wtorek, Wrzesień 18, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Czerwiec

Miesięczne archiwaCzerwiec 2018

PKO Finat podpisał umowę partnerską z Politechniką Warszawską podczas oficjalnego otwarcia Warsaw Design Factory.

PKO Finat wcielił się w ten sposób w rolę biznesowego mentora, który będzie wspierał młodych naukowców w rozwoju praktycznych umiejętności. Umożliwi im również wdrożyć się w wybrane projekty firmy. Dzięki współpracy PKO Finat z Warsaw Design Factory i Politechniką Warszawską, studenci mogą dotknąć prawdziwego biznesu. W ramach współpracy, PKO Finat stworzy program praktyk i staży studenckich, a także będzie opracowywał i realizował ze studentami case study koncepcyjnego rozwiązania danego projektu. Firma chce także aktywnie kreować programy kształcenia tak, aby wspierać rozwój kompetencji technologicznych i innowacyjność pokoleń wchodzących na rynek pracy.

– Biorąc pod uwagę zmieniającą się rzeczywistość i przyspieszenie niemal w każdej z dziedzin życia, PKO Finat poszukuje nowych formuł i osób do współpracy, które wniosą nowatorskie spojrzenie na biznes. Pamiętajmy, że studenci z którymi będziemy współpracować to pokolenie „Y”, a już za chwilę „Z”. Są to osoby, które doskonale czują się w świecie  nowych technologii. My, w obszarze naszego biznesu i grupy kapitałowej (PKO Finat należy do grupy PKO Banku Polskiego) jesteśmy w stanie zaoferować im ciekawe projekty związane z transformacją cyfrową – mówi Agnieszka Surmacka, Prezes Zarządu PKO Finat.

Rzeczywistość biznesowa zmienia się wyjątkowo szybko, aby być konkurencyjnym na rynku, należy się równie szybko do niej adaptować. Właśnie dlatego PKO Finat chce, aby młodzi ludzie kreatywnie i świeżo spojrzeli na funkcjonowanie firmy.

– Bezcenną wartością, którą przekazujemy studentom jest wiedza, jak faktycznie funkcjonuje biznes i jak początkowe idee i nowatorskie rozwiązania mogą być ostatecznie zmonetyzowane – dodała Agnieszka Surmacka – Jestem gorącą zwolenniczką otwierania się na nowe formy współpracy, które pomagają pozytywnie transformować organizację. Mam na myśli nie tylko obszar prowadzenia projektów, ale również szerszy aspekt –podejście do pracy, budowanie ducha zespołu.

W Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii przy ulicy Rektorskiej 4 odbyło się oficjalne otwarcie jedynego w Polsce centrum innowacji Warsaw Design Factory, które szkolić będzie młodych naukowców, oferując im interdyscyplinarne programy edukacyjne, rozwiązujące konkretne potrzeby i problemy, zgłoszone przez instytucje samorządowe, organizacje NGO czy przedstawicieli biznesu. Wśród ponad 100 gości znaleźli się studenci, doktoranci, a także przedstawiciele świata nauki oraz media, zainteresowani wdrażaniem innowacyjnych form kształcenia na Politechnice Warszawskiej. – Wszystkie projekty realizowane są w oparciu o interdyscyplinarność, a zespoły pracujące nad wybranym zagadnieniem złożone są zarówno z inżynierów, z designerów czy przedstawicieli biznesu. To właśnie współpraca z naszymi partnerami jest kluczowa przy rozwoju młodych innowatorów – mówiła dr inż. Kinga Kurowska-Wilczyńska, koordynatorka Warsaw Design Factory.

Na uroczystym otwarciu Warsaw Design Factory głos zabrał także prorektor ds. studentów – Krzysztof Lewenstein: – Chcielibyśmy, aby kształcenie przez projekty były obecne w życiorysie wszystkich naszych studentów w całej akademickiej społeczności. Do tej pory przy Politechnice Warszawskiej działało kilkadziesiąt zespołów projektowych, w których wzięło udział kilkaset osób. Przy 30-tysięcznej grupie studentów to rzeczywiście dopiero początek drogi. Będziemy to rozwijać i jesteśmy zdeterminowani, a potwierdza to choćby 3. miejsce w Rankingu Szkół Wyższych 2018 oraz 1. miejsce za najlepszą uczelnię techniczną w kraju.

Innowacyjne centrum edukacyjne Warsaw Design Factory otwarte!

 

Oferta deweloperów maleje

– W kolejnych miesiącach zaspokajanie ogromnego apetytu Polaków na nieruchomości może być jeszcze trudniejsze, bo deweloperzy borykają się aktualnie z licznymi trudnościami w realizacji nowych inwestycji. Głównie z brakiem odpowiedniej ilości fachowców i pracowników budowlanych, ale także z rosnącymi stawkami za usługi na rynku mieszkaniowym i cenami materiałów budowlanych – komentuje Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development, która realizuje inwestycję Dzielna 64, oferującą mieszkania o podwyższonym standardzie i projekt Studio Centrum z mikro-apartamentami o średniej powierzchni 25 mkw. na warszawskim Muranowie.

– Firmy mają też kłopot z wydłużającymi się procedurami administracyjnymi oraz zakupem atrakcyjnych gruntów, na poprawę czego może jednak wpłynąć tzw. specustawa mieszkaniowa, której projekt trafił właśnie do sejmu. Negatywne skutki mogą jednak przynieść planowane zmiany prawne dotyczące zabezpieczeń środków wpłacanych przez nabywców – wymienia ekspert.

Rekordowa ilość pozwoleń na budowę

Pomimo, trudności firmy starają się sprostać rosnącym oczekiwaniom rynku, o czym świadczy choćby coraz większa ilość uzyskiwanych przez deweloperów pozwoleń na budowę. Od maja ubiegłego roku do maja tego roku, jak wynika z zestawień GUS, na rynek deweloperski trafiła rekordowa liczba 140 tys. pozwoleń na budowę, co przyniosło prawie 11 proc. wzrost w porównaniu rok do roku.

Firmy deweloperskie mają szerokie plany rozwoju, bo w Polsce nowe mieszkania wybiera największy odsetek nabywców nieruchomości spośród krajów UE. Ogromny popyt na budowane mieszkania  w naszym kraju pozwolił deweloperom osiągnąć 48 proc. udział w sprzedaży na rynku mieszkaniowym. Według danych Eurostatu, Polska ma pod tym względem najwyższe notowania w gronie dużych państw unijnych.

Największy udział deweloperów w sprzedaży pośród kontynentalnych rynków unijnych 

Europejska średnia plasuje się na poziomie 25 proc., a u nas na zakup mieszkania deweloperskiego decyduje się prawie połowa nabywców nieruchomości. Tylko na Malcie i Cyprze udział rynku pierwotnego w sprzedaży mieszkań jest wyższy, wynosi ponad 70 proc.

W Estonii, Norwegii i Bułgarii nowe lokale także cieszą się dużym powodzeniem, ale rynek deweloperski w ubiegłym roku miał tam tylko od 35 proc. do 40 proc. udziału w całym obrocie mieszkaniami.

Biegunowo różni się sytuacja w Danii i na Węgrzech. To kraje, w których sprzedaje się niewiele nowych mieszkań w porównaniu z lokalami używanymi. Deweloperzy odpowiadają w nich tylko odpowiednio za 0,7 proc. i 4,8 proc. obrotu rynkowego.

W Polsce stale rośnie zainteresowanie nowymi mieszkaniami, bo firmy deweloperskie oferują nieruchomości w większym wyborze i wyższym standardzie niż rynek wtórny. W przypadku zakupu nowych lokali niższe są też koszty obsługi transakcji, a ich nabywcy mają większe szanse na wzrost wartości nieruchomości w czasie.

Źródło: Ochnik Development

Wyniki III edycji badania nastrojów imigrantów, przeprowadzonego na zlecenie OTTO Work Force Polska pokazują, że zwiększyło się zadowolenie Ukraińców zatrudnionych w Polsce. Jak pokazują badania, aż 81% ankietowanych deklaruje, że jest zadowolona z pracy. Większość z nich ma zamiar regularnie przyjeżdżać i pracować w Polsce (34%). Ponad 1/3 badanych chce tu zostać na stałe. To
o ponad 10% mniej niż w roku 2017. Niepokojący może być jednak fakt, że blisko ¼ pracowników z Ukrainy rozważa również wyjazd do pracy do innego kraju np. do Niemiec, Wielkiej Brytanii lub Holandii. 

Ratunkiem dla polskiego rynku pracy jest imigracja zarobkowa pracowników zza wschodniej granicy. „Od 2013 roku, kiedy zaczęliśmy rekrutację na Ukrainie, obserwujemy dynamiczny wzrost zapotrzebowania naszych klientów na pracowników ze Wschodu. Rocznie zatrudniamy stamtąd blisko 8 tys. pracowników tymczasowych. Z myślą o naszych klientach od ponad trzech lat badamy oczekiwania i potrzeby pracowników ukraińskich, tak aby wiedzieć, co robić by zatrzymać ich w naszym kraju jak najdłużej” – komentuje wyniki raportu Tomasz Dudek – Operations Director CEE, OTTO Work Force Polska.

51% badanych pracowników z Ukrainy wskazała, że jest „zadowolona”, a 30% że jest „raczej zadowolona” z pracy w Polsce. W analogicznych badaniach przeprowadzonych przez OTTO Work Force na przełomie 2016 i 2017 r.  27% badanych było zadowolonych, a 67% raczej zadowolonych. Oznacza to, że zadowolenie tej grupy pracowników systematycznie rośnie. „Tym większe jest zadowolenie pracowników tymczasowych z Ukrainy z wynagrodzenia, im lepiej są wdrożeni do pracy,  a także gdy część ich wynagrodzenia uzależniona jest od efektów, mają dobrą atmosferę w pracy, otrzymują premię za brak absencji, dba się o ich rozwój i awans, a system motywacyjny dopasowany jest do charakteru pracy” – komentuje dr hab. inż. Teresa Kupczyk, Prof. Akademii Wojsk Lądowych im. Generała Tadeusza Kościuszki i Wyższej Szkoły Handlowej we Wrocławiu.

Argumenty, które zachęcałyby pracowników tymczasowych do pozostania w Polsce

„Trzecia edycja naszego badania wskazuje również na pierwsze zagrożenia związane ze zmianą oczekiwań pracowników przyjeżdżających do Polski z Ukrainy. Wraz ze zmianami na rynku pracy rosną również oczekiwania badanych. Coraz ważniejszym czynnikiem staje się możliwość zapewnienia dalszego rozwoju oraz długofalowe zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę – tak stwierdza 87% badanych”- podkreśla Tomasz Dudek – Operations Director CEE, OTTO Work Force Polska. To o 5% więcej niż w roku 2017, w którym ta kwestia była istotna dla 82% badanych.

