprowadza w depresyjny nastrój… – opowiada nasza bohaterka.

Zobacz też:

Przed nami międzynarodowe targi designu 4DD. Co inspiruje i kreuje światowe trendy w architekturze i designie?

Jak się nie poddać i wrócić na rynek pracy?

Są tacy, którym niepowodzenia dodają tylko siły, ale są też osoby nie potrafiące odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Efektem tego może być długotrwałe bezrobocie, które odbija się na ludzkiej psychice – spada poczucie własnej wartości, stajemy się zamknięci, a w skrajnych przypadkach możemy popaść w depresję. W jaki sposób wziąć się w garść i znaleźć pracę?

Eksperci z firmy doradztwa personalnego HRK S.A. radzą, co trzeba zrobić, by zwiększyć swoje szanse na rynku pracy.

Oceń własne zdolności

W momencie, kiedy jesteś na etapie poszukiwania pracy, zastanów się, jakie jest Twoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe oraz wykształcenie. Postaraj się dopasować opis umiejętności do znalezionej oferty pracy. Wypisz wszystkie twarde i miękkie kompetencje. Może warto byłoby zapisać się na naukę języka obcego w celu nabycia nowych umiejętności? Znajomość języków obcych to konieczność w dzisiejszych czasach. Przeglądając oferty pracy renomowanych firm raczej nie można znaleźć takiej, która nie wymagałaby od kandydata posługiwania się przynajmniej jednym językiem obcym. – Kandydaci posługujący się biegle językami obcymi są w niezwykle komfortowej sytuacji. Coraz częściej młodzi ludzie spotykają się z sytuacją, że w polskiej firmie komunikacja wewnętrzna przebiega w języku angielskim, stąd znajomość tego języka to obecnie must have. Z kolei hiszpański, włoski, chiński, arabski, norweski, a nawet rumuński to języki zyskujące na coraz większej popularności. Wynika to z faktu, że polski rynek zyskuje na atrakcyjności w oczach zagranicznych inwestorów – mówi Marianna Świderska, Team Leader w HRK S.A

Warto przeczytać:

Jak zadbać o etykę biznesową w firmie?

Wykorzystaj social media

Szukając pracy w internecie, zwykle trafiamy na trzy najpopularniejsze portale pracy, zapominając o istnieniu tych, które przypisane są specjalnie do danej branży. Dzisiejsze czasy pokazują, że coraz większą rolę w poszukiwaniu pracy pełnią media społecznościowe. Na takich portalach, jak Facebook, Goldenline, czy LinkedIn, rekruterzy najczęściej poszukują kandydatów do pracy, dlatego musimy zwrócić szczególną uwagę na nasz prywatny profil. Uzupełnijmy go    i pamiętajmy, że informacje znajdujące się na nim muszą jasno mówić o przebytej ścieżce kariery. Zadbajmy o estetykę i wizualny wygląd naszego profilu. Może warto zbudować networking? Nawet jeśli kogoś nie znamy osobiście, dzięki wspólnym znajomym można nawiązać kontakt.

Stwórz dobre CV

Obecnie bez problemu można znaleźć liczne porady, jak stworzyć profesjonalne CV, warto z nich skorzystać, by sprawdzić czy to, co sami stworzyliśmy jest poprawne i czytelne dla potencjalnego pracodawcy. Pamiętaj, że CV, które zaczniesz budować, ma być szczere i prawdziwe. Jeśli posiadasz profesjonalne zdjęcie portretowe, warto je dołączyć do życiorysu – doda ono atrakcyjności i pomoże lepiej Cię zapamiętać. Na obecnym rynku rekruterzy dostają wiele CV w odpowiedzi na ofertę pracy. Żeby aplikacja przeszła przez pierwszy etap rekrutacji, pamiętajmy o tym, żeby zawrzeć w niej dane osobowe, języki obce, umiejętności i kompetencje, wykształcenie, hobby, a na sam koniec klauzulę ze zgodą na przetwarzanie danych osobowych.

