poniedziałek, Październik 21, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019

Roczne archiwa2019

Rozwój technologii i postępująca cyfryzacja sprawiają, że systematycznie rośnie potrzeba zwiększania świadomości na temat cyberzagrożeń i edukowania w tym zakresie już najmłodszych. – Warto o tym mówić szczególnie w październiku, ogłoszonym European Cyber Security Month. Cyberedukacja powinna na stałe zagościć w szkołach. Zwłaszcza w formie zajęć praktycznych, które pokażą jak bezpiecznie korzystać z sieci – mówi Bartosz Jurga, dyrektor sprzedaży z firmy Xopero Software.

Z badań GUS-u wynika, że 59,5% Polaków korzysta ze smartfona, czyli ma stałe połączenie z siecią. Największy odsetek użytkowników to ludzie młodzi. 91,5 % osób w wieku 16-24 lata korzysta z nowoczesnej technologii. Te dane nie powinny jednak nikogo dziwić biorąc pod uwagę fakt, że dzisiejszej młodzieży przyszło dorastać w czasach, kiedy inteligentne zegarki nie robią na nikim wrażenia. Młodzi (i nie tylko oni) korzystają z sieci w domach, szkołach, autobusach i centrach handlowych. Ale czy mają świadomość, że chociaż każda nowa technologia jest szansą na rozwój, to stwarza też pewne zagrożenia? Wątpliwe, zważając na to, że choć skala i kalejdoskop zagrożeń nieustannie rośnie – podstawowa edukacja w tym zakresie po prostu nie istnieje.

Wirtualna rzeczywistość nie taka różowa

Eksperci i nauczyciele coraz częściej podnoszą kwestię, by w programie nauczania pojawiły się lekcje poświęcone cyberbezpieczeństwu, które staje się wyzwaniem XXI wieku.

– Podstawową umiejętnością, która musi zostać zaszczepiona w młodych ludziach jest poczucie świadomości tego, w jaki sposób mogą zostać wykorzystane informacje udostępniane przez nich praktycznie codziennie w sieci. Zdjęcia ze spaceru z psem, fotki drogich gadżetów, logowanie w konkretnych lokalizacjach mogą umożliwić przestępcom chociażby proste określenie naszego harmonogramu dnia – przekonuje Bartosz Jurga z Xopero. – Kolejnym fundamentem jest przekazanie im umiejętności identyfikacji oszustw zmierzających nielegalnego pozyskiwania informacji – dodaje.

Wyłudzenie danych może nieść za sobą fatalne skutki. W niepowołanych rękach mogą pojawić się informacje dotyczące naszych dokumentów, haseł, transakcji finansowych, a nawet kart kredytowych czy danych logowania do kont bankowych.

W kalejdoskopie zagrożeń

Do cyberataków dochodzi w coraz to bardziej wymyślny sposób. W połączeniu z socjotechniką, hakerzy skutecznie pozyskują dane. Wiadomości phishingowe – ulubiony wektor ataku – tworzone są w taki sposób, aby zwiększyć szansę na otworzenie i kliknięcie w złośliwy link lub załącznik. Spam może być personalizowany i rozpoczynać się od słów „Witaj, Anno!” lub być próbą podszycia się pod kuriera czy dostawcę energii. Sprytnie, prawda?

Do cyberataku może dojść poprzez luki w nieaktualnym oprogramowaniu, niezabezpieczonym RDP, złośliwe aplikacje, a nawet przesyłane nam GIF’y i memy kryjące w sobie malware. Od samego początku korzystania z technologii powinniśmy mieć świadomość, że aktualizacje programów nie wynikają wyłącznie z ulepszeń funkcjonalności, ale często również poprawy bezpieczeństwa i łatania luk. To jedna z najprostszych czynności, którą możemy wykonać dla ochrony naszych danych.

– Wyzwaniem dla rozwoju edukacji będzie z pewnością konieczność dostosowywania planów nauczania do dynamicznie zmieniającego się krajobrazu zagrożeń i metod przestępców. Socjotechnika, card skimming, kryptomining, mechanizmy łańcuchowe (łączenie różnych technik w jednej kampanii) – to tylko kilka z nich. Nawet “stary zły” ransomware zmienia się na tyle szybko, że ciężko za nim nadążyć samym producentom antywirusów – dodaje Bartosz Jurga z Xopero.

Czym skorupka za młodu…

Ostrożność powinna być podstawą naszej aktywności w sieci. To jednak nie wystarczy. Kluczowym jest zaszczepienie w młodych sceptycyzmu co do podawania swoich newralgicznych danych online. Każdy z nas musi też wypracować w sobie nawyk zabezpieczania swoich informacji. Musimy wreszcie nauczyć się właściwie tworzyć silne hasła. I choć niby jest to oczywiste, wciąż używamy słabych kombinacji i logujemy się w różnych miejscach tymi samymi danymi uwierzytelniającymi.

Bezpieczny internet w planie lekcji

Coraz więcej pedagogów i ekspertów zdaje sobie sprawę z tego, że temat cyberbezpieczeństwa w szkołach jest bagatelizowany. Dlatego też w czerwcu 2019 roku Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak poinformował, że zaproponuje ministrowi edukacji wdrożenie zagadnień związanych z cyberzagrożeniami do podstawy programowej. I słusznie.

Wiedza ta mogłaby być poruszana podczas lekcji wychowawczych, informatyki lub odrębnego przedmiotu. Zanim jednak w podstawach programowych pojawią się te zmiany, warto zacząć działać już dziś.

Pamiętajmy, że same wykłady i typowe szkolne pogadanki to za mało. Warto postawić na konkursy oraz praktyczne zajęcia, które zmobilizują młodych do głębszego poznania tematu. Możliwości jest naprawdę wiele. Ważne jest to, by odejść od sztampy i praktyczną i niezbędną wiedzę przekazywać w atrakcyjnej i przyjaznej formie.

Edukacja w firmach

Cyberedukacja powinna być procesem, który sięga nas również w dorosłym życiu. Tym bardziej, że biznes jest ulubionym celem przestępców. Istotne jest, aby zatrudnieni pracownicy zostali przeszkoleni z zakresu polityki bezpieczeństwa IT w firmie, a wiedza ta była stale aktualizowana.

materiał prasowy

Firma to ludzie. To oni pozyskują nowych klientów, zwiększają poziom sprzedaży, dbają o terminowe wykonywanie kontraktów. To ich zaangażowanie przekłada się na mierzalne efekty. Badania wykazały jednak, że tylko 13% pracowników na całym świecie angażuje się w swoją pracę, czerpiąc z niej jednocześnie satysfakcję. Co zrobić, by twoi pracownicy znaleźli się w pozostałych 87%? Rozmowa, integracja, imprezy tematyczne – czy te rozwiązania przyniosą efekty? 
Praca pracą, ale…

Raport „Nowa era motywacji” wskazuje, że utrzymanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym pracowników jest coraz większym wyzwaniem dla wielu pracodawców. Efekt? Co czwarty pracownik dopuszcza możliwość zmiany miejsca pracy w ciągu najbliższych 6 miesięcy. 17% z kolei przewiduje, że taka sytuacja może się wydarzyć w perspektywie kolejnego półrocza. Alarmujące jest również to, że aż 34% osób, które wyrabiają nadgodziny, robi to pod presją swoich przełożonych. A liczba nadgodzin stale rośnie. Rezultat? Według Hays Poland i Mind & Soul Business, typowy pracownik bliskie relacje utrzymuje tylko z 2-3 osobami. Partnerom życiowym poświęca średnio 6 godzin tygodniowo, a dzieciom 9 godzin. W pracy spędza zaś średnio 45 godzin – jak wynika z badania Kantar Millward Brown dla Work Service. Efektem tego jest brak satysfakcji z wykonywanej pracy, zmęczenie i zaniedbywanie innych sfer życia. 

Co zatem zrobić, by odwrócić ten trend i zyskać zadowolonego, lojalnego i zaangażowanego pracownika?  

Mit „dobrej atmosfery” jednak prawdziwy?

Efektywność i zaangażowanie pracowników można stymulować na różne sposoby. Coraz popularniejsze stają się jednak projekty z zakresu well-being, w których nacisk położony jest m.in. na aspekty takie jak:  

  • społeczność (budowanie więzi ze współpracownikami),
  • relacje (dobry kontakt z innymi pracownikami; życzliwość i zaufanie).

Według raportu „Szczęście w pracy Polaków” to właśnie relacje zaczynają odgrywać coraz większą rolę jako czynnik mający wpływ na poziom zadowolenia z pracy (2018 – 75%; 2017 -50%). Równie istotne okazały się czynniki takie jak: „współpracownicy, na których można liczyć” oraz „przyjazna atmosfera w pracy”. Co ciekawe, aż 54% badanych poleca swoją firmę właśnie ze względu na panującą w niej atmosferę. To podpowiedź dla wielu pracodawców. Warto skupić się na wzmacnianiu więzi, integrowaniu zespołu (m.in. przez imprezy tematyczne). Budowaniu zgranej społeczności. I choć tak wiele osób z dużym dystansem podchodzi do hasła „dobra atmosfera w miejscu pracy”, w praktyce okazuje się, że naprawdę jest to istotny aspekt.

Uświadomić sobie trzeba, że komunikacja w firmie jest jak miecz obosieczny. Właściwie zarządzana przynosi zyski. Nieefektywna – same straty – mówi Bartosz Zieliński Dyrektor Zarządzający w agencji PR Commplace. – Warto rozpocząć od przeprowadzenia audytu komunikacyjnego. Jego efekt pozwoli odpowiedzieć na pytania, jak wykorzystać potencjał ludzki, w jaki sposób skłonić pracowników do pracy w zespole, gdzie występują zatory komunikacyjne. Wzmocnienie kompetencji komunikacyjnych przyniesie same korzyści: efektywniejsze usługi, wzrost satysfakcji klientów i co istotne – wzmocni relację w zespole– dodaje specjalista z Commplace.

Przeczytaj także:

Imprezy tematyczne: integruj, angażuj, buduj relacje

„Wspólne spędzanie czasu przez pracowników, niekoniecznie polegające na wykonywaniu obowiązków służbowych, to dobra okazja do budowania relacji i zacieśniania więzi” – tłumaczy Joanna Hoc-Kopiej, ekspertka Dworu Korona Karkonoszy.

„Imprezy tematyczne typu gra scenariuszowa (np. Kryminalne zagadki Karkonoszy lub Igrzyska firmowe) pozwolą oderwać się od codziennej pracy, zwiększyć zaufanie wewnątrz zespołu oraz spojrzeć życzliwie na osoby, z którymi być może do tej pory tylko mijaliśmy się w firmowych korytarzach” – dodaje ekspert z Dworu Korona Karkonoszy.

W przypadku organizatorów – warto by tego rodzaju imprezy tematyczne odbywały się w lokalizacjach, które oferuje także dodatkowe możliwości – w tym nocleg czy organizację ogniska, oraz dysponują odpowiednią ilością miejsc noclegowych, które umożliwią nocleg zarówno pracownikom, jak i np. ich rodzinom. Dzięki temu pracownicy będą mogli spędzić trochę czasu ze sobą, jednocześnie nie zaniedbując swoich bliskich. Wygrają zatem wszystkie strony. 

Czy to się faktycznie opłaca? Richard Branson powiedział kiedyś: „Siłą są ludzie. To prawdziwy motor każdego biznesu. Dobrzy ludzie nie tylko są kluczowi dla firmy, oni są firmą!”. Być może warto posłuchać wskazówki miliardera.

materiał prasowy

Do dziś trwa międzynarodowy tydzień mediacji. Z tej okazji Komisja Nadzoru FInansowego publikuje na swoich stronach informacje wyjaśniające czym jest mediacja i co może dać.

Czym jest mediacja?

Mediacja to pomoc neutralnej osoby trzeciej (mediatora) w poszukiwaniu rozwiązania konfliktu pomiędzy stronami ale także zawarcia ugody. Co można zyskać przystępując do mediacji? To tłumaczy ekspert Votum Odszkodowania S.A. Albert Demidowski

Kim jest mediator?

Mediator to neutralna osoba trzecia wybrana jak również zaakceptowana przez strony, która pomaga im rozwiązać spór, poprzez znalezienie wspólnego najkorzystniejszego dla nich rozwiązania i zakończyć go ugodą.

Kim nie jest mediator?

Mediator nie jest adwokatem żadnej ze stron, nie jest też sędzią ani arbitrem, a co za tym idzie nie staje po żadnej ze stron, nie ocenia i nie wydaje wyroku.

Eksperci na YouTube

Wypowiedzią Alberta Demidowskiego, Votum Odszkodowania S.A. inaugururuje nowy cykl opinii a także wypowiedzi ekspertów na kanale YouTube dotyczących odszkodowań. Chodzi o przekazanie jak najszerszej wiedzy o prawach np. osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych.

Jak być społecznie odpowiedzialnym? To pytanie zadaje sobie wielu przedsiębiorców, którzy chcą nie tylko z powodzeniem prowadzić biznes, ale także brać odpowiedzialność za swoje działania i wprowadzać zmiany, które będą mieć większe znaczenie. CSR, czyli Corporate Social Responsibility nie jest w Polsce nowym zjawiskiem. Udział w akcjach charytatywnych, organizowanie pomocy np. dla lokalnej społeczności, itp. znalazło stałe miejsce w polityce nie tylko największych korporacji, ale i mniejszych firm.  Jeżeli takie postępowanie jest powszechne, to, czy ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie i przynosi pozytywne skutki? Okazuje się, że CSR nadal  jest potrzebny, jednak dzisiaj coraz częściej przyjmuje postać dbania o sustainability. To model zarządzania przedsiębiorstwem, który zakłada zrównoważony rozwój firmy. Ta, która funkcjonuje zgodnie z tą polityką, skupia się nie tylko na ekologii i zmniejszeniu swojego negatywnego wpływu na środowisko, ale także na odpowiedzialnym podejściu do pracowników i tworzeniu rozwiązań, z których może czerpać całe społeczeństwo. Dobrze dobrana strategia CSR 2.0 marki niesie korzyści dla wszystkich i nie można ukrywać, że po prostu danej firmie się opłaca.
CSR: wymóg biznesowy XXI wieku

Doświadczenie wielu marek pokazuje, że prowadzenie działalności nastawionej jedynie na zysk w pewnym momencie obraca się przeciwko firmie, a w dzisiejszych czasach po prostu na dłuższą metę paradoksalnie się nie opłaca. W wielu przypadkach w ogóle nie jest również możliwe. Przedsiębiorstwa, szczególnie korporacje i wielkie zakłady, na które są zwrócone oczy wszystkich, czują presję, by po pierwsze, zniwelować swój negatywny wpływ na środowisko naturalne, a co więcej, by podejmować działania, które przedłużą życie naszej Planecie i pomogą ludziom, którzy cierpią z powodu zmian klimatycznych. Tego oczekują klienci, interesariusze, całe społeczności. Globalizacja oprócz oczywistych negatywnych skutków, przyniosła także „modę” na pomaganie. Niesienie pomocy dla potrzebujących jest kluczowe we współczesnym świecie, ale nie można także ukrywać, że jest dobrze widziane. Szczególnie w przypadku firm, które mogą sobie pozwolić na pomoc finansową czy oferowanie swoich usług pro bono. Tutaj panuje po prostu zasada: stać Cię, a nie pomagasz, to jesteś tym złym.

Niesienie pomocy przez biznes stało się obecnie ważniejsze niż kiedykolwiek. W Intrum od dawna pracujemy zgodnie z zasadami sustainability. Co ważne, podejmowane przez nas inicjatywy, bardzo często są proponowane przez samych pracowników. Dlaczego to ważne? Uważamy, że firma nie może po prostu narzucić pracownikom polityki zrównoważonego rozwoju i postanowić, że od poniedziałku będzie działać fair, w trosce o społeczeństwo czy środowisko. Podejmowane działania powinny zdobyć akceptację zespołu i być w zgodzie z tożsamością i wartościami danej marki. Nikt nie uwierzy, że firma X chce nieść pomoc i czynić realne zmiany czy to w swoim otoczeniu, czy to globalnie, jeżeli ma zupełnie odmienny wizerunek, jest znana z tego, że źle traktuje pracowników lub nie liczy się z konsekwencjami środowiskowymi swojej działalności. Dlatego przedsiębiorstwo, dla którego ważny jest CSR i szerzej – dbanie o zrównoważony rozwój – musi podejść kompleksowo do sprawy. Nie wystarczą pojedyncze akcje, a długofalowy plan działania, który jest nastawiony na konkretny cel. Firma, która chce być odpowiedzialna społecznie, powinna mieć na stałe wpisaną taką postawę w swój model biznesowy – komentuje Iwona Żurawska, Dyrektor HR w Intrum.

Tak robi Intrum. Świetnym przykładem jest Annual and Sustainability Report 2018, czyli dokument, w którym jest zapisana strategia firmy dotycząca dbania o środowisko, potrzeby pracowników i niesienia pomocy dla społeczeństwa. Grupa Intrum pokazuje w nim również, jakie inicjatywy w tych obszarach podjęła w danym roku i planuje w kolejnych miesiącach, zarówno na poziomie globalnym, jak i lokalnie, jeżeli chodzi o 25 krajów w całej Europie, w których marka jest obecna.

Pomaganie jest proste i nie kosztuje wiele

Zdarza się, że wiele firm przed pomaganiem i byciem odpowiedzialnym społecznie powstrzymuje obawa, że takie działania wymagają sporo czasu, a także podjęcia wielu dodatkowych środków, również tych finansowych. Nic bardziej mylnego, ponieważ w tym przypadku od skali pomocy, bardziej liczy się efekt, a jak dodaje Iwona Żurawska, największą „siłę rażenia” mają działania podejmowane lokalnie, bo przynoszą realną pomoc w krótkim czasie.

– Jeżeli chodzi o pomoc dla najbardziej potrzebujących, skupiamy się na lokalnych społecznościach, fundacjach, firmach, itp. Nasi pracownicy ze wszystkich lokalizacji, w których działamy (Warszawa, Wrocław, Białystok), angażują się np. w zbiórki pieniędzy dla tych mniej uprzywilejowanych lub po prostu dla osób, które znalazły się w ciężkiej sytuacji życiowej, miejscowych schronisk dla zwierząt, itp. Działając w ten sposób, widzimy, kto w naszym otoczeniu potrzebuje pomocy, ponieważ znamy sytuację naszych „sąsiadów”. Możemy także na bieżąco kontrolować podejmowane przez nas kroki i sprawdzać, czy przynoszą efekty.

Pracodawco, nie zapominaj o pracownikach!

CSR 2.0 lub troska o zrównoważony rozwój, oznacza również dbanie o pracowników. Nie chodzi jednak tylko o działania employer brandingowe, czy o spełnianie potrzeb obecnych czy potencjalnych pracowników. Ważne jest także zachęcenie zespołu np. do wyrobienia w sobie odpowiednich nawyków, by ludzie sami chcieli podejmować działania, chociażby na rzecz środowiska czy pomocy innym, by wiedzieli, że jest to ważne. Inną kwestią jest dbanie o właściwą komunikację z zespołem i regularne podejmowanie takich kroków, dzięki którym pracownicy danej firmy będą tworzyć zgraną grupę, która efektywnie pracuje.