Dużym problemem staje się znaczne niedopasowanie kompetencji pracowników do wykonywanej pracy. Analiza badań pokazuje, że aż 46% badanych pracowników ma wykształcenie wyższe, 43% średnie, a tylko 8% podstawowe, przy czym aż 72% z nich jest zatrudniona jako pracownicy fizyczni. Tylko 19% pracuje jako pracownicy administracyjni, a jedynie 3% pełni funkcje kierownicze. W zdecydowanej większości badani nie pracują zgodnie ze swoim wykształceniem (85% odpowiedziało „nie” i „raczej nie”). To o 7% mniej niż w 2015 roku.

Z punktu widzenia bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy i braku pracowników, ważną kwestią było ustalenie, czy badani pracownicy tymczasowi z Ukrainy rozważają wyjazd do pracy do innego kraju niż Polska. Okazało się, że aż 24% „rozważa” taki wariant, a 13% „raczej rozważa”. 34% badanych jeszcze nie wie. Tylko 16 % odpowiedziało, że „nie” a 12% „raczej nie”. Miejscem docelowym rozważanego wyjazdu badanych do pracy są najczęściej Niemcy (40%), Wielka Brytania (15%), Holandia (14%), Norwegia (13%), Włochy (9%) i Francja (8%).  Z badania wynika, że 19% chce zmienić kierunek wyjazdu do pracy w ciągu najbliższych 3 lat. Powodów takiej decyzji wymieniają kilka w tym: wyższe zarobki, możliwość bezpłatnej nauki języka i większe zapotrzebowanie na kompetencje jakie posiadają. Wpływ na taką decyzję może mieć m.in. wynik badania z 2017 roku, w którym ankietowani przyznali, że najbardziej istotną kwestią związaną z podjęciem pracy jest dla nich wysokość wynagrodzenia (95%). Jak wynika z wewnętrznych analiz firmy OTTO, pracownicy z Ukrainy rozważają chęć wyjazdu pomimo, że ich średnie zarobki w Polsce w roku 2018 wzrosły o 300 zł netto w stosunku do roku poprzedniego.

Źródło: OTTO Work Force Polska

Mimo że na pierwszy rzut oka sport może znacznie różnić się od biznesu, to obydwie branże istotnie się przenikają. To biznes szczególnie czerpie dobre wzorce ze sportu. I w jednej, i w drugiej dziedzinie wpływ na ostateczny sukces może mieć praca pojedynczych jednostek, jak i całego zespołu. W obliczu trwającego święta futbolu zasadne rodzi się zatem pytanie, czy o ostatecznym triumfie decydować będą indywidualności pokroju Cristiano Ronaldo czy jednak kolektyw?

Brak wspólnych celów w firmach

Firmy są podzielone najczęściej na kilka działów, wśród których najłatwiej wymienić można handlowy, operacyjny, marketingu, finansów czy HR. Najczęstszym wyzwaniem dla nich jest to, że nie posiadają określonych wspólnych celów. Jeszcze większym problemem jest brak zgodności również na poziomie zarządu. Nasze doświadczenie wyniesione z pracy z Łukaszem Kruczkiem pokazuje, że sportowcy, którzy chcą osiągnąć sukces muszą charakteryzować się motywacją bliską 100 proc. Jest to spowodowane tym, że wiedzą, jaką mają rolę i o jaki cel walczą – mówi Radosław Drzewiecki, założyciel Leanpassion.

Pozytywne wzorce zaczerpnięte ze sportu pokazują, że drużyna – a zarazem biznes – mogą funkcjonować w optymalny sposób, gdy każdy zawodnik tudzież pracownik posiada określoną rolę i sprecyzowany cel. W celu stworzenia skutecznego i zmotywowanego zespołu przydatne może być narzędzie 5R – Efektywne zespoły. Najczęściej przyjmuje one formę jednostronicowego plakatu, stworzonego przez sam zespół, zawierającego 5 następujących elementów:

Jak stworzyć efektywny zespół?

1R – KIERUNEK (RETNING po duńsku). W pierwszej kolejności zespół definiuje cele, które powinien osiągać, by wspierać strategię całej firmy  (cele zespołowe)

2R – RAMY. Następnie tworzone są ramy, w których powinien pracować cały zespół (linie boiska)

3R – ROLE. To indywidualne role, każdego członka zespołu, żeby móc realizować cele wspólne (rola na boisku)

4R – REGUŁY. To twarde zasady postępowania, zapewniające konsekwencje w działaniu (zasady gry)

5R – RELACJE. To zachowania na co dzień, które budują atmosferę w zespole (zasady współpracy)

Punktem kulminacyjnym w procesie tworzenia 5R jest podpisanie plakatu przez wszystkich członków zespołu i powieszenie go w miejscu pracy. Celem stosowania narzędzia 5R jest stworzenie świadomego, zaangażowanego i efektywnego zespołu. Przenosząc je na grunt piłkarski, drużyny nie mogą funkcjonować, gdy nie będą grały zespołowo. Indywidualności mogą mieć wpływ i napędzać grę drużyny, jednak za ostateczne zwycięstwo w rezultacie zawsze odpowiedzialny będzie zespół. CR7 nie strzelałby tylu goli i nie wygrywał takiej liczby spotkań bez skutecznych asyst i pewnej gry obronnej swoich kolegów ­­– dodaje Radosław Drzewiecki.

Już 27 września 2018 Targi Outsourcing Expo – II Ogólnopolskie Spotkanie Przedsiębiorstw. Dzień rozwoju dla Twojej firmy!

Podczas wydarzenia, przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak wprowadzić innowacje do swojej firmy i zoptymalizować koszty. A osoby zastanawiające nad swoją pierwszą działalnością pozyskają przydatną wiedzę, która będzie dla nich cenną wskazówką przy zakładaniu biznesu.

I Targi Outsorcigu Expo w liczbach:

Na zeszłorocznej edycji pojawili się przedstawiciele firm oferujących outsourcing usług dla przedsiębiorstw. Wśród wystawców znaleźli się liderzy 12 branż outsourcingu. Łącznie swoje oferty zaprezentowało ponad 100 firm do grupy 1134 Odwiedzających.

Ponad 100 stoisk wystawienniczych, panele dyskusyjne, Business Speed Dating, strefa networkingu i startupu, konferencje poświęcone korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości targów Outsourcing Expo.

Wydarzenie odbędzie się 27 września na PGE Narodowym – najbardziej pożądanym i luksusowym obiekcie biznesowym w Polsce.

Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd ogromne zainteresowanie wydarzeniem i potrzeba jego tworzenia.

Targi Outsourcing Expo  – druga, wzbogacona edycja

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT, marketingu, TSL/usługi kurierskie, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, faktoring. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów.

Model wydarzenia

Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców i osób zarządzających. Zarówno wystawcy, jak i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż Targi gromadzą ponad 100 firm prezentujących swoją ofertę w wielu obszarach wsparcia przedsiębiorstw. To jedyne w Polsce wydarzenie biznesowe na tak dużą skalę.

Jednak Targi Outsourcing Expo będą mieć charakter nie tylko wystawienniczy, ale również networkingowy i edukacyjny.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas Targów odbędą się prelekcje na dwóch scenach konferencyjnych – podzielone na bloki: hr, motywacja, innowacja, optymalizacja z wystąpieniem czołowych Prelegentów.

Wystąpienie każdego z Wykładowców, zakończy się panelem dyskusyjnym, który umożliwi zgłębienie tematu lub zadanie dodatkowych pytań.

Kolejnym wydarzeniem towarzyszącym będzie Business Speed Dating, czyli szybkie, kilkuminutowe spotkania jeden do jednego, podczas których obie strony w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo.

Następny punkt Targów Outsourcing Expo, to strefa networkingu w której Odwiedzający będą nawiązywać kolejne relacje. O ile taka strefa nie jest nowością, to warto zaznaczyć, że o jej poprawny przebieg zadbają prawdziwi Specjaliści oraz prawdziwy Ekspert w tej dziedzinie – Grzegorz Turniak. Wszystko po to, aby każdy Odwiedzający czuł sie komfortowo bez względu na jego własne cechy osobowe, które ułatwiają lub utrudniają mu nawiązywanie kontaktów.

Nowością na tegorocznej edycji będzie strefa startupu, wydarzenie dedykowane osobom, które zakładają swój pierwszy biznes. Szukają inspiracji i motywacji do urzeczywistnienia swojego marzenia o posiadaniu własnej działalności. Nasi prelegenci pokażą, jak skutecznie przejść drogę od pomysłu aż do jego realizacji z sukcesem.

Sprzedaż biletów na Targi Outsourcing Expo – Ogólnopolskie Spotkanie Małych i Średnich Przedsiębiorstw już trwa. Warto rezerwować swoje miejsce wcześniej i kontaktować się z Organizatorami w celu określenia swoich preferencji podczas odbywających się tam spotkań biznesowych.

Szczegółowe informacje o Targach dostępne są w stronie: www.outsourcingexpo.pl i na profilu wydarzenia na Facebooku: Outsourcing EXPO.

 

 

W ostatni weekend odwiedziliśmy kilka centrów handlowych, by złapać wakacyjne, obniżki cenowe odzieży i obuwia. No i znaleźliśmy! Luksusowa marka, która sprzedawała buty za kilkaset złotych, oferuje dziś duże upusty – do 50 proc. Wszystko to z powodu zamknięcia kolejnego sklepów – ostatnio w Galerii Północnej w Warszawie – który pod koniec 2017 r. miał oficjalne otwarcie.

Pierwsze spekulacje o zakończeniu działalności przez Aldo Polska pojawiły się niedawno, w nawiązaniu do zamknięcia sklepu w warszawskich Złotych Tarasach. Mimo, że informacja nie została potwierdzona przez przedstawicieli kanadyjskiej sieci obuwniczej, media oraz eksperci twierdzą, że luksusową markę może spotkać podobna sytuacja co np. Bata, TopShop czy River Island. Aldo dostępne będzie nadal w sprzedaży internetowej, która cieszy się w branży modowej niesłabnącym powodzeniem.

Przecenione produkty można dostać już za ok. 100 zł, co dla fanów jakości produktów Aldo jest wyjątkowo kuszącą informacją. W ostatnią niedzielę, na półkach sklepowych Aldo pozostały ostatnie sztuki klasycznych szpilek damskich – płeć męska nadal może szukać idealnego obuwia, bo tutaj asortyment nie jest jeszcze wyprzedany.

MS, zdjęcie: Pixabay

Podstawą zakupu mediów w modelu programmatic jest precyzyjne targetowanie. Demografia, geolokalizacja, zainteresowania, zachowania zakupowe – to wszystko pozwala reklamodawcom dotrzeć z przekazem do właściwej grupy odbiorców. Jednak nowe przepisy, które narzuca RODO powodują szerokie ograniczenie dostępu do danych użytkowników. To z kolei zmusza reklamodawców do podporządkowania się nowej cyfrowej rzeczywistości. Czy zmiany których jesteśmy świadkami to szansa czy zagrożenie dla branży?

