piątek, Październik 19, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Maj 8

Dzienne archiwaMaj 8, 2018

Potrzebne wdrożenie procedury 1 in 1 out

Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) postulują, że konieczne jest ograniczenie nadprodukcji prawa i pilne wdrożenie procedury jeden nowy akt prawny w zamian za eliminację jednej już funkcjonującej regulacji. Jest to system stosowany w wielu krajach europejskich – zmniejszający rozrost biurokracji i sprzyjający rozwojowi gospodarczemu.

W pierwszym półroczu 2017 roku w Polsce weszło w życie 17 440 stron maszynopisu aktów prawnych najwyższego rzędu, czyli o 36,3% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W roku 2016 uchwalono 31 906 stron aktów prawnych, a 25 634 w 2014.

Już w latach 2012-2014 Polska była unijnymi liderem, jeśli chodzi o niestabilność prawa – produkując średnio 2 razy więcej przepisów niż Węgrzy, ponad 6 razy więcej niż Chorwaci, 24 razy więcej niż Niemcy i blisko 56 razy więcej niż najbardziej stabilni legislacyjnie Szwedzi.

„Jakość stanowionego prawa powinna być priorytetem – ważne jest także ujednolicanie przepisów oraz odejście od dotąd stosowanej zasady zbyt częstego korygowania obowiązujących przepisów. Oznacza to, że organy legislacyjne powinny zwrócić większą uwagę na skutki regulacji, otoczenie prawne i gospodarcze, a także maksymalnie ograniczać biurokrację. Wyzwaniem jest oczyszczenie obowiązującego prawa z przepisów, które są niepotrzebne lub nadmierne wobec potrzeb – ale przede wszystkim zapewnienie wyższej efektywności regulacji. Nowo stanowione prawo powinno pobudzać rozwój gospodarki, poprawiać jej konkurencyjność, ograniczać bariery administracyjne, służyć poprawie otoczenia prawnego oraz odpowiadać na potrzeby strony społecznej. Narodowy przegląd prawa powinien być dokonany przez wszystkie resorty, ale także przez organizacje przedsiębiorców czy strony Rady Dialogu Społecznego” mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Federacja Przedsiębiorców Polskich oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują, że w przypadku wszystkich ustaw dotyczących przedsiębiorców – bez względu na to, w którym ministerstwie ustawa powstaje – resortem odpowiedzialnym za proces legislacyjny powinno być Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Ponadto wszystkie ustawy mające wpływ na gospodarkę i tworzących ją pracodawców oraz pracowników powinny mieć przynajmniej 12 miesięczne vacatio legis oraz podlegać walidacji po roku obowiązywania.

Obecny proces legislacyjny obejmuje wartościowe i użyteczne instrumentarium. Takie elementy, jak publikacja kolejnych wersji projektów aktów prawnych w Internecie wraz z obszerną dokumentacją towarzyszącą lub możliwość uczestnictwa zainteresowanych w procesie legislacyjnym. Jest to niewątpliwie dorobek godny kontynuacji, ale wymaga dalszego rozwoju. Jakość stanowionego prawa nadal bowiem nie jest zadowalająca.

 

Polacy po 60-ce to osoby zaliczane od niedawna do „pokolenia silver”. Jak w tym okresie zmienia się ich życie i podejście do planowania finansów oraz oszczędzania? Wyniki badania przeprowadzonego przez platformę do obniżania i opłacania rachunków MAM, pokazują, że są oni bardzo zdyscyplinowani w obszarze planowania wydatków. Połowę wydawanych środków planuje aż 90% polskich seniorów, zaś całość budżetu aż 53%. Oszczędzanie niestety nie idzie w parze z planowaniem i tak oto pewne kwoty odkłada raz na jakiś czas 40% badanych, zaś regularnie co miesiąc robi to zaledwie 21%. Z czego to wynika? Przede wszystkim Polacy na emeryturze nie dysponują już takimi środkami jak w poprzednich dekadach swojego życia. Zakończenie aktywności zawodowej znacząco wpływa na obniżenie ich miesięcznych dochodów. Emerytury lub renty wciąż są w naszym kraju równowartością zaledwie 30% średniej pensji otrzymywanej przez cały okres pracy zawodowej. Dlatego też grupa ta nie ma możliwości oszczędzania w takim zakresie jak dawniej. Ich wydatki są jednak na tym etapie dużo niższe i o wiele bardziej przewidywalne, co pozwala im swobodnie planować miesięczne budżety. Na co więc oszczędzają Polscy seniorzy i co jest dla nich najważniejsze w planowaniu miesięcznego budżetu?

Pokolenie silver w świecie finansów

Polacy po 60 roku życia świetnie radzą sobie z planowaniem wydatków. Zdecydowanie widać u nich wysoki poziom zdyscyplinowania w tym obszarze. Jak pokazują dane z badania platformy do obniżania i opłacania rachunków MAM aż 90% planuje połowę swoich wydatków. 53% natomiast planuje ich większość. Dzieje się tak, ponieważ w tym wieku mają oni mniejsze i łatwiejsze do przewidzenia wydatki. Ich potrzeby nie są już tak wygórowane, jak w poprzednich latach, a życie staje się prostsze.

Choć wydatków nie ma już tak wiele, to i tak znacznie niższe w tym wieku dochody utrudniają oszczędzanie. Jak pokazują wyniki sondażu CBOS aż 86% Polaków 60+ w ogóle nie pracuje.[1] 10% pracuje w pełnym wymiarze czasu, zaś po równo 2% ankietowanych pracuje w niepełnym wymiarze czasu lub dorywczo.[2] Oznacza to, że znaczna większość tej grupy utrzymuje się tylko i wyłącznie z emerytury lub renty.

Wyniki wspomnianego badania pokazują również, że są oni w gorszej sytuacji finansowej niż młodsze pokolenia, jednak dzięki stałym dochodom w formie emerytury oraz rozsądnemu planowaniu nie narażają się na tak skrajne sytuacje, jak brak finansów na wszelkie podstawowe potrzeby.[3]

Polscy seniorzy nadal rozsądni finansowo

W tej grupie wiekowej cele finansowe i potrzeby zupełnie się zmieniają. Na pierwszym miejscu pojawiają się oszczędności na bieżące wydatki i potrzeby (28%). Zazwyczaj w tym wieku życie zaczyna toczyć się prostszym torem. Polacy po 60-tce, jeśli już mają możliwość odkładania pewnych kwot, to głównie odkładają je właśnie na codzienne prozaiczne i podstawowe wydatki takie jak rachunki, żywność, chemia itp.

Wyniki badania przeprowadzonego przez platformę do obniżania i opłacania rachunków MAM potwierdzają, że z wiekiem Polacy coraz poważniej myślą o zabezpieczeniu siebie i swojej rodziny w razie nieprzewidzianych sytuacji. 19% odkłada swoje oszczędności na “czarną godzinę”. 24% Polaków powyżej 65 roku życia mieszka samotnie.[4] Odsetek singularyzacji w gospodarstwach domowych osób powyżej 75 lat wynosi aż 31%.[5] Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez CBOS powodem tego zjawiska jest głównie śmierć jednego z partnerów.[6] Widać więc, że dane z badania platformy MAM powiązane są ściśle z wynikami otrzymanymi przez CBOS. Nie ma co ukrywać, pogrzeb w dzisiejszych czasach może stanowić dość duży wydatek. Dlatego też Polscy seniorzy kumulują oszczędności między innymi na tę przykrą ewentualność.

Empatyczne podejście i chęć dbania o bliskich wśród starszych rodaków pokazują również dane z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Beckers. Według nich zdrowie i szczęście bliskich jest ważnym czynnikiem dla 82% Polaków po 60-tce.[7]

Mimo coraz starszego wieku, w grupie Polaków 60+ nie maleje chęć do wyjazdów, wypoczynku czy po prostu zmiany swojego otoczenia. Według wyników badania platformy MAM nadal 11% z nich oszczędza na wakacje, zaś 10% przeznacza swoje oszczędności na remont domu lub mieszkania.

Jak się okazuje, Polacy niezależnie od wieku naprawdę dobrze radzą sobie z finansami. Już od najmłodszych lat wyznaczają sobie własne cele finansowe oraz odkrywają swoje potrzeby. W praktyce uczą się, jak dysponować pieniędzmi w taki sposób, aby móc pozwolić sobie na realizację założonych celów. Ta wiedza i doświadczenie nie opuszcza ich z wiekiem. Zmieniają się jedynie możliwości i priorytety.

[1] Zbiór danych z trzynastu badań CBOS, sierpień 2015 – sierpień 2016

[2] Tamże

[3] Tamże

[4] Tamże

[5] Tamże

[6] Tamże

[7] Badanie “Barwy życia Polaków”, TNS na zlecenie marki Beckers, 2016

Systemy monitoringu kontrolujące obiekty powinny być efektywne, niezawodne i wiarygodne. Połączenie dobrze rozplanowanych systemów czuwania, detektorów ruchu czy zmiany temperatury z systemem videorejestracji jest najbardziej wszechstronnym systemem zabezpieczeń, który sprawdzi się zarówno w ochronie domów i posesji prywatnych, jak i obiektów komercyjnych, firm, magazynów i hal produkcyjnych. 

Coraz bardziej popularna wideorejestracja ma kilka ważnych korzyści, które zarówno w ochronie mienia prywatnego, jak i przedsiębiorstwa, są wyjątkowo ważne. Mowa o szybkiej eliminacji fałszywych alarmów, natychmiastowej detekcji pożaru czy zalania, lepszym zarządzaniu interwencjami czy możliwości kontrolowania niestandardowych zachowań lub procesów. Co ważne monitoring pozwala także szybko i skutecznie zweryfikować osoby, mające dostęp do obiektu, co jest wyjątkowo potrzebne.

Usługa monitoringu wideo łączy się także z analizą nagrań. Działanie takiej analityki polega na wykryciu przez system potencjalnego włamania do budynku (lub innej nieznanej dla klienta sytuacji budzącej wątpliwość) oraz natychmiastowe włączenie się systemu nagrywania. Takie rozwiązanie oferuje m.in. największa w Polsce firma ochroniarska Konsalnet, która działa na rynku nieprzerwanie od ponad 20 lat. Funkcjonowanie jej systemu działa sprawnie i błyskawicznie – sygnał wykrywa potencjalne zagrożenie (wykrycie ruchu, wejście w obszar zabroniony czy też zbyt duża liczba osób w danym obszarze), video rozpoczyna rejestrację nagrania, a sygnał w tym samym momencie trafia do Stacji Monitorowania Alarmów. Następnie pracownik Konsalnetu w sposób profesjonalny weryfikuje zgłoszenie (zostaje przeanalizowany obraz oraz stwierdzenie przyczyny alarmu) i podejmuje ustalone wcześniej z klientem procedury działania. Jeśli klient sobie tego życzy, zostaje wezwany patrol w razie konieczności ochrony fizycznej czy też właściwa służba porządkowa, na wypadek m.in. pożaru.

Jak zaznacza firma Konsalnet, monitoring wideo jest z pewnością skutecznym narzędziem do optymalizowania fałszywych alarmów, stając się także rozwiązaniem, dzięki któremu agencja ochrony mienia staje się sprawniejsza, lepiej i szybciej wykonuje swoje zadania.

Penthouse to symbol luksusu, prestiżu i niezależności. I to bez względu na to, w jakim kraju się znajduje. Zawsze staje się wizytówką wyjątkowego stylu życia właściciela – dlatego wybierają go niezwykłe osoby. Uważany jest za doskonałą inwestycję. Także w Warszawie.

– Złota 44 jest wyjątkowa z wielu powodów, dlatego jest moim domem w Polsce – mówi Joanna Krupa, bizneswoman, światowej sławy modelka, sąsiadka Anny i Roberta Lewandowskich, która wynajmuje przestronny apartament marki No.44 Luxury Rental w warszawskiej wieży Libeskinda. – Wiele osób nie przypuszczało, że w Polsce są projekty takiej jakości jak w Los Angeles lub w Miami, tymczasem penthouse, który ma w ofercie Złota 44, może być spełnieniem marzeń najbardziej wymagających klientów: trzy poziomy, 600 metrów powierzchni, obłędny widok na miasto, taras w chmurach na wyłączność.

Ile kosztują najbardziej luksusowe nieruchomości za granicą, a ile nad Wisłą? W Polsce mówi się, że jeśli mieszkanie ma być luksusowe, kosztuje ponad milion złotych. Jednak prawdziwe apartamenty są kilka razy droższe, natomiast te z najwyższej półki kosztują nawet kilkanaście milionów złotych. Z kolei unikalne penthouse’y wyceniane są nawet na ponad 20 mln zł. To jednak i tak nie są wygórowane stawki w porównaniu z tymi, jakie osiągają podobne nieruchomości na świecie.

Najwyższa półka – bezpieczna przystań

Z analiz Christie’s International Real Estate wynika, że luksusowe nieruchomości kosztują od 1 miliona dolarów w Palm Springs do 10 milionów dolarów w Monako. Niektórzy brokerzy przyjmują, że średnia cena wywoławcza luksusowej nieruchomości na świecie wynosi 2,2 mln dolarów (czyli ponad 7 mln zł). Natomiast kwota 100 milionów dolarów została określona jako punkt odniesienia dla najbardziej wyjątkowych i luksusowych nieruchomości na świecie.

Dlaczego zamożni ludzie są gotowi płacić aż tyle za wyjątkowe nieruchomości? Taka inwestycja daje im poczucie bezpieczeństwa w czasach, gdy kursy walut istotnie się zmieniają, kiedy giełdy notują spektakularne wzloty, a potem upadki oraz gdy problemy polityczne wstrząsają światową gospodarką – zwraca uwagę Christopher Zeuner, Head of Europe w funduszu Amstar. – Dlatego niezbędna jest bezpieczna przystań, gdzie zamożne osoby mogą ulokować kapitał, mając przekonanie o wzroście wartości inwestycji w czasie.

Taki komfort inwestycji zapewniają jedynie wyjątkowe, niepowtarzalne nieruchomości, takie jak penthouse’y. Po czym rozpoznać perły na rynku nieruchomości? Arkadiusz Wojciechowski, dyrektor zarządzający Poland Sotheby’s International Realty (PSIR), charakteryzuje je trzema słowami: prestiż, unikalność, niepowtarzalność.

– Głównym kryterium luksusu na rynku nieruchomości okazuje się być niedostępność. To, co rzadkie, staje się automatycznie najbardziej pożądane. Masowe produkty, w tym nieruchomości dostępne bez ograniczeń i bardzo do siebie podobne, trudno uznać za prawdziwy luksus – nawet jeśli są stosunkowo drogie – uważa Arkadiusz Wojciechowski. – Zlokalizowane na najwyższych piętrach prestiżowych budynków penthouse’y to nieruchomości jedyne w swoim rodzaju. Ich niepowtarzalność dotyczy nie tylko konkretnego budynku czy inwestycji. Zwykle są one wyjątkowe w skali miasta, a nawet całego kraju.

Zdaniem eksperta PSIR, penthouse’y ­– poprzez swoją unikatowość, rzadkość oraz starannie zaprojektowaną przestrzeń – gwarantują właścicielom prywatność, wyjątkowe poczucie komfortu oraz prestiż. – To sprawia, że są tak pożądane, przyciągające i wręcz nie można się im oprzeć – podsumowuje Arkadiusz Wojciechowski.

Perła luksusu wyznacza trendy

Jak rozpoznać penthouse? Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, mówi, że penthouse z prawdziwego zdarzenia to apartament z najwyższej półki. Czym musi wyróżniać się tego typu mieszkanie?

– Penthouse’y  lokowane są na ostatnich kondygnacjach apartamentowców i przynależą do nich tarasy widokowe. Poza tym penthouse’y wyróżnia duża przestrzeń do życia. O ile typowy apartament powinien mieć powyżej 100 mkw., o tyle penthouse z prawdziwego zdarzenia nie zrobi wrażenia powierzchnią mniejszą niż 150 mkw. – mówi Jarosław Jędrzyński. Dodaje, że bardzo ważnym znakiem rozpoznawczym mieszkania typu penthouse jest wysokość pomieszczeń. – Przynajmniej w części otwartej, a więc w salonie, nie może być niżej niż cztery metry do sufitu, a najlepiej, gdy jest jeszcze o metr więcej – mówi ekspert.

Na nowojorskim Manhattanie czy w londyńskim City najbardziej luksusowe mieszkania kosztują co najmniej kilkanaście milionów dolarów lub funtów. W Polsce za luksus ciągle jeszcze płaci się znacznie mniej niż w Europie Zachodniej, co potwierdzają badania firm doradczych. Pole do wzrostów jest więc większe.

– Warto zwrócić uwagę, że eksperci firmy E&Y w swoim ostatnim raporcie o rynku luksusowych mieszkań twierdzą, że prawdopodobieństwo szybkiego wzrostu cen w tym segmencie rynku jest dużo większe w Warszawie niż w innych metropoliach Europy Zachodniej – mówi Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development.

Podkreśla jednocześnie, że na polskim rynku to penthouse w Złotej 44 – który właśnie trafił na rynek – wyznacza standardy. – W Polsce nie ma drugiego takiego penthouse’u, jak 600-metrowy apartament na szczycie Złotej 44, nazywany perłą luksusu. Ma trzy kondygnacje, mieści się na 52., 53. i 54. piętrze wieży Libeskinda. To nie tylko luksusowa powierzchnia do mieszkania w chmurach. To miejsce do życia jedyne w swoim rodzaju, jakiego nie będzie już mógł skopiować w Warszawie nikt inny. Jego atutem jest usytuowanie, niepowtarzalny kształt pomieszczeń i widok z okien, ale także prywatny, ponad 30-metrowy taras na wyłączność – zwraca uwagę Rafał Szczepański.

Bill Gates i Warren Buffett, czyli drugi i trzeci na liście najbogatszych ludzi świata, wbijają szpile w kryptowaluty. Buffett dość obrazowo przyrównał bitcoina do trucizny na szczury… Czy negatywne komentarze rekinów biznesu wpływają na notowania kryptowalut i czy mogą stanowić element biznesowej strategii? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Od dwóch miesięcy bitcoin nie może zdecydowanie oderwać się od granicy 10 tys. dolarów. A na horyzoncie nie widać wydarzeń, które byłyby w stanie przyczynić się do nagłego wzrostu czy też spadku cen.

Ankieta i… brak reakcji

Wpływu na notowania kryptowalut nie wywarła publikacja wyników ankiety Reutersa. Przedstawiciele instytucji finansowych anonimowo opowiadali w niej o planach wprowadzania możliwości handlu kryptowalutami w bankach. I chociaż 20 proc. z 400 ankietowanych instytucji zadeklarowało, że wprowadzi taką możliwość już w najbliższym roku, to bitcoin nadal kosztuje zaledwie połowę tego ile jeszcze pół roku temu.

Podobnie jak w przypadku instytucji finansowych czy rządów poszczególnych państw, podzielone zdania o kryptowalutach wyrażają też najbogatsi ludzie świata. Elon Musk, założyciel m.in. SpaceX, deklaruje stonowaną przychylność. Ale już np. legendarny inwestor Warren Buffett, nazywany potocznie Wyrocznią z Omahy, czy też Bill Gates, założyciel Microsoftu, stoją po drugiej strony barykady.

Wyrazista stałość Buffetta i zwrot Gatesa

W sobotę na corocznym spotkaniu swojego holdingu Berkshire Hathaway Buffett powiedział akcjonariuszom, że najpopularniejsza z kryptowalut jest prawdopodobnie trucizną na szczury do kwadratu. Trzeba oczywiście brać poprawkę na jego awersję do nowych technologii. W ostatnim wywiadzie dla CNBC przyznał, że boi się używać najnowszego telefonu Apple’a. Nie przeszkadza mu to jednak w chęci posiadania 100 proc. udziału w spółce, która produkuje iPhone’y. A przydomek Wyroczni z Omahy zyskał przecież nie dlatego, że dokonywał w większości złych decyzji inwestycyjnych.

Bill Gates, prywatnie przyjaciel Buffetta, również w wywiadzie dla CNBC, stwierdził, że dokonałby krótkiej sprzedaży bitcoina (czyli liczył na jego spadki wartości), “gdyby istniał prosty sposób, żeby to zrobić”. Dodał także, że kryptowaluta, jako klasa aktywów, “nic nie produkuje”.

Warto wiedzieć, że o ile Buffett jest stały w swojej opinii o kryptowalutach, o tyle guru Microsoftu wyraźnie stonował optymizm sprzed czterech lat, kiedy nazywał bitcoina “ekscytującym” – o czym przypomina agencja informacyjna Bloomberg.

Czas oczekiwania

Czy te komentarze Buffetta i Gatesa negatywnie wpływają na ceny bitcoina, a pośrednio innych kryptowalut? Popatrzmy na to z innej strony – co by się stało, gdyby obaj przyznali, że to obiecująca klasa aktywów, w którą śmiało inwestują? Ceny prawdopodobnie poszybowałyby w górę.

Tymczasem krytyczne stwierdzenia nie skutkują spadkami cen, ale mogą ograniczać potencjalne wzrosty.

W kwestii przyszłości kryptowalut i ich notowań znajdujemy się okresie przejściowym. Inwestorzy, mniejsi i więksi, czekają prawdopodobnie na to, w jakim stopniu rynek zostanie uregulowany i jak będzie wyglądała implementacja kryptowalut w życie codzienne.

Centrum Bankowości Przedsiębiorstw zapewnia obsługę klientów firmowych o przychodach rocznych od 5-30 mln zł, dopasowaną do ich potrzeb i oczekiwań m.in. dzięki mobilnym doradcom i dedykowanym analitykom. Wdrożenie nowego modelu obsługi przedsiębiorstw w PKO Banku Polskim poparte było półrocznym pilotażem.

– Główny cel, który sobie postawiliśmy tworząc nową linię biznesową i model obsługi, to być jak najbliżej klienta. Wybrana grupa to klienci o szczególnych potrzebach, którym oferujemy dostęp do pełnej gamy produktów Grupy Kapitałowej PKO w skondensowanej formie. Naszym celem jest m.in. aktywne wspieranie polskich przedsiębiorców na ich drodze do zwiększania skali działania, co w konsekwencji może prowadzić do ekspansji zagranicznej. Stworzyliśmy też optymalne rozwiązania dla pracy doradców: dopasowane portfele klientów, rozproszoną mobilną sieć sprzedaży i odpowiednie wyposażenie. Rozmowy z klientami i ich pozytywne reakcje są dowodem na to, że nowa jednostka to optymalne środowisko do rozwoju firmy – mówi Rafał Antczak, wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Centrum Bankowości Przedsiębiorstw zapewnia dedykowaną sieć mobilnych doradców bankowych oraz merytoryczne wsparcie ekspertów z zakresu leasingu, faktoringu, produktów skarbowych czy trade finance. W ramach nowego modelu obsługi wprowadzony został również duet doradcy i analityka kredytowego, którzy razem współpracują z klientem. Rozwiązanie to zdecydowanie przyspiesza proces kredytowy, co pozwala budować długoterminowe relacje biznesowe.

Optymalizacja procesów obsługi to nie jedyna wartość dla klientów Bankowości Przedsiębiorstw – to także produkty. Podstawowym jest PKO Rachunek dla Biznesu. Prowadzenie konta za 0 zł jest możliwe przy spełnieniu prostych warunków aktywności – m.in. wpłaty min. 50 tys. zł w miesiącu. Przedsiębiorcy korzystający z rachunku mają do dyspozycji usługi bankowości elektronicznej, dzięki którym wiele operacji można wykonać bez wychodzenia z domu (np. zamówić kartę debetową, otworzyć rachunek pomocniczy w jednej z 21 walut, skorzystać z debetu na koncie do 20 tys. zł). Intuicyjna aplikacja iPKO Biznes to nowoczesna platforma transakcyjno-rozliczeniowa umożliwiająca zdalną obsługę konta oraz dostęp do informacji niezbędnych do właściwego zarządzania finansami przedsiębiorstwa.

PKO Bank Polski posiada szeroką ofertę finansowania przedsiębiorstw w postaci kredytów inwestycyjnych i obrotowych. Pierwszy daje możliwość sfinansowania nawet do 90 proc. wartości inwestycji, z kolei kredyt obrotowy można przeznaczyć na  finansowanie wydatków związanych z bieżącą działalnością, a okres kredytowania to nawet 36 miesięcy. Grupa Kapitałowa PKO zapewnia także inne możliwości finansowania, jak pełną gamę leasingu oraz faktoring. Od marca br. w ofercie dla firm dostępna jest również nowa gwarancja Banku Gospodarstwa Krajowego – FG POIR. Daje ona możliwość bezpłatnego zabezpieczenia udzielanych przez bank kredytów. Jest to kolejna forma zabezpieczenia BGK dostępna w ofercie banku obok gwarancji w ramach programów PLD de minimis i PLG COSME.

128 dni zajęło w bieżącym roku zarabianie na 12 rat kredytu hipotecznego – wynika z szacunków Open Finance. To najlepszy wynik w historii badania i o 10 dni krócej niż przed rokiem. Poprawę zawdzięczamy rosnącym wynagrodzeniom, niskim stopom procentowym i umacnianiu się złotego wobec franka szwajcarskiego.

Dziś – 8 maja 2018 roku – świętujemy Dzień Wolności Hipotecznej. Jest to symboliczna data, od której przeciętny obywatel przestaje w danym roku zarabiać na obsługę kredytu mieszkaniowego, a zaczyna na siebie. Z obliczeń Open Finance wynika, że w 2018 roku zajęło to 128 dni. Warto przypomnieć, że jeszcze w 2012 roku, aby spłacić należne za ten rok raty kredytowe, trzeba było zarabiać aż 179 dni, czyli o 51 dni dłużej niż dziś.

Rosnące płace dają odetchnąć

Najważniejszym powodem, dla którego Polakom łatwiej jest żyć z hipoteką, są rosnące płace. Presja na wzrost wynagrodzeń doprowadziła do tego, że przeciętny Kowalski zarabia dziś o prawie 5,4% więcej niż rok wcześniej. Średnia pensja netto wzrosła z około 2890 zł miesięcznie w roku 2016 do ponad 3042 zł miesięcznie w 2017 roku – wynika za statystyk opublikowanych przez GUS. Co więcej, napływające dane na temat sytuacji w 2018 roku dają nadzieję na to, że i w bieżącym roku wynagrodzenia Polaków będą rosły.

Przede wszystkim dzięki wspomnianej statystycznej podwyżce, przeciętny kredytobiorca znacznie szybciej, niż przed rokiem, był w stanie zarobić na obsługę długu mieszkaniowego. W ciągu ostatnich 12 miesięcy widać bowiem jedynie kosmetyczną obniżkę oprocentowania kredytów hipotecznych. Podczas gdy pod koniec 2016 roku przeciętny złotowy dług hipoteczny oprocentowany był na prawie 3,8%, to dziś jest to około 3,7%. Taką sytuację zawdzięczamy przede wszystkim Radzie Polityki Pieniężnej, która nie podnosi poziomu stóp procentowych i zapowiada chęć utrzymania takiej polityki. Dzięki temu kredyty w Polsce pozostają relatywnie tanie. Nieznacznie podwyższyło się natomiast oprocentowanie kredytów frankowych. W tym przypadku także różnica jest kosmetyczna, a przeciętny dług mieszkaniowy w helweckiej walucie oprocentowany jest na około 1%.

Taniejący frank ułatwia spłatę

Dla możliwości wcześniejszego świętowania Dnia Wolności Hipotecznej ważniejsze jest obecnie jednak nie oprocentowanie długu w helweckiej walucie, ale fakt, że złotówka umacnia się wobec franka. Trzeba bowiem pamiętać, że Polacy spłacają prawie 600 tysięcy walutowych kredytów hipotecznych. Lwią część z nich stanowią właśnie długi frankowe. Całe szczęście topnieją one jednak dzięki wspomnianemu umacnianiu się złotego. Z danych NBP wynika, że pod koniec 2016 roku mieliśmy do spłacenia równowartość 161,5 mld złotych walutowych kredytów hipotecznych. Z tytułu regularnych spłat kwota ta powinna w ciągu roku zmaleć o około 8-9 miliardów. Na koniec 2017 roku do spłaty pozostała jednak równowartość 131 miliardów, czyli o ponad 30 miliardów mniej niż rok wcześniej. Większość tej zmiany zawdzięczamy korzystnym zmianom na rynku walutowym, choć z szacunków Open Finance wynika też, że Polacy w tym czasie przeznaczyli przynajmniej 1-2 miliardy złotych na nadpłatę długów lub spłacę zobowiązania walutowego przed terminem.

Miliardy płyną do banków

Gdyby warunki kredytowe nie uległy znacznym zmianom, to w sumie na regularną spłatę rat kredytowych wydamy w bieżącym roku około 27,2 mld złotych. To o ponad 450 milionów złotych więcej niż przed rokiem i to pomimo niskiego oprocentowania i spadającego kursu franka. Powodem wzrostu łącznej kwoty odsetek od kredytów hipotecznych jest fakt, że Polacy ruszyli po mieszkaniowe długi. Z raportu AMRON SARFiN wynika, że w 2017 roku udzielono 190,6 tys. kredytów hipotecznych. To o prawie 7% więcej niż rok wcześniej i najwięcej od 2012 roku.

Przeciętny kredytobiorca oddaje po 1100 zł miesięcznie

W sumie Polacy mają już ponad 2,14 mln kredytów hipotecznych. Dla wielu gospodarstw domowych comiesięczna rata to najważniejszy wydatek w domowym budżecie. Stan ten był główną motywacją dla Open Finance, aby cyklicznie pokazywać zmiany wysokości tych obciążeń. Jest to tym bardziej potrzebne, że zmian kosztu kredytu nie uwzględniają inne cykliczne publikacje ważnych danych gospodarczych, takich jak np. inflacja.

Do obliczeń przyjęto dane ZBP na temat liczby udzielanych i działających umów o kredyt hipoteczny, informacje o przeciętnym okresie kredytowania oraz danych NBP na temat kosztu kredytu i łącznego zadłużenia Polaków tak w walutach obcych, jak i w złotym. W ten sposób Open Finance oszacował, że przeciętny spłacany przez Polaków złotowy kredyt hipoteczny miał na koniec 2017 roku saldo na poziomie 166,3 tys. zł, a w walucie 220 tys. zł. W pierwszym przypadku przeciętne oprocentowanie kredytu wyniosło 3,7%, a miesięczną ratę oszacowano na 1043 zł. Kredyt walutowy dla uproszczenia utożsamiono z długiem w szwajcarskiej walucie. Ten co prawda oprocentowany był pod koniec ubiegłego roku tylko na 1,06%, ale w związku ze znacznie wyższym saldem, miesięczna rata wyniosła 1103 zł. Aby wartości te uśrednić konieczna była informacja o liczbie czynnych umów kredytowych w złotym i w walucie. Na podstawie ogólnodostępnych danych można oszacować, że z ogólnej liczby czynnych umów kredytowych (ponad 2,14 mln) 72% to kredyty złotowe, a mniejszość, bo około 28% umów dotyczy długu hipotecznego w walucie obcej. Statystyczny kredytobiorca złotowo-walutowy ma więc do oddania średnio 181,3 tys. zł. Rocznie obsługa takiego długu kosztuje go 12 717,60 zł, co oznacza miesięczną ratę na poziomie 1060 zł. Przy zarobkach netto na poziomie 2042,16 zł (szacunek na podstawie danych GUS o przeciętnym wynagrodzeniu w 2017 roku) oznacza to, że aby zarobić na 12 rat trzeba przepracować 128 dni. Pomijamy w tym wypadku podział na dni robocze i wolne od pracy, a przeciętne wynagrodzenie przeliczamy na dni kalendarzowe.

Większość kredytów mają rodziny

W praktyce Dzień Wolności Hipotecznej sporo osób świętowało już wcześniej. W oczywisty sposób dotyczy to osób zarabiający więcej niż średnia, ale też rodzin, w których dwie osoby pracują, a więc podwójne miesięczne wynagrodzenie powinno pozwolić szybciej uporać się z ratami mieszkaniowego długu. Trzeba bowiem pamiętać, że w gronie kredytobiorców większość to pary. Potwierdzają to dane Eurostatu o zadłużeniu właścicieli nieruchomości. Wynika z nich, że w 2016 roku w Polsce tylko około 4,5% singli i aż 25,4% rodzin z jednym dzieckiem posiadało kredyt hipoteczny.

Gdyby więc przyjąć, że w rodzinie pracują dwie osoby i każda zarabia średnią krajową, to na raty zarobiłyby już w pierwszym kwartale (5 marca). Na 12 rat kredytu hipotecznego przeciętna rodzina mogłaby zarobić w 64 dni, a więc niewiele ponad 2 miesiące.

Dobry moment na nadpłaty

Sprzyjające zmiany, z których cieszyć mogą się gospodarstwa domowe spłacające kredyt hipoteczny warto wykorzystać do szybszego pozbycia się długów lub budowania poduszki finansowej na „czarną godzinę”. Trzeba bowiem pamiętać, że rodzima Rada Polityki Pieniężnej, ale też Europejski Bank Centralny lub Bank Centralny Szwajcarii mogą w pewnym momencie zdecydować o podwyżkach stóp procentowych. To w prosty sposób może doprowadzić do rosnących rat kredytów posiadanych przez Polaków. Na przykład gdyby rodzima RPP podniosła stopy procentowe do poziomu z końca 2012 roku rata 30-letniego kredytu mieszkaniowego mogłaby wzrosnąć aż o 30-40%. Co prawda prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza do końca 2020 roku jest dziś szacowane na kilka procent, ale nawet realizacji tak skrajnie niekorzystnego scenariusza nie sposób dziś w pełni wykluczyć.

Warto więc dziś zastanowić się nad tym czy posiadany przez nas kredyt jest spłacany w sposób optymalny. Może dzięki wyższym wynagrodzeniom i lepszej sytuacji majątkowej lub zawodowej kredytobiorca jest w stanie szybciej pozbyć się długu albo bank mógłby zaproponować tańszy kredyt. Może się okazać, że po kilku latach spłaty warto zdecydować się na refinansowanie (zamianę posiadanego kredytu na inny), nadpłatę lub nawet wcześniejszą całkowitą spłatę długu. Każde z rozwiązań może wiązać się z dodatkowymi kosztami, ale też korzyściami. Więcej na ten temat pisaliśmy w materiale 10 sposobów na ograniczenie kosztu kredytu 23 kwietnia br.

Bartosz Turek, analityk Open Finance

Do soboty prezydent Donald Trump ma zdecydować, czy Amerykanie nadal będą uczestniczyć w porozumieniu nuklearnym z Iranem. Jeżeli Biały Dom się z niego wycofa, to mogą nas czekać kolejne podwyżki cen na stacjach benzynowych – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od połowy marca mieliśmy do czynienia z dwoma epizodami silnych wzrostów cen paliw. Pierwszy z nich był rezultatem wyższej wyceny ropy naftowej na rynkach globalnych. Drugi wiązał się z osłabieniem złotego i wzmocnieniem się dolara.

Mimo że efekt związany z rynkiem walutowym nie jest jeszcze w pełni wkalkulowany w ceny, to według danych Komisji Europejskiej litr diesla pod koniec kwietnia kosztował w Polsce 4,80 zł/litr i był najdroższy od listopada 2014 r. Benzyna bezołowiowa z kolei osiągnęła poziom 4,88 zł/litr, czyli najwięcej od lipca 2015 r. Średnie ceny tych paliw w kolejnych dniach będą prawdopodobnie jeszcze o ok. 10 gr wyższe. To jednak niestety nie koniec złych informacji. Może nas czekać trzecia fala podwyżek cen i perspektywa tankowania paliw wyraźnie powyżej granicy 5 zł/litr.

Eksperci

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

AKTUALNOŚCI

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...