Działania employer brandingowe, ukazujące daną firmę, jako atrakcyjnego pracodawcę, dbającego o dobro pracowników, muszą zostać uzupełnione o tematy, które są ważne dla pracowników, np. stawianie na ekologię w miejscu pracy i podejmowanie szeregu działach pokazujących, że dana marka postępuje etycznie, ma jasno określony kodeks postępowania i go przestrzega, dba o przejrzystość zasad prowadzenia biznesu, postępuje fair z partnerami biznesowymi, podwykonawcami. Przy tym nie należy zapominać, że tworzenie komfortowego miejsca pracy dla wszystkich pracowników oraz dawanie im możliwości rozwoju i zdobywania kolejnych umiejętności, to podstawa, dla każdego pracodawcy, który chce działać zgodnie z filozofią CSR 2.0 – zaznacza Iwona Żurawska, Dyrektor HR w Intrum.

Zrównoważony rozwój firmy to również stawianie na budowanie zespołu zróżnicowanego pod względem płci i wieku. Różnorodność jest wartością samą w sobie, a w miejscu pracy wpływa pozytywnie na pracę zespołu, jego motywację,  podejście do rozwiązywania problemów, itp. Dbanie o prawa człowieka, godne warunki pracy i szacunek dla pracowników, to zresztą oczywiste kwestie.

Przeczytaj także:

Ile zyskamy?

Benefitów dla samej firmy wynikających z dobrze przygotowanej strategii CSR jest tyle, ile pomysłów ma dana organizacja na ich zrealizowanie. W każdym przypadku jednak firma zyskuje w oczach pracowników – obecnych i przyszłych, także swoich klientów. Zdobywa kolejne narzędzie, dzięki którym może zawalczyć o konkurencyjność rynkową. Każde działanie wymaga jednak wyczucia oraz znajomości firmy na tyle, aby ocenić, jakie rozwiązania może wdrożyć w życie i jak zostaną one odebrane przez społeczeństwo, otoczenie biznesowe i przede wszystkim potencjalnych beneficjentów. 

Korzyści, jakie będzie czerpać firma z bycia odpowiedzialną społecznie, są ważne, jednak główny celem podejmowania działań z obszaru CSR czy sustainability powinna być chęć dokonywania zmian, które mają znaczenie dla społeczeństwa, gospodarki, środowiska i tworzenie nowych rozwiązań, które w jakimś wymiarze ułatwiają życie innym. Taki jest kierunek,
w którym podążają zachodnie firmy z rozwiniętych społeczeństw. Dla nich nie liczy się już tylko pogoń za zyskiem. Chcą czegoś więcej. Chcą stawać się „lepsze” dla siebie, innych, dla społeczeństwa.

Źródło: Intrum

Światowa gospodarka wzrośnie w tym roku o 3 proc., zamiast oczekiwanych 3,2 proc. Według prognoz MFW w 2020 r. wzrost przyspieszy do 3,4 proc., zamiast do 3,6 proc. Przyczyn należy szukać głównie w konflikcie handlowym pomiędzy USA i Chinami. Trwa on już kilkanaście miesięcy i mimo kolejnych rund negocjacyjnych datę jego zakończenia trudno przewidzieć. To realizacja scenariusza egoizmu gospodarczego opisywanego w raporcie Kierunki 2019, którego autorami są DNB Bank Polska i PwC. Blisko jedna czwarta polskich przedsiębiorców obawia się skutków wojny celnej.

Wzrost ekonomiczny na świecie jest najsłabszy od ponad sześciu lat. To w dużej mierze wynik konfliktu gospodarczego pomiędzy USA i Chinami. Mimo spadków wskaźników makroekonomicznych, wciąż pojawiają się kolejne bariery. Podniesienie ceł oznacza osłabienie popytu na eksportowane dobra. Przekłada się to na spadek podaży, co dla producentów oznacza ograniczenie produkcji. Czy sytuacja ulegnie stabilizacji?  W ubiegłym tygodniu zawarto w Waszyngtonie wstępne porozumienie w sprawie zakończenia toczącej się od ponad dwóch lat wojny handlowej, ale decyzje w sprawie konkretów jeszcze nie zapadły.

Ta niepewność jest widoczna w działaniach przedsiębiorstw, które w wielu przypadkach nie podejmują nowych inwestycji lub odkładają takie decyzje w czasie. Eksperci rynkowi wskazują, że coraz więcej firm bierze pod uwagę przeniesienia produkcji (w części lub w całości) z Chin do innych państw. Takie decyzje rozważają m.in. technologiczni giganci (HP, Dell, Microsoft, Amazon, Apple). Również w Europie widać konsekwencje konfliktu. Jak wynika z raportu Kierunki 2019 DNB Bank Polska i PwC, blisko jedna czwarta polskich przedsiębiorców obawia się skutków wojny celnej.

Po raz pierwszy od jesieni 2012 r. globalny wskaźnik Purchasing Managers’ Index (PMI) w obszarze przemysłu spadł poniżej 50 pkt. Oznacza to, że sytuacja producentów jest niekorzystna. Na obecną chwilę dane z gospodarstw domowych są stabilne, a sektory budownictwa i usług stale rosną. Pokazuje to, że trudne relacje handlowe na linii USA-Chiny nie wpływają jeszcze tak znacząco na inne obszary gospodarki. Nie oznacza to jednak, że w dłuższej perspektywie konsekwencji uda się uniknąć.


Źródło: DNB Markets

Zgodnie z szacunkami coraz większe bariery w wymianie handlowej i ich negatywny wpływ na produkcję wpłynęło na obniżenie wzrostu gospodarczego. Wzrost PKB w skali świata może zwolnić z 3 proc. do 2,8 proc. w nadchodzącym roku. Byłoby to najniższy wynik od czasu ostatniego kryzysu finansowego, kiedy globalna gospodarka skurczyła się o 0,1 proc.

– Przemysł, a zwłaszcza motoryzacja i elektronika to obszary o największej ekspozycji na handlową wymianę międzynarodową, a więc również najbardziej narażone na ograniczenia otwartości państw. Skoro spada popyt i podaż, musi się to odbić na PKB. Jego wzrost spowalnia, co wywołuje dodatkowy pesymizm i niepewność. Tak rozwija się egoizm gospodarczy –  mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu DNB Bank Polska.

Źródło: Thomson Datastream/ DNB Markets
Wymiana gospodarczych ciosów

Początek konfliktu sięga lipca 2018 r., kiedy administracja prezydenta Trumpa po raz pierwszy uderzyła w chiński eksport cłami na poziomie 25 proc. od produktów technologicznych wartych 34 mld USD. Chiny nie pozostały dłużne i odpowiedziały symetrycznie.

Już w sierpniu 2018 r. cła na poziomie 25 proc. dotyczyły towarów o wartości w sumie 50 mld USD po obu stronach. Dodatkowo, we wrześniu 2018 r. nałożono cła w wysokości 5-10 proc. odpowiednio na produkty warte 200 mld USD (USA na chiński eksport) i 60 mld USD (Chiny na eksport z Ameryki).

W maju 2019 poziom ceł na towary o tych wartościach został podniesiony i wyrównany do 25 proc. W efekcie zaczęły obowiązywać taryfy na poziomie 20-25 proc. na towary warte odpowiednio 250 mld USD (ze strony USA) i  110 mld USD (ze strony Chin).

Tegoroczna jesień przynosi nowe sankcje. USA wprowadziły już 10 proc. cła na towary o wartości 300 mld USD (częściowo teraz, częściowo zostaną one wprowadzone w grudniu). Jednak zgodnie z zapowiedzią, mogą one zostać podwyższone do poziomu 15 proc. Administracja Trumpa nie wyklucza także podniesienia wcześniejszych ceł na towary o wartości 250 mld USD – z 25  do 30 proc. Termin został jednak przesunięty na razie na połowę października. To efekt chińskiej decyzji o zmniejszeniu sankcji na amerykańską soję i wieprzowinę. Czy to początek zmiany podejścia i szansa na osiągnięcie porozumienia, czy jednak  zasłona dymna, która ma uśpić czujność drugiej strony?

Opracowanie: DNB Bank Polska
Negocjacje trwają    

W ubiegłym tygodniu rozpoczęła się  kolejna runda negocjacji pomiędzy gospodarczymi mocarstwami. Z deklaracji obu stron wynika, że widzą negatywne skutki nakładanych ceł. Jak wskazuje U.S. Chamber of Commerce przedłużające się napięcia handlowe i eskalacja konfliktu nie leżą w interesie żadnego państwa. Również Ministerstwo Spraw Zagranicznych Chin jest zdania, że brak współpracy niekorzystnie odbija się na ogólnej kondycji gospodarek. Jednak z bardziej praktycznego punktu widzenia obie strony czekają na przychylne gesty wobec siebie i od nich uzależniają kolejne kroki. To wyczekiwanie skutkuje pogorszeniem kondycji światowej gospodarki. Można to podrównać do coraz szybszej jazdy rollercoasterem. Próbowanie się i wytrzymywanie coraz większych przeciążeń przez dwóch pasażerów odbija się na wszystkich uczestnikach zabawy.

Źródło: DNB Bank Polska

Marka Carlsberg zaprezentowała dwa nowe prototypy butelki Green Fibre Bottle, wykonanej z włókien pozyskiwanych z odpowiedzialnie zarządzanych lasów. Ekologiczne opakowania na piwo zostaną teraz poddane testom, by sprawdzić czy np. chronią one piwo przed utratą jakości.

Podczas Szczytu Burmistrzów Miast C40 w Kopenhadze, w Danii zaprezentowano dwa nowe prototypy butelek z włókna roślinnego. Jest to kontynuacja prac firmy Carlsberg nad innowacyjnymi, zrównoważonymi opakowaniami.

Nowe prototypy butelek są wykonane  z włókien drzewnych pozyskanych z odpowiedzialnie zarządzanych lasów. Opakowania mają specjalną wewnętrzną powłokę, dzięki której butelki mogą być napełniane piwem i w pełni nadają się do recyklingu. Jeden z prototypów ma cienką powłokę wewnątrz z tworzywa sztucznego PET pozyskanego z recyclingu, a drugi w 100% biodegradowalną powłokę z bioplastiku PEF. Oba prototypy posłużą do testów, aby sprawdzić właściwości barierowe poszczególnych materiałów czyli czy chronią np. piwo przed utratą jakości. Carlsberg chce dzięki tym testom opracować butelkę, która w 100% wytworzona będzie z materiałów organicznych, bez użycia syntetycznych polimerów.

Przeczytaj także:

Pracujemy nad innowacyjnymi rozwiązaniami dla wszystkich formatów naszych opakowań i jesteśmy zadowoleni z postępów, jakie zrobiliśmy przy tworzeniu Green Fibre Bottle. Jesteśmy jeszcze w fazie testów, ale dwa nowe prototypy są ważnym krokiem w kierunku osiągnięcia naszego celu – wprowadzenia tego przełomowego opakowania na rynek. Innowacje wymagają czasu, dlatego kontynuujemy współpracę z ekspertami, aby sprostać technicznym wyzwaniom. Podobnie wyglądał proces pracy nad naszym rozwiązaniem Snap Pack, który umożliwia znaczące ograniczenie stosowania plastiku do owijania multipacków piwa – mówi Myriam Shingleton, vice president group development w Grupie Carlsberg.

Firma Carlsberg do współpracy nad Green Fibre Bottle zaprosiła ekspertów od innowacyjnych opakowań z ecoXpac, duńską firmę opakowaniową BillerudKorsnäs i naukowców z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego. Wsparcie dla przedsięwzięcia zapewnił też Duński Fundusz Innowacji (Innovation Fund Denmark).

materiał prasowy

Zwiększające się perspektywy zawodowe sprawiają, że coraz więcej specjalistów decyduje się na pracę poza granicami swojego kraju. Ekspaci, bo tak są nazywani, stanowią szeroką, aczkolwiek wciąż niedocenianą grupę na polskim rynku, w tym nieruchomości. Ze względu na swoje preferencje mieszkaniowe, z powodzeniem mogą być kwalifikowani do klientów interesujących się segmentem premium.
Ekspata – kim jest?

Określenie specjalistów decydujących się na czasowy lub stały pobyt poza granicami własnego kraju jako ekspatów, na stałe weszło do międzynarodowego słownika, ze względu na rosnącą popularność tego zjawiska. To osoby, które podejmują pracę zgodnie z własnym wykształceniem, doświadczeniem lub wykonywaną dotąd pracą. Często delegowani są do zagranicznych oddziałów swojej firmy. Tym właśnie różnią się od emigrantów zarobkowych. Do grona ekspatów z powodzeniem można zaliczyć m.in. pracowników naukowych zaangażowanych w międzynarodowe projekty, dyplomatów czy wojskowych.

Polska chętnie wybierana przez ekspatów

Jak się okazuje, Polska staje się coraz bardziej popularna na biznesowej mapie świata. Strategiczne położenie i stosunkowo niskie koszty utrzymania, czynią nasz kraj bardzo atrakcyjnym miejscem do życia. Nic w tym dziwnego – przyciągają malownicze, zróżnicowane krajobrazy, rozwinięte miasta i bogata historia. W najnowszym raporcie Expat Insider 2019 „The world through expat eyes” przedstawione zostały globalne preferencje specjalistów, dotyczące najlepszych krajów do życia i pracy. Oceny przyznawane były na podstawie opinii cudzoziemców, w zakresie konkretnych kategorii tj. „jakość edukacji” czy „warunki dla rodzin z dziećmi”.

Średni wiek osoby badanej wynosił 44 lata, porównywalnie były to kobiety (51%) oraz mężczyźni (49%), w większości z wykształceniem uniwersyteckim (84%). W ogólnej klasyfikacji najlepszych kierunków dla ekspatów, Polska znalazła się na 34. miejscu wśród 64 krajów świata. W pierwszej trójce uplasowały się Tajwan, Wietnam i Portugalia. Zagraniczni specjaliści doceniają Polskę za podróże i transport (13 miejsce), wyprzedzając przy tym Chiny czy Francję. W zakresie „cyfryzacji” z kolei zajęła 24. miejsce.

Choć Polska od kilku lat nadal nie znalazła się w pierwszej 20 krajów w tej kategorii, mimo wszystko poczyniła duży postęp. W 2019 r. 40% zagranicznych specjalistów jest zadowolonych z dostępu internetowego do administracji czy informacji rządowych, w 2018 r. było to 35%. Polska zyskuje również w kategorii „Zdrowie i dobre samopoczucie”. Obecnie 47% ekspatów jest usatysfakcjonowanych z jakości środowiska, co w zeszłym roku oceniane było na poziomie 38%. Są jednak obszary, w których nasz kraj znajduje się niemal na szczycie listy. To m.in. poziom pracy za granicą – Polska w tej kategorii zajęła 11. miejsce, zostawiając w tyle Nową Zelandię, Australię czy Kanadę. W przypadku „perspektyw zawodowych i kariery” znalazła się na 9. miejscu, zaś w zakresie „ekonomiczności i ochrony pracy” na 15. miejscu. Najwyższą ocenę otrzymaliśmy pod kątem wysokości kosztów życia. Ranking potwierdza, że do Polski coraz chętniej przybywają osoby wykształcone, z doświadczeniem, czyli ci, którzy mogą być na zagranicznym rynku pracy cenionymi specjalistami. Co ciekawe, aż 32% ekspatów z całego świata deklaruje możliwość pozostania na stałe w kraju, do którego udali się w poszukiwaniu pracy.

Ekspaci na rynku nieruchomości

Najbardziej atrakcyjnymi miejscami dla cudzoziemców są duże miasta, tj. Warszawa, Kraków, czy Wrocław. Dają one możliwości rozwoju zawodowego, zapewniają dostęp do dobrych placówek edukacyjnych, miejsc kulturalnych czy terenów rekreacyjnych. Co więcej, aglomeracje mają świetnie rozwiniętą infrastrukturę transportową, oferując dogodne połączenia komunikacyjne. Coraz bardziej popularna wśród obcokrajowców staje się również Łódź, którzy doceniają jej walory kulturalne, ale i turystyczne. Miasto znalazło się bowiem w czołówce najlepszych i najciekawszych miejsc do odwiedzenia przez miłośników podróży, według prestiżowego rankingu Lonely Planet Best in Travel, który wskazał najatrakcyjniejsze miejsca do odwiedzenia w 2019 roku. W Łodzi pojawia się coraz więcej zagranicznych inwestycji, w tym głównych siedzib zagranicznych korporacji. Potwierdza to duży potencjał biznesowy miasta.

Widzimy, że w Łodzi pojawia się coraz więcej specjalistów z zagranicy. Poszukują oni mieszkań o podwyższonym standardzie, w doskonałej lokalizacji, zapewniającej szybki dostęp do pracy czy miejsc rozrywkowych.  Z tego też względu łódzkie Śródmieście, w którym położona jest nasza inwestycja osiedle Primo, dla wielu osób jest bardzo atrakcyjne. Zarówno przeprowadzone przez nas badania, jak i pojawiające się zestawienia najbardziej dochodowych dzielnic w Polsce utwierdzają nas w przekonaniu, że wybór tej okolicy pod naszą kolejną nieruchomość był trafną decyzją – komentuje Agata Sieradzka, Lider Biura Sprzedaży osiedla Primo firmy Profbud. – Co więcej, ze względu na stosunkowo niskie koszty utrzymania w Polsce, obcokrajowcy stawiają na przestronne i komfortowe mieszkania. Nic w tym dziwnego, w Londynie czy Szwajcarii średnia cena za metr kwadratowy mieszkania to aż kilkanaście tysięcy euro – dodaje.

Zagraniczni goście chcą wypoczywać i mieszkać bezpiecznie, a Polska postrzegana jest jako jeden z najbezpieczniejszych krajów. Ekspaci dostrzegają ogromny rozwój Polski niemal w każdym aspekcie, gospodarczym, turystycznym, ale również w sferze nieruchomości. W porównaniu do zagranicznych rynków, w Polsce nadal funkcjonują stosunkowo niskie koszty utrzymania, co pozwala obcokrajowcom na zakup „czterech kątów” z sektora o podwyższonym standardzie.

Źródło: Profbud

  • Firmy wstrzymują inwestycje. Wg ankiet NBP zaledwie co piąty przedsiębiorca planuje inwestycje w tym roku.
  • Wynika to m.in. z niepewności gospodarczej związanej z wyborami, a także z trudności w pozyskiwaniu funduszy na inwestycje.
  • Może być jeszcze gorzej, bo Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury we wrześniu spadł o niemal 2 punkty w stosunku do notowań sprzed miesiąca.

Inwestycje firm utrzymują się na niskim poziomie od 2015 r. Początek tego roku był lepszy, ale głównie dzięki firmom zagranicznym. Polscy przedsiębiorcy są ciągle ostrożni i wstrzymują nakłady na nowe inwestycje. W dodatku w ocenie NBP nie można się spodziewać ani silniejszego dopływu inwestycji, ani zwiększenia nakładów na projekty już realizowane. Wg ankiet NBP zaledwie co piąty przedsiębiorca planuje inwestycje – zainteresowanie nowymi wykazało jedynie 21 proc. badanych (wyniki badania koniunktury Szybki Monitoring). Zainteresowanie nowymi inwestycjami jest najniższe od 2013 r.

Problemy są na bank

Przyczyn niskiego poziomu inwestycji firm jest kilka. Jednym z nich jest okres wyborczy i obawy o nowe obciążenia nakładane na przedsiębiorców zgłaszane w kampanii wyborczej.