RODO w skrócie

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych (ang. General Data Protection Regulation) to europejska regulacja narzucona przez UE na wszystkie kraje członkowskie, która ma służyć ochronie personaliów ich mieszkańców. Po raz pierwszy, skutki prawne za naruszenie ustawy będą takie same dla wszystkich 28 państw. Co więcej, przepisy dotyczą wszystkich przedsiębiorstw chcących przetwarzać dane obywateli UE, bez względu na ich lokalizację. To powoduje, że ustawa ma globalny zasięg. Naruszenie RODO grozi wysokimi karami, nawet do 4% łącznych przychodów firmy. W związku z tym, od momentu wejścia ustawy marketerzy muszą niezwykle dbać o to, aby działania danej marki były zgodne z regulacją. Najważniejsze jest posiadanie jednoznacznej zgody od użytkowników na przetwarzanie ich danych.

Programmatic bez danych?

Zgodnie z przepisami, użytkownicy muszą wyrazić zgodę, a marki jasno określić w jakim celu ich dane są gromadzone. To powoduje że reklamodawcy muszą posiadać zgodę zarówno na wyświetlanie reklam, tworzenie profilu użytkownika, czy ujawniania danych dotyczących interakcji z reklamami. O ile wiele użytkowników niechętnie przekazywało swoje dane przed wejściem RODO w życie, o tyle po jego wejściu ich liczba może znacznie wzrosnąć. W przypadku, gdy dany użytkownik jest już klientem firmy lub jeśli przetwarzanie danych odbywa się na korzyść przedsiębiorstwa regulacja może być omijana dzięki pojęciu „prawnej zgody”. Niestety ma ona ograniczone zastosowanie i w większości przypadków nie obejmuje reklamy.

Przejrzystość w działaniu

Choć RODO wprowadza szereg ograniczeń do światy reklamy, nie skazuje jej tym samym na klęskę. Uzyskanie zgody użytkowników, odpowiednie ich poinformowanie o zamierzonym wykorzystaniu tych danych spada w tym przypadku na wydawców. Zebranie danych nie jest najprostszym zadaniem, ale pozwoli działać branży podobnie, jak dotychczas. Już dziś widać, że odpowiednie przygotowanie i znajomość tematu pozwala na dalsze prowadzenie skutecznych działań.

Branża vs RODO

Przed wejściem RODO w życie, ten temat był poruszany niemal w każdym miejscu. Firmy skrupulatnie przygotowywały się na wejście ustawy. IAB opublikował zaktualizowaną specyfikację „Open RTB”, zgodną z nowymi przepisami. Facebook podjął się roli inspektora danych, oraz wyznaczył zakres swojej odpowiedzialności z tytułu tej funkcji. Będąc bardziej precyzyjnym, w sytuacji, kiedy Facebook działa jako inspektor danych, odpowiedzialność za zapewnienie zgodności działań z RODO spada na przedsiębiorców. Większość firm przygotowała umowy przetwarzania danych dla każdego ze swoich klientów, zatrudniając Inspektora Danych Osobowych odpowiedzialnego za działania zgodne z RODO i innymi przepisami UE z zakresu prywatności i przetwarzania danych osobowych. Do zadań inspektorów należy również dbanie o to, aby wydawcy uzyskiwali od swoich użytkowników odpowiednie zgody, a także właściwie je przechowywali.

Niewątpliwie RODO wywołało niemałe zamieszanie w branży reklamowej. Zamiast wciąż martwić się wejściem w życie RODO i związanymi z tymi konsekwencjami, zarówno reklamodawcy, jak i wydawcy powinni przyswoić sobie nowe zasady „kupowania mediów” i skoncentrować się na zaspokajaniu potrzeb swoich odbiorców.

Autor: Jakub Szczęsny, CTO YieldRiser

Elegancki stój i wygodę czasem trudno pogodzić, zwłaszcza latem. Digel znalazł rozwiązanie dla mężczyzn, którzy chcą dobrze wyglądać również w upalne dni.

Letnie słońce, wysokie tempertury, parne powietrze – podczas takiej pogody ciężko pozostać eleganckim. Zwłaszcza mężczyznom trudno sprostać wymogom oficjalnego dress-codu. Marka Digel w tym sezonie wyszła z propozycją stylizacji, które świetnie sprawdzają się, gdy słupki termometrów ostro idą w górę. Specjalny materiał Cotton Cool zawdzięcza to czterem charakterystycznym cechom, jest: lekki, oddychający, elastyczny i ma dziurkowaną podszewkę, która dodatkowo wpływa na komfort noszenia ubrań z tej linii. Do wyboru są wąskie spodnie w kant i casualowa marynarka noszona blisko ciała, która świetnie komponuje się zarówno z letnią koszulą, jak i bawełnianym podkoszulkiem np. w marynarskie pasy. Szyku całości dodają buty, które mogą być bardziej klasyczne, najlepiej zbliżone kolorem, lub wręcz przeciwnie – kontrastować. Modnym akcentem będą z pewnością białe buty, których teraz nie powinno zabraknąć w żadnej męskiej szafie. Garnitur występuje w dwóch kolorach: głębokim granacie i jasnej szarości. Można go nosić w całym zestawie, ale też łączyć jego poszczególne elementy
z innymi częściami garderoby.

„Bawełna nazywana Cool Cotton świetnie się sprawdza w różnych warunkach atmosferycznych, także w te najbardziej gorące dni lata. Zastosowana tkanina – czy to
w eleganckich, czy bardziej luźnych stylizacjach – pozostaje lekka, przewiewna, oddychająca i delikatnie elastyczna. Praktyczna podszewka – siateczka, także spełnia wszystkie cechy wygodnego stroju, a na tym szczególnie zależało projektantom marki Digel.”
– mówi Marek Paszkowski, dyrektor marketingu Digel Polska.

Pozwólmy rynkowi ocalić edukację naszych dzieci, a polskim szkołom znaleźć się w światowej czołówce. WEI i ZPP prezentują raport „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”. Opracowanie pod kierownictwem profesora Krzysztofa Konarzewskiego zawiera rekomendacje zmian we wszystkich kluczowych obszarach oświaty: programie kształcenia, ustroju szkolnym, zarządzaniu i finansowaniu.

Jeżeli polska szkoła ma odpowiadać na wyzwania zmieniającego się świata, a sami Polacy mają żyć na poziomie najbogatszych narodów, to system edukacji musi przejść głębokie przeobrażenia. Dać szkołom większą niezależność finansową, upodmiotowić rodziców i lokalną społeczność, a w szczególności lokalnych przedsiębiorców, kosztem centralnego nadzoru państwa i gmin. Bez wprowadzenia elementów twardej konkurencyjności i mechanizmów rynkowych nigdy nie zapewnimy naszym dzieciom edukacji na poziomie najszybciej rozwijających się państw.

Sporadyczne zmiany programowe i arbitralne decyzje ministra należy zastąpić systematyczną pracą nad doskonaleniem podstaw programowych i podręczników szkolnych z wykorzystaniem nowych pomysłów i danych empirycznych. Taką ciągłość pracy może zapewnić umocowana w ustawie Rada Programowa przy Ministrze Edukacji Narodowej.

Polskie szkoły potrzebują większej samodzielności i przestrzeni do kreatywnego rozwoju młodzieży. Kluczowe decyzje dotyczące oferty dydaktycznej, wychowawczej, wyposażenia i zatrudnienia nauczycieli zapadają dziś poza szkołą – przede wszystkim w gminnych lub miejskich wydziałach oświaty, które dzielą subwencję oświatową, w kuratoriach i w MEN, które drobiazgowo reguluje każdy aspekt jej działalności. Nikt nie bierze pod uwagę specyfiki każdej ze szkół, różnic między uczniami i potencjału rozwojowego wybranej kadry nauczycielskiej.

WWE wraz z Fundacją Związku Przedsiębiorców i Pracodawców rekomendują:

  1. Szkołami nie powinny dłużej zarządzać jednostki samorządu terytorialnego, lecz spółki not for profit mające własny budżet i radę nadzorczą. Spółkę prowadzącą szkołę powinna obowiązkowo wybierać jednostka samorządu terytorialnego w drodze zamówienia publicznego. Po rozstrzygnięciu przetargu samorząd zawierałby ze spółką umowę na prowadzenie placówki.
  2. Gruntowną zmianę w systemie finansowania. Na budżet szkoły powinny się składać: subwencja wypłacana przez jednostkę samorządu terytorialnego, dotacje i darowizny z innych źródeł oraz dochody z własnej działalności. Samorząd pozostawałby właścicielem nieruchomości oświatowych i miałby obowiązek utrzymywać je w należytym stanie.
  3. Powołanie Rady Programowej przy Ministrze Edukacji Narodowej, do której zadań należałoby tworzenie projektów zmian podstawy programowej kształcenia, analizowanie wyników pomiaru osiągnięć szkolnych oraz rekomendowanie podręczników zasługujących na dopuszczenie do użytku szkolnego.
  4. Powołanie, wzorem Anglii, Walii i Irlandii Północnej, szkolnej rady nadzorczej z udziałem przedstawicieli nauczycieli, rodziców, lokalnych przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, fundacji, uczelni, która bada efekty nauczania, wysuwa nowe cele i kieruje zmianami, po to, by zbliżyć szkołę do oczekiwań lokalnej społeczności.
  5. Polska szkoła powinna nauczać i wymagać o wiele więcej przydatnych umiejętności praktycznych, przy jednoczesnej rezygnacji z nadmiaru treści. Kluczowe jest także powszechne korzystanie z technologii informacyjnej w nauczaniu i uczeniu się poszczególnych przedmiotów.
  6. Zerwanie z przestarzałymi i nieefektywnymi metodami pracy na lekcjach, wykorzystanie metod aktywizujących inteligencję ucznia.

Pełny raport jest dostępny do pobrania tutaj.

Raport powstał w ramach projektu „Agenda Polska”, wspólnego przedsięwzięcia Warsaw Enterprise Institute oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, którego celem jest przygotowywanie strategii rozwoju Polski, rozwiązań systemowych i punktowej naprawy prawa.

Wiele krajów deklaruje pomoc dla projektów we wczesnych fazach rozwoju poprzez takie kształtowanie rozwiązań prawnych, które umożliwia redukcję kosztów, przede wszystkim na etapie SEED i START-UP. Prawdą jest, że zarówno dla całego świata jak i poszczególnych regionów koszty te od kilkunastu lat maleją.

Według danych Banku Światowego koszty te podane jako procent dochodu narodowego brutto na jednego mieszkańca (Gross National Income per capita  – GNI), w skali całego świata kształtują się następująco:

Cost of business start-up procedures (% of GNI per capita), World

Obecnie zatem w skali świata poziom tych kosztów to około 25,31% GNI per capita. Spadek od ubiegłego roku o 0,7 punktu procentowego.

 

Tymczasem dla znacznie bliższego nam regionu Europy Centralnej i Państw Bałtyckich koszty te są znacznie niższe. Od kilkunastu lat spadają i obecnie wynoszą  2,9% GNI per capita:

Cost of business start-up procedures (% of GNI per capita), Central Europe and the Baltics

Zatem mamy od ubiegłego roku spadek tych kosztów w państwach bałtyckich z 3,66% do 2,9% (blisko o jedną piątą!)

 

A jak wygląda na tym tle sytuacja w Polsce, gdzie kolejne rządy od wielu lat deklarują pomoc dla innowacyjnej gospodarki? Z wykresu poniżej wynika, że i u nas koszty te maleją, ale są znacznie wyższe niż średnia w naszym regionie i wynoszą 12% GNI per capita. Spadły zatem w ubiegłym roku jedynie o 0,1 punktu procentowego.

