wtorek, Grudzień 11, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Listopad

Miesięczne archiwaListopad 2018

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych trudno odmówić próby zerwania z negatywnym schematem. Wiele wysiłku włożono w konsultacje społeczne, których szeroki zakres sprowokował tak potrzebą debatę o zabezpieczaniu emerytalnym obywateli.

Jednocześnie samym twórcom pogratulować należy, jak się wydaje, szczerej chęci stworzenia trwałych instytucjonalnych ram nowego ważnego programu, którego wpływ oddziaływania będzie niezwykle szeroki i obejmie swoim zasięgiem nie tylko rynek kapitałowy. Niestety nad nowym projektem cieniem kładzie się niesmak jaki pozostaje po fiasku Otwartych Funduszy Emerytalnych. Raz stracone zaufanie bardzo ciężko jest odzyskać, ale nie oznacza to, że nie należy próbować dla dobra przyszłych emerytów, szeroko rozumianej gospodarki oraz rynku kapitałowego. Czy próba okaże się skuteczna oczywiście nie wiadomo, ale z pewnością nie należy z góry skazywać PPK na porażkę i warto dać im szansę. Zachęca do tego wyraźnie niedoceniana pozytywna konstrukcja nowego tworu, którą warto więc dokładniej przybliżyć, by odczarować niesłusznie formułowane sądy, że PPK są niczym więcej, jak OFE w zmienionej postaci i ich podobny los jest z góry przesądzony. Temat jest o tyle istotny, że podpis prezydenta złożony pod ustawą na początku tygodnia zakończył ścieżkę legislacyjną projektu.

Status zgromadzonych w PPK środków

Najważniejszą i kluczową kwestią jest status nowo gromadzonych środków. Otóż PPK będą rozbudową trzeciego filara systemu emerytalnego i z drugim filarem, jakim są OFE, nie mają nic wspólnego. Wyraźnie wskazuje na to art. 3 pkt. 2 ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych, w którym twórcy zdecydowali się na bezpośrednie nazwanie prywatnego statusu gromadzonych środków. Oczywiście rozporządzanie nimi wiązać się będzie z pewnymi ograniczeniami, ale podobnie wygląda sprawa w przypadku IKE i IKZE, co przecież nie powoduje szerokiego kwestionowania prywatnego statusu kapitału na nich zgromadzonego. Niestety w przypadku Otwartych Funduszy Emerytalnych zbyt bardzo w pamięci Polaków zapadł fałszywy reklamowy przekaz formułowany w trakcie ich wprowadzania. Od samego początku wiadomo bowiem było, że reforma emerytalna prowadzić będzie do obniżenia wysokości przyszłych świadczeń, a w pełni prywatny status zapewniono jedynie III filarowi. Reklamy komunikowały coś zgoła innego i jeszcze długo odczuwać będziemy tego negatywne efekty. Warto w tym miejscu także zaznaczyć, że o ile „reforma” II filaru pozostawiła po sobie potężny niesmak, to zmiany wprowadzone w przypadku III filara ocenić należy pozytywnie i to z dwóch ważnych powodów. Po pierwsze, wprowadzone piętnaście lat temu IKE przetrwały praktycznie w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego, co wskazuje na ich instytucjonalną trwałość. Po drugie, głosy o potrzebie uatrakcyjnienia III filara zostały wysłuchane poprzez wprowadzenie jeszcze korzystniejszych podatkowo IKZE. Niektórzy mogli czuć niedosyt po tych zmianach, ale z perspektywy czasu należy ocenić je pozytywnie, gdyż uwiarygodniają one stabilność i przewidywalność III filara, który nieszczęsnego losu rewolucyjnych zmian w OFE nie podzielił. Biorąc to wszystko pod uwagę i pamiętając, że PPK de facto staną się kolejnym produktem w ramach III filara, niesłusznymi wydają się być opinie, że ich trwałość może być szybko wystawiona na próbę.

Zobacz też:

Pracownicze Plany Kapitałowe czy raczej Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?

Niedoceniana forma planowanych zmian

Kolejnym pozytywnym czynnikiem nowych instrumentów jest ich forma. Odpowiada ona na tak często wskazywaną potrzebę systematycznego budowania kapitału w oparciu o efektywne formy jego alokowania. Polacy mają z tym ewidentny problem. Oszczędności nie są budowane regularnie, a ich odkładanie przyjmuje w większości przypadków nieefektywną z długoterminowego punktu widzenia formę bankowych depozytów, nierzadko w postaci w ogóle nieoprocentowanych rachunków rozliczeniowych. Często mówi się przy tym, że Polaków nie jest stać na odkładanie dodatkowych środków z myślą o emerytalnym zabezpieczeniu. Wraz z systematycznym wzrostem wynagrodzeń, niemalże pełnym zatrudnieniem w gospodarce oraz socjalnymi programami o rodzinnym przeznaczeniu tego typu deklaracje brzmią nieaktualnie. Obecna koniunktura gospodarcza wydaje się optymalna do wprowadzenia propanowych zmian, oczywiście jeżeli patrzymy przez pryzmat końcowych ich beneficjentów, a więc pracowników. Dajemy im bowiem instrument regularnego budowania kapitału, który poprzez dopłaty ze strony pracodawcy już na wejściu zapewnia dodatkowe środki, które po osiągnięciu 60 roku życia i zaakceptowaniu formy częściowej wypłaty w postaci rat rozłożonych na 10 lat wykorzystać można bez potrzeby odprowadzanie podatku od zysków kapitałowych. Nie znajdziemy drugiego produktu o równie atrakcyjnej strukturze. Dodać przy tym trzeba, że opłata za zarządzanie wynieść może maksymalnie 0,6%, czyli PPK pozbawione będą jednego z ważnych wczesnych grzechów głównych OFE, a więc opłat zdecydowanie zbyt wysokich i jednoznacznie niekorzystnych z punktu widzenia uczestników. Po uprzednim rozliczeniu przyznanych zachęt środkami będzie zresztą można dowolnie dysponować, a w określonych przypadkach ciężkiego zachorowania lub potrzeby wystosowania wkładu własnego przez zakupie pierwszego mieszkania wszystkie zachęty pozostaną w mocy. Oczywiście pozostaje kwestia jakości zarządzania nowymi funduszami, ale jest to oddzielny duży temat i to na jego obszarze koncentrować powinien się nacisk, który niepotrzebnie skupił się na samym statusie nowo gromadzonych środków.

Poznaj i zaakceptuj ryzyko

Oczywiście nowe wehikuły będą wiązały się szeregiem ryzyk. Od nich uciec jednak nie możemy na każdy etapie naszego życia. Niepotrzebnie wyolbrzymia się je jedynie w przypadku PPK, a często umniejsza w innych. Przykładowo wiele osób dopiero niedawno przekonało się, że obligacje korporacyjne to nie substytut lokaty bankowej. Implementacja unijnej dyrektywy Bank Recovery and Resolution Directive oraz problemy co niektórych banków uświadamiać powinny, że także wkłady bankowe nie są pozbawione ryzyka i ubezpieczone są do równowartości 100 tys. euro, a w przypadku głębokiego kryzysu i to pewnym być nie może. Tak pokochane przez Polaków mieszkania również nie są wolne od różnego rodzaju ryzyk, głównie podatkowych, które szczególnie w ramach najbardziej dochodowego najmu krótkoterminowego ulegają sporemu przeobrażeniu na niekorzyść nieruchomościowych inwestorów. Ryzyko towarzyszy więc każdej ludzkiej aktywności i pozostaje ono także nierozerwalnie związane z regulacyjnym charakterem państwa. Trudno jednak rozumieć praktykę jego lekceważenia w jednych dziedzinach, a wyolbrzymiania w innych. Z uwagi na los OFE cierpią na tym PPK, mimo że poczyniono wiele trudu, by ostateczny produkt był pozbawiony wad umierającego II filara. Kryzys zaufania jest zrozumiały, ale nie może przysłonić racjonalnego myślenia, a ono stoi po stronie PPK. Na sam koniec warto także wspomnieć o niezaprzeczalnej roli, jaką PPK mogą odnieść we wsparciu tak poturbowanego ostatnimi czasy rynku kapitałowego. W tym zakresie panuje już zdecydowana jednomyślność, wskazująca na niezaprzeczalne benefity związane z nowymi planami, które dodatkowo rozleją się na całą gospodarkę wspierając ją tak potrzebnym strumieniem kapitału o stabilnym długoterminowym charakterze. Na PPK skorzystać mogą wszyscy, więc warto jest dać im szansę rozwinąć skrzydła, które z uwagi na wbudowane bezpieczniki nie będzie można podciąć, tak jak to zrobiono w przypadku OFE.

Łukasz Bugaj, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

 

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwestii zmienności rynku. Nadzieje na kompromis w relacjach USA i Chin są wygórowane, a sprzeczne komentarze podnoszą niepewność. Kalendarz makro wygląda na obfity, ale raczej będzie stanowił tylko tło.

Szczyt G20 rzadko przynosi decyzje, które diametralnie odmieniają światową sytuację gospodarczą, więc zwykle ich wpływ na rynki finansowe jest znikomy. Ty razem sporo uwagi przywiązuje się do prywatnego spotkania prezydenta USA Trumpa z prezydentem Chin Xi, gdzie głównym tematem rozmów mają być relacje handlowe. W ostatniej puli prasowej otoczki spotkania, WSJ twierdzi, że strony szukają sposobów, by ostudzić napięcia handlowe. W grę może wchodzić zamrożenie do wiosny przez USA ceł na dobra z Chin, ale w zamian Pekin musi zrewidować swoją politykę gospodarczą. Na ile wydają się to sensowne postulaty, nie znajdują poparcia w aktywności Trumpa na Twitterze, gdzie wczoraj napisał, że cła przynoszą USA miliardy dolarów i jest daleka droga do ich odwołania.

Im mniej przekonania będą mieli dziś inwestorzy, by wierzyć w kompromis, tym większe zaskoczenie po weekendzie, jeśli rozmowy przyniosą postęp. Byłby to istotny impuls dla walut rynków wschodzących i rynku akcji, a jednocześnie odbierający USD moc nadana przez napływ kapitału szukającego bezpiecznej przystani. Można by nawet było oczekiwać wyprzedającego budowania spekulacyjnych pozycji na weekend, gdyby prezes Powell swoim gołębim komentarzem ze środy nie zachwiał równowagą rynkową. Teraz porcja cofnięcia USD i umocnienia ryzykownych aktywów jest głębszym ryzykiem, jeśli szczyt G20 nie pójdzie po myśli optymistów. Oczekiwałbym, że rynek weźmie dziś na wstrzymanie i poczeka na fakty. Koniec miesiąca to też pretekst do przetasowań w pozycjach, ale większość decyzji została podjęta w ostatnich dwóch dniach.

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Kalendarz publikacji jest bogaty, ale w rzeczywistości mało pierwszorzędnych pozycji, które mogłyby wyraźnie wpłynąć na rynek. Inflacja z Eurolandu jest na pierwszym miejscu, ale po wczorajszym rozczarowaniu w odczytach z Niemiec rynek już jest przygotowany na wynik poniżej konsensusu (2 proc. r/r). EUR/USD nie znajdzie impulsu do wzrostów z informacji powiązanych z Eurolandem i pozostają funkcją dolara i ogólnego sentymentu. W Polsce po raz pierwszy poznamy strukturę wzrostu gospodarczego w III kw., co będzie interesującym poszukiwaniem źródeł utrzymania imponującej dynamiki 5,1 proc. r/r. Silniejsze znaczenie odbicia inwestycji byłoby miłą niespodzianką. Po CPI za listopad spodziewamy się spadku do 1,7 proc. r/r (konsensus: 1,6 proc.), ale przy RPP na autopilocie pewnie aż do 2020 r., dane nie zmienią wiele. Po południu wrześniowy odczyt PKB z Kanady (prog. 2 proc.) będzie ostatnią publikacją z górnej półki przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Banku Kanady. Oznaki spowolnienia gospodarczego w ślad za sygnałami ze świata mogą przeważyć na rzecz złagodzenia stanowiska banku centralnego i podać w wątpliwość styczniową podwyżkę stopy procentowej. Poza tym na CAD ciąży załamanie ropy naftowej i zmienność tutaj mogą mieć większe znaczenie dla perspektywy loonie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2 grudnia uwaga międzynarodowej społeczności skupi się na zagadnieniach związanych ze stanem klimatu i z działaniami, które mają zapobiec grożącej nam w perspektywie kilkudziesięciu lat katastrofie ekologicznej. W Katowicach rozpocznie się szczyt klimatyczny COP24. Zgromadzi on ponad 25 tysięcy uczestników, w tym delegacje 196 państw, i potrwa niemal do połowy miesiąca.

Sektor nieruchomości komercyjnych w Polsce rozwija się w znacznej mierze w zrównoważony sposób, ale podjęte w trakcie COP24 decyzje niewątpliwie wpłyną na dynamikę i dalszy kierunek tego rozwoju.

Zdecydowane zmiany są koniecznością

Ocieplenie klimatu nie jest w debacie międzynarodowej tematem nowym, ale raport opublikowany na początku października tego roku przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu Narodów Zjednoczonych (IPCC) przyniósł alarmujące wnioski. Z dokumentu wynika, że aby uniknąć katastrofalnych skutków zmian klimatu, takich jak coraz bardziej dotkliwe powodzie, huragany, susze itp., należy podjąć natychmiastowe działania ograniczające dalszy wzrost średniej globalnej temperatury. W praktyce oznacza to zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 50% już do 2030 r., a w ciągu kolejnych 20 lat całkowite wyeliminowanie ich emisji do atmosfery. Do 2050 r. energia powinna być więc pozyskiwana wyłącznie ze źródeł innych niż węglowe, co z kolei oznacza konieczność większego wykorzystania zasobów odnawialnych, np. energii słonecznej, oraz większej dbałości o efektywność energetyczną stosowanych technologii.

– Sektor nieruchomości na swój własny sposób przyczynia się do zmian zachodzących w atmosferze. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że 40% energii zużywanej obecnie na terenie Unii jest przeznaczane na eksploatację budynków, zaś użytkowanie nieruchomości generuje emisję dwutlenku węgla na poziomie 36%. Ten stan rzeczy będzie się zmieniał. Zgodnie z unijną dyrektywą dotyczącą charakterystyki energetycznej budynków po 31 grudnia 2020 r. wszystkie nowo powstające w UE obiekty powinny być budynkami o niemal zerowym zużyciu energii – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor w dziale Certyfikacji Zielonych Budynków Colliers International.