Zadbaj o własny wizerunek

Często zbyt długa przerwa w pracy powoduje, że nie przywiązujemy dużej wagi do własnej osoby, co zazwyczaj odbija się na pewności siebie. Trzeba mieć świadomość, że pracodawca wyrabia sobie zdanie na nasz temat już na podstawie zdjęcia w CV i tego w jaki sposób złożymy aplikację. Koniecznie pamiętaj o zrobieniu dobrego zdjęcia. Miejmy na uwadze to, że pracodawcy szukają także informacji o nas w internecie. Warto, więc założyć konto na LinkedIn czy Goldenline. Kolejnym etapem, gdzie Twój wizerunek będzie się liczyć, będzie rozmowa rekrutacyjna. Na etapie rozmowy telefonicznej zadbaj o swój język, dykcję, a także skup się na przedstawieniu rekruterowi konkretnych informacji o swojej pracy w dotychczasowych miejscach. Jeżeli rozmowa z rekruterem ograniczy się jedynie do zaproszenia na spotkanie w siedzibie firmy, zadbaj również o swój zewnętrzny wizerunek, na który składa się schludny ubiór, postawa i mowa ciała. Jest on niezwykle ważny!

Odpowiednio przygotuj się na spotkanie

Udało się! Zostałeś zaproszony na spotkanie. Koniecznie przygotuj się na nie. Prześledź dokładnie stronę internetową firmy i zgromadź jak najwięcej informacji o potencjalnym pracodawcy. Zapoznaj się z profilem działalności firmy – na ilu rynkach działa, ilu ludzi zatrudnia. Warto znaleźć w internecie przykładowe pytania i opracować własne odpowiedzi. Dobrą metodą jest ćwiczenie przed lustrem. Dzięki temu możemy skontrolować własną mowę ciała. Jeśli stanowisko wymaga znajomości języków obcych potrenuj wypowiedzi w tym języku. Dzień przed rozmową dobierz i przygotuj strój, porządnie wyśpij się i od rana miej pozytywne nastawienie.

Powrót do pracy po długiej przerwie w karierze nigdy nie jest zadaniem łatwym. Musimy jednak pamiętać o tym, że naszym największym wrogiem jest „brak zaangażowania” – nawet w  przedłużającym się okresie braku zatrudnienia powinniśmy pamiętać o tym, by spędzać ten czas produktywnie. Dłuższa przerwa nie oznacza jednak, że należy załamywać ręce. To czas, by zakasać rękawy i wziąć się mocno do roboty. Po dłuższej przerwie i nieobecności na rynku pracy trzeba wykonać podwójny wysiłek, by wrócić do tak zwanego obiegu.

Źródło: HRK

Pomimo coraz większej liczby transakcji bezgotówkowych, nadal kluczowym aspektem jest zapewnienie ochrony gotówki w firmach, zwłaszcza tych handlowo-usługowych. Nie bez kozery duże przedsiębiorstwa decydują się na kompleksowe procesy zarządzania pieniędzmi, jak cash-processing czy cash-handling.

W rozmowie z portalem InfoSecurity24.pl, Patryk Mazurkiewicz, wiceprezes zarządu Konsalnet uważa, że pomimo tego, że ilość transakcji bezgotówkowych na polskim rynku rośnie, a form płatności bezgotówkowej zdecydowanie przybywa w stosunku do realizacji form płatności gotówkowej, nadal ważne jest stosowanie ochrony gotówki w biznesie. – Potwierdzają to chociażby dokładne statystyki NBP, gdzie mowa jest o kilku procentach rocznie wzrostu, właśnie w tym zakresie – czytamy w wywiadzie dla InfoSecurity24.pl

Wiceprezes jednej z największych firm zapewniających kompleksowe zabezpieczenia dla biznesu i klientów indywidualnych dostrzega także to, że transakcjami bezgotówkowymi łatwiej jest zarządzać; gotówka jest mimo wszystko bardziej wymagająca – tak pod kątem przewozu, sprawdzenia autentyczności czy sortowania. Dlatego tak chętnie banki szukają dziś wszelkiego rodzaju optymalizacji w zarządzaniu procesami obsługi. Konsalnet jako jeden z liderów w segmencie cash-processingu wykorzystuje najlepsze rozwiązania, a doświadczenie czerpie z najlepszych światowych praktyk. Rozwiązania oferowane przez firmę odpowiadają też na postulaty wysuwane przez NBP.