Inną przyczyną jest powściągliwość banków w kredytowaniu inwestycji firm. Dostępność kredytów dla przedsiębiorców w Polsce spada, coraz więcej ubiegających się o kredyt, nie dostaje środków na inwestycje. Banki są oporne w udzielaniu kredytów, rośnie za to udział faktoringu.

– Przedsiębiorca potrzebuje kapitału do inwestowania i rozwoju firmy. Pomimo dobrej koniunktury gospodarczej firmy nie skracają terminów regulowania należności, a w badaniach co piąty przedsiębiorca odpowiada, że opóźnienia w płatnościach rosną, więc tym większe jest zapotrzebowanie na zewnętrzne środki, które można przeznaczyć na rozwój i inwestycje. Z roku na rok coraz większe znaczenie w pozyskiwaniu kapitału ma faktoring, którego koszty systematycznie spadają – mówi Anna Konecka-Pająk – Dyrektor Makroregionu Mazowieckiego w eFaktor.

Środki uzyskane poprzez faktoring można przeznaczyć na nowe inwestycje, ale można nimi także uregulować bieżące zobowiązania podatkowe, należne ZUS, a także raty kredytów, leasingu, czy nawet należności wobec pracowników związane z wynagrodzeniem.

Przeczytaj także:

Obawy o koniunkturę w przyszłości

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce, we wrześniu 2019 roku spadł o niemal 2 punkty w relacji miesiąc do miesiąca. Był to największy jednorazowy spadek od blisko czterech lat (dane Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych – BIEC). Powodem może być osłabienie koniunktury w niektórych krajach europejskich, szczególnie w Niemczech, które są najważniejszym partnerem gospodarczym naszego kraju.

Aktualnie na 22 główne branże aż 14 sygnalizuje ograniczenie popytu zagranicznego i obawy o wielkość zamówień w najbliższych miesiącach.

– Spadek koniunktury uderzy przede wszystkim w small biznes, który często opiera się na jednym-dwóch kontraktach. Jeśli zostaną zakończone lub ograniczone, stworzy to duży problem dla takich przedsiębiorstw. Małych firm jest w Polsce prawie 2 mln, a luka w finansowaniu przez banki małych i dużych jest wyraźna, ponieważ banki wysoko szacują realne ryzyko udzielenia kredytów małym i średnim firmom. Inaczej jest w przypadku faktoringu, gdzie możliwe jest finansowanie wybranych faktur, a nie całych pakietów, a gwarancją jest sama faktura – mówi Anna Konecka-Pająk z  eFaktor.

materiał prasowy

„Budżet 4.0 – Polska bez CIT i PIT” – raport na temat potencjalnych skutków likwidacji podatków dochodowych w Polsce

Pierwszy taki raport

To pierwszy tego typu raport w Polsce przygotowany przez Kochański & Partners na podstawie danych z 2017 roku pochodzących z raportów GUS a także BDL oraz udostępnionych przez Ministerstwo Finansów. Celem raportu jest ukazanie realnej dyskusji na temat zniesienia podatków dochodowych, która toczy się w doktrynie od dziesięcioleci. Podjęto w nim próbę wstępnego oszacowania skutków istnienia podatków dochodowych ojak również ich potencjalnej likwidacji.

Polska bez CIT i PIT

Obecnie, inaczej niż w czasach kształtowania się idei opodatkowania dochodu – sens istnienia podatków dochodowych nie sprowadza się do konieczności finansowania działań wojennych. Podatki dochodowe mają zapewnić wpływy do budżetu, a jednocześnie spełnić szereg tzw. funkcji pozafiskalnych (np. funkcję wspierania innowacyjności poprzez zastosowanie ulgi IP Box). System opodatkowania dochodu ma też ograniczyć wpływ zarządów globalnych korporacji na politykę państw, a także sprawić, że nie nastąpi erozja bazy opodatkowania państw zamożnych na rzecz państw o korzystniejszych systemach podatkowych.

Pozytywne skutki likwidacji podatków

Jednak z ekonomicznego punktu widzenia, brak podatków dochodowych prawdopodobnie spowoduje masowy napływ inwestycji zagranicznych oraz wzrost inwestycji po stronie funkcjonujących już w Polsce przedsiębiorstw. Efekty skumulowanych inwestycji powinny przyczynić się do gwałtownego i silnego wzrostu gospodarczego, na czym skorzystałaby zarówno gospodarka, budżet, jak i obywatele. Istotny wzrost dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych zwiększy także poziom konsumpcji. Według naszych analiz, do obiegu mogą trafić nawet dodatkowe 62 miliardy zł, z których duża część powinna wrócić do budżetu w postaci podatków pośrednich.

Aktualna dyskusja nad istotą podatków dochodowych oscyluje zatem między efektywnością ekonomiczną opodatkowania a sprawiedliwością społeczną.

Co daje utrzymywanie podatków?

Wśród argumentów przemawiających za utrzymaniem podatków dochodowych wymienia się zmniejszenie nierówności społecznych, ale również zwiększenie dobrobytu społecznego, transfer zamrożonego kapitału do obszarów bardziej produktywnych czy zwiększenie transparentności finansowej przedsiębiorstw.

Z kolei argumentując potrzebę ich likwidacji zwraca się uwagę na wysoki poziom skomplikowania podatków dochodowych czy też postępującą erozję wpływów z podatków dochodowych, wysokie koszty obsługi administracji skarbowej czy negatywny wpływ na gospodarkę poprzez spadek motywacji podmiotów gospodarczych do dalszej aktywności.

Jak wynika ze zgromadzonych danych, zniesienie podatków dochodowych może nieść ze sobą skutki zarówno punktowe jak i długofalowe. Będą one w dużej mierze zależały od tego w jaki sposób państwo, w tym system podatkowy, zostanie przygotowane do podjęcia tego wyzwania.

Wraz ze zniesieniem podatków dochodowych nastąpi spadek wartości dochodów budżetu z tego tytułu ale za to w dłuższym okresie może nastąpić wzrost gospodarczy spowodowany wzrostem konsumpcji oraz pobudzenie gospodarki. Te zjawiska powinny przynieść korzyści już od roku, w którym wprowadzone będą zmiany.

Samorządy – Jak im pomóc?

Likwidacja podatków dochodowych, skokowo i drastycznie, obniży wielkość dochodu sektora publicznego z tytułu CIT i PIT. Szczególnie dotkliwą stratę poniosą jednostki samorządu terytorialnego ponieważ wpływy z tytułu podatków dochodowych stanowią najistotniejszą część ich budżetu. Likwidacja podatków dochodowych i związana z tym luka budżetowa zdecydowanie wpłynie zatem na realizację przypisanych im zadań. Jak wynika z badań, szacowane uszczuplenie budżetów jednostek samorządu terytorialnego wyniesie odpowiednio: 22% w przypadku gmin, 20% w przypadku powiatów i aż 46% w przypadku województw.

Likwidacja PIT i CIT powinna też wywołać zauważalne zmiany w ujęciu makroekonomicznym, szczególnie w kontekście wartości zagregowanej konsumpcji a także oszczędności i nakładów inwestycyjnych, co w długim okresie może przełożyć się na wyższy wzrost gospodarczy. Można zakładać, że zmiany dotkną także podmiotów gospodarczych w kontekście ich motywacji do pracy.

Ponadto, zamiany wywołane likwidacją PIT wpłyną też bezpośrednio na dochody jednostek. Likwidacja PIT może spowodować wzrost przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego każdego pracownika nawet o 500 zł, w odniesieniu do średniego miesięcznego dochodu rozporządzalnego, który w 2017 r. wynosił 1600 zł.

Więcej w naszych portfelach

Wzrost dochodu rozporządzalnego powinien z kolei przynieść gwałtowny wzrost oszczędności obywateli, co więcej szacuje się, że zagregowana roczna wartość oszczędności obywateli wzrośnie nawet o 35 miliardów zł, co w przeliczeniu na jednego zatrudnionego pracownika daje 2150 zł w skali roku.

Z badań wskazujących na istnienie zależności między zmianą płynności przedsiębiorstw a podejmowanymi decyzjami inwestycyjnymi wynika, że likwidacja podatku CIT, która skokowo podniesie wartość zysków netto, powinna poprawić płynność przedsiębiorstw, oraz zwiększenie wartości kapitału własnego. Zakładając liniową zależność między wzrostem zysku netto a wzrostem wartości nakładów inwestycyjnych, szacuje się, że w wyniku likwidacji podatku CIT wzrost wartości nakładów inwestycyjnych może wynieść nawet 25 miliardów zł, co w przeliczeniu daje wzrost rzędu 15,7%.

Z korzyścią dla PKB

Likwidacja podatków dochodowych wpłynie również na wzrost PKB. Szacuje się, że przyrost wzrostu PKB w wyniku likwidacji może wynieść nawet do 3,3 PKB %.

Wnioski płynące z raportu posłużyły za podstawę do merytorycznej debaty eksperckiej, która odbyła się 20 września br. w siedzibie Kochański & Partners. Wzięli w niej udział mec. Agata Dziwisz (Partner, Szef Praktyki Prawa Podatkowego), dr Izabela Andrzejewska-Czernek (Radca Prawny, Dział Prawa Podatkowego), prof. Wojciech Morawski, prof. Witold Orłowski oraz prof. Robert Gwiazdowski.

Według kalendarza świąt nietypowych, 16 października obchodzony jest Dzień Szefa. I choć święto jest najbardziej popularne w Stanach Zjednoczonych, stanowi inspirację do tego,by spojrzeć na to, czym charakteryzuje się dobry szef w opinii osób zatrudnionych w Polsce. Aż 74 proc. pracowników uważa, że najważniejszymi cechami dobrego szefa są bycie sprawiedliwym oraz wymagającym, mobilizującym do działania -wynika z raportu „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” przygotowanego przez Sodexo i Antal.

Bez wątpienia dobry szef zna potrzeby i oczekiwania pracowników, bo dzięki temu może wspierać, motywować swój zespół oraz poszczególnych pracowników. Z danych zamieszczonych w raporcie „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” przygotowanym przez firmy Antal i Sodexo Benefits and Rewards Services Polska wynika, że 66 proc. pracowników oczekuje od szefa maksimum swobody, tym samym chce być „wrzuconym na głęboką wodę”. Ponad połowa respondentów (57 proc.) uważa, że szef nie musi być ekspertem w swojej dziedzinie, bo powinien koncentrować się na wspieraniu zespołu, usuwaniu przeszkód biurokratycznych i organizacji pracy. Co ciekawe, choć dla 97 proc. respondentów kluczowa jest swobodna i bezpośrednia atmosfera w pracy, to jedynie 26 proc. badanych za najważniejszą cechę dobrego szefa uznaje bycie przyjacielskim i dbającym o atmosferę.

Pracownicy są kluczową wartością każdej spółki, od ich kompetencji, zaangażowania, zadowolenia z pracy i efektywności zależy pozycja i opinia rynkowa organizacji. Ważnym ogniwem łączącym pracowników z organizacją jest szef. Szczególnie w obliczu coraz bardziej widocznego przekonania, że praca jest tym co robisz, a nie określonym miejscem, gdzie spędzamy osiem godzin. Przed szefem coraz więcej wyzwań związanych z zarządzaniem grupami pokoleniowymi, jak również zmianami na rynku pracy w obliczu czwartej rewolucji przemysłowej. Dlatego oceniając pracę szefa, warto spojrzeć na jego zadania, możliwości w szerszym kontekście, tj. kultura organizacyjna, model zarządzania organizacją. Szczególnie, że inne cele i styl pracy ma szef spółki będącej start up’em, firmy rodzinnej, notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych czy reprezentujący turkusową organizację – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Cztery wymiary atrakcyjności pracodawcy

Przywołany powyżej raport wskazuje, że w opinii osób pracujących w Polsce istnieją cztery wymiary atrakcyjności każdego pracodawcy – finansowy, rozwojowy, społeczny, a także oparty o zainteresowania kandydata. Na wymiar finansowy składają się zarówno wynagrodzenie, jak i pakiet świadczeń pozapłacowych. Dla 73 proc. badanych kluczowa jest stabilność i przewidywalność wynagrodzenia. Możliwość wyboru i dopasowanie świadczeń pozapłacowych do własnych potrzeb są istotne dla 69 proc. pracowników – a te mogą odnosić się do potrzeby rozwoju i zainteresowań danego kandydata. Dobry szef i pożądany pracodawca zadbają nie tylko o aspekt finansowy czy związany z rozwojem, ale także o wymiar społeczny. Niemal 79 proc. osób zatrudnionych w Polsce deklaruje, że chętnie uczestniczyłoby w działaniach społecznych i charytatywnych organizowanych przez pracodawcę. To kolejna podpowiedź płynąca z raportu „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” dla szefów, którzy chcą zyskać w oczach swoich podwładnych.

Wizerunek dobrego pracodawcy, firmy społecznie odpowiedzialnej jest ważnym punktem wyróżniającymi spółkę na tle konkurencji. W czasach rynku pracownika pracodawcy chętniej sięgają po rozwiązania systemowe. Widać to także w przypadku wyboru świątecznych upominków, które mają trafiać w potrzeby emocjonalne związane z wymiarem finansowym, społecznym, a jednocześnie będą wspierać realizację indywidualnych potrzeb osoby zatrudnionej. Stąd od października do grudnia wiele spółek, od korporacji, przez duże i średniej wielkości po małe firmy rodzinne, decyduje się na zakup Karty Podarunkowej z Pajacykiem. Każde 10 zamówionych przez pracodawcę Kart Podarunkowych Sodexo z limitowanej serii z Pajacykiem to jeden posiłek dla dziecka objętego programem. To prezent o konkretnej wartości finansowej, któremu towarzyszy szereg zniżek przygotowanych przez partnerów karty oraz wsparcie konkretnej grupy społecznej – niedożywionych dzieci – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Na opinię o spółce i szefie ma wpływ wiele czynników i bez wstąpienia są one kombinacją tych racjonalnych, odnoszących się do danych oraz emocjonalnych, związanych z uczuciami i wcześniejszymi doświadczeniami pracownika. Faktem jest, że w dobie szybkiej wymiany informacji – opinia o firmie także szybko ulega zmianie. Stąd dobry szef to inwestycja w wizerunek firmy i jej pozycję rynkową, o czym warto pamiętać nie tylko od święta.

Źródło: Sodexo

cyberbezpieczeństwo
Rośnie liczba cyberataków. Tylko w 2018 roku CERT Polska zanotował ponad 3,7 tys. incydentów naruszenia cyberbezpieczeństwa. To przede wszystkim phishing, dystrybucja złośliwego oprogramowania i spam. W ciągu roku trzykrotnie wzrosła liczba fałszywych sklepów internetowych. Cyberprzestępcy stale poszukują nowych historii, które uwiarygodnią ich przed odbiorcami wiadomości. Zagrożenia w sieci przybliży kampania edukacyjna „CyberLiga”, która w stylistyce znanych produkcji takich jak „Gra o Tron” czy „Avengers”, pokazuje, że w cyberprzestrzeni cały czas toczy się niebezpieczna gra.

– Użytkownicy internetu natrafiają najczęściej na zagrożenia, które wyłudzają od nich dane. To są zagrożenia zwane phishingiem. Poprzez eksploatację takich metod ataków można stracić pieniądze na swoim koncie bankowości elektronicznej lub paść ofiarą innych wyłudzeń. Druga grupa to ransomware, czyli zagrożenia polegające na tym, że dane na dysku zostają zaszyfrowane przez atakującego. Żeby odzyskać dostęp do danych, należy zapłacić okup – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora NASK, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji.

Wzrost naruszenia cyberbezpieczeństwa

Według raportu CERT Polska w 2018 roku doszło do ponad 3,7 tys. incydentów naruszenia cyberbezpieczeństwa (wzrost o 17,5 proc. rdr.). Najwięcej było ataków phishingu (ok. 44 proc.), dystrybucji złośliwego oprogramowania (23 proc.) i spamu (11 proc.). Najczęściej zgłaszanymi incydentami phishingowymi były fałszywe strony zagranicznych serwisów, takich jak Netflix lub PayPal, zamieszczone na polskich serwerach. Motywem była przede wszystkim chęć pozyskania danych uwierzytelniających do serwisów, także banków.

– Cyberprzestępcy wykorzystują pocztę elektroniczną, żeby się podszywać pod różne instytucje, jak banki czy firmy kurierskie. Należy być bardzo czujnym i ostrożnym. Najlepiej nie klikać w nieznane linki, bo to prowadzi do stron zarażonych, zainfekowanych – tłumaczy Krzysztof Silicki. – Jeśli nie spodziewamy się jakiegoś e-maila i nie znamy nadawcy, to nie otwierajmy bezkrytycznie takiej wiadomości. Warto sprawdzić, czy ta instytucja, która się do nas zwraca, ma telefon, na który można zadzwonić i zweryfikować jej tożsamość.

Faktura do opłacenia – czy na pewno?

Często obserwowanym atakiem były również e-maile z fakturą lub dokumentem rozsyłane w imieniu znanej firmy. Takie wiadomości zawierają złośliwe załączniki czy linki odsyłające do pobrania złośliwego oprogramowania. Przestępcy wykorzystywali oprogramowania typu ransomware oraz tzw. bankery, ukierunkowane na klientów bankowości elektronicznej i mobilnej. Do ataków coraz częściej wykorzystywane są też wiadomości SMS.

– Metody wykorzystywane przez przestępców są coraz trudniejsze w detekcji. Pojawiają się ataki, które polegają na tym, że nasza karta SIM jest duplikowana i nagle tracimy informacje. To może być sygnał, że ktoś może czyhać na naszą komunikację, którą prowadzimy np. z bankiem – tłumaczy Krzysztof Silicki.

Hakerzy próbują nowych ataków, wykorzystują przy tym popularność wydarzeń sportowych, seriali czy filmów. Chętnie sięgają też po chwytliwe tytuły i nagłówki, które mogą zainteresować szerokie grono internautów.

– Cyberprzestępcy stale poszukują nowych historii, nowych scenariuszy, które uwiarygodnią ich przed odbiorcami ich wiadomości. Albo muszą sami wymyślać historie, jak np. porwanie dziecka w centrum handlowym, albo bardzo chętnie podpinają się pod jakieś wydarzenia, które już są napędzane przez media: wypadek, katastrofa – wskazuje Przemysław Jaroszewski, kierownik CERT Polska w NASK.

Przeczytaj także:

Kapitan Antyvir i Lady Anyspam

Cyberprzestępcy coraz chętniej wykorzystują także elementy i ikony popkultury. Dlatego NASK, posługując się językiem popkultury, chce przybliżyć zagrożenia w sieci. Kampania „CyberLiga” posługuje się podobną estetyką, co serial „Gra o tron” czy seria „Avengers”. Cyberbohaterowie, czyli Kapitan Antyvir i Lady Antyspam, będą się zmagać z czarnymi charakterami – PhishingManem i RansomWoman, aby pokazać, że w cyberprzestrzeni toczy się niebezpieczna gra, której celem są nasze dane i pieniądze.

– W „CyberLidze” chodzi przede wszystkim o to, aby pewne abstrakcyjne i trudne do zrozumienia dla przeciętnego użytkownika pojęcia jak ransomware czy phishing spersonifikować, pokazać je właśnie w formie antybohatera, któremu przeciwstawieni są pozytywni bohaterowie ligi. Chcemy pokazać, jakie są atrybuty, jak to zagrożenie funkcjonuje, w jaki sposób można z nim walczyć – tłumaczy Przemysław Jaroszewski.