Deweloperzy działający na rynku nieruchomości komercyjnych już dziś decydują się na certyfikację swoich biurowców, centrów handlowych czy magazynów w wielokryterialnych międzynarodowych systemach oceny budynków– w Polsce najpopularniejszymi są  BREEAM i LEED. Co zyskuje dzięki temu środowisko, użytkownicy i sami inwestorzy?

Smog – problem, o którym warto porozmawiać dłużej. Najlepiej w… Krakowie

Nowoczesne znaczy ekologiczne

Najczęściej stosowane u nas systemy certyfikacji mają anglosaski rodowód – BREEAM wywodzi się z Wielkiej Brytanii, LEED ze Stanów Zjednoczonych – i ogólnoświatowy zasięg. Ich zadanie polega na ocenie oddziaływania budynku na środowisko naturalne i użytkowników.

O przyznanie certyfikatu można starać się na różnych etapach życia budynku. W przypadku obiektów nowo powstających możliwe jest uzyskanie certyfikatów typu New Construction, zazwyczaj podzielonego na dwie fazy. W fazie początkowej (Interim) pod lupę bierze się projekt obiektu z punktu widzenia jego późniejszego zapotrzebowania na energię. Dużą rolę odgrywają tu takie czynniki jak zwarta orientacja budynku, projektowane instalacje, materiały budowlane oraz praktyki podczas trwania budowy. Po oddaniu obiektu do użytkowania, można ubiegać się o certyfikat „Final”, który będzie stanowił potwierdzenie właściwego wykonania deklarowanych podczas projektowania rozwiązań. Z kolei budynki już użytkowane podlegają certyfikacji typu „In-Use” oceniającej m.in. parametry ich rzeczywistej eksploatacji, zużycie mediów, jakość środowiska wewnętrznego czy świadomość użytkowników dotyczącą wykorzystania zastosowanych technologii. W odróżnieniu od systemów dedykowanych budynkom nowo powstającym, certyfikaty „In-Use” nie są przyznawane bezterminowo, ale wymagają okresowego odnawiania (BREEAM co 3 lata, LEED co 5 lat) i – potencjalnie – unowocześniania wprowadzanych rozwiązań, co z punktu widzenia właścicieli i zarządców nieruchomości jest bardzo dużym wyzwaniem.

– W ocenie właścicieli, zarządców i najemców nieruchomości komercyjnych certyfikaty świadczące o zrównoważonym charakterze obiektów zawsze miały duże znaczenie prestiżowe i biznesowe. Współcześnie certyfikacja nowo powstających budynków biurowych jest w Polsce właściwie standardem, mimo że oznacza ona konieczność spełnienia znacznie wyższych kryteriów niż wynika to z obowiązujących norm prawnych. Jednak dziś, gdy rządy państw muszą zacząć bardzo szybko reagować na pogarszającą się sytuację klimatyczną – o czym będzie mowa m.in. w tracie szczytu COP24 – wdrożone zawczasu przyjazne dla środowiska rozwiązania dają dużą przewagę zielonym budynkom i ich właścicielom – mówi Andrzej Gutowski.

Zielone rozwiązania

Czym certyfikowany obiekt różni się od innych? Przede wszystkim cechuje go znacznie większa efektywność energetyczna, przekładająca się m.in. na ograniczenie zużycia energii do ogrzewania, chłodzenia i oświetlania budynku,  a poza tym oszczędne gospodarowanie wodą, większa dbałość o jakość środowiska wewnętrznego, redukcja i ponowne wykorzystanie odpadów. Do realizacji tych celów wykorzystuje się nowoczesne technologie oparte na zautomatyzowanym działaniu i elastycznym dostosowywaniu warunków panujących w pomieszczeniach ściśle do potrzeb, m.in. do liczby przebywających w nich użytkowników. Na etapie projektowania i budowy istotne jest poszukiwanie lokalizacji, która zapewni łatwy dostęp do obiektu środkami transportu publicznego oraz wykorzystanie materiałów cechujących się niskim śladem węglowym, czyli zużyciem energii w trakcie ich wytwarzania,  przewożenia itp. W praktyce starania i nakłady poniesione przez inwestorów i zarządców przekładają się na niższe koszty eksploatacji i większy komfort przebywania w tego typu obiektach. Kompleksowy system ocen pozwala także na oszacowanie realnego wpływu takich budynków na środowisko naturalne.

Polska regionalnym liderem zrównoważonego budownictwa

Zmiany w sektorze nieruchomości z pewnością nastąpią szybciej, niż się spodziewamy, jednak nawet jego obecna sytuacja w Polsce przedstawia się bardzo dobrze na tle regionu. Z danych PLGBC z końca 2017 r. wynika, że na terenie naszego kraju znajduje się aż 48% certyfikowanych obiektów (w systemach BREEAM, LEED, ale także DGNB, HQE oraz WELL) występujących w Europie Środkowo-Wschodniej, co czyni nas regionalnym liderem w dziedzinie zrównoważonego budownictwa. Jeśli przyjrzeć się temu z uwzględnieniem różnorodnego przeznaczenia obiektów, okaże się, że 62% nowoczesnej powierzchni biurowej dostępnej w Polsce pod koniec 2017 roku stanowiła powierzchnia certyfikowana, zaś w odniesieniu do powierzchni handlowej ten współczynnik wynosił 33%.

  • Dom Maklerski PKO Banku Polskiego po raz trzeci z rzędu zwyciężył w rankingu domów maklerskich przygotowanym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych i Bankier.pl
  • Dzięki zwycięstwu Dom Maklerski PKO Banku Polskiego umocnił się na pozycji samodzielnego lidera w ogólnym zestawieniu OBI w ostatnich ośmiu latach.

 

fot. bankier.pl

Dom Maklerski PKO Banku Polskiego zwyciężył w Ogólnopolskim Badaniu Inwestorów (OBI) 2018 uzyskując najwyższe noty we wszystkich dziewięciu kategoriach, które oceniali w ankietach inwestorzy indywidualni. Dzięki zwycięstwu umocnił się na pozycji samodzielnego lidera rankingu wszechczasów. Od 2010 roku wygrywał w zestawieniu czterokrotnie.

– Najwyższe oceny we wszystkich kategoriach w tegorocznym rankingu OBI potwierdzają jasno, że DM PKO Banku Polskiego spełnia rolę nie tylko dostawcy usług maklerskich najwyższej jakości, ale także instytucji odpowiadającej na potrzeby i oczekiwania inwestorów indywidualnych dzięki szerokiemu wachlarzowi dostępnych instrumentów finansowych. Jestem przekonany, że umiejętność łączenia tradycji z nowoczesnością m.in poprzez utrzymywanie i ciągłą modernizację Punktów Obsługi Klienta, a także udostępnianie kolejnych usług maklerskich w kanałach elektronicznych, daje nam solidne podstawy do bycia najlepszym Domem Maklerskim w Polsce. Cieszę się z kolejnego wyróżnienia i dziękuje naszym klientom za okazane zaufanie –podkreśla Filip Paszke, dyrektor Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego.

Na pytania dotyczące domów maklerskich w Ogólnopolskim Badaniu Inwestorów 2018 odpowiedziało 3409 inwestorów indywidualnych. Inwestorzy pytani byli o ocenę (od 0 do 5) poszczególnych biur maklerskich w dziewięciu kategoriach: bezawaryjności i szybkości platformy internetowej, funkcjonalności platformy informatycznej, jakości obsługi bezpośredniej (w POK-u, przez telefon), profesjonalizmu pracowników DM, jakości analiz i rekomendacji, oferty edukacyjnej, dostępu do informacji i notowań, dostępu do rynków zagranicznych i rachunków IKE/IKZE. Dom Maklerski PKO Banku Polskiego uzyskał najwyższe noty we wszystkich kategoriach. Jako jedyny w rankingu uzyskał łączną ocenę powyżej 4 pkt.

Pracownicze Plany Kapitałowe czy raczej Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?

Szeroka oferta, wygodne inwestowanie

Podstawowym zadaniem jakie stawia sobie DM PKO Banku Polskiego jest systematyczne rozszerzanie oferty dla klientów indywidualnych. W ostatnim czasie zyskali oni funkcjonalność dotyczącą obsługi rynków zagranicznych oraz wsparcie w postaci portfeli modelowych w usłudze doradztwa inwestycyjnego. Od listopada 2018 roku mogą oni także skorzystać z programu benefitowego prowadzonego we współpracy z PKN Orlen. Atrakcyjną usługą jest również innowacyjne na rynku polskim konto SUPER IKE, które umożliwia m.in. inwestowanie w detaliczne Obligacje Skarbu Państwa na rynku pierwotnym. Co ważne, nabycie takich obligacji na rynku pierwotnym odbywa się bez prowizji. Inwestorzy mogą także liczyć na udział w bezpłatnych szkoleniach i seminariach. Najbliższe dotyczące inwestowania w spółki dywidendowe już 5 grudnia w Sali Notowań GPW.

Inwestorom indywidualnym DM PKO Banku Polskiego oferuje profesjonalny serwis transakcyjny supermakler (dostępny także w wersjach mobilnych na smartfony i tablety), rozbudowany program do notowań ePromak Professional wyposażony w szereg narzędzi analitycznych oraz powiązanie rachunku inwestycyjnego z rachunkiem bankowym, a także dostęp do usług maklerskich z poziomu systemów bankowości elektronicznej iPKO i Inteligo. DM PKO Banku Polskiego posiada największą w Polsce liczbę placówek dedykowanych usługom maklerskim – 33 Punkty Obsługi Klienta i ponad tysiąc Punktów Usług Maklerskich, zlokalizowanych w oddziałach PKO Banku Polskiego. Szeroka sieć tradycyjnych placówek pozwala na budowanie i utrwalanie długookresowych relacji z klientem.

Dom Maklerski PKO Banku Polskiego liderem rynku

Po dziewięciu miesiącach 2018 roku Dom Maklerski PKO Banku Polskiego zajmuje miejsce w czołówce w swoim segmencie rynku. Jest liderem na rynku wtórym  obligacji, a na rynku akcji plasuje się na trzeciej pozycji. Wartość zrealizowanych obrotów Domu Maklerskiego po trzech kwartałach 2018 roku wyniosła ponad 26 mld zł, co stanowiło 7,88% obrotów rynku akcji. W zakresie obrotu obligacjami do DM PKO BPnależy blisko połowa obrotów rynku, co przekłada się na pozycję lidera. W tym roku DM PKO Banku Polskiego otrzymał najważniejszą nagrodę GPW – Broker Roku 2017. m.in. za organizację pierwszych ofert publicznych akcji największej łącznej wartość i najwyższy udział w obrotach akcjami (bez transakcji animatora) na Głównym Rynku.

Zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych utrzymuje się wciąż duży popyt na wynajem powierzchni biurowych. Na głównych rynkach w Polsce powstaje obecnie około 1,74 mln mkw. powierzchni biurowych. Z danych Walter Herz wynika, że tylko w Warszawie w budowie jest około 760 tys. mkw. biur, a w pozostałych ośrodkach biznesowych w kraju w trakcie realizacji pozostaje łącznie około 980 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych.

Prawie 70 proc. nowych biur, które budowane są w regionach, znajduje się w inwestycjach prowadzonych we Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście. I to właśnie te aglomeracje odnotują wkrótce największy wzrost podaży. Niemniej, we wszystkich największych ośrodkach biurowych w Polce widoczna jest duża aktywność firm deweloperskich. Do wzmożonej działalności motywuje inwestorów wciąż ogromny popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe zgłaszany, zarówno przez firmy już obecne na rynku,  jak wchodzące do Polski.

Trzy miasta z ponad milionem mkw. biur

Jak obliczają specjaliści Walter Herz, zasoby polskiego rynku biurowego przekraczają dziś 10,2 mln mkw. powierzchni, w czego 5,42 mln mkw. biur oferuje Warszawa. Na czołowych rynkach regionalnych podaż powierzchni biurowych wynosi łącznie ponad 4,8 mln mkw. Z tego Kraków, w którym w budowie jest teraz ponad 280 tys. mkw. biur  i Wrocław, gdzie powstaje około 240 tys. mkw. powierzchni, mogą się pochwalić zapleczem biurowym przekraczającym 1 mln mkw.

Trójmiasto, w którym realizowane jest prawie 160 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej, jest coraz bliższe osiągnięcia tego poziomu, choć przekroczy go prawdopodobnie dopiero w 2021 roku. Natomiast konkurujące ze sobą Poznań, Katowice i Łódź niedługo dysponować będą zasobami wysokości 500 tys. mkw. biur.

Mimo dużej ilości nowych biur dostarczanych na główne rynki regionalne w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy br. – łącznie około 440 tys. mkw. powierzchni – wskaźnik pustostanów w regionach utrzymuje się na średnim poziomie 9,7 proc. Z danych Walter Herz wynika, że najmniejszy odsetek wolnych biur notuje Poznań i Trójmiasto. Zaledwie około 6,4 – 6,7 proc. powierzchni pozostaje w tych lokalizacjach niewynajęte.

Zobacz też:

IBM wspiera wojskowych wiedzą z zakresu cyber security

Warszawa z najmniejszą ilością wolnych biur od 5 lat

Dzięki dużej absorpcji notowanej na stołecznym rynku także w Warszawie ilość pustostanów spadła do wartości nieobserwowanej od pięciu lat, tj. poziomu poniżej 10 proc. Najmniej wolnej powierzchni jest w biurowcach zlokalizowanych w centralnej części miasta, gdzie na najemców czeka tylko 6,5 proc. biur.

Warszawa jest najbardziej chłonnym rynkiem biurowym w Polsce i plasuje się pod tym względem także w czołówce europejskiej. Z danych Walter  Herz wynika, że w pierwszych trzech kwartałach 2018 roku w aglomeracji zakontraktowane zostało blisko 630 tys. mkw. powierzchni biurowych.

Napływ nowych, międzynarodowych firm i ekspansja najemców obecnych już na tym rynku, a także coraz większe zainteresowanie wynajmem powierzchni komercyjnych ze strony instytucji państwowych motywuje inwestorów do działania. Na biurowej mapie Warszawy przybywa nowych inwestycji, z których część to projekty spektakularne, jakich w Polsce jeszcze nie było. Obok dużych, widowiskowych obiektów, na rynek wchodzą jednocześnie atrakcyjne cenowo projekty, jak na przykład kompleks Neopark położony w biznesowej części warszawskiego Mokotowa, którego budowa właśnie się zakończyła, czy prowadzona przez firmę Yareal inwestycja związana z realizacją projektu Lixa na stołecznej Woli.