Według Patryka Mazurka, firmy cash-handlingowe, czyli wszystkie te przedsiębiorstwa, które obsługują gotówkę, są dziś postrzegane stereotypowo. Według niego, ludzie patrzą na proces obsługi gotówki przez pryzmat pracownika ochrony, który w „smutnym mundurze” przyjeżdża i odbiera pieniądze z danego punktu, wioząc go do drugiego. W praktyce takie scenariusze już dawno przeminęły. Dziś cash-handling to bardzo złożony proces, który składa się z dwóch kluczowych elementów: transportu gotówki i jej zarządzania (m.in. przeliczania, sortowania), w odpowiednio przygotowanych centrach gotówkowych.

Zobacz też:

Zabezpieczenia sieci handlowych – które z nich są najskuteczniejsze?

– Rynek ten jest jednak w znaczący sposób uregulowany rozporządzeniami wydanymi przez MSWiA, dlatego, spoczywają na nas zupełnie inne obostrzenia i obowiązki niż chociażby w popularnym współcześnie transporcie kurierskim. Mamy przykładowo trzy klasy ochrony pojazdów, dodatkowo wiele form i definicji składu konwojowego, w zależności jakie wartości są transportowane. Używamy specjalistycznych pojemników ochronnych, które umożliwiają nam zabezpieczenie wartości, tak abyśmy nie musieli dedykować większej liczby osób do ochrony konwoju, utrzymując jednocześnie najwyższy stopień zabezpieczenia. W kontekście wspomnianych pojemników, warto zwrócić uwagę, że nie tylko Europa ale i cały świat idą w kierunku urządzeń z substancjami barwiącymi pieniądze, które uniemożliwiają ponowne wykorzystanie banknotów. W przypadku próby ich kradzieży, urządzenia skutecznie zabarwiają banknoty, co następnie pozwala wykryć zamiar wprowadzenia  gotówki pochodzącej z jakiegoś przestępczego zdarzenia w obieg – czytamy w rozmowie Patryka Mazurka dla portalu InfoSecurity24.pl.

Źródło: InfoSecurity24.pl

 

O najnowszych trendach, dobrych praktykach, najciekawszych projektach komercyjnych i publicznych, inspirujących zagadnieniach i problemach ujętych w ponad 50 debat tematycznych i prezentacji, rozmawiać będą uczestnicy 4 Design Days w Katowicach. Przedstawiciele świata architektury i designu oraz reprezentanci biznesu i władz samorządowych spotkają się w dniach 24-27 stycznia br. w Spodku i Międzynarodowym Centrum Kongresowym. 

Pierwsze dwa dni 4 Design Days – 24-25 stycznia 2019 r. – zaplanowano z myślą o profesjonalistach z kraju i zagranicy, oferując udział w licznych debatach i dyskusjach oraz branżowych spotkaniach i konferencjach, m.in.: Property Forum Katowice 2019, które zgromadzi właścicieli i zarządców firm działających na rynku nieruchomości komercyjnych oraz Housemarket Forum Silesia – dla zainteresowanych regionalnym rynkiem mieszkaniowym. 26-27 stycznia 2019 r. na 4 Design Days to dni otwarte, podczas których szczególnej analizie poddane zostaną mieszkaniowe potrzeby rodziny.