Twórcy kampanii chcą w ten sposób dotrzeć nie tylko do najmłodszych, lecz także do dorosłych, którzy często nie rozumieją, czym są ataki phishingowe czy ransomware. Nie wiedzą, jak się przed nimi chronić, nie korzystają z aktualnych programów antywirusowych. W kampanii z RansomWoman i PhishingManem skutecznie walczą Kapitan Antyvir i Lady Antyspam.

– Edukacja i budowanie świadomości o zagrożeniach to podstawa. To nie jest coś, co wyeliminuje te zagrożenia w stu procentach, ale bez tego, tak jak bez uczenia dzieci o bezpiecznym korzystaniu z drogi, nie ma mowy o skutecznej walce z zagrożeniami. Próbujemy w nowatorski sposób przeprowadzić tę edukację – mówi Przemysław Jaroszewski.

Źródło: Newseria

Z badania Santander Bank Polska „Indeks Mobilności Bankowej” wynika, że aż 62% Polaków płaci zbliżeniowo. To ryzyko straty aż 6 na 10 klientów dla firm, które nie akceptują płatności bezgotówkowych. Przedsiębiorcy mogą zwiększyć swoją konkurencyjność, zgłaszając się do Programu Polska Bezgotówkowa, którego Santander Bank Polska jest partnerem.

Polacy przyzwyczaili się do tego, że nie muszą nosić przy sobie gotówki, bo za zakupy czy usługi zapłacą kartą. Z badania Santander Bank Polska wynika, że z wygodnego zbliżania karty do terminala korzysta aż 62% Polaków. Liczba sklepów i punktów usługowych, które akceptują płatności kartami płatniczymi od kilku lat rośnie. Nadal jednak w wielu miejscach trudno o terminal, m.in. na targach i bazarach, w drobnych punktach usługowych, małych sklepikach czy salonach kosmetycznych.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w czerwcu br. na polskim rynku funkcjonowało ponad 850 tys. terminali płatniczych, o niecałe 150 tys. więcej niż w czerwcu 2018 roku. Oznacza to niewielki spadek dynamiki przyrostu nowych urządzeń, ale eksperci Santander Bank Polska wskazują, że potencjał wśród firm, które dotychczas nie korzystały w swojej działalności z terminala płatniczego, oraz nowo powstających działalności, jest stale duży.

Polacy nawet w małych punktach usługowych chcą płacić kartą. Coraz częściej nie noszą ze sobą gotówki. Rośnie grono płacących nie tylko plastikowymi kartami, ale także telefonem, który każdy z nas ma przy sobie. Brak terminala to ryzyko utraty klienta. Firmy nie powinny zwlekać z przystąpieniem do Programu Polska Bezgotówkowa, zwłaszcza, że na rynku pojawiają się nowe rozwiązania, które pozwalają dopasować typ urządzenia do prowadzonej działalności. W Santander Bank Polska wprowadziliśmy m.in. mobilny terminal mPOS czy nowoczesne modele terminali stacjonarnych i przenośnych – mówi Piotr Termena, zarządzający biznesem acquiringowym w Santander Bank Polska.

Przeczytaj także:

Terminal dobrany do typu działalności

Mobilne terminale mPOS to rozwiązanie wprowadzone przez Santander Bank Polska, które sprawdzi się w firmach prowadzących działalność w ruchu, np. kurierskich. W przeciwieństwie do tradycyjnego rozwiązania, mPOS nie musi być przypisany do jednego miejsca i na stałe połączony z internetem. Nie wymaga też stałego podłączenia do zasilania. Wystarczy skonfigurować mPOS z tabletem czy smartfonem z dostępem do sieci. Co ważne, firmy przystępując do Programu Polska Bezgotówkowa mogą otrzymać mPOS za darmo.

Poza mPOS firmy mogą wybierać w terminalach stacjonarnych i przenośnych. Te pierwsze sprawdzą się w biznesie takim jak sklep czy hotel. Zaletą rozwiązania jest szybkość przetwarzania danych, ale terminal musi być na stałe podłączony do linii telefonicznej lub internatu, a także stałego dostępu do źródła zasilania. Terminale przenośne doskonale spiszą się m.in. w restauracjach i kawiarniach, bo dają pracownikom swobodę poruszania się z urządzeniem w ręku oraz rozliczania rachunków bezpośrednio przy stoliku. Urządzenia tego typu mają wbudowany akumulator oraz ładowarkę, a transfery płatnicze realizowane są w oparciu o bezprzewodową transmisję danych. Bez względu jednak na wybrany typ, stacjonarny czy przenośny, firmy mogą liczyć na nowoczesne modele. Santander Bank Polska wprowadził terminale, które są bardziej intuicyjne, mają kolorowe, dotykowe wyświetlacze i pozwalają sprawnie realizować transakcje.

Źródło: Santander Bank Polska

Nowy samochód elektryczny, którego premierę Mazda zapowiada podczas najbliższego Salonu Motoryzacyjnego w Tokio został zaprojektowany z myślą o dostarczeniu wszystkim pasażerom poczucia „otulenia otwartością”. Celem było sprawienie, by każda chwila spędzona w samochodzie stała się komfortowym doświadczeniem, które pozwoli klientom być sobą.

Konfiguracja przestronnego wnętrza wywołuje poczucie otwartości dzięki otwartym przestrzeniom wokół konsoli środkowej, które tworzą wrażenie połączenia między siedzeniami dla kierowcy i pasażera. Materiały wykończenia wnętrza w różnych strefach kabiny zostały dobrane z uwzględnieniem komfortu i aspektów ekologicznych, zapewniając kierowcy i pasażerom dobre samopoczucie.

Najnowsze wzornictwo i technologie zapewnią klientom poczucie więzi już od momentu otwarcia drzwi, a spędzanie czasu w nowym modelu samochodu pomoże im poczuć swobodę i niezależność.

Dowiedz się więcej: https://youtu.be/CMW0uD0mQqw

materiał prasowy

W zeszłym roku Amazon pochwalił się obrotami rzędu 277 mld dolarów brutto. eBay to „tylko” 89,83 mld dolarów. Skoro popełniono już błędy, wyciągnięto wnioski, wydano bajońskie sumy na rozwój, to warto z tych doświadczeń skorzystać. W czym należy naśladować amerykańskiego króla sprzedaży internetowej, doradza Sascha Stockem, założyciel i prezes firmy Nethansa, która zajmuje się wprowadzaniem polskich przedsiębiorstw na Amazona oraz kompleksowym wsparciem sprzedaży.

„Naśladownictwo to najszczersza forma pochlebstwa” – pisze Jeaniene Frost w książce W pół drogi do grobu. Postawmy sprawę jasno: jedną nogą w grobie są sklepy internetowe, które spoczęły na laurach i nie robią już nic poza odcinaniem kuponów. Bez nieustannego rozwoju utrzymanie się na rynku na dłuższą metę graniczy z cudem. Jeśli Twój e-commerce zaczyna przypominać zombie, to jego czas jest już policzony. Na szczęście, żeby go uratować, nie musisz wymyślać koła na nowo. Wystarczy podpatrzeć, jak rozwijają się najlepsi. W tym gronie prym nieprzerwanie wiedzie Amazon. 

Firma Jeffa Bezosa najwięcej zawdzięcza kompleksowemu podejściu do sprzedaży. Klient może czuć się zaopiekowany od momentu pojawienia się potrzeby zakupu do odebrania zakupionego produktu, sprawdzenia go, a nawet zwrotu czy reklamacji. Amazon ułatwia kupującemu przejście przez każdy etap tego procesu. Jest prosto, szybko, bezpiecznie. Tych procedur i tego typu myślenia – maksymalnie skupionego na zadowoleniu – z pewnością mogą nauczyć się sklepy internetowe w Polsce. U nas pod tym względem nie jest źle, ale zawsze może być lepiej. Fakt, że Amazon nie posiada jeszcze platformy dedykowanej polskiemu rynkowi, może być zaletą. Rodzime e-sklepy mają czas, aby przygotować się na ekspansję hegemona sprzedaży internetowej, wprowadzając rozwiązania, które pomogą im zachować konkurencyjność. 

Każdy klient jest ważny

Amazon nie tylko pracuje nad dotarciem do nowych klientów poprzez przemyślaną strategię marketingową, lecz również robi wszystko, aby zatrzymać bieżących użytkowników. Amazon stawia na lojalność. Zatrzymuje klientów na dłużej, nie pozwala im odejść, a dokładniej – sprawia, że nie chcą. Klient ma dostać to, czego potrzebuje. Stąd ciągłe prace nad poszerzaniem asortymentu, systemem podpowiedzi i funkcjonowaniem samej wyszukiwarki. Jeśli użytkownik poczuje się zmęczony poszukiwaniami, wprowadzony w błąd lub zdezorientowany, to już raczej nie wróci. Dlatego Amazon stawia na przejrzystość i szybkość użytkowania serwisu. Strona nie jest „przesadzona”. Korzystanie z niej ma być po prostu szybkie i intuicyjne. I to jest najważniejsze. Na Amazonie nie znajdziemy zbędnych ozdobników i innych elementów, które mogłyby przeszkadzać, zwodzić lub powodować, że użytkowanie platformy byłoby trudniejsze czy zajmowało więcej czasu. Kupujący ma wykonać tylko tyle pracy, ile potrzeba – nie więcej. A najlepiej mniej. Odpowiedni design jest tu na wagę złota. Potwierdza to badanie McKinsey Design Index, z którego wynika, że firmy, które do perfekcji opanowały projektowanie swoich usług i produktów, cieszą się średnio o 32 proc. szybszym wzrostem przychodów niż konkurencja.

Projektowanie takiego serwisu jak Amazon wymaga wyjątkowej wrażliwości na potrzeby użytkownika końcowego. Trzeba wejść w jego buty i spróbować zrozumieć, dlaczego np. nie finalizuje rozpoczętych zakupów. Zbadania przeprowadzonego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej na grupie 1130 polskich internautów wynika, że co trzeci Polak przerywa swoje zakupy w Internecie. Za granicą nie jest lepiej. Z raportu SaleCycle wynika, że na świecie porzucanych jest aż 75,6% koszyków zakupów. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy są koszty wysyłki. Amazon doskonale to rozumie i dokłada wszelkich starań, żeby były one jak najniższe. Podobnie jest z trudnym lub drogim procesem zwrotu i reklamacji. Tu Amazon jest dla swoich partnerów – sprzedawców – bezlitosny. Najmniejsze złamanie regulaminu w tym obszarze może skutkować zawieszeniem konta. Ten rygor jest kolejnym przejawem konsekwentnej klientocentryczności. Konsument na Amazonie może czuć się bezpiecznie jak u siebie w domu i to działa na niego jak magnes.

Bezpieczeństwo sprzedaży jest w Amazonie najważniejsze. Ten aspekt jest istotny zwłaszcza w sklepie, który sprzedaje produkty używane – w tym przypadku kupujący boją się zakupu najbardziej. Dlatego trzeba zminimalizować możliwość zwrotów, doskonale opisać produkt i jego ewentualne wady lub zużycie, aby dać klientowi poczucie, że nie kupuje kota w worku.

Nie znajdziesz tu kota w worku

W internetowym sklepie Jeffa Bezosa panuje jedna prosta zasada: produkt musi być świetnie opisany, aby kupujący miał jak najmniej wątpliwości. Na Amazonie internauta znajdzie wszystkie informacje o produkcie, nawet najdrobniejsze szczegóły. Tu także warto wspomnieć o nowościach ze świata sztucznej inteligencji, czyli np. o Amazon Echo Look, Alexie w roli stylistki i narzędziu Style Check. Są one nie tylko skarbnicą wiedzy o poszczególnych elementach asortymentu, lecz również dopasowują je do klienta i podpowiadają, co powinien kupić. Znów – łatwo, szybko i przyjemnie. Lepiej dopasowany produkt to również mniej zwrotów i związanych z tym kosztów.

Informacje o produkcie nie kończą się na tych przygotowanych przez producentów czy re-sellerów. Należą do nich również opinie konsumentów. Amazon umożliwia pozostawienie opinii w różnych formatach – także przez dodanie zdjęć czy video. Z badania przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych wynika, że ponad 60 proc. konsumentów chciałoby poznać opinię o produkcie w formie video, a tylko 15 proc. w postaci tekstowej.

Przeczytaj także:

Siła podpowiedzi

Warto zastosować na swojej stronie system publikacji rankingów bestsellerów – wyniki sprzedaży ogólnej lub różnych działów. Takie rankingi w Amazonie są aktualizowane co godzinę, ale myślę, że ranking raz na dzień lub – w przypadku mniejszych sklepów – raz na tydzień i tak będzie dużą zaletą. Klienci czują się poinformowani, sprzedawcy czują się docenieni, a sprzedaż wzrasta, ponieważ ludzie chcą być na bieżąco i, jak dowodzą badania socjologiczne, chętnie wzorują się na innych.

Podobnie jak rankingi bestsellerów działają podpowiedzi. Wiele sklepów internetowych stosuje tę funkcję – są to podpowiedzi typu: „ktoś inny do zakupionego produktu dokupił także…” – i tu link do kolejnej pozycji ze sklepowego asortymentu.

Taki zabieg zwalnia nas od myślenia, skracając czas spędzony na poszukiwaniu produktów. W przypadku zakupów online to duży plus. Sklepy internetowe powinny zrozumieć, że łatwość, szybkość, społeczne potwierdzenie odpowiedniego zakupu (kupujemy to, co wybrali inni) to podstawa funkcjonowania dobrego biznesu.

Warto uczyć się od Amazona. Wiele lat doświadczeń, setki milionów klientów, wiele analiz – to są rzeczy, o których większość sklepów może tylko pomarzyć. Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Wystarczy wziąć pod lupę działania Amazona i wyciągnąć wnioski. Warto rozważyć również wejście za jego pośrednictwem na zagraniczne rynki. Taki krok, podobnie jak nauka na błędach i sukcesach firmy Jeffa Bezosa, może przynieść spore zyski.

Źródło: Nethansa

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarnych w Polsce dużego zaskoczenia nie ma. Według sondażu late poll Ipsos, wyborcy najbardziej zaufali Prawu i Sprawiedliwości. Złoty na tę wiadomość nie zareagował prawie w ogóle. Wciąż pozostaje on pod wpływem wydarzeń ze świata.

W świetle wszystkich dostępnych informacji Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje samodzielną większość w Sejmie. Z punktu widzenia rynków finansowych, wyceny złotego i obligacji skarbowych jest to wynik najbardziej neutralny z możliwych – od wiosennych wyborów do Parlamentu Europejskiego był w końcu postrzegany jako scenariusz bazowy – pisze Bartosz Sawicki, analityk TMS Brokers.

Notowania złotego i dolara. Wybory parlamentarne 2019 r. 

Przypomina on, że w ostatnich dniach trwała 13. runda negocjacji handlowych pomiędzy USA a Chinami i „pojawiło się światełko w tunelu jeśli chodzi o możliwość porozumienie ws. brexitu„. Tak więc, według niego, przy zgodnym z oczekiwaniami wyniku wyborów to czynniki o globalnym, zewnętrznym charakterze będą wyznaczać siłę złotego.

– EUR/PLN na fali poprawy nastrojów (silny wzrost indeksów giełdowych, umocnienie walut ryzykownych) zbliżył się do 4,30. Nie widzimy znacznego pola do dalszych spadków kursu – w naszej ocenie obecne pułapy korespondują ze średnioterminową wartością godziwą – tłumaczy Sawicki.

Jego zdaniem gdyby PiS miał możliwość odrzucania prezydenckiego weta, to interpretacja takiego wyniku przez inwestorów byłaby bardzo podobna. Dodaje, żeDopiero uzyskanie większości konstytucyjnej mogłoby tworzyć przejściową presję na złotego, ponieważ groziłoby potencjalną intensyfikacją napięć w relacjach z Brukselą. Podobnie: konieczność szukania koalicjanta – z punktu widzenia krajowej waluty i aktywów – byłoby mniej korzystne ze względu na większą niepewność polityczną. W zakresie kursu w polityce gospodarczej, społecznej i budżetowej różnica byłaby jednak niewielka.

Kontynuacja PiS – bazowy scenariusz

Co wygrana PiS oznacza dla rynków i gospodarki? – Przede wszystkim kontynuację kursu obranego w poprzedniej kadencji i realizację najświeższych zapowiedzi. M.in. stopniowego podnoszenia płacy minimalnejzniesienia limitu trzydziestokrotności składek na ZUS, wypłat dodatkowych emerytur. Nowelizacja budżetu na 2020 rok powinna zawierać jedynie kosmetyczne zmiany w zakresie kluczowych wskaźników fiskalnych – zauważa Bartosz Sawicki.

Na finalne wyniki wyborów jeszcze poczekamy, ale dla inwestorów przekaz jest jasny: kontynuacja. Partia rządząca nie będzie potrzebować koalicjanta i przynajmniej do wyborów prezydenckich będzie mogła dość swobodnie wdrażać swoje pomysły. W odróżnieniu od sytuacji sprzed czterech lat niepewność jest dużo mniejsza i wydaje się, że nie ma powodów do nerwowych reakcji na rynku walutowym. W istocie, złoty jest dziś rano bardzo stabilny, tracąc tylko nieznacznie do dolara. Również piątkowe zwyżki na GPW pokazały, że motywem dominującym jest sytuacja na rynkach globalnych – komentuje z kolei dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Teraz EUR/PLN 4,3013 zł, USD/PLN 3,90 zł, a CHF/PLN 3,9165 zł. Wyniki wyborów bez wpływu na złotego, który pozostanie pod wpływem nastrojów na świecie – czytamy z kolei w serwisie macroNext.

Źródło: Damian Szymański, Business Insider

  • Państwa członkowskie wezwały do pilnego uzgodnienia stanowiska negocjacyjnego w sprawie długoterminowego budżetu UE
  • Parlament jest gotowy do negocjacji od listopada 2018 r.
  • Posłowie domagają się planu awaryjnego w celu złagodzenia konsekwencji dla obywateli i przedsiębiorstw, ponieważ opóźnienia spowodują zakłócenia w finansowaniu od 2021

W rezolucji przyjętej w czwartek, posłowie ostrzegają, przed “wyraźnym ryzykiem” nie osiągnięcia na czas porozumienia, z Radą, w sprawie inwestycyjnego planu UE, na lata 2021-2027.

W tekście przyjętym 426 głosami do 163, przy 67 wstrzymujących się od głosu, posłowie:

  • Potwierdzają stanowisko Parlamentu poprzedniej kadencji na temat WRF (MFF), przyjęte w listopadzie 2018 roku
  • Dostosowali stanowisko Parlamentu w celu wzmocnienia ochrony klimatu, podkreślając „pilną potrzebę kolejnego wielkiego skoku w wysiłkach politycznych i finansowych”, aby osiągnąć cele porozumień paryskich;
  • Zwracają się do Komisji Europejskiej o wyjaśnienie wpływu politycznych obietnic, które złożyła w lipcu kandydatka na Przewodniczącą Komisji, Ursula von der Leyen, na finanse UE
  • Wzywają Komisję Europejską do przygotowania planu awaryjnego, ponieważ widzą oni „wyraźne ryzyko”, że złożone negocjacje z Radą mogą nie zakończyć się pomyślnie do końca 2020 roku, co, z kolei spowodowałoby zakłócenia finansowania programów UE w 2021 roku.

Rada wciąż nie osiągnęła wspólnego politycznego stanowiska w tej sprawie.