W Polsce będzie najwyższa wieża biurowa w Unii Europejskiej

W Warszawie szczególnie intensywnie rozbudowuje się rejon Ronda Daszyńskiego i obszar wzdłuż ulicy Prostej i Świętokrzyskiej. Powstaje tam nowoczesna dzielnica biznesowa. Wkrótce w biurowy krajobraz miasta wpiszą się realizowane w tym rejonie takie biurowce jak The Warsaw Hub (75 tys. mkw.), Skyliner (44 tys. mkw.), Generation Park Z (20 tys. mkw.) Spark B (16 tys. mkw.) czy Mennica Legacy Tower (60 tys. mkw.). Przy ulicy Świętokrzyskiej do budowy przygotowywany jest też kompleks PHN Tower, który dostarczy około 40 tys. mkw. powierzchni najmu i powstaje Central Point z 18 tys. mkw. powierzchni biurowej.

Przy rondzie Dmowskiego, obok nowej Rotundy, na miejscu biurowca Universal stanie natomiast Widok Towers. Prawie 95 metrowa wieża, która przyniesie 35 tys. mkw. powierzchni. Największą prowadzoną Warszawie inwestycją jest jednak projekt Varso realizowany w narożniku ulicy Chmielnej i alei Jana Pawła II w stronę Żelaznej. Kompleks zaoferuje 140 tys. mkw. powierzchni najmu.

Jak podają analitycy Walter Herz, całkowita podaż nowej powierzchni biurowej w Warszawie w tym roku zamknie się w granicach 250 tys. mkw. W 2019 roku warszawski rynek wzbogaci się o podobną ilość powierzchni. Dopiero 2020 rok przyniesie miastu potężny zastrzyk nowej powierzchni biurowej, kiedy ukończone zostaną duże, realizowane aktualnie projekty.

Niedawno odbyło się podsumowanie pilotażowego kursu szkoleniowego dla żołnierzy weteranów w Polsce. IBM we współpracy z Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa i Fundacją im. Kazimierza Pułaskiego uruchomili program przekazujący wiedzę z zakresów cyberbezpieczeństwa, design thinking czy metodyki Agile.

W 5-dniowym, bezpłatnym szkoleniu wzięło udział 16 reprezentantów: Dowództwa Generalnego RSZ, Dowództwa Operacyjnego RSZ, Dowództwa Garnizonu Warszawa, Wojska Obrony Terytorialnej, Żandarmerii Wojskowej, Akademii Sztuki Wojennej oraz Akademii Wojsk Lądowych. Pilotażowa edycja programu była odpowiedzią na potrzeby weteranów podniesienia ich kwalifikacji i powrotu do aktywności na rynku pracy oraz rosnące zapotrzebowanie  na umiejętności z zakresu bezpieczeństwa informatycznego, jak również możliwości wykorzystania wysokich i unikalnych kompetencji wojskowych na rzecz walki z cyberprzestępczością.

Takie szkolenia, nie tylko środowisk wojskowych, ale i cywilnych, to ważne narzędzia, zwłaszcza, że według szacunków do 2020 r. na świecie powstanie 1.8 miliona otwartych stanowisk w obszarze cyberbezpieczeństwa. Co więcej, zdaniem analityków liczba incydentów bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w ciągu najbliższych 5 lat wzrośnie dwukrotnie. Według badań średni koszt wycieku danych wynosi 4 mln dol[1].

Fot. Agnieszka Wanat

O programie „Dni Weterana” porozmawialiśmy także z organizatorami.

  • Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny IBM Polska i Krajów Bałtyckich

Proszę opowiedzieć o programie „Dni Weterana”; dla kogo był skierowany oraz co miał na celu?

– Program zorganizowany z Fundacją Puławskiego i Centrum Weteranów był już zainicjowany w Stanach Zjednoczonych, później realizowany także w Wielkiej Brytanii. Jego pomysł zrodził się przede wszystkim z tego, że na świecie istnieją konflikty zbrojne, a sama Polska także wysyła siły zbrojne do różnych miejsc –siłą rzeczy więc mamy weteranów w kraju, którzy także potrzebują nowych wyzwań i zdobywania nowych umiejętności. Wiedząc, że zagadnienia cyber security są dziś wyjątkowo ważne w obszarze IT (infrastruktura państwa, systemy energetyczne itd.), postanowiliśmy pogłębić ich wiedzę w tej dziedzinie.

Podczas NATO Summit 2016 w Warszawie, wspomniane zagadnienia z obszaru cyber security zostały podniesione do poziomu strategicznego. Po pierwsze, jasno powiedziane zostało, że wszystkie kraje członkowskie mają za zadanie stworzyć siły cyberbezpieczeństwa, a z drugiej strony, że zagadnienia tzw. cyber space stały się równorzędnym polem operacyjnego działania wojsk, równorzędnym z działaniami lądowymi, morskimi i powietrznymi. Dlatego organizacja tego wydarzenia ma rolę dwojaką – po pierwsze patrzymy na to, jako potencjalne budowanie umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa na rynku polskim, z drugiej zaś strony patrzymy na to, jako część działalności z zakresu odpowiedzialności społecznej. Równocześnie chcemy umożliwić weteranom (także osobom, które w efekcie działań wojennych, utraciły pewne możliwości, np. służby w wojsku), dodanie im nowych możliwości lub powrót do służby. Z drugiej strony chcemy pomóc im zaistnieć na rynku komercyjnym, dzięki przekazaniu im wiedzy i dostarczeniu tych umiejętności, które stają się umiejętnościami najbardziej poszukiwanymi dziś na rynku.

Czego konkretnie nauczyli się weterani podczas szkolenia?

– Szkolenie było oparte na trzech głównych obszarach wiedzy – po pierwsze wojskowi zajęli się design thinking, czyli metodyką budowania rozwiązań IT w oparciu o uporządkowaną analizę potrzeb czy wymagań. Drugim zagadnieniem była metodologia Agile, która buduje rozwiązania informatyczne, softwarowe, które koncertują się na tym, aby maksymalnie szybko budować i dostarczać funkcjonalność prototypowych rozwiązań, testując je i wprowadzając w realne użytkowanie. Trzecim obszarem szkolenia był program o nazwie IBM Security QRadar, czyli produkt z kategorii SIEM (Security Information and Event Management), który służy identyfikowaniu zagrożeń w sieci, budowaniu i rejestrowaniu planu odpowiedzi na takie zdarzenia. Uczestnicy, po zakończeniu szkolenia, będą potrafili przeprowadzić klasyfikację oraz podstawową analizę zdarzeń bezpieczeństwa, a także pokierować ich neutralizacją.

Jak wygląda dziś sytuacja cyberbezpieczeństwa w Polsce?

– Myślę, że jest dużo do zrobienia w tej dziedzinie. Trzeba szkolić specjalistów i budować odpowiednie struktury nie tylko w prywatnych firmach, ale także w wojsku. Jako IBM, mamy centrum we Wrocławiu, które monitoruje globalne zagrożenia w cyberprzestrzeni. Pracuje tam 200–300 osób, które zajmują się tylko i wyłącznie monitorowaniem tego, co się dzieje w przestrzeni europejskiej. Uważam więc, żeby ta cyberprzestrzeń w Polsce była bezpieczna, przede wszystkim trzeba szkolić ludzi. Należy też budować strategie ochrony danych osobowych, w kontekście RODO.

Cyber security to niezaprzeczalna przyszłość. Nie bez kozery mówi się, że w ciągu następnych 4–5 lat, zapotrzebowanie na specjalistów w zakresie cyberbezpieczeństwa globalnie wzrośnie – już mówi się o liczbie kilku milionów stanowisk.

Czy można więc wysunąć wniosek, że zaproszeni przez IBM weterani mają szansę na zatrudnienie w obszarze cyber security?

– Nasze doświadczenia ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że wyszkolony żołnierz, który dobrze rozumie, czym jest zdyscyplinowane działanie oraz co to znaczy procedura, jest bardzo dobrym kandydatem na to, aby po przeszkoleniu w zakresie IT, stać się specjalistą w zakresie cyberbezpieczeństwa. Jestem głęboko przekonany, że nasi goście będą mogli szerzej poznać  te zagadnienia.

Czy planują Państwo kolejne edycje tego programu?

– Absolutnie tak, będziemy kontynuować ten program. „Dzień Weterana” był projektem pilotażowym, ale chcemy aby koncepcja się rozwijała i aby uczestnicy dawali nam informacje zwrotne, po to, aby następne edycje były jeszcze lepsze.

 

  • Mariusz Pogonowski, kierownik zespołu wparcia Centrum Weteranów poza Granicami Kraju

– Cyberbezpieczeństwo jest ważnym hasłem nie tylko dla środowiska cywilnego, ale także dla wojska, zwłaszcza że z każdym kolejnym rokiem nabiera coraz większego znaczenia. Zaprosiliśmy żołnierzy z różnych sił zbrojnych, z różnymi stopniami, także z różnych uczelni wojskowych, żeby w pilotażowym projekcie zebrać jak najwięcej informacji. Informacja zwrotna zaś miała nam pomóc znaleźć odpowiedź, czy w szkoleniu powinniśmy kierować się wiedzą specjalistyczną, czy przekazywać wiedzę ogólną, dostępną dla wszystkich. Teraz przyjdzie czas na wnioski.

W szkoleniu wzięło udział zaledwie 16 osób. Jakie były kryteria wyboru uczestników?

– Zależało nam, żeby w programie uczestniczyli w głównej mierze weterani poszkodowani, czyli Ci żołnierze, którzy wykonując coś dla Ojczyzny poza granicami państwa, odnieśli uszczerbek na zdrowiu, czyli mówiąc wprost – Ci, którzy zostali ranni w działaniach zbrojnych. Ta wiedza przydaje się każdemu, również w życiu cywilnym, poza wojskiem. Jako Centrum Weteranów staramy się wspierać ich w nabywaniu nowych umiejętności. Jak mówi dyrektor naszego centrum: jak już człowiek ma odpowiednio dużo lat, najlepsza inwestycja to inwestycja w zdrowie oraz w nowe wykształcenie i umiejętności.

Zobacz też:

W zeszły piątek 23 listopada odbyło się oficjalne zakończenie uruchomionego przez IBM Polska kursu szkoleniowego w…

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Niedziela, 25 listopada 2018

 

  • Jolanta Jaworska, dyrektor programów ds publicznych i regulacyjnych IBM Polska Kraje  Bałtyckie i Ukraina

– Wpadliśmy na pomysł, że również w Polsce , mając tak wielu weteranów oraz chętnych do dzielenia się swoją wiedzą pracowników warto podzielić się naszym know-how w obszarze cyber security z grupą, która ma unikalne kompetencje jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa. Mowa oczywiście o wojskowych, ze szczególnym naciskiem na weteranów, do których każdy z nas ma nieprawdopodobny szacunek. Stwierdziłam, że spróbuję stworzyć program specjalnie dla nich, mając świadomość, że to niekoniecznie są informatycy. Razem z kolegami z różnych ośrodków IBM w Polsce (z Poznania, Warszawy, Katowic,  Wrocławia i Krakowa), wypracowaliśmy program, który nie zawiera tylko komponentów cyber security, ale również design thinking, Agile,  oraz tematy dotyczące ochrony danych w oparciu o RODO.

Przedstawiliśmy tę propozycję Fundacji Puławskiego oraz Centrum Weterana, gdyż zależało nam już na etapie tworzenia programu, aby dostać od nich informację zwrotną czy wpisuje się to w potrzeby weteranów. Program oparł się na 5-dniowych warsztatach. Każdego dnia zapewniliśmy uczestnikom 6-godzinne wykłady, ale też szkolenia praktyczne tzw. „hands-on”, żeby przekonali się jak wykorzystywać nowe metody czy technologie oraz pomagać sobie w kwestiach związanych z bezpieczeństwem. Nasz program jest programem wolontariatu pracowniczego w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu, który kierujemy do wybranych grup.

Co charakteryzuje tę grupę „studentów”?

– To co charakteryzuje wojskowych to z pewnością, sumienność, odpowiedzialność, bardzo poważne podejście do tematu oraz punktualność. Cieszyliśmy się też na taką naturalną otwartość wymiany informacji z ich strony.

Rozmawiała Magda Strzykalska

[1] Ponemon Institute’s Cost of Data Breach Study: https://www.ibm.com/security/infographics/data-breach/

Firmy, które chcą poprawić swoje wyniki finansowe, mogą teraz przesunąć wydatki na cyberbezpieczeństwo w koszty operacyjne OPEX

SonicWall zaoferował usługę “Security as a Service”

SonicWall, producent rozwiązań w obszarze cyberbezpieczeństwa, zaoferował w Polsce usługę „Security as a Service” (SECaaS). Dzięki niej każde polskie przedsiębiorstwo może wdrożyć u siebie najnowszej generacji cyberzabezpieczenia sprzętowo-programowe i rozliczać je na zasadzie miesięcznego abonamentu, jako wydatek operacyjny. Wdrożenie jest poprzedzone darmowym doradztwem dot. doboru zabezpieczeń, które realizują partnerzy SonicWall w Polsce.

Oferta jest adresowana do każdej firmy, która chce poprawić poziom swojego bezpieczeństwa IT. Taka firma może się zgłosić do dowolnego partnera SonicWall w Polsce, a ten w oparciu o ankietę przeanalizuje obecny poziom zabezpieczeń, a następnie zarekomenduje najlepsze rozwiązanie. Może ono obejmować zarówno sprzęt, np. nowej generacji firewalle SonicWall, jak i zestaw usług i technologii, których zadaniem będzie kompleksowa ochrona w obszarze cyberbezpieczeństwa.

„Rozwiązanie, które zarekomendują nasi partnerzy w oparciu o przeprowadzony wywiad, może obejmować sprzęt i/lub technologie dopasowane do potrzeb i wielkości konkretnej organizacji. Firmy będą za nie płacić comiesięczny abonament. Oznacza to, że zarówno koszty sprzętu, jak i dostępu do technologii są dla naszych klientów wydatkami typu OPEX, czyli traktowanymi jako koszty prowadzenia biznesu” – wyjaśnia Sebastian Cygan, Security Sales Manager w SonicWall.

Jeśli firma zamawia od SonicWall w ramach SECaaS sprzęt z licencjami bezpieczeństwa, minimalny okres, na jaki musi zamówić usługę, to 12 miesięcy. Jeśli w ramach zamawianego pakietu jest tylko odnowienie licencji bezpieczeństwa (firma posiada swoje urządzenie SonicWall), umowa musi zostać zawarta na minimum 3 miesiące. W dowolnym momencie po upływie okresu minimalnego klient może poprosić o zmianę parametrów zabezpieczeń, np. przez wymianę sprzętu na bardziej wydajny.