4 Design Days 2019 otworzy rozmowa o roli i przyszłości architektury, a także jej relacji z ekologią. Które rozwiązania inspirują do korzystania ze zrównoważonych rozwiązań w budynkach komercyjnych i publicznych oraz tworzą warunki do lepszego życia i pracy? To pytanie, z którym zmierzą się uczestnicy sesji inauguracyjnej, m.in: Robert Konieczny, architekt, założyciel KWK Promes; Ewa Kuryłowicz wiceprezes Kuryłowicz & Associates; Zbigniew Maćków z Maćków Pracownia Projektowa; Menno Rubbens, właściciel Cepezed Projects b.v, Marcin Szczelina, krytyk i kurator architektury oraz Pieter van Os z Circo.

Zobacz też:

Ponad 1200 wystawców na targach IMM w Kolonii 2019

O urbanistycznych wyzwaniach XXI wieku, miastach idealnych i aglomeracjach dobrych do życia i pracy debatować będą m.in.: Tomasz Bradecki z Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej, Danuta Kamińska, wiceprzewodnicząca zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Tomasz Konior, właściciel, architekt, urbanista, założyciel Konior Studio, Stanisław Lessaer, architekt, urbanista, współzałożyciel P.A. Nova SA, Alexander Wandl, Senior Researcher, Chair of Environmental Technology and Design, Department of Urbanism, Faculty of Architecture and the Built Environment, Delft University of Technology.

Zagadnienia związane ze zrównoważonym miastem przyszłości, łączeniem nowoczesnej architektury i ekologicznych rozwiązań, a także błędy, których nie można powielać i przykłady, które trzeba naśladować omówią na 4 Design Days m.in.: Wojciech Kotecki, architekt, urbanista w BBGK Architekci, Przemo Łukasik, współwłaściciel Medusa Group, Przemysław Powalacz, prezes Geberit, Maria Saloni-Sadowska, prezes oddziału Warszawa Stowarzyszenia Architektów Polskich, Edward Schwarz, General Manager, LafargeHolcim Foundation for Sustainable Construction, Daria Tataj, Tataj Innovation oraz Katarzyna Wojda, dyrektor generalna Bjerg Arkitektur Polska.

Czy murale to miejskie dzieła sztuki? Są receptą na brzydotę i nudę polskich miast? To pytania, na które podczas 4 Design Days odpowiedzą m.in.: Magdalena Federowicz-Boule, prezes Tremend, Maria Prokop, Your Art Maison Gallery, Jan Michał Raspazjan, artysta plastyk, twórca murali, Karolina Szkapiak, pełnomocnik zarządu głównego ds. współpracy ze środowiskiem młodych architektów i studentów Stowarzyszenia Architektów Polskich, Mona Tusz, artystka street artu i Piotr Zaczkowski, dyrektor Katowice Miasto Ogrodów, Instytucji Kultury im. Krystyny Bochenek.

W debacie o architekturze dla każdego, uwzględniającej potrzeby osób niepełnosprawnych, udział wezmą m.in.: Maciej Jaworski, dyrektor zarządzający Hewi Polska, Pete Kercher, założyciel, członek Europejskiego Instytutu Projektowania i Niepełnosprawności, ambasador, Design for All Europe, Kamil Kowalski, architekt wnętrz, projektant dostępności, ekspert Fundacji Integracja, moderację powierzono Alicji Knast, dyrektor Muzeum Śląskiego.

O tym, że rozwinięta gospodarka to gospodarka innowacyjna i w jaki sposób wykorzystać design do budowania konkurencyjności przedsiębiorstw, porozmawiają uczestnicy sesji pt.: „Design – droga do innowacyjności i wyższych przychodów”, m.in.: Stefano Adriani, Designer, CG Artist, 3D Visualizer, Jork Dieter, Associate Director Design & Innovation, Point Blank,; Robert Majkut z Robert Majkut Design; Olga Mazurek, dyrektor marketingu Saint-Gobain Building Glass Polska; Maarten Pieters, Signify – Head of Co-creation & People Insight i Oskar Zięta, architekt i projektant, założyciel Zięta Prozessdesign.