Informacje dodatkowe

Komisja Europejska złożyła wnioski legislacyjne dotyczące następnych WRF, wiosną 2018 roku, Parlament Europejski przyjął swoje stanowisko w listopadzie 2018 roku, więc jest od prawie roku gotowy do negocjacji z Radą.

WFR (wieloletnie ramy finansowe) to długoterminowy, zwykle siedmioletni budżet UE. Obecne WRF, na lata 2014-2020, zostały przyjęte w 2 grudnia 2013 roku.

Około 93% budżetu UE finansuje rzeczywiste działania w terenie w krajach UE i poza nią. Wraca do obywateli, regionów, miast, rolników, naukowców, studentów, organizacji pozarządowych i przedsiębiorstw.

materiał prasowy

3-5% kosztów – tyle firmy transportowe przeznaczają na zakup opon ciężarowych. Jest to inwestycja, która szybko się zwraca – opony mają wpływ na 40% wszystkich kosztów operacyjnych firmy. W Polsce wielkość taboru samochodowego wykorzystywanego w transporcie drogowym to ponad 700 tys. pojazdów. Zastosowanie w nich markowych opon o obniżonych oporach toczenia – na których pokonanie przypada prawie 30% paliwa – pozwala na oszczędność ponad 2 litrów benzyny na 100 km, czyli średnio niemal 5000 litrów paliwa rocznie. Poprawienie efektywności prowadzenia działalności gospodarczej to nie jedyna zaleta wysokiej jakości opon – są one też ważne dla bezpieczeństwa kierowców i ruchu drogowego.

Prowadząc odpowiedzialną politykę zakupową, firmy flotowe coraz częściej pamiętają, że zakup opon to inwestycja – zaledwie 5% kosztów firmy, który ma wpływ na 40% wszystkich kosztów operacyjnych. Kupno opon wysokiej jakości zwróci się w ich wytrzymałości i żywotności.

Ponadto tylko opony klasy premium dają możliwość bieżnikowania, ze względu na ich mocny karkas – czyli nałożenia nowej warstwy gumy w miejsce zużytego bieżnika – i w ten sposób dodatkowo, w bezpieczny sposób wydłużenia przebiegów. Jest to rozwiązanie odpowiedzialne z punktu widzenia prowadzenia biznesu i dbałości o środowisko naturalne, a w bezpośredni sposób przekłada się na oszczędności przedsiębiorców branży logistycznej. Kupując przed zimą nowe opony do swoich zestawów patrzmy więc na całkowity koszt eksploatacji, a nie tylko koszt samego zakupu. Niemarkowe opony są nie tylko pozorną oszczędnością, ale także potencjalnym zagrożeniem na drodze i ryzykiem opóźnienia w dostawach oraz wystąpienia dodatkowych kosztów usunięcia awarii.

Opona niskiej jakości dla osi sterującej wystarczy na około 120-150 tys. km, a opony markowe pozwolą na bezpieczne pokonanie ponad 220 tys. km. Dodając do tego możliwość ich bieżnikowania – żywotność sięgnie nawet ponad 450.000 km.

Nie można zapominać także o odpowiednim ciśnieniu – utrzymując jego prawidłowy poziom można zmniejszyć zużycie paliwa nawet o 0,3 l na 100 km i zapewnić równomierne ścieranie się bieżnika we wszystkich oponach. Warto pamiętać również, że zaniedbane wyważenie kół w samochodzie ciężarowym powoduje szybsze zużycie elementów zawieszenia pojazdu.

Przeczytaj także:

– Według danych ADAC Truck Service awarie związane z oponami ciężarowymi to 30 proc. wszystkich interwencji mechanicznych na drodze – w Niemczech są po awariach elektroniki drugą przyczyną problemów na trasach. Przestoje więc oznaczają straty i kary umowne, z których wielu można byłoby uniknąć kupując wysokiej jakości opony ciężarowe. Opona jest trzecim najszybciej obracającym się elementem samochodu – w trasie profesjonalni kierowcy nie powinni mieć żadnych wątpliwości co do tego, że opony na których jadą, gwarantują im najwyższy poziom bezpieczeństwa – zwraca uwagę Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Rozsądna polityka zakupowa firm flotowych i transportowych jest też ważnym elementem bezpieczeństwa ruchu i pracy kierowców – według statystyk policji za 2018 rok, aż w 24% wypadków, których przyczyną była niesprawność techniczna aut, stwierdzono niewłaściwy stan opon. Pojazdy ciężarowe są szczególnie narażone na ewentualne awarie spowodowane kondycją opon – ze względu na ich liczbę i masę samochodu z załadunkiem.

 – Każdemu przedsiębiorcy leży na sercu życie i zdrowie jego pracowników – w branży transportowej dochodzi równie istotne bezpieczeństwo innych uczestników ruchu drogowego. Firma transportowa ma jeden cel: przewiezienie klientowi powierzonego ładunku – często o wartości kilkuset tysięcy euro – w nieuszkodzonym stanie, do konkretnego miejsca i w dokładnie wyznaczonym czasie. Wypadek lub stłuczka to ogromne straty dla firm, a koszt nowego ciągnika siodłowego z naczepą to prawie pół miliona złotych. Na bezpieczeństwie swojej firmy nie można oszczędzać! podkreśla Piotr Sarnecki.

Źródło: Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego

Aż 48 proc. firm w Polsce szuka pracowników poprzez ogłoszenia publikowane na portalach pracy – wynika z raportu przygotowanego przez agencję rekrutacyjną Trenkwalder Polska. Drugim najpopularniejszym sposobem dotarcia do kandydatów, z którego korzysta 17 proc. przedsiębiorstw, jest zlecenie rekrutacji wyspecjalizowanym agencjom doradztwa personalnego. W dużych firmach istotną rolę odgrywają także płatne programy poleceń pracowniczych, zaś małe firmy częściej niż inne korzystają z własnych baz kandydatów.

Według GUS od kilku miesięcy bezrobocie w Polsce utrzymuje się na poziomie 5,2%, najniższym od 30 lat. Jednocześnie gospodarka wciąż rośnie, a pracodawcy poszukują rąk do pracy. Jak wynika z badania Trenkwalder Polska, aż 68 proc. firm planuje rekrutacje do końca 2019 roku.

PORTALE PRACY NA TOPIE, ZA NIMI AGENCJE ZATRUDNIENIA

W swoim badaniu Trenkwalder zapytał polskich pracodawców m.in. o to, jakie sposoby pozyskiwania kandydatów były dla nich najbardziej efektywne w ubiegłym roku. Odpowiedzi wskazują, że obecnie najczęściej wybieranym źródłem poszukiwania pracowników są wyspecjalizowane portale pracy – korzysta z nich 58 proc. dużych, 37 proc. średnich i 36 proc. małych firm. Ma to swoje potwierdzenie w ilości ogłoszeń publikowanych co miesiąc na portalach pracy.

Na Pracuj.pl publikujemy miesięcznie ponad 48 tysięcy ogłoszeń. W ciągu miesiąca na nasz portal zagląda ponad 3 mln kandydatów poszukujących nowego zatrudnienia. mówi Agnieszka Dobosz, Koordynator ds. Komunikacji z Użytkownikami Pracuj.pl.

Polscy pracodawcy coraz chętniej korzystają także z usług wyspecjalizowanych agencji doradztwa personalnego. Jak wynika z raportu przygotowanego przez Trenkwalder Polska, rekrutację firmom zewnętrznym zleca już 14 proc. dużych, 21 proc. średnich oraz 15 proc. małych firm w kraju.

– Niski poziom bezrobocia i duża rotacja kadr sprawia, że rekrutacje prowadzone samodzielnie przez firmy stają się coraz bardziej kosztowne i czasochłonne. Najczęściej głównym narzędziem, którym dysponują pracodawcy jest publikacja ogłoszenia w internecie. Te z kolei docierają tylko do osób, które aktywnie poszukują pracy. W efekcie liczba otrzymanych aplikacji może być duża, ale ich poziom dopasowania do potrzeb pracodawcy nie zawsze satysfakcjonujący. Firmy są coraz bardziej świadome tego, że nieudana rekrutacja, to duże koszty, sięgające minimum kilkakrotność miesięcznego wynagrodzenia, a dochodzące nawet do równowartości rocznego wynagrodzenia kandydata. Agencje pracy i doradztwa personalnego dysponują szeregiem narzędzi rekrutacji i weryfikacji kandydatów, obszernymi bazami kandydatów, którzy znają daną branżę i wyrobioną przez lata siecią kontaktów, dzięki czemu łatwiej mogą pozyskać pracownika spełniającego wymagania. – mówi Magdalena Majewska, Dyrektor Regionu w Trenkwalder.  

REKOMENDACJE W CENIE

Od kilku lat, zyskującym na popularności sposobem dotarcia do kandydatów stają się rekomendacje  pracowników. Z raportu Trenkwalder wynika, że korzysta z nich 17 proc. dużych, 19 proc. średnich i 10 proc. małych firm w Polsce. Na tyle już się sprawdziły, że w wielu firmach funkcjonują w postaci ustrukturyzowanych, płatnych programów poleceń. Dla firm to przede wszystkim większa szansa na pozyskanie pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, mniejsze koszty i ryzyko związane chociażby z ich niedopasowaniem do kultury organizacyjnej przedsiębiorstwa.

Rekomendacje na dobre przyjęły się w wielu firmach, jako ważne źródło pozyskiwania kadr. Wiadomo, że dotychczasowi pracownicy nie polecą do swojej firmy osób mało wiarygodnych, z którymi sami nie chcieliby sami pracować lub nie mają pewności, co do ich kompetencji. Jakby nie patrzeć, to oni firmują swoim nazwiskiem kandydatów. Dlatego coraz więcej firm wdraża programy płatnych rekomendacji.podkreśla Magdalena Majewska.

Płatne programy poleceń pracowniczych najczęściej wdrażane są w dużych i średnich firmach (odpowiednio 15 i 9 proc. wskazań). Z kolei małe firmy częściej stawiają na tworzenie własnych baz kandydatów.

MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE – MILIONOWE BAZY KANDYDATÓW

Jak wynika z badania Trenkwalder Polska, zaledwie 3 proc. ankietowanych wskazało media społecznościowe jako najbardziej efektywny sposób pozyskania kandydatów. Jednak media społecznościowe to źródło, którego znaczenie w rekrutacjach będzie rosło. Statystyki mówią same za siebie. W Polsce Facebook notuje już ponad 16,3 mln profili, a LinkedIn zyskuje coraz większą popularność.

Na całym świecie profile w serwisie LinkedIn posiada ponad 645 milionów użytkowników. W Polsce, w ciągu ostatnich kilku lat liczba użytkowników bardzo wzrosła. To blisko 3 miliony profili prywatnych i 64 tysięcy firmowych. mówi Marta Adamkiewicz, Senior Relationship Manager na region CEE w LinkedIn.

Od dłuższego czasu agencje zatrudnienia bardzo aktywnie korzystają z tych kanałów, docierając do najcenniejszych, biernych kandydatów, którzy nie poszukują pracy. Nie należy przy tym zapominać, że jest to też powszechnie stosowane przez rekruterów źródło weryfikacji kandydatów – ich prawdomówności, dojrzałości biznesowej i dopasowania do kultury organizacyjnej firmy.

Przeczytaj także:

– Jeszcze kilka lat temu w mediach społecznościowych, takich jak Linkedin, czy Goldenline poszukiwano głównie specjalistów i menedżerów. Wraz z rosnącą dostępnością urządzeń mobilnych w Polsce, rekrutacje przeniosły się też na Facebooka. Świetnie sprawdzają się tutaj poszukiwania osób z niższymi kwalifikacjami czy studentów, szczególnie do prac dorywczych i pracy tymczasowej. –  mówi Katarzyna Misiak, Marketing Manager w Trenkwalder.Agencje stosują coraz bardziej zaawansowane technologicznie i ściśle stargetowane pod kątem konkretnych odbiorców narzędzia, które podnoszą efektywność rekrutacji. Są to chociażby reklamy dynamiczne, których przygotowanie wymaga odpowiednich umiejętności. Wewnętrzne działy HR zazwyczaj nie mają do nich dostępu, ani możliwości technicznych, stąd mniejsza popularność rekrutacji w mediach społecznościowych deklarowana przez przebadane firmy. – dodaje Katarzyna Misiak.

CO DZIAŁA NAJLEPIEJ?

Nie ma jednego, najbardziej efektywnego sposobu pozyskania kandydatów do pracy. Metody poszukiwań mogą się znacznie różnić w zależności od typu rekrutacji, poziomu stanowiska pracy, branży czy regionu. Często zdarza się, że metoda, która świetnie sprawdza się w jednej lokalizacji, w innej zupełnie nie działa. Te niuanse znają osoby, które na co dzień zajmują się rekrutacją. 

Mat. informacyjny Trenkwalder Polska

Pomimo ostatniego orzecznictwa krajowego z wyrokami Sądu Najwyższego na czele, kształtującego się zdecydowanie na korzyść konsumentów, wielu Frankowiczów z różnych względów nadal nie podjęło decyzji o skierowaniu swojej sprawy do sądu. Jedną z przyczyn takiego postępowania jest obawa przed długotrwałym i żmudnym procesem, a także wysokimi kosztami. Tymczasem nie jest to jedyne rozwiązanie, by przekonać bank do słuszności swoich roszczeń, ale rónież zadbać o ich zabezpieczenie. W takiej sytuacji warto rozważyć wszczęcie postępowania w zakresie zawezwania do próby ugodowej.

Próba ugodowa – cóż to takiego?

Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej jest czynnością procesową, która służy polubownemu rozwiązaniu sporu zaistniałego pomiędzy dwoma podmiotami. Ma na celu przedstawienie wartości dochodzonych roszczeń i zbliżenie stanowisk obu stron. Dlatego stanowi alternatywną możliwość dla np. frankowiczów, którzy nie wyrażają chęci wkroczenia na drogę procesu sądowego, w celu rozwiązania swojego problemu z kredytem indeksowanym, bądź denominowanym do waluty obcej. Warto jednak zauważyć, że postępowanie pojednawcze nie gwarantuje zawarcia ugody przed sądem. Decyzja o zawarciu porozumienia zależy od nastawienia obu stron procesu. Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej, niezależnie od wysokości roszczenia, zawsze kierowany jest do sądu rejonowego i to przed nim toczy się postępowanie. Podczas postępowania pojednawczego sąd nie bada stanu faktycznego sprawy czy dowodów, tylko wciela się w rolę mediatora, który nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko gwarantuje swoją obecność prawomocność ewentualnej ugody.

Realne korzyści

Oczywiście nie każde postępowanie, a w zasadzie nieliczne (jeśli chodzi o sprawy frankowe) kończy się zawarciem ugody. Jednak niewątpliwą korzyścią płynącą ze skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej jest zabezpieczenie roszczenia poprzez przerwanie biegu przedawnienia. Ponadto koszty postępowania pojednawczego są zdecydowanie niższe w porównaniu do kosztów klasycznego postępowania sądowego. Opłaty od wniosku o zawezwanie do próby ugodowej są zależne od wartości przedmiotu sporu i nie przekraczają kwoty 200zł. Ważne jest, by opłata ta została uiszczona na właściwy numer rachunku bankowego przypisany do danego sądu. Brak uiszczenia opłaty powoduje ten sam skutek, co formalny brak pisma. W takiej sytuacji sąd nie podejmie jakichkolwiek czynności. Skierowanie niekompletnego wniosku tym samym nie przerywa biegu przedawnienia roszczeń.

Rozważając możliwość skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, należy wcześniej dokładnie sprawdzić wysokość roszczenia, jaka uległa już przedawnieniu. Istotnym jest, by zwrócić uwagę zarówno na raty kredytowe, jak i opłaty związane z ewentualnym ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego.

Już na tym etapie warto skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który może odegrać istotną rolę podczas precyzowania wartości roszczenia. Bazując na praktyce, wiedzy oraz doświadczeniu, pełnomocnik zarekomenduje odpowiednie działania tak, aby były one korzystne dla roszczącej strony.

Alternatywa godna rozważenia

Zawezwanie do próby ugodowej stanowi alternatywę dla wytoczenia powództwa tylko w sytuacji, gdy druga strona widzi wolę do porozumienia i choć postępowanie to rzadko kończy się zawarciem ugody warto je rozważyć. Korzyścią płynącą ze złożenia wniosku jest przede wszystkim zabezpieczenie roszczeń przed ich przedawnieniem. Pozwala to na podjęcie działań w przyszłości, w tym na skierowanie roszczeń do bezpośredniego postępowania sądowego.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl

www.votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach

Cyberus Labs wdrożył swoje rozwiązanie ELIoT Pro w pierwszym w Polsce w pełni funkcjonalnym inteligentnym domu, czyli w gliwickim Black House. Od teraz użytkownicy  budynku mogą bezpiecznie logować się do jego systemu zarządzania, bez obaw, że ich dane zostaną przechwycone przez hakerów i wykorzystane do przejęcia kontroli nad elementami systemów Internetu Rzeczy zastosowanymi w pomieszczeniach.

Black House jest urzeczywistnieniem idei inteligentnego domu. To zaawansowany technicznie budynek zarządzany za pomocą aplikacji. Wszystkie systemy (wentylacji, oświetlenia, bezpieczeństwa, odzyskiwania energii, rozrywki) zostały w nim zautomatyzowane i zsynchronizowane. Dzięki temu, że łatwo nim sterować, a sam dom – korzystając z danych z czujników – reaguje aktywnie na zmiany w otoczeniu, zmniejszają się koszty jego eksploatacji, a wzrasta funkcjonalność. W gliwickim APA Black House można na własne oczy zobaczyć, czym jest inteligentny budynek, i sprawdzić, jak nim sterować.

– Nasz ultranowoczesny showroom technologiczny to czarna, designerska, kilkupiętrowa bryła naszpikowana inteligentnymi technologiami w postaci czujników, automatyki i rozwiązań, które niedawno można było zaobserwować jedynie w filmach science-fiction. Powstał, aby pokazywać ludziom technologie, które ułatwiają codzienne życie. Budynek wyposażony jest m.in. w system rozpoznawania emocji, nowoczesną stację ładowania pojazdów połączoną z Inteligentną Platforma Optymalizacji Energii czy dbającego o nasze rośliny na dachu farmbota – mówi Aleksandra Latocha, Marketing Department Coordinator APA Group.

System Nazca

Inteligentnym domem steruje system Nazca. To platforma automatyzująca gromadzenie i przetwarzanie informacji dostarczanych przez systemy zarządzające budynkiem, jego bezpieczeństwem oraz jakością i zużyciem energii (czyli systemy BMS, SMS i EMS). Jest ona w stanie integrować ogromne ilości danych, dotyczących także między innymi ogrzewania, wentylacji czy monitoringu.

Taki system to nie tylko ułatwienie dla użytkowników, ale też okazja dla cyberprzestępców, którzy atakując pojedyncze elementy systemu Internetu Rzeczy, takie jak urządzenia elektroniczne czy czujniki, mogą przejąć kontrolę nad całym ekosystemem inteligentnego domu. To dlatego tak ważne jest odpowiednie jego zabezpieczenie.