W obszarze bezpieczeństwa IT rozwiązania SonicWall należą do najlepszych na świecie, co potwierdza wiele niezależnych badań. Przy ich pomocy można chronić wszystko, co znajduje się pomiędzy i w obrębie tradycyjnych sieci, środowisk bezprzewodowych, a także na stacjach roboczych użytkowników.

Ochrona stacji roboczych jest realizowana za pomocą rozwiązania antywirusowego Capture Client (wykorzystującego silnik SentinelOne), które uzyskało ocenę „Rekomendowane” w teście grupowym Advanced Endpoint Protection (AEP) przeprowadzonym przez NSS Labs – jedną z najważniejszych na świecie organizacji badawczych zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Podobne wyróżnienie NSS Labs przyznał także nowej generacji firewallom SonicWall, których portfolio obejmuje zarówno urządzenia fizyczne, jak i wirtualne (do ochrony aplikacji webowych).

Wszystkie rozwiązania SonicWall ściśle współpracują z platformą chmurową SonicWall Capture Cloud, która zarządza informacjami o zagrożeniach zbieranymi z wielu źródeł i umożliwia automatyczne aktualizowanie sygnatur na firewallach. W ostatnim czasie SonicWall dokonał dużego uaktualnienia tej platformy wprowadzając funkcje: Secure SD-WAN (umożliwiającą zabezpieczanie definiowanych programowo sieci rozległych), Zero-Touch Deployment (uproszczającą obejmowanie ochroną oddziałów firmy) oraz Risk Meters (do analizy zagrożeń i oceny ryzyka). Dodatkowo rozszerzono funkcjonalność wirtualnych firewalli SonicWall z serii NSv o ochronę danych i aplikacji działających w chmurze publicznej AWS, Azure i Hyper-V.

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukmacher Unibet typuje, który kolejny kraj przeprowadzi referendum w sprawie wyjścia ze Wspólnoty przed 1 stycznia 2022 roku.

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej głosów o tym, że Unia Europejska się rozpada, a po opuszczeniu Wspólnoty przez Brytyjczyków, kolejne kraje zdecydują się na rozpisanie referendum. Pomimo tego, że wiele mówi się o eurosceptycyzmie w takich krajach jak Polska i Węgry, to obywatele tych krajów wyrażają bardzo wysokie poparcie dla członkostwa w UE. Zdaniem analityków londyńskiej firmy Unibet, znacznie bliżej do rozpisania referendum są takie kraje jak Włochy (14 proc.), gdzie władze sprawuje Giuseppe Conte  i Grecja (9 proc.) z rządami Aleksisa Tsiprasa.

Na trzecim miejscu ex aequo plasuje się Austria, która obecnie sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej oraz Polska. Prawdopodobieństwo, że oba kraje rozpiszą referendum do 2022 roku wynosi 6 proc.

Którym krajom najdalej do opuszczenia Unii? Stawkę zamykają (bez niespodzianek) Francja i Niemcy, Luksemburg i Malta. Unibet przewiduje, że istnieje 1,9 proc. szans, że dojdzie do #Frexitu czy #Gerexitu.

Zobacz też:

Pracownicze Plany Kapitałowe czy raczej Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?

Faktoring pojawił się w Polsce w latach 90-tych XX wieku wraz z rozwojem wolnorynkowej gospodarki. Wg danych Polskiego Związku Faktorów, korzysta z niego już ponad 16 tys. firm i jego popularność wciąż rośnie. Wyniki 16. edycji badania Bibby MSP Index obrazują, że pojęcie faktoringu znane jest niemal 90% właścicieli przedsiębiorstw.

Jedną z jego głównych zalet jest elastyczność. To rozwiązanie dostosowujące się do aktualnych potrzeb przedsiębiorstwa. Właściciele firm mają do dyspozycji wiele rodzajów faktoringu (m.in. z regresem, bez regresu, eksportowy), dzięki czemu mogą wdrożyć odpowiednio dobrane usługi w celu poprawy swojej sytuacji finansowej.

Przedsiębiorcy, biorący udział w 16. edycji badania Bibby MSP Index, docenili poprawę płynności finansowej, skrócony czas oczekiwania na gotówkę, dyscyplinowanie dłużników firmy oraz zmniejszenie pracochłonności obsługi należności – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Z badania Bibby MSP Index wynika, że 71% firm z sektora MŚP spotyka się z problemem opóźnionych płatności. Niewątpliwie, wśród małych i średnich przedsiębiorstw faktoring cieszy się największą popularnością. Warto zwrócić uwagę, że ta forma finansowania może okazać się idealnym rozwiązaniem dla dużych firm z ugruntowaną pozycją na rynku. To usługa, która sprawdzi się we wszystkich przedsiębiorstwach – bez względu na zasięg ich działalności czy liczbę pracowników. Wszędzie tam, gdzie stosowane są odroczone terminy płatności.

Firmy faktoringowe gwarantują znacznie szerszą dostępność finansowania niż w przypadku popularnego kredytu. Skąd ta rozbieżność? W przypadku kredytu bankowego analiza przedsiębiorcy dokonywana jest na podstawie jego przeszłości kredytowej, z uwzględnieniem wartości aktualnie posiadanych dóbr. Brane jest pod uwagę obecne zadłużenie firmy. Natomiast w przypadku faktoringu, ryzyko transakcji spoczywa na odbiorcach przedsiębiorstwa. Dzięki temu otrzymaną gotówkę można wykorzystać do odzyskania płynności finansowej i ustabilizowania firmy. Faktoring nie powoduje również obniżenia zdolności kredytowej.

Z każdym rokiem usługi faktoringowe odnotowują wzrost – zarówno pod względem obrotów, jak i liczby klientów korzystających z tych usług. Zainteresowanie faktoringiem przybiera na sile. Zwiększa się świadomość przedsiębiorców, którzy otwierają się na nowoczesne formy wsparcia biznesu – podsumowuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Dziewiąty miesiąc z rzędu Indeks Cen Transakcyjnych rośnie. Obrazujący zmianę cen mieszkań w największych polskich miastach wskaźnik jest dziś na poziomie wyższym o 13,4 proc. niż rok temu. Mimo wielu sygnałów o zbliżającym się końcu hossy, kupujący nie odpuszczają, a wysoki popyt nadal przekłada się na rosnące ceny.

Białystok, Kielce, Lublin i Szczecin to największe miasta, w których w ostatnich 12 miesiącach stawki za metr kwadratowy zwiększyły się o 15 proc. lub więcej. W kilku mniejszych ośrodkach (Bielsko-Biała, Częstochowa, Sosnowiec i Toruń) zmiana jest jeszcze większa, ale ze względu na niewielką liczbą transakcji wartości na poziomie 25-30 proc. wzrostu należy traktować ostrożnie. Przez ostatni rok przeciętna cena metra kwadratowego spadła tylko w dwóch ośrodkach: Bydgoszczy i Wrocławiu.

Aktualne notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych to 965,92 punktów, w ciągu 12 miesięcy indeks urósł o 13,4 proc., dzisiejszy poziom jest najwyższy od sierpnia 2008 r., czyli mieszkania są najdroższe od ponad 10 lat. Obecne wzrosty cen trwają od początku bieżącego roku. Wcześniej przez kilka lat obserwowaliśmy okres stabilizacji. IDK jest wskaźnikiem obrazującym realne zmiany na rynku mieszkaniowym w największych miastach Polski. Jest wyliczany na podstawie transakcji mieszkaniowych dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance w ostatnich trzech miesiącach, przy czym im nowsze dane, tym większą wagę w obliczeniach mają.

 

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

 

Najdroższa Warszawa jeszcze droższa

Standardowo najwięcej za metr kwadratowy trzeba płacić w stolicy, obecnie jest to średnio 8341 zł, najwięcej od ponad 10 lat. Warszawski rynek napędzany jest przez inwestorów, nadal nie brakuje też osób kupujących mieszkania na własne potrzeby. Ceny są wyższe praktycznie w całym mieście, a wzrost ceny transakcyjnej nie jest związany ze zmianą struktury sprzedawanych lokali (tak bywa na mniejszych rynkach, gdzie przy niewielkiej liczbie transakcji relatywnie łatwo jest zachwiać średnią ceną). Stawki za metr podbija m.in. rozbudowa drugiej linii metra, wzdłuż przyszłych stacji stawki są coraz wyższe. Inaczej wygląda dziś obraz rynku wrocławskiego, gdzie więcej sprzedaje się mieszkań w mniej atrakcyjnych lokalizacjach. Obecne stawki są porównywane z tymi sprzed roku, jednak wtedy sprzedawano mieszkania lepiej położone.

 

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania
w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Białystok 5 130 zł 22,2%
Bydgoszcz 4 733 zł -2,7%
Gdańsk 6 627 zł 13,8%
Katowice 5 119 zł 1,5%
Kielce 4 191 zł 15,4%
Kraków 7 008 zł 9,2%
Lublin 5 522 zł 15,5%
Łódź 4 837 zł 8,5%
Olsztyn 5 301 zł 12,5%
Poznań 6 255 zł 10,1%
Rzeszów 4 840 zł 1,0%
Szczecin 5 297 zł 15,2%
Warszawa 8 341 zł 14,7%
Wrocław 6 071 zł -2,7%

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

 

Polacy kupują też na kredyt

Oprócz inwestorów, sporą grupę kupujących stanowią osoby zaciągające kredyt w banku. Kusi ich relatywnie niskie oprocentowanie oraz bardzo dobra sytuacja na rynku pracy. Stan ten utrzymuje się już od dłuższego czasu, dzięki czemu wiele osób spogląda w przyszłość z potężnym optymizmem. Powoduje on, że w 2018 roku udzielonych zostanie najwięcej kredytów mieszkaniowych od dekady – wynika z prognoz Open Finance. Na ten wynik składają się jednak nie tylko coraz lepsza sytuacja finansowa gospodarstw domowych, ale też wcześniej wspomniane dynamiczne wzrosty cen. Powód jest prosty – aby kupić drożejące mieszkania trzeba mieć po prostu więcej pieniędzy. Na rosnący popyt na kredyty mieszkaniowe składa się więc nie tylko fakt, że coraz więcej osób chce kupić mieszkanie z pomocą hipoteki, ale też na zakup pojedynczego „M” potrzebujemy więcej pieniędzy.

Banki czekają z otwartymi ramionami

Zaciągając dziś kredyt hipoteczny należy jednak z rezerwą podchodzić do swoich możliwości finansowych. Banki chętnie udzielają finansowania, ale wymagają przynajmniej 10-procentowego wkładu własnego. To już studzi optymizm części kredytobiorców, którzy nie mają kilkudziesięciu tysięcy złotych wolnych środków, aby sfinansować wkład własny i koszty transakcyjne związane z zakupem (prowizje i opłaty). Mało tego – dziś zadłużając się trzeba mieć też świadomość, że panujące od ponad trzech lat rekordowo niskie stopy procentowe kiedyś wzrosną, a to oznacza, że zaciągnięty dziś kredyt będzie droższy.

O ile? Pojedyncza podwyżka stóp procentowych niewiele zmieni, bo oznacza, że rata trzydziestoletniego kredytu wzrośnie o kilkanaście złotych miesięcznie. Gorzej jeśli wrócilibyśmy do sytuacji sprzed sześciu lat, kiedy podstawowa stopa procentowa wynosiła 4,75 proc., a nie 1,5 proc. jak obecnie. Efekt mógłby być taki, że rata wzrosłaby nawet o 30-40 proc. Nawet tak skrajnie niekorzystny scenariusz, którego realizacja w najbliższych latach jest bardzo mało prawdopodobna, powinien być brany pod uwagę przez potencjalnych kredytobiorców, którzy po prostu nie powinni do cna wykorzystywać posiadanej dziś zdolności kredytowej.

Hossa na rynku mieszkaniowym bez wątpienia zbliża się do końca, nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć, czy ceny przestaną rosnąć za trzy miesiące czy półtora roku. Wiele zależy od sytuacji na rynku pracy oraz ewentualnych podwyżek stóp procentowych.

 

Przyjęto ustawę o PPK, czyli powszechnym i dobrowolonym systemie długoterminowego oszczędzania dla pracowników tworzonym i współfinansowanym przez pracodawców i Państwo. Po długich konsultacjach społecznych, zaopiniowano, że projekt powinien wejść w życie. I wszedł, a co nam da?

Pozytywnie zaopiniowali projekt partnerzy społeczni: reprezentatywne związki zawodowe i organizacje pracodawców zasiadające w Radzie Dialogu Społecznego. 66 proc. badanych pracowników dobrze ocenia Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) – tak wynika z badań CBM Indicator przeprowadzonych dla Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

Temat PPK nie mógł przejść bez echa podczas ostatniego kongresu wartości Open Eyes Economy Summit, który poruszył ten temat w sesji specjalnej pt. „Czy Pracownicze Plany Kapitałowe to naprawdę to samo co Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?”, w której udział wzięli moderator: Grzegorz Osiecki – „Dziennik Gazeta Prawna”, Paweł Borys – Prezes Zarządu, Polskiego Funduszu Rozwoju, Piotr Kamiński – Wiceprezydent, Pracodawcy RP, Grzegorz Prądzyński – Prezes Zarządu, Polska Izba Ubezpieczeń oraz Małgorzata Rusewicz – Prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. W rozmowie poruszono ważne przesłanki, ale też wady i zalety programu, porównano choćby do OFE, ale i podano konkretne dane i liczby na ten temat.

Przede wszystkim, PPK to bezpieczeństwo finansowe dla Polaków. Eksperci podczas sesji uznali, że publiczny system emerytalny gwarantuje pracującym emeryturę, jednak starzenie się społeczeństwa spowoduje, że świadczenia te nie będą wysokie. Problem niskich emerytur dotyczy zwłaszcza młodego pokolenia, szczególnie osób, które mają obecnie poniżej 40 lat i nie zgromadziły tzw. kapitału początkowego w ZUS. Według gości OEES, program PPK stanowi uzupełnienie emerytury – zgromadzony kapitał na pracowniczym koncie PPK sprawi, że przyszli emeryci będą zamożniejsi. Przełoży się to na wyższy standard życia Polaków na starość.

Dodatkowo, w zwyczaju jest, że jeżeli sami oszczędzamy, to mamy tyle, ile odłożyliśmy z naszego wynagrodzenia. Znacznie korzystniej jest w PPK. W uproszczeniu do każdej złotówki odłożonej przez pracownika, drugą co miesiąc dokłada pracodawca, a Państwo dodaje dopłatę roczną.