Agenda wydarzenia przewiduje także przegląd najciekawszych realizacji w Polsce i na świecie oraz wystąpienia twórców tych inwestycji – inwestorów i architektów. Zaprezentowane
i mówione zostaną m.in.: Ogród Ginących Roślin Świata wraz z Pawilonem Ogrodowym w Arboretum, Młyn Maria we Wrocławiu, Pawilon Zodiak w Warszawie, Biurowiec Za Bramką
w Poznaniu, Cedet w Warszawie, Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, Hala 100-lecia KS Cracovia 1906 wraz z Centrum Sportu Niepełnosprawnych, Dom Podwodny i Stodoła Ćwiczeń, Dom Lustrzany, Pracownia Przewrotu Kopernikańskiego w Warszawie, Muzeum Historii Polski czy Unikato w Katowicach.

Debatom i targom 4 Design Days 2019 towarzyszyć będą wystawy, w tym bezprecedensowe wydarzenie w skali kraju – ekspozycja polskich budynków nominowanych do nagrody Mies van der Rohe Award pod patronatem Fundacji im. Miesa van der Rohe w Barcelonie. Kuratorami wystawy są: Ivan Blasi, architekt, koordynator międzynarodowego konkursu architektonicznego im. Miesa van der Rohe oraz Marcin Szczelina, krytyk i kurator architektury.

W programie 4 Design Days znajdują się także warsztaty, spotkania z projektantami oraz gale finałowe konkursów: Property Design Awards wyróżniający najlepsze obiekty i wnętrza komercyjne oraz publiczne w Polsce, Design-it-up, Housemarket Silesia Awards i Meble Plus. W ramach 4 Design Days po raz kolejny odbędą się targi niezależnego polskiego designu SILESIA BAZAAR Dizajn. Uczestnicy dni otwartych skorzystają z bezpłatnych porad projektantów wnętrz, wezmą udział w spotkaniach z twórcami, dyskusjach i prezentacjach. Zaplanowano również pokazy filmowe oraz Akademię Designu dla dzieci.

Na czas 4 Design Days, plac między Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodkiem, wzbogaci się o instalacje artystyczne, przestrzeń z wystawą polskich budynków nominowanych do nagrody Mies van der Rohe Award.

4 Design Days 2019 w liczbach to: 300 prelegentów, 300 wystawców, 13 tys. m2 powierzchni wystawienniczej, 9 tys. gości biznesowych i ponad 25 tys. odwiedzających. Organizatorem wydarzenia jest Grupa PTWP, wydawca branżowych pism i portali, m.in.: propertynews.pl, propertydesign.pl, dobrzemieszkaj.pl oraz organizator m.in. Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach i Forum Dobrego Designu.

Źródło: 4DD

Wraz z galopującym rozwojem gospodarczym oraz technologicznym w wielu państwach świata dochodzi do intensyfikacji postępu, poprawy komfortu życia oraz znacznej ilości innych, często pobocznych i pomijanych w ostatecznym rozrachunku czynników. Wpływają one w mniejszym lub większym stopniu na wizerunek otaczającej nas codzienności. Dwa z nich to zapotrzebowanie energetyczne oraz ilość generowanych odpadów. Owe czynniki łączą się i wzajemnie przeplatają, co zostanie pokazane w dalszej części artykułu.

Rozważania zacznijmy od ustawowej definicji odpadów komunalnych, która mówi, iż są to odpady powstające w gospodarstwach domowych, z wyłączeniem pojazdów wycofanych z eksploatacji, a także odpady niezawierające odpadów niebezpiecznych pochodzące od innych wytwórców odpadów, które ze względu na swój charakter lub skład są podobne do odpadów powstających w gospodarstwach domowych1. W związku z tym, jak łatwo się domyślić, do odpadów komunalnych będzie należała ogromna ilość produktów.