Cost of business start-up procedures (% of GNI per capita), Poland

Rozdźwięk w stosunku do krajów bałtyckich pogłębił się. Rok temu w naszym kraju koszty te były trzykrotnie wyższe. Obecnie są już ponad czterokrotnie wyższe!

 

Jednak chyba najbardziej interesujący jest dla twórców START-UP’ów poziom kosztów wyrażony w konkretnej walucie. Wykres poniżej dotyczy kosztów wyrażonych w USD na koniec lat 2015 i 2016. Na tle poszczególnych regionów świata Polska, przy kosztach wynoszących 1475 USD (2015) i 1449 USD (2016) plasuje się tutaj na poziomie średniej dla krajów OECD. Najniższe koszty natomiast są notowane w rejonie Europy Centralnej i Krajów Bałtyckich (!) oraz w Ameryce Północnej, a najwyższe – w Ameryce Łacińskiej.

Krajem o najwyższych kosztach w skali całego świata nadal jest Wenezuela – 41750 USD ( z 10533 w roku 2015!), zaś w Europie – Włochy – 4210 USD (z 4175 USD w roku 2015). Najniższe koszty – 0 USD występują obecnie  w Słowenii i Wielkiej Brytanii. Niestety spośród krajów Europy, koszty zakładania start-upów w Polsce są jednymi z najwyższych:

fragment z raportu „Przedsięwzięcia w fazie Start-UP oraz nakłady na badania i rozwój (R&D) – sytuacja w Polsce oraz na świecie”

 

Rynek start-upów rośnie, ale czy Polska dogoni liderów?

 

Ogólna liczba start-upów w Polsce powoli wzrasta, ale od trzech lat utrzymuje się poniżej 3000. Geograficznie startupy skupiają się wokół kilku ośrodków, którymi są obecnie Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań i Trójmiasto.

W badaniu z roku 2017 przeprowadzonym przez Fundację Startup Polska, podobnie jak w latach poprzednich, dominują startupy z Warszawy. Ich liczba jednak w skali wszystkich polskich startupów stopniowo maleje z 28% w roku 2015 do 25% w roku 2017.  Widoczna jest tendencja rozgrupowywania startupów – w 2015 trzy główne centra obejmowały 57% wszystkich startupów, w tym roku jest to już tylko 44%.

Startupy powstają w największych ośrodkach miejskich, a w ich działalności przeważa orientacja Business¬to¬Business (B2B), co sugeruje, że  impulsem zakładania startupów jest rynek tworzony przez duże firmy. Wyraźna jest również waga rynków zagranicznych: te startupy, które eksportują, są większe i szybciej się rozwijają.

Wśród ogółu założycieli lub współzałożycieli 29% to kobiety, rok wcześniej odsetek kobiet wynosił 26%, a w badaniu w roku 2015 kobiety stanowiły 28% wszystkich startuperów. 12% firm ma wśród założycieli obcokrajowców, a co 5. z badanych startupów ma wśród założycieli naukowca (w 2015 było to 15%). Najczęściej wśród założycieli są dwie osoby (36%), dalej: jedna (25%,), trzy (22%), więcej niż 4 (17%). Wskazuje to na rosnącą tendencję zakładania startupów przez większą liczbę osób, dla porównania w roku 2015 odsetek firm, które miały więcej niż 4 założycieli wynosił tylko 8%. Widać, iż rozwija się konceptualizacja zespołowa, a startupy w mniejszym już stopniu bazują na indywidualnych pomysłach.

Startupy sprzedają swoje produkty głównie w systemie B2B (Business-to-Business) – 57% badanych w 2017 roku. Sprzedaż B2C (Business-to-Consumer) stopniowo maleje z 21% w 2015 do 18% obecnie.

Utrzymuje się dominująca tendencja do sprzedaży startupów do małych i średnich firm na poziomie 61%. Rośnie sprzedaż do korporacji, w tegorocznym badaniu do 40% (29% w roku 2016). Natomiast odsetek sprzedaży produktów dla odbiorców indywidualnych według badania spadł w skali roku o 9% do poziomu 33%. Startuperzy nadal nieczęsto uczestniczą w B2G (Business-to-Government), w tym roku 80% deklaruje, że nie brało udziału w zamówieniach publicznych. Rok wcześniej wynik był podobny i wynosił 83%.

Wśród dominujących segmentów sprzedaży przez startupy są: big data 19% (w porównaniu do 2015 roku wzrost o 2%), analityka i narzędzia badawcze 17% (wzrost 4%), IoT 14% (wzrost 5%), narzędzia dla programistów i deweloperów 14%, nauki przyrodnicze/sektor zdrowia/biotechnologie 13%.

 

Wśród potrzeb, jakie deklarują przedsiębiorcy zajmujący się startupami, dominują niezmiennie pieniądze (2017 – 65%, 2015 – 61%). Za najbardziej istotne źródła wiedzy i networkingu uznano indywidualny mentoring, spotkania branżowe i udział w imprezach.

71% startupów zatrudnia pracowników, gdzie 49% podmiotów zatrudnia pracowników w liczbie 1 do 10 (w 2016 – ich odsetek wynosił 59%), ponad 10 pracowników – 22% (19% w 2016), nikogo – 29% (22% w 2016). Najliczniej zatrudniają firmy zajmujące się technologią dla marketingu – 16% zatrudnia ponad 50 osób.

Warto podkreślić fakt, że w ciągu dwóch lat prawie dwukrotnie zwiększyła się liczba podmiotów deklarujących współpracę z nauką (z 25% do 46%). Znaczny wzrost nastąpił także wśród startupów, które posiadają własne laboratoria, obecnie jest ich 29% względem 11% rok wcześniej. Ponad połowa (55%) sformalizowała współpracę z nauką.

 

fragment z raportu „Przedsięwzięcia w fazie Start-UP oraz nakłady na badania i rozwój (R&D) – sytuacja w Polsce oraz na świecie”

 

Warszawa Mekką start-upów w Polsce – stolica skupia ich aż 25%. Wrocław plasuje się na drugim miejscu, jednak ilość start-upów jest tutaj dwa razy mniejsza niż w Warszawie. W Krakowie, Poznaniu i Trójmieście jest ich ponad 3 razy mniej. Koszty zakładania start-upów w Polsce nieznacznie spadły, jednak wciąż są dużo większe niż na przykład w Bułgarii, Rumunii czy Ukrainie.

W naszym kraju nie widać poprawy pod względem przeznaczania procentu PKB na badania i rozwój. Plasujemy się na dole stawki wśród krajów Europy – wynika z raportu niezależnych analityków platformy ExMetrix, przygotowanego na zlecenie Zespołu Usług Technicznych Rady Stołecznej NOT w Warszawie, który w ten sposób zaprasza start- upy do wzięcia udziału w konkursie Laur Innowacyjności 2018. Konkurs organizowany jest już po raz ósmy, patronują mu m.in. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Polska Akademia Nauk, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Urząd Patentowy RP oraz media. Jak twierdzi prezes Zespołu Usług Technicznych Rady Stołecznej NOT T. Karwat, w Polsce widać potencjał intelektualny, jednak dynamika przyrostu liczby start-upów jest niewielka ze względu na ograniczenia w finansowaniu i dostęp do aparatury badawczej.

Badania, które prowadzimy wśród zgłaszających się do konkursu podmiotów wskazują, że największą barierą w rozwoju innowacyjnych projektów, jest brak kapitału. Ale kapitału, który jest rozliczany na godziwych warunkach. Nie chodzi o wsparcie, które proponuje większość Venture Capital, oczekując w zamian przejęcia niemal całej kontroli nad przedsięwzięciem, ale wsparcie, dające możliwość rozwijania własnego pomysłu.

Problemy z finansowaniem przedsięwzięć R&D komentuje także Ryszard Łukoś, ekspert ExMetrix, autor raportu:

W Polsce mamy niemal trzy tysiące start-upów. Już niemal połowa z nich współpracuje z ośrodkami naukowymi, starając się komercjalizować wyniki badań. Największą bolączką pozostaje finansowanie nie tylko działalności samych start-upów, ale też relatywnie niskie nakłady na badania i rozwój. Krajem, który w Europie przoduje pod tym względem jest Szwajcaria, gdzie wydatki R&D sięgają 2500 euro na mieszkańca. W Polsce ta kwota jest ponad 20 razy niższa (108.3 euro). Od lat plasujemy się blisko końca stawki, a poprawa sytuacji następuje zdecydowanie zbyt wolno.

Jak wskazuje prezes ZUT NOT Tomasz Karwat, powołując się na raport:

Jak wskazuje raport ExMetrix, większość start-upów, to przedsięwzięcia z branży IT. To efekt niewielkich kosztów, które wymagane są na start- wystarczy człowiek i komputer. Dziś niemal każdy, kto skończy podstawowy kurs programowania mówi, że buduje swój start-up. Niewiele z tych przedsięwzięć ma szansę faktycznie zaistnieć. Nie tylko dlatego, ze konkurencja jest ogromna, ale z uwagi na słabej jakości produkt. Dużo większą wartość dodaną polskiej gospodarce mogą przynieść rozwiązania w zakresie techniki, energetyki, elektroenergetyki, przemysłu maszynowego – one wymagają jednak znacznie większych nakładów, zaplecza technologicznego i know- how. Takie rozwiązania chcemy promować, takim oferujemy wsparcie techniczne naszych ekspertów i pomoc w pozyskiwaniu finansowania.

Zgłoszenia do udziału w konkursie można składać w 13 kategoriach do 09.10 za pośrednictwem strony internetowej www.laurinnowacyjnosci.pl. Ocenia je niezależna kapituła, w skład której wchodzą eksperci Zespołu Usług Technicznych Rady Stołecznej NOT, posiadający niezbędne uprawnienia państwowe i branżowe, biegli sądowi, profesorowie najlepszych polskich uczelni. Zwycięzcy zostają nagrodzeni podczas uroczystej Gali Konkursu, która odbędzie się 07 listopada 2018 r. w Warszawskim Domy Technika przy ul. Czackiego 3/5.

 

Rynek start-upów rośnie, ale czy Polska dogoni liderów?

Poniedziałkowe popołudnie (25 czerwca br.) stało się idealną okazją do poznania szczegółów najnowszego projektu Politechniki Warszawskiej, współtworzonego z Design Global Factory Network. Zgodnie z ideą „Passion based-learning”, Warsaw Design Factory stanie się miejscem innowacyjnych, interdyscyplinarnych programów edukacyjnych, wychodzącym naprzeciw potrzebom firm i instytucji w kreatywnym podejmowaniu wyzwań biznesowych oraz wsparciem dla rozwoju projektów badawczych kół naukowych.

Warsaw Design Factory jest stało się częścią platformy innowacyjnych centrów edukacji Design Factory Global Network, działających głównie na uniwersytetach oraz w organizacjach badawczych na pięciu kontynentach. To z pewnością kamień milowy w historii Politechniki Warszawskiej i jej zaangażowanego w rozwój zespołu wykładowców, kontynuującego przygodę w zakresie design thinkingu i pracy projektowej z instytucjami samorządowymi, organizacjami NGO oraz przedstawicielami biznesu. – Marka Warsaw Design Factory powstała na bazie zespołu rektorskiego ds. innowacyjnych form kształcenia INFOX PW oraz Działu Rozwoju Innowacyjności Młodych Naukowców Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii. Oba te zespoły, współpracując ze sobą ściśle, doprowadziły do dołączenia Politechniki Warszawskiej do dwóch ogólnoświatowych sieci uczelni kształcących innowatorów przyszłości: Design Factory Global Network oraz SUGAR Network – mówi koordynatorka projektu, dr inż. Kinga Kurowska-Wilczyńska, dodając że dotychczas w prowadzonych przez Politechnikę Warszawską projektach, wydarzeniach i interdyscyplinarnej przestrzeni DRIMn CZIiTT wzięło udział niemal 15 000 uczestników pracując w blisko 140 projektach.

Wśród ponad 200 obecnych na uroczystym wydarzeniu gości, znaleźli się studenci, doktoranci, a także przedstawiciele świata nauki, biznesu oraz media, zainteresowani wdrażaniem innowacyjnych form kształcenia na Politechnice Warszawskiej. Na wydarzeniu nie zabrakło także ważnych osobistości, na czele z Prorektorem ds. studiów – prof. dr. hab. inż. Krzysztofem Lewensteinem, Anną Rogowską – dyrektorką Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii. Wśród gości specjalnych, pojawił się prof. Les Sztandera – wykładowca Philadelphia University oraz Thomas Jefferson University, współpracujący na co dzień z Design Factory Global Network.

Organizatorzy uroczyście przywitali także partnerów projektu, których obecność stanowi potwierdzenie jakości i przydatności koncepcji Design Thinking, m.in. Agnieszkę Surmacką, prezes PKO Finat, Katarzynę Turską – dyrektora ds. personalnych w Willson&Brown, Krzysztofa Polaka – koordynatora wsparcia sprzedaży w firmie Fanuc oraz Ewę Gaj, koordynującą konkurs RedBull TECH LAB.

Na oficjalnym otwarciu Warsaw Design Factory pojawił się także zaproszony poseł Platformy Obywatelskiej, Michał Szczerba. – Chciałbym pogratulować tego projektu i cieszę się, że Warszawa jest na tej mapie obecna. Szczere gratulacje także dla Politechniki Warszawskiej za to, że pozwoliła kreatywnym studentom, doktorantom i wszystkim pracownikom naukowych włączyć się w ten projekt. To wszystko co robicie w ramach metodyki design thinking przekłada się też na życie obywateli.

Otwarcie Warsaw Design Factory

Zapraszamy Was na krótki film z otwarcia jedynego w Polsce centrum innowacyjnego kształcenia Warsaw Design Factory – INFOX PW, należącego do międzynarodowej sieci Design Factory Global Network. To tutaj młodzi naukowcy przy współpracy z firmami, instytucjami samorządowymi czy np. Miasto Stołeczne Warszawa pracują nad prototypowymi urządzeniami, ulepszają istniejące już usługi czy produkty, a także realnie wpływają na przyszłość nas wszystkich.

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Piątek, 29 czerwca 2018

 

Podczas oficjalnego przemówienia, dr inż. Kinga Kurowska-Wilczyńska, koordynatorka Warsaw Design Factory podziękowała studentom i władzom uczelni – za zaangażowanie w projekt. – Wszystkie projekty realizowane są w oparciu o interdyscyplinarność, a zespoły pracujące nad wybranym zagadnieniem złożone są zarówno z inżynierów, designerów czy przedstawicieli biznesu. To właśnie współpraca z naszymi partnerami jest kluczowa przy rozwoju młodych innowatorów – mówiła Kinga Kurowska-Wilczyńska, dodając, że Warsaw Design Factory skupia się zarówno na kształceniu studentów, jak i kadry akademickiej ze wszystkich wydziałów, realizując interdyscyplinarne zadania bazujące na prawdziwych problemach czy zagadnieniach międzynarodowych firm. To właśnie dzięki partnerom, chcącym powierzyć studentom wypracowanie koncepcji nowego, kompleksowego produktu czy usługi, możliwe jest rozpoczęcie kreatywnego programu. Dla przykładu, studenci Politechniki Warszawskiej przy współpracy z uczelnią w Porto realizowali program, którego celem było stworzenia rozwiązania dla Ikea Industry, optymalizującego proces produkcji i składania mebli.

Podczas uroczystego otwarcia Warsaw Design Factory głos zabrał prorektor ds. studentów – Krzysztof Lewenstein, który entuzjastycznie ocenił przedsięwzięcie, jako wyjątkowo ważne i istotne w życiu Politechniki Warszawskiej: – Chcielibyśmy, aby kształcenie przez projekty były obecne w życiorysie wszystkich naszych studentów, w całej akademickiej społeczności. Do tej pory przy Politechnice Warszawskiej działało kilkadziesiąt zespołów projektowych, w których wzięło udział kilkaset osób. Przy 30-tysięcznej grupie studentów to rzeczywiście dopiero początek drogi. Będziemy to rozwijać i jesteśmy zdeterminowani, a potwierdza to choćby 3. miejsce w Rankingu Szkół Wyższych 2018 oraz 1. miejsce za najlepszą uczelnię techniczną w kraju.

W ramach Warsaw Design Factory, uczelnia otworzyła także laboratoryjną przestrzeń pracy WDF Maker Space, która pozwoli na szukanie rozwiązań konkretnych problemów badawczych, poprzez analizy, symulacje oraz prototypowanie. Mieści się ona w akademiku „Bratniak”.  – Do tej pory centrum Warsaw Design Factory było tylko przestrzenią kreatywną do pracy zespołowej, druku 3D czy drobnej elektroniki. Wciąż jednak studentom, doktorantom czy kołom naukowym, brakowało miejsca do tzw. brudnego warsztatu, w którym mogliby wiercić, spawać, ciąć. Z drugiej strony akademiki Politechniki Warszawskiej, chcą i mogą zaoferować coś więcej niż tylko funkcję do spania. Do WDF Maker Space studenci mogą przyjść w kapciach, a koła naukowe nawet późną nocą rozwijać swoje zainteresowania – mówiła Kinga Kurowska-Wilczyńska.

Wśród zaproszonych gości była także Katarzyna Wrońska z Biura Rozwoju Gospodarczego Miasta Stołecznego Warszawy. – Jako Biuro Rozwoju Gospodarczego pracowaliśmy ze studentami w ramach Kreatywnego Semestru Projektowego i rzeczywiście „to działa”. My jako Urząd Miasta mierzymy się z wyzwaniami, które wymagają innowacyjnych rozwiązań, a studenci takie rozwiązania potrafią zaproponować. Sama jestem wyznawczynią metody design thinking w projektowaniu i naprawdę widzę, że wszelkie usługi, budynki czy przestrzenie publiczne powinny być projektowane w uczuciu tej metody, bo ona bardzo wyraźnie wspiera partycypację – mówiła.

Podczas wydarzenia, goście mogli nie tylko posłuchać o innowacyjnym koncepcie Warsaw Design Factory, ale także o aktualnych projektach badawczych oraz o nowych programach semestralnych dla studentów. Nie zabrakło także oficjalnego przecięcia wstęgi oraz podpisania umów partnerskich z firmami, m.in. z PKO Finat i Willson&Brown.

Po części oficjalnej miały miejsce prezentacje projektów realizowanych dotychczas przez grupy projektowe.

Więcej o jedynym w Polsce centrum innowacji na www.wdf.pw.edu.pl

„Pewnego dnia w tramwaju jechał do pracy mężczyzna. Było bardzo rano, padał deszcz i jego nastrój nie był najlepszy. Myśli krążyły wokół samych codziennych smutków i wszystko widział w tzw. czarnych kolorach. Myśli sobie tak: Ja to mam smutne życie, pracę mam mało płatną, szefa do niczego, nawet w domu mi się nie układa, a dzieci nie chcą się uczyć. Kompletna porażka. Obok mężczyzny stoi inny człowiek, w białym płaszczu. Na plecach ma złożone piękne skrzydła, w ręku notatnik i długopis. Coś notuje mrucząc pod nosem. Po wsłuchaniu się, brzmi to tak: Dziwne te życzenia Stefan, ale skoro o to właśnie prosisz…

Czy zastanawialiście się, dlaczego jednym wszystko idzie gładko a innym po tzw. grudzie? Dlaczego jedni mają szczęście, a inni muszą na wszystko ciężko zapracować? I wreszcie, dlaczego niektórzy mają wokół siebie mnóstwo przyjaciół i uśmiech nie schodzi z ust, natomiast inni starzeją się w samotności i z nosem na tzw. kwintę? Odpowiedź jest jedna. To nie szczęście, to nasze własne, osobiste, nastawienie prowadzi nas taką drogą, na którą mu pozwolimy.

Nastawienie do klienta

Wstajemy rano, nic nam się nie chce, patrzymy w lustro, a tam jakaś mazepa. Robimy kilka grymasów, żeby zapracowały mięśnie twarzy. I nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie te kilka grymasów może zaważyć na tym, czy ten dzień zakończymy jako super sprzedawca dnia czy jako ktoś, kto znów poniósł porażkę.

Dlaczego tak się dzieje?

Co wiemy o naszym mózgu? Z całą pewnością, że jest. A o jego funkcjach? Z całą pewnością, że czymś steruje. Ale czy wiemy czym…? Niekoniecznie. I zapewne nie wiemy jeszcze jednego. On steruje, ale my możemy sterować nim. Nasz mózg poza swoja ogromną mądrością, jest trochę wredny i trochę da się go oszukać.  Można go oszukać w taki sposób, że prawie każdy nasz dzień będzie kończył się sukcesem w sprzedaży, doskonałymi i długofalowymi relacjami z klientami i wzrostem aktywów na koncie.

Ale jak to zrobić? Metod jest kilka, ale dziś powiem Wam o jednej. O naszym nastawieniu i dlaczego jest takie skuteczne.

Odzwierciedlenie nastawienie w sprzedaży

Kiedy tak patrzymy rano w to lustro, przypomnijmy sobie ten artykuł. I wśród robionych grymasów wywołajmy na twarzy uśmiech. Wyszczerzmy zęby do naszego odbicia i poczekajmy aż mózg zareaguje. A zareaguje z całą pewnością. Otóż ten wredny mieszkaniec naszej czaszki odczytuje odbicie w naszym lustrze. I wie, kiedy jesteśmy smutni, kiedy wściekli, a kiedy radośni. I ponieważ jesteśmy chemią i hormonami, daje nam takie hormony, jakie wydaje mu się, są nam potrzebne. Na smutek – m.in kortyzol, na gniew – m.in adrenalinę i kortyzol, a na radość endorfiny i serotoninę. Te hormony potęgują stan, który odczyta nasz mózg. W wyniku czego, smutni jesteśmy jeszcze bardziej smutni, wkurzeni, jesteśmy wściekli na maksa, zadowoleni, emanujemy naszą radością w każdej rozmowie, którą odbywamy. I to jest kluczowa informacja, to właśnie to, co powoduje, że osiągamy nawet niezamierzone sukcesy.

Każdy z nas czy chce, czy nie chce, odzwierciedla zachowania i nastroje osoby, z która przebywa lub z którą rozmawia. Dlatego z negatywnym nastawieniem, mało że popsujemy humor komuś na kim nam zależy, to jeszcze sami się od tego bardziej zdołujemy. Pamiętacie miłe spotkania z przyjaciółmi? Siedzicie, żartujecie zaczynacie się śmiać. Po jakimś czasie śmiejecie się już ze wszystkiego, żeby nie powiedzieć z byle czego. Tak działa nasz mózg: śmiejemy się – endorfiny i śmiejemy się jeszcze bardziej. I druga zasada: ty się śmiejesz, to ja się śmieję. Wprowadzenie klienta w przyjemny nastrój rozmową z nami, daje nam 70% szansy na sfinalizowanie transakcji. Pozostała część zależy od motywacji i sytuacji od nas niezależnych, takich jak ograniczenia budżetowe, czasowe, etc. Ale nawet w takiej sytuacji, klient, kiedy już upora się z tymi ograniczeniami, wróci do nas, bo ludzie kupują od tych, których lubią. A jak lubią to automatycznie bardziej ufają. A zaufanie to podstawa w sprzedaży.

Nastawienie w relacji z trudnym klientem w sprzedaży

A co w sytuacji, kiedy spotykamy na swojej drodze trudnego klienta, który swoim negatywnym nastawieniem robi wyłom w naszej pozytywnej postawie? Rzucić wszystko i biec do lustra, by się uśmiechać? Otóż nie ma takiej potrzeby. Nasz mózg, kiedy nie może odczytać naszego odbicia, odczytuje napięcie mięśni twarzy. I wie, czy jesteśmy zdenerwowani, marszcząc brwi, czy smutni, robiąc z ust przysłowiową podkówkę, czy zadowoleni, mając rozluźnione czoło i napięte od uśmiechu policzki. Naturalnie podaje nam odpowiednie wg niego hormony. Dodatkowo w ślad za naszym nastrojem, podąża nasz głos – jego siła i brzmienie. I tak radośni, mówimy głośno i z zaangażowaniem, śmiejemy się gardłowo. Wkurzeni, mówimy z dużą siłą, często miarowo akcentując słowa. Smutni, mówimy cicho i łatwo nas zakrzyczeć. Spokojni – będziemy mówić głosem pełnym równowagi, spokojnej asertywności, po partnersku. A nasz rozmówca odczytuje nasz nastrój, czasem zupełnie nieświadomie. I potrafi go wykorzystać do własnych celów lub się przed nim ugiąć lub odzwierciedlić. Wszystko zależy od naszej konsekwencji i siły nastawienia.

Mózg Cię słyszy i robi to, co powiesz

Mówienie do siebie jest postrzegane jako coś wstydliwego. Wszyscy to robimy, ale nie wszyscy się do tego przyznajemy. Nie ma w tym niczego złego. Jednak musimy wiedzieć jak pracować z naszą osobistą konwersacją, by nie była ona destrukcyjna, ale stymulująca i dawała pozytywne nastawienie. Po pierwsze, kiedy przychodzą nam do głowy myśli o problemach, natychmiast zastępujmy jej myśleniem o czymś fajnym. W naszym umyśle może istnieć tylko jedna myśl w jednym momencie. Chociaż wydaje nam się, że myślimy o wielu rzeczach jednocześnie, to myślimy o nich po kolei, tylko bardzo szybko. Dlatego zawsze wypychajmy złą myśl, myślą dobrą. Często kiedy przychodzą nam do głowy różne myśli, artykułujemy je głośno do siebie. Zupełnie bezwiednie. I co mówimy: „ale jestem zmęczona/y”, „nic mi się nie chce”, „znowu idę do pracy”, etc. Kiedy tak się zdarzy, natychmiast przykryjcie je innymi słowami: „jutro piątek i odpocznę w weekend”, „pójdę do pracy i posprzątam biurko, będzie więcej przestrzeni wokół mnie”, „dziś będzie dobry dzień! czuje to!” etc. I znów dostaniemy nasze ulubione serotoniny, które ochronią nas przed problemami dnia i dadzą szanse na sukcesy.

Reasumując

Nie bójmy się rano pouśmiechać, posłuchać ulubionej muzyki, nie karmmy się złymi wiadomościami z informacji telewizyjnych. Róbmy wszystko, by wprowadzić się w stan pozytywnego nastawienia. Mówmy sobie miłe rzeczy, cieszmy się, że udało się nam ładnie ubrać, może umalować nową szminką, zjeść pyszne śniadanie, zrobić doskonałą kawę, podrapać za uchem psa, pogłaskać kota Mruczka i sprawić mu przyjemność ulubionymi chrupkami. Na wszystko co nas spotyka można zawsze patrzeć dwojako. I pamiętajmy: przecież tak naprawdę nic nas nie może zdenerwować, chyba, że sami tego chcemy….

 

Beata J. Grabiańska (ekspert ds. Procesów Rozwojowych w B&O NAVIGATOR Firma Szkoleniowa)

 

Ratownicy medyczni stanowią trzon bezpieczeństwa obywateli naszego Państwa. To oni niosą pierwszą i nierzadko najważniejszą dla naszego życia pomoc medyczną. Niestety dużo słyszymy o pogarszającej się sytuacji w państwowej służbie zdrowia, więc nie dziwi nikogo fakt, że wielu obywateli decyduje się na prywatną opiekę.

Sporo mówi się dziś o protestach, przekwalifikowaniach się ratowników na pielęgniarzy czy po prostu odejściach ze służby, ponieważ wynagrodzenie ratowników medycznych nie jest współmierne z odpowiedzialnością jaka wiąże się z ratowaniem ludzkiego życia. Ratownicy czują się wręcz rozżaleni i niedocenieni za swą ciężką pracę. Dodatkowo, sytuacja w ochronie zdrowia pogarsza się: oddziały szpitalne są zamykane, karetki nie przyjeżdżają na czas, trudno jest o otrzymanie np. środka przeciwbólowego. Aby tego było mało, gazeta.pl doniosła niedawno, że Robert Lewandowski, który trafił na listę „100. najbogatszych Polaków w Polsce według tygodnika Wprost” zarabia jednego dnia tyle, co ratownik medyczny przez 6 lat. Coś jest więc nie tak z systemem, który nie docenia tysięcy uratowanych ludzi – trzeba go zdecydowanie usprawnić.

Nie dziwi więc nikogo fakt, że wielu obywateli chce być „poza” problemami systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego (PRM), powierzając swoje zdrowie prywatnym firmom z sektora prywatnego. Wśród nich choćby Konsalnet, który także oferuje usługi z zakresu ratownictwa medycznego. Ratownicy, jednej z największych firm ochroniarskich w Polsce, wyposażeni są w zaawansowany sprzęt, m. in. ambulanse ratunkowe spełniające wymogi normy Unii Europejskiej (DIN EN 1789). Firma oferuje także transport medyczny.

– Zespół przewozowy, w skład którego wchodzą minimum dwie osoby uprawnione do udzielania kwalifikowanej pomocy medycznej, wyposażone w nowoczesny środek transportu, środki łączności i sprzęt medyczny to standard w naszej pracy. Zespoły transportu medycznego mogą działać na terenie całej Polski lub brać udział w zdarzeniach jednostkowych, jak i w masowych, zapewniając wyspecjalizowany, stosowny do potrzeb transport medyczny – informuje na swojej stronie Konsalnet.

Oprócz ratownictwa medycznego, także chemiczne i przeciwpożarowe

Oprócz opieki ratowniczej czy transportu medycznego, Konsalnet oferuje specjalistyczne usługi z zakresu ratownictwa chemicznego. Odpowiada m.in. za profilaktykę i likwidację zagrożeń chemicznych w zakładach przemysłowych, działanie w sytuacjach wymagających natychmiastowych interwencji, współpracę z PSP oraz za wykonywanie prac szczególnie niebezpiecznych m.in. likwidację nieszczelności zbiorników, przepompowywanie paliw, usuwanie olejów i substancji chemicznych.

Ratownictwo pożarowe wraz z chemicznym i medycznym składa się na zintegrowany system bezpieczeństwa zakładów przemysłowych. Dlatego Konsalnet powołał jednostkę ratowniczo-gaśniczą, która posiada nie tylko specjalistyczne ciężkie pojazdy bojowe, ale także sprzęt zapewniający skuteczne prowadzenie działań gaśniczych oraz środki gaśnicze rzadko wykorzystywane w typowych pożarach. W ramach akcji ratowniczo-gaśniczej, Konsalnet rozponaje zagrożenie, organizuje i prowadzi akcję ratowniczą w czasie pożarów, a także nadrozuje nad przestrzeganiem przepisów pożarowych.

Dodatkowo – ważna teoria

Z doświadczenia firmy, w wielu zakładach pracy mimo szkoleń, BHP czy ogólnej wiedzy, większość pracowników ma problem z udzieleniem pierwszej pomocy. Dlatego firma Konsalnet dysponuje także programem szkoleń, które pozwolą w prawidłowy sposób zareagować na zagrożenia występujące w pracy i nie tylko. Szkolenia mogą dotyczyć zarówno pierwszej pomocy, ale także ratowniczych umiejętności w czasie zgromadzeń masowych (zamachy, katastrofy masowe, pożar).

Więcej informacji o usługach firmy Konsalnet na stronie www.konsalnet.pl

 

Czym powinien się charakteryzować pracownik obsługi klienta? Czy powinien być tylko uprzejmy?  Czy może powinien być profesjonalny i merytoryczny? Albo obeznany w technikach obsługi? Niestety, nic podobnego. Pracownik działu obsługi klienta to znacznie ważniejsza funkcja niż komukolwiek się wydaje.

To właśnie do niego trafiają klienci z pytaniami. To właśnie do niego trafiają klienci z wątpliwościami i zastrzeżeniami. Wreszcie to właśnie do niego trafiają klienci z reklamacją zanim zostaną przekierowani do odpowiedniej komórki w firmie. Jaką więc rolę pełni pracownik obsługi klienta w firmie? Odpowiedź brzmi – kluczową.

To właśnie on zatrzymuje w firmie klienta realizując obsługę posprzedażową. To właśnie on buduje zaufanie klienta do firmy. To właśnie on jest odpowiedzialny za polecanie firmy wśród innych. Może spowodować, że firma kwitnie lub że jej obroty spadają. Mały, pojedynczy trybik jest niezwykle i zaskakująco istotny. Jakie błędy popełnia firma umiejscawiając pracowników obsługi w mało odpowiedzialnych miejscach w strukturze firmy?

  1. Nie wystarczy się starać. Trzeba mieć kompetencje.

Pracownik obsługi klienta jest osoba, która musi natychmiast podejmować decyzje. Żeby podejmować decyzje trzeba mieć kompetencje do ich podejmowania. Żeby mieć kompetencje trzeba znać doskonale procedury obowiązujące w firmie i znać granice w jakich można się poruszać. I co ważne, te granice muszą pozwalać na podejmowanie decyzji w sprawach mniej ważnych ale dających klientowi obraz profesjonalizmu i decyzyjności na pierwszej linii obsługi klienta.

  1. Traktowanie działu obsługi klienta jako dodatku do działu sprzedaży.

Często jest tak, że dział sprzedaży rozbudza nadzieje klienta na owocna i długa współpracę. I wtedy klient zostaje przekierowany do działu obsługi, który musi obsługiwać realizacje transakcji.  W kliencie rośnie frustracja i rozczarowanie. Handlowcy chcą sprzedać. Obsługa klienta musi wziąć na tzw. klatę sprowadzenie klienta do poziomu realiów. Ten brak wzajemnej zespołowej współpracy i znajomości finalnej korzyści jest odpowiedzialny z rozczarowanie klienta. Nie obsługa lub działem handlowym. Po prostu firmą.

  1. Nie każdy dział obsługi klienta dba o dokładny proces obsługi klienta. Czasem jest to tzw. wolna amerykanka, bo przecież nie wiadomo z jakim pytaniem zadzwoni klient.

Nie wiedząc ile dział obsługi przyjmuje telefonów, ile wysyła maili, jak długo trwa wpisanie zamówienia do systemu, ile średnio zajmuje oddzwonienie do Klienta itp. nie mamy nawet szansy na to, aby proces ustabilizować poprzez właściwe dopasowanie posiadanych zasobów. Kiedy klient musi dopytywać o losy zamówienia lub etapy załatwianej sprawy, konkurencja, która zapewnia mu stały dostęp do aktualnej i rzetelnej informacji staje się w jego oczach rozsądną i bardziej pożądaną.

  1. Brak systematycznego rozwoju pracowników obsługi klienta.

Wielu menedżerów nie dostrzega problemów w obsłudze Klienta, dopóki coś się w niej nie zawali i nie za skutkuje to ostrym niezadowoleniem Klienta lub wręcz jego utratą. Wtedy podejmuje się akcję naprawczą. Oczywiście chwilowo. Co gorsza, plan naprawczy realizowany w sytuacji kryzysowej wymaga dodatkowej aktywności, zmusza do działania sposobami do tej pory nie stosowanymi, a zatem spowalnia działanie. Rozwiązaniem byłoby ciągłe uczenie pracowników obsługi klienta prawidłowych nawyków, które podczas sytuacji kryzysowych, stosowane automatycznie, nie pozwalałyby na utratę klienta, lecz generowały jego wzmożone zaufanie oraz zatrzymanie w dalszej współpracy. Bo kto nie chce współpracować z tym, kto sprawdza się w sytuacji kryzysu?

  1. Nonszalancja pracowników obsługi klienta.

Dobre nawyki nie dotyczą jedynie sytuacji kryzysowych. Każdy kontakt z klientem powinien się na nich opierać. Jednym z elementów to nonszalancja pracowników obsługi klienta polegająca na własnej, idealnej pamięci i znajomości wielu rozwiązań. Nic tak nie denerwuje klienta jak zadawane wielokrotnie te same pytania dotyczące tego samego tematu, schematy obsługi, które są powtarzane bez pokrycia i identyfikacji klienta wreszcie skoncentrowanie na technikach, a nie na indywidualnym traktowaniu klienta, który wreszcie poczuje się ważny.

  1. Rotacja pracowników obsługi klienta.

Zmorą jest również rotacja pracowników obsługi klienta. Pracownik nie wyszkolony, rzucony na tzw. głęboką wodę staje się coraz bardziej sfrustrowany. Swoją frustrację przelewa na klienta, jako na winnego dyskomfortowi w pracy. Klient czuje złe nastawienie obsługującego i natychmiast zyskuje ocenę trudnego klienta. Eskalacja tej sytuacji doprowadza do odchodzenia od firmy i klientów i pracowników. A przecież profesjonalny pracownik biura obsługi klienta panuje nad własnym nastawieniem, zna motywacje klienta, wie jak na nie reagować i zna niestandardowe techniki wychodzenia z konfliktu. Jest wsparciem dla klienta, jego opoką w firmie i przewodnikiem przez procedury i zastrzeżenia. To takie proste. Wystarczy dać mu odpowiednie narzędzia, by swobodnie poruszając się w strukturze firmy, podejmował odpowiednie, choć podstawowe decyzje realizując potrzeby klienta. Klienta, który, jeśli się nie rozczaruje podczas kryzysu, będzie klientem lojalnym i dobrze świadczącym o firmie. Wystarczy kilka prostych metod i przekonani do ich stosowania pracownicy.

 

Zapewnij swojej firmie lojalność klientów

Dobre wyszkolenie pracowników obsługi jest gwarancją satysfakcji klienta. Jeśli okażemy klientowi pomoc oraz zrozumienie i nie sprawimy mu zawodu, wtedy, gdy on ma do nas pretensje, będzie naszym lojalnym klientem na wiele lat i będzie polecał nas innym. Ale jak dobrze wyszkolić pracownika obsługi klienta? Odpowiedź jest i prosta i skomplikowana. Dobrze wyszkolony pracownik obsługi klienta to taki, który doskonale zna swoje miejsce i role w organizacji, który doskonale porusza się w swoich kompetencjach i zawsze wie, jak zrobić z nich użytek, który wie, dlaczego powinien pracować nad swoim nastawieniem i postawą. Wreszcie, który rozumie klienta, bo sam nim przecież jest, kiedy tylko wychodzi poza drzwi swojej organizacji. Doskonały pracownik biura obsługi klienta rozumie swoją ważną rolę i jej przełożenie na sukcesy firmy. Potrafi również zrozumieć swój stres i nad nim zapanować. Przy takiej bazie, nałożenie technik stosowanych w obsłudze klienta, elementów savoir- vivre z rozmowie telefonicznej i bezpośredniej, technik komunikacji odpowiednich do sytuacji, stworzy nam niezwykłego, niezastąpionego i będącego przykładem dla innych, pracownika obsługi klienta.

 

Beata J. Grabiańska (trener praktyk biznesu)

E-commerce wie, jak działać sprawniej. Według danych platformy Shoper e-sklepy chętnie pobierają aplikacje organizujące pracę księgowo-magazynową, automatyzujące marketing oraz sprzedaż. Nie obyło się także bez rozwiązań pomocnych przy wdrażaniu wymogów RODO czy kreatora nowych regulaminów sklepowych.
Na gotowym szablonie platformy e-commerce powstaje sklep. Wirtualne półki stopniowo zapełniają się towarem, a liczba klientów odwiedzających witrynę wzrasta. Sprzedawca zaczyna szybko konfrontować teorię z praktyką prowadzenia biznesu. Sprawdza co działa, a co wymaga udoskonalenia. Analizuje procesy zachodzące w sklepie i optymalizuje je. Co robić gdy przedsiębiorcy zaczyna brakować czasu? Albo chce nim mądrze gospodarować? Pomogą w tym aplikacje – dodatki do sklepu, które upraszczają procesy i automatyzują część dotąd ręcznie wykonywanych prac.

Zdarzenia w sklepie są powtarzalne, można je zautomatyzować i obsługiwać właśnie z wykorzystaniem aplikacji. Najczęściej tworzą je dla nas zewnętrzne firmy, które współpracują z nami w ramach Programu Resellerskiego oraz dostawcy usług przydatnych w prowadzeniu e-commerce’owego biznesu. Dzięki dodatkom, przedsiębiorcy mogą w prosty sposób rozbudować e-sklep o kolejne funkcjonalności czasem podyktowane specyfiką konkretnej branży lub grupy docelowej. Oprogramowanie jest tworzone tak, że pozwala w bezpieczny sposób rozwijać narzędzia z uwzględnieniem potrzeb konkretnego sprzedawcy.

Własny regulamin

Każdy sklep musi mieć… regulamin. Dlatego aplikacja ułatwiająca jego tworzenie zajmuje pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej wybieranych. Dodatek “Regulaminy Shoper” w prosty sposób pozwala dopasować dokument do prowadzonej działalności. W kilka klików powstaje sprawdzony regulamin z wszystkimi niezbędnymi informacjami o firmie.

Facebook dominuje

Przedsiębiorcy chętnie wybierają “Sklep na Facebooku” oraz “Shoper Messenger”. Największy serwis społecznościowy na świecie ma duże znaczenie w e-commerce. Nie tylko skupia odbiorców z całego świata, ale także umożliwia sprzedawcom korzystanie z “Facebook Dynamic Ads”. Ten dodatek pozwala na remarketing w serwisie społecznościowym. Aplikacja wysyła do Facebooka informacje o zachowaniach użytkownika w sklepie. Na tej podstawie dobiera reklamy, które zachęcają klienta do powrotu do sklepu.

Fakturowanie i magazyn

Od samego początku działań w e-commerce warto dbać o porządek w sklepie. W kształtowaniu odpowiednich nawyków pomagają aplikacje księgowo-magazynowe, działające niezależnie od skali działalności. Rozwiązania podobne do Favato pozwalają na gromadzenie wszystkich dokumentów księgowych w jednym miejscu. Umożliwiają także bieżącą korektę zatowarowania po każdym zamówieniu, sprawdzenie statusu płatności i ułatwiają inwentaryzację.

Logistyka w e-commerce

W e-commerce logistyka jest bardzo ważna – towar musi dotrzeć do klienta. Dlatego każdy sklep stara się znaleźć odpowiedniego przewoźnika. W wyborze może pomóc nie tylko cena – także automatyzacja działań. Zamawianie kuriera przyspieszy aplikacja integrująca e-sklep z systemem DPD. Cały proces zamawiania usługi kurierskiej odbywa się w panelu administracyjnym sklepu, dzięki czemu przedsiębiorca nie traci czasu na mailowe lub telefoniczne kontakty z dostawcą. Kolejne zamówienia w kilku krokach zamieniają się w wysłane paczki.

Sugestie w wyszukiwarce

Wyszukiwarki internetowe już od dłuższego czasu same podpowiadają kolejne wpisywane słowa i ułatwiają znalezienie tego, co chcemy. Teraz taka funkcja jest dostępna również w e-commerce. Po wdrożeniu aplikacji “Sugestie wyszukiwarki” w e-sklepie, klient musi wpisać w wyszukiwarce tylko trzy pierwsze znaki, aby zobaczyć podpowiedzi produktów. Wskazówki dotyczą nie tylko samej nazwy towaru – bazują też na elementach opisów lub kodach. Taką funkcjonalność doceni każdy wymagający klient.

Aktualne stany magazynowe w hurtowni

W sklepie potrzebny jest towar, tylko skąd go brać? Najszybciej z hurtowni. AB SA – jeden z największych dostawców sprzętu IT, fotograficznego, AGD/RTV, zabawek i oświetlenia – pozwala na bezpośredni dostęp do swoich stanów magazynowych. Połączenie pozwala automatycznie aktualizować stany magazynowe, ceny produktów, a także dodawać nazwy i opisy towaru do e-sklepu. Integracja daje dostęp do bazy ponad 70 tys. produktów oferowanych przez hurtownię.

Subiekt w e-sklepie

W e-commerce na koniec dnia najbardziej liczy się sprzedaż. Ale ilość administracyjnych działań, które się z nią wiążą, potrafi przyprawić o ból głowy. Od wielu lat technologiczną aspiryną na te problemy przedsiębiorców jest seria programów Subiekt. Ostatni, w wersji GT, daje wiele możliwości, m.in. integrację i wykonywanie wszystkich działań z poziomu panelu e-sklepu – łatwiejsze opisywanie dokumentów handlowych i magazynowych, prowadzenie kartoteki kontrahentów, produktów i rozliczeń.

Marketing automatyczny

Wprowadzanie nowych rozwiązań z zakresu marketingu może przesądzić o sukcesie firmy w handlu internetowym. Integracja SALESmanago kompleksowo wprowadza narzędzia do niedawna zarezerwowane tylko dla największych firm. Aplikacja pozwala zautomatyzować odzyskiwanie porzuconych koszyków zakupowych, tworzyć kampanie win-back, czy realizować strategie customer retention.

Masowy cross i up selling

Cross i up selling to techniki, które pomogły Amazonowi wspiąć się na szczyt handlu internetowego. Nie trzeba być jednak Jeffem Bezosem, żeby móc je stosować w e-sklepie. Moduł produktów powiązanych pozwala prezentować klientom dodatkowe propozycje przy kartach produktów. Dowolność powiązań, jakie można skonfigurować, pozwala na pokazanie droższych lub tańszych odpowiedników lub produktów komplementarnych, które przydadzą się klientowi. Jeśli produktów w e-sklepie jest dużo, można je także grupować.

E-sklep zgodny z prawem

Przedsiębiorcy stanęli niedawno przed realnym problemem przygotowywania wielu nowych dokumentów i umów z użytkownikami w związku z wprowadzeniem dyrektywy RODO. Dzięki współpracy z Legal Geek powstały dwie aplikacje Shoper RODO, które pozwalają stworzyć niezbędną dokumentację kilkoma kliknięciami. Zależnie od potrzeb właściciele e-sklepów mogą wybrać wersją Standard lub Premium.
  

Autor: Krzysztof Helak, DreamCommerce

Bezzwrotne dotacje z Unii Europejskiej cieszą się dużą popularnością wśród przedsiębiorców oraz osób, które dopiero zamierzają założyć działalność gospodarczą. Najchętniej o unijne wsparcie wnioskują osoby z województw: mazowieckiego, wielkopolskiego i małopolskiego. Najczęściej poszukiwana kwota wsparcia nie przekracza 100 tysięcy złotych. Serwis Oferteo.pl sprawdził, na co Polacy najczęściej pobierają środki od UE.

Dotacje na start biznesu

Według analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, najczęściej o dotację unijną występują osoby, które chcą założyć własny biznes. Tego rodzaju wsparcia finansowego dotyczyło 60% zapytań złożonych w 2017 roku w serwisie przez osoby poszukujące dotacji. – Wsparcie finansowe z Unii w połączeniu z wprowadzoną niedawno ulgą na start dla nowych przedsiębiorców może wydatnie pomóc w rozkręceniu działalności – mówi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Pamiętajmy, że ubiegając się o dotację warto skorzystać z usług profesjonalnego doradcy, który pomoże przejść przez cały proces wnioskowania o unijne środki.

Z kolei 40% badanych użytkowników Oferteo.pl poszukiwało wsparcia dla istniejącej już działalności gospodarczej. Nieznacznie więcej wniosków o dotację składali przedsiębiorcy z miast (53%) niż z terenów wiejskich, a najwięcej poszukujących dotacji osób pochodziło z województw: mazowieckiego, wielkopolskiego i małopolskiego.

Dotacje do 100 tys. złotych

Najczęściej poszukiwane były kwoty dotacji, które nie przekraczały 100 tys. złotych. Wskazała tak ponad połowa badanych. Tylko 11% poszukujących dotacji potrzebowało kwoty przekraczającej pół miliona złotych.

Na co firmy przeznaczają dotacje?

Dotacje najczęściej miałyby zostać przeznaczone na zakup maszyn i urządzeń potrzebnych do prowadzenia działalności, na co wskazało 36% badanych. Poza tym użytkownicy Oferteo.pl dzięki dotacjom chcieli wspomóc swoje sprawy lokalowe, przeznaczając je albo na budowę lub remont nieruchomości (17%), albo na wynajem lub zakup lokalu (11%). Ponadto dotacje miałyby zostać wykorzystane na stworzenie nowych miejsc pracy oraz na promocję firmy.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 5 300 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby poszukujące dotacji unijnych.

Dzisiaj biznes opiera się na relacjach. Z kolei długotrwałe relacje buduje się dzięki zaufaniu – do klientów, podwładnych, przełożonych. Można też ufać, bądź nie, własnej wiedzy czy umiejętnościom. Niestety, z zaufaniem w naszym kraju nie jest najlepiej. W 2017 r. Polska pod względem poziomu zaufania była na przedostatnim miejscu na świecie. Ponadto badania wskazują, że tylko 49 proc. pracowników darzy zaufaniem swoich przełożonych, a 28 proc. uważa, że szef może być wiarygodnym źródłem informacji. Nie są to dane optymistyczne. Więcej na temat zaufania w biznesie dowiedzą się Państwo z tematu numeru.
Teraz z okazji tygodnia HR-owca w promocyjnej cenie!
Odsyłamy do : http://sklep.infor.pl/personel-i-zarzadzanie-7-2018.html

Ceny mieszkań idą w górę, bo rosną koszty realizacji osiedli. Popyt jednak nie maleje, bo wzrastające stawki czynszu za wynajem przyciągają na rynek nieruchomości coraz większą ilość inwestorów.

Sprzedaż nowych mieszkań w tym roku, podobnie jak w roku ubiegłym, utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W pierwszych trzech miesiącach br. do nabywców trafiło niewiele mniej mieszkań niż w ostatnim kwartale 2017 roku, który był rekordowy pod względem sprzedaży w całej historii branży. Deweloperzy od dawna notują świetne wyniki, zarówno jeśli chodzi o zbyt, jak ilość budowanych mieszkań.

Sprzyja im niskie bezrobocie, wzrost wynagrodzeń i niskie stopy procentowe, które motywują do lokowania kapitału w nieruchomości. Do tego, kredyty hipoteczne są dziś prawie o połowę tańsze niż przed dekadą, a przeciętne zarabiająca rodzina może pożyczyć dużo więcej niż przed ostatnim kryzysem.

Oferta deweloperów topnieje

Znaczący dla dalszego rozwoju sytuacji na rynku nowych mieszkań może okazać się jednak fakt, że od ponad pół roku ilość lokali wprowadzonych przez firmy do sprzedaży jest mniejsza niż ilość mieszkań, która trafia do nabywców. Coraz dotkliwszy brak rąk do pracy, rosnące koszty zakupu materiałów budowlanych i gruntów inwestycyjnych utrudniają deweloperom szybką realizację nowych projektów. W tej chwili oferta rynkowa wciąż jest spora, ale wszystko wskazuje na to, że już w przyszłym roku popyt na nowe mieszkania znacząco przewyższy nową podaż. Liczba oferowanych mieszkań będzie maleć, a ich ceny rosnąć w szybszym tempie niż obecnie.

Za nowe mieszkania płacimy wyraźnie więcej już od połowy ubiegłego roku, kiedy po długim okresie stabilizacji, ceny zaczęły regularnie rosnąć. Stawki ofertowe na rynku deweloperskim nie wzrastają szybko, ale systematycznie. W ubiegłym roku w największych miastach w kraju poszły w górę średnio o około 5 – 6 proc. Największy, 10 procentowy skok cen zanotowany został w Trójmieście. W Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Łodzi stawki wzrosły o 5-7 proc., a w Warszawie o ponad 4 proc.

Ceny mieszkań co roku wyższe

Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development, która prowadzi na warszawskim Muranowie budowę inwestycji Studio Centrum i Dzielna 64, szacuje że w tym roku mieszkania na rynku deweloperskim w zależności od lokalizacji zdrożeją od 5 do 10 proc. W takim stopniu, w opinii eksperta, wzrosły w ostatnim czasie koszty budowy, co w naturalny sposób przełoży się na stawki ofertowe nieruchomości, które będą trafiać do sprzedaży.

W Warszawie nowe mieszkania oferowane są średnio po około 7,9 tys. zł za metr kwadratowy. We Wrocławiu trzeba zapłacić przeciętnie 6,4 tys. zł/mkw., a w Krakowie średnie ceny na rynku deweloperskim oscylują w granicach 7 tys. zł/mkw.

Coraz więcej chętnych do zakupu

Mimo rosnących cen deweloperzy nie narzekają na brak klientów. Duży wzrost sprzedaży notuje również segment nieruchomości premium. Na rynku warszawskim w pierwszym kwartale 2018 roku w cenie przekraczającej 20 tys. zł za metr sprzedało się prawie o jedną czwartą mieszkań więcej niż w tym samym okresie w roku poprzednim. W 2017 roku w Warszawie nabywców znalazło zaś ponad 60 proc. nieruchomości premium więcej niż rok wcześniej.

Specjaliści spodziewają się dalszego wzrostu sprzedaży i cen także w tym segmencie runku nieruchomości. Ekskluzywne apartamenty stale drożeją. Wzrosty w przypadku niektórych, warszawskich lokalizacji przekraczają nawet 30 proc. W Cosmopolitanie część lokali w ciągu ostatnich trzech lat zyskało na wartości około 24 proc.

Większy dochód z najmu

Znaczącą grupę klientów deweloperów stanowią dziś nabywcy inwestycyjni. Ich grono ciągle rośnie, bo zakup zarówno nieruchomości premium, jak i mieszkań z segmentu popularnego jest dziś bezkonkurencyjną lokatą kapitału. Osób chcących zarabiać na wynajmie wciąż przybywa, stąd rewelacyjne wyniki notowane przez deweloperów. W minionym roku firmy wprowadziły na rynek o jedną czwartą więcej mieszkań niż w 2016 roku, ale popyt jest tak duży, że cała nowa oferta szybko została wchłonięta i podaż nie wzrosła.

Inwestorów do zakupu nieruchomości zachęcają rosnące ceny najmu, dzięki czemu mogą coraz więcej zarabiać. W I kwartale 2018 roku we wszystkich, dużych  miastach notowana była kontynuacja wzrostu stawek za wynajem. Najbardziej, bo o ponad 3 proc. ceny poszły w górę w Gdańsku i Katowicach. W Warszawie średni czynsz był o około 1,4 proc. wyższy niż w poprzednim kwartale, a w Łodzi prawie 1,8 proc. W Krakowie i Wrocławiu czynsze wynajmu zwiększyły się zaś o przeszło 1 proc.

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...

Innovation Box – ulga podatkowa z tytułu sprzedaży innowacyjnych rozwiązań

W dniu 24 sierpnia 2018 r. Rząd opublikował projekt ustawy zakładającej szereg zmian w podatkach doc...