Program zakłada, że z udziału w PPK pracownik może zrezygnować zarówno na etapie tworzenia programu w miejscu pracy, jak i w każdym dowolnym momencie w przyszłości – konto pracownika w PPK jest w pełni prywatne, a zgromadzone środki podlegają dziedziczeniu. Jak zaznaczono podczas OEES, badania społeczne pokazują, że blisko 80% Polaków chciałoby mieć oszczędności, ale tylko kilkanaście procent z nas oszczędza długoterminowo. Obecnie jednak pensje rosną w szybkim tempie, a badania GUS wskazują, że ponad 80% polskich gospodarstw domowych posiada co miesiąc rosnące nadwyżki finansowe.

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 20 listopada 2018

Czy Pracownicze Plany Kapitałowe to naprawdę to samo co Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego? O tym mówili @Grzegorz Osiecki…

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 20 listopada 2018

Pracodawca będzie zobowiązany stworzyć PPK dla swoich pracowników i wpłacać co najmniej 1,5% wynagrodzenia brutto na konto każdego z nich

W sesji „Czy Pracownicze Plany Kapitałowe to naprawdę to samo co Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego?” omówiono także obowiązki pracodawców związane z tworzeniem programu PPK. Według obliczeń Narodowego banku Polskiego opłaty i same obowiązki zostały możliwe uproszczone, a przy rosnących w tempie 7% rocznie wynagrodzeniach wpłata 1,5% nie powinna przełożyć się na spadek rentowności sektora przedsiębiorstw.

Pomysłodawcy programu uważają, że zaangażowanie pracodawców w program PPK powinno być docenione jako ich wkład w długoterminowe bezpieczeństwo finansowe pracowników, a podniesienie standardów rynku pracy zwiększy atrakcyjność aktywności zawodowej i podniesie motywację pracowników – co finalnie będzie z korzyścią dla pracodawców.

Goście w dyskusji poruszyli temat analizy podobnych systemów długoterminowego oszczędzania, także w innych krajach. Wybrano najlepsze praktyki, najbardziej efektywne mechanizmy i dostosowano je do polskich realiów. W wielu rozwiniętych krajach, gdzie działają podobne systemy – od Niemiec, Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich, po Stany Zjednoczone, Kanadę i Nową Zelandię – to na pracodawcy spoczywa ustawowy obowiązek stworzenia systemu dodatkowego oszczędzania dla swoich pracowników. Podobnie będzie właśnie w kraju nad Wisłą.

Źródło: Open Eyes Economy Summit

Wpłaty na konto PPK będą pochodzić z trzech źródeł: od pracodawcy, pracownika i Państwa

W przypadku wpłat od pracownika i pracodawcy wysokość będzie naliczana procentowo od wysokości wynagrodzenia brutto. Jeśli zaś chodzi o wpłaty ze strony Państwa, to określono kwoty niezależne od wysokości dochodów pracownika. Każdy, kto zdecyduje się oszczędzać w PPK, otrzyma jednorazowo 250 zł wpłaty powitalnej. Następnie co roku, po spełnieniu określonych warunków, Fundusz Pracy będzie zasilać konto pracownika kwotą 240 zł.

Pracodawca zatrudniający co najmniej jedną osobę, za którą odprowadzane są składki emerytalne i rentowe do ZUS, dokona wyboru instytucji finansowej zarządzającej PPK pracownika oraz otworzy za jej pośrednictwem dla niego imienny rachunek, na którym będą gromadzone jego oszczędności – prywatne konto PPK. Do PPK będzie obowiązywać tzw. automatyczny zapis osób zatrudnionych w wieku do 55 lat (powyżej tego wieku pracownik samodzielnie składa wniosek o przystąpienie do programu). Pracownik będzie miał możliwość odstąpienia od udziału w PPK, podpisując specjalne oświadczenie o rezygnacji z dokonywania wpłat do PPK oraz związanych z tym korzyści, takich jak wpłaty pracodawcy czy dopłaty ze strony Państwa.

Zgodnie z ustawą, za wdrożenie programu PPK odpowiada Polski Fundusz Rozwoju SA. PFR stworzy także system ewidencji i rozliczeń oraz będzie swoistym centrum informacji o funkcjonowaniu Pracowniczych Planów Kapitałowych. Z kolei PFR Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. (spółka zależna od PFR S.A.), zgodnie z rządowym projektem ustawy, będzie pełnić funkcję instytucji wyznaczonej – będzie gwarantował pracodawcom i pracownikom dostęp do oferty PPK.

Więcej informacji na temat PPK można znaleźć na stronie: https://www.pfr.pl/pl/ppk

Źródło: OEES.pl

Jeśli chciałbyś być na bieżąco z informacjami o alarmie, jeśli chcesz dowiedzieć się także, czy alarm jest uzbrojony, czy jednak został wyłączony, a może chciałbyś móc śledzić historię wszelkich aktywności dotyczących alarmu, warto postawić na mobilne rozwiązania, które będą zawsze w zasięgu Twojej dłoni.

Jednym z nich jest nowa wersja aplikacji mPanic, która pozwala na nadzór nad systemami alarmowymi Konsalnet. Aplikacja służy do zdalnego zarządzania i monitorowania systemem alarmowym, pozwalając podglądać stan alarmu, obsługiwać płatności elektroniczne, a także sprawdzić, czy alarm jest uzbrojony czy też nie. W razie uruchomienia alarmu, aplikacja powiadomi sygnałem bezpośrednio na telefonie użytkownika. Dodatkowo, szybki kontakt z działem obsługi Konsalnet, alerty, powiadomienia i pełna dokumentacja płatności to kolejne funkcje dla aplikacji mobilnej, która staje się centrum kontaktowym pomiędzy firmą a klientami.  Można oczekiwać dalszego rozwoju opcji zarówno alarmowych, jak i usprawnień komunikacyjnych czy administracyjnych, gdyż mPanic to rozwiązanie, które będzie kształtować nowoczesny model zarządzania systemem ochrony.

Sprawdź funkcjonalność aplikacji, ściągając ją ze sklepu Google Play lub Apple Store.

 

 

 

20 i 21 listopada w Centrum Kongresowym ICE Kraków miała miejsca trzecia odsłona Open Eyes Economy Summit międzynarodowego kongresu ekonomii opartej na wartościach. 200 mówców przyciągnęło do Krakowa 2500 uczestników, aby rozmawiać o zrównoważonym rozwoju, inspirować oraz wymieniać się wiedzą i doświadczeniami.

Odpowiedzialność społeczna, przyszłość wolnego rynku, demokracja i ekologia, świadome gospodarowanie zasobami, zdrowa żywność, wpływ internetu na społeczeństwo, a także innowacyjne rozwiązania dla miast i regionów – to tylko część tematów, które tworzyły tygiel rozmaitości, jakim jest Open Eyes Economy Summit. Rozważania tegorocznej edycji kongresu toczyły się wokół pięciu bloków tematycznych: firma-idea, marka – kultura, miasto-idea, człowiek – praca oraz ład międzynarodowy. Zaproszeni przez organizatorów wyjątkowi goście przeprowadzili ciekawe i pouczające wykłady, wzięli udział w inspirujących dyskusjach, stoczyli „bitwy słowne”, a także inspirowali podczas kameralnych spotkań w specjalnych meeting points.

Trzecia edycja OEES stała się dojrzałym spotkaniem ambitnej intelektualnie publiczności złożonej z prawie 2500 ludzi. Bezkompromisowy merytorycznie program to główna zaleta szczytu. Wydarzenie stało się markowe, zupełnie odróżniając się od innych tego rodzaju w Europie. Udało się jednocześnie zachować jego cechy charakterystyczne: międzypokoleniowość, multidyscyplinarność i pozytywną atmosferę. Lubię to, że OEES pozostaje najładniejszym kongresem w Polsce, a naszych gości cechuje ogromne zaangażowanie – mówi Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny OEES.

Pierwszy dzień OEES był pełen pasjonujących dyskusji, inspirujących wystąpień i nowych znajomości. Kongres rozpoczął się od wystąpienia grupy Art Color Ballet, która wprawiła uczestników w zachwyt i zadumę. Scenografia sceny głównej – drzewo wykonane przez krakowskich artystów metodą string art – podkreślało bajkowy charakter przedstawienia. Po przedstawieniu został wyświetlony przygotowany przez organizatorów krótki film opisujący ideę kongresu otwartych oczu, jego założenia, a także podejmowaną tematykę. Inaugurację kongresu zwieńczyło przemówienie ministra nauki i szkolnictwa wyższego – Jarosława Gowina. W ramach sesji inauguracyjnej na mównicy pojawili się m.in. Luca Jahier – przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego oraz prof. Jacqueline Cramer – była minister budownictwa, gospodarki przestrzennej i środowiska w Holandii, a także prof. Shalini Randeria – rektor Institute for Human Science w Wiedniu oraz prof. Jacek Purchla – przewodniczący Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jednym z wyróżniających się wydarzeń był happening Cecylii Malik nad Wisłą.

Drugi dzień kongresu rozpoczęło m.in. wystąpienie rzecznika praw obywatelskich – Adama Bodnara. Na mównicy pojawili się także: David Briggs – CEO Velux Group, Jennifer Morgan – dyrektor generalna Greenpeace International, prof. Zhu Wenyi z Uniwersytetu Tsinghua, Janina Ochojska – założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej czy Mateusz Zmyślony – dyrektor kreatywny OEES i agencji ESKADRA. W ramach sesji specjalnej „Mała czarna wielka sprawa” wyemitowano film o łańcuchu dostaw i produkcji kawy w Rwandzie The Second Sunrise. Coffee and Rwanda w reżyserii Karola Kowalskiego wyprodukowany przez Fundację GAP. Ciekawą dyskusję przeprowadzili też czescy goście: David Černý – artysta, twórca m.in. „Entropy” oraz Tomáš Sedláček – ekonomista, autor Ekonomii Dobra i Zła. Kongres zakończył prof. Jerzy Hausner, podsumowując dwa dni ekonomicznej wymiany myśli.

Świat głównie koncentruje się na środkowym rozumieniu czasu, który płynie w zamkniętym obiegu; który coraz szybciej ma oznaczać coraz więcej, ale w istocie oznacza coraz gorzej. Dlatego potrzebna jest nam społeczna przestrzeń działalności gospodarczej, w której bierzemy odpowiedzialność za przyszłość. Rozwój nie zależy od jednego mechanizmu, od jednego wymiaru – zależy tak samo od kultury, jak od finansów, od edukacji oraz produktywności i innowacji. Otwórzmy oczy, zdobądźmy się na aksjonormatywną refleksję, odwołajmy się do wartości egzystencjalnych, zastanówmy się, czy inne rozwiązania nie przyniosą większych możliwości. Nie rezygnujmy z tego, co tu i teraz z dokonywania transakcji ale nie zapominajmy o partnerstwie i przekształcaniu go w relacje. Bo tylko wtedy opłaca się inwestować i brać odpowiedzialność za przyszłość – gdy sami ją tworzymy – powiedział prof. Jerzy Hausner w wystąpieniu podsumowującym Open Eyes Economy Summit 2018.

Prace nad przyszłą edycją już się rozpoczęły i została ona zaplanowana na 19–20 listopada 2019 r. W 2019 roku wyruszymy także w podróż po Polsce i świecie – czwartą edycję kongresu poprzedzą spotkania, seminaria i wydarzenia propagujące ideę Open Eyes Economy.

Zdjęcia: Łukasz Popielarczyk, Łukasz Świerczyna, Piotr Malec

Omawiając przyszłość produkcji aut i części samochodowych, eksperci sektorowi Santander Bank Polska zwracają uwagę na to, co łączy wszystkie trendy i megatrendy motoryzacyjne. – Według nas najważniejszymi kierunkami rozwoju nie tylko globalnego, ale i krajowego sektora automotive są connected cars, napędy alternatywne, auta autonomiczne i car sharing. Wspólnym mianownikiem tych trendów jest jeden nadrzędny gigatrend. To urbanizacja – mówi Małgorzata Demidziuk, dyrektor ds. sektora logistyki i automotive w Santander Bank Polska.

Eksperci Santander Bank Polska podkreślają, że realizacja różnych nowych wizji transportu wcale nie musi być tak odległa jak się na pierwszy rzut oka wydaje, bo urbanizacja jest trendem, który postępuje bardzo szybko. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych w 2017 r. jej wskaźnik dla całego świata wynosił 55%. ONZ prognozuje jednocześnie, że co 5 lat w miastach będzie przybywać ok. 400 mln mieszkańców i w 2050 r. wskaźnik urbanizacji ma już wynosić 68%. Liczba mieszkańców miast sięgnie 6,7 mld osób, czyli ok. 2/3 światowej populacji. W niektórych rejonach świata wskaźnik urbanizacji już teraz jest dużo wyższy. Przykładowo, w Europie wynosi 74% a w Ameryce Północnej 82%. W przyszłości będzie też rosła liczba megamiast, czyli miast z populacją powyżej 10 mln ludzi. W 2015 r. było ich już 29, a w 2030 naliczymy aż 43. Z kolei miast „nieco” mniejszych, z populacją od 5 do 10 mln, w 2030 będzie 66 (o 21 więcej niż w 2015 r.).

1 gigatrend: urbanizacja

Santander Bank Polska zwraca uwagę, że nowe technologie, rozwiązania i zjawiska w branży automotive już teraz pojawiają się jako odpowiedzi na problemy komunikacyjne w szybko powiększających się miastach. Chodzi np. o zanieczyszczenia powietrza, korki uniemożliwiające swobodne przemieszczanie się czy problemy z miejscami postojowymi i parkingami. Podobny mechanizm będzie działać w dalszej przyszłości. – Tam gdzie intensywnie rozwijają się miasta będą powstawać nowe, chłonne rynki zbytu. W fazie takiego szybkiego rozwoju jest obecnie Afryka. Z kolei w fazie suburbanizacji, postępującego przeludnienia i eksplozji demograficznej w miastach są już kraje takie jak Indie i Chiny. Biorąc pod uwagę rozrastającą się tam klasę średnią, dla branży to sygnał, że długoterminowo to właśnie rynki azjatyckie będą napędzać absorbcję nowych trendów. W dalszej kolejności trendy te będą przenosić się także na rynki afrykańskie – mówi Martyna Dziubak, analityk ds. sektora TSL i automotive w Santander Bank Polska. Wg analityków tego banku, główne megatrendy wynikające z urbanizacji to connected cars, napędy alternatywne, auta autonomiczne i car sharing.