Do podstawowych technologii zagospodarowania odpadów, a w tym ich termicznego przekształcania, zalicza się:

– tworzenie wysypisk i odbieranie z nich gazu wysypiskowego wykorzystywanego następnie do generowania energii,

– budowanie spalarni odpadów opartej na prostych systemach spalania,

– tworzenie bloków wielopaliwowych,

– wykorzystywanie gazyfikacji plazmowej,

– zastosowanie połączonych procesów gazyfikacji oraz pirolizy,

– stosowanie fermentacji beztlenowej odpadów organicznych dla uzyskania biogazu.

Jak każdy proces, tak i wskazane powyżej rozwiązania techniczne posiadają swoje wady i zalety. Bez wątpienia do korzyści można zaliczyć:

  • zmniejszenie ilości odpadów,
  • uzyskanie produktów ubocznych bezpiecznych dla środowiska oraz możliwych do zagospodarowania – np. żużel,
  • odzysk energii (elektrycznej oraz cieplnej) – włożonej wcześniej w proces wytwarzania danego dobra materialnego,
  • obniżenie wpływu oraz ilości substancji szkodliwych zawartych w odpadach.

Reklama

Termiczne przekształcanie odpadów bez wątpienia ma w określonym stopniu wpływ na skład ilościowy oraz jakościowy atmosfery, jakość wód, stan gleby, jak również takie czynniki jak emisja hałasu.

Szkodliwe emisje

Biorąc pod uwagę pierwszy z wymienionych obszarów, czyli atmosferę, najbardziej istotna jest emisja szkodliwych gazów w postaci spalin. Obecnie wielkości ekwiwalentów emitowanych spalin są restrykcyjnie reglamentowane przez dyrektywy unijne. Ilości uwalnianych gazów zależą w dużym stopniu od zastosowanej technologii, jak również rodzaju i jakości wykorzystywanych odpadów. Podstawowymi elementami tworzącymi unos zanieczyszczeń kierowanych z zakładu energetycznego do atmosfery są pyły, tlenki węgla, siarki i azotu, pochodne halogenków (HCl oraz HF), jak również organiczne związki z furanami i dioksynami na czele.

W przypadku tlenków siarki ich emisje zależą przede wszystkim od zawartości tego pierwiastka w paliwie, jak również od wielkości unosu. Dzieje się tak, gdyż ponad połowa tworzonych związków siarki pozostaje w żużlu. Pozostała część ulega syntezie do dwutlenku siarki. Duże znaczenie dla ochrony środowiska w tym aspekcie odgrywa rodzaj stosowanej metody odsiarczania spalin.

Tlenki azotu pochodzą w tym wypadku przede wszystkim z procesu utleniania tegoż pierwiastka zawartego w powietrzu. Innym z czynników, wpływających na ich zwiększone generowanie, jest termiczna degradacja struktur odpadów naturalnych.

Pochodne halogenków to przede wszystkim kwas solny powstały w wyniku reakcji gazowego chloru z parą wodną. Źródłem chloru są w tym wypadku przede wszystkim związki organiczne zawarte w paliwach odpadowych. Poza nim pojawiać się może także kwas fluorowodorowy (HF), który jest konsekwencją utylizacji teflonu.

Ilość uwalnianych pyłów zależy w dużej mierze od wielkości nagromadzonego popiołu lotnego w materiale spalanym. Inną kwestią jest przebieg procesu przekształcania termicznego. Należy wziąć pod uwagę, iż zdecydowana część odpadów pochodzenia nieorganicznego nie ulega spalaniu i zostaje przeniesiona do popiołu. W jego skład wchodzi w takim razie cała gama różnych związków, łącznie z metalami toksycznymi – kadm, ołów, rtęć, arsen. Duża ilość pyłów uwalniana jest także już z samego żużlu.

Furany oraz dioksyny mogą być emitowane w wyniku uwalniania ich z odpadów, które nie uległy degradacji lub na skutek niewłaściwie prowadzonego procesu. Innym sposobem na ich powstawanie jest zajście reakcji syntezy w trakcie przekształcania termicznego (utylizacji). Możliwe jest także powstawanie wtórne, np. w układzie chłodzenia spalin.