– Atak hakerski na lodówkę może być traktowany przez niektórych pewnie jedynie w kategorii ciekawostki i nie wydaje się on być groźny, jednak już podniesienie przez osobę niepowołaną temperatury w zakładzie chemicznym może doprowadzić nawet do eksplozji. Dlatego tak istotne jest to, aby wszystkie elementy systemów IoT były dobrze zabezpieczone. Priorytetem jest zapewnienie całkowitego bezpieczeństwa procesu logowania i uwierzytelnienia użytkownika. Dziś jest to możliwe dzięki ELIoT PRO – tłumaczy Marek Ostafil, współzałożyciel i COO Cyberus Labs.

Cyberus Key

ELIoT PRO to rozwinięcie wprowadzonej na rynek w 2017 roku technologii Cyberus Key. To prosta w obsłudze i bezpieczna platforma do logowania oraz potwierdzania operacji  oparta na jedynym niezłamanym do tej pory systemie szyfrowania – szyfrze Vernama. System ELIoT Pro gwarantuje bezpieczne, wieloczynnikowe uwierzytelnienie na linii człowiek-maszyna (Human to Machine) oraz specjalny system uwierzytelnienia i szyfrowania  na linii maszyna-maszyna (Machine to Machine), eliminując najsłabsze i najłatwiejsze do przejęcia przez hakerów ogniwo cyberbezpieczeństwa, czyli hasła i dane dostępowe użytkowników oraz urządzeń. To pierwsza taki system na rynku.

– Do tej pory większość urządzeń Internetu Rzeczy była właściwie wyrzucone poza nawias cyberbezpieczeństwa, ponieważ nie miały odpowiedniej mocy obliczeniowej, pamięci lub możliwości poboru energii, aby obsłużyć skomplikowane algorytmy szyfrowania. My wprowadziliśmy nasz własny system szyfrowania, który jest specjalnie zaprojektowany dla takich urządzeń – wymaga minimalnej pamięci oraz poboru mocy. Dzięki temu dostarczamy szyfrowanie dostępne tak naprawdę dla wszystkich inteligentnych urządzeń – wyjaśnia Marek Ostafil z Cyberus Labs.

Przeczytaj także:

System ELIoT PRO

Cały system ELIoT PRO składa się z czterech komponentów: uwierzytelniania użytkowników, uwierzytelnienia urządzeń wspartego przez algorytm szyfrujący transmisję danych między nimi, systemu monitorowania zachowania całego środowiska IoT  i wszystkich jego urządzeń, wykrywającego awarie oraz ataki, oraz systemu umożliwiającego utrzymanie ciągłości procesów. W Black House wdrożenie systemu ELIoT Pro zapewni w Nazca między innymi bezpieczny i prosty dostęp do systemu i zarządzanie  tymi dostępami. Efekty integracji ELIoT PRO z aplikacją Nazca można było sprawdzić po raz pierwszy 9 października, podczas oficjalnej premiery nowego systemu w gliwickim inteligentnym domu.

Jak podkreśla prezes zarządu APA Group, Artur Pollak: Cyberbezpieczeństwo stało się elementem krytycznym w podejmowaniu decyzji przez inwestorów co do wyboru najlepszego systemu zarządzania budynkiem.

Światowa premiera pełnej wersji systemu ELIoT PRO odbędzie się 29 października jednocześnie podczas konferencji Cybersec w Katowicach i IoT Solutions World Congress w Barcelonie.

materiał prasowy

programy mieszkaniowe
Czy deweloperzy zauważają wpływ programu Mieszkanie Plus lub Funduszu Mieszkań na Wynajem na rynek w lokalizacjach, w których realizują inwestycje? Czy rządowe propozycje rzutują na decyzje nabywców mieszkań? Czy stanowią konkurencję dla rynku wynajmu komercyjnego i wpływają na wybory osób kupujących w celach inwestycyjnych? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl
Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Wpływ rządowych programów Mieszkanie Plus czy Funduszu Mieszkań na Wynajem na rynek jest obecnie znikomy. Jak dotąd w ramach programu Mieszkanie Plus powstało niespełna 1000 mieszkań, kolejne ponad 1100 jest w budowie. Dla porównania w ubiegłym roku, tylko w 6 największych miastach Polski sprzedanych zostało 63 tys. mieszkań i nie był to najwyższy wynik w historii rynku pierwotnego.

Podobnie sytuacja ma się w przypadku Funduszu Mieszkań na Wynajem, który dysponuje około 2 tys. mieszkań. Jeśli chodzi o ten program, pojawił się jednak korzystny efekt, ponieważ przetarł szlaki inwestorom instytucjonalnym, inwestującym w mieszkania, jak w obiekty biurowe.

Potrzeby mieszkaniowe w Polsce są ogromne i trzeba dekady, aby wyrównać wskaźniki w Polsce ze średnimi UE. Jest to wyzwanie dla całej branży. Jeden podmiot, choćby z uwagi na ograniczenia organizacyjne, nie jest w stanie w istotny sposób wpłynąć na poprawę warunków mieszkaniowych w naszym kraju.    

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Programy Mieszkanie Plus i Fundusz Mieszkań na Wynajem nie wpłyną na spadek zainteresowania naszą ofertą, bo są skierowane do innej grupy klientów, tj. osób, których nie stać na zakup własnego lokalu. Nasi klienci to osoby z gotówką lub zdolnością kredytową, z określonymi wymaganiami i preferencjami. Zwracają uwagę na lokalizację, standard wykończenia mieszkania, jak też całej inwestycji. Przywiązują wagę do jakości materiałów i ważna jest dla nich infrastruktura osiedla. Zakup mieszkania w inwestycji premium, jak Bliska Wola, niezależnie, czy na własne potrzeby, czy na wynajem jest inwestycją w przyszłość, bo wartość nieruchomości w dłuższej perspektywie będzie rosła. Natomiast w programie Mieszkanie Plus z założenia inwestycje premium nie mogą się pojawić. 

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Program Mieszkanie Plus został stworzony z myślą o innym segmencie rynku mieszkaniowego. Nie stanowi zatem konkurencji dla działalności deweloperów. Jego beneficjenci nie są bowiem zainteresowani nabywaniem mieszkań na własność. Ponadto mieszkania w rządowych systemie Mieszkanie Plus mają powstawać przede wszystkim w mniejszych miejscowościach, tymczasem nasza działalność skupia się wokół największych aglomeracji w kraju. Z naszych obserwacji wynika również, że Fundusz Mieszkań na Wynajem pozostaje bez wpływu na działalność spółki. Dostępnych w programie lokali na wynajem komercyjny jest relatywnie niewiele, a ich cena nie odbiega od rynkowej, trudno zatem doszukiwać się przełożenia na decyzje podejmowane przez nabywców zainteresowanych zakupem inwestycyjnym.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Wspomniane programy rządowe skierowane są do innego segmentu rynku i zaspokajają odmienne potrzeby klientów. W związku z tym nie rzutują na naszą działalność. Nie  odczuwamy słabszego zainteresowania naszą ofertą mieszkaniową, ani ze strony nabywców prywatnych, ani inwestycyjnych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie zauważamy praktycznie żadnego wpływu rządowych programów na rynek deweloperskich inwestycji mieszkaniowych. Jest to spowodowane przede wszystkim niewielką ilością mieszkań oferowanych w tych programach oraz znacznie gorszą lokalizacją takich inwestycji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nie zaobserwowaliśmy wpływu programu Mieszkanie Plus i Funduszu Mieszkań na Wynajem na rynek w lokalizacjach, w którym realizujemy nasze inwestycje. Nie rzutuje to także na inne aspekty, w tym decyzje zakupowe klientów w obecnej sytuacji rynkowej. Popyt na mieszkania wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, co przekłada się na dobre wyniki sprzedażowe.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Nie zauważyliśmy wpływu programu Mieszkanie Plus na decyzje zakupowe klientów. Propozycje rządowe skierowane są do wybranej grupy osób, spełniających odpowiednie wymagania. Jednocześnie takie inwestycje realizowane są w określonych lokalizacjach. Kupujący chcą mieć natomiast możliwość wyboru, jaką zapewniają deweloperzy ze swoją szeroką ofertą we wszystkich częściach miast. Oczywiście wszelkie rządowe programy dofinansowania zakupu mieszkań jak najbardziej są wskazane i stymulują popyt. Potrzeby lokalowe w naszym kraju są nadal duże, a wzrost wynagrodzeń, spadek bezrobocia, czy utrzymujące się niskie oprocentowanie kredytów pomagają w realizacji zakupu nowego mieszkania przez osoby znajdujące się w różnych sytuacjach materialnych.

Przeczytaj także:

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Niemała część naszych klientów to inwestorzy, kupujący kolejne mieszkania z przeznaczeniem na wynajem. To grupa, która podlega wpływom rządowych programów w znacznie mniejszym stopniu niż osoby kupujące swoje pierwsze mieszkania, ponieważ w zasadzie ich nie dotyczą. W programie Mieszkanie Plus nie widzimy bezpośredniej konkurencji dla naszej oferty skierowanej do inwestorów, ze względu na to, że mieszkania budowane w ramach tej inicjatywy niemal bez wyjątku zlokalizowane są na obrzeżach miast, podczas gdy nasze inwestycje, jak Fyrtel Wilda w Poznaniu albo Diasfera Łódzka, usytuowane są w ścisłym centrum albo jego pobliżu. To propozycje adresowane do zupełnie innych grup odbiorców.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

Właściwie żadna z inwestycji powstających w ramach programu Mieszkanie Plus lub będących w portfelu Funduszu Mieszkań na Wynajem nie znajduje się w sąsiedztwie projektów realizowanych przez Ronson Development. Dlatego nie odczuwamy istotnego wpływu któregokolwiek z tych programów na sytuację w tych lokalizacjach. Biorąc pod uwagę, że kolejne zapowiedziane inwestycje, które mają powstawać w ramach programu Mieszkanie Plus, również nie pokrywają się z naszymi lokalizacjami, nie spodziewamy się, aby miał on jakikolwiek większy wpływ na naszą działalności także w najbliższej przyszłości.

Źródło: Dompress.pl

Choć wymyślony, opatentowany i produkowany w Polsce, to na razie można na niego trafić tylko za granicą. W Szwecji czy Dubaju, papierowe reklamy na wózkach sklepowych są zastępowane przez specjalistyczne monitory montowane na rączkach stworzone przez polską firmę. Z prezesem Solution SCA rozmawiamy o narodzinach pomysłu, ale także o innowacyjności systemu oraz o tym, jak startup zamienić w prężną firmę.

Od lewej: Piotr Sobczak – twórca i prezes Solution SCA oraz Piotr Urban – współtwórca firmy

BIZNESTUBA.PL – Dosłownie za chwilę Solution SCA będzie światowym liderem w produkcji monitorów na wózki sklepowe. Zanim jednak o tym, to proszę powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na taki właśnie biznes?

PIOTR SOBCZAK – Rzeczywiście wygląda na to, że po zakończeniu produkcji 10 000 szt. monitorów One To One powinniśmy być liderem w tej dziedzinie, chociaż do samego terminu „światowy lider” podchodzę z pewną rezerwą. O ile rzeczywiście wygląda na to, że nikt nie wyposażył takiej liczby wózków w specjalnie do tego dedykowane monitory o tyle mamy świadomość, że przy potencjale przynajmniej dziesiątek milionów monitorów, możemy mówić jedynie o prostej startowej. Osobiście zacznę postrzegać nas jako lidera po przekroczeniu 100 000 monitorów One To One w stałym obrocie.  Dla mnie bardziej istotna jest świadomość kreowania nowego rynku. Liczba monitorów jest jedynie pochodną. Choć liczby, jakie tutaj wchodzą w grę, rzeczywiście robią wrażenie.

BT – Co takiego trudnego jest w tym systemie, że do tej pory nikt nie był w stanie zbudować go do końca?

PS – Wszystko. Począwszy od samego monitora, który musi być tak wytrzymały jak wózek sklepowy, odporny na wszelkie warunki atmosferyczne, dewastację i kradzieże, poprzez konieczność zarządzania z poziomu platformy po modele biznesowe i operacyjne. My dostarczamy usługę kompleksową. Produkujemy monitory dla sieci handlowych. Każdy element systemu zarówno związany ze sprzętem czy oprogramowaniem został wymyślony, opracowany, przetestowany, a także wyprodukowany i wdrożony przez nas.  Poza warstwą sprzętową i software’ową opracowywaliśmy modele biznesowe i logistyczno-operacyjne. Dzięki temu doszliśmy do takiego momentu, w którym możemy powiedzieć naszym partnerom: dostarczamy wam system, którego nie ma nikt, który ma ogromną siłę oddziaływania na klienta, przez cały okres współpracy gwarantujemy, że system będzie działał prawidłowo, a wy musicie dać nam jedynie gniazdko z prądem. Do tego w takim modelu biznesowym, w którym nie dokonują inwestycji.  I to zaczyna nam się sprawdzać.

Monitory na wózkach włączają się automatycznie po wyczuciu ruchu

BT – Ile lat prób, badań i patentów to zajęło?

PS – Pomysł zrodził się już w 2006 roku, jednak warunki techniczne do realizacji takiego projektu pojawiły się w 2011 roku. W 2012 powołaliśmy spółkę z.o.o., która po przekształceniu się w zeszłym roku w spółkę akcyjna kontynuuje projekt. Czyli tak naprawdę 8 lat ciągłej pracy.

BT – Na czym polega funkcjonowanie całego systemu?

PS – Jest to pozornie bardzo proste. Każdy klient sklepu, supermarketu, hipermarketu korzystający z wózka sklepowego robi to tak jak dotychczas, z jedna małą różnicą. Wózek, który posiada, jest wyposażony w monitor multimedialny wbudowany w rączkę. Kiedy wózek jest w użyciu, monitor przekazuje bieżące informacje o aktualnych ciekawych ofertach czy promocjach w sklepie. Ten przekaz może być inny każdego dnia, mało tego – może być inny w zależności od strefy w sklepie, w jakiej znajduje się klient. Unikalne w nim jest to, że zawsze jeden monitor jest dedykowany jednemu kupującemu, co więcej, towarzyszy mu on przez cały czas robienia zakupów. Doradza, podpowiada. Zawsze w odpowiednim czasie i miejscu. 

Ale jednocześnie takich monitów w każdym sklepie są setki, więc takie spersonalizowane przekazy One To One w każdym sklepie trafiają do kilku tysięcy klientów dziennie.

W skali całej sieci handlowej liczby stają się naprawdę duże. Dlatego nasz system ma taką siłę oddziaływania, a do tego klienci bardzo lubią to rozwiązanie. Co więcej, nie wymagamy od klientów żadnej specjalnej aktywności. Klienci nie zmieniają swoich przyzwyczajeń.  Nie muszą też w żaden specjalny sposób dbać o wózki.  Z naszej strony musimy zapewnić, żeby nasze monitory działały bez zarzutu oraz aby mieć odpowiednią zdalną kontrolę nad całym systemem oraz każdym monitorem z osobna. I to nam się udaje. Z Polski kontrolujemy np. nasze monitory będące w Dubaju.

BT – Właśnie, jesteście m.in. w Dubaju, ale nie ma Was w Polsce. Dlaczego?

PS – Chcielibyśmy, aby system ruszył w sieci handlowej w Polsce i to z pewnością się wydarzy. W Polsce testowaliśmy nasze rozwiązania.  Jednak na początku bardzo ważne było dla nas udowodnienie tego, że system jest w stanie działać globalnie, więc skupiliśmy się na kierunkach, które są od siebie skrajnie odmienne. Dlatego wybór padł na Szwecję, gdzie nasz system działa od końca 2018 roku i Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie jesteśmy obecni od lutego tego roku. Te dwa miejsca różni wszystko; pogoda, różnice kulturowe inne podejście do biznesu. I ta strategia się sprawdziła. Mamy zupełnie odmienne wyzwania, jednak nasz system wszędzie jest przyjmowany z podobnym entuzjazmem i jest równie skuteczny.

BT – czy macie jakąś poważną konkurencję na świecie?

Było i jest prowadzonych na świecie kilka pozornie podobnych projektów, jednak poza monitorem na wózku niewiele mają wspólnego. Te próby albo zakończyły się fiaskiem, albo utknęły w fazach testów. Analizujemy te przypadki i wiemy, dlaczego te projekty się nie rozwijają, ale tę wiedzę zostawiamy dla siebie. Z tego, co widzimy na dziś, jesteśmy jedyni, ale to nie znaczy, że prawdziwa konkurencja się nie pojawi. Z pewnością za jakiś czas to nastąpi, dlatego już dziś staramy się działać w taki sposób, jakbyśmy musieli konkurować.

Z drugiej strony, każda zdrowa konkurencja jest potrzebna i z pewnością będzie ona służyła rozwojowi tego segmentu rynku, więc wbrew pozorom nasza przyszła konkurencja może pomóc rosnąć i nam.

Montaż monitora jest błyskawiczny bo polega tylko na wymianie zwykłej rączki wózka na tę z ekranem

BT – Jakie są w takim razie plany rozwojowe i inwestycyjne na najbliższą przyszłość?

W obszarze technologicznym rozwój jest permanentny, dlatego uważnie śledzimy rozwój rynku elektronicznego poprawiając funkcjonalność i efektywność systemu. Musimy tutaj jednak bardzo uważać, aby nie skupiać się na procesach nieskończonych ulepszeń. Chodzi o zachowanie zdrowej proporcji między innowacją a komercjalizacją.

W I kwartale 2020 roku wprowadzimy nowy model monitora One To One Green. Tak naprawdę to mała rewolucja, bo wchodzimy na wyższy poziom niskiego zużycia energetycznego naszych monitorów i od tego momentu nasze monitory będą wymagały ładowania jedynie 1 raz w tygodniu. Jest to bardzo duża zmiana, dająca zupełnie nowe możliwości współpracy z sieciami handlowymi.

upadłość linii lotniczej
W ciągu dwóch lat byliśmy świadkami upadku aż 39 linii lotniczych, z czego ostatnie tygodnie przyniosły upadłość aż trzech europejskich przewoźników. W niebo nie wzbiją się już samoloty brytyjskiego biura Thomas Cook, francuskiego XL oraz słoweńskiej Adrii. Ta ostatnia dopiero wszczęła postępowanie upadłościowe, o czym poinformowano w komunikacie. To istotne z punktu widzenia pasażerów – proces ubiegania się o rekompensatę przebiega inaczej w przypadku złożonego wniosku o upadłość oraz gdy dochodzi do jej ogłoszenia.
Choć przed konsekwencjami bankructwa linii lotniczych nie można się uchronić, to istnieje kilka możliwości zminimalizowania strat:
  • zakup biletów za pomocą karty kredytowej – należy złożyć skargę w banku, podając w uzasadnieniu odwołanie lotu i wskazując obciążenie karty kredytowej, którą dokonano płatności za bilet lotniczy. Bank, w którym wystawiono kartę, przeprowadzi w imieniu klienta procedurę chargeback (tzw. obciążenie zwrotne), której pozytywne zakończenie umożliwi zwrot wydanych pieniędzy
  • skorzystanie z usług biura podróży podczas zakupu biletu lotniczego – w tym przypadku lot jest częścią umowy o podróż, więc został objęty programem ubezpieczeniowym (jest to obowiązkowe dla wycieczek zorganizowanych). Wtedy możliwe jest odzyskanie pieniądze za bilet z ubezpieczenia, zwracając się do biura podróży i wystawcy polisy
  • ubezpieczenie podróżne, obejmujące awarie linii lotniczych – zarówno banki, jak i firmy ubezpieczeniowe oferują dodatkowe polisy, obejmujące odwołanie lotu z różnych przyczyn
  • śledzenie informacji na temat wybranej linii lotniczej
  • przygotowanie alternatywnego planu podróży.
Co się jednak dzieje, gdy powyższe sposoby zawiodły?