4 megatrendy: connected cars, napędy alternatywne, auta autonomiczne i car sharing

Trend connected cars, czyli aut połączonych z siecią, innymi użytkownikami, pojazdami oraz infrastrukturą, wykorzystujący m.in. big data, cyfryzację, internet rzeczy, telematykę czy sztuczną inteligencję będzie widoczny przede wszystkim w miastach. To właśnie w nich znajduje się niezbędna infrastruktura a mieszkańcy mają wyższą siłę nabywczą, dzięki czemu stać ich na korzystanie z nowoczesnych a zarazem kosztownych technologii. Dodatkowo, w dużych ośrodkach miejskich popyt na nowinki jest napędzany stylem życia jego mieszkańców oraz modą. Na problemy miast, takie jak zanieczyszczenia i smog, odpowiada natomiast trend rozwoju napędów alternatywnych. To jeden z najbardziej przyszłościowych trendów w motoryzacji, bo coraz więcej aglomeracji ogranicza wjazd samochodów z silnikiem spalinowym do ich centrów oraz wprowadza zachęty dla aut z napędem alternatywnym (np. darmowe parkowanie). Z kolei w ograniczeniu liczby wypadków w miastach i zatorów z nimi związanych, pomóc miastom mają auta autonomiczne. – Na razie upowszechnienie pojazdów autonomicznych, poza dopracowaniem technologii, wymaga jeszcze dostosowania i uspójnienia systemów prawnych. Dlatego, w ciągu najbliższych kilku lat auta autonomiczne nie będą produkowane na szeroką skalę, ale w dłuższej perspektywie trend ten może bardzo przyspieszyć – wskazuje Martyna Dziubak. Urbanizacja wpłynęła także na powstanie i rozwój mody na współdzielenie aut. Ich wypożyczanie pomaga ekonomicznie korzystać z transportu samochodowego, zmniejszyć korki, co także potencjalnie przekłada się na zmniejszenie zanieczyszczeń środowiska i komfort życia w miastach.

7 skutków dla sektora automotive

Giga i mega trendy w sektorze automotive przyspieszą także rozwój technologii podnoszących efektywność procesów produkcyjnych, sprzedażowych i logistycznych. Na znaczeniu zyska przede wszystkim sprawna i szybka logistyka, bo konsumenci generalnie coraz bardziej przyzwyczajają się do błyskawicznego dostępu do towarów i usług. Jeśli chodzi o sprzedaż to jej model będzie ewoluować w kierunku e-commerce i wirtualnej rzeczywistości. Obecnie całkowite zrezygnowanie ze sprzedaży bezpośredniej wydaje się mało prawdopodobne, gdyż zakup auta wciąż jest ważną i wysokowartościową decyzją. Dlatego też dealerzy i salony pozostaną kluczowi. Sam model sprzedaży i obsługi klienta będzie wyglądać inaczej. Przykłady już są: Volkswagen zaproponował platformę, na której klient będzie konfigurować swoje przyszłe auto, obsługiwać aplikacje i korzystać z całodobowej obsługi. Zwiększy się liczba salonów wystawowych i pop-up. W skonfigurowaniu własnego samochodu pomogą augmented reality i virtual reality. Dzięki nim klient będzie mógł zdalnie obejrzeć auto czy odbyć jazdę. – To jest daleka przyszłość, gdyż te technologie są drogie i będą adaptowane stopniowo, w zależności od możliwości dealerów i zapewne przy wsparciu producentów oraz importerów – podkreśla Martyna Dziubak.

Santander Bank Polska zwraca też uwagę na skracający się cykl życia produktów. W dzisiejszych czasach konsumenci chcą mieć na bieżąco dostęp do wszystkich nowinek. Aby im to zapewnić modele będą liftingowane coraz częściej. W ślad za tym będzie musiała zwiększać się elastyczność produkcji. Coraz ważniejsza jest bliska lokalizacja zakładów produkcyjnych wokół montowni, aby jak najszybciej dostarczać potrzebne części, a w efekcie skracać czas w którym klient otrzyma produkt.

Santander Bank Polska widzi również możliwość ewolucji modeli biznesowych w branży. Trendy takie jak car sharing mogą np. wpływać na przekształcenie się dostawców samochodów w dostawców rozwiązań cyfrowych i usług transportowych. Producenci, którzy zdecydują się dostarczać auta do car sharingu, będą je wyposażać w różne aplikacje cyfrowe i jednocześnie stawać się właścicielami platform, które będą tymi aplikacjami zarządzać. Mówiąc o aplikacjach, którymi będą naszpikowane samochody przyszłości, trzeba wziąć pod uwagę wyzwania związane z ogromną ilością danych o użytkownikach. Pojawią się koszty zadbania o bezpieczeństwo tych danych oraz kwestie prawne związane z ich wykorzystaniem.

Zdjęcie: Future Motive – kongres 2018

„Słowo pisane jest bezlitosne. Kiedy czytam, oceniam to, co zostało napisane, na podstawie tego, jak wygląda. (…) Kiedy komunikujemy się twarzą w twarz, ludzie wokół nas przywiązują wagę do sygnałów niewerbalnych. Mowa ciała odpowiada podobno za 55% naszego przekazu podczas rozmowy. Głos może odpowiadać za ok. 38%, a nasze słowa za zaledwie 7%.(…) Ale skoro komunikacja pisemna zajmuje we współczesnym miejscu pracy pozycję centralną (e-mail, komunikatory, media społecznościowe) to właśnie słowa stają się najważniejsze.” – Tak autorka książki Fiona Talbot przekonuje we wstępie do dalszej lektury i trudno się z nią nie zgodzić.

Skoro uznajesz, że umiejętność pisania ma zasadnicze znaczenie dla ciebie jako jednostki, jak i dla twojej organizacji to pisanie w języku angielskim – w rozmaitych formach i odsłonach – jest najlepszym sposobem, by skutecznie funkcjonować na rynku globalnym.

W książce każdy znajdzie mnóstwo praktycznych przykładów zdań i fraz, z omówieniem i tłumaczeniem. Autorka prezentuje system Word Power Skills oparty o cztery kroki:

Krok 1: bądź poprawny

Krok 2: niech twój tekst będzie zrozumiały

Krok 3: zrób odpowiednie wrażenie

Krok 4: skoncentruj się na czytelnikach jako klientach

Komunikacji biznesowej w ramach niemal każdej organizacji towarzyszy także komunikacja w oparciu o media społecznościowe, którym autorka poświęca sporo uwagi. Jak słusznie zauważa, w mediach społecznościowych „nawet najcichszy głos ma teraz megafon, przez który może komunikować się z całym światem, uczestniczyć w rozmowach i rozbrzmiewać w sieci.” Z książki czytelnik dowie się jak poprawnie pisać posty i budować wiarygodny przekaz, jak nawiązać dialog, a nie prowadzić monolog i jak ewoluuje język angielski w zakresie skrótów, nowych form i fraz – na przykładach z licznymi cytatami i omówieniem autorki. Komunikacja SMS oraz pisanie CV czy listów motywacyjnych także zostały opisane w ciekawy i praktyczny sposób, z myślą o budowaniu skutecznego przekazu.

W podsumowaniu Fiona Talbot wskazuje na fazy rozwoju kariery zawodowej w połączeniu z nabieraniem mistrzostwa w komunikowaniu, gdy rozwijasz się dzięki temu, że wiesz jak wykorzystać moc słów, a gdy osiągasz mistrzostwo w posługiwaniu się słowem pisanym możesz wyróżnić się wśród innych i zacząć być dla nich wzorem.

Zaskakująco prosto brzmi końcowa teza, że skuteczne pisanie po angielsku w relacjach biznesowych polega na tworzeniu jasnych, zwięzłych wiadomości i wartościowych treści, a dzięki lekturze książki z pewnością nauczysz się jak stać się mistrzem komunikacji biznesowej.

Zapraszamy serdecznie do lektury – aby kupić książkę przejdź do strony: http://www.poltext.pl/b2324-business-english-jak-pisac-skutecznie-po-angielsku.htm

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do nowoczesnych rozwiązań przekonują się powoli. Na razie aż ponad 84% faktur wystawia się w papierowej formie, a większość elektronicznych faktur to zwykły PDF, który z automatyczną, elektroniczną fakturą wymaganą przez UE nie ma nic wspólnego.

27 listopada Polska zacznie wdrażać brukselską dyrektywę o e-fakturowaniu w zamówieniach publicznych. Zanim jednak pierwsze faktury popłyną sieciowym strumieniem, będzie jeszcze kilka miesięcy na właściwe przygotowanie. Ustawą, która zacznie obowiązywać od 18 kwietnia 2019 roku będą objęte organy władzy publicznej wszystkich szczebli, w tym jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie publiczne  oraz spółki komunalne powołane do realizacji zadań publicznych. Nakazem przyjęcia elektronicznej faktury będą objęte również samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej, państwowe i samorządowe instytucje kultury, a także komunalne towarzystwa budownictwa społecznego. Zgodnie z nowymi przepisami wszystkie te grupy podmiotów będą musiały przyjmować e-faktury w jednolitym, europejskim standardzie od swoich dostawców towarów i wykonawców prac. Co ważne, decyzja o wystawieniu automatycznej e-faktury będzie należeć do dostawcy ponieważ w przypadku zamówień publicznych nie będzie już wymagana zgoda nabywców na wystawianie faktur elektronicznych.

Nowe przepisy w trybie trzech ustaw

Automatyczne przetwarzanie faktur będzie obowiązywać w ustawach Prawo zamówień publicznych, o partnerstwie publiczno-prywatnym i o umowie koncesji na roboty budowlane i usługi. Wyjątkiem będą zamówienia objęte tajnością ze względu na ochronę bezpieczeństwa państwa. Fakturowanie elektroniczne będzie stosowane również w przypadku małych zamówień publicznych o wartości nieprzekraczającej progu równowartości 30 tys. euro. W tym przypadku można wyłączyć zastosowanie e-faktur w umowie, ogłoszeniu, specyfikacji istotnych warunków zamówienia lub innym dokumencie rozpoczynającym postępowanie o udzielenia zamówienia publicznego.

PDF to nie e-faktura

– To prawdziwy przełom regulacyjny, który może spowodować, że firmy będą częściej i chętniej stosować automatyczne, elektroniczne faktury zamiast przesyłać dokumenty księgowe w postaci papierowej czy PDF. Skorzystają na tym wszyscy, bo automatyczna faktura pozwala na odbiór i przetwarzanie dokumentów księgowych praktycznie bez ingerencji człowieka, oznacza mniej błędów, znacznie niższe koszty obsługi i znaczące przyśpieszenie całego procesu. Z naszych doświadczeń wynika, że możliwe jest skrócenie obiegu faktur nie dwukrotnie czy nawet dziesięciokrotnie. Czas można skrócić nawet blisko 400 – krotnie – zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes zarządu firmy Edison będącej członkiem konsorcjum PEF Expert, które będzie świadczyło usługi brokera  Platformy Elektronicznego Fakturowania realizując zamówienia dla Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

W Polsce szacuje się, że każdego roku w obiegu jest około półtora miliarda faktur. Ich prawidłowe wystawienie, przesłanie oraz odebranie i zaksięgowanie generuje niemałe koszty. Według wyliczeń firmy Edison, firma wystawiający miesięcznie 500 e-faktur, może zaoszczędzić rocznie 20 dni pracy i 10000 zł na materiałach i energii. A im więcej wystawianych faktur, tym te oszczędności są znacznie większe. Pomimo tego przedsiębiorcy w Polsce podchodzą z dużą nieśmiałością do automatycznych e-faktur.

Co trzecia firma odbiera prawdziwe e-faktury

Główny Urząd Statystyczny sprawdził ile firm prowadzących działalność w 2017 roku miało do czynienia z e-fakturami. W badanej grupie znalazło się 103467 podmiotów gospodarczych. 35,5% z nich zadeklarowało, że odbiera automatyczne e-faktury. Zdecydowana większość, bo aż 94,3% firm przyjmuje dokumenty, które nie nadają się do szybkiego przetwarzania i z automatyzacją nie mają nic wspólnego. Najczęściej jest to zwykły mail z załącznikiem w formacie PDF. Niestety, to powszechna pomyłka w polskim biznesie.

Faktury w formacie PDF wymagają wydruku, mało kto wie, że są droższe w obsłudze niż te papierowe. Prawdziwa e-faktura pozwala do minimum ograniczyć nakład pracy niezbędnej do ich przetworzenia dzięki temu, że proces przekazywania informacji między systemami IT nadawcy i odbiorcy odbywa się automatycznie. W ten sposób minimalizuje się ryzyko błędu, a dokument może być szybko odebrany, odczytany i zaksięgowany. Oszczędności z wprowadzenia automatycznych faktur są znaczące dla obu stron transakcji – komentuje Tomasz Kuciel, prezes zarządu firmy Edison.

Dominuje papier i niewłaściwy format

Najgorzej w tym zestawieniu prezentują się małe przedsiębiorstwa zatrudniające od 10 do 49 pracowników. Z badania wynika, że 34% z nich odbierało „właściwe” e-faktury. Odsetek wśród średnich przedsiębiorstw był trochę wyższy i wyniósł 41%. Brylują w tym zestawieniu duże firmy zatrudniające minimum 250 osób. Ich wynik w podsumowaniu wynosi 46%. W każdej z tych grup dominowała jednak „udawana” elektroniczna faktura czyli PDF.

– Zastanawia tak duży procent potwierdzających odbieranie automatycznych e-faktur. Nasze wieloletnie doświadczenie w branży EDI pokazuje, że czasem przedsiębiorcy błędnie deklarują w badaniach swoje działania w tym zakresie. Wynika to z braku zrozumienia tematu i mylenia elektronicznych e-faktur z plikami PDF. Tak długo jak faktura będzie przekazywana jako załącznik do e-maila, to jej wartość będzie niewielka. Zanim trafi do jakiegoś dalszego przetwarzania, musi być przecież jeszcze zapisana ręcznie przez użytkownika, wydrukowana i dostarczona we właściwe miejsce. To strata czasu i pieniędzy – podsumowuje zestawienie Tomasz Kuciel.

Główny Urząd Statystyczny sprawdził także ile przedsiębiorstw wystawiało e-faktury dla innych firm lub administracji publicznej. Aż 84,3% stawiało na papierową formę rozliczania. Rozwiązanie pomiędzy czyli faktury w formie elektronicznej nienadające się do automatycznego przetwarzania wybierało 43,5% przedsiębiorców. Tylko niewiele ponad 13% z nich deklaruje, że wysyłało dokumenty w formatach EDI, UBL lub XML, czyli idealnych  do automatycznego przetwarzania.