Wybór technologii termicznego przekształcania jest niezwykle istotny dla ilości emitowanych do atmosfery substancji. Im bardziej proces będzie dostosowany do charakteru odpadów, tym większa ich część ulegnie rozkładowi. Charakter oraz wielkość emisji zależą też w dużej mierze od rodzaju odpadów (komunalne, przemysłowe, szpitalne).

Zobacz też:

Przyszłość dostaw energii w Polsce – zdecentralizowany system czy duzi producenci?

Ścieki

Bazową grupą są ścieki sanitarne, utylizowane najczęściej przez małe oczyszczalnie obecne na terenach zakładów energetycznych. Druga frakcja to ścieki technologiczne, do których często zaliczane są te powstające w wyniku czyszczenia urządzeń ciągu procesowego (zawierają one zwykle detergenty, smary, oleje i/lub resztki paliw) oraz wody opadowe. Kolejną grupę stanowią odpady ciekłe powstałe w wyniku odsiarczania spalin metodą mokrą. Mogą być one zasobne w metale ciężkie oraz w znacznym stopniu zasolone.

Również proces chłodzenia żużla generuje pewne ilości ścieków. Poza metalami ciężkimi oraz zasoleniem, charakteryzują się one także obecnością zawiesin, które należy usunąć. Służą do tego najczęściej zakładowe oczyszczalnie ścieków.

Ostatnia znacząca grupa dotyczy wody kotłowej. Wymaga ona uzyskania odpowiednich, bardzo ścisłych warunków jakościowych, aby mogła być wykorzystywana w procesie. Niezbędne jest w tym celu przeprowadzenie jej przez instalacje demineralizacji oraz dekarbonizacji. Oba wskazane etapy intensyfikują ilości powstających ścieków. Zarówno wody z gaszenia żużla, jak i woda kotłowa mogą krążyć w układzie zamkniętym. Zabezpiecza to w dużym stopniu środowisko przed skażeniem.

Odpady stałe

Bez wątpienia termiczne przekształcanie pozwala na zmniejszenie zarówno masy, jak i objętości składowanych odpadów. Dzięki temu przepełnione dotychczas wysypiska mogą zostać „odchudzone”, a to daje sposobność na ich dłuższe wykorzystywanie.

Podstawowymi odpadami występującymi w formie stałej są żużel, pyły oraz pozostałości z procesów oczyszczenia gazów. W przypadku tego rodzaju odpadów istotna jest zawartość metali ciężkich oraz związków organicznych, które to mogą reagować ze środowiskiem zewnętrznym i tworzyć szkodliwe dla otoczenia oraz zdrowia organizmów związki chemiczne.

Pierwiastkiem szczególnie groźnym, który pojawiać może się w żużlu jest arsen. W przypadku popiołu lotnego ich różnorodność jest zdecydowanie bardziej znacząca. Dotyczy to między innymi wspomnianego arsenu, jak również kadmu czy rtęci. Trudno jednak stwierdzić jaka jest realna skala zagrożenia dla środowiska ze strony odpadów stałych, gdyż ich agresywność zależy od składu spalanego wsadu, jak również od metody przeprowadzania procesu.

Co z tym zrobić?

Istnieje wiele sposobów na zmniejszenie zagrożenia ze strony odpadów generowanych podczas termicznego przekształcania. Zacząć można już na etapie sortowania odpadów. Usuwać z nich należy przede wszystkim te zawierające polichlorki winylu oraz polichlorowane bifenyle, które doprowadzać mogą do powstawania między innymi dioksyn i furanów. Wsad powinien odznaczać się także odpowiednią wartością opałową, niską wilgotnością, niewielką zawartością popiołu lotnego oraz właściwym rozdrobnieniem.  Istotne jest również utrzymywanie ustalonej w instrukcji eksploatacji instalacji temperatury, w której zachodzić ma proces, jak również czasu obecności cząstek odpadów w komorze spalania – pozwoli to na kontrolę stężenia powstających tlenków azotu.