Wówczas pierwszym krokiem powinno być złożenie reklamacji do upadającego przewoźnika lotniczego. – W reklamacji należy wskazać numer lotu, datę i trasę lotu. Linia lotnicza ma obowiązek odpowiedzieć na złożoną reklamację, co wynika z Rozporządzenia WE 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004 r. Zgłoszone roszczenie powinno być ujęte przez linie lotniczą na liście jej wierzytelności. mówi Elżbieta Tyszka, główny prawnik w GIVT – firmie zajmującej się uzyskiwaniem odszkodowań za niezrealizowane lub opóźnione połączenia lotnicze. – Jeżeli majątek upadającego przewoźnika pozwala na zaspokojenie tych roszczeń, to sytuacja pasażera jest bardziej komfortowa, gdyż może spodziewać się wypłaty odszkodowania i zwrotu poniesionych kosztów w związku z odwołanym lotem – dodaje.

W gorszym położeniu jest pasażer w sytuacji, gdy sąd ogłosi już upadłość linii lotniczej, gdyż odzyskanie w takiej sytuacji pieniędzy jest bardzo utrudnione, Wynika to z tego, że linia lotnicza nie jest w stanie na bieżąco regulować swoich zobowiązań. – W polskim porządku prawnym termin zgłoszenia wierzytelności jest określony w postanowieniu sądu o ogłoszeniu upadłości. Jego początek jest liczony od dnia publikacji postanowienia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Termin nie może być krótszy niż miesiąc i dłuższy niż trzy miesiące. Aby go dochować, wystarczy nadać zgłoszenie wierzytelności listem poleconym. Termin zgłoszenia wierzytelności jest jednakowy dla wszystkich wierzycieli, jednak kolejność zaspokajania ich roszczeń zależy od ustalonego priorytetu. Konsument znajduje się w tym przypadku na 2 z 4 miejsc – dopiero, gdy wierzytelności z pierwszej kategorii zostaną zaspokojone, mogą zostać spłacone kolejne – dodaje Elżbieta Tyszka z GIVT.

Przeczytaj także:

Od tej sytuacji istnieje wyjątek: jeśli lot był obsługiwany przez inną linię lotniczą, współpracującą z przewoźnikiem, który zawiesił działalność. W tym przypadku można zgłaszać się do partnerskiej linii w celu uzyskania odszkodowania dla pasażerów.

W innych krajach procedura ta może się nieznacznie różnić, jednakże generalną zasadą powinna być ochrona dłużników w przypadku niewypłacalności wierzyciela i w wielu krajach trwają prace nad stworzeniem funduszu, z którego będą wypłacane środki na pokrycie roszczeń pasażerów w przypadku upadłości linii lotniczej tak jak to ma miejsce w przypadku upadłości biura podróży. – kończy Elżbieta Tyszka.

Źródło: GIVT

Zdrowie jest ważne dla każdego z nas – zwłaszcza zdrowie naszych dzieci. Wdychając zanieczyszczone powietrze, narażamy się na jego negatywne oddziaływanie. Zgodnie z badaniami Światowej Organizacji Zdrowia i Europejskiej Agencji Środowiska, to właśnie dzieci są najbardziej podatne na wpływ zanieczyszczonego powietrza i czynników chemicznych na ich zdrowie.

Marka Jeger pojawiła się na tagach Warsaw Home przedstawiając innowacyjną farbę z bio-naturalnych składników roślinnych, która jest bezpieczna zarówno dla człowieka, jak i środowiska. Jej ekologiczna i nietoksyczna formuła pomaga w oczyszczaniu powietrza – Baby Paint BIO pochłania szkodliwy dla człowieka formaldehyd, a znikomy zapach farby minimalizuje konieczność długiego wietrzenia malowanych pomieszczeń.

Stoisko zostało odwiedzone zarówno przez wiele osób z branży wnętrzarskiej, jak i rodziców poszukujących ekologicznych i bezpiecznych rozwiązań do swoich mieszkań. Wspierając ideę „zero waste”, do wyprodukowania farby BabyPaint BIO są używane pozostałości roślin: nasiona, kora drzew, fasola, resztki kukurydzy i inne odpady rolnicze. Dzięki temu jest to jedyna farba na polskim rynku, która zamiast substancji ropopochodnych wykorzystuje wysokiej jakości żywicę pochodzenia roślinnego i wodę.

Julia Trepkowska

Przeczytaj także:

Wzrost płacy minimalnej, zmniejszające się bezrobocie, problemy z pozyskaniem konsultantów – to tylko niektóre powody wpływające na wzrost kosztów Infolinii i działów call center w firmach. Obsługa klientów kosztuje coraz więcej. Remedium stanowią rozwiązania zwiększające produktywność konsultantów bądź automatyzujące obsługę najczęstszych problemów. Chatboty, bo o nich też mowa, pomagają też w rekrutacji agentów.

Zgodnie z raportem Forrester Research, aż 87% dyrektorów generalnych chce zmodernizować swoje kadry przy użyciu sztucznej inteligencji. Z kolei eksperci McKinsey wskazują bezpośrednio na sprawy związane z zatrudnieniem i szacują, że około 22% funkcji HR jest już gotowych do automatyzacji. Ewidencja czasu pracy, frekwencja pracowników czy tematy płacowe są najprostsze do automatyzacji, zaraz po nich – kwestie związane z archiwizacją i raportowaniem. Działy kadr, delegując część swojej pracy do Chatbotów HR, mogą się zająć planowaniem strategicznym oraz budowaniem relacji pracowniczych, w których kluczowy jest czynnik ludzki.

O Wirtualnych Doradcach – Chatbotach i Voicebotach – najczęściej mówi się w kontekście obsługi klienta – są ogromnym wsparciem dla zespołu i pozwalają firmom na optymalizację kosztów. Warto jednak podkreślić ich możliwości w procesach wewnętrznych – rekrutacji, wdrażania nowych pracowników oraz przeprowadzania okresowych szkoleń.

Odciążenie infolinii przez automatyzację nawet 15 – 20% powtarzających się problemów to realnie niższy koszt zatrudnienia 

Wiodące marki na świecie wprowadzają rozwiązania automatyzujące – zarówno infolinię, formularze jak i czata. Celem jest wsparcie konsultantów, a nie ich zastąpienie. Ich wiedza i umiejętności miękkie gwarantują wysoką jakość obsługi i doświadczenie, tzw. customer experience. Sztuczna inteligencja wspiera specjalistów w czynnościach powtarzalnych, które nie dodają większej wartości firmie np. nie zwiększają konwersji, sprzedają nowych produktów czy usług. Firmy zmagają się aktualnie z problemami związanymi z tzw. rynkiem pracownika – brakuje chętnych do pracy kandydatów, często mają oni wygórowane oczekiwania, a ich wynagrodzenia rosną w drastycznym tempie. Wszystkie te kwestie są szczególnie ważne zwłaszcza w masowym zatrudnieniu w dużych firmowych Call Center lub firm świadczących usługi outsourcingu. Właśnie tutaj rozwiązaniem problemu są Wirtualni Asystenci – Chatboty oraz asystenci głosowi – Voiceboty.

Coraz powszechniej już stosowane Chatboty prowadzą rozmowy z wykorzystaniem automatycznego czatu – wyłączenie tekstowo. Voiceboty (Chatboty Głosowe), dzięki rozwojowi technologii głosowej rozpoznają komendy głosowe użytkowników oraz odpowiadają na zapytania za pomocą głosu oraz tekstu.

Omni-channel’owe konsole dla agenta minimalizują przełączanie się pomiędzy ekranami, zwiększają produktywność

Ekran, na którym pracuje agent, oraz intuicyjność oprogramowania call center, mają znaczący wpływ na jego produktywność.  

Kilka lat temu agenci pracowali na 1, maksymalnie 2 kanałach – infolinii oraz formularzu. Dziś to co najmniej kanał głosowy, tekstowy, social, czasem wideo, przy jednoczesnej konieczności obserwacji karty klienta czy koszyka zakupowego.

Rozważając automatyzację infolinii warto podjąć się współpracy z dostawcą oprogramowania, który jednocześnie wyposaży konsultantów w odpowiednie narzędzie do obsługi zapytań i wglądu w rozmowy Chatbota czy Voicebota. Omni-channel Support to wielofunkcyjny interfejs – CRM, karta klienta, stany sklepowe, narzędzie obsługi infolinii, formularzy, czatu – wszystko w jednym miejscu, na jednym ekranie. Konsultanci nie muszą już korzystać z różnych programów i przeklikiwać się między ekranami. Firmy wciąż często korzystają z wielu systemów, obawiając się integracji – niepotrzebnie, a wdrażanie AI do obsługi klienta jest dobrym momentem na uporządkowanie również innych kanałów kontaktu z klientami.

Szybszy onboarding konsultantów

Millenialsi, ale nie tylko oni, stanowiący trzon zespołów dzisiejszych Infolinii, odrzucają szkolenie przez tradycyjne manuale, oczekują angażujących treści i atrakcyjnych materiałów, wideo, efektywnego wyszukiwania po zasobach firmy. To wymusza na firmach inny sposób przedstawiania wiedzy i kluczowych informacji – już nie w postaci długich skryptów, dokumentów PDF, w których odnalezienie odpowiedzi na szukane pytanie wymaga czasu i dużo cierpliwości. Dedykowane aplikacje wspierające pracowników w udzielaniu błyskawicznych odpowiedzi na zapytania, w czasie rzeczywistym, inteligentne szukanie informacji przez systemy typu Conversational AI czy wyszukiwarki semantyczne gwarantują szybki onboarding, pozyskiwanie wiedzy i mogą pomagać w niższej rotacji konsultantów.

Automatyzacja w rekrutacji neutralizuje w części problem rotacji

Przy problemach z rosnącą płacą (także minimalną), działy HR mają ręce pełne roboty, zatrudnienie nowych pracowników oraz stała opieka nad resztą zespołu to niezwykle czasochłonne zadanie. Zwłaszcza w Call Center, w którym potrzeba wielu konsultantów, w dużej mierze są to studenci, a i wielu spośród nich po prostu nie chce pracować na słuchawce.

W dzisiejszych czasach młodzi kandydaci inaczej się uczą, szybko tracą zainteresowanie i oczekują błyskawicznych odpowiedzi i rezultatów. W jaki sposób Chatboty HR  firmy InteliWISE mogą pomóc HR-owcom, tym samym ułatwiając życie pracownikom i zwiększając ich satysfakcję?

1. Przeprowadzenie przez dokumentację niezbędną do rekrutacji.

Nowi pracownicy muszą wypełnić podstawowe dokumenty niezbędne do zatrudnienia, takie jak formularze podatkowe, a nieraz również szereg innych umów np. o zachowaniu poufności. Chatboty/ Voiceboty Rekrutacyjne mogą przeprowadzić kandydatów przez wszystkie formalności i odpowiedzieć na pytania dotyczące sposobu wypełnienia formularzy, jeśli pojawi się jakaś dwuznaczność.

2. Wprowadzenie w politykę firmy.

Częścią z papierkowej roboty jest również wprowadzenie pracowników w politykę firmy – dokumenty związane z polityką kadrową dotyczącą urlopów czy standardowych procedur operacyjnych dla nowego zespołu pracowników. Dzięki Wirtualnym Asystentom pracownik może zaoszczędzić czas i o wszelkie, nieraz banalne sprawy, zapytać aplikację – zamiast współpracownika czy działu kadr.

3. Zapoznanie z historią zespołu i firmy.

Poznanie osiągnięć firmy i zespołu, przyszłych projektów i celów jest krytyczną częścią procesu rekrutacji. Pracownicy mogą zadawać pytania dotyczące miejsca swojego zespołu w strukturze firmy oraz roli, jaką pełnił na przestrzeni lat.

4. Zarządzanie czasem pracy i zmianami w firmie.

Chatboty lub Voiceboty mogą również sprawdzać postępy pracowników w procesie wdrażania się czy wymagany stan wiedzy o projektach. Posłużą też służyć wirtualny zegar czasu np. do odprawy zmianowej pracowników na urządzeniu mobilnym.

5. Ankietowanie i szkolenie.

Wirtualni Asystenci sprawdzą się również w ankietowaniu czy doszkalaniu pracowników – mogą np. anonimowo sprawdzać opinie dotyczące pracy w firmie i procesów wewnętrznych lub inicjować quizy odświeżające wiedzę w kwestiach bezpieczeństwa czy ochrony danych.

Przeczytaj także:

Z pozyskiwaniem teamu konsultantów nie będzie lepiej- wzrost produktywności konsultantów oraz automatyzacja pomoże w utrzymaniu marży i kosztów centrów pomocy

AI w HR, sztuczna inteligencja przyspieszy onboarding pracowników, pozwala bowiem na odświeżenie formy przekazy długich PDF-ów, manuali i ksiąg obsługi – nowej generacji wyszukiwanie błyskawicznie łączy wątki i podsuwa rozwiązania i odpowiedzi na nurtujące pracowników pytania. Wirtualni Asystenci to skuteczne rozwiązanie samoobsługowe (web self-service) zwiększające efektywność pracy zarówno wewnątrz firmy, jak i w obsłudze klienta, dzięki zmniejszeniu liczby powtarzających się zapytań. AI pozwala zmodernizować dział kadr i w pełni wykorzystać inwestycje w infrastrukturę kadrową.

Źródło: InteliWISE S.A.

Dzięki wprowadzeniu sieci 5G część miejsc pracy ulegnie zlikwidowaniu, ale na ich miejsce pojawią się nowe, związane z monitorowaniem procesów rozwoju takich dziedzin jak m.in. e-medycyna czy zautomatyzowany przemysł.

„Wprowadzenie sieci 5G, która znacząco przyspieszy przesyłanie danych drogą komórkową jest niezbędne, ponieważ pozwoli to uniknąć internetowego blackoutu” – mówiła Wanda Buk, wiceminister cyfryzacji podczas panelu „5G w Polsce – od kiedy i na jakich warunkach? Nowe technologie a jakość życia, co się zmieni po wprowadzeniu 5G”. Według niej, jeśli przepustowość nie zostanie zwiększona, to blackout, a więc ograniczenia, czy wręcz przestoje w mobilnym przesyle danych, są niezwykle realne w perspektywie najbliższych 2-3 lat. Wynika to z faktu, że użytkownicy chcą przesyłać tych danych coraz więcej.

Panel, w którym wzięła udział wiceminister Buk, odbył się w ramach warszawskiego Kongresu Poland GO! Oprócz w niej w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele operatorów, eksperci związani z branżą telekomunikacyjną oraz producenci sprzętu niezbędnego do wprowadzenia 5G.

„Huawei jest gotowy do budowy sieci 5G na całym świecie. Podpisaliśmy ponad 50 kontraktów w różnych krajach i na różnych kontynentach, z czego ponad 30 w Europie. Wysłaliśmy do naszych klientów 230 tysięcy anten 5G, czyli kluczowego elementu sieci. To tak, jakby siedem razy pokryć obszar Polski 5G” – powiedział Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Budowa sieci nowej generacji w naszym kraju wymaga jednak zmiany rozporządzenia dotyczącego tzw. PEM-ów, czyli norm promieniowania elektromagnetycznego.

„Dziś te normy określa prawo, które zostało ustanowione w latach 60. To jedne z najbardziej archaicznych przepisów w całej Europie. Tak jak przed chwilą mówiła wiceminister Buk, Polska nie dokonała zmian w momencie akcesji do UE, to grzech dawniejszych czasów, trzeba te normy zmienić” – dodał Hordyński.

Zgodnie z wymogami związanymi z wdrażaniem 5G w Unii Europejskiej, pierwsze polskie miasto będzie miało działającą sieć 5G w przyszłym roku. Jeśli normy zostaną zmienione, to sieć ma szanse pojawić się wkrótce i w kolejnych miastach.

Ludzie boją się wprowadzenia sieci 5G, bo powoduje ona rzekome problemy zdrowotne. „Lęki przed 5G nie są niczym nowym. To jest coś, co się powtarza, w odniesieniu do każdego kroku i rozwoju technologicznego. Kiedyś to był lęk przed systemem kanalizacyjnym w Warszawie, potem przed elektryfikacją, budową dróg, samochodami, a dzisiaj to jest lęk przed 5G” – mówił Piotr Kuriata, dyrektor ds. rozwoju biznesu i regulacji P4, członek Zarządu Play.

Kuriata podkreślił, że sieci komórkowe są w użyciu od kilkudziesięciu lat i nie ma żadnych dowodów na to, by w jakikolwiek negatywny sposób oddziaływały na ludzki organizm.

Według niego 5G najszybciej zostanie zastosowane w bezprzewodowym dostępie do internetu, czyli w telefonie indywidualnego odbiorcy. „Później będzie to rozwój Internetu Rzeczy, Industry 4.0, czyli przemysłu, tak zwane +on click+ rekonfiguracje przemysłowe będą możliwe, kiedy te sieci będą szybko i w rzetelny sposób działały” – powiedział Kuriata.

Podobnie uważa Piotr Muszyński, ekspert ds. telekomunikacji, doradca prezydenta Pracodawców RP. „To kolejny etap ewolucji związany z automatyzacją, robotyzacją procesów produkcyjnych, funkcjonowania urządzeń i maszyn wspierających człowieka, np. w zakresie e-zdrowia: zdalnych operacji, monitorowania zdrowia, wsparcia dla lekarza”- mówił Muszyński.

Według niego sieć 5G dzięki dużej pojemności i dobremu zasięgowi, da dostęp do internetu praktycznie każdemu polskiemu obywatelowi. To oznacza, że nie będzie bariery dostępu do administracji, e-zdrowia, czy e-edukacji.

„W cyfrowej gospodarce zamiast odchodzących z perspektywy człowieka zawodów, np. operatora maszyn linii produkcyjnych, które się najszybciej automatyzują, pojawi się około 3,3 miliona nowych miejsc pracy dla ludzi, którzy będą świadczyli usługi lub będą zaangażowani w tworzenie cyfrowej rzeczywistości, chociażby w monitorowanie procesów w zakresie e-medycyny” – podsumował Muszyński.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Najprościej mówiąc – trzeba zapewnić mu przyjazne warunki pracy ale także perspektywy rozwoju. A temu właśnie służył konkurs Well Power 2019. Jest to ogólnopolski  konkurs na najlepsze działania oraz projekty wellbeingowe w biznesie. Celem tego konkursu jest promowanie idei wellbeingu, najwazniejsze są jednak dobre praktyki odnoszące się do miejsc pracy.

Firmy zgłaszały swoje inicjatywy wellbeingowe w trzech kategoriach: małe, średnie i duże firmy z wielu branż. Kapituła oceniała projekty biorąc pod uwagę:

  • Kompleksowość – ilu wymiarów wellbeingu dotyczy projekt
  • Zasięg projektu – grupy zaangażowania (cross- funkcyjność) w tym  poziom zaangażowania liderów biznesu;
  • Wpływ projektu na organizację;
  • Różnorodność instrumentów;
  • Dopasowanie do potrzeb pracowników;
  • Dopasowanie do potrzeb biznesu;
  • Potencjał rozwoju projektu;

W porównaniu do zeszłego roku, gdzie koncentrowano się na przede wszytskim na zdrowiu fizycznym, w tym roku dało się zauważyć szerszy zasięg wellbeingu a także podejmowanie działań w różnych obszarach. W kategorii małe przedsiębiorstwo nie wyłoniono zwycięzcy bo zgłoszone projekty nie spełniały kryteriów. Wyróżnienie przyznano firmie Cortaxa Ltd (KanBo).

Duże firmy bardziej zaangażowane

W kategorii średnia firma zwycięzcą został  Adgar czyli firma z branży nieruchomości, która podejmuje szereg działań wellbeingowych. Chodzi m.in. o aranżowanie przestrzeni biurowych sprzyjających budowaniu dobrostanu pracowników. Największym wyzwaniem dla kapituły było wyłonienie zwycięzcy w kategorii duża firma, dlatego że w tej kategorii było najwięcej zgłoszeń,

Ostatecznie w ocenie kapituły wyłoniono dwóch zwycięzców: Kaufland Polska Markety Sp. z o.o. Sp. K.  oraz Grupa VELUX w Polsce  a także jedno wyróżnienie: Shell Polska Sp. z o.o. oddział w Krakowie. Były to projekty kompleksowe oraz odnoszące się do różnych obszarów wellbeingu. Realizowane przez crossfunkcyjne zespoły wellbeingowe.

Sposób na wygraną

Do zwycięstwa przyczyniło się również strategiczne podejście do welllbeingu i zaangażowanie najwyższej kadry menedżerskiej. Zwycięskie projekty są realizowane w odniesieniu do potrzeb pracowników ale również korelowane z celami biznesowymi. Wszystkie zwycięskie i wyróżnione projekty mają potencjał rozwojowy

Brexit – niezależnie czy będzie uporządkowany, czy tzw. „twardy”, znacząco odmieni relacje handlowe między Wielką Brytanią a krajami UE. O skutkach najważniejszej secesji minionych lat opowiadają eksperci Grupy Inelo.

Wiadomo, że Zjednoczone Królestwo ma opuścić struktury unijne pod koniec października 2019 r. W przypadku brexitu uporządkowanego, od listopada br. do końca 2020 roku mógłby obowiązywać okres przejściowy, w którym relacje handlowe przebiegałyby na takich zasadach jak dotychczas. Następnie kraje mogłyby zawrzeć porozumienie o wolnym handlu, podobne do tego, jakie Unia Europejska ma już z innymi krajami trzecimi (np. zawarta w lutym br. umowa z Japonią). Państwa Wspólnoty będą mogły wynegocjować zerowe cło dla większości towarów, ale prawdopodobnie nie obędzie się bez kontroli celnych oraz sanitarnych i fitosanitarnych, będzie trzeba też spełniać wymagania drugiej strony dotyczące ładunków wprowadzanych na rynek (np. świadectwa pochodzenia produktu). Brexit w tej lżejszej mimo wszystko wersji byłby rozwiązaniem najmniej dotkliwym dla przedsiębiorców.

Od 1 listopada Wielka Brytania może być już państwem trzecim

Na podstawie ostatnich doniesień trudno przewidzieć, jak ostatecznie będzie wyglądał brexit, dlatego nie da się precyzyjnie określić kształtu przyszłych relacji handlowych między krajami. Z całą pewnością wiadomo tylko, że się one zmienią. Dla wielu firm będą to zmiany trudne. Jak zwykle najbardziej ucierpią firmy małe i średnie – mówi Bartosz Najman, wiceprezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK) i firmy Inelo.

Równie prawdopodobny jest niestety drugi scenariusz, zakładający „twardy” brexit – bez okresu przejściowego, bez porozumienia i bez umowy. Jeśli do niego dojdzie, to od razu, czyli już od 1 listopada 2019 r. Wielka Brytania stanie się państwem trzecim, czyli nie będzie już brała udziału m.in. w swobodnej wymianie towarów, jaka wiąże się z przynależnością do UE.

Przygotowani na „twardy” brexit?

Komisja Europejska przygotowała odezwę oraz specjalną check-listę dla przedstawicieli biznesu, która ma im pomóc sprawdzić swoją gotowość na wypadek „twardego” brexitu. Zasady postępowania przy wymianie towarów między Wielką Brytanią a państwami UE będą prawdopodobnie oparte na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu (WTO), a więc zaczną obowiązywać kontrole graniczne i opłaty celne – informuje Łukasz Włoch, ekspert OCRK.

Jak zaznacza KE, check-lista będzie aktualizowana w miarę potrzeb i rozwoju sytuacji. W dokumencie przypomina się m.in., że po wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa z UE certyfikaty lub zezwolenia wydane przez władze Wielkiej Brytanii lub organy z siedzibą w Wielkiej Brytanii nie będą już ważne na terenie UE. Podobnie będzie z oznaczeniami lub etykietami na produktach. Przedsiębiorcy brytyjscy będą musieli ponadto zapoznać się z formalnościami celnymi i ewentualnymi uproszczeniami stosowanymi przez Unię Europejską w handlu z krajami trzecimi. Będą musieli się także liczyć z kontrolami sanitarnymi i fitosanitarnymi. Pojawią się trudności związane z delegowaniem pracowników, np. przedstawicieli firm z UE do Wielkiej Brytanii, z uwagi na czasowe ograniczenia pobytu lub potrzebę uzyskania dla takiego pracownika zezwolenia. Przewiduje się ponadto zmianę zasad rozliczania VAT w handlu transgranicznym: VAT od importu towarów trzeba będzie uiszczać na granicy.

Przeczytaj także:

Polska straci w wyniku brexitu, straci branża TSL

W styczniu 2019 r. Wielka Brytania zajęła drugie miejsce (po Niemczech) wśród najważniejszych rynków eksportowych Polski. Na Wyspy jeździ rokrocznie ponad 450 tys. pojazdów 40-tonowych na polskich numerach rejestracyjnych. Podaje się również, że polskie ciężarówki stanowią ponad 20 proc. w ogólnym obrocie przewiezionych towarów między Europą a Wielką Brytanią. Wraz z brexitem przyjdą jednak czasochłonne procedury celne i paszportowe, może pojawić się konieczność posiadania gwarancji celnych. Nie obędzie się zatem bez opóźnień (wynikających m.in. z kontroli granicznych).

Utrudnienia na granicy z Wielką Brytanią znacząco zwiększą nie tylko koszty funkcjonowania firm spedycyjnych i transportowych, ale też podniosą ryzyko ich działalności. Trzeba wiedzieć, że żywność stanowi na dziś około 20 proc. polskich dostaw na Wyspy. Jeśli Wielka Brytania wyznaczy w przyszłości stawki celne, jakie dziś stosuje wobec państw trzecich Unia, to mogą one przekroczyć dla żywności 20 proc. (przykładowo, dla nabiału, Unia stosuje dziś ponad 35-proc. cło). Przewoźnicy powinni się spodziewać utrudnień w przewozie zwierząt i produktów odzwierzęcych. Związane one będą z koniecznością przedstawiania świadectw weterynaryjnych, fitosanitarnych, dotyczących bezpieczeństwa żywności, czy też z przekraczaniem granicy w wyznaczonych dla tego typu towarów punktach kontroli. Nowe zasady polityki celnej sprawią, że towary sprowadzane z Polski przestaną być już tak konkurencyjne dla odbiorców z Wielkiej Brytanii jak dotychczas – przekonuje Łukasz Włoch, OCRK.

Efektem utrudnień w transporcie drogowym może być przeniesienie większości ładunków na transport morski. Boris Johnson zakłada, że kontrole celne, aby nie powodowały kilkudziesięciokilometrowych kolejek, muszą się wiązać z wykorzystaniem najnowszych technologii, takich jak deklaracje przez Internet, inteligentna granica, kody kreskowe. Jednak nie wszystkie firmy z sektora TSL są przygotowane na tego rodzaju innowacje. Poza tym okazuje się, że planowane rozwiązania technologiczne ze strony Wielkiej Brytanii nie będą wcale gotowe na 31 października – podsumowuje Bartosz Najmanwiceprezes OCRK, Inelo.

Źródło: Inelo

W dniach 3-6 października 2019 odbyły się największe targi wnętrzarskie w Europie Wschodniej – Warsaw Home. Nie mogło zabraknąć tam włoskiej marki Elica, producenta okapów i płyt.

Targi Warsaw Home są idealną okazją do przedstawienia najnowszych rozwiązań na rynku AGD i home decor. W nadarzyńskim kompleksie Ptak Expo każda hale B-F były wypełnione stoiskami z branży wykończeniowej, meblarskiej i AGD, a jedna z hal poświęcona była stricte polskim projektantom przedstawiającym swoje najnowsze pomysły na wystrój wnętrz.

Stoisko marki Elica cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród zwiedzających. Nietrudno było nie zauważyć potężnego trucka, w środku którego szef kuchni przygotowywał dla odwiedzających pyszne, prawdziwie włoskie dania w akompaniamencie lampki prosecco.

Uczestnicy targów byli żywo zainteresowani niekonwencjonalnym rozwiązaniem, jakie w swoich płytach indukcyjnych NikolaTesla wdrożyła Elica – wyciągiem dolnym. Dzięki niemu, wszystkie opary są pochłaniane od razu podczas gotowania z poziomu płyty. Dodatkowo, jako jedyna na rynku, marka posiada w swojej kolekcji gazową płytę z wyciągiem dolnym. Fani dobrego designu mogli nacieszyć oko kuchennymi okapami, których oferta jest w stanie usatysfakcjonować zarówno minimalistów, jak i fanów stylu glamour.

Julia Trepkowska

Od kilku lat głośno mówi się o tym, że rynek pracy w przyszłości zmieni się diametralnie – wiele znanych obecnie zawodów zniknie, a w ich miejsce pojawią się nowe, zupełnie jeszcze nieznane profesje. Zmieni się też sposób pracy – ciągłe, coraz szybsze zmiany, będą wymuszały na pracownikach większą elastyczność, przystosowanie się do pracy z wieloma pracodawcami i firmami jednocześnie, a także z maszynami, systemami i sztuczną inteligencją. Jedną z branż, najszybciej chłonącą innowacje i wprowadzającą do codziennego funkcjonowania nowe technologie, jest branża finansowa. Tych, którzy planują karierę w zawodach związanych z finansami, ubezpieczeniami, księgowością, konsultingiem czy branżą fintech, czekają jednak wyzwania, na które już teraz warto się przygotowywać. Pracodawcy tymczasem muszą sobie zdać sprawę z tego, że w dobie walki o pracownika i postępującej już transformacji, warto inwestować w rozwój odpowiednich kompetencji tych osób, które są już zatrudnione w firmie, jednocześnie przygotowując ich na rosnące tempo pracy oraz kolejne zmiany.

Sektor finansowy w Polsce rozwija się bardzo szybko. Historia bankowości komercyjnej w naszym kraju rozpoczęła się zaledwie 30 lat temu. W ciągu minionych dziesięcioleci doszło do naturalnej konsolidacji wielopodmiotowego początkowo rynku, w wyniku przejęć i fuzji, które niejednokrotnie owocowały znaczną redukcją zatrudnienia, szczególnie w strukturach administracyjnych. Obecnie w Polsce działają 32 banki, które bardzo szybko wprowadzają innowacje technologiczne, pozwalające na optymalizację procesów, kosztów i zatrudnienia. Ogromny wpływ na funkcjonowanie rynku finansowego w Polsce ma również niewątpliwie fakt, że aktualnie w kraju funkcjonuje ok. 170 tzw. fintechów – alternatywnych usług finansowych, dostarczających nowe, bezpieczniejsze metody płatności gotówkowych, niewymagające długotrwałej weryfikacji klienta pożyczki czy kantory online. Mimo iż większość tego typu podmiotów nie funkcjonuje w Polsce dłużej niż od 5 lat, krajowy rynek jest jednym z najszybciej rozwijających się pod tym względem rynków w Europie Środkowo-Wschodniej, z wartością szacowaną na 860 mln euro. Według prognoz, do 2020 roku, z tego typu produktów ma już korzystać nawet połowa Polaków. Jednocześnie CEO World Magazine uznał Polskę drugim po Malezji, najbardziej atrakcyjnym krajem do dokonywania inwestycji i nawiązywania współpracy biznesowej w 2019 r. W związku z tym, według szacunków, zaledwie do 2020 r. w kraju powstanie zapotrzebowanie na ok. 50 tys. nowych stanowisk.

Podstawowe zadania przejmie technologia

Mimo zapowiadanego na nadchodzące lata wzrostu zapotrzebowania na nowych pracowników, konsolidacja na rynku bankowym, zmiany technologiczne wpływające na funkcjonowanie całej branży, jak również szybki rozwój alternatywnych usług finansowych oraz rosnąca popularność bankowości mobilnej sprawiły, że już w 2016 roku banki zamknęły ponad 200 placówek.

W wyniku zmian, jakie zaszły w ostatnich latach w ramach funkcjonowaniu sektora finansowego, w branży zdecydowanie spada zapotrzebowanie na pracowników administracyjnych oraz osoby z podstawowymi umiejętnościami, rośnie natomiast popyt na pracowników wyspecjalizowanych, posiadających wysoko rozwinięte kompetencje, którzy w dobie nowych technologii oraz tak łatwo dostępnych rozwiązań online, są w stanie dostarczyć bardzo wysoki standard obsługi klienta i wszechstronną wiedzęzwraca uwagę Barbara Dutka z Grupy Nowe Motywacje.

Według prognoz w przyszłości realizacja usług w sektorze finansowym ma zmierzać w kierunku tzw. finansów autonomicznych, dzięki którym klient świadomie przeniesie odpowiedzialność za czytanie umów, analizę warunków różnych ofert czy porównywanie produktów finansowych na algorytm i sztuczną inteligencję, której zadaniem będzie dobór najlepszych produktów i rozwiązań. Już w 2016 roku 57% klientów banków deklarowało, że mogłoby zastąpić kontakt z doradcą korzystaniem z rozwiązania technologicznego. W tej sytuacji znacząco wzrośnie wartość bezpośredniej obsługi klienta, spełniającej wysokie wymagania i budującej pozytywne doświadczenia.

Kompetencje przyszłości w branży finansowej

Wśród prognoz dotyczących tego, jakie kompetencje powinni rozwijać pracownicy, chcący odnaleźć się na rynku pracy przyszłości, na pierwszym planie pojawia się umiejętność efektywnej komunikacji z osobami z różnych środowisk etnicznych i zawodowych, inteligencja emocjonalna i elastyczność. Branża finansowa rządzi się jednak nieco innymi prawami. Tempo pracy i adaptacji zmian jest tu zdecydowanie szybsze, niż w wielu innych sektorach, podobnie jak odpowiedzialność, ciążąca na pracownikach. Według badań firmy konsultingowej McKinsey, zaledwie do 2020 roku maszyny będą w stanie wykonywać nawet do 30% pracy realizowanej obecnie przez banki. Oznacza to kolejne redukcje w zatrudnieniu, a dla wielu osób konieczność przekwalifikowywania się, i nawet w przypadku pozostania w branży, zmianę stanowiska i zakresu wykonywanych obowiązków. Z jednej strony więc umiejętności miękkie i zorientowanie na klienta, są niezwykle ważne, z drugiej jednak osoby planujące i już robiące karierę w branży finansowej powinny przygotować się na zmiany i wypracować szczególny zestaw cech i kompetencji.

Według praktyków branży finansowej te cechy to:
  • otwartość na zmiany;
  • odporność na stres;
  • zorientowanie na wyniki;
  • umiejętność analitycznego myślenia;
  • kompetencje cyfrowe;
  • myślenie lateralne;
  • wysoce rozwinięte zdolności komunikacyjne.

Zmiany w charakterze, warunkach pracy i zakresie obowiązków, już zachodzą w branży finansowej niezwykle szybko. Część zawodów, takich jak księgowy, agent ubezpieczeniowy, czy urzędnik bankowy, zajmuje wysokie miejsce w kategorii zawodów najbardziej zagrożonych automatyzacją. Pracownicy zatem nie tylko muszą być gotowi na ciągłe funkcjonowanie w zmianie i zdobywanie nowych kompetencji. Należy mieć świadomość, że zarówno sytuacja w całej branży finansowej, coraz większa presja na wyniki i rosnąca konkurencja rozwiązań technologicznych, będą powodować ogromny stres u pracowników. Niezwykle ważne jest, aby osoby chcące rozwijać się w zawodach związanych z finansami, miały świadomość tego, jak radzić sobie ze stresem, posiadały umiejętności pozwalające im na pracę pod presją, czy priorytetyzowanie zadań, umożliwiające efektywne zamykanie projektów.

Odpowiedzialność po stronie pracodawców

Warto pamiętać, że odpowiedzialność za wejście w proces transformacji, należy nie tylko do pracowników, ale w głównej mierze również do pracodawców, szczególnie jeśli chcą oni w niedalekiej przyszłości posiadać efektywny zespół. Już dziś znalezienie wysoko wykwalifikowanego pracownika jest procesem niezwykle długotrwałym, ze względu na warunki panujące na rynku pracy. W nadchodzących latach proste zadania zostaną zautomatyzowane, a znaczną część rutynowych obowiązków przejmą algorytmy i boty. Nadal jednak posiadanie pracownika z wysoko rozwiniętymi kompetencjami, wiedzą branżową i doświadczeniem, a także inteligencją emocjonalną i umiejętnością słuchania, będzie kluczowe dla dobrego funkcjonowania firm. Dlatego warto poświęcić uwagę osobom już pracującym w tym sektorze, aby pomóc im rozwinąć cechy i kompetencje, które w nadchodzących latach będą odgrywać kluczową rolę w pracy w branży finansowej.

Przeczytaj także:

Wiele firm jest już w pełni świadoma zmian, które w nadchodzących latach będą zachodzić w jeszcze szybszym tempie. Oprócz szkoleń produktowych i technicznych pracownikom należy zaoferować również odpowiednio dopasowane do potrzeb konkretnej firmy oraz zawodu produkty szkoleniowe i warsztatowe, które pozwolą im na skuteczne zarządzanie stresem, emocjami czy frustracją wywołaną obawami o przyszłość zawodową. Dzięki temu już w tej chwili pracodawcy mogą rozpocząć prace nad budowaniem efektywnego, dobrze funkcjonującego zespołu, przygotowanego na nowe warunki pracyzauważa Barbara Dutka. 

Sektor finansowy w Polsce rozwija się bardzo szybko. Polacy są otwarci na nowe rozwiązania i szukają dla siebie najbardziej odpowiednich produktów. W nadchodzących latach wzrastać będzie jednak zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników, posiadających fachową, praktyczną wiedzę branżową.

W obecnej sytuacji, gdy na rynku panuje tak duża konkurencja w walce o pracownika, firmy powinny stawiać przede wszystkim na rozwój osób, które już są w danej instytucji zatrudnione, posiadają doświadczenie i wiedzę, ale przede wszystkim znają mechanizmy kierujące branż. To w nich tkwi potencjał na dalszy rozwój i dostosowanie się do aktualnych potrzeb stale zmieniającego się rynkuzwraca uwagę Barbara Dutka.

Stawiając zatem na rozwój, nie należy zapominać o tym, jaki wpływ na zdrowie pracowników może mieć sytuacja w ich sektorze. Należy zatem, pracując nad odpowiednimi kompetencjami przyszłości, zatroszczyć się również o dobre samopoczucie pracowników, ich równowagę między życiem prywatnym i zawodowym oraz dalszy rozwój zgodny z ich predyspozycjami.

materiał prasowy

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...