Nadchodzą zmiany

Prognoza opracowana w 2010 roku przez Komisję Europejską dotycząca korzyści z zastąpienia faktur papierowych elektronicznymi odpowiednikami zakłada oszczędności rzędu 240 miliardów Euro w ciągu 6 lat. Ponadto europejscy urzędnicy prowadzili latem tego roku konsultacje publiczne w celu oceny przepisów dotyczących fakturowania, wprowadzonych w Dyrektywie Rady 2010/45/UE z 13 lipca 2010 r. Chodziło o zebranie opinii ekspertów i podatników ws. osiągniętych do tej pory założeń, oczekiwań i potrzeb zainteresowanych podmiotów. Konsultacje pozwoliły Brukseli na lepszą identyfikację problemów wynikających ze stosowania e-fakturowania na terenie państw członkowskich. W oparciu o te prognozy i oceny KE postanowiła uczynić fakturę elektroniczną dominującą formą fakturowania na obszarze Unii już w 2020 roku.

Dla większości biznesów sprzedaż offline nie jest wystarczająca do zapewnienia zysków na satysfakcjonującym poziomie. Dlatego niezwykle ważne jest aby znaleźć alternatywne kanały sprzedażowe. Najpopularniejszym z nich jest oczywiście internet. Dowiedz się, w jaki sposób promowanie strony w Google może pozytywnie wpłynąć na sprzedaż Twoich produktów i usług.

Pozycjonowanie

Podstawą promocji strony w internecie jest jej odpowiednie wypozycjonowanie, aby wyświetlała się jak najwyżej pośród organicznych wyników wyszukiwania. Dlaczego jest to tak istotne? Odpowiedź jest prosta – większość z nas przechodzi na strony znajdujące się na samej górze wyników wyszukiwania. Decydując się na pozycjonowanie swojej witryny powinieneś pamiętać m.in. o:

  • przeprowadzeniu audytu serwisu,
  • optymalizacji struktury i kodu strony,
  • skróceniu czasu ładowania witryny,
  • optymalizacji treści na stronie oraz unikaniu duplicate content,
  • działaniach content marketingowych,
  • odpowiednim linkowaniu,
  • regularnej analizie danych i statystyk.

Aby promowanie strony w Google było skuteczne, należy również pamiętać o stworzeniu listy fraz z wysokim potencjałem, na które chcielibyśmy się wyświetlać w wyszukiwarce. Pomoże nam w tym np. Google Keyword Planner. Jeżeli zdecydujesz się na pozycjonowanie swojej witryny pamiętaj, że uzyskanie wysokiej i stabilnej pozycji w wynikach wyszukiwania jest procesem długofalowym wymagającym czasu oraz znacznych nakładów finansowych. Jeżeli liczysz na szybki wzrost sprzedaży, pozycjonowanie zdecydowanie nie jest dla Ciebie.

Reklamy w wyszukiwarce

Aby wyszukiwanie stron internetowych było skuteczne, można również zainwestować w kampanie linków sponsorowanych w wyszukiwarce. Są to reklamy tekstowe, które wyświetlają się nad lub pod wynikami organicznymi. Dobrze zoptymalizowana reklama ma bardzo duże szanse na wyświetlenie się na samej górze wyników, dzięki czemu użytkownik poszukujący produktu bądź usługi pod daną frazę kluczową widzi nasz komunikat jako pierwszy. Kampanie linków sponsorowanych dają szereg możliwości zwiększenia sprzedaży dzięki:

  • natychmiastowym efektom – reklama pojawia się tuż po uruchomieniu kampanii,
  • wysokiej widoczności – najlepsze reklamy wyświetlają się w miejscach z dużym potencjałem klikalności,
  • elastyczności – kampanie możesz dostosowywać pod konkretne grupy docelowe, tak aby dotrzeć z jak najbardziej precyzyjnym komunikatem do konkretnych odbiorców.

Reklamy w Google Dispaly Network

Oprócz reklam tekstowych, Google oferuje również możliwość tworzenia kampanii w sieci reklamowej. Korzystając z opcji reklamy displayowej, Twoje kampanie mogą wyświetlać się na stronach internetowych, które należą do Google Display Network. Ten typ reklamy jest szczególnie przydatny w początkowych fazach sprzedaży, mianowicie wtedy, gdy chcemy zbudować świadomość marki oraz wzbudzić zainteresowanie naszymi produktami bądź usługami. Jest to  możliwe dzięki dużym zasięgom kampanii dispalyowych, które są kierowane do szerokich grup odbiorców oraz mogą wyświetlać się w wielu miejscach jednocześnie.

Remarketing

Jeżeli porzucone koszyki zakupowe są Twoją zmorą, warto pomyśleć o remarketingu. Ponowne dotarcie z komunikatem do osób, które rozpoczęły zakupy w sklepie bądź zwyczajnie odwiedziły naszą witrynę może przynieść wiele korzyści m.in. w postaci dokonania nowej transakcji. Działania remarketingowe mogą być oparte zarówno na reklamach tekstowych w sieci wyszukiwania jak i reklamach w GDN. Tego typu kampanie możesz również wykorzystać, aby powrócić do osób, które dokonały w przeszłości zakupów w Twoim sklepie. Wniosek jest jeden – dzięki remarketingowi na pewno możesz zwiększyć zyski ze sprzedaży online.

Google Shopping

Prowadząc sklep internetowy zdecydowanie powinieneś przemyśleć inwestycję w kampanie produktowe Google Shopping. Co sprawia, że są one skuteczne? Przede wszystkim:

  • atrakcyjna forma graficzna przedstawiająca oferowany produkt wraz z ceną,
  • możliwość promocji sezonowej,
  • docieranie tylko do osób poszukujących konkretnego produktu,
  • wyświetlanie reklam w bardzo widocznych miejscach na stronie wyników wyszukiwania.

Jak widać, promowanie strony w Google to świetny pomysł na zwiększenie sprzedaży online. W zależności od budżetu i czasu, który chcesz poświęcić na prowadzenie działań promocyjnych w sieci, możesz wybrać pomiędzy wieloma dostępnymi opcjami.

Tekst powstał przy współpracy z EACTIVE .

 

 

 

 

 

 

 

 

W Polsce w 2017 roku za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 321 euro, czyli o 9 proc. więcej niż rok wcześniej. W Warszawie cena ta wyniosła 1 847 euro. Dla porównania średni koszt zakupu metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Londynu wynosi ponad 16,5 tys. euro, a w Paryżu – 10,7 tys. euro. Jak wynika z siódmej edycji raportu firmy doradczej Deloitte „Property Index. Overview of European Residential Markets. Affordable vs. Luxury Living” deweloperzy w całej Europie muszą brać pod uwagę zmieniającą się sytuację demograficzną, w tym rosnący udział pokolenia Y.

Raport Deloitte podsumowuje sytuację na rynku nieruchomości największych miast w czternastu krajach Unii Europejskiej. – Postępująca globalizacja, przepływ kapitału i siły roboczej oraz t zmiany demograficzne kształtują dzisiaj rynek nieruchomości. Młodzi ludzie, czyli millenialsi, w przeciwieństwie do swoich rodziców, nie są już skłonni do zaciągania wieloletnich zobowiązań finansowych na zakup własnego M4. W zamian poszukują nowych, bardziej elastycznych form zamieszkania w duchu ekonomii współdzielenia, ale za to w atrakcyjnych dla siebie lokalizacjach. To z kolei musi wpływać na ofertę developerów. – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audit & Assurance Deloitte, Lider Zespołu ds. Nieruchomości i Budownictwa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Większa mobilność pracowników i wysokie ceny kupna nieruchomości mają duży wpływ na rosnący udział w rynku mieszkań na wynajmem. Z drugiej strony deweloperzy, wychodząc naprzeciw potrzebom klientów, stawiają na coraz bardziej zindywidualizowane i luksusowe projekty, które są w stanie zaspokoić najbardziej wymagające gusta. Należy się więc spodziewać, że rynek nieruchomości luksusowych będzie rósł – dodaje.

Warszawa coraz droższa

Wśród najdroższych metropolii w analizowanych krajach, tuż za centralnym Londynem (16,5 tys. euro za m2) i centralnymi dzielnicami Paryża (10,7 tys. euro za m2), znalazło się Monachium z ceną 7,5 tys. euro za m2. Z kolei najtańsze mieszkania można znaleźć w dwóch węgierskich miastach Debreczynie (1 080 euro za m2) i Győr (1 142 euro za m2).

W porównaniu z 2016 rokiem cena metra kwadratowego w Warszawie wzrosła średnio o 6,8 proc. i wynosi 1 847 euro za m2. Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa (1 592 euro za m2 ), Wrocławia (1 515 euro za m2) oraz Łodzi (1 186 euro za m2).

Spośród stolic w regionie Europy Środkowej najdroższa jest Praga, gdzie zakup mieszkania to koszt rzędu 2 587 euro za m2. Najtaniej natomiast jest w Budapeszcie (1 643 euro za m2) i w Rydze (1 621 euro za m2). Największy wzrost spośród europejskich stolic, bo aż o 17 proc. odnotował Madryt. Na przeciwległym biegunie znalazły się centralne dzielnice Paryża, gdzie ceny spadły średnio o 13,6 proc.

W ubiegłym roku w Polsce ponownie zanotowano rekordową sprzedaż nowych mieszkań. W sześciu największych aglomeracjach sprzedano ich 72,8 tys. czyli o 15 proc. więcej niż 2016 roku. – Wysoki popyt był wynikiem ciągłego wzrostu polskiej gospodarki, w tym bardzo niskiej stopy bezrobocia, rosnących wynagrodzeń oraz stabilnych i niskich stóp procentowych – wyjaśnia Maciej Krasoń.

W jakim mieście za wynajmem mieszkania zapłacimy najwięcej? Tu także zaskoczeń nie ma. Za wynajem metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Londynu czy Paryża zapłacimy powyżej 26 euro miesięcznie. Warszawa z 14,8 euro za metr kwadratowy mieści się pośrodku przedziału rynkowego. We Wrocławiu jest to 11,1 euro, Krakowie 8,7 euro, a w Łodzi 7,8 euro. Najtaniej wynająć mieszkanie można w czeskiej Ostrawie. W tym mieście miesięczny wynajem to koszt średnio 6 euro za metr kwadratowy.

Zobacz także:

Czy zbliża się koniec boomu mieszkaniowego?

Ceny mieszkań w Polsce rosną

Ceny nieruchomości w Warszawie plasują się na poziomie 140 proc. średniej ceny mieszkań w Polsce. Największe różnice w tym obszarze są widoczne w centralnych dzielnicach Londynu, w których ceny mieszkań to 376 proc. średniej ceny nieruchomości w Wielkiej Brytanii. W przypadku Paryża i Francji wskaźnik ten wynosi 261 proc. Z kolei w czeskiej Ostrawie ceny mieszkań stanowią średnio 60 proc. w stosunku do średniej ceny metra kwadratowego w Czechach.

Średnia cena metra kwadratowego w Polsce wynosiła w ubiegłym roku 1 321 euro, czyli o 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Spośród analizowanych krajów taniej jest tylko na Węgrzech. Najdrożej jest za to w Wielkiej Brytanii i Francji gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio prawie cztery razy więcej. Oprócz Polski najwyższe wzrosty rok do roku odnotowano w Niemczech (9,6 proc.), Czechach (8,4 proc.) oraz Danii ( 5,9 proc.). Z kolei największe spadki cen dotyczą Wielkiej Brytanii (o5 proc.), co wiąże się głównie z deprecjacją funta.

Wzrost cen mieszkań w Polsce jest rezultatem silnego popytu i cały czas relatywnie niskiej podaży w ostatnich latach. Nie bez znaczenia były także wdrożone wcześniej programy rządowe „MdM” (Mieszkanie dla Młodych), obecnie zastąpiony przez „Mieszkanie Plus” oraz „Rodzina 500+”, który wpłynął na wzrost siły nabywczej ludności – mówi Marta Jurek, Menedżer w Dziale Audit & Assurance Deloitte, rzeczoznawca majątkowy w Zespole ds. Nieruchomości i Budownictwa w Polsce.

Mieszkań przybywa, ale wciąż za mało

W roku 2017 średnie zasoby mieszkaniowe dla krajów Unii Europejskiej wyniosły 489,4 mieszkań na tysiąc mieszkańców. Największymi zasobami może pochwalić się Hiszpania (549,7). Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań jest w Polsce, gdzie wskaźnik ten wynosi 376 mieszkań na tysiąc mieszkańców. W całej Unii Europejskiej jest do dyspozycji 249,7 mln mieszkań, z czego 14,5 mln przypada na Polskę.

W 2017 roku średnia liczba nowo oddanych mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców wyniosła dla krajów UE3,2. Podobna wartość dotyczy analizowanych w raporcie państw. Krajem, w którym do użytku oddano najwięcej mieszkań jest Francja (7,4 mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców). Z kolei najgorsze wyniki w tej kategorii odnotowano na Łotwie (0,8 mieszkań na tysiąc mieszkańców). Polska z wynikiem 4,6 jest powyżej średniej unijnej, a to oznacza, że w ubiegłym roku na rynku znalazło się 178,5 tys. nowych mieszkań.

Jeżeli chodzi o liczbę mieszkań będących w budowie, przypadających na tysiąc mieszkańców, to średnia dla wszystkich analizowanych krajów wynosi 3,8. Pod tym względem Polska jest również powyżej średniej z wynikiem 5,4 (rok wcześniej 4,5). W tej kategorii przoduje Austria (8,6) a najniższy wskaźnik zanotowały Włochy (0,9).

Kredyty hipoteczne sposobem na własne „M”

Biorąc pod uwagę wysokość średniej rocznej pensji brutto w danym kraju, najszybciej na własne mieszkanie mogą sobie pozwolić Belgowie, których już po trzech latach i siedmiu miesiącach pracy byłoby stać na 70-metrowe lokum. Mieszkańcy Czech muszą swoją pensję brutto odkładać w całości aż ponad jedenaście lat. W Polsce z kolei potrzeba na to 7,5 lat. Należy pamiętać, że faktyczna siła nabywcza w zależności od obciążeń pensji brutto w różnych krajach może się różnić, jednak dla potrzeb tego badania przejęto założenie, które umożliwia porównanie.