Kolejne aspekty dotyczą zwiększenia skuteczności działania instalacji odpylania, odazotowania oraz odsiarczania spalin. Efektywność pracy tych układów znajduje się obecnie na bardzo satysfakcjonującym poziomie, jednak należy skorelować wybór metody oczyszczania spalin z technologią termicznego przekształcania.

Optymalizacja gospodarki ściekowej powinna polegać na zwiększaniu wykorzystywania obiegów zamkniętych, a odseparowane osady, po wysuszeniu, również poddawać spalaniu. W przypadku odpadów stałych należy dokonywać ich selekcji na podstawie stopnia oraz charakteru oddziaływania na środowisko.

RYS. 1 Szacunkowe wsparcie rozwoju projektów związanych z termicznym przekształcaniem odpadów [2]

Na wykresie (rys. 1) przedstawione zostały prawdopodobne nakłady finansowe, jakie przeznaczane będą na rozwój technologii dotyczących termicznego przekształcania odpadów aż do roku 2025. Widoczny jest stały wzrost funduszy, które bez wątpienia pozwolą na poprawę wydajności poszczególnych rozwiązań technicznych, a być może przyczynią się też do opracowania nowych technik radzenia sobie z odpadami oraz odzyskiwania z nich energii.

Biorąc pod uwagę wszelkie możliwe zagrożenia wymienione powyżej, a zauważyć należy, iż nie jest to ich pełen zbiór. Termiczne przekształcanie odpadów nie stanowi znacznego zagrożenia dla środowiska, o ile proces ten jest właściwie przeprowadzany, a ewentualne odpady zagospodarowywane zgodnie z przyjętymi normami. Technologie tego rodzaju wykorzystywane są w rozwiniętych krajach już od dziesiątek lat, dzięki czemu większość z nich unika postępującego rozrastania się składowisk odpadów, a przy okazji czerpie zyski z uwagi na generowaną energię. Zauważyć można jednak obfitą gamę substancji chemicznych, którymi trują siebie oraz środowisko naturalne wszyscy ci, którzy spalają odpady w kotłach centralnego ogrzewania, czy nawet w przydomowym ognisku.

RYS. 2 Schemat właściwego postępowania z odpadami [3]

Kluczowe dla właściwego funkcjonowania ludzkości pośród środowiska naturalnego jest wprowadzenie pewnych zasad, służących wydłużeniu oraz załagodzeniu wyrządzonych krzywd w tym niestety nadszarpniętym sojuszu. Pomijając kwestię spotykanego już każdym kroku recyklingu, należy zwrócić uwagę na coraz częściej proklamowane hasła, takie jak regeneracja, odnawianie i ponowny użytek dóbr materialnych. Nie wszystkie urządzenia przestające działać trzeba koniecznie wyrzucać. Czasami wystarczy niewielka ingerencja w jego wnętrze, by ponownie tchnąć w nie życie. Z drugiej strony wiele odpadów może posłużyć nam za materiał do wytwarzania innych dóbr.

Podążając jednak tropem tego, co zostało zapisane we wstępie, należy stwierdzić, iż duża ilość odpadów wpływa bezpośrednio na rozrastanie się punktów ich magazynowania (również tych „dzikich”). Doprowadza to do pojawiania się głosów ze strony społeczeństwa w kontekście konieczności sprostania temu problemowi. Z drugiej jednak strony te same grupy społeczne kategorycznie wzbraniają się przed budową zakładów termicznej przeróbki odpadów w ich okolicy, motywując to brzydkim zapachem, pogorszeniem estetyki krajobrazu, zatruciem środowiska oraz zdrowia ich samych.

Literatura
[1]       Art. 3 ust. 1 pkt 7 ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach (Dz. U. z 2013 r. poz. 21, z późn. zm.).
[2]       World Energy Council, World Energy Resources – Waste to Energy 2016.
[3]       Scottish Environment Protection Agency, Thermal Treatment of Waste Guidelines          2014, maj 2014.

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...