Ważnym wskaźnikiem na rynku nieruchomości jest zadłużenie związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych i porównaniem ich wolumenu do PKB. Wartości tego wskaźnika w poszczególnych krajach znacznie od siebie odbiegały. Państwem o najniższym poziomie zadłużenia były w ubiegłym roku Węgry (22,4 proc.). Pozostałe kraje regionu Europy Środkowej: Polska, Czechy oraz Łotwa znalazły się w grupie państw wraz z Włochami i Austrią, w których poziomy zadłużenia uplasowały się poniżej 50 proc.W przypadku naszego kraju jest to poziom 35,8 proc. Najwyższe zadłużenie, blisko 200 proc., zaobserwowano na stabilnych i nasyconych rynkach mieszkaniowych Holandii i Danii, gdzie funkcjonują sprawne systemy hipoteczne.

W jakich krajach można liczyć na najniższe oprocentowanie kredytów hipotecznych? W 2017 roku była to Portugalia, gdzie kredyty były oprocentowane w wysokości średnio 1 proc. W przypadku Polski było to średnio 4,6 proc. Z najwyższym oprocentowaniem w wysokości 4,9 proc., musieli liczyć się Węgrzy.

O raporcie:

Raport „Property Index. Overview of European Residential Markets” został przygotowany przez Deloitte Czechy.  Eksperci Deloitte przeanalizowali rynek mieszkań w 2017 roku w czternastu krajach UE (Austria, Belgia, Czechy, Dania, Francja, Holandia, Łotwa, Niemcy, Węgry, Włochy, Polska, Portugalia, Hiszpania, Wielka Brytania). Raport do pobrania dostępny jest tutaj.

Źródło: Deloitte

Od zawsze fascynowały artystów. Wywarły ogromny wpływ na modę – szczególnie cenił je Yves Saint Laurent. Zawładnęły również światem designu. Geometryczne formy świętują dziś wielki powrót – wkraczają do wnętrz w dużym formacie, wysuwając się na pierwszy plan.

Jak zaaranżować minimalistyczną, nowoczesną przestrzeń, która będzie się wyróżniać? Warto postawić na odważne, geometryczne wzory i nieszablonowe połączenia. Te rozwiązania idealnie sprawdziły się w nowym biurze dewelopera Szklane Tarasy. Siedziba firmy w rzeszowskim ZIG ZAG House, zyskała nowoczesny charakter dzięki wsparciu ekspertów z Newmor Polska.

Nowoczesny minimalizm

Biuro dewelopera Szklane Tarasy w Rzeszowie to przestrzeń, która idealnie oddaje innowacyjny charakter firmy. Prym wiedzie tu minimalizm, przełamany wyrazistymi akcentami. Nowoczesne oświetlenie, czarne ażurowe krzesła oraz kolorowe akcenty tworzą połączenie pełne niewymuszonej elegancji, wprowadzając przyjazną, swobodną atmosferę.

Wzory w roli głównej

Charakteru przestrzeni dodają geometryczne kształty obecne na ścianach i wykładzinie. Trójkąty, linie i czworokąty łączą się w abstrakcyjne wzory, jednak dzięki stonowanej kolorystyce, pozostają w pełni spójne i tworzą harmonijną, uporządkowaną całość. Dzięki nim, wnętrze, mimo że utrzymane w duchu minimalistycznej prostoty – zyskuje unikatowy charakter.

Zobacz też:

Amica zachęca do „projektowania po ludzku”

Wykładzina szyta na miarę

Szczególną rolę w aranżacji odgrywa wykładzina Newmor Polska, wykonana na indywidualne zamówienie, w technologii chromojet printing, gwarantującej równomierne nałożenie koloru na całej długości włókna oraz odporność materiału na blaknięcie. O szczegółach realizacji opowiedziała architekt Karolina Michałkiewicz z pracowni Blok Architekci.

Inspiracją do wzoru na wykładzinie w biurze firmy Szklane Tarasy była elewacja budynku. Podobne formy geometryczne znajdują się na zewnątrz, co stało się ciekawym pomysłem na kontynuacje wzorów we wnętrzach, ale nieodzwierciedlające ich w 100%.  Indywidualne nadruki na wykładzinie według zaprojektowanego wzoru, które realizuje marka Newmor dała początek idei, aby to podłoga stała się akcentem stylistycznym we wnętrzu tego biura. Korzystając z możliwości technologicznych Newmor także w zakresie indywidualnych nadruków na tapetach, moglibyśmy podobny wzór wykonać na ścianie jednak to spójna i oryginalna podłoga nadaje charakteru tej przestrzeni. Odważny wzór w dużym formacie idealnie komponuje się z nowoczesnym oświetleniem i designerskimi meblami. Dodaje przestrzeni przytulności i sprawia, że bardziej niż standardowe biuro, przypomina ona stylowy salon.

Zobacz także:

Włoski design, który porusza tłumy – galeria HEBAN i EDRA na Warsaw Home 2018

 

Przed nami śnieg, deszcz ze śniegiem, marznąca mżawka, pierwsze przymrozki – zima wreszcie dotarła do Polski, a w wraz z nią gorsza widoczność, zwiększona liczba kolizji drogowych oraz wypadków pieszych na śliskiej nawierzchni. Przyczyn może być wiele: pośpiech, niewłaściwe obuwie, nieodpowiednio zabezpieczone chodniki i drogi. Kto jest odpowiedzialny za odśnieżanie posesji, dróg, chodników i przystanków? Jak ubiegać się o odszkodowanie? Jaką dokumentację zebrać? Dlaczego NNW może być ratunkiem dla naszej kieszeni? 

Przeciętne odszkodowanie z tytułu wypadku na nieodśnieżonym chodniku lub śliskiej nawierzchni może wynosić nawet 20-30 tys. zł. [1] Oczywiście sąd może zmniejszyć tę kwotę, o ile poszkodowany „przyłożył rękę do swojego wypadku” np. miał nieodpowiednie obuwie. Niemniej jednak, jeśli osoba poszkodowana udowodni winę zarządcy nieruchomości lub właściciela posesji (a więc jego niedbalstwo, które spowodowało szkodę) ma szansę na uzyskanie odszkodowania. – Niezależnie od tego, czy udowodnimy winę zarządcy lub właścicielowi i zbierzemy dokumentację potrzebną do rozpatrzenia sprawy, powinniśmy pomyśleć o standardowym ubezpieczeniu NNW, które będzie nas chronić przed skutkami zimowych wypadków. Jeśli zaopatrzymy się w odpowiednią polisę, ochrona obejmie świadczenia z tytułu uszczerbku na zdrowiu, koszty wizyt lekarskich, zabiegów ambulatoryjnych, operacji, zakupu lekarstw opatrunków, czy rehabilitacji – przypomina Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.

Zobacz też:

5 zachowań pracowników, które ułatwiają cyberprzestępcom dostęp do firmowych danych

Gdy upadliśmy i złamaliśmy nogę na chodniku

Warto pamiętać, że źródłem wypadków, które powstały w wyniku nienależytego odśnieżenia drogi, chodnika, nieusunięcia sopli albo ubytku nawierzchni drogi jest zazwyczaj czynnik ludzki. Dlatego w pierwszej kolejności należy ustalić jakiego rodzaju zaniedbania dopuścił się podmiot, który jest prawdopodobnie odpowiedzialny za szkodę. Aby to ocenić, warto zajrzeć do ustawy z dnia z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (Dz.U. 1985 nr 14 poz. 60 z późniejszymi zmianami.) oraz ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U. 1996 nr 132 poz. 622 z późniejszymi zmianami). Pierwsza z nich mówi o tym jakie powinności spoczywają na zarządcy drogi, których niedochowanie skutkuje odpowiedzialnością cywilną (mowa tu m.in. o  utrzymywaniu nawierzchni, chodników, urządzeń zabezpieczających ruch i innych urządzeń związanych z drogą w stanie wykluczającym narażenie użytkowników na wypadek pozostający w bezpośrednim związku z wykorzystaniem drogi). Druga ustawa z kolei mówi o tym że utrzymanie czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy, a to oznacza, że wykonawcą powyższych (i wielu innych) zadań, w zależności od rodzaju jednostki administracyjnej, będzie: w przypadku gmin – wójt, a miast – burmistrz lub prezydent. – Podsumowując: to na władzach gmin spoczywa obowiązek zapewnia czystości i porządku na swoim terenie oraz tworzenia warunków do ich utrzymania w nienagannym stanie. Właściciele poszczególnych nieruchomości mają z kolei ustawowy obowiązek uprzątnięcia m.in. błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników położonych wzdłuż swoich nieruchomości – mówi Anna Materny z Gothaer.

Jak ustalić właściwego zarządcę dla danego odcinka drogi?

Jeśli szukamy podmiotu, który jest odpowiedzialny za utrzymanie drogi lub chodnika (w tym także odśnieżanie go) należy znaleźć zarządcę drogi, chodnika lub posesji. W przypadku dróg krajowych i autostrad jest to Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, w przypadku dróg wojewódzkich – zarząd województwa, dróg powiatowych – zarząd powiatu, dróg gminnych – wójt (burmistrz, prezydent miasta), dróg wewnętrznych – podmiot, który zarządzają daną nieruchomością (np. wspólnota mieszkaniowa, spółdzielnia albo firma, która jest właścicielem danego terenu). W przypadku chodników znajdujących się przy granicy posesji – jest to właściciel posesji lub jej zarządca, a w przypadku chodników będących otoczeniem drogi publicznej – zarządca drogi publicznej (najpierw musimy ustalić, do której z wyżej wskazanych kategorii należy droga, przy której znajduje się chodnik). Jeśli poślizgnęliśmy się na przystanku – podmiotem odpowiedzialnym jest zakład komunikacji, który użytkuje przystanek (lub torowisko).

Gdy poślizgnęliśmy się przed wejściem do sklepu

Jeśli poślizgnęliśmy się i upadliśmy na nieodśnieżonej nawierzchni przed wejściem do sklepu, kiosku, czy też punktu usługowego lub gastronomicznego, musimy pamiętać, że za porządek w tych miejscach odpowiadają właściciele lub najemcy. – Podobnie jest z utrzymaniem czystości wewnątrz lokalu. To właściciel musi zadbać o to, by usunąć śnieg, błoto pośniegowe, czy też wodę powstałą z roztopienia śniegu, a tym samym zapewnić bezpieczeństwo swoim klientom. W przypadku dużych powierzchni charakterystycznych dla supermarketów, biurowców, czy też parkingów znajdujących się w pobliżu często właściciele korzystają z usług zarządców nieruchomości, co niejako przenosi na nich odpowiedzialność za utrzymanie porządku i czystości – przypomina Anna Materny.

Bezpieczny biznes, czyli jakie zabezpieczenia są potrzebne firmie na start

Jaką dokumentację należy zebrać?

Oprócz wykazania winy osobie odpowiedzialnej za właściwe utrzymanie nieruchomości, najważniejszym elementem dochodzenia roszczeń jest zabezpieczenie dowodów na okoliczność powstałej szkody (czyli złamanej nogi, ręki itd.). Niestety, zgodnie z artykułem 6 kodeksu cywilnego, ciężar zebrania materiałów dowodowych spoczywa na poszkodowanym. – Warto pamiętać, że uszkodzenie ciała, czy też uszczerbek na zdrowiu nie daje automatycznie podstawy do przyjęcia odpowiedzialności po stronie potencjalnie zobowiązanego podmiotu, a więc zarządcy drogi lub nieruchomości. Może bowiem zaistnieć sytuacja, w której brak będzie najważniejszej z przesłanek odpowiedzialności, jaką jest wina polegająca na niedopełnieniu ciążących na danym podmiocie obowiązków w postaci usunięcia śniegu, lodu, jego nawisów, czy sopli – przypomina Anna Materny z Gothaer. Poza wykazaniem przesłanki winy odszkodowany musi zebrać też stosowną dokumentację, która będzie potwierdzała zaistniałą szkodę oraz okoliczności, w których ona powstała. Przykładowo może to być: notatka policyjna z miejsca zdarzenia, oświadczenie świadka lub świadków zdarzenia, oświadczenia osób, które zamieszkują w tej okolicy oraz oświadczenia ze strony lekarza pogotowia, ratownika medycznego, czy nawet kierowcy ambulansu. Oczywiście kluczowa jest również kompletna dokumentacja obrazująca proces powypadkowego leczenia czy też rehabilitacji.
– Warto również zadbać o zdjęcia z miejsca zdarzenia i to w momencie wystąpienia szkody. Może zdarzyć się tak, że zarządca lub właściciel nieruchomości, wystraszony naszymi żądaniami, szybko uprzątnie teren – przestrzega Anna Materny.

O jakie świadczenia można się ubiegać?

Osoby poszkodowane wskutek wypadku, który był związany z zaniedbaniem dotyczącym nieodśnieżonego chodnika czy drogi mogą domagać się przeróżnych świadczeń, które wynikają z przepisów odszkodowawczych. Może to być m.in. zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę (jest to jednorazowe świadczenie pieniężne, które ma być swoistego rodzaju rekompensatą za cierpienia fizyczne i psychiczne poszkodowanego) lub zwrot wszelkich kosztów związanych z wypadkiem (są to zazwyczaj koszty związane z leczeniem lub ewentualną rehabilitacją).

Ubezpieczenie NNW, czyli zimowa ochrona dla każdego

Aby uniknąć nieprzyjemności i zadbać o nasz portfel warto wykupić ubezpieczenie NNW, zwłaszcza przed zimą. Taka polisa chroni nas, gdy złamiemy rękę, nogę, zostaniemy poturbowani lub doznamy innego uszczerbku na zdrowiu. Eksperci podkreślają, że to niezbędne minimum,   mogące załagodzić skutki zimowych „przygód”, które mogą spotkać nas na drodze. – Warto dopasować polisę do swoich potrzeb, sprawdzić zakres ubezpieczenia, jego sumę oraz wszystkie wyłączenia odpowiedzialności. Od wysokości sumy ubezpieczenia zależy bowiem wysokość ustalanych świadczeń. Oznacza to, że im suma ubezpieczenia wyższa, tym wyższa będzie również wypłata należnego świadczenia – przypomina Anna Materny z Gothaer. Warto przypomnieć, że w przypadku NNW ubezpieczyciel wypłaca świadczenia z tytułu uszczerbku na zdrowiu, który pozostał po zakończonym leczeniu, ale często również pokrywa koszty wizyt lekarskich, zabiegów ambulatoryjnych, operacji, zakupu lekarstw opatrunków, czy rehabilitacji.

[1] https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/593570,za-noge-zlamana-na-oblodzonym-chodniku-mozna-dostac-30-tys-zl-odszkodowania.